Issuu on Google+


- INTRO

+ + + + + + +

. . . . . . . . . . . . . . 3

ugryzieni

Kornel Maliszewski. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5

Publicystyka

Paweł Oczkowski - W drodze. . . . .. . . . . . . . . . . 9 Wojciech Boliński - Zorka 5 . . . . . . . . . . . . . . 13 Aneta Gliwicka - Ugly Kid Joe.. . . . . . . . . . . . 14

Artyleria

Paweł Sowa. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .17

Recenzje

Anna Maria - Szczerość mężczyzny . . . . . . . . . . 24 Michał Filipek - Let England Shake . . . . . . . . 26

1


POETRYZATOR

+

Wiktor Schulz. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 27

+

gaua - Powrót Tytanów. . . . . . . . . . . . . . . . . . .32

+ +

Inna twarz Prozaq

Wojciech Boliński - Ania z Betonowego Wzgórza. ..36 Mariusz Mazur - Hardcorowy Wnusio. . . . . . . . . 39

e-zinu ** Redakcja Autorzy (lista plac

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .43

)

. . . . . . . . . . . . . . . . . .44

2

(

-


- INTRO

3

INTRO


rys. Kamil LUPUS Boettcher

INTRO

4


UGRYZIENI Kornel Maliszewski

http://diepiard.blogspot.com/

5

UGRYZIENI


UGRYZIENI

6


7

UGRYZIENI


Paweł Oczkowski W drodze

PUBLICYSTYKA Wojciech Boliński Zorka 5 Anita Gliwicka Ugly Kid Joe

PUBLICYSTYKA

8


Pawel Oczkowski

9

PUBLICYSTYKA


motocyklach skontrastowanych ze zwykłymi mieszkańcami tego kraju, droga nie jest tu tylko pretekstem fabularnym, postawa „w drodze” jest prowokacją, która ujawnia braki w na pozór idealnie funkcjonującym systemie społecznym. Okazuje się, że pod maską spokojnego, dostatniego życia kryję się nietolerancja, agresja i lęk przed czymś nowym i odmiennym. Swobodni jeźdźcy stali się uciążliwymi świadkami ciemnej strony amerykańskiego snu, których trzeba pozbyć się w możliwie najłatwiejszy sposób. Easy Rider stał się przełomowym filmem, który w widoczny sposób manifestował potrzebę społecznej przemiany. Pchnął też na nowe tory Hollywood, opanowane do tej pory przez producentów i reżyserów ze starszego pokolenia, którzy hołdowali zasadzie „młodzież musi się wyszumieć”, ale nie ważne co się tam w niej gotuje. Ci starsi panowie nie tylko nie rozumieli społecznych przemian, obawiali się też fiaska finansowego, albowiem kino o młodzieży może odpychać ludzi starszych, co doprowadzi do kurczenia się widowni. Jednak nie tylko sukces artystyczny, ale i kasowy sprawił, że do filmu amerykańskiego wkroczył . nowy etos podsycany młodzieńczym zapałem. Easy Rider korzystał z mitologii drogi by zademonstrować kontrkulturową nieufność do establishmentu, ale także sprawił, że w kinie amerykańskim lat siedemdziesiątych mocno rozprzestrzenił się motyw bohatera jako zdesperowanego podróżnika bez celu, głoszącego nową ewangelię pełnej swobody, dodatkowo wzmocniony o wątek konfrontacji szans indywidualisty ze molochem machiny społecznej, by wspomnieć chociażby Znikający punkt Richarda Sarafiana. Jednak motyw „w drodze” wykazuje dużo większą różnorodność. Ciężko włożyć do jednego worka Swobodnych jeźdźców z bohaterami filmów takich jak Pięć łatwych utworów, Nocny kowboj, Badlands, czy Strach na wróble, . które otwierają nowy rozdział w historii amerykańskiego road movie. Dla Bobby'ego Dupea (kapitalny Jack Nicholson), bohatera filmu Pięć łatwych utworów Bobby'ego Rafelsona, droga nie jest już, tak jak dla Billa i Wyatta, metodą społecznej kontestacji. W przeciwieństwie do nich, nie boi się on pracy, nawet ciężkiej, jak wiertacza w szybie naftowym, jest natomiast typem wiecznie niezadowolonym. To przykład londonowskiego trampa, który ustawicznie pali za sobą mosty, droga jest dla niego rodzajem ucieczki przed każdą możliwą alternatywą sposobu bycia, każde nowe miejsce staje się osobnym rozdziałem w jego życiu. Jednak Bobby ucieka ponieważ zna doskonale możliwy finał każdej próby stabilizacji i poprzez swoje życie w drodze buntuje się przeciwko formom, na które byłby skazany wybierając tradycyjny, amerykański styl życia. Jego wędrówka zdaje się jednak nigdy nie mieć końca, ponieważ każdy kolejny jej rozdział zakończy się pogonią za nowym stereotypem. Mit drogi jako walki o własną autentyczność wyraźnie się tu dezaktualizuje, droga okazuję się taką samą konwencją jak tradycyjne formy mieszczańskie, staje się to podłożem do ciekawej polemiki z mitologią . Ameryki. Z kolei filmy takie jak Strach na wróble czy Nocny kowboj, utrwalają typ sympatycznego włóczęgi rodem z powieści łotrzykowskiej. W Strachu na wróble Schatzberga stykamy się z parą tułaczy, dla których droga nie jest dobrowolnym wyborem,

PUBLICYSTYKA

10


nie mniej jednak jest ona ich żywiołem i w niej czują się najlepiej. Maks i Francis zostali „wrzuceni w drogę” przez los, każdy z nich ma jasno wytyczony cel swojej wędrówki, jednak wydaje się on tylko pretekstem, aby ukazać piękną przemianę przywracającą wiarę w człowieczeństwo, jaką bohaterowie przechodzą podczas przemierzania wielkiego kraju. Film w konwencji ballady trampowskiej pokazuje szarą Amerykę, która wcale nie jest krainą dostatku i realizacji marzeń, mimo to przebija się tu na pierwszy plan gorzka miłość do tego kraju, gorzka a zarazem najprawdziwsza bo pozbawiona upraszczającej idealizacji. Jest to ukłon w stronę wszystkich włóczęgów, którzy tworzyli ten kraj znosząc trudy tułaczego życia dzięki optymizmowi i witalności. Schatzberg pochyla się nad nimi pełen wyrozumiałej troski, bowiem w nich widać to, co najsilniejsze w duchu prawdziwych Amerykanów, szlachetność, zdolność do marzeń i upartego dążenia do ich realizacji. Podobnie rzecz się ma w Nocnym Kowboju Johna Schlesingera. Joe Buck, znudzony pracą w małym miasteczku wyrusza do Nowego Yorku szukać szczęścia jako żigolak. Jednak jego teksański temperament nie na wiele się zdaje w wielkim świecie, w kapeluszu i kowbojkach wygląda tam co najmniej jak przybysz z innej planety i zamiast dostać się na salony, trafia w sam środek wielkomiejskich slumsów. Staje się jednym z pozbawionych perspektyw, nowojorskich lumpów, wegetujących z dnia na dzień. To, co Joe Buck znajduje tu zamiast amerykańskiego snu, to rozczarowanie i poniewierka, jest kolejną ofiarą naiwnej identyfikacji z mitem wielkiego dostatniego kraju, gdzie karierę można zrobić dzięki pomysłowości i determinacji. Gdy wszystkie środki zawiodą, pozostaje tylko wiara, że zostało wybrane nie to miejsce i znów zaczyna się to typowe dla amerykańskiego stylu życia uznanie dla rozpoczynania wszystkiego od nowa, . byle tylko wyjechać. Wciąż żywy w kulturze amerykańskiej jest mit anarchicznego upajania się wolnością poza prawem. Chyba żaden inny kraj na świecie nie może poszczycić się tak bogatą galerią uwielbianych przez naród przestępców, by wymienić chociażby Jasse Jamesa, Butcha Cassidy, Sundance Kida czy Johna Dillingera. W kinie drugiej połowy XX wieku ta specyficzna idolatria znalazła swoje najbardziej spektakularne odzwierciedlenie w filmie Arthura Penna Bonnie i Clyde. Reżyser w konwencji kryminalnej ballady wprowadza motyw wędrującej pary przestępców, motyw który zainspirował potem całe rzesze twórców kina „on the road”. Anarchicznie pojmowana wolność, ucieczka od prawa jako forma zrzucenia uciążliwego gorsetu norm społecznych i obyczajowych to obsesja, która niekoniecznie dziwi w kraju zbudowanym przez emigrantów. Bonnie i Clyde'a nikt nie pyta o moralny sens ich ucieczki, bo jest ona tylko realizacją znanego mitu, bardziej frapujący natomiast przypadek stanowią Kit i Holly z filmu Badlands Terrenca Malicka. Temat filmu zaczerpnięty został tym razem z kroniki policyjnej. Były śmieciarz Kit (kapitalna rola Martina Sheena) nie jest akceptowany przez rodzinę swojej narzeczonej, 11

PUBLICYSTYKA


aby nakłonić ją do ucieczki najpierw zabija jej ojca, a potem podpala jej dom. Argumenty te przekonują oczarowaną swoim chłopakiem Holly, od tej pory zaczyna się szaleńcza ucieczka przed policją. Pozbawiony skrupułów Kit zabija każdego, kto nawet przypadkowo stanie na jego drodze i tak aż do tragicznego końca. Ta para uciekinierów już nie budzi sympatii, zionie czystą patologią. Malick opierając się na prawdziwej historii, rozprawia się tu z kolejnym mitem, jakim jest wiara naturalnego człowieka nie poddanego żadnej edukacji moralnej. Jest to szokujące przedstawienie konsekwencji, jakie może przynieść bezrefleksyjny kult wolności. . Wątek drogi w amerykańskim filmie stopniowo zaczął się banalizować czego przykładem są choćby filmy takie jak Mistrz kierownicy ucieka czy Konwój. Przyciągając widza spektakularnymi scenami pościgów samochodowych są już tylko przygodowymi opowieściami o królach szos bezkarnie wykorzystujących moc potężnych silników. Dopiero w latach osiemdziesiątych zaczęły pojawiać się filmy w sposób oryginalny podchodzące do motywu „w drodze”. Interesującym przykładem jest kino Jima Jarmuscha, który polemizuje z ideologią road movie pokazując ludzi, którzy wędrówkę traktują równie bezceremonialnie, jak siedzenie przed telewizorem i drogę, która na takie traktowanie zasługuje. Bohaterowie filmu Inaczej niż w raju to podróżnicy z przypadku, zmiana miejsc nie jest dla nich okraszona potrzebą poznania świata i gwałtownych przeżyć, w przeciwieństwie do większości filmowych podróżników, dla których cel staje się po pewnym czasie pretekstem do włóczęgi, oni realizują swój cel po prostu nie zbaczając z drogi. Niekonwencjonalność podejścia Jarmuscha opiera się na tym, że lekceważy on wszystkie dydaktyczne, poznawcze i mistyczne walory podróży, jedyne odkrycie, jakie czynią bohaterowie tego filmu to to, że „wszędzie jest tak samo”. Podróż nie zmienia ich ani nie wzbogaca, droga spływa po nich, jak po psie. Współcześni amerykańscy wędrowcy nie kontestują ani nie poszukują własnej tożsamości, przemierzając zdemitologizowany, szary kraj starają się po prostu dobrze bawić, ich pełna afirmacja otaczającej rzeczywistości wyklucza wszelki bunt. . Jarmush dokumentuje zamknięcie się jednego z najważniejszych ogniw amerykańskiej legendy, jakim jest życie w drodze. Nie ma już powrotu do prostolinijnego i czystego życia, dla którego wędrówka była najważniejszym wyznacznikiem. Nie ma w tym nawet szczypty nostalgii, jak chociażby w Elektrycznym jeźdźcu Sydneya Pollacka, jest tylko obraz zdemitologizowanej Ameryki jako miejsca „nieznośnej lekkości bytu”. Zmienił się ten kraj i zmieniła się bezpowrotnie jego mitologia.

PUBLICYSTYKA

12


Zorka 5

Wojciech Bolinski

Gaua mi napisał, że w „bez kultury” mają kryzys. I jeszcze, że potrzeba jakiejś zapchajdziury, żeby kolejny numer składał się z czegokolwiek. No i że mam im zażegnać kryzys. Robi się, panie Gaua. Kryzys to moje drugie imię. Ostatnio udało mi się kilka prawie zażegnać, innych kilka wywołać, więc uważam się za co najmniej domorosłego eksperta. Podobno ma być bez kultury, więc mata co chceta, parafrazując artystę. Kurwa. Na początku tego tekstu chciałbym zaznaczyć, że tytuł jest jednorazowy, ale jeśli spodoba się gronu redakcyjnemu, to zrobi się z niego jakiś cykl, a co! A dlaczego tytuł taki, a nie inny? Bo oto szanowny czytacz ujrzy w nim fragment rzeczywistości przetworzony przez aparat Zorka 5, którym jest moja głowa, bo tak sobie wymyśliłem. Zakwalifikujemy . to jako „publicystyka”, chyba, że Gaua zechce inaczej. . Endżoj, jak to mówią Rosjanie w Północnej Nevadzie. Jakiś czas temu byłem w mieszkaniu mojego znajomego. Znajomy ma fajnie, bo mieszka z samymi dziewczynami, więc nie musi gotować, ani zamawiać pizzy. Wszedłem do środka razem z nim, jedynie na chwilę, tylko po bletki. Po zwyczajowym zapoznaniu się ze współlokatorkami, zachciało mi się siku. Po uzyskaniu odpowiednich instrukcji, gdzie, co i jak, udałem się do łazienki. I oto, co ukazało się moim oczom: podpaski!!! Leżały sobie, jak gdyby nigdy nic na widoku, w specjalnie wydzielonym koszyczku i krzyczały, do bogu ducha winnego gościa, jakim w tej sytuacji byłem, o tym, że tu mieszkają kobiety . (dziewczęta)! I bardzo dobrze! Owulacja jest rzeczą ludzką. Drogie panie, idźcie wzorem tych odważnych . dziewcząt! Nie chowajcie podpasek ze wstydem, pokażcie swoją kobiecość. PS. Podobno do lamusa odchodzi model artysty-buntownika. Teraz na topie są artyści-banany, znudzeni rzeczywistością i być może nawet niepijący. Argumentuję to tym, że tak powiedział jeden z moich kolegów. A wy co myślicie na ten temat? Jeżeli ktoś napisze mi o tym maila na rednacz@gmail.com, nie omieszkam pochwalić się tym w . następnym tekście. Jak Gaua pozwoli.

13

PUBLICYSTYKA


Ugly Kid Joe

Anita Gliwicka

Jakiś czas temu dotarł do mnie news, który wstrząsnął moimi ukrytymi pokładami radości, uwalniając przy tym sporą dawkę endorfin. Wiadomość, która sprawiła, że śmiertelna choroba, od jakiegoś czasu trawiąca zszargane już czasem i używkami ciało rock'n'rolla, . przestała postępować. Ale po kolei. Co to za choroba? Otóż, jako wierny fan prymitywnej muzyki, od jakiegoś czasu żyłam w pewnym niepokoju. Niepokoiło mnie bowiem to, co dzieje się z muzyką nie tylko na naszym podwórku, ale i na świecie. Gitary są coraz częściej wypierane przez syntezatory, stare, dobre bębny – przez perkusję elektroniczną, mocne, rockowe, zadziorne wokale – przez delikatnych chłopców w rurkach i eteryczne, rude dziewczęta. Grupa tych młodych twórców zaczęła wydawać muzykę zaszyfrowaną pod nazwami takimi, jak indie rock, off rock, czy electro rock. I tu kończyła się ich rola, a zaczynało moje wrodzone pieniactwo. Jak to – rock!? Padłam ofiarą wyjątkowo nieśmiesznego, siermiężnego żartu, czy naprawdę ludzie chcą słuchać elektronicznych smętów, urozmaiconych kilkoma delikatnymi szarpnięciami za struny i wyobrażać sobie, że oto stają się autentycznymi fanami rocka? Czy tak ma wyglądać za jakiś czas rockowy mainstream? Wprawdzie pojawiały się zespoły chcące pokazać młodemu audytorium jak wygląda prawdziwy rock'n'roll – tacy Airbourne, czy The Darkness. Cały czas więcej jednak było tego . elektronicznego, smętnego syfu. Jaki więc news tak mnie ucieszył? Marzyłam sobie o powrocie złotej ery wesołego, żywiołowego, autentycznego rocka, kiedy dowiedziałam się, że wielki powrót planuje jeden z moich ulubionych zespołów. Grupa, której słuchałam jako dzieciak, której teledyski oglądałam na starym MTV, w której wokaliście podkochiwałam się jako nastolatka. To właśnie ich comeback mógłby uratować hard rocka od zapomnienia. Panie i Panowie, . pragnę przedstawić Wam Ugly Kid Joe! Na początku lat 90 w Isla Vista w Californii, pojawiła się grupa wyjątkowo nieznośnych, długowłosych wyrostków, którzy w przydomowych garażach umiejętnie łączyli swój prześmiewczy humor z mocnymi gitarowymi riffami. Chłopcy mocno zafascynowani twórczością Black Sabbath założyli zespół, nazwali go Ugly Kid Joe, scoverowali „Sweet Leaf” i „N.I.B”. Coś musieli w sobie mieć, bo po niedługim czasie supportowali już samego Księcia Ciemności, Ozzyego Osbourne'a. Okazało się, że na żywo są nie do zdarcia. W 1991 roku wydali swój pierwszy mini-album „As Ugly As They Wanna Be”, zawierający . między innymi właśnie ich wykonanie „Sweet Leaf” (palce lizać, a wręcz odgryzać). Rok później UKJ udało się wydać pierwszy longplay, uroczo zatytułowany „America's Least Wanted”. Myślę sobie, że dla każdego szanującego się fana hard rocka jest to, albo przynajmniej powinna być, płyta kultowa. Nie można znać się na dobrej muzyce w stopniu przynajmniej elementarnym i nie kojarzyć standardów gatunku takich,

PUBLICYSTYKA

14


jak „Everything About You” czy „Cats In The Cradle”. Płyta jest piekielnie dobra. Ostra dawka energii rozrywającej gdzieś od środka. Potężna porcja ś w i e t n e g o g i t a r owe g o g r a n i a uzupełniona o świetny, zadziorny wokal Whitfield'a Crane'a (dla mnie jest to jeden z najlepszych głosów w rocku ever) to połączenie, obok którego nie da się przejść obojętnie. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że na tym krążku nie ma ani jednego gniota. Powiem więcej – nie ma tam ani jednego kawałka, który byłby chociaż troszeczkę słaby. Ta płyta to godzina nieziemskiej przyjemności w najlepszym wydaniu. Jest tu kawałek idealny, z którym od lat się utożsamiam - „Goddamn Devil”. Jest rewelacyjny, funkowy „Same Side” - w sam raz do pobujania się. Jest „Dont Go” - rockowa piosenka o miłości z prawdziwego zdarzenia. Są rewelacyjne „Neighbour”, „So Damn Cool”, „Madman” czy „Panhandlin' Prince” i dużo . więcej. Taką płytą Ugly Kid Joe otworzyli, a raczej wyważyli sobie drzwi do kariery. W 1995 roku zespół wydał swój drugi longplay, „Menace To Sobriety”, który w niczym nie ustępuje swojemu poprzednikowi . Płyta jest równie rockowa, może trochę bardziej dojrzała, trochę ostrzejsza. Krążek kopie tyłek od pierwszych sekund. „Intro” to gitarowa ściana, na którą aż chce się wspinać, świetna zapowiedź tego, co będzie się działo później. Furia to chyba słowo najtrafniej określające ten album. Kawałki takie, jak „God”, „VIP” czy „Oompa” to zło(ść) pod najczystszą postacią. „Jesus Rode a Harley” to rewelacyjna profanacja, „Cloudy Skies” czy „Candle Song” to prawdziwie rockowe ballady, a „Milkman's Son”, „Tomorrow's World” i zamykający płytę „Slower Than Nowhere”, to już istne arcydzieła swojego gatunku. Dodam tylko, że to właśnie dzięki tej płycie poznałam Ugly Kid . Joe, jako może 8, 9-letni dzieciak. Rok później, bo w 1996 roku zespół wydał „Motel California”, płytę, której tytuł jest jak łatwo się domyślić, pastiszem na „Hotel California” The Eagles. Jak się później okazało, miało to być ostatnie wydawnictwo w krótkiej historii Ugly Kid Joe – w 1997 roku zespół zawiesił działalność. „Motel California” otrzymał dosyć zdystansowane, żeby nie powiedzieć sceptyczne, noty od krytyków. Ze sprzedażą nie było lepiej. A ja zupełnie nie rozumiem, czemu tak się stało? Płyta faktycznie różni się trochę od swoich poprzedniczek, natomiast w tym przypadku inna, nie znaczy wcale gorsza. Klimat krążka jest lekko niepokojący, brzmienie jest trochę nowocześniejsze. „It's a Lie” i „Dialogue” są pełne energii i dobrych riffów, „Sandwich” i „Bicycle Wheels” to wesołe, szybko wpadające w ucho kawałki, do których nawet nakręcono teledyski. Ciekawostką jest „Rage Against the Answering Machine” (brzmi znajomo?). który jest nagraniem z automatycznej sekretarki Whita Crane'a uzupełnionym o ostry, gitarowy galop. Reszta płyty jest, jak już wspominałam, utrzymana w lekko niepokojącej, odrealnionej konwencji, na szczególne wyróżnienie zasługują tu według mnie „Little Red Man” i lekko surferski „Undertow” z rewelacyjną gitarową solówką. . 15

PUBLICYSTYKA


Po rozpadzie Ugly Kid Joe muzycy nie zamknęli się w domach, ale działali dalej. Całe, liczne instrumentarium UKJ porozpełzało się po różnych zespołach (Mudvayne, Godsmack, Slipknot, Life of Agony i wiele, wiele innych). Whitfield Crane zaśpiewał w dwóch projektach, z których każdy wydał po jednej (obie rewelacyjne) płycie – Medication z „Prince Valium” (2002) i Another Animal z „Another Animal” (2007). Po 13 latach rozłąki muzycy UKJ na swoim oficjalnym koncie MySpace obwieścili, że postanowili się zreaktywować w swoim ostatnim składzie. 2011 rok, ma być rokiem ich licznych koncertów i być może pracy nad nowym materiałem. Ugly Kid Joe, proszę, nie zawiedźcie mnie! .

PUBLICYSTYKA

16


Artyleria Paweł Sowa ...właściwie co on tak długo robi w niej, przecież to jego Matka! www.pawelsowa.weebly.com www.facebook.com/pawelsowa

17

Artyleria


Artyleria

18


19

Artyleria


Artyleria

20


21

Artyleria


Artyleria

22


RECENZJE Anna Maria Szczerość Mężczyzny Michał Filipek Let England Shake

23

Recenzje


.

-

--

Szczerosc mezczyzny

Anna Maria

„Wszystko co mężczyźni wiedzą o kobietach” - Alan Francis Ksiąka Alana Francisa ukazuje na swoich stronach wnikliwą analizę tego, co mężczyźni wiedzą na temat kobiet. Na pierwszy rzut oka absurdalny tytuł lektury może wywołać krzywy uśmiech zarówno u tych pierwszych, jak i drugich. Jednak już pierwsza strona zmienia ten stan. Szczególnie zaskoczyła mnie szczerość autora (mężczyzny). Jego długie i ciekawe wywody oparte są na własnych przemyśleniach i badaniach, co podnosi wiarygodność tekstu. Amerykański psycholog przez wiele długich, żmudnych lat, prowadził sondaże wśród tysięcy mężczyzn. Francis w swojej książce stara się ogłosić światu, co mężczyźni wiedzą o budowaniu związku, intymnej i mentalnej więzi, w jaki sposób dbać o uczucia, jak seksualnie zadowolić partnerkę. Myślę też, że autor wykonał piękny ukłon w stronę kobiet: zero cynizmu, sarkazmu, niezrozumienia. Jestem pewna, że kosztowało go wiele wysiłku i samodyscypliny, żeby przedstawić sprawę w taki właśnie sposób: najszczerszy, najpiękniejszy. Tuż po lekturze, większość czytelników (zapewne ich męska część) pokiwa głową z niedowierzaniem, uzna, że to żart, prowokacja. Ja jednak (mimo, iż jestem kobietą) proponowałabym chwilkę kontemplacji i porównanie swojej wiedzy z wiedzą Alan'a Francis'a.

Ocena 10/10

Recenzje

24


Michal- Filipek

Let England Shake Ocena 10/10

Listopadowa szaruga, leżę w łóżku ze skręconą nogą, czasu na słuchanie muzyki jak nigdy. Postanowiłem zrobić sobie przejazd po całej dyskografii Polly Jean Harvey. Takie małe przypomnienie i odświeżenie twórczości ulubienicy legendarnego dj'a BBC Johna Peela, która razem z Bjork i Ttori Amos wyznaczały ścieżki''żeńskiej alternatywy'' przez ostatnie dwie dekady. Na tę wieść aż podskoczyłem z radości odrzucając kule niczym przy cudownym ozdrowieniu w częstochowie (gdzieś teraz wiszą obok czarnej madonny). Niezwłocznie przystępując do szukania wszelkich zapowieści i trailerów na you tube, doznaję nie lada szoku dowiadując się, że na nowym krążku teksty traktować będą o sprawach społeczno-politycznych, a nie, jak do tej pory bywało, o szeroko rozumianych stosunkach damsko-męskich. Mało tego, muzyka oparta na pradawnym angielskim folku nierzadko z udziałem przedziwnych starych instrumentów. Naprawdę warsztat artystki jest powalający; mieliśmy ją bardziej rockową (''stories from the city stories from the sea''), punkująca (''rid of me''), liryczną (''to bring you my love''), sonic youthową (''uh huh her''), czy zaciekle romantyczną („white chalk”) teraz przyszła pora na rozliczenie się ze swoimi korzeniami i historią wielkiej brytanii. Dla dodatkowego efektu, stała ekipa odpowiedzialna za brzmienie materiału (pj harvey mick harvey john parish) realizowała go w zabytkowym gotyckim kościele. Rezultat miażdżący - czy komuś wcześniej udało się tak subtelnie zmiksować alternatywę z brzmieniami powiedzmy 15 wiecznych levellersow? Pieśni są tak przepiękne, że chyba brak mi słów, żeby je opisać. Mogę wskazać tylko sentymentalne faworytki z początku płyty - ''let england shake'', ''the glorious land'' ,''last living rose'' i singlową ''the words that maketh murder''. Zresztą, niech wizytówką ''let england shake'' będą maksymalne oceny najważniejszych magazynów muzycznych, takich, jak rolling stone nme i qard. I u nas nie będzie inaczej, moi mili. Chyba pierwszy raz w historii działu recenzji pełna dysia. Nawet pierwszy raz opowiem się za monarchią koronując Polly Jean na jedyną słuszną królow anglii.God save the queen!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Recenzje

26


Poetryzator Wiktor Schulz

27

Poetryzator


podróż po rozarium

była zmyślona. to właściwie pretekst po to by nie patrzeć na zewnątrz. sprawia mi satysfakcję myśl że mnie na tym świecie zupełnie nie ma - powiedziała. generałowie zazwyczaj lubią róże - nic lepszego nie przyszło mi do głowy.

Poetryzator

28


*** artysta, który zjadł zęby przy tworzeniu malarskich arcydzieł na oponach od samochodów, opowiadał że każdą skończoną oponę zwyczajnie rodzi, kocha przez jeden dzień, a później zostawia w okienku życia sióstr nazaretanek. ‘pielęgnuj swoją próżność, bo któregoś dnia – odpowiadałem - nie będziesz mógł znaleźć brzegu naszej płaskiej ziemi.’ popyt na opony pojawił się zaraz po jego śmierci.

29

Poetryzator


*** jechałem kiedyś taksówką pachnącą chińskim cynamonem, a kierowca mówił do mnie: ‘pieprzenie przy świecach to oksymoron, który przyszło mi, jak na ignoranta, trawić dość ciężko. nieomal sakralna maksyma, didaskalia pod nabrzmiałym hasłem: NEW AGE!’ kiedy podczas postoju na światłach zapach wypłyną na ulicę, ktoś – jak zniewolony afrodyzjakiem, bez słowa otworzył drzwi, siadając tuż za jego plecami.

Poetryzator

30


***

Od 4000 dni nie widziałem słońca i to nie byłoby jeszcze złe, gdyby nie historia o zahibernowanych duszach. ‘Pamiętaj – mówiła – że gdy ulice spowije błękitna zorza, Twoja wiara zgaśnie jak biel po chwili agonii.’ Przy okazji – ktoś spierdolił nam stratosferę i deszcz też nie pada od jakiegoś czasu.

31

Poetryzator


Inna twarz gaua Powr贸t Tytan贸w

Inna twarz

32


Tytani powrócili! Czy to jakaś zorganizowana akcja? Taka akcja, że ludzie, którzy kilka lat temu tworzyli forum www.poezja.org zwarli szyki i przypuścili frontalny, zmasowany atak na przyczółki prozy! Większości z nich (a w zasadzie – nas, ale o tym za chwilkę) nie było . tam przez ładny kawał czasu. Ale skończyło się. Nie ma, że boli. Dyskoteka gra. Znów. I tak to w spokojny, sobotni wieczór, 12 lutego konkretnie, nastąpił wysyp tekstów. Ach, kogóż tam nie było! Jay Jay Kapuściński, MARCEPAN 30, znany skądinąd Sanestis Hombre, asher, Tali Maciej, Don Cornellos i niżej podpisany, Ukochany Naczelny bez kultury. . 19 lutego zaś do tytanicznej Armii dołączył Leszek Dentman. Czy to tylko jednorazowe przedsięwzięcie? Tego, póki co, nie wiadomo, ale krowy podobno ćwierkają, że nic nie jest wykluczone. Strzeżcie się więc karzącej ręki prozy, demonicznych jeźdźców opowiadania, wyklętych synów literatury. Kto wie, kiedy znów . uderzą? Z tej to właśnie okazji, postanowiliśmy wyjątkowo zrobić wyjątek i przytoczyć tekst, który jest swego rodzaju "przedrukiem" z forum. Jako przedsmak tego, co znajdziecie u źródeł. Z reguły, bez kultury celuje bowiem w tekstach świeżych i niepublikowanych, jakże tu jednak pisać o powrocie bez powrotu? Zatem, proszę Państwa, już na następnej stronie, MARCEPAN 30 i "Ania z Betonowego Wzgórza"! Hip hip, hurra! Kwiaty, confetti i muzyka! Resztę okołopowrotowych tekstów znajdziecie tutaj: . Jay Jay Kapuściński, "2x3" www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=119964 Marcin Gałkowski, "Jak zrozumieć kobietę" www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=119962 Sanestis Hombre, "Listy" www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=119963 asher, dwa ciągi dalsze: "Wyspa" i "Tymon" www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=119970 Don Cornellos, "Beata z Dziennika Nieco Rubasznego" www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=119966 Tali Maciej, "Mit o śmierci królowej balu" www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=119975 Leszek Dentman, "Sic transit" (cz. 1) www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=120186

33

Inna twarz


Prozaq MARCEPAN 30 Ania z Betonowego Wzg贸rza Mariusz Mazur Hardcorowy Wnusio

35

Prozaq


MARCEPAN 30

Ania z Betonowego Wzgórza

Cóż, zmyśliłem tę historię, ale przyznacie, że mogła wydarzyć się naprawdę. A jako, że od lat wielu nie zrobiłem kroku naprzód, pomyślałem, iż takie coś mogło zdarzyć się i mnie. Się to dzieje gdzieś tak w okolicy 2000 r. Nie każdy miał jeszcze tak swobodny dostęp do internetu. Tak, wiem, wiem! Miałaś rację, nigdy niczego nie napiszę! Nie stworzę baśni, historii prawdziwej, ani wyciskacza łez. Ta jedna rzecz wyszła ci idealnie, wpędzenie mnie w bezmiar niewiary i podporządkowanie się losowi, który jest zbyt okrutny, bym mógł go pojąć. Nawet nie tyle pojąć, co odnaleźć w nim sens. Zrozumieć po co komu słowa, kiedy nie potrafi odpowiednio ich użyć. Patrzysz teraz ze zdjęcia tymi swoimi oczami żmii. Syk wyciska ci się z ust tak obrazowo, że wręcz słyszę go nawet teraz, mimo upływu lat. Niewiele się zmieniłaś, wciąż kretyńsko wyginasz się do zdjęć, wykrzywiasz usta, jakby cię coś od środka bolało i udajesz boginię seksu. Jak ten Facebook pozwala odnaleźć ludzi i przypomina o porażkach. Nie no, seksik spoko, nie mam zastrzeżeń. To jest akurat twoja życiowa rola. Od przodu, od tyłu, z boku, na stojaka, w samochodzie, w lesie, w windzie, kamasutra na całego. Do buzi brałaś jak ta lala, nawet w tyłek dałaś sobie wcisnąć. Ale po jaką cholerę bredziłaś mi te bzdety o rodzinie? Że to niby Antoś miałby być spełnieniem ciebie, jako kobiety. Kurwa, jaki ja byłem durny! Przez rok łykałaś w tajemnicy tabletki i ściemniałaś, że nie możesz zajść! A ja, jak ten palant, zapieprzałem PKS – em 40 kilometrów po dwunastu godzinach pracy, by cię wziąć od tyłu w drzwiach sypialni i czekać aż urodzisz mi syna. Jakiż ja zakochany byłem, Wokulski może się schować przy moich fantazjach. Tyle, że to inni mieli rację. „Zostaw tę dziwkę, ona cię roluję!” - mówili kumple przy browarku. Ale gdzie tam, można było mówić. Obłęd w oczach, łaskotanie w rozporku i bełkot: - Chłopaki, wy jej w ogóle nie znacie. To fantastyczna kobieta! - Mam cię wypunktować, żebyś sie ocknął? - Karol był zawsze szczery, obrzydliwie. Dlatego jego straciłem jako pierwszego. – Rzygać mi się jak patrzę, co się z tobą dzieje. - Wiesz co, Karolku? Pierdol się! Może czas dorosnąć, wstać spod tego parasola, wypić ostatnie piwo i się ustatkować. Nie sądzisz? Będziesz tak nosił te zeszyty i bazgrolił w nich do końca życia? Myślisz, że coś stworzysz? - O, patrzcie go! Pan dorosły się znalazł! Panna mu loda elegancko zrobiła i już się z nią żenić będzie! To co? Już nie chcesz próbować? Całe Technikum o tym rozmawialiśmy, te wszystkie teksty wysłane do „Cogito” nic dla ciebie już nie znaczą? Rzucisz to dla jakiejś pustej dupy? - Karol, ta dupa ma imię i dostała od chrzestnego komputer. Teraz tam piszę, a ona to ocenia. Trzeba iść na przód. - Widzę, że już nie ma z kim gadać. Bigos masz z mózgu, chłopie. Pamiętam jak wstał, leniwym ruchem podniósł kufel z piwem, dokończył i odszedł. Jedyny facet jakiego znałem, który naprawdę był w stanie coś napisać. Dzisiaj, magister filozofii składający plastikowe elementy na taśmie produkcyjnej, w Manchesterze. A ty? Owszem, czytałaś moje opowiadania, ale komentarze były tak szczere, jak twoje intencje wobec mnie. Pławiłem się w twych pochwałach, tak samo rozkosznie, jak w twoich sokach, gdy nocami otwierałaś dla mnie swe wrota.

Prozaq

36


Ginąłem, a zdawało mi się, że oto jestem na początku drogi do chwały. Książka, syn, żona, parterowy domek na skraju lasu. Nic nie docierało do zmąconego umysłu, nawet twój pseudofeministyczny bełkot. O tak, wiem. Tatuś pił, a poprzedni chłopak był wstrętny, bo ograniczał twoją wolność. Tak, w Indiach mężczyźni palą na stosach niewierne żony, a w Afganistanie rzucają kamieniami i w ogóle facet to świnia i powinien siatki z zakupami za kobietą nosić. To wszystko w pełni usprawiedliwiało twój jazgot, dawało prawo do nienawidzenia męskiej rasy i bluzgania. W twoim mniemaniu oczywiście, bo o feminiźmie bladego pojęcia nie miałaś. Tylko co ja miałem do tego? Do tych wszystkich Arabów, muzułmanów, afrykańskich dzikusów, którzy kobietom wycinają łechtaczki, aby te nie mogły mieć orgazmu? Ani to moja wina, ani moja moc, żeby to zmienić. Nosiłem więc te siatki za tobą i gary myłem w twoim domu, po twoim obiedzie, w twojej kuchni, kiedy twoja matka leżała w szpitalu. I puszczałem cię wieczorem z kumplem na basen, i z twoim starym nie piłem wódki, i obgadywałem wszystkich facetów z twoich ulubionych seriali. Miałem być inny, wspaniały, męski, wyrozumiały, tymczasem przyzwalałem na twoje bzykanie się z kumplem i jeszcze udawałem, że tego nie widzę! Biedna matka, dogorywała w szpitalu, a ty jej nawet nie odwiedziłaś. - Po co mam udawać, że jest mi przykro. Ci wszyscy hipokryci krzywią się i kłamią. Matka umiera, bo ma raka, ja jestem szczera, nie muszę być jak te wszystkie palanty, co na siłę płaczą, a w duchu myślą tylko, jak do domu pójść na mecz. Faceci! Udaje taki jeden z drugim, pitu, pitu wspaniałego tatusia i męża. Na pokaz! A jak tylko nikt nie patrzy, od razu idzie się nachlać – strzelałaś jadem po mistrzowsku. - Ale powinniśmy do niej pójść, ona chce cię zobaczyć. - Ty musisz też udawać? Jest nieprzytomna, nawet nie będzie wiedziała, że tam byłam. Zmarła pół roku później, z pogrzebu urządziłaś sobie rewię mody. Trzy dni przerzucania ubrań, butów, kolczyków, perfum w kilkunastu sklepach. Przecież nie pokażesz się w byle czym! Mogę ci śmiało powiedzieć, swojej matce nie dorosłaś do pięt. Do dzisiaj pamiętam, jak siedziała w kuchni, wiecznie skulona, smutna. Ogrzewała dłonie kubkiem z gorącą herbatą, bo stary przepił kasę na opał. Kupował jej babskie gazety z plotkami, a jej wcale nie obchodził los gwiazd. Ona chyba nawet nie znała pojęcia „gwiazdy”, to byli po prostu jacyś tam ludzie. Pamiętam, jak pochylała się na gazetą i smutnym wzrokiem błądziła po literach. - Co tam piszą, pani Grażynko? - spytałem. - Mój Boże, zrobili zdjęcie jakiejś kobiecie i napisali, że mąż ją zostawił, a teraz chce zabrać dziecko. I to do gazety dali? Jezu, jak jej musi być przykro. I kołysała się tak kilka minut, z głową nad brukowcem, z nieobecnym wzrokiem i w nieludzkiej ciszy. Czułem sie dziwnie, z jednej strony przerażał mnie jej smutek, z drugiej zaś czułem, że jest on jej wybawieniem, jej wewnętrznym światem, w którym może się schować i tam jest nie do ruszenia. Cisza, która pochłaniała ją w tej kuchni, była tak niewyobrażalnie plastyczna, gruba i gęsta, że nie przepuszczała świata. Pochłaniała wszystkie wyzwiska rzucane przez męża, była jej tarczą, chroniła od ciosów. Wychodziła z niej tylko na godzinę, raz w tygodniu, gdy szła do kościoła. Po drodze czytała klepsydry, dowiadywała się z nich kto zmarł i pochylała głowę pod tablicą ogłoszeń. W kościele zawsze siadała gdzieś z boku, w tylnych rzędach. Nie chciała nikomu przeszkadzać i nikogo aferować swoją obecnością. Składała ręce, pochylała się i szeptała coś, co mogło być modlitwą, choć wyglądało raczej jak przepędzanie złych duchów, odszeptywanie złych mocy. Po kościele wracała do swojej kuchenki, parzyła herbatę i zanurzała się w nicość. 37

Prozaq


Była tak cicha i tak bardzo nie chciała zawracać światu głowy, że nie zorientowała się nawet jak bardzo zżera ją choroba. Musiała coś zauważyć, ubywało jej, skóra bladła, ciało robiło się zimne, a z miejsca, które wydało cię na świat sączyła się ropa. Wnętrze musiało boleć, palić niczym polane kwasem. Umysł jednak wyćwiczony do niedopuszczania bólu, wygrał. Musieli mocno się namęczyć, żeby odczepić jej palce wbite w kościelną ławę, gdy na niedzielnej mszy wygięła się z bólu i straciła świadomość. Ojciec w tym czasie próbował wytłumaczyć się policji dlaczego w takim stanie porusza się pojazdem mechanicznym, jednośladowym marki „Komar”, w dodatku bez ubezpieczenia i ważnych dokumentów. Rzeczywistość boli, a jeszcze bardziej boli przebudzenie. Nie z pijaństwa a z długiego, chemicznego snu, w którym potwory wydają się być księżniczkami, a prawdziwe księżniczki płaczą w samotności, odepchnięte przez swych, chwilowo niepoczytalnych, chłopców. Czy wiesz, że powiedziałem Magdalence, że jesteś w ciąży? Płakała. A ja chciałem, by dała mi wreszcie spokój, by nie przeszkadzała i zrozumiała, że to ty jesteś najważniejsza. Kiedy się obudziłem, Magdalenka miała już ułożone życie i nie chciała o mnie słyszeć. - Nie będę cię utrzymywać! Wybij to sobie z głowy! - to były twoje pierwsze słowa, kiedy ci oznajmiłem, że straciłem pracę. - Ale jak utrzymywać! Kochanie, jutro jadę do pośredniaka, a później coś znajdę. Na bilet do ciebie też skądś pożyczę, nie musisz mnie utrzymywać. - Zobaczymy. Wszyscy tak mówicie, a później na fartuszku mamusi, albo żony. Oszczane kalesony i te gadki, że nie ma pracy, to po co z domu wychodzić! To był początek końca, malałem każdego dnia, kurczyłem się, zwijałem w kłębek. Nie mogłem spać, gdy nie odbierałaś telefonu, nie wierzyłem, gdy mówili, że masz już innego. Kumpel zaczął przynosić zielsko, uspokajało mnie. Uspokajało tak bardzo, że godzinami wpatrywałem się w lustro i śmiałem z własnej twarzy. Twarzy starca, który się pomylił. Który opowiedział złą historię i teraz został ukarany banicją we własnej łazience. Kiedy się obudziłem, poczułem nienawiść. I dzisiaj, po latach, znalazłem cię na Facebooku. Jesteś podobna, ale nie jesteś miękka, a taką cię wtedy widziałem. Masz ostry nos, ostre krawędzie twarzy, ostre linie między policzkami i wąskie czoło. Jesteś kanciasta, linie twojego ciała są wyraźne zaznaczone, jak linie stołu, szafy, nie są to linie człowieka. Twoja skóra jest napięta, naciągnięta jakby było jej za mało, na ostrych krawędziach kości załamuje się gwałtownie i każe uważać. Człowiek czuje, że mógłby się o ciebie skaleczyć. Dłonie masz kościste, palce zakończyłaś długimi, czerwonymi tipsami. To ostrzeżenie. Przypominasz kaktus, z każdej komórki twojego ciała wystaje kolec, cienki i ostry. Mogłem ich nie zauważyć, są przezroczyste, ale bardzo ostre. Dzisiaj nie zbliżyłbym sie do ciebie, wtedy przedarłem się przez gąszcz kolców, bo adrenalina znieczuliła ból. Poraniłem się. Ale blizny wyrzuciłem do śmieci. Prócz tej jednej, największej i najdotkliwszej rany, którą zadałaś mi jednym zdaniem: - Nigdy, niczego nie napiszesz! Rozdrapuję ją każdego dnia. Dbam, by się nie zabliźniła. Kultywuję jej obecność, dotykam jej, pilnuję, by zawsze sączyła się z niej krew. Gdy czuję jej smak, wiem, że jeszcze po coś żyję.

Prozaq

38


Mariusz Mazur

Hardcorowy Wnusio

Staruszek cicho zastukał w ciemne, antywłamaniowe drzwi. Za chwilę odpowiedziały mu metalicznym chrzęstem odsuwanego zamka i uchyliły się dyskretnie. - A, jesteś, tato. Cześć, wchodź - kobieta w średnim wieku przywitała go ściszonym głosem. W lewej ręce, trzymała czarne, wysokie kozaczki, o obcasach jak szpikulec. Starszy mężczyzna wszedł do obszernego przedpokoju. Rozejrzał się wokół z lekkim niepokojem. - Śpi? - wyszeptał do córki, kiedy ta zamykała drzwi. - Tak, właśnie zasnął. Uff… - ostentacyjnie wytarła czoło. - Dawał dziś czadu, oj, dawał. - No, wyobrażam sobie - przełknął ślinę - nigdy cię nie zrozumiem, jak można tak rozpuścić bachora… - Tato, to twój wnuczek, nie mów tak. - Wnuczek, wnuczek - zaczął ściągać szarą kurtkę - diabeł wcielony, nie wnuczek. Zawsze mówiłem - brak mu twardej ręki, zawsze mówiłem… Odkąd odszedł ten… ten jego… no, jego ojciec, to już całkiem zdziczał. - No wiesz, wychowuję go, jak mogę - upinała przed lustrem swoje długie, platynowe włosy jakimiś spinkami. - Wcale się nie uważam za złą matkę. Ma wszystko, czego mu potrzeba. - Oprócz męskiego rygoru. - Oj, już dobrze, nie kłóćmy się - uśmiechnęła się - muszę już lecieć, bo znowu się spóźnię na dyżur. A wiesz, że dziś robili reportaż o naszym szpitalu? Podobno, jutro ma być na regionalnej. - Może obejrzę. - Koniecznie, musisz. W kuchni masz kolację. Będę rano - zakomunikowała. Zarzuciła purpurowy płaszczyk i wyszła, zamykając cicho drzwi. Starszy mężczyzna, powiesił kurtkę i przez kilka chwil przypatrywał się swojemu odbiciu w lustrze. Siwe, przerzedzone włosy sterczały bezładnie na wszystkie strony. Gęsty, długo nie przycinany zarost sprawiał, że wyglądał jeszcze starzej, niż na swoje siedemdziesiąt lat. Po śmierci żony, bardziej się przygarbił, jakby niewidzialna tęsknota przysiadła mu na karku i za nic nie chciała stamtąd zejść. Odwrócił się od lustra i ostrożnym krokiem podszedł pod drzwi pokoju dziecka. Nacisnął klamkę. Sylwetka małego zamajaczyła w pościeli. Zdawał się spać smacznie i błogo. Stary uśmiechnął się z ulgą i cicho wyszedł. *** Zjadł kolację, po czym, drżącymi rękoma, nalał sobie kieliszek żołądkowej gorzkiej. Wygodnie wyciągnął się na kanapie. Rozłożył nie doczytaną do końca dzisiejszą gazetę i zagłębił się w lekturze. Po chwili zasnął, a dziennik łagodnie opadł mu na pierś. *** - Dupa! Peniś! Przez jeden moment, krótki, jak błyskawica, wydawało mu się, że jeszcze śpi. - Dziadek! Dupa! Peniś! 39

Prozaq


Wiedział już, co to oznacza. Szybko otworzył oczy. Mały stał przy szerokim, brązowym fotelu i uśmiechał się diabolicznie. W ręku trzymał porozrywanego niemiłosiernie misia z białym brzuszkiem. Głowa pluszaka trzymała się na kilku wątłych niciach. - Dziadek - powtórzył sześciolatek. W chwilę później, miś cicho przeciął powietrze i wylądował na twarzy starca. - Ha, ha! - zakrzyknął mały. Blond loczki zakołysały się we wszystkie strony, a niebieskie oczka błysnęły szelmowsko. - Dupa! Peniś! Dziadek zerwał się na równe nogi, lecz w tym samym momencie poczuł, że nie może zrobić kroku. Momentalnie stracił równowagę i grzmotnął przed siebie jak ścięte drzewo. Zdążył jeszcze zauważyć, że powyżej kostek nogi ma spętane jakąś tasiemką. Zamortyzował trochę uderzenie rękami, lecz i tak na niewiele się to zdało. Dał się słyszeć stłumiony trzask. Najpierw zobaczył, że pokój kręci się jak karuzela w Wesołym Miasteczku. Wirowanie rozproszyło się jednak szybko i zniknęło. Później dostrzegł, na pstrokatym, tureckim dywanie, swoją różowo-białą, sztuczną szczękę, która leżała przed nim i uśmiechała się złośliwie. Mały tylko na to czekał. Wskoczył na plecy leżacego i złapał go za włosy. - Wio! Dziadek! Konik! Wio! Zaczął udawać, że pędzi na koniu, uderzając tyłkiem, raz po raz, o obolałe ciało przerażonego starca. Ten wyjąkał: - Alanek, przestań! - Przestań, do jasnej cholery! – wrzasnął w końcu ze złością. - Złaź! Złaź natychmiast! Ale, Alanka mało obchodziło, co tam bełkotał do niego dziadek. Puścił jego włosy i zaczął okładać go po pośladkach. - Wio! Jeć dziadek! Tego już było za wiele. Stary zebrał siły i przekręcając się szybko na bok, strącił z siebie bachora. - Już ja ci dam konika! - usiadł gwałtownie i wziął się za rozsupływanie tasiemki. Uwolniony, podniósł szczękę i stanął na nogi. Alanek wstał, cofnął się w półcień pokoju i czekał. Stary przeszedł do kuchni, żeby wypłukać szczękę. Po drodze, z ulgą stwierdził, że nic się z nią nie stało - nie pękła, ani nie odprysła. Po jakimś czasie, wrócił do pokoju, już w pełnym rynsztunku. Ale smarkacz zniknął. Nie zdążył pomyśleć, gdzie mógł się schować, gdy usłyszał za sobą głośne kroki. Odwrócił się raptownie. Zobaczył tego ’’mordercę o twarzy dziecka’’, jak go w myślach nazywał, człapiącego ku niemu w niebieskich butach narciarskich, z twardymi, wystającymi czubkami na wiązania. - Co ty, do chole… - jego zdziwienie urwało się w momencie, kiedy poczuł, że ’’morderca’’ kopie go w kostkę. Potworny ból sprawił, że znowu upadł, łapiąc się odruchowo za nogę. - Aaaaa! - zawył - Jezusie nazareński! Ależ to boli! - Peniś! Dupa! Dziadek! - krzyczał mały. - Zabiję cię! - ryknął stary, zrywając się nadzwyczaj żwawo z podłogi - Niech no tylko cię złapię! Zabiję! Mały zaczął uciekać, a dziadek, z wyciągniętymi rękami i ze szczerym zamiarem popełnienia zbrodni, wymalowanym na twarzy, pokuśtykał za nim.

Prozaq

40


*** - Dziadek, kochas mnie? - pytało często dziecko. – Kocham – kłamał, żeby mieć święty spokój. Nawet go nie lubił, a co dopiero mówić o miłości. Dzieciak przyprawiał go o utratę zmysłów. Było to bardzo dziwne, lecz w jego towarzystwie, mały dostawał jakiegoś niewytłumaczalnego ataku furii. Dokuczał mu na każdym niemal kroku, sprawiał, że autorytet dziadka został sprowadzony do parteru, zredukowany niemal do zera. Podle się wtedy czuł. To tak, jakby chłopiec pozbawiał go całej mądrości i opanowania, jakie nabył przez te wszystkie lata. *** Ciężkie buty utrudniały dziecku ucieczkę. Przewrócił się przed wejściem do łazienki. Dziadek dopadł do niego. Dyszał żądzą zemsty, miał szaleństwo w oczach. Alanek nigdy go takim nie widział. Stary złapał go ręką za piżamę na piersiach i przyciągnął ku sobie. Zamachnął się. I wtedy zastygł. Przeszyła go otrzeźwiająca myśl: ’’ Co ty robisz? ’’. Dostrzegł zalęknione, oczy wnuczka. Były pełne strachu i bezbronności. W końcu zrozumiał. Agresja i złośliwość, to chęć zwrócenia na siebie uwagi. Ojciec odszedł, jak Alanek miał roczek, znał go więc tylko z opowiadań mamy. Nie rozumiał, dlaczego tata go zostawił. Te jawne napaści na niego, na swojego dziadka, to był paniczny krzyk osamotnienia. Rodzaj buntu wobec jego małego świata. Świata bez ojca. Dziadek opanował się nie bez trudu i podniósł dziecko z podłogi. - Już dobrze, co? - zapytał słabo. - Nie wygłupiajmy się więcej, co ty na to? Chodź, dam ci soczku. Pewnie chce ci się pić? Napijesz się i wracasz do łóżka, okej? Mały skinął głową. Otrząsnął się jednak szybko i nim doszli do kuchni, wykrzyczał: - Dupa! Peniś! - Alanku! - dziadek rozpoczął łagodną reprymendę - Nie wolno mówić takich słów! To są bardzo brzydkie wyrazy. Skąd ty je znasz, co? - Z podwólka. - No tak, mogłem się domyśleć - skonstatował. - Ty pewnie nie wiesz, co one znaczą. - Wiem, wiem! - uśmiechnął się mały. - Akurat. Weszli do dużej kuchni i usiedli przy stole. Dziadek nalewał drżącą ręką sok, a dziecko rozglądało się wokół. - O, kalty! - wskazał rączką na talię kart, leżącą na brzegu stołu. - A… tak, tak. To moje, zostawiłem je ostatnio. Widocznie, twoja mama je wyciągnęła, wiedząc, że przyjdę. Stawiam sobie nimi pasjansa. - Co to pasjans? - zainteresował się chłopczyk. - To taki rodzaj wróżby - odpowiedział - zgadywania, co mnie jeszcze czeka w przyszłości. - Zobacz, tu jest na ten przykład, dama trefl z asem kier… - Dupa! - uradowany malec paluszkiem wskazał na asa kier. - Alanek! No wiesz ty co, ale ty masz skojarzenia - stary pokręcił głową. - To raczej jest serce, no ale gdyby je odwrócić... to rzeczywiście, wychodzi kształt tyłka! zarechotał. Zamaszystymi pociągnięciami, wykładał dalej karty, ale nagle chłopczyk wstał, a jego dziecięca buzia rozpromieniła się, a oczy zaiskrzyły. Położył paluszek na asie pik i zakrzyknął: - Dupa! Peniś! 41

Prozaq


ROCK www.myspace.com/bolilolband

STONER ROCK www.myspace.com/ulurupl

STREFA ZERO ul..Ruska 47


Redakcja e-zinu Mariola Grabowska- korekta. Kamil

"Lupus"

Boettcher- grafika, komiks.

Marcin Gałkowski (gaua)- rednacz. Anna Twardowska- grafika, skład PDF. Kontakt:

www.bez-kultury.pl bezkultury@gmail.com

43


(

-

Autorzy (lista plac )

Kamil ,,Lupus" Boettcher, Wojciech Boliński, Michał Filipek, Marcin Gałkowski, Mariusz Mazur, Kornel Maliszewski, Paweł Oczkowski, Paweł Sowa, Wiktor Schulz, Aneta Gliwicka, Anna Twardowska, MARCEPAN 30.

PATRONAT:

44



bez kultury nr 05