Page 1

BEST

OF ISSN 2084-782 3

ISS U E 2 3 \\ 0 6 2 0 1 4

kultura | moda | uroda | design

ce n a 0.0 zł


bE best of redak tor naczelny / Rekl ama Michał Komsta m.komsta@bemagazyn.pl

R e d a k t o r p ro wa d z ą c a / R e k l a m a

4

Joanna Marszałek j.marszalek@bemagazyn.pl

DYREKTOR a r t y s t y c z n y Dawid Korzekwa d.korzekwa@bemagazyn.pl

Wspó łPr acują Arkadiusz Bury, Michał Śladewski, Artur Wacowski, Tomasz Marszałek, Sylwia Kubryńska, Anna Wija, Aleksandra Pająk, Dorota Magdziarz, Angelika Gromotka, Filip Stępień, Adam Przeździęk, Karolina Grzyb, Katarzyna Zielińska, Aleksandra Wasilewska, Justyna Mazur, Wojciech S. Wocław Zespół BE Magazyn nie odpowiada za poglądy zawarte w zamieszczanych

powiadamy za treści nadsyłane przez naszych reklamodawców. Wszystkie

tekstach. Wszystkie artykuły i felietony odzwierciedlają poglądy wyłącz-

materiały zawarte w naszym magazynie są własnością BE i są chronione

nie autorów odpowiedzialnych za treść merytoryczną w naszym magazy-

prawami autorskimi. Wszelkie zastrzeżenia i pytania związane z ich treścią

nie. Ich treść nie zawsze pokrywa się z przekonaniami redakcji BE. Nie od-

należy kierować bezpośrednio do autorów. Redakcja BE Magazyn.

Wydanie 23 \\ 06 2014

WYDAWCA zostań naszym fanem na facebooku

MAGAZYN BE S.C. Pyskowice, ul. Nasienna 2 be@bemagazyn.pl

www.bemagazyn.pl

odwiedź naszą stronę internetową


Drodzy Czytelnicy,

Wydanie BEST OF to nie podsumowanie ani ranking, to spojrzenie każdego z nas na to, co według niego najlepsze. Najlepsze w Polsce, w designie, najlepsze w nas samych i w relacjach międzyludzkich.

Do przemyślenia zostawiamy Wam kwestię, co według Was jest najlepsze i co w ogóle oznacza to określenie? Pozwoliliśmy sobie na subiektywne oceny i Was zachęcamy do tego samego.

by ciągle być jak najlepszą wersją wymyślonego przez nas Magazynu BE.

BE \\ best of

Magazyn BE nie dąży do tego, by być najlepszym wśród czasopism, ale do tego,

Wam także życzymy wszystkiego najlepszego!

5

Zespół magazynu BE

BEMAGAZYN.PL

magazyn BE dostępny na App Store


c o n t en t

8-40 KULTURa 6

8 10 13 14 16 20 24 28 32 34 40

działo się kalendarium Wojciech S. Wocław / Savoir – Vivre Książka / Muzyka / Film Tomasz Marszałek / The best of the beast Katarzyna Zielińska / Najlepsza wersja mnie Justyna Mazur / Historia pewnego powiedzmy Jacka Sylwia Kubryńska / Be the best of the world Adam Przeździęk / Polska najlepsza reklama Sylwia Kubryńska / Najlepszy kochanek na świecie Grzegorz Lichwa / Zdrowa żywność

62-68 uroda Aleksandra Wasilewska / Fitness najlepszy na wszystko Centrum Kosmetologii Kirey

62 68


44-60

Aleksandra Pająk / Trendy men Aleksandra Pająk / Trendy men Dorota Magdziarz / Louis Vouitton – największy z wielkich Sesja / Pastel best for summer

7

Wywiad Eva Minge

44 46 48 52 60

BE \\ best of

modA

BEMAGAZYN.PL

70-76 design 70 76

70 Anna Wija / Odrobinę na południe 76 STGU / Z głową i sercem


Eva Minge pokaz kolekcji SS 2014 20 maja w salonie Eva Minge w Centrum Handlowym Silesia w Katowicach odbył się wyjątkowy pokaz mody z udziałem projektantki. Modelki zaprezentowały ubrania z najnowszej kolekcji wiosna lato 2014 - zwiewne sukienki i tuniki, eleganckie suknie wieczorowe, seksowne szorty, dopasowane marynarki i lekkie koszule, dopełnieniem były kolorowe torebki i złote akcesoria. W palecie barw dominowały najmodniejsze w tym sezonie pastele, czerń z bielą, marynarski granat oraz pomarańcz z fuksją. Polska projektantka postawiła na zmysłowość i kobiecą siłę, stworzyła modele idealne na każdą okazję, podkreślające osobowość i charak-

ter płci pięknej. Kolekcja SS 2014 doskonale łączy delikatne tkaniny z oryginalnymi dodatkami. Szyfon, jedwab i kryształowe zdobienia nadają blasku i splendoru, sprawiają że każda kobieta czuje się luksusowo i nowocześnie. Dodatkiem do strojów były też okulary słoneczne i korekcyjne z linii EVA MINGE. Klientki zaproszone na pokaz miały okazję poznać, jak łączyć na pozór odmienne formy i tkaniny, czyli jak stworzyć idealną stylizację na nadchodzące lato. Event zakończył się toastem oraz degustacją pysznego tortu w kształcie sukienki. To był niewątpliwie idealny wieczór dla wszystkich miłośników mody.

8 The Look of The Yaer 24 maja w hotelu Angelo (najlepszy hotel biznesowy w Polsce według plebiscytu Hotel Roku 2014) odbyła się prestiżowa modowa gala będąca jednocześnie częścią najstarszego światowego konkursu dla modelek The Look of The Year. Celem konkursu było wyselekcjonowanie i wypromowanie nowych twarzy w świecie modelingu. Karolina Stankowska, która za-

jęła pierwsze miejsce będzie reprezentować Katowice podczas ogólnopolskiej gali finałowej. Tego dnia swoje najnowsze kolekcje zaprezentowali m.in., Natasha Pavluchenko, Kamil Sobczyk oraz właścicielka marki Furelle – Iza Święs. Koncert finalisty programu X-Factor Wojciecha Ezzata był bardzo stylowym uzupełnieniem wieczoru.

wyniki: The Look Of The Year Katowice Nagroda Publicznosci: Angela Prudlo The Look Of The Year Katowice Photo: Dominika Wyrzykowska 3 miejsce The Look Of The Year Katowice: Nikola Pasternak 2 miejsce The Look Of The Year Katowice: Justyna Ryszka 1 miejsce The Look Of The Year Katowice: Karolina Stankowska


BE \\ best of

9

Silesia City Center odchudziła Śląsk stic Imaging, Sport-Klinika, Body Care Clinic, LifeAge, Bezglutenowa Wyspa, Gyncentrum, Pure Jatomi oraz NZOZ EPIONE. Dzięki nim można było skorzystać m.in. z bezpłatnych badań USG, pomiaru ciśnienia i poziomu cukru, a także wziąć udział w bezpłatnych zabiegach np. zamykania naczynek. Na stoiskach dyżurowali także specjaliści m.in. fizjoterapeuci, dietetycy, trenerzy osobiści, kosmetolodzy, chirurdzy naczyniowi, rehabilitanci, eksperci od tapingu, trenerzy motoryki, lekarze rodzinni oraz ortopedzi. W sumie dla klientów przygotowano blisko 50 bezpłatnych konsultacji, badań i zabiegów!

BEMAGAZYN.PL

Przez ponad tydzień (16-24 maja) w Silesia City Center trwał projekt FIT SILESIA, dzięki któremu promowano aktywny styl życia wśród mieszańców Śląska. Pomagali w tym– m.in. Pure Jatomi, który zorganizował cykl 10 warsztatów, jak również Witold Szmańda – trener gwiazd oraz Edyta Herbuś. Ci ostatni byli gwiazdami finału FIT SILESIA 24 maja. Witold Szmańda pokazał w jaki sposób, w domowych warunkach, wykonywać proste ćwiczenia wspomagające modelowanie sylwetki. Podczas wydarzenia można było skorzystać także z bezpłatnych konsultacji. W Silesii ustawiono 9 stoisk medycznych 8 firm. Wśród nich: Helimed Diagno-


KALENDARIUM

Ruiny Teatru Victoria co roku ożywają w maju w trakcie Gliwickich Spotkań Teatralnych. Ale ta najbardziej magiczna przestrzeń na Górnym Śląsku zatętni życiem

Sezon letni w teatrze Victoria termin: 07.06 – 12.07.2014 r miejsce: Ruiny Teatru Victoria, Al. Przyjaźni 18, Gliwice

Na zdjęciu kadr z filmu "Biały Ślad"

Ruszył sezon letni w Ruinach…

teatralnym również na przełomie czerwca i lipca! Sezon letni w Victorii to nowa inicjatywa Gliwickiego Teatru Muzycznego. Przed nami m.in. Anna Karenina. Zarysowany w niej wątek fatalnej miłości godnie podejmie także adaptacja arcydzieła operowego w widowisku tanecznym Carmen wg Georga Bizeta. Victorią zawładną również Wampiry i upiory oraz specjalne wydanie Krakowskiego Salonu Poezji w Gliwicach, poświęcone wierszom tutejszego poety Jana Strządały. Przewidziano też bardziej egzotyczne atrakcje, takie jak koncert muzyki żydowskiej oraz wyreżyserowany przez Krystynę Jandę spektakl w klimatach flamenco. Rezerwacja, sprzedaż biletów na poszczególne spektakle i dokładne informacje o repertuarze są dostępne na stronie www.teatr.gliwice.pl.

10 Sztuka naiwna Sztuka naiwna po raz siódmy powraca do Galerii Szyb Wilson. Podczas wystawy zobaczymy prace artystów z ubiegłych lat, ale także tych z młodszego pokolenia, m.in. z Nikaragui, Australii, Stanów Zjednoczonych, Haiti, Tanzanii oraz krajów europejskich. Motywem

Forma scenografii Bohdan Cieślak jest scenografem otwartym na eksperymenty z przestrzenią, nieuciekającym od oryginalnych i nietypowych rozwiązań scenicznych. Twórca nie postrzega swoich projektów jako ostateczne, lecz podchodzi do nich jak do inspirujących, przekształcających się form. Kreuje scenografie o nowatorskich i zaskakujących perspektywach. Dzięki traktowaniu ich jako zbiorów relacji, a nie w kategoriach statycz-

przewodnim festiwalu jest sztuka Bałkanów, a szczególnie Serbii i Chorwacji. Dzięki współpracy z serbską artystką Natašą Knjazovic oraz Galerią Sztuki Naiwnej w chorwackim Hlebine będzie można obejrzeć najlepsze dzieła współczesnych artystów naiwnych. Motywy bałkańskie uobecnią się także podczas wydarzeń towarzyszących imprezie. Jak zwykle największą część wystawy stanowią obrazy malarzy z całego świata, każdego roku przybywa też uczestników z Polski. Po raz trzeci Łódzki Dom Kultury pokaże dzieła rzeźbiarzy ze swojego województwa, tym razem poświęcone życiu codziennemu na wsi. Natomiast Muzeum Narodowe oraz Wojewódzki Dom Kultury w Kielcach użyczyły eksponatów, które łączy motyw muzyczny. VII Art Naif Festiwal termin: 13.06 – 14.08.2014 r. miejsce: Galeria Szyb Wilson, ul. Oswobodzenia 1, Katowice

nych dekoracji, stanowią one zamknięte, umowne światy, które na deskach teatralnych łączą w integralną całość inscenizację z grą aktora. Budując widowisko, artysta określa rolę wykonawcy w przedstawieniu jako elementu przestrzeni scenicznej, wskazując na znaczenie ruchu, jego kompozycji i dynamiki. Na potrzeby każdego ze spektakli tworzy odmienne relacje przestrzenne między aktorami a widzami, dostosowywane do inscenizacji i wpływające w sposób zasadniczy na percepcję przedstawienia. Jego scenografie stają się polem komunikacyjnym nie tylko pomiędzy aktorami, ale także między nimi i widownią. Formy Bohdana Cieślaka termin: 14.06 – 10.09.2014 r., godz. 8:00 – 16:00 miejsce: Centrum Scenografii Polskiej, ul. Dobrowolskiego 1, Katowice


Naprzód”. Główną częścią imprezy jest kiermasz kulturalny - książek, płyt CD, kaset, winyli, filmów na DVD i VHS oraz gier. Nikt nie będzie ustalał cen – za wybrane pozycje zapłacisz tyle, ile zechcesz! W programie są również koncerty zespołów LOS DARCIE oraz TopDaDok, a także pokaz czerpania papieru metodą tradycyjną. Dochód z imprezy zostanie przeznaczony na pomoc dla niepełnosprawnych podopiecznych stowarzyszenia. W razie niepogody Skup Kultury zostanie przeniesiony do Stacji Artystycznej Rynek (Rynek 4-5).

Kup sobie kulturę

Skup kultury termin: 15.06.2014 r., godz. 13:00 – 20:00 miejsce: Rynek, Gliwice

15 czerwca, między godz. 13.00 a 20.00 na gliwickim Rynku odbędzie się pierwszy w regionie Skup Kultury, przygotowany przez Stowarzyszenie „Cała

INTERPRETACJE 360 Teatr TV: Brancz termin: 23.06.2014 r., godz. 18:00 – wstęp wolny miejsce: Centrum Kultury Katowice – Sala Grudniowa, pl. Sejmu Śląskiego 2, Katowice

koła i tańca w kręgu, które jest jak echo tańców plemiennych, obdarzonych siłą magicznego zaklęcia. Wyrazisty, niekiedy agresywny gest sceniczny wsparty został precyzyjnie wyreżyserowanym światłem i różnorodną muzyką, będącymi dopełnieniem dramatyzmu sytuacji. If At All jest efektem pięknej pracy zespołowej, jednocześnie zaś pozwala docenić indywidualne umiejętności każdego z szesnastu wykonawców. Ekscytujące, energetyczne i intensywne przedstawienie Kibbutz Contemporary Dance Company (Izrael) odwołuje się do wspólnego przeżycia, co sprawia, że spektakl ma doskonały odbiór na całym świecie, co po raz kolejny udowadnia, że wielka sztuka nie zna barier kulturowych czy językowych. If At All termin: 30.06.2014 r., godz. 19:30 (cena: 100zł) miejsce: Bytomski Teatr Tańca i Ruchu Rozbark, ul. Dojazd 29, Bytom

Opracował: Arkadiusz BURY

If At All (choreografia: Rami Be'er) to wielkie wydarzenie taneczno-teatralne. Potężne, przesycone emocjami widowisko próbuje uchwycić niestałość relacji międzyludzkich, ich płynne przenikanie się i nieprzerwaną walkę, jaką toczymy sami ze sobą i z wszystkimi wokół. Przedstawienie oparte zostało na powtarzającym się motywie

BEMAGAZYN.PL

Taneczne magiczne zaklęcie

11

W najnowszej komedii obyczajowej Juliusz Machulski celnie portretuje współczesną polską rodzinę, która ma coraz bardziej powszechną formę, określaną jest mianem „patchworkowej”. Podczas spotkania w hotelowej restauracji z okazji wielkanocnego brunchu dochodzi do zderzenia tradycyjnych wartości i postaw z nowoczesnym światopoglądem, wynikającym z przemian

BE \\ best of

Autorski spektakl Juliusza Machulskiego

obyczajowych. Znakomity materiał na kreacje różnych generacji aktorów (szczególnie na dwie role kobiece – matek). Spektakl, poprzez celność obserwacji i dowcipne dialogi, może liczyć na entuzjastyczny odbiór publiczności. Przedstawienie odbędzie się w ramach Interpretacji 360, czyli serii najciekawszych produkcji Teatru Telewizji i spotkań z ich twórcami, prowadzonymi naprzemiennie przez Wojciecha Majcherka – dyrektora Teatru Telewizji oraz Romana Pawłowskiego – krytyka kultury, publicysty, kuratora teatralnego. Dodatkowo widzowie uczestniczący w pokazach będą mieli okazję zagłosowania na, ich zdaniem, najlepszy spektakl. Nagrody zostaną wręczone twórcom podczas ceremonii zakończenia festiwalu.


Jazz Club Fantom, Pl. Karin Stanek 1, Bytom fb: JazzClubFantomFormalVenue insta: @fantombytom


sa v o ir - v i v re

BEST OF Tym razem BEST OF, a zatem przypomnijmy kilka największych wpadek, gaf, faux pas albo – i tak wolę o tym myśleć – dowodów na to, że najważniejsza zasada savoir-vivre’u mogłaby brzmieć: postępuj wobec " innych tak, jak byś chciał, aby inni postępowali wobec ciebie”.

Jerzy VI, król Wielkiej Brytanii, gościł swego czasu na dworze Mahatmę Gandhiego. Z tej okazji zorganizowano wielką ucztę na część indyjskiego przywódcy. Gandhi był już wówczas w podeszłym wieku, a przez to być może nieco “nieobecny”. Prawdziwie królewskie przyjęcie charakteryzowało się niezliczoną ilością sprzętów, jakie znalazły się na stole. Wśród nich były także miski z wodą, przeznaczoną do umycia rąk. Nietrudno się domyśleć, co się stało. Gandhi przez pomyłkę wypił wodę. Zresztą, takie rzeczy zdarzają się niektórym i dziś. Ale nie wszyscy, nawet współcześnie, reagują tak wspaniałomyślnie, jak król Jerzy VI. Monarcha - aby nie wprowadzić w zakłopotanie swego gościa, gdyby ten zorientował się, co się stało - sięgnął po swoją miseczkę i wypił jej zawartość… W ślad za nim postąpił tak cały dwór! Podobnym rodzajem empatii zapewne nieraz wykazywała się córka Jerzego VI - Elżbieta II. Tak było między innymi podczas spotkania z austriackim premierem. Podano herbatę, do której polityk chciał dodać cukru. Okazało się to wcale niełatwe, bo szczypce były na tyle duże, że uniemożliwiały wyjęcie kostki. Austriacki premier podjął kilka prób, ale każda kończyła się fiaskiem. W końcu Elżbieta II sięgnęła po cukier palcami, komentując całą sytuację we właściwy dla siebie dowcipny sposób: “Ja również nie potrafię sobie z tym poradzić”.

Swego czasu o podobną “wpadkę” posądzano panią Wisławę Szymborską. Plotka głosiła, że na przyjęciu noblowskim poetka odruchowo sięgnęła po papierosa i zapaliła. Oszołomiony tym faktem kelner miał szybko pobiec po popielnicę, a szwedzki król - by nie skonfundować uhonorowanej artystki - zapalić cygaro. Postanowiłem sprawdzić to u źródła. Po rozmowie z Michałem Rusinkiem, kiedyś sekretarzem poetki, a dziś prezesem fundacji jej imienia muszę zdementować tę historię. Podczas przyjęć w obecności króla, to właśnie jemu należy się pierwszeństwo. We wszystkim. To monarcha jako pierwszy podnosi sztućce i kielich, dając tym samym znać, że czas zacząć ucztę i toasty. To król zapalając papierosa, sygnalizuje, że teraz można palić. Nie inaczej było w wypadku tego przyjęcia. Proszę pomyśleć, że nawet tak drobne szczegóły uroczystości zostały ustalone jeszcze przed całym wydarzeniem… Jedna z największych wpadek w moim życiu zawodowym przydarzyła mi się w Kanadzie. Na początku koncertu przywitałem żonę polskiego dyplomaty jako Małgorzatę, a nie - jak nazywała się naprawdę - Monikę. Kiedy na koniec w podziękowaniach raz jeszcze powtórzyłem niewłaściwe imię, szmer wśród publiczności szybko pomógł mi odkryć wpadkę. Przeprosiłem, zupełnie zawstydzony, a na to odezwał się jej życzliwy głos: “Margaret is on your mind”. Jakaś Małgorzata miała być w mojej głowie. Jaka? Nie wiem do dziś…

Wojciech S. Wocław konferansjer (występował m.in. w Sydney Opera House), popularyzator wiedzy z zakresu savoir-vivre'u i etykiety w biznesie (prowadzi szkolenia z tych dziedzin), pisarz. Jego felietony na temat dobrych manier co tydzień ukazują się na portalu Rmf24.pl. Częsty gość RMF FM, RMF Classic, Radia Kraków, cytowany przez portale Biznes.Onet.pl i Natemat.pl. Ekspert portalu Sympatia.pl oraz programu Biznes Klasa w TV Silesia. Więcej na: www.wojciechswoclaw.pl


RECENZJE

FILM

KSIAZKa

MUzYKA

Szukając Vivian Maier

Internet. Czas się bać.

Natasza Ptakova

reż. John Maloof, Charlie Siskel

Wojciech Orliński

Natasza Ptakova

Czasem się tak dzieje, że jakaś książka wpada człowiekowi przypadkowo w ręce i dramatycznie zmienia dotychczasowe postrzeganie świata. Tak w moim przypadku stało się właśnie z publikacją Wojciecha Orlińskiego. Początkowo wydawało mi się, że o zagrożeniach w internecie wiem dużo, ba powiem nieskromnie, że nawet bardzo dużo. Niestety, wielkie było moje zdziwienie, gdy podczas lektury na światło dzienne wychodziły nieznane mi fakty. Książka naszpikowana jest ciekawymi przykładami, ukazującymi ciemną stronę internetu, codziennymi malwersacjami wielkich korporacji, okradania i ciągłej inwigilacji użytkowników. Autor w bardzo sprawny sposób przeskakuje między tematami, dając szeroki obraz naświetlanego problemu. Sprawny język autora, iskrzący ironią i dziennikarskim zacięciem, nie pozwala na żadną nudę. Adekwatny jest również tytuł książki. Po skończonej lekturze Czytelnik zdaje sobie sprawę, że żyje w świecie rodem z Orwellowskiego Roku 1984 i Big Brothera razem wziętych. Zresztą, nie bójcie się sięgnąć po tę książkę. Bać się zaczniecie dopiero, gdy ją przeczytacie. A warto.

Natasza, chcąc dotrzeć do szerszej publiczności, rozpoczęła swoją przygodę na scenie interaktywnej, zamieszczając na stronie youtube wykonane przez siebie covery. W 2012 roku nawiązała kontakt z Maciejem Sawoch, przyjacielem Nataszy z okresu licealnego, co stało się motorem prac nad nowym, autorskim albumem już w lutym 2013 roku. We wrześniu, tego samego roku, do sekcji instrumentalnej dołączył gitarzysta Bartosz Ebert. W efekcie współpracy powstał krążek o zróżnicowanym charakterze, interesującym brzmieniu z pogłębionym, emocjonalnym i przejmującym wokalem. Wisienką na torcie są ambitne teksty Nataszy, które ostatecznie umieszczają album w obrębie zainteresowań słuchacza wybrednego, o sprecyzowanych gustach.

Tym razem coś dla wielbicieli dokumentów. Historia fotografki, która stała się sławna dopiero po śmierci, wciąga i wprowadza nas w świat Ameryki na przestrzeni lat 1950-1970. Vivian Maier, na co dzień niania, fotografowała wszystko i wszystkich wokół. Niestety, tworzyła do tak zwanej szuflady - klisze nie zostały przez nią nigdy wywołane. Przypadkowo natrafił na nie John Maloof, i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. I choć dokument ma w zasadzie tradycyjną formułę, to portret przedstawionej w nim bohaterki zaskakuje. Tajemnicza postać, niezwykle ekscentryczna i intrygująca, do dziś nie wiadomo, dlaczego nigdy nie wywołała swoich negatywów. Jedno jest pewne: jej fotografie są piękne i na trwałe zapisują się na kartach historii fotografii. Ciekawa postać, w tle wypowiedzi nie tylko osób, które znały Vivian, ale także uznanych fotografów. Warto zobaczyć.


www.teatralnamaszyna.pl

Piątekczerwca — 20

18.00 Dreambody & Theatre — Idiota Patentus, ul. Górnośląska 11

B

+18

21.30 The Dumplings — koncert Klub Festiwalowy, Park Książęcy 23.00 Prezenter muzyczny Świstak — Normalnie regularne tańce! Vol. 2 Klub Festiwalowy, Park Książęcy

Patronaty

a Soboctzerwca — 21 18.00 Circus Ferus — Tragedia w lumpeksie Sklep z odzieżą używaną, ul. Bielska 29 19.30 Czysta ReForma — Who? You? Bilfinger Elwo S.A. ul. Bielska 44

B

+18

21.30 Pasimito & Cuefx — koncert / premiera płyty Klub Festiwalowy, Park Książęcy 23.00 Prezenter muzyczny Świstak — Normalnie regularne tańce! Vol. 3 Klub Festiwalowy, Park Książęcy

www.teatralnamaszyna.pl

iela ca z d e i N czerw — 22

20.00 Paweł Bogocz — Życie zwyciężyło Cmentarz żydowski, ul. Katowicka 21.30 Short Waves Festival Klub Festiwalowy, Park Książęcy 23.30 Dj Loony W Klub Festiwalowy, Park Książęcy

B

+18

Partnerzy

19.00 Teatr Nowy Kraków — Novecento Kościół Ewangelicki, Rynek 1 20.30 Furu Kolektyw — Szum Szpital ul. Antesa 11, była pralnia 21.30 Czary Mary Koszmary i Ćmy — koncert Klub Festiwalowy, Park Książęcy 23.00 Prezenter muzyczny Świstak — Normalnie regularne tańce! Vol. 1 Klub Festiwalowy, Park Książęcy

Media

+18

Ilość miejsc ograniczona! Karnety wstępu do odbioru w sekretariacie Pszczyńskiego Centrum Kultury, biurze festiwalowym lub 15 minut przed spektaklem. Spektakl wyłącznie dla widzów dorosłych!

19.00 Teatr A Part — Szkice o Ofelii Szpital ul. Antesa 11, była pralnia

+18

eNia ące z r a d Wy arzysz — tow

16.00 Teatr Nowy Kraków — Griga Skansen, Zagroda Wsi Pszczyńskiej

B

B

21.00 Pustki — koncert Klub Festiwalowy, Park Książęcy

rtek ca a w z c czerw — 19 17.30 Teatr Kana, Jacek Zawadzki — Moskwa-Pietuszki Patentus, ul. Górnośląska 11

17.00 Walny-Teatr — Hamlet Bilfinger Elwo S.A. ul. Bielska 44

niedziela 22 czerwca 13.00, 14.00 15.00, 16.00

Bilfinger Elwo — Spacer technologiczny Bilfinger Elwo S.A. ul. Bielska 44 Ilość Miejsc Ograniczona!

od czwartku do niedzieli 13.00 — 22.00

Biuro Festiwalowe Park Książęcy Informacje na temat festiwalu, repertuar, karnety na spektakle.

środa 17.00 — 02.00 od czwartku do niedzieli 13.00 — 02.00

Klub Festiwalowy Park Książęcy Karnety, gadżety, wino z Moraw, danie festiwalowe, maszyniści, tańce i muzyka!

od czwartku do soboty 13.00 — 18.00

Maszyna czyta! Klub Festiwalowy Czytelnia i sprzedaż książek.

od czwartku do niedzieli

Legenda Symboli

www.teatralnamaszyna.pl

AniMaszyna! pracownia Klawo Warsztaty animacji poklatkowej kontakt@klawopracownia.com Muzeum Zamkowe i Stajnie Książęce

www.teatralnamaszyna.pl

Środaczerwca — 18


T o masz M arsza ł ek

THE

BEST 16

OF THE

BEAST Witam wszystkich Czytelników w Świecie Mroku, gdzie groza, strach i zjawiska paranormalne są na porządku dziennym. Równie tajemniczym i dziwnym zjawiskiem jest dla mnie nasze narodowe upodobanie do wszelkiej maści podsumowań, rankingów i plebiscytów.


KULTURA

17 BEMAGAZYN.PL

dzieło, mam ciarki na plecach, a to chyba najlepsza rekomendacja. Aha, dla niezorientowanych: film nie zawiera w zasadzie żadnych krwistych scen, epatuje natomiast czymś, co można by spokojnie nazwać przemocą psychiczną - przerażający. Omen / The Omen (1976r.) – satanistycznej tematyki ciąg dalszy :). Kolejny wielki klasyk kina grozy. Tym razem dziecko (w tej roli fenomenalny Harvey Stephens) nie jest już tak bezbronne jak w poprzednim przypadku. Dodatkowo arcygenialna muzyka autorstwa Jerry`ego Goldsmitha dopełnia wielkości tego dzieła. Obraz ze wszech miar kultowy! Drakula / Bram Stoker's Dracula (1992r.) – zdaję sobie sprawę, że film ten może wzbudzać skrajne emocje wśród miłośników tematu wampiryzmu. Wielu znawców zarzuca mu efekciarstwo, spłycenie fabuły i sprowadzenie jej do mrocznego love story itp. itd. Ja natomiast zaliczam się zdecydowanie do zwolenników dzieła F.F. Coppoli. Ba, powiem więcej, uwielbiam ten film! Nie nakręcono chyba dotychczas żadnego obrazu o Vladzie Palowniku, który swym rozmachem zbliżyłby się choćby do omawianej wersji. Tu wszystko jest z najwyższej półki. A wspaniała muzyka Wojciecha Kilara, malująca mroczne i zarazem piękne pejzaże, potęguje jeszcze niesamowity klimat filmu. Jak mawia moja babcia Jasia: „na bogato!”. Nosferatu wampir / Nosferatu: Phantom der Nacht (1979r.) – w odróżnieniu od omawianego powyżej „Drakuli”, nie mamy tu gotyckiego przepychu, blichtru, efektów i oszałamiającego bogactwa formy. Film skrajnie ascetyczny, stylistycznie zbliżony do kolejnego z opisywanych. Co tu dużo mówić, jest to swoisty remake lub, jak kto woli, hołd dla dzieła F.W. Murnaua. Zachowujący po części ducha oryginału, ale w żadnym wypadku zachowawczy. Mrok, mrok i jeszcze raz mrok. Ozięble polecam! Aha, wsłuchajcie się dokładnie w „monolog” baby z gospody, tak ok. 17 minuty trwania filmu. Brzmi znajomo?

BE \\ best of

Regularnie organizujemy wielkie gale, gdzie głaszcząc się wzajemnie po główkach, w świetle fleszy wybieramy a to artystę, a to sportowca, a to z kolei polityka roku. Istnieją nawet, o zgrozo, cykliczne programy telewizyjne, w których tak zwani „celebryci” dokonują podsumowań, dotyczących najróżniejszych zagadnień związanych z kulturą, sztuką, sportem i w ogóle szeroko pojętym życiem społecznym. Te (w wielu przypadkach samozwańcze) osobistości, mówią na ogół dużo i nie zawsze mądrze, dając upust naszemu największemu zamiłowaniu – ocenianiu. Dziś i ja dam się porwać tej wielce kuszącej manii podsumowywania. Z pozoru wydawać może się, że poszedłem na łatwiznę, opracowując swój własny „The Best Of”. Ale proszę, zastanówcie się chwilę, czy łatwym zadaniem jest wybrać tylko dziesięć spośród setek obejrzanych filmów? Założę się, że poniższa lista wyglądałaby nieco inaczej, gdybym pisał ten tekst tydzień wcześniej lub później. Wartym odnotowania jest również fakt, iż po raz drugi złamię zasadę, której kurczowo starałem się trzymać od samego początku. Znowu zdarza się, że przywołuję filmy, których opisy przytoczyłem Wam już w poprzednich numerach pisma. Poniższa „Złota dziesiątka”, to moje w pełni subiektywne wybory i nie twierdzę wcale, że to najwybitniejsze dzieła kinematografii grozy. Z pewnością jednak, są to filmy, wobec których trudno przejść obojętnie. Zaczynajmy więc... Egzorcysta / The Exorcist (1973r.) – po raz kolejny powtórzę: „moim subiektywnym zdaniem horror wszechczasów. NIE MA LEPSZEGO!”. Najbardziej zły i opętany film, jaki dane mi było dotychczas obejrzeć. Nie wiem, jak ubrać to w słowa, ale jedynka „Egzorcysty” posiada w sobie wielki, negatywny ładunek emocji. Pomimo faktu, że cała fabuła filmu rozgrywa się w zasadzie w jednym domu, można nawet powiedzieć, że w jednym pokoju, to twórcy zabierają nas na wycieczkę w najgłębsze czeluście piekieł. Za każdym razem, gdy oglądam to


T o masz M arsza ł ek

18

Nosferatu – symfonia grozy / Nosferatu, eine Symphonie des Grauens (1922r.) – niekwestionowany klasyk kinematografii i bodajże jeden z najwybitniejszych przedstawicieli nurtu niemieckiego ekspresjonizmu. Ten film straszy już od 92 lat!!! Oczywiście jest to film niemy, więc raczej nie oczekujcie porywających dialogów :). Z szacunku nie dodam nic więcej. Hellraiser Wysłannik Piekieł / Hellraiser (1987r.) – wiele razy podkreślałem fakt, że nie przepadam za horrorami z gatunku gore. Dzieło Clive’a Barkera niebezpiecznie balansuje na cienkiej granicy pomiędzy klimatem a krwawą jatką. Ja dostrzegam jednak tę bardziej wizjonerską stronę filmu, który zapoczątkował jedną z lepszych sag w historii horroru. Fakt, począwszy od VI części cyklu poziom zaczął bardzo, ale to bardzo drastycznie spadać, ale te pierwsze bronią się niezawodnie, nawet po wielu latach. Demoniczny Pinhead, cenobici, szaleństwo i cierpienie… ooo tak, słodkie cierpienie. Wilk / Wolf (1994r.) – OK diabeł już był, wampiry też, no to czas na likantropię. Być może nie jest to typowy horror i opisanie „Skowytu” byłoby bardziej na miejscu. Ale to właśnie mój ulubiony film o wilkołakach. Obraz zdecydowanie bardziej ambitny, niż większość opowiadań o futrzakach. Pod płaszczykiem błahej historii kryje się drugie dno – zwierzęca natura człowieka. Do tego fenomenalny Jack Nicholson i zmysłowa Michelle Pfeiffer. No i ten przepiękny finał. Mgła / The Fog (1980r.) – kurcze, mam ten problem, że uwielbiam horrory z lat 80-tych. W tych filmach jest magia. Na ogół pozbawione FX-ów, stawiające na klimat i scenariusz, trochę naiwne i dziecinne, ale właśnie dlatego tak je lubię. „Mgła” Johna Carpentera to sztandarowy przykład wszystkiego, o czym wspomniałem przed chwilą. Klimat i ten niezapomniany leitmotiv muzyczny, który nucę sobie pod nosem, pisząc te słowa. „Eleven fifty-five. Almost midnight. Enough time for one more story. One more story before twelve…” Coś / The Thing (1982r.) – drugi z moich ulubionych filmów Carpentera (zaraz po „Mgle”). Gdy oglądałem go po raz pierwszy kilkanaście lat temu, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że scenariusz oparto na

motywach jednego z najlepszych opowiadań H.P. Lovecrafta „W górach szaleństwa”. I to przeświadczenie towarzyszy mi po dziś dzień. A ponieważ bardzo lubię zarówno filmy Carpentera jak i twórczość samotnika z Providence, to dla mnie bomba. P.S. kapelusz Kurta Russella rządzi! Wywiad z wampirem / Interview with the Vampire: The Vampire Chronicles (1994r.) – jeden z moich ulubionych mainstreamowych filmów o wampirach. Tutaj sytuacja ma się bardzo podobnie jak w przypadku omawianego wyżej „Drakuli”. Hollywoodzka superprodukcja w gwiazdorskiej obsadzie, czyli z założenia obraz, który wolałbym raczej unikać. A tu proszę, film niebanalny. Fakt, że ogromna w tym zasługa bardzo dobrego scenariusza, opartego na motywach powieści Anne Rice o tym samym tytule. Ale … po co ja to w ogóle piszę? Przecież i tak prawie wszyscy znają ten film. Uff! Nie było łatwo. I nawet teraz, gdy czytam ten tekst po raz wtóry, zastanawiam się, czy nie zmienić niektórych tytułów. Ale zostawmy to już tak, jak jest. Stali Czytelnicy pamiętają być może dziesiątki innych filmów, nad którymi wygłaszałem peany uznania i to oczywiście zachwyty nadal aktualne. Przy okazji, zachęcam Was do opracowania własnych zestawień horrorów wszechczasów i podzielenia się z nami swoimi typami. Świadom tego, że w Otchłani Mroku leży jeszcze wiele nieodkrytych skarbów, chętnie poznam Wasze gusty i obejrzę filmy, o istnieniu których nie miałem do tej pory pojęcia. Pozdrawiam ozięble i do przeczytania!


20

NAJLEPSZA WERSJA MNIE czyli rzecz o rozwoju osobistym i jego granicach. tekst: Katarzyna Zielińska


KULTURA BEMAGAZYN.PL

Tu Czytelnik oburza się i pyta, co złego w rozwoju, w zmianie na lepsze, walce ze swoimi słabościami – no, co się znowu Zielińskiej nie podoba? Otóż nie podoba mi się i nawet poniekąd mnie niepokoi

21

Niepokojący, a nawet trochę straszny, moim zdaniem, jest inny wymiar rozwoju osobistego. Ten, który nakazuje nam poprawiać wszystkie nasze niedoskonałości, walczyć ze złymi (acz często przyjemnymi) nawykami, czyli kreować siebie na nowo. Czytaj szybciej, planuj czas, pracuj bardziej efektywnie, zwiększaj swoją kreatywność. Istnieją tysiące warsztatów, kursów, książek i blogów, których autorzy oferują proste sposoby na wszelkie tego typu problemy. Wystarczy tylko ich recepty (najczęściej mają one formułę typu „5 zasad czegoś”, „10 sposobów na…”) wdrożyć w życie i cudownie przemienimy się w inne, lepsze osoby.

Ale załóżmy, że ktoś chciałby jednak perfekcyjny być. Intensywnie pracuje nad sobą, uczestniczy w warsztatach, szkoleniach, zgłębia odpowiednią literaturę, kształtuje dobre nawyki i wykorzenia złe, szybko czyta, planuje czas, skutecznie się motywuje i efektywnie pracuje ku chwale swojej korporacji.

BE \\ best of

Fajnie jest być najlepszym w tym, co się robi. Albo chociaż bardzo dobrym. Pewność siebie, szacunek i poważanie w środowisku, wysokie poczucie własnej wartości – bezcenne. Do stania się kimś takim – ekspertem – droga jest długa i trudna. Wymaga samozaparcia, dyscypliny i często ciężkiej pracy nad sobą. Jeden z guru minimalizmu, znawca tematu zmiany i rozwoju osobistego Leo Babauta, pisał kilka lat temu na swoim blogu zenhabits.net, że istnieje tylko jedna droga do bycia ekspertem: po pierwsze musisz o danej dziedzinie czytać, słuchać, rozmawiać z lepszymi od siebie i przede wszystkim praktykować. Po drugie robić to samo, jednak jeszcze więcej,. wtedy zaczniesz rozumieć, o co chodzi, ale także to, że jesteś w tym beznadziejny. Po trzecie nie poddawaj się; po kilku latach będziesz dobry. Wtedy musisz nadal robić to samo, ucząc się na własnych błędach. Po 6-10 latach staniesz się świetny, czyli osiągniesz cel. I taki rozwój, oparty na zgłębianiu, studiowaniu, mozolnym zdobywaniu wiedzy i umiejętności, może być w moim przekonaniu wartościowy i pozytywny.

założenie, które leży u podstaw całej idei rozwoju wewnętrznego – człowiek jest z natury niedoskonały i należy go poprawić. To trochę tak jak z makijażem: świetnie, jeśli go nie widać, ale niedobrze nie mieć go wcale, bo zawsze znajdzie się jakiś mankament do zatuszowania. Wszystko, czym się zajmujesz, musi być do czegoś potrzebne i mieć cel. Jeśli robisz coś dla samego robienia, na przykład leżysz na trawie i patrzysz w chmury, to marnujesz czas. Chyba, że leżąc, medytujesz. Gorzej – jeśli wykonujesz tylko jedną rzecz naraz, to też marnotrawstwo. Ostatnio wyczytałam na którymś z blogów poświęconych tej tematyce, iż w drodze do pracy warto słuchać audiobooka bądź podcastu (oczywiście o czymś istotnym, rozwijającym nas), aby wykorzystać ten czas. W głowie mej od razu coś bardzo głośno zaprotestowało, bowiem lubię mój 20-minutowy poranny spacer przez miasto i wcale nie uważam, że są to chwile bezproduktywne, które muszę koniecznie wypełnić czymś dodatkowym. Albo osławione szybkie czytanie. Gdybym znała jego tajniki i zaliczyła całą trylogię Stiega Larssona w godzinę, zabrałabym sobie z życia ładnych kilka dni przyjemności! Pozostaje mi, zatem pogodzić się z tym, że z takim podejściem perfekcyjna nigdy nie będę, nie pokażę światu najlepszej wersji mnie.


innych są naszymi własnymi potrzebami. Zakładamy tym samym, iż to, ile z siebie dajemy normalnie, bez wspomagania się technikami efektywnościowymi, to za mało i trzeba starać się więcej, abyśmy byli ocenieni pozytywnie. Metaforycznie: ścigające się szczury muszą przyjmować coraz silniejsze środki dopingujące, aby nie odpaść z rywalizacji.

Czy istnieje jakiś moment, w którym taka osoba mówi „Stop, już koniec, jestem wystarczająco rozwinięta, to właśnie najlepsza wersja mnie”? Nie wiem, ale obawiam się, że nie. Zawsze będzie następny warsztat, szkolenie, kolejna nowatorska technika rozwoju, rozwiązująca problem, którego istnienia dotychczas nie byliśmy świadomi. Rozwój osobisty ma wiele cech wspólnych z konsumpcją – kupimy tylko tę jedną wymarzoną rzecz i staniemy się szczęśliwi, już nic więcej nie będziemy potrzebować. A potem okazuje się, że jest jeszcze inna wymarzona rzecz, którą mieć musimy, i następna...

22

Rozwój osobisty jawi się, zatem jako proces, który nigdy nie zostanie ukończony – to z jednej strony. A z drugiej – chyba nie chciałabym poznać kogoś, kto ów proces przebył i jest już perfekcyjny. Taka osoba, wydaje mi się, byłaby przede wszystkim doskonale nudna, nierobiąca nic niepotrzebnego, niewynikającego z jasno ustalonych priorytetów. Ale nie tylko to. Nie byłaby zapewne prawdziwa, lecz wykreowana. Stworzona na nowo. Jeśli zanegujemy nasze naturalne cechy oraz potrzeby i na ich miejsce wstawimy nowe, bardziej pożądane, to czy efekt nie będzie nienaturalny? To jak medycyna estetyczna – sztuczne biusty, powiększone usta, doczepione włosy można łatwo rozpoznać. Również wykreowana osobowość i nawyki rażą sztucznością. W wyobraźni widzę taką postać jako trochę zbliżoną do robota, zaprogramowanego do jak najskuteczniejszego działania. I w tym miejscu na jaw wychodzi, że tzw. rozwój osobisty w pewnej mierze przestaje być osobisty, bo nie służy temu, kto się rozwija, ale systemowi: pracodawcy, rodzinie, społeczeństwu. Poddajemy się treningowi nie po to, aby nam się żyło lżej (choć pewne ułatwienia mogą być skutkiem ubocznym), ale po to, żeby móc efektywniej pracować, zrobić więcej w tym samym czasie, czy skuteczniej się motywować, co często w praktyce oznacza przekonanie siebie, że potrzeby

Jednakże, żebym nie wyszła na osobę leniwą i akceptującą z dobrodziejstwem inwentarza wszystkie swoje przywary, muszę koniecznie dodać, że tematyką rozwoju osobistego się interesuję, czytam i słucham na ten temat (wtedy, kiedy mam ochotę; niekoniecznie są to audiobooki w drodze do pracy) i niektóre metody nawet wykorzystuję. Wiem, że bez starań nie osiągnie się nic, a właściwie znajdzie się w gorszym punkcie, niż się było (jako, że kto nie idzie do przodu, ten się cofa). Szczególnie lubię te techniki, które mają na celu poprawę jakości życia wewnętrznego, takie jak wszelkiego typu medytacja, sposoby na chaos i pośpiech wokół, czy poszukiwania twórczych inspiracji. A o chęć uczynienia ze mnie robota podejrzewam wszystkie te, które mają za zadanie poprawić moją efektywność, lepiej zaplanować mój czas (czyli, de facto, pozbawić mnie prawa do decydowania o nim), czy zmotywować mnie do jeszcze cięższej pracy. Wracając do metafory: jako szczur idę sobie spokojnie swoim tempem, rozglądając się na boki po kanale, czasem przystanę, wszyscy mnie wyprzedzają, ale – tak sobie tłumaczę – oni kiedyś przecież muszą się zmęczyć, wszak energia życiowa nie jest nieskończona.


Historia pewnego (powiedzmy)

Jacka. 24 tekst: Justyna Mazur

„Jeśli kierowca autobusu złośliwie odjedzie sprzed nosa pasażerce, chciałbym wiedzieć, z czego w życiu jest niezadowolony. Co więcej – chętnie bym go zaprosił na piwo, aby wydobyć, skąd się bierze jego lekceważenie dla innych. Jeśli ktoś zabija, zawsze ciekawi mnie, kim był, nim postanowił zabić. Jeśli ktoś odkręcił przyciski w windzie, chciałbym nie tylko wiedzieć, do czego je wykorzysta, ale być u niego na Wigilii... To są moje pragnienia reportera.”


KULTURA

25 BEMAGAZYN.PL

że patrząc na rzeczy jego autorstwa, nieraz zbierałam szczękę z podłogi i po cichu zazdrościłam mu, że zajmuje się tym, co kocha i jest w tym tak świetny. Medal ma dwie strony. Jacek, jak większość bardzo utalentowanych osób, nie do końca wierzy w siebie i w swoją pracę. Z jednej strony jest przekonany o własnym talencie, a tym samym, w środku hulają mu kule traw pędzone wiatrem. Ale czasem wydaje się sobie niezdolnym do niczego przeciętniakiem, bo tak mu mówili, gdy wybrał swoją drogę. Wybrał, czy uciekł? U niedocenionych za młodu zdolnych ludzi, to chyba równoznaczne. Uciekamy do tego, co rzeczywiście kochamy, a rzadko rzeczy, poprzez które się wyrażamy, są złe (ok, wyłączając wiadome przypadki). Rozmawialiśmy niedawno. Tak naprawdę – na żywo, nie przed telewizorem, bez telefonów i bez alkoholu. I to była najbardziej przykra rozmowa, jaką odbyłam od długiego czasu. Siedziałam bowiem obok kogoś z potencjałem i determinacją, której sobie mogłabym tylko życzyć, a w środku tego kogoś wciąż pulsuje to stare: nie umiesz, nie potrafisz, nie dasz rady, weź się za coś innego, daj sobie spokój. I wiedziałam, że choćby znalazł się lejek, którym mogłabym dotrzeć przez ucho do jego mózgu, nie zdołam zmienić tego obecnego przekonania, że to, co

BE \\ best of

Słowa Mariusza Szczygła dotarły do mnie kilka minut przed zabraniem się do tego tekstu, a tak już jest, że albo temat wchodzi mi jak nóż w masło, albo wcale. Hasło nowego numeru to "BE Best of”, ale ja nie napiszę o sobie. To znaczy napiszę, ale nie do końca. Jak każdy poznaję w życiu różnych ludzi. Dzieje się to w miejscach, w których pracuję, uczę się, na imprezach i podczas różnorakich spotkań towarzyskich. Kocham internet, również za to, że umożliwia mi kontaktowanie się z niesamowicie interesującymi ludźmi , których pewnie nie miałabym szansy poznać. Jestem bardzo ciekawa ich osobowości, bo wierzę, że nie przypadkiem znajdują się na mojej drodze. Dziś będzie o takim człowieku. Przeczytałam w życiu kilka tekstów motywacyjnych, obejrzałam parę wykładów i wywiadów o podobnej tematyce i, przyznam, że niektóre zostawiły po sobie trwały ślad, a inne kompletnie wyleciały mi z głowy. Dziś mogę stanowczo powiedzieć, że nic tak bardzo nie inspiruje i nakręca do działania, jak prawdziwy człowiek z krwi i kości, którego w dodatku znamy; ten, kto konsekwentnie, choć z trudem pokonuje niełatwą drogę ku upragnionym celom Spotkałam takiego właśnie człowieka. Załóżmy, że ma na imię Jacek i że nie skończył jeszcze 25 lat. Załóżmy, że ma pasję, którą większość ludzi może traktować jako hobby, a nie pracę. Załóżmy, że nie poszedł na studia, ale (w skrócie) postawił na rozwijanie swoich zainteresowań. Wszystko prócz imienia było mi nieznane, bo właściwie wiedziałam o tym Jacku jedno: arcyzdolny w tym, co robi. Tak zdolny,


26

zostawił za sobą, żeby podążać za swoją pasją, nigdy nie było i nie będzie nawet w części, warte tego, co robi teraz. A teraz (choć on tego pewnie jeszcze nie wie), jest przede wszystkim wolny. Każdy ma swoich kibiców, fanów, trenerów, ale też sceptyków i krytyków. Istnieją również sabotażyści, których celem życiowym zdaje się być podcinanie skrzydeł innym. I niektórzy pozwalają sobie wmówić, że praca to obowiązek, a cała reszta, to pierdoły, ale inni, w tym i (powiedzmy) Jacek, puszczają te słowa mimo uszu. Wścibskie sąsiadki i osoby starszego pokolenia pewnie uważają ich za ludzi niepoważnych, którym zwyczajnie nie chce się „wydorośleć” i osiąść w „dobrej” pracy. Zadać sobie ten trud i zacząć wieść tak zwane normalne życie – wygodne, przewidywalne, bezpieczne. Nierób, cwaniak, dzieciak – tyle mogą usłyszeć od ludzi, którzy ponoć „wiedzą lepiej”. Jackowi jest przykro, bo komu by nie było? Ale nadal robi swoje. Wstaje wcześnie rano, je kanapkę z serkiem light i pomidorem, i (wiem to na pewno) wciela swoje plany w życie. Krok po kroku, dzień za dniem, z tygodnia na tydzień jest coraz lepszy, choć na zewnątrz bardzo niepozorny, skromny i pokorny.

Daję głowę, że kiedy wypuszcza kolejną zrobioną przez siebie rzecz, sprawdza kilkadziesiąt razy, czy aby na pewno jest perfekcyjna. W środku musi, bowiem, skreślić za każdym razem i nieroba, i cwaniaka, i dzieciaka, za których go przecież uważano. „Kiedyś, wiesz, będę lepszy i udowodnię sobie, że jestem coś wart” – powiedział mi. A ja, temu (powiedzmy) Jackowi, życzę, żeby wkrótce zobaczył w lustrze kogoś, kim stał się już dawno – najlepszym, kim może być w tej chwili. A potem? Potem będzie tylko lepiej, (powiedzmy) Jacku.

Justyna Mazur Z wykształcenia prawie dziennikarka, z doświadczenia była redaktorka serwisów plotkarskich, z zamiłowania niespełniona profilerka. Od kilku lat pochłonięta pracą w tak zwanym sołszjalu i pisaniem. Laureatka konkursu na najlepszy reportaż organizowanego przez Onet.pl w 2008 roku. Prowadzi bloga krotkiporadnik.pl


Ślub idealny

Ślub to jeden z najważniejszych dni w życiu. Co zro-

A jakie są najnowsze trendy na rok 2014? Po

bić by był niezapomniany? Warto zadbać o oprawę

pierwsze silny nurt powrotu do natury. Wiązanki

kwiatową, która jest niezbędną dekoracją w te wyjąt-

ślubne nie są już idealnie symetryczne, najważniej-

kowe święto i zwrócić się do specjalistów. Kwiaciar-

szy jest naturalny kształt nawet jeśli przypomina

nia Róża mieszcząca się w Gliwicach na ul. Tarnogór-

artystyczny nieład. Kolejnym ważnym punktem

skiej 14, zrobi wszystko by ten dzień był idealny.

„kwiatowej

mody” jest delikatność.

Stonowane,

Dekoracje ślubne to bukiety, butonierki, przy-

romantyczne kolory i kształty wprowadzą świeżą

strojenie kościoła, sal weselnych, dekoracje na sa-

atmosferę. Kwiaty ogrodowe jako element dekoracji

mochód, wianki na włosy i płatki kwiatów. Najważ-

sprawdzi się w tym sezonie idealnie. Hitem będą bu-

niejsze jest by pasowały do osobowości pary młodej,

kieciki z konwalii oraz pastelowe kolory.

ich strojów oraz miejsca ceremonii i stanowiły spójną całość nadającą charakter przyjęciu. Floryści Kwiaciarni Róża pomogą młodym parom indywidualnie dobrać kwiaty na ślub, zajmą się nie tylko wprowadzeniem pomysłów w życie ale też samodzielnie opracują projekty aranżacji. Konsul-

Ostatnią nowością są bukiety z biżuterii. Forma oraz skład pozostaje w kwestii zamawiającego. Można w nich umieścić bliskie sercu pamiątki a zdecydowaną zaletą takiego bukietu jest trwałość. Aby dowiedzieć się jeszcze więcej serdecznie zapraszamy wszystkich do Kwiaciarni Róża!

tacje ze specjalistami są wygodnym sposobem na oszczędzenie sobie stresu i pewnością, że wszystko zostanie zrobione na najwyższym poziomie.

ul. Tarnogórska 14 w Gliwicach 32 230 48 58, 781 360 260

www.roza-kwiaty.pl


S ylwia K ubry ń ska

BE. 28

The Best of the World

Napisał pod moim tekstem: „Jesteś tłustą lesbą, której rodzice nie kochali, a brat w piaskownicy po głowie bił”. Nie spodobałam mu się. Ale nie miał nic do treści!


KULTURA

pisarka, blogerka, dziennikarka. Pochodzi z Mazur, mieszka na Kaszubach. Laureatka nagrody Gdańsk Metropolia Europejska Stolica Kultury i Wydawnictwa Replika. Jurorka Blog Forum Gdańsk 2011. Jest autorką powieści Last Minute i bloga www.kubrynska.com.

BEMAGAZYN.PL

Sylwia Kubryńska

29

blog o nazwie brawurowej, ale znamiennej: NAJLEPSZY BLOG NA ŚWIECIE. I wiecie, co? Nikt, absolutnie nikt do tej pory (5 lat) nie podważył słuszności tego miana. Nikt nie zarzucił mi, że niesłusznie przykleiłam sobie łatkę mistrza. Owszem, jest obawa, że zaraz skrzyknie się parę osób, które uważają, że moje teksty wcale nie są najlepsze na świecie. OK. Mają do tego prawo. Powiem więcej. Ja tego chcę! Niech napiszą, niech powiedzą! Niech się kłócą! Niech wyjaśnią, dlaczego! Ale (wiem, bo czytam czasami komentarze w internecie) prawda jest taka, że większość zastrzeżeń pod moimi tekstami nie dotyczy wcale tekstów. Dotyczy mnie samej. Co mnie zresztą wielce raduje. Mogę o sobie przeczytać różne ciekawostki, o jakich przez całe swoje życie nie miałam pojęcia. Wśród najcenniejszych perełek pieczołowicie zachowałam wywód niejakiego „Rafii”: – Jesteś tłustą lesbą, której rodzice nie kochali, a brat w piaskownicy po głowie bił. Brata nie mam, łopatki też nie, nadwagi tym bardziej. Mam za to męża. Wybaczcie, więc nie widzę powodów, żeby przejmować się kwestią tak abstrakcyjną. Wszak Rafii nie miał nic do treści! To ja mu się nie spodobałam! A raczej nie spodobały się moje koneksje rodzinne oraz rzekoma orientacja. Jedyne, więc co mogę zrobić, to dalej pisać, a w tym pisaniu dążyć do doskonałości. A dążenie do doskonałości, to paradoksalnie największa pokora na świecie. I to właśnie jest drugi cel nazywania swoich tekstów najlepszymi. Moje teksty MAJĄ BYĆ najlepsze na świecie. To ich misja, a moja powinność. Cel tak wysoko mierzony zapewnia strzał przyzwoity. Gdy się przygotujesz na Mount Everest, na pewno zdobędziesz Mount Blanc. Gdy się nie przygotujesz na nic, potkniesz się nawet o kopiec kreta. Kwestia ostatnia, najważniejsza. Skoro moje teksty są (mają być) najlepsze na świecie, to czymże jest (ma być) pismo, które je publikuje? Czymże jest BE MAGAZINE? Oczywiście, najlepszym pismem na świecie. Tak zapętliliśmy temat szydłem z worka, bo właśnie doszliśmy do puenty mówiącej, że to, czy robimy coś najlepiej na świecie, zależy tylko od nas.

BE \\ best of

Be the best of? Hola, hola! U mnie wszystko musi być najlepsze. A przynajmniej wszystko muszę tak nazywać. Nieważne, czy mam do czynienia z przedmiotem, zwierzęciem, czy zjawiskiem – wszystko nazywam z właściwą, a raczej niewłaściwą przesadą. Daje mi to poczucie iluzji i nadziei, że jeśli przebywam w tak świetnym towarzystwie, mam szansę na nieco blichtru w ramach własnej fantazji. Skoro robię zakupy w Biedronce, jeżdżę punto i ubieram się w lumpeksach, to niech chociaż kot nosi imię babilońskiego monarchy, a podręczny notes – znamiona przedmiotu artysty. Niech chłopiec, który wykrztusił mi komplement, będzie w domyśle najlepszym kochankiem na świecie. A książka, którą napisałam, ma potencjał bestsellera, choćbym zbierała po niej jeno złote od sprzedanego egzemplarza. Niecałe dwa złote. Niech moje życie będzie w moim przekonaniu inne niż życie wszystkich innych, po prostu najlepsze. Bo nic tak się nie liczy, jak własne przekonanie. Nie wszyscy podzielają mój pogląd. Ostatnio, na spacerze po Dolnym Wrzeszczu, mijając mężczyznę o gabarytach Szczurzej Śmierci oraz matkę jego, jak sądzę (raczej: jak on sądzi), przyszłego potomstwa – usłyszałam taką wypowiedź na poruszony temat: – Jak będzie syn, to ma być, kurde, Kacper. Albo Mikołaj. Na nic innego się nie zgadzam. A jak się urodzi drugi syn to Mikołaj. Albo, kurde, Kacper. Jak przypuszczam, determinacja przyszłego rodzica nie wynika z jego widzimisię, nie jest żadnym kaprysem, ani tym bardziej rodową koniecznością z dziada pradziada. Wiem dobrze, jakie prawa rządzą w Dolnym Wrzeszczu. Mogę precyzyjnie przedstawić statystykę najmodniejszych imion męskich i żeńskich, nadawanych w tej dzielnicy Gdańska. Otóż na początku lat dziewięćdziesiątych królował Damian i Patryk. Gdybym wtedy minęła na spacerze wspomnianą parę, usłyszałabym identyczną wypowiedź, z tą różnicą, że byłby to, „kurde, Damian. Albo Patryk”. Potem w kalendarzu wrzeszczańskich imion pojawiła się Dżesika, Andżela i Brajan. Dziś przyszła moda na tradycjonalizm, stąd w głowie Szczurzej Śmierci zakiełkował Kacper. Albo Mikołaj. Ja jednak nie patrzę na sąsiadów. Nie szukam wzorców. Interesuje mnie szczyt. Tytuł mistrza. Szukałam nazwy dla swojego bloga. Jak żaden utwór, film, sztuka, obraz, wiersz nie funkcjonuje bez nazwy – tak moje zapiski nie powinny latać niczym bezpański pies po internetowych łączach. Postanowiłam, więc wymyślić tytuł. Hasło na okładkę. Słowo/zdanie/zagadnienie – coś, co będzie esencją tych zapisków, co odda charakter autora (mój), a jednocześnie zawrze skróconą historię wszystkich wpisów. W ten sposób powstał


K AT O W I C E – STYLOWE OD ZAWSZE D O 2 1 S T YC Z N I A CZEKAMY NA STARE ZDJĘCIA MODNYCH I STYLOWYCH KATOWICZAN SPRZED 20, 40, 100 LAT NADESŁ ANE ZDJĘCIA TRAFIĄ NA PODSTRONĘ DO GŁOSOWANIA NA WWW.GAZETA.PL/KATOWICE WYBRANE Z NICH ZAPREZENTUJEMY NA WYSTAWIE W SILESIA CITY CENTER

SILESIOMANIA N A G R O DA G Ł Ó W N A : A PA R AT N I KO N

ZDJĘCIA NADSYŁAJCIE NA ADRES: “GAZETA WYBORCZA” DZIAŁ PROMOCJI UL. TOWAROWA 4, 43-110 TYCHY Z DOPISKIEM “KATOWICE - STYLOWE O ZAWSZE”

S Z C Z E G Ó ŁY I R E G U L A M I N : W W W. S I L E S I AC I T YC E N T E R . C O M . P L

P R Z E Z C A ŁY R O K

RÓB ZAKUPY W SILESIA CITY CENTER, Z A C H O WA J PA R A G O N Y, M O Ż E Z A P U K A M Y D O C I E B I E Z N A G R O DĄ . . . SZ C Z E GÓ ŁY I R E GU L A MI N NA WWW.SIL ESIACITYCENTER.COM .PL S I L E S I A C I T Y C E NT E R , U L . CHORZOWSK A 107, K ATOWICE


A d am P rze ź d zi ę k

pol 32

Najlepsza Zajmując się na co dzień mediami internetowymi, reklamą i technologiami, tworzę na własne potrzeby pewne zestawienia, którymi czasami dzielę się w obrębie mojego bloga lub w serwisie Slideshare. Są to m.in. zbiory wyróżniających się kampanii niestandardowych, przykłady najlepszego wykorzystania w marketingu różnych platform społecznościowych, czy podsumowania roku, zawierające zestawienia najciekawszych wydarzeń w internecie. Są one dla mnie pewnym kanonem, wyznacznikiem jakości względem innych realizacji bądź zjawisk. Za jeden z najbardziej wartościowych zbiorów uważam ten, który dotyczy historii polskiej reklamy, zawierający absolutnie najlepsze – moim zdaniem – realizacje, stworzone rękami rodzimych agencji reklamowych. Od wielu lat czołowe miejsce w tym zestawieniu zajmuje produkcja ERY (obecnie T-Mobile): „Zadzwoń do mamy“. Reklama powinna być „zapamiętywalna“ – to jedno z naczelnych, niezmiennych założeń, towarzyszących procesowi jej tworzenia. Od 2002 roku, gdy wspomniany spot zawitał na szklanym ekranie,

mało która realizacja działała na widza w podobny sposób. A przecież minęło 12 lat! Przepełniona pozytywnymi emocjami i niosąca ponadczasowy przekaz, idealnie oddziaływała na odbiorców. Przygotowując ten tekst, prześledziłem internet w poszukiwaniu opinii na jej temat. Nie znalazłem ani jednej (!) negatywnej wypowiedzi. Ludzie nadal ją pamiętają, uważając za „genialną“. Biorąc pod uwagę ogólny stosunek Polaków do reklamy, wyrażany zarzutami o intruzywną i nachalną promocję „zawsze niskich cen“ kurczęcego podudzia lub kredytowych rat 0% – spot ERY był fenomenem. Przemyślany scenariusz pozwolił przemawiać do różnych osób. Tak różnych, jak klienci każdej firmy z branży telekomu. Kobiety - mężczyźni, starsi - młodsi, zamożni - ubożsi, ustabilizowani - nadal poszukujący. Niby segmentacja podstawowa i dobrze nam znana, a jednak objęła swym zasięgiem całe społeczeństwo. Także tematycznie reklama zataczała szerokie kręgi i dotykała przeróżnych problemów: rodzina i znajomi, proza codzienności, plany na przyszłość, postrzeganie świata i odkrywanie prawdziwych wartości. Tak przygotowany spot trafił na


KULTURA BE \\ best of

ska Obserwując polski rynek zauważam, że coraz mniej powstaje produkcji z tzw. „duszą“. Realizacja twardych, krótkoterminowych celów sprzedażowych przedkładana jest ponad budowę rozpoznawalnej i lubianej marki, realizowanej m.in. poprzez spoty, docierające do serca (podejście nieracjonalne/wizerunkowe), a nie tylko do rozumu (sprzedaż/racjonalizowanie wydatków/promocje cenowe). Rzecz jasna doskonale wiem, skąd w naszej telewizji tak dużo reklam o konstrukcji „produkt – cena“. Wszystkim zależy na tym, aby niemałe pieniądze wydane na tę formę promocji zwróciły się w sposób najbardziej oczywisty – w postaci zwiększonej sprzedaży. Marketerzy i pracownicy agencji kreatywnych powinni jednak mieć na względzie także potrzebę równania w górę – tworzenia reklam zbalansowanych, uciekających

od nachalnej sprzedaży, oferujących w zamian dbałość o pozytywne, ciepłe skojarzenia, wolniej (lecz na długo) budujących wizerunek marki – historię, której chce się słuchać i którą będzie się pamiętało. Jakiś czas temu miałem okazję „rozmawiać“ na Twitterze z osobą zajmującą się komunikacją w strukturach T-Mobile. Gdy wspomniałem o spocie „Zadzwoń do mamy“ powiedział, że była to prawdopodobnie ich najlepsza reklama w historii (ERY + T-Mobile). I miał rację. Reklamę można obejrzeć tutaj: http://goo.gl/wfa93W

Adam Przeździęk // jest autorem bloga Mediafeed.pl, ekspertem ds. marketingu i nowych mediów oraz triathlonistą. Zajmuje się doradztwem w zakresie niestandardowych form reklamowych oraz komunikacji marketingowej, wykorzystującej tzw. Nowe Media oraz technologie.

BEMAGAZYN.PL

bardzo podatny grunt odbiorców, pragnących komunikacji bazujących na emocjach i silnie utkwił w ich pamięci. A to w kolejnych latach udało się powtórzyć w reklamach, których liczbę mógłbym pokazać na palcach jednej dłoni.

33

reklama


S ylwia K ubry ń ska

34

Najlepszy Kochanek na Świecie


KULTURA

35 BEMAGAZYN.PL

jak przystało na prawdziwego mężczyznę – wszystkie obalił jednym wzruszeniem ramion, nonszalancko lekceważąc postulaty. A raczej jeden, nieskomplikowany i wyraźny postulat w formie całkowitego zakazu wykonywania telefonów na jej numer. Konsekwentnie, nazajutrz rozdzwoniła się komórka. Ona zdusiła aparat, tym samym odłączając się od świata abonentów telefonii komórkowej. Określenie: „nieosiągalna” wydało się jej idealnie pasujące do dramatyzmu sytuacji. Zamykała oczy i wyobrażała sobie Najlepszego Kochanka na Świecie, którego spokojny, lekko ironiczny uśmiech zamienia się w grymas niepokoju, następnie lęku i wreszcie, o radości! – w panikę. Prognozowała z satysfakcją niezliczoną ilość komunikatów: „połączenie nie może być zrealizowane”. Z rozkoszą liczyła domniemane nagrania drżącego niskiego głosu, tym razem pozbawionego tej nieznośnej, drańskiej lekkości, która ją doprowadzała do szału. Przewidywała tysiące panicznych wiadomości na poczcie głosowej: „Wybacz mi! Oddzwoń! Błagam! Szaleję z niepokoju…!”. Rozpływała się w domysłach, jakie jeszcze wyznania obijają się o głuche ściany jej nigdy przedtem niewyłączanego, a dziś – tak bezlitośnie milczącego telefonu. Ten błogi stan trwał całe, nieskończenie długie trzy kwadranse, po czym – rozjuszona własnym brakiem silnej woli, włączyła nagle komórkę i zastygła w oczekiwaniu na deszcz rozpaczliwych powiadomień. Powiadomień jednak nie było żadnych. Nie było też panicznych nagrań, żadnego esemesa. Nic. I sprawa stała się przeraźliwie jasna. Najlepszy Kochanek na Świecie gwizdał na nią i jej wyłączoną komórkę. Gwizdał – jak też podejrzewała od dawna – na wszystko, co jej dotyczyło. Na jej ślepą miłość. Na kolorowego delfinka i morze rozkoszy. Na poważne rozmowy i postulaty. Na prowokacje i groźby. Gwizdał absolutnie na wszystko, bo – tu zgięła się w bolesnym skurczu – takich, jak ona, Najlepszy Kochanek na Świecie miał na pęczki. Jedyne, co jej pozostało, to beznadziejne wyłączenie telefonu po raz drugi – tym razem na dłużej, o wiele dłużej. Roztrzęsiona i wściekła, pobiegła do

BE \\ best of

Nie widziała go dziesięć lat. Dziesięć zim. Dziesięć długich zapłakanych jesieni, dziesięć topniejących wiosen. I gdyby nie sny, pewnie już by nie pamiętała jego twarzy. Już by się zatarł w pamięci niski, lekceważący głos, zapach trochę zbyt zimny, trochę niemożliwy, a zmysłowy, że diabli biorą. Ale on uparcie przychodził w nocy, patrzył przenikliwie, ocierał się jak kot, a miły był w tych snach, jak nigdy. Czego chciał? Tak, jak ona na jawie – on w snach nie mógł się pogodzić z odrzuceniem. Chociaż dziesięć lat temu wyłączyła telefon, aby zapomnieć nieopisane chwile uniesień z tym erotycznym geniuszem, odsunąć je gdzieś w tył głowy i zakurzyć innymi myślami – ten wciąż wracał w marzeniach sennych. Aż budziła się mokra od potu i zdumiona, że całe prześcieradło jest niemiłosiernie zmiędlone, a przecież ona sama w łóżku. – Tyle lat minęło – przekonywała się nad ranem o niedorzecznościach swych tęsknot. Mawiają, że sny umykają od patrzenia w słońce – patrzyła, więc z masochistycznym uporem w jasne okno, a potem bolała ją, pełna nigdy nieprzepędzonych wspomnień, głowa. I tak ten czas zleciał. Co się wydarzyło dziesięć lat temu? Są takie chwile w życiu, gdy na głowę spada grom. Właśnie taki apokaliptyczny grom trzasnął wtedy w jej głowę i z impetem wymiótł wszystkie szare komórki. Pozostał po nich jedynie miraż, iluzja rozsądku, którą karmiła się jeszcze kilka chaotycznych tygodni. Wreszcie stało się jasne, że nie ma czego w rozumie szukać, bo cała percepcja konsekwentnie przeniosła się do zupełnie innego organu. I tak, porażona spersonifikowanym w postać Najlepszego Kochanka na Świecie – piorunem – dryfowała na barwnym, pompowanym delfinku z bezmyślną radością po morzu rozkoszy. Nie miała zielonego pojęcia, jak to się stało, że zaczęła tonąć. Tę wiedzę, razem z farbowaną blondynką, zabrał Najlepszy Kochanek na Świecie. Cudem ocalała z tej, nazywanej ślepą miłością, katastrofy. Postanowiła kategorycznie zerwać wszelkie stosunki z Najlepszym Kochankiem na Świecie, który wysłuchał w milczeniu jej argumentów, po czym,


36

sklepu z komórkami i zamówiła nowy numer. W ten sposób straciła bezpowrotnie możliwość ponownego zanurkowania w morzu rozkoszy. Bezpowrotnie, znaczy – na dziesięć lat. Bo teraz oto stała przed lustrem i patrzyła na siebie o dziesięć lat starszą i jedyne, co jej przychodziło do głowy to przerażający wniosek: „gruba, gruba!” Najlepszy Kochanek na Świecie wytropił ją w internetowym labiryncie portalu dla ludzi ze szkolnej ławy i kategorycznym: „spotkajmy się” zburzył dziesięcioletni spokój ducha, a co najgorsze – względną akceptację samej siebie. W ciągu piętnastu sekund względna akceptacja obróciła się o 180˚. Tyleż samo czasu zajęło jej odszukanie adresu do najbliższego fitness klubu, ale już w ciągu dwóch sekund zaniechała pomysłu. Najlepszy Kochanek na Świecie przysłał, bowiem szczegóły dotyczące terminu spotkania, na ewentualne zrzucenie nadmiaru tłuszczu pozostało półtora dnia. Półtora dnia! Jak w tak krótkim okresie zniwelować dziesięć długich lat? Dziesięć zimowych przyrostów masy ciała i dziesięć wiosennych katorżniczych diet? Dziesięć jesiennych zastygnięć na kanapie i tyleż samo letnich okresów ekspozycji wolnych rodników na słońce? Dekada depresyjnych seansów alkoholowych i, o zgrozo, palenia, wprawdzie lajt, ale zawsze – papierosów! A każdy kieliszek i każdy papieros odciśnięty jest jak blizna w kolejnej zmarszczce. I to wszystko miałoby zniknąć w półtora dnia? Wykluczone. Po tych wnioskach, do panicznego wrzasku: „gruba”, dołączył zrozpaczony okrzyk: „stara!” i nastała cisza. Teraz jej czterdziestoletnie ciało, unieruchomione jak posąg, na całkowitym bezdechu czekało na decyzję: i co teraz? Istniały dwa rozwiązania. Pierwsze, z góry skazane na niepowodzenie, w głębi świadomości intuicyjnie odrzucane w niebyt, było jednak głośno artykułowane jako najrozsądniejsze pod słońcem. Mianowicie – problem bezwzględnego braku akceptacji zniknie zupełnie, jeśli ona najzwyczajniej nie umówi się z Najlepszym Kochankiem na Świecie. Wcale nie pójdzie na to spotkanie! Logiczne. Dziecinnie proste. Wystarczy zostać w domu. Wyłgać się typowym dla takiej sytuacji wykrętem z kategorii: „mam swoje życie, swój świat, minęło przecież tyle lat”. I Najlepszy Kochanek na Świecie nic nie powie, wcale nie będzie namawiał, pójdzie

w swoją stronę jak wtedy, dumny i zimny drań. A ona zostanie z tym swoim nieskalanym poczuciem wartości, wtulona w sofę wydudni dziewięćset kalorii w pięcioprocentowym ciemnym mocnym i pozwoli swojej talii jeszcze obficiej obrosnąć w pulchną fałdę. A Najlepszego Kochanka na Świecie niech diabli porwą razem ze wszystkimi jego długonogimi, związanymi w pęczki, młodymi jak szczypior i jak szczypior chudymi, blond pięknościami… Niedoczekanie. I teraz nadszedł czas na drugi wariant. Drugi wariant różnił się drastycznie od pierwszego i niósł ze sobą zupełnie inny ciężar zupełnie innych argumentów. Najlepszy Kochanek na Świecie to, jak sama nazwa wskazuje, facet, który jest najlepszym kochankiem na świecie. A takich nie spotyka się codziennie. Wręcz przeciwnie – na co dzień spotyka się największe fajtłapy na świecie. Wielkie fujary z małymi organkami. Wpatrzonych w filmy porno, oderwanych od rzeczywistości, zaniedbujących swe żony ignorantów. Rozczarowujących do cna, niemiłych i nieatrakcyjnych, pijanych gburów. Egoistów i nudziarzy. Genetycznie sknoconych i w niezrozumiały sposób zakochanych w sobie pokurczów. Nijak mają się do Najlepszego Kochanka na Świecie, który wprawdzie był draniem i zdradzał, ale w jakim stylu! Jego przelotne spojrzenie wywracało na zewnątrz duszę, przyprawiało o dreszcze, zapierało dech. Jego szept zmiatał z powierzchni ziemi, wbijał w przestworza. Jego zapach odbierał rozum, wnikał w każdą komórkę ciała. A jego dotyk?! Przymknęła oczy i pokręciła głową. Byłoby skrajną głupotą pozbywać się okazji do spotkania tego geniusza seksu. Kretynizmem – nie polecieć teraz do sklepu po komplet obłędnej bielizny. Przejawem braku piątej klepki okazałby się brak odwiedzin u kosmetyczki, fryzjera, manikiurzystki, wszystkich tych upiększających instytucji. Bezdenną ignorancją byłoby nieprzewalenie do góry nogami szafy, nieodnalezienie zabójczej czerwonej kiecki z dekoltem do pępka. Porażką równą życiowej przegranej stałoby się owo żałosne zawinięcie z piwem w akrylowy koc. A przez to, że Najlepszy Kochanek na Świecie nie grzeszy wiernością, darować sobie nurkowanie w morzu rozkoszy? Oddać walkowerem chudym blondynkom ten kawałek tortu? Ten fajerwerk doznań? Nigdy!


KULTURA

Czterdziestoletnie, a szczerze mówiąc, trzydziestoparoletnie ciało drgnęło jakby wstąpiło w nie nowe, dojrzałe i w pełni świadome życie. A potem pogłaskane czule opuszkami palców zmiękło w namiętnej i żarliwej tęsknocie za Najlepszym Kochankiem na Świecie. ***

BE \\ best of

37 BEMAGAZYN.PL

On, oczywiście, zupełnie nic, a nic się nie zmienił. Nie przytył nawet grama, ewentualne zmarszczki tylko dodałyby mu uroku. Siedział w lokalu i czekał, nonszalancko paląc papierosa. Ona oceniła swoją sytuację jako dramatyczną, po czym usiadła na przeciwko niego, marnie udając niczym nieskrępowaną swobodę. Jego pewny siebie uśmiech przyprawił ją o dreszcz przerażenia i nagle zapragnęła zwinąć żagle, ale było już zdecydowanie za późno. Pomyślała o sukience z dekoltem, że to chyba gruba przesada, powinna była założyć wełniany golf. Pomyślała o czerwonej szmince, że to istny wygłup, lepiej było użyć bezbarwnej wazeliny ochronnej. Pomyślała o obcasach, że nieporozumienie, w botkach byłoby wygodniej. Pomyślała wreszcie o tym, że niepotrzebnie się tak wysztafirowała jak jakaś lampucera, bo Najlepszy Kochanek na Świecie siedzi niedbale w rozchełstanej koszuli, a mimo wszystko, wygląda jak milion dolarów. Druga sprawa, że gdyby tak się nie wypindrzyła, Najlepszy Kochanek na Świecie nie mógłby nawet podejrzewać, że ona się nim jakoś przejęła, że to całe zamieszanie ją w ogóle obchodzi, że wzięła do serca, że traktuje go poważnie. Gdyby, załóżmy, włożyła sweter, pomyślałby, że ona ma w nosie, gwiżdże na niego, wpadła tu tak ot, przy okazji, na drinka, a jak skoro już się napatoczył – trudno, napije się z nim. Tak błądziła myślami, przeklinając w duchu kieckę z dekoltem. Diabli wiedzą, o czym myślał on, pewnie o tlenionej blondynce, bo właśnie rozdzwonił jego cholerny telefon. Ku jej zdumieniu wyciszył jednak sygnał wysyłany przez jedną z pęczka wielbicielek i, spojrzawszy na nią, wyostrzył nieco zgaszony do tej pory wzrok. - Kopę lat – powiedział, a ona ściągnęła z niepokojem brwi. To tak można określić ich straszliwe rozstanie? Tę przepaść czasową? Tę czarną dziurę w sercu, niekończącą się, dziesięcioletnią rozpacz i przeraźliwą, lodowatą pustkę? Pustkę w sypialni, pustkę w łóżku,

wreszcie – pustkę w sobie? Czy Najlepszy Kochanek na Świecie nie pomylił jej przypadkiem z kolegą z drużyny harcerskiej? O ile, ludzie! o ile Najlepszy Kochanek na Świecie mógł kiedykolwiek w ogóle należeć do tak mało dekadenckiej organizacji jak harcerstwo? Niewyobrażalne. On był zbyt wyjątkowy, egocentryczny, poetycki, artystyczny, ekscentryczny, wreszcie – zbyt seksowny, żeby ubrać mundurek druha. I tak pomyślawszy, zapragnęła jak najszybciej zanurkować z nim pod kołdrę. Zamówiła, więc dla odwagi wódkę z tonikiem, którą błyskawicznie wypiła, zamówiła drugą i trzecią, by rozmiękczony jak mydło na dnie wanny wzrok utkwić pożądliwie w Najlepszym Kochanku na Świecie. Wyszli z lokalu po godzinie w komitywie niedwuznacznej i zaraz potem zalegli w pluszowej taksówce, gdzie Najlepszy Kochanek na Świecie wyściskał ją jak limonkę. Ona, cała uradowana bezproblemowym obrotem spraw, poddała się całkowicie ugniataniu swojego trzydziestoparoletniego ciała, zapominając na śmierć o nadwadze. Zresztą, Najlepszy Kochanek na Świecie zdawał się całkowicie lekceważyć zmianę w jej – kościstych niegdyś, a dziś zaokrąglonych – kształtach. Wyglądał na bardzo zadowolonego. Do tego stopnia, że gdy taksówka zatrzymała się pod jej domem, z wielkim oporem wygramolił się spod czerwonej sukienki. Oczywiście, można by teraz powiedzieć, że zachowywali się jak kochankowie z filmu. Tak samo jak kochankowie z filmu, biegli po schodach, trzymając się za ręce, potem, dźgając kluczem niewłaściwą dziurkę, niecierpliwie otwierali drzwi do mieszkania, a gdy wreszcie do niego wtargnęli, upadli na podłogę i jęli gorączkowo zrywać z siebie ubranie. Szarpiąc nawzajem czerwoną sukienkę i rozchełstaną koszulę, przepełzali po omacku z przedpokoju do sypialni, gdzie zatonęli w białych, świeżych prześcieradłach. Gdyby jeszcze do tego dorzucić jakieś świece i czerwone wino, byłoby pewnie nieco kulturalniej, ale mniej gwałtownie, a oni faktycznie zachowywali się gwałtownie i pośpiesznie, jakby ich gonił szwadron wychudzonych blondynek. Ona, zresztą, wcale nie chciała niczego zapalać, ani lampy ani świecy, bo – jak wiadomo – w ciemnościach nie widać cellulitu, a w świetle świec – a nuż? Bezpieczniej było tego nie sprawdzać. Leciała, więc w kosmiczne przestworza na białym prześcieradle jak na czarodziejskim dywanie, gdy


38

Najlepszy Kochanek na Świecie stemplował pocałunkami całe jej ciało. Konflikt sprzed lat uleciał w niebyt, w tymże niebycie przepadła chuda blondynka, a rozterki związane z bezwzględnym brakiem akceptacji nagle przerodziły się w absolutną akceptację, ba, co tam w akceptację, w zachwyt! W zachwyt nad jej – jak określał szeptem Najlepszy Kochanek na Świecie – boskim ciałem. Pieszczoty doprowadzały ją do wrzenia i powodowały wściekłą chuć. Jej oddech oszalał. Z głośnym sapaniem wyrzucała z siebie jakieś niecne żądania, pozbawiona nagle wstydu i jakiejkolwiek przyzwoitości. Zapragnęła wszystkiego naraz, nie wyłączając bezeceństw rodem z filmów porno. I dobrze wiedziała, że tego wszystkiego może się radośnie spodziewać od Najlepszego Kochanka na Świecie, bo on, nikt inny, tylko właśnie ON, wszystko to jej dziś w nocy, na tym białym prześcieradle, ofiaruje. A potem nadszedł moment, gdy się chce więcej i więcej, a właściwie nic już się nie chce innego – żadnych pieszczot, żadnych gierek, wstępniaków, minetek, pettingu – nic, prócz prozaicznej, atawistycznej, prymitywnej, jaskiniowej, zwierzęcej – kopulacji. I bezwstydnie jej żądając, wypięła się niczym rozgorączkowana w rui kocica. Wtedy właśnie padło to zdanie, którego ona początkowo zupełnie nie mogła pojąć. W jej płonącym pożądaniu zabrakło miejsca na taki zestaw słów: – Sorry, za dużo wypiłem… Chwilę jeszcze trwała w swoim wypięciu samicy. Trwała tak, jakby czekała, że Najlepszy Kochanek na Świecie za chwilę parsknie śmiechem „żartowałem!” i – jak dziesięć lat temu – posiądzie ją, zmłóci, przereza w drobne drzazgi. Tak, że we wrzącym pocie swych ciał się usmażą, że ich ciała spłoną na popiół, że po białym prześcieradle nie zostanie jedna nitka. Ale on wcale nie parsknął, nie odwołał swojego „sorry”, wręcz przeciwnie, o zgrozo! – zakłopotany zaczął tłumaczyć, że coś lata nie te, że piwo, papierosy, że wódka, niewyspany, że dieta, cholesterol wysoki… ludzie! Cholesterol! I, że, spoko, on ją tam jakoś inaczej zadowoli. Inaczej?! Jaka rozdygotana z pożądania kobieta chciałaby tego właśnie zamiast tamtego? Tamto, szokująco nieosiągalne, przybrało nagle wymiar kosmiczny, nieporównywalny z tym, co on tu proponuje, z tą nudną formą erzacu, podróbki,

chińskiego zamiennika do, na przykład, mercedesa! Z rozpaczliwą determinacją rzuciła się, więc na pokurczone jak pisklę przyrodzenie i wierząc, że za moment sytuacja się odmieni, jęła naśladować Jennę Jameson. Nic jednak, mimo dwudziestominutowych zmagań, się nie odmieniło. Męskość Najlepszego Kochanka na Świecie uparcie trwała w nienaruszonej formie zasuszonej renklody i żadną siłą nie dawała się przekonać, by przyjąć nieco bardziej dumną postać. – Minęło sporo czasu… nie jestem już taki młody… – tłumaczył lekko speszony Najlepszy Kochanek na Świecie, gdy ona, zdesperowana, penetrowała językiem najmniej teraz romantyczne miejsce jego ciała. Nawet to nie poruszyło cholesterolowej blokady w jego naczyniach krwionośnych. Ta nierówna, rozpaczliwa walka trwała niemal godzinę. Sześćdziesiąt minut rozpaczliwych zmagań z dziesięcioletnim mitem, z tęsknotą za erotycznym geniuszem. Trzy tysiące sześćset sekund gaszenia wielkiego, nieposkromionego seksapilu dziesięć lat starszej kobiety i budzenia seksualnej aktywności dziesięć lat starszego mężczyzny. Po tej dramatycznej rozgrywce, poległa w rezygnacji na zdumiewająco suchym prześcieradle. Wsunęła swoje boskie, trzydziestoletnie ciało w koszulkę od piżamy, położyła się na poduszce i dobrotliwie poklepując po przerzedzonych skroniach śpiącego obok mężczyznę, zrozumiała, że już nigdy więcej nie przyśni się jej Najlepszy Kochanek na Świecie. Zrozumiała też, że przez te dziesięć lat nękał ją mit, iluzja, nierzeczywisty demon, dżinn z butelki, który dziś w nocy rozwiał się wraz z jej naiwnymi wyobrażeniami. Ze spokojem dojrzałej, wielce świadomej kobiety pogodziła się z prawdą. A prawda jest taka, że najlepszy kochanek na świecie – nie istnieje.


menu

Nowe menu już wkrótce. Infomację o zmianie menu podamy na naszym profilu na facebook’u oraz stronie internetowej.

Zapraszamy do Umami! www.restauracjaumami.pl

Restauracja Umami Piąty Smak

ul.Sikorskiego 46, Pyskowice tel. 32 333 22 46

Manager restauracji: 662 267 070 mail: biuro@restauracjaumami.pl


Z d r o wa ż ywn o ś ć

40

A

zwycięzcą jest

Czy można wybrać spośród wszystkich witamin tę ”the best of”? Czy któraś z nich jest najlepsza i jedyna? Jest zwycięzcą?

Wszystkie witaminy są bezwzględnie potrzebne do właściwego funkcjonowania naszego organizmu i faworyzowanie jednej z nich przy jednoczesnym rezygnowaniu z innej, byłoby kardynalnym błędem, który w dłuższym okresie wyrządziłby nam wiele szkód. Jeżeli jednak spojrzymy na witaminy pod kątem niedoboru w naszym organizmie, możemy dość łatwo znaleźć królową, to witamina D. W Polsce i na świecie problem jej deficytu wielokrotne badano wśród róż-

nych grup wiekowych, a wyniki były szokujące. Niedobór witaminy D stwierdzono wśród 85-95 %. badanych osób, wynika więc z tego, że sprawa ta dotyczy prawie każdego, również i Ciebie, Czytelniku. Witamina D, a na co ona jest? Do tej pory witaminę D kojarzono głównie z równowagą wapniowo-fosforową, związaną z prawidłową mineralizacją kości. Nie bez powodu nowo-


KULTURA

…witamina

i zmniejsza ryzyko występowania różnych problemów zdrowotnych, w tym chorób cywilizacyjnych. Coraz większa grupa naukowców i lekarzy łączy brak witaminy D w naszym organizmie m. in. z: nowotworami, cukrzycą typu 1, chorobami autoimmunologicznymi, stwardnieniem rozsianym, schorzeniami układu krążenia, niedoczynnością tarczycy i wieloma innymi, włącznie ze stanami lękowymi i depresją. Jak widać, brak witaminy D to nie tylko krzywica.

BEMAGAZYN.PL

rodki i niemowlęta dostają dawki tej substancji, po to właśnie, aby zapewnić im właściwy rozwój systemu kostnego i w przyszłości uniknąć krzywicy. I to wszystko? Tylko tyle? Czy rzeczywiście witamina D potrzebna jest nam wyłącznie w pierwszych latach naszego życia, a potem już nie? Czy jej obecność ma wpływ tylko na gospodarkę wapniowo-fosforową? Otóż nie. Witamina D jest prawdziwym King Kongiem wśród witamin. Godzillą, która ratuje nas

41

Autor prowadzi blog na temat zdrowej żywności i sposobów jej przygotowywania www.tomcook.pl oraz jest właścicielem delikatesów ekologicznych www.wega24.pl

BE \\ best of

D!


Z d r o wa ż ywn o ś ć

42

Ile, kiedy i dlaczego … tak mało? Optymalny poziom witaminy D to przedział między 30 ng/ml – 100 ng/ml. Określa się go przez badanie w laboratorium metabolitu 25(OH)D3 w surowicy krwi. Koszt to około 50 zł. Wyniki badań dostępne są tego samego dnia i zwykle poziom witaminy D wynosi poniżej 30 ng/ml, a w wielu wypadkach nie przekracza 15 ng/ml, czyli… dramatycznie nisko. Jeden ze sposobów na uzupełnienie jej braków, to ekspozycja na słońcu. Witamina D określana jest „witaminą słońca”, ponieważ syntetyzuje się w naszej skórze w wyniku jego działania. W ten sposób dostarczamy około 90% zapotrzebowania dziennego. Dlaczego w takim razie, mimo że spędzamy w okresie letnim tyle czasu na słońcu i zażywamy suplementy z witaminą D, mamy taki jej niedobór? W szerokości geograficznej, w jakiej żyjemy, nasz organizm może produkować witaminę D tylko od kwietnia do września i to nie zawsze. Jedynie w godzinach od 10:00 do 15:00 docierają do nas promienie UVB, które powodują jej syntezę w naszej skórze, pod warunkiem, że nie stosujemy filtrów przeciwsłonecznych. Jeżeli wysmarujemy się kremami ochronnymi, działanie fal słonecznych będzie nieskuteczne i nasza skóra nie wytworzy wystarczającej ilości witaminy D. Niewiele jednak osób może pozwolić sobie na komfort codziennego 15 minutowego opalania, dlatego też jedynym sposobem na zapewnienie odpowiedniej ilości tego związku jest przyjmowanie suplementów. Celowo pominąłem produkty żywnościowe, ponieważ witamina D występuje w nich w śladowych ilościach i nie można uzupełnić jej braków przez jedzenie ryb, masła, czy picie mleka. Rekomendowana dawka dobowa dla dorosłych to: 800-2000 IU (1 IU = 0,025 µg), a dla dzieci i młodzieży: 600-1000 IU. To wartości odpowiednie w przypad-

ku, kiedy poziom witaminy D w naszym organizmie jest optymalny. W przeciwnym razie kupowanie i zażywanie tej witaminy zgodnie z zaleceniami, dla mnie osobiście nie ma sensu, ponieważ przy wynikach poniżej 20 ng/ml, a szczególnie nieprzekraczających poziomu 15 ng/ml wymagane są dawki terapeutyczne. W dokumencie „Wytyczne suplementacji witaminą D dla Europy Środkowej…” zalecane wartości to: dla dorosłych – 7000-10 000 IU na dobę lub 50 000 IU na tydzień, a dla dzieci – 3000-5000 IU na dobę. Okres suplementacji dawkami leczniczymi w przypadku śladowej ilości witaminy D w naszym organizmie to zwykle 3 miesiące. To cud, że pani żyje. To usłyszała pacjentka od dermatologa, kiedy powiedziała mu, że przez trzy dni brała 10 000 IU witaminy D. Czy lekarz słusznie obawiał się o życie kobiety? Według ekspertów opracowujących „Wytyczne suplementacji witaminą D dla Europy Środkowej…”

Bibliografia: „Ukryte Terapie – czego ci lekarz nie powie”, J. Zięba, Sowa druk 2014 „ Nowe spojrzenie na suplementację witaminą D”, P. Płudowski, Standardy Medyczne 2009 „Suplementacja witaminy D u ludzi dorosłych - wytyczne”, E. Marcinowska-Suchowierska. Postępy Nauk Medycznych 2/2010


KULTURA

poziom toksyczny to wartość powyżej 200 ng/ml. Jest praktycznie niemożliwe, aby osiągnąć taką wartość w ciągu 2-3 miesięcy przy rekomendowanych dawkach terapeutycznych, szczególnie kiedy ilość witaminy w organizmie jest poniżej 15 ng/ml. Jeżeli raz na 3 miesiące zbadamy poziom witaminy D oraz wapnia i fosforu, jesteśmy wstanie kontrolować efekt jej uzupełniania i ustrzec się przed „przedawkowaniem” I tak przez cały rok. Suplementacja w zasadzie powinna być prowadzona przez cały rok. Nawet jeżeli w okresie letnim korzystamy z uroków słońca i zapewnimy sobie syntezę witaminy D w skórze, to pozostaje czas jesienno-zimowy. Wtedy słońce już nam nie pomoże, należy uzupełniać niedobory.

Warto pamiętać, że witamina D rozpuszcza się w tłuszczach. Przed przyjęciem suplementu dobrze jest zjeść odrobinę oleju, masła czy innego tłuszczu, dzięki temu witamina lepiej się wchłonie. Przy spożywaniu suplementów z witaminą D wielu specjalistów dodatkowo zaleca również witaminę K2 (MK7), uzasadniając to koniecznością zachowania równowagi wapniowo-fosforowej. Witamina K2 zagwarantuje, że nadmiar wapnia, który może pojawić się w wyniku zwiększenia ilości witaminy D, zostanie przekierowany do kości i zębów, a nie skumulowany w tętnicach.

REKLAMA


KIERUNEK 44

BERMUDY tekst: Aleksandra Pająk

Obowiązkowy wakacyjny cel w tym roku? Bermudy! Ponieważ jednak większość z nas o wizycie na tych wyspach może jedynie pomarzyć, niech namiastką będą chociaż te popularne krótkie spodenki.

Diesel Black Gold Mens wear SS 2014


MODA BE \\ best of

Diesel Black Gold czy Jil Sander. W kolekcji Comme des Garçons zastosowano niby podobne połączenie, jednak w żaden sposób nie kojarzy się ono z klasyką – skórzane mroczne elementy to propozycja dla odważnych. Balenciaga do krótkich spodenek proponuje ramoneskę i jest to strzał w dziesiątkę, jeśli zależy nam na modnym wyglądzie, ale nie chcemy przesadzać. Krótkie spodenki to letni niezbędnik, jednak poza plażą powinny królować te o długości przed kolano. A czy Ty masz już (bilet na) Bermudy?

BEMAGAZYN.PL

Jil Sander Mens wear SS 2014

45

Bermudy to już dość klasyczny strój. Dłuższe niż szorty (przez to zdecydowanie bardziej niż te ostatnie nadają się do chodzenia po mieście), krótsze niż rybaczki. Dlatego cieszy ich powrót do łask. Dla wielbicieli klasyki inspiracją może być pokaz Iceberg – czarne lub białe bermudy połączone z luźnym T-shirtem. Prostota, jednak cieszy oko. W wersji bardziej wyrafinowanej całość jest monochromatyczna, ale połyskująca – jak u Fendi. Jeśli wolisz żywsze kolory, zainspirować może Cię Lou Dalton, który zielone spodenki łączy z czarną kurtką baseballisty. Nieco retro są zestawienia bermudów z marynarkami, które proponują m.in.


NIE WSZYSTKO 46

ZŁOTO… tekst: Aleksandra Pająk

Co się świeci! Zdecydowanie, tego lata także inne metale, jak na przykład srebro czy miedź, są co najmniej równie cenne w naszej garderobie. Mienią się w słońcu, dodają nam blasku. Błysk nabiera nowego znaczenia.

Salvatore Ferragamo SS 2014


MODA BE \\ best of

również nie zawiedli. Srebrna kurtka baseballowa to dobry wybór na wieczór, chociaż osobiście wolałabym ramoneskę od Roberta Cavalli. Opalizująca kamizelka z kolekcji 3.1 Phillip Lim z czarnymi spodniami tworzy zestaw niczym z wizji przyszłości. Podobnie jak miedziane szorty Haidera Ackermanna. Natomiast błyszcząca sukienka Salvatore Ferragamo to klasyka, która będzie odpowiednia zarówno na wieczór, jak i na dzień. A Ty, jakim kolorem zabłyśniesz w tym sezonie?

BEMAGAZYN.PL

Zacznijmy jednak od złota. Ubraniami w tym kolorze można modnie podrasować kanon letniego stylu, czyli safari. Metaliczne szorty połączone z lekką koszulą i sandałami (jak u Diane von Furstenberg) to idealny sposób na przetrwanie w miejskiej dżungli. A projektanci Dolce & Gabbana z iście włoską fantazją proponują bogato zdobioną złotą sukienkę mini. Jeżeli jednak wolisz klasyczną elegancję z nutką fantazji, to idealne zestawienie lśniącej spódnicy z ciekawą bluzą znajdziesz u Max Mary. Jeśli chodzi o srebro, moją zdecydowaną faworytką jest plisowana spódnica z kolekcji Proenza Schouler. Solejki są idealne na lato – lekkie, zwiewne i niesamowicie kobiece. Ale jeżeli raczej biegasz w spodniach, to błyszczące cygaretki w połączeniu z białą bluzką (jak u Tory Burch) pewnie bardziej przypadną Ci do gustu. Dom mody Balmain od kilku lat kojarzy się z oryginalnymi okryciami wierzchnimi – w tym roku

47

Dolce & Gabbana SS 2014


Louis Vuitton – największy z wielkich 48 tekst: Dorota Magdziarz

Nawet najwięksi ignoranci modowi znają chyba słynne logo LV – francuskiej marki kojarzonej głównie z akcesoriami, jednej z najbardziej popularnych i jednocześnie najczęściej podrabianych. Powstała w 1854 roku i do dziś ma rzesze klientów. W ubiegłym roku stanowisko dyrektora kreatywnego opuścił Marc Jacobs, a jego miejsce od razu zajął znakomity Nicolas Ghesquière.


MODA

Torebka Louis Vuitton ze znanym na całym świecie charakterystycznym logotypem

BE \\ best of

49 BEMAGAZYN.PL

Słynne logo firmy, od nazwiska jej założyciela – Louisa Vuittona, zaprojektował w 1896 roku jego syn Georges. Pierwszy sklep poza Francją powstał w Londynie w 1885 roku. Trzy lata później logo “Marque Louis Vuitton déposée” zostało zarejestrowane jako znak firmowy. Niestety, niedługo potem właściciel zmarł, a nowym szefem został jego syn Georges. I tak firma stała się rodzinnym biznesem, bowiem kolejnym, który przejął nad nią pieczę, był wnuk Louisa – Gaston. Szybka ekspansja butików w Paryżu, Buenos Aires, Nowym Jorku i innych metropoliach przyniosła marce ogromne zyski. Luksusowe torebki, walizki i torby podróżne stały się towarem pożądanym na całym świecie. LV jest częścią największego obok PPR (Pinault-Printemps-Redoute) koncernu LVMH, czyli Moët Hennessy Louis Vuitton, w którego skład wcho-

dzą marki oferujące artykuły luksusowe oraz alkohole i kosmetyki. Siedziba spółki znajduje się w Paryżu, a właścicielem największej części akcji jest miliarder Bernard Arnault. Od początku swojego istnienia firma stawia na galanterię w ekskluzywnym wydaniu. Posiadaczki słynnych toreb to znane postaci świata biznesu, filmu, mody, polityki. Do reklam angażowane są wielkie gwiazdy, co podkreśla tym samym pozycję marki na rynku towarów luksusowych. W 1998 roku dyrektorem artystycznym został Marc Jacobs. Jego obecność miała ogromny wpływ na rozwój tego domu mody. Wraz z nowym szefem pojawiła się pierwsza kolekcja prêt-à-porter, zarówno


Kolekcja Nicolasa Ghesquière’a dla Louis Vuitton AW 2014

w wydaniu damskim jak i męskim. Swoje trzy grosze Marc dorzucił także w kwestii biżuterii, która wraz z linią zegarków poszerzyła asortyment.

50

Marc Jacobs projektował dla marki Louis Vuitton przez 16 lat. Jednocześnie tworzył pod własnym nazwiskiem. Gdy koncern ogłosił, że nadchodzą zmiany, nikt nie wyobrażał sobie innego projektanta na jego miejscu. Tymczasem nowym dyrektorem artystycznym został Nicolas Ghesquière, wcześniej dowodzący Balenciagą, w zasadzie największy konkurent Jacobsa.

Nie bez przyczyny Ghesquière przyjął nową ofertę; z poprzednim pracodawcą (Balenciaga należy do koncernu PPR) rozstał się w nienajlepszych stosunkach. Odchodząc, publicznie negatywnie ocenił sytuację w firmie, przez co oskarżono go o naruszenie klauzuli poufności. Wraz ze zmianą głównego projektanta, całkowitemu przeobrażeniu uległa estetyka kolekcji Louis Vuitton. Ghesquière uważany za niezwykle zdolnego kreatora, postawił na lata 70. i ultrakobiecą nowoczesność. Jakość, klasa i wysoki poziom – to kwestie, w których nic się nie zmieniło. Nowy dyrektor artystyczny wniósł za to powiew świeżości i podobnie jak kiedyś Marc Jacobs, zapewne i on przyczyni się do ponownego wzrostu zysków z linii odzieżowych Louis Vuitton; dodatki bowiem od lat mają się świetnie.

Kolekcja Nicolasa Ghesquière’a dla Louis Vuitton AW 2014


Skirt OLGA POKRYWKA/PAKAMERA shirt MAJKA SAJDA/PAKAMERA shoes HIGH LIFE with Jeffrey Campbell

EKIPA: fotograf: MEG GALLA www.meggalla.com stylizacje: Dobrochna Rawicka make-up: Justyna Szczęsna modelka: Beata Wójcik

P ST


PATEL best for summer


54 HIGH LIFE with Jeffrey Campbell

Bracelets 19.Dzielnica Sztuki, Mody & Urody shoes

Skirt POLA RUDNICKI shirt MEVE/PAKAMERA


Body STYLIST’S OWN mante BELLE CLTH

Skirt

JENNI BARNES top YEAH BUNNY/PAKAMERA

Shoes HIGH LIFE with Jeffrey Campbell bracelets CZAKI BRANSOLETKI/PAKAMERA


56 Dress 19.Dzielnica Sztuki, Mody & Urody shoes HIGH LIFE with Jeffrey Campbell


Dress LA COCCO

bag STYLIST’S OWN bracelets. Dzielnica

Sztuki, Mody & Urody & CZAKI BRANSOLETKI/PAKAMERA


58 shoes HIGH LIFE with Jeffrey Campbell

19.Dzielnica Sztuki, Mody & Urody

MONIKA ROTH/PAKAMERA shirt

Skirt LAMBEAR/PAKAMERA necklace

Dress LANTI/PAKAMERA necklace

SYLWIA CALUS/PAKAMERA


Skirt SLEEK/PAKAMERA bracelet MONIKA ROTH/PAKAMERA shirt LA COCCO shoes HIGH LIFE with Jeffrey Campbell

BE \\ best of

59 BEMAGAZYN.PL


60

EVA MINGE BE THE BEST


BEMAGAZYN.PL

Blogi modowe i moda ulicy coraz bardziej wpływają na nasze myślenie o tej dziedzinie. Zaczynamy patrzeć na nią poprzez te czynniki, a nie poprzez pokazy

Przygotowuje Pani kolekcje ze znacznym wyprzedzeniem; kiedy trafią już do sklepów i dany sezon się rozpocznie, czy ma Pani czasem ochotę coś zmienić w realizacjach? Każdy artysta w swojej codziennej pracy dąży do perfekcji i ma potrzebę ustawicznego tworzenia. Ja także zaliczam się do grupy osób, które nie potrafią spocząć na laurach i ciągle mają głowę pełną nowych pomysłów. Projekty płodzę równie efektywnie nocą w łóżku jak i spacerując brzegiem morza. Samolot, wielogodzinny lot to świetne miejsce na projektowanie. Jedna z paryskich kolekcji – „Dracula” powstała podczas takiego właśnie lotu. Doskonałym miejscem jest

61

To kobiety, które walczą, poszukują i dążą do perfekcji. Tworzę dla pań świadomych swojej kobiecości, wartości i pozycji. Moje projekty umożliwiają im wyrażenie samych siebie, pokazanie osobowości, głębi charakteru. Przez krój sukienki, rodzaj tkaniny czy oryginalność dodatków można wydobyć wiele ukrytych atutów. Staram się je wszystkie pokazać i podkreślić siłę kobiecej natury.

mody – czy uważa Pani, że faktycznie to ulica, a nie projektanci kreują teraz trendy? Patrzę z dużą aprobatą na wszystkich kreatorów, nawet tych ulicznych. Podziwiam i popieram każdego młodego twórcę, kibicuję artystom i szczerze wierzę w ich sukces. W dzisiejszych czasach każdy może być kreatorem, oczywiście na określoną skalę. Nie zabraniam nikomu zabawy z modą, bo wiem, jaka to przyjemność.

BE \\ best of

Jakie najlepsze cechy mają Pani kreacje – co przekonuje kobiety, aby po nie sięgać? Moje klientki to zazwyczaj kobiety spełnione, szczęśliwe i zadbane. Wymagające w tym sensie, że byle czym się w życiu nie zachwycają, tylko dążą do swoich marzeń nie mówiąc "panie Boże, no dobrze, co mi dałeś, to mi dałeś, jakoś przeżyjemy".

fot. Sebastian Skalski

MODA

Zacznijmy od tematu tego numeru: BEST OF – czy jest Pani w stanie powiedzieć, który pokaz uważa za swój najlepszy? Zdecydowanie ten na Schodach Hiszpańskich w samym sercu wiecznego miasta Rzymu – ogromna dawka adrenaliny, emocji i kreatywnego działania. Udział w tak znanym wydarzeniu był wielkim zaszczytem, ale i trudnym wyzwaniem. Schody Hiszpańskie i pokaz wśród najlepszych. Rzym zablokowany, karabinierzy na ulicach, na czas pokazu przebudowywane komunikacyjnie miasto... Ja w pierwszym rzędzie obok Rocco Barocco, a moja kolekcja w finale! Podsumowując, z perspektywy lat widzę, ile nowych możliwości dał mi ten występ, a zarazem jakim milowym krokiem stał się w mojej pracy i karierze. Niewątpliwie zapamiętam ten sukces do końca życia.


też mój samochód. W trakcie tworzenia jednej kolekcji jestem już myślami z kolejną, muszę być przewidywalna, działać według planu i być konsekwentna, bo tego wymaga rynek mody.

62

Jak opisze Pani swoją kolekcję na wiosnę – lato 2014? Kolekcja SS 14 to kobiece kroje, przedstawione zarówno w dopasowanych do sylwetki sukienkach jak i bardziej swobodnych, casualowych tunikach. Większość modeli w tej kolekcji pozwala na dowolne zestawianie ich ze sobą i stworzenie indywidualnego looku. Inspiracją dla kolekcji był Mediolan – tętniący ulicznym gwarem, przepełniony kobiecością, perfekcją i miłością do mody. To miasto uwiodło mnie na tyle, że postanowiłam właśnie tutaj otworzyć autorską pracownię i showroom. Czy Polki chętnie sięgają po mocne kolory? Jak ocenia Pani nasz styl ? Z doświadczenia wiem, że Polki to kobiety sukcesu, silne i zaradne, które poradzą sobie w wielu trudnych sytuacjach. Piękne i świadome własnych atutów nie boimy się eksperymentów i szaleństw. To nie mit, że nasze rodaczki są podziwiane na całym świecie za urodę i styl. Nie jesteśmy już szarymi myszkami, ale odważnymi istotami, które pragną się wyróżniać. Styl Polek z dekady na dekadę jest coraz lepszy, pełen kolorów, odważnych dodatków i oryginalnych motywów. Dziś polska ulica o wiele bardziej przypomina tę włoską czy francuską niż 10-15 lat temu. Oby tak dalej!

Została Pani doceniona na świecie, jest laureatką licznych nagród, projektuje kilka kolekcji w sezonie. Czy w nie myśli Pani trochę zwolnić tempo? Tworzyć, to nosić w sobie bogactwo, które trzeba mieć odwagę urodzić. Moda to moja pasja, projektowanie to powietrze, którym oddycham. Nie wyobrażam sobie życia bez tego. Nie mam zamiaru ani przystopować, ani zmniejszyć tempa moich działań. Przeciwnie, jest w zanadrzu wiele nowych planów, świeżych projektów czekających na realizację. Jedyny limit to czas. Zdradzi nam Pani, jaka jest Eva Minge w życiu prywatnym? Co uważa Pani za swoją najlepszą cechę? Jestem kreatywną marzycielką. Osobą uduchowioną, lecz twardo stąpającą po ziemi. Silną kobietą z zasadami, a równocześnie ekscentryczną romantyczką. Myślę, że te cechy, odziedziczone po moich wspaniałych rodzicach oraz wpojona miłość do sztuki i zamiłowanie do tworzenia, to wyznaczniki mojej osobowości.

Wielka wyobraźnia dziecka, które we mnie mieszka to mój największy skarb, dający mi szczęście i spełnienie. Życzę każdemu, aby odnalazł w sobie takie cechy. Jakie są Pani inne pasje, oprócz mody? Urodziłam się z zamiłowaniem do sztuki i kreowania przedmiotów. Nie do końca zgadzam się na świat, który mnie otacza i nadaję mu swoje formy. Z drugiej strony interesuje mnie matematyka, ekonomia. Dzięki ojcu zaczęłam malować, co mnie uspokaja i wprowadza w chwilowe stany zapomnienia. Pasjonuję się też projektowaniem użytkowym, architekturą, designem. W wolnych chwilach tworzę arcydzieła w kuchni. A jak się Pani podoba Śląsk? Uwielbiam otwartość Ślązaków, ich bezpretensjonalność i życzliwość. Mają trochę cech zapożyczonych z dobrze znanego mi włoskiego temperamentu. Ślązacy, których miałam okazję poznać, są głośni, ekspresywni i zawsze uśmiechnięci. Zakochałam się też w waszych regionalnych przysmakach. Wprost szaleję za kluskami śląskimi z mięsem czy modrą kapustą. A skubaniec z truskawkami to moja najnowsza miłość.


ŚWIAT PIĘKNA SENSE SPA Sense Spa to świat piękna, kojące doznania i najwyższa jakość pielęgnacji. Działamy na wszystkie zmysły pięknym wnętrzem, łagodnymi kolorami, zapachami i muzyką. Łączymy tradycyjne, odprężające i pielęgnacyjne rytuały z nowoczesną technologią i zaawansowanymi formułami. Profesjonalny personel Spa z wieloletnim doświadczeniem i praktyką doskonale rozpoznaje potrzeby kobiet i mężczyzn. Przyjazna atmosfera i otoczenie zapewniają wyjątkowy komfort podczas

Sense Spa Katowice 40-031 ul.Sienkiewicza 3

tel. 600 808 498 kontakt@sensespa.pl www.sensespa.pl

pobytu w naszym Spa. Selektywne i luksusowe marki oraz najlepsza obsługa to gwarancja najwyższej jakości usług. Nasza oferta wzbogacona jest również o sprzedaż detaliczną kosmetyków pielęgnacyjnych oraz kolorowych w konkurencyjnych cenach. Sense Spa to świat w którym dbamy o piękną skórą i o piękne doznania naszych gości. Więcej informacji w kolejnych wydaniach magazynu BE oraz na stronie www.sensespa.pl.

Godziny otwarcia : pn-pt 10:00 – 20:00 sobota 9:00 – 15:00

www.sensespa.pl


64

Fitness dobry na wszystko tekst: Aleksandra Wasilewska

Im bliżej wakacji tym więcej osób podejmuje aktywność fizyczną. Różne są tego przyczyny. Jedni chcą poprawić swoją sylwetkę, aby budzić podziw na plaży, niektórzy robią to dla zdrowia i przyjemności, a jeszcze inni – bo panuje moda na bycie fit i uprawianie jakiegoś sportu. Jak mówi moja dzisiejsza rozmówczyni: „nieważne z jakiego powodu się ruszasz – ważne, że się ruszasz, bo ruch jest dobry na wszystko”.


fot. Witold Iglewski

65 BEMAGAZYN.PL

Katarzyna Wysocka – odkąd pamiętam, zawsze ją podziwiałam. Najpierw jako świetną tancerkę z czasem również jako trenerkę fitnessu. Gdy na zawodach w aerobiku zobaczyłam występ Kasi i jej drużyny, nowatorski odważny i perfekcyjny (oczywiście wygrali :), stała się dla mnie wzorem do naśladowania i tak jest do dziś. Dzięki tamtym zawodom na II roku studiów podjęłam decyzję o specjalizacji instruktorskiej z zakresu fitness. Moje plany życiowe się pozmieniały, ale Kasi nie. Fitness to jej życie, pasja i praca. Wraz z Magdą Sowińską założyły Creative Professional Fitness. Jest to szkoła stworzona przez profesjonalistów dla profesjonalistów. Szkolą instruktorów fitness, trenerów personalnych, instruktorów indoor cycling i menedżerów klubów fitness. Poza tym Kasia to wykładowca Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu w Katedrze Gimnastyki i Lekkoatletyki. Absolwentka studiów podyplomowych MBA na SGH w Warszawie i Studiów Podyplomowych "Żywność, Żywienie a Zdrowie" Instytutu Żywienia i Żywności w Warszawie. Instruktorka fitness z międzynarodowymi kwalifikacjami, instruktorka tańca sportowego, instruktorka ćwiczeń siłowych i kulturystyki, trenerka personalna, instruktorka Schwinn Cycling Gold Level. Autorka wielu publikacji dotyczących treningów i dietetyki. Współpracuje z "Men’s Health” i "Runner’s World”, pisząc artykuły o żywieniu w sporcie i treningu. Profesjonalistka i pasjonatka w każdym calu, dlatego właśnie ją zaprosiłam do rozmowy o fitnessie.

BE \\ best of

Tak pokrótce można definiować tę coraz popularniejszą i najdynamiczniej rozwijającą się formę ruchu. W dobrym klubie zawsze znajdziecie dokładny opis proponowanych ćwiczeń, a doświadczony instruktor pomoże Wam wybrać te najodpowiedniejsze. Aby przybliżyć Wam najnowsze trendy w fitnessie i uzyskać informację na temat bezpieczeństwa treningu, porozmawiałam z jedną z najlepszych instruktorek i szkoleniowców, będącą autorytetem dla wielu innych instruktorów w tej dziedzinie, a również moją mentorką.

URODA

Dla nieznających historii fitnessu – krótkie streszczenie. Wszystko zaczęło się od dra Kennetha Coopera, który w latach 70. opracowywał programy kondycyjne dla amerykańskich kosmonautów. Cechą charakterystyczną ćwiczeń "aerobowych" (czyli tlenowych) jest to, że układ krążenia i oddychania ćwiczącego pracuje tak, aby pobrać maksymalną dawkę tlenu, unikając tym samym niedotlenienia. Jak większość trenujących osób wie, spalanie tlenowe w komórkach pozwala też pozbyć się niechcianego tłuszczyku. Osoba powszechnie kojarzona z aerobikiem to Jane Fonda – popularyzatorka ćwiczeń przy muzyce. Po wypadku, w którym załamała nogę, musiała szybko wrócić do formy, a zwykła rehabilitacja była dla niej zbyt monotonna i nudna. Trafiła jednak na zajęcia gimnastyki dla kobiet, urozmaicone odpowiednio dobraną muzyką. Dzięki temu już dwa miesiące później stanęła przed kamerą, a jej kondycja nigdy wcześniej nie była tak doskonała. Zauroczona tym rodzajem aktywności, otworzyła w Los Angeles swój fitness klub i rozpropagowała tę nową formę ruchu na całym świecie, występując w telewizji, wydając kasety i książki. Z czasem aerobik znacznie ewoluował, powstawały nowe formy zająć. Obecnie ich wybór jest ogromny. Od ćwiczeń statycznych, przez zajęcia choreograficzne z ćwiczeniami wzmacniającymi, do tanecznych szaleństw. Najprostszy podział to: formy wytrzymałościowe, kształtująco-wzmacniające, rozciągające oraz stricte taneczne. Zajęcia wytrzymałościowe poprawiają wydolność układu sercowo-naczyniowego, oddechowego i w znacznym stopniu prowadzą do spalania tkanki tłuszczowej. Są to: aerobik, step, body workout, dance aerobik, szalenie ostatnio popularna zumba, większość zajęć tanecznych, zajęcia cycling (spinning), zajęcia outside (marsze, marszobiegi, nordic walking) oraz ćwiczenia na maszynach cardio. Zajęcia kształtująco-wzmacniające zwiększają siłę poszczególnych grup mięśniowych, modelują sylwetkę, jednym słowem rzeźbią ciało: abs, push & pump, body step, body ball, easy line oraz ćwiczenia na maszynach, potocznie kojarzone z siłownią. Zajęcia rozciągające mają za zadanie poprawić gibkość, elastyczność mięśni; zwiększają również ruchomość stawów, pozwalają uniknąć kontuzji. Są to: stretching, joga, pilates (te dwie ostatnie formy w bardzo dużym stopniu wzmacniają też mięśnie, ale nie rozbudowują znacznie ich masy).


fot. Witold Iglewski

66

Jaki wpływ na organizm ma podejmowanie aktywności związanej z fitnessem? Najważniejsze, aby dopasować formy aktywności do potrzeb. Znając swoje potrzeby, trzeba się zastanowić, co chcemy osiągnąć. A czego możemy oczekiwać? Dobrze dobrana aktywność fizyczna może wpłynąć na: wygląd, poprawę postawy, wyszczuplanie sylwetki, zbudowanie lepszych proporcji, ujędrnianie ciała, zbudowanie mięśni, żeby mieć siłę do codziennego życia i dla zwiększenia spalania. Wysiłek poprawia też pracę układu krążenia, zapobiega osteoporozie, a także wielu chorobom, obniża ciśnienie tętnicze krwi, poziom złego cholesterolu. Wysiłek fizyczny ma niesamowity wpływ na naszą kondycję psychiczną, zapobiega objawom stresu, pomaga się go pozbyć. Dostarcza dyfuzor pozytywnych emocji i powoduje, że czujemy się świetnie. Jeżeli zależy nam przynajmniej na dwóch z powyższych – czas zacząć się ruszać :)

Branża fitness w ostatnich latach przeżywa dużą metamorfozę. Co rusz pojawiają się nowe propozycje. Nie jest to już jedynie ogólnie wszystkim znany aerobik. Czy mogłabyś powiedzieć, jakie formy fitnessu są teraz na topie? Polecam wybrać to, co nam pomoże osiągnąć nasze cele. A następnie zastanowić się, co mogłoby sprawiać przyjemność. Spróbujmy najpierw tego, co się nam podoba lub zawsze chcieliśmy spróbować. Form fitnessu jest wiele. Polecam metodę pilates dla pięknej figury, płaskiego brzucha, prewencji bólów kręgosłupa i dużej dawki relaksu. I oczywiście mój ukochany trening funkcjonalny, który daje zdrowie, formę; jest dopasowany do naszego codziennego życia.

Właśnie, przygotowując temat zauważyłam, że w ofertach klubów i trenerów personalnych pojawił się wspomniany przez Ciebie trening funkcjonalny. Wiem, że jesteś wybitną specjalistką w tej formie ruchu i szkolisz innych trenerów w tym zakresie. Na czym to polega i dlaczego zyskuje coraz więcej zwolenników? Tak, zdecydowanie polecam kierunek treningu funkcjonalnego, który pomaga nam w codziennym życiu, pozwala wrócić do naszych naturalnych i prawidłowych wzorców ruchowych, podnosi naszą sprawność na wyższy poziom. Jest ciekawy i różnorodny. Jeżeli chcecie sprawdzić, na czym polega, zobaczcie na mojej płycie. (A na: www.youtube.com/ watch?v=8BhqhUYtOHI znajdziecie zaproszenie do ćwiczeń)


URODA

Czy fitness jest dla każdego, w każdym wieku? Trzeba posiadać jakieś specjalne predyspozycje? Często słyszę od koleżanek „to nie dla mnie, ja nie umiem tańczyć tak, jak ty i nie dam sobie rady”. Jest dla każdego, w każdym wieku, sprawności i figurze. Każdy może dopasować do siebie trening i czerpać z niego własne korzyści.

Z doświadczenia wiem, że w zależności od tego, jak rozpocznę dzień, tak się czuję już do wieczora. Czy poleciłabyś kilka prostych ćwiczeń, które możemy wykonać na dobry początek dnia? Zacznijmy od uśmiechu do samej/samego siebie, a następnie porządnie się poprzeciągajmy. Jeżeli to możliwe, pójdźmy na krótki, 10-minutowy spacer. Jeśli nie, pochodźmy dynamicznie w domu, unosząc ramiona w górę

BEMAGAZYN.PL

salonie :), polecam mój trening na DVD. Ważne, żeby odpowiednio dobrać ćwiczenia i metody; poradzić się trenera personalnego. Pamiętajmy, że trening nie musi trwać godzinę. Ja osobiście jak nie mam czasu, robię treningi 20lub nawet 10-minutowe. To jest możliwe :)

67

Dla większości osób podejmowanie aktywności fitnessowej oznacza wykupienie karnetu i uczestniczenie w zorganizowanych zajęciach. Ale czy taki trening zawsze musi się odbywać w klubie? Czy są jakieś inne alternatywy?

Członkostwo w klubie jest świetnym motywatorem. Ale bez problemu możemy ćwiczyć w domu, w ogrodzie, w parku. Dobry trening wykonamy na powierzchni 2 m 2 np. w sypialni czy

Kasiu, serdecznie dziękuję za rozmowę. Życzę Ci dalszych sukcesów w propagowaniu pasji do fitnessu, a Was zapraszam do fitness klubów, na zajęcia z trenerami personalnymi, bądź na gimnastykę w domowym zaciszu przy pomocy ćwiczeń proponowanych przez wykwalifikowanych instruktorów. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o płycie z treningiem mojej rozmówczyni, to zaglądnijcie na funepage Creative Professional Fitness.

BE \\ best of

Wraz ze swoim teamem Creative Professional Fitness i Creative Professional Strength szkolicie ogromne rzesze instruktorów, nie tylko w Polsce. Pomagacie innym w tworzeniu i optymalizacji ich własnych fitness klubów. Poradź, na co zwracać uwagę, abyśmy mieli pewność, że trafiliśmy pod skrzydła profesjonalistów i czuli się bezpiecznie. Tak, wyszkoliliśmy juz ponad 1600 osób! Jako szkoleniowcy dokładamy wszelkich starań, aby trenerzy byli jak najbardziej kompetentni, ale jest to tylko początek ich drogi. Dobry trener uczy się przez całe życie i od każdego. Wybierajmy takiego, który ma nie tylko kwalifikacje, ale i umiejętności. Właściwy trener powinien porozmawiać o naszych celach, przeciwwskazaniach zdrowotnych, potrzebach. Zapytajmy też o referencje.

i na boki, podnosząc kolana i nadal się przeciągając. Ja rano robię trening metaboliczny. To jest prosta metoda i krótko trwa. Można zobaczyć trening ze mną na: www.youtube.com/watch?v=8BhqhUYtOHI. Każdy tak rozpoczęty dzień będzie jeszcze lepszy.


DAJ KAŻDEMU DNIU SZANSĘ STANIA SIĘ NAJPIĘKNIEJSZYM W CAŁYM TWOIM ŻYCIU CS III – ZABIEG STYMULUJĄCY WŁÓKNA KOLAGENU — NASZA PEREŁKA WŚRÓD NOWOŚCI! To kompozycja składników aktywnych, pozyskiwanych dzięki najwyższej technologii. Należy do nich przede wszystkim ASC III, który aktywuje syntezę białek strukturalnych, głównie kolagenu. Po zabiegu zmarszczki i bruzdy zostają spłycone, skóra staje się gładka i delikatna, a kontury twarzy ulegają napięciu i wzmocnieniu. Efekty zabiegu: • stymulacja syntezy kolagenu • detoksykacja • odżywienie • poprawa mikrocyrkulacji • zwiększenie poziomu nawilżenia • wyrównanie kolorytu • ochrona bariery wodno-lipidowej naskórka • pobudzenie procesów regeneracyjnych • poprawa jędrności i elastyczności skóry • ochrona przeciwzmarszczkowa. CZY WIESZ, ŻE: Doskonałym uzupełnieniem zabiegu jest pielęgnacja domowa preparatami z linii CS III. W jej skład wchodzą: kremowy fluid pod oczy, serum oraz krem stymulujący włókna kolagenu. Wszystkie kosmetyki do pielęgnacji domowej można nabyć w Centrum Kosmetologii KIREY.

MANICURE I PEDICURE Z PRĘDKOŚCIĄ ŚWIATŁA! Dla wszystkich kobiet, dla których KOLOR ma w życiu ogromne znaczenie, a szczególnym uwielbieniem darzą kolory lakierów OPI! Nowy GelColor od OPI to najnowocześniejsza technologia produktu, jakiego jeszcze nie było. To spełnienie marzeń stylisty paznokci o niezawodnym produkcie i zachwyt klientek nad kolorem, połyskiem, ekspresowym wykonaniem zabiegu oraz absolutnym bezpieczeństwem dla paznokci! GelColor przeznaczony jest dla kobiet z naturalną płytką paznokci, które chcą, aby lakier utrzymywał się na ich paznokciach przez bardzo długi czas i miał perfekcyjny połysk bez zarysowań.

ENDERMOLOGIA — ZMIENIAJ SWOJE CIAŁO! Endermologia jest efektywną i pozbawioną ryzyka techniką, wykorzystywaną między innymi do: • zwalczania cellulitu • modelowania otłuszczonych obszarów ciała, opornych na ćwiczenia fizyczne i diety • modelowania sylwetki • przyspieszenia metabolizmu tkanki tłuszczowej • ujędrnienia ciała • pobudzenia produkcji kolagenu • wspierania lepszego funkcjonowania układu krążenia i limfatycznego. Zabiegi w obrębie ciała wykonywane są w specjalnym kombinezonie, nie częściej niż co drugi dzień. Czas trwania zabiegu wynosi ok. 40 min. Najlepsze efekty uzyskuje się po serii 10-20 zabiegów. CZY WIESZ, ŻE: Endermologia to również zabiegi na twarz, szyję oraz dekolt. To ekskluzywna i najskuteczniejsza metoda naturalnego liftingu. Dla zapewnienia pełnego komfortu i bezpieczeństwa zabiegów, przeprowadzane są one na najnowszym modelu urządzenia do endermologii — Cellu M6 Integral.

centrum kosmetologii

44-100 Gliwice ul. Częstochowska 23 tel. +48 692 136 194

w w w. k i r e y. p l


Wakacyjna promocja trwa od 1.06.2014 r. do 31.08.2014 r. Zapisy przyjmujemy od 20.05.2014 r. Szczegóły w klubie.

Stary Hangar Fitness & Wellness Club Gliwice, ul. Toruńska 1, tel. 32/ 232 21 37

www.staryhangar.pl


Odrobinę na południe 70 tekst: Anna Wija zdjęcia: Alexander Dobrovodský

Republikę Czeską uważa się za kraj piwoszy, a piwowarstwo jest jedną z najstarszych dziedzin przemysłu na tych ziemiach. Produkcja i picie piwa są integralną częścią tamtejszej tradycji i kultury. Lata praktyki i udoskonalania receptur pozwoliły wybić się czeskim browarom oraz zająć jedno z czołowych miejsc na świecie. Wiadomo, że ów złocisty trunek najlepiej smakuje w piwiarniach i gospodach (po czesku „hospodach”), a jeśli do tego dodać dobrą muzykę i towarzystwo...


DESIGN BE \\ best of

71 BEMAGAZYN.PL

Czeskie biuro architektoniczne IO Studio wzięło na warsztat wnętrze jednej z flagowych piwiarni morawskiego browaru Radegast, wprowadzając przy tym świeże, współczesne spojrzenie na dość nacechowaną i określoną przestrzeń, jaką jest piwiarnia. Architekt Luka Križek zaproponował współczesną wizję tradycyjnej gospody. Brandýs nad Labem to miasto, gdzie browar zdecydował się umieścić wzorcowy pub, który

będzie powielany w innych miejscowościach w kraju i w Europie. A za jego aranżację biuro IO Studio otrzymało główną nagrodę w konkursie na najlepszą czeską architekturę w 2014 roku. Warzenie piwa u naszych południowych sąsiadów sięga swoimi początkami kilka dobrych wieków wstecz. Dlatego nie ma się co dziwić, że produkowany od 1970 roku Radegast jest uznawany za bardzo


72 młody. Sama nazwa browaru została zaczerpnięta od słowiańskiego boga Radogosta, który był czczony pod tym imieniem na terenie Moraw. Križek używając tradycyjnych materiałów i starej technologii, w rezultacie otrzymał nowoczesną wersję starego pubu. Wysoki poziom rzemiosła, konsekwencja i smak w doborze materiałów pozwoliło w oryginalny, graficzny sposób stworzyć koncepcję wnętrza dla dość wymagającej i konserwatywnej w środkach marki, jaką jest Radegast. Duże powierzchnie wykafelkowane białymi metro tiles, dostateczna ilość naturalnego drewna oraz niebieskie akcenty współgrają z panelami ścien-


DESIGN BE \\ best of

73

nymi, wykonanymi z dębowego drewna, barwionego na kolor szary. Doskonale komponują się ze stonowaną całością wnętrza: złamanymi szarościami, brązami czy zieleniami. Smaku bez wątpienia dodaje pomarańczowy odcień skóry siedzisk oraz czarne metalowe elementy wykorzystane w wykończeniach ścian, poręczach i uchwytach. Sufit, fachowo nazywany sklepieniem odcinkowym, wyłożono białymi płytkami z niebieskim ornamentem. Jest to bezpośrednia inspiracja starą, czeską porcelaną „cibulák”, której charakterystyczny niebieski wzór przypominający cebulę na białym tle porcelany, wywodzi się z Azji Południowej; później został on zaadaptowany na rynki europejskie.

BEMAGAZYN.PL


Wolno stojące meble wykonano z litego dębowego drewna o miodowym odcieniu; formy silnie zaokrąglane na bokach znalazły swoją kontynuację w ławach, stołach i niebiesko-zielonej ladzie barowej. Jednym z głównych bohaterów jest „krzesło wszystkich krzeseł”- doskonale znany model nr 14, projektu Michaela Thoneta; obecnie w uwspółcześnionej kolorystyce sprzedawane pod szyldem marki Ton. Z góry całość oświetlają proste, funkcjonalne lampy

74 wykonane na zamówienie IO Studia przez czeską firmę HALLA. Arbo lights to krzyżowo złożone ramki z listewek z wmontowanymi ruchomymi żarówkami, które w żaden sposób nie konkurują z resztą wnętrza. Architektura pubu Radegast to nowoczesna wariacja piwiarni w dialogu z tradycją i historią. Ale nie zapominajmy też o tym, że Czechy to nie tylko piwowarstwo. Czesi posiadają ogromny wybór win i mocniejszych alkoholi, które podawane są w niebanalnych miejscach. Jeżeli wybierzemy się odrobinę na południe, poznamy to, co Czeska Republika ma najlepszego do zaoferowania.


Usłysz swój kolor FISCHER Poligrafia 41-907 Bytom, ul. Zabrzańska 7e e-mail: biuro@fischer.pl www.fischer.pl Telefony: 32 782 13 05 697 132 100 500 618 296 608 016 100


Z

głową i 76

sercem www.stgu.pl

tekst: Angelika Gromotka / STGU

Mucca Design to nowojorskie studio brandingowe, zlokalizowane na Broadwayu. Realizując różnorodne projekty, członkowie zespołu wychodzą z założenia, że marki i produkty są jak ludzie – powinny być traktowane indywidualnie, bo każda jest inna. Dlatego dbają o detale, które nadają charakter – typografię, kształty, materiały. Jak widać, dobrze im to wychodzi –otrzymali wiele nagród, a ich realizacje po prostu się podobają. Współzałożycielem studia jest Matteo Bolo-

gna, który będzie gościem Targów Wiedzy Graficznej, organizowanych po raz czwarty przez Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej. Matteo Bologna pełni funkcję dyrektora kreatywnego Mucca Design. Pod jego kierownictwem zespół przygotował bardzo udane projekty dla wielu światowych firm, takich jak: Shinsegae, Whole Foods Market, Victoria’s Secret, Barnes & Noble, Rizzoli, Adobe Systems i Target. Ze swoim zespołem stwo-


DESIGN BE \\ best of

77 BEMAGAZYN.PL


1, 2, 3 Brooklyn Fare Identyfikacja wizualna sklepu na Brooklynie. Humor Nowego Jorku oraz font Fare Serif.

1

78

rzył brandingi dla różnych, teraz klasycznych już, nowojorskich kulinarnych miejsc, takich jak Balthazar i Brooklyn Fare. Matteo Bologna jest także wiceprezesem Type Directors Club oraz byłem członkiem zarządu Aiga/NY. Jego wykłady na temat budowania tożsamości marek i typografii cieszą się dużą popularnością na całym świecie. Podstawowa idea Mucca Design to tworzenie marek z „głową i sercem”. Sam Matteo wychodzi z założenia, że design nie powinien być uniwersalny. Podkreśla, że dla niego projektowanie to ekspresja artystyczna, bez względu na to, z jakich narzędzi technicznych korzysta. Co więcej twierdzi, że design

2

3


DESIGN

4

BE \\ best of

79

4, 5, 6 Butterfield Market Rebranding marki sklepów spożywczych istniejących od 1915 roku. Połączenie rodzinnego charakteru firmy z dynamicznym rozwojem, nie tylko na Manhattanie.

BEMAGAZYN.PL

5

6


2 1

1, 2, 3 Pomegranate Koszerny supermarket w Ameryce Północnej. Rebranding miejsca, gdzie codziennie powstaje prawie 300 potraw. 3

80 Targi Wiedzy Graficznej 2014 7 – 8 czerwca 2014, Dom Słowa Polskiego, ul. Miedziana 11, Warszawa. Wstęp bezpłatny. www.stgu.pl

4

5 4, 5, 6, 7 SSG Food Market Branding w supermarkecie w Seoulu. Typografia wykonana z szablonów, naturalne materiały i ręcznie szkicowane grafiki oddają nowoczesny, a zarazem wyjątkowy klimat marki.


DESIGN

6

BE \\ best of

wcale nie jest skomplikowany, a jego główne zadanie to przekazywanie komunikatu klienta. Zachęca także do tego, aby w miarę możliwości, wspólnie z klientem zawsze starać się o jak najlepszy design. Jak widać, często udaje mu się to osiągnąć. Portfolio studia powiększa się, tak jak liczba publikacji, wystaw i nagród, między innymi w: AIGA, Communication Arts, Eye, Graphis, HOW, PRINT, the Type Directors Club, the Art Directors Club.

81 7

BEMAGAZYN.PL

Matteo Bologna

www.mucca.com

REKLAMA

ReNOMAdesign. Ekskluzywne kuchnie i agd. Renomę design to firma ceniona za doskonałą jakość produktu, topowy wzór mebli oraz 5 lat gwarancji produktu. Korzystając z usług studia, możemy liczyć na profesjonalne doradztwo i kompleksową obsługę. Spotkamy się z indywidualnym podejściem do naszego wnętrza, a rezultat projektu zobaczymy w profesjonalnej wizualizacji 3D. Renoma design jest przedstawicielem największych polskich producentów mebli kuchennych WFM – kuchnie i ATLAS -kuchnie oraz kuchni włoskich. Renoma design, to także bezpośredni dystrybutor topowego sprzętu AGD – Siemens, Bosch, Miele, Faber, Smeg, Elica i wyposażenia – Blanco, Schoc, Villeroy &Boch. To istotne, komu powierzymy realizację zabudowy kuchennej, bo kuchnia to serce domu, a jej zakup, to inwestycja na lata. Serdecznie zapraszamy.


BELUBE Restauracja Supernova Minimalizm wnętrza stanowi tu tło dla oryginalnych smaków serwowanych potraw. To miejsce dla tych, którzy spragnieni są nowej jakości. Pierś z kurczaka w sosie teriyaki, polędwiczki wieprzowe ze smażonymi gnocchi z gorgonzolą czy filet z łososia z sosem rabarbarowym to tylko kilka propozycji z letniego menu Szefa Kuchni – Bartłomieja Malca. Z deserów koniecznie spróbujcie mrożonej straciatelli z chałwą i truskawkami w czekoladzie. Gwarantujemy, że poLubicie to miejsce. Polecamy! Restauracja Supernova ul. Górnych Wałów 42, Gliwice tel. /32/ 400 42 30 supernova@pa-nova.com.pl

www.supernova.gliwice.pl Godziny otwarcia codziennie: 11.00 - 22.00

MENUfaktura MENUfaktura to Miejski Festiwal Kulinarny, który odbędzie się w Katowicach 14 czerwca. Na wzór innych polskich miast organizowana jest pierwszą edycja wydarzenia dla miłośników dobrego i głównie lokalnego jedzenia, cel to zgromadzenie mieszkańców wokół stołu i udowodnienie, że także w Katowicach i okolicznych miastach pojawiają się świetne inicjatywy w gastronomii. Organizatorzy rozbudzają nasz apetyt nie tylko na konkretne smaki, ale przede wszystkim na szeroko rozumianą kulturę kulinarną. Lubimy, polecamy, wspieramy taki inicjatywy!!! Katowice, ul. Porcelanowa 23 14 czerwca 2014 r. (sobota) w godzinach 12.00 - 21.00 https://www.facebook.com/MENUfaktura.Katowice menufaktura@gmail.com

Sushi Do Restauracja Sushi Do w skrócie: najwyższa jakość składników, doskonałe receptury, wyszkolona kadra oraz pasja i poświęcenie dla wykonywanej pracy. Obok specjałów sushi oraz tradycyjnej ciepłej kuchni japońskiej z których słynie, w restauracji jako pierwszej w Polsce przygotowuje się dania na tradycyjnym japońskim grillu ROBATA. Lubimy SUSHI-DO Restaurant & Grill w Katowicach za jakość i smak, i polecamy wszystkim amatorom dobrej kuchni. Galeria Katowicka – Parter, wejście od Placu Szewczyka ul. 3-go maja 30, Katowice kom. +48 722 009 010 www.sushi-do.pl


MOC MOŻLIWOŚCI MM Group to młoda, prężnie rozwijająca się firma bazująca na doświadczeniu i wiedzy jej założycieli, którzy przez lata wypracowali pozycję liderów w branży budowlanej i logistycznej na Śląsku. Inwestycja z MM Group to moc możliwości.

Powierzchnie mieszkaniowe pod wynajem i na sprzedaż. Powierzchnie usługowe i biurowe w najlepszych lokalizacjach Gliwic i Katowic pod wynajem i na sprzedaż. Tereny inwestycyjne.

mmgroup.com.pl m.pecio@mmgroup.com.pl tel. 609 284 211


INTER-CAR ZABRZE, 41-800 Zabrze, ul. Wolności 540E, tel. 32 376 09 00 INTER-CAR RYBNIK, 44-266 Świerklany k. Rybnika, ul. Żorska 39, tel. 32 888 53 01


BE BEST OF  

Magazyn BE www.bemagazyn.pl

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you