Page 1

ISSN 1730—9409 / wydawnictwo bezpłatne

notes na 6 tygodni / nr 120 / listopad / 2018


Koncepcja: Weronika Szczawińska, Piotr Wawer jr Twórcy / Występują: Aleksandra Matlingiewicz, Jan Sobolewski, Weronika Szczawińska, Łukasz Maciej Szymborski, Piotr Wawer jr

premiera: 30.11.2018 patronat


RAFAŁ DOMINIK Origin Story okładka

Kreta, 2015 rok. Grupa pięciorga młodych turystów oddala się od wycieczki i przypadkiem odnajduje starożytną rzeźbę. Są zauroczeni jej tajemniczym czarem i magią – onieśmieleni dotykają jej, zasysają jej energię i mądrość. Niebawem jednak się okaże, czy wiedza pozyskana od posągu to błogosławieństwo, czy raczej klątwa…

Rafał Dominik Urodził się w 1985 roku w Warszawie. Jest absolwentem warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych – dyplom w pracowni Leona Tarasewicza obronił w 2009 roku. Tworzy filmy animowane, obrazy (również cyfrowe), kolaże, filmy wideo, rzeźby „domowych rozmiarów” i obiekty 3D. Wystawiał w najważniejszych polskich instytucjach zajmujących się sztuką współczesną, ostatnio w CSW Zamek Ujazdowski oraz CAC Vilnus. Jako miłośnik popkultury, Rafał Dominik sztukę i plastykę postrzega jako ważny element życia społecznego. W wielu swoich pracach zajmuje się wprowadzaniem jej do szerszego obiegu.


Notes na 6 tygodni

nakład: 3000 egz. Wydawca

Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana Adres redakcji

ul. Mokotowska 65/7, 00−533 Warszawa nn6t@beczmiana.pl Redaktorka naczelna

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl

Redaktorka działu „Orientuj się”

Aleksandra Litorowicz, ola@beczmiana.pl Reklama i patronaty

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl korekta

Agnieszka Bresińska

Promocja i dystrybucja wersji drukowanej i elektronicznej

Łukasz Bagiński, lukasz@nn6t.pl Damian Makowski, damian@nn6t.pl

Wersja elektroniczna

issuu.com/beczmiana notesna6tygodni.pl nn6t.pl Projekt / skład

Laszukk+s / Hegmank+s Druk

Petit Skład-Druk-Oprawa ul. Tokarska 13 20–210 Lublin +48 81 744 56 59

Informacje i ilustracje w dziale „Orientuj się” pochodzą z materiałów prasowych promujących wydarzenia kulturalne. Drukujemy je dzięki uprzejmości artystów, kuratorów, galerii, instytucji oraz organizacji kulturalnych. Kontakt z redakcją: nn6t@beczmiana.pl

Prezeska Zarządu

Bęc Księgarnia Internetowa

Departament Publikacji

BĘC SKLEP WIELOBRANŻOWY

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Damian Makowski, damian@beczmiana.pl DEPARTAMENT FINANSÓW

Karolina Drozd, karolina@beczmiana.pl Departament Dystrybucji

Paulina Pytel (członkini zarządu), paula@beczmiana.pl zamówienia, kontakt z wydawcami i księgarniami: +48 516 802 843 dystrybucja@beczmiana.pl Departament Księgarni

beczmiana.pl/sklep

Warszawa, ul. Mokotowska 65 wt.–pt. 11–19, sob. 12–18 +48 22 629 21 85 BĘC: KSIĄŻKI I RZECZY

Warszawa, pl. Żelaznej Bramy 1 pt.–sob. 11–21 niedz. 11–20 Znak FNKBZ

Małgorzata Gurowska

Piotr Kuśmirek, Marcin Mikulski zamowienia@beczmiana.pl +48 22 629 21 85 (księgarnia) +48 22 827 64 62 (biuro)

Lokal przy ul. Mokotowskiej 65 w Warszawie jest wykorzystywany przez Fundację Bęc Zmiana na cele kulturalne dzięki pomocy Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.


120 listopad 2018 AUTORKI i AUTORZY:

Ada Banaszak, CENTRALA (Małgorzata Kuciewicz, Simone De Iacobis), Justyna Chmielewska, Ewa Dyszlewicz, Grupa Budapeszt (Igor Krenz, Michał Libera, Daniel Muzyczuk), Aleksander Hudzik, Agata Kiedrowicz, Borys Kosmynka, Marta Królak, Wojtek Kucharczyk, Kurzojady (Olga Wróbel, Wojtek Szot), Aleksandra Litorowicz, Andrzej Marzec, Antoni Michnik, Nagrobki (Maciej Salamon, Adam Witkowski), Agata Nowotny, Monika Pasiecznik, Piotr Puldzian Płucienniczak, Adam Przywara, Anna Ptak, Rozdzielczość Chleba, Agnieszka Sosnowska, Bogna Świątkowska, Jakub Zgierski

RSS BOYS, N0B0DY, 2017


Galeria Miejska Arsenał

Życie codzienne w Polsce Paweł Althamer Hubert Czerepok Jakub Jasiukiewicz Aleksandra Kubiak Kobas Laksa Franciszek Orłowski Krystyna Piotrowska Julia Popławska Jana Shostak Łukasz Skąpski Jan Szewczyk Maja Ziarkowska wystawa trwa: 9.11_31.12.2018 wernisaż: 9.11.2018_godz. 18:00 kurator: Marek Wasilewski, przy udziale Archiwum Badań Nad Życiem Codziennym

www.arsenal.art.pl

Małgorzata Goliszewska


Dofinansowano ze środków MKiDN w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022

Patronat honorowy

Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski 0Jazdów 2, Warszawa

www.u–jazdowski.pl

Partnerzy medialni

Wsparcie

Organizatorzy


Shouting: Poland! Independence 1918 26/10/2018– 17/03/2019

Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918 PATRONAT NARODOW Y PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ ANDRZEJA DUDY W STULECIE ODZYSK ANIA NIEPODLEGŁOŚCI

WYSTAWA W RAMACH CYKLU 3 X NIEPODLEGŁA W MUZEUM NARODOWYM W WARSZAWIE

PATRONAT HONOROWY WICEPREZESA RADY MINISTRÓW, MINISTRA KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO PROF. DR. HAB. PIOTRA GLIŃSKIEGO

SFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW MINISTRA KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO W RAMACH PROGRAMU WIELOLETNIEGO „NIEPODLEGŁA” NA LATA 2017-2022

PARTNERZY WYSTAWY

PATRONI MEDIALNI

MECENASI WYSTAWY

PARTNER MUZEUM

DORADCA PRAWNY


OBSYPANY NAGRODAMI THRILLER D U Ń S K I K A N D Y D AT D O O S CA R A

85MINUT CZYSTEJ ADRENALINY

REŻYSERIA

CINEMATOGRAPHY

G U S TAV M Ö L L E R

NORDISK FILM SPRING & NEW DANISH SCREEN PRESENTS A FILM BY GUSTAV MÖLLER “THE GUILTY” JAKOB CEDERGREN JESSICA DINNAGE JOHAN OLSEN OMAR SHARGAWI KATINKA EVERS-JAHNSEN JASPER J. SPANNING EDITING CARLA LUFFE SUPERVISING SOUND EDITOR OSKAR SKRIVER MUSIC CARL COLEMAN & CASPAR HESSELAGER PRODUCTION DESIGN GUSTAV PONTOPPIDAN CASTING ANJA PHILIP EXECUTIVE PRODUCER HENRIK ZEIN LINE PRODUCER MARIANNE CHRISTENSEN SCREENPLAY BY GUSTAV MÖLLER & EMIL NYGAARD ALBERTSEN PRODUCER LINA FLINT DIRECTOR GUSTAV MÖLLER PRODUCED BY NORDISK FILM SPRING IN COOPERATION WITH NORDISK FILM PRODUCTION A/S WITH SUPPORT FROM NEW DANISH SCREEN BY ARTISTIC DIRECTOR METTE DAMGAARD-SØRENSEN © 2018 NORDISK FILM PRODUCTION A/S

#winnifilm

W KINACH

winnifilm.pl


Alicja Biała, Mąka, 2018, kolaż, 41 × 29 cm, courtesy A. Biała

nowe wystawy w mocak-u boris lurie

akira inumaru

krzysztof m. bednarski

mac adams

pop-art po holokauście

język kwiatów

zbrodnia?

alicja biała

karol marks vs moby dick. analiza formy i rozbiórka idei

wycinanki polskie

muntean/rosenblum

pracownia łukasza skąpskiego

ranny, który może chodzić

ul. lipowa 4, kraków

www.mocak.pl

muzeum sztuki współczesnej w krakowie mocak - instytucja kultury miasta krakowa współorganizator wystawy borisa luriego

partner mocak-u

patron galerii re

patroni medialni mocak-u


14

orien

nn6t

uj siÄ™

Strona zaprojektowana krojem pisma Bilbao/ patrz s. 178.


15

Czy roboty są zdolne do miłości? Przeczytaj na str. 78 ROBOT LOVE Margriet van Breevoort: Bob. Fot. Robot Love


16

orientuj się / sztuka i życie

JUSTYNA CHMIELEWSKA DLA NN6T:

#POLSKA

Unia ostatnio nam się kurczy, karleje, niedomaga. Miała być przygodą dla całej rodziny, a tymczasem zbuntowane nastolatki coraz częściej robią niemądre, wręcz żenujące akcje, i chyba już nikt nie bawi się tak dobrze, jak zamierzał. Trochę przez te ekscesy wstyd przed ludźmi, a trochę najzwyczajniej w świecie przykro. Pozostaje liczyć, że się opamiętają, zanim narobią poważnych głupot. Na poziomie koncepcji granice tej wyobrażonej wspólnoty – przynajmniej gdy ogląda się ją z odległej perspektywy, niemal z końca świata, czyli na przykład z przepięknej tej jesieni Kotliny Kłodzkiej – są, jak widać, giętkie i wręcz dowolnie rozciągliwe. Jeśli się uprzeć, to i nowo­jorską Liberty Island w tej naszej mini-Europie zmieścimy. I w sumie czemu nie – bo przecież kobiecych bohaterek nigdy dość, zwłaszcza tych symbolizujących wolność. Obyśmy tylko nie zostali z symulakryczną miniaturą zamiast nie zawsze może łatwego, ale autentycznego uczestnictwa.


orientuj siÄ™ / sztuka i Ĺźycie

17


18

orientuj się / sztuka i życie

Na progu

odrodzenia

Ten rok obfituje w liczne wydarzenia organizowane dla uczczenia 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Czym wyróżnia się na ich tle wystawa Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918? Jej kurator Piotr Rypson wychodzi z założenia, że obraz tej chwili w zbiorowej pamięci Polaków jest zamglony, oparty głównie na ikonografii oscylującej wokół najbardziej znanych postaci i artystycznych przedstawieniach wywodzących się ze sztuki legionowej. By przełamać tę tendencję, wystawa skupia się na dziełach sztuki powstałych właśnie wtedy. Ponad 300 obrazów, grafik, rzeźb, odnosi do ówczesnej sytuacji historyczno-politycznej, będąc jednocześnie świadectwem nowych, dynamicznie rozwijających się tendencji artystycznych. Osobna część poświęcona jest wojnie polsko-bolszewickiej i jej obrazowi w sztuce i grafice propagandowej. Całość uzupełniają dokumenty życia społecznego i fotografie. Wiele z prac zostanie zaprezentowanych po raz pierwszy.

do 17.03.2019 Warszawa, Muzeum Narodowe, Aleje Jerozolimskie 3 mnw.art.pl


orientuj się / sztuka i życie

Roman Kramsztyk: Legenda o koronie, 1916. Fot. Krzysztof Wilczyński. © Muzeum Narodowe w Warszawie

19


20

orientuj się / sztuka i życie

Sztuka słowa

Galeria Pola Magnetyczne przypomina o Robercie Szczerbowskim, pisarzu i artyście wizualnym. Wystawa Nieśmiertelny przywołuje wybrane prace z przełomu wieku, kładąc nacisk na tematy czy artystyczne strategie obecne w jego wcześniejszych utworach literackich. Zobaczymy wykonany z niklu szkielet czy „cyberpłótna” wzorowane na komputerowo generowanych wizualizacjach fraktali. Konstruowane przez niego historie, w których Dante mierzy się z Gutenbergiem i językiem maszynowym, a czarny kwadrat Malewicza ze sztuką psychodeliczną, wypadają nad wyraz aktualnie i przedłużają refleksje nad marzeniami i lękami człowieka w dobie cywilizacji informacyjno-cyfrowej. do 24.11 Warszawa, Pola Magnetyczne, ul. Londyńska 13 polamagnetyczne.com


orientuj się / sztuka i życie

Robert Szczerbowski, Dyptyk cz. 1 (detal), 2000–2001, olej na płótnie, 170 x 231 cm. Fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Pola Magnetyczne

21


22

orientuj się / sztuka i życie

Interpretacja

pop-artowska

Boris Lurie (1924–2008), artysta wizualny, prozaik i poeta pochodzenia żydowskiego, podczas wojny więziony był w obozach koncentracyjnych, a w 1946 roku przybył do Nowego Jorku. W swoich pracach wykorzystywał motywy Holokaustu w połączeniu ze sztuką popularną – odnajdziemy w nich zdjęcia z obozów koncentracyjnych, gwiazdę Dawida, wycięte z magazynów fotografie pin-up girls oraz słowo „no”. Nawiązuje ono do założonego przez artystę wraz ze Stanleyem Fisherem oraz Samem Goodmanem ruchu NO!Art (NIE!Sztuka). Jak sam powiedział, „»NIE« oznacza, że nie przyjmujesz wszystkiego, co ci mówią i co o sobie myślisz. Jest to też wyraz niezadowolenia”. Twórczość Luriego będąca wyrazem sprzeciwu wobec dominujących w tamtym czasie w Stanach pop-artu i abstrakcyjnego ekspresjonizmu, przybliża wystawa Pop-art po Holokauście. To pierwsza indywidualna wystawa artysty w Polsce. do 03.02.2019 Kraków, Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK, ul. Lipowa 4 mocak.pl


orientuj się / sztuka i życie

NIE na odwróconych zdjęciach pin-up girls, z cyklu Twarde zapisy, 1972. Dzięki uprzejmości Boris Lurie Art Foundation

23


24

orientuj się / sztuka i życie

Michał Smandek: Szkielety, Salar de Uyuni, Boliwia, 2016


orientuj się / sztuka i życie

25

Naginanie

stali

Michał Smandek podczas swoich licznych podróży fotografuje aluminiowy szkielet namiotu i roztaczające się w jego tle krajobrazy. Namiot symbolizuje i materię rzeźbiarską, i punkt obserwacyjny, schronienie, a w końcu jego przeciwieństwo: grobowiec, w którym możemy zostać pogrzebani na zawsze – to skojarzenie rodzi się szczególnie w kontekście niespodziewanych zdarzeń i katastrof. Nawiązuje do tego kuratorowana przez Aleksandra Hudzika wystawa Niebezpieczeństwo zbliżania się do granic. To nowy cykl rzeźb artysty, które przypominają nam o niestabilności naszych czasów, tak jak ich pełne napięcia, badające właściwości i granice materiału konstrukcje. Metalowy stelaż jest więc ograniczony do minimum, stal cieniowana, pozbawiona zbędnych warstw. Czy wytrzyma napięcie? do 14.11 Poznań, Rodriguez Gallery, ul. Wodna 13/4 rodriguezgallery.com


26

orientuj się / sztuka i życie

Amerykański

sen

Konkurs na najlepszy dyplom Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu im. Marii Dokowicz odbywa się już po raz trzydziesty ósmy. Stanowi realizację testamentu fundatorki, która w 1932 roku ukończyła Państwową Szkołę Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Poznaniu (obecny Uniwersytet Artystyczny). Przekazane przez nią środki przez kilka dekad pozwalały na fundowanie wyjazdów stypendialnych do Stanów Zjednoczonych dla najlepszych absolwentów uniwersytetu. Formuła konkursu zmieniała się na przestrzeni lat. Obecnie każda katedra zgłasza do konkursu autorów najlepszych dyplomów. Główne nagrody przyznawane są przez senat UAP w dwóch kategoriach: artystycznej oraz projektowej. Od kilku lat przyznawana jest także nagroda dla najlepszego dyplomu teoretycznego. Wystawie konkursowej towarzyszy projekt kuratorski, eksplorujący dziedzictwo grupy artystycznej Bunt, która powstała w 1918 roku w Poznaniu.

13.11 Poznań, Międzynarodowe Targi Poznańskie, ul. Głogowska 14 uap.edu.pl


orientuj się / sztuka i życie

Aleksander Błaszkiewicz: Snakes, dragons and phantoms. Fot. Dawid Misiorny

27


28

orientuj się / sztuka i życie

Rośliny jako archiwa

Historia człowieka od zawsze związana jest z historią roślin. Rośliny i produkty roślinne, takie jak: opium, bawełna, kawa, cukier trzcinowy, cynamon, guma i wiele innych, są archiwami tej ciągłej koegzystencji. Wystawa Floraphilia. Plants as archives ujawnia te społeczne, polityczne i gospodarcze aspekty historii roślin, botaniki i ogrodów botanicznych. Zaproszeni przez kuratorkę Anetę Rostkowską artyści i artystki opowiadają ich historię na przestrzeni wieków, ze szczególnym naciskiem na czasy europejskiego kolonializmu, odwołując się do kontekstów ekonomicznych, feministycznych i migracyjnych. Na wystawie zobaczymy prace między innymi Magdy Buczek, Karoliny Grzywnowicz, Teresy Murak i Tadeusza Okońskiego. do 18.11 Kolonia, Akademie der Künste der Welt, Academyspace, HerwarthstraSSe 3 academycologne.org


orientuj się / sztuka i życie

29

Karolina Grzywnowicz: Chwasty


30

orientuj się / sztuka i życie

Młode

pomysły Młode Wilki to festiwal sztuki skupiony na obrazie i dźwięku. Tegoroczna, piąta edycja zajmuje się przestrzenią miejską Szczecina, działalnością lokalnych aktywistów i sztuką w przestrzeni publicznej. Jego najważniejszą częścią jest konkursowa prezentacja twórczości młodego pokolenia. Osiemnastu artystów i artystek pokazuje filmy eksperymentalne, działania performatywne, realizacje na polu sztuki dźwięku, rzeźby, instalacje, projekty dzieł sztuki o utopijnym charakterze oraz koncepcje niezrealizowanych przedsięwzięć. Nominowane do konkursu prace zostaną pokazane podczas wystawy, na której poznamy również laureatów. W tym roku do udziału zaproszeni są również uczniowie szkół średnich (konkurs Młode Wilki 1/2), a gościem specjalnym jest Józef Robakowski. 16–17.11 Szczecin, Trafostacja Sztuki, ul. Świętego Ducha 4 mlodewilki.akademiasztuki.eu


orientuj siÄ™ / sztuka i Ĺźycie

31


32

Myślenie jest

orientuj się / sztuka i życie

wiedzieć. Spotkania, warsztaty i inne atrakcje zorganizowane są wokół tematu wiedzy, jej definicji, przemian oraz naszego stosunku i faktycznego dostępu do niej. Chcemy wiedzieć czy nie wiedzieć? Czytać Festiwal Myśli Abstrakcyjnej idzie w su- czy przeglądać? Poszukiwać czy goog­ kurs wszystkim zmęczonym festiwa- lować? W programie lizacją życia kultural- między innymi poszunego i naukowego. To kiwanie współczeswielodniowe święto… nej wiedzy tajemnej, rozmyślania. Hasłem ćwiczenia jak chcieć mniej, tworzenie trzeciej edycji jest map ułatwiających przewrotne Nie chcę

przyjemne

poruszanie się w świecie przepełnionym obrazami czy nauka od kogoś, kto nie umie. Wizualną patronką wydarzenia została cebula, która – mimo że wielowarstwowa – nieszczęsnym trafem stała się w Polsce symbolem niewiedzy i ignorancji. Pora to zmienić! 4–10.11 Warszawa, Otwarty Jazdów, osiedle Jazdów fma.waw.pl


orientuj się / sztuka i życie

Na przekór jesiennej aurze

Sztuka przed jesienią chowa się zazwyczaj w murach galerii i instytucji. Na przekór tej sezonowości festiwal Narracje już po raz dziesiąty zaprasza do wyjścia z domu i poszukiwania sztuki w przestrzeni publicznej. Dwudziestu siedmiu artystów i artystek pod kuratorską opieką Piotra Stasiowskiego na dwa listopadowe dni zmienią przestrzeń publiczną gdańskiej Oliwy. Ich

33

instalacje i interwencje, odnoszące się zarówno do specyfiki miejsca, jak i spraw uniwersalnych, ożywią dzielnicę w myśl cytatu Rainera Marii Rilkego: „Słońca w ciszy były jak wielki śpiew w zenicie”. Zakończenie utworu, z którego pochodzi przywołany fragment, powstało w Parku Oliwskim, gdzie natchniony pięknem letniej przyrody poeta napisał je wspólnie ze swoją przyjaciółką Lou Andreas-Salomé. W jaki sposób artyści i artystki poddadzą się lirycznej wizji poety, a w jaki odczytają dzielnicę na nowo?

16–17.11 Gdańsk Oliwa narracje.eu

Adam Gołębiewski: In Front of Their Eyes II. Fot. Bogna Kociumbas, festiwal Narracje #9


34

orientuj się / sztuka i życie

Wektorowy

demon

Za dnia Michał Rostocki prowadzi firmę IT, a w nocy tworzy gry, regularnie wpuszczając je za darmo do sieci. Jego najnowsza produkcja Voracious, inspirowana takimi klasykami gatunku jak Golden Axe czy Rastan, opowiada o najgorszych ludzkich cechach – chciwości i żądzy władzy. Przychodzi nam zmierzyć się z kolejnymi falami przeciwników, by w końcu uśmiercić tytułowego, nienasyconego demona. Ważniejsza od samej walki i kierowania bohaterem jest tu jednak narracja. Świadczy o tym już sama estetyka Voracious – mroczny i nieprzyjazny świat został stworzony w środowisku minimalistycznej grafiki wektorowej. W erze sukcesów masowych, a także rodzimych produkcji pokroju Wiedźmina warto śledzić działania offowych twórców, którzy również mają swój udział w trwającym już kilka lat renesansie autorskich gier wideo. rostok.itch.io/voracious


orientuj siÄ™ / sztuka i Ĺźycie

35


36

orientuj się / sztuka i życie

Studenci

w podróży Kolejna, 18. edycja ogólnopolskiego konkursu Artystyczna Podróż Hestii skierowana jest do studentów IV i V roku wydziałów i kierunków artystycznych w całej Polsce. Jej celem jest poszukiwanie najbardziej obiecującej młodej sztuki, ale przede wszystkim poznanie współczesnych twórców

i ich zainteresowań. Nakreślenie portretu młodego pokolenia możliwe jest dzięki popularności obranej formuły – poprzednia edycja zainteresowała aż 395 studentów i studentek. Zwycięzcy realizują podróż artystyczną do prężnych ośrodków sztuki nowoczesnej, takich jak np. Nowy Jork. 12.11 – ogłoszenie konkursu i początek przyjmowania zgłoszeń artystycznapodrozhestii.pl

Mateusz Sarzyński: Bez tytułu, olej i spray na płótnie, 2018. Laureat konkursowej nagrody głównej 2018


orientuj się / sztuka i życie

37

Ewa Axelrad: Dziel i rządź, 2018. Fot. Andrej Vasilenko

Tu i teraz Przypadające w tym roku stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę i Litwę jest pretekstem do poszukiwania punktów stycznych oraz odrębności obu kultur, kiedyś tak sobie bliskich. Artyści i artystki, którzy w swojej twórczości zajmują się obecną i przewidywaną sytuacją społeczną, ekonomiczną i kulturalną swoich krajów, spotykają się na zbiorowej wystawie Czekając na kolejne nadejście przygotowanej wspólnie przez Šiuolaikinio Meno Centras w Wilnie i Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Nie jest to jednak przedsięwzięcie

w duchu futurologiczne – nie projektują przyszłości, tylko skupiają się na tu i teraz, czerpiąc oczywiście z przeszłości i dziedzictwa kulturowego. Wideo, instalacje, rzeźby, obrazy w większości stworzone na potrzeby wystawy, odnoszą się głównie do kultury popularnej, codzienności i teraźniejszości. Polski wkład w ten dialog wnoszą między innymi Rafał Dominik, Cezary Poniatowski, Agnieszka Kalinowska, Małgorzata Goliszewska, Nomadic State (Karolina Mełnicka i Stach Szumski) i Dominika Olszowy. do 27.01 Warszawa, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, ul. Jazdów 2 u-jazdowski.pl


38

orientuj się / SZTUKA I ŻYCIE

Polska niewielkomiejska

Twórcy festiwalu Nowe Ciepło po raz siódmy włączają proces artystyczny w rozważania nad stanem i przyszłością Polski niewielkomiejskiej. W tym roku kuratorzy Marcin

Fot. Izabela Redman-Zalewska

Zalewski i Tytus Szabelski za narzędzie pracy obrali fotografię. Nowe ciepło: ciężka ziemia to zadanie łączące dokumentację historycznego budownictwa ziemi lubawskiej, historii mówionej i artystycznej opowieści o ciężkiej pracy i jej owocach. Tytułowa ciężka ziemia to glina, która jest glebą żyzną, ale wymagającą olbrzymiego mozołu. Grunty ziemi lubawskiej rodzą także kamienie i dają materiał


orientuj się / SZTUKA I ŻYCIE

do budowy domów, co jest żywym przykładem tego, że architektura jest jednym z najważniejszych przejawów lokalnych tradycji i sposobu życia. Szóstka zaproszonych artystów i artystek wraz z mieszkańcami opowiada również o zamieszkującej ziemię lubawską, czyli pogranicze Mazur i Pomorza, dawnej warstwie społecznej gburów – zamożnych gospodarzy posiadających ziemię jeszcze z nadań biskupów chełmińskich. Czy w materialności regionu tkwią

39

żywe podziały majątkowe i społeczne, czym jest współczesne bogactwo i gdzie należy szukać związków pracy i krajobrazu? Odpowiedzią są wywiady i fotografie pokazane na wystawie w zabytkowej zabudowie małomiasteczkowego Kurzętnika.

16.11–14.12 Powiat nowomiejski, województwo warmińsko-mazurskie, Kurzętnik, ul. Hunta 2 (dawna piekarnia) wybudowania.pl


40

orientuj się / architektura i miasto

ADAM PRZYWARA DLA NN6T:

THOMAS PHIFER

I GLENSTONE MUSEUM Kiedy wybory samorządowe i problemy z przetargiem ponownie stawiają pod znakiem zapytania realizację Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, architekt przyszłego budynku muzeum – Thomas Phifer – otworzył w Stanach Zjednoczonych jeden ze swoich najbardziej znanych projektów. Realizacja nowych

obiektów w ramach założenia kulturalno-krajobrazowego Glenstone w stanie Maryland trwała prawie 15 lat. Studio Phifera pracowało na zlecenie fundatorów muzeum bilionera Mitcha Ralesa i jego żony Emily. Inspirowana takimi instytucjami jak duńskie Luisiana Museum rozbudowa Glenstone integruje lokalny krajobraz łąk i stawów z serią ascetycznych kubów zrealizowanych z białych bloków betonu, które mieszczą ponad 4 tysiące metrów przestrzeni z pracami takich artystów jak On Kawara, Charles Ray czy Roni Horn. Potomac, Maryland, Glenstone Museum, 12100 Glen Road glenstone.org, thomasphifer.com


orientuj się / architektura i miasto

Dziedziniec w pawilonach. Fot. Iwan Baan, dzięki uprzejmości Glenstone Museum

41


42

orientuj się / architektura i miasto

Globalna historia

Bauhausu W 1919 roku architekt Walter Gropius powołał do życia szkołę, która zrewolucjonizowała architekturę na świecie. Prawie sto lat później międzynarodowy projekt Bauhaus imaginista bada jego ponadnarodowe znaczenie i odbiór poprzez wystawy, sympozja, dyskusje i warsztaty. Jedną z odsłon jest wystawa Moving Away: The Internationalist Architect. Skupia się ona na złożonych relacjach Bauhausu z ZSRR w kontekście współczesnych międzynarodowych ruchów architektonicznych. Prezentowany rzadki materiał archiwalny dotyczy między innymi mieszkalnictwa socjalnego, urbanistyki i zaangażowania architektów w kwestie społeczne. W ramach wystawy przedstawione są również wyniki badań Wendelien van Oldenborgh nad życiem i dziedzictwem niemieckiej studentki Bauhausu, architektki Lotte Stam-Beese. W latach 30. XX wieku projektowała w Związku Radzieckim, a następnie pełniła rolę naczelnego architekta w Wydziale Rozwoju i Odbudowy Miasta Rotterdamu, wnosząc ogromny wkład między innymi w powojenną zabudowę mieszkaniową w całej Holandii. do 30.11 Moskwa, Garage Museum of Contemporary Art, 9/32 Krymsky Val st. garagemca.org, bauhaus-imaginista.org


orientuj się / architektura i miasto

Osiedle Törten w Dessau. Dzięki uprzejmości Bauhaus-Archiv Berlin

43


44

orientuj się / architektura i miasto

Architektura

śledcza

Londyński kolektyw Forensic Architecture to niezależna i interdyscyplinarna agencja badawcza złożona m.in. z artystów, naukowców, prawników, filmowców i architektów. Dokumentuje ona dowody łamania praw człowieka, zbrodni wojennych czy środowiskowych, posługując się najnowszymi metodami badawczymi i prowadząc szeroką współpracę z aktywistami, organizacjami pozarządowymi, Amnesty International i instytucjami artystycznymi. Wystawa i bogaty program publiczny Forensic Justice prezentują spektrum projektów związanych z problematyką sprawiedliwości społecznej i ekologiczną, a także najnowszą pracę zrealizowaną w tym roku – wyniki śledztwa w sprawie roli policji w zabójstwie młodego greckiego rapera Pavlosa Fyssasa. Warto przypomnieć, że w tym roku Forensic Architecture nominowani są do prestiżowej Nagrody Turnera. do 27.01.2019 Utrecht, BAK, Pauwstraat 13A bakonline.org


orientuj się / architektura i miasto

45

Forensic Architecture: Investigation into the Murder of Pavlos Fyssas, 2018. Dokumentacja dochodzenia w sprawie morderstwa Pavlosa Fyssasa, młodego greckiego rapera, który został zabity przez Golden Dawn (wrzesień 2013 r.). Składa się ze zsynchronizowanej mozaiki materiału audio i wideo, która została włączona do akt sądowych


46

orientuj się / architektura i miasto

ADAM PRZYWARA DLA NN6T:

ZMIENNE KSZTAŁTY PRZESTRZENI

W styczniu, po prawie trzech latach swoje odnowione przestrzenie otworzyła dla publiczności londyńska Hayward Gallery. Założona w 1968 roku galeria mieści się w Southbank Center, które stanowi jedną z ikonicznych realizacji architektury powojennej w Londynie. W brutalistycznej części założenia mieści się kilka instytucji kultury i szereg przestrzeni publicznych. Za projekt budynku w latach 60. odpowiadała między innymi grupa młodych architektów: Dennis Crompton, Warren Chalk i Ron Herron, którzy później zapisali się na kartach historii, współtworząc późnoawangardowy kolektyw Archigram. Skomplikowane i wielopoziomowe przestrzenie Southbank bez wątpienia zainspirowały wystawę, którą w Hayward Gallery można odwiedzić do stycznia przyszłego roku. Space Shifters prezentuje prace ponad dwudziestki uznanych artystów i artystek, tworzących projekty, które poprzez swą formę rekonfigurują, zmieniają lub zniekształcają swoje otoczenie. W betonowych galeriach znajdziemy zatem rzeźby i instalacje, które destabilizują naszą percepcję kolorów, kształtów i architektonicznych podziałów. Szklane bloki Roni Horn sąsiadują tu z lustrzanymi kulami Yayoi Kusamy czy monstrualnie zagmatwaną poręczą z modernistycznego blokowiska autorstwa Moniki Sosnowskiej. Architektom i nie-architektom wystawa z pewnością przypadnie

do gustu, choć może rzucać się w oczy nieekologiczność materiałów, z których wykonana jest duża część prac. do 6.01.2019 Londyn, Southbank Centre, Hayward Gallery, 337-338 Belvedere Road southbankcentre.co.uk


orientuj się / architektura i miasto

Alicja Kwade: Welten Linie, 2017, instalacja na wystawie Space Shifters. © Alicja Kwade, dzięki uprzejmości Hayward Gallery 2018. Fot. Mark Blower

47


48

orientuj się / architektura i miasto / dizajn

AGATA KIEDROWICZ DLA NN6T:

i obficie podlewać, aż wykiełkuje. Projekt ma wymiar użytkowy, ale i krytyczny: próbuje badać granice, które stawiamy naturze i samym sobie. Transport nasion i sadzonek do wielu krajów (m.in. USA, Australii, Ukrainy) jest bardzo ograniczony Na początku było badanie roślin. lub całkowicie nielegalny. W lutym Tego, czy w mobilnym, zurbani2018 roku projektantka, hakując zowanym świecie mogą zapewnić system, wysłała roślinne przesyłki psycho-emocjonalną równowagę, łączność ze światem, z korzeniami. do 6 krajów z zakazanej listy. Do wszystkich adresatów pocztówki Efektem badań projektantki Olgi Zelenskiej, tegorocznej absolwentki dotarły w ciągu kilkunastu dni, oprócz Chin. Olga podróżuje, preSchool of Form, jest seria roślinzentując projekt na największych nych pocztówek „From nowhere, with love/ Znikąd, z miłością”. Bio- festiwalach dizajnu: w ramach wystawy Antenna 2018 na Dutch Dedegradowalne, barwione naturalsign Week oraz na Global Grad nymi metodami kartki pocztowe Show (podczas Dubai Design Week), zawierają nasiona popularnych pokazującej innowacyjne dyplomy ziół i innych roślin: mniszka lekarprojektowe z całego świata. Czy skiego, babki lancetowatej, konipolskie zioła wykiełkują i tam? czyny, rumianku, gorczycy białej, nagietka, lebiodki pospolitej, ma13–17.11 jeranku. Pocztówkę można wziąć Dubai, Art Dubai Group, Building 7, Design District ze sobą w podróż, niczym mobilną Dubai globalgradshow.com, tożsamość lub jako lokalną padubaidesignweek.ae miątkę. Na miejscu osadzić w ziemi →

Pocztówki do świata

Nocna energia Elektryczne oświetlenie, sklepy całodobowe, zakłady pracy o ruchu ciągłym i nigdy niezasypiający internet to zaledwie kilka rzeczy, które przesuwają bariery dla funkcjonowania gatunku ludzkiego w cyklu dnia i nocy. Dziś nocne życie i night time economy, czyli nocna ekonomia, są tematem badań i ożywionych debat ekspertów z różnych dziedzin, a gospodarka stara się wykorzystać tę porę doby do maksimum. Oswajania nocy podejmuje się A<FESTIWAL 2018 x NOC. To coroczne spotkanie twórców przestrzeni miejskiej wypełnione dyskusjami, warsztatami, akcjami miejskimi, wystawami i koncertami. Studenci kierunków miejskich, urzędnicy, artyści, aktywiści miejscy i mieszkańcy będą wspólnie pracować nad przystosowaniem fenomenu nocy do potrzeb każdego człowieka – tych przestrzennych, społecznych, kulturalnych, ekonomicznych i technologicznych. Częścią festiwalu jest 24-godzinny maraton projektowy A<24 2018. 21–25.11 Katowice, wiele lokalizacji afestival.antyrama.org


orientuj się / dizajn

Fot. dzięki uprzejmości artystki

49


50

orientuj się / architektura i miasto

ADAM PRZYWARA DLA NN6T:

WYEMANCYPOWAĆ MIESZKANIE! Sigfrieda Giediona nie trzeba chyba nikomu przedstawiać – obok praktyków, Le Corbusiera czy Waltera Gropiusa, był on najbardziej rozpoznawalną postacią ruchu nowoczesnego w architekturze i sztuce, współzałożycielem kongresu CIAM i autorem szeregu publikacji teoretycznych i historycznych. Współcześni czytelnicy znają Giediona z jego książek wydanych w latach 40. w Ameryce, kolejno: Space, Time and Architecture i Mechanization Takes Command. Na angielskojęzycznym rynku wydawniczym ukazuje się właśnie kolejna publikacja autora zatytułowana Liberated Dwelling, napisana jeszcze w 1929 roku. Tłumaczenie tego wczesnego manifestu architektury modernizmu — archi­tektury taniej, higienicznej, racjonalnej i funkcjonalnej — nie powinno umknąć niczyjej uwadze. Czekam z niecierpliwością. Premiera: 20 listopad Wydawca: Lars Müller Publishers

AGATA KIEDROWICZ DLA NN6T:

Układanie miasta

Wystawa Z klocków. Jak poukładać miasto powstała z potrzeby mówienia o krajobrazie miasta i elementach, które je tworzą. Szczególnie zaś o dialogu pomiędzy nowym a starym, o współczesnym znaczeniu zabytków i społecznej odpowiedzialności za kształtowanie tkanki miejskiej. Na wystawę składają się eksponaty charakterystycznych dla Poznania budynków, ale przede wszystkim bogaty program edukacyjny opar­ty na szeroko rozumianej interakcji. Poprzez manualne doświadczenie (gry, zabawy, układanie z klocków Lego) odbiorcy wystawy (w każdym wieku, choć adresowana jest szczególnie do rodzin z dziećmi) testują w praktyce abstrakcyjne zagadnienia, m.in. czym jest modernizm, na czym polega harmonia architektury i co ją zaburza, czym jest projektowanie z uwzględnieniem kontekstu i potrzeb miejsca oraz mieszkańców. Niewielka, ale mądra ekspozycja otwierająca inną perspektywę na miasto: tę z lotu ptaka i tę odczuwaną w subiektywnej, ludzkiej skali.

do 2.12 Poznań, Brama Poznania ICHOT, ul. Gdańska 2 bramapoznania.pl →


orientuj się / dizajn

Fot. Łukasz Gdak, wł. CTK TRAKT

51


zgliszczach U-12a. orientuj się / dizajn

52

U12A to stworzony przez SUPERGUT STUDIO projekt serii mebli możliwych do wykonania na bazie barier olsztyńskich (U-12a). Projekt działa na zasadzie open source design. Instrukcje pokazujące, jak samodzielnie wykonać meble, można pobrać ze strony supergutstudio.pl. Autorzy: Katarzyna U12ASmolarczyk to stworzony przez SUPERGUT STUDIO projekt serii mebli, Furgalińska, Łukasz

możliwych do wykonania na bazie barier olsztyńskich. Projekt działa na zasadzie open source design - instrukcje pokazujące Mieszkańktóry w różnych wy-pobraćWszystkich jak samodzielnie wykonać meble można ze strony ców i Supergut Stumiarach ulepsza nasupergutstudio.pl

Nie taki

sze życie. Tymczasem kurator Michał Kubieniec pokazuje rozwiązania projektowe, które mogą wykluczać, dzielić przestrzeń publiczną, być Na wystawie Denarzędziem segregasign w służbie spocji i społecznych połecznego wykluczenia działów. Zwraca tym dizajn jest antybohaterem. To jemu rzadko samym uwagę na polityczny wymiar dizajnu. przypisywana jest jaBudCud, Grzegorz kaś rola, częściej w końcu traktujemy go Layer, Palce Lizać, Projekt Podwórko im. jako nośnik wartości,

piękny

dio przeprowadzą nas przez gotowe projekty i proces ich powstawania. Zobaczymy również, jak często niewidoczne na pierwszy rzut zabiegi mogą negatywnie wpływać na funkcjonowanie miasta.

do 30.11 Lublin, Brain Damage Gallery, plac Teatralny 1 bd.pl


orientuj się / dizajn

53

Gregor Gonsior: waFFLE. Wyróżnienie 2017 w kategorii „szyld, witryna, tablica lub plansza informacyjna”

Projektowanie

totalne Polish Graphic Design Awards to przegląd komunikacji wizualnej w Polsce. Wyróżnia go to, że skupia się na wszystkich rodzajach projektowania graficznego: od ilustracji i plakatów, poprzez książki i branding, na webdesignie i motion graphics kończąc. Freelancerzy,

studia designerskie i agencje reklamowe mogą wystartować w aż 12 kategoriach, które obejmują zarówno projekty artystyczne, jak i reklamowe. Po przetestowaniu formuły druga edycja konkursu z naborem prac startuje w listopadzie. Planowany na wrzesień 2019 roku finał odbędzie się podczas organizowanego pierwszy raz w Warszawie European Design Festival. start naboru prac: listopad polishgraphicdesign.com


54

orientuj się / dizajn / film i fotografia

Nie

po omacku

Na organizowanym przez Województwo Małopolskie wydarzeniu _zmysły_vs_rzeczy_ dowiemy się między innymi, czym jest projektowanie społeczne, czy dużo wspólnego mają ze sobą projektowanie sensoryczne i uniwersalne oraz czy światło, dźwięk i zapach można projektować i łączyć w sposób, który ma wymiar architektoniczny. Składowymi wydarzenia są: konferencja, warsztaty i wystawa Dizajn_ po_omacku. Odbędzie się ona w formie warsztatowej – zwiedzający przejdą ścieżkę sensoryczną w zupełnej ciemności, by zrozumieć, jak na co dzień funkcjonują w przestrzeni publicznej osoby niedowidzące. Jak tę jakość życia może ulepszyć projektowanie? Kraków, Małopolski Ogród Sztuki, ul. Rajska 12 oraz Dom Rzemiosł Teatralnych, ul. Radziwiłłowska 3 malopolska.pl/dla-mieszkanca/ kultura-i-dziedzictwo/projektyi-inicjatywy-kulturalne/ przemysly-kreatywne

ANDRZEJ MARZEC DLA NN6T:

Nostalgiczny

urok

burżuazji Dziedziczki to niespieszny, wręcz powolny film o kobietach, w którym próżno szukać mężczyzn, gdyż albo już nie żyją, albo ich pojawienie się nigdy nie było brane pod uwagę. Obraz Marcela Martinesiego opowiada o starzejącej się parze lesbijek. Ich stabilny związek zamknięty zostaje w klaustrofobicznej przestrzeni domu, gdzie główne bohaterki spokojnie konsumują owoce przeszłości i wydeptują znane na pamięć, lekko zakurzone ścieżki. Dziedziczki to nie tylko dobrze poprowadzony film o życiu w cieniu przeszłości, partnerki, własnych lęków i obaw. Martinesi w ciekawy sposób przygląda się momentowi naszego życia, w którym lata świetności (również ekonomicznej) są już daleko za nami. Reżyser portretuje rozmaite kobiece wspólnoty, ich style życia i różne warstwy społeczne. Wreszcie daje widzom wiarę w to, że życie nie zaczyna się wcale po pięćdziesiątce, ale zawsze dokładnie w momencie, w którym tego chcemy. Polska premiera: 2.11


orientuj się / dizajn

55

Fot. dzięki uprzejmości Muzeum Warszawy

AGATA KIEDROWICZ DLA NN6T:

Akademii Sztuk Pięknych. Wiedza rękodzielnicza należy do obszaru tzw. tacit knowledge, wiedzy milczącej, przekazywanej niewerbalnie, najczęściej poprzez działanie. Tym cenniejszy jest dialog świeżego myślenia projektowego z manualnym doświadczeniem. W sieci (na Vimeo) można obejrzeć „Jestem w skórze urocykl reportaży o pradzona” – mówi o soskich rzemieślnikach bie Renata Dmowska, Wykonane na prawym mistrzyni kaletnictwa brzegu. Wciąga barz 50-letnim stażem dziej niż Netflix! Czas praktyki zawodowej. Jest jedną spośród rze- spowalnia, a w zasadzie wskakuje na właśmieślniczek i rzemieślciwe tory. Otrzymujemy ników z warszawskiej hipnotyzujący i wzruPragi, którzy dzielą się tajnikami swojego fachu szający wgląd w świat, który – dzięki kuratoz młodymi projektanrom, projektantom, wytami i projektantkami z Wydziału Wzornictwa kładowcom – wcale nie

Sens w (naszych) rękach

odchodzi, ale uprasza się o uwagę, by przetrwać. W jakiej formie – to leży już w naszych konsumenckich rękach. Na wystawie Praga na wzór. Projektowanie z rzemiosłem zobaczymy efekty 3-letniej współpracy młodych projektantów i doświadczonych rzemieślników, w której końcowy produkt jest równie ważny co proces, eksperyment, wymiana wiedzy. Tylko z dialogu rodzi się nowe. Zobaczcie i używajcie.

do 14.04.2019 Warszawa, Muzeum Warszawskiej Pragi, ul. Targowa 50/52 muzeumpragi.pl


56

orientuj się / film i fotografia

Pod znakiem roku ziemnego psa Kolejna edycja Azjatyckiego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków po raz dwunasty przybliży widzom jedną z najszybciej rozwijających się kinematografii na świecie. Azjatyckie kino będzie można odkryć zarówno poprzez bogaty i nieoczywisty program samych projekcji (od dzieł popkulturowych po awangardowe, autorskie projekty i filmy zaangażowane społecznie), jak i towarzyszące wydarzeniu spotkania, debaty i koncerty. Jak zaznaczają organizatorzy, od samego początku kierują się ideą festiwalu jako platformy komunikacji między­ kulturowej. Dlatego też do udziału zaproszone zostały zarówno lokalne mniejszości narodowe, jak i twórcy, którzy opowiedzą o swoich filmach. Jak co roku w programie znajdą się następujące sekcje: Nowe kino Azji – nowe tytuły, wyraziste i świeże głosy, Sekcja dedykowana – przegląd filmów danego gatunku, poświęcona jednemu problemowi lub kinematografii jednego kraju, Pokazy specjalne – duże budżety, kasowe tytuły i wielkie nazwiska, Odrestaurowana klasyka – pokaz kultowych dzieł sztuki filmowej niedawno odrestaurowanych w technologii 4K, Retrospektywa – przegląd dorobku uznanych reżyserów i reżyserek. We Wrocławiu odbędzie się replika wydarzenia. 14–21.11, Warszawa, wiele lokalizacji 23–25.11 Wrocław, Kino Nowe Horyzonty, ul. Kazimierza Wielkiego 19a/21 piecsmakow.pl


orientuj się / film i fotografia

Młodość, reż. Xiaogang Feng, 2017

57


58

orientuj się / film i fotografia

ANDRZEJ MARZEC DLA NN6T:

ANDRZEJ MARZEC DLA NN6T:

Dokument bez jest publiczne głównego bohatera Pomysł na film jest niezwyPrywatne

kle prosty: współczesne Amerykanki odczytują listy wysłane do redakcji „Ms.” – jednego z pierwszych amerykańskich magazynów feministycznych. W nigdy nieopublikowanych listach pisanych w latach 70. XX wieku czytelniczki borykają się z szowinizmem (odpornym na niszczące działanie czasu), upominają się o uwzględnienie odmiennych punktów widzenia, a czasami po prostu proszą o pomoc. Bohaterki performatywnego dokumentu Siostrzeństwo Irene Lusztig z niezwykłą troską i wrażliwością odtwarzają problematyczną rzeczywistość sprzed 40 lat, która często w niezmienionej formie przetrwała do dzisiaj. Reżyserka dzięki oszczędnej estetyce tworzy intymną przestrzeń do dyskusji, dzięki czemu możemy wysłuchać dwóch, najczęściej różnych kobiecych historii – kobiet piszących listy oraz tych, które je współcześnie odczytują i komentują. 6.11 Poznań, Pawilon, ul. Ewangelicka 1 pawilon.org

Film opowiada o tragicznych wydarzeniach na norweskiej wyspie Utoya w 2011 roku. Obrazy filmowe polegające na fatalistycznym odtwarzaniu tragicznych zdarzeń, których nie można w żaden sposób zmienić, są często nie lada wyzwaniem zarówno dla widzów, jak i samych reżyserów (Denis Villeneuve Politechnika, Gus van Sant Słoń). Erik Poppe jednak nie tylko mierzy się z ważnym i niezwykle wrażliwym tematem, lecz okazuje się również niezwykle sprawnym filmowcem. Film jest kręcony jednym ujęciem i ma strukturę sztafety: emocje i opowieści przekazywane są sobie nawzajem przez bohaterki i bohaterów, przedstawionych niezwykle naturalnie. Utoya, 22 lipca przypomina sposobem realizacji grę komputerową, w której przemieszczamy się razem z bohaterami z miejsca na miejsce. Dodatkowym atutem jest to, że Poppe nie portretuje w żaden sposób Breivika, który jest wielkim nieobecnym w tym filmie. Odmawiając mu w ten sposób reprezentacji, odbiera również widzom możliwość sadystycznej przyjemności wzrokowej czy też identyfikacji z mordercą. Poppe staje po stronie ofiar i trwa w tym miejscu do samego końca. Polska premiera 16.11


orientuj się / film i fotografia

Fot. dzięki uprzejmości Aurora Films

59


60

orientuj się / film i fotografia

EWA DYSZLEWICZ DLA NN6T:

PRACA Według stereotypowych wyobrażeń praca artysty rozpoczyna się wraz z nadejściem natchnienia, nieprzewidywalnego i nagłego impulsu warunkującego akt twórczy. Wojciech Ulman, związany dotychczas ze środowiskiem poznańskiego Uniwersytetu Artystycznego, na swojej pierwszej indywidualnej wystawie Olśnienie

podaje w wątpliwość epifaniczny charakter tego zjawiska. Pokazane w Zielonej Górze prace to próba dokumentacji procesów myślowych, które pozwalają na zaistnienie tytułowego „olśnienia”, a zarazem intelektualna prowokacja prowadząca do kreatywnego pobudzenia odbiorców.

16.11–09.12 Zielona Góra, Biuro Wystaw Artystycznych, al. Niepodległości 19 bwazg.pl


orientuj się / film i fotografia

Wojciech Ulman: Jego planeta. Fot. dzięki uprzejmości artysty

61


62

orientuj się / film i fotografia

EWA DYSZLEWICZ DLA NN6T:

ILUMINACJA Od lewej: Maryla Walkowiak, Krystyna Rościszewska, Genowefa Waleryszak w laboratorium chemicznym zakładów Alfa. Archiwum prywatne G. Waleryszak EWA DYSZLEWICZ DLA NN6T:

ZAKŁAD Herstoria polskiej fotografii dopiero zaczyna być opracowywana. Warto zwrócić więc uwagę na propozycję Małgorzaty Czyńskiej, która bazując na wspomnieniach kobiet związanych z bydgoskim Fotonem, kreśli dzieje polskiego przemysłu fotograficznego z zupełnie nowej perspektywy. Opowieści z życia zakładu przeplatają się z realiami społecznymi, ekonomicznymi i politycznymi ówczesnej Polski. W książce Kobiety Fotonu swojego głosu udzielają też artystki: Teresa Gierzyńska, Jolanta Marcolla, Natalia LL, przez lata pracujące na materiałach bydgoskiego producenta. Foton, mocno poturbowany przez transformację i rozwój rynku cyfrowego, swoją upadłość ogłosił w 2007 roku. Dziś pamięć o zakładzie i tradycjach fotografii analogowej podtrzymuje Farbiarnia, która obok działalności wydawniczej i animowania lokalnego centrum fotografii od czterech lat organizuje w Bydgoszczy Vintage Photo Festiwal. Wydawnictwo Farbiarnia

Do końca lat 70. Paweł Kwiek aktywnie uczestniczył w życiu polskiej awangardy – był jednym z założycieli Warsztatu Formy Filmowej, współpracował z duetem KwieKulik (który wraz z Zofią Kulik tworzył jego brat, Przemysław Kwiek). Na początku lat 80. przeżywa mistyczne objawienie. Odchodzi od konceptualizmu, by poświęcić się całkowicie wątkom metafizycznym. Wystawa Różnica czasu jest efektem dziewięcioletnich badań Mariki Kuźmicz nad dorobkiem Kwieka. Zaprezentowane prace pochodzą z dwóch pierwszych dekad jego twórczości i pokazują ewolucję artysty z perspektywy jego duchowej przemiany. Do oglądania między innymi fotograficzna dokumentacja kilkudniowej medytacji Kwieka Percepcja braku zróżnicowań czy dokamerowy performans Rozmowa z Bogiem.

16.11.2018–16.01.2019 Warszawa, Fundacja Arton, ul. Foksal 11 fundacjaarton.pl →


orientuj się / film i fotografia

Paweł Kwiek: Spotkania ze światłem, 1991. © Paweł Kwiek, Fundacja Arton

63


64

orientuj się / ruch i dźwięk

AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

Rodzaju

żeńskiego

Hypatię z Aleksandrii często nazywa się „męczennicą nauki”. Jako jedna z pierwszych kobiet wniosła wkład do nauk zdominowanych (do dzisiaj) przez mężczyzn: matematyki, astronomii i filozofii neoplatońskiej. Jest symbolem wolności słowa i myśli. Podobnie jak po Sokratesie nie zostało po niej żadne dzieło. Zginęła tragicznie, zamordowana przez tłum chrześcijan. Nic więc dziwnego, że to właśnie Hypatię wybrały na swoją patronkę badaczki skupione wokół feministycznego projektu, którego celem jest napisanie kobiecej Historii Polskiego Teatru. Odkrywanie, odnajdywanie, dokumentowanie, gromadzenie, przywracanie pamięci i upowszechnienie wiedzy o kobietach tworzących historię polskiego teatru upowszechniane było do tej pory głównie za pośrednictwem internetowej strony projektu. Właśnie jednak wyszła lektura obowiązkowa: HyPaTia, czyli zestaw książek, na który składają się trzy pozycje: Rodzaju żeńskiego. Antologia dramatów (oczywiście pisanych przez kobiety), Agora. Statystyki (dokumentacja udziału kobiet w polskim życiu teatralnym od końca II wojny światowej do dzisiaj), (Nie)świadomość teatru. Wypowiedzi i rozmowy. hypatia.pl Wydawca: Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego

AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

Nauka chodzenia z Judson Dance Theatre

Późne lata 60., SoHo, Nowy Jork. W sali prób przy kościele Judson Church młodzi choreografowie prowadzą eksperymentalne działania mające na celu demokratyzację tańca przez wprowadzenie na pole sztuki ruchów potocznych. Tak zaczyna się rewolucja tańca postmodern. Tacy artyści jak Yvonne Rainer, Simone Forti czy Steve Paxton, przechwytywali sposoby posługiwania się ciałem znane z życia codziennego, przekraczając tym samym konwencje tańca nowoczesnego. Materiał choreograficzny dostrzegali w tym, co znajdowało się wcześniej poza marginesem sztuki. Obserwowali ruchy ciała w sytuacjach zwyczajnych: chodzeniu, bieganiu czy siedzeniu. Ich ambicją było tworzenie choreografii, które nie tylko nie wymagały specjalnego przygotowania ruchowego, ale zachęcały amatorów do podjęcia próby ich wykonania, stanowiąc dowód na to, że tańczyć może każdy. Również zbędny był specjalny kostium – wystarczyło zwykłe ubranie i trampki. W MoMA w Nowym Jorku trwa Judson Dance Theatre: The Work Is Never Done, duża retrospektywna wystawa ich osiągnięć.

do 3.02.2019 Nowy Jork, Museum of Modern Art, 11 West 53 Street moma.org


orientuj się / ruch i dźwięk

Trisha Brown. Kadr z filmu Walking on the Wall, 1971. Film w reżyserii Elaine Summers. © Trisha Brown Dance Company

65


66

orientuj się / ruch i dźwięk

AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

Co zostało

jeszcze do zatańczenia?

To pytanie-wyzwanie, które podstawiła przed sobą w 2018 roku Kat Válastur – jedna z najbardziej ekscytujących choreografek berlińskiej sceny choreograficznej. Od tamtego czasu realizuje kolejne spektakle, które mierzą się z zadaniem poszukiwania nowych rejonów tanecznej ekspresji. Często współpracuje z Marysią Zimpel, która w środowisku polskiej eksperymentalnej choreografii jest świetnie znana między innymi dzięki swojej niezwykłej motoryce ruchu i pracy ze szczegółem. Nowa praca Válastur Stellar Fauna składa się z dwóch części: instalacji wideo i performansu, w którym dwójka performerów (w tym Zimpel) stopniowo ucieleśnia cechy mutantów i rzeczywistości cyfrowej. Powtarzają tajemniczą mantrę: „Czekamy na powódź, żeby odzyskać wolność, chociaż to będzie nasz koniec”. W scenografii przywołującej atmosferę nieujarzmionego ekosystemu zawieszone zostają granice między prywatnością a zachowaniami społecznymi. Jak twierdzi artystka, Stellar Fauna to generowanie niesamowitego świata przez nasz własny świat – historia ciał na bezdrożach współczesności. Premiera: 21.11 Berlin, HAU Hebbel am Ufer, Tempelhofer Ufer 10 hebbel-am-ufer.de


orientuj się / ruch i dźwięk

Kat Válastur: Stellar Fauna. Fot. Clara

67


68

orientuj się / ruch i dźwięk

ANTONI MICHNIK DLA NN6T:

SŁUCHANIE

POGŁĘBIONE

Z plakatów łódzkiego festiwalu tym razem spogląda postać zbudowana z plątaniny uszu, odsyłając do konkretnego punktu programu – wykonania Earth Ears Pauline Oliveros przez Zespół Wykonawstwa Muzyki Nowej Akademii Muzycznej w Łodzi. Poza tym w programie festiwalu dominuje wzajemne słuchanie improwizatorów (Trio Stoffner / Lovens / Mahall, Niepokój / Disquiet, Thisnis Duo, Vasco Trilla / Yedo Gibson, Łódzka Orkiestra Improwizatorów, Czas Jest Cały Czas Ensemble). Ale

ANTONI MICHNIK DLA NN6T:

W STRONĘ INTERAKTYWNOŚCI Organizowany przez Marka Chołoniewskiego festiwal należał już w latach 90. do inicjatyw, które posłużyły badaniom nowych możliwości oraz frontów muzyki eksperymentalnej w kontekście

do słuchania pogłębionego zaprosi zapewne również Barbara Kinga Majewska (performans refren | na podstawie zbiorów prywatnych), a także kompozycje przedstawicieli i przedstawicielek środowiska młodych łódzkich kompozytorów i kompozytorek: m.in. Moniki Dalach, Niny Fukuoki, Kuby Krzewińskiego, Ryszarda Lubienieckiego. Ale kto wie, być może kompozycje te będą wymuszały słuchanie rozedrgane, dzięki dźwiękowym masom – taki model słuchania zdają się zapowiadać zresztą występy Fal czy Mruwek. 9–11.11 oraz 7–8.12 Łódź, Art_Inkubator, ul. Tymienieckiego 3 oraz Muzeum Książki Artystycznej, ul. Tymienieckiego 24 musicaprivata.pl

wirtualnych i poszerzonych rzeczywistości. Dzisiaj, gdy postineternetowy nurt muzyki nowej eksplorowany jest przez kolejne duże festiwale, Audio Art z powrotem powraca do interaktywnych instalacji dźwiękowych. Program tegorocznej edycji zapowiada szereg instalacji wychodzących w stronę rzeczywistości rozszerzonej (Timothy Maxymenko), interaktywnych partytur (Giorgio Sancristoforo), a także historii muzyki elektronicznej

(Krzysztof Cybulski). Do tego m.in. audiowizualny Claire Waffel i Perre Ferreiry Betrana, cybernetyczno-partycypacyjny koncert Romana Bromboszcza i Karola Firmantego, solowy występ Małgorzaty Walentynowicz (w programie utwory na fortepian i video) oraz tradycyjny koncert muzyki elektroakustycznej pod auspicjami PseME/CIME.

16–25.11 Kraków, różne lokalizacje audio.art.pl


orientuj się / ruch i dźwięk / technologia i przyszłość

ANTONI MICHNIK DLA NN6T:

UPRZESTRZENNIENIE Listopadowa odsłona cyklu kuratorowanego przez Daniela Brożka aka Czarnego Latawca poświęcona jest teoriom i praktykom muzyki eksperymentalnej zogniskowanym wokół problematyki uprzestrzenniania kompozycji dźwiękowych stworzonych dla wielokanałowego nagłośnienia. W trakcie wieczoru premierowe materiały zaprezentują przedstawiciele młodej polskiej elektroniki (_ - _ - _ , MUKA, Beniovska) oraz konceptualnej post­ improwizacji (Michał J. Biel, Michał Sember). Cztery miesiące temu Sember w drugiej odsłonie cyklu zaproponował (wraz z Piotrem Bednarczykiem) dronowo-minimalistyczną medytację, z kolei Biel łączy improwizację z wątkami konceptualnymi, reinterpretujac, czym są poszerzone techniki wykonawcze, i sięgając po różne nagrania, brzmienia, szumy.

69

ADA BANASZAK DLA NN6T:

LOW-TECH GÓRĄ

„Low Tech Magazine” to energooszczędny blog poświęcony zrównoważonemu rozwojowi oraz low-techowym rozwiązaniom high-techowych (i nie tylko) problemów. Serwer strony jest zasilany przez panel słoneczny, dlatego w nocy raczej nie uda się jej Wam otworzyć, ale za to kiedy działa, ładuje się niezwykle szybko – a to dzięki jej minimalistycznemu dizajnowi, wykorzystującemu fonty systemowe oraz lekkie, czarno-białe ilustracje. Dzięki temu jest on przyjazny nie tylko środowisku, ale również użytkownikom, którzy nie dysponują szybkim łączem internetowym – np. mieszkańcom Indii, których internet jest średnio 6 razy wolniejszy niż ten w Korei Południowej (najszybszy na świecie) i ponad 2 razy wolniejszy niż przeciętne połączenie w Polsce. solar.lowtechmagazine.com

24.11 Wrocław, IMPART, Canti Spazializzati #4

Prototyp serwera zasilanego energią słoneczną, który uruchamia stronę internetową solar.lowtechmagazine.com


70

orientuj się / technologia i przyszłość

Podskórna

miłość

Czy roboty są zdolne do miłości? Czy możemy poczuć miłość do robotów, skoro stają się częścią naszego codziennego życia? Czego możemy się od nich nauczyć? Na te pytania odpowiada ponad 60 artystów, projektantów i naukowców podczas expo Robot Love – interaktywnego doświadczenia eksplorującego miłość między ludźmi i robotami. Wystawy i wydarzenia badają wpływ technologii i innowacji na nasze życie, posiłkując się sztuką, dizajnem i technologią. Organizatorzy zapraszają do przestrzeni, w której ściany dosłownie ożywają i gdzie roboty i awatary mogą z tobą porozmawiać. Czy tak będzie wyglądało nowe, poszerzone społeczeństwo? do 15.12 Eindhoven, Campina Milk Factory, Kanaaldijk-Zuid / Hugo van der Goeslaan robotlove.nl


orientuj się / technologia i przyszłość

ROBOT LOVE Reija Meriläinen: Survivor

71


72

orientuj się / technologia i przyszłość

ADA BANASZAK DLA NN6T:

ADA BANASZAK DLA NN6T:

ASYSTENT W OPARACH FEMINISTA SMOGU Wirtualni asystenci – a raczej asystentki, ponieważ te najbardziej znane noszą kobiece imiona: Alexa, Siri, Cortana – to programy, które chyba najlepiej odpowiadają naszemu wyobrażeniu o tym, do czego ma nam służyć sztuczna inteligencja, i których już dziś używa wiele uprzywilejowanych technologicznie osób. Asystentka zapamięta, na kiedy mamy zaplanowane spotkanie, podpowie, jak zawiązać krawat, będzie wiedzieć, jak ugotować jajko na miękko i o której nasze dziecko ma trening tenisa stołowego, nigdy nie straci cierpliwości, a na cat calling zareaguje skromnym: „Zarumieniłabym się, gdybym umiała”. Brzmi jak opis nowoczesnej techno­logii czy idealnej matki/żony/sekretarki wyjętej z lat 50. XX wieku? Obie odpowiedzi są poprawne. Seksizmowi technologicznych gigantów z Doliny Krzemowej, manifestującemu się w tworzonych przez nich produktach, rzuca wyzwanie organizacja Feminist Internet. Wraz z londyńskim UAL Creative Computing Institute organizuje ona 6-tygodniowe warsztaty, których celem będzie stworzenie prototypu feministycznego asystenta, promującego idee równości płci oraz inkluzywną definicję kobiecości. Wyniki ich pracy zostaną zaprezentowane 5 grudnia. feministinternet.com

Nieuchronnie zbliża się sezon smogowy, przygotujcie się więc na spadek zdolności poznawczych oraz tymczasowe zawieszenie umiejętności logicznego myślenia. Od listopada do marca powstrzymajcie się od podejmowania ważnych decyzji i porzućcie wszelką nadzieję na sukcesy na polu edukacji. Naukowcy z uniwersytetów w Pekinie i Yale odkryli bowiem, że oprócz chorób przewodu oddechowego, astmy i uczuleń, smog powoduje również – mówiąc językiem potocznym – ogłupienie. Badania pokazują, że wysokie stężenie zanieczyszczeń (szczególnie dwutlenku węgla) w powietrzu wpływa negatywnie na wyniki testów językowych i arytmetycznych, a u osób powyżej 70. roku życia znacząco zwiększa ryzyko demencji. Nawet jeżeli wszystkie państwa będą przestrzegać założeń ostatniego szczytu klimatycznego w Paryżu (choć już tego nie robią), do 2100 roku nasze zdolności poznawcze spadną średnio o 15%, oblicza James Bridle na łamach „Guardiana”. Wygląda na to, że jeżeli chodzi o smog, byliśmy głupi – a będziemy jeszcze głupsi. theguardian.com/ commentisfree/2018/sep/24/airpollution-cognitive-improvementenvironment


narracje #1, Główne Miasto, 26.11—6.12. 2009, kuratorka: Bettina Pelz narracje #2, Lost and Found, Główne Miasto, 18—21.11.2010, kuratorka: Bettina Pelz narracje #3, Natura miasta / Nature of the City, Dolne Miasto, 17—20.11.2011, kuratorka: Bettina Pelz narracje #4, Czyś odeszła, ukochana zjawo? / Art Thou Gone, Beloved Ghost?, Główne i Stare Miasto oraz Stocznia Gdańska, 15—18.11.2012, kurator: Steven Matijcio

festiwal narracje instalacje i interwencje w przestrzeni publicznej

narracje #5, Odkrywanie zachwyca / Unearthing Delights, Długie Ogrody, 15—17.11.2013, kurator: Rob Garrett narracje #6, Mędrzec i duch / The Sage and the Ghost, Wrzeszcz Górny, 15—16.11.2014, kuratorzy: Anna Witkowska, Adam Witkowski narracje #7, Przemytnicy / The Smugglers, Nowy Port, 20—21.11.2015, kuratorka: Anna Smolak narracje #8, Królestwo 60,8 m n.p.m / The Kingdom 60,8 m asl, Biskupia Górka, 21—22.10.2016, kurator: Stach Szabłowski

www.narracje.eu

narracje #9, Poza sezonem / Off Season, Brzeźno, 17—18.11.2017, kuratorka: Anna Czaban

narracje to organizowany od 2009 roku festiwal sztuki w przestrzeni publicznej. Każda kolejna edycja przenosi wydarzenie do innej, gdańskiej dzielnicy, która użycza artystom nie tylko miejsca, ale też sugeruje opowieści i znaczenia. Festiwal odbywa się w dwa listopadowe wieczory i ma formę spaceru trasą wyznaczoną przez prace artystyczne.

NARRACJE #10, Słońca w ciszy były jak wielki śpiew w zenicie, Oliwa, 16—17.11.2018, kurator: Piotr Stasiowski lista artystów: Sari Alhassanat, Przemysław Branas, Hubert Czerepok, Jakub Danilewicz, Elvin Flamingo, Kristaps Epners, Viktor Frešo, Magdalena Jędra, Tatiana Kamieniecka, Katarzyna Konieczka, Anna Królikiewicz, Kasper Lecnim, Bartek Lis, Indrė Liškauskaitė, Joanna Morawiecka, Emilia Orzechowska, Piotr Pawlak, Julia Porańska, Łukasz Radziszewski, Irmina Rusicka, Maciej Salamon, Piotr Skiba, Grzegorz Stefański, Mariusz Waras, Jamie Whitby, Karolina Wiktor, Piotr Zamojski

Gdańsk 2009—2018


miasto – mieszkaniec – sztuka Ola Halicka Mapa wydarzeń artystycznych każdego z polskich miast usiana jest punktami, które zapalają się i gasną niczym zepsuty neon: są wśród nich piękne efemerydy niepotrafiące wykorzystać swojego sukcesu, są stopniowo blednące festiwale o formie lub treści zbyt szybko tracących termin ważności i te, których trwałość ograniczają względy ekonomiczne i organizacyjne. Na ich tle narracje stanowią pewnego rodzaju fenomen: w ciągu 10 lat istnienia nie tylko nie straciły inicjalnego blasku, ale nadal z sukcesem gromadzą wielotysięczną publiczność gotową spędzić dwa słotne, listopadowe wieczory, przemierzając miejskie zaułki w poszukiwaniu artystycznych instalacji, obiektów sztuki, projekcji wideo czy intymnych performansów. W trakcie tej dekady profil festiwalu uległ zmianie – efektowne instalacje świetlne i wyrafinowane projekcje wielkoformatowe szybko ustępować zaczęły formom niekiedy bardziej kameralnym, ale sprzyjającym krytycznemu spojrzeniu na przestrzeń i umożliwiającym zainicjowanie bliższego dialogu z nią. Z każdym rokiem narracje wchodziły coraz głębiej w miasto – opuściły centrum, by z rosnącą odwagą zapuszczać się w kolejne dzielnice, które stawały się współorganizatorami i współkuratorami. Miasto użycza narracjom swych opowieści, sugeruje wątki, prowokuje rozwiązania, opierając się pewnym realizacjom i sprzyjając innym. Siła festiwalu polega na szacunku, z jakim jego twórcy podchodzą do żywego organizmu miasta i wyczuciu w sposobie pracy z przestrzenią i jej prawomocnymi rezydentami – mieszkańcami. Świadomi pokus i niebezpieczeństw kuratorzy i artyści dbają,

by prace powstające z myślą o konkretnych lokalizacjach nie stygmatyzowały odwiedzanych dzielnic i nie uprzedmiotowiały ich mieszkańców. Prezentowana podczas festiwalu sztuka to wymagający, ale fascynujący nawigator tej miejskiej przygody. Posługująca się różnymi narzędziami, pozostająca w bliskiej relacji z miejscem prowokuje, interweniuje, zrywa warstwy codzienności, by ujawnić ukryte znaczenia. Tworzona przez artystów spoza Gdańska umiejętnie uniwersalizuje genius loci, a w ujęciu lokalnych twórców zyskuje często rys intymności czy radykalizmu. Publiczność narracji uzbrojona w festiwalowe mapy lub w towarzystwie przewodników – przez bramy, place i dziedzińce – prowadzona jest szlakiem kolejnych artystycznych realizacji, których trwanie wymierza czas niebanalności w przestrzeni miejskiej codzienności. Dziesiąta, jubileuszowa edycji narracji odbędzie się w dniach 16 —17 listopada w Gdańsku Oliwie. Zapraszamy na spacer!

— Monika Drożyńska, Ćwiczenia z patrzenia w dal [NARRACJE 2015], fot. Bogna Kociumbas


Czyje narracje? Iza Smelczyńska Festiwal, który po raz pierwszy odbył się w 2009 roku, pomyślany został jako „wydarzenie opowiadające o mieście sztuką, światłem i architekturą”. Już od początku były to narracje, które nie unikały tematów niewygodnych – mówiących o kondycji miasta przez pryzmat gentryfikacji, mnożących się galerii handlowych i banków. Opiekę kuratorską nad wydarzeniem przez trzy kolejne lata sprawowała Bettina Pelz specjalizująca się w międzynarodowych projektach pozostających w nurcie sztuki w przestrzeni publicznej. Przez ten czas kuratorka dała publiczności narzędzia pozwalające wyszukiwać i odczytywać zapisane w tkance miejskiej historie. I choć początkowo część prac prezentowana była w instytucjach kultury (m.in. Nadbałtyckie Centrum Kultury, oddziały Gdańskiej Galerii Miejskiej), to jednak prawdziwe „przestrzenie wystawiennicze” kryły się w ciemnych podwórkach, miejskich zakamarkach, pustostanach, ruinach i miejscach budowy. Prace tworzone przez polskich i zagranicznych artystów uzupełniały snute przez członków lokalnych społeczności opowieści, które odnosiły się do zbiorowej wyobraźni miasta i na nowo interpretowały jego przeszłą i teraźniejszą sytuację. Już pierwsze edycje festiwalu zyskały sporą publiczność i choć pogoda podczas narracji często nie zachęca do wieczornych spacerów, to dziś nikogo już nie dziwią tłumy gotowe w deszczu i chłodzie do późnych godzin nocnych podążać szlakiem festiwalowych realizacji. W 2012 roku odświeżona została formuła wydarzenia: skrócono czas trwania narracji, a Bettinę Pelz zastąpił, wybrany w drodze

międzynarodowego otwartego konkursu. Na lokalizację działań Matijcio organizatorzy zaproponowali charakterystyczne punkty na turystycznej mapie: Główne i Stare Miasto oraz tereny postoczniowe. Zobaczyliśmy Gdańsk w interpretacji osoby, która przyjechała tu po raz pierwszy (przed 2012 rokiem kurator nigdy nie odwiedził Polski) i zobaczyła w nim archiwa przepełnione tajemniczymi i nawiedzonymi historiami – pełnymi konfliktów i traum. Rok później do międzynarodowego grono kuratorów dołączył Rob Garrett z Nowej Zelandii. „Swoją” edycję festiwalu zrealizował w okolicach gdańskich Długich Ogrodów, na które postawiły ikm i ggm. W wizji kuratorskiej zatytułowanej „Odkrywanie zachwyca” („Unearthing Delights”) przywołał obrazy i zmysłowe doznania nawiązujące do działających tu przez stulecia targowisk, których specyficzny klimat wyznaczały gwar spotkań, mnogość zapachów, różnorodność dźwięków. Przez lata – odcięte od reszty miasta drogami i kanałami, pogrążone w architektonicznym chaosie – Długie Ogrody były zapomnianą i nieco wstydliwą częścią gdańskiego Śródmieścia, do której mało kto miał powód dotrzeć. Takie „niedokończone” miejsce okazało się atrakcyjne dla działań artystycznych, jednocześnie dając narracyjnej publiczności możliwość odwiedzenia okolicy, która chwilę później – za sprawą licznych inwestycji – zaczęła drastycznie zmieniać swoje oblicze. Długie Ogrody okazały się gościnne dla prac piątej edycji narracji, które pokryły ściany niszczejących budynków, rozlokowały się wzdłuż ulic i w witrynach sklepów. Wprawdzie pogoda wówczas do łaskawych nie należała, jednak nie przeszkodziła ona publiczności dotrzeć do ostatniego, stałego punktu narracyjnej wędrówki – klubu festiwalowego znajdującego się w Klubie Gedanus. To miejsce, gdzie kończy się część artystyczna, a zaczyna muzyczna. Patrząc z dzisiejszej


— Aleksandra Waliszewska, Mleko bardziej [NARRACJE 2014], fot Bogna Kociumbas

perspektywy, to właśnie narracje #5 rozpoczęły proces transformacji festiwalu w coraz bardziej wymagający i zaangażowany. Obok prac wybranych przez Roba Garretta i projektów zgłoszonych w konkursie open call, znalazły się również te wybrane w ramach programu „Dom Kultury+ Inicjatywy Lokalne” (większość prac powstała w wyniku współpracy z zaproszonymi mieszkańcami okolic Długich Ogrodów). Punktem zwrotnym dla narracji okazał się rok 2014, kiedy opiekę kuratorską powierzono Annie Witkowskiej i Adamowi Witkowskiemu. Ich spojrzenie na Gdańsk było rewolucyjne, chociażby ze względu na fakt, że na co dzień patrzą: na świat – oczami artystów, a nie kuratorów; na Polskę – oczami obywateli, nie obcokrajowców, natomiast na Wrzeszcz, w którym ulokowali festiwal, oczami lokalsów, a nie przyjezdnych. Tę pocztówkowo-sentymentalną dzielnicę, rozpostartą między „świątynią rozumu” – Politechniką Gdańską a miejscem poświęconym refleksji religijnej, jakim jest Nowa Synagoga, przedstawili jako swoistą kwintesencję Gdańska. Jednocześnie zaczęli etap „polskiej fali” kuratorskiej tego festiwalu. Tuż po nich swoją koncepcję przemytniczego charakteru Nowego Portu przedstawiła

Anna Smolak. To właśnie w przemytnikach, będących „częścią zapamiętanego lokalnego krajobrazu i dzisiejszej globalnej rzeczywistości oraz odpowiedzią na pogłębiające się rozwarstwienie społeczne i ekonomiczne na świecie”, kuratorka zobaczyła dwuznaczność współczesnego świata. Pałeczkę po Smolak przejął Stach Szabłowski, który na miejsce festiwalu zaproponował położoną 60,8 m n.p.m. Biskupią Górkę. Rok później za sprawą Anny Czaban wylądowaliśmy nad morzem w Brzeźnie. Igrające z naszą percepcją czasu tytułowe hasło „Poza sezonem” nakłaniało do snucia na pustych plażach refleksji o dawno przebrzmiałej erze eleganckiego kurortu oraz o skutkach sezonowej turystyki. Spojrzenie na Gdańsk z perspektywy polskiego podwórka spowodowało, że instalacje prezentowane podczas narracji weszły w bardziej krytyczny dialog – może czasami trącący retromanią, ale za to metaforyczny i głębszy niż podczas pierwszych edycji. Co ważne, ambitniejsza formuła wcale nie zniechęciła bywalców tego plenerowego festiwalu, a to przecież głównie do nich kierowane są tego typu wydarzenia. Warto więc dalej korzystać z budowanego przez niemal dziesięć lat obustronnego zaufania.


Sztuka angażowania ludzi Małgorzata Muraszko Rozmowa, integracja, zrozumienie potrzeb lokalnych mieszkańców. Sztuka nie zamyka się już w czterech ścianach, a wychodzi do ludzi, angażuje lokalne społeczności, uczy partycypacji. Aby takie działania na festiwalach w przestrzeni publicznej miały sens, nie mogą być z góry narzucane mieszkańcom. Festiwal narracje już od 10 lat angażuje mieszkańców Trójmiasta. Dzięki niemu tysiące osób (w latach 2009–2017 ponad 52 tysiące uczestników) w listopadowy wieczór wychodzi ze swoich ciepłych i przytulnych domów, aby w chłodzie i często deszczu odkrywać tajemnice wybranych gdańskich dzielnic. Niewiele jest w Polsce festiwali, które jesienią potrafią zmobilizować i poruszyć takie rzesze osób. Pierwsze narracje odbyły się w 2009 roku i powstały jako element starań Gdańska i Metropolii o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Jak wiemy, tytuł ten otrzymał Wrocław, ale festiwal na dobre wpisał się w kalendarz działań miejskich do tego stopnia, że gdy dwa lata temu odbył się w październiku, wprowadziło to niektórych w konsternację. Przełomowe Dolne Miasto Angażowanie mieszkańców nie ogranicza się jedynie do zachęcenia ich do wyjścia z domu i spaceru w chłodny i ciemny, jesienny wieczór. W przypadku narracji elementem ważnym i od lat niezmiennym jest angażowanie lokalnej społeczności w interwencje i projekty artystyczne. O ile dwie pierwsze edycje festiwalu, odbywające się na Głównym Mieście w Gdańsku „uczyły” mieszkańców aktywnego

odbioru sztuki (m.in. projekty Olgi Kisselevy, Hermelinde Hergenhahn oraz Projektil), to dopiero od trzeciej edycji z 2011 roku, nad którą opiekę kuratorską obejmowała Bettina Pelz (kuratorka w latach 2009–2011), można pełniej mówić o angażowaniu mieszkańców w działania w przestrzeni publicznej. Te narracje odbyły się na Dolnym Mieście, dzielnicy położonej w bliskim sąsiedztwie turystycznego Głównego Miasta, uchodzącej za trudną i zapomnianą oraz omijaną szerokim łukiem, szczególnie po zmroku. Trzecia odsłona festiwalu była jednym z czynników, który znacząco wpłynął na zachodzące tam do dziś zmiany: dzielnica jest w procesie rewitalizacji, sprowadza się tam coraz więcej osób, większych i mniejszych firm czy lokali gastronomicznych. Sąsiedzka kawiarnia i pieczenie gofrów

Z roku na rok zwiększała się liczba projektów z udziałem mieszkańców i stały się one ważnym elementem festiwalowego programu. Artyści wykorzystywali wspomnienia mieszkańców i przetwarzali je na swój sposób (np. projekt „Spacer” z 2013 roku przygotowany przez Henryka Glazę i Pawła Serokę czy „Vox populi” Zorki Wollny i Andrzeja Wasilewskiego z 2016 roku), czynnie angażowali ich w swoje działania (m.in. Rita Jankowska zrealizowała spektakl „Nasze królestwo jest stąd” z mieszkańcami Biskupiej Górki w 2016 roku, a Jerzy Bohdan Szumczyk we współpracy z młodymi mieszkańcami Brzeźna piekł gofry w „Słodyczy na pawilonach” w 2017 roku), czy tak jak Stowarzyszenie Inicjatywa Miasto tworzyli efemeryczne miejsca przyjazne lokalsom i dzielnicy. – Naszym celem było pokazanie, że uliczka Wassowskiego we Wrzeszczu, która była regularnie zaśmiecana i traktowana przez mieszkańców jak „koniec świata” odwiedzany przez lokalnych pijaczków, może


â&#x20AC;&#x201D; Stowarzyszenie Inicjatywa Miasto, Duch miejsca [NARRACJE 2014], fot. Bogna Kociumbas


wyglądać inaczej i że to miejsce ma duży potencjał – mówi Piotr Czyż, który razem ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Miasto przygotował w 2014 roku tymczasową kawiarnię sąsiedzką „Duch miejsca”. W zapomnianym zakątku Wrzeszcza Górnego, w miejscu, gdzie przed wojną mieściła się słynna restauracja Zinglera, stworzyli ekokawiarnię z poprzemysłowymi stołami, krzesłami i ocieplającymi to miejsce lampkami. – Nasz projekt był bardzo sytuacyjny. Pojawił się i zniknął, ale mieszkańcy podczas trwania tej instalacji przychodzili do nas, dzielili się swoimi

opiniami, wspomnieniami i nie wierzyli, że to miejsce może właśnie tak wyglądać. Co więcej, staramy się tam sporadycznie zaglądać i zauważyliśmy, że śmietnisko, które było tam przed narracjami, zniknęło, co świadczy o bardzo pozytywnym oddźwięku. Rozmowa, integracja, zrozumienie – Aby działać jako artysta i zmieniać coś za pomocą sztuki, niezbędne jest poznanie środowiska, w którym i dla którego tworzymy

— Stowarzyszenie WAgA, Nasze Królestwo Jest Stąd [NARRACJE 2016], fot. Bogna Kociumbas


— Pomme de Terre, #Diwa_Przewodniczka [NARRACJE 2015], fot. Bogna Kociumbas

– mówi Bartosz Zimniak, który przed trzema laty jako Diwa Przewodniczka oprowadzał po Nowym Porcie. Poznanie potrzeb mieszkańców jest kluczem do realizacji projektów partycypacyjnych. – Przed przystąpieniem do realizacji projektu angażującego mieszkańców artysta powinien zacząć od próby zrozumienia ich potrzeb, od rozmowy z nimi. Taki projekt nie powinien być z góry narzucany mieszkańcom – mówi Piotr Czyż z Inicjatywy Miasto. – Przed realizacją naszej instalacji zrobiliśmy obchód po dzielnicy, chodziliśmy od drzwi do drzwi i informowaliśmy, rozmawialiśmy z mieszkańcami, a podczas samych narracji mieszkańcy, często w klapkach, wychodzili, żeby pogadać, napić się kawy czy herbaty. – Mieszkańców trzeba słuchać, rozmawiać, sięgać do emocjonalnej pamięci miejsca – mówi Rita Jankowska, dramaturżka, która razem z mieszkańcami Biskupiej Górki oraz Stowarzyszeniem waga przygotowała spektakl „Nasze królestwo jest stąd”. – Ważne w pro-

organizator

cesie pracy z mieszkańcami były regularne spotkania i praca warsztatowa, co prowadziło do integracji społeczności oraz tworzenia kultury w tej przestrzeni. Inicjatywa ta była na tyle ważna dla lokalnej społeczności, że Jankowska do tej pory spotyka się z mieszkańcami Biskupiej Górki i pracuje z nimi w ramach warsztatów teatralnych. Podobnie było z Bartoszem Zimniakiem, który w 2015 roku brał udział w narracjach w Nowym Porcie. Aby lepiej zrozumieć mieszkańców i dzielnicę, zamieszkał tam i prowadzi Otwartą Pracownię Mewka, w której odbywają się warsztaty, spotkania, koncerty i wernisaże. – Mieszkańcy Nowego Portu, których ja mam przyjemność spotykać w swojej codzienności artystycznej w pracowni, są przede wszystkim ciekawi tego, co tam robimy. Gdy otwieramy kolejną wystawę czy organizujemy warsztaty, przychodzą coraz to nowe osoby i widzą, że taki sposób na spędzanie czasu też jest okej. I to daje mi motywację i siłę do działania.

współorganizator


Jak mieszkajÄ&#x2026;

Polacy? Leroy Merlin Polska GfK Polonia Sp. z o.o. CE Business & Social Research 2018


A2

Raport / jak mieszkają polacy

O potrzebach mieszkaniowych Polaków dużo się mówi. Wiele organizacji obywatelskich aktywnie działa na rzecz zróżnicowania budownictwa mieszkaniowego: od prób działania kooperatywowego, budowania z naturalnych materiałów jak glina czy słoma, przywracania technik tradycyjnych i tworzenia budownictwa wrażliwego ekologicznie, po udzielanie porad prawnych lokatorom w trudnej sytuacji czy blokowanie eksmisji. Realizowane od kilku lat w całym kraju akcje artystyczne, wystawy, dyskusje, publikacje promują zwrot ku wrażliwości na pragnienia mieszkanek i mieszkańców, które są głębsze niż rendery wizualizujące uroki nowych osiedli na reklamach. Te mikrodziałania, najczęściej wspierane przez lokalne budżety samorządowe i publiczne instytucje kultury, ujawniają problemy i nazywają możliwości, jednak rzadko wpływają na decyzje systemowo zmieniające praktyki deweloperów, banków czy polityki mieszkaniowe. Chociaż zdarzają się też wyjątki. Na przykład warszawski program #Mieszkania20301, w którym jest miejsce na rozwiązania progresywne, wręcz eksperymentalne, proponujące ideę miejskiego, dostępnego budownictwa komunalnego, połączonego z zaangażowaniem środowisk twórczych, działaniem na rzecz dobrych relacji sąsiedzkich i dobrze zaprojektowanej przestrzeni wspólnej. Interesującym podejściem do eksperymentującego z kooperatywnością budownictwa mieszkaniowego wykazano się przed kilkoma laty podczas realizacji w ramach Europejskiej Stolicy Kultury 2016 projektu osiedla mieszkaniowego Nowe Żerniki we Wrocławiu, czyli WUWA22. Ciekawe jest to, jakie wnioski z toczących się dyskusji w gronie aktywistów, młodszego pokolenia architektów, urbanistów i artystów działających w przestrzeni społecznej wyciąga rynek inwestycji budowlanych i mieszkaniowych. Z rozmów przeprowadzonych przez nas w ostatnim czasie z przedstawicielami różnych firm zajmujących się projektowaniem, realizacją i sprzedażą mieszkań, wynika, że na bieżąco monitorują one pojawiające się na rynku nowe trendy i potrzeby regularnie przeprowadzanymi badaniami. Tu gdzie inicjatywy oddolne posługują się intuicją i doświadczeniem użytkowania konkretnego miejsca – podwórka, jak w przypadku wielu projektów 1 http://2030.um.warszawa.pl/mieszkania2030materialy/teksty/attachment/polityka-mieszkaniowa-mieszkania2030-2/ 2 http://nowezerniki.pl


Raport / jak mieszkają polki

A3

„poprawiających” przestrzeń podwórek (na przykład świetny projekt Podwórko im. Wszystkich Mieszkańców realizowany od 2015 r. przez projektantkę Izę Rutkowską3 na Przedmieściu Oławskim we Wrocławiu, ostatnio wsparty w budżecie obywatelskim kwotą 750 000 zł) czy placów (na przykład realizowany przez fundację Puszka i fundację Bęc Zmiana projekt Place Warszawy do odzyskania4) – firmy faktycznie budujące miejskie środowisko przestrzenne mają twarde dane pochodzące z zamawianych badań: decyzje wspomagają procenty, liczby, wykresy. Z tych raportów – a naszym zdaniem powinny być udostępniane, jeśli nie w całości, to chociaż w części – warto korzystać. Płynąca z nich wiedza jest istotnym uzupełniem intuicji twórczych, głównego narzędzia opracowywania projektów realizowanych przez środowiska zajmujące się kulturą. Jako przykład proponujemy przyjrzenie się danym dotyczącym tego, jak mieszkają i co myślą o swoich potrzebach mieszkaniowych tzw. przeciętni Polacy, a więc – bądźmy szczerzy – osoby rzadko uczestniczące w progresywnych działaniach artystycznych czy aktywistycznych. Wyniki tych badań należy czytać także jako swoisty raport dotyczący kreatywności. Wynika z niego, że w przeważającej większości przypadków samodzielnie, bez zatrudniania specjalistów, podejmujemy decyzje projektowe, budowlane i estetyczne. Ta samodzielność projektowa ma pewnie podłoże ekonomiczne – nie każdego stać na wynajęcie architekta czy architekta wnętrz. Efekt jest taki, że powstaje oddolny, wernakularny styl tworzenia środowiska mieszkaniowego – a to już jest chętnie wykorzystywane jako inspiracja w projektach artystycznych i badawczych. Prezentowane poniżej wyniki badania dotyczącego poziomu zadowolenia i aspiracji mieszkaniowych Polaków przeprowadzone zostały na zlecenie francuskiej sieci sklepów budowlanych z wyposażeniem domowym Leroy Merlin. Raport z badania wykonanego na ogólnopolskiej próbie 2000 osób zaprezentowano we wrześniu tego roku. Bogna Świątkowska 3 http://izarutkowska.com 4 https://placewarszawy.pl


A4

Raport / jak mieszkają polacy

Gdzie mieszkają Polki i Polacy?

46% dom jednorodzinny

w tym

40% dom wolnostojący

6% zabudowa szeregowa

95% ma dom na własność

54% samodzielnie swój dom zbudowało


Raport / jak mieszkają polki

A5

54% mieszkania w tym

76% własnościowe

59% 41% zakupionych na rynku wtórnym

zakupionych na rynku pierwotnym

16% posiadacze więcej niż jednego lokalu mieszkalnego


A6

Raport / jak mieszkają polacy

Gdzie mieszkają Polki i Polacy?

177 m2 średnia powierzchnia domu

1480 m2 średni rozmiar działki, na której stoi dom


Raport / jak mieszkajÄ&#x2026; polki

A7

57 m2 Ĺ&#x203A;rednia powierzchnia mieszkania


A8

Raport / jak mieszkają polacy

Ogród, trawnik, działka

14%

badanych ma działkę rekreacyjną


Raport / jak mieszkają polki

A9

690 m2 średnia powierzchnia ogrodu przydomowego

455 m2 średnia powierzchnia trawnika przydomowego


A10

Raport / jak mieszkają polacy

Kuchnia jako serce... ...domu

27% 15,9 m2 średnia powierzchnia

...mieszkania

11% 8,9 m2 średnia powierzchnia


Raport / jak mieszkają polki

A11

Łazienka jako marzenie posiadane toalety 2 toalety

3 lub więcej

5%

37%

domów

2%

domów

mieszkań

1 toaleta

26% domów

30% mieszkań

brak osobnych toalet

26% 30% domów

mieszkań


A12

Raport / jak mieszkają polacy

Ekopraktyki: ogrzewanie (c.o.) własnym kotłem na paliwa stałe (węgiel, miał etc.)

36% 35% domów

mieszkań

(c.o.) pompa ciepła, panele solarne (kolektory), (c.o.) panele elektryczne (fotowoltaika)

9%

1%

domów

mieszkań


Raport / jak mieszkają polki

A13

Ekopraktyki: oświetlenie żarówki energooszczędne

76% 71% mieszkań

domów

Inteligentne rozwiązania żadne

36% 56% domów

mieszkań


A14

Raport / jak mieszkają polacy

Satysfakcja

28%

niezadowolonych z własnej sytuacji mieszkaniowej

50% chcących zrobić remont w najbliższym czasie

37% chcących docelowo mieszkać w domu jednorodzinnym


Raport / jak mieszkają polki

A15

Czy urządzając dom/mieszkanie, korzystał(a) Pan(i) z profesjonalnego doradztwa projektanta/designera? Nie, samodzielnie urządziłem(am)

66% dom

65% mieszkanie


A16

Raport / jak mieszkają polacy

Potrzeby remontowe

18%

słaba wentylacja pomieszczań mieszkalnych

17%

zbyt niska temperatura w pomieszczeniach mieszkalnych

15% nieszczelne okna/drzwi

14%

zbyt duża wilgotność powietrza


Raport / jak mieszkają polki

13% pękające ściany

12% 3% pleśń i grzyb na ścianach

przesiąkanie ścian/podłogi przez wody gruntowe

3% 3% insekty

gryzonie

A17


A18

Raport / jak mieszkają polacy

Komentarz Na łamach NN6T #118 (lipiec–wrzesień 2018) publikowaliśmy rezultaty badań dotyczących uczestnictwa warszawiaków w kulturze. Poprosiliśmy socjologa Macieja Frąckowiaka, by wynikom badań nad warunkami, potrzebami i aspiracjami mieszkaniowymi Polaków przyjrzał się w tej właśnie perspektywie. Dom czy mieszkanie to wszak najmniejsza instytucja kultury, która wpływa na najbardziej podstawową formę uczestnictwa w niej – dookreśla granice pragnień i wyobraźni, współkształtuje nasz stosunek do zmiany, przyucza do określonych typów relacji z innymi. Poniżej jego „szybkie interpretacje”.

Zasoby mieszkaniowe Przewaga posiadania, której nie można w całości tłumaczyć wolnorynkowym liberalizmem, raczej niepewnością rynku wynajmu, a także ułudą autonomii oferowaną przez własność, co stwarza możliwość zabezpieczenia przyszłości potomków, która często okazuje się problemem i powodem do rodzinnych sporów (np. dom po rodzicach ulokowany na peryferiach, w obszarze nieatrakcyjnym inwestycyjnie), a także gwarantuje niezależność, okazującą się nader często koniecznością siedzenia przez długie lata w jednym miejscu, bo mamy kredyt do spłaty (choć wyprowadzka do innego miasta/kraju obiecuje lepsze szanse życiowe). Wielkość Domy wolnostojące to nadal symbol indywidualizmu i pożądany znak panowania nad przestrzenią, choćby tą przypadającą na jednego domownika. Mieszkanie w budownictwie rodzinnym oznacza większe zagęszczenie sąsiadów i domowników. Jak dotąd pół na pół – ciekawe, czy

ten balans się zachowa i co z niego wyniknie dla zasobów kapitału społecznego w Polsce. Wiek (lokum i długość zamieszkania) Jak się okazuje, mieszkamy w lokalach średnio trzydziestoletnich, żyjąc w nich często dłużej niż dziesięć lat. Siłą rzeczy oznacza to, że musimy się adaptować do przestrzeni ukształtowanych często przez wzorce różne od nam współczesnych, ale sam dom staje się miejscem silnego doświadczania lub oswajania zmiany. Kuchnia i jej znaczenie Z jednej strony zaskakiwać może stosunkowo niewielki odsetek respondentów odpowiadających, że kuchnia to serce domu. Z drugiej zaś coraz częściej otwiera się ją na salon czy inne pomieszczenia, co potwierdzałoby chęć pełniejszego wykorzystania więziotwórczych potencji gotowania – bycia w trakcie tej wyrażającej troskę czynności, nie tyle (jak kiedyś) dla innych, ile z innymi.


Raport / jak mieszkają polki

Łazienka Łazienka to nie tylko lustro i kran, ale przede wszystkim higiena, a także intymność, sprawiające, że niechętnie dzielimy tę przestrzeń z innymi. Spieranie się o nią jest pewnie częstym powodem decyzji o zakupie domu. Jednocześnie pozostaje pytanie, czy mnożenie łazienek nie oducza nas życia wśród innych, a przynajmniej czy nie spycha kwestii wstydliwej cielesności w stronę indywidualnych przeżyć (i zmartwień). Ogród/działka Polacy lubią dłubać w ziemi, ale sprawia im to przyjemność raczej chyba jako forma medytacji (uprawianej np. w trakcie koszenia ogrodu) niż jako okazja do uspołeczniania. Mówiąc inaczej, być może wśród roślin chcemy odnaleźć bardziej siebie niż innych. Ogrzewanie i oświetlenie (eko) Można odnieść wrażenie, że rozwiązania ekologiczne dominują w naszych domach i mieszkaniach tylko wtedy, gdy są prawnie lub technologicznie narzucone, jak energooszczędne żarówki, a nie gdy ich dodatkowy koszt pozostawiony jest naszemu wyborowi, np. środki potrzebne na droższe w instalacji systemy grzewcze czy prądotwórcze w dalszym ciągu wolimy przeznaczyć np. na lepszą lub drugą łazienkę. Inteligentne rozwiązania (postęp) W Polsce ciągle oznaczają one raczej automatyczne syste-

A19

my sterowania (temperaturą lub sprzętem telewizyjnym) niż internet rzeczy. Można to rozumieć jako efekt zapóźnienia cywilizacyjnego, nienabieranie się na potrzeby kreowane od niedawna przez rynek, albo – prędzej – jako kontynuację przywiązania do myślenia o mieszkaniu w kategoriach miejsca, które daje jest schronieniem tylko wtedy, gdy można nad nim panować samemu – oddelegowanie różnych form kontroli na technologie mogłoby się tymczasem wiązać z obnażeniem naszej niepewności i nieefektywności, nawet we własnym domu. Poziom zadowolenia i potrzeby mieszkaniowe Generalnie jesteśmy ze swoich mieszkań zadowoleni, co z kolei wcale nie musi napawać optymizmem. Może to przecież oznaczać, że komfort sprawiają nam nadal przede wszystkim miejsca oswojone, które ewentualnie raczej od czasu do czasu odświeżamy, niż radykalnie zmieniamy, a zatem że aż tak bardzo nie myślimy o swoim mieszkaniu w kategoriach potencjału, jego wpływu na nasz rozwój i samorealizację.


A20

Raport / jak mieszkają polacy

Informacja o badaniu Na potrzeby realizacji badania próba N=2000 została rozłożona zgodnie z liczbą gospodarstw domowych w Polsce ewidencjonowaną w oficjalnych statystykach Głównego Urzędu Statystycznego. Podstawą do przyjęcia tego kryterium rozkładu próby było założenie, że zakupy w kategorii wyposażenia wnętrz i remontowo-dekoracyjnej są realizowane na potrzeby całego gospodarstwa domowego, a nie na potrzeby poszczególnych członków gospodarstwa. Kwoty próby były kontrolowane i kwotowane zgodnie z demografią Polski dla 16 województw i 7 klas wielkości miejscowości (w tym wsi). Ze względu na te kryteria można mówić o odwzorowaniu w próbie struktury demograficznej gospodarstw domowych, np.: jeżeli w próbie znalazło się 45% gospodarstw domowych zamieszkujących domy jednorodzinne, to jest to odzwierciedlenie struktury w całej badanej populacji. Wieś Miasto 20 000

mieszkańców

Miasto 50 000

mieszkańców

Miasto 100 000

mieszkańców

Miasto 200 000

mieszkańców

Miasto 500 000

mieszkańców

Miasto powyżej 500 000

SUMA

272

2022

mieszkańców

708

239

214

177

188

224

Za udostępnienie badania do publikacji dziękujemy Leroy Merlin

W redakcji „Notesu na 6 tygodni” utworzyliśmy w ubiegłym roku minizespół badawczy. Pracowaliśmy nad stworzeniem bazy danych i narzędzi analitycznych, które ułatwią zrozumienie tego, od jakich czynników zależy podejmowanie decyzji o uczestniczeniu w kulturze. Naszym partnerem jest Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy – Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego. Dzięki tej współpracy i danym pochodzącym z bibliotek działających na terenie Mazowsza przygotowaliśmy mikroopracowania dotyczące zainteresowań czytelników i czytelniczek – w samej Warszawie z ponad 190 bibliotek, czytelni i punktów bibliotecznych korzysta 250 000 osób.


Najpopularniejsze wyrazy bliskoznaczne do słowa architektura to: rozkład, sieć, struktura, uformowanie, wykrój, ukształtowanie, profil, dyspozycja, pajęczyna, rozplanowanie, konfiguracja, proporcje, konstrukcja, kształt, forma, schemat, organizacja, machina, system, układ, anatomia, siatka, architektonika, plan, ułożenie, kompozycja, założenie, platforma, skład, budowa www.synonim.net

nowy wyraz* to rubryka w NN6T, która ma charakter leksykonowy. Wraz z zaproszonymi autorami tworzymy spis słów, które mają znaczący wpływ na opisywanie lub rozumienie zjawisk zachodzących obecnie, albo takich, które „produkowane” są przez postępujące zmiany w układzie sił polityczno-ekonomiczno-społeczno-kulturalno-naukowo-technologiczno-obyczajowych. Pracę nad leksykonem pragniemy kontynuować do roku 2019. Propozycje haseł można nadsyłać na adres redakcji: bogna@beczmiana.pl

* Nazwa inspirowana jest czasopismem „Nowy Wyraz. Miesięcznik Literacki Młodych”, wydawanym w Warszawie w latach 1972–1981. Debiuty pisarzy, poetów i krytyków były tam ilustrowane pracami artystów młodego pokolenia. Nazwa miesięcznika nawiązywała do pisma międzywojennej awangardy „Nasz Wyraz” (1937–1939).

nr11


82

nowy wyraz / nr 11

Prezentowany poniżej zbiór haseł powstał w ramach projektu Amplifikacja natury przygotowanego przez kuratorkę Annę Ptak i CENTRALĘ, czyli architektów Simone’a De Iacobisa i Małgorzatę Kuciewicz. Prezentowaną w Pawilonie Polskim na 16. Międzynarodowej Wystawie Architektury – La Biennale di Venezia wystawę pod tym tytułem można oglądać do 25 listopada tego roku. Towarzyszy jej publikacja stanowiąca manifest programowy szerokiego, wrażliwego na całość środowiska – fizycznego i biologicznego – architektury. Stworzony przez twórców wystawy aparat pojęciowy wynika z wieloletnich badań prowadzonych przez CENTRALĘ oraz z inspiracji płynących z praktyk architekta Jacka Damięckiego. Wsparty refleksją kuratorską Anny Ptak, prowadzi w kierunku architektury jako języka, w którym wyrażana jest fundamentalna współzależność przestrzeni planetarnej i ludzkiej. Cytowane fragmenty umieszczone w hasłach pochodzą z książki Amplifikacja natury. Wyobraźnia planetarna architektury w epoce antropocenu, Warszawa 2018, pod redakcją Anny Ptak, wydanej przez Zachętę Narodową Galerię Sztuki. Link do pobrania publikacji: https://zacheta.art.pl/public/upload/media­teka/pdf/5b44d8381d9cc.pdf

Amplifikacja natury

Punktem wyjścia dla jej koncepcji jest założenie, że natura to procesy, a nie krajobrazy, zachodzące w porządku naturokultury jako całości. To podejście jest przeciwne myśleniu o architekturze jako o schronieniu przed naturą albo narzędziu umożliwiającym do niej bezpieczny dostęp. Architektura jest tu częścią procesów zachodzących w skali planety. Perspektywa ta pozwala postrzegać zdarzenia architektoniczne jako procesy związane z historią Ziemi. Zjawiska będące budulcem architektury: grawitacja, oscylacja


nowy wyraz / nr 11

światła, cyrkulacja wody, jednocześnie służą reprodukcji planety. Porzucając antropocentryzm, wskazać należy na odwrócenie wektorów komunikacji – nie tylko człowiek ma tu coś do powiedzenia, ale i wszechświat mówi do nas językiem architektury. „Amplifikacja” jest bardziej czasownikiem niż rzeczownikiem, procesem bardziej niż efektem. Etymologii słowa możemy szukać w retoryce, technice, biologii oraz psychoanalizie. W retoryce jest to wzmacnianie argumentu przez nagromadzenie środków, służące zaakcentowaniu wagi tematu, wywołaniu emocjonalnej reakcji słuchaczy – tak w retoryce klasycznej, jak i komercyjnej, którą posługują się media społecznościowe. W technicznym (od akustyki do neurobiologii) ujęciu bliżej mu do translacji: oznacza zamianę jednego typu sygnału falowego na inny. Jungowska psychoanaliza poprzez amplifikację (wzmocnienie trudnych do uchwycenia treści) pozwala pacjentowi rozpoznać osobistą nerwicę w cierpieniach i możliwościach twórczych ludzkości. Architektura chronobiologiczna Architektura wzmacniająca odczucie bycia częścią cyklicznych zjawisk, rytmu dnia, sekwencji światła i ciemności, pór roku i pogody – z wszelkimi tego konsekwencjami. Bazuje na wiedzy dotyczącej wewnętrznego zegara biologicznego oraz budowania różnorodności życia za pomocą przenogocjowywania naszego poczucia komfortu. Uwrażliwia na postrzeganie życia w architekturze w wielu skalach i cyklach, w oparciu o biologiczny konkret: powiązanie poziomu mikro (ekspresji genów) i makro (cyklu

planetarnego). Termin wskazuje na mocniejsze niż dotychczas splecenie architektury z naukami przyrodniczymi i środowiskowymi z jednej strony, z drugiej zaś przez zaakcentowanie upływu czasu wskazuje na poznawczą niepewność co do spektrum zjawisk, w których poprzez zamieszkiwanie uczestniczymy, jakie substancje do świata uwalniamy i jakie absorbujemy. Przykładowo, Dom Cabrio projektu CENTRALI, dom chronobiologiczny: Chata z otwierającym się na firmament dachem to architektura, której wnętrze i zewnętrze nie jest określone raz na zawsze, podobnie jak sypialnia, salon, podwórze, weranda. Projekt ten odchodzi od funkcjonalnego myślenia o wnętrzu: poprzez „podwójne skóry” ścian i ruchomy dach zachęca do negocjowania własnego poczucia bezpieczeństwa (w konfrontacji do archetypu domu równoznacznego z dachem), z pragnieniem ogromu i kontemplacji nieba, mieszania intymności ze skalą wszechświata. Gesty architekturotwórcze Przekształcenia przestrzenne polegające na odczytywaniu i amplifikowaniu procesów naturalnych przez indywidualne i kolektywne ciała. Przykładowo, zwyczajowe podpieranie skał przez turystów na szlaku w Górach Stołowych, „by się nie przewróciły” (perspektywa: grawitacja), czy huśtawki pod molo w Sopocie umożliwiające synchronizację z falami (perspektywa: pływy materii). Głęboki metabolizm Rozumienie miasta opierające się na koncepcji metabolizmu

83


84

nowy wyraz / nr 11

miejskiego (urban metabolism), a zakorzenione w biologii. Zakłada, że miasto żyje, oddycha i porusza się – konsumuje i wydala – jak każdy żywy organizm. Bardzo użyteczna metafora sprawdzająca się zwłaszcza w perspektywie geologicznej teraźniejszości. Natomiast jest jeszcze inna perspektywa, odnosząca się do logiki procesów, obejmująca to, co metaboliczne, i to, co abstrakcyjne, sięgająca w głęboką przeszłość i wybiegająca daleko w przyszłość. Prof. Jan Zalasiewicz, przewodniczący Zespołu Roboczego ds. Antropocenu przy Międzynarodowej Komisji Stratygraficznej, w wywiadzie udzielonym twórcom projektu Amplifikacja natury mówi: Z geologicznego punktu widzenia najbardziej charakterystycznym elementem Ziemi, którą dziś zamieszkujemy, są miasta. Mimo że nie są one tworem naturalnym, każde jest w istocie zbiorem skał i minerałów ułożonych w określonym porządku przez żywe organizmy. Miasto tak rozumiane to jedno z najbardziej spektakularnych zjawisk geologicznych. Zazwyczaj geolodzy badający wpływ człowieka na środowisko skupiają się na zmianach w składzie chemicznym powietrza, zanieczyszczeniach różnego typu, nie przyglądając się np. spiętrzeniom architektonicznym, mimo że miasta powstają z przetworzonego materiału geologicznego. Beton to mieszanina wapienia, piasku i żwiru. Cegła składa się głównie z gliny i mułu itd. Przetwarzanie zasobów trwa nieustająco. Przypomina dynamiczny system oparty na przepływie materii (tak żywej, jak i nieożywionej) oraz energii; proces ten narasta, ewoluuje i z biegiem czasu ustaje. Od 1945 roku wylano 0,5 tryliona ton betonu, co stanowi

równowartość około kilograma na każdy metr kwadratowy powierzchni Ziemi, łącznie z oceanami. Produkcja plastiku, innego strategicznego „minerału” epoki antropocenu, utrzymująca się jeszcze w latach 40. XX wieku na stosunkowo niskim poziomie, dziś wynosi do 300 milionów ton rocznie. Jest to mniej więcej tyle, ile wynosi całkowita masa wszystkich ludzi na świecie. Większość tych materiałów z biegiem czasu ulegnie skamienieniu (fosylizacji). Mezoprzyszłość Procesy, które jesteśmy w stanie przewidzieć i zaprojektować. Perspektywa kilku najbliższych pokoleń. Mikrobiom, biom Współistnienie różnorodnej społeczności bakterii, wirusów, grzybów zasiedlających ludzkie ciało. Nasz mikrobiom jest wyjątkowy niczym odcisk palca, a jego stan i różnorodność warunkują nasze zdrowie i fizjologię. Jesteśmy tak nierozerwalnie połączeni, że ten związek coraz częściej określa się mianem superorganizmu czy meta­organizmu. Ś w i a d o m o ś ć ludzkich i  n i e l u d z k i c h współmieszkańców architektury zmienia myślenie o zamieszkiwaniu. Ujawnia istnienie bakterii, grzybów, porostów jako licznych współtowarzyszy w przestrzeni użytkowanej i projektowanej przez człowieka. Mokradła miejskie Przyrzeczne tereny wilgotne, miejskie stawy kąpielowe i sadzawki, utrzymywane bez użycia substancji chemicznych dzięki zdolności roślin wodnych do czyszczenia wody.


nowy wyraz / nr 11

85

Wczesne lato Pełnia wiosny spring

Pierwiośnie (wczesna wiosna) early spring

Pełnia lata

czerwiec

sierpień

maj

wrzesień

kwiecień

Przedwiośnie (zaranie wiosny) very early spring

marzec

październik

luty

Polecie (wczesna jesień)

Złota jesień (pełnia jesieni)

listopad styczeń

Spodzimek

Późne lato

lipiec

grudzień Szaruga jesienna (późna jesień)

Pełnia zimy

Przedzimek

Fenologia, czyli nauka badająca zależność pomiędzy zmianami czynników klimatycznych a periodycznymi zjawiskami w przyrodzie, diagram opracowany przez Małgorzatę Kuciewicz, 2018

Pierwotnie architekturze modernistycznej towarzyszyły sadzawki naturalne z roślinnością wodną, które zastąpiono jałowymi zbiornikami, kontrolowanymi chemikaliami. Przykładami są realizacje Miesa van der Rohe – Pawilon Barceloński, oraz willa Tugendhatów w Brnie, wnętrza Barbary Bukalskiej w Pawilonie Polskim na Wystawie Sztuki i Techniki w Paryżu w 1937 roku, powojenne realizacje Wandy Staniewicz i Aliny Scholtz na podwórkach osiedli społecznych czy na terenie Warszawianki. Obecność roślin wodnych była dowodem ekologicznego myślenia modernistów oraz ich świadomego nawiązania do idei Josepha Paxtona. Ten angielski

ogrodnik w połowie XIX wieku hodował wiktorię królewską (Victoria amazonica), roślinę z Ameryki Południowej, nazywaną potocznie największą lilią wodną świata. Inspirując się strukturą jej liści i eksperymentując z budowaniem szklarni, Paxton doprowadził do przełomu – powstania Pałacu Kryształowego, pierwszego obiektu w całości prefabrykowanego, co przeniosło architekturę z wieku rzemiosła w wiek przemysłu budowlanego. Partytura architektoniczna Architekt Jacek Damięcki tak mówi o swoich poszukiwaniach twórczych: Szukałem tego wzmocnienia,


86

nowy wyraz / nr 11

KAPANINA KAPANINA — pokrapiający — pokrapiający drobny drobny deszczyk, kroplisty deszczyk, kroplisty

WICA astanina, ający rzy deszcz przy m wietrze

ULEWA ULEWA — gwałtowny,— silny gwałtowny, silny deszcz, jednostajnie deszcz, jednostajnie szumiący szumiący

SIEKAWICA SIEKAWICA — chlastanina, — chlastanina, chlastający chlastający deszcz przydeszcz przy dużym wietrze dużym wietrze

TRZASKAWICATRZASKAWICA ŁYSKAWICA ŁYSKAWICA — nawałnica — nawałnica — burza piorunowa — burza piorunowa z dalekimi z dalekimi z bliskim hukiem z bliskim hukiem grzmotami grzmotami

Siedem rodzajów deszczu, diagramy: Iza Tarasewicz, 2018

ULEWA ULEWA — gwałtowny, — gwałtowny, silny s deszcz, jednostajnie deszcz, jednosta szumiący szumiący

DŻDŻA — mżocha, be deszcz, drobn rozpylony, mż roszący


nowy wyraz / nr 11

DŻDŻA — mżocha, bezgłośny deszcz, drobniusieńki, rozpylony, mżący, roszący

87

SIEWKA — siąpawica, drobniutki a gęsty, rzęsisty, krótkotrwały

riewicz, 2018

bniutki

PLUCHOTA — deszcz chlapciasty, pluskotnica, słota, deszcz krupiasty (zlodowaciały, z drobnym gradzikiem) lub z mokrym, płaciatym śniegiem, plucha

CHLAPANINA — długotrwały, ulewny, obfity, pluszczący — rozchlapujący mokre powierzchnie, błoto


88

nowy wyraz / nr 11

o wyraźniejszej amplitudzie oddziaływania na człowieka. Partytura jest zawsze dana – to, co bierzemy na warsztat: czy to szeroki kontekst, czy krajobraz, czy jego fragment. Zadaniem jest nadanie temu odpowiedniego brzmienia, odpowiedniej wibracji. Wytwarzam więc nie tyle przedmioty, ile sytuacje, w których przestrzeń rezonuje z człowiekiem. Je­żeli nie umiemy człowieka wzruszyć, to zostaje jakaś bezwładna masa przed oczami, z którą nie wiadomo, co zrobić. Celem jest dotarcie do wrażliwości, wywołanie dreszczu. Jak obiekty są małe, to muszą być w wielkich zależnościach. Mówimy bryłami, ale i rejestrami działania, złożonością i skalą. Porozumiewamy się na innej płaszczyźnie, w odpowiednim diapazonie. Architektura to dyrygowanie kosmosem, a nie rozstawianie mebli w krajobrazie.

rozwieszane w formie wiatrołapów przed drzwiami wejściowymi czy detale architektoniczne ścian (okiennice, dwuwarstwowe okna, z których wiosną można wypiąć jedną warstwę, a latem obie zastąpić drewnianymi kratkami). Wielowarstwowość powłoki architektonicznej pozwala chronić dom kilkoma warstwami ogrzanego powietrza, a jednocześnie umożliwia szybką regulację temperatury (przez zdejmowanie lub zakładanie warstw) przy dynamicznych zmianach pogodowych. Przestrzenie sekwencyjne mogą być składową architektury chronobiologicznej.

Planetarna wyobraźnia architektury Kształtowanie przestrzeni architektonicznej, tak by pomóc przenosić wyobraźnię użytkownika w bardziej odległe skale, nie tylko geograficzne, ale też czasowe.

Trzecia pora dnia Na równiku noc zapada błyskawicznie. Szerokość geograficzna Polski sprawia, że w skali doby aż cztery godziny niebieskie świtu i zmierzchu to trzecia pora dnia. Jest to pora, podczas której inaczej kalibrują się zmysły ludzi, inaczej odczuwamy przestrzeń, to co bliskie, jest swojskie, a to co dalej, rozmazuje się i staje nawet nieco groźne. W trzeciej porze dnia bardziej aktywne stają się zwierzęta krepuskularne (zmierzchowe).

Przestrzenie sekwencyjne Strefy przejściowe i sezonowe elementy architektury, będące w trybie otwartym lub zamkniętym w zależności od wiatru, temperatury, pory roku (inner-outer spaces). Przykładowo: ganek, weranda, tzw. zimna izba – zamykana i nieogrzewana zimą, czy kładówka („zimny dół” usytuowany poza obrysem ścian, zbierający zimne, gęste powietrze przyziemia, pełniący funkcję spiżarni). Sezonowe elementy to np. kotary

Siedem rodzajów deszczu Zjawisko przyrodnicze i pogodowe traktowane przez CENTRALĘ jako komponent architektury.

12 sezonów Podstawowe i uzupełniające pory roku w strefie klimatu umiarkowanego, związane z ruchem obiegowym Ziemi. Są podstawą fenologii – nauki badającej zależność pomiędzy zmianami czynników


nowy wyraz / nr 11

klimatycznych a periodycznymi zjawiskami w przyrodzie. Sezonowa rytmika zmian fenologicznych, następująca w cyklach rocznych, ma wpływ na kształtowanie architektury chronobiologicznej. Zarządzanie mikroklimatem Regulowanie nasłonecznienia (maksymalizowanie nasłonecznienia miejsc publicznych), poziomu wilgotności (kolorystyka nawierzchni o różnym albedo na terenach inwersyjnych) i przewiewności miejskich przestrzeni przy wykorzystaniu formacji terenowych, jak osłaniające od wiatru wzgórza, zieleń osłonowa czy zapobieganie tworzeniu się zimnych przeciągów (areodynamika zespołów budowlanych).

Zdziczanie przestrzeni (re-wilding) Nowe podejście do miejskiej zieleni, fauny oraz hydrografii odpowiadające na wyzwania klimatyczne przyszłości oraz ograniczenia ekonomiczne. Kompozycje tworzy się w oparciu o rodzimy materiał roślinny oraz gatunki należący do regionu i pozwala mu się rozwijać samemu. Cieki wodne, potoki i rzeczki dereguluje się, tak by powróciły towarzyszące im wcześniej tereny wilgotne, okresowo zalewane łęgi i żwirowe mielizny. Taki pejzaż miejski staje się biologicznie bioróżnorodnym obszarem retencji wody – po gwałtownych opadach gromadzących deszczówkę i oddającym ją powoli. Podejście zakłada istnienie „pamięci krajobrazu”, przypuszczenie, że w wypadku ekstremalnych zjawisk pogodowych rzeki odnajdą swoje stare koryta.

nowy wyraz nr 11 Zespół projektu Amplifikacja natury: CENTRALA (Małgorzata Kuciewicz, Simone De Iacobis) – warszawskie studio architektoniczno-badawcze. Autorzy projektów rewitalizacyjnych, wystaw, przestrzeni publicznych i interwencji artystycznych w Polsce i za granicą. Ich sposobem pracy są w takiej samej mierze kreowane na bazie własnych badań narracje zmieniające wyobrażenia o przestrzeni, jak i projekty budowlane i artystyczne. Od 2016 roku CENTRALA realizuje program reinterpretacji i interwencji dążących do odnowy języka architektury. Jacek Damięcki – polski architekt i wynalazca. Jego bezkompromisowe koncepcje przestrzenne i synkretyczne projekty wiążą elementy zaczerpnięte z doświadczeń wielu dyscyplin – sztuki, geometrii, sportu. Od lat 60. wykonuje projekty architektoniczne, wystawiennicze, makroinstalacje przestrzenne i malarskie. Autor największych instalacji artystycznych w przestrzeni publicznej w Polsce: Warszawa XXX (1974), Chmura (1994). W 2016 roku Zachęta Narodowa Galeria Sztuki prezentowała monograficzną wystawę jego dorobku (Jacek Damięcki, Makroformy). Anna Ptak – kuratorka projektów artystyczno-badawczych, z wykształcenia antropolożka kultury, zainteresowana ekologicznymi i politycznymi uwikłaniami praktyk kulturotwórczych. Redaktorka książek, współkuratorka międzynarodowego programu rezydencji i kuratorka wystaw w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, m.in.: kurz/dust/ghobar (2015, z Amandą Abi Khalil), Maja Bekan: 23 zgromadzenia (2017), Blue Box. Five Pieces on a Background (2016, Izolyatsia, Kijów). Iza Tarasewicz – artystka, rzeźbiarka, autorka instalacji przestrzennych, dźwiękowych i performansów. Jej sztuka balansuje między skrupulatnym dociekaniem dotyczącym materialnych i fizycznych podstaw życia, jedności organicznych i nieorganicznych bytów, a podejściem witalistycznym, intuicyjnym i zakorzenionym w praktykach wiejskiej zaradności i rzemiosła. Autorka wielu wystaw indywidualnych i zbiorowych na całym świecie, laureatka konkursu Spojrzenia 2015 – Nagroda Deutsche Bank.

89


90

mełnicka

Karolina Mełnicka: Versus. Fot. Dzięki uprzejmości artystki


mełnicka

Ucieczka z krainy

kreatywności O pułapkach kreatywności i kulcie sukcesu z K a ro li n ą Me ł n i c k ą rozmawia A le ksa n d ra L i tor ow i c z

91


92

mełnicka

Success Story to twoja właśnie trwająca wystawa w przestrzeni Project Roomu w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Jesteś młodą artystką, niedawno skończyłaś studia, ale dużo tworzysz i wystawiasz. Do tego wykorzystujesz całe spektrum metod twórczych: 3D, performance, sztukę internetu, nowe media, instalację. Czujesz na sobie brzemię kreatywności? Czy może success story to ironiczne odwołanie do realiów świata artystycznego? Pułapki kreatywności? Główną inspiracją była dla mnie kreatywność zekonomizowana, czyli taka, która wiąże się z zakładaniem różnych nowych tworów – startupów, grup kreatywnych, a także pojawieniem się przestrzeni coworkingowych, hubów kreatywnych, piłowaniem biznesu na biznesie. Ludzie, którzy chcą swoją kreatywnością opakować produkt, tak naprawdę korzystają ze specjalnie wykreowanych przestrzeni, dzięki czemu też zyskują na tym pieniądze. Robi się z tego zabawna sytuacja – trochę antykapitalistyczna, bo to z jednej strony jest jakaś kontra do dużych korporacji i próba zrobienia czegoś samemu, a z drugiej tak naprawdę znowu usidlenie się w tej samej pułapce kapitalistycznej, zabrnięcie w te same kąty. Widać to mocno w przestrzeniach metropolitalnych. Klasa kreatywna wchodzi w przestrzenie jeszcze niedocenione i staje się innowatorem gentryfikacji, co zresztą pokazujesz. Tak, rzeźby na wystawie są zrobione techniką, którą się zazwyczaj robi opakowania do produktów. Są to termoforowane gruzowiska gentryfikowanych miejsc w Warszawie. Myślałam o różnych związkach kreatywności z ekonomią i pierwszą rzeczą były właśnie powstające przestrzenie kreatywne, drugą przestrzenie, które za sprawą artystów czy twórców kreatywnych zaczynają się gentryfikować. Tego aspektu możemy nie być w pełni świadomi, również jako twórcy. Trochę się śmiałam, że jest to projekt dla białego, uprzywilejowanego człowieka. Ale z drugiej strony są to po prostu tak bardzo bliskie mi kwestie, że trudno byłoby mi się odwoływać na przykład do tematu polskości na wsi. Zresztą siebie też mogę zamknąć w tej szufladzie kreatywności, pomimo że się wzbraniam przed wszystkimi komercyjnymi zleceniami. Kiedy mówisz o hubach kreatywnych i kreatywności, która ma sprzedać produkt, czy to nie jest bardzo bliskie artysty kreatywnego, który sprzedaje swoją sztukę?


mełnicka

93

Ta wystawa właśnie służyła takiej refleksji. Kiedy zaczynałam pracę nad nią, byłam w ciężkim momencie pod względem finansowym i zastanawiałam się nad różnymi metodami pracy artysty. Często artyści tworzą jakieś patterny, posługują się jednym bardzo określonym stylem, tylko po to, żeby to było łatwiejsze do sprzedania. Zastanawiałam się, czy może nie powinnam się ograniczyć do jednego, s w o j e g o stylu, bo jako że wszystko mi się szybko nudzi, eksploruję już chyba wszystkie możliwe środki wyrazu. Nawet w pewnym momencie miałam pomysł, że spróbuję zrobić jakiś dizajnerski produkt, który mógłby funkcjonować poza tym wszystkim, co robię, i być jakimś stałym źródłem utrzymania. I z tego zaczął rodzić się pomysł na wystawę. Zastanawiałam się, czym są naprawdę startupy – przecież to środowisko też jest pewną subkulturą, na której zarabiają inne środowiska. Odbicie tego zjawiska widać też w świecie sztuki. Kreatywność sama w sobie staje się produktem, a jej przejawy są od razu zawłaszczane przez rynek. W tym kontekście ciekawy jest tytuł twojej wystawy. Użyłam go, żeby podkreślić panującą teraz manię sukcesu, która wiąże się z kreatywnością i z tym, że ludzie chcą tworzyć własne biznesy, a nie korzystać z gotowych stanowisk w dużych korporacjach. Wtedy często oglądają filmy na YouTubie o takiej nazwie i tym się motywują. Starają się. Te filmy mają miliony wyświetleń i jest ich całe mnóstwo – ludzi którzy opowiadają o tym, jak osiągnęli swój sukces, mimo że to są czasami dość małe albo nieweryfikowalne sukcesy. A ty zaprosiłaś oglądających do całkiem realnej przestrzeni wystawy, stworzonej też na koncepcie co-worku. Przestrzeń miała pełnić tę rolę, dlatego są tu meble, krzesła i dwie realizacje, których można dotykać. Filmy na tabletach to animacje stworzone z projektów, które się nie udały, odrzutów. Pochodzą od ludzi, którzy próbowali zrobić projekt w ramach startupu albo indywidualnie stworzyć produkt, ale ostatecznie nie znaleźli żadnego anioła biznesu, który chciałby go sfinansować. Są jeszcze gazety, które można czytać. To z kolei odniesienie do projektanta mody Johna Galliano, który w latach 90. stwierdził, że inspirują go posłania bezdomnych, i stworzył na ich bazie ubrania. Sprzedawał je klasie wyższej, i później wielu projektantów to powielało. Ubrania, które projektowali, były zupełnie pozbawione sensu, chodziło tylko o to, żeby stworzyć dizajnerski produkt. Inspiracja i realizacja wydaje mi się paskudna i jest taką kwintesencją twórczości żerującej na innych.


94

mełnicka

Ty z tych ubrań, a właściwie napisów, które drukowane są na ubraniach, torbach i innych elementach ubioru, przeniosłaś to na gazetę. Ona też jest takim poradnikiem motywacyjnym. Znalazłam jak najwięcej ciuchów, skanowałam je i przenosiłam te bezsensowne, wyrwane z kontekstu treści z ubrań na gazety, które można czytać na wystawie. Zrobiłam dużą selekcję, ale i tak te gazety są trudne do odczytania, są napisane nowymi, nieistniejącymi językami. Czasami jedno czy dwa słowa są sensowne, a cała reszta jest zakamuflowana. Stąd też opisujący wystawę napis „Lorem Ipsum”. Ten tekst wydał mi się interesujący, bo posługują się nim twórcy piszący, by uzupełnić jakieś braki, albo projektanci fontów, żeby pokazać, jak wygląda font. Pochodzi z traktatu O granicach dobra i zła Cycerona, ale wykorzystuje tylko jego fragmenty, zbitki liter. Dzięki temu nie skupiamy się na sensie, możemy go dopiero zacząć odczytywać. Czy to też klucz do twojej twórczości? Na początku chciałam konceptualnie wydobywać na wierzch te sensy. Wcześniej zrobiłam na przykład polską burkę, jedyną moją kostiumową realizację. Było to wideo o kobiecie na stadionie. Siedziała w burce z flagi biało-czerwonej. To było na drugim czy trzecim roku studiów, ale ciągnęła się za mną strasznie. Z perspektywy lat wydaje mi się oczywiście prostolinijnie naiwna. Kluczem do mojej twórczości jest próba robienia sztuki krytycznej, która odwoływałaby się do sztuki lat 90. Chcę jednak dbać o współczesną jakość tych realizacji. Zależy mi, by widz przy drugim podejściu – albo przy bardziej dogłębnym – dowiadywał się o wszystkich kontekstach powstawania prac. Ale ostatnio dążę też do tego, żeby jednak oddziaływać na wyobraźnię. Może abstrakcyjne rzeczy mają większą wartość? To jest mój kryzys teraz (śmiech). Poruszasz się sprawnie w środowisku 3D. Mój ojciec projektował w 3D już od lat 90. Ta technika zawsze mi się podobała, być może zaraził mnie nią podświadomie, jak byłam mała. Pracuje komercyjnie, ale zawsze fascynował się jej możliwościami i robił też swoje rzeczy, na przykład projektował nieistniejące owady. Przeszedł różne programy i różne etapy rozwoju tej technologii, więc ma też takie mocno oldschoolowe realizacje, teraz ich wartość jest coraz bardziej doceniana. Czasami oglądamy ze znajomymi jego rzeczy i wszystkim się coraz bardziej podobają. Przez większość życia nie mieliśmy niestety ze sobą kontaktu, dlatego zaprosiłam go do mojego dyplomu magisterskiego. W jego


mełnicka

95

Karolina Mełnicka Success Story w Project Roomie w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Fot. Bartosz Górka

ramach chciałam spróbować odbudować tę relację i wymyśliłam, żeby ojciec zrobił moją postać w 3D. Od tego momentu ja sama zaczęłam je robić. Dyplom był więc o relacji z ojcem i o tym, że budował mnie w tym 3D przez rok. Polegało to na spotkaniach, tak jak się rzeźbi albo rysuje na żywo modelkę. Finalnie pokazywałam model i też jego wnętrze. Zaprojektowaliśmy z ojcem kamerę, weszliśmy do środka mnie, no i zrobiłam film o wnętrzu mnie oczami mojego ojca. Treść środka ciebie kto wymyślał? Środek był pusty niestety (śmiech). Był takim symbolicznym środkiem z korytarzami. Pokazywałam też korzeń. Mój ociec fascynuje się ogrodnictwem, to był czas jego pierwszych kroków na wsi. Zaczął hodować topinambur. Jak się pierwszy raz spotkaliśmy, to dał mi różne korzenie topinamburu. I pomyślałam, że to bardzo symboliczna sytuacja, że on mi daje te korzenie. Hodowałam je przez ten czas i umieściłam na wystawie krzak topinamburu, nieładny w sumie.


96

mełnicka

Wcześniej studiowałaś też kulturoznawstwo. To badawcze spojrzenie widać w twoich projektach. Na początku myślałam o dziennikarstwie. Zawsze mnie interesowało obserwowanie i komentowanie świata. W pewnym momencie stwierdziłam, że język pisany, opowiadany przez dziennikarzy może jest mniej interesujący niż opowiadany przez artystów wizualnych. Może sztuka wizualna jest prostszym sposobem opowiadania o świecie, który staje się obrazem. To było też moje naiwne myślenie, jak miałam 17 lat, kiedy zaczęłam się fascynować sztuką i chodzić na wystawy. A teraz? Czy kiedy zaczynasz się czymś zajmować, znajdujesz temat, chcesz, by było jak najbardziej – i wracamy tu do słowa klucza – kreatywne, zauważalne, oryginalne. Na pewno nie chcę powielać, bo po co to robić w przypadku sztuki. Chcę wytwarzać nowe połączenia, jakości, otwierać jakieś szuflady w głowie. Nie widzę powodu, żebym miała korzystać z czegoś, co było, tym bardziej że nie jestem malarką czy ilustratorką i nie miałoby to w moim przypadku sensu. Czy dlatego wybrałaś nowe technologie? Nowe technologie są dobrym medium do komentowania nowych zjawisk, przekazywania tego, co się dzieje aktualnie. Dobrym przykładem jest mój projekt Versus – barierka termoaktywna, która jest z jednej strony zwykłą barierką używaną podczas manifestacji czy imprez masowych. Oddziela autorytet od masy ludzi. Moja reagowała na ciepło człowieka, pod wpływem dotyku zmieniała kolor. Wykorzystałam ciekły kryształ, czyli materiał, który jest w ekranach ciekłokrystalicznych. Dla mnie to było bardzo ważne, wtedy też się bardzo interesowałam tym, jak duży wpływ na rzeczywistość ma internet. Wykorzystanie ciekłego kryształu było nawiązaniem do Doliny Krzemowej, początków internetu i jego kontekstu militarnego. Wojsko zaczęło nad nim prace i tę substancję znalazłam jedynie tam, w Dolinie Krzemowej. Stamtąd ją ściągałam. Czyli z dzisiejszego centrum kreatywności. A pierwotnie z centrum militarnego kreowania internetu. Miał pierwotnie takie zabarwienie. Jeśli interesuje cię jego militarne zabarwienie i wpływ na kreowanie rzeczywistości, to masz teraz używanie. I fajne jest to, że ta praca jest teraz bardziej aktualna niż te kilka lat temu. Działa po czasie. Chociaż wtedy też była aktualna (śmiech).


mełnicka

97

Karolina Mełnicka: Versus. Fot. Dzięki uprzejmości artystki

Karolina Mełnicka ur. 1988 r. w Toruniu, ukończyła kulturoznawstwo na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (2010) oraz multimedia na Wydziale Malarstwa i Nowych Mediów Akademii Sztuki w Szczecinie (2016). Jej poszukiwania artystyczne można określić jako konceptualną sztukę krytyczną, badającą wpływy technologii na tożsamość jednostki oraz na mechanizmy rzeczywistości odgórnie planowanej. Interesują ją szczególnie obserwacje metod projektowania przestrzeni lub idei dla masowego odbiorcy. Zajmuje się animacją 3D, sztuką wideo, fotografią, obiektem, performansem; szczególnie ważny w jej realizacjach jest tekst. W swoich realizacjach często korzysta z autorskiej poetyckiej narracji. Jest współzałożycielką państwa Nomadic State, które współprowadzi wraz ze Stachem Szumskim. Brała udział w wielu wystawach zbiorowych i indywidualnych w Polsce i na świecie.


98

rypson

Tadeusz Pruszkowski: Guliwer i Olbrzym, ze zbiorรณw Muzeum Narodowego w Warszawie, fot. Krzysztof Wilczyล„ski


rypson

to

99

skomplikowane Z P i ot re m Rypso n em , dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie i kuratorem wystawy Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918 rozmawia B o gn a Św i ątkows k a


100

rypson

Obchody listopadowej rocznicy 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę ciągną się, dzięki szczodrym programom rządowym, już od roku. Możemy czuć się nieco zmęczeni możliwością oglądania rozmaitych zdarzeń, wystaw, koncertów, festiwali, które są firmowane logiem „Niepodległa”. Spodziewamy się jednak, znając twój dorobek badacza kultury XX wieku, że jako kurator wystawy także wpisanej do programu niepodległościowych wydarzeń, zaproponujesz wypowiedź, która pokaże temat z perspektywy wymagającej od widza czegoś więcej niż tylko zgodzenia się, że minęła setna rocznica, że nie będzie to kolejne wyliczenie dat i faktów, które musimy znać, będąc jako tako zorientowani w historii naszego kraju. Krótko mówiąc: leży na tobie i na prowadzonej przez ciebie instytucji zobowiązanie, żeby powiedzieć coś nowego, ciekawego, co będzie zapraszające do dyskusji, a nie tylko oznajmiające. W zasadzie powiedziałaś wszystko to, co chciałem powiedzieć. Rozpoczynając przed trzema laty pracę nad tą wystawą, z jednej strony czułem brzemię odpowiedzialności, a z drugiej ogromną ciekawość. Szybko zdałem sobie sprawę, że wbrew temu, co powiedziałaś, w Polsce właściwie mało kto się orientuje w tym, czym była I wojna światowa. Jak to się w ogóle stało, że Polska odzyskała niepodległość? Co temu wydarzeniu towarzyszyło w planie nie tylko działań militarnych, ale w planie życia ludności cywilnej? Trzeba tu podkreślić, że Muzeum Narodowe w Warszawie jest szczególnie predystynowane do tego, żeby się na poważnie zająć tą ważną rocznicą. Swoją nazwę uzyskało w roku 1916. W tamtym momencie wielu obywateli różnych klas społecznych, różnego wyznania, różnych profesji – od rzemieślników po hrabiów i książęta – złożyło w tej nowo powstałej instytucji rozmaite dary. Czasem były to pojedyncze dzieła, które znajdowały się w ich posiadaniu, a czasem całe kolekcje, przez lata tworzone z myślą, że ofiarowane zostaną narodowi. Dzięki temu w naszych zbiorach znajduje się bardzo dużo obiektów artystycznych związanych właśnie z tym okresem. Są to przedmioty bardzo różnej rangi, rzeczy marne i rzeczy wspaniałe. Miałem więc pewność, że tę wystawę jest z czego złożyć – miałem świadomość, że mało który z moich kolegów z innych muzeów będzie chciał mi coś pożyczyć, bo każdy coś przecież będzie urządzał. A tu mieliśmy z czego wybierać. Pomyślałem więc, żeby spróbować opowiedzieć tamtą historię i unaocznić widzom, co tak naprawdę wydarzyło


rypson

101

Adam Bunsch: Karabinowa kula, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, fot. Krzysztof Wilczynski

się sto lat temu. I skoro będziemy to robić przez pryzmat sztuki, to powinna być to wystawa o emocjach, bardzo pogmatwanych, złożonych, nierówno rozłożonych: rozpaczy towarzyszyły uczucia wzniosłe, odwadze towarzyszył strach, nadziei – całkowite zwątpienie. Jeśli patrzy się na kalendarium zdarzeń od 1905 roku, to widać jasno, że od tego roku wypadki zaczynają się toczyć w przyśpieszonym tempie. Myślę, że nikt nie był w stanie przewidzieć, jak to się wszystko skończy, nawet w roku 1917. Moment, w którym Polska uzyskała szansę na niepodległość, był jedocześnie momentem ogromnego cywilizacyjnego kataklizmu, jakim stała się I wojna światowa. Nie pamiętamy o tym, bo II wojna przesłoniła nam całkowicie fakt, że podczas I wojny światowej zginęły miliony ludzi. Odzyskanie niepodległości nie było takie proste, jak nam nauczycielka historii opowiadała. Do narracji historycznej używasz języka sztuki i zasobów zbiorów Muzeum Narodowego. W trakcie przygotowań do wystawy odkryto w zbiorach Muzeum prace do tej pory niepokazywane, jak rzeźby przedstawiające Józefa Piłsudskiego, dzieła dokumentujące losy ludności cywilnej podczas Wielkiej Wojny, jak obraz o ważnym dzisiaj tytule Uchodźcy Jana Rembowskiego. W tekście kuratorskim piszesz, że wystawa pozwoli nam poznać


102

rypson

historię kultury polskiej i sposoby odnoszenia się artystów do zmian zachodzących w rzeczywistości. Ten zestaw ma pomóc w dyskutowaniu na temat źródeł polskiej niepodległości. No ale tyle już zostało powiedziane. Czego do tej pory nie słyszeliśmy? Obraz wizualny Wielkiej Wojny został ukształtowany przez sztukę legionową, szalenie ważną i wspieraną przez ówczesne dowództwo wojskowe, jako element propagandy niepodległościowego czynu legionowego. Trzeba pamiętać, że legionistów było około 40 tysięcy, a w różnych armiach walczących na terenach Polski czy poza jej terytorium walczyło około 2 milionów przyszłych obywateli kraju. Te liczby pokazują dysproporcję między doświadczeniem wojny garstki, która kształtowała wojsko polskie, i mas niepoliczalnych, które były wcielone do armii pruskiej, rosyjskiej, cesarstwa austro-węgierskiego. Chciałem odsłonić wymiar wojny jako kataklizmu, zderzenia sił, w których nikt nie walczył o żadną Polskę, tylko po prostu ludzie się zabijali pod sztandarami obcych mocarstw. Z drugiej strony bardzo chciałem też pokazać coś, co w zasadzie do tej pory chyba pokazywane nie było, to znaczy, co się dzieje z ludnością cywilną. W tamtym okresie pojawił się po raz pierwszy chyba na taką skalę problem bieżeńców, ogromnych mas ludzkich, które po prostu uciekają ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód w zależności od tego, jak się fronty toczą, a te fronty chodzą w tę i we w tę i dość trudno jest tak na dobrą sprawę zapamiętać kolejne ruchy rozmaitych wojsk, przesuwanie się frontów. I ku mojemu zdumieniu, a wydawało mi się, że w Muzeum Narodowym dość trudno jest coś odkryć, bo tu wszystko jest już ponumerowane, sfotografowane, znalazłem – odnotowany w inwentarzach oczywiście – obraz o tytule Uchodźcy z 1915 roku Jana Rembowskiego. To ogromne płótno leżało zwinięte prawdopodobnie od momentu, kiedy je wyniesiono z Zachęty po wystawie prac tego artysty w 1923 roku. Nasi konserwatorzy przez rok doprowadzali je do stanu, w którym możemy je pokazać. W dramatyczny sposób oddaje rozpacz i przerażenie ludzi, których miota odmęt wojenny. O niepodległości nic tu nie ma, bo oni są po prostu biedaczkami unoszonymi falami nieszczęścia. Prac, które dotyczą różnych społeczności żyjących na tych terenach, w tym dotyczących pogromów na Żydach, zwłaszcza zamieszkujących Kresy na dzisiejszej Ukrainie. Na wystawę wypożyczamy z Żydowskiego Instytutu Historycznego wstrząsający cykl grafik żydowskiego artysty Abla Panna, który zostanie po raz pierwszy pokazany publicznie. Tak więc duża część wstępna wystawy pokazywać będzie


rypson

103

kataklizm, chaos, katastrofę i nieszczęście, jakie przyniosła I wojna światowa. A po tym wstępie? Zabieg kuratorski polega na tym, żeby znaleźć równowagę dla dość jednostajnej reprezentacji tamtej wojny w wydaniu polskim, która ostatecznie jest wojną zwycięską, bo przynosi odzyskanie państwowości. Polacy, jak parę innych nacji w regionie, w zasadzie wychodzą z tej wojny na plusie, a cały Zachód jest na jednym wielkim minusie. W sumie nie bardzo wiadomo, po co ta wojna była, a zostało po niej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt milionów trupów, kalek, wdów i sierot. A mimo to, mówiąc o tamtej wojnie, posługuje się w Polsce narracją zwycięską, w takim duchu sienkiewiczowskim powiedziałbym, to znaczy, że jadą ułani, jadą i gonią najpierw carskich żołnierzy, kozaków, parę lat później w wojnie bolszewickiej gonią czerwonych bolszewików i zwyciężają. Mało kto z konia spada, wszyscy wygrywają. I przeciwko temu stawiam to, co mamy w zbiorach nie najgorzej w sumie reprezentowane, czyli ekspresjonistyczny rys pokazujący wojnę jako jeden niekończący się koszmar. Nie ma żadnych zwycięzców, jest tylko i wyłącznie przemoc, gwałt, mord i przerażenie, trwoga w bezsensie walki.  Wśród prac z epoki na wystawie zobaczymy prace artystów współczesnych. Jaki efekt chciałeś tym uzyskać? Bardzo się starałem, żeby na wystawie było jak najwięcej prac z epoki, robionych „na gorąco”. Jednak Andrzej Wajda i Tadeusz Kantor to wybitni twórcy, bardzo pasujący do tej wystawy. Stanisław Wyspiański pokazał w Weselu moment tuż przed, panującego na początku wieku ducha, a Wajda genialnie to sfilmował. Kantora Wielopole przywołuje natomiast kalki I wojny w takim niekończącym się, powtarzalnym w zasadzie kołowrocie okrucieństwa, zabijań, to taka pamięć nie-pamięć, która się po prostu kotłuje przez godzinę spektaklu. Zaprosiłem także dwóch artystów do stworzenia prac specjalnie na tę wystawę. Piotra Uklańskiego, który jest chyba jednym z bardzo nielicznych artystów, mierzących się z reprezentacją narodową, nacjonalistyczną, który bierze te tematy na warsztat w sposób niezwykle celny. Uważany był przez lata za artystę popowego, który w zasadzie lekko i z dystansem traktuje rozmaite rzeczy, bawi się obrazami, a tak naprawdę kawałkuje tę polską reprezentację, nie jako artysta krytyczny – bardzo mnie irytuje ten termin „artysta krytyczny” – tylko jako artysta po prostu mierzący się z tematem trudnym do podjęcia. Polska identyfikacja jest bardzo silna, sztuka jest wobec niej strasznie słaba. Piotr jest


104

rypson


rypson

105

Jacek Mierzejewski: Polonia, ze zbiorรณw Muzeum Narodowego w Warszawie, fot. Piotr Ligier


106

rypson

w stanie coś z tym zrobić i robi to w sposób mocny, ryzykowny czasem, na tej wystawie jego praca wybrzmiewa bardzo ciekawie. Drugim artystą jest Przemek Truściński, który był niegdyś artystą komiksowym, nadal jest artystą ilustrującym, ale wychodzi z tych kategorii, bo zajął się takim historycznym mash-upem, sklejaniem tego, co w popularnej wyobraźni jest obecnie sklejone: przyszłość z przeszłością, fakty z fantazją, wiedza z niewiedzą, mądrość z głupotą. W związku z tym jego dwie prace prezentowane na wystawie są doskonałą demonstracją języka, który jest szalenie współczesny, odnosi się do realiów, do rejestrów tożsamościowych, z których się nie wyśmiewa ani nie kpi, ale ma wobec nich dystans, ponieważ widzi, jak one zaczynają tworzyć taką trochę fantasmagoryczną ikonosferę kolektywnej wyobraźni. Dzisiaj często słychać okrzyki „Polska!”. Krzyczymy „Polska!” właściwie nieustająco, spierając się o to, jak ma wyglądać nasza przyszłość. Wystawa jest prezentowana w gorącym momencie postwyborczym, kiedy debata o tym, czym jest Polska, czym jest polska przeszłość, czym ma być Polska w przyszłości, jest niemalże wszechobecna. Pytania i kłótnie się mnożą, krzyk jest coraz bardziej napastliwy, a agresywna argumentacja doprawdy jest już męcząca. Czy ta atmosfera ciebie cieszy jako kuratora, czy też sprawia, że jesteś zaniepokojony tym, że zbyt duże emocje mogą wpłynąć na odbiór wystawy? Ani rodziny, ani stulecia człowiek sobie nie wybiera. Dzisiejszy czas daje szansę na postawienie ważnych pytań, umożliwia próbę oceny tego, w jaki sposób nasza tradycja kulturowa, literacka, artystyczna mierzy się z fundamentalnymi kwestiami dotyczącymi polskiej historii i tożsamości. Myślę, że dziś lepiej widzimy, gdzie jesteśmy, i lepiej rozumiemy historię. Polacy przynajmniej w dwóch pokoleniach wstecz żyli w nieprzejrzystej atmosferze produkowanej przez PRL, w którym usiłowano pozakrywać, pozamieniać, przeinaczyć historię. Jako społeczeństwo i różne grupy w tym społeczeństwie wytworzyliśmy więc sobie fantasmagoryczne wyobrażenia o tym, czym ten kraj jest, czym mógłby być. Czy przewidujesz kontrowersje? Mam nadzieję. Niektóre pokazywane przez nas prace wydają się kompletnie od rzeczy, są jakimiś projekcjami, a inne są megarealistyczne, pokazują ból i cierpienie. Schowane przez dziesięciolecia, nie były nikomu potrzebne, bo trudno ich użyć do budowy tożsamości narodowej czy niepodległościowej.


rypson

107

Moim kuratorskim argumentem koronnym jest to, że naprawdę pokazujemy to, co jako Muzeum Narodowe mamy w zbiorach. Pokazujemy – trzeba to powiedzieć – nie tylko arcydzieła, ale też prace słabe, często robione na gorąco, na froncie, gdzieś w okopach, noszą więc ślady warunków, w których powstały. Ale intencją tej wystawy nie jest tworzenie kontrowersji. Kontrowersji jest wystarczająco dużo naokoło. Rzeczywistość jest kontrowersyjna. Muzeum Narodowe to instytucja, która służy wszystkim, powinna być forum jednoczącym, platformą dyskusji i debat dotyczących kluczowych kwestii, które były ważne sto lat temu i są ważne dzisiaj. Transkrypcja: Julia Kozakiewicz

Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918 Muzeum Narodowe w Warszawie, 26.10.2018 – 1703.2019 Słuchaj nagrania rozmowy w Bęc Radiu: https://soundcloud.com/bec_zmiana Piotr Rypson studiował archeologię śródziemnomorską na Uniwersytecie Warszawskim. Pracę doktorską na temat staropolskiej poezji wizualnej obronił w Instytucie Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego w 2000 roku. Był redaktorem naczelnym pisma artystycznego „Obieg” w latach 1990–1994 oraz głównym kuratorem zbiorów i galerii w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w latach 1993–1996. Gościnnie wykładał w amerykańskiej Rhode Island School of Design w Providence (1993–1999) oraz Miami Ad School Warsaw (2002–2003). Autor licznych tekstów i publikacji m.in. Książki i strony. Polska książka awangardowa i artystyczna XX wieku (Warszawa 1992), Nie gęsi. Polskie projektowanie graficzne 1919–1949 (Kraków 2011), Czerwony monter. Mieczysław Berman – grafik, który zaprojektował polski komunizm (Kraków 2017).


108

Grupa budapeszt

Trzecie zdjÄ&#x2122;cie

Prosimy o oglÄ&#x2026;danie stron pojedynczo Grupa B u da p e szt


Grupa budapeszt

109


110

Grupa budapeszt


Grupa budapeszt

111


112

Grupa budapeszt


Grupa budapeszt

113

Grupa Budapeszt zawiązała się w 2016 roku w Budapeszcie. Tworzą ją artyści i kuratorzy: Igor Krenz, Michał Libera i Daniel Muzyczuk. Grupa zajmuje się sztuką i życiem, badaniem marginesowych zagadnień wynikających z technicznej reprodukcji, ograniczeń myślenia abstrakcjami oraz wyciąganiem radykalnych konsekwencji z dematerializacji rzeczywistości.


114

szarecki

Lewis Hine: Power house mechanic working on steam pump, 1920, źródło: commons.wikimedia.org


szarecki

115

Wymykając się podporządkowaniu Z A rt u re m Sz a re ck i m , autorem książki Kapitalizm somatyczny. Ciało i władza w kulturze korporacyjnej, o performującym ciele pracującym rozmawia Bo gn a Św i ąt kowsk a


116

szarecki

bo gna św iątkows k a: W swojej książce, poświęconej zasadniczo historii zarządzania pracą ludzi w organizacjach, firmach, fabrykach i korporacjach w XX i XXI wieku, wskazuje pan na zjawisko, które jest silnie obecne w kulturze, sztukach wizualnych, ale także w polityce – zwrot ku performatywności. Czym jest kapitalizm performatywny? I czym jest kapitalizm somatyczny, który występuje w tytule książki? a rt ur sz arecki: Odniesienie do performatywności pojawia się na sam koniec książki do analizy tego, co dzieje się teraz, gdy imperatyw wydajności łączy się z rosnącą przedstawieniowością pracy i coraz bardziej zindywidualizowanymi formami samokontroli. Oczywiście podobne wątki pojawiały się już wcześniej, teraz natomiast widać zespalanie się tych obszarów. Performatywność stała się dominującą modalnością władzy i uległa zinternalizowaniu: jednostki same czują, że powinny performować w odpowiedzi na wyzwania, jakie stawia przed nimi rzeczywistość. Stąd właśnie nacisk na ciągłe samodoskonalenie się, rozwój, zdobywanie nowych doświadczeń itd. Praca nad sobą to oczywiście także praca nad ciałem. Tym samym zwrot performatywny wpisuje się w szersze pojęcie kapitalizmu somatycznego, obejmujące całokształt dyskursów i praktyk, poprzez które ludzkie ciało było przysposabiane do różnych reżimów akumulacji w toku historii. W swojej książce skupiam się przede wszystkim na władzy, na kolejnych próbach podporządkowania ciała pracującego ekspertyzie z dziedziny zarządzania tak, aby zwiększyć jego produktywność, czy to fizyczną, czy umysłową, czy emocjonalną. Dzięki tej perspektywie poznajemy fascynującą historię roli, jaką odgrywały ciała robotników, urzędników, pracowników w różnych typach organizacji. Spacer przez dziesięciolecia jest podzielony wyraźnymi punktami zwrotnymi, w których zmienia się sposób postrzegania użyteczności ciał, sposób kierowania ich pracą, ich samoświadomość oraz ich gotowość do samoorganizacji. Czy mógłby pan przywołać te najważniejsze momenty? Koncentruję się przede wszystkim na wieku XX, który podzieliłem na trzy etapy. W kapitalizmie przemysłowym obiektem zainteresowania było ciało robotnika, wykonujące pracę fizyczną. Głównym wyzwaniem rewolucji przemysłowej było zaprzęgnięcie ciała do pracy regularnej, powtarzalnej, skoordynowanej, czego apogeum stała się taśma montażowa. Ta modalność sprawowania władzy polegała więc przede wszystkim na kontroli nad ruchami. Pracę


szarecki

117

rozparcelowywano na jak najdrobniejsze czynności, układano je w określoną sekwencję i w taki sposób dyscyplinowano ciało, by wykonywało pracę w sposób jak najwydajniejszy ilościowo. Natomiast w momencie kiedy praca zaczęła stawać się umysłowa, a przetwarzanie rzeczy było zastępowane przez prace urzędnicze, marketingowe itp., polegające na kontaktach z ludźmi albo na manipulowaniu symbolami, wówczas zmienił się też wizerunek ciała i sposób zarządzania nim w kulturze korporacyjnej. Dla mnie kluczowe jest tu ciało menadżera jako tego, kto musi przede wszystkim zarządzać swoim własnym wizerunkiem. Musi robić wrażenie na innych. W rezultacie techniki zarządzania zmieniają się z ilościowych na jakościowe. Efekty przestają być mierzalne, chodzi o projektowanie pewnego wizerunku zwycięzcy: pewności siebie, profesjonalizmu itd. Zaczyna liczyć się strój, pojawiają się poradniki, jak się ubierać do pracy, to wszystko staje się przedmiotem ekspertyzy. Wreszcie, w ostatnich dwóch dekadach, do głosu zaczyna dochodzić pojęcie kultury organizacyjnej, co wiąże się z rosnącą internalizacją władzy. Władza przenosi się z powierzchni ciała, do jego wnętrza, zaczyna obejmować emocje czy stany mentalne oraz ich cielesne ekspresje. Przeprowadzona przez pana analiza podręczników z lat 70. dla mężczyzn i z lat 80. dla kobiet, jak się ubierać do pracy i jak strój „pracuje” w relacjach biznesowych, jest fascynująca i pokazuje, jak wyraźne były podziały na to, co może w pracy i jak jest postrzegane ciało kobiece i to co jest obszarem naturalnym dla ciała męskiego. Czy dziś to także jest takie ważne? Tak. Te dystynkcje stały się z czasem subtelniejsze, ale wciąż odgrywają istotną rolę. W książce analizuję też współczesne podręczniki dotyczące mowy ciała i tam często pojawiają się sugestie, aby kobiety w pracy unikały gestów, które podkreślają ich kobiecość. Przy czym to może być wszystko: od noszenia zbyt mocnego makijażu, przez bawienie się kosmykami włosów albo oblizywanie ust, po zbyt intensywne wpatrywanie się w oczy rozmówcy. Każdy z tych gestów może być bowiem odczytywany w kategoriach erotycznych. Jednocześnie ta seksualizacja kobiecego ciała zwykle jest naturalizowana przez odniesienie do wrodzonych cech biologicznych, wykształconych w toku ewolucji. W istocie jednak opiera się na przyjęciu męskiego ciała za neutralny standard tego, co uchodzi za skuteczną komunikację niewerbalną. Innymi słowy, choć ciało męskie również podlega rozmaitym technikom zarządzania dotyczącym wyglądu, mimiki, gestów itd., to różnica polega


118

szarecki

na tym, że w tym wszystkim nie musi ono wyrzekać się swojej męskości, gdyż ta symbolizuje pewność siebie i autorytet, które w biznesie są cenione. Często opisując młode pokolenia, mówi się, że nie potrafią pracować. W ostatnim czasie wątek sposobu pracy pojawia się często w rozmowach określających stanowiska pokoleniowe, tymczasem krytyczny osąd pokolenia „starszych” nie jest wynalazkiem naszych czasów, a powtarzającą się prawidłowością. Czy spadek jakości pracy potwierdzają badania? Rzeczywiście, niejednokrotnie słyszałem opinie osób na kierowniczych stanowiskach, że pokolenie urodzone w latach 90. jest wyzute z odpowiedzialności, lojalności, że brak im dyscypliny itd. Wydaje mi się jednak, że należałoby to raczej rozpatrywać w kategoriach zmiany mentalności, która się w ostatnich latach dokonała. Prawdopodobnie jako skutek uboczny transformacji samej kultury korporacyjnej. Faktem jest, że nie ma już zatrudnienia na całe życie, praca coraz częściej postrzegana jest jako tymczasowa, niedająca gwarancji bezpieczeństwa ani poczucia przynależności. Gdy w latach 80. pojawiła się moda na zarządzanie kulturą, firmy aspirowały do tego, aby pracownicy czuli się częścią większej całości. Starano się wpajać im wspólne wartości, kształtować ich postawy, wierząc, że dzięki temu, będą lepiej pracować. W praktyce okazało się to jednak mniej skuteczne, niż sądzono – ludzi nie tak łatwo ideologicznie sformatować pod przyjęty wzór idealnego pracownika. Ważną rolę odegrały też przemiany rynkowe, które doprowadziły do rosnącej prekaryzacji pracy. To wszystko niewątpliwie przekłada się na postawy młodego pokolenia, sytuując je w opozycji do poprzedników. Czyli następny rozdział w pana książce mógłby być o zarządzaniu ciałem wymykającym się. Czyli takim, które wie, że musi pracować, ale wymyka się zarówno oddaniu umysłu, jak i oddaniu ciała, jest wyemancypowane, samoświadome, twardo negocjuje warunki. Co w takiej sytuacji dzieje się z zarządzaniem? Generalnie im bliżej czasów współczesnych, tym analiza jest trudniejsza. Zmiany paradygmatów zawsze łatwiej wyodrębnić w perspektywie historycznej. Natomiast obecnie – tak jak zaznaczyłem w zakończeniu – wydaje mi się, że rzeczywiście dokonuje się jakieś istotne przesilenie. Może jesteśmy w jego przededniu albo w trakcie, ale coś się na pewno zmienia. Niektórzy teoretycy coraz częściej piszą o tym, że zmienia się sam sposób postrzegania ciała.


szarecki

119

Nie jest już ono postrzegane jako wyodrębniony z otoczenia, zamknięty organizm, w który można ingerować. Zarządza się raczej ucieleśnieniem, rozumianym jako pewne pole relacji pomiędzy ciałami ludzkimi i pozaludzkimi, zarówno organicznymi, jak i nieorganicznymi. Stąd władza dotyczy raczej potencjału wzajemnych oddziaływań w określonych sytuacjach czy interakcjach. Może to dotyczyć np. podatności ciał na bodźce. W niedawnych badaniach zastanawiałem się nad użyciem muzyki i dźwięku do zwiększania produktywności pracy. Co z nich wynikło? Ten rodzaj zarządzania nie jest ideologiczny, a przynajmniej nie w pierwszej kolejności. Nie chodzi o to, że dźwięki niosą jakiś przekaz, a raczej o ich oddziaływanie sensoryczno-materialne, o to, jak mogą pobudzać czy angażować ciała, często poza świadomą kontrolą. Interesowałem się m.in. popularną stroną internetową Coffitivity, przy pomocy której można sobie w domu – lub w dowolnej innej przestrzeni – odtworzyć nagrania z kawiarni: niewyraźny szum rozmów, stukot sztućców, szuranie krzeseł itd. Człowiek czuje się wtedy, jakby pracował poza domem, w modnej kafejce, co ma poprawiać wydajność pracy kreatywnej. Badania, na które powołują się twórcy strony, wykazały bowiem, że średni poziom hałasu sprzyja generowaniu nowych pomysłów. Kiedy jest zupełnie cicho, to jesteśmy zbyt skupieni na konkretnym zadaniu, natomiast jeśli poziom hałasu jest niewielki, to nasze myśli zaczynają wędrować, uruchamia się myślenie skojarzeniowe i pojawia się szansa na nowatorskie idee. Z jednej strony Coffitivity odwołuje się więc do kulturowej symboliki kawiarni jako przestrzeni kreatywnej, ale z drugiej stara się oddziaływać na nas sensorycznie, grając nam w tle, poza świadomą uwagą, i dyskretnie pobudzając nasze ciała do jeszcze skuteczniejszej pracy. Innymi słowy, oddziałuje właśnie na pewien potencjał kreatywności, który aktualizuje się w spotkaniu z dźwiękiem. Swoją drogą historia zastosowań muzyki w korporacjach jest fascynująca. Zwłaszcza po II wojnie światowej, kiedy w Ameryce powstał Muzak, a w Anglii rozgłośnia BBC nadawała program Music While You Work, gdzie prezentowano specjalnie wyselekcjonowane nagrania, które miały wspomagać produktywność w fabrykach. Puszczano je w zakładach pracy przez głośniki po to, żeby pracujące ciała zestroiły się sensorycznie z rytmem, nastrojem muzyki. Najpierw puszczano nagrania pobudzające, allegro, a potem trochę uspokajano i tak na zmianę. W rezultacie ludzkie biorytmy miały dostosowywać się do porządku dnia roboczego. Tak więc takie


120

szarecki

próby sensorycznego oddziaływania na ciało pojawiały się już wcześniej, aczkolwiek podlegały też nieco innej logice. A co z ucyfrowieniem naszego życia? Obszar zrobotyzowania świata pracy pojawia się w pana książce, jednak w niewielkim stopniu. Chodzi nie tylko o zastąpienie człowieka pracą maszyn, ale także o wspomaganie człowieka w wykonywaniu obowiązków. Zresztą sytuacja odwrotna – zarządzanie człowiekiem przez maszynę – także budzi obawę. Kwestia cyfryzacji jest z trochę innego porządku. W książce interesowało mnie przede wszystkim to, jak pewien rodzaj wiedzy eksperckiej – to, co określam mianem dyskursów zarządzania – ustanawiał kolejne modalności władzy nad ciałem. Nie badałem natomiast konkretnych materialnych aranżacji w środowisku pracy. Stąd np. w książce nie piszę też o zmianach przestrzeni biurowej, a to niewątpliwie byłby fascynujący temat i bardzo istotny w kontekście funkcjonowania ciała w kulturze korporacyjnej. Jednak wykraczał poza ramy, jakie musiałem sobie nałożyć, żeby w ogóle móc spójnie napisać na tak obszerny temat. Podobnie jest z cyfryzacją, choć wydaje mi się, że ona często po prostu intensyfikuje te modalności władzy nad ciałem, o których pisałem w książce. Jeśli pomyślimy np. o stosowaniu algorytmów do zarządzania pracą w fabrykach albo sprzedaży telefonicznej, to jest to prawie czysty tayloryzm tylko na jeszcze wyższym poziomie intensywności: parcelowanie wszystkich czynności na części i matematyczne obliczanie najwydajniejszych kombinacji tak, aby wykorzystać każdą mikrosekundę, wycisnąć z niej jakąś wartość. Z pańskiej książki wynika, że jednak ciało w układach organizacyjnych uczy się stawiać opór. Za każdą wprowadzaną innowacją z obszaru zarządzania po jakimś czasie idzie fala oporu i sprzeciwu. Pojawia się konieczność zmiany i coraz to nowe pomysły na to, jak każda ze stron może zmaksymalizować swoje korzyści. Rzeczywiście z pozoru moglibyśmy powiedzieć, że każda z opisanych formacji zarządzania poniosła porażkę z tego względu, że ciało zawsze w jakiś sposób się wydostawało. Nigdy nie udało się stworzyć kontroli doskonałej. Natomiast efekty poszczególnych form władzy kumulują się w czasie. Jeśli spojrzymy na wyrobnie ciuchów w Azji, to metody Taylorowskie sprzed 100 lat jak najbardziej mają tam wciąż zastosowanie. Często są jeszcze bardziej zintensyfikowane, właśnie między innymi przy użyciu komputerów. Stąd nie jest to liniowa historia, w której przechodzimy od jednej


szarecki

121

Alfred T. Palmer: Operatorka tokarki wyrabia części do samolotów transportowych w fabryce Consolidated Aircraft Corporation, w Fort Worth w USA, 1942, źródło: commons.wikimedia.org

formy pracy i odpowiadającej jej modalności kontroli, do następnej. Pełno tu zapętleń i nawarstwień, a opór często pełni funkcję katalizatora, tworząc nowe pola ekspertyzy, nowe obszary ingerencji, w które władza stara się przeniknąć. Pisze pan też o kapitalizmie terapeutycznym. Co to takiego? Kapitalizm musi coraz częściej walczyć z własnymi skutkami ubocznymi. Z problemami takimi jak wypalenie, stres, depresja. Odpowiedzią są często różnego rodzaju techniki typu mindfulness albo wprowadzenie różnego rodzaju gier i zabaw w pracy czy aplikacji na smartfony. Na przykład tzw. mood trackery służą do tego, żebyśmy sami mogli śledzić swój nastrój, notować, co na niego wpływa i przy pomocy prostych technik sami sobą zarządzać. Tutaj ciałem steruje się poprzez zwrotne oddziaływanie na odczucia, emocje, nastroje, po to, żeby lepiej przystosowało się do współczesnych reżimów pracy. Żeby wykrzesało z siebie więcej energii, więcej optymizmu, więcej zaangażowania, które potem można spożytkować na rzecz wydajności. Bardzo ciekawie pisze pan o zachęcaniu pracowników, żeby w pracy ujawniali swoje emocje, życie wewnętrzne, nawet sen. Zarządzanie sennością? Proszę bardzo! Możemy się zdrzemnąć – po to jednak, żeby później


122

szarecki

być bardziej produktywnymi. Takie wpuszczanie pracy w kolejne obszary powoduje nieprzyjemne poczucie utraty sfery, w której jesteśmy naprawdę prywatni. Powstało na ten temat wiele świetnych prac: i artystycznych, i badań socjologicznych. Ale zapytam o coś innego. W pańskiej książce, mimo naukowej postawy, można wyczuć, że pan stoi po jednej ze stron. I nie jest to strona zarządzających. Jestem humanistą, a moje podejście w dużym stopniu czerpie z teorii krytycznej, stąd taki, a nie inny, wydźwięk książki. Natomiast nie wydaje mi się, żeby można tu było mówić o wyraźnie zarysowanych stronach. Jak staram się pokazać, logika władzy w kulturze korporacyjnej obejmuje także tych, którzy zarządzają. Ich ciała również podlegają regulacji i doświadczają jej skutków. A reżimy produktywności na najwyższych stanowiskach często są bardzo dotkliwe. Oczywiście nie znaczy to, że nie ma nierówności lub że są one dla mnie nieistotne, ale w książce pojęcie władzy odnosi się raczej do bezosobowych, strukturalnych mechanizmów, które przenikają całą kulturę korporacyjną i określają dominujące sposoby zajmowania się ciałem. Jest pan kulturoznawcą, co spowodowało, że zainteresował się pan zarządzaniem? Jako pierwszy kierunek studiów skończyłem zarządzanie. Prawdę powiedziawszy, wtedy był to kierunek często wybierany przez osoby, które nie do końca wiedziały, co ze sobą zrobić. Ja po skończeniu liceum zdawałem na etnologię i na zarządzanie. No i dostałem się na zarządzanie, a nie na etnologię. A wówczas był to kierunek uchodzący za „elitarny”. Pamiętam, że na pierwszym roku mówiono nam, że wiele osób jeszcze przed skończeniem studiów idzie wprost do kadr menadżerskich. Kiedy jednak doszedłem do piątego roku, to okazało się, że rynek jest nasycony na 5 lat i nie ma pracy (śmiech). To oczywiście przesada, większość moich znajomych po zarządzaniu bardzo dobrze sobie radzi, natomiast ja sam nie do końca się w tym wszystkim odnajdowałem i po trzecim roku zdałem na kulturoznawstwo. Natomiast z perspektywy czasu wydaje mi się, że te moje pierwsze studia to atut, bo niewielu humanistów w ogóle sięga po literaturę z zarządzania i orientuje się w tym obszarze. A przecież rozwój tej dziedziny wiedzy miał – i nadal ma – ogromny wpływ na życie społeczne i współczesną kulturę. Tymczasem ciałem pracującym mało kto się w ogóle zajmuje naukowo. W teorii humanistycznej ciało długo funkcjonowało jako ciało konsumpcyjne, ciało seksualne, ciało zmedykalizowane czy


szarecki

123

stechnicyzowane. Natomiast wątek pracy, która zajmuje tak pokaźną część naszego życia – obecnie chyba bardziej niż kiedykolwiek – z różnych powodów nie był prawie w ogóle podejmowany. Dla mnie uderzające było, jak ta luka w badaniach nad ciałem koresponduje z głównymi hasłami kapitalizmu kognitywnego – obwieszczeniami, że ciało już się nie liczy, bo wszyscy pracujemy umysłowo. Zupełnie jakbyśmy nagle zaczęli żyć w jakiejś abstrakcyjnej sferze idei, gdzie każdy może uwolnić swoją kreatywność, nie przejmując się tak przyziemnymi rzeczami jak ciało. Napisałem tę książkę między innymi po to, żeby pokazać, że jest inaczej. Może rzeczywiście praca fizyczna w kulturach zachodnich nie jest aż tak rozpowszechniona jak niegdyś, ale to nie znaczy, że ciało przestało być w tę machinę kapitalistyczną wprzęgane lub że nie pełni w niej istotnej roli. Krytycznie analizując rozwój teorii zarządzania, można to doskonale zobaczyć. Przez całą swoją historię dyscyplina ta miała bardzo szlachetne ideały: Taylor chciał rozwijać człowieka do realizacji pełni jego potencjału, zarządzanie przez kulturę też miało sprawiać, że wszyscy będą szczęśliwsi. Natomiast środkiem do realizacji tych celów często były różne formy kontroli nad ciałem – od ruchów i zachowań, przez wygląd i wizerunek, po odczucia i stany emocjonalne. Czyli historia zarządzania to opowieść o jasnych i ciemnych stronach człowieka, dramatycznych próbach bycia lepszym czy lepszą, niż się jest. O tym jak człowiek panuje nad sobą, ale też uczy się, jak wykorzystywać siłę innych? Ze względu na obrany temat koncentrowałem się raczej na tych najbardziej humanistycznych odłamach zarządzania. A przecież może ono dotyczyć także gospodarki zapasami, optymalizacji parku maszynowego albo struktury organizacyjnej. Mnie natomiast interesowało przede wszystkim to, co miało największe przełożenie na funkcjonowanie ciała w pracy. Stąd pominąłem np. podejście matematyczno-ilościowe. Jest to więc historia selektywna, co jednak nie zmienia faktu, że różne założenia dotyczące natury ludzkiej i tego, jak ją usprawnić bądź ujarzmić, stanowiły integralną część rozwoju dyscypliny. Czy są jakieś nowe zjawiska, o których warto wspomnieć w ramach uzupełnienia tego, co zawarł pan w książce?  Po napisaniu książki moja uwaga zwróciła się bardziej na ciało w kontakcie z dźwiękiem i muzyką, a więc na tematy sytuujące się gdzieś na pograniczu kulturoznawstwa i sound studies. Wydaje


124

szarecki

mi się, że w teorii humanistycznej ciało wciąż jest zbyt zdematerializowane. Interesują nas przede wszystkim różne sposoby myślenia i mówienia o ciele: to, jak nadajemy mu znaczenie i jak to znaczenie przekłada się na sposoby zajmowania się ciałem, jak znajduje odzwierciedlenie w różnych praktykach cielesnych. Natomiast w wielu nowych nurtach – takich jak zwrot afektywny, nowy materializm, posthumanizm itp. – nacisk przenosi się ze sfery symbolicznej na relacje materialne, które operują pozajęzykowo. Na przykład w moim ostatnim projekcie posługuję się pojęciem władzy posthegemonicznej, czyli takiej formy kontroli, która dokonuje się na poziomie afektów i nawyków, a nie różnego rodzaju środków ideologicznych. Dźwięk, ze względu na swoje właściwości wibracyjne, może stanowić dobry przykład takiego działania. Czasem nawet w kontekście pracy. Opowiadałem już o Coffitivity, a obecnie przyglądam się zjawisku lip dubów, czyli krótkich filmów wideo, w których ludzie udają, że śpiewają do piosenek, często przy tym tańcząc lub poruszając się zgodnie z dopasowaną do muzyki choreografią. Na YouTube można obejrzeć sporo takich klipów nagranych m.in. przez pracowników korporacji. Pojawiły się też firmy, które oferują profesjonalną usługę realizacji lip dubów dla biznesu. W zasadzie można by więc to rozpatrywać jako pewną technikę zarządzania ciałem. A czemu to ma służyć? W literaturze z zarządzania pojawiło się kilka artykułów, według których lip dub ma służyć przede wszystkim promowaniu pozytywnego wizerunku firmy na zewnątrz. No bo te klipy są w internecie, można zobaczyć, jak wszyscy razem dobrze się bawią, tworząc przy tym zgrany zespół. Mnie natomiast interesuje to, w jaki sposób lip dub działa na ciało. Rozpatruję go więc jako pewną technikę władzy, która operuje przede wszystkim na poziomie materialnym. Muzyka oddziałuje na nasz oddech, rytm serca, działa na nas zarówno fizjologicznie, jak i mentalnie. Pobudza, wprawia w określony nastrój. Do tego dochodzi synchronizacja ruchowa, zbiorowe zestrojenie ciał w rytm utworu. Pod pewnymi względami byłaby to więc kontynuacja Muzaku, ale oparta na innej modalności władzy. Nie jest już odgórnie narzucana, nie ma systemu głośników, poprzez które strumień dźwięku wylewa się na pracowników, działając na nich czysto fizjologicznie. Jest to raczej dobra zabawa z wymiarem terapeutycznym, tworzenie pewnej atmosfery, która pozostawia psychosomatyczny ślad, mający zwiększyć zdolność ciał do wspólnej pracy. Sporo mówiliśmy o biznesie, ale jak to się ma do samozarządzania i takich sfer jak na przykład oddolnie


szarecki

125

organizowana praca kooperatywna czy działania w kulturze, gdzie dużą rolę odgrywa samozarządzanie? Tu efektywność pracy ciała i procedur, którym jest ono poddawane, jest także istotna, dyscyplina jest niezbędna do osiągnięcia efektu. Może chodzi o to, kto czerpie korzyści z ciągłego napięcia między przymusem a oporem? Po kryzysie w latach 70. wiele firm także eksperymentowało z bardziej elastycznymi systemami zarządzania, w tym opartymi na oddolnej organizacji pracy. W książce przywołuję np. świetny artykuł Jamesa Barkera, który prowadził badania w niedużym przedsiębiorstwie, przechodzącym zmianę od hierarchicznej struktury do współdziałania niezależnych zespołów w oparciu o kolektywne decyzje. O ile w pierwszej fazie rzeczywiście udało się osiągnąć konsensus, wypracować pewną wspólną etykę pracy, o tyle w kolejnej – gdy do zespołów zaczęli dołączać nowi członkowie, którzy nie uczestniczyli w tych początkowych negocjacjach – nastąpił powrót do egzekwowania posłuszeństwa. Z tym że kontrola nie była już sprawowana przez menedżerów, a przez innych pracowników. W rezultacie władza stała się mniej jawna, ale równie opresyjna. Tak więc mechanizmy, które analizuję w książce, nie muszą dotyczyć tylko hierarchicznie ustrukturyzowanych korporacji. Tym bardziej że ekspertyza zarządzania podlegała postępującej popularyzacji, stopniowo przenikając do innych obszarów: do instytucji kultury, do edukacji, a nawet do sfery nieformalnych kontaktów międzyludzkich. W istocie samozarządzanie można by uznać za podstawowy imperatyw naszych czasów – każdy ma przecież, w pierwszej kolejności, zarządzać samym sobą. Bycie przedsiębiorczym jest przedstawiane jako klucz nie tylko do sukcesu zawodowego, ale także osobistego. Tak więc, niezależnie gdzie pracujemy, i tak każdy czy każda z nas żyje w kulturze korporacyjnej i podlega panującym w niej naciskom. Także tym dotyczącym ciała.

Artur Szarecki badacz kultury współczesnej i krytyk muzyczny. W 2013 roku otrzymał tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się zagadnieniami cielesności, kapitalizmu i kultury popularnej. Ponadto jako autor tekstów publicystycznych współpracuje z „Dwutygodnikiem”, a jako redaktor muzyczny z serwisem „beehype”, prezentującym piosenki z całego świata. Autor książki Kapitalizm somatyczny. Ciało i władza w kulturze korporacyjnej wydanej przez Wydawnictwo Drugie w 2017 roku.


126

filip

Plac Defilad ma szansę stać się pierwszym w Polsce placem publicznym zarządzanym przez międzysektorową koalicję gospodarzy. Ideogram projektu pochodzi z wystawy głównej festiwalu Warszawa w Budowie 9 Plac Defilad: krok do przodu. Ilustracja: {faces-design} Karolina Filip, Artur Jerzy Filip / Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie


filip

127

Czas lokalnych

gospodarzy Z dr. A rt u re m J e rz ym F i l i p em o modelach współzarządzania miastem rozmawia Al e ksa n d ra L i to row i c z


128

filip

Aleksandra L i torow i cz: Ukazuje się właśnie twoja książka pt. Wielkie plany w rękach obywateli, w której udowadniasz, że partycypacja społeczna w planowaniu i rozwoju miast nie musi wcale ograniczać się do działań o lokalnej skali, ale że nawet wielkoprzestrzenne założenia urbanistyczne, kojarzone przecież z warunkami panowania silnej, scentralizowanej władzy – wszelkiej maści dyktatur – mogą powstawać w duchu obywatelskim. W tym kontekście wiele czerpiesz z amerykańskiej kultury samorządności. Jednocześnie amerykańskie doświadczenia miejskie są dla ciebie pretekstem do wprowadzenia do polskiej debaty pojęcia tzw. lokalnych gospodarzy. Co oznacza ta kategoria? A rt ur Jer zy Filip: Mówiąc o lokalnych gospodarzach, myślę o wspólnotach, organizacjach, instytucjach i przedsiębiorcach trwale obecnych w danej przestrzeni. O tych, których drzwi bądź okna wychodzą na daną przestrzeń. To nawiązanie do słynnego powiedzenia Jane Jacobs o „oczach na ulicę”, w myśl którego gwarantem jakości i bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej są właśnie skierowane w jej stronę oczy. Codziennie wchodząc i wychodząc z domu czy pracy, przechodzisz przez jakąś przestrzeń – w tym sensie jest ona twoja. Więc jeśli jest tam dziura w chodniku czy kałuża, to ty pierwsza w nią wdepniesz. Jeśli jest brzydko, to właśnie ty żyjesz z tą brzydotą na co dzień. A jeśli jest biednie, to jest to twoja bieda. Ale jednocześnie jesteś pierwszą osobą, która może i powinna coś z tym zrobić. Co czyni lokalnego gospodarza? Czym taka rola różni się od istniejących w Polsce praktyk partycypacyjnych? Stosuję to pojęcie do określenia sytuacji trwałego związku, stałego zaangażowania, wzięcia długotrwałej odpowiedzialności za współzarządzanie przestrzenią. Prawdą jest, że ostatnie dwie dekady spopularyzowały w Polsce praktyki partycypacyjne – pojawiły się konsultacje społeczne, inicjatywy lokalne mieszkańców, budżet partycypacyjny. Mieszkaniec ma już coś do powiedzenia. Jednak te mechanizmy są wypracowane wyłącznie z myślą o mieszkańcu, o jednostkowym użytkowniku. Nie znajdują dobrego zastosowania wobec instytucji, przedsiębiorców, organizacji społecznych czy tym bardziej międzysektorowych partnerstw lokalnych. Dlatego jest to wciąż zbyt wąska perspektywa. Idea lokalnych gospodarzy to kolejny krok względem istniejących w Polsce praktyk partycypacyjnych. Dzisiaj wyzwaniem jest poszerzenie zjawiska partycypacji i objęcie nim większej liczby miejskich aktorów. Pamiętajmy


filip

129

Kilkudziesięciu mieszkańców, kilkanaście organizacji pozarządowych, instytucje samorządowe, uczelnie oraz instytucje kultury tworzą partnerstwo Otwarty Jazdów, lokalnego gospodarza Osiedla Jazdów w Warszawie. Ilustracja: Jan Franciszek Cieślak / Stowarzyszenie Kulturotwórcze Miastodwa

o przedsiębiorcach, instytucjach kultury (prywatnych i publicznych), uczelniach, szkołach… Jednocześnie – choć mówiąc o lokalnych gospodarzach, wskazujemy na o wiele większą grupę podmiotów – stale podkreślamy podstawowy warunek: że ten ktoś jest w danym miejscu obecny, lokalny, i że poczuwa się do stałej odpowiedzialności za to miejsce, ma z nim relację i robi coś na jego rzecz. Zostanie lokalnym gospodarzem wymaga więc przyjęcia daleko idącej odpowiedzialności. Wydaje mi się, że może to być tym trudniejsze, im młodsza jest demokracja. Jakie korzyści płyną z podjęcia tego wysiłku? Dla każdego inne. Może to być kwestia zwykłego upiększenia swojego otoczenia albo forma aktywnej postawy na rzecz ochrony wartości środowiskowych czy dziedzictwa kulturowego lub obrony przed zbyt agresywnie przebiegającym procesem gentryfikacji. Przykłady pokazują bowiem, że zaangażowanie się w sprawy lokalne dla wielu to walka o absolutnie podstawowe jakości życia. Z drugiej strony, dla instytucji kultury czy oświaty przyjęcie roli


130

filip

lokalnego gospodarza oznacza podkreślenie lokalnego znaczenia, stanowi szansę na lepsze zakorzenienie. Instytucje publiczne mają wyjątkowy potencjał jako wiarygodne platformy służące publicznej debacie, wyrażaniu i realizowaniu społecznych postulatów. W końcu dla biznesu aktywna rola lokalnego gospodarza i działanie na rzecz miejsca wprost przekłada się na wartość nieruchomości, rentowność inwestycji, na podniesienie zysku. Z kolei władze miejskie będą chciały miasta pięknego, bogatego i nowoczesnego, bo tym się wygrywa wybory. To są bardzo różne, ale jednak dopełniające się perspektywy. Pokazywałeś je na wystawie w ramach zeszłorocznej Warszawy w Budowie. Podawałeś amerykańskie przykłady, które zadziałały, choć w każdym przypadku napotykano na pułapki. Zaprezentowałem podstawowe cztery zagrożenia. Na Times Square grupa lokalnych gospodarzy to przede wszystkim wielkie korporacje i przedsiębiorcy – a ci kierują się logiką biznesową. Miejsce stało się przez to wielką atrakcją turystyczną, ale też uległo komercjalizacji i dzisiaj żaden szanujący się nowojorczyk nie umówi się tam na piwo. Pokazałem też spektakularny park High Line w nowoczesnej dzielnicy Chelsea, kreatywnej, wibrującej, niebojącej się biznesu i kapitału ani promocji i wchodzenia w alianse z celebrytami. Projekt powstał dzięki staraniom lokalnych aktywistów – wzorowych przedstawicieli klasy kreatywnej – jednak nie tylko nie odpowiedział na potrzeby mieszkańców, ale z czasem wręcz obrócił się przeciwko nim. Trzeci projekt to system zielonych przestrzeni publicznych w Południowym Bronksie, gdzie odnotowuje się największy współczynnik zachorowań na astmę wśród dzieci w Stanach. Realizacja projektu zainicjowana została przez mieszkańców walczących o podstawowe sprawy decydujące o jakości życia: o dostęp do wody, o jakikolwiek park czy choć ławkę. Lokalni liderzy zmuszeni byli jednak posługiwać bardzo konfrontacyjnymi metodami, aby wzbudzić jakie bądź zainteresowanie. I tak, gdy w końcu przyszło do budowania trwałych relacji między nimi a władzą, sytuacja była na to zbyt zaogniona. Czwarty przykład to koalicja lokalnych społeczności współzarządzających rewitalizacją i utrzymaniem obszaru Prospect Park na Brooklynie. Na pierwszy rzut oka sytuacja wygląda modelowo, jednak wśród kilkunastu wspólnot lokalnych otaczających park – jednych bardzo zamożnych, innych biednych – różnice i konflikty są ogromne, a forum koalicji nie zawsze służy ich wyrażaniu i rozwiązywaniu. Koalicja nie uniknęła pułapki klasowości i znaczna część


filip

131

ludzi nie czuje się w tym układzie reprezentowana. Wszystkie te przykłady pokazują, że nie istnieje jeden idealny model, każdy ma słabości – i dobrze jest to wiedzieć. Ale też w każdym z tych przypadków udało się osiągnąć niebywałe efekty transformacyjne – każda z tych historii to spektakularne success story. W takim razie chcę zapytać cię o Polskę, o te „jaskółki” warszawskiego współzarządzania, które śledzisz lub którymi się zajmujesz. Na przestrzeni ostatnich lat rolę lokalnych gospodarzy próbowały przyjąć: koalicja placu Małachowskiego, koalicja placu Trzech Krzyży, koalicja instytucji kultury na skarpie warszawskiej czy partnerstwo lokalne Otwarty Jazdów. Kilka lat temu żywa była idea partnerskiego Kwartału Muzycznego. Ostatnio: koalicja na rzecz placu Defilad. To są wszystko projekty o różnej skali, ale większość z nich opiera się na instytucjach kultury. Czy one są w jakiś sposób preferowane? Czy mają większą siłę, rozpoznanie, możliwości? U nas w Polsce, ale generalnie w Europie, utrzymujemy absolutne przekonanie, że przestrzeń koniecznie musi pozostać w rękach demokratycznych władz publicznych, bo tylko one gwarantują sprawiedliwy i otwarty rozwój miasta. Dlatego koncepcji lokalnych gospodarzy – nawiązującej w oczywisty sposób do amerykańskich doświadczeń zarządzania miastem – nie możemy wdrażać zbyt dosłownie. W Ameryce istnieje obca nam łatwość wchodzenia w partnerstwa publiczno-prywatne i tworzenia przestrzeni publicznych przez prywatny kapitał. To jest model trudny do przyjęcia u nas kulturowo, poniekąd słusznie. W tej sytuacji to właśnie instytucje kultury moim zdaniem dają szansę zbudowania czegoś pomiędzy, jakiegoś rodzaju platformy międzysektorowej na rzecz przestrzeni publicznych. Z jednej strony to dość niezależne podmioty o dużej autonomii w działaniu, są związane z danym miejscem, kierują swoją działalność do szerokiej publiczności i jako jednostki publiczne ponoszą publiczną odpowiedzialność. Z drugiej strony pozostają związane ze strukturami władzy publicznej, co sprawia, że postrzegamy je jako wiarygodniejsze, stabilniejsze i bardziej transparentne. Łatwiej jest więc nam zaufać, że nie zniszczą ani nie zawłaszczą danej przestrzeni. Pozostaje oczywiście pytanie, czy w ogóle instytucje są statutowo powołane do takich koalicyjnych działań. Czy robienie przedstawienia teatralnego na placu nie oznacza sprzeniewierzenia się misji teatru, jak to zarzucano swego czasu Teatrowi Studio. Instytucje publiczne


132

filip

potrzebują więc nie tylko dobrej woli swojej dyrekcji, ale też szerszego przyzwolenia na tego typu działania. Domyślam się, że w pewnym momencie trudno też uniknąć wytracania pewnej energii. Dochodzimy też nieuchronnie do kwestii finansowych. Skąd brać na to pieniądze? I po trzecie, docieramy do kwestii umocowania tego w jakimkolwiek systemie prawnym. Oczywiście, czym innym jest jednorazowe uczestnictwo w spotkaniu koalicji czy realizacja jednostkowego projektu, a zupełnie czym innym długotrwałe zaangażowanie, które przekłada się na konkretne koszty. W tym sensie, żeby coś zrobić lub działać z przestrzenią, musisz mieć środki. Ale nie zapominajmy, że na przestrzeń publiczną zawsze są jakieś publiczne środki. Dlatego kwestią zasadniczą pozostaje raczej to, kto nimi zarządza. Chodzi w sumie o to, by umieć je uruchomić. Kto umie po nie sięgnąć, ten zadecyduje, w jakiej kolejności zostaną wydatkowane. Czy lepiej, czy gorzej. Bo wbrew pozorom zawsze istnieje ktoś, kto decyduje o tym, jak, kiedy i od której strony skoszona zostanie trawa, pozamiatana ulica, naprawiona latarnia, co i w jaki sposób zostanie upamiętnione, kto i kiedy będzie mógł zorganizować wydarzenie albo jaką formę przyjmie tymczasowy bazar. Ktoś podejmuje decyzje planistyczne czy rekomenduje rozwiązania dotyczące na przykład miejscowej polityki lokalowej. Pytanie więc, czy te kwestie pozostaną w rękach anonimowych i bezdusznych mechanizmów biurokratycznych, czy właśnie w rękach lokalnych gospodarzy. Wiele osób pracujących na rzecz koalicyjnych projektów w Warszawie poszukuje możliwości budowy nowych mechanizmów w oparciu o istniejące narzędzia i formuły. Eksperci z Otwartego Jazdowa sugerują poszerzenie zakresu stosowania inicjatywy lokalnej, tak aby pozwalała na stałe współzarządzanie miejscem, a nie tylko realizację jednorazowych projektów. Pewne działania są też, jak się okazuje, możliwe, choć niepowszechne: miasto oddało przecież w zarząd Teatrowi Studio część placu Defilad. Ale problem stanowi także sam moment formalizacji koalicyjnej formuły, co wynika między innymi z bolączki prawa polskiego o stowarzyszaniu się – nie mogą tego robić podmioty prawne, czyli na przykład instytucje. I znowu zaczynają się próby obchodzenia tych ograniczeń. Zamiast stowarzyszenia instytucji można bowiem zawiązać stowarzyszenie przedstawicieli instytucji, ale jest to forma kulawa, bo związki z instytucjami pozostają luźne, a chodzi przecież o ich wzmocnienie i ugruntowanie. Być może ktoś zdecyduje się na powołanie związku pracodawców, ale i tutaj oznacza to


filip

133

Koalicja na rzecz placu Małachowskiego to pierwsza tego typu inicjatywa na rzecz placów miejskich w Warszawie. Mimo wzlotów i upadków wznowiła swoją działalność. Na zdjęciu inauguracja wystawy Plac Małachowskiego 3, w ramach którego Zachęta „wychodzi” z budynku na plac przed gmachem, zapraszając na niego artystów i publiczność. Fot. Weronika Wysocka, dzięki uprzejmości Zachęty

zastosowanie prawa w nieco naciągany sposób. Najatrakcyjniejszą w sumie formułą okazuje się… stowarzyszenie typu lokalnej organizacji turystycznej – jej członkami mogą być instytucje, przedsiębiorcy i samorządy. Tylko czy turystyczny wymiar takiej organizacji nie okazałby się z czasem nieznośnym ograniczeniem? Jak więc mogłaby wyglądać taka formuła hybrydowego współzarządzania? Konieczne jest stworzenie takiego narzędzia, które pozwalałoby zrzeszać całe spektrum koalicjantów oraz budować trwałe relacje z lokalnymi władzami publicznymi, również w zakresie decydowania o działaniach miejskich biur oraz wydatkowaniu miejskich środków. Dzisiaj każda grupa kombinuje, jak może: zawiązując nieformalne porozumienia, podpisując listy intencyjne, odwołując się do inicjatyw lokalnych, lokalnych partnerstw, ale prędzej czy później wszyscy zderzamy się z tym samym szklanym sufitem lokalnych praw i administracyjnych ograniczeń. Jak do stworzenia takiego nowego mechanizmu przekonać władzę? Co miastu daje oddanie, choćby częściowo, przestrzeni publicznej w ręce lokalnych gospodarzy?


134

filip

Podstawową korzyścią jest podział odpowiedzialności za rozwiązywanie potencjalnych konfliktów. Dobry PR. W modelu bardziej biznesowym, także wkład finansowy, czwartą: wizja, pomysły. To niemało. Przecież wokół tych czterech rzeczy kręci się polityka. Mądra, dojrzała władza publiczna dostrzeże w tym więcej korzyści niż problemów, bo wie, że służy swojej społeczności, a nie nią rządzi. Aktywność lokalnych gospodarzy pozostaje przecież w zgodzie z konstytucyjną zasadą subsydiarności, wedle której należy działać na najniższym możliwym poziomie organizacyjnym, chyba że konieczne i korzystne jest przejęcie zadań przez wyższy szczebel władzy, ale wtedy uzasadnienie tego przejęcia leży po stronie władzy! Dobrym przykładem jest koalicja wokół placu Defilad. Staraliśmy się pokazać władzom miasta, że ma w nas stabilnych, zrównoważonych partnerów do rozmowy o przyszłości zagospodarowania ścisłego centrum Warszawy. Plac Defilad nie okazał się jednak łatwym poligonem koalicyjności. To trudne miejsce. Centralne. Wszystko, co się tutaj dzieje, pozostaje na świeczniku. Jednocześnie jeszcze nie tak dawno była to przestrzeń zupełnie zaniedbana, aż do jej przekształcenia zabrali się właśnie lokalni gospodarze. To lokalni liderzy, osoby prowadzące dwie knajpy przy samym placu, czyli Grzegorz Lewandowski i Agnieszka Łabuszewska, zaryzykowali i wyszli z działaniami na sam plac. Bez pytania o zgodę zorganizowali pierwszy koncert w przestrzeni, która jeszcze wtedy była zastawiona samochodami. To był zaczyn – osoby, które mają drzwi otwarte na plac, zaczynają działać na rzecz tej przestrzeni, bez żadnego specjalnego dofinansowania, wsparcia, nawet pozwolenia. I to się nagle sprawdza. Okazuje się, że ludzie chcą być na placu Defilad. Dość szybko w tę inicjatywę włączyło się miasto, wspomagając organizatorów finansowo i organizacyjnie. Swoje role odegrali zarządcy Teatru Studio oraz Pałacu Kultury i Nauki. Równolegle część placu była zagospodarowywana przez Teatr Dramatyczny. Koalicja nie miała jednak od początku uporządkowanej struktury, nie było wiadomo, według jakiego modelu może się rozwijać, kto może czym w partnerski sposób zarządzać. Letni projekt Plac Defilad pozostał znakomity i święci sukcesy któryś rok z rzędu, ale całość działań na rzecz placu straciła ten początkowy impet koalicyjny. Dlatego przy okazji festiwalu Warszawa w Budowie w zeszłym roku spróbowaliśmy reaktywować tę ideę. I poszerzyć zakres dyskusji o placu. Mówimy już nie tylko o zrealizowaniu wydarzenia


filip

135

kulturalnego, ale też o nadzorowaniu procesu planistycznego, inwestycyjnego, o współzarządzaniu tym miejscem w przyszłości. Czy koalicja placu Defilad w jakiś sposób rzeczywiście na coś wpłynęła? Koalicji udało się wystosować spójne i konkretne stanowisko oceniające wszystkie pięć propozycji na plac Centralny. Określa ono naszą wizję tego miejsca – naszą nie znaczy, że samolubną. Na wiosnę zeszłego roku otworzyliśmy też publiczną dyskusję na temat możliwości współzarządzania placem, co też było o tyle przełomowe, że wymagało publicznego wyjścia i otwartego zobowiązania się do odegrania roli współgospodarzy. Podkreślenie, jak bezprecedensowa jest ta propozycja, wymagało również przyznania, że nie mamy wcale gotowego wzorca – że to otwarta propozycja, którą poddajemy pod publiczną debatę. Największym dzisiaj wyzwaniem natomiast wydaje mi się osiągnięcie swoistej masy krytycznej na rzecz współzarządzania. Razem z fundacjami Puszka i Bęc Zmiana w ramach projektu Place Warszawy (do odzyskania) organizujemy warsztaty inicjujące powstanie analogicznych projektów koalicyjnych na Rynku Starego Miasta oraz na placu Pięciu Rogów. Przede wszystkim zaś łączymy siły z tymi, którzy działają od dawna: Otwartym Jazdowem czy koalicją z placu Małachowskiego. Dzielimy się doświadczeniami, krystalizujemy wspólne cele i powoli budujemy wspólny front na rzecz tej idei. Na rzecz lokalnych gospodarzy.

Dr Artur Jerzy Filip badacz i praktyk innowacyjnych form międzysektorowego współzarządzania projektami miejskimi. Studiował na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej oraz w Pratt Institute w Nowym Jorku. Swoją rozprawę doktorską poświęcił amerykańskim oddolnym grupom partnerskim działającym na rzecz realizacji wielkoprzestrzennych projektów urbanistycznych (Wielkie plany w rękach obywateli, wyd. Fundacja Bęc Zmiana – w przygotowaniu). Stypendysta Polsko-Amerykańskiej Komisji Fulbrighta, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Miasta Stołecznego Warszawy. Adiunkt na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej oraz stały współpracownik Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.


136

współrzędne dizajnu

Woda w niebezpieczeństwie

Po przeczytaniu tego tekstu

nigdy już nie odkręcisz butelki wody bez wyrzutów sumienia. Czytasz na własną odpowiedzialność! Agata Nowotny Idea

Czy woda to produkt? Kto zostaje w kinie do napisów końcowych, może pamięta zda­ nie z końca filmu Big Short: „Mi­ chael Burry inwestuje dzisiaj swo­ je środki tylko w wodę”. To nie do końca prawda, bo oprócz loko­ wania kapitału w  wodę wybitny inwestor, który jako jeden z nie­ licznych przewidział kryzys na rynku nieruchomości w  2008 roku w  Stanach Zjednoczonych, dzisiaj inwestuje też w  złoto i  ziemię pod uprawy. Ale przede wszystkim faktycznie w wodę. Dlaczego? Bo – jak twierdzi Bur­ ry – świeża i czysta woda nie jest już dzisiaj dobrem powszechnym. Jest sprawą polityczną i sporną. Nic dziwnego. Z  siedmiu miliar­ dów ludzi żyjących na świecie, dwa miliardy nie mają dostępu do czystej, bieżącej wody. Zuży­ cie wody drastycznie rośnie wraz z powiększającą się z roku na rok produkcją plastiku. Przewiduje się, że w  2050 roku w oceanach będzie pływało wię­

cej ton plastiku niż ryb. Dzisiaj je­ steśmy w stanie efektywnie prze­ twarzać tylko 5% plastiku, a jego produkcja w ciągu kolejnych trzy­ dziestu lat się podwoi. Czas zacząć liczyć ślad ekolo­ giczny równie gorliwie co kalo­ rie. Okazuje się, że czekolada jest jednym z  najbardziej kosztow­ nych produktów pod względem zużycia wody w czasie produkcji. Do wytworzenia zaledwie pół ki­ lograma słodkości zużywa się po­ nad 8 litrów wody. Dla porówna­ nia – niewiele niższe zużycie jest przy produkcji wołowiny, a o po­ łowę mniejsze przy wyrobie wina. Jak oprócz wyrzutów sumienia i złego humoru możemy na to re­ agować i  jak mamy sobie z  tym radzić?


współrzędne dizajnu

Fot. Kykywinks, CC BY-SA 4.0//commons.wikimedia.org

137


138

Człowiek

współrzędne dizajnu

Plastik nie znika Obudowa Gameboya z 1995 roku wyłowiona z  oceanu wygląda praktycznie tak samo jak w roku produkcji. Natomiast człowiek, który urodził się w  tym samym roku, ma dzisiaj ponad dwadzie­ ścia lat i  od kilku zajmuje się zbieraniem plastikowych śmieci z  oceanów. W  przeciwieństwie do plastiku, który się nie zmie­ nia, Boyan Slat zmienił się bar­ dzo, a jeszcze bardziej chce zmie­ nić świat. W oceanach pływa dzisiaj 1,8 try­ liona plastikowych elementów – dużych i  małych. Pływają kraty po piwie, kaski robotnicze, obu­ dowy Nintendo, plastikowe to­ rebki, słomki, a także to, co mło­ dy naukowiec i aktywista nazywa plastikowym konfetti: malutkie fragmenty plastiku, które nie­ zwykle trudno się wyławia. Tych ostatnich jest co prawda 3%, ale warto pamiętać, że prędzej czy później te większe się pokruszą i rozpadną na małe kawałki. I to właśnie plastikowe konfetti jest najbardziej niebezpieczne dla morskich zwierząt – ptaków i ryb, które karmią się planktonem ży­ jącym w wodzie i wraz z nim po­ łykają plastik, którym ostatecz­ nie się duszą. Slat jeszcze jako nastolatek za­ czął badać, jak zachowuje się pla­ stik w oceanach, bo wiedział, że wyłowienie małych elementów jest trudne, a  prognozy pokazy­ wały, że tradycyjne oczyszczanie oceanów z aktualnych śmieci za­ jęłoby ponad tysiąc lat… Wpadł na

pomysł, że aby zbierać plastik, na­ leży zachowywać się, jak plastik. Tylko jak zachowuje się plastik? Pływa na powierzchni, gdzie prąd jest szybszy niż na większej głę­ bokości. Pływa poruszany natu­ ralnym prądem oceanicznym, co sprawia, że na świecie tworzy się pięć skupisk pływających śmie­ ci, z czego największe – na Pacy­ fiku. Poza tym plastik nie znika, a  wręcz przeciwnie – pływa go coraz więcej. Na ten obszar organizacja The Ocean Cleanup, której dzisiaj szefuje Slat, wysłała oczyszcza­ jące ocean systemy. Urządze­ nie jest bardzo proste, a  jedno­ cześnie niezwykle skuteczne. To kilometrowy pas wyposażony w filtry utrzymujące się przy po­ wierzchni wody, na głębokości takiej, na jakiej unosi się plastik. Do pasa z obu stron zaczepione są liny, które prowadzą do kotwicy. Kotwica dryfuje zaś na głęboko­ ści kilkunastu metrów, gdzie prąd jest wolniejszy niż na powierzch­ ni. Dzięki temu cały system jest wolniejszy niż plastik i  pozwala go zatrzymać, a jednocześnie pły­ nie wraz z prądem i kieruje się do największych skupisk śmieci. Efektywność tego prostego urzą­ dzenia jest zdumiewająca. Sza­ cuje się, że jego wykorzystanie ma szansę zlikwidować skupisko śmieci wielkości stanu Kalifornia w przeciągu zaledwie pięciu lat. Nic tylko trzymać kciuki i nie wy­ rzucać więcej plastików.


współrzędne dizajnu

Fot. materiały informacyjne The Ocean Cleanup, www.theoceancleanup.com

139


140

Rzecz

współrzędne dizajnu

Słomka na ratunek W te wakacje przez stolicę prze­ toczyła się dyskusja dotycząca za­ sadności pakowania wody z  kra­ nu w plastikowe torebki z równie plastikowymi słomkami i  rozda­ wania ich w  ramach akcji War­ szawska Kranówka. Niedługo potem mogliśmy usłyszeć, że Ro­ bert Biedroń zamordował lodofo­ kę grenlandzką, co zeznał w spo­ cie zachęcającym do bojkotu plastikowych słomek. Nawet kil­ kuletnie dzieci zaczynają dzisiaj świadomie odmawiać picia przez słomkę, a projektanci, odpowia­ dając na nowe potrzeby, propo­ nują alternatywy: jednorazowe słomki z  papieru albo metalowe do wielokrotnego użytku. Nieza­ leżnie od materiału słomka jest dla nas zbytkiem – gadżetem lub co najwyżej czymś, co sprawia, że pije się wygodniej. Bywają jednak takie, które ratu­ ją życie. LifeStraw to urządzenie wyposażone w  filtr uzdatniają­ cy wodę do picia z  każdego źró­ dła. Słomka jest lekka i łatwo ją nosić ze sobą. Wyposażona w fil­ try, które starczają na rok dla jed­ nej osoby. Dzisiaj produkt do­ czekał się rozwinięcia w  kilku wersjach, m.in. rodzinnego ba­ niaka filtrującego większe ilości wody niż pojedyncza słomka. Pro­

dukt wykorzystywany jest nie tyl­ ko w krajach, gdzie brakuje stabil­ nej infrastruktury uzdatniającej wodę, ale także w sytuacjach, gdy w wyniku kataklizmów ludzie są odcinani od źródeł pitnej wody. Na tym nie koniec – produkt ratu­ jący życie osobom mieszkającym w  trudnych warunkach świetnie pasuje do stylu życia miejskich nomadów. Technologię moż­ na z  powodzeniem wykorzystać w  przenośnym bidonie, przydat­ nym podczas uprawiania sportów, w  podróży czy po prostu prze­ mieszczając się po mieście.

Agata Nowotny socjolożka, badaczka, wykładowczyni. Pisze i czyta o dizajnie. Współpracuje z projektantami, uzupełniając ich działania o badania społeczne i kulturowe. Założycielka Instytutu Działań Projektowych IDEPE i działającej w jego ramach czytelni z książkami o dizajnie i architekturze. Czytelnia IDEPE jest czynna od wtorku do soboty w godzinach 12—18, Fort Mokotów, ul. Racławicka 99, Warszawa.


współrzędne dizajnu

Fot. materiały informacyjne LifeStraw, www.lifestraw.com

141


142

art-terapia

ART TERAPIA Subiektywnie o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach

MARTA KRÓLAK

Pewnego dnia obudziłam się na­ gle nad ranem z uczuciem, że doży­ łam niemożliwego – słynny youtu­ ber Klocuch doczekał się własnej wystawy. Mam znajomego, któ­ ry już od lat zapowiadał, że to się wydarzy, jednak do roku 2018 nikt nie brał jego przepowiedni zbyt se­ rio. Ów znajomy na co dzień pracu­ je w  dosyć szanowanej instytucji kultury, a w wolnych chwilach para się teoretyzowaniem praktyk po­ startystycznych. Któregoś jesien­ nego popołudnia wybraliśmy się na kawę. Popijając cappuccino, znajo­ my wyznał mi, że im więcej teorety­ zuje i bada, tym mniej wierzy w to, że sztuka ma jakikolwiek wpływ na rzeczywistość. Ponieważ jako oso­ ba z ciężką depresją raczej źle zno­ szę, gdy cały świat mi się wali, oczy­ wiście nie mogłam się ze znajomym do końca zgodzić, aczkolwiek przy­ znałam, że pewne struktury nale­ żałoby najpierw usprawnić, abyśmy mogli w spokoju zajmować się sztu­ ką i jej wpływem na naszą żałosną sytuację życiową i polityczną. To powiedziawszy, znajomy zapy­ tał mnie: „A  nie chciałabyś się po prostu zapisać do jakiejś partii?”. Litości, do jakiej partii?! No prze­ cież się nie zapiszę do Razem… Pech chciał, że retrospektywa Klo­ cucha, wyznanie znajomego i  roz­

ważania o wkroczeniu w prawdzi­ wą politykę zbiegły mi się w czasie z zakupem książki Strike Art. Contemporary Art and the Post-Occupy Condition  Yatesa McKee, któ­ ra krąży w  zasadzie wokół moich wszystkich jesiennych dylema­ tów. Co ciekawe, McKee pierwszą i  dość obszerną część książki po­ święca w dużej mierze parahacker­ skiej działalności artystycznej z po­ czątków ery internetów (wczesne lata  90.). Opisywane przez niego akcje wpisują się w poczet dzisiej­ szego net artu, tak samo jak you­ tube’owe imaginarium Klocucha. No więc co, jeśli upłynnienie gra­ nicy między artystą a twórcą inter­ netowego kontentu to remedium na spadek sprawczości sztuki w  cza­ sach, których nastroje dyktują twe­ ety Donalda Trumpa? Innymi sło­ wy, lepiej być artolem, youtuberem czy wstąpić do partii? Yates McKee krytykuje romantycz­ ną wiarę w sprawczość sztuki oraz idealizowanie historyjek o partycy­ pacji. Postuluje, za Claire Bishop, aby aktywizm jednak pozostawić aktywistom. Idąc za ciosem, ja po­ litykę odstępuję politykom, a co do sztuki, to proponuję triadę platoń­ ską prawdy, piękna i dobra zamienić na triadę Kanye’go Westa – prawdę, piękno i zajebistość (beauty, truth,


art-terapia

Jon Rafman, z cyklu Nine Eyes of Google Street View; źródło: http://9-eyes.com/

143


144

art-terapia

awesomeness). W sztuce koniec koń­ ców zawsze chodzi o  to (i  w  tym również leży jej sprawczość, jeśli w ogóle takową ma), żeby zrobić za­ jebiste wrażenie. Zgodzicie się jednak, że w erze po­ stinternetowej zajebistego wra­ żenia nie robią już na nas spekta­ kularne artystyczne realizacje, jak to było w latach 90. Dzisiaj wygry­ wa ten, który potrafi przekopać się przez tony memów i znaleźć ten je­ den, który trafi naprawdę w punkt. Wszyscy ci autorzy piszący o sztu­ ce flirtującej z protestem odwołu­ ją się do sytuacjonistycznych tra­ dycji, gdy mówią o zaangażowaniu, sprawczości, partycypacji. Ja wi­ dzę przechwycenie właśnie w kon­ struowaniu śmieszkowego kon­ tentu. Receptą na udany mem jest coś pięknego, coś prawdziwego i  coś robiącego zajebiste wraże­ nie. Mniej więcej wtedy, kiedy Klo­ cuch rozpoczął swoją youtubową działalność w internecie, zadebiu­ towało Google Street View. Także w tym czasie kanadyjski artysta Jon Rafman zaczął kolekcjonować naj­ lepsze ujęcia z kamer Google krą­ żących po ulicach świata, i znacznie wcześniej nim komukolwiek przy­ śniły się memy w takiej formie, w ja­ kiej ich dziś używamy, Rafman za pomocą przechwycenia stworzył zupełnie nową bibliotekę found footage na miarę XXI wieku, pozba­ wioną romantyzmu, za to pełną za­ jebistości. Projekt Nine Eyes of Google Street View miał premierę w  2008 roku i  w  różnych formach trwa do te­ raz. Znany bardziej z dziwacznych epopei 3D Rafman spędził napraw­ dę wiele godzin, oglądając miej­ sca uchwycone kamerą Google. To właśnie moment robienia zrzu­ tu ekranu nadaje ujęciu podmioto­ wość, której momenty uchwycone

na Street View nie posiadają, po­ nieważ są dziełem bezdusznego automatu. Poza tym wiecie prze­ cież, że ja i moja depresja uwiel­ biamy wirtualne zwiedzanko świa­ ta. Siła projektu Rafmana leży nie tylko w  przechwyceniu, ale tak­ że w  pozostawianiu zdjęć w  prze­ strzeni internetu, bez okraszania ich zbędnym komentarzem. Jak po­ wiedział król neta Klocuch: po co bajdurzyć, jak można cichać. Prze­ glądając Nine Eyes of Google Street View, wielokrotnie trafiamy na glitche i usterki sprzętu, co dotyczy zarówno kamery – gdy np. idącego powolutku starszego pana uchwy­ ciła na jednym zdjęciu dwa razy, co wygląda raczej tak, jakby jakiegoś dziadka gonił jego zły doppelgänger – jak i  algorytmów, kiedy we­ dług obliczeń zdolnej niemalże do rządzenia światem maszyny należy rozmazać nie tylko twarz ludzką, ale również pysk słonia, wygląda­ jącego dziewięciookiego potwora zza wysokich traw. Zapytacie mnie więc o  tę spraw­ czość sztuki, a  ja wam odpowiem: i tak, i nie. Czy lepiej być artystką, polityczką czy twórczynią konten­ tu, odpowiem: nie wiem, bo w grun­ cie rzeczy to jedno i to samo, a opo­ wieść o  Jonie Rafmanie powinna was przekonać, że tak właśnie jest. Jeśli chcecie coś zmienić na świe­ cie, to po pierwsze idźcie na wybo­ ry, po drugie przestańcie używać słomek, a  po trzecie zastanówcie się nad tym, co oglądacie w inter­ necie. Panuje powszechne przeko­ nanie, że siedzenie na feju czy In­ stagramie to prokrastynacja i strata czasu. Sama jeszcze do niedawna podzielałam ten pogląd. Zapomnie­ liśmy o  tym, że internet jest na­ szym podstawowym źródłem wie­ dzy, pamięcią zastępczą i  oknem na świat. Owszem, jest w nim peł­


art-terapia

145

Jon Rafman, z cyklu Nine Eyes of Google Street View; źródło: http://9-eyes.com/

no złych emocji i fejkowych wiado­ mości, ale – podobnie jak trawiąca obecnie świat wojna informacyjna – rewolucja już się nie wydarzy na ulicach, bo są one nawet na Stre­ et View w  większości opustosza­ łe. Jeśli chcecie się buntować, rób­

cie to online, także dlatego że nic, co wirtualne, nie zginie i nikt wam tego buntu nie odbierze. I na Boga, przestańcie już nawoływać do od­ stawienia ekranów i psioczyć, że in­ ternet to zło. Nic lepszego już nam się nie przytrafi.

Marta Królak absolwentka Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracowniczka NN6T.


146

artykuły biurowe

Śmieszne, bo to błąd jakub zgierski

A znacie tę anegdotę o  wybit­ nym krytyku Erskim, który przychodził do nas regularnie z  koszykiem na zakupy, takim wiklinowym jak kiedyś były, i ła­ dował do niego wszystkie nowo­ ści, które wpadły mu w ręce? To była taka od dawien dawna tra­ dycja, przekazywana oralnie przez starszych pracowników pracownikom młodszym, razem zresztą skłębionych i  na wpół zapomnianych procedur oraz wyjątków od procedur, stano­ wiących łącznie tak zwaną kul­ turę organizacji. Otóż w  pew­ nym momencie – a były to późne lata dziewięćdziesiąte – kultura organizacji została gwałtownie, jednego dnia, zastąpiona w wy­ niku wrogiego przejęcia przez kulturę korporacyjną. W związ­ ku z  tym na wejściu do budyn­ ku zorganizowano biureczko dla ochroniarza oraz szlaban z pipkiem na kartę. Krytyk Er­ ski na ten widok sapnął ponoć i powiedział, że nazywa się Er­ ski i że on jak zawsze – do wy­ dawniczego. Na co ochroniarz powiedział: oczywiście, proszę pana, wszystko jasne. Podniósł

słuchawkę i powiedział: pan ka­ napka! A  tak w  ogóle, kontynuowała Ania (kończąc gołąbka), to po­ doba mi się ta forma: „pan ka­ napka”. To dobry konkret – określanie człowieka przez produkt jego pracy. Szcze­ pan Twardoch, na przykład, pan-książka. Albo nasz Pawe­ łek z social mediów, kojarzysz, to byłby chyba pan-lajek. Pan-szer-mema. Można być dum­ nym. Choć z niektórymi to cięż­ ko. Ten Jacek, to co właściwie? Pan-porada? Pan-komunikacja-wewnętrzna? Od razu widać, kto ma ściemnione stanowisko. Jakby to rozpisać szerzej, na całą strukturę, to od razu by wy­ szło, gdzie coś nie gra. Na przy­ kład Marek ma umowę o dzieło na fotoedycję, ale robi projek­ ty oświetlenia, mimo że od za­ wsze zajmował się programo­ waniem. Ostatnio powiedział mi, że jego największy tego­ roczny sukces miał miejsce po godzinach, kiedy to dobrał się do naszej strony internetowej – będącej w  jurysdykcji działu promocji, zarządzanego przez


artykuły biurowe

bardzo uzdolnionego tłumacza języka niemieckiego – i z  suk­ cesem połączył się, jak to ujął, z  API programu trackingowe­ go. Powiedział: pobrałem dane o  wizytach, w  agregatach albo suróweczkę, po czym wszyst­ ko pięknie oczyściłem i  przez Google Data Studio zassałem do arkusza, który potem, rozu­ miesz, karmi daszbordy. Ciebie to pewnie nie kręci, powiedział, dla ciebie internet to pewnie taka – cytując Koheleta, he, he – marność nad marnościami. Mówię ci, powiedział, wy z Ma­ ryśką to przynajmniej macie po­ czucie, że pchacie świat ku lep­ szemu. Ależ nie, odpowiedziałam, po­ wiedziała Ania, to co pchamy, to pchamy z niechęcią, na pozycje wyznaczone przez osoby, któ­ re już tu dawno nie pracują, bo zostały zastąpione przez oso­ by z awansu poziomego. Gdyby ktoś lekko klepnął dłonią w na­ szą strukturę jak w zepsuty te­ lewizor, to może wszyscy wpa­ dliby na swoje miejsce. Teraz wszyscy na pół centymetra od­ stają, stanowiska nie pokrywa­ ją się z ludźmi, więc ludzie nie wpadają w  odpowiednie dziur­ ki. Nogą zahaczają o  krawędź, a ramieniem grzebią ślepo w pu­ stce poza strukturami organi­ zacji. Kończą połamani albo

147

w najlepszym razie z wiecznym skurczem układu mięśniowego. Kochana, powiedziała pani Te­ resa, ja się obawiam, że to me­ tafora szersza, życiowa. Te mi­ łości nasze, nasi kochankowie – są zawsze prawie tacy, o  ja­ kich by nam chodziło, ale jed­ nak nie do końca. Podobni, ale niestety nieidentyczni z  tymi, których mamy na myśli. I chyba jedyną znaną mi osobą, która umie poradzić sobie z tym wiecznym niedopasowaniem jest pani Eliza – znacie? Z dzia­ łu kadr? Nic jej tak nie śmieszy jak jej własny błąd – szczególnie gdy wytknie go ktoś bardzo nie­ pozorny, o usposobieniu szcze­ gólnie humanistycznym. Proszę spojrzeć, powiedział jej ostat­ nio Romek, nie dała pani paraf­ ki, a  data delegacji nie zgadza się z fakturą za hotel. Na co pani Eliza, osoba nadzwyczaj poważ­ na i skrupulatna, zachichotała, a  jej twarz, zazwyczaj skamie­ niałą, ożywiły nagle, jakby ma­ giczna latarnia wyświetliła jej nerwy na skórę, gwałtowne wy­ ładowania radości i  śmiechu – glicze szczęścia.

Jakub Zgierski kulturoznawca. Pisze artykuły o literaturze, redaguje książki o sztuce i organizuje wydarzenia filmowe.


148

będzie tylko gorzej

Jak dobrać sztukę nad kanapę? Artkonsjerż Alek d’Hudzik

Dom bez sztuki jest pozbawiony duszy, wnętrze bez artystycznego tchnięcia pozostanie tylko pustymi czterema ścianami. Proszę państwa, nie ma takiej kanapy, do której nie dopasujemy choćby małego obrazka. Oto kilka propozycji, do każdego wnętrza!

Dwór Szlachecki

W szlacheckim dworze, wśród poroży, pasów słuckich, kontu­ szy i rodzinnych portretów sztu­ ka powinna spełniać rolę dro­ gowskazu, moralnego kompasu. W takim pełnym przepychu domu powinno zawisnąć coś wzniosłe­ go: obraz Jacka Malczewskiego, husarski drzeworyt Stacha Szu­ mskiego, portret papieża – oczy­ wiście autorstwa Piotra Uklań­ skiego, a może i niezłomny obraz mistrza Dowgiałły albo, jeśli star­ czy miejsca, swojski Bałwan Oskara Dawickiego. Garaż

Kto powiedział, że sztuka nie może zawisnąć nad tylną kana­ pą naszego samochodu. Cóż tam zawisnąć może? Według naszych specjalistów świetnie wpasuje się tu praca Rafała Dominika, jakiś artystycznie przerobiony kadr ze „Świerszczyka”, nie gorsza będzie fotografia Minimal Fetish Maury­ cego Gomulickiego. Może tapeta Karola Radziszewskiego, w koń­ cu co w garażu, zostaje w garażu! A jeśli rozmiary garażu na to po­ zwalają może warto byłoby kupić sobie na przykład drugi samo­


będzie tylko gorzej

149

chód, na przykład od Rafała Buj­ Dom studencki nowskiego, powystawowy z Za­ Mówi się, że dobrą sztukę można mieć nawet za 200 złotych. Może chęty. zatem, odmawiając sobie dziesię­ Wnętrze ciu kebabów w  rozmiarze XXL, minimalistyczne, jesteś w stanie rozpocząć „pięk­ ną przygodę ze sztuką”. Na począ­ styl skandynawski W domu, gdzie światło gaśnie na tek polecamy druki, na przykład dźwięk klaśniętych dłoni, podło­ te oferowane na przedświątecz­ ga – choć betonowa – przyjemnie nych targach sztuki. Gdyby jed­ ogrzewa nasze bose stopy, a me­ nak marzył wam się obraz Wil­ ble są nieskazitelnie piękne, pod helma Sasnala, to też możecie go warunkiem że nie mamy w domu wydrukować w  dobrej rozdziel­ psakotadzieckadrugiegodziec­ czości w  punkcie ksero, tylko kaalbogości, sztuka może pełnić najpierw trzeba go znaleźć w sie­ rolę zjawiska. Elementu, na któ­ ci. Do odważnych może trafić Mo­ rym znudzone szarością i mono­ nika Sosnowska, wydrukowana na tonią oko zatrzyma się na mo­ drukarce 3D. ment, a  może i  pokontempluje. Do takiego wnętrza pasują wycy­ Wnętrze a’la loft zelowane obiekty Jana Domicza Ach, we wnętrzu ceglastym, ru­ albo Piotra Łakomego, albo zim­ stykalnym, nadszarpniętym zę­ ne jak posadzka kadry z  filmów bem czasu, nawet jeśli zupełnie Normana Leto! W  tym ostatnim nowym, odnajdzie się tylko gi­ przypadku polecamy zawiesić gantyczna męska sztuka! „Think Big”, jak mawiają Amerykanie. pracę nad telewizorem. Zatem szarpnijcie się, kupcie Chata polska sobie coś Donalda Judda. Niech Gdy w  twoim domu na stołach wasz dom ozdobi kawał stali ocie­ wciąż ścielą się ceraty, zamiast kający rdzą. Jeśli nie on, to może dywanu deski przykrywa lino­ wirtuoz metaloplastyki z  Biel­ leum, trzeba ci wiedzieć, że tylko ska-Białej Igor Mitoraj. W wersji najlepsza, a  co za tym idzie naj­ budżetowej niech będzie to Ma­ droższa sztuka będzie tu paso­ teusz Choróbski i jego rzeźba od­ wać. Paweł Althamer i  jego cio­ lana z pieniędzy. Bo pieniądze to sane rzeźby albo byki, na których nie wszystko. przy okazji usadzisz dzieciaki, gdy się panoszą po domu, bo jak wiemy, sztuka musi być potrzeb­ na! I niech wiejący z obory zapach gnojówki wplecie się we włókna tkanych rzeźb Alicji Bielawskiej. Alek Hudzik pisze o sztuce na FB i o kulturze w „News­w eeku”. Czasem też do innych gazet. Z NN6T związany od numeru 61, czyli od wielu, wielu lat.


150

recenzje lektur nowych i starych

recenzje lektur nowych i starych Kurzojady

Carlos Alex Marrodán Casas do Warszawy trafił w wieku trzech lat. Był 1951 rok, dla hiszpańskie­ go małżeństwa z małym dzieckiem Polska musiała być dość nietypo­ wym azylem. Ale była. Było miesz­ kanie na Pradze i  życie w  dwóch językach. Pewnie dzięki temu doro­ sły Carlos stał się jednym z najważ­ niejszych tłumaczy hispanojęzycz­ nej literatury w Polsce. Przekładał m.in. książki Vargasa Llosy, Garcii Marqueza (moje ukochane Jesień patriarchy i Miłość w czasach zarazy). To w  jego tłumaczeniu dosta­ liśmy megahit literatury hiszpań­ skiej, Cień wiatru Carlosa Ruiza Zafóna. W październiku, przy oka­ zji Międzynarodowego Dnia Tłu­ maczy, w niewielkim nakładzie, nie na sprzedaż, ale na pokaz, jako pre­ zent, ciekawe uhonorowanie, na­ kładem wydawnictwa Muza i przy zaangażowaniu wybitnych tłuma­ czy, jak Filip Łobodziński, Joanna Karasek, Wojciech Charchalis czy Tomasz Pindel, ukazały się Opowiastki dla Carlosa. Osobiste hi­ storie opowiedziane przez tłuma­ czy i  tłumaczki oraz przełożone przez nich opowiadania wybitnych pisarzy i pisarek to piękny i wzru­ szający gest, a  dla nas możliwość poznania też twórców i  twórczyń

mniej znanych, jak Hebe Uhart czy Carmen Riera, oraz przypomnie­ nie sobie o pisarzach wybitnych, acz zapominanych, jak Miguel de Unamuno. Mnie zaś wzruszyła Ma­ rzena Chrobak, która zdradziła, że w  oryginale tytułu książki Sabiny Berman Dziewczyna, która pływała z delfinami zamiast butlonosych są… tuńczyki. „Biorąc pod uwa­ gę, że w polskim imaginarium tuń­ czyk ma postać strzępów w puszce, decyzję wydawcy można uznać za usprawiedliwioną”, pisze tłumacz­ ka. A ja googlam, jak wygląda żywy tuńczyk. Nie jest to na pewno ryba obca Carlosowi, skoro jest współ­ autorem książki kucharskiej. I tak płynnie przechodzimy do przepięk­ nej pozycji wydanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Jodie Baltazar z  Pauliną Jeziorek opra­ cowały „przewodnik po dzikich jadalnych roślinach stolicy”, czyli Głodni zielonej Warszawy. Były już przewodniki po Warszawie z  róż­ nych perspektyw – architektury, mozaik, gejowskiej, herstorycznej, żydowskiej, ale żeby łazić po mie­ ście i  szukać czegoś do żarcia na trawnikach? Czemu nie! Wgryźmy się w to! Wydawca co prawda prze­ strzega, by nie żreć (tj. kosztować), co popadnie z trawnika, a wszystko,


recenzje lektur nowych i starych

co robimy, robimy na własną odpo­ wiedzialność, ale… Jodie Baltazar jest amerykańską artystką, która do Warszawy przyjeżdża od kilkuna­ stu lat i obserwuje zmieniającą się stolicę. I choć zmiany ją cieszą, to wciąż znajduje perspektywy, w któ­ rych jest wiele do zro­ bienia. I taką jest nasze dostrzeganie miejskiej roślinności w pierwszej kolejności, bo jej je­ dzenie to już krok dru­ gi, dla tych o  mocniej­ szych nerwach. Wbrew pozorom (albo i trochę, niestety) Głodni zielonej Warszawy to zbiór naprawdę poważnych informacji o  roślinach i  tak wielu przestróg przed ich jedzeniem, że mimo atrakcyjnej formy, świetnej okład­ ki (Magdalena Piwo­ war), pięknych ilustracji (Agnieszka Kubiszew­ ska-Krawczyk), trochę straciłem apetyt. No i wbrew tytułowi więk­ szość książki zajmuje zwyczajny „atlas dzikich roślin ja­ dalnych”, z uwzględnieniem wystę­ powania w  Warszawie, ale jest to lektura mało pasjonująca. Odro­ binę ciekawszy jest dział „mapy”, gdzie autorka pokazuje miejsca zielone w  warszawskich dzielni­ cach i  próbuje je scharakteryzo­ wać, ale z  przewodnikiem to ma niewiele wspólnego. Bliżej książce do wademekum, pięknie wydane­ go, ale jednak mało fascynującego w treści. Na spacer po dzielnicy nie wezmę, ale widzę siebie, jak wraz z  psiakiem solidarnie przegląda­ my ofertę naszego przydomowego trawniczka. Jeszcze trochę zieleni

151

zostało, jesień rozświetla się mo­ mentami, można zatem jeszcze po­ hasać po terenach zielonych w ce­ lach żywieniowych. Wojtek Szot

CYT, ISKIERKA ZGASŁA

Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga. Chodź, opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa. Była przerośnięta ludzkość, jadła dużo masła, Drobiu, jaj i wołowiny… Cyt, iskierka zgasła. Taką bajeczkę za kilkadziesiąt lat będą sobie opowiadać nasze wnuki w podziemnych schronach, patrząc przez lufciki wentylacyjne, jak zie­ mię pustoszą huragany i trąby po­ wietrzne, bez przeszkód mknące przez pozbawione lasów, gorące


152

recenzje lektur nowych i starych

równiny. Wyniki badań są jedno­ znaczne: albo przestaniemy jeść mięso, albo pożałujemy. Przemy­ słowa hodowla zwierząt i produk­ cja paszy dla nich odpowiedzialne są za emisję olbrzymiej ilości ga­ zów cieplarnianych, które wpły­ wają na zmianę klimatu i związane z nią anomalie pogodowe (jak wam się chodzi z krótkim rękawem w li­ stopadzie?). Możemy odmawiać pi­ cia przez plastikową słomkę i jeź­ dzić wszędzie rowerem, ale jeżeli nie pohamujemy swojej chętki na zjadanie zwierząt (i to za niewiel­ kie pieniądze), nic nam nie pomo­ że. Dlatego w  trosce o  przyszłość planety przygotowałam przegląd książek, które mogą ułatwić decy­ zję o  przejściu na wegetarianizm lub weganizm. Dla początkujących odkrywców prawdziwej ceny taniego mięsa po­ lecam Osobowości na talerzu Bar­ bary King. Autorka skupia się na zagadnieniu osobowości zwierząt – czy mniej chętnie konsumuje­ my stworzenia, którym skłonni je­ steśmy przyznać pewną indywidu­ alność i  zdolność do odczuwania emocji? Jak „policzyć” cierpienie żywych istot? Czy możemy zdecy­ dować, że ból u ryby jest tym samym co u  ból u  krowy i  tym samym co u  człowieka? Czy możemy z  kolei traktować nawyki żywieniowe kra­ jów rozwijających się tak samo jak nasze wybory w  supermarketach sytego Zachodu? Każdy rozdział poświęcony jest innemu rodzajo­ wi stworzeń: owady, ośmiornice, ryby, kurczaki, kozy, krowy, świnie i – trochę zaskakująco – szympansy. King dość dobrze wypada w roli ad­ wokata diabła. Opisując ekspery­ menty i  wyniki badań w  zakresie inteligencji i odczuwania zwierząt, zadaje pytania, które postawiłby

przeciętny zjadacz chleba. Skąd to wiemy? Jak właściwie skonstru­ owane jest to konkretne badanie i czy jego wyniki mogą być mia­ rodajne? Jak traktować obiegowe stwierdzenie, że świnie dorównują poziomem intelektualnym trzylat­ kom? King pisze, że takie myślenie – chociaż obrazowe – pozbawio­ ne jest sensu. Ryby nie posługują się narzędziami w  sposób tak za­ awansowany jak szympansy, ale skutecznie rozwiązują swoje pro­ blemy w swoim środowisku. Czy to nie wystarczy? Czy to, że nie mają kory mózgowej, oznacza, że nie są w  stanie odczuwać bólu lub stre­ su? „Żadne zwierzę nie musi czuć jak my, żeby zostać uznane za isto­ tę czującą; żadne nie musi być inte­ ligentne jak my, żeby zostać uzna­ ne za inteligentną indywidualność” – pisze King. Plusem tej narracji w jej wymiarze wegetariańsko-wegańskim jest ła­ godność. Autorka nie twierdzi, że każdy, kto je mięso, jest mordercą. Nie wzywa do radykalnych kroków. Przekonuje raczej, że każdy powi­ nien zrobić tyle, ile może. Zrezy­ gnować z olbrzymich pudeł lodów. Odpuścić sobie wizyty w KFC. Wy­ znaczyć jeden wegański dzień w ty­ godniu lub jeden wegański tydzień w miesiącu. Kupować jajka z wolne­ go wybiegu, a nie z chowu klatko­ wego. Nie da się w przewidywalnej czasowo perspektywie zlikwido­ wać cierpienia zwierząt, ale można zmniejszyć jego sumę. No właśnie: czy na pewno się nie da? Spójrzmy na Czyste mięso Pau­ la Shapiro. Autor odwiedza labo­ ratoria, które – współfinansowa­ ne przez takich tuzów biznesu jak Be­zos, Gates czy Branson – pracu­ ją pełną parą nad wyhodowaniem mięsa i  skóry z  komórek, bez ko­


recenzje lektur nowych i starych

nieczności stwarzania i zabijania całego zwierzęcia. Na razie czy­ ste etycznie i  biologicznie mięso (zero salmonelli czy E. coli w jedze­ niu) jest upiornie drogie. Obniże­ nie jego ceny i równoległa kampa­ nia przekonująca konsumentów do tego, że wyhodowane w probówce steki i  klopsiki ich nie zabiją, to kwe­ stia przyszłości, ale być może nie aż tak dalekiej. Dane przedstawia­ ne przez Shapi­ ro są przerażające: wyobraźmy sobie kurczaka, takie ró­ żowe ciałko na za­ foliowanej tacce w  marketowej lo­ dówce. A obok tego kurczaka dwa i pół tysiąca butelek z  wodą o  pojem­ ności 1,5 litra. Tyle wody potrzeba, żeby jeden kurczak ze skorupki trafił na stół (i nie, on tyle nie wypija – ale trzeba podle­ wać jego paszę). Nie jedząc jednego kurczaka, oszczędzamy tyle wody, ile zużywamy do mycia się przez kil­ ka ładnych miesięcy. Jeżeli do diety wegańskiej nie są w stanie przeko­ nać kogoś argumenty natury etycz­ nej, Shapiro operuje twardymi licz­ bami. I to robi wrażenie. To nie koniec. Dla czytelników bar­ dziej zaawansowanych filozoficz­ nie mamy Dariusza Gzyrę i Dziękuję za świńskie oczy. Do tego Społeczeństwo bez mięsa. Socjologiczne i ekonomiczne uwarunkowania wegetarianizmu Jarosława Urbańskiego.

Dla wielbicieli prozy podszytej przeżyciem osobistym klasyczny już Jonathan Safran Foer i Zjadanie zwierząt oraz świeżutki Jaś Ka­ pela z  reportażem Polskie mięso. Warto dorzucić też do pakietu Eri­ ca Barataya (Zwierzęcy punkt widzenia i Zwierzęta w okopach) i Zażyłą więź Briana Fagana, trzy nie­ samowite książki opisujące przemia­ ny w  stosunkach człowiek–zwierzę i  ich konsekwen­ cje (ponure). A w fi­ nale i  tak wszyscy spotykamy się nad dwoma tomami Jadłonomi Marty Dy­ mek, odkrywając, że dieta bezmięsna nie musi się ogra­ niczać do smęt­ nej kostki tofu, lub klasyk z  wyjazdów zorganizowanych, na których nadal zestaw wegetariański oznacza, że na obiad dostaniesz to co wszyscy – tylko bez kotleta. Czytajcie. I opamiętajmy się, zanim iskierka zgaśnie na dobre. Olga Wróbel

Kurzojady czyli Olga Wróbel i Wojciech Szot, w każdym numerze NN6T recenzują lektury nowe i stare oraz zamieszczają fragmenty swojego bloga. Więcej: kurzojady.blogspot.com

153


154

usuń poezję

Rozdzielczość Chleba przedstawia

Trudno tworzyć w kraju, gdzie ła­ mana jest konstytucja. Inaczej: Trudno tworzyć w kraju. Gdzie łamana jest konstytucja? Wiele mówi się o nieobecności mło­ dych na spędach upamiętniających łamanie konstytucji. Powiada się, że młodzież nie darzy konstytucji należytym szacunkiem i nie ma jej za niewzruszoną podstawę Rzecz­ pospolitej. Nie odpowiemy sobie dziś na pytanie, dlaczego się  tak dzieje. Zapytajmy zamiast tego: o co w konstytucji chodzi? Co zna­ czą słowa zawarte w  jej, dajmy na to, preambule? „My, naród polski”, „kultura zakorzeniona w chrześci­ jańskim dziedzictwie”, „tysiącletni dorobek”, „przyrodzona godność człowieka”. Trudno powiedzieć, co

to wszystko znaczy i do czego słu­ ży. Dlaczego ktoś miałby się tym interesować? Jak przekazać sens tego pustosłowia osobie urodzonej po roku 1980? Sposobem najprost­ szym i  sprawdzonym przez misjo­ narzy wszystkich kontynentów jest dostosować język do poziomu pu­ bliczności. Poruszeni duchem dia­ logu społecznego podjęliśmy wysi­ łek międzypokoleniowej translacji. W odpowiedzi na palącą dorosłych potrzebę dotarcia ze słowem pra­ wa do dzieci i młodzieży proponu­ jemy PR Tłumaczył: Piotr Puldzian Płucienniczak

Poezja nie jest już zakuta w tekstowe interfejsy. Dzięki osiągnięciom myśli ludzkiej materiał poetycki może dziś zostać przedstawiony w postaci obrazu, gałęzi, sampla albo ciosu. Chodzi o przybliżenie się do sedna, mniejsza o nośnik. W każdym numerze NN6T Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba częstuje nas świeżym chlebem eksperymentu i wskazuje metody (re)produkcji poezji poza poezją.


usuń poezję

155


156

nagrobki dla nn6t


nagrobki dla nn6t

157


158

typografia XXI wieku

Bilbao

Projekt: Mateusz Machalski Wydawca: BORUTTA GROUP Tekst: Borys Kosmynka

Klasyfikacja krojów z jednej strony pomaga usystematyzować niezli­ czoną ilość istniejących projektów, a  z  drugiej nadaje pewne kierun­ ki i ograniczenia już na wstępnym etapie powstawania nowego pisma. Krój Bilbao stworzony przez Mate­ usza Machalskiego wymyka się ist­ niejącym podziałom. Jest to zara­ zem geometryczny sans i slab-­serif, w  którym część znaków nawiązu­ je do stylistyki monospace (kroje o  jednakowej szerokości wszyst­ kich znaków). Jak pisze autor, zna­ komicie sprawdzi się w zastosowa­ niach korporacyjnych identyfikacji, prezentując swój nowoczesny cha­ rakter i  nadając firmie wyróżnia­ jący się wizerunek. Warto zwrócić uwagę na interesujące „l”, „t”, wy­ jątkowy znak „@”, które w odmia­ nie grubej zwracają uwagę swoją fi­ nezyjnością. Nazwa kroju nawiązuje do wielo­ rakiego charakteru największego miasta w Kraju Basków – zarówno kulturalnego ośrodka akademic­ kiego, jak też centrum przemysło­ wego. W rodzinie można wyróżnić 9 wa­ riantów grubości z korespondujący­ mi wersjami pochyłymi (18 odmian),

co pozwala na szerokie zastoso­ wanie w przygotowywanych pro­ jektach. Krój Bilbao, jako jeden ze zgłoszonych do konkursu TDC Ascenders 2018, zapewnił autorowi miejsce w gronie 19 twórców kro­ jów pisma, liternictwa i typografii, którzy jeszcze przed 35. rokiem ży­ cia mogą poszczycić się prezenta­ cją wyjątkowych osiągnięć w swo­ jej dziedzinie.


typografia XXI wieku

159

OABLIB

o B

@@@@@ W każdym numerze NN6T przedstawiamy inny krój pisma zaprojektowany przez polskich projektantów w XXI wieku. Zbierz wszystkie numery NN6T i posiądź mikroleksykon nowej polskiej typografii.


160

typografia XXI wieku

bilbao

aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż

bilbao Mateusz Machalski

ur. w 1989 roku, ukończył z wyróżnieniem rektorskim studia na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie (2009–2014). Pięciokrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, laureat stypendium Młoda Polska, członek rady programowej Międzynarodowego Biennale Plakatu, członek zarządu Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej, dyrektor artystyczny magazynu „Newonce” i „Warsawholic”, współzałożyciel grupy produkcyjno-kreatywnej BORUTTA.


struktura kosztów* 1 numer/2 miesiące średnio

oc

% PLN / 6

33

wość księgo

0 3 300,0

Biuro,

Pr om

8 6

ja ,

,0 dystr y 0 PL bucja N /1 6%

uk Dr

i

er

ap ip

0

0

15

0

,0 0

N

PL

Honoraria i wynagrodzenia

28 567,00 PLN / 51% Teksty, grafika, skład, redakcja, korekta, transkrypcja

7%

/2

Wkład własny NN6T

30 500 PLN / 54,95%

d

cja o Dota

LN 00 P

25 0

*wszystkie kwoty brutto

nego

z ołec ta St Mias

5%

/ 45,0

awy

z Wars


Od 15 lat na łamach NN6T pokazujemy to, co najciekawsze w najnowszej polskiej sztuce, architekturze, dizajnie, humanistyce, w tworzeniu i korzystaniu z przestrzeni. Od 15 lat NN6T niezmiennie pozostajemy czasopismem bezpłatnym. Po raz pierwszy zwracamy się do Was, naszych sympatyków i sympatyczek, z prośbą o wsparcie. Bez Was nie uda nam się! Każda kwota pomoże w wydawaniu NN6T – za każdą będziemy wdzięczni Konto NN6T: ING Bank Śląski 13 1050 1025 1000 0090 8036 2206 www.nn6t.pl/wesprzyj-nn6t

Profile for Fundacja Bęc Zmiana

Notes.na.6.tygodni #120  

Notes.na.6.tygodni #120  

Profile for beczmiana