Page 1

ISSN 1730—9409 / wydawnictwo bezpłatne

notes na 6 tygodni / nr 118 / lipiec–sierpień / 2018


okładka: Weronika Gęsicka Bez tytułu #30, z cyklu Ślady, 2015-2017 Praca publikowana jest po raz pierwszy. Rozmowa z artystką na s. 124.

WERONIKA GĘSICKA Urodzona w 1984 r. we Włocławku. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych oraz Akademii Fotografii w Warszawie. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Laureatka m.in. Foam Talent (2017), LensCulture Emerging Talent Awards (2016) i sekcji ShowOFF na festiwalu Miesiąc Fotografii w Krakowie (2016). Finalistka Prix HSBC pour la Photographie (2017) i Prix Levallois (2016). W swoich projektach

podejmuje tematy dotyczące pamięci i mechanizmów jej działania. Interesują ją związane z tym teorie naukowe i pseudonaukowe, mnemotechniki oraz różnego rodzaju zaburzenia. Obszar jej działania to przede wszystkim fotografia, ale tworzy również obiekty i różnego rodzaju przedmioty. Ważną częścią jej twórczości jest praca na materiałach archiwalnych. Mieszka i pracuje w Warszawie.


Notes na 6 tygodni

Prezeska Zarządu

Wydawca

Departament Publikacji

nakład: 3 000 egz. Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana beczmiana.pl bec@beczmiana.pl

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Matylda Dobrowolska, matylda@beczmiana.pl DEPARTAMENT ROZWOJU

Jakub Supera, jakub@beczmiana.pl

Adres redakcji

ul. Mokotowska 65/7, 00−533 Warszawa, +48 22 827 64 62, +48 505 802 884 nn6t@beczmiana.pl

DEPARTAMENT FINANSÓW

Karolina Drozd, karolina@beczmiana.pl Departament Dystrybucji

Aleksandra Litorowicz, ola@beczmiana.pl

Paulina Pytel (członkini zarządu), paula@beczmiana.pl zamówienia, kontakt z wydawcami i księgarniami: +48 516 802 843 dystrybucja@beczmiana.pl

Reklama i patronaty

Departament Księgarni

Redaktorka naczelna

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Redaktorka działu „Orientuj się”

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl korekta

Agnieszka Bresińska

Łukasz Bagiński, Piotr Kuśmirek, Marcin Mikulski zamowienia@beczmiana.pl +48 22 629 21 85 (księgarnia) +48 22 625 51 24 (biuro)

Wersja elektroniczna

Matylda Dobrowolska, matylda@beczmiana.pl issuu.com/beczmiana notesna6tygodni.pl nn6t.pl PROMOCJA / DRUKI

Damian Makowski damian@beczmiana.pl

Bęc Księgarnia Internetowa

beczmiana.pl/sklep

BĘC SKLEP WIELOBRANŻOWY

Warszawa, ul. Mokotowska 65 pon. 12–19, wt.–pt. 11–19, sob. 12–18 +48 22 629 21 85 BĘC: KSIĄŻKI I RZECZY

Projekt / skład

Laszukk+s / Hegmank+s

Warszawa, pl. Żelaznej Bramy 1 pt.–sob. 11–21 niedz. 11–20

Druk

Petit Skład-Druk-Oprawa ul. Tokarska 13 20–210 Lublin +48 81 744 56 59 Informacje i ilustracje w dziale „Orientuj się” pochodzą z materiałów prasowych promujących wydarzenia kulturalne. Drukujemy je dzięki uprzejmości artystów, kuratorów, galerii, instytucji oraz organizacji kulturalnych. Kontakt z redakcją: nn6t@beczmiana.pl

Znak FNKBZ

Małgorzata Gurowska Nn6t teraz także na czytniki nn6t.pl beczmiana.pl/sklep

Lokal przy ul. Mokotowskiej 65 w Warszawie jest wykorzystywany przez Fundację Bęc Zmiana na cele kulturalne dzięki pomocy Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy


118 lipiec–siepień 2018 AUTORKI i AUTORZY:

Ada Banaszak, Justyna Chmielewska, Romuald Demidenko, Paweł Dunin-Wąsowicz, Ewa Dyszlewicz, Maciej Frąckowiak, Zuza Golińska, Grupa Budapeszt (Igor Krenz, Michał Libera, Daniel Muzyczuk), Aleksander Hudzik, Katarzyna Kalinowska, Komuna Warszawa, Aleksandra Korzelska, Borys Kosmynka, Marta Królak, Wojtek Kucharczyk, Aleksandra Litorowicz, Andrzej Marzec, Antoni Michnik, Nagrobki (Maciej Salamon, Adam Witkowski), Agata Nowotny, Łukasz Podgórni, Adam Przywara, Agnieszka Sosnowska, Bogna Świątkowska, Jakub Zgierski

RSS BOYS, N0B0DY, 2017


spis treści

ORIENTUJ SIĘ!

20

RAPORTY

Kim jest architekt? Raport z badania jakościowego architektów warszawskich Maciej Frąckowiak

Aktywność kulturalna warszawiaków. Segmentacja Wyniki badania uczestnictwa w kulturze w 2017 r.

89

O potrzebach sztuk performatywnych Komuna Warszawa

104

A1

NOWY WYRAZ

Awariat, Bojówki, Elektroszarańcza, Mechanoborgi, Różaniec, Wiochmeni – słownik polskiej fantastyki XXI wieku przygotował Paweł Dunin-Wąsowicz

109

TEKSTY

Czy Kooperatywa Spożywcza „Dobrze” może być uznana za dzieło sztuki? Katarzyna Kalinowska

116

Niczego nie możemy być pewni O manipulacjach obrazem i pamięcią z Weroniką Gęsicką rozmawia Ewa Dyszlewicz

124

Równanie cienia O zarządzaniu cieniem w celu jego zneutralizowania, ale nie tylko, pisze Grupa Budapeszt

134

Rozprężanie systemu Zuza Golińska wspomina swoją rezydencję artystyczną w Luxemburgu

144

Kastrowanie klasowości kolorem O polityce historycznej i drag niezłomnych z Mikołajem Sobczakiem rozmawia Romuald Demidenko

154


spis treści

RSS BOYS, N0B0DY, 2017

WSPÓŁRZĘDNE DIZAJNU

Projektanci na wakacjach Agata Nowotny

ART-TERAPIA

Marta Królak

USUŃ POEZJĘ 166

Usuń fiata 2i5D: Aleksandra Korzelska, Łukasz Podgórni

172

NAGROBKI W NN6T

ART. BIUROWE

Nieruchomy prestiż Jakub Zgierski

176

BĘDZIE TYLKO GORZEJ

Mistrzostwa Polski w mówieniu prawdy Aleksander Hudzik

178

Piosenka na lato

180 182

TYPOGRAFIA XXI WIEKU Brygada 1918 Borys Kosmynka

184


6


Komuna Warszawa

Premiery

Smoczyńska Szczawińska Tomaszewski jesień 2018

patronat


strona zaprojektowana krojem pisma Brygada / patrz s. 184

20


Dom chronobiologiczny wzmacnia odczucie bycia częścią cyklicznych zjawisk, rytmu dnia, sekwencji światła i ciemności, pór roku i pogody – z wszelkimi tego konsekwencjami. Dom Cabrio, Centrala (Małgorzata Kuciewicz, Simone De Iacobis), praca studyjna na wystawę Amplifikacja natury na Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji 2018. Fot. Kasia Olechowska

21


sztuka i życie

JUSTYNA CHMIELEWSKA DLA NN6T:

#POLSKA „Pracując dla kraju, pracujesz dla kraju”, głosi wyklejony ze styropianowych liter napis na ścianie biura Bęc Zmiany, dając na co dzień zachętę do nieustannego trudu, którego główną wartością – jak może się okazać w ostatecznym rozrachunku – niekiedy bywa on sam. To jak z tymi dzielnymi panami z ekipy bytomskiego PPUH PERFEKT: czasem jest tak, że im usilniej się próbuje uładzić, zespawać, przylutować i skleić, tym bardziej się rozłazi. Wszyscy się starają, a wychodzi jak zwykle. #polska. W takich wypadkach nie trzeba się zrażać. Lepiej skorzystać z wakacji, wziąć pod pachę nowy numer NN6T, wsiąść na rower i odpedałować w siną dal. Spakować rzeczy w wodoszczelny worek i odpłynąć w stronę ledwo widocznego przez szuwary pomostu na drugim brzegu. Odespać i odetchnąć, odmieścić się i zalesić, rozkrzaczyć ile sił. Niewykluczone, że wtedy nagle poczujemy, że nawet jeśli nie jest perfekt, to wciąż jest całkiem spoko.

22


23


sztuka i życie

Względność percepcji Śnione w nocy w blasku dnia to instalacja stworzona do wnętrza kawiarni Powidoki w Muzeum nad Wisłą. Artystka Alicja Bielawska wykorzystała wysokie wnętrze pomieszczenia, zapełniając pustą przestrzeń ponad głowami odwiedzających. Praca zbudowana jest z wiszących pod sufitem tkanin biegnących po nieregularnych łukach, zadrukowanych przenikającymi się kolorami. Rytm kompozycji wyznaczają z kolei ceramiczne kule. Ważną rolę odgrywają kolory, które zmieniają się pod wpływem światła, podkreślając wagę względności percepcji. Tym samym instalacja może być odczytywana jako ćwiczenie z wyobraźnią, intuicją i pamięcią, a więc idealne wprowadzenie do wystaw pokazywanych w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Warszawa, Muzeum nad Wisłą, ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 22 artmuseum.pl Fot. Wojciech Radwański

24


25


sztuka i życie

Sezonownik Biennale Za nami otwarcie 16. Biennale Architektury w Wenecji, z wyróżnieniami dla „pustych” pawilonów Szwajcarii i Anglii oraz polską propozycją o wzmacnianiu natury architekturą (więcej usłyszycie w założonym właśnie Bęc Radiu: soundcloud. com/bec_zmiana). Nieprzerwanie intensywnie swoje działania prowadzi Biennale Warszawa, publiczna instytucja, realizująca dwuletni program artystyczny, badawczy i aktywistyczny. Zakończy się ono w 2019 roku międzynarodowym, transdyscyplinarnym wydarzeniem. Tymczasem trzyma rękę na pulsie współczesności, proponując spotkania eksplorujące między innymi post-prawdę i trolling, dzisiejszy faszyzm, i przyglądając się wizjom (nie)pewnej przyszłości. Z kolei Weneckie Biennale na Bródnie, czyli 10. edycja Parku Rzeźby odnosi się do historii biennale jako formatu produkcji artystycznej, który wymaga pielgrzymowania do dalekich miejsc i poszukiwania prac artystów wplecionych w przestrzeń miejską. Nie ma tu jednak stworzonych na tę okoliczność prac, jedynie to, co znalezione na miejscu. Jednym z jego elementów jest Oranżeria, czyli „miejsce produkowania dóbr wspólnych: warzyw i kwiatów, ale też praktykowania życzliwości, (wspólnego) robienia i nie-robienia, uprawy i doglądania nowych pomysłów”. Trudno więc nie przyznać, że pogoda sprzyja spacerowaniu – także ze sztuką, i to nie tylko w tle, a do starej dobrej festiwalizacji warto dopisywać po­woli… „biennalizację”, która – jak pokazują wybrane warszawskie wydarzenia (by nie pominąć również Biednale Fundacji Bęc Zmiana) – dekonstruuje dość zakonserwowany format święta sztuki. labiennale.org biennalewarszawa.pl artmuseum.pl beczmiana.pl

26


Szklarnia sąsiedzka w Parku Bródnowskim, 2018. Fot. Tomasz Kaczor

27


sztuka i życie

Lustrzana historia Yayoi Kusama to japońska malarka, rzeźbiarka i performerka, autorka instalacji, filmów wideo i powieści. Zanim stała się ikoną sztuki współczesnej, w 1966 roku wystąpiła samozwańczo na 33. Biennale Sztuki w Wenecji, pokazując instalację Ogród Narcyza oraz boso i ubrana w złote kimono wykonała performans. Z około 1,5 tysiąca metalowych kul stworzyła lustrzaną powierzchnię, której elementy były przez nią sprzedawane przechodniom po 2 dolary. Mimo że w lustrzanym „dywanie” trudno było odnaleźć swoje odbicie, można było dostrzec coś innego: tereny wystawowe Biennale i krytykę komercjalizacji sztuki współczesnej. W tym roku Ogród pokazywany jest podczas festiwalu sztuki publicznej Rockaway! I również odnosi się do konkretnego miejsca – dawnej stacji kolejowej w Forcie Tilden. Lustrzane powierzchnie odzwierciedlają przemysłowe otoczenie opuszczonego budynku, zwracając uwagę na historię rejonu, a także miejskie środowisko naturalne, które doznało uszczerbku przez huragan Sandy z 2012 roku. 1.07–3.09 Nowy Jork, Fort Tilden, 169 State Road moma.org

28


Yayoi Kusama: Ogród Narcyza, Biennale w Wenecji, 1966. © Yayoi Kusama. Dzięki uprzejmości: David Zwirner, Nowy Jork; Ota Fine Arts, Tokio/Singapur/Szanghaj; Victoria Miro, Londyn/Wenecja

29


sztuka i życie

Sztuka na odległość Jak stworzyć wieloelementowe dzieło, pracując wspólnie, ale międzynarodowo czy nawet międzykontynentalnie? Wynikiem tego wyzwania jest wystawa „Peer-to-peer. Praktyki kolektywne w nowej sztuce”, a jej współtwórcami są duety i liczniejsze grupy artystyczne, założone na różnych zasadach i w różnych celach. Mierzą się one nie tylko z odległością, innymi strefami czasowymi, ale i z odmiennymi modelami pracy. Wysiłki te prowadzą do powstania katalogu współczesnych metod pracy zbiorowej, rozwijanych w większości przez pokolenie trzydziestoparoletnich artystów. Działanie w obrębie kolektywu stanowi dla części z nich alternatywę wobec tymczasowych, niestabilnych warunków produkcji artystycznej. Wystawa została podzielona na trzy rozdziały: praca/wydajność/ przyszłość, internet/afekt/bycie razem, technologia/emancypacja/migracja. Są one poświęcone kwestiom związanym z szeregiem współczesnych zjawisk, takich jak kultura korporacyjna i przymus produktywności, różne formy i wymiary bycia razem czy emancypacyjny potencjał niesiony przez technologię. do 28.10 Łódź, Muzeum Sztuki, ul. Ogrodowa 19 msl.org.pl

30


Pakui Hardware: Na żądanie, 2017. Dzięki uprzejmości artystów i EXILE, Berlin

31


sztuka i życie

Kontrakty z Białegostoku

Futurologizm dla lepszego jutra

Miejscem akcji filmu Kontrakt rysownika Petera Greenawaya jest angielska posiadłość państwa Herbert, która przez 12 dni miała być rysowana przez zakontraktowanego rysownika. Jest ona pełnoprawnym bohaterem obrazu, który opowiada między innymi o regulacji każdej z dziedzin życia (również sztuki). Odniesienia do tego awangardowego dzieła znajdziemy w bliższych nam szerokości geograficznych, na przykład w Białymstoku. Od lipca do września zeszłego roku miejscem twórczych, ale dłużej niż w filmie trwających rezydencji artystycznych stał się zabytkowy Pałac Branickich, obok którego od ponad 50 lat mieści się Galeria Arsenał. Zaproszeni przez nią rezydentki i rezydent, czyli Karolina Bielawska, Julie Chovin i Rafał Żarski, odnosili się właśnie do szczególnego usytuowania instytucji. Wystawa „Kontrakt rysownika” stanowi podsumowanie projektów artystycznych skupionych wokół tego centralnego punktu i najważniejszego budynku w mieście.

Głośny serial Black Mirror (Czarne lustro) pokazywał zdominowaną przez technologię przyszłość, która jawiła się w zdecydowanie ciemnych barwach. Konkurs White Mirror 2118 wychodzi poza tę dystopię, poszukując wizji utopijnej przyszłości, która pod ważnymi względami jest lepsza niż ta, która otacza nas dzisiaj. Biennale Warszawa wraz z Fundacją Bęc Zmiana czekają na krótkie formy komiksowe o objętości od 12 do 16 plansz w formacie A4 (pion), realizowane dowolną techniką. Spośród nadesłanych zgłoszeń jury wybierze jeden zwycięski komiks oraz przyzna dwa wyróżnienia. Wyłonione w ten sposób prace zostaną wydane w postaci albumu oraz pokazane w październiku w formie wystawy towarzyszącej konferencji „Kultury antycypowanych przyszłości”.

do 23.08 Białystok, Galeria Arsenał, ul. Mickiewicza 2 galeria-arsenal.pl

Termin nadsyłania prac: 30.09 biennalewarszawa.pl

32


Karolina Bielawska: Kompleks, 2017

33


sztuka i życie

Weekend ze sztuką Przedostatni weekend września zainteresuje zarówno kolekcjonerów sztuki, jak i miłośników wrażeń oraz miejskich spacerowiczów. Aktywnie współpracujące ze sobą warszawskie prywatne galerie zapraszają na Warsaw Gallery Weekend – coroczny festiwal sztuki współczesnej, wypełniony wystawami i spotkaniami. Jego celem jest pokazanie tego, co najciekawsze i najaktualniejsze na warszawskiej scenie artystycznej. Tegoroczne wydarzenie będzie jak do tej pory największe – weźmie w nim udział aż 29 galerii. Po raz pierwszy nabór uczestników był otwarty, a o programie decydowała Rada WGW. Zobaczymy prace między innymi: Stanisława Dróżdża, Marii Anto, Oskara Dawickiego, Pawła Althamera, Honzy Zamoyskiego i Izy Tarasewicz. 21–23.09 Warszawa warsawgalleryweekend.pl

34


Katarzyna Przezwańska: Wczesna polskość, 2017. Dzięki uprzejmości Galerii Dawid Radziszewski

35


sztuka i życie

Zderzenia cywilizacji W swojej twórczości Wiktor Dyndo zajmuje się przede wszystkim badaniem wpływu globalnej polityki na relacje zachodzące w sferze wizualnej. Bazując na obrazach medialnych, oddaje nastroje i procesy, które w jego odczuciu są obecnie kluczowe, czyli niepokój, niestabilność, relatywizm, zmienność i lęk. W młodej warszawskiej Galerii Contrast pokazuje wystawę Niepokój, która koncentruje się wokół problematyki neoorientalizmu obecnego we współczesnej ikonografii, przedstawieniach medialnych i kulturze popularnej. Jest skonstruowana wokół najważniejszych motywów wspomnianego nurtu: ksenofobii, islamofobii, polityki strachu oraz widma terroryzmu. Dyndo przygląda się współczesnym wyobrażeniom Bliskiego Wchodu i na ich podstawie tworzy malarskie komentarze, celowo pozbawione postkolonialnej egzotyki. W przestrzeni galerii wybrane prace tworzą wielkoformatową instalację, będącą spójnym, wielowątkowym odwzorowaniem aktualnej opowieści o efektach „zderzenia cywilizacji”. 7.09–11.11 Warszawa, Galeria Contrast, ul. Piękna 28/34 galeriacontrast.pl

36


Wiktor Dyndo: (Chmura) Tysiąc i jedna noc, 2017. Fot Adam Gut

37


sztuka i życie

Marcin Maciejowski, Takie sumy miały ich przekonać, ok. 2008

Czarny sport W Polsce żużel budzi ogromne emocje. Co łączy go ze sztuką? Według kuratora wystawy Żużel w sztuce, Dawida Radziszewskiego, tą kategorią jest ryzyko, które towarzyszy obu na pozór odległym światom: „Każdy bieg żużlowy niesie ze sobą niebezpieczeństwo utraty zdrowia, a nawet życia. W sztuce równie łatwo jest wypaść za społeczną i ekonomiczną bandę. Całe to ryzyko, i w żużlu, i w sztuce jest po to, żeby dostarczyć emocji i wzruszeń publiczności”. Potraktowanie żużla jako osobnego tematu wystawy powodowane jest także pewną wzajemnością – widzowie, którzy nie interesują się sportem, będą mieli możliwość poznać go przez pryzmat dzieł i działań artystycznych, a ci, których na wystawę przyciągnie sport, poznają wątki ze świata sztuki. Poza obiektami historycznymi będzie można zobaczyć prace polskich artystów, m.in. Pawła Althamera, Wilhelma Sasnala czy Dominiki Olszowy, poświęcone tej dyscyplinie. Wystawa odwiedziła już Gorzów Wielkopolski, teraz przenosi się do kolejnych ważnych ośrodków żużlowych, czyli Tarnowa i Zielonej Góry. 7.07–26.08: BWA Tarnów, Pałacyk Strzelecki, ul. Słowackiego 1 7–30.09: BWA Zielona Góra, aleja Niepodległości 19 bwa.tarnow.pl, bwazg.pl

38


Muzeum Warszawy, Gabinet Detali Architektonicznych. Fot. dzięki uprzejmości Muzeum Warszawy

7352 Dokładnie tyle rzeczy warszawskich znajdziemy na wystawie głównej w Muzeum Warszawy. Zostały one wybrane z ponad 300 tysięcy przedmiotów znajdujących się w zbiorach gruntownie zmodernizowanej właśnie instytucji. W ramach wystawy głównej Rzeczy warszawskie otwarto 13 kolejnych gabinetów tematycznych. A w nich między innymi: papierośnica prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, spodek z autografem Pabla Picassa z zastawy hotelu Bristol czy suknia Syrena projektu Grażyny Hase. Zachowywanie materialności jest kluczem do zrozumienia nie tylko muzeum, ale i Warszawy. Uczynienie z rzeczy bohaterów tej opowieści to wyjątkowy gest w czasach coraz bardziej multimedialnych narracji. Co więcej, nie znajdziemy tu żadnej kopii, scenografii ani symulakrów. Warszawa, Muzeum Warszawy, Rynek Starego Miasta 28–42 muzeumwarszawy.pl

39


Młoda optyka

sztuka i życie

Znamy zwycięzców 17. edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii! Celem wydarzenia jest włączenie młodych twórców, którzy nie opuścili jeszcze murów szkoły, w pole sztuki i obieg polskiego rynku artystycznego. Laureatem konkursowej nagrody głównej został Mateusz Sarzyński. Odbędzie on miesięczną rezydencję artystyczną w Residency Unlimited w Nowym Jorku. Laureatem drugiej nagrody został Jakub Danilewicz, który w ramach rezydencji artystycznej na Universitat Politècnica de València odwiedzi Walencję. Pierwszy raz przyznano również nowe wyróżnienie – Nagrodę Fundacji Artystyczna Podróż Hestii. Jest nią 6-miesięczne stypendium na wykonanie projektu artystycznego o tematyce związanej z „podróżą”. Laureatem tej nagrody został Bruno Althamer. Niespodziewanie jury konkursowe przyznało w tym roku swoją nagrodę specjalną, którą otrzymała Adelina Cimochowicz. Oprócz nagród stypendialnych i rezydencyjnych przyznano także nagrodę specjalną, której fundatorem jest Piotr M. Śliwicki, prezes Grupy ERGO Hestia. Powędrowała ona do Joanny Kunert. Prace finalistów i laureatów można oglądać na wystawie finałowej i przekonać się, jaką optykę względem współczesnych problemów społecznych i artystycznych przyjmują młodzi twórcy. do 4.07 Warszawa, Muzeum nad Wisłą, Wybrzeże Kościuszkowskie 22 www.artystycznapodrozhestii.pl

Widok wystawy. Fot. Piotr Litwic

40


41


sztuka i życie

Cześć, giniemy, kadr z filmu

Feniksy

Bilans zysków i strat

Przesycona niepokojami współczesność sączy się bardziej lub mniej podskórnymi przeczuciami nadciągającej katastrofy. Kres kapitalizmu, antropocen, szeroko pojęta dekonstrukcja i rozmycie tego, co kiedyś stabilne – te symptomy śledzą artyści Maciej Cholewa i Artur Oleś wraz z kuratorem Andrzejem Marcem na wystawie Cześć, giniemy. Pokazują miejsca, które umarły na naszych oczach – opuszczone supermarkety, zamknięte sklepy i inne wymarłe przestrzenie, powołane do tego, by umożliwiać nam beztroską konsumpcję. Czy czeka je życie po życiu? Kto zaadaptował je ponownie i do jakich celów? Czy wisi nad nimi widmo przeszłości? I w końcu – jak będzie wyglądał świat po katastrofie?

Aga Jarząb, Arek Pasożyt, Dominik Stanisławski, Mateusz Szczypiński, wykorzystują wybrane zdjęcia z książki fotograficznej Subterranean River Łukasza Rusznicy, laureata Przeglądu Portfolio 2017, i konstruują z nich wystawę Najgorzej jest być bogatym przez chwilę. Czy to współpraca, współautorstwo, czy już może wykorzystywanie cudzej własności? Najciekawsza jest tu relacja, jaka wytwarza się pomiędzy twórcą prac wyjściowych a brikolerami. Okazuje się, że jest ona symetryczna – wszyscy na swój sposób na tym zyskują i tracą. Z kolei kuratorzy Anna Ławrynowicz, Aleksander Celusta, posiłkując się Heglem, badają tym samym związki pomiędzy własnością i wolnością.

28.09–27.10 Katowice, Galeria Szara, Misjonarzy Oblatów MN 4 galeriaszara.pl

do 20.07 Kraków, pop-up galerii Henryk, ul. Krakowska 25 henrykgallery.com, photomonth.com

42


Andrzej Wróblewski: Rozstrzelany. Rozstrzelanie z gestapowcem, 1949. Kolekcja prywatna

Wojenny syndrom pokwitania Wystawa przygląda się szczególnemu, a rzadko podnoszonemu okresowi życia przedstawicieli pokolenia „zarażonych wojną” – dojrzewaniu. Rzeźbiarkę Alinę Szapocznikow, malarza Andrzeja Wróblewskiego i reżysera Andrzeja Wajdę łączy podobna data urodzenia (1926 lub 1927 rok), wczesna utrata ojca oraz wczesna młodość spędzona w okupowanej Polsce w okresie II wojny światowej. Kuratorka Anda Rottenberg prezentuje ich twórczość, zderzając ją ze sobą po raz pierwszy, i rewiduje tym samym dotychczasowe podejście do wielu dzieł, zachęcając do ich ponownego odczytania. Na ekspozycję „Perspektywa wieku dojrzewania. Szapocznikow – Wróblewski – Wajda” składa się około 70 prac rzeźbiarskich i rysunków Aliny Szapocznikow oraz tyle samo obrazów, gwaszy, monotypii i rysunków Andrzeja Wróblewskiego. Dzieło Andrzeja Wajdy zostanie zaprezentowane przez szkice do scenopisów, plakaty, fotosy i fragmenty jego 14 filmów z lat 1955–2016. Uzupełnieniem będą projekcje filmów o artystach i artystce oraz archiwalnego filmu z przedstawienia Akropolis Jerzego Grotowskiego i Józefa Szajny z roku 1962. do 30.09 Katowice, Muzeum Śląskie, ul. Tadeusza Dobrowolskiego 1 muzeumslaskie.pl

43


ADAM PRZYWARA DLA NN6T:

OLAFUR ELIASSON – ARCHITEKT

sztuka i życie / ARCHITEKTURA I MIASTO

Aleksandra Nowysz: Lepsze jutro, 2016

Rzecz o ogródkach działkowych

Olafur Elliasson jest współczesnym artystą, znanym z działań nawiązujących do wizualnych procesów występujących w naturze, do islandzkich krajobrazów i światła. W swojej twórczości często sytuuje się pomiędzy sztuką a „elitarnym dizajnem”. Tak jest na przykład w przypadku jego unikalnych kolorowych lamp, w których połączył podstawową funkcję oświetlenia z wysublimowaną autorską formą. W ostatnich tygodniach wspólnie ze swoim studiem zatrudniającym ponad setkę pracowników, zrobił kolejny, znaczący krok w stronę rozszerzenia swojej działalności na polu funkcjonalnych projektów. W mieście Vejle w Danii zrealizował na zamówienie prywatnego przedsiębiorstwa swój pierwszy budynek, który został ochrzczony w profesjonalnej prasie jako „Fjord House”. Eliasson pracował nad jego architekturą, ale także nad jego wnętrzami, wkomponowując w zamówienie skandynawski design i… lampy swojego projektu.

Łączą nostalgię za przeszłością z najnowszymi praktykami życia miejskiego. Zawsze były poligonem pomysłowości i zaradności, a także stanowiły lustro dla mitów narodowych i tendencji modernizacyjnych. Dziś przeżywają swój renesans i nierzadko są łakomym kąskiem dla deweloperów, którzy widzą w nich nie więcej niż – o ironio! – miejskie pustki i nieużytki. Mowa oczywiście o ogródkach działkowych. Bada je wystawa Lepsze jutro, która swój tytuł czerpie z nazwy jednego z rodzinnych ogrodów działkowych na wrocławskim Ołbinie. Kuratorki Joanna Kobyłt i Joanna Stembalska aktywnościom działkowca przyglądają się na nowo, czasem wchodząc w rolę badaczek wizualności, czasem przyglądając się im z zainteresowaniem podwórkowych zajawkowiczek. do 7.07 Wrocław, galeria Studio BWA, ul. Ruska 46 A/301 bwa.wroc.pl

olafureliasson.net

44


Olafur Eliasson: Cirkelspejl, 2018. Fjordenhus, Vejle, Dania. Fot. Anders Sune Berg, 2018. Š 2018 Olafur Eliasson

45


ADAM PRZYWARA DLA NN6T:

ARCHITEKTURA I MIASTO

ESKAPIZM W WENECJI W Wenecji otworzyło się kolejne Biennale Architektury (kuratorki: Shelley McNamara i Yvonne Farrell z Grafton Architects). Na skomentowanie go nie ma miejsca na łamach tej rubryki, ale wszystkim, którym przyjdzie do głowy odwiedzić w tym roku tonące miasto i oglądać tonącą scenę globalnej architektury, wypada zaproponować dodatkowe atrakcje. Poza kościołami Palladia i obrazami mistrza Tintoretta wskazana jest wycieczka do Fondazione Prada, gdzie znajdziemy wystawę Machines à penser koncepcji kuratora Dietera Roelstraete. Ekspozycja przygląda się trzem XX-wiecznym filozofom: Martinowi Heideggerowi, Ludwigowi Wittgensteinowi i Theodorowi Adorno z perspektywy budynków i miejsc, w których przyszło im pracować i żyć – w odosobnieniu lub w na wygnaniu. Zobaczymy chatę w miejscowości Todtnauberg w Szwarcwaldzie w Niemczech, górskie schronisko w norweskim Skjolden, a w końcu Chatę Adorno, która jest dziełem szkockiego artysty Iana Hamiltona Finlaya i nawiązuje do migracji filozofa do USA w czasie II wojny światowej. do 25.11 Wenecja, Fondazione Prada, Ca’ Corner della Regina, Calle de Ca’ Corner, Santa Croce 2215 fondazioneprada.org

46


Widok wystawy Machines à penser, Prada Foundation, Wenecja. Fot. Mattia Balsamini. Dzięki uprzejmości Prada Foundation

47


ARCHITEKTURA I MIASTO

Fot. dzięki uprzejmości Zachęty

Wystawa o miejscu Od czerwca do września plac Małachowskiego, przy którym mieści się Zachęta, wyłączony jest z ruchu samochodowego, by wraz z przestrzenią budynku stać się miejscem wydarzeń artystycznych. Do udziału zaproszeni zostali artyści i artystki, którzy mierzyli się już z architekturą i historią Zachęty, oraz ci, którzy zmierzą się z nią po raz pierwszy. Gmach oraz jego najbliższe otoczenie będą przez nich poddane badaniom i eksperymentom, do których zostanie zaproszona publiczność. A że z lektury ksiąg skarg i wniosków Zachęty wynika, że publiczność ma bardzo emocjonalny stosunek do tego miejsca, możemy spodziewać się znaczących zmian w jej funkcjonowaniu. W programie wystawy Plac Małachowskiego 3 między innymi performansy, spektakle teatralne i taneczne oraz instalacje i działania. do 30.09 Warszawa, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, plac Małachowskiego 3 zacheta.art.pl

48


© schnepp • renou

ADAM PRZYWARA DLA NN6T:

BAUHAUS, BRAMA I BARAKI Otwarta w Berlinie wystawa Ehrlichmonument przypomina Franza Ehrlicha, urodzonego w 1907 roku architekta, projektanta i typografa. Należał do pokolenia twórców, których historia wskazuje, jak dalece sztuka modernizmu splotła się z historią XX-wiecznych totalitaryzmów i wojen. Po ukończeniu studiów w Bauhausie w Dessau praktykuje w biurze Waltera Gropiusa w Berlinie. W III Rzeszy Ehrlich zostaje aresztowany jako komunista i w 1935 roku zesłany do obozu w Buchenwaldzie pod Weimarem. Dzięki swojemu wykształceniu unika morderczych robót i trafia do biura rozbudowy obozu, gdzie projektuje między innymi bramę, w którą nowoczesnym fontem wkomponowuje napis: „Jedem das Seine” (Każdemu, co mu się należy). W roku 1939 architekt zostaje zwolniony z niewoli i przymusowej pracy, jednocześnie otrzymuje od nazistowskiej władzy propozycję jej kontynuowania na płatnym stanowisku w obozie zagłady. Akceptuje to, by w kolejnych latach projektować zarówno tradycyjne, jak i bauhausowskie w duchu naczynia, meble czy wnętrza, które tworzy na zlecenie generałów SS. Pracując dla nazistów, Ehrlich przeżywa wojnę, aby zaraz po jej zakończeniu osiedlić się w nowo utworzonym komunistycznym NRD i dołączyć do zespołu architektonicznego odbudowującego Drezno. Do śmierci pozostał praktykującym architektem, często odpowiadając na krytyki i oskarżenia o kolaborację w czasie II wojny światowej. do 29.07 Berlin, Deutsches Architektur Zentrum DAZ, Wilhelmine-Gemberg-Weg 6 daz.de

49


ARCHITEKTURA I MIASTO

Kalejdoskop zdarzeń Kalejdoskop to nie tylko urządzenie optyczne, dobrze znana zabawka, ale i zbiór różnych i zmieniających się obrazów, wydarzeń i wrażeń. Właśnie taka jest instalacja, która zawitała na skwer przed Muzeum Architektury we Wrocławiu w ramach ósmej, plenerowej odsłony cyklu Archi-box. Pawilon z okrągłą trybuną oraz kawiarnią jest miejscem wypoczynku i spotkań mieszkańców miasta, gości muzeum i przechodniów. Ważnym założeniem tego miejsca jest włączenie publiczności w oddolne konstruowanie programu wydarzeń, na który składają się koncerty, warsztaty, dyskusje czy pokazy filmowe. Zgłoszone propozycje są realizowane przy organizacyjnym i finansowym wsparciu Muzeum. do 15.10 Wrocław, skwer przed Muzeum Architektury, ul. Bernardyńska 5 ma.wroc.pl

Wizualizacja dzięki uprzejmości Muzeum Architektury we Wrocławiu

50


51


ARCHITEKTURA I MIASTO

Fot. Alexandr Burlaka

WSPÓLNA SCENA Co dwa lata, poczynając od 2000 roku, Centrum Kultury Współczesnej w Barcelonie (CCCB) nagradza najlepsze przestrzenie publiczne w miastach europejskich. Europejska Nagroda dla Miejskiej Przestrzeni Publicznej to jednak nie tylko spektakularne inwestycje, ale także mniejsze, oddolne inicjatywy. Za jedną z nich, nagrodzoną w tym roku specjalnym wyróżnieniem, stoi wieloosobowy, międzynarodowy zespół pod przewodnictwem polskiego badacza architektury Kuby Snopka i architekta Tomka Świetlika. Scena to sezonowy, wielofunkcyjny pawilon parkowy powstał w ukraińskim mieście Dniepr. Jego architektura odzwierciedla założenia projektowe – esencją jest tu zespołowa praca specjalistów i entuzjastów, a także społecznościowe finansowanie przez mieszkańców. Nie bez znaczenia jest także kontekst jej powstania – została zbudowana w miejscu zielonego teatru w Parku im. Tarasa Szewczenki. Niegdyś była to ważna przestrzeń publiczna miasta – znajdował się tu drewniany teatr dla 2500 widzów, który został spalony w czasie II wojny światowej. Od tego czasu przestrzeń pozostawała opuszczona. Scena nie odwraca się jednak od tej historii, ale krytycznie się do niej odnosi, zastępując hierarchiczną, propagandową konstrukcję miejscem egalitarnym, które unika wszelkich podziałów. Jest to też obiekt eksperymentalny, na którym crowdsourcing był testowany w kontekście architektury. Z powodzeniem nie tylko zaistniał w wymiarze materialnym, ale do tej pory odbyło się tu już ponad 60 wydarzeń kulturalnych programowanych przez lokalną społeczność. Dniepr, Park im. Tarasa Szewczenki

52


Living-Garden House. Projekt: Robert Konieczny – KWK Promes. Fot. KWK Promes

Architektura kontemplacyjna Vita contemplativa to termin, który odnajdziemy już u Arystotelesa i Epikura, jego rozwinięcie w pismach Tomasza z Akwinu w średniowieczu, a w XX wieku u Hanny Arendt. To sposób bycia oparty na kontemplacji i refleksji, zmierzający do osiągnięcia równowagi. Wystawa w berlińskiej Architektur Galerie, która obiera to pojęcie za tytuł, przywołuje ów zakorzeniony w kulturze europejskiej termin poprzez prezentację budynków trzech architektów. Christoph Hesse z Niemiec, Robert Konieczny z Polski oraz Snorre Stinesssen z Norwegii tworzą projekty poszukujące równowagi, odwołujące się jednocześnie do wspólnego doświadczenia, ale też do indywidualnych historii – zarówno twórców, mieszkańców, jak i lokalizacji. Dlatego właśnie wystawa nie koncentruje się na domach jednorodzinnych na bogatych przedmieściach dużych miast, ale na miejscach zamieszkania ludzi głęboko zakorzenionych w swoich rodzinnych okolicach, którzy podjęli świadomą decyzję, aby mieszkać w małej społeczności i dzięki temu rozwijać swoje pomysły i kreatywność. 6.07–18.08 Berlin, Architektur Galerie architekturgalerieberlin.de

53


ARCHITEKTURA I MIASTO

Fot. Maciej Krüger

Opowieści (z) placów Place miejskie powinny łączyć. Jednak czy rzeczywiście pełnią tę rolę? Wygląd i funkcjonalność wielu polskich placów często sprowadza się do roli przestrzeni tranzytowych i nie-miejsc, „wysp” odizolowanych od ciągów pieszych, pozbawionych swojej społecznej i kulturotwórczej mocy. Fundacja Puszka i Fundacja Bęc Zmiana biorą warszawskie place na warsztat badawczy, od 2017 roku prowadząc badania pozwalające wydobyć ich potencjał i wskazać kierunki rozwoju. W te wakacje pytają warszawiaków o symbole sześciu stołecznych placów. To punkt wyjścia nie tylko do poznania ich społecznego postrzegania, ale też do ujawnienia ich narracyjnego potencjału. W końcu każdy z nas ma jakiś plac, a dzięki temu każdy plac ma swoją opowieść. Co jest symbolem Twojego placu? Napisz na napisz@placewarszawy.pl.

54


Fot. dzięki uprzejmości OSSA

OSSA WIDZENIE Ogólnopolskie Spotkania Studentów Architektury OSSA to coroczne warsztaty architektoniczne organizowane przez studentów dla studentów i absolwentów. Tematem, z którym będą zmagać się uczestnicy ich XXII odsłony, jest „widzenie”. Wyjątkowo związany jest on z miastem organizującym – w tym roku jest to Łódź, która znana jest nie tylko z wątków kinematograficznych, w Łodzi mieszkał i działał Władysław Strzemiński, autor m.in. słynnej teorii widzenia. W warsztatach weźmie udział 70 studentów wybranych w drodze konkursu. Temat konkursu prac wstępnych zostanie ujawniony w najbliższym czasie, jednak już wiadomo, że mogą mieć one charakter graficzny, multimedialny lub pisemny. W otwierający wydarzenie weekend studenci zakwalifikowani do uczestnictwa zapoznają się z miastem i tema­tem warsztatów, a następnie przez cały tydzień będą pracować pod okiem teoretyków i praktyków architektury, a także artystów. Pod koniec warsztatów zaprezentują efekty swoich działań w formie, jaką sami wybiorą. Rekrutacja na warsztaty: wrzesień Warsztaty: Łódź, 13–21.10 ossa.com.pl

55


Młode archipokolenia Większość młodych polskich architektów decyduje się na jedną z trzech podstawowych ścieżek kariery: pracę w dużym biurze projektowym, projektowanie domów jednorodzinnych lub aranżację wnętrz. Czy to rzeczywiście jedyne możliwe drogi? A jeśli nie, to jak znaleźć swoje miejsce w świecie architektury? Piąta edycja międzynarodowego festiwalu New Generations Warsaw chce przyjrzeć się nowym strategiom i innowacyjnym sposobom na stworzenie rynkowej przestrzeni dla architektów, którzy są na początku swojej drogi twórczej. W programie spotkania i dyskusje, warsztaty, wykłady i spotkania międzynarodowych projektantów, a więc mnóstwo okazji do ponadlokalnej wymiany doświadczeń.

ARCHITEKTURA I MIASTO

4–6.10 Warszawa facebook.com/ngenerations

56


Festiwal New Generation we Florencji, druga edycja. © Lorenz Antonucci

57


ARCHITEKTURA I MIASTO / dizajn

Kolektyw u steru Miasta niezłomne

Znamy już kuratorów przyszłorocznego 33. Biennale Grafiki w Lublanie. To międzynarodowy kolektyw artystyczny Slavs and Tatars. Byli oni uczestnikami poprzedniego wydarzenia, które rolę kuratora przypisało samym artystom. Uwypuklenie szeroko pojętej transformacji to jedno z głównych założeń samego Biennale. Od swojego założenia w 1955 uległo wielu przemianom na polu treści, struktury, stanowiąc nie tylko swojego rodzaju narzędzie propagandowe, ale i papierek lakmusowy polityki zagranicznej byłej Jugosławii. Przyszłoroczni kuratorzy w swojej praktyce artystycznej także zajmują się polityką i mitem, geografią i granicą, tożsamością i tradycją, a wszystko zanurzają w eklektyczno-synkretyczno-badawczym sosie. Kolejnym generatorem kontekstów jest budynek, w którym odbywa się święto grafiki – dawna fabryka cukru, która w czasach swojej świetności była symbolem nowoczesności technologicznej, a dziś otwiera się na sztukę współczesną.

O mieście nigdy za dużo. Po Barcelonie Warszawa jest gospodarzem międzynarodowego kongresu miejskiego Fearless Cities. Organizowana przez Miasto Jest Nasze konferencja jest pierwszą regionalną edycją poświęconą Europie Środkowo-Wschodniej i jej specyficznym wyzwaniom. Ma zaopatrzyć w wiedzę i narzędzia niezbędne do „obsługi” nadchodzącej przyszłości i nieuchronnych zmian w naszych miastach. To między innymi kwestie tak kluczowe jak planowanie przestrzenne, polityka mieszkaniowa, jakość życia w mieście czy samorządność. Jak działać i decydować bardziej lokalnie? Jak sprawić, by instytucje były bardziej transparentne? Jak zatrzymać rosnące w siłę ruchy skrajnie prawicowe i wszelkie dyskryminacje? A w końcu – czy jest coś takiego jak wspólny mianownik miast tej części Europy? Pamiętajcie o rejestracji na debaty i warsztaty!

czerwiec – wrzesień 2019 Lublana, International Centre of Graphic Arts, Tivoli Mansion, Pod Turnom 3 mglc-lj.si

13–15.07 Warszawa fearlesscities.waw.pl, bilety: fearlesswaw.evenea.pl

58


Slavs and Tatars, Gut of Gab (Sękowski), 2018. Fot. Klemens Renner / Albertinum, Drezno

59


DIZAJN

Analogowy mistrz Co na głośną okładkę pierwszego polskiego wydania „Vogue’a” powiedziałby Roman Cieślewicz? Współtwórca polskiej szkoły plakatu, legendarny projektant graficzny i dyrektor artystyczny „Elle”, tworzący także dla francuskiego „Vogue’a” oraz dziesiątek instytucji i wydawnictw, jak nikt inny rozumiał stylistykę pism o modzie i anturaż tzw. realizmu kapitalistycznego. Artysta związał swoje zawodowe i pedagogiczne życie ze stolicą Francji, budując imponujący dorobek w dziedzinie plakatu, ilustracji, projektów okładek, kolaży i fotomontaży. Roman Cieślewicz. Fabryka obrazów to wystawa retrospektywna, która skupia się na kolejnym odczytaniu jego praktyki artystycznej. Poznajemy Cieślewicza archiwistę, który wybierał obrazy z potoku otaczających go komunikatów wizualnych, przede wszystkim z prasy, wycinał je, katalogował i wykorzystywał w swoich projektach, nadając im nowe historie i znaczenia. Ponad 350 pudełek i teczek układa się w spis jego fascynacji i zainteresowań. Znajdziemy tu i politykę, i erotykę, słowa-klucze, takie jak dada, Bruno Schulz, oko czy kolor czarny, roboty, alkohole i koło. Dzięki temu zbiorowi spod znaku horror vacui łatwiej jest zrozumieć, co Cieślewicz miał na myśli, mówiąc o sobie jako o „zwrotniczym siatkówki”. Cieślewicz przechowywał w czarnym pudełku sto pięćdziesiąt niepodpisanych i nieponumerowanych, stworzonych pod koniec życia kolaży. Odnalezione i wydrukowane ujrzały światło dzienne w albumie Petites images. Na polski rynek trafia właśnie jego polskie wydanie (Wydawnictwo Semiose).

Warsztaty z kosmosu Szczególnie dziś projektowanie nie może zapominać o środowiskach skrajnie nieprzyjaznych dla człowieka. Jak to zrobić, jeśli nie ma się za sobą doświadczeń ekstremalnych, takich jak na przykład klęska żywiołowa? A co dopiero podróż w kosmos! Kosmiczne warsztaty w ramach bloku Wzornictwo na Gdynia Design Days nauczą pracy w nowym środowisku i opierać się będą na dokładnym poznaniu potrzeb i ograniczeń człowieka. Projektanci wzornictwa Ada Paśkiewicz i Michał Kracik zapraszają do tego wyzwania młodych projektantów, podnosząc także temat odpowiedzialności za popełnienie ewentualnych błędów. To dobra lekcja dla tych, którzy mierzyć się będą z wyzwaniami wcale nie tak odległej, jak się kiedyś zdawało, przyszłości. 9.07 Gdynia, Pomorski Park Naukowo-Technologiczny Gdynia, al. Zwycięstwa 96/98 gdyniadesigndays.eu

do 23.09 Paryż, Musée des Arts Décoratifs, 107, rue de Rivoli madparis.fr

60


Roman Cieślewicz: »Che« Si, 1967 © Adagp, Paryż 2018. Fot. Jean Tholance, Musée des Arts Décoratifs w Paryżu

61


DIZAJN

Rośnij zdrowy W tym roku nagroda specjalna Interprint „make me!”, czyli międzynarodowego konkursu dla młodych projektantów na Łódź Design Festival trafiła w ręce Róży Rutkowskiej, tegorocznej absolwentki School of Form. Jej projekt SCOBY jest wynikiem poszukiwań nowych znaczeń uprawiania jako procesu na styku robienia i rośnięcia. To opakowania, które… rosną i mogą być „uprawiane” jak rośliny. Młoda projektantka odnosi się tym samym do tematu masowej hodowli roślin, które – podobnie jak przedmioty – poddawane są zakusom standaryzacji i optymalizacji. Tutaj na scenę wkracza opakowanie inne niż wszystkie – nie tylko nie zaśmieca środowiska, ale wręcz je wzbogaca ze względu na cenny produkt uboczny, który jest, zależnie od stężenia, naturalnym nawozem albo napojem probiotycznym. Co je „karmi”? Wyciąg z odpadów rolniczych. Jednak zanim opakowanie zostanie zjedzone wraz ze swoją zawartością lub przysłuży się jako kompost, przedłuża jakość produktu. makeme.lodzdesign.com, rozajanusz.com

62


Róża Rutkowska (Roza Janusz): SCOBY: opakowania, które żyją

63


DIZAJN

Burzyciel mitu marki Eike König, buntownik wizualny, antyesteta, projektant graficzny, wykładowca i założyciel oraz dyrektor kreatywny berlińskiego, prężnie rozwijającego się kolektywu HORT, pokaże w Warszawie przekrój swojej twórczości z ostatnich lat. Wystawa Sorry, ale wszystko, w co wierzysz, przestało mieć znaczenie pokazuje moment, kiedy wahadło jego kreatywności zaczęło przechylać się w kierunku projektów koncepcyjnych, eksplorujących znaczenie brandingu i metod komunikacji, a nie tylko odpowiadających bezpośrednio na potrzeby klienta i rynku. Wydarzeniu towarzyszą dwa warsztaty: „Zaprojektuj najbrzydszą identyfikację” oraz na temat ręcznych technik drukarskich. 14–23.09 Warszawa, Miłość, ul. Kredytowa 9 instagram.com/eikekoenig, hort.org.uk

64


Homer i Marge, FISK gallery 2015

65


DIZAJN

Torba Borba – projekt realizowany w ramach programu „Generator Innowacji. Sieci Wsparcia” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”. Autorki: Ewa Hiller i Magdalena Katana. Fot. Ewa Hiller

Innowacje dla seniorów Pomysły na to, by seniorom żyło się lepiej, są właśnie w fazie testowania. Wszystko w ramach projektu „Generator innowacji. Sieci wsparcia” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”, którego celem jest inkubowanie innowacji społecznych na rzecz wsparcia niesamodzielnych osób starszych i/lub ich opiekunów. Najlepsze propozycje wygrały konkurs i otrzymały wsparcie eksperckie i dotację na testowanie. W Krasnymstawie niepełnosprawni z warsztatów terapii zajęciowej gotują obiady i zanoszą je do najstarszych seniorów. W Warszawie młode dizajnerki pracują nad systemem samochodzącej torby na zakupy, którą będzie można „wypożyczyć” razem z wolontariuszem. W Głuchołazach dwie młode mamy połączyły przedszkole z grupą osób starszych. Te i wiele innych rozwiązań wymyślonych jest przez zapalonych innowatorów, mądrych akademików i praktyków. sieciwsparcia.pl, e.org.pl

66


Shigeo Fukuda, Shikaku sakasu ‘85, 1985. Fot. Pracownia Fotografii Cyfrowej Muzeum Narodowego w Poznaniu

Japońska klasyka Sopocka wystawa Wielcy nieobecni światowego plakatu. Yusaku Kamekura, Ikko Tanaka, Shigeo Fukuda odkrywa przez nami jedną z najważniejszych kart światowej historii plakatu. Twórczość prezentowanych Japończyków, szczególnie od połowy XX wieku, wiąże kilkusetletnią tradycję rodzimego malarstwa i grafiki z aktualnymi trendami sztuki nowoczesnej. Pierwszą generację reprezentuje Yusaku Kamekura, który również odegrał ważną rolę animatora środowiska graficznego. Jego twórczość wyrastała z fascynacji Bauhausem i zachodnim modernizmem. W plakatach Ikko Tanaki z jednej strony jeszcze bardziej wyraziście występują nawiązania do tradycji, z drugiej zaś ich bardzo syntetyczny kształt niesie powiew atrakcyjnej nowoczesności. Shigeo Fukuda z kolei odróżnia się od swoich poprzedników – gra z widzem, stosuje triki graficzne czy optyczne i zaskakuje swoimi surrealizującymi, graficznymi światami. 3.07–30.09 Sopot, Państwowa Galeria Sztuki, plac Zdrojowy 2 pgs.pl

67


FILM I FOTOGRAFIA

© Annika Berg. Fot. dzięki uprzejmości MFF Nowe Horyzonty

ANDRZEJ MARZEC DLA NN6T:

DZIEWCZYŃSTWO Pełnometrażowy debiut Anniki Berg, entuzjastycznie przyjęty przez publiczność festiwalu w Wenecji oraz w Rotterdamie, pod koniec lipca będziemy mogli obejrzeć na Nowych Horyzontach we Wrocławiu w ramach ciekawie zapowiadającej się sekcji „Girlhood”. Reżyserka czerpie pełnymi garściami z jaskrawej estetyki Instagrama i Tumblera. Zręcznie balansując między dokumentem oraz kinem fabularnym, opowiada o grupie ośmiu nastolatek, które dorastają w małym duńskim miasteczku i spotykają się w lokalnym młodzieżowym klubie. Warto podkreślić, że Berg, pragnąc nadać autentyczności swojemu filmowi, celowo nie nawiązała współpracy z profesjonalnymi aktorkami, lecz wybrała dziewczyny, których profile odnalazła w mediach społecznościowych. Bez trudu odnajdziemy nawiązania do awangardowych i buntowniczych Stokrotek (1966) Very Chytilowej, przesyconej barwami estetyki Pepperminty (2009) Pipilotti Rist czy też doskonałego serialu o życiu norweskich nastolatków Skam (2015–2017). Team Hurricane jest filmem eksperymentalnym, który podobnie jak sam okres dojrzewania niesie ze sobą szereg sprzecznych uczuć: euforię, ekstatyczność, entuzjazm, ale i chaos, niepokój i brak poczucia bezpieczeństwa. 25.07–5.08 Wrocław, Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty nowehoryzonty.pl

68


Fot. dzięki uprzejmości MFF Nowe Horyzonty

ANDRZEJ MARZEC DLA NN6T:

(NIE)DOTYKALNOŚĆ Wrocławskie Nowe Horyzonty otworzy w tym roku nowatorski Touch me not nagrodzony Złotym Niedźwiedziem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie. Jest przykładem nowego zjawiska w kinematografii, czyli tak zwanego „kina terapeutycznego” – swoją bezpośredniością i szczerością przypomina Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham Pawła Łozińskiego. Jednak z tą różnicą, że Adina Pintilie, inaczej niż w tradycyjnej psychoanalizie (zainteresowanej przede wszystkim umysłem, narracją i interpretacją słów), nie jest w stanie wyobrazić sobie człowieka bez doświadczenia ciała – dlatego zamiast z nami rozmawiać, woli nas na różne sposoby dotykać. Rumuńska reżyserka, zapraszając nas do nie zawsze łatwej bliskości, stara się pokazać, że jesteśmy przede wszystkim namacalni i dotykalni, a przez to również wrażliwi. Touch me not jest głównie eksperymentem, obrazem, który nie tylko nas dotyka, ale również pragnie być dotykanym. 25.07–5.08 Wrocław, Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty nowehoryzonty.pl

69


N-TOKYO 1, z serii N-TOKYO, 2018. © Kenta Cobayashi/ G/P gallery

Polaków album wspólny

FILM I FOTOGRAFIA

EWA DYSZLEWICZ DLA NN6T:

PLATFORMA Holenderska stolica to dziś bez wątpienia place to be dla zainteresowanych fotografią współczesną. Powodem do odwiedzin – obok muzeum (i magazynu) pod marką Foam – jest Unseen Amsterdam, multidyscyplinarna platforma promująca nowe zjawiska w fotografii. W programie tegorocznej edycji wydarzenia znalazły się targi galerii i photobooków, panele dyskusyjne, program wystawienniczy (w planach m.in. wystawa Thomasa Mailaendera, Erika Kesselsa, Lany Mesić), a także specjalna sekcja poświęcona działalności fotograficznych kolektywów. Polskę reprezentuje Jednostka, galeria i wydawca, która premierowo pokaże nowe prace Weroniki Gęsickiej i książkę Prawie każda róża na barierkach przy Sejmie autorstwa Rafała Milacha.

Mikołaj Długosz, fotograf i artysta wizualny, pracuje głównie z archiwami i materiałami znalezionymi. Jego najnowszy projekt opiera się na poszukiwaniach pamiątkowych zdjęć Polaków – robionych przy wszelkich okazjach, bez cezury czasowej. Ważny jest jedynie pamiątkowy wymiar kadrów. Powstanie książka o Polsce i naszych wspomnieniach. By wziąć udział w projekcie, wystarczy przesłać zdjęcie w celu zeskanowania. Może zostać podpisane lub anonimowe, ale na pewno zostanie zwrócone jego autorowi, który otrzyma również egzemplarz albumu. Może uda się również znaleźć odpowiedź na pytanie, po co właściwie robimy zdjęcia na pamiątkę?

21–23.09 Amsterdam, Westergasfabriek, Pazzanistraat 33 unseenamsterdam.com

Informacje, wysyłanie zdjęć: mikolaj@mamsam.pl

70


Fot. archiwum projektu

71


FILM I FOTOGRAFIA

Psi fryzjer Matteo Garrone, jeden z ważniejszych współczesnych włoskich reżyserów, znany jest z paradokumentalnego zacięcia i wypełniania swoich fabuł hipnotyzującą przemocą. Canneńskie jury uhonorowało go 10 lat temu główną nagrodą za Gamorrę – opowieść o neapolitańskiej mafii. W innym z jego obrazów: Reality, główną rolę zagrał, niemal zdobywając później Złotą Palmę, Aniello Arena, skazany na dożywotnie więzienie płatny morderca. W konkursie głównym tegorocznego 71. festiwalu w Cannes Garrone pokazał film Dogman, inspirowany jedną z najbardziej makabrycznych zbrodni w historii Włoch. To utrzymana w surowym wizualnym stylu opowieść o psim fryzjerze – niepozornym opiekunie czworonogów, uwikłanym w przestępcze porachunki i toksyczną relację z byłym bokserem Simone. Wcielający się tę rolę Marcello Fonta zachwycił jury swoją kreacją i otrzymał Złotą Palmę dla najlepszego aktora. Premiera: 14.09

72


Fot. dzięki uprzejmości M2 FILMS

73


FILM I FOTOGRAFIA

Fot. Marian Musiał

74


EWA DYSZLEWICZ DLA NN6T:

MIASTECZKO Suchedniów, niewielkie miasteczko położone na trasie między Skarżyskiem-­ -Kamienną a Kielcami. Idąc od miejscowej stacji kolejowej, można było natrafić na jedyny w okolicy zakład fotograficzny „Tęcza”, przez dziesięciolecia prowadzony przez Mariana Musiała. Fotografia była dla niego nie tylko pracą, lecz i pasją, którą często realizował poza atelier. Wystawa Marian Musiał. Element krajobrazu prezentuje zaledwie ułamek z jego ponad pięćdziesięcioletniego dorobku, koncentrując się wokół trzech wiodących wątków: fotografii portretowej z lat 40., życia codziennego Suchedniowa w latach 50. – 80. oraz zdjęć pejzażowych (wykonywanych często wraz z Pawłem Pierścińskim, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli kieleckiej szkoły krajobrazu). Warto dodać, że część jego archiwum została zdigitalizowana i jest dostępna na stronie projektu Wirtualne Muzeum Fotografii. do 15.07 Warszawa, Fundacja Archeologii Fotografii, ul. Chłodna 20 faf.org.pl

75


FILM I FOTOGRAFIA

EWA DYSZLEWICZ DLA NN6T:

SPOTKANIA Festiwal fotografii w malowniczym Arles to od prawie czterech dekad jedno z najważniejszych wydarzeń sezonu. Tegoroczna edycja pod tytułem „Powrót do przyszłości” orbituje wokół spuścizny roku 1968 na Zachodzie, którego idee, jak się zdaje, należy przypominać dziś ze zdwojoną siłą. Szczególna uwaga poświęcona jest kontekstowi francuskiemu, w programie znajdziemy też wystawy poświęcone wydarzeniom w Stanach Zjednoczonych oraz te snujące wizje nowego człowieka – wczoraj i dziś. Na festiwalu obecne będą również polskie akcenty – Wiktoria Wojciechowska wraz ze swoim projektem Sparks o wojnie na Ukrainie została nominowana do prestiżowej Nouveau Prix Découverte, natomiast Szwajcar Lucas Olivet pokazywać będzie Kopiec Bonawentura, pracę zainspirowaną słynnym cytatem z Alfreda Jarry’ego: „Polska, czyli nigdzie”. 2.07–23.09 Arles rencontres-arles.com

76


Wiktoria Wojciechowska: Oddział dziewięciu zabitych i ośmiu rannych z cyklu Sparks. Kolaż wykonany na zdjęciu z telefonu komórkowego jednego z żołnierzy, 2015

77


FILM I FOTOGRAFIA

Elliott Erwitt, autoportret, Saint Tropez, 1979. © Elliott Erwitt, Magnum Photos

Po dwudziestce PhotoESPAÑA, międzynarodowy festiwal fotografii i sztuk wizualnych, z rozmachem świętuje swoje 20. urodziny – w programie 100 wystaw ponad 500 artystów i bogaty program wydarzeń w 62 festiwalowych lokalizacjach, które zamieniają na ten czas stolicę Hiszpanii w międzynarodową stolicę fotografii. W ramach rocznicowej celebracji pojawiła się także carte blanche – Cristina de Middel, która właśnie otrzymała National Photography Award. Została zaproszona do stworzenia pięciu wystaw, których tematem są „gracze”. Artystka skonstruowała je w ramach własnej koncepcji kuratorskiej ze zdjęć innych fotografów. Poza tym jak co roku zobaczymy prace zarówno największych, jak i właśnie odkrywanych autorów. Z okazji okrągłej rocznicy festiwal stawia sobie za cel pobudzanie zmian w rozwoju sztuki fotografii, a także poszerzanie sposobów komunikacji medium z odbiorcami. do 26.08 Madryt phe.es

78


Karolina Wojtas: Pociąg do wiedzy

FOTOWSPÓŁPRACA Poświęcony fotografii wrocławski TIFF Festiwal odbywa się w tym roku pod hasłem „współpraca”. Jak realizuje się ona na polu fotografii, a co oznacza jej brak? Badania tematu przewodniego wychodzą poza sztywne ramy medium – analizowane są formy współdziałania zarówno między artystami, jak i tej odbywającej się na styku światów sztuki, instytucji czy mediów. Nie zapomniano o przyjrzeniu się specyfice społeczności cyfrowych, a także powiązanym ze współpracą kwestiom, takim jak na przykład rozmycie się autorstwa. W ramach festiwalu odbywają się wystawy programu głównego, prezentacje sekcji publikacji i kooperacje pomiędzy widzami, artystami, wolontariuszami oraz partnerskimi firmami. W czterech galeriach zobaczymy również prace laureatów TIFF Open, czyli konkursu fotograficznego dla amatorów i profesjonalistów. Program uzupełniają spotkania autorskie, oprowadzania, dyskusje oraz wieczorne wydarzenia muzyczne. 6–16.09 Wrocław tiff.wroc.pl

79


ruch i dźwiek

AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

WIRTUALNE WYWOŁYWANIE DUCHÓW Choy Ka Fai to pochodzący z Japonii tancerz, który eksperymentuje z technologią VR. Nie chodzi jednak o przeniesienie tańca w przestrzeń wirtualną, a posłużenie się VR-em jako metodą wywoływania „duchów”. W ramach festiwalu ImPulsTanz w „paranormalnym” performansie Darkness artysta przywołuje ducha anarchistycznego prekursora butoh – Tatsumi Hijikaty, który zmarł w 1986 roku. Mistrz pojawia się jako wirtualna zjawa i pomaga w badaniu spuścizny „tańca ciemności”, który pojawił się w latach 50. XX wieku. Dla Choy Ka Fai butoh to symbol buntu przeciwko zachodniej kulturze i poszukiwanie nowego języka choreografii. 20–22.07 Wiedeń, Odeon, Taborstraße 10 impulstanz.com

80


© Brandon Tay i Choy Ka Fai

81


ruch i dźwiek

Cezary idzie na wojnę. Fot. Pat Mic

AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

CEZARY JEDZIE NA OPEN’ER Na Open’erze trudno się nudzić. Kolejny raz na krótkie chwile odpoczynku od koncertów nie pozwala program performatywny towarzyszący festiwalowi. W tym roku zapowiada się mieszanka równie egzotyczna, co wybuchowa. Będzie można zobaczyć spektakl Jana Klaty, 2118 Anny Karasińskiej, który miał niedawno premierę w Nowym Teatrze i kolejny hit produkcji Komuny Warszawa w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego. Tomaszewski znany jest z głośnych realizacji dla Capelli Cracoviensis w Krakowie. Wywodzi się ze środowiska choreograficznego, dzisiaj tworzy spektakle łączące różne języki i estetyki. Utwory Monteverdiego grał w barze mlecznym, a kuchnia wydawała pierogi i kompot. Cezary idzie na wojnę to performatywna opowieść przemieszczana z konwencją operowej fraszki. Bohaterem jest sam reżyser i jego perypetie związane z powołaniem do wojska. Dużo tu autoironii i nieskrępowanego poczucia humoru. 4–6.07 Gdynia, Festiwal Open’er, lotnisko Gdynia-Kosakowo opener.pl

82


Alastair MacLennan: Real Lear, performans, Konteksty 2017, Sokołowsko. Fot. Polak Grzegorski

Uzdrowisko Sokołowsko to uzdrowisko z tradycjami sięgającymi połowy XIX wieku. Od ośmiu lat jest miejscem międzynarodowego festiwalu sztuki efemerycznej Konteksty, stanowiąc inspirację do działań z zakresu performansu, instalacji oraz realizacji dźwiękowych i multimedialnych, podkreślających leczniczy charakter sztuki. Tematem przewodnim tegorocznej edycji jest „obce ciało”, interpretowane na wiele sposobów, które wychodzą poza body artowe traktowanie ciała artysty jako przedmiotu sztuki. Czy sztuka efemeryczna może uzdrawiać? Czy jest ona, podobnie jak artyści, ciałem obcym we współczesnym społeczeństwie? Jaki jest status fikcyjnych bytów multiplikowanych przez wirtualną rzeczywistość? Podejmowane działania nastawione są na integrację przybyłych tu artystów z lokalną społecznością, edukację i wymianę doświadczeń między środowiskami z Polski i zagranicy. Bohaterem „cielesnej” edycji jest Józef Robakowski, autor pionierskich realizacji artystycznych i strategii działań, którego twórczość wyrasta z tradycji polskiej awangardy międzywojennej. 26–30.07 Sokołowsko contexts.com.pl

83


ANTONI MICHNIK DLA NN6T:

KONFRONTACJE IMPROWIZOWANE

Tegoroczne Manifesta 12 odbywają się we włoskim Palermo. Lokalizacja nie jest przypadkowa. Miasto położone jest na granicy kontynentów, co czyni je świetnym miejscem do dyskusji o koegzystencji i różnorodności. Tematem wiodącym jest ogród rozumiany jako idea pozwalająca przyjrzeć się takim kwestiom, jak agregowanie różnic czy komponowanie życia z ruchu i migracji. Pochodzący z Lagos Jelili Atiku – pionier performansu w Nigerii – będzie realizował tu swój nowy projekt Festival of the Earth. Atiku jest znany z prac poruszających tematy biedy, przemocy, wojny czy zmian klimatycznych. Przez ulice Palermo przejdzie procesja inspirowana tradycyjnymi procesjami Santa Rosalia i legendami Joruba. Performans będzie więc łączył rytualne procesje z obecnością roślin i rzeźb.

Pierwsza z propozycji letnich zagranicznych festiwalowych wycieczek to austriacki odpowiednik festiwalu Sanatorium Dźwięku. W austriackim Nickelsdorf tradycyjnie już odbędzie się jeden z najciekawiej zapowiadających się festiwali łączących jazzową improwizację, noise, soundart oraz współczesną eksperymentalną muzykę komponowaną. Sercem wydarzenia organizowanego w położonym przy granicy z Węgrami miasteczku jest Jazzgalerie Nickelsdorf, ale koncerty będą odbywać się również np. w miejscowym Kościele Ewangelickim. Szkielet tegorocznego programu stanowią jazzowe koncerty szerokich składów – po jednym każdego dnia (projekt Remebering Cecil, formacja Skein, PIO Prague Improvisers Orchestra oraz Castelló Tentet / The Dark Blue) – których uczestnicy występują też niekiedy w innych składach (m.in. Blue Reality Quartet i Peter Evans Quartet). Drugi nurt programu stanowią projekty eksplorujące improwizację noise’ową – m.in. duety Ryoko Akama / Gerard Lebik, Phil Minton / dieb 13 czy tria Möström i J77D13X442 – oraz jej związki z improwizacją jazzową (np. trio Draksler / Ex / Baars). Całość uzupełnia wystawa soundartowa, na której zostaną pokazane prace m.in. Akamy, Lebika, Jerome’a Noetingera, noida oraz Klausa Filipa.

15.07 Palermo m12.manifesta.org

19–22.07 Nickelsdorf, różne lokalizacje konfrontationen.at/ko18/

ruch i dźwiek

AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

PROCESJE ZAMIAST DEMONSTRACJI

84


ANTONI MICHNIK DLA NN6T:

NIEZALEŻNE GRZYBOBRANIE

ANTONI MICHNIK DLA NN6T:

Na terenie parku Mushroom Manor koło litewskiego Grybai odbędzie się w tym roku druga edycja niezależnego festiwalu Braille Satellite. Wydarzenie nastawione jest przede wszystkim na eksperymentalną elektronikę – stylistycznie być może najbliżej mu z polskich festiwali do gorzowskiego Dymu. Rodzimy niezal na festiwalu reprezentować będą FOQL i Copy Corpo, pojawi się także znany z występów w ramach cyklu V/A Arma Agharta, wpisuje się w obecny w programie szeroki przegląd litewskiej (m.in. elektronika Forgotten Plants, Augustė Vickunaitė lub Radijo Gauablys albo eksperymentalny jazz Kojos Sopa lub Juozasa Milašiusa). Znaczną grupę wykonawców stanowią artyści związani z Berlinem: od Guido Möbiusa, łączącego konceptualne elektroniczne wydawnictwa z silnie performatywnymi, improwizowanymi koncertami, poprzez np. pochodzącego z Salonik Lycurgusa, przemieszczającego się pomiędzy mrocznym techno, noisem i drone’ami, aż po wydającą w berlińskim labelu Detriti Sigītę Seyr, która eksploruje środkowoeuropejskie nowofalowo-industrialowe brzmienia z drugiej połowy lat 80. Trzeba wspomnieć jeszcze o dwóch wykonawcach: Hessellu Veldmanie, pionierze kasetowego undergroundu w Holandii w latach 80., oraz o formacji Ziguri, założonej przez Güntera Schickerta, czołową postać krautrocka lat 70.

FIŃSKI STÓŁ Jeśli z kolei poszukujecie festiwalu łączącego cechy gdyńskiego Open’era i krakowskiego Sacrum Profanum – polecam tegoroczną edycję odbywającego się w Helsinkach Flow. Macie ochotę zobaczyć czołowe postaci indie? Proszę bardzo: St. Vincent, Lykke Li, Grizzly Bear, Fleet Foxes, Charlotte Gainsbourg, Moses Sumney. Wolicie klubowe brzmienia? W ofercie kilka różnych scen i wybór od Bonobo, poprzez D.A.F., Murę Masę, Helenę Hauff, Broken English Club, po Fever Ray. Ale może jednak najdzie Was chęć na klasykę minimalizmu? W programie koncert Terry’ego Rileya z synem Gyanem, a do tego Lubomyr Melnyk i wspaniała Suzanne Ciani. Do tego oczywiście różne nurty fińskiej muzyki niezależnej/alternatywnej – na czele z avant-popem Lau Nau czy przepracowującymi fińską muzykę ludową meriheiniluoto & mi-rage. Patrząc na program, nie mogę wyjść z zachwytu nad tym, w jak przemyślany sposób został ułożony, jak poukładane zostały występy w poszczególne dni. To być może – poza Primaverą – najmocniejszy festiwal w tym roku w Europie. Aha, jeszcze headlajnerzy: Lauryn Hill, Arctic Monkeys, Kendrick Lamar. 10–12.08 Helsinki, dawna elektrownia Suvilahti, Parrukatu 2 flowfestival.com

20–22.07 Grybai, park Grybų Dvarvietė emptybrainresalt.us

85


ADA BANASZAK DLA NN6T:

TECHNOLOGIA I PRZYSZŁOŚĆ

PODWODNA CHMURA Kiedy słyszę o przechowywaniu danych w chmurze, od razu wyobrażam sobie efemeryczną sieć, która niczym para unosi się w powietrzu, mgiełkę bajtów otaczającą nasze urządzenia elektroniczne, białą próżnię, w której trwają nasze pliki. Niestety, w rzeczywistości chmura to po prostu twardo stojące na ziemi serwery. Zajmują kupę miejsca, konsumują mnóstwo energii, strasznie się nagrzewają i – co niepokojące – wciąż ich przybywa (w końcu te wszystkie dane, które zbierają o nas różne firmy, muszą być gdzieś składowane). W odpowiedzi na tę sytuację firma Microsoft, właściciel jednej z największych platform cloud computing, postanowiła chmurę utopić. Pierwsze podwodne (i wodoodporne) centrum przechowywania danych od początku czerwca funkcjonuje na dnie oceanu u wybrzeży Szkocji: 864 serwery chłodzi otaczająca je woda, a zasilane są energią wiatru generowaną przez maszyny z pobliskiego European Marine Energy Center. Nie jest to jedyna próba skolonizowania oceanu przez technologicznego giganta – od jakiegoś czasu Microsoft wraz z Facebookiem prowadzą prace nad przeciągnięciem przez Atlantyk 6600-kilometrowego kabla, który zapewni jeszcze szybsze międzykontynentalne połączenie internetowe. news.microsoft.com

86


Microsoft’s Project Natick. Fot. Scott Eklund/Red Box Pictures, dzięki uprzejmości Microsoft

87


ADA BANASZAK DLA NN6T:

TECHNOLOGIA I PRZYSZŁOŚĆ

CYFROWY KANON Rhizome, cyfrowa odnoga nowojorskiego New Museum, to instytucja, która za zadanie stawia sobie popularyzowanie, prezentowanie oraz archiwizowanie sztuki tworzonej i prezentowanej w sieci. Na jej stronie internetowej do końca tego roku można oglądać przekrojową wystawę „Net Art Anthology”, na którą składa się imponujący zbiór prac z lat 1984–2016. Wśród nich znalazł się między innymi niezwykle aktualny projekt The Transborder Immigrant Tool – stworzona w 2007 roku przez Electronic Disturbance Theatre aplikacja na telefon, która wskazuje migrantom nielegalnie przekraczającym granicę pomiędzy Meksykiem i USA źródła wody pitnej, a przy okazji śle im wiadomości z poezją czy wymyślony w 1998 roku przez tę samą grupę FloodNet – prekursor polityczno-artystyczno-trollerskich ataków DDoS praktykowanych później na większą skalę między innymi przez Anonymous. Co tydzień jedno ze stu prezentowanych w ramach wystawy dzieł zostaje zastąpione nowym eksponatem, warto więc odwiedzać regularnie stronę Rhizome lub zapisać się na news­letter „Net Art Anthology”.

ADA BANASZAK DLA NN6T:

NOWE ŚREDNIOWIECZE W swojej nowej książce New Dark Ages. Technology and the End of the Future brytyjski artysta wizualny oraz badacz nowych technologii James Bridle stawia tezę, że rozwój nowych technologii nie prowadzi nas ku nowemu oświeceniu, a wręcz przeciwnie – spycha nas w mroki nowego średniowiecza. Twierdzi on, że im więcej informacji posiadamy i im bardziej zawierzamy algorytmom, które owe informacje przetwarzają, tym bardziej oddalamy się od rzeczywistości i – co za tym idzie – tym gorzej idzie nam konstruowanie narracji o świecie oraz podejmowanie racjonalnych decyzji dotyczących naszej przyszłości. Jeżeli macie wrażenie, że choć wciąż dowiadujecie się czegoś nowego, a tak naprawdę wiecie coraz mniej, to koniecznie sięgnijcie po New Dark Ages – i paradoksalnie wszystko stanie się jasne. Dodam, że tę doskonałą dystopijną lekturę na wakacje polecają m.in. Hito Steyerl, Saskia Sassen i Bruce Sterling. Wydawca: Verso Books versobooks.com

anthology.rhizome.org

88


KIM JEST ARCHITEKT?

RAPORT Z BADANIA JAKOŚCIOWEGO ARCHITEKTÓW WARSZAWSKICH, 2018 Fragmenty

Opisując swój zawód, architekci zwracają uwagę na tkwiące w nim napięcia: obecność różnych ról, z których żadna z osobna nie jest gwarantem sukcesu i  samorealizacji, a  także brak społecznego uznania (rozpoznawania) dla tych ról, które są źródłem największej satysfakcji dla samych architektów. To jeden z ważniejszych wniosków wynikających z  raportu przedstawiającego wyniki badania jakościowego środowiska architektów warszawskich przeprowadzonego przez Fundację Bęc Zmiana na zamówienie Biura Architektury i  Planowania Przestrzennego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawa. W  ramach badań prowadzono wywiady indywidualne i  dyskusje grupowe. Wzięło

w nich udział ponad dwadzieścia warszawskich architektek i  architektów. Wstępny i jakościowy charakter badań nie pozwala uogólniać wyników – stanowią one raczej wstęp do szerszego rozpoznawania tematów, których dotyczą. Poniżej przedstawiamy fragment raportu w nadziei, że zebrana w nim wiedza przyda się w trwającej i  coraz ciekawszej dyskusji na temat warunków i celów uprawiania architektury w Polsce. Maciej Frąckowiak, Bogna Świątkowska

A1


Szukając odpowiedzi na pytanie kim jest dzisiaj w Warszawie architekt, zadaliśmy w  wywiadach indywidualnych i  grupowych także kilka pytań pomocniczych, m.in.: Jaka jest współczesna rola architektury? Jak architekt kształtuje otaczający go świat? Na co ma wpływ?, a także Jakie są społeczne wyobrażenia na temat architekta? Ponadto w trakcie analizy okazało się, że wyobrażenia dotyczące tego, kim jest dzisiaj architekt, są mocno powiązane z formą praktykowania zawodu, a  także z  motywacjami. Zebrane informacje pozwoliły wyodrębnić pięć podstawowych ról, które mogą dzisiaj odgrywać architekci. Ich nazwy mają swoje źródło w słowach, wokół których najczęściej koncentrowała się narracja na temat bycia architektem. Co istotne, opisane niżej modele rzadko występują osobno – najczęściej architekci łączą w swojej praktyce kilka z nich, jeśli nie wszystkie.

Kompleks ról Zanim przejdziemy do scharakteryzowania poszczególnych ról, chcemy wskazać na często pojawiającą się u naszych rozmówców trudność z  odpowiedzią na pytanie, kim jest architekt. Rozmówcy wskazywali, że jedna definicja architekta jest w  zasadzie niemożliwa do sformułowania, ponieważ – jak to określił jeden z nich – pełniąc swoje obowiązki zawodowe, musi być także np. psychologiem, prawnikiem czy grafikiem, a  także znać się na historii architektury. Zwracano też uwagę, że rola architekta podlega dynamicznym przemianom na skutek zmieniającego się kontekstu zewnętrznego, w  tym m.in.: kryzysu modernistycznego etosu architekta wizjonera; powiększenia się liczby zawodów i  działań, w  których można działać jako architekt; rosnącej liczby architektów, którzy mają za sobą doświadczenie studiowania bądź pracy za granicą i  wynikające stąd inne przyzwyczajenia i wyobrażenia; zmieniającymi się warunkami prawnymi – nowymi obowiązkami, które skutkują koniecznością opanowania dodatkowej wiedzy; wreszcie poszerzenie czy deregulacja wyobrażenia o zawodzie architekta może się wiązać także z nadejściem systemu wolnorynkowego, który umożliwia różne formy pracy architektonicznej.

A2

Bycie twórcą Pierwszą rolą, którą może odgrywać architekt, jest bycie twórcą. To właśnie dyskusjom o niej poświęcano w trakcie wywiadów najwięcej czasu,


można więc wnioskować, że jest to jedna z ról, która odróżnia architekta od innych zawodów, zwłaszcza inżyniera, a  zarazem ta, w  której – jak w soczewce – skupiają się zachodzące dzisiaj zmiany. Definiując bycie twórcą, rozmówcy odwoływali się do takich określeń, jak „kreowanie przestrzeni”, „organizowanie przestrzeni”, „moment tworzenia”, a także tych obszarów projektowania, które nie tylko wiążą się z tradycyjnym obmyślaniem brył, ale i programowaniem funkcji dla danego obiektu czy przestrzeni. Bycie twórcą wiąże się zdaniem naszych rozmówców z takimi aspektami jak np. powiększanie swojego wpływu na projekt, czyli możliwość realizowania własnych wizji, a  nie tylko wykonywania zleconego zadania. Jest więc przyjemne, ponieważ towarzyszy mu poczucie wolności i autonomii. Przyjemny jest także sam moment twórczy – niektórzy rozmówcy wskazywali, że właśnie dlatego od czasu do czasu biorą udział w konkursach, ponieważ nawet jeśli ich nie wygrywają, to mogą doświadczyć tego specyficznego aktu kreacji, przejścia drogi od problemu do zaproponowania rozwiązania projektowego. Bycie architektem – twórcą – jest przyjemne także z  innych powodów. Ma charakter dystynktywny – pozwala architektom odróżnić się od innych zawodów projektowych, związanych bardziej z poślednim dokonywaniem obliczeń czy pracą z materiałami. Marzenie o byciu twórcą, który – jak to określił jeden z rozmówców – wykonuje jedynie zasadnicze szkice na serwetkach w kawiarni, funkcjonuje jako jedno z tych, które popycha do zawodu. Charakteryzując bycie twórcą, rozmówcy wskazywali także na koszty i trudności wiążące się z funkcjonowaniem architekta w  tej roli. Jest to po pierwsze częste poczucie niespełnienia – bycie twórcą to nieustanna praca, poszukiwanie inspiracji, które w zasadzie nie ma końca.

To także pasja motywująca do pogłębiania wiedzy z różnych obszarów, ale też skutkująca brakiem poczucia, że jakąś się już do końca posiadło. Po drugie, procesowi temu często grozi autoeksploatacja, myślenie o pracy architekta w kategoriach bycia twórcą wiąże się – jak podkreślali niektórzy rozmówcy – z poczuciem misji, które każe kończyć projekt nawet wówczas, gdy po drodze trzeba rozwiązywać problemy, za które się nie odpowiada, lub gdy klient nie chce zapłacić całego wynagrodzenia; zrealizowanie wizji w  możliwie największym procencie staje się wartością nadrzędną, nawet za cenę osobistych kosztów. Po trzecie, architekci wskazują także, że ich zawód samym inwestorom coraz rzadziej kojarzy się z tworzeniem – często wcale nie wymagają najwyższej jakości lub nie chcą za nią zapłacić. Paradoks polega więc na tym, że za bycie twórcą coraz rzadziej spotykają architektów nagrody, czy to w postaci wynagrodzenia, czy uznania. Po czwarte, rozmówcy wskazywali, że bycie architektem twórcą bywa najczęściej także niekompatybilne z  regułami rynku. Na bycie twórcą często nie ma po prostu czasu – architekt na skutek wskazanych wyżej zmian jest dzisiaj odpowiedzialny za taką liczbę różnych zadań, także tych niepowiązanych z  projektowaniem, że brakuje mu chwili na większą refleksję, tym bardziej że takie projektowanie wymaga czasu, a inwestorzy najczęściej chcą rozpocząć budowę jak najszybciej. Rosnąca liczba przepisów, którym trzeba się podporządkować, a  także ludzi, z  którymi trzeba współpracować, skutkuje także ograniczeniem autonomii architekta w procesie tworzenia. Wreszcie po piąte, zbytnie położenie nacisku na bycie twórcą (także w procesie edukacji do zawodu) zdaniem rozmówców sprawia, że pojawiają się deficyty na innych polach, w tym przede wszystkim brak przygotowania do

A3


pracy zespołowej, zarządzania większymi grupami ludzi, a także zbyt mała świadomość uwarunkowań (np. prawnych), którym podlega proces projektowy; tymczasem obie te kompetencje okazują się bardzo ważne na rynku.

Bycie społecznikiem

Drugą rolą, którą może realizować architekt, jest bycie architektem społecznikiem czy aktywistą. Wyłonienie się tej roli ma wiele wspólnego z procesami, które zachodziły zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz „pola” architektury. Zwraca się w  tym kontekście uwagę zwłaszcza na krytykę modelu architektury opartej na założeniu, że architekt ma prawo narzucać swoje wizje bez konfrontacji z użytkownikami projektów; przekonania, że architektura to odgórne kształtowanie życia ludzi, przede wszystkim przez wielkie realizacje, a także formuły pracowni bazującej – jak to określa jedna z  rozmówczyń – na rozpoznawalności architektonicznych ikon. Zmianom tym zdaniem naszych rozmówców dopomogło pojawienie się i wzmocnienie trzeciego sektora w  Polsce, a  także tzw. zwrot partycypacyjny. Ich konsekwencją jest dowartościowanie wiedzy użytkowników w procesie projektowym, zwrócenie uwagi na drobne, acz znaczące dla funkcjonowania miasta formy architektoniczne, a  także pojawienie się środków na realizację takiej architektury, którą trudno byłoby sfinansować inaczej (edukacja architektoniczna, publikacje na temat architektury, partycypacyjne procesy projektowe itd.).

Charakterystyczne dla definiowania architekta w kategoriach społecznika jest odniesienie tej praktyki do jej społecznych uwarunkowań i konsekwencji. Bycie społecznikiem nie polega więc jedynie na wykonywaniu darmowych usług czy finansowaniu ich ze środków dla organizacji pozarządowych, to raczej patrzenie na proces projektowy z określonej, społecznej perspektywy. Rozmówcy, którym bliska była ta rola, podkreślali, że architekt to – jak lekarz czy prawnik – zawód zaufania publicznego, w którym ważne są wybory nie tylko ekonomiczne, ale także moralne – już chociażby z  tego powodu, że architektura czy urbanistyka to ten rodzaj twórczości, który ma wpływ na cudze życie, coś, od czego nie można – jak od obrazu – odwrócić oczu czy po prostu wyjść z galerii. Mówiąc o formach działania architekta społecznika, wskazywano na jego osobiste zaangażowanie w pewne problemy miejskie (wykorzystanie prestiżu społecznego, którym się cieszy, do lobbingu skierowanego do urzędników). Inną formą działania architekta społecznika jest wspieranie grup społecznych, których nie stać na architekta, jak na przykład kupcy miejscy. Jak jednak wspomniano, bycie architektem społecznikiem niekoniecznie musi się wykluczać z myśleniem formalnym, tj. – jak to określił jeden z rozmówców – oddzielać emancypacyjnej architektury od formy. Mówiąc jeszcze inaczej, bycie społecznikiem na bardzo podstawowym poziomie polegać może po prostu na uwzględnianiu upodmiotawiających potencji tworzonych form architektonicznych – projektowaniu w  zasadzie dowolnych z nich w taki sposób, by możliwie jak najbardziej powiększały szanse życiowe1 jak największej grupie ich

A4

1 Odwołujemy się tu do definicji rozwoju w kontekście miejskim, jaką posługuje się Wojciech Kłosowski; zob. Wojciech Kłosowski, Jakub Głaz, Rozwój do pole szans, w: Maciej Frąckowiak, Bogna Świątkowska (red.), Miasto dla mieszkańców/ mieszkańcy dla miasta. Obywatelski wymiar strategicznego


użytkowników (np. poprzez tworzenie przestrzeni do spotkań, unikanie grodzenia czy innych barier utrudniających dostęp osobom z niepełnosprawnościami, uwzględnianie ekologicznych rozwiązań). Bycie architektem społecznikiem wiąże się także ze specyficznymi motywacjami i  ścieżką dochodzenia do tej roli. Dla większości uczestniczących w naszym badaniu osób, które mocno się z nią identyfikowały, bycie społecznikiem nie było pierwszym skojarzeniem z  zawodem architekta. Było raczej tym jego wymiarem czy też potencjałem, który odkrywało się samemu – czy to obserwując, co architektura może (jakie są jej społeczne skutki), czy poprzez własne biograficzne doświadczenia: np. zostanie rodzicem uczuliło na brak architektury, która wspierałaby opiekę nad dziećmi w przestrzeni miasta. Charakterystyczne dla bycia architektem społecznikiem jest więc to, że do obrania tej ścieżki nie przygotowywała praktykujących ją architektów żadna formalna edukacja (jedna z  rozmówczyń wskazuje, że uwzględnienie tej roli wymagałoby zupełnego przeprojektowania studiów architektonicznych, tak by nie kształcili tam tylko architekci). W konsekwencji architekci, którzy bywają społecznikami, mówią o odczuwanych deficytach w  umiejętnościach, zwłaszcza tych związanych z  komunikacją z  grupami, które nie są inwestorami w  tradycyjnym sensie, a praca z nimi przebiega w oparciu o inny model projektowania. Uzupełnianie tych deficytów odbywa się „na własną rękę”, poprzez współpracę z zewnętrznymi mediatorami albo uczestnictwo w  – jak to określa jedna z  rozmówczyń – podziemiu edukacyjnym, tj. oddolnych inicjatywach studenckich, których celem jest uzu-

pełnienie braków w formalnej edukacji czy też wymiana materiałów w ramach alternatywnych sieci łączących architektów działających w  roli społeczników. Podobnie jak bycie twórcą, tak bycie społecznikiem wiąże się z  określonym ryzykiem. W  badaniach była mowa o dwóch takich podstawowych zagrożeniach. Pierwsze wiąże się ze sposobem dochodzenia do tej roli – przede wszystkim z  tym, że samemu trzeba się do niej przygotować. Mowa o zagrożeniu związanym z  brakiem przygotowania do diagnozy potrzeb i prowadzenia odpowiedniej komunikacji, które objawiać się może – jak to określa jedna z osób – „zbawianiem świata na siłę”. Ryzyko to polega na narzucaniu osobom, z  którymi się ze swojej inicjatywy pracuje, potrzeb wynikających raczej z wyobrażeń o stylu życiu architekta niż ich własnych. Drugie ryzyko wiąże się ze stabilnością finansową – trudno na dłuższą metę utrzymać się z  realizowania działań wolontariackich lub opartych na finansowaniu publicznym (którego nigdy nie można być pewnym). Osoby, które działają w tej konwencji, zmuszone są więc do „łatania budżetu” innymi, komercyjnymi zleceniami, część z nich znajduje także zatrudnienie w urzędach. Optymizmem może w  tym kontekście napawać proces, na który zwraca uwagę jedna z rozmówczyń: „wrażliwym” językiem posługuje się coraz większa liczba architektów, także tych działających komercyjnie. Oczywiście można w tym widzieć zagrożenie instrumentalizacji tego języka, używania go jako papierka lakmusowego. Tkwi w nim jednak także potencjał – zarażanie „społecznym” myśleniem większej liczby architektów wydaje się jedynym sposobem popularyzacji tej roli jako jednej z metod działania architektów, w sytuacji gdy scedowanie jej na pojedyncze osoby obarczone jest zbyt dużymi kosztami.

A5

zarządzania miastem, Urząd Miasta Poznania i Bęc Zmiana, Poznań–Warszawa 2017, s. 102–105., https:// issuu.com/beczmiana/docs/forum_rozwoju_miast_ poznan_1/104 [dostęp: 19 marca 2018].


Bycie usługodawcą Trzecią rolą architekta, którą można wyróżnić na podstawie zgromadzonych wypowiedzi, jest rola usługodawcy. Rozmówcy, którzy na nią wskazywali, zwracali uwagę, że w zawód architekta od zawsze wpisana jest reaktywność, ponieważ jego praca najczęściej polega na odpowiadaniu na zlecenie klienta. Praktycznie od początku zawód architekta łączył w sobie te dwa komponenty: twórczy i usługowy. Jednocześnie na podstawie wypowiedzi rozmówców można odnieść wrażenie, że granica między tymi komponentami jest ruchoma i dzisiaj nacisk położony jest raczej na ten drugi. Jedna z rozmówczyń posługuje się takimi określeniami jak „uległość”, „niesamodzielność”, „zależność”, by w ten sposób podkreślić nie tylko współczesny status zawodu, ale także napięcie pomiędzy jego społecznym wyobrażeniem (architekt jako osoba, która ma duży wpływ na rzeczywistość) a  stanem faktycznym. Prototypem usługodawcy jest rzemieślnik, rozumiany jako osoba, która co prawda odpowiada na oczekiwania klienta, ale ma wpływ na ostateczny kształt zlecenia poprzez wykorzystanie swojej fachowej wiedzy. Do obrazu rzemieślnika odwołują się ci rozmówcy, którzy wskazują, że artystą się bywa, a rzemiosło to cała reszta. W innych wypowiedziach również pobrzmiewa ogromny szacunek wobec pracy rzemieślniczej. Zjawisko to jest dostrzegalne także wtedy, gdy przyjrzymy się motywacjom prowadzącym do zawodu osób, które opisują swoją rolę w  kategoriach

rzemieślniczych. Rysowanie, poszukiwanie inspiracji, a więc te komponenty, które tradycyjnie łączą się z architektem twórcą, przeplatają się w nich z  wczesnym zainteresowaniem tworzeniem konstrukcji i właściwościami materiałów, praktyką zawodową odbywaną na budowach itd. Osoby, które z taką estymą wypowiadały się o roli architekta jako rzemieślnika, krytycznie oceniają ewolucję roli architekta usługodawcy. Opisane wyżej trudności bycia twórcą dotykają także rzemieślników. Okazuje się, że bycie dokładnym i precyzyjnym nie zawsze znajduje uznanie na rynku, podobnie jak znajomość materiałów, gdy coraz częściej o  ich wykorzystaniu decyduje cena. Zmiana modelu rzemieślnika konfrontowana jest także z nieodpowiednim stosunkiem inwestorów, którzy bywają aroganccy, „żądają niemożliwego”, nie mają „odpowiedniego respektu” dla wiedzy i  doświadczenia. Zmiany odnoszone są także do kompetencji, które młodzi architekci wynoszą ze studiów – coraz większą wagę przywiązuje się do biegłości w  opracowaniach komputerowych, zarzuca się im brak doświadczenia z  placu budowy, które jednocześnie trudno nadrabiać na praktykach (nauczanie takiej osoby zabiera czas, którego bardziej doświadczeni architekci nie mogą na ten cel przeznaczyć). W  rezultacie tradycyjny obraz usługodawcy jako rzemieślnika zaczyna korodować. Zastępuje go „inżynier od komputerów”, jak to określa jedna z  osób uczestniczących w  badaniu. Inna mówi, że wydziały architektury produkują przede wszystkim „klikaczy”, „obrabiaczy”, „chłoniarzy”, „specjalistów od Excela”, osoby przygotowane przede wszystkim do pracy w  dużych biurach architektonicznych. Inny niż kiedyś rozkład akcentów w programie nauczania łączy się ze zmianą społecznych oczekiwań wobec architektury, a także skomplikowaniem warunków prawnych jej

A6


uprawiania. Badani wspominają, że inwestorzy oczekują przede wszystkim zarobku, nie jakości. W tych warunkach tradycyjne umiejętności związane z  rzemiosłem stają się mniej ważne niż umiejętności „wyciskania jak najwięcej z  metra” czy „załatwiania” pozwoleń i „trzaskania wizualek”.

Bycie biznesmenem

Różnica pomiędzy byciem twórcą czy rzemieślnikiem a architektem pracującym zgodnie z oczekiwaniami i wytycznymi klienta („chłoniarzem” czy „załatwiaczem”), albo w ogóle niepracującym w  zawodzie, często zależy od kolejnej roli, którą realizują współcześni architekci pracujący w Warszawie. Ta rola to bycie biznesmenem. Nie jest ona dla architektów niczym nowym – jedna z rozmówczyń wspomina czasy, kiedy zaczynała swoją pracę w zawodzie, przywołując sposób, w  jaki pracowało się z  klientami: przychodzili wówczas do architekta bez gotowego pomysłu, tylko z  podstawowymi warunkami i oczekiwaniem, że to architekt będzie osobą, która pomoże wyartykułować i  sprecyzować oczekiwania, by na tej podstawie stworzyć projekt. Osoby takie nazywało się wówczas „klientami”, nie „inwestorami”. Zasadnicza zmiana, jaką daje się wyczytać z wywiadów, polega na tym, że dzisiaj sytuacja taka należy raczej do rzadkości, a podejście proaktywne nie jest wyborem, ale raczej wymuszoną koniecznością. Bycie biznesmenem w  tych warunkach nie polega więc na liczeniu pieniędzy, ale na inicjatywnym podejściu, wychodzeniu do klientów,

którzy bez tego sami by się nie zgłosili. W tym kontekście jeden z  rozmówców zwrócił uwagę, że w Warszawie problemem nie jest konkurencja, bo są miasta, w  których nagromadzenie architektów jest zdecydowanie większe, ale nieumiejętność przekonania do swoich usług tych osób, które same z  siebie nie odczuwają potrzeby zatrudnienia architekta. Potrzebny jest więc „spryt do załatwiania zleceń”, a  także umiejętność odpowiedniej rozmowy z  inwestorami, prowadzenia projektu. Zdaniem rozmówców często jest tak, że wraz z rozwojem projektu systematycznie znikają z niego te wszystkie elementy, które stanowią o unikalności, są przejawem twórczości architekta, ponieważ ostatecznie decyduje cena. Bycie biznesmenem polega wówczas na zdolności do „umiejętnego zagadania”, przekonania inwestora, na przykład dewelopera, że budowanie najtańszym kosztem niekoniecznie mu się opłaci, że czasem warto dołożyć, by budynek był ciekawszy, bo wówczas można zażądać wyższej ceny za sprzedaż czy wynajem mieszkań. Podobne negocjacje pozwalają więc nie tylko projektować lepszą architekturę, wywalczyć sobie w  tym procesie więcej wolności twórczej, ale także są dochodowe dla klienta. W  skrajnych przypadkach bycie architektem biznesmenem polegać może także na budowaniu „pod siebie”, z własnych środków, by później takie budynki odsprzedawać. Bycie architektem biznesmenem nie jest łatwe. Jeden z rozmówców zwraca uwagę, że architekci w końcu często poddają się presji ze strony inwestora, przestają „wierzyć w  swój projekt” i rezygnują z „walki”, budując tak, jak się od nich oczekuje, a  więc najtaniej. Inny dodaje, że twarde negocjowanie zależne jest też od bieżącej sytuacji, w jakiej znajduje się dany architekt, i  od koniunktury na rynku; jak się jest „w  dołku”, to się woli wziąć cokolwiek, niż obstawać przy

A7


swoim. Wszyscy nasi rozmówcy są jednak zgodni w jednej kwestii: odczuwają deficyty umiejętności, które pozwoliłyby im nie tylko lepiej negocjować, ale też mieć więcej pewności siebie, lepiej bronić swoich projektów oraz być bardziej przedsiębiorczymi, także w  sensie prawno-­ -administracyjno-formalnym. Są zgodni, że kwestiom tym poświęca się zbyt mało czasu podczas formalnej edukacji architektonicznej. Podobnie jak bycia społecznikiem, tak bycia biznesmenem trzeba się więc nauczyć samemu – metodą prób i błędów.

które są jak najbardziej w zasięgu – jak na przykład ustawa o  zamówieniach publicznych. W tych warunkach jedyną stabilną rolą architekta okazuje się nie tyle zdobycie specjalistycznej wiedzy z jakiegoś obszaru, ile wiązanie różnych podmiotów i czynników, które towarzyszą projektowaniu, budowie czy trosce o jakąś przestrzeń. Bycie mediatorem, wedle jednego z  rozmówców, polega więc na nieustannym negocjowaniu, sprawdzaniu ograniczeń i  – tam gdzie się da – przesuwaniu ich tak, by zwiększać możliwości projektowe w ramach istniejących potencjałów. Wpływ architekta na otoczenie definiowany jest właśnie poprzez „pracę na limitach”, które rozumiane są jako podstawowy kontekst pracy. Ważne jest poszukiwanie możliwości bycia twórczym w obrębie tych ograniczeń. Bycie mediatorem, zdaniem kolejnego rozmówcy, to doprowadzanie do sytuacji, że coś w  ramach ograniczeń może zafunkcjonować inaczej, lepiej. Zdaniem architektów obserwowane tendencje zmian na polu architektury – coraz większe zainteresowanie kwestiami środowiskowymi, problemami globalnego Południa, sensorycznością doświadczenia przestrzennego – sprawiają, że rola architekta jako mediatora będzie coraz bardziej pożądana. Jednocześnie jednak wskazuje się, że istnieją pewne ograniczenia – nie każde zlecenie jest wystarczająco rozbudowane, by architekt mógł w tej roli funkcjonować. Jeden z rozmówców stwierdza wprost, że czasem w  procesie nie ma po prostu czasu na słuchanie innych, nie zawsze też architekt ma wystarczający „posłuch”. Rola mediatora ma w sobie coś charakterystycznego, choćby to, jak definiuje limity i gdzie widzi sedno pracy architekta: raczej w  umiejętności translacji, przekładania oczekiwań różnych grup na istniejące możliwości, poruszania się w  przestrzeniach

A8

Mediator Najrzadziej wspominaną współczesną rolą architekta jest bycie mediatorem. Osoby, które się do niej odwołują, wskazują na to, że bycie architektem w dużym stopniu polega na nawigowaniu pomiędzy różnymi kategoriami aktorów – branżystów, inwestorów, urzędników itd., a co za tym idzie, także perspektywami, celami oraz ograniczeniami, takimi jak czas, prawo czy budżet. Architekt jako mediator to rola, która jest ściśle powiązana z przemianami zawodu i kontekstu jego uprawiania i na którą zwraca uwagę większość rozmówców. Bycie mediatorem wiąże się nie tyle z  odrzuceniem czy krytyką, ile zaakceptowaniem tego stanu, ponieważ brak jest symptomów świadczących o tym, że w najbliższym czasie zmienią się znacząco czynniki za niego odpowiedzialne, w  tym reguły rynku czy dynamika przemian społeczno-kulturowych. Osoby definiujące swoją rolę w ten sposób zwracają też uwagę, że polscy architekci jako środowisko mają zbyt słaby lobbing, żeby realnie myśleć o tych zmianach,


pomiędzy. Jeden z rozmówców, orędowników tej koncepcji, stwierdza, że porażką jest doprowadzenie do sytuacji wyboru „to lub to”. Jednocześnie od roli architekta jako twórcy, społecznika, usługodawcy, biznesmena różniłoby ją także to, że pracę architekta bardzo świadomie definiuje jako umiejętne i celowe przełączanie się między tymi rolami w  zależności od kontekstu, w jakim się pracuje. W tym sensie nie jest tylko kolejną rolą, raczej „metarolą”.

Wyobrażenia o społecznym obrazie architekta

Twórca (sprawczych) wizji

Pierwszy społeczny obraz zawodu architekta, na który zwracają uwagę rozmówcy, określić można mianem twórcy (sprawczych) wizji. Zgodnie z nim rolą architekta jest nie tyle spełnianie konkretnych oczekiwań klienta, ile analiza jego – nie zawsze uświadomionych – potrzeb i  znalezienie ich twórczego rozwiązania w postaci projektu. Taki obraz architekta łączy się z szacunkiem dla zawodu, przekonaniem, że architekt dysponuje wiedzą, która pozwala zaufać jego ocenom i proponowanym rozwiązaniom. Jeśli rozmówcy mieliby ten obraz powiązać z  konkretnymi grupami społecznymi, padłoby na osoby wykształcone, rozumiejące, na czym polega praca architekta, a także raczej zamożne, które stać na jego zatrudnienie. Pewien uogólniony szacunek do zawodu architekta przejawia się w  tym, że społeczeństwo obdarza prestiżem twórców, z  uwagi na pewną tajemnicę aktu kreacji – jedna z rozmówczyń wskazuje na rolę, jaką odgrywają w tym procesie nie do końca czytelne dla wszystkich rysunki architektoniczne. Co więcej, to właśnie ten podziw czy uznanie jest istotną częścią satysfakcji z  uprawiania zawodu, nawet jeśli nie towarzyszą mu wysokie zarobki (uogólniony szacunek niekoniecznie przekłada się na zrozumienie znaczenia tej profesji). Pośrednio o  tym, że architekt nadal kojarzy się z osobą, która kreuje wizje skuteczne w tym sensie, że wdrażane

A9

Role pełnione przez architektów znaczący wpływ ma to, jak się ten zawód społecznie postrzega: kim jest architekt zdaniem osób go zatrudniających lub wśród których pracuje. Podobnie jak nie ma jednej roli architekta, tak – zdaniem uczestników i uczestniczek badania – nie ma też jednego obrazu tego zawodu. W toku analiz udało się wyodrębnić trzy takie dominujące obrazy.


w życie, świadczyłyby też nowo powstające w  Polsce budynki: niektóre z nich to przykłady świetnej architektury jednorodzinnej czy dla instytucji publicznych. Rozmówcy oczywiście asekurują się, mówiąc, że tych budynków ciągle jest relatywnie niedużo w stosunku do ogółu budowanych, niemniej jednak doceniają pewien trend: z roku na rok jest ich więcej. Sami architekci wskazują też, że obraz architekta jako twórcy wizji, choć satysfakcjonujący i  pomocny w  pewnych sytuacjach, jednak niewiele ma wspólnego z codziennymi realiami zawodu. Życie ekscentrycznego twórcy prowadzić mogą nieliczni, większość architektów żyje i  najczęściej pracuje inaczej. Autonomia twórcza i  pojedynczy wpływ na projekt w  wielu przypadkach są czymś niemożliwym. Mitem jest też wyobrażenie, jakoby architekt rozpoczynał pracę od pustej kartki, przestrzeni dla otwartej kreacji (jeden z rozmówców swoją rolę określa jako „wykwalifikowanego sprzątacza”), jako że najczęściej jego praca rozpoczyna się od uporządkowania „chaosu urbanistycznego”, który zastaje. Skoro obraz architekta jako twórcy (sprawczych) wizji najczęściej odbiega od realiów, powstaje pytanie o powód jego istnienia w społecznej wyobraźni. Zdaniem rozmówców zawdzięczamy to przetrwaniu przedwojennych wyobrażeń o architekcie, a  także zabiegom samych architektów, którzy czasem tworzą taki obraz swojego zawodu do celów autopromocyjnych (pozyskiwania zleceń).

Dostarczyciel usług

Drugim społecznym obrazem zawodu architekta, na który zwracano uwagę w badaniach, jest architekt jako dostarczyciel usług. Zdaniem rozmówców jest to obraz zdecydowanie częstszy niż opisany powyżej, a także mniej korzystny dla samych architektów. Zgodnie z  nim dla większości klientów architekt to ktoś, kto po prostu realizuje ich wyobrażenia, załatwia niezbędne pozwolenia, tworzy dokumentację itd. Tak rozumiany architekt – co zdaniem niektórych rozmówców stanowi zagrożenie dla społecznego statusu i trwałości zawodu architekta – utożsamiany jest w zasadzie z inżynierem; twórczy element jego pracy gdzieś w tym obrazie zanika. Ryzyko związane z utrzymywaniem się tego obrazu polega na tym, że architekt jawić się może jako ktoś, kogo da się zastąpić kimś innym. Wśród podmiotów, które sprawiają, że ten niekorzystny obraz architekta się utrzymuje, badani wskazują w pierwszej kolejności na media. Wedle tej opinii dziennikarze zajmujący się architekturą w  mediach głównonurtowych nie znają się na niej, nie zadają sobie też trudu, by „porozmawiać z architektami”, często nawet informując o powstawaniu jakiegoś budynku, piszą jedynie o  firmie czy instytucji, która go zleca, głównym wykonawcy budowlanym, a pomijają osobę architekta. Ponieważ to właśnie media dla większości ludzi stanowią źródło informacji o  świecie, także o  architekturze, obraz architektury bez architektów się utrwala. Wreszcie u źródeł obrazu architekta jako dostarczyciela usług stoją także – zdaniem jednego

A10


z respondentów – działania samych architektów, którzy dopuścili (protestowali niewystarczająco) do tego, że uprawnienia projektowe dostali także przedstawiciele innych zawodów, którzy – nie rozumiejąc znaczenia pierwiastka twórczego w  architekturze – konkurują cenami, np. na projekt domu. Zdaniem tego samego rozmówcy, doprowadza to do sytuacji, w  której większość potencjalnych klientów, mając do wyboru droższy projekt od architekta, nie rozumiejąc różnicy, wybiera tańszy, stworzony przez kogoś innego.

nych oczekiwań, architekci powołują się na doświadczenia z innych krajów, gdzie nawet w przypadku braku stosownych obostrzeń prawnych inwestorzy w  większości przypadków (inaczej niż w Polsce) prace projektowe powierzają architektom, ufając, że tylko oni – z uwagi na specyfikę swojego wykształcenia – są w stanie należycie je wykonać. Tymczasem na Mazowszu – wedle badań realizowanych kilka lat temu, które przypomniał jeden z  rozmówców – pozwoleń na budowę wydawanych na podstawie projektów przygotowanych przez architektów jest zdecydowana mniejszość. Jak łatwo się domyślić, odpowiedzialnością za taki obraz architekta (jako osoby bez dystynktywnych właściwości, z  której usług w konsekwencji zbyt rzadko się korzysta), obciąża się poza mediami także edukację ogólną, która nie uczula na rolę i znaczenie projektowania i przywiązuje małą wagę do edukacji artystycznej (nie mówiąc już o  edukacji przestrzennej). W  badaniu pojawiały się także głosy, że za taki stan wiedzy o  zawodzie architekta odpowiadają także – znowu – oni sami, ponieważ z  uwagi na opisany wyżej kompleks ról mają duży problem ze scharakteryzowaniem tego, co w zasadzie stanowi o istocie ich zawodu.

A11

Brak skonkretyzowanych oczekiwań

W społecznej wyobraźni zdaniem rozmówców brak jest konkretnego wizerunku tego zawodu, a zatem i kierowanych w  jego stronę oczekiwań. Konsekwencją jest więc to, że architekt jawi się jako ktoś nieobecny. Jeden z  rozmówców, powołując się na swoje doświadczenia, mówi, że nawet inżynierowie (po uwolnieniu zawodu architekta) nie wiedzą, na czym polega praca projektowa i jej znaczenie – czegóż zatem oczekiwać od innych ludzi? Problem ten dostrzegają także osoby realizujące rolę architekta jako społecznika – mierzą się one z  taką podstawową trudnością, że pomagając osobom, które same się do nich nie zwróciły, mają trudność w wyjaśnieniu swojej roli w procesie. Opisując obraz architekta jako kogoś, wobec kogo nie ma się sprecyzowa-

Niezrozumienie Podsumowując wątek rozważań dotyczący wyobrażeń na temat społecznego obrazu architekta, można wskazać na ich pewną wspólną cechę. Wypowiedzi architektów pozwalają postawić tezę, że niezależnie od tego, jak postrzega się ich zawód, zwykle spotykają się z niezrozumieniem, ponieważ we wszystkich tych trzech obrazach pomija się społeczny komponent projektowania, jego


wpływ na ludzkie życie. W wielu wypowiedziach na ten temat przewija się przekonanie, że chyba jednak społeczny status zawodu architekta traci na wartości. Co istotne, głównym powodem tego stanu rzeczy, poza kwestiami prawnymi, jest wypłukiwanie aspektu twórczego z projektowania, czego efektem jest przekonanie, że taki na przykład dom zaprojektować może w zasadzie każdy. W  powyższej konstatacji tkwi pewne niebezpieczeństwo, sugeruje ona bowiem, że najprostszy sposób walki o pozycję architekta polega na przypominaniu o  jej artystycznym wymiarze, gdy tymczasem zwracanie się w kierunku sztuki stawia w cieniu ten komponent pracy architekta, któ-

ry mógłby mu gwarantować szersze znaczenie, a mianowicie: społeczne konsekwencje jego pracy. W tym znaczeniu, paradoksalnie, skuteczniejsze niż przypominanie szerokim kręgom odbiorców o artyzmie profesji może się okazać częstsze realizowanie roli architekta społecznika, która w ogóle nie pojawia się przy omawianiu społecznych obrazów tego zawodu (np. architekt jako ktoś, kto pomaga ludziom zorganizować ich otoczenie w możliwie najlepszy sposób itd.).

A12

Raport z badania dostępny jest w całości i możliwy do pobrania ze strony: http://beczmiana.pl/architektem-sie-bywa/. Specjalne podziękowanie za pomoc w przeprowadzeniu badań: Mazowiecka Okręgowa Izba Architektów RP. AUTOR BADANIA: Maciej Frąckowiak – socjolog. Bada procesy społeczne zachodzące w miastach, zwłaszcza obszary zmiany relacji społecznych. W Instytucie Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pisze pracę doktorską o wykorzystaniu obrazów w in-

terwencjach społecznych. Autor i redaktor tekstów oraz książek naukowych i popularyzatorskich na temat miasta i badań wizualnych. Uczestnik projektów badawczych, m.in. Niewidzialne miasto, Pamięć pogranicza, Współdziałanie w kulturze, Wyobraźnia rozwojowa mieszkańców Poznania. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2017). ZESPÓŁ: Ariel Modrzyk (kodowanie), Bogna Świątkowska (koordynacja, wywiady), Janina Zakrzewska (transkrypcja), Julia Żabowska (desk research, wywiady).


Aktyw ność k u lt u alna rwarszawiaków. s e g e m e n tac ja Podsumowanie wstępne na podstawie wyników badania uczestnictwa w kulturze w 2017 roku w Warszawie. Próba: [N=8700]

89


wstęp Wstępna analiza efektów badania przeprowadzonego w Warszawie przez Urząd Miasta pokazuje, że główne przeszkody w zwiększaniu uczestnictwa w kulturze to: zmęczenie, brak czasu i  koszty związane z  dostępem do kultury. To z  nimi zmierzyć się muszą instytucje, które chcą powiększyć grono odbiorców swoich działań. Wyodrębnione segmenty nie tylko zapewniają informacje o zwyczajach mieszkańców Warszawy, ale przede wszystkim dają pojęcie o  możliwościach skuteczniejszego oddziaływania kultury – są wśród nich takie grupy, które są bardzo otwarte i  takie, których kultura po prostu nie interesuje. Pod tym względem warszawiacy nie różnią się od reszty kraju – ani mnogość instytucji kultury ani liczebność tzw. środowisk twórczych i  sektora kreatywnego w  stolicy wydają się nie mieć wpływu na zwiększanie uczestnictwa w kulturze. Osoby ankietowane (było ich 8700) miały co najmniej 15 lat i zostały dobrane losowo. Badanie dotyczyło przede wszystkim oglądania filmów, seriali, przedstawień i  wystaw, słuchania muzyki, czytania i słuchania literatury. Uwzględniono również uprawianie własnej twórczości, udział w  zajęciach artystycznych, angażowanie się  w  aktywność kulturalną dzieci przez ich opiekunów. Kryteriami wyłonienia 10 segmentów były doświadczenia kulturalne, opinie i oczekiwania dotyczące sztuki oraz wartości uznawane za ważne w życiu. Trzem grupom, w których przeważają kobiety nadano nazwy żeńskie. – Segmentacja pokazała, jak bardzo to uczestnictwo jest obecnie zróżnicowane – komentuje Tomasz Thun-Janowski, dyrektor Biura Kultury Urzędu m.st. Warszawy. –  W  zależności od specyfiki poszczególnych segmentów zwiększanie uczestnictwa wymaga zróżnicowanych działań, polegających zarówno na programowaniu oferty, jak i jej promocji. Bardziej szczegółowe analizy zebranego materiału zostaną udostępnione jesienią roku 2018.

90


Tradycyjni nieuczestnicy 22%

Mało aktywni w sferze kultury oprócz oglądania filmów i  seriali (zazwyczaj w telewizji). Religia jest dla nich ważniejsza od relaksu i zabawy Wśród tradycyjnych nieuczestników jest szczególnie wiele osób, które nigdy nie widziały przedstawienia i  nigdy nie poszły na wystawę. Większością dziedzin sztuki nie są zainteresowani. Natomiast seriali i  filmów chcieliby oglądać jeszcze więcej. Są generalnie mniej aktywni od pozostałych mieszkańców Warszawy. Nie ustępują im znacząco tylko pod względem wizyt towarzyskich oraz majsterkowania. Rzadziej niż ogół warszawiaków korzystają z  mediów – z  wyjątkiem papierowej prasy i  ogłoszeń parafialnych. Tradycyjni nieuczestnicy to jedyna grupa, która religię i duchowość uważa za ważniejszą od zabawy. Najważniejszy jest dla nich relaks i  odpoczynek. Wysoko cenią również relacje z  innymi. Korzystania z  kultury artystycznej nie traktują jednak jako sposobności do nawiązywania ani pogłębiania takich relacji. Rzadko dyskutują o obejrzanych filmach i serialach. Uważają, że przedstawienia, wystawy i koncerty nie są po to, żeby o nich rozmawiać i częściej niż inni sądzą, że nie powinny się odnosić do aktualnych problemów społecznych. Obejrzane filmy i  seriale przeważnie nie zmieniają ich sposobu myślenia i  niezbyt często poruszają emocje. Na uczestnictwo w  kulturze wydawali niewiele albo wcale. Również w wydarzeniach bezpłatnych brali udział sporadycznie. Swoją sytuację materialną oceniają gorzej niż inni mieszkańcy Warszawy. Tylko nieliczni mają wykształcenie wyższe, natomiast znaczna część śred-

nie lub zasadnicze zawodowe (łącznie ponad cztery piąte). Ponad połowa ma co najmniej 60 lat. Wielu jest już na emeryturze. Szczególnie często przeszkodą jest dla nich zmęczenie. W tej grupie kobiet i mężczyzn jest tyle samo. Większość z nich nie używa smartfona.

Towarzyscy nieuczestnicy 7% Ważne są dla nich kontakty towarzyskie Bardzo często oglądają filmy i seriale. Robią to nieomal wyłącznie w telewizji. Muzyki słuchają znacznie częściej niż pozostali warszawiacy. Dociera do nich przede wszystkim z telewizora i  przez radio. Nie odwiedzają sal koncertowych. Jeżeli już uczestniczą w koncertach, to w plenerowych. Szczególnie często słuchają disco polo, wyjątkowo rzadko natomiast muzyki klasycznej lub jazzu. Całkiem często mają konta w popularnych serwisach społecznościowych. Zdecydowana większość nie ma żadnych doświadczeń w  odbiorze bardziej wymagających form sztuki, takich jak opera, balet czy performance. Nie ma wśród nich osób, które kiedykolwiek zajmowały się własną twórczością. Nie ma też prawie nikogo, kto kiedykolwiek uczęszczał na zajęcia artystyczne. Towarzyscy nieuczestnicy nie są zainteresowani częstszym kontaktem z  jakąkolwiek dziedziną sztuki. Jeśli towarzyscy nieuczestnicy w cokolwiek się angażują, to głównie w  aktywności związane z kontaktami towarzyskimi. Składają wizyty i przyjmują gości, gotują nowe potrawy, spędzają czas na piknikach, przy ogniskach i  grillach oraz (rzadziej) w  kawiarniach. Oprócz tego stosunkowo często maj-

91


sterkują. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że wielu z nich podobne prace wykonuje zawodowo. Częściej niż jakakolwiek inna grupa sądzą, że dobre wydarzenie kulturalne powinno przede wszystkim sprzyjać spędzaniu czasu ze znajomymi lub bliskimi. Osoby, na których opinii im zależy, rzadko cenią udział w wydarzeniach tego rodzaju. Bardzo ograniczonemu kontaktowi ze sztuką towarzyszy otaczanie jej szczególnym szacunkiem. Oprócz relacji z innymi towarzyscy nieuczestnicy jeszcze bardziej niż pozostali warszawiacy cenią odpoczynek. Ale także przeżywanie emocji, doświadczanie piękna oraz zachowywanie tradycji. Zdecydowanie mniej ważne niż dla pozostałych jest dla nich zmienianie rzeczywistości na lepsze. Nie zależy im również szczególnie na rozwijaniu się i doskonaleniu ani na zdobywaniu wiedzy. Towarzyscy nieuczestnicy stosunkowo pozytywnie oceniają swoją sytuację materialną. Mimo to nie wydają na kulturę. Ponad połowa towarzyskich nieuczestników ma wykształcenie średnie, a  około jedna trzecia zawodowe. Co drugi ukończył 60 lat. Oprócz licznej grupy emerytów i rencistów jest wśród nich wielu pracowników przemysłowych i  rzemieślników. Kobiety są wśród towarzyskich nieuczestników podobnie liczne co mężczyźni.

Niewzruszone 9%

Brakuje im powodu do głębszego zaangażowania się w uczestnictwo w kulturze. Kultura ich nie porusza. Tylko w  niewielkim stopniu zapoznają ze sztuką dzieci, którymi się opiekują Na uczestnictwo w  kulturze poświęcają niewiele czasu. Wybierają najbardziej popularne dziedziny. Podobnie często jak przeciętni warszawiacy oglądają seriale i  filmy oraz słuchają

muzyki. Nieco rzadziej sięgają po literaturę. Prawdopodobnie traktują wydarzenia kulturalne jako jeden ze sposobów spędzania czasu. Niewzruszonych przeważnie nie interesuje kontakt ze sztuką wymagający większego zaangażowania lub kreatywności. Zazwyczaj nie oglądają przedstawień ani wystaw. Dwie trzecie nigdy nie widziało przedstawienia operowego ani baletowego, dwie piąte teatralnego, a prawie połowa wystawy. Bardzo rzadko zdarza się, żeby słuchały muzyki klasycznej lub jazzu. Tylko sporadycznie biorą udział w zajęciach artystycznych lub uprawiają własną twórczość. Wyjątkiem jest tworzenie i odnawianie przedmiotów, czym zajmują się podobnie często jak pozostali mieszkańcy Warszawy. Również w inne aktywności angażują się tylko z  przeciętną częstotliwością. Najczęściej przyjmują gości lub kogoś odwiedzają albo spędzają czas na piknikach, przy ogniskach lub grillach. Aktywnie używają mediów społecznościowych. Jest to jedyny rodzaj mediów, z  których korzystają częściej niż pozostali warszawiacy. Informacje czerpią głównie z telewizji, radia oraz bezpłatnych stron internetowych. Niewzruszone opiekują się dziećmi, jednak nie mobilizuje to ich do aktywności kulturalnej. Rzadko chodzą z nimi na przedstawienia albo wystawy. Często uważają, że smutne filmy, przedstawienia lub książki są dla dzieci nieodpowiednie. Jednocześnie deklarują, że warto wydawać na chodzenie na przedstawienia, wystawy i  koncerty. A  także, że nie należy żałować pieniędzy na posyłanie na wydarzenia kulturalne dzieci, jednak same na korzystanie z kultury wydają niewiele albo wcale. Również w  bezpłatnych wydarzeniach kulturalnych uczestniczą rzadko. Obejrzane filmy i seriale, wysłuchana muzyka czy przeczytane książki prawie nigdy nie zmieniają ich sposobu myślenia i nieszczególnie często poruszają emocje. W ich otoczeniu korzystanie z kultury nie spotyka się ze szczególnym uznaniem. Niewzruszone rzadko uwa-

92


żają za ważne oglądanie lub słuchanie tego, co jest piękne. Wśród niewzruszonych przeszło połowa ma od 25 do 34 lat. Ponad trzy piąte stanowią kobiety. Pod względem wykształcenia nie odbiegają od ogółu warszawiaków. Stosunkowo często pracują w usługach. Wiele czasu poświęcają na obowiązki zawodowe lub naukę.

Masowi konsumenci 18% Konsumenci kultury masowej. Zazwyczaj wybierają treści, które nie wzbudzają w nich większego zaangażowania. Bierni odbiorcy Prawie wszyscy oglądają filmy i  słuchają muzyki. Częściej niż inni warszawiacy wykorzystując do tego Internet, przy czym korzystają głownie z filmów i  nagrań dostępnych w  sieci bezpłatnie. Blisko połowa w ciągu ostatniego roku czytała literaturę lub jej słuchała. Nie są bywalcami teatrów, muzeów ani galerii sztuki. Sami nie mają ambicji artystycznych. Praktycznie nie zajmują się aktywnościami wymagającymi większej kreatywności: własną twórczością czy udziałem w zajęciach artystycznych. Rzadziej niż inni czytają wiersze (ale także komiksy). Spośród gatunków teatralnych preferują komedie. Na wystawach przeważnie oglądają zabytkowe przedmioty. Kulturą masową są nienasyceni. Słuchaniem muzyki oraz oglądaniem filmów i  seriali wielu masowych konsumentów chciałoby się zajmować częściej. Nie przejawiają jednak zainteresowania mniej popularnymi dziedzinami: wystawami lub przedstawieniami teatralnymi, a  zwłaszcza operowymi czy baletowymi. Sztuka rzadko zmienia ich sposób myślenia. Zresztą wiedza nie jest dla nich szczególnie istot-

na. Podobnie sprawy społeczne. Jeżeli już czytają gazety, to przede wszystkim tabloidy. Spośród warszawiaków wyróżniają się częstym słuchaniem radia i odwiedzaniem bezpłatnych stron internetowych. Jednak podobnie jak inni korzystają przede wszystkim z telewizji. Wśród masowych konsumentów nieco większą część niż wśród ogółu warszawiaków stanowią osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Masowi konsumenci rzadko oceniają swoją sytuację materialną jako korzystną. Mimo to deklarują, że na kulturę mogliby wydawać znacznie więcej niż dotychczas. Grupa masowych konsumentów składa się mniej więcej w  połowie z  kobiet i  z  mężczyzn.

Konwencjonalni bibliofile 11% Najchętniej sięgają po literaturę, bywają na przedstawieniach i wystawach, kompletnie stronią od muzyki. Są gotowi poszerzać swoje doświadczenia z kulturą artystyczną Książki czytają przeważnie w  tradycyjnej formie, rzadko korzystają z  e-booków. Bywają na przedstawieniach i  wystawach. W  muzeach i  galeriach rzadko oglądają grafikę, plakaty i sztukę użytkową, a  instalacje artystyczne tylko sporadycznie. Częściej niż innych gości muzeów i galerii przyciągają ich wystawy dokumentujące wydarzenia historyczne. Stosunkowo wielu konwencjonalnych bibliofilów zajmuje się tworzeniem lub odnawianiem przedmiotów. Mają natomiast mały kontakt z  muzyką. Nie słuchali jej uważnie w ciągu ostatnich 3 lat (w badaniu

93


nie uwzględniano muzyki słyszanej „w tle”). Nie oznacza to jednak, że całkowicie się od niej odcinają. Wielu konwencjonalnych bibliofilów chętnie oglądałoby więcej filmów i seriali, częściej chodziło na przedstawienia i wystawy oraz poświęcało więcej czasu literaturze. Konwencjonalni bibliofile częściej niż inni warszawiacy do istotnych wartości zaliczają sprawy społeczne. Częściej także akceptują odnoszenie się przedstawień i  wystaw do aktualnych problemów społecznych. Natomiast przedstawienia i wystawy rzadko zmieniają ich sposób myślenia lub poruszają emocje. Częściej niż inni warszawiacy czytają prasę, czerpią informacje z Internetu i korzystają z mediów społecznościowych. Rzadziej od pozostałych mieszkańców stolicy słuchają radia. Jednak w porównaniu z innymi mediami z  radia korzystają stosunkowo często (podobnie jak z bezpłatnych stron internetowych). Pierwsze miejsce zajmuje telewizja. Nieco częściej niż pozostali warszawiacy mają wykształcenie wyższe. Stosunkowo wielu konwencjonalnych bibliofilów urodziło się w innym mieście. Wśród konwencjonalnych bibliofilów kobiet jest nieco więcej niż mężczyzn.

Odkrywcy 12%

Zaangażowani widzowie i słuchacze. Wydarzenia kulturalne cenią jako szansę poznania czegoś nowego. Kontakt z dziełami kultury często zmienia ich sposób myślenia lub porusza emocje Równie często co na słuchanie muzyki poświęcają czas na oglądanie filmów oraz seriali. Gustują w różnorodnych gatunkach muzycznych. Częściej niż inni wybierają zarówno muzykę klasyczną, jak i hip-hop. Częściej także oglądają mniej popularne gatunki filmów: muzyczne, horrory, thrillery, fantastyczne i  science fiction.

Odkrywcy są intensywnie zaangażowani w kontakt ze sztuką. Mają karnety na filmy i  koncerty, uczestniczą w festiwalach. Nie wysypiają się, żeby uczestniczyć w  wydarzeniach kulturalnych. Chodzą na wykłady o  sztuce i  dyskutują na jej temat. Kontakt z dziełami kultury często zmienia ich sposób myślenia lub porusza emocje. Są stosunkowo otwarci na postrzeganie sztuki w nietradycyjny sposób. Odkrywcy lubią wychodzić na miasto. Częściej niż pozostali warszawiacy bywają na seansach, spektaklach i koncertach. Ale także w kawiarniach, restauracjach, dyskotekach i  klubach. W wydarzeniach kulturalnych zazwyczaj biorą udział w towarzystwie, najczęściej partnera, partnerki lub znajomych. Częściej niż ogół warszawiaków mają poczucie, że chodzenie na wystawy, przedstawienia i  koncerty jest dobrze widziane w  ich otoczeniu. Do oglądania filmów i  słuchania muzyki wykorzystują również Internet. W porównaniu z innymi stosunkowo często korzystają również z treści dostępnych odpłatnie. Ze wszystkich rodzajów mediów – oprócz telewizji – korzystają częściej niż pozostali warszawiacy. Jednak również dla nich to telewizja i  radio, a  następnie bezpłatne strony internetowe i  media społecznościowe, są najczęściej wykorzystywanymi źródłami informacji. Odkrywców interesuje częstsze oglądanie filmów, seriali i  przedstawień oraz słuchanie muzyki. Ale także odwiedzanie wystaw, na które dotychczas chodzili bardzo rzadko. Stosunkowo wielu z nich chciałoby podjąć własną twórczość lub rozpocząć udział w zajęciach artystycznych. Na udział w kulturze wydają umiarkowane kwoty, lecz deklarują, że mogliby wydawać więcej. Dość często biorą udział w bezpłatnych wydarzeniach (ale nie w  Nocy Muzeów – rzadko bywają na wystawach). Odkrywcy nieco częściej niż ogół mieszkańców Warszawy mają wyższe wykształcenie. Są również nieco młodsi. Znaczna część odkrywców przeprowadziła się do Warszawy z innych miejsc.

94


dzieciosterowne 5%

strony osób, z którymi dzielą się obowiązkami. Segment składa się w  blisko dwóch trzecich z  kobiet. Połowa należących do niego osób ma od 25 do 34 lat. Są nieco lepiej wykształcone od ogółu warszawiaków. Zdecydowana większość pracuje (znaczna część na stanowiskach specjalistycznych lub techników i średniego personelu). Wielbicielki filmu i  literatury. Przeważnie nieźle im się powodzi fiWszystkożerne muzycznie. Muzy- nansowo. ka, filmy i książki wpływają na ich sposób myślenia i emocje. Angażują swoje dzieci w to, co same lubią Gatunków takich jak pop czy disco polo słuchają podobnie często jak pozostali warszawiacy, a mniej popularnych (w tym muzyki klasycznej i jazzu) częściej niż oni. Muzyka gra im zewsząd: z  radia, z  telewizora, z  Internetu, ale i z płyt. Porusza ich emocje (podobnie jak film, literatura i przedstawienia), a  nawet zmienia sposób Angażują się w wiele różnych dziemyślenia. Sporo również czytają, oglą- dzin kultury artystycznej. Bywaldają filmy (nawet kosztem snu), by- czynie instytucji kultury wają w  teatrze, natomiast nie odwie- Na kulturę poświęcają mniej więcej tyle dzają wystaw. Dzieciosterowne lubią czasu co pozostali warszawiacy. Udaje sztukę nie tylko poznawać, lecz rów- im się to, chociaż są od nich bardziej nież o niej rozmawiać, zwłaszcza o fil- zapracowane. Wyróżnia je duża liczba mach. Wyjątkowo ważne w życiu jest dziedzin sztuki, których są odbiorczydla nich zdobywanie wiedzy. Podob- niami. Dotyczy to zwłaszcza oglądania nie wysoko cenią relaks. Chętnie czy- wystaw i  przedstawień, również opetają dzieciom, odtwarzają filmy, baj- rowych i baletowych. Stanowią jedną ki i  muzykę. Dziecko bywa powodem z dwóch grup (obok superkulturalnych) wyjścia z  domu: do teatru lalkowe- z najwyższym udziałem słuchaczy mugo, na festyn, do ZOO, cyrku czy par- zyki klasycznej. Muzyka szczególnie ku rozrywki. Dzieci zmieniają też przy- często porusza ich emocje. Ponadto zwyczajenia rodziców, na przykład częściej niż inni tworzą lub odnawiaotwierają dorosłych na gry planszowe ją przedmioty, uprawiają inną własną i komputerowe. Dzieciosterowne same twórczość oraz chodzą na zajęcia arrzadko chodzą na kursy artystyczne, tystyczne. Spędzają czas wolny poza natomiast częściej posyłają na takie domem w bardzo różnorodny sposób. zajęcia dzieci. A  kiedy chcą „uciec” Są bywalczyniami instytucji kultury, od swojego potomstwa, wybierają na również lokalnych, takich jak domy przykład imprezy taneczne i  kabaret. kultury i biblioteki. Ale także ogrodów Zarazem dzieciosterowne szczególnie zoologicznych, botanicznych lub placzęsto wskazują, że opiekowanie się netariów, obiektów zabytkowych, pardzieckiem ogranicza ich możliwości ków rozrywki i  wesołych miasteczek. korzystania z kultury. Jeszcze częstsze Zapewne ma to związek z tym, że opieprzeszkody to brak czasu i zmęczenie. kują się dziećmi. Nie stronią także od Stosunkowo częstą barierę stanowią aktywności domowych. Częściej niż dla nich także „czyjeś zastrzeżenia”. inni oglądają filmy i  słuchają muzyByć może chodzi o  zastrzeżenia ze ki przez Internet – również płacąc za

Kulturalne specjalistki 4%

95


dostęp. Gotują według nowych przepisów, grają w gry. Z prawie wszystkich rodzajów mediów korzystają bardziej intensywnie niż inni warszawiacy. Oprócz telewizji i  radia czerpią informacje przede wszystkim z  bezpłatnych stron internetowych oraz z  mediów społecznościowych. Kulturalne specjalistki starają się żyć pełnią życia. Podobnie jak pozostali warszawiacy za szczególnie ważny uważają relaks. Natomiast częściej od nich zależy im na rozwijaniu się i doskonaleniu, zdobywaniu wiedzy, ale także na zabawie. W  uczestnictwo w  kulturze chętnie angażują swoje dzieci. Zdecydowanie częściej niż inni opiekunowie zabierają je na przedstawienia i wystawy. Doceniają rolę kultury artystycznej. W  zdecydowanej większości sądzą, że warto wydawać pieniądze na oglądanie przez dziecko przedstawień i  wystaw oraz słuchanie koncertów. Częściej niż inne osoby opiekujące się dziećmi uważają, że również smutne fabuły są odpowiednie dla dzieci. Są także szczególnie często przekonane, że z dzieckiem warto rozmawiać o filmach, przedstawieniach i  książkach. Kulturalne specjalistki są zainteresowane jeszcze częstszym kontaktem ze sztuką i  deklarują, że mogłyby na to wydawać więcej. Główne bariery, które uniemożliwiają im jeszcze większe zaangażowanie, stanowią brak czasu oraz zmęczenie. Wynika to zapewne z  intensywnej pracy zarobkowej oraz opieki nad dziećmi. Są stosunkowo zadowolone ze swojej sytuacji materialnej. Szczególnie często pracują jako specjalistki. Blisko dziewięć na dziesięć jest pomiędzy 25. a 44. rokiem życia. Prawie dwukrotnie częściej niż wszyscy warszawiacy mają wyższe wykształcenie. Około dwie trzecie segmentu stanowią kobiety.

Superkulturalni 9%

Nienasyceni konsumenci oferty kulturalnej. Wrażliwi na sztukę. Kontakt z nią często wpływa na ich emocje, a także zmienia sposób myślenia Tłumnie odwiedzają instytucje, ale często korzystają również z  filmów i muzyki dostępnej w Internecie, także odpłatnie. Na udział w  kulturze nie żałują pieniędzy, a  zarazem ponad dwukrotnie częściej niż pozostali warszawiacy biorą udział w wydarzeniach bezpłatnych. Żadna inna grupa nie ogląda równie wielu przedstawień. Wśród superkulturalnych jest najwięcej osób, które w ciągu ostatniego roku oglądały balet lub operę, oraz takich, które słuchały muzyki klasycznej lub jazzu. W  tym segmencie jest wyjątkowo wielu bywalców imprez tanecznych, gości festynów ulicznych oraz osób uprawiających sport. Nie brakuje również kibiców. Wyjątkowo często chodzą do restauracji i kawiarni, a także zwiedzają zabytki. Słuchanie muzyki disco polo jest wśród nich mniej popularne niż słuchanie muzyki klasycznej. Możliwość poznania czegoś nowego jest dla nich najważniejszym powodem udziału w  wydarzeniach kulturalnych. Wyróżniają się chęcią jeszcze większej aktywności we wszystkich dziedzinach. Bywa, że nie wysypiają się z  powodu książki, filmu czy muzyki. Ponad połowa ma poczucie, że udział w wydarzeniach kulturalnych jest dobrze widziany przez osoby, na których opinii im zależy. Na seanse, spektakle i  koncerty chodzą często w towarzystwie. Często rozmawiają o filmach, przedstawieniach, muzyce, wystawach i  literaturze. Wydarzeń nie traktują jednak tylko jako

96


okazji do spędzenia czasu z bliskimi lub znajomymi. Sztuka silnie oddziałuje na ich sposób myślenia i emocje. Znacznie częściej uważają, że sztuka może odnosić się do aktualnych problemów społecznych. Częściej niż inni uważają za ważny własny rozwój, a  także zdobywanie wiedzy. Relaks i odpoczynek cenią podobnie wysoko jak te wartości, ale mniej niż pozostali warszawiacy. Dla superkulturalnych mniej ważne niż dla innych są również religia i duchowość, poznawanie i podtrzymywanie tradycji. Jedyne, co przeszkadza w uczestnictwie w kulturze ponad połowie z nich, to brak czasu. Zapewne wynika to z obowiązków, ale również ze świadomości, jak wiele możliwości kontaktu ze sztuką jest dla nich dostępnych. Ze wszystkich mediów – oprócz telewizji – korzystają intensywniej niż pozostali warszawiacy. Są nieco młodsi od ogółu warszawiaków i  ponad dwukrotnie częściej od nich mają wyższe wykształcenie. Kobiety liczebnie nieznacznie przeważają w tej grupie. Superkulturalnym dobrze się powodzi finansowo. Jest wśród nich stosunkowo wielu studentów i specjalistów.

Indywidualni koneserzy 3%

Mało zaangażowani w popularne dziedziny sztuki, ale ponadprzeciętnie w elitarne. Chętnie uprawiają własną twórczość. Odbioru sztuki nie wiążą z relacjami społecznymi, które nie mają dla nich szczególnego znaczenia Podążają wbrew trendom dotyczącym uczestnictwa w kulturze. Z jednej strony wyróżniają się bardzo niewielkim zainteresowaniem serialami i filmami, słuchaniem muzyki i  czytaniem literatury. Niewiele jest wśród nich osób,

które oglądają codziennie telewizję. Z drugiej strony wyjątkowo często oglądają przedstawienia (również operowe lub baletowe oraz inne taneczne) i  performance. Ponadto wyjątkowo często uprawiają własną twórczość oraz biorą udział w  zajęciach i  kursach artystycznych. Zainteresowanie indywidualnych koneserów przedstawieniami przejawia się także częstym oglądaniem kabaretu, pokazów cyrkowych lub rewii oraz inscenizacji wydarzeń historycznych. Zamiłowanie do tańca skłania ich do odwiedzania dyskotek i klubów oraz udziału w potańcówkach przy muzyce granej na żywo. Odrębność indywidualnych koneserów odzwierciedlają również wybierane przez nich gatunki. Stosunkowo rzadko chodzą na przedstawienia komediowe. Zwiedzając wystawy, częściej niż inni oglądają sztukę użytkową i design oraz instalacje artystyczne. Stosunkowo niewielu z nich słucha popu, rocka, disco polo. Chętniej niż inni czytelnicy sięgają po komiksy. Rzadziej niż inni amatorzy teatru, opery i baletu zasiadają w  salach teatralnych. Nadrabiają to jednak dość częstym oglądaniem przedstawień plenerowych oraz – przede wszystkim – częstszym oglądaniem przedstawień w Internecie. Sztuk teatralnych i literatury często słuchają przez radio. Ponadto stosunkowo często czytają e-booki. Większość nie ma natomiast smartfona. Korzystanie ze „zdalnego” dostępu do kultury może wiązać się z oszczędnością. Na kulturę wydają stosunkowo niewiele. Indywidualni koneserzy są grupą, której większa część uważa, że szkoda wydawać pieniądze, żeby chodzić na przedstawienia, wystawy i koncerty. Jeszcze liczniejsi są wśród nich zwolennicy poglądu, że wydarzenia kulturalne nie są po to, żeby o  nich rozmawiać. I  faktycznie: pomimo znacznego zaangażowania w  odbiór sztuki rzadko z  kimkolwiek o  niej dyskutują. Jeżeli chodzą na wydarzenia kulturalne, to często sami. Prawdopodobnie jednak nie wszyscy indywidualni koneserzy są z  tego zadowoleni. Wskazu-

97


je na to fakt, że częściej niż pozostali warszawiacy jako ograniczenie swoich aktywności kulturalnych wskazywali brak towarzystwa. Zresztą wszystkie ograniczenia – oprócz braku czasu i chęci spędzenia go w inny sposób – wskazywali częściej niż inni. Do takich barier należały na przykład: długi dojazd, brak informacji o ofercie, czyjeś zastrzeżenia. Również inne wybory indywidualnych koneserów dotyczące spędzania wolnego czasu wskazują, że często obywają się bez towarzystwa. Rzadziej niż inni chodzą w odwiedziny lub przyjmują gości, rzadziej również wypoczywają na piknikach lub przy ogniskach. Indywidualni koneserzy stosunkowo rzadko przypisują dużą wartość relacjom z innymi. Mniej ważny niż dla pozostałych warszawiaków jest dla nich również relaks oraz rozwijanie się i doskonalenie. Ponad-

przeciętnie ważne są dla nich natomiast sprawy społeczne. Jednak przeważają wśród nich zwolennicy opinii, że sztuka nie powinna odnosić się do aktualnych problemów społecznych. Wysoko cenią także zabawę. Rozrywkę uważają za istotną wartość dobrego wydarzenia kulturalnego. Ważniejsza niż dla ogółu warszawiaków jest dla nich również religia i duchowość. Zapewne dlatego częściej niż pozostali warszawiacy mają okazję zapoznawać się z  ogłoszeniami parafialnymi. W  porównaniu z  ogółem warszawiaków nieco większą część grupy indywidualnych koneserów stanowią osoby w  średnim wieku (35–44 lata), a  także mężczyźni. Mężczyzn jest wśród indywidualnych koneserów o  dziesięć punktów procentowych więcej niż kobiet. Swoją sytuację materialną oceniają lepiej niż inni.

Chęć częstszego uczestniczenia w praktykach kulturalnych

Jest chęć 76%

Brak chęci 24%

98


Praktyki kulturalne jako wydarzenia egzotyczne W ciągu 3 lat lub nigdy: nie oglądałam/łem filmów lub seriali

nie oglądałam/łem przedstawienia teatralnego

nie słuchałam/łem muzyki

nie oglądałam/łem wystaw

2% 54% 32% 67% 31% nie czytałam/łem lub słuchałam/łem literatury

próba 8700

99


Deklarowane bariery ograniczające uczestnictwo w kulturze osób, które zadeklarowały, że chciałyby uczestniczyć częściej brak czasu 62% zmęczenie 49% za duże koszty 35% wolał(a) spędzić czas inaczej 28% brak interesującej oferty/repertuaru 20% niedogodne terminy/godziny 20% stan zdrowia 17% brak towarzystwa 16% brak informacji na temat oferty 13% sprawowanie opieki 12% czyjeś zastrzeżenia 8% długi dojazd w Warszawie 8% długi dojazd poza Warszawą 8% brak odpowiedniego sprzętu 7% próba 6641

100


Segmenty uczestnictwa i nie uczestnictwa w kulturze w Warszawie

Kulturalne specjalistki* 3,7%

Superkulturalni 8,9% Tradycyjni nie uczestnicy 22,1%

Dzieciosterowne* 5,3% Odkrywcy 11,5%

Towarzyscy nie uczestnicy 6,7%

Konwencjonalni bibliofile 11,2% Masowi konsumenci 18,1%

Przewaga kobiet, osoby opiekujące się dziećmi <15 lat próba 8700 / wartości niezaokroąglone

101

Niewzruszone* 9,4%


KOMENTARZ BIURA KULTURY m.st. warszawy NN6T: Analiza głównych powodów, dla których ludzie nie uczestniczą, pozwala stwierdzić, że te najczęściej wymieniane przez respondentów nie są związane z jakością oferty kulturalnej. Czy i jak to wpłynie na kształtowanie polityki kulturalnej? Wyniki wcześniejszych badań, między innymi publiczności 30 warszawskich instytucji kultury, przeprowadzonego na zamówienie Urzędu m.st. Warszawy opublikowanych na początku 2017 r., faktycznie pokazują, że jakość oferty kulturalnej w Warszawie jest oceniana bardzo wysoko przez osoby, które z niej korzystają. Wyzwanie stanowią bariery ograniczające aktywność kulturalną. Trzema najczęściej wskazywanymi są brak czasu, zmęczenie i za duże koszty. Możliwości uczestnictwa oczywiście zależą także od kapitału kulturowego. Potrzebne są działania w różnych obszarach. Na przykład do pokonania bariery „za dużych kosztów” niezbędne jest zapewnienie i promowanie oferty wydarzeń kulturalnych dostępnych tanio lub bezpłatnie, a także tworzenie programu i kształtowanie kompetencji odbiorców w taki sposób, żeby kontakt z twórczością artystyczną stanowił dla nich autentyczną wartość (jednym z najciekawszych wymiarów różnicujących segmenty jest to, w jakim stopniu tę wartość dostrzegają). Szanse korzystania z oferty kulturalnej pomimo „braku czasu” i „zmęczenia” można zwiększać nie tylko poprzez skracanie czasu potrzebnego, żeby dotrzeć do miejsca, w którym odbywa się przedstawienie, seans, koncert, wystawa lub warsztaty, ale również dzięki rozwiązaniom organizacyjnym, takim jak na przykład umożliwienie wyszukiwania tytułów dostępnych w warszawskich bibliotekach publicznych w jednym katalogu, a w przyszłości również zwracania książek w dowolnej placówce należącej do sieci bibliotek. Zebrane dane pozwalają analizować aktywność kulturalną i jej uwarunkowania nie tylko na poziomie całej Warszawy, ale i poszczególnych jej dzielnic oraz 58 stref, na które miasto zostało podzielone przy konstruowaniu próby badawczej. Tym samym badanie dostarcza przesłanek do decyzji o lokalizacji inwestycji kulturalnych, a także o miejscach prowadzenia projektów służących zwiększaniu uczestnictwa w życiu kulturalnym (w Ustawie o rewitalizacji problem niewystarczającego uczestnictwa został wskazany jako jedno ze zjawisk składających się na kryzys obszarów zdegradowanych). Przełożeniu wniosków z badania na przyszłe działania sprzyja moment, w którym zostało przeprowadzone. Biuro Kultury rozpoczyna pracę nad aktualizacją dokumentów programujących politykę kulturalną oraz nad wpisaniem jej w założenia Strategii #Warszawa 2030, przyjętej przez Radę m.st. Warszawy w maju 2018 roku. Będziemy również wspierali w wykorzystaniu wyników badań instytucje. W pierwszej kolejności te, które stają przed wyzwaniem stworzenia planów rozwoju w związku z prowadzonymi obecnie inwestycjami w ich siedziby.

102


NN6T: Co jest przedmiotem analizy w II etapie przygotowania raportu? Jakich informacji w badaniach poszukujecie? Na czym praca się koncentruje? W pierwszej kolejności opracowujemy raport zawierający szczegółową charakterystykę poszczególnych segmentów, wraz z informacjami ułatwiającymi dotarcie do każdego z nich. Oprócz tego zamierzamy wydać publikację złożoną z tekstów poświęconych zagadnieniom, których wstępna lista obejmuje pytania: Od czego zależy uczestnictwo w kulturze? W jakim stopniu mieszkańcy Warszawy angażują dzieci w korzystanie z kultury? Dlaczego to robią lub dlaczego o to nie dbają? Za pomocą jakich kryteriów odbiorcy definiują sztukę? Jakie mają wobec niej oczekiwania? W jaki sposób zależy to od ich pozycji społecznej? Za pomocą jakich wymiarów warto opisywać głębokość uczestnictwa w kulturze? Jakie są zależności pomiędzy tymi wymiarami? Tomasz Thun-Janowski, dyrektor Biura Kultury Przemysław Piechocki, Biuro Marketingu Miasta, członek zespołu badawczego

INFORMACJE O BADANIU Badanie uczestnictwa w kulturze zostało przeprowadzone w ostatnim kwartale 2017 r. Zleceniodawca: Urząd m.st. Warszawy w ramach Programu Rozwoju Kultury w Warszawie do 2020 roku Inicjator: Biuro Kultury Koordynacja i nadzór: Biuro Marketingu Miasta Przeprowadzenie ankiet: Danae Sp. z o.o. oraz Realizacja Sp. z o.o. Koncepcję badania opracował i analizy przeprowadził zespół w składzie: dr Michał Kotnarowski (Instytut Studiów Politycznych PAN), Przemysław Piechocki (Urząd m.st. Warszawy, Biuro Marketingu Miasta), Tomasz Płachecki (Urząd m.st. Warszawy, Biuro Kultury), prof. dr hab. Tomasz Szlendak (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, vInstytut Socjologii)

W redakcji „Notesu na 6 tygodni” utworzyliśmy w ubiegłym roku minizespół badawczy. Pracowaliśmy nad stworzeniem bazy danych i narzędzi analitycznych, które ułatwią zrozumienie tego, od jakich czynników zależy podejmowanie decyzji o uczestniczeniu w kulturze. Naszym partnerem jest Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy – Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego. Dzięki tej współpracy i danym pochodzącym z bibliotek działających na terenie Mazowsza przygotowaliśmy mikroopracowania dotyczące zainteresowań czytelników i czytelniczek – w samej Warszawie z ponad 190 bibliotek, czytelni i punktów bibliotecznych korzysta 250 000 osób.

103


104 104


OÂ potrzebach sztuk performatywnych na podstawie szczegĂłlnego przypadku itd. Tzw. manifest Komuna Warszawa

105 105


Kultura plakatu politycznego (Komuna Otwock, 1989–2009). Kultura opowiadania historii (Komuna//Warszawa, 2009–2018). Kultura wymiany (KW2018–...) Co to jest kultura wymiany? Można udawać, że nie wiadomo, skąd biorą się pieniądze. Albo zadawać sobie pytanie, co było pierwsze: pieniądze czy praca? Nieważne. To, co interesujące, to obszar między pieniądzem i pracą, czyli wymiana. Wymiana jest terytorium życia. To, czym warto się zajmować, to szukanie nowych powiązań, udrożnianie przepływów, transport idei. To jest kultura wymiany. Jaki to ma związek ze światem sztuki, a w szczególności z teatrem? Obserwujemy powstawania nowych praktyk artystycznych odpowiadających wyzwaniom współczesnego świata i skierowanych ku przyszłości. Nowe generacje artystów i artystek performatywnych z niezwykłą intuicją i sprawnością łączą w swych pracach wiele dziedzin sztuki tradycyjnie postrzeganych jako odrębne. To działanie jest ciągłym przepływem i procesem eksperymentowania na polu sztuki, ale też reagowaniem na społeczno-polityczną dynamikę otaczającej nas rzeczywistości. Noma106 106


dyczność sztuk performatywnych nie mieści się w ramach istniejących obecnie instytucji i praktyk artystycznych. Struktura polskiego teatru oparta na pradawnym układzie „zespół aktorski-administracja-stała dotacja” staje się coraz bardziej anachroniczna w świecie sztuki, który docenia efemeryczne konstelacje personalne i swobodny miks strategii twórczych. KW jako przestrzeń Kultury Wymiany to reakcja na tę kłopotliwą sytuację. KW, czyli nie-państwowa, nie-miejska i nie-prywatna instytucja sztuki, która odpowiada potrzebie rozszerzania i rozszczelnienia obiegu kultury. Robimy to już od jakiegoś czasu. Łączymy artystów z różnych środowisk. Zwykle młodych, zwykle spoza mainstreamu. Dajemy im miejsce, czas i uwagę. Budujemy dla nich kontekst. Do tego mamy sukcesy, nagrody i coraz większą publiczność. Czego w tym wszystkim brakuje? Adekwatnych pieniędzy. Za uczciwie wykonaną pracę powinno się otrzymywać uczciwe pieniądze. To podstawowy warunek wymiany. KW i środowisko kultury wymiany oczekuje równouprawnienia w dostępie do środków publicznych przeznaczonych na sztukę. Faktyczny monopol tradycyjnej instytucji sztuki jest niezgodny z kulturą wymiany. Czas z tym skończyć. 107 107


Uczciwie wykonana i opłacona praca gwarancją dobrych produktów w dobrej cenie – oto nasza dewiza na resztę tego stulecia. Kapitalizm*, sprawiedliwość**, demokracja***. Nasz kolejny projekt będzie nosił tytuł „Kapitalizm jest OK”. (Albo jakoś tak). * Kapitalizm to system wymiany dóbr. ** Sprawiedliwe podatki są dobre: państwo pilnuje porządku i wyrównuje szanse. *** Demokracja to system sprawowania władzy. Powyższy „manifest” miał wiele wersji i trudno uznać, że to jest wersja ostateczna. Nieważne. Bez względu na to, jakie nieporozumienia i domysły „manifest” może wywołać, uważamy, że warto go opublikować nawet w niedokończonej i niedoskonałej wersji, aby nasza wewnętrzną debatę poszerzyć o punkty widzenia innych osób. A przede wszystkim zacząć jakąkolwiek rozmowę o sytemie finansowania sztuk performatywnych (i nie tylko).

Konkretnie chodzi nam o to: żeby w Warszawie i w każdym dużym polskim mieście, powstały instytucje, których zadaniem będzie wspieranie i prezentacja sztuk performatywnych, niemieszczących się w ramach tradycyjnych instytucji teatralnych. Bo czasy się zmieniają. Bo chce tego publiczność. Bo potrzebują tego artyści i artystki. Bo dopełni to system zdrowego funkcjonowania kultury. Komuna Warszawa (KW)

108 108


Maszyno! Masz zrobić Nic! Stanisław Lem Cyberiada

nowy wyraz* to rubryka w NN6T, która ma charakter leksykonowy. Wraz z zaproszonymi autorami tworzymy spis słów, które mają znaczący wpływ na opisywanie lub rozumienie zjawisk zachodzących obecnie, albo takich, które „produkowane” są przez postępujące zmiany w układzie sił polityczno-ekonomiczno-społeczno-kulturalno-naukowo-technologiczno-obyczajowych. Pracę nad leksykonem pragniemy kontynuować do roku 2019. Propozycje haseł można nadsyłać na adres redakcji: bogna@beczmiana.pl

* Nazwa inspirowana jest czasopismem „Nowy Wyraz. Miesięcznik Literacki Młodych”, wydawanym w Warszawie w latach 1972–1981. Debiuty pisarzy, poetów i krytyków były tam ilustrowane pracami artystów młodego pokolenia. Nazwa miesięcznika nawiązywała do pisma międzywojennej awangardy „Nasz Wyraz” (1937–1939).

nr9


Wymyślanie nowych rzeczy, zjawisk i czynności i tworzenie dla nich nazw to przede wszystkim domena fantastyki. Zmarły w 2006 roku jej klasyk Stanisław Lem był twórcą neologizmów, które liczy się nie w setki, lecz w tysiące – należy tu szczególnie wyróżnić Cyberiadę i Bajki robotów. Jego oczywistym spadkobiercą jawi się Jacek Dukaj, który choćby tylko w minipowieści Król Bólu wykreował kilkadziesiąt nowych słów – tu akurat je pomijamy, koncentrując się na ważniejszych terminach z bardziej zapamiętanych jego dzieł. Oto podstawowy słownik pojęć wprowadzonych w polskiej prozie, głównie fantastycznej, już w XXI wieku, w którym obok makaronizmów – w tym dosłownych anglicyzmów (klinersi, piktowie, sajlenci) – znalazły się językowe nowotwory, a także stare słowa w zupełnie nowym znaczeniu (bojówki, kościec, korby, królikarnia, sopli­ cowo, wiatrołap, ziemniaki). Paweł Dunin-Wąsowicz

AANTROPI postludzkie twory przeznaczone wyłącznie do wojny; niemieckie włączone są we wspólny krwiobieg, polskie zaś kopulują z gąbczastą Matką Polką zajmującą cały teren ojczyzny i żywią się jej sokami [Szczepan Twardoch, Wieczny Grunwald].

BISKUP ryba znaleziona na Pomorzu koło Tczewa; miała nieco ponad metr długości, ciemnopurpurową łuskę, wielki brzuch i dziwaczny pióropusz; trójkątną płetwą wskazywała na przemian na serce i na niebo [Łukasz Orbitowski, Święty Wrocław].

ANTENY fotosyntetyzujące stworzenia; spędzają całe dnie, grzejąc się na ścianach wrocławskich bloków [Krzysztof Piskorski, Poczet dziwów miejskich].

BOJÓWKI bakcyle magiczne powstałe wskutek krzyżówki napinek i wkurzaczy; podjudzają ludzi do walki [Marcin Szczygielski, Klątwa dziewiątych urodzin].

AWARIAT specjalista od przewidywania i usuwania awarii wszelkimi, a więc także wariackimi sposobami [Marek Oramus, Kankan na wulkanie].

BYSTRZAK cząstka sztucznej inteligencji, mogąca łączyć się w dowolne struktury, również na obraz i podobieństwo człowieka; bystrzaki opuściły 82


nielegalnie laboratorium naukowe i czerpią energię z elektryki pobieranej w tunelach warszawskiego metra [Konrad T. Lewandowski, Bo kombinerki były brutalne]. CYBERETKA papieros elektroniczny [Jarosław Grzędowicz, Hel 3]. CZATOWNIK mutant popromienny przypominający krakena; zamieszkuje tunel szlakowy warszawskiego metra między stacjami Muranów i Dworzec Gdański [Bartek Biedrzycki, Kompleks 7215]. CZUŁOŻERKI bakcyle magiczne powstałe wskutek krzyżówki napinek i wkurzaczy; odzierają ludzi ze współczucia [Marcin Szczygielski, Klątwa dziewiątych urodzin]. ĆMIATŁO przeciwieństwo światła, otrzymywane poprzez spalanie tungetytu w tzw. ćmieczkach [Jacek Dukaj, Lód]. ELEKTROSZARAŃCZA powstała z elektronicznych śmieci; żeruje w Warszawie, na instalacjach elektrycznych; gotowa atakować także człowieka, jeśli wykryje, że ma przy sobie urządzenie zasilane baterią – ofiary doznają ataków psychozy; ponoć stworzona w tajnych laboratoriach, atakuje na wysłany im sygnał [Rafał Nowakowski, Rdza]. FLIWER mały statek powietrzny do indywidualnego użytku [Rafał Nowakowski, Rdza]. GADOŻER popromienny, zmutowany ptak, latający nad centrum Warszawy po

zbombardowaniu miasta przez Sowietów [Marcin Wolski, Alterland]. GENETYKI zmodyfikowane genetycznie, agresywne psy grasujące na Śląsku [Tomasz Przewoźnik, Najlepszy hycel w mieście]. GOŁODUPCY dzicy z wysp Pobalu i Pomaluchu wymieszani z przybyszami z Afryki, którzy dali początek nowej rasie polskiej w powstałej na Pacyfiku Nowej Polsce, gdzie osiedlić może się każdy, pod warunkiem że chce być Polakiem [Piotr Czerwiński, Międzynaród]. GRAVILOT mały statek powietrzny do indywidualnego użytku [Rafał Kosik, Nowi ludzie]. GRZYBOLOTY gąbczaste statki powietrzne startujące z platformy Okęcie [T.J. Borcan, Vademecum Irrealis] GRZYBSTA oplatająca Warszawę gigantyczna tłusta larwa, bez początku i końca, o lepkim cielsku koloru świńskich jelit i średnicy kolejowego wagonu [Jakub Nowak, Karnawał]. KRÓLIKARNIA specjalny oddział Wojska Polskiego operujący w baśniowym świecie po Drugiej Stronie Lustra; zajmuje się wykradaniem stamtąd tajemnic magii; przenika tam, używając dziur króliczych (rabbitholes) [Maciej Guzek, Królikarnia]. KOŚCIEC najcenniejszy surowiec na świecie, dar Niebios ofiarowany Polakom w 1939 roku w Nocy Objawienia; zapewnił zwycięstwo w wojnie 83


z Niemcami, których armia została pochłonięta wywołanymi przez kościec płomieniami; gdy jego złoża się wyczerpują, rząd RP, odkrywszy, że cząstki kośćca zawierają szczątki spalonych jego ogniem zwłok ludzkich, podejmuje decyzję pozyskiwania go z ciał skazańców – więźniowie kierowani są do specjalnej placówki w Oświęcimiu, gdzie powstają krematoria [Michał Gunia, Kościec]. KLINERSI grupa hipsterów podróżująca po Polsce furgonetką Nysa Lucyfer i czyszcząca krajobraz z brzydoty według wskazówek publicysty Filipa Springera [Ziemowit Szczerek, Siódemka]. KORBY bloki w alternatywnej, znajdującej się we francuskiej strefie wpływów Warszawie, wzorowane na klasycznej jednostce mieszkalnej zaprojektowanej przez Le Corbousiera; ich mieszkańców nazywa się „korbiarzami” [Zygmunt Miłoszewski, Jak zawsze] LIBARYT substancja wywołująca lsen [Jacek Dukaj, Córka łupieżcy]. LINOWIEC apartamentowiec zawieszony nad ziemią, na przykład nad warszawską dzielnicą Chotomou, czyli Chotomowem [Marcin Przybyłek, Gamedec. Granice rzeczywistości]. LSEN, LŚNIENIE stan i działania w rzeczywistości wirtualnej; do wprowadzenia się w lśnienie używa się libarytu [Jacek Dukaj, Córka łupieżcy].

i w Lasach Chojnowskich [Bartek Biedrzycki, Kompleks 7215]. LUTE przemieszczające się bryły lodu powstałego po upadku meteorytu tunguskiego; skupiają się w soplicowach [Jacek Dukaj, Lód]. MECHANOBORGI istoty, w których ludzkie mózgi, pozyskane m.in. od skazańców, połączone są z mechaniczną strukturą zasilaną machiną parową; wyznawcy Kościoła Żelaznego Boga, modlący się o oliwienie dusz i ochronę przed rdzą [Andrzej Sawicki Aposiopesis]. MUDROWAĆ wykonywać czynności związane z komunikacją elektroniczną, także wirtualną [Jacek Dukaj, Crux]. MUŁOCIĄG popromienny stwór, przypomina minoga; zamieszkuje tunele warszawskiego metra po wojnie atomowej [Bartek Biedrzycki, Kompleks 7215]. NAD-PTAK stado ptaków zachowujące się jak jeden organizm, przybierając kształt ptaka; we wcześniejszej wersji stanowi efekt działania duchów Wiecznej Puszczy w Małopolsce, w późniejszej – mutacji popromiennej nad Nową Hutą [Paweł Majka, Pokój światów, Dzielnica Obiecana]. NADTERMINOWI ludzie powyżej 75. roku życia, zachęcani do zamieszkania w domach spokojnej starości, gdzie są otępiani i w ciągu kilku tygodni delikatnie likwidowani [Jacek Inglot, Polska 2.0].

LUPUIN popromienny, zmutowany pies wyNAPINKI stępujący w Warszawie po wojnie ato- bakcyle magiczne, mnożące się mowej; żeruje na Polu Mokotowskim w zamkniętych pomieszczeniach, 84


w których przebywa zbyt wiele osób; po dłuższym czasie w wyniku ich krzyżowania z wkurzaczami wykluwają się bojówki i czułożerki [Marcin Szczygielski, Klątwa dziewiątych urodzin]. OBŁĄKALIA artefakty, a w szczególności teksty stworzone przez szaleńców, będące przedmiotem pasji kolekcjonerskiej [Maciej Sieńczyk, Wśród przyjaciół]. OBRAZOPLUJ telewizor w alternatywnej mocarstwowej Polsce, w której przetrwała narodowa monarchia [Rafał Kosik, Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2]. OMNIFON kolejny stopień rozwoju komunikatora osobistego [Jarosław Grzędowicz, Hel 3]. PIKTOWIE radykalni wyznawcy magicznej mocy obrazu; pokrywają swe ciała tatuażami przedstawiającymi znaki firmowe i znaki magiczne [Rafał Nowakowski, Rdza]. PIWOWINO ulubiony napój mieszkańców Nowej Polski na Pacyfiku [Piotr Czerwiński, Międzynaród]. PŁYTNIK endemiczny dziwolud wrocławski, żyjący pod chodnikami; futrzasty, o patykowatych nóżkach i wielkich oczach [Krzysztof Piskorski, Poczet dziwów miejskich]. POŚLIZGÓWKI pociągi ART osiągające prędkość ponaddźwiękową [Jacek Dukaj, Córka łupieżcy].

PUŁAPKOŃ potwór magiczny użyty przez balrogi w Warszawie w zamachu na króla elfów i ludzi Bolesława VI [Tomasz Kołodziejczak, Nie ma mocy na docenta]. RÓŻANIEC ciąg autonomicznych miast-mikroplanet powstałych z pozostałości dawnej Ziemi i krążących po jej orbicie [Rafał Kosik, Różaniec]. SAJLENCI sekta wystrzegająca się wszelkiej wymiany informacji [Rafał Nowakowski, Rdza]. SKOCZYWROTA urządzenie służące do transmisji ludzi pomiędzy światami alternatywnymi [Rafał Kosik, Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2] SOBNIEDZIEL weekend w alternatywnej mocarstwowej Polsce, w której przetrwała narodowa monarchia [Rafał Kosik, Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2]. SOCJERZY systemowi bezrobotni w kolejnym pokoleniu, żyjący w 2054 roku z zasiłków w tzw. socjaliskach; w odróżnieniu od polskiej klasy średniej, która przyjęła język i elementy dawnej kultury szlacheckiej, posługują się krzyżówką mowy dresiarskiej i chłopskiej [Jacek Dukaj, Crux]. SOPLICOWO skupisko lutych [Jacek Dukaj, Lód]. STUKUN endemiczny dziwolud wrocławski; żeruje na tamtejszym placu Grunwaldzkim [Krzysztof Piskorski, Poczet dziwów miejskich].

85


STUPAk specyfik, od którego po zażyciu go w podwójnej dawce w stanie nieważkości pęka głowa [Jacek Dukaj, Katedra]. SZKOPOJAD bestia wodna żyjąca w stawie w warszawskich Łazienkach; podczas II wojny światowej pożera Niemców; ma skórę pokrytą naroślami i mackami oraz troje oczu wielkich jak miednice [Andrzej Pilipiuk, Staw]. ŚWINIOGORYL potwór mordujący mieszkańców bloków na warszawskim Bemowie; jego długie, umięśnione ramiona zakończone są dłońmi zaopatrzonymi w łukowato zawinięte szpony, takie same pazury ma na stopach; ma także krótkie uszy, wydłużony świński ryj, dwa potężne, groźne ciosy i małe, czarne oczy; ciało pokrywa gęsta, średniej długości sierść ciemnobrunatnego koloru [Michał Galczak, Nasza zima zła]. TELEP popromienny stwór żyjący w Warszawie po wojnie atomowej; ma silne zdolności telepatyczne [Bartek Biedrzycki, Kompleks 7215]. TELEPADROM rajskie miasto utworzone w cyberprzestrzeni; dzięki poszerzeniu rozstawu wirtualnych oczu może być postrzegane bardziej stereoskopowo [Marcin Przybyłek, Gamedec. Granice rzeczywistości].

tunguskiego; gdy dostarcza mu się energii, obniża temperaturę [Jacek Dukaj, Lód]. VTOLOTNIA mały statek powietrzny do indywidualnego użytku [Rafał Nowakowski, Rdza]. WIADOM prymitywny komputer służący do komunikacji w alternatywnej mocarstwowej Polsce, w której przetrwała narodowa monarchia [Rafał Kosik, Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2]. WIATROŁAP powszechne w połowie XXI w. urządzenie przekształcające energię wiatru w energię elektryczną [Marcin Przybyłek, CEO Slayer]. WIELKOSZCZURY popromienne stwory, hodowane w Nowej Hucie na mięso; osobniki zdziczałe mają ciała osiągające trzy metry długości i dwumetrowe, chwytne ogony [Paweł Majka Dzielnica obiecana]. WIOCHMENI mieszkańcy wsi pozbawieni domów wskutek zwiększonych obciążeń podatkowych; przybyli do Warszawy i zamieszkujący tutejsze slumsy w opuszczonych blokowiskach [Jarosław Grzędowicz, Hel 3].

WKURZACZE bakcyle magiczne, mnożące się w zamkniętych pomieszczeniach, TELESENS w których przebywa zbyt wiele osób; komunikator transmitujący także wo- po dłuższym czasie w wyniku ich nie [Marcin Przybyłek, Gamedec. Gra- krzyżowania z napinkami wyklunice rzeczywistości]. wają się bojówki i czułożerki [Marcin Szczygielski, Klątwa dziewiątych TUNGETYT urodzin]. minerał o niezwykłych właściwościach, pozyskiwany z meteorytu 86


WRONIEC okrutny ptak, który 13 grudnia 1981 roku porywa ludzi [Jacek Dukaj, Wroniec]. WRZĄTKUN chłopiec zdolny żyć wyłącznie we wrzącej wodzie; porusza się w mobilnym kotle-mundurze z paleniskiem pod tornistrem na plecach [Maciej Sieńczyk, Wrzątkun]. ZIMNAZO metale specjalnie hartowane poprzez przemrożenie w soplicowie w Zimnego Nikołajewska; odporne na niskie temperatury [Jacek Dukaj, Lód]. ZIEMNIAKI futrzaste, grzybożerne stwory żyjące pod ziemią w okolicach Czartowa na Podkarpaciu; przez okoliczną ludność utożsamiane z czartami [Marcin Wolski, I stała się ciemność].

ZŁOWAD gatunek bojowy w służbie sił zła; występuje w rojach, udoskonalany przez balrogi w celu niszczenia menhirów i drzew [Tomasz Kołodzieczak, Piękna i graf]. ŻAR-PTAK zwany też Janiołem Ognistym; pierzasty, skrzydlaty drapieżnik żyjący pod ziemią w okolicach Czartowa na Podkarpaciu; przez okoliczną ludność utożsamiany z aniołem [Marcin Wolski, I stała się ciemność]. ŻYWOKRYST biologiczny materiał, z którego budowana jest katedra wokół grobu Izmira; jego wykwity strzępiastych liści krystalizują się niczym zamrożone węglowe szrapnele; o różnych porach prześwietla je światło różnych gwiazd, wzmagając niesamowity efekt artystyczny [Jacek Dukaj, Katedra].

Uwaga: I stała się ciemność, Karnawał, Kościec, Nasza zima zła, Nie ma mocy na docenta, Piękna i graf, Vademecum Irrealis to tytuły utworów dostępnych w zbiorach opowiadań i czasopismach, pozostałe są tytułami samodzielnych książek.

nowy wyraz nr 9 autor Paweł Dunin-Wąsowicz – wieloletni redaktor czasopism cudzych i własnych („Lampa”), a także wydawca. Ostatnio zamiast wydawać cudze książki, pisze raczej własne, np. Fantastyczny atlas Polski, Polska Biblioteka Widmowa,

Dzika biblioteka, Warszawa fantastyczna czy Żoliborski przewodnik literacki. Obecnie pracuje nad literackim przewodnikiem o prawobrzeżnej Warszawie.

87


Czy Kooperatywa Spożywcza Kooperatywa Spożywcza „Dobrze”, Warszawa, fot. Katarzyna Kalinowska

116


„Dobrze” może być uznana za dzieło sztuki? Czy gdzieś między wyładowywaniem dostawy warzyw, koziego nabiału, drukowaniem paragonów i szorowaniem podłogi jest przestrzeń dla sztuki? Czy praca na kasie w warzywniaku od poniedziałku do piątku, w godzinach 8.30–15.00, przez piętnaście miesięcy może być działaniem artystycznym? 117


Od wejścia da się odczuć, że jest to sklep niezwyczajny. Marchew jest brudna, pietruszka powykręcana na wszystkie strony, a personel zapytany o możliwość kupna bananów robi wielkie oczy i proponuje topinambur w okazyjnej cenie. Zamiast stojaka z foliowymi jednorazówkami stoi kosz z używanymi opakowaniami. Zamiast reklam wiszą ogłoszenia o darmowym soku z kiszonych ogórków i sezonie na skorzonerę. Są to niewątpliwe przesłanki, że jest to miejsce nietypowe, ale żeby od razu nazywać to sztuką? Trzy lata zaangażowania jako członkini – w tym piętnaście miesięcy pracy etatowej – w Kooperatywie Spożywczej „Dobrze” w Warszawie pozwoliło mi poznać od podszewki działanie prowadzonych przez społeczność sklepów spożywczych. Na podstawie tych obserwacji uważam, że działalność kooperatywy w pewnych jej aspektach można określić jako sztukę. Postaram się wytłumaczyć, dlaczego tak sądzę. Spróbuję się także zastanowić, czy taka koncepcja znajduje potwierdzenie w opracowaniach teoretycznych poświęconych współczesnej działalności artystycznej. Aby uargumentować moją opinię o tym, że Kooperatywa jest dziełem sztuki, i zastanowić się nad płynącymi z tego korzyściami oraz potencjalnymi zagrożeniami, odniosę się do kilku przypadków, w których zjawiskom lub rzeczom codziennym został przyznany status dzieła. Zatrudnienie w sklepie, w zgodzie z moimi przekonaniami, w ramach sprzeciwu wobec kreowania potrzeb i braku poszanowania dla środowiska zaczęłam utożsamiać z działaniem artystycznym. Mianowałam w ten sposób swoją pracę do statusu dzieła sztuki. Choć nie zdawałam sobie z tego sprawy, nie byłam w swoim myśleniu odosobniona. Artyści i artystki, podejmując pracę w różnego rodzaju lokalach usługowych, sklepach czy fabrykach, zazwyczaj stawiają sobie jakiś dodatkowy cel. Podjęcie danej pracy w kontekście artystycznym to postawa nazywana realizmem zawodowym. Jest ona stosowana w różny sposób. Czasem może służyć jako protest – Gordon Matta Clark wraz ze znajomymi prowadził restaurację-dzieło sztuki. Lokal nazywał się FOOD i został otwarty w 1971 roku w Nowym Jorku. Było to miejsce pracy i spotkań artystów i artystek, ale także ośrodek działań zwracających uwagę na źle gospodarowany, niszczejący fragment miasta. 118


Czasem chodzi też o rodzaj artystycznego sabotażu. Artyści i artystki z kolektywu At Work przemycają działania artystyczne do swoich biur, szkół lub restauracji bez ustalania tego z pracodawcą. Wprowadzają w ten sposób w monotonię codziennych zajęć nieco wyobraźni i poczucia humoru. Justin Sanchez, o którego pracy przeczytamy na stronie kolektywu, zatrudnił się w McDonalds. Jego działania polegały na przykład na modyfikowaniu instrukcji lub dekorowaniu narzędzi kuchennych ozdobnymi tkaninami1. Udało mu się także sfinansować w ten sposób magisterskie studia artystyczne i uczynić pracę tematem swoich projektów na studiach. Poszukiwania te mogą być również spowodowane krytycznym spojrzeniem na artystyczny mainstream i potrzebą skonstruowania stanowiska pracy, które umożliwi danemu artyście lub danej artystce utrzymanie się z zajmowania się sztuką. Dziełem, które opiera się właśnie na takiej koncepcji, jest Sometimes a nicer sculpture is being able to provide living for your family. Jego autor, Ben Kinmont, od 1998 roku prowadzi antykwariat. Jest to najdłuższy i najbardziej angażujący performans, jaki podjął. Na swojej stronie internetowej artysta opisuje swoją pracę w następujący sposób: Rozpocząłem prowadzenie antykwariatu, żeby pomóc w utrzymywaniu mojej rodziny. Praca ta nie jest biznesem samym w sobie, ale moim wkładem w koszty utrzymania naszej rodziny. Ponieważ przedsiębiorstwo specjalizuje się w książkach o jedzeniu i winie sprzed 1840 r., umożliwia również poznanie szerszego kontekstu, pozwalającego traktować prace domowe jako znaczące. Do tej pory udaje nam się to z sukcesem2. Antykwariat ten funkcjonuje jednocześnie w dwóch światach: w świecie sztuki jako performans i w świecie biznesu jako przedsiębiorstwo. Kinmont jest rzeźbiarzem, a jego prace były niejednokrotnie wystawiane w różnych galeriach. Pomimo tego, że nie tworzył jedynie hobbystycznie albo „do szuflady”, nie zarabiał na swojej aktywności wystarczająco dużo, aby czuć – wraz ze swoją rodziną – bezpieczeństwo i stabilność finansową. Komentując 1 2

Justin Sanchez, Projectionniste/Employe Mc Do, http://www.atwork.enter1646.com/mcDonald.pdf, 29 stycznia 2008 [dostęp: 20 maja 2018]. Ben Kinmont, Sometimes a nicer sculpture is being able to provide living for your family, tłum. aut., opis pracy na stronie internetowej artysty, http://www.benkinmont.com/projects/sometimes2.html [dostęp: 20 maja 2018]. 119


działalność Kinmonta, Julia Bryan Wilson – autorka pojęcia realizmu zawodowego – definiuje ją w następujący sposób: Ważnym dla Kinmonta jest fakt, że jego biznes funkcjonuje jak biznes; nie wystarcza mu wykonanie symbolicznego gestu w stronę świata handlu poprzez stwierdzenie, wydrukowanie ironicznie papieru firmowego czy stworzenie fałszywej witryny sklepowej. W rezultacie bierze on udział w czymś, co określiłam „zawodowym realizmem”, w którym sfera pracy zarobkowej (podjętej w celu utrzymania się) i sfera sztuki (której uprawianie dana osoba kontynuuje z przyczyn mogących obejmować przypuszczalnie cele zarobkowe, ale także z powodów przewyższających cele finansowe, jak motywacje estetyczne, osobiste i/lub polityczne) rozpadają się, stają się nierozróżnialne i celowo odwrócone. Są to performansy, w których artyści/artystki wykonują w pracy normalne, obowiązujące ich/je zadania pod wysoce elastyczną etykietą „sztuki”. W tej sytuacji praca staje się sztuką, a sztuka staje się pracą3. Wilson podkreśla dalej, że realizm zawodowy jest często krytyczną reakcją na niski status materialny twórców i twórczyń4. Niskie lub bardzo nieregularne zarobki i brak stałego zatrudnienia zmuszają często do lawirowania pomiędzy jednym zleceniem a drugim – czasem dotyczącym sztuki, a czasem nie. Sklep z książkami daje poczucie bezpieczeństwa. Zaprezentowanie go jako dzieła sztuki sprawia, że Kinmont – nawet poświęcając część swojego czasu na prowadzenie biznesu, zamiast na tworzenie artystycznych obiektów czy sytuacji – nie traci swojej wypracowanej pozycji w świecie artystycznym. Nie jest to zapewne sytuacja idealna. Wiem z własnego doświadczenia, ile pracy i nerwów kosztuje prowadzenie dobrze prosperującego przedsiębiorstwa. Wydaje mi się jednak, że poczucie finansowej stabilności i gwarancji zapewnienia bytu sobie i bliskim, jakie daje posiadanie stałych dochodów, może być tego warte. Spokój i dobre samopoczucie psychiczne są czynnikami ułatwiającymi, a czasem w ogóle umożliwiającymi twórczość. Kinmont wciąż znajduje czas na realizowanie różnego rodzaju działań w świecie sztuki, 3

Julia Bryan Wilson, Occupational Realism, tłum. aut., „The Drama Review”, t. 56, nr 4 (T216), Winter 2012, New York University and the Massachusetts Institute of Technology, 2012, s. 32. 4 Tamże. 120


a antykwariat nie jest jego jedyną aktywnością. Zanim podjęłam pracę w „Dobrze”, znałam sporo osób zajmujących się różnymi dziedzinami sztuki – od malarstwa po muzykę. Wielu i wiele z nich borykało się z poważnymi problemami finansowymi na różnych etapach swojego rozwoju zawodowego. Wiedza o tym wzbudziła we mnie przekonanie, że zajmowanie się sztuką nie jest zajęciem dochodowym. Był to jeden z powodów, dla których zwlekałam z podjęciem studiów artystycznych. Gdy wiedziałam już, że chcę się zajmować sztuką, byłam świeżo po studiach z projektowania i nie mogłam liczyć na artystyczne zlecenia przynoszące dochody. Z perspektywy czasu zaczynam rozumieć, że jedną z moich motywacji do myślenia o pracy w sklepie jako o sztuce była także troska o zapewnienie sobie środków do życia. Praca w Kooperatywie była dla mnie bezpieczną przystanią – czasem, w którym wynagrodzenie pojawiało się na moim koncie regularnie i w terminie. I to też była forma sztuki. Myślenie o łączeniu sztuki i innego źródła dochodów w pewnym momencie przestało budzić we mnie lęk, a stało się podstawą do obrania artystycznej strategii. Miałam też kilka innych pomysłów, np. praca jako kierowczyni autobusu. Wyobrażałam sobie, że jest to zajęcie pozwalające na świetne poznanie miasta, całkowite zanurzenie się w jego codzienności. Nie byłam pewna, jaki byłby końcowy wynik takiej pracy (poza przewiezieniem odpowiedniej liczby pasażerek i pasażerów). Myślałam jednak o tym, że byłabym z jednej strony zwyczajną pracownicą ZTM-u, a z drugiej tajną agentką sztuki, wszczepioną w tkankę miejską, przemycającą artystyczne działania do niczego niespodziewającej się autobusowej codzienności. Byłby to inny rodzaj zawodowego realizmu, nieco mniej kuszący niż współtworzenie Kooperatywy, ale także bardzo ciekawy. Nie skreślam takiego scenariusza na przyszłość. Zawsze gdy pojawia się w mojej głowie niepokój o to, czy poradzę sobie jakoś w świecie sztuki, zastanawiam się nad tym, gdzie jeszcze mogłabym się zatrudnić. Myśl o próbowaniu różnych zawodów, w których praca jest jedynie pretekstem do tego, aby uprawiać sztukę, uspokaja mnie. Mogę powiedzieć, że Kooperatywa była dla mnie trochę tym, czym dla Kinmonta jest jego antykwariat. W miarę upływu czasu zaczynam rozumieć, że praca zarobkowa, którą nazywałam sztuką, była także narzędziem 121


umożliwiającym mi artystyczne działania w innych obszarach. Czas poza godzinami pracy poświęcałam na inne działania artystyczne, co umożliwiło mi skonstruowanie portfolio i aplikację na Wydział Sztuki Mediów na ASP. Oczywiście w spółdzielni spoczywała na mnie mniejsza odpowiedzialność niż na właścicielu prywatnego sklepu. Uważam jednak, że demokratyczny system zarządzania w Kooperatywie sprawia, że osoby zatrudnione, których pracodawcą jest cały kolektyw, będący „właścicielem” placówki handlowej, biorą na siebie dużo większą odpowiedzialność za powodzenie jej działania niż personel obsługujący sklepy oparte na zarządzaniu w pionowej strukturze. Myślę przez to o Kooperatywie trochę jak o biznesie, który współprowadziłam. W tym aspekcie utożsamiam się z działaniem Kinmonta. Przykładem innej postawy artystycznej, również ze świata sklepów spożywczych – choć takich, którym Kooperatywa się sprzeciwia – jest performans Daniela Bozkhova. Miał on miejsce w Walmarcie w Maine w roku 2000 i był zatytułowany Training an Assertive Hospitality. Artysta podjął pracę w supermarkecie i pracował tam jako people greeter – osoba witająca klientów i klientki, dbająca o komfort zakupów i dobrą atmosferę w sklepie oraz pomagająca odnaleźć poszukiwane w gąszczu alejek towary. Amerykańska sieć znana jest z tego, że wielokrotnie utrudniała działanie powstającym w niej związkom zawodowym, a niskie ceny utrzymywane są między innymi kosztem niekorzystnych warunków zatrudnienia pracowników. Bozkhov podjął pracę w firmie kierującej się diametralnie innym kompasem wartości niż Kooperatywa „Dobrze”. Artysta wkroczył między sklepowe półki po to, aby stać się częścią problemu, poznać go od środka i zmniejszyć dystans między osobami bezpośrednio dotkniętymi niesprawiedliwością systemową i tymi, które mają czas, zasoby i możliwości, aby krytykować Walmart5. Czas między zmianami – za zgodą kierownictwa placówki – Bozkhov poświęcił na namalowanie w supermarkecie fresku. Korzystając z bardzo klasycznej techniki malarskiej, stworzył nieprzystający 5

Colby Chamberlain, Training an Assertive Hospitality by Daniel Bozkhov, Triple Canopy, https://www.canopycanopycanopy.com/contents/training_in_assertive_hospitality, 9 lipca 2010 [dostęp: 20 maja 2018]. 122


Katarzyna Kalinowska: Dodawacz otuchy, 2017, praca zakwalifikowana do finału konkursu Artystyczna Podróż Hestii 2018 fot. Katarzyna Pierzchała

do korporacyjnej estetyki mural przedstawiający różne sprzedawane tam produkty oraz okoliczne budynki. Praca Bozkhova jest ciekawym przykładem ingerencji w pełne obostrzeń i norm życie codzienne sieciowych sklepów. Osobiście podoba mi się ten pomysł i z chęcią prześledziłabym proces powstawania fresku w jednej z okolicznych Biedronek. Mam nadzieję, że kilka przytoczonych przeze mnie sytuacji daje wyobrażenie o tym, jak wiele może być zastosowań dla nominowania pracy do statusu sztuki.

Fragment pracy magisterskiej obronionej na Wydziale Sztuki Mediów ASP w Warszawie w czerwcu 2018; promotor: dr Jakub Szreder. Katarzyna Kalinowska ur. w 1992 r., studiowała na Wydziale Wzornictwa i Sztuki Mediów Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zajmuje się tworzeniem sztuki społecznie użytecznej, a także używaniem sztuki w protestowaniu i rozchmurzaniu szarej codzienności. Kooperatywa Spożywcza „Dobrze” działa w Warszawie od sierpnia 2014 roku. Obecnie prowadzi dwa sklepy usytuowane w Śródmieściu: przy Wilczej 29 A oraz przy Andersa 27. www.dobrze.waw.pl

123


Weronika Gęsicka Bez tytułu #7, z cyklu Traces / Ślady, 2015–2017, dzięki uprzejmości artystki

124


Niczego nie możemy być pewni Wiele rzeczy można zobaczyć wyraźniej, jeśli pozbawi się je pierwotnego sensu. O manipulacjach obrazem i pamięcią z Weroniką Gęsicką, artystką zdobywającą uwagę i uznanie na całym świecie, rozmawia Ewa Dyszlewicz 125


ED:

WG:

Pamięć to jeden z centralnych tematów w twojej twórczości. Dlaczego?

Według mnie pamięć to sposób, w jaki postrzegamy przeszłość w konkretnej chwili. Subiektywna, pod wpływem życiowych zmian i naszych własnych emocji staje się plastyczną masą, która łatwo może ulec przekształceniom. To ważna kwestia z perspektywy indywidualnej i zbiorowej, społecznej i politycznej. Dla mnie stała się tematem z powodu osobistych doświadczeń. Pierwszym z nich była szkoła treningu pamięci, do której w dzieciństwie zapisali mnie rodzice. Uczyłam się tam różnych mnemotechnik, czyli sposobów ułatwiających zapamiętywanie i – co ciekawe – również zapominanie. Polegało to głównie na wymyślaniu nieprawdopodobnych sytuacji – z dzisiejszej perspektywy myślę, że miało to na mnie duży wpływ. Innym ważnym doświadczeniem była opieka nad cierpiącą na alzheimera babcią. Obserwacja bliskiej osoby, która zapominając, traci własną tożsamość, była impulsem do pogłębienia zagadnień związanych z funkcjonowaniem pamięci, także w szerszym niż sama choroba kontekście. Mój pierwszy cykl Traces (Ślady) wyewoluował z tych doświadczeń, jednak jest przede wszystkim pracą o pamięci społecznej i mechanizmach jej działania. Z kolei w nowej pracy pod tytułem Kolekcja zajmuję się zagadnieniem fałszywych wspomnień, „niespodzianek”, które wytwarza nasz umysł.

ED: W Traces

WG:

manipulujesz amerykańskimi fotografiami z lat 50. i 60., znalezionymi w internetowym banku zdjęć. Skąd wybór akurat takiego materiału?

Dorastałam w latach 90., kiedy w trakcie transformacji polskie społeczeństwo przeżywało okres szczególnej fascynacji kulturą amerykańską. Była wszędzie: w telewizji, kinie, prasie, literaturze. Mnie jako dziecku wydawało się, że Ameryką jestem wręcz zalewana. Przez intensywność tego kontaktu mam do niej dziś szczególną słabość i zapewne dlatego tak mocno ujęły mnie użyte w projekcie fotografie. Ich klimat jest niepowtarzalny, nie do znalezienia w żadnych innych zbiorach – francuskich, niemieckich czy tym bardziej polskich. To świat pełen obłych sprzętów gospodarstwa domowego, w którym elegancka, nosząca zawsze szpilki kobieta i ubrany w garnitur mężczyzna wiodą pozbawioną trosk egzystencję. Należy jednak pamiętać, że to nie tylko fantazja na temat idealnego życia rodziny z przedmieścia, lecz przede wszystkim projekt polityczny, który pozwolił na odbudowę powojennej gospodarki Stanów Zjednoczonych. Istotne dla mnie było też to, że do tego archiwum – obok zdjęć, które dziś nazwalibyśmy stockowymi – trafiły również fotografie amatorskie. Nie wiadomo więc, czy mamy do czynienia z obrazem wykreowanym, czy dokumentalnym. Spodobała mi się ta nieoczywistość, to rozmywanie granic.

ED: W dzisiejszych czasach kwestia konstruowania pamięci i tożsamości

jest tematem niezwykle ważnym. Czy twoją twórczość można w takim razie odnieść do polskiego kontekstu? 126


Weronika Gęsicka Bez tytułu #23, z cyklu Traces / Ślady, 2015–2017, dzięki uprzejmości artystki

WG:

Ten problem dotyczy nie tylko Polski. Wszędzie na świecie rozwijają się ruchy radykalne, które podejmują próby manipulacji pamięcią społeczną. W ten sposób wpływa się nie tyle na przeszłość, ile przede wszystkim na teraźniejszość i przyszłość. Historia okazuje się nie tyle obiektywnym zapisem zdarzeń, ile ich rekonstrukcją i interpretacją. Podobnie rzecz ma się ze wspomnianym przeze mnie zjawiskiem „wszczepiania” wspomnień. W 2012 grupa naukowców (Frenda, Knowles, Saletan, Loftus) przeprowadziła eksperyment, w którym badani 127


128

Weronika Gęsicka Bez tytułu #40, z cyklu Traces / Ślady, 2015–2017, dzięki uprzejmości artystki


129


dostali do obejrzenia zestawy zdjęć dotyczących różnych wydarzeń politycznych; w każdym z nich jedna z fotografii była sfabrykowana. Okazało się, że ponad połowa osób „pamiętała” wydarzenia, które nigdy nie miały miejsca, natomiast jedna czwarta zapewniała, że na własne oczy widziała relację z nich w mediach. To pokazuje, jak potężnym narzędziem w kreowaniu naszej pamięci są obrazy.

ED: Używasz

WG:

fotografii, jednak w twoich pracach widać wyraźny wpływ surrealizmu, który powstał niejako wbrew jej pierwotnym założeniom – jako protest przeciwko rzeczywistości.

Pewne rzeczy można zobaczyć wyraźniej, jeśli pozbawiamy je pierwotnego sensu i umieścimy w nietypowym kontekście. Nieprzypadkowo jako swoje medium wybrałam fotografię – wciąż, po prawie dwóch stuleciach, panuje przekonanie, że to medium „obiektywne”. W swoich pracach staram się zdemaskować to złudzenie, choć ludzie wciąż czytają moje prace bardzo dosłownie, jakby nie dostrzegając wprowadzanych przeze mnie manipulacji. Najjaskrawszym tego przykładem była dyskusja pod jednym z moich zdjęć z Traces. Przedstawia ono wakacyjną scenkę: uśmiechnięte dziewczyny siedzą na barkach swoich chłopaków – tyle że w mojej wersji ich głowy znikają w ciałach kobiet. Wiele osób było przekonanych o dokumentalnym charakterze zdjęcia, zastanawiali się na przykład, w jaki sposób ci chłopcy byli w stanie oddychać. Dla mnie było to dosyć szokujące, choć potwierdza tylko, jak wciąż silne jest przekonanie o „prawdzie” w fotografii. Manipulacja zachodzi zresztą nie tylko na tym poziomie. Już sam zestaw zdjęć, który pojawia się po wpisaniu odpowiedniego hasła do wyszukiwarki, to próba reinterpretacji małego kawałka rzeczywistości. Do mojego projektu wybierałam zdjęcia intuicyjnie, pod wpływem jakiejś emocji. Zależało mi, żeby odtworzyć podobną relację u widza, który po raz pierwszy patrzy na moje prace.

ED: Wróćmy jeszcze do

WG:

tematu, o którym wspominasz, czyli stereotypowego obrazu kobiety i jej relacji społecznych w epoce powojennego baby boomu.

Aby uzupełnić braki kadrowe w trakcie wojny, zachęcano kobiety do podejmowania pracy w przemyśle – w tym celu powstał nawet specjalny program rządowy Training Within Industry. To wówczas w kulturze masowej pojawiła się postać Rosie the Riveter, symbolizująca wysiłek ówczesnych robotnic. Jednak po zakończeniu wojny zaczęły się masowe zwolnienia, trzeba było ustąpić miejsca wracającym z frontu mężczyznom. Miejscem kobiety z powrotem stał się dom. Państwo wspierało tradycyjny model rodziny, między innymi poprzez specjalną ustawę o readaptacji żołnierzy, gwarantującą korzystne pożyczki na kupno nieruchomości, założenie firmy czy szeroki wachlarz pomocy socjalnych. Promowany w mediach ideał gospodyni domowej, czekającej z uśmiechem na męża i gromadkę dzieci, stał się jedynym 130


Weronika Gęsicka Bez tytułu #4, z cyklu Traces / Ślady, 2015–2017, dzięki uprzejmości artystki

obowiązującym wzorcem dla amerykańskiej kobiety. Dopiero lata 60. przyniosły początek rewolucji obyczajowej. Rozpoczął się powolny proces zmian, między innymi poprzez zniesienie ustawy zabraniającej zamężnym kobietom aktywności zawodowej. Jednak mimo kolejnych fal feminizmu problemy te nie zostały do końca rozwiązane i wciąż w jakimś stopniu społecznie konstruowane jesteśmy przez „męskie spojrzenie”. 131


Z drugiej strony wydaje mi się, że między kobietami wciąż brak jest wzajemnego wsparcia, prostej życzliwości. Mam nadzieję, że ostatnie Czarne Protesty uświadomią nam, jaka siła tkwi w solidarności i wspólnocie. Ja sama w życiu codziennym odczuwam takie wsparcie na przykład ze strony mojej siostry, która też jest fotografem. To dzięki niej przełamałam kilkuletnią blokadę i zdecydowałam się na pokazanie swoich prac.

ED: Co działo się z tobą po zakończeniu Akademii? WG:

Studia były dla mnie bardzo intensywnym okresem, angażowałam w nie całą swoją uwagę i energię. Mimo że zdałam na grafikę, dość szybko zainteresowałam się fotografią i magią, jaka towarzyszy pracy w ciemni. Wciągnęło mnie to zupełnie. Po ukończeniu Akademii przyszedł jednak lęk, nie chciałam wystawiać prac publicznie, bałam się krytyki. Postanowiłam więc zająć się innymi rzeczami – zainteresowałam się obróbką metalu i drewna, robiłam odlewy, eksperymentowałam na nowo z obrazem fotograficznym.

ED: Ten WG:

okres chyba nie był do końca bezowocny. W swoim nowym projekcie wykorzystujesz tamte doświadczenia.

Tak, to wtedy pojawiły się pierwsze pomysły na Kolekcję. Wówczas sporo eksperymentowałam z samą materią. Początkowo była to głównie fascynacja tworzeniem czegoś fizycznego, namacalnego i – jak mi się wtedy wydawało – bardziej realnego niż sama fotografia. W  Kolekcji wracam znów do kwestii manipulacji pamięcią i fałszywych wspomnień, tym razem w kontekście współczesnej produkcji wizualnej w mediach społecznościowych. Szczególnie zainteresowała mnie kwestia kreowania własnego „ja” na ich potrzeby. Jaką prawdę o naszych czasach będzie można w przyszłości wyczytać z tych zdjęć? Czy to nie przedmioty codziennego użytku, które mimowolnie się na nich pojawiają, będą w stanie opowiedzieć więcej o współczesności niż my sami? Cała masa tych rzeczy, które towarzyszą nam na co dzień, a pozostają niezauważalne – dziadek do orzechów, młynek do mięsa, rękawice kuchenne – stały się punktem wyjścia do dalszej pracy. Postanowiłam zmodyfikować je tak, aby stały się swoistym „zakrzywieniem” naszej pamięci, czymś, co prawdopodobnie – choć niekoniecznie – mogłoby istnieć. ED: Czy te przedmioty pozwalają odczytać twoją osobistą historię? WG:

W kilku pracach pojawiają się elementy związane ze mną. Często używam też własnego ciała do stworzenia pewnych fragmentów fotografii, ale podobnie jak w Traces – nie jest to opowieść o mnie. To historie ogólne, zasłyszane, być może niektóre z nich są nawet prawdziwe. Być może. Ale niczego nie możemy być pewni.

132


Weronika Gęsicka Bez tytułu #3, z cyklu Kolekcja, 2018, dzięki uprzejmości artystki

weronika gęsicka Urodzona w 1984 r. we Włocławku. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych oraz Akademii Fotografii w Warszawie. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Laureatka m.in. Foam Talent (2017), LensCulture Emerging Talent Awards (2016) i sekcji ShowOFF na festiwalu Miesiąc Fotografii w Krakowie (2016). Finalistka Prix HSBC pour la Photographie (2017) i Prix Levallois (2016). W swoich projektach podejmuje tematy dotyczące pamięci i mechanizmów jej działania. Interesują ją związane z tym teorie naukowe i pseudonaukowe, mnemotechniki oraz różnego rodzaju zaburzenia. Obszar jej działania to przede wszystkim fotografia, ale tworzy również obiekty i różnego rodzaju przedmioty. Ważną częścią jej twórczości jest praca na materiałach archiwalnych. Mieszka i pracuje w Warszawie.

133


Alessandro Bach, Rรณwnanie cienia, archiwum Grupy Budapeszt

134


Rรณwnanie cienia

grupa budapeszt 135


W

2017 roku szwajcarski logik o zobowiązującym nazwisku, Alessandro Bach, dostał zlecenie na przygotowanie „równania cienia”. Pochodziło ono od galerzysty, który musi tutaj pozostać anonimowy, a który postanowił rozprawić się z  problemem nękającym wielu jego kolegów i koleżanek po fachu – zarządzaniem cieniem na wystawach sztuki, zwłaszcza sztuki współczesnej. Alessandro Bach przyjął wyzwanie i już po kilku tygodniach przedstawił zleceniodawcy wyniki swoich prac. W trakcie analizy przydatności równania w galeriach okazało się jednak, że zawiera tajemnicze aporie, które zmuszają do przemyślenia fundamentalnych problemów tak ontologicznych, jak i epistemologicznych. Przede wszystkim jednak sugeruje konieczność wprowadzenia i zdefiniowania pojęcia mikrowymiarowości, które należy rozumieć na wzór mikrotonowości w muzyce. Jest więc ono zaproszeniem do eksplorowania dziesiętnych, a nawet setnych części liczb całkowitych, które określają znane nam wymiary. Rzecz jasna, jak każde równanie, także równanie cienia w swej istocie jest procesem. Mniej oczywiste wydaje się to, że proces ten wyznacza jedną z  dwóch podstawowych trajektorii edukacji hermetycznej. W  kolejnych wydaniach NN6T zajmiemy się każdą z nich z osobna, gdyż w naszym mniemaniu tworzą one równoległe sposoby wglądu w złożoność charakteryzującą współczesne czasy. W  poprzednim odcinku, wyjaśniając fundamenty edukacji hermetycznej, powoływaliśmy się na słowa Jean-Philippe’a Rameau: „Choć nietrudno jest spostrzegać różnice, już wcale niełatwo jest obserwować różnice pomiędzy tymi różnicami” 136


[Rameau, Nouvelles réflexions sur sa démonstration du Principe de l’harmonie, s. 47]. Proces równania cienia jest w istocie jednym ze sposobów na to, aby zbliżyć się do zrozumienia tych różnic drugiego stopnia. Mogłoby się wydawać, że mamy tutaj do czynienia z czynnością, która zaprząta umysły osób należących do konkretnej i  raczej ograniczonej branży – sztuki wizualne w swojej szczególnej formie, związanej z obiektem i jego oświetleniem. Nic bardziej mylnego. Sztuka to jedynie poligon dla kreacji wzorów działania dla obszarów o zaskakująco nikłym (wydawałoby się) związku. Przywołajmy historię z czasów II wojny światowej, aby przekonać czytelnika o zasadności i pożyteczności zajmowania się równaniem cienia w jego mikrowymiarowej odsłonie. Sztuka abstrakcyjna może się jawić jako zajęcie wyrastające z  czysto racjonalnych źródeł i naukowych podstaw. W czasie, w którym powstawała, nauka i okultyzm nie były jednak do końca oddzielone, a abstrakcja była miejscem na przecięciu ich zbiorów, w którym formy należące do okulto-nauki nabierały kształtu w  pracowniach artystów. Geometryczne obiekty zaludniające płótna to przecież również trójwymiarowe kształty przenikające przez dwuwymiarowe światy lub też cienie trójwymiarowych przedmiotów rzucane na świato-­ powierzchnię. Nic dziwnego, że László Moholy-­Nagy i  György Kepes zostali wkrótce po ataku na Pearl Harbour zatrudnieni do opracowywania systemów kamuflażu dla całych obszarów zmilitaryzowanych albo miast, które dzięki odpowiedniemu wyrównaniu cienia przestawały być odróżnialne od tła. I tak eksperymenty w zakresie 137


tutaj opisywanym stały się podstawą przewagi militarnej aliantów. Wielu twierdzi, że nadchodząca V wojna światowa będzie nowym wcieleniem drôle de guerre, w której ludzie będą ginąć raczej dlatego, że tak dobrze się zakamuflowali, niż od eksplozji i pocisków. O ile więc cele, którym służą procesy równania cienia, są jasne i nietrudne do wyjaśnienia, już architektura i powierzchowność tych procesów mogą wprowadzać w konfuzję. W największym skrócie: na procesy równania cienia składają się wszelkie sposoby zarządzania cieniem w celu jego zneutralizowania, i to w taki sposób, aby obiekt, który rzuca cień, sam stał się niewidoczny. Jeśli proces taki kończy się powodzeniem, to rzecz jasna jego architektura i powierzchowność znikają z horyzontu naszego postrzegania. Znajdujemy się więc na granicy poznania, jak w przypadku każdej prawdziwej edukacji hermetycznej. Jeśli efekty tego procesu równania cienia jawią się naszym zmysłom, stawia to pod znakiem zapytania sam fakt istnienia takiego procesu. I vice versa – dowodem na jego istnienie jest jego nieobecność na powierzchni naszych zmysłów. Jedną z  pierwszych osób rozumiejących anihilujące właściwości cienia był oczywiście święty Piotr, który używał go w celach leczniczych. Jednak już w  jego czasach na pograniczu amerykańsko-­ -meksykańskim, konkretniej na pustyni Sonora, żyła być może niepozorna jaszczurka, której anatomia dostarczyła Bachowi współrzędnych do przygotowania równania cienia. Phrynosoma mcallii, bo tak się dziś nazywa, została opisana w drugiej połowie XIX wieku, w tajemniczych 138


Phrynosoma mcallii, przykład wypłaszczenia, archiwum Grupy Budapeszt

i nikomu bliżej nieznanych okolicznościach, przez amerykańskiego generała, uczestnika wojny domowej i  krótkoterminowego więźnia zakładu penitencjarnego Libby w Richmond w stanie Virginia. W  trakcie pełnienia swych obowiązków służbowych George Archibald McCall zaobserwował nieprzeciętne umiejętności kamuflażu, jakimi włada jaszczurka. Nawet niewielkie zwierzęta, które znamy z  innych szerokości geograficznych, przeniesione na pustynię Sonora – przez sam fakt zajmowanej przez siebie w pełnym słońcu przestrzeni – byłyby narażone na momentalne dostrzeżenie przez potencjalnego wroga. Bez względu na kolor pokrycia swej skóry pozostawiałyby łatwy do zauważenia ślad w  postaci nieodstępującego ich na krok cienia. Owo jakże często poszukiwane przez różne gatunki poświadczenie swej cielesnej natury bywa również zapowiedzią kresu tej ostatniej. 139


W swej ewolucji gatunkowej Phrynosoma mcallii rozwinęła skuteczny sposób przeciwstawiania się słońcu, wrogom a także własnej przestrzenności. Sama w sobie płaska, pokryta jest swoistym płaszczem, który gdy jaszczurka czuje się bezpiecznie, unosi się nieco nad powierzchnią ziemi, rzucając niewinny cień. W tym czasie jaszczurka może się w  pełni cieszyć swym trójwymiarowym bytem. W chwilach zagrożenia trójwymiarowość Phrynosoma mcallii również jest wystawiona na egzamin. Zwierzę przykrywa się płaszczem i jak niewielkie dzieło sztuki, które musi być odcięte od otaczającego świata i musi być jak jeż doskonałe samo w  sobie, całkowicie stapia się ze swoim otoczeniem. Unikając monochromatycznej czerni swego własnego cienia, będąc kolorystycznym przedłużeniem piaszczysto-kamiennego podłoża, zastyga w bezruchu, pozbawiając się równocześnie wszelkich pozorów życia. Ten krok dalej w stosunku do świętego Piotra, który pozwala zniknąć organizmowi ożywionemu, nakazuje myśleć o  strategii równania cienia jako jego wypłaszczaniu. Inną jest kontrcieniowanie. Tutaj anegdotycznym modelem jest z kolei kaczka, a konkretniej kaczka-­ -wabik ze zdjęcia Abbotta Hendersona Thayera. Było ono traktowane jako dowód na tezę, że niektóre gatunki zwierząt przybierają barwy „najciemniejsze na tych częściach ciała, które są najjaśniej oświetlane przez słońce i na odwrót” [Thayer, The Mea­ning of the White Undersides of Animals]. W efekcie padania promieni słonecznych zwierzę może się całkowicie zlać z otoczeniem czy może raczej optycznie się w nim rozpłynąć. Jest to metoda bardziej wymagająca i filigranowa od wypłaszczania 140


Kaczka-wabik, przykład kontr-cieniowania, archiwum Grupy Budapeszt

cienia, jednak w przypadku sukcesu – nieporównywalnie skuteczniejsza. To dlatego, że nie operuje ona poprzez „przykrycie” cienia, ale raczej wykorzystuje cień przeciwko cieniowi samemu, ukazuje jego relatywny status. Cień i nie-cień, cień i obiekt, który go rzuca, ale także cień i tło, na którym występuje, stają się tym samym. A może nawet więcej: obiekt, światło, cień i tło, razem z perspektywą potencjalnego obserwatora, tworzą doskonale spójny świat, który może być wszystkim, tylko nie światem obserwatora patrzącego na obiekt rzucający cień na ścianę. To świat, w którym spojrzenie obserwatora jest integralnym elementem struktury kamuflażu. Nie jest on jedynie zjawiskiem optycznym, ale raczej topografią, w  której trójwymiarowa przestrzeń skrywa w sobie trójwymiarowy obiekt znajdujący się na jej wierzchu – w pełni dany naszym zmysłom i  całkowicie przez nie niepostrzegalny. 141


Bach dostrzegł związek tych zoologicznych przypadków ze słynnym eksperymentem literackim, którym jest Flatland Edwina Abbotta Abbotta. Pisze on w swym dziele: „Wyobraźcie sobie olbrzymią kartkę papieru, na której odcinki, trójkąty, kwadraty, pięciokąty, sześciokąty i inne figury, miast pozostawać w miejscu, swobodnie się poruszają; choć jednak dostępna jest im cała powierzchnia, nie są w stanie wznieść się ponad nią ani pod nią zstąpić, zupełnie jak cienie, tylko że twarde i o świetlistych krawędziach”. O ile, zgodnie z powyższymi słowami, Flatlandia jest krainą cienia bez ciała, które je rzuca, o tyle świat obserwowany kaczki-wabika i sonoryjskiej jaszczurki jest światem ciał pozbawiających się cienia. Niektórzy mogą postrzegać ją jako terytorium doskonałego kamuflażu, miejsce, w którym wszystkie heterogeniczne elementy pasują do siebie tak doskonale, że nie da się ich od siebie odróżnić. Inni z kolei mogą pomyśleć o tym obszarze jak o puzzlach – układzie części składowych o jednej tylko konfiguracji, w której żaden z elementów nie pozostaje zbędny. Jedni i drudzy będą mieć rację, a to dlatego, że kontrcieniowanie otwiera przed nami wrota mikrowymiarowości, znalezienia stanów pośrednich między znanymi nam wymiarami. W  rzeczywistości mikrowymiarowej wszystko ma podwójną tożsamość – jest równocześnie sobą i kamuflażem innego obiektu, który może zyskać ów kamuflaż, będąc w precyzyjnie zdefiniowanej relacji z pierwszym obiektem. Prościej rzecz ujmując, każda połówka pomarańczy ma tylko jedną połówkę, do której pasuje. Dąży do niej, do zatrzymania w  niej, do bezruchu, do spełnienia. Nie trzeba dodawać, że ta druga połów142


ka nie jest drugą połówką tej samej pomarańczy. Jest raczej pustym miejscem, do którego ta pierwsza „przykleja się”, stając się niewidoczną. Nawiązując do słów wcześniej przytoczonych, można więc napisać: „Wyobraźcie sobie linie, trójkąty, kwadraty, pięciokąty, sześciokąty i inne figury, które nie mogą poruszać się w przestrzeni, gdyż momentalnie zaczynają tworzyć nowe kształty i nowe połączenia z innymi figurami, tracąc tym samym swoją tożsamość. Wyobraźcie sobie przestrzeń, w której pozostają one statyczne i tak doskonale przyległe, że nic więcej w tej przestrzeni nie może się pomieścić, nie wyłączając wszędobylskiego spojrzenia”. Na podstawie powyższych ustaleń czytelnik sam w lot zrozumie, że trudno jednoznacznie określić, ile wystaw sztuki współczesnej (oraz armii) skorzystało z równania Bacha. Niepokojące przekonanie, że wiele z nich ukrywa w sobie coś, czego nie możemy dostrzec, jest powszechne. Czasem przeobraża się wręcz w podejrzenie, że wystawy kamuflują same siebie. Jednak centralne pytanie, które stawia przed nami Bach, brzmi: na jakiej wystawie znajdujemy się, krocząc dzielnie przez pustynię Sonora, nie zważając na to, co właśnie przykrywamy podeszwami swych butów?

Grupa Budapeszt zawiązała się w 2016 roku w Budapeszcie. Tworzą ją artyści i kuratorzy: Igor Krenz, Michał Libera i Daniel Muzyczuk. Grupa zajmuje się sztuką i życiem, badaniem marginesowych zagadnień wynikających z technicznej reprodukcji, ograniczeń myślenia abstrakcjami oraz wyciąganiem radykalnych konsekwencji z dematerializacji rzeczywistości.

143


Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Luxemburg, 2017, fot. Zuza Golińska

144


Rozprężanie systemu Wyobrażam sobie performance z bankierami, wyobrażam sobie, że tańczą synchronicznie, że śpiewają, że liżą brudne klamki, dziwnie chodzą, wystawiają języki, kładą się na środku przejścia, Chodzą tylko po liniach lub tylko pod ścianą albo tylko na czworaka – Zuza Golińska wspomina rezydencję artystyczną w Luxemburgu 145


Teoretycznie można wyróżnić parę artystycznych powinności, jakie spełnia większość twórców, którym „wychodzi” w sztuce. Wystawy indywidualne, zbiorowe, stypendia i rezydencje. Na początku 2017 roku po raz pierwszy aplikowałam o rezydencję artystyczną. Ta konkretna była organizowana przez Instytut Europejskiego Banku Inwestycyjnego w Luxemburgu i miała określony zakres geograficzny: artyści z Europy Środkowej i Wschodniej. Oznacza to mniej więcej tyle, że można się faktycznie na taką rezydencję dostać. Trzeba przejść przez pewien proces rekrutacyjny, nie pamiętam dokładnie, na czym on polegał, ale umowa była taka, że przyjeżdżamy (w programie brały udział jeszcze trzy osoby wybrane na innych zasadach) do Luxemburga na sześć tygodni, mamy zagwarantowane mieszkanie, wspólną pracownię, diety, all inclusive. Przez cały czas trwania rezydencji powinniśmy na miejscu „badać teren”, a na koniec zrealizować pracę na wystawę, która odbędzie się na w banku. Wyjeżdżając na dwa miesiące, warto się zorientować, gdzie się jedzie. Luxemburg to niewielkie państwo na południowy zachód od Polski. Charakteryzuje się najwyższą „najniższą krajową” w całej Europie i bardzo wygodnym systemem podatkowym dla bogatych. Tu mają swoje siedziby banki i korporacje, Trybunał Sprawiedliwości, Parlament Europejski and so on. Na obrzeżach miasta znajduje się, bezpośrednio połączony z lotniskiem Findel, jeden z największych europejskich freeportów, strefa wolna ekonomicznie. Ogromny magazyn z zajebistą ochroną, nikt nie zadaje pytań i można przechowywać dzieła sztuki, za które nie ma się ochoty płacić podatków. Dowiedziałam się o tym, oglądając na youtubie słodko-gorzki program BBC A bankers guide to art – specyficzny rodzaju tutorialu, w którym w ciągu półtorej godziny masz poznać podstawy kolekcjonowania sztuki. Budynek EIB został zaprojektowany przez Denysa Lasduna, jednego z czołowych modernistycznych architektów lat 70. XX wieku. Jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych projektów jest National Theatre w Londynie. Prosta, pozioma bryła banku, rozciągająca się wzdłuż niewielkiego wzniesienia, wygląda surowo i minimalistycznie. Formalna skromność bogaczy jest dla mnie 146


European Investment Bank, Luxemburg, 2017, fot. Zuza GoliĹ&#x201E;ska

147


zawsze taka ujmująca. Moje serce rośnie wypełnione pozornym poczuciem sprawiedliwości. Ekscytuję się sposobami, w jakie ludzie projektują i organizują przestrzeń. Większość moich wspomnień łączy się z konkretnymi budynkami lub rejonami miasta. Kiedyś na przykład mieszkałam na Starym Mieście w Warszawie i do dzisiaj, po pięciu latach, tam nie wracam, bo włącza mi się tak zwany zły vibe. Kirchberg to dzielnica Luxemburga, w której znajduje się EIB oraz inne europejskie instytucje i w godzinach pracy nie ma tam nikogo. Nie wyolbrzymiam, po prostu nie ma żadnych ludzi na ulicy. Jest pusto i czysto, otaczają cię nowe budynki z high security. Właściwie, stojąc tam na środku chodnika samotnie i rozglądając się dookoła, miałam wrażenie, że jestem częścią VR-u w opcji POV. Pewnego razu chciałam zrobić zdjęcie banku z zewnątrz, podszedł do mnie pan z recepcji i stwierdził, że nie mogę tutaj fotografować. Odpowiedziałam, że jestem na rezydencji organizowanej przez EIB, on na to, że jasne, ale to niczego nie zmienia – nie mogę zrobić zdjęcia. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam naprzeciwko, na teren Trybunału Sprawiedliwości, który znajduje się wyżej, i tam zrobiłam zdjęcie, bo chciałam mieć swoje. Ogromny teren dookoła głównego budynku TS jest kompletnie pusty i bardzo posh, stały tam dwa samochody, które wyglądały kuloodpornie i high-endowo. Chodziłam po tym terenie, na tyle dużym, że portier, 148


Zuza GoliĹ&#x201E;ska Viruses are no to blame (Lucile), performance, dokumentacja wideo, European Investment Bank, Luxemburg, 2017 Lucile Collet pracuje w banku jako pracownik administracyjny

149


który w pewnym momencie mnie zauważył, szedł w moją stronę 10 minut. Widziałam, jak się powoli zbliża, a że nie było w okolicy nikogo innego, wiedziałam, że idzie właśnie do mnie. Stałam w miejscu, gotowa na konfrontację i uśmiechnięta. Nie chciało mi się ruszać w jego kierunku, przy okazji cała sytuacja mnie całkiem bawiła. W końcu zatrzymał się naprzeciwko mnie, przywitał słowami „dzień dobry” i zapytał, czemu tu stoję. Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że oglądam budynek, „OK, tylko nie może pani podchodzić za blisko tego głównego wejścia tam”, ja na to, że jasne – nie ma problemu. Uśmiechnął się, podziękował i zaczął powoli oddalać się do swojej budki, co zajęło mu kolejne 10 minut. Pomyślałam, jakie to musi być wkurwiające, za każdym razem musisz podejść do takiej osoby jak ja i być uprzejmym. To z drugiej strony nie zdarza się raczej za często, więc chyba OK, taka praca może być w porządku. Przywołuję tę sytuację, żeby było wiadomo, jaki jest ogólny setting. Wchodząc do budynku jako gość, musisz być wcześniej zapowiedziany przez kogoś, kto jest oficjalnie zatrudniony w banku i czeka na ciebie w recepcji. Proszą o dowód tożsamości, na jego podstawie wydają kartę z napisem „visitor” z wydrukowanym imieniem i nazwiskiem. Takie spersonalizowane gadżety sprawiają, że czujesz się ważny. Przechodzisz przez bramki, prześwietlasz torbę i jesteś w środku. Panie zajmujące się programem rezydencyjnym pilnują, żeby nikt z grupy się nie oddalał – po prostu nie chcą, żebyśmy się zgubili, tłumaczą. Jako gość nie powinieneś chodzić po budynku samemu, co sprawia, że z założenia czujesz się jak potencjalne zagrożenie dla zastanego porządku. To dosyć ciekawe doświadczenie, kiedy jako artysta jesteś traktowany z tak dużą ostrożnością i ograniczonym zaufaniem. Względy bezpieczeństwa to tutaj poważna sprawa. Od początku nie jestem przekonana, czy faktycznie musi tak być, czy chodzi o utrzymanie formy i konwencji przyjętej w poruszaniu się po tej przestrzeni. Może przyzwyczajona do polskich realiów, byłam zaskoczona oddaniem, z jakim podchodzono do reguł i procedur. Tak czy inaczej, czułam, że to jest mój temat, w swojej praktyce zajmuję się dyscypliną społeczną, która przejawia się również 150


Plakat z zaproszeniem do wzięcia udziału w realizacji artystycznej został wysłany drogą mailową do pracowników oraz rozwieszony na tablicach informacyjnych znajdujących się na każdym piętrze budynku. Chęć udziału zgłosiły trzy osoby. Ostatecznie z artystką spotkała się jedynie Lucile Collet, pracownica administracji banku. Ruchowe interwencje, które wykonywała w kolejnych dniach, wzbudziły zaniepokojenie i zainteresowanie, pracownicy wystosowali pisemną skargę i zakazali wykorzystania ich wizerunku w dokumentacji

w sposobie traktowania przestrzeni. Weszliśmy do głównego budynku podczas przerwy na lunch. Większość mijających nas osób to mężczyźni ubrani w dopasowane garnitury i śnieżnobiałe koszule. Bogactwo dodatków – zegarki, spinki do mankietów, biżuteria i jakość materiałów. Wypastowane, błyszczące buty, ułożone fryzury, czystość i porządek. Chodzenie pewnym krokiem w średnim, ale szybszym niż normalne tempie w kierunku jasnego celu. Po jedzenie w bankowej stołówce ustawiamy się w kolejce. Są różne sekcje – sekcja warzyw i owoców, kasz i ryżu, 151


deserów oraz dań głównych, gdzie prosi się kucharzy o podanie konkretnej potrawy. Trochę jak w upgradowanej superczystej i biało-metalowej restauracji w IKEA. Czułam się zaniepokojona tym, że nie mogę odejść na bok albo oddzielić się od „opiekuna”. Nienawidzę chodzić w grupie, od której nie mogę w dowolnym momencie się odłączyć, to dla mnie tortura, i jako niby miła osoba uśmiecham się i czekam, aż się to wreszcie skończy. Wydaje mi się, że traktują nas jak dzieci, które mogą sprawić ewentualne kłopoty, ale może w gruncie rzeczy chodzi o to, że nie czuję wagi miejsca, w którym jestem. Wyobrażam sobie performance z bankierami, wyobrażam sobie, że tańczą synchronicznie, że śpiewają, że zachowują się wprost przeciwnie do oczekiwań. W głowie pojawiają mi się wizje, jak cała ta struktura się załamuje, coraz więcej osób w tej zorganizowanej grupie zaczyna się zachowywać nie tak. Wszystko nie tak, jak miało być. Wyłażą z nich perwersje, liżą brudne klamki, dziwnie chodzą, wystawiają języki, kładą się na środku przejścia, rozpinają trzy guziki w koszulach, kobiety rozpuszczają włosy. Chodzą tylko po liniach lub tylko pod ścianą albo tylko na czworaka. Obrażają się nawzajem i mówią głośno to, co tak naprawdę o sobie myślą, biją się w zemście i bronią przed atakami. Tak to widzę, patrząc na ten duży, czysty i przeszklony budynek (stołówka znajduje się w nowej części banku) z wielkimi drzewami zamkniętymi w środku. Odpowiadam na pytania o sobie, jakbym mówiła o kimś innym. Fakty i wydarzenia, które potwierdzają moją autentyczność. Pierdolę to. Ale tak, byłam już wcześniej w Luxemburgu, mój były chłopak się tu wychował. Tak, chodził do European School of Luxemburg, a jego ojciec pracował w tym banku przez 35 lat. Czy odwiedziłam wcześniej ten budynek? Nie, raczej nie byliśmy tym zainteresowani. Moja matka na Messengerze pyta, czy w banku jest skarbiec, całkiem mnie to bawi, ale też zasiana wątpliwość nie pozwala mi się o to nie zapytać. Nie ma? No tak, wiadomo. Próbuję zaobserwować małe rytuały, uśmiechy i gesty, przecież może mi się to przydać. Czuję swoje niedopasowanie i w duchu dziękuję, że nauczyłam się dobrze mówić po angielsku. Robię chyba wrażenie elokwentnej i uprzejmej. Wychodząc do patio, spotykam 152


ojca Oliviera, okazuje się, że jest tutaj na spotkaniu. Ten zbieg okoliczności odrealnia mnie na resztę spotkania, zastanawiam się, czy jeszcze mnie lubi, był w stosunku do mnie dosyć oschły… Tak czy inaczej, robię sobie jakieś nieśmiałe notatki i pytam, czy mogę trochę czasu spędzić sama, żeby poobserwować ludzi. Jedna z dziewczyn, która zajmuje się programem rezydencyjnym, idzie ze mną i wskazuje plastikową pseudowspółczesną ławkę w kształcie litery „S”. Mówi, żebym się za bardzo nie oddalała, bo nie powinnam tu w ogóle być sama, i czy 30 minut mi wystarczy. Jestem tak bardzo rozbawiona, wkurwiona i niepewna jednocześnie, że tylko się uśmiecham. Przez ten czas siedzę na ławce, patrzę zawieszona przed siebie i myślę o niczym. Po wyznaczonym czasie podchodzi do mnie dziewczyna, pyta się, czy „już” mam to, czego potrzebuję, mówię, że tak, i idziemy w stronę wyjścia. (…)

Tekst powstał w ramach podlaskiej edycji wystawy Chłoporobotnik i boa grzechotnik prezentowanej w kwietniu 2018 r. w Galerii Arsenał w Białymstoku. Kuratorowana przez Ewę Tatar wystawa pierwszą odsłonę miała w 2016 r. w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. zuza golińska

Ur. w 1990 r. w Gdańsku. Artystka, autorka instalacji, performansów oraz prac wideo. Absolwentka Pracowni Działań Przestrzennych Mirosława Bałki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Pracę teoretyczną obroniła pod kierunkiem Andy Rottenberg. Brała udział w wielu wystawach zbiorowych, m.in. projekcie S-NOW podczas inauguracji Europejskiej Stolicy Kultury w Umeå, cyklu wystaw Nie ma ziewania #1 #2 #3 w Nowym Teatrze w Warszawie oraz w Cały czas w formie w Galerii Studio. W 2016 zrealizowała w Gdańskiej Galerii Miejskiej indywidualną wystawę COMMON GROUND, kolejna odsłona projektu w poszerzonej formie miała miejsce w MOS-ie w Gorzowie w 2017. Finalistka konkursu Artystyczna Podróż Hestii, laureatka I nagrody w Gdańskim Biennale Sztuki. Laureatka stypendium Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2015 była nominowana do europejskiej nagrody dla młodych artystów StartPoint Prize. W 2018 wygrała konkurs ArtePrize organizowany przez Delfina Foundation w Londynie.

153


Mikołaj Sobczak: The Fighter – Self-Portrait, 2018, dzięki uprzejmości artysty

154


Kastrowanie klasowości kolorem O polityce historycznej, drag niezłomnych i sposobach rozbijania dominujących narracji przez sztukę z artystą Mikołajem Sobczakiem rozmawia Romuald Demidenko 155


RD:

W swoich najnowszych projektach zestawiasz obok siebie wątki queer1 i skrajnego nacjonalizmu. Drag niezłomne pokazywane w kwietniu tego roku w Polana Institute w Warszawie, tytułem nawiązuje do przeoczonych bohaterek kultury drag w Polsce. Realizując ten projekt, nie unikałeś konkretnych referencji. Cykl prac malarskich, które tam prezentowałeś, zawierał sceny z drag queens ukrywającymi się w lesie, tańczącymi z fanami żołnierzy wyklętych, a następnie ich zjadającymi. Skąd pomysł na takie sformułowanie tematu?

MS:

Tematem drag zająłem się na początku 2017 roku. W czasie, kiedy seria z drag queens jako jej głównymi bohaterkami się rozwijała, Marika Zamojska oraz Justyna Wesołowska z Polana Institute zaproponowały mi wystawę indywidualną. Wiedziałem, że chcę pokazać na niej zupełnie nowe, malarskie prace. Od tej pory zacząłem realizować cykl The Cursed Soldiers. Obrazy oraz akwarele z tej serii powstawały organicznie, w odpowiedzi na to, co się działo, i na coraz bardziej widoczne konsekwencje rządowej polityki historycznej. Natomiast sam wątek drag pojawia się u mnie w momencie poznania tekstu Henry’ego Lehmanna, niemieckiego filozofa, który analizuje, czym może być we współczesnej kulturze piękno, posługując się dwoma pojęciami: ambiwalencji i eventu. Takie połączenie utożsamia właśnie figura drag queen: ambiwalentnej płciowo postaci, która istnieje tylko na potrzeby eventu – swojego występu. Zdałem sobie sprawę, że właściwie wszystko, co robię i kim jestem, jest ambiwalentne. Seksualność, wygląd, zachowanie, autoekspresja, gra z samym sobą – wszystko to składa się na sposób, w jaki chcesz się wyrazić. Chcesz być drag na ulicy, ale jednak tego nie zrobisz, bo myślisz, że jest to dla ciebie niebezpieczne. Większość z nas przywdziewa kostium normcore, bo ten jest najbardziej akceptowalny, a jednak kłóci się z wewnętrznym obrazem samego siebie. Pomijając już całe „uwikłanie w płeć” Judith Butler, zacząłem analizować, dlaczego tak nadal jest. To zeszło się w czasie z odrodzeniem silnych prawicowych ruchów, nie tylko w Polsce, i narastającą agresją oraz poszukiwaniem w efekcie jakiegoś języka, który mógłby tę agresję wyrazić. Owo poszukiwanie zmieniło chociażby faszyzm w coś, co Milan Kundera nazwał przemianą ideologii w imagologię. Obszernie opowiada o tym Andrzej Leder w wywiadzie ze Sławomirem Sierakowskim dla „Krytyki Politycznej”2. Natomiast ja mówię tu nie tylko o agresji ze strony środowisk prawicowych, które odreagowują osiem lat liberalnych rządów, ale też środowisk lewicowych, które wciąż nie otrzymały swoich praw – do aborcji lub do legalizacji jednopłciowych związków

1

W tej rozmowie pojawia się wiele terminów zaczerpniętych z języka angielskiego odnoszących się do rozmaitych aspektów kultury współczesnej, których redakcja NN6T postanowiła nie tłumaczyć, żeby nie zakłócać charakteru oryginalnej wypowiedzi artysty. Sławomir Sierakowski, Andrzej Leder, Niezdolni do wstydu, „Krytyka Polityczna”, 4.02.2018, http://krytykapolityczna.pl/kraj/ipn-polskie-obozy-sierakowski-leder-niezdolni-do-wstydu/.

2

156


Mikołaj Sobczak: Drag Niezłomne – Barricade, widok wystawy, fot. Bartosz Górka

RD: MS:

RD: MS:

partnerskich. Nagle okazało się, że zarówno prawa, jak i lewa strona nie dysponują językiem do skutecznej ekspresji swojego stanu. Skutecznej, czyli widzialnej i niedającej się zignorować przez władzę. Mówisz, że zabrakło środków wizualnych do wyrażania agresji po obu stronach. Możesz to rozwinąć? Po prostu nie wiemy, jak wykrzyczeć swój stan rządzącym prosto w twarze. Tak, żeby nie można było obok tego przejść obojętnie. Zabrakło silnych środków wizualnych, czyli idących za nimi utopii. Po latach teoretycznie liberalnych rządów i w ramach trwającej kadencji konserwatystów, sporo osób mogło poczuć, że ktoś o nich zapomniał, że zeszły z pola widzenia. I znaczna część tych ludzi stała się nowymi wyborcami PiS. Szczególnie dzięki takiemu posunięciu jak program 500+. A jak to się ma do przedstawicieli ruchu LGBT? Ruch LGBT tracił swoją widzialność i słyszalność stopniowo, jako grupa silnie marginalizowana przez obie frakcje, co tylko pokazuje wariactwo polityków. Prezydentem Słupska w demokratycznych wyborach został jednak Robert Biedroń, co oznacza, że większość nie ma problemów z nienormatywną seksualnością. To przestało być kategorią oceny, a przynajmniej chcę w to może nieco naiwnie wierzyć. W każdym razie to większość sejmowa, a nie społeczeństwo, blokuje od ponad dziesięciu już lat społeczność LGBT. A my przecież nie będziemy malować swastyk! I tu z pomocą przychodzi ambiwalencja, którą można coś wygrać. 157


Odniesieniem jest tu dla mnie tekst Krzysztofa Pacewicza Bunt chłopców, bunt męszczyzn3. Tytuł został zapożyczony z baneru wystawionego przez ONR podczas Parady Równości w Warszawie w 2013 roku. Pacewicz pisze o kryzysie męskości jako efekcie problemów ekonomicznych. W rezultacie cyfryzacji i rosnącej potrzeby wykwalifikowanych pracowników posiadających soft skills, utożsamianych w naszej kulturze z kobiecością, pojawia się dramatyczna reakcja na deficyt tzw. prawdziwej męskości. „Prawdziwej”, czyli tej z hollywoodzkich, maczystowskich produkcji. Bo co to dzisiaj znaczy być prawdziwym facetem? W mojej głowie narodziła się idea drag queen jako pozytywnego homo oeconomicusa, który celebruje swoją zniewieściałą stronę. Natomiast w rzeczywistości drag stał się w ogóle odpowiedzią na sytuację na rynku pracy. Bo tak naprawdę głębiej rozumiany drag jest też obecny na skrajnej prawicy – cała ta bardzo kampowa odzież patriotyczna, duże upodobanie do rekonstrukcji historycznych, przebieranie się za żołnierzy, przypominają wizualność cruisingu czy ball roomu. Jest to po prostu zaklinanie rzeczywistości. Po obu stronach. Różnice pomiędzy radykalizującymi się młodymi mężczyznami a drag queens są teoretycznie skrajne, ale jednocześnie poruszają się w tych samych kodach kulturowych. Czasami tylko przekraczają heteronormę, a czasami nie. RD: Zarówno w pracach duetu Polen Performance, który współtworzysz z Justiną Los, jak i w twoich najnowszych realizacjach pojawiają się kwestie przynależności, symbole narodowe i religijne. Czerpiesz inspirację z populistycznych zwrotów, które obserwujemy w Polsce i w innych krajach. Co staje się tematem twoich prac i dlaczego? MS: Moim głównym zainteresowaniem jest polityka historyczna. Nie sama historia, ale wszystkie procesy, które sprawiają, że jest ona przepisywana. Kto staje się jej bohaterem, a kto jest z niej wymazywany. Jaki mit próbuje się zbudować, żeby zdelegitymizować elity. W Polen Performance to były reakcje na konkretne wydarzenia. Na przykład wywiad Moniki Olejnik z Anną Zalewską w „Kropce nad i”, dotyczący tragedii w Jedwabnem, podczas którego ministra nie chciała przyznać, że to Polacy spalili swoich sąsiadów w stodole. Razem z Justiną odtwarzaliśmy ten dialog w windzie Błękitnego Wieżowca w Warszawie, którego piętra, gdzie odbywała się wystawa Wizualne SPA4, należą do gminy żydowskiej. Jednak ten rodzaj reakcyjności wydał mi się niewystarczający. Widzę silną potrzebę tworzenia utopijnych, uniwersalnych narracji we współczesnym świecie. Aczkolwiek „uniwersalność” to śliskie 3 4

Krzysztof Pacewicz, Bunt chłopców, bunt męszczyzn, „Krytyka Polityczna”, 11.11.2016, http:// krytykapolityczna.pl/kraj/bunt-chlopcow-bunt-meszczyzn/. Wystawa przygotowana przez duet Matosek/Niezgoda we współpracy z Gminą Wyznaniową Żydowską w Warszawie, prezentowana była we wrześniu 2016 roku. Błękitny Wieżowiec stoi na miejscu, gdzie znajdowała się Wielka Synagoga na Tłomackiem zburzona przez hitlerowców w czasie II wojny światowej.

158


słowo. Chodzi mi tu o bycie zrozumiałym poza swoim narodowym kontekstem. Potrzeba nam propozycji alternatywnych rozwiązań, chociażby wobec zwrotu nacjonalistycznego. Budowanie drobnych, lokalnych narracji lub reakcje na konkretne wypowiedzi jest potrzebne, ale może to oznaczać łatwe przejście w propagandę. Dlatego dzisiaj wolę wziąć na warsztat coś takiego jak „mit narodowy”. Nawet jeśli bardzo „nasz”, to jednak mit charakteryzuje się zawsze ogromną możliwością projektowania ukrytych, uniwersalnych znaczeń. Poza kontekstem kulturowym. Nie muszę być starożytnym Grekiem, aby odczytywać ukryte znaczenia przygód Zeusa. Tak samo nie trzeba być Polakiem, żeby zrozumieć narrację o byciu zepchniętym do podziemia w micie o niezłomnych. RD: I wtedy w twoich pracach pojawia się wątek żołnierzy wyklętych. MS: Tak, chociaż mit żołnierzy wyklętych nie funkcjonuje właściwie poza Polską. I jest tak z kilku przyczyn. To historia lokalna, teraz narodowa, ale też całkiem nowa, pisana z perspektywy PiS, niepojawiająca się nigdy wcześniej przed rokiem 1993. Wtedy właśnie Liga Republikańska – dziś już mało pamiętana radykalna prawicowa organizacja, której szefem był wówczas nie kto inny jak Mariusz Kamiński, obecnie jedna z głównych postaci w PiS-ie – zorganizowała wystawę poświęconą antykomunistycznemu podziemiu zbrojnemu po roku 1944, nadając jej tytuł: Żołnierze Wyklęci5. Zaczęło mnie interesować, dlaczego ten mit stworzony przy okazji wspomnianej wystawy stał się tak silny, że następnie hasło to pojawia się na koszulkach, jest tematem filmów, publikacji i biegów przełajowych. Fascynujące jest również to, jak głęboko jest on wpisany w zachodnią kulturę. Bo kim tak naprawdę są wyklęci po usunięciu całego polityczno-historycznego tła? To ludzie odrzuceni przez system, zmuszeni do zejścia do podziemia i toczenia z tej pozycji walki o wymarzony ustrój. Uniwersalna opowieść! Odnosząc się do mitu żołnierzy wyklętych, w swoich pracach zawarłem wątek queerowy, wciągając w nie drag queens, które występują tu jako figura skazańca żyjącego w utajeniu, a jednak decydującego się na rewolucję. Nawiązuję tym samym między innymi do historii Stonewall6 – nie tylko tej różowej, zakończonej wielkim świętem równouprawnienia – ale również do dramatycznych konsekwencji ruchu. Niektórych członków, zwłaszcza transpłciowych czy drag queens, spotkało totalne 5 Wystawa Żołnierze Wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po raz pierwszy zaprezentowana została w Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego pod koniec roku 1993. Po prezentacji w wielu miastach Polski, w 1999 roku trafiła do Sejmu, który 3 lutego 2011 roku Sejm uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. 6 Stonewall lub Stonewall Inn – gejowski pub w Greenwich Village w Nowym Jorku, w którym miały początek zamieszki, wybuchłe w 1969 na tle dyskryminacji mniejszości seksualnych. Uważa się, że wydarzenia te zapoczątkowały amerykański, a w konsekwencji i światowy ruch walki o prawa osób LGBT. Źródło: Wikipedia.

159


RD:

MS:

RD:

MS:

RD: MS:

wykluczenie, bezdomność, czasami morderstwa, a na pewno gigantyczna walka z systemem, paradoksalnie trwająca do dziś. A nie boisz się porównań z innymi artystami i sugestii, że to, co robisz, wynika z pewnych tendencji, brania queeru na tapetę w odpowiedzi na konserwatyzm? Traktuję sukcesy artystów, którzy podejmują tematykę queer, jako swoje własne i na odwrót. Nie chodzi o to, kto co konkretnego robi, ale raczej o wspólny komunikat tej grupy. Jest on niesamowicie potrzebny, bo stał się alternatywą dla tego, co się dzieje na świecie, ale również dokumentuje te wydarzenia z perspektywy mniejszości, czyli peryferii, skąd lepiej widać pewne zjawiska. Nie wierzę w to, że prądy i mody rodzą się z białych ścian white cube’a. Wszystkie nurty wywodzą się z sytuacji politycznej, nawet jeśli ktoś deklaruje, że jego decyzje nie mają nic wspólnego z polityką. Kostium twoich postaci wywołuje skojarzenia z kampem i cosplayem, nawet gdy pokazujesz nacjonalistów. Na czym bazujesz, budując referencje do swoich prac? Wiele moich inspiracji pochodzi z tekstów dotyczących np. analiz współczesnej ekonomii, społeczeństwa, polityki historycznej. Jednak przede wszystkim kieruję się czymś w rodzaju społecznej wrażliwości – buntowania się przeciwko temu, co nas drażni, szukania korzeni tego zjawiska i obmyślania dla niego alternatyw. Wiele elementów przychodzi również w trakcie tworzenia i jest wynikiem współpracy. Na przykład performansy wykonane przez ostatnie 50 lat w Kunsthalle w Düsseldorfie stały się podstawą choreografii do The Lip Sync Sculpture, którą zrealizowałem z Nicholasem Grafią. Wykorzystany tu snap language został zaperformowany przez Nicholasa, który czerpie z doświadczenia bycia Afroamerykaninem i Filipińczykiem dorastającym w Niemczech. Każdy odpowiednio wykonany snap, czyli pstryknięcie palcami, wyraża coś innego. Dlatego język naszych performansów jest remiksem doświadczeń kulturowo bardzo odległych, ale mających ten sam mianownik – język kreowany przez podziemie. Podobnym zjawiskiem takiego remiksu jest np. popularność voguingu w Polsce. Pojawia się ona w momencie, kiedy PiS dochodzi do władzy. Jest to znowu, po nowojorskich ball roomach z lat 80., odpowiedź na represyjny system, stworzenie alternatywy nawet dla heteronormatywnej części dziewczyn i chłopaków, którzy próbują odreagować konserwatywną dominację. Czyli PiS ma swój udział w polskim rozdziale o voguingu! Przy całej pozytywności akurat tej transplantacji aktywności afroamerykańskich mniejszości seksualnych na polski rynek osobiście mam problem, kiedy osoby jawnie heteroseksualne, nierzadko maczystowskie, zapożyczają przekaz wizualny ściśle związany z kulturą queer. Przykładem 160


Mikołaj Sobczak: The Cursed Soldiers – Lactation, 2018, dzięki uprzejmości artysty

takiego artysty może być Jordan Wolfson, który wykorzystuje w swoich pracach wideo elementy drag, takie jak atrapy biustu lub pośladków. Co mnie najbardziej zastanawia: w niektórych swoich narracjach deklaruje się jako gej, jak w przypadku Female Figure. Po co? Bo to fajne, bardziej confusing, a więc będzie silniej działać? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że drag lub HIV nie są tematami zarezerwowanymi dla jakiejś konkretnej społeczności. W przeszłości tacy artyści jak Artur Żmijewski i Katarzyna Kozyra również nawiązywali do AIDS, który w Polsce był zresztą uznawany raczej za chorobę narkomanów i w zbiorowej świadomości nie był wiązany ściśle z kulturą gejowską. Mamy też bio queens – dziewczyny robiące sobie dragowy makijaż, noszące peruki. Można by mi tu zarzucić queer-konserwatyzm (śmiech). I wracamy do ambiwalencji. Z jednej strony, to jest ekstra, że kultura queer rozwala heteronormatywne bariery, wchodzi do instytucji, ludzie potrafią się nią zachwycić. A z drugiej strony, czy nie dochodzi tu do okradania mniejszości przez silniejszych? RD: Przy okazji realizacji filmu STAR udało ci się nawiązać współpracę z przedstawicielkami warszawskiej kultury drag i dać jej więcej światła. Jak do tego doszło? 161


MS:

Film będący surrealistyczną wizją drag queens okupujących muzeum historii naturalnej bazował na serii akwarel, które zamieniły się w storyboard. Napisałem do kuratora Tomka Pawłowskiego, czy może mi polecić jakieś drag queens. W odpowiedzi otrzymałem długą listę gwiazd z uwagą, że dysponując takim budżetem, jaki miałem, będzie mi ciężko zaprosić kogokolwiek. Przygotowałem abstrakt tego filmu i rozesłałem do kilku osób. Okazało się, że te gwiazdy są nad wyraz przyjazne i otwarte na współpracę. Były to Kim Lee, Charlotte, która nie dotarła wówczas na zdjęcia, bo pracowała jako kierowniczka pociągu, Aldona Relax, czy jeszcze wtedy początkująca Lucy d’Arc. Zaraziły mnie i wielu innych swoją pasją. Zależało mi, żeby w filmie zawarty był również ich głos. Zacząłem się z nimi spotykać i rozmawiać. Teraz, pracując nad kolejnym filmem, w którym zagrały Charlotte, Uel oraz Bella Ćwir, spisuję te wszystkie konwersacje w formie Kolekcji wrażeń i wyobrażeń. To dało mi możliwość poznania świata drag – tego pełnokrwistego, poza milionowymi budżetami RuPaula, wciąż domagającego się swoich praw. Prawdziwego. O ile można tak w ogóle powiedzieć o drag (śmiech). To, co ja mogę dla nich zrobić, to wciągając je do instytucji sztuki współczesnej, mogę pomóc im zdobyć większą publiczność, wykorzystać przywileje, jakie daje publiczna instytucja, oddać głos mniejszości. W materiałach telewizyjnych na temat drag czy transpłciowości wciąż pojawiają się określenia typu „dziwoląg”, „mężczyźni przebierający się za kobiety” czy „ofiary internetu”. Nikt nie zadaje sobie trudu pokazania tego zjawiska w szerszym kontekście kulturowym. Zamiast tego dziennikarze kultywują patologię językową, stosując rodzaj męski w odniesieniu do osób drag i trans. Tak było niedawno w kontekście występu Belli Ćwir w Poznaniu podczas otwarcia Pawilonu Nowa Gazownia7. Myślę, że fajnie byłoby uświadomić ludziom, że drag może być też częścią kultury rozrywkowej z całym swoim rewolucyjnym bagażem. Drobniutką nadzieją jest być może program emitowany przez Polsat Twoja twarz brzmi znajomo, gdzie celebryci, niezależnie od swojej biologicznej płci, przechodzą transformację w inne gwiazdy piosenki. Faceci przebierają się np. za Marlenę Dietrich i imitują jej styl śpiewania. Jest tu potencjał, chociażby wobec tolerancji i szacunku dla kultury drag. RD: Opowiedz, proszę, o performansie The Lip Sync Sculpture w duecie z Nicholasem Grafią w Düsseldorfie, który bazuje na konkretnych pracach artystów z przeszłości. MS: Performans na 50-lecie Kunsthalle był częścią wystawy Akademie [Arbeitstitel]. Jej kuratorki chciały, żeby tematem stały się archiwa, i zaprosiły między innymi nas do złożenia propozycji pracy. Zaproponowany 7 http://www.poznan.tvp.pl/36303166/prowokator-w-poznaniu-za-publiczne-pieniadze.

162


Bella Ćwir na planie filmu STAR, fot. dzięki uprzejmości artysty

RD: MS:

format nazwaliśmy The Living Performance Archive, co wyrosło z koncepcji konserwacji performansu oraz odpowiedzi na pytanie, czy można stworzyć archiwum składające się z ciał. Na potrzeby tego „wcielenia archiwów” otrzymaliśmy materiały fotograficzne z performansów, które miały miejsce w Kunsthalle. Warto tu zauważyć, że sporo akcji nie doczekało się dokumentacji, co otworzyło nam bardzo ciekawy potencjał do interpretacji. Zdecydowaliśmy się nie wchodzić w czysto historyczno-sztuczny dyskurs archiwizacji, a zamiast tego zapytać, jak ciało performera z całym swoim bagażem doświadczeń może dokonać aktu odtworzenia – reenactmentu. I tu zrodził się dysonans, bipolarność żyjącego archiwum: my ze swoimi przeżyciami wchodzimy w kostium kogoś z zupełnie innymi doświadczeniami. Zgrzyt! Dlatego zastosowaliśmy tę bipolarność i postanowiliśmy właśnie z niej konstruować naszą akcję. Choreografia została zapożyczona z historycznych performansów, a także rozbita na architekturę Kunsthalle ze wstępem w hallu, eskalacją na schodach galerii i punktem kulminacji na piętrze. Co innego z narracją… Nawiązaliście w niej do dwóch konkretnych postaci: założycielek ruchu Street Transvestite Action Revolutionaries.

Nasza narracja dotyczyła doświadczeń zmian ekonomicznych, walk o równouprawnienie, w tym ruchu STAR. To nie tylko próba archiwizacji ruchów, gestów, ale też upływu czasu, własnych wspomnień, które mają silny wpływ na naszą dzisiejszą percepcję dzieł sztuki 163


RD:

MS:

RD:

MS:

z przeszłości. Nie jesteś w stanie odseparować człowieka od jego własnego doświadczenia. Dlatego chociażby reenactment w przypadku retrospektywy Mariny Abramović był błędem. Delegowanie performansu jednego artysty na innych performerów, z ignorancją ich własnej osobowości, wciskanie ich w system warsztatów, na których jedzą chleb i złoto, po to, aby stać się wręcz pustymi ciałami, całkowicie eliminuje ich prywatne doświadczenie bycia gejem, Żydówką czy tancerzem. Uważam to za silny gest patriarchatu, rzecz do zmiany. Delegowanie performansu powinno być zredefiniowane. Twój dyplom zrealizowany na wydziale malarstwa zaprezentowany był w formie wideo. Zdradzał zainteresowanie tematem drag i cosplayem, ale był wymierzony bardziej w akademię, jej skostniałe podziały, formatującą organizację pracy wewnątrz uczelni i zamknięcie na świat zewnętrzny. Koncepcja filmu zrealizowanego z Nicholasem Grafią wynikała w mniejszym stopniu z kultury drag, chociaż są tam silne formalne referencje, np. do sceny club kidowej i drag queens. Pojawia się więc motyw charakteryzacji oraz teatr, a z nim zapomniany motyw aktora wcielającego się też w kobietę. Do dziś tradycja ta funkcjonuje w Japonii i w Chinach. Fabuła Sturm und Drang oraz postaci Mefista i Młodego Artysty bazowały z kolei na Fauście Goethego. Drag w tym przypadku to zabawa z alter ego. Jako dyplomant wcielam się w różne postaci stojące za bardzo patriarchalną instytucją edukacji artystycznej. Te postaci, pracownicy akademii, łącznie z Mefistem – przewodnikiem po sztuce, porozumiewają się przy pomocy cytatów z Fausta. Mówią w przestarzałym stylu, co w połączeniu ze współczesnym językiem Młodego Artysty daje rodzaj nieznośnej opowieści o edukacji artystycznej, jej oderwaniu od rzeczywistości, spowolnieniu. Dodatkowym elementem filmu jest reality show, gdzie dwóch artystów zostaje uwięzionych w mieszkaniu i zamiast ze sobą współpracować nad uwolnieniem, zaczynają rywalizować. Traktuję ten film jako rozliczenie z neoliberalnym sposobem uczenia na akademii kultywującej rolę jednostkowego, odseparowanego od reszty twórcy kultury. Ty i tylko ty masz kontakt z profesorem. Twoje i tylko twoje prace są omawiane, a sukces gwarantuje ci wyłącznie twój talent. Grupowe spotkania, doświadczenie „komuny”, czyli tego, że coś większego możemy zrobić w porozumieniu ze sobą, miały w moim przypadku miejsce tylko w pracowniach Mirosława Bałki oraz Pawła Susida. System ASP opiera się na indywidualnej rozmowie, podczas gdy ja czuję się przede wszystkim częścią społeczności. Co ciekawe, po dyplomie powróciłeś do malarstwa i zdaje się, że teraz bez problemu możesz przechodzić z jednego medium do drugiego. Kiedyś wierzyłem, że jeden temat mogę wyrazić tylko w formie wideo, a inny malarstwa. Dzisiaj nie uznaję takiego podziału. Z mojej własnej 164


perspektywy widzę, że każde medium ma uniwersalną moc. Może to zabawne, ale ostatnio bardzo silnie reaguję na malarstwo niemieckich ekspresjonistów. Obserwuję u siebie podobne reakcje, jakie miałem, oglądając dobry performans. Czyli tu musi chodzić o jakość. Nie o medium. Zresztą malarstwo odkrywam na nowo po ukończeniu studiów na nomen omen wydziale malarstwa. To na pewno efekt rozważań nad medialną możliwością wyrażenia pewnych idei. Swoją pracę traktuję jako proces myślowy, który nie ma wyraźnego początku i końca ani podziału na konkretne techniki. Moja ostatnia wystawa była z premedytacją czysto malarska, żeby unaocznić, że nie chodzi o sposób, ale o przekaz. I to on świadczy o wartości sztuki. RD: Używasz jaskrawych kolorów. Czy to wynik wspominanej inspiracji niemieckim ekspresjonizmem? MS: Koncepcja kolorystyczna wynika z wyeliminowania chromofobii, czyli lęku przed kolorem, o czym ciekawie mówi Pipilotti Rist w krótkim wywiadzie Color is dangerous dla Louisiana Chanel. Cytuje w nim Davida Batchelore’a i wspomina, że cechą współczesnej burżuazji jest silny lęk przed kolorem. Kolor to proletariat, reklama, coś, co odbiega od estetyki inteligencji, czyli estetyki pisma – czerni, bieli, uporządkowania. Polubienie koloru widzimy jako obnażenie się ze swojego proletariackiego pochodzenia. A ono w naszej potransformacyjnej świadomości jest gorsze. Nie bez przyczyny pierwsza okładka ostatniej cegiełki kolonizacji w Polsce, czyli „Vogue”, jest szara. I nagle kiedy „autorytety od stylu wyższych klas” skonfrontują nas z tą szarością, że przecież jest fajna i szykowna, uświadamiamy sobie, jak bardzo to nie jesteśmy my i jak bardzo chcemy widzieć perfekcyjny świat marzeń o awansie społecznym jako ilustrację do baśni o Kopciuszku. Kolor jest kastrowany przez klasowość. Natomiast mnie się marzy wykastrowanie nim klasowości. Rozmowę przeprowadził Romuald Demidenko via Facetime, Gmail i Google Docs.

Mikołaj Sobczak (ur.1989) – ukończył ASP w Warszawie w Pracowni Działań Przestrzennych. Był stypendystą Universität der Künste w Berlinie. Od 2015 roku studiuje w Kunstakademie w Münster. Zajmuje się sztuką wideo i malarstwem. Duża część jego praktyki artystycznej to również działania performatywne. Często tworzy i występuje z niemieckim artystą Nicholasem Grafią. Jest też współzałożycielem duetu Polen Performance (wspólnie z Justiną Los). Artystę interesuje polityka, polityka historyczna i losy marginalizowanych grup społecznych. Punktem wyjścia dla jego twórczości jest zawsze analiza wydarzeń politycznych i budowanie narracji wokół przyczyn, które je sprowokowały.

165


współrzędne dizajnu Projektanci na wakacjach O tym, że prawo do przerwy trzeba traktować bardzo poważnie Agata Nowotny

idea Przerwa, pauza, dystans, zatrzymanie czy oderwanie – jednym słowem odpoczynek. To nie fanaberia, to potrzeba, a wręcz konieczność. Badania udowadniają, że nowe pomysły i kreatywne myśli przychodzą wtedy, gdy mózg jest wypoczęty i w oderwaniu od codzienności lub zagadnień, z którymi się na co dzień zmagamy. Dlaczego? Bo mózg działa inaczej, efektywniej, gdy błądzi. W jednym z pierwszych odcinków kultowego już serialu Mad Man – portretującego branżę kreatywną w Nowym Jorku od lat 50., partner agencji reklamowej wchodzi do biura dyrektora kreatywnego Dona Drapera i zastaje go wpatrującego się w przestrzeń. Mówi: „Nigdy nie przywyknę do tego, że twoja praca przez większość czasu polega na tym, że nic nie robisz”. Otóż nieprawda. Nicnierobienie w przypadku tzw. kreatywnych – czyli wszystkich, którzy na życie zarabiają swoimi pomysłami – to w gruncie rzeczy poważna sprawa. Czas, żebyśmy przestali traktować wakacje jako luksus, zostawiać przerwy na moment, gdy zostanie czas po pracy lub gdy pracy akurat nie ma. Zacznijmy planować odpoczynek, a nasza praca kreatywna na pewno na tym zyska! Niektóre firmy dają swoim pracownikom określony czas na swobodną pracę własną – nawet do 20%! W takim czasie „wolnym” powstały między innymi karteczki post-it czy taśma klejąca typu scotch tape. 166


Designers on Holiday: gorąca kąpiel na łonie przyrody na Gotlandii, fot. dzięki uprzejmości DOH Studio

167


człowiek Stefan Sagmeister Stefan Sagmeister to nie tylko jeden z najbardziej znanych grafików na świecie, ale także fascynujący przykład, jak radykalnie można potraktować potrzebę przerwy. Słynie z tego, że co 7 lat zamyka studio na rok i… odpoczywa, eksperymentuje, szuka inspiracji poza utartymi szlakami. Sagmeister wyszedł z założenia, że skoro nasze życie zawodowe wygląda w pewnym przybliżeniu tak, że 25 lat się uczymy, 40 pracujemy, a 15 odpoczywamy na emeryturze, to można urwać 5 lat z emerytury i wstawić w okres pracy tak, by powstały przerwy co 7 lat. Siedem lat to cykl zmęczenia, jakie człowiek osiąga naturalnie, pracując nad jednym tematem. Dlatego niektóre firmy i uczelnie wyższe przyznają urlopy typu sabbatical właśnie co 7 lat. Sagmeister zapewnia, że dzięki rocznej przerwie lepiej się pracuje przez kolejne 7 lat. Skoro praca jest lepsza, można ją wyceniać wyżej i więcej zarabiać.

Instrukcja: jak zrobić sobie zawodowe wakacje? 1. 2. 3. 4. 5. 6.

Zaplanuj czas wolny z wyprzedzeniem. Wpisz do kalendarza. Powiedz o nim jak największej liczbie osób, żeby potem nie móc się wycofać. Zrób plan: jak będziesz wypoczywał, co będziesz robił i gdzie? Uwzględnij w planie czas na sport, rozwój duchowy, myślenie bez celu, nicnierobienie, szukanie inspiracji czy jedzenie. Ustaw autoresponder w skrzynce mejlowej informujący jasno, że odpoczywasz i jesteś niedostępny. Modyfikuj punkt 4 wg uznania, ale nie wcześniej, niż gdy już zaczniesz swoje wakacje!

168


7 lat pracy

rok wakacji

7 lat pracy

rok wakacji

45 lat pracy 7/24

7 lat pracy

rok wakacji

7 lat pracy

rok wakacji

7 lat pracy

R.I.P.

emerytura

polski grafik NN

Stefan Sagmeister

169


rzecz Budka / Designers on Holidays Roczny urlop w naszych warunkach to pewnie nieosiągalne marzenie, ale warto planować nawet krótsze odpoczynki! Pomaga w tym inicjatywa dwóch projektantów: Toma Gotteliera i Bobby’ego Petersena. Zaczęła się od organizacji obozów twórczych dla projektantów różnych dziedzin. Mieli wszystko, co sprzyjało kreatywności: zespół złożony z przedstawicieli różnych dziedzin, otwartą przestrzeń (outdoor), proste materiały i kilka luźnych idei, w tym tę, że trzeba odpoczywać! Wspólnymi siłami, w surowej szwedzkiej przyrodzie, konstruowali instalacje, które wspierają odpoczynek: namioty, wiaty, kabiny prysznicowe, kuchnie polowe, a nawet nomadyczne jacuzzi. Nie bez powodu nazywają się po prostu Designers on Holidays – projektanci na wakacjach. W tym roku po raz pierwszy ich kabina jest na wynajem od 16 do 30 lipca. Każdy, kto ma ochotę, może się wybrać! Kabina przeznaczona jest dla jednej lub dwóch (dobrze znających się) osób. Ma miejsce do spania i miejsce na przechowanie rzeczy. Mleczna przesłona przepuszcza nieco światła, dzięki czemu człowiek wstaje o świcie budzony promieniami słońca. Kabinę przywozi traktor i ustawia w dogodnym miejscu. Na specjalne zamówienie organizowane jest też polowe spa. Czas odpocząć! Agata Nowotny socjolożka, badaczka, wykładowczyni. Pisze i czyta o dizajnie. Współpracuje z projektantami, uzupełniając ich działania o badania społeczne i kulturowe. Założycielka Instytutu Działań Projektowych IDEPE i działającej w jego ramach czytelni z książkami o dizajnie i architekturze. Czytelnia IDEPE jest czynna od wtorku do soboty w godzinach 12—18, Fort Mokotów, ul. Racławicka 99, Warszawa.

170


Designers on Hollidays: kabina wypoczynkowa na Gotlandii, fot. Mark McGuinness, dzięki uprzejmości DOH Studio

171


art-terapia Subiektywnie o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach Marta Królak

Jak sobie czasem myślę o tych wszystkich melancholiczkach i histeryczkach z minionego świata, to bierze mnie zazdrość, że ominęły mnie te dramatyczne sposoby leczenia depresji. Strasznie bym chciała, żeby mnie polewano zimną wodą, wiązano, elektrowstrząsano, zawijano. Gdybym się urodziła 200 lat temu, to mogłabym chociaż zostać kobietą po przejściach. Tymczasem zostało mi tylko łykanie piguł i terapia. Kilka miesięcy temu zwiększyłam dawkę leków i teraz szczerze mogę powiedzieć, że nie czuję już nic. Kiedy piszę te słowa, zbliża się otwarcie tegorocznej edycji Biennale w Berlinie, odbywającego się pod hasłem „We don’t need another hero”. Nie byłam jeszcze, więc nie mogę wypowiedzieć się 100% szczerze, ale publiczne potępianie wielkich gestów wykonywanych z rozmachem wydaje mi się ostatnio coraz bardziej popularne. Kończymy z kulturą poświęceń na rzecz skromności. No wiecie przecież, o co mi chodzi, już chyba o tym kiedyś pisałam. W każdym razie widzę pewne połączenie między moim farmakologicznym

otępieniem a mdłą aurą otaczającego mnie świata. Skromność jest na topie w dużej mierze dzięki artystom i artystkom z mojego pokolenia – pokolenia szerującego. Ponieważ są to ludzie dorastający w przekonaniu, że wszystko nie tylko już było, ale także że wszystko jest wspólne, to oni właśnie wymyślają najlepsze memy. Ta skromność ma jednak dwa oblicza. Pierwsze opiera się na uważności, analitycznym, wręcz akademickim podejściu, dokładnym studiowaniu technik, kontekstów i powiązań. Za przykład niech posłuży nam wizualny esej Olivera Larica Versions, dostępny online na stronie Net Art Anthology. Praca w całości składa się z cytatów i o życiu cytatów traktuje. Wychodząc od ikonoklazmu, Laric rekonstruuje mechanizmy reprodukcji obrazów i powstawania virali, przywołując historię rzeźby Matki Boskiej, która zdjęta w 1608 roku z ratusza w Bazylei, została przerobiona na alegorię sprawiedliwości – Dzieciątko wystarczyło zastąpić wagą. Pojawiający się w pewnym momencie w wideo cytat Foucaulta: There is more work in

172


Donna Kukama, Chapter P: The-Not-Not-Educational-Spirits, 2017, performance w ramach I’m Not Who You Think I’m Not #1, 2017, photo: F. Anthea Schaap, dzięki uprzejmości 10. Berlin Biennale

173


interpreting interpretations than in interpreting things, mógłby stać się mottem pokolenia szerującego. Po obejrzeniu eseju Larica zrozumiałam, co następuje: po pierwsze, każde udostępnienie zmniejsza siłę oddziaływania obrazu, po drugie, reprodukując obrazy, co prawda ochładzamy je, ale mnożymy konteksty, umożliwiając dalsze szerowanie. Otacza nas więc gęsta i mdła aura, a ludzie i boty poruszające się wewnątrz niej doświadczają apofenii, czyli doszukują się związków i ukrytych sensów w zjawiskach nic nie znaczących. W nawiasie dodam: pozornie nic nie znaczących. Kiedyś apofenia ograniczała się do dostrzegania kształtów w chmurach na niebie, dzisiaj już służy do rozpoznawania we mgle memicznego potencjału. Tu nie chodzi tylko o pokoleniowy konflikt czy bunt wobec grupy dorosłych, którzy pobłażliwie określają nas słowem „młodzież”. Pokolenie szerujące ma zupełnie inny stosunek do historii i pamięci. Przypomniał mi się cytat przypisywany jakiemuś starożytnemu chińskiemu cesarzowi, podobno prekursorowi masowego palenia książek, który brzmi mniej więcej tak: Ci, którzy ośmielają się oceniać teraźniejszość, używając przeszłości, zostaną skazani na śmierć wraz z całą swoją rodziną. Metoda to może i radykalna, ale takie podejście popularne jest wśród twórców, którym przyświeca idea skromności. O ile pierwsze podejście określiliśmy jako analityczne, o tyle drugie proponuję opisać krótko jako emotywne. Przejawia się głównie

w introspekcji, eksploracji własnych uczuć, odszukiwaniu historii w małych gestach. Za zwrot emotywny w sztuce możemy dziękować, no nie wiem do końca komu, ale komuś, kto zażegnał trwający dekady konflikt między sztukami wizualnymi a teatrem. Ostatni pokaz choreograficzny, przygotowany przez Alexa Baczyńskiego-Jenkinsa i grupę performerów w Fundacji Galerii Foksal, jest tego zwrotu emotywnego świetnym przykładem. Wychodząc od historii nazwy „Foksal”, performerzy opowiadają o relacji romantyczno-erotycznej. Oczywiście u podstaw pokazu leży misja queerowania historii, o której już pisałam trochę przy okazji obrazów Mikołaja Sobczaka. Ja proponuję jednak odstawić na chwilę ten queerowy kontekst. Zresztą zaciera się on podczas performansu, i to chyba celowo, bo tancerze odgrywają zapętloną choreografię, zmieniając co jakiś czas role. Widzowie mogą jednocześnie obserwować kilka scen romantycznych zbliżeń, i chociaż scenariusz pozostaje ten sam, zmieniają się jego aktorzy – raz jest to mężczyzna i kobieta, raz kobieta i kobieta, raz mężczyzna i mężczyzna i tak dalej. Wiadomo, że płeć nie ma zbyt wielkiego znaczenia dla pokolenia szerującego, bo nie jest żadną tajemnicą. Jest płynna i to, co się naprawdę liczy, to interakcja. Na tym właśnie polega ta skromność: żeby zrezygnować z przypisywania sobie i innym szczególnych wartości, spojrzeć z dystansu i zerknąć do wewnątrz, poszukać czegoś, czym można się podzielić ze wszystkimi, bo sharing is caring.

174


Alex Baczyński-Jenkins: performans w Fundacji Galerii Foksal, 2018, fot. Marta Królak

Marta Królak

absolwentka Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Spo-

175

łecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracowniczka NN6T.


artykuły biurowe

Nieruchomy prestiż Jakub Zgierski

Zadzwońcie do promocji, żeby wpuszczali dziennikarzy. Owski zameldował się w hotelu i zaraz będzie, powiedziała Ludwika i wybiegła. Pięć minut później była z powrotem: Słuchajcie, Owski wymeldował się z hotelu! Strasznie przeklinał. Krzyczał, że warunki są spartańskie, że przenosi się do Sheratona i że mam natychmiast przyjechać dokonać płatności. Tylko jak ja to teraz rozliczę? Iza z księgowości mnie zabije śmiechem przecież. Ej, weźcie wy mi powiedzcie, co ja mam zrobić. Usiadła, wzięła głęboki oddech, po czym zerwała się na nogi: Dobra, nie ma co, jadę go poszukać! Pędem wybiegła, przytrzymała drzwi, żeby nie trzasnęły – i znowu wybiegła. Magda, nie przerywając krojenia drożdżówki, stwierdziła, że to wszystko było oczywiście do przewidzenia. Zaskakuje mnie tylko fakt, powiedziała, że zdołał o własnych siłach wyjść z hotelu. Owski osiągnął już taki poziom prestiżu, że stał się nieruchomy. W pewnym sensie – niepełnosprawny. Sześć lat temu musieliśmy mu podstawić limuzynę i posłać boya z informacją, że czekamy na dole. Dyrektor mówi, że Owskiemu prestiżem dorównuje co najwyżej Ański, ewentualnie Iński. Dyrektor jest świadomy tego, że Owski słynie z eksploatatywnego stosunku do najmłodszych dziewczyn, dlatego też

na koordynatorkę konferencji wyznaczył Ludwikę – najmłodszą dziewczynę w zespole eventowym, która przy okazji cierpi na nadmierny, wyniesiony z kultury akademickiej szacunek dla starszych mężczyzn. Owski wygląda wprawdzie na półżywego, ale wciąż potrafi czerpać przyjemność z poniżania, o czym sama przekonałam się sześć lat temu. Podeszłam wtedy do Owskiego, żeby go na wstępie przeprosić, a następnie zapytać, czy odpowiadałby mu taki, a nie inny wybór przekąsek. Najwyraźniej zbyt powoli wiązałam słowa, bo Owski w pewnym momencie włożył rękę do spodni i – nie przerywając kontaktu wzrokowego – wyciągnął z nich telefon. Wybrał numer i przyłożył słuchawkę do ucha. Spowolniłam potok słów aż do całkowitego zatrzymania. Gdy zamilkłam, on zaczął mówić – do telefonu. I ciągle patrzył mi w oczy. Po tym wyznaniu zmieniliśmy temat – przeszliśmy do tego, jak wspaniale smakuje dziś fakt, że to nie my pracujemy w dziale eventowym. Jedliśmy ciasteczka deserowe, obserwowaliśmy biegających ludzi i w momencie, gdy zaczynaliśmy szykować się do przygotowania kolejnej kawy, Magda odebrała telefon. Szepnęła: Ludwika, i wyszła rozmawiać na korytarz. No i co, spytałem, gdy wróciła. No więc pojechała tam do Sheratona i zaczęła nieśmiało

176


tłumaczyć Owskiemu komplikacje związane z rozliczeniem innego hotelu, na co on tylko milczał, blady jak ściana, jakiś taki straszny, dziwny, skonfundowany. Wtedy Ludwika zebrała się na odwagę i powiedziała szybko: Może pan zostać w tym hotelu, ale my płacimy tylko za tamten hotel, a za ten hotel w ogóle nie płacimy. Dziennikarze czekają na pana wyłącznie w sali konferencyjnej tamtego hotelu, w żadnym razie tego hotelu, i jeśli pan chce, to ja pójdę im powiedzieć, dlaczego konferencja się opóźnia. A on tylko milczał, bladł, pocił się, drżał, aż w końcu jakby rozpękł się na twarzy. Pobiegł do swojego pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. Ludwika zadzwoniła do mnie przerażona z pytaniem, co ma zrobić. Bo to pewnie z jej winy mistrz Owski odczuł ten niemożliwy do opanowania impuls fizyczny. Pewnie przekroczyła jakąś nie do pomyślenia granicę. I czy nie powinna mu może zaoferować pomocy. Bo wygląda na chorego. Bo strasznie stęka zza drzwi. Bo coś śmierdzi straszliwie.

Jakub Zgierski

Powiedziałam, że broń boże. Że pewnie coś z żołądkiem. Że jakieś męskie sprawy intymne. Że trzeba być wyrozumiałym dla ludzkich słabości, ale też bez przesady. Nie dawała się przekonać. Dopiero asystent prasowy Owskiego, prosząc ją jednocześnie o dyskrecję, wyjaśnił jej, czego była świadkiem. Otóż gdy w organizmie Owskiego osadzi się zbyt wiele prestiżu, jego ciało dokonuje tak zwanego resetu statusu społecznego poprzez niekontrolowaną autokompromitację. W tym momencie Owski otworzył drzwi i napierając ciałem na rozchylone poły szlafroka, powiedział, że już mu lepiej, że czuje się odświeżony i że przeprasza panienkę, że musiała być świadkiem jego niekontrolowanej reakcji, i że bardzo chętnie wróci do tańszego hotelu, i że z miłą chęcią wyjdzie do dziennikarzy, tylko ma taką małą prośbę, żeby ktoś może delikatnie uprzątnął łazienkę, bo obawia się, że w przeciwnym razie trzeba będzie zapłacić za całą dobę.

kulturoznawca. Pisze artykuły o literaturze, redaguje książki

177

o sztuce i organizuje wydarzenia filmowe.


będzie tylko gorzej

Mistrzostwa Polski w mówieniu prawdy Prawda jest taka, że w sporcie, jakim jest mówienie prawdy, nie mamy sobie równych. Może i nasza reprezentacja walczy o zaszczytne czwarte miejsce, skoczek spadnie z podium, ale w konkurencji bycia prawdziwym, a nawet szczerym aż do bólu, nikt nas nie pokona. Prawdziwa prawda jest jednak jak Polska: biało-czerwona. Oto kilku naszych najlepszych zawodników i zawodniczek w naszej swojskiej reprezentacji Polski Prawdziwej.

Aleksander Hudzik prawdolog

Wieś Czymże byłaby nasza wieś, nasza dzięcielina pała, gdyby nie pobłażliwe oko mieszkańców miast. Chłopi nie napisaliby Chłopów i nikt by się o nich nie dowiedział. A prawdy o wsi nikt nie wyłoży lepiej niż mieszkająca na warszawskim Mokotowie reżyserka. Proszę sobie spojrzeć w Twarz, wieśniacy – tak właśnie wyglądacie: zamiast piłki, kopiecie na boisku świński łeb. Nie wyszliście z czworaków dalej niż do sklepu

z artykułami monopolowymi, ciągle się wam wydaje, że ksiądz to wyrocznia prawie tak ważna jak prezenter z telewizji. Tacy jesteście, no… albo tacy jesteśmy. Czarne twarze O jakiej prawdzie mówi nam nasza Czarna Madonna? Ano o takiej, że my Polacy mamy polskie obowiązki, mamy też polskie prawa, na przykład możemy nie wiedzieć o tym, że kogoś na

178


świecie bulwersuje coś, co nam wydaje się zupełnie normalne. Pojęcia mogą się przecież zmieniać i nasz swojski Murzyn w komedii Stanisława Barei jest tylko niewinnie śmieszny, i nie ma powodu, żeby ktoś poczuł się urażony. Gdy zaś pomalujemy sobie twarz na czarno, to mamy prawo twierdzić, że prawda jest inna niż ta, którą obrzuca nas zachód! Czarna twarz w Polsce nie jest wcale czarna, ona po prostu opowiada naszą i tylko naszą historię. I wara wam od tego.  Miłośnicy historii Prawda jest taka, że uczyliśmy Francuzów, jak jeść widelcem, a nie jak posługiwać się nożem, może dlatego są tacy, jacy są – wiadomo biała flaga i kapitulacja, gdy my walczymy do końca. Prawda jest też taka, że chce się nam tę prawdę, ten skarb największy-najświętszy odebrać. Ale od czego są artyści! Gdyby ktoś zapomniał, ile krzywd wyrządzili nam najeźdźcy, to służą pomocą, np. nad polskim Bałtykiem ustawią rzeźbę żołnierza, który robi Polce to, co Rosja zrobiła Polsce! Żebyście nigdy nie ważyli się zapomnieć!  Mężczyzna Nikt nie wie tyle o kobietach co mężczyźni. To oczywiste, że nawet gdy kobiecie ciężko, źle, to i tak najlepiej doradzi jej mężczyzna. Może właśnie dlatego podczas debat na temat kobiet

Alek Hudzik

i ich praw głos zabierają faceci. Ten się pokaja, ten pokiwa palcem krnąbrnym kolegom, tamten zaś wygłosi płomieniste przemówienie na temat kryzysu męskości. Mężczyźni mają coś do powiedzenia nawet wtedy, gdy warto byłoby posłuchać. Przewracają się więc w pokorze ci mężczyźni, upadają majestatycznie, mówiąc jak zawsze tylko o sobie. Artysta Już Arystoteles pisał o prawdzie w sztuce! I wie o tym nasz weteran w mówieniu prawdy, nasz kapitan, można by rzec. Gdy chce coś powiedzieć, to po prostu to robi, a wie wszystko o Zagładzie, ruchach antykapitalistycznych, separacyjnych, autokefalicznych, autochtonicznych i autotematycznych. Nie bacząc na to, czy to komuś zrobi się przykro, czy nie – po prostu mówi! Prawdziwy napastnik w składzie, gdyby tylko nasza reprezentacja mogła strzelać prawdą.  Kolekcjoner Czymże byłaby bez niego prawda w sztuce. Kolekcjoner wie lepiej. Nie podoba mu się twój obraz, to ci to powie: „Przemaluj mi migusiem te buty, ja bym takich nie założył, a na ścianie mam je powiesić?”. Mistrz motywacji! Czasem huknie, czasem krzyknie, tupnie nogą, ale zawsze zadba o to, żebyśmy wiedzieli, kto ma rację! 

pisze o sztuce na FB i o kulturze w „News­ weeku”. Czasem też do innych gazet.

179

Z NN6T związany od numeru 61, czyli od wielu, wielu lat.


usuń poezję Rozdzielczość Chleba przedstawia:

Usuń fiata seata. Uznaliśmy, że ten zbiorowy wysiłek konkurujących ze sobą jednostek nie musi zmarnować się w eterze przeszłych czasów antenowych. Przejęliśmy dorobek, pogrupowaliśmy w bazy Poezja ma za zadanie poruszać człowie- danych, a te podpięliśmy pod matrycę. Zasady są proste: 1) jeden slogan = jeka, ale porusza go inaczej niż na przykład auto. Jakby trochę gorzej. Przecięt- den wers; 2) z każdego sloganu usuwamy nazwę marki, jeśli takowa występuny poeta i przeciętna poetka raczej nie je, i zastępujemy słowem car; 3) nazwę posiadają prawa jazdy. Do motoryzomarki reklamującej się danym slogawania się używają więc wyszkolonych nem umieszczamy obok w nawiasie; osób trzecich – osób prowadzących – 4) matrycę optymalizujemy pod kątem odwracając wzrok od żaru lakierów i obrotów felg. Być może dlatego samo- wzruszeń motoryzacyjnych. I gotowe. chody nie dotarły na szczyt kopca z po- No prawie. Prezentowany niżej wiersz to dopiero efekt prac koncepcyjnych, etyckimi toposami. Ryczące automopożądany przebieg generatora. Cała bile poopiewali futuryści, a potem co? jazda z kodzeniem jeszcze przed nami. Limbo. Szkoda, bo przeciętna osoba Jak dojedziemy, damy znać. prędzej wzruszy się własną umytą skodą niż cudzą łzawą strofą o koniu. Na przecięciu potencjalnych wzruszeń – motoryzacyjnych i marketingowych – stawiamy prototyp generatywnego wiersza. Gdzie zawodzi poezja, tam otwiera się agencja reklamowa i wypuszcza stłamszone słowa na wolność. A wolność, jak wiadomo, kosztuje. Każdy wers wprowadzony do naszego generatora zasponsorował jakiś copywriter, gotowy za pieniądz opiewać nieopiewalne: wychwalać fiata, czcić 2i5D: Aleksandra Korzelska, Łukasz Podgórni new doors opened (prototyp generatywnego wiersza samochodowego)

Poezja nie jest już zakuta w tekstowe interfejsy. Dzięki osiągnięciom myśli ludzkiej materiał poetycki może dziś zostać przedstawiony w postaci obrazu,

gałęzi, sampla albo ciosu. Chodzi o przybliżenie się do sedna, mniejsza o nośnik. W każdym numerze NN6T Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba

180

częstuje nas świeżym chlebem eksperymentu i wskazuje metody (re)produkcji poezji poza poezją.


(mercury)

new doors opened if you haven’t looked at a car lately look again this is not your father’s car it’s a whole new car hand-built by robots

(mercedes-benz) (jaguar) (volkswagen) (mercedes-benz)

engineered to move the human spirit born to perform relieves gas pains unlike any other

(porsche) (jeep)

car – there is no substitute car – there is only one

(cadillac) (volkswagen) (jaguar)

break through think small unleash a car

(bmw) (nissan) (buick) (nissan)

the ultimate driving machine built for the human race it makes you feel like the man you are life is a journey enjoy the ride

2i5D robiący różne rzeczy duet, składający się

(ford) (oldsmobile) (hyundai) (fiat)

z Korzelskiej i Podgórniego: https://www. instagram.com/2i5dxd/

181


Nagrobki dla NN6T


Nagrobki dla NN6T


typografia XXI wieku Borys Kosmynka

Brygada 1918 Kiedy w 2016 roku w Muzeum Książki Artystycznej znalezione zostały matryce kroju Brygada, jasne było, że temat wymaga zgłębienia. Po wstępnej analizie udało się ustalić, że projekt najprawdopodobniej pochodzi z Polski z okresu 20-lecia międzywojennego, a ponadto jego stworzenie mogło mieć coś wspólnego z odzyskaniem niepodległości w 1918 roku. Wraz z Przemkiem Hofferem rozpoczęliśmy wstępne opracowania projektu, jako pierwszy krok do planowanej digitalizacji, czyli cyfrowego odtworzenia w taki sposób, aby krój mógł być używany na komputerze. Przeprowadzona w drugiej połowie 2017 roku ekspertyza nie wykazała jednoznacznego autora. Brak było materiałów archiwalnych, które najprawdopodobniej zaginęły lub zostały zniszczone w trakcie II wojny światowej. Brak było również choćby przekazów ustnych dotyczących historii projektu. Oznakowanie matryc wskazuje, że krój pochodzi z odlewni krojów Idźkowskiego i S-ki oraz że faktycznie powstał przed II wojną światową. Krój pierwotnie

opracowano w trzech odmianach: zwykłej, grubej i kursywie oraz w gamie wielkości od 6 do 36 punktów. Brygada to prosta antykwa dwuelementowa o geometrycznej budowie szeryfów. Jest znakomitym krojem do składu tekstu ciągłego, któremu nadaje przejrzysty, ciepły charakter o zabarwieniu retro. Współczesne opracowanie polegało na zniwelowaniu niedoskonałości i wyrównaniu proporcji oraz poszerzeniu zestawu znaków i dodaniu grubej kursywy oraz dwóch dodatkowych wariantów półgrubych. Projekt został opracowany w składzie: Mateusz Machalski, Borys Kosmynka i Przemek Hoffer, przy współpracy Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi, i udostępniony w maju tego roku pod nową nazwą BRYGADA 1918 przez program „Niepodległa” oraz Kancelarię Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Można go pobrać pod adresem: https://niepodlegla.gov.pl/wp-content/ uploads/2018/05/BRYGADA_1918.zip

184


W każdym numerze NN6T przedstawiamy inny krój pisma zaprojektowany przez polskich projektantów w XXI wieku.

Zbierz wszystkie numery NN6T i posiądź mikroleksykon nowej polskiej typografii.

185


aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż

aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż

aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż

aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż

aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890 1234567890

1234567890 1234567890

1234567890 1234567890

aąbcćdeęfghijklłmn ńoóqprsśtuwvxyzźż

aąbcćdeęfghijklłmn ńoóqprsśtuwvxyzźż

aąbcćdeęfghijklłmn ńoóqprsśtuwvxyzźż ♪♫�������☚→↔↖� Mateusz Machalski studia na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie (2009–2014) ukończył z wyróżnieniem rektorskim. Pięciokrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Laureat stypendium „Młoda Polska”. Członek rady programowej Międzynarodowego Biennale Plakatu. Członek zarządu Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej. Dyrektor artystyczny magazynu „Newonce” i „Warsawholic”. Współzałożyciel grupy produkcyjno-kreatywnej BORUTTA. Borys Kosmynka doktorant ASP im. W. Strzemińskiego w Łodzi, projektant krojów pisma, projektant graficzny, aktywista. W projektach łączy klasyczne wpływy warsztatu zecerskiego z typograficznymi tenden-

cjami mediów cyfrowych. Od 2016 roku współpracuje z Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi, poprzez badania historyczne i cyfrowe odtwarzanie zbiorów. Współorganizator konferencji ATypI w Montrealu, Antwerpii i Tokio. Przemek Hoffer absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Projektant i inicjator wielu wystaw i niezależnych przeglądów na polu projektowania graficznego i technik warsztatowych druku. Współzałożyciel kolektywu Distort Visual, skupiającego swoje działania na wykorzystaniu klasycznej typografii opierającej się na warsztacie zecerskim i sztuce drukarskiej. Od 2011 roku współpracuje z Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi.

186


Notes.na.6.tygodni #118  

lipiec-sierpień-wrzesień 2018

Notes.na.6.tygodni #118  

lipiec-sierpień-wrzesień 2018