Issuu on Google+

Rozdział X

Cierpienia czas


16 grudnia 2014 (czas ziemski współczesny) W końcu opowiadam historię, które kończy pewien rozdział. Nie wszystko skończyło się dobrze, lecz czy cokolwiek dobrze się skończyło? Monika szczęśliwa wracała rowerem ze szkoły do domu. Chciała mieć trochę ruchu, gdyż uważała, że była gruba. Ja wcale tak nie uważałem. Może jej biodra były trochę szerokie, ale wyglądała dzięki nim wspaniale. Przynajmniej dla mnie. Stałem obok jej domu i czekałem na nią. Kiedy widziałem, że już jechała cieszyłem się. Tak samo ona, gdy tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się. Ledwo co wysiadła z roweru to podbiegła do mnie i mnie uściskała. - Hej, jak tam było? - Zapytałem. - Dostałam jedynkę z wychowania fizycznego, bo nie ćwiczyłam, ale i tak ją poprawię. - Dla mnie to norma. - Odpowiedziałem jej pewnie. Byliśmy bardzo blisko siebie i spoglądaliśmy sobie w oczy. Akurat staliśmy obok drzwi, które otworzyła jej siostra. - A co my tu mamy? Mama coś wspominała o tym, że masz... Monika nie dała dokończyć jej zdania. Trochę się wciekła. - On nie jest moim chłopakiem! - Powiedziała spoglądając na mnie. - Tak, zgadza się. Jesteśmy tylko kolegami i to wszystko. - Potwierdziłem jej słowa. Jej siostra i tak nam nie wierzyła. Coś sobie jąknęła pod nosem. Wtedy z pracy wrócił jej ojciec. - Dzień dobry, panu. - Powiedziałem uprzejmie. - Dzień dobry. - Odpowiedział po czym dodał. - Żona coś wspominała, że Monika... Monika znowu zaczęła się denerwować. Wiem, że była we mnie zauroczona, lecz sytuacja, która działa się wokół jej domu była dla niej pewnie natrętna. - Nie jest on moim... - Nie jest moją dziewczyną, tylko koleżanką. - Dokończyłem za nią. - Więc tak to się teraz mówi? - Spytała mnie jej druga siostra też starsza od Moniki. Podsłuchiwała pewnie naszą rozmowę. Monika chwyciła się za głowę. Jej ojciec zaproponował coś mi. - Rodzina będzie chciała ciebie bliżej poznać... - czekałem aż podam mu swoje imię. - Bartek. - Bartku. Co powiesz na to, by zjeść z nami obiad?


Nie spodziewałem się tego pytania. Niegrzeczne by było odmówić, ale nie wiem czy też niegrzecznie byłoby nie odmówić. Nie wiedziałem czy w takich sytuacjach powinno się odmawiać. Moja mama pewnie nakazałaby odmówić, ale... ech postanowiłem kulturalnie odmówić. - Dziękuję, ale moja mama... Niestety jej siostry nie pozwoliły mi dokończyć, tylko chwyciły za ręce i siłą wnosili do mieszkania mówiąc przy tym. - Będzie fajnie, na pewno. Monika z tyłu przyglądała się na tą sytuację. Pewnie było jej trochę wstyd, a ja byłem zmuszony do tego by zostać i zjeść u nich ten obiad. Byłem na korytarzu. Zaczął szczekać na mnie pies. Był to angielski Cocker Spaniel. Znam się na rasach psów. - Spokojnie, nie ugryzie cię. - Powiedziała jedna z dziewczyn. - Wiem. - Odparłem. Podszedłem do niego i go pogłaskałem. Od razu się uspokoił i przestał na mnie szczekać. Być może trochę to zaimponowało dwójce kobiet. Nieważne. Udaliśmy się wszyscy do kuchni. Czekała tam już z obiadem ich mama, oraz babcia z dziadkiem. - Dzień dobry. - Przywitałem się ze wszystkimi. Tak samo uczynili inni w rodzinie. Musiałem zadzwonić do mamy i powiedzieć jej o tym, że zostanę na chwilę u kogoś. Tylko już miałem zasiadać do stołu... - Muszę do toalety. Grzecznie wyszedłem i poszedłem do łazienki. Wtedy zadzwoniłem do swojej mamy. Przy okazji umyłem ręce i poszedłem do pomieszczenia, gdzie znajdywała się cała rodzinka Moniki. Miałem okazję się czegoś o nich dowiedzieć, tak samo jak i oni o mnie. Spojrzeli się na Monie. Pewnie chcieli, aby przedstawiła ona rodzinę. Zrobiła to, ale trochę z nudów. - To moja mama Eliza, tata Mariusz, starsza siostra Karolina, druga też starsza Kasia oraz dziadek Zbigniew i babcia Sylwia. - Miło mi wszystkich poznać. - Oznajmiłem. - To jest Bartek, mój kolega, ale nie z klasy, jest rok starszy. - Więc, do jakiej klasy chodzisz? - Spytała się jej matka. - Do technikum informatycznego. - Odpowiedziałem po króćce. Odezwał się jej ojciec. - Więc informatyk. Proszę. Miałem coś do powiedzenia na ten temat.


- Tak naprawdę, to nie lubię jak się do mnie mówi informatyk. Od bardzo dawna interesuje mnie grafika komputerowa. Chcę nim zostać z zawodu, więc po technikum mam zamiar studiować właśnie ten kierunek. - Czyli artysta. - Odpowiedziała jej starsza siostra Karolina. - Super będzie mieć kogoś takiego w rodzinie. - Rzekła druga. Po jej słowach Monika jakby się zachłystnęła. Ja za to trochę się zaczerwieniłem. Spoglądając na talerz. - Jedz, bo ci ostygnie. - Uprzejmie poinformowała mnie jej babcia. Przytaknąłem i zacząłem jeść... Klopsy w sosie pomidorowym..."I like it"... - Jak się wam żyje? - Spytałem. - Nie narzekamy. - Odpowiedział jej ojciec. - Tylko mamy głupich sąsiadów! - Donośnie odezwał się dziadek. Matka Moni krzywo spojrzała się na swojego ojca i powiedziała do niego. - Bez takich tutaj! - Tylko to prawda. Nie doceniają naszej ojczyzny! Spojrzałem się na Monikę. - Dziadek jest wiernym patriotą. Mógłby rozmawiać o polityce całymi dniami. - Cieszę się, że mamy w kraju jeszcze takich patriotów. - Pochlebiłem panu Zbigniewowi. Miał ponurą minę, ale po tych słowach spochmurniał. - W końcu ktoś, kto mnie bardzo docenia! Uśmiechnąłem się krótko po czym dodałem. - Od razu widać, że to rodzina patriotów, gdyż zawsze jak idę do szkoły wisi obok państwa drzwi flaga Polski. - I tak powinno być. - Powiedział dziadek. Matka na to powiedziała. - Flaga wisi, bo nikt nie może jej zdjąć. - Wszyscy w naszej rodzinie są niscy i nie ma kto jej zdjąć. - Dodał ojciec. Wtedy siostra Kasia zażartowała sobie. - Jesteśmy niscy, bo każdy pali tutaj papierosy.


Spojrzała się na Pannę. - Nawet Monika pewnie po szkole chodzi z koleżankami i po kryjomu pali fajki. - Mam nadzieję, że twój przyszły mąż nie pali. - Zażartowała Karolina. Monika wstała i poinformowała. - Jestem już najedzona. - Ja w sumie też. - Powiedziałem. Udaliśmy się wtedy do pokoju. Siłą mnie wepchnęła do środka. Zamknęła drzwi, zakluczyła i spoglądała na mnie. Ja spytałem się jej jakby zawiedziony. - Wiesz ty co.. palisz papierosy... Ona na to odpowiedziała głośno. - Zamknij się, idioto! Myślałem, że chciała się na mnie wydrzeć i mnie tutaj zabić, ale obaliła mnie na ziemię i zaczęła... całować. Przez chwilę się całowaliśmy. Straciłem wtedy swoje dziewicze usta... Kiedy miałem wolne usta powiedziałem jej znowu o papierosach. - Wiesz, że one ci szkodzą na urodę. Wtedy znowu zatamowała mi usta swoimi. Chciałem przestać się z nią całować, ale była za silna i nie mogłem jej odepchnąć. Zaczęła rozbierać mi bluzę, wtedy do niej znowu mówiłem o papierosach. - Przestań palić, póki jesteś młoda! Ona na to nic tylko znowu zaczęła mnie całować. Ale miałem szczęście tego dnia... W końcu udało mi się przerzucić ją na drugą stronę. Przytrzymałem jej ręce, wtedy ona mówiła do mnie. - Ja ciebie całuję, a tym mi wyskakujesz z papierosami! Co jest z tobą nie tak?! Przewróciłem głową. - Po prostu chcę cię namówić, żebyś przestała palić! Wstałem i podniosłem ją przy okazji. Ona jednak znowu zaczęła mnie całować i... rozpinać pasek u spodnie. Wtedy odszedłem od niej i rozkazałem. - Uspokój się Monika! Po tych słowach trochę przestała. - Całowaliśmy się ze sobą. Myślałam, że tego chciałeś. - Ech... Monia... Wskazała na mnie palcem i zadawała powoli pytanie.


- Ty jesteś... Skrzywiłem głowę, gdyż nie wiedziałem, co chciała odpowiedzieć. Jednak dokończyła za mnie. - Pedziem! - CO?! - Krzyknąłem do niej nie dowierzając w to co usłyszałem. - Całowałeś się wczoraj z tym Kapitanem Jakiem. To nic, że był jakieś 40 lat starszy. Całowałeś się z nim przez prawie 30 sekund i nic z tym nie zrobiłeś, a kiedy całowałeś się ze... Przerwałem jej. - Nie! Nie jestem, mylisz się! Niedowierzałem. Myślała, że jestem pedałem! Kto by pomyślał... oprócz jej oczywiście. Od zawsze mówiłem sobie, że jestem aseksualny, bo jakąś ani kobieta ani mężczyzna mnie nie pociągali. Pewnie przez to, że miałem za mało testosteronu czy czegoś tam... Ale nieważne. Nie spodziewałem się, ze ktoś kiedyś mnie nazwie, a szczególnie Monika. Trochę była na mnie wciekła, bo nie wierzyła w moje słowa, tylko uświadomiła sobie, że to ona miała rację. - Przepraszam Bartek, ale wyjdź. - Dlaczego? - Nie denerwuj mnie. - Powiedziała to jakby chciała płakać. Postanowiłem, więc wyjść i nie denerwować jej bardziej. Pożegnałem się z nią i wróciłem do domu. Zająłem się lekcjami mimo to nadal spoglądałem na kamery. Widziałem jak wyszła razem z siostrą na zewnątrz i gdzieś poszły. Zająłem się lekcjami, później poszedłem na zewnątrz z psem na spacer. Nastał wieczór. Chciałem do niej zadzwonić, ale wolałem tego nie robić... Szedłem już spać, jednak bałem się zasnąć. Mimo to postanowiłem sobie, że jak będzie mi się śnić to zrobię wszystko by ten sen przerwać, albo po prostu zrobię krzywdę tej Wielkiej Pani Inteligencji. Zasnąłem, ale... nie miałem żadnego snu, na szczęście. Czułem jakby to co przeżyłem przez ostatnie dni było snem. Yoshiko powiedziała, że nie Monia nie jest pod objęciem rytuału, ja nie miałem żadnego złego snu... Myślałem, że to wszystko... prócz TARDIS i zostania Władcą, bo to akurat się zgadzało było snem. Złym, wielkim. Albo to był po prostu plan Inteligencji, by mnie zgubić. Postanowiłem sobie... o nie! Tak być nie będzie. Będę żyć normalnie i będę przeżywać z Moniom super przygody! Poleciałem do niej by zobaczyć, czy się nie gniewała na mnie. Zapukałem do niej, otworzyła jej siostra ale okazało się, że pojechała wcześniej rowerem do rowerem do szkoły. - Coś już z wami nie tak? - Spytała. - Nie, skądże. - Odpowiedziałem uśmiechając się. Poleciałem TARDIS do szkoły. Kiedy wszedłem na korytarz od razu udałem się na plan lekcji. Akurat szła wtedy Monika, lecz kiedy mnie zauważyła cofnęła się. Biegłem z nią próbując go zatrzymać, ale


weszła do sali lekcyjnej. Zaczęło mnie to denerwować, że była na mnie wciekła. Może tak chciała Inteligencja? Nie! Nie wierzyłem w to! Postanowiłem się nie denerwować i spróbować ją pocieszyć oraz sprawić, by się już na mnie nie gniewała. Widziałem, że kończyła godzinę wcześniej ode mnie. Zerwałem się z ostatniej lekcji i poleciałem TARDIS najpierw do sklepu po czerwoną różę... Wiem, trochę to amatorskie, ale na pewno by się jej spodobała. Podczas, gdy ona gnała do domu rowerem, ja już prędzej byłem obok jej domu. Stałem i czekałem na nią. Była już na zakręcie. Zobaczyła mnie i miała minę jakby się na mnie cały czas gniewała. Udawała, że mnie w ogóle nie widziała. Stanąłem przy drzwiach wejściowych, by nie pozwolić jej wejść. - Nie lubię, gdy ktoś się na mnie gniewa. Ona chciała mnie obejść bokiem, jednak nie pozwalałem jej na to. Kiedy ona skręciła w lewo, ja skręciłem w lewo, kiedy ona skręciła w prawo, ja skręciłem w prawo. - Spójrz mi w oczy. Zrobiła tak i wtedy powiedziałem. - Nie jestem homoseksualistą. Lubię ciebie i tylko ciebie. Wtedy podałem jej różę. Widziałem, że się uśmiechnęła, jednak od razu siłą próbowała udawać, że nadal się gniewa i chciała przejść przeze mnie. - Proszę, Monika... Uspokoiła się. Wzięła moją różę i powąchała ją patrząc mi w oczy. - Dziękuję, panie uprzejmy. - Jeśli tylko chcesz, to możemy prowadzić razem podwójne życie. Fajne szkolne, i super mega, na różnych planetach, poznawać nowe rasy, odkrywać nowe planety, po prostu świat jest mały, ale wszechświat jest ogromny i my oboje możemy go zwiedzić. Uśmiechnęła się szeroko i przytuliła mnie. - Poczekaj, zjem obiad w domu. Potem polecimy... Czekała, aż powiem dokąd. - Gdziekolwiek chcesz, Panno Moniko! ~~~~~~ Tak się zaczęły nasze wędrówki. Chodziliśmy razem do szkoły ucząc się. Okazało się, że była całkiem niezła z matmy i fizyki, w przeciwieństwie do mnie. Uczyła mnie i dzięki temu miałem lepsze stopnie. A po szkole wędrowaliśmy po świecie. Monika chciała zwiedzić Rzym. Co to było dla mnie. Polecieliśmy tam. Zwiedzaliśmy cały Watykan. Najmniejsze państwo świata na świecie pod względem powierzchni.


Innego dnia zwiedzaliśmy planetę o nazwie Hurion znajdującej się jakieś 60 tysięcy lat świetlnych od Ziemi. Mieszkały tam dużo istoty podobne do płaszczek. Miała one długie nogi. Ogólnie na oko miały one z jakieś 200 metrów wysokości. Trochę się ich baliśmy, ale były one roślinożerne. Lecz i tak mogłyby nas przygnieść, bo w końcu mogły nas nie zauważyć takiej wysokości. Kolejnego dnia trafiliśmy na jakąś dziwną pustynię, na której lewitowały kamienie. Nie wiedziałem jak to było możliwe. Zbyt długo tam nie siedzieliśmy. Spoglądaliśmy na naszą planetę z wnętrza TARDIS jak i na inne gwiazdy. Wiedzieliśmy, że w promieniu iluś metrów od wehikułu był bąbel czasowy, dzięki któremu mogliśmy oddychać i byliśmy bez obaw o to, że się spalimy, wybuchniemy czy cokolwiek innego. Chwyciłem ją za nogę i niczym latawiec dałem jej porozglądać się dookoła. Wcale się tego nie bała. Później założyliśmy kombinezony i pochodziliśmy sobie po księżycu. Odbijaliśmy się po powierzchni jak piłki. Kiedy nie podróżowaliśmy to czasem oglądaliśmy filmy romantyczne, które tak uwielbiała. Zawsze przy nich płakała i wycierała łzy o moją bluzę kupioną w Japonii. Kilka dni uczyła mnie pływać. Razem pływaliśmy w basenie, który znajdował się w mojej TARDIS. I tak to trwało przez jakiś czas. Było fajnie, zapomniałem już nawet o tej całej Inteligencji i niestety źle na tym wyszedłem. Był już grudzień, kilka dni do Bożego Narodzenia. Napadało trochę śniegu. Odwiozłem Monikę do jej domu, a ja wróciłem do swojego. Zasiadłem przy komputerze i ani się nie obejrzałem, a już była 23 godzina. Umyłem się i poszedłem spać... ~~~~~~ Wtedy się zaczęło. Znowu miałem ten sen. Ten, który nie dręczył mnie od bardzo dawna. Byłem w lesie, było ciemno, a teren spowiła mroczna mgła. - Znowu czegoś ode mnie chcesz?! Krzyknąłem to na głos, lecz nie usłyszałem odpowiedzi. Biegłem przed siebie, lecz jakbym stał w miejscu. Zastanawiałem się co się ze mną wtedy działo. - Pokaż się pokrako! Wiem, że gdzieś tutaj jesteś! Jednak ona nie odpowiadała. Słyszałem syczenie jakiejś kobiety. To była prawdopodobnie ona. - Tak się ze mną bawisz! Tylko na tyle cię stać! Znowu próbowałem zacząć biec, lecz stałem w miejscu. Po chwili przewróciłem się na ziemię. Słyszałem wycie wilków. Wstałem, a w oddali przede mną szła ona... Wielka Inteligencja. Z początku widziałem zaledwie jej obrys w tle. Zbliżała się do mnie. Z daleka widziałem jej oczy, jej mroczne oczy, wielkie czerwone oczy, od których wydobywała się krwista poświata. Szła w moi kierunku nic nie mówiąc.


Ja nie mogłem się w ogóle ruszyć. Tylko czekałem, aż się do mnie zbliży. Szła i szła, a kiedy była tuż obok mnie krzyknęła. - ZNOWU JĄ ZABIŁEŚ !!! Krzyknąłem i się obudziłem. Cały spocony stałem z łóżka. Było po drugiej w nocy, kiedy spojrzałem na zegarek. Szybko się ubrałem i pobiegłem do TARDIS po czym poleciałem do jej domu. Podszedłem do drzwi. Zadzwoniłem do niej na komórkę, lecz nie odbierała. Drzwi były zamknięte. Wyciągnąłem MARIESA i otworzyłem drzwi. Powoli wszedłem do środka. Pies zawarczał, ale uspokoił się. Po cichu poszedłem do jej pokoju i nie było jej tam. Powinna spać w łóżku. Dookoła pokoju unosiła się jakaś czerwona mgła, a na środku pomieszczenia leżała kartka, a niej list, w którym było napisane. Niestety, ale zawiodłeś. Nie szukaj jej, bo i tak już za późno. Rytuał się rozpoczął... Podarłem kartkę i szybko wybiegłem na zewnątrz. Wsiadłem do TARDIS i poleciałem do lasu, w którym mogła się znajdować Monika. Niestety w połowie drogi coś było nie tak i nie mogłem dalej lecieć. Wehikuł rozbił się obok lasu. Musiałem biec do miejsca, gdyż sądziłem, że tam ona będzie i jeszcze będzie mogło nie być za późno. Trzymając MARIESA rozświetliłem sobie drogę. Biegłem cały czas nie wierząc w to co się zdarzyło. Od dawna przeczuwałem, że tak się stanie. Udało się jej uśpić czujność. Ja wiedziałem, że tak chciała zrobić i tak też zrobiła, ale ja byłem za głupi, żeby coś z tym zrobić! Biegnąc ktoś z drzewa się na mnie rzucił i obalił na ziemię. Myślałem, że to jakiś jej sługa. Krzyczałem jak głupi, ale znajomy głos powiedział. - Uspokój się! Przyjrzałem się bliżej i to był... Eizo, a obok niego Ninja. Bezimienny Ninja. - Co wy tutaj robicie? - Co TY tutaj robisz do cholery jasnej?! - Spytał Eizo. - Wiesz co tam się w ogóle dzieje?! - Zapytał Ninja. Wstałem i oznajmiłem im. - Tak wiem, Inteligencja rzuca rytuał na moją towarzyszkę Monikę. Chce jej znowu zrobić coś złego! Musimy tam iść! Zacząłem biec, ale zatrzymał mnie Ninja. - Czy ty w ogóle wiesz, co robisz?! - Spytał. Spojrzałem się na niego cały znerwicowany nic nie odpowiadając. - Przysłali nas z UNIT-u. Powiedzieli, że jakaś bardzo silna siła nie z tej planety tutaj jest i miałem to sprawdzić! - Widać, że mało wiedzą! A teraz mnie puść!


Uderzyłem pięścią o jego rękę, którą puścił i zacząłem biec do miejsca. Towarzysze za mną. W końcu byłem na miejscu. Monika wołała mnie. Była bardzo zdenerwowana, łzy ciekły jej z oczu. - Bartek! Tutaj, pomóż mi! Była uwięziona wokół jakieś bariery, do której nie mogłem się dostać. Biło z niej ogromne czerwone światło. Widziałem Panią Inteligencję i zwróciłem się do niej. - Puść ją! - W końcu jesteś. Uznałam, że jesteś już gotowy by cię tu wezwać. Wychodziło na to, że oczekiwała mnie tutaj i mogła kazać Pannie tutaj przyjść kiedykolwiek. Postanowiłem uznać, że nie słyszałem jej słów. - Jest nasz trzech. Zrzuć z niej ten rytuał, a nic ci się stanie! Po wyrazie jej twarzy widziałem, że moje słowa były dla niej co najmniej śmieszne. - Chętnie bym zdjęła z niej rytuał, ale nie mogę, bo wiesz, Ona nigdy nie była pod objęciem żadnego rytuału. Po tym jak ta japonka powiedziała mi, że Monika nie była pod objęciem rytuału nie dotarło to do mnie. Jednak skoro Inteligencja uważała tak samo musiałem jej uwierzyć. Tylko najpierw musiałem się dowiedzieć, o co w tym chodziło. - Wyjaśnij! - Krzyknąłem. Pani Inteligencja wzniosłym głosem zaczęła tłumaczyć. - Nigdy nie rzuciłam na niej klątwy, bo nie jestem wróżką, ani maginią. Jestem Wielką Inteligencją. Urządzenie dołączone do mojego sonicznego śrubokrętu pozwala na zabijanie lub ratowanie istot. Niestety działa ono tylko 42 razy, czyli mogłabym zabić 42 osoby, uratować 42 osoby, lub zabić 21 razy i odrodzić 21 razy. - Więc dlaczego Monika traciła pamięć? - Ach... Czy ty mnie w ogóle słuchasz ?! Jestem Wielką Inteligencją! Potrafię manipulować ludzkimi myślami! Następne słowa skierowała do wprost do Moniki, a brzmiały one. - Nieprawdaż, dziewczę. Teraz wszystko pamiętasz, od waszego pierwszego spotkania! Odwróciłem się do dziewczyny, by dowiedzieć się czy faktycznie miała rację. - Ja nie chcę pamiętać. To boli! - Mówiła to płacząc. Inteligencja kontynuowała, podczas, gdy ja byłem w takim szoku, że nie wiedziałem co robić, a Eizo oraz Ninja przyglądali się tylko sytuacji.


- Gdziekolwiek była, mogła być daleko stąd, ponad czasem, za czasem. Ja i tak mogłabym manipulować jej myślami. Dlatego twoja ucieczka była bez sensu. Wiedziałam od początku, co zrobisz, gdzie się udasz, bawiłam się Tobą. Mogłabym jeszcze kilka razy ją zabić i ożywić. Tak długo aż się wyczerpie moc urządzenia, ale chyba już wystarczy... - Zabiję cię! Inteligencja z sarkazmem powiedziała do mnie. - Chcesz zabić mnie tak jak zabiłeś mojego męża ?! - Ona tobą manipuluje! - Oznajmił Eizo. - Nie pozwól jej na to! - Dodał Ninja. Zacząłem się trząść, gdy to słyszałem. Ja nikogo nie zabiłem, na pewno. Mimo ich słów pozwalałem na to by mówiła do mnie. - Nikogo nie zabiłem! Wiem, co knujesz. Inteligencja uniosła brwi ze zdziwienia i czekała aż odpowiem. - Dobrze pamiętam mój pierwszy dzień. Wiem co się stało i niczego nie zapomniałem. Kłamiesz od początku jak tylko możesz, by doprowadzić do mojej zguby. - Wiem, że kłamię, ale nie wszystko co mówiłam było kłamstwem! Trzęsłem się nie wiedząc co odpowiedzieć podczas, gdy ona kontynuowała. - Spotykałeś istoty, które widziały w Tobie Demona, lecz ty tylko udawałeś, że to Ciebie nie ruszało. W głębi świadomości podburzało to Cię. Tak niestety było. - Szukałeś Doktora, choć i tak szanse na to były zerowe. Nie do końca były zerowe, mogłem go znaleźć. - Okazało się, że twoja planeta Gallifrey została zniszczona przez tego, którego szukałeś. - Zrobił to, bo musiał! - Więc wszyscy Władcy Czasu byli najgorszymi istotami we wszechświecie! A ty jesteś jednym z nich. Eizo upominał mnie. - Nie słuchaj jej! Ja mimo to nie mogłem nic zrobić, cały czas wsłuchiwałem się jej w jej dialogi. - Jesteś jedną z kilku najgorszych istot w kosmosie! Twoja ucieczka mogłaby się zakończyć kiedykolwiek bym chciała. Wiedziałam, że im dłużej będziesz podróżować, tym prędzej staniesz się tym kim powinieneś...!


- Dość! - Krzyknąłem w końcu nie chcąc słyszeć jej dalszych słów. Słyszałem jak Monika pojękiwała z bólu. Musiałem jak najszybciej zakończyć jej cierpienia. Wyciągnąłem MARIESA i zacząłem grozić starszej kobiecie. - Uwolnij ją i daj jej spokój, albo zabiję ciebie, a oni mi pomogą! Namierzyłem ją sonicznym śrubokrętem i powiedziałem. - Skończymy z tobą i uratuję Monikę! - Niestety wątpię w to! - Krzyknęła i rzuciła jakimś promieniem we mnie i moich towarzyszy. Zaczęliśmy słabnąć. Traciłem równowagę. Słyszałem jej słowa. - Wy sobie pośpicie, a ja skończę z nią! Nie chciałem na to pozwolić, ale nie mogłem nic zrobić, zemdlałem. ~~~~~~ Zasnąłem i obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu. Razem ze mną był Eizo i Ninja, którzy leżeli jeszcze nieprzytomni. Te miejsce, w którym się znajdowałem było gorsze od tego ze snów. Jakbyśmy byli, gdzieś inne planecie. Było ciemno. Dookoła lewitowało pełno głazów i drzew. Wszędzie było słychać jakieś szepty, piski i pojękiwanie. Obudzili się moi towarzysze. Sami rozejrzeli się po terenie, później spojrzeli na mnie z przerażenia i powiedzieli. - Kim ty jesteś! To byłem... ja, więc odpowiedziałem im. - To ja, Bartek! Spojrzeli się na siebie po czym zapytałem ich. - Jak ja wyglądam? Nie chcieli odpowiedzieć. Spojrzałem na ręce. Miałem na nich czarne żyły takie jakie widziałem u Wielkiej Inteligencji. Uklęknąłem i się załamałem. Zacząłem się trząść z nerwów. Nie wiedziałem, co robić. Ninja z Eizo podeszli do mnie i próbowali podnieść. - Spokojnie, damy sobie radę. - Oznajmił Eizo. Ja nie wierzyłem w te słowa. - To na nic. Zostawcie mnie tutaj. Chcę zginąć. Jej i tak nie uratuję! Ninja podszedł do mnie i wmówił. - Znajdź w sobie siłę. Razem pokonamy złą wiedźmę! Eizo rozglądał się dookoła i zobaczył coś w oddali. Jakąś wielką białą kulę, która migotała różnymi kolorami.


- Musimy tam się udać. Prawdopodobnie ona utrzymuje nas tutaj. Jeśli ją zniszczymy uwolnimy się od tego miejsca. Sądziłem, że dobrze mówił. Pobiegliśmy tak, ale im bliżej byłem tego miejsca tym bardziej bolała mnie głowa i nie mogłem się utrzymać na nogach. Mimo to musieliśmy tam dojść, a towarzysze mnie dopingowali. - Dasz sobie radę, Bartku! - Rzekł Ninja. Wyciągnąłem MARIESA i najechałem nim w kulę. - Już prawie jesteśmy! - Poinformował Eizo. Byliśmy już obok niej. - Musimy ją teraz jakąś zniszczyć. - Dam sobie radę. - Rzekłem z całkowitą pewnością. Swoim sonicznym śrubokrętem najechałem na kulę i wtedy zaczęła z niej wydzielać się energia jeszcze silniejsza niż przedtem. Ledwo dawałem radę utrzymać swoje urządzenie, ale bardzo mocno je przytrzymałem. - Jeszcze chwilę! - Krzyknęli. Ja nie dawałem już rady. Byłem bardzo słaby, nie czułem w ogóle kości. Miałem je jakby z waty. Jednak musiał wytrzymać jeszcze chwilę, bo widać było, że kula niedługo zniknie, albo wybuchnie. W końcu robiło się coraz bardziej biało. Biała poświata, biały blask, aż zobaczyłem czerń, całkowitą ciemność. Myślałem, że już po mnie, ale budziłem się. Widziałem Inteligencje, która robiła jakieś czary przy Monice. Ledwo co wstałem i spróbowałem krzyknąć do niej, lecz nie miałem za dużo sił. - Zostaw ją... - Mówiłem, lecz nie usłyszała mnie. Monika ujrzała mnie i przypadkowo zdradziła to, że byłem przytomny. - Mam nadzieję, że twoi przyjaciele ujrzeli twoje oblicze. - Bartek! Pomóż mi, błagam! - Krzyczała Monia z bólu jaki urządzała jej Inteligencja. Musiałem przemówić tej potężnej istocie do rozumu, by przestała to jej robić, bo w końcu nie była niczego winna. - Ona nie powinna cierpieć! Oddaj mi te urządzenie, którym zabijasz! Budzili się już Eizo i Ninja, a Inteligencja śmiała się z moich słów. - Żal mi ciebie, dzieciaku! Na prawdę myślisz, że zrobię to co chcesz ?! Postanowiłem nie odpowiadać, tylko zacząłem biec w niej stronę chcąc ją staranować i zabrać jej broń. Biegłem krzycząc, ale ona tylko nastawiła przede mną dłoń, a kiedy byłem jakiś metr przed nią jakiś siła odrzuciła mnie kilka metrów do tyłu nie pozwalając wstać. Wtedy powstał Eizo i powiedział do Inteligencji.


- Dobrze, nędzna istoto. Już dosyć złego narobiłaś. Poddaj się, albo zginiesz! Inteligencja nawet się nie przestraszyła. Wręcz przeciwnie. Eizo i Ninja te słowa podburzyły. Wyciągnęli swoje bronie. Lecz nie były to bronie palne. Oboje mieli miecze. Zaczęli zbliżać się złej istoty. Inteligencja pokazała także swoją broń. Jej dłoń zaczęła się świecić czerwonym kolorem. Rzucała w nich promieniami, chcąc trafić i obezwładnić. Na szczęście nie było to dla niej łatwe, gdyż moi towarzysze byli wysportowani. Atakowali ją chcąc jak najszybciej obezwładnić. Ja próbowałem wstać, lecz byłem za słaby. Byłem taki wciekły, że myślałem nad tym, że zabiję ją. Spojrzałem na swój soniczny śrubokręt. Miał on ostrą końcówkę. Po chwili udało mi się wstać, więc pobiegłem w jej stronę. Namierzyłem ją MARIEM i trafiłem z plecy wbijając w tę część ciała ostrą końcówkę urządzenia. Zawyła ona z bólu. Wyzwoliła się z niej taka fala energii, że odrzuciła ona Eiza i Ninja daleko od niej. Ja na szczęście przytrzymałem się kobiety. Runęła na ziemię. Leżałem na niej nie pozwalając się jej ruszać. - To twój koniec! - Oznajmiłem. - Nie, to nie koniec! Nie zauważyłem jak chwyciła swój soniczny śrubokręt. Nim się obejrzałem był on na przeciwko mnie. Zdążyłem ominąć pocisk jaki wydobył się z jej urządzenia. Uderzyłem ją w rękę, a ona opuściła rzecz. Wtedy odrzuciła mnie za kilka metrów za nią. Podniosła z powrotem śrubokręt i namierzyła mnie nim. Ledwo co stała o własnych siłach. Kilka metrów za nią stał Eizo i Ninja. Pani Inteligencja wiedziała o tym. - Skończ to wszystko. Zostaw ją na zawsze w spokoju! - Skoro tak chcesz! - Powiedziała po czym rzuciła na mnie jakąś falą. Na szczęście ominąłem ją. - Chybiłaś. - Oznajmiłem. - Niestety nie! Odwróciłem się i zobaczyłem, że pocisk trafił w Monikę. Bariera, którą była otoczona pękła, a ona sama zaczęła krzyczeć. Natychmiast do niej pobiegłem pod czas, gdy towarzysze zaczęli się z nią znowu patyczkować. ~~~~~~~ - Trzymaj się. Uratuję ciebie! - Oznajmiałem próbują rozplątać supły. - Tyle razem przeszliśmy... - Mówiła wycieńczona. Zdziwiłem się, że pamiętała te zdarzenia. - Wszystko pamiętasz, wszystko będzie dobrze, bo niedługo to się już skończy. Będziemy razem podróżować. Chciała coś do mnie powiedzieć, lecz nie pozwalałem jej na to mówiąc swoje.


- Naprawdę dużo razem przeżyjemy, tyle miejsc czeka, abyśmy je zwiedzili. Zaczęła mówić resztkami sił. - Ja już dłużej tego nie wytrzymam! - Uratuję ciebie! - Mówiłem mając łzy w oczach. - Pozwól mi odejść! Nie chciałem wierzyć, że powiedziała te słowa. - Nie, Monika nie mów tak. Łzy zaczęły mi lecieć, gdy mówiła do mnie. - To mnie boli, Bartek. Pozwól mi odejść. Ja nie chcę już cierpieć! - Nie! Monika. Wszystko będzie dobrze! Zaczęła zamykać oczy. - Monika! - Kocham ciebie. - Powiedziała swoje... ostatnie słowa do mnie. Skonała, a ja się w nią wtuliłem. Ona zaczęła znikać. Przestawałem ją w ogóle czuć. Spoglądałem na nią. Robiła się przezroczysta, aż w końcu całkowicie zniknęła. Rzuciłem się na ziemię płacząc jak małe dziecko. Zacząłem ciągnąć się za włosy nie mogą uwierzyć w to co się stało. ~~~~~~~~ Spoglądałem się na Inteligencję, która walczyła z moimi kompanami. Chwyciłem MARIESA niczym nóż i po raz drugi rzuciłem się z nim na nią chcąc ją zabić. Podbiegłem i z całych sił wbiłem go w jej plecy wywołując po raz kolejny falę, która odrzuciła nas wszystkich. Czołgała się po ziemi po swój śrubokręt. Podniosła go i namierzyła tym razem siebie. Ja spoglądałem na nią, a ona na mnie. Kulejąc szedłem do niej, gdy ona mówiła do mnie. Byłem na nią taki wciekły, że wszystko się we mnie gotowało. Czułem jakby ta ciemna siła miała zaraz ze mnie wyjść. Chciała trafić swoim śrubokrętem siebie, a ja nie chciałem na to pozwolić. - Nie rób tego! - Za późno! - Odpowiedziała. Po odpowiedzi strzeliła się w siebie pociskiem. Krzyknąłem do niej i szedłem jak najszybciej mogłem. Chciałem dowiedzieć się jak uratować Monikę. - Wezmę twój śrubokręt i uratuję ją! - Nie uratujesz jej, bo ona już nie istnieje tak jak zaraz nie będę istnieć ja!


- Ona mnie kochała. Nie wiem, czy będzie taka druga osoba. Tego chciałaś. Spieprzyłaś całe moje życie! - Otóż to! Twoja mroczność jest coraz silniejsza. Zawiodłeś siebie, zawiodłeś innych. Zacząłem się trząść z nerwów. Eizo widział co się ze mną działo. - Bartek, uspokój się! - Rozkazał. - Ona chcę ciebie osłabić psychicznie! - Dodał Ninja. - Wiem! - Krzyknąłem spoglądając na nich z ukosa. - Ale nie uda jej się to. - Dodałem patrząc na Inteligencję. - Poszło wszystko zgodnie z jego planem. - Z kogo planem, Feyedorta ?! - Spytałem. - Nie! - Stanowczo zaprzeczyła. - Więc kogo ?! - Dowiesz się w swoim czasie. I jeszcze jedno. Nie pamiętasz tamtego dnia... Po tych słowach skonała, a potem zniknęła podobnie jak Monika. Zamurowało mnie, nie wiedziałem co miałem robić. Ryczałem jak głupi, szlochałem. Rozpacz była silniejsza od złości. Nie mogłem sobie uświadomić tego, że Monika zginęła. Podeszli do mnie moi przyjaciele i pomogli mi wstać, po czym udaliśmy się do TARDIS. ~~~~~~~~~ - Co ja powiem jej rodzicom?! Mówiłem do siebie leżąc obok kokpitu. - Pomożemy ci. Znajdziemy Monikę i ją też i się rozprawimy! - Mówił do mnie Eizo. - Nie, jej już nie ma. Odstawię was do domu. - Bartek... - Ninja chciał coś powiedzieć, lecz mu przerwałem. - Powiedziałem, że odstawię was do domu! - Krzyknąłem. Poleciałem do Japonii i odstawiłem ich gdzieś w Tokio. - Jest nam bardzo przykro, ale pamiętaj, że możemy ci pomóc! - Informował mnie cały czas. - Nie... dam sobie radę. Polecę, gdzieś i odpocznę od tego wszystkiego. Przytaknęli po czym Ninja dodał. - Jeżeli będziesz nas potrzebował, pomożemy ci.


Przytaknąłem i wszedłem do TARDIS. ~~~~~~~~ Tak kończy się pewien rozdział mojej historii. Niestety nie poszło po mojej myśli. Straciłem osobę, która mnie kochała. Ja ją może też... Troszczyłem się o nią, ale niestety, nie udało się. Niestety tak musiało być. Inteligencja wiedziała, jak to się potoczy, pewnie tak samo jak Feyedort. Choć nie jestem pewny, czy on też macał palce w tym wszystkim. Wydaje się być zły, ale zapewnie wie, że nie jesteśmy praktycznie sami z naszej rasy, no ale nic. Nie miałem szans zmienić tego, co już było narzucone przez czas, lecz nie chciałem by tak było. Próbowałem zmienić przyszłość, wiedząc jak się to skończy. Myślę, sobie, że moje działania, moje myśli były dziecinne. Pewnie Ty, który to czytasz nie raz odniosłeś wrażenie, że nie myślałem trzeźwo, że byłem jak dziecko i masz rację. Była to opowieść o istocie, która chciała zrobić coś czego się nie dało myśląc przy tym jak upośledzony umysłowo. Gdybym był starszy wymyśliłbym coś co by na prawdę mogło uratować ją, a Inteligencje zgładzić, ale jednak jestem nastolatkiem. Czasami mam takie głupie myśli. Jakby zginęła od razu... Tak bym jej nie opłakiwał... Nie... co ja piszę...! Cieszę się, że poznałem taką fajną osobę. Postanowiłem, że udam się do miejsca, gdzie będę z dala od ludzi i innych istot. Tam będzie moje miejsce. Jednak chciałem jeszcze sobie obejrzeć miejsca mi znane. Spoglądałem się na jej dom siedząc na ławce. Nie mogłem iść do jej rodziców i powiedzieć, że ona... Wyciągnąłem z kieszeni zdjęcia. Nasze zdjęcia, które zrobiliśmy pierwszego dnia naszej podróży w Tokio. Była na nich ona, ja i my obaj razem. Spoglądałem na zdjęcie, w którym ona wyglądała ładnie, a ja... nie przystojnie. Na złość zaczął padać deszcz, a był środek grudnia. Mimo to było bardzo zimno. Ja jednak siedziałem jak wmurowany w tę ławkę i łzy leciały mi z oczu. Nie miałem siły ich powstrzymać. Po jakimś czasie wsiadłem to swojego wehikułu i poleciałem w przeszłość zapomniawszy wsadzić naszego zdjęcia, które zapewne mokło na ławce. Udałem do miejsca, gdzie będę mógł odpocząć i odizolować się od ludzi. Postanowiłem, że zostanę tutaj na dłużej. Zakryłem swój TARDIS kocem i udałem się do pomieszczenia, gdzie założyłem na siebie brązową tunikę i kaptur, który zakrył moją twarz. Zacząłem mruczeć sobie pod nosem... Kiedyś, otworzyłem zegarek... Nie wiedziałem, że zmieni on moje życie... Przysporzyłem sobie problemów... Lecz dzięki tobie, czułem, że dam sobie z nimi radę... Bałem się patrzeć w ludzkie oczy... Lecz w twoich się zauroczyłem... Chciałem z tobą podróżować... Robiłem to razem z tobą... Ale stało się wiele złego...


Najgorsze to, że straciłem ciebie, mimo to... Zapamiętam wszystkie nasze chwile razem... Wszystkie nasze kroki... Wszystkie nasze słowa... Wszystkie nasze uśmiechy... Wszystkie nasze pozytywne emocje... Wszystko to co razem widzieliśmy... Wszystko co razem przeżyliśmy, szkoda że... Byłem za słaby, by Cię uratować, ale... Gdybym mógł powtórzyć czas... Nie otworzyłbym zegarka... Nie stało by Ci się nic złego... Nie stawałbym się zły... Nie szukałbym tego, kogo znaleźć nie mogłem... Nie robiłbym czegoś, co i tak by nic nie dało... Bym był normalnym nastolatkiem, choć... Bym Ciebie wtedy nie poznał... Ale byś żyła i była szczęśliwa...

Panno Moniko, przepraszam...


Buster Time Lord Rozdział X Cierpienia czas