Issuu on Google+

Rozdział II

Rytuał żyć


13 październik 2013 (czas ziemski współczesny) i Nadszedł czas, gdy muszę uciekać i poznać odpowiedź na ważne pytanie... Teraz już wiem... To co widzę teraz, rozwiało moje wątpliwości. Wiedząc, że niedługo stąd odlecę bardzo daleko i nie wiem gdzie i na jak długo... Stoję przy jeziorze na kładce opierając się o obręcz i rozmyślam. Spoglądam na te dwie kaczki co tak spokojnie pływają sobie po wodzie nie przejmując się niczym, a ja... żałuję, że otworzyłem ten zegarek, bo gdyby nie to, to z pewnością miałbym teraz spokojne życie. "Gdy nadszedł mrok, mój świat zmienił się, Nastał blask i z wieloma problemami odrodziłem się. Choć zrobiłem coś, sam nie wiem co, To żałować tego będę nie jedną noc. Lecz kiedyś poznam odpowiedzi na pytania moje, I oddam za nie choćby nawet życie swoje..." Te moje słowa... sam nie mogę uwierzyć, że je powiedziałem! To dowód na to, że "Zwykły człowiek może być poetą, tylko musi stać się rzecz niezwykła." Zaczął padać deszcz. Ciężkie krople deszczu wbijały się w wodę niczym igły w materiał. Wiem, że na tą chwilę dane mi jest uciekać. Muszę pomóc sobie. Muszę pomóc jej. Ona nie jest niczemu winna. Uratuję ją za wszelką cenę. Sprawię by była szczęśliwa! To moja obietnica przed którą się nie cofnę! ii Zaczynając od początku... Byłem w jakimś dziwnym miejscu. Otaczały mnie tylko drzewa. Gwiazdy zostały zasłonięte chmurami nadając tym samym ciemną noc. Czułem na sobie oddech zimnego wiatru, który nie czynił jej głuchej. W oddali dojrzałem czarną sylwetkę jakiejś osoby. Coś mówiła, lecz nie wiedziałem co. Zbyt daleka odległość między nami nie pozwalała na to. Biegłem do niej, a gdy byłem już blisko nagle zaczął oślepiać mnie biały blask. - "8 żyć, 9 śmierci! Kiedy będzie dobrze, zatraci się, zapomni..." Nie wiedziałem co to oznaczało, ale bardzo chciałem się dowiedzieć. - O kogo ci chodzi!? Nie usłyszałem jednak żadnej odpowiedzi tylko dziki śmiech kobiety. W końcu się obudziłem. To był tylko sen... Leżałem cały spocony i przestraszony w łóżku. Czułem, że ktoś mnie obserwował, ale to było prawdopodobnie uczucie wywołane przez


paraliż senny. Spojrzałem na okno, gdzie biała poświata księżyca przebijała się przez zasłony wprost do pokoju. Oprócz bicia moich serc słyszałem tylko szeleszczenie pasikonika z dworu. Cały roztrzęsiony wstałem i udałem się do kuchni by coś wypić. Czułem, że sen miał związek z dziewczyną. Po wróceniu do pokoju siedziałem bezczynnie na łóżku. Minął kwadrans po czym odważyłem się na dalszy sen, gdyż byłem przemęczony mając nadzieję, że obędzie się bez żadnych koszmarów. iii Obudziłem się dosyć wcześnie. Wstałem i zrobiłem sobie kakao po czym usiadłem na fotelu i zacząłem je popijać rozmyślając o wielu sprawach. Za dużo rzeczy wydarzyło się przez ostatnie kilka dni i nie potrafiłem sobie z żadną poradzić. Nie sądzę nawet by ktokolwiek mógłby mi pomóc. Z wyjątkiem Doktora! Jestem pewien, że wiedziałby co zrobić. Ale gdzie on w ogóle jest?! Mędrzec, który wiedziałby wszystko co ja chciałbym wiedzieć. Lecz go nie ma. Z nerwów rzuciłem kubek na ziemię, który się rozbił. Po kilku sekundach przybiegła do pokoju mama. Była przestraszona. Myślała bowiem, że mogło stać mi się coś złego. - Co się stało? - Spytała. - Nic, tylko kubek mi spadł. - Oznajmiłem siedząc i nie robiąc sobie nic z tego, że leżał on na podłodze potłuczony, okalany brązową cieczą. Tym bardziej nie zawracałem sobie głowy jej obecnością. Wyciągnąłem z szuflady jeden swój zegarek kieszonkowy, by się mu przyjrzeć i po raz setny myśląc po co go otwierałem. Mama zauważyła go jak i pozostałe cztery, które miałem schowane, więc spytała z ciekawości. - Skąd je masz? Spojrzałem się na nie. Po czym odpowiedziałem, zerkając na matkę z ukosa. - Dostałem je od pewnego pana, kiedy byłem na wycieczce. - Na jakiej wycieczce? - Spytała ze zdziwieniem. - W sobotę, byłem z nauczycielem... - Nic o tym nie wiem. - Odezwała się nie pozwalając mi dokończyć. - Ojciec wie? - Oczywiście wy nic nie wiecie. - Rzekłem bez siły ducha. Przecież im nic o sobotnim dniu nie powiedziałem. Mama trochę się zaniepokoiła. - Nie wiem o co ci chodzi. Porozmawiamy później, śpieszę się, więc posprzątaj ten bałagan!


Wyszła z pokoju. Nie pozostało mi nic innego do zrobienia jak posprzątanie bałaganu, który narobiłem. Przynajmniej byłem w stanie naprawić coś co sknociłem. Czułem się jak jakiś rozkapryszony nastolatek z gimnazjum, będąc już dorosły. iv Postanowiłem polecieć do szkoły wehikułem. Stał on obok domu nadal zamieniony w szklaną budkę telefoniczną. Bezzwłocznie wszedłem do środka. Wiedziałem, że wehikuł doleciałby do szkoły w minutę, więc mogłem trochę posiedzieć w środku. Postanowiłem rozejrzeć się po pomieszczeniu. Poszedłem jednym korytarzem dziwiąc się przy tym i pytając jak to wszystko było zrobione. Większy w środku, mniejszy na zewnątrz. Ciekawiło mnie co powiedział Doktor, kiedy takie coś zobaczył po raz pierwszy, albo jego towarzysze. Ja upadłem na głowę, więc nic mnie nie zdziwiło. Natknąłem się na jakąś bibliotekę. Było tam pełno książek, dzięki którym z biegiem czasu będę mógł się dużo nauczyć o Władcach Czasu. Tylko potrzeba mi będzie czasu. Wziąłem pierwszą książkę z brzegu i postanowiłem ją przeczytać. Brązowa okładka ze złotymi znakami Władców. Otworzyłem ją na losowej stronie. Było tam coś co od razu mnie zaciekawiło, nawet bardzo - różdżka. Właściwie to nie była różdżka tylko jak to oni nazywają - "Soniczny Śrubokręt". Z początku pomyślałem - Po co miałby być mi potrzebny śrubokręt? Ale przed nazwą śrubokręt kryło się słowo soniczny. Kojarzył mi się z niebieskim jeżem z bajki. Jednak nic z nim wspólnego nie miał. Postanowiłem, więc coś o nim przeczytać. Oto co się o nim dowiedziałem. Otwiera drzwi, wykrywa antymaterię, można prowadzić jakieś proste badania lekarskie, łamie zabezpieczenia. Nie działa tylko na drewno. Kurczę, w rękach bandyty to byłby zły wynalazek. Jednak nie tyczyłoby to lekarzy. Sądziłem, że ja będę mógł go zrobić. Dobrze się składało, że interesuję się grafiką, więc postanowiłem zrobić własny szkic mojego śrubokrętu. Musiał być jakiś skomplikowany w budowie, żeby nie wyglądał jak zwykły długopis. Z lubości do detali, sprawiłbym, że urządzenie wyglądałoby dobrze. Lampka świecić by się miała na zielony kolor, czyli mój ulubiony. Niecałą godzinę zajęło mi stworzenie prototypu mego śrubokrętu. Wtedy udałem się do maszyny, która zajęłaby się urzeczywistnieniem mojego projektu. Chciałem sobie popatrzeć na te cudeńko, którego tworzenie trwało w toku, ale musiałem udać się do szkoły. Obiecałem sobie, że jak tylko wrócę do wehikułu to pierwsze co zrobię to pójdę, miałem nadzieję na skończony soniczny śrubokręt. v Miałem nadzieję, że tym razem dziewczyna mnie rozpozna. Sądziłem, że jeżeli będzie kłamać to rozpoznam to po jej oczach. - Do boju! - Krzyknąłem przewracając wajchę.


Poleciałem do szkoły, ale nie umiałem jeszcze dobrze kontrolować wehikułu. Przez to trzęsło nim jak diabli, a dźwięk jaki wydobywał był przerażający. Taki mroczny. Kiedy wylądowałem od razu wyszedłem na zewnątrz by sprawdzić, tak z ciekawości jak tym razem wyglądał mój wehikuł. Odwróciłem się w jego stronę. Załamałem się jak zobaczyłem, że ten zamienił się w ToiToi - przenośną toaletę, ale było to lepsze od drzewa. - Niech się zmienia w co tylko chce. - Pomyślałem. Było pochmurno. Dzięki zdolności, którą nabyłem zdecydowanie przed zostaniem Władcą Czasu czułem w powietrzu, że będzie padać deszcz. Wbiegłem do środka szkoły i od razu poszedłem szybko oddać kurtkę do szatni. Miałem mieszane uczucia. Z jednej strony chciałem się z nią jak najszybciej spotkać. Z drugiej jednak bałem, gdyż nie chciałem się znowu załamać faktem, że nie będzie mnie pamiętać. Lub, że moja teoria spiskowa okaże się być prawdziwa. Czekałem na lekcje wraz z klasą. Oparłem się do ściany, i stojąc sam między jedną grupą uczniów, a drugą spoglądałem się na ziemię drapiąc się po bródce. Cały czas myślałem o niej. Gdy spojrzałem przed siebie ku zbiegu okoliczności przechodziła ona - Ta dziewczyna! Spoglądała prosto na mnie. Czułem się przez te kilka sekund jakby cały otaczający nas świat stał w miejscu, a my dwaj byliśmy jedynymi, którzy funkcjonowali w tym chaosie. Głośno czułem swój oddech, podczas gdy serca również stanęły. Kiedy w końcu przeszła coś się zmieniło... serca waliły jak młotem. Cały się trząsłem, ręce mi po prostu drgały, a świat wrócił na swoje tory. Zadzwonił dzwonek, a dziewczyna znowu przeszła obok mnie. Tym razem wracała z dwoma koleżankami idąc najprawdopodobniej do swojej sali lekcyjnej. Spoglądałem się na nią, aż tu nagle, niespodziewanie zaczepił mnie kolega. - Masz książkę? Zirytowało mnie jego głupie pytanie. Książki czytam, lektury niekoniecznie, ale jeżeli trzeba je mieć na lekcji, to je mam. Za to on nawet nie raczył iść do biblioteki by choć jedną wypożyczyć tylko wczepił się w mój po części wyimaginowany świat niczym jakiś wrzód. - Tak, mam! - Warknąłem. Krzywo się na mnie spojrzał, jakby żałował, że spytał mnie o to. Właściwie, jeżeli naprawdę tak myślał to ani trochę nie był w błędzie, więc przypuszczam, że wszystko było na swoim miejscu. vi Nic mnie nie obchodziło to co działo się na lekcjach. Czułem, że jak tak będzie dalej to po prostu zawalę całą szkołę. Po lekcji wychodząc widziałem ją z oddali na drugim końcu korytarza. Postanowiłem ją zaczepić i się zapytać czy mnie pamiętała. Nie musiałem być


obdarzony jakąś nie klasyfikacyjną mocą, żeby wiedzieć jak to się zakończy. Jednak cały czas siebie oszukiwałem. Strach odstawiłem na boczny tor. Pewnym krokiem podszedłem do niej, za torowałem jej przejście, więc zatrzymała się tuż przy mnie. Zrobiła krzywy wyraz twarzy. - Jakiś problem? - Spytała cichym, lekko rozkołysanym głosem. - Pamiętasz mnie? - Walnąłem prosto z mostu. Zaprzeczyła kręcąc głową po czym zapytała. - A skąd mam ciebie znać? Pomyślałem, że jednak mnie faktycznie mnie nie pamiętała, ale byłem na tyle zdesperowany, by uznać ją za osobę szydzącą sobie ze mnie. Dlatego wylęgło się z tego trochę chamskie pytanie. - Posłuchaj! Mnie te żarty nie bawią, dlaczego mi to robisz? Po tych słowach wyczułem u niej strach co oznaczało tyle, że definitywnie mówiła prawdę, a ja szalałem. - Posłuchaj mnie... - Rzekła jakby znudzonym głosem spoglądając mi w oczy. - Jeśli to jakiś sposób podrywu to słabo ci to idzie... - Co!? - Zapytałem będąc niczym na odlocie. - Możesz mi po prostu powiedzieć, że chcesz, gdzieś ze mną wyjść i się spotkać. Tylko, że... - Podrapała się po głowie kontynuując. - My się nawet nie znamy... - Nie! - Przerwałem jej nie chcąc znowu słuchać tego samego. Otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, lecz milczała. Ja się odwróciłem plecami do niej i poszedłem szybkim i za razem pewnym krokiem do sali lekcyjnej. Byłem rozwścieczony. Po drodze rzuciłem torbą, która potoczyła się przez korytarz, zatrzymując się uderzając o kaloryfer. Stanąłem obok niej i złożyłem ręce czekając na lekcję. Koledzy obok się zdziwili. Jeden z nich spytał z lekkim uśmiechem na twarzy. - A kolega co? Przegryzałem wargę z nerwów, bo jeszcze bardziej mnie dobijał tym tekstem. Chciałem nawet mu przywalić... - Kolega coś ostatnio taki inny... - Oznajmił dodając. Gdyby wiedział tylko jak się zmieniło moje życie przez ostatnie kilka dni zachowywałby się tak samo, jak nie gorzej. Postanowiłem zastosować nowe środki działania, bo wiedziałem, że takie akcje do niczego nie doprowadzą. Uznałem, że dobrze będzie ją śledzić, gdy tylko będzie miała iść do domu. To był najlepszy pomysł. Byłem pewny, że dzięki niemu uda mi się dojrzeć prawdy.


- Będę ją obserwować choćby cały dzień i całą noc! Zajrzałem na plan lekcji by sprawdzić, o której godzinie kończyła zajęcia. Tak się składało, że później ode mnie. Zaczekałem na nią w swojej toalecie przenośnej. Dziwnie to brzmiało... Wcześniej przypomniał mi się mój soniczny śrubokręt. Ciekawiło mnie czy już się zrobił. Postanowiłem przyśpieszyć i podbiec do wehikułu jak najszybciej. Ktoś kto widział jak biegnę zażartował sobie mówiąc. - Szybko, bo narobisz w gacie! Zignorowałem go po prostu. Gdyby wiedział, że to nie przenośna toaleta... Wziąłem go w swoje dłonie i dokładnie postanowiłem obejrzeć. Wyglądał identycznie jak na moim szkicu. Chciałem podziękować tej maszynie za dobrze wykonaną robotę, ale nie chwali się dnia przed zachodem słońca. Nacisnąłem na guzik, a lampka zaświeciła się na... fioletowo! - Co to ma być!? Coś tu się nie zgadzało. Ona miała się świecić na zielono, nie na fioletowo. - Czy ty nie rozumiesz głupia maszyno co to jest zieleń? Masz daltonizm!? Krzyczałem do maszyny. Ze wszystkich paranormalnych rzeczy, które mnie w życiu spotkały to ta zdecydowanie nie była normalna. - No nic, fioletowy też jest spoko. To chyba była moja wina, że tak wyszło. Nieważne zresztą. Przestałem ją obwiniać za to. Ważne było to jak się to obsługiwało. Naciśnięcie bocznego guzika sprawiało, że górna część to znaczy lampa okalana czterema hakami obracała się wydzielając z siebie jakiś piszczący dźwięk. Przyglądałem się przez długi czas temu urządzeniu. Ujrzałem na nim napis "MARIES". - Więc to tak się nazywasz? - Spytałem się go. Soniczny śrubokręt tak mnie podekscytował, że prawie zapomniałem aż o tym, że miałem śledzić dziewczynę. Jednakże szybko ogarnąłem się. W międzyczasie ktoś zapukał do drzwi. - Hej! - Krzyknął ktoś z zewnątrz. - Czego chcesz? Facet przyduszonym głosem mówił. - Chce mi się sikać... No tak. To było oczywiste, że chciał tu wejść. - Jesteś z siebie dumna maszyno?


To był jednak zły pomysł, żeby zamienić się w takie coś. Nie wiedziałem, czemu nie mogła być po prostu budką telefoniczną jak dzień wcześniej, której i tak w dzisiejszych czasach nikt nie używa. Zwłaszcza w erze telefonów komórkowych, który każdy ma. - Stary, ja tutaj nie wytrzymam! - Mówił to coraz cichszym głosem. - Idź się odlać w krzaki, koleś. I nie zawracaj mi głowy! - Krzyknąłem stojąc przy kokpicie nie mając zamiaru go wpuszczać do środka. Spojrzałem na obraz w ekranie, który wyświetlał w czasie rzeczywistym co się działo niedaleko w centrum wehikułu. Na pierwszym planie widziałem jak ten facet co tutaj stał przed drzwiami właśnie odchodził. Po jego grymasie twarzy sądziłem, że nasikał w majtki, ale trudno... Nie mogłem nic zrobić, bo bym go przecież nie wpuścił do środka, gdyż bym się zdemaskował. Po za tym śmiałem twierdzić, że narobiłby w gacie zaraz po tym jakby zobaczył wnętrze tego wehikułu. vii Dziewczyna w końcu wyszła ze szkoły. Rozpocząłem tym samym akcję detektywistyczną. Założyłem nawet na głowę typowy męski szarego koloru beret z lat osiemdziesiątych, który w tej sytuacji zastępował mi kaptur, który często nosiłem na głowie jak jakiś dres. Kiedy tylko przeszła obok wehikułu to wyszedłem z niego i postanowiłem obserwować ją do momentu, aż dowiem się, gdzie mieszka lub może nawet co się dzieje, że zapomina o poprzednich dniach. Czułem się trochę jak jakiś zboczeniec, ale niepotrzebnie miałem takie uczucia. To było dla mojego jak i jej dobra. Chowałem się za przechodniami żeby przypadkiem mnie nie zauważyła. Widziała mnie dzisiaj, więc mogłaby różnie zareagować. Na przykład mogłaby zacząć uciekać i z mojego planu byłyby nici. W którymś momencie między nami nie było żywej duszy. Bałem się tego, że się odwróci i to się też stało. Obejrzała się za siebie i ujrzała mnie. Ja szybko wyciągnąłem telefon udając, że do kogoś dzwonię idąc przy tym pewnym krokiem. Schyliłem również głowę. Nie znała mego zewnętrznego ubioru, więc istniało duże prawdopodobieństwo, że mnie nie rozpozna. Nie zareagowała nieprzewidywalnie. Po postu szła dalej patrząc przed siebie. Szliśmy długą ulicą, więc nie powinna myśleć, że ją śledzę. W końcu dziewczyna skręciła w bok i po pasach przeszła na drugą stronę ulicy. Ja postanowiłem iść dalej patrząc, gdzie uda się dalej. Po chwili znowu skręciła w lewo. Na całe szczęście ulica ta składała się tylko z kilku domów, więc nie musiałem przebiegać na drugą stronę. Usiadłem na ławce obok i patrzałem, do którego wejdzie domu. Ujrzałem jak weszła do dużego domu o ścianach szarego koloru. Wiedziałem już, gdzie mieszka, ale wiedziałem również, że to nic nie da w poznaniu prawdy. Nie byłem pewny czy aby w środku czasem nie robili jej coś złego. Nie mogłem po prostu wbić jej do chaty, ani nic z tych rzeczy. Postanowiłem zrobić to w ostateczności. Na razie dane mi było poczekać i sprawdzić, gdzie się udaje po szkole. Nie mogłem czekać zbyt długo. Musiałem być w domu,


żeby rodzice się nie bali o to, że mnie długo niebyło. Obok mieszkania dziewczyny znajdowała się placówka banku. Była tam kamera. - Gdybym mógł ją jakąś kontrolować! Pomyślałem, że chyba by się dało to zrobić z moim śrubokrętem. Namierzyłem Mariesem kamerę. Spojrzałem się na lampkę śrubokrętu, która świeciła się śliwkowym kolorem. Pomyślałem, że może nazwę śrubokręt "Śliwka", chociaż Maries brzmiało lepiej. Przez przypadek najechałem nim na ekran w telefonie, który trzymałem w drugiej ręce i wyświetlił się obraz z perspektywy kamery. Uśmiechnąłem się i pokiwałem głową. Spodobała mi się ta możliwość, a to było nic, bo urządzenie oferowało znacznie więcej. Nic było po staniu przed jej domem, więc udałem się wpierw po wehikuł, a następnie do domu. W środku czekała moja matka, która od razu mnie zaczepiła. - Jak było w szkole? - Normalnie. - Odpowiedziałem znudzonym głosem. - Będziemy musieli o czymś porozmawiać kiedy przyjdzie tata z pracy. Potaknąłem głową i poszedłem do swojego pokoju. Wiedziałem, że chodziło o te zegarki. Myślała, że je pewnie ukradłem. No i jeszcze sądziła, że kłamałem o tym wszystkim, co niby było, ale nie było, że się zmieniło, bo się nie wydarzyło... Wiem, dziwne. Odrabiałem lekcje. Spoglądając cały czas na obraz z kamery, który przeniosłem z ekranu w telefonie na ekran komputera. Widziałem tylko jak ktoś przyjechał do niej. Prawdopodobnie jej ojciec. Oprócz tego jacyś obcy ludzie przechodzili obok domu. Jednak nie było jej. Było już ciemno. Młoda dziewczyna wychodziła z domu. Ubrałem kurtkę, bo już było trochę zimno i wyszedłem oznajmiając tylko matce. - Zaraz wracam... Chciała coś powiedzieć, ale zamknąłem drzwi nie pozwalając jej na to. Udałem się szybko do wehikułu i poleciałem najszybciej jak to możliwe pośpieszając wehikuł. Wylądowałem blisko jej domu. Miałem ją na widoku. Postanowiłem za nią iść. Trochę się dziwiłem, że o tej porze dnia szła gdzieś sama przez miasto nie bojąc się niczego i nikogo. Już od tego momentu coś mi tu śmierdziało i to nie była bynajmniej kupa psa, która leżała na chodniku obok mnie. Wiedziałem, że coś będzie nie tak. Rodziła się nowa teoria spiskowa, że uda się gdzieś przez co straci pamięć. Co jakiś czas odwracała się za siebie. Ja kryłem się za drzewami, więc mnie nie zauważyła. Szła w stronę szkoły. - Czy aby na pewno do niej zmierza? - Pomyślałem sobie.


Nie, akurat nie weszła do szkoły. Szła dalej obok budynku. Zobaczyłem, że udaje się w stronę małego lasu. - Po co ona tam idzie, co tam takiego jest, przecież jest tam ciemno?! - Mówiłem do siebie. Zastanawiałem się co tam takiego znajdę. Wiedziałem, że już niedługo poznam odpowiedź. Było ciemno, tylko co kilka metrów była postawiona lampa, która ledwo co oświetlała drogę. Była kompletna cisza. Szedłem dalej i prawie traciłem ją z widoku, a nie było już lamp oświetlających ścieszkę, po której szedłem. Nagle potknąłem się o jakąś małą kłodę i się przewróciłem. Kiedy wstałem straciłem ją z widoku kompletnie. Powoli szedłem nadal do przodu mając nadzieję, że odnajdę pannę. Tylko księżyc i gwiazdy oświetlały mi drogę. Chciałem się już cofnąć i iść do domu, do wehikułu. Byłem tutaj sam, no i ona... gdzieś... w środku lasu. Było jak w horrorze. Szukałem tej dziewczyny. To było szalone. Nagle z daleka ujrzałem jakiś blask. Biegłem w stronę dobijającego światła. Przy biegu skojarzyłem sobie, że jest dokładnie tak jak w moim śnie. Chmury zakryły księżyc i gwiazdy oraz rozległ się wiatr pod wpływem którego tańczyła cała otaczająca mnie roślinność. viii Spośród czarnych opok drzew wyjawiła się pewna postać. Kobieta w średnim wieku odziana w czarną szatę z kapturem założonym na głowie. Na jej wychudzonych jakby nigdy nie widziały słońca białych rękach jak i twarzy były widoczne czarne niczym perła żyły! Wyglądała fatalnie. Jakby od dawna nie żyła. A bok niej znajdowała się skulona ze strachu dziewczyna. Spojrzała się na mnie swymi wielkimi przerażonymi oczyma. - Bartek! Dziwne, teraz pamiętam nasze wszystkie rozmowy... - Wypowiedziała cała roztrzęsiona nie wiedząc co się dzieje. - Zmanipulowałaś jej myśli?! - Zapytałem chcąc upewnić się, że to ona była odpowiedzialna za amnezje dziewczyny. - Prosty trik z przeszłości. - To oznaczało, że miałem rację. - Moje też? - Niestety twoje myśli są zbyt silne, ale sny już niekoniecznie! Tak czy inaczej udało mi się tutaj was sprowadzić. - Nie wiem dlaczego tutaj szłam! Jąkała przestraszona panna. Ja za to nie rozumiałem co oznaczało pierwsze zdanie zakapturzonej postaci. Jednak bardziej interesowało mnie to dlaczego to wszystko zrobiła. - Po co? Ta postanowiła odpowiedzieć . Niestety nie wprost. Tylko grała.


- Widzisz te urządzenie? Potrafi zabić każdą żywą istotę, ale także wskrzesić każdą zmarłą. Niestety byłam w stanie wchłonąć do niego tylko 8 regeneracji by móc ożywiać. - Mów do rzeczy! Ta jednak znowu grała na czas. - A wiesz czym jest śmierć? Jest najgorszym cierpieniem jakie przeżywa człowiek. To ją właśnie spotka, a tu jedyne co będziesz mógł zrobić to patrzeć na to! - Gadaj o co ci chodzi! - Jesteśmy tutaj po to by wypełnić twoje przeznaczenie, pogromco! Będziesz patrzeć na jej cierpienie. Jak umiera i jak ożywa na nowo tylko po to, by znów umrzeć! Mówiła za dużo. Stanowczo za dużo. Z jej słów rodziło się u mnie setki pytań. Zważywszy na wszystko nie chciałem by ona cierpiała dlatego próbowałem ją namówić do zaprzestania znęcana się nad dziewczyną. - Jesteś chora! O jakim przeznaczeniu mówisz? Dlaczego ona musi cierpieć jak mniemam z mojej winy! Zostaw ją w spokoju i to mnie ukarz! - Mogłabym ciebie posłuchać. Niestety pewnego dnia zabiłeś kogoś dla mnie ważnego! Dlatego zemszczę się i spotka was taki los jaki spotkał mnie! To co do mnie mówiła było kłamstwem. Dlatego postanowiłem zaprzeczyć jej herezjom. - Nie wierzę ci. Nikogo nigdy nie zabiłem! - Plułem się. - Owszem zrobiłeś to kilka dni temu. Ach tak... Nie pamiętasz tego wydarzenia. Jest dla ciebie zablokowane i nie odkryjesz go dopóki nie wypełni się przeznaczenie, które doprowadzi do tego, że on z ciebie wyjdzie! Dała mi tym odpowiedź na jedno ważne pytanie. Jednakże inne jakie mi się nasunęło w tej chwili było jedno. - Kto?! - Demon! - Wydarła się podczas gdy ja zamilkłem, a ona kontynuowała. - Masz go w sobie, a ja go z ciebie wydostanę! Odwróciła się w stronę Moniki ze swoim urządzeniem reasumując wszystko jednym zdaniem: - Niech rozpocznie się wielki spektakl - Rytuał żyć! - Choć dla naszej kobiecej dwójki rozpoczął się już dawno temu. Jak się cierpiało moja panno? - Zerknęła w jej stronę. Padłem kolanami na ziemię nie wiedząc co czynić. To było dla mnie za dużo. - Nie rób tego! Zostaw ją! - Krzyczałem nie mając nic innego w zanadrzu.


- Tak, właśnie oto chodzi! Za każdym razem, kiedy będziesz czuć w sobie gniew będzie to oznaczało, że ona jest już coraz bliżej! Wiedząc, że mogła mówić prawdę z tym Demonem i chcąc go ze mnie wyciągnąć po prostu uciekłem jak tchórz. Zostawiając tę nic niewinną osobę samą z tą mściwą postacią. Szybko zacząłem żałować, że nie powstrzymałem tej kobiety. Jednak postanowiłem się nie poddać. Powiedziałem sobie, że znajdę sposób, by ją pokonać i to na pewno nie będzie uśmiercenie jej. Łatwo byłoby cofnąć się w czasie i nie dopuścić do zaistniałem sytuacji. Niestety znając się trochę na produkcjach z kategorii science-fiction wiedziałem, że nie będę mógł tego uczynić. Spotkanie siebie samego doprowadziłoby do zbyt radykalnych zmian. Tak więc ten sposób odpadał jak i również ten by powiedzieć o tym wszystkim policji, która by ją dorwała. Uznaliby mnie za szaleńca. Więc... ? Czyżby zostało mi tylko uciec z tą miłą dziewczyną jak najdalej stąd? Tylko jak długo miałbym to robić? Nie miałem innego pomysłu. Na razie musiało to wystarczyć. ix Po powrocie do domu czekała mnie głupia rozmowa z rodzicami, której wolałbym ominąć. Wyglądała ona mniej więcej tak: - Gdzie byłeś? - Zapytał z powagą ojciec, gdy tylko przekroczyłem próg drzwi. - Nigdzie, tylko na zewnątrz. - Oznajmiłem spoglądając na boki. - Krzyczysz na matkę, nie wiadomo o co ci chodzi, a to... Wyciągnął coś z kieszeni. Były to cztery moje zegarki. - Skąd je masz?! - Zapytał. - Już mówiłem! - Wydarłem się po czym wyrwałem mu je z ręki. Tymże sposobem zakończyła się jak wcześniej wspomniałem głupia rozmowa i mogłem dalej rozmyślać. Nie mogłem pozwolić na to, by ta wiedźma ją krzywdziła za moje winy. Dlatego pewne było, że następnego dnia ucieknę z panną. x Nastał następny dzień. Dookoła panowała zwyczajna atmosfera dnia. Również w szkole. Czułem się jak obcy przechadzając się między wszystkimi ludźmi. Wiedziałem, że dla nich ten dzień minie normalnie. Jednakże dla mnie jak i dla tej dziewczyny będzie on początkiem czegoś niezwykłego. Stanąłem naprzeciw planu lekcji. Wtedy wzdłuż korytarza szła ona. Cieszyłem się, gdyż wyglądała normalnie. Jakby nic się jej nie stało. Wiedziałem jednak, że zła kobieta po raz kolejny zmanipulowała jej myśli.


Jednakże, gdy tylko mnie ujrzała, nagle cofnęła się. Jakby kojarzyła mnie. Tylko nie wiedziałem jakie wydarzenia miała w głowie. Pobiegłem za nią. - Hej, zatrzymaj się na chwilę! - Krzyknąłem. Udawała, że mnie nie słyszała. Podbiegłem do niej i zatrzymałem chwytając z rękę. - Czego ode mnie chcesz!? - Spytała odwracając się w moją stronę. Jej słowa wzbudziły zainteresowanie okolicznych uczni. Z mętliku ludzkich słów nastała grobowa cisza, a twarze były skupione na nas. Zrobiło mi się głupio. Mimo to zignorowałem tych wszystkich ludzi, by porozmawiać o czymś ważnym z dziewczyną. - Słuchaj, musisz uciekać! -Odpowiedziałem zdyszanym głosem. Zaśmiała się po czym spytała. - Gdzie i po co? - Nie wiem, polecimy gdzieś moim wehikułem. Tak, powiedziałem jej o wehikule, co dla niej to zabrzmiało jak totalny nonsens. - Wehikuł czasu...? puknij się w głowę! Czegoś się naoglądał!? - Powiedziała po czym weszła do sali lekcyjnej. Dzień zapowiadał się na jeszcze gorszy niż sobie przypuszczałem. Byłem pewny, że rozmowa potoczy się inaczej. Jednak przez zmanipulowanie jej myśli wyszło jak wyszło. Musiałem znaleźć sposób na spokojny dialog z dziewczyną gdy ją spotkam. xi Nasze drogi znów się naszły. Patrzała na mnie jak na palanta. Nic w tym nie było dziwnego. Właśnie tak się czułem. Jak ostatnia osoba z rasy palantów. - Hej, zatrzymaj się. - Powiedziałem na spokojnie, gdy ta przechodziła obok mnie. - Czego jeszcze chcesz!? - Zapytała z ignorancją. - Przepraszam. Mam ostatnio złe dni. Nie chciałem, żebym się na tobie wyżywał. Może zacznijmy od początku. Jestem Bartek. - Monika. - Odpowiedziała. Zrobiła przy tym pogodną minę. Było widać lekki uśmieszek w kąciku jej ust. To dobrze wróżyło. No i dowiedziałem się jej imienia, które pochlebiłem. - Ładne imię, Monisia. Ta zaczerwieniła się. - Każdy może mieć zły dzień, więc nie gniewam się na ciebie. - Oznajmiła.


- Ulżyło mi na prawdę! Na prawdę cieszyłem się, że ten dialog odbył się bez żadnych zgrzytów. Śmiałem jednak twierdzić, że rozmowa znowu zejdzie zna zły tor zacznę gadać i wehikułach czasu i innych temu podobnych rzeczach. Poprowadziliśmy krótką rozmowę na kilka tematów. Było miło. W końcu wybrzmiał dzwonek na kolejną lekcję. - To do zobaczenia Bartłomieju. - O nie, nie! Ja jestem Bartosz, nie Bartłomiej - Bartosz, ale możesz mówić Bartek. Dziewczyna zaśmiała się. Rozbawiłem ją. To dobrze o mnie świadczyło w jej mniemaniu. Cieszyłem się idąc do swojej sali lekcyjnej, lecz wiedziałem, że wieczorem, gdy wiedźma znowu ją przyprowadzi do siebie będę musiał działać. I nie miałem tutaj na myśli zwykłej ucieczki. xii Nadszedł wieczór. Byłem w wehikule. Wpatrywałem się w ekran monitora, który wyświetlał obraz z kamery umiejscowionej obok domu dziewczyny. - Pożegnaj się z rodziną, nieprędko ich ujrzysz. Ja zresztą swoją też. Mruczałem do siebie pod nosem. Nie widziałem niestety innego wyboru. Będę musiał z nią podróżować, aż dowiem się w jaki sposób powstrzymać naszego nemezis. Zdecydowałem, że Monika będzie moją towarzyszką, której będę bronić, o którą będę się troszczyć, poznam wspólnie sekrety Władców czasu i z którą zwiedzę świat. Nawet pójdę dalej - wszechświat! Monika znalazła się tak jak poprzedniego dnia u stóp złej kobiety. Wiedziałem jak się czuła. Postanowiłem w końcu wylądować obok nich. Wtedy usłyszeli dźwięk... Dźwięk mojego wehikułu. Wylądowałem i otworzyłem drzwi. Odwrócili się w moją stronę. Zapewne widziały mój czarny cień pośród białej poświaty jaka wyłaniała się z wnętrza budki. Przynajmniej chciałem żeby to tak efektownie wyglądało. - Szybko, Moniko. Wejdź do środka. - Zwróciłem się do dziewczyny po czym podałem jej rękę. Ta jednak stała niepewnie. - Proszę, zaufaj mi! Dziewczyna biegła przerażona i zapłakana do środka. Chciała jednak zostać powstrzymana przez naszego wroga. Gdy wiedźma najechała swoim narzędziem na nią ja sam przeciwstawiłem się swoim śrubokrętem, który powstrzymał ją przed zabiciem Moniki.


- Jeszcze tylko 7 razy i będzie po wszystkim! - Krzyczała. - Już więcej jej tego nie zrobisz! - Odparłem. - Rytuał zostanie ukończony! - Zaprzeczała. Przed ucieczką chciałem jej zadać jeszcze jedno pytanie. - Władowałaś energię regeneracyjną do urządzenia. Powiadasz, że znasz przyszłość. Jesteś Władcą Czasu? - Jestem osobą, która zawsze będzie o krok bliżej od ciebie! Możesz mi mówić - Wielka Inteligencja. - Wielka Inteligencjo! Odpowiedz na moje pytanie! Musiałaś użyć energii regeneracyjnej, więc albo jesteś Władcą, albo musiałaś komuś odebrać regeneracje! Zamyśliłem się. Spojrzałem na nią. Śmiała się. Odpowiedziała. - Zabrałam je tobie. Tyle ile mogłam. Resztę dowiesz się w przyszłości! Na nic były jej dalsze słowa. Zamknąłem drzwi i najszybciej jak się da pociągnąłem za spust. Poleciałem na plażę obok jeziora, gdzie zacząłem opowiadać tę historię, którą spisę na kartkach papieru. vi Kaczki już odleciały. To co widzę, nie pozostawia mi złudzeń. Moja teoria spiskowa na temat Moniki była na całe szczęście błędna. Jednak narodziła się nowa. Poznałem odpowiedź na pytanie co się działo z Moniką. Jakiś plus. Jednak wiem, że narobiłem sobie pełno kłopotów. Teraz pytanie brzmi jak ją powstrzymać i jak długo będę w stanie z nią uciekać. Jeśli będzie mi dane z nią podróżować do końca życia to tak też będzie. Będę się starać by była jak najszczęśliwsza, ale nie doprowadzę do jej straty! A może uda mi się spotkać Doktora, który wszystko odkręci. Tak się kończy pewien rozdział historii i zaczyna nowa. Niewiadomo jak długa... Wiem tylko, że muszę jej pomóc. Muszę pomóc sobie. Teraz muszę uciekać, bo czuję, że ona się zbliża.



Buster Time Lord Rozdział II Rytuał