Page 1

Rozdział I

Tajemnicza Dziewczyna


11 październik 2013 (czas ziemski) i To mogły być z pozoru zwykłe wydarzenia. Takie, które spotyka normalnych ludzi, tudzież nastolatków codziennie. Jednak jak to się mówi - pozory mylą. Zaczynając od początku - Był to wtorek, czyli kilka dni przed tym, kiedy dowiedziałem się, że jestem Władcą Czasu. Wśród korytarzy rozlegał się szmer setek przegadujących się ludzkich głosów. Ja będąc przed klasą, oczekiwałem na dzwonek, który symbolizowałby czas na kolejną nudną i przespaną z otwartymi oczyma lekcję podczas, gdy nauczyciel prowadziłby jak to często bywa w takich sytuacjach monolog myśląc, że prowadzi dialog z zainteresowaną klasą. Stałem ze założonymi rękoma przed kilkoma kolegami, którzy rozmawiali o zdarzeniach z minionych dni. Sam robiłem tylko za słuchacza co u mnie nie było niczym dziwnym. Jestem małomówny, a dyskusje, zwłaszcza w grupach budzą we mnie wstręt. Trudno mi napisać, czemu taki jestem, ale taka moja natura. Jednak abstrahując od tego, bo to całkowicie nieważne - nagle coś nakazało mi się odwrócić. Nie umiem wytłumaczyć co. Jakby coś lub ktoś dostał się do moich myśli mogąc przy tym swobodnie nimi manipulować. Tak czy inaczej nie stawiałem oporu w zaistniałej sytuacji i uczyniłem swą powinność. Wzdłuż korytarza powolutku podążała dziewczyna. Niskiego wzrostu brunetka o błękitnych oczach odziana w białą rozpinaną na guziki bluzkę i niebieskich dżinsowych spodniach oraz trampkach tego samego koloru. Jej ubiór nie czynił z niej nikogo wyjątkowego, a na pewno nie osoby, która chciałaby stanowić obiekt adoracyjny dla płci przeciwnej. Wyglądała bardziej jakby chciała powiedzieć - Nie mam chłopaka i nie chcę mieć, więc nie będę się mizdrzyć dla facetów. W moim mniemaniu wyglądała na zadbaną, ogarniętą dziewczynę i to zaczęło mi się w niej podobać. Byłem dla niej punktem obserwacyjnym, a przynajmniej do czasu, aż sam nie przykułem na niej wzroku. Wtedy momentalnie przewróciła oczami na telefon, który dzierżyła w dłoni. Po wyrazie jej twarzy, której to policzki zaczerwieniły się widać było, że się zawstydziła po mojej demaskacji jej czynu. Pomyślałem, że to może zalążek pewnej historii miłosnej, w którą wplątał mnie los. Jednak nagle poczułem jakby coś "przepływało" wewnątrz mnie. Nie były to bynajmniej motylki w brzuchu. To było pierwszy raz, kiedy miałem to dziwne uczucie. To samo towarzyszyło mi dzień wcześniej po otworzeniu zegarka. Jakby miało to mieć jakiś wspólny wątek. Wtedy nie było to dla mnie takie niezwykłe. Teraz jak sobie o tym pomyślę, to wiem iż był to początek czegoś czego za bardzo nie rozumiem. Zarazem nienormalnego dla zwykłego człowieka. Szczególnie utwierdzam się w tym przekonaniu po ostatnim poniedziałku. Chyba dwa dni po wydarzeniu w świątyni. Specjalnie napisałem "Chyba", bo coś mnie prawdopodobnie ominęło... Mianowicie obudziłem się jak zazwyczaj około szóstej godziny. Była to wczesna godzina na wstawanie w niedzielę, która powinna być tego dnia. W końcu jaki dzień tygodnia jest po sobocie? Leżałem sobie w łóżku nie mając najmniejszej ochoty na wstanie, gdy nagle do pokoju wpadła moja matka. - Idziesz dzisiaj do szkoły, czy nie? - Już po szóstej! Wzdrygnąłem się z zaskoczenia. - Jak to? Przecież dzisiaj niedziela! - Nie żartuj sobie, tylko szykuj się do szkoły! - Powiedziała z powagą, po czym wyszła z pokoju. Wstałem szybko, a następnie bezzwłocznie spojrzałem na godzinę i datę w telefonie, by utwierdzić się w przekonaniu, że wiedziałem jaki dziś dzień. Okazało się, że faktycznie był poniedziałek. Nie wiedziałem jak to było możliwe. Nie mogłem tak po prostu zgubić jednego


dnia swego życia. Myślałem, że może wehikuł przeniósł mnie dzień do przodu. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Jest to kolejne pytanie, na które przeczuwam, że odpowiedzi poznam nie za szybko. Jestem abstynentem, a mimo to i tak minął dzień, którego w ogóle nie pamiętam. Po za tym miałbym chyba lekkiego kaca, a jest wszystko dobrze zwarzywszy na to iż wieczorem nie czułem się najlepiej. Może całe życie jestem na kacu? - Spytałem siebie. Alkohol jest dla ludzi inteligentnych, a ja nim nie jestem, dlatego nie pije. Przynajmniej tak sądzę, ale wiem, że mogę przesadzać. Nie ukrywam, że jestem względem siebie za bardzo krytyczny. Skoro wyszło na to iż nadszedł mimowolnie dzień szkolny zrobiłem to co każdy normalny człowiek w tej sytuacji. Właściwie nie wiem, czy mam siebie uważać za człowieka. Wyglądam jak on, ale nim nie jestem. Przynajmniej na zewnątrz, bo wewnątrz biją mi dwa serca. Musiałem się sprężać z ubieraniem, ponieważ mogłem się spóźnić na pociąg, a z rozpędu nie pomyślałem o tym, że gdzieś niedaleko domu miałem zakumulowany wehikuł czasu. Po wszystkim wziąłem plecak i szybko wybiegłem z domu. Po drodze pomyślałem o panu Włodku - to znaczy Feyedort'cie? - Jakąś tak siebie nazwał. Jestem ciekawy, gdzie się udał i co planuje zrobić ten nieobliczalny Władca Czasu. Kolejne pytanie? - Chyba popadam w trans pytań. Sądzę, że na pewno go kiedyś spotkam, tylko nie wiem kiedy i w jakich okolicznościach. Jednak nie mam co się w tym czasie tym przejmować. Trzeba żyć teraźniejszością. Słyszałem, że pociąg już odjeżdżał. Przyśpieszyłem i biegłem próbując zaalarmować jakąś konduktora by ten na mnie poczekał, niestety nieskutecznie. Oparłem ręce na kolana dychając z przemęczenia. Coś było inaczej i wiedziałem nawet co. Serce mi biło, to na pewno, ale czy jedno? Otóż nie! Pisałem, że mam ich całą parę. Sprawdziłem ich bicie. Chwyciłem się z lewej strony, waliło mi je niczym młot. To było jak najbardziej na miejscu. Przejechałem dłonią w prawą stronę trzymając ją na klatce piersiowej po czym poczułem, że z prawej strony też mi coś bije. To właśnie było drugie serce. Na zewnątrz się nie zmieniłem, ale wewnątrz już tak. Mam inny układ krwionośny. Pomyślałem sobie co jeszcze innego mam w sobie. Musiałem się dostać do szkoły, ale jak? A no tak! - Przypomniałem sobie wtedy o moim wehikule. Wiedziałem, że zakamuflował się w drzewo za to ni w ząb nie potrafiłem skojarzyć, które to było. Tutaj pojawił się poważny problem. Chcąc go znaleźć obmacywałem każde z drzew w okolicy. Moje poszukiwania zwróciły uwagę pewnej osoby. Był to starszy facet z bardzo bujnym zarostem. Niegolonym zapewnie przez dobry miesiąc. Oprócz tego nosił jakieś stare ubrania, które brzydko pachniały. Ot zwykły pańczak gołaniecki. Podszedł do mnie od tyłu i puknął w ramię. Dostając lekkiego szoku odwróciłem się do niego. - W czym mogę pomóc? - Spytałem trochę zaniepokojony. Postawił swoją dłoń na moim ramieniu jakby miał mi dać dobrą radę i dał, przynajmniej według jego. - Posłuchaj chłopcze, jak chcesz zapalić "ćwika" to po prostu schowaj się dobrze między drzewami. - Ale ja nie palę! - Rzekłem spuszczając brwi. - Nie masz się czego wstydzić. - Powiedział z poważaniem. Zdenerwował mnie momentalnie jego nachalnością względem mej osoby. Po za tym nie lubię, kiedy ktoś mi wmawia coś niezgodnego z rzeczywistością. Mama mi nie raz mówi, żebym nie grał przy komputerze, mimo iż tego nie robię. Rysuję na tablecie graficznym, tworzę, projektuję. Ale to nie jest granie! Chciałem się go pozbyć wszystko jedno jakim sposobem. - Nie będę się powtarzać - Ja w ogóle...


Przerwał mi chamsko po czym zadał pytanie z lekkim stresem, który wywodził się zapewnie z tego, iż dzisiaj jeszcze nie palił. - To dasz mi tego szluga, czy nie!? Czułem jak mi pękła żyłka w oku. - Ja nie palę papierosów, a tak po za tym śpieszę się do szkoły, a pan mi przeszkadza! - Czyli nie dasz nawet jednego papieroska? - Spytał osiągając tym samym szczyt upierdlistwa. Trochę zirytowany tym pytaniem jak i całą rozmową, wyciągnąłem dwuzłotową monetę z kieszeni i dałem mu ją prosto do dłoni. - Proszę, niech pan ma na te fajki! Facet się ucieszył po czym odszedł wypowiadając ówcześnie słowa podzięki. - Dziękuję ci bardzo. Niech Bóg wynagrodzi tobie w dzieciach. Ja na to odpowiedziałem sobie pod nosem. - Jedno by mi wystarczyło. I najlepiej by to była córka. Facet odszedł mrucząc coś po nosem, a ja w końcu mogłem kontynuować poszukiwania. Tylko tym razem musiałem bardziej uważać, żeby nikt, a szczególnie żaden menel mi nie przeszkodził. Mijały minuty, a ja nie mogłem znaleźć tego cholernego wehikułu. Musiałem odpocząć, gdyż byłem trochę zmęczony odnajdywaniem odpowiedniego drzewa. Przy odpoczynku doszedłem do wniosku, że objętość drzewa powinna być na tyle duża bym mógł wejść do środka. Głupi ja! Wnerwiło mnie to, że dopiero po takim czasie przyszła mi do głowy taka oczywista uwaga. Ze złości uderzyłem w najbliższy pień po czym ten się otworzył i to dosłownie, a ja wpadłem do środka. Kiedy wstałem dostrzegłem iż znalazłem się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Szybko z niego wyszedłem. Zastanawiałem się czy znowu nie straciłem pamięci, ale nic z tych rzeczy. Obejrzałem drzewo dookoła, podczas gdy drzwi były otwarte. To było coś niesamowitego. Wehikuł większy w środku. W wielkim okrągłym pomieszczeniu, dominowały biało-szare barwy. Dookoła było pełno białych kwadratowych wypukleń. Po za tym wszędzie było można dostrzec całą masa migoczących urządzeń i światełek. Lecz prawdziwy wynalazek znajdował się w centrum. Był to owalny kokpit, w którym dominowały wszelkie przyciski i wajchy, które nie miałem pojęcia do czego służyły. Czułem się tak samo dziwnie, jak niedawno na matematyce, gdy rozwiązywałem jakieś zadanie, które zajęło mi półtora strony i oczywiście nauczyciel doszedł do wniosku, że nie miało ono sensu. Właściwie nie wiem co miało ono wspólnego z tym wydarzeniem, ale nic nie poradzę, że przyszła mi taka myśl. Wiedziałem, że trochę czasu zajmie mi ogarnięcie tego sprzętu. Rozglądałem się po pomieszczeniu szukając odpowiedzi na to jak przenieść się gdziekolwiek. - Może powinna być gdzieś jakaś książka? - Powiedziałem na głos. Nie miałem zamiaru wciskać wszystkiego bez sensu, co popadnie, bo przeniósłbym się nie wiem gdzie, a tego bym z pewnością nie chciał. Do owalnego słupa umiejscowionego w centrum przyczepiony był monitor. Włączyłem go. Były na nim wypisane te cyfry: 2, 0, 1, 4. Po prostu wiedziałem, że oznaczają one rok. To musiało zostać na miejscu. Zastanawiałem się jak wpisać dokładne proporcje. Szukałem klawiatury, ale nie mogłem znaleźć takiego wynalazku. - Masz mnie zabrać do szkoły! - Krzyknąłem po prostu. Nic to nie dało, więc przesunąłem najbliższą mojej pozycji wajchę. Z wehikułu zaczął się wydobywać jakiś dziwny dźwięk. Jakby przerywanej wiertarki. Do góry widniały jakieś dziwne znaki, chyba Władców Czasu. Nic z nich nie rozumiałem jednak warto zaznaczyć, że zaczęły się one obracać wokół własnej osi. Przenosiło mnie gdzieś co budziło u mnie pewną satysfakcję, gdyż zacząłem wędrować w przestrzeni tylko ogarnął mnie również strach, bo nie miałem pojęcia, gdzie się finalnie znajdę. Trzęsło całym pomieszczeniem jednak nie powstrzymało mnie to przed skuleniem się i jąkaniem przez jakiś czas jednej frazy.


- Tylko nie na Słońce! Nie chciałem, by mnie zabrało tam, ani nawet co oczywiste w gorsze miejsce. Po chwilce wstałem i kiedy już tak bardzo nie miotało wnętrzem powoli podchodziłem do drzwi trzymając się metalowej poręczy. Otworzyłem je i kuknąłem głową na zewnątrz by sprawdzić swą pozycję. Leciałem statkiem nad ulicą Kościuszki w mieście, gdzie znajdowała szkoła, do której chodzę. Akurat przede mną był przejazd kolejowy. Na nieszczęście zamknęły się barierki i przejeżdżał pociąg. Byłem pewny, że zderzę się z nim i pożegnam się z życiem. - Leć do góry! - Mówiłem do maszyny. Wehikuł to uczynił jakby mnie słuchał. Odetchnąłem z ulgą, lecz bałem się co będzie dalej. Wystawiłem głowę ponownie , żeby zobaczyć czy aby nie latałem w drzewie. I nie, to nie było drzewo, tylko typowa polska budka telefoniczna obklejona wieloma plakatami i innymi ulotkami. Dobry kamuflaż dla danego miejsca. Jednak nijak miało się to do tego, że latałem nad ulicą. Zastanawiałem się czy nikt mnie nie widział. Byłby przypał, gdyby tego samego dnia w telewizji trąbiliby o latających obiektach nad miastem. Nie mając kontroli nad wehikułem chciałem zeskoczyć. Sprawdzałem jakie miałem szanse na przeżycie, gdybym chciał to zrobić. - Ląduj niżej. - Oznajmiłem sądząc, że jeśli to zrobi to uczynię swą powinność. Za każdym razem, kiedy to mówiłem budka lądowała coraz to niżej. Mogłem już zeskoczyć, tylko bałem się prędkości z jaką się poruszał wehikuł. - Uważaj bo skaczę! - Krzyknąłem z całej siły. Już chciałem to zrobić, ale budka obróciła się w bok, spychając mnie do środka po czym z powrotem wzniosła się wyżej. Ten wehikuł mnie dobrze rozumiał i robił to co mówiłem. Zauważyłem również, że próbował robić na mi złość, ponieważ wywrócił się tak, że spadłem na głowę. Znowu otworzyłem drzwi dochodząc ponownej orientacji w terenie. - Ląduj, jesteśmy już prawie na miejscu! - Oznajmiłem widząc szkołę. Budka telefoniczna wylądowała obok parkingu na trawie, ryjąc się w ziemię. Zatrzymała się. Wyszedłem z niej i powiedziałem z wielką radością. - W końcu! Kręciło mi się w głowie i trochę słabo się czułem, ze względu na chorobę lokomocyjną. W zasadzie już przyzwyczaiłem do jeżdżenia samochodami czy autobusami. Nie dotyczyło to oczywiście latających, szklanych budek telefonicznych. Chciało mi się zwymiotować, więc bez wahania pobiegłem do pobliskiego kosza. Każdy się może domyślić, co wtedy zrobiłem. Puściłem przysłowiowego pawia. Ogarniając się z lekka spojrzałem na godzinę w telefonie. Było za pięć minut ósma. Zdążyłem jeszcze przed czasem do szkoły. Wbiegłem do środka i udałem się do sali lekcyjnej. Takim sposobem minęło mi kolejne nic nieznaczące czterdzieści pięć minut życia spędzone na nudnej lekcji. Jednakże po nastaniu przerwy... Ta wcale nie była taka jak zazwyczaj. Była wyjątkowa. Zaczęło się od tego, że schodziłem schodami na parter. Wtedy znowu nadarzyło mnie uczucie takie jak we wtorek. Moje myśli nakazały mi spojrzeć w bok. Może to było dziwne, zresztą wszystko co mnie ostatnio spotykało takie było, ale w mojej głowie kłębiły się myśli, że to co się potem stanie będzie zapamiętane przeze mnie bardzo długo. Przewróciłem wzrokiem w bok i ujrzałem ślepia pewnej osoby wlepione wprost na moje. Te oczy... Zapamiętam je do końca życia. Niby takie same jak u innych ludzi, ale jednak inne. Wielkie, błękitne niczym tropikalne morze w słoneczny dzień tęczówki, okalane szklanymi białkami. W oczach tych dane mi było dostrzec swe odbicie.


Pewny byłem jednego - Moje myśli dobrze mi podpowiadały, bo niemożliwym by było, żebym kiedykolwiek zapomniał o tym widoku przez który byłem zamyślony naprawdę nie wiem jak długo. Ocknąłem się w końcu na którejś lekcji. Zastanawiałem się czy to nie były aby oczy tej samej dziewczyny. Myślałem, że może zauroczyła się we mnie, choć nie potrafiłem sobie wyobrazić jak to się mogło stać. W końcu przystojny nigdy nie byłem, ani znikąd się nie znaliśmy. Moje emocje zbyt mocno grały, ale jedyne co mogłem zrobić, aby się przekonać jaka była prawda to spotkać ją i porozmawiać. Nie musiałem długo czekać na taką okazję, bo przechodziła obok mnie na kolejnej przerwie. Zaczął mnie zżerać stres. Nie wiedziałem czy na pewno, a jak tak to jak miałem ją zaczepić. Bałem się tego zrobić. Ot kwintesencja nieśmiałości. Nie chciałem się zbłaźnić, gdyby okazało się, że wszystko sobie wyobraziłem. Wiedziałem, że świat się nie skończy, a przynajmniej tak sądziłem, bo od momentu zostania Władcą Czasu wszystko mogło być możliwe. Jednakże czułbym się nieswojo za każdym razem, gdybym ją spotykał po głupim incydencie. Mimo to pozwoliłem sobie zaryzykować, bo w końcu mogłem wsiąść do wehikułu i uciec jak najdalej stąd. Podszedłem więc do niej i przywitałem się. - Hej. - Wydobył się z moich ust drżący głos. Odwróciła się do mnie. - Hej! - Odpowiedziała, po czym się skrzywiła dopytując się. - Czy my się znamy? - Tak! - Palnąłem, ale szybko się poprawiłem. - Nie, nie znamy. Skądże moglibyśmy się znać? Uśmiechnęła się na chwilę, podczas, gdy ja drapałem się po głowie czując jak moja głowa grzała się do czerwoności. - W takim razie czego ode mnie chcesz? - Kontynuowała rozmowę, gdyż ja najwyraźniej nie wiedziałem co dalej rzec. Niestety jej pytanie nie sprawiło, że coś się zmieniło w moich myślach. Nadal nie wiedziałem co miałem jej odpowiedzieć. Zakrywałem dłonią twarz, co wywołało u niej zmartwienie i zakłopotanie. - Hej ,wszystko okej? - Spytała troskliwie. Postanowiłem w końcu się przełamać i coś odpowiedzieć. - Posłuchaj... byłaś we wtorek w szkole? Ta odpowiedziała bez wahania. - Tak. Po tym zaczęły mi już przychodzić do głowy pytania, na które chciałem uzyskać odpowiedzi. - Czy mnie widziałaś, przy klasie 114? Spojrzałaś się na mnie. - Wybacz, ale nic takiego nie kojarzę. - Odpowiedziała, wiedząc, że ta odpowiedź mnie zawiedzie. Nie ukrywam, że nie chciałem uzyskać takiej odpowiedzi. Nawet się takiej nie spodziewałem, bo nie powinna zapomnieć tamtego wydarzenie z przed kilku dni. Przypuszczałem, że mogła sobie robić ze mnie żarty, lecz to było chwilowe i niewłaściwe. - Chyba ciebie zawiodłam. - Oznajmiła niepewnie. - Nie, skądże. - Odparłem na wydechu wlepiając oczy w podłogę. Monika wyczuwała zapewne dołującą atmosferę, która utworzyła się po serii odpowiedzi na pytania. Postanowiła ją rozjaśnić. - To Ty się na mnie spojrzałeś na schodach, tak? - Tak, to byłem ja. Właściwie, to chyba Ty się pierwsza na mnie patrzałaś. Podczas odpowiedzi mimowolnie wydałem pewne spostrzeżenie, które sprawiło jednocześnie, że poprawił mi się humor. I to dzięki dziewczynie, której się udało tego dokonać. - Tak, mogło tak być. - Rzekła krótko.


Po tym nadszedł moment, że próbowałem się tłumaczyć sam nie wiedziałem do końca z czego. - Słuchaj, ja nie chcę by coś między nami było. Po prostu tak jakąś wyszło, że... - Rozumiem. - Ja nawet nie jestem przystojny, więc... - Chciałem coś powiedzieć opisując siebie w negatywnym świetle (syndrom niskiej samo opinii wobec siebie), lecz dziewczyna postanowiła przerwać moje niepotrzebne wywody. - E tam, co tym mówisz! - Powiedziała kiwając ręką. - Dziewczyna najpierw patrzy na kogoś mówiąc jaki to z niego przystojniak, ale później patrzy na to jaki jest wewnątrz. Ty wydajesz się być spoko. Uśmiechnąłem się po czym powiedziałem. - To super, że tak myślisz. Naprawdę cieszyłem się z jej słów. Starała się być miła nie chcąc mnie zasmucać i tak też się stało. Zadzwonił dzwonek. Wiedziałem, że trzeba już było iść na kolejne lekcje. - To czas na lekcję. - Tak, oczywiście. -Odparła. Chciałem się już odwrócić, ale niespodziewanie spytała mnie o coś. - Do której chodzisz klasy? - Do 3 informatycznej. Pokiwała głową i dodała. - To do zobaczenia. Chyba się jeszcze spotkamy? - Tak, spotkamy. - Powiedziałem stanowczo z uśmiechem na twarzy. To było oczywiste, że nie rzucałem słów na wiatr. Co prawda nie ujrzeliśmy się już tego samego dnia, lecz kolejnego jak najbardziej. Oczywiście jeszcze tego dnia, kiedy wracałem do domu cały czas myślałem tylko o niej. Wehikuł nie sprawiał żadnych problemów, więc miałem taką możliwość siedząc spokojnie na siedzeniu i dumając. W moich myślach cały czas miałem jej oczy. To podchodziło pod zauroczenie. Nie uznawałem tego za niemożliwe. W moim wieku to normalna kolej rzeczy. Tylko trochę się dziwiłem, że nie pamiętała tamtego dnia. Usprawiedliwiałem to tym, że może miała za dużo na głowie. Mogła nie przypominać sobie takiego błahego momentu, który był prawie tydzień temu. Lecz rodziła się też teoria spiskowa jakoby miałaby być dla mnie największym nemezis i to wszystko byłaby jej gra. Nie chciałem w to wierzyć, ale moje ostatnie doświadczenia sprawiły, że nabrałem stanowczo więcej powagi dla takich rzeczy, gdyż mogło to być fizycznie możliwe. Następnego dnia miał być sprawdzian, na który poczynałem się uczyć, lecz domyślić się można, przeszkadzały mi w tym przysłowiowe niebieskie migdały. W takim wypadku były nici z nauki. Jak już wspominałem w głowie miałem tylko jedną osobę. ii W końcu nastał kolejny dzień. Był to wtorek, czyli minął równo tydzień od momentu pierwszej kooperacji z dziewczyną. Do szkoły wróciłem tradycyjną metodą - czyli pociągiem. Maszyna czasu została w domu, gdyż nie mogłem się zdemaskować tym, że nie jeździłbym do szkoły żadnym ze znanych ludzkości środkiem transportu. Moją pierwszym przedmiotem tego dnia w szkole była religia. Tak się złożyło, że akurat mieliśmy lekcje w sąsiadujących klasach. W końcu przyszła dziewczyna. Dziewczyna... której imienia nie znałem. To powinna być pierwsza rzecz jaką powinienem od niej usłyszeć podczas ostatniej rozmowy. Ujrzawszy moją osobę wlepiła we mnie swój wzrok. Uważałem iż czekała na moją reakcję i aż w końcu do niej podejdę. Chciałem nawet to uczynić, lecz akurat zadzwonił dzwonek. Przyszła kilka minut przed lekcją, więc nie miałem na to czasu. Pomyślałem, że zagadam do niej na następnej lekcji.


Tak się złożyło, że na katechezie ksiądz mówił o miłości. Trochę temat pasował do mojej sytuacji, w której się znajdowałem. Mówił o tym zarówno w kontekście moralnym jak i religijnym. Jakby wiedział o czym miałby dzisiaj mówić. To podsuwało się pod teorię spiskową, ale znałem tego księdza długo przed wszystkimi dziwadłami jakie naszły moje życie, więc nie sądziłem, że miałby mieć coś wspólnego w tym wszystkim. Po kilku godzinach lekcyjnych klasa dziewczyny miała mieć lekcje znowu obok mojej. Stała razem z dwoma koleżankami. Wpatrywała się w okno. Kiedy przeszedłem obok niej, spojrzałem się nią pod kątem oka i widziałem jak skierowała wzrok w moją stronę. Podszedłem do mojej klasy. Czaiłem się na nią z kilkudziesięciu metrów. Ona też się na mnie spoglądała. Wpatrywaliśmy się na siebie co jakiś czas przez całą przerwę. Irytującym dla mnie było, że znowu stałem jakby wmurowany w ziemię i nie podszedłem do niej. Moja nieśmiałość cały czas ze mną wygrywała. Po chwili okazało się, że jej klasa miała lekcję gdzie indziej. Cała chmara uczniów przetaczała się obok mnie wraz z moją brunetką. Z daleka wydawało mi się jakby patrzała się właśnie na mnie. Lecz kiedy była bardzo blisko mnie to zachowała się jakby mnie niby nie widziała. Zauważyłem jednak jej uśmieszek, który mógł znaczyć jedno. W końcu powiedziałem sobie jasno, że następnym razem podejdę do niej. Spokojnie i na luzie. Byłem już bardziej pewny siebie. Gdy nasze drogi nachodziły się na korytarzu po ostatniej lekcji po prostu podszedłem do niej i rozpocząłem dialog. - Hej, co tam? Jak u Ciebie? - Zapytałem na dobry początek. Zrobiła trochę duże oczy, po czym spytała niepewnie. - Czy my się znamy? Otarłem się wtedy o niemały szok. Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Opanował mnie stres. Nie tak to miało być. Moja teoria spiskowa zaczęła być coraz bardziej realna. Jednak postanowiłem nie wpadać jeszcze w obłęd tylko jakąś wyjść z opresji. - Wczoraj ze sobą rozmawialiśmy. - Oznajmiłem. - Wybacz, ale nie kojarzę aby to miało mieć miejsce. Myślałem, że robi sobie żarty, ale widziałem po jej wyrazie twarzy, która sprawiała wrażenie zawodu że mówiła prawdę. - Nie pamiętasz? Wczoraj się spotkaliśmy... - Waliłem do niej niczym nie uświadamiając sobie, że nie kłamała. - Wybacz, wątpię. Nie przypominam sobie. Westchnąłem i chciałem by to wszystko się już skończyło. - Czy to nie jest jakiś żart? - Czy to nie jest jakiś podryw? Zaśmiała się odpowiadając pytaniem na pytanie. - Nie, nieważne. Zapomnij o tym co powiedziałem. - Rzuciłem ze zrezygnowania, chcąc odejść od dziewczyny. Ta jednak widziała, że coś było nie tak. Złapała mnie za rękę po czym spytała: - Czy wszystko w porządku? Wydajesz się być załamany. Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc żadna odpowiedź nie padła. Przynajmniej z mojej strony. - Do której chodzisz klasy? - Zapytała niespodziewanie. - Do trzeciej informatycznej. - Ja do drugiej liceum. - Poinformowała po czym dodała. - To może porozmawiamy kiedy indziej, bo jestem umówiona z koleżanką. - Nie ma sprawy. - Odpowiedziałem trochę wypogodzonym tonem.


Uśmiechnęła się do mnie, po czym każdy z nas poszedł w swoją stronę. Wracając do swojej klasy, nagle skojarzyłem sobie, że znowu nie spytałem jej o imię. Byłem jednak pewny, że przy kolejnym spotkaniu to już przestanie być tajemnicą. Tego dnia niestety się nie spotkaliśmy, ale wracając do domu myślałem coraz więcej o zaistniałej sytuacji jak i o jakimś spisku. Może tylko udawała, chcąc żebym zostawił ją w spokoju? To by brzmiało najlepiej z innych teorii, lecz niestety tak jak i inne nie były wobec mnie przychylne. Bo niby co innego - może jakaś amnezja? Tylko co by ją powodowało? Może cierpiała na rozdwojenie jaźni? Zaczęło mnie to wszystko drażnić, a wewnątrz mojego ciała czułem ogień. Po tym wszystkim wiedziałem jedno - Coś było nie tak, czyli pojawił się problem, który musiałem rozwiązać. Oznajmiłem sobie, że dowiem się co kryje ta Tajemnicza dziewczyna i że odpowiedź poznam już kolejnego dnia.

Buster Time Lord Rozdział I Tajemnicza Dziewczyna  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you