Dynów LUDZIE Z PASJĄ 2021

Page 1

Diagnoza ,,Pasja (D-O-M)’’: Działanie, Odkrywanie, Motywowanie

Dynów , luty – czerwiec 2021


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Narodowego Kultury „Dom Kultury+ Inicjatywy lokalne 2021” Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Centrum Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Narodowego Centrum Kultury „Dom Kultury+ Inicjatywy lokalne 2021”


Bardzo dziękujemy całej ekipie, która pracowała przy realizacji inicjatywy Dynów - Ludzie z Pasją: Grzegorzowi Kijance za identyfikację wizualną inicjatywy oraz projekt graficzny katalogu online Oldze Solarz za przeprowadzenie wywiadów indywidualnych i grupowych z uczestnikami inicjatywy Adamowi Miklaszowi za redakcję testów i przygotowanie artykułów Ekipie filmowej: WidziszTo.com: Mateuszowi Martynie (realizacja wszystkich materiałów filmowych), Bartłomiejowi Kędzierskiemu za montaż reportaży filmowych, Jakubowi Piskorkowi (realizacja dwóch filmów z cyklu „przyjaciele inicjatywy”) Dokumentacja fotograficzna: Daniel Gąsecki (obsługa foto całej inicjatywy), współpraca Ekipie wolontariuszy za pomysły, rady, pracę: Dawidowi Wolańskiemu, Magdalenie Łobaczewskiej, młodzieżowej grupie wolontariuszy „SOS Kultura” Ekipie MOK: Januszowi Kędzierskiemu, Łukaszowi Dominowi, Barbarze Porzuczek, Karolinie Brodackiej Pomysł na diagnozę i koordynacja: Aneta Pepaś-Skowron

3


Wstęp

Spis treści:

7

Zasady inicjatywy Dynów – Ludzie z Pasją

9-11

Rozdział I - Część I: Pasją warto się dzielić - Przyjaciele inicjatywy Dynów – Ludzie z Pasją Pasją warto się dzielić

13-31

12-13

Wywiad z Markiem Pysiem

14-15

Wywiad z Arturem Szczutkiem i Jackiem Stochmalem

16-19

Wywiad z Łukasz Dominem

20-23

Wywiad z Andrzejem Kędzierskim

24-27

Wywiad z członkami Kapeli Ludowej „Dynowianie”

28-31

Rozdział I - Część II: Wiele odcieni pasji - Przyjaciele inicjatywy Dynów – Ludzie z Pasją Wiele odcieni pasji

32-61

33

Wywiad z Tadeuszem Podulką

34-37

Wywiad z Grażyną Malawską

38-41

Wywiad z Antonim Dżułą

42-45

Wywiad z Krystyną Dżułą

46-49

Wywiad z Andrzejem Sową

50-53

Wywiad z Maciejem Jurasińskim

54-57

Wywiad z członkami ,,Kabaretu NASZ”

58-61


Rozdział II - Wywiady z osobami nominowanymi do inicjatywy Dynów Ludzie z Pasją Ziemia dynowska regionem pasjonatów!

63-175

63-65

Adam Wandas - prezes OSP Bartkówka, społecznik Aleksandra Skubisz - sport, propagowanie kolarstwa Andrzej Dżuła - nauczyciel, trener piłki ręcznej Daniel Gąsecki - f otograf Dominik Pyś - najmłodszy ultra maratończyk, członek Dynovi Ewa Czyżowska - inicjatorka i właścicielska pracowni rękodzielniczej „Wierzbinowe Cuda” Ewa Hadam - sport ekstr emalny, społeczniczka

66 -69

Ewelina Domińczyk - fryzjerstwo

94 - 97

Janusz Szeremeta - kultura kozacka, sztuki walki Joanna Duda - polonistka Karol Kuś - ekstremalna jazda na rowerze Laura Lech - taniec no woczesny Lesław Bułdys - uwielbia czytać książki Łukasz Kiełbasa - r enowacja starych motocykli Małgorzata Kaczorowska - miłośniczka lasu , edukacja leśna Marcin Blama - pszczelarz, fotograf Marek Siekaniec - krwiodawstwo Mieczysław Majka - paralotniarz Mieczysław Wojtowicz „FADER” Monika Mączyńska - aktorka teatru niezawodowego, polonistka Oskar Kaniuczak - wędkarstwo muchowe Piotr Pyrcz - podróżnik Tadeusz Jurasiński - kościelny Tadeusz Pindyk - rzeźbienie w drewnie Tadeusz Tymowicz - kowalstwo Tomasz Paściak - filatelistyka Wiesław Hadam - człowiek tysiąca pasji i zainteresowań, społecznik Zofia Marszałek - fotografowaniu przyrody, a w szczególności zwierząt

98- 101

70 - 73 74 - 77 78 - 81 82 - 85 86 - 89 90 - 93

102-105 106-109 110-113 114-117 118-121 122-125 126-129 130-133 134-137 138-139 140-143 144-147 148-151 152-155 156-159 160-163 164-167 168-171 172-175

Rozdział III - Dynów jako miejsce realizacji pasji

177-183

Rozdział IV - Świętowanie

185-199

Rozdział V - W jakim kierunku zmierzamy?

201-204


Wstęp

6


Obraz Dynowa i jego okolic jest zależny od perspektywy oglądającego. Dla osób, które nigdy tu nie były, jest to po prostu jedna z miliona kropek na wielkiej mapie świata. Dla tych, którym przyszło tu dorastać i żyć, jest to niewątpliwie miejsce szczególne. Takie, które darzy się największym sentymentem. Jeszcze inaczej postrzegają Dynowszczyznę ci, którzy przypatrują jej się wnikliwie. Według nich, największą wartością Dynowa i okolic są ludzie, którzy tu mieszkają. Dynów jest bowiem kuferkiem pełnym ludzi z ciekawymi i niebanalnymi pasjami. Postanowiliśmy więc, w ramach projektu „Dynów-Ludzie z Pasją” ten kuferek otworzyć! Niech ci, dla których Dynowszczyzna jest jedynie kropką na mapie, dowiedzą się o nas więcej! Niech ci, którzy tu dorastają i żyją, poczują dumę z interesujących mieszkańców swojego regionu!

Adam Miklasz

7


8


Zasady inicjatywy Dynów – Ludzie z Pasją Miejski Ośrodek Kultury w Dynowie w terminie luty – czerwiec 2021 zaprosił mieszkańców Dynowa i Gminy Dynów do współtworzenia inicjatywy „Dynów - Ludzie z Pasją”, dofinansowanej ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Narodowego Centrum Kultury Dom Kultury + Inicjatywy lokalne 2021.

Cel inicjatywy Celem inicjatywy było wyłonienie osób z Dynowszczyzny, których zainteresowania i pasje (np. działalność społeczna, artystyczna, edukacyjna, sportowa, itp.) inną można popularyzować i przez to zachęcać inne osoby do rozwijania własnych, twórczych inicjatyw. Chcieliśmy pokazać, że pasja, czyli zamiłowanie do czegoś, jest siłą napędową, energią małych wspólnot lokalnych. Marzyliśmy, aby nasi mieszkańcy odkrywali ją w swoim życiu, wspierali i akceptowali ją u innych osób. Zależało nam na wzmocnieniu przekonania wśród mieszkańców Dynowszczyzny, że warto odkryć pasję i uruchomić w sobie siłę do jej realizowania, ale i zrozumienia dla działań pasjonatów, aby nie było postrzegane jako dziwactwo. A jako działanie terapeutyczne, ułatwiające radzenie sobie z samotnością, izolacją, prozą życia w małym miasteczku.

Szukaliśmy ludzi z Pasją Pomiędzy 27 lutego, a 13 marca 2021 r. mieszkańcy Dynowszczyzny nominowali osoby, o których można powiedzieć „człowiek z pasją” do udziału w projekcie (diagnozie). Zależało nam, aby były to osoby, które warto naśladować, czy takie, które działają po cichu, w ukryciu, nawet mimo przeciwności, nie szukając poklasku. Aby zachęcić Dynowian do aktywności w interesującym nas temacie poprosiliśmy znanych i cenionych Pasjonatów do cyklu wideo wywiadów pod nazwą „Przyjaciele inicjatywy”. Powstało aż dwanaście wyjątkowych filmów promujących ideę projektu. W efekcie Otwartych nominacji zostało zgłoszonych ponad 30 osób.

Odkrywaliśmy czym jest Pasja Pomiędzy 13 a 25 marca 2021 r. zapoznawaliśmy się z Pasjonatami. Nasza badaczka - Olga Solarz prowadziła indywidualne wywiady z każdym uczestnikiem inicjatywy. Następnie utworzyliśmy profile tym wyjątkowym osobom na blogu ludziezpasja.idynow.pl składających się z wideo wywiadu i tekstu na podstawie transkrypcji wywiadu. Kolejny etap spotkań odbył się z podziałem na dwie grupy. Dyskutowaliśmy nad plusami i minusami Dynowa jako miejsca do realizacji pasji. Efekty tej części inicjatywy zostały opublikowane w formie artykułu.

9


Głosowaliśmy na bohaterów reportaży filmowych Oprócz tego, że pokazaliśmy mieszkańcom Dynowszczyzny (i nie tylko) pasjonatów, pomiędzy 27 kwietnia, a 12 maja 2021r. przeprowadziliśmy głosowanie na Ludzi z Pasją. W jego wyniku wyłoniliśmy 5 osób, które zostały bohaterami reportaży filmowych.

Promowaliśmy Ludzi z Pasją Przez ostatnie dwa tygodnie maja realizowaliśmy reportaże filmowe oraz pracowaliśmy nad katalogiem online, który stanowi podsumowanie naszej diagnozy. I teraz najprzyjemniejsze. Przez cały czerwiec 2021 r. promowaliśmy naszych Ludzi z Pasją: - poprzez naszych Partnerów i Patronów wypuściliśmy reportaże w świat, - przygotowaliśmy piękny katalog z efektami naszych badań, - 6 czerwca 2021r., na terenie Parku Miejskiego w Dynowie zorganizowaliśmy półfinał inicjatywy Dynów – Ludzie z Pasją m.in. kino plenerowe z udziałem wszystkich osób z pasją, - ogłosiliśmy konkurs na Inicjatywy Lokalne kierowane do mieszkańców miasta i gminy Dynów w efek cie którego wybrano do realizacji niepowtarzalne projekty pod wspólnym hasłem „lokalne pasje – realizujmy je razem”.

10


IDEA PROGRAMU DOM KULTURY+ Program Dom Kultury+ Inicjatywy lokalne 2021 Narodowego Centrum Kultury skierowany jest do domów kultury, które gotowe są prowadzić nowatorskie działania animacyjne projektowane w oparciu o przeprowadzoną wcześniej diagnozę i poddane ewaluacji, a ukierunkowane na bezpośrednią i bliską współpracę z przedstawicielami społeczności lokalnej. W ramach programu można ubiegać się o dofinansowanie realizacji zadania składającego się z dwóch części: 1. Pierwsza część obejmuje przeprowadzenie diagnozy identyfikującej zasoby i samodzielne inicjatywy mieszkańców w danej społeczności lokalnej; opracowanie i podanie do wiadomości publicznej zasad wyboru inicjatyw oraz dokonanie wyboru od 3 do 7 różnorodnych inicjatyw wraz z uzasadnieniem wyboru podanym do publicznej wiadomości, a także stworzenie wraz z autorami wybranych inicjatyw planu ich wspólnej realizacji (termin luty – czerwiec 2021) 2. Druga część zadania obejmuje realizację wspólnie z autorami od 3 do 7 inicjatyw oraz dokonanie ewaluacji zadania uwzględniającej wszystkie przeprowadzone w ramach zadania inicjatywy (sierpień – listopad 2021).

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Narodowego Centrum Kultury „Dom Kultury+ Inicjatywy lokalne 2021”

11


Rozdział I Przyjaciele inicjatywy Dynów – Ludzie z Pasją

Część I: Pasją warto się dzielić


Pasją warto się dzielić Każda społeczność ma w swoim gronie ludzi nietuzinkowych. Takich, dzięki którym życie ogółu staje się bardziej barwne, kolorowe, atrakcyjne. Często bywają dla innych inspiracją, nierzadko zdobywają podziw swoją bezinteresowną pomocą innym, zawsze mają pozytywny wpływ na otoczenie. „Dynów – Ludzie z Pasją”. Nazwa projektu doskonale definiuje to, co łączy wyżej wymienionych. Bo właśnie życiowa pasja jest tym motorem, który napędza wyjątkowych ludzi do działania. Pomysłodawcy inicjatywy doszli do słusznego wniosku, że warto przyjrzeć się tym bohaterom z bliska. W sieci dostępnych jest już pięć filmów, opowiadających o wyjątkowych i ciekawych postaciach Ziemi Dynowskiej. Widzowie wspomnianych filmów nie będą mogli narzekać na monotonię. Poznajemy bowiem sylwetki osób o bardzo zróżnicowanych pasjach, reprezentujących ponadto kilka pokoleń mieszkańców Dynowa i okolic. Pojawi się Marek Pyś – znany aktor filmowy, serialowy i teatralny, Andrzej Kędzierski – człowiek, który już od 40 lat z powodzeniem prowadzi chór „Akord”. Nie braknie również Artura Szczutka i Jacka Stochmala z Harty – dżentelmenów, którzy jak mało kto zasłużyli na tytuł podręcznikowych społeczników. Poznamy także Marię Wiśniowską, Romana Bielca oraz Janusza Kędzierskiego, czyli muzyków Kapeli Ludowej „Dynowianie”. Młodszą generację reprezentuje Łukasz Domin – człowiek, który sprawił, że Dynów stał się nagle jednym z najbardziej rozbieganych miast w Polsce. Naszych bohaterów tylko pozornie wiele dzieli. Łączy natomiast właśnie pasja – choć nie tylko! Z wypowiedzi bohaterów bardzo łatwo można wychwycić ogromną potrzebę dzielenia się swoimi zainteresowaniami ze światem. Ponadto zaś troskę o miejscową społeczność, o los kolejnych pokoleń. Widać to po efektach ich działań. Prawdziwe szczęście składa się z tysiąca drobiazgów życia codziennego – twierdzi Andrzej Kędzierski i dodaje. Tysiące młodzieży, z którą miałem przyjemność pracować, to takie elemenciki, które stanowią całość mojej pasji muzycznej. Niektóre brylanty, ku ogromnej satysfakcji pedagoga, wypłynęły na szerokie wody i zachwycają teraz talentem wysmakowaną publiczność na całym świecie. Tak jak wybitny śpiewak operowy Paweł Skałuba oraz Grzegorz Rogut, tenor, solista Filharmonii Częstochowskiej. O efekcie kuli śniegowej wspomina Łukasz Domin: „Zaczynaliśmy w 2012 roku od biegów, na które przychodziło kilkanaście osób. Z czasem zaczęło się tych osób pojawiać więcej. Jedna zaszczepiała drugą tą pasją.” Warto porównać początki z Biegiem Mikołajkowym, organizowanym w 2019 roku. Wzięło w nim udział aż 1001 uczestników, co jest najlepszym dowodem na to, że „efekt Domina” zadziałał! Wszyscy bohaterowie są przekonani, że pasja, którą dzielą się z otoczeniem, zakiełkuje w przyszłości. Wierzę w to, że młode pokolenie będzie korzystać z naszych doświadczeń, naszych błędów… – uważa Jacek Stochmal. Muzyka to powołanie. A powołanie tkwi w tym pokoleniu, młodzi, dzieci, oni przyjdą za nami! – przekonuje Maria Wiśniowska z Kapeli Ludowej „Dynowianie”. Po wysłuchaniu opowieści naszych bohaterów nasuwa się jeden wniosek. Warto mieć pasję, lecz największą cnotą jest dzielenie się nią z innymi. Zachęcam wszystkich do tego, żeby szukali. Trzeba znaleźć tę pasję! – apeluje Marek Pyś, natomiast Łukasz Domin dodaje: Są ludzie, którzy nie ujawniają się z pasją, (…) znam takich ludzi, którzy mają wspaniałe pasje, ale pracują w ukryciu. Pokazujcie wszyscy wasze pasje, nie wstydźcie się! Wydaje się, że apel Łukasza Domina jest najtrafniejszym podsumowaniem serii filmów o ciekawych osobistościach Ziemi Dynowskiej.

Adam Miklasz 13


Marek Pyś - aktor 14


Wywiad z Markiem Pysiem Człowiek żałuje rzeczy, których nie zrealizował. Dlatego trzeba próbować, trzeba odkrywać wokół siebie ten cudowny świat! – przekonuje Marek Pyś, aktor, przyjaciel inicjatywy „Dynów – Ludzie z Pasją”. PRACA Z MŁODZIEŻĄ Jedną z najważniejszych moich pasji jest z pewnością praca z młodzieżą, dziećmi. Jest to pasja autentyczna, bo odbiorcy – młodzież i dzieci właśnie – są najbardziej szczere i to one tak naprawdę mnie uczą wielu rzeczy. Najlepszy komplement jaki kiedykolwiek dostałem, usłyszałem od przedszkolaka: „To było takie śmieszne, tak się śmiałem, że aż mi się pupa spociła!”. Nikt inny nie powiedziałby tak ślicznie o moim aktorstwie, prawda? CZAS NA PONTON! Od urodzenia mam przeróżne pasje, które staram się realizować – dlatego zachęcam wszystkich do odnajdywania nowych zainteresowań. Trzeba przez cały czas szukać nowych pasji, bodźców. Szczerze mówiąc – myślałem, że już wszystkie swoje pasje wyczerpałem i nic nowego nie wymyślę. Ale nagła śmierć Aleksandra Doby, który przepłynął dwa razy Atlantyk, skłoniła mnie do nagłej refleksji, że przecież ja nic w życiu nie zrobiłem! On miał 75 lat i dotarł na Kilimandżaro, a ja co? Tylko 70 kończę! Postanowiłem więc, że muszę gdzieś ruszyć i stwierdziłem, że zacznę tak, jak on. Popłynę sobie pontonem z Dynowa nad morze. I wiem, że dam radę! NIE WSTYDŹMY SIĘ PASJI! Warto korzystać ze świata, bo wygląda teraz zupełnie inaczej. Dzięki takiej akcji wiele osób ma ogromną szansę się wykazać. Ja, moje pokolenie, nie mieliśmy takich możliwości, jakie mają teraz. Nawet ten wywiad – koledzy przyszli przygotowani, z kamerami, z całym tym sprzętem, chwila nagrania i można to puścić w świat! Czyż to nie jest genialne? Wykorzystajmy więc te możliwości, bo nawet ten wywiad dowodzi, że możemy w łatwy sposób przekazać coś innym, zainspirować drugiego człowieka, ale i być zainspirowanym. Dzięki ludziom i ich pasjom świat jest inny, piękniejszy, bardziej kolorowy.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Marek Pyś zaprasza do poszukiwania pasji w swoim życiu KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

15


Artur Szczutek i Jacek Stochmal z Harty - społecznicy 16


Wywiad z Arturem Szczutkiem i Jackiem Stochmalem Myślę, że nie ma określonej definicji społecznika, to po prostu rodzi się w człowieku, w duszy, w umyśle. Społecznikostwa nie da się wyuczyć, to, po prostu, trzeba mieć w sobie – mówi Artur Szczutek, który wraz z Jackiem Stochmalem pełnią rolę Przyjaciół Inicjatywy „Dynów - Ludzie z Pasją”. Opowiadają przy okazji o wielu swoich zainteresowaniach i aktywnościach. WOLONTARIAT NA WSCHODZIE Przygoda zaczęła się od współpracy z Fundacją Prospe, której prezesem jest nasz kolega ks. Maciej Gierula. To on zaproponował nam wyjazd do Abchazji i Gruzji, żeby pomóc lokalnym mieszkańcom w odbudowie. Przeprowadziliśmy sporo remontów, z Harty było nas prawie dziesięć osób. Ludzie, którzy po prostu spakowali się i pojechali, bez pieniędzy, dobrowolnie. To cieszy, jak jedziesz do obcego państwa, pomagasz i widzisz, jak miejscowi ludzie się cieszą. W Gruzji panie, które nam pomagały, dziwiły się. Mówiły do ksiedza – jak można przejechać 3 tysiące kilometrów, zostawiając rodzinę, nie pracując w tym czasie, tylko po to, żeby pomóc? To było dla nich nie do pojęcia – opowiada Jacek Stochmal. Z Arturem byliśmy tam dwa razy w Abchazji. Jeżeli będzie możliwość, to w tym roku też bardzo chętnie pojadę i jeszcze syna chcę wziąć na wolontariat. Chciałbym mu pokazać, że świat nie opiera się tylko na pieniądzach, na komputerze. Natomiast jeśli mówimy o pomocy międzynarodowej, to jest też rejon sołecznikowski na Litwie, gdzie mieszka 80% Polaków i mają tam ciężko. Przyjechali tutaj do naszej gminy ludzie, którzy działają też społecznie, wolontariacko, są z Nowego Targu, taki pan Marcin Kania i on nas wciągnął do pomocy rodakom na wschodzie – uzupełnia Artur Szczutek. 14 TON DARÓW Nie potrafiliśmy odmówić, zmobilizowaliśmy siebie oraz społeczność i zebraliśmy 14 ton darów. Całą naczepę różnego rodzaju odzieży, książek, sprzętu RTV, AGD, wózków inwalidzkich. Zawieźliśmy to do Fundacji Miłosierdzia Bożego, którą zajmuje się pan Tadeusz Rymanowski i on to po prostu rozdzielił. Następną zbiórkę zorganizowaliśmy dla strażaków, którzy tam pracują -postanowiliśmy im pomóc i zorganizowaliśmy zbiórkę wśród strażaków na podkarpaciu. Zebraliśmy umundurowanie, buty, sprzęt. Później były jeszcze okazjonalne zbiórki żywności, organizowane stricte przed świętami – opowiada Jacek Stochmal. Teraz koledzy z Nowego Targu zebrali całego tira, prawie 15 ton różnej żywności. Piotr Hadam zaoferował swoją pomoc i po raz kolejny bezpłatnie przewiózł ten transport. To cieszy tym bardziej, jak widzi się życie tych Polaków, jak oni tam mieszkają, oni mają naprawdę trudno – dodaje Artur Szczutek. KRWIODAWSTWO W roku 2008 założyliśmy Klub Honorowych Dawców Krwi, który działa już ponad dwanaście lat. Myślę, że od tego czasu zdołaliśmy uzbierać blisko 500 litrów krwi, może nie pełne, nie liczyliśmy tego przez cały okres działalności klubu. Ale tyle, mniej więcej, wychodzi z ilości organizowanych zbiórek. Można sobie tylko wyobrazić, ile osób w ten sposób zostało uratowanych – i to też jest ogromna satysfakcja. Koniecznie musimy wspomnieć o cierpliwości i wyrozumiałości naszych żon – stwierdzają zgodnie obaj bohaterowie. KIM JEST SPOŁECZNIK? Ja po prostu robię to co lubię. Cieszę się z tego, co udało nam się osiągnąć - to jednak zostanie na dłużej i wierzę, że kiedyś młodsze pokolenia będą mogły korzystać nie tylko z naszych doświadczeń, ale i naszych błędów. Ważny jest też aspekt edukacyjny – jeżeli, przykładowo, zbieramy krew i przy okazji próbujemy pokazać jak wygląda pierwsza pomoc przedmedyczna, towarzyszą temu różnego rodzaju zawody. Młodzież bierze w tym udział, przygotowuje się do wydarzenia i na pewno coś w głowie im zostaje. Dzięki temu będą mieli w przyszłości większą odwagę w pomocy drugiemu człowiekowi. Ważne jest, że, pokazujemy, co można lepiej zrobić, jak zrobić. Młode pokolenie przejmie to po nas, jestem o tym pewny – mówi Jacek Stochmal. Ale do tego muszą być dwie, trzy osoby, które będą po prostu na pierwszej linii w działaniu. Zostałem szefem straży w Harcie, postanowiłem sobie kilka rzeczy zrobić i do tej pory trzymam się wytyczonego kursu. Jestem ja, jest Jacek, jest wiele innych osób – bo przypomnę tylko, że straż liczyła około 30-40 członków, a tej chwili mamy ich około 120. Ale trzeba zaczynać od młodzieży, to ważne, bo tu wychowuje się następców – dodaje Artur Szczutek. INNE PASJE Moją domową pasją, którą rekompensuje rodzinie czas rozłąki, jest gotowanie. Bardzo lubię to robić, staram się gotować i przygotowywać dla całej rodziny tradycyjne polskie, zdrowe jedzenie. Zaczynam też teraz na własną rękę produkować różnego rodzaju wędliny, postawiłem piec chlebowy, kiedyś miałem do czynienia z branżą piekarniczą, więc będę w stanie wypiekać swój chleb. Od 35 lat zbieram znaczki, nie zaraziłem tym jednak nikogo w rodzinie, jest to niestety hobby nieco ginące – opowiada Artur Szczutek. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Przyjaciele inicjatywy Ludzie z Pasją - Artur Szczutek i Jacek Stochmal KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

17


18


19


Łukasz Domin - ,,Aktywny Dynów’’ 20


Wywiad z Łukaszem Dominem Pokazujcie wszystkie swoje pasje, nie wstydźcie się co robicie. Pokazujcie to, pokazujcie innym, bo możecie kogoś zaszczepić. Naprawdę warto! – zachęca Łukasz Domin, twórca inicjatywy „Aktywny Dynów”, opowiadając przy okazji o swojej drodze do realizacji pasji. POCZĄTKI DYNOWSKIEGO BIEGANIA Zaczynaliśmy w 2012 roku od biegów, na które przychodziło kilkanaście osób. Ale z czasem tych osób zaczęło przybywać. Jedna osoba zaszczepiała drugą tą pasją, tym bieganiem, tą aktywnością ruchową. Już nie mówię nawet o bieganiu, ale o samej aktywności ruchowej. Choć akcje typu „Dynów Biega” to, oprócz aktywności ruchowej, integracja wielu rodzin z Dynowa i okolic, gdzie może przyjść mama, tata, dziecko, babcia. Wszyscy razem mogą pobiec w pierwszej grupie, cieszyć się tym i bawić. W 2019 roku na „Biegu Mikołajkowym” było 1001 osób. To był jeden z największych Biegów Mikołajkowych nie tylko na podkarpaciu, ale i w Polsce. O czym nie omieszkały wspomnieć media ogólnopolskie, które pokazywały to wydarzenie. ORGANIZACJA POPULARNYCH IMPREZ Oprócz imprezy „Dynów Biega” jest też „Dynowska Zadyszka” - czyli profesjonalny bieg na dystansie 10 kilometrów. Jeden z bardziej popularnych na Podkarpaciu. Podczas przesilenia letniego organizujemy też „Ultra Przesilenie” – czyli ultramaraton. Jest też zimowy półmaraton na dystansie 21 kilometrów o nazwie „Zimowe Przesilenie”. Robimy „Bieg Tropem Wilczym” Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Jest więc sporo podobnych wydarzeń w Dynowie. Mamy tutaj wielki klub, w którym bierze czynny udział około sto osób. Jeżdżą oni na zawody po całej Polsce, a nawet za granicę. To jest wspaniałe, że tyle ludzi jest zaangażowanych w tę pasję, w bieganie. Pokazują, że można wstać z kanapy i zacząć się ruszać. I powoli, powoli, zwiększać te dystanse. BIEGANIE CHARYTATYWNE Czułem, że tą swoją pasją i marzeniami mogę komuś pomóc. I tak, w 2017 roku, razem z moim kolegą Sławkiem Hadro, przebiegliśmy całą Polskę - z północy na południe. Uzbieraliśmy przy tym pieniądze dla naszego Kacperka Słabego z Dynowa. W tym roku planujemy bieg z Wenecji na Podkarpacie na dystansie 1111 kilometrów. Chcemy w to zaangażować większą społeczność, my biegniemy, a każdy będzie mógł wesprzeć finansowo zbiórkę pieniędzy dla potrzebujących. Wymyśliliśmy też challenge1111 – w którym osoba nominuje wybrane osoby do przebiegnięcia 1111 metrów. Nominowane osoby przebiegają, nominują kolejnych i wpłacają 11złotych plus 11groszy. To będzie symboliczny gest, a dla nas mocne wsparcie na tym dystansie. CZYM JEST REALIZACJA PASJI? Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że bieganie, to po prostu moje życie. Bieganie, sport, aktywność ruchowa, dzięki tej pasji poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi. Gdy mam gorszy dzień, to idę pobiegać i nie myślę o tym co było, odcinam się od wszystkiego. Odpoczywam psychicznie. Czasem podczas treningu muszę dać sobie mocno w kość, żeby od czegoś się odciąć. Ja tym żyję. Dopóki będę mógł, dopóki zdrowie pozwoli, to chcę kontynuować ten styl życia. WARTO MIEĆ PASJĘ! Nieważne czy jest to bieganie, czy wędkarstwo, zbieranie znaczków, czy monet. Pasja jest wewnątrz człowieka, człowiek to czuje. Jeśli człowiek nie ma pasji, robi coś na siłę, to nie ma to żadnego sensu. Pasję trzeba czuć. Tak jak to czuje biegacz, tak jak to czuje wędkarz, czy kolekcjoner znaczków - to siedzi wewnątrz, a później uaktywnia się na zewnątrz. Projekt „Ludzie z Pasją” jest wspaniałą inicjatywą. Dzięki niemu możemy odkryć osoby, które mają pasję, a my zupełnie o tym nie wiemy. Są ludzie, którzy nie uaktywniają się z zainteresowaniami. Pracują sobie cicho, w zakątku. I fajnie byłoby tych ludzi odkryć, bo znam kilka osób, które mają wspaniałe pasje, a pracują w ukryciu. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Przyjaciele inicjatywy Ludzie z Pasją - Łukasz Domin KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

21


22


23


Andrzej Kędzierski - kierownik Chóru „Akord” 24


Wywiad z Andrzejem Kędzierskim Ktoś powiedział, że prawdziwe szczęście składa się z tysiąca drobiazgów życia codziennego i te tysiące młodzieży, z którą miałem przyjemność pracować, to są takie elemenciki, które stanowią całość mojej pasji muzycznej – opowiada Andrzej Kędzierski, przyjaciel inicjatywy „Dynów – Ludzie z Pasją”, twórca chóru „Akord”. POCZĄTKI PASJI Moja pasja związana z muzyką zaczęła się od nauki na Wydziale Wychowania Muzycznego Studium Nauczycielskiego w Krośnie. Potem podjąłem już pierwszą pracę w Szkole Podstawowej w Bartkówce, a po kilku latach pracy przeniosłem się do Zespołu Szkół w Dynowie. Oprócz głównych zajęć, czyli lekcji wychowania muzycznego, od nauczyciela tej specjalności wymaga się, żeby robić coś więcej. W ramach zajęć pozalekcyjnych prowadziłem zespoły, najczęściej były to zespoły wokalne -zarówno w Bartkówce jak i tu w Dynowie. Muszę powiedzieć, że praca w zespołach to nie tylko tradycyjna współpraca na linii uczeń-nauczyciel, ale też zaangażowanie rodziców, a nawet zakładów pracy, bo trzeba uszyć stroje, zrobić dekoracje. Do tego angażowało się rodziców i zakłady pracy u nas – na przykład Spółdzielnie Inwalidów, bo oni mieli dużo materiałów, więc mogli zasponsorować, wesprzeć. OGNISKO MUZYCZNE – KUŹNIA TALENTÓW W latach osiemdziesiątych zostałem Dyrektorem Społecznego Ogniska Muzycznego. To była filia Towarzystwa Muzycznego w Przemyślu. Wspólnie z kolegami Antonim Dżułą, Henrykiem Koryto, Tadeuszem Prokopem prowadziliśmy zajęcia nauki gry w klasie akordeonu, fortepianu i gitary. Skorzystało z tego kilkadziesiąt osób, bo przecież w najbliższej okolicy nie było takiej możliwości. Najbliższe szkoły muzyczne były 30 kilometrów od Dynowa, więc to była wówczas prawdziwa atrakcja. Z początku udzielałem lekcji na akordeonie, ale też nauczyłem pierwszych utworów wokalnych słynnego dzisiaj tenora pana Pawła Skałubę, z którym niedawno wspominaliśmy sobie, jak to było fajnie i jakie były to dla nas przeżycia. Kolejny mój uczeń - też tenor! - Grzegorz Rogut jest obecnie solistą w Filharmonii Częstochowskiej. Warto byłoby go zaprosić do Dynowa, tak jak był u nas pan Skałuba. To ognisko muzyczne spełniło swoja rolę, kiedy nie było innych możliwości. CHÓR Chór istniał u nas od dawna i prowadzony był przez ciekawe osoby, takie jak długoletni dyrygent Tadeusz Dymczak. Tradycje śpiewów, orkiestr dętych, jest bardzo długa. A to się przekłada później na społeczeństwo, które słucha, chce uczestniczyć bezpośrednio przy wykonywaniu tego miłego zawodu, w roli śpiewaka lub też muzyka. Moja praca z chórem zaczęła się latem 1981 roku. Pani Krystyna Dżuła wystąpiła z inicjatywą, żeby zrobić taki program patriotyczny w pierwszą rocznicę strajków sierpniowych. Poproszono mnie, żebym przygotował część muzyczną do tego programu. Zmobilizowałem grupę prawie trzydziestu osób, przygotowaliśmy wspólnie repertuar na chór mieszany i ten spektakl się odbył. Co dalej? Szkoda tego potencjału nie wykorzystać, więc wystąpiliśmy również podczas akademii 11 listopada. Później przygotowaliśmy kolędy, następnie Wielkanoc, obchody trzeciego maja. W tym okresie były duże dożynki wojewódzkie, bo było poświęcenie sztandaru Solidarności, więc wówczas przygotowaliśmy pieśni dożynkowe i ludowe. Potem znowu przyszedł listopad i tak samoistnie stworzył się cykl imprez, który trwa przez czterdzieści lat. W momencie kiedy repertuar był już wystarczająco bogaty, pojawiły się propozycje występów nie tylko w Dynowie, ale i troszeczkę dalej. Byliśmy w Przemyślu, Jarosławiu, Horyńcu, w Rzeszowie. W dorobku mamy również dwa występy za granicą, byliśmy w Sądowej Wiszni i w Siankach u źródeł Sanu. PRACA Z LUDŹMI My nie traktujemy pracy w chórze jako pracy zawodowej, dla nas jest to odskocznia od życia codziennego. My się tam odstresowujemy, rozmawiamy na różne tematy, dzielimy się swoimi radościami, troskami. To wszystko daje nam odskocznię od codziennego życia, od codziennej pracy. Staram się też stworzyć atmosferę bez niepotrzebnych spięć. Trzeba stosować taką zasadę: „jak chcesz rządzić ludźmi, to nie poganiaj ich, tylko spraw, by chcieli podążać za tobą”. Trzeba stworzyć im przyjazne warunki, nikogo na siłę do niczego nie zmusimy. FENOMEN MUZYKI Sam często powtarzałem uczniom klas gimnazjalnych, że muzyka nie jest wcale najważniejszym przedmiotem w szkole, ale daje dużo przyjemności i radości, odstresowuje, uwrażliwia człowieka, uczy odwagi. Zawsze zachęcałem do muzyki i starałem się stwarzać taka atmosferę łagodnej zachęty. Życzę sobie, żeby nie zabrakło nam sił, a ludzie byli nadal tak zaangażowani, jak teraz, cieszyli się z tego, że mogą sobie pośpiewać. Na pewno w każdym człowieku drzemie niezauważalnie jakaś pasja, zainteresowanie, tylko trzeba się otworzyć na społeczeństwo, na ludzi, na propozycje. Zobacz wywiad! DOTKNIJ

Przyjaciele inicjatywy Ludzie z Pasją - Andrzej Kędzierski KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

25


26


27


Kapela Ludowa ,,Dynowianie”

Janusz Kędzierski

28

Maria Wiśniowska

Roman Bielec


Wywiad z członkami Kapeli Ludowej „Dynowianie” Folklor dla mnie to jest dziedzictwo narodowe. Uważam, że musimy go kultywować – przekonuje Maria Wiśniowska, która wraz z Romanem Bielcem i Januszem Kędzierskim opowiadają nie tylko o Kapeli Ludowej „Dynowianie”, ale też o tym, jaką rolę w ich życiu odgrywa muzyka. POCZĄTKI KAPELI, POCZĄTKI GRANIA Kapelę założył Tosiek Dżuła, to była jego inicjatywa. Uważam, że jest to jest wielki człowiek, on do tego konsekwentnie dążył, on doprowadził do powstania zespołu, który gra już dwadzieścia lat. Było dużo występów zagranicznych, Ukraina, Słowacja, Niemcy… Obecnie mamy pewne problemy kadrowe, ale jest szansa, że się to poprawi. Akordeon od zawsze mi się podobał, rodzice zdecydowali się mnie wesprzeć, więc żeby kupić mi instrument, musieli sprzedać krowę. Dzisiaj jest troszkę inaczej, dzieci mają takie warunki Szkołę Muzyczną na miejscu. W tamtych czasach brałem lekcje u obecnego organisty Maziarza, miałem starego Komarka i nim jeździłem na próby. Człowiek cieszył się ze wszystkiego – opowiada Roman Bielec. JAK W RODZINIE Czuję się tutaj jak w rodzinie. Tak, to jest moja druga rodzina i mogę powiedzieć śmiało, że ojcem tej naszej muzykującej rodziny jest Roman. Muzyka jako pasja przechodzi zazwyczaj z pokolenia na pokolenie, często wpływ ma tradycja rodzinna, a u mnie akurat tak nie było. Nie, nie przypominam sobie, żeby ktoś u mnie w rodzinie muzykował, ale mam to szczęście, że mieszkam w otoczeniu muzykujących znajomych, sąsiadów, więc otaczała mnie atmosfera muzyczna. To mnie zachęciło. Namawiali mnie długo, żeby grać na instrumencie i zmotywowali mnie. Zacząłem u mojego sąsiada, pana Toczka. To on mnie zaraził pasją, a potem zacząłem zastanawiać się – co dalej? Poszedłem więc do Szkoły Muzycznej i na studia muzyczne – mówi Janusz Kędzierski. MUZYKA W SERCU GRA Ja uważam, że to jest jak powołanie. Coś, co nieustannie wzywa i pomimo, że masz rodzinę, pracę zawodową, mnóstwo obowiązków, to dajesz radę wszystko pogodzić. Kocham to. Wszystkich młodych, tych najmłodszych gorąco zachęcam, bo to jest i nasza przyszłość i nasze korzenie. Warto wspomnieć, że istnienie kapeli, to ogromna zasługa naszych rodzin, bo oni muszą się z tym godzić, że często nie ma nas w domu. Bywały takie momenty, że rocznie byliśmy na trzydziestu koncertach, wyjazdach. To nieprawdopodobne uczucie, jak podczas koncertów, czy spotkań, widać miłość tych ludzi do muzyki. Miłość osób starszych, seniorów, ale i młodzieży, która potrafi bawić się przy folklorze. Im też muzyka w sercu gra – przekonuje Maria Wiśniowska. ZASŁUŻONY DLA KULTURY POLSKIEJ Po reaktywacji kapeli była potrzebna solistka, a ja kocham muzykę nad życie. Przyszłam z duszą na ramieniu i tak zostałam, do dziś. Zawarliśmy tutaj dużo przyjaźni. Spotykaliśmy się nawet rodzinami, wyjeżdżaliśmy. To były naprawdę piękne czasy. Byliśmy i w Krakowie i w Częstochowie na Dożynkach Powiatowych Częstochowskich. Wielokrotnie byliśmy w Warszawie. Dla nas największym osiągnięciem było otrzymanie nagrody „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Odznaczenie, które odebrałam w Warszawie w imieniu naszej kapeli. To było takie podsumowanie pracy wszystkich osób, związanych z kapelą – opowiada Maria Wiśniowska. SZKOŁA MUZYCZNA DOBRODZIEJSTWEM Brakowało nam takich szkół jakie teraz istnieją. Jesteśmy wdzięczni Pani Dyrektor i Panu Burmistrzowi za to, że mamy to swoje miejsce, mamy instrumenty, mamy przepiękne stroje i mamy życzliwość, wsparcie. To jest chyba dla nas największe osiągnięcie, że ktoś nas chce – kończy Maria Wiśniowska. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Przyjaciele inicjatywy Dynów - Ludzie z Pasją - ,,Kapela Ludowa „DYNOWIANIE” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

29


30


31


Rozdział I Przyjaciele inicjatywy Dynów – Ludzie z Pasją

Część II: Wiele odcieni pasji


Wiele odcieni pasji Pasja – czyli wielkie zamiłowanie do czegoś. Tak brzmi encyklopedyczna definicja tego słowa i jak to z encyklopedycznymi definicjami bywa, jest zwięzła, ogólnikowa i wymagająca rozwinięcia. Ten ciąg niepozornych pięciu liter, jest tak naprawdę wyjątkowo pojemny i mieści się w nim tysiące przeróżnych aktywności. Realizowanych czasem od wielkiego dzwonu, niekiedy w czasie wolnym, a nierzadko poprzez całe zawodowe życie pasjonata. Dzięki inicjatywie „Dynów – Ludzie z Pasją”, realizowanej przez Miejski Ośrodek Kultury w Dynowie, możemy zauważyć wiele odcieni tego, co słownik języka polskiego określił zwięźle jako ‘wielkie zamiłowanie do czegoś’. Na blogu oraz oficjalnym fanpage’u projektu opublikowano serię kolejnych pięciu filmów, w których główne role odgrywają przyjaciele inicjatywy „Dynów – Ludzie z Pasją”. Widzowie z pewnością dadzą porwać się tym opowieściom o długiej życiowej wędrówce, jaką przemierzyli bohaterowie. Na jej starcie pojawiła się właśnie prawdziwa pasja, którą realizowali tak konsekwentnie, że w efekcie stała się ona sposobem na ich życie. I sprawiła, że obecnie są osobami rozpoznawalnymi, cenionymi, szanowanymi, mającymi ogromny wpływ na otaczającą ich rzeczywistość. O kim mowa? Wspomniane filmy przybliżą nam postać Krystyny Dżuły – prezes Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Dynowie, pasjonatki teatru i harcerstwa, Andrzeja Sowy – mistrza tradycji, kierownika Młodzieżowej Kapeli Ludowej „Pogórzanie”. Pojawi się również Grażyna Malawska – dyrektor domu kultury w Dynowie w latach 1997-2008, Tadeusz Podulka – kapelmistrz Orkiestry Dętej przy OSP w Dynowie oraz Antoni Dżuła – założyciel i lider kapeli „Tońko”. Każda z proponowanych historii jest wyjątkowa i unikatowa, jednak czujny widz dostrzeże z pewnością kilka punktów wspólnych, łączących naszych bohaterów. Nie ma odpowiedniego wieku na pasje. Ja do końca życia będę miał swoją pasję, swoją muzykę, swój saksofon – przekonuje Tadeusz Podulka i z pewnością ma rację. Jednak występujące w filmach osoby miały szczęście złapać bakcyla już w bardzo młodym wieku. Krystyna Dżuła, Andrzej Sowa i Antoni Dżuła wspominają, że to właśnie tradycje, pielęgnowane w domu rodzinnym, miały niebagatelny wpływ na ich wybory życiowe. Konsekwencja w realizowaniu i pielęgnowaniu zainteresowań sprawiła, że w przypadku wszystkich bohaterów, zdeterminowała ona ich wybory zawodowe. Praca była moją pasją! – stwierdza Grażyna Malawska. Warto i trzeba mieć pasję! Jeżeli marzenia połączy się z pracą, to jest to coś wspaniałego! – wtóruje Antoni Dżuła. Tę opinię podzielają również pozostali przyjaciele projektu – jednak nie jest to wcale jedyna rzecz, która ich łączy. Pasje można pielęgnować na wiele sposobów i z pewnością nie wypada kategoryzować ich na lepsze i gorsze. Jednak, z perspektywy społeczności lokalnej, najbardziej zacną postawą jest chęć dzielenia się z innymi tym, co się kocha. Taką potrzebę mieli wszyscy bohaterowie zrealizowanych filmów, co miało ogromny wpływ na otoczenie. „Sokół”, „Tońko”, „Pogórzanie”, Orkiestra Dęta przy OSP, Dom Kultury, teatry, zespoły, organizacje, zrzeszenia – wyobraźmy sobie, jak uboższy byłby nasz lokalny świat bez tych instytucji! Warto przypominać, że powstały one i funkcjonują dalej właśnie dzięki zaangażowaniu pojedynczych jednostek. Co najważniejsze, jednostki te były w stanie zarazić swą pasją kolejne osoby, a nawet pokolenia. Pasja wypełnia życie, czyni życie ciekawszym – przekonuje Krystyna Dżuła. Dla mnie to wielki zaszczyt, że młodzież tak wchłonęła muzykę – dodaje Andrzej Sowa, podkreślając przy tym, że nie tylko pielęgnowanie pasji, ale też jej pozytywny wpływ na otoczenie może dostarczyć wiele satysfakcji. Prezentowane osoby odniosły wielki sukces, przekładając swoją pasję na otaczającą ich rzeczywistość. Tropem przyjaciół inicjatywy podąża konsekwentnie grono pasjonatów, nominowanych przez mieszkańców miasta i gminy Dynów. Już niebawem, dzięki programowi „Dynów – Ludzie z Pasją”, będzie można poznać ich bliżej! Nie ma najmniejszych wątpliwości, że warto wspierać i promować podobne wydarzenia, mają one bowiem ogromny wpływ na aktywizację społeczności lokalnej. Algorytm jest prosty: im więcej takich inicjatyw - tym więcej osób, odkrywających swe talenty przed światem. Im więcej takich osób - tym życie mieszkańców regionu staje się bardziej barwne i ciekawe.

Adam Miklasz

33


Tadeusz Podulka - kapelmistrz Orkiestry Dętej OSP działającej przy MOK w Dynowie 34


Wywiad z Tadeuszem Podulką Łączę pasję muzyki ze sposobem na życie. Bo pasja to jest moje życie, muzyka to jest moje życie, moją miłością jest muzyka – tak, w piękny sposób, o swoich zamiłowaniach opowiada Tadeusz Podulka, jeden z Przyjaciół Inicjatywy „Dynów – Ludzie z Pasją”. POCZĄTKI Moje początki wcale nie były takie muzyczne, bo ukończyłem szkołę budowlaną, a nie muzyczną. Potem, już ze względu na pasję, dostałem się na magisterskie studia nauczycielskie na Akademii Świętokrzyskiej. I właśnie tam zaraziłem się jazzem, biorąc udział w warsztatach, gdzie byli najwybitniejsi polscy jazzmani. Był taki program Jana Ptaszyna Wróblewskiego z tego okresu, gdzie grałem w filharmonii na koncercie – pojawiam się tam taki młody, gniewny, z długimi włosami. Można to znaleźć w internecie. Cały czas dążyłem do tego, żeby mieć swój zespół jazzowy. Chciałem połączyć swoje życie z muzyką, więc trzeba było też zacząć zarabiać pieniądze. W moim środowisku skąd pochodzę, a jestem z Brzozowa, postawiłem pierwsze kroki z orkiestrą jazzową, zespołem jazzowym, odbyły się pierwsze konkursy jazzowe, potem warsztaty. I tak, z roku na rok, podnosiłem swoje kwalifikacje jako saksofonista. PASJA, KTÓRA STAŁA SIĘ PRACĄ Na początku byłem nauczycielem w Liceum Ogólnokształcącym, później łączyłem dwa etaty: Dom Kultury i szkołę. Potem jeszcze orkiestry dęte. Muszę powiedzieć, że tutaj w Dynowie zaczynałem od zera, bo cierpi do tej pory negatywny stereotyp orkiestr strażackich: źle ubrane orkiestry, złe instrumenty, grają słaby repertuar… Teraz wszystko się zmieniło. Wystarczy popatrzeć na przeglądy orkiestr festiwalowych, te orkiestry są naprawdę zawodowe - piękny instrument, piękne stroje, inny repertuar, najczęściej muzyka klasyczna, jazzowa. ORKIESTRA Zarząd Główny Związku Ochotniczej Straży Pożarnej organizuje cyklicznie, co roku, przeróżne festiwale - wojewódzki, regionalny i ogólnopolski. Czyli jest motywacja do tego, żeby brać w tych festiwalach udział, spotykać się z innymi orkiestrami. Repertuar, który w tej chwili obowiązuje, nie jest w żaden sposób narzucony, ale orkiestry inspirują się nawzajem. I nawet dziewczyny, które potrafią śpiewać, chcą z nami występować. Zróżnicowany repertuar skłania do tego, że orkiestry się rozwijają. I młodzież powinno zachęcić się tym repertuarem. DLACZEGO WARTO? Korzystając z tej okazji chciałbym zachęcić rodziców, żeby posyłali swoje utalentowane dzieci do MOK-u do Dynowa, gdzie praca jest naprawdę owocna. Jest to ważne szczególnie w obecnych czasach, kiedy młodzież wiele czasu spędza przed komputerem. Oczywiście ja tego nie potępiam, ale warto do nas przyjść, są instrumenty, wystarczą tylko dobre chęci i słuch muzyczny. Samo uczestnictwo w orkiestrze to najlepsza szkoła dla młodego człowieka. Same ćwiczenia indywidualne w domu, w szkole muzycznej to jeszcze nie wszystko. Tutaj obowiązuje dyscyplina. Orkiestra jest właśnie po to, żeby wymagać, zintegrować te 30 osób. Naprawdę warto przyjść. MOTYWACJA OD LUDZI Ludzie często oceniają: zagraliście ładnie, albo zagraliście trochę gorzej, musicie jeszcze trochę popracować. Te występy to największa motywacja - nie pieniądze, profity. Istnieje jednak problem, bo nasza młodzież kończy Szkołę Muzyczną, wiadomo, że nie wszyscy pójdą na studia, nie wszyscy zostaną zawodowymi muzykami, czasem pojadą za granicę, żeby zarobić pieniądze. Ale oni tu kiedyś wrócą, bo mają gdzie wrócić.

Zobacz wywiad! DOTKNIJ

Przyjaciel inicjatywy Dynów - Ludzie z Pasją - Tadeusz Podulka KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

35


36


37


Grażyna Malawska - dyrektor MOK w Dynowie w latach 1979 – 2008 38


Wywiad z Grażyną Malawską Miałam szczęście, że podczas studiowania i liceum zwiedziłam całą Polskę i Europę. To trochę inaczej mnie ustawiło - myślałam, że będę taka żądna świata i gdzieś ucieknę, ale ja jestem jednak rodzinna, mnie się podoba to drzewo i to miejsce. I tu jest mi dobrze – opowiada Grażyna Malawska, wieloletnia dyrektor Domu Kultury w Dynowie, inicjatorka i uczestniczka wielu wydarzeń kulturalnych. POWRÓT DO DYNOWA Ja w życiu dawałam się po prostu nieść, dałam się porywać temu, co napotkałam. Tutaj z początku to było jednak dość obce mi środowisko - wprawdzie chodziłam do miejscowego liceum, jednak potem nie było mnie na miejscu parę lat. I zostałam przyjęta bardzo dobrze. Może dlatego, że potrafiłam śpiewać, potrafiłam tańczyć? Pani Jurasińska, jedna z najlepszych polonistek jakie w moim życiu poznałam, nauczyła mówić mnie po polsku, recytować. Także doskonale się odnalazłam. NIEZLICZONE AKTYWNOŚCI Przywitał mnie teatr, a osobiście pani Krystyna Dżuła - to jest wielki człowiek, gdyby nie ona, to po prostu nie byłoby teatru w Dynowie. W tym samym momencie został powołany do życia chór, który prowadzi Andrzej Kędzierski – to już ze czterdzieści lat minęło od powstania tego chóru. Za moment był kabaret, Kapela Ostrzewianie, potem Kapela Dynowianie i oczywiście różne zespoły, które prowadziłam. Na przykład Zespół Pieśni i Tańca przy Liceum Ogólnokształcącym, czy organizowane przeze mnie kursy tańca. Przygotowywałam również programy na studniówki - czy to w liceum, czy w Zespole Szkół Zawodowych. I to wszystko mnie napędzało, nie tylko praca, ale ci ludzie, z którymi działałam. PRACA – NAJLEPIEJ WŚRÓD LUDZI Mikrofon towarzyszył mi przez całe moje życie zawodowe. Kochałam mówić do ludzi, kochałam śpiewać do ludzi, oglądać jak się śmieją - to mnie bardzo budowało, wzruszało i napędzało, mam nadzieję, że do pozytywnych rzeczy. To był mój największy atut, bo ja nie jestem menadżerką, to nie moja natura. Chciałam przebywać z ludźmi na imprezach, śpiewać, tańczyć, organizować. To mnie scementowało ze środowiskiem, a ci wszyscy ludzie odwzajemnili mi te emocje. Dalej mi odwzajemniają, pamiętają o mnie, zapraszają na spotkania. Byłam, między innymi, przy założeniu „Towarzystwa Gimnastycznego Sokół”. Tego było tak dużo, że wszystkiego nie jestem w stanie wymienić - wybaczcie! DYNÓW – MIEJSCE WYJĄTKOWYCH LUDZI Ci wszyscy aktywni ludzie, którzy tu są, którzy budują kulturę, tworzą koloryt naszej małej ojczyzny są wyjątkowi. Tego w wielu środowiskach nie ma, naprawdę. Gorąco zachęcam więc, aby skorzystać z tego co inni proponują, warto wypełnić sobie czas czymś wartościowym!

DOTKNIJ

Zobacz wywiad VIDEO

Przyjaciółka inicjatywy Dynów - Ludzie z pasją - Grażyna Malawska KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

39


40


41


Antoni Dżuła - kierownik i założyciel Kapeli „Tońko” 42


Wywiad z Antonim Dżułą Muzyka to jest wspaniały wynalazek. Więc proszę i apeluję, żeby nie tylko słuchać ze słuchawkami na uszach, ale rozwijać swoją wrażliwość muzyczną. Pamiętajmy: każdy dźwięk ma swoją duszę – przekonuje Antoni Dżuła, przyjaciel inicjatywy „Dynów – Ludzie z Pasją”, człowiek o wielu aktywnościach i zasługach na polu muzycznym. PREZENT OD BRATA Wszystko zaczęło się w domu rodzinnym, bo trzeba powiedzieć, że śpiewów u nas było bardzo dużo. Mama śpiewała, tato śpiewał, były różne imprezy rodzinne okraszone śpiewem, dodatkowo święta, święta kolędowe, bardzo dużo przy stole śpiewaliśmy. Pewnego dnia brat kupił adapter Bambino, to były lata sześćdziesiąte i wtedy zaczęło się słuchanie muzyki. Ja podbierałem te płyty, jak brat jeździł na studia, to wyciągałem Bambino i słuchałem. Miałem nakazane, żeby nie zniszczyć tych płyt. Brat Janek podpatrzył, że mam ciągotki muzyczne, pamiętał, że kiedyś wyciąłem z tektury taki obrys gitary, naciągnąłem jakieś gumki, chodziłem i grałem. Więc popracował na budowie i przyniósł mi na Świętego Mikołaja prezent: gitarę i książkę „Szkoła gry na gitarze”, którą mam do dzisiaj. Do tego jeszcze dokupiłem flet prosty, który też bardzo mnie interesował i wtedy się zaczęła przygoda z muzyką. PIESZO NA LEKCJE Obecnie młodzież pokonuje odległości przy pomocy samochodów. Ja chodziłem ponad cztery kilometry pieszo z gitarą. Z Karolówki aż na Przedmieście, do nauczyciela Leszka Majchrzaka. To tam stawiałem pierwsze kroki, jeśli chodzi o gitarę. Te trudności trzeba było pokonywać zimą, latem, czasem litość ogarnęła nauczyciela, to brał mnie na motor i odwoził do domu, jak było ciemno. Czasy były trudne, ale chyba wszyscy widzieli ten mój zapał, więc jak tylko mogli, tak mi pomagali. Chociaż, z drugiej strony, wtedy było takie podejście starszych, że warto zdobyć jakiś zawód, z muzyki chleba nie będzie. Trzeba było pomagać w polu, bo było gospodarstwo rolne, rodzice pracowali i nie było mowy, żeby nie pracować. Ale trzeba było też się uczyć. Pamiętam jeszcze te czasy jak bracia się uczyli i nie było prądu, więc korzystali z lampy naftowej. PASJA, KTÓRA STAŁA SIĘ PRACĄ Tu jest tyle wątków różnych muzycznych, że sam nie wiem, od czego zacząć. Po zdaniu matury w Sanoku wróciłem do tej macierzystej Szkoły Zawodowej i tam dostałem propozycję pracy. Pracowałem dziesięć lat jako instruktor muzyki. W tym czasie robiłem jeszcze średnią Szkołę Muzyczną, więc równolegle jeździłem do Rzeszowa. Nie ukrywajmy - ze względu na dojazdy był to ogromny wysiłek. Ale już wtedy wiedziałem, że muszę się uczyć dla moich uczniów – a była to młodzież wspaniała, zdyscyplinowana. Grywałem z nimi, tworzyłem zespoły w kolejnych latach, bo ten trzyletni cykl bardzo szybko mijał. Uczniowie byli tą muzyką tak przesiąknięci, że po latach zapraszałem ich do pracy w kolejnych, prowadzonych przeze mnie zespołach. Oni z resztą do dziś grywają w różnych miejscach, co z satysfakcją zauważam. MUZYKA PODWÓRKOWA – MIEJSKI FOLKLOR Często zdarzało mi się na różnych imprezach, festynach usłyszeć piosenki, które funkcjonowały na tym terenie. Usłyszeć nawet gwarę lwowska, bo przecież to wszystko przenikało się na tym terenie. U mnie w rodzinie słyszałem nieraz róż-

43


ne słowa, których nie rozumiałem, dopiero w słownikach sprawdzałem, co one znaczą. Kiedyś w „Kapeli Ostrzewianie” z nieżyjącym już kolegą Henrykiem Koryto rozmawialiśmy, że warto byłoby tworzyć taką muzykę podwórkową, kapelową, lwowską, która bazuje na gwarze. Nie udało nam się wspólnie razem tego zrealizować, ale mnie to zawsze gnębiło, leżało na sercu, że powinienem to zrobić. Po tylu latach po uczestnictwie w kabarecie i kapeli ,,Dynowianie”, a jeszcze wcześniej w Ostrzewianach, Pogórzankach, postanowiłem, że zagramy właśnie taka muzykę. Jeszcze wcześniej podpatrywałem kapele podwórkowe na festiwalu w Przemyślu i bardzo to na mnie wpłynęło. Postanowiłem, że muszę te piosenki, które tu są na terenie Dynowa, Podkarpacia, uratować od zapomnienia. Ale też stworzyć coś nowego. I to jest kierunek, który wówczas obrałem. EFEKTY EDUKACJI MUZYCZNEJ Było mi żal, że Dynów nie ma takiej edukacji muzycznej jak inne środowiska. Podjąłem więc taki temat w 1999 roku na zebraniu Związku Gmin Turystycznych. Wysłuchano mnie uważnie, ale stwierdzono, że w aktualnie nie jest to możliwe. Trzeba było 14 lat, żeby powstała ta Szkoła Muzyczna. Ja się bardzo z tego cieszę, bo widziałem ilu uczniów zdolnych przewijało się przez placówkę. Nie każdy musi być artystą, ale potrzeba jest taka, żeby rozwijać muzycznie słuchaczy. Kiedy wspomnę dwudziestosiedmioletnią pracę w Szkole Podstawowej nr.2 w Bartkówce, to mam świadomość, że efekty mojej działalności widoczne są do dziś. Ci uczniowie śpiewają, grają i cieszą się muzyką. Warto i trzeba mieć pasję, a jeżeli marzenia połączy się z pasją i udaje się je zrealizować, to człowiek jest szczęśliwy.

Przyjaciel inicjatywy Dynów - Ludzie z pasją - Antoni Dżuła

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

44


45


Krystyna Dżuła - prezes Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Dynowie 46


Wywiad z Krystyną Dżułą Prawdziwa pasja wypełnia życie, czyni życie ciekawszym, daje możliwość kontaktu z ludźmi, a człowiek nie może być sam. Jeżeli człowiek lubi ludzi, to ludzie odwdzięczają się tym samym. I świat jest wtedy lepszy. My robiliśmy spektakle właśnie po to, żeby ludziom umilić ten świat – przekonuje Krystyna Dżuła, opowiadając przy okazji o swoich licznych pasjach. KORZENIE Ośmielę się nawiązać do słów Papieża Jana Pawła II: u Niego zaczęło się w Wadowicach, a u mnie w Dąbrówce Starzeńskiej, w chłopskiej rodzinie. Tato był społecznikiem, rolnikiem i również działał w teatrze. Mama miała nas czworo, nie miała na to czasu, ale jak przeszła na emeryturę, to odnalazła się w haftowaniu, co też jest obecnie moją pasją. W Szkole Podstawowej w Dąbrówce był pewien nauczyciel, pasjonat muzyki i kiedyś powiedział: „zróbcie jakąś sztukę, byle to tylko nie był słomiany zapał!”. Szczególnie tyczyło się to mnie, bo ja byłam taki pędziwiatr i nauczyciel miał wątpliwości, czy w ogóle dojdzie to do skutku – ale się udało! W Liceum Pedagogicznym były różne stowarzyszenia, różne formy działalności, pomagałam w teatrze klasowym. Tak to się zaczęło. SZKOŁA Potem po Szkole Podstawowej poszłam do Liceum Pedagogicznego w Gorlicach, bo chciałam być nauczycielem, w ogóle chyba byłam nauczycielem z powołania. Po zdaniu matury poszłam nie na upragnioną chemię, tylko tam, gdzie było bliżej. Czyli do Rzeszowa na polonistykę, gdzie studiowałam, pracując równocześnie w Pawłokomie na pierwszej placówce. Tak kochałam szkołę, że dzisiaj po latach stwierdzam, że więcej zainteresowania, energii poświęcałam szkole niż własnej rodzinie za co teraz, przy okazji, ją przepraszam. Dla mnie praca z młodzieżą była spełnieniem marzeń i nigdy nikt mi nie powie, że młodzież była zła. SZKOŁA I TEATR Kiedy pracowałam w Zasadniczej Szkole Zawodowej w Dynowie, która mieściła się tam, gdzie teraz jest sklep budowlany, pan dyrektor Kiszka sprzyjał teatrowi szkolnemu i dzięki temu zrobiliśmy kilkanaście sztuk. Graliśmy „Śluby panieńskie, „Zemstę”, „Damy i Huzary”, „Piotr”, gdzie w tle był nawet telewizor, jako element scenograficzny. Przez ekran tego telewizora przechodziły bajkowe, baśniowe postacie, tak łączyła się baśń z rzeczywistością. W tym okresie Kuratorium Oświaty w Przemyślu organizowało festiwale kulturalne szkół. My, jako jedyna Zasadnicza Szkoła Zawodowa w okolicy, zgłosiliśmy się razem z liceami i technikami. W drugim festiwalu mieliśmy właśnie sztukę współczesną „Piotr”, a scenografię robił nam nauczyciel matematyki z naszej szkoły, pan Zbigniew Dymczak, który był wspaniałym człowiekiem. Wystąpiliśmy na festiwalu w Przeworsku, rywalizując z Technikum Elektrycznym. Przegraliśmy o jeden punkt. TOWARZYSTWO GIMNASTYCZNE „SOKÓŁ” W roku 1978 Teatr OSP Dynów stracił reżysera, bo pani Janina Jurasińska objęła funkcję dyrektora, więc nie miała już czasu prowadzić tego zespołu. W jej miejsce przyszedł pan Stanisław Kostur, też znany działacz społeczny, aktor, sportowiec, kiedyś dyrygent orkiestry i poprosił, żebym mu pomogła w sztuce pt. „Wojna z babami”. Przyszłam w 1978 roku i to trwa do dziś, bo najpierw był Teatr OSP, potem teatr przy MOK-u, a obecnie działamy w ramach Towarzystwa Gimnastycznego

47


„Sokół”. Nawiązując do jego pięknej tradycji, która przetrwała dzięki ludziom, pracującym kiedyś w zespole teatralnym, którzy jeszcze po wojnie tę tradycję pielęgnowali. Zafascynowała mnie historia tej organizacji, jej ogromny wpływ na życie kulturalne w okresie międzywojennym, dlatego też prowadzę teatr jako Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, którego jestem prezesem. W zespole teatralnym reżyserowałam, przygotowywałam przedstawienia czterdziestu sztuk. Kilkakrotnie robiliśmy „Betlejem Polskie” w różnych okresach: od 1990 do 2000 roku. Kilkakrotnie razy robiłam „Misterium Męki Pańskiej”, gdzie zespół, razem z chórem, liczył 70 osób. Bóg dał mi spotkać wielu dobrych ludzi, odpowiedzialnych, uspołecznionych, takich, których nie musiałam przekonywać, że trzeba coś społecznie robić. HARCERSTWO W Szkole Podstawowej w Pawłokomie prowadziłam z nakazu, ale również z własnych chęci, drużynę harcerską. Gdzie byłam, tam działałam społecznie. Dzieci były wspaniałe, chodziliśmy na biwaki, nocowaliśmy w lesie, wtedy nie było takich obostrzeń, takich wymogów bezpieczeństwa, ale byliśmy bezpieczni, bo i rodzice nam pomagali. Kiedy skończyłam studia i wyszłam za mąż za pasjonata sportu, mąż żył piłką ręczną, a ja harcerstwem i teatrem. W Zasadniczej Szkole Zawodowej w Dynowie od roku 1970 do 1991 byłam jedną polonistką, więc wszystkie imprezy, uroczystości, spektakle należały do moich obowiązków. Prowadziłam drużynę starszo harcerską, jeździliśmy na rowerach, chodziliśmy pieszo, zwiedziliśmy Hutę Poręby, Jawornik. Prowadziłam harcerstwo i awansowałam w tej hierarchii harcerskiej, mam mundur i otrzymałam stopień Harcmistrza Polski Ludowej. Bardzo sobie cenię i do końca życia pamiętać będę nie tylko tekst przyrzeczenia, ale przede wszystkim zasadę, że „na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy”. Dzisiaj cokolwiek robię, to czuję się zobligowana, że dałam komuś słowo. Choć czasem jest to dla mnie trudne do wykonania, to jednak wiem, że słowa trzeba dotrzymywać. WARTO BYĆ SPOŁECZNIKIEM Nieraz zastanawiałam się, dlaczego ten teatr tak kocham. Lubię być z ludźmi. Teraz cierpię, że nie mogę nic zrobić z ludźmi, te obostrzenia ograniczają kontakt z ludźmi, telefon czy internet nie załatwiają tego co dawało obcowanie z ludźmi, tworzenie czegoś, ten proces tworzenia czegoś był zawsze wspólny.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Przyjaciółka inicjatywy Dynów - ludzie z pasją - Krystyna Dżuła KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

48


49


Andrzej Sowa - kierownik i założyciel Młodzieżowej Kapeli „Pogórzanie” 50


Wywiad z Andrzejem Sową

Muzyka ludowa to jest nasza tożsamość narodowa, muzyka naszych dziadów, pradziadów – uważa Andrzej Sowa, podczas opowieści o swojej największej pasji, jaką jest muzykowanie w kapeli ludowej. RODZINNE GRANIE Fascynację muzyką przejąłem od Kapeli Sowów z Piątkowej, rodziny, z której z resztą się wywodzę. Równocześnie jednak zacząłem grać z kapelą ludową PGR Bachórz. To był bardzo dobry zespół, występował na Dożynkach Centralnych, byłem więc siedmiokrotnie na Dożynkach Centralnych w Warszawie, później w Bydgoszczy, w Poznaniu, w Opolu, w Koszalinie, w Białymstoku, w Piotrkowie Trybunalskim. Tam poznałem wiele kapel ludowych, do ich integracji przyczynił się głównie taki profesor Byszewski, który zapraszał na tygodniowe zgrupowanie około 20 kapel ludowych z różnych miejsc z Polski i zgrywał z nimi repertuar ten, który miał być zagrany w części wieńcowej. Poznawaliśmy się z kapelami z różnych stron Polski, a byli tam Kaszubi, Górale i z lubelskiego, i z poznańskiego. Miało to wpływ na to, że moja fascynacja z muzyką ludową jeszcze bardziej się nasiliła. I wtedy właśnie zwróciłem się do muzyki tej naszej, rodzimej, bardziej do tej piątkowskiej. Od czasu do czasu grałem z Sowami, bo ich basista, Pieter Sowa, czasami nie mógł zagrać. I wtedy Wojciech przyjeżdżał do mnie rowerem z Piątkowej do Dynowa i prosił, żebym zagrał. I tak coraz bardziej się wciągałem. WESELA I ZABAWY Później nastąpił taki okres, że zacząłem chałturzyć w takim zespole weselono-zabawowym. Wtedy akurat mniej grałem z Kapelą PGR Bachórz i z Sowami, bo często było tak, że wszystkie soboty i niedziele były zapełnione, a oni przeważnie mieli koncerty właśnie w te dni. Nie było możliwości, bo tu można było zarobić, a tam te pieniądze były mniejsze, albo nie było ich wcale. I tak, przez pewien czas, zajmowałem się innymi sprawami, w tym często graniem na weselach i zabawach. MŁODA HARTA Nastał rok 2004 rok, bardzo sprzyjający moment, bo kilkoro dzieci z rodziny i znajomych uczyło się gry na skrzypcach w ognisku muzycznym. Postanowiłem więc założyć taką dziecięcą Kapelę Ludową i miałem o tyle sprawę ułatwioną, że nie musiałem tych dzieci uczyć muzyki od podstaw - smyczkowania, nut, itd. Oni już to umieli. Ja wówczas zacząłem pracę nad repertuarem kapeli Sowów, więc ukierunkowaliśmy się właśnie na ten repertuar i to zaczęło przynosić efekty. W ciągu pół roku byliśmy w Kazimierzu i zdobyliśmy pierwszą nagrodę w konkursie „Duży-Mały”, w tym samym roku na wakacjach nagraliśmy pierwszą płytę „Młoda Harta”. Tę kapelę sam ochrzciłem, bo większość dzieci była z Harty, a ja w tym czasie pracowałem jako nauczyciel muzyki w szkole. Tam mieliśmy bazę i mamy do dzisiaj, kapela istnieje, ma już duże osiągnięcia, bo w 2013 zdobyła Basztę w Kazimierzu w kategorii ‘folklor rekonstruowany’, potem przyszły kolejne sukcesy. Są naprawdę duże osiągnięcia tych młodych ludzi, bo przeważnie takie nagrody zdobywają muzycy ze sporym dorobkiem. To jest dla mnie prawdziwy zaszczyt, że młodzież tak bardzo wchłonęła tą muzykę, tak ją przyjęła. Obecnie nie boję się w ogóle, że „Młoda Harta” się rozpadnie, bo oni już są tak zaszczepieni, przesiąknięci ta muzyką, że trzymają się razem i nawet beze mnie mogą spokojnie działać.

51


POGÓRZANIE Po dziesięciu latach działalności „Młodej Harty” założyłem „Kapelę Pogórzanie” przy przychylności pani Dyrektor MOK-u w Dynowie. Powstała kapela złożona z dzieci dynowskich i nazwaliśmy ją Pogórzanie, bo Dynów jest, jakby nie było, stolicą Pogórza Dynowskiego. Ta kapela również zaczęła szybko wchłaniać repertuar, oczywiście zaczynaliśmy od najłatwiejszych rzeczy, takich prostych, a później przechodziliśmy do takich ostrych polek, że nawet świętej pamięci Wojciech Sowa nie powstydziłby się tego. A sądzę, że jeszcze pochwaliłby. Z tą kapelą mamy również duże osiągnięcia, bo pięciokrotnie z rzędu w Kazimierzu Dolnym na festiwalu w konkursie „Duży-Mały”, a później „Mistrz-Uczeń” zdobywaliśmy pierwsze nagrody. PRACA Z DZIEĆMI Praca z młodzieżą nie jest łatwa, trzeba mieć dobre podejście, pedagogiczne. Ważna jest metoda zachęty, pochwały, nawet minimalne osiągnięcie warto pochwalić, bo to powoduje, że dzieci są zadowolone ze swojej pracy. Ponadto bardzo często zdobywamy nagrody pieniężne, które są dzielone pomiędzy nich. I to pewnie również stanowi zachętę, choć jestem pewien, że graliby i bez tych profitów. Wiedzą bowiem, że ta muzyka im wychodzi, że grają dobrze. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Przyjaciele inicjatywy Dynów - ludzie z pasją - Andrzej Sowa KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

52


53


54

Maciej Jurasiński - założyciel ,,Kabaretu NASZ”


Wywiad z Maciejem Jurasińskim

Są ludzie na tym świecie, którzy wykonują zawód z pasją, dlatego zacytuje Maćka Sztura, syn Jerzego Sztu-

ra świetnego aktora, który tak pisze: „A jednak trzeba się sponiewierać od czasu do czasu w imię czegoś, rzucić się w przepaść, poczuć, że się frunie, bez tego może bezpieczniej, ale nijako”. Dla mnie ta pasja to jest coś dodatkowego, suplement do życia , bez którego niektórzy nie dają rady. W Dynowie takich ludzi z pasją jest mnóstwo, chociażby moją ukochaną mamę, która przyszła tu z nakazu pracy i dla niej pasją był teatr, animacja. Wszystko zaczęło się w szkole, kiedy zaczęła robić montaże, jeździła nawet po Polsce, pamiętam Ogólnopolski Festiwal Teatru Małych Form pojechaliśmy do Gdańska po raz pierwszy Mariusz Kasprowicz, Ewa Czyżowska, Gośka Hardulak, wtedy mieliśmy taką grupę, mama moja napisała scenariusz i to się sprawdziło. Jeździliśmy do Tarnowa, byliśmy na Biesiadzie Teatralnej w Horyńcu. Czyli pasja to jest coś dodatkowego, co pozwala się spełnić, ale myślę, że pasja to także możliwość kontaktu z ludźmi. To jest pasja, która wynikała z tego, że ja w szkole zacząłem bawić się w wierszyki, w kabaret, kiedy przyszedłem do szkoły to zacząłem rymować na różne okazje, na okazje także szkolne. Moją pasją jest również Dynów, zostałem tu, chcę tu zostać, kocham to miasteczko i napisałem parę rzeczy dotyczących Dynowa np. Jarmark Dynowski, pan Antoni Dżuła próbował do tego napisać muzykę i napisał .

Pasja bez dzielenia się nią nie ma sensu to po pierwsze, myślę, że istota pasji polega na tym, żeby tą pasją zaszcze-

piać innych, żeby w jakiś sposób stać się siewcą pasji. Z tego co ja mówiłem i inni mówili to warto mieć pasje, pokazać, że małe środowisko nie musi być przeszkodą, barierą. Prowincja nie musi być przeszkodą i dlatego myślę, że ci wszyscy, którzy patronują tej akcji, którą realizujecie to można ich nazwać siewcami pasji i trzeba powodować, żeby ludzie nie mieli kompleksów, żeby wychodzili z ukrycia, żeby uwierzyli, że w małym środowisku można nie w cichości, w zaciszu domu do „szuflady wszystko chować”, tylko zarażać pasją innych. Myślę, że Dynowianie świetnie to robią.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Przyjaciele inicjatywy Dynów - Ludzie z Pasją - Maciej Jurasiński KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

55


56


57


Kabaret NASZ

Emil Dańczak 58

Maciej Jurasiński

Monika Mączyńska


Wywiad z członkami ,,Kabaretu NASZ” Maciej Jurasiński: Kabaret narodził się jak przystało na kabarety w knajpie. To, że zaczęliśmy godnie w dawnej restauracji „Pod Kłosem” to zaowocowało, bo tych sukcesów trochę było: w 1997 roku zdobyliśmy I miejsce w Wojewódzkim Przeglądzie Kabaretów w Niebylcu, dostaliśmy radiomagnetofon, dwukrotnie w 1998 i 2001 roku wzięliśmy udział w Ogólnopolskich Biesiadach teatralnych w Horyńcu, w 1999 roku występowaliśmy w eliminacjach do Paki, corocznie braliśmy udział w Ogólnopolskim Przeglądzie Kabaretów Wiejskich gdzie w 1998 zdobyliśmy VI, potem IV, następnie II w kategorii piosenki. W 2002 roku dołączył do nas kolega Emil Dańczak. 2012 rok to smutna data bo brakło wtedy Jacka Batora, który był fundamentem naszego kabaretu, z reszta zaczynaliśmy się bawić w kabaret w szkole, gdzie Jacek był nie do podrobienia, był niepowtarzalny, potrafił się śmiać na zawołanie tak, że wszyscy pękali ze śmiechu. Miał coś takiego. Trzeba to mieć. W 2012 roku brakło Jacka i odechciało mi się kabaretu, między innymi z tego powodu, ale głównie z tego powodu. W 2008 roku z Jackiem udało nam się zrobić „Śmiechu Naszego Powszedniego”, który był nagrany przez Regionalną Telewizję Rzeszów. 2012 rok koniec kabaretu na jakiś czas. Emil Dańczak: 2017 rok to bardzo ważna data w istnieniu „Kabaretu Nasz” bo wróciliśmy do żywych. Ze „starego składu” został tylko Maciek - ojciec założyciel, no i ja i jeszcze Julian Zych, który nam przygrywał, a dołączył do składu w 2006 roku. Tak zrobiliśmy program „Koń by się uśmiał”, który był na tyle udany, że udało nam się zawojować tym programem, bo już w 2017 roku dostaliśmy się do Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Kabaretowej do Ostrołęki i tam Daniel Maziarz, który do nas dołączył wyśpiewał nam nagrodę Muzeum Polskiej Piosenki piosenką „Mucha” autorstwa Macieja. To był bardzo fajny sukces, który nas dodatkowo nakręcił do dalszych działań. Później była „Paka” w 2018 roku zagraliśmy w ćwierćfinale, było to doskonałe doświadczenie, przynajmniej ja to tak pamiętam zderzenie z krakowską publicznością, która „zęby zjadła” na rozmaitych kabaretach, nie udało się nam dostać do finału z programem, ale zostaliśmy zakwalifikowani do programu z naszymi piosenkami. W 2017 roku dołączyła do nas jeszcze Dorota Sówka Szmigiel, która jedną z tych piosenek śpiewała ,a była to piosenka „Poniedziałek” i z nią wystąpiliśmy w koncercie finałowym „Paki”. Wznowiliśmy działalność w składzie następującym: Julian Zych, Dorota Sówka Szmigiel, Daniel Maziarz, Maciek i ja. Potem 2018 rok obfitował, bo wybraliśmy się w długą podróż jesienią do Wałbrzycha, co też jest dużym sukcesem, ponieważ był to Jubileuszowy „Kopalniak” Ogólnopolski i tam z ponad 20 zgłoszeń zagraliśmy w finałowej czwórce. Monika Mączyńska: A w 2019 roku na dobitkę, na koniec dołączyłam ja. Zadebiutowałam programem z okazji Dnia Kobiet. W maju pojechaliśmy do Warszawy, braliśmy udział w Przeglądzie o Laur Wiecha na Targówku, zajęliśmy skeczem „Husarzy dnia 7” II miejsce. Później w lipcu wzięliśmy udział w słynnych warsztatach pakowskich, które zakończyły się Mazurską Nocą Kabaretową. Dużo się działo, bardzo dobrze wspominamy. Były jeszcze warsztaty, podczas nich zrodziła się piosenka tekst Emil i Maciej, muzyka mistrz Filip Jaślar, który osobiście poświęcił swój czas, najwięcej uwagi poświęcił, napisał dla nas muzykę. I wysłaliśmy tego „Komara”. Ten „Komar wybzyczał” nam

59


nagrodę główną, z czego jesteśmy bardzo dumni . Serdecznie pozdrawiamy Daniela Maziarza, Dorotkę Sówkę Szmigiel, naszego Mirka, Julka Zycha, Kubę Trybalskiego i Grzegorza Hardulaka, który był z nami w pierwszej odsłonie Kabaretu, który nam robił scenografię, Franka Domina, Grażynę Malawską, Antoniego Dżułę, Marię Chudzikiewicz i Iwonę Woźniak. Pozdrawiamy wszystkich. Maciej Jurasiński: Pasja to jest tak jak partnerka, poświęcasz jej czas, starasz się, żeby była zadowolona, żebyś ty był zadowolony, nawet niektórzy twierdzą, że tak jak w związku jest pożądanie to tak jak pasja jest w pewny sposób pożądaniem. I dlatego trzeba mieć pasję.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Przyjaciele inicjatywy Dynów - Ludzie z Pasją - ,,Kabaret NASZ” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

60


61


a

Rozdział II

Wywiady z osobami nominowanymi do inicjatywy Dynów Ludzie z Pasją


Ziemia dynowska regionem pasjonatów! Realizacja kolejnego etapu projektu „Dynów – Ludzie z Pasją” dobiega właśnie końca. Obserwując efekty działań, można z łatwością wysnuć konkretny i niepodważalny wniosek: Dynów i jego okolice to prawdziwe skupisko pasjonatów! Nie wierzycie? Przeczytajcie, a uwierzycie! Aż tylu? – zdziwi się pewnie niejedna osoba, która przeglądnie listę osób nominowanych do programu „Dynów – Ludzie z Pasją”. Liczba to imponująca, pamiętajmy jednak, że tych pasjonatów w okolicy jest z pewnością nieco więcej. Zgodnie z założeniami projektu na wspomnianej liście znalazły się osoby nominowane przez innych. Mowa więc o ludziach, których pasja została w jakiś sposób dostrzeżona, doceniona, zauważona przez świat zewnętrzny. Każda pojedyncza historia tych ludzi to fascynująca opowieść o ludzkich marzeniach i ich realizacji. O uporze, konsekwencji, wyrzeczeniach, przełamywaniu tego, co wydaje się niemożliwe, o pokonywaniu własnych słabości. Okazuje się, że pasja jest wyjątkowo tolerancyjna – nie wyklucza ze względu na pochodzenie, płeć, czy wiek i jej potencjalną ofiarą może być każdy. Wśród nominowanych znalazł się przecież Mieczysław Majka – prawdopodobnie najstarszy paralotniarz na całym Podkarpaciu, Marcin Blama – od ponad pięćdziesięciu lat członek Związku Pszczelarzy w Dynowie, czy też Tomasz Paściak – przez długie sześć dekad parający się filatelistyką. Z drugiej strony pojawiają się wśród nominowanych młodzi ludzie, którzy bardzo wcześnie odkryli swoje pasje. Mowa tu chociażby o Laurze Lech – miłośniczce tańca nowoczesnego, Dominiku Pysiu – najmłodszym ultramaratończyku, czy też nieco tylko starszej Aleksandrze Skubisz – miłośniczce i propagatorce kolarstwa, którą już niebawem będziemy mogli nazywać również pełnoprawną triathlonistką. Z pewnością ci, którzy zechcą zapoznać się z opowieściami nominowanych, nie będą narzekać na monotonię – rozstrzał pasji i zainteresowań jest naprawdę imponujący. Warto natomiast zwrócić uwagę na grono szczęściarzy, dla których wykonywana praca jest jednocześnie pasją. Tak jest w przypadku pracującej w Nadleśnictwie Małgorzaty Kaczorowskiej – osoby, która wykonywany zawód idealnie połączyła z fascynację lasem z miłością do natury. W gronie szczęściarzy znalazł się również Andrzej Dżuła – wieloletni nauczyciel WF i trener piłki ręcznej, Monika Mączyńska – nauczycielka, która przenosi fascynację teatrem do swojej pracy edukacyjnej. Z ogromną przyjemnością chodzę do pracy, ponieważ sprawia mi wiele radości – przekonuje Ewelina Domińczyk, fryzjerka z Bachórza. Polonistka Joanna Duda twierdzi natomiast, że jeśli nie masz do czegoś pasji, nie powinieneś się tym zajmować w ogóle. Zdanie to można uznać za swoiste motto tych, którzy łączą pasję z wykonywaną pracą. Leitmotivem, łączącym większość bohaterów jest fakt odkrycia pasji wcześnie, w latach dzieciństwa. Niektóre przypadki – jak pszczelarza Marcina Blamy, kowala Tadeusza Tymowicza, miłośnika starych motocykli Łukasza Kiełbasy – dowodzą, że pasję otrzymać można nawet w genach. Leszek Bułdys zakochał się w książ-

63


kach jeszcze w czasach szkolnych, Oskar Kaniuczak pierwszy puchar w wędkarstwie zdobył mając zaledwie cztery lata. Są jednak tacy, którym późne odkrycie swojej pasji nie przeszkodziło w jej intensywnej realizacji. Zofię Marszałek wieloletnia fascynacja przyrodą pchnęła do potrzeby uwieczniania jej na przepięknych fotografiach. Zdzisława Sarnickiego miłością do motocykli zaraził kolega całkiem niedawno, bo sześć lat temu. Zarówno Tadeusz Pindyk, jak i Ewa Czyżowska stopniowo dojrzewali do twórczości w – kolejno – rzeźbie w drewnie i rękodzielnictwie. Natomiast przykład Janusza Szeremety, miłośnika kultury kozackiej, dowodzi, że odkrycie pasji może całkowicie zmienić dotychczasowe życie. Pamiętajcie więc i traktujcie to zdanie jako zachętę: pasją zarazić się można w każdej chwili! Nie do przecenienia jest również wpływ pasjonatów na otaczający ich świat – o czym nie trzeba przekonywać Marka Siekańca, który już od czterdziestu lat oddaje krew, co jest chyba najbardziej jaskrawym przykładem bezinteresownej pomocy innym. Aktywność naszych bohaterów dowodzi, że pasją warto się dzielić. Stosując korporacyjną nowomowę, osoby te są często trendsetterami, które pobudzają, ożywiają tkankę społeczną, inspirując do działania innych. W gronie nominowanych znaleźć można takich podręcznikowych społeczników. Być społecznikiem, to chcieć zrobić coś dla społeczeństwa. Nie czekać, aż ktoś inny zrobi. Nie jest to praca zarobkowa, to wynika z własnej chęci – tak swoją aktywność definiuje Adam Wandas, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Bartkówce. Mam jakąś ogromną potrzebę działania, zrobienia czegoś dla innych. Mówią mi, że jestem pracoholikiem, że nie usiedzę, żeby czegoś nie robić. A ja po prostu lubię organizować sobie czas i jeśli coś mnie pasjonuje, to po prostu wchodzę w to. I działam – wtóruje Wiesław Hadam, człowiek tylu pasji, że wymienienie ich zaburzyłoby całkowicie kompozycję tego tekstu. Przede wszystkim utwierdziłam się, że moje działania wpływały na wieloaspektowy rozwój młodzieży, a to oczywiście cieszy najbardziej! – dodaje wspomniana wyżej Monika Mączyńska. Pielęgnowanie pasji jest z pewnością aktem rzeźbienia charakterów. W tej kwestii nie ma z pewnością żadnych wątpliwości Karol Kuś, miłośnik kolarstwa ekstremalnego, który – zanim własnym sumptem wybudował własny tor – regularnie pakował się z rowerem do autobusu, żeby poćwiczyć w rzeszowskim Dirt Parku. Wytrwałość – tę cechę, jako niezbędną do skutecznej realizacji pasji wskazuje Ewa Hadam, niezrównana społeczniczka i miłośniczka sportów ekstremalnych. Cierpliwości nauczyło Oskara Kaniuczaka wędkarstwo, a Daniela Gąseckiego fotografia. Tadeusz Jurasiński, kościelny z Dynowa, wspomina o pokorze. Jestem bardziej otwarty na różnorodność – przekonuje tymczasem Paweł Pyrcz, podróżnik. Tekst więc należy chyba zakończyć niby banalną, lecz tak prawdziwą pointą: pasja nie tylko urozmaica życie, lecz zarazem uszlachetnia każdego człowieka!

Adam Miklasz 64


Fot: Daniel Gąsecki

65


Adam Wandas - prezes OSP Bartkówka, społecznik Być społecznikiem, to chcieć zrobić coś dla społeczeństwa. Nie czekać, aż ktoś inny zrobi. Nie jest to praca zarobkowa, to wynika z własnej chęci – przekonuje Adam Wandas, prawdziwy społecznik, prezes OSP Bartkówka. POCZĄTKI W STRAŻY To było jakieś 34 lata temu. Miałem około siedemnaście lat, kiedy wstąpiłem do Straży Pożarnej. W rodzinie były strażackie tradycje, bo Tata był i dalej jest w OSP. Ale wstąpiłem z własnej potrzeby, chciałem być strażakiem. Wtedy wyjazdów nie było aż tak wiele, nie działo się dużo. Kiedy wyszedłem z wojska, trafiłem na czas wyborów w Straży i zostałem naczelnikiem. Obecnie jestem prezesem. NIE LICZY SIĘ WIEK Nie jestem wcale najstarszy stażem, są starsi. Musimy założyć, że Straż została u nas założona w 1956 roku. Chociaż kiedyś, jak pisaliśmy kronikę, to znaleźliśmy dokumenty, że Straż w Bartkówce już istniała w 1944 roku. Ale dopiero po wojnie, w 1956 roku, dokonano oficjalnego otwarcia. A kto jest najstarszym czynnym strażakiem? Każdy strażak jest czynny. Może mieć nawet osiemdziesiąt lat, nie brać udziału w akcjach, a nadal być czynnym członkiem OSP. PRO PUBLICO BONO Wprawdzie od kilku lat gmina wypłaca drobne sumy za udział w akcjach, ale są to groszowe sprawy. Zdecydowana większość strażaków przeznacza pieniądze za udział w akcji na zakup sprzętu. Wiadomo, że każdy strażak oddaje kawałek siebie – zamiast spędzić czas w domu, poświęcić go rodzinie, trzeba iść do straży, bo zawsze jest coś do zrobienia. Nierzadko, gdy człowiek wróci z pracy i kładzie się spać, to dostaje wezwanie. I trzeba jechać! Pamiętajmy, że strażak zawodowy jest w pełnej gotowości w pracy, a jak przyjdzie do domu to ma wolne. A strażak z OSP musi być gotowy dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Cieszy więc, że społeczeństwo zazwyczaj nas docenia. Zdarzają się osoby, które twierdzą, że straż jest niepotrzebna. Ale są to wyjątki. BYCIE STRAŻAKIEM KSZTAŁTUJE CHARAKTER Bycie strażakiem uczy ostrożności. Pewnego przewidywania tego, co może się wydarzyć. Ostrożności w czymkolwiek się robi, myśleniu o konsekwencjach. Z pewnością wzmacnia też osobowość. My na wsi nie mamy do dyspozycji żadnej opieki psychologicznej. Czasami jesteśmy wołani do wypadku, aby zabezpieczyć miejsce tragedii. Gdyby ktoś potrzebował takiej opieki, to można ewentualnie skorzystać z pomocy Straży Zawodowej. DZIAŁANIA EDUKACYJNE Oczywiście co roku prowadzimy zajęcia edukacyjne dla dzieci i młodzieży, na temat bezpieczeństwa i odpowiedniego zachowania na drodze podczas zabawy. Promujemy również zachowania przeciwpożarowe. Widać, że są jakieś efekty, bo kiedyś na wiosnę trawy paliły się wszędzie, a teraz to rzadkość. Wydaje mi się, że te spotkania cieszą się wśród dzieci zainteresowaniem. Zobacz wywiad VIDEO

Pasja. Działajmy Razem - odc. 15/22 - „ADAM WANDAS - prezes OSP Bartkówka / społecznik”

66

Zeskanuj kod QR


67


68


69


Aleksandra Skubisz - sport, propagowanie kolarstwa Na naszym pięknym Pogórzu Dynowskim jest mnóstwo malowniczych i bezpiecznych dróg. Polecam wszystkim spróbować i przekonać się jaką wolność daje kolarstwo oraz jak piękne tereny mamy tak bardzo blisko domu – przekonuje i zachęca Aleksandra Skubisz, propagatorka aktywnego trybu życia, nominowana do programu „Dynów – Ludzie z Pasją”. CHĘĆ RYWALIZACJI Od dzieciństwa jestem bardzo aktywna fizycznie. Wszystko zaczęło się od biegania, w podstawówce wzięłam udział w mini zawodach biegowych i wtedy odkryłam w sobie chęć rywalizacji, bardzo mi się to spodobało. Od tego momentu, jak tylko były jakieś zawody biegowe, to brałam w nich udział. Czasy gimnazjum to już wyjazdy na zawody lekkoatletyczne na stadion Resovii do Rzeszowa. NA POCZĄTKU BYŁO BIEGANIE Przeważnie brałam udział w zawodach sprinterskich, zaczynałam od 60 metrów w podstawówce, kolejno 100 metrów w gimnazjum. Mój zapał nie pozwalał mi ograniczać się tylko do krótkich dystansów, próbowałam więc również na dystansach 400 metrów i 1500 metrów. Starałam się brać udział w różnych zawodach organizowanych w szkole, po to, by próbować odnaleźć dla siebie najciekawszy sport. Doszły gry zespołowe, szczególnie piłka ręczna, piłka nożna oraz koszykówka. Miałam do tego zapał i chęci – forma na zawody przychodziła mi szybko. Kiedy dołączyłam do Stowarzyszenia „Aktywny Dynów”, nastąpił przełom. Dzięki tak licznej grupie fanatyków i pasjonatów biegania, odkryłam w sobie zainteresowanie biegami długodystansowymi. Przeszłam więc drogę od sprintów do ultramaratonów. Wystartowałam w swoim pierwszym długodystansowym biegu na 50 kilometrów. Bardzo solidnie przygotowywałam się do tego biegu, bo wiedziałam, że będzie to ogromny wysiłek. TRZY PASJE? CZYLI TRIATHLON! W trakcie studiów odkryłam drugą i trzecią pasję: kolarstwo szosowe i pływanie. Połączenie trzech dyscyplin - pływania, biegania i kolarstwa, jest doskonałe! Zaczęłam już solidne przygotowania i jeżeli tylko warunki na to pozwolą, chcę w tym roku wystartować w swoim pierwszym triathlonie. Trenuję przez cztery dni w tygodniu. Są to treningi biegowe, kolarstwo, pływanie oraz ogólnorozwojowe ćwiczenia, które wykonuje w domu. Na rowerze często jeżdżę sama, lecz w weekendy dołączam do grupy kolarzy dynowskich, która organizuje jazdę i trasę. Staram się brać udział i czerpać cenne lekcje od bardziej doświadczonych kolegów. Pływanie wykonuję raz w tygodniu, jeżdżę na basen i wykonuję średnio około 60 długości basenu. Biegam najczęściej z przyjaciółmi ze stowarzyszenia „Aktywny Dynów”. SPORT KSZTAŁTUJE CHARAKTER Często znajomi śmieją się, że jestem uparta – to właśnie sporty wytrzymałościowe nauczyły mnie tej cechy. Jestem szczęśliwa i ciągle rozwijam swoje umiejętności. Moje zainteresowanie przerodziło się w pasję, która daje mi siłę i ogromną determinację nie tylko do trenowania, ale i do pokonywania różnych przeszkód w życiu. Otrzymuję też ogromne wsparcie mojej rodziny. W szkole podstawowej wzniecali mój zapał nauczyciele WF, którzy dostrzegli u mnie predyspozycje do uprawiania sportu i chcieli to pielęgnować. Obecnie są to również moi znajomi, przyjaciele. AKTYWIZOWAĆ DYNÓW! Niedawno zastanawiałam się z grupą kolarzy dynowskich nad zorganizowaniem wyścigu lub wycieczek rowerowych. Coś na wzór działań stowarzyszenia ”Aktywny Dynów”, gdzie wszystko zaczęło się od biegania. Nasza okolica daje nam do uprawiania kolarstwa bardzo dobre warunki. Rower stał się bardziej popularny i w Dynowie. Na przestrzeni kilku lat coraz więcej osób zaczęło uprawiać ten sport. Widać ludzi, którzy systematycznie jeżdżą i trenują. Dlatego uważam, że jest to idealny moment na stworzenie odpowiedniej grupy oraz cyklicznych wydarzeń kolarskich w okolicy.

Zobacz wywiad VIDEO

Pasja. Działajmy Razem - odc. 5/22 - „ALEKSANDRA SKUBISZ - sport / propagowanie kolarstwa”

Zeskanuj kod QR

70


71


72


73


Andrzej Dżuła - nauczyciel, trener piłki ręcznej Marzy, że powrócą jeszcze dobre czasy dla piłki ręcznej, bo są młodsi wuefiści, zainteresowanie tą dyscypliną sportu, którzy kiedyś z nim współpracowali i mogliby kontynuować jego działalność. Chętnie by pomógł – oto pointa opowieści o Andrzeju Dżule, wieloletnim nauczycielu i trenerze piłki ręcznej, nominowanym do programu „Dynów – Ludzie z Pasją”. SPORTOWY DUCH Wszystko zaczęło się w rodzinnym Dynowie, gdzie po ukończeniu Szkoły Podstawowej kontynuował naukę w Liceum Ogólnokształcącym i już wtedy uprawiał sport. Przede wszystkim siatkówkę, piłkę nożną, należąc do lokalnego klubu sportowego. Często, kosztem czasu przeznaczonego na pomoc w gospodarstwie rodziców, z zapałem trenował i dał się poznać w drużynie jako dobry pomocnik. Po maturze podjął studia na wydziale w-f i biologii w Rzeszowie, a po ich ukończeniu pierwszą pracę nauczycielską w Dąbrówce Starzeńskiej. 52 LATA Z PIŁKĄ RĘCZNĄ Jeszcze podczas pobytu w rzeszowskim studium poważnie zainteresował się piłką ręczną, więc już po przenosinach z Dąbrówki do Szkoły Podstawowej w Dynowie, zaczął dokształcać się w tym kierunku. W 1968 roku ukończył kurs instruktorów piłki ręcznej, osiem lat później na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie obronił tytuł magistra, natomiast w roku 1979 zdobył w Poznaniu uprawnienia trenera II klasy w piłce ręcznej. Przez cały okres pracy zawodowej dokształcał się na różnych kursach, podczas obozów szkoleniowych, a w latach 2014-2017 był trenerem prowadzącym zajęcia z grupą piłkarek zakwalifikowanych do Ośrodka Szkolenia Piłki Ręcznej. SUKCESY – TRENERSKIE I PEDAGOGICZNE Po otwarciu w Dynowie Szkoły Tysiąclecia z salą gimnastyczną (wprawdzie nie w pełni wymiarową, ale dobrze wyposażoną), zapału do treningów nikomu nie brakowało. Piłkarki ręczne, należąc do Międzyszkolnego Klubu Sportowego, w tej strukturze szczebla wojewódzkiego zdobyły mistrzostwo okręgu rzeszowskiego w sezonie 1972/73. Rok później - pierwsze miejsce w kategorii seniorek i juniorek. W Mistrzostwach Polski w Opolu reprezentowały okręg rzeszowski, a przyszło im zmierzyć się z takimi klubami jak: „Budowlani” Kielce czy‚ Otmęt” Krapkowice, „Silesia” Miechowice. Po wygraniu w sezonie 1974/75 Spartakiady Młodzieży w Mielcu drużyna Andrzeja Dżuły mogła podjąć walkę o wejście do II ligi, ale niestety... Brak funduszy nie pozwolił na realizację marzeń. Sukces miał jeszcze inny wymiar.: Jarosławski Klub Sportowy przyjął 3 dynowskie piłkarki do swojego stałego składu, zapewniając im możliwości dalszego kształcenia się i pracę: mowa o Marii BodnarKędzior, Agacie Dżule i Alinie Buczkowskiej). Przez kolejne lata jego drużyny z powodzeniem reprezentowały region w rozgrywkach międzywojewódzkich, a dzięki poświęceniu Andrzeja Dżuły pasja do uprawiania piłki ręcznej w Dynowie trwała. DWUDZIESTY PIERWSZY WIEK W Dynowie w 2004 roku oddano do użytku nową halę sportową, która umożliwiła rozwój sportu - nie tylko sekcji piłki ręcznej. Uzdolniona młodzież, szerokie możliwości treningów, dobra współpraca nauczycieli wuefistów zaowocowały sukcesami. Do kadry województwa podkarpackiego w 2013 roku weszło aż 7 piłkarek dynowskiego UKS. Ogromnym sukcesem było zdobycie w 2014 roku pierwszego miejsca w wojewódzkiej Gimnazjadzie i wyjazd na Ogólnopolską Gimnazjadę do Kołobrzegu oraz powtórzenie tego wyniku dwa lata później. W uznaniu dokonań trenera i jego podopiecznych z drużyny UKS „Pogórze„ Dynów włączony został w 2014 roku do krajowego Systemu Szkolenia Piłki Ręcznej. Niestety, brak w szkole klas sportowych doprowadził do zakończenia realizacji projektu. POŚWIĘCENIE I WDZIĘCZNOŚĆ W trakcie swojej kariery zawodowej Andrzej Dżuła nierzadko mierzył się z przeszkodami o charakterze ogranizacyjno-finansowym. Wiele z nich udało mu się pokonać, dzięki czemu powstały w mieście zdecydowanie lepsze warunki do uprawiania tego sportu. Czy trudniejsze były zmagania o asfaltowe boisko przy starej szkole podstawowej? Czy może walka o pełnowymiarową halę sportową przy Zespole Szkół nr 1 w Dynowie? A może brak funduszy na wyjazd na Ogólnopolską Gimnazjadę w Kołobrzegu, kiedy chodził po prośbie o wsparcie i nawet argument, że piłkarki promują Dynów, nie przekonywał decydentów. Pomagały jednak zakłady pracy, później właściciele firm prywatnych. Warto też wspomnieć o ogromnym wsparciu i doskonałej współpracy z innymi nauczycielami WF. Takimi, jak: Maria Chudzikiewicz, Anna Martowicz, Dariusz Mazur, Damian Chudzikiewicz i Radosław Telega. Andrzej Dżuła zawsze cieszył się sukcesami wychowanych przez siebie zawodniczek, a teraz - na emeryturze - cieszy się telefonami od „swoich dziewczyn”.

74


Fot: Daniel Gąsecki Zd j ę c i e o k ł a d k i l o k a l n e j gazety - Dynowinka nr 5/275

75


76


Kopia artykułu z archiwum lokalnej gazety - Dynowinka nr 5/275

77


Daniel Gąsecki - fotograf Moja przygoda z fotografią zaczęła się ponad dwadzieścia lat temu. Niby banalnie, bo od zawsze lubiłem obcować z naturą, eksplorowałem te bliższe jak i te dalsze góry i pewnego razu odkryłem „moje magiczne miejsce”, które tak bardzo mnie urzekło, że postanowiłem je uwiecznić – o początkach swojej fascynacji fotografią opowiada Daniel Gąsecki. Jak się okazuje, nie jest to wcale jego jedyna pasja. PIERWSZE SZLIFY „Mojego magicznego miejsca” nie mam zamiaru zdradzać. Ono istnieje, tylko bardzo się zmieniło. Krajobraz na przestrzeni kilkunastu lat uległ ewolucji - tam gdzie było dziko, dzisiaj często stoją domy. Zdradzę natomiast, że fotografowałem wówczas tym, czym miałem, a mianowicie aparatem kompaktowym na filmy 35 mm marki „Premier”. W tamtych czasach był to bardzo popularny aparat, choć nie posiadał nawet autofokusa. I robił zdjęcia ledwo akceptowalne, mimo to z każdym następnym wyzwolenie migawki zaczęło mnie to wciągać do tego stopnia, że zacząłem fotografować krajobrazy. Tu z pomocą przyszła radziecka myśl techniczna marki „Zenit”, manualne lustrzanki, które nie grzeszyły niezawodnością, więc byłem częstym gościem w komisach fotograficznych. Później nadeszła era fotografii cyfrowej i Minolty A200, lustrzanek cyfrowych Sony A aż do pełnoklatkowych bezlusterkowców Sony E. GŁÓWNIE PRZYRODA, ALE NIE TYLKO Wciąż wykonuję zdjęcia krajobrazów, bo sprawia mi to zdecydowanie najwięcej frajdy. Ewolucją było tworzenie wirtualnych spacerów i panoram 3600 - w tym dla miasta Dynowa. To jest specjalna technika, do której potrzebny jest ultraszerokokątny obiektyw, specjalistyczna głowica „bez błędu paralaksy” oraz oprogramowanie, które będzie sklejać dowolną liczbę zdjęć w jedna panoramę. Aktualnie wykonuje również fotografię reportażową z imprez kulturalnych oraz sportową. W poważnych wystawach nie brałem udziału, nie próbowałem nawet. Było kilka lokalnych wystaw oraz album fotograficzny dla miasta Dynowa. Moją główna aktywnością są media społecznościowe. JAKIE CECHY ROZWIJA FOTOGRAFIA? Cierpliwość, wytrwałość w dążeniu do perfekcji, do tego jedynego ujęcia – bo chyba każdy fotograf ma bzika na punkcie idealnego kadru. Fotografia wyzwala zmysły dostrzegania tego na co zazwyczaj nie zwraca się uwagi. DRUGA PASJA – BIEGANIE Moją druga pasją jest bieganie po górach, to jest poniekąd kontynuacja fotografii krajobrazu i zamiłowania do gór. Oprócz chęci rywalizacji sportowej, w terenie biega się dla widoków. Bywa tak, że w ciągu zawodów można podziwiać przepiękne wschody słońca z zamglonymi dolinami (Jesienny Ultramaraton Bieszczadzki), lub zachody. Czasem bywa też niebezpiecznie ze względu na szybko zmieniające się warunki atmosferyczne. Przekonałem się o tym 2 lata temu na Ukrainie, w paśmie Borżawy, zaliczyłem tam dwie burze z piorunami, poprzecznie padający grad, i zero możliwości schronienia się. Za to widok zachodzącego słońca na tle zamglonych gór zrekompensował wcześniejsze niedogodności w stu procentach! Wodoodporny telefon nie zawiódł i zachował te niesamowite widoki na dłużej. SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ Przygoda z bieganiem zaczęła się od klasycznego zakładu z kolegą, o zwykły izotonik. Zakład, który z resztą wygrałem! Niby zwykła asfaltowa dyszka, ale niezupełnie – mowa o biegu mikołajkowym w grudniu. Potem był skok na głęboką wodę, bieg górski na dystansie 92 kilometrów (Ultramaraton Magurski), też nieplanowany. Kolega, ze względu na kontuzję, nie mógł wystartować w zawodach, więc zaproponował mi przepisanie pakietu startowego. Najpierw się zgodziłem, a potem zapytałem o dystans. Kiedy się dowiedziałem ile muszę przebiec, nie przebierałem w nieparlamentarnych słowach. Teraz jednak nie wyobrażam sobie życia bez biegania. POŁĄCZENIE DWÓCH PASJI Połączeniem Pasji fotografii i biegania jest fotografia sportowa. Będąc członkiem stowarzyszenia ,,Aktywny Dynów” jestem etatowym fotografem podczas zawodów biegowych, organizowanych przez to stowarzyszenie.

78


79


80


81


Dominik Pyś - najmłodszy ultra maratończyk, członek Dynovii Chodząc na trening odcinam się od świata, od wszystkich problemów. Cieszę się tą chwilą. Myślę, że dzięki aktywności fizycznej poznałem dużo ciekawych osób – o swojej pasji, miłości do sportu opowiada Dominik Pyś. Piłkarz, biegacz, najmłodszy ultramaratończyk w Dynowie, nominowany do programu „Dynów-Ludzie z Pasją”. CO MŁODEMU CZŁOWIEKOWI DAĆ MOŻE SPORT? Sport z pewnością uczy samodyscypliny – w moim przypadku przyszła ona z czasem. Na początku, gdy jeszcze miałem dwanaście, trzynaście lat, zdarzało mi się opuszczać treningi. Jednak od pewnego czasu trening daje mi nie tylko ogromną satysfakcję, ale i szczęście. SKĄD ZAMIŁOWANIE DO SPORTU? Cała pasja do sportu zaczęła się już w dzieciństwie, kiedy ze znajomymi wychodziłem grać w piłkę. Regularne treningi w piłkę nożną zacząłem w 2013 roku - wtedy pasją do całego sportu zostałem zarażony przez zapał nauczycieli WF, którzy cały czas motywowali mnie do działania. Postanowiłem wtedy udać się na Akademię Orlika, gdzie mój nauczyciel WF (i późniejszy trener) Damian Chudzikiewicz zaprosił mnie na trening Klubu Piłkarskiego „Dynovia Dynów”. I tak od 2013 roku do dzisiaj jestem piłkarzem, kolejno: drużyny trampkarzy, juniorów, a obecnie pierwszej drużyny seniorów. Jeśli chodzi o bieganie, moja pasja przyszła z czasem. Zacząłem brać udział w wydarzeniach „Dynów Biega” i wtedy zobaczyłem, że bieganie jest naprawdę fajne i zostało to ze mną na dłuższy czas. NAJMŁODSZY ULTRAMARATOŃCZYK W bardzo młodym wieku zacząłem biegać ultramaratony, co jest dość niespotykane, bo zazwyczaj biegi ultra kojarzą się z osobami około trzydziestki. Oczywiście brały w nich udział również osoby osiemnasto, czy siedemnastoletnie, ale to ja byłem tym najmłodszym. Pierwszy ultramaraton przebiegłem, jak miałem szesnaście lat. Było to podczas Ultra Przesilenia w Dynowie, biegu na dystansie 50 kilometrów, który organizuje Łukasz Domin. Dotychczas przebiegłem dwa ultra maratony. Rok po Ultra Przesileniu wystartowałem w kolejnym i pokonałem wówczas dystans 70 kilometrów. W zeszłym roku nie mogłem wziąć udziału z powodów prywatnych. Od tego roku zacząłem regularne treningi, przygotowujące mnie do kolejnego startu. Trenuję sześć, czasem siedem razy w tygodniu. WARTO ŻYĆ Z LUDŹMI Sport uczy współpracy z ludźmi. Staram się być aktywny społecznie zarówno w szkole (byłem przewodniczącym szkoły), w piłce (to przecież sport zespołowy), czy też w bieganiu (chętnie pomagam przy organizacji biegów). Natomiast sam otrzymuję wsparcie wielu osób. Myślę tu o rodzinie, grupie przyjaciół, czy też znajomych z Stowarzyszenia Aktywny Dynów, którzy dają mi dużo cennych wskazówek i pomagają na każdym kroku. Psychicznie motywują mnie do działania, cały czas wspierając. Zobacz wywiad VIDEO

Pasja. Działajmy Razem - odc. 8/22 - „Dominik Pyś - najmłodszy ultra maratończyk / członek Dynovi”

Zeskanuj kod QR

82


83


84


85


Ewa Czyżowska - inicjatorka i właścicielska pracowni rękodzielniczej „Wierzbinowe Cuda” Moją pasją jest rękodzieło. To bardzo szerokie pojęcie, ale trudno mi sprecyzować jaka dziedzina jest tą, która pochłania mnie najbardziej. Jest ich kilka i zwykle bywa tak, że zaczynam pracę, na przykład nad łemkowską krywulką, żeby zaraz po jej zakończeniu zabrać się za tkanie gobelinu albo pracę z drewnem – opowiada Ewa Czyżowska, inicjatorka i właścicielska pracowni rękodzielniczej „Wierzbinowe Cuda”, nominowana do programu „Dynów – Ludzie z Pasją”. ZACIĘCIE DO RĘKODZIELNICTWA Zaczęło się to bardzo dawno temu, właściwie od zawsze lubiłam coś tam dłubać, dziergać, wymyślać. Przed wielu laty moja przyjaciółka zaproponowała wspólne malowanie pierników choinkowych. Przekonałam się wtedy jak bardzo to lubię i od tamtej pory każdego roku poświęcam kawałek zimy na malowanie ciasteczek. Zaczęłam też mierzyć się z innymi rodzajami rękodzieła, ale brakowało czasu na poważne zajęcie się tym. CZAS NA REALIZACJĘ PASJI Dopiero po zakończeniu pracy zawodowej wpadłam na pomysł, żeby nareszcie zająć się tym co naprawdę lubię. Tak z rozmachem, bez oglądania się, że coś muszę jeszcze zrobić, jakiś termin goni, ktoś czegoś chce. Znalazłam kilka kursów rękodzielniczych, prowadzonych przez Uniwersytet Ludowy Rękodzieła Artystycznego w Woli Sękowej i wzięłam w nich udział. To było to! Nie dosyć, że nauczyłam się nowych rzeczy to jeszcze poznałam pasjonatów rękodzieła z całej Polski i nie tylko, to na dodatek dowiedziałam się, że można zapisać się do dwuletniej szkoły rękodzielniczej i wiek wcale nie stoi na przeszkodzie. No to się zapisałam i przez dwa lata szkoliłam swoje umiejętności pod okiem profesjonalistów. Niestety skończyłam już tę wspaniałą szkołę, zrobiłam dyplom z tkactwa, biżuterii karpackiej i stolarstwa użytkowego. POŁADNIANIE ŚWIATA Robię to, co naprawdę lubię. Zabierając się za realizację kolejnego projektu nie myślę: o matko! znowu muszę to zrobić. Nic nie muszę, chcę i na dodatek potrafię to zrobić dobrze. Wolność, nawet w takim małym wymiarze, jest super. Rękodzieło pozwala mi kreować przestrzeń wokół siebie. Nazywam to poładnianiem świata. Poza tym mam wnuki i chciałabym być dla nich taką babcią, z którą robi się coś ciekawego, coś się tworzy, coś poznaje i zdobywa się umiejętności, dzięki którym świat staje się ciekawszy. Wiele z tego czego się nauczyłam, to ginące, a przynajmniej mocno niszowe umiejętności. Szkoda, żeby w niepamięć odeszła sztuka artystycznego haftu, tkactwo, plecionkarstwo, koronkarstwo. Można iść do sklepu i kupić świąteczne ozdoby, ale przecież można je zrobić samemu, można samemu zrobić kolczyki, mydło, można upleść dowolny koszyk. Można wykreować wokół siebie oryginalną przestrzeń w miejsce sklepowej sztampy. OCZAROWAĆ PASJĄ INNYCH Po co to wszystko? Żeby robić to co sprawia mi ogromną radość, tworzyć ładne przedmioty, podzielić się zdobytymi umiejętnościami ze światem - o ile tego zechce. A jak nie zechce to, jego strata, bo nieskromnie się pochwalę, że fajne rzeczy potrafię. Wyremontowałam bardzo stary dom, żeby otworzyć w nim pracownię rękodzielniczą, w której mogłabym dzielić się swoim doświadczeniem z mieszkańcami Dynowa, z dorosłymi, z dziećmi z każdym chętnym. Wirus grypy ogranicza teraz możliwość działania, ale może niedługo się to zmieni. Pracownia rękodzielnicza „Wierzbinowe cuda” będzie żyć, jeśli będą w niej ludzie i jeśli będzie zaangażowana w lokalne inicjatywy. Trudno teraz namówić kogoś na wspólna pracę, bo obawa o zdrowie jest silniejsza, ale pozostaje mieć nadzieje, że w końcu poukładamy nową rzeczywistość i znajdzie się w niej miejsce na rękodzieło. Zapraszam więc do pracowni!

86


Fot: Aleksandra Rózga

87


88


89


Ewa Hadam - sport ekstremalny, społeczniczka Spartan zna swoje słabe i dobre strony, doskonali się, broni swoich przekonań, ciągle czegoś się uczy. Jest przywódcą, stara się być hojny i udowadnia swoje racje czynem, nie słowem – tak zaczyna swoją opowieść o jednej ze swoich największych pasji Ewa Hadam. Nauczycielka, społeczniczka, miłośniczka sportów ekstremalnych. FILOZOFIA SPARTAN Pasja niejedno ma imię. W ostatnich latach odmieniam przez wszystkie przypadki bieg przeszkodowy Spartan. Stworzony w piaszczystych górach Vermont, stanowi społeczność oraz filozofię, która pozwala, ale i nakazuje żyć w pewnym stylu. O tworzonej grupie treningowej Spartan Race dowiedziałam się ze strony internetowej. Pierwsze kroki stawialiśmy pod trenerskim okiem Artura we wrześniu 2016 roku. Ruch Spartan koncertuje się na trenowaniu wytrzymałości i techniki pokonywania przeszkód. Codziennością są burpees, pompki, przysiady czy wykroki. Nie sposób wyliczyć jednego choćby zestawu treningowego, gdyż dominuje różnorodność. Wszechobecne jest wchodzenie po linie, przechodzenie po drążkach, rzucanie dzidą. Obawiałam się, czy podołam tym trudnościom, ale każdy może osiągnąć tyle, na ile pozwala mu kondycja. JOGA Odkryłam również, że niebywałe korzyści zdrowotne przynosi także joga. Nasz trener Wiesław praktykuje jogę vinyasę. Płynne przejścia pomiędzy poszczególnymi asanami w połączeniu z oddechem są sposobem na relaks, pozbywanie się skutków stresu oraz na zapobieganie licznym dolegliwościom. Chcę dodać, że ta aktywność nie ma nic wspólnego z praktykami religijnymi. CZEGO UCZY PASJA? Treningi, a potem udział w biegach przeszkodowych, pozwoliły mi utwierdzić się w przekonaniu, że „chcieć, to móc”! Dzisiaj wiem, że sama motywacja nie wystarcza. Potrzebna jest także wytrwałość, to wyzwanie nadal trwa. Wzięłam udział w 13 biegach Spartan Race w Polsce i Europie. TOR PRZESZKÓD Widzę potrzebę zbudowania toru przeszkód, który służyłby nie tylko zainteresowanym biegami przeszkodowymi, ale także uczniom klas wojskowych uczęszczającym do Liceum Ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji Narodowej w Dynowie. Jestem przekonana, ze posłużyłby także osobom, które chcą szlifować formę fizyczną. Jeśli powstaną odpowiednie warunki do budowania toru przeszkód, to myślę, że każde wsparcie byłoby pomocne.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 7/22 - „Ewa Hadam - sport ekstremalny / społeczniczka” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

90


91


92


93


Ewelina Domińczyk - fryzjerstwo W życiu zawsze trzeba rozwijać swoje pasje i umiejętności. Każdy zawód wykonywany z przyjemnością będzie skazany na sukces: i nieważne, skąd człowiek pochodzi – przekonuje Ewelina Domińczyk. Fryzjerka, jedna z osób nominowanych w inicjatywie „Dynów – Ludzie z Pasją”. W POSZUKIWANIU PASJI Od dziecka lubiłam malować. Zawsze jednak chciałam malować pejzaże, nigdy nie marzyłam o tym, aby być fryzjerką. W czasach, kiedy wybierałam szkołę średnią, fryzjerstwo nie było pozytywnie oceniane. Był to wtedy zawód „brudny” i przeważnie nie wzbudzał dobrych skojarzeń. Moi rodzice zajmowali się handlem, więc sądzili, że i ja wybiorę szkołę handlową. Czułam jednak, że nie jest ten kierunek. Chciałam iść do liceum plastycznego w Rzeszowie, jednak po bliższym rozeznaniu szkoły, przestałam być przekonana do tego wyboru. Mój kolega podpowiedział mi wtedy, żebym poszła na fryzjerkę. Z dnia na dzień podjęłam decyzję i rozpoczęłam naukę w liceum zawodowym o profilu fryzjer. To był dobry wybór! CZY PRACA MOŻE BYĆ JEDNOCZEŚNIE PASJĄ? Z ogromną przyjemnością chodzę do pracy, ponieważ sprawia mi wiele radości. Mój zawód jest o tyle fajny, że zupełnie nie ma w nim nudy. Każdy dzień jest inny, każdego dnia odkrywam nowe możliwości. W zawodzie pracuję już dwadzieścia lat, przez ten czas zdobyłam ogromne doświadczenie, ale nadal się uczę i bezustannie pogłębiam swoją wiedzę. Jestem osobą bardzo ambitną, uwielbiam nowe wyzwania i nie ma dla mnie sytuacji bez wyjścia . JAKIE CECHY ROZWINĘŁA WE MNIE PASJA? W tym przypadku rozwijam się bezustannie, natomiast podstawą do rozwoju są szkolenia. Był czas, że nie wierzyłam w siebie – a to dlatego, że pochodzę z małej wioski, salon również prowadzę na wsi. Zawsze wydawało mi się, że fryzjerzy z Warszawy, czy z Rzeszowa to są zupełnie inni ludzie, z którymi nie mam o czym rozmawiać. Przez przypadek poznałam ludzi, którzy organizują konkursy fryzjerskie w Katowicach. Organizator jednego z takich konkursów zwrócił uwagę na moje prace, które dodawałam na facebooku. Wtedy po raz pierwszy wzięłam udział w prestiżowym ogólnopolskim konkursie o tematyce ślubnej. Nie znalazłam się na podium, ale sam udział w konkursie bardzo mnie dowartościował, wtedy naprawdę uwierzyłam w siebie. Mój zawód wykształcił we mnie również cierpliwość. Pomimo chaotycznego temperamentu, w pracy potrafię rozważnie podejmować decyzję. FRYZJER KIEDYŚ I TERAZ W naszym zawodzie trzeba być psychologiem, klienci często otwierają się przed nami. Wizyta u fryzjera często przypomina wizytę u psychologa – u nas ludzie odpoczywają i relaksują się. Żyjemy w bardzo trudnych czasach, cały czas żyjemy w biegu. Kiedyś wizyta u fryzjera była krótkim spotkaniem, natomiast obecnie to już zupełnie inny rodzaj usługi. W salonach nie ma kolejek, wizyty umawiane są na godziny, podczas usługi można napić się pysznej kawy czy herbaty. Krótko mówiąc można naprawdę odpocząć. Dzisiaj wizyta u fryzjera to jakby sesja terapeutyczna. CO DAJE MI NAJWIĘKSZĄ SATYSFAKCJĘ? Ja uwielbiam koloryzacje kolorowe, ja nie lubię monotonii. Im kolor bardziej wyrazisty tym fajniejszy. Dzięki temu, że posiadam zmysł plastyczny nie mam problemu z doborem koloru lub fryzury dla danej klientki. To nie oznacza, że wszystkich klientów farbuję na kolorowo, każdy jest inny, każdy ma inny gust dlatego w naszym salonie wykorzystywana jest pełna paleta kolorów. W zawodzie fryzjera trzeba być bardzo kreatywnym, trzeba być trochę artystą i posiadać ogromną wyobrażnię. Największą satysfakcję sprawia radość na twarzy klientów, jest bezcenna. To niesamowite jak fryzura może zmienić wizerunek człowieka. CZY WARTO MIEĆ PASJE? CZY WARTO SIĘ NIĄ DZIELIĆ? O mojej pasji chciałabym opowiedzieć przede wszystkim młodym ludziom którzy, szukają swojej drogi w życiu. W życiu zawsze trzeba rozwijać swoje pasje i umiejętności. Każdy zawód wykonywany z przyjemnością będzie skazany na sukces i nie ważne będzie skąd się pochodzi. W tamtym roku zbieraliśmy włosy dla dziewczynki z Krakowa, która jest chora na łysienie plackowate. Dzięki mojej pracy udało się zebrać odpowiednią ilość włosów, Lenka otrzymała perukę. Moja radość była ogromna. Bardzo lubię brać udział w akcjach, w których mogę pomóc drugiej osobie. Lubię przekazywać swoją wiedzę. Bardzo się cieszę, że zostałam nominowana do programu „Dynów - Ludzie z Pasją”. Oznacza to, że mój zawód nie jest traktowany jak zwykła praca, ktoś dostrzegł w tym co robię coś więcej. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 13/22 - „EWELINA DOMINCZYK - fryzjerstwo” KLIKNIJ

94

Zeskanuj kod QR


95


96


97


Janusz Szeremeta - kultura kozacka, sztuki walki Wierzę w to, że ja sobie to wymarzyłem, wykreowałem w swojej myśli i to po prostu przyszło do mnie. Wierzę, że jeśli czegoś bardzo pragniesz i o czymś bardzo marzysz to samo jakoś do ciebie przyjdzie. To, że znalazłem na się Ukrainie i w Zaporożu, nie było przypadkowe – rozpoczyna swoją opowieść Janusz Szeremeta, miłośnik kultury kozackiej i sztuk walki. SKĄD TAK ORYGINALNA PASJA? W moim przypadku najważniejszą rzeczą w życiu była wolność. Ja całe życie dążyłem do tego, żeby być wolnym i bywało ciężko. Miałem problem z alkoholem, z narkotykami, szedłem w bardzo ciemne strony, nie byłem w stanie odnaleźć tej wymarzonej wolności, nie mogłem się odbić. Kiedy trafiłem tam, poznałem ludzi z zaporoskiej Siczy, Kozaków z Chortycy, zrozumiałem, że chcę być Kozakiem. A trafiłem tam dzięki kobiecie, która po prostu oceniła, że będę zajebistym Kozakiem. Ona mnie tam wzięła, a jak już tam się znalazłem, to po prostu oszalałem. Dla mnie to było wszystko, czego pragnę – konie, wolność, braterstwo, walka. To moje życie, to było i jest we mnie. CZY PASJA WPŁYNĘŁA NA TWOJE ŻYCIE? Pasję odkryłem w 2014 roku i od tego czasu stała się moim życiem. W jej realizowaniu nie widzę żadnych przeszkód. A jak wpłynęła? Przestałem walczyć sam ze sobą, przestałem pić alkohol, brać narkotyki, palić papierosy, zająłem się sportem na poważnie. Dzięki mojej pasji rozwijam się każdego dnia, to stało się częścią mnie. Odnalazłem wolność, a dzięki wolności uczę się odpowiedzialności . CZY WARTO DZIELIĆ SIĘ PASJĄ? Tak, jak najbardziej! Jestem otwartą osobą i myślę, że mógłbym pomóc młodym ludziom zrozumieć, że wolność nie polega wcale na używkach i imprezach. Wiele osób boi się samych siebie, mają w sobie ekspresję, emocję, które muszą gdzieś wyrzucić. Jeden chce być malarzem, kolejny piosenkarzem, piłkarzem, inny po prostu wojownikiem i warto dać im tę możliwość. Mieszkam w Dynowie, wciąż chcę się rozwijać i mam nadzieję, że dzięki projektowi „Dynów – Ludzie z Pasją” uda mi się nawiązać kontakt z ludźmi z Dynowa – lecz nie tylko! – którzy zechcą promować sztuki walki.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc.3/22 - „JANUSZ SZEREMETA - kultura kozacka, sztuki walki” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

98


99


100


101


Joanna Duda - polonistka „Jeśli nie masz do czegoś pasji, nie powinieneś się tym zajmować w ogóle” – tym mottem kieruje się w życiu Joanna Duda, polonistka, dla której praca nauczyciela jest jednocześnie pasją. ŹRÓDŁA ŻYCIOWEJ PASJI Pasję do literatury, do książek zaszczepiła we mnie moja pierwsza polonistka pani Józefa Jurasińska, którą serdecznie pozdrawiam. Uwielbiałam z nią lekcje języka polskiego. Od zawsze lubiłam czytać a moja wybujała wyobraźnia, pozwalała mi się odrywać od nierzadko szarej rzeczywistości. Moją pierwszą idolką, z którą się utożsamiałam, była Ania Shirley z Zielonego Wzgórza, Lucy Maud Montgomery. Jak ja kochałam tę postać! I muszę jeszcze nadmienić, że mamy ze sobą wiele wspólnego, ponieważ obie zostałyśmy nauczycielkami. CZY PRACA MOŻE BYĆ JEDNOCZEŚNIE PASJĄ? Praca, którą wykonuję stała się moją pasją, której zresztą poświęcam całkiem spory skrawek mojego życia. Można powiedzieć, że jestem szczęściarą, ponieważ wg. badań Instytutu Gallupa tylko 13% ludzi pracuje z pasją. ETOS NAUCZYCIELKI-PASJONATKI Uważam, że zmienia się on bardzo, zwłaszcza teraz. Uczniowie nie potrzebują już tylko wykładowcy, który przekaże im jak najwięcej encyklopedycznej wiedzy. Wg. mnie nauczyciel powinien inspirować uczniów do działania, do odkrywania swoich talentów, do umiejętnego mierzenia się ze swoimi sukcesami i porażkami. Szkoła przestaje być autorytarna i bardzo się z tego cieszę. Liceum w Dynowie, w którym pracuję staje się wg. mnie taką „nowoczesną” placówką w tym względzie. Marzy mi się taki system szkolny, w którym my nauczyciele rzeczywiście będziemy podchodzić do ucznia holistycznie, że nie będziemy nastawieni tylko na oceny, ale postawimy na wszechstronny rozwój osobowości, by przygotować go do samodzielnego, twórczego życia w ciągle zmieniającym się społeczeństwie. CZY PASJA ROZWIJA CZŁOWIEKA? Jestem nauczycielem, który cały czas poszukuje, uczy się na swoich błędach. Nie boję się przyznawać przed uczniami, że czegoś nie wiem. Jeżeli mi nieraz nie układa się współpraca z danym zespołem klasowym, to pytam się wprost co robię nie tak, co muszę jeszcze zmienić. „Ja dzisiaj” to nie ta sama „Ja z początku mojej pracy”. Byłam bardziej mechaniczna, mniej empatyczna. Głównym moim celem było przekazać wiedzę i ją wyegzekwować od uczniów. Ja dzisiaj, jestem zupełnie innym nauczycielem. Inspiracją do zmiany był między innymi autor książek o wychowaniu i socjologii Jasper Jull. Polecam dzieła tego Duńczyka zarówno nauczycielom jak i rodzicom. Co odkryłam dla siebie, pracując z młodzieżą? Może to, że zaczęłam wczuwać się w ich sytuację. Staram się rozumieć, że zmagają się oni ze swoim nastoletnim, często zbuntowanym życiem, że mają trudniejsze momenty, problemy i nie zawsze mogą być przygotowani do lekcji. Ocena nie jest dla mnie jedyną wykładnią, nauczyłam się dostrzegać również trud, jaki wkładają w pracę. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 12/22 - „Joanna Duda - polonistka” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

102


103


104


105


Karol Kuś - ekstremalna jazda na rowerze Wydaje mi się, że przez odnalezienie mojej pasji zyskałem komfortowe miejsce dla siebie. Nieważne jak ciężki byłby mój dzień, jakie problemy miałbym na swoich barkach i jak paskudny humor by mnie dopadł - pójście na mój Dirt i jazda na rowerze pozwalają mi odreagować, wyrzucić z siebie negatywne emocje i uspokoić się – o tym, jak bardzo wciągająca może być ekstremalna jazda na rowerze opowiada Karol Kuś, nominowany do programu „Dynów – Ludzie z Pasją”. EKSTREMALNIE NA ROWERZE Moją pasją jest MTB freeride, czyli ekstremalna jazda na rowerze, wybijanie się z wcześniej przygotowanych ramp do góry i wykonywanie sztuczek kilka metrów nad ziemią. Pobocznie uprawiam również downhill, czyli wyczynowe zjazdy rowerem w lesie. POCZĄTKI PRZYGODY, KTÓRA STAŁA SIĘ PASJĄ Swoją przygodę rozpocząłem na przełomie 2013-2014 roku od downhillu, miałem wtedy może piętnaście lat. Przyjaciel pokazał mi ten sport i spodobało mi się od pierwszego zjazdu. Z czasem odkryłem, że bardziej interesują mnie podniebne akrobacje, dlatego starałem się przekwalifikować. Kupiłem pierwszy rower, nadal go pamiętam. Jednak początki były trudne, w Dynowie nie było miejsc, w których mógłbym się rozwinąć i trenować, to już nie była jazda po lesie, potrzebowałem przeszkód, wybić, ramp – dlatego zabierałem rower do autobusu i jeździłem do Dirt Parku w Rzeszowie. DIRT PODGÓRSKA W 2015 roku postanowiłem pójść krok naprzód i zacząłem planować park na własnej posesji. Z bratem i kilkoma kolegami zabraliśmy się do pracy, pierwszą przeszkodą była mała górka usypana z ziemi, która wybijała nas może na wysokość kilkudziesięciu centymetrów w górę.. W pracach pomagało mi mnóstwo osób, niektórzy przychodzili okazyjnie, zajrzeć raz lub dwa, a inni przewijali się przy każdej rozbudowie i przychodzą tam nadal. DOROBEK ZAWODNICZY Brałem udział w wielu zawodach: Bike Town Przemyśl, Joyride Kluszkowce, zawody na warszawskiej Kazoorze, zakopiańskiej Harendzie, w Suszcu u braci Godziek (topowych zawodników w Polsce), Alter Sport Festiwal FMB World Tour w Rybniku. Oprócz tego hobbistycznie odwiedziłem wiele dirt parków, skate parków i pumptracków. Pozwoliło mi to poznać społeczność rowerową, która wzajemnie się motywuje i wspiera. Zostałem nawet zaproszony na otwarcie skateparku w Sanoku, co było dla mnie miłym wyróżnieniem. ADRENALINA SILNIEJSZA NIŻ STRACH Największą trudnością w całej przygodzie z rowerem jest tak naprawdę przełamanie mentalnej bariery, aby odważyć się i próbować coraz to nowszych, dużo trudniejszych sztuczek. W tym sporcie nie da się uniknąć upadków, trzeba się trochę poobijać, żeby coś mogło powstać, dlatego może to wywoływać lekki stres i strach. Obecnie raczej wyzbyłem się tego ograniczenia, adrenalina i odrobina niepewności tworzą buzującą mieszankę, która jeszcze bardziej napędza i motywuje. Uzależniłem się od tej adrenaliny, która buzuje w żyłach, gdy koła odrywają się od hopy i mam może dwie, trzy sekundy, żeby wykonać szereg sztuczek i wylądować z powrotem na kołach. Niezapomniane uczucie. CO DAJE TA PASJA? Na pewno uspokojenie. Zakładam słuchawki, wyłączam internet i mam chwilę tylko dla siebie. Dzięki mojej pasji stałem się bardziej zdyscyplinowany i sumienny. Nauczyłem się nie poddawać, nie odpuszczać - w tym sporcie trzeba być cierpliwym i regularnym. Na początku nie miałem tych cech, miałem ochotę poddać się po napotkaniu pierwszych trudności. Przekonałem się o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych. DIRT PRZYCIĄGA LUDZI To miejsce stało się punktem dla młodzieży, która jest aktywna i kreatywna. Można spotkać tam osoby, które tylko obserwują, lub dopiero zaczynają swoją przygodę, poprzez te, które opanowały podstawy, po te, które trenują kilka lat i wykonują imponujące tricki. Gościmy również wielu przyjezdnych nawet z innych województw, którzy chcą na własne oczy zobaczyć i wypróbować naszych torów. W taki sposób Dirt Podgórska ma już sześć lat i nie zamierzamy kończyć „działalności”. Utrzymanie i ciągłe powiększanie dirtu wiąże się z wydatkami, które czasem ciężko jest pokryć z własnej kieszeni. Głównym surowcem tam jest ziemia, żeby usypywać hopy, które mają nawet i po trzy, cztery metry. Kiedyś otrzymałem ogromne wsparcie od Pani Ewy Hadam, za co serdecznie dziękuję i ciągle pamiętam o jej miłym geście. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 4/22 - „KAROL KUŚ - ekstremalna jazda na rowerze” KLIKNIJ

106

Zeskanuj kod QR


107


108


109


Laura Lech - taniec nowoczesny Taniec daje mi pewną radość w życiu. Kiedy tańczę, jestem po prostu szczęśliwa, bo kocham muzykę – mówi Laura Lech, tancerka, specjalizująca się w tańcu nowoczesnym. ODKRYWANIE PASJI Kiedy miałam 2 lata, Dziadek często puszczał piosenki i kazał mi tańczyć. Co ciekawe - ja nie za bardzo chciałam wtedy tańczyć i Dziadek wtedy mówił, że „ona do tańca będzie jak ojciec”. Dodam tylko, że mój Tata nie za bardzo lubi tańczyć. W wieku około sześciu lat mama zapisała jednak mnie na pierwsze zajęcia, gdzie tańczyłam w zespole dla dzieci razem z moimi przyjaciółkami, jeździłyśmy na różne występy. Tańczę więc dzięki Mamie, ale przez ten czas miałam wsparcie nie tylko rodziców, ale i mojej kuzynki (i jednocześnie przyjaciółki) oraz chłopaka. JAKIE CECHY ROZWIJA TANIEC? Pewność siebie. Taniec, szczególnie przed lustrem sprawia, że uczymy się własnego ciała, możemy obserwować jego reakcje. SPOSÓB REALIZACJI TANECZNEJ PASJI Aktualnie zrezygnowałam z tańca w grupie, tańczę sama dla siebie, czasami daje zajęcia okazjonalnie dla młodszych osób, Niestety przyplątała mi się kontuzja kolana, która uniemożliwiła regularne treningi. Wiązały się one ze zbytnim przemęczeniem i obciążeniem moich kolan. CZY WARTO DZIELIĆ SIĘ PASJĄ? Lubię dzielić się swoją pasją, opowiadać o niej, bo taniec jest niesamowitym sportem. Choć często niedocenianym. Niektórzy, nie wiem dlaczego, nie uznają go za sport. A przecież taniec towarzyski wymaga ogromnej kondycji fizycznej, my tancerze jesteśmy niemal jak sprinterzy. Podczas każdego występu musimy dawać z siebie sto procent. Tak więc zdecydowanie zależy mi na tym, aby zarażać swoją pasją.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 21/22 - „LAURA LECH - taniec nowoczesny” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

110


111


112


113


Lesław Bułdys - uwielbia czytać książki Sądzę, że ludzie powinni czytać, a nie tylko bazować na opracowaniach w internecie, bo to nic nie daje. Piękna książki tam nie znajdą – uważa Leszek Bułdys, miłośnik książek i czytelnictwa, opowiadając o swojej największej pasji. ULUBIONY GATUNEK W bibliotece nie ma już chyba książki o tematyce historycznej, której nie miałem, nie czytałem. Najchętniej sięgam po książki z dziedziny historii współczesnej. To mnie najbardziej interesuje. Zainspirowała mnie nauczyciel, Pani Kossanowska. W tej chwili czytam „Lubomirskich”, bardzo gruba księga. Ciekawi mnie również historia regionu, dzieje tych wszystkich okolicznych ziemian. SKĄD POTRZEBA CZYTANIA? Czytam już od czasów szkolnych. Obecnie posiadam kilkaset książek. Teraz już raczej nie kupuję, bo książki są za drogie, a do tych w internecie nie mogę się jakoś przekonać, przyzwyczaić. Czytam codziennie. Teraz więcej, bo mam na to dużo czasu. Zawsze poświęcam parę godzin na czytanie. Już rano, przy śniadaniu, poczytam sobie przynajmniej ze dwie godziny. SKĄD KSIĄŻKI? Jak już wspomniałem, posiadam kilkaset książek. W tym momencie nie mam aż tyle miejsca w domu, więc musiałem je sobie posegregować. Ze dwieście, trzysta sztuk jest w mieszkaniu, a reszta, cała masa, na strychu w pudłach. Często korzystam z biblioteki. Tamte panie wiedzą dokładnie co mnie interesuje. Obecnie nie wolno sobie samemu grzebać po regałach, ale wszystkie interesujące mnie nowości zawsze mi odkładają. Grzebanie jest oczywiście o wiele przyjemniejsze od korzystania z katalogów internetowych. Ile przeczytałem w życiu książek? Nie zastanawiałem się nad tym, ale musiało ich być tysiące. TRUDNIEJSZY DOSTĘP DO KSIĄŻEK Dawniej książka była tania, więc Pan Kijowski masę ich mi odkładał. W księgarni kupowałem, przebierałam, kiedy tylko były dostawy. Teraz to jest już niemożliwe, jest za drogo. Kupiłem wnukom, bo zobaczyłem w księgarni oryginalne wydanie „Elementarza” Falskiego, który kosztuje siedemdziesiąt pięć złotych. I tak kupiłem trzy egzemplarze. CZYTANIE FUNDAMENTEM WIEDZY Czytanie pewno bardzo rozwija, poszerza horyzonty myślowe, dzięki książkom człowiek może spojrzeć na pewne kwestie z innej perspektywy – bo przecież tam, w książkach, zawarte są myśli ludzi wykształconych. Nierzadko rozmawia się o polityce, o ostatnich czasach wojny i dzięki książkom miałem nieraz zupełnie odmienne zdanie od innych. Wiedzę czerpię z książek pisanych przez specjalistów, historyków, którzy każdy opis wydarzenia opierają na dokumentach. Opracowania internetowe tego nie zastąpią. To jest tak, jakby ktoś nie czytał „Przeminęło z wiatrem”, a obejrzałby film i chciałby o tym dyskutować. Nie, to nie jest to. Przecież w filmie są tylko wybrane wątki. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 14/22 - „LESŁAW BUŁDYS - uwielbia czytać książki” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

114


115


116


117


Łukasz Kiełbasa - renowacja starych motocykli Moim zdaniem każdy człowiek powinien odnaleźć swoją pasję i z odrobioną chęci każdy na pewno znajdzie coś dla siebie: nieważne, czy jest to zbieranie znaczków, czy chociażby zamiłowanie do militariów – przekonuje Łukasz Kiełbasa i z pewnością wie, o czym mówi. W jego przypadku miłość do zabytkowych motocykli stała się prawdziwą pasją, która dostarcza mu mnóstwo satysfakcji. GEN MAJSTERKOWICZA Już od dziecka lubiłem majsterkować przy rowerkach. Mechanika była w mojej rodzinie bardzo częstym tematem, a ja lubiłem pomagać Tacie przy naprawie traktora, czy też lub bratu, gdy majsterkował przy samochodzie. Jednośladami zaraziłem się w szkole podstawowej, gdy razem z kolegą jeździliśmy na popularnym Komarze, pożyczonym od jego Ojca. No i właśnie wtedy zapragnąłem mieć swój własny motocykl, na którym nie będę musiał już pedałować i przy którym będę mógł sobie pogrzebać. PIERWSZY MOTOCYKL To była motorynka. Miałem wtedy 13 lat. Udało się ją kupić dzięki pomocy moich starszych braci, którzy mi ją znaleźli i sfinansowali. Pojazd na wstępie nadawał się oczywiście do generalnego remontu. Trzeba było go najpierw naprawić, żeby móc pojeździć. Był to fajny wstęp do nauki naprawy tego typu sprzętów. Pamiątki po motorynce w formie zdjęć mam do dziś. CORAZ BOGATSZA KOLEKCJA Kolekcjonuję motocykle zabytkowe, zajmuję się również ich renowacją. Obecnie jestem w posiadaniu piętnastu sztuk, same polskie modele, ponieważ to głownie nimi się interesuje. Z biegiem czasu uczyłem się pracy przy nich, różnych napraw, studiowałem specjalistyczną literaturę. Dzięki temu proces odbudowy takiego motocykla nie stanowi już dla mnie większego problemu. Mój najstarszy motocykl to WSK M06 z 1958 roku. Posiadam również roczniki 1959, ale i legendarnego Junaka z roku 1960. Mój najmłodszy jednoślad został wyprodukowany w 1983r. Obecnie jestem na etapie kompletacji części do motocykla SHL z 1952 roku. CIERPLIWOŚĆ – ALE NIE TYLKO Moja pasja z pewnością uczy cierpliwości i daje niesamowitą radość. Szczególnie wtedy, gdy ktoś to doceni i cieszy się na widok starego motocykla. Nabieram nowych umiejętności, uczę się technik napraw stosowanych dawniej, które obecnie zanikają. Poznaję przy tym też dużo pozytywnie nastawionych ludzi, zarażonych podobną pasją. Jest to sposób na życie. KOLEJNE CELE Oczywiście planuję stale poszerzać kolekcję, wyszukiwać egzemplarze, które nadal stoją gdzieś zapomniane w stodołach i ratować je od zniszczenia. Z pewnością chciałbym w przyszłości wygospodarować specjalne miejsce, aby udostępnić je szerszemu gronu. Tak, aby każdy zainteresowany mógł sobie je pooglądać, podotykać i porozmawiać na ich temat. Myślę, że ciekawym pomysłem byłoby zorganizowanie wystawy, na której mógłbym zaprezentować nie tylko swoje motocykle, ale i ludzi, którzy tak samo jak ja, pochłonięci są tą pasją. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 17/22 - „ŁUKASZ KIEŁBASA - renowacja starych motocykli” KLIKNIJ

118

Zeskanuj kod QR


119


120


121


Małgorzata Kaczorowska - miłośniczka lasu, edukacja leśna Myślę sobie, każdy z nas jest niezwykły i jeżeli z kimś prawdziwie rozmawiamy, to odkrywamy jego bogaty wewnętrzny świat. Kluczem do rozmowy jest chyba otwarte serce i ciekawość drugiego człowieka – uważa Małgorzata Kaczorowska, miłośniczka przyrody i lasu. Przekonując przy tym, że każdy człowiek jest wyjątkowy, a każda pasja godna zauważenia. WYBÓR DROGI ŻYCIOWEJ Jestem miłośniczką lasu i przyrody nie tylko ze względu na zainteresowania, ale również z racji zawodu, jaki wykonuję, ponieważ jestem leśniczką i pracuję w Nadleśnictwie Dynów. Tak jak wielu leśników, ogromnie podziwiam las i bardzo kocham moją pracę. To jest taki głęboki szacunek i przeświadczenie, że my sobie tak współpracujemy: leśnicy i przyroda. To się wzięło jeszcze z czasów takich licealnych, kiedy miałam fantastycznego nauczyciela od biologii, który był dla mnie wzorem, człowiekiem, który pokazał mi wiele dróg, którymi jeszcze do dzisiaj sobie dreptam. Profesor zaszczepił we mnie miłość do natury i fascynację teorią ewolucji. Dla mnie to najpiękniejsza, fenomenalną teoria naukowa. W zasadzie musimy tak powiedzieć – teoria. Choć dla mnie to jest absolutny paradygmat, jeśli chodzi o nauki przyrodnicze. LAS – WYJĄTKOWE MIEJSCE Las to jeden z najbogatszych i najbardziej złożonych systemów przyrodniczych. Mnóstwo gatunków zależnych od siebie, współistniejących, stanowiących system naczyń połączonych. Choć na co dzień pracuję w biurze Nadleśnictwa, to każde wyjście do lasu, “wyjście w teren”, to rzeczywiście taki czas, gdy ładuję baterie. Ogólnie mówiąc, cały las jest taką sakralną wartością. Proszę zauważyć, że dla nas nawet i kulturowo jest to w pewnym sensie strefa sacrum, bo drzewa są obecne w pierwotnych mitach o stworzeniu świata, w całej mitologii słowiańskiej. SEKRETNE ŻYCIE DRZEW Myślę, że książka “Sekretne życie drzew”, pokazała nam rzeczywiście drzewa od nieco innej strony. Natomiast bardzo mi się w tej książce nie podobała antropomorfizacja. Jest to trochę wyższościowe. Czy my musimy naprawdę nadawać komukolwiek czy czemukolwiek rysy człowieka, żeby powiedzieć, że to jest to wartościowe? Przyroda: rośliny czy zwierzęta są warte szacunku nie dlatego, że są podobne do człowieka, albo że stanowią dla niego wartość użytkową. Przyroda jest warta szacunku dlatego że jest! Tylko tyle i aż tyle! Więc jakby z jednej strony “Sekretne życie drzew” jest nowatorską książką, z drugiej jednak strony, dla osób patrzących z naukowego punktu widzenia, nie była ona odkrywcza w sensie faktów tam podanych. Oczywiście, że organizmy komunikują się między sobą, ale to jest komunikacja na bardzo różnym poziomie - na przykład biochemicznym. Jest w tym cel, ale nie intencjonalność. Więc powiedzenie, że drzewa “opiekują się swoimi sadzonkami“, że mają “życie seksualne” zupełnie do mnie nie trafia. ULUBIONE MIEJSCA, ULUBIONY LAS Mam również swoje “wyjątkowe” miejsce. Ogromną czułością darzę lasy w miejscowości Wybrzeże, koło Słonnego, koło Dubiecka. Pewnie trochę z tej przyczyny, że jesteśmy z mężem, jak to się po dynowsku mówi: „przywłokami”. Tam właśnie było moje pierwsze spotkanie z lasami Podkarpacia, które, po pierwsze, są bardzo bogate przyrodniczo, po drugie, kryją w sobie moc ludzi, których już nie ma. Czyli zawierają bogaty kontekst historyczny i kulturowy. Myśmy sobie właśnie chodzili tam na spacery, na Wybrzeżu, na drugą część miejscowości Wybrzeże, za kładką. Tam jest taka miejscowość Polchowa, która doświadczyła - jak bardzo wiele tych terenów tragicznych zawirowań wojennych i powojennych. Dziś są tam puste pola, stare drzewa owocowe, ślady piwnic, kapliczka. Wymowna cisza przyrody, która przykrywa zieloną kołdrą trudne dzieje ludzi i miejsc. To stworzyło taką poetykę miejsca, która już na zawsze pozostanie w moim sercu. To były bardzo szczególne chwile: poznawanie tych terenów, odkrywanie ich różnorodności przyrodniczej i ogromnie bogatego ładunku kulturowego. PRZEKAZYWANIE WIEDZY INNYM W ramach mojej pracy mam również przyjemność zajmować się edukacją przyrodniczo–leśną, czyli dzieleniem się pasją. Spotkanie z drugim człowiekiem daje fantastyczną możliwość przekazu i opowiedzenia o tym, co nas ciekawi, możliwość przekazania wartości, które są dla nas ważne. Siła tego przekazu, ta otwartość i ciekawość odbiorców i to wszystko co się dzieje między ludźmi, kiedy rozmawiamy o fajnych sprawach, o pasji - to jest dopiero naładowanie baterii! Współpracujemy z każdą grupą wiekową, od żłobka po osoby starsze. Leśnicy z ogromną przyjemnością opowiedzą każdemu o tym, czym się zajmują. Czy można komuś powiedzieć: jesteś za młody lub za stary, żebym mogła podzielić się z tobą wiedzą o tym, co kocham? Jednak najczęściej w swojej pracy mam do czynienia z przedszkolakami, zaraz potem z uczniami szkół podstawowych i średnich. Te spotkania to ogromna przyjemność - jakoś tak się odnajduje w tłumaczeniu z języka leśnego na prosty język, co my tam w lesie majstrujemy i w jakim celu. POMYSŁY NA INTERESUJĄCĄ EDUKACJĘ PRZYRODNICZĄ Można zrobić taką inicjatywę: „Las Kultury”. My się z reguły opieramy się na aspektach przyrodniczych lasu i to jest oczywiście bardzo ważne. Natomiast aspekt przyrodniczy możemy czasem poznać mimochodem. Możemy się wybrać do lasu i w lesie tworzyć opowieści i historie ludzi, nawet wspólnie z historykami lokalnymi. Próbować odtworzyć to, co działo się kiedyś. Albo stworzyć całkiem nowe historie. Możemy sobie właśnie tutaj poanimizować: tworzyć historię zwierząt, które mieszkają w lesie. Czemu nie stworzyć także warsztatów pisarskich, literackich, w których inspirację czerpalibyśmy z lasu? Albo zorganizować warsztaty czy projekty tworzenia obrazów, rzeźb, mikrorzeźb z rzeczy, które znajdziemy w lesie. To jest w lesie fantastyczne, że on jest pełen wszystkiego! On jest pełen opowieści i możliwości, tak różnych, z których każdy może coś dla siebie czerpać.

122


Pasja. Działajmy Razem - odc. 6/22 „Małgorzata Kaczorowska - miłośniczka lasu, edukacja leśna” Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

123


124


125


Marcin Blama - pszczelarz, fotograf Przy pszczołach trzeba być delikatnym. Nie można robić gwałtownych ruchów. Jeśli pszczoła lata i chce użądlić, to nie wolno jej odganiać rękami, bo wtedy przylecą następne pszczoły i wtedy trzeba faktycznie uciekać – radzi Marcin Blama, pszczelarz, miłośnik przyrody, odkrywając przez nami ciekawostki, dotyczące jego pasji. RODZINNA PASJA Od kiedy pamiętam, to u nas w rodzinie były pszczoły. Do Związku Pszczelarzy w Dynowie należę od 1970 roku, czyli już ponad pięćdziesiąt lat. Ale w mojej rodzinie te pszczoły były jeszcze dużo wcześniej, ponieważ mój dziadek był pszczelarzem u Hrabiego Wojciecha Alberta. Tak więc w ten sposób zaczęła się moja przygoda. Kiedyś jednak było inaczej - wystarczyło mieć ule pod płotem i wybierać miód. Nie trzeba było więcej nic robić. Teraz pszczoły wymagają większej opieki. PSZCZELI DOBYTEK Jeszcze cztery lata temu miałem 160 rodzin pszczelich, ale przez dwie zimy padały do tego stopnia, że stan zmniejszył się o dziewięćdziesiąt procent. Ze stu sześćdziesięciu do dziesięciu. To było tak, że dwie rodziny zdrowe, silne, a osiem było kiepskich. I było tak nie tylko u mnie – to ogólny problem pszczelarzy. W tej chwili mam czterdzieści cztery rodziny. Staram się odbudować te pszczoły. W tym roku dobrze przezimowały. Ubytki są małe, ledwie trzy rodziny, ale tego typu straty zawsze się zdarzają. W tym roku jest dobrze, jak tak dalej pójdzie, to uda się to odbudować. Posiadam pasiekę stacjonarną, ale w czterech różnych miejscach. Jedna znajduje się zaraz koło domu i tutaj pszczołom jest najlepiej bo jest ciepło, zima jest krótka, jak słońce zaczyna świecić to ogrzewa mi ule, także pszczoły dobrze się rozwijają. Pasieki mam też w piątkowskim i dąbrowskim lesie, w trzech miejscach. MASOWE GINIĘCIE Teraz trzeba dbać o te pszczoły, bo tak padają. W żaden sposób nie można tego opanować. Kiedyś te pszczoły były zdrowe. Nie było żadnych chorób i po prostu zbierały sobie ten miód. Bo na jedną komórkę pszczelą, na jedna młodą pszczołę, pszczoły muszą zużyć trzy komórki miodu. Jak pszczoła wyjdzie zdrowa z tej komórki to pszczoła pracuje. Jeżeli natomiast jest chora, to pojawia się problem. Nie dość, że przestaje pracować, to dodatkowo inne pszczoły muszą usunąć ją z plastra. Dlaczego pszczoły chorują? Trudno powiedzieć, bo nawet naukowcy nie mogą tego opanować. Kiedyś mówili, że pszczoły źle reagują na telefony komórkowe. Te telefony miały powodować, że nie mogą trafić do ula, tak błądzą i giną. Okazało się jednak, że to fałszywa teoria. Podejrzewa się też, że jest to spowodowane cukrem, bo teraz nasiona buraka cukrowego są zaprawiane taka zaprawą na bazie nikotyny. Ta nikotyna przedostaje się do buraka, do cukru, pszczoły spożywają ten cukier, który powoduje to u nich paraliż. Dlatego też niektórzy zalecają, żeby nie jeść tego cukru podejrzewając, że te niektóre paraliże u ludzi też mogą być spowodowane jego zawartością. ŻĄDŁO BYWA ZDROWE! Pszczelarstwem zająłem się, między innymi, ze względów zdrowotnych, bo użądlenia pszczół powodują polepszenie stanu zdrowia. Tak, nie tylko miód, ale i użądlenia! Jak często pszczoły żądlą? Ile chcą! Gdy idę do pszczół, to nie zdarzy się, żeby mnie jakaś nie użądliła. Ja akurat nie reaguję już zupełnie na te użądlenia. Czuję jakby mi na rękę wpadła jakaś iskierka, przyzwyczaiłem się i do pszczół i do użądleń. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 11/22 - ,,Marcin Blama - pszczelarz, fotograf” KLIKNIJ

126

Zeskanuj kod QR


127


128


129


Marek Siekaniec - krwiodawstwo Oddawanie krwi daje mi ogromną satysfakcję. To wielka radość, że cząstka mnie komuś się przydaje, że ratuje komuś życie – przekonuje Marek Siekaniec, uhonorowany przez Ministra Zdrowia odznaką „Honorowy Dawca Krwi – Zasłużony dla Zdrowia Narodu”. PRACA NA POGOTOWIU Pracowałem w pogotowiu prawie siedem lat jako sanitariusz - teraz to jest ratownik medyczny. I na własne oczy widziałem po szpitalach, jak bardzo ludzie cierpią i jak potrzebna jest im ta krew. Jednak pierwszy raz oddałem krew znacznie wcześniej. Po skończeniu szkoły, jak przyszedł pobór do wojska, to właśnie tam namówili mnie do tego, żeby oddawać krew, że to jest potrzebne ludziom. Do wojska ostatecznie nie poszedłem. Zwolniony byłem, bo w 1980 roku się ożeniłem, pojawiły już dzieci, stałem się jedynym żywicielem rodziny. Z pewnością przy zwolnieniu pomogła ta krew, zadeklarowałem, że będę oddawał. PRAWIE 105 LITRÓW Od tego czasu, jak liczyłem, oddałem około 105 litrów krwi. Zazwyczaj jeżdżę do Honorowego Klubu Krwiodawstwa przy Zarządzie Wojewódzkim w Rzeszowie, który wcześniej miał siedzibę w Przemyślu. Krew można oddawać raz na trzy miesiące, jednorazowo pobieranych jest 450 ml, a jak się oddaje plazmę, to 600 ml. Mam specyficzną grupę krwi: AB Rh D+. „D” to taki współczynnik, który oznacza, że krzepliwość jest wyjątkowo dobra. I ta moja krew jest przydatna szczególnie dzieciom. Staram się oddawać krew regularnie. Jak byłem za granicą, to czasami pół roku się nie zjeżdżało do domu. W Niemczech poszedłem oddać krew i tam płacą 500 Euro za pobranie. Tam wszystko jest płatne. NIEOCZEKIWANA WIZYTA Miałem kiedyś osobliwą sytuację. Teoretycznie klub nie podaje danych osobowych. Okazało się jednak, że ze Stanów Zjednoczonych przyjechała do Żohatyna jakaś polska rodzina stamtąd. Mam grupę krwi rzadką, którą charakteryzuje dobrą krzepliwość szczególnie u dzieci – dlatego podpisałem specjalny papier, że w razie konieczności mogą zawsze do mnie dzwonić. Nawet miałem dwa razy taką sytuację, jeszcze jak pracowałem w RESPANIE, że jest potrzebna krew i przyjeżdżała po mnie karetka. Podobnie było z tą rodziną, z dzieckiem. Minął jakiś czas i przyjechali do mnie do domu, przedstawili się, opowiedzieli o sytuacji. Ja wtedy pytam z ciekawości: skąd wy w ogóle macie mój adres? Ale byli ze Stanów, to pewnie chyba jakoś doszli, bo ogólnie nie podaje się takich wiadomości. I przyjechali się odwdzięczyć: ta pani dała kwiatki i jakąś kopertę - z tym, że pieniędzy nie wziąłem. Człowiek to robi przecież bezinteresownie, nigdy za pieniądze. I to właśnie, ta sytuacja tak podbudowała człowieka, że temu dziecku się pomogło. HONOROWY DAWCA W 2017 roku dostałem z Ministerstwa Zdrowia odznaczenie: „Zasłużony dla Zdrowia Narodu”. Wcześniej, bo jeszcze w 1992 roku otrzymałem Złoty Krzyż. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 9/22 - „Marek Siekaniec - krwiodawstwo” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

130


131


132


133


Mieczysław Majka - paralotniarz To coś pięknego! Jak ktoś spróbuje, to się przekona! Był taki spadochroniarz, co miał wypadek, trzy lata dochodził do siebie, a potem dalej poszedł skakać. To jest tak wciągające – o swoim zamiłowaniu do latania opowiada Mieczysław Majka, nominowany do programu „Dynów – Ludzie z Pasją”. Być może najstarszy paralotniarz na całym podkarpaciu. PIERWSZY LOT To było jakieś 28 lat temu, początki lat dziewięćdziesiątych. Z kolegą ze Śląska mieliśmy wspólną pasję, wspólne marzenie – on miał wtedy znajomości na lotnisku, więc byliśmy w Rzeszowie, potem w Krośnie i tam dogadaliśmy się z instruktorem paralotniarstwa. Paralotniarstwo przyszło do Polski około 1988 roku. Pierwszy lot odbyłem w Krośnie na Bezmiechowym. Próbowaliśmy koło Dąbrówki, ale później pojechaliśmy tam. Trwało to może pięć minut. Później jeździliśmy na właśnie Bezmiechowe, na Wielkiego Króla. Rozpędzałem się i leciałem. Gdy już to opanowałem, kupiłem skrzydło i przeniosłem to na teren Dynowa. Teraz mam 83 lata i latałem jeszcze w zeszłym roku. To wspaniałe uczucie. MARZENIE O LATANIU Już od dziecinnych lat miałem zamiłowanie do tego. Od zawsze chciałem zgłębić tajniki lotnictwa, ale nie miałem do tego dostępu. Marzyłem wtedy o skonstruowaniu własnego szybowca. STRACH PODCZAS LATATNIA? Raczej staram się o tym nie myśleć. Instruktor z Krosna mówił zawsze, że to jest bezpieczne, że od pięciu do stu pięciu lat można latać, tylko oczywiście należy przestrzegać regulaminu. Czy zdarzały się nerwowe momenty? No, różnie to bywa w powietrzu, wiele zależy od warunków w powietrzu, od pogody, są różne tory w powietrzu. Turbulencja to takie zawijanie w powietrzu. Trzeba wtedy dodatkowy spadochron rzucić, jakby pozawijało skrzydło. Gdy się lata ze silnikiem, to jest raczej spokojnie. Przed lotem z górki chyba najważniejszym zadaniem jest obserwacja ptaków, ich zachowania w powietrzu. Jak ptaki robią takie koziołki, to znaczy, że jest niebezpiecznie, są turbulencje w powietrzu. A jak ptaki latają łagodnie, to nie ma powodów do niepokoju. Co na to rodzina? Żona ani słówka na ten temat nie powiedziała. CZY WARTO DZIELIĆ SIĘ PASJĄ? Czy jestem najstarszym paralotniarzem na podkarpaciu? Prawdopodobnie tak, bo nie znam starszych. Dlatego chętnie dzielę się pasją, robię napędy kolegom, śmigła nauczyłem się robić. W Dynowie lata kilka osób, myślę, że to ja ich tym zaraziłem. Pomimo wieku wciąż czuję tę energię i pasję.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 2/22 - „Mieczysław Majka - paralotniarz” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

134


135


136


137


Mieczysław Wojtowicz „FADER” Pasja siedzi w człowieku. Czasem się wyzwoli, ma ujście, a czasem nie – bo koszty, bo brak partnerów do realizacji pasji… Moja historia zaczęła się od spływu Sanem – tak rozpoczyna swoją opowieść Mieczysław Wojtowicz, pomysłodawca imprezy „Spływ dupną krypą Dąbrówka Starzeńska – Dynów” oraz wielodniowego „Fader Camp”. SAN – RZEKA INSPIRUJĄCA Zawsze lubiłem spływ Sanem. Z początku pływaliśmy na belkach - cztery belki złączone i płyniemy do Dubiecka! Dawnymi czasy, z góry Sanu, flisacy co roku spływali swoimi tratwami. Pamiętam ich z wczesnej młodości, później to się skończyło. Zakazano pewnie wycinki i zmieniał się San. BLOKERSI I FERMSTAL Mieliśmy ekipą, która nazywała się „Blokersi” - mowa o tym bloku, znajdującym się naprzeciw Banku PKO, pierwszym w Dynowie. Tam nie mieszkali wysoko urodzeni . Stamtąd wywodzili się ludzie, u których udało mi się zaszczepić wspólnie realizowaną pasję – spływy, ogniska, koczowniczy styl życia. Ale żeby pływać z daleka, potrzeba było nieco zainwestować, a ekipa jednak groszem nie śmierdziała. Wtedy podjąłem pracę w Femstalu, akurat miałem taką funkcję, że dało się dogadać z kierownictwem, żebym kupić blachę, wykorzystać do budowy konkretnych narzędzi. W ten sposób udało mi się skonstruować moją dupną krypę zapłacić i ruszyć na San. POCZĄTKI SPŁYWÓW Z Temeszowa pojechało dwanaście osób i ciężarówa, która wiozła to wszystko - a my z obładunkiem na plecach i ze sporymi wątpliwościami w głowie – czy damy rady to wszystko unieść?! Mówimy do gościa, który to przywiózł, żeby jeszcze nie odjeżdżał, bo może trzeba będzie połowę sprzętu zabrać z powrotem. Wszystko było montowane z części na miejscu, ale złożyliśmy to cacko. Weszli wszyscy. Następnie zaczął się rodzić następny pomysł czyli żeby zakoczować nad Sanem na miesiąc lub dwa. Ja akurat nie mam działki, ale koledzy niektórzy koledzy mieli ziemię nad Sanem. Kiedy dopływaliśmy do Dynowa, zaczynało się koczowanie na murkach, rozłożyliśmy namioty i ludzie do nas przychodzili. Muzyka grała. Zawsze startowaliśmy ostatni tydzień lipca, cały sierpień, czasem kawałek września. MARYNOWSKI I INNE MAGICZNE MIEJSCA Płynąc z Temeszowa do Dynowa robiliśmy przystanki w ulubionych miejscach. Jednym z nich była na przykład Dąbrówka Starzeńska – tam zostawaliśmy nawet i trzy dni, jak było fajnie. Przyciągaliśmy do siebie ludzi, zawsze ktoś kogoś przyprowadził. Nazwaliśmy to „Fader Camp”. Bywało głośno, ale nigdy nie doświadczyliśmy interwencji policji. Było ognisko, śpiewaliśmy, graliśmy na gitarze, na akordeonie. Jednym z ulubionych miejsc było to „pod Marynowskim”. Dlaczego „pod Marynowskim”? Ponieważ był taki pan, który nazywał się Marynowski i on przewoził ludzi swoją łódką na drugi brzeg w czasach, gdy nie było mostu. Od niego wziąłem sobie wzór, wymiary na krypę. Ta krypa miała ławeczki z obu stron i mogła pomieścić jednorazowo od 4 do 6 osób plus przewoźnik. Przy większej wodzie, ciężko było się przedostać ,natomiast gdy woda spadała bardzo nisko to można było przejść, lub przejechać wozem.

138


139


Monika Mączyńska - aktorka teatru niezawodowego, polonistka Największą trudność sprawiał zawsze brak czasu. Niestety - doba nie jest z gumy. Ale i tak zawsze jakoś sobie radziłam… - przekonuje Monika Mączyńska, opowiadając z ogromną pasją o swoich licznych zainteresowaniach. W jej przypadku brak czasu nie jest żadnym ograniczeniem. ZADZIAŁAŁY GENY ORAZ OSOBOWOŚĆ Moją pasją jest teatr, kabaret. Na kolejnych miejscach plasują się podróże oraz taniec. Z tymi pierwszymi wiążą się moje najmłodsze lata. Odkąd pamiętam - a moi najbliżsi przypominają mi o tym systematycznie - buzia nigdy mi się nie zamykała. Zawsze miałam coś do powiedzenia, lubiłam wcielać się w różne role i naśladować kogoś, rozśmieszać innych. Być może dlatego komediowe kreacje są mi bliższe niż dramatyczne. Już w szkole brałam udział w różnych akademiach czy konkursach recytatorskich i to był to rzeczywisty początek tej pasji. Podejrzewam, że są wpływ na zainteresowania miały też geny, których nie można oszukać. Mama, wujek Jerzyk oraz wujek babci Elizy – Ignacy aktywnie udzielali się w sekcji teatralnej Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Wspierali mnie więc i dalej wspierają wszyscy najbliżsi oraz osoby, którym podoba się moja teatralna działalność. AKTYWNOŚĆ NA RÓŻNYCH POLACH Szczerze mówiąc, nie przywiązuję wagi do ilości działań. Liczy się dla mnie samo działanie, aktywność. Z tego, co pamiętam, jako uczennica zawsze recytowałam, tańczyłam. Podczas studiów założyłyśmy z koleżankami grupę teatralną i podczas jedynego przedstawienia wcieliłam się w rolę Małego, z racji wzrostu, w jednoaktówce Sławomira Mrożka „Na pełnym morzu”. Miałam też krótki epizod z zespołem pieśni i tańca „Resovia Saltans”. Po powrocie do Dynowa w 2006 roku zostałam przyjęta przez panią Krystynę Dżułę do naszego teatru. Z początku byłam suflerem, potem awansowałam na aktora – amatora. PRACA EDUKACYJNA – DZIELENIE SIĘ PASJĄ Jako nauczyciel, obecnie Publicznej Szkoły Podstawowej nr 1 im. Twórców Niepodległej Polski, przygotowywałam z koleżankami liczne apele, uroczystości szkolne. Zachęcałam uczniów do uczestnictwa w konkursach recytatorskich oraz innych, w których mogli rozwinąć się teatralnie. Włączyłam placówkę do Ogólnopolskiego Projektu „Internetowy Teatr TVP dla Szkół”, wdrażałam innowacje pedagogiczne. Swoją miłość do teatru przekazuję także podczas lekcji. Współpracuję też z MOK-iem, a ta współpraca owocuje realizacją różnych projektów. Takich, jak:„ Polsko–Ukraińska Wymiana Młodzieży”, cykliczne „Sobótki”, „Pogórzańskie Wesele”, „Lato w Teatrze”. CO MOŻNA ZYSKAĆ DZIĘKI PASJOM? Dzięki realizacji pasji można zyskać naprawdę wiele: samorozwój, budowanie pozytywnych relacji z młodzieżą oraz dorosłymi, urozmaicenie czasu wolnego – czyli oderwanie się od codzienności. Przede wszystkim utwierdziłam się, że moje działania wpływały na wieloaspektowy rozwój młodzieży, a to oczywiście cieszy najbardziej! Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 10/22 - „Monika Mączyńska - aktorka teatru niezawodowego / polonistka” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

140


141


142


143


Oskar Kaniuczak - wędkarstwo muchowe Każdy wyjazd na ryby to jest nowe doświadczenie i nowe wyciągnięte wnioski. Nie ma osoby w wędkarstwie, która wszystko wie – przekonuje Oskar Kaniuczak, opowiadając o wędkarstwie muchowym, czyli swojej największej pasji. PASJA PRZEJĘTA OD TATY Moja przygoda z wędkarstwem tak naprawdę zaczęła się jeszcze w 2007 roku - jak miałem cztery lata zdobyłem pierwszy puchar, a potem stopniowo poznawałem wszystkie techniki: spławikowe, gruntowe... Uczyłem się sumiennie do momentu, aż wreszcie poznałem wędkarstwo muchowe. Pasją zaraził mnie Tato, później dołączyłem do Koła „Sansport Dynów”, aby następnie, razem z kolegami z koła, startować w zawodach z cyklu Grand Prix. Dziś podczas zawodów zdarza nam się rywalizować z Tatą. SAN – KULTOWA RZEKA MUSZKARZY Oczywiście najczęściej łowimy nad Sanem. Chociaż jeździmy w różne miejsca, staramy się również doskonalić łowienie na wszystkich większych rzekach w Polsce, takich jak Dunajec, Raba czy Wisła. Co ciekawe, San jest jedną z lepszych rzek do uprawiania wędkarstwa w Europie, jedną z bardziej rybnych. U nas w Dynowie nie ma aż tylu dobrych miejsc, ale w Lesku, Sanoku jak najbardziej - były tam wielokrotnie rozgrywane nawet Mistrzostwa Świata. Rzekę San uważa się wręcz za legendarną. WĘDKARSTWO - PASJA, KTÓRA ROZWIJA Łowienie jest aktywne, techniczne i przyjemne. Taki muszkarz ceni sobie kontakt z naturą, ma respekt do złowionych ryb. To się nie nudzi, sama technika rzutu do ryb wymaga ciągłego doskonalenia, a wykonanie odpowiedniego rzutu sprawia dużą frajdę. Nie zawsze trzeba dobrze połowić aby się nauczyć czegoś nowego. Wędkarstwo uczy też cierpliwości. Tego, aby nigdy się nie poddawać, walczyć do końca, bo przecież nierzadko zdarzało mi się złowić ryby pod sam koniec, w ostatnich sekundach zawodów. PROBLEMY WSPÓŁCZESNEGO WĘDKARSTWA Zmiany w ekosystemie stanowią problem współczesnego wędkarstwa. Ludzie zabierają ryby, a wędkarze walczą z tym. Oczyszczalnie ścieków, termy odprowadzane są do rzeki, przez co zwiększa się stężenie bakterii w wodzie i zmienia się jej temperatura, a ryby są wyjątkowo wrażliwe na podobne procesy. To powoduje zmniejszenie ich populacji. JAK POPULARYZOWAĆ WĘDKARSTWO? Mam na to kilka pomysłów. I myślę, że spodobałyby się ludziom. Na przykład prowadzenie warsztatów muchowych pomogłoby nam, wędkarzom, w ochronie ryb. Natomiast osoby, które wcześniej nie miały styczności z wędkarstwem, poznały by ten piękny sport. Chciałbym na takich warsztatach pokazać techniki rzutów, kręcenia much oraz nauczyć, jak dbać o środowisko wodne i zwierzęta z nim związane.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 19/22 - „OSKAR KANIUCZAK - wędkarstwo muchowe” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

144


145


146


147


Piotr Pyrcz - podróżnik Moją pasją są podróże. Uwielbiam poznawać Świat. Uwieczniać jego kolory, kształty, chłonąć barwy, smaki i zapachy – opowiada o swojej pasji Piotr Pyrcz, prawdziwy podróżnik. Człowiek, którego ciekawość świata zaprowadziła do wielu interesujących i mało eksploatowanych miejsc na świecie. POCZĄTKI Moje podróżowanie zaczęło się jeszcze w czasach dzieciństwa. Już wtedy byłem ciekawy świata, więc poznawałem piękne pogórza nieopodal mojego miejsca zamieszkania. W czasach młodości zacząłem odkrywać góry. Wyjeżdżałem w Tatry, Bieszczady, przedeptałem szlaki Beskidu Niskiego. Wtedy zakochałem się właśnie w górach, które do dziś, przez cały czas, są w moim sercu. CO DAJE PODRÓŻOWANIE? Podróżowanie daje naprawdę wiele. Dzięki tej pasji zyskałem przede wszystkim wiarę w siebie. Podróże niewątpliwie ubogaciły moje życie. To właśnie w drodze, w trasie poznałem bliskich przyjaciół. Poszerzyły się również moje horyzonty. Stałem się człowiekiem otwartym na różnorodność. Prawdziwym bogactwem są nie tylko wspomnienia, ale i fakt, że mam wciąż przeróżne plany i marzenia. Jeśli zaś chodzi o trudności, były to zazwyczaj sprawy finansowe, które jednak udawało mi się ogarnąć. CZY WARTO DZIELIĆ SIĘ PASJĄ? Warto wspomnieć, że podczas podróży i przed nimi miałem ogromne wsparcie zarówno rodziny, jak i przyjaciół. Zawsze więc chętnie dzieliłem i dzielę się wciąż opowieściami z podróży. Z przyjemnością będę to kontynuował, przybliżał słuchaczom świat i kultury, które miałem szczęście poznać.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 16/22 - „PIOTR PYRCZ - podróżnik” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

148


149


150


151


Tadeusz Jurasiński - kościelny Mimo moich chorób, mimo czasami różnych dolegliwości trzeba się cieszyć i mieć nadzieję, że później spotkamy się z Panem Jezusem w niebie. Tam już będzie raczej bezstresowe życie, bez bólu, bez problemów życiowych – o swojej pracy kościelnego, będącej zarazem pasją i powołaniem, opowiada Tadeusz Jurasiński. PRACA KOŚCIELNEGO Dzień pracy kościelnego wygląda następująco: wstaję wcześnie rano i jadę do Kościoła na Mszę Świętą. U nas, w dzień powszedni, Msza Święta jest o godzinach 6.30 i 7.00. Muszę pootwierać wszystkie bramy, odemknąć kościół, trzeba też przygotować do ceremonii szaty liturgiczne, zaświecić świeczki. Oczywiście jeszcze pół godziny wcześniej muszę zadzwonić dzwonami na Mszę Świętą, zaświecić światła w kościele. A potem jest kolejna Msza. Po niej należy przykryć oba ołtarze, pozamykać co trzeba, no a obecnie, w czasie pandemii, musze dodatkowo zdezynfekować konfesjonały, klamki, następnie tylko umyć rączki i do domciu! Do tego dochodzi jeszcze wieczorna Msza święta, a w poniedziałki i soboty jest dodatkowo sprzątanie kościoła – wtedy do pomocy przychodzą ludzie z Dynowa i ja też muszę przy tym być. ODPOWIEDŹ Z GÓRY Po Pierwszej Komunii Świętej zostałem ministrantem i tym ministrantem byłem w szkole, w szkole średniej, również wtedy, kiedy jeździłem na rowerze do Wary pracować na budowie. Przez cały ten czas służyłem do mszy. Później już takie myśli przyszły – myślę, że to stamtąd, z góry przyszły – że chciałbym zostać kościelnym. I akurat, już niedługo, Ksiądz Dziekan Stanisław Janusz zapytał mnie, czy nie chciałbym nim zostać. Oczywiście odpowiedź miałem przygotowaną, też przyszła stamtąd, z góry. Pracę zacząłem pierwszego stycznia 1997 roku, później miałem pięć lat przerwy z powodu renty leczniczej po operacji tętniaka mózgu. No i tak do tej pory pracuję. PRACA-PASJA-POWOŁANIE Kościół to dla mnie taki dom, gospodarstwo, którym trzeba się opiekować. Jak jakiś kwiatek klapnie, to też trzeba go wynieść, lub podratować go w miarę możliwości, w lecie dochodzi koszenie trawy wokół kościoła, w zimie odśnieżanie. Wtedy trzeba wstać w czwartek rano, śniadanko obfite – żeby mieć siły przy tej szufli – i ogień! Kościelny to praktycznie praca na cały etat. W mniejszych parafiach zdarza się dochodzący kościelny, albo ksiądz musi sobie sam radzić. Czasem trzeba wyrzec się pewnych przyjemności, bo im większe święta to więcej mam roboty, oczywiście Święta Bożego Narodzenia są bardzo piękne czy Święta Wielkanocne są piękne, no ale ja mam wtedy najwięcej roboty. Można powiedzieć, że ja świętuję dopiero po świętach. CZEGO UCZY PRACA KOŚCIELNEGO? Z pewnością pokory – czasami człowiek sobie coś zaplanuję, a tu wszystko idzie w drugą stronę, pod prąd. Trzeba mieć więc w sobie pokorę, ponadto być zdyscyplinowanym, choć zdarza się, że czasem po prostu się nie chce. Kościelny musi mieć też dobry kontakt z ludźmi – bo czasami trzeba wysłuchać, gdy ktoś chce się wyżalić, nierzadko doradzić, czasem coś podpowiedzieć. Wiadomo, że bywa radośnie – bo takie chrzty i wesela to radosne uroczystości, ale już na pogrzebie trzeba zachować powagę i wtedy niejednokrotnie popłynie łza. Nawet, gdy jest pochówek dotyczy obcej mi osoby. POGODA DUCHA Często ludzie mówią, że kojarzą mnie z uśmiechem. Obecnie ten mój uśmiech jest mniej widoczny ze względu na maseczkę, ale podobno potrafię śmiać się oczami. Wiadomo, nawet kościelny ma swoje problemy – zdrowotne, czy inne – ale mimo bólu trzeba się uśmiechać. Trzeba z tych chorób się śmiać, żeby człowiek nie zwariował.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc.1/22 - „TADEUSZ JURASIŃSKI - kościelny” KLIKNIJ

152

Zeskanuj kod QR


153


154


155


Tadeusz Pindyk - rzeźbienie w drewnie Drewno chyba do mnie przemawia, pobudza moją wyobraźnię, bo czuję, że ręka sama idzie – mówi Tadeusz Pindyk, którego pasją jest rzeźba w drewnie. PASJA, KTÓRA ROZKWITAŁA STOPNIOWO Ta pasja siedzi już we mnie, jest od małego, od dziecka. To musi gdzieś być głęboko ukryte i w pewnym czasie wychodzi z człowieka. W szkole podstawowej robiłem kukiełki, szopkę, chodziłem po kolędzie. Potem była szkoła, ślub, dzieci. W 2002 roku, kiedy dzieci dorosły, zacząłem na poważnie realizować swą pasję. W 2008 roku miałem galerię i z tej galerii powstała duża galeria, zacząłem więc jeździć po różnych jarmarkach. SPECYFIKA PRACY Z DREWNEM Zajmuję się rzeźbą w drewnie lipowym, bo praca w innych drzewach jest ciężka. Jest to ogólnie dość ciężki zawód. W każdym drewnie oczywiście da się pracować, tylko niektóre mają słoje - tak jak sosna, jodła, i przy tych malutkich te słoje się odłupują. Sama lipa - może być wysuszona i niewysuszona. EFEKTY TWÓRCZE Rzeźby dzielą się na świeckie i sakralne – tworzę i takie i takie, również płaskorzeźby. Najpierw w domu założyłem małą galerię swoich rzeźb, potem zacząłem jeździć ze szwagrem po jarmarkach przedświątecznych, odpustach, organizowanych przez stowarzyszenia, koła gospodyń i nie tylko. Bywałem w Łopience, Pruchniku, Jarosławiu, Leżajsku, Zyndranowej, Dukli, Przemyślu, w sanockim skansenie i wielu innych miejscach na Podkarpaciu. Dzięki tym wyjazdom poznałem ludzi pasjonujących sie rzeźbą i zostałem zaproszony do Stowarzyszenia Ludzi Twórczych w Brzozowie, którego jestem członkiem do dziś. Stowarzyszenie to umożliwiło mi kontynuowanie podróży jak choćby do Krynicy, Kazimierza Dolnego, Nałęczowa, Warszawy, Zakopanego, gdzie mogę przedstawiać swoje prace i szukać inspiracji do dalszego tworzenia. Natomiast moja galeria jest teraz jak eko-muzeum, znajduje się tam ponad trzysta pozycji. CO DAJE PASJA? Ukojenie. Mnie przede wszystkim daje ukojenie. Tu nie muszę w żaden sposób się wyładowywać, mam spokój. Jak zacznę rano to wracam albo na obiad albo dopiero wieczorem. Mnie się dopiero otworzyły oczy i zrozumiałem, że kocham to co robię. Nie wyobrażam sobie innego życia.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 18/22 - „TADEUSZ PINDYK - rzeźbienie w drewnie” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

156


157


158


159


Tadeusz Tymowicz - kowalstwo Młodzi ludzie nie wiedzą co to jest, a starsi ludzie, jak przyjeżdżają, to zachwycają się, że można jeszcze takie rzeczy spotkać - opowiada Tadeusz Tymowicz, nie tylko mistrz kowalski, ale i kolekcjoner starych przedmiotów, które próbuje uratować od zapomnienia. PASJA ODZIEDZICZONA Jestem kowalem od siódmej klasy szkoły podstawowej, ale już znacznie wcześniej pomagałem w kuźni. Tato miał kuźnię, dziadek Alojzy miał taką małą kuzienkę, później postawili większą. Właśnie w niej pracowałem z Tatem, jak chodziłem do szóstej, czy siódmej klasy. Już wtedy umiałem robić różne rzeczy, wciągało mnie to. Były państwowe konie, które trzeba było podkuwać, kułem je, bardzo mnie to cieszyło. Lubiłem ten zawód. MISTRZ KOWALSKI Jestem mistrzem kowalstwa, egzamin zdałem już po śmierci Taty, razem z dwoma jego uczniami. Potem chętnych nie było. W kuźni spędziłem już łącznie pięćdziesiąt sześć lat. Wciąż wykonuję jeszcze drobne roboty - bo, po prostu, mnie to cieszy! W okolicy nie ma już kowala, więc w miarę możliwości zawsze pomogę w potrzebie. Swoich uczniów nie mam, choć mój wnuczek troszeczkę się tym interesuje. DYNOWSKA STARA KUŹNIA Na starym miejscu wybudowałem kuźnię i nazwałem ją: Dynowska Stara Kuźnia. Znajduje się tam cały zestaw kowalski, warsztat, imadła, stare klucze do kucia koni, stołek, to wszystko po dziadku Alojzym. Jest też wiertarka na korbę, szlifierka na korbkę - bo przecież wtedy nie było nawet prądu. Całość odpowiednio podzieliłem. W jednym miejscu mam kuźnię z pełnym wyposażeniem, w innym miejscu wszystko, co dla koni – chomąta, wędzidła, szczotki, zgrzebła do czyszczenia, dalej są przedmioty do uprawy roli – pług, kolca, brony, kosy, sierpy, grabie. Jeszcze w innym miejscu znajduje się kącik gospodarczy, gdzie trzymam wszystkie przedmioty, które służyły kiedyś przy gospodarstwie domowym. KOLEKCJONER STARYCH PRZEDMIOTÓW Część przedmiotów zebrałem od ludzi z okolicy. Całe kowalstwo odziedziczyłem po dziadku, a pozostałe rzeczy zbierałem przez kilka lat. W kąciku gospodarczym mam beczkę do kiszenia kapusty, szatkownicę, żarna niecki, dzieża i inne przedmioty do wypieku chleba, rożne przedmioty do wyrobu przędzy. Mam nawet stare drewniane buty.

Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 22/22 - „TADEUSZ TYMOWICZ - kowalstwo” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

160


161


162


163


Tomasz Paściak - filatelistyka Filatelistyka to pasja niesamowita i ciekawa, bo właśnie w znaczkach zapisana jest historia. Nie tylko Polski, ale i całego świata. Można powiedzieć, że znaczki są niczym encyklopedia – o swojej pasji z zacięciem opowiada Tomasz Paściak, filatelista z Bachórza. PASJA OD NAJMŁODSZYCH LAT Kolekcjonowaniem znaczków zajmuję się od dziecka, to będzie prawie sześćdziesiąt lat. Już w Szkole Podstawowej interesowała mnie filatelistyka i wtedy zacząłem zbierać znaczki. Najpierw znaczki polskiego wydania, a później te, które przychodziły na listach z zagranicy. Z czasem, kiedy przybywało mi więcej lat i doświadczenia, zapisałem się do Koła Filatelistycznego. Wtedy zacząłem gromadzić wszystkie znaczki, które w abonamencie wychodziły w Polsce. FILATELISTYKA – KIEDYŚ I TERAZ Dzisiaj młodzi ludzie bardziej interesują się telefonem komórkowym, laptopem, a filatelistyka nie jest już na topie. Znaczkami interesują się jedynie pasjonaci. Głównie ci, którzy zaszczepili się ta pasją w latach wcześniejszych. Obecnie w kole filatelistycznym jest tylko ośmiu członków i są to zazwyczaj ci sami ludzie od lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych. Niestety nie ma młodzieży. A szkoda, bo filatelistyka jest wyjątkowo ciekawa. Wartość znaczków rośnie z roku na rok. Znaczki muszą być odpowiednio przechowywane. Są znaczki opieczętowane i znaczki czyste, które nie były w obiegu. Są też znaczki grawerowane, pozłacane, posrebrzane. SZCZEGÓLNA KOLEKCJA Od czasu kiedy nasz rodak został papieżem postanowiłem, że będę kolekcjonował wszystkie znaczki związane ze św. Janem Pawłem II. Obecnie istnieje tysiące kolekcji znaczków wydanych z Ojcem Świętym. Oprócz znaczków posiadam również specjalny katalog, który wyszedł w Polsce. W tym katalogu są przedstawione poszczególne znaczki, które wyszły na świecie z papieżem. Znaczków z Ojcem Świętym mam pewnie około pięć tysięcy. ZAINTERESOWANIE ŚWIATEM Pasja pobudziła we mnie zainteresowanie światem, teraz do moich pasji zaliczyć można również podróżowanie. Interesuję się geografią świata. Sam już nawet nie wiem ile razy leciałem samolotem. Zwiedziłem Azję, zwiedziłem Amerykę Północną, Południową, Karaiby, Egipt, Izrael. Byłem na wyspie Aruba, wyspie Curaçao - gdzie pielgrzymował Ojciec Święty i znajduje się tam nawet jego pomnik. Przez znaczki zacząłem poznawać świat. CZY WARTO DZIELIĆ SIĘ PASJĄ? Wiadomo, że nie zabiorę kolekcji na tamten świat. Mam ogromną wiedzę na temat znaczków i z przyjemnością się nią podzielę. A jest o czym opowiadać, może akurat ktoś złapałby bakcyla? Z pewnością bardzo dużo nauczyłby się o świecie, o Ojcu Świętym. W moim przypadku właśnie od znaczków się zaczęło, znaczki mnie zdopingowały do tego, aby poznawać świat. Lubię kolekcjonować. To mnie bardzo dużo uczy i przypomina mi o moich podróżach. Filatelistyka to jest naprawdę fantastyczna pasja dlatego warto o niej mówić. Zobacz wywiad VIDEO DOTKNIJ

Pasja. Działajmy Razem - odc. 20/22 - „TOMASZ PAŚCIAK - filatelistyka” KLIKNIJ

Zeskanuj kod QR

164


165


166


167


Wiesław Hadam - człowiek tysiąca pasji i zainteresowań, społecznik Mam jakąś ogromną potrzebę działania, zrobienia czegoś dla innych. Mówią mi, że jestem pracoholikiem, że nie usiedzę, żeby czegoś nie robić. A ja po prostu lubię organizować sobie czas i jeśli coś mnie pasjonuję, to po prostu wchodzę w to. I działam – opowiada Wiesław Hadam, człowiek tysiąca pasji i zainteresowań, społecznik. ŻAGLE Wszystko zaczęło się to w latach 80 od kajaku z żaglem na Solinie. Później był maczek, następnie już znacznie większa łódka, zakupiona przez firmę, w której pracowałem. Mieliśmy wtedy cztery domki nad Soliną i właśnie tam zrobiłem kurs żeglarza. Zdobyłem kilkanaście pucharów na wyczynowej łódce podczas regat, które odbywały się na Solinie. Po upadku naszej firmy domki oraz łódka zostały wyprzedane, lecz pasja u mnie pozostała – w 2000 roku zakupiłem więc jacht kabinowy i pływam już nim dwadzieścia lat. Wielu znajomych korzystało z tego jachtu: Państwo Hadamowie, Miklaszowie Chomowie, Pan Marek Pyś. Jacht stoi na Solinie, ponieważ na Mazury jest za daleko. Co roku go woduje i na jesień lawetą ściągam, więc sam sobie organizuję i wywózkę i przywózkę. SCENOGRAFIA WIDOWISK TEATRALNYCH Następna moja pasja, która mnie porwała, to robienie scenografii do kilku spektakli plenerowych w Dynowie, organizowanych przez Stowarzyszenie “De-Novo”, w których jednocześnie grałem też małe epizody. Scenografie były różne. Do spektaklu „Sen nocy letniej” było zrobione jakby „metalowe drzewo”, taki pień. On był duży, udekorowany zielonym gałązkami, w tym pniu siedziały elfy, wychodząc w środku po drabinie na górę. Następne scenografie robione już były na stacji PKP Wąskotorowej w Dynowie. Skonstruowałem, między innymi, takie kubiki jeżdżące: 2 metry szerokie i 2 metry wysokie z podłogą. Kubiki miały otwierane skrzydła, pełniąc również rolę ściany z dekoracją. Następnie do spektaklu była rozpięta między drzewami lina stalowa, na której jeździły takie kosze. W jednym koszu siedziała królowa, natomiast w drugim koszu siedział król - na wysokości około czterech metrów nad ziemią! Wszystko było zawieszone wysoko. Była tam przygotowana też drabina, gdzie można było wejść albo zejść z kosza. Konstruowałem scenografię do kilku przedstawień. MOTOCYKLE W 2010 roku dostałem od synów ze Szkocji duży motocykl turystyczny. Obudziła się we mnie kolejna pasja: bo przecież gdy dostałem ten motocykl, to musiałem go sobie sam wyremontować. Później przy pomocy Miejskego Ośrodka Kultury w Dynowie zająłem się organizacją zlotów starych motocykli i pojazdów rolniczych typu „SAM”. Ludzie wykonywali te pojazdy sami, może z braku pieniędzy. Przez 3 lata organizowałem takie zloty, za które były różne nagrody rzeczowe. Były tam nawet motory, które brały udział w II wojnie światowej, niektóre z wyposażeniem, z karabinami - oczywiście z wymontowanymi zamkami, więc strzelać się z tego już nie dało. Takim sprzętem przyjeżdżali tutaj ludzie z regionu, praktycznie z całego województwa. DZIAŁKI W 2015 roku, po walnym zebraniu zarządu, zostałem wybrany prezesem ogródków działkowych w Dynowie. Dowiedziałem się, że już za rok, w 2016 roku, minie rocznica 35-lecia działalności ogródków działkowych. Postanowiłem więc zorganizować jubileusz, choć nikt wcześniej nie organizował takich rzeczy. Od Polskiego Związku Działkowców z główną siedzibą w Warszawie otrzymaliśmy puchar. Puchary otrzymaliśmy również od Burmistrza Miasta Dynowa oraz od Banku BS, który był naszym sponsorem. SKĄD BIERZE SIĘ POTRZEBA DZIAŁANIA? Po prostu działanie daje mi dużą satysfakcję. Społecznikostwo mam chyba we krwi. Natomiast dzięki pasjom miałem możliwość poznawanie ciekawych miejsc i nowych ludzi. Na przykład w takim żeglarstwie – w regatach startuje około 30-40 załóg, więc łatwo poznać nowe osoby o podobnych pasjach.

168


169


170


171


Zofia Marszałek - fotografowaniu przyrody, a w szczególności zwierząt Każde ujęcie konkretnego stworzenia sprawia mi wielką radość. Jak oglądam niektóre zrobione przeze mnie zdjęcia, to rozpiera mnie duma – o swojej pasji, czyli fotografowaniu przyrody, a w szczególności zwierząt, opowiada Zofia Marszałek z Ulanicy. NAJPIERW ZWYKŁY APARAT NA KLISZE Fotografią zajęłam się dziesięć lat temu, może nieco więcej. Wcześniej, jak popularne były aparaty na klisze, kupiłam właśnie taki aparat i robiłam zdjęcia zwierzętom domowym. Dawałam te klisze fotografowi do wywoływania i tak to trwało przez kilka lat. Zdjęć się narobiło, aż kilka pudełek! Pierwsze zdjęcia były czarno-białe, później syn kupił sobie aparat cyfrowy, gdzie można było przerzucać zdjęcia na komputer i tak zaczęłam robić zdjęcia kolorowe - nie tylko zwierzętom, ale całej przyrodzie. Fotografowałam wszystko, co wydawało mi się interesujące. Czasami z kilkunastu zdjęć wyjdą dwa konkretne, które są ciekawe. ULUBIONE MOTYWY W FOTOGRAFII Owady? Pewnie tak, ale nie tylko - bo lubię również fotografować ptaki, motyle, zwierzęta i ogólnie całą przyrodę. Dwa lata temu przeszłam na emeryturę i mam teraz więcej czasu na swoją pasję. Nagrywałam też dużo filmików, śpiewy ptaków. Poustawiałam kilka karmników, żeby ściągnąć różne gatunki ptactwa, które zarazem fotografowałam i dokarmiałam. Czasami uchwycę jeszcze niebo. I co najbardziej mnie w nim fascynuje? Księżyc! Za każdym razem, jak tylko widzę księżyc, to mam ochotę iść zrobić kolejne zdjęcie! SKĄD TA PASJA? Sama się dziwuję, skąd u mnie takie zamiłowanie. Myślę, że wynika z miłości do przyrody i fascynacji nią. Mam na punkcie fotografowania bzika i dostarcza mi ono mnóstwo radości. JAK DZIELIĆ SIĘ PASJĄ? Obecnie mam na facebooku stronę „Ulanica-piękno natury”, na której umieszczam zdjęcia zrobione tylko naszej miejscowości, bo chciałam, żeby inni też widzieli to piękno, które nas otacza. Czy chciałabym opowiadać o swojej pasji? Nie, raczej wolę ją pokazywać i właśnie dlatego założyłam tę stronę.

172


173


174


175


Rozdział III

Dynów jako miejsce realizacji pasji


Dynów jako miejsce realizacji pasji Zapewne wielu z czytelników miało już okazję zapoznać się z sylwetkami bohaterów akcji „Dynów – Ludzie z Pasją 2021”, będącą częścią projektu pt. „Pasja: Działanie, Odkrywanie, Motywowanie”, w skrócie: Pasja (D-O-M) w ramach Programu Dom Kultury + Inicjatywy lokalne 2021 Narodowego Centrum Kultury. Jej efekty są widoczne gołym okiem – Dynów i okolica to miejsce pełne pasjonatów o bogatych i zróżnicowanych zainteresowaniach. Co więcej – większość z nich ma potrzebę współdzielenia pasji, przez co urozmaica życie lokalnej społeczności. To wnioski oczywiste, niewymagające głębszych badań. O takie postarali się natomiast inicjatorzy projektu, realizując jego część naukowo-analityczną w dniu 20 kwietnia. NA CZYM POLEGA BADANIE? Zanim zaprezentujemy ogólne wyniki, warto wspomnieć pokrótce o zastosowanej metodzie badawczej. Grupa kilkunastu wyselekcjonowanych osób miała za zadanie pochylić się nad dwoma kluczowymi pytaniami: - Jakie są plusy Dynowa, jako miejsca do realizacji pasji?” - „Jakie są minusy Dynowa, jako miejsca do realizacji pasji?” Efekt prac i późniejszej debaty uczestników badania może być interesujący dla osób zainteresowanych nie tylko życiem społecznym Dynowa, ale i myśleniem o jego przyszłości. Poznajmy więc wnioski, które wykrystalizowały się podczas wspomnianego spotkania – tym bardziej, że wiele odpowiedzi na zadane pytania bardzo często powtarzały się. Co oznacza, że wynik badania możemy uznać za wiarygodny. Metoda została opracowana i opisana przez Piotra Pawliszcze, a badania przeprowadzone przez Olgę Solarz. PIĘKNA OKOLICA I WARTOŚCIOWI LUDZIE Z badań wynika, że ogromny wpływ na możliwości mieszkańców miasta ma jego położenie geograficzne. Uczestnicy zwrócili uwagę na inspirujące piękno otaczającej przyrody, a przede wszystkim ogromny potencjał rekreacyjno-turystyczny Sanu. Rzeka i jej malownicza dolina wymieniana była często jako wyjątkowo stymulujący bodziec do powstawania i realizacji pasji – co oznacza, że ten potencjał jest wart większego wykorzystania. Niewątpliwym atutem jest również istnienie szkół średnich, a przede wszystkim szkoły muzycznej - z pewnością przytakną tu osoby starsze, które niegdyś mierzyły się z regularnymi wyjazdami poza dom rodzinny już w bardzo młodym wieku. Do plusów zaliczono również wielokulturową spuściznę regionu oraz szacunek do tradycji. O potencjale stricte ludzkim można było już przekonać się podczas realizacji programu „Dynów – Ludzie z Pasją”, który zwrócił uwagę na ogromną ilość pasjonatów i ludzi o potrzebach społecznikowskich, działających nierzadko pozainstytucjonalnie, korzystających przy okazji z dobrych chęci i wsparcia innych osób. ABY NIE BYŁO ZBYT KOLOROWO… O dobrodziejstwach płynących z wyjątkowego położenia miasta, jego dorobku kulturowego oraz potencjału ludzkiego, czyta się z pewnością przyjemnie. Plusy nie mogą jednak przysłonić wielu minusów, stojących na przeszkodzie do samorozwoju mieszkańców w interesujących ich kierunkach. Najczęściej przewijającym się wątkiem jest niewątpliwie deficyt miejsc spotkań – mowa tu o placówkach rozrywkowo-kulturalnych, z których wyraźnie przebija się brak kina oraz basenu. Dodatkową bolączką jest brak odpowiedniej bazy noclegowej, ograniczającej możliwość organizacji większych wydarzeń. Wspomina się również o niedowartościo-

177


waniu potencjału takiej placówki, jak Miejski Ośrodek Kultury, mierzącej się z problemami infrastrukturalnymi. Co ciekawe, według uczestników spotkania panuje zgodność w przypadku oceny rozdziału na gminę miejską i wiejską. Jest on uznany za kompletnie nieuzasadniony i utrudniający efektywność działań oraz współpracę. CZY WIELKOŚĆ MIASTA MA ZNACZENIE? Najbardziej niejednoznacznej odpowiedzi dostarczyło pytanie o charakter kilkutysięcznego miasta, jakim jest Dynów – dyskutanci byli w stanie wskazać zarówno plusy, jak i minusy funkcjonowania w takiej społeczności. Deficyt anonimowości i bliskie więzi międzyludzkie gwarantują mieszkańcom spore poczucie bezpieczeństwa – zdecydowanie większe, niż w wielkich aglomeracjach miejskich. Za niepodważalny atut uznano również dbałość o tradycję, co bezpośrednio przekłada się na ciągłość pokoleniową i mocną tożsamość w skali regionalnej. Ten kij ma jednak dwa końce – bo za sporą barierę uczestnicy badań uznali pewną kontestację ponadprzeciętnej aktywności społecznej, która nierzadko uznawana jest za dziwactwo. Zdarza się więc, że ludzie twórczy i kreatywni zderzają się z niezrozumieniem, czego konsekwencją jest strach przed ujawnieniem pasji przed szerszą grupą odbiorców. Dochodzi do tego również stan stuporu, zamrożenia, niewiary w to, że własnym sumptem, bez konkretnego wsparcia instytucjonalnego, można osiągnąć zamierzony cel. STYMULATOR POMYSŁÓW Wygląda na to, że kolejny etap omawianego projektu jest doskonałą odpowiedzią na wspomniane wyżej bolączki. Przeprowadzone badanie stanowi więc niezbędny element badawczy w celu przygotowania dalszej części działań programowych, czyli realizacji oddolnych działań mieszkańców, zogniskowanych wokół ich pasji. Miejski Ośrodek Kultury w Dynowie mocno liczy, że nowe inicjatywy mieszkańców staną się stymulatorem i dynamem, napędzającym twórczych ludzi do otwartości i aktywności. Jeszcze większej aktywności i otwartości – poprawiłby mnie pewnie każdy, kto zapoznał się już z dotychczasowymi efektami projektu i wie, że Dynów i okolica pełna jest ludzi wyjątkowo twórczych. Pomóżmy im więc działać, pozwólmy rozwinąć skrzydła, a skorzystamy wszyscy! Artykuł autorstwa Adama Miklasza na podstawie raportu przygotowanego przez Olgę Solarz w kwietniu 2021 r.

178


Olga Solarz

prowadzenie wywiadów indywidualnych i grupowych z uczestnikami inicjatywy

179


180


181


182


183


Rozdział IV

Świętowanie


Półfinał inicjatywy

Dynów – Ludzie z Pasją pod hasłem „Lokalne pasje – realizujmy je razem” 6 czerwca 2021 / teren Parku Miejskiego w Dynowie

185


Warsztaty rękodzielnicze „Zabawy małą formą” - Pracownia „Wierzbinowe Cuda”

Ewa Czyżowska

186


Prezentacja zabytkowych motocykli

Łukasz Kiełbasa

187


Warsztaty w zabytkowej kuźni przy ul. Sikorskiego

Tadeusz Tymowicz

188


Joga na kręgosłup dla osób w każdym wieku

Wiesław Sondej i grupa osób z Dynowa

189


Wystawa rzeźby ludowej

Tadeusz Pindyk

190


Wystawa fotografii „Ulanica – piękno natury”

Zofia Marszałek z Ulanicy

191


Wystawa fotografii „Opowieści z podróży”

Piotr Pyrcz

192


Pokaz walorów filatelistycznych

Tomasz Paściak

193


Kolorowe warkocze i plecionki dla dzieci

Ewelina Domińczyk

194


Prezentacja projektu „Śladami żydowskich mieszkańców Dynowa”

LO w Dynowie / Joanna Duda z młodzieżą

195


PodziĘkowania Dziękujemy wszystkim pasjonatom za udział w diagnozie „Pasja (D-O-M)”: Działanie, Odkrywanie, Motywowanie, a są to:

Janusz Szeremeta (kultura kozacka, sztuki walki) Joanna Duda (polonistka, miłośniczka książek) Laura Lech (taniec nowoczesny) Daniel Gąsecki (fotografia) Tadeusz Tymowicz (kowalstwo) Tadeusz Pindyk (rzeźba ludowa, prowadzi galerię przy ul. Dworskiej) Tadeusz Jurasiński (kościelny) Zofia Marszałek z Ulanicy (fotografia zwierząt, prowadzi stronę na FB „Ulanica – Piękno Natury”) Zdzisław Sarnicki (renowacja starych motocykli) Ewelina Domińczyk z Bachórza (fryzjerstwo / pasja zawód) Tomasz Paściak (filatelista z Bachórza) Łukasz Kiełbasa (renowacja starych motocykli) Wiesław Hadam (żeglarstwo, działkowiec) Dominik Pyś (piłka nożna, bieganie) Oskar Kaniuczak (wędkarstwo muchowe) Adam Wandas (OSP Bartkówka, społecznik) Aleksandra Skubisz (sport) Andrzej Dżuła (trener piłki ręcznej) Ewa Czyżowska (rękodzieło) Ewa Hadam (sport extremalny); Karol Kuś (extremalna jazda na rowerze / Dirt Podgórska) Lesław Bułdys (czytelnictwo) Małgorzata Kaczorowska (leśniczka) Marcin Blama (pszczelarz, pasjonat historii Dąbrówki Starzeńskiej) Marek Siekaniec (krwiodawca / odznaczony „Zasłużony dla Zdrowia Narodu”) Mieczysław Majka (paralotniarz) Mieczysław Wojtowicz (pomysłodawca spływu krypą na Sanie) Monika Mączyńska (pasjonatka teatru i pracy z młodzieżą) Piotr Pyrcz (podróżnik)

196


W kategorii „Przyjaciele - Ambasadorowie inicjatywy” zrealizowaliśmy 12 wideo wywiadów z kolejnymi wyjątkowymi osobami, które współpracują od wielu lat z domem kultury. Dziękujemy im za zaangażowanie w rozwój lokalnej kultury, sportu, działalności społecznej, a są to:

Marek Pyś (aktor) Artur Szczutek i Jacek Stochmal (społecznicy z Harty) Łukasz Domin (prezes Stowarzyszenia „Aktywny Dynów”, animator sportu) Andrzej Kędzierski (kierownik chóru „Akord”) Kapela Ludowa „Dynowianie” Tadeusz Podulka (kapelmistrz Orkiestry Dętej OSP działającej przy MOK w Dynowie) Grażyna Malawska (wieloletnia dyrektor MOK w Dynowie) Antoni Dżuła (nauczyciel muzyki, Kapela „Tońko) Krystyna Dżuła (prezes Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Dynowie) Andrzej Sowa (popularyzator muzyki ludowej „Dynastii Sowów”, kierownik kapeli „Pogórzanie” i „Młoda Harta”) Maciej Jurasiński (kabareciarz, nauczyciel historii LO w Dynowie), Kabaret „Nasz”

197


198


199


Rozdział V

W jakim kierunku zmierzamy?


DYNÓW – LUDZIE Z PASJĄ. PODSUMOWANIE DZIAŁAŃ.

Pierwsze litery hasła „Działanie-Odkrywanie-Motywowanie” tworzą słowo ‘dom’. Jeżeli komuś ta zbitka wyda się przypadkowa, to znaczy, że błądzi. Poniższe podsumowanie inicjatywy „Dynów – Ludzie z Pasją” w ramach projektu „Pasja (D-O-M)”: Działanie-Odkrywanie-Motywowanie jest dowodem na to, że sposób aktywizacji społeczności lokalnej może faktycznie przypominać budowę domu. Domu, w którym każdy element, włącznie z wystrojem i atmosferą, ma swoją wartość. WYJĄTKOWY DZIEŃ DZIECKA Inicjatywa „Dynów – Ludzie z Pasją” w pewnym sensie zdominowała przestrzeń Dynowa, wyciągając ludzi z ich ogrodów, warsztatów, biur, zachęcając przy tym do wyjścia ze swoimi pasjami do innych. Najlepszym tego przykładem był zorganizowany przez Miejski Dom Kultury w Dynowie Dzień Dziecka w Parku Miejskim przy ulicy Dworskiej w Dynowie. To właśnie wtedy odbył się półfinał akcji „Dynów – Ludzie z Pasją”, podczas którego uczestnicy projektu, działając pod hasłem „Lokalne pasje – realizujmy je razem”, zaprezentowali dzieciom to, co pasjonuje ich najbardziej. Warto wymienić wszystkie aktywności, aby czytelnik uświadomił sobie skalę tego przedsięwzięcia. Pojawił się więc Tadeusz Pindyk z wystawą rzeźby ludowej, Tomasz Paściak, który opowiadał o walorach filatelistyki, pleść warkocze i plecionki uczyła Ewelina Domińczyk, a swoje zabytkowe motocykle zaprezentował mieszkańcom Łukasz Kiełbasa. Ponadto uczestnicy mogli wziąć udział w warsztatach rękodzielniczych pracowni „Wierzbinowe Cuda” Ewy Czyżowskiej, wyruszyć wraz z Joanną Dudą „Śladami żydowskich mieszkańców Dynowa”, jak również obejrzeć dwie arcyciekawe wystawy fotograficzne: „Opowieści z podróży” Piotra Pyrcza oraz „Ulanica – piękno natury” Zofii Marszałek. Sporą atrakcją stanowiły też niewątpliwie „Warsztaty jogi na kręgosłup w każdym wieku”, prowadzone przez Wiesława Sondeja i grupę mieszkańców. W tym przypadku sprawdziła się maksyma jednej z przyjaciółek projektu, która nie bez racji przekonuje, że „prawdziwa pasja wypełnia życie, czyni życie ciekawszym, daje możliwość kontaktu z ludźmi, a człowiek nie może być sam”. DYNÓW MIASTEM PASJONATÓW! Wspomniany Dzień Dziecka był tylko jedną z wielu inicjatyw, przeprowadzonych w ramach inicjatywy „Dynów – Ludzie z Pasją”. O skali przedsięwzięcia najlepiej przemówią suche liczby. W ramach projektu zostało zrealizowanych 40 materiałów filmowych – w tym 12 rozmów z cyklu „Przyjaciele inicjatywy”, 22 rozmowy wideo z osobami nominowanymi, 5 reportaży filmowych oraz film, podsumowujący wydarzenia związane z wspomnianym wyżej Dniem Dziecka. Za materiały wideo odpowiedzialny był Mateusz Martyna z widziszto.com, natomiast identyfikację wizualną projektu oraz katalogu przeprowadził Grzegorz Kijanka. Powstała również diagnoza metodą ‚awers-rewers’, przeprowadzona przez Olgę Solarz, która ponadto zajęła się przeprowadzeniem rozmów z mieszkańcami miasta. Ta imponująca ilość materiałów została dodatkowo wzbogacona 42 tekstami opracowanymi przez Adama Miklasza oraz artykułem podsumowującym całość działań. W efekcie wyłoniono trzy-

201


dziestkę niepowtarzanych dynowskich pasjonatów z Dynowa i okolic – różnorodność ich zainteresowań i aktywności świadczy o ogromnym bogactwie społecznym mieszkańców tej okolicy. Odkrycie tak wielkiej ilości osób o ciekawych zainteresowaniach jest z pewnością jednym z największych sukcesów inicjatywy. Wszystkie osoby ze wspomnianej trzydziestki miały możliwość opowiedzenia o swoich niebanalnych zainteresowaniach, na kanwie rozmów powstały również artykuły, które przybliżały odbiorcom nie tylko samych pasjonatów, lecz – przede wszystkim – ich drogę do odkrywania pasji i jej późniejszej realizacji. Historie tych osób, podobnie jak szeroki wachlarz zainteresowań, były unikatowe i wyjątkowo zróżnicowane. Niektórzy pasję dziedziczyli w genach, inni odkrywali ją przez całe życie. W związku z tym powstaje krzepiące i wartościowe przesłanie do społeczności, które doskonale spuentował jeden z uczestników projektu: „Myślę sobie, każdy z nas jest niezwykły i jeżeli z kimś prawdziwie rozmawiamy, to odkrywamy jego bogaty wewnętrzny świat. Kluczem do rozmowy jest chyba otwarte serce i ciekawość drugiego człowieka”. O popularności projektu świadczy z pewnością również facebookowy fan page projektu, który od założenia w lutym 2021 roku osiągnął liczbę 800 polubień. DO ODWAŻNYCH ŚWIAT NALEŻY! „Chodzi o poładnianie świata - można wykreować wokół siebie oryginalną przestrzeń w miejsce sklepowej sztampy” – przekonuje jeden z uczestników projektu. „Pasja siedzi w człowieku. Czasem się wyzwoli, ma ujście, a czasem nie – bo koszty, bo brak partnerów do realizacji pasji…” – dodaje inny. „Wierzę w to, że ja sobie to wymarzyłem, wykreowałem w swojej myśli i to po prostu przyszło do mnie. Wierzę, że jeśli czegoś bardzo pragniesz i o czymś bardzo marzysz to samo jakoś do ciebie przyjdzie” – szczerze stwierdza kolejny. Wypowiedzi dynowskich pasjonatów są odkrywcze i inspirujące, wskazują bowiem nie tylko na pobudki, którymi się kierują, ale i problemy, z którymi zdarzało im się mierzyć. Zostały one szczegółowo i precyzyjnie opisane w diagnozie, przeprowadzonej metodą „awers-rewers” przez Olgę Solorz, natomiast sama inicjatywa była z pewnością kamieniem milowym, który ułatwił przełamanie tych problemów. Mowa przecież o osobliwej niechęci przed dzieleniem się swoją pasją ze społecznością, wynikającą nieraz ze strachu przed niezrozumieniem, brakiem poczucia wyjątkowości, a nawet problemami stricte materialnymi. Projekt jest więc swoistą zachętą do zwiększenia aktywności, budowania potrzeby dzielenia się wartościowymi pasjami z szerszym gronem, uświadomieniem wyjątkowości tych pasji. W efekcie konkursu „lokalne pasje – realizujmy je razem”, po analizie przesłanych ofert, komisja postanowiła dofinansować wszystkie sześć: - Wierzbinowe Cuda” – Letnia Kawiarenka Artystyczna/ (pomysłodawca: Ewa Czyżowska) - Wystawa pojazdów zabytkowych „Weterani Szos”/ (pomysłodawca: Łukasz Kiełbasa) - Dynowska Stara Kuźnia Tadeusza Tymowicza/ (pomysłodawca: Maria Tymowicz) - II plener rzeźbiarski im. Bogusława Kędzierskiego/ (pomysłodawca: Dawid Kędzierski) - Piknik rodzinny przy ul. Bartkówka w Dynowie/ (pomysłodawcy: OSP w Bartkówce i Adam Wandas) - Las w słoiku – warsztaty dla dzieci/ (pomysłodawcy: Ewelina Domińczyk i Zarząd Rady Rodziców

202


Szkoły Podstawowej w Bachórzu) Fakt realizacji wyżej wymienionych inicjatyw będzie z pewnością ogromną zachętą do aktywizacji nie tylko pojedynczych pasjonatów, ale i większych grup społecznych – łączących w sobie ludzi o podobnych pasjach, zainteresowaniach i potrzebach. Cały szkopuł tkwi w tym, aby „Nie da się Town” zmieniał się stopniowo w „Da się Town”. Przełamanie inercji i pobudzenie społeczne – był to podstawowy cel projektu, który udało się osiągnąć. Bo przecież sami mieszkańcy mogą być (i powinni!) kopalnią pomysłów i inicjatyw. Nikt bowiem nie zna ich potrzeb tak dobrze, jak oni sami. DOM O SOLIDNYM FUNDAMENCIE W poprzednim akapicie wspomniano o pewnym przesłaniu, przekazanym samym mieszkańcom i społeczności. Warto jednak dodać, że sama inicjatywa była również doskonałą nauką dla takiej instytucji, jak Miejski Ośrodek Kultury w Dynowie – dostarczając mnóstwo ciekawych wniosków i obserwacji. Fundament wspomnianego we wstępie domu powinien bazować na wspomnianych trzech literach. D (czyli „Działanie”) – może być nawet proste, niewymagające gigantycznego nakładu sił oraz pieniędzy. Ważne jest jednak, aby miało charakter otwarty, co zapoczątkuje proces budowania zaufania i relacji – a przecież poczucie bezpieczeństwa, zrozumienia, to niezbędny element funkcjonowania każdego domu. Warto też zwrócić uwagę na aspekt łączenia ludzi w obrębie wspomnianej komórki, jak również stymulowanie ich inicjatywności – poprzez uświadomienie im, że ich pomysły są wartościowe i sami powinni mieć wpływ na tworzenie krajobrazu społecznego. O (czyli „Odkrywanie) - polegać powinno na kumulowaniu swoistego kulturowego power banku. Dostarczaniu społeczności – poprzez pasjonatów i społeczników – niezbędnej energii do funkcjonowania. Dzięki projektowi wiadomo już, że podmiotów energotwórczych jest w okolicy mnóstwo, a sama tego świadomość jest już ogromnym sukcesem akcji „Dynów – Ludzie z Pasją”. M (czyli „Motywowanie”) – sam ten tekst, podsumowujący niejako działania w ramach projektu, jest czystym opisem działań motywacyjnych, stymulujących pasjonatów i społeczników, a poprzez nich, całą społeczność. Okazuje się, że dostarczenie wędki jest aktem zdecydowanie bardziej twórczym, niż rzucenie ryby. Z efektów prac, związanych z realizacją projektu, widać wyraźnie, że mieszkańcy doskonale obsługiwać się wędką. Wygląda na to, że projekt osiągnął swój cel – oprócz realnych efektów, wspomnianych w pierwszych akapitach, zauważyć można korzyści mniej widoczne gołym okiem, lecz równie ważne. Mowa tu o przełamaniu inercji, ale i ciekawych obserwacjach i analizach, z których korzystać mogą osoby animujące i stymulujące życie kulturalne i społeczne miasta oraz jego najbliższej okolicy.

Adam Miklasz

203


Nasze założenia na przyszość: 1. Ferment - chcemy być widoczni i słyszalni w środowisku lokalnym - będziemy stosować niestandardowe (twórcze) metody kontaktu z mieszkańcami - „uśmiechnięta” plotka: niech mówią i piszą o naszych inicjatywach - „Pączkowanie”/ poszerzanie grona Partnerów. Jesteśmy otwarci na współpracę 2. Włączanie - każdy może stać się wolontariuszem, osobą wspierającą inicjatywy - dom kultury jako przyjaciel - „niewidoczni” mieszkańcy – czy wiemy kim są? 3. Wyspy - ludzie z pasją tworzą wokół siebie sieci powiązań i komunikacji w danym miejscu. Chcemy je odkryć i traktować jako WYSPY do „zadomowienia”. 4. Nieobecni Chcemy zwrócić uwagę mieszkańców na trzy DOMY/ Instytucje: - Dom Pogodnej Starości im. Brata Alberta - Dom Dziecka prowadzony przez Fundację „Wrastanie” Jana Pawła II - Środowiskowy Dom Samopomocy w Dynowie 5. Osiedla/ regiony w Dynowie - pragniemy włączyć do inicjatyw Zarządy Osiedli jako Partnerów w celu lepszej komunikacji z mieszkańcami. 6. Budowanie wspólnoty lokalnej jako DOMu - proces budowania relacji sąsiedzkich - Opowieść o wspólnocie lokalnej jako książce redagowanej wspólnie z mieszkańcami. - moje miejsce – moja historia (dbam o moje miejsce ponieważ jest „moje”, „bliskie”, „znaczące”)

204



Dofinansowano ze środków Ministra Narodowego i Sportu w ramach zeKultury, środkówDziedzictwa Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach Dofinansowano zeDofinansowano środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Narodowego Centrum KulturyInicjatywy „Dom Kultury+ Inicjatywy programu Narodowego Centrum Kultury „Dom Kultury+ lokalne 2021” lokalne 2021”

programu Narodowego Centrum Kultury „Dom Kultury+ Inicjatywy lokalne 2021”