Issuu on Google+

40%

5

ceny dla sprzedaw cy

,8"35"-/*,(0410%"3,*40-*%"3/&+

Nr 4 (34) 2012

III Dni Kultury Solidarności 4-7

65 lat Filharmonii Poznańskiej 16-17

Opowieść Paulo Coelho 21-22

10-11

i k c e r e d n e P f o t z s y z Kr rcza szczerość – prawdą muzyki twó


III Dni Kultury Solidarności

Targi Przedsiębiorczości Społecznej

Inauguracja III Dni Kultury Solidarności, 19 listopad 2012 rok, siedziba Fundacji Barka.

Debata „Rola samorządu w społecznej gospodarce rynkowej”.

ltury odstawą ku i Dialog jest p i zaproszen ci n e i – preleg śc o rn a d li so goście.

Stoisko „Barki” na Targach ej. Przedsiębiorczości Społeczn

kulturowe pokazuje na mapie Tomasz Sadowski auguracja III lturowego „Trakt” (in szlaki Centrum Ku ności). Dni Kultury Solidar

Uczestnicy III Dni Kultury Solidarności i Targów Przedsiębiorczości Społeczn ej (reprezentanci społeczności Barki i Pro Pub lico Bono).

W dniu 11.11.2012 roku Fundacja Pomocy Wzajemnej „Barka” przeprowadziła pieniężną zbiórkę uliczną do puszek. Zebrana z niej kwota wynosi 956,80 złotych i jest przeznaczona na cele statutowe Fundacji.

Wydruk niniejszego numeru „Gazety Ulicznej-kwartalnika gospodarki solidarnej” jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.


5

40%

ce dla sp ny rzedawc ,8"35"-/

*,(0410% "3,*40-*% "3/&+

y

Nr 4 (34) 201

2

III Dni Kultury Solidarności

4(34)

16-17

Opowieść Paulo Coelho 21-22

10-11

Krzysztof Pendere cki

– prawdą muzyki twó

rcza szczerość

Drodzy Czytelnicy, Zapraszamy do zapoznania się z najnowszym wydaniem „Gazety Ulicznej“. W szczególny sposób dialog na gruncie kultury solidarności akcentują takie artykuły jak: „Energia solidarności“ – przesłanie na III Dni Kultury Solidarności oraz „Targi (nie) solidarne“ (ujawniający kulisy organizacji i upowszechniania idei jednego z najważniejszych tego typu wydarzeń w Europie – Targów Przedsiębiorczości Społecznej). Równie ciekawymi artykułami są: „Filharmonia nie tylko w piątek“, „Opowieść Paolo Coelho“, „Świat odrobinę lepszy“ – ukazujący praktyczny wymiar działań na gruncie społecznej gospodarki rynkowej oraz „Sarmackie smaki“.

4–5

Energia solidarności

numer

4-7

65 lat Filharmoni i Poznańskie j

2012

6–7

Targi (nie)solidarne

24 – 25

Sprzęgło, bieg, gaz...

8–9

Jaka będziesz Śródko w czwartek?

26 – 27

Świat odrobinę lepszy

10 – 11

Wywiad z Krzysztofem Pendereckim 12 – 13

Sarmackie smaki

28 – 29

Piekło brukowane laptopami i telefonami

14 – 15

30 – 31

INSPirując świat

Społecznik w sutannie

16 – 17

Filharmonia nie tylko w piątek

32 – 33

18

Kultura pamięci

Aby dotacje zmieniały, a nie bogaciły ekspertów

19

34 – 35

Polecamy także wywiad z Krzysztofem Pendereckim, którego zdjęcie jest umieszczone na okładce naszego kwartalnika.

Nasza twórczość

Redaktor Naczelna GU Barbara Sadowska

Opowieść Paulo Coelho

Zespół Redakcyjny GU

Z ulicy na salony

Zdjęcia jak nuty 20

Miej z nami społeczny biznes

21 – 22

23

36 – 37

Jak to robią w Kłodzku? 38

Spotkasz mnie w tramwajach

Redaktor naczelna: Barbara Sadowska

Szef sprzedawców: Mirek Zaczyński

Zastępca redaktor naczelnej: Dominik Górny

Druk: WD Klaudia-Druk

Zespół redakcyjny: Ewa Sadowska, Dagmara Szlandrowicz, Magdalena Chwarścianek

Wydawca: Stowarzyszenie Wydawnicze Barki ul. św. Wincentego 6, 61-003 Poznań, www.barka.org.pl

Korekta: Dominik Górny Sekretarz Redakcji: Andrzej Górczyński

Kontakt z Redakcją: 61 872 02 86; 695 732 393; sadowscy@barka.org.pl / dominik.gorny@barka.org.pl

Szef dystrybucji: Krystyna Mieszkowicz-Adamowicz

Kontakt z Fundacją: 61 872 02 86, barka@barka.org.pl

Redakcja zastrzega sobie prawo do redagowania tekstów publikowanych w „Gazecie Ulicznej”.

Gazeta Uliczna jest dostępna w salonach sieci „Empik” w całej Polsce, u „sprzedawców ulicznych” oraz w księgarni „Bookarest” w Poznaniu.

3


kultura solidarności

Energia solidarności Cyryl Ratajski miał szansę działać w okresie wolności, choć udowodnił, że potrafił zmierzyć się również z czasem trudnym – najpierw kryzysu, a potem wojny – wówczas zwracał uwagę na potrzebę budowania siły moralnej narodu, nie negując potrzeby zbrojnego oporu.

Andrzej Porawski, Dyrektor Biura Związku Miast Polskich – idee nie tracą na aktualności.

D

wie cechy konstytuowały osobowość Ratajskiego: pozytywne podejście do problemów, nastawienie na tworzenie oraz pamięć o najsłabszych. Kreatywność Ratajskiego była widoczna zarówno w wielkich projektach, jakie realizował w Poznaniu, jak i w codziennym zarządzaniu miastem, które cechowała troska o politykę społeczną, co wyróżniało Poznań na tle innych ośrodków Rzeczypospolitej. Cyryl Ratajski był absolutnie bezinteresowny, urzeczywistniał etos służby publicznej, rozumianej jako służba drugiemu człowiekowi. W tekstach, które pozostawił Ratajski, słowo „solidarność” czy „solidaryzm” pojawia się bardzo często w kontekście jego postaw. Postawa Ratajskiego jest nadal obecna w Poznaniu, choć jest może dzisiaj mniej widoczna. Warto jednak wspomnieć, że solidarność jest wpisana w ideę samorządu we wszelkich jego formach – jest to bowiem postawa odpowiedzialności za siebie nawzajem. Fundacja Pomocy Wzajemnej „Barka” u swych podstaw ma właśnie solidarność. Jest sztandarem Poznania, choć nie należy zapominać o innych inicjatywach. Jednak klimat działania na rzecz potrzebujących stworzyła w Poznaniu, a w tej chwili nie tylko w Poznaniu, właśnie „Barka”. Dość wspomnieć, że „Barka” myśli także o Wielkopolanach w ogóle, jest obecna w trudnych miejscach Wielkopolski, a także za granicą, gdzie pomaga wszystkim Polakom, którzy znaleźli się w trudnym położeniu. Pomimo napotykanych trudności, „Barka” nie rezygnuje ze swej kreatywności, wspomnianego „nastawienia na tworzenie”. To niezwykle istotne, by w niesieniu pomocy osobom

4

wykluczonym, potrzebującym, nie uciekać się do łatwych metod, jak zasiłki, lecz podążać trudniejszą drogą gospodarki solidarnej. Fundacja założona przez Barbarę i Tomasza Sadowskich, udowadnia, że – pomimo, iż pozytywnym przykładom trudno przebić się do opinii publicznej – możliwe jest realizowanie etosu, który był bliski Ratajskiemu. Także w trudnych miejscach i środowiskach. Do takich wyzwań należy niewątpliwie ulokowane na poznańskich Zawadach Wielkopolskie Centrum Ekonomii Solidarności. Całe Zawady były dzielnicą, która powstała, by tam rozwiązywać problemy ludzi ubogich. Nie tylko te podstawowe, jak brak mieszkań, lecz także zapewniając możliwość pracy. Zawady stały się w czasach Ratajskiego swego rodzaju „przestrzenią solidarności”. Na pytanie o genius loci Zawad odpowiedź jest jedna – solidarność. To właśnie pamięć o najsłabszych, która jest jednym z wielu aspektów pojęcia „solidarność” konstytuuje ducha tego miejsca. Należy pamiętać, że to właśnie solidarność jest barometrem jakości wspólnoty samorządowej we wszystkich jej wymiarach. Mówiąc o rewitalizacji Zawad należy dokładnie zastanowić się nad samym pojęciem „rewitalizacja”. Źródłosłów łaciński wskazuje jednoznacznie: jest to „ponowne ożywianie”, tchnięcie nowego życia. Obecnie jednak bardzo łatwo myli się rewitalizację z modernizacją. Mądra rewitalizacja ma zawsze kontekst społeczny, musi odbywać się z uwzględnieniem ludzi. Należy mieć na uwadze właśnie życie, które na danym obszarze było, jest i będzie. W przypadku Zawad nie można zapomi-


Wielkopolskie Centrum Ekonomii Solidarności imienia Cyryla Ratajskiego. nać o mieszkańcach, o beneficjentach „Barki”, o osobach, które na Zawadach pracują. To w porozumieniu z nimi, właśnie w oparciu o solidarność, należy planować rewitalizację. Zawady są miejscem, gdzie warto mówić o rewitalizacji społecznej, której towarzyszy modernizacja infrastrukturalna i środowiskowa. Najpiękniejsze projekty rewitalizacji w Polsce to projekty realizowane wspólnie z tymi, których to dotyczy. Zawady są miejscem, które ma problemy, ale jest to miejsce dużej energii, która się tam lokalizuje, i to tej energii, która jest wpisana w słowo „solidarność”. Warto pomyśleć o Zawadach, jako o przestrzeni rewitalizacji, w której będzie się przywracać funkcje, które już tam są, ale także mądrze wprowadzać nowe. Nie można bowiem skupiać się wyłącznie na pogoni za nowością, rozwój polega również na tym, by pomóc wzrastać temu, co już istnieje. Można zaryzykować stwierdzenie, że najpoważniejszym wyzwaniem, także w wymiarze ogólnokrajowym, jest rozwój kapitału ludzkiego, troska o ludzi, solidarność z nimi. Kapitał ten buduje się właśnie przez przedsiębiorczość. Wielkopolskie Centrum Ekonomii Solidarności jest od samego początku projektem opartym o działania partnerskie, a więc także o solidarność – o wzajemną odpowiedzialność za siebie nawzajem. Zawady są naturalnym miejscem dla ośrodka, który – wydaje się, że w taki sposób można to określić – działa przy użyciu metod wypracowanych przez Ratajskiego. Co więcej, „Barka” w sposób wyraź-

ny inspirując się Ratajskim, udowadnia, nia, że jego idee nie straciły na aktualności, a być może są dziś nawet bardziej potrzebne ne niż w czasach, gdy żył Cyryl Ratajski. Powinno ono urzeczywistniać myśl śl Ratajskiego mówiącą o tym, że efektywność ść powinna wypływać z solidarności, nie odwrotnie. rotnie. Wielkopolskie Centrum Ekonomii Solidarności ma okazję stać się swego rodzaju aju katalizatorem owej „energii solidarności”, która drzemie w ludziach, a także w historii ii i potencjale Zawad. Centrum Ekonomii Solidarności idarności wpisuje się zatem doskonale w genius us loci Zawad, czerpie z niego, ale także samo o je wzbogaca i na nowo interpretuje. Można stawiać sobie pytanie: czy metody Ratajskiego mają jakiekolwiek przełożenie ożenie na współczesne problemy? Odpowiedź jest oczywista – tak, ponieważ opierały się na a uniwersalnych wartościach. Jak już wspomniano, od czasów „mistrza mistrza pracy organicznej”, jakim był Ratajski, ki, od czasów, gdy umieszczono tam ośrodki pomocy, omocy, genius loci Zawad stała się solidarność. ość. Można chyba powiedzieć, że gdyby Ratajski jski miał wybrać, gdzie w Poznaniu ma stanąć ć jego pomnik, wybrałby właśnie Zawady. W kontekście tego miejsca, nie wolno zapominać o myśli Ratajskiego, którą można sparafrazować ować tymi słowami: rozwój to nie tylko budowanie nie od zera, rozwój to przede wszystkim podnoszenie dnoszenie jakości tego, co już istnieje. Podnoszenie enie jakości rozumiane przede wszystkim „po ludzku”, a nie jedynie przez pryzmat ekonomii. ii. Andrzej ej Porawski (przesłanie na sympozjum 8 listopada a 2012 roku)

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

5


ważne wydarzenia w Europie

Targi (nie)s Promuje się ostatnio coraz więcej inicjatyw, które są ostoją życia obywatelskiego i często jedynym pewnym krokiem do wejścia na ścieżkę kultury solidarności. Problem w tym, że z organizacji takich przedsięwzięć coraz częściej wyłącza się z kręgu decyzyjnego instytucje, które mają na ten temat najwięcej do powiedzenia – nie tylko ze względu na obywatelski profil swojej działalności, ale nade wszystko na wieloletnie doświadczenie w tej mierze.

T

akie też zdarzenie spotkało ostatnio Targi Przedsiębiorczości Społecznej – zainicjowane niegdyś przez Fundację Pomocy Wzajemnej Barka jako wyraźne uzasadnienie istnienia kultury solidarności. Obecne Targi – jak przyznaje wiele środowisk opiniotwórczych – nie mają już takiego czaru jak dawniej. Przyczyny tego stanu rzeczy upatruje się w tendencji do zawłaszczania przez rozmaite urzędy działań, które powinny być oddane obywatelom. Parafrazując słowa Czesława Miłosza – nie bądź bezpieczny, obywatel pamięta – można by rzec – bez wyraźnego akcentowania roli twórcy pierwotnego dzieła – a takim przecież są Targi Przedsiębiorczości Społecznej, trudno o autentyczne działanie, nawet w słusznej sprawie. Kiedy idea jest zgodna z praktyką?

Nazwa Targi Przedsiębiorczości Społecznej – Ogólnopolskie Spotkania Ekonomii Społecznej zobowiązuje. Określenia „przedsiębiorczość społeczna” i „ekonomia społeczna” ujawniają podstawowy cel organizacji Targów – połączenie celów społecznych i ekono-

6

micznych. Co więcej, na przekór rozprzestrzenianiu się klientelizmu (gdzie nie jesteśmy traktowani jak równoprawni obywatele, lecz klienci stojący w kolejce po beznadzieję), pojawia się kultura solidarności (w miejsce kultury usług). Ma to swoje uzasadnienie w artykule 20. Konstytucji RP – „społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej”. Wtedy też (i tylko wtedy) idea jest zgodna z praktyką. Kto powinien być głównym organizatorem Targów…? ……Otóż, taka organizacja, która wpisuje się w powyższe założenia nie jedynie z urzędu, ale za przyzwoleniem samorządności. Mówi ona, że kultura solidarności nie istnieje za sprawą personalnej decyzji urzędnika – określa ją bowiem zdolność obywatela do wpływania na sprawy społeczne poprzez kształtowanie postaw prospołecznych i rozwojowych. Urzędnicy nie stworzyli Targów, ani jakakolwiek społeczna organizacja. Od strony ideowej to zasługa wyłącznie obywateli. A jeśli już mowa o instytucjach – aby traktować je na gruncie obywatelskim wiarygodnie, należy odpowiedzieć sobie na jedno zasadnicze pytanie – czy kieruje się ona jedynie przywilejami bądź obowiązkami płynącymi z piastowania konkretnego urzędu, czy też swoją aktywność uprawomocnia odwołaniem do potrzeb obywateli i ich właściwym rozpoznaniem. Optuje za tym Manifest Ekonomii


olidarne Społecznej, który wzywa do „aktywnych formy pomocy zamiast pasywnych, współodpowiedzialności zamiast roszczeń i uzależnienia od pomocy, mobilizacji obywatelska w miejsce rozbudowy systemu biurokratycznego”. Przyznając jednocześnie, że „groźne byłoby zredukowanie ekonomii społecznej do zagadnień czysto socjalnych. Ekonomia społeczna dotyczy w równym stopniu zagadnień gospodarki czy rozwoju regionalnego”. Przywołanie źródeł Był 2010 rok, gdy z inicjatywy Fundacji Barka odbyły się pierwsze Targi Przedsiębiorczości Społecznej. Uczestniczyłem w nich i wiem, że już wtedy przyczyniły się do rozpoznania i kreowania nowej jakości kultury solidarności. Pamiętam ponad 80 stoisk wyheblowanych przez uczestników warsztatu stolarskiego Centrum Integracji Społecznej (CIS); wielobarwne wyroby rękodzielnicze, malarskie, twórczość artystyczną CIS i spółdzielni socjalnych z różnych zakątków Polski. Nie starczyło nawet czasu, abym porozmawiał ze wszystkimi reprezentantami, w tym burmistrzami, wójtami i wojewodami znajdującymi się pośród blisko 800 gości Targów. Nieoceniony charakter miały Targi o znaczeniu integrującym różnorodne środowiska, bez wyjątku: organizacje obywatelskie, samorządy lokalne, powiatowe i regionalne, przedsiębiorców społecznych, instytucje edukacyjne i naukowe, przedstawicieli administracji publicznej, media i reprezentantów odpowiedzialnego biznesu, nierzadko instytucji międzynarodowych. Jeszcze chyba nigdy na przestrzeni Międzynarodowych Targów Poznańskich, nie znalazło się tyle osób skupionych w jednym czasie wokół tej właśnie idei, którą jest promowanie kultury solidarności. Rozgrywaliśmy nawet mecz piłki nożnej ulicznej z udziałem Teatru Wielkiego w Poznaniu. Śpiewaliśmy Arię Barki. Spotkał

się z nami profesor Stefan Stuligrosz, któremu urządziliśmy benefis. Istna kultura solidarności! Rok później… …i w następnych edycjach Targów wiele się zmieniło. Czytam na ten temat listy tworzone na szczeblu samorządowym i rządowym i jednoznaczna świadomość staje się moim udziałem – nie jest już jak dawniej. Stoisk deklarujących jednoznaczne poparcie dla odpowiedzialnego biznesu i działań społecznych było w 2012 roku zaledwie kilka. Przekonany jestem, iż wiele organizacji i instytucji mogłoby organizować równie solidarne jak niegdyś Targi. Sprawa komplikuje się, kiedy inicjatywy takie przejmują urzędnicy. Są układy i ambicje – to naturalne. Ale nie powinno się rezygnować z wiary w słuszność istnienia źródeł, z których wyrasta dana inicjatywa – już nawet nie dlatego, że organizuje coś taka, czy inna instytucja, ale z tego względu, aby konkretnego zadania – w tym momencie już dzieła obywatelskiego, podejmowały się organizacje, które są na to gotowe i rzetelne w swoich doświadczeniu. Kiedy tak nie jest nawet największe inicjatywy umierają śmiercią, wcale nie naturalną. Zintegrowany system działań i wsparcia ekonomii społecznej, tworzenie warunków do rozwoju kultury solidarności, w której centralne miejsce zajmuje osoba ludzka i godna praca – przecież także i dla ciebie jest w niej miejsce. Dominik Górny

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

7


ekonomia solidarna

Jaka będziesz Śródko Śródka, zawdzięczająca nazwę targowi odbywającego się tu dawniej w środę, ma zaledwie dwa tysiące mieszkańców. Najpierw była to osada, która mogłaby dać początek miasta. Nie stało się tak z powodu ograniczenia terenu wylewającymi rzekami, które nie pozwoliły na rozwój przedmieść. Śródka stała się uboczem miasta. Przełom XIX i XX wieku zapoczątkował pozytywne zmiany. W okolicach rynku wzniesiono okazałe kamienice czynszowe utrzymane w eklektycznym i secesyjnym stylu.

Ś

ródka to miejsce, gdzie zaczyna się Trakt Królewsko-Cesarski. Usytuowana w pobliżu przeprawy przez Cybinę oraz na historycznym szlaku handlowym, była przystankiem kupców i pielgrzymów. Realizowane teraz – w ramach Miejskiego Programu Rewitalizacji – przedsięwzięcia przestrzenne, społeczne i kulturalne zmierzają do odrestaurowania tej magicznej, chociaż nieco zapomnianej części Poznania. Trakt Królewsko-Cesarski to propozycja turystyczna dla tych, którzy chcą zapoznać się z polską historią, tradycją i kulturą w miejscu, gdzie ma ona swoje korzenie. Zagrożona rewitalizacja… Bezrobocie na Śródce – w porównaniu z innymi dzielnicami – jest wysokie, bo wynosi 9 procent. Z pomocy społecznej korzysta około 20 procent mieszkańców. Stosunkowo dużo jest osób uzależnionych od nałogów. Ze względu na planowaną rewitalizację, właściciele kamienic podnieśli czynsz prawie o 100 procent, co grozi opuszczaniem Śródki przez rdzenną ludność oraz napływem bogatszych dzierżawców. W roku 2006 obiecywano, że Śródka stanie się atrakcją turystyczną miasta. Czy plany rewitali-

zacji przyniosły zamierzone efekty? Nad brzegami Cybiny miało być oddane do użytku w 2012 roku Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego w Poznaniu. Niestety, są opóźnienia w budowie. Tymczasem Śródka słynie tylko z zabytkowej Katedry, mostu Jordana i kina Malta. Most Jordana uznany został mostem miłości. Po walentynkowej akcji wieszania kłódek z inicjałami bądź imionami zakochanych, coraz więcej takowych decyduje się na ten gest miłości. Czar pryśnie, gdy zejdziemy z mostu na teren „starej Śródki”. Tam jest widok oderwany od romantycznych uniesień. Zniszczone kamienice, brudne ulice i faceci pijący piwo w bramie zniechęcają do spacerów. Jaką rolę mogą odegrać instytucje gospodarki społecznej w rozwiązaniu powyższych problemów? O tym dyskutowali na Zawadach (prawie sto lat temu powstało tam pierwsze w Polsce nowoczesne przytulisko dla bezdomnych!) uczestnicy konferencji „Wielkopolskie Centrum Ekonomii Solidarności – tradycja dla przyszłości. Rola Fundacji Barka w rewitalizacji społecznej obszarów historycznych Poznania – Zawady i Śródki”. Barka jest na Zawadach, Śródce… Tymi słowami rozpoczęli spotkanie Barbara i Tomasz Sadowscy. Wielkopolskie Centrum Ekonomii Społecznej (WCES) uczestniczy w formowaniu partnerstwa lokalnego na rzecz inte-

K U progu wejścia do świata „W Starej Piekarni” – kawiarni, w której poznajemy smak tradycji.

8

awiarnia „W Starej Piekarni”, Fundacja Barka oraz CIS, Przedsiębiorstwo Społeczne „Ksero – Druk” przy Stowarzyszeniu Wydawniczym Barki też są na Śródce. Tam jest też redakcja „Gazety Ulicznej” piszącej o tej dzielnicy. Sprzedają ją osoby bezrobotne zarabiające 2 złote z każdego egzemplarza gazety, który kosztuje pięć złotych. Łącznie w takich oraz innych formach uczestniczy około 30 osób (rodzin) z dzielnicy Śródka – Zawady. To też włączenie działań aktywizacji i przedsiębiorczości społecznej do rewitalizacji Śródki.


w czwartek? gracji społecznej. WCES integruje lokalnych partnerów: samorząd, organizacje pozarządowe i firmy biznesowe. WCES animuje powoływanie instytucji ekonomii społecznej takich jak kluby i centra integracji społecznej, zakłady aktywności zawodowej, spółdzielnie socjalne, przedsiębiorstwa społeczne funkcjonujące przy stowarzyszeniach i fundacjach, spółki z.o.o non-profit. Zadaniem WCES jest też animowanie nowych stowarzyszeń w miejscowościach, gdzie inicjatywy obywatelskie nie są jeszcze podejmowane. Kto może korzystać z działalności WCES? – Osoby fizyczne, które chcą utworzyć stowarzyszenie bądź spółdzielnię socjalną. Mogą to czynić organizacje pozarządowe, zmierzające do uruchomienia działalności ekonomicznej, pożytku publicznego lub gospodarczej jako tzw. przedsiębiorstwo społeczne.

W stronę Bazyliki Archikatedralnej i Mostu Jordana – fragment zabytkowej zabudowy poznańskiej Śródki.

Partnerzy partnerstwa CIS animuje budowanie partnerstwa, tworzenie podmiotów ekonomii społecznej. Jego partnerami są Rada Osiedla Ostrów Tumski – Śródka – Zawady, SIC – Stowarzyszenie animujące działania na Śródce, parafia Archikatedralna świętych Piotra i Pawła, parafia świętej Małgorzaty. Przykłady Przedsiębiorstw Społecznych w dzielnicy Śródka – Zawady to Centrum Integracji Społecznej na ulicy świętego Wincentego, edukacja zawodowa i ogólna dla bezrobotnych, znajdujących się w trudnościach życiowych, warsztaty zawodowe: krawiecki, stolarski, gastronomiczny, ogólnobudowlany, porządkowy, ogrodniczy, komputerowy. CIS mają aspekty przedsiębiorcze. Są to staże i praktyki np. w kawiarni „W Starej Piekarni”, w przedsiębiorstwach społecznych oraz firmach biznesowych, zlecenia zewnętrze jak np. usługi stolarskie i budowlane, sprzedaż wyrobów z warsztatu krawieckiego, zlecenia Zarządu Komunalnego Zasobów Lokalowych dla warsztatu gospodarczego (zaangażowane są osoby zadłużone), sprzedaż produktów ekologicznych z gospodarstwa ekologicznego z Chudobczyc. Tekst i zdjęcia Andrzej Górczyński

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

9


wywiad

Prawdą muzyki twórcza szczerość Z Krzysztofem Pendereckim, wybitnym dyrygentem, kompozytorem, twórcą międzynarodowej kultury, rozmawia Dominik Górny Dla wielu melomanów kojarzy się Pan z muzyką iście awangardową. Wsłuchując się jednak szczerzej w Pana dzieła, można przecież odnaleźć nawiązania do tradycji. Dobrze Pan to zauważył i nie dzieje się to przypadkowo. Jak zatem połączyć tradycję z tym, co kojarzymy z novum w muzyce? Trzeba poszukiwać nieustannie nowych rozwiązań, dźwięków, brzmień odkrywanych w rozmaitych formach instrumentalnych i głosowych. Każde ważne takie odkrycie odczuwam jako świadomość czystego dźwięku, który wytwarza we mnie przekonanie jakbym nigdy wcześniej podobnego nie słyszał. Trzeba

Inauguracja Roku Krzysztofa Pendereckiego w Filharmonii im. Tadeusza Szeligowskiego w Poznaniu – 105. Koncert Targowy, 23.11.2012 rok.

10

mieć świadomość tego, że nie jest się jedynym kompozytorem, a od tego podejścia już bardzo blisko do zrozumienia, że tradycja wcale nie musi przeszkadzać w odkrywaniu muzycznych innowacji – może wręcz pomagać. Kiedy jako młody kompozytor burzyłem pewne muzyczne prawdy, zawsze robiłem to przy pełnej świadomości takich dźwięków i rozwiązań muzycznych, przeciwko którym wówczas występowałem. A zatem był Pan tego świadomy podczas tworzenia pamiętnej „Polymorphii”. To dobry przykład. Posłużyłem się wtedy elektroencefalogramem słuchacza, nagrywając chociażby utwór „Tren pamięci ofiar Hiroszimy”. Jak już kiedyś przyznałem – reakcja odbiorcy na efekt powstania mojej kompozycji stała się sercem dla stworzenia nowego utworu. Klasyczną ma naturę Pana dusza. Teraz na pewno w pewnym sensie tak. Lata 50-te czy 60-te są już za mną. Nie chcę już udowadniać sobie bądź światu możliwości odkrywania nowych brzmień. Ważniejsza od ich samych jest świadomość, skąd się one wywodzą. Dlatego też w pewnym okresie swojego życia zacząłem bardziej ufać brzmieniu orkiestry symfonicznej niż elektronicznej. Twórczy spokój, który jest rytmem Pana serca przywołuje na myśl nasze spotkanie w Ogrodach Lusławickich, w których dzięki Panu zaistniało blisko 1500 gatunków roślin. Wiem też, że stworzył Pan tutaj wiele partytur.


Dyrygować nastrojami człowieka – Krzysztof Penderecki.

autor zdjęcia (x2): Antoni Hoffmann

pomiędzy koncertami – w hotelu i rozmaitych środkach lokomocji.

Tak, obcowanie z przyrodą bardzo korzystnie na mnie wpływa. Gdy przychodzi wiosna odczuwam wręcz wewnętrzną naturalną potrzebę do tego, aby iść na spacer i sadzić nowe rośliny. Przyznam, że często podczas moich podróży, poznaję zupełnie nowe gatunki roślin. Najbardziej fascynujące jest dla mnie obserwowanie naturalnie zmieniających się nastrojów przyrody w każdej porze roku. Z drugiej strony, czas który mógłbym przeznaczyć może na komponowanie, poświęcam na spacery. Wspomniał Pan o fascynacji, która staje się udziałem podczas obserwowania zmieniających się pór roku – to Pana oblicze bardziej liryczne niż większość emocji Pana kompozycji. Skoro Pan to zauważył – wiele moich kompozycji powstaje ze spotkania z poezją, która opowiada o delikatnej stronie i kruchej naturze człowieka. Tak jest na przykład z poezją chińską… …i z wierszami Siergieja Jesienina. Dokładnie tak, bo miłuje jego twórczość naturę jak moje „Pieśni przemijania”, które poświęciłem drzewom. Powróćmy jednak do muzyki. Proszę ujawnić czas i miejsce pierwszej nuty, z której rodzi się Pana nowa kompozycja. Pracuję twórczo coraz częściej wręcz w izolacji od ludzi, a przynajmniej jest to moim pragnieniem – zupełnie inaczej jak dawniej, gdzie lubiłem bywać w Krakowie na przykład w „Jamie Michalika”. Komponuję

Czyni Pan to codziennie, czy na przykład w swoich ulubionych porach dnia bądź roku? Codziennie. W pracy twórczej liczy się bowiem systematyczność. Przez tyle lat wyrobił się we mnie pewien nawyk. Nie muszę już myśleć z takim napięciem jak kiedyś o sprawach czysto technicznych. Skupiam się bardziej na tym, aby muzyka, którą tworzę była możliwie najbardziej autonomiczna. Wyznaczając nowe ścieżki dla rozwoju muzyki, nie może Pan pozostawać obojętnym wobec dokonań innych kompozytorów czy kultur oddziałujących na tych artystów. Która z nich podarowuje Panu największą wiarę na godną przyszłość muzyki? Trudno mi cokolwiek oceniać. Mogę tylko powiedzieć o wyraźnych zmianach w tych kulturach, które – w mojej opinii – są istotne. I tak na przykład, pod koniec XX wieku muzyka wykształciła konkretny styl – nawiązań do dokonań wcześniejszych, wręcz naśladowania dawnych stylów obecnych w poszczególnych epokach. Dla mnie przyszłość leży właśnie w formie raczej zamkniętej. Wzorem są dla mnie tradycje obecne we Włoszech, Niemczech, czy na Dalekim Wschodzie. Czy artysta, który nawiązywał w swojej twórczości do tylu gatunków muzycznych, co Pan, może być spełniony? Wszystkie formy, które mnie interesowały,już napisałem: „Pasję”, „Jutrznię”, „Magnificat”, „Te Deum”, „Dies irae”, „Requiem”, fragment mszy („Credo”). Jeśli spojrzeć przez ten pryzmat, jestem spełniony. Jak nazwałby Pan swoją muzyczną prawdę? Trzeba być sobie wiernym i nie tworzyć czegokolwiek tylko ze względu na modę, ale na przykład na własne pobudki. Tak chociażby było w moim przypadku z dyrygowaniem, którym zająłem się z ciekawości, a nie jedynie z pragnienia zadziwienia słuchaczy moich utworów. Prawdą mojej muzyki jest twórcza szczerość. Publikacja wywiadu wpisuje się w obchody Roku Krzysztofa Pendereckiego oraz 79. rocznicę urodzin Mistrza.

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

11


Sarmackie smaki

Przepis na t

Kim byli Sarmaci, czym Sarmatia? Czy – jak śpiewał Jacek Kaczmarski i wierzyli nasi przodkowie – była to terra felix? Mityczna kraina szczęśliwości? Czy Sarmaci istotnie byli, jak utrzymywano, naszymi protoplastami, którzy przekazali nam nasze najwznioślejsze cnoty? Czym w końcu jest Sarmatia dla nas, żyjących w XXI wieku Polaków?

S

pór o pochodzenie Sarmatów wydaje się z naszego punktu widzenia nie być aż tak istotny. Ważniejsze jest to, czym byli oni dla obywateli dawnej Rzeczpospolitej. Otóż: byli mitem, ideą, źródłem tradycji i najwznioślejszych wartości. Podobnie jak republika Rzymska, tak i Rzeczpospolita posiadała swój mit, swą ideę – Sarmatię. Nie można jednak zawężać tej idei jedynie do ustroju. Była ona tak bliska dawnym obywatelom Rzeczpospolitej, że przenikała całe ich życie – społeczne i prywatne.

torów niniejszego tekstu – Jerzy Poznański, który zaprzyjaźnił się – i nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady – z jednym z wybitnych kuchmistrzów dawnej Rzeczpospolitej – Stanisławem Czernieckim. To właśnie Czerniecki – Sarmata, rycerz, znakomity znawca kuchni, jest autorem „Compendium ferculorum” albo „Zebrania potraw” – najstarszej drukowanej polskiej książki kucharskiej. Sprowadzenie jednak dzieła Czernieckiego – nadwornego kuchmistrza książąt Lubomirskich z Nowego Wiśnicza – do znanych dziś zbiorów przepisów byłoby błędem – „Compendium” jest bowiem wybitnym pomnikiem epoki. Świadectwem tego, że polska kuchnia (zupełnie odwrotnie niż dziś) promieniowała na całą Europę, która bez wahania z niej czerpała. Trio historyczno-kuchmistrzowskie

„Zebranie potraw” Przykładem na to, jak wiele wspólnego z historią może mieć kucharz, jest jeden z au-

12

Współpraca historyka Jarosława Dumanowskiego z Torunia z dwoma kuchmistrzami: Andrzejem Pawlasem i Jerzym Poznańskim, pod mecenatem Muzeum Pałac w Wilanowie – przyniosła doskonały efekt. „Compendium” zasługiwało na to, by traktować je jako coś więcej niż zwykłe źródło historyczne. Byłoby wielkim zaniedbaniem nie skorzystać z zaproszenia do poznawania świata sarmackich smaków, jaki otwiera przed nami Stanisław Czerniecki. O tym, jak bardzo inspirujące to dzieło, świadczy fakt, że na jego kanwie Muzeum Pałac w Wilanowie wydało także „Sekrety kuchmistrzowskie” Stanisława Czernieckiego. Przepisy z najstarszej polskiej książki kucharskiej z 1682 roku – autorstwa wymienionego już wcześniej tria historyczno-kuchmistrzowskiego. Cykl artykułów „Sarmackie Smaki” ma nie tylko przybliżyć Państwu świat kuchni naszych przodków, pełnej zaskakujących smaków i wonnych przypraw. Kuchni, której


radycję Spotkanie w idei Sarmacji spełnione (od lewej: dr hab. Jarosław Dumanowski, Jerzy Poznański, Andrzej Pawlas).

G ania pierwszego wyd Strona tytułowa rculorum” „Compendium fe rok. rnieckiego, 1682 Stanisława Cze

znaczna ilość dni, w których poszczono, nie tylko nie zubożyła lecz wręcz wzbogaciła. Stąd między innymi bierze się szczególne znaczenie potraw świątecznych – wielkanocnych i bożonarodzeniowych. Wiele smaków, które wzięły początek z symboliki czy fantazji XVII-wiecznych kuchmistrzów, przetrwało do dziś, czego często nie uświadamiamy sobie, zajadając się charakterystycznymi, choćby dla Wieczerzy Wigilijnej, daniami. Należy pamiętać, iż kuchnia i sarmacka kultura smaku, była tak ściśle związana z życiem ówczesnych ludzi, że stanowi jeden z kluczy do odpowiedzi na pytanie o – nie tylko kulinarną – tożsamość. Taką właśnie perspektywę pragniemy Państwu zaproponować. autorzy: Tomasz Drażniowski, Jerzy Poznański, Waldemar Rataj

otowanie może być sztuką, kucharz może być artystą, tak jak był nim Stanisław Czerniecki na dworze Lubomirskich w Wiśniczu. Zbiór jego przepisów wydany w 1682 roku pod tytułem „Compendium ferculorum” uważany jest za pierwszą polską książkę kucharską. To zaskakujące dzieło traktuje nie tylko o procedurach, w wyniku których powstanie jadalna potrawa. To książka o tym, jak pobudzać smak i wyobraźnię, jak zaskakiwać biesiadników, czarować ich wyglądem i sposobem wydania potraw. „Compendium ferculorum” Stanisława Czernieckiego w opracowaniu prof. dr. hab. Jarosława Dumanowskiego i Magdaleny Spychaj otwiera serię, którą poświęcamy kulturze stołu w epoce nowożytnej. Towarzyszyć jej będą współcześnie skomponowane, autorskie książki kucharskie, przekształcające staropolskie zalecenia w przepisy kulinarne dla potrzeb dzisiejszych smakoszy i uczestników planowanych przez nas, muzealnych programów edukacyjnych. Król Jan III Sobieski, wojownik i mecenas sztuki, był wielkim smakoszem. Cieszymy się zatem, że to właśnie w Wilanowie, umiłowanej siedzibie króla, wydajemy siedemnastowieczną książkę kucharską w naukowym opracowaniu i w pięknej formie. Czytelniku – przeczytaj ją ze smakiem (materiały udostępnione przez: Muzeum Pałac w Wilanowie).

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

13


Przeczytane na Ulicy

INSPirując świat „Gazeta Uliczna – kwartalnik gospodarki solidarnej” jest członkiem Międzynarodowej Sieci Gazet Ulicznych INSP. Sieć obsługuje ponad 120 gazet ulicznych w 40 krajach na sześciu kontynentach. Ponad 200 tysięcy osób bezdomnych zmieniło swoje życie, sprzedając gazety uliczne. Zawartość tych stron jest przedrukowana przy współpracy z zaprzyjaźnionymi gazetami ulicznymi z całego świata. Szczegółowe informacje są dostępne na stronie: www.street-papers.org. SZWAJCARIA: Okoliczni mieszk ańcy ruszają na pomoc uchodźcom . W szwajcarskim kantonie Gryzonia, uch odźcy odsyłani są do „Flüeli” znajdują cej się w oddalonej od reszty świata górs kiej wiosce Valzeina. Władze mają nadzieję , że surowy i monotonny reżim tego mie jsca, zniechęci ich do powrotu do ojczyzny .Jeden z uchodźców powiedział, że czuł się tam jak „kawałek mięsa, a nie czło wiek”. Uchodźcy cierpią z powodu depresj i i samobójczych myśli. Dodał przyznaj ą, że woleliby raczej spędzić resztę swo ich dni w więzieniu, ale na większość z nich , żyje tam w odosobnieniu już od kilku lat. Prze-

Foto: Luca Christen.

i The Big Issue.

14

Foto: dzięki uprzejmośc

rażeni ich beznadziejną sytuacją mie szkańcy okolicznej wioski, zdecydowali się pomóc uchodźcom. Zapraszają ich na cotygod niowe spotkania przy porannej kawie w miejscowej szkole, żeby dać im moż liwość spędzania czasu w towarzystw ie. Co więcej, mieszkańcy starają się nawet o zmiany w prawie, aby zrobić dla uch odźców umowy użyczenia do przebywania ich w domach okolicznych mieszkańcó w. W naszej wiosce dzieje się coś tak okropnego, że nie sposób po prostu było odwrócić wzrok – powiedział jeden z mieszkańców wioski. (Niespodzianka)

zdomny włóczęga STANY ZJEDNOCZONE: Be gwiazdą Hollywood. ił w charakterze statysty Bezdomny włóczęga, który wystąp dukcjach (m.in. „Wyspie w licznych hollywoodzkich pro gwiazda własnego filmu. tajemnic” Scorsesse), jest teraz amowitą drogę od „ulicy” Dokument przedstawia jego nies rtz – znany głównie jako do lepszego świata. Craig Schwa io, które ma w zwyczaju „Radioman”, ze względu na rad zątkowo zjawiał się na nosić zawieszone na szyi – poc na darmowe posiłki. Wyplanach filmowych, ze względu ponad stu filmach i zagrał stąpił w charakterze statysty w mie TV hit 30 Rock. Ekipy nawet niewielką rolę w progra m rodziny i jest dobrze filmowe są dla niego substytute – Kiedy jesteś z Radio na znany wśród hollywoodzkich elit. w tym biznesie – żartuje ty, wiesz, że udało ci się przebić Tom Hanks. na planach filmowych Jednak Radioman nie zjawia się usunięcie go z jednego dla pieniędzy. Podkreśla, że był przymusowy pobyt z planów, którego konsekwencją rych, zmieniło całe jego w Domu Opieki dla umysłowo Cho się pokonać jego wielożycie. Podczas pobytu udało mu . Alkoholu nie tknął od 16 letnie uzależnienie od alkoholu enił moje życie – zwielat i nie wrócił na ulice. – Film zmi rza Się Craig. (Big Issue UK)


Foto: REUTERS / STRING

ER Meksyk.

MEKSYK: Koszulki z Pablo Escobarem są hitem w meksykański ch stanach dotkniętych wojną narkotykową.

Prawie dwadzieścia lat po śmierc i kolumbijskiego narkotykowego bossa – Pablo Escobara Barona, jego najstars zy syn podbija nowe rynki w Meksyku, dzięki linii ubrań z wizerunkiem ojca. Markow e koszulki Sebastiana Marroquina świ etnie się sprzedają w meksykańskich stanach, które są na samym froncie toc zącej się w kraju wojny narkotykowej. W ciągu ostatnich sześciu lat z powodu nar kotykowego konfliktu w Meksyku zgin ęło 60 tysięcy osób. Mimo to Marroquin przekonuje – nie staramy się uspraw iedliwić handlu narkotykami ani uatrakc yjniać go tak, jak to robią w mediach.

Analitycy ostrzegają, że coraz bardziej popularna linia ubrań „Escobar Henao” wzmacnia i tak szeroko rozpow szechnioną już wśród meksykańskiej mło dzieży, fascynację symbolami kultury nark otykowej takimi jak liście marihuany czy AK47. Na koszulkach widnieją wizeru nki bossa narkotykowego z Medellin, któr y zalał Rynek światowy kokainą zanim został zastrzelony w 1993 roku. Ich cen a wynosi od 65 do 95 dolarów, co stanowi pokaźną sumę w całym kraju, gdz ie ponad połowa obywateli żyje w ubó stwie. (Reuters)

mieszkańców Sri Lanki, mieszka w slumsach zmagają się obecnie z ekstremalnymi wai jest całkowicie pozbawiona środków służących runkami pogodowymi, w pełni może temu do radzenia sobie z żywiołem. zaprzeczyć. Rolnicy walczą z naprzemienEksperci do spraw zrównoważonego roznymi falami suszy i powodzi. woju podkreślają konieczność zwiększenia Nieoczekiwanie wysokie opady deszczu nakładów na poprawę warunków w ramach w zeszłym roku zmusiły władze do otwarcia programu społecznego łagodzenia skutków śluz zbiorników retencyjnych i w konsekwenFoto: Amantha Perera / IPS. ocieplenia klimatycznego. Brak dostępu do cji do zalania hektarów pól uprawnych. Dla SRI LANKA: Ekstremalne warunki powystarczającej ilości pożywienia, wody kontrastu rolnicy uprawiający ryż i zmagają się godowe dotkną najbiedniejszych. ii uderzy najsilniej w najbiedniejszych, trwałymi okresami suszy. Nagle powo- i energ Natura traktuje wszystkich równo – jak mówi z długo nie wprowadzimy zmian – podkreślapozbawiły dachu nad głową setki najbied- jeśli stare angielskie powiedzenie. Jednak spo- dzie ych. Około 12 procent spośród 3 milionów ją. (IPS) łeczność Sri Lanki, gdzie najbiedniejsi niejsz

Foto: dzięki uprzejmości iSchool.

ZAMBIA: Czy Wirtualna Szkoła podniesie poziom nauczania w państwie? Wykorzystanie nowej technologii ma zrewolucjonizować sposób nauczania na obszarach wiejskich w Zambii, gdzie szacunkowo jedynie 17 procent uczniów kończy szkołę z wynikami

i poziomem wiedzy pozwalającymi na kontynuowanie nauki na poziomie uniwersyteckim. Wirtualna Szkoła, która jest dziełem biznesmena Marka Bennetta, stała się innowacyjnym programem służącym kształceniu na odległość i zaprojektowanym w celu podniesienia poziomu nauczania w zazwyczaj słabo wyposażonych i cierpiących na braki kadrowe szkołach państwowych. Z programu korzysta obecnie około 2 tysięcy uczniów z 14 szkół i skupia się na rozwijaniu zdolności krytycznego i analitycznego myślenia. Dostępny jest ten program zarówno w wersji angielskiej „Read this article” jak również

ze do zrewidowadowy, aby nakłonić wład dotyczących nierenia ustaleń prawnych Strajkujący domagularnych imigrantów. ormacji, które go gają się prawa do inf nich niezrozumiały, obecny kształt jest dla ntaktowania się ze w tym: prawa do ko , prawa do uzyskaświatem zewnętrznym edukacji dla dzieci nia opieki zdrowotnej, cjalnych. Wzywai poprawy warunków so nia przemocy. ją również do zakończe icki / IPS. ty Ministerstwo Foto: Robert Stefan tes pro powiedzi na od W iym skr dy iw ec prz ziało szczePOLSKA: Strajk głodowy Wewnętrznych zapowied raw Sp e. tkich ośrodkach nacji imigrantów w Polsc łowe kontrole we wszys gó dź ho uc dla w kó rod się odbywać 73 osoby z czterech oś enie Polski, które będą ter na gło ajk str ku rni zie ców rozpoczęły w paźd

w większości języków lokalnych. Zawiera również gotowe plany lekcji dla nauczycieli, którzy pragną uzupełnić edukację o interaktywne gry i zabawy dla dzieci. Wszystko do zawiera się w małym notebooku połączonym za pomocą Internetu, z przenośnym serwerem. Twórca Wirtualnej Szkoły podkreśla – program zaczął już przynosić pozytywne rezultaty. W szkołach, w których obecnie wykorzystujemy Wirtualną Szkołę zauważono spadek nieobecności zarówno wśród dzieci i nauczycieli. Przychodzą do szkoły nawet pomimo choroby, ponieważ nie chcą tracić lekcji – oświadcza. (INSP) ską Fundacją Praw przy współpracy z Helsiń niem Interwencji Człowieka i Stowarzysze i osoby, które podejPrawnej. W przeszłośc izolowano i karano, mowały się protestu, a nie była świadoczego opinia publiczn ma. i znajduje się sześć Obecnie na terenie Polsk ych imigrantów, ośrodków dla nielegaln łącznie 380 osób. w których przebywa ebywający w nich Obozy są zamknięte. Prz yznanie im statusu imigranci czekają na prz estępstwem, jakie uchodźcy. Jedyny prz zenie granic Europy popełnili było przekroc mentów. (IPS) bez odpowiednich doku

15


felieton

m o n r a i a h l n i F Q Q

Opowiada nam Moniuszko „Uwerturę fantastyczną Bajka”, Chopin „Koncertem fortepianowym nr 1 op. 11 e-moll” słowiańskość przenika, Beethoven rozognia nastroje „Symfonii nr 5 op. 67 c-moll” – dźwięki tak realne, że można poczuć obecność tych kompozytorów. Jest rok 1947, 10 listopada, orkiestra gra pod kierownictwem Stanisława Wisłockiego, w pierwszym rzędzie wzruszenia profesor Tadeusz Szeligowski, dyrektor Filharmonii Poznańskiej – koncert inaugurujący jej działalność.

M

amy rok 2012, 9 listopada, Koncert 65-lecia Filharmonii Poznańskiej imienia owego pana z pierwszego rzędu. Krajobraz dźwięków rozjaśnia promieniem batuty Marek Pijarowski, duszę fortepianu odgaduje Nikolai Demidenko. Moniuszko, Chopin i Beethoven spotykają się po latach, tak samo serdeczni, choć nieco inni. Wsłuchuję się w harmonię ich kompozycji i wiem – atmosfera nut jest odbiciem czasów w jakich tworzyła ta trójka artystów, tak jak koncert w Auli Uniwersyteckiej. I znów brawa melomanów, gości jubileuszu, pragnienie bisów, a później wyjście na ulice Poznania – w miejscu śpiewu waltorni słyszę tramwajów dzwonki, zamiast gongu zapraszającego do zajmowania wolnych miejsc przed występem – klaksony samochodów głośniejsze od sonat i etiud. Beethoven zdejmuje buty, a Chopin melonik. Chapeau bas (kapelusze z głów) dla współczesności? Czy można żyć bez Filharmonii? Coraz częściej spotykam się z taką wątpliwością, nawet podczas rozmów z członkami Klubu Przyjaciół Filharmonii Poznańskiej, do którego mam estymę należeć. Kultura muzyczna w kontekście sytuacji artystycznej i ekonomicznej filharmonii w Polsce ujawnia w sobie coś z niedokończonej partytury kompozycji, która nie może zadziwić pełnią maestrii. Twierdzi tak spore grono muzyków, melomanów, dyrektorów tych insty-

tucji. Wpisując odważną nutę w ton tej dyskusji, przyznaję, że jeśli tak jest, to nie jest to „zasługa” osób na co dzień podarowujących swoje życie filharmoniom – zakulisowo jak i na scenie. To bardziej kwestia polityki władz danego miasta, regionu, państwa, które niedoceniają zazwyczaj twórczego wysiłku artystów. A jeśli przyznają artystom ordery, to w dniu jubileuszu, jakby całe ich życie było świętem, choć tak nie jest. Politycy mogą się obyć na co dzień bez filharmonii. To nie zarzut, tylko rzeczywistość. A sami muzycy? O ile artyści są wstanie nasycić swoją publiczność muzyką jak chlebem, to oni sami już z niej raczej nie wyżyją. Chyba każdy z nich musi swój artyzm (jakby miał go zbyt mało) uzupełniać angażowaniem się w inne niż tylko sceniczne występy zajęcia (nie dla przyjemności, ale ze względów racjonalnych): udzielanie korepetycji, dawanie wykładów itp. Biegniemy później na próbę z rozstrojonym nie tylko instrumentem, ale i nastrojem – jak wyznał mi niegdyś jeden z poznańskich oboistów i skrzypków. Artysta staje się fabryką produkującą jak największą ilość artyzmu nie tylko dla przeżyć, ale dla przeżycia (z dnia na dzień) – emocje jak z „Fantazji symfonicznej Burza” Czajkowskiego. A jednak. Artysta zatem często musi żyć bez Filharmonii. Ostoją filharmonii staje się współudział w tworzeniu festiwali i konkursów, które są „pierwszym smyczkiem” pobudzania struny zainteresowania

Poznańska Filharmonia nie należy tylko do Poznaniaków. Dała się poznać jako instytucja muzyki wpisującej się w partyturę życia kultury całej Europy. Jej historia niczym nuta, której echo w każdym z nas pozwala się odgadnąć jako ważne współcześnie. 16


ie tylko w piątek Q

e

muzyką klasyczną szerszego kręgu odbiorców, by wymienić Międzynarodowe: Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego, Konkurs Wiolonczelowy im. Witolda Lutosławskiego, Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Rodzi się kolejne pytanie – czy muzyka klasyczna (notabene kiedyś postrzegana za rozrywkową) potrzebuje masowego odbioru? Otóż, niezupełnie – jej siłą jest to, iż trafia do wybranych odbiorców (którzy nie są wcale nieliczni); elitarność określana jest mianem szacunku do tradycji kultury muzycznej. Na czym polega fenomen Filharmonii Poznańskiej? Świętowanie jubileuszu 65-lecia istnienia Filharmonii, jest przede wszystkim pokłonem w stronę jej historii; świadczy o wierności drodze muzycznej obranej przez jej artystów, dyrektorów, pracowników odpowiedzialnych za konkretne nuty w symfonii jej tradycji; pokazuje, że takie instytucje jak filharmonia są potrzebne, na przekór chaosowi czasów teraźniejszych – są bowiem ostoją takich wartości, o których nie powinniśmy zapominać. Dla stałych melomanów, to nie tylko gratulacje na okoliczność sprowadzania „wielkich” nazwisk, ale budowanie środowiska i powiększanie go o nowe, młode osoby, choćby członków Pro Sinfoniki, które szczerze komponują przyszłość filharmonii (szczególnie za dyrekcji Wojciecha Nentwiga, obecnego dyrektora Filharmonii, cele te są z dużym powodzeniem realizowane). 65 lat istnienia Filharmonii to pokazanie, iż o istnieniu kultury muzycznej nie decydują jedynie media, promujące często pseudoartystów, ale człowiek, który jest wstanie w piątkowy bądź w przypadku Koncertów Poznańskich – sobotni wieczór, przyjść na koncert z pragnienia wyboru tego, co zakorzenione jest we wrażliwości kultury muzycznej Europy. Prawdą o Filharmonii jest to, iż zdarzeniami tworzonymi na gruncie lokalnym potrafi wybrzmiewać na całą Europę.

Tadeusz Szeligowski – jego artyzm nadał imię Filharmonii Poznańskiej (grafika: archiwum FP). Fenomen Filharmonii to również moc wzruszeń, wspomnień i dedykacje (mam takich wiele, ale jedną darzę wyjątkową sympatią – było to zakończenie jednego z pierwszych sezonów artystycznych, podczas których regularnie, co tydzień, uczestniczyłem w koncertach. Ówczesny dyrygent naszej orkiestry, Jose Mario Florencio Junior, podarował mi wtedy album płytowy Poznańskich Filharmoników – z nagraniami Wieniawskiego i Brahmsa, z udziałem klarnecisty Jean-Marca Fessarda. Uczynił na niej wpis, który brzmiał mniej więcej tak – wiernemu melomanowi, na pamiątkę naszych spotkań przez ostatnie 6 lat w naszej Filharmonii…). Nie o samą dedykację chodzi, ale o gest dyrygenta, uczyniony w stosunku do – jak myślałem anonimowego bywalca Domu Muzyki – który wyraziście oddaje otwarty i międzypokoleniowy klimat wydarzeń filharmonicznych. W tym miejscu mógłby wkomponować się dźwięk istotnych zdarzeń z dziejów Filharmonii. Zamiast tego, zapraszam do udania się na koncert – nie tylko dlatego, że zbliża się kolejny piątek. Mamy bowiem obowiązek na co dzień tworzyć muzyczną kulturę, być jak nuty, które jedynie razem zdolne są zrodzić piękno godne symfonii, koncertu fortepianowego bądź wspomnianej już „Uwertury fantastycznej” Moniuszki – ale to już inna Bajka. Jednym słowem – Tadeusz Szeligowski byłby z historii swojej – naszej Filharmonii dumny. Dominik Górny

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

17


tożsamość Wielkopolski

Kultura pamięci Wraz z problemami społecznymi wynikającymi z sytuacji ekonomicznej, współczesność zmaga się z zagadnieniami pamięci. Są to pytania o rodzinną przeszłość i zbiorową tożsamość. To potrzeba rozumienia obecności historii w teraźniejszości.

K

ultura, która dla Polski stanowi jedną z podstaw tożsamości narodowej, tworzona była z reguły w sposób organiczny – poprzez innowacyjne i społeczne działania. Wpisany w nią międzyludzki wymiar solidarności był następnie przenoszony na współdziałanie w kwestiach ekonomicznych, przedsiębiorczych oraz czysto praktycznych: technicznych i organizacyjnych. Szczególnym podkreśleniem społecznego formowania narodu i źródłem jego tożsamości są czasy minione. Sposób mówienia o nich wpisuje się więc w kulturę pamięci.

w czasie zaborów, która zrodziła etos pracy organicznej, chęć patriotycznego wychowania (zwłaszcza pośród wielkopolskich ziemian) oraz naczelną zasadę współpracy. Formowanie tożsamości, metoda Kolegium Wigierskiego

Taką tożsamość Wielkopolski wpisać można w szerszy kontekst. Metoda wypracowana przez Kolegium Wigierskie łączy te doświadczenia z innymi elementami narodowej przeszłości. Wywodząc się bezpośrednio z przesłania Ratusz w Poznaniu, w tle wizerunek Cyryla Ratajskiego, wielkopolskiego papieża Jana Pawła II, bęWielkopolska – centrum dąc związaną z jego histoorganicznika. kultury pamięci riozoficzną refleksją (zaDuch „solidarności” uwidacznia się szczewartą w książce „Pamięć i tożsamość”) metogólnie mocno w przeszłości Wielkopolski. Poda ta jest świadomym głosem obywateli dyznań, jako kolebka państwowości i chrześcistansujących się wobec koncepcji „polityki jaństwa w Polsce, to jedno z kluczowych historycznej”. Jej przewodnią zasadą jest bomiejsc na narodowej mapie pamięci. Stąd wiem budowanie kultury pamięci na zasawywodzić można współczesną samorząddach oddolnych, przez zgłębianie przeszłoność, której republikańska przeszłość symści danych miejsc, świadectw osób i całych bolizowana jest przez miejski Ratusz. System zbiorowości. To one mogą kształtować nasze polityczny stworzony w czasach nowożytnych obecne postawy. wraz z innymi ośrodkami (jak Kraków, czy WiOdnowione genius loci daje szersze zrozulanów) to historyczna podstawa myślenia mienie współczesności. Pozwala czerpać z hio solidarności – zasadzie organizacji społestorycznych wzorców oraz wypełniać znaczeczeństwa, gdzie podkreślana jest wolność, niem pojęcie „tożsamości”, czyli tego, co jest podmiotowość i w szczególności dobro nam wspólne – tożsame z tymi, którzy są wokół wspólne, Rzecz-Pospolita. Wynikiem tego donas oraz z tymi, którzy nas poprzedzali. świadczenia była także postawa obywatelska Michał Kępski

Artykuł ten opisuje program „Kultura pamięci – tożsamość Wielkopolski”, który tworzony jest pod kierunkiem Kolegium Wigierskiego przy współpracy ze Stowarzyszeniem Wydawniczym Barki oraz Wielkopolskim Urzędem Marszałkowskim. 18


recenzja

Zdjęcia jak nuty Robienie zdjęć przypomina komponowanie utworu muzycznego. Niesie w sobie rozmaite barwy ekspresji w jakich fotograf wciela się w rolę dyrygenta, który batutą wyobraźni maluje z dźwięków pejzaż. Udowadnia to album „65 Gwiazd na 65-lecie Filharmonii Poznańskiej – od Piotra Anderszewskiego do Krystiana Zimermanna”.

S

łowo „filharmonia” oznacza „miłość do zgodności dźwięków”. Wsłuchując się w nastroje zdjęć można poczuć, że w stosunku do obecnych na nich artystów oraz podziwiających ich na żywo melomanów, jest to miłość odwzajemniona. Jak usłyszeć emocje fotografii?

Zdjęcia umieszczone w albumie są czarnobiałe, co wywołuje nastrój refleksji i spokoju. Są jednak niezwykle dynamiczne i naturalne w utrwalanych na nich kształtach, gestach, nastrojach – jakby nie były robione podczas koncertu, ale spontanicznie, przy spotkaniu artysty np. na próbie generalnej. I być może w kilku przypadkach tak jest, ale „dźwięk każdej chwili” utrwalonej na zdjęciu ma w sobie emocje, których możemy doświadczyć podczas koncertu. W lewym dolnym rogu każdego zdjęcia widnieje data debiutu konkretnego artysty na scenie Filharmonii, co pozwala przywołać w pamięci bądź przy okazji powrotu do innych wydawnictw Filharmonii (również tych dyskograficznych), właściwy moment w jej dziejach. Spotykamy więc takie postaci jak m.in.: pianistka i kompozytorka Grażyna Bacewicz, pianista Wladimir Aszkenazy, skrzypaczka Ida Haendel, śpiewaczka Sumi Jo, dyrygent Zygmunt Latoszewski, puzonista Christian Lindberg, gitarzysta Narciso Yepes… I choć nie sposób pomieścić na tych zdjęciach wszystkich ważnych artystów, to na pewno są pośród nich tacy, którzy wychodzą poza zwyczajne ramy krajobrazu instrumentalistów, śpiewaków i dyrygentów, bez których Filharmonia nie brałaby udziału w tworzeniu czy prezentacji prapremierowych dzieł świata muzyki. Fotografie spełniają rolę godnych zaufania pośredników między pragnieniami wyobraźni

a spełnieniem w rzeczywistości zmysłó zmysłów muzyów muzy ki. Rodzą w ich odbiorcy chęć bliższego zapoznania się ze zdarzeniem, któremu artysta podarował swoje serce. Prawdziwe są w uczuciach te zdjęcia, które dyskretnie przemawiają do wrażliwości „czytelnika”. Każde z nich jest jak nowy rozdział w książce opisującej dzieje Filharmonii. Są jak muzyka – pozwalają się usłyszeć jak oddech muzyki dla Artura Rubisteina. I chyba coś w tym jest, że album, za wyjątkiem „nuty wstępnej” Wojciecha Nentwiga, dyrektora Filharmonii, nie zawiera jakichkolwiek opisów – jakby chciały te zdjęcia wyznać – muzyka jest chwilą, w której trzeba docenić pragnienie trwania w tym, co piękne w człowieku, przy szacunku dla hierarchii: Stwórca, twórca i odtwórca – co mi niegdyś opowiedział jeden z bohaterów tego wydawnictwa – ś. p. profesor Stefan Stuligrosz. Dominik Górny

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

19


nasza twórczość

Ilustracje, których autorem jest Andrea Safarikova, są dedykowane zamieszczonej obok opowieści „Pozory mylą”, napisanej specjalnie dla “Gazet Ulicznych” przez Paulo Coelho, światowej sławy pisarza brazylijskiego.

Co jest najśmieszniejsze w ludziach:

Autorem szkicu Paolo Coelho jest Andrea Savarikova.

20

Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli. (Paulo Coelho)


Pozory mylą Drogi Czytelniku „G az

ety Ulicznej”,

Pierwszą gazetę ulic zną kupiłem we Fran cji w 2005 roku. W Ambasadorem INSP tym roku zostałem – Międzynarodowej Sieci Gazet Uliczny magam Gazety Uli ch, ponieważ wspoczne, aby ulżyć w bi edzie i cierpieniu be łym świecie. zdomnych osób na caNapisałem „Pozory Mylą”, aby ludzie po myśleli dwukrotnie nych, bo wielokrotni , zanim osądzą ine sprawy wyglądają zupełnie inaczej ni Przekazuję tę bożo ż nam się wydaje. narodzeniową opow ieść organizacji IN Sieci Gazet Uliczny SP – Międzynarod ch, ponieważ wierz owej ę, że ludzie powinni zwłaszcza należy po sobie pomagać; móc tym, którzy mie li mniej szczęścia od temu właśnie służą, nas. Gazety Uliczne abyście kupując je re ggularnie od waszego dawcy, mieli swój ud miejscowego sprzeział w pomocy naajjbba arrddzziieejj potrzebujący m. Moim czytelnikom życzę miłej lekturryy – Paulo Coelho

Pozory mylą W

edług starej i znanej przypowieści, której źródła nie udało mi się ustalić, tydzień przed Bożym Narodzeniem Archanioł Michał wysłał Na Ziemię Anioły, aby sprawdziły jak postępują przygotowania do uczczenia dnia narodzin Dzieciątka Jezus. Wyprawiał po dwóch Aniołów: starszego z młodszym, bo uznał, że w ten sposób więcej się dowie, co się dzieje wśród Chrześcijan. Jedna z takich dwójek, wysłana z misją do Brazylii, przybyła na miejsce głęboką nocą. Posłańcy Archanioła nie mieli gdzie spać. Zapukali zatem do wrót wspaniałej rezydencji, jakie można znaleźć w niektórych dzielnicach Rio de Janeiro. Pan Domu, bogaty niegdyś szlachcic, a dziś na krawędzi bankructwa (to zresztą częste zjawisko wśród mieszkańców tego miasta), był gorliwym katolikiem. A zatem natychmiast rozpoznał niebiańskich wysłańców po wieńczących ich głowy złotych aureolach. Pochłaniały go jednak przygotowania do wystawnej wieczerzy dla uczczenia Świąt Bożego Narodzenia. Nie chcąc psuć prawie gotowego świątecznego wystroju Domu, poprosił, aby Aniołowie spędzili noc w piwnicy. Chociaż na kartkach świątecznych zawsze

widnieje krajobraz pokryty grubą warstwą śniegu, w Brazylii Boże Narodzenie przypada w samym środku lata, toteż w podziemiu, w którym nocowali Aniołowie, panował niemiłosierny upał, a na dodatek nie dało się niemal oddychać pełnym wilgoci powietrzem. Goście niebiańscy postanowili więc ułożyć się na twardej posadzce. Przed wieczorną modlitwą, starszy z Aniołów dostrzegł w ścianie rysę. Wstał i dzięki swojej boskiej mocy naprawił pęknięcie. Potem powrócił odmawiać pacierz. Aniołowie spędzili prawdziwie piekielną noc – tak bardzo było gorąco. Choć niewyspani, musieli jednak wypełnić swoją misję. Następnego dnia przemierzyli całe ogromne dwunastomilionowe miasto; odwiedzili plażę, wspinali się na wzgórza, poznawali panujące w tych miejscach kontrasty. Spisali relacje i dopiero o zmierzchu wyruszyli w głąb kraju. Zmyliła ich jednak różnica czasu i znowu okazało się, że nie mają gdzie przenocować. Zapukali do drzwi ubogiej chaty zamieszkanej przez biedne małżeństwo, które zaprosiło ich do środka. Ponieważ gospodarze nigdy nie widzieli średniowiecznych rycin przedstawiających boskich posłańców, nie rozpoznali dwóch

21


Autorem ilustracji jest

Dave McKean.

wędrowców proszących o nocleg. Jednak udzielili im gościny. Zaprosili na wieczerzę, pokazali swoje nowonarodzone dziecko. W dodatku odstąpili własną sypialnię, przepraszając przy tym za panujący w niej straszliwy upał, gdyż nie było ich stać na kupno klimatyzatora. Przebudziwszy się następnego dnia rano, Aniołowie zobaczyli swoich gospodarzy zalanych łzami. Ich jedyny dobytek – krowa, dzięki której mieli mleko i sery, jedyne źródło utrzymania całej rodziny, właśnie padła na polu. Gospodarze pożegnali dwóch wędrowców, ogarnięci wstydem, że nie mogli dla nich przygotować śniadania, bo nie mieli mleka. Aniołowie ruszyli dalej błotnistą polną drogą. Nagle młodszy z nich wykrzyknął do starszego z oburzeniem – doprawdy, nie mogę zrozumieć twojego postępowania. Nasz pierwszy gospodarz miał wszystko, co potrzeba, a ty mu jeszcze pomogłeś. Natomiast tym biednym ludziom, którzy podjęli nas tak szczodrze, nie ulżyłeś w cierpieniu. – Nigdy nie osądzaj na podstawie pozorów! – odrzekł starszy Anioł. – Kiedy nocowaliśmy w tej okropnej piwnicy, zauważyłem, że poprzedni właściciel ukrył w podziemiach domu złoto. Poprzez szczelinę w ścianie dostrzegłem część skarbu, postanowiłem zatem znowu go ukryć, bo nasz gospodarz nie potrafi pomagać potrzebującym. Natomiast wczoraj, kiedy spaliśmy w łóżku odstąpionym nam przez to młode, ubogie małżeństwo, zobaczyłem, że nagle pojawił się trzeci gość. Był nim Anioł Śmierci. Został wysłany po aby, aby zabrał dziecko, a ponieważ znamy się z nim od dawna, ubłagałem go, aby zamiast dziecka uśmiercił krowę. Pamiętaj o dniu, który wkrótce mamy święcić. Oprócz pasterzy nikt nie chciał przyjąć pod swój dach brzemiennej Maryi. I dlatego to właśnie oni zobaczyli jako pierwsi Zbawiciela Świata. Paolo Coelho tłum. Teresa Tomczyńska

22


opinie

Z ulicy na salony Wejście z ulicy na salony nie musi być jedynie przysłowiowe – udowodniła to realizacja projektu „Gazeta Uliczna – z ulicy na salony”, który odbywał się od czerwca do grudnia 2012 roku. „Gazeta Uliczna – kwartalnik gospodarki solidarnej” jest to pierwsze tego rodzaju pismo powstałe w odpowiedzi na społeczne i medialne zapotrzebowanie promowania działań nastawionych na pomnażanie kapitału ludzkiego oraz docenienie tradycji dziedzictwa kulturowego Polski. Medium obywatelskie 40 procent zysku ze sprzedaży jednego egzemplarza pisma, trafia bezpośrednio do „ulicznego sprzedawcy”, który dzięki temu może się utrzymać i godnie żyć. „Gazeta Uliczna-kwartalnik gospodarki solidarnej” przyczynia się zatem do zwiększenia obywatelskiej świadomości i tworzenia sprzyjających warunków do integracji rozmaitych środowisk mających wpływ na wytwarzanie społecznego dobra jako wartości trwałej i godnej upowszechnienia. Wrażliwość na kwestie społeczne Projekt „Gazeta Uliczna - z ulicy na salony” jest właściwą odpowiedzią na wciąż rosnące problemy bezrobocia i bezdomności w Polsce, będąc poważnym krokiem w kierunku kształtowania odpowiedzialności pośród osób wykluczonych społecznie. Zadaniem tytułu projektu „z ulicy na salony” stało się symboliczne podkreślenie możliwości przemiany sytuacji życiowej, sposobu myślenia o sobie i swoim miejscu w społeczeństwie – ukazanie możliwości przekraczania światopoglądowych granic i nie poddawanie się stereotypowym sposobom postrze-

gania ludzi. Kwestia „z ulicy na salony” pokazała zmianę środowiska i jego rolę w kształtowaniu „bycia” człowieka w środowisku rodzinnym, przyjacielskim bądź zawodowym, w którym żyje. Realizacja projektu zwiększyła świadomość na społeczne wykluczenie, przyczyniła się do zmniejszenia problemów osób bezdomnych i potrzebujących wsparcia za pomocą m.in.: wydawania p „„Gazety Ulicznej-kwartalnika gospodarki solidarn nej”, spotkań z osobowon śściami świata kultury, polittyki i dziennikarstwa, wyja jazdów integracyjnych (m. in in. do Chudobczyc, Marsszewa i Władysławowa, gdzie się mieszczą domy Fundacji Pomocy Wzajemnej Barka), spotkania warsztatowe, zakup trzech łodzi wiosłowych i 10 rowerów dla uczestników Centrum Integracji Społecznej, sprzedawców ulicznych i innych adresatów projektu. Dzięki temu, zdaniem beneficjentów projektu można mówić już teraz bardziej świadomie o wykorzystaniu właściwego potencjału przedsiębiorczości społecznej, której upowszechnieniu sprzyjała realizacja projektu. Skutkami realizacji niniejszego zadania publicznego stało się jeszcze większe i bardziej skuteczne niż do tej pory włączenie osób bezdomnych, bezrobotnych i potrzebujących wsparcia, w działania obywatelskie w zakresie aktywności podejmowanych w obszarze przedsiębiorczości społecznej, w tym: kultury solidarnej sprzyjającej upowszechnianiu partnerstwa Mirosław Zaczyński trójsektorowego.

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

23


ekonomia solidarna

Sprzęgło, bieg, Sprzęgło, bieg, gaz... sprzęgło, bieg, gaz... Ten schemat powtarza się na trasie do znudzenia. Są ludzie, którym ów schemat porządkuje pracę, czasami życie. Dla przeciętnego użytkownika czterokołowego pojazdu z napędem spalinowym, ważne jest to, co między. Szczególnie na długiej, bardzo długiej trasie.

N

iedzielne popołudnie. Basia i Dagmara wyznaczyły zbiórkę na jednym z ratajskich osiedli. Do pokonania wyjątkowo długa trasa – aż pod wschodnią granicę. – Nocleg mamy za Zamościem – informuje Dagmara i dodaje – Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem będziemy na miejscu o drugiej w nocy. Propozycję wspólnego wyjazdu na Podkarpacie i Lubelszczyznę przyjąłem z dużym zainteresowaniem. Czytałem i słyszałem sporo o CISach, ale rozmowa i obserwowanie ludzi wprowadzającymi w życie tę, w gruncie rzeczy pozytywistyczną ideę, warte jest pokonania najdłuższej nawet trasy. Kto prowadzi? – pytam i już za sekundę wiem – sprzęgło, bieg, gaz... Nie zdążyliśmy dojechać do zjazdu na autostradę, a już odzywa się telefon. Tomek, dobrze że dzwonisz, słuchaj, jest ważna sprawa... – Barbara wita się z mężem. Po minucie odzywa się drugi telefon, tym razem Dagmara ustala szczegóły jakiegoś ważnego spotkania. Sprzęgło, bieg, gaz...

Mija kilkadziesiąt minut, jesteśmy już niedaleko Konina. Barbara rozmawia z Tomkiem o „Starej Piekarni”, Dagmara odbiera w międzyczasie dwa telefony, a ja zastanawiam się, kiedy będziemy mogli trochę porozmawiać. Cóż, może za kilka minut... Sprzęgło, bieg, gaz... Jeszcze w Poznaniu, siadając za

Artykuł jest finansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Projekt „Zintegrowany System Wsparcia Ekonomii Społecznej”.

24


gaz… kierownicą wiekowego Espero zastanawiałem się, dlaczego w aucie nie ma radia. Teraz wiem – jest zupełnie zbędne! Sprzęgło, bieg, gaz... Dlaczego Barka zdecydowała się pracować w innych częściach kraju? W Wielkopolsce już wszystko zrobione? – udało mi się zadać Barbarze pytanie, gdy na moment odłożyła telefon. – Pewnie, że nie – mimo zapadającego zmroku można dostrzec uśmiech na twarzy Pani Prezes – Ale Wielkopolska jest w najbardziej komfortowej sytuacji. To u nas powstało najwięcej CISów, u nas fantastycznie pracują partnerstwa i to u nas można zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje. Wiesz, jak samorządowiec lub pracownik jakiegoś urzędu zobaczy wszystko na własne oczy, zapyta ludzi jak działa, to i zmienia się jego nastawienie. Dopiero wtedy przekonuje się, że filozofia podejścia do problemu bezrobocia proponowana przez Barkę to nie zamach na czyjeś kompetencje. To wypracowany, skuteczny model wyciągania ludzi z dołka. Dlatego zapraszamy do nas wójtów, szefów OPSów, PUPów i innych instytucji zajmujących się pomocą społeczną i walką z bezrobociem... Dzwoni telefon – Część, jadę właśnie do Zamościa, co się stało?... Sprzęgło, bieg, gaz.... O czym rozmawialiśmy? – tym razem rozmowa telefoniczna nie trwała zbyt długo – Słuchaj, my nie tylko pomagamy założyć CISy. Centra to tylko jeden z elementów całego systemu. Z naszego punktu widzenia powołanie do życia partnerstw lokalnych ma decydujące znaczenie. W CISie bezrobotni nabierają nowych umiejętności, uczestniczą w specjalistycznych warsztatach, ale ciągle najważniejsza jest praca! To partnerstwa pomagają zdobyć zlecenia, to skupieni w partnerstwie ludzie wiedzą, gdzie, do kogo i w jakiej sprawie pójść. Rozta-

czają nad CISami, a później nad spółdzielniami socjalnymi pewnego rodzaju parasol ochronny. Po jakimś czasie absolwenci CISu muszą sobie radzić sami, ale ta czasowa pomoc i ochrona są bardzo ważne! Przed Warszawą zjeżdżamy z autostrady. Czeka nas najtrudniejsza część trasy. Nie dość, że drogi trudno nazwać asfaltowymi dywanami, to jeszcze zrobił się wieczór. Bądźmy szczerzy – ciemno, głucho, tajemniczo. Gdyby ktoś zostawił mnie tutaj przy drodze, pewnie bym usiadł i rozpłakał się – żartuję. Nie przejmuj się, tę trasę znamy na pamięć. Za kilometr będzie stacja benzynowa. Musimy zatankować i... napić się kawy – Dagmara nie poddaje się nastrojowi i podtrzymuje mnie na duchu. To za kilometr, a na razie… Sprzęgło, bieg, gaz... Już po 22.00. Chyba mamy dobre tempo. Może uda się położyć nieco wcześniej niż planowaliśmy. Barbara rozmawia przez telefon. Dobre baterie mają wasze telefony, rozmawiacie tyle godzin, a jeszcze się trzymają – uśmiecham się do Dagmary. Basia nie dokończyła, a chciałbym zrozumieć – dlaczego Podkarpacie, Lubelszczyzna, Dolny Śląsk, Zachodniopomorskie? – z niepokojem czekam na odpowiedź. Statystycznie – za 30 sekund powinien zadzwonić telefon! To proste, realizujemy ministerialny program – nic nie dzwoni, a moja rozmówczyni ma chwilę czasu – To, że jeździmy po Polsce i pomagamy zakładać CISy i partnerstwa to jedno. Jest też druga strona medalu – ludzie! Wyobraź sobie, że nie miałam okazji w tak krótkim czasie poznać tylu fantastycznych ludzi. To oni chcą, oni się angażują, to oni wykonują całą, żmudną robotę. My czasami inspirujemy, doradzamy, pomagamy, ale inicjatywa jest w lokalnych rękach. Nie chce się wierzyć, ale zbliża się Zamość. Musimy przejechać całą miejscowość i kilka kilometrów za miastem dotrzemy do celu. Północ. Jesteśmy na miejscu. Wstajemy o 6.00, śniadanie i o 8.00 pierwsze spotkanie – trzeba będzie dojechać 20 kilometrów. Następne o 12.00 i 16.00. Kolejne dni będą podobne. A jutro po śniadaniu... Sprzęgło, bieg, gaz.... Tomasz Grabowski

Artykuł jest finansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Projekt „Zintegrowany System Wsparcia Ekonomii Społecznej”.

25


ekonomia solidarna

Świat odrobinę Na ceglanym murze starej stajni zawieszono dziewiętnastowieczny cytat autorstwa Ralpha Waldo Emersona – Uczynić ten świat odrobinę lepszym i bogatszym o kochane dziecko, skrawek ogrodu lub uzdrowione warunki społeczne – i nie ma w tym nic dziwnego skoro w budynku owej starej stajni, w małej leśnej miejscowości Gębiczyn, w powiecie czarnkowsko-trzcianeckim, mieści się Centrum Praktyk Kulturalnych i Integracji Społecznej.

P

o roku szkoleń, warsztatów, konferencji i wizyt studyjnych organizowanych przez Fundację Pomocy Wzajemnej Barka, prezes Fundacji Gębiczyn postanowił poszerzyć dotychczasową działalność organizacji, adresowaną do dzieci i młodzieży oraz do środowisk wiejskich, o działania na rzecz osób zagrożonych wykluczeniem społecznym, głównie długotrwale bezrobotnych. A było tak… Pierwsi uczestnicy Centrum Integracji Społecznej (CIS) pojawili się pod koniec października 2010 roku i jak to pionierzy musieli w chłodzie i znoju rozpocząć remont swojego nowego miejsca pracy i nauki. Zainteresowani byli w szczególności wysokością świadczenia integracyjnego, a nie planami, które z entuzjazmem snuł Stefan Wawrzyniak, odtąd prezes fundacji i kierownik CIS. Nie wyglądało to najlepiej. Nie można też było, niestety, powiedzieć, że wieś przyjęła nowych przybyszów chlebem i solą. Na szczęście zainteresowane nowym projektem władze samorządowe gminy były zdeterminowane i pomagały. Prezentowana przez sporą część uczestników bierność i niechęć, często dość ostentacyjnie, były coraz słabsze.

rach, prawdziwe okna zastąpić tzw. pleksą. Postawienie pieca tuż przed mrozami zakrawało już na prawdziwy sukces. Zziębnięci uczestnicy warsztatu usług leśnych dwoili się i troili, żeby czyszcząc las przygotowywać drewno na zimę, układając je w starej stodole, gdzie zbierały się też panie z warsztatu ogrodnictwa oraz architektury i pielęgnacji zieleni, projektując ogród marzeń. Tylko warsztat gastronomiczny musiał się tułać, bo do zbudowania kuchni na miejscu potrzebne były środki inwestycyjne, których brakowało. Najpierw korzystał on z pomieszczeń kuchennych sali wiejskiej w Romanowie Górnym, a później pobli-

Wychowanie poprzez pracę W obliczu nadchodzącej zimy budynek bez okien i drzwi nie wyglądał zachęcająco. Uczestnicy warsztatu budowlanego, pod kierunkiem instruktorów, wykonywali niezbędne prace o charakterze remontowym. Odbijali stare tynki, chyba sprzed wieku, zalewali posadzkę, ucząc się stawiali mury przyszłej kuchni, wreszcie, z braku odpowiednich środków finansowych, musieli w wykutych otwo-

26

To już ósmy w Gębiczynie plener rzeźbiarski uczniów Liceum Plastycznego im. A. Kenara w Zakopanem – z elementami kowalstwa artystycznego (2012 rok).


lepszy skiej wsi Huta, w której dzięki przychylności mieszkańców pracuje do chwili obecnej. Przygotowuje tam posiłki dla wszystkich uczestników CIS i coraz liczniejszych wizyt studyjnych z kraju i zagranicy. Finanse Gołym okiem można było zauważyć zmiany zachodzące w ludziach i prognozować dobrze na przyszłość. Mimo to Wojewódzki Urząd Pracy w Poznaniu odrzucał kolejne wnioski o wsparcie działalności CIS w Gębiczynie. Środki europejskie na działalność CIS okazywały się być mrzonkami. „Ból istnienia” CIS spadł na barki Fundacji „Gębiczyn” i samorządu Gminy Czarnków. Tak w dużym stopniu jest do dziś. I co teraz? Zebrane plony, wyhodowane przez uczestniczki warsztatu ogrodniczego i ukryte w ziemiance zbudowanej przez grupę budowlaną,

Ogród kwiatowy – dzieło warsztatu ogrodniczego oraz architektury i pielęgnacji zieleni. Liceum Plastycznego imienia Kenara w Zakopanem podczas plenerów zorganizowanych pod hasłem „drugie życie drewna, gliny i żelaza”. Obcujemy z prawdziwą sztuką, która nie czekając na elegancką galerię, znalazła miejsce w budynku… ciągle jeszcze do remontu. Trzeba było, po zdjęciu wystawy obrazów poznańskiej malarki i graficzki Bogny Chmielewskiej, montować inną – jakoś smutno w tej starej stajni bez sztuki!

Prawda, dobro i piękno są wartościami absolutnymi. Na szczęście nie zależą wyłącznie od decyzji większości. Chciałoby się powiedzieć, że to decyzje jednostek i wspólnot powinny z tych ważnych i niezmiennych wartości wypłynąć. wykorzystywane są przez panie z warsztatu gastronomicznego. Wsie w gminie porządkowane są przez tych wcześniej odrzuconych, których siedziba, stała się Centrum Praktyk Kulturalnych i Integracji Społecznej. Wciąż nie ma środków na całkowity remont budynku, ale dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego znalazły się fundusze na zaprojektowanie i urządzenie Parku „Cztery Pory Roku”. Jest w nim ścieżka edukacyjna, „co pełza i hasa po łąkach i lasach” dla dzieci, z ogrodem kwiatowym, oryginalnymi rzeźbami wykonanymi przez uczniów

Czy dobre praktyki znajdą dach nad głową? Miejmy nadzieję, bo ponoć twórczość to poczucie niemal nadludzkiej mocy, która żyje w człowieku. Wydaje się, że w Centrum Praktyk Kulturalnych i Integracji Społecznej w Gębiczynie powstaje, na naszych oczach, „względna zgodność między wartościami uznawanymi, a wartościami odczuwanymi” przez społeczność dzieci i dorosłych, w tym również tych zagrożonych wykluczeniem. Alina Wawrzyniak

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

27


współczesne problemy świata

Piekło brukowane la Podczas gdy technologia rozwija się w błyskawicznym tempie, rośnie też zapotrzebowanie na nowe gadżety hitech. Stare modele szybko lądują w koszu, a w ostateczności w miejscach takich jak Agbogbloshie, największym wysypisku elektronicznych odpadów w Afryce. Bez odpowiednich narzędzi i metod, do pozbywania się e-śmieci, powstające z nich toksyczne opary narażają zdrowie pracowników na poważne niebezpieczeństwo.

K

arim młóci metalowym drągiem w błyskające zielono-żółte płomienie. Ogień wyrzuca mrugające iskry, czuć gryzący dym. Oczy Karima zaczynają łzawić, jego płuca wydają gruchoczący dźwięk. Gdy w końcu udaje się ugasić toksyczny pożar, zostaje tylko zwęglona masa kabli – tyle przetrwało po starym kanciastym komputerze. Karim dostaje za to dwie ghańskie cedisy, mniej niż jedno euro. Na razie to starczy, ale patrząc na to w dłuższej perspektywie, ta praca pewnie go zabije – praca w Agbogbloshie. Spacja w rozumieniu cywilizacji

W bogatych krajach, skąd pochodzi ten elektroniczny złom, nikogo to nie obchodzi. Tak długo jak konsumenci pierwszego świata będą potrzebowali coraz więcej elektronicznych zabawek i dopóki nie będą płacić za prawidłowe składowanie tych odpadków, tak długo bezwzględni przestępcy będą nieźle na tym zarabiać, a handel niebezpiecznymi odpadkami będzie coraz bardziej rozkwitał. Podczas gdy dogasa kupka żarzącej się miedzi i plastiku, Karim podpala wygiętego papierosa. Jest to prawdopodobnie najzdrowsza rzecz, jaką osiemnastolatek będzie dziś wdychał. Boląca głowa, palące oczy, drapanie w gardle, ból w klatce piersiowej. Karim właściwie nie wie, co boli go najbardziej. Wie jednak skąd to wszystko się wzięło – z toksycznego dymu, który unosi się nad wysypiskiem dniami i nocami. Na chroboczącym dywanie połamanych ekranów, zbierają się markowe insygnia, symbole życia, którego Karim nigdy nie pozna.

28

Wyrzucone telewizory, komputery, odtwarzacze DVD, sprzęt AGD i telefony: Philips, Sony, Nokia, Dell i Canon; wszystko tu wylądowało. Karim nie ma pojęcia jak włączyć laptopa, jak podgrzać zupę w mikrofalówce, jak obsługiwać skaner. Wie jednak jak je rozwalić kamieniem, drągiem lub dzięki samej grawitacji i jak je podpalić za pomocą folii izolacyjnej z lodówki. Statystyki, konwencje i realia życia Organizacja Narodów Zjednoczonych szacuje, że na całym świecie w ciągu roku produkuje się pomiędzy 20 a 50 milionów ton elektronicznych śmieci. W większości państw uprzemysłowionych istnieją regulacje zapewniające to, że śmieci bogatych mają być zutylizowane z szacunkiem dla środowiska lub też odzyskane. Jest to jednak drogie i niezbyt popularne wśród konsumentów i handlowców. Z tego powodu wiele elektronicznych odpadków ląduje w śmietniku. Jest to nie tylko złe dla środowiska lecz, w czasach wzrastających cen, również ekonomicznie niemądre. – Poprzez nielegalny eksport, tracimy drogocenne zasoby. Często te urządzenia są nieprofesjonalnie demontowane w krajach importujących. Prowadzi to do poważnego zanieczyszczenia środowiska i zatrważających problemów zdrowotnych pracowników – mówi Eric Rehbock, dyrektor generalny Federalnego Stowarzyszenia Wywozu Wtórnych Materiałów Surowych z Bonn w Niemczech. Zamiast recyklingowania w krajach, z których pochodzą toksyczne odpadki, często deklaruje się je jako dobra handlowe lub pomoc


ptopami i telefonami wołując się na szacunki, nawet dwie trzecie przewozi się do krajów rozwijających się, gdzie śmieci nie są traktowane w odpowiedni sposób. Na wysypisku tego, co wydaje się ludzkie

W Agbogbloshie, największym wysypisku elektronicznych odpadów w Afryce, bez odpowiednich narzędzi i metod do pozbywania się e-śmieci. charytatywną i potem są eksportowane do Azji lub Afryki. Często do Temy. Ghański port jest oddalony o dwie godziny od Agbogbloshie, kontenery wyładowane sprzętem elektronicznym przypływają tam praktycznie codziennie. – Czasami bezlitośni handlarze z Europy czy Ameryki wrzucają na wpół działające urządzenia do kontenerów po to, aby deklarować je jako produkty używane. Jednak ogromna większość z nich to najzwyklejsze śmieci – wścieka się Emmanuel Dogbevi. Ghański dziennikarz jest jednym z pierwszych, którzy napisali o niemoralnym handlu pomiędzy pierwszym a trzecim światem. – Ostatnio kilka osób, które były zaangażowane w intrygi mafijne związane z eśmieciami, zostało aresztowanych lecz ciągle nie robi się zbyt wiele w tej sprawie. W Ghanie wielu polityków zaprzecza istnieniu tego problemu, a w Europie politycy widocznie nie chcą zajmować się tym wielomilionowym biznesem – mówi dziennikarz. Wszystkie kraje uprzemysłowione, poza USA, podpisały konwencję z Bazylei. Ten międzynarodowy zapis miał zapewnić zwożenie elektronicznych odpadów tylko do krajów, w których można je poddać recyklingowi w przyjazny dla środowiska sposób. Jednak, po-

Robotnik Ibrahim wzdryga się od kaszlu przy paleniu starej pralki. Czasami ten 21-latek wraz z flegmą wypluwa krew. Tak jak większość młodych mężczyzn i chłopców pracujących na tym wysypisku, zwanych przez miejscowych „Sodomą i Gomorą”, wydaje się lekko podchmielony od tych toksycznych oparów. Efekty zachodzące we wnętrznościach są często gorsze od zadrapań pokrywających stopy i ręce robotników z Agbogbloshie. Prawie nikogo nie stać na to, aby nosić rękawiczki, a co dopiero maskę. Greenpeace pobrało próbki gleby i popiołu na wysypisku w Agbogbloshie cztery lata temu. W niektórych z nich nagromadzenie ołowiu było o sto razy większe niż nakazują normy, a nagromadzenie kadmu o pięćdziesiąt razy większe. Organizacja ta wykryła również wiele innych chemikaliów na tym wysypisku. Na razie nie wiadomo nic na temat długoterminowych efektów takich jak rak, choroby nerek czy infekcje serca bądź dróg oddechowych. – Kiedyś przyszli tu jacyś naukowcy, pobrali nasze próbki krwi, aby je przebadać w laboratorium, ale nigdy się do nas z powrotem nie odezwali – mówi Abdulai Abdulrahman, przewodniczący Stowarzyszenia Złomiarzy. Mała rzeczka wije się przez posępne wysypisko. Woda w niej jest czarna i bez życia. Tam, gdzie wpływa do Atlantyku, rybacy mają coraz mniej ryb i coraz więcej e-śmieci w swoich sieciach. Od lat ekolodzy nawołują o zaprzestanie zwożenia ich do Afryki. Karim, który pali je codziennie, nie chce o tym słyszeć – Z czego mam żyć, gdy wy zatrzymacie te odpady dla siebie? – pyta. Potrafi jedynie rozwalić i spalić sprzęt elektroniczny. Philipp Hedemann International Network of Street Papers tłum. Karina Gąsiorowska

29


Mistrzowie Pracy Organicznej

Społecznik w Na rok 2012 przypadła 400. rocznica śmierci księdza Piotra Skargi, polskiego kaznodziei, niestrudzonego obrońcy wiary i polskości. Do dziś nieoceniona jest jego rola jako czołowego przedstawiciela polskiej kontrreformacji, który w trosce o dobro ojczyzny miał odwagę sprzeciwić się dominującym opiniom i napiętnować największe polskie przywary.

P

iotr Skarga Powęski przyszedł na świat 2 lutego 1536 roku w Grójcu, na Mazowszu w szlacheckiej rodzinie Michała i Anny ze Świątków. W latach 1552-1555 studiował na Akademii Krakowskiej, gdzie uzyskał stopień bakałarza na Wydziale Filozoficznym. Następnie był rektorem szkoły parafialnej przy kościele świętego Jana w Warszawie. W 1562 roku przyjął święcenia subdiakonatu i objął funkcję kaznodziei w katedrze lwowskiej, gdzie zyskał rozgłos dobrego mówcy.

argi Piotra Sk Autograf karga – „Piotr S . Jesu K.J.M Societatis u ja Man Kaznodzie Propria”.

Rozpoznanie ścieżek duszy W 1564 roku przyjął święcenia kapłańskie. W 1568 roku wyjechał do Rzymu, gdzie wstąpił do zakonu jezuitów, odbył nowicjat oraz uzupełnił studia teologiczne w Collegium Romanum. W 1571 roku powrócił do Polski i brał udział w tworzeniu kolegiów jezuickich w Połocku, Rydze i Dorpacie. W tym czasie rozwinął intensywną działalność kaznodziejską i pedagogiczną w Pułtusku, Jarosławiu, Poznaniu, Lwowie oraz w Wilnie. Nie przywiązywał wagi do rzeczy materialnych, żył skromnie, dzieląc się tym, co miał z ubogimi. Odwiedzał chorych w szpitalach i udzielał ostatniej posługi kapłańskiej skazańcom. W 1573 roku wyjechał do Wilna, gdzie był zastępcą rektora kolegium, a następnie pierwszym rektorem Akademii Wileńskiej. Za wzmocnienie wpływów Kościoła Katolickiego, mianowano go kanonikiem, a następnie kanclerzem kapituły lwowskiej. Od 1588 roku pełnił funkcję nadwornego kaznodziei Zygmunta III Wazy, który cenił go za wyjątkową osobowość

i talenty krasomówcze. W ostatnich latach swego życia, w związku z przeniesieniem stolicy Polski, mieszkał w Warszawie. Rok przed swoją śmiercią (1612) powrócił do Krakowa, gdzie został pochowany w podziemiach kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Służba charytatywna Piotr Skarga założył kilka instytucji dobroczynnych. Prawdziwi ubodzy – mawiał, to ludzie niezdolni do samodzielnej egzystencji, do życia bez pomocy innych, a więc w szczególności pozostający bez opieki: chorzy, niedołężni, osierocone dzieci. W obrębie tej bogatej działalności trzeba wymienić powstałe z jego inicjatywy: Bractwo Miłosierdzia, Bractwo świętego Łazarza, zwane też Bractwem Betanii, Skrzynkę świętego Mikołaja oraz Bank Pobożny. W Krakowie założył lombard dla ubogich, będący pierwowzorem instytucji charytatywnej, tzw. Komorę Potrzebnych.

Apostoł upomina, aby nikt sam sobie mądrym się nie udawał. Takie rozumienie o sobie szczerym jest głupstwem. Bo fundament mądrości jest: swojej nie ufać mądrości – Piotr Skarga. 30


sutannie Kazanie księdza Piotra Skargi – płótno Jana Matejki.

Piotr Skarga – spisywać bożą łaskę w literze tego, co ludzkie. Szczególnym było Bractwo Miłosierdzia – organizacja religijno-społeczna, skupiająca duchownych i świeckich w celu „przyjścia z pomocą materialną tym, którzy pod własnym dachem cierpią nędzę i ucisk, trapieni przez różne choroby, a wstydząc się żebrać, nie mają znikąd pomocy“. Do obowiązków członków należało praktykowanie siedmiu uczynków miłosierdzia, składanie jałmużny do skrzynki ubogich, odwiedzanie szpitali i więzień, proszenie o jałmużnę przy wejściu do kościoła świętej Barbary. Podstawową formą świadczenia miłosierdzia były pożyczki bezprocentowe, posagi dla ubogich dziewcząt, opieka nad porzuconymi dziećmi, wspomaganie biednych uczniów i osoby wstydzące się żebrać. Do Bractwa Miłosierdzia w Krakowie należał król Zygmunt III Waza, a także jego dworzanie, magnaci, szlachta, bogate mieszczaństwo. Spuścizna pisarska Pozostawił bogaty dorobek pisarski, zwłaszcza z teologii, polemiki religijnej, kaznodziej-

stwa, z uwzględnieniem problematyki społeczno-politycznej. Pisma Skargi miały wiele wydań, zwłaszcza „Żywoty Świętych“ oraz „Kazania Sejmowe“. Te ostatnie są często wznawiane, nie tylko jako zabytki pięknej polszczyzny, ale dowód miłości do ojczyzny oraz szkoła patriotyzmu. Dzięki licznym dziełom, pisanym prostym, starannym, a zarazem pięknym i wzniosłym językiem polskim, wywarł znaczny wpływ na rozwój polszczyzny w XVI i XVII stuleciu. Skarga aktywnie uczestniczył w życiu społecznym i politycznym Rzeczypospolitej. I tak chociażby w „Kazaniach“ omówił Skarga najgroźniejsze „choroby” toczące organizm Rzeczypospolitej i zagrażające jej bytowi: brak miłości ojczyzny, niezgodę w sprawach społecznych (anarchia), tolerowanie różnowierstwa (herezja), osłabienie władzy królewskiej, niesprawiedliwe prawa, bezkarność występków (grzechy jawne). Opowiadał się przeto za ograniczeniem przywilejów szlacheckich i uprawnień posłów, postulował usprawnienie sądownictwa. Domagał się poprawy sytuacji chłopów. Stał się zwolennikiem ograniczenia roli Sejmu i zwiększenia władzy królewskiej. Piętnował wady polskiej szlachty. Był przeciwnikiem przyjęcia przez Zygmunta III korony szwedzkiej, a także współtwórcą Unii Brzeskiej. Trzy ważne postulaty Wiele postulatów głoszonych przez Piotra Skargę nie straciło na aktualności. W XIX wieku, w okresie zaborów, „Kazania“ zaczęto interpretować jako zapowiedź wielkich narodowych nieszczęść, a rozbiory jako spełnienie przewidywań. Z bogatej i różnorodnej działalności Skargi, co najmniej trzy dziedziny nie straciły na swej aktualności: patriotyzm, działalność charytatywna oraz pragnienie zapobiegania problemowi braku jedności Chrześcijan. Justyna Fręśko

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

31


ekonomia społeczna

Aby dotacje zmie Dotychczasowy system wydatkowania środków unijnych, szczególnie w Programie Operacyjnym Kapitał Ludzki sformułowany był na błędnych przesłankach. Wiele projektów zostało zawężonych do biura o wąskiej specjalizacji, podejmujące szkolenia o wąskiej tematyce. Niestety, nie przeradzają się one w powstawanie nowych form współpracy opartych na zaufaniu oraz na tworzeniu przedsiębiorstw społecznych i instytucji.

D

oradcy i szkoleniowcy prezentują wiedzę w sposób zbyt teoretyczny, generalnie niezintegrowany z gospodarką i samorządnością, oderwaną od praktycznych doświadczeń i lokalnego rynku. Dominuje myślenie sektorowo-branżowe, podkreślające różnice, konkurencyjność partnerów względem siebie. Rezultaty działania w takich projektach sprowadzają się z reguły do ilości osób przeszkolonych, do liczby szkoleń, konferencji i ewentualnie publikacji. W obecnym kształcie instytucje wsparcia przedsiębiorczości społecznej funkcjonują jako rozbudowane struktury administracyjno-instytucjonalne. W związku z tym

Fundacja Pomocy Wzajemnej Barka prowadzi Centrum Ekonomii Społecznej, które zajmuje się ewaluacją działań tzw. Ośrodków Wsparcia Ekonomii Społecznej w czterech województwach: opolskim, dolnośląskim, wielkopolskim, lubuskim. Działania prowadzone są w ramach projektu systemowego „Zintegrowany system wsparcia ekonomii społecznej”.

o b e i n a

mamy do czynienia z niewystarczającym powiązaniem przedsiębiorstw społecznych z lokalnym rynkiem usług. W nowym okresie programowania konieczne byłoby powiązanie środków dotacyjnych z ilością faktycznie stworzonych miejsc pracy w ramach różnorodnych form przedsiębiorczych, nie tylko w spółdzielniach socjalnych. Właściwy kierunek to rewitalizacja społeczności lokalnych

Istotnym elementem systemu jest położenie nacisku na rewitalizację społeczno-gospodarczo-przestrzenną. W tym celu należy prowadzić spotkania edukacyjno-przedsiębiorcze oraz warsztatowe we wspólnotach lokalnych, obejmujących określony obszar geograficzny (dzielnica, gmina). Ważna jest integracja działań związanych z rewitalizacją obiektów mieszkalnych, kulturalnych i przedsiębiorczych z powoływaniem przedsiębiorstw społecznych oraz edukacją i aktywnością obywatelską. Podejście to wymaga integracji różnych partnerów we wspólnocie lokalnej. Taką rolę powinny pełnić tzw. ośrodki wsparcia gospodarki solidarnej. Mogą one tworzyć platformę współpracy i przedsiębiorczości z: - gminami czy powiatami, podejmującymi trud zakładania klubów czy centrów integracji społecznej, spółdzielni socjalnych, spółek pożytku publicznego, stosowania klauzul społecznych w zamówieniach publicznych, budowania szerokich partnerstw lokalnych na rzecz przedsiębiorczości społecznej; - firmami biznesowymi, świadomymi odpowiedzialności społecznej i podejmującymi

Artykuł jest finansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Projekt „Zintegrowany System Wsparcia Ekonomii Społecznej”.

32


niały, spertów k e y ł i gac współpracę z przedsiębiorstwami społecznymi w formie zleceń, podwykonawstwa, staży i praktyk, zatrudnienia wspieranego; - osobami fizycznymi, które chcą założyć stowarzyszenie, spółdzielnię socjalną, w tym z osobami długotrwale bezrobotnymi, absolwentami różnych kierunków poszukującymi pracy, osobami zagrożonymi zwolnieniami itp.; - organizacjami obywatelskimi (fundacjami i stowarzyszeniami) zmierzającymi do uruchomienia działalności społeczno-ekonomicznej (w tym działalności odpłatnej pożytku publicznego lub gospodarczej) jako tzw. przedsiębiorstwa społeczne. Etyka podstawą współpracy Dotychczasowy model funkcjonowania różnorodnych instytucji wsparcia przedsiębiorczości społecznej jest w dużej mierze „wirtualny” (wiedza nie przekłada się na praktyczny wymiar działania), a środki jakimi dysponowały rzadko prowadziły do stworzenia konkretnej ilości trwałych miejsc pracy. Często „służyły” firmom uczestniczącym w dostarczaniu dość wirtualnych usług szkoleniowych (doradcom, szkoleniowcom, ekspertom). Tutaj dochodzimy do aspektów etycznych funkcjonowania ośrodków wsparcia. Jest to taka sytuacja, kiedy pomoc służy w większym stopniu pomagającemu niż

potrzebującemu pomocy. Pomoc może e być udzielana w sposób, gdzie korzyści rozkładają zkładają się po połowie lub w sposób, w której potrzebujący pomocy zyskuje najwięcej (dokonuje uje się konkretna poprawa sytuacji społeczno-zawodoo-zawodowej osób lub środowisk). Pomoc prawdziwa i pozorna Jeśli w wyniku prowadzonej działalności ności szkoleniowej, doradczej, informacyjnej i promocyjnej omocyjnej nie powstają trwałe rezultaty w postaci nowych miejsc pracy (nie ma znaczenia w jakiej ej formie prawno-organizacyjnej), nowych form współpracy w środowisku lokalnym, to należy się ę zastanoodków. wić nad zasadnością wydatkowania środków. Dotychczas zasadność wydatkowania środków ub nie stowiąże się np. z badaniem stosowania lub zależnie sowania zasady konkurencyjności, niezależnie adców. od efektywności pracy ekspertów i doradców. W sposób sztuczny produkuje się dużą ilość doertów, odkumentacji uzasadniającej wybór ekspertów, byte szkolenia, kierowanie są zasadą konkureności wycyjności itp. Tymczasem ocena zasadności onywana datkowania środków powinna być dokonywana u danej firnie na podstawie dokumentacji wyboru eń, ale na my czy eksperta do prowadzenia szkoleń, stały osiąpodstawie rezultatów i zmian, które zostały u tego wygnięte w środowisku lokalnym w wyniku Barbara Sadowska boru.

Artykuł jest finansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Projekt „Zintegrowany System Wsparcia Ekonomii Społecznej”.

33


ekonomia społeczna

Miej z nami spo W gospodarce społecznej w Unii Europejskiej zatrudnienie znajduje ponad 11 milionów pracowników, co stanowi 6 procent całkowitego zatrudnienia. Należą do niej podmioty o szczególnym statusie prawnym: spółdzielnie, fundacje, stowarzyszenia, towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, a także przedsiębiorstwa społeczne w formie prywatnych spółek lub tradycyjnych spółek akcyjnych.

W

tym kontekście w Polsce poszukuje się najlepszych form prawnych dla powstających przedsiębiorstw społecznych – takich, które odnajdą się na rynku gospodarczym, ale także będą sprzyjać włączeniu społecznemu ukierunkowanemu na zatrudnienie dla każdego. Taką formułę może mieć spółka nonprofit – z ograniczoną odpowiedzialnością, działająca na podstawie kodeksu prawa handlowego. Istotą jej aktywności jest podporządkowanie działalności gospodarczej celom społecznym. Zasadniczym założeniem takiej spółki jest przekonanie, że zyski z działalności gospodarczej nie mogą podlegać podziałowi między udziałowców – są reinwestowane w jej rozwój. Inspirujący przykład spółki non-profit… …to Diakonijna Spółka Zatrudnienia – powstała z inspiracji i we współpracy z partnerem niemieckim StiftungWohnenundBeraten z Brunszwiku. Odwołanie do partnera niemieckiego nie jest przypadkowe. Na rynku w Niemczech działa bardzo wiele spółek z ograniczoną odpowiedzialnością mających jednocześnie charakter przedsiębiorstw socjalnych (GmbH). Historianaszej spółki pokazuje wieloletnią współpracę, przyjaźń i współdziałanie ludzi za-

angażowanych w budowanie i tworzenie nowoczesnej „Europy socjalnej”. Diakonijna Spółka Zatrudnienia jest przykładem partnerstwa publiczno-prywatno-społecznego. Jej założycielami są organizacje pozarządowe (Fundacja Barka, Stowarzyszenie Dla Ludzi i Środowiska), gmina Kwilcz i Parafia Ewangelicko-Augsburska z Poznania. Te podmioty związane są umową współpracy z Fundacją WohnenundBeraten, która przekazała swój kapitał zakładowy dla spółki. Partner niemiecki jest zatem„dobrym duchem” tego przedsięwzięcia – wspiera, animujew zakresie zbytu, zapewnienia jakości, kontroli i pomocy w kształceniu kadry w swoim przedsiębiorstwie Diakonische Betriebe Kästorf (DBK) w Niemczech. Diakonische Betriebe Kästorf współpracuje z koncernem samochodowym Volkswagen w Wolfsburgu i te doświadczenia przenosi do Diakonijnej Spółki Zatrudnienia w Polsce. Firma społeczna w Kwilczu pracuje dla Volkswagena Po ponad trzech latach działalności spółka jest koncesjonowanym dostawcą usług dla Volkswagena, dla którego wykonuje naprawy pojemników specjalistycznych i uniwersalnych. Okazjonalnie szyje tez ubrania robocze. Istotą tej działalności są jakość, terminowość i rzetelność pracy. Działalność gospodarcza spółki koncentruje się w dwóch obszarach tematycznych: obróbki metalu i krawiectwa. Ale praca spółki non-profit to nie tylko obszar działalności gospodarczej. Szczeble działania w Unii

Podczas wizyty partnerskiej w Diakonische Betriebe Kästorf.

34

Społeczny wymiar spółki to kształcenie zawodowe i nabywanie kwalifikacji przez osoby wywodzące się ze środowisk dotkniętych długotrwałym bezrobociem, niepełnosprawnością, uzależnieniem czy bezdomnością. Przygotowanie zawodowe połączone jest z integracją społeczną i zatrudnieniem. Spółka obejmuje swoją pracą osoby w trudnych sytuacjach życiowych.


łeczny biznes Takie pojemniki naprawiamy dla Volkswagena.

Prototyp wózka do przewozu beczek z klejem wykonany dla Volkswagena w Wolfsburgu.

To niezwykle ważny aspekt Diakonijnej Spółki Zatrudnienia. Praca socjalna zajmuje w przedsiębiorstwie użyteczności publicznej szczególne miejsce. Pozwala oferować pomoc w zakresie doradztwa i wsparcia socjalnego. Pomaga przezwyciężać kryzysy i uczy, jak radzić sobie z różnego rodzaju problemami i trudnymi sytuacjami. Program poradnictwa socjalnego dla osób znajdujących się w sytuacjach kryzysowych wspiera fundusz niemiecki AktionMensch. Przykład Diakonijnej Spółki Zatrudnienia jest ważny jeszcze z kilku względów. Przede wszystkim pokazuje możliwości współpracy firmy społecznej z dużym biznesem. Koncern samochodowy Volkswagen jest bardzo wymagającym partnerem, jasno określa swoje oczekiwania i procedury, ale jest też niezwykle stabilnym i rzetelnym kontrahentem. W tym współdziałaniu jako firma

społeczna bardzo dużo się uczymy. Firmy społeczne muszą mieć stabilne podstawy ekonomiczne. Współpraca z takim partnerem jak Volkswagen bardzo to ułatwia. Klientów i partnerów Diakonijnej Spółki Zatrudnienia cechuje szczególna odpowiedzialność społeczna. Diakonijna Spółka Zatrudnienia funkcjonuje bez zewnętrznych źródeł finansowania, co oznacza, że utrzymuje się z własnej działalności. W spółce pracuje 14 osób, w tym 8 na stałych umowach o pracę. 15 osób to uczestnicy objęci przygotowaniem zawodowym bądź praktykanci, którzy na przykład uczestniczą w praktykach zawodowych organizowanych u partnera niemieckiego w Kästorf. Diakonijna Spółka Zatrudnienia to model przedsiębiorstwa społecznego powiązanego z wolnym rynkiem i biznesem. Krystyna Dorsz

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

35


ekonomia społeczna

Jak to robią w

Co może zrobić Powiatowy Urząd Pracy w sytuacji, gdy bezrobocie na jego obszarze zbliża się niemal do 25 procent. Czy jest w stanie skutecznie reagować, gdy stosunek liczby zarejestrowanych osób bezrobotnych do liczby wolnych miejsc pracy jest drastyczny i wynosi aż 71 osób na jedno stanowisko pracy?

R

ejon Śląska słynął przez lata jako teren górniczy. Wydobywano tu nie tylko węgiel ale i złoto. Zasoby uległy jednak wyczerpaniu. Po upadku komunizmu w Polsce w 1989 roku sytuacja przemysłowa Kłodzka również zaczęła podupadać. W mieście działało kilka zakładów przemysłowych, ale żaden z nich nie miał poważniejszego znaczenia. Później było jeszcze gorzej – w połowie lat 90-tych pozostałe przedsiębiorstwa zostały zamknięte, przez co nastąpił gwałtowny wzrost bezrobocia. „Skąd wszędzie jest bliżej…”

Kłodzko reklamuje się jako miejsce „skąd wszędzie jest bliżej…”. Zachęca potencjalnych turystów bliskością granicy czeskiej, Kotliny Kłodzkiej, pięciu uzdrowisk. Jest fascynujące przez swoją 1000-letnią historię i średniowieczne tajemnice. Nawet Andrzej Sapkowski większość akcji swojej trylogii umieścił w przewadze właśnie

Partnerstwo Kłodzkie w trakcie jednego ze spotkań.

w rejonie Ziemi Kłodzkiej; bo oprócz religijnych wojen husyckich na terenie Ziemi Kłodzkiej ścierały się w różnych czasach wojska polskie, czeskie, pruskie, austriackie, niemieckie. Stąd liczne warownie, twierdze i wieże rycerskie. To miejsce cechuje wyjątkowa atrakcyjność turystyczna, rekreacyjna, a nawet wspinaczkowa. Wydawać by się mogło, że jest to raj dla rdzennych mieszkańców. Partnerstwo lokalne i szybki efekt W powiecie kłodzkim uruchomiono szereg inicjatyw, które mają zmniejszyć bezrobocie. Nie będzie to jednak zmiana błyskawiczna. Ale jedno z podjętych działań zaowocowało znacznie prędzej. Mowa o budowaniu partnerstwa lokalnego na rzecz gospodarki społecznej. I tu efekty pojawiły się dosyć szybko. W grudniu 2011 roku dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy i przedstawiciele władz powiatowych zwrócili się do Fundacji Barka z prośbą o współpracę w pomocy dla osób poszukujących pracy. Odbyło się wiele spotkań, w których brali udział przedstawiciele władz powiatowych, gminnych, organizacje obywatelskie, Urząd Pracy, Ośrodki Pomocy Społecznej i inni przedstawiciele środowiska lokalnego. W rezultacie, pod koniec lata 2012 roku ponad 40 osób znalazło pracę w dwóch Centrach Integracji Społecznej. Jedni powołali stowarzyszenie, drudzy samorząd. CIS samorządowy został powołany jako zakład budżetowy i od września 2012 roku prowadzi cztery warsztaty: remontowo-porządkowy (wykonuje zadania związane z przebudową przepustów drogowych, rowów melioracyjnych,

Artykuł jest finansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Projekt „Zintegrowany System Wsparcia Ekonomii Społecznej”.

36


Kłodzku? Centrum Integracji Społecznej podczas pracy. kominów), ogrodniczo-porządkowy (dba o porządek oraz wykonuje prace ogrodnicze), gastronomiczny (pracuje w kuchniach znajdujących się w placówkach oświatowych), opiekuńczy (pełni opiekę nad dziećmi przewożonymi do szkół oraz zajmuje się chorymi osobami). CIS otrzymał 100 tysięcy złotych dotacji z Urzędu Marszałkowskiego na uruchomienie warsztatów i na pierwsze trzy miesiące działalności. Później będzie utrzymywał się sam, z własnej działalności, wykonywanych zleceń i usług. Natomiast Centrum Integracji Społecznej powołane przez Stowarzyszenie Edukacja i Rozwój będzie ubiegać się o dotację z Urzędu Marszałkowskiego w przyszłym roku. Obecnie uruchomiony został jeden warsztat, w którym pracuje 12 osób. Wykonują oni usługi porządkowe dla Szpitala Rejonowego. Różnice formalne Kłodzko to kombinacja dwóch różnych CISów, które kierują się odmiennymi zasadami działania. Zbieżne jest przedsiębiorcze podejście, zasady uczestnictwa w CISie (uczestnicy, m.in. bezrobotni, osoby korzystające z pomocy społecznej, za swoją codzienną pracę przez co

najmniej 6 godzin dziennie otrzymują świadczenie integracyjne w wysokości 794,20 złotych). Podobnie w obu kłodzkich centrach wyglądają też możliwości startowe – konieczność uzyskania statusu CIS, jak również możliwość uzyskania dotacji z Urzędu Marszałkowskiego. Mimo to, Urząd Wojewódzki na pierwszym etapie rozpatrywania wniosków o nadanie statusu odrzucił wniosek stowarzyszenia, przyjmując wniosek Gminy. Ostatecznie oba wnioski zostały zaakceptowane, jednak tego rodzaju trudności pokazują jak ważne jest sprawne partnerstwo lokalne. Prawidłowe funkcjonowanie jest możliwe tylko dzięki współpracy, wzajemnemu zaufaniu i przekonaniu, że CIS jest sprawą partnerstwa, a nie organu prowadzącego. Podstawowe różnice dotyczą zasad finansowania. Centrum funkcjonujące w formie samorządowego zakładu budżetowego funkcjonuje w oparciu o „Ustawę o finansach publicznych” i może być dofinansowane ze środków budżetu gminy do 50 procent kosztów funkcjonowania. Natomiast CIS prowadzony przez organizację obywatelską może otrzymać dofinansowanie z budżetu samorządu lokalnego. Jednak o stawce decyduje rada gminy lub miasta, a sposób naliczenia wynika z algorytmu opisanego w „Ustawie o zatrudnieniu socjalnym”. W praktyce CISy, które powoływane są przez organizacje obywatelskie mają mniejsze szanse na uzyskanie dofinansowania. Zaś działalność kłodzkich CISów oparta jest wyłącznie na własnej przedsiębiorczości. Druga różnica wynika z ustawy „Prawo zamówień publicznych”. Urząd Gminy zlecający zadania CISowi funkcjonującemu jako zakład budżetowy, może to robić bezprzetargowo. Natomiast w przypadku zleceń dla CISu prowadzonego przez organizację obywatelską, musi się to odbywać w trybie zamówień publicznych. Dagmara Szlandrowicz

Artykuł jest finansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Projekt „Zintegrowany System Wsparcia Ekonomii Społecznej”.

37


świadectwa są potrzebne

Spotkasz mnie w tramwajach Bycie „sprzedawcą ulicznym” jest dla mnie ważnym etapem w życiu, który staram się doceniać poprzez poznawanie ludzi. Najwięcej ich spotykam w tramwajach. Tak, właśnie w nich, bo „Gazetę Uliczną” upowszechniam w tych środkach lokomocji – z tego, co wiem, jako jedyny taki sprzedawca w Polsce.

P

amiętam dzień 28 października 2005 roku, w którym rozpoczęła się moja współpraca z Fundacją Pomocy Wzajemnej Barka. Dostałem skierowanie z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie i od razu stałem się uczestnikiem Centrum Integracji Społecznej. Uczestniczyłem w warsztacie opieki nad osobą starszą i niepełnosprawną oraz uczęszczałem na lekcje języka niemieckiego. Odnalazłem się tutaj, tym bardziej, że miałem dobre rekomendacje mojej partnerki życiowej – Maryli, która w CISie była kilka miesięcy przede mną. Barka zmieniła moje życie. Kiedyś byłem „wycofany”, wręcz wystraszony w odniesieniu do różnych sytuacji życiowych, które mnie spotykały. Obcowanie z ludźmi otwiera świadomość na wiele kwestii społecznych. Zacząłem doceniać wartość wspólnoty. Barka umocniła mnie w przekonaniu, że dobrze uczyniłem, kiedy już w 2000 roku rzuciłem picie alkoholu. „Na poważnie”

„Sprzedawcą Gazety” zostałem głównie ze względu na koleżeństwo z Mirkiem, szefem sprzedawców ulicznych, z którym poszliśmy na dworzec i próbnie sprzedawaliśmy Gazetę. To mi się bardzo spodobało. zacząłem sprzedawać Gazetę 13 grudnia 2006 roku. Pierwsze dni spędziłem na poznańskim deptaku, później na parkingu jednego z supersamów. Od drugiej połowy 2007 roku jestem rozpoznawany w tramwajach. O dziwo, sprzedaje się w nich naszą Gazetę z lepszym efektem niż na

Piotr Heigelmann przed redakcją „Gazety Ulicznej” na poznańskich Zawadach. „stałym gruncie”. Poza tym taka sprzedaż w zimie ma wielką zaletę – nie muszę przebywać cały dzień na mrozie. W zimie czułem się niemalże zamarznięty. Kiedy próbowałem wydać klientowi resztę z kwoty jaką chciał przeznaczyć na zakup kwartalnika, palce mi drętwiały i monety przelatywały przez nie. Ale to właśnie w chłodnym miesiącu, grudniu 2006 roku, padł mój rekord sprzedaży – 200 egzemplarzy sprzedanych Gazet. A normą moją było, że sprzedawałem wtedy przez 3 bądź 4 godziny dziennie 50 egzemplarzy. Dlaczego już tak teraz nie jest? Ludzie lubią coś kupować na zasadzie nowości, choć nie jest to podejście dojrzałe. Mieszkańcy Wielkopolski stali się bardziej zobojętnieni na sprawy społeczne. Ważne jest jednak, iż Gazeta przybliża ludziom świat, w którym żyje Barka, a który dla osób nie wtajemniczonych w jej działania, powinien być znany. Sprzedaż „Gazety Ulicznej” umocniła we mnie pewność siebie. Przyzwyczaiłem się do bycia z ludźmi. Bycie sprzedawcą przyniosło mi zysk na jaki wcześnie nie liczyłem – niematerialny. Przez te kilka lat zdobyłem rozpoznawalność i serdeczność osób – motorniczy w tramwajach witają mnie jak swojego, podobnie jest z niektórymi policjantami i lekarzami. Świadectwo Piotra Heigelmanna spisał Dominik Górny

Artykuł jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

38


III Dni Kultury Solidarności

Targi Przedsiębiorczości Społecznej

Debata w siedzibie Barki, pierwsze oficjalne ogłoszenie patrona Wielkopolskiego Centrum Ekonomii Solidarności, które będzie nosić imię Cyryla Ratajskiego.

Sympozjum „Kultura przestrzeni publicznej dla rewitalizacji miejsc dziedzictwa i życia społecznego wspólnot lokalnych” – prelegenci (od lewej: Piotr Szymański, Tomasz Sadowski, Barbara Sadowska, Dominik Górny, Waldemar Rataj).

Spotkanie z Pierwszą Damą Pro Publico Bono, Izabelą Dzieduszycką, pt. „Kucem na Ursynów” (Hotel Kolegiacki w Poznaniu).

Wydruk niniejszego numeru „Gazety Ulicznej-kwartalnika gospodarki solidarnej” jest współfinansowany ze środków otrzymanych w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.



Gazeta Uliczna Nr 4 (34) 2012