Page 1

Pracy nie znajdzie tylko ten, kto nie chce pracowaæ – uwa¿aj¹ „specjaliœci” od zatrudnienia. Bo pracê maj¹. Koniec œwiata! – mawia³ pan Popio³ek, gospodarz Z³otej 25 z serialu „Dom”. W jego g³osie by³o jednak wiêcej niedowierzania i pozytywnego w gruncie rzeczy zadziwienia zmieniaj¹cym siê wokó³ niego œwiatem. A zw³aszcza zachodz¹cymi w powojennej Warszawie – i w ca³ej Polsce – przemianami ludzkiej œwiadomoœci i obyczajów. Tak¿e – postêpem cywilizacyjnym. Dzisiaj by³aby w tym okrzyku dezaprobata, jeœli nie rozpacz. Gdyby tak temu szlachetnemu warszawiakowi zdarzy³o siê posadê straciæ i stan¹æ przed drzwiami „poœredniaka”, jak dawniej nazywano obecne urzêdy pracy. A mo¿e zrazu i ton niedowierzania – na przyk³ad przy lekturze poniedzia³kowego wydania „Gazety Wyborczej”. A œciœlej – dodatku z ofertami pracy. Tak – z pozytywnym niedowierzaniem i wielk¹ nadziej¹ – jeszcze przed rokiem reagowa³ Pawe³, gdy po kilku miesi¹cach od wyrzucenia go z pacy postanowi³ nie „p³akaæ nad rozlanym mlekiem” i wzi¹æ sprawy w swoje rêce. Frajer na nartach Posadê, dyrektorsk¹, w jednej z przoduj¹cych w Wielkopolsce instytucji samorz¹dowej straci³ w cztery miesi¹ce po ostatnich wyborach samorz¹dowych: – Jak ostatni frajer – stwierdza dzisiaj, m¹drzejszy o smutne doœwiadczenie. Z nowym burmistrzem miasta pracowa³ jeszcze w poprzedniej kadencji. I to wtedy ukszta³towa³y siê obyczaje „urlopowe”, które teraz zaprowadzi³y go na zielon¹ trawkê. Takie mianowicie, ¿e wniosek o urlop sk³ada³ (inni dyrektorzy te¿) w magistracie i nigdy nie pyta³, czy burmistrz podpisa³, czy nie. Bo zawsze podpisywa³. Tak jak i jego nastêpca. Wiêc gdy po czterech latach pan B.

powróci³, Pawe³, wyje¿d¿aj¹c na planowane od dawna narty, zaniós³ wniosek do urzêdu, tydzieñ wczeœniej zreszt¹. I pojecha³. Jak na ironiê losu drugiego dnia, w niedzielê, z³ama³ obojczyk, o czym zreszt¹ przekona³ siê dopiero po powrocie: – Gdybym mia³ najmniejsz¹ w¹tpliwoœæ – opowiada – poszed³bym do lekarza i by³bym na zwolnieniu lekarskim... Ból zlekcewa¿y³, trochê nawet szusowa³. Gdy po kolejnym tygodniu wróci³, dowiedzia³ siê, ¿e ju¿ dyrektorem nie jest. I dopiero wtedy go zabola³o. Nie, nie obojczyk, a dyscyplinarne zwolnienie. Jedna na sto Nie godz¹c siê z tym sprawê odda³ do s¹du pracy (proces jeszcze trwa). Ale po tych czterech miesi¹cach doszed³ do wniosku, ¿e najwy¿szy czas rozejrzeæ siê za now¹ posad¹. I w poniedzia³ki zacz¹³ kupowaæ „Wyborcz¹”. Z pocz¹tku szuka³ czegoœ zgodnego z wykszta³ceniem (in¿ynier rolnik) lub doœwiadczeniem (organizacja pracy kulturalnej), wysy³a³ aplikacje na dwa, trzy wybrane anonse. Potem rozszerza³ kr¹g „zainteresowañ” o marketing, handlowca (wszystkich bran¿). Przez ponad rok odpowiedzia³ poczt¹, czasem internetow¹, na jakieœ trzysta og³oszeñ. OdpowiedŸ, jak¹kolwiek, otrzyma³ z dziesiêciu firm. Do trzech – czyli jednej na sto aplikacji – zaproszono go na rozmowê. Ale pracy nie otrzyma³ nigdzie, choæ do wykszta³cenia dorzuci³ jeszcze studia podyplomowe z marketingu i uprawnienia, zdobyte jeszcze w dyrektorskich czasach, do zasiadania w radach nadzorczych spó³ek. A mo¿e ksi¹¿ka? Pawe³ jest w o tyle dobrej sytuacji, ¿e jego ¿ona ma dobrze p³atn¹ pracê

Pawe³ szuka³ pracy nawet przez internet – bez skutku. Fot. autor

w banku. Ale jak d³ugo mo¿e go utrzymywaæ? Mo¿e komuœ by to odpowiada³o, ale nie jemu – przyzwyczajonego do pracy, przebywania z ludŸmi. Ma po prostu wszystkiego, a siedzenia w czterech œcianach szczególnie, doœæ: – Wiesz co najbardziej mnie denerwuje? ¯e te firmy, ludzie, którzy zajmuj¹ siê rekrutacj¹, maj¹ to wszystko w d... Dowód? Najprostszy ze wszystkich – wszelkie poradniki dla poszukuj¹cych pracy okreœlaj¹, jak powinno wygl¹daæ curiculum vitae, list intencyjny, jak siê ubraæ na rozmowê, co mówiæ i szereg podobnych bzdur. ¯aden jednak nie radzi potencjalnemu pracodawcy, by ten odpowiedzia³ na ka¿d¹ aplikacjê – bo to te¿ œwiadczy o firmie. – Móg³bym ju¿ chyba napisaæ o tym ksi¹¿kê... A wiesz, mo¿e to nie takie g³upie? Za szczyt hipokryzji ze strony og³aszaj¹cych siê firm uwa¿a og³oszenia, po których na wakuj¹ce stanowisko i tak bierze siê „swojego”. W jednej, gdy zadzwoni³, bo po miesi¹cu zobaczy³ powtórzone og³oszenie, dowiedzia³ siê, ¿e... wcale nie szukaj¹ przedstawiciel handlowego, bo maj¹ takiego w Wielkopolsce. To po co zamieszczali og³oszenia? – Tworzymy tak¹ wewnêtrzn¹ bazê kandydatów – odpowiedzia³a rezolutnie panienka z drugiego koñca Polski. Waldemar Mirek


4 – Gazeta Uliczna daje pracê! 5-7 – Wywiady ze sprzedawcami 8-9 – Winda > Urodzi³ siê z gitar¹ w rêce – Tomowi siê uda³o... 10 – Treneiro > Zabawiæ siê na œmieræ 11-13 – Jesteœmy tu tylko na chwilê 14-15 – Galeria 16-17 – Bo¿y szaleniec 18 – Bon voyage! — Klasyczny wstêpniak 19 – Dam pracê, ale... 20 – Mietek... 21 – Marzena... 24-25 – Magiczny klub 26-27 – Czwarta w³adza ma siê lepiej od pozosta³ych trzech 28-30 – "Odkurzyæ idea³y"... 31 – Prosto z g³owy > Opowieœæ sentymentalna 32 – X muza > Jak wygl¹da... – Filmy na œwiêta 33 – Kino w Zimbabwe 34-35 – Foto > Poznañ 36-38 – Jazda pod wiaduktem 39 – Koniec œwiata! Praca dla ka¿dego

Redaktor prowadz¹cy numer: Monika Lis – monika.lis@gazetauliczna.pl Redakcja: Krzysztof B¹czyk, Magda Cagara, Justyna Doro¿a³a, Barbara Dudziñska, Micha³ Kulaziñski, Ewa Morkowska, Amanda Satterly – redakcja@gazetauliczna.pl Fotografie: Magda Cagara, Micha³ Kulaziñski Grafika: Maja Wolna Szef dystrybucji: Marek Jakubowski +48 501 713 669 Szef sprzedawców: Jan Ko³aczyk +48 506 923 430 Reklama: Przemys³aw Solenczew +48 505 560 867

Drogi Czytelniku, dziêki Gazecie Ulicznej, któr¹ zdecydowa³eœ siê kupiæ i któr¹ w³aœnie trzymasz w rêce, pomagasz tworzyæ nowe miejsca pracy. Gazeta Uliczna jest jedynym przedsiêwziêciem biznesowo-spo³ecznym tego typu w Polsce. Jest jednoczeœnie przyk³adem, jak przy niewielkich nak³adach finansowych, mo¿na nie tylko przeciwdzia³aæ bezrobociu, ale równie¿ pomóc osobom spo³ecznie wykluczonym (czytaj s. 4). W tym numerze znajdziesz wyj¹tkowy wywiad z Tomaszem Lisem o kondycji III RP i wywiady ze sprzedawcami Gazety Ulicznej o ich przesz³oœci, teraŸniejszoœci i przysz³oœci. Ponadto, przeczytaæ mo¿na o poznañskich Kanarach, skatowcach i bo¿ych szaleñcach, niecodziennym sposobie na osiedlow¹ nudê na Ratajach, a tak¿e o kinie w Zimbabwe. 40 stron o tym, czego nie pisz¹ inni. 40 stron, które pomagaj¹ innym. Spokojnych œwi¹t Bo¿ego Narodzenia i pogody ducha w Nowym Roku, ¿yczy Redakcja Gazety Ulicznej i Fundacja Pomocy Wzajemnej BARKA

Sk³ad: Daniel Majchrzak Druk: Zak³ad Pracy Chronionej „Almar” w Puszczykowie Wydawca: Fundacja Pomocy Wzajemnej BARKA, ul. œw. Marcin 30/ 14 Poznañ, www.barka.org.pl Kontakt z Redakcj¹: redakcja@gazetauliczna.pl , tel. 61 851 6678 Kontakt z Fundacj¹: barka@barka.org.pl , tel. 61 851 6678


Kupuj¹c Gazetê Uliczn¹ pomagasz bezrobotnym tworzyæ w³asne miejsca pracy. Tym samym, w³¹czasz siê w ogólnopolsk¹ kampaniê spo³eczn¹ na rzecztworzenia nowych miejsc pracy. CZY MIEJSCA PRACY MO¯NA TWORZYÆ? Gazeta Uliczna jest projektem Fundacji BARKA, który ma na celu tworzenie nowych miejsc pracy. Gazeta Uliczna tworzy miejsca pracy zarówno przy kolporta¿u, jak i przy jej redagowaniu. Projekt jest adresowany szczególnie do osób bezdomnych i d³ugotrwale bezrobotnych, które dziêki Gazecie Ulicznej maj¹ szansê na legalne zatrudnienie przy sprzeda¿y gazety. Ka¿dy sprzedawca otrzymuje 50% z ceny egzemplarza (2 PLN brutto), co umo¿liwia mu stabilizacjê finansow¹ i ponowne zaistnienie na rynku pracy. Gazeta Uliczna wspiera osoby spo³ecznie wykluczone i tworzy mo¿liwoœæ na ich ponown¹ reintegracjê ze spo³eczeñstwem. Stanowi tym samym niezwykle wa¿ny etap w rozwoju osobistym, zawodowym i spo³ecznym. KAMPANIA SPO£ECZNA NA RZECZ TWORZENIA NOWYCH MIEJSC PRACY Gazeta Uliczna animuje Kampaniê Spo³eczn¹ na Rzecz Tworzenia Nowych Miejsc Pracy. Celem kampanii jest wspieranie procesu tworzenia

miejsc pracy przez bezrobotnych.. Kampania skierowana jest szczególnie do osób, które w wyniku transformacji ustrojowej wypad³y z rynku pracy, a tak¿e do tych, którzy jeszcze nie zd¹¿yli na nim zaistnieæ. Gazeta Uliczna uczy przedsiêbiorczoœci i zachowañ wolnorynkowych, zgodnie z zasadami ekonomii spo³ecznej. Tworzenie spó³dzielni socjalnych, przedsiêbiorstw spo³ecznych oraz rozwój dzia³alnoœci indywidualnej to tylko niektóre sposoby odzyskania niezale¿noœci finansowej i powrotu na rynek pracy. W JAKI SPOSÓB CZYTELNIK GAZETY ULICZNEJ POMAGA BEZROBOTNEMU? Ka¿dy, kto kupi Gazetê Uliczn¹ tworzy miejsce pracy. Nabywaj¹c Gazetê Uliczn¹ pomaga siê sprzedawcy w sposób bezpoœredni – w jednej chwili tworzy siê dla niego legalne miejsce pracy i wynagradza j¹ finansowo (2 PLN brutto za egzemplarz). Wybrany przez Gazetê Uliczn¹ model sprzeda¿y, powoduje, ¿e sprzedawca mo¿e legalnie zarobiæ na utrzymanie siebie i swojej rodziny, co w d³u¿szej perspektywie, pomaga mu odbudowaæ swoje ¿ycie, odzyskaæ szacunek w oczach innych i przezwyciê¿yæ trudnoœci. Gazeta Uliczna jest projektem Fundacji BARKA finansowanym przez

fundacje MATRA KAP, LLOYDS TSB i GENEVA GLOBAL RESEARCH. Ponadto, Gazeta Uliczna jest czêœci¹ Miêdzynarodowej Sieci Gazet Ulicznych (International Network of Street Papers), zrzeszaj¹cej podobne gazety ju¿ w 43 krajach. Jej partnerem jest ju¿ m.in. The Big Issue in Scotland – jedna z najstarszych gazet ulicznych na œwiecie. Gazetê Uliczn¹ tworz¹ studenci i absolwenci poznañskich uczelni. Sprzedawana jest na ulicach Poznania przez osoby bezdomne i bezrobotne. Gazeta Uliczna jest szans¹ na pracê dla osób m³odych, dopiero wchodz¹cych na rynek pracy, jak i dla starszych, którzy w wyniku transformacji lub osobistych trudnoœci, ju¿ z niego wypadli. Gazety kolportowane s¹ wy³¹cznie na ulicach (nie mo¿na ich kupiæ w ¿adnym ze sklepów, kiosków, czy marketów). Ka¿dy ze sprzedawców otrzymuje specjalny identyfikator i pierwsze 10 egzemplarzy gazety za darmo. Kolejne egzemplarze kupuje ju¿ z w³asnych, zarobionych œrodków, za po³owê ceny (2 PLN). Justyna Doro¿a³a Kontakt z Redakcj¹: redakcja@gazetauliczna.pl Gazeta Uliczna Œw. Marcin 30/14 61-806 Poznañ tel. 851 6678

Sprzedawc¹ Gazety Ulicznej mo¿e byæ ka¿dy, kto ukoñczy³ 16 lat, pozostaje d³ugotrwale bezrobotny i respektuje zasady Kodeksu Sprzedawcy. Kodeks Sprzedawcy jest jednakowy we wszystkich gazetach Miêdzynarodowej Sieci Gazet Ulicznych (INSP).

KODEKS SPRZEDAWCY Sprzedawcy Gazety Ulicznej zobowi¹zuj¹ siê: 1. Nie sprzedawaæ gazety pod wp³ywem alkoholu lub narkotyków 2. Nie zachowywaæ siê agresywnie i nie obra¿aæ s³ownie kupuj¹cych, innych sprzedawców i pracowników Gazety 3. Nie blokowaæ przejœcia lub fizycznie zatrzymywaæ przechodniów

4. Nie sprzedawaæ innych gazet i towarów w uniformie i z identyfikatorem sprzedawcy Gazety Ulicznej 5. Nie sprzedawaæ w œrodkach transportu publicznego lub na terenie prywatnym 6. Wydawaæ resztê 7. Nie przekazywaæ gazet innym osobom, które nie s¹ zarejestrowanym sprzedawcami Gazety Ulicznej

8. Nie sprzedawaæ gazet w rejonie zakazanym przez pracowników Gazety 9. Zachowywaæ siê w sposób nie zagra¿aj¹cy dobremu imieniu Gazety Ulicznej 10. Nie sprzedawaæ gazet bez identyfikatora z imieniem, nazwiskiem, numerem i dopiskiem „Autoryzowany sprzedawca Gazety Ulicznej”


Justyna wstaje o 4.30, ¿eby byæ na dworcu wtedy, gdy pierwsi ludzie wysiadaj¹ z porannych poci¹gów i spiesz¹ siê do pracy.

Ile trwa Twój dzieñ pracy? – Czasami wiêcej, czasami mniej, ale œrednio – osiem godzin. W której czêœci Poznania mo¿na Ciê najczêœciej zobaczyæ w stroju sprzedawcy GU? – Na dworcu PKP. Dobrze znam to miejsce – mieszka³am tam przez rok. Jestem alkoholiczk¹, ale ju¿ od 11 miesiêcy nie pijê i mieszkam w BARCE. Znajomi, którzy nadal ¿yj¹ na dworcu, s¹ zdziwieni, widz¹c, jak dzieñ w dzieñ pracujê i zarobionych pieniêdzy nie przeznaczam na alkohol. £api¹ siê za g³owê, bo znaj¹ mnie z zupe³nie innej, ciemnej strony. To dla mnie ogromna satysfakcja pokazywaæ im, ¿e mo¿na opuœciæ dworzec i powróciæ w jego okolice w zupe³nie innym charakterze. Mo¿e to trochê egoistyczne podejœcie, ale chcê pokazaæ ludziom, ¿e to siê naprawdê mo¿e udaæ.

Dlaczego wybra³aœ ten rodzaj pracy? To trudne zajêcie, wymagaj¹ce podejmowania nieustannych prób kontaktu z ludŸmi, nie zawsze przyjaŸnie nastawionych. – Dla mnie to praca jak ka¿da inna. Z kontaktem z ludŸmi nie mam problemu: t³umaczê im cierpliwie, czemu s³u¿y Gazeta, ¿e jest czêœci¹ Kampanii przeciwdzia³aj¹cej bezrobociu, ¿e dziêki niej mogê legalnie pracowaæ. To prawda, ¿e kiedy wieczorem jadê do domu, buzia mnie trochê boli od gadania i uœmiechania, ale to gadanie przynosi efekty, wiêc siê nie zniechêcam.

Czym siê ró¿ni ten rok na dworcu od poprzedniego? – Musia³abym wymieniæ bardzo du¿o rzeczy!!! W zesz³ym roku dzieñ zaczyna³ siê od picia i koñczy³ siê piciem; w miêdzyczasie trzeba by³o wy¿ebraæ pieni¹dze na picie lub liczyæ na pomoc pseudoprzyjació³, bêd¹cych w tej samej sytuacji. Teraz, gdy przychodzê na dworzec z gazetami, a ktoœ z dawnych znajomych prosi mnie o z³otówkê, idê z nim kupiæ coœ do jedzenia – za dobrze znam ten œwiat, ¿eby nie wiedzieæ, jak¹ pokus¹ jest pieni¹dz trzymany w rêku.

Jacy ludzie najczêœciej kupuj¹ od Ciebie Gazetê? I czy maj¹ czas, ¿eby z Tob¹ porozmawiaæ, czy biegn¹ na poci¹g? – Trudno sprzedaæ albo kupiæ Gazetê Uliczn¹ bez rozmowy. To jest nowoœæ, a nikt nie lubi kupowaæ kota w worku. Niektórzy nie maja zielonego pojêcia, o czym jest i czemu s³u¿y Gazeta – pytaj¹, czy to wiadomoœci z ulicy, o „penerach”, o „menelach”. Wtedy po raz kolejny t³umaczê, ¿e to moja szansa na pracê i opowiadam trochê o treœci gazety. Czasami siê zastanawiam, dlaczego ludzie kupuj¹ ode mnie gazetê. Niektórzy na pewno z litoœci. Inni dla idei. A jeszcze inni mo¿e dlatego, ¿e zobaczyli coœ do tej pory niemo¿liwego. Chcê, ¿eby ludzie widzieli w nas na ulicach sprzedawców, nie bezdomnych. Niektórzy bezrobotni mówi¹, ¿e to zbyt ciê¿ka, czasami upokarzaj¹ca praca. – Stanie na ulicy, uœmiechanie siê i rozmowa z przechodniami nie jest niczym upokarzaj¹cym. Czasami siê denerwujê, gdy podchodzi cz³owiek i opowiada g³upoty o naszych zarobkach. ¯e nie jest problemem sprzedaæ 10 gazet przez godzinê. A ja wczoraj sprzeda³am jedn¹ w ci¹gu ca³ego dnia! Kiedy s³yszê takie rzeczy, ogarnia mnie sza³. Justyna sprzed roku za³atwi³aby to zupe³nie inaczej; teraz próbujê siê uœmiechaæ i mówiê: „Niech Pan sam spróbuje!”. Nie boisz siê z³oœliwych odzywek, lekcewa¿¹cych uwag przechodniów? – Ka¿dy ze sprzedawców dosta³ ju¿ w ¿yciu po ty³ku. Ale teraz po raz pierwszy mo¿emy byæ pewni, ¿e wyzwiska nie dotycz¹ nas, lecz naszej przesz³oœci. Teraz jest inaczej. Rozmawia³a: Monika Lis


Niby kupuj¹ gazetê, a przecie¿ robi¹ coœ dobrego

siê rano z myœl¹, ¿e nikomu nie jestem potrzebna, potem sz³am na kolejna rozmowê w sprawie pracy, gdzie spotyka³a mnie odmowa. Czasami uda³o mi siê znaleŸæ zajêcie na kilka dni. Przewróci³am siê, nios¹c pojemnik pe³ny ryb – okaza³o siê, ¿e œledzie rozrzucone po pod³odze s¹ wa¿niejsze od mojej zwichniêtej kostki. Trudno d³ugo wytrzymaæ w takim miejscu. Wszystkie si³y wk³ada³am w to, ¿eby dzieci nie odczu³y mojego przygnêbienia, i ¿eby mimo wszystko mia³y normalny dom. Teraz ch³opcy wiedz¹, ¿e mama ma pracê. Kiedy wracam do domu, s³yszê tradycyjne pytanie chyba wszystkich dzieci: „Mamo, co mi kupi³aœ?”. Moje dodaj¹ jeszcze: „Mamo, nie zmarz³aœ?”.

Wojtek Szymañski, lat 25

„Jest fajnie, kiedy mogê kogoœ zaprosiæ na kawê. Nie siedzê ju¿ w domu i nie ogl¹dam przez ca³y dzieñ telewizji. Jeœli bym tak robi³, kto zap³aci rachunek za pr¹d? Nawet w wiêzieniu trzeba na wszystko zapracowaæ, i nie rozumiem, dlaczego niektórzy myœl¹, ¿e tutaj jest inaczej.

Sprzedajê gazety od miesi¹ca. Pierwszego dnia wyszed³em na ulicê i powiedzia³em sobie: No dobrze, poczujmy siê wiêc jak sprzedawca! Przez pierwsze dwie godziny by³o ciê¿ko, ale teraz jest ju¿ dobrze, mimo, ¿e nie mam jeszcze bardzo dobrych wyników. Cieszê siê, ¿e mogê wspieraæ akcjê Gazety Ulicznej, chocia¿ wiem, ¿e nie mam zbyt du¿ego wp³ywu na ludzi. Ja mam tylko minutê, ¿eby przekonaæ do kupna miesiêcznika. W rzeczywistoœci jednak tylko sama Gazeta odpowie wyczerpuj¹co na pytanie: po co? o czym? dla kogo? Trudno to wyt³umaczyæ, bo nie ma ¿adnej podobnej na rynku. W zale¿noœci od sytuacji, albo siê z tego cieszê, albo mam k³opot”. WypowiedŸ spisa³a: Monika Lis

Mamo, nie zmarz³aœ? Marzena Nowak, lat 32, mama 15-letniego Daniela i 5-letniego Andrzeja

Gazetê sprzedajê od 11 paŸdziernika. Wczeœniej pracowa³am w barkowej szwalni, ale kiedy us³ysza³am o Gazecie Ulicznej, od razu zaanga¿owa³am siê w jej sprzeda¿. Lubiê nowe wyzwania, a najgorsza jest nuda. Sprzedaj¹c gazety mam kontakt z ludŸmi, chocia¿ ich reakcje odbieraj¹ czasami chêci do pracy. Niektórzy przechodz¹ obojêtnie, inni rzucaj¹ uszczypliwe s³ówka, sugeruj¹c, ¿e powinnam siê wzi¹æ do lepszej pracy. Byæ mo¿e zazdroszcz¹ i maj¹ mi za z³e, ¿e nikogo nie muszê prosiæ o pieni¹dze i sama potrafiê je zdobyæ. S¹ te¿ mi³e sytuacje: podszed³ do mnie starszy pan, poprosi³ o gazetê, powiedzia³, ¿e zna z doœwiadczenia moj¹ sytuacjê, i od teraz zawsze bêdzie u mnie kupowa³ kolejny numer GU. Cieszy mnie, kiedy ludzie mnie rozpoznaj¹, witaj¹ siê, zaczynaj¹ rozmowê, sugeruj¹, o czym chcieliby przeczytaæ w kolejnym numerze. Inni zapraszaj¹ na kawê – ale niestety, ja jestem w pracy, chocia¿ czasami dobrze by³oby napiæ siê czegoœ ciep³ego. Przez szeœæ lat by³am bezrobotna. Trudno znaleŸæ pracê, kiedy samotnie wychowuje siê dzieci – wiêkszoœæ pracodawców od razu odrzuca³o moj¹ kandydaturê. By³o strasznie; budzi³am

Bardzo siê cieszê, ¿e mogê pracowaæ, choæ nigdy nie s¹dzi³am, ¿e bêdê zarabiaæ w ten sposób. Jeœli moje miejsce sprzeda¿y – okolice Kupca Poznañskiego – oka¿e siê szczêœliwe, mo¿e uda mi siê zebraæ pieni¹dze na kurs fryzjerski? By³am ju¿ kasjerk¹, krawcow¹, motorniczym tramwaju, kwiaciark¹, teraz sprzedajê gazety – kto wie, mo¿e to jeszcze nie koniec moich mo¿liwoœci? WypowiedŸ spisa³a: Monika Lis


wy, czysty, spokojny – dlaczego nie mia³bym tego pokazaæ ludziom? Kupuj¹ ode mnie policjanci, senator £êcki, wielu innych ludzi przechodz¹cych ko³o mojego stanowiska przy Muzeum Narodowym. Wczoraj rozmawia³a ze mn¹ dziennikarka z WTK – poprosi³a o mój autograf na gazecie, i zapyta³a, czego najbardziej bym chcia³. Powiedzia³em: „Pani redaktor, dobrze by by³o, ¿eby nie by³o bezdomnych i bezrobotnych; jeœli to siê nie uda, mo¿e przynajmniej bêdê móg³ (za jakieœ dwa lata) zaprosiæ Pani¹ na kawê do mojego w³asnego domu?” WypowiedŸ spisa³a: Monika Lis

W rolach g³ównych:

Adam Cezak (œwiêty Józef) Daniel Cezak (Jezusek) Adam od czterech lat mieszka w BARCE z ¿on¹ i 2-letnim Danielem. Kiedy urodzi³ siê Daniel, wyst¹pi³ z tat¹ w bo¿onarodzeniowej szopce – odt¹d stali siê rozpoznawalni na ulicach Poznania. Mo¿e szczêœliwa gwiazda nadal b³yszczy nad g³ow¹ Adasia, i dlatego jest jednym z najlepszych sprzedawców Gazety Ulicznej? „Sam dla siebie jestem dyrektorem, kasjerem, pracownikiem, sprz¹taczem i sprzedawc¹. Pracujê dla siebie, a pracujê tak, jakbym zarz¹dza³ jednoosobow¹ firm¹. Pewien starszy pan uczy³ mnie kiedyœ gazeciarstwa, tego, jak ten fach wygl¹da³ przed wojn¹. Mo¿e dlatego tak dobrze mi idzie – poza tym, jestem przecie¿ œwiêtym Józefem! Kiedy wychodzê sprzedawaæ gazety, powtarzam w myœli troszkê zmienione s³owa trenera Górskiego: „Panowie, wyjdŸcie na ulice i im poka¿cie!!!” Zacz¹³em piæ, kiedy mia³em 12 lat, i pi³em wszystko, oprócz benzyny lotniczej, asfaltu i rozpuszczalnika. Nie pijê ju¿ trzy i pó³ roku, jestem trzeŸ-


URODZI£ SIÊ Z GITAR¥ W RÊCE Tadeusz Lis mówi o sobie, ¿e jest cz³owiekiem-orkiestr¹. Potrafi zagraæ na wszystkim, co wpadnie mu w rêce. Najczêœciej jednak gra na gitarze, ustnej harmonijce i bêbenku. A gdy bêbenka nie ma, takt wystukuje na odwróconym do góry dnem metalowym koszu na œmieci. Poznaniakom jest dobrze znany, poniewa¿ od kilku lat œpiewa i gra dla nich pod Kaponier¹. Gdy usta przymarzaj¹ do harmonijki Gra g³ównie pod Kaponier¹, ale nie tylko. Spotkaæ go mo¿na równie dobrze na dworcu kolejowym, terenie Miêdzynarodowych Targach Poznañskich, rynku £azarskim i na ulicy Paderewskiego. Sam przyznaje, ¿e gra³ ju¿ w³aœciwie wszêdzie i na ka¿dym instrumencie. Latem jest sympatycznie, zim¹ nieco trudniej – mówi Lis. Zdarza siê, ¿e w ch³odniejsze dni, struny od gitary pêkaj¹, a usta przymarzaj¹ do harmonijki. Mimo to, nawet zim¹ Tadeusz Lis nie daje za wygran¹. W swoim repertuarze ma najwiêksze bluesowe i rock and rollowe standardy – od Elvisa Presleya, poprzez Beatlesów, a na Czerwonych Gitarach koñcz¹c. Jako jeden z nielicznych muzyków ulicznych posiada weryfikacjê muzyczn¹ ministra. 35 lat temu skoñczy³ œredni¹ szkolê muzyczn¹. PóŸniej, przez ponad dwadzieœcia lat by³ gitarzyst¹ i kontrabasist¹ w lokalach tanecznych, restauracjach i barach. By³ cz³onkiem kapeli podwórkowej i orkiestry dêtej przy kopalni Be³chatów. Pracowa³ dla cyrku niemieckiego i dla fundacji. W Wigiliê daje bezp³atny koncert kolêdowy dla bezdomnych w czasie wspólnej wieczerzy pod Kaponier¹. £¹czy przyjemne z po¿ytecznym Jest pe³en energii, optymizmu i pogody ducha. Muzyka, jak twierdzi, jest dla niego wszystkim. ¯artuje, ¿e urodzi³ siê ju¿ z gitar¹ w rêce. Wystarczy,

¿e przez kilka dni nie gra, a od razu Ÿle siê czuje. Uda³o mu siê to, co wielu osobom siê nie udaje – w swojej pracy po³¹czy³ przyjemne z po¿ytecznym: kocha to co robi i zarabia na swoje utrzymanie robi¹c to, co kocha. Nie zarabiam kokosów, ale to nie szkodzi. Pieni¹dze nie s¹ najwa¿niejsze. Wa¿ne, ¿e robiê to, co lubiê, a jednoczeœnie sprawiam tym przyjemnoœæ innym. Choæ na co dzieñ spotyka siê z ro¿nymi reakcjami przechodniów, nigdy jeszcze nie doœwiadczy³ z ich strony jakiejœ przykroœci. Nie pamiêta, ¿eby spotka³ siê z jawn¹ niechêci¹, wrogoœci¹ lub agresj¹ skierowan¹ pod jego adresem. Zazwyczaj s¹ to reakcje pozytywne: ludzie uœmiechaj¹ siê, czasem podryguj¹ do muzyki lub zaczynaj¹ nuciæ piosenkê pod nosem. Z najwiêksz¹ sympati¹ spotyka siê ze strony ludzi m³odych. To oni najczêœciej przystaj¹, ¿eby d³u¿ej pos³uchaæ muzyki Tadeusza Lisa i wrzucaj¹ pie-

ni¹dze do futera³u. Ale Lis przyznaje, ¿e to, czy ktoœ coœ wrzuci, czy nie jest ma³o istotne. Gra dla wszystkich Gram dla wszystkich ludzi, nie tylko dla tych, którzy p³ac¹. Szczególnie lubiê graæ na dworcu – ludzie podchodz¹ do mnie, zagaduj¹. Zdarza siê nawet, ¿e jestem zapraszany przez podró¿nych, którym spodoba³a siê moja muzyka, do klubów, supermarketów, na promocje i inne imprezy kulturalne. To mi³e. Dworzec, to miejsce, gdzie mo¿na nawi¹zaæ wiele ciekawych znajomoœci – od pos³a do biedaka, który nie ma na chleb. Tadeusz Lis nie ma wyszukanych marzeñ dotycz¹cych swojej przysz³oœci. Chcia³by jedynie wydaæ swoj¹ kolejn¹ p³ytê. O niczym innym ju¿ nie marzê – dodaje z w³aœciwym sobie szerokim uœmiechem. Justyna Doro¿a³a


TOMOWI SIÊ UDA£O... Jest wyrazisty i niezale¿ny. Ma 38 lat, przyk³adn¹ rodzinê, baczki „pekaesy”, bzika na punkcie pi³ki no¿nej i wynik w triathlonie poni¿ej 3 godzin. Tomasz Lis ma równie¿ talent do telewizji. Ostatnio jako Cz³onek Zarz¹du i Dyrektor Programowy Polsatu. Daleko do Warszawy Urodzi³ siê w Zielonej Górze, gdzie w tym roku œwiêtowa³ z kolegami 20 lat od zdania matury. Po liceum próbowa³ dostaæ siê na wymarzon¹ medycynê. Zawali³ przedmioty œcis³e i nie zosta³ przyjêty. Postanowi³ zdawaæ na dziennikarstwo w Warszawie. Dosta³ siê i zosta³ tam ju¿ na sta³e. Z przerwami na Nowy Orlean (1992-93) i Waszyngton (1994-97). Dziœ otwarcie przyznaje, ¿e ³atwiej mu by³o pokonaæ drogê z Warszawy do Waszyngtonu, ni¿ wyrwaæ siê do stolicy z rodzinnej Zielonej Góry. Niedokoñczony prawnik w TVN Mówi o sobie, ¿e jest „niedokoñczonym prawnikiem” (studiowa³ te¿ prawo, którego jednak nie skoñczy³). Tu¿ po tym, jak wygra³ konkurs do TVP, zajmowa³ siê robieniem materia³ów i pisaniem depesz do Wiadomoœci. PóŸniej zosta³ sprawozdawc¹ parlamentarnym, a w 1994 korespondentem TVP w USA. Wyjecha³ wraz z ¿on¹, King¹, poœlubion¹ zaledwie 3 dni przed wylotem. Po powrocie przyj¹³ propozycjê stworzenia autorskiego dziennika w TVN. Tak powsta³y FAKTY. Zwierzê polityczne Lis jest zwierzêciem politycznym. Mówi i myœli politycznie, a do tego ma doskona³¹ polityczn¹ intuicjê. Robi³ wywiady m.in. z Billem Clintonem, George’em Bushem, Icchakiem Rabinem, Shimonem Peresem, Donaldem Rumsfeldem i Colinem Powellem. W pracy bywa bezwzglêdny. Liczy siê efekt, a nie dobre chêci. Co ciekawe, ten sam Lis, surowy i skupiony na wy-

znaczonym przez siebie celu, w innych sytuacjach potrafi doskonale wczuæ siê w nastroje i oczekiwania swojego rozmówcy. Wie jak rozmawiaæ. Wie tak¿e z kim rozmawiaæ nie chce. Mission impossible Kiedy FAKTY by³y ju¿ profesjonalnym serwisem informacyjnym, z siln¹ pozycj¹ na rynku medialnym, „Newsweek” opublikowa³ sonda¿ prezydencki. Wynika³o z niego, ¿e, gdyby Lis wystartowa³ w wyborach, mia³by szansê, aby je wygraæ. Wkrótce zawieszono go w pracy, kilkanaœcie dni póŸniej zosta³ definitywnie zwolniony z TVN. Za przyczynê zwolnienia podano doprowadzenie do kryzysu zaufania z kierownictwem TVN. Od wrzeœnia tego roku jest w Polsacie, gdzie m.in. prowadzi autorski program publicystyczny „Co z t¹ Polsk¹?”. W jednym z wywiadów powiedzia³: Gdy zaproponowano mi tworzenie FAKTÓW, wiedzia³em, ¿e to mo¿e byæ jedyna taka szansa w ¿yciu i ¿e muszê spróbowaæ. Gdy zaproponowano mi stworzenie programu informacyjnego i mo¿liwoœæ zmiany wizerunku du¿ej stacji telewizyjnej, te¿ uzna³em, ¿e muszê spróbowaæ. Jak siê gra, zawsze mo¿na przegraæ. Ale jak siê nie gra, to nigdy siê nie wygrywa. Niektórzy mówi¹, ¿e to mission impossible, ale Tomowi Cruise’owi siê uda³o. Czas Lisa Napisa³ 7 ksi¹¿ek, w tym bestseller „Co z t¹ Polsk¹?”, a ostatnio „NIE TYLKO FAKTY”. Jego hobby, to oprócz muzyki klasycznej, sport – i to zarówno w formie biernej jak i czynnej.

Dawniej p³ywa³ i biega³ (lekkoatletyka), ostatnio dorzuci³ do tego jeszcze rower. Triathlon, który uprawia, to w skrócie 1,5 km p³ywania, 40 km na rowerze i 10 km biegu. Jego najlepszy czas to 2 godziny 58 minut. NieŸle jak na kilkuletniego palacza. Z rzuceniem na³ogu idzie mu ju¿ gorzej. Mimo zró¿nicowanych form perswazji ¿ony (od proœby do groŸby) jest wci¹¿ nieugiêty. Justyna Doro¿a³a


Najwiêksza na œwiecie kanapka z twaro¿kiem. Najd³u¿szy ³añcuch z pampersów. Olbrzymi wizerunek Elvisa u³o¿ony z klocków domina na rynku starego miasta. A mo¿e megawyka³aczka z pnia dêbu? Treneiro nie by³ pewien. Nigdy nie by³ konformist¹. (No mo¿e raz, gdy przed dwoma laty id¹c za przyk³adem kolegów wykupi³ kupon totolotka za pó³ wyp³aty i potem przez miesi¹c ¿ywi³ siê sucharkami.) Ale teraz po prostu nie by³o wyjœcia. Gdy tylko otworzy³ gazetê albo w³¹czy³ telewizor – zawsze ktoœ dokonywa³ jakiegoœ wyczynu wœród wiwatuj¹cego t³umu. Widocznie tak trzeba. A mo¿e… Taaaak!!! To by³o to. Treneiro postanowi³ upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. To znaczy nie dos³ownie; w koñcu w pieczeniu nie ma nic niezwyk³ego. Jego pomys³ umo¿liwia³ osi¹gniêcie dwóch celów – dokonanie czegoœ niecodziennego i zaoszczêdzenie pokaŸnej sumy pieniêdzy. Jeszcze tego samego dnia wys³a³ maila do redakcji programu telewizyjnego “¯adnych granic!”. Teraz pozosta³o czekaæ, a¿ przyjad¹. A od rana… bêdzie ¿y³ za cztery z³ote dziennie. I tak przez miesi¹c! Nastêpnego dnia Treneiro obudzi³ siê doœæ wczeœnie. Poszed³ do ³azienki, odkrêci³ wodê i umy³ zêby. Po chwili, gdy le¿a³ ju¿ w wannie, wzdrygnê³a nim nag³a myœl: – przecie¿ to kosztuje! – uœwiadomi³ sobie. Gwa³townym ruchem rêki zakrêci³ kurek w kranie. – Policzmy… – usi³owa³ wskrzesiæ swój dawno pogrzebany zmys³ matematyczny. – To powinno byæ jakieœ 20 groszy. W³aœnie wyda³em piêæ procent mojego bud¿etu! Je¿eli ³azienkowe doœwiadczenie by³o wstrz¹sem, to na okreœlenie wizyty w piekarni nie wymyœlono jak dot¹d odpowiedniego s³owa. Treneiro tak jak zwykle poprosi³ o cztery œwie¿e bu³eczki, wymieniaj¹c przy tym uœmiechy z trzeci¹ ju¿ tego miesi¹ca now¹ sprzedawczyni¹. Gdy jednak jak zawsze ujrza³ na paragonie kwotê DWÓCH Z£OTYCH, nagle zblad³. Dr¿¹c¹ rêk¹ wyj¹³ monetê z portfela,

po jego czole zaœ przetoczy³a siê olbrzymia kropla potu. – Przecie¿ to po³owa bud¿etu! Za zwyk³e bu³eczki?! Treneiro pow³ócz¹c nogami ruszy³ w kierunku domu. Gdyby nie by³ twardzielem, to pewnie ju¿ teraz by zrezygnowa³. Zw³aszcza po tym, jak musia³ po raz pierwszy przejœæ obojêtnie obok wystawy sklepowej na której prezentowa³y swe wdziêki olbrzymie krêgi sera i s³oiki d¿emu truskawkowego, który od zawsze darzy³ uwielbieniem. W drzwiach swojego bloku Treneiro wpad³ na Tadzia, s¹siada spod czwórki. W³aœciwie to Tadeusza, w koñcu ch³op ma prawie dwa metry wzrostu i sto dziesiêæ kilo ¿ywej wagi. – Jak tam, s¹siedzie? – zagadn¹³ Tadeusz. – Fajny meczyk wieczorem siê szykuje. Mo¿e wpadniesz z piwkiem? Treneiro gor¹czkowo usi³owa³ sobie przypomnieæ ile kosztuje puszka piwa. Gdy tylko mu siê to uda³o, natychmiast wci¹gn¹³ piwo na listê towarów luksusowych. – Eeeee, no wiesz, ja bardzo chêtnie, tylko ¿e… Zawsze jak ogl¹dam to nasi przegrywaj¹… Nie ¿ebym by³ przes¹dny, ale wiesz, mo¿e jak nie bêdê ogl¹da³… Tadeusz pokiwa³ g³ow¹ ze wspó³czuciem. Po¿egnawszy siê ruszy³ w kierunku sklepu, a tymczasem Treneiro wbieg³ do mieszkania, zatrzasn¹³ drzwi i usiad³ na kuchennym krzeœle. By³a ósma piêtnaœcie, a on wyda³ ju¿ ponad dwa z³ote! Zrezygnowany zjad³ dwie suche bu³ki i popi³ je herbat¹ (10 groszy). Kolejne godziny Treneiro spêdzi³ uk³adaj¹c jad³ospis na resztê dnia. A w³aœciwie na wykreœlaniu z niego kolejnych pozycji. Zupka chiñska, pasztet z drobiu, torebka ry¿u – wszystkie spotka³ ten sam nieszczêsny los. Oko³o po³udnia menu by³o gotowe. Trzydaniowe! Wystarczy³o policzyæ ka¿dego ziemniaka osobno… Wczesne popo³udnie Treneiro spêdzi³ spogl¹daj¹c niecierpliwie na kuchenkê. – Dlaczego te cholerne ziemniaki tak d³ugo siê gotuj¹?! – wskazówki zegarka jakby zaczê³y g³oœniej tykaæ. Chwilê wczeœniej Treneiro sprawdzi³ ceny gazu. Gdyby spojrza³ w lustro to

by wiedzia³, ¿e przyby³o mu dziesiêæ siwych w³osów. Godzinê póŸniej siedzia³ nieruchomo na kanapie. Po ziemniakach zosta³o ju¿ tylko wspomnienie. W przeciwieñstwie do apetytu. Treneiro wola³ ju¿ siê nie zastanawiaæ, czego dot¹d nie policzy³. Pr¹d, czynsz – natrêtne myœli mimowolnie przelatywa³y jednak przez jego g³owê. Powoli zacz¹³ rozumieæ, ¿e podj¹³ siê niemo¿liwego. Siedzia³ tak pogr¹¿ony w smutku, gdy nagle za drzwiami rozleg³y siê jakieœ ha³asy, po czym zabrzêcza³ dzwonek. – Otwarte – wymamrota³ Treneiro. Drzwi otworzy³y siê i do œrodka wpad³ ma³y mê¿czyzna dŸwigaj¹cy reflektor, zaraz za nim pojawi³ siê ¿uj¹cy gumê operator z w³¹czon¹ kamer¹ i wreszcie ubrany w ró¿ow¹ marynarkê Max, znany reporter z mikrofonem w rêku. – Proszê pañstwa, jesteœmy na placu niecodziennego boju! Ten odwa¿niak walczy w³aœnie z g³odem, pragnieniem, po¿¹daniem!!! – Ju¿ nie – powiedzia³ cicho Treneiro. – Ale… Jak to? Przecie¿ napisa³ pan do nas! – reporter nie kry³ oburzenia. – ¯arty pan sobie z nas robi? – Nie, ja po prostu nie dam rady… A poza tym ju¿ mnie to nie bawi. Przykro mi. Max zrezygnowany machn¹³ rêk¹, operator wy³¹czy³ kamerê i nawet reflektor przesta³ oœwietlaæ pobojowisko. Ekipa z³orzecz¹c wymknê³a siê za drzwi, gdzie czatowa³ ju¿ Tadzio. – Oooo, pan Max! Co za niespodzianka! Mo¿e przyjedzie pan jutro? Przygotujê najwiêksz¹ na œwiecie kanapkê z twaro¿kiem! *** Ponad miliard ludzi ¿yje w krajach Po³udnia za mniej ni¿ dolara dziennie. Dzieñ po dniu, miesi¹c po miesi¹cu, rok po roku. Dla nich to nie jest zabawa, lecz codzienna walka o przetrwanie. Wiêkszoœæ rzeczy, do których dostêp uwa¿amy za oczywisty, dla nich pozostaje jedynie marzeniem. Stanis³aw Kamiñski


TRUDNE POCZ¥TKI Jest twarda. ¯ycie nauczy³o j¹ pokonywaæ przeciwnoœci. Ale ta sama Janina Ochojska, która podejmuje sie rzeczy przez innych uznane za niemo¿liwe, jest równoczeœnie ciep³¹, serdeczn¹ i pogodn¹ kobiet¹. Potrafi cieszyæ siê ka¿d¹ chwil¹ z bliskimi. Niebo to inni –mówi i taki tytu³ da³a

OD EQUILIBRE DO PAH-U Pocz¹tki Polskiej Akcji Humanitarnej siêgaj¹ roku 1989. W roku wolnych wyborów, w oparciu o zmienion¹ Ustawê o Fundacjach, Alain Michel, Janina Ochojska, prof. Zbigniew Ch³ap i Bogdana Pilichowska zarejestrowali polsk¹ Fundacjê EquiLibre. Jej celem by³a pomoc polskiemu spo³eczeñstwu

cuzi pomagali g³ównie poprzez wysy³ane do Polski konwoje. Od 1986 roku zaczêli wysy³aæ pomoc równie¿ do innych krajów (Nigeria, Armenia, Kurdystan Iracki, Boœnia, Rumunia ). Wkrótce swoj¹ dzia³alnoœæ poszerzy³a równie¿ polska EquiLibre, organizuj¹c konwoje do Boœni. W 1992 Janina Ochojska za³o¿y³a biuro w Warszawie,

JANKA OCHOJSKA ZNÓW POJECHA£A DO CZECZENII I Z UPOREM MANIAKA STA£A NA GRANICY. KTOŒ INNY DAWNO BY JU¯ ZREZYGNOWA£ GDY WRÓCI£A, ZADZOWNI£AM DO NIEJ. POWIEDZIA£A, ¯E JEST W£AŒNIE W KUCHNI I ROBI MʯOWI KLUSKI ŒL¥SKIE. (S. Ma³gorzata Chmielowska, Nie ma rzeczy niemo¿liwych, Kraków 2000) swojej ksi¹¿ce. W moim ¿yciu najwa¿niejsze by³o odkrycie, ¿e ból, choroba, niepe³nosprawnoœæ oraz zwi¹zane z tym ograniczenia nie zabieraj¹ mi prawa do szczêœcia – powiedzia³a w jednym z wywiadów. I ¿e daj¹ mi mo¿liwoœæ innego spojrzenia na rzeczywistoœæ, dostrze¿enia czegoœ, czego bez nich bym nie dostrzeg³a. Od siedmiu lat jest szczêœliw¹ mê¿atk¹. Wraz z mê¿em, dziennikarzem Tygodnika Powszechnego, mieszka w Krakowie, gdzie uk³ada puzzle z malarstwem klasycznym i spotyka siê ze znajomymi w krakowskiej Prowincji. Urodzi³a siê w Gdañsku. By³ marzec 1955. Studiowa³a astronomiê na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii w Toruniu. Mówi biegle po francusku, rosyjsku i angielsku. W czasie studiów zwi¹zana by³a z Duszpasterstwem Akademickim oo. Jezuitów. W 1976 podpisa³a list protestacyjny w sprawie poprawek do Konstytucji i od tego czasu zaanga¿owa³a siê w dzia³alnoœæ opozycyjn¹ w œrodowisku toruñskim. Zachorowa³a. Wkrótce wyjecha³a do Francji na operacjê, która uratowa³a jej ¿ycie. Wtedy te¿ po raz pierwszy zetknê³a siê z EquiLibre.

przy wykorzystaniu œrodków pozyskanych w Polsce. Pierwsza w Polsce fundacja EquiLibre powsta³a w Toruniu i Krakowie Jednak ju¿ piêæ lat wczeœniej, Alain Michel za³o¿y³ w Lyonie (Francja) organizacjê humanitarn¹ o tej samej nazwie. Polska EquiLibre nawi¹zywa³a do swojej siostrzanej organizacji nie tylko nazw¹, ale równie¿ zakresem dzia³añ. Celem ich obu by³a pomoc Polakom. Od 1984 do 1990 Fran-

ciê¿arówka z konwoju

a rok póŸniej w £odzi. Z czasem, pracownicy biur w Warszawie, £odzi i Toruniu postanowili siê od³¹czyæ od EquiLibre i zarejestrowaæ fundacjê o nazwie Polska Akcja Humanitarna, której celem jest niesienie pomocy poza granicami Polski. PAH Pierwsza du¿a zagraniczna akcja PAH-u (wtedy jeszcze funkcjonuj¹ce


cy tym, którzy jej potrzebuj¹ jeszcze bardziej. WSZYSCY JAKOŒ CIERPI¥ Janka Ochojska do tej pory jest duchem sprawczym i szefow¹ PAH-u. Jednak od czasu wypadku w Rosji w 1998 nie jeŸdzi ju¿ z konwojami. Do wypadku w Rosji mia³am takie poczucie, ¿e w³aœciwie wszystko potrafiê zrobiæ. Czu³am ogromn¹ si³ê wewnêtrzn¹, a te ograniczenia zewnêtrzne, które mia³am, praktycznie ogóle mi nie przeszkadza³y – przyznaje. Mo¿na powiedzieæ, ¿e wypadek przypomnia³ mi o mojej niepe³nosprawnoœci – dodaje. Ochojska czêsto w wywiadach otwarcie mówi o swojej chorobie i cierpieniu po to, aby ci, którzy tak¿e podczas rekonesansu w Bam

go pod nazw¹ EguiLibre) polega³a na zorganizowaniu i wys³aniu konwoju dla ofiar wojny w Jugos³awii. Konwój z³o¿ony by³ z 12 ciê¿arówek; wyjecha³ do Sarajewa w grudniu 1992. PAH by³ jedn¹ z pierwszych organizacji pozarz¹dowych w Polsce. Jego rola by³a znacz¹ca w kszta³towaniu nowej, demokratycznej œwiadomoœci Polaków i wypracowywaniu standardów niesienia pomocy innym. Z czasem skrystalizowa³a siê misja i wizja PAH-u: jest ni¹ zmniejszenie cierpienia i propagowanie wartoœci humanitarnych. PAH pomaga ludziom w sytuacjach kryzysowych, aby jak najszybciej mogli uzyskaæ pe³n¹ samodzielnoœæ, przejmuj¹c tym samym odpowiedzialnoœæ za swoj¹ przysz³oœæ. PAH kszta³tuje postawy humanitarne i tworzy swoist¹ kulturê pomocy. POMÓC INNYM Naczeln¹ zasad¹ dzia³ania tej organizacji jest efektywnoœæ i poszanowanie godnoœci cz³owieka. Wœród swoich celów nadrzêdnych wymienia objêcie pomoc¹ jak najwiêkszej liczby krajów oraz zaanga¿owanie w niesienie pomocy mo¿liwie najwiêkszej liczbie ludzi. PAH przywi¹zuje równie¿ du¿¹ wagê do tego, aby dzia³aæ sprawnie i profesjonalnie (dotyczy to tak¿e sposobów finansowania poszczególnych programów), a tak¿e szybko i efektywnie reagowaæ w sytuacjach kryzysowych. Jednym z celów pobocznych

PAH-u jest równie¿ tworzenie i rozpowszechnianie wzorców kultury pomocy. Po 40 latach komunizmu, m³oda polska demokracja dopiero siê uczy, jak byæ spo³eczeñstwem otwartym na potrzeby bliŸnich i wspó³uczestniczyæ w miêdzynarodowych akcjach humanitarnych adresowanych do tych, którzy znajduj¹ siê w trudnych sytuacjach ¿yciowych na skutek wojen, kataklizmów, czy klêsk ¿ywio³owych. Dzia³alnoœæ PAH-u przyczynia siê do zmiany wizerunku Polski na arenie miêdzynarodowej. Polska, z kraju otrzymuj¹cego pomoc, systematycznie staje siê krajem udzielaj¹cym pomo-

Iran. Rozdzielanie darów w Bam po trzêsieniu ziemi

sierociniec w Bam

cierpi¹, czerpali z jej opowieœci nadziejê, i ¿eby zobaczyli mo¿liwoœæ wyjœcia z takiego doœwiadczenia. Uwa¿a, ¿e ka¿dy w jakiœ sposób doœwiadcza bólu, choæ niekoniecznie jest to ból fizyczny. Mo¿e on przybieraæ formy osamotnienia, odrzucenia lub nie-


nowa szko³a w Iraku zbudowana przez PAH

jedna ze szkó³ lepianek w Iraku

zrozumienia. Wszyscy jakoœ cierpi¹ – mówi. Od czasu wypadku nie wróci³a jeszcze do formy, w jakiej by³a, zanim siê wydarzy³. Zdaje sobie sprawê, ¿e musi siê nauczyæ ¿yæ nieco inaczej ni¿ do tej pory. Moje ¿ycie ma swoj¹ cenê. Mój tryb ¿ycia jest przeciwko mnie. Nie znaczy to jednak, ¿e Janina Ochojska jest mniej ni¿ dotychczas zaanga¿owana w dzia³ania PAH-u. Nie zwolni³a ani trochê. Nie jeŸdzi co prawda z konwojami, poniewa¿ nie chce byæ obci¹¿eniem dla pozosta³ych uczestników, ale poza tym robi to, co robi³a. Rzadko kiedy wychodzi z biura o przyzwoitej porze. Wiele organizuje za pomoc¹ telefonu i internetu. Jak twierdzi, w g³owie kipi jej od pomys³ów. Najchêtniej wys³a³abym pomoc do ca³ego œwiata – mówi. Justyna Doro¿a³a Wiêcej informacji o Polskiej Akcji Humanitarnej na stronie: www.pah.org.pl

sierociniec w Bam

www.pah.org.pl tablica przed szko³¹

szko³a w Kabulu po remoncie


Jest takie miejsce w Europie, gdzie mo¿na zobaczyæ stare parowozy regularnie wyruszaj¹ce w trasê z planowym poci¹giem osobowym. Imponuj¹cy jest widok kolosa sapi¹cego, zdyszanego i buchaj¹cego par¹. Mo¿na go tutaj tak¿e dotkn¹æ, popatrzeæ na niego z bliska, przyjrzeæ siê szczegó³om tej stalowej uk³adanki. Pozorny spokój w parowozowni nagle zamienia siê w widowisko pe³ne dymu i pary. Jakaœ niesamowita si³a popycha je do przodu. I tak codziennie, ale nie do znudzenia, tutaj zawsze jest jakaœ parowóz jest pod par¹. Parowozownia Wolsztyn. Zdjêcia: Krzysztof B¹czyk, krynios@poczta.onet.pl


Tadeusz Drwal NIE ODJEDZIEMY NA ¯ADNE PO£UDNIE

Nie odjedziemy na ¿adne po³udnie przykuci do w³asnych serc przez ka¿d¹ granicê przewieziemy w³asn¹ policjê chroni¹c¹ nas przed z³em. Boimy siê wiêzieñ, g³odu, œmierci tak bardzo, ¿e wierzymy nawet w s³usznoœæ tego lêku i s¹ w nas zamkniête drzwi przed innym cz³owiekiem, które umiemy tak dobrze maskowaæ, ale to niczego nie zmienia. Nie odjedziemy na ¿adne po³udnie, dopóki nie nadejdzie nas czas. Kraków, 24 - 26 grudnia 1980


Pierwszy list do Koryntian nawet pobo¿nego chrzeœcijanina mo¿e wprawiæ w zak³opotanie. I to ju¿ w pierwszym rozdziale. Przeczytaæ w nim mo¿na m.in., ¿e Bóg wybra³ to, co g³upie w oczach œwiata, by zawstydziæ mêdrców, a tak¿e to, co niemocne, by poni¿yæ mocnych1. Bóg zarysowany w przytoczonym fragmencie wymyka siê prawom ludzkiej logiki. Dlaczego On, który jest Ÿród³em m¹droœci i wszechmocy wybiera g³upotê i s³aboœæ? Œwiêci szaleñcy za jedn¹ ze swych g³ównych strategii dzia³ania przyjêli w³aœnie wprowadzanie w zak³opotanie innych, w celu ich nawrócenia ku Bogu. Œwiêci naœladuj¹cy Boga totalnie, naœladowali Go równie¿ w owej dziwnoœci, która, jeœli by siê jej przyjrzeæ z boku, mog³aby równie dobrze byæ nazwana chorob¹ psychiczn¹. Niewykluczone, ¿e w pewnym sensie ka¿dy œwiêty, nawet jeœli by³ uczonym, móg³by zostaæ uznany za niespe³na rozumu (Jim Forest). Istnieje zastanawiaj¹cy zwi¹zek pomiêdzy œwiêtoœci¹, a tym, co wielu nie zawaha³oby siê nazwaæ szaleñstwem, ob³¹kaniem, czy wprost – chorob¹ umys³ow¹. Œwiêtoœæ chorob¹ nie jest (choæ jako taka mo¿e byæ postrzegana), ale jest jednoczeœnie czymœ wiêcej ni¿ skrajnym nonkonformizmem. A wszystko to – paradoksalnie – zobaczyæ mo¿na na przyk³adzie najbardziej szalonych ze œwiêtych tj. œwiêtych idiotów, czy – jak kto woli – Bo¿ych szaleñców. Bo¿y szaleniec, czyli kto? Podobno aureola mo¿e przypaœæ w udziale ka¿demu i to wbrew zdrowo rozs¹dkowym oczekiwaniom. Zdarza³o siê w historii koœcio³a, ¿e przy1 „Bóg wybra³ w³aœnie to, co g³upie w oczach œwiata, aby zawstydziæ mêdrców, wybra³ to, co niemocne, aby mocnych poni¿yæ” 1 Kor 1, 27 .

pada³a równie¿ tym, którzy ze zdrowym rozs¹dkiem szczególnie siê nie liczyli, a swoje prawdziwe lub pozorowane szaleñstwo uczynili sposobem na œwiêtoœæ. Koœció³ Rosyjski ma nawet nazwê zarezerwowan¹ dla takich œwiêtych, okreœlaj¹c ich po prostu jurodiwymi. Nie chodzi o „g³upotê pospolit¹”, ale o g³upotê dla Chrystusa, która wyra¿a siê w totalnym oddaniu Bogu i Jego opiece. Mimo wielu prób przek³adu, czego efektem jest np. „œwiêty szaleniec”, „szaleniec Chrystusowy”, „g³upi w Chrystusie”, „¿ebrak szalony mi³oœci¹ Chrystusa”, „ob³¹kany mi³oœci¹ Chrystusow¹”, „b³ogos³awiony ob³¹kaniec”, czy „Bo¿y pomyleniec”, ¿aden z polskich przek³adów s³owa jurodiwy nie jest wyczerpuj¹cy. O tym sk¹d Bo¿y szaleniec pochodzi³, jak wygl¹da³ i czym siê zajmowa³ Prawie zawsze miejsce i czas urodzenia Bo¿ego szaleñca owiane jest tajemnic¹ lub zwyk³ym „kurzem historii”. Nie wiadomo o nich zbyt wiele, o ile w ogóle wiadomo cokolwiek. W przypadku miejsca i daty œmierci jest podobnie. Na szczêœcie, sporo wiadomo o tym, co zdarzy³o siê miêdzy jednym, a drugim wydarzeniem. Zwykle Szaleniec Bo¿y jest w³óczêg¹, który po d³ugiej tu³aczce trafia w koñcu do jakiegoœ miasta. Szaleniec jest bowiem zwykle bytem miejskim. Co z kolei nierzadko widoczne jest ju¿ w jego imieniu lub przybranym przydomku (œw. Wasyl Moskiewski jest tego dobitnym przyk³adem). Wœród tych, do których trafia, Bo¿y szaleniec jest „obcym” (przybyszem „sk¹dœ”, nosz¹cym stygmat cudzoziemskoœci), który jednak – i to istotne – czuje siê „u siebie”, czy inaczej „ na miejscu”. Poprzez tak¹ obecnoœæ niepokoi tubylców i odmawia im prawa do bezpiecznego, niewzruszonego czucia siê u siebie.

Niepokojenie wszystkich dooko³a jest wyj¹tkow¹ umiejêtnoœci¹ Bo¿ego szaleñca, któr¹ pos³uguje siê nadzwyczaj sprawnie i we wszystkich mo¿liwych okazjach. Robi to na ró¿ne sposoby, równie¿ poprzez swój wygl¹d. Xenia Grigoriewna z Petersburga (jedyna w historii œwiêta transwestytka, kanonizowana w 1988 roku), aby szczelniej ukryæ w³asn¹ œwiêtobliwoœæ, nosi³a garnitur umar³ego mê¿a i reagowa³a tylko na jego, a nie w³asne, imiê. Inni szaleñcy, wyznaj¹c zasadê „niewidzialne jest nieskryte”, paradowali jak ich Pan Bóg stworzy³, co najwy¿ej owijaj¹c siê tylko we w³asn¹ brodê. Nagoœæ zaœ by³a idealnym strojem ju-


rodiwego, poniewa¿ potwierdza³a œmieræ Bo¿ego szaleñca wobec grzesznego œwiata. Zrzucenie odzienia cielesnego by³o równoznaczne z przyobleczeniem siê w szaty beznamiêtnoœci. Beznamiêtnoœæ natomiast sta³a wpó³ drogi do ostatecznego celu d¹¿eñ, którym by³a bezcielesnoœæ; bezcielesnoœæ, a wiêc ostateczne zadanie œmierci œwiatu, tym razem ju¿ w samym sobie. By³ to szczególny stan, w którym namiêtnoœci i wszelkie ¿¹dze zosta³y ostatecznie pokonane. Œwiêci szaleñcy, chc¹c wypróbowaæ swoj¹ beznamiêtnoœæ i bezcielesnoœæ, posuwali siê do zachowañ wyj¹tkowo zuchwa³ych, bowiem rzucali siê... w œwiat w³aœnie. Œw. Abba Symeon,na przyk³ad, chc¹c siê przekonaæ o w³asnej bezcielesnoœci, wybra³ siê do ³aŸni dla kobiet. Innym razem wystawia³ swoj¹ œwiêtoœæ na próbê w objêciach miejscowych nierz¹dnic. W hagiografii wzmiankom o tak niecodziennych sposobach sprawdzania swojej bezcielesnoœci („bezœwiatowoœci”) towarzysz¹ zazwyczaj zastrze¿enia, ¿e œwiêty osi¹gn¹³ taki stopieñ czystoœci i beznamiêtnoœci, ¿e nie odczuwa³ ju¿ wówczas ¿adnej ¿¹dzy. O œwiêtym Symeonie dla odmiany mówiono, ¿e potrafi³ siê ubezcieleœniæ do tego stopnia, ¿e nie ros³y mu w³osy na g³owie ani nie odrasta³a mu broda. W celu osi¹gniêcia bezcielesnoœci stosowano bardzo ró¿ne praktyki, do których nale¿a³a m.in. asceza i umartwianie cia³a, a wiêc k³ucie, bicie, morzenie cia³a g³odem i pragnieniem, ziêbienie mrozem i przypiekanie skwarem. A jeœli tego by³o ma³o, to równie¿ wk³adanie go do roz¿arzonego pieca... Trzeba przyznaæ, ¿e relacje jurodiwego z cia³em, których efektem mia³o byæ pogrzebanie œwiata w sobie, nale¿a³y do grupy wyj¹tkowo bolesnych i wyszukanych praktyk wobec cia³a. Sens by³ bowiem jeden: przebolenie cia³a i poœwiecenie œwiata przez zadanie jemu ostatecznej œmierci w swoim ciele, w celu osi¹gniêcia zbawienia i jednoœci z Bogiem, a tak¿e dla œwiadectwa i ku nawróceniu innym ludziom. Bo¿y szaleniec – pointa na temat œwiêtoœci Bo¿y szaleñcy posuwali siê do totalnych i wyj¹tkowo radykalnych dzia-

³añ, z wyrzeczeniem siê rozumu w³¹cznie. Uwa¿ali, ¿e ukrywana œwiêtoœæ stoi na wy¿szym poziomie od jawnej, dlatego skrzêtnie chowali j¹ pod mask¹ ob³¹kania. Wyrzekali siê swego rozumu zarówno w sferze pojêæ praktycznych jak i w sferze stosunków spo³ecznych, podporz¹dkowuj¹c siê bezwarunkowo wewnêtrznemu rozumowi boskiemu. I tu nale¿y szukaæ rdzenia przekonañ jurodiwych na temat œwiêtoœci. Otó¿, gdyby zachowania Bo¿ych szaleñców nie by³y motywowane wiernoœci¹ Ewangelii i Bogu, mog³yby byæ uznane za przejaw zwyk³ego szaleñstwa lub dobitniej, za przejaw pospolitej g³upoty. Bo¿y szaleniec pozbawio-

ny aureoli œwiêtoœci by³by... tylko szaleñcem. Tymczasem, nawet je¿eli jego ob³êd by³ prawdziwy, Bo¿y szaleniec pozosta³ œwiêtym ze wzglêdu na religijn¹ charyzmê i ca³kowite poœwiêcenie Bogu. Poprzez dobrowolne pozbawienie siebie wszystkiego i poprzez swoj¹ bezbronnoœæ stawa³ siê nieustannie wyzwaniem wobec ludzi „normalnych” z ich g³êboko ukrywanymi lêkami i sztywnymi schematami myœlenia, zgodnymi z tym, co ogólnie akceptowalne – z prawami logiki na czele. Na szczêœcie jednak, logika Bo¿a zdaje siê wykraczaæ poza logikê ludzk¹. Justyna Doro¿a³a


Jestem osob¹, która doœæ czêsto korzysta z licznych œrodków komunikacji publicznej. S¹ to miejsca, w których œcieraj¹ siê œwiaty przedstawicieli kilku grup spo³ecznych, tzn. podró¿ni i kierowcy. Jednak w tym gronie najwiêcej kontrowersji i emocji wzbudza postaæ kontrolera tzw. Kanara. Dwa typy Myœlê, i¿ w tym zawodzie dominuj¹ dwa charakterystyczne typy: mê¿czyŸni zwracaj¹cy na siebie uwagê i mê¿czyŸni nie zwracaj¹cy na siebie uwagi. Do typu pierwszego mo¿emy zaliczyæ postawnych m³odych mê¿czyzn, którzy niewerbalnie (a czasami w doœæ dosadny sposób werbalnie) próbuj¹ wœród podró¿nych wzbudziæ respekt. Niew¹tpliwie zauwa¿alni s¹ panowie z tatua¿ami, wyraŸnym brakiem przedniego uzêbienia, nadmiernie poc¹cy siê itd. Typ drugi to najczêœciej osoby w wieku œrednim, ubrane przeciêtnie, niedostrzegalne

No i co? Nawet na te ³amy przenikn¹³ jakiœ podstarza³y nudziarz, który pisze o muzyce powa¿nej? Po co komu to i na co? Kto s³ucha Chopina, Brahmsa czy Bacha? No kto, pytam? Przecie¿ poradzimy sobie bez wyfraczonych dyrygentów (po co oni tak machaj¹?), pianistów-snobów i oper, w których tak naprawdê nikt nie wie o co chodzi (zamkn¹æ wszystkie teatry operowe œwiata?!). Szanowni Pañstwo! Otó¿ nudziarzem nie jestem (raczej). Mój wiek jest tak wstydliwie nieokaza³y, ¿e nie podam go do publicznej wiadomoœci. Moje wykszta³cenie muzyczne te¿ na razie pozostaje niekompletne. A pianistów-snobów nie rozumiem. Ale jedna cecha mnie – z ca³¹ pewnoœci¹ – charakteryzuje: zami³owanie do muzyki klasycznej.

do momentu sakramentalnego: „bileciki do kontroli proszê!”. Autobusy, autobusy... Z moich obserwacji wynika, i¿ dzia³ania kontrolerów poprzedzone s¹ wnikliw¹ analiz¹ obszaru dzia³ania, a „akcja” jest starannie przemyœlana. Kontrolerzy znaj¹ najczêœciej pope³niane przez podró¿nych b³êdy i próby oszustwa. Np. w liniach jednej z podpoznañskich komunikacji istnieje mo¿liwoœæ zakupu biletu „u kierowcy” za nieco wy¿sz¹ cenê, jednak wielu szczêœliwych nabywców (zapewne przez analogiê z PEKAESEM) zapomina go skasowaæ lub nie zd¹¿y na czas przestudiowaæ informacji, którymi obklejona jest czêœæ autobusu. Dodaæ nale¿y, i¿ na wspomnianej linii zawziêcie (czasami po dwa lub trzy razy w ci¹gu kursu) kontroluje typ numer dwa.

truchtotupot, nawo³ywania, prawdziwy nalot kontrolerów – komandosów (charakterystyka powy¿ej plus smycze z dyndaj¹cymi identyfikatorami). S¹ szybcy i sprawni, gdy¿ po zakoñczeniu akcji musz¹ siê przesi¹œæ na nastêpny poci¹g. Wsiadaj¹ te¿ na okreœlonych odcinkach. Je¿eli wsiadasz na stacji, gdzie nie ma kasy biletowej i nie zd¹¿ysz dobiec do przedzia³u konduktorskiego, który znajduje siê (cytujê): „u czo³a poci¹gu”, to – niestety. Pewnym novum by³a dla mnie obserwacja sytuacji, gdy rzeczeni kontrolerzy wsiedli do poci¹gu na stacji Poznañ Garbary i w rekordowym! tempie zd¹¿yli skontrolowaæ poci¹g pe³en podró¿nych, jad¹cych do stacji Poznañ G³ówny. Có¿ siê okazuje – bilety kupione do stacji Poznañ Garbary nie obowi¹zuj¹ na odcinku do stacji Poznañ G³ówny, to inna kilometrówka – co ma te¿ swoje odzwierciedlenie w cenie. Niektórzy podró¿ni zapominaj¹, ¿e Poznañ Garbary to nie Poznañ G³ówny. Niespodzianka!

...i poci¹gi Typ pierwszy opanowa³ linie kolejowe. To g³oœne, zorganizowane akcje,

Pozostaje mi powiedzieæ: Bon voyage!

Klasycznej – a nie powa¿nej! To ogromna ró¿nica. Ju¿ na samym pocz¹tku ustalmy, ¿e muzyka klasyczna nie jest zawsze powa¿na. Czy w kategoriach „powa¿nych” mo¿emy rozpatrywaæ Cyrulika Sewilskiego Rosinniego? Zdecydowanie nie... Spektrum oddzia³ywania muzyki klasycznej jest jednak wyj¹tkowo szerokie i obejmuje wszystkie stany psychiki cz³owieka. Od skrajnej rozpaczy i ¿a³oby, przez mi³oœæ, przyjaŸñ, codzienne drobne sprawy a¿ po radoœæ i euforiê. Przyznajê, ¿e muzyka klasyczna nie zawsze jest zrozumia³a ad hoc. Trzeba dopiero siê nad ni¹ zatrzymaæ i przys³uchaæ uwa¿niej. Chopina i Brahmsa rozumiej¹ od razu tylko ludzie bardzo wra¿liwi albo w s³uchaniu klasyki zaprawieni. £atwiej dociera do wszystkich treœæ najnowszych

przebojów popowych, hip-hopowych czy jeszcze innych. Dociera ³atwiej, bo jest banalna. Muzyka klasyczna jest zaprzeczeniem banalnoœci w muzyce. Nie zawaham siê stwierdziæ, ¿e to co najlepsze we wszystkich stylach muzycznych... i tak z klasyki siê wywodzi. W cyklicznych rozwa¿aniach w Gazecie Ulicznej postaram siê pokazaæ, ¿e muzyka klasyczna nie jest a¿ tak trudna i nudna. A na koncerty do filharmonii chodzi przede wszystkim m³odzie¿. Czasem trochê ju¿ podstarza³a, ale nadal pe³na energii. A jeœli m³odzie¿y na pierwszy rzut oka nie widaæ, to proszê siê nie przejmowaæ. Z pewnoœci¹ nie maj¹c biletów ukrywa siê gdzieœ na balkonach. U podstaw muzyki klasycznej le¿y bardzo czêsto folklor ludowy. W grud-

Joanna Gajowiecka


niu wszyscy zwracamy siê w tym kierunku, œpiewaj¹c kolêdy – bêd¹ce czêsto stylizowanymi tañcami ludowymi (mazur, polonez, kujawiak). Przez kolêdy, nawet zagorzali zwolennicy disco-polo zbli¿aj¹ siê do muzyki klasycznej. Ale przecie¿ nieco póŸniej

Nowy Rok i karnawa³. Nie ma prawdziwego karnawa³u bez walców i polek Straussów, tak jak nie ma prawdziwego Nowego Roku bez transmisji Koncertu Noworocznego. W tym grudniowym zbli¿eniu do klasyki – ¿yczê wszystkim powodzenia!

PS Za miesi¹c ju¿ bez zbêdnych wstêpów na warsztat weŸmiemy Wiedeñ. Zobaczymy co siê dzieje Nad piêknym, modrym Dunajem i jakie sekrety skrywa pewien lasek... Adam Fr. Banaszak

Dr Teresa Chirkowska-Smolak jest adiunktem w Zak³adzie Psychologii Pracy i Organizacji w Instytucie Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest tak¿e doradc¹ organizacyjnym i cz³onkiem miêdzynarodowej grupy konsultantów GPCON. Przy tak du¿ym bezrobociu firmy s¹ w korzystnej sytuacji – kandydatów do pracy jest wiêcej, ni¿ stanowisk do obsadzenia. Chocia¿ zdarzaj¹ siê te¿ sytuacje, kiedy pracodawcy zg³aszaj¹ swoje zapotrzebowanie do urzêdu pracy, publikuj¹ swoje og³oszenia w gazetach lokalnych, a chêtnych brakuje. Je¿eli kandydatów jest wielu, to trzeba spoœród nich wybraæ najbardziej odpowiedni¹ osobê. A z tym ocenianiem nie jest najlepiej. Jakie b³êdy s¹ najczêœciej pope³niane przez osoby rekrutuj¹ce pracowników? Czasami zajmuj¹ siê tym mniej wa¿ni pracownicy, tacy, których bez trudu mo¿na oddelegowaæ do prowadzenia rekrutacji. A przecie¿ powierza siê im nies³ychanie istotne zadanie, bo od jakoœci nowego pracownika zale¿¹ efekty pracy pozosta³ych pracowników, a czasami nawet losy ca³ej firmy. Najwiêkszy b³¹d to brak profesjonalizmu, np. stosowanie grafologii do oceny kandydatów. Na podstawie kszta³tu liter ocenia siê czyj¹œ przydatnoœæ do pracy. Pomimo tego, ¿e badacze z ca³ego œwiata od wielu lat publikuj¹ informacje o zerowej

wartoœci tej metody, wci¹¿ jest stosowana, szczególnie we Francji. Równie dobrze mo¿na losowaæ z kapelusza kartki z nazwiskami kandydatów do pracy. W Polsce i na ca³ym œwiecie najczêœciej stosowan¹ metod¹ doboru jest rozmowa kwalifikacyjna. Trudno sobie nawet wyobraziæ przyjêcie kogoœ do pracy bez wczeœniejszej rozmowy z t¹ osob¹. Mo¿e to byæ jednak nieodpowiednia metoda, na podstawie której trudno przewidzieæ, który z kandydatów bêdzie najlepiej wykonywaæ pracê, o któr¹ siê stara. Ale to zale¿y od sposobu prowadzenia rozmowy i od przygotowania osoby prowadz¹cej j¹. Niektórzy prowadz¹ prokuratorskie przes³uchanie zamiast rozmowy. Najgorsze, moim zdaniem, jest jednak stosowanie tzw. wywiadu stresuj¹cego. W niektórych firmach specjalnie tworzy siê sytuacje trudne, aby zaobserwowaæ, jak ludzie zareaguj¹ na stres. W jednej z firm handlowych stosuje siê metodê, któr¹ nazwano „metod¹ na Idola”. Kandydaci na przedstawicieli handlowych ustawiani s¹ w rzêdzie przed rozpartymi w fotelach cz³onkami komisji, którzy zadaj¹ im osobiste pytania i z³oœliwie komentuj¹ odpowiedzi. Wszyscy chc¹ odgrywaæ rolê Kuby Wojewódzkiego, ob-

ra¿aj¹c ludzi, którzy zg³osili siê, by pracowaæ w ich firmie, naruszaj¹ ich godnoœæ. A przecie¿ sama rozmowa kwalifikacyjna jest wystarczaj¹co trudn¹ sytuacj¹, by móc zaobserwowaæ, jak kandydaci radz¹ sobie ze stresem. Ka¿dy, kto choæ raz uczestniczy³ w rozmowie kwalifikacyjnej, dobrze o tym wie. W jaki sposób mo¿na zapobiegaæ takim b³êdom? Trzeba pamiêtaæ, ¿e dobór ludzi do pracy jest wa¿nym elementem zarz¹dzania kadrami. Nie mog¹ siê tym zajmowaæ niekompetentni pracownicy. Przecie¿ nie powierzylibyœmy byle komu prowadzenia spraw finansowych, a rekrutacja jest równie wa¿na. Je¿eli kogoœ nie staæ na skorzystanie z us³ug wyspecjalizowanych doradców, to powinien na ten temat choæ trochê poczytaæ. A mo¿e warto zainwestowaæ w rozwój jakiegoœ pracownika, wys³aæ go na szkolenie, by rekrutacj¹ móg³ siê zajmowaæ w przysz³oœci? Dziêkujemy za rozmowê. Jaros³aw Jasiñski Kinga Garczyñska


„Cieszê siê, ¿e Ciê widzê” – to pierwsze s³owa, które s³yszy dziecko lub nastolatek, kiedy mija przeszklone drzwi „KLUBU”. Potem, w asyœcie uœmiechu któregoœ z nas, œci¹ga kurtkê, zak³ada tenisówki i wchodzi do AKWARIUM, albo KUCHNI ARTYSTYCZNEJ, gdzie wie, ¿e ktoœ na pewno siê nim zajmie przez najbli¿sze dwie i pó³, trzy godziny. Kim jest ów „ktoœ”? I – przede wszystkim – co to za miejsce, ¿e warto o nim tu i teraz powiedzieæ? KUCHNIA ARTYSTYCZNA I JEDNO WA¯NE ZDARZENIE Dooko³a sto³u, w weso³ej, piêknie wyremontowanej i przyozdobionej sali, siedzi dziesiêcioro dzieci. W zasadzie s³owo „siedzi” wiêkszoœci nie dotyczy; dzieci bujaj¹ siê na krzes³ach, wykonuj¹ masê, rzec by mo¿na, zbytecznych ruchów, poniewa¿ „przypad³oœæ”, jaka zosta³a przypisana ich „losowi” to NADPOBUDLIWOŒÆ. Tylko jeden Krzyœ* siedzi nieruchomo, swój wzrok wbija w stó³, nie rozmawia, jak inni. Nie pomagaj¹ mu ró¿nobarwne komplety kredek; zaproszony do na-

rysowania swojego „herbu”, po d³ugiej chwili bierze do rêki czarny pisak i rysuje twarz. Mówi bardzo cicho: – „Narysowa³em tak¹ buziê, bo zawsze jestem SMUTNY”. KLUB Centrum Wspierania Rozwoju Dzieci i M³odzie¿y „KLUB” to miejsce magiczne. Ale magii w nim o tyle, o ile ofiarowuje siê tam dziecku czas, umiejêtnoœci, s³uchanie, rozmowy, a przede wszystkim uœmiech i przyjaŸñ – czyli to, czego czêsto nie mo¿e, lub czego, z ró¿nych powodów, rzadko doœwiadcza na co dzieñ. Mo¿e dlatego, mimo, i¿ w „Klubie” stawia siê mu pewne wymagania oraz musi przestrzegaæ pewnych zasad, lubi do niego przychodziæ. Zawsze te¿ mo¿e liczyæ na ciep³¹ herbatkê i pyszn¹ grzankê z serem lub czekolad¹. W „Centrum” pracuj¹ ludzie, którzy maj¹ otwarte serca dla dzieci i na sprawy m³odzie¿y; oprócz otwartych serc i zawsze(!!) ogromu entuzjazmu dysponuj¹ umiejêtnoœciami, których brak dziecko czêsto odczuwa w domu. Psychologowie i pedagodzy – socjo-

terapeuci, muzykoterapeuta, terapeuta ruchem, artterapeuci oraz pracownik socjalny to za³oga „Klubu”. Za³oga profesjonalistów, którzy wierz¹ w to, co robi¹. Wszystkiemu dowodzi Pani Dyrektor –Wies³awa Machalica (psycholog), która dba o poziom „Centrum”. DLACZEGO MOJE DZIECKO JEST TAKIE? OdpowiedŸ na to pytanie nie jest prosta. Przede wszystkim: jakie? Nadpobudliwe? Zniechêcone? Wycofane? Agresywne? Zbuntowane? Wszystkie wymienione cechy sprowadzaj¹ siê do dwóch zagadnieñ: zaburzeñ zachowania i zaburzeñ emocjonalnych. Pracownicy „Klubu”, jako profesjonaliœci w swoich dziedzinach, znaj¹ odpowiedzi na te pytania. Dzieci czêsto uwik³ane zostaj¹ w rozgrywki tocz¹ce siê miêdzy rodzicami, w rodzinach – choæ nie zdaj¹ sobie z tego sprawy. Czêsto te¿ rodzice, dzia³aj¹c w dobrej wierze, pope³niaj¹ b³êdy wychowawcze, których – tym razem – oni nie s¹ œwiadomi. Pozostaje im tylko znamienne pytanie: dlaczego moje dziecko jest takie? W „Klubie” nie pracujemy nad dociekaniem przyczyn owego zachowania. Przyczyna jest cenn¹ informacj¹, natomiast wa¿ne staje siê „TU I TERAZ”: co mogê zrobiæ, ¿eby mieæ lepszy nastrój? Jak mam rozmawiaæ, ¿eby umieæ siê dogadaæ – bez ok³adania siê piêœciami i obrzucania wyzwiskami? Jak mogê spo¿ytkowaæ moj¹ energiê w sposób konstruktywny, zamiast gapiæ siê w telewizor i godzinami œlêczeæ przy grach komputerowych? Co robiæ, ¿eby siê nie nudziæ? CHCIA£BYM ZWRÓCIÆ NA SIEBIE UWAGÊ – – czêsto w³aœnie to próbuje powiedzieæ nam dziecko, m³oda osoba, kiedy jej zachowanie jest niezrozumia³e,


irytuj¹ce, b¹dŸ przerysowane dla rodzica, nauczyciela, czy kolegi. Ka¿de zwrócenie uwagi na dziecko jest dla niego nagrod¹; jeœli rzucê w kogoœ pi³k¹, przezwê go lub zignorujê na milion sposobów – i to zostanie zauwa¿one – cel zosta³ osi¹gniêty. Nawet jeœli zosta³em za to ukarany, zosta³em dostrze¿ony i to siê dla mnie liczy. W „Klubie” przykazaniem numer jeden jest NAGRADZANIE – tego co po¿¹dane spo³ecznie i co we mnie jest wartoœciowe, i KONSEKWENCJA, jeœli nie przestrzegam zasad. Ka¿de dziecko jest inne, ka¿de dziecko ma swoje sposoby, czêsto nieœwiadome, na zdobywanie uwagi i aprobaty innych, zw³aszcza doros³ych, które wykorzystuje do granic swoich mo¿liwoœci. „Klub” oferuje mu alternatywê. Jak¹?

AKWARIUM Du¿a niebieska przeszklona sala; masa ró¿nego rodzaju pi³ek, gier – bilarda, pi³karzyków, stó³ do ping-ponga, dart, worek treningowy, skakanki, instrumenty muzyczne, materace, koce i wymieniaæ mo¿na by d³ugo. Ale nie o to chodzi; „Akwarium” to nie miejsce typowej rozrywki; to coœ wiêcej. Na uwagê zas³uguj¹ zielone krzes³a, które staj¹ siê przyczyn¹... komunikacji. Ka¿dy przedmiot w tej sali jest narzêdziem, sposobem – do tego, ¿eby uczyæ siê BYÆ z innymi tak, ¿eby coœ z tego wynika³o. Coœ dobrego, co jednoczeœnie zostanie przyjête przez dziecko, lub m³od¹ osobê, jako jego w³asny sposób radzenia sobie – ze swoimi emocjami, innymi ludŸmi. Bo

mówiæ mo¿na na wiele sposobów; który z nich jest po¿¹dany – o tym decyduje konfrontacja – z grup¹, w której dowiadujê siê czegoœ o sobie, i przede wszystkim z prowadz¹cymi zajêcia, zawsze pozostaj¹cy tymi, od których jestem zale¿ny, ale od których mogê siê wiele nauczyæ. W „Klubie” na pewno nie jest nudno; zajêcia socjoterapeutyczne, muzykoterapeutyczne, artterapia, terapia ruchem – to nie puste nazwy. Banalne stwierdzenie, ¿e „znajdziesz tu coœ dla siebie” jest prawd¹; tu znajdziesz to, w czym czujesz siê najlepiej; znajdziesz to, co pomo¿e Ci rozwin¹æ skrzyd³a; znajdziesz to, co pozwoli Ci poznaæ siebie i korzystaæ z tego najlepiej, jak potrafisz. Wreszcie: znajdziesz to, czym bêdziesz móg³ siê pochwaliæ, co mo¿e byæ Twoim sposobem na efektywne komunikowanie siê z rodzicami, nauczycielami, rówieœnikami.

Byæ mo¿e dziêki tym zajêciom poczujesz siê jak ryba w wodzie? PODRÓ¯E NIE TYLKO WIRTUALNE Oprócz „Kuchni artystycznej” i „Akwarium” KLUB ma wiêcej zakamarków i niespodzianek, nie tylko dla dzieci i m³odzie¿y, ale i dla rodziców; sala komputerowa „Podró¿e wirtualne” to miejsce, gdzie poza godzinami zajêæ mo¿na pobyæ w cyber-przestrzeni; w sali „Gadu-gadu” odbywaj¹ siê miêdzy innymi rozmowy z rodzicami dzieci. A sama podró¿ do KLUBU? To podró¿ na ulicê Sienkiewicza 11 (Je¿yce). To naprawdê magiczne miejsce. Magdalena Cagara psycholog * imiona zmienione


– Niektórzy uwa¿aj¹ Pana za dziecko szczêœcia, inni za cz³owieka, który sam zapracowa³ na swój sukces. Jak Pan myœli, kto jest bli¿szy prawdy? Prawda le¿y jak zwykle po œrodku. Aby osi¹gn¹æ sukces potrzeba wielkiego i – podkreœlam – systematycznego wysi³ku. Niczego nie dosta³em za darmo i na wszystko, co mam, ciê¿ko zapracowa³em. Ale nie da siê ukryæ, ¿e równie¿ szczêœcie mnie nie ominê³o. Jestem trochê dzieckiem prze³omowych wydarzeñ z pocz¹tku lat 90-tych, wtedy w telewizji potrzebowano nowych twarzy i nieskompromitowanych dziennikarzy, a ja akurat skoñczy³em dziennikarstwo, wystartowa³em w konkursie i tak to siê zaczê³o...

(A i B), jest pañstwem, z którym m³ody cz³owiek powinien wi¹zaæ swoj¹ przysz³oœæ? Nie ukrywam, ¿e trudno jest mówiæ do ludzi bez pracy, studentów, którzy nie mog¹ znaleŸæ zatrudnienia po studiach, i¿ w Polsce da siê osi¹gn¹æ sukces. Ale w Polsce jest mo¿liwy „American dream”. Pewnie trudniej go osi¹gn¹æ ni¿ w Ameryce, bo politycy nam tego nie u³atwiaj¹, ale – jest mo¿liwy! Wszystko zale¿y od nas samych, od naszej silnej woli i uporu. Je¿eli ktoœ bêdzie ciê¿ko pracowa³, uczciwie pracowa³, to ma szansê na sukces indywidualny lub zostanie dostrze¿ony przez kogoœ, kto mo¿e mu pomóc. To

Polska demokracja ma siê i dobrze, i Ÿle. (...) Obecna sytuacja polityczna, zamieszanie wokó³ afer, pokazuje, ¿e jednak istniej¹ w naszym kraju mechanizmy samooczyszczaj¹ce. Ale znowu nie funkcjonuj¹ one do koñca tak, jak byœmy sobie tego ¿yczyli. Wiemy o aferach i nadu¿yciach, do których de facto nie powinno w ogóle dojœæ. le, ¿e dosz³o. Ale dobrze, ¿e ju¿ przynajmniej o niektórych wiemy. – Komu – lub czemu – zawdziêcza Pan swój sukces? To przede wszystkim ciê¿ka praca. Ale gdyby nie moja ¿ona, rodzina i bliscy przyjaciele, którzy zawsze mnie wspierali, pewnie nie da³bym rady. Chyba ka¿dy potrzebuje wsparcia psychicznego, pewnej odskoczni, choæby chwilowego azylu wœród bliskich osób, kiedy mo¿na siê wyciszyæ, nie rozmawiaæ o pracy. Gdy jestem z rodzin¹ do³adowujê bateriê :-) – Czy tak zwany „American dream” jest mo¿liwy w III RP? Czy Polska, któr¹ jak dot¹d okreœla siê tylko dwiema pierwszymi literami alfabetu

wyœwiechtane i zbanalizowane has³o, ale Polska to ci¹gle kraj wielu mo¿liwoœci. Trzeba tylko siê rozgl¹daæ i korzystaæ z nadarzaj¹cych siê okazji. Nie mo¿na odpuszczaæ ¿adnej. Wtedy na pewno siê uda. Jestem o tym przekonany. – Co powiedzia³by Pan absolwentowi presti¿owej polskiej uczelni, który od 7 miesiêcy bezskutecznie szuka pracy? Jak próbowa³by Pan odwieœæ go od myœli o wyjeŸdzie do Londynu czy Dublina? Je¿eli naprawdê nie mo¿esz znaleŸæ pracy, to wyjedŸ na rok albo dwa. Ale postaraj siê nie tylko pracowaæ

w restauracji czy na budowie, dorabiaj¹c jak siê da i gdzie siê da. Rozejrzyj siê za jakimœ szkoleniem, kursem podnosz¹cym kwalifikacje, praktykami w firmie odpowiadaj¹cej Twoim zainteresowaniom i wykszta³ceniu. A potem, gdy ju¿ zarobisz i trochê od³o¿ysz, z baga¿em doœwiadczeñ wróæ do Polski. Za³ó¿ w³asn¹ firmê lub poszukaj pracy. Na pewno bêdzie ³atwiej. Praca za granic¹ to dobra rekomendacja w CV, bo œwiadczy o zdobytym doœwiadczeniu i znajomoœci jêzyka obcego. Trzeba tylko uwa¿aæ, aby nie zapuœciæ tam korzeni, bo wtedy czêsto siê zostaje. Sam pracowa³em za granic¹, w Londynie i w Norwegii. I nie by³y to ambitne zajêcia. Potem studiowa³em w USA. Jednak zawsze ci¹gnê³o mnie do Polski. – Jak, Pana zdaniem, ma siê polska demokracja? Czy polskie spo³eczeñstwo jest ju¿ spo³eczeñstwem obywatelskim w pe³nym tego s³owa znaczeniu? Polska demokracja ma siê i dobrze, i Ÿle. W porównaniu z Bia³orusi¹ czy Ukrain¹, na pewno ma siê lepiej. W porównaniu z krajami Zachodu, mamy jeszcze wiele do zrobienia. Obecna sytuacja polityczna, ca³e zamieszanie wokó³ afer, pokazuje, ¿e jednak istniej¹ w naszym kraju mechanizmy samooczyszczaj¹ce. Ale znowu nie funkcjonuj¹ one do koñca tak, jak byœmy sobie tego ¿yczyli. Wiemy o aferach i nadu¿yciach, do których de facto nie powinno w ogóle dojœæ. le, ¿e dosz³o, ale dobrze, ¿e ju¿ przynajmniej o niektórych wiemy. Na pewno czwarta w³adza ma siê lepiej od pozosta³ych trzech. To dziennikarze obna¿yli wiêkszoœæ afer. Czasami mam wra¿enie, ¿e ¿yjemy ci¹gle w czasach prze³omu. A czy jesteœmy spo³eczeñstwem obywatelskim? To trudne pytanie, bar-


dziej do socjologów, ni¿ do mnie. Na pewno jesteœmy nim bardziej ni¿ na pocz¹tku lat 90-tych, wszyscy uczestniczymy w tej lekcji demokracji od 15 lat i coraz bardziej stajemy siê obywatelami. – Gdzie Pan spêdzi Œwiêta Bo¿ego Narodzenia? Jak to gdzie? W domu oczywiœcie. Z rodzin¹. Œwiêta Bo¿ego Narodzenia to dla mnie uroczysta Wigilia, tradycyjne potrawy, choinka, prezenty dla dzieci i Pasterka. Niby nic oryginalnego, ale ka¿de œwiêta s¹ inne, niepowtarzalne. Weso³ych Œwi¹t dla wszystkich! – Dziêkujê za rozmowê. Justyna Doro¿a³a


Towarzysz¹cy nam na co dzieñ materializm z powodzeniem zabija idea³y, wartoœci i powoduje upadek autorytetów. Nawet wolontariat przesta³ byæ pomoc¹ niesion¹ bezinteresownie, staj¹c siê czêsto tylko okazj¹ do zdobycia, mile widzianego przez przysz³ego pracodawcê, wpisu do CV. Ludzie pomagaj¹cy innym bez korzyœci dla siebie – to gatunek wymieraj¹cy. Mo¿e w³aœnie dlatego s¹ dla spo³eczeñstwa na wagê z³ota. Wojciech Burzyñski, komendant Ochotniczej Stra¿y Po¿arnej i dyrektor Miejsko-Gminnego Oœrodka Kultury w Margoninie, jest ¿ywym dowodem na to, ¿e nie pieni¹dz, a chêæ niesienia pomocy innym, mo¿e byæ dziœ sposobem na ¿ycie.

Kieruj¹ polityk¹, rozpalaj¹ ¿¹dze, pobudzaj¹ wyobraŸniê i determinuj¹ podejmowane przez nas decyzje... Pieni¹dze! Wszystko siê wokó³ nich krêci. Od najm³odszych lat widzimy – bogatsi maj¹ wiêcej znajomych, lepsze oceny i dziwnym trafem, mniej problemów egzystencjalnych. Przeœwiadczenie, ¿e kasa jest kluczem otwieraj¹cym wszystkie, nawet podwójnie zaryglowane drzwi, zmusza nas do nieustannej walki o to, by mieæ jej dla siebie wiêcej... I wiêcej. Jak najwiêcej. Nigdy wystarczaj¹co du¿o... Czy w rzeczywistoœci regulowanej przez ekonomiê i d¹¿enie do maksymalizowania zysków, motorem dzia³ania mo¿e jeszcze byæ altruizm? Mam nadziejê, ¿e mogê o nim mówiæ jako o przyjacielu. Ma zasady, których nigdy nie ³amie, jest honorowy, nie toleruje k³amstwa, ob³udy i zawiœci. Skromny, uczynny, zawsze stara siê pomóc, nigdy zaszkodziæ. Jest szalenie pracowity, czego dowodem jest to, jak rozwin¹³ oœrodek kultury. W³o¿y³ w niego serce – mówi jeden z jego przyjació³. Gdy rozpoczyna³ swoj¹ pracê w Margoninie, istnia³a tam tylko ma³a œwietlica stra¿acka... Obecnie dzia³a prê¿nie rozwijaj¹ca siê placówka kulturalna, której pozazdroœciæ tej ma³ej wielkopolskiej miejscowoœci mog¹ najwiêksze metropolie. Jak dosz³o do

tej przemiany? Wystarczy³a chêæ do pracy, inicjatywa i charyzma jednego cz³owieka. Niemo¿liwe? A jednak… Przy Miejsko-Gminnym Oœrodku Kultury w Margoninie dzia³a kilkanaœcie pracowni, gdzie m³odzi ludzie (i nie tylko) mog¹ siê uczyæ oraz poszerzaæ swoje zainteresowania. „Masz ciekawe hobby i potrafisz zaraziæ nim innych? PrzyjdŸ do mnie” – zachêca pan Wojtek. W tej chwili mo¿na skorzystaæ z pracowni archeologicznej, akwarystycznej, dydaktycznej, ³¹cznoœci radiowej, plastyczno-modelarskiej, ceramicznej, wikliniarskiej, a tak¿e prawdziwej kuŸni. Ma³o? S¹ te¿ dwie sale eksponatów z 600-letniej historii

Margonina, sta³a wystawa dawnych sprzêtów rolniczych, Stara GazowniaGaleria, strzelnica i mini-ogród botaniczny. Zapyta³am dyrektora oœrodka, sk¹d wzi¹³ œrodki finansowe. – Wbrew pozorom nie by³o ich tak du¿o potrzeba. Na funkcjonowanie oœrodka ³o¿y Miasto i Gmina Margonin. Trzeba jednak pamiêtaæ, ¿e nie tylko pieni¹dze s¹ potrzebne, by tego typu placówka spe³nia³a swoje zadanie. Liczy siê chêæ do pracy. Instruktorzy zajmuj¹ siê pracowniami spo³ecznie, ja im tylko udostêpniam pomieszczenia. Jeœli jest ktoœ, kto chce poœwiêciæ swój czas i energiê, przyk³adowo na naukê innych rysunku czy wyplata-


nia wiklinowych koszy, dlaczego mu nie pomóc? Wystarczy chcieæ. Wojciech Burzyñski nawi¹za³ wspó³pracê z lokalnymi firmami, dziêki czemu Miejsko-Gminny Oœrodek Kultury otrzymuje produkty i materia³y dla pracowni. ¯adne z pomagaj¹cych przedsiêbiorstw nie przekazuje jednak na ten cel pieniêdzy. – Zawsze mog³yby byæ potem w¹tpliwoœci co do tego, jak zosta³y wykorzystane. A tak, wszystko jest jasne. Jeœli pracownia wikliniarska dostaje wiklinê, wiadomo, jak ten materia³ zostanie wykorzystany. Podobnie jest z wyrobami ceramicznymi. Nie ma miejsca na jakiekolwiek nadu¿ycia czy nieczyste sytuacje.. W ca³ym powiecie chodzieskim pan Wojciech znany jest ze swej uczciwoœci, ¿elaznych zasad i bezkompromisowoœci. Ale tak¿e z tego, ¿e nigdy nikomu nie odmówi pomocy. Okreœlone pogl¹dy oraz sposób ¿ycia, jaki prowadzi, zjednuj¹ mu przyjació³. Nawet ci, którzy go nie lubi¹, przyznaj¹, i¿ trudno dziœ spotkaæ równie prawego i wiernego swym idea³om cz³owieka. Mo¿e dlatego jest jednym z najbardziej popularnych radnych powiatu. Wojciech Burzyñski nie ograniczy³ swej dzia³alnoœci tylko do MiejskoGminnego Oœrodka Kultury. Koordynuje pracê Centrum Interwencji Spo³ecznej w Margoninie – instytucji bezp³atnie zapewniaj¹cej pomoc prawn¹, administracyjn¹ i medyczn¹ wszystkim potrzebuj¹cym. Jak sam mówi – „jest to spo³eczna organizacja dbaj¹ca o ludzi, którzy maj¹ problemy, a nie staæ

ich na spotkanie z prawnikiem czy wizytê u psychologa. Jeœli mo¿na pomóc, to zawsze trzeba to robiæ”. ¯ycie pana Wojciecha od lat zwi¹zane jest z Ochotnicz¹ Stra¿¹ Po¿arn¹ w Margoninie, której jest komendantem. Dziêki jego zapa³owi i ciê¿kiej pracy sta³a siê jedn¹ z najlepszych tego typu jednostek w Polsce. Zgromadzi³ wokó³ siebie kilkadziesi¹t osób, które nie tylko gasz¹ po¿ary, ale tak¿e udzielaj¹ przedmedycznej pomocy przy wypadkach. S¹ bardzo dobrze wyszkoleni. W pó³torej minuty od zawiadomienia o po¿arze, s¹ gotowi do wyjazdu na akcjê. Profesjonalizm margoniñskiej Ochotniczej Stra¿y Po¿arnej napawa komendanta dum¹, ale za najwiêkszy swój sukces uwa¿a zerwanie z powszechnie panuj¹cym przekonaniem, ¿e stra¿ak równa siê alkoholik. „Aby nieœæ pomoc i gasiæ po¿a-

ry trzeba byæ przede wszystkim trzeŸwym!” – powtarza ka¿demu, kto chce do³¹czyæ do jego jednostki. „Szczera radoœæ dziecka zawsze bêdzie mia³a dla mnie wiêksz¹ wartoœæ ni¿ sejf pe³en pieniêdzy”- twierdzi pan Wojciech. Mo¿e w³aœnie dziêki takiej postawie, wraz z burmistrzem Miasta Margonina od kilkunastu lat z powodzeniem organizuje letnie Warsztaty Muzyczne dla Dzieci i M³odzie¿y. Przez dwa tygodnie kadra znanych muzyków z Polski i zagranicy prowadzi zajêcia z m³odymi jazzmenami. Muzyka rozbrzmiewa w pomieszczeniach Miejsko-Gminnego Oœrodka Kultury, „pod chmurk¹”, a tak¿e w gara¿ach, gdzie na co dzieñ stoj¹ stra¿ackie wozy bojowe. Wysi³ki muzycznych adeptów wieñczy uroczysty koncert fina³owy, w którym bior¹ udzia³ zarówno uczestnicy warsztatów,


jak i kadra. Czas zapytaæ – sk¹d w niewielkiej miejscowoœci pieni¹dze na tak du¿e przedsiêwziêcie? – Jest to impreza samofinansuj¹ca siê, nie licz¹c niewielkich dotacji z Urzêdu Starostwa Powiatowego i Zarz¹du G³ównego Polskiego Towarzystwa Jazzowego. Pomaga nam te¿ Urz¹d Miasta i Gminy Margonin. Byæ mo¿e by³aby szansa na uzyskanie wiêkszych œrodków z Urzêdu Wojewódzkiego, ale wymaga to zbyt wielu formalnoœci. Przyznam, ¿e wolê dzia³aæ ni¿ wype³niaæ papierki... Do udzia³u w letnich warsztatach muzycznych w Margoninie ju¿ teraz zg³osi³o siê tylu chêtnych, i¿ zosta³o tylko kilka wolnych miejsc. A przecie¿ mamy dopiero grudzieñ… To prawda, ¿e pieni¹dze kieruj¹ polityk¹. To prawda, ¿e rozpalaj¹ ¿¹dze i pobudzaj¹ wyobraŸniê. Ale jak siê okazuje, nie zawsze musz¹ determinowaæ ludzkie dzia³anie. Altruizm i bezinteresownoœæ zdarza siê nawet w dzisiejszych, nastawionych na zdobywanie korzyœci materialnych, czasach. Dlatego warto zauwa¿yæ prawdziwych spo³eczników, którzy ¿yj¹ wœród nas i walcz¹ o swoje idea³y, a nie o pieni¹dze. Ania


Kiedy zaproponowano mi pisanie felietonów do „Ulicznej”, czaruj¹c co nieco przy okazji, nie musia³em siê d³ugo zastanawiaæ. Przecie¿ nic tak wspó³czesnego cz³owieka nie nobilituje jak, nomen omen, ulica. Pomijaj¹c bowiem fakt stworzenia œwiata (ulic jeszcze byæ nie mog³o) i narodzin Chrystusa (w stajence), niemal wszystkie najwa¿niejsze wydarzenia w dziejach mia³y miejsce w³aœnie na ulicach, w tym rewolucje, z polskimi w 1956, 1970, 1976 i 1981 (13 grudnia minie trzynaœcie lat) w³¹cznie. ¯e co, ta ostatnia, to nie rewolucja? No, nie b¹dŸmy drobiazgowi – to tylko kwestia punktu widzenia lub siedzenia. Ci, którzy wtedy siedzieli, na pewno siê ze mn¹ zgodz¹. A wracaj¹c do meritum – zastanawia³em siê tylko nad nazwaniem cyklu, bo to, oprócz tytu³u oczywiœcie, po³owa sukcesu. I kiedy tak g³ówkowa³em, czytaj¹c przy okazji najnowsze dzie³o wybitnego wspó³czesnego dramaturga, scenarzysty i prozaika Janusza, znów nomen omen, G³owackiego, zatytu³owane „Z g³owy”, nasz³a mnie myœl prosta, acz olœniewaj¹ca. On otó¿, wbrew niektórym z³oœliwym opiniom, sw¹ wielkoœæ zawdziêcza temu miêdzy innymi, ¿e pisze „prosto z g³owy”, a nie temu, ¿e polecia³ za chlebem do Ameryki, przez Londyn zreszt¹. A tak¿e, co bli¿sze sercu „Ulicznej” – dramatowi cz³owieka bezrobotnego, przez czas jakiœ niemal przymieraj¹cego w tym Londynie i w tej cudownej Ameryce g³odem. Mój problem polega³ jeszcze na tym, za jaki na pocz¹tek – poza powy¿szym wstêpem – wzi¹æ siê temat. Ale gdy poinformowano mnie uprzejmie, ¿e debiut wypadnie w grudniu, przed œwiêtami Bo¿ego Narodzenia, mia³em go jak na widelcu, czyli z g³owy. Oczywiœcie – œwiêta! A potem siê przerazi³em – bo numer grudniowy

i œwi¹teczny, ale tekst muszê napisaæ w listopadzie. Przy takim „rozdziale” czasowym nietrudno o wpadkê. Przyk³ad? Proszê bardzo! Pamiêtam otó¿, jak pewien lokalny polityk zadebiutowa³ w lokalnym tygodniku, przed Bo¿ym Narodzeniem. W otwieraj¹cym cykl „Skromnym zdaniem” felietonie napisa³: Otuleni œwie¿ym grudniowym œniegowym puchem odliczamy ju¿ godziny... I choæ p³odzi³ ów tekst piêæ dni przed drukiem, trafi³ kul¹ w p³ot. Nie œniegow¹ – bo choæ bardzo pragnê³y tego wszystkie dzieci w okolicy, ba³wana nie by³o z czego ulepiæ... Darujê wiêc sobie œnie¿ynki. Albo nie – oddam siê wspomnieniom, bo bardziej bezpieczne, ni¿ przewidywanie pogody – niewa¿ne, czy dla bogaczy, czy biednych. To by³o dawno, bardzo dawno temu. Pojecha³em na œwiêta do babci, na zamojsk¹ wieœ. Od ma³ej stacyjki kolejowej by³o do niej kilkanaœcie kilometrów, które przebyliœmy – a jak¿e – saniami. Zd¹¿yliœmy akurat na wigilijn¹ kolacjê, zwan¹ tam poœnikiem (bo podawano postne dania, jak s¹dzê). Nigdy nie zapomnê nastroju tamtego wieczoru, przybranej wykonanymi przez domowników ³añcuchami i paj¹czkami oraz dziesi¹tkiem innych

ozdóbek choinki (rano dziadek przywióz³ j¹ prosto z lasu – Bo¿e, jak pachnia³a!). I s³oma na pod³odze, i snop ¿yta w k¹cie izby, i prezenty pod drzewkiem. A potem wyprawa, tak¿e saniami, na pasterkê, do odleg³ego o osiem kilometrów koœcio³a. Ju¿ nigdy wiêcej nie prze¿y³em takiej wigilii! Ach, ³za siê w oku zakrêci³a... I poeta Ga³czyñski mi siê przypomnia³ tak¿e: Jestem taki sentymentalny, ¿e móg³bym sprzedawaæ ³zy... Zapamiêta³em te¿, jak w pewnej chwili ktoœ zapuka³ do drzwi, a gdy dziadek je otworzy³, wszed³ „dziad”. Bezdomny, okoliczny w³óczêga. A podejmowano go jak króla jakiegoœ, bo nie tylko zwyczaj tak nakazywa³. Lud wiejski, bogobojny, wierzy³, ¿e oto pod postaci¹ ¿ebraka sam Bóg go odwiedza. I dlatego... ¯yczê Wam, czytelnicy „Ulicznej”, ¿ebyœcie – jeœli nie macie takiej wigilii w pamiêci – prze¿yli podobn¹ chocia¿ tego roku. Jeœli macie dom i rodzinê – by Was Bóg pod postaci¹ niespodziewanego Goœcia odwiedzi³. A je¿eli jesteœcie jak ten bezdomny, by Wam drzwi otworzono, na ucztê królewsk¹ poproszono... Lub podano choæ kawa³ek chleba z pañskiego sto³u... SZAMIR


Osza³amiaj¹co piêkna. Wiecznie m³oda. Dawno zgubi³a kalendarze. Kochali siê w niej najwiêksi: Griffith, Murnau, Chaplin, Leger, Bunuel, Kurosawa, Renoir, Visconti, Fellini, Coppola, Weir, Allen. Nieodparcie kusz¹ca, ale niewierna i niesta³a w uczuciach. Genialnych kochanków zmienia³a jak rêkawiczki. W m³odoœci na g³owê bi³a starsze siostry powodzeniem, bo – wzorem Terpsychory, u której ten sekret podpatrzy³a – interesuj¹co milcza³a. Mia³ z ni¹ romans (w kinematografie) m³ody Antoni S³onimski, wiadomo AS. Platonicznie zakochany Karol Irzykowski poœwiêci³ jej osobn¹ ksi¹¿kê („Dziesi¹ta Muza”, Kraków 1924). To wspania³a kobieta z przesz³oœci¹, na dodatek tak¹, o której nic pewnego nie da siê powiedzieæ. Po obu stronach

Atlantyku trwaj¹ k³ótnie. Amerykanie twierdz¹, ¿e jest córk¹ Edisona, Francuzi – ¿e z domu Lumiere’ówna b¹dŸ Meliesówna. Przebojowa, zawsze lubi³a rozg³os, œwietnie czu³a siê w blasku jupiterów. Frywolna i przekorna, potrafi³a zagraæ na nosie cenzorom i wykpiæ œwiêtoszków. Za nic mia³a sztywne regu³y i konwensanse. Naganny styl bycia nadrabia³a ognistym temperamentem, umia³a rzucaæ nieodparty czar i nie sposób jej siê oprzeæ. Dzisiaj ¿yje bardziej legend¹ dawnych lat, ale na Parnasie zawsze pozostanie najm³odsz¹ poœród Muz. To przywilej wiecznej smarkuli, starsze siostry zazdroszcz¹ jej szyku, wigoru i sex appealu a rzesze mi³oœników wybaczaj¹ swobodne obyczaje, gminny gust oraz kapryœne usposobienie.

Zazwyczaj co roku jest tak, ¿e kiedy zbli¿aj¹ siê Œwiêta Bo¿ego Narodzenia, w kinach pojawia siê kilka filmów zwi¹zanych z nimi tematycznie. S¹ one przeznaczone zarówno dla dzieci, jak i ich rodziców. Obie grupy maj¹ cieszyæ siê pozytywn¹ energi¹ p³yn¹c¹ z obrazu.

I wreszcie typ trzeci to czysta komedia, w której bohaterowie maj¹ masê problemów do rozwi¹zania, nim dane im bêdzie spokojnie zasi¹œæ przy œwi¹tecznym stole i z radoœci¹ odpakowaæ prezenty. Jedn¹ z ciekawszych i œmieszniejszych produkcji tego typu by³ film o rodzinie Griswoldów, z ojcem Clarkiem na czele.

Trzy typy Mo¿na siê pokusiæ o wyró¿nienie trzech grup przedœwi¹tecznych filmów. Po pierwsze – filmy czysto familijne, g³ównie o dzieciach, o spe³nieniu ich marzeñ, spotkaniu ze Œwiêtym Miko³ajem. Choæ zdarzaj¹ siê i takie, w których dziecko staje siê ma³ym niezniszczalnych bohaterem, by przypomnieæ tylko Kevina, który podczas Œwi¹t musia³ sam zostaæ w swoim nie ma³ym i – jak siê okaza³o – niezbyt bezpiecznym domu. Ten przyk³ad ociera siê jednak ju¿ o drugi typ – o komediê kryminaln¹. Tu pojawiaj¹ siê z³odziejaszkowie, którzy w³aœnie dostaj¹ zas³u¿one lanie albo nawracaj¹ siê na drogê praworz¹dnoœci, czêsto za poœrednictwem dzieci.

Trzy przyk³ady Okazuje siê, ¿e w tym roku polski widz bêdzie mia³ okazjê zobaczyæ realizacjê ka¿dego z trzech typów. Przyk³adem familijnym jest Ekspres polarny, film animowany w re¿yserii Roberta Zemeckisa, twórcy Powrotu do przesz³oœci czy Foresta Gumpa. Powsta³ on na podstawie popularnej w Ameryce ksi¹¿ce Chrisa van Allsburga, w której œw. Miko³aj okazuje siê byæ maszynist¹ poci¹gu, zabieraj¹cego dzieci na Biegun Pó³nocny, gdzie otrzymuj¹ one – a jak¿e! – prezenty, choæ mo¿e nie takie, jakich siê spodziewa³y... Drugim przyk³adem jest Z³y Miko³aj, w którego wcieli³ siê Billy Bob Thorton. Gra on nieszczêœliwego z³odzie-

ja, który w przebraniu Miko³aja okrada ludzi w domach handlowych. Jego ¿ycie zmieni siê jednak pod wp³ywem oœmiolatka, dziêki któremu bohater dostrze¿e, co jest naprawdê wa¿ne. Wreszcie film trzeci – Œwiêta last minute z Timem Allenem i Jamie Lee Curtis. To opowieœæ o ma³¿eñstwie, któremu nie podoba siê komercjalizacja œwi¹t i planuje wyjechaæ w tym czasie na Karaiby. W ostatniej chwili ich córka pracuj¹ca w Peru postanawia wróciæ do domu, co oznacza, ¿e rodzice musz¹ zapomnieæ o swoich planach i w osza³amiaj¹cym poœpiechu przygotowaæ wszystko do familijnego œwiêtowania. Co wybraæ? ¯aden z tych filmów nie jest arcydzie³em. Mo¿e ten ostatni jest najbardziej godny polecenia. Ale czy o to chodzi, ¿eby te filmy by³y wybitne? Maj¹ byæ proste, weso³e, optymistyczne . I takie w³aœnie s¹. Mi³ego œwi¹tecznego ogl¹dania! Dominik Misztal


Widownia Zanim tu przyjecha³em, ró¿nie myœla³em o tym, co mnie spotka. A szczególnie, kto mnie tu spotka. Ludzie. Biedni. Mo¿e nawet nieœwiadomi swoich ró¿nych bied. Bzdury! To s¹ jak najbardziej normalni, tacy sami ludzie jak my, jak Hiszpanie, Rosjanie czy Libijczycy. Mo¿e mieli bardziej pokrêcon¹ historiê ni¿ reszta œwiata, mo¿e maj¹ inny gust i temperament. Ale tak samo siê denerwuj¹, kochaj¹, p³acz¹ i tak samo siê ciesz¹. Ch³opaki œwiruj¹, panienki siê stroj¹. Nikogo nie obchodzi jakaœ Polska, tak samo jak Polaków Zimbabwe. Tak samo jak Polacy i oni licz¹ na pomoc z Zachodu. Nawet czarnoskóre dzieciaki œmiej¹ siê z nas tak samo, jak dzieciaki w Polsce z Murzyna. Maj¹ nawet kino. Przez trzy dni.

Popcorn Nie zgasili œwiat³a w czasie seansu! Ale po kolei. Wiadomo: kino – rzecz œwiêta. Nie w Zimbabwe. Za ka¿dym razem, kiedy jestem w kinie, sacrum tapla siê w profanum po uszy.

Kiedy dostanie siê bilet, oczywiœcie za poœrednictwem cudu, mo¿e siê okazaæ, ¿e by³ to bilet na schody lub na pod³ogê miedzy pierwszym rzêdem a ekranem. G³odny t³um wype³nia sale dok³adnie, a to wype³nianie trwa pó³ filmu. Wyjaœniam, ze t³um nie jest g³odny wra¿eñ (przesadzam! – poniek¹d jest, bo jeœli dialogów jest za du¿o, a krwi za ma³o, to mo¿na wyczuæ w powietrzu, a nawet us³yszeæ, ten g³ód wra¿eñ). T³um jest g³odny tego, co przyniós³ ze sob¹ do jedzenia. A tu siê w kinie jada wszystko. Koniecznie zapakowane w coœ szeleszcz¹cego.

Muzyka Po nasyceniu pierwszego g³odu t³um zaczyna dzwoniæ. Komórki œwiec¹ jak niebosk³on wmontowany w pod³ogê. I ka¿da rozmowa koñczy siê: „Oddzwoñ koniecznie zaraz”. Wiêc natychmiast potem nastêpuje koncert muzyki jednokomórkowców. Muzyka musi byæ g³oœna i nie wolno odbieraæ po pierwszych piêtnastu sygna³ach – taki savoir-vivre lokalny. Wtedy budz¹ siê dzieci. Maluchy, niemowlaki, berbecie, potomstwo kinomaniaków; przestraszone wrzaskiem g³oœników i piskiem komórek – zaczynaj¹ p³akaæ. Mamy nie maj¹ czasu siê nimi zaj¹æ, bo albo jeszcze jedz¹, albo ju¿ dzwoni¹. Albo gadaj¹ z s¹siadkami. Bo tu siê w kinie gada. Tylko chyba nie wolno rozmawiaæ o filmie, który w³aœnie jest na ekranie. Najczêœciej gada siê o filmach, które ogl¹dano ostatnio albo o tych, które s¹ w planach.

Lista p³ac I nagle t³um siê rzuca do wyjœcia. Sam bym kiedyœ wyszed³ w po³owie seansu! Stado to potêga! Sk¹d ten przyspieszony exodus? Po prostu jakaœ scena wygl¹da³a jak zakoñczenie. Mo¿e to jakiœ przes¹d, ¿e napisów koñcowych za nic nie wolno ujrzeæ! Mo¿e s¹ one obdarzone ciemn¹ moc¹ sprowadzania nieszczêœæ? Prawdziwy odwrót zaczyna siê wiêc ju¿ po godzinie projekcji. Oczywiœcie, nikt nie zabiera ze sob¹ œmieci i nieskonsumowanego jedzenia. Po kinie wyczyœæ buty!

I do tego wszystkiego dziœ do³o¿yli nowoœæ: nie wy³¹czyli œwiat³a na sali. Pytam grzecznie pani¹ bileterkê: czy mo¿e wy³¹czyæ? Ona: „Mogê. Ale nie umiem”. Kuba misjonarz werbista


Nuda na osiedlach Czêsto mówimy o profilaktyce, zapobiegaj¹cej negatywnym zjawiskom wystêpuj¹cym w œrodowisku m³odzie¿owym (np. picie alkoholu, u¿ywanie narkotyków, palenie papierosów, stosowanie przemocy). Jednak profilaktyka to nie tylko eliminowanie czynników sprzyjaj¹cych tym negatywnym postawom, ale te¿ stwarzanie i promowanie realnej alternatywy dla zachowañ patogennych i niebezpiecznych. Doroœli przestrzegaj¹ m³odych ludzi przed narkotykami i piciem, ale nie daj¹ nic w zamian. A przecie¿ jednym z g³ównych problemów wspó³czesnej m³odzie¿y jest brak mo¿liwoœci realizacji pozytywnych wzorców. Rola sportu w tej dziedzinie jest sprawdzona i niekwestionowana; brakuje jednak publicznych miejsc, gdzie m³odzie¿ mog³aby uprawiaæ atrakcyjny sport, a istniej¹ce czêsto s¹ luksusem dostêpnym tylko dla bogatych. e-odlot pod wiaduktem Fundacja „e-odlot” opracowa³a i przedstawi³a autorski projekt obiektu sportowo-rekreacyjnego typu SKATE PARK, zlokalizowanego na os. Oœwiecenia pod wiaduktami Trasy Ka-

towickiej. Ma byæ przeznaczony dla m³odzie¿y naszego miasta (udostêpniany bêdzie mieszkañcom bezp³atnie) oraz dla bezpoœrednio z nim zwi¹zanego centrum edukacji i integracji m³odzie¿y europejskiej. Ten zgodny z upodobaniami i oczekiwaniami m³odzie¿y SKATE PARK zaprojektowany zosta³ z du¿ym rozmachem i ma szansê staæ siê najwiêkszym i najbardziej profesjonalnym obiektem tego typu w Polsce, a tym samym atrakcj¹ i dum¹ naszego miasta. Odpowiedni standard SKATE PARKU umo¿liwi organizowanie presti¿owych zawodów w skejtingu, a ka¿da impreza sportowa lub kulturalna, która bêdzie na jego terenie organizowana, przyczyni siê do wzrostu presti¿u Poznania na arenie ogólnopolskiej. Obiekt bêdzie samofinansuj¹cy i umo¿liwi nie tylko zabawê i rekreacjê, ale tak¿e integracjê œrodowiska w ramach wspólnych pasji i zainteresowañ. Dodatkowe korzyœci to mo¿liwoœci edukacyjne (kursy jêzykowe, komputerowe, biznesowe itp.) oraz nowe miejsca pracy dla wielu m³odych ludzi w ramach samego centrum (np. instruktorzy sportowi, wyk³adowcy kursów, sprzedawcy, pracownicy baru szybkiej

obs³ugi, ochroniarze, s³u¿by techniczne, s³u¿by utrzymania czystoœci itd). Zorganizowanie na osiedlu bezp³atnego SKATE PARKU, integruj¹cego m³odzie¿ wokó³ tego zagadnienia, mo¿e ustrzec m³odych ludzi przed niektórymi b³êdami, wskazuj¹c jednoczeœnie alternatywne rozwi¹zania, np. rozwijanie zainteresowañ i aktywnoœci sportowej. Skate park potrzebny od zaraz ¯eby przybli¿yæ czytelnikom temat SKATE PARKU i uœwiadomiæ, jak bardzo grupa Poznaniaków oczekuje realizacji tej inwestycji, poprosiliœmy kilku czo³owych przedstawicieli poznañskiego œrodowiska sportów ekstremalnych (rolkarzy, deskorolkarzy, kolarzy ekstremalnych) oraz fanów jazdy szybkiej na rolkach o udzielenie krótkiego wywiadu: OTO NASZE PYTANIA: • Kim jesteœ i jakim sportem siê zajmujesz? • Czy ten sport ma w Polsce szansê rozwoju? • Co sadzisz o projekcie budowy SKATE PARKU w Poznaniu pod wiaduktami?


Miko³aj „LABEDA” Mam 20 lat, je¿d¿ê na rolkach od 8 lat i nie wyobra¿am sobie ¿ycia bez rolek. Od 4 lat biorê czynny udzia³ w zawodach i ró¿nego typu imprezach. Podró¿uje po Europie w poœcigu za t¹ niezwyk³¹ „zajawk¹”. Czêsto zajmujê pozycjê w œcis³ej czo³ówce, najwiêkszym osi¹gniêciem by³o 3 miejsce na Rollfescie 2002. Poza jazda organizuje zawody rolkowe na streecie . W przysz³oœci planujê podró¿e po œwiecie w celu je¿d¿enia na rolkach oraz prowadzenie dzia³alnoœci na rzecz rozwoju tego sportu.  Oczywiœcie, ¿e ten sport ma szansê rozwoju. Patrz¹c z perspektywy czasu, agressive in-line skating by³ w Polsce bardzo popularny. W 1996 na ka¿dym osiedlu jeŸdzi³o kilkadziesi¹t osób. Z czasem wykruszali siê, mo¿e dlatego, ¿e nie mieli gdzie rozwijaæ swoich umiejêtnoœci (brak „Skate Parków”). Przetrwali tylko najbardziej cierpliwi, miedzy innymi ja. W ostatnich dwóch latach zaobserwowa³em ponowny szybki rozwój dyscypliny, na ka¿dych zawodach widzê nowe twarze i nowe talenty. Rolki kszta³tuj¹ wszystkie partie miêœni, s¹ znakomitym hobby dla dzieciaków, które poszukuj¹ mocnych wra¿eñ i przygód, poza tym motywuje do dzia³ania i nie jest drogi. SKATE PARK pod wiaduktami to wspania³a inicjatywa Fundacji „e-odlot”. Da on szansê m³odym na rozwijanie swoich pasji i odsunie ich od narkomanii. Da mo¿liwoœæ wykorzystania czasu wolnego w konstruktywny sposób, oraz szansê wy³onienia nowych talentów, które mog¹ zrobiæ karierê na arenie miêdzynarodowej. Z ca³ego serca popieram ten projekt! Pozdro dla rolkarzy!!

KUBA WINOWIECKI (Cz³onek Zarz¹du Fundacji „e-odlot”, V-ce Prezes Stowarzyszenia Sportów Ekstremalnych) Mam 25 lat . Na desce je¿d¿ê ponad 10 lat. Najwiêkszym sukcesem jest chyba to, ¿e ci¹gle je¿d¿ê z najlepszymi, choæ by³em jednym z prekursorów skateboardingu w Poznaniu. Poza tym uczê jeŸdziæ m³odszych skaterów na obozach deskorolkowych woodcamp. Za³o¿y³em te¿ Stowarzyszenie Sportów Ekstremalnych, dziêki któremu uda³o siê stworzyæ skatepark w Suchym Lesie. Ostatnio zrealizowa³em swoje dwa ogromne marzenia: z pomoc¹ kolegów uda³o siê zbudowaæ najlepsz¹ chyba Minirampê w Polsce oraz otworzy³em w³asny sklep „Miniramp” skate shop. Oczywiœcie, ¿e skateboarding ma w Polsce szansê rozwoju! Tylko teraz zale¿y to nie od samych je¿d¿¹cych, bo tych jest ci¹gle coraz wiêcej, tylko od zbudowania jakiegoœ miejsca, gdzie bêdzie mo¿na rozwijaæ umiejêtnoœci. Jeœli nie powstanie naprawdê szybko jakiœ skatepark z prawdziwego zdarzenia to s³abo to widzê... S¹dzê, ¿e teraz jest dobry moment na budowê SKATE PARKU pod wiaduktami i to jest jedyna szansa na realizacjê takiego przedsiêwziêcia. I wierzê, ¿e siê uda!!

Jakub „ZICO” Ciesielski (V-ce prezes klubu SSW Malta Poznañ) Mam 28 lat, je¿d¿ê na rolkach ponad 10 lat, z tego 7 lat agresywnie, od 2002 jazda szybka na rolkach. Sukcesy: wygrane zawody i czo³owe miejsca w jeŸdzie agresywnej na rolkach w latach 1996-1999, w skokach wzwy¿ na rolkach 19992002. Jestem instruktorem sportów wrotkarskich, w przysz³oœci bêdê zachêca³ i pomaga³ w stawianiu pierwszych kroków na rolkach. Jazda szybka na rolkach rozwija siê. Widaæ to by³o na najwiêkszym maratonie w Poznaniu w paŸdzierniku, gdzie wystartowa³o oko³o 200 osób. W 2005 roku zapadnie decyzja, czy rolki (wrotkarstwo) bêd¹ sportem olimpijskim. Projekt budowy profesjonalnego SKATE PARKU z dirtem rowerowym oraz torem do jazdy szybkiej na rolkach jest jak najbardziej rzeczow¹ inwestycj¹, przy tak znacznym wzroœcie liczby osób je¿d¿¹cych na rolkach, deskorolkach i rowerach, jaki obserwujemy w Poznaniu i w ca³ej Polsce. Inne kraje ju¿ to zauwa¿y³y, wiêc dlaczego mamy byæ znowu z ty³u i zaprzepaœciæ szansê przysz³ych mistrzów tych sportów? Jest to potrzebne ju¿ teraz.


Artur „STAN” Uczê siê w LO nr XX w Poznaniu. Mam 17 lat, moj¹ pasj¹ jest jazda na rowerze g³ównie w streecie i dircie. Je¿d¿ê ju¿ 3 lata z wiêkszymi i mniejszymi sukcesami. Ca³y czas æwiczê, aby dorównaæ innym czo³owym zawodnikom z Polski i zagranicy. W przysz³oœci chcia³bym uprawiaæ ten sport zawodowo. Z rowerem jest trochê inaczej, ni¿ z rolkami albo desk¹. My mo¿emy jeŸdziæ po ka¿dej nawierzchni, ale przy tym du¿o niszczymy. SKATE PARK jest perspektyw¹ na zmniejszenie zniszczeñ oraz doskona³ym pomys³em na spêdzanie wolnego czasu .Jestem pewien, ¿e ta inwestycja bêdzie zrealizowana, bo bez tego nie widzê szansy na pog³êbianie swoich umiejêtnoœci.

Marceli Koralewski Prezes SSW Malta Mam 54 lata. Od 12 lat na ³y¿worolkach. Obok œcigania na rolkach zajmujê siê propagowaniem tego sportu oraz prac¹ z dzieæmi i m³odzie¿¹. Sukcesy: Mistrzostwo Polski amatorów, 6 miejsce na Mistrzostwach Europy Masters, oraz miejsca od 1 do 3 (w swojej grupie wiekowej) w presti¿owych zawodach w Europie (np. Berlin Marathon) Moi podopieczni zdobywali kilkakrotnie tytu³ Mistrza Polski w kategorii M³odzik i Junior M³odszy oraz wchodzili w sk³ad Kadry Narodowej na Mistrzostwa Europy. Jest to dyscyplina sportu dla wszystkich i w ka¿dym wieku. Jestem przekonany, ¿e w³¹czenie wrotkarstwa do sportów olimpijskich to kwestia czasu. Jedynym mankamentem jest brak toru do jazdy szybkiej z prawdziwego zdarzenia. Budowa SKATE PARKU by³aby z pewnoœci¹ niezwykle cenn¹ inicjatyw¹, która – obok rekreacji dla wszystkich – pozwoli³aby przygotowaæ przysz³ych olimpijczyków.

>> Szczegó³y << >> projektu << >> na stronie <<

www.pyrlandia.com


Gazeta Uliczna 2/2004  

W numerze 2/2004 Gazety Ulicznej między innymi: Gazeta Uliczna daje pracę Wywiad ze sprzedawcami Winda- urodził się z gitarą w ręce... To...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you