Issuu on Google+

CATALOLGA: HISTORIA KATALONII TO NIE TYLKO FRANCO I WOJNA DOMOWA | BYSTRE OKO: WYGRAJ KOSZULKĘ!

FlashBlogFCB Numer 22, wrzesień 2013

Miesięcznik o FC Barcelonie

SUPERPUCHAR KRAJU WRACA DO BARCELONY WYGRANA BARCELONY W KIEPSKIM STYLU

OD MICHELSA DO MARTINO O FUTBOLU TOTALNYM W BARCELONIE

TRANSFERY KTO DAŁ RADĘ, A KTO DAŁ... ...CIAŁA?

M E J E I EM C I K A Y MRAWCZ i K

CZY JESTEŚMY DESPERATAMI? CZYLI O BIERNOŚCI BARCELONY NA RYNKU TRANSFEROWYM

w a n o l e c r a B

rofilu p m ine Adm Dziec

Hala

ODRODZENIE DANIEGO ALVESA CO JEST Z TĄ FORMĄ BRAZYLIJCZYKA?

e i z a G e r b a F m y w o d ę p na e z r o t o m m y n e i w s ó ł a g g o e r w b łó a s F a k u l i k k s i - Ce y ...czyl n a r g Blau

KATALOŃSKIE (NIE)SZCZĘŚCIE DO BRAMKARZY: HISTORIA, ANALIZA, STATYSTYKI I OCENY PORTEROS DUMY KATALONII


FlashBlogFCB 04.

ARTYKUL

Podsumowanie sierpnia w wykonaniu Barcelony

Miesięcznik o FC Barcelonie

Ewelina dokonuje szczegółowego raportu z dokonań Barcelony w sierpniu.

Zespół redakcyjny: Przemysław Kasiura redaktor naczelny Maciej Baranowski redaktor naczelny Olga Juszczyk Ewelina Kwit Mary Kowalik Adam Fattah Szymon Ludowski Nazar Smereczański Paweł Szczudło Oktawian Jurkiewicz Adam Wielgosiński Maciej Ryszka Dariusz Kosiński Michał Woszczyło Piotr Bera

FELIETON

Szymon Ludowski o (nie)sprawdzonych bramkarzach w Barcelonie.

16.

Zespół grafików: Przemysław Kasiura Maciej Baranowski

Dział reklamy: Olga Juszczyk tel 662 162 267 email: olga.juszczyk@blogfcb.com

Bez szału, ale Superpuchar wrócił do Barcelony

W tak kiepskim stylu Barcelona dawno nie zdobyła ważnego krajowego trofeum.

Barcelona w FabreGazie

33. 36. 40.

28.

Odrodzenie Daniego Alvesa

Czy Dani Alves bezpowrotnie stracił swoją formę z początków jego gry w Barcelonie?

FELIETON

Czy jesteśmy już desperatami?

CATALOLGA

Historia Katalonii BYSTRE OKO

LA HISTORIA

Od Michelsa do Martino

Znajdź różnice między obrazkami i wygraj koszulkę!

46. 42.

Jedna sekunda Cudze chwalicie... FOTOSTORY

Łysy z UEFA zrobił psikusa Michelowi

Nie za trudno, nie za nudno, ale w sam raz FELIETON

Jak w Barcelonie ewoluował futbol totalny i jak to się ma do rzeczywistości?

Na okładce: Doskonała forma Ceska Fabregasa Źródło zdjęcia: walleh.com

ARTYKUL

24. 30.

FELIETON

Stała współpraca: Kuba Seweryn, Patryk Stefański, Mateusz Prokowski, Adam Madaliński

Najgorętsza nazwiska i największe sumy!

Losowanie w Lidze Mistrzów można uznać coraz bardziej za przewidywalne. Rok w rok to samo!

ARTYKUL

Serwis BlogFCB.com współtworzą: Olga Juszczyk, Ewelina Kwit, Mary Kowalik, Julia Kupa, Adam Wielgosiński, Nazar Smereczański, Szymon Ludowski, Adam Fattah, Przemysław Kasiura, Paweł Szczudło, Mateusz Daniel, Maciej Ryszka, Dariusz Kosiński, Oktawian Jurkiewicz, Michał Woszczyło, Patryk Przychodzki

Dramatyczne okienko transferowego w La Liga

18. 26.

Czy Holender był jedyną deską ratunku dla Franka Rijkaarda?

Wszystkie treści opublikowane na łamach miesięcznika internetowego Flash BlogFCB są autorstwa redaktorów BlogFCB.com. Wszelkie prawa do nich są zastrzeżone.

ARTYKUL

Wywiad z administratorem profilu Hala Dzieci - Maciejem Krawczykiem

Edgar Davids - ratunek dla Barcelony Franka Rijkaarda

21.

Artykuł Pawła Wróbla, redaktora naczelnego Barca.pl, o filozofii Tito Vilanovy i jej efektach na dzień dzisiejszy.

WYWIAD

ARTYKUL

Wydawca: Przemysław Kasiura tel 785 320 540 email: przemyslaw.kasiura@blogfcb.com

Tito post factum - lęk przed canteranos

08. 14.

Ten przeklęty portero!

10.

ARTYKUL

44.

45.

STARCIE GWIAZD

Kto jest lepszy: Bale czy Neymar?

QUIZ

Quiz - sprawdź swoją wiedzę!

47.


3

SŁOWO WSTĘPU

PANIE PEREZ A TAK CUDOWNIE PANU SZŁO!

Wbrew pozorom bardzo trudno jest napisać cokolwiek w trakcie ogórkowych, wrześniowych dwóch tygodni. Niby jeszcze transfery odbijają się głośnym echem, ale okienko transferowe już się zamknęło. Do głosu doszły reprezentacje, a wraz z nimi fotki na Instagramach, Twitterach i Facebookach. Innymi słowy - mini-urlop. Oby z tego urlopu cało wrócili wszyscy piłkarze Barcelony. Byli nawet i tacy, którzy woleli dmuchać na zimne i nie próbowali zagrać nawet minuty w meczach swoich reprezentacji. Tak zrobił Dani Alves za poręczeniem jego lekarzy, który leczy się od kilku dni w Barcelonie. Aktualnie w piłce nożnej Brazylijczyk nie istnieje, ale za to świetnie mu idzie na swoim Instagramie, gdzie co rusz dodaje swoje najnowsze zdjęcia. Ciekaw jestem, jak bardzo zmieniłaby się forma Alvesa, gdyby na miesiąc zabranoby mu telefon i odcięto dostęp do Internetu... Gerard Pique również nie próżnuje, choć swój cenny czas poświęca nikomu innemu, a swojej rodzinie. A to wyjazd na rowerki, a to zdjęcia Milana, a to pokerek... Jeśli ja we wstępie narzekałem na dwa tygodnie przerwy od klubowej piłki, to sądzę, że Pique na pewno był zadowolony ze swojego urlopu. A co u Realu Madryt? Perez pewnie liczy już zyski po sprzedanych koszulkach z nazwiskiem "Bale" na plecach, natomiast kibice wciąż ocierają łzy po sprzedaniu Mesuta Ozila do Arsenalu. Cholera, a tak świetnie Madrytowi szło w trakcie tego okienka transferowego - sprzedaż za krocie Higuaina, Callejona, Albiola i Leona - cud interesy! Nawet odejście Kaki było rozsądnym krokiem. Później kupno Garetha Bale'a za 100 milionów, czyli wielki rozgłos o transferowy rekord. Aż tu nagle

Z S A M STRE BY KO? O

Mesut Ozil stał się Kanonierem i wszystko jak krew w piach... Jako kibic Barcelony ogromnie doceniam wartość Garetha Bale'a. Czy wydane zostały na niego 300, 200, 100 milionów, pół centa - nie ma znaczenia. To nie moje pieniądze, tylko Realu. Jeśli się transfer nie uda, płakać będzie tylko i wyłącznie Perez. Pomimo wszystko bałem się ruchu Walijczyka do Madrytu, bo zdawałem sobie sprawę, że ten gość ma nie tylko petardę w nogach, ale i świetny drybling oraz technikę. Nawet nie obawiałem się zbytnio duetu Cristiano - Bale, ale zupełnie innego: Ozil - Bale. Nawet nie wiecie jaką ulgą była dla mnie informacja, że Niemiec stał się zawodnikiem Arsenalu. To właśnie on był najlepszym graczem Realu w poprzednim sezonie. To on był najlepszym asystentem u Królewskich i to on według mnie jest jednym z trzech kandydatów do zdobycia Złotej Piłki za ten rok. Nadal nie potrafię zrozumieć tego transferu, ale cieszę się, że nie muszę rozumieć. Pomimo tego “babola” na koniec okienka, władze Realu Madryt powinni być wzorami dla zarządu kochanej Barcelony. Tapias nauczyłby Zubiego jak zbija się kokosy na niepotrzebnych piłkarzach, de Blas wtajemniczyłby cały zarząd o tym jak powinien wyglądać dobrze wykreowany wizerunek klubu, a Perez pokazałby Rosellowi co oznacza kadrowa oszczędność - taniej kupię, drożej sprzedam. Ale już dość tej naszej propagandy o złym Sandrusco i Zubim. Oni sami o sobie wystawiają świadectwo, a my w tym im pomagać nie będziemy. Zapraszam natomiast, naturalnie w imieniu całego zespołu, do lektury najnowszego Flash BlogFCB. Jednocześnie pragnę zapowiedzieć, iż kolejne słowo wstępu będzie wyglądało trochę inaczej - pod inną banderą i obok innych nazwisk, treści i partnerów. Dojdzie do kilku organizacyjno-administracyjnych zmian. Innymi słowo dojdzie do tego, do czego powinno dojść w zarządzie Barc... no dobra, obiecałem żadnej propagandy!

Weź udział w konkursie, znajdź pięć różnic pomiędzy zdjęciami i wygraj mistrzowską koszulkę! Więcej na str. 44

? . . . e ż , z s e i w Czy Xavi Hernandez po raz pierwszy pokazał swój potencjał na Mistrzostwach Świata U-20 w Egipcie w 1999r. Grając w drużynie "La Furia Rojita" obok m.in. Ikera Casillasa zagrał świetny mecz otwarcia przeciwko Brazylii z Ronaldinho w składzie i imponował formą przez cały turniej. W finale młodzi Hiszpanie rozgromili Japonię aż 4:0, jednak trofeum najlepszego gracza meczu trafiło nie do Xaviego, a do... Seydou Keity.

W profesjonalnej karierze Andres Iniesta tylko dwukrotnie zdjął koszulkę w trakcie celebracji bramki. Były to dwa gole, które najbardziej wpadły w pamięć kibicom w jego dotychczasowej karierze. Pierwszy to gol na Stamford Bridge w pamiętnym półfinale Champions League z sezonu 2008/09 i jak sam wspomina Andres, nie ma pojęcia, dlaczego zdjął trykot. Drugi to decydujące trafienie w finale Mundialu w 2010r. i tym razem celowy gest pamięci o zmarłym kapitanie Espanyolu, Danim Jarque. Marc Ingla, były dyrektor sportowy klubu FC Barcelona przyznał, że w 2008r. kandydatami do zastąpienia Franka Rijkaarda, oprócz Pepa Guardioli, byli: Laurent Blanc, Michael Laudrup, Arsene Wenger i Ernesto Valverde. Kandydatura Jose Mourinho została odrzucona po wcześniejszych, tajnych spotkaniach w Lizbonie i nieporozumieniach w kwestii m.in. kontaktów z mediami oraz wysokością kontraktu. W rozgrywkach Ligi Mistrzów FC Barcelona triumfowała czterokrotnie (w 1992, 2006, 2009 i 2011roku), jednak nie imponuje ten wynik piłkarzom ręcznym Blaugrany. W tym sporcie "Duma Katalonii" to najbardziej utytułowany zespół Europy z ośmioma triumfami w Champions League. Ostatnio udało im się wygrać najbardziej prestiżowe rozgrywki w 2011r., a w zeszłym sezonie przegrali dopiero w finale.

15. września czeka nas "małe Gran Derbi". Barca B na Mini Estadi podejmie Real Madryt "Castilla". W zeszłym sezonie obie drużyny zwyciężały na wyjazdach. Najjaśniejszymi postaciami Barcy w derbach w poprzednich rozgrywkach byli: Rafinha, Deulofeu i Araujo, których nie ma już w składzie Eusebio Sacristana. Cała nadzieja w Jean-Marie Dongou z Kamerunu, uznawanym przez ekspertów za najlepszego napastnika swojego pokolenia.


4

ARTYKUŁ

PODSUMOWANIE

SIERPNIA Sierpień dla większości uczniów (tak, studenci, wiemy, że jeszcze się obijacie) kojarzy się z końcem wakacji. Mało jednak osób pamięta, że mniej więcej w połowie miesiąca rusza najpiękniejsza, najbardziej techniczna, najlepsza liga świata.

pewne utrzymanie i walkę o połowę tabeli. Cóż, troszkę za szybko na osądy, przypomina to troszkę wróżenie z fusów. Chciałbym się pomylić w swoich prognozach, ponieważ osobiście mam sentyment do klubów, które kiedyś były wielkimi firmami.

Pech chciał, że miesiąc zakończył się w sobotę, czyli w połowie trzeciej kolejki, dlatego obraz tabeli czy strzelców będzie lekko zakłamany. Ale tylko "lekko". Na dalszej części felietonu zobaczycie, że w "czubie" jest Villarreal. Ekipa skupiona wokół starszego z braci dos Santosów. Poza młodym dyrygentem z Meksyku w składzie zobaczymy wielu obytych zawodników, którzy w Hiszpanii grali już na niejednym stadionie. W bramce Asenjo, młody, 24-letni golkiper, ale jednak z naprawdę niezłą renomą. Wypożyczony został z Atletico Madyrt, gdzie - nie oszukujmy się- nie ma najmniejszych szans w walce z Courtoisem. Dalej Cani, Bruno Soriano, Ikechukwu Uche i Pereira. Naprawdę porządny zespół i strasznie mi głupio, ponieważ ich nie doceniłem. Nie sądziłem, że tak dobrze im pójdzie. Stawiałem na

Z kolei w lidze nie radzi sobie jak na razie Betis. Zero punktów po dwóch meczach to naprawdę mizerny wynik jak na kogoś z aspiracjami europejskimi. W decydującej fazie play-off dosłownie zmasakrowali czeski Jablonec 8-1 w dwumeczu. O sile Hiszpanów w Lidze Europy zresztą sami coś wiemy. Grupę Betis ma na pewno w swoim zasięgu. Rijeka (Chorwacja), Vitoria Guimaraes (Portugalia) i Lyon (Francja) to są "ogórkowe" zespoły, ale mimo wszystko nie są o wiele lepsze od Andaluzyjczyków. Ekipę Pepe Mela opuścił zeszłoroczny mózg, czyli Benat Etxebarria. Poszedł do klubu ze swoich okolic, do Athletiku Bilbao. Atak opuścił też Dorlan Pabon. Mimo że grał w Sewilli tylko przez pół roku, to i tak skauci Valencii postanowili go śc iągnąć na Mestallę. U Miroslava Djukicia będzie on

pewnie rezerwowym, gdyż za sprzedanego Soldado gra Helder Postiga. Zaskakująca wydaje się postawa Osasuny. Trzy mecze, zero punktów, jedne gol strzelony i aż siedem straconych. Gdzie jest ta drużyna, która na własnym boisku ogrywała Barcelonę, a Realu z ogromnym trudem wywoził tam punkty? Para stoperów Arribas-Loties wygląda, jakby wciąż była na wakacjach. Kompletnie nie radzą sobie oni z ofensywą zespołów przeciwnych i tak naprawdę tylko dzięki łasce napastników rywali nie mają dwucyfrowej liczby bramek straconych. Dalej w tyłach jest Malaga, ale jej broniłem, bronię i bronić będę. Po dwóch meczach mają zero punktów, ale przegrywali tylko jedną bramką i przegrywali nie z byle kim, bo z Valencią i Barceloną. Widać, że stawiają na defensywę i jak na razie im to nie wychodzi, ale sam Jose Mourinho pokazał światu, że dobrym ustawieniem obronnym można pokonać wszystkich.


6

ARTYKUŁ

Najlepsi w sierpniu

Najgorsi w sierpniu:

1. Villarreal

3 9 8:3

1. Osasuna 3

0

1:7

2. FC Barcelona

2

6

2. Malaga

2

0

0:2

3. Atletico Madryt

2

6 6:1

3. Betis

2

0

2:4

4. Atheltic Bilbao

2

6

4:1

4. Getafe

3

1

2:5

5. Real Madryt

2

6

3:1

5. Sevilla

2

1

1:3

8:0

Najlepsi strzelcy sierpnia

Diego Costa, Rodi 3 bramki

Bramka miesiąca Świetna indywidualna akcja gracza Villarrealu. W swoim rajdzie mijał przeciwników jak tyczki slalomowe i co więcej, uderzył znakomicie. Bramkarz nie drgnął przy jego strzale. Futbolówka trafiła idealnie w okienko bramki i, co chyba najważniejsze, dała trzy punkty beniaminkowi.


Pozytywne wyróżnienie miesiąca: Athletic Bilbao Po odejściu Fernando Llorente i Marcelo Bielsy sporo wskazywało na to, że Baskowie znowu będą bili się o środek tabeli. Jak na razie wszystko wygląda naprawdę dobrze. Iker Munian w końcu dojrzał i w kliku akcjach potrafił zachować chłodną głowę, i dograć do kolegów. Sezon wcześniej Iker przypominał jeźdźca bez głowy, coś jak Deluofeu, jednak nowy trener odbił piętno na swoich podopiecznych.

Negatywne wyróżnienie miesiąca: Sevilla Chłopcy Emery’ego wyglądają na lekko zagubionych, ale można to usprawiedliwić odejściem dwóch kluczowych piłkarzy, Jesusa Navasa i Alvaro Negredo. Andaluzyjczycy wykonali jednak dobre transfery, sprowadzenie Kevina Gameiro, Denisa Czeryszewa, Marko Marina i innych to z pewnością dobre ruchy, które w dalszej części sezonu powinny przynieść efekt w postaci punktów. Mimo nie najlepszego początku Sevilla wciąż pozostaje murowanym kandydatem do gry o Ligę Mistrzów.

11 miesiąca

Jaume (Villarreal) Godin (Atletico) Valdes (Barcelona)

Krohn Deli (Celta) Koke (Ateltico)

Pique (Barcelona) Iraola (Bilbao)

Diego Godin (Atletico)

Isco (Real Madryt)

Fabregas (Barcelona)

Rodri (Rayo)

Adam Wielgosiński adam.wielgosinki@blogfcb.com


8

FELIETON

! o r e t r o p y t ę l k e z r p Ten SZYMON LUDOWSKI

Odejście Victora Valdesa i Jose Pinto po obecnym sezonie może przysporzyć więcej problemów niż mogłoby się wydawać. Choć na rynku nie brakuje utalentowanych bramkarzy, to pewnie wielu kibiców zdążyło zapomnieć już, że w przeszłości pozycja portero była w FC Barcelonie przeklęta. Nie do końca wiadomo dlaczego, ale w przeszłości Barca miała naprawdę spore problemy, żeby znaleźć odpowiedniego zawodnika na jedną z najbardziej odpowiedzialnych pozycji. Andoni Zubizarreta po sezonie 1994/1995 wybrał Valencię. Bluzę z numerem jeden przejął po nim Vitor Baia i jest jedynym - do czasów Valdesa - golkiperem, który wytrwał na tej pozycji dłużej niż sezon. Wzięliśmy pod lupę zawodniów, którzy występowali między słupkami Blaugrany później. Niestety, patrząc na to, że już wkrótce zabraknie Valdesa, nie wygląda to zbyt optymistycznie. W stolicy Kataloni mają spore problemy z tym, żeby znaleźć następców dla bramkarzy, którzy przez wiele lat występowali na Camp Nou.

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

Victor Baia

W FC Barcelonie od 1996 do 1998 roku. Najbardziej kojarzony jest z FC Porto, ale i w Barcelonie swoje osiągnął. Do stolicy Katalonii ściągnął go duet Bobby Robson - Jose Mourinho. Ci dwaj panowie doskonale znali go właśnie z Portugalii. W Hiszpanii Baia zdobył mistrzostwo, Puchar Króla i Puchar Zdobywców Pucharów. Jednak nie grał tyle, ile by chciał, rywalizował z Francesciem Arnau i Ruudem Hespem. Nie zmienia to faktu, że jest zdecydowanie najlepszy w tym zestawieniu. Odszedł dopiero po trzech sezonach, wrócił do Portugalii, gdzie zdążył rozegrać jeszcze 160 meczów dla Porto. Nie zmienia to faktu, że - po Zubizarrecie - jedynie on wytrwał w Barcelonie tak długo w pierwszym składzie.

Ruud Hesp W FC Barcelonie od 1997 do 2000 roku. Dopiero po odejściu Baii Hesp przejął bluzę z numerem jeden. Do Barcelony przychodził na fali holenderskiej mody, jako legenda tamtejszej ligi (na koncie miał grubo ponad 300 występów w barwach Fortuny Sittard i Rody Kerkrade). Solidny, pewny - tak go określano. Do czasu, kiedy zaczął bronić na Camp Nou. Choć może sobie zapisać na koncie dwa mistrzostwa Hiszpanii, to jednak tak naprawdę od niego w Barcelonie zaczęły się problemy z pozycją portero. Mnóstwó błędów i kuriozalnych bramek sprawiło, że w 2000 roku odchodził w niesławie, a w Katalonii nikt za nim nie tęsknił.

Richard Dutruel

W FC Barcelonie od 2000 do 2002 roku. Sytuacja podobna do Hespa. Na Camp Nou przechodził z Celty Vigo, w barwach której rozegrał prawie 130 meczów. Solidna, uznana marka. Bramkarz, który nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu. No, prawie nigdy, bo właśnie w Barcelonie wszystko zmieniło się jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Dutruel jakby zapomniał fachu. Błędy, niepewne interwencje, kolejne babole sprawiły, że ze składu wygryzł go Francesc Arnau. Przez cały sezon 2000/2001 obydwaj bronili na zmianę. Dla Dutruela transfer do Barcy okazał się przekleństwem, bo od tego klubu rozpoczął się jego zjazd. Przed sezonem 2002/2003 chciał się odbudować w Alaves, ale wytrwał tam tylko sezon. W Strasbourgu wytrwał dwa, ale i tam nie podbił świata i coraz częściej oglądał poczynania kolegów z ławki rezerwowych.


Francesc Arnau Wychowanek. W FC Barcelonie do 2001 roku. Arnau zadebiutował w pierwszym zespole w 1996 roku. Już w swoim pierwszym meczu przyjął trzy gole od Atletico Madryt. Rywalizował ze wszystkimi wyżej wymienionymi panami, ale dopiero po przyjściu Hespa otrzymał więcej szans na grę. I sam sobie zgotował los, bo chyba dopiero wtedy w Barcelonie zobaczyli, że facet nie umie bronić. Podobnie jak Dutruel popełniał sporo błędów, był niepewny i nerwowy między słupkami. Wraz z Francuzem przyczynili się do tego, że Barcelonie szło słabo, a o sezonie 2000/2001 kibice chcieli jak najszybciej zapomnieć. Co ciekawe, odszedł do Malagi i przez 10 lat rozegrał w jej barwach 131 meczów. Odejście z Barcelony - w przeciewieństwie do Dutruela - okazało się dla niego zbawieniem. Klątwa działała tylko na Camp Nou.

Pepe Reina Wychowanek. W FC Barcelonie do 2002 roku. Niewielu już pewnie pamięta, że to właśnie Reina, a nie Valdes, miał być tym bramkarzem na lata. Zadebiutował w Barcelonie dzięki słabej postawie Dutruela i Arnau. Jednak dopiero w sezonie 2001/2002 postawiono na niego odważniej. Młodziak nie spełniał jednak oczekiwań, podobnie jak koledzy popełniał błędy i nie był zbyt pewny - a nie tego oczekiwano w Barcelonie od bramkarzy. Kto wie, może gdyby wykazano wobec niego tyle cierpliwości, ile wobec Valdesa, to Reina w końcu by okrzepł. Tymczasem na Camp Nou pożegnano go bez żalu i oddano do Villarrealu. Tam Reina eksplodował, stał się jednym z najlepszych zawodników La Liga i po trzech latach przeszedł do Liverpoolu, gdzie bronił przez kolejne osiem.

Roberto Bonano W FC Barcelonie od 2001 do 2003 roku. Przestroga dla Gerardo Martino, który podobno chciałby na Camp Nou Nahuela Guzmana. Bonano przychodził do stolicy Katalonii jako solidna, uznana w Argentynie marka. Dzięki dobrym występom w Rosario i River Plate zadebiutował w reprezentacji Argentyny, na swoim koncie miał kilka krajowych mistrzostw i pucharów. W FC Barcelonie wygryzł Pepe Reinę, a później wygrał rywalizację z młodziutkim Victorem Valdesem. Ale już samo to, że trenerzy zastanawiali się nad tym, czy bronić powinien doświadczony Bonano czy nieopierzony Valdes świadczy o tym, jak wiodło mu się w Blaugranie. Zarzuty? Właściwie takie same, jak do poprzedników. Niepewność, nieporadność, nerwowość. O klasie Bonano niech świadczy to, że po dwóch sezonach w Barcelonie odszedł do Murcii, gdzie zasiadł na ławce rezerwowych i rozegrał jedynie 10 meczów. Po roku odszedł do Alaves i tam - przez cztery lata - nie zebrał nawet 60 spotkań. W Barcie, przez dwa lata, 51 razy wychodził w podstawowym składzie...

Rustu Recber W FC Barcelonie od 2003 do 2004 roku. Najwięszka transferowo-bramkarska porażka Barcelony i największy sukces Victora Valdesa. Po przebojach z Bonano, Hespem i Arnau w stolicy Katalonii powiedzieli w końcu: dosyć! Nowym prezesem został Joan Laporta, a trenerem - Frank Rijkaard. Pierwszy obiecał przebudowę składu po kompletnie nieudanym sezonie 2002/2003. Drugi miał zagwarantować sukcesy. Recber przechodził do Barcy w cieniu wielkiej transakcji Ronaldinho. Ale przechodził z Fenerbahce, dla którego rozegrał 270 meczów w lidze tureckiej. Charyzmatyczny zawodnik był już uznaną marką w Europie, głównie za sprawą świetnych występów w reprezentacji Turcji. Słowo klucz: był. W Barcelonie przegrał rywalizację z Valdesem, zagrał cztery mecze i jak niepyszny wrócił do ojczyzny. To właśnie wygrana rywalizacja z Turkiem wzmocniła pozycję Valdesa, który od tego czasu nie oddał już nikomu miejsca w składzie...


10

ARTYKUŁ

Gdy Josep Guardiola zapowiedział swoje odejście z Barcelony na pamiętnej kwietniowej konferencji prasowej, wydawało się, że kończy się pewna epoka w futbolu. Na pewien czas stanęły serca niektórych kibiców, którzy z przerażeniem wyczekiwali oficjalnej informacji jasno określającej: Kto przejmie schedę po wielkim Pepie. Osławiony czternastoma trofeami zdobytymi od 2008 roku z Blaugraną, trener namaścił w towarzystwie zarządu klubu swojego asystenta, Tito Vilanovę, na kontynuatora projektu, który miał zostać ulepszony przez ówczesnego asystenta. Urodzony 17 września 1968 w Bellcaire d'Empordà trener, dostał od władz Jordiego Albę – który w 2005 roku opuszczał klub ze względu na… zbyt niski wzrost – a także Alexa Songa. Obaj mieli odświeżyć oblicze drużyny i wzmocnić Barçę. Wielu liczyło na to, że Tito będzie chciał udoskonalić projekt, niekoniecznie ostentacyjnie pokazując, iż rządy sprawować będzie nowy-stary człowiek z diametralnie inną wizją, a raczej wdroży swojego rodzaju ewolucję bez zbędnej rewolucji. Taką płynną zmianę miało stanowić odważniejsze i rozważne wprowadzanie wychowanków, którego bardzo wyraźnie w sezonie 12/13 brakowało.

Tito post factu

Wielu liczyło, że Tito będzie chciał udoskonalić projekt, ostentacyjnie człowiek z diametralnie inną wizją, a raczej wdroży swojego rodzaju e miało stanowić odważniejsze wprowadzanie wychowanków, którego

Otwarcie stawiam więc tezę o niedostatecznym testowaniu co najmniej ośmiu graczy, którzy z po-

Liczby nie kłamią Vilanova kilkakrotnie nie wykorzystywał limitu zmian, który mu przysługiwał posyłając na boisko jedynie dwóch zmienników. Tak było w wygranym 3:2 meczu ze Spartakiem Moskwa 19 września ubiegłego roku, gdy na ławce mieliśmy m.in. iago, Montoyę czy Bartrę, którzy nie dostali szansy, a także w wielkim Gran Derbi zremiso-

Zestawmy więc urodzonego w 1980 roku Xaviego Hernándeza z o jedenaście lat młodszym iago Alcântarą, w którym wielu upatrywało jego następcę. Generał zagrał w sumie w 48 spotkaniach dla pierwszej drużyny, spędzając na boisku łącznie 3661 minut (85% możliwego czasu gry). Z kolei starszy syn Mazinho rozegrał łącznie 36 meczów dla pierwszego zespołu, przebywając w sumie 1609 minut na boisku (50% możliwego czasu gry), a więc o 2052 mniej od mózgu Barcelony, który od swojego debiutu w 1998 roku reguluje tempo gry Blaugrany. Jak więc iago, nad którym wszyscy rozpływali się po czerwcowych Mistrzostwach Europy U-21, ma nauczyć się maestrii od urodzonego w Terrasie Katalończyka,

wodzeniem mogli o wiele częściej odciążać swoich starszych, bardziej uznanych, ogranych i także zmęczonych kolegów. Vilanova zdał się na sprawdzony model, do którego dołączono jednego z najlepszych lewych obrońców świata urodzonego w L'Hospitalet de Llobregat i nie pokusił się o bardziej odważne ruchy w momentach, gdy z po wodzeniem mógł dawać szansę młodym, żądnym gry wilczkom, które z wysokości ławki rezerwowych mogły do tej pory wpatrywać swoje oczy w Messiego i spółkę. Tak się jednak nie działo, ponieważ Tito swoim rozumowaniem, czy prezentowaną taktyką, pokazał nie tyle brak

wanym 2:2 na Camp Nou, 7 października, kiedy na ławce całe spotkanie przesiedzieli m.in. Bartra czy Sergi Roberto. Oczywiście to tylko dwa przykłady, o których można powiedzieć, iż należały do kategorii spotkań ważnych, co nie zmienia faktu, że nawet na końcowe minuty Tito nie decydował się wpuszczać wyżej wymienionych młodych zawodników. Brak zaufania wobec canteranos pokazują twarde dane w postaci liczb, które czarno na białym stanowią o stosunkowo ograniczonej wierze w umiejętności absolwentów osławionej La Masii.

skoro dostaje tak mało szans? Jestem przekonany o tym, że Tito stosował niewłaściwe proporcje przy wprowadzaniu iago i że właśnie przez te praktyki posiadający także brazylijski paszport zawodnik zaczął zastanawiać się nad opuszczeniem Camp Nou. W poniedziałek 15 lipca oficjalna strona Dumy Katalonii potwierdziła transfer do Bayernu Monachium za bagatela 25 milionów euro i w ten sposób utalentowany pomocnik został oddany za bezcen do ekipy mistrzów Niemiec, ponieważ przy rozegraniu odpowiedniej liczby meczów klauzula odstępnego za Alcântarę mogła wynosić nawet 90 milionów euro! Tito

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

brak oryginalności, co niedostateczną elastyczność, czy reagowanie na sytuacje boiskowe i olbrzymią bojaźń przy dokonywaniu zmian, w momentach, w których zwyczajnie mógł dać pograć młodszym zawodnikom.


um, canteranos czyli lęk przed

e pokazując, iż rządy sprawować będzie nowy-stary ewolucję bez zbędnej rewolucji. Taką płynną zmianę bardzo wyraźnie w sezonie 12/13 brakowało. zwyczajnie pokpił sprawę i absolutnie nie usprawiedliwia go fakt, iż brat Rafinhii był kontuzjowany od 29 września do 24 listopada, kiedy to zmagał się z kontuzją kolana i nie mógł grać. Swoją drogą po zakupie Ibrahimovicia czy Czyhryńskiego, sprzedaż iago to kolejny przykład na słabą politykę transferową klubu, która kuleje od dawna.

PAWEŁ WRÓBEL Redaktor naczelny serwisu

Barca.pl

scowości Gavà zawodnik był na stałe włączony do pierwszej drużyny i nie miał możliwości gry w rezerwach. Brak rotacji w tej formacji odbił się także na formie reprezentanta Canarinhos, który momentami po prostu nie zachwycał.

Aby znaleźć kolejny przykład podobny do poprzedniego nie trzeba daleko szukać. Naturalny następca Daniego Alvesa, czyli Martin Montoya, także nie miał zbyt wielu okazji, żeby się zaprezentować z dobrej strony i już teraz wzbudza zainteresowanie włoskiego Interu Mediolan czy

W formacji ataku oprócz niezawodnego Messiego, który ma niepodważalną pozycję w zespole, występowali w różnych konfiguracjach Tello, Pedro, Villa i Alexis. Pierwszy zagrał w 34 spotkaniach na różnych frontach, spędzając na boisku 1641 minut i zdobył łącznie osiem goli (bramka co 205 minut). Drugi wystąpił w 45 meczach, notując łącznie 3399 minut, podczas których trafiał do siatki rywala 10-krotnie (gol co 340 minut). Trzeci

czy drużyn z Wysp Brytyjskich. Podstawowy brazylijski prawy obrońca Barcelony, który występował wcześniej w Sevilli, wystąpił w sumie w 47 meczach Blaugrany spędzając na boisku 3753 minut (89% możliwego czasu gry), podczas gdy wyceniany na około dziesięć milionów euro Martin, dostał od sztabu szkoleniowego 1684 minut w 24 spotkaniach (78% możliwego czasu gry). Bezpośrednie procentowe porównanie obu zawodników może okazać się jednak złudne, ponieważ Montoya zagrał o 23 spotkania mniej od Daniego Alvesa. To prawdziwa przepaść, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż urodzony w miej-

z nich, a więc popularny El Guaje zagrał w 43 meczach, spędzając na placu gry 2261 minut i zdobył 16 goli (gol co 141 minut). Były snajper Valencii odszedł z Barcelony do Atlético Madryt za śmieszne 2,1 miliona euro (maksymalnie Barça może otrzymać 5 milionów [przyp. red.]), gdzie ma zastąpić Radamela Falcao. Już w pierwszym spotkaniu przeciwko Blaugranie w ramach Superpucharu Hiszpanii, Villa przepięknym strzałem pokonał Valdesa i z całą pewnością ten gol dał mu olbrzymią satysfakcję, a Zubiego i spółkę skłonił do refleksji. Ostatni z całego kwartetu, reprezentant Chile, zagrał aż w 46 meczach,

zbierając 2628 minut i aplikując rywalom 11 bramek (gol co 239 minut). Trzeba oddać pochodzącemu z Tocopilli napastnikowi świetną końcówkę sezonu, ale większość kampanii 12/13 podobnie jak cały, debiutancki dla kosztującego 26 mln euro gracza, sezon 11/12 był bardzo przeciętny, żeby nie powiedzieć nieprzystający do poziomu Dumy Katalonii. Liczby całej trójki, poza najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Hiszpanii, którego w klubie już nie ma, delikatnie mówiąc nie powalają… Dla porównania wyceniany na 15 milionów euro Deulofeu, dostał w sumie 66 minut w czterech spotkaniach... czterokrotnie wchodząc z ławki rezerwowych (!). W Segunda División, dla Barçy B 19-latek zdobył 18 goli, notując sześć asyst w 33 spotkaniach. Nowy szkoleniowiec Evertonu, Roberto Martínez, potrafił dostrzec w Gerardzie ogromny talent i tuż po wypożyczeniu go na rok z Barcelony, namaścił na kluczowego zawodnika popularnych e Toffees, powierzając mu cenny numer 10, który zwykle zarezerwowany jest dla najważniejszego zawodnika w danym zespole. Ciężko jest polemizować z tymi danymi, które w sposób jednoznaczny pokazują jak ogromną

niemoc strzelecką miał w minionym sezonie chociażby Pedro. Oczywiście, sytuacja w formacji ataku jest o tyle skomplikowana, że występuje w niej kapitan reprezentacji Argentyny, który zadziwia cały świat, spychając nieco w cień kolegów, co ma się zmienić z przyjściem Neymara. Fantastyczna dyspozycja Messiego nie zwalniała jednak Vilanovy z obowiązku poszukiwania alternatyw chociażby w postaci młodziutkiego Deulofeu, który wkrótce może stać się etatowym reprezentantem La Furia Roja!

czytaj dalej


12

ARTYKUŁ

Słabo wyglądał także bilans Bartry (szesnaście spotkań, osiem razy z ławki rezerwowych, łącznie na boisku 805 minut), źle Sergi Roberto, który miał balansować między pierwszą, a drugą drużyną (pięć meczów, dwa razy z ławki rezerwowych, łącznie na boisku 331 minut), a już katastrofalnie przedstawiała się sytuacja Jonathana Dos Santosa (sześć meczów, cztery razy z ławki rezerwowych, łącznie na boisku 184 minuty). Jeśli dodać do tego zero meczów dla pierwszej drużyny wytransferowanego do Stoke City Muniesy [na zasadzie wolnego transferu – przyp. red.], który wrócił po kontuzji zerwanych więzadeł krzyżowych pod koniec stycznia bieżącego roku i rozegrał jedenaście meczów dla ekipy Eusebio Sacristána, spędzając na boisku 915 minut, a także jeden mecz, a raczej 57 minut Rafinhii dla pierwszej drużyny przeciwko Benfice Lizbona, kiedy Barcelona zapewniła sobie awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, to obraz jakichkolwiek zmian jest co najmniej zatrważający. Tak na marginesie należy wspomnieć, że młodszy syn Mazinho rozegrał 36 spotkań dla Barçy B, spędzając na boisku 3156 minut, podczas których zdobył dziesięć goli i zaliczył osiem asyst. Jego osiągnięcia doceniła bliska sercu całej rodziny do Nascimento Celta Vigo, która zdecydowała się wypożyczyć perspektywicznego zawodnika do końca kampanii

13/14. Wielkim zwolennikiem talentu brata iago jest nowy trener Celty, Luis Enrique. Oczywiście można przyklasnąć trenerowi pierwszej drużyny i określać je mianem stopniowej, starannej i ostrożnej ‘zmiany warty’, ale wielu z pewnością może zarzucić mu przywiązanie do niektórych zawodników i wręcz, zaniedbywanie talentów potencjalnych następców. Jako ciekawostkę należy potraktować fakt, iż tylko dwunastu zawodników pierwszej drużyny dostało od Vilanovy szansę gry przez ponad 2000 minut biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki kampanii

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

Zmiana pokoleniowa to naturalny proces, którego zwyczajnie nie da się zastopować poprzez sprzedaż największych talentów za miliony euro, ponieważ w miarę upływu czasu i tak trzeba będzie znaleźć następców pierwszego garnituru Blaugrany.

12/13. Byli to: Alexis, Cesc, Iniesta, Pedro, Piqué, Mascherano, Alves, Xavi, Alba, Busquets, Valdés i Messi. Bardzo łatwo jest ułożyć z tych zawodników domyślną jedenastkę wybrańców Tito, który dodatkowo, w odróżnieniu od Guardioli częściej widział w niej miejsce dla Ceska. Mimo to były kapitan Arsenalu ze względu na nieotrzymywanie dostatecznego kredytu zaufania, nie pokazał jeszcze pełni swoich umiejętności oraz możliwości, co najprawdopodobniej zmieni się z przybyciem Taty do Barcy.

Suwerenność decyzji trenera pierwszej drużyny w każdym klubie, niezależnie od jego wielkości czy klasy rozgrywkowej, w której występuje, powinna być świętością. Z pewnością każdy szkoleniowiec ma do dyspozycji grono doradców w postaci sztabu szkoleniowego, który pomaga mu w podejmowaniu decyzji personalnych, aczkolwiek zawsze ostatnie słowo należy do pierwszego trenera. Jeżeli młodsi zawodnicy, którzy przejawiają olbrzymi potencjał, a dodatkowo są wychowankami danego klubu nie otrzymują dostatecznej ilości szans, to naturalną koleją rzeczy jest to, iż dany zespół musi się liczyć z ich odejściem. Pytanie czy oby na pewno tędy prowadzi ta konkretna droga i czy

należy pozbywać się z łatwością zawodników, którzy przez kilkanaście lat są kształtowani na podobieństwo graczy pierwszej drużyny. Poprzez chłonięcie filozofii danego klubu, młodzi adepci sztuki piłkarskiej stają się jego częścią. To w połączeniu z olbrzymim talentem i umiejęt- nościami indywidualnymi, może dać efekt w postaci kolejnych pokoleń wielkich zawodników. Moim zdaniem drużyna z Camp Nou zwyczajnie nie może zaniedbywać piłkarzy pokroju iago, Montoi czy Deulofeu, kosztem zbytniej eksploatacji starszych graczy. Po pierwsze to bardzo zły przykład dla młodziutkich graczy, którzy dojrzewają w sekcjach m.in. w sekcjach Juvenil A czy też B. Po wtóre, to wyraźny sygnał dla europejskich potentatów, iż na lekkomyślności sekretariatu technicznego oraz/lub sztabu szkoleniowego można skorzystać relatywnie niskim kosztem, sprowadzając diamenty La Masii za grosze i szlifując je już na własnym gruncie. Zmiana pokoleniowa to naturalny proces, którego zwyczajnie nie da się zastopować poprzez sprzedaż największych talentów za miliony euro, ponieważ w miarę upływu czasu i tak trzeba będzie znaleźć następców pierwszego garnituru Blaugrany. Vilanova powinien był wyzbyć się zbędnej trwogi przed canteranos i zbierać owoce ich polotu, świeżości oraz radości w najczystszej postaci

reprezentowane przez ich zagrania i doskonalony od lat styl. Miejmy nadzieję, że Gerardo Martino będzie o wiele śmielej stawiał na wychowanków La Masii, dając szansę choćby takim graczom jak Dongou czy Bagnack na zastępowanie na przykład Puyola, gdy ten wróci do pełni sił czy Alexisa, jeśli Chilijczyk nadal będzie nieskuteczny.


PAWEŁ WRÓBEL Redaktor naczelny serwisu

Barca.pl zwyczajnie pokpił sprawę i absolutnie nie usprawiedliwia go fakt, iż brat Rafinhii był kontuzjowany od 29 września do 24 listopada, kiedy to zmagał się z kontuzją kolana i nie mógł grać. Swoją drogą po zakupie Ibrahimovicia czy Czyhryńskiego, sprzedaż iago to kolejny przykład na słabą politykę transferową klubu, która kuleje od dawna.

scowości Gavà zawodnik był na stałe włączony do pierwszej drużyny i nie miał możliwości gry w rezerwach. Brak rotacji w tej formacji odbił się także na formie reprezentanta Canarinhos, który momentami po prostu nie zachwycał.

Aby znaleźć kolejny przykład podobny do poprzedniego nie trzeba daleko szukać. Naturalny następca Daniego Alvesa, czyli Martin Montoya, także nie miał zbyt wielu okazji, żeby się zaprezentować z dobrej strony i już teraz wzbudza zainteresowanie włoskiego Interu Mediolan czy

W formacji ataku oprócz niezawodnego Messiego, który ma niepodważalną pozycję w zespole, występowali w różnych konfiguracjach Tello, Pedro, Villa i Alexis. Pierwszy zagrał w 34 spotkaniach na różnych frontach, spędzając na boisku 1641 minut i zdobył łącznie osiem goli (bramka co 205 minut). Drugi wystąpił w 45 meczach, notując łącznie 3399 minut, podczas których trafiał do siatki rywala 10-krotnie (gol co 340 minut). Trzeci

czy drużyn z Wysp Brytyjskich. Podstawowy brazylijski prawy obrońca Barcelony, który występował wcześniej w Sevilli, wystąpił w sumie w 47 meczach Blaugrany spędzając na boisku 3753 minut (89% możliwego czasu gry), podczas gdy wyceniany na około dziesięć milionów euro Martin, dostał od sztabu szkoleniowego 1684 minut w 24 spotkaniach (78% możliwego czasu gry). Bezpośrednie procentowe porównanie obu zawodników może okazać się jednak złudne, ponieważ Montoya zagrał o 23 spotkania mniej od Daniego Alvesa. To prawdziwa przepaść, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż urodzony w miej-

z nich, a więc popularny El Guaje zagrał w 43 meczach, spędzając na placu gry 2261 minut i zdobył 16 goli (gol co 141 minut). Były snajper Valencii odszedł z Barcelony do Atlético Madryt za śmieszne 2,1 miliona euro (maksymalnie Barça może otrzymać 5 milionów [przyp. red.]), gdzie ma zastąpić Radamela Falcao. Już w pierwszym spotkaniu przeciwko Blaugranie w ramach Superpucharu Hiszpanii, Villa przepięknym strzałem pokonał Valdesa i z całą pewnością ten gol dał mu olbrzymią satysfakcję, a Zubiego i spółkę skłonił do refleksji. Ostatni z całego kwartetu, reprezentant Chile, zagrał aż w 46 meczach,

zbierając 2628 minut i aplikując rywalom 11 bramek (gol co 239 minut). Trzeba oddać pochodzącemu z Tocopilli napastnikowi świetną końcówkę sezonu, ale większość kampanii 12/13 podobnie jak cały, debiutancki dla kosztującego 26 mln euro gracza, sezon 11/12 był bardzo przeciętny, żeby nie powiedzieć nieprzystający do poziomu Dumy Katalonii. Liczby całej trójki, poza najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Hiszpanii, którego w klubie już nie ma, delikatnie mówiąc nie powalają… Dla porównania wyceniany na 15 milionów euro Deulofeu, dostał w sumie 66 minut w czterech spotkaniach... czterokrotnie wchodząc z ławki rezerwowych (!). W Segunda División, dla Barçy B 19-latek zdobył 18 goli, notując sześć asyst w 33 spotkaniach. Nowy szkoleniowiec Evertonu, Roberto Martínez, potrafił dostrzec w Gerardzie ogromny talent i tuż po wypożyczeniu go na rok z Barcelony, namaścił na kluczowego zawodnika popularnych e Toffees, powierzając mu cenny numer 10, który zwykle zarezerwowany jest dla najważniejszego zawodnika w danym zespole. Ciężko jest polemizować z tymi danymi, które w sposób jednoznaczny pokazują jak ogromną

niemoc strzelecką miał w minionym sezonie chociażby Pedro. Oczywiście, sytuacja w formacji ataku jest o tyle skomplikowana, że występuje w niej kapitan reprezentacji Argentyny, który zadziwia cały świat, spychając nieco w cień kolegów, co ma się zmienić z przyjściem Neymara. Fantastyczna dyspozycja Messiego nie zwalniała jednak Vilanovy z obowiązku poszukiwania alternatyw chociażby w postaci młodziutkiego Deulofeu, który wkrótce może stać się etatowym reprezentantem La Furia Roja!

czytaj dalej


14

ARTYKUŁ

DRAMATYCZNE LATO Oj, co to było za okno w Hiszpanii! Plotek pełno, jak zawsze, jednak o dziwo wiele z nich było prawdziwych. Szkoda jedynie, że te o sprowadzeniu przez Barcelonę stopera okazały się nieprawdziwe. W poprzednich edycjach Flasha mogliście znaleźć zestawienie TOP 10 transferów danego miesiąca. Wybaczcie, ale tym razem nie doważę się wytypować tej najlepszej dziesiątki, ponieważ nie chcę nikogo skrzywdzić. Tego lata było o wiele więcej ciekawych ruchów transferowych, jednak gdybym miał o każdym wspominać tak jak ostatnio, to ten artykuł zająłby pewnie z 10 stron. Tym razem postanowię krótko podsumować ruchy wybranych klubów. Pierwszy do rozliczenia idzie Real Madryt - klub, który wydał najwięcej w tym okienku transferowym. Florentino Perez na wzmocnienie kadry wydał 181,5 miliona euro, czyli o ok. 15 milionów więcej niż Monaco i 65 milionów więcej niż Manchester City. Większość tej kwoty to zakup Garetha Bale'a z Tottenhamu Hotspur za cenę... no właśnie, ile? RealMadridTV podało kwotę 91,2 miliona euro, jednak ja biorę liczby z Transfermartku, który podaje 100 milionów. Tak czy siak wiemy jedno, tym ruchem Pan Perez wygrał właśnie kolejną kadencję na fotelu prezydenta klubu. Kolejnymi wzmocnieniami byli Asier Illarramendi, Isco Alcorcon i Carvajal. Poza nimi sięgnięto też do Castilli skąd wyciągnięto Casemiro, Jese, Moratę i Nacho. Mimo wydania aż

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

180 milionów euro Real jest pod kreską "zaledwie" o 67 milionów. Stało się to za sprawą sprzedaży Mesuta Oezila do Arsenalu (50 milionów euro), Gonzalo Higuaina, Raula Albiola oraz Jose Callejona do Napoli (kolejno 37, 12, 9,5 miliona euro). Co więcej do klubowej kasy doszło 6 milionów za Pedro Leona. Tym razem idziemy do Katalonii i zaglądamy na kont bankowe oraz skład FC Barcelona. Tutaj tak wesoło już nie jest. Na dobrą sprawę Barca ściągnęła tylko jednego zawodnika. Ale za to jakiego! Neymar pomału adaptuje się w europejskiej piłce i kibicom "Azulgrany" pozostaje tylko czekać, aż będzie z Leo Messim niszczył każdego przeciwnika. Do tego jeszcze trochę brakuje tak samo jak brakuje środkowego obrońcy w składzie. Drugim gotówkowym transferem był Bojan Krkić. AS Roma dostała za niego 13 milionów euro. Warto wspomnieć, że dwa lata temu klub z Włoch zakupił Hiszpana za 12 milionów, lecz jeśli włoski klub nie będzie chciał go zatrzymać, to po tym okresie "Duma Katalonii" zmuszona będzie do wykupienia go za 13 milionów euro i tak właśnie się stało. Krkicia natychmiast jednak wypożyczono do Ajaksu Amsterdam. Isaac Cuenca oraz Ibrahim Afellay, którzy wrócili z wypożyczeń, zostali włączeni do pierwszej ekipy. Do podstawowej "25" doszedł Rafinha, Oier, Sergi Roberto oraz Deulofeu. Ten pierwszy i ten ostatni wypożyczeni zostali do kolejno Celty Vigo i Evertonu. Z wypożyczenia z Mallorki wrócił Fontas, lecz zaraz po powrocie przeprowadził się do Vigo. Celta

zapłaciła za stopera milion euro. Poza tym słoneczną Barceloną opuścił Eric Abidal, który zamienił Katalonię na niemniej ciepłe Monte Carlo. David Villa za, jak na razie, 2,1 miliona euro przeszedł do zdobywcy Pucharu Króla, Atletico Madryt. Skoro wywołałem Atletico to do niego przechodzimy. Nie wiem jak Waszym, ale moim zdaniem "Rojiblancos" zostało hiszpańskim królem, jeśli chodzi o transfery. Okno zaczęło się dla nich nie najlepiej, bowiem za 60 milionów sprzedano Falcao, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Później zakontraktowano wolnego Demichelisa, czyli piłkarza zbędnego, ale zakontraktowano go po to, aby go później sprzedać za 5 milionów do City. Genialny ruch. Poza tym za Pizziego, Micaela i Robles dostali 13 milionów euro. Dodając to wszystko, otrzymamy 78 milionów euro. Pieniądze przeogromne na warunki tej ligi. Z tej kwoty wydano tylko 33 miliony, reszta poszła na redukcje zadłużenia oraz na sprawy bieżace jak rachunki czy pensje. Za te 33 miliony przyszły takie nazwiska jak David Villa, Leo Baptistao, Roberto Jimenez, Toby Alderwield i Josuha Guilavogui. Co więcej, przedłużono wypożyczenie ibouta Courtoisa. Kadra naprawdę mocna, o wiele lepsza niż rok temu. Nie udało się w zeszłej kampanii zaszkodzić dwóm gigantom, ale teraz szanse nie wydają się być mniejsze.


TOP 30 NAJDROZSZYCH TRANSFERÓW LA LIGA

W LA LIGA Na uznanie zasługuje również Sevilla. Zacznę może od tego, że w tym roku przychody z transferów w klubie z Andaluzji wyniosły 90,4 miliona euro, a na wzmocnienia wydano niecałe 34 miliony co daje nam ponad 56 milionów zysku. Unaia Emery'ego opuściło dwóch kluczowych zawodników, Jesus Navas i Alvaro Negredo, oraz jeden ważny, jeśli nie bardzo ważny, Geoffrey Kondogbia. Wspomniani dwaj Hiszpanie przenieśli się do Manchesteru City. Z kolei Francuz wrócił do ojczyzny, gdzie bronił będzie barw AS Monaco. Za te pieniądze na każdą tę pozycję ściągnięto aż trzech następców! I tak za Negredo kupiono Bakkę, Ruescu i Kevia Gameiro, za Navasa Jairo, Vitolo i Czeryszew, a za Kondogbię Mbię, Critofofo i Carrico.

tylu, bo 483 miliony euro straciły kluby Premier League w tym oknie. Co ciekawe, kluby drugiej ligi hiszpańskiej, Segundy Division, wydała na wzmocnienia 2,6 miliona euro, o 300 tysięcy euro więcej niż kluby polskiej Ekstraklasy. Na transferach kluby Segundy zyskały blisko 29 milionów, czyli ponad 3 razy więcej niż kluby z najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Niech te liczby, te statystyki uświadomią nam na jakim poziomie jest piłka u nas i w Hiszpanii.

Całkiem zgrabnie poruszał się też beniaminek Prmiera Division, Villarreal. Do klubowej kasy wpadło zaledwie 6 milionów euro za Cristiana Zapatę. Za te właśnie pieniądze kupiono Gio dos Santosa z Mallorki. Nie wiem, czy można już mówić o jakiejkolwiek spłacie, ale z pewnością Meksykanin był wart tej forsy. Pokazał to w pierwszych trzech meczach, gdzie po prostu swoimi umiejętnościami wkręcał w ziemię rywali.Za 3,3 miliona euro ściągnięto Paulistę z Vitorii. Zakontraktowano także Jonathana Pereirę. "Żółta Łódź Podwodna" postanowiła też skorzystać z wypożyczenia Courtoisa przez Atletico i dlatego też wypożyczyła drugiego bramkarza stołecznej ekipy, Sergio Asenjo.Za zaledwie 300 tys. euro kupiono Aleksandara Panticia. Niecałe półtora miliona kosztował Jeremy Perbet, a za 5 milionów kupiono z Mallorki Tomasa Pinę. Trzeba przyznać, że jak na ekipę, która dopiero co wyszła z Segundy, są to nazwiska naprawdę ciekawe. Na koniec jeszcze kilka ciekawostek, tudzież statystyk. La Liga zajęła trzecie miejsce pod względem zysku z kwestii transferów. Na pierwszym miejscu znajduje się brazylijska Serie A, która wypracowała ponad 184 miliony euro zysku. Za nią Eredivisie z blisko 111 milionami zysku. Primera Division zyskała 103 miliony euro ze sprzedaży piłkarzy. Liga hiszpańska jest jedyną, która wygenerowała ponad 0,5 miliarda przychodu w letnim okienku transferowym ze sprzedaży zawodników. Blisko właśnie

Dramatyczne Lato w La Liga

W 2013 ROKU 1. Bale 2. Falcao 3. Neymar 4. Ozil 5. Higuain 6. Isco 7. Soldado 8. Illaramendi 9. iago 10. Negredo 11. Jesús Navas 12. Kondogbia 13. Bojan Krkic 14. Medel 15. Raul Albiol 16. Barrada 17. Guliavogui 18. Callejon 19. Iago Aspas 20. Beñat Etxebarria 21. Luis Alberto 22. Pabon 23. Gameiro 24. Alderweierd 25. Tino Costa 26. Carlos Bacca 27. Léo Baptistão 28. Daniel Carvajal 29. Cristian Zapata 30. Pedro Leon

T-nham -> Real M. 100 mln euro Atletico -> Monaco 60 mln euro Santos -> Barcelona 57 mln euro Real M. -> Arsenal 50 mln euro Real M. -> Napoli 37 mln euro Malaga -> Real M. 30 mln euro Valencia -> T-nham 30 mln euro Real Soc. -> Real M. 30 mln euro Barcelona -> Bayern 25 mln euro Sevilla -> M. City 25 mln euro Sevilla -> M. City 20 mln euro Sevilla -> Monaco 20 mln euro Roma -> Barcelona 13 mln euro Sevilla -> Cardiff 13 mln euro Real M. -> Napoli 12 mln euro Getafe -> Al Jazira 10 mln euro Saint Et. -> Atletico 10 mln euro Real M. -> Napoli 9.5 mln euro Celta -> Liverpool 8.2 mln euro Betis -> Bilbao

8 mln euro

Sevilla -> Liverpool

8 mln euro

M-rrey -> Valencia

8 mln euro

PSG -> Sevilla Ajax -> Atletico Valencia -> Spartak

7,5 mln euro 7 mln euro

FC Brugge -> Sevilla

7 mln euro

Rayo -> Atletico

7 mln euro

Bayer -> Real M.

6,5 mln euro

7 mln euro

Villarreal -> Milan

6 mln euro

Real M. -> Getafe

6 mln euro

Źródło: Transfermarkt.pl


wzajemne docinanie

= rywalizacja

Twórca jednej z najprężniej rozwijających się satyrycznych fanpage’ów na Facebooków opowiedział nam o kulisach swojej działalności, reakcjach fanów oraz jego poglądach na sport i piłkę nożną. Dla niego rywalizacja to wzajemne “klubowe” docinanie, choć podkreśla, iż brzydzi go negatywizmem oraz agresją, płynącą z napięcia między kibicami Barcelony i Realu Madryt. Z twórcą profilu Hala Dzieci, Maciejem Krawczykiem, rozmawiał Przemysław Kasiura.

Zaczyna się właśnie od słów typu: "Ty je***ny ch*ju, odpier**l się od Realu, bo cię zapier**lę", po czym ta sama osoba po gadce, którą odbywamy, stwierdza: "Okej, w porządku z ciebie facet, dzięki że pogadałeś".

W sumie to nie muszę pytać się Ciebie o pomysł i istotę fanpage'u Hala Dzieci...? Nie, nie... Pamiętam, że to określenie wpadło mi w oko między 2001 a 2003 rokiem. Wtedy bardzo popularne było mówienie "Hala Dzieci" na tego typu fanów. To był już okres, w którym zaczął się robić w Internecie bałagan i był ogólnie łatwiejszy dostęp do wszystkiego. I pamiętam, że już wtedy istniały tego typu określenia. Cały czas to we mnie siedziało i właściwie pierwszy pomysł na nazwę to było "Hala Dzieci", bo o nich to miało głównie być i staram się, aby cały czas tak było. Domyślam się, że prowadzenie takiego profilu musi generować pewne reakcje. Z jakimi najciekawszymi się spotkałeś do tej pory? Piszą na Facebooku, mejlowo, odwiedzają zamaskowani w domu...? Z takich najśmieszniejszych rzeczy to jak widzę, że dostałem wiadomość od jakiegoś dwunasto- czy trzynastolatka, który mówił, że mnie dojedzie (śmiech). I czytam całą wiązankę jakiś niecenzuralnych tekstów. Wtedy rozwiązuję to

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

w jeden i ten sam sposób, czyli wysyłam odpowiedni paragraf na to i mówię, że zgłaszam sprawę jeśli nie otrzymam przeprosin. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby mnie ktoś nie przeprosił, bo Facebook bardzo poważnie traktuje takie zgłoszenia. Wtedy zaczynam dyskusję, bo mam akurat taki charakter, że jak coś robię, to chcę, żeby miało to jakiś większy sens. I wiele z tych rozmów, jak przeglądam sobie historię, zaczyna się właśnie od słów typu: "Ty je***ny ch*ju, odpier**l się od Realu, bo cię zapier**lę", po czym ta sama osoba po gadce, którą odbywamy, stwierdza: "Okej, w porządku z ciebie facet, dzięki że pogadałeś". Ja po prostu szukam metody kontaktu z ludźmi. Oczywiście nie z każdym się da, bo niektórzy jednak są mocno nastawieni negatywnie i przez to mam ograniczone pole do dyskusji. Ale z wieloma da się jednak dogadać. A od fanów Barcelony dostaję same pochlebne rzeczy, ale oczywiście zdarzą się tacy, którzy pytają: "Po co prowokować?". Ja tego w ogóle nie traktuję jako prowokację. Ale właściwie to sławę zyskałeś dzięki utworowi "Wina sędziego". W sumie nawet ci normalni kibice Realu Madryt śmiali się z tekstu, prawda? Tak. Wiesz co, od początku miałem plan, aby ten profil był w pełni multimedialny, czyli filmiki, muzyka, teksty, zdjęcia. I nadarzyła się okazja, kupiłem odpowiednie oprogramowanie, załatwiłem sprzęt i tak dalej. Pomyślałem sobie - gdyby filmik pt. "Wina Sędziego" miał 50 tysięcy odwiedzin po miesiącu lub dwóch, to byłoby okej. Okazało się, że następnego dnia od publikacji cel został osiągnięty, co było dla mnie mocno zaskakujące. Teraz trochę bardziej chcę to rozwinąć, bo właśnie próbujemy teraz rozkręcić portal dla wszystkich klubów. Nie chcę na profilu "Hala Dzieci" spamować niepotrzebnymi postami,

niepotrzebnymi postami, wolałbym, by ta osobowość związana z napięciem katalońsko-kastylijskim została zatrzymana. Nie chcę robić zamieszania, bo nie po to zakładałem ten profil. To zrozumiałe. A nie wydaje ci się, że kiedy Twój profil uzyskał popularność, Twoje posty stały się bardziej wyważone i mniej kontrowersyjne? Stały się. To jest kwestia odpowiedzialności. Zobaczyłem jak duża grupa osób w niższym przedziale wiekowym odwiedza mój profil i nie oszukujmy się - wszystko kształtuje naszą podświadomość. Kontakt z każdą treścią kształtuje naszą podświadomość. Dopóki kanał był dość niszowy i był utrzymywany bardziej w takim hardkorowym stylu, było więcej "starszych" fanów, można było sobie pozwolić na bardziej kontrowersyjne treści. Bo oni to rozumieli. Teraz nie chcę w żaden sposób sprawiać, by ludzie robili sobie krzywdę poprzez nabieranie agresji w stosunku do sportu. Dla mnie sport to przede wszystkim zabawa. Kiedyś wyprowadzał mnie z równowagi, ale na szczęście zmieniłem to nastawienie. Zawsze patrzę na te dobre strony i doszukuję się pozytywnych emocji. To mnie trochę zaskoczyłeś, szczególnie po tym jakie treści były do tej pory ukazywane. Można rzec, że często jedziesz "po bandzie", szczególnie odnośnie fanów Realu Madryt. To miało mieć taki na początku charakter. Nie przypuszczałem, że fanpage zyska taką popularność. Początkowo w grupie fanów byli moi znajomi, z tymi którymi się śmiejemy. Większość z nich to byli kibice Realu, bo właśnie z nimi prowadziłem i prowadzę dyskusje bez zbędnego napinania się. W ten hardkorowy sposób


WYWIAD rozmawiałem z nimi i oni mi się podobnym odwzajemniali, ale to doprowadzało nas do śmiechu. Na to trzeba patrzeć z dystansem, a jest grono odbiorców, które mogły tego nie zrozumieć. Sądzisz, że ktoś mógł stworzyć analogiczny profil do Twojego, np. "Visca Dzieci"? Aprobowałbyś powstanie takiej inicjatywy? Szczerze mówiąc sam nawet bym taki portal założył, tylko on byłby "suchy". Nie miałbym problemu z dogryzaniem „visca dzieciom”, natomiast o przy tworzeniu treści o samej Barcelonie miałbym spory kłopot. Nie sprawiałoby mi to po prostu przyjemności. Są wyjątki, i niektóre tego typu rzeczy właśnie publikuję. Jeżeli to miałby być profil skupiony tylko na kibicach, to nie ma problemu. Czasami załamuję się czytając wypowiedzi np. na tzw. "Fioletowej", ale także na stronach o Barcy. A jak powstają już takie portale, o których wspomniałeś, to są one tworzone przez napinaczy. Tam jest mnóstwo negatywnych emocji, a mało zabawy, co nie przyciąga odbiorców. Przyciąga napinaczy, ale na dłuższą metę mało kto może żyć takim negatywizmem. Po drugie, to wymaga dużo czasu. Regularne przygotowanie grafik, nagrywanie piosenek. Potrzebny jest do tego sprzęt i oprogramowanie. Nawiązując - czy jest ktoś, kto Ci pomaga, czy wszystko robisz sam? Wszystko wykonuję od początku do końca samodzielnie. To jest w pełni mój projekt. Komentujesz opinie użytkowników "Fioletowej", a nie myślałeś o tym, by pod lupę wziąć redaktorów tej strony, którzy często zdają się odpływać w swoich dywagacjach podobnie jak jego czytelnicy? To jest prawda i to jest najbardziej załamujące. To jest brak odpowiedzialności osoby piszącej. Nie zdają sobie sprawy z tego, że to oddziałuje na ludzką psychikę, a następnie na późniejsze decyzje i po części życie odbiorców. Dla nich liczy się liczba kliknięć. „Zróbmy kontrowersję, będzie więcej wejść, zarobimy więcej na reklamach”. Nie oszukujmy się - ten portal zarabia spore pieniądze. Poza tym może swoje ego karmią tym, że ich treść jest najpopularniejsza, zyskała najwięcej wejść i tak dalej? Nie wiem, ale tak, czy siak - dla mnie to jest chore. Gdy czytałem wypociny redaktora o pseudonimie El Jarek, to właściwie odnosiłem wrażenie, że on pisze tak szkodliwe rzeczy... Ja rozumiem, że można mieć swój pogląd i nie krytykowałbym go za to, jakie ma poglądy. Każdy może mieć swój. Ale szerzenie negatywnych emocji i propagandy może być szkodliwe. Tego było

17

sporo i nie będę nawet przytaczał, bo po prostu nie chciałbym czegoś przekręcić. Nie wiem, co to są za ludzie. Czasem zastanawiam się, czy oni mają po 16 lat?

Czy kontaktowały się z Tobą jakieś polskie media zajmujące się tematyką Barcelony w sprawie współpracy, wywiadu itp.?

Pewnie gdzieś tak do 20stki maksymalnie, nie więcej.

Miałem różne kontakty i oferty, jak na przykład przygotowanie materiałów promocyjnych dla jakiś eventów, pracy jako grafik... Ale takich stricte kontaktów od stron o FC Barcelonie, oprócz was, nie dostałem.

O właśnie. I to mogłoby być odpowiedzią na twoje pytanie, skąd to się bierze. Jak wyłapuję takie treści, to staram się wrzucać. Ostatnio rzeczywiście przymykałem na to oko i może powinienem bardziej zwrócić na to uwagę. BlogFCB w swoich felietonach starał się już niejednokrotnie wpłynąć na El Jarka, ale bezskutecznie. Może właśnie Tobie udałoby się go "nawrócić", dzięki swojemu fanpage'owi? Słowo "nawrócić" jest tu dobrym słowem. Przydałoby mu się takie pozytywne nawrócenie. Gdybym miał być szczery, to moim zdaniem mój fanpage ogólnie mógłby przyczynić się do zmiany nastawienia z tej negatywnej napinki na zabawę. Wiem, że to dla wielu może okazać się kontrowersyjne, ale ja w to głęboko wierzę i to się powoli sprawdza. Często wchodzę na podobne,. głupie fanpage, na przykład "Typowy Kibic Barcelony". Niektóre memy są świetne i mnie to bawi, nie rusza w sensie negatywnym i to jest super. Ale jak czytam komentarze na przykład na mixgolu, to stwierdzam, że nie ma sensu nadal tam wchodzić. Za dużo negatywizmu się nagromadziło i wierzę, że taką terapią szokową można to zmienić. I widzę, że rzeczywiście tak się dzieje. Ludzie „oswajają się” z faktem, że nie wszystko jest takie, jakim oni chcieliby to widzieć. Że to tylko sport i jego rolą jest poprawa nastroju, a nie jego pogorszenie. Uważałbyś się za "Mesjasza" pogodzenia fanów Realu i Barcelony w Internecie? Hmmm... Powiem tak: Jestem przeciwnikiem „godzenia się” tych kibiców . Dlaczego? Bo sport to jest rywalizacja i jakby El Clasico pozbawić rywalizacji, to zabralibyśmy sobie 90% zabawy. Ale jestem propagatorem tego, żeby kibice byli w stanie spotkać się w barze obok siebie, nawet wrzucać sobie wzajemnie na te kluby z humorem i pazurem, ale tylko wtedy, gdy obie strony to bawi. Gdy nie, to wtedy pojawia się spięcie, agresja i tak dalej. Tego już nie rozumiem. Jestem też przeciwnikiem powszechnego głaskania się i wymiany uprzejmości. Szanujmy Real, bo to jest wielki klub, ale jest to jednocześnie największy rywal, więc nie bójmy się docinać i polewać, gdy robi kretyństwa. Ja tak postrzegam rywalizację. Taki propaguję styl kibicowania.

To jestem zaskoczony ponownie. A jak wygląda Twoja wizja profilu "Hala Dzieci" na ten sezon? Przede wszystkim wprowadziłem podsumowania po kolejce. Nie oszukujmy się - dla większości fanów tabela ligi hiszpańskiej nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to gdzie jest Barcelona, a gdzie jest Real. Wprowadziłem wic tylko podział na punkty Realu i Barcelony, plus strzelone oraz stracone bramki. Do tego wprowadziłem statystyki porównawcze Messiego i Ronaldo, a od następnej chcę dorzucić porównanie Neymara i Bale'a. Dodatkowo będzie więcej regularności w zamieszczaniu treści. I będę jednocześnie dużo działał odnośnie tego nowego serwisu "ogólnego", bo na profilu "Hala Dzieci" przebywają również kibice Chelsea, Bayernu i innych europejskich klubów. Mówią, że zaglądają na fanpage i jest to dla nich kupa śmiechu. Mógłbyś zdradzić coś więcej odnośnie tego dużego serwisu? To będzie naprawdę duży serwis, który ruszy już niedługo. Tak, jak tutaj polewam z Madrytu, śmiesznych „kibiców” i treści zamieszczanych przez redakcję fioletowej, taki tam będę polewał z informacji serwowanych przez główne media. Taki „Onet”, ale w stylu Hala Dzieci. Wydarzenia ze świata, rozrywki i sportu, czyli „serwis informacyjny” w stylu trolującym. Jeśli ja, jako odbiorca, jestem karmiony „najważniejszymi informacjami” mówiącymi o tym, że trwa proces matki Madzii, albo że Obama ma nowego psa, to świadczy to o tym, że media kreują chorych na głowę ludzi. Sorry, ale tak to nazwijmy. To jest najważniejsza rzecz, która dzieje się w Polsce i na świecie? Mam zamiar trollować medialną rzeczywistość, pokazywać jakie treści są tworzone i jak ludzie je odbierają. I gwarantuję, że będzie przy tym mnóstwo śmiechu. Mamy niezły ubaw pisząc te materiały, więc i czytelnik się pośmieje. Wszystko to w pełni multimedialnie, dużo piosenek, grafik... Czyli ogólnie wszystko to samo, co tutaj, tylko na dużo większą skalę. Z Maciejem Krawczykiem rozmawiał Przemysław Kasiura


18

ARTYKUŁ

Flash BlogFCB Wrzesień 2013


EDGAR DAVIDS ratunek dla Barcelony Franka Rijkaarda

G

dy przybywał do Barcelony niewielu zdawało sobie sprawę z tego jaki wpływ wywrze na grę klubu. Zwłaszcza, że po raz pierwszy koszulkę Dumy Katalonii założył na początku stycznia 2004 roku gdy Barca zajmowała 12 miejsce w tabeli ze stratą 24 oczek do Realu Madryt.

Gdy zakładał okulary i wiązał sięgające ramion dredy, momentalnie stawał się łowcą. Nie było dla niego straconych piłek, a już na pewno udawania. Piłka nożna to dla niego synonim męskiego sportu, w którym odstawianie nogi nie przystoi żadnemu twardzielowi. Taki był popularny „Pitbull”. Edgar Davids – brakująca cegiełka taktyki Franka Rijkaarda – pierwszego ojca dominacji Barcy z ostatnich lat.

największą gwiazdę Alessandro Del Piero niż próbowała ściągać Holendra z powrotem. Ku zadowoleniu kibiców Barcelony. „Bliźniak” Ronaldinho Davids nie czarował tak publiczności jak jeden z największych piłkarskich magików w dziejach. Nie uśmiechał się po każdej akcji. Nie strzelał niewiarygodnej liczby bramek. Niemniej dodał grze Barcelony pasji, agresji i skuteczności aż do bólu. Jako defensywny pomocnik wspomagał Cocu w odbiorze i w rozegraniu Xaviego. Jako lewy pomocnik rewelacyjnie współpracował z Giovani Van Bronckhorstem. Jako ofensywny pomocnik znajdował się tuż za plecami Ronniego i Javiera Savioli. Davids był wszędzie.

spędzili Xavi z Cocu, ale to Davids stał się trzecim muszkieterem, a nie Gerard, Gabri, Motta czy odchodzący powoli na emeryturę Luis Enrique. Statystyk oszałamiających nie zanotował – zaledwie jeden gol i asysta nie czynią z niego Boga, choć nie zawsze najcenniejsze jest to, co widać gołym okiem. Wybrał pieniądze Pod koniec sezonu gdy było już jasne, że Barca awansuje do Ligi Mistrzów, wielu widzów Blaugrany chciało stawiać Davidsowi pomnik. Tego samego pragnął sam zawodnik – tyle, że pomnika finansowego. Holender świadom swojej wartości zażądał gaży wyższej niż miał Ronaldinho, Brazylijczyk otrzymywał wówczas 3,2 mln euro. Po długich negocjacjach były futbolista

Tonący Davidsa się chwyta Xavi, Thiago Motta, Gabri, Gerard Lopez i  przede wszystkim Phillip Cocu tworzyli zamiennie drugą linię Barcelony. Drużyny próbującej długo utrzymywać się przy piłce. Drużyny grającej efektywną i  fizyczną grę, gdzie Cocu czy Motta nigdy nie odstawiali nogi. Ale czegoś zawsze brakowało... formy fizycznej, zdrowia, zadziorności. Barcelona grała nieregularnie, słabo, a czasem wręcz katastrofalnie jak podczas porażki z Malagą 1:5 na początku grudnia 2003 roku. Rijkaard nie potrafił znaleźć żadnej recepty na przybliżającą się wielkimi krokami strefę spadkową, do której po rundzie jesiennej brakowało zaledwie siedmiu punktów. Niezadowolenie kibiców z gry zespołu rosło z każdym dniem, a katalońska prasa nawoływała do zwolnienia Mistera. Joan Laporta pozostał jednak nieugięty. – Rijkaard zostaje! Ma pełne wsparcie klubu – grzmiał ówczesny prezes. Na ratunek tonącej Dumy Katalonii ściągnięto z Juventusu Turyn holenderskiego internacjonała, zawodnika niepokornego i niedocenianego na całym świecie. Urodzony w Surinamie piłkarz podpisał 6-miesięczny kontrakt z możliwością przedłużenia go tuż po zakończeniu sezonu. Stara Dama tylko wypożyczyła Davidsa do Barcelony, lecz prędzej oddałaby swoją

Barçę ciągle nosze w sercu! Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że czas jaki spędziłem w Barcelonie był najlepszym okresem w moim życiu

Od momentu przyjścia reprezentanta Pomarańczowych, Barcelona zaczęła wygrywać mecz za meczem. Od 19 kolejki sezonu podopieczni Ryja rozpoczęli marsz w  górę tabeli by ostatecznie wylądować na drugim miejscu notując 17 meczów pod rząd bez porażki. Ligę wygrała Valencia z dorobkiem 77 punktów. Davids w 18 meczach zagrał 1535 minut. Daje to średnio 85 minut na mecz. Znacznie więcej czasu na boisku

Edgar Davids - ratunek dla Barcelony Raajkarda

Ajaxu Amsterdam i Juventusu przystał na kontrofertę z Interu Mediolan. Laporta oferował Holendrowi 3 mln – żaden piłkarz nie mógł zarabiać więcej od Ronniego. Natomiast Inter płacił 3,5 mln miesięcznie.


20

ARTYKUŁ

W 1999 roku Davids zaczął narzekać na kłopoty ze wzrokiem, które uwidoczniły się przed przyjściem do Juventusu w 1997 roku. Lekarze wykryli u niego jaskrę, lecz zapewnili iż wystarczy zaaplikować odpowiednie leki hamujące rozwój choroby. Okazało się, że medykamenty nie przyniosły oczekiwanych rezultatów i piłkarz musiał poddać się zabiegowi. Od tego momentu Holender wybiegał na boisko tylko i wyłącznie w okularach mających chronić go przed zbyt ostrym światłem i przypadkowymi uderzeniami rywali.

Po kilku latach Davids w wielu wywiadach podkreślał jak świetnie bawił się w Barcelonie. -- - Barçę ciągle nosze w sercu! Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że czas jaki spędziłem w Barcelonie był najlepszym okresem w moim życiu – często mawiał Pitbull. Nieoficjalnie mówi się, że Edgar był skonfliktowany m.in. z Xavim, co mogą potwierdzić słowa „Małego Generała” tuż po zakontraktowaniu Deco – następcy Davidsa. - Davids nas nie potrzebował, a my razem z Deco nie sądzę byśmy za nim tęsknili.

Z powodu ciężkiego charakteru Davids opuszczał kluby, w których grał w niesławie. Tak było w Juventusie, Barcelonie, Interze czy Ajaxie. Szczególnie nieudana okazała się przygoda z Nerazzurri, gdzie zagrał zaledwie w 14 meczach przesiadując na ławie zdecydowaną większość meczów.

w porównaniu do reszty drużyn – Davids komplementował rok temu Barcę, która jest zupełnie inną drużyną niż dekadę temu. Nie oznacza to jednak, że nie pozostał w niej ani jeden ślad pomarańczowego Pitbulla. Deco czy Yaya Toure pełnili na boisku podobne role co niegdyś lewonożny Davids. Jeden z większych ratowników w najnowszych dziejach Barcy.

Półbóg z cienia - Barcelona to nie jest normalna drużyna, to drużyna pełna mitologicznych bogów. Są na zupełnie innym poziomie

Piotr Bera piotr.bera@blogfcb.com


Bez

szał

Nowe trofeum zasiliło gablotę z pucharami na Camp Nou, tym razem jest to kolejny Superpuchar Hiszpanii zdobyty dokładnie 28 sierpnia 2013 roku. To już jedenasty Superpuchar wygrany przez FC Barcelonę, co stawia ją na pozycji bezwzględnego lidera w klasyfikacji zwycięzców. Co ciekawe począwszy od roku 2009, przez trzy lata z rządu Barca zdobywała to trofeum. W zeszłym roku Real Madryt zdołał je na chwilę wyrwać, a teraz znów puchar powraca nad Morze Śródziemne.

u


22

ARTYKUŁ

się na murawie nowego, wakacyjnego nabytku Barcy: Neymara. Sprowadzony z Santosu Brazylijczyk wszedł na boisko w 58. minucie i już osiem minut później doprowadził do wyrównania. Jego pierwsze trafienie w meczu o stawkę w barwach Barcy okazało się decydującym i dało Blaugranie pierwsze trofeum obecnego sezonu. Neymar wszedł w spotkaniu, w którym nie wychodziło zbyt wiele jego drużynie i pokazał co potrafi. To bardzo dobrze świadczy o młodym graczu, który nie bał się wziąć odpowiedzialności na swoje barki. Wchodząc z ławki podczas walki o krajowy Superpuchar strzelił bardzo ważnego gola i już na początku swojej przygody na Camp Nou wpisał się na karty historii klubu.

Tym razem Duma Katalonii walczyła w  dwumeczu z Atletico Madryt, które po pokonaniu lokalnego rywala, czyli Królewskich zatriumfowało w zeszłym sezonie w Copa del Rey. Atletico z Blaugraną spotkało się w starciu o Superpuchar już po raz piąty w historii rozgrywek. Tylko raz tę rywalizację wygrała ekipa ze stolicy, w 1985 roku. Co ciekawe Los Rojiblancos nigdy z nikim innym nie walczyli o to trofeum, tylko z Barceloną. Ekipie z Camp Nou wystarczyło zaledwie jedno trafienie by wygrać rywalizację, a w całym dwumeczu widzowie mogli zaobserwować tylko dwa gole, obydwa padły na Vicente Calderón. Dla porównania w zeszłym roku, kiedy Azulgrana zmierzyła się z Realem Madryt padło 8 bramek (również był remis), dwa lata temu 9, a trzy lata temu również 8. Ta statystyka oczywiście wszystkiego nam nie pokaże, aczkolwiek już ona sama mówi jaki był to dwumecz. Barca grająca poniżej swoich możliwości, Atletico bardzo dobre w defensywie, do tego trochę zmarnowanych okazji i niska skuteczność, tak można by jednym zdaniem podsumować starcie. Superpuchar to pierwsze trofeum Barcelony wywalczone pod wodzą nowego trenera, czyli Taty Gerardo Martino. Trzeba oczywiście się z  tego cieszyć, bo to przecież dobre rozpoczęcie rozgrywek. Puchar na wejście jest korzystny dla klubu i jego formy psychicznej u  podnóża góry czekających ich w  tym sezonie piłkarskich pojedynków. Zatem można powiedzieć, że Argentyńczyk zalicza całkiem niezły start na ławce trenerskiej najlepszego klubu na świecie. Jego poprzednik

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

na tym stanowisku, Tito Vilanova taki sam puchar przegrał w swoim debiucie, a wygrał później La Ligę i doszedł do półfinału Ligi Mistrzów. Także miejmy nadzieję, że jest to dobry znak i oby czekały nas wyniki przynajmniej tak dobre jak te z Tito w poprzednim sezonie.

Rewanż w katalońskiej świątyni futbolu miał obfitować w bramki, Azulgrana miała ostatecznie pokazać, że na kolejne takie trofeum zasługuje. Dodatkowo FC Barcelona jest na własnym podwórku niemal niepokonana więc miliony kibiców w napięciu oczekiwało na wspaniałe piłkarskie widowisko. Na udowodnienie, że remis z Madrytu to tylko malutkie potknięcie i że u siebie Barca dobitnie pokaże kto zabiera trofeum do domu. Puchar miał zostać na Camp Nou i ostatecznie został, aczkolwiek przebieg spotkania pozostawia dość duży niedosyt, nie tak to miało wyglądać. Tylko rezultat jest taki jaki miał być.

Pierwszy mecz w ramach Superpucharu odbył się 21 sierpnia na Vicente Calderón. Spotkanie to zakończyło się remisem 1:1 i jak się później okazało wynik ten był decydującym w całym starciu. Mecz w Madrycie był w wykonaniu Barcelony bardzo przeciętny, jakby Messiemu i  spółce się zbytnio nie chciało grać. Z kolei rywalom chciało się i to bardzo, a szczególnie Villi, który chyba był zdeterminowany, by pokazać klubowi z Katalonii co stracił, a właściwie czego się pozbył niemal za darmo. No i Villa pokazał, pokonując Valdesa już w  11 minucie spotkania. El Guaje posłał piłkę do siatki z dużej odległości po dośrodkowaniu tureckiego pomocnika, Arda Turana. Najskuteczniejszy zawodnik w  historii reprezentacji Hiszpanii pokazał na co go stać, udowodnił, że mimo sympatii do kolegów zaprosił ich do stolicy z jednym zamiarem – zdobycia pierwszego trofeum w barwach Los Rojiblancos. Drużyna Diego Pablo Simeone postawiła rywalowi w pierwszym starciu wysoko poprzeczkę, co doprowadziło do dużych problemów w skleceniu akcji przez ekipę z Camp Nou. Messi zaliczył słaby występ, był w zasadzie niewidoczny na boisku. Z powodu drobnego urazu został zmieniony w przerwie przez Cesca Fabregasa. Kluczowe okazało się pojawienie

Statystyki dwumeczu 1

Bramki

1

16

Strzały

17

5

Strzały celne

6

7

Rożne

3

24

Faule

47

76%

Posiadanie piłki

24%

6

Żółte kartki

7

0

Czerwone kartki

2


Na Camp Nou gra Blaugrany momentami była bardzo nudna, ekipa Taty nie za bardzo miała pomysł na grę, za to drużyna Simeone miała bardzo dobry pomysł jak tą grę przeciwnikowi utrudnić. Na początku przeważała Barcelona, ale Atletico też miało swoje przebłyski i dobre sytuacje. Przede wszystkim nowi klubowi koledzy Villi wiedzieli jak się bronić i skutecznie psuć ofensywne próby Dumy Katalonii. Początek drugiej połowy należał do gości z Madrytu, którzy na kilka dobrych minut zamknęli Barcelonę na własnej połowie. Taka sztuka nie udaje się wielu drużynom, także za to z pewnością należą się brawa dla zespołu ze stolicy. Z upływem czasu widzowie coraz mniej mogli zobaczyć płynnej gry, w zamian za bezmiar fauli i przykładów niesportowego zachowania. Podczas meczu na Camp Nou arbiter pokazał aż siedem żółtych i dwie czerwone kartki. Gościom nerwy zaczęły puszczać szczególnie w  ostatnich minutach rywalizacji. Najpierw sędzia wyrzucił z boiska Filipe Luisa. Obrońcy Atletico dostało się za kilkukrotne zaatakowanie biegnącego bez piłki Daniego Alvesa, wszystko podczas jednej zaledwie akcji. Dodatkowo już w doliczonym czasie gry nerwy puściły siedzącemu już wtedy na ławce Arda Turanowi, który obejrzał drugi czerwony kartonik pokazany podczas tego spotkania. Nie można zapomnieć również o innej, tym razem mało przyjemniej dla Cules części widowiska. W 89. minucie Messi zmarnował rzut karny podyktowany za faul na Pedro. Także Leo z pewnością nie będzie tego meczu wspominać zbyt dobrze. Argentyńczyk był bardzo często faulowany i nim zdołał się rozpędzić z piłką wyrastał przed nim defensor drużyny przeciwnej, który powalał

go na ziemię. Podczas meczu komentator stwierdził, że to nie jest ten sam Messi, ponieważ wcześniej nikt nie mógł go dogonić, żeby go sfaulować, a teraz jest zatrzymywany niemal co akcję. Trzeba przyznać, że w tym rewanżu nie był to ten stary dobry chłopak z Rosario, który czaruje grą. Od kilku meczów brakuje TEGO Messiego, także miejmy nadzieję, że szybko powróci. Neymar z kolei również nie zaliczył spektakularnych zawodów tamtego wieczora. Brazylijczyk częściej leżał na boisku niż biegał z piłką. Nie można powiedzieć, że był to jego mecz strasznie słaby, aczkolwiek miał problemy z przyczepnością oraz z madryckimi obrońcami. Zawodnikiem meczu w  szeregach Blaugrany można wskazać Valdesa, co się często nie zdarza. Fakt iż ekipę Martino uratowały dobre interwencje bramkarza już sam mówi o starciu i jego poziomie, jeśli chodzi o ofensywę Barcelony. Kataloński Sport określił sposób zdobycia przez Barcelonę Superpucharu mianem: „más agónica”. To fakt, że został on wywalczony w cierpieniu i zrodzony w boleściach jak nigdy. W podsumowaniu Sportu pojawia się również stwierdzenie „o mały włos”. Tu zgodzić się trzeba, że pasuje ono do wielu sytuacji, jakie nie tylko w rewanżu, ale w całym dwumeczu miały miejsce. O mały włos a mogło być o bramkę więcej, o mały włos uniknęliśmy porażki, mało również zabrakło by Messi zdobył gola, chociażby z rzutu karnego. Jednakże tak to już w  piłce jest, że liczy się tylko to co na 100%. Tylko wykorzystane sytuacje, strzelone gole, tylko one mają wpływ na końcowy rezultat, one mają znaczenie,

szczególnie w meczu o trofeum. Za jakiś czas nikt już nie będzie pamiętał ile dobrych okazji miała która drużyna i kto czego nie wykorzystał. Większość będzie za to pamiętać końcowy rezultat przez długi czas. Diego Simeone powiedział, że jest dumny ze swoich podopiecznych. Trzeba mu przyznać rację. Mimo, iż Atletico nie wyjechało z Barcelony z pucharem zasługuje na szacunek i podziw za grę. Dobrze, że jest to ekipa, która nadal jest groźna. Oby w tym sezonie również potrafiła namącić chociaż troszkę w tabeli Primera Division. Szkoda, że drużyna prowadzona przez Tatę Martino nie potrafiła Superpucharu przypieczętować zwycięstwem, po remisie pozostaje niedosyt, to fakt. Nie było to piękny i spektakularny triumf, nie było dramaturgii jak chociażby w Superpucharze Europy rozegranym kilka dni temu. Nie było goli w ostatnich sekundach, dogrywki i karnych. Ale grunt, że Barca ten puchar zdobyła, że Neymar strzelił ważnego gola, że Tata ma pierwsze trofeum na dobry start. Oczywiście to nie jego zasługa, ale przypisane jest jemu. Oby w gablocie pojawiło się jeszcze wiele ważniejszych pucharów zdobytych przez FC Barcelonę pod wodzą Taty. Do zdobycia jest wiele, jednak trzeba pamiętać, że do stracenia także. Ewelina Kwit ewelina.kwit@blogfcb.com

Bez szału, ale ważne, że Superpuchar wraca do Barcelony


24

FELIETON

BARCELONA Gdy przychodził, a  właściwie powracał z  Arsenalu, gdzie jego talent został oszlifowany i po raz pierwszy w swojej karierze dostał szanse wypłynięcia na głębokie wody, głosy zachwytu mieszały się z głosami dezaprobaty. Niewątpliwy wpływ na podział opinii miała cena Fabregasa oraz kwestia nadmiaru pomocników, która sprawiała, że Cesc kosztując 29mln euro + 5 dodatkowych zawartych w bonusach, mógł wielokrotnie znaleźć miejsce jedynie na ławce rezerwowych. Jako, że materiału było ponad stan, Guardiola musiał znaleźć Fabregasowi miejsce na boisku, a że Xavi nie śpieszył się na emeryturę, pozycja młodego Hiszpana musiała zostać dostosowana nie do jego talentów, lecz do stanu rzeczy. Xavi, Iniesta, Fabregas, Thiago - usatysfakcjonowanie wszystkich wymagałoby stworzenia dwóch jedenastek rozgrywających jednocześnie mecze w La Liga. Jako że na ten pomysł zarząd niekoniecznie byłby przychylny, Fabs posyłany był na pozycję skrzydłowego oraz zawieszonego napastnika. Eksperymenty dawały większe lub mniejsze efekty. Sam zawodnik nie notował cudownych zdobyczy bramkowych, lecz od czasu do czasu lub nawet częściej dokładał znaczącą ilość asyst, która zamykała usta przeciwnikom tego transferu. Daleko Ceskowi było do liderowania, nie był postacią kluczową stawiającą pieczęć na podaniach otwierających drogę do bramki. Pałeczkę dyrygenta dzierżył Xavi na zmianę z Iniestą. Sytuacja zmusiła byłego kapitana Arsenalu do pozostania w drugim szeregu, grzecznie i cierpliwie czekając na swój czas. Fabregas to piłkarz bardzo zdolny, kreatywny i na swój sposób uniwersalny, biorąc pod uwagę jego zdolności do gry w linii pomocy, jednak jego zalety są maksymalnie

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

zminimalizowane, gdy wystawiany był na skrzydłach. Tam potrzebna jest szybkość, przyśpieszenie, a tych cech Fabregas niestety nie posiada. Jego obecność na flankach była skazana nie tyle na niepowodzenie w kontekście gry zespołu, co na zminimalizowanie jego użyteczności dla drużyny. Po transferze Neymara, który powinien w znaczący sposób wspierać Messiego, wybranie głównych postaci wydaje się oczywiste i proste. Właśnie młody Brazylijczyk i  Leo noszą na swoich barkach największą presję i oczekiwania kibiców. Oni też są pierwszym wyborem w momencie wskazania gwiazd drużyny. Dla nas jednak wybór także jest oczywisty, lecz pomimo łatwości wskazania piłkarza kierujemy nasze wskazanie właśnie na 26-letniego pomocnika - Ceska Fabregasa. Messi i Neymar to dwa niewyobrażalne działa, które powinny zmieść z powierzchni boiska każdego rywala, jednak nawet największa artyleria nie zadziała, gdy nie otrzyma odpowiednio przygotowanej amunicji. Bicie głową w mur znamy doskonale, bezproduktywne wymienianie piłek przez Barcelonę mieliśmy już okazję podziwiać wielokrotnie. Lekiem na całe zło nie jest Messi i Neymar. Oni mają olbrzymią moc, jednak nie można zniszczyć rywala grając we dwójkę. Piłkarzem, którego

Wcześniej, za czasów Guardioli i Vilanovy, Fabregasowi bardzo często brakowało tych „jaj”, co można było usprawiedliwić ustawianiem go na nieodpowiedniej pozycji.


w FabreGazie obarczam odpowiedzialnością za odpowiednie dzielenie piłkami i dyrygowanie akcjami jest właśnie Fabregas. Pozycja środkowego pomocnika jest dla niego naturalnym miejscem i obszarem boiska, na którym jego atuty, możliwości, profil piłkarski zostaje wykorzystany w sposób optymalny. Dokładnie tak dzieje się od momentu, gdy Gerardo Martino rozpoczął pracę w Barcelonie. Wcześniej, za czasów Guardioli i Vilanovy, Fabregasowi bardzo często brakowało tych „jaj”, co można było usprawiedliwić ustawianiem go na nieodpowiedniej pozycji. W  poprzednim sezonie jego forma znacząco wzrosła od dramatycznego meczu z Sevillą. Strzelenie dwóch goli oraz „aktorstwo” przy faulu Medela (po którym obejrzał czerwoną kartkę) spowodowały wzrost poczucia pewności siebie u Hiszpana. Mogłoby to sugerować, iż piłkarz nie do końca wierzył w swoje umiejętności, dodatkowo grając na nieodpowiedniej pozycji. Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Tak, jakby Gerardo Martino spytał się Fabregasa: - Francesc, masz jeszcze w domu swoje książki i zeszyty z pracy w Londynie? - No mam, trenerze. A co? - Znajdź je i przypomnij sobie dokładnie jak kazał Ci grać Wenger. Przyda się!

jak co, ale transfer Thiago do Bayernu za miliony wcale nie musiał być uznany za nieudany transfer Barcelony. Okazuje się, że zarząd lub (wtedy jeszcze) Vilanova widzieli Fabregasa, a nie Thiago w roli następcy Xaviego Hernandeza. A gra o to następstwo toczy się już na naszych oczach, a znamiennym sygnałem zmian było odsunięcie „Generała” od składu na mecz z Valencią. O ile Xavi cechuje się od relatywnie niedawna powolnym rozpędzaniem akcji poprzez granie wszerz boiska, o tyle Fabregas w swoim stylu jest bezkompromisowy i często decyduje się na zagrania wertykalne, co nadaje akcjom Barcelony szybkość i umożliwia wystrzelenie rozpędzonych armat - Messiego czy Neymara. Szansa na zdobycie gola przez Leo zdecydowanie wzrasta, gdy dostanie podanie od Fabregasa na 30 metrze przed bramką rywala, aniżeli od Xaviego z niemalże środka boiska. Barcelona cierpi na chorobę utraty balansu pomiędzy atakiem i obroną. Proporcje w życiu są istotne. Tak jak i  szczęścia nie ma bez cierpienia, tak samo atak bez obrony jest trudny do efektywnego wyegzekwowania. Lekarstwem na problemy Barcelony jest Cesc Fabregas wsparty Messim i Neymarem, a nie odwrotnie.

Do tego mogły dojść odpowiednie metody motywacji, zwiększenia poczucia własnej wartości i voilà! Co

Barcelona na FabreGazie

Paweł Szczudło pawel.szczudlo@blogfcb.com Przemysław Kasiura przemyslaw.kasiura@blogfcb.com


26

ARTYKUŁ

Nie za trudno

Nie za nudno Już wiemy, z kim zmierzy się Barcelona w tym sezonie Ligi Mistrzów. W grupie H zagra wraz z AC Milanem, Ajaxem Amsterdam i Celtikiem Glasgow - drużynami z różnych półek, zapewne porównywalnie gotowych uprzykrzyć Blaugranie życie. Barca miała do czynienia z dwoma z tych klubów stosunkowo niedawno, z tym trzecim już nie tak ostatnio. Będzie więc ciekawie, ciężko, a może „znów to samo”? Z ekipą z Mediolanu Barcelona zmierzyła się ostatni raz na wiosnę w jednej ósmej finału Ligi Mistrzów. Trudno o tym zapomnieć, bo przegranym meczu na San Siro Duma Katalonii sprezentowała nam wyjątkową remontadę. W  grupie natomiast obie drużyny grały razem ostatni raz w sezonie 2011/12, a później w 1/8 finału, wówczas w pierwszej fazie rozgrywek bywało różnie, ale później Azugralana wyeliminowała Rossonerich z walki o puchar Champions League. Biorąc pod uwagę wyniki właśnie tych spotkań widzimy, że Barca wychodziła z nich zwycięsko, jednak wygrać nie było zadaniem prostym. Najbliższe przykłady – wymieniony wyżej dwumecz i pierwsze spotkanie dwa sezony temu w fazie grupowej – wtedy Milan wyszedł na prowadzenie po 1. minucie. AC Milan będzie więc bezsprzecznie tym najsilniejszym rywalem Barcelony. Drużyna z Mediolanu triumfowała w Lidze Mistrzów siedmiokrotnie. Ostatni raz w sezonie 2006/07, a do finału dotarła łącznie jedenaście razy. Co prawda, w fazie grupowej w ostatnich latach Milan gubi się gdzieś po 1/8 czy 1/4 finału, ale nie tym powinniśmy się kierować, zanim do tej 1/8 sami nie awansujemy. Jeśli chodzi o fazę grupową, gracze z Mediolanu jak najbardziej dają sobie radę. W rozgrywkach krajowych także ma się czym pochwalić, m. in. mistrzem Włoch zostali 18 razy, a Coppa Italia wygrali 5 razy. Ajax Amsterdam natomiast jest klubem, który w Champions League triumfował cztery razy, lecz ostatni bardzo dawno temu. W Eredivisie są jednak liderami od lat. Wobec tego, z jednej strony Barcelona nie musi startować z najmocniejszym składem na mecz z mistrzami Holandii, z drugiej natomiast będzie musiała

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

zachować czujność, by uniknąć niepotrzebnych niespodzianek, których przecież nie możemy wykluczyć. Z Celtikiem Glasgow Blaugrana mierzyła się raptem rok temu, także w fazie grupowej. Wówczas zobaczyliśmy dwa osobliwe spotkania i wyrównaną walkę pomiędzy klubami, które pochodzą, jak to już określiłam wcześniej, z różnych półek. Pomimo tego oglądaliśmy dzielnych i  zmotywowanych Szkotów, których nie paraliżował widok piłkarzy z Katalonii. Fakt, iż w porównaniu z pozostałymi dwoma przeciwnikami Barcelony z grupy H czysto teoretycznie to ich nazwiemy tymi najsłabszymi. Osobiście jednak sądzę, że pomimo braku tak pokaźnego dorobku pucharowego, jak AC Milan czy Azugrana, są w stanie zagrać z nimi „z twarzą”. Najlepiej pamiętam ofiarną i godną podziwu grę bramkarza Celtiku, Frasera

Forstera. Te dwa spotkania pomiędzy mistrzami Szkocji a Barceloną były świetnym pokazem jego umiejętności, a wiadomo, że z Katalończykami trzeba było dwoić się i troić, by skutecznie bronić swojej bramki. Forster robił to perfekcyjnie. Patrząc „z góry” na wyniki losowania grup Ligi Mistrzów, ciężko mi powiedzieć, czy Barcy trafiła się wymagająca, czy, kolokwialnie mówiąc, znośna grupa. Jako optymistka chętnie zwracam uwagę na to, iż najsilniejszy rywal Barcy – AC Milan, w ostatnim czasie był do pokonania, jednak po ciężkiej przeprawie. Uważam, że tym razem także nie będzie z górki i jak dla mnie, co nie jest za bardzo niespodzianką, będzie to jeden z dwóch klubów, które awansują do fazy pucharowej. Meczom z Celtikiem Glasgow, moim zdaniem, warto poświęcić

Drużyna z Mediolanu triumfowała w Lidze Mistrzów siedmiokrotnie. Ostatni raz w sezonie 2006/07, a do finału dotarła łącznie jedenaście razy.


jak w sam raz Ajax Amsterdam natomiast jest klubem, który w Champions League triumfował cztery razy, lecz ostatni bardzo dawno temu. W Eredivisie są jednak liderami od lat

więcej uwagi, by obyć się bez takich niespodzianek, jak na przykład zeszłoroczna porażka ze Szkotami. Nie zagroziła ona zbytnio Blaugranie, lecz nie należy być przesadnie hojnym. Nie ma po co. Zostaje jeszcze Ajax Amsterdam. Ostatnio Duma Katalonii nie grała z Ajaxem wybitnie często w rozgrywkach międzynarodowych, a sami Holendrzy radzą sobie w nich dość przeciętnie. Wiadomo, nie należy tego faktu „nadużywać”, choć w gruncie rzeczy myślę, że obawiać się nie również trzeba. Być może to dobrze, że Barcelonie nie trafiła się łatwiejsza grupa. Po pierwsze dlatego, że, szczerze powiedziawszy, przeciwnicy Barcy to nie sami „killerzy” - nie można narzekać, że będzie nadzwyczajnie trudno awansować do 1/8 finału. Po drugie dlatego, iż stare przysłowie mówi, że z łatwych grup wychodzi się najtrudniej, no i  oczywiście cieszy to, że jednocześnie będzie na co popatrzeć. Jeżeli jednak nie, bo szczęśliwie okaże się, że Barca miała wystarczająco dużo sił na sukcesywne

wygrywanie, to może i ucierpi widowisko piłkarskie, ale będziemy dumni z naszej drużyny. Podsumowując, przypuszczam, że czeka nas fajna jesień. Myśląc o grupie H, nasuwa mi się stwierdzenie, iż jest ona w sam raz i mam nadzieję, że taka się okaże. Oczywiście wiadomo, czego oczekują kibice FC Barcelony, ale to dobrze, jeśli dopadnie nas czasem dreszcz emocji, bo przecież nie tylko Katalończycy chcą wygrywać, a emocjonujące mecze chyba każdy z nas lubi oglądać. Osobiście będę twardo trzymać się zasady, że lepiej nie machać przedwcześnie ręką na żadnego przeciwnika, ale bez skrajności, wiedzieć, kiedy trzeba grać na sto procent, a kiedy tylko można. To właśnie, w mojej opinii, charakteryzuje grupę Barcy. Bezpośrednio mówiąc, stanie ona naprzeciw drużynie świetnej, lepszej i gorszej, ale w pełni gotowej zaskakiwać.

Nie za trudno, nie za łatwo, jest w sam raz

Mary Kowalik mary.kowalik@blogfcb.com


28

FELIETON

Odrodz enie Daniego Alvesa Chyba każdy widział, że dwa ostatnie sezony (za Pepa i Tito), były w wykonaniu Barcelony gorsze, żeby nie powiedzieć słabe, bo przecież od takiej ekipy jak Blaugrana wymaga się znacznie więcej niż niemiłosierne obijanie średniaków i  ogórków ligowych. Długo zastanawiałem się co tak naprawdę spowodowało, taką obniżkę lotów ekipy Guardioli, a później Vilanovy. Bo przecież nie możliwym wydaje się, żeby jeden czy drugi trener powiedział: “Chłopaki, kończymy z pressingiem”. To nie miałoby sensu, w końcu to była właśnie najsilniejsza broń drużyny, która wygrała kiedyś tryplet. Dodatkowo znikła gdzieś w otchłani wymiana pozycji, która powodowała, że rywale głupieli. Messi o stracie piłki nie biegnie już za nią jak szalony, tylko staje z nadzieją, że Busquets, albo stoperzy odbiorą ją rywali. No i jest jeszcze defensywa. Poza lewą stroną, która jest dobrze obsadzona Albą i Adriano. Gerard Pique i jego gra jest sinusoidą, a to na najwyższym poziomie nie ma prawa się zdarzać. Mascherano nie jest nominalnym stoperem, mimo wszystko (poza ostatnim sezonem, kiedy niefortunnie co i raz pakował piłkę do własnej bramki) gra dobrze. Jednak Szefunio nie jest liderem defensywy. Nie potrafi krzyknąć na Pique, albo Bartrę.

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

Tutaj widać jak bardzo brakuje nam Puyola w defensywie. Jednak największy regres zanotował Dani Alves. Brazylijczyk w pierwszych trzech sezonach był postacią wiodącą i niezwykle kluczową w układance Pepa Guardioli. Po pierwsze dlatego, że potrafił i chciał biegać od pierwszej do ostatniej minuty spod jednego pola karnego pod drugie. Po drugie, dlatego, że przy defensywnie usposobionym Abidalu stanowił niesamowite wzmocnienie w  ofensywnych poczynaniach swoich kolegów z ataku. Brazylijczyk przez długi czas uważany był za najlepszego piłkarza na swojej pozycji. Nikt bowiem nie dysponował tak dobrym dośrodkowaniem jak właśnie Dani Alves. Kilka bramek w sezonie jak na obrońcę, też wyglądało dobrze. Później coś się zmieniło. Dużo osób mówi, że to przez wiek, że Brazylijczyk nie będzie już sobą. Na pewno lata robią swoje, ale to nie one były w tym przypadku najważniejsze, a taktyka. Pep postanowił zmienić odwieczne 4-3-3 na 3-4-3. Już samo to przyprawiało o mieszane uczucia, bo przecież to poprzednie ustawienie dało nam mnóstwo tytułów. Z resztą kilka drużyn próbowało już grać w XXI wieku trójką defensorów i bardzo szybko okazywało się, że to zły pomysł. U Pep 3-4-3 było tak naprawdę tylko

na papierze. tak naprawdę graliśmy tylko... DWÓJKĄ obrońców, bo Alves był ustawiony jak niegdyś Cafu w barwach Brazylii, czyli jako cofnięty skrzydłowy. Stąd też duża liczba straconych goli. Dodatkowo Daniemu ta pozycja zupełnie nie odpowiadała. Nie nadążał za rywalami, nie wiedział jak się ustawiać, w ogóle mało wiedział i mało robił. Efekty przyszły prawie natychmiast. Alves przestał strzelać gole, a dośrodkowania posyłał na wysokości drugiego piętra. Wszyscy skreślili Daniego ja z resztą też.


tak jak powinien piłkarz Barcelony?”. Cóż, jest kilka powodów. Najważniejszym jest ten, że Alvesowi kończy się kontrakt w 2015 roku. Przyszłe lato będzie ostatnim, w którym będzie można zarobić na prawym obrońcy. Dodatkowo, Dani niemiłosiernie blokuje skład innym piłkarzom. A przecież Adriano potrafi dać dużo więcej, niektórych meczach, choćby swoim wspaniałym uderzeniem z dystansu. Jest jeszcze wyżej wspomniany Martin Montoya, który też musi “zbierać” minuty, by nabierać niezbędnego doświadczenia.

Jednak on nie powiedział ostatniego słowa. Być może to Tata zmienił coś w stylu grania prawego obrońcy, bo widać wyraźny progres. Nie jest to ten sam zawodnik co kilka lat temu, ale znów potrafi dać z siebie bardzo dużo tak w obronie jak i ataku. Odrodzenie Alvesa? Być może. Marzy mi się, żeby to był sezon, który będzie kwintesencją i wspaniałym uwiecznieniem kariery naszego nowego nr “22”, a zarazem jego ostatni jako podstawowego zawodnika. Czas już ustąpić miejsca Montoyi, ale czemu nie zrobić tego w wielkim stylu?

jakby tego było mało Barcelona przy operacji “żałośnie niski transfer Davida Villi”, zapewniła sobie prawo pierwokupu dwóch perełek z Atletico Madryt w tym też prawego obrońcy. Czas Alvesa wielkimi krokami zbliża się do końca, czy to się nam podoba czy nie. Nawet nasza niechęć do Rosella nie może zasłonić nam oczu. Brazylijczyk najprawdopodobniej zakończy swoją piękną przygodę z Blaugraną w wakacje 2014 roku. Czy szkoda? Na pewno, bo Alves jest maskotką klubu. Utrzymuje wspaniałą atmosferę w szatni, ale wszystko się kiedyś kończy.

Zadacie sobie pewnie pytanie: “Dlaczego teraz? Dlaczego w chwili kiedy się ogarnął i kiedy zaczął grać

Odrodzenie Daniego Alvesa

Adam Fattah adam.fattah@blogfcb.com


30

FELIETON

Czy jesteśmy już

DESPERATAMI? W

ięc.. czy naprawdę muszę to napisać? Nie, ale i tak to zrobię. Barca nie ściągnęła żadnego obrońcy tego lata! Wiem, wiem. My POTRZEBUJEMY obrońcy, tak jak nasze ciała potrzebują tlenu i tak jak nasze dusze potrzebują futbolu. Ale czy na pewno? Według mnie znacznie lepiej było odpuścić walkę o jakiegokolwiek obrońcę, niż zadowolić się nagrodą pocieszenia, w postaci słabszego grajka. Dlaczego? Chociażby z tego powodu, że teraz każdy fan chce by był to obrońca bliski ideałowi. Wręcz jestem skłonny powiedzieć, że aż do przesady. Poszukiwania obrońcy zostały tak rozdmuchane, że teraz aby zadowolić ludzi, obrońca musiałby mieć ponad 4 metry wysokości, cztery nogi i ilość rąk zbliżoną do ośmiornicy. W dwie sekundy przebiega 100 metrów a jego noga zaczyna przypominać poduszkę, kiedy grajek przyjmuje piłkę. Ten profil oczywiście wyjaśnia dlaczego żaden z obecnie dostępnych piłkarzy nie jest odpowiedniej jakości.

Muszę wam coś jednak wyjaśnić. Bartra awansował z Barcelony B. Puyol był kiedyś napastnikiem. Później grał chwilę na skrzydle. Pique opuścił klub za ok. 5.250.000 €, po czym cztery lata później Barcelona sprowadziła go z powrotem za… 5.000.000 €. Jest jeszcze Mascherano, który sam siebie swego czasu opisywał jako człowieka, który obrońcą się nie czuje. Tak naprawdę więc żaden z  nich nie był klasowym obrońcą kiedy dołączał do zespołu. Bartra w sumie nadal nie jest, ale nie w tym rzecz. Wiceprezydent Barcy – Javier Faus – powiedział, że dla odpowiedniego obrońcy na pewno pieniądze się znajdą. Jak wszyscy wiemy według zarządu najodpowiedniejszym obrońcą był Thiago Silva, który jednak ostatecznie zdecydował się zostać w PSG. Co teraz? Luiz? Pseudo Puyol z ogromną rządzą podróżowania w głąb pola. Czy na pewno jest wart 50 milionów? I co ważniejsze, czy na pewno jesteśmy już

na etapie, w którym musimy kupić obrońcę za wszelką cenę, bo inaczej świat się zawali? Według mnie jeszcze nam do tego daleko. Bartra, Pique, Puyol i Mascherano. Tych czterech facetów będzie odpowiadało za środek obrony w nadchodzącym sezonie. Spójrzmy teraz na PSG i  na ich środkowych obrońców. Silva, Marquinhos, Sakho, Alex. Czterech. Jak zresztą w większości zespołów. Dlaczego więc my jesteśmy tak zdesperowani i  musimy kupić kolejnego piłkarza grającego na środku defensywy? Przyjrzyjmy się kilku potencjalnym wyjściowym liniom obrony.

Teoretycznie najmocniejsza opcja

Alba

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

Puyol

Pique

Alves


Pewnie najczęstszy wybór Martino

Alba

Mascherano

Pique

Alves

Opcja na Puchar Króla i wczesne mecze Ligi Mistrzów

Adriano

Mascherano

Bartra

Montoya

Mieszanka na słabe zespoły ligowe

Alba

Bartra

Kombinacji i opcji jest masa bo i piłkarze uniwersalni. Tak naprawdę nawet Adriano i Song mogą zagrać w chwili kryzysu na środku obrony. Zanim podniosą się głosy oburzenia wyjaśnijmy sobie coś. System gry Barcy znacznie różni się od takiego Manchesteru City czy Chelsea, dlatego nasz defensywni pomocnik może z  powodzeniem zagrać na środku obrony. Wszystko przez zupełnie inny zestaw wymagań. ALE PRZECIEŻ TE WSZYSTKIE STRACONE GOLE!!

Pique

Tak, to po części prawda. Sezon 2011/2012. Piłkarze Guardioli zdobywają 190 bramek i tracą tylko 48. (Wygrany Puchar Króla) W latach 2012/2013 gracze zdobyli 158 bramek i dali sobie strzelić 66. (Wygrana liga) Tak więc w sezonie, w którym zespół ustanowił rekord ligi i zdobył tytuł, dał sobie jednocześnie strzelić prawie 20 bramek więcej. Pytanie czy to wskazuje jak słaba

Czy jesteśmy już desperatami?

Adriano jest nasza obrona i jak bardzo potrzebujemy kogoś na środek tej formacji? Dla mnie nie. Widzę to bardziej jako ryzykowną grę z naszej strony, a także pewne taktyczne wady, które były wykorzystywane przez rywali. Dodatkowo musimy pamiętać o fali kontuzji i o tym, że właściwie przez znaczną część sezonu nie mieliśmy trenera na miejscu co mogło trochę wykoleić zespół ze strony taktycznej.


32

FELIETON

Ale tak naprawdę tylko głupiec powiedziałby, że nie potrzebujemy żadnego wzmocnienia na tę pozycję. Aby zapewnić głębię składu i wywrzeć presję na obecnych obrońcach. Bo czego właściwie ma się obawiać teraz taki Pique, skoro jest pierwszym wyborem? Pamiętajmy jednak, że gdzieś tam są ludzie, którzy naprawdę się na swojej robocie muszą znać i muszą brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Jedną z nich było brak wzmocnienia na pozycji, którą wielu Cules uznało na najważniejszą. I ja na ten moment ufam tym ludziom. Bardziej niż oburzonym kibicom, którzy na forach i w różnych komentarzach opluwają zarząd, że ten nie kupił żadnego obrońcy. Z jakiegoś powodu, ci ludzie ustalili, że żaden z dostępnych obrońców nie jest wart swojej ceny lub ryzyka, które trzeba by było włożyć w ten zakup. Rynek transferowy się zmienia. Wszystko przez właścicieli jakich klubów jak Monaco i PSG. Wzrosły nie tylko kwoty transferów, ale i zarobki piłkarzy. Jeżeli Paris Saint-Germain wydaje na Marrquinhosa 30 milionów to mogą ten transfer potraktować jako nawet pewnego rodzaju zabawę. Co dla mnie jest przerażające? Wydawanie 30 milionów na piłkarza, gdy 30 milionów dzieci nie ma co jeść jest chore. I mówię tu o każdym transferze piłkarza. Ten Neymara też się liczy. Ale wracając do obrońców, potrzeba kupienia takowego zrodziła się dużo wcześniej. Guardiola nie kupił. Vilanova nie kupił. Wreszcie, Martino nie kupił.

Ale co z tym przeklętym dyrektorem sportowym? Jasne, on może coś sugerować, góra musi jednak powiedzieć: – Proszę. Oto pieniądze. Teraz sprawcie by ten transfer stał się realny. Te dni oczywiście minęły bezpowrotnie. Teraz jest potrzeba szukania okazji i próba lepszego zagospodarowania piłkarzami, których mamy.

Prześcigamy się w tematach transferów, niewiele o tym wiedząc. Też gram w FM z uporem maniaka, ale zdaje sobie sprawę, że to dużo bardziej skomplikowana sprawa.

Z pewnością wiele czynników złożyło się na to, że obrońcy w tym okienku nie kupiliśmy. Tylko szaleniec pomyśli jednak, że ludzie odpowiedzialni za klub nie robią wszystko co w ich mocy, aby zespół był najlepszy jak to tylko możliwe. Prześcigamy się w tematach transferów, niewiele o tym wiedząc. Też gram w FM z uporem maniaka, ale zdaje sobie sprawę, że to dużo bardziej skomplikowana sprawa. A Puyol wciąż się starzeje. Wojownik staje się coraz bardziej kruchy. Mamy jednak nowego trenera i wierzę, że poukłada naszą linię obrony tak, że ta będzie z powodzeniem zatrzymywała najszybszych napastników. Nawet jeżeli Rosell i jego zarząd robią coś z powodów egoistycznych, to nikt z nich nie jest na tyle szalony, aby świadomie podejmować złe decyzje dla klubu. Czy jednak ma mnie to pocieszyć, kiedy Puyol okłada swoje kolano lodem a Pique odchodzi na psychiczną wędrówkę, będąc myślami chyba między nogami Shakiry? W żadnym wypadku. Być może jednak pomoże mi to zrozumieć decyzje jakiej żaden z nas nie rozumie. Oktawian Jurkiewicz oktawian.jurkiewicz@blogfcb.com

Flash BlogFCB Wrzesień 2013


Historia Katalonii Dzięki temu, że FC Barcelona to „mes que un club” wielu z nas orientuje się w sytuacji politycznej i w najnowszej historii Katalonii. Jednak karty ksiąg kronikarzy są zapisane dawnymi dziejami regionu, sięgającymi wiele wieków wstecz. Pierwsi osadnicy terenów uznawanych obecnie za Katalonię pojawili się już w erze paleolitu środkowego. W okolicach dzisiejszej Gerony odnaleziono szczątki człekokształtnego datowane na ok 66 tysięcy lat. Pierwszy Katalończyk!

Ca taO

lga


34

CATAOLGA

Czasy starożytne, to pierwszy etap, w którym napływ wielu kultur na teren północnowschodniej Hiszpanii dały zaczątek katalońskości. Na wstępie mowa tu oczywiście o panowaniu Greków i Kartagińczyków. Jak wszędzie indziej, gdzie docierali Grecy, starali się wraz ze swoją kolonizacją przynieść trochę pozytywów. W czasach, gdy nad Wisłą nasi pradziadowie na bosaka biegali po lesie, na Półwyspie Iberyjskim kwitła nauka, literatura, sztuka wojenna i architektura. Po dziś dzień można podziwiać ruiny starożytnego Emporionu, handlowej osady założonej w 575 roku p. n. e. Kolejny etap starożytnej Katalonii zbiega się w czasie z rzymskim panowaniem na jej ziemiach. Rzymianie przybyli na Półwysep Iberyjski w 218 roku p. n. e., na fali działań Drugiej Wojny Punickiej, toczonej przez nich z Kartagińczykami i wygranej przez tych pierwszych. Pierwszą osadą, która na długie lata stała się ważnym punktem w  basenie Morza Śródziemnego, była Tarragona. Początkowo była traktowana jedynie jako baza wypadowa w wojnie z Kartaginą, by następnie rosnąć w siłę, stając się jednym z ważniejszych miast Imperium Rzymskiego. Jako ciekawostkę warto dodać, że na jej terenie bito własną monetę. Następstwem klęski Kartagińczyków i podległych im plemion iberyjskich była całkowita romanizacja terenu. Miasta utraciły swoją niezależność, a co za tym idzie, także swoją kulturę, język, obyczaje. To wtedy należy się doszukiwać początków języka katalońskiego, gdyż wszechobecna łacina zaczęła przenikać do życia codziennego. Dzisiejsza Katalonia została pierwotnie włączona do Imperium Rzymskiego jako prowincja Hispania Citerior, by następnie w 27 r. p. n. e. stać się Hispania Tarraconensis, ze stolicą w Tarragonie. Efektem panowania Rzymian było całkowite przejęcie prawa i struktury administracyjnej, w tym instytucji typowo rzymskich (np. senat). Nastąpił

błyskawiczny rozwój sieci miast i dróg je łączących, a co najważniejsze, przyjęto tzw. „trylogię śródziemnomorską” czyli uprawę zbóż, winorośli i drzewek oliwnych. Następne stulecia, a  zwłaszcza wiek III i  IV nie były już tak owocne dla rozwoju Katalonii. Poważny kryzys, który panował w Imperium Rzymskim, miał także wpływ na sytuację na północy Półwyspu Iberyjskiego. Ludzie masowo opuszczali rzymskie osady, gdzie nie kwitło już życie pełne sztuki, nauki i wszelkiej świetności. Według znalezisk pochodzących z tamtego okresu, wiemy że destabilizacja w Imperium doprowadziła pierwszych chrześcijan na te tereny. Chociaż archeologowie twierdzą, że protoplaści Katalończyków szybko zaczęli wychodzić z kryzysu, budując lub restaurując swe osady- Barcino(Barcelona), Tarraco(Tarragona) i Gerunda(Gerona), nie udało się jednak przywrócić wcześniejszej świetności. W piątym wieku naszej ery, na ziemie katalońskie napłynęła wizygocka inwazja. Wizygoci byli plemieniem germańskim, który z rzymskim błogosławieństwem, kawałek po kawałeczku, demontowało ogrom Imperium. Jednak zastanawiający jest charakter osadnictwa wizygockiego. Nie wiadomo do końca jak wyglądała ich struktura społeczna, o ile taką w ogóle mieli. Czy byli tylko wojownikami i posiadaczami ziem przejętych od Rzymian? Przewodził nimi Ataulfo, wizygota, generał rzymski, którego karierę w wojsku można określić tylko w jeden sposób- american dream. Poprowadził rebelię wizygocką, docierając do Italii i do Rzymu podbijając sławetne i niepokonane legiony. Na ziemię katalońskie oficjalnie wkroczył w  410 roku zajmując Tarragonę. W 475 roku, król wizygocki Eurico stworzył Królestwo Tolosy, olbrzymie terytorium obejmujące większość dzisiejszej Francji i Hiszpanii. Jedno jest pewne. Ziemie


iberyjskie były dla Gotów jedynie przedpolem do podbicia upragnionej Galii. Przy okazji panowania wizygockiego, należy zwrócić uwagę na etymologię słowa Katalonia. Jak wiadomo, po katalońsku nazwa regionu to Catalunya. Filologowie zachodzą w głowę skąd się wzięła ta nazwa? Najbardziej prawdopodobną z teorii jest ta mówiąca o przeobrażeniu się słowa „Gotholonia”, czyli po prostu krainę Gotów. Wizygoci rządzili terytorium katalońskim kiedy to na horyzoncie pojawił się ktoś silniejszy i jeszcze bardziej porywczy w  sztuce wojny. Byli to Arabowie, którzy błyskawicznie podbili olbrzymi obszar na Półwyspie Iberyjskim. Muzułmańska inwazja ku Europie rozpoczęła się tuż po śmierci Mahometa w 632 roku. Według mniej lub bardziej historycznych źródeł, powodem całego tego całego zamieszania była córka ówczesnego władcy Ceuty. Ach te baby, wiecznie jakieś nieszczęście ściągną. Nie wiadomo na ile to legenda, na ile historyczny fakt. Czego jesteś pewni, to rozpoczęcia przez wodza Berberów, Tarika ibn Zijada, pierwszej wyprawy do Hiszpanii, która to miała miejsce w 710 roku. Początkowo zapewne chodziło o to co zwykle- o pieniądze i  łupy. Z  czasem jednak, w  miarę podbijania rozległych terenów Półwyspu, Tarik skorzystał z szansy, podbił i zajął stolicę, Toledo, i zaczął ponad siedmiuset letnie panowanie Arabów w Hiszpanii. Obecność Arabów na Półwyspie Iberyjskim bardzo niepokoiła ich północnych sąsiadów, Franków. Karolingowie widząc, że w ich pobliżu zaczęły powstawać chrześcijańskie Królestwa, postanowili wykorzystać ten fakt i powołać do życia nadgraniczną strefę, swojego rodzaju mur obronny przed islamskim zagrożeniem. Jedną z części składowych tego regionu, obejmująca terytorium dzisiejszej Katalonii, była Marchia

Hiszpańska ze stolicą w Barcelonie. Był to okres niespokojny, obfitujący w  liczne konflikty, potęgowane najazdami wojsk muzułmańskich. Chaos na dłuższą metę nie służył Marchii. Podjęto więc wszelkie próby, by zjednoczyć hrabstwa w jedną silną Marchię Hiszpańską, która mogłaby przeciwstawić się atakom muzułmańskim. Pobocznym powodem tego zjednoczenia była chęć uniezależnienia się od Karolingów. Według kronik, w owych czasach „barceloński honor (w tym wypadku chodzi o beneficja królewskie) przeszedł spod władzy królewskiej w ręce naszych hrabiów”. Jednym z „ojców założycieli” był Wilfred Kudłaty, który stał się legendą i przez lata uważano go za twórcę niepodległości regionu, który za kilka lat będzie nosić nazwę „Katalonia”. Mówiąc o Wilfredzie, warto przytoczyć anegdotę o tym jak powstała katalońska flaga, Senyera. Podczas bitwy, Wilfred wykazał się wielką walecznością, lecz niestety został ranny. Król frankijski, Karol Łysy, nagrodził te heroiczne czyny przyznając mu herb szlachecki. Ranny Wilfred przesunął czteroma zakrwawionymi palcami po złotym herbie i tak o, narodziła się Senyera! Co jeszcze Katalonia zyskała pod panowaniem frankijskim? Przejęto system feudalny, co miało niewątpliwy wpływ na strukturę społeczną, gdyż rosła zależność chłopstwa od wielkich ziemskich właścicieli. Jak już wspomniałam, Marchia Hiszpańska miała być buforem, czyli poniekąd murem obronnym. Jednak są też plusy tego położenia. Był to pierwszy region, który służył wymianie kulturowej pomiędzy światem islamu a zachodnią Europą. Wiedza naukowa Arabów była przyswajana przez miejscowych mnichów i przekazywana reszcie Europy, natomiast w zamian wiele dzieł klasyków starożytności były poznawane (też kopiowane) przez przyjezdnych z południa.

Olga Juszczyk olga.juszczyk@blogfcb.com


OD Michelsa

36

LA HISTORIA

Jedni twierdzą, że jest esencją futbolu i wyrazem najwyższego szczebla jego ewolucji, dla innych to setki nużących podań w okolicy środka pola. Pewne jest to, że pochodzący z Holandii styl gry nazywany tam „futbolem totalnym”, a w Hiszpanii „tiki-taką” na zawsze zmienił piłkę nożną. Nie potrafimy sobie dziś wyobrazić piłkarzy klubu FC Barcelona wybiegających na boisko bez chęci zdominowania rywala w sposób, jaki robi się to w tym klubie (z przerwami) od ponad 40 lat. Bez stylu, który charakteryzuje „Blaugranę” od dekad, kibice na całym świecie z pewnością nie usłyszeliby o takich graczach jak Guardiola, Xavi czy Busquets.”Tiki-taka” jest bezlitosna- wymaga rewelacyjnego przygotowania fizycznego i technicznego, nawet niewielkie braki sprawiają, że drużyna z niemożliwej do pokonania staje się łatwym kąskiem dla rywali. Zapraszam do poznania historii stylu, który urósł w klube z Camp Nou do miana religii. Trudno wskazać twórcę „futbolu totalnego”. Za jego kolebkę uważa się Holandię, a przede wszystkim potężny Ajax Amsterdam w latach ’60 i ’70, jednak już wcześniej pewne elementy charakterystyczne dla tego stylu sprawdzały się na arenie międzynarodowej. Urugwaj na Mundialu w 1950r w Brazylii stał się najlepszą drużyną globu dzięki agresywnemu presingowi i przygotowaniem kondycyjnym przewyższającym ówczesne standardy. Cztery lata później Węgry zachwyciły świat niespotykanymi dotąd wymianami podań między graczami drugiej drużyny Mundialu ’54. Nową jakość pod względem pressingu, techniki i widowiskowości kibice zobaczyli po raz pierwszy w połowie lat ‘60 w Ajaxie pod wodzą Rinusa Michelsa, często nazywanego „ojcem futbolu totalnego”. Przez kilka lat stworzył on zespół grający widowiskowo, który niezależnie od napotkanego rywala narzucał swój styl gry. Z Cruyffem, Neeskensem, Krolem i Keizerem w składzie Michels (jego dzieło w latach 1972-73 kontynuował Kovacs) stworzył zespół, którydo dziś jest uważany za jeden z najlepszych w historii. Po raz pierwszy w dziejach realizatorzy transmisji i obrońcy drużyny przeciwnej nie mieli pojęcia, na jakiej pozycji zagrają piłkarze ofensywni z  Cruyffem na czele. Nigdy wcześniej wyszkolenie techniczne nie było priorytetem w doborze graczy na każdej pozycji, czego efektem była sytuacja, w której obrońcy Ajaxu

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

10 Przykaza

bez których nie

1.Przeciwnik musi być naciskany już w Obecność 20 zawodników na połowie r obronnych .

2. Podania prostopadłe między liniam akcjach ofensywnych , jak i przy wypro

3.Po stracie piłki na własnej połowie n cy się najbliżej piłki naciskali na rywa nich , by rywal nie mógł wykorzystać w

4.Piłkarze nie mogą grać na jednej poz wyznaczone stałe role , a jego miejsce na rozmieszczeniem pozostałych zawodnik

5.W czasie , gdy przeciwnik ma piłkę , k elonego mu piłkarza. Nikt nie może zo

6.Wszyscy piłkarze muszą być bardzo w dotyczy libero, wysuniętego napastnika drużyny.

7. Podania w “trójkątach” z pierwszej p kluczowy sposób zdobywania wolnej pr

8. Rozgrywanie powinno być tak szybk pozwalają.

9. Piłkarze muszą wybiegać na pozycję

10. W ataku i obronie ważne jest, by bo boisku .


DO Martino operowali piłką lepiej niż rozgywający przeciwników. W tym systemie każdy bronił, każdy atakował . To wtedy raz pierwszy zastosowano tzw. „pułapki ofsajdowe” Wieloletnia dominacja w holenderskim i europejskim (trzy Puchary Mistrzów w  latach 1971-73) zwróciły uwagę władz Barcelony na postać Rinusa Michelsa.

ań Michelsa

e ma tiki-taki

w strefie defensywy. rywala już sieje zamęt w jego szykach

mi muszą być stosowane zarówno w owadzaniu piłki na własnej połowie .

niezbędne jest, by gracze znajdująala, a pozostali wypełniali luki po wolnych przestrzeni na boisku.

zycji . Każdy piłkarz powinien mieć a boisku powinno być podyktowane ków.

każdy gracz musi pilnować przydziostać zwolniony z tej funkcji .

wydolni . Taryfa ulgowa w tej kwestii a i w szczególnym przypadku mózgu

piłki na połowie przeciwnika to rzestrzeni .

kie , jak szyki obronne rywala na to

ę , zanim otrzymają piłkę .

oczni obrońcy znali swoje miejsce na

W 1971 r. charyzmatyczny Holender zasiadł na ławce „Dumy Katalonii”. W ciągu dwóch lat dostosował skład zespołu do swoich potrzeb, przeprowadzając najdrożsy transfer w ówczesnym futbolu: Johan Cruyff z Ajaxu Amsterdam za 2 miliony dolarów po czym sprowadził innego geniusza – Johana Neeskensa, na następcę którego w La Masii szkoliło się i szkoli nadal ofensywnych pomocników, co widać najlepiej po grze Andresa Iniesty czy Thiago Alcantary. Barca z takimi gwiazdami zdobyła w sezonie 1973/74 pierwsze mistrzostwo od 15 lat, pokonując po drodze m.in. Real Madryt 5:0 na Estadio Santiago Bernabeu. Po zakończeniu sezonu „Trener stulecia” zrezygnował z prowadzenia klubu z Barcelony na rzecz reprezentacji „Oranje” na Mundialu w RFN, w którym fenomenalną Holandię zatrzymali dopiero w finale piłkarze Niemiec Zachodnich. Przez te trzy lata udało się jednak Michelsowi zasiać ziarno „tiki-taki” w  głowach kibiców i  piłkarzy. Spektakularna gra znana z czasów Michelsa śniła się zapewne kibicom „Blaugrany” po nocach aż do roku 1988, kiedy jako nowy trener Barcelony został zaprezentowany Johan Cruyff. Uznawany za jednego z najlepszych piłkarzy w historii futbolu Holender poszedł jednak krok dalej, niż jego mentor. Przebudował system szkolenia młodzieży, dzięki czemu od najmłodszych kategorii wiekowych wprowadzono selekcję i późniejsze treningi dostosowane do wymogów „tiki-taki”. Gra w dziada z gierki na rozgrzewkę stała się jednym z głównych punktów treningu, obok gry na małej przestrzeni. „Blaugrana” znów zaczęła zachwycać świat kombinacyjną grą, która do złudzenia przypominała Ajax i Barcelonę Michelsa . Uwolnienie piłkarzy z szablonu pozycji, na rzecz przypisywania im określonych ról, połączone z intensywnym pressingiem i bajeczną techniką użytkową graczy zapewniło „Blaugranie” dominację zarówno w futbolu hiszpańskim (rekordowe cztery tytuły mistrza kraju

Od Michelsa do Martino


38

LA HISTORIA

FC Barcelona 5:0 Real Madryt sezon 1973/1974 trener: Rinus Michels

De La Cruz

Sotil Marcial

Costas Sadurni

Juan Carlos

Cruyff

Rife Asensi Torres

FC Barcelona 5:0 Real Madryt sezon 1994/1995 trener: Johan Cruyff

Rexach

Ferrer

Stoiczkow Bakero

Sergi Busquets

Guardiola

Romario

Koeman Amor Nadal

FC Barcelona 5:0 Real Madryt sezon 2010/11 trener: Pep Guardiola

Goikoetxea

Abidal

Villa Xavi

Pique Valdes

Busquets

Messi

Puyol Iniesta Alves

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

Pedro

z rzędu w latach 1991-94) jak i europejskim (Puchar Zdobywców Pucharów ’89 i Puchar Mistrzów ’92). Po kilku latach pod wodzą Cruyffa schemat gry Barcy niespecjalnie się różnił od tej z czasów Michelsa czy Guardioli. To nie dziwi, w końcu „Boski Johan” naśladował Michelsa, a sam był wzorem dla Pepa. Dziwi to, że żaden z nich nie nauczył się na błędach poprzednika. Zarówno Cruyff, jak i Guardiola w pewnym momencie doszli do wniosku, że większą kontrolę podczas meczu daje sysem 3-4-3, który wprowadzali, na rzecz dobrego 4-3-3. Działo się to na skutek obsesji kontroli, która moim zdaniem jest jedyną wadą grania „futbolu totalnego”. Trenerzy i piłkarze usiłują kontrolować mecz najbardziej jak to jest możliwe, poprzez angażowanie coraz większej liczby graczy podczas ataków pozycyjnych, co odbywa się kosztem narażenia na kontry. To w ten sposób przegrali Holendrzy Michelsa w ’74, „DreamTeam” Cruyffa 0:5 z Realem w 1995r. czy „Pep Team” w sezonie 11/12 La Liga. Osiem sezonów pod wodzą Cruyffa utwierdziło w przekonaniu kibiców, że Barca ma swój styl i od czasu zwolnienia Holendra przez prezesa Josepa Nuneza oczekiwano od szkoleniowców wygranych i pucharów, jednak zawsze był haczyk: Barca ma grać pięknie i pięknie wygrywać. Grać, by wygrać za wszelką cenę mogą sobie w Madrycie. My jesteśmy ponad to. Cruyff obiecał, że już nigdy nie poprowadzi żadnego klubu poza Barceloną i słowa dotrzymał. Dał się skusić dopiero nieoficjalnej reprezentacji Katalonii w 2009r. Jego następcy:Rexach, Van Gaal, Robson, Rijkaard próbowali uskutecznić tą


,,Przybyłem tu, by przypomnieć światu futbol, jakim zauroczył mnie Rinus Michels” Johan Cruyff że za każdym razem cykl kończył się na skutek zmian wewnątrz klubu. Tak jak wcześniej wspomniałem, futbol totalny to z  pewnością najlepszy znany sposób na grę w  piłkę, jednak jest bezlitosny i  nie wybacza niedociągnięć. W latach 70-tych zabrakło sensownej kontynuacji myśli Michelsa, Cruyff po przegranym finale Champions League w Atenach 0:4 (w którym FC Barcelona była murowanym faworytem) zdecydował się na generalne przebudowanie składu, co skończyło się katastrofą.

strategię, jednak brakowało kilku elementów w  tej układance. „Tiki-takę” na dobre przywrócił Barcelonie młokos w świecie trenerskim, a jednocześnie weteran futbolu totalnego- Josep Guardiola. Tak jak jego wielcy, holenderscy poprzednicy nie bał się radykalnych zmian w treningach, sztabie szkoleniowym i składzie zespołu. Wprowadził dokładnie ten sam system, co Cruyff w 1988r. i sprawił, że po raz kolejny Barca mogła grać przeciwko każdemu swój futbol, a przeciwnicy musieli się dostosowywać do jej gry. „Duma Katalonii” po raz kolejny zachwyciła stylem cały świat, a ilością pucharów przewyższyła najlepsze drużyny klubowe w historii mimo, że każdy rywal, który stanął Barcelonie na drodze wiedział dokładnie, jak zagrają piłkarze w bordowo-granatowych trykotach. Przez dekady zmieniały się tylko detale związane głównie z cechami indywidualnymi poszczególnych graczy. Cruyff i Messi na boisku mają podobne role na boisku („bądź wszędzie, walcz o piłkę, a gdy ją dostaniesz, wymyśl coś genialnego”), natomiast w latach ’90 Cruyff stawiał na typowych snajperów. Na pozycji defensywnego pomocnika jest gracz z nienaganną techniką i odbiorem(Juan Carlos, Pep Guardiola, Sergio Busquets), a boczni obrońcy mają odpowiednie warunki i umiejętności, by uczestniczyć w atakach na bramkę rywala. Mimo, że w okresie ponad 40 lat Barca przez kilkanaście lat grała „tiki-takę”, to możemy śmiało powiedzieć,

Od Michelsa do Martino

Guadioli odbił się czkawką pomysł systemu 3-4-3, który nie był właściwą odpowiedzią na antyfutbol Realu Madryt i londyńskiej Chelsea. Najbardziej żal oczywiście Tito Vilanovy, któremu stan zdrowia nie pozwolił na dobre wprowadzić swojego pomysłu na Barcę. W komfortowej sytuacji jest obecnie Gerardo Martino. Śmiem twierdzić, że ma zespół kadrowo tak dobry, jak „Pep Team” u szczytu formy. Jeśli kontuzje w obronie nie staną na drodze realizacji jego koncepcji, świat znów może nam pozazdrościć stylu i zwycięstw. Nazar Smereczański nazar.smereczanski@blogfcb.com


40

ARTYKUŁ

JEDNA SEKUNDA

Bayern Monachium, jako pierwszy niemiecki klub w historii, sięgnął po Superpuchar Europy. Triumfator Ligi Mistrzów pokonał na Eden Arenie w Pradze londyńską Chelsea, która zdobyła w minionym sezonie Puchar Europy. Josep Gurdiola ocenił spotkanie jednym zdaniem: "Jedna sekunda zmieniła wszystko."

Po trudnym, choć emocjonującym widowisku, dramatycznej dogrywce i bezbłędnie wykonywanych rzutach karnych, trener "Bawarczyków" mógł odetchnąć z nieskrywaną ulgą. Udało mu się po raz kolejny być lepszym od Jose Mourinho. Niewiele bowiem brakowało, aby to Portugalczyk był górą. Pep Guardiola zrehabilitował się w pełni za porażkę w Superpucharze Niemiec z Borussią Dortmund. Konfrontacja z Mourinho była również okazją do udowodnienia, że poza Hiszpanią były trener FC Barcelony potrafi także wygrywać ważne tytuły. To już 15 trofeum w karierze i pierwsze, od kiedy prowadzi Gwiazdę Południa. Ostatnie bezpośrednie starcie obu szkoleniowców miało miejsce w La Liga. Prowadzili wtedy kolejno Barcelonę i Real - odwiecznych rywali hiszpańskiej Ekstraklasy. Tym razem najlepszy zespół ligi niemieckiej okazał swoją wyższość nad obecnie pierwszą ekipą Premier League. Z "e Blues" Jose Mourinho, choć zdobył w karierze 6 wielkich tytułów (po dwa razy Mistrzostwo Anglii i Puchar Ligi Angielskiej, raz Puchar i Superpuchar Anglii),

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

footballaustralia.com.au

to nigdy po Superpuchar Europy nie sięgnął. Nie dokonał tego również z Interem, Porto czy Realem. - Kiedy po raz pierwszy pracowałem w Londynie, to chciałem wygrywać tytuły, być coraz lepszym i zarazem iść do innych klubów, ale teraz nie mówi Mourinho w jednym z wywiadów, udzielonych tuż przed startem ligi angielskiej. - Po prostu, nie widzę się w innych ligach, bo czuję bardzo silny związek emocjonalny z Chelsea. 15 miesięcy temu w Monachium, podczas finału Ligi Mistrzów, Bawarczycy przegrali w dramatycznych okolicznościach po rzutach karnych. Wtedy to drużyna z południowego Londynu miała swojego bohatera. Didier Drogba doprowadził do dogrywki dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu i strzelił decydującą bramkę w ostatniej serii strzałów oddawanych z jedenastu metrów. W piątek w Pradze również nie obyło się bez piłkarskiego dreszczowca. Bayern Monachium potrzebował sporo czasu by zwycięsko zakończyć starcie przeciwko Chelsea. Po bramce Fernando Torresa, podrażnieni Bawarczycy za wszelką cenę starali się wyeliminować błędy w ustawieniu, które doprowadziły do szybkiej utraty gola (8. minuta). Akcję przeprowadził Eden Hazard, Andre Schuerrle kapitalnie dośrodkował, a Torres zakończył precyzyjnym strzałem. Chwilę później to gracze Bayernu zaatakowali bramkę Petra Cecha. Kapitan Gwiazdy Południa, Philipp Lahm, nie zdołał jednak pokonać świetnie dysponowanego tego dnia golkipera rywali. Zgodnie z założoną taktyką Mourinho, Chelsea schowana za szczelną gardą, wypatrywała okazji do zdobycia kolejnej bramki. Portugalski menadżer wiedział, że przeciw jego zawodnikom Pep Guardiola wystawił znakomity skład, z którym walcząc o dominację w środku pola, skazałby swój zespół na sromotną klęskę.

"e Blues" zdołali zachować prowadzenie aż do gwizdka sędziego Eriksona informującego piłkarzy, iż czas udać się na zasłużoną przerwę. Początek drugiej połowy miał podobny przebieg jak ostatni kwadrans pierwszej odsłony. Mistrzowie Niemiec atakowali, piłkarze Chelsea głęboko cofnięci, bronili się. Bronili się skutecznie, ponieważ cała formacja obronna spisywała się znakomicie. Bayern z minuty na minutę przejmował coraz większą kontrolę nad wydarzeniami na boisku. W końcu też zaczęła sprawniej funkcjonować lewa flanka na której hasał Franck Ribery (wybrany został piłkarzem roku w Europie). Po Kopie, Platinim, Papenie i Zidanie to piąty Francuz, który zdobył to wyróżnienie. - Piękna lista, z pewnością. Wow! Jestem nominowany! Byłoby wspaniałą rzeczą znaleźć się wśród tych nazwisk - powiedział Ribery przed rozpoczęciem się gali UEFA. Ostatecznie gracz Bayernu indywidualnie pokonał takie gwiazdy światowego futbolu jak Cristiano Ronaldo (nieobecnego na gali) i Lionel Messi. W Pradze, Ribery po raz kolejny udowodnił, iż jest bardzo ważnym, wręcz niezbędnym elementem w maszynie Pepa Guardioli. Po paru rajdach, wypracowanych sytuacjach i strzałach, udało mu się w końcu pokonać reprezentacyjnego bramkarza z Czech. Petr - też Czech - w pierwszej połowie usilnie pracował na miano piłkarza meczu, ale na drugą połowę wyszedł nieco mniej skoncenPewnie sam Neuer, stojąc oko w oko z potężnym graczem (mierzy ponad 190 cm wzrostu i waży 100 kg) pomyślał: "Boże, ratuj! Ten belgijski koń, w którym płynie krew kongijskich goryli górskich, zaraz wyśle mnie wraz z bramką na orbitę, gdzie żyje tylko Leo Messi!"


performgroup.com

trowany. Zaraz na początku przytrafił się mu fatalny błąd, który "świeżo upieczony" najlepszy piłkarz Europy wykorzystał bezlitośnie. Po doskonałej asyście Toniego Kroosa, niesygnalizowany strzał Ribery'ego z 22 metrów okazał się być dla Czecha nie do obrony. Wciąż rosła przewaga Bayernu jeśli chodzi o ilość podań oraz procent z posiadania piłki. Bramkarze obu zespołów robili co w ich mocy, by nie zwiększać konta po stronie strat goli. A już ostanie 20. minut przed końcem regulaminowego czasu w pełni należały do Manuela Neuera i Petra Czecha. A tymczasem... Chelsea otrząsnęła się po ciosie zadanym przez Bawarczyków i zdołała po raz kolejny objąć prowadzenie w tym meczu. Oto młody reprezentant Belgii Eden Hazard, który miał swój udział przy pierwszej bramce dla "e Blues" przeprowadził lekcję poglądową w stylu country pt. "Jak związać trzy krowy sąsiada w szczerym polu i posłać kapustę tuż obok rogatej głowy barana." Bayern poczuł oddech rywali na plecach. Zawodnicy Pepa Guardioli wiedzieli, że niewiele pozostało im czasu na to by wyrównać i marzyć o szczęśliwym zakończeniu. Bawarski orzeł ruszył więc do wściekłego ataku. Skomasowany napór mistrza Niemiec trwał niemal do ostatnich sekund meczu. Petr Czech dwoił się i troił, a nawet wielokrotnie klonował, ratując swój zespół z ogromnych opresji (108. minuta - Mandziukić , 109. minuta Martinez, 115. minuta - Goetze, 118. minuta Ribery) by w końcu skapitulować po strzale Javiego Martineza na 5. sekund przed upływem dogrywki. Czekała nas seria rzutów karnych! Pomimo, iż to Bayern został jako pierwszy ukąszony przez Torresa, Pep zaaplikował Niemcom swoją tajną barcelońską surowicę,

a może jakiś anabol, dzięki któremu jego zespół walczył do końca jak zraniony przez pikadora byk. Hiszpańska "Marca" w podobnych słowach opisała zwycięstwo nad Mourinho. "Szczęście Pepa wystarczyło przeciwko Mourinho" - nie omieszkali jednak dodać dziennikarze tej gazety.

Pep Guardiola zdobył z Bayernem Monachium swój pierwszy tytuł. Zwycięstwo nad Chelsea Hiszpan zadedykował swojemu poprzednikowi Juppowi Heynckesowi (zdobył tryplet z Gwiazdą południe w minionym sezonie). - Chciałbym podziękować Juppowi za to, że mogłem znaleźć się w tym finale. Ten tytuł jest dla niego i fanów.

Bo przecież można mówić o pewnej dozie szczęścia, którą obłaskawiony został Pep Guradiola w trakcie wykonywania przez jego zespół serii "jedenastek". Z trzeciej części batalii o Superpuchar Europy piłkarze ze stolicy Bawarii wyszli zwycięsko. Bowiem w piątej i ostatniej kolejce, lekceważącym strzałem "popisał" się Romelu Lukaku zapominając chyba, że w bramce stoi Manuel Neuer, a nie chłopczyna z afrykańskiej wioski.

Po spotkaniu Pep mówił o "wielkim finale", a Mou był zdziwiony, że "...lepszy zespół nie wygrał Superpucharu".- Jedna sekunda zmieniła wszystko - podkreślił Pep Guardiola, a jego portugalski kolega po fachu skontrował tę wypowiedź w dawnym, uszczypliwym tonie: - Lepszy zespół najwyraźniej przegrał. Oni strzelili po prostu o jednego gola więcej. Lepszy zespół przez wiele minut grał w dziesiątkę.

Pewnie sam Neuer, stojąc oko w oko z potężnym graczem (mierzy ponad 190 wzrostu i waży 100 kg) pomyślał: "Boże, ratuj! Ten belgijski koń, w którym płynie krew kongijskich goryli górskich, zaraz wyśle mnie wraz z bramką na orbitę, gdzie żyje tylko Leo Messi!" Chwilę później najwyraźniej olbrzymowi musiała odkręcić się noga, bo niezdarnie posłał piłkę tam, gdzie właśnie miał rzucić się niemiecki portero. "Neuer i Martinez podarowali Guardioli Superpuchar Europy"- odnotował na swoich łamach dziennik "AS". "Bayern Guardioli zaprezentował hiszpańską pasję i rozwinął ją w nowym kierunku" - donosi z kolei "El Pais". "Pod nową banderą, Kapitan Guardiola wyprowadził w morze zabójczy okręt wojenny i podzczas swojej pierwszej wielkiej bitwy rozstrzelał angielską fregatę" (cytat własny). "El Mundo": "Guardiola tworzy nowy rozdział w historii niemieckiego klubu. Fantastycznie!"

"e Special One" nie byłby sobą, gdyby nie przyczepił się do decyzji szwedzkiego sędziego, pana Jonasa Erikssona, który jego zdaniem zupełnie niepotrzebnie usunął z boiska jednego z zawodników. - Przepisy są przepisami, ale jest inny bardzo ważny przepis, który nazywa się zdrowym rozsądkiem, to pasja do tej gry. Kiedy sędzia podejmował decyzję, to nie jestem pewny, czy kochał tę grę - stwierdził Mourinho. Parafrazując słowa Mourinho po jednym z clasico na Santiago Bernabeu powiem tylko tyle: Nie mówmy panie trenerze o błędach sędziów. Wysoka temperatura przed spotkaniem? To Wam panowie nie powinno przeszkadzać. Obie drużyny poddano mniej więcej podobnej dawce presji, obydwie drużyny zagrały w takich samych warunkach i nie można się usprawiedliwiać takimi szczegółami. Bo przecież w obu przypadkach jedna sekunda mogła zadecydować o wszystkim. Maciej Ryszka, Schemmerberg, Niemcy maciej.ryszka@blogfcb.com

Symbol sukcesu


42

FELIETON OKIEM RYWALA

Muszę przyznać, że jako wielki fan talentu Garetha Bale'a codziennie sprawdzałem wszelkie doniesienia na jego temat i bardzo często natrafiałem przy tym na oburzonych kibiców FC Barcelony, którzy uważali, że cena podyktowana przez prezesa Tottenhamu, Daniela Levy'ego, jest znacznie za wysoka. Rozważania na temat ewentualnej kwoty transferu zostawię sobie na później, teraz zajmę się sprawą zupełnie kuriozalną. Przed zabraniem się do tego tekstu przejrzałem sporo komentarzy na temat Walijczyka i ku ogromnemu zaskoczeniu, zauważyłem, że wielu sympatyków mistrzów Hiszpanii nie ma pojęcia kim jest Gareth Bale.

Łapałem się za głowę czytając, że wykła na stół 100 milionów euro za obrońcę je głupotą, (...) a już zupełnie załamałem si osoba na co dzień zajmująca się pisanie piłce nożnej zachwycała się filmem z nurkującym Bale'm informując sympaty Barcelony, że JAKBY CO, TO TEN BALE.

Łapałem się za głowę czytając, że wykładanie na stół 100 milionów euro za obrońcę jest głupotą, opadały mi ręce, gdy widziałem opinie kategorycznie dyskredytujące talent Walijczyka, a już zupełnie załamałem się gdy osoba na co dzień zajmująca się pisaniem o piłce nożnej zachwycała się filmem z nurkującym Bale'm informując sympatyków Barcelony, że JAKBY CO, TO TEN BALE.

OKIEM RYWALA:

SWOJE CHWALICIE

CUDZEGO NIE ZNACIE

Saga transferowa z Walijczykiem w roli głównej wciąż trwa w najlepsze, a ostateczne przenosiny Garetha Bale'a na Santiago Bernabeu skłoniły kibiców Barcelony do oceny umiejętności, a także wartości piłkarza Tottenhamu. Wielka szkoda, że spora część sympatyków Blaugrany nie ogląda najlepszej ligi świata.

Flash BlogFCB Lipiec 20132013 BlogFCB Wrzesień

Nie chodzi mi oczywiście o sprawę nurkowania, które jest jedną z największych wad pomocnika Kogutów. Do genialnego Walijczyka można się przyczepić tak naprawdę tylko w dwóch sprawach – zbyt częstych kontuzji i wcześniej wspomnianego symulowania. Jak wiadomo, piłkarz nie ma wpływu na pierwszą dziedzinę (tym bardziej, że Bale jest wzorem profesjonalizmu), ale Walijczyk powinien zaprzestać wszelkich prób wymuszania na arbitrach przewinień rywali. Wracając do sedna sprawy, zacząłem się zastanawiać, jakim cudem prawdziwi kibice hiszpańskiego futbolu mogą nie mieć pojęcia kim jest Gareth Bale. Przed transferem Neymara na Camp Nou niewielu kibiców widziało chociażby kilka pełnych jego występów, ale było to podyktowane faktem trudnego dostępu do ligi brazylijskiej. Jeżeli chodzi jednak o Premier League, to ZDECYDOWANIE NAJLEPSZA LIGA ŚWIATA jest w naszym kraju dostępna na takim samym poziomie jak Primera Division i dziwi mnie, że miłośnicy futbolu są w stanie czepiać się piłkarza nie oglądając chociażby jednego jego meczu. Trudno przypuszczać, by wielką krzywdę sprawiało im obejrzenie spotkania Tottenhamu z chociażby kimś z wielkiej czwórki.

Brak szacunku dla całego świata Wracając do samego sensu transferu, to ja jestem wielkim jego zwolennikiem. Bale to jeden z pięciu najlepszych piłkarzy na świecie i mimo tłoku w drugiej linii Królewskich warto sprowadzić go na Santiago Bernabeu. Zaraz po spotkaniu z Deportivo La Coruna chęć odejścia z klubu ogłosił Kaka i tym samym nie tyle zwolniło się miejsce dla Walijczyka, ale klubowa kasa nie będzie już musiała wypłacać Brazylijczykowi sporej pensji, a zaoszczędzone pieniądze może przekazać na dochody Garetha Bale'a. Dyskusje nad kwestią przydatności piłkarza do zespołu są zbędne, tym bardziej, że Bale może występować na kilku pozycjach, warto jednak zastanowić się nad ekonomiczną stroną przenosin Walijczyka do stolicy Hiszpanii. W tej sprawie głos zabrał sam Gerardo 'Tata' Martino, który uważa, że przypuszczalna cena, którą Florentino Perez zapłaci Tottenhamowi, jest oznaką braku szacunku dla całego świata. Yyyyyyy, że jak? Nowy trener Barcelony chyba za bardzo przyzwyczaił się do warunków ligi argentyńskiej i nie zdaje sobie sprawy z tego, że


adanie est ię gdy em o

beinsport.tv

yków

theguardian.com spora część pieniędzy za transfer zwróci się chociażby dzięki kibicom, którzy z wielką chęcią zakupią biały trykot z numerem 11. Fakt, mniej więcej 100 milionów euro to astronomiczna cena, wzięta niemalże z kosmosu, ale jeżeli Królewscy mieli okazję na sprowadzenie piłkarza z najwyższej półki to mogą przepłacić, ponieważ sama gra Walijczyka z pewnością przyniesie do kas klubu spore zyski. Natomiast jeżeli działania Florentino Pereza miały przynieść oczekiwany efekt i kwota transferu miała zamknąć się w mniej niż 90 milionach euro, to taki ruch można by było nazwać fenomenalnym. Głos rozsądku w beznadziejnym przypadku Porównywanie transferów Neymara i Garetha Bale'a na pierwszy rzut oka jest bardzo sensowne, ale według mnie Walijczyk jest lepszym piłkarzem niż Brazylijczyk i tylko bardzo dobra gra nowej gwiazdy Barcelony będzie w stanie przekonać mnie, że nie mam racji. Na tę chwilę, oszołomiony niewiedzą i ignorancją części kibiców Dumy Katalonii, z niecierpliwością czekam na pierwsze mecze Garetha w barwach Realu. Wtedy 'eksperckich' komentarzy pojawi się znacznie więcej.

Przy całym tym transferowym szaleństwie można też znaleźć kilka pozytywnych aspektów. Przeglądając różne witryny, zarówno te dla kibiców Barcelony, jak i te, które jako kibic Królewskich regularnie śledzę, dotarłem do kilku naprawdę rozsądnych, przemyślanych komentarzy całej sprawy. Marzę o tym, by kiedyś chociaż połowa wypowiadających się kibiców piłki nożnej miała na tyle sensowne i poparte wiedzą opinie, co te, które pozwolę sobie dodać na koniec felietonu. No ale łatwiej jest oglądać tylko mecze Barcelony i czepiać się nikomu nieznanego Bale'a... sną i le ceny ro 0-30 a , a ż u d jest uje 2 alne, kasa ny zawodnik koszt e czy za m r o n o t go Silv . Solid m, że “Ja uważa ić z za piłkarzy tyle ack 70-100. Za ia y się opłacało c z r tiano trzeba pła o dobry 40-50, a c dy i genialny, a c m z Cris era z ło e d z r m a a t R b s , i. je ln b r m li 50. Bale ajbliższe gran de zycie, że brak stop ie c h c a iz c n Lu y się w aszą obronę. Zoba m a n o k e n prz k masło w wjedzie ja odbije.“ piłce szybko się opejskiej brak r u e w onego a to nieopierz tnego zawodnik n sposób a z ln za świe ja. 57m e w te “Hipokryz to nic, a 99mln eal ma kasę i chc która powinna R , Neymara o świata? Skoro a. Jedyną kwestią artość piłkarska d w w u a szacunk mln to ich spr rtwić, to fakt, że 0 a wydać 10 k w Barcelonie m ... ” ie ie kogokolw h niestety wzrośn ic k s w Króle

Promocja w La cudzego Masii Okiem rywala: Swojego chwalice, nie znacie


CO J MIES A ZAM

¯E NIE MO WYCI¥GLE I! Æ MESS A W Y R G

...

IÆ K ZROB A T Y B A MO¯E LOWI E H IC M PSIKUSA WYNIKI IÆ N IE M I ZA CYTU? PLEBIS

eee...

T S E J O C GRA...

Flash BlogFCB Wrzesień 2013


BYSTRE OKO Popisz się spostrzegawczością i weź udział w naszej zabawie! Co miesiąc w magazynie Flash BlogFCB publikowane będą dwa (prawie) identyczne zdjęcia. Waszym zadaniem jest znalezienie

pięciu różnic

między oboma zdjęciami. Graficy Flash BlogFCB bardzo się postarali, aby zabawa była trudna i wymagała maksymalnego skupienia. Wszystko dlatego, ponieważ ta gra jest warta świeczki! Jedna osoba, której dopisze największe szczęście, wygrywa dowolną koszulkę ze sklepu BlogFCB.com (adres: http://www.blogfcb.com/sklep). Jakie są zatem zasady zabawy? Wyślij do nas na redakcja@blogfcb.com poprawinie wyartykułowane różnice między oboma obrazkami. Jedynie precyzyjne i dokładne określenia różnic będą brane pod uwagę:, np. “Górne zdjęcie: Na lewym uchu u Xaviego nie ma włosów”. Drogą losowania wybierana będzie jedna osoba, która poprawnie poda wszystkie pięć różnic. Wyniki ogłaszane są w kolejnym numerze Flash BlogFCB. Życzymy powodzenia! Zwycięzcą w naszym czerwcowym Bystrym Oku okazał się Czytelnik o nazwie mejla: barcelona4@**.pl.Gratulujemy i prosimy o napisanie do nas na redakcja@blogfcb.com

Fotostory | Bystre oko


STARCIE GWIAZD

VS

Umiejętności techniczne, spryt Wygląda na to, że w tej kategorii punkt przyznać trzeba Brazylijczykowi. Neymar nie raz udowodnił już, że z piłką przy nodze potrafi naprawdę wszystko i w niesamowity sposób jest w stanie wymanewrować kilku rywali Doświadczenie naraz. Gareth Bale bardzo dobrze gra obiema nogami i Obaj zawodnicy są jeszcze młodzi i najlepsze piłkarskie każdą z nich jest w stanie oddać celny strzał z dystansu, lata przed nimi, ale w kwestii doświadczenia ewidentnie ale w kwestiach technicznych Brazylijczyk przewyższa przeważa Walijczyk. Nie dość, że jest o trzy lata starszy, go. to w ostatnich sezonach grał w znacznie lepszym klubie. Jeżeli niemalże w pojedynkę wygrywał mecze dla Cechy fizyczne Tottenhamu w najlepszej lidze świata, to jest gotowy na Dzięki znacznie lepszej posturze Gareth Bale znacznie większe wyznania. Neymar musi nauczyć się grać w Eu- łatwiej radzi sobie z przeciwnikami. Walijczyk jest o 11 ropie, wtedy jego wartość znacznie wzrośnie. centymetrów wyższy niż Brazylijczyk, a w dodatku nie można przyczepić się do jego muskulatury. Już w wieku 14 lat Gareth Bale biegał sto metrów w czasie 11 sekund

Flash BlogFCB Wrzesień 2013

i po latach nie zatracił dynamiki. Nikt nie może narzekać również na przyspieszenie Neymara, jednak młody gwiazdor Barcelony musi jeszcze sporo popracować na siłowni by być w stanie walczyć fizycznie z silnymi europejskimi defensorami. Podsumowanie Obie „11”-stki to z całą pewnością przyszłość światowego futbolu. Na tę chwilę lepszym piłkarzem bez wątpienia jest jednak Gareth Bale, prawdopodobnie najbliższy nabytek Królewskich. Za Walijczykiem przemawia głównie doświadczenie i fizyka, ale czas pracuje na korzyść Neymara. Zobaczymy jak będzie wyglądała gra Brazylijczyka za trzy lata, o które jest od Walijczyka młodszy Darek Kosiński darek.kosinski@blogfcb.om

1. B 2. C 3. D 4. C 5. A

Chociaż w chwili pisania tego tekstu wciąż nie wiadomo jaka będzie przyszłość Garetha Bale’a, to kłótnie kibiców FC Barcelony i Realu Madryt skłoniły nas do porównania go z nowym nabytkiem Dumy Katalonii, Neymarem.

v

GARETH BALE

NEYMAR JUNIOR

46


ROZRYWKA

QUIZ

Paweł Szczudło pawel.szczudlo@blogfcb.om

1. Od którego roku FC Barcelona bez przerwy rywalizuje w La Liga?

2. Najwyższa porażka w historii klubu to wynik...

A: 1930

B: 1929

A: 0-5

B: 1-8

C: 1947

D: 1933

C: 1-10

D: 1:12

3. Która drużyna oprócz FC Barcelona bez przerwy rywalizuje w europejskich pucharach od momentu ich utworzenia?

4. Przed przejściem do Sevilli Dani Alves grał w...

A: Real Madryt

B: Bayern i Real

A: Levante

B: Santos

C: Man United i Real

D: Żadna

C: Bahia

D: Estudiantes

5. Ile goli w 100 spotkaniach w reprezentacji Hiszpanii zdobył Carles Puyol?

A: 3

B: 9

C: 6

D: 7

47



FlashBlogFCB Wrzesień 2013