Issuu on Google+

CATALOLGA: KATALONIA, MIMO FRANCO, UMOCNIŁA SIĘ POLITYCZNIE W XX. WIEKU? | BYSTRE OKO: WYGRAJ KOSZULKĘ!

Miesięcznik o FC Barcelonie

Numer 03, grudzień 2013

SERGIO BUSQUETS STRAŻNIK TIKIITAKI

KOMERCJALIZACJA ŚWIĄT CZYLI JAK BARCELONA ZAROBI W GRUDNIU

ROZKWIT ADRIANO BRAZYLIJCZYK PEWNIE WYKORZYSTUJE SWOJE SZANSE

A R A B N R Y A D B ARDA B

ANDONI ZUBIZARRETA CZY BASK NAPRAWDĘ NIE RADZI SOBIE W SWOJEJ ROLI?

u egląd z r P ą k nikar towego n e i z r D Spo

LA MASIA STRUKTURY SZKÓŁKI ZŁOTA PIŁKA KRÓTKA HISTORIA WĄTPLIWOŚCI

Leo Messiego0 10 LAT

W

TAKTYCZNE “AUTOBUSY”: CZY 11-OSOBOWA DEFENSYWA BRAMKI TO JEDYNY I SŁUSZNY SPOSÓB NA FC BARCELONĘ?


BarcaFlash 04.

ARTYKUL

El Decimo Messiego, Rozmowa z dziennikarką czyli dekada Leo w Barcelonie - Barbarą Bardadyn

Miesięcznik o FC Barcelonie

Adrianna Kmak w pigułce przypomniała figurę Leo Messiego, który całkiem niedawno świętował 10. rocznicę debiutu w barwach blaugrana.

Zespół redakcyjny: Przemysław Kasiura redaktor naczelny Paweł Wróbel redaktor naczelny Jakub Barankiewicz Adrian Nowicki Olga Juszczyk Adrianna Kmak Patryk Wieczyński Paweł Szczudło Adam Wielgosiński Maciej Ryszka Jakub Droździoł Dariusz Kosiński Piotr Bera Kamil Sikora Marcin Kudinow

12.

WYWIAD

Dziennikarka Przeglądu Sportowego udzieliła Jakubowi Barankiewiczowi obszerny wywiad na temat obecnej rywalizacji w Primera Division.

08. 16. 20.

ARTYKUL

FELIETON

Komercjalizacja Świąt w piłce nożnej

Sergio Busquets - strażnik Tiki-Taki

Jak zbić fortunę na świętach?

Paweł Wróbel o niedocenianym pivocie FCB*.

FELIETON

Złota Piłka - krótka historia wątpliwości

Wydawca: Przemysław Kasiura tel 785 320 540 email: przemyslaw.kasiura@blogfcb.com

ARTYKUL

Struktury La Masia

28. 38.

Czym charakteryzuje się szkółka Barcelony oraz czy naprawdę każdy chłopak z La Masii ma szansę na sukces?

Dział reklamy: Paweł Wróbel tel 663 840 287 / 0 785 118 24 07 email: pawel.wrobel@barca.pl

32.

ARTYKUL

Czy zastawianie bramki jedenastoma piłkarzami to jedyny sposób na zwycięstwo z FC Barceloną?

Rachunek sumienia Zubizarrety

Adriano - oto twoja chwila prawdy

42.

Brazylijczyk godnie zastępował Jordiego Albę, gdy ten był kontuzjowany. Wykorzystał zatem swoją szansę?

34. 46. 51.

FELIETON

Leo Messi, jakiego nikt nie chce znać

Social Media: Facebook BlogFCB.com: fb.pl/blogfcb Facebook Barca.pl: fb.pl/barcapl Twitter BlogFCB.com: @blogfcbcom Twitter Barca.pl: @barca_pl

Taktycznie o “autobusach”

FELIETON

Czy naprawdę Andoni Zubizarreta, dykretor sportowy Barcelony, jest taki zły, jak go malują?

Wszystkie treści opublikowane na łamach miesięcznika internetowego Barca Flash są autorstwa redaktorów BlogFCB.com oraz Barca.pl. Wszelkie prawa do nich są zastrzeżone.

ARTYKUL

ARTYKUL

Barca Dragons, czyli Blaugrana w kasku

CATALOLGA

XX. wiek, czyli burzliwa droga do niezależności

Zespół grafików: Przemysław Kasiura Maciej Baranowski

PEPRYSZKA

Pep Guardiola i jego nauka

54.

W jaki sposób Bayern jest aktualnie prowadzony przez Guardiolę i ile w nim jest Barcelony?

Na okładce: El Decimo Leo Messiego - 10 lat w Barcelonie Źródło zdjęcia: futbolmvp.com

56.

OKIEM RYWALA

Odpowiednie proporcje, zdrowy rozsądek

FOTOSTORY

Jak Neymar chciał zostać Leo Messim?

58.

BYSTRE OKO

Znajdź różnice między obrazkami i wygraj koszulkę!

60.

59.

STARCIE GWIAZD

Alex Song vs Sergio Busquets QUIZ

Quiz - sprawdź swoją wiedzę!

61.

*artykuł powstał w oparciu o książkę Grahama Huntera – 'Barca. Za kulisami najlepszej drużyny świata'. Wyróżnione fragmenty są cytatami z książki, która ukazała się dzięki Wydawnictwu ‘SQN’.


3

SŁOWO WSTĘPU

ZABRAKŁO BY RĄK I KADRU

Koniec 2013 roku kojarzy mi się nie tylko z lataniem po sklepach w poszukiwaniu prezentów dla rodziny. Nie tylko z Kevinem samym w moim telewizorze, nie tylko z ciężarówką Coca-Coli i nie tylko z modleniem się o to, bym pamiętał sposób, w jaki uczciłem przyjście nowego roku. Każdego grudnia, cytując klasyka – „przychodzi mi stawać” do dyskusji nt. ewentualnego zwycięzcy w plebiscycie o Złotą Piłkę. Nie jestem zdania, że Leo Messi jednoznacznie zasługuje na zdobycie tego trofeum, ale też nie uważam, że Cristiano pobił Argentyńczyka o głowę i kawałek karku. Choć bramek Portugalczyk nastrzelał zdecydowanie więcej, tak jego przelicznik „gol/ilość minut spędzonych na boisku” jest tylko niewiele lepszy od Messiego. Można by tu jeszcze wymienić zdobyte nagrody indywidualne, drużynowe i tym podobne, jednakże dla mnie nie mają one większego sensu. Wygrać powinien piłkarz najbardziej spektakularny, robiący największe wrażenie na kibicach, piłkarzach, trenerach i działaczach. Ktoś, kto zrobi coś z niczego i przy relatywnie kiepskim akompaniamencie wyciśnie i da swojej drużynie najwięcej. Taki właśnie według mnie jest Zlatan Ibrahimović. Bardzo żałuję, że to właśnie Ribery, a nie Szwed został wybrany jako „kwiatek do kożucha” w trakcie wyboru ostatecznej trójki kandydatów do zdobycia Złotej Piłki. Ten człowiek strzelił już gola z doprawdy każdej pozycji, uratował swój zespół z największych tarapatów i dodatkowo utrzymuje niemal niezmienną formę od lat. Jestem przekonany, że gdyby reprezentacja Szwecji, na czele ze Zlatanem, ograła Portugalię (swoją drogą rewanż w tym dwumeczu uznaję za jeden z najlepszych spotkań tego roku), to dzisiaj cieszylibyśmy się z innej trójki najważniejszych kandydatów. Ten mecz zaważył nad wyborem najlepszego w 2013 roku. Wracając do Messiego – może to i lepiej, że tym razem nie zgarnie Złotej Piłki? To byłoby już zbyt przewidywalne i nudne. A kluczowe jest to, że nie dałby rady objąć ich wszystkich zdobytych pięciu. Nie dość, że ma za krótkie ręce, to i kadr ma swoje ograniczenia.

Z S A M STRE BY KO? O

DROGI ŚW. ANDONI...

Grudzień to czas podsumowań, miesiąc, w którym wielu zestawia sobie dokonania z minionego roku i zaczyna powoli kreślić postanowienia noworoczne. Jedni chcą rzucić palenie (na stałe, a nie tylko do piątku), drudzy mają ochotę na zrzucenie zbędnych kilogramów i zarzekają się, że będą wykonywać ćwiczenia wespół z Mike’iem Changiem, czy też pozostając na naszym rodzimym podwórku, z Ewą Chodakowską, a jeszcze inni pragną opanować język walijski… W większości przypadków postanowienia noworoczne kończą się dosyć szybko i nie mam zamiaru podcinać skrzydeł wszystkim tym, którzy chcą coś od stycznia zmienić, natomiast obserwując przez te dwadzieścia kilka lat otoczenie i ludzi deklarujących, iż kolejny rok będzie przełomem na danej płaszczyźnie ich życia, jedynie zwracam uwagę na relatywną skuteczność owych obietnic. Skupiając się jednak na piłce, a konkretnie na tym co stanie się 1 stycznia 2014 roku, wyrażam głęboką nadzieję na możliwe zmiany personalne w FC Barcelonie. W tym numerze mój redakcyjny kolega, Jakub Barankiewicz, wypunktował wszystkie ‘za’ i ‘przeciw’ dla nowego kontraktu dyrektora sportowego Barcy, Andoniego Zubizarrety. Osobiście od Zubiego oczekuję o wiele cięższej pracy i efektów. Chciałbym, aby wkrótce po tym jak tylko otworzy się okienko transferowego, Klub postanowił się wreszcie (!) wzmocnić. Od kilku miesięcy mówi się o tym jak bardzo potrzebny jest stoper i stwierdzenia zarządu Blaugrany o tym, iż zdrowy Puyol czy teraz Jordi Alba jest takim pseudo ‘transferem’, mają się mniej więcej tak do wymagań Barcelonismo, jak obecność żartów Karola S. na stand upie – niby ta sama materia, a jednak czuć pewną pustkę czy też suchość (dowcipu oczywiście). Nie wiem czy drużynę powinien wzmocnić Balanta, Gil, David Luiz, Mangala, Otamendi czy Luiz Gustavo, lecz z całą mocą wierzę, iż drużyna, która rywalizuje na trzech frontach nie może mieć w swoich szeregach czterech nominalnych stoperów, w tym jednego nienadążającego ze tempem dyktowanym przez współczesny futbol. Jeżeli miałbym sobie więc zażyczyć jeden prezent pod choinkę, to w moim liście do św. Andoni’ego proszę o środkowego obrońcę dla Dumy Katalonii…

Weź udział w konkursie, znajdź pięć różnic pomiędzy zdjęciami i wygraj mistrzowską koszulkę! Więcej w środku!

? . . . e ż , z s e i w Czy Ronaldinho Gaucho, były gracz Barcy, to najbardziej utytułowany zawodnik w historii futbolu, jeśli chodzi o różnorodność najważniejszych trofeów. Ma na swoim koncie najważniejsze nagrody indywidualne, m.in. Gracza Roku FIFA i UEFA, Złotą Piłkę, Trofeum najlepszego gracza La Liga i Champions League. Z reprezentacją także może się pochwalić pucharami za wygrany Mundial (U-17 i seniorski), Mistrzostwo Ameryki Południowej, Puchar Konfederacji i medalem Igrzysk Olimpijskich. Wygrał także Ligę Mistrzów na dwóch kontynentach i wywalczył tytuły mistrzowskie w Hiszpanii i Brazylii.

Carles Puyol ma nietypową boiskową obsesję. Jak przyznał, podczas wejścia na murawę zawsze pilnuje, by nie nadepnąć na linię autową. Mało tego, w trakcie spotkania także unika deptania linii wyrysowanych na boisku. Romario, były gwiazdor Barcelony z pewnością nie wspomina miło Polski. Brazylijczyk powierzył 5 mln dolarów pewnemu polskiemu przedsiębiorcy, który okazał się oszustem. Historia ta zakończyła się kilkuletnim procesem, ponieważ Romario był jedną z wielu ofiar naciągacza, który usłyszał wyrok 14 lat pozbawienia wolności, 1,5mln zł grzywny, a także nakaz zwrotu wszystkich wyłudzonych pieniędzy.

Gerard Pique i jego partnerka, Shakira Isabel Mebarak Ripoll, świętują urodziny tego samego dnia, 2. lutego. Różnica dotyczy wieku, Gerard będzie świętować 26. urodziny, a kolumbijska gwiazda muzyki pop jest o 10 lat starsza.

30. grudnia tego roku odbędzie się mecz towarzyski z udziałem reprezentacji Katalonii, w skład której wchodzi kilku graczy Barcy. Widowisko się odbędzie na Stadionie Olimpijskim im. Lluisa Companysa, a rywalem będzie reprezentacja Republiki Zielonego Przylądka, sklasyfikowana w rankingu FIFA na 36. pozycji.


4

ARTYKUŁ

327 bramek w 395 spotkaniach (najlepszy strzelec w historii klubu w oficjalnych meczach), 21 trofeów zdobytych z klubem (sześć tytułów mistrza kraju, sześć Superpucharów Hiszpanii, trzy puchary Ligi Mistrzów, dwa triumfy w Klubowych Mistrzostwach Świata, Pucharze Króla i Superpucharze Europy). Nawet krytycy stylu preferowanego przez Messiego i Barcelonę nie mogą przejść obojętnie wobec tych faktów.

Adrianna Kmak

Barça Flash Grudzień 2013


6

ARTYKUŁ

75. minuta meczu towarzyskiego z FC Porto. Na boisku pojawia się niski, 16-letni chłopak z dłuższymi włosami i numerem 14 na plecach. Zmienia Fernando Navarro. Ma dwie znakomite okazje bramkowe, ale ich nie wykorzystuje. Inauguracyjny mecz na Estadio de Dragao dobiega końca. Barcelona przegrywa 0:2...

EL DÉCIMO MESSIEGO W 2003 roku na de Dragao niewielu zdawało sobie sprawę, że zaczyna tworzyć się historia, o której później będzie się mówić na całym świecie. A świadkami tego dnia były osoby, które musiały później jeszcze wiele razy stawiać czoło temu piekielnie utalentowanemu zawodnikowi.

Debiuty Leo Messiego:

Debiut w oficjalnym meczu FC Barcelony. Mecz towarzyski przeciwko Porto; 16 listopada 2003 roku

Pierwszy gol Leo Messiego w La Liga. Przeciwko Albacete; 01.05.2005

Debiut Leo Messiego w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Z Udinese; 27.08.2005 stan na 13 listopada 2013 r.

Barça Flash Grudzień 2013


O

d dnia debiutu Messiego w pierwszej drużynie minęło już 10 lat. La Pulga wybiegł na murawę, mając dokładnie 16 lat, 4 miesiące i 23 dni. "W tym dniu spełniłem swoje marzenie z dzieciństwa" – mówił Leo, wspominając to wydarzenie. W 2003 roku na de Dragao niewielu zdawało sobie sprawę, że zaczyna tworzyć się historia, o której później będzie się mówić na całym świecie. A świadkami tego dnia były osoby, które musiały później jeszcze wiele razy stawiać czoło temu piekielnie utalentowanemu zawodnikowi. Jose Mourinho, ówczesny szkoleniowiec Porto, mógłby tutaj sporo powiedzieć na ten temat. Jak Leo czuł się wychodząc na murawę i grając u boku najlepszych z Barcelony w tym okresie? "Byłem bardzo szczęśliwy, ale też zdenerwowany. Kiedy wszedłem na boisko chciałem przede wszystkim cieszyć się tą chwilą" – mówił. Barca pojechała do Portugalii i przy braku wielu piłkarzy, którzy nie mogli wtedy zagrać, przegrała ostatecznie z Porto 0:2. Messi miał jednak w tym spotkaniu dwie bardzo dobre sytuacje, które zmarnował. "Pamiętam, że po spotkaniu trener Rijkaard podszedł do mnie i powiedział, że zmarnowałem szansę. Nie pamiętam, co odpowiedziałem. Wiem, że to były dobre okazje" – wspominał Leo. Chociaż Blaugrana przegrała i Argentyńczyk ostatecznie nie strzelił żadnego gola, to jego debiut nie przeszedł bez echa. Gazeta 'Dan la cara' pisała na drugi dzień: "Pod koniec spotkania Rijkaard wpuścił na boisku młodego Messiego, który zrewolucjonizował mecz". Po porażce w Portugalii Messi zjawił się w Barca TV i razem z rodzicami na spokojnie, jeszcze raz oglądał nagranie tego spotkania. "Był bardzo nieśmiały. Niczego nie komentował, nie starał się wyjaśniać. Cieszył się oczywiście ze swojego debiutu. Był podekscytowany tym, że może oglądać siebie w telewizji i poprosił o kopię nagrania" – tak wspominał wizytę Leo dziennikarz

Pierwszy hat-trick Leo Messiego w FC Barcelonie Przeciwko Realowi Madryt; 11.03.2007

Barca TV, Jaume Marcet. Co ciekawe w jednej z rozmów z dziennikarzem już po meczu, Messi przyznał, że nie chwalił się nikomu ze swoich znajomych tym spotkaniem. "Dowiedzieli się dopiero, kiedy przeczytali o tym w gazecie" – powiedział Lionel. 13 lat temu w Barcelonie... Messi zadebiutował w pierwszych szeregach Barcy w 2003 roku, ale w klubie z Katalonii pojawił się już trzy lata wcześniej. Dokładnie 17 września 2000 roku nikomu nieznany Argentyńczyk Jorge Messi przyjechał na wakacje do Barcelony w towarzystwie swojego 13-letniego syna. Dzień później chłopiec miał odbyć trening z młodzikami Barcelony, który jak się później okazało był pierwszym krokiem do wielkiego sukcesu. Wrażenie jakie zostawił po sobie Leo nie przeszło bez echa. Barcelona zgodziła się przyjąć młodziutkiego Argentyńczyka do La Masii, ale później na klub czekały kolejne, trudne związane z tą decyzją wyzwania. Problemy ze wzrostem Argentyńczyka i żmudna terapia hormonalna finansowana przez kataloński klub odegrała tutaj znaczącą rolę. Poświęceń z obu stron było wiele. Najpierw musiał wykazać się przede wszystkim finansowo sam klub. Później jednak Leo podziękował i odpłacił się za wszystko z nawiązką. 327 bramek w 395 spotkaniach (najlepszy strzelec w historii klubu w oficjalnych meczach), 21 trofeów zdobytych z klubem (sześć tytułów mistrza kraju, sześć Superpucharów Hiszpanii, trzy puchary Ligi Mistrzów, dwa triumfy w Klubowych Mistrzostwach Świata, Pucharze Króla i Superpucharze Europy). Nawet krytycy stylu preferowanego przez Messiego i Barcelonę nie mogą przejść obojętnie wobec tych faktów. Oprócz tytułów zdobywanych razem z klubem dochodzą jeszcze wyróżnienia indywidualne. Argentyńczyk cztery razy z rzędu otrzymał Złotą Piłkę. W tym roku jako pierwszy piłkarz w historii dołożył do

Pierwsze trofeum Ligi Mistrzów, gdy Leo brał czynny udział w finale. Przeciwko Manchesterowi United; 27 maja 2009.

El décimo Messiego

swojej gabloty z trofeami trzeciego w karierze Złotego Buta. Tytuł najlepszego strzelca ligi hiszpańskiej, czy Ligi Mistrzów to dla La Pulgi chleb powszedni. Leo jako pierwszy piłkarz strzelił również pięć goli w jednym meczu Ligi Mistrzów i skompletował cztery hat-tricki w przeciągu jednej edycji tych rozgrywek. Jedynym piłkarskim polem, na którym Messiemu brakuje znaczących trofeów jest gra w reprezentacji. Jak do tej pory La Pulga ma na swoim koncie tylko sukcesy z kadrą młodzieżową. Na razie Messi może się poszczycić jedynie drugim miejscem w rozgrywkach Copa America (2006-2007) i dotarciem do ćwierćfinału Mistrzostw Świata w RPA w 2010 roku. Leo będzie miał jednak okazję znowu powalczyć dla Argentyny już za rok na Mundialu w Brazylii.

Co ciekawe w jednej z rozmów z dziennikarzem już po meczu, Messi przyznał, że nie chwalił się nikomu ze swoich znajomych tym spotkaniem. "Dowiedzieli się dopiero, kiedy przeczytali o tym w gazecie" – powiedział Lionel. temu piekielnie utalentowanemu zawodnikowi. Messi kiedyś i dziś Możemy sobie wyobrazić, jak bardzo zmieniło się życie Leo przez te trzynaście lat w Barcelonie. Pieniądze, sława, trofea, własna rodzina... Jak jednak z perspektywy czasu patrzy na swoje poczynania sam Messi? "Myślę, że nadal jestem tą samą osobą. Widzę rzeczy w ten sam sposób, chociaż dorosłem i nauczyłem się, jak je doceniać". Adrianna Kmak adrianna.kmak@barca.pl

Pierwsza Złota Piłka Leo Messiego; Za 2009 rok.


8

ZA KULISAMI


Busquets

strażnik tiki-taki Paweł Wróbel Barca.pl pawel.wrobel@barca.pl @pawel_wrobel

C

zym byłaby Mona Lisa bez sławnego uśmiechu, Kaplica Sykstyńska bez niesamowitych fresków, albo Wilczyca kapitolińska bez Remusa i Romulusa? Na pewno czymś niekompletnym. Wielu sławnych malarzy czy rzeźbiarzy, którzy cechowali się niespotykanym nigdzie indziej talentem potrafili przedstawiać ludziom rzeczy wielkie. Ich kunszt, wyobraźnia, pietyzm, dbałość o szczegóły i wyważenie zachwycały i nadal zachwycają po dziś dzień. Wszystkie te czynniki w połączeniu z przywiązywaniem wagi do najdrobniejszych szczegółów dawały piorunujący efekt w postaci ponadczasowych dzieł sztuki, rozpoznawalnych na całym świecie. Co jednak sprawiło, że w ogromie zapierających dech w piersiach eksponatów wszelkiej maści to właśnie wąskie grono danych obrazów czy rzeźb jest przez wszystkich, począwszy od laików sztuki, po ich wytrawnych koneserów tak doskonale znane? Prawdopodobnie drobne rzeczy, których gołym okiem zupełnie nie widać. Podobnie jak defensywnego pomocnika FC Barcelony, Sergio Busquetsa, w wielu spotkaniach zespołu z Camp Nou.

Kluczowe ogniwo Między Barcą, a  sztuką klasyczną czyniono w  ostatnich latach mnóstwo porównań, które nie zawsze zachowywały właściwe proporcje. Jak wszyscy doskonale wiedzą, po przyjściu do Dumy Katalonii Josepa Guardioli latem 2008 roku, w pierwszej drużynie zaszły olbrzymie zmiany. Zarówno na płaszczyźnie kadrowej, mentalnej, taktycznej, jak i strategicznej w kontekście przydzielania ról poszczególnych piłkarzom, mającym stanowić o sile zupełnie nowego projektu, który w kolejnych latach zachwycał świat. Jednym z  jedenastu elementów wyjściowej układanki Pepa był rzeczony powyżej Busquets. Urodzony w Sabadell zawodnik debiutował 13 września 2008 roku w meczu zremisowanym z Racingiem Santander 1-1. Co ciekawe, nie był to jedynie epizodyczny występ popularnego Busiego, bowiem zawodnik środka pola przebywał na boisku przez pełne 90 minut. Chudy niczym tyczka zawodnik bez cienia wątpliwości wyróżniał się na tle swoich kolegów z zespołu. TNajbardziej rzucającym się w oczy i jednocześnie najbardziej paradoksalnym faktem jest to, że mierzący 189 cm wzrostu zawodnik był i nadal jest chyba najrzadziej będącym przy piłce zawodnikiem Barcy. Oczywiście oprócz Victora Valdesa, czy kogokolwiek kto w danym spotkaniu staje akurat między słupkami Barcelony. Mówiąc poważniej to wykonujący w kapitalny i sumienny sposób czarną robotę Busquets, wniósł naprawdę mnóstwo zupełnie nowej jakości do


10

ZA KULISAMI

gry Blaugrany przed pięcioma laty. Nieustraszony wojownik Sergio od początku swojej gry w Dumie Katalonii dał się poznać jak osoba nieodstawiająca nogi na boisku. Za każdym razem gdy wybiega na murawę, czy to od pierwszych minut, czy to jako zmiennik, zawsze daje z  siebie sto procent, pokazuje pełne zaangażowanie i doskonale wie gdzie jest jego miejsce. Jakkolwiek to nie brzmi, to 25-latek jest idealnym przykładem na to, że w zespole, w którym jest tak wielu artystów futbolu, magów techniki i ludzi przewodzących w rozmaitych, najbardziej prominentnych statystykach jak Pichichi czy Zamora, po prostu zna swoje miejsce. Wszystko dlatego, że po prostu ma ogromne poczucie własnej wartości i wie czym tak naprawdę jest dla drużyny, jak wiele jej daje i co by się stało, gdyby nie był łącznikiem pomiędzy linią obrony, a linią pomocy. Jego obecność daje olbrzymi komfort zarówno defensorom, którzy wiedzą, iż w chwilach zagrożenia mogą liczyć na zodiakalnego raka, który cofnie się i wspomoże w momencie gdy rywal atakuje, a także zapewnia sporą swobodę piłkarzom o inklinacjach ofensywnych, ufających Busiemu i głęboko wierzących w jego wyczucie i nieprzeciętne umiejętności.

Barça Flash Grudzień 2013

Wielu ludzi uważa, że Busquets to bardzo ostro grający zawodnik, który z pełną premedytacją wykorzystuje swoje instynkty (i to niekoniecznie te dobre) do zwyczajnie niecnych celów. Eksperci piłkarscy jak chociażby Graham Hunter, budują rozległe paralele pomiędzy Josepem Guardiolą z AS Romy czy Brescii, a właśnie rosłym pomocnikiem Blaugrany, który miał odziedziczyć po swoim byłym trenerze część cech. Mówi się, że Sergio zaczerpnął ponoć od doświadczonego włoskim catenaccio mentora mnóstwo wiedzy w kwestii samego przerywania akcji wślizgami, faulami, a  także tym co można do nich dodać, a co może umknąć

uwadze arbitra. Podszczypywanie, delikatne kuksańce, czy nawet, bardziej brutalnie, nastąpywanie na rywala korkami, były przedmiotem długich rozmów między Guardiolą z Busquetsem, gdy reszta barcelonistów szlifowała tiki-takę. Wszystko to po to, by w trudnych chwilach zwyczajnie wybijać rywala z rytmu, mieć w swoich szeregach kogoś komu nie straszna jest gra faul i kto nie będzie bał się mocniej zbudowanych rywali. Aby rozbudzić wyobraźnię pomyślmy tylko, że Busquets w ponad 251 oficjalnych spotkaniach dla Barcy zobaczył już 57 żółtych kartek (średnio jedno ‘żółtko’ co 4,4 spotkania) i dwie czerwone (tylko jedną bezpośrednio

Barcelonie brakowało czegoś w stylu mala leche, czyli złośliwości, złego charakteru. Busi uczył się na ulicach Badia del Valles i to właśnie z tamtych doświadczeń wniósł do zespołu postawę typowego wojownika. Wszedł w rolę ‘ochroniarza’, osobiście zapewniającego bezpieczeństwo artystom futbolu, na których nogi polują rywale. Xavi


- było to 2 października 2012 w meczu Ligi Mistrzów z Benfiką Lizbona na Estádio da Luz, kiedy to zachował się agresywnie wobec Maxiego Pereiry). To naprawdę niezwykły piłkarski umysł, który te najważniejsze decyzje podejmuje dokładnie wtedy, gdy jego koledzy z zespołu tracą kontrolę nad piłką i doprowadzają do tego, że rywal sunie z atakiem. Właśnie w momencie straty piłki, Busquets wkracza do akcji, będąc niejako prekursorem i głównym inicjatorem każdego jednego pressingu, tak nieustępliwie walcząc o wyłuskanie futbolówki w ciągu osławionych pięciu sekund, by znów jego koledzy mogli prezentować tiki-takę. Kiedy myślisz pressing w kontekście FC Barcelony, to automatycznie asocjujesz to zjawisko z Busim, który na tej płaszczyźnie jest po prostu tożsamością Klubu. Biorąc pod uwagę właśnie pressing, to Busquets jest najbardziej efektywny w całym zespole jeśli chodzi o odbiory i przechwyty. (Prawdopodobnie) najlepszy defensywny pomocnik na świecie Autor zaledwie 10 goli w  barwach Blaugrany jest bardzo doceniany przez kolegów z  zespołu. Javier Mascherano, który był sprowadzany do Klubu z angielskiego Liverpoolu jako potencjalny zmiennik Busquetsa, z czasem zdał sobie sprawę z tego, że tego człowieka po prostu nie da się od tak wygryźć ze składu. Tego samego (z resztą po dziś dzień!) doświadcza była gwiazda Arsenalu Londyn i wizytówka reprezentacji Kamerunu, Alex Song. Popularny El Jefecito w bardzo ciepłych słowach wypowiada się o Sergio: Busi ma tak wielki talent, że mógłby występować w każdej drużynie świata, nie wiem jednak czy w którymś z nich grałby bardziej perfekcyjnie niż w Barcelonie. Odbiera rywalom piłki i dzięki niezwykłym umiejętnościom technicznym od razu zaprowadza porządek taktyczny i konstruuje atak. Obserwuję go i staram się uczyć. Na szczęście dla Mascherano znaleziono optymalną pozycję na boisku, co w kontekście kiepskiej sytuacji jeżeli chodzi o defensywę Barcy, jest poniekąd zbawieniem, które tak na marginesie (a może i również na sporej przesadzie) możemy przypisać właśnie Busquetsowi... O ile Victor Valdes pozwala obrońcom grać wysoko, o tyle analogicznie, zasługą Sergio jest fak, iż linia pomocy, a raczej jego dwóch kolegów z tej formacji, gra bardzo blisko napastników, formując, składający się z  pięciu elementów jeden, wielki, uzupełniający się proces. O ile Xavi Hernandez jest metronomem w zespole Dumy Katalonii, o tyle Busi jest jej sygnałem alarmowym, głośno sygnalizującym to co należy robić po stracie piłki. Sam Generał tak mówi o tym klasowym defensywnym pomocniku: Barcelonie brakowało czegoś w stylu mala leche, czyli złośliwości, złego charakteru. Busi

Aby rozbudzić wyobraźnię pomyślmy tylko, że Busquets w ponad 251 oficjalnych spotkaniach dla Barcy zobaczył już 57 żółtych kartek (średnio jedno ‘żółtko’ co 4,4 spotkania) i dwie czerwone (tylko jedną bezpośrednio - było to 2 października 2012 w meczu Ligi Mistrzów z Benfiką Lizbona na Estádio da Luz, kiedy to zachował się agresywnie wobec Maxiego Pereiry).

uczył się na ulicach Badia del Valles i to właśnie z tamtych doświadczeń wniósł do zespołu postawę typowego wojownika. Wszedł w rolę ‘ochroniarza’, osobiście zapewniającego bezpieczeństwo artystom futbolu, na których nogi polują rywale. Naturalny następca Marcosa Senny po mistrzostwach Europy w Austrii i w Szwajacrii w 2008 roku, zaliczył debiut u Vicente del Bosque w Prima aprilis cztery lata temu (tak na marginesie: pamiętajcie, że 28 grudnia co roku ma miejsce hiszpański odpowiednik tego święta zwany dokładnie el Día de los Santos Inocentes). Od tego czasu ten inteligentny, świetnie czytający grę innych zawodników defensywny pomocnik, który w największym stopniu odpowiada za bezpieczeństwo, został

Busquets - strażnik tiki taki

mistrzem Świata, Europy i zaliczył 14 trofeów z Barcą. Busquets to bardzo pewny punkt Blaugrany, rzadko tracący piłkę, stanowiący spore zagrożenie przy stałych fragmentach gry, a także facet, dysponujący dużą siłą fizyczną i świetną koordynacją, biorąc pod uwagę jego wzrost. Ciężko harujący strażnik drugiej linii, dla którego pressing to chleb powszedni to tak naprawdę pierwszoplanowa postać w strategii FC Barcelony, bez którego tiki-taka nie byłaby możliwa. * artykuł powstał w oparciu o książkę Grahama Huntera – Barca. Za kulisami najlepszej drużyny świata. Wyróżnione fragmenty są cytatami z książki, która ukazała się dzięki Wydawnictwu ‘SQN’.


12

WYWIAD

Wywiad z Barbarą Bardadyn D

ziennikarka ‘Przeglądu Sportowego’, autorytet w pozornie męskim świecie piłki nożnej zajmująca się przede wszystkim ligą hiszpańską, tłumaczka takich pozycji jak ‘Pep Guardiola. Oczami innych’, czy ‘Ronaldo. Obsesja doskonałości’, czyli po prostu Barbara Bardadyn. Żurnalistka popularnego dziennika porusza kwestie Złotej Piłki, Gran Derbi, transferów czy Ligi Mistrzów.

Jakub Barankiewicz: Kto według Ciebie powinien otrzymać Złotą Piłkę za rok 2013 i na co może liczyć w tym plebiscycie Messi? Barbara Bardadyn:To jest bardzo skomplikowana sprawa. W  ostatnich tygodniach bardzo uaktywnił się Cristiano Ronaldo, który strzela hat-tricka w co drugim meczu. Również Zlatan Ibrahimović – moim zdaniem najbardziej niedoceniany piłkarz. Pewnie z tego względu, że nigdy nie wygrał Ligi Mistrzów... JB: I z reprezentacją także osiągnął niewiele... BB: To prawda. Ale tak samo jest w przypadku Ronaldo i  Messiego. To jest naprawdę bardzo trudny wybór. Niedawno dziennikarze ‘Marki’ przekonywali, że nagroda należy się Cristiano, ponieważ liczą się osiągnięcia indywidualne, czyli liczba goli, a nie osiągnięcia drużynowe. Jeśli pójdziemy tym tropem, to Ronaldo zasłużył na Złotą Piłkę bez dwóch zdań. Troszeczkę w tym momencie zapominamy o Riberym, który nie strzela masowo goli, przynajmniej teraz. Wiadomo jednak, że w tym roku wygrał z Bayernem cztery trofea, odgrywając przy tym znaczącą rolę. To jest jego główny atut. Odnoszę jednak wrażenie, że wielu głosujących nie zwraca na to tak dużej uwagi i stawia na tych, którzy w ostatnich tygodniach prezentują się najlepiej. Messiego natomiast spotkał duży pech i przez kontuzję nie zagra już do

Barça Flash Grudzień 2013

końca roku. Mimo to wahałabym się między Cristiano Ronaldo a Leo Messim. JB: Obejrzałaś dziesiątki spotkań między Barcą a Realem. Czy któreś zapadło Ci szczególnie w pamięć, jeśli tak to dlaczego? BB: Całe mnóstwo. Najbardziej spektakularne mecze w ostatnich latach to na pewno 2-6 na Bernabéu czy 5-0 na Camp Nou. Natomiast z tych, które widziałam na żywo, podobał mi się mecz z sezonu mistrzowskiego Realu Madryt, kiedy Królewscy wygrali 2-1 na stadionie Barcelony i praktycznie przypieczętowali mistrzowski tytuł. Od tamtej pory nie mieli już tak dużych problemów z pokonaniem Katalończyków jak wcześniej, więc w pewnym sensie był to moment przełomowy. JB: Atletico Madryt podoła w tym sezonie trudom rozgrywek, czy – tak jak w poprzednim – po jakimś czasie straci dystans do Realu i Barcelony? BB: Obawiam się, że może tak być. Już teraz w głupi sposób tracą punkty. Nie wracam do meczu z Espanyolem, natomiast to, co pokazali przeciwko Villarreal nie mieści się w głowie. Na 1:0 zdobywają bramkę fartem - gol samobójczy - po czym nagle w drugiej połowie nie grają niczego, broniąc tej minimalnej przewagi.

Jakub Barankiewicz Barca.pl jakub.barankiewicz@barca.pl @jakub_barcapl

JB: Villarreal też zdobył gola samobójczego... BB: To prawda, ale oni nie walczą o mistrzostwo. Myślę, że w  przypadku Atleti znów skończy się to trzecim miejscem. JB: Od kilku sezonów jesteśmy świadkami sporu fanów ligi angielskiej i hiszpańskiej. Czy jest sens porównywania tak różnych kultur futbolu? BB: Przyznam, że osobiście bardzo lubię i ligę hiszpańską, i ligę angielską. Na szczęście mecze ligi angielskiej zazwyczaj są rozgrywane po południu, Hiszpanie grają później, więc mogę spokojnie obejrzeć spotkania Premier League i Primera División. Dla mnie są to dwie równie interesujące, aczkolwiek zupełnie inne ligi. To kwestia indywidualna. Po mundialu mówiło się, że Primera División to liga mistrzów świata, chociaż ostatnio wielu tych mistrzów wyemigrowało właśnie do Anglii. To dwa odmienne rodzaje futbolu, ale każdy nich jest super interesujący. Przynajmniej dla mnie. JB: Jakich transferów potrzebuje Barcelona w zimowym okienku transferowym? BB: Mogę mówić na podstawie tego, o czym dyskutuje się od wielu miesięcy i o czym pisze katalońska prasa. Nie jestem pewna, czy Barca potrzebuje środkowego


się wiosną, w jakiej dyspozycji będą poszczególne drużyny, co się będzie działo z ich piłkarzami. Przyznam, że prywatnie chciałabym, żeby to Real Madryt zdobył ten dziesiąty Puchar Europy, gdyż kibicuję Realowi. Żałuję, że nie udało się Mourinho, bo byłaby to dla niego wielka sprawa. JB: Czy Gerardo Martino ma szansę przypomnieć cules sukcesy z czasów Guardioli? BB: Myślę, że tak, ale trzeba mu pozwolić spokojnie pracować, a nie po każdym meczu, gdy Barca ma minimalnie mniejsze posiadanie piłki niż rywal, ciskać gromy, krytykować na lewo i prawo. Moim zdaniem nie ma w tym sensu. Ta drużyna jest praktycznie taka sama jak za czasów Guardioli i Vilanovy. Teraz dodatkową jej wartością jest Neymar. Barca może nie wygra sześciu trofeów w jednym roku, ale cały czas będzie na szczycie. JB: Gdybyś miała wskazać zawodnika Barcy, niekoniecznie z obecnej drużyny, który wywarł na Tobie szczególne wrażenie, jego gra szczególnie Ci się podobała, kto by nim był?

napastnika, o którego rzekomo prosił Tata Martino, który chciałby mieć więcej rozwiązań w ataku. Natomiast temat środkowego obrońcy przewija się już od dawna, właściwie od czasu totalnie nietrafionego transferu Czyhryńskiego. W tej chwili akurat się o tym nie mówi, ponieważ po pierwsze wrócił Carles Puyol, który wprawdzie nie gra regularnie, lecz w co drugim, trzecim meczu, ale zawsze prezentuje najwyższy poziom. Po drugie jest Marc Bartra, który wreszcie zadebiutował w reprezentacji Hiszpanii. Ten chłopak w zeszłym sezonie grał bardzo mało, popełniał błędy, był krytykowany, natomiast teraz prezentuje się naprawdę świetnie, Tata Martino wychwala go na każdym kroku, więc

jeśli odważnie na niego postawi, to myślę, że nie będzie potrzeby nikogo sprowadzać. Moim zdaniem Bartra może stać się obrońcą na lata, idealnym partnerem dla Gerarda Pique. JB: Która z drużyn jest faworytem w Lidze Mistrzów? BB: Trudno prognozować na tym etapie sezonu. Na początku września rozmawiałam o  tym z  Santiago Cañizaresem, który wśród mocnych kandydatów wymienił Juventus, a zobaczmy, gdzie dzisiaj jest ta drużyna. Nie wiadomo czy wyjdzie z grupy. Rozmowa o tym teraz nie ma większego sensu. Nie wiemy co wydarzy

Pamiętamy co on wyczyniał w lidze brazylijskiej: przepychanki z rywalami, zabieranie piłki, kłótnie z trenerem. Tamten Neymar to nie był chłopak, który pasowałby do tego, co reprezentuje Barcelona. Uważałam go za nadętego bubka, wielką gwiazdę. A przynajmniej tak można było wnioskować po jego zachowaniu i wypowiedziach. Zdanie o nim zmieniłam diametralnie, kiedy miałam szansę z nim porozmawiać.

Wywiad z Barbarą Bardadyn

BB: Ostatnio Neymar. Zarówno jako piłkarz, jak i jako człowiek. Już mówię dlaczego. Kiedy okazało się, że Barcelona jest nim poważnie zainteresowana, od razu pomyślałam: „Co to będzie, przecież on się nie nadaje do tej drużyny, powtórzy się casus Ibrahimovicia”. Pamiętamy co on wyczyniał w lidze brazylijskiej: przepychanki z rywalami, zabieranie piłki, kłótnie z trenerem. Tamten Neymar to nie był chłopak, który pasowałby do tego, co reprezentuje Barcelona. Uważałam go za nadętego bubka, wielką gwiazdę. A przynajmniej tak można było wnioskować po jego zachowaniu i wypowiedziach. Zdanie o nim zmieniłam diametralnie, kiedy miałam szansę z nim porozmawiać. Pierwszy raz po meczu Brazylia – Japonia we Wrocławiu. Potrzebowałam wypowiedzi po meczu, a nie zareagował ani Kaká, ani Hulk, ani Oscar. Diego Alves stwierdził, że nie ma czasu… Wreszcie jako ostatni wyszedł z  szatni Neymar. Byłam przekonana, że sytuacja się powtórzy, gdy on zupełnie nieoczekiwanie, z uśmiechem od ucha do ucha, zatrzymał się i porozmawiał. Później kilka pytań udało mi się zadać mu po meczu w Gdańsku – wtedy już jako piłkarzowi Barcelony. I znów niesamowicie urzekł mnie swoją skromnością, prostotą. Super pozytywna postać, bardzo fajny, zupełnie normalny chłopak. I to potwierdziło się w Barcelonie. Neymar nie jest żadnym gwiazdorem, gra dla drużyny, emanuje skromnością, co jeszcze rok temu w moim odczuciu było nie do pomyślenia. Ale z drugiej strony na pewno wiedział, do jakiego klubu przychodzi, jaka panuje tutaj hierarchia, jakie wartości. Tak czy inaczej jestem pod wielkim wrażeniem


14

WYWIAD

tego chłopaka. Bez wątpienia może zostać wielką postacią światowego futbolu, bo umiejętności posiada imponujące. Tylko musi strzelać gole w Lidze Mistrzów! JB: Marc-Andre ter Stegen to dobry następca dla Valdesa? BB: Szczerze mówiąc – nie wiem. Bundesligę oglądam sporadycznie, więc nie mogę nic powiedzieć na ten temat. Chyba nawet nigdy nie widziałam żadnego meczu z jego udziałem. Ale ter Stegen nie jest jedynym kandydatem. Mówi się o Pepie Reinie, chociaż moim zdaniem Barca powinna sprowadzić zawodnika młodego, perspektywicznego, który mógłby tutaj zostać na wiele lat. Takim bramkarzem na pewno nie jest Reina, ale Thibaut Courtois i owszem. Moim zdaniem to fantastyczny golkiper, który idealnie sprawdziłby się w Barcelonie. Z drugiej jednak strony nie chciałabym, żeby odchodził z Atleti...

Thibaut Courtois Moim zdaniem to fantastyczny golkiper, który idealnie sprawdziłby się w Barcelonie.

JB: Barca i Real sprowadzili latem po jednym świetnym piłkarzu, który z nich: Neymar czy Bale ma szansę stać się większą gwiazdą? BB: Trudne pytanie. Na początku transfer Bale’a uznawano za nietrafiony, mówiono, że to pieniądze wyrzucone w błoto. Szydzono z niego. Teraz, po przezwyciężeniu problemów fizycznych, Bale jest na powrót tym samym zawodnikiem, którego znaliśmy z Tottenhamu. Obaj są według mnie na porównywalnym poziomie, a który będzie lepszy w przyszłości – trudno powiedzieć. JB: Coraz częściej kontuzjowany jest Puyol, czy stać go jeszcze na grę taką, jak za najlepszych lat? BB: On ma już 35 lat. Myślę, że przez sezon, maksymalnie dwa, stać go na to, by grać naprawdę dobrze. Ale on nie występuje we wszystkich meczach, zresztą widzimy, że Tata Martino naprawdę umiejętnie dozuje mu wysiłek. Jednak kiedy gra, daje z siebie wszystko, jak to on, nigdy nie odpuszcza. Jeśli ten wysiłek w dalszym ciągu będzie dozowany tak, jak dotąd, to myślę, że rok lub dwa pogra bez problemu. JB: Jednak kiedyś przejdzie na emeryturę. Czy Bartra to dobry następca? BB: Jak już wspominałam na początku – on może stworzyć genialny duet z Piqué, taki, jaki w ostatnich latach Piqué tworzył z Puyolem. Teraz Puyi może przekazać pałeczkę Bartrze i  nie ulega wątpliwości, że ten ma

Barça Flash Grudzień 2013

zadatki na naprawdę wybitnego środkowego obrońcę. A co najważniejsze, Tata Martino mu ufa. JB: Jeśli mówimy o następcach, kolejnym po Tarzanie graczem zbliżającym się do końca kariery jest Xavi. Widzisz w pierwszej drużynie kogoś, kto mógłby go zastąpić, czy musimy poczekać? BB: W pierwszej drużynie na pewno nie. Przez całe lata na następcę Xaviego szykowany był przecież Thiago Alcantara, który nagle odszedł do Bayernu. Moim zdaniem, on nie wróci tu szybko i nie wiem czy w ogóle wróci do Barcelony. Sergi Roberto? Nie jestem przekonana. Myślę, że musi minąć jeszcze trochę czasu zanim Barcelona wychowa sobie następnego Xaviego. Nic więc dziwnego, że coraz częściej mówi się o  Gündoğanie z Borrussii Dortmund. JB: Jaką przyszłość widzisz dla Martina Montoi i Jonathana Dos Santosa? BB: Dos Santos na razie jest kontuzjowany i nie zobaczymy go przez wiele miesięcy. Montoya grywa sporadycznie i raczej nie przekonuje. Moim zdaniem klub nie wiąże z nimi jakichś wielkich nadziei i jeśli zostaną,

to będą tylko zawodnikami rezerwowymi. Chyba że Montoya błyśnie nagle tak, jak Bartra i za kilka lat zostanie następcą Daniego Alvesa. JB: Czy do pierwszego zespołu w najbliższym czasie, w tym lub kolejnym sezonie ma szansę wejść Frank Bagnack? BB: Sam Tata Martino kilka razy dał mu szansę podczas okresu przygotowawczego i pamiętam, że prezentował się dość dobrze, ale czy na stałe trafi do pierwszego zespołu? Zobaczymy. JB: Co do wypożyczonych zawodników, Bojana Krkicia i Gerarda Deulofeu, czy oni w ogóle wrócą do Barcelony? BB: Jeśli chodzi o  Krkicia to trudno mi powiedzieć. Najpierw był wypożyczony do Romy, potem do Milanu i teraz do Ajaksu, więc to ewidentnie pokazuje, że przynajmniej na razie nikt w  Barcelonie nie wiąże z  nim przyszłości. Jeśli chodzi o Deulofeu to chyba tak samo, skoro kolejni trenerzy, wcześniej Tito Vilanova i teraz Tata Martino nie przekonali się do niego.


Robert Lewandowski Rola rezerwowego na pewno nie wchodzi w grę. Czy by się odnalazł? Pytanie, jak chce grać Barcelona.

BB: Chciałabym, żeby wrócił Laporta. A więc on albo Enric Masip, legenda hiszpańskiej piłki ręcznej, który już się powoli do tego przymierza. Laporta – pomijając długi i szereg innych zarzutów pod jego adresem – był najlepszym prezydentem Barcelony, wynosząc ją na absolutny szczyt, sprowadzając najlepszych piłkarzy, podejmując doskonałe decyzje, w tym tę najlepszą – zatrudnienie Guardioli, chociaż pod uwagę brano także Mourinho. Laportę darzę też osobistą sympatią, bardzo miło wspominam wywiad z nim, jaki przeprowadziłam w rok po odejściu ze stanowiska. Tak czy inaczej uważam, że Sandro Rosell dotrwa do 2016 roku, nic się tutaj nie wydarzy. JB: Czy sądzisz, że Martino powinien ściągnąć kogoś z ligi argentyńskiej np. Balantę czy Verginiego? BB: To jest pytanie do niego. Czy faktycznie potrzebuje tych zawodników. Moim zdaniem nie. Ich nazwiska wypłynęły latem, kiedy w Barcelonie panowała panika w związku z transferem środkowego obrońcy. Ja upierałabym się przy Bartrze. JB: Oprócz pracy dziennikarki zajmujesz się tłumaczeniem książek. Czy jakaś pozycja o hiszpańskiej piłce nożnej, o Barcelonie, sprawiła Ci szczególną trudność, czymś się wyróżniła?

JB: Czy Robert Lewandowski odnalazłby się w Barcelonie, czy ewentualnie pogodziłby się z rolą rezerwowego? BB: Rola rezerwowego na pewno nie wchodzi w grę. Czy by się odnalazł? Pytanie, jak chce grać Barcelona. Na razie ciągle dyskutowany jest styl gry. Chociaż moim zdaniem on się w ogóle nie zmienił, tylko w niektórych meczach, w niektórych momentach potrzebne są inne rozwiązania, trzeba zagrać inaczej. Przez tyle lat rywale przyzwyczaili się do gry Barcelony, rozgryźli ją i czasem trzeba szukać innych środków. Jak mówi Tata Martino: gdy można to wymieniamy 18 podań, a jeśli nie, to dwa. Dla mnie to jest naturalne. Nie rozumiem skąd to powszechne oburzenie. Wracając do Lewandowskiego:

pytanie, gdzie w takiej sytuacji grałby Messi , który dotąd miał zarezerwowaną pozycję na środku ataku, choć wiadomo, że Messi klasyczną „9” nie jest. Ostatnio Martino wrócił do tego, co było za czasów Rijkaarda i ustawił go na skrzydle, co nie przyniosło dobrych efektów. Z tego, co mówią Katalończycy wynika, że Barcelona chciałaby doświadczonego napastnika, który nie obrażałby się siedząc na ławce i pomagał drużynie w trudnych momentach. To na pewno nie jest rola dla Roberta. JB: Patrząc kilka lat do przodu i zwracając uwagę na ostatnie zabiegi w celu postawienia wotum nieufności przed Sandro Rosellem, Joan Laporta może wrócić na fotel prezydenta Klubu, czy widzisz tam kogoś innego?

BB: Żadna książka nie sprawiła mi trudności. Ja szalenie lubię tłumaczyć, sprawia mi to wielką radość. Jeśli chodzi o książki związane wyłącznie z Barceloną, to muszę wyróżnić autobiografię Xaviego Hernándeza, pewnie dlatego, że była pierwszą przeze mnie przetłumaczoną książką. Pamiętam, że zrobiłam ją chyba w ciągu trzech tygodni, zdarzało się, że siedziałam przy niej nocami. Ale nie dlatego, że goniły mnie terminy, tylko dlatego, że była tak wciągająca, że po przetłumaczeniu jednego rozdziału natychmiast chciałam wiedzieć co jest w następnym. W ten sposób siedziałam do drugiej, trzeciej nad ranem. Natomiast z ostatnich świetnie mi się tłumaczyło ‘Barcelona Blaugrana’, także dlatego, że jest inna. Myślę, że dla każdego wielkiego kibica Barcelony jest o tyle cenna, że pokazuje klub od innej strony, pozwala wrócić do korzeni, odsłania kawałek historii. JB: Można ją później wykorzystać w samej Barcelonie...

Laporta – pomijając długi i szereg innych zarzutów pod jego adresem – był najlepszym prezydentem Barcelony, wynosząc ją na absolutny szczyt sprowadzając najlepszych piłkarzy, podejmując doskonałe decyzje, w tym tę najlepszą – zatrudnienie Guardioli, chociaż pod uwagę brano także Mourinho.

Wywiad z Barbarą Bardadyn

BB: Oczywiście, że tak. To jest alternatywny przewodnik po Barcelonie. Alternatywny, bo wyłącznie śladami Klubu. JB: Dziękuję za rozmowę. BB: Także dziękuję i powodzenia!


Idą Święta, 16

ARTYKUŁ

czyli komercjalizacja pełną gębą!


Adrian Nowicki Barca.pl adrian.nowicki@barca.pl @adrian_barcapl

Z

a oknem pada śnieg, w telewizji Coca-Colę reklamuje starszy pan z długą, białą brodą, a w radiu króluje Wham! - Last Christmas. O ile spadające na nasze głowy płatki śniegu są uwarunkowane prawami natury, o tyle kolejne oznaki nadejścia ulubionego święta wszystkich dzieci stanowią maszynkę do zarabiania pieniędzy. Komercjalizacja w zastraszającym tempie wdziera się w kolejne segmenty życia szarego Kowalskiego. Każdego roku zastęp tęgich umysłów zbiera się w jednym miejscu i debatuje. Nie rozmawiają o pokoju na świecie, o kursie dolara, ani też o tym, jak Barca radzi sobie pod sterami nowego trenera. Rozmawiają oni o pieniądzach - a precyzując, jak te pieniądze wyciągnąć z portfela cules. Tim Krabbenbos z Uniwersytetu w Twente porównał przychody Blaugrany z sezonu 2003/04 i 2010/11 - nie uwzględniał w tych statystykach żniw dla producentów o wyrobionych markach. Tak, producentów o wyrobionych markach - musimy stawiać sprawę jasno. Barca na święta zarabia marką. Z tych statystyk wynika, że przez zastrzyki finansowe z różnych stron Klub zwiększył niemal dwukrotnie dochód z dnia meczowego. Niestety nie dysponujemy raportami finansistów, które jasno określiłyby przychody ze sprzedaży pamiątek z herbem FC Barcelony przed świętami, jednak z każdym z Was mogę się założyć, że na głowę biją wyniki z września lub października. Generalnie żadna drużyna świata nie powinna mieć nic wspólnego z Bożym Narodzeniem, ale święta bezsprzecznie kojarzą się z rodzinną atmosferą, życzliwością i miłością. Czy moglibyśmy znaleźć Klub, który ze swoim mottem lepiej wpisywałby się w konwencje tego święta? Przecież Barcelona to więcej niż Klub, to rodzina! W okresie przedświątecznym wzrasta nie tylko liczba


18

ARTYKUŁ

Trwający obecnie sezon bożonarodzeniowy niezwykle szybko rozpoczął Manchester City. Zespół z Anglii już w drugim tygodniu października swoim fanom oferował świąteczne gadżety. Możemy nabyć śnieżną kulę, kartki świąteczne, torbę na prezent, a także... skrzata zjeżdżającego na snowboardzie.

sprzedanych trykotów z nazwiskami idoli, ale także innych gadżetów. Krawaty, bombki, piłki, obudowy na telefony - to wszystko koniecznie musi być sygnowane herbem Dumy Katalonii, a popyt na taki produkt wzrasta niesamowicie szybko. Globalna marka działa globalnie, dlatego też piłkarskie prezenty wyprodukowane dla Blaugrany znajdziemy wszędzie. Od Montevideo przez Budapeszt aż po Kuala Lumpur. Nie ma w tym nic dziwnego, że nawet w państwach, w których tradycja obdarowywania się nie jest tak rozwinięta, jak w Europie lub w Stanach Zjednoczonych, na sklepowych wystawach odnajdziemy wspomniane już bombki lub szaliki. Trwający obecnie sezon bożonarodzeniowy niezwykle szybko rozpoczął Manchester City. Zespół z Anglii już w drugim tygodniu października swoim fanom oferował świąteczne gadżety. Możemy nabyć śnieżną kulę, kartki świąteczne, torbę na prezent, a także... skrzata zjeżdżającego na snowboardzie. Oczywiście wszystko jest błękitne i ma na sobie logo The Citizens.

Barça Flash Grudzień 2013

Część z nas irytuje taka sytuacja, ale większość pogodziła się z tym, że Boże Narodzenie jest już towarem, który trzeba ładnie zapakować, ozdobić logiem rozpoznawalnego producenta i pozbyć się za wysoką cenę. Jeśli jednak w ten sposób załatwiamy dwie sprawy na raz - kupujemy bliskim podarunek i wspieramy ukochaną drużynę, to nie ma potrzeby zmieniania tego precedensu. W ten sposób wszyscy pracujemy na transfery przyszłych Neymarów, Henry’ch i Fabregasów! Fanatycy sprawiają wrażenie, jakoby nie godzili się na głębsze integracje biznesu i ich klubu, jednak nawet najbardziej zagorzali kibice zdają sobie sprawę z tego, że z popularnych “Januszy” drużyna też ma pieniądze - i to nie małe, bo to właśnie głównie oni zostawiają niemałe sumy w klubowych sklepach kibica. Ciężko wyobrazić sobie, że Camp Nou nie nazywa się Camp Nou, a na przykład Qatar Airways Arena, gdyż nazwa ta nie jest tylko nazwą, a  synonimem teatru. Camp Nou jest świątynią futbolu i niemal sakralny wymiar tej budowli nie może dziwić. W końcu gra tam sam bóg piłki - Leo Messi! Tylko skąd wziąć pieniądze na wybudowanie nowego stadionu, o którym w ostatnich

miesiącach myślał zarząd? Ze sprzedaży praw do nazwy stadionu, niestety. Taką drogę wybrały już inne europejskie potęgi m.in.: Bayern Monachium (Allianz Arena), Arsenal Londyn (Emirates Stadium) i Manchester City (Etihad Stadium). Teraz, gdy każdy we wszystkim szuka zysku, taki obrót spraw nie będzie mógł dziwić. Zbliżające się święta nie tylko będą okazją do zwiększenia klubowego budżetu, ale będzie to także czas wzmożonych działań marketingowców, którzy, w sposób często nachalny, będą wciskali nam wszystko z dopiskiem „PROMOCJA”. Miejmy nadzieję, że  realne, a nie świąteczno-pozorne, obniżki cen będą miały miejsce na rynku transferowym, który otworzy się niedługo po świętach. Może wreszcie zarząd z trenerem na czele sprawi nam niespodziankę i do Barcelony trafi zapowiadany każdego roku klasowy stoper, a  nie kolejny zawodnik z formacji ofensywnej? Może Święty z długą białą brodą i workiem pełnym prezentów na plecach będzie tak wspaniałomyślny, że pod choinkę doczekamy się także transferu bramkarza w miejsce Valdesa? Trzymajcie kciuki!


20

ARTYKUŁ

Zastanawiam się, jak wobec podobieństwa przytoczonych [w tekście] przypadków, wybrną w razie zwycięstwa Ronaldo, krytycy z białej części Madrytu. Jakimi argumentami będą bronić wyboru swojego pupila, przed atakami fanów Bayernu. Czy powiedzą „To przecież plebiscyt”? Marcin Kudinow

Barça Flash Grudzień 2013


22

ARTYKUŁ

O

d dawna, w sporcie zespołowym jakim jest piłka nożna, nie zdarzyła się sytuacja, by dwóch równej klasy sportowców, tak bardzo zdominowało swoją dyscyplinę.

Michael Jordan naznaczył pewną epokę w koszykówce, prowadząc swoich Bulls do sukcesów lat '90 ubiegłego wieku, Wayne Gretzky w hokeju, Pele i Maradona w piłce nożnej osiągali status legend. Pomijając jednak różnice między sportami i fakt, iż łatwiej być decydującym w sporcie, gdzie na boisko wybiega mniej zawodników, najważniejszą różnicą między nimi wszystkimi, a Messim i Cristiano Ronaldo, jest fakt, że tylko ostatni wznosząc swoją rywalizację poza kolejne granice, tak bardzo naznaczyli swoją epokę jako duet godnych rywali. Jest tylko małe ale. Jeden zdominował ten wyścig, nawet bardziej, co budzi w dużej mierze zrozumiałe, bo ludzkie odczucia wielbicieli drugiego. Słowem wstępu należałoby jeszcze dodać, że w plebiscycie Złotej Piłki, bo wokół niej złoży się ten felieton, jak w każdym głosowaniu, wiele zależy nie od suchych statystyk, ale odczuć i wyborów głosujących. O roli tych ostatnich, przekonała nas niedawna, mało dyplomatyczna wypowiedź szefa FIFA, pana Blattera. W tym tekście jednak, chciałbym odnieść się do dyskusji, jaka zapanowała po przyznaniu Złotej Piłki A.D. 2010 w ręce Messiego i wzburzenia, jakie wybuchło szczególnie, o dziwo wśród Merengues oraz kontekstu jaki stanowią dla owej dyskusji szanse CR7 na wygranie ZP za rok 2013.

Złota Piłka

- krótka historia wątpliwości W plebiscycie Złotej Piłki, jak w każdym głosowaniu, wiele zależy nie od suchych statystyk, ale odczuć i wyborów głosujących. Jakim zatem trzeba być piłkarzem, aby zdobyć tę najbardziej prestiżową nagrodę indywidualną w piłce nożnej?

Na początek jednak uporządkujmy słowniczek pojęć. „Plebiscyt - plebiscyt [łac. plebiscitum ‘decyzja ludu’], rodzaj głosowania, terytorialnego, politycznego, lub forma wyrażania opinii przez czytelników, słuchaczy, telewidzów”. Drugą zasadniczą kwestią, są kryteria i forma plebiscytu ZP. Cytując FIFA Ballon d’Or, Rules of Allocation , „Art. 3. e Awards are bestowed according to on-field performance and overall behaviour on and off the pitch.” co należało by przetłumaczyć jako: nagrody są przyznawane, na podstawie wydajności na boisku i ogólnego zachowania poza nim. Jak widać w żadnym miejscu, nie ma wskazania, do wagi statystyk zawodników, jednak „wydajność na boisku”, zdaje się być właśnie próbą dość ogólnego odwołania do wkładu kandydatów w grę ich zespołów. Co ważniejsze, nie ma nigdzie ani słowa o zdobytych tytułach, które mogły by stanowić decydującą miarę

przy przyznawaniu nagrody. Kolejne punkty regulaminu precyzują kto i w jakich kategoriach oddaje głosy, jak są one ważone punktowo oraz opis odbioru nagrody. A teraz kawałek historii: Złota Piłka France Football, przyznawana od 1956-2009 roku, oprócz innej liczby oddawanych głosów, cechowała się przez większość czasu, ograniczeniem kandydatów, do tych, pochodzących z Europy. Ograniczenie to zniesiono dopiero w 1995 roku, jednak spowodowało ono, że wymienieni we wstępie legendarni Pele i Maradona, nie mieli okazji dostąpić zaszczytu kandydowania do nagrody. Tym bardziej jest to dotkliwe, w przypadku Maradony, który w Europie spędził przecież większość kariery i stanowił o potędze silnych europejskich klubów. W dyskusjach na temat ZP bardzo często pojawiają

stan na 13 listopada 2013 r.

Barça Flash Grudzień 2013


Największą jednak zajadłością i brakiem akceptacji dla wyniku plebiscytu, szczególnie wśród fanów Królewskich, cechowała się dyskusja, nad powodem zwycięstwa Messiego nad Wesley Sneijderem. Posuwano się do podejrzeń o fałszerstwa, wysuwano najbardziej niedorzeczne teorie. Wszystko by zdyskredytować zasadność zwycięstwa Messiego. się też głosy, domagające się uznania dla obrońców i bramkarzy. W końcu słowo „performance” obejmuje także, ową ciężką pracę wykonywaną przez tych, którzy poświęcili swoje kariery na co innego, niż strzelanie goli i asystowanie w błysku reflektorów. I przy tym zgoła słusznym stwierdzeniu, 52 nagrody spośród 57 przyznanych, znalazło się w rękach graczy na wskroś ofensywnych. To, czy wynik ten, można już nazwać „statystycznie przewidywalnym” - 91,23% sprawdzalności, czy oddaje on szanse na to, że i w tej edycji, nagrodę zgarnie gracz ofensywny? Według mnie, tak. Przejdźmy zatem do sedna i kontrowersji jakie towarzyszyły przyznaniu nagrody w roku 2010. Na wstępie przytoczę klasyfikację ostateczną nagrody z tamtego roku: Lp. 1. 2. 3. 4. 5.

Imię i nazwisko Kraj Leo Messi ARG Andres Iniesta HIS Xavi Hernandez HIS Wesley Sneijder HOL Diego Forlan URU

Klub FCB FCB FCB INT ATL

% głosów 22,65% 17,36% 16,48% 14,48% 7,61%

Widać przewaga głosów, na korzyść Messiego nie była wcale tak wielka jak w poprzedniej i kolejnych dwóch edycjach. Odzwierciedla to fakt podziału opinii wśród głosujących. Co zatem przemawiało na korzyść poszczególnych kandydatów? Pierwsze 3 kandydatury, to oprócz statystyk, przynależność do Barcy, która zachwycała świat piękną grą, a w przypadku Xaviego i Iniesty, także Hiszpanii która, wygrała mistrzostwa świata. Oczywiście wagę poszczególnym osiągnięciom, ocenie gry, wkładowi zawodników w osiągnięcia zespołów, czy ich roli w drużynie, nadawali sami głosujący, jednak różnica między miejscami 2-4 skłania do wniosku, że były one dość spójne, dla zawodników z podobnych pozycji. Największą jednak

zajadłością i brakiem akceptacji dla wyniku plebiscytu, szczególnie wśród fanów Królewskich, cechowała się dyskusja, nad powodem zwycięstwa Messiego nad Wesley Sneijderem. Posuwano się do podejrzeń o fałszerstwa, wysuwano najbardziej niedorzeczne teorie. Wszystko by zdyskredytować zasadność zwycięstwa Messiego. W tym roku historia zatacza w pewien sposób koło. Na szali wyróżnienia indywidualnego, jakim jest ZP ważą się losy dwóch głównych kandydatur – najbłyskotliwszej części zwycięskiej układanki, która przetoczyła się po Europie A.D. 2013 ze szczególnym uwzględnieniem zwycięskiego finału, najbardziej znaczących klubowych rozgrywek starego kontynentu – Franck'a Ribéry oraz indywidualności, która błyszczy najjaśniej wśród firmamentu gwiazd nieba nad Madrytem, a na wyniki swojego zespołu, ma wpływ jak nikt w tym stuleciu, poza Lionelem Messim – Cristiano Ronaldo dos Santos Aveiro, CR7. Jakże podobna jest to historia do przytoczonej dwa ustępy wyżej, mówić nie trzeba. Jedyną różnicą może być fakt braku wielkiego międzynarodowego turnieju, w którym udział brałyby drużyny narodowe pretendentów, jednak dzięki rozgrywanym kwalifikacjom do MŚ w Brazylii, meczów międzynarodowych w harmonogramach obu gwiazd nie zabrakło i tym razem. Wróćmy jednak do sporu z 2011 roku, dotyczącego dopiero co przyznanej nagrody za rok ubiegły. Nie mogąc rozstrzygnąć ostatecznie motywów stojących za oddanymi głosami, odwołam się do statystyk, które wymiernie pomogą nam ustalić wpływ adwersarzy na grę swoich zespołów. Słowem wyjaśnienia wspomnę, że w poniższym wyliczeniu nie wziąłem pod uwagę meczów towarzyskich, a za decydujące statystyki ofensywnych graczy przyjąłem gole i asysty. Co więcej podsumowującym wskaźnikiem jest dla mnie wskazanie klasyfikacji kanadyjskiej/mecz. Daje ono niezły obraz owego „performance”. Oznacza wkład gracza w wyniki swojego zespołu, w każdych rozgrywkach mecz po meczu. Premiuje regularność i korzystanie z każdej minuty, każdego meczu na korzyść drużyny. Imię i nazwisko Mecze Gole Asysty KK KK/m Wesley Sneijder 62 12 18 30 0,484 Lionel Messi 62 58 28 86 1,387 KK- Klasyfikacja Kanadyjska; KK/m; Klasyfikacja Kanadyjska na mecz

Jak widać w tabelce, przewaga Messiego w tej ostatniej kategorii, jest druzgocąca – niemal trzykrotna. Tak wychwalany Wesley Snejider, zwycięzca

Złota Piłka - krótka historia wątpliwości

LM, finalista MŚ, w przeciągu swojego najlepszego roku, będąc rozgrywającym, uczestniczył jedynie w niecałej połowie sytuacji bramkowych na mecz w swoich zespołach – klubie i reprezentacji. Oczywiście statystyka ta nie uwzględnia tzw. „pół-asyst”, czyli podań otwierających, z których kolejne dogranie staje się asystą, czy wielu innych czynników, ale jako niemierzalnych, ciężko udowodnić w nich przewagę jednego czy drugiego piłkarza. Dysproporcja jednak jest tak duża, że aż przytłaczająca. Argumentem zwolenników Holendra, są wygrane tytuły, jednak pozwolę sobie przypomnieć, że w regulaminie nie ma o nich nawet słowa, a nawet gdyby, to przytoczona statystyka udowadnia, że wkład Snejidera w ich zdobycie, nie był porażający, mimo gry na tak ważnej pozycji. W ciągu roku zanotował, mimo gry na predestynowanej do tego pozycji, 10 asyst mniej niż Messi.


24

ARTYKUŁ

Ostatecznym argumentem była tragiczna jakoby gra Messiego i niesamowita Snejidera, w meczach reprezentacji w RPA. Przychylam się do stwierdzenia, że Holender był swojej drużyny liderem i grał niesamowicie, czy jednak w tragicznie prowadzonej, nieskutecznej reprezentacji Argentyny, Messi mógł ugrać więcej dla zespołu w ustawieniu jako ofensywny pomocnik/rozgrywający? Czy faktycznie grał tak źle? Moim zdaniem nie. Jako uzasadnienie ponownie przytoczę trochę statystyk. Wesley Snejider na 11 strzelonych przez reprezentację Holandii bramek, w postaci gola lub asysty, uczestniczył w 6. Ten sam wskaźnik dla Messiego to 8-4. Pamiętając jakie 100% sytuacje marnowali koledzy z drużyny Messiego, jak głęboko musiał się cofać po piłkę by nadawać grze rytm, zaryzykuję stwierdzenie, że trzeba być naprawdę zacietrzewionym, bądź nie znać się na piłce, by obarczać go winą za klęskę Argentyny, bądź twierdzić, że grał źle. Przechodząc od rozważań historycznych w kierunku tegorocznego plebiscytu, czytając fora, uczestnicząc w debatach na komentarze pod newsami najważniejszych portali futbolowych, nie sposób nie zauważyć wzrastającej ilości opinii kibiców Realu, o wręcz braku innych kandydatów niż CR7. Przytaczają ilości goli w roku, wskazują słusznie zresztą, na niesamowitą dyspozycję lidera „Los Blancos” w tym sezonie. I w całym tym sielankowym obrazie, trochę „ogólne wrażenie” psuje smrodek zarzutów o oszustwa, o sprzyjanie Messiemu w 2010 roku. Podobnie jak miny i postawa samego zainteresowanego, który chyba z urażonej ambicji nie pojawiał się na gali, lub wyraźnie deprecjonował znaczenie nagrody. Zastanawiam się również, co powiedzą zwolennicy Ronaldo, o przypadku pewnego Francuza z Bayernu... Przy okazji. Małe porównanie: Imię i nazwisko Mecze Gole Asysty KK KK/m Franck Ribery 47 19 15 34 0,72 Cristiano Ronaldo 50 59 18 77 1,54 KK- Klasyfikacja Kanadyjska; KK/m; Klasyfikacja Kanadyjska na mecz

I w całym tym sielankowym obrazie, trochę „ogólne wrażenie” psuje smrodek zarzutów o oszustwa, o sprzyjanie Messiemu w 2010 roku. Podobnie jak miny i postawa samego zainteresowanego, który chyba z urażonej ambicji nie pojawiał się na gali, lub wyraźnie deprecjonował znaczenie nagrody.

Argumenty przytoczone powyżej nie służą bynajmniej deprecjonowaniu osiągnięć Portugalczyka. Mają jedynie otworzyć oczy bezmyślnym krytykantom z madryckiego obozu, że historia lubi czasem zaśmiać się ze złośliwym zgrzytem i przypomnieć biblijną prawdę – nie sądźcie, bo będziecie sądzeni. Jak widać w tabeli, obaj zawodnicy, mają przyjęty przeze mnie współczynnik wyższy niż ich odpowiednicy z poprzedniego zestawienia, jednak różnica jest zaledwie dwukrotna. Zdobywane trofea, jeśli jeszcze ktoś chciałby używać ich jako argumentu, jeszcze bardziej w niekorzystnym świetle stawiają Ronaldo – mimo indywidualnych osiągnięć, nie poprowadził drużyny do żadnego (!) trofeum. (W przypadku Messiego i Sneijdera wyliczenie wynosiło – 2 do 5 dla Holendra). Co więcej, do swojego trypletu z końca ubiegłego sezonu, w tym Francuz dołożył już Superpuchar Europy i ma szanse na Klubowe Mistrzostwo Świata, a więc może sięgnąć 5 do 0 w trofeach. Argumenty przytoczone powyżej nie służą bynajmniej deprecjonowaniu osiągnięć Portugalczyka. Mają jedynie otworzyć oczy bezmyślnym krytykantom z madryckiego obozu, że historia lubi czasem zaśmiać się ze złośliwym zgrzytem i przypomnieć biblijną prawdę – nie sądźcie, bo będziecie sądzeni. Zastanawiam się, jak wobec podobieństwa przyto czonych przypadków, wybrną w razie zwycięstwa Ronaldo, krytycy z białej części Madrytu. Jakimi argumentami będą bronić wyboru swojego pupila, przed atakami fanów Bayernu. Czy powiedzą „To przecież plebiscyt”? Czas pokaże, tak jak daje nam teraz satysfakcję, nieco przewrotną, bo płynącą ze zwycięstwa największego z rywali przecież. Marcin Kudinow marcin.kudinow@blogfcb.com stan na 13 listopada 2013 r.

Barça Flash Grudzień 2013


Chcesz wyglądać jak

Leo Messi? BlogFCB.com/sklep


W OBIEKTYWIE

Neymar atakowany przez Ricarco van Rhijna w przegranym przez Dumę Katalonii, przedostatnim, meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów z Ajaxem Amsterdam. Amsterdam ArenA, 26 listopada 2013


28

ARTYKUŁ

Jak głosi słynne hasło FC Barcelony ‘mes que un club’, Barca to coś więcej niż tylko klub. Idealnie do tego stwierdzenia wpisuje się filozofia akademii Dumy Katalonii - La Masia, która za cel bierze sobie nie tylko wychowanie bądź stworzenie dobrego piłkarza, ale także ukształtowanie jednostki dla której poza futbolem życie również się toczy.

Jakub Droździoł

Barça Flash Grudzień 2013


30

ARTYKUŁ

Struktury La Masia

Gdzie indziej mogło wychować się w jednym miejscu tak wielu zdolnych piłkarzy? Nie bez przyczyny nazywana jest “kuźnią młodych talentów”. Jak sama nazwa wskazuje - jest to farma, gdzie dojrzewają największe tuzy światowego futbolu. Taka właśnie jest La Masia - szkółka FC Barcelony.

N

a początku przypomnijmy sobie trochę historii. Początkowo, gdy nie było jeszcze supernowoczesnego budynku ze szkła za ponad 11 milionów euro, młodzi adepci futbolu mieszkali w starym murowanym domie, którego pierwotnym przeznaczeniem było pełnienie roli głównego budynku na farmie. Dom ten wybudowany został w 1702 roku, a Barcelona odkupiła go w 1953 roku, kiedy działacze Blaugrany podjęli decyzję o budowie nowego stadionu (Camp Nou) i potrzebowali miejsca w którym architekci i inżynierowie mogli spokojnie pracować. Takie miejsce znaleźli właśnie w przyszłej La Masii. W ciągu następnych lat budynek pełnił rozmaite funkcje, aż do 1979 roku, kiedy to z pomysłu Johanna Cruyffa w budynku powstała akademia dla młodych piłkarzy. Początkowo LM mogła pomieścić zaledwie 60 chłopców, jednak wraz z ogromnym zainteresowaniem, budynek był stopniowo rozbudo wywany, aż w 2011 roku zarząd klubu postanowił przenieść przepełnioną akademię do zupełnie nowego, supernowoczesnego budynku na obrzeżach miasta, a dokładniej w Saint Joan Despi. Budynek ma powierzchnię 6000 m, a na pięciu piętrach jest miejsce dla 123 osób. Pomysłodawcą przeniesienia

akademii był Pep Guardiola, który chciał, aby młodzi adepci Blaugrany mogli trenować na tych samych boiskach co pierwsza drużyna. Już w pierwszych latach po powstaniu La Masii hiszpańskie boiska były zalewane młodymi graczami, wychowanymi pod okiem trenerów w Barcelonie, jednak dopiero na początku XXI. wieku nastąpił prawdziwy wysyp młodych gwiazd. Wśród nich znaleźli się zawodnicy, którzy stali się podporą klubu na lata (Xavi, Messi, Iniesta, Pique, Fabregas), ale także tacy, którzy szans na rozwój kariery musieli szukać poza Katalonią (Gabi, Maxi Lopez, Bojan). Barcelona wbrew pozorom nie jest wcale łatwym miejsce do gry. Młody gracz, aby na stałe wskoczyć do składu pierwszej drużyny, musi często wykazać się stoickim spokojem i czekać na swoją szansę przez wiele miesięcy, a nawet lat. Najlepszym tego przykładem jest iago Alcantara. Młody pomocnik był na tyle zdesperowany, aby występować regularnie, że odszedł do Bayernu Monachium. Według ostatnich wyliczeń, tylko 20 % wychowanków La Masii zostaje profesjonalnymi piłkarzami, a zaledwie 10 % debiutuje w pierwszym zespole (reszta kontynuuje karierę w innych zespołach Primera Division, bądź poza granicami Hiszpanii).

Więcej niż piłka W Barcelonie dbają nie tylko o to jakim piłkarzem będziesz, ale także o to jakim człowiekiem się stajesz. Każdy gracz zobligowany jest do osiągania solidnych wyników w szkole. W przeciwnym wypadku grozi mu zawieszenie, a nawet wyrzucenie z akademii. Najlepszym tego przykładem jest postawa Francka Bagnacka – jednego z najbardziej obiecujących stoperów w La Masii, który mając kilka lat temu problemy z nauką, został na pewien czas odesłany do Kamerunu, gdzie dopiero po nadrobieniu zaległości mógł powrócić do Barcelony.

Duma Katalonii może się poszczycić jedną z najlepiej rozwiniętych siatek skautingowych na świecie. Obserwatorzy Klubu rozsiani po całym świecie na bieżąco monitorują sytuację najzdolniejszych młodych piłkarzy, których potem ściągają do Katalonii.

stan na 13 listopada 2013 r.

Barça Flash Grudzień 2013


Droga do sławy Duma Katalonii może się poszczycić jedną z najlepiej rozwiniętych siatek skautingowych na świecie. Obserwatorzy Klubu rozsiani po całym globie na bieżąco monitorują sytuację najzdolniejszych młodych piłkarzy, których potem ściągają do Katalonii. Cały taki proces nie jest łatwy, co najlepiej można zobrazować na przykładzie Leo Messiego. Najlepszy obecnie piłkarz świata do Blaugrany trafił w wieku 11 lat, jednak przedtem Duma Katalonii musiała obiecać mu leczenie jego choroby, a także zapewnić pracę ojcu. No właśnie, a jak to jest z tymi drużynami juniorskimi? Każda ekipa ma ściśle wyznaczoną ilość graczy, którzy w niej występują. Najmłodsi adepci La Masi mają siedem lat i swoją przygodę z futbolem rozpoczynają Prebenjamin, gdzie drużyna liczy dwunastu graczy. Po dwóch latach zawodnicy przenoszą się Benjamin C, gdzie po dobrych występach mogą awansować do zespołów B i A, a dalsze postępy pozwalają im przenieść się ekipy Avenilu. Ta sekcja ma aż cztery drużyny – A,B,C i D. W owych drużynach występują zawodnicy w wieku od 11 o 12 lat. Następną ekipa jest Infantil, które dzielimy na zespoły A i B. Zawodnicy trafiają tu w wieku 13 lat i grają do ukończenia 14 roku życia. Następnie trafiają do drużyn Cadet A i B, a po kolejnych dwóch latach do Juvenilu A i B. Jest to ostatni krok w karierze juniora, który kończy się wraz z osiągnięciem pełnoletności. Po tym zawodnicy albo trafiają do Barcelony B, a potem do pierwszej ekipy, albo odchodzą z klubu.

Drużyna Barcelona B Juvenil A Juvenil B Cadet A Cadet B Infantil A Infantil B Alevín A Alevín B Alevín C Alevín D Benjamín A Benjamín B Benjamín C Prebenjamín

Wiek 16–18 16–18 14–15 14–15 13–14 13–14 11–12 11–12 11–12 11–12 9–10 9–10 9–10 7–8

Liczba graczy 26 19 21 19 20 21 20 13 13 12 12 11 10 12 12

Jak sami widzicie La Masia ma nie tylko wychowywać młodych piłkarzy, ale także uzmysławiać im, że nie każdy z nich zostanie zawodowym piłkarzem i tylko dzięki przejściu pewnego etapu edukacji, będą mogli później poradzić sobie w życiu. Ta ideologia idealnie wpisuje się więc w motto klubu: mes que un club. Jakub Droździoł jakub.drozdziol@barca.pl

transfermarkt.co.uk

Struktury La Masia


32

ARTYKUŁ

Rachunek sumienia

Zubizarrety Jakub Barankiewicz Barca.pl jakub.barankiewicz@barca.pl @jakub_barcapl

W

ielu kibiców Barcy zapewne zasmuciło lub wręcz zirytowało podpisanie nowego kontraktu przez dyrektora sportowego Dumy Katalonii Andoniego Zubizarretę. Każdy kij ma dwa końce. To przysłowie ma zastosowanie i w tym przypadku. Bilans transferowy Zubiego nie rzuca na kolana. Z drugiej strony da się wymienić co najmniej kilka udanych ruchów tak krytykowanego (bodaj najbardziej obok samego Sandro Rosella) członka zarządu Blaugrany. Dyrektor sportowy Klubu znakomicie rozpoczął pracę na piastowanym do dziś stanowisku. Jego pierwszy nabytek Adriano Correia trafił do Barcy z Sevilli za niewielką, w stosunku do innych piłkarzy, sumę 9,5 miliona euro. Adriano wielokrotnie okazał się nieoceniony, gdy zastępował kontuzjowanych kolegów. Jego główną zaletą jest niezwykła wszechstronność, bowiem Brazylijczyk może grać na wszystkich pozycjach w  bloku defensywnym z równie dobrym skutkiem. 29-latek potrafi również wykazać się w ofensywie, a za jeden ze znaków firmowych reprezentanta Canarinhos uznaje się zejście do środka po czym następuje zwykle strzał zza pola karnego. Takie akcje często kończą się pięknym golem. Jako sukces trzeba Baskowi zaliczyć naprawianie błędów poprzedników. Na początku pracy pozbył się on przede wszystkim duetu, którego wspomnienie do dziś spędza sen z powiek cules. Mowa tu o Zlatanie Ibrahimoviciu i Dmytro Czychryńskim. Szwed szybko wpadł w konflikt z ówczesnym trenerem Barcelony, Pepem Guardiolą, i Leo Messim. Nie potrafił pogodzić się z tym, że nie był najważniejszym zawodnikiem Dumy Katalonii, a tylko elementem układanki złożonej z gwiazd światowego formatu. Ukrainiec zaś wystąpił w bordowo-granatowym trykocie ledwie 15 razy, po czym został z pocałowaniem ręki odesłany za 15 milionów euro (o 10 mniej niż zapłaciła za niego

Barça Flash Grudzień 2013

Transfer Adriano

Barcelona) tam skąd przyszedł - do Szachtara Donieck. Inni zbędni piłkarze odrzuceni przez Zubizarretę to dwójka Brazylijczyków, którzy nie otrzymali nawet szansy debiutu w barwach Barcelony: Keirrison i Henrique. Nim ostatecznie odeszli oni z Camp Nou, kilkakrotnie byli wypożyczani do słabszych klubów, lecz nie miało to korzystnego wpływu na ich rozwój. Andoni Zubizarreta zdołał po latach zabiegów, doprowadzić do powrotu na Camp Nou Ceska Fabregasa, oddanego w wieku 16 lat do Arsenalu Londyn. Nie było to łatwe do wykonania, pomimo determinacji zarówno Ceska, jak i FC Barcelony. Na drodze do sukcesu tej operacji stał bowiem Arsene Wenger, który ani myślał puścić swoją gwiazdę do stolicy Katalonii. Koszt ‘repatriacji’ Fabsa wyniósł więc 40 milionów euro. Za kadencji byłego członka ‘Dream Teamu’ do Barcy wrócił też Jordi Alba. Tu obyło się bez większych komplikacji i po zapłaceniu 14 milionów Valencia oddała obrońcę. Szczęście Dumy Katalonii w tym przypadku polegało na tym, że transfer Alby został uzgodniony jeszcze przed Mistrzostwami Europy w 2012 roku, po których wartość 24-latka znacząco wzrosła.

Czwartym z argumentów popierających nową umowę dla 52-latka są nowe kontrakty dla ikon zespołu: Leo Messiego, Andresa Iniesty (rozmowy trwają), Carlesa Puyola i Xaviego Hernandeza. Cała czwórka dzięki temu najprawdopodobniej zakończy kariery na Camp Nou. Jedynie Leo, jak sam wspominał, chciałby zagrać na koniec swojej fantastycznej kariery w Newell’s Old Boys. Jednakowoż nigdy nie poruszał tematu przenosin do innej drużyny w Europie. Wskutek takich działań przedstawicieli Barcy, wyżej wymieniona czwórka znajdzie się w annałach Dumy Katalonii z uwagi na przywiązanie do barw klubowych, tak rzadko spotykane w dzisiejszym futbolu. Przejdźmy do gorszych decyzji Zubizarrety. Wraz z upływem czasu podejmował ich coraz więcej. Największe kontrowersje wywołała sytuacja Erika Abidala. Francuz, zawsze gdy grał, dawał z siebie wszystko. Losy Abiego

Ostatnim budzącym podziw dokonaniem Zubizarrety i jego podwładnych było dopięcie sprawy kupna Neymara z  Santosu, po dwóch latach od pierwszych doniesień w hiszpańskich mediach dotyczących zainteresowania Blaugrany zawodnikiem. Z kasy Dumy Katalonii musiało wypłynąć ponad 50 milionów euro. Wydawało się, że to wygórowana suma za piłkarza nieobytego w Europie. Popularny Ney prędko udowodnił niedowiarkom swój talent i znakomicie porozumiał się z Messim, co w opinii dużej części fachowców (w tym Johana Cruyffa) jawiło się w czarnych barwach. Czyżby Zubi podarował więc fanom Barcy kolejnego idola na wiele lat?

Nieładne pożegnanie Abidala


Powrót Fabregasa

Podpisanie nowych kontraktów z Messim, Puyolem i Xavim

Transfer Neymara

poważnie skomplikowała choroba nowotworowa, przez co w ciągu ostatnich dwóch lat w Klubie więcej leczył się niż grał. Nie usprawiedliwia to Zubizarrety i Rosella, którzy ogłosili w poprzednim sezonie, że gdy tylko Eric wróci do gry, to jego umowa zostanie automatycznie przedłużona. Ta obietnica okazała się zwykłym chwytem marketingowym, ponieważ nic takiego się ostatecznie nie zdarzyło. Zubi i Sandro zrobili ze swoich gęb przysłowiowej cholewy w najczystszej postaci.

się, że w środku pola Barcy powstanie wielka wyrwa po Generale, który z powodu wieku traci formę.

sugerujące brak oferty z Dumy Katalonii dla Niemca. Czy w bramce pierwszej drużyny stanie, w efekcie bezczynności zarządu, ktoś z pary Oier Olazabal - Jordi Masip? I jeśli tak się stanie, czy przyszły portero Blaugrany zaprezentuje wystarczające umiejętności, by zabezpieczyć tę funkcję na lata?

Mało kto potrafi również przełknąć stratę Thiago Alcantary, który to został już kilka lat temu mianowany następcą Xaviego. Tutaj zarząd i przede wszystkim Andoni Zubizarreta wykazali się wyjątkową biernością. Nie zrobili właściwie nic w kierunku zatrzymania Thiago w Barcelonie. Na chwilę obecną ten problem nie wydaje się tak ogromny, jednak za rok lub dwa może okazać

Transfer Thiago do Bayernu

Kolejne puste słowa zostały wypowiedziane w sprawie transferu obrońcy. Mówiono o  tym jak o  priorytecie od czasów Tito Vilanovy. Podobno próbowano ściągnąć Thiago Silvę, Davida Luiza, Marquinhos czy Matsa Hummelsa, lecz fakty są takie, że nowego stopera jak nie było tak nie ma. Szczęście w nieszczęściu, że nagłą eksplozję talentu w tym sezonie notuje Marc Bartra, więc problem jakby się oddalał. Pytanie tylko: na jak długo? Nierozwiązana jest kwestia następcy Valdesa, który za pół roku odejdzie z Blaugrany. Zubizarreta niby obserwuje wielu bramkarzy, lecz nie ma pewności co do zaawansowania negocjacji ze śledzonymi zawodnikami. Takie spekulacje podsycane są przez słowa agenta Marka-Andre ter Stegena - jednego z kandydatów na schedę po Vivim,

Brak następcy Valdesa

Rachunek sumienia Zubizarety

Ocena poczynań Andoniego Zubizarrety jako dyrektora sportowego jeszcze przed rokiem byłaby pewnie zgoła inna niż dziś. Przez ostatnie miesiące Zubi narobił tak wiele błędów i zaliczył tyle wpadek, że kibice nie pamiętają o jego niewątpliwych zasługach. Powyższa analiza dowodzi, że nie ma powodu, by jednoznacznie źle oceniać Baska, co robi chyba przytłaczająca większość czytelników tego artykułu. Pamiętajmy, że przez nadchodzące dwa lata Zubi, przynajmniej hipotetycznie, ma szansę zrobić dużo dobrego dla Klubu.

Nieudane poszukiwania środkowego obrońcy


34

FELIETON

Messi

jakiego nikt nie chce znać Adam Wielgosiński Blogfcb.com adam.wielgosinski@blogfcb.com @AWielgosinski

M

amy grudzień, czyli czas, w którym cały futbolowy świat zaczyna żyć plebiscytem o Złotą Piłkę. Kilka tygodni temu Sepp Blatter powiedział, że woli Leo Messiego, bo “to dobry chłopak i każda matka chciałaby mieć takiego syna”. Pytanie, czy aby na pewno szef FIFA wiedział, o czym mówi? Dosyć często kibice Realu Madryt mają pretensje o to, że Messi dostaje Złotą Piłkę nie ze względu na umiejętności, a ze względu na to, że media kreują go jako bożka. W Internecie widzimy dużo zdjęć Argentyńczyka z akcji dobroczynnych czy też meczów charytatywnych. Dziwne jest to, że o Cristiano w tej kwestii nie jest za głośno. Fakt faktem, piłkarz Realu również wykorzystuje swoją popularność w szczytnych celach, jednak nie jest to aż tak nagłaśniane. Wszystkie te akcje, mające na celu wspierać osoby chore czy też osoby w gorszej sytuacji materialnej oraz multum cudownych goli sprawiły, że grzechy Leo Messiego zostają zapomniane. W  początkach swej kariery “La Pulga” kojarzony był jako spokojny i nieśmiały zawodnik, lecz wiosną 2010r. pojawiła się pierwsza rysa na obrazie nieskazitelnego Leo. W meczu półfinałowym Ligi Mistrzów z Interem Mediolan w  jednym ze starć z  Maiconem zawodnik Barcy nagiął przepisy. Nagiął w sposób niesamowicie bolesny dla samego Brazylijczyka. Przy wyskoku do wrzutki uderzył łokciem w twarz obrońcy. Ktoś może

Barça Flash Grudzień 2013

powiedzieć, że takie rzeczy się zdarzają, są częścią futbolu, a faul był po prostu wynikiem walki o piłkę. Prawda, takie starcia czasami mają miejsce. Owszem, ale niecodziennie wyskakuje się do główki z łokciami wysuniętymi w bok. Nie zawsze wybija się przeciwnikowi kilka zębów i nie musi on opuszczać boiska na noszach, a następnie musi mieć przeprowadzoną operację szczęki. Korzystny dla Interu rezultat dwumeczu sprawił, że cała sprawa raczej nie odbiła się szerokim echem w piłkarskim świecie. Zostańmy jeszcze przy sezonie 2010/2011. W tym właśnie okresie ujrzeliśmy też jako gwiazdę, a raczej gwiazdeczkę. Zazwyczaj Messi przyjmował wszystko z pokorą, lecz tym razem problemem było to, że w końcu znalazł się futbolista od niego lepszy. Całą sytuację opisał Zlatan Ibrahimović w swojej książce. Incydent ten można już nazwać kultowym. Był to czas, kiedy “Ibra” strzelał więcej od chłopca z Rosario i zaczynał wyrastać na nową gwiazdę Barcy. Lionelowi ewidentnie to się nie podobało i po jednym z meczów, przebywając w klubowym autobusie, wysłał smsa do “mistera” o treści: “Czuję się już nieważny”. Bardzo cwanie i przyjemnie ujęte przesłanie “albo on, albo ja”. I co się stało? Zlatan odszedł. W sumie pod względem sportowym wyszło to klubowi na dobre, bowiem już w kolejnym sezonie zdobył Puchar Mistrzów, a przesunięcie “La Pulgi” na pozycję środkowego napastnika do dziś funkcjonuje bardzo dobrze.


Czy Barcelona zmarnowała talent Sancheza?


36

FELIETON

Gol zdobyty ręką

Splunięcie

9 czerwca 2007 roku Messi oszukał sędziego i całą drużynę Espanyolu zdobywając gola ręką.

W październiku 2008 roku po starciu z Dudą z Malagi Messi zachował się karygodnie spluwając przed przeciwnika.

Piłka w trybuny

Łokciem w Maicona

Podczas Gran Derbi w 2011 roku Messi wiedząc, że nie zdąży do piłki kopnął ją z całej siły w fanów Realu Madryt.

Obrońca Interu Mediolan z pewnością bardzo mocno odczuł to starcie z Argentyńczykiem.

Starcie z Arbeloą na parkingu? Dręczenie Tello i Sancheza

Czy w styczniu 2013 Messi obrażał Arbeloę w obecności jego rodziny?

W 2013 roku pojawiły się doniesienia jakoby Messi dręczył swoich kolegów z drużyny.

Oszustwa podatkowe Czy Argentyńczyk wiedział o przestępstwie podatkowym? Flash BlogFCB Lipiec 2013


Przejdźmy do zachowania z sezonu 2010/2011. Podczas “czteropaku” El Clasico w ligowym starciu doszło do nie lada kontrowersji. Niedokładna górna piłka z prawego skrzydła wyleciała za plecy Messiego, który był na lewej flance. Niecelna futbolówka zmierzała już na aut, napastnik Barcelony nie miał absolutnie żadnych szans na utrzymaniu jej w boisku. Mimo to biegł do końca, i wiedząc, że do niej nie dojdzie, tuż przed linią wyznaczająca koniec pola sfrustrowany z całej siły wykopał piłkę w trybuny. Po co? Tylko po to, by dać upust emocjom. Było to naprawdę skandaliczne i niezwykle głupie zachowanie. Pokazało, jak słabą psychikę miał wtedy Leo. Co śmieszniejsze, a może bardziej żałosne, kiedy podbiegł do niego Pepe, by upomnieć go, czy też zapytać o powód tak kretyńskiej decyzji, Messi z twarzą niewinnego chłopca rozłożył ręce, jakby nie wiedział o co chodzi Portugalczykowi i jakby uznawał takie atakowanie kibiców za rzecz najnormalniejszą w świecie. Teraz poruszę ekscesy nieco “pudelkowe”. Po styczniowym El Clasico na parkingu Estadio Santiago Bernabeu Leo Messi miał czekać na Alvaro Arbeloę przy jego samochodzie. W obecności żony obrońcy Realu a także jego dziecka miał nazwać Hiszpana “głupcem”. Podczas meczu byliśmy świadkami kilku ostrzejszych starć między wspomnianymi zawodnikami. Sam piłkarz z Ameryki Południowej często zasłaniał usta podczas rozmów z obrońcą. Informacje tę podało “Punto Pelota”, więc możemy mieć naprawdę spore wątpliwości co do autentyczności tej opowieści. Sam nie mam zdania co do całego zdarzenia, ale JEŚLI coś takiego miało miejsce, to po raz kolejny Messi udowodnił, że nie jest “dobrym chłopcem”. Z kolei o tej sytuacji informowaliśmy na łamach naszego bloga pod koniec sierpnia. Gazeta ‘El Confidencial” podała, że rzekomo Leo Messi miałby znęcać się nad Cristianem Tello i Alexisem Sanchezem. Cytaty, które za moment przytoczę, miały zostać wzięte z rozmowy Alejandro Grimaldo i Gerarda Deulofeu. Do młodszego ze skrzydłowych Messi miał powiedzieć: “Co ty robisz? Jesteś nowy, więc jesteś nikim, dlatego masz podawać mi piłkę. Jesteś tutaj, aby grać do mnie”. Te słowa miały doprowadzić młodego skrzydłowego do płaczu. Litości nie zaznał także Chilijczyk, do którego gwiazda Barcy miała powiedzieć: “Patrząc na to jak grasz, nie mogę zrozumieć dlaczego, tak dużo kosztowałeś. Nie strzelasz wystarczająco dużo goli, więc jak będziesz miał piłkę, to podawaj ją do mnie.” Reakcji Sancheza nie znamy. Nie znamy także stopnia prawdziwości tej informacji. Powiedzenie, że w każdej plotce jest ziarnko prawdy, według mnie jest słuszne. Być może Tello się nie popłakał i Leo tak nie zrugał kolegów, ale wierzę, iż mógł się po prostu zdenerwować, bo o jego słabych nerwach

przeczytać mogliście w  akapicie o  wykopaniu piłki w Bernabeu. Najświeższym skandalem jest z pewnością afera o niepłacenie podatków fiskusowi, lecz tutaj nie podlega dyskusji, że Argentyńczyk był wtedy nieletni i w głowie była mu piłka, a nie cyferki na koncie. Zadaniem jego ojca było rozliczanie się ze skarbem państwa, a to, że teraz a nie wcześniej te brudy zostały odkryte i to że niego, a nie siebie tata rozliczał, to nie ma zbyt wiele z kreowaniem osoby “Pchły” jako złodzieja. Poza tym cały dług został spłacony i to z nawiązką. Oczywiście mógłbym opisywać jakieś mniejsze kontrowersje jak pyskówki do sędziów czy przedrzeźnianie

Massi jakiego nikt nie chce znać

Jose Mourinho, ale to są sytuacje - może poza prowokowaniem Mou - które zdarzają się na boisku nieraz. Pisząc ten artykuł miałem jeden cel, byśmy my, kibice Barcelony, nie robili ani z Barcelony klubu doskonałego, ani z Leo Messiego osoby na równi z samym Bogiem. Mimo tylu historii, które zostały przeze mnie przytoczone, “10” Barcelony odznaczała się, odznacza i będzie się odznaczać jedną cudowną cechą - skromnością. Żałuję, kiedy widzę sympatyków Blaugrany chodzących z zadartym nosem, jakby to oni zdobyli wszystkie puchary i strzelili wszystkie gole, a jeśli ktoś tylko powie choćby pół słowa złego na Barcelonę, to nabierają wody w usta i atakują niczym pies na podwórku, gdy widzi obcego pod bramką.


38

FELIETON

Kamil Sikora Blogfcb.com kamil.sikora@blogfcb.com

Geneza Za każdym razem kiedy Duma Katalonii ponosi porażkę, wieszczy się jej rychły koniec. Tak było po przegranych półfinałach Ligi Mistrzów z Interem Mediolan, Chelsea Londyn i Bayernem Monachium w 2010, 2012 i 2013r. Również porażki z Realem Madryt, pod wodzą Jose Mourinho, w  dwóch ostatnich kampaniach (1-2, 1-3) potwierdzały tę tezę. Kibice byli niepocieszeni, coś co działało doskonale w sezonie 2008/2009, nagle przestało wystarczać. Niby zawodnicy dalej grali tak samo, a jednak przeciwnik potrafił wygrać. Warto się zastanowić co miało wypływ na to, że drużyna ostatecznie zebrała ciężki łomot od monachijskiego potwora. W końcu symptomy szeroko pojętego problemu „autobusu”, pojawiły się już w półfinale Ligi Mistrzów z The Blues w sezonie 2008/2009.

Barça Flash Grudzień 2013

W zrozumieniu tego schematu, bardzo pomocny może być pewien bohater z filmu „Giganci ze stali”. Nie wnikając w fabułę, był tam robot-bokser, który „uczył się” taktyki swojego przeciwnika. Był niepokonany, bo znał każdy ruch swojego oponenta, wiedział jaki będzie jego kolejny ruch, potrafił to przewidzieć. Idealnie widać do na przykładzie Blaugrany i jej przeciwników. Już tłumaczę. W sezonie 2008/2009 nowym trenerem Barcelony został Pep Guardiola, jak ten sezon się skończył, wszyscy wiedzą – tryplet i tytuł najlepszej drużyny w historii. W ciągu swojej pracy na Camp Nou Guardiola zdobył w sumie 14 trofeów, m.in. trzy Mistrzostwa Hiszpanii i dwie wygrane Ligi Mistrzów. Schedę po nim przejął jego asystent, Tito Vilanova, który do gabloty z  pucharami

również dorzucił czempionat kraju. Nie można jednakowoż zapomnieć o największych porażkach tego duetu trenerskiego (wymienione na początku felietonu). Pierwszy sezon Guardioli był tak udany, ponieważ dla przeciwnika, odmieniona Barcelona, grała futbol nie z  tej ziemi. Ultra agresywny pressing już na połowie przeciwnika, szybka gra w trójkątach (pass, pass, pass, diagonal), płynna wymienność pozycji, wysoko grająca obrona, itd. Dla przeciwników Barcelony było nie do pomyślenia żeby grać tak przez pełne 90 min. To był klucz do sukcesu - innowacje wprowadzone przez Pepa, które czerpał z taktyki Johana Cruyffa, sprawiły że Barcelona miażdżyła swoich wrogów. Idealnym przykładem tego jak grała ówczesna Barca Pepa, niech będą mecze z Realem Madryt (6-2, 5-0) czy z Manchesterem United w finałach Ligi Mistrzów (2-0, 3-1).


Ogólny wstęp do taktyki

FC BARCELONY Pierwsze oznaki słabości tej taktyki, to nieszczęśliwie przegrany półfinał Ligi Mistrzów z Interem Mediolan. Porażka na wyjeździe 3-1, i mozolne odrabianie strat u siebie na Camp Nou. Jak pamiętamy jedyną bramkę zdobył Gerard Pique pod koniec meczu. Barcelona wyniku nie odwróciła, mimo że grała w przewadze jednego zawodnika. Niemal siostrzana sytuacja miała miejsce dwa lata później, wtedy Barca również musiała odrabiać straty po wyjazdowym blamażu z Chelsea Londyn. Skończyło się remisem 2-2 na Camp Nou, a pamiętać trzeba o tym, że Katalończycy znowu grali w przewadze jednego zawodnika, prowadzili po bramkach Busquetsa i Iniesty, a w drugiej połowie rewanżu Messi nie wykorzystał rzutu karnego. Porażki bolały mnie osobiście jak diabli bo wydawało mi się, że nikt nie wyciągnął wniosków z tych mniej istotnych wpadek.

Kto się nie rozwija, ten się cofa Teraz już wróćmy do rzeczywistości i  połączmy pierwszą porażkę Taty Martino z tymi odniesionymi przez Guardiolę i  Vilanovę. Widzicie podobieństwa? Posiadanie piłki – absolutna racja stanu dla Barcelony – było duże (grunt, że większe niż przeciwnika). A jednak nic z posiadania samej futbolówki nie wynikało. Jeszcze w przypadku porażek z Interem i Chelsea, można doszukiwać się tego, że szczęścia ewidentnie zabrakło w tych meczach, wszak bramki Julio Cesara i Petra Cecha, były non stop bombardowane. O tyle porażki z Bayernem, Realem Madryt czy AC Milanem pokazały, że taktyka sama w sobie nie przekłada się na okazje bramkowe, ba nawet na strzały w światło bramki!

Ogólny wstęp do taktyki FC Barcelony

Dochodzimy do kluczowego wątku. Jak grać z przeciwnikiem, który znając filozofię Dumy Katalonii na wylot, wie jak zminimalizować zagrożenie ze strony Katalończyków, a  samemu zmaksymalizować swoje szanse? Zagęszczenie przestrzeni przed swoim polem karnym, błyskawiczne kontry, skuteczne stałe fragmenty gry i Barcelona ma problem. Problem, którego w moim mniemaniu rozwiązać się nie da. A dlaczego? Ponieważ cała taktyka Barcelony, oparta na posiadaniu piłki, w równej mierze opiera się na przestrzeni całego boiska. A co, kiedy tej przestrzeni nie ma? Drużyna przeciwna ustawia się 30 metrów przed własnym bramkarzem i nagle Barcelona grzęźnie w bagnie. A wyjścia z  tego bajora nie widać. Jak grać pressingiem, kiedy przeciwnik nie chce mieć piłki? Jak grać w trójkątach, kiedy przeciwnik tworzy dwie linie obronne, a wejście


40

ARTYKUŁ

w nie oznacza możliwość utraty piłki, a w finale kontrę, która może skończyć się stratą bramki. Dodajmy do tego, niezaprzeczalny fakt, że w podstawowym składzie mamy tylko dwóch zawodników z wzrostem powyżej 1,90 m (Pique, Busquets). Stałe fragmenty to permanentny strach, starcia w bark w bark kończą się bardzo źle dla barcelońskich mikrusów. Wróg ewoluował. Tak jak ten robot-bokser, nauczył się na pamięć taktyki Barcelony. Sezon Tito Vilanovy mimo zdobytego mistrzostwa, nie zachwycał. Od porażek z Królewskimi, bardziej bolało mnie to, że nikt nawet się próbował zmienić czegokolwiek! Gramy swoje panowie, coś wpaść musi. Aż tu nagle okazuje się, że problemem staje się przejście połowy boiska bo rywal tak skutecznie się ustawia. Bayern Juppa Heynckesa pokazał wszystkie wady modelu barcelońskiego. 4-0 na Allianz Arena mnie nie zdziwiło, w ogromny szoku byłem natomiast tydzień później, kiedy to Barcelona w swojej świątyni, nie zmieniła absolutnie niczego i dostała 3-0 na pożegnanie z Ligą Mistrzów. Nie chcę się rozwodzić nad personaliami bo zawiodła cała drużyna i sztab trenerski. Jakież było moje zdziwienie kiedy Tito Vilanova po takim blamażu, był dumny ze swoich zawodników! Za co panie trenerze? Może za to, że trzymając się kurczowo filozofii, Blaugrana dostała łomot wszech czasów?! Wolność to możliwość robienia tego co się chce, tego co można (mogę, bo chcę). Barcelona jest niewolnikiem bo gra w ten sposób bo musi tak grać – inaczej nie potrafi, nie chce?. Przymus jest brakiem wolności. Remedium Wraz z przyjściem nowego trenera Taty Martino do Barcelony, miałem nadzieję, że coś się w  tej materii zmieni. Konferencje prasowe, podczas których, trener mówił, że chce przywrócić to co w Barcelonie najlepsze, przyjąłem z radością. I faktycznie, pierwszy mecz ligowy i demolka Levante 7-0 za Camp Nou, po koncertowej grze, mogły zwiastować jakieś zmiany. Niestety potem był dwumecz z Atletico Madryt i koszmary powróciły ze zdwojoną siłą. Bezsilność w ofensywie, stagnacja w linii pomocy, kabaret w obronie i tylko dzięki Valdesowi i  bramce Neymara, Barca zdobyła Superpuchar Hiszpanii. Na tą chwilę (29 listopada) Barca Taty, odniosła tylko jedną porażkę. 1-2 w  Amsterdamie nie ma żadnego wpływu na pozycję Barcelony w tabeli Ligi Mistrzów, ale tej porażki nie można zignorować. Po remisach z  Atletico, Osasuną i  Milanem też nikt nie widział

Barça Flash Grudzień 2013

większych problemów. A problem jest duży. Pytanie to samo – jak grać kiedy przeciwnik unika bezpośredniego starcia? Zmiany kosmetyczne, które wprowadził Gerardo Martino jak na razie wystarczają w  zmaganiach na ligowym podwórku i  w  rozgrywkach grupowych Ligi Mistrzów. W  grze widać poprawę w  stosunku do tego co prezentowała ekipa pod wodzą Tito Vilanovy. Wstrzymałbym się z  hurraoptymizmem, kontuzje Messiego i  Valdesa zweryfikują dokonania Taty. Problemy te same: katastrofalna gra środkowych obrońców, Pique i Mascherano, maskowane przez światową dyspozycję Victora w bramce. Asekuracyjna gra pomocników, wystawianie Fabregasa w linii ataku, co jest nieporozumieniem. Niestabilna forma napastników – szczególnie Pedro. I w końcu kontuzje Messiego. Jakie jest remedium? Czy jest jakiekolwiek? Gra bardziej bezpośrednia, więcej gry z  kontry, oddanie przeciwnikowi piłki, oddanie przestrzeni, strzały z dystansu? Fachowcem nie jestem, ale zmiany muszą nastąpić bo na wiosnę znowu będzie płacz i zgrzytanie zębów. Kadra może nie jest tak różnorodna jak ta w poprzedniej kampanii bo odeszli Thiago, Villa i Abidal, a w ich miejsce przywędrował tylko Neymar (Sergio Roberto nie liczę). Wartością dodaną z  pewnością jest wybuch talentu Marca Bartry, doskonała dyspozycja Valdesa, szybka aklimatyzacja młodego Brazylijczyka, czy w końcu ustabilizowanie formy przez Cesca i Sancheza. Pytanie czy to wystarczy. Od przyjścia Pepa Guardioli minęło już pięć lat. To wystarczający okres żeby zrozumieć największe tajemnice taktyki Barcelony. Przeciwnik wie co i jak ma grać, wróg odrobił zadanie domowe i nie da się już zaskoczyć. Klucz w tym żeby Barcelona też wyewoluowała. Mając tak uniwersalnych zawodników, którzy mogą grać z powodzeniem na dwóch, trzech pozycjach, wariacji jest mnóstwo. Pytanie czy Barcelona spróbuje się wyswobodzić z kajdan swojej filozofii, która coraz częściej przypomina walenie głową w mur i opieranie się na indywidualnościach, a nie na tym co zachwycało cały świat w pamiętnym 5-0 z Realem. Dzisiejszy futbol opiera się na uniwersalności, Barcelona już nie jest jedynym wyznacznikiem, tego jak powinno się grać żeby wygrać. Powrót do źródeł i uniwersalizm, są podstawą do powrotu na pierwsze miejsce w futbolowej hierarchii. Ta drużyna dalej jest zdolna osiągnąć sukces, pytanie czy równocześnie jest w stanie zmienić swoje podejście do futbolu. I nie chodzi tu o zmianę taktyki o 180 stopni, ale spojrzenie na swoją grę obiektywnie, przyznanie się do błędów i próbą ich naprawy.


Jakie jest remedium? Czy jest jakiekolwiek? Gra bardziej bezpośrednia, więcej gry z kontry, oddanie przeciwnikowi piłki, oddanie przestrzeni, strzały z dystansu? Fachowcem nie jestem, ale zmiany muszą nastąpić bo na wiosnę znowu będzie płacz i zgrzytanie zębów. Czy Barcelona zmarnowała talent Sancheza?


42

ARTYKUŁ

Patryk Wieczyński Barca.pl patryk.wieczynski@barca.pl @p_wieczynski

W

 każdym zespole są piłkarze, których nazwiska rozgrzewają tłumy. Imiona, które zna każdy kibic, nawet ten najmłodszy. Jednak nie tylko oni budują zespół. W drużynie, nawet tej złożonej z wielu gwiazd, potrzebni są ludzie, którzy będą wykonywać czarną robotę i bez zbędnych dąsów usiądą na ławce, gdy tak postanowi szkoleniowiec. Choć często niewidoczni, to czasem, przy odrobinie szczęścia mogą wyjść z cienia.

i często pojawia się na boisku, ale też będąc dobrym na każdej pozycji, nie mógł stać się wirtuozem na żadnej z nich. Rzucany po całym boisku, był już i środkowym defensorem i lewym skrzydłowym. Wszędzie poprawny, czasem nawet bardzo dobry, lecz nigdy tak zjawiskowy jak jego konkurent na danej pozycji. Co tu dużo mówić, Adriano żyje z kontuzji swoich kolegów.

Kolejny uraz okazał się być gorszy. Uszkodzony podczas treningu mięsień prosty w lewym udzie sprawił, że piłkarz został skazany na minimum sześciotygodniową pauzę. Nie wiemy niestety jak zareagował Adriano na wieść o kontuzji kolegi, nie uważamy, że mógłby cieszyć się z nieszczęścia przyjaciela, ale zapewne pomyślał sobie jedno: będę grać!

Pechowy Alba

Takim zawodnikiem jest właśnie Adriano, który po raz kolejny w tym sezonie musiał zastąpić kontuzjowanego Jordiego Albę i wskoczyć na jego miejsce w składzie. Brazylijczyk gra w prawie każdym meczu z przeświadczeniem, że gdy jego młodszy kolega powróci do formę, on najprawdopodobniej wyląduje na ławce. Nie jest to zresztą dla niego pierwszyzna. Już gdy przychodził do FC Barcelony, to był traktowany z lekką pobłażliwością, jako człowiek, który ma „wypełnić” szatnię. Duma Katalonii zapłaciła za niego „tylko” ok. 10 milionów euro, on sam miał już 25 lat więc niczego wielkiego się po nim nie spodziewano. Wtedy ważniejsze były inne zakupy. Na Camp Nou trafiali Mascherano i Villa – to właśnie na tym duecie głównie skupiły się media. Ba, nawet o trzy razy tańszym Afellayu było głośniej, bo w Holendrze pokładano spore nadzieje. O Brazylijczyku było względnie cicho, fani nie zamartwiali się o to czy trafi on do Katalonii, wielu było nawet zawiedzionych, gdy plotki o jego przyjściu stawały się coraz bardziej konkretne, bo bardziej na jego miejscu widzieli wówczas Filipe Luisa, piłkarza Deportivo.

W tym sezonie nie jest inaczej. Chociaż Brazylijczyk zagrał w pierwszym ligowym, to już w kolejnych spotkaniach sytuacja miała powrócić do normy. W kolejnych dwóch kolejkach Adriano rozegrał tylko czterdzieści pięć minut i wydawało się, że na stałe zasiądzie na ławce rezerwowych. Wtedy jednak pierwszej kontuzji doznał Jordi Alba. 14 września 2013 roku, w piętnastej minucie meczu z Sevillą Hiszpan musiał zejść z boiska, a na jego miejsce pojawił się właśnie nasz bohater. Diagnoza dla Alby nie była zbyt groźna. Naderwanie włókna mięśniowego oznaczało dwa tygodnie przerwy. Czternaście dni, podczas których zastąpić miał go Adriano. I zrobił to bardzo dobrze. W pięciu spotkaniach, jakie zdążył przez ten czas rozegrać, Brazylijczyk zaliczył jedną asystę (w meczu z Sevillą przy trafieniu Alvesa na 1-0) i jednego gola (w wygranym spotkaniu z Almerią ustalił wynik meczu na 0-2). Co ciekawe, Adriano swoje najlepsze mecze zaliczał właśnie wtedy, gdy Jordi Alba doznał kontuzji, lub pojawiały się informacje, że jest praktycznie zdrów. Tak jakby czuł, że wtedy najbardziej zwrócone są na niego oczy sztabu szkoleniowego i mediów.

I  gra. Od tamtej chwili udało mu się rozegrać praktycznie wszystkie możliwe mecze. I chociaż on również musiał zmagać się z małym urazem, który sprawił, że w meczu z Vigo zszedł już w 30 minucie, a spotkania z  Espanyolem i  Ajaksem oglądał z  trybun, to może być zadowolony z ilości rozegranych jak dotąd minut. Cieszyć się z takiego zawodnika musi też sztab szkoleniowy, który ani przez chwilę nie musiał się obawiać obsady lewej obrony.

16 lipca 2010 roku było już jednak jasne, że Adriano trafi do Barcelony. O tym, że został ściągnięty na Camp Nou zadecydowała jedna cecha: wszechstronność. Idealnie obrazują to słowa Pepa Guardioli, który zapytany o powód zakupu stwierdził: „Kupiliśmy go, bo może grać na wszystkich czterech pozycjach na skrzydłach”. I właśnie ta wszechstronność jest do dziś utrapieniem i zbawieniem dla zawodnika Blaugrany. Przez nią tu trafił

Kiedy Jordi Alba powrócił, było jasne, że Adriano wyląduje na ławce. Zdarzyła się jednak rzecz zupełnie niespodziewana. Otóż Hiszpan postanowił zawalczyć o trofeum najbardziej pechowego piłkarza sezonu i doznał kolejnej kontuzji. Zdrowy był przez szesnaście dni, podczas których nie zdążył nawet zasiąść na ławce rezerwowych. Wszytko głównie przez fakt, że trafił akurat na przerwę przeznaczoną na mecze reprezentacji.

Flash BlogFCB Barça Flash Grudzień Lipiec 2013 2013

Temperament i doświadczenie Co więc można powiedzieć o  samej grze piłkarza? Chociaż uwielbia on ofensywne wypady, to trzeba przyznać, że nie ma w nim już tyle temperamentu co kiedyś. Adriano dojrzał i ma już 29 lat, co oznacza, że jest doświadczonym i wyrachowanym piłkarzem. Zawsze stara się wybierać to co najlepsze dla drużyny i nie zapomina o swoich obowiązkach. Potwierdza to jego statystyka dokładności podań, która w tym sezonie oscyluje na poziomie 89%. Adriano jest w tym zakresie lepszy m.in. od swojego rodaka Daniego Alvesa, wskazywanego przez wielu jako wzór bocznego obrońcy. Ważna jest tutaj zwłaszcza regularność. Były piłkarz Sevilli nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Najmniejszą skuteczność podań zanotował w meczu z Vallecano, gdzie tylko 74% jego zagrań znalazło drogę do adresata. Warto jednak przypomnieć sobie jak wyglądało tamto spotkanie. Zwłaszcza boczni defensorzy byli skutecznie wyłączani z gry krótkimi zagraniami. Adriano wymienił wtedy zaledwie 17 podań!


Adriano, to jest Twoja Chwila Prawdy!

CzyAdriano, Barcelona to jest cierpi Twoja na MessidependenciÄ™? chwila prawdy!


44

ARTYKUŁ

Flash BlogFCB Barça Flash Grudzień Lipiec 2013 2013


Adriano statystycznie Jego statystyka dokładności podań oscyluje w tym sezonie na poziomie

Najmniejszą skuteczność podań zanotował w meczu z Vallecano, gdzie tylko

znalazło drogę do adresata.

Co też interesujące w grze Adriano to fakt, że większość jego zagrań to piłki podawane do przodu (57%). Zazwyczaj nie są one zbyt długie, średnia to 15 metrów i  nie odbiega ona od innych zawodników. Martwić odrobinę może jedynie procent wygranych pojedynków w defensywie. Adriano zdołał zaledwie w 53% wyjść z nich zwycięsko co chwały mu nie przynosi, ale wstydu też nie. Lepszy z bocznych defensorów jest Alba (60%), na tym samym poziomie prezentuje się Montoya, a słabiej wypada Dani Alves (49%). Lewy czy prawy obrońca ma jednak nie tylko bronić, ale też atakować. Brazylijski zawodnik prezentuje się pod tym aspektem nie najgorzej. Dwa gole jakie zaliczył w tym sezonie sprawiają, że z mającym taki sam wynik Alvesem zajmuje pierwsze miejsce jeżeli chodzi o dorobek defensorów. Jeszcze lepiej jest jeżeli chodzi o asysty. Dwa kluczowe podania sprawiły, że piłkarz znajduje się na piątym miejscu ogółem w klasyfikacji wszystkich zawodników Barcy, a na pierwszym miejscu patrząc jedynie na piłkarzy zajmujących się na co dzień obroną.

jego zagrań to piłki podawane do przodu. Zazwyczaj nie są one zbyt długie, średnio po

METRÓW Martwić odrobinę może jedynie procent wygranych pojedynków w  defensywie. Adriano zdołał zaledwie w  z nich wyjść zwycięsko

Patrząc więc typowo na statystyki widać, że Adriano obecny sezon ma bardzo dobry. Piłkarz jest w świetnej formie, czuje się pewnie pod okiem Gerardo Martino. Stał się zawodnikiem o którego dyspozycję nie trzeba się martwić. Doskonale było widać to przed Gran Derbi, gdzie żaden kibic nie stresował się faktem, iż to Brazylijczyk będzie musiał zagrać na lewej obronie. Co jednak czeka piłkarza, gdy do gry powróci Jordi Alba? Czy znów stanie się rezerwowym, którego zadaniem będzie łatanie dziur w składzie? Ciężko teraz o tym zawyrokować, aczkolwiek patrząc na niektóre decyzje Taty Martino można spodziewać się, że Brazylijczyk może pozostać w pierwszym składzie.

Ten przykład może dać sporo do myślenia Gerardo Martino, który już wie, że ten potencjalnie słabszy przed sezonem i skazany na ławkę, wcale nie musi się z tym pogodzić. Ważne jest jednak też to, by Adriano przestał być traktowany jako zapchajdziura, który zagra wszędzie w defensywie. Tu wiele zależy od dobrej postawy Martina Montoi, który z meczu na mecz wygląda coraz lepiej. Młody zawodnik wciąż się rozwija i coraz pewniej wchodzi do pierwszej drużyny. Jeżeli stanie się on typowym zmiennikiem dla Dani Alvesa, to pozwoli Adriano skupić się tylko na rywalizacji z Jordi Albą, co pozytywnie wpłynie na opinię sztabu szkoleniowego o zawodniku z numerem 21. Już nie będzie on typową łatą, lecz mocnym kandydatem do gry na określonej pozycji.

Kluczowi okazać się mogą.... młodzi obrońcy. Szczególnie ciekawy, także dla trenera Barcy, będzie casus Marca Bartry. Jak widzieliśmy na początku sezonu argentyński szkoleniowiec nie lubi zbyt wiele rotować w defensywie, zwłaszcza na jej środku. Jednak, gdy zorientował się w jak dobrej formie jest młody zawodnik, to postanowił i jemu dać szansę, naginając lekko swoją zasadę.

Chociaż Brazylijczyk już od swojego początku pobytu w Barcelonie nie był traktowany jako zawodnik, którego docelowym zadaniem jest gra w pierwszym składzie, to teraz jego los może się odmienić. Problemy zdrowotne Jordiego Alby, a także dobra forma poparta statystykami sprawiły, że dla Adriano najbliższe tygodnie będą szczególnie ważne.

Chwila prawdy

Adriano, to jest Twoja chwila prawdy!


46

ARTYKUŁ

Amerykanska

tiki-taka Piotr Bera BlogFCB.com piotr.bera@blogfcb.com

M

ariano Angoy w trakcie 11 lat spędzonych w Barcelonie zagrał w zaledwie dziewięciu meczach Primera Division. Nie przeszkodziło mu to w sięgnięciu po dziesięć trofeów w Dream Teamie Johana Cruyffa. Drużynie swojego teścia, którą opuścił w 1996 roku na rzecz innych futbolistów ze stolicy Katalonii – Dragons. W 2002 roku Joan Gaspart i Paul Tagliabue uścisnęli sobie ręce na znak zainaugurowania szeroko rozumianej współpracy pomiędzy dwoma sekcjami – piłkarską i futbolu amerykańskiego. W latach 90. najbogatsza liga sportowa świata NFL prowadziła w Europie kampanię promującą narodowy sport Amerykanów. FC Barcelona poparła ten projekt. Język barceloński Andrew Brandt to jeden z bardziej doświadczonych menedżerów w Stanach Zjednoczonych. Jako specjalista

Barça Flash Grudzień 2013

od zarządzania sportem przez lata współpracował z  najbardziej utytułowanym klubem NFL Green Bay Packers, stacją ESPN i prestiżowym tygodnikiem Sports Illustrated. Człowiek, którego zdanie jest warte całą sztabkę złota i/lub wiele ścinanych głów w klubowych biurach. - Znasz język barceloński? – zapytał Brandta w 1991 pierwszy prezydent World League of American Football Matt Flynn (z zawodu prawnik). Brandt znał hiszpański – uczył się go w szkole średniej i szlifował przez lata działalności w  NFL, gdzie sam angielski nie wystarczy. Oczywiście język barceloński, to w rzeczywistości kataloński.

Brandt połknął haczyk i zwerbował w USA 40 zawodników, w tym kilku z hiszpańskimi korzeniami, którzy stworzą trzon nowopowstałej drużyny Dragons. Jako generalny menedżer futbolowej Dumy Katalonii był pełen nadziei w lepsze jutro. W końcu ściągnął na półwysep Iberyjski najlepszych zawodników z Florydy jacy nie dostali się do NFL. Celem Flynna była szybka ekspansja futbolu poza granice USA, którą zapoczątkowano w 1986r. Wtedy odbył się pierwszy mecz z serii American Bowl – corocznych, towarzyskich spotkań w różnych zakątkach świata. Miastem - gospodarzem historycznego pojedynku pomiędzy Chicago Bears i Dallas Cowboys został Londyn. Przez kolejne dwa lata futbol amerykański


z powodzeniem przyciągał rzesze nowych, europejskich fanów tej egzotycznej dyscypliny sportu. Podbudowani sukcesem na Starym Kontynencie, włodarze NFL zwiększyli ekspansję do Tokio, Montrealu, Berlina Zachodniego i  Barcelony. Od 1990 roku American Bowl odbywało się od dwóch do czterech razy w roku. Komisarz NFL Paul Tagliabue zachęcony dużym zainteresowaniem obcokrajowców przeforsował stworzenie World League of American Football (WLAF) złożonej z dziesięciu drużyn (sześciu amerykańskich, trzech europejskich i kanadyjskiej).

- Gdy przylecieliśmy do Barcelony podszedł do mnie dyrektor do spraw marketingu i z wielkim podnieceniem przyznał, że na nasz pierwszy mecz sprzedaliśmy 147 biletów – Brandt wspominał dla Sports Illustrated. Słownie: sto czterdzieści siedem – tyle ile ogląda mecze C klasy w deszczowe i zimne popołudnie gdzieś na Podkarpaciu i w innych polskich województwach. Gdy menedżer Dragons dowiedział się ilu widzów mieści Stadion Olimpijski na Wzgórzu Montjuïc – włościach Smoków – zaczął się niepokoić i wyobrażać marne 147 osób na obiekcie mogącym zapełnić 40 tys. widzów.

147 biletów

Na szczęście dla Brandta piłkarze Barcelony w najbliższej kolejce rozgrywali mecz na Camp Nou przed 90-tysięczną publicznością. W przerwie spotkania na murawę wyszli Dragons dając 5-minutowy pokaz futbolu amerykańskiego. W jednej chwili wejściówki na debiut futbolistów amerykańskich przeciwko Frankfurt Galaxy wykupiło 18 tys. osób. Brandtowi ulżyło, ale doświadczony menedżer wiedział, że pokazów w  piłkarskiej świątyni nie urządza się codziennie. Niemniej pierwszy finał ligi z udziałem Dragons oglądało na Wembley

- Co roku uczelnie naszego kraju opuszcza 10 tys. futbolistów. Dwa tysiące z nich prezentuje wysoki poziom, a tylko 336 trafia do NFL w drafcie. Więc nie będziemy mieć problemu ze znalezieniem graczy o odpowiednich umiejętnościach – tłumaczył pesymistom Flynn. Nie odbiegało to daleko od prawdy. Przez lata gry w Europie przewinęły się takie nazwiska jak Adam Vinatieri, Kurt Warner (późniejsi zdobywcy Super Bowl) i obecny trener Cowboys Jason Garrett. Problem leżał jednak gdzie indziej.

Amerykańska tiki-taka

w Londynie 61 tys. widzów (wyprzedano wszystkie bilety). - Atmosfera na stadionie zelektryzowała mnie. Przypominało to seks – przyznał zawodnik London Monarchs Paul Berardelli, który rywalizował z  Barcą w finale World Bowl I. FC Barcelona Dragons Mijały lata i futbol amerykański nie przebił się do zbiorowej świadomości Katalończyków. Po pierwszych zachwytach nie udało się wszczepić bakcyla owalnej piłki ze szwami. -Zatrudniliśmy nawet dwie cheerleaderki z NFL, żeby nauczyły tańczyć panie z Barcelony, które utworzyły później formacje “Las Chicas Del Dragons” – dodawał Brandt. Piękne Katalonki zrobiły prawdziwą furorę. W przeciwieństwie do futbolistów, którzy otrzymali swoją szansę na początku XXI w. Rękę do nich wyciągnął Joan Gaspart – niezwykle kontrowersyjny prezydent Barcelony, a zarazem Katalończyk z krwi i kości.


48

ARTYKUŁ

- Jesteśmy niezwykle podekscytowani współpracą z klubem FC Barcelona. Wierzymy, że to przełomowy moment dla sportu w Europie i Stanach Zjednoczonych. Po raz pierwszy dwa najbardziej popularne sporty na swoich kontynentach łączą siły – cieszył się w 2002 roku Paul Tagliabue, komisarz NFL. Jego sen się ziścił – piłka nożna oficjalnie wspiera produkt jakim jest NFL. Drzwi do serc Europejczyków zostały otwarte. W ramach trzyletniej umowy Barcelona i NFL zobowiązały się wspierać swoje działania na obu kontynentach. Pierwszym krokiem była zmiana nazwy Dragons – do życia powołano FC Barcelona Dragons. Nowa sekcja

Barça Flash Grudzień 2013

jednego z najpotężniejszych klubów piłkarskich świata zadebiutowała 20 kwietnia na Mini Estadi.

i profesjonalizm NFL w naszej komercyjnej aktywności i możemy zapewnić promocję naszej marki w USA.

- Współpraca z  NFL, najważniejszą ligą sportową na świecie jest fantastyczną platformą dla FC Barcelony do ekspansji biznesowej w Stanach Zjednoczonych oraz na całym świecie – dodawał Javier Perez Farguell, ówczesny generalny menedżer Barcelony. – Przymierze pomoże nam w osiągnięciu międzynarodowych celów, ponieważ dołączyliśmy do strategicznego partnera, który jest liderem w świecie sportu. Przy zachowaniu naszej niepodległości i tożsamości otrzymujemy doświadczenie

W ramach współpracy NFL nie tylko zobowiązała się do rozgrywania dwóch meczów w sezonie zasadniczym na Camp Nou, ale również miała zapewnić piłkarzom spotkania na boiskach NFL, co jak dowiedzieliśmy się po latach ma miejsce bez wsparcia ligi futbolowej. Działalność skupiała się przede wszystkim na promocji obu dyscyplin w Europie i Stanach Zjednoczonych oraz próbach ekspansji telewizyjnej.


- Jesteśmy bardzo podekscytowani. Nawiązanie tej relacji pozwoli nam ożywić obraz Smoków. Nie możemy się doczekać otwarcia sezonu 2002 na Mini Estadi – mówił ówczesny burmistrz Barcelony Xavier Casas. – To bardzo szczęśliwa chwila dla miasta. Połączenie Barcelona Dragons z NFL pozwoli na wprowadzenie międzynarodowego charakteru miasta w Stanach Zjednoczonych. Rok później Smoki zdelegalizowano. Wsparcie ogarniętej pożogą po rządach Gasparta Barcelony ograniczyło się do naszycia herbu Barcelony na koszulkach Smoków. Nowy prezydent, Joan Laporta, nie podzielał entuzjazmu poprzednika i jednym kiwnięciem ręki

zrezygnował z tego, co budowano przez miesiące i lata poprzedzające złożenie podpisu pod dokumentem. Marketing przede wszystkim Mariano Angoy zamienił korki na kask i ochraniacze, gdy na Camp Nou przyszedł Vitor Baia. Zięć Johana Cruyffa zrozumiał, że w piłce nożnej osiągnął już wszystko i najwyższa pora spróbować nowych wyzwań. Dla Smoków grał przez siedem lat, w trakcie których uzyskał 329 punktów. W 1999 roku próbował dostać się jako kicker do ówczesnego zdobywcy Super Bowl Denver Broncos.

Amerykańska tiki-taka

- Piłka nożna pozwoliła mi spełnić marzenia, ale sport doceniłem grając w  futbol amerykański – przyznał Angoy. – Niestety Barcelona odnosiła się tylko i wyłącznie do piłki nożnej. Myślę, że to błąd. Krótki mariaż obrazuje jaką drogą pragnął podążać Gaspart pod koniec swojej prezydentury. W obliczu braku sukcesów piłkarskich, a co za tym idzie mniejszych wpływów z działalności marketingowej, Barca otwierała się na nowe rynki. Jak widać po latach... skutecznie.


XX wiek

czyli burzliwa droga do niezależności

Wiek XX w Katalonii to bez wątpienia czas burzliwy, ale także owocny, gdyż to właśnie wtedy wyklarowała się katalońskość. Nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg. A wiek dwudziesty nie szczędził Katalończykom trudnych chwil.


52

CATAOLGA

M Olga Juszczyk BlogFCB.com olga.juszczyk@blogfcb.com

ówiąc o  Katalonii z  ubiegłego wieku nie sposób nie wspomnieć o dwóch kluczowych pojęciach jakimi są katalonizm i  nacjonalizm kataloński. Na przestrzeni minionych dekad tworzył się swoisty kręgosłup tworu jakim jest katalonizm. Początkowo przyjął on formę jedynie polityczną, jako punkt kulminacyjny potwierdzający świadomość narodową Katalończyków. Wielu było ojców tego procesu. O ile wcześniej nie było w narodzie zapotrzebowania na polityczny charakter, o tyle teraz mieszkańcy Katalonii poczuli głęboką potrzebę zbudowania własnego państwa. Każdy chciał tworzyć kraj na swój sposób. Jak grzyby po deszczu powstawały ugrupowania polityczne- anarchistyczne, robotnicze, socjalistyczne, nacjonalistyczne. Najsilniejszymi okazały się być katalonizm i ruch robotniczy. Aby dobrze zrozumieć istotę i tok myślenia Katalończyków należy wytłumaczyć różnicę pomiędzy katalonizmem a nacjonalizmem katalońskim. Na pierwszy rzut oka zdaje się być niewielka. Katalonizm to ruch kulturowy mający na celu ochronę charakterystycznych cech regionu i odrębności historycznej. Cenią sobie swe tradycje, kulturę i nade wszystko język kataloński. Powstał w  dziewiętnastowiecznej epoce romantyzmu jako połączenie trzech nurtów. Pierwszy z nich najwyżej cenił sobie sytuację polityczną, a także zakładał umocnienie pozycji tradycji, języka i wyodrębnienie historii Katalonii z hiszpańskiej. Istniał także tradycjonalizm kataloński, który cenił sobie wartość kultury narodowej szerzonej wewnątrz Hiszpanii. Oraz ten, który wyodrębnił drugi interesujący nas nurt- nacjonalizm kataloński. Od katalonizmu różni się tym, że jest to ruch polityczny, ukształtowany przez ideologię niemiecką. Nacjonalizm kataloński zakłada, że Katalonia jest narodem, więc powinna posiadać swoje prawa, kultywować swą kulturę, dbać o język. Czasem rozwijana jest szerzej niż o  obszar Katalonii, na wszystkie tereny, gdzie włada się językiem katalońskim. Kraje te nazywają się Paises Catalanes. Katalończycy pragnęli żyć swoim rytmem, dalekim od Hiszpanii i jej problemów. W związku z prowadzoną przez Królestwo wojną z Berberami, premier Antonio Maura wydał rozkaz poboru rezerwistów do armii hiszpańskiej, którzy mieliby udać się do Maroka i walczyć z ramienia Hiszpanii. Pomysł ten spotkał się z brzemiennym w skutki oporem ze strony Katalończyków. Pomiędzy 25 lipca a 2 sierpnia 1909 roku, na terenie Barcelony i innych miast katalońskich, doszło do serii krwawych starć pomiędzy armią królewską a robotnikami. Ci drudzy nie działali jednak sami, lecz otrzymali jawne poparcie anarchistów, socjalistów i republikanów. Nie była więc to jedynie sprawa klasy robotniczej, lecz coś co zostało wyniesione do rangi tragedii narodowej. Tak też nazywa się te konfrontacje, które odbyły się na przełomie lipca i sierpnia 1909 roku. Z racji odniesionych strat, wydarzenia te nazwano Semana Tragica- Tragiczny Tydzień.

Katalończycy z  uporem, nierzadko ponosząc wielkie straty, walczyli o  uniezależnienie się od Hiszpanii. Przełom nastąpił w  chwili uprawomocnienia powstania Mancomunitat de Catalunya- wspólnoty czterech prowincji katalońskich- Barcelony, Girony, Tarragony i Lleidy. Federacja została zawiązana 6 kwietnia 1914 roku. Hiszpański parlament zaaprobował powstanie Wspólnoty, natomiast Senat nigdy nie zaakceptował powstania Mancomunitat de Catalunya. Federacja zakładała jedynie większą swobodę administracyjną, jednak dla Katalończyków miała ona wielkie polityczne znaczenie. Było to bowiem pierwsze od 1714 roku uznanie jedności Katalonii. 14 kwietnia 1931, czyli tego samego dnia, kiedy w  Madrycie ogłoszono powstanie Republiki, Fracesc Macia, wielki orędownik niepodległości Katalonii, proklamował powstanie Republiki Katalonii, tworu politycznego wchodzącego w skład Hiszpanii, lecz będącego od niej niezależne. Kataloński Generalitat został przywrócony do życia, a we wrześniu 1932 roku Katalonia zyskała możliwość utworzenia większościowo autonomicznego rządu, podobnego do tego, którym dysponował Kraj Basków. Rząd, dowodzony przez wspomnianego wyżej Franceska Macia (19311933) oraz Lluisa Companys (1934-1939), pomimo pewnych przejściowych problemów, utrzymywał się ku radości wszystkich Katalończyków. Nic nie trwa wiecznie, i tak też było tym razem. W roku 1939 rozpoczęła się blisko czterdziestoletnia era panowania generała Francisco Franco. Zarówno dla Katalonii, jak i całej Hiszpanii oznaczało to całkowite zniesienie wszelkich demokratycznych wolności, zakaz tworzenia partii politycznych oraz szeroko zakrojona bezduszność wobec autonomicznych regionów Hiszpanii. Zanim jednak przejdę do analizy zła, jakie wyrządził okres dyktatury Franco w Katalonii, warto się przyjrzeć kim był i jak udało mu się zrobić tyle zła? Franco Francisco Bahamonde zasłynął w Hiszpanii jako żołnierzgenerał, dowódca Legii Cudzoziemskiej w Maroku. Obok pełnienia funkcji rządowych, np. gubernatora Wysp Kanaryjskich, zdarzało mu się występować zbrojnie przeciw organom legalnego rząd republikańskiego. W 1937 objął przywództwo faszystowskiej partii, Falangi, skąd już tylko mały krok dzielił go od wprowadzenia Hiszpanii w jej najtragiczniejsze momenty. W momencie obalenia hiszpańskiej Republiki, Franco wprowadził w kraju rządy opierające się na wszechobecnym terrorze oraz walce z przeciwnikami politycznymi. Wielu ludzi zastanawia się, czemu Franco, jako niekwestionowany faszysta, nie brał udziału w  II Wojnie Światowej? Generał wybrał neutralność Hiszpanii w największym europejskim konflikcie XX wieku. Jednak tajemnicą poliszynela jest, że sympatyzował z Niemcami, a Hitler był dla niego wzorem do naśladowania. Jako ciekawostkę, ukazującą specyfikę myślenia Franco, należy wspomnieć, że „podarował” on Hitlerowi


hiszpańską strefę czasową, by była taka sama jak ta w Berlinie, nie natomiast londyńską, jak to miało miejsce dotychczas. Rządy Franco opierały się na podporządkowaniu życia społecznego państwu. Nie było więc miejsca na autonomie czy pluralizm polityczny. Generał Franco był, a przynajmniej tak mu się wydawało, żarliwym katolikiem. Dzięki temu kler cieszył się pewnymi przywilejami, a ludzie niewierzący byli kolejnymi, tępionymi przez niego grupami społecznymi. Miało to być niejako przykrywką dla faszystowskiego wizerunku państwa. Franco był tradycjonalistą, ceniącym sobie przywiązanie do monarchii. Jednak stanowisko przez niego zajmowane było na tyle wygodne, że długo nie decydował się na przywrócenie panowania Hiszpanii przez królów. Zrobił to dopiero w 1974 roku, a więc na rok przed swoją śmiercią. Był już wyniszczony chorobą, a także paraliżował go strach, iż po jego śmierci kraj popadnie w ruinę. Jedynym słusznym wyjściem okazało się desygnowanie Juana Carlosa na króla Hiszpanii. Wiedział on bowiem, że członek rodziny Burbonów tak kocha swój kraj, że nie doprowadzi do upadku frankizmu. Trzydzieści sześć lat rządów generała Franco było ciężkim okresem dla Katalonii. Cenzura i  narzucanie hiszpańskiego stylu życia było chlebem powszednim. Katalończycy byli silnie represjonowani, ze względu na swój upór w krzewieniu ich kultury. Poupadały katalońskie instytucje, całkowicie zniknęła katalońska prasa, językiem oficjalnym stał się tylko i wyłącznie hiszpański. Represje, które dotknęły Katalonię, nie miały jedynie charakteru społeczno-kulturowego. Wszelki przejaw oporu, a zwłaszcza politycznego, był natychmiast ukrócany. Powstawały specjalne więzienia, do których wtrącano zwykłych Katalończyków. Na przełomie lat 1938-1953 wielu myślicieli i polityków zostało zamordowanych, między innymi były prezydent Generalitat, Lluis Companys. Przy początkowym założeniu Franco, że Hiszpania będzie wstanie gospodarczo działać na własną rękę, na przełomie lat ’60 i ’70 miał miejsce szybki rozwój ekonomiczny, znany jako Hiszpański Cud. Rolnictwo przeszło głęboką i ekspresową modernizację, natomiast rozwój przemysłu dał początek migracjom. W Katalonii przemysł rozrósł się do tego stopnia, że pracownicy z całego kraju podążali, by znaleźć tam pracę. Boom gospodarczy sprawił, że Katalonia stała się jednym z największych w Europie regionów przemysłowych. Tak szybki rozwój doprowadził do powstania klasy średniej, która po śmierci Franco skutecznie dążyła do transformacji ustrojowej, dzięki czemu Hiszpania stała się monarchią parlamentarną i nic już nie stało na przeszkodzie jej dalszemu rozwojowi.


54

PEPRYSZKA

fmarathonbet.com

NIEMIECKA PEPRYSZKA:

GUARDIOLA I JEGO NAUKA

Łowca rekordów, mistrz i zdobywca trzech poważnych tytułów sezonu 2012/2013, silny jak andaluzyjski byk Bayern Monachium, może nadal jeszcze wiele stracić. W ostatniej kolejce fazy grupowej Champions League przeciwko Manchester City gracze Josepa Guardioli szybko zaczęli prowadzić 2:0, by ostatecznie i tak ulec gościom 2:3. Franck Ribery pretendujący jako jeden z trzech do miana najlepszego piłkarza świata za osiągnięcia w zeszłym roku mówi, że przegrana na Allianz-Arena "... to było poważne ostrzeżenie". Szczęśliwie mistrzowie Niemiec zakończyli grupową rywalizację na pierwszym miejscu. Czy należy już w tym momencie zadać pytanie, że to może nie być jedyny sygnał dla Bayernu, iż do ostatecznego sukcesu droga pozostanie wciąż najeżona niespodziankami? Tym razem do zwycięstwa w grupie wystarczyło, choć to dopiero drugie potknięcie zespołu Pepa Guardioli, od kiedy pracuje w Monachium. Pozornie wszechpotężny potrójny zwycięzca beztrosko pozwolił sobie na kompletnie niepotrzebną "stratę twarzy" na zakończenie fazy grupowej Ligi Mistrzów. Piłkarze Bayernu zaatakowali e Citizens od początku bez pardonu i wydawało się, że mecz nie zakończy się inaczej jak zwycięstwem niemieckiej drużyny. W drugiej połowie "Bawarczykom" niespodziewanie zaciągnięto ręczny hamulec.

Barça Flash Grudzień 2013

Mario Goetze otulony w modny szalik podczas wizyty w strefie dla reporterów nawet nie przypuszczał, że to City przerwie piękną serię Bayernu w Lidze Mistrzów. Dobrze pamiętał jak jego obecny klub przegrał rywalizację o Superpuchar Niemiec przeciwko Borussii Dortmund 27 lipca tego roku. Zwycięzca krajowego pucharu, triumfator ekstraklasy i zdobywca Ligi Mistrzów stracił pierwsze trofeum obecnego sezonu z wicemistrzem Niemiec. Teraz mógł stracić jeszcze więcej. Tylko jeden gol dzielił City od zwycięstwa w grupie. W 80. minucie Dante popełnił błąd, po którym Alvaro Negredo pozostało tylko umieścić piłkę w bramce Manuela Neuera. Ale Hiszpan nie wykorzystał rozkojarzenia obrońcy Bayernu, a golkiper gospodarzy spisał się doskonale, skracając kąt strzału. By wygrać grupę D City musiało wygrać różnicą dwóch goli. Jako pierwszy wtyczkę do tlenu Bawarczyków znalazł inny reprezentant La Roja, David Silva. Po zgraniu piłki głową przez wybranego zawodnikiem meczu Jamesa Milnera zupełnie niepilnowany Silva dał swojemu zespołowi gola kontaktowego. - Anglicy rzucili do ataku wszystkie siły i mogło to dla nas skończyć się fatalnie - mówił po spotkaniu Goetze.

Po budzącym wątpliwości rzucie karnym pewnie wykorzystanym przez Aleksandar Kolarova bawarski stadiom zamarł. Słychać było jak niszczycielska machina Bayernu z pierwszych trzydziestu minut zaczęła niebezpiecznie trzeszczeć. Trener City, Manuel Pellegrini patrzył zdziwiony jak jego piłkarze świętują na połowie Bayernu po tym, jak po głębokim dośrodkowaniu Jesusa Navasa i kiksie Boatenga, swoją szansę w 62. min wykorzystał Milner. Opiekun "Obywateli" wiedział, że mecz dwóch najlepszych drużyn grupy D nie jest bez znaczenia w kontekście gier w fazie pucharowej. Mimo to pokusił się o dość kontrowersyjne stwierdzenie: - Zwycięstwo w grupie było dla nas ważne, ale nie najważniejsze. Co bardziej śmieszy: ignorancja czy indolencja chilijskiego szkoleniowca? Sam nie wiem. Faktem jest, że opiekun City choć mógł, nie skorzystał z usług najlepszego napastnika swojej drużyny, Sergio Aguero. - Kusiło mnie, by sięgnąć po Aguero, ale dopiero, gdybyśmy strzelili gola na 4:2. Dlatego wysłałem go na rozgrzewkę, ale nie wpuściłem na boisko. Poza tym pozostaje niewyjaśnionym, czy rzeczywiście Pellegrini nie miał pojęcia, jak blisko wygrania grupy - a w konsekwencji rozstawienia w losowaniu 1/8 finału - są


mirror.co.uk

jego podopieczni. Czyżby brak elementarnej wiedzy w zakresie przepisów? - Myśleliśmy, że potrzeba nam wygrać co najmniej 5:2 - twierdził po meczu były trener Realu Madryt. Aby mieć bowiem teoretycznie łatwiejszych rywali w 1/8 finału e Citizens potrzebowali dwubramkowego zwycięstwa nad Bayernem Monachium, (w pierwszym meczu Bawarczycy wygrali 3:1 przyp. aut). Według przepisów UEFA przy równej liczbie punktów decyduje bilans meczów bezpośrednich. - Bayern - mówił omas Mueller - został ukarany za swoje niedbalstwo. Pokazaliśmy przeciwko City, ze nie jesteśmy maszynami. Mieliśmy dobry początek. Potem zabrakło gazu. Zabrakło nam cierpliwości, by utrzymać w głowach mentalność zwycięzców. Po serii wygranych popadliśmy w samozadowolenie, a to na profesjonalnym poziomie nie powinno się nam tak szybko przydarzyć. To niedopuszczające! Wtorkowa porażka pokazuje, że "Bawarczycy" nie są maszynami, a i geniusz trenerski Guardioli potrafi przeżywać gorsze okresy. Co nie zmienia faktu, że zespół prowadzony przez słynnego Katalończyka zanotował jeden z najgorszych

występów w tym roku, oddając City dwubramkowe prowadzenie i ledwie utrzymując się na fotelu lidera swojej grupy eliminacyjnej. Wyjątkowo słaby występ zaliczył kapitan Philipp Lahm. Wracający po kontuzji 30-letniego obrońca FCB pozwolił na zbyt wiele swobody grającemu jak "z nut" Milnerowi, który brał udział przy wszystkich bramkach. Zawiódł, podobnie jak cały zespół, również Javi Martinez. Gdy Dante sprokurował rzut karny, aktywny w pierwszej połowie iago Alcantara zupełnie rozpłynął się w środkowej części boiska w drugiej odsłonie, kandydat do Złotej Piłki, Ribery nie potrafił udźwignąć ciężaru gry, a Mario Mandzukic, odpowiedzialny za egzekucję w polu karnym rywala dyskretnie cofnął się zza linii zasieków obronnych przez co zupełnie stracił kontakt nie tylko z piłką ale i rzeczywistością, to hiszpański rezerwowy pojawił się na placu gry w kluczowym momencie. Jednak zapewne zabrał ze sobą na boisko Pisakowego Dziadka. Po jego wejściu Bayern był równie ospały co przedtem. Guardiola trwa przy swojej nauce posiadania i sprawowania kontroli nad piłką. "Jestem zaskoczony jak trudno wygrać każdy mecz" napisał na Twitterze trener Bawarczyków. Przegrana z Anglikami daje do myślenia zarówno działaczom jak i samemu trenerowi. Pomysł Guardioli na grę bez dwóch defensywnych pomocników w przyszłości może odbić się czkawką. Osłabionej w ten sposób obronie pozbawionej dodatkowego wsparcia w przypadku drużyn na zbliżonym poziomie, zdarzają się karygodne błędy. Bayern kuleje w obronie od początku sezonu, ale jak na razie tylko Borussia i City umiało to wykorzystać. Pep jest doskonałym psychologiem, a nie wybitnym taktykiem. Wczuwanie się w atmosferę

todayonline.com

Guardiola i Jego nauka

w szatni sprawia, że na boisku potrafi wyzwolić z zawodników najdziksze instynkty. Tajemnica tkwi w języku jaki trener "Bawarczyków" używa na konferencjach prasowych. Po meczu z City przyznał, iż nie widzi Bayernu w roli faworyta Champions League. - Nie jesteśmy obecnie najlepszą drużyną w Europie. Pod wodzą Juppa Heynckesa w poprzednim sezonie Bayern istotnie był najlepszy, jednak teraz z nowym trenerem się to zmieniło. W zeszłym roku zespół zasługiwał na ogromne pochwały, natomiast obecnie póki co nie dał powodów, by się nim zachwycać. To będzie musiało mieć przełożenie na to w jaki sposób zaprezentują się monachijczycy w dalszej części rywalizacji w lidze, na KMŚ czy LM. Jestem tego pewien. Można natomiast dyskutować jakie znaczenie, lub jaką wagę miały obydwa w/w spotkania. Nie zmieni to faktu, że tak klasowy zespół jak Bayern nie powinien przegrać meczu, zwłaszcza na Allianz-Arena. Wygraną oddano City na białej tacy i choć nie przełożyła się ona na poważne konsekwencje, boli łatwość z jaką to zrobiono, praktycznie bez chęci walki o poprawę końcowego efektu. Katalończyk od początku pracy w ekipie ze stolicy Bawarii stosuje nietypowe ustawienie 4-1-4-1, które w założeniu powinien pozwalać Bayernowi mieć jeszcze więcej niż do tej pory opcji w ofensywie. Ten mechanizm wciąż nie działa perfekcyjnie. "Porażka nie jest dobra, ale może czasami potrzebują jej klub, trener i zawodnicy, aby zdać sobie sprawę, jak trudno jest odnosić zwycięstwa zarówno w Bundeslidze jak i Europie. Jesteśmy znakomitym zespołem, ale i my możemy przegrać..." (Josep Guardiola) Maciej Ryszka, BlogFCB.com Schemmerberg, Niemcy maciej.ryszka@blogfcb.com


56

OKIEM RYWALA

OKIEM RYWALA:

ODPOWIEDNIE

PROPORCJE, ZDROWY ROZSĄDEK Ostatnie mecze Realu Madryt pokazały prawdziwą wartość Garetha Bale'a – Walijczyk popisał się czterema trafieniami, a do tego dołożył między innymi wyśmienitą asystę przy bramce Karima Benzemy w spotkaniu z Realem Valladolid. Były zawodnik Tottenhamu zapewne nie utrzyma jednak statystyk na tak wysokim poziomie. Jaki jest powód takiej sytuacji? Cristiano Ronaldo.

Barça Flash Grudzień 2013

W spotkaniu przeciwko Almerii Portugalczyk doznał drobnego urazu, a Carlo Ancelotti uznał, że jego najlepszemu zawodnikowi przyda się trochę odpoczynku. Z tego powodu golleadora z Madery zabrakło w kadrach meczowych na pojedynki z Galatasaray i Real Valladolid, a światła wszystkich reflektorów przesunęły się właśnie na Garetha Bale'a. Walijczyk wziął ciężar gry na siebie i wykonał niełatwe zadanie wyśmienicie. W obydwu spotkaniach był wyróżniającą się postacią, a w meczu z Valladolid zanotował nawet hat-tricka. Co prawda jest wiele głosów mówiących, że każda z tych bramek była dziecinnie prosta i trudno wychwalać Bale'a pod niebiosa, ale trzeba zauważyć, że były piłkarz Kogutów za każdym razem musiał znaleźć się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. No właśnie, Walijczyk doskonale czuł się w roli lidera, był pierwszą postacią, której koledzy szukali w okolicach pola karnego, a piłka po prostu go

znajdywała. Gdy w pierwszej jedenastce zobaczymy Cristiano Ronaldo sytuacja wróci do normy. Gareth Bale usunie się w cień swojego starszego kolegi i znów będzie tylko tym dogrywającym piłki, a nie tym, do którego kieruje się większość podań. Na pierwszy rzut oka całe to zamieszanie wygląda trochę jak sytuacja rodem z podwórkowej piaskownicy. Starzy kolega dołącza do zabawy i z automatu zabiera młodszemu łopatkę i wiaderko. Czy tak jest i w tym przypadku? Oczywiście, że nie. Od kiedy tylko Walijczyk zameldował się na Santiago Bernabeu wiadomo było, że ma zostać numerem 2 w zespole Królewskich. Wystarczy posłuchać Raymonda Domenecha, który na każdym kroku podkreśla rolę lidera zespołu. Drużyna musi mieć jednego lidera, ponieważ jeżeli go nie ma, to każdy zawodnik gra trochę bardziej pod siebie niż dla drużyny. Takim zawodnikiem w reprezentacji Hiszpanii określa Xaviego, w reprezentacji Francji wciąż go nie odnajduje, a w zespole Realu Madryt jest nim bez wątpienia Cristiano Ronaldo.


Dla zawodowych piłkarzy taka sytuacja jest oczywiście jak najbardziej zrozumiała i nikt nie może się temu dziwić, jednak dla Bale'a drugoplanowa rola będzie czymś nowym. W Tottenhamie to on był niepodważalnym liderem i prześmiewcy często twierdzili, że bez niego Koguty grałyby o połowę słabiej. Zresztą dziewiąte miejsce podopiecznych (byłego już trenera) Andre Villasa-Boasa i zachowanie kibiców Manchesteru City po jednej z sześciu bramek strzelonych Hugo Llorisowi przez ich ulubieńców może być całym komentarzem tej teorii. Wracając do sedna sprawy warto podkreślić, że Gareth Bale będzie musiał przestawić swoje myślenie i dostosować się do gry pod Cristiano Ronaldo. Wydaje się, że dla Walijczyka nie będzie to jednak żaden problem. Przyglądając się jego wypowiedziom, możemy dojść do wniosku, że to bardzo rozsądny i trzeźwo podchodzący do futbolu młodzieniec. Na papierze sprawa wygląda na bardzo prostą układankę – Cristiano Ronaldo ciągnie grę drużyny, a Bale jest jego najlepszym pomocnikiem. W momentach gdy Portugalczykowi podwinie się noga, wtedy miejsce na tronie na jakiś czas może przejąć Walijczyk. Ważne jest jednak to, by kibice zrozumieli zależności pomiędzy tymi dwoma piłkarzami i nie wymagali od byłego zawodnika

Tottenhamu kosmicznej ilości bramek we wszystkich rozgrywkach. Fantastyczna gra Bale'a przejawiać się będzie bardziej liczbą asyst, ale znając możliwości tego zawodnika na liczbę jego bramek nie będzie można narzekać. Chodzi jedynie o to by racjonalnie wartościować pewne sprawy. Nie można od każdego piłkarza sprowadzonego za więcej niż 50 milionów wymagać statystyk na poziomie Cristiano Ronaldo. Futbol idzie w tę stronę i piłkarze będą coraz to drożsi, natomiast rekordy Portugalczyka mogą zostać niepobite przed dłuższy czas. Trudno wymagać od kibiców Blaugrany rozsądku w sprawie Garetha Bale'a, jednak liczę na to, że chociaż kibice Królewskich zrozumieją jaka jest rola Walijczka w zespole. Od niektórych kibiców Barcelony trudno też wymagać rozsądku w sprawie ich ulubieńców. Wystarczy spojrzeć na burzę braw na Twitterze spowodowaną zagraniem piętą Sergio Busquetsa w przegranym (!) spotkaniu przeciwko Baskom z Bilbao. Doceniajmy to co piękne, gańmy to co naprawdę nieodpowiednie. Nie zachwycajmy się zagraniem, które na takim samym bądź wyższym poziomie wykonałaby połowa redakcji BlogFCB.

Okiem rywala: Odpowiednie proporcje, zdrowy rozsądek

Darek Kosiński @DarekKosinski

O klubie wiemy wszystko!


pier w gol szy ...

Dzisiajsiê ê poczujessi! jak m

drugi!

najwa niejsz ¿e! TRZECI! ORaz...


BYSTRE OKO Popisz się spostrzegawczością i weź udział w naszej zabawie! Co miesiąc w magazynie Flash BlogFCB publikowane będą dwa (prawie) identyczne zdjęcia. Waszym zadaniem jest znalezienie

pięciu różnic

między oboma zdjęciami. Graficy Flash BlogFCB bardzo się postarali, aby zabawa była trudna i wymagała maksymalnego skupienia. Wszystko dlatego, ponieważ ta gra jest warta świeczki! Jedna osoba, której dopisze największe szczęście, wygrywa dowolną koszulkę ze sklepu BlogFCB.com (adres: http://www.blogfcb.com/sklep). Jakie są zatem zasady zabawy? Wyślij do nas na redakcja@blogfcb.com poprawinie wyartykułowane różnice między oboma obrazkami. Jedynie precyzyjne i dokładne określenia różnic będą brane pod uwagę:, np. “Górne zdjęcie: Na lewym uchu u Xaviego nie ma włosów”. Drogą losowania wybierana będzie jedna osoba, która poprawnie poda wszystkie pięć różnic. Wyniki ogłaszane są w kolejnym numerze Flash BlogFCB. Życzymy powodzenia! Zwycięzcą w naszym listopadowym Bystrym Oku okazał się Czytelnik o nazwie mejla: kumak777@*****.com.Gratulujemy i prosimy o napisanie do nas na redakcja@blogfcb.com


60

STARCIE GWIAZD

Sergio Busquets

Adam Wielgosiński Blogfcb.com adam.wielgosinski@blogfcb.com @AWielgosinski

Z

azwyczaj w cyklu tym porównywaliśmy piłkarza Barcy oraz zawodnika innego zespołu. Był też przypadek, kiedy dokonaliśmy analizy dwóch potencjalnych nowych stoperów, Davida Luiza i Daniela Aggera. Tym razem zaszła mała zmiana i porównamy dwóch defensywnych pomocników FC Barcelona, Sergio Busquetsa i Alexa Songa. Inną zmianą, którą zauważycie już w  każdym numerze, są noty dla zawodników w  danym aspekcie gry. W  zależności od pozycji aspekty te oczywiście będą się zmieniać. Jak wspomniałem, w grudniowym numerze porównamy dwóch defensywnych pomocników Barcelony. Zrobimy to nie bez powodu, ponieważ po ostatnich porażkach jednym z winowajców był czarnoskóry zawodnik. Po meczu z Ajaxem w Internecie pojawił się termin „Busqetsdependiencia”. Zgadzam się, że bez Sergio Barcelona traci wiele, jednak zwalanie winy na Alexa jest szukaniem kozła ofiarnego w jednej osobie, co uważam za bezsensowne. W Katalonii najważniejsze

Flash BlogFCB Barça Flash Grudzień Lipiec 2013 2013

alex song

9

Rozgrywanie

7

8

ODbiór

7

8

ustawianie

6

jest rozgrywanie piłki. W tym Busquets jest niezawodny i bez większych problemów mógłby zastąpić Xaviego czy Iniestę. Przypomina on nieco Pepa Guardiolę, który dowodził ofensywą, ale również potrafił odebrać piłkę. W  rozgrywaniu otrzymuje on u  mnie dziewięć punktów(rewelacyjnie). Ta cecha jest z pewnością największym atutem Busquetsa. Song jest dla mnie synonimem słowa dokładność. Alex nie szuka kwadratowych jaj, jak zwykli mawiać trenerzy. Gra piłki niezbyt skomplikowane, podania po ziemi na kilka metrów. Ktoś może powiedzieć, że jest to za mało finezyjne, że nie otwiera on prostopadłymi podaniami drogi do bramki rywali napastnikom, ale to, co robi, robi idealnie. Kto w meczu z Valladolid wykonał 104 podania i wszystkie były celne? Właśnie Song. Za rozgrywanie Kameruńczyk dostaje mocną siódemkę (dobry).

szybkość Sergio nie jest najlepsza, ale te sytuacje zdarzają się bardzo rzadko. W tym aspekcie gry Busi dostaję ocenę bardzo dobrą, czyli ósemkę. Niestety Song nie radzi sobie w odbiorach najlepiej. Zazwyczaj ucieka się do fauli, ale to nie zmienia faktu, że na ocenę dobrą zasługuje.

Ciężko jest oceniać pracę defensywnych pomocników, bo ich roboty praktycznie nie widać na boisku. Mi jest o tyle łatwiej, że grałem na tej pozycji. Lecz ciężko jest nie zauważyć sytuacji, kiedy rywal idzie ze świetną kontrą, a „pivot” ją przerywa. W odbiorze piłki, w pressingu, w szybkim doskoczeniu do rywala Busquets jest naprawdę bardzo dobry. Gorzej, gdy rywal już go wyprzedzi, bo

Alex Song na starcie był przegrany w tym starciu, bowiem Busquets to obecnie numer jeden za swojej pozycji. Mimo to uważam, że zasługuje na częstą grę w podstawowym składzie. Czasem barcelońskiej „16” przyda się dzień wolnego, a minuty dla Alexa będą bardzo przydatne, bo odnoszę wrażenie, że mimo upływu czasu i tak nie do końca wkomponował się w styl rodem z La Masii.

Trzecie kryterium, niezwykle ważne w grze Barcelony, to ustawianie się. Szlag mnie jasny trafia przy oglądaniu sztywnego Songa, który mota się po boisku w tylko jemu znanym celu. Przy szybszych akcjach ewidentnie się gubi. Tutaj Kameruńczyk zasługuję na szóstkę (nieźle). Busquets z kolei idealnie wpasowuje się w tempo gry, daje radę przy szybszych a tym bardziej wolniejszych akcjach. To pewnie zasługa tego, że jest wychowankiem i od lat uczy się go tego typu grania. Tutaj, po raz kolejny, Busi dostaje ósemkę.


1. B 2. A 3. C 4. C 5. D

ROZRYWKA

QUIZ

Paweł Szczudło BlogFCB.com pawel.szczudlo@blogfcb.om

1. Ilu kibiców mogło oglądać mecze z trybun Camp Nou przed dokonaniem zmian pojemności z powodu bezpieczeństwa?

2. Obecnie trwają rozmowy na temat powiększenia ilości miejsc na Camp Nou (98 000). Ile w założeniu ma mieć nowe Camp Nou?

A: 110 000

B: 120 000

A: 103 000

B: 110 000

C: 105 000

D: 115 000

C: 120 000

D: 148 500

3. Co w języku Katalońskim oznacza nazwa Camp Nou?

4. Za ile został sprzedany najdroższy piłkarz, który opuścił Barcelone?

A: Wielki Stadion

B: Sportowy Dom

A: 50 mln Euro

B: 30 mln Euro

C: Nowy Stadion

D: Arena Marzeń

C: 60 mln Euro

D: 25 mln Euro

5. Ile spotkań ligowych przegrała na swoim stadionie w 2013 roku Barcelona?

A: 1

B: 3

C: 2

D: 0

61



Barça Flash Grudzień 2013