Issuu on Google+

CATALOLGA: KATALOŃSKOŚĆ BUDZIŁA SIĘ W UCISKU. JAKA BYŁA CENA TEJ REPRESJI? | BYSTRE OKO: WYGRAJ KOSZULKĘ!

Numer 02, listopad 2013

Miesięcznik o FC Barcelonie

NEYMAR JUNIOR - PIŁKARZ O DWÓCH TWARZACH JAK BARDZO ZMIENIŁA SIĘ BRAZYLIJSKA GWIAZDA PO TRANSFERZE DO KATALONII? IKER CASILLAS W BARWACH BLAUGRANA TO BARDZO REALNY SCENARIUSZ BARCA MOJA HISTORIA JAK TO JEST BYĆ KIBICEM BARCELONY?

CRUYFFA ZNIEWAGA KRWI WYMAGA

M E Z S U E IM T K A C M STRZnYsferach BY

...o trargentyny zA

ROSŁY SNAJPER POTRZEBNY OD ZARAZ

r e u a b n e u q Pi y n o z d o r u u k p e z c w k e i w o ł z C

STATYSTYKI NIE GRAJĄ; CZY POWIEDZENIE, ŻE “SĄ KŁAMSTEWKA, KŁAMSTWA I STATYSTYKI” TO PRAWDA W KAŻDYM CALU?


BarcaFlash 04.

Iker Casillas w barwach blaugrana?

Miesięcznik o FC Barcelonie

Przemysław Kasiura rozważa o ewentualnym megahicie transferowym, który wcale nie musi być kwestią nierealną.

Zespół redakcyjny: Przemysław Kasiura redaktor naczelny Paweł Wróbel redaktor naczelny Szymon Ludowski Piotr Smykaj Jakub Barankiewicz Adrian Nowicki Olga Juszczyk Adrianna Kmak Patryk Wieczyński Paweł Szczudło Oktawian Jurkiewicz Maciej Ryszka Jakub Droździoł Dariusz Kosiński Piotr Bera

El Cholo - spryciarz, motywator i podżegacz

Felieton Adama Fattaha opowiada o niesamowitej pracy trenera Atletico oraz o wynikach, jakie Rojiblancos notują w tym sezonie.

08. 14.

ARTYKUL

Piquenbauer - człowiek w czepku urodzony*

ARTYKUL

Utracone pokolenie, czyli bolączka La Masii

Paweł Wróbel przedstawia dorastanie stopera Barcelony.

16.

Wydawca: Przemysław Kasiura tel 785 320 540 email: przemyslaw.kasiura@blogfcb.com Dział reklamy: Paweł Wróbel tel 663 840 287 / 0 785 118 24 07 email: pawel.wrobel@barca.pl

Jak to jest być kibicem Barcelony?

20. 28.

Cruyffa zniewaga krwi wymaga

Jakub Barankiewicz domaga się od zarządu Barcelony większego szacunku, o czym napisał w swoim tekście.

Wszystkie treści opublikowane na łamach miesięcznika internetowego Barca Flash są autorstwa redaktorów BlogFCB.com oraz Barca.pl. Wszelkie prawa do nich są zastrzeżone.

Statystyki nie grają!

38.

Zespół grafików: Przemysław Kasiura Maciej Baranowski

WYWIAD

Transfery z Argentyny? Wywiad z Mateuszem Bystrzyckim

Na okładce: Piquenbauer człowiek w czepku urodzony Źródło zdjęcia: swishost.com

42.

Katalonia rodziła się z uścisku

30.

Temat represji i prześladowań w Katalonii sięga dość dawnych dziejów, co udowadnia Olga Juszczyk.

26. 34.

FELIETON

Rosły snajper potrzebny od zaraz!

PEPRYSZKA

Nie ma Pepa i pomysłu

40.

OKIEM RYWALA

Esteban Granero - wypłynąć na głębokie wody FOTOSTORY

Gdyby kózka nie skakała, to by Leo nie miał kontuzji

Neymar Junior piłkarz o dwóch twarzach

CATALOLGA

Camp Nou chluba Katalonii

FELIETON

ARTYKUL

Co było przyczyną nagłej zmiany wizerunku i zachowania u Brazylijczyka? Tłumaczy to Patryk Wieczyński.

ARTYKUL

Artykuł Adrianny Kmak o dość starym, ale za to wiecznie żywym obiekcie.

Social Media: Facebook BlogFCB.com: fb.pl/blogfcb Facebook Barca.pl: fb.pl/barcapl Twitter BlogFCB.com: @blogfcbcom Twitter Barca.pl: @barca_pl

Adam Wielgosiński o potencjale szkółki Barcy.

FELIETON

ARTYKUL

22.

12.

FELIETON

FELIETON

44.

BYSTRE OKO

Znajdź różnice między obrazkami i wygraj koszulkę!

46.

45.

QUIZ

Quiz - sprawdź swoją wiedzę!

STARCIE GWIAZD

Raphael Varane vs Marc Bartra

47.

* artykuł powstał w oparciu o książkę Grahama Huntera – 'Barca. Za kulisamin najlepszej drużyny świata'.


3

SŁOWO WSTĘPU

NIE WIEM ZA BARDZO KOGO TUTAJ WINIĆ

NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ

Pięknie rozpoczynamy premierę listopadowego odcinka, no pięknie! Kilka dni temu dowiedzieliśmy się wszyscy o przymusowym odpoczynku Leo Messiego. Co jednak najbardziej zaintrygowało i zaniepokoiło kibiców, to nie sam fakt nieobecności Argentyńczyka w trakcie zbliżających się listopadowych i grudniowych spotkań. Problem leży zupełnie gdzie indziej.

Dla jednych FC Barcelona od jakiegoś czasu gra nudno, przewidywalnie, bez rzekomej świeżości, która niby to cechuje całą resztę zespołów występujących czy to w Primera Division, czy to w innych czołowych europejskich ligach. Prowadzenie podopiecznych Gerardo Martino w tabeli La Liga oraz Ligi Mistrzów, bycie niepokonaną drużyną w ostatnich 24 meczach biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, notując 20 zwycięstw i tylko cztery remisy to ciągle mało.

Jak się okazało, Leo Messiego zabraknie na tych spotkaniach, na których wystarczy obecność Neymara, Cesca Fabregasa lub Alexisa Sancheza. Udział w dalszej fazie Ligi Mistrzów Barcelona ma już zapewniony, a jedyne obawy istnieją przed takimi spotkaniami, jak z Villarreal czy Atletico Madryt. Są to drużyny, które już zdążyły postraszyć chociażby Real Madryt. Najbardziej niepokojącą sprawą jest częstotliwość popadania Messiego w kontuzje. Od początku sezonu Leo zdążył narzekać już trzy razy, a spoglądając na cały rok, to nawet cztery. To często, jeśli spojrzymy na liczbę dni spędzonych na rehabilitacji Messiego, w trakcie kadencji Guardioli - 25/2 kontuzje. Nie wiem do końca kogo bardziej winić za taki stan rzeczy. Sztab medyczyny za bierne przyglądanie się Messiemu, gdy w trakcie meczu z Milanem kilkukrotnie łapał się za udo, czy zarząd, który wysyłał Messiego po świecie ubiegłego lata? Wina leży zapewne po obu stronach. Mimo pesymistycznego początku, polecam Wam serdecznie listopadowy numer Barça Flash. Życzę Wam też, abyście w ten jesienny okres ubierali się ciepło i dbali o zdrowie. Każdy Leo Messi Wam powie, że nie warto lekceważyć żadnych symptomów i najlepiej dmuchać na zimne.

Z S A M STRE BY KO? O

Malkontenctwo, gorycz i niedocenianie udoskonalonego tworu El Taty, który doskonale stosuje politykę rotacji w pierwszej drużynie, dając grać praktycznie wszystkim graczom będącym pełnoprawnymi członkami dorosłej Dumy Katalonii, to właściwie typowe zjawisko dla tych, których ulubione zespoły notują chwilową zwyżkę formy, są w tzw. ‘gazie’, który prędzej czy później minie. Od kilkuset dni, ekipa, która na co dzień rozgrywa domowe spotkania na Camp Nou pokazuje prawdziwą klasę, przekonuje nieprzekonanych do tego jak ważna jest inwestycja w młodzież i udowadnia ‘niewiernym Tomaszom’ jak systematyczność i tytaniczna wręcz praca potrafi się odwdzięczyć w postaci wspaniałych rezultatów. Jeżeli styl FC Barcelony kogoś – delikatnie mówiąc – nie ekscytuje, a jej mecze sprawiają, że nagle ci obserwujący Messiego i spółkę ziewają, wiercą się ze zniecierpliwienia i w głowie myślą ‘co za nuda’, to proponuję przełączyć się chociażby na arcyciekawe rywalizacje z udziałem Zagłębia Lubin, w którym nie brakuje futbolowych herosów pokazujących swój piłkarski kunszt – na nieskończoną ilość sposobów – w każdym spotkaniu… Nie dajmy się zwariować, szanujmy przede wszystkim siebie, kibiców piłkarskich, zawodników i trenerów, bo minie jeszcze dużo czasu nim narodzi się pokolenie takich magików jak ci z bordowo-granatowej części stolicy Katalonii.

Weź udział w konkursie, znajdź pięć różnic pomiędzy zdjęciami i wygraj mistrzowską koszulkę! Więcej w środku!

? . . . e ż , z s e i w Czy Jeden z największych piłkarzy występujących w barwach Barcy w ostatnim dziesięcioleciu, Ronaldinho, strzelił swoją pożegnalną bramkę w wygranym meczu z Atletico Madryt. Brazylijczyk zdobył wspaniałego gola z przewrotki po świetnym podaniu Xaviego. Była to jego ostatnia bramka dla Dumy Katalonii.

Jedną z pasji Neymara jest koszykówka. Podczas ostatniego pobytu na Florydzie przy okazji towarzyskiego spotkania Brazylii z Hondurasem Brazylijczyk wybrał się na mecz Miami Heat. Zupełnie przypadkiem na meczu spotkał... Davida Beckhama.

Nazwiska i numery zawodników na koszulkach piłkarzy FC Barcelona zostały stworzone przy użyciu kroju pisma zaprojektowanego przez studio Vasava z Barcelony. Inspiracją projektu były kominy i formy charakterystyczne dla architektury Gaudiego.

Znany na całym świecie herb Barcelony ma już ponad sto lat. Jego pierwotna wersja została zaprojektowana przez Carlesa Comamale, piłkarz występujący w FC Barcelonie w latach 1903-1912. Zawodnik wygrał konkurs na herb klubu w 1910 roku. Co ciekawe, studiował także medycynę.

Camp Nou to największy stadion świata należący do prywatnego właściciela. Wszystkie większe obiekty na całym świecie są własnością miasta.


4

ARTYKUŁ

Iker Casillas ? a n a r g u a l b h c a w r w ba Istnieją piłkarze, których nazwiska kojarzą się tylko z jednym zespołem. Paolo Maldini z AC Milan, Gianluigi Buffon i Alessandro Del Piero z Juventusem, Phillip Lahm z Bayernem, a Xavi z Barceloną. Trudno sobie wyobrazić, aby ci gracze mogli reprezentować barwy innego klubu, a szczególnie tych z drugiego końca "bieguna sympatii". Na (nie)szczęście historia futbolu zna takie przypadki, które zdecydowanie wypadają poza kanon zwykłych, można rzec normalnych, transferów. Do ich grona może dołączyć kolejny i prawdopodobnie najbardziej szokujący, jaki mógłby widzieć piłkarski świat. Iker Casillas - gasnąca legenda Realu Madryt - może stać się "blaugrana". PRZEMYSŁAW KASIURA

Jeszcze rok temu taka wizja mogłaby być wsadzona między bajki. Ba! Ona wciąż czułaby się tam obco i nieswojo, bo trudno byłoby komukolwiek w to uwierzyć, żeby ikona i (wciąż) żywa legenda Realu Madryt przeszła do zespołu największego wroga. Brakuje mu tylko 24 występów, aby zaliczyć półtysięczny mecz w barwach Królewskich. Aż 34 razy grał przeciwko Barcelonie, z czego dziesiękrotnie ciesząc się po zwycięstwach Realu Madryt. Był świadkiem głośnych transferów do i/lub z klubu, m.in Zidane'a, Beckhama, Figo, Ronaldo, Roberto Carlosa, Hierro, Raula, Cristiano Ronaldo, a ostatnio też Garetha Bale'a. Od początku wychowany w Madrycie, w jednej szkółce i przy akompaniamencie trenerów caverny Realu Madryt. Typowy madrytczyk, na pytanie o kolor serca bramkarza, odpowiedziałby: "iPor supuesto que el blanco, amigo!"

Barça Flash Listopad 2013

Teraz sprawa wygląda zupełnie inaczej. Przez konflikty z byłym trenerem Realu, Jose Mourinho, a następnie przez złamanie palca u lewej ręki, Iker zaczął powoli oddalać się od bramki Los Blancos. Gwoździem do trumny okazał się jednak transfer Diego Lopeza. Nawet nie tyle co sam transfer, ale doskonała i wprost zaskakująca forma starego/nowego gracza Królewskich. Nawet przybycie Carlo Ancelottiego nie zmieniło za bardzo sytuacji Casillasa. Występowanie jedynie w meczach Ligi Mistrzów i Pucharu Króla to jak policzek, choć za kadencji Mourinho, Portugalczyk i tak stawiałby wówczas na Lopeza. To jednak za mało dla utytułowanego Ikera, którego ambicje sięgają zdecydowanie wyżej, niż gra raz na dwa/trzy tygodnie, a nawet rzadziej. "Jeśli przez trzy miesiące nic się nie zmieni, będę chciał odejść" - powiedział w połowie października portero z Madrytu.

Ta deklaracja nie zmroziła krwi wielu kibicom Realu. Coraz bardziej atmosfera wokół legendy Los Blancos staje się gęsta i nieprzyjemna. To ponoć Iker jest "szpiegiem" w szatni Bernabeu, który ujawnił nowe ustawienie Królewskich przed październikowymi Gran Derbami. Wcześniej sam Mourinho otwarcie przyznawał, że "mamy na sali kreta". Podejrzenie zawsze padało na jednego człowieka, tracącego zaufanie kibiców w tempie iście błyskawicznym. Na legendę Realu Madryt. Mimo iż Victor Valdes przeżywa prawdopodobnie najlepszy okres w swojej karierze, idealnie się złożyło, że zapowiedział swoje odejście w czerwcu 2014 roku. W obliczu ostatnich występów VV jestem zwolennikiem jego pozostania w Barcelonie, jednakże decyzja prawdopodobnie jest już nieodwołalna. Zubizarreta z Rosellem poszukują już następcy Victora, jeżdżąc po Europie i kontaktując się z agentami m.in. Ter Stegena, Courtois czy Reiny. Po co szukać tak daleko, jak wystarczy wsiąść do odpowiedniego RENFE (pociągu hiszpańskiego, odpowiednik PKP), wysiąść na Puerta de Atocha w Madrycie, umówić się w Hotelu Ritz i zamówić do sali konfe-


WYPOWIEDZI IKERA W 2013 ROKU: “Poniekąd to trudne. To nie było do końca nowe odczucie, ale na pewno było inne. Jeśli byłeś poza grą pięć miesięcy, zajmuje ci trochę czasu, zanim poukładasz wszystko w głowie. Na szczęście trener i koledzy traktowali mnie doskonale, bo to bardzo ważne podczas powrotu. Dla bramkarzy zaufanie przychodzi z meczami i minutami. Więc jeśli ktokolwiek daje ci szanę albo wiarę, zawsze daje ci to kopa.” “Chciałbym zakończyć moją karierę w Realu Madryt. Ale nie będę stawiał żadnych przeszkód, gdy pewnego dnia trener przyjdzie do mnie i powie, że na mnie nie liczy. Tylko wtedy popatrzę gdzie indziej. Ale powtórzę: Real Madryt jest dla mnie priorytetem. ” “Prawda jest taka, że pasjonują mnie wyzwania, przede wszystkim takie, które sam sobie wyznaczam. Muszę udowodnić, że jestem wartościowy na tej pozycji. Muszę się cieszyć grą, zacisnąć zęby i pomóc kolegom. Trenować ciężej, żeby udowodnić sobie, że mogę wrócić i odzyskać zaufanie, jeśli kiedyś je straciłem. To wszystko sprawia, że czuję się silniejszy.” “Ten klub jest wystawiony na wiele komentarzy. Każdemu meczowi trzeba nadawać największą wartość. Kiedy nie będę tego czuł, to będzie moment, aby opuścić ten zawód.”

rencyjnej najlepszą kawę z Brazylii, najlepiej podawaną w wałbrzyskiej porcelanie. Numer telefoniczny do agenta Casillasa, pana Ohne Beratera, na pewno Zubi dałby radę wytrzasnąć. Aktualna cena rynkowa Ikera to 15 milionów euro (wg transfermarkt.de). Przy twardych negocjacjach, kwota mogłaby urosnąć maksymalnie do 30 milionów. To przecież taka sama suma, jaką Barcelona dostała za... "krzesełkową" reklamę Qatar Airways na Camp Nou. Zwolnione pieniądze z kontraktu Valdesa mogłyby z powodzeniem pokryć nową umowę z Ikerem, który zarabia aktualnie 7,5 miliona euro na Santiago Bernabeu. To o 1,5 miliona więcej od Victora Valdesa. Dodatkowo klauzula odstępnego, która wynosi aż 62 miliony, może nie mieć tutaj żadnego znaczenia, jeśli Florentino uzna za słuszne oddać Casillasa "w dobre ręce". Nawet czas trwania tzw. "dożywotniego kontraktu" nie powinien odgrywać znaczącej roli (Iker ma umowę trwającą do 30.06.2017 roku, którą podpisał w... 2008 roku przyp. red.). Na dowód tego wystarczy wspomnieć, że wraz z Casillasem tę samą umowę podpisywał... Raul. Wiemy nie od dziś, że Iker byłby bardzo ciepło przyjęty nie tylko przez piłkarzy, ale również kibiców Barcelony. To jeden z tych zawodnikow Realu, który cieszy się prawdopodobnie największą sympatią wśród cules. Warto dodać, że w składzie Blaugrany spotkałby "samych swoich", a nawet przyjaciół (np. Xavi Hernandez). Był i jest pierwszym, który kanalizuje, a nie wszczyna konflikty w trakcie Los Clasicos. Po porażkach nie zrzuca winy na sędziego, a nawet wypowiada się ciepło o zawodnikach Barcelony, co zresztą nie spodobało się kiedyś byłemu trenerowi Realu Madryt. Iker Casillas to nie Pepe, Sergio Ramos, czy Marcelo. Iker to amigo.


Barรงa Flash Listopad 2013


8

ZA KULISAMI

Piquenb

człowiek w cz

Gerard Pique znany również jako Pickenbauer urodził się w bogatej rodzinie, od najmłodszych lat mieszkając w prestiżowej dzielnicy Pedralbes. Od zawsze był osobą pewną siebie, uwielbiał robić niezliczone kawały, nie przejmując się słoną cenę, którą płacił za niektóre wygłupy. Dziadek stopera Barcy, Amador Bernabeu, jest zasłużonym człowiekiem dla Klubu, który za czasów trzech prezesow Josepa Lluisa Nuneza, Joana Gasparta i Enrica Reyny reprezentował Klub w Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej, a także w UEFA i FIFA. Co ciekawe, gdy tylko Sandro Rosell objął rządy, ponownie poproszono go o objęcie tej samej funkcji. Dziadek Pique znany jest przede wszystkim z tego, że uczynił malutkiego jeszcze Gerarda socio dokładnie w tym samym dniu, w którym się urodził, wkładając mu do bucika srebrną łyżeczkę. W ten dosyć symboliczny sposób, Camp Nou stało sie drugim domem Pique, do którego z rodzinnego domu miał piechotą zaledwie 10 minut. Co ciekawe podobny los przeszło 25 lat później spotkał synka stopera, Milana, który także stał się socio w dniu swoich urodzin. Rodzinna tradycja jest więc kontynuowana i kto wie czy za kilkanaście lat Pique junior nie będzie razem z synkiem Messiego czy Valdesa grał w pierwszej drużynie FC Barcelony!

Od paraliżu do La Masii Mało kto wie jednak, że niewiele brakowało, a Gerarda nigdy nie zobaczylibyśmy na murawie. Pique mógł resztę życia spędzić na wózku inwalidzkim, ale na szczęście historia, która się wydarzyła, gdy ten miał nieco ponad roczek zakończyła się pozytywnie. Jako berbeć przebywał latem 1988 roku z dziadkami w Blanes na Costa Brava. W tamtym czasie rezydencja dziadków była remon-

Gerard Piqué Bernabeu Wiek: 26 lat Ilość występów w barwach Barcelony: 148 Ilość występów w reprezentacji Hiszpanii: 59 Ilość strzelonych goli w Barcelonie/reprezentacji: 10/4 Najważniejsze zdobyte trofea: Potrójna korona z Barceloną w sezonie 2008/2009, zwycięstwo z reprezentacją na MŚ 2010 oraz Euro 2012. stan na 13 listopada 2013 r.

Barça Flash Listopad 2013


bauer

szczęścia. Nie marzyłem nawet o tym, żeby zostać piłkarzem Barcy, ponieważ widziałem wielu chłopaków, którzy próbowali i nie udało się im. Nie chciałem tak skończyć, z poczuciem, że poniosłem życiową porażkę.

Ojciec Pique, Joan, grał amatorsko w piłkę, ale ostatecznie wybrał inną drogę życiową, obecnie szefując firmie budowlanej. Z kolei mama, o której wspominałem, była do niedawna dyrektorem Instytutu Guttmanna, pierwszego w Hiszpanii szpitala opiekującego się osobami z uszkodzeniami mózgu oraz nabytymi urazami rdzenia kręgosłupa. To właśnie oni zapisali Gerarda na treningi w małym klubiku Torneo Social, gdzie grał u boku sześciolatków. Już wtedy zainteresowała się nim Duma Katalonii, od której dostał zaproszenie na testy. Zaszczytu od słynnej La Masii nie dostępował jednak każdy. Co więcej, Blaugrana pobierała konkretne kwoty pieniędzy od rodziców tych chłopców, którzy nie mieli wystarczającego w ich ocenie - talentu do piłki, ale którzy to chcieli, by ich pociechy nadal grały w piłkę.

Wygłupy z Ceskiem i odpychający Van Gaal W La Masii poznał wielu piłkarzy, z którymi obecnie występuje w pierwszej drużynie FC Barcelony. Był tam m.in. Leo Messi czy Cesc Fabregas. Jak wiadomo ten pierwszy zwykle trzymał się na uboczu i był raczej wyalienowanym chłopakiem. Co innego Fabregas, dla którego byle pretekst służył do zrobienia komuś kawałku. Pewnego dnia Pique razem z Ceskiem stwierdzili, że zabawią się z samochodami kompletnie przypadkowych ludzi. Postanowili, iż będą kraść korki od baków paliwa z tych samochodów, które były zaparkowane w okolicach plaży Barceloneta. To w tamtej okolicy rozegrała się spora draka dla obu, wtedy młodych zawodników. Namierzając kolejny cel nie zauważyli, że ich 'kawał' dostrzegł właściciel samochodu, który zasiadał w pobliskiej restauracji. Wtem, wypadł z niej, rzucił się w pościg za Gerardem i Fabsem, ale na szczęście dla obecnych zawodników Blaugrany, byli o wiele szybsi i lepiej wytrenowani od nieszczęśnika, który nie zobaczył już więcej korka od swojego baku. Upiekło im się. Niedługo potem do domu Pique został zaproszony ówczesny trener FC Barcelony, Louis Van Gaal. Holendrowi powiedziano, że wnuk Amadora Bernabeu jest bardzo utalentowanym zawodnikiem, który nominalnie występuje oczywiście na środku obrony, ale również świetnie radzi sobie w ataku. Surowy Van Gaal, gdy tylko zobaczył Gerarda, jednoznacznie stwierdził, że ten jest zwyczajnie zbyt szczupły, by marzyć o grze w Barcy. Pique był na pewno w jeszcze większym szoku, gdy Holender popchnął go tak, że ten totalnie zdezorientowany upadł na podłogę salonu. Stoper był ogromnie zakłopotany i później wspominał tę sytuację, zaznaczając, iż było mu wówczas bardzo wstyd. Wyobraźmy sobie teraz jak ogromną Gerard musiał mieć satysfakcję, gdy kilka lat później pokonywał Bayern Monachium Van Gaala w Lidze Mistrzów, a także reprezentację Holandii w finale mistrzostw świata w 2010 w Republice Południowej Afryki. Pique bez żadnego skrępowania przyznaje, że w tamtych momentach przypominał sobie wizytę trenera w rodzinnym domu.

Sam Pique tak wspomina czas testów w Barcy: Pamiętam, że przechodziłem testy na napastnika. Strzeliłem kilka goli i moja drużyna wygrała 3-1. Do tego momentu całe moje życie polegało na zajęciach szkolnych, grze w piłkę i wygłupach z kolegami. Niczego innego nie potrzebowałem do

Wyjazd do Manchesteru Dziadek Amador Bernabeu, o którym już wspominałem, był w zarządzie Blaugrany, gdy jego wnuk żegnał się z Camp Nou. O względy stopera zabiegały dwa czołowe kluby angielskiej Premier League, a więc Arsenal Londyn i Manchester

zepku urodzony PAWEŁ WRÓBEL

towana i zupełnie tymczasowo na balkonie zamontowano kompletnie prowizoryczną barierkę. Pique grając w piłkę, w pewnym momencie poleciał za nią, przeleciał przez barierkę i bardzo niefortunnie upadł na ziemię, tracąc przytomność. Dziadkowie zamarli. Na początku lokalna przychodnia nie była w stanie poradzić sobie z tak groźnymi obrażeniami głowy dziecka, dlatego babcia i dziadek zabrali malutkiego Gerarda do samej Barcelony. Sparaliżowani całą tą jakże stresującą sytuacją, pomylili szpitale. Gdy już trafili do właściwego ośrodka, w którym pracowała matka Pique, obecnym graczem Barcy porządnie się zajęto. Przez dobrych kilka godzin był nieprzytomny, ale jak się potem okazało jego organizm był bardzo silny i relatywnie szybko wrócił do pełni sił.

United. Skauci Kanonierów Francesc Cagigao i Steve Rowley oraz Mick Brown i Martin Ferguson reprezentujący Czerwone Diabły, bacznie przyglądali się występującemu ówcześnie w lidze Juvenil graczowi, obserwując jego poczynania w starciach z Gironą, Sabadell czy Tarragoną. Jeśli kogokolwiek można winić za to, że wtedy Pique odszedł z ekipy Dumy Katalonii, to patrząc globalnie, z perspektywy czasy, winny był Klub. To on podjął decyzję o wycofaniu zawodnika z drużyny grającej w lidze Juvenil, gdzie grał pierwsze skrzypce zarówno na boisku, jak i poza nim, do rezerw Barcelony. Co ciekawe, nieustępliwy rezerw juniorskiej ekipy przeze prawie dwa miesiące (!) nie zagrał praktycznie żadnego spotkania zanim z powrotem trafił do ligi Juvenil. Ten iście 'genialny' ruch będzie kosztował potem Barcę 5 milionów euro...

W grudniu 2003 roku FC Barcelona dowiedziała się oficjalnie o zainteresowaniu ze strony angielskich klubów Pique, który uchodził za bardzo elegancko grającego stopera. Już wiosną 2004 roku Gerard wybrał Manchester United i w czerwcu został zaprezentowany jako nowy nabytek zespołu z Old Trafford. Teatr Marzeń stał się nowym domem Pique, który tak wspomina tamten okres: - Barca nie chciała ze mną negocjować kontraktu, ani rozmawiać o przyszłości, usłyszałem, że jestem „jej”, jakbym był jakimś niewolnikiem. Skoro nie chcieli negocjować ze mną, moimi agentami czy United, to pozostały przepisy FIFA, określające rekompensatę w takich przypadkach. Jestem wolnym człowiekiem i mogę przejść do Manchesteru. Jeśli jesteś młodym piłkarzem, a twój klub pokazuje ci, ze nie ma wobec ciebie konkretnych planów, musisz szukać możliwości gdzie indziej. Warto czasem wówczas udać się na inne pastwiska, zmężnieć tam, dorosnąć, stać lepszym i wówczas wrócić.


10

ZA KULISAMI

Sam dziadek Gerarda nie ukrywał zaskoczenia, gdy przypatrywał się postawie Klubu: - Gerard był oddany temu klubowi od dziewiątego roku życia. Od kiedy jednak Barca zorientowała się w grudniu, że interesują się nim United i Arsenal, uczyniła jego życie niemożliwym. Ludzie odpowiedzialni za rozwój młodzieży zdawali sobie sprawę, że mają do czynienia z emocjami szesnastolatka, ale zamiast pomóc mu i go zrozumieć, zdegradowali go o jeden poziom i nie pozwolili grać. Samotność na Wyspach Pique zamieszkał w Sale, w hrabstwie Lancashire. Od początku sprawiał wrażenie bardzo bezpośredniej osoby, który szybko nawiązywał dobry kontakt z kolegami z drużyny pomimo bariery językowej. Rozpieszczany w dzieciństwie Gerard w Manchesterze doświadczył samodzielności, na własnej skórze poczuł jak to jest być zdanym wyłącznie na siebie. Przeszedł kurs dojrzewania w ekspresowym tempie i od tamtego czasu musiał już samodzielnie walczyć o swoje. Pique poszedł w bardzo młodym wieku na piłkarskie 'studia', które odbywały się w Carrington (ośrodku treningowym Manchesteru United), a jego 'wykładowcami' byli tacy gracze jak Rio Ferdinand czy Nemanja Vidic, od których uczył się futbolowego rzemiosła, zgłębiając tajniki wiedzy defensywnej. Ciężko było mu jednak walczyć o miejsce w składzie z etatowymi reprezentantami Anglii oraz Serbii, a do tego na plecach mógł czuć oddech Jonny'ego Evansa, Johna O'Shea czy Wesa Browna. Sam Pique bardzo ciepło wspomina do tej pory Sir Aleksa Fergusona, nazywając go drugim ojcem: - Z całym szacunkiem dla Sir Aleksa Fergusona, musze stwierdzić, że choć nie występowałem u niego za dużo, miałem z nim bardzo dobre relacje. Zawsze był niezwykle bezpośredni w kontaktach ze mną. Bywa, ze trenerzy cię zwodzą, ukrywają przed tobą prawdziwe zamiary, a wówczas nie rozumiesz, dlaczego nie grasz, robisz sobie nadzieje i przeżywasz zawód. Ferguson stawiał wszystko otwarcie, toteż nigdy nie mieliśmy ze sobą problemu. Podkreślał, że długo walczył o jego uznanie i gdyby ponownie nie zgłosiła się o niego Barca, walczyłby o jego względy i miejsce w składzie United. Sam tak wspominał pobyt w Manchesterze: Pobyt w Manchesterze był kompletnie nowym doświadczeniem dla kogoś, kto zawsze był wybierany do każdej drużyny, w jakiej się znajdował. Tam nagle musiałem walczyć o miejsce w składzie z wybitnymi zawodnikami. Mieszkałem samotnie w małym domu i od czasu do czasu mówiłem sobie: „Nic nie jest warte takiej męczarni!”. Jednak każdy trening w Manchesterze United był dla mnie wspaniałą lekcją. Szybko pojąłem, że samo bycie wysokim i niezłe opanowanie piłki to za mało, żeby odnieść sukces. Musiałem się nauczyć używać na boisku całego ciała, bronić bez piłki, a także umieć przełamać zły stan psychiczny i liczne momenty, kiedy samotność dawała mi w kość. Dzwoniłem do mamy i taty, przekonując, że wszystko jest w porządku, ale często podczas rozmowy musiałem hamować łzy. Mama bardzo za mną tęskniła, ale ja nie mogłem jej powiedzieć: „Mamo zrobiłbym

Barça Flash Listopad 2013

“(...)Musiałem się nauczyć używać na boisku całego ciała, bronić bez piłki, a także umieć przełamać zły stan psychiczny i liczne momenty, kiedy samotność dawała mi w kość. Dzwoniłem do mamy i taty, przekonując, że wszystko jest w porządku, ale często podczas rozmowy musiałem hamować łzy. Mama bardzo za mną tęskniła, ale ja nie mogłem jej powiedzieć: „Mamo zrobiłbym wszystko, żeby być jutro w domu. Mam już tego dosyć, też bardzo tęsknię za tobą”.


wszystko, żeby być jutro w domu. Mam już tego dosyć, też bardzo tęsknię za tobą”. Pobyt w Anglii był trudnym okresem. Miałem momenty buntu, kiedy nie rozumiałem, dlaczego nie gram, ale przecież rywalizowałem z dwoma najlepszymi środkowymi obrońcami świata, jakimi byli wówczas Rio i Vidic. Z rzadka udawało mi się wywalczyć szansę, ale kiedy wychodziłem na boisko, była to przyjemność i wspaniałe doświadczenie, grać u boku tak wielkich zawodników jak Cristiano Ronaldo, Rooney czy Van Nistelrooy. Wyjeżdżając na Wembley miałem siedemnaście lat, wróciłem do Barcelony jako dwudziestojednolatek. Gerard, który opuszczał klub był zupełnie innym piłkarzem, niż ten, który wrócił. W Anglii Gerard zdecydowanie dojrzał, doświadczył rozłąki, poznał język angielski i etos pracy piłkarza występującego na Wyspach Brytyjskich. Dodatkowo zmężniał, nabrał masy mięśniowej i wrócił o dziewięć kilogramów cięższy: - Angielscy piłkarze mają reputację popijających sporo alkoholu i balujących do późna. Tak naprawdę są to jednak wielcy profesjonaliści, co widać w zaangażowaniu w każdy, codzienny, siermiężny trening. We wszystkim słuchają zaleceń trenera, wszystko wykonują na maksimum zaangażowania. A nawet więcej, bo zostają po treningach, żeby doskonalić konkretny element gry. Chodzą wspólnie na siłownię, mają w zwyczaju uprawiać różne inne sporty i rywalizować w tym ze sobą. Zaraziłem się tym podejściem i przywiozłem je ze sobą z powrotem. Staram się podchodzić z maksymalnym profesjonalizmem do wszystkiego co robię. Wypożyczenie do Saragossy Przed sezonem 2006/07 Pique został wypożyczony do Realu Saragossa, gdzie miał zbierać doświadczenie. Regularnie grywał w pierwszej drużynie ekipy z La Romareda, miał także okazję występować w rozgrywkach o Puchar Króla, ucząc się od przyszłego kolegi w Barcy, reprezentanta Argentyny Gabriela Milito. Obaj panowie chcieli, aby rywalizacja z nimi była istnym koszmarem dla każdego napastnika występującego na co dzień w Primera Division. Przed każdym spotkaniem Gabi wraz z Gerardem nakręcali się w hotelach, skacząc po łóżkach, krzycząc w niebogłosy, wymierzając ciosy w swoim kierunku, tak aby jeszcze lepiej wejść w rolę boiskowego gladiatora. Efektem tej niespotykanej mobilizacji i dość oryginalnego sposobu na motywację przed spotkaniem były wygrane na własnym stadionie własnie z Barcą, Sevillą czy Villarrealem, a także podział punktów z Realem Madryt. Ostatecznie tamtą kampanię ligową Saragossa zakończyła na kapital

nym szóstym miejscu. Przed sezonem 2007/09 Milito trafił do Barcy, Pique powrócił do Manchesteru, a Real Saragossa... spadł z ligi. Gerard niejednokrotnie przekonywał, że to właśnie przebywając na wypożyczeniu na La Romareda uświadomił sobie, że może zajść daleko i jest w stanie grać na wysokim poziomie. Właśnie w tamtym czasie uwagę na Pique zwróciła ponownie Barca, która w lutym 2008 roku skontaktowała się z agencją IMG, która prowadziła interesy Pique, a także samym Manchesterem United. Powrót do domu Środkowy obrońca chciał powrócić do Katalonii i otrzymał zielone światło od włodarzy Czerwonych Diabłów na transfer. Pique chciał być od początku do końca lojalny wobec Sir Aleksa Fergusona, dlatego osobiście pofatygował się do niego i poprosił o zgodę na powrót do katalońskiego domu: - Kiedy Barcelona złożyła ofertę, poszedłem i powiedziałem mu, że chcę wrócić do domu, do klubu, który kocham nad życie, on to zrozumiał. Mimo to starał się mnie przekonać, żebym został, ale ja już byłem zdecydowany na powrót. To była najlepsza rzecz jaką mogłem zrobić. Ówczesny prezydent FC Barcelony Joan Laporta zapłacił za Pique, a Klub wyszedł na tym interesie w sumie bardzo dobrze. Za o wiele bardziej dojrzałego, mężnego, wytrenowanego na Wyspach zawodnika, który miał okazję grać u boku Paula Scholesa, Ryana Giggsa czy Roya Keana, Duma Katalonii zapłaciła rzeczone wcześniej 5 milionów euro. Od samego początku Gerard musiał pracować jednak na zaufanie i wiarę kibiców. Zdając sobie świetnie sprawę ze swojej sytuacji, starał się z całych sił i dawał z siebie praktycznie wszystko na każdym treningu. Oprócz profitów czysto piłkarskich, Gerard rozluźnił także atmosferę w szatni, ożywił ducha drużyny i... sprawił, że kapitan Barcelony, Carles Puyol, stał się o wiele bardziej wyluzowaną osobą. W sezonie 2008/09 był szóstym pod względem spędzonych minut na boisku zawodnikiem w drużynie, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki. W debiutanckim sezonie Josepa Guardioli Barca zdobyła potrójną koronę. Co ciekawe, w tej samej kampanii był najczęściej grającym zawodnikiem w Lidze Mistrzów, biorąc pod uwagę wszystkich zawodników z pola grających ówcześnie w Blaugranie. To właśnie w pamiętnym rzymskim finale Champions League, reprezentant Hiszpanii zablokował strzał Koreańczyka Park-Ji Sunga: - Problem nas, obrońców, polega na tym, że nie jesteśmy cenieni na równi z napastnikami, ponieważ nasza gra nie jest tak spektakularna, nie strzelamy goli i nie wykonujemy ostatnich podań.

Paweł Wróbel, Barca.pl pawel.wrobel@barca.pl @pawel_wrobel


12

FELIETON

Już w zeszłym sezonie Atletico było cholernie niebezpieczne. W końcu przerwało hegemonię Realu Madryt, który był górą w madryckich derbach od kilkunastu lat, co sprawiło, że ostatni tryumf Rojiblancos pamiętali już tylko kibice z naprawdę długim stażem. W ostatnim roku pracy Mourinho w Hiszpanii to się zmieniło. Szczęśliwi Królewscy byli pewni zwycięstwa w finale Pucharu Króla. W końcu wszystko na niebie i ziemi wskazywało, że innego scenariusza być nie może. Real wyeliminował Barcelonę, a od sezonu 2007/2008 każdy pogromca Blaugrany finalnie wygrywał trofeum, chyba że Messi i spółka nie dawali się pokonać i to oni sięgali po trofeum. Kolejnym argumentem była wcześniej wspomniana niesamowita, kilkunastoletnia passa bez porażki z rywalem zza miedzy, no i przede wszystkim atut własnego boiska. Federacja, która przecież zawsze jest przeciwko Realowi, wyznaczyła rozegranie finałowego spotkania na Bernabeu. Jako, że Perez naprawił już zapchany kibel, który rok wcześniej uniemożliwił rozegranie finału między Barceloną a Bilbao, decyzja stała się faktem. Mimo wszystko Real poległ. To był prognostyk, że Atletico jest już drużyną nie tylko na Copa del Rey i Ligę Europejską, ale także na Primera Division. Jednak nawet wtedy, wiele osób nie dawało szans na nawiązanie walki z wielkim duetem. W końcu Barcelona masowo produkuje perełki w La Masii i ściągnęła Neymara, a Real znów niepowodzenia odkupił grubymi milionami. Wszyscy uważali, że teraz drużynę Simeone spotka spadek formy. Trudno się dziwić, skoro główny egzekutor i największa gwiazda - Falcao odszedł do AS Monaco, a w jego miejsce przyszedł odchodzący nieco w cień David Villa. Tutaj pojawił się też główny autor ostatnich sukcesów wicelidera, Diego Simeone. El Cholo jest taktycznym geniuszem. Być może najlepszym w lidze. Ściągnął za bezcen El Guaje, czym rozłożył obowiązki za strzelanie na całą drużynę. Mimo wszystko nadal udaje pokrzywdzonego. A to, że los jest niesprawiedliwy, bo Barcelona ma najlepszego piłkarza na świecie (Messiego) i drugiego, który się nim stanie (Neymar). Płacze, że ta liga jest nudna, bo należy tylko do faworyzowanej dwójki. Mówił to po porażce z Espanyolem, kiedy nadal miał przewagę dwóch punktów nad Realem i w kolejce, w której Barcelona tylko zremisowała z Osasuną.

Barça Flash Listopad 2013

SPR YTN Y

MOTYWATOR I PODŻEGACZ

ADAM FATTAH

Jest to trochę motywowanie a'la Mou. Sędziowie, federacja, terminarz, Iker, teatr, siedzenia, hektopaskale i chłopcy do podawania piłek. Te czynniki nie pozwoliły Mourinho odnieść sukcesu w Hiszpanii. Simeone gra na podobnych falach. Kiedy Godin przespacerował się po plecach Alvesa, był wściekły sugerując, że użycie gwizdka jest przesadzone. Kiedy Blaugrana "pokonała" jego Atletico w Superpucharze Hiszpanii, Argentyńczyk powiedział, że to przez to, że rywal dysponuje lepszym składem, co oczywiście jest prawdziwe, ale w tym dwumeczu było absolutnie niewidoczne. Wystarczy powiedzieć, że najlepszym piłkarzem starcia na Camp Nou (0-0) był... Valdes. Diego Simeone stworzył coś niesamowitego. Coś na miarę dzisiejszej Borussii Dortmund Jurgena Kloppa. Kolektyw zbudowany na żelaznej taktyce i dyscyplinie. Nazwiska nie grają dla niego roli. Za to należy mu się ogromny szacunek, bo o lidze dwóch drużyn możemy już zapomnieć.

Dla bezstronnego kibica, to dobrze. Nareszcie ktoś pomęczy Real i Barcelonę, ale dla nas to powód do zmartwień. Trzeba się będzie oglądać za siebie dwa razy częściej niż zwykle. Poza tym samo Atletico "dorosło" do mistrzostwa. Diego Costa ma chyba sezon życia. Każdy chciałby mieć wybór między reprezentacją Brazylii i Hiszpanii. David Villa też będzie chciał pokazać, że oddanie go za 2,5 miliona było błędem (choć i bez tego o tym wiemy). Poza tym zawsze niebezpieczny Arda Turan i doświadczony Gabi. Oj, będzie ciężko i ciekawie w tym sezonie ligowym. Czerwono-biali grają póki co jak maszyna. W Lidze Mistrzów zanotowali póki co komplet zwycięstw, a mieli mieć problem z wyjściem z grupy bez Falcao. Pokonali nawet faworyzowane Porto. Z Portugalczykami nie strzelali ani Villa ani Costa. Zrobili to Godin i Turan, po wspaniale rozegranych stałych fragmentach przez Gabiego. Aż dziw bierze, że rozgrywający Atletico nie dostaje szans

31 9

Tyle bramek strzeliło do tej pory Atletico w La Liga.

Tyle bramek straciło do tej pory Atletico w La Liga.

2,38

Średnia ilość bramek strzelonych przez Atletico na mecz.

12 Tylu graczy Atletico trafiło już do siatki rywali w La Liga.

Stan na 13. kolejkę


w kadrze, bo mógłby jej przecież bardzo pomóc. Xavi i Xabi już rozegrają swój prawdopodobnie ostatni turniej.

16

7

5

Diego Costa h c a z c e m 3 1 goli w

David Villa h c a z c e m 3 1 goli w

Raul Garcia h c a z c e m 0 1 goli w

Wróćmy jeszcze do Davida Villi. Króla strzelców Mistrzostw Europy i świata. Najlepszego snajpera w historii reprezentacji Hiszpanii. Zdobywcy wszystkich nagród... sprzedanego za 2,5 miliona euro. Suma transferu działa na korzyść Cholo i Atletico. Po pierwsze na El Guaje nie ciąży żadna presja, jak to było choćby w Barcelonie, do której trafił za bagatela 40 milionów. Po drugie Villa bardzo chciałby pojechać na mundial, który może być jego ostatnią szansą na polepszenie statystyk w kadrze. No i oczywiście bardzo chętnie wymierzyłby Barcelonie mocnego prztyczka w nos. Raz już mu się prawie udało, kiedy strzelił Valdesowi gola w pierwszym meczu Superpucharu. David cieszył się z bramki jakby grał w barwach nie Atletico, a Realu. To nie spodobało się kibicom Blaugrany, ale tym z Vicente Calderon już jak najbardziej. Neymar jednak nie pozwolił Villi na długą radość wyrównując stan meczu. Oby to nie była zemsta przełożona w czasie. El Cholo wiedział co robi sięgając po naszą byłą "7". już po pierwszych treningach powiedział, że Villa przerasta umiejętnościami Falcao. Oczywiście można polemizować, ale coś w tym jest. David pasuje do systemu gry Atletico dużo bardziej niż Kolumbijczyk, który raczej lepiej wyglądałby w trykocie rywala zza miedzy. Hiszpan jest kimś kto choć trochę przypomina grą Sergio Aguero. Argentyńczyk potrafił zejść na skrzydło, dobrze uderzyć i także asystować. Swojego czasu świetnie współpracował z Diego Forlanem, w którego rolę obecnie wciela się nie kto inny jak Diego Costa. Adam Fattah, BlogFCB.com adam.fattah@blogfcb.com

El Cholo - Sprytny motywator i podżegacz

FB.PL/HALA DZIECI KIBICE JAKICH

(NIE)MA£O


14

ARTYKUŁ

Utracone Pokolenie

Kiedy myślimy o La Masii, do głowy przychodzą nam nazwiska tych wielkich, którzy stamtąd się wywodzą i są lub byli na szczycie futbolu. Guardiola, Messi, Xavi - to oni krążą w naszym umyśle. Mało kto jednak pamięta o tych, co również w tej legendarnej szkółce się wychowali, ale obecnie grają w klubach dobrych bądź przeciętnych. Co ciekawe, zacznę od gracza, który formalnie wciąż jest zawodnikiem Barcelony, lecz - wybaczcie - spisuję go na straty. Zostały mu dwa lata kontraktu a on został wypożyczony na sezon z opcją przedłużenia na kolejny. O kim mowa? Oczywiście o Bojanie Krkiciu. Ja Barceloną interesuję się od 2005r., czyli przygodę z klubem z Katalonii zaczynałem jak miałem osiem lat. Za wiele z tego okresu nie pamiętam, w końcu zaczynałem wtedy dopiero moją edukację w szkole podstawowej, ale jakieś dwa lata

Barça Flash Listopad 2013

później była już mowa o tym wspaniałym, filigranowy napastniku. Niestety, jego przygoda z Barcą nie zakończyła się najlepiej. Powodem jest, według mnie, zbyt szybkie wypuszczenie go na “szeroką wodę”. Odkąd pamiętam Bojan okrzykiwany był najlepszym atakującym młodego pokolenia z zadatkami na najlepszego napastnika na świecie. Może się to wydawać nieprawdopodobne, ale Krkić uważany był za największy... No, być może przesadzę, drugi największy talent w La Masii. O tym pierwszym jeszcze wspomnę. Moim zdaniem Leo Messi był dopiero na najniższym stopniu podium, jeśli chodzi o prognozy na przyszłość, ale paradoksalnie obecnie jest na jego najwyższym stopniu i to nie tylko w kontekście piłkarzy młodych, lecz w ogóle na świecie. Osobiście Bojana uwielbiam za to, za co lubię wielu - za wzrost (nie mam nawet metra siedemdziesięciu, więc wybaczcie moje leczenie kompleksów). Niepojętym było dla mnie, jak chłopak z takim wzrostem potrafił z taką łatwością zdobywać gole. Szkoda, że piszę

tutaj w czasie przeszłym. Życzę Krkiciowi jak najlepiej, bo wiele jeszcze przed nim. Trochę dziwne, piszę o nim, jakbym opisywał nie lada legendę futbolu, co od kilku lat jest na emeryturze, ale Bojan ma dopiero 23 lata! Tak, 23, mimo że mówi się o nim od kilku ładnych wiosen. Zostańmy jeszcze przy środkowych napastnikach.. Ten piłkarz, w przeciwieństwie do pozostałych, nie ma przeszłości w La Masii, jednak postanowiłem o nim napisać, bowiem jego historia jest naprawdę groteskowa. Mam na myśli historię Jonatana Soriano. Większość swojej kariery piłkarz ten spędził w Espanyolu Barcelona, gdzie jego statystyki strzeleckie nie były najlepsze (3 gole w 49 meczach). Mimo to dano mu szansę gry w Barcelonie, jednak tej mniej prestiżowej, Barcelonie B. Tam wybuchnął formą. Przez półtora sezonu w 47 meczach zdobył aż 37 goli (licząc rozgrywki nieoficjalne, zdobył ich 40), co jest wynik znakomitym. Sam Pep Guardiola mówił - gdy Villa był kontuzjowany - : “Soriano może zastąpić Villę, ale jeśli


przeniesiemy go do pierwszej drużyny, nie będzie mógł wrócić do rezerw.” Koniec końców napastnik w pierwszej drużynie Barcelony zagrał w sumie sześć minut i to w Copa del Rey. Za pół miliona euro został sprzedany do austriackiego Red Bull Salzburg, w którym obecnie jest kapitanem. Ciekawostką jest, że 20. sierpnia Soriano był trzecim najskuteczniejszym strzelcem w Europie zaraz za Leo Messim i Cristiano Ronaldo. Geniusz Leo Messiego, Samuela Eto’o  czy Zlatana Ibrahimovicia sprawił, iż środkowi napastnicy z La Masii nie mają zbytnio szans na zaistnienie w zespole. Victor Vazquez to zawodnik ze świetnego rocznika ‘87,z którego pochodzi Messi, Pique i Fabregas. Atutem Vazqueza z  pewnością jest to, że może grać jako “mediapunta”, ale również bez problemu radzi sobie na środku ataku. Vazquez w wieku dziewięciu lat dołączył do szkółki FCB. Przechodząc przez kolejne drużyny juniorskie, wylądował w Barcelonie C, z której szybko przeskoczył do drugiego zespołu. Na dobrą sprawę na tym zakończyła się jego kariera w Katalonii. Dlaczego mu nie wyszło? Chyba po prostu zabrakło talentu i umiejętności. Obecnie strzela on gole w Club Brugge. Prawdę mówiąc, jest to pewnie bolesny upadek dla Hiszpana - z Barcelony do Brugii. Jak sam mówił w wywiadzie dla “Ona FM”: “Dalej utrzymuję kontakt z Messim i Pedro. Kibice na trybunach często pytają mnie o numer do Leo. W Belgii Messi jest traktowany niczym Bóg.”

Kolejny piłkarz i  kolejny ofensywny. Jeffren Suarez - tego chłopaka zapamiętam przede wszystkim z gola na 5-0 z Realem. Wciąż słyszę głoś Jacka Laskowskiego krzyczącego “Jeffren! Jeffren! La Manita! La Manita!”. Swoją drogą podawał mu wtedy wspomniany Bojan. Marzyłem o tercecie wywodzącym się z La Masii. Bojan i wspomniany Wenezuelczyk z hiszpańskim paszportem mieli być idealnym uzupełnieniem dla Argentyńczyka. Jego szybkość była naprawdę świetna. Jeśli dodać technikę, przegląd pola i ewidentny “gen Barcelony” mamy praktycznie gracza świetnego. Być może opuścił klub, by zezłościć nieco włodarzy Barcy, bowiem w okresie przed transferem mówiło się, że Jeffren miałby być kartą przetargową przy ewentualnym transferze stopera. Notabene, minęły 2 lata od jego transferu, a my wciąż nie mamy stopera. Byłoby to nieprofesjonalne, ale być może ambicja była większa od honoru czy też profesjonalizmu. Tak czy siak straciliśmy przyszłościowego skrzydłowego. Raczej nie mamy co płakać, bo Neymar gra znakomicie i Alexis ostatnimi czasy też ma tendencję zwyżkową.

Artykuł skończę piłkarzem, którego talent i  oczekiwania wobec niego w małym procencie zostały spełnione. Gai Assulin do młodzieżowych druzyn Barcelony trafił w 2003r.. Po czterech latach awansował do Barcy B. W ciągu trzech sezonów zagrał tam 67 meczów i strzelił 13 goli. Dzięki dobrym występom w drugiej ekipie zainteresowały się nim m.in. Arsenal czy Real Madryt. Spekulowano, że razem z  Markiem Bartrą Assulin miałby przejść do “Królewskich”. Koniec końców z Izraelczykiem nie przedłużono kontraktu i przeszedł do Manchesteru City, gdzie nie łapał się nawet do kadry do lat 21. Dalej był Racing Santander, z którego przeszedł do Granady z nadzieją, że później mógłby zostać wytransferowany do Udinese, czyli do klubu mającego tego samego właściciela z hiszpański pierwszoligowiec. Obecnie z Granady wypożyczony został do Herculesu Alicante. W Segunda Division mu się nie wiedzie i nie ma praktycznie dla niego żadnych perspektyw na grę chociażby w europejskim średniaku.

Utracone Pokolenie

Artykuł ten wydaje się być bolesny, bowiem w głowie się nie mieści, jak można było “zepsuć” takich chłopaków. Co gorsza, prawdopodobnie taki sam los czeka Sergiego Roberto, Isaaca Cuencę czy Jonathana dos Santosa. Szanse mają jeszcze Rafinha i Deulofeu, lecz są oni wypożyczeni a wszyscy dobrze wiemy, jak w Barcelonie kończyli zawodnicy przebywający w nieskończoność poza granicami klubu. Prawdopodobnie mogłem tutaj umieścić tutaj więcej nazwisk, ale po co dosypywać . Pamięta ktoś o Gaelu Etocku czy Giorgim Chanturim? Pewnie niewielu zna ich obecne losy. Kiedy wychwalać po raz enty będziemy Iniestę, Messiego czy Xaviego nie zapominajmy też o tych, którzy razem z nimi się wychowywali i którzy mieli niemniejsze perspektywy. Adam Wielgosiński @AWielgosinski BlogFCB.com adam.wielgosinski@blogfcb.com


16

ARTYKUŁ

BARÇA Moja Historia

W

edług ostatnich doniesień prasowych na świecie żyje ok. 340 mln culés. Kibice Dumy Katalonii mogliby zająć całe Stany Zjednoczone, a i tak zabrakłoby miejsca dla 20 mln katalońskich serc. To działa na wyobraźnię i skłania do refleksji. Dlaczego akurat Barcelona? Ronaldo, PSG i Figo. 14 maja 1997 r. Finał Pucharu Zdobywców Pucharów. Prowadzona przez sir Bobby’ego Robsona Barcelona wychodzi na murawę stadionu Feyenordu Rotterdam przy dźwiękach nieśmiertelnej muzyki Johna Williamsa z Gwiezdnych Wojen. Duma Katalonii przeżywa straszliwe męczarnie w starciu z wicemistrzem Francji prowadzonym przez byłego bramkarza Joëla Batsa. Barca próbuje narzucić swój styl gry, w środku boiska Josep Guardiola z Ivanem de la Peńą, na skrzydle szaleje Luis Figo, a na szpicy kupiony z PSV Eindhoven za 20 mln funtów szterlingów Brazylijczyk Ronaldo. W końcu nadchodzi 36 minuta. Ronaldo otrzymuje piłkę od Luisa Enrique, wbiega w pole karne i zostaje ścięty równo z trawą przez Bruno Ngotty’ego. Chwilę później sam poszkodowany strzałem w  środek bramki zdobywa pierwszą bramkę w  tym spotkaniu, i  jak się później okazało – jedyną. Ten wieczór zmienił życie 7-letniego chłopca siedzącego przed telewizorem, który postanowił że musi komuś kibicować tak jak starsi bracia. Być może zadecydował Ronaldo, bo jak wiadomo dzieci i  młodzież zawsze wspierają tych najlepszych. Z drugiej strony może

Barça Flash Listopad 2013


się godzinami w telegazetę odświeżając ją co chwilę, zamykając oczy i wyobrażając sobie strzelane bramki – tak oglądałem m.in. mecz z Majorką w grudniu 2002 r. gdy Patrick Kluivert ustrzelił hat-tricka i uratował posadę Luisa Van Gaala. Dlatego każdy mecz Barcelony transmitowany w TVP 1 był dla mnie świętem. Zapamiętałem fantastyczny mecz z Milanem na San Siro, gdzie Rivaldo strzelił 3 bramki dając remis 3:3. Wspominam zwycięstwo 4:2 z Fiorentiną, w której bramce stał uznawany za najlepszego bramkarza świata Francesco Toldo. Przywołuje również gola Steve’a  McManamana w  półfinale Ligi Mistrzów 2001/2002 gdy Anglik pięknym lobem w 90 minucie uciszył Camp Nou. Bo mecze z  Realem to świętość. W dzień Gran Derbi od samego rana paraduję w koszulce wspierając Katalończyków, obmyślam założenia taktyczne i wierzę, że Iker Casillas choć tego jednego dnia nie zagra meczu życia na Camp Nou ratując Real. Symbioza Barcelona i Real to naczynia połączone. To dwa stworzenia żyjące w symbiozie, z której każda strona osiąga mnóstwo korzyści. Jedno nie może żyć bez drugiego. Jak chodziło o zielone trykoty, a kolor ten od zawsze działał na moją chłopięcą wyobraźnię. Kilka miesięcy później otrzymałem od rodziców swoją pierwszą koszulkę. W  jednym z  piłkarskich magazynów znajdował się kupon do sklepu wysyłkowego. Wystarczyło go wypełnić podając rozmiar oraz nazwisko zawodnika jakiego pragniemy wspierać podczas podwórkowych batalii na betonie bądź wybitnie nierównym trawniku. Padło na Figo. Portugalski internacjonał miał wszystko czego pragnąłem – zwinność, szybkość i opaskę kapitańską. Po kilkunastu dniach przychodzi paczka z trzema koszulkami-podróbkami (dwoma dla braci), a w niej wymarzony i kolorowy materiał będący całym mym życiem. Jakie było moje rozczarowanie gdy zamiast „7” Figo przysłano „9” Ronaldo. W jednej chwili przestało dla mnie świecić słońce, a rozgrywany we śnie mecz z chłopakami z drugiego bloku już nie miał takiego znaczenia jak dzień wcześniej. Telegazeta i Luis Figo Tak widocznie miało być. Najwyraźniej Bóg znał zamiary Figo i  postanowił oszczędzić mi łez kilka lat później gdy Portugalczyk wybrał wielkie zło rodem z Madrytu. Bo taki był Real – budzący odrazę, złość,

gniew, a jednocześnie podniecający i niedościgniony. Gdy minęła krótka epoka Rivaldo i weszliśmy w XXI w. żaden culés nie miał powodów do radości. Długie pięć lat (tak mi się wydaję, a nie chcę tego sprawdzać, bo to ciągle siedzi gdzieś na dnie) bez żadnego trofeum zostawiło rysę w moim dumnym sercu. Koszulki Ronaldo już nie nosiłem, wyrosłem z niej, a innej nie chciałem – wybrałem nawet Oliviera Bierhoffa z Milanu, bo kochałem Rui Costę czyli sympatyzowałem także z Milanem. Niemniej o Barcelonie nie zapomniałem. Nie dało się. Na ścianie wisiał Rivaldo, Sonny Anderson albo cała „11” przed jednym z meczów w sezonie 1996/1997. W dolnym rzędzie po prawej Luis Figo, który umarł śmiercią „flamastrową”. I to od linijki, przekreślony na dziesiątki kwadratów razem z nazwiskiem. Mój mały protest przeciw niesprawiedliwości świata i zdrady ukochanych barw. Nawet jeśli Portugalczyka w barwach Barcelony widziałem zaledwie kilkanaście razy w trakcie kilku lat. Kiedyś nie było Canalu +, pubów z telewizorem w każdym rogu i przede wszystkim Internetu. Swoją wiedzę i miłość pielęgnowałem wyrywając braciom z ręki Piłkę Nożną, bo tylko tam mogłem dowiedzieć się kto strzelił bramkę. Czekałem na wieczorne wiadomości sportowe, bo może przypadkiem pokażą gola lub wpatrywałem

Barca - Moja Historia


18

ARTYKUŁ

wzmacnia się jeden, to drugi robi to samo. Nie będę tu wchodzić w historię generała Franco, transferu Alfredo di Stefano czy rzucenia świńskim łbem w Figo. Te awantury wszyscy dobrze znamy. Losy obu instytucji przeplatają się ze sobą na tyle długo, że najprawdopodobniej na świecie nie ma już nikogo kto mógłby poświadczyć o tym co działo się 100 lat temu. Pełne maestrii spektakle zostawiają piętno na kolejne dni, tygodnie, miesiące. Takie wiktorie na Bernabeu jak 2:1 gdy Xavi ciosem karate pokonywał Ikera oraz 6:2 czy niedawne 5:0 na Camp Nou pozostaną w naszej pamięci na zawsze. Tak samo jak porażki 0:2 we wspomnianym wcześniej półfinale Ligi Mistrzów lub 1:4 na Bernabeu gdy Valdes przepuścił pod brzuchem strzał Michaela Owena. Następnego dnia w szkole, na uczelni i w pracy albo wszyscy Cię klepią po plecach, albo wyśmiewają. Zwłaszcza dziś, gdy te pojedynki straciły część ze swojej elitarności. Luis Enrique, Puyol, Raul, Helguera... Z El Clasico kojarzą mi się głównie te nazwiska. Zawodników zadziornych, często przekraczających przepisy, ale mających przede wszystkim klasę. Owszem, Luis Enrique był pierwszy do pyskówki, a Helguera wyciął niejednego zawodnika, ale wtedy nikt nie udawał. Nikt nie kładł się na ziemię przy najmniejszym kontakcie z  rykiem zarzynanego prosiaka jak Busquets, Jordi Alba, Pepe czy Di Maria. Nie było mowy o wkładaniu palca w oko i wojnach na konferencjach prasowych, które głównie za sprawą Jose Mourinho robiły się coraz bardziej żenujące. W ostatnich latach było stanowczo za dużo tych batalii. Rozegrano ich tak wiele, że połowy nie pamiętam, a 2-3 meczów nawet nie widziałem z własnego wyboru. Bo serce płakało widząc jak Sergio Ramos i inni niszczą moje wspomnienia z dzieciństwa, reminiscencje Raula całującego obrączkę po strzelonym golu lub tańczącego i uśmiechniętego Ronaldinho – jedynego od czasów Maradony piłkarza Barcelony, któremu zrobiono owację w paszczy lwa. Wielu z nas żyje dla tych meczów, spektakli, snu na jawie. Pojedynki dobra ze złem, Katalonii i Kastylii, hiszpańska wojna domowa... nomenklatura jest tak obszerna jak wielu jest kibiców Barcelony na całym świecie. Piłkarz wszechczasów Domeną dorastania jest nostalgia za przeszłością. Wspominamy pierwszy rower, piłkę, pocałunek i idola, którego chcemy naśladować, ale nigdy nam nie wychodzi. Romario, Ronaldo, Rivaldo, Ronaldinho, Messi, Neymar... nic, tylko wybierać i  przebierać.

Barça Flash Listopad 2013

Marc Overmars


W barcelońskich szeregach konstelacja gwiazd nigdy nie miała końca, przez co często zapominamy tych z drugiego planu. Tak jak o moim piłkarzu wszechczasów – Marcu Overmarsie. Być może wielu z was w tym momencie skończy czytać ten tekst albo stwierdzi, że autor to idiota. „Może i jestem idiotą, ale nie jestem głupi” – rzekłby Forrest Gump. Holenderski skrzydłowy trafił do Barcelony prosto z Arsenalu Londyn za niebagatelną kwotę 39 mln euro (ówczesny najdroższy reprezentant Pomarańczowych w historii futbolu) razem z Emanuelem Petit. Overmars szybko zaskarbił sobie moją sympatię udanymi dryblingami i pięknymi asystami ze skrzydła. Latający Holender zagrał dla Barcy blisko 100 meczów strzelając 15 bramek. Dorobek niezbyt imponujący, ale ograniczony przez urazy, które nie dawały mu spokoju. W dodatku Marc nie zdobył w Katalonii żadnego trofeum... Barcę opuścił w wieku 31 lat wieszając buty na kołku. Cztery lata później spragniony futbolu zakończył piłkarską emeryturę i założył koszulkę Go Ahead Eagles – klubu, w którym rozpoczynał i zakończył karierę w 2011 r. Overmars to dla mnie symbol Barcy, która już nie wróci. Klubu niezwykle utalentowanego, grającego piękny futbol, ale zarazem nękanego kiepskimi wynikami sportowymi i finansowymi. Zespołu wychowującego pokolenia nie tylko świetnych piłkarzy, ale przede wszystkim jednego kibica dorastającego razem z Camp Nou.

w czystych trykotach bez reklam lub Unicefu. Sam pamiętam jak 2-3 lata temu w jednej z wrocławskich knajp podczas meczu z Realem stojąc przy barze podszedł do mnie podchmielony gościu mówiąc: „masz koszulkę bez reklamy. Szacun stary”. Po czym objął jak starego przyjaciela. Czy to oznacza, że barcelońską kulturą zawładnęli sami sezonowcy? W odwiecznej dyskusji czy chcemy takich fanów czy nie, warto wrócić do przeszłości i zastanowić się w jaki sposób każdy z nas związał swoje życie z Barcą. Ktoś mi podarował koszulkę? Mam ciotkę w Hiszpanii, a może lubię grać w Fifę i dryblować Messim? Zawsze trzeba jakoś zacząć. Kibic, który rozpoczął swoją przygodę dwa lata temu, za dekadę będzie tęsknić za czasami gdy do drużyny wchodził Marc Bartra. I kto wie... nie Messi, Iniesta czy Xavi, a taki Adriano bądź Mascherano będą niezapomnianymi idolami z przeszłości? Koniec historii Amerykański politolog Francis Fukuyama wieszczył po upadku komunizmu koniec historii. Przyjęcie przez większość państw idealnego ustroju jakim jest liberalna demokracja miało doprowadzić do całkowitego rozwoju wolnego rynku i upadku reżimów totalitarnych. Jak wiadomo nic takiego się nie stało. Rzeka życia płynie każdego dnia, z nurtem, pod prąd, ale płynie. Tak samo jest z Barceloną. Każdego roku haczyk połkną kolejne rybki dołączające do 340-milionowej ławicy.

Po prostu zacznij Być może zabrzmi to absurdalnie, ale życie kibica Barcelony nie należy do łatwych. Nie ma dnia, żebym nie przeczytał komentarza lub informacji szkalującej mój klub, po prostu za żywota. W pewnej dawce bicie piany musi zakończyć się wścieklizną – zwłaszcza walczących na inwektywy internautów po niezwykle brudnych bądź zaciętych Gran Derbi. Nie chcę przez to powiedzieć, że wszyscy sympatycy Dumy Katalonii to piłkarscy męczennicy. Nic bardziej mylnego. Ilość sukcesów jakimi ostatnimi laty obdarzyli nas ulubieńcy nie tylko nam spowszedniały, ale i wzmogły anty-barcelońskie nastroje wśród innych fanów, co jest naturalną koleją rzeczy – żaden postronny widz nie chce w kółko oglądać tych samych twarzy wznoszących puchary. Nieprzypadkowo hasło „beat L.A.” wypełniało wszystkie hale w amerykańskiej lidze NBA. Nawet jeśli Lakersi przeżywają/li regres formy. Sukcesy zawsze przyciągają. Dlatego w praktycznie każdym sklepie i na targu można dojrzeć charakterystyczną koszulkę z napisem Qatar Airways. Wchodząc do pubu na mecz na palcach jednej ręki można policzyć kibiców

Barca - Moja Historia

Nie byłem nigdy w Barcelonie, nie widziałem żadnego ich meczu na żywo ze stadionu. Często barierą były pieniądze, ale nie zawsze. Towarzyski mecz Barcy z Lechią Gdańsk pominąłem celowo – podchodząc do sprawy czysto racjonalnie stwierdziłem, że drugi garnitur w meczu o nic, nie jest wart 800-1000 zł (bilet, podróż, nocleg, wyżywienie). Jeśli łapać rybę to dużą. Moja historia jeszcze się nie skończyła. Cały czas się pisze i czeka na kolejny rozdział pisany prosto z Camp Nou. Rozdział tworzony razem z narzeczoną, bo jeśli przeżywać uniesienia to tylko we dwoje.

A jaka jest Twoja historia?

Piotr Bera BlogFCB.com piotr.bera@blogfcb.com


20

ARTYKUŁ

CRUYFFA

ZNIEWAGA

KRWI WYMAGA K

onflikt pomiędzy obecnym prezydentem, a byłym trenerem i zawodnikiem Barcelony ma swoje początki jeszcze przed wygranymi przez Sandro Rosella wyborami prezydenckimi w Klubie. Gdy Rosell był kandydatem do objęcia najwyższego stanowiska w Dumie Katalonii z jego ust padały słowa krytykujące Holendra. Definitywnie punktem zapalnym stało się przyznanie “Boskiemu Johanowi” w końcowym okresie prezydentury Laporty i odebranie mu tego tytułu, które było jedną z pierwszych głośnych, a przy tym kontrowersyjnych, decyzji Sandro Rosella. Tę “wojnę” można przedstawiać jako walkę tradycji przeciwko ekonomii. Cruyff - twórca obecnej filozofii kierowania Barcą, występuje przeciwko Rosellowi ceniącemu przede wszystkim płynność finansową, co staje momentami w sprzeczności z wartościami FC Barcelony. Można mieć w tej sprawie różne zdanie, ale trzeba pamiętać, że właśnie byłemu graczowi Ajaksu barcelonismo zawdzięcza dzisiejszy styl gry i największe sukcesy. Rosella broni ekonomia. Przez trzy lata prezydentury dług Barcy uległ redukcji o 100 mln euro (z 430 do 330). Wypada zadać pytanie: czy jest to wystarczająca cena rezygnacji z tożsamości, jaką przez dziesiątki lat uzyskała Blaugrana?

Barça Flash Listopad 2013


Johan Cruyff uważa, że nie. Wiele razy powiedział to jasno którzy są za Johanem stawiają za wzór postępowania motto i wyraźnie. Zadeklarował nawet, że nie pojawi się na Camp Barcelony: “Mes que un Club”, a wspierający Sandro podpieNou w  czasach, gdy Rosell jest prezydentem Barcelony. rają swoje zdanie malejącym długiem Klubu. W drużynie Nie znaczy to jednak, że całkowicie odwrócił się od Klubu. z tak naznaczoną wieloma tragicznymi i niezwykłymi moJuż po wspomnianych słowach zasiadł na trybumentami jak dzieje FC Barcelony nie powinno się nach Mini Estadi, by dopingować młodych traktować priorytetowo kwestii pieniędzy. graczy Blaugrany w spotkaniu Młodej Czy bowiem samo określenie “Duma Ligi Mistrzów przeciwko Ajaksowi Katalonii” jest nic nie warte? Amsterdam. Oddać trzeba, że postąpił bardzo sprytnie, dotrzySandro Rosell nie raz udowodmując jednocześnie danego nił już, jak trudno jest mu słowa. Ten fakt dowodzi, że dotrzymać danego kibicom słowa. Przykładów jest wiele: Cruyff nadal całym sercem wspiera Dumę Katalonii, od obietnicy sprowadzenia Rosella broni ekonomia. w  co prezes Barcy zdaje się Davida Beckhama na Camp Przez trzy lata prezydentury kompletnie bezpodstawnie Nou sprzed 10 lat do niedług Barcy uległ redukcji wątpić. dawnych wpadek w  sprawie kontraktu Abidala i  kupna o  To, co dzieje się dziś między oboobrońcy, które skończyło się ostatecznie ‘transferem’ Carlesa ma panami nie dziwi zorientowanych w  dziejach kariery Holendra Puyola... Cruyff także nie jest kryszw Katalonii. Nie jest to bowiem pierwtałowym człowiekiem, lecz czy złamał (z 430 do 330) szy konflikt 66-latka z prezydentem Barcy kiedyś daną obietnicę? Wydaje się, że nie. w ogóle. Podczas pracy na stanowisku trenera Co prawda wypowiedział w swoim życiu sporo w stolicy Katalonii wszedł on w konflikt z wówczas piastują- zaskakujących osądów i  złożył równie dużo osobliwych cym tę funkcję Josepem Lluisem Nunezem. Jedną z przyczyn deklaracji, ale charakteryzowały się one konsekwencją. takiego obrotu spraw był brak realizacji życzeń transfero- Krytykował też poprzednich prezydentów Barcelony, jedwych Cruyffa przez Nuneza. nak tylko z Rosellem i wcześniej Nunezem wszedł w zażarty konflikt. Nie we wszystkim zgadzał się nawet z Laportą. Obaj Wróćmy do teraźniejszości... Dziś obserwujemy podział do dziś są mimo to w dobrych stosunkach i od czasu do wśród Cules na dwa obozy: zwolenników Cruyffa i stron- czasu jednoczą swoje siły przeciwko Rosellowi. ników Rosella. Obie grupy mają swoje argumenty: ci,

$

100 mln euro

Kilka czynów najważniejszej osoby w Barcy nosi znamiona chęci pojednania z Johanem Cruyffem. Wymienić tu warto choćby słowa Sandro o tym, że “Cruyff jest symbolem Barcelony” i  zaproszenie swojego oponenta na wspólny obiad. Holender chyba uznał te gesty za półśrodki i zignorował je. Z drugiej strony, Rosell nie po raz pierwszy zresztą, zaprzeczył sam sobie, mówiąc, że “’cruyffismo’ dzieli barcelonismo”. Za dobrymi chęciami Rosella nie poszły zmiany w zarządzaniu Klubem, na co czeka popularny El Flaco. Postanowienia zarządu nadal wzbudzają dyskusje. Najnowszym “wybrykiem” sterników Blaugrany jest odebranie prawa darmowego wstępu na Camp Nou dzieciom do lat 7. Przepis zezwalający maluchom na oglądanie meczu bez biletu obowiązywał od początków istnienia FC Barcelony, a teraz pod pretekstem polityki bezpieczeństwa, został zwyczajnie zniesiony Niedawno także ogłoszono, że FC Barcelona jest dłużna fundacji Johana Cruyffa 300 tys. euro. Dług uzbierał się przez trzy lata. Kwotę tę zapisano w porozumieniu fundacji z Barceloną, jeszcze za kadencji Laporty. Kilka dni po upublicznieniu zaległości, mimo początkowego oporu i posądzeń o niejasności w wydatkach fundacji, co sugerował zarząd, cała kwota została przelana na właściwe konto. Pieniądze to tylko mała iskierka w ogniu sporu prezydenta Blaugrany z jej dawnym gwiazdorem. Większą rolę odgrywają tu kwestie ideologiczne. Wpływ Cruyffa na Cules jest na tyle duży, że czyniono zabiegi mające na celu złożenie wniosku o wotum nieufności wobec zarządu, a samego Johana proszono o wsparcie tej inicjatywy. Na twarzach wielu Cules na tę wieść zagościł uśmiech. Jednakowoż cała akcja spaliła na panewce, gdyż (i tu kolejna kontrowersja) podczas zgromadzenia Socios, które odbyło się już po informacji o rozpoczęciu zbierania podpisów pod wnioskiem. Podjęto wtedy uchwałę o trzykrotnym podwyższeniu wymaganego progu (z 5% do 15% liczby Socios). Ten próg okazał się niemożliwy do osiągnięcia w wyznaczonym krótkim czasie (ok. 10 dni). Zmusiło to wnioskodawców do porzucenia swoich planów. Kończąc, podstawy do myślenia o rozejmie w stosunkach na linii Cruyff-Rosell są na dziś marne, wręcz iluzoryczne. Wzajemna niechęć tej dwójki zaś jest aż nadto widoczna. Zbyt wiele się pomiędzy nimi zdarzyło, za dużo słów padło, by puścić to wszystko w niepamięć. Szansa na zawieszenie broni zwiększy się tylko w przypadku radykalnej zmiany postępowania obu stron konfliktu. Na to się jednak nie zanosi. Dla dobra Barcy musimy żyć, naiwną wręcz, nadzieją, że relacje ulegną poprawie i dane nam będzie skoncentrować się na sportowych aspektach dotyczących Barcelony.

Jakub Barankiewicz Barca.pl jakub.barankiewicz@barca.pl

Cruyffa zniewaga krwi wymaga


22

ARTYKUŁ

Chluba Dumy Katalonii


W tym roku obchodził 56. rocznicę powstania. Obiekt FC Barcelony jest największym stadionem piłarskim w Europie. Gościł najlepszych zawodników w historii futbolu. Dla samych Katalończyków znaczy coś więcej niż tylko stadion, parafrazując motto Klubu ‘mes que un club’. Dlaczego Camp Nou jest tak wyjątkowe? Czemu piłkarze Blaugrany grają na niej jak z nut? Co jest tak magicznego w domu, którego mieszkańcami byli takie tuzy jak Johan Cruyff, Diego Armando Maradona, Romario, Ronaldinho czy obecnie Lionel Messi?


24

ARTYKUŁ

Trochę historii 28 marca 1954 w obecności 60-tysięcznej publiczności został położony pierwszy kamień pod budowę nowego obiektu Barcy – Camp Nou. Początkowo całkowity koszt budowy szacowano na około 400 tysięcy euro, odnosząc liczby do dzisiejszej rzeczywistości. Po licznie wprowadzanych zmianach ostatecznie wydano aż milion siedemset tysięcy euro, co zadłużyło klub na wiele lat. Wreszcie jednak nowy obiekt Barcelony mógł pomieścić większą i ciągle rosnącą liczbę swoich kibiców, którzy zwyczajnie pragnęli móc obserwować swoich ulubieńców z wysokości tak wspaniałego i olbrzymiego teatru piłkarskiego. Minęły trzy lata zanim stadion oddano do użytku. Co ciekawe swój inauguracyjny mecz Barcelona rozegrała towarzysko z Reprezentacją Warszawy, dokładnie 24 września 1957 roku. Katalończycy zakończyli pierwsze spotkanie na Camp Nou wygraną 4-2, a świadkami tej historycznej chwili było ponad 93 tysiące kibiców. W jedenastce Barcy, która pierwsza zagrała na Camp Nou znaleźli się kolejno: Ramallets, Olivella, Brugue, Segarra, Verges, Gensana, Basora, Villaverde, Martínez, Kubala i Tejada. Pierwszego, historycznego gola zdobył Eulogio Martinez, który złotymi zgłoskami zapisał się w historii Dumy Katalonii. Stadion zaprojektowali panowie Frances Mijitas-Miro, Garcia Barboni oraz Soteras Mauri. Początkowo Camp Nou mogło pomieścić nawet do 120 tysięcy widzów, ale późniejsze przepisy bezpieczeństwa UEFA, FIFA i krajowego związku piłkarskiego RFEF stopniowo redukowały liczbę miejsc. Obecnie na Camp Nou może zasiąść dokładnie 99 354 widzów.

Rozmiary, wymiary... Płyta boiska Barcelony jest długa na 105 metrów i szeroka na 68 metrów. Taka olbrzymia powierzchnia pozwala to na bardziej otwartą grę, bogatą w wielometrowe i efektowne przerzuty futbolówki oraz zmianę ciężaru gry. Kibice znajdują się stosunkowo bardzo blisko murawy, co daje niesamowite przeżycia podczas meczu, zarówno dla piłkarzy, jak i zgromadzonych fanów. W nieco gorszej sytuacji są jednak te osoby, siedzące w górnych częściach trybun. Na Camp Nou są tylko dwa telebimy, na których w trakcie spotkania wyświetlany jest sam wynik, a nie całe spotkanie. Kiedy więc na przykład Messi strzela bramkę nie jesteśmy w stanie zobaczyć dokładnie jego reakcji, wyrazu twarzy, gestów, itd. Jeśli ktoś zagapi się, o co nie trudno biorąc pod uwagę tempo, w jakim piłkarze Blaugrany rozgrywają swoje akcje, to nie ma szans na zobaczenie danej sytuacji w powtórce. Ponadto, od deszczu zabezpieczona jest tylko jedna część stadionu. Taki rarytas mają wyłącznie kibice, zajmujący droższe miejsca, a także dziennikarze. W innych częściach Camp Nou trzeba już sobie pomagać parasolem lub płaszczem przeciwdeszczowym.

68m

Barça Flash Listopad 2013

105m


Nie tylko piłka Za najwyższe standardy konstrukcyjne UEFA przyznała stadionowi Barcelony pięć gwiazdek. Świadczy to o najwyższym poziomie bezpieczeństwa i nowoczesności. Architektoniczna chluba Barcelony gościła największe imprezy sportowe na świecie. Mistrzostwa świata, Europy, finał Ligi Mistrzów etc. Można by tutaj wymieniać je bardzo długo. Dla Katalończyków Camp Nou ma jednak dużo większe znaczenie niż tylko futbol. Dla przykładu podczas wojny domowej w Hiszpanii stadion był jedynym miejscem, gdzie można było swobodnie porozmawiać w języku katalońskim. Od powstania Camp Nou w 1957 roku Klub cały czas się rozwija. Poza piłką nożną zaczęły powstawać inne sekcje sportowe, jak koszykówka czy piłka ręczna. Stadion jak wiemy to też jednak nie tylko sport. Na obiekcie Barcelony swoje koncerty muzyczne zaliczyło wiele gwiazd światowego formatu na przykład Michael Jackson, Julio Iglesias czy Pink Floyd. W listopadzie 1982 roku na Camp Nou mszę dla 120 tysięcy osób odprawił również sam Jan Paweł II. Przyszłość chluby Katalonii Camp Nou było modernizowane i  doskonalone. Poprawiano infrastrukturę, zadaszenie, powiększano liczbę miejsc itp. Również teraz toczy się debata nad dalszymi losami obiektu. Według hiszpańskiej gazety ‘As’ na początku 2014 roku dojdzie do głosowania, które będzie miało na celu rozstrzygnąć trzy ważne kwestie: modernizować, budować nowy obiekt czy nie

podejmować żadnych działań. To trudna decyzja, patrząc na przeszłość i całą historię Klubu. Stadion ma też jednak swoje lata, co widać przede wszystkim na zewnątrz obiektu, który z tej perspektywy wcale nie wygląda tak imponująco. Jednym z bardziej nieestetycznych miejsc jest też samo wejście na trybuny. Siedząc na najwyższych miejscach kibic musi pokonać niezliczoną liczbę schodów, które przypominają szare blokowisko.

Liczby Camp Nou

56

lat mija w tym roku od momentu powstania stadionu.

Mes que un estadio Najlepszym sposobem, aby poczuć i zrozumieć magię Camp Nou jest zobaczyć go na żywo. Dopieszczona go granic możliwości murawa, tysiące krzesełek dookoła i znany na całym świecie napis “Mes que en club” na każdym zrobi piorunujące wrażenie, które zapada na długo w pamięć. Nawet osoby nie przepadające za piłką nożną mówią, że ten stadion ma w sobie coś, co przyciąga uwagę. Z najwyższych miejsc na trybunach zaskoczy nas przepiękna panorama miasta. Przy zachodzącym słońcu efekt jest wręcz miażdżący. Atmosfera samego meczu to już w ogóle inny świat. 90 tysięcy gardeł wykrzykujących hymn Blaugrany zagłusza twoje własne myśli. Móc zobaczyć w akcji cała ekipę Barcy to najlepsze wspomnienie, jakie można przywieźć z Camp Nou. Usta aż same chcą śpiewać: Ole-le, ola-la, ser del Barca es el millor que hi ha! (Ole-le, ola-la, być fanem Barcy to najlepsze co może być!)

Adrianna Kmak Barca.pl adrianna.kmak@barca.pl

1.700.000

euro wynosił całkowity koszt wybudowania stadionu, odnosząc liczby do teraźniejszości.

4-2

Taki wynik padł w pierwszym meczu z Reprezentacją Warszawy w 1957 roku.

99 354

wynosi całkowita pojemność Camp Nou, kilkakrotnie zmniejszana ze względów bezpieczeństwa.

71.235

tyle ludzi przychodziło średnio na każdy mecz FC Barcelona w zeszłym sezonie.

Camp Nou - Chluba Dumy Katalonii


ARTYKUŁ

i k y n t i s e y t

Cyferki, tabelki i inne wykresy - tak właśnie prezentują się statystyki w futbolu. Jaką rolę spełniają? Czy są komuś potrzebne? Kto to liczy? Jak je wykorzystać? Pewnie niewielu z Was zadawało sobie te pytania, ale każdy z Was wie, że współczesny świat stoi liczbami stoi. Od giełdy w Nowym Jorku, przez ilość celnych podań Songa, po liczbę odsłon

ją gra

Sta y

26

pierwszego numeru Barça Flash (które są coraz lepsze, za co dziękujemy!). To wszystko opiera się na cyfrach i ludziach/systemach, które to liczą. O ile statystyki Barça Flash interesują nielicznych, o tyle notowanie NYSE Euronext pośrednio dotyczy nas wszystkich.


Ciężka robota statystyków Praktycznie każdy portal o piłce posiłkuje się statystykami dotyczącymi poszczególnych zawodników, drużyn lub zagrań. Nie da się tego uniknąć, bo to po ludzku ekscytuje. Słyszysz, że Song miał stuprocentową celność podań - WOW! Albo to, że Barca jest liderem La Liga od 47 kolejek (od początku poprzedniego sezonu) – jeszcze większe WOW! Tak to wygląda z perspektywy kibica, bo bez wymaganej wiedzy i dostępu do szczegółowych danych nie możemy zrobić nic więcej. Ekscytacja ekscytacją, ale przecież nie to się liczy, bo nikogo nie interesuje sucha statystyka - do tego potrzebny jest spektakularny sukces lub druzgocąca porażka. Każdy - bez wyjątku - większy klub posiada w sztabie szkoleniowym ludzi, którzy zajmują się cyferkami profesjonalnie. Klasyfikują każdy kontakt z piłką (brak kontaktu też klasyfikują, bo pokazuje to, czy zawodnik szuka gry). Potrafią wyłapać nawet najmniejszy błąd i  powiedzielibyście, że robią to złośliwie - ależ skąd! Oni w ten sposób podsuwają wskazówki zawodnikom. Mówią: dobrze wymieniasz się pozycjami z panem X, ale dwa razy w meczu powrót na nominalną pozycję zajął ci zbyt dużo czasu. Co byłoby, gdyby wtedy poszedł kontratak twoją stroną? - tak to wygląda i uwierzcie mi lub nie - to ma bardzo duże znaczenie dla profesjonalistów. Jeśli statystyk (bo tak nazywa się człowieka od statystyk) w raporcie przedmeczowym zauważył, że najbliższy rywal najwięcej akcji rozpoczyna prawą stroną, to na 90% w następnym meczu nie zacznie robić tego lewą flanką. Magia liczb! Raporty statystyków są niezwykle pomocne dla głównego trenera, przed którym stoi zadanie optymalizacji składu. W ten sposób jest dużo łatwiej podjąć decyzję. Nie bez przyczyny przed złożeniem oferty transferowej za zawodnika najpierw ogląda go ktoś, kto wylicza: celność podań, wygrane główki, pojedynki ‘1 na 1’ i inne. Jeśli już statystyk osądzi, że potencjalny nabytek nie poradzi sobie w nowym klubie, to trener, który ma podjąć ostateczną decyzję nawet nie fatyguje się, aby samemu przygotować wniosek. Zapytacie po co to? Przecież to trener wie najlepiej, kto pasuje do jego drużyny i z kim będzie chciał pracować. I po części mielibyście rację, ale taki przedtransferowy raport składa się z wielu pomniejszych raportów. Opiniuje skaut, opiniuje statystyk, opiniuje trener, opiniuje dyrektor ds. sportowych - tylko i wyłącznie wtedy, gdy każdy z nich pozytywnie wyrazi się o piłkarzu, będzie zielone światło na działania klubowych finansistów. Wizualizacja umiejętności Na podstawie statystyk i  wykresów łatwo przedstawić formę zawodnika w poprzednich meczach. Każdy

człowiek, który tym się zajmuje, ma inne metody działania i  inaczej to przedstawia. Nie ma uniwersalnej szkoły lub książki, która cię tego nauczy - w tym musisz być kreatywny i solidny, bo tylko wtedy możesz piąć się ku szczytowi najlepszych statystyków. Przykładowo w siatkówce liczby odgrywają jeszcze większą rolę. Na odprawie przedmeczowej zawodnicy wiedzą na kogo zagrywać, kto może zaskoczyć niezwykle wysokim blokiem lub kto dysponuje piekielnie silną zagrywką. Dlatego podczas meczów siatkówki możecie zauważyć - najczęściej - panów z laptopami i drukareczkami, którzy siedzą przy parkiecie i po każdym secie (a nawet częściej) dostarczają raporty dla trenerów. Jednym z wyróżniających się polskich statystyków w siatkówce jest Kamil Sołoducha. 24-latek z Olsztyna pracuje dla wicemistrza Polski, z reprezentacją Polski zdobył złoty medal na Lidze Światowej w Bułgarii, a później współpracował z reprezentacją Finlandii. Klasa sama w sobie! Skalę zainteresowania statystykami pokazują wyniki wyszukiwania w Google. Na hasło “statystyki w piłce nożnej” wyszukiwarka podała nam prawie 4 mln (!) wyników i wcale mnie to nie dziwi. Pamiętajcie - świat kręci się wokół liczb i pieniędzy. A jeśli już o pieniądzach mowa, to warto zwrócić uwagę na statystyki u bukmacherów. Coraz więcej firm udostępnia coraz to nowsze opcje obstawiania. Ilość żółtych i czerwonych kartek w meczu - to można obstawić, a nie jak to było kiedyś - sam wynik. Teraz da się zarobić nawet obstawiając liczbę rzutów rożnych. Mówiąc krótko - do wyboru, do koloru. Trzeba też pamiętać, że tam, gdzie są pieniądze, znajdą się też ludzie, którzy będą chcieli to wykorzystać. Internet pełny jest reportaży o ludziach, którzy

obstawiali nawet liczbę rzutów rożnych w 3. lidze niemieckiej – w każdym meczu. Zastanawiające, prawda? Pieniądz przyciąga jak silnie namagnesowany magnes. Nie możemy też popadać w paranoję z tymi cyferkami, bo przecież nie tylko one się liczą. Na myśl nasuwają się pamiętne mecze z Celtikiem i Chelsea w Lidze Mistrzów. Barca mogła pochwalić się dużą liczbą celnych strzałów, wysokim procentem posiadania piłki, a wyniki pamiętamy wszyscy i nie były one zadowalające. Wtedy jedyną rzeczą, którą możemy zrobić z takim raportem statystycznym, to spuszczenie go do ścieków miejskiej kanalizacji ściekowej... Piłkarskie porzekadło mówi, że statystyki nie grają i w tym oklepanym sformułowaniu zawiera się cały sens przygotowywania statystyk. W niektórych wypadkach są naprawdę ważne, ale często są nieistotne. Przecież nie dzięki statystykom Barca wygrała w poprzednim sezonie ligę. Mogły one jedynie pomóc w doborze składu i wyborze zawodników, którzy zasilą zespół. Gdyby Messi nie strzelał tak oszałamiającej liczby goli, to najprawdopodobniej nikt nie zachwycałby się jego statystykami. Mamy wielkie szczęście, że Leo strzela (i to nie mało), bo cyferki, tabelki i wykresiki jeszcze bardziej nas emocjonują.

Adrian Nowicki @adrian_barcapl Barca.pl adrian.nowicki@blogfcb.com


28

ARTYKUŁ

Patryk Wieczyński @p_wieczynski Barca.pl patryk.wieczynski@barca.pl

Zanim ogłoszono oficjalnie, że Brazylijczyk trafi do Blaugrany, temat jego przenosin był obecny od dużo dłuższego czasu w przestrzeni publicznej. Nic więc dziwnego, że katalońskie media, na czele ze ‘Sportem’ obserwowały i komentowały każdy, nawet najmniejszy ruch zawodnika. I chociaż na murawie wyrabiał z rywalami co chciał, to jego wizerunek był daleki od ideału. Pofarbowane włosy, których ułożenie zmieniało się kilkanaście razy w roku, wspólne koncerty z idolami muzyki pop, a także w gwiazdorski styl, który był obecny także na boisku. Rozpieszczony półbóg? Neymarowi często nie wystarczało zwykłe strzelenie goli. On wolał defensora ośmieszyć, chciał być jedynym bohaterem Santosu i nim faktycznie był. Uwielbiała go cała Brazylia, wydawało się, że jest narodowym rozpieszczonym dzieckiem, swoistym bożyszczem, wokół którego wszyscy biegają i starają si�� usuwać kłody spod nóg. Nikt nie krył się przecież z faktem, iż na boisku ma on ważniejszą pozycję niż reszta, a sędziowie bardziej na niego uważają. W kraju, który znalazł się w delikatnym kryzysie jeżeli chodzi o linię ataku, w Neymarze wypatrzono następcę Romario, Rivaldo, Ronaldo czy Ronaldinho. Stał się wielką gwiazdą, co paradoksalnie zaszkodziło jego wizerunkowi na Starym Kontynencie. Nie dość, że pomiędzy Europą, a Ameryką Południową są wielkie kulturowe różnice, to w dodatku liga brazylijska nie jest zbyt popularna i chętnie oglądana przez kibiców, którzy pod ręką mają swoje rodzime, dużo lepsze jeżeli chodzi o poziom piłkarski rozgrywki. Meczów z udziałem Neymara nie oglądał praktycznie nikt, ale słyszał o nim każdy, ponieważ o jego pozaboiskowych wyczynach było bardzo głośno. Niestety to co w Brazylii jest uwielbiane, czyli spontaniczność, luz i uwielbienie dla zabawy, w Hiszpanii obecnie nie pasuje do wizerunku profesjonalnego sportowca i zwyczajnie godziło w młodego zawodnika. Nic więc dziwnego, że gdy miał przenieść się do Katalonii, wielu kibiców i ekspertów zadawało sobie fundamentalne pytanie: Jak taki zawodnik, który bardziej przypomina rozbawione dziecko, poradzi sobie w europejskim futbolu? Zwłaszcza w takiej ekipie jak FC Barcelona, gdzie każdy z piłkarzy to profesjonalista, a najważniejszy jest zawsze zespół, a nie pojedyncza osoba.

Barça Flash Listopad 2013

NEYMAR

Widzicie tego człowieka, którego spojrzenie jest bardziej przyjazne niż popularnego Kota w Butach z filmu ‘Shrek’? Czy to przed nim ostrzegał Barcelonę Johan Cruyff? Czy to on miał w pył obrócić szatnię Dumy Katalonii? Tak, to właśnie Neymar da Silva Santos Junior, człowiek, którego przenosiny na Camp Nou były łączone z tak samo wielkimi nadziejami, jak i obawami.


o dwóch twarzach

Nie taki Neymar straszny… Kiedy Johan Cruyff nawoływał do sprzedaży Messiego, bo na boisku nie może być dwóch gwiazdorów, a wielu czekało na pierwszą sprzeczkę pomiędzy Brazylijczykiem, a którymś z zawodników FC Barcelony, stało się coś nieoczekiwanego. Sam Neymar od pierwszej chwili, gdy oficjalnie ogłoszono, że będzie reprezentował bordowo-granatowe barwy mówił jasno: ”Ja chcę pomagać Messiemu. To on jest numerem jeden, a nie ja. Chętnie się podporządkuje”. Jak powiedział, tak zrobił i choć niewielu wierzyło, że jego słowa mogą stać się prawdą, gdy tylko piłkarz pojawił się w Barcelonie, to od samego początku emanował skromnością. Wystarczyło pierwsze spojrzenie na zawodnika, by dostrzec, że coś się zmieniło. Po charakterystycznej i szalonej fryzurze nie pozostał nawet ślad. Teraz uczesanie Neymara było dużo bardziej stonowane. On sam od początku zachowywał się w pełni profesjonalnie, podkreślając do znudzenia setkom dziennikarzy, że jest szczęśliwy i zaszczycony grą w takim Klubie. Wystarczyło kilka dni, a  w  mediach można było zobaczyć Brazylijczyka zwiedzającego miasto, a zwłaszcza secesyjny kościół Sagradę Familię. Otóż okazało się, że piłkarz jest zadeklarowanym katolikiem, który na pierwszym miejscu stawia sobie wartości duchowe. Halo, czy my wciąż mówimy o tym samym człowieku, który jeszcze chwilę wcześniej śpiewał znane wszystkim „Ai se eu te pego” wraz z Michelem Telo? Do pełni szczęścia brakowało jednak samego pojawienia się na murawie Neymara. Wystarczyła jednak chwila, by dostrzec to, co potwierdzało się w każdym kolejnym meczu. Brazylijczyk doskonale wie na czym polega futbol, gra zespołowo, rozumie się z kolegami z drużyny, a co najważniejsze nie chce zabierać miejsca Messiemu. Neymar świadomie buduje sobie własną pozycję, obok Leo, wiedząc, że od Argentyńczyka może się wiele nauczyć, a uznając jego wyższość nic nie traci. Zero rywalizacji, czysta współpraca. Wszak to właśnie nowy piłkarz Barcy najczęściej asystuje przy golach La Pulgi, oddając mu piłkę nawet wtedy, gdy sam mógłby zakończyć akcję. Zresztą chęć dostosowania się do bardziej doświadczonych kolegów widać po tym jak, pomimo posiadanych ku temu umiejętności, Neymar nie pcha się do wykonywania stałych fragmentów gry. Wie doskonale jaka jest jego obecna pozycja w ekipie Martino i świetnie zdaje sobie sprawę z panującej hierarchii. Pozostaje jednak pamiętać, iż to dopiero początek przygody Neymara z Barceloną. Wciąż nie znamy odpowiedzi, czy jest to zawodnik z wielką młodzieńczą fantazją, dla którego futbol to zabawa, ale i miejsce, gdzie to on jest najważniejszy, czy może to ułożony i nastawiony na ciężką pracę oraz trening zawodnik. Brazylijczyk przypomina kameleona, który dostosowuje się do otaczającej go przyrody. Tam gdzie ludzie kochają zabawę on się bawił, tam gdzie wymagana jest praca i pewna pokora, on się dostosował. Zarówno ta kreacja z Santosu, jak i ta z Dumy Katalonii jest rzeczywista oraz realna, pytanie jednak, która z nich jest prawdziwa. Hulk czy Bruce Banner?


30

CATAOLGA

Katalońskość budziła się z uścisku

Olga Juszczyk BlogFCB.com olga.juszczyk@blogfcb.com

Kataloński region żył we względnym spokoju przez niemalże całe stulecie. Pod koniec XVI wieku doszło do pierwszych perturbacji, gdy Filip II popadł w konflikt z katalońską arystokracją. Kłopoty w tamtym czasie mimo to nie umywały się nawet do buntu mającego miejsce w połowie XVII wieku, a dokładnie w latach 16401652, kiedy to miała miejsce Guerra dels Segadors. Była to wojna, która wybuchła w wyniku buntu niezadowolonych chłopów katalońskich. Kastylia, będąca wówczas pod przewodnictwem Filipa IV i jego wiernego sługi, hrabiego Olivares, prowadziła wojnę z Francją. Olivares, prowadzony ogromną ambicją, postanowił przenieść całą swoją armię i główne działania militarne do Katalonii. Katalończycy nie byli jednak zachwyceni tym pomysłem. Jawnie sprzeciwiali się wkroczeniu wojsk Filipa i Olivaresa. Czemu był to dla nich problem? Chociażby fakt stacjonowania i zakwaterowania kastylijskich żołnierzy budził ich wątpliwości. Co więcej, ludność obawiała się swawolnych czynów żołnierzy, którzy w  oczach swoich dowódców byliby niewinni wszelkiej szkody. Gdy tylko wojsko weszło na teren Katalonii, doszło do starć między żołnierzami a chłopami, co przerodziło się w istną rebelię. W celu pokazania swojej siły, w maju 1640 roku rebelianci wkroczyli do Barcelony, by tam zabić znajdującego się wicekróla Kastylii. Burzliwe nastroje w Katalonii przyczyniły się do powstania idei o odseparowaniu się terytorium od reszty Hiszpanii i poddaniu się zwierzchnictwu Francji. Tak się dokładnie stało w październiku 1640 roku i taki stan rzeczy obowiązywał jeszcze przez dekadę. Doszło zatem do sytuacji, gdzie istniała swoista wojna domowa na Półwyspie Iberyjskim przy udziale osoby trzeciej. W trakcie tych dziesięciu lat Francja traktowała Katalonię jako swoją kolonię, co tym razem spowodowało narodzenie się buntów antyfrancuskich. Na dodatek północno-wschodni region wyniszczała powszechna zaraza, przez którą zginęła aż 1/5 ludności Katalonii. Osłabiło to opór Katalończyków, którzy w rezultacie zostali podbici przez Hiszpanów w 1652 roku. Warto pamiętać, iż powstanie katalońskie nie miało zabarwienia narodowego w ścisłym tego słowa znaczeniu.

Siedemnasty wiek to dla Katalonii przede wszystkim ciężkie czasy związane z epidemiami dżumy oraz ospy. Choroby te szalały w całej Europie, a w samej Hiszpanii zmarło z ich powodu około 500 tysięcy ludzi. Wysoka umieralność nie wpłynęła na zmniejszanie się liczby ludności w rejonie, a to wszystko za sprawą imigrantów przybywających z południowej Francji, którzy uciekali z przeludnionych i biednych prowincji. Jednakże liczba miejscowych Katalończyków spadła, co odbiło się znacząco na rolnictwie, a miasta zaczęły podupadać. Na dodatek warto podkreślić destrukcyjne znaczenie wojny, przez którą zginęło wielu żołnierzy, ludności cywilnej oraz zniszczone zostało wiele mniejszych i większych miast. XVII wiek należał do tych z gatunku kryzysowych dla Katalonii oraz całej Hiszpanii. Początek nowego stulecia malował się dla całego kraju, jak i dla regionu katalońskiego, w dosyć jasnych barwach. Ludwik XIV, ówczesny król Francji i Nawarry, przedstawił swojego wnuka Filipa słowami: „Panowie, oto stoi przed wami król Hiszpanii”, następnie dodając do siedemnastolatka: „Bądź dobrym Hiszpanem; to twój pierwszy obowiązek. Ale pamiętaj, urodziłeś się Francuzem i utrzymaj jedność między oboma królestwami”. Pech chciał, że młody król nie znał hiszpańskiego, a na domiar złego nie potrafił sprawnie rządzić. Decyzje, niejednokrotnie bardzo kontrowersyjne, podejmowane były przez wyznaczonych przedstawicieli. Panująca sytuacja polityczna potęgowała nastroje antyfrancuskie w Katalonii. Nie pomogło nawet zwołanie przez Filipa Kortezów w  Barcelonie oraz zaprzysiężenia wierności nowemu królowi. W Katalonii doszło do kolejnego powstania w 1705 roku. Główną przyczyną był brak zaufania do francuskiego potomka. Po tym wydarzeniu Filip musiał wycofać się aż do Burgos, by z impetem ruszyć na zbuntowane regiony, jakim była Katalonia wraz z Aragonią i Walencją. Dopiero siedem lat później Filip V zdobył Barcelonę (12 września 1714 roku) i Burbonowie zaczęli mieć pełną władzę na wschodnim wybrzeżu Półwyspu Iberyjskiego. Efektem sukcesu króla Hiszpanii było rozwiązanie Korony Aragonii, zlikwidowanie parlamentu katalońskiego przy jednoczesnym narzuceniu prawa kastylijskiego oraz nakazanie używania języka kastylijskiego w sądach. Te zmiany wprowadziła tzw. Nowa Ustawa (Nueva Planta) z 1716 r. 


Zdobycie Katalonii przez Filipa zapewniło czasy spokoju i dość spektakularnego rozwoju regionu. Katalończycy odbudowali swoją gospodarkę, coraz prężniej rozwijało się rolnictwo, a następnie produkcja przemysłowa oraz handel. Handel z Ameryką kwitł w najlepsze, a na terytorium Katalonii powstało około 20 fabryk produkujących tekstylia, które były systematycznie modernizowane, dzięki nowoczesnym sprzętom sprowadzanym z Anglii. Już w XVIII w Hiszpanii zarysowały się pewne granice, oddzielające bogatsze prowincje od biedniejszych, które poniekąd pozostały po dzień dzisiejszy. Katalonia z pewnością pod koniec stulecia zaczynała już nosić brzemię jednego z najprężniej rozwijających się i najbogatszych regionów na Półwyspie Iberyjskim. Co przyniósł ze sobą XIX wiek? Przede wszystkim podboje Napoleona. Katalonia od 1809 r. została przyłączona do imperialistycznego państwa francuskiego przez Napoleona, jednakże pięć lat później francuski przywódca wycofał swoje wojska z regionu katalońskiego. Po kilku perturbacjach związanych z tronem hiszpańskim, do władzy w 1814 roku doszedł Ferdynand VII. Od początku proklamował monarchię absolutną, prześladując każdego, kto opowiadał się za systemem liberalnym. W 1820 roku Ferdynand został zmuszony jednak do zaprzysiężenia Konstytucji z 1812 roku, co rozpoczęło – wbrew jego osobistemu myśleniu – rządy liberalne. Gdy na początku wybuchały bunty wszczynane przez rojalistyczną arystokrację w Katalonii, Ferdynand

osobiście udał się na wschód Półwyspu, aby przekonać rebeliantów do złożenia broni. Ważną  personą  dla całej północnej Hiszpanii był  Don Carlos – brat Ferdynanda VII. Król Hiszpanii nie miał męskiego potomka, uchwalił więc tzw. Sankcję Pragmatyczną, która pozwalała córkom króla na wstąpienie na tron. Bardzo ubodło to Don Carlosa, który nie zrzekł się prawa dziedziczenia korony, a wokół siebie zgromadził wielu zwolenników, od jego imienia zwani karlistami. W  1872 roku karliści doprowadzili do wybuchu powstania w Baskonii oraz Nawarze, jednak karlistowska rebelia przeniosła się całkowicie do Katalonii. Tam planowano wybrać się na Madryt, co doprowadziłoby do kolejnej destabilizacji politycznej w kraju. Bitwy na linii armia rządowa – karliści trwały aż do 1876 roku, kiedy to stutysięczna armia rozprawiła się z rebeliantami z Katalonii, Nawarry i Baskonii. Mimo wszystko Katalonia stała się najprężniej rozwijającym się regionem w Hiszpanii, mogąc spokojnie rywalizować z innymi europejskimi państwami pod względem struktury zaludnienia. Dopiero pod koniec XIX wieku wyprzedziła ją Baskonia, która szczyciła się wówczas znaczącym wydobywaniem rudy żelaza. W  katalońskim przemyśle pracowało 41,5%, w rolnictwie 37,5%, a w usługach 21% ludności. Katalonia słynęła przede


32

CATAOLGA

wszystkim z przemysłu tekstylnego, ale również z przemysłu okrętowego, gorzelnianego oraz produkcji win i  oliwy. Powstawały pierwsze stowarzyszenia robotnicze, które zrzeszały najpierw tkaczy, w późniejszym czasie inni robotnicy z branży tekstylnej – przędzalnicy, farbiarze itp. Mimo iż na przestrzeni lat owe stowarzyszenia były delegalizowane przez władze, które uznawały zrzeszenia za „stowarzyszenia powoływane poza prawem”, a członków za „prowodyrów organizujących koalicje tylko po to, aby nie pracować”, rzemieślnikom udawało się przeprowadzać skuteczne strajki, a szczególnie jeden z w 1854 roku. Robotnicy domagali się lepszych warunków płacowych, poprawy warunków pracy i uznaniu prawa robotników do zrzeszeń. Idea walki o prawo robotników ogarnęła całą Hiszpanię, a zaczęła się właśnie w najbardziej zindustrializowanym regionie, jakim była wówczas Katalonia. Bardzo szybki rozwój Baskonii (a w szczególności Bilbao) oraz Katalonii (tu przede wszystkim Barcelony) prowadziły do pierwszych, utrzymujących się po dzień dzisiejszy, myśli separatystycznych. Narastały tendencje regionalistyczne, które z czasem przeradzały się w ruchy autonomiczne. Sporym czynnikiem, który integrował  społeczeństwo katalońskie, był język. Językiem katalońskim posługiwali się ludzie wykształceni oraz wybitni na skalę krajową pisarze i dramaturdzy. W latach osiemdziesiątych XIX wieku powstał pierwszy ruch regionalistyczny, tzw. Lliga de Catalunya, żądający zwiększenia autonomii regionu. Od tamtego momentu sprawa z separatystycznymi żądaniami Katalonii była problemem dla każdej kolejnej głowy państwa. W 1909 roku doszło do tzw. Tragicznego Tygodnia Barcelony. Jako przyczynę uznać można manifestacje przeciwko decyzji rządu o wysłaniu do Maroka nowych oddziałów rezerwistów. 26 listopada wybuchł strajk powszechny, który rozpoczął się w Barcelonie, a  następnie rozprzestrzeniał się na kolejne regiony Katalonii. Szybko jednak ów strajk wymknął się spod kontroli organizatorów, przeobrażając się w istną wojnę uliczną. Ludność Barcelony, dając upust swoim antyklerykalnym nastrojom, podpaliła 42 kościoły i klasztory, a śmierć poniosło około stu ludzi. Wspomniana wyżej Lliga Catalunya przerodziła się w  1901 roku w  Lliga Regionalista de Catalunya. Już w pierwszych tygodniach swojego funkcjonowania odniosła sukces wyborczy w Barcelonie. Przewodniczącym był Enric Prat de la Riba, późniejszy twórca i prezydent Mancominutat Catalana, czyli unii administracyjnej czterech prowincji katalońskich. „Nie jesteśmy partią

polityczną, jesteśmy ludem, który się odradza”, pisał Prat w 1905 roku. Katalońscy nacjonaliści dążyli do uzyskania hegemonii w obrębie swojego terytorium, do objęcia politycznego przewodnictwa nad Katalonią, która według nich stanowiła jednorodną społeczność, a nie społeczeństwo klasowe. Przykładem takich hegemonistycznych intencji było powstanie ruchu Solidaritat Catalana, który powstał w 1907 roku. Dokładnie dziesięć lat później, piątego lipca, odbyło się zebranie katalońskich parlamentarzystów, podczas którego podnoszono sprawę autonomii Katalonii i zwrócono się do rządu z prośbą o zwołanie Kortezów konstytucyjnych. Ówczesny premier, Eduardo Dato, odmówił Katalończykom, czego efektem było zebranie nieoficjalnego zgromadzenia w Barcelonie. Rząd zareagował surowo, wprowadzając wojsko do miasta. Obrady zostały przerwane w momencie, gdy zaczęto aresztować zgromadzonych. Po strajku generalnym w 1917 roku z sierpnia doszło do tzw. kryzysu epoki restauracji. Owa recesja była spowodowana między innymi skutkami I Wojny Światowej, mimo iż Hiszpania nie brała w niej czynnego udziału, oraz krachem finansowym w latach 20. Doprowadziło to również do kolejnych prób odseparowania się nacjonalistycznych regionów, w tym Katalonii. W 1918 roku zwołane zostało zgromadzenie deputowanych prowincjonalnych i parlamentarzystów katalońskich do Kortezów i Senatu. Uznano tam, że „nie można już dłużej zwlekać z przyznaniem Katalonii pełnej autonomii, która obejmowałaby suwerenność katalońskiego parlamentu i rządu, tak by obie te instytucje mogły decydować o wewnętrznych sprawach regionu”. Dwudziestego szóstego stycznia 1919 roku uchwalono projekt Statutu Autonomii, natomiast Romanones (ówczesny premier Hiszpanii) zaproponował inny, bardziej restrykcyjny projekt. Negocjacje w rezultacie zakończyły się fiaskiem. Gdy w Barcelonie doszło do kolejnego strajku i miasto zostało kompletnie sparaliżowane, Romanones zdał sobie sprawę, że nie panuje już nad sytuacją i podał się do dymisji. Gdy władzę  uzyskał  Primo de Rivera w  1923 roku, nastały dość niesympatyczne czasy dla Katalonii. Mancomunitat został zlikwidowany, a w miejscach publicznych oraz świątyniach zakazano mówić po katalońsku. Nie zmienia to faktu, że o dyktaturze De Rivery mówiono w dosyć łagodnym tonie. „Najłagodniejsza i najbardziej liberalna dyktatura dwudziestowiecznej Europy, nie splamiona ani jedną polityczną egzekucją”, powiedział znany angielski historyk, Stanley Payne. Primo de Rivera zakończył swój urząd na samym początku 1930 roku.


34

ARTYKUล

169cm

Barรงa Flash Listopad 2013


187cm

Rosły snajper potrzebny od zaraz Jakub Droździoł Barca.pl jakub.drozdziol@barca.pl

Leo Messi, Neymar, Pedro Rodriguez, Alexis Sanchez, Cesc Fabregas. Każdy z tych zawodników co sezon gwarantuje przynajmniej po kilka bramek, a w przypadku pierwszej dwójki możemy nawet mówić o kilkudziesięciu trafieniach w ciągu roku. Gerardo Martino to jednak nie przekonuje i chciałby on, aby w zimowym okienku transferowym do stolicy Katalonii zawitał nowy napastnik. Jaki powinien być idealny snajper i kto mógłby nim zostać? Poniżej szukajcie odpowiedzi na to pytani. Gerardo Martino nie wystarcza już sam Leo Messi wspierany przez swoich równie bramkostrzelnych kolegów. Argentyński szkoleniowiec chciałby mieć w ofensywie jeszcze jedną opcję, która w długim sezonie pozwoliłaby odciążyć Messiego czy Neymara. Zarząd Blaugrany podobnie zresztą jak 50-letni trener nie chcą jednak ponownie sięgać po zawodnika z  najwyższej światowej półki, mając w pamięci pobyt w Barcelonie Zlatana Ibrahimovicia. Szwed kosztował wówczas Dumę Katalonii 45 milionów euro plus Samuela Eto’o, a w Hiszpanii wytrzymał zaledwie rok, po czym przeniósł się włoskiego Milanu. Między innymi te wydarzenia skłaniają zarząd Klubu do rozmyślnych zakupów i oglądania każdego euro po dwa razy. Jaki powinien być idealny środkowy napastnik dla Barcelony? Ani Leo Messi, ani tym bardziej Neymar nie są klasycznymi ‘dziewiątkami’. Obaj wolą występować jako ‘wolne elektrony’, kiedy to mają więcej swobody w konstruowania ataków, jednocześnie mając możliwość na zejście na skrzydła. Również w całym składzie próżno szukać typowego snajpera. Pedro, Sanchez, Tello

Rosły snajper potrzebny od zaraz

czy Cuenca to typowi skrzydłowi, a występujący czasami na szpicy Cesc Fabregas, jest klasycznym środkowym pomocnikiem i jego kandydatury odnośnie gry w ataku nie powinno się w ogóle rozważać. Gerardo Martino chce, aby jego zespół wzmocnił wysoki, silny zawodnik, którego głównymi atutami byłaby gra głową, odbiór piłki i skuteczna gra tyłem do bramki. Ma to być rzeczona wcześniej typowa ‘dziewiątka’, która przez cały mecz potrafi być zupełnie niewidoczna, aby nagle jednym zagraniem przesądzić losy spotkania. Kilka lat temu w Barcelonie taki zawodnik się już pojawił. Był to Henrik Larsson. 35-letni wówczas Szwed przybył do Barcelony w 2004 roku, mając pełnić rolę mentora dla młodszych graczy, a swoją boiskową inteligencją i  doświadczeniem odciążać gwiazdy zespołu. Larsson był w Barcelonie w cieniu chociażby będącego w życiowej formie Ronaldinho czy Samuela Eto’o. W ciągu dwóch lat Szwed rozegrał dla Blaugrany 40 spotkań w których strzelił 13 bramek. W dużej mierze to dzięki niemu Duma Katalonii pokonała 2-1 Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Jego wielki wkład w zespół doceniali nie tylko koledzy z drużyny, ale także inne światowe gwiazdy. - Ludzie zawsze rozmawiają tylko o Ronaldinho, Eto’o czy Giuly’m, ale to nie oni byli dzisiaj liderem tego zespołu. To Henrik Larsson był kluczową postacią, która zrobiła różnicę po wejściu na boisko i zadecydowała o losach spotkania – powiedział po finałowym starciu Thierry Henry.


36

ARTYKUŁ

Fernando Llorente (28 lat, Juventus Turyn)

Robert Lewandowski (25 lat Borussia, Dortmund)

Miroslav Klose (35 lat, Lazio Rzym)

napastnik Starej Damy idealnie wpisuje się w koncepcję silnego, wysokiego snajpera potrafiącego grać tyłem do bramki. 28-latek przez lata był podporą Atheliku Bilbao dla którego w ciągu ośmiu lat strzelił 85 bramek. Po sezonie 2012/13 postanowił zmienić barwy klubo we i przeniósł się do Juventusu. Tutaj jednak Bask zupełnie sobie nie radzi i włoskie media spekulują, że już zimą pożegna się z Turynem. Wśród zainteresowanych pozyskaniem Llorente wymienia się kluby angielskie i właśnie Barcelonę. Hiszpan nie kosztowałby Blaugrany więcej niż 10 milionów euro, a jego wkład w grę mógłby być szybko zrekompensować straty.

jednemu z najlepszych – o ile nie najlepszemu – polskich piłkarzy po sezonie kończy się kontrakt z BVB i nic nie wskazuje na to, aby zawodnik pozostał w Zagłębiu Ruhry dłużej niż do czerwca 2014 roku. Pomimo dużego zainteresowania ze strony Bayernu Monachium, przyszłość Lewego wciąż jest nieznana. Podobno oferty kontraktowe za byłego gracza Lecha Poznań szykują już Arsenal i Chelsea, a i katalońska Barca wydaje się być zainteresowana usługami 25-latka. Głównym problemem dla Blaugrany byłaby możliwość przenosin Lewandowskiego dopiero w lipcu przyszłego roku, a Gerardo Martino chciałby pozyskać nowego napastnika już w trakcie obecnych rozgrywek.

jeden z  najstarszych zawodników w  naszym zestawieniu, a zarazem jeden z najlepiej pasujących do gry w Barcelonie. Urodzonemu w Opolu napastnikowi po sezonie kończy się kontrakt z Lazio, a sam zawodnik pomimo kilku ofert z USA, Niemiec i możliwości pozostania w Rzymie, ciągle nie jest pewny co do swojej przyszłości. Klose pomimo 35-lat to ciągle jeden z najlepszych snajperów świata, co rok w rok udowadnia na boiskach Serie A.

Barça Flash Listopad 2013


Thomas Muller (24 lata, Bayern Monachium) Niemiec z pewnością nie jest typowym snajperem, ale jego wszechstronność pozwala mu grać na praktycznie każdej pozycji w ofensywie. W Bayernie najczęściej wystawiany jest na skrzydle bądź na pozycji ofensywnego pomocnika. Jego transfer jest jednak bardzo mało prawdopodobny przede wszystkim ze względu na cenę jak i nikłe chęci gracza do opuszczenia Bawarii. Prowadzący w ekipie popularnych FC Hollywood Thomasa były trener Blaugrany Josep Guardiola, stwierdził ostatnio, że nie ma zamiaru pozbywać się swojego ofensywnego zawodnika, tak więc pozyskanie go będzie arcytrudnym zadaniem.

Oscar Cardozo (30 lat Benfica Lizbona)

Fernando Torres (29 lat, Chelsea Londyn)

Paragwajczyk to prawdziwa maszynka do strzelania bramek. W ciągu siedmiu lat jakie ten spędził na boiskach ligi portugalskiej, zdołał strzelić aż 108 bramek. Dużo mówi się o tym, że sezon 2013/14 to jego ostatni w barwach Benfiki. O 30-latka coraz głośniej dopytują się kluby z Premier League, a na oku ma go również Barcelona. Cardozo z pewnością idealnie wpisałby się w model typowej ‘dziewiątki’, jakże potrzebnej Blaugranie.

popularny El Nino od dłuższego czasu jest już na wylocie z The Blues, gdzie za kupionego za 50 milionów euro gracza spodziewano się o wiele więcej. Brytyjskie media łączą Hiszpana z powrotem do Primera Division, gdzie chętnie w swoich składach widziałyby go m.in. Barcelona czy Atletico Madryt. Etatowy niegdyś sęp w  reprezentacji La Furia Roja, musi godzić się z  rolą rezerwowego w ekipie Vicente del Bosque i jeśli chce pojechać na Mundial do Brazylii, musi jak najszybciej zmienić otoczenie. Camp Nou może być właściwym kierunkiem dla byłego bożyszcza Liverpoolu.

Rosły snajper potrzebny od zaraz

Proces kupna nowego napastnika przez Barcelonę z pewnością będzie długi i żmudny. Duma Katalonii chce pozyskać snajpera kompletnego za którego nie musiałaby jednak rozbijać banku. Przepłacanie nie wchodzi w grę, szczególnie, że rosły snajper nie wpisuje się w tak oczywisty i bezpośredni sposób w politykę Klubu. Takich graczy na rynku jest nie wiele, ale z pewnością znajdą się snajperzy, którzy stylem gry mogliby po jakimś czasie wpasować się do stylu gry Barcelony, tworząc razem z innymi graczami zabójczy ofensywny tercet, czy też brylować w innej, alternatywnej konfiguracji konstelacji gwiazd Taty Martino. Przykład chociażby Zlatana Ibrahimovicia może i nie daje nam zbyt wielu powodów do optymizmu, ale w obecne realia futbolu są takie, że aby rywalizować na najwyższym poziomie należy być przygotowanym na dynamicznie zmieniające się warunki boiskowe, a do tego rosły, silny, grający świetnie tyłem do bramki snajper, jest po prostu niezbędny.


38

ARTYKUŁ

fzimbio.com

NIEMIECKA PEPRYSZKA:

BEZ PEPA I POMYSŁU

Pierwsze w tym sezonie Clasico pozostawiło po sobie średnie, żeby nie powiedzieć blade wrażenie i parę pytań, na które dziś trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Czy Real odnajdzie z nowym trenerem drogę do dawnego stylu, a Carlo Ancelotti odważy się w pełni wykorzystać potencjał swojego zespołu? Czemu Barca nie potrafi już zachwycać? Czy Gerardo Martino na trwale zdoła wyleczyć "tę" Barcę od uzależnienia się od Lionela Messiego, który ma szansę po raz piąty zostać najlepszym piłkarzem świata? Powiem szczerze, że długo się zastanawiałem co napisać o meczu dwóch odwiecznych rywali hiszpańskiego futbolu. Co roku, co rundę rozgrywek, wszyscy miłośnicy futbolu wyczekują by obejrzeć to wielkie widowisko. Tym razem było ono niezwykle wyjątkowo "widowiskowe" i to co najmniej z kilku powodów.

Gareth Bale, o którym trener Barcelony powiedział, że 100 mln za piłkarza to brak szacunku dla świata i nie przystaje do panującej w nim sytuacji finansowej, wypadł gorzej niż się spodziewano. Po drugiej stronie boiska Brazylijczyk Neymar, za którego Barca wydala 40 mln mniej niż rywal za Walijczyka zdawał się być wartym transferu z Santosu. Jednak jego zespół po szybko strzelonej bramce, spędzał kolejne szybko płynące minuty na działaniach, które z porywającym futbolem "ery Guardioli" niewiele miały wspólnego.

Barça Flash Listopad 2013

Chyba miał trochę racji nowy boss Realu Carlo Ancelotti zarzucając "Tacie " Martino, że Argentyńczyk nie rozumie jeszcze jak funkcjonuje Europa i nie potrafi wczuć się w puls swojego zespołu. Już na wstępie jednak to obaj trenerzy zaskoczyli doborem wyjściowych jedenastek. W obozie "Królewskich" na ławce zasiedli Karim Benzema i Iker Casillas, choć dla tego ostatniego przysłowiowe "grzanie ławy" stało się od dłuższego czasu przykrą codziennością. W tym spotkaniu "zadebiutował" Bale. W drużynie Realu nastąpiła zmiana w przedniej formacji. To Walijczyk rozpoczął mecz na pozycji środkowego napastnika, a Cristiano Ronaldo powędrował na lewą stronę boiska.

Trener Martino zaproponował odpoczynek Alexisowi Sanchezowi i Pedro Rodriguezowi. Zamiast tego do pary Messi-Neymar dołączył Cesc Fabregas. Była to odpowiedź na zabieg taktyczny Ancelottiego polegający na wystawieniu Sergio Ramosa w linii pomocy. W przeszłości to Pepe pełnił funkcję defensywnego hamując ataki Barcelony. Ty razem wybór padł na Hiszpana, który kompletnie w tej roli nie wypalił. Wybór Fabregasa stanowił dla fanów Barcy niemałą niespodziankę, a dla trenera Martino po części interesującą alternatywę odciążenia najlepszego piłkarza świata od zadań ofensywnych. Cesc nie zagrał jak typowy prawoskrzydłowy czy środkowy


scaryfootball.com

napastnik, ale raczej wymieniał się pozycjami z Messim. Więcej czasu spędzał w centrum, absorbując uwagę Ramosa. Argentyńczyk zaś bardziej widoczny był na prawej flance, gdzie wdawał się w bezpośrednie pojedynki z Marcelo. Jak już napisałem w jednym z felietonów Barcelona uczy się niezależności od Leo. W zakończonym klasyku to Neymar - i zmieniony za Fabregasa Sanchez - wzięli odpowiedzialność za wynik drużyny. Obaj strzelili bramki dając zwycięstwo nad Realem na Camp Nou. Pretendujący do piątej kolejnej "Złotej Piłki" Messi spisywał się momentami bardzo nieprzekonująco, tracąc

futbolówkę w próbach dryblingu i nie czarując swoim firmowymi, penetrującymi linię obrony rywala, podaniami z głębi pola. Naturalne, że po klasykach z ubiegłego sezonu Barca miała prawo obawiać się Realu. Dziwi przy tej okazji dziwna i niewytłumaczalna bojaźń w poczynaniach "Królewskich". Decyzje Ancelottiego na Gran Derbi sprawiły, że Real długo grał tak, jakby ostatnim spotkaniem było lanie 5:0 na Camp Nou. Taka postawa nie miała i nie mogła mieć żadnego uzasadnienia, ponieważ Katalończycy dziś, to zupełnie inny zespół od tego, będącego w nieziemskiej formie w "erze Guardioli".

Zasiadających na Camp Nou przeszło 98. tys widzów było świadkami jak w 226 klasyku Brazylijczyk Neymar otworzył w 19. min wynik spotkania. W przeciwieństwie do reszty kolegów z zespołu jego pozycja na boisku była dość ściśle określona. Miał się trzymać lewego skrzydła, rozciągać grę i przesuwać się za Daniela Carvajala. Kiedy strzela się bramkę w "Klasyku" zapada się w pamięci kibiców na długo. Tym bardziej, gdy gol i asysta przy trafieniu kolegi w najbardziej prestiżowym spotkaniu drużyn piłkarskich Europy, daje zwycięstwo i okazje do pognębienia odwiecznego rywala. "Wyczyn" Neymara wypadł jednak dość blado przy jakże pamiętnym dla wszystkich kibiców Blaugrany popisie innego Brazylijczyka, Romario. W sezonie 1996/97 gwiazdor Barcelony prowadzonej przez Johanna Cruyffa praktycznie w pojedynkę rozłożył na deskach i przejechał się ciężkim kamiennym walcem po "Królewskich". Strzelił trzy bramki i asystował przy jednym golu mając więc udział w czterech z pięciu bramek zdobytych przez Barcę tego pamiętnego wieczoru. Neymar w mojej ocenie zagrał więcej niż poprawnie. Bardziej poprawnie od całego zespołu. Gol nieco przypadkowy, ale podanie do Alexisa świetne. Co do Messiego: na początku wydawało mi się, że to nawrót kontuzji, albo jej niedoleczenie. Mimo to spotkanie średnio mi się podobało przez arbitra… o co on wyprawiał to aż boli. Trzy punkty dla "Blaugrany" cieszą, ale kiedy ma się świadomość, że rywal mógł mieć dwie "jedenastki" i wynik mógł być inny, to to ta słodycz jest trochę mniej słodka. Maciej Ryszka, BlogFCB.com Schemmerberg, Niemcy maciej.ryszka@blogfcb.com

Bez Pepa i pomysłu


Xavi

40

WYWIAD

jest tylko

1eden

Wywiad z Mateuszem Bystrzyckim Po rozpoczęciu pracy przez Gerardo Martino komentator telewizji ‘Sportklub’, Mateusz Bystrzycki, udzielił specjalnego wywiadu serwisowi dla magazynu ‘Barça Flash’. Jeden z najmłodszych sprawozdawców sportowych w Polsce, odpowiedział na szereg pytań dotyczących ewentualnych posiłków, które mogą spłynąć do stolicy Katalonii prosto z Argentyny. PAWEŁ WRÓBEL: Czy gdyby miał Pan możliwość ponownego wyboru trenera z Argentyny, kiedy to świat obiegła informacja o nawrocie choroby Tito Vilanovy, to postawiłby Pan właśnie na Gerardo Tatę Martino - oczywiście nie mając tej wiedzy, którą posiadamy w chwili obecnej? MATEUSZ BYSTRZYCKI: Trudno o racjonalną odpowiedź na to pytanie. Wskazywanie innych kandydatur jest w jakimś sensie kwestionowaniem pracy Gerardo Martino, a  to postawa, której chciałbym uniknąć. Szanuję dotychczasowe wyczyny Argentyńczyka, i wcale nie mam tu na myśli jedynie epizodu barcelońskiego. Z dobrej strony El Tata dał się poznać również w Cerro Porteno, Libertad, reprezentacji Paragwaju czy Newell’s Old Boys. Poza omawianym spektrum chciałbym wskazać na dwóch, bardzo interesujących trenerów – znany wszem i wobec Marcelo Bielsa oraz Guillermo Barros Schelotto, aktualny coach Lanus, były pomocnik Boca Juniors Buenos Aires. Jakiego bramkarza, bądź maksymalnie dwóch, poleciłby Pan do Dumy Katalonii z Argentyny? Jeronimo Rulli i Agustin Marchesin. Bez dwóch zdań i  choćby cienia wątpliwości. 21-letni wychowanek Estudiantes La Plata jest materiałem na doskonałego golkipera – silny, dobrze zbudowany, świetnie czujący się w powietrzu, dysponujący pewnym chwytem, a do tego ma niezły refleks. Gorzej z jego grą nogami, a to w kontekście ewentualnego transferu do Barcelony kwestia co najmniej istotna. Z kolei 25-latek z San Cayetano nie wpuszcza między słupki El Granate Estabana Andrady,

Barça Flash Listopad 2013

który swego czasu znajdował się w orbicie zainteresowania kilku europejskich klubów. Znakiem firmowym Marchesina jest doskonały refleks połączony z gibkością, elastycznością ciała. Widoczne są jednak jego braki w grze na przedpolu. Kto najlepiej sprawdziłby się jako partner Gerarda Pique czy też Javiera Mascherano? Proszę wskazać zawodników różniących się od siebie choćby parametrami czysto fizycznymi, czyli rosłego, lepiej zbudowanego stopera na wzór Pickenbauera, a także nieco niższego, bardziej mobilnego i szybkiego defensora pokroju El Jefetico? Eder Balanta z  River Plate Buenos Aires to defensor w typie Javiera Mascherano. 20-latek z Bogoty jest silny, dobrze gra na wyprzedzenie i w powietrzu, choć nie należy do najtęższych zawodników. Ma ewidentne problemy w kryciu, nierzadko też łamie linię, co niweczy trud całej formacji. Ostatnio nie jest w dobrej dyspozycji, notuje łatwe straty i źle wyprowadza piłkę spod własnej strefy obronnej. Ciekawym piłkarzem jest również Lisandro Magallan, wychowanek Gimnasii La Plata, który chwilę po transferze do Boca Juniors Buenos Aires trafił na wypożyczenie do Rosario Central. Regularnie dopada go Kostucha, ale gdy tylko jest zdrowy, wywiera doskonałe wrażenie. Ponadto, warto zwrócić uwagę na Santiago Verginiego z Estudiantes La Plata. To jeden z ulubieńców Martino za czasów ich wspólnej przygody z La Lepra. Wysoki, dobrze grający ‘w piętrze’, świetnie wyprowadzający piłkę spod własnej bramki. 25-letni ‘produkt’ szkółki Velezu Sarsfield jest również przydatny przy stałych fragmentach gry.

Czy widzi Pan zatem Marka Bartrę jako superdefensora partnerującego za rok czy dwa Gerardowi Pique? Czy to ‘ten rozmiar kapelusza’, czy raczej zawodnik występując z numerem ‘15’ na koszulce podzieli los chociażby Andreu Fontasa? Jaką przyszłość widzi Pan dla urodzonego w Sant Jaume dels Domenys piłkarza? Jeszcze do niedawna wydawało się, że Marc Bartra powinien opuścić Camp Nou. Po debiucie u Pepa Guardioli Tito Vilanova zupełnie ‘odstawił’ wychowanka Barcy, traktując zdolnego młodziaka jak piąte koło u wozu. To był jeden z wielu błędów Tito, aczkolwiek to nie jest odpowiedni czas na rzeczową analizę pracy byłego piłkarza Celty Vigo. Bartra z konieczności wskoczył do składu i pokazał olbrzymią klasę i umiejętności. Występował w niełatwych pojedynkach, a mimo to z presją radził sobie po profesorsku. Inna sprawa, że najważniejsze spotkania – z Milanem i Realem Madryt - oglądał z ławki rezerwowych, co jest symptomatyczne. Czas przyniesie odpowiedź na Pańskie pytanie. Bartra jest wychowankiem, więc w jakimś sensie powinien być uprzywilejowany. Na pierwszym miejscu canteranos, dopiero później transfer zewnętrzny. Wierzę w Bartrę i, co znacznie ważniejsze, Martino również przekonał się do defensora z Sant Jaume dels Domenys. Myślę, że w danej chwili dysponujemy czterema, solidnymi stoperami. Xavi Hernandez to niezaprzeczalny piłkarski geniusz, niestety czas płynie nieubłaganie i Generała niedługo trzeba będzie zastąpić. Czy podobny metronom tyka gdzieś w Argentynie?


W Argentynie trudno uświadczyć podobnego piłkarza. W Primera Division szkoli się albo klasyczne ‘dziesiątki’, albo też pivotów, ‘piątki’, które są łącznikiem między defensywą, a strefą kreacji akcji. Lucas Romero z Velezu Sarsfield robi to naprawdę dobrze, ale zdecydowanie za mało daje swojej ekipie ‘z przodu’. Z kolei Leo Paredes, bardzo zdolny playmaker Boca Juniors Buenos Aires, nie pracuje w obronie, a ponadto za rzadko podaje. Optymalnym wyborem w omawianej materii wydaje się Bruno Zuculini z Racingu Club de Avellaneda. 20-latek z Escobar doskonale gra bez przyjęcia, panuje nad piłką jakby ta była przeklejona do jego buta, a do tego dysponuje ciekawym prostopadłym podaniem. Nie zmienia to jednak faktu, że Xavi jest tylko jeden. W Hiszpanii i na całym świecie. Czy Cesc Fabregas może zastąpić Xaviego w skali ‘1:1’, czy poprzez inne warunki fizyczne, kompletnie różny styl gry nie pasuje na pozycję ‘szóstki’? Jak wyżej. Xavi jest niepowtarzalny, nie było i nie będzie drugiego takiego piłkarza. Generał jest absolutnie nie do skopiowania, nawet dla tak zdolnego piłkarza, jakim jest rzeczony Cesc Fabregas. Namaszczanie kolejnych piłkarzy etykietą ‘drugi Xavi’ nie jest dobrą praktyką. Tak dla Generała, jak i potencjalnych następców. Xavi zasługuje na szacunek i zaufanie, bez względu na wszystko. Cokolwiek się wydarzy, on już zawsze będzie zwycięski. Jest symbolem złotego pokolenia La Masii, sercem Barcy, jej najlepszą wizytówką i w jakimś sensie boiskową kopią Pepa Guardioli. Kiedy Pep, po transferze do Brescii, żalił się, że piłkarze w jego typie wypierani są przez wybiegane ‘składy węglowe’, nie przypuszczał, że kilka lat później z najbliższej odległości, będzie miał okazję oglądać cherubinków o motylich nóżkach, którzy zdominują światowy futbol. Wysoki snajper w Barcy – tak czy nie? Jeśli tak, to kto z Argentyny, jeśli nie to dlaczego? Od momentu, gdy niepodrabialna, doskonała Barcelona Guardioli zaczęła odnosić sukcesy, najtęższe trenerskie rozumy zastanawiały się, jak utrudnić nam boiskowe życie. Poprzednie dwa sezony pokazały, że rewelacyjna mikstura Blaugrany została rozszyfrowana. Wierność względem stylu i tożsamości klubu sprawia, że Barca staje się niekiedy niewolniczką swojej koncepcji.

Barceloński sposób na wygrywanie jest najlepszy na świecie, stał się wzorem do naśladowania i powodem do dumy, ale drużyna potrzebuje planu B, wytrychu. Sprzedaż takich graczy jak Yaya Toure czy Zlatan Ibrahimović ograniczyła charakterystykę Barcelony do wąskiego, ściśle określonego pomysłu na grę. On jest ciągle najlepszy, najefektowniejszy, przynosi dumę i chwałę i nie należy się tego wyzbywać, ale czasami, w trudnych pojedynkach, Barca musi grać skuteczniej, w sposób wyrachowany, bardziej bezpośredni. Nie będzie to oznaczało wyrzeczenia się swojej tożsamości i wystąpienia przeciwko dotychczasowym wartościom. Inna sprawa to kwestia mentalności i  głodu zwycięstw. Ta grupa jest już wygrana i nie można dziwić się ewentualnym brakom w tej materii. To też są tylko ludzie, podatni na zmęczenie, znużenie czy nasycenie przebywaniem na szczycie. Dlatego też, aby wróciła intensywność gry i wynikający z tego pressing - kluczowy dla istoty Barcy - potrzebujemy nowych impulsów, personaliów czy wariantów taktycznych. Ewolucji, ciągłego doskonalenia, a nie rewolucji czy przewrotu.

Xavi jest tylko jeden

Co taki nieskazitelny projekt jak Duma Katalonii mogłaby zaadaptować z południowoamerykańskich ekipy, czy jest coś co zespoły z kontynentu Messiego i Neymara robią zwyczajnie lepiej? Nie sądzę, żeby w Ameryce Południowej cokolwiek wyglądało lepiej niż w Barcelonie. To Barca jest wzorem i inspiracją. Powinniśmy być z tego dumni. Pytanie przyszłościowe: czy marzy się Panu pojedynek na przykład w finale Klubowych Mistrzostw Świata w 2014 roku Blaugrana vs…. No właśnie kto i dlaczego? Newell’s Old Boys. Były klub Gerardo Martino, w którym pracował jako zawodnik i trener. Mój wybór padł na La Lepra także dlatego, że pod wodzą Alfredo Bertiego Newell’s nadal podążają ścieżką nakreśloną przez Martino. To najefektowniej grający team Primera Division. Rozmawiał Paweł Wróbel Barca.pl pawel.wrobel@barca.pl


42

OKIEM RYWALA

Próbując określić go jednym słowem, trzeba byłoby użyć terminu 'rodzynek'. Drugiego takiego piłkarza próżno ze świecą szukać. Nadzwyczajnie przystojny, ale z urody bardziej niż piłkarza przypomina muzyka śpiewającego niezwykle dźwięczne i romantyczne piosenki. Nie spędza wolnego czasu na pokazach mody czy imprezach dla celebrytów. Znacznie łatwiej spotkać go w bibliotece. Nie lubi, gdy myśli się o nim jak o stereotypowym piłkarzu. Nic dziwnego, w końcu jest zupełnie inny. Madryckie próby zaistnienia Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w słynnej La Fabrice. Wielokrotnie nazywany był największą perełką szkółki Realu Madryt, a kibice z utęsknieniem czekali, aż El Pirata dojrzeje i zadebiutuje w pierwszej drużynie Królewskich. Zanim jednak do tego doszło, Esteban Granero został mistrzem Europy do lat 19 na turnieju rozgrywanym w Polsce. Po dwóch latach gry w drugiej drugiej drużynie Królewskich młody Hiszpan został najpierw wypożyczony, a później sprzedany do Getafe, w którym spędził kolejne dwa sezony. Granero na Coliseum Alfonso Perez radził sobie na tyle dobrze, że włodarze jego macierzystego klubu zdecydowali się na odkupienie go za 4 miliony euro.

OKIEM RYWALA:

ESTEBAN

GRANERO - WYPŁYNĄĆ NA SZEROKIE WODY Człowiek inny niż wszyscy. Nietuzinkowy, intrygujący oraz inteligentny. Piłkarz na tyle co dobry, co nieszczęśliwy. Historia Pirata z Madrytu.

Barça Flash Listopad 2013

Po powrocie na Santiago Bernabeu El Pirata był ważną postacią zespołu Manuela Pellegriniego, ale wraz z objęciem przez Jose Mourinho sterów w Madrycie, Granero notował coraz mniej występów. W mistrzowskim sezonie 2011/12 zagrał już tylko nieco więcej niż tysiąc minut i postanowił zmienić otoczenie. Bez pretensji do nikogo, bez żadnego żalu podjął decyzję o odejściu z klubu, w którego plany po prostu się nie wpisywał. Do tej pory podkreśla ogromny szacunek, jaki okazywali mu zarówno Florentino Perez, jak i Jose Mourinho. „ Jeśli nie jesteś wystarczająco dobry, musisz szukać drogi za granicą. Najważniejsze jest to, w jaki sposób Real Madryt pomagał wychowankom, którzy są teraz w drużynie, jak Casillas czy Arbeloa. I także to, jak pomagano tym, którzy są teraz poza domem, jak w moim czy Juana Maty przypadku. To nie jest wina Realu Madryt. “

Nieudana przygoda w Londynie Esteban potrzebował zmiany otoczenia i zdecydował się na przeprowadzkę na Loftus Road, gdzie Tony Fernandes budował naprawdę ciekawą drużynę. W sezonie 2012/13 barw e Hoops bronili między innymi Julio Cesar, Fabio, Adel Taarabt, Park Ji-Sung, Andros Townsend, Loic Remy czy Bobby Zammora. Tak silny zespół, poparty pieniędzmi bogatego prezesa klubu był spisany na sukces. Ku zaskoczeniu wszystkich, maszynka do wygrywania prowadzona najpierw przez Marka Hughesa, a następnie Harry’ego Redknappa nie włączyła nawet drugiego biegu i z czterema zwycięstwami w całym sezonie z hukiem spadła do e Championship. Po nieudanym sezonie w Anglii Granero po raz kolejny był zmuszony do zmiany barw klubowych. Agent piłkarza od razu po zakończeniu sezonu poinformował media, że jego klient nie zamierza grać w drugiej lidze i poszuka sobie nowego miejsca pracy. „Dla mnie najważniejszy jest futbol. Pieniądze nigdy nie były dla mnie na pierwszym miejscu. Na tę chwilę nie za bardzo widzę siebie w drugiej lidze. Uważam, że to nie będzie dla mnie odpowiednie miejsce. Mówię to z pokorą.” Sociedad jego miejscem na ziemi? Po wielu tygodniach poszukiwania nowego klubu, Esteban Granero ostatecznie został wypożyczony do Realu Sociedad. Ponadto włodarze z Estadio Anoeta zapewnili sobie możliwość definitywnego wykupu piłkarza z Londynu. Wydawało się, że malownicza miejscowość położona nad Zatoką Biskajską będzie miejscem, które w końcu przyniesie Hiszpanowi szczęście. Początek sezonu był dla Basków szczególnie udany – po wyśmienitym dwumeczu z Olympique Lyon udało im się awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Granero powoli wchodził do zespołu i w obydwu spotkaniach dostał od trenera szansę występu. W następnych tygodniach wychowanek Królewskich grał coraz częściej, a mecz z Levante rozpoczął w pierwszym składzie. Trzy dni później w spotkaniu z Szachtarem Donieck El Pirata


skromny i ułożony mężczyzna, który zawsze kieruje się tym, co mówi mu jego umysł. Debiut w barwach Realu Sociedad w wieku 26 lat wydawał się być początkiem nowego, udanego okresu w jego karierze. Poważna kontuzja, której doznał, prawdopodobnie przekreśla jego szansę na zaistnienie w świecie wielkiej piłki i debiut w reprezentacji Hiszpanii. Do tej pory Granero występował w pięciu młodzieżowych zespołach La Furia Roja, jednak nigdy nie dostąpił zaszczytu gry w dorosłej kadrze. Esteban Granero – rodzynek. Piłkarz, na którego Instagramie możemy zobaczyć dzieła sztuki i zdjęcia książek, które dodaje do swojej domowej biblioteki. Zawodnik, któremu gra w największym klubie na świecie nie przeszkodziła w zdobyciu licencjatu z psychologii. Granero to również wielki madridista. Rzadko który były piłkarz Królewskich jest tak bardzo oddany klubowi i podkreśla to we wszystkich wypowiedziach. Wierny białym barwom wciąż ma nadzieję, że jeszcze kiedyś w nich zagra. wszedł na murawę dopiero w 81 minucie zmieniając Xabiego Prieto, ale nie dość, że nie zdołał odmienić losów spotkania, to w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry doznał kontuzji. Na początku wydawało się, że Granero doznał lekkiego uszkodzenia więzadeł, jednak po przejściu odpowiednich badań okazało się, że Hiszpan zerwał więzadła krzyżowe w prawym kolanie, co eliminuje go z gry na co najmniej kilka miesięcy.

Przybliżając sobie sylwetkę El Piraty warto przyjrzeć się jego zdjęciom i posłuchać piosenki, którą on sam zakwalifikowałby jako ścieżkę dźwiękową swojego życia. Joaquín Sabina w utworze „Tan joven y tan viejo” śpiewa, że jest tak młody i tak stary jak Rolling Stonesi. Czy z Granero nie jest podobnie? Niby dopiero rozpoczął poważną piłkarską karierę, a już niedługo może okazać się, że nigdy nie zdąży wzbić się ponad przeciętność, która przecież nie była mu pisana.

„Real to część mojego życia i zawsze tak będzie. Nie wiem czy wrócę tam jeszcze grać, ale to nie jest ważne. Liczy się to, że zawsze będę związany z Realem duchowo, bo to część mnie. Chcę czy nie, to już kawałek mnie.”

Na swoim twitterowym koncie Esteban odlicza dni spędzone na rehabilitacji i dzieli się przemyśleniami na temat kontuzji ze swoimi fanami. Oby odliczanie skończyło się jak najszybciej, a zła passa odeszła w niepamięć.

W oczekiwaniu na wielki powrót Esteban Granero to niezwykły przykład piłkarskiej kariery. Bardzo utalentowany pomocnik, któremu od początku kariery brakowało szczęścia. Jego piłkarskie niepowodzenia nie były konsekwencją braku profesjonalizmu. Granero nie jest jednym z wielu piłkarzy, którzy przegrali swoją karierę w nocnych klubach. Nie jest też typem człowieka, który ma do kogokolwiek pretensje. To bardzo

El Pirata – jesteś wyjątkowy i miejmy nadzieję, że zagrasz kiedyś w czerwonych barwach obok swojego przyjaciela i wielkiego idola, Xabiego Alonso. *** Darek Kosiński (@DarekKosiski) jest fanem Realu Madryt od 2001 roku, jego ulubionym piłkarzem od zawsze był i jest Zinedine Zidane, lubi czytać książki, pić dobre piwo i nie znosi nurkowań Busquetsa.

Okiem rywala: Esteban Granero - wpłynąć na szerokie wody

O klubie wiemy wszystko!


44

ROZRYWKA A TAK MO¯E B Z Y Z PI£ ATAÑCZ YÆ KA BET RZAMI ISu?

IE PATRZCKI JAK CH£OPACZÊ! TAÑ

TO SOB TANCE IE ODPOC RZ ZNIE...

Barça Flash Listopad 2013

TAK!


BYSTRE OKO Popisz się spostrzegawczością i weź udział w naszej zabawie! Co miesiąc w magazynie Flash BlogFCB publikowane będą dwa (prawie) identyczne zdjęcia. Waszym zadaniem jest znalezienie

pięciu różnic

między oboma zdjęciami. Graficy Flash BlogFCB bardzo się postarali, aby zabawa była trudna i wymagała maksymalnego skupienia. Wszystko dlatego, ponieważ ta gra jest warta świeczki! Jedna osoba, której dopisze największe szczęście, wygrywa dowolną koszulkę ze sklepu BlogFCB.com (adres: http://www.blogfcb.com/sklep). Jakie są zatem zasady zabawy? Wyślij do nas na redakcja@blogfcb.com poprawinie wyartykułowane różnice między oboma obrazkami. Jedynie precyzyjne i dokładne określenia różnic będą brane pod uwagę:, np. “Górne zdjęcie: Na lewym uchu u Xaviego nie ma włosów”. Drogą losowania wybierana będzie jedna osoba, która poprawnie poda wszystkie pięć różnic. Wyniki ogłaszane są w kolejnym numerze Flash BlogFCB. Życzymy powodzenia! Zwycięzcą w naszym czerwcowym Bystrym Oku okazał się Czytelnik o nazwie mejla: daisy17@*****.com.Gratulujemy i prosimy o napisanie do nas na redakcja@blogfcb.com

Bystre Oko


46

ROZRYWKA

QUIZ Paweł Szczudło pawel.szczudlo@blogfcb.com

2. Victor Valdes zachował w Champions League 47 razy czyste konto. W ilu spotkaniach w tych rozgrywkach wystąpił?

A: Carles Puyol

B: Xavi

A: 90

B: 107

C: Victor Valdes

D: Pep Guardiola

C: 120

D: 135

3. Ile spotkań rozegrał w Barcelonie zakupiony w 2011 roku Ibrahim Affelay?

4. Ile spotkań w barwach pierwszej drużyny Barcelony rozegrał Pepe Reina?

A: 10

B: 8

A: 30

B: 10

C: 15

D: 20

C: 2

D: 9 Odpowiedzi: 1:B 2:B 3:D 4:A

1. Który zawodnik Barcelony ma najwięcej występów w El Clasico?


STARCIE GWIAZD

47

Raphael

VARANE W  listopadowym numerze porównujemy sylwetki dwóch, prawdopodobnie, przyszłych gwiazd Realu Madryt i FC Barcelona. Mowa tutaj o dwóch młodych stoperach, Raphaelu Varanie i Marku Bartrze. O tym, skąd wziął się młody Francuz w Madrycie wie każdy, kto oglądał Superpuchar Hiszpanii w TVP1. Klasyczny tekst Pana Dariusza Szpakowskiego: “Młodego Varane polecił nie kto inny jak Zinedine Zidane”. 21 września 2011r. stoper zadebiutował w  meczu ligowym w  barwach “Los Blancos”. W Santander “Królewscy” zremisowali 0-0. W sezonie 2011/2012 urodzony w Lille zawodnik zadebiutował również w Lidze Mistrzów w wygranym 3-0 meczu

z Ajaxem Amsterdam. Jeśli zliczyć wszystkie występy w tym sezonie, to Varane zagrał 1987 minut. W tym wieku Marc Bartra nie mógł liczyć na tyle szans. Dwa lata starszy Barcelończyk w wieku 18 lat miał zaledwie 300 minut w seniorskiej piłce, w tym tylko 31 minut w lidze hiszpańskiej. W kampanii 12/13 (19/20 lat) w zespole Mourinho Raphael odgrywał coraz większą rolę - ponad 1100 minut w La Liga i 917 w Lidze Mistrzów pokazują, jak ważnym ogniwem jest młodzian. W tym samym sezonie Bartra miał na koncie niecałe 800 minut w obu tych rozgrywkach, mniej niż zawodnik Realu w samej Champions League. To pokazuje, jak ani Guardiola, ani Vilanova nie ufali urodzonemu w Sant Juame dels Domenys środkowemu obrońcy.

Varane może być stoperem kompletnym. Gra dobrze głową, ma chłodny umysł - w przeciwieństwie do starszego kolegi z obrony, Pepe - w miarę dobrze wyprowadza piłkę. Czego chcieć więcej? Jedynie doświadczenia, ale to z czasem z pewnością przyjdzie, gdyż mimo że wrócił po kontuzji, to twardo stawia na niego Carlo Ancelotti oraz selekcjoner seniorskiej kadry Francji, Didier Deschamps. Marc Bartra wciąż występuje tylko w reprezentacji młodzieżowej, ale co może cieszyć - z sukcesami. W tym roku został on Mistrzem Europy do lat 21, lecz miejsce w dorosłej kadrze to jak na razie tylko marzenie. Sergio Ramos oraz Gerard Pique wyglądają na nie do ruszenia w reprezentacji Vicente del Bosque. Adam Wielgosiński BlogFCB.com adam.wielgosinski@blogfcb.com

Marc

BARTRA



BarçaFlash Listopad 2013