Issuu on Google+

ZUZKA I EMURIEL


Specjalnie dla Zuzi z okazji jej Chrztu Świętego opowieść tę napisała Katarzyna Filipek-Herniczek, a zilustrowała Kasia Kukla-Puzoń Zakopane, 12 sierpnia lipca 2010 roku

© Bajkopisarze.pl, Kraków 2010 ISBN 978-83-61145-40-0


ZUZKA I EMURIEL

Kochanej Zuzce, Mama Chrzestna ciocia Ewa


Aniołek siedział nad brzegiem niebiańskiego strumyka i leniwie moczył stopy. Woda była ciepła, słońce cudownie przygrzewało, ale on nie miał dobrego humoru. – Eh, nudzę się – pomyślał. – Inni mają tyle zajęć i to takich ważnych… A ja? – Emurielu, co się stało? – Anioł Michał zbliżył się do niego, lekko unosząc się nad chmurką. Aniołek poderwał się na równe skrzydełka. – Nic, nic – tylko że… inni mają takie ważne zajęcia, pracują, za coś odpowiadają, a ja… – Emuriel smętnie opuścił głowę i kopnął patyczek. – A ja pomagam wiewiórkom, gdy się posprzeczają, ratuję biedronki, wkładam do gniazd małe ptaszki, gdy z nich powypadają. Chciałbym wreszcie robić coś ważnego. – Emuriel podniósł wzrok i spojrzał na Anioła Michała. – Coś naprawdę ważnego – powtórzył…


Anioł Michał się uśmiechnął. – Wszystko jest ważne. Kiedy pomagasz najmniejszemu z najmniejszych to jest to równie ważne, jak pomaganie największemu. Biedronka czy słoń. Nie ma znaczenia. Ważne, że pomagasz… – Ale wiesz, o co mi chodzi… Ja bym chciał się opiekować ludźmi… – Tak, wiem Emurielu. A ty wiesz, że to niezwykła praca – Anioł Michał nie dokończył, bo Emuriel wzbił się w powietrze, zaczął wywijać ósemki. – Wiem, wiem. To wspaniałe zadanie – pomagać człowiekowi, żeby nie upadał, żeby nie zgubił drogi, żeby się nie spóźniał… – Tak, to rzeczywiście wspaniałe zadanie, ale bardzo, bardzo odpowiedzialne. Trzeba pomagać, ale nie przeszkadzać… Trzeba być, ale się nie narzucać. Potrafisz tak? – Anioł Michał spojrzał na Emuriela.


– No, no… – Emuriel znów zajął się patyczkiem na ścieżce. – Myślę, że tak… – Bardzo się z tego cieszę – opiekun Emuriela się uśmiechnął. – Bo właśnie mam dla Ciebie ważną wiadomość. Uznaliśmy, że jesteś gotowy… – Gogogotowy? Do czego? Mogę na Ziemię? – Emuriel znów podskoczył, ale uderzył głową w najniższą gałąź drzewa i wpadł do strumyka. Po chwili zmoknięty, lecz bardzo podekscytowany był na brzegu. – Tak, na Ziemię. Ale taki mokry nie możesz wyruszyć. Zmoczysz swojego podopiecznego – roześmiał się Anioł Michał. – Tak, tak – zaraz się wysuszę. Uradowany aniołek pofrunął szybko w górę i latał przez dłuższą chwilę, póki nie wyschły skrzydełka, włosy i sukienka. Kiedy zdyszany stanął przed swoim opiekunem, Anioł Michał wziął go za rękę i poprowadził do bramy.


Emuriel spojrzał w dół. Tam na dole toczyło się życie. Życie na Ziemi. Tylu ludzi, tyle zdarzeń. Dziewczynka szukała w parku pieska, który jej zaginął. Staruszka nie wiedziała, jak przejść przez ruchliwą ulicę; ktoś jeździł na rowerze. Oj, trochę za szybko. Emuriel się przestraszył i zasłonił oczy: – Czy ja sobie poradzę? Może jeszcze nie? Czy będę wiedział, co robić? – Nie martw się, będziesz. Każdy Anioł Stróż to wie – Anioł Michał poklepał aniołka po ramieniu, a potem założył Emurielowi łańcuszek na szyję… – Proszę, jest twój. Od dzisiaj jesteś Aniołem Stróżem. – A kogo? Kogo będę pilnował? Skąd będę wiedział, że to ten człowiek? – zapytał cichutko. – Tym się nie martw, od razu będziesz wiedział. Bycie Aniołem Stróżem to dar. Na pewno rozpoznasz…


Emuriel westchnął i wyszedł za bramę. Cieszył się bardzo, ale martwił zarazem, czy podoła tak odpowiedzialnemu zadaniu. Chwilę później był na Ziemi. Wędrował ulicami miasta. Zajrzał do kawiarni i do księgarni. Przyglądał się przechodniom. Jedni dokądś się spieszyli, a inni nie. Jedni się uśmiechali, inni nie... Aniołek lubił być wśród ludzi. Lubił gwar rozmów, śmiechy... Uwielbiał te swoje niespieszne wędrówki. Wędrował długo, zaglądał w przeróżne zakamarki. Wiedział, że wszędzie można znaleźć coś ciekawego; a  to wspaniała kamienica, a to ciekawy kościół, a czasami zwykła, mała rzecz. O, jak chociażby ta stara pompa! W końcu zmęczony przysiadł na ławce. Tak..., mógłby patrzeć na ten świat godzinami. Mógłby, ale musi już iść.

Tylko dokąd?


I nagle usłyszał TEN dźwięk. Najpierw cichy a potem wszechogarniający… To krzyk powitania. Emuriel szybciutko pofrunął w kierunku, skąd napływał ten dźwięk. Do szpitala.

Przysiadł, jak gołąb, na parapecie. – Tak, to tutaj – pomyślał i uśmiechnął się. Najpierw popatrzył sobie z daleka, ale po chwili odważył się i wszedł do środka. Usiadł na krawędzi szpitalnego łóżka i podziwiał: podziwiał małą istotę, która witała się z Rodzicami, tak jak potrafiła. Krzykiem. Emuriel podfrunął całkiem bliziutko. Mama i tata wpatrywali się w swoją córeczkę. Aniołek też się wpatrywał.


– Witaj, Zuziu (nie pojmował skąd wie, jak ma na imię ta mała dziewczynka, ale wiedział), jestem Emuriel, twój Anioł Stróż. Będę z Tobą przez całe życie i zobaczysz, wszystkiego Cię nauczę. To jest mama – Małgosia. A to tata – Rafał. Prawda, że wspaniali? Chyba już się w Tobie zakochali. Spójrz, jak na Ciebie patrzą. Będę z Tobą zawsze. Nauczę Cię łapać zabawki, ciągnąć mamę za włosy i tatę za nos… Będę Cię trzymał za rękę, kiedy spróbujesz wstać, razem nauczymy się mówić. Pokażę Ci wszystkie kolory świata, zapachy, kwiaty, motyle, ptaki… Emuriel opowiadał i opowiadał, a Zuzia słuchała i słuchała, aż w końcu zasnęła… Aniołek uśmiechnął się delikatnie, ucałował Zuzkę w małe czółko i ponownie przysiadł na krawędzi łóżeczka. Był Aniołem Stróżem! A to była jego podopieczna. Śliczna i maleńka.


Od tego dnia aniołek miał pełne ręce roboty. Pomagał małej Zuzi poznawać świat, śpiewał jej przed snem niebiańskie kołysanki, czule przytulał, gdy ta się niepokoiła. Pewnego pięknego dnia był z niej szczególnie dumny. W niedzielę 12 sierpnia 2010 roku razem z Zuzanną, jej Rodzicami i całą Rodziną wyruszył do kościoła w Zakopanem. To był ważny dzień dla Zuzi; pierwszy raz od narodzin, miała tak namacalnie spotkać Pana Jezusa. Emuriel był wzruszony i zaniepokojony: czy Zuzka się nie przestraszy? czy woda nie będzie za chłodna? Na wszelki wypadek nieustannie szeptał jej do ucha uspokajające słowa: – To wspaniała chwila! Sam Bóg się z Tobą przywita i obejmie swoim ramieniem. Przytuli, tak jak Mama i Tata. Teraz już zawsze będziesz blisko Niego. A ja będę z Tobą.


miejsce na zdjęcie z Chrztu Świętego


Kochana Zuziu! W tym niezwykle ważnym dniu, życzę Ci, abyś zawsze znajdowała w sobie dobro, którym możesz się dzielić z innymi. Abyś na swej drodze spotkała wielu przyjaciół, na których zawsze będziesz mogła liczyć Mama Chrzestna Ciocia Ewa ©Bajkopisarze.pl, Kraków 2010


Emuriel − personalizowane, standardowe opowiadanie