Page 1


PANULKA i Wiejskie Czary Janka Malinowska ilustracje Rafał Dominik


Szara kotka bawiła się na łące. Lubiła biegać za motylkami i wygrzewać się na słońcu. Pewnego dnia zauważyła, że w ogrodzie sąsiadującym z łąką, ktoś podlewa kwiaty. - Co tam się dzieje? – pomyślała – przecież do tej pory dom stał pusty, nikt w nim nie mieszkał, a ogród radził sobie sam. Szara kotka przyglądała się nowym mieszkańcom. Młoda kobieta sadziła kwiaty, strzygła trawę, robiła porządki. Starsza pani nosiła kapelusz z szerokim rondem i otulając się szalem czytała książki. Kobiety były wesołe, często się śmiały. Starsza pani, codziennie stawiała przy płocie miseczkę z mlekiem. - Jakie smaczne – mruczała kotka – to dobrze, że ktoś miły zamieszkał w tym domu. Ogród wygląda teraz ładnie, a ja nie jestem głodna. Mijało lato, to był czas, kiedy szara kotka została mamą i miała malutką córeczkę. Znalazła schronienie w starej szopie do której nikt nie zaglądał. Kocia mama troskliwie opiekowała się małą kotką: opowiadała bajki, bawiła, karmiła i przytulała. Kiedy mała kotka już trochę podrosła, zaczęła wychodzić z mamą na spacery. Wieczorami wdrapywały się na wysokie drzewo, skąd obserwowały z ciekawością dom w ogrodzie. Nagle spostrzegły, że w ganku zamieszkał Jeż, dobry znajomy kotki. Młoda kobieta przyjęła Jeża bardzo gościnnie, poczęstowała słodkimi owocami, nawet postawiła koszyk z kocykiem do spania.


Kotka była zdziwiona, bo do tej pory mądry, stary Jeż stronił od ludzi, żyjąc samotnie pod jabłonką. W nocy, szara kotka zakradła się na ganek, żeby porozmawiać z Jeżem. - Witaj Jeżu, czy jesteś chory? - spytała. - Nie, świetnie się czuję, jak widzisz - odpowiedział Jeż. - Widzę, że się zmieniłeś. Przedtem, nigdy nie zbliżałeś się do ludzi i mnie przestrzegałeś, pamiętasz? - Sytuacja się zmieniła – odpowiedział Jeż - Dawno temu, mój dziadek przepowiedział, że w tym domu zamieszka młoda kobieta o imieniu Panulka. Będzie potrafiła rozmawiać ze zwierzętami i roślinami, będzie naszą przyjaciółką. - A kim jest starsza pani? – mruknęła kotka. - To jej babcia, nazywa się Mami, już z Panulką rozmawiałem, więc wiem. - Rozmawiasz z nią Jeżu? - zdziwiła się kotka. - Tak, Panulka i jej babcia rozumieją zwierzęta, a teraz pozwól, że położę się spać, bo jest bardzo późno. - Dobranoc Jeżu. Kotka wróciła do swojej małej córeczki. Długo mruczała coś pod nosem, zanim zasnęła. Rano podjęła decyzję. Weszła do ogrodu i głośno zamiauczała. - Panulko, chciałabym z tobą zamieszkać ! - Dobrze – Panulka uśmiechnęła się – jesteś miłą, piękną kotką, zamieszkajmy razem. Jeżeli pozwolisz, dam ci na imię Hestia. Tak miała na imię bogini grecka, która strzegła domowego ogniska. Kotka zgodziła się, przecież bardzo lubiła ciepłe miejsca.


Następnego dnia , Hestia przyprowadziła do domu małą córeczkę. Panulka nazwała ją Heniusią. I w ten sposób kotki, Hestia i Heniusia, zamieszkały w wygodnym domu Panulki. Od tej pory, Hestia wylegiwała się na wszystkich fotelach, szara kotka jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa - miała dom, córeczkę i Panulkę. Minęła zima. Dni stawały się coraz cieplejsze, w ogrodzie zaczynały kwitnąć pierwsze kwiaty, a kotki bawiły się wygrzewając na słońcu. Jeż rozbudził się z zimowego snu i chętnie spacerował po ogrodzie. Zaprzyjaźnił się z Panulką, często siadywali razem na tarasie, rozmawiali, opowiadali sobie rodzinne historie. Pewnej niedzieli po południu, kiedy Panulka piła herbatę, Jeż chrupał jabłko, a starsza pani drzemała w fotelu, przybiegła Hestia z Heniusią. - Panulko, nieszczęście wielkie. Przy furtce leży duży szczeniak, podobny do wilka, chyba jest chory! Panulka szybko pobiegła do szczeniaka. Był bardzo brudny, wychudzony i słaby. Panulka zawinęła pieska w sweter i zaniosła do domu. Szczeniak zapiszczał, że boli go brzuszek. Nawet kotkom zrobiło się żal tego malucha, chociaż trochę się go bały, bo Hestia i Heniusia nie były wielbicielkami psów. Panulka, dwa dni zajmowała się szczeniakiem, aż w końcu poczuł się lepiej. Wtedy go wykąpała, wyczesała i szczeniak zamienił się w puszystą kulkę, wyglądał jak mały niedźwiadek.


- Zobacz, jaki misio – powiedziała do Jeża. Jeż wpadł na pomysł – nazwijmy go Misio. - Chyba nie będziecie tutaj hodować psa – oburzyła się Hestia – wygląda ładnie i zdrowo, możemy go już oddać, nie wyobrażam sobie mieszkania z tym szczeniakiem pod jednym dachem. Za to Heniusia, młoda kotka, zaczęła bawić się z Misiem w łapanie ogona z szalonym bieganiem pod stołem. Jeż zastanowił się chwilę i poprosił Hestię na bok, żeby porozmawiać. Usiedli pod drzewem. - Wiesz Hestia, ja też jako Jeż , nie jestem tym zachwycony, ale z drugiej strony, kiedy Misiaczek podrośnie, będzie dużym Misiem. Panulka często chodzi na spacery do lasu, może lepiej żeby nie chodziła sama, Misiek mógłby jej towarzyszyć ... Hestia bardzo niechętnie, ale zgodziła się z Jeżem. Zrobiła to dla Panulki. I tak Misiek zamieszkał w domu, razem z Jeżem i kotkami. Heniusia była bardzo zadowolona, od rana do wieczora bawiła się ze szczeniakiem, potem nieprzytomni ze zmęczenia zasypiali. Hestia zawsze twierdziła, że są brudni i kiedy oni smacznie spali, ona zaczynała dbać o ich futerko. Jeż nie zajmował się Miśkiem. Myślał sobie – niech szczeniak przestanie wszędzie siusiać, bo nie lubię chodzić po mokrym, i niech choć trochę zmądrzeje. Panulka miała więcej pracy w ogrodzie, bo Miś w gonitwie za Heniusią, powyrywał większość tulipanów i wykopał dwa krzaki róży. Kupiła im kolorowe piłeczki, żeby mieli czym się bawić. Starsza pani zniosła cierpliwie utratę ulubionych rękawiczek, kompletnie zniszczonych przez Misia.


O dziwo Hestia wszystkich uspakajała – poczekajcie, zmądrzeją niebawem, to jeszcze dzieciaki, tak bardzo się brudzą. - I sami wokół brudzą – dodawał Jeż. Mijały dni, Misiek rósł jak na drożdżach i niestety rosły mu też zęby. To był bardzo trudny czas dla wszystkich. Zjadł dwie pary butów, nogę od krzesła, kilka desek w płocie, ale gdy zabrał się za fotel starszej pani, Jeż dał mu porządnego kuksańca, aż zabolało. - Słuchaj mały, ja tutaj rządzę, a starszą panią i jej fotel trzeba szanować. Dosyć tego, od jutra zaczynamy szkolenie. Przy kolacji Jeż zawiadomił Panulkę, że to on będzie wychowywał Miśka, bo Panulka go tylko rozpuszcza i na wszystko mu pozwala. Hestia też przeprowadziła poważną rozmowę z Heniusią. - Heniusiu dosyć tych szalonych zabaw, musisz być bardziej poważna, zajmij się czyszczeniem swojego futerka i zamiast za kolorową piłeczką, biegaj za myszami... ja nie mogę wszystkim zajmować się sama, pamiętaj. Heniusia próbowała rozśmieszać kocią mamę fikołkami i wiszeniem na krześle głową w dół, ale Hestia udawała, że nie patrzy. Jeż pożyczył od starszej pani książkę pt. „Jak wychować psa”, bo Jeż do swojej pracy podchodził bardzo poważnie. Następne dni Jeż sprawdzał jakie Misiek ma zdolności, żeby je ewentualnie rozwijać. Najpierw była próba śpiewu, ale to nie był dobry pomysł. Jeż stwierdził, że Misiek nie ma specjalnych talentów artystycznych, chociaż może trochę aktorskie. Na przykład świetnie udaje, że ma chorą łapkę, lub że niczego nie rozumie. W tym ostatnim, zaczął się nawet specjalizować, ale na Jeża nie działało aktorstwo szczeniaka.


- Ja też jako Jeż, byłem bardzo dawno temu młody – mawiał do Miśka – i zmądrzałem, nauczyłem się wiele od mojego dziadka, a teraz ciebie wszystkiego nauczę. Sprawdzimy czy masz dobry węch, w tym celu wykorzystamy Heniusię. Ona będzie się chowała, a ty będziesz tropił ją nosem. Heniusia i Miś byli zachwyceni tymi zajęciami. Ona chowała się w najdalszych zakamarkach ogrodu, a on węszył i za każdym razem ją znajdował. Jeż był pod wrażeniem. Potem Heniusia chowała różne zabawki, które Miś bezbłędnie wynajdywał. Jeż doszedł do wniosku, że szczeniak jest wybitnym tropicielem. Nauka siadania była prosta. Miś nawet dziwił się, po co Jeż mu ciągle powtarza żeby siadał, ale ponieważ kochał Jeża, cierpliwie wykonywał ten „siad”. Miś z Heniusią, zmęczeni po dniach pełnych wrażeń, kładli się spać. - Wiesz Misiu, złapałam myszkę, moja mama była zadowolona. - Widzisz Heniusiu, jesteśmy bardzo zdolni. Ja biegałem za piłką, kilka razy usiadłem i się położyłem. To leżenie nazywa się podobno „waruj”. Wszyscy nas chwalili, ciekawe czego będziemy uczyć się jutro. Hestia robiła nocny obchód, sprawdzała, czy są czyści - no proszę, już nie brudzicie się tak bardzo, śpijcie dobrze dzieciaki. Heniusia wtuliła się w Misia i smacznie zasnęli.


- Dzisiaj pójdę z Misiem na spacer – powiedziała przy śniadaniu Panulka - pogoda jest piękna, może pozbieramy poziomki. Przed południem Panulka założyła Misiowi obrożę, przypięła smycz i poszli razem do lasu. W domu została starsza pani, Jeż i kotki. Mami w swoim pokoju, jak zazwyczaj usiadła w fotelu, owinęła się szalem i czytała. Jeż spacerował po ogrodzie. Hestia położyła się na łóżku starszej pani, mruczała jakieś kocie opowieści, aż w końcu przysnęła. Heniusia doszła do wniosku, że to ona musi opiekować się Mami. Z początku wierciła się starszej pani na kolanach, potem próbowała pomagać w przewracaniu kartek książki. Starsza pani zdjęła kotkę z kolan i zaproponowała, żeby koteczka zajęła się czymś bardziej pożytecznym. Heniusia chwilę pomyślała i zrozumiała – już wiem, upoluję coś dla Mami, będzie wesoło. Zniknęła na dłuższą chwilę i bez większych problemów złapała myszkę. Po cichutku weszła do pokoju, wskoczyła Mami na kolana i położyła prezent na książce. Starsza pani zbladła, potem zrobiła się bardzo czerwona. Mysz spadła na podłogę, starsza pani wskoczyła na fotel, krzycząc - ratujcie mnie! ratujcie ! ! Hestia stanęła na równe łapki, nie mogła zrozumieć, co się dzieje. Jeż jak strzała przyleciał z ogrodu, zjeżył wszystkie igły na plecach w obronie starszej pani. Heniusia jednym susem znalazła się na komodzie zrzucając wazonik z kwiatami. - Hestia, co się stało ! – fuknął Jeż. - Heniusiu, co się stało ! – miauczała Hestia.


- Przyniosłam myszkę dla Mami w prezencie, a prezent wszedł teraz pod komodę. Hestia szybkim ruchem łapki wyłapała mysz i wyniosła ją z domu. Jeż uspokoił starszą panią i namówił, żeby zeszła spokojnie z fotela i napiła się herbaty. Heniusia ze skruszoną miną siedziała na komodzie. Jeż spojrzał groźnie na kotkę i mruknął - z tobą porozmawiam później, tymczasem pomogę starszej pani. Kotka była bardzo wystraszona, uciekła z domu i schowała się na drzewie. Starsza pani zaczęła się śmiać z tego całego zamieszania. Tymczasem Panulka z Misiem wrócili ze spaceru. Wyglądali żałośnie, umorusani w błocie i cali mokrzy. Panulka miała wyjątkowo złą minę - tylko mnie o nic nie pytajcie, chcę mieć chwilę spokoju. Misiek szybko położył się na swoje miejsce i udawał, że śpi. - Oj, chyba mieli gorszą przygodę od nas – powiedział Jeż do Hestii. Panulka umyła się, przebrała i humor jej się od razu poprawił. Napisała kilka listów, poszła po zakupy do sklepu i przygotowała obiad. Mami opowiedziała Panulce historię z myszką. - A teraz, Panulko, opowiedz nam o spacerze – poprosiła Hestia. - No dobrze. Misiek ciągnął mnie niemiłosiernie, szczekając „tropię, tropię”. W końcu spuściłam go ze smyczy, żeby sobie pobiegał. Gdzieś uciekł , znalazłam go w rzeczce leśnej pełnej błota, piszczącego że się topi, bo nie umie pływać . Musiałam wejść do tej rzeczki i go wyciągnąć. Możecie sobie to wszystko wyobrazić, na szczęście nikomu nic się nie stało. - Chodź tu Misiu, trzeba cię wyczesać, bo wyglądasz okropnie. - Od jutra ćwiczymy chodzenie na smyczy – dodał Jeż.


Był wieczór, zaczął padać deszcz. Heniusia nie wróciła do domu. - Gdzie jest Heniusia? - spytała Panulka. - Wyszła do ogrodu, na pewno zaraz wróci – odpowiedział Jeż. Hestia zaczęła się niepokoić – przecież pada deszcz, dlaczego jeszcze jej nie ma. Robiło się coraz później, Heniusia nie wracała. - Idźcie poszukać małą kotkę – zdecydowała starsza pani - jest coraz chłodniej, zbiera się na burzę. Wyszli do ogrodu i zaczęli wołać Heniusię. Kotka płakała na drzewie, ale szum deszczu zagłuszał jej głos. - Co robimy? – spytała zdenerwowana Hestia. Panulka spojrzała na Misia – spróbuj ją wytropić. Miś przebiegł kilka razy przez ogród, ale niczego nie wyczuł - pada, wszystkie tropy są zmyte. Jeż zastanowił się i wymyślił – Misiu, jeszcze ci tego nie mówiłem, ale słuch masz też bardzo dobry, więc spróbuj ją usłyszeć. Znowu zaczęli wołać kotkę i prosić, żeby się odezwała, potem zapadła cisza. Misiek wsłuchiwał się w szum deszczu i nastawiał uszy. - Jest ! Słyszę, po prawej stronie na wysokiej brzozie. - Misiu, jesteś geniuszem – Panulka pochwaliła Misia – idziemy. Nie zważając na to, że są zupełnie przemoczeni, pobiegli pod brzozę. - Heniusiu zejdź !! – zawołała Panulka. - Nie mogę. - Dlaczego? – przestraszyła się Hestia. - Bo, wy mnie nie kochacie. - Ależ kochamy cię kotko, kto ci powiedział, że cię nie kocha zdziwiła się Panulka. - Jeż mnie nie kocha !


- Jeżu , powiedz jej, że ją kochasz, bo inaczej nie zejdzie, powiedz Panulka była stanowcza. Jeż fuknął z całych sił – kocham cię Heniusiu ! - Dziękuję ci Jeżu, ja was też. - No to zejdź wreszcie – krzyknęli chórem. - Nie mogę . - Dlaczego? – krzyknęli zgodnie. - Bo weszłam za wysoko, a teraz się boję, jest ślisko i mokro. - Zeskocz – prosił Jeż - Z tak wysoka? – zapłakała Heniusia. - Kot spada zawsze na cztery łapy – uspakajał Jeż. - Prawie zawsze – dodała szeptem załamana Hestia. - Pazurki mi się ze strachu wczepiły. Hestia starała się miauczeć spokojnym głosem – oddychaj głęboko, rozluźnij się, policz do trzech i skacz, tutaj jest miękka trawa, czekamy. Heniusia miaucząc w niebogłosy spadała z drzewa, na szczęście spadła na cztery łapki. Panulka natychmiast złapała ją na ręce i biegiem wrócili do domu. Zaczęła się szalona zabawa. Panulka próbowała wysuszyć kotki, Miśka i Jeża ręcznikami. Jeż udawał, że stroszy igły na plecach, a kotki z Miśkiem urządzali gonitwy wokół stołu. Mami przygotowała malinowe konfitury, na wszelki wypadek, przeciw przeziębieniu.


Potem Panulka rozpaliła ogień. - Chodźcie do mnie wszyscy – postawiła fotel Mami przy kominku. Ona i zwierzęta usiedli na dywanie. - Czy jest nam ciepło i wygodnie? – spytała Panulka. - Oh tak – mruknęli. - A wiecie dlaczego? .. bo jesteśmy szczęśliwą rodzinką - odpowiedziała sama sobie. - Kochamy cię Panulko. - Ja was też. Tego roku lato było piękne. Starsza pani zachwycała się kolorami kwiatów w ogrodzie, drzewami i krajobrazem. Jeż z wielkim poświęceniem uczył Misia chodzić na smyczy przy nodze. Wyglądało to dosyć komicznie, ponieważ Miś bardzo urósł i przypominał dużego wilka, natomiast Jeż wzrostem nie grzeszył. Ale duży Miś zawsze słuchał małego Jeża, bo Jeż ze względu na swój wiek i mądrość miał największy autorytet wśród zwierząt. Jeż powtarzał codziennie - pamiętaj to ty masz pilnować Panulkę, a nie ona ciebie. Heniusia też wydoroślała, była bardzo podobna do Hestii: takie same piękne zielone oczy, szare futerko i białe skarpetki na łapkach. Nadal bawili się z Misiem i razem zasypiali, a Hestia zawsze sprawdzała późnym wieczorem, czy są czyści.


Jeż przeniósł się z ganku do domu i sypiał pod łóżkiem Panulki, a właściwie w jej kapciach. Często z tego powodu wynikały nieporozumienia, bo Panulka wkładała stopy w Jeża. W końcu uszyła mu specjalny namiocik z materacykiem i wstawiła pod łóżko, tak powstała prywatna sypialnia Jeża. Panulka chodziła z Misiem na długie spacery do lasu. Odkrywali nowe ścieżki , polanki na których pasły się sarny, piękne stare drzewa i miejsca, gdzie żyły bobry nad rzeczką. Misiek był mądry, nauczył się od Jeża pilnować Panulkę i nie odstępował jej w lesie na krok. Przecież dał Jeżowi słowo honoru, więc nie mógłby złamać danego słowa. Pewnego wieczoru starsza pani, Panulka, Jeż, Miś i kotki, przyglądali się spadającym gwiazdom na niebie. Położyli się na trawie i patrzyli. Za każdym razem, kiedy widzieli lecącą gwiazdę czarowali sobie marzenia. Nie mogli oderwać oczu od nieba. - Noc spadających gwiazd - powtarzała Panulka. Jeż uśmiechał się pod nosem. I nagle brzęk .....huk stłuczonej szyby w domu. Misiek zjeżył sierść i zaczął bardzo groźnie warczeć. Heniusia z Hestią przytuliły się do Mami. Jeż postawił kolce, ale zachował zimną krew. - Misiek ze mną i z Panulką, idziemy - zarządził - koty zostają ze starszą panią. W domu, Misiek od razu stwierdził, że na parterze nic się nie stało, więc poszli na górę. Na piętrze był pokój gościnny i sypialnia Panulki. - W sypialni „czysto” – warknął Misiek. Ostrożnie otworzyli drzwi pokoju gościnnego.


Na podłodze leżało mnóstwo kawałków stłuczonej szyby i duży czarny ptak. - Nie wchodźcie, pokaleczycie łapki – ostrzegała Panulka. Szybko podmiotła potłuczone szkło, delikatnie podniosła ptaka, położyła na poduszkę i zniosła na dół. - Tak mi przykro, chyba nie żyje, jest cały pokaleczony, piękny duży kruk. Jeż dokładnie przyglądał się krukowi, był przejęty, widzieli, że łzy kręcą mu się w oczach i łapki trzęsą. W końcu wyszeptał. - Musimy go odratować, to jest przecież Kruk Lasu, ma złote piórko na czole. Misiek dotknął kruka - jeszcze trochę oddycha i serce, cicho, ale bije. Starsza pani z wypiekami na twarzy wydawała polecenia, jakby jej ubyło dwadzieścia lat. - Panulko, natychmiast obmyj go i wyjmij szkło z piórek. Heniusiu, nie przeszkadzaj, Misiu pilnuj. Zaczęli działać. Panulka ucałowała Mami – jesteś kochana ... Starsza pani zmieszała cukier z wodą, dodała kropelki na serce, podniosła głowę Kruka i wlewała do dzioba swoją miksturę. Panulka wyjmowała szkła z piórek i bandażowała rany. - Misiu, sprawdzaj jego serce – prosiła starsza pani. - Bije, bije mocniej i równo – cieszył się Miś. Jeż uspokoił się trochę, ale jeszcze ukradkiem wycierał łzy. Opiekowali się Krukiem całą noc. Starsza pani z Panulką podawały mu różne zioła, Misiek sprawdzał puls, koty mruczały lecznicze zaklęcia. Serce Kruka biło coraz mocniej, ale leżał nieprzytomny.


- To nic – uspakajała starsza pani – ma mocny organizm, obudzi się za parę godzin. A teraz zjedzmy dobre śniadanie i odpocznijmy, najgorsze za nami. Panulka pokroiła dla Jeża jabłko, dodała kilka winogron. - Chodź Jeżu, zjedz śniadanie i opowiedz nam o Kruku Lasu. - Ja Jeż, chcę wam podziękować za poświęcenie tej nocy i ratowanie Kruka Lasu. - Ależ Jeżu – przerwała Panulka – do rzeczy. Jeż usiadł wygodnie i opowiadał. - Kiedy byłem małym Jeżem, dziadek przyszedł pod jabłonkę i uczył mnie leśnego zaklęcia, mówił tak: Szanuj zawsze Kruka Lasu, bo to nadzwyczajny ptak. On zna w lesie każde drzewo, wszystkie drogi i jeziora, gwiazdy, rzeki i kamienie, wie gdzie góry są i morza. Kiedy ziemia była młoda, przybył tutaj jego przodek, sadził drzewa i las tworzył. Gdy zabraknie Kruka Lasu, drzewa będą tak tęskniły, że wypłaczą się z żywicy – wtedy zginie las i my. Jeż wzruszył się. Wszyscy byli pod wielkim wrażeniem tego opowiadania. Nastała cisza.


Kruk oddychał, ale cały czas był nieprzytomny. - Musimy go wybudzić – powiedziała poważnym głosem Mami - przynieście liście dębu i brzozy, gałązki świerku i trochę mchu. Panulka wzięła koszyk, pobiegli z Misiem do lasu. Wrócili najszybciej jak mogli. Starsza pani podłożyła mech i liście pod głowę Kruka, gałązki świerku pod skrzydła. - Kruku Lasu, obudź się, wstaje nowy leśny dzień – powtórzyła trzy razy. - Skąd znasz takie zaklęcia? – zdziwiła się Panulka. - Przeczytałam w starej księdze, którą kiedyś dostałam od mojej mamy. Minęło kilka minut, czekali , wpatrując się w Kruka. - Mrugnął oczami – zauważył Miś. - Kruku słyszysz mnie? – spytał Jeż. - Tak, tak - odpowiedział słabym głosem. - Otwórz oczy, proszę ... Kruk z wielkim wysiłkiem podniósł powieki, spojrzał na nich pięknymi złotobrązowymi oczami. - Wyleczymy cię, wszystko będzie dobrze - starsza pani położyła rękę na skrzydle Kruka - wszystko będzie dobrze, przyjacielu - powtórzyła jeszcze raz. Kruk Lasu z dnia na dzień wracał do zdrowia i stawał się silniejszy. Panulka i Mami bardzo o niego dbały, dostawał specjalne posiłki z ziołami i witaminami, musiał też codziennie po obiedzie odpoczywać – to na wzmocnienie serca – mówiły. Kruk zaczął powoli wychodzić do ogrodu na spacery ze starszą panią i Jeżem, razem lubili wspominać dawne dzieje .


Kruka Lasu często odwiedzała znajoma wiewiórka. Chodzili pod brzozę i rozmawiali o czymś szeptem, wydawało się, że Kruk Lasu wydaje jakieś polecenia, a wiewiórka przekazuje je dalej w lesie. Bardzo lubiła słodycze, więc zawsze dostawała od Panulki kawałek czekolady z orzechami. To był czas, kiedy na drzewach dojrzewały jabłka, gruszki i śliwki. Panulka przygotowywała podwieczorki, wszyscy siadali na tarasie i w popołudniowym słońcu rozmawiali, przebierając owoce na konfitury. Wczesna jesień zaczynała malować liście na złotoczerwone kolory, dni były spokojne. - Dobrze mi z wami, moi kochani – przyznał pewnego dnia Kruk Lasu ale muszę wracać do siebie, czuję się już silny, a obowiązki wzywają. Chętnie przylecę do was w przyszłym tygodniu na podwieczorek. - Ależ koniecznie, odwiedzaj nas – prosiła Panulka. - Dziękuję, dziękuję kochani za wszystko i las jest wam wdzięczny za uratowanie mojej skromnej osoby. - Kruku Lasu, to był dla nas zaszczyt, może jeszcze winogrono proponowała Mami. W końcu Kruk rozpostarł skrzydła, ukłonił się i poleciał do lasu. Wieczorem Panulka rozpaliła ognisko. Po pierwsze, żeby nie było smutno, a po drugie, żeby Kruk Lasu widział z daleka, że o nim myślą. Przy okazji były pieczone kiełbaski, przysmak Misia. - Tak, tak Panulko – mówił Jeż – to wielka sprawa poznać osobiście Kruka Lasu. - Las nie ma zaufania do ludzi, oj nie ma – westchnął.


Dni mijały dosyć wesoło. W ogrodzie spadały dojrzałe owoce, spadały z wiatrem złote liście z drzew, co bawiło Heniusię. Jeż czasem łapał jabłko na kolce, żeby wszystkich zadziwić. Wiewiórka odwiedzała Panulkę i machała puszystym ogonem - zobacz jak ładnie wyglądam, dzięki czekoladzie z orzechami, poczęstuj mnie jeszcze Panulko. Kruk Lasu przylatywał raz w tygodniu na podwieczorek. Opowiadał o swoich podróżach, o leśnych zmartwieniach i radościach. O tym, jak młodzież dzików zdeptała ulubioną łąkę saren, sarny są obrażone, więc teraz należy wszystkich pogodzić. A jeleń jest zakochany w łani, chodzi po lesie, nie chce jeść, tylko bardzo głośno śpiewa. Oburzona sowa prosi o ciszę. Młode koziołki są w tym roku grzeczne i nie niszczą drzew. Niestety stara sosna narzekała na zdrowie, dzięcioły próbują ją wyleczyć. - Kruku Lasu, ile ty masz zmartwień – dziwiła się Mami – może chcesz moje kropelki na serce? - Nie dziękuję, ale pamiętajcie, że pogoda może nagle się zmienić, mówiły o tym odlatujące bociany. - Przecież one zawsze coś klekoczą - śmiała się Panulka. Kruk Lasu musiał lecieć. - Wpadnę może za tydzień, uważajcie na siebie. Hestia z Heniusią wyszły na polowanie, reszta domowników zajęła się porządkami w ogrodzie.


Pewnego dnia Panulka postanowiła poszukać ulubionych grzybów Mami. - Misiu, zjedz śniadanie, pójdziemy na daleki spacer. Jeż nie był zadowolony – może zostaniecie, skończymy grabić liście. - Jeżu, chcę zrobić przyjemność Mami, ona lubi smażone rydze, będziemy mieć dobry obiad. Panulka z Misiem poszli do lasu. Pamiętali, że rydze rosły daleko, na małej łące. Mieli do pokonania kilka kilometrów. Trochę zmęczeni dotarli na miejsce, ale rydzów nie było. Poszli dalej, wąską ścieżką, której jeszcze nie znali. Szli dosyć długo, ścieżka była kręta, doprowadziła ich do następnej polanki. Miś powęszył w trawach - chyba są twoje grzyby Panulko, chodź zobacz. - Rzeczywiście, piękne rydze! Pozbierajmy. Miś świetnie wyszukiwał i pokazywał Panulce, gdzie zbierać. Mieli już pełny koszyk grzybów, więc postanowili chwilę odpocząć. Położyli się na trawie i ... zasnęli. Obudził ich zimny wiatr z deszczem, drzewa uginały się, niebo pokryły ciemne, grafitowe chmury. - Panulko wracajmy, szybko! W tym momencie deszcz zamienił się w grad, zrobiło się prawie ciemno, a do domu było naprawdę daleko. Kręta ścieżka przypominała krętą rzeczkę z lodowatą wodą. Panulka miała zupełnie mokre nogi, właściwie była całkiem przemoczona i zmarznięta. Misiek pospieszał - szybciej, musisz szybciej iść, dochodzimy dopiero do małej łączki, a chmury coraz gorsze.


I rzeczywiście, lodowaty wiatr przyniósł śnieżycę, zimno przeszywało Panulce ręce i stopy. - Misiu, ja już nie mogę, nic nie widzę w tym śniegu, nie wiem gdzie jesteśmy. - Zostaw koszyk z grzybami, jest ciężki i trzymaj mocno smycz, będę cię ciągnął. Panulka posłuchała Misia. Miś wiedział, że Panulka słabnie z zimna, że musi ją doprowadzić do domu. Śnieżyca nie ustępowała, konary drzew uginały się od wiatru, wszędzie słychać było trzask łamiących się gałęzi. Miś ciągnął Panulkę z całych swoich sił. Panulka nie czuła już nóg z zimna, ubranie przypominało lodowaty, mokry pancerz, zaczęła się potykać i przewracać. Miś robił co mógł, żeby jej pomóc, warczał, szczekał, żeby tylko szła do przodu. W końcu zaczął przeraźliwie wyć. Takiego wycia Misia jeszcze nikt nigdy nie słyszał. To było wycie Misia o ratunek. - Lesie, lesie ratuj nas ! - Ratuj Panulkę ! Usiadł przy Panulce i czekał. Dosyć szybko zjawił się Jenot. - Jestem posłańcem Kruka Lasu, przed wami stoi wielki dąb, idźcie tam. Panulka z Misiem ostatnimi siłami podeszli do dębu, oparli się o wielkie drzewo i wtedy... coś ich wciągnęło do środka. Przerażeni przytulili się do siebie nie rozumiejąc, co się z nimi dzieje. W jednej chwili znaleźli się w pięknej dębowej komnacie, tajemnicze światełka na suficie oświetlały wnętrze złoto-niebieskim kolorem. Ściany komnaty dekorowały misterne półeczki, na których rosły malutkie rośliny.


W naczynkach z kory widać było nasiona i suszone kwiaty. Były też miseczki z pszczelego wosku wypełnione miodem i nektarami. Panulka z Misiem siedzieli na miękkim dywanie z mchu. - Misiu, czy to sen? - Chyba nie, o ktoś się do nas zbliża.. Zobaczyli tajemnicze, małe istotki. Były smukłe, ubrane w lśniące zielone suknie, miały złote włosy. Poruszały się lekko, bezszelestnie, jakby fruwały w powietrzu. Otoczyły Panulkę i Misia. - Udało się, jesteście uratowani – Panulka usłyszała cieniutki głosik - proszę napij się nektaru, który doda ci sił. Delikatnymi rączkami podały drewniany kubeczek, Panulka wypiła różowy płyn. - I dla ciebie miseczka z nektarem, dzielny Misiu. Miś dokładnie wylizał naczynko – pyszne, pyszne – dziękował. - Kim jesteście? Aniołkami? – spytała nieśmiało Panulka. - Nazywamy się Diary, leśne Diary. Jesteśmy przyjaciółkami Kruka Lasu. Mieszkamy w tym wielkim dębie, opiekujemy się rzadkimi roślinami, leczymy drzewa, pomagamy owadom i zwierzętom. Dzisiaj pomagamy tobie.. - Niesamowite, wspaniałe i takie tajemnicze - Panulce zamykały się oczy ze zmęczenia – ojej, a co w domu? Muszą się o nas bardzo martwić. - Wysłałyśmy zaprzyjaźnionego Jenota. Ma grube futro i jest wytrwały, na pewno zawiadomił już waszą rodzinę, że jesteście z nami. Zostańcie tutaj, a my będziemy nad wami czuwać. Jutro rano wyjdzie słońce i wrócicie do siebie. Diary zaczęły nucić kołysankę.


To była najpiękniejsza muzyka jaką Panulka słyszała, przypominała dźwięk kryształowych dzwoneczków. Było ciepło i bezpiecznie. Diary wyczesały dokładnie Misia. Miś mruczał zachwycony dotykiem delikatnych rączek. Panulka czuła przez sen, że masują jej zmarznięte stopy i ręce, cały czas słyszała sekretną, niezwykłą muzykę. Obudził ją śpiew ptaków i światło wschodzących promieni słonecznych. Leżeli z Misiem pod wielkim dębem. Obok Panulki kołysały się na liściu dużej paproci tajemnicze Diary. Panulka spojrzała na Misia, wyglądał inaczej. Miał lśniące, wyczesane futro, a na grzywie misternie wplecione złote niteczki. - Misiu, wyglądasz dostojnie. - Panulko, ty też jesteś odmieniona, we włosach masz złote niteczki, bardzo ładne. - Napijcie się kwietnego nektaru, przed powrotem do domu częstowały Diary. Tym razem nektar miał kolor niebieski i łagodny, orzeźwiający smak. - Musimy was teraz pożegnać, niestety jesteśmy zajęte. Młoda sarenka skaleczyła kopytko, lecimy jej pomóc. Pozdrówcie serdecznie Jeża. Zanim Panulka zdążyła cokolwiek powiedzieć, rozpostarły przezroczyste skrzydełka i jakby odpłynęły w powietrzu. W domu wszyscy już wstali. Ku wielkiemu zdziwieniu Panulki i Misia w ganku stał kosz z grzybami. Na dużym liściu wetkniętym w grzyby Panulka przeczytała „Pozdrowienia. Jenot”


- Misiu, nasze rydze ! Ten Jenot jest bardzo uprzejmy. - O tak - ucieszył się Miś. Jeż usłyszał ich głosy , szybko przybiegł. - Witajcie ! Czy wy możecie sobie wyobrazić, jak myśmy się o was martwili? Na szczęście Jenot, posłaniec Kruka Lasu, przedostał się przez śnieżycę i wszystko nam opowiedział. - Jeżu, a czy ty możesz sobie wyobrazić jaką mieliśmy przygodę? - Mogę, Panulko, mogę. Ja też jako Jeż, spotkałem Diary. Coś mi wtedy wpadło do oka, a one mi pomogły. - A czy byłeś Jeżu w wielkim dębie? Jeż zrobił zazdrosną minę - nie, ale mój dziadek kiedyś tam był i mi opowiadał. Hestia z Heniusią przybiegły. - Misiu, jak ja za tobą płakałam - mruczała Heniusia i nie odstępowała Misia na krok. Mami, jeszcze w szlafroku, ucałowała Panulkę - wiesz, w głębi serca czułam, że las zaopiekuje się wami. Potem każdy chciał dostać, chociaż jedną złotą niteczkę. Miś podzielił się z kotkami, a Panulka z Mami i Jeżem. W domu rozchodził się zapach smażonych rydzów.


Od tamtego czasu Jeż chodził markotny, można nawet powiedzieć, że był niesympatyczny dla domowników. Fukał na kotki, ignorował Misia, z Panulką prawie nie rozmawiał. Czasami cały dzień siedział pod łóżkiem w swoim namiociku i coś sobie zapisywał. W trakcie posiłków robił złośliwe uwagi: o to, że Miś mlaszcze, że Panulka zaniedbała jabłonkę, że starsza pani za późno wstaje, że Hestia jest leniwa, a Heniusia głupia. Właściwie każdemu zrobił jakąś przykrość, atmosfera stawała się napięta. Panulka nie mogła zrozumieć, o co Jeż ma ciągłe pretensje i dlaczego jest taki niemiły. Zaczął stroszyć igły na plecach i niby przypadkiem kłuł domowników, a to już było nie do zniesienia. Panulka korzystając z okazji, że Jeż siedzi w swoim namiociku, zamknęła drzwi od pokoju, weszła pod łóżko do Jeża i groźnym głosem powiedziała - nie wyjdziemy stąd, dopóki nie powiesz mi, o co chodzi ! Dlaczego tak nas traktujesz?! - o co chodzi ! o co chodzi ! – przedrzeźniał Panulkę niegrzecznie. - Przyjechałaś sobie tutaj z wielkiego miasta i rozpychasz się wszędzie. Kruk Lasu za pan brat, Diary wielkie przyjaciółki, i nawet... i nawet.. byłaś w wielkim dębie! - a ja? – fukał - lata całe spisuję kroniki, uczę zwierzęta historii lasu, przekazuję mądrości mojego dziadka i jeszcze - Jeż zrobił się ciemny ze złości - i jeszcze nigdy tam nie byłem !! Panulka wyszła spod łóżka, mówiła cichym głosem - może masz rację, może nie zasłużyłam. Ale przecież to wszystko, spotkało mnie dzięki tobie. Gdybyś nie przyszedł, nie zaufał mi, w domu nie byłoby kotek, Misia, może nie wpadłby tutaj Kruk Lasu, nawet nie chcę myśleć jak by to było.. przykro mi.


Panulka wyszła z domu na spacer, była zmartwiona rozmową z Jeżem i jego złymi humorami. Nagle zjawił się przy niej Kruk Lasu. Panulka opowiedziała Krukowi o ostatnich wydarzeniach w domu. Kruk Lasu zmarszczył pióra na czole. - Już wiem Panulko, jak rozwiązać ten problem. Jutro zrobimy Jeżowi niespodziankę, ale musicie przyjść z nim do wielkiego dębu. - To dla Jeża za daleko, nie dojdzie – zmartwiła się. - Przynieś go w koszyku, ...pa, ...lecę... Następnego dnia Jeż, po długich namowach i prośbach, wszedł do koszyka. Panulka z Misiem, nic nie mówiąc, zanieśli go do wielkiego dębu. A tam nie wiadomo skąd, zupełnie bezszelestnie zjawiły się Diary. - Witaj Jeżu, czekamy na ciebie. Jeż zniknął za Diarami w wielkim dębie. Panulka z Misiem usiedli w cieniu drzew. Jeż oniemiały z zachwytu na widok dębowej komnaty, mrugał ze wzruszenia oczami. - Czy znów wpadło ci coś do oka? – pytały Diary - Przygotowałyśmy specjalny nektar kwiatowy, rozgość się, prosimy. Posłuchaj naszej muzyki, dzisiaj koncert tylko dla ciebie, Jeżu.


Diary zaczęły śpiewać, niektóre grały na leśnych dzwoneczkach i cieniutkich trawach. Ich muzyka była lekka, harmonijna, delikatna i piękna. Płynęła w przestrzeń kolorami tęczy. Panulka z Misiem też ją słyszeli i las wokół dębu wchłaniał w siebie te niezwykłe dźwięki. Kiedy Diary przestały śpiewać nikt nie śmiał się ruszyć, nawet żaden liść nie spadł z drzewa, ani ptak nie przefrunął, wszyscy byli oczarowani. W końcu Diary postanowiły przerwać ciszę. - Jeżu, mamy dla ciebie jeszcze mały prezent – i zawinęły na szyi Jeża złoty szaliczek – utkałyśmy z babiego lata i naszych niteczek, wiesz jak cenimy twoją wiedzę i przyjaźń. Jeż był wzruszony, zaszczycony, dziękował i dziękował, sam już nie wiedział co powiedzieć. Diary pożegnały Jeża i wyprowadziły z dębu. Panulka z Misiem jeszcze nie widzieli, żeby kiedykolwiek miał tak zadowoloną minę. Nadchodził wieczór, więc szybko wrócili do domu. Panulka z Mami przygotowały kolację, wszyscy grzecznie zjedli. Nikt o nic nie pytał. Domownicy wiedzieli, że ten dzień był dla Jeża wyjątkowy. Po kolacji, Jeż w złotym szaliku, spacerował po ogrodzie. Heniusia zasypiając wtuliła się w Misia. Mami z Hestią zamknęły się w pokoju i czytały książkę. Panulka, zmęczona po całym dniu poszła się położyć. Jeż przyszedł do swojego namiociku, ale był niespokojny.


Kręcił się, przewracał jakieś kartki, przy tym trochę hałasował, w końcu się odezwał. - Panulko, chciałem cię przeprosić za moje zachowanie. Gdyby nie ty, nie zobaczyłbym dębowej komnaty, nie usłyszał zaczarowanej muzyki i nie miałbym złotego szaliczka. - Jeżu, gdyby nie ty, nie mielibyśmy szczęśliwego domu, a to jest najważniejsze na świecie. Dobranoc, życzę ci złotych snów. - Ja tobie też - powiedział Jeż i wtulił się w szaliczek. Za oknem ciemna noc mrugała gwiazdami. Jeż zasypiał i wydawało mu się, że gdzieś z daleka słyszy tajemniczą kołysankę lasu. Z drzew opadły już liście, dni stawały się krótkie i chłodne, nadchodziła zima. Panulka z Mami siedziały przy stole, zajęte czytaniem listu od wujka Tadzika. Jeż zawsze ciekawy nowin, przysiadł się do Panulki. Wujek Tadzik był znanym podróżnikiem, zwiedzał dalekie kraje, więc jego listy były bardzo interesujące. - Słuchajcie, wujek nas odwiedzi – ucieszyła się Panulka – napisał, że zrobi nam niespodziankę, i że ktoś jeszcze będzie mu towarzyszył. W tym momencie przybiegła Heniusia - Panulko! Jenot jest w ogrodzie, chciałby z tobą porozmawiać. Misiek spacerował z Jenotem przy płocie i bardzo uprzejmie dał mu potrzymać w zębach swoją ulubioną zabawkę, czerwoną piłkę.


- Witaj Jenocie, dawno cię nie widziałam – Panulka wyszła przed ganek. - Witaj Panulko, wiesz, że lubię chodzić własnymi ścieżkami, ale Diary mnie do ciebie przysłały i proszą żebyś je jutro odwiedziła. - Oczywiście przyjdę. - Więc wracam do lasu, a czy mogłabyś rzucić Miśkowi czerwoną kulkę, chciałbym to zobaczyć. Panulka zaczęła rzucać piłkę. Misiek popisywał się przed Jenotem. Biegał i łapał piłkę w locie, pokazując przy tym, jaki jest sprytny. - Może i ty Jenocie spróbujesz - zaproponowała Panulka. Jenot trochę się wstydził, mówił, że to chyba nie wypada, ale dał się namówić. Był szybki i świetnie sobie radził. Potem Misiek i Jenot łapali piłkę na zmianę, w końcu zmęczeni położyli się pod brzozą. - Dobry z ciebie kolega, jeszcze się tak nie bawiłem. - Dzięki, ty Jenot też jesteś w porządku. Dotknęli się nosami. Panulka wiedziała, że zostali przyjaciółmi. Panulka i Mami, przejęte zapowiedzianą wizytą wujka Tadzika, starannie przygotowywały pokój gościnny. - Panulko, będziesz musiała pojechać po zakupy do miasta, a ja upiekę ciasto z jabłkami. - Tak, Mami, ale mamy czas, wujek przyjedzie za parę dni. - Już nie mogę się doczekać. Gdzie to on ostatnio podróżował? - W dalekich krajach, w Chinach, w Japonii, w Korei, chyba też odwiedzał Malezję.


- Jak myślisz, czy jemu się u nas spodoba? – martwiła się Mami. Podeszły do okna, Panulka objęła Mami ramieniem - zobacz, jaki piękny widok. Jeż zauważył, że starsza pani jest zmęczona, więc poprosił, żeby usiadła w fotelu i pokazała album ze zdjęciami. Hestia i Heniusia też chciały popatrzeć, wskoczyły swoim zwyczajem Mami na kolana. Starsza pani opowiadała dawne historie. Wieczór minął ciekawie i wesoło.


Tego ranka padał deszcz, drogę spowiła mgła. Panulka, mimo złej pogody, poszła z Misiem do lasu odwiedzić Diary. Doszli do wielkiego dębu. - Dzień dobry! - krzyknęła - już jestem! W mgnieniu oka, wielki dąb otworzył wrota do komnaty. Witając się z Diarami, weszli do środka. Usiedli wygodnie na miękkim, zielonym dywanie. Misiek oblizywał się łakomie, na myśl o misce pełnej pysznego nektaru. - Misiek przestań, to nie wypada - szepnęła Panulka. Ale Diary zaraz poczęstowały gości niezwykłym nektarem koloru kwitnących fiołków, a smakiem przypominającym poziomki. Panulka zauważyła, że w dębowej komnacie jest teraz mniej miejsca. Przybyło półeczek, pudełek z kory, różnych misek, szuflad i malutkich roślin. Diary miały na sobie różowe fartuszki i włosy splecione w warkocze. - Mamy bardzo dużo pracy – opowiadały – musimy zdążyć przed zimą ochronić słabe rośliny. - Rozumiem, czy potrzebujecie pomocy? – spytała Panulka. - Właśnie po to cię tutaj poprosiłyśmy, chodzi nam o motylka Modraszka. Kiedy był liszką, tak się z nami zaprzyjaźnił, że nie chciał zamienić się w poczwarkę. Inne motylki w lecie latały, a on był upartą liszką. Dopiero teraz stał się poczwarką, a ponieważ jest zupełnie nietypowym Modraszkiem, nikt nie wie, kiedy będzie motylem. Weź go Panulko do siebie, masz przecież duży dom, bo w naszej dębowej komnacie nie będzie mógł latać.


Diary podały Panulce koszyczek ze śpiącą poczwarką Modraszka. Koszyk był z traw, misternie wypleciony i uszczelniony płatkami róży. W środku, na liściu paproci leżała poczwarka. - Damy ci jeszcze nasiona kwiatów, które lubi ten motyl. Zasiej w doniczkach i zadbaj o nie. - A jeżeli Modraszek obudzi się wcześniej, niż wyrosną kwiaty zaniepokoiła się Panulka - to czym będzie się odżywiał? - Nie obudzi się wcześniej, możesz nam zaufać. Misiek delikatnie dotknął nosem poczwarkę. - Śpi bardzo mocno – stwierdził – może i dobrze, bo nie jest zbyt ładny. - Zamieni się w pięknego motyla – zapewniały Diary. - Panulko, chcemy cię jeszcze ostrzec przed nadchodzącą zimą, która przyjdzie za dwa tygodnie. To będzie bardzo ostra zima, śnieżna i mroźna. Zwierzęta będą potrzebowały pomocy, czy możemy na ciebie liczyć? - Zawsze wam pomogę i zwierzętom, przecież o tym wiecie. Diary pogłaskały Misia na pożegnanie, a Panulce wplotły we włosy złotą niteczkę. Na dworze było szaro i nieprzyjemnie, szybko wracali do domu. Panulka trzymała w ręku koszyk z poczwarką motylka Modraszka. Mami, Jeż i kotki czekali na Panulkę i Misia. Usiedli przy stole, Panulka delikatnie położyła koszyk i opowiedziała domownikom całą historię. Przez chwilę przyglądali się poczwarce. - Jaki ładny koszyk – zauważyła Mami. - Ale gdzie położymy to stworzenie, w tym ładnym koszyku – spytał praktycznie Jeż. Poczwarka musi mieć spokój – dodał. - Może pod moim łóżkiem Jeżu - zastanawiała się Panulka – będziesz mógł obserwować Modraszka z twojego namiociku, jak myślisz?


Jeż popatrzył bardzo uważnie na poczwarkę. - Dobrze - zgodził się - śpi, nie będzie przeszkadzać. Mimo woli, mówili do siebie cichym głosem. Panulka w asyście Jeża, kotek i Misia wsunęła koszyk z poczwarką pod łóżko. Mami przygotowała doniczki z ziemią, w których posiała kwiaty dla Modraszka. Do przyjazdu wujka Tadzika pozostał jeden dzień. Panulka pojechała do miasta. Starsza pani krzątała się w kuchni przygotowując różne smakołyki. Jeż z Misiem bawili się w ogrodzie. Jeż chował się w kopcach zgrabionych liści, a Miś wielkimi łapami odkopywał przyjaciela. Do zabawy dołączyła Heniusia. Hestia wskoczyła na płot i obserwowała. Kiedy już wszyscy wytarzali się w mokrych liściach, zaczęły się gonitwy, jak za dawnych czasów. Nie zważając na kałuże i śliską trawę Misiek biegał za Heniusią, lub Heniusia za Misiem. Tymczasem Panulka zrobiła ogromne zakupy, żeby niczego gościom nie zabrakło. Pamiętała jednak o poważnej rozmowie z Diarami o nadchodzącej ciężkiej zimie, więc po drodze zatrzymała się u znajomego rolnika. Zamówiła dużą ilość ziarna i siana. - Po co to pani – dziwił się rolnik – przecież nie hoduje pani koni. - Nigdy nie wiadomo – odpowiedziała Panulka i zrobiła tajemniczą minę. - Nie będę się wtrącał – powiedział rolnik i obiecał wszystko przywieźć. Panulka wracała do domu, kiedy zwierzęta ją usłyszały, przybiegły się przywitać. Jeż oblepiony w liściach, Misiek z Heniusią mokrzy w błocie, tylko Hestia czysta.


Panulka załamała ręce – jak wy wyglądacie, a przecież Mami sprząta od rana. Mami owinięta szalem, wyszła na ganek, spojrzała i powiedziała srogim głosem - nie wpuszczę was w takim stanie do domu. Następną godzinę Panulka spędziła na wycieraniu i szczotkowaniu rozbawionych przyjaciół. Nadszedł dzień przyjazdu gości. Kotki podziwiały starszą panią, bo wstała jak nigdy, wcześnie rano. Miała na sobie elegancką sukienkę ozdobioną koralami i pięknie uczesane włosy. Widocznie wujek Tadzik jest bardzo ważny – szepnęła Heniusia do Hestii i obydwie zaczęły czyścić swoje futerka, żeby też ładnie wyglądać. Panulka poprosiła domowników na śniadanie. Jeż bardzo zaspany wyszedł spod łóżka. - Przynajmniej poczwarka Modraszka może spać – powiedział ziewając. - Bardzo was proszę, bądźcie dzisiaj grzeczni, na obiedzie będą już nasi goście. - A czy będziemy mogli z wujkiem Tadzikiem rozmawiać, tak jak z wami? spytał Misiek drapiąc się za uchem. Jeż roześmiał się trochę złośliwie. Panulka tłumaczyła - raczej nie, musicie być wyrozumiali, bo wujek Tadzik jest naprawdę miłym i dobrym człowiekiem, więc na pewno ucieszy się, że razem mieszkamy, ale on nie będzie rozumiał co wy mówicie, nie zna waszego języka. Przyjeżdża nas odwiedzić na dwa, może trzy dni, niestety nie może zostać dłużej.


- Jakoś przetrwamy - Jeż przecierał łapką oczy poćwiczymy mowę ciała – westchnął i poszedł do swojego namiociku. Hestia i Heniusia nie chciały brudzić wymytych łapek, więc położyły się na łóżku starszej pani. - Co to jest mowa ciała? – spytała swoją mamę Heniusia. - Zaraz ci pokażę. Jeżeli będziesz czegoś potrzebowała, zrobisz tak. Hestia usiadła trochę zgarbiona i zamiauczała smutnym głosem nie spuszczając oczu z Mami. Starsza pani zaniepokojona pytała - Hestia, koteczko, co ci jest? - Rzeczywiście, działa – cieszyła się Heniusia. - No właśnie - Hestia dumnie podniosła ogon - jeszcze można ocierać się o nogi, wskakiwać na kolana i tak dalej. Na przykład Misiek, jeżeli będzie miał ochotę na kawałek kiełbasy, powinien usiąść, podać łapę i trochę się ślinić. - Okropne – prychnęła Heniusia. - Ale skuteczne – Hestia zmrużyła oczy. Panulka korzystając z ładnej pogody, wyszła z Misiem na krótki spacer. Wracając spotkali znajomego rolnika. - Dzień dobry – przywitała się Panulka – już otwieram bramę. - Misiu zostań, dasz mi znać, kiedy przyjedzie wujek Tadzik. Miś usiadł przy furtce czuwając. - Gdzie kładziemy siano? – spytał rolnik. - Tutaj, przy łące – wskazała miejsce Panulka. Rolnik bardzo się dziwił, ale nic nie mówiąc, zrzucił z wozu co miał i odjechał.


Panulka worki z ziarnem schowała do starej szopy. Włożyła kalosze, wzięła widły i zaczęła przerzucać siano. Praca była ciężka, gdy wreszcie skończyła z widłami w ręku, sianem we włosach, zadowolona patrzyła na ułożone stogi. - Nie zawiodłam leśnych Diar – pomyślała. I wtedy Misiek głośno zaszczekał – Jest! Wujek Tadzik! Przed domem zaparkował piękny samochód z którego wysiadł bardzo elegancki wujek Tadzik i chłopiec. Panulka cała obsypana resztkami siana, trzymając widły w ręku, pobiegła się przywitać. Wujek Tadzik ucałował Panulkę - gdybym cię nie znał, mógłbym pomyśleć, że wita nas strach na wróble z wielkim wilczurem u boku żartował. Panulka uświadomiła sobie, jak musi okropnie wyglądać - przepraszam, to była taka pilna praca - tłumaczyła. Podeszła do chłopca, który miał trochę wystraszoną minę. Był drobnej budowy, spod czapki wystawały proste czarne włosy, śniada twarz i skośne, ładne oczy. - Witaj, jestem Panulka, a to jest Miś, mój przyjaciel. - Nazywam się Sango - odpowiedział, ze śmiesznym akcentem i ukłonił się grzecznie. Wujek Tadzik rozglądał się ciekawie i podziwiał ogród. Kiedy weszli do domu, starsza pani spała smacznie w fotelu, z otwartą książką na kolanach. - Nie budźmy Mami, bo się jeszcze ciebie przestraszy - zdecydował wujek patrząc na Panulkę.


- Dobrze, ja się przebiorę, a wy proszę rozpakujcie swoje rzeczy. Pokój gościnny był duży, wygodny, z malowniczym widokiem na okolicę. - Sango, podoba ci się? – spytał wujek Tadzik. - Chyba tak – odpowiedział grzecznie chłopiec - ale powiedz wujku, czy Panulka jest twoją bliską rodziną? - Panulka jest córką moich najbliższych przyjaciół – tłumaczył wujek. Byli znanymi przyrodnikami i często razem odbywaliśmy dalekie podróże. Niestety, już nie żyją. Panulka zamieszkała z babcią. - Mają bardzo dużego psa – zauważył Sango. - Wiesz, znając Panulkę, są jeszcze tutaj jakieś inne zwierzęta. Jej rodzice zawsze twierdzili, że ona rozmawia z przyrodą. - To ciekawe – zastanawiał się Sango. - Chodźmy przywitać się z Mami. Starszą panią rozbudziły kotki, więc czekała niecierpliwie na gości. Uściskali się serdecznie. - Świetnie wyglądasz Mami, życie na wsi ci służy – zauważył wujek Tadzik. - I ty Tadziku, jak zawsze przystojny – odwzajemniła się Mami. Sango trochę onieśmielony stał z boku. - A kim jest ten miły chłopczyk? – spytała - Chyba przyjechał z dalekiego kraju. - Nazywam się Sango - ukłonił się nisko - mam 9 lat i przyjechałem z Korei Południowej, z miasta Seul. Mami nie wytrzymała i pocałowała chłopca - jak ty pięknie mówisz po polsku.


- A tak - potwierdził wujek - Sango jest bardzo zdolny, zna języki obce. Jego tata studiował w Polsce na Uniwersytecie, tak się poznaliśmy i przyjaźnimy od lat. Gdy tylko usiedli i Panulka chciała podać obiad, Hestia i Heniusia wskoczyły na stół. - Kiedy nas przedstawicie ? – zamiauczały. - To są nasze kotki, Hestia i jej córka Heniusia – Panulka pochyliła się nad stołem – które zejdą zaraz ze stołu, bo świetnie wiedzą, że tak się nie robi. Kotki z gracją zeskoczyły na krzesło. - Bardzo nam miło – powiedział wujek Tadzik i spojrzał znacząco na Sango. Misiek usiadł na podłodze blisko chłopca. - Dzieckiem trzeba się opiekować – pomyślał i położył głowę na stole, tuż przy talerzu Sango. - Na pewno jest głodny – chłopiec delikatnie pogłaskał Misia po czole. - Chyba lubię tego dzieciaka – mruknął Misiek. Przestraszony Sango cofnął rękę. - Nie bój się – zauważyła Panulka - Miś powiedział, że cię lubi, to znaczy, chciałam powiedzieć, że jest bardzo mądry... – zaczęła się plątać. Tym razem Sango z lekkim uśmiechem spojrzał znacząco na wujka Tadzika. - Zobaczcie – zamiauczała Heniusia. Panulka i Mami spojrzały na schody, po których majestatycznym krokiem schodził Jeż w złotym szaliku. - Czy ktoś jeszcze o mnie pamięta!? – fuknął głośno. Wujek Tadzik i Sango zaniemówili, bo jeszcze czegoś podobnego nie widzieli.


Jeż w złotym szaliku, schodził powoli ze schodów i coś fukał. Panulka podeszła - Jeżu, drogi przyjacielu, poznaj naszych gości. Wujek Tadzik i Sango, byli pod takim wrażeniem, że wstali od stołu i ukłonili się Jeżowi. - Bardzo mi miło, bardzo miło.. – fukał Jeż. - Więc jesteśmy już wszyscy – ucieszyła się Panulka. Wujek Tadzik odetchnął z ulgą. Panulka podała obiad. Miś nie spuszczał chłopca z oczu. - Chudy jest, drobny - mruczał pod nosem. Zaczęli drugie danie, więc Sango wyjął z plecaka swoje pałeczki do jedzenia. Misiek był czujny - pokaleczy się chłopak, tymi ostrymi patykami. I kiedy Sango wziął pałeczki do ręki, Misiek natychmiast wyrwał je chłopcu i zmiażdżył pałeczki w zębach. Sango był przerażony i chociaż starał się nie płakać, łzy popłynęły mu po policzkach. Wtedy Hestia wskoczyła chłopcu na kolana, mruczała i pocieszała. Dorośli byli tak zajęci rozmową, że nie zauważyli całego zamieszania. Jeż widząc, co się dzieje znacząco szturchnął Panulkę pod stołem. Misiek trzymał w zębach rozgryzione pałeczki. Sango siedział nieruchomo z kotką na rękach i łzami w oczach. - Misiu, coś ty zrobił – zdenerwowała się Panulka. - Chłopiec chciał się pokaleczyć patykami, a dorośli sobie rozmawiają w najlepsze – zaszczekał. Panulka znowu przepraszała i tłumaczyła zachowanie Misia, z kolei tłumaczyła Misiowi, że Sango pochodzi z Dalekiego Wschodu i tam używa się pałeczek do jedzenia.


Na szczęście wujek Tadzik zaraz przyniósł całe pudełko pałeczek i uczył Mami, jak się nimi posługiwać. Misiek pojednawczo położył głowę na kolanach Sango. Obiad wszystkim smakował, a szarlotka Mami „rozpływała się w ustach”. Jeż postanowił pożyczyć od starszej pani książkę na temat krajów Dalekiego Wschodu. - Ja też jako Jeż, za mało wiem - stwierdził. Wujek Tadzik, Mami i Panulka mieli sobie tyle do opowiadania, że siedzieli przy kominku do późnej nocy. Sango położył się spać, był bardzo zmęczony po dniu pełnym wrażeń. Wujkowi Tadzikowi i Sango podobała się atmosfera tego trochę zwariowanego domu. Polubili zwierzęta i chociaż nie rozumieli co mówią, starali się z nimi zaprzyjaźnić. Panulka i Mami dogadzały gościom jak potrafiły najlepiej. W przeddzień wyjazdu wujek Tadzik rozmawiał z kimś długo przez telefon. Potem chodził szybkim krokiem po ogrodzie, wyraźnie musiał coś przemyśleć. Wszedł do kuchni, gdzie Panulka gotowała zupę. - Musimy porozmawiać, bo mam kłopot – wujek zaparzył herbatę - właśnie dostałem wiadomość, że muszę jechać do Indii. - To chyba dobrze – odpowiedziała Panulka – pamiętam, że masz tam wielu przyjaciół. - Dobrze i źle – martwił się wujek Tadzik – nie mogę zabrać ze sobą Sango, a obiecałem mu wspólne wakacje, on ma teraz ferie w szkole. Wujek Tadzik, w roztargnieniu, po raz trzeci posłodził herbatę. - Słuchaj Panulko, a może Sango zostałby tutaj. Świeże powietrze, zwierzęta, na pewno zauważyłaś, że jest bardzo grzecznym chłopcem.


Panulka zgodziła się – oczywiście, niech zostanie i przestań wszystkim się przejmować. Sango jest samodzielny i mądry, tylko z nim porozmawiaj, bo jeszcze o niczym nie wie. - I koniecznie zadzwoń do jego rodziców – doradzała Panulka. Misiek leżał na podłodze, przysłuchując się całej rozmowie - pomogę ci Panulko, polubiłem tego chłopca – mruknął i poszedł szukać Sango. Chłopiec wymyślił sobie świetną zabawę, zjeżdżał z górki na deskorolce. Tam znalazł go Misiek i wujek Tadzik. Misiek dyskretnie obwąchiwał płot, żeby wujek mógł spokojnie porozmawiać z chłopcem. Wujek Tadzik długo coś mówił i tłumaczył, Sango słuchał ze smutną miną. W końcu wujek zjechał na deskorolce z górki i widać było, że Sango się rozchmurzył. Wracali do domu w dobrych humorach. Misiek znalazł zgubioną rękawiczkę chłopca i poszedł za nimi. Dzień mijał szybko. Wujek Tadzik jeszcze przed wyjazdem, wybrał się z Sango do miasta, gdzie kupili potrzebne rzeczy, między innymi komputer dla chłopca, żeby mógł łatwo korespondować z bliskimi. W końcu wujek Tadzik odjechał, serdecznie żegnany przez wszystkich. Następnego dnia spadły pierwsze płatki śniegu, przykrywając puszystą bielą łąki, ścieżki i drzewa. Misiek cieszył się śniegiem, biegał po ogrodzie bardzo zadowolony. Hestia z Heniusią wyszły tylko na chwilę i zaraz wróciły, wygrzewać się przy kominku. Jeż pozostawał w domu, sypiał do południa, a potem czytał książkę o dalekich krajach. Przy śniadaniu, Sango opowiadał Panulce o zimach w Korei, które też bywają długie i śnieżne. Panulka przygotowała sanki, żeby Sango mógł sobie pozjeżdżać z górki.


Misiek pilnował chłopca i widać było, że naprawdę się polubili. Razem biegali, bawili się śniegiem, Misiek udawał, że podgryza Sango, a Sango udawał, że jest psem, który groźnie szczeka. Mami patrzyła na nich przez okno - zobacz Panulko, co oni wyprawiają, o, Sango włożył swoją czapkę Miśkowi na głowę... I kiedy Misiek z czapką na uszach bawił się z Sango, na niebie nad ogrodem krążył Kruk Lasu. Przyglądał się z lotu, trochę zdziwiony i zaciekawiony. Poszybował trochę niżej i niżej, żeby przyjrzeć się chłopcu - ho ho , Panulka ma gościa z dalekich stron, zrobię im dowcip. Kruk, sobie tylko znanym sposobem, prawie bez ruchu skrzydeł, zleciał nad głowę Miśka i chwytając szponami czapkę, wzbił się szybko do góry. Sango zamarł ze strachu, nogi miał jak z waty. Nie płakał, tylko myślał jak uratować Misia i siebie. W tym momencie wielki ptak zjawił się nad nimi i założył czapkę na głowę Sango. Misiek merdał przyjaźnie ogonem, ale chłopiec był przekonany, że pies jest po prostu w szoku. Sango ruszył biegiem, krzycząc o pomoc - ratunku, ratunku, wielki czarny ptak atakuje... Wpadł do domu bez tchu, zupełnie blady. Panulka złapała go mocno w ramiona - Sango, uspokój się, przecież nic się nie stało, zaraz ci wszystko wytłumaczę, to jest nasz przyjaciel, Kruk Lasu. Mami przyniosła sok malinowy dla chłopca, żeby uspokoił się i rozgrzał. Tymczasem Kruk Lasu wylądował na ganku i zapukał dziobem do drzwi. Panulka otworzyła, duży ptak wszedł do domu, rozpościerając skrzydła ukłonił się z gracją.


Sango z przerażenia skulił się w fotelu, chowając twarz w dłoniach. Siedział tak przez jakiś czas, w końcu odważył się popatrzeć przez palce. Kruk, przy stole górował nad wszystkimi, bo siedział na oparciu krzesła. Mami, na przeciwko, popijała herbatę, a Panulka częstowała suszonymi owocami i orzechami. Zaraz też zjawił się Jeż, w swoim złotym szaliku i wszyscy spokojnie rozmawiali. - To muszą być jakieś czarodziejki – pomyślał Sango - one naprawdę rozmawiają z tymi zwierzętami. Panulka podeszła do chłopca – Sango, Kruk Lasu nie może zrozumieć, dlaczego tak się go boisz. - Bo u nas, w Korei, mówi się, że kruki są złymi duchami powiedział cichym głosem. - A w naszych stronach uważa się kruki, za najmądrzejsze ptaki, zjedz z nami podwieczorek i poznaj naszego wyjątkowego gościa. Sango przezwyciężył strach, ukłonił się grzecznie Krukowi Lasu i usiadł przy stole. Kruk Lasu spojrzał chłopcu prosto w oczy, Sango poczuł w tym spojrzeniu mądrość i przyjaźń. Przy stole panowała przez chwilę niezręczna cisza, więc Panulka, żeby wprowadzić normalną atmosferę, poczęstowała wszystkich ciastkami i zaproponowała grę w bierki. Grali we trójkę - Sango, Kruk i Panulka, która dosyć szybko poruszyła patyczkiem i wypadła z gry. Za to Sango i Kruk byli niepokonani. Kruk z niezwykłym wyczuciem wybierał dziobem patyczki, natomiast Sango miał drobne, zwinne dłonie. Kruk Lasu z Panulką zawsze wygrywał w tę grę, ale tym razem miał niezwykłego przeciwnika.


Sango właściwie zapomniał, że gra z dużym ptakiem i z ciekawością obserwował sprytny system Kruka. Zremisowali. Mami biła brawo. Po raz pierwszy Kruk Lasu nie był zwycięzcą, więc z podziwem patrzył na chłopca. Sango poprosił Panulkę o pamiątkowe zdjęcie - przecież nikt mi nie uwierzy w Seulu, że można siedzieć z Krukiem przy stole, powiedzą, że wymyślam. Kruk Lasu zgodził się, stwierdził, że trzeba walczyć z przesądami o złych duchach. Tak powstało zdjęcie, na którym Kruk Lasu obejmuje skrzydłem chłopca. Wieczorem Sango napisał w swoim pamiętniku: ..Teraz mieszkam u czarodziejek, które rozmawiają ze zwierzętami. Starsza pani czyta z kotami książki. Jeż chodzi w złotym szaliku i śpi pod łóżkiem Panulki. Ona jest miła i dużo wie. Mam tu dużego psa Miśka, który mnie ciągle pilnuje. Dzisiaj na podwieczorku był Kruk Lasu, graliśmy razem w bierki. Cały czas pada śnieg, jest super.. Panulka i Mami z niepokojem patrzyły przez okno. Tego dnia wszyscy zostali w domu, za oknem szalała śnieżyca. - Całkiem nas zasypie – martwiła się Mami. - Na pewno jutro przestanie padać śnieg i pójdziemy z Sango na narty – pocieszała Panulka – zobaczcie, kwiatki Modraszka zaczynają rosnąć. - Co to znaczy modraszka – Sango nie znał tego słowa. - Zapomniałam ci opowiedzieć o naszym motylku, a właściwie jeszcze poczwarce, która zamieni się w motyla, śpi w koszyku pod moim łóżkiem. Sango szybko poszedł do pokoju Panulki i przyglądał się poczwarce.


- Teraz jest chyba Brzydaszkiem, a nie Modraszkiem - stwierdził ale koszyk ma ładny, no i Jeż ma tutaj fajnie - podziwiał widok pod łóżkiem - namiocik i tyle książek, przydałaby się mała lampka. - Świetny pomysł, chodźmy na strych, może coś znajdziemy. Wdrapali się po stromych schodkach na górę. Jak wszędzie na strychach, znajdowało się tam mnóstwo starych rzeczy, potrzebnych i niepotrzebnych pamiątek z którymi trudno się rozstać. Sango od razu zauważył fotel na biegunach, wyblakły indiański pióropusz i starą mosiężną lunetę na drewnianych nóżkach. - Jak w jakimś muzeum ! – krzyknął do Panulki. - No tak, nazbierało się trochę zniknęła za szafą i przerzucała kartonowe pudła. - Mam, znalazłam ! - Panulka otworzyła pudło z mebelkami dla lalek. Te mebelki zrobił dawno temu jej dziadek i były przekazywane dzieciom, z pokolenia na pokolenie. Sango oczywiście nie bawił się lalkami, ale lubił stare, ładne przedmioty. Znaleźli małą lampkę na rzeźbionej nóżce, z kloszem zrobionym ze słomek. Lampka miała małą żarówkę, taką jaka jest w latarkach i o dziwo jeszcze działała. - To jest właśnie prezent dla Jeża – cieszył się Sango. - Dzięki tobie, ja bym nie wpadła na taki pomysł. - Ja na pewno też nie, gdybym nie poznał czytającego książki Jeża żartował chłopiec. Zeszli do pokoju Panulki. Sango włożył na głowę zniszczony pióropusz, bo bardzo mu się podobał. Jeż podjadał coś w kuchni, więc postanowili zrobić mu niespodziankę. Sango wszedł pod łóżko i włączył światełko. - Teraz jest tu wygodnie i przytulnie – stwierdzili zgodnie.


Chłopiec w pióropuszu na głowie wykonał radosny, indiański taniec. Panulka klaskała do rytmu. - Co oni tam wyprawiają – zaniepokoiła się Mami. Pierwsze wpadły kotki, które z miejsca dołączyły do zabawy i zaczęły skakać na łóżku. Misiek podziwiał taniec chłopca i szczekając biegał po pokoju. Jeż stanął w drzwiach. - Przestańcie ! – fuknął z całych sił - obudzicie poczwarkę! Zapadła nagła cisza, rzeczywiście, zapomnieli o Modraszku. Jeszcze trochę rozbawieni, wychodzili z pokoju. - Jeżu, sprawdź czy wszystko w porządku - poprosiła Panulka. Po chwili usłyszeli miłe fukanie - o jej, jak pięknie, jaka ładna lampka uśmiechnięty Jeż wychodził spod łóżka. - Dziękuję kochani, moje stare oczy będą lepiej czytały, dziękuję. Poczwarka śpi, chyba nie ma słuchu, ha ha ha - śmiał się serdecznie. - To Sango zrobił ci prezent z lampki. - Ja też jako Jeż, mówię wam, że to przemiły, zdolny chłopiec i umie tańczyć. Powiedz mu, że czasem może tu do mnie przychodzić. Panulka powtórzyła słowa Jeża. - Super, będziemy razem czytać książki – cieszył się Sango. - Okropnie zniszczony ten pióropusz Panulko – zauważył Jeż. - Trudno, nie mamy innego, a teraz chodźcie na kolację, dosyć tych wygłupów. Za oknem było zupełnie biało, śnieg nie przestawał padać. Sango zainstalował lunetę przy oknie. Oczyścił szkiełka i nastawił ostrość, postanowił obserwować gwiazdy. Na razie widział tylko powiększone, padające płatki śniegu, więc poszedł spać.


Zima stała się sroga. Ziemię pokryła gruba warstwa śniegu, mróz szczypał w policzki. Panulka i Sango odśnieżali ścieżki wokół domu. - Muszę dokarmić zwierzęta w lesie, chcesz mi pomóc? – spytała Panulka. Sango chętnie się zgodził. Panulka umocowała na sankach snopki siana i worek ziarna. Szli powoli, Misiek prowadził, za nim chłopiec i Panulka. Misiek co jakiś czas pomagał Sango. - Jeszcze trochę i będziemy na miejscu! - poszczekiwał. Wreszcie doszli na polankę, gdzie przychodziły leśne zwierzęta. Zrzucili z sanek paszę. Zmęczeni wracali do domu. Mami czekała na nich z gorącą zupą i malinową herbatą. - Kiedy wyjadę, nie poradzisz sobie sama Panulko, musiałabyś chodzić dwa razy do lasu – martwił się Sango. - Tak, to prawda, ale może pogoda się zmieni. Następne dni mróz nie ustępował. Wycieczki z sankami pełnymi paszy były niezwykle ciężkie. Panulka bała się o chłopca, przecież na wsi miał odpoczywać, a nie pracować ponad siły. Tego dnia wiatr był silny, drzewa trzaskały od mrozu, sanki wydawały się cięższe niż zwykle. Dotarli na polankę i wysypali paszę. - Jutro możemy nie dać rady. Poczekamy chwilę na zwierzęta, muszę z nimi porozmawiać. Ty Sango zostań z Misiem i nie róbcie żadnego hałasu. Panulka wyszła na polanę, coś mówiła, ale Sango nie mógł usłyszeć. Pierwszy pokazał się jeleń, piękny i dostojny. Za nim zjawiły się łanie, potem przyszły koziołki, sarny, duży łoś i kilka dzików.


- Witaj Panulko – usłyszała znajomy głos. - Witaj Jenocie, jak to dobrze, że przyszedłeś. Powiedz z kim mogę porozmawiać, kto tutaj rządzi? - Jeleń, rozmawiaj z jeleniem. Sango przyglądał się temu wszystkiemu z zachwytem. Co prawda przyzwyczaił się już do „dziwnych” zjawisk ze zwierzętami u Panulki, ale tym razem całe wydarzenie przeszło wszelkie oczekiwania. Rozmawiała z jeleniem, a wokół niej stała grupa dzikich zwierząt, tak jakby mieli jakąś naradę. Potem Panulka wróciła do Sango i Misia, a razem z nią bardzo kudłaty Jenot. - Wracamy do domu, wszystko załatwione, mam nadzieję, że nie zmarzłeś Sango. Miś z Jenotem pociągną cię na sankach, musisz mieć trochę przyjemności. - Mami, na pewno karze nam pić malinową herbatę - stwierdził chłopiec. Sango jechał na sankach ciągniętych przez Misia i Jenota, śpiewał z radości. Nikt nie rozumiał o czym, bo śpiewał sobie po koreańsku. Panulka streściła chłopcu rozmowę ze zwierzętami. - Poprosiłam Jelenia, żeby przychodzili na naszą łąkę, kiedy będą głodni. - I zgodził się? - Niechętnie, ale Jenot go przekonał. - Więc mamy wakacje - Sango położył się na sankach i obserwował wierzchołki mijanych drzew na tle nieba. Jenot z Misiem przyspieszyli.


Wieczorem chłopiec chodził po domu w ulubionym starym pióropuszu. Poszedł do swojego pokoju popatrzeć przez lunetę na gwiazdy, świeciły na niebie bardzo wyraźnie, a księżyc wyglądał jak cienki rogalik. - Dlaczego on jeszcze nie śpi – fukał niezadowolony Jeż - jak można wychowywać dziecko, kiedy nie można się porozumieć, coś okropnego.. Postanowił wymyślić jakiś system. - Już wiem – i z zadowolenia, aż igły stanęły mu na plecach - ja Jeż będę do chłopca pisał, przecież on umie czytać. Że też wcześniej o tym nie pomyślałem - i zadowolony z siebie smacznie zasnął. W pamiętniku Sango pojawiła się notatka: ...Jest bardzo późno, ale gwiazdy świeciły i może znalazłem taką swoją. Jutro odwiedzę Jeża pod łóżkiem, bo Jeleń zgodził się jeść na łące... Rano obudził Panulkę telefon. Dzwonił wujek Tadzik, okazało się, że wraca już do Polski. - Za kilka dni będę u was. - Tylko uważaj na drogach, mamy srogą zimę – ostrzegała. Misiek usiadł przy Panulce. - Czy Sango niedługo wyjedzie? – spytał. - Tak, za kilka dni, no wiesz, przecież musi wrócić do rodziny i do szkoły, nie bądź smutny proszę. Panulka drapała Misia za uszami, ale jej też zrobiło się smutno. Starsza pani podlewała kwiaty w doniczkach – przestańcie marudzić, jeszcze nikt nie wyjechał, poza tym trzeba upiec szarlotkę dla Tadeusza.


Zobaczcie, kwiatki Modraszka zaczynają kwitnąć na żółto i pomarańczowo. Miś poruszył nosem – ładnie pachną. Panulka wyszła z Misiem rozrzucić siano dla leśnych zwierząt na łące. - Teraz będą mogły przychodzić, kiedy zechcą, nie będziemy im przeszkadzać. Sango wstał bardzo późno. Zjadł śniadanie, oczywiście w pióropuszu na głowie i porozmawiał z Mami. Dowiedział się, że za kilka dni przyjedzie po niego wujek Tadzik. Z jednej strony ucieszył się z powrotu do domu i rodziny, ale z drugiej strony było mu trochę przykro, bo bardzo polubił Mami, Panulkę i zwierzęta, zwłaszcza Misia. Starsza pani przygotowała talerzyk z jedzeniem dla Jeża. - Sango, zanieś to Jeżowi proszę, bo na pewno czyta książki, zamiast przyjść na śniadanie. - Dobrze, i tak miałem go dzisiaj odwiedzić. - Dzień dobry Jeżu - Sango wsunął się pod łóżko - czy mogę z tobą poczytać ksiązki? Jeż szybko wyjął kartkę i trzymając w łapce mały ołówek napisał. „ jeśli chcesz, czytaj też, jak Jeż” Sango spojrzał na kartkę. - Jeżu, jesteś geniuszem! Jeż poprawił szaliczek na szyi i zmrużył oczy w lekkim uśmiechu, ale chłopiec zrobił zmartwioną minę.


- Wiesz, tak żałuję, że nie potrafię z wami rozmawiać, bo myślę, że ludzie, którzy rozumieją zwierzęta są wyjątkowi. Jeż przygotował następną kartkę i napisał. „ Sango z Korei, nie trać nadziei, serce otwórz przed nami, słuchając uszami, a wtedy zrozumiesz, czego nie pojmujesz, podpisał się Jeż, co lubi cię też. „ - Dziękuję Jeżu, nie będę ci już przeszkadzał. Sango wziął kartkę i poszedł na spacer, żeby przemyśleć i zrozumieć to, co napisał Jeż. Panulka i Miś wracając do domu zobaczyli chłopca. Chodził z poważną miną z kartką w ręku. - Sango, czy coś się stało? I dlaczego nie założyłeś czapki? - Przecież nie możesz przeziębić się przed podróżą do domu. - Mam teraz ważniejsze sprawy na głowie, sama zobacz. Panulka uważnie przeczytała , następnie starannie złożyła kartkę i oddała Sango. - Schowaj do kieszeni przy sercu, słowa Jeża są zawsze bardzo ważne, chociaż się takie nie wydają. - Ty też musisz być taka tajemnicza? – chłopiec był rozżalony. - Ależ nie, rozmawiam z tobą szczerze. Jeż uznał, że jesteś wybrany, bo przecież to zwierzęta wybierają sobie ludzi z którymi chcą rozmawiać. - Czy myślisz, że zostałem wybrany? - Tak myślę, tylko noś słowa Jeża przy sercu i bądź cierpliwy, wszystko wymaga trochę czasu ... chodźmy, chyba Mami czeka na nas z obiadem. Wchodząc do domu od razu poczuli zapach przypalonych ziemniaków. Panulka pobiegła do kuchni odstawić garnki. Obiad na pewno nie nadawał się do jedzenia.


Mami z wypiekami na twarzy siedziała w fotelu. Na jej ramieniu zobaczyli niezwykle błękitnego dużego motyla. - Modraszek się obudził – powiedziała przejęta - nie ruszam się, żeby go nie przestraszyć. Motyl chodził delikatnymi nóżkami po swetrze starszej pani. - Obudził się i od razu do mnie przyleciał, widocznie nie chciał być sam. - Przepraszam spaliłam obiad. Z zachwytem podziwiali pięknego motyla, nie miał na skrzydełkach żadnych wzorów ani dekoracyjnych kropek, po prostu był błękitny i jakby lśnił niebieskim blaskiem. Zdawało się, że zapachniało latem w środku zimy. - Jest taki niebiesko niebieski jak szlachetny kamień - wyszeptał Sango. Modraszek rozłożył skrzydełka i spokojnie przeleciał nad głową Miśka na kwiatki. - Chyba był głodny – wyszeptał Jeż. Wszyscy stali bez ruchu obserwując Modraszka. W końcu Panulka postanowiła opanować sytuację. - Posłuchajcie, nie możemy tak stać bez ruchu i mówić do siebie szeptem. Modraszek nauczy się żyć z nami, a my z Modraszkiem. Poza tym, też jesteśmy głodni. Zaraz zrobię puszyste omlety z konfiturami. - A ja ci pomogę - zdecydowała Mami - A ja nakryję do stołu - zaproponował Sango. Obiad znalazł się na stole szybciej niż zwykle. Mami otworzyła słoik z wiśniowymi konfiturami, najlepszymi do puszystych omletów. Dzisiaj nikogo nie trzeba było namawiać do jedzenia.


Modraszek przeniósł się z kwiatków na stół, ale najpierw na chwilę zatrzymał się na dłoni Sango. - Jak on łachocze tymi łapkami. - Widocznie cię lubi – powiedział Jeż. Sango poczuł jakieś ciepło na sercu i łzy w oczach. - Co się stało?- mruknął czujnie Misiek. - Nic, serce mu się na nas otwiera – Hestia zmrużyła powieki. Misiek z sympatią dotknął nosem chłopca. - Ja was rozumiem, ja was wszystkich rozumiem - i łzy popłynęły po policzkach Sango. - Czy to ma być powód do płaczu? Chłopie trochę przesadzasz Jeż poprawił szalik na szyi - ja też jako Jeż oznajmiam, że Sango nas rozumie. Panulka i Mami spojrzały na siebie, obydwie były wzruszone. Tymczasem Modraszek przeniósł się na talerz Panulki i cienką czarną trąbką podjadał konfitury. - O motylek jest łakomy – powiedziała nienaturalnym głosem Mami. - No tak, przepraszam, kiedy tu przyjechałem płakałem przy stole trochę ze strachu, a teraz... chyba..., tak dziwnie się czuję. Misiek położył głowę na kolanach chłopca. Panulka nie bardzo wiedziała co ma zrobić, więc wstała i pocałowała Sango w policzek, a potem głupio spytała - Smakował ci omlet? I wtedy wszyscy zaczęli się śmiać i nie mogli przestać. Zadzwonił telefon. - Halo, halo – Panulka próbowała zachować powagę. - To ja, wujek Tadzik - A witaj, ha ha ha!


- Co tam się dzieje, macie jakieś święto? - Nie , nie, tylko się bawimy. - Cieszę się, pojutrze przyjeżdżam, do miłego zobaczenia, pa. - Wujek Tadzik przyjeżdża za dwa dni, zrobię herbatę. - Chcecie może malinową? – spytała Mami. - Nie, dziękujemy – krzyknęli razem. Sango w starym pióropuszu na głowie, Jeż, Misiek, Hestia i Heniusia usiedli na dywanie przed kominkiem i zaczęli rozmawiać. Jeż miał bardzo dużo pytań do Sango. Mami poszła do swojego pokoju, poczytać książkę. Modraszek przefrunął na zasłonę w oknie i widocznie spodobało mu się to miejsce, bo rozłożył skrzydełka. Wyglądał na tle materiału jak niezwykła broszka. Panulka robiła porządki w kuchni zastanawiając się jaki prezent zrobiłby największą przyjemność chłopcu i chyba wpadła na jakiś pomysł. Szybko się ubrała i po cichu wymknęła z domu. Poszła drogą w stronę lasu wołając Kruka. Jak zazwyczaj niespodziewanie zjawił się Jenot. - Witaj Jenocie, jak dobrze, że jesteś, posłuchaj potrzebuję waszej pomocy, bo mam taki pomysł – tu długo opowiadała Jenotowi o co jej chodzi – mamy mało czasu, Sango wyjeżdża. - Postaramy się Panulko, poproszę Diary, a teraz wracaj do domu, robi się już ciemno. Kruk Lasu przyleci pożegnać się z chłopcem, możesz być pewna.


Wieczorem Sango ze zwierzętami obserwował przez lupę gwiazdy. Jeż musiał wejść Misiowi na plecy, żeby cokolwiek zobaczyć. Był bardzo przejęty i zaraz postanowił pożyczyć od starszej pani książkę o astrologii. - Niby bardzo daleko, a przecież są nam takie bliskie, zawsze świecą na naszym niebie. - Jeżu, jak ty mądrze mówisz – podziwiał go Sango. - No dobrze, idziemy spać moi drodzy – Jeż udawał, że nie słyszy komplementów, ale z zadowolenia poprawiał na szyi złoty szalik. Ostatnio zwierzęta nie odstępowały chłopca. Z Miśkiem grali w piłkę, a Jeż kibicował razem z kotkami. Sango ćwiczył strzelanie goli w bramkę, Miś był naturalnie bramkarzem. Bawili się w domu, bo na dworze znów prószył śnieg. Mami zajęta była pieczeniem szarlotki dla wujka Tadzika. Modraszek zwabiony zapachem jabłek fruwał w kuchni nad głową starszej pani. Kiedy Sango i Misiek zmęczyli się grą w piłkę, Jeż pokazywał wszystkim jak potrafi zwijać się w kulkę z nastroszonymi igłami. Koty postanowiły nauczyć chłopca miękkiego zeskakiwania z mebli. Najpierw namówiły Sango do skakania z krzesła, co nie było zbyt trudne, potem wymyśliły skoki ze stołu. Jeż i Misiek zdecydowanie sprzeciwili się takim zabawom. Na szczęście Panulka wróciła do domu. - Ten czas mija nam tak szybko, zróbmy sobie pamiątkowe zdjęcia, chcecie? Sango natychmiast przyniósł aparat. Musieli poczekać na Mami, która koniecznie chciała wyglądać elegancko, więc założyła kapelusz z szerokim rondem i korale. Modraszek przysiadł na kapeluszu.


- Będę miał super pamiątki z zimowych wakacji - cieszył się Sango. Po południu zaświeciło słońce. Panulka z chłopcem lepili przed domem śnieżnego bałwana. - Chyba się nie obrazisz, jeżeli zrobię mu skośne oczy z patyczków. - Dobrze, ale musi mieć nos podobny do twojego. Misiek chciał koniecznie, żeby bałwan miał ogon i uszy, więc ulepili uszy podobne do miśkowych, wystające spod czapki, a z gałęzi coś na kształt ogona. - Jednak powinien mieć też coś z Jeża - zastanawiał się Sango. Dodali na plecach długie igły z sosny. - Kotom może być przykro - mruknął Misiek. Powstały szybko kocie wąsy i jeszcze korale z małych szyszek. Mami przyglądała się przez okno. - Czy u nas nawet bałwan ze śniegu nie może wyglądać normalnie? pytała. O zmierzchu Kruk Lasu dyskretnie przeleciał nad domem. W dzień przyjazdu wujka Tadzika Panulka wstała wcześnie. Błękitny motyl fruwał przy kwiatach. - Modraszku, mam nadzieję, że czujesz się u nas dobrze.


Wujek Tadzik jadąc samochodem zbliżał się do domu Panulki. Jechał powoli, dzień był pogodny, wokół wysokie drzewa przyprószone śniegiem pochylały się nad drogą. Zatrzymał samochód i wysiadł na chwilę, rozprostować nogi i odetchnąć świeżym powietrzem. Usłyszał jakiś hałas, może trochę śniegu spadło z gałęzi, a może szyszka. Wujek spojrzał uważnie w tym kierunku, zobaczył bardzo kudłate zwierzątko trochę przypominające lisa, w tej samej chwili duży czarny ptak przeleciał między drzewami i nagle wśród jałowców pojawił się piękny jeleń, za nim kilka łani przeszło przez drogę. - Nie chcę wam przeszkadzać, tak tylko chciałem odpocząć - powiedział niby do siebie. Wsiadł do samochodu i spokojnie pojechał dalej. Sango pakował swoje rzeczy do walizki. Panulka z Misiem wyszli do ogrodu, czekając na gościa. - Gdzie jest Kruk Lasu? Czy zdąży przed wyjazdem chłopca? - denerwowała się trochę. Zobaczyli przed bramą elegancki samochód wujka Tadzika. - Już jest ! Już jest ! - zaszczekał Misiek. Wujek Tadzik witając się z Panulką, podziwiał bałwana stojącego przed domem – jest podobny do was wszystkich. - Wczoraj go ulepiliśmy z Sango. - Opowiedz jak było, nie zmęczyłaś się, Sango był grzeczny? - Daj spokój, nawet nie wiesz, jak mi przykro, że musi wyjechać. Weszli do domu. - Czuję zapach mojej ulubionej szarlotki. Uściskali się z Mami.


- Zaraz podam obiad, odpocznij Tadziku i opowiedz mi koniecznie o twojej podróży do Indii. - Przywiozłem ci nowe korale, tym razem niebieskie. - Naprawdę? A my mamy niebieskiego motyla, gdzieś się schował, ale na pewno przyleci.. - Mami usiądź proszę, chyba się zmęczyłaś, motylki przylecą w lecie, a teraz mamy zimę. Mami zaczęła się śmiać, bo Modraszek przefrunął obok Tadzika i przysiadł na stole. Wujek Tadzik zaniemówił, ostrożnie sięgnął do kieszeni po okulary. Przyglądał się z wielką uwagą motylowi, w końcu wyszeptał - rzadki okaz, jaki duży, chyba z rodziny modraszka. - Zgadłeś - cieszyła się Mami, to nasz Modraszek i nie musisz mówić szeptem. - Pół świata zwiedziłem i czegoś podobnego nie widziałem. - To może przestaniesz podróżować i zostaniesz z nami. - Wiesz, że nie mogę, taką już mam pracę. Sango z kotkami i Jeżem schodzili ze schodów, żeby się przywitać. Wujek Tadzik zauważył, że chłopiec z przejęciem mówi coś do Jeża. - Zwariuję z nimi - pomyślał, ale patrząc na błękitnego motyla w środku zimy, postanowił się niczemu nie dziwić. Poza tym chłopiec wyglądał świetnie, widać było, że jest pod dobrą opieką. Panulka co jakiś czas wychodziła z domu i patrzyła na niebo. - Co tak chodzisz w tę i z powrotem, czymś się denerwujesz? spytała Mami - Nie, nie, tylko sprawdzam pogodę. - Daj spokój Panulko, trzeba podać obiad.


Usiedli do stołu. Sango podkarmiał przy obiedzie Miśka. Misiek położył głowę na kolanach chłopca. - Będę za tobą bardzo tęsknił – mruknął. - Ja za tobą też mój przyjacielu, ale jeszcze przyjadę, obiecuję, i będę pisał listy do Jeża, a Jeż do mnie. Mami podała szarlotkę. - Nigdzie nie jadam tak dobrych deserów, proszę o dokładkę. - Upiekłam wam jeszcze ciasteczka na drogę. - Jesteś niezastąpiona. Zajadając się szarlotką, wujek opowiadał o swojej ostatniej podróży. Ktoś głośno, kilka razy zapukał do drzwi. Panulka pobiegła otworzyć. Do pokoju wszedł duży czarny Kruk ze złotym piórem na czole i rozczochrany Jenot, który w zębach trzymał kolorowy pióropusz. Wujkowi okulary zsunęły się z nosa. - Sango! Goście do ciebie! - krzyknęła Panulka. Wujek Tadzik po raz wtóry zaniemówił. Patrzył na Sango, który ukłonił się grzecznie Krukowi, a następnie objął za szyję kudłatego Jenota. Jenot podarował chłopcu piękny pióropusz, trącił z sympatią nosem i wyszedł. Został duży czarny ptak, Sango z nim rozmawiał, potem ptak rozłożył wielkie skrzydła, ukłonił się i wyszedł. Wujek Tadzik w swoim życiu widział wiele : lwy, żyrafy, krokodyle, kolorowe papugi, wielkie węże, przeżył sztorm na morzu, burzę piaskową na pustyni.... ale coś takiego? I to tutaj, na wsi? Sango stał dumny z pióropuszem w rękach, skośne oczy błyszczały z przejęcia. - Zobaczcie! Chcecie zobaczyć co dostałem?


Wujek Tadzik szybko się zorientował, że nie może chłopcu zepsuć takiej przygody. Poprawił okulary na nosie, wypił łyk herbaty i trochę zachrypniętym głosem powiedział - tak, chcemy. Sango pokazywał niezwykły prezent. Dół pióropusza upleciony był z miękkich traw, przetykanych suszonymi kwiatami i złotymi niteczkami. Splot był wyjątkowy, niteczki i trawy tworzyły oryginalne wzory. Z tego materiału wychodziły kolorowe pióra, duże i mniejsze. Panulka rozpoznała lśniące granatowe sroki, niebieskie sójki, czerwone dzięcioła, niebieskie i żółte sikorek, brązowe jastrzębia, cętkowane krogulca, jednym słowem prezent był wspaniały. - Brawo, brawo – Mami klaskała. - Tak, tak - przytakiwał wujek Tadzik – każdy Indianin chciałby go mieć. - Jeszcze nigdy czegoś podobnego nie widziałem, niesłychane i twoi przyjaciele tacy, powiedziałbym niezwykli. Mami poproszę o malinową herbatę, muszę odsapnąć od tych wrażeń. Panulka z Sango poszli spakować do końca rzeczy chłopca. - Chciałabym, żebyś wziął ze sobą lunetę, będziesz w Seulu patrzył na te same gwiazdy, które świecą nad naszym domem. - A ja zostawiam komputer, będziemy mieć ze sobą stały kontakt. Uściskali się serdecznie. Oczywiście pożegnaniom nie było końca, wreszcie wujek Tadzik dosłownie wciągnął chłopca do samochodu i ruszyli w drogę. W domu zrobiło się nagle cicho. Mami ukradkiem wycierała łzy, Misiek położył się w kącie, koty wtuliły w fotel, Jeż siedział bez ruchu ze spuszczoną głową i tylko Modraszek fruwał beztrosko przy kwiatach.


Panulka rozpaliła ogień. - Chodźcie do mnie wszyscy – postawiła fotel Mami przy kominku. Ona i zwierzęta usiedli na dywanie. - Czy jest nam ciepło i wygodnie? - Tak - odpowiedzieli zgodnie. - A wiecie dlaczego?...bo jesteśmy szczęśliwą rodzinką - odpowiedziała sama sobie. Wujek Tadzik z Sango jechali w ciszy leśną drogą. Chłopiec w pióropuszu na głowie siedział ze smutną miną, w końcu uśmiechnął się. - Wiesz co? To były moje najpiękniejsze wakacje.


Pamiętajcie drogie dzieci, że nie wolno w lasach śmiecić !


Panulka  

Bajki dla dzieci. Przygody Panulki i jej lesnych przyjaciol. Czytaj razem z dzieckiem...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you