Issuu on Google+


Trzeba pomóc, bo sąsiedzi zawsze pomagają w biedzie. Majk i Bary się zgodzili: Tajger połknij witaminy, a my z wiatrem go zwęszymy. Bary warknął: słuchaj młody, ja prowadzę te podchody, nie odbiegaj, patrz na boki! Zrozumiałem mistrzu, o’key!!

Bary nos przy ziemi, węszy, bo to jest najlepszy śledczy, kluczą w lewo, w prawo, w lewo, Bary czuje coś lecz nie wie:


słuchaj młody, czy coś słyszysz? Tak, za krzakiem, jakby kwiczy... ciężki zapach, pochrumkuje, tam są dziki! Ja zwariuję! Majk się zjeżył Młody spokój, przeprowadzę negocjacje, schowaj zęby, bo dzik patrzy.

I z uśmiechem wymuszonym, Bary niby to spłoszony: a, dzień dobry dziku drogi, jakie ładne masz tu błoto, no i zapach, że o ho ho...


-Siedze sobie tak chłopaki, ze mną w prążki trzy prosiaki. -Jakie ładne dzieci, żona, czy widziałeś może konia? Dzik na komplementy chciwy, wypiął brzuszek, zmrużył oczka, i podrapał się po boczkach. Chrum. Widziałem. Sarny, koń, chyba to jest właśnie on. Dziękujemy drogi dziku i życzymy smakołyków.



Majk i Bary