Issuu on Google+

30 0

s

b es

ro t.ue.w c.pl

numer

01/14

rok XVIII

Niezależna Gazeta Studentów UE Wrocław

rm da

y ow

SN | IS

1509-9857

| na kła d

0

| uk zt

e gz e

m pl ar z

POKOLENIE CLICK

|

POROZMAWIAJMY O SEKSUALNOŚCI

| PREZENT MIKOŁAJKOWY OD RZĄDU |


spis treści

Głosy zUE 4 5-lecie FEB 4 B.e.s.t. rekrutuje 4 Relacja z wykładu prof. Marka Belki 5 Studenci otworzyli serca EKOnomia 6 Siedem kłamstw o wolnym rynku Polityka 8 Prezent mikołajkowy od rządu 9 infoWschód 10 Infrastruktura jest kobietą Felietuńczyk 11 Do upieczenia jeden krok 12 Mój pierwszy raz. Z sesją. 13 Co i jak, by starczyło na piwo 14 Pokolenie click 15 Święta wojna uczuciowa REALacja 16 Porozmawiajmy o seksualności Trochę kultury?! 17 „Świadectwo prawdy” Jodi Picoult 18 Muzyczne podsumowanie roku 19 Zapowiedzi książkowe 20 Kulturalny Rozkład Jazdy 20 DrumFest Rozerwij się! 21 Zagadka kryminalna: Krwawa Królowa Śniegu 22 Let Me Out

Tyle przygotowań,a minęły w mgnieniu oka. Po świętach. Na następne znowu trzeba będzie czekać rok. Jednak może to być niesamowity rok. Inny niż wszystkie. W końcu to od nas samych zależy, jak wykorzystujemy potencjał, który w nas drzemie. Każdy ma inny, ale nie ma osoby, która nie miałaby go wcale. Grunt to umiejętnie z niego korzystać. Styczeń to czas, kiedy po grudniowych podsumowaniach stawiamy sobie nowe cele, chcemy wytrwać w tym, co sobie postanowiliśmy. Może warto pewnym rzeczom nadać szczególny priorytet. Satysfakcja z wytrwałości – niesamowita. Jednak nie ma sensu przesadzać. Wszędzie kluczowy jest balans. Musi się znaleźć również czas na odpoczynek. Na czas zbliżającej się sesji, kiedy trzeba zmobilizować siły i zaliczyć to, co nieuchronne, dajemy Wam kolejną porcję artykułów, dzięki którym będziecie mogli choć na trochę zrestartować się w tym trudnym okresie. Dowiecie się też, gdzie warto odpocząć, czego posłuchać, kogo przeczytać i jak przetrwać tę, którą każdy chciałby zaliczyć nie tylko naukowo, ale też kulinarnie i finansowo. Z kilku interesujących relacji dowiecie się też, co się ostatnio ciekawego działo. Miłego czytania i powodzenia w sesji! Magdalena Bieliszak Z-ca red. naczelnej

Niezależna Gazeta Studentów B.e.s.t. informuje, iż tekst opublikowany w grudniowym wydaniu (str. 20-21), o tytule „Matrix dla opornych” nie został napisany przez osobę wskazaną w treści. Prawowitym autorem tekstu jest Pan Michał Stonawski, którego szczerze przepraszamy za zaistniałą sytuację. Jednocześnie podkreślamy, że redakcja pisma nigdy nie propagowała kradzieży i opisany incydent jest dla nas ogromnym zaskoczeniem.

Szukaj nas w sieci: best.ue.wroc.pl, a tam wszystkie teksty z gazety, najnowsze informacje z Uczelni, Wrocławia, Polski, świata i Drogi Mlecznej. Facebook, gdzie znajdziesz wiele konkursów, najświeższych informacji oraz kontakty do nas i innych bestowiczów (wklep: fb.com/ngsbest). best.ue.wroc@gmail.com, po prostu napisz, jeśli trapi Cię jakiś problem, coś ciekawego dzieje się na Uczelni lub gdziekolwiek indziej lub jeśli po prostu chcesz nam posłodzić. Adres redakcji: ul. Kamienna 59, Wrocław, bud. B/F pok. 8/9, tel./fax: (71) 36 80 648 Adres do korespondencji: NGS „B.e.s.t.” Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu, ul. Komandorska 118/120, 53-345 Wrocław Internet: best.ue.wroc@gmail.com, best.ue.wroc.pl | Facebook: fb.com/ngsbest Redaktor Naczelna: Dorota Nowak (no.dorota@gmail.com) | Zastępca Red. Nacz.: Magdalena Bieliszak (m.bieliszak@gmail.com) | Redaktorzy: Monika Adamenko, Irmina Andrzejczak, Daria Czempiel, Marlena Dąbrowska, Michał Gulewicz, Patrycja Jadeszko, Barbara Karczewska, Ewa Koczułap, Natalia Malko, Michał Panacheda, Przemysław Siwko, Jagoda Staruch, Krystian Ulbin, Małgorzata Wasiak, Katarzyna Woszczyk, Maciej Woźniak, Joanna Żyżło | Korekta: Irmina Andrzejczak, Patrycja Jadeszko, Natalia Malko, Jagoda Staruch, Katarzyna Woszczyk, Maciej Woźniak, Marta Wójs, Joanna Żyżło | Marketing & PR: Dorota Fiedorek, Natalia Malko, Katarzyna Miś, Jan Tyc, Małgorzata Wasiak | HR: Krzysztof Ferenc, Marcin Kasica, Dorota Nowak, Michał Panacheda, Michał Strumecki | Foto & Grafika: Katarzyna Augustyniak, Krzysztof Ferenc, Katarzyna Klimko, Ewa Koczułap, Katarzyna Miś, Dorota Nowak, Michał Panacheda, Andrzej Przybylski, Karolina Tomczyszyn, Małgorzata Ziobro | Skład DTP: Katarzyna Miś, Dorota Nowak, Rafał Odwaga, Małgorzata Wasiak, Maciej Woźniak, Małgorzata Ziobro | IT: Filip Wójcik | Administracja & Finanse: Magdalena Bieliszak, Agata Dąbkowska, Dorota Nowak | Okładka: Katarzyna Augustyniak Redakcja zastrzega sobie prawo wyboru, dokonywania skrótów i poprawek stylistycznych w dostarczanych materiałach. Opinie zawarte w artykułach i korespondencjach nie muszą być zgodne z poglądami Redakcji.


głosy zUE Zapraszamy wszystkich serdecznie na obchody pięciolecia działalności Forum Edukacji Biznesowej. Czeka na Was wiele atrakcji! 14 stycznia - liczne szkolenia, turniej kręglarski dla organizacji Uniwersytetu Ekonomicznego, 15 stycznia o godz. 12:00 w sali audytoryjnej CKU spotkanie z Panem Wojciechem Krukiem a dodatkowo liczne konkursy. Dokładny plan wydarzenia oraz szczegóły znajdziecie na stronie http://www.feb.ue.wroc.pl/ Niezależna Gazeta Studentów B.e.s.t. rekrutuje! Chcesz być częścią naszej organizacji i realizować z nami swoje pasje? Marzysz, aby współtworzyć coś namacalnego i wartościowego, zdobywając przy tym cenne doświadczenie oraz praktykę, która ułatwi Ci start zawodowy? Szczegóły już wkrótce na stronie http://best.ue.wroc.pl/

Relacja z wykładu prof. Marka Belki Marlena Dąbrowska

22 listopada nasza uczelnia gościła prezesa Narodowego Banku Polskiego, który poprowadził wykład na temat tego, czy Polska powinna wejść do strefy euro. Wydarzenie to stanowiło atrakcję dla wielu studentów, gdyż w auli nowego budynku Centrum Kształcenia Ustawicznego zdecydowanie zabrakło miejsc siedzących. Jak się okazało, oprócz studentów i mediów, na wykład przybyli również licealiści. Pan rektor prof. dr hab. Andrzej Gospodarowicz przedstawił gościa i przybliżył jego życiorys. Prelegent od razu przeszedł do sedna sprawy i tym samym odpowiedział na pytanie postawione w temacie spotkania. W 2003 roku 58% obywateli opowiedziało się za podpisaniem traktatu akcesyjnego, który zobowiązuje Polskę do przyjęcia euro w dogodnym dla niej momencie. Jak się okazało, zapowiedzi polityków dotyczące przeprowadzenia referendum w tej sprawie są jedynie grą polityczną i ewentualnym poszerzeniem opinii publicznej. Natomiast w żaden osób nie zmieniłoby ono prawa, które do wejścia nas zobowiązuje. Dalej prof. Belka wymieniał warunki, które musimy spełnić, aby wstąpienie do strefy euro było korzystne. • Po pierwsze nasza gospodarka musi jawić się jako konkurencyjna i wydaje się, że taką stanowi, skoro określa się nas jako największego eksportera w Europie. Problem polega na tym, że nasza konkurencyjność bazuje jedynie na niskich kosztach wytworzenia i pod tym względem w Unii Europejskiej nie mamy sobie równych. Wynika to z niskich płac, ale również poprawnej polityki makroekonomicznej, dzięki której przeciętny poziom cen i usług jest dwa razy niższy niż w innych krajach członkowskich. Jeśli konkuruje się poziomem kosztów, to umocnienie waluty stałoby się zabójstwem dla eksporterów, a taka sytuacja będzie miała miejsce po wejściu do strefy euro. Dlatego, zanim do tego dojdzie, należy zmierzać ku innemu profilowi konkurencyjności, tzn. opartemu na jakości czy innowacyjności. • Drugim warunkiem jest elastyczny rynek pracy. Oznacza to taką sytuację, kiedy pracę łatwo zaleźć, ale także łatwo stracić, dlatego kojarzy się on z niebezpieczeństwem bezrobocia. W rzeczywistości wiąże się to z jednej strony niskimi kosztami zwolnienia pracownika, ale z drugiej równie niskimi kosztami braku pracy. Wynika to z relatywnie wysokiego zasiłku wypłacanego przez państwo, które jednocześnie zmusza do przekwalifikowania i znalezienia innego zajęcia. Taka sytuacja ma miejsce w krajach skandynawskich, gdzie ludzie chcą płacić wysokie podatki, dzięki czemu państwo na stać na takie działania. Dziś w Polsce mamy dualny rynek pracy, gdzie 25% stanowią potocznie zwane „umowy śmieciowe”, a 75% umowy o pracę. Zdaniem prof. Belki lepiej mieć taką elastyczność niż żadną, choć daleko jej do ideału, gdyż w przeciwnym razie bezrobocie wzrosłoby, a liczba zatrudnionych spadłaby. • Trzecim i ostatnim warunkiem niezbędnym dla korzystności wejścia do strefy euro jest zdrowy system finansów. Kiedy pojawia się kryzys, to wydatki gospodarstw domowych zmniejszają się w obawie o niepewne jutro. Przedsiębiorstwa mają mniejsze zyski i nie inwestują, nie rozwijają się oraz nie zatrudniają nowych pracowników. W ten sposób powstaje deficyt budżetowy. W opisanej sytuacji, kiedy nie ma popytu prywatnego, przynajmniej państwo nie powinno ograniczać wydatków. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy mamy zdrowy system finansowy, co oznacza, że banki nie boją się pożyczać państwu pieniędzy. W Unii Europejskiej obowiązuje zasada 60% długu publicznego do PKB. Polska ma dodatkowe progi ostrożnościowe, które wynoszą kolejno 50 i 55%.

Po wygłoszonym wykładzie przyszedł czas na pytania od słuchaczy, których pojawiło się bardzo dużo. Podniesiono kwestię nowego ministra finansów Mateusza Szczurka, jednostronnej euroizacji i wiele innych. Wykład można uznać za ciekawy, prowadzony przy użyciu przystępnego języka. Humoru wszystkim obecnym dodał fakt, że prof. Belka wolał odpowiadać na pytania stawiane przez studentów niż zadawane przez innych profesorów.

4

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl


głosy zUE

Studenci otworzyli serca MOTO

Coroczna akcja Wielka Draka dla Dzieciaka zakończona! Turniej, Bal Charytatywny, Studenckie Odcinki Kabaretowe to tylko niektóre z atrakcji towarzyszących tegorocznej edycji. A czy Ty odważyłeś się pomóc…?

fot. Ewa Koczułap

Początek grudnia 2013 roku pokazał swoje zimowe oblicze. Może nie sprawił, że świat, za sprawą śniegu, stał się bardziej magiczny, ale doprowadził do tego, że łydka nie raz zadrżała z zimna, a na policzkach niejednokrotnie pojawiał się rumieniec, bynajmniej nie ze wstydu. Mimo niskich temperatur i powszechnie panującej jesienno-zimowej depresji, grudzień miał w sobie jednak odrobinę magii.

Co warte było uwagi?

Wszystko za sprawą przeprowadzanej przez Zrzeszenie Studentów Polskich akcji Wielka Draka dla Dzieciaka. Przedsięwzięcie to ma na celu zbiórkę pieniędzy dla podopiecznych Fundacji „Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci”. W dniach 9-11 grudnia odbyła się zbiórka funduszy, której towarzyszyły imprezy organizowane przez studentów naszej uczelni. Do najciekawszych z nich zaliczyć można turniej bilardowy odbywający się w (mniej lub bardziej) ukochanym barze Spider. Czternastu zawodników walczyło o Puchar Rektora UE. Świetną atrakcją okazały się też Studenckie Odcinki Kabaretowe, które co roku przyciągają mnóstwo studentów. Dwie i pół godziny śmiechu zapewniły kabarety: „Jesteś.my”, „Socratiron”, Teatr Improwizacji „Jesiotr” oraz „Fifa-Rafa”, który zaprezentował najlepszy występ według ocen publiczności.

W konsekwencji wygrał rywalizację i dzięki temu będziemy mogli pośmiać się razem z jego członkami już podczas wiosennych Ekonomaliów. Tutaj apel: jeśli braliście udział w SOK-u, to wiecie już, że wysiłki tych młodych kabareciarzy godne są podziwu; jeśli nie – polecamy nadrobić zaległości już w maju. Naprawdę warto.

Sportowo dla chorych dzieciaków

Do innych atrakcji, towarzyszących zbiórce pieniędzy dla dzieciaków, zaliczyć można mecz koszykówki, w którym zwyciężyła drużyna o nazwie: „zDolny Śląsk”. Sponsorem tego wydarzenia był Śląsk Wrocław, który przekazał na licytację koszulkę z autografami zawodników. Podziękowania należą się także Studium Języków Obcych, które przeznaczyło na licytację ofertę 3-miesięcznego kursu, dzięki czemu Fundacja otrzymała wsparcie w wysokości 700 zł. Po rozgrywkach i pełnej regeneracji odbyła się impreza Szał Baj Najt zorganizowana w mikołajkowym klimacie. Studenci jak zwykle dopisali i pokazali, że nie tylko mają serca szeroko otwarte na innych, ale są też świetnymi imprezowiczami. Całą akcję zakończył Bal Charytatywny, który odbył się

w Pałacyku. Tematyka tej edycji dotyczyła stylu lat 20. ubiegłego wieku. Perły, opaski i meloniki królowały 13 grudnia na parkiecie zdobiąc eleganckich studentów.

WDdD w liczbach

W tegorocznej edycji WDdD brało udział 25 wolontariuszy, ubranych w białe koszulki z logo akcji. Jeśli zaskoczyły Was balony zainstalowane na kampusie – tak, to ich pomysł. Koordynatorzy – Gosia Rybicka i Maciej Kuczyński – zapytani, czy akcja przebiegła zgodnie z oczekiwaniami, odpowiedzieli z uśmiechem na twarzy: „Zainteresowanie zbiórką do puszek jest duże, co nas bardzo cieszy, a przecież to jest najważniejsze”. W latach 2010-2012 ZSP udało się zebrać w sumie kwotę 29 500 zł. Cel jest na tyle szczytny, że pozwala dzieciakom na spędzenie czasu w domu, wśród rodziny, a nie na oddziałach szpitalnych. Jeszcze nie wiadomo, ile pieniędzy udało się zebrać dla Hospicjum w tym roku, ale należy pamiętać, że każdy grosz się liczy. I za to wszystkim dorzucającym swoją cegiełkę – dziękuję.

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

5


Głosy zUE

Siedem kłamstw i siedem mitów o wolnym rynku AUTOR: SANDY IKEDA | ŹRÓDŁO: FEE.ORG | TŁUMACZENIE: PAWEŁ BIELIŃSKI

Niektóre prawdy są ciągle powtarzane. Czasem miewamy też jednak do czynienia z wiecznymi kłamstwami. Zamieszczam tutaj kilka spośród ostatnio zasłyszanych kłamstw na temat wolnego rynku, choć jest ich oczywiście znacznie więcej. 1) Wolny rynek powoduje niedostatek i wzrost cen. W każdym systemie gospodarczym — socjalistycznym, interwencjonistycznym, wolnorynkowym — ilość danego dobra zwykle będzie niewystarczająca, żeby zaspokoić popyt przy cenie równej zero. Na wolnym rynku, gdzie ludzie wymieniają się prawami do tych dóbr, ceny będą spadania wzrastać lub spadać do poziomu, przy którym wysokość popytu jest równa wysokości podaży, i tym sposobem ceny pomogą radzić sobie z niedostatkiem. Co więcej, wolny rynek, poprzez system zysków i strat, daje przedsiębiorcom zachętę zarówno do dostarczania większej ilości dóbr rzadkich, jak też do odkrywania alternatyw. (Nie cały „handel” przebiega jednak w ten sposób, patrz punkt 4) poniżej). 2) Na wolnym rynku biznes jest uprzywilejowany. Jest to bardzo powszechne mniemanie oparte na myleniu prorynkowości z probiznesowością. Wolny rynek jest jednak wolny dokładnie dlatego, że nie przyjmuje żadnych specjalnych przywilejów dla jakichkolwiek osób czy grup. Takie przewagi z pewnością dzisiaj istnieją i mogłyby istnieć na wolnym rynku — można się wrodzić w bogatą rodzinę, być wytrwalszym czy zasobniejszym — ale są one konsekwencją braku przywilejów w sensie libertariańskim tak długo, jak tylko są one zdobyte bez użycia oszustw i fizycznej przemocy wobec ludzi lub cudzej własności.

3) Przed Obamacare, służba zdrowia [w USA — przyp. tłum.] działała na zasadach wolnorynkowych. W rzeczywistości był to wielce interwencjonistyczny rynek. Podobnie, porażki rynków mieszkaniowych i finansowych nie były wcale rezultatem „polityki wolnorynkowej”, a to samo można powiedzieć w zasadzie o każdym sektorze amerykańskiej gospodarki. Wolny rynek jest wolny od prawnych przywilejów i dyskryminacji, jest tym wszystkim, co dzieje się pod nieobecność agresji i w ramach ściśle określonych „zasad gry” — takich jak, na przykład, prywatna własność, wolność

6

stowarzyszania, rządy prawa. Ponownie, to nie jest probiznesowe, prokonsumenckie ani projakiekolwiek, jeśli ma to oznaczać używanie siły politycznej do rozmyślnego pomagania jednym kosztem drugich.

4) Wolny rynek wymaga, aby wszystkie wartościowe zasoby były w prywatnym posiadaniu i aby handlowano nimi na rynkach. Nawet, gdyby to było możliwe, a nie jestem co do tego przekonany, to niekoniecznie byłaby to najlepsza droga to poradzenia sobie z tragedią wspólnego pastwiska. Niekiedy alternatywy prywatnej własności zwyczajnie działają lepiej. W rzeczy samej, Elinor Ostrom, która została laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii za badanie na temat użytkowania wspólnych zasobów, znalazła stosowane przez ludzi na całym świecie od zarania dziejów sposoby na unikanie konfliktów dotyczących np. użytkowania wody i wycinania lasów pozarynkowymi metodami współpracy (a często także bez rządu). Istotnie, często „wymieniamy” przysługi z rodziną, znajomymi, a nawet z obcymi bez potrzeby formalnych rynków i  cen rynkowych. I bardzo dobrze. 5) Wolny rynek wzmaga rasizm, homofobię i inne rodzaje bigoterii. Cóż, to prawda, że można być rasistą i homofobem na wolnym rynku, można nie życzyć sobie mieszkania w pobliżu jednopłciowej lub międzyrasowej pary, czy też odmawiać komuś zatrudnienia za wygląd, jeśli wyda się on w jakiś sposób odrzucający. Jednak w konsekwencji takich zachowań będzie pewnie trzeba zapłacić więcej za dom albo wypłacać wyższe pensje pracownikiem, bo jest to rozmyślne zawężenie własnego pola manewru.

Część krytyków wolnego rynku wyśmieje takie tłumaczenie, mówiąc, że te mechanizmy nie zwalczają podszycia rasizmem lub seksizmem. Wiele można na to odpowiedzieć, ale ograniczę się tylko do dwóch kwestii. Po pierwsze, płacenie za uprzedzenia

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

może ich nie wyeliminować, ale będzie je ograniczać (popyt spada ze wzrostem ceny, także popyt na uprzedzenia). Poddawanie się im oznacza zaś straty względem rodzin bardziej tolerancyjnych lub wyrzeczenie się bardziej kompetentnych pracowników. Po drugie, próba zmienienia czyjegoś nastawienia wobec homoseksualizmu i rasizmu przemocą albo groźbą jej użycia jest metodą nieefektywną, która zwykle przynosi więcej szkody niż pożytku, a z czasem prowadzi do narastania komplikacji. Wolny rynek daje powody do korzystania na zawiązywaniu interakcji z innymi, na uczeniu się od innych, którzy mogą bardzo się różnić, mogą działać poza zwykłymi siatkami społecznymi. Legalistyczne rozwiązania powodują namnażanie resentymentów i pogoni za rentą, które podkopują tolerancję niezbędną do wiązania ze sobą różnych ludzi. 6) Wolny rynek popiera wojnę. To prawda, że poza byciem „zdrowiem państwa” i wrogiem wolności, wojna jest korzyścią dla niektórych grup interesu jak choćby firmy produkujące broń. Wojna niszczy jednak wolny rynek w ogólności. Wojna i  rządowa interwencja, która tej pierwszej zawsze towarzyszy, ograniczają wolny rynek (wewnętrzny i w kraju, z którym toczy się wojna) i wolne stowarzyszanie, czynią kupno i sprzedaż bardziej kosztownymi, redukują siłę nabywczą, szkodzą gospodarstwom domowym i biznesom, wreszcie naruszają pokój, który jest niezbędny dla rozkwitu wolnego rynku.

7) Wolny rynek jest zawsze wydajny. Prawdziwy świat zamieszkują prawdziwi ludzie, którzy nie mają pełnej informacji, mogą mieć błędne informacje lub mogą po prostu popełniać błędy. „Idealny” system gospodarczy to nie ten, w którym nikt nigdy nie popełnia błędów, ale ten, w którym popełniane przez ludzi pomyłki są naprawiane najefektywniej, jak to tylko możliwe. Konkurencja na wolnym rynku pozwala ocenić, czy koszty są zbyt duże, czy zbyt małe, wypatrywać okazji do obniżenia cen


EKOnomia lub zwiększenia zysków, a także zrezygnować z nowej metody konsumpcji lub produkcji. Wolny rynek nie jest idealny, dlatego że zawsze działa perfekcyjnie, ale dlatego, że lepiej niż jakikolwiek znany system koryguje popełniane błędy.

8) Wolny rynek to „wyścig szczurów”, który skłania ludzi do bezkarnego oszukiwania i okradania się nawzajem. Działanie wolnego rynku jest oparte na zasadach. Część z nich stanowią jasno postawione reguły formalne, takie jak prawo własności czy umów, podczas gdy inne są zwyczajowe, rozumiane raczej intuicyjnie, które określają one uczciwość, współpracę i ogólne zasady fair play. Żaden poważny zwolennik wolnego rynku nie zaprzeczy, że reguły z obu tych kategorii są niezbędne dla porządku społecznego, a także, że efektywne wymuszanie ich przestrzegania, czy to przez rząd, czy też środkami prywatnymi, promuje pokojową wymianę. 9) Wolny rynek prowadzi do monopolu. W procesie rynkowej konkurencji rzeczywiście mogą się czasem wyłaniać monopole. Ich życie jest jednak przeważnie krótkie, ale jeśli się przeciąga, niekoniecznie okazuje się to złe. Mówiąc „monopol” mam na myśli wyłącznego dostawcę jakiegoś dobra na rynek. Na wolnym rynku takie podmioty mogą pojawić się z dwóch powodów: (a) przedsiębiorca wypiera z rynku swoich konkurentów poprzez okazanie większej od nich konkurencyjności i dostarczanie lepszej jakości towarów czy usług, lub (b) jest pierwszym, który oferuje nowy rodzaj dobra. W każdym z tych przypadków, jeśli monopol trwa, oznacza to, że dostarczyciel jest bardziej efektywny i nowoczesny niż jego rywale. Kiedy rząd ochrania biznes przed konkurencją bądź subsydiuje koszty, cierpi na tym wydajność i innowacyjność. To jednak nie jest, oczywiście, wolny rynek (patrz 6. poniżej). 10) Wolny rynek niszczy innowację. Niektórzy mogą twierdzić, że wielka korporacja będzie wykupywać innowacje od swoich potencjalnych konkurentów, aby chronić swoją część rynku. W zasadzie jednak, na wolnym rynku, celem kompanii nie jest zdobycie wpływów na rynku, tylko osiąganie zysków. Jeśli więc innowacja je przynosi, nikt nie ma interesu w niekorzystaniu z niej. Pewna korporacja może zatem wykupić pomysł od innej w nadziei, że osiągnie zysk poprzez jego wdrożenie; jeśli jednak nowe rozwiązanie okaże się nieopłacalne,

to dana firma nie będzie go więcej stosować. To nie jest niszczenie innowacji, tylko unikanie strat. Kiedy L.A. Angels wykupili pałkarza Alberta Pujolsa od the Cardinals, nie zrobili tego, żeby siedział na ławce, tylko żeby pomógł zdobyć dla nich więcej asów. Kiedy grzał ławę, to nie po to, żeby przynieść szkodę dla St. Louis, ale dlatego, że nie mógł pomóc Angelsom.

11) Wolny rynek robi z ludzi egoistów. Ludzie są równie egoistyczni w socjalizmie jak na wolnym rynku (o ile nie bardziej). Zadaniem każdego systemu jest ujarzmienie tego egoizmu w taki sposób, który prowadzi do ogólnego dobrobytu. Wolny rynek dba o to poprzez maksymalizację potencjału dobrowolnych wymian: Jaś i Małgosia nie wymienią się, jeśli któreś z nich nie widzi dla siebie zysku z wymiany. Jak wyjaśniał Adam Smith w Bogactwie narodów: „To nie dzięki życzliwości rzeźnika, piwowara czy piekarza możemy spodziewać się obiadu, ale dzięki ich dbałości o własny interes”. Według niektórych, Smith chciał przez to powiedzieć, że ludzie będą (albo powinni) pomagać sobie tylko dla zysków materialnych. Wyjaśniał on jednak we wcześniejszym swoim dziele pt. Teoria uczuć moralnych: „Jakkolwiek egoistyczny człowiek nie bywa, jest dla niego naturalnym zainteresowaniem szczęściem innych i czynieniem ich szczęśliwszymi, nawet gdy jedyne, co z tego będzie miał, to przyjemność oglądania cudzej szczęśliwości”. W codziennych, bliskich kontaktach między sprzedawcami i nabywcami na wolnym rynku, ludzie dobrze radzą sobie z kontaktem z różnej maści obcymi, co daje im pewność siebie na drodze do osiągania zysków. Oczywiście, że jest to związane ze zwykłym interesem, ale także ze specyficznym rodzajem sympatii, o którym pisze Smith, który jest niezbędny do stworzenia wolnej społeczności, której elementem jest wolny rynek. 12) Wolny rynek zniechęca do miłosierdzia i sympatii. To doprawdy dziwne, że według niektórych woluntaryzm nie zatriumfowałby w porządku społecznym opartym na dobrowolnym działaniu i nieagresji. Prawdopodobnie jest tak dlatego, że wielu, w tym zbyt wielu libertarian, uważa za libertariańskie credo hasło „Nie depcz mnie!” (don’t tread on me). Zamiast tego, za bliższe prawdy uznałbym „Nie depcz innych!”. W zniewolonym społeczeństwie zyski są dostępne niemal wyłącznie po znajomości; wolny rynek poszerza nasze kontakty. Jak wyjaśniała Diedre McCloskey,

„mieszczańskie cnoty” współgrają z tym, co określa „roztropnością” (alone prudence). W praktyce to właśnie bogactwo umożliwia działalność charytatywną, a nie ma lepszego systemu kreowania bogactwa od wolnego rynku, co potwierdzają dekady badań.

13) Na wolnym rynku ludzie bogacą się kosztem innych. To kłamstwo zrównuje poszukiwanie zysków z pogonią za rentą, lub też wolny rynek z kapitalizmem kolesiowskim. Na wolnym rynku, dana osoba dokona dobrowolnej wymiany tylko wtedy, gdy spodziewa się na niej zyskać, tj. jeśli sądzi, że wartość oddanego domu jest niższa niż wartość otrzymanej w zamian gotówki. Jeżeli wymiana zachodzi, znaczy to, że obie strony przewidują, że będzie ona dla nich korzystna. To, czy tak uważają, zależy od ich czujności i nieuniknionej niepewności. Tymczasem w kapitalizmie kolesiowskim ludzie używają swoich wpływów politycznych do zdobywania przywilejów i zysków finansowanych przez podatki, regulacje i inflację. W takim przypadku zysk jednej osoby jest rzeczywiście stratą dla drugiej. Oto prawdziwy „wyścig szczurów”, charakterystyczny dla naszej obecnej „gospodarki mieszanej”. To zaś oznacza, niestety, że trudno powiedzieć, które spośród osiąganych w tej chwili zysków i ponoszonych strat wynikają z poszukiwania zysków, a które z pogoni za rentą. 14) Wolny rynek oznacza akceptację wszystkich zachodzących na nim zjawisk. Napisałem już wcześniej, że wolna społeczność rozkwita w obecności radykalnej tolerancji i krytycyzmu. Przykładem tego ostatniego jest wolnorynkowa konkurencja o dobra i usługi. Kupujesz coś, czego chcesz; nie kupujesz, jeśli tego nie chcesz. Wolna społeczność jest jednak także tolerancyjna: „Nie depcz innych!”. Nie chciałbym, żeby mój syn zażywał metamfetaminę, ale nie mam nic przeciwko swobodnemu obrotowi tą substancją. Jedno z niebezpieczeństw związanych z życiem w wolnej społeczności polega na tym, że musimy dopuścić popełnianie błędów przez innych. Dlaczego? Zapewne dlatego, że nigdy nie możemy być pewni, co jest błędem, a co nim nie jest. W wolnej społeczności, nawet jeśli czujemy się czegoś pewni, powstrzymujemy się od używania siły politycznej do podporządkowywania innych naszym poglądom. Prawdą jest, że nie uznajemy kompromisów dotyczących własności prywatnej i nieagresji, ale tolerujemy (i pokojowo krytykujemy) to, z czym się nie zgadzamy.

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

7


Polityka

Prezent mikołajkowy od rządu MICHAŁ „LINUX” GULEWICZ

Tęcza, tęcza i po tęczy. Jej zniszczenie ma jednak symboliczny charakter. W mitologii skandynawskiej tęczowy most Bifrost ulega zniszczeniu, zawalając się pod naporem potworów, co jest jednym ze zwiastunów Ragnaroku – zmierzchu bogów i końca świata. Nasza warszawska tęcza również przestała już istnieć. Czy ma to symbolizować koniec Polski?

T

ym razem nie będzie o gejach ani Najwyżej możliwość zainwestowania części dy przypomnimy sobie, że PO zdecydowało o symbolach. Będzie o przykrej rze- środków za granicą. Oczywiście nie więcej o podwyżce podatków, składek ubezpieczeczywistości gospodarczej. Przykrej, niż 30%. Należy sobie zadać pytanie, czy niowych i likwidacji licznych ulg podatkobo zamiast walczyć ze złem, biernie patrzy- nasz rząd, faktycznie, jest tak głupi? wych, które, zdaniem byłego (na szczęście) my, jak maszeruje ono na nasz własny mały Przypomnijmy sobie pamiętny skok na ministra finansów, „nie spełniają żadnych Asgard. Obserwujemy, jak rząd szarżuje, by kasę z roku 2011. To właśnie wtedy, dnia celów społecznych”. Po hasłach wyborczych dokonać ostatecznego szturmu na oszczęd- 1 maja, ogromną część składki na OFE „budujmy szkoły”, zaczęto je zamykać i wyności milionów Polaków. Dnia 6 grudnia utopiono w ZUS-ie. Ponieważ OFE są zo- rzucać nauczycieli z pracy, obniżając w ten roku 2013, uchwalono ustawę o zmianach bligowane do lokowania kapitału w kraju, sposób jakość i dostęp do edukacji. O czym w systemie emerytalnym. Jeśli myśleliście, stanowią największe dofinansowanie pol- jeszcze można wspomnieć? Może o stolicy że sweter z reniferem jest kiepskim prezen- skich przedsiębiorstw na giełdzie. Jak już pi- naszego kraju, w której ludzie, mając dosyć tem mikołajkowym, to znaczy, że nie spraw- sałem wcześniej, niemal każda nowa emisja obecnej prezydent miasta, domagali się oddziliście, co chce zrobić władza dla naszego akcji na giełdzie warszawskiej mogła liczyć wołania pani Gronkiewicz-Waltz. Chociaż dobra. na inwestorów ze strony większość była tego zdania, zabrakło kilka Już wkrótce OFE zoKONIEC Z BEZPIECZNY- otwartych funduszy eme- głosów, aby referendum było ważne. Istotstaną przymusowo zarytalnych. Polska charak- ne jest jednak to, co w tej sprawie miała do MI INSTRUMENTAMI mienione w fundusze W POSTACI OBLIGACJI. teryzuje się gigantyczną powiedzenia elita rządząca. Premier Tusk wysokiego ryzyka, któluką kapitałową. Tutejsze stwierdził, że nawet jeśli panią prezydent odre przynajmniej 75% kapitału będą obo- przedsiębiorstwa mają ogromne problemy woła się ze stanowiska, zostanie natychmiast wiązkowo inwestować w akcje. Oczy- w znalezieniu finansowania, czego dowo- powołana jako komisarz, by dalej sprawowiście, państwa elita rządząca, bardziej dem jest prężny rozwój alternatywnego wała swoje funkcje. Prezydent Komorowski wyspecjalizowana w demagogii, aniżeli systemu obrotu w postaci NewConnect. zaś uznał, iż należy podwyższyć wymagany w rządzeniu, przekonują, że jest to tylko Dlatego jest rzeczą oczywistą, że przenosząc próg frekwencji dla referendów tego typu. tymczasowe i do roku 2018 przymus ten pieniądze z OFE do ZUS, działa się na jaw- „Raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy”. będzie stopniowo obniżany, aż zniknie cał- ną niekorzyść giełdy. Jeśli znajdziecie gdzieś Brzmi znajomo? To słowa Józefa Stalina. kowicie. Niestety nie możemy zapomnieć, notowania indeksu WIG20, to zwróćcie Teraz dochodzi ta sprawa z OFE. Wszelże w OFE całkowicie zlikwidowana zosta- uwagę na datę 1 maja 2011. W tym dniu kimi dostępnymi sposobami władze chcą nie możliwość inwestowania w instrumen- rząd postanowił działać „dla naszego dobra”, uzależnić przyszły byt emerytów od jednej ty dłużne pochodzenia rządowego. Koniec co było początkiem największego spadku instytucji, nad którą sprawuje kontrolę. Czy z instrumentami bezpiecznymi w postaci ob- wartości indeksu WIG20, jaki to nie jest podejrzane? Jeśli ligacji skarbowych. Co w takim razie pozo- było nam dane obserwować „RAZ ZDOBYTEJ weźmiemy pod uwagę fakt, stanie? Obligacje samorządowe? Samorządy w ciągu ostatnich lat. że ZUS jest bankrutem i istWŁADZY NIE rzadko decydują się na ich emisję, więc na Jeśli myślicie, że świadczy to ODDAMY NIGDY.” nieje tylko dzięki dotacjom rynku nie ma ich zbyt wiele. Pozostają ob- o niekompetencji władzy, to w z budżetu państwa, możemy ligacje korporacyjne, nie bez powodu nazy- mojej opinii jesteście w błędzie. Przecież, wywnioskować, że rząd chce, by obywatele wane „śmieciowymi”. Są one wprowadzane jako studenci pierwszego roku, uczymy się żyli z miesiąca na miesiąc. Walcząc każdego do obiegu zazwyczaj przez przedsiębiorstwa, o tym, że przedsiębiorstwa tracąc źródło dnia o przetrwanie, znacznie mniej czasu które pilnie potrzebują kapitału, a nie są finansowania, podupadają. A w rządzie są poświęcimy na bój o naszą wolność. Przew stanie go pozyskać poprzez emisję akcji, ekonomiści po studiach. Profesorowie nauk cież aby utrzymać ZUS, potrzeba gigantyczgdyż ich trudna sytuacja finansowa jest nie- ekonomicznych. Naprawdę myślicie, że nikt nych obciążeń fiskalnych wobec osób pracuzbyt zachęcająca dla inwestorów. Właśnie nie przewidział, co się stanie na giełdzie po jących. Jak już kiedyś pisałem, rząd odbiera takie będą najbezpieczniejsze instrumen- reformie systemu emerytalnego z roku 2011? nam 70% wartości naszej pracy. Ciężko wyty, w które będzie mogło inwestować OFE. Według mnie było to działanie intencjonal- żyć za pozostałe 30%, prawda? Natomiast Obligacje emitowane przez firmy stojące na ne. Posunięcia Platformy Obywatelskiej da- gdy już skończymy pracować i osiągniemy skraju bankructwa. Idźmy za ciosem. Co się lece wykraczają poza zwykłą niekompetencję wiek emerytalny, nasz byt będzie zależał od stanie, jeśli na giełdzie nastąpi krach? Czy i zaczynają bardziej przypominać wielki sa- ZUS-u, którego zaś istnienie zależy tylko o tym rząd pomyślał? Jeżeli giełda się zała- botaż wymierzony w gospodarkę i obywate- i wyłącznie od tego, czy rząd będzie ów inmie, a OFE będą zobligowane do trzymania li. Gdy PO objęło ster władzy, stopa bezro- stytucję dotował. kapitału właśnie tam, to jest rzeczą oczywi- bocia wynosiła w kraju niecałe 9%. Po kilku Czyż nie brzmi to jak teoria spiskowa? stą, że odkładane przez przyszłych emery- latach i miliardach euro przyznanych przez Chciałbym, żeby tak było. Można byłoby się tów pieniądze znikną w przeciągu kilku dni, UE, stopa bezrobocia skoczyła do 14%. Cie- z tego pośmiać i o wszystkim zapomnieć. ponieważ nie będzie żadnej alternatywy. kawe, prawda? Przestaje to zaskakiwać kie- Wielka szkoda, że takie są fakty.

8

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl


Polityka

infoWschód MICHAŁ PANACHEDA

W dniach 28-29 listopada ubiegłego roku w Wilnie odbył się Szczyt Partnerstwa Wschodniego. Przedstawiciele krajów uczestniczących w programie poprzez podpisanie umów mieli dać wyraz dążeń ich społeczeństw i władz do dalszej i zintensyfikowanej integracji z Unią Europejską. Czy tak się rzeczywiście stało? Czy podczas wileńskiego szczytu osiągnięto wszystkie zakładane cele? Otóż nie do końca. Po raz kolejny polityka Unii Europejskiej okazała się, w pewnym stopniu, niepowodzeniem.

Czym jest Partnerstwo Wschodnie? Partnerstwo Wschodnie jest programem, którego głównym celem jest zacieśnienie dwustronnej współpracy krajów partnerskich z UE na poziomie politycznym, jak i gospodarczym oraz wymiaru wielostronnego, który odnosi się do wyzwań wspólnych wszystkich partnerów. Inicjatywa ta ma na celu stworzenie warunków niezbędnych do rozwoju społeczno-gospodarczego i przemian ustrojowych w państwach-uczestnikach PW, które opierałyby się na unijnych wartościach, normach i standardach. Partnerstwo opiera się na fundamentalnych wartościach takich jak rządy prawa, demokracja czy poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności. Partnerstwo Wschodnie jest częścią Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, czyli oficjalnej polityki UE wobec krajów z nią sąsiadujących, tak więc PW określa wymiar wschodni UE, a inicjatorem programu jest polska dyplomacja wspierana przez Szwecję. Inicjatywa została zapoczątkowana w 2009 roku i była skierowana do sześciu państw Europy Wschodniej i Kaukazu Południowego – Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdawii oraz Ukrainy. Trzeba pamiętać, iż Partnerstwo Wschodnie nie stanowi strategii rozszerzenia UE. Unia Europejska poprzez PW próbuje stworzyć bezpieczny klimat, bufor na swojej wschodniej granicy w oparciu o demokratyczne i wolnorynkowe państwa na zasadzie pogłębionej współpracy, bez rzeczywistej możliwości, przynajmniej w najbliższych okresie, pełnoprawnego członkostwa w strukturach Unii Europejskiej.

Jakie cele zamierzano osiągnąć podczas szczytu w Wilnie?

Spotkanie w stolicy Litwy było trzecim oficjalnym szczytem PW. Pierwszy odbył się w Pradze w 2009 roku, drugi dwa lata później w Warszawie, ale wobec ubiegłorocznego spotkania oczekiwano konkretnych osiągnięć w postaci podpisanych porozumień. Zakładano, iż podczas szczytu w Wilnie zostanie podpisana umowa stowarzyszeniowa wraz z postanowieniami o strefach wolnego handlu (DCFTA) pomiędzy Unią Europejską a Ukrainą oraz zostaną parafowane umowy stowarzyszeniowe wraz z pogłębioną strefą wolnego handlu z Gruzją oraz Mołdawią. Te 3 umowy miały stanowić główne clou szczytu w Wilnie.

Decyzja Janukowycza Prezydent Ukrainy, Wiktor Janukowycz, ponad tydzień przed szczytem w Wilnie, 21 listopada, ogłosił, iż Ukraina nie podpisze umowy stowarzyszeniowej. Zaproponował komisarzowi ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa w Komisji Europejskiej, Stefanowi

Fuele, odłożenie na rok podpisania umowy ze względu na obawy o straty związane z możliwym pogorszeniem relacji handlowych z Rosją. Decyzja prezydenta wywołała ogromne oburzenie i protesty obywateli Ukrainy. Do dnia zamknięcia naszego magazynu sytuacja na Ukrainie nie uległa zmianie. W wielu miastach stworzono Euromajdany, na których ludność demonstruje i postuluje o integrację z UE, a nawet dymisję rządu i prezydenta za brak podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską.

Szczyt w Wilnie

W ubiegłorocznym Szczycie uczestniczyli szefowie państw i rządów z 28 państw członkowskich Unii Europejskiej oraz państw Partnerstwa Wschodniego, a także najwyżsi przedstawiciele instytucji europejskich. Najważniejszym, zrealizowanym celem spotkania na Litwie było parafowanie umów stowarzyszeniowych Gruzji i Mołdawii z Unią Europejską, z nadzieją na ich podpisanie jesienią 2014 roku. Ponadto UE udało się podpisać szereg innych porozumień m.in. o ułatwieniach wizowych i readmisji z Armenią, o ułatwieniach wizowych z Azerbejdżanem czy umowa ramowa ws. udziału Gruzji w operacjach wojskowych i misjach cywilnych z zakresu Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony UE. Ponadto Ukraina parafowała umowę o wspólnej przestrzeni lotniczej. Podkreślano sukcesy, jakie poszczególne państwa PW odnoszą w ramach regulacji wynikających z przyjętych wcześniej umów bądź realizacji określonych zadań, które zbliżają je do sygnowania nowych porozumień m.in. z zadowoleniem przyjęto osiągnięcia Mołdawii w wypełnianiu warunków Planu Działania ws. liberalizacji wizowej, co najprawdopodobniej przyczyni się do wprowadzenia w 2014 roku ruchu bezwizowego pomiędzy UE a Mołdawią. Szef polskiej dyplomacji, Radosław Sikorski, powiedział – Wyniki szczytu pokazują, że w Partnerstwie Wschodnim działa zasada „więcej za więcej”. Kraje reformujące się, jak Mołdawia, otrzymają z tego tytułu realne korzyści. Reasumując, Szczyt w Wilnie został uznany za porażkę unijnej polityki wobec krajów Partnerstwa Wschodniego ze względu na zawieszenie negocjacji i niepodpisanie umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Dlaczego parafowanie umów z Gruzją i Mołdawią nie było wystarczająco satysfakcjonujące dla UE? Ze względów ekonomicznych Ukraina to największe państwo PW pod względem powierzchni i liczby mieszkańców, co przekłada się zatem chociażby na wielkości potencjalnego rynku zbytu unijnych towarów. Ponadto generuje to polityczne tarcia na linii UE-Rosja. Odbiło się to także na ambicji UE, którą to wodził za nos prezydent Janukowycz. Na koniec posłużę się zastanawiającym cytatem zawierającym pewną dozę przekory - „Skoro Partnerstwo Wschodnie to instrument służący temu, aby w otoczeniu Unii Europejskiej była demokracja bez możliwości członkostwa, to czemu nie ma współpracy, tylko narzucone wymogi?”

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

9


Polityka

Infrastruktura jest kobietą… WYWIAD PRZEPROWADZIŁ: KRYSTIAN ULBIN

Powiedziała Monika Wielichowska – Poseł na Sejm RP VI i VII kadencji, członek sejmowej Komisji Infrastruktury i Komisji Finansów Publicznych, absolwentka Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu.

fot. archiwum M. Wielichowskiej

P

ani Poseł czy Pani Posłanko? Jak powinienem zwracać się do Pani? Nie ma to dla mnie szczególnego znaczenia, obie formy są dobre, zatem jak pasuje interlokutorowi. Jest Pani absolwentką Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, dawniej Akademii Ekonomicznej. Jak wspomina Pani tam te czasy? Z wielkim rozrzewnieniem i uśmiechem, bo studia to najpiękniejszy okres dla młodego człowieka. Dlatego warto z życia studenckiego czerpać pełnymi garściami. Często właśnie wtedy, nawiązują się przyjaźnie na całe życie, związki, które są na zawsze. To czas, kiedy człowiek rozwija się najbardziej, najszybciej. Jest dociekliwy, pełny energii, zapału i świetnych pomysłów. I wszystko to może realizować, ponieważ najczęściej nie ma zobowiązań. Warto być studentem i realizować swoje pasje. Czy dziś z perspektywy czasu jest Pani zadowolona, że studiowała ekonomię na naszej Uczelni, Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu? Trzeba pamiętać, że każde studia to wartość dodana. Jak wiadomo nie pracuję w swoim zawodzie, nie jestem czynnym ekonomistą, ale ekonomia to dziedzina porządkująca wiele zagadnień, więc również i w tym sensie jestem zadowolona z ukończenia tego kierunku. Czy zdobyta wiedza podczas studiów była przydatna w pracy zawodowej? To właśnie wiąże się z tym, co poprzednio powiedziałam. Ekonomia jest przydatna na każdym etapie mojego życia, zarówno zawodowego jak i prywatnego. Od sześciu lat jest Pani członkiem sejmowej Komisji Infrastruktury, prze-

wodniczącą podkomisji stałej ds. budownictwa, a także ukończyła Pani podyplomowe studia w Szkole Głównej Handlowej Zarządzanie i Finansowanie Infrastruktury Drogowej. Dlaczego zdecydowała się Pani na pracę w tej trudnej Komisji? Przecież budowa dróg, mostów, kolej czy zagadnienia budowlane, to ciężka tematyka. Jak Pani, jako kobieta, się w tym odnajduje? Nie jestem zwolenniczką dzielenia jakichkolwiek dziedzin z uwagi na płeć. Ona nie ma zupełnie znaczenia. Determinantą jest wiedza, zainteresowanie, cel, wizja, założenia, plan. W mojej pracy poselskiej szybko zdiagnozowałam

najbardziej „palące” problemy regionu, którymi są szeroko pojęte problemy infrastrukturalne. Zatem, jakby naturalną konsekwencją, stała się moja praca w sejmowej Komisji Infrastruktury. Dzięki studiom uzupełniającym, mogę być w pełni profesjonalną w tej dziedzinie, a co za tym idzie, zdecydowanie skuteczniejszą w zabieganiu o rozwiązania istotnych problemów w kraju i regionie. Zanim trafiłam do Sejmu, piastowałam funkcję starosty kłodzkiego. Już wtedy dane mi było zarządzanie ponad 700 km dróg powiatowych. Często słyszę pytanie, skąd praca w zdominowanej przez

10 NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

panów Komisji. Zawsze odpowiadam: Infrastruktura jest kobietą. Proszę o wskazówki, porady dla nas studentów. Jakie perspektywy na rynku pracy widzi Pani dla przyszłych i obecnych absolwentów? Nie ma złotej wskazówki. Będąc młodym człowiekiem, wchodzącym w dorosłe życie, szuka się swojej drogi zawodowej. Nie zawsze jest ona zgodna z naszym wykształceniem i oczekiwaniami. Ale jedno wiem na pewno, że nie należy bać się swoich marzeń, choćby wydawałaby nam się zbyt śmiałe. Należy w życiu kierować się nie tylko rozsądkiem, ale również marzeniami i intuicją. Często to ona nam dobrze podpowiada, co jest najważniejsze, mniej ważne czy nieistotne. Po drugie, żeby być dobrym pracownikiem, trzeba lubić swoją pracę. Jeśli chodzi o perspektywy absolwentów na rynku pracy, są one z roku na rok coraz lepsze, choć daleko im do optymalnych. Dlatego tak ważne jest wykształcenie. Często uzupełniane. Tak jest w moim przypadku. Po zakończeniu studiów ekonomicznych, podjęłam naukę na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie ukończyłam dwuletnie studia podyplomowe Zarządzanie Informacją (Public Relations), potem wróciłam na Akademię Ekonomiczną, aby dokształcić się z zakresu pozyskiwania środków unijnych dla przedsiębiorczości i samorządności, a ostatnio w Szkole Głównej Handlowej, o czym mówiłam wyżej. To pewnie jeszcze nie koniec, ponieważ myślę o doktoracie - już podjęłam pierwsze kroki w tym zakresie. Uważam, że warunkiem zawodowego sukcesu w naszych czasach, jest posiadanie kilku zawodów i pełna mobilność w podejmowaniu nowych wyzwań. Czego Wam szczerze życzę w Waszej zawodowej drodze.


Felietuńczyk

Do upieczenia jeden krok...

ZENIA

Gotowania unikasz jak ognia, a znajomi boją się wpuścić cię do kuchni? Chcesz dać komuś własnoręcznie zrobiony prezent, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać? A może chciałbyś zaskoczyć gości poczęstunkiem na imprezie, ale boisz się, że trzeba będzie dzwonić pod 998? Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, nie bój się, drogi czytelniku. Po lekturze tego tekstu od razu popędzisz do kuchni!

Mit pierwszy – trudność

Składniki: - 175 g miękkiego masła - 200 g cukru - 2 duże jajka - 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego - 400 g mąki pszennej - 1 łyżeczka proszku do pieczenia - 1 łyżeczka soli Wykonanie: Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę, następnie dodajemy jajka i ekstrakt. Wsypujemy mąkę zmieszaną z proszkiem i solą, miksujemy. Jeśli masa jest zbyt lepka, można dodać trochę mąki, ale nie za dużo, bo ciasto będzie twarde (spokojnie, możecie to zrobić tuż przed wałkowaniem i wykrajaniem). Zawartość miski owijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na co najmniej 30 minut.

Najczęstszy powód, dla którego unikamy samodzielnego przygotowywania posiłków, to stwierdzenie, że gotowanie jest zbyt trudne. Otóż nic bardziej mylnego! Wystarczy trochę czasu i chęci – kucharzyć każdy może (nawet student ;))

Przepis to podstawa Dla początkujących kucharzy i piekarzy przepis to rzecz najważniejsza. Jeśli dopiero zaczynacie kuchenną przygodę, radzę się go trzymać – dotyczy to zarówno rodzaju składników, jak i ich proporcji. Czasem z pozoru drobna zmiana - na przykład pominięcie danego składnika czy zastąpienie jednego drugim – może mieć ogromny wpływ na efekt końcowy. Receptura powinna być też sprawdzona – trzeba na to uważać zwłaszcza szukając przepisów w Internecie.

Do pieczenia – gotowi – start!

mestic Godness” autorstwa Nigelli Lawson. Osobiście polecam pieczenie z połowy podanych składników, ciastek wychodzi naprawdę dużo.

Na słodycze zawsze jest pora, więc na początek podam wam niezawodny przepis na maślane ciasteczka. Nazwa jest tu kluczowa – zastępując masło margaryną pogorszy się ich smak i kształt. Przepis pochodzi z książki „How to Be a Do-

Włącz kreatywność

Teraz moment kluczowy: pieczenie i dekoracja. Wyjmujemy ciasto i rozwałkowujemy je na stolnicy (jeśli jej nie macie, umyty stół powinien wystarczyć) posypanej mąką i wykrawamy różne kształty. Za wałek posłużyć może butelka o gładkich ściankach, a za foremki – szklanki i kieliszki w różnych rozmiarach. W ten sposób można wyczarować na przykład ciastka-guziki, które widzicie na zdjęciu. Odrobina kreatywności, a efekt – chyba zadowalający? ;) Ciastka układamy na natłuszczonej lub wyłożonej papierem do pieczenia blasze i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 175180 stopni przez 8-15 minut.

Nie takie pieczenie straszne…

Mam nadzieję, że przekonałam was do samodzielnego działania w kuchni. Początki zawsze są trudne, więc nie zrażajcie się pierwszymi niepowodzeniami. Dość gadania – czas coś upiec!

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

11

fot. Ewa Koczułap

W

świadomości wielu ludzi gotowanie automatycznie kojarzy się z wysiłkiem, pracą i mnóstwem zmarnowanego czasu. Dodając do tego łatwy dostęp do dań gotowych, nikogo specjalnie nie dziwi, że wolimy kupić paczkę mrożonek w markecie i ciasto w cukierni, zamiast poświęcać czas na przysłowiowe stanie przy garach, ryzykując mierne efekty pracy. Prawda jest taka, że jakość dań gotowych jest nieporównywalnie niższa od tych przygotowanych własnoręcznie. Czy nie warto więc chociaż raz na jakiś czas znaleźć trochę wolnego czasu i zadziwić bliskich?


Felietuńczyk Wszyscy już wytrzeźwieli po sylwestrowym szaleństwie? Zostawmy miłe wspomnienia i zajmijmy się czymś zgoła odmiennym. Minęło dopiero kilka dni nowego roku. Pomyślcie jednak o tym, co będzie za niecały miesiąc. 30 stycznia kończy się semestr zimowy. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, co Was czeka? Złość, frustracja, ból świata i totalne zagubienie. A może znacie jakieś inne uczucia, które towarzyszą zbliżającej się sesji?

Mój pierwszy raz. Z sesją.

C

o robi człowiek po ukończeniu liceum? Idzie na studia. Dołączając do grona studentów, byłem bardzo nieogarniętąosobą (conie oznacza, że to się zmieniło). Jako wyznawca jednego z odłamów filozofii zen (bit.ly/JyKDeo) nie przejmowałem się zbytnio przyszłością. Spore grono moich kolegów postanowiło jednak zasięgnąć języka, chociażby u starszych znajomych, od których zostały wyciągnięte informacje m.in. na temat harmonogramu zaliczania przedmiotów. Ceniąc ten system, jakoś zbytnio nie zawracałem sobie głowy nauką na bieżąco, którą zawsze zostawiałem na „jutro”. Czy i ewentualnie kiedy pojawił się problem?

Kolokwialna karuzela

Pewną ironią losu jest to, że wielu studentom nic się nie chce. A przynajmniej uczyć (choć pewnie znajdą się takie rodzynki, które konsekwentnie przeczą tej teorii). Studere (łac.) – starać się, przykładać się do czegoś. W nazwie określającej współczesnego żaka wyraźnie widać, że powinno mu się chcieć. No cóż, nie każdy może idealnie wpasować się w narzucone wymagania. Po pójściu na studia zostajemy od razu rzuceni na głęboką wodę. Elementem, który znamy z poprzednich etapów edukacji, są kolokwia. Wcześniej nosiły one nazwę sprawdzianów. Przeważnie raz, góra dwa w semestrze sprawdza się naszą wiedzę z ćwiczeń/laboratoriów. Jest to o tyle wygodne rozwiązanie, że nie trzeba być cały czas „na bieżąco” z materiałem, a kolokwia występują w przeciągu całego semestru. Oczywiście, zdanie ich jest warunkiem koniecznym do przystąpienia do egzaminu. Da się przeżyć, nawet gdy jedno goni drugie, chociażby w tym samym dniu, bo materiał zostaje przeważnie optymalnie rozłożony.

Egzaminowa pętla czasu

Gorzej jednak, gdy zaczniemy myśleć o sesji egzaminacyjnej. Po trudach

zaliczenia kolokwiów przychodzi czas na uporanie się z czymś cięższym. Na (nie)szczęście czas między egzaminami jest wolny. W teorii okres ten powinien być poświęcony na powtarzanie i utrwalanie zgromadzonej do tej pory wiedzy. W praktyce… No cóż, bywa różnie. Przy tej okazji chciałbym podzielić się z Wami filmikiem, który często towarzyszy studentom, zwłaszcza w styczniu i czerwcu – bit.ly/JrQVf5. Tak humorystycznie można podsumować podejście do egzaminu. Człowiek ma tyyle czasu, a i tak mitręży go na inne czynności. Raz próbowałem zacząć uczyć się wcześniej niż noc przed egzaminem. Nawet nie wiecie, jak bardzo fascynujące mam ściany w mieszkaniu. Mieszkaniu, które przez bite 2 dni sprzątałem, by nawet pani Rozenek nie miała się do czego przyczepić. Jeśli chcecie pochwalić się nową miejscówą przed znajomymi bądź zaprosić rodziców (jeżeli studiujecie poza miastem rodzinnym) na kawę, nie ma chyba lepszego terminu, by móc pokazać mieszkanie w pełnej krasie. Trudnością napotkaną po uporządkowaniu mojego lokum było zorganizowanie sobie następnej porcji czasu. No i zaczęło się: czytanie kryminałów, oglądanie czekających od dawna filmów i seriali, wyjścia do znajomych, na piwo… A czas leciał.

„Co za dużo, to i świnia nie zeżre” Ale nawet kreatywność w wypełnianiu pustki między egzaminami kiedyś musi się skończyć. Przychodzi wtedy smutny okres, w którym uświadamiamy sobie, że jesteśmy w czarnej D. Chce się w końcu wziąć za siebie, posadzić przed stosem książek/notatek, ale zawsze coś ciągnie wszędzie, tylko nie do biurka. Na próby rozpoczęcia gruntownej powtórki głowa często reaguje myślami typu „jeszcze tylko zamiotę pustynię i mogę zacząć się uczyć.” Człowiek odwleka jak tylko może proces nauki, przy okazji zagłębiając się w otchłani rozpaczy. Oczywiście ten typ postępo-

12 NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

wania nie pojawia się u wszystkich studentów. Ale czasami zwykłe lenistwo mylone jest z prokrastynacją. Zaburzenie to jest szczególnie uciążliwe, gdy mamy zająć się pracochłonną czynnością, która zajmie nam dużo czasu. Na pociesznie mogę dodać, że zazwyczaj trapi (według nieomylnego źródła - Wikipedią) „w szczególności uczniów zdolnych, dobrze radzących sobie w szkole, których talent jest dostrzegany”. Jak to pokonać? Niestety „powrót do zdrowia” jest ciężki. Pozostaje albo wizyta u specjalisty, albo zmuszanie się do pracy i stopniowe przezwyciężanie napotykanych trudności.

A Ty, jak się uczysz?

Nieprofesjonalnie by było, gdybym wspomniał tylko o jednym podejściu do nauki podczas sesji. Oprócz osób, które robią wszystko, tylko nie powtarzają zdobytej wiedzy, są także studenci uczący się przez cały rok akademicki. Niestety takim nie mogę „pomóc”, gdyż sami wiedzą, po co studiują i co chcą osiągnąć swoją ciężką pracą. Pochwalę jedynie ich determinację i konsekwentne dążenie do celu, jakim jest ukończenie studiów i szukanie dobrej pracy. Wnioskuję jednak, że o ile nie mają oni dobrej pamięci długotrwałej, to mają w sobie dużo samozaparcia, by cyklicznie powtarzać ogrom materiału. Ta droga prowadzi do tego, że zapamiętane wiadomości zostaną na dłużej w pamięci. Co z tymi opieszałymi? Tym, po zapoznaniu się z ilością materiału i oszacowaniu swoich szans, proponuję naukę na dzień przed egzaminem. Wtedy hormon produkowany przez nadnercza daje potężnego kopa, a uzupełniony o niektóre suplementy diety (jak np. magnez) i kawę pozwala na nieustaną naukę. Należy jednak pamiętać o niezbędnych przerwach, by poświęcony czas nie poszedł na marne przez automatyczne, bezrefleksyjne powtarzanie przeczytanych wiadomości.Jednak warto uczyć się cały czas, żeby na końcu nie wyzionąć ducha z powodu nadmiernego stresu.


Felietuńczyk

Co i jak, by starczyło na piwo Marcin Kasica

Student – jako jednostka, co nieco od życia wymagająca, by jakoś egzystować– musi od czasu do czasu spożyć jakieś trunki.

N

iezależnie od tego, czy jest się na pierwszym roku, czy na piątym, czy jest zima, czy też wiosna, jedno jest pewne - zdecydowana większość młodych ludzi pije, i to dużo. W tym miejscu pojawia się problem związany ze środkami pieniężnymi, które trzeba przydzielić na alkohol. Duża ilość żaków nie jest w stanie utrzymać się sama, a gotówka od rodziców jest ograniczona. Dlatego to od nas zależy, kiedy, ile i na co ją przeznaczymy. Wydajemy, nie zastanawiając się nad tym, czy starczy nam na życie pod koniec miesiąca, czy nie wyskoczy jakaś genialna, acz kosztowna impreza, na którą później może zabraknąć mamony.

Przed pójściem do sklepu zróbmy spis rzeczy do nabycia, biorąc ze sobą tylko tyle kasy, by starczyło na przedmioty z listy z zawyżonego rachunku. Po zakupach resztę wrzućmy do skarbonki (nada się także zwykły woreczek foliowy, który schowacie w szufladzie biurka). Ta technika pozwoliła mi na zaoszczędzenie zasobów pieniężnych na kilka całkiem przyjemnych imprez, po których nie musiałem martwić się zasobnością mojego portfela. Jest to najprostsza metoda, która (gdy wejdzie w nawyk) nie wymaga praktycznie żadnego zaangażowania.

fot. Katarzyna Miś

Osoby pragnące zaoszczędzić parę groszy powinny postanowić, że nie będą sprawiały sobie artykułów, których nie potrzebują. Następnym ważnym krokiem jest zaplanowanie rozchodów w zależności od naszego stanu konta. Potem dzielimy to na wydatki tygodniowe, a następnie dzienne. Rozpisujemy, ile mogą nas kosztować dane produkty (wystarczy uwzględnić te, które kupujemy często, by nie zajmować się kosztami jednorazowymi, pokrywanymi z oszczędnościowych pieniędzy), zaokrąglając ich cenę w górę.

Nieco trudniej jest zwracać uwagę na to, gdzie i kiedy są sprzedawane tańsze towary. W Internecie jest wiele stron, które mają w tym zadaniu pomóc. Stworzenie rankingu artykułów według ich wartości może być problematyczne. Łatwiejszym sposobem jest sprawdzenie, które obiekty handlowe mają w swojej ofercie najdroższy asortyment. Poświęćmy trochę czasu na to, aby później unikać takich miejsc. Polecam korzystanie z bonusów oferowanych przez małe sklepy, w których zazwyczaj sprzedawcą jest sam właściciel lub osoba z nim spokrewniona, mająca większą władzę nad przyznawaniem rabatów. Jak na razie znalazłem tylko jeden warzywniak, w którym przemiła pani czasem zaokrągli mi cenę w dół lub nie policzy kilku pomidorków. Warto szukać takich straganów, bo jakość produktów jest dużo lepsza niż w hipermarketach. Oczywiste jest też to, że gdy naprawdę chcemy zaoszczędzić, powinniśmy sami przyrządzać jedzenie. A jeśli nie potrafimy, to zawsze możemy poszukać kogoś do pomocy w zamian za np. wsparcie przy projekcie. Wyobraź sobie, że wszystkie wydatki masz pod kontrolą. Niczym się nie przejmujesz, bo doskonale wiesz, ile masz pieniędzy i na co musisz je przeznaczyć. Idealna sytuacja, prawda? Teraz po prostu zrób tak, żeby ta wizja się spełniła. Opowiednia motywacja i działania to początek drogi do sukcesu :) NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

13


rys. archiwum autora

Felietuńczyk

N

BANG WITH FRIENDS Jesienny wieczór, za oknem ciepłe światło latarni, kumpel wyszedł do dziewczyny, a Ty masz wolną chatę i ochotę na niezobowiązującą, przyjemną noc. Problem w tym, że należysz do grupy samotnych, ładniej mówiąc niezależnych, wolnych strzelców. Telefon do dziewczyny z propozycją wspólnego wieczoru w Twoim przypadku odpada. Oczywiście w rękawie masz jeszcze kilka alternatywnych patentów na krótką znajomość bez zobowiązań. Taki luzak jak Ty, chce przede wszystkim minimalizować swój wysiłek, więc ograniczasz się do przeglądania zdjęć swoich gorących koleżanek na portalach społecznościowych. Kasia z finansów jest niezła, a Agata z drugiej grupy zawsze kręciła Ci się po głowie. Bang! Tu facebook wychodzi naprzeciw Twoim fantazjom maksymalnie ułatwiając i upraszczając sprawę miłosnych podbojów. Chociaż miłosnych to za dużo powiedziane. Cały wysiłek sprowadza się do jednej aplikacji. Tak, tylko aplikacji. Otóż jako zainteresowany Kasią, bądź hot Agatą musisz tylko zaznaczyć je jako osoby, z którymi masz ochotę na coś więcej niż grzeczne pogaduszki. Jeśli poszczęści Ci się i znajdziesz się na analogicznej liście swoich koleżanek (czyt. Kasia bądź Agata również ma na Ciebie chrapkę) facebook automatycznie poinformuje Cię o tym. Co więcej facebook będzie chronił Twoją wrażliwą duszę. Jeśli obiekt Twoich fantazji nie będzie ich podzielał - nie znajdziesz się na liście potencjalnych kochanków Kasi czy Agaty, nie dowiedzą się one o Twoich planach wspólnych zabaw. Tak więc ewentualne zażenowanie i krycie wstydliwego rumieńca nie wchodzi w grę. Jesteś bezpieczny! Bang with friends to aplikacja bezsprzecznie kontrowersyjna. Jest bezpruderyjna. Wydaje się jednak spełniać wymagania naszego pokolenia. Jeśli chodzi o statystyki to mówi się o wyłonieniu się tysiąca „par” w ciągu czterech dni od uruchomienia aplikacji przy ponad 20 tysiącach zarejestrowanych użytkowników. Sukces? Jest łatwo, prosto, bez zbędnego wysiłku. I co ważniejsze bez konieczności ruszania się z fotela. Tylko kilka kliknięć dzieli nas od namiętnej nocy. Czy rozwinięcie funkcji „zaczep” dla użytkowników 18 plus zakończy erę braku reakcji, niepewności i przedłużających, niekończących się po naszej myśli randek?

SPOTTED: HIT CZY KIT? Jak znaleźć drugą połówkę zgodnie z trendami XXI wieku? Odpowiedź jest jedna: spotted! Co zrobić, żeby tak się stało? Wystarczy tylko wysłać wiadomość do administratorów fanpage’a, a oni anonimowo opublikują ją za Ciebie. Bezpiecznie. Jeśli Amor nie trafił was obojga, nic nie tracisz, to tylko anonimowa wiadomość. Koledzy nie będą Cię wyśmiewać, bo o niczym nie wiedzą. Tak więc jesteś odważny, wyszedłeś miłości naprzeciw, szukałeś jej, bądź Ty szukałaś jego, nie udało się, trudno, przecież się starałeś/aś. Ale czy na pewno? Czy przez to, że za pośrednictwem internetu wysłałeś anonimową wiadomość, którą ktoś za Ciebie opublikował czyni z Ciebie bohatera? Nie! Czyni to z Ciebie frajera i ofiarę losu. Sprawa nie tyczy się oczywiście osób, które nie mogły wyskoczyć z rozpędzonego pociągu, widząc uroczą brunetkę czy intrygującego blondyna w loczkach (jak Niels Schneider z „Wyśnionych miłości” dla niego akurat warto by wyskoczyć). Takim jesteśmy w stanie darować. Fala przelewa się, kiedy na spotted roi się od wpisów romantyków, ukrytych w kącie biblioteki, obserwujących godzinami swą ofiarę zza okładek książek. Mimo że mamy piękną bibliotekę, to publikacjami miłosnych anonsów jeszcze nie przodujemy. Tu największą popularnością cieszy się spotted BUW-u, czyli dla niewtajemniczonych Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Dużo emocji dostarczają też wpisy od duszyczek, które nawet nie kryją swojej nieporadności, rozpoczynając swe poszukiwania od wyjaśnień, jak bardzo byli zawstydzenie czy onieśmieleni zjawiskowością drugiej osoby w związku z czym liczą na automatyczne odpuszczenie grzechów. Romantyk w stylu zbitego kotka dopiero robi wrażenie. Czy naprawdę chcemy za 20 czy 30 lat opowiadać swoim dzieciom, jak to poznaliśmy mamusię czy tatusia przez spotted, bo byliśmy takimi ofiarami, że dla tej wyjątkowej, jedynej, pięknej i wspaniałej osoby nie było nas stać na zdobycie się na odwagę i zainicjowanie kontaktu. Pokolenie bohaterów nam się generuje. Tymczasem spotted, ostatni krzyk mody z serii trendów na podryw, trochę nam już przygasa. Nawracamy się? Może po prostu zbliża się koniec semestru i jedyne, o czym myślimy to to, by zaliczyć... przedmiot.

SUMMING-UP Sztuka randkowania nigdy nie była tak prosta. Wszystko podane na tacy, wysiłek ograniczony. Problem w tym, że magiczna otoczka zniknęła. Sztuka uwodzenia, flirt i randez-vous z dawnych lat odeszły do lamusa, a babcia popłakuje wieczorem, kiedy przypomina sobie o tym, jak poznałeś swoją dziewczynę. Trochę grozy nie zaszkodzi. Są obszary szarego i jakże ciężkiego żywota, które powinniśmy chronić, nie dodając do nich przedrostka „e-”. Nie w każdym przypadku uzasadnione są uproszczenia i ułatwienia. Warto się nad tym zastanowić.

14 NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

Natalia Malko

Źródło: http://www.komputerswiat.pl

ajłatwiej, najprościej, najszybciej, a co najważniejsze bez zbędnego wysiłku. Oto dewiza naszego pokolenia. Niepotrzebnie jednak za wszelką cenę usiłujemy odnieść ją do wszystkich sfer naszego życia. Niektóre rzeczy warto by oszczędzić i uchronić od tego paranoicznego pędu. Sprowadzanie ich do instalacji kilku aplikacji na smartphonie czyni je błahymi i prostymi. Może lepiej, kiedy pozostaną skomplikowane i trudne? O tym, jak zinformatyzowaliśmy intymną część naszego życia, jakie „apki” są cool, a jakie odeszły do lamusa? Czy jesteśmy niewolnikiem smartphona i czy potrafimy bez niego zaprosić kogoś na randkę? Czy bez stałego podłączenia do sieci mamy jeszcze szansę na miłosne randez-vous? Internetowa, seksualna rewolucja już za nami czy dopiero przed?


Felietuńczyk

Święta wojna uczuciowa INIEMAMOCNA

Podobno w miłości jak na wojnie — wszystkie chwyty dozwolone. Lecz czy aby na pewno jest tak, że wszystko Nam wolno? Zdecydowanie nie byłabym sobą, gdybym na dobry początek nie poruszyła tematu miłości. Jednak kiedy mamy do czynienia z pokoleniem Bravo Girl, Cosmo, Joy’a tudzież innego pisma, które nastawione jestgłównie na konsumpcjonizm, materializm i inne tego typu trendy dwudziestego pierwszego wieku, prawidłowa interpretacja, zdawałoby się prostego słowa, może być nie lada gratką dla przeciętnego Kowalskiego. Temat rzeka, dlatego ugryziemy jabłko jedynie z jednej – żeńskiej strony. Potencjalnemu Kowalskiemu dajemy więc spokój, a na jego miejsce wskakuje przeciętna Kowalska. Nie mylić jednak z przekupką na targu, albo nie daj boże starowinką wyposażoną w chorobę sierocą, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Błędem byłoby przywoływanie na myśl niespełnionej, zakompleksionej iz całą pewnością osamotnionej kury domowej, wkraczającej na ostatnią bądź przedostatnią prostą. Naszym celem jest wyobrażenie sobie młodej, dość uroczej i urodziwej istoty, która byłaby w stanie zainteresować sobą przeciętnego Kowalskiego, któremu mieliśmy dać już spokój, ale wkraczając na grunt relacji damsko-męskich, najwyraźniej się nie da. Zdaje się, że po prostu mamy to zbyt głęboko zakorzenione w genach.

Kim jest statystyczna Kowalska? Kiedy mamy już przed oczyma Kowalską, nie mylić z żoną Kowalskiego, możemy dość szybko i łatwo stwierdzić jakie cechy charakteru posiada. Nie ma znaczenia, że przeprowadzając badanie statystyczne, natkniemy się na jakieś odchylenia od normy, ponieważ wyjątki są po to, aby potwierdzały regułę. Z przykrością muszę stwierdzić, że nasza Kowalska przede wszystkim będzie się odznaczać naiwnością, jak również skłonnością do przedkładania opinii innych nad swoją własną. No dobrze, z większością kobiet nie jest wcale tak źle, oscylujemy tutaj na granicy błędu statystycznego i chciałam ewentualnie podnieść komuś ciśnienie, coby

nie było w kółko tęczy i różowych, latających kucyków. Jednak ja nie będę tutaj truła o tym, w co zdają się wierzyć osoby reprezentujące dwa pokolenia wstecz – że baby to ogólnie naiwne są i łatwo je wykorzystać. A nawet jeśli nie są naiwne to w końcu ewidentnie słabe. Lata obserwacji nauczyły mnie jednego – nikt tak nie kręci i nie manipuluje jak kobieta. Więc jaka w końcu jest ta nasza Kowalska? Na pewno skomplikowana niczym Hundertwasserhaus. Regularnie, co miesiąc kupująca czasopisma, o których wspomniałam już wcześniej. Oczywiście nie wszystkie naraz, bo o ile Cosmo i Joy idzie przeczytać czy przejrzeć, to w miarę dorosłej kobiecie czytać Bravo Girl po prostu nie uchodzi. Nawet, gdy dopada ją kryzys wieku średniego, na który jedynym lekarstwem jest plakat któregoś z obecnych bożyszczy nastolatek czy poprawa humoru wynikająca z czytania rubryki poświęconej wyssanym z palca problemom tudzież jeszcze lepszym odpowiedziom na nie. Jak widać, wbrew pozorom, bajkopisarstwo zawsze jest w modzie.

Jak działa statystyczna Kowalska?

Złoty medal za manipulację i szeroko pojmowane „zasługi wojenne” to zdecydowanie niewystarczająca nagroda dla przeciętnej Kowalskiej. Ona jest po to, aby błyszczeć, aby oglądały i podziwiały ją miliony, nawet jeśli miałaby przy okazji ukisić się we własnym sosie, gdy nagle okaże się, że nie potrafi myśleć samodzielnie, a powielanie utartych schematów rodem z babskich pisemek, okaże się niewystarczające do osiągnięcia górnolotnych celów, marzeń i fantazji. Naczyta się taka i nasłucha przedziwnych treści na temat płci przeciwnej i nagle wydaje jej się, że jest uciemiężona przez swojego dotychczasowego partnera. Co więc robi? Uznaje, że wszystko jej wolno i od tej pory hulaj dusza - piekła nie ma, nawet jeśli robi wszystko, aby własnego faceta jak najbardziej ograniczyć. I gdzie tu logika? Ni ma. Nasza Kowalska, skrajny obraz kobiety, który sobie stworzyliśmy na potrzeby dzisiejszych rozważań, robi wszystko, aby swojego partnera zamknąć w wielkiej, złotej klatce. Są tylko dwa wyjaśnienia, dlaczego tak jest – sama ma coś na sumieniu, a skoro ona mogła to zrobić, to panicznie boi się tego, że jej partner zrobi to samo albo faktycznie ma poważne podstawy, by sądzić, że jej mężczyzna nie jest z nią w stu procentach szczery. Najgorsze jest jednak to, że jeśli już ten czynnik wystąpi w rozumowaniu Kowalskiej, to niewiele jest sposobów na zażegnanie kryzysu, który ze sobą niesie. W tym wypadku wszystko jest kwestią zaufania. Jednak jak ufać, kiedy tak naprawdę nie ufa się nawet samemu sobie? Jak ufać, kiedy ktoś miliard razy zawiódł nasze zaufanie? Kowalska nie poddaje się tak od razu! Najpierw dusi wszystko w sobie, doprowadzając do autodestrukcji. Dopiero kolejnym krokiem jest kłótnia, po której nastaje martwa cisza. I oto mamy rozpętaną tytułową świętą wojnę uczuciową.

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

15

rys. Katarzyna Miś

Na miejsca, gotowi, start!


REALacja

Porozmawiajmy o seksualności „Przeszłości nie zmienisz, ale przyszłość może być inna” – tytuł ten doskonale podsumo-

wuje film, który miałem okazję obejrzeć na spotkaniu Koła Naukowego Seksuologii im. Michaliny Wisłockiej Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Organizacja ta składa się ze studentów, którzy w interesujący sposób postanowili poszerzać swoją wiedzę z zakresu intymności człowieka. W swoim działaniu zrzeszenie proponuje uczestnikom zajęcia, takie jak spotkania ze specjalistami z dziedzin szeroko pojętej seksuologii, oglądanie filmów dokumentalnych i fabularnych (ze wspomnianego już tematu) oraz prowadzenie paneli dyskusyjnych. Na wtorkowym zebraniu wzięto pod lupę ekranizację powieści „Little Children” autorstwa Tomma Perrotato. Powstałe dzieło z 2006 roku okazało się sporym sukcesem, ponieważ otrzymało aż trzy nominacje do Oscara. Utwór nie został wybrany przypadkowo. Wielopłaszczyznowo odzwierciedlił słodko-gorzką historię życia na przedmieściach amerykańskiego miasta, a dokładnie problemy o naturze seksuologicznej zamieszkującego tam społeczeństwa. Dramat dojrzałych ludzi przeplatany rutyną małżeńską, zdradą, uzależnieniem od pornografii, pedofilią oraz innymi zaburzeniami. Po seansie grupa podjęła dyskusję na temat pedofilii. Został on ukazany w filmie w postaci Ronniego - mężczyzny, który odczuwa pociąg fizyczny do dzieci. Mężczyzna ten po odsiedzeniu wyroku próbuje wrócić do rodzimego miasteczka, jednak napotyka na swej drodze niezrozumienie i nieufność ze strony mieszkańców. Ronni przedstawiony jest w filmie jako osoba próbująca walczyć z niezdrowymi słabościami. Chce normalnego życia - chce być, zgodnie z prośbą swojej kochanej matki, „dobrym chłopcem”. Losy ów postaci ukazują nie tylko problem , ale również problem społecznej hipokryzji. Duże emocje wśród zgromadzonych wywołała przedstawiona przez jedną z uczestniczek, informacja o głośnej aferze w Stanach Zjednoczonych - związana z organizacją APA (American Psychological Association). Nieumyślna zmiana kategoryzacji pedofilii w dokumencie „Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders” została odebrana jako próba klasyfikacji tego zachowania jako orientacji seksualnej. Jak się okazało był to jedynie błąd przy formułowaniu raportu. Jednak lawina krytyki oraz ogólne poruszenie pokazuje skalę problemu i podejścia ludzi do poruszanego tematu. Obecni próbowali wspólnie zastanowić się, w jaki sposób można pomóc chorym na tego typu zaburzenia. Można przekształcić swoje zachowanie, ale do tego potrzebna jest silna wola i wsparcie bliźnich. Czy można zmienić postawę człowieka, który osiąga satysfakcję poprzez kontakt z dziećmi? Kastracja chemiczna, wytrzebienie lub stałe podawanie leków obniżających popęd seksualny - wydaje się być rozwiązaniem, ale czy najlepszym? Ronnie reprezentuje jednostki cierpiące na zaburzenia preferencji seksualnych. Przez nacisk ze strony społeczeństwa oraz informację o nagłej śmierci matki przeżywa załamanie nerwowe i dokonuje samokastracji. W finałowej scenie wypowiada słowa: „Teraz będę już dobry”. Jest to zakończenie, które daje do myślenia.

fot. www.filmweb.com

Późniejszy etap dyskusji zwraca szczególną uwagę na porównanie społeczeństwa amerykańskiego i polskiego. Skonfrontowano „Little Children” z polskim dziełem „Symetria”. Pedofil (w tej roli Paweł Szczęsny) zostaje zamordowany w celi więziennej przez osoby odsiadujące inne wyroki. Więźniowie mają przyzwolenie oddziałowego, który sam powiadamia ich o rychłym wypuszczeniu winnego na wolność. W Polsce pedofilia uważana jest za największą zbrodnię. Koło naukowe seksuologii im. Michaliny Wisłockiej spotyka się przeważnie dwa razy w tygodniu i porusza różne frapujące tematy. Szczerze zachęcam do udziału w zajęciach. Osobiście jestem przekonany, że nie była to moja ostatnia wizyta. Po więcej informacji odsyłam na blog organizacji: http://kn.seksuologii.uni.wroc.pl/.

R.O. 16 NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl


„Akcja powoduje reakcję, o r ó w n e j s i l e i p r z e c i w n y m z w r o c i e .” „Świadectwo prawdy”

J

odi Picoult. Czy komukolwiek udało się jeszcze nie usłyszeć o tej autorce? Wątpię. Ale nawet jeśli nazwisko to nie pojawiło się przed Waszymi oczyma nigdy wcześniej, to z pewnością po przeczytaniu tego artykułu wyżej wymieniona pisarka przestanie być kompletnie anonimową. Jako że z natury sceptycznie podchodzę do autorów, którzy są obecnie „na topie”, na „Świadectwo prawdy” trafiłam przypadkiem. Jednakże już na wstępie mogę zdradzić, że zdecydowanie nie zawiodłam się. Pomijając poznanie niezwykle intrygującej historii, w książce odnajdujemy także obraz obcej dla nas kultury, jaką w powieści reprezentuje wspólnota amiszów. KIM SĄ AMISZE? Żyją oni w zorganizowanych wspólnotach, bardzo często odciętych od świata zewnętrznego. Każda sfera ich życia podporządkowana jest niezwykle rygorystycznemu zbiorowi niepisanych zasad i reguł – tzw. Ordnung (z niem. porządek). Ortodoksyjne wspólnoty amiszów nie akceptują technologii, uważając ją za zbędną i odsuwającą od Boga. Nie korzystają więc z telefonu, telewizji, samochodu (chociaż mogą być pasażerami) oraz innych zdobyczy techniki. Inne fundamentalne normy zawarte w Ordnung to: edukacja szkolna trwająca 8 lat, noszenie skromnego odzienia, zawieranie małżeństw pomiędzy członkami wspólnoty czy przedślubna czystość. Bardzo ważny jest także Gelassenheit, który symbolizuje poddanie się woli Boga i uległość wobec Kościoła, a także umiejętność opanowania. Jeśli chodzi o kwestie rodzinne, amisze zachowują i pielęgnują jej tradycyjny, patriarchalny model. Mąż pełni funkcję żywiciela rodziny, zarabia pieniądze i wykonuje cięższe prace w gospodarstwie. Żona w tym czasie zajmuje się domem i dziećmi. Posłuszeństwo i skromność to wyjątkowe cechy amiszów. W razie złamania którejkolwiek z zasad ochrzczonemu amiszowi grozi ekskomunika, co w praktyce oznacza całkowite i nieodwracalne wykluczenie ze wspólnoty. Amisze stawiają własne zasady ponad prawo panujące w miejscu ich zamieszkania. Nie płacą podatków, nie służą w armii, nie pobierają też żadnych świadczeń socjalnych. Starają się być całkowicie samowystarczalni. Największą gwarancją bezpieczeństwa jest dla nich wspólnota, kontakt ze światem zewnętrznym ograniczają zaś do minimum. W takich realiach toczy się akcja powieści „Świadectwo prawdy”. Pewnego ranka na jednej z farm zamieszkałych przez konserwatywną rodzinę amiszów, w czasie obrządku, znalezione zostają zwłoki noworodka. Lokalna społeczność jest w szoku – o dokonanie zabójstwa zostaje oskarżona domniemana matka dziecka, osiemnastoletnia Katie Fisher. Dziewczyna będąc członkiem społeczności amiszów i wiedząc jakie konsekwencje czekają ją za złamanie przedślubnej czystości, uparcie twierdzi, że nie

urodziła żadnego dziecka. Idzie w zaparte nawet wtedy, gdy badania lekarskie wykazują, że niedawno odbyła poród. Obrony dziewczyny podejmuje się odnosząca sukcesy adwokatka – Ellie. Z początku negatywnie nastawiona do dziewczyny decyduje się przenieść na farmę, by sprawować nadzór nad Katie oraz przygotować najlepszą dla niej linię obrony. Nie jest to łatwe nie tylko ze względu na trudności w dotarciu do swojej klientki, ale także z konieczności przystosowania się do życia w obcym kulturowo środowisku. Zagłębiając się w świat amiszów, uznana pani adwokat musi znaleźć sposób, aby dotrzeć do Katie, porozumieć się z nią w jej języku i, co najważniejsze, odpowiedzieć na najważniejsze w powieści pytanie – Kto jest winien śmierci bezbronnego niemowlęcia? Jeśli chodzi o kompozycję powieści, jest w niej sporo zwrotów akcji, dyskusji i wywodów popartych badaniami z zakresu psychologii, co w efekcie sprawia, że czytając kolejne rozdziały pada coraz więcej pytań. Warto też wspomnieć o fragmentach rozpraw na sali sądowej. Jodi Picoult jest dla mnie mistrzynią w tworzeniu rzeczowych, prawniczych dialogów. Główny wątek niesamowicie wciąga i trzyma w napięciu. Do ostatniej strony nie wiemy, kto jest winny. Na zakończenie czeka się z niecierpliwością. Autorka umiejętnie wodzi czytelnika za nos - prawdę odkrywamy stopniowo, kartka po kartce. W powieści mamy także do czynienia z wątkami pobocznymi, dotyczącymi bezpośrednio rodziny Fischerów, czy życia osobistego pani adwokat. Wszystko jest ogromnie poplątane, jednak w tak subtelny sposób, by nie wprowadzać zamieszania. „Świadectwo prawdy” to dramat psychologiczny, który nie tylko do głębi wzrusza historią Kate, ale także jest powieścią z morałem. Wymusza ona (choć nie jest to przymus w negatywnym znaczeniu) refleksje nad tym, co naprawdę liczy się w życiu. Picoult ukazała w niej między innymi to, czym może skończyć się dążenie za wszelką cenę do akceptacji wśród otoczenia, a także to, jak bardzo mylne potrafią być pozory, na których tak często polegamy. Reasumując, z czystym sercem mogę polecić „Świadectwo prawdy” osobom, które lubują się w powieściach poruszających trudne tematy, przedstawiających odrębne kultury; co ważne, w powieści Picoult duża ilość informacji o odrębności i specyficzności amiszów nie powoduje chaosu i nie utrudnia lektury, a wręcz przeciwnie - czyni ją ciekawszą.

UWAGA, CIEKAWOSTKA!

Powieść ta w 2004r. została zekranizowana – „Cała prawda” (oryg. „Plain Truth”). Moim zdaniem filmowa adaptacja jest jednak dużo słabsza niż jej papierowy odpowiednik, ale z racji tego, że nie każdy lubi czytać, a historia jest naprawdę godna polecenia - przedstawiam alternatywę! :)

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

17

żródło: Władysław Hasior, Ofelia

Jodi Picoult


Trochę kultury?!

Muzyczne podsumowanie roku

rys. Katarzyna Miś

Wielkie magazyny postawiły na wielkie nazwiska

KURTEK Rok 2013 w muzyce można z powodzeniem podsumować jednym słowem - paradoksalny. Bo chociaż, zgodnie z przysłowiem, od nadmiaru głowa nie boli, to jednak efektywne przedarcie się przez bezlik naprawdę solidnych płyt w poszukiwaniu tej najlepszej tym razem nie należało do najłatwiejszych zadań. Ostatecznie można uznać, że lidera jednak nie udało się wyłonić, a przynajmniej nie takiego, który mógłby istotnie zmienić bieg historii muzyki rozrywkowej XXI wieku. Kiedy wydawało się, że definicja radiowego przeboju i przepis na uznanie krytyków nieuchronnie się rozminęły, znikąd pojawiło się przebojowe "Get Lucky" francuskiego duetu Daft Punk i połączyło zwaśnione światy. Nadzwyczaj chwytliwa melodia poniesiona przez dyskotekowy rytm i lekko niezdarny falset Pharrella Williamsa powracającego z muzycznego niebytu najpierw podbiły playlisty radiostacji na całym świecie, by następnie ugruntować się na pozycji największej piosenki roku, zajmując czołowe lokaty w podsumowaniach niemalże wszystkich liczących się mediów muzycznych. Wysokie miejsca w analogicznych zestawieniach najlepszych płyt odnotował zresztą także zeszłoroczny krążek grupy"Random Access Memories", choć najprawdopodobniej dlatego, że niemalże nikt z szacownych recenzentów nie zauważył, że poza wspomnianym "Get Lucky", na płytę złożyło się jeszcze 12 innych, znacznie mniej angażujących utworów. Tym sposobem Daft Punk udało się wyszarpnąć także nominację do nagrody Grammy za najlepszy album roku, czym z kolei nie może się pochwalić Kanye West, którego "Yeezus" był kolejnym z zeszłorocznych faworytów w notowaniach amerykańskiej krytyki. Autor (jak sam twierdzi) najlepszej rapowej zwrotki wszech czasów, a prywatnie ojciec dziecka KimKardashian, został ograbiony z nominacji przez niepozorną Sarę Bareilles. Tę samą, która w 2007 roku osiągnęła międzynarodowy sukces całkiem błyskotliwym singlem "Love Song", ale później z jej muzyką miało być już tylko gorzej. Dlaczego więc Akademia zdecydowała się na nominację jej trzeciej, wcale nie tak ciekawej płyty w, bądź co bądź, najważniejszej kategorii, dając przy tym po raz kolejny wyraz swojej rosnącej niekompetencji? Tego nie wiadomo, chociaż hołubienie przeciętności, wygodne i bezpieczne, to już przecież nie tyle nowość, co norma. I wydaje się niestety, że właśnie w ramach tej normy najwyraźniej znaleźli konsensus amerykańscy opiniotwórcy. Bo gdy się tylko słuchacza odpowiednio omami i ogłuszy, to pozbawiony refleksu, zmysłów i wyczucia gotów jest przyjąć cokolwiek z pocałowaniem ręki. I tak oto zestawienia wypełniła konwencja realizowana na kanwie – a to rockowej, a to hip-hopowej, niekiedy tylko wyraźnie przełamywana – choćbyprzez dziewczyny z tyle post-punkowej, co lirycznej grupy Savages, łączący black metal z shoegaze’m zespół Deafheaven czy rapowego freakaDanny’ego Browna. Konwencji próbowali uciec także Kanadyjczycy z Arcade Fire, nagrywając album dwukrotnie dłuższy, niż ktokolwiek by sobie tego życzył. Tym samym znacząco oddalili się od fotela lidera, mentalnie przecież zarezerwowanego dla nich od czasu pamiętnego zwycięstwa na Grammy przed trzema laty.

Całości niechaj więc dopełni słodko-gorzka konkluzja, że ostatecznie jednak współcześnie tworzy się zdecydowanie więcej ciekawej i twórczej muzyki, niż przeciętny Kowalski jest w stanie sobie wyobrazić, a co dopiero ogarnąć. I tu wracamy do naszego wyjściowego paradoksu – podobno od przybytku głowa nie boli, ale czy aby na pewno?

18 NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl


Trochę kultury?!

Z recenzji: Ta książka to użyteczne, praktyczne, kompleksowe ujęcie rachunkowości. / Ryszard Szwejk Biegły rewident Halina Chłodnicka, Agnieszka Lew, Grzegorz Lew, Wioletta Turowska Rachunkowość. Zbiór zadań Książka Rachunkowość. Zbiór zadań jest przeznaczona do nauczania rachunkowości na wyższych uczelniach, kursach kwalifikacyjnych oraz w szkołach zawodowych o profilu ekonomicznym. Zagadnienia omawiane i zawarte w podręczniku nawiązują do książki Wioletty Turowskiej i Adama Węgrzyna pt. Rachunkowość. Z recenzji: Książka ta stanowi bardzo profesjonalny, praktyczny i wartościowy materiał w nauczaniu rachunkowości. Pod względem merytorycznym zadania zostały opracowane rzetelnie, fachowo i zrozumiale. / Ewa Janiszewska-Świderska Ekspert ds. egzaminów zawodowych z rachunkowości Roman Kotapski, Robert Kowalak, Grzegorz Lew Rachunkowość zarządcza Kompendium wiedzy Rachunek kosztów i rachunkowość za-

rządcza dostarcza ważnych informacji na potrzeby zarządzania przedsiębiorstwem. W książce zostały przedstawione zagadnienia dotyczące problemów związanych z funkcjonowaniem rachunku kosztów i rachunkowości zarządczej w przedsiębiorstwach różnych branż. Zaprezentowano definicje najważniejszych pojęć oraz liczne przykłady liczbowe i tabele ilustrujące przedstawiane zagadnienia. Z recenzji: Książka w bardzo prosty i praktyczny sposób przedstawia istotę rachunkowości zarządczej. / Stanisław Woźniak Redaktor naczelny ,,Controllingu i Rachunkowości Zarządczej” Justyna MartyniukPęczek Światła miasta Justyna Martyniuk-Pęczek, dr inż. architekt, ,,architekt światła”, urbanista. Projektant oświetlenia architektonicznego w ElmarCo-Technika Świetlna, pracownik Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej. Współpracuje z pracownią architektoniczną Transforma. Łączy dwie pasje: sztukę tworzenia przestrzeni oraz projektowania oświetlenia i iluminacji, próbując tworzyć „architekturę światła”. Autorka wielu projektów oświetlenia wnętrz, iluminacji obiektów zarówno współczesnych, jak i zabytkowych, koncepcji urbanistycznych, a także strategii oświetlenia. Obraz oświetlonego miasta − a szczególnie jego budynków − jest nadal synonimem bogactwa, postępu i rozwoju gospodarczego. Książka w całości poświęcona jest współczesnym trendom oświetlenia miast. Autorka przedstawia w niej: ● zarys historyczny stosowania oświetlenia w przestrzeniach publicznych, ● funkcje użytkowe i dekoracyjne oświetlenia, ● różnego rodzaju formy marketingu prowadzonego z wykorzystaniem światła. Ponadto przybliża nową rolę światła w mieście – interpretację przestrzeni światłem, ukazującą niecodzienne scenografie świetlne oraz festiwale świa-

tła. Publikacja zawiera wiele fotografii i opisów ciekawych projektów, które stanowić mogą wskazówki do projektowania instalacji oświetleniowych w przestrzeniach zewnętrznych w miastach i iluminacji obiektów. Książka, której nie powinno zabraknąć w bibliotece żadnego architekta, urbanisty, artysty oraz wielu innych osób, które na co dzień – w mniej lub bardziej świadomy sposób – uczestniczą w ciągłym spektaklu światła odgrywanym w otaczającej nas urbanistycznej scenografii... Bardzo ciekawa i wartościowa lektura! / Monika Bernaciak Marquart Architecten Po prostu magia światła! Książka w wyjątkowy sposób ukazuje potencjał oświetlenia we współczesnym mieście. Czyta się ją z prędkością światła! / Michał Stangel Biuro Projektów Urbanistyki i Architektury ARCA Roman Kotapski, Robert Kowalak, Michał Poszwa, Andrzej Szczerbiński Rachunkowość zarządcza. Zbiór zadań Książka Rachunkowość zarządcza. Zbiór zadań jest skierowana do każdego, kto chce w praktyce ocenić poziom swojej wiedzy w zakresie rachunkowości zarządczej. W zbiorze można wyodrębnić takie obszary tematyczne, jak: grupowanie i rozliczanie kosztów, kalkulacja kosztów, rachunki decyzyjne i inwestycyjne, kosztorysowanie, budżetowanie, zarządzanie kosztami, koszty a wynik finansowy przedsiębiorstwa. Z recenzji: Niepodważalną zaletą książki są zadania, które odnoszą się do rzeczywistych problemów decyzyjnych, jakie na codzień pojawiają się w różnych przedsiębiorstwach: produkcyjnych, usługowych i handlowych. / Krzysztof Jakubczak Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska Sp. z o.o.

NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

19

książka

Wioletta Turowska, Adam Węgrzyn Rachunkowość Wydanie III W publikacji w kompleksowym ujęciu podano wiadomości z zakresu rachunkowości opierające się wyłącznie na aktualnych przepisach prawa krajowego i Unii Europejskiej. Do książki została dołączona płyta CD z najnowszą wersją programu finansowo-księgowego dla małych i średnich przedsiębiorstw – Rewizor GT.


kulturalny rozkład jazdy

Trochę kultury?!

www.teatrarka.pl Ucisz serce 10 I, godz. 19:00 11 I, godz. 19:00 Moralność Pani Dulskiej2 17 I, godz. 19:00 18 I, godz. 19:00 Statek szaleńców 24 I, godz. 19:00 25 I, godz. 19:00 31 I, godz. 19:00

www.pantomima.wroc.pl Zuzanna i starcy 24 I, godz. 19:00 25 I, godz. 19:00 Mikrokosmos 26 I, godz. 17:00 27 I, godz. 11:00 28 I, godz. 11:00 Osąd 31 I, godz. 19:00

www.teatrpolski.wroc.pl Dzieci z Bullerbyn 3 I, godz. 10:00 4 I, godz. 16:00 5 I, godz. 16:00

REKLAMA

koncerty

DRUMFEST FESTIVAL

15 I, godz. 10:00 16 I, godz. 10:00 Sprawa Daytona 4 I, godz. 18:00 5 I, godz. 18:00 6 I, godz. 18:00 Okno na Parlament 7 I, godz. 19:00 8 I, godz. 19:00 9 I, godz. 19:00 Ziemia Obiecana 8 I, godz. 19:00 9 I, godz. 19:00 Courtney Love 10 I, godz. 18:00 11 I, godz. 18:00 12 I, godz. 18:00 18 XII, godz. 19:00 Smycz 9 I, godz. 19:00 10 I, godz. 19:00 11 I, godz. 19:00 12 I, godz. 19:00 Czynne poniedziałki. Magiel teatralny wokół Kronosu. 13 I, godz. 19:00 wstęp wolny Prezydentki 15 I, godz. 19:00 16 I, godz. 19:00 Kronos 17 I, godz. 19:00 18 I, godz. 19:00 19 I, godz. 19:00 Mayday 17 I, godz. 19:00 18 I, godz. 19:00 19 I, godz. 19:00 30 I, godz. 18:00 Filoktet 21 I, godz. 19:00 22 I, godz. 19:00 Wszechnica teatralna. Ojczyzna/synczyzna. 22 I, godz. 11:00 wstęp wolny Tęczowa trybuna 2012 24 I, godz. 18:00 25 I, godz. 18:00 26 I, godz. 18:00

Kolejny, XXII już Drumfest już za nami. Festiwal perkusyjny to doskonała okazja do zapoznanie się z twórczością muzyków, których niekoniecznie mamy okazję usłyszeć w radio czy zobaczyć w telewizji. Zarówno Carl Palmer jak i Gavin Harrison mogą pochwalić się niemałym doświadczeniem w swojej dziedzinie (jakim – przeczytać możecie m.in. w listopadowym numerze B.e.s.t.-a). Pomimo to, zdecydowana większość znajomych, którym opowiadałam o zbliżających koncertach pierwszy raz słyszała powyższe nazwiska. Na szczęście, wnioskując po frekwencji - we Wrocławiu nie brakuje fanów ciekawych brzmień! Trzeba przyznać, że organizatorzy zadbali o doskonałe miejsce dla swoich gości: położone z daleka od centrum Zaklęte Rewiry to niezwykle klimatyczny a jednocześnie przestronny klub. Choć w pierwszym momencie widok krzeseł na koncercie tego typu mógł dziwić, po kolejnej kilkunastominutowej kompozycji ich dostępność okazała się prawdziwym zbawieniem. Jak było? Zaskakująco. Przyznam, że najbardziej niecierpliwie czekałam na wieczór z Gavinem - którego muzyka miała „przypaść do gustu fanom King Crimson”. Cóż, Purpurowego Króla uwielbiam, natomiast twórczość Harrisona & 05Rec Band niestety nie zachwyciła. Na szczęście, oceniając zainteresowanie jakim cieszyły się dostępne w sprzedaży płyty, byłam w tym odczuciu osamotniona. Nie mogę jednak odmówić zespołowi wysokich umiejętności, pełnego zaangażowania i łatwości nawiązywania kontaktu z publicznością. Jeśli mowa jednak o samym występie - tu ogromne wrażenie zrobił na mnie Carl Palmer & ELP Legacy. W zimny, nieprzyjemny

Małe zbrodnie małżeńskie 26 I, godz. 19:00 Czytane poniedziałki. Czytanie Persepolis. 27 I, godz. 19:00 wstęp wolny Dwadzieścia najśmieszniejszych piosenek na świecie 28 I, godz. 19:00 29 I, godz. 17:00 Zachodnie Wybrzeże. Powrót na pustynię. 31 I, godz. 19:00

www.filharmonia.wroclaw.pl Koncert Orkiestry Leopoldinum 4 I, godz. 18:00 26 I, godz. 18:00 Koncert Noworoczny 5 I, godz. 18:00 Koncert kameralny 9 I, godz. 19:00 14 XII, godz. 18:00 Koncert Specjalny – 35 lat Spirituals Singers Band 11 I, godz. 18:00 Koncert Wrocławskiej Orkiestry Barokowej 12 I, godz. 18:00 Koncert w ramach Solo Festiwal 13 I, godz. 19:00 wstęp wolny Koncert kameralny 16 I, godz. 19:00 23 I, godz. 19:00 Koncert Orkiestry symfonicznej 17 I, godz. 19:00 24 I, godz. 19:00 31 I, godz. 19:00 Koncert Chóru Filharmonii Wrocławskiej 19 I, godz. 18:00

listopadowy wieczór swoją muzyką przenieśli publiczność w - jakkolwiek zabrzmi to straszliwie patetycznie - inną, lepszą rzeczywistość. Carl nie starał się „obłaskawić” publiczności żarcikami czy komplementami, prawdę mówiąc, podczas całego występu wypowiedział jedynie kilka słów. Skupił się na tym, co umie najlepiej, w pewnym sensie dając widowni jedynie przyzwolenie na podglądanie Mistrza podczas Dzieła Tworzenia. A efekty rzeczywiście były nieziemskie! Długie improwizacje oraz interesujące wersje utworów, których perkusyjne brzmienie wcześniej trudno byłoby sobie nawet wyobrazić – na przykład”Dziadka do orzechów” Czajkowskiego czy „Americi” Bernsteina. Wszystko to sprawiło, że każdą kolejną kompozycję żegnałam z prawdziwym żalem... Aż do pojawienia się następnej - jeszcze lepszej. Duży aplauz zyskały także solówki gitarzysty Paula Bielatowicza oraz basisty Simona Fitzpatricka, który to zdobył serce widowni melancholijną interpretacją Bohemian Rhapsody. Na koniec: krótki pokaz tego, co można zdziałać z dwiema pałeczkami, ogromną wyobraźnią i dzięki latom ćwiczeń. W pewnych momentach wydawać się mogło, że Palmer panuje nawet nad grawitacją i czasem. Warto wybrać się na Drumfest. A im mniej jesteśmy pewni, czy dany artysta przypadnie nam do gustu, tym bardziej warto. Nie marnujmy cudownego czasu, kiedy jako studenci możemy korzystać ze sporych zniżek na tego typu wydarzenia i nie narzekajmy, że „teraz nie ma już dobrej muzyki”. Na szczęście wciąż jest, trzeba tylko wyłączyć Eskę i rozejrzeć się dookoła. Miłego odkrywania! margotka


K R W A W A K R Ó L O W A Ś N I E G U łatki śniegu delikatnie spadają na ziemię. Kolejne samochody pojawiają się na podjeździe pałacyku. Na tę noc wszyscy czekali. Jedyna taka w roku. Panie w pięknych wieczorowych sukniach. Panowie, wszyscy, bez wyjątku, pod muszką. Pięknie przystrojona sala balowa. Stoliki ustawione wzdłuż ściany. Na niewielkim podwyższeniu, tuż przy oknie, kwartet smyczkowy. Kilka par sunie po parkiecie w rytm muzyki. Pozostali pogrążają się w rozmowie lub polują na kolejny kieliszek wina. Wszyscy, bez wyjątku, co chwilę spoglądają z zachwytem na sam środek sali. Panna Tamara we własnej osobie. Trudno stwierdzić, co sprawia, że przykuwa wzrok wszystkich. Fakt, że w tańcu wiruje jak nikt inny? Prawdziwa z niej królowa parkietu. A może to, że choć młoda, właśnie do niej należy to miejsce? Wszyscy inni są jedynie gośćmi. Tak naprawdę jednak, większość wcale nie podziwia dziewczyny, jest bardziej zafascynowana naszyjnikiem na szyi tej damy. Wszystko inne zostaje przyćmione jego blaskiem. Zabawa trwa w najlepsze. Na chwilę przed tym, jak panna

Tamara ma zabrać głos, by oficjalne przywitać zebranych, na dosłownie parę sekund, gaśnie światło. Sala tonie w ciemności. Po dłuższej chwili, pomieszczenie znów jest oświetlone, lecz wszyscy wiedzą, że odtąd nic już nie będzie takie samo. W miejscu, gdzie przed dwiema minutami wirowała w tańcu panna Tamara, ta sama młoda dziewczyna leży bez życia. Bez życia i bez naszyjnika. Za to z nożem w piersi. Cały pałacyk zamarł. Ucichła muzyka. Nikt nie jest na tyle odważny, by ruszyć się czy choćby odezwać. Wszyscy w milczeniu wpatrują się z przerażeniem w ciało leżące na samym środku parkietu. Tylko jeden z kelnerów zachowuje na tyle przytomny umysł, by wezwać policję. Mundurowi pojawiają się na miejscu zdarzenia kilka minut później i od razu zajmują się przesłuchiwaniem obecnych na przyjęciu. Po godzinie mają wytypowanych czterech podejrzanych. Oto ich alibi:

>> W chwili, gdy zgasło światło, rozmawiałem z panią Julitą. Proponowałem jej wyjazd w góry. Na pewno można to sprawdzić – zeznał Piotr, wysoki brunet; >> Podziwiałem właśnie widok za oknem, kończąc >> Tamara była moją przyjaciółką. Nie mógłbym zro- kieliszek wina, gdy zgasło światło. Wystraszyłem się bić jej krzywdy. Kiedy to wszystko się wydarzyło, tańczyłem tak, że upuściłem kieliszek. Dowodem na to jest czerwoz moją żoną, która oczywiście zaświadczy, że tak właśnie na plama na koszuli i odłamki szkła przy oknie – powiedział Mateusz, długowłosy blondyn; było – bronił się Sebastian, brunet w złotych okularach; >> Kiedy zgasło światło, byłem zajęty podkładaniem papierek pod jedną z trzech nóg stolika, przy którym siedziałem, bo strasznie się kiwał. Państwo Wróblewscy, którzy ze mną siedzieli, mogą to potwierdzić – rzekł Tomasz, młody mężczyzna w seledynowej muszce; Komisarz prowadzący śledztwo, po chwili zastanowienia, wskazuje ręką i patrząc w oczy osoby, przed którą stoi, głośno mówi: „Jesteś aresztowany. Oddaj naszyjnik”. Do kogo zwrócił się komisarz?

Wiesz kogo wskazał komisarz? myślisz, że dobrze rozwiązałeś zagadkę tajemniczego morderstwa? Wyślij nam swój typ wraz z uzasadnieniem (dlaczego to wskazana przez Ciebie osoba jest mordercą) na adres: best.ue.wroc@gmail. com do 21 stycznia. Na najlepszego detektywa czeka nagroda niespodzianka!!! NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 | best.ue.wroc.pl

21

rys. Małgorzata Ziobro

P

PAT U L L I N K A


+48 608 479 344

biuro@letmeout.pl

facebook.pl/LetMeOutWroclaw

Odrzańska 24-29/4 50-114 Wrocław www.letmeout.pl

Let Me Out Let Me Out jest grą, w której gracze muszą się zjednoczyć w zgrany zespół, aby uciec z pokoju, rozwiązując wszystkie zagadki i łamigłówki. Let Me Out to kreatywna rozrywka typu TEAM BUILDING. Lecz to nie tylko gra, to ciekawe doświadczenie łączące najbardziej istotne cechy osobowości, które prowadzi do wzmocnienia pracy zespołowej.

inteligencja

współpraca

reeeks

Cel gry jest oczywisty, ale nie taki prosty, znajdźcie klucz i wydostańcie się. Mając 45 min. członkowie 2-4 osobowych zespołów muszą wydostać się z zamkniętego pokoju, który na pierwszy rzut oka wydaje się być zwykłym pomieszczeniem. Pokój to miejsce gdzie każdy przedmiot, słowo lub układ może mieć istotne znaczenie przy próbie wydostania się z niego. Zespół ma możliwość wspólnej pracy pod presją uciekającego czasu. Podział zadań i obowiązków to klucz do sukcesu, gra wzmaga indywidualne jak i zespołowe podejście do danego problemu i rozwiązanie go. Drużyny będą musiały działać w skupieniu, analizując wszystko, co ich otacza. Pomieszczenie, w którym przebywają to starannie zaprojektowane środowisko, wypełnione szyframi, zagadkami i wskazówkami. Należy mieć oczy szeroko otwarte, aby znaleźć ukryte przedmioty i klucze, które ostatecznie prowadzą do wyjścia. Obecnie posiadamy dwa różniące się od siebie wystrojem i zagadkami pokoje. W grze odbywającej się w każdym pomieszczeniu mogą

REKLAMA

uczestniczyć zespoły 2-4 osobowe. Czas gry to 45 min., lecz zespoły zobowiązane są przybyć na miejsce 15 min przed planowaną rozgrywką w celu przedstawienia zasad i reguł. Gwarantujemy że emocje, rywalizacja zespołów oraz świetna zabawa która towarzyszy LET ME OUT zapewni Państwu niezapomniane wrażenia.

Czy odważysz się podjąć wyzwanie !? best.ue.wroc.pl 22 NGS B.e.s.t. | styczeń 2014 |www.letmeout.pl



NGS B.e.s.t. | styczeń 2014