Issuu on Google+

Październik 2012 Rok IV nr 10 (38)

MIESIĘCZNIK SPOŁECZNY: NAUKA * KULTURA * BIZNES * TURYSTYKA

Inauguracja w uczelniach – str. 5

Nr indeksu 1018 ISSN 2080-8186 fot. Krzysztof Stankiewicz

AL

1


ARTPOL -Therm Sp. z o.o. Kościuszki 32B 24-200 Bełżyce Zakład Produkcyjny Niedrzwica Duża ul. Spółdzielcza 2 Tel/Fax: 81 5175936 Mobil: 606207061

2 AL


GDZIE JESTEŚMY Nowe, aktualne wydanie „Awangardy Lubelskiej” zawsze dostać można w jednej z taksówek MPT radia taxi 19191. Ale nie tylko. W ciągu ponad dwóch lat swego istnienia pismo zaczęło stopniowo docierać do coraz to nowych miejsc. Dziś „Awangardę” można otrzymać w kilkudziesięciu miejscach na terenie całego Lublina. Jest dostępna w niektórych urzędach (np. Urząd Marszałkowski i Urząd Miasta), w placówkach kulturalnych (Filharmonia Lubelska, Teatr im. Juliusza Osterwy, Teatr Muzyczny, Dom Kultury LSM, Dzielnicowy Dom Kultury Bronowice), w restauracjach na deptaku i na Starym Mieście, w hotelach (Europa i Victoria), w uczelniach (w Wyższej Szkole Społeczno-Przyrodniczej im. Wincentego Pola), w biurach podróży (Anas), w Lubelskim Ośrodku Informacji Turystycznej i Kulturalnej na Starym Mieście, w szpitalu SPSK 4 przy ul. Jaczewskiego, w biurze WKTiR przy ul. Szewskiej, sklepach LUX LSS Społem, DT Orfeusz na Czechowie i CH Wokulski przy ul. Łęczyńskiej 51, w salonie Rosenthala przy Krak. Przed. Miejsc tych będzie przybywać. Staramy się, aby „Awangarda Lubelska” była powszechnie dostępna. I powszechnie czytana. Władysław Boruch

GOLDMAN Lublin, ul. Zielona 1B

Złoto Srebro Platyna a Mone Monety ety – Skup – Sprzedaż – Doradztwo Chcesz kupić, sprzedać, przedać poradzić dzić się… Przyjdź lub zadzwoń pod numer 81 532 96 92

Szanowni Państwo Drodzy Czytelnicy Tak wiele wydarzeń kulturalnych dzieje się każdego dnia w Lublinie. Zarówno tych z najwyższej półki jak i mniej cenionych może przez krytyków, ale za to bardzo lubianych przez publiczność, która może uczestniczyć w nich często za darmo. Imprezy takie niemal w każdy weekend odbywały się w sezonie letnim i jeszcze się odbywają, w uroczych zaułkach Starego Miasta. Jest ich tak wiele, że nie wiadomo, które wybrać, bo ze wszystkich skorzystać się nie da. Nawet napisać o wszystkich nie sposób, bo jak mawiają drukarze, gazeta nie z gumy i wszystkiego w nią włożyć się nie da. A przecież oprócz imprez kulturalnych odbywają się w Lublinie i inne, konferencje naukowe, zawody sportowe a i ważne spotkania towarzyskie, których po prostu nie wypada opuścić. Do tego dochodzą jeszcze ważne uroczystości, ostatnio są to różnego rodzaju jubileusze. Radio Lublin obchodziło właśnie 60-lecie swego istnienia, Wojewódzkiemu Klubowi Techniki i Racjonalizacji w Lublinie „stuknęło” równo 50 lat, a hotel Europa świętował 145-lecie swego istnienia i 10-lecie zarządzania nim przez spółkę Europa S.A. Nieskromnie wspomnę o swym skromnym świętowaniu 40-lecia pracy dziennikarskiej. To tylko niektóre wydarzenia, które w ostatnim czasie miały miejsce. Jak więc napisać o wszystkich? Nie da się! Gazeta musiałaby być ogromna, żeby zmieścić relacje z tego wszystkiego, co dzieje się w ciągu miesiąca w mieście. W tym miesiącu, w październiku, jedno wydarzenie zdaje się być jednak ponad wszystkimi innymi. To inauguracje roku akademickiego w lubelskich uczelniach. O tyle ważne, że czego jak czego, ale uczelni to mamy w Lublinie dużo: pięć dużych, publicznych i chyba drugie tyle, nieco mniejszych, prywatnych, ale też bardzo istotnych w akademickim pejzażu miasta. W większości z nich uroczysta inauguracja nowego roku akademickiego już się odbyła, w niektórych dopiero się odbędzie, choć studenci już wszyscy, od pierwszego dnia października odbywają swe zajęcia. Po wakacyjnej przerwie życie akademickie wróciło do Lublina w postaci prawie 100 tysięcy studentów, co widać choćby po zatłoczonych ponad miarę ulicach miasta. Krzysztof Stankiewicz

– miesięcznik bezpłatny: www.polihymnia.pl/awangardalubelska, e-mail: poczta@polihymnia.pl Wydawca: Współwydawca: Redaktor naczelny: Zespół: Druk:

Wydawnictwo POLIHYMNIA Sp. z o.o., ul. Deszczowa 19, 20-832 Lublin, tel./fax 81-746-97-17 Stowarzyszenie Miłośników Folkloru, 24-222 Niedrzwica Kościelna, ul. Krakowska 111, tel. 81-51-16-188, Krzysztof Stankiewicz Janusz Kawałko (z-ca red. naczelnego), Zbigniew Miazga (sekretarz red.), Władysław Boruch (szef Rady Programowej) Tomasz Orkiszewski (prezes Wydawnictwa), Krystyna Radzik, Jacek Szymczyk, Kamila Kowalik, Anna Sadczuk (korekta), Dorota Kapusta (skład komputerowy) Wydawnictwo POLIHYMNIA Sp. z o.o., e-mail: poczta@polihymnia.pl, księgarnia wysyłkowa: www.polihymnia.pl

AL

3


NAUKA

INAUGURACJE W UCZELNIACH P

onad tysiąc studentów uczestniczyło w immatrykulacji, otrzymało indeksy i rozpoczęło edukację w Wyższej Szkole Społeczno-Przyrodniczej im. Wincentego Pola w Lublinie. W Uczelni tej na wszystkich kierunkach i rocznikach studiuje blisko cztery tysiące żaków, kształcą się tu będą na blisko dziesięciu kierunkach. Najbardziej popularnym jest fizjoterapia, a także turystyka, kosmetologia, wychowanie fizyczne, filologia angielska, arteroterapia, kynoterapia, organizacja i zarządzanie w turystyce i hotelarstwie. Po raz pierwszy w historii uczelni od początku tego roku akademickiego na kierunku: fizjoterapia i turystyka językiem wykładowym będzie język angielski. Z tej formy edukacji skorzysta kilkudziesięciu studentów. – Jesteśmy dobrze przygotowani do tej formy kształcenia, posiadamy bardzo dobrą kadrę naukowo-dydaktyczną. Cieszymy się, że z naszej nowej oferty skorzystała spora grupa studentów pochodzących z odległych krajów, jak choćby z Indii, Turcji, Norwegii, Nigerii, Iranu, Pakistanu, Kamerunu, Nepalu, Sri lanki, Izraela, a także z Łotwy, Ukrainy, Białorusi. – W ten sposób wpisujemy się w zainicjowany przesz Urząd Miasta Lublin program Study in Lublin mający przyciągać na lubelskie uczelnie studentów z innych państw – mówi prof. Witold Kłaczewski, rektor WSSP im. Pola w Lublinie. – Uczelnia prowadzi współpracę z licznymi zagranicznymi partnerami i ma szerokie kontakty z ośrodkami akademickimi i uniwersytetami w Europie. Dzięki temu nasi studenci mają szanse odbywać praktyki i studiować w partnerskich uczelniach poza granicami kraju. Szansę współpracy z zagranicznymi partnerami ma również kadra naukowa. Co roku z takiej wymiany korzysta po kilkunastu pracowników WSSP. W tym roku przebywali między innymi w Hiszpanii, we Włoszech, Portugalii, Belgii i Turcji, gdzie prowadzili wykłady i uczestniczyli

Immatrykulacja w WSSP im. W Pola w Lublinie. Uczestniczą od lewej: dziekan Wydziału Turystyki i Wychowania Fizycznego dr Zygmunt Wiczek, kanclerz doc. Henryk Stefanek, prodziekan prof. Bogusław Michał Kaszewski i rektor WSSP prof. Witold Kłaczewski

w konferencjach, m. in w Uniwersytecie Jaen w Hiszpanii, w Uniwersytecie Yeditepe w Stambule w Turcji, w Uniwersytecie Chieti we Włoszech i Katholic Hodeschool Kempen Gell w Belgii – mówi doc. Henryk Stefanek, kanclerz założyciel WSSP. W ramach programu Erasmus studenci wyjeżdżali na staże i praktyki

m.in. do Hiszpanii, Portugalii, Rumunii, Łotwy, Turcji, Portugalii, Słowenii, Włoch i na Cypr. Także w tym roku akademickim na praktyki zagraniczne wyjedzie kilkudziesięcioosobowa grupa studentów Wyższej Szkoły Społeczno Przyrodniczej im. W. Pola w Lublinie. Janusz Kawałko więcej na str. 22-23

Inauguracja roku akademickiego w Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Za stołem senat uczelni. W pierwszym rzędzie (od lewej) prorektorzy: prof. Andrzej Borowy, prof. Stanisław Baran, rektor prof. Marian Wesołowski i prorektor prof. Krzysztof Gołacki

AL

5


NAUKA

PIŁKARKI

P

Miasteczko Akademickie znów zaroiło się od studentów

I

mmatrykulacja w WSSP odbyła się 1 i 8 października, natomiast uroczysta inauguracja roku zaplanowana jest na 21 października. Jako pierwszy rok akademicki zainaugurował Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie. Uroczystość odbyła się 1 października. Rektor uczelni, prof. Marian Wesołowski podczas uroczystej inauguracji mówił o dotychczasowych osiągnięciach uczelni a zwłaszcza o planach na najbliższą przyszłość. W UP studiuje ponad 10 tys. studentów, z czego prawie 2 tys. na pierwszym roku.

Inauguracje odbyły się już także w Politechnice Lubelskiej i w Uniwersytecie Medycznym. W tej drugiej uczelni na pierwszy rok studiów przyjęto ponad 1400 studentów zaś na wszystkich latach i kierunkach studiuje 8000 osób. Do końca października inauguracje odbędą się we wszystkich lubelskich uczelniach. Na KUL odbędzie się ona tradycyjnie w trzecią niedzielę miesiąca, czyli 21 października, a na koniec uroczysta inauguracja odbędzie się w UMCS. Zaplanowano ją na 23 bm. Krzysztof Stankiewicz

Przed Collegium Agronomicum Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie

6 AL

rezydent Lublina Krzysztof Żuk spotkał się w lubelskim ratuszu z piłkarkami ręcznymi Klubu Uczelnianego AZS Wyższej Szkoły Społeczno-Przyrodniczej im. Wincentego Pola w Lublinie i uhonorował je dyplomami oraz pogratulował zwycięstwa i zdobycia złotego medalu w I Europejskich Igrzyskach Studenckich. W tym prestiżowym akademickim sportowym wydarzeniu, które miało miejsce w Hiszpanii, Lublin i lubelską uczelnię reprezentowały: Aleksandra Baranowska, Katarzyna Duran, Weronika Gawlik, Agnieszka Kocela, Karolina Konsur, Beata Koprowska, Małgorzata Majerek, Aleksandra Mielczewska, Valiantsina Nestsiaruk, Krystina Repelewska, Joan-

MISTRZOWIE

W

hali Atlas Arena w Łodzi 6 i 7 października rozegrano XVI Mistrzostwa Świata Seniorów w Karate Tradycyjnym. W gronie zawodników reprezentujących Polskę znaleźli się także karatecy związani z Lublinem; dr Marta Niewczas, pracownik naukowy na Wydziale Turystyki i Wychowania Fizycznego Wyższej Szkoły Społeczno-Przyrodniczej im. W. Pola i Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz student WSSP Daniel Iwanek. I oboje sięgnęli po najwyższe trofea. Marta Niewczas w konkurencji kumite zdobyła złoty medal pokonując w finale Justynę Marciniak z Lubelskiego Klubu Karate Tradycyjnego i tym samym wywalczyła tytuł mistrzyni świata, zaś w ko-go kumite zdobyła medal srebrny. Natomiast Daniel Iwanek wspólnie z kolegami z reprezentacji w kumite drużynowym wywalczył mistrzostwo świata, zaś w ko-go kumite zdobył tytuł wicemistrzowski. Marta Niewczas tym sukcesem zakończyła trwającą 20 lat karierę sportową zdobywając w tym czasie grad złotych, srebrnych i brązowych medali, w tym aż sześciokrotnie tytuł mistrzyni świata.


SPORT AKADEMICKI

U PREZYDENTA LUBLINA na Reszka, Małgorzata Stasiak, Paulina Tkaczyk, Alina Wojtas, trener Edward Jankowski, fizjoterapeutka Olga Figiel oraz prof. Witold Kłaczewski – rektor WSSP i doc. Henryk Stefanek – kanclerz założyciel WSSP. – Zwycięstwo piłkarek ręcznych w Europejskich Igrzyskach Studenckich w Hiszpanii jest bardzo cenne, gdyż promuje nasze miasto zarówno w kraju jak i poza jego granicami. Sukces w Cordobie świadczy także o tym, że w Lublinie mamy zespół piłkarek o europejskim poziomie – powiedział na spotkaniu Krzysztof Żuk. Zadowolenia ze spotkania z prezydentem nie skrywały zarówno zawodniczki jak i kierownictwo ekipy sportowej.

– Cieszymy się, że prezydent dostrzega naszą pracę i efekty naszego udziału w wielkich wydarzeniach sportowych. To inspiruje do dalszej pracy na treningach i jeszcze większej mobilizacji podczas rywalizacji – powiedziała Małgorzata Majerek, zawodniczka a jednocześnie prezes KU AZS im. WSSP. Także rektor i kanclerz WSSP po spotkaniu z prezydentem Lublina podkreślali, że dostrzeganie przez władze osiągnięć lubelskich szczypiornistek zachęca do wspierania tego zespołu. – Uczelnia nasza w swojej strategii posiada misję wspierania sportu, co pozwala zatrzymać w Lublinie najlepsze zawodniczki, które doskonale

Piłkarki ręczne Klubu Uczelnianego AZS WSSP im. W. Pola na spotkaniu z dr. Krzysztofem Żukiem, prezydentem Lublina

potrafią godzić naukę z kontynuacją kariery sportowej – powiedział rektor Witold Kłaczewski. W spotkaniu z piłkarkami uczestniczył także dr Jakub Kosowski, dyrektor Wydziału Sportu i Turystyki UM w Lublinie. Tekst i zdjęcia: Janusz Kawałko

ŚWIATA Z WSSP IM. W. POLA W LUBLINIE – W życiu każdego sportowca przychodzi taki moment, że ma świadomość szybciej upływającego czasu. W moim życiu nadszedł taki moment, czas na zakończenie kariery sportowej. Przez 20 lat byłam w reprezentacji Polski. Złoty medal zdobyty w hali Atlas Arena w Łodzi dedykuję rodzinie, mężowi, moim dzieciom, mamie, sensejowi Włodzimierzowi Kwiecińskiemu, zawodnikom, sędziom oraz wszystkim tym, którzy przyczynili się do moich sukcesów sportowych – mówiła nie skrywając wzruszenia Marta Niewczas.

Daniel Iwanek, Justyna Marciniak i trener Andrzej Maciejewski

dr Marta Niewczas

Wzruszenia nie krył także Włodzimierz Kwieciński, prezes Polskiego Związku Karate Tradycyjnego mówiąc: Marta Niewczas jest postacią niezwykłą, a jej osiągnięcia są wynikiem talentu połączonego z sumienną pracą. Zawsze godziła pracę zawodową ukoronowaną doktoratem z obowiązkami matki i żony. Doskonale sprawdza się także jako szkoleniowiec, jej wychowankowie już zdobywają medale zarówno na turniejach w kraju jak i za granicą.

– Ja też jestem szczęśliwy, że wraz z kolegami udało mi się wywalczyć tak długo oczekiwany złoty medal mistrzostw świata w kumite drużynowym. Ma on dla mnie wyjątkową wartość gdyż w drużynie, która zdobyła przed 20 laty pierwszy złoty medal w tej dyscyplinie, był mój trener i nauczyciel sensei Andrzej Maciejewski. Spełnił się sen o powtórzeniu tamtego osiągnięcia – mówił po zakończonej rywalizacji Daniel Iwanek, student WSSP trenujący w Lubelskim Klubie Karate Tradycyjnego. Tekst i zdjęcia: Janusz Kawałko

Daniel Iwanek

AL

7


BIZNES

Olgierd i Stanisław Kunowie w swoim biurze

Zakładu Higieny a nawet mają rosyjski certyfikat GOST-R. A to dlatego, że oprócz odbiorców krajowych, wśród których są m.in. przedsiębiorstwa energetyki cieplnej czy producenci węzłów ciepłowniczych, firma eksportuje swoje wyroby właśnie do Rosji, ale także na Ukrainę, Litwę, Słowację, do Kazachstanu, Czech. W sumie, jest liczącym się w kraju i nie tylko w kraju producentem urządzeń ciepłowniczych, zwłaszcza wymienników ciepła. Mówi Stanisław Kuna: Początki jak to zwykle jest, były trudne. Pomogły nam wówczas Lubelska Fundacja Rozwoju i Wojewódzki Klub Techniki i Racjonalizacji w Lublinie. Wynajęliśmy niewielką halę w Niedrzwicy Dużej i rozpoczęliśmy produkcję. Mając wieloletnią praktykę i doświadczenie, potrafiłem to robić i wiedzia-

JAK TO JEST W RODZINNEJ I

nżynier Stanisław Kuna po ukończeniu studiów w obecnej Politechnice Lubelskiej podjął pracę zawodową w WSK Świdnik a następnie przepracował kilkadziesiąt lat w innych zakładach przemysłowych Lubelszczyzny. I być może pracowałby dalej, gdyby nie fakt, że w 2006 roku jego syn Olgierd ukończył studia na Politechnice Warszawskiej. Były to jednak zupełnie inne czasy niż wtedy, gdy pracę zawodową rozpoczynał jego ojciec. Na początku lat 2000. zdobycie pracy, podobnie jak i teraz, było bardzo trudne. Ojciec i syn zdecydowali się wówczas na współpracę we wspólnej, przez siebie założonej firmie. I tak w maju 2006 roku powstała spółka ARTPOL-Therm. Firma ma swoja siedzibę w Bełżycach, ale zakład produkcyjny w Niedrzwicy Dużej. Zatrudnia około 20 osób a produkuje urządzenia dla ciepłownictwa i przemysłu spożywczego. Są to różnego rodzaju wymienniki ciepła: płaszczowo-rurowe, basenowe, pojemnościowe, a także filtroodmulniki, podgrzewacze pojemnościo-

8 AL

we, zbiorniki ze stali nierdzewnej, rury nierdzewne. Choć robią tego sporo, ze zbytem nie mają problemów, bo produkowane wyroby są wysokiej jakości, spełniają wymagania Urzędu Dozoru Technicznego, Państwowego

łem, gdzie i komu wyroby można sprzedać. Firma zaczęła się rozwijać. Dziś zajmuje obiekty dwukrotnie większe niż na początku swego istnienia, a produkcja jest o wiele większa. Wypowiedź ojca uzupełnia syn, Ol-

W hali produkcyjnej spółki ARTPOL-Therm produkuje się m.in. wymienniki ciepła


BIZNES gierd Kuna, prezes ARTPOL-Therm spółki z o.o.: Firma jest rozwojowa. Oprócz mnie i ojca pracują w niej także moja siostra Inga, absolwentka UMCS zajmująca się prowadzeniem biura: kadrami, księgowością, oraz jej mąż Radomir Wójtowicz z wykształcenia także inżynier, informatyk. Jest kierownikiem produkcji. Razem zarządzamy spółką, której współwłaścicielami w rzeczywistości są jeszcze 2 osoby fizyczne plus jedna firma. Oceniając stan zatrudnienia można powiedzieć, że jesteśmy firmą rodzinną, choć oczywiście zatrudniamy także wielu pracowników spoza rodziny, ale z najbliższej okolicy, sąsiadów, osoby dobrze znane. To ma znaczenie, bo cenimy się nawzajem i darzymy wzajemnym zaufaniem. ARTPOL-Therm chce się rozwijać. W tym celu współpracuje z in-

FIRMIE nymi. Jest członkiem Wschodniego Klastra Obróbki Metali oraz Regionalnej Izby Gospodarczej. Podejmuje współpracę z jednostkami naukowymi w zakresie odzysku ciepła ze spalin, co ma ogromne znaczenie nie tylko ekonomiczne, ale i ekologiczne. Dla realizacji ambitnych planów zamierza zabiegać o środki unijne, potrzebna choćby do zakupu nowoczesnych maszyn i urządzeń: obrabiarek sterowanych numerycznie i oprogramowania do nich. Właściciele myślą także o budowie własnych obiektów, a co zatem idzie, o wzroście zatrudnienia i produkcji. Można powiedzieć, że przed spółką ARTPOL-Therm rysuje się perspektywa całkiem pomyślnej przyszłości. Więcej takich firm, nie koniecznie wielkich, ale rodzinnych, dobrze funkcjonujących, potrzeba nam na Lubelszczyźnie i w samym Lublinie także. Tekst i zdjęcia: Krzysztof Stankiewicz

ROCZNICOWA EUROPA

Hotel Europa istnieje w Lublinie od 145 lat, ale dopiero od 10 lat zarządzany jest, i to dobrze, przez spółkę Europa

D

zień 14 września był dla spółki Europa dniem wyjątkowym. W tym dniu obchodziła ona 10 lecie swego istnienia a jednocześnie 145 rocznicę powstania w Lublinie hotelu Europa. Zrujnowany obiekt po generalnym remoncie 10 lat temu odzyskał swój dawny blask.

Jubileuszowe uroczystości rozpoczęły się ucztą dla duszy w Teatrze Muzycznym. Zaproszeni goście wysłuchali koncertu „Usta milczą, dusza śpiewa” w wykonaniu artystów Teatru Muzycznego w Lublinie. Wcześniej jednak panie: Marta Adamiak – prezes spółki i Maria Bigos – wiceprezes, odebrały odznaczenia, życzenia i mnóstwo kwiatów. Prosto z teatru gospodarze i zaproszeni goście udali się na rocznicowy bankiet do hotelu, gdzie czekała ich uczta przygotowana przez szefa kuchni. Serwowano carpaccio z polędwicy wołowej, gruszki i melony z szynką parmeńską, sushi, łososia w sosie ogórkowym, dorsza w sosie krewetkowym, polędwiczki z kurkami, a do tego mnóstwo napojów i deserów, w tym dwa torty. Były też pokazy taneczne, barmańskie i oczywiście tańce. Zabawa trwała aż do rana. KS

FORUM LKB EXPORT – IMPORT – KOOPERACJA 2012

L

ubelski Klub Biznesu organizuje 25 października Forum Export – Import – Kooperacja 2012. Odbędzie się ono w Grand Hotelu Lublinianka. Tegoroczna edycja Forum Export – Import – Kooperacja ma za zadanie dostarczyć polskim przedsiębiorcom wiedzę i praktyczne wskazówki dotyczące współpracy zagranicznej w eksporcie oraz imporcie towarów i usług, a samorządom wskazać priorytety, które zadecydowały o lokowaniu inwestycji w regionie lubelskim. W pierwszej części Forum planowane są wystąpienia przedstawicieli władz samorządowych, Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Izby Przemysłowo-Handlowej Inwestorów Zagranicznych w Polsce oraz głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego S.A. W drugiej

części odbędą się dwie debaty panelowe z udziałem eksporterów i inwestorów W spotkaniu przewidywany jest udział około 100 osób, w tym przedstawicieli placówek dyplomatycznych, samorządów i administracji, organizacji i instytucji zajmujących się współpracą międzynarodową, banków, potencjalnych inwestorów, zainteresowanych powiązaniem swojego biznesu z regionem lubelskim oraz oczywiście przedsiębiorców, członków Lubelskiego Klubu Biznesu. Forum zostało już objęte Patronatem Honorowym Ministra Gospodarki, Wiceprezesa Rady Ministrów Waldemara Pawlaka, Marszałka Województwa Lubelskiego Krzysztofa Hetmana jak również Prezydenta Miasta Lublin Krzysztofa Żuka. Michał Smaga AL

9


BIZNES

W uroczystości 50-lecia WKTiR w Lublinie udział wzięli m.in. wojewoda lubelska Jolanta Szołno-Koguc, Marek Adamski z lubelskiego oddziału NOT, Stanisław Leszczyński, dyrektor Zespołu Tańca Ludowego UMCS

UROCZYSTOŚCI W WKTiR

Z

nakomite grono przedstawicieli władz państwowych, samorządowych, biznesu, nauki i oświaty zgromadziły obchody 50-lecia powstania Wojewódzkiego Klubu Techniki i Racjonalizacji w Lublinie. Uroczystość odbyła się 14 września w auli Collegium Anatomicum Uniwersytetu Medycznego. Po wprowadzeniu sztandaru stowarzyszenia oraz odśpiewaniu hymnu państwowego, gości przywitali: Stanisław Janowczyk – wiceprzewodniczący Zarządu oraz Eugeniusz Suski – sekretarz Zarządu i dyrektor WKTiR. Wiele osób otrzymało odznaczenia i wyróżnienia, a wśród nich wieloletni działacz WKTiR Henryk Chojnowski, który z rąk wojewody lubelskiego Jolanty Szołno-Koguc odebrał nadany mu przez Prezydenta RP Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Zastępca Prezesa Urzędu Patentowego RP Andrzej Pyrża wręczył następnie przyznane przez premiera odznaki „Za zasługi dla wynalazczości”. W ten sposób uhonorowany został m.in. Wojewódzki Klub Techniki i Racjonalizacji w Lublinie. W uznaniu zasług dla rozwoju regionu i miasta jubilatowi wręczono również Odznakę Honorową „Zasłużony dla Województwa Lubel-

10 AL

skiego” oraz Medal Prezydenta Miasta Lublin. Wielu członków stowarzyszenia oraz osoby reprezentujące firmy i instytucje współpracujące z WKTiR otrzymały honorowe odznaki Naczelnej Organizacji Technicznej oraz Polskiego Związku Stowarzyszeń Wynalazców i Racjonalizatorów. Uroczystości zakończył występ Zespołu Tańca Ludowego UMCS. Tomasz Biedacha Zdjęcia: K. Stankiewicz R. Malinowski

Po uroczystościach odbył się spływ kajakowy po Bugu


KULTURA

KONKURS MŁODYCH SKRZYPKÓW

Warsztaty Kultury przy ul. ks. J. Popiełuszki 5, w każdą środę, o godz. 19, zapraszają na cykl pokazów filmowych. POKAZY FILMOWE

Ellinor D’Melon Moraguez z Jamajki, w fantastycznym stylu zwyciężyła w grupie młodszej

Ś

wiatową renomę zyskał już Międzynarodowy Konkurs Młodych Skrzypków im. Karola Lipińskiego i Henryka Wieniawskiego zorganizowany w dniach 18-22 września przez Towarzystwo Muzyczne w Lublinie. W jego tegorocznej, dwunastej już edycji, wzięło udział 76 młodych wiolinistów – 36 w grupie młodszej (do 17 lat) i 40 w grupie starszej (do lat 22). Przyjechali z 24 krajów, m.in. z USA, Kanady, Chin, Korei Południowej, Tajwanu i Japonii oraz państw europejskich. Zgodnie z regulaminem konkursu młodzi artyści wykonywali utwory wybrane przez siebie oraz obowiązkowe. Ich popisy oceniało 15-osobowe międzynarodowe jury złożone z wybitnych skrzypków i jednocześnie pedagogów, któremu przewodniczył prof. Zakhar Bron. Stwierdził on podczas gali finałowej, że poziom prezentacji był niezwykle wysoki, co przysporzyło jurorom znacznych rozterek. Natomiast prezes lubelskiego Towarzystwa Muzycznego Teresa Księska-Falger wyraziła nadzieję, że konkurs ten otworzy młodym

artystom drogę do kolejnych osiągnięć. Że nie są to płonne nadzieje – zaznaczyła – świadczą przykłady laureatów lubelskiej imprezy z poprzednich lat. Spotkać ich można w prestiżowych salach koncertowych na świecie. Bohaterkami XII Międzynarodowego Konkursu Młodych Skrzypków zostały: Ellinor D’Melon Moraguez z Jamajki, która zwyciężyła w grupie młodszej oraz Toki Yuna z Japonii, najlepsza w grupie starszej. W gronie uszczęśliwionej młodzieży znalazł się także Artem Naumov z Rosji. Otrzymał on Nagrodę im. Marcela Stefańskiego w wysokości 10 tys. zł. Pomysł ufundowania takiej nagrody, noszącej imię legendarnego francuskiego rotarianina o polskich korzeniach, dla wyróżniającego się uczestnika konkursu wiolinistycznego, zrodził się w RC Lublin-Centrum. A podchwycony został przez pozostałe kluby z Lubelszczyzny: z Białej Podlaskiej, Chełma, Janowa Lub., Puław, Zamościa oraz RC – Lublin i Stare Miasto. Wsparcie nadeszło także z Francji, od rotarian z macierzystego klubu Marcela – Denain-Bouchain oraz z sekcji francuskiej Międzykrajowego Komitetu Francja–Polska. W czasie konkursowej gali roześmianemu Artemowi nagrodę wręczyli: żona ś.p. Marcela – Chantal i córka – Cristine, a także prezydent RC Lublin Centrum – Stanisław Dąbrowski. Tekst i zdjęcia: Zbigniew Miazga

W obrazach tych – mówią pomysłodawcy maratonu Agnieszka Wojciechowska i Rafał Chwała – miasto jest tłem, ale i bohaterem, przestrzenią do życia i scenerią filmowych historii, miejscem, w którym pulsują ludzkie problemy i dramaty, ale żyją też wielkie nadzieje, marzenia i triumfy. Miasto – dodają – mówi u nas językiem Terry’ego Gilliama, Federico Felliniego, Jima Jarmusha, czy Wong Kar Waia. Ma przy tym wiele twarzy, bywa piękne, groźne, radosne, melancholijne, ale zawsze ciekawe. Zapraszamy. Seansom towarzyszyć będą prelekcje oraz spotkania dyskusyjne. Wstęp wolny. Najbliższe pokazy: 17 października, godz.19.00 – Mapa dźwięków Tokio – reż. Isabel Coixet, oraz 31 października, godz. 19.00 – Noc na ziemi – reż. Jim Jarmush. W WARSZTATACH KULTURY „Mapa dźwięków Tokio” – hiszpańska reżyserka Isabel Coixet zdecydowała się na połączenie wątków kryminalnych, thrillera i kameralnego, cichego dramatu z akcentami erotycznymi. Bohaterowie tej opowieści, uwikłani w sieć wzajemnych zależności, ukazani są na tle wielkiego Tokio – świecącego milionami neonów, pełnego zgiełku współczesnej cywilizacji, ale też silnie zakorzenionego w japońskiej kulturze i tradycji. „Noc na ziemi” – to kultowe w pewnych kręgach dzieło Jarmusha (według własnego scenariusza), podzielone na pięć etiud, które łączy ze sobą motyw nocnej podróży taksówką. Mamy tu pięć fascynujących opowieści, w pięciu różnych miastach świata. Swoją historię snują m. in. Winona Ryder, Armin Mueller-Stahl czy Roberto Benini. Sam Jarmush zabiera nas na nocną przejażdżkę po Los Angeles, Nowym Yorku, Paryżu, Rzymie i Helsinkach. Raz jest zabawnie, raz nostalgicznie, innym razem surrealistycznie. ZM

Wręczenie nagrody Artemowi Naumovowi

AL

11


TEATR I FILHARMONIA

TEATR MUZYCZNY ZAPRASZA NA: CALINECZKA Reżyseria: Jerzy Turowicz Wtorek, 16 października o godz. 11 Środa, 17 października o godz. 18 Spektakle w ACK UMCS „Chatka Żaka”, ul. Radziszewskiego KSIĘŻNICZKA CZARDASZA Reżyseria: Artur Hoffman Sobota, 20 października o godz. 18 Niedziela, 21 października o godz. 17 Spektakle w ACK UMCS „Chatka Żaka”, ul. Radziszewskiego USTA MILCZĄ DUSZA ŚPIEWA Reżyseria: Tomasz Janczak Niedziela, 4 listopada o godz. 17 Spektakl w ACK UMCS „Chatka Żaka”, ul. Radziszewskiego

Z

espół Teatru Muzycznego żyje jak na przysłowiowej rozerwanej ulicy. Trwa opuszczanie pomieszczeń przy ul. Skłodowskiej, a także przymiarka do funkcjonowania – przez trzy najbliższe lata – w zastępczych salach. Przypomnijmy, że będą to: Centrum Kongresowe Uniwersytetu Przyrodniczego, sala widowiskowa Chatki Żaka, domy kultury w Chełmie i Puławach, a później w Zamościu. Natomiast na przełomie lutego i marca przyszłego roku teatr otrzyma kończoną obecnie, przyzwoitą salę z 420-osobową widownią w Lubelskim Parku Naukowo-Technicznym na Felinie. Oprócz kłopotów, będą jednak też przedstawienia wyjątkowe. Rewelacyj-

brze wspominają lubelscy widzowie, wystawiona tu została „La Traviata”. Tym razem będzie to inscenizowany koncert „Nabucco” Giuseppe Verdiego. Jest to opera szczególna, osadzona w czasach niewoli babilońskiej, a podejmuje tematykę zniewolenia, moralności, władzy i wiary. Porywająca jest muzyka. Wśród wykonawców zobaczymy i usłyszymy słynnego Andrzeja Dobbera – baryton, występującego na co dzień w Metropolitan Opera w Nowym Jorku, wybitną sopranistkę Jolantę Żmurko-Kurzak, a spośród lubelskich artystów: Elżbietę i Tomasza Janczaków, który także ten wyjątkowy spektakl reżyseruje. Oto ostatnie meldunki z przygotowań do wystawienia “Nabucco”.

WYDARZENIE SEZONU

KRÓLEWNA ŚNIEŻKA Reżyseria: Violetta Suska Wtorek, 13 listopada o godz. 11 Środa, 14 listopada o godz. 11 Spektakle w ACK UMCS „Chatka Żaka”, ul. Radziszewskiego NABUCCO Reżyseria: Tomasz Janczak Wielki inscenizowany koncert w hali GLOBUS Sobota, 17 listopada o godz. 18 KOPCIUSZEK Reżyseria: Jerzy Turowicz Wtorek, 27 listopada o godz. 11 Środa, 28 listopada o godz. 11 Spektakle w ACK UMCS „Chatka Żaka”, ul. Radziszewskiego Teatr Muzyczny w Lublinie Ul. Marii Curie-Skłodowskiej 5 Sprzedaż biletów: tel. 81 532 96 65 www.teatrmuzyczny.eu

12 AL

Na zdjęciach: przymiarka kostiumów do wielkiego inscenizowanego koncertu „Nabucco”

nie przyjęty przez widownię i krytykę „Phantom – czyli Upiór w operze”, wystawiony zostanie 2 grudnia w Sali Kongresowej w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Natomiast – co warto zapamiętać – 17 listopada 2012 o godz. 18, lubelska hala Globus zamieni się w scenę operową. Swego czasu, co do-

Wiadomo już, że w Globusie ustawiona zostanie ogromna, 200-metrowa scena, na której wystąpi 200 artystów. Wśród nich: 8 solistów, 40 artystów chóru Teatru Muzycznego, 80 członków Akademickiego Chóru Politechniki Lubelskiej i Akademickiego Chóru Uniwersytetu Medyczne-


TEATR I FILHARMONIA

FILHARMONIA LUBELSKA ZAPRASZA NA: KAJTUŚ CZARODZIEJ spektakl dla dzieci i młodzieży wg. Janusza Korczaka Poniedziałek, 15.X. godz. 8.30 i 10.30 Czwartek, 18.X. godz. 8.30 i 10.30 Poniedziałek, 29.X. godz. 8.30 i 10.30 Wtorek, 30.X. godz. 8.30 i 10.30 Środa, 31.X. godz. 8.30 i 10.30 WOJCIECH CEJROWSKI „Jak tam jest” Sobota, 20 października o godz. 18 Jolanta Żmurko-Kurzak i Andrzej Dobber wystąpią w lubelskiej wersji opery „Nabucco”

– PREMIERA NABUCCO go w Lublinie, 60-osobowa orkiestra, statyści. Chórzyści wykonują obecnie ogromną pracę, muszą nauczyć się około 200 stron partytury w języku włoskim. Nie kryją, że jest to materiał wymagający gigantycznej kondycji wokalnej oraz ogromnego skupienia. Dużej urody kostiumy zaprojektowała Małgorzata Słoniowska. Wykonywane one są z naturalnych tkanin: surówek, jedwabi, żakardów, taft obszytych złotymi taśmami, z chwo-

ścikami, metalizowanymi taśmami i frędzlami, wszystko po to, by wiernie zobrazować ówczesną modę, która w czasach babilońskich ociekała złotem. Turkus, czerwień i złoto zarezerwowane są dla kostiumów chóru babilońskiego. Chór żydowski ubrany będzie w skromne stroje w kolorze ecru, okryte chustą w odcieniu niebieskim. Zbigniew Miazga Zdjęcia: Magda Kolary

Dyrekcja i biura Teatru Muzycznego w Lublinie mają swoją siedzibę przy ul. Grenadierów 13. Kasy Teatru Muzycznego w Lublinie czynne są od 25 października w CH Plaza przy ul. Lipowej

października koncerty OdOd 26 26 października koncerty odbywają się odbywają się w auli Collegium auli Collegium Maius MaiuswUniwersytetu Medycznego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie przy ul. Jaczewskiego 4 w Lublinie przy ul. Jaczewskiego 4 KONCERT SYMFONICZNY Orkiestra Symfoniczna FL Sławomir Chrzanowski – dyrygent Monika Ledzion – mezzosopran Piątek, 26 października o godz. 19 CHLIP HOP Magda Umer i Andrzej Poniedzielski Sobota, 27 października o godz. 18 KABARET HRABI Niedziela, 11 listopada o godz. 16 KONCERT SYMFONICZNY 100. rocznica śmierci Józefa Wieniawskiego Orkiestra Symfoniczna FL Joanna Ławrynowicz – fortepian Wojciech Rodek – dyrygent Piątek, 16 listopada o godz. 19

KONCERT SYMFONICZNY Orkiestra Symfoniczna FL Zygmunt Rychert – dyrygent Tomasz Strahl – wiolonczela Piątek, 23 listopada o godz. 19 Bilety do nabycia w kasie FL tel. 81 53 15 112 Rezerwacje on-line: www.filharmonialubelska.eu

AL

13


T

LUBLIN

O

BYŁO

BY

ŁO

Z diametralnie odmiennym odbiorem publiczności spotkały się dwa najważniejsze festiwale muzyczne ostatnich tygodni w Lublinie: I Międzynarodowy Festiwal „Andrzej Nikodemowicz – Czas i Dźwięk” i Międzynarodowy Festiwal „Najstarsze Pieśni Europy”. Oba atrakcyjne repertuarowo, oba zlokalizowane głównie w bardzo dobrych akustycznie salach zaopatrzonych w profesjonalne szatnie, oba z ciekawą międzynarodową obsadą i oba z darmowym wstępem – ale tylko drugi odniósł sukces frekwencyjny, na pierwszym sale często świeciły pustkami.

Nie chcę być śmieszny, więc nie dołączę do recenzentów, którzy próbowali ostatnio zrobić coś z niczego w temacie Mirosław Bałka. Nie będę szukał sensu w najnowszej instalacji, jaką artysta zrealizował w lubelskiej galerii Labirynt. Ale jednak muszę pochwalić jej szefa Waldemara Tatarczuka za zaangażowanie Bałki. Otwierając swoją wystawę w Lublinie, ten sławny twórca stał się motorem jednego z najciekawszych wydarzeń towarzyskich ze sztuką w tle. Na wernisażu przy Grodzkiej spotkali się 21 września m.in. Ewa Zarzycka, Robert Kuśmirowski, Barbara Luszawska, Dariusz Kociński, Anna Nawrot i Tomasz Kitliński. Oprócz osobistości były osobliwości, np. Żołnierz Miłości, czyli chłopak w hippisowskiej bluzce, damskich sandałach i żołnierskiej czapce z miłosnymi emblematami. Ostatni tydzień września zaczął się w Lublinie pogodnie. Ale w czwartek pogoda gwałtownie się zepsuła. Wraz z przyjazdem grupy Pogodno. Taki zbieg okoliczności.

Warto było wspomóc Lubelskie Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia, kupując bilet na widowisko teatralne pt. „Jeżozwierze i inne osobliwości”. 5 października w filharmonii na scenie pojawili się znakomici artyści: Kabaret Mimika, No Potatoes i Jan Kondrak (z nowym odmłodzonym wizerunkiem i polskojęzycznymi wersjami hitów Joego Dassina) oraz sceniczni amatorzy znani z innej działalności. Z tych drugich świetnie wypadli Krzysztof Hetman i Krzysztof Kutarski, a słabiej Dariusz Kotlarz i Krzysztof Komorski. Marc Ribot to znakomity gitarzysta, dzięki którego grze wiele utworów Toma Waitsa czy Elvisa Costello brzmi tak wspaniale – intrygująco i oryginalnie. Jednak idąc 4 października do Warsztatów Kultury na solowy występ tego alternatywnego muzyka, można było się obawiać o strawność koncertu. Niepotrzebnie. Artysta oczarował bogactwem, atrakcyjnością i komunikatywnością dźwięków.

KRONIKA KULTURALNO-TOWARZYSKA

14 AL

I

E

O

T

Nie dajcie się skusić na występ Wojciecha Cejrowskiego jako atrakcyjnego gawędziarza interesująco opowiadającego o swoich podróżach do różnych zakątków świata. Omijajcie 20 października lubelską filharmonię szerokim łukiem, chyba że chcecie za własne pieniądze posłuchać o złych pedziach i strasznej aborcji. Vis comica, przewrotne poczucie humoru, erudycja i inteligencja oraz umiejętność wymyślania na poczekaniu zabawnych i dobrych wierszy to znane atuty Artura Andrusa. Upłynniał je przez lata głównie jako dziennikarz, a także konferansjer, będąc niekiedy zabawniejszym od gwiazdy, którą zapowiadał. Niedawno zaskoczył mniej wtajemniczonych umiejętnością dość sprawnego śpiewania, wydając album „Myśliwiecka” z przebojową piosenką „Piłem w Spale, spałem w Pile”. Zaśpiewa ją na żywo 21 września w Centrum Kongresowym UP.

BĘDZ

Rzadko kiedy artyści rockowi decydują się na wykonanie na koncercie całego regularnego albumu. Zwykle bowiem ich longplaye to zbiory bardzo luźno związanych ze sobą utworów, na dodatek o różnej jakości. Generalnie taka jest także pierwsza duża płyta Budki Suflera. Lubelska grupa jednak zaprezentowała na żywo ten materiał od początku do końca w ubiegłym roku w Radio Lublin. A 26 października zrobi to jeszcze raz w CK UP.

„Co jest śmieszne” to tytuł programu, którym 11 listopada w filharmonii będzie zabawiał publiczność międzymiastowy Kabaret Hrabi. Zielonogórsko-warszawsko-cigacicki zespół rozśmieszaczy, zapraszając na występ, pyta, czy byliście kiedyś w sytuacji, w której przed wami stał osobnik opowiadający żart, a wy patrzyliście na niego w lęku, że żart was nie rozbawi. Artyści obiecują, że powiedzą, co wtedy zrobić. Na afiszu tegorocznych Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca (6-11.XI) są Cie Toula Limnaios z Niemiec, Vera Mantero z Portugalii, Yasmeen Godder z Izraela, Merce Cunningham z USA, Wejna z Francji, Anna Huber Compagnie ze Szwajcarii oraz Teatr Kolegtyw i DanceOFFnia, Anna Haracz – Kino Variatino, Krakowski Teatr Tańca, Lubelski Teatr Tańca, Magdalena Ptasznik i Pracownia Fizyczna. Będzie więc nowocześnie i niebanalnie. Jacek Szymczyk


LUBLIN Po raz kolejny ożyła ostatnio dyskusja na temat formy i zakresu przebudowy, remontu czy też rewitalizacji pl. Litewskiego. Chciałoby się zapytać, który to już raz w ostatnich kilu latach? O dokładną odpowiedź na to pytanie trudno, bo też nie da się chyba zliczyć, ile to już razy omal nie rozpoczynano prac nad przywróceniem temu miejscu godnego wyglądu, to znów w ostatniej chwili rozpoczęcie prac wstrzymywano. Można by w tym miejscu przytoczyć znaną powszechnie anegdotę o trzech szkołach. Pierwsza to taka, w której mało się mówi a dużo robi. Druga to taka, w której dużo się mówi a mało robi. Trzecia to wreszcie taka, w której bardzo często i dużo się mówi a nic się nie robi. Być może to wła-

deptaka ma być doprowadzenie go aż do placu Litewskiego i włączenie w ciąg rekreacyjny tego reprezentacyjnego ongiś placu miast. Ongiś, bo dziś plac Litewski jest po prostu brzydki. Rozpętanie kolejnej dyskusji wokół przebudowy tego miejsca wcale nie jest gwarancją, że tak się w najbliższym czasie stanie. Dziś wciąż nie wiadomo, kiedy doczekamy się czasów, kiedy to plac Litewski wraz z deptakiem na Krakowskim Przedmieściu będzie wreszcie takim reprezentacyjnym salonem miasta. A dopóki tak się nie stanie, dopóki pl. Litewski nie będzie reprezentacyjnym punktem miasta, dopóki nie będzie ciągu pieszego – deptaka łączącego pl. Litewski z pl. Zamkowym, dopóty

Jak to w Lublinie… śnie szkoła lubelska, w której jak nie ma żadnych efektów. Bo ileż to już lat minęło od czasu, gdy część Krakowskiego Przedmieścia zamieniona została w deptak. Dawno to było i od tamtego czasu w tej części miasta, poza remontem kamienic, nic się właściwie nie zmieniło. Reprezentacyjny ongiś deptak Lublina nie wytrzymuje już żadnego porównania z tymi, które powstały potem w innych miastach. W których? Niemal w we wszystkich. Tak bardzo chciałbym, żeby przedstawiciel władz miasta wziął sobie delegacje i pojechał niekoniecznie na Florydę czy do Japonii, ale choćby na jeden dzień do Białegostoku, Rzeszowa, czy jeszcze bliższego nam Radomia, żeby zobaczyć, jak powinien wyglądać miejski deptak. Mnie szczególnie podoba się ten w Radomiu, na którym oprócz dużej ilości zieleni, ładnych drzew i kwiatów, stoi mnóstwo tzw. małej architektury, ław i ławek. Można na nich posiedzieć, odpocząć, napatrzeć się na ładne otoczenie. W Lublinie po deptaku można tylko przejść, bo nie bardzo jest gdzie usiąść nie licząc krzesełek w licznych kawiarnianych ogródkach, w których owszem, można przysiąść na piwo, ale przecież nie za darmo. Rozwinięciem skromnego już na jak na dzisiejsze czasy lubelskiego

Lublin nie będzie pięknym miastem. I tyle. Żadne pozorne działania nie pomogą. Oczywistym jest, że kiedyś wreszcie – jak mówi to wielu, w tym także przedstawiciele władz miasta – kiedyś tak się w końcu stanie. Ale kiedy? Czy wówczas nie będzie za późno. Bo oto inni też nie spoczywają na laurach, nie śpią i wciąż prą do przodu. Oto kraj obiegła ostatnio informacja, że w Białymstoku powstała, oddana została do użytku i funkcjonuje w pięknym gmachu pierwsza po prawej stronie Wisły scena operowa – Opera i Filharmonia Podlaska. Cóż, tylko pogratulować. Tym bardziej, że u nas, w Lublinie budowa takiego obiektu rozpoczęła się ponad 30 lat temu. I chciałoby się powiedzieć, że trwa do dziś, ale to też nie jest prawdą, bo jak powszechnie wiadomo, budowa w Lublinie gmachu teatralnego od lat stoi i dopiero teraz ma ponownie ruszyć. Pod inną nazwą, z innymi zadaniami, ale oby wreszcie tak się stało, oby po kilkudziesięciu latach roboty budowlane znów ruszyły. I przy teatrze i na placu Litewskim. Bo inaczej ani się obejrzymy, a oprócz Białegostoku, Rzeszowa czy Radomia zaczną nas prześcigać także Wąchock, Pacanów i Kozia Wólka. Jacek Król

Awa nga Rda

lubElska

– Jeździsz samochodem? – Czasem tak. – I co? – I nic. Zwykle udaje mi się przejechać z Kalinowszczyzny na LSM, ale ostatnio trwa to nawet godzinę. – Domyślam się, że jedziesz przez Al. Długosza, ul. Sowińskiego, Głęboką i Filaretów. – Nie tylko. Czasami próbuję innymi drogami, np. ul. Plagi i Wileńską, ale rezultat jest zwykle taki sam. – A w odwrotnym kierunku? – Tak samo. Pan prezydent Lublina obiecywał co prawda poprawę tego stanu rzeczy poprzez budowę dodatkowego prawoskrętu z ul. Filaretów w ul. Głęboką, ale jak na razie na słowach się skończyło. – Oj, przecież i Krakowa od razu nie zbudowano. Na wszystko trzeba poczekać. – Owszem, ale jak długo. Czas mija, a my jakoś wciąż nie możemy się doczekać realizacji tej obietnicy, podobnie jak np. budowy kaskady nad ul. Głęboką. – Bo to ogromna inwestycja za ogromne pieniądze. – Tak, ale jak się coś mówi, to potem najlepiej zamieniać te słowa w czyn. – Pewnie tak. Ale ja też jeżdżę samochodem, choć najczęściej po północno-wschodniej części miasta, a tam ostatnio zrobiono na drogach bardzo dużo. Przebudowy doczekała się m.in. ul Lwowska, Koryznowej, Walecznych, Unicka. – To i dobrze, ale nie są to najważniejsze, strategiczne inwestycje drogowe rozwiązujące problemy komunikacyjne miasta. Tych ciągle brak. – Niby tak, ale podobno już w przyszłym roku ruszyć ma przebudowa skrzyżowania al. Solidarności z ul. Sikorskiego i Ducha. – Ale tylko podobno. Jacek Król AL

15


KSIĄŻKI

W 40 LAT DOOKOŁA ŚWIATA

J

esień, to pora wspominania wakacyjnych przygód, a także – ze względu na coraz dłuższe wieczory – sięgania po książkę. Jeśli tak właśnie jest w Państwa przypadku, chciałbym zaproponować sposobną lekturę.

Z maszyn drukarskich dobrze znanego lubelskim czytelnikom Wydawnictwa Polihymnia zeszła właśnie książka dwójki autorów Krzysztofa Stankiewicza i Władysława Borucha „W 40 lat dookoła świata”. Takim aluzyjnym tytułem Stankiewicz zwraca naszą uwagę, że już czterdzieści lat para się pisaniem i tyle samo lat podróżuje po kraju i świecie. Dowodem, że robi to z pasją, jest wybór reportaży z Bałkanów, Kaukazu i Indochin, dobrze zilustrowanych przez autora. Składają się one na tę część tomu, która nosi tytuł „Podróże”. Drugą część książki stanowią „legendy znad talerza”. Są znane, jak np. o Czarciej Łapie, ale dobrze opowiedziane, jak również mające tu swoją „światową premierę”. I część trzecia, autorstwa Władysława Bo-

rucha, też podróżnika, ale i znanego restauratora, poświęcona skarbom polskiej kuchni. A do takich – niech ktoś spróbuje zaprzeczyć – należą: sum w sosie ogórkowym, kaczka z jabłkiem i żurawiną, płonący udziec wieprzowy, czy choćby śledzik z rodzynkami. Jasnym więc jest, że „W 40 lat dookoła świata”, to trzy atrakcje, w jednym (tomie)! Przy okazji warto dodać, że Krzysztof Stankiewicz jest autorem pięciu książek, m.in. „Opowieści z dreszczykiem” (2006 r.) i „Globtroter w tramp-kach” (2008 r.). Od września 2012 roku świętuje 40-lecie swojej pracy dziennikarskiej i po trosze z tej okazji wydał, a dokładniej współwydał książkę „W 40 lat dookoła świata – podróże – legendy – przepisy”. Zbigniew Miazga

ZADRA JEST WIECZNA

C

oraz dłuższa jest półka z książkami autorstwa Henryka Ryszarda Żuchowskiego. Ostatnio pojawiła się na niej wydana przez Polihymnię powieść sensacyjna „Zadra jest wieczna”. Autor, wierny i wieloletni sługa Melpomeny, swoje sprawne pióro poświęcił utrwaleniu pamięci wybitnych postaci lubelskiej sceny muzycznej. Przypomnijmy: „Bole-

16 AL

sław Hamaluk – śpiewak Lublina”, „Gabinet i scena Andrzeja Chmielarczyka”, „Opowieść o niepowtarzalnym życiu Haliny Lubicz”. W anonsowanej powieści konsekwentnie i wartko plecie nić intrygi, której bohaterami czyni: gwiazdora prowincjonalnego teatru, polonijnego pisarza i takiego samego pochodzenia – detektywa. Tych pierwszych panów łączyła przyjaźń, która z czasem – jak to w życiu bywa – przemieniła się w nienawiść. Stąd tytułowa zadra. Zmazana ona ma być na drodze teatralnego fortelu. Co było dalej, pod żadnym pozorem nie opowiem. Powiem natomiast, że również w tej książce autor zdradza zakulisowe tajemnice, których świadkiem był przez wiele lat pracy w teatrze i na estradzie. Dla mnie osobiście najbardziej interesujące były te fragmenty, w których opisuje to, co w teatrze dzieje się na krótko przed premierą. Przytoczmy ten pasus: „Ostatnie trzy próby przed premierą są dla akto-

rów najbardziej denerwujące. Sprawdzają się wtedy założenia reżyserskie, jak również efekty pracy nad rolami. Na próbie generalnej, podczas której zespół po raz pierwszy występuje w kostiumach oraz spotyka się z kompletem elementów nowej sztuki, rzadko kiedy wszystko pasuje. Powoduje to napięcie między zespołem a reżyserem (...) Tak zwanych „cywilów” nie wpuszcza się tego dnia do teatru, bo i awantury występują wtedy we wzmożonej sile, a język jest obfity w najmniej eleganckie wyrazy, zaś stwierdzenie „do dupy” jest najbardziej delikatne w zestawie. Również domownicy przeżywają w tych dniach gehennę, bo mają w domu rozjuszone zwierzę. Szczytem pecha jest, kiedy mieszka się z kimś, kto kreuje główną rolę. Wtedy nawet o pobicie nie jest trudno...” Cała reszta w tomiku „Zadra jest wieczna”. Zbigniew Miazga


LUBELSZCZYZNA

Główną ulicą Nałęczowa przebiega dziś cały ruch tranzytowy

nie wiadomo, który z wariantów przebiegu obwodnicy przyjąć do realizacji, bo obydwa istniejące są złe. Według jednego, obwodnica przebiegać ma przez wąwozy lessowe a według drugiego – zaszkodzi źródłom wody mineralnej. Spory trwają, a tymczasem władze Nałęczowa zdecydowały się zamknąć dla tirów ulice miasta, zamykając im tym samym drogę z Lublina do Kazimierza. W przeciwnym kierunku, z Kazimierza do Lublina można przejechać ulicą Lipową będącą fragmentem drogi nr 830. Ulica ta jest jednak wąska i dlatego ruch po niej odbywa się tylko w jedną stronę. W przeciwnym kierunku objazd prowadził ulicami

NAŁĘCZÓW CZEKA NA OBWODNICĘ

N

ajważniejszą inwestycją drogową w latach 2014-2020 będzie na całej Lubelszczyźnie bez wątpienia budowa trasy S17 z Kurowa do Warszawy. Jej realizacja jest na szczęście dobrze przygotowana, wszystkie odcinki trasy mają już decyzje środowiskowe a pełna dokumentacja projektowa mam być gotowa w 2014 roku. Do jej realizacji potrzebne są tylko gwarancje finansowe. A konkretnie – pieniądze unijne. Ale oprócz tej najważniejszej dla Lubelszczyzny inwestycji drogowej, władze wojewódzkie mają również inne pilne potrzeby. Wśród nich jest budowa mostu na Wiśle, między Annopolem a Puławami. Połączy on miejscowości Kamień na prawym i Solec na lewym brzegu rzeki. Władze województwa lubelskiego za priorytetowe uznają przebudowę drogi prowadzącej do mostu w Kamieniu i modernizację lub budowę kilku innych dróg, ale wśród nich nie ma bardzo potrzebnej, oczekiwanej od lat obwodnicy Nałęczowa. Budowa obwodnicy Nałęczowa jest dla tego uzdrowiska przys��owiowym być albo nie być. Ministerstwo Zdrowia od dawna ostrzega, że jeśli ruch samochodów ulicami miasta nie zostanie ograniczony a powodowany nim

hałas i zanieczyszczenie powietrza nie osłabnie, Nałęczów może utracić status uzdrowiska. A to oznaczałoby wielki problem nie tylko dla samego miasta, ale i regionu. Rozwiązaniem problemu może być tylko budowa obwodnicy. Miała ona powstać już w latach 2007-2013, ale ostatecznie zabrakło na to pieniędzy. A potrzebne jest na ten cel 300 mln zł. Władze wojewódzkie twierdzą, że inwestycja dlatego nie weszła do planu zadań inwestycyjnych na najbliższe lata, bo jest za mało przygotowana, nie ma nawet decyzji środowiskowych. W Nałęczowie zaś twierdzą, że za brak przygotowania niezbędnej dokumentacji odpowiada nie miasto a Zarząd Dróg Wojewódzkich w Lublinie. Prawda jest taka, że dziś nawet

Graniczną i Poniatowskiego, ale teraz objazd ten został zamknięty, oficjalnie ze względu na potrzebę remontu znajdującego się w tym ciągu drogowym przepustu nad Bochotniczanką. Efekt jest taki, że tiry jadące z Lublina do Kazimierza muszą omijać Nałęczów, np. drogą krajową nr 17, a potem drogą wojewódzką 826 i dalej drogą nr 830. Jak długo te utrudnienia potrwają, nie wiadomo. Być może do czasu wybudowania obwodnicy Nałęczowa, ale kiedy to się stanie, również nie wiadomo. Podobnie jak to, czy Nałęczów będzie nadal leczył chorych, czy też może utraci statut uzdrowiska. Tekst i zdjęcie: Krzysztof Stankiewiecz

ZAKŁAD MECHANIKI POJAZDOWEJ dan Wójcik Bogdan ul. Gen. Zajączka 14 (Sławinek) tel. 605 233 011

AL

17


KULTURA I TURYSTYKA

Dziewczęta i chłopcy z „Jawora” z kolumbijskimi tancerkami

Z

espół Pieśni i Tańca „Jawor” Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie powrócił z Kolumbii, gdzie uczestniczył w dwóch międzynarodowych festiwalach folklorystycznych: „Baila Colombia” we Floridzie i „Festival of eje Cafeterio w mieście Armenia. Kolumbia nie jest najbezpieczniejszym krajem, ale w oczach przybyszów Polska też nie jawi się oazą bezpieczeństwa. Zagrożeń w Kolumbii jest wiele. Wschodnia część kraju to zachodnia Amazonia, a więc prawie wszystko co lata, biega, pełza i gryzie, roznosi przeróżne choróbska. Obowiązkowe są szczepienia przeciw żółtej febrze. Florida i Armenia położone są jednak w dolinie pomiędzy Kordylierą Zachodnią i Środkową. Klimat tu wilgotny i gorący, ale nie za gorący, w czasie naszego pobytu temperatura była bardzo stabilna 25-28 stopni. W ośrodkach miejskich zagrożeń przyrodniczych właściwie nie ma. Są zagrożenia ze strony złych ludzi. Niektóre części kraju są pod kontrolą partyzantów i lepiej się tam nie zapuszczać, zwłaszcza białym przybyszom. Każdy wyjazd zespołu, wyjście do miasta, czy wycieczka były eskortowane przez organizatorów festiwalowych a nawet wojsko. Podobno ściągnięto nawet dodatkowo posiłki do ochrony miasta na czas festiwalu. Tej niepewności i niebezpieczeństwa doświadczyłem zaraz po przylocie do Bogoty, skąd dalej lecieliśmy

18 AL

wewnętrznymi liniami „Avianka”. Musieliśmy jednak zmienić terminal po przejściu odprawy granicznej. Jako kierownik zespołu, zwykle idę pierwszy „przetrzeć szlak” i potem czekam na ostatnich. Chciałem wyjrzeć poza terminal, aby poczuć klimat Bogoty i ewentualnie wyjąć sweter z bagażu. Jeden krok poza linię automatycznie otwierających się drzwi, kilka sekund i… nie ma drogi powrotu na terminal. Wykonałem o jeden krok za daleko! Natychmiast kilka osób zastąpiło mi drogę uniemożliwiając powrót. Nie pomogły tłumaczenia, okazany bilet, nie pozwolono mi nawet zostawić grupie mojego bagażu podręcznego czy walizki z dokumentami. Zostałem sam poza terminalem lotniska ze wspomnianym bagażem, dokumentacją wyjazdu, pieniędzmi itd.. Na drugi terminal musiałem się dostać komunikacją miejską, jak każdy Kolumbijczyk rozpoczynający podróż w Bogocie. Na szczęście, dotarłem do grupy. Razem odbyliśmy ostatni etap podróży, godzina lotu do Cali i półtorej godziny autobusem do Floridy Kilka dni później rozmawiając telefonicznie z Polką mieszkającą na stałe w Cali, dowiedziałem się, że Corinto – miasto, gdzie mieliśmy pierwszy koncert, leży już na granicy działania partyzantów, gdzie dochodzi do regularnych potyczek z wojskiem. Chwała Bogu – powiedziała, że szczęśliwie wróciliście. Innym razem zespół wybrał się nad rzekę, poza

miasto. Zdziwiło mnie, że poza dwoma pilotami (cywilami) nikt nam nie towarzyszy, żadna ochrona. Na moje pytanie, dlaczego idziemy sami, czy już nie ma zagrożenia, nasz pilot Farid odpowiedział, że ochrona zaraz będzie. I rzeczywiście, od granic miasta zobaczyliśmy żołnierzy ustawionych szpalerem po obu stronach drogi. Oprócz nich, co jakiś czas mijaliśmy punkty patrolowe z psem i karabinem maszynowym. Po luźniejszych, wycieczkowych dniach zaczęły się festiwalowe koncerty z udziałem zespołów kolumbijskich i przyjezdnych z Meksyku, Wenezueli, Ekwadoru, Panamy, Boliwii. „Jawor” przedstawiany był jako ze-

JAWOR W...

Kolumbijskie klimaty


KULTURA I TURYSTYKA

Autor tekstu w kuluarach i na niebezpiecznych ulicach kolumbijskich miast

KOLUMBII

Członkowie zespołu „Jawor” robili sobie pamiątkowe zdjęcia na ulicach Floridy

spół z Europy, co dodatkowo wzmagało ciekawość publiczności. Konkurencja była najsilniejsza z możliwych, bo gdziekolwiek w świecie na festiwalach pojawiają się Latynosi, tam wszędzie ich temperament, ekspresja, autentyzm, koloryt i urok wywołują aplauz. A tutaj byli sami Latynosi i to u siebie, my byliśmy zespołem innym, egzotycznym. Na każdym kroku spotykaliśmy się jednak z życzliwością, przyjaźnią, otwartością i uśmiechem obsługi hotelu, pilotów, tłumaczy czy szefostwa festiwalu. Wyjeżdżając z Florydy wiele osób miało więc wilgotne oczy. Druga część pobytu w Kolumbii, to udział w „Festiwalu Kawy w Armenii”. Miasto położone na zboczach Centralnej Kordyliery nie jest może ciekawym czy urokliwym jak więk-

szość tutejszych miast, ale okolice ma przepiękne i zamożne. Wszędzie kipiąca tropikiem zieleń, palmy, bananowce, bambusy, araukarie, cykasy, fikusy, bugenville. A wszystko w niesamowicie ukształtowanym terenie. Potężne góry (często w chmurach) wąwozy, jary, doliny i gdzie tylko jest to możliwe, rosnące krzewy kawy, a wśród plantacji okazałe wille właścicieli. Wiele takich hacjend miało europejskie nazwy. My te mieszkaliśmy w miejscowości o nazwie „Barcelona”. Koncerty odbywały się w Armenii – stolicy kawowego regionu Quindio oraz w kilku innych miejscowościach Manizales, Pereira i Calarka. Było też kilka koncertów dla młodzieży w szkołach. Występowaliśmy tam razem z meksykańskim zespołem „Fusion” z Puebla oraz miejscowym zespołem „Danzar Corporacion Cultular. To właśnie ten ostatni zespół zaprosił nas do Armenii i opiekował się nami. Niemal każdego wieczoru w naszej hacjendzie były spotkania przy muzyce, tańcach i odrobinie miejscowego rumu. Ależ oni tańczą! Z pierwszym taktem salsy wyskakują na parkiet jak wystrzeleni z procy, indywidualnie, z partnerką – nie ma znaczenia. Poddają się rytmowi i wszystko w nich tańczy, od czubka głowy aż po stopy. To niesamowite jak ich ciała potrafią się giąć, kołysać, wibrować i robią to z takim wdziękiem, radością, uśmiechem i w ogóle ich to nie męczy. Potrafią tańczyć godzinami, do rana. I żyć pełnią życia. Uśmiechają się, chcą rozmawiać, nawiązywać kontakty, witają się uściskami i pocałunkami, nie są zestresowani, nie narzekają, rzadko patrzą na zegarek. Ciągle towarzyszy im głośna muzyka, w rytm której toczy się ich na oko beztroskie życie. Wydają się być szczęśliwi. Po trzech radosnych, tygodniach i 16 występach przyszedł nasz czas powrotu do kraju. Po dwóch dobach w podróży trzema samolotami i dwoma autobusami szczęśliwie, choć nie bez drobnych przygód, wróciliśmy do Lublina. Tekst i zdjęcia: Zbigniew Romanowicz

ANAS poleca: KRYM – wczasy i kuracje z delfinami TRUSKAWIEC – pobyty sanatoryjno-wypoczynkowe KRESY WSCHODNIE wycieczki objazdowe ARMENIA Z GRUZJĄ IMPREZY I WYCIECZKI na zamówienie USŁUGI pilotów i przewodników SPRZEDAŻ biletów lotniczych i autokarowych

Biuro Podróży ANAS Sp. z o.o. Lublin, ul. Bernardyńska 12 tel. 81-532-38-88 www.anas.lublin.pl e-mail: turystyka@anas.lublin.pl AL

19


KULINARIA

Kuchnia z odrobiną… folkloru Świeżonka to danie znane od bardzo dawna. Kiedyś przygotowywanie jej było swoistym rytuałem, a wiązało się zawsze ze świniobiciem. Po uboju świni, świeże mięso, które jeszcze nie ostygło, brano do kuchni i robiono z niego świeżonkę. Dziś w miejskich domach o mięso ze świeżo ubitej świni trudno, ale o przygotowanie świeżonki możemy się pokusić. Zadbajmy

wątróbki. Zawsze potrzebna jest do tego także cebula i to w dużej ilości. Przygotujmy jej wagowo tyle samo, ile mięsa. Mięso kroimy na drobne kawałki, wrzucamy na patelnię i wraz z pokrojoną w plastry cebulą dusimy na małym ogniu, aż wszystko będzie miękkie. Używajmy mało przypraw,

Świeżonka z wieprzowiny P

isałem niedawno, że wbrew powszechnym opiniom wieprzowina jest świetnym, smacznym i zdrowym mięsem. Dla mieszkańców naszej części świata jest doskonałym pokarmem, choćby dlatego, że jemy ją od wieków. Jest to zresztą zupełnie inna wieprzowina niż przed wiekami, miękka, niezbyt tłusta, obfitująca w różne, bardzo odżywcze i zdrowe składniki. Hiszpanie czy Niemcy jadają jej zresztą dużo więcej niż my. Z tym, że, najchętniej z wieprzowiny jadamy szynkę, schab i karkówkę, ale świetne są także boczek, żeberka czy golonka, ale w niektórych przypadkach inne rodzaje tego mięsa, jak np. wątróbka, są nam potrzebne do przygotowania smacznych i zdrowych i posiłków. Nie bójmy się więc jeść wieprzowiny. Wręcz przeciwnie, bo nie ma w tym nic złego. Tak jak mieszkańcy wysp jadają najwięcej ryb, Włosi jedzą dużo potraw mącznych, makaronów czy pizzy, a mieszkańcy Grenlandii jadają mięso fok, to i my jadajmy to, co mamy swojego, od wieków i pod ręką. Rzecz tylko w tym, żeby była to wieprzowina od znanego dostawcy, z odpowiedniego chowu, a przede wszystkim świeża. Bardzo świeża. Jest takie danie, które przygotowuje się, jak sama jego nazwa wskazuje, z bardzo świeżego mięsa. Nazywa się ono świeżonką.

20 AL

tylko o to, aby mięso było jak najświeższe. Wtedy i świeżonka będzie znakomita. Do przygotowania świeżonki potrzebne nam będzie świeże mięso wieprzowe: łopatka i trochę podgarla, bo jest tłuste i razem mięso będzie się miało na czym dusić. Niektórzy do tego dokładają jeszcze odrobinę

najlepiej tylko pieprz i sól, żeby nie zabijać nimi smaku świeżego mięsa. Świeżonkę podajemy gorącą, ze świeżym pieczywem, kaszą gryczaną albo z ziemniakami a do tego może być kiszony ogórek, pomidor albo inne surówki. Taką właśnie świeżonkę podajemy gościom „Marzanny”. Zapraszam i życzę smacznego. Władysław Boruch


PODRÓŻE

Przepiękny widok chorwackiego miasta Rovinj

P

odczas, gdy Polacy od pewnego czasu fascynują się budową kolejnych kilometrów autostrad i dróg szybkiego ruchu, w większości krajów europejskich są one czymś normalnym. To one właśnie sprawiają, że dziś możemy szybko przemieszczać się po Europie. Jak szybko? Postanowiłem sprawdzić, czy w ciągu 10 dni można przemierzyć turystycznie 12 krajów? Okazuje się, że tak. Oto relacja z tej podróży. Po przejechaniu pół Polski, z Lublina do Cieszyna, przez Czechy i Słowację szybko przemykamy dojeżdżając późnym wieczorem do rozświetlonego Budapesztu. Widok z Góry Gelerta na iluminowaną stolicę Węgier wynagradza może trudy dotychczaso-

DWANAŚCIE KRAJÓW wej podróży. Dalej też jedzie się szybko i gładko. Rano jesteśmy już w Belgradzie. Stolica Serbii to duża 1,7-milionowa metropolia z dobrymi i coraz lepszymi drogami. W centrum miasta podziwiamy prawie gotowy, tuż przed oddaniem do użytku potężny most wiszący na rzece Sawa. O tyle ciekawy, że zbudowany na jednym tylko pylonie wysokim na ponad 200 metrów. Mostów w Belgradzie jest zresztą dużo, bo przez miasto przepływa aż 20 rzek. Co prawda, większość z nich jest dziś przykryta i płynie pod ulicami, ale potężny Dunaj i nieco mniej-

Największa w świecie cerkiew prawosławna pw. św. Sawy w Belgradzie

22 AL

sza Sawa tu właśnie łączą się w jedną rzekę. To właśnie po Sawie płyniemy małym wycieczkowym statkiem oglądając panoramę miasta. Najbardziej w pamięci pozostaje jednak największa w świecie świątynia prawosławna, nowo wybudowana, choć wewnątrz jeszcze nie w pełni gotowa, cerkiew pod wezwaniem św. Sawy. Jest wierną, ale nieco powiększoną kopią słynnej Aga Sofii z Istambułu. Z Belgradu drogą szybkiego ruchu jedziemy w stronę stolicy Macedonii. Po drodze nocleg, a następnego dnia jesteśmy już w Skopje. Nowo powstające centrum miasta zachwyca pałacami, pomnikami, placami. Najpięk-

niejszy z nich to majestatyczny plac z olbrzymim pomnikiem Aleksandra Macedońskiego. Obok niego stoi ciekawa budowla – muzeum poświęcone pamięci Matki Teresy z Kalkuty. W miejscu tejże budowli stał kiedyś dom, w którym w 1910 roku urodziła się i wychowała Matka Teresa. Niestety, w latach 70. ubiegłego wieku zniszczyło go wielkie trzęsienie ziemi. Odkryciem dla nas jest jednak nie tyle Skopje, co największe na Bałkanach, wręcz cudownie położone, jezioro Ochrydzkie. Należy w części do Macedonii i w części do Albanii. Nazwa jeziora bierze się od miasta Ochryd, istniejącego nieprzerwanie od 7,5 tysiąca lat. Macedończycy twierdzą, że jest to najstarsze miasto świata z nigdy nieprzerwanym rozwojem cywilizacyjnym. Ochryd jak i leżące nad nim jezioro jest cudowne i warte polecenia na wakacyjny odpoczynek. Po opis wszystkich jego uroków, starożytnych i współczesnych, odsyłam do przewodników turystycznych. Wystarczy tylko wspomnieć, że to właśnie w Ochrydzie odbył się chrzest miejscowej ludności. Przyjęła go Lidia z Ohrydu, a było to w I wieku naszej ery. W Ohrydzie żyli też i pracowali św. Oum i św. Klemens – założyciel uniwersytetu i twórca cyrylicy.


PODRÓŻE Po trzydniowym wypoczynku w Ochrydzie, zwłaszcza na jeziorze i nad jego brzegami, ruszamy w dalszą drogę, do Albanii. To zupełnie inny kraj. Mniej ciekawy. Stołeczna Tirana niczym nie zachwyca. W mieście panuje duży i nie bardzo kontrolowany ruch uliczny oraz gorąco – 40 stopni Celsjusza. Oglądamy nieliczne zabytki w centrum miasta, a wśród nich dom byłego komunistycznego dyktatora Enwera Hodży i koszmarną piramidę, którą wzorem egipskich faraonów kazał sobie wybudować na grobowiec. Piramida jest kiepskim falsyfikatem, albańskie drogi też nie najlepsze. Po wjechaniu do tego kraju jedzie się wą-

Takich widoków na Bałkanach jest ogrom

W 10 DNI skimi, bardzo krętymi drogami przylegającymi do stromych zboczy gór. Taka była kiedyś ideologia ich budowy. W czasach komunizmu chodziło o to, żeby w kraju nie było choćby kawałka prostej i równej drogi mogącej służyć „imperialistycznym najeźdźcom” za lotnisko. Drogi te strzeżone były tysiącami przydrożnych bunkrów. Dziś bunkrów pozostało niewiele, a i drogi bywają lepsze. Przy pomocy kapitału zagranicznego powstają dwupasmowe drogi szybkiego ruchu. Kawałkiem takiej drogi jedziemy do miejscowości Kruje. To taki górski kurort w Albanii kojarzony z miejscowym bohaterem narodowym Skenderbiem. Zwiedzamy jego twierdzę, stary odom turecki, kupujemy koniaki o nazwie Skenderberg i… jedziemy dalej, do Czarnogóry. O przejściu granicznym jak i czarnogórskich drogach lepiej szybko zapomnieć, natomiast krajobrazów w żaden sposób zapomnieć się nie da. Zapierają dech w piersiach. Zachwycają dzikie góry, nadmorski kurort Budwa, ale przede wszystkim stare portowe miasto Kotor wpisane na listę UNESCO. Kotor jest starym miastem pełnym zabytków, ale także współczesnym portem, do którego zawijają codziennie ogromne statki pasażerskie z tysiącami turystów z całego świata. Zapewniam – w Kotorze jest co oglądać.

Główny plac w Skopje z pomnikiem Aleksandra Macedońskiego

Jeden z tysięcy bunkrów w Albanii

Główna ulica w Dubrowniku

Autor przed cerkwią nad jez. Ochrydzkim

Po półdniowym zwiedzaniu miasta jedziemy dalej i wieczorem dojeżdżamy do granicy z Chorwacją. Tu spotyka nas najdłuższa, bo ponad godzinna odprawa graniczna, jedyna tak długa na całej trasie. Może dlatego, że na granicy oczekuje w kolejce dużo samochodów, a zwłaszcza autokarów. Wiadomo, wjeżdżamy do Chorwacji, raju dla turystów! O urokach tego pięknego kraju rozłożonego wzdłuż Adriatyku, z przepiękną linią brzegową i ponad tysiącem wysp, nawet nie próbuję się rozpisywać. To trzeba zobaczyć i przeżyć samemu. Wystarczy wspomnieć Dubrownik (który zwiedzamy, a następnie opływamy statkiem oglądając to niezwykle pięknie położone miasto od strony morza), Riwierę Makarską (gdzie nocujemy w hotelu nad samym brzegiem morza), Szybenik (pierwsze, najstarsze chorwackie miasto od wieków konkurujące z Wenecją), Split, Rovinj. Ale takich miejscowości jest w Chorwacji wiele. Docieramy do nich szybko, bowiem Chorwacja to kraj wąski a długi. Wzdłuż całego kraju biegnie piękna autostrada. Nie dotarła jeszcze na sam południowy koniec kraju, do Dubrownika, ale to tylko kwestia czasu. I rozwiązania problemu granicznego z Bośnią i Hercegowiną. W pewnym miejscu Chorwację przecinają bowiem w poprzek tereny Bośni i Hercegowiny. Punkty graniczne pokonujemy jednak bardzo szybko i docieramy autostradą aż na półwysep Istria, a następnie już bez żadnych kontroli granicznych jako obywatele UE wjeżdżamy do Słowenii. W Słowenii zatrzymujemy się w miasteczku Piran. Oczywiście, jest stare, urocze, pięknie położone nad Adriatykiem. Brak słów… Ze Słowenii, już cały czas autostradą przez Wiedeń i Czechy znów dojeżdżamy do polskiego Cieszyna. Tak, to właśnie dobre drogi a także możliwość podróżowania bez kontroli granicznych (poza mało kłopotliwą granicą czarnogórsko-chorwacką) oraz to, że praktycznie we wszystkich mijanych krajach możemy płacić jedną walutą – euro, sprawiają, że podróż po Europie stała się dziś szybka, łatwa i bardzo przyjemna. Polecam. Krzysztof Stankiewicz AL

23


ul. Deszczowa 19, 20-832 Lublin, tel./fax 81 746-97-17

    

polecamy usługi: specjalistyczny skład tekstu i nut druk cyfrowy i offsetowy usługi introligatorskie oprawa książek i czasopism kopiowanie i nadruk płyt CD i DVD www.polihymnia.pl, e-mail: poczta@polihymnia.pl

format: A5, str. 106, cena 16 zł

format: A4, str. 128, cena 25 zł

format: B5, str. 160, cena 20 zł

format: B5, str. 170, cena 20 zł

Płyta CD, czas: 41:12, cena 25 zł

format: B5, str. 160, cena 20 zł

format: A5, str. 178, cena 21 zł

format: B5, str. 160, cena 20 zł


X 2012 Awangarda Lubelska