Issuu on Google+

Wrzesień 2013 Rok V nr 9 (49)

MIESIĘCZNIK SPOŁECZNY: NAUKA * KULTURA * BIZNES * TURYSTYKA

Festiwalowe miasto – str. 14

Nr indeksu 1018 ISSN 2080-8186

Foto: Krzysztof Stankiewicz

AL

1


S

iedlisko Folkloru „Marzanna” w  Niedrzwicy Kościelnej słynie z  pięknych wesel. Odbywają się tam one niemal w  każdy weekend. I  z  przysłowiowym hukiem. Takie na 400 osób wcale nie należą do rzadkości, bo też sala weselna jest nie tylko piękna, ale ogromna. A  na gości, w  razie potrzeby, czeka obok także hotel. W pierwszą sobotę września w  „Marzannie” odbyło się jednak wesele niezwykle – na ślubnym kobiercu stanął syn właścicieli, Marek Boruch z wybranką swego serca Eweliną Dudziak. Ślubu młodej parze w  miejscowym kościele udzielił ks. Jan Kiełbasa wraz z wikariuszem a potem młoda para z rodzicami i zaproszonymi gośćmi przeniosła się do „Marzanny”. Sala weselna zachwycała wystrojem, do tańca grał zespół, a  stoły uginały się od jadła. Były dania gorące i zimne, mięsiwa, ryby, owoce i  ciasta. I  napitki. Mnie najbardziej podobało się to, że oprócz weselnej wódki goście mieli do dyspozycji bar, w  którym mogli poprosić drinka, jakiego tylko sobie wymarzyli. Z  dań głównych smakował mi schab rozbity na cienki plasterek i zawinięty w pączek nadziewany warzywami, podany na gorąco z sosem serowym. Pito, jedzono i tańczono do samego rana, z przerwą o północy na tradycyjne oczepiny w  towarzystwie Zespołu Pieśni i Tańca „Jawor”, a następnego, choć właściwie już tego samego dnia popołudniu, około 300 gości zaproszonych zostało na poprawiny. To ci było wesele! Ale najważniejsze w tym wszystkim było i  jest to, aby młodej parze, Ewelinie i Markowi żyło się razem szczęśliwie i długo. Sto lat! Krzysztof Stankiewicz

2 AL

To ci było wesele

Młodej parze i gościom nie brakowało ani jadła, ani napitków, ani dobrej zabawy


Gdzie jesteśmy W ciągu czterech lat swego istnienia „Awangarda Lubelska” stopniowo docierała do coraz to nowych miejsc. Dziś można ją otrzymać w  kilkudziesięciu miejscach na terenie całego Lublina. Jest dostępna w urzędach (np. Urząd Marszałkowski i Urząd Miasta), w placówkach kulturalnych (Filharmonia Lubelska, Teatr im. Juliusza Osterwy, Teatr Muzyczny, Dom Kultury LSM, Dzielnicowy Dom Kultury Bronowice), w hotelach (Europa i Victoria), w  uczelniach (WSSP im. Wincentego Pola), w  biurach podróży (Anas), w  Lubelskim Ośrodku Informacji Turystycznej i Kulturalnej na Starym Mieście, w szpitalu SPSK 4 przy ul. Jaczewskiego, w sklepach LUX LSS Społem, DT Orfeusz na Czechowie i  CH Wokulski przy ul. Łęczyńskiej 51, a także w taksówkach MPT radia taxi 19191. „Awangardę Lubelską” można także oglądać i czytać na stronie:

www.awangardalubelska.pl

GOLDMAN Lublin, ul. Zielona 1B

Złoto Srebro Platyna Monety – Skup – Sprzedaż – Doradztwo

Chcesz kupić, sprzedać, poradzić się… Przyjdź lub zadzwoń pod numer 81 532 96 92

Szanowni Państwo Drodzy Czytelnicy Gdy 4 lata temu, we wrześniu 2009 roku, ukazywał się pierwszy numer „Awangardy Lubelskiej”, już wtedy uważny czytelnik mógł w niej przeczytać tekst o pl. Litewskim, który od lat nie może doczekać się remontu przywracającego mu ładny wygląd i należytą funkcjonalność. Od tamtego czasu na reprezentacyjnym placu Lublina nic się nie zmieniło. Temat nadal jest aktualny. Przez ten czas w  niedalekim Rzeszowie czy Kielcach powstały nowe deptaki będące nie tylko ozdobą centrum każdego z miast, ale też bardzo przydatne ich mieszkańcom. Najpiękniejszy z deptaków wyrósł chyba w Radomiu. Jest ładny i funkcjonalny. Jest na nim mnóstwo zieleni: drzew i kwiatów, ogródków kawiarnianych, ale także wiele ławek, na których mogą usiąść wszyscy ci, którzy nie chcą akurat pić piwa. Ostatnio powstała tam, a konkretnie na pl. Konstytucji będącym odpowiednikiem naszego pl. Litewskiego, fontanna a właściwie zespół fontann ze schodami jako żywo przypominającymi te z nowojorskiego Time Sqare. U nas miejsca siedzące wzdłuż deptaka i na Starym Mieście są tylko dla piwoszy, w  ogródkach gastronomicznych. Ławek jest tam jak na lekarstwo. Są co prawda ławki na pl. Litewskim, ale to miejsce nie zachęca do odpoczynku, a na dobrą sprawę powinniśmy się go wstydzić. Chcąc oddać całą prawdę o  lubelskim centrum, trzeba przyznać, że w obrębie Starego Miasta dzieje się latem ogrom imprez kulturalnych. Co tydzień jest tam jakiś festiwal (piszemy o tym w środku magazynu), ale sam wygląd deptaka a zwłaszcza pl. Litewskiego jest mocno siermiężny. Po raz kolejny jego remont miał się rozpocząć we wrześniu, ale jakoś o tym ani widu ani słychu. Jakoś bardzo ciężko naprawia się nam ten wygląd centrum miasta. Nie wychodzi remont tunelu w ul. Kunickiego, ani budowa Centrum Onkologii, Lubelskiego Centrum Konferencyjnego, Centrum Naukowego Ecotech Complex. Na szczęście, wyszedł remont Centrum Kultury, ale to już zupełnie osobny temat. Wreszcie, kto wie, może za następne 4 lata, gdy „Awangarda Lubelska” będzie już ośmiolatkiem, doczekamy się nowego pl. Litewskiego. Choćby tyle, bo na nowe Podzamcze przyjdzie nam zapewne poczekać jak nie kilka to z pewnością kilkanaście następnych lat. Krzysztof Stankiewicz

– miesięcznik bezpłatny: www.awangardalubelska.pl, e-mail: poczta@polihymnia.pl

Wydawca: Wydawnictwo POLIHYMNIA Sp. z o.o., ul. Deszczowa 19, 20-832 Lublin, tel./fax 81-746-97-17 Współwydawca: Stowarzyszenie Miłośników Folkloru, 24-222 Niedrzwica Kościelna, ul. Krakowska 111, tel. 81-51-16-188, Redaktor naczelny: Krzysztof Stankiewicz Zespół: Janusz Kawałko (z-ca red. naczelnego), Zbigniew Miazga (sekretarz red.), Władysław Boruch (szef Rady Programowej) Tomasz Orkiszewski (prezes Wydawnictwa), Krystyna Radzik, Jacek Szymczyk, Kamila Kowalik, Anna Sadczuk (korekta), Dorota Kapusta (skład komputerowy) Druk: Wydawnictwo POLIHYMNIA Sp. z o.o., e-mail: poczta@polihymnia.pl, księgarnia wysyłkowa: www.polihymnia.pl

AL

3


Towa r z y s t wo W y daw n i c t w N au kow yc h

Libropolis

Sp. z o.o.

Towarzystwo Wydawnictw Naukowych Libropolis Sp. z o.o. publikuje książki naukowe drukowane oraz elektroniczne z każdej dziedziny nauki Zapraszamy do współpracy tel. +48 504 068 882 e-mail: libropolis@wp.pl poczta@libropolis.pl

www.libropolis.pl www.sklep.libropolis.pl

POLIHYMNIA Wydawnictwo Muzyczne

Rok założenia 1991

ul. Deszczowa 19, 20-832 Lublin, tel./fax 81 746-97-17

    

polecamy usługi: specjalistyczny skład tekstu i nut druk cyfrowy i offsetowy usługi introligatorskie oprawa książek i czasopism kopiowanie i nadruk płyt CD i DVD e-mail: poczta@polihymnia.pl

Peł n a o f e r t a n a w w w .p olih ymnia.p l


nauka

Nowe technologie w kosmetologii

W

 ostatnich latach kosmetyka i kosmetologia rozwijają się w  tempie dynamicznym. Nieustannie pojawiają się nowe urządzenia kosmetyczne, innowacyjne zabiegi, nowoczesne preparaty kosmetyczne. Z  każdym rokiem rośnie też zainteresowanie kosmetykami, zabiegami estetycznymi, wzrasta wiedza na temat pielęgnacji ciała i  urody. Zawód kosmetologa wymaga więc nieustannego kształcenia, podnoszenia kwalifikacji i  umiejętności. Poza systemem kształcenia w  trybie szkolnym koniecznością staje się podnoszenie kwalifikacji m.in. w  takich formach jak konferencje, sympozja, udział w pokazach i warsztatach naukowych. Potrzeby te zauważa Wyższa Szkoła Społeczno-Przyrodnicza im. Wincentego Pola w  Lublinie, która organizuje Ogólnopolską Konferencję Naukowo-Szkoleniową pt. „Nowoczesne technologie i  zabiegi w  kosmetologii”. Konferencja odbędzie się w dniach 21–22 listopada w budynku głównym uczelni przy ul. Choiny 2 w Lublinie. Celem konferencji będzie wymiana myśli, poglądów i doświadczeń specjalistów z  zakresu szeroko rozumianej kosmetyki i kosmetologii. – Do dyskusji zaproszono przedstawicieli placówek naukowych, jak również praktyków oraz osoby zainteresowane rozwojem kosmetologii w  Polsce i  na świecie. Głoszone referaty dotyczyć będą nowoczesnej aparatury a także innowacyjnych zabiegów kosmetycznych w  oparciu o nowe technologie, nowoczesne surowce i  preparaty kosmetyczne. Ich autorzy opowiedzą o  m.in. o  hirudoterapii, ichtioterapii, aromaterapii i  podologii. Poza ciekawą tematyką interesująco zapowiada się sama forma konferencji. Poza referatami i sesją posterową organizatorzy przewidują pokazy zabiegów kosmetycznych, wystawy i  prezentacje firm branżowych oraz prezentacje galerii prac studentów kierunku kosmetolo-

gia dotyczącej projektu „Stylizacja i  kreowanie postaci” – mówi przewodnicząca Komitetu Organizacyjnego Konferencji dr n. biol. Małgorzata Gorzel, prodziekan Wydziału Fizjoterapii WSSP im. W. Pola w Lublinie. Ciekawym panelem będą psychospołeczne aspekty postrzegania urody. W  panelu tym między innymi będą podejmowane kwestie dotyczące roli i znaczenia wyglądu zewnętrznego we współczesnym społeczeństwie, aspek-

Zabiegi kosmetyczne wymagają dziś nie tylko umiejętności ale i nowoczesnej aparatury

W

 Wyższej Szkole Społeczno-Przyrodniczej im. W  Pola w  Lublinie trwa jeszcze proces rekrutacji studentów. Największym zainteresowaniem cieszą się; turystyka i rekreacja, fizjoterapia, kosmetologia, wychowanie fizyczne. Są także chętni do studiowania na filologii angielskiej, filologii iberyjskiej i zdrowiu publicznym. Wolne miejsca są również na pedagogice specjalnej i na nowo urucho-

Uczelnia dla mionym w tym roku kierunku – bezpieczeństwo wewnętrzne. Na kierunku turystyka i rekreacja oraz na fizjoterapii prowadzone są także studia w języku angielskim. Powodzeniem cieszy się też uruchomiony przed trzema laty kierunek wychowania fizycznego. - Dzięki uruchomieniu tego ostatniego kierunku spełniamy wszystkie wymogi stawiane Akademiom Wychowania Fizycznego w  Polsce. Stworzyliśmy także szanse sportowcom z Lublina i okolic do studiowania bez konieczności opuszczania swoich macierzystych klubów. Ci najlepsi mają nawet szanse skorzystania z  indywidualnego toku studiów. Z takiej możliwości już kilkoro sportowców korzysta, uczelnia nasza jest przyjazna studentom i  sportowcom – mówi doc. Henryk Stefanek, kanclerz założyciel WSSP.

sportowcÓW ty nowoczesnego wizażu i kreowania wizerunku, a  także potrzeb estetyki we współczesnej przestrzeni życiowej człowieka. Będą też zagadnienia dotyczące zagrożeń epidemiologicznych w  gabinecie kosmetycznym oraz zagadnień obejmujących prawo i  etykę w pracy kosmetologa. Chętni do wzięcia udziału w konferencji mogą zajrzeć na stronę internetową uczelni www.wssp.edu.pl – zakładka konferencje, gdzie znajdują się szczegółowe informacje na ten temat. KAW

Szanse na podwyższenie swoich kwalifikacji zawodowych mają także nauczyciele oraz pracownicy instytucji i  klubów sportowych. Uczelnia prowadzi bowiem kształcenie w systemie niestacjonarnym. Kierunek wychowania fizycznego uruchomiono w WSSP nieprzypadkowo. Uczelnia szczyci się znacznymi osiągnięciami sportowymi w  takich dyscyplinach jak: przede wszystkim piłka ręczna kobiet, ale także piłka nożna, kick boxing, siatkówka plażowa kobiet, karate tradycyjne. Janusz Kawałko AL

5


Lubelszczyzna

W

 sobotę 14 września rozpoczął się X Lubelski Festiwal Nauki. Jak zawsze, uczestniczą w  nim wszystkie publiczne wyższe lubelskie uczelnie, ale nie tylko, bo wykłady prowadzą i warsztaty organizują naukowcy z  całego naszego regionu. Organizacją festiwalu co roku zajmuje się inna lubelska uczelnia, w tym roku jego głównym organizatorem jest Uniwersytet Medyczny w Lublinie.

dziesiąty W  poprzednich latach treści festiwalowe kierowane były przede wszystkim do młodzieży, aby w  ten sposób zachęcić ją do kontynuowania nauki na studiach. Tym razem organizatorzy chcą dotrzeć ze swym przekazem także, a może zwłaszcza do osób dorosłych, w tym do tych po pięćdziesiątce.

Lubelski Hasłem tegorocznego festiwalu jest „Człowiek – Nauka – Pasja”. Poszczególne punkty programu realizowane były i są w siedzibach poszczególnych uczelni, ale w niedzielę, 15 września na pl. Litewskim odbył się tradycyjny, ponad uczelniany Piknik Naukowy. Atrakcji było wiele i z pewnością każdy mógł znaleźć na nim coś ciekawego dla siebie. W  programie były bowiem pokazy szermierki historycznej, musztry paradnej czy ratownictwa medycznego.

Śmigłowce na Air Show

P

iękne śmigłowce z  PZL-Świdnik S.A. stały się ozdobą tegorocznych Międzynarodowych Pokazów Lotniczych Air Show 2013 w Radomiu. Podczas tego największego wydarzenia lotniczego w Polsce i jednego z największych w  Europie, spółka ze Świdnika pokazała najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne w  dziedzinie wiropłatów. Na ziemi i w powietrzu pokazał się śmigłowiec AW149, m.in. oferowany w przetargu na zakup 70 maszyn dla polskich Sił Zbrojnych. Inne, jak bezzałogowy SW-4 Solo RUAS/OPH oraz śmigłowce SW-4 i W-3PL Głuszec można było oglądać na płycie lotniska. AW149 to najnowsze osiągnięcie inżynierów PZL-Świdnik oraz AgustaWestland, zaprojektowany i rozwinięty w ciągu ostatnich lat. To nowoczesny śmigłowiec wojskowy spełniający najsurowsze wymagania operacyjne. Posiadają własności intelektualne tzw. kody źródłowe, co zapewnia możliwość modyfikacji i  dostosowywania śmigłowców do potrzeb polskich sił zbrojnych w przyszłości. Niewątpliwą atrakcją pokazów w  Radomiu był również śmigłowcowy bezzałogowy system powietrzny SW-4 Solo RUAS/OPH, będący efektem ścisłej współpracy między PZL-Świdnik i AgustaWestland. Solo jest przykładem zaangażowania przedsiębiorstw w  rozwój sektora bezzałogowych statków powietrznych, który ma wielki potencjał rozwojowy i  tworzy

nowe szanse na rynku. SW-4 Solo RUAS/OPH to, jak twierdzi Tomasz Bilski, dyrektor Działu Projektowania PZL-Świdnik, jedno z najbardziej zaawansowanych technologicznie lotniczych osiągnięć ostatnich lat. PZL-Świdnik od 2010 roku. jest częścią grupy AgustaWestland. Zakład w  ciągu ponad 60 lat swego istnienia wyprodukował prawie 7,5 tys. śmigłowców. To dziś jedyny polski wytwórca OEM z pełną zdolnością w zakresie projektowania, badań i rozwoju, integracji systemów, produkcji, realizacji wsparcia i szkoleń oraz modernizacji śmigłowców. Produktami zakładu oprócz wspomnianych już AW149 i  SW-4 Solo RUAS/OPH są jeszcze W-3PL Głuszec – wielozadaniowa, wojskowa wersja śmigłowca W-3 Sokół oraz SW-4. Pierwszy z nich będący w  służbie polskich Wojsk Lądowych, może być z powodzeniem wykorzystywany do realizacji różnego rodzaju zadań, w tym: transportu żołnierzy, misji CSAR czy niszczenia celów naziemnych. Natomiast SW-4 to jednosilnikowy, wielozadaniowy śmigłowiec przeznaczony do przewozu 5 osób, w dzień i w nocy. W wersji cywilnej śmigłowiec jest najczęściej użytkowany do transportu VIP. Wszystkie swoje latające maszyny spółka PZL-Świdnik pokazała również podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w  Kielcach trwającego w dniach 2–5 września. KS

Festiwal Nauki W  sumie, organizatorzy przygotowali dla chętnych ponad 1200 projektów. Na niektóre z  nich trzeba było dużo wcześniej zapisać się w  Internecie. O  skali zainteresowania niech świadczy fakt, że w pierwszej godzinie uruchomienia rezerwacji, skorzystało z niego 7 tys. osób. X Lubelski Festiwal Nauki potrwa do 20 września. KS Śmigłowiec SW 4 w powietrzu

6 AL


Lubelszczyzna

Jeden z gotowych już fragmentów drogi ekspresowej z Lublina do Warszawy

CIĄG DALSZY DWUPASMÓWKI P

rawdopodobnie już od 2018 roku z  Lublina do Warszawy, i  odwrotnie, jeździć będziemy dwupasmową drogą szybkiego ruchu. Na całej długości, bowiem dwa jej fragmenty, od Lublina aż za Kurów i wokół Garwolina są już gotowe. Pozostałe mają powstać w ciągu 4 lat. W  poprzednim wydaniu „Awangardy Lubelskiej” pisaliśmy o nowym odcinku dwupasmówki zaczynającej się zaraz za Jastkowem i biegnącej aż za Kurów. Ten 24-kilometrowy odcinek od węzła Jastków do węzła Kurów Zachód jest w  użytku od maja i  już znacznie pozwolił skrócić czas jazdy z  Lublina do Warszawy. W  październiku drogowcy zamierzają oddać do użytku kolejny, 8-kilometrowy odcinek dwupasmowej drogi szybkiego ruchu z  Jastkowa do Sławinka, czyli aż do peryferiów Lublina. Dodać trzeba, że z końcem br. gotowa ma być cała północna obwodnica Lublina. Wtedy to właśnie od węzła na  Sławinku będziemy mogli pojechać północną obwodnicą miasta do następnych węzłów: Lublin Rudnik i  Lublin Felin (odcinek o  dł. 23 km) a  stąd wprost wjedziemy w  już

gotowy odcinek drogi S17 z  Lublina do Piask. Cała droga ekspresowa S17 z  Piask do Kurowa wraz z  obwodnicami tych miast i  obwodnicą Lublina będzie miała 71 km i  ma zostać otwarta dla ruchu najpóźniej wiosną przyszłego roku. I  tak się zapewne stanie. To już kwestia tylko miesięcy. Teraz wiadomo też, że w  ciągu paru lat, a  konkretnie wiosną 2018 roku dwupasmową drogę szybkiego ruchu będziemy mieć już na całej długości z Lublina do Warszawy. Firma Sudop Polska opracowała właśnie koncepcję przebudowy odcinka drogi S17 od Kurowa do Garwolina. Nowa droga przebiegać będzie po śladzie obecnej drogi, ale ominie łukami takie miejscowości jak Gończyce, Trojanów, Żabianka. Na prawie 25-kilometrowym odcinku zaplanowano trzy bezkolizyjne węzły drogowe: Gończyce, Trojanów i  Górzno, którymi będzie można wjeżdżać na trasę i zjeżdżać z niej. Natomiast koncepcją mazowieckiego odcinka drogi S17 z  Garwolina do Warszawy zajęło się Biuro Projektowe w  Zabrzu. Ten ponad 35-kilometrowy odcinek zaczynać się będzie od końca obwodnicy w Garwolinie i biec do Wią-

zownej czyli okolic obecnego lotniska aeroklubu w Górażce. W ciągu tej trasy przewidziano budowę bezkolizyjnych węzłów: Wiązowna II, Wólka Mlądzka, Ostrów, Kołbiel i  Lipówki. Przy czym najważniejszym z nich jest węzeł w Kołbieli. W miejscowości tej obecnie tworzą się największe korki na całej trasie Warszawa – Lublin. Wcześniej wiele mówiło się i pisało o potrzebie budowy tego właśnie węzła w  pierwszej kolejności, gdyż już on sam znacznie skróciłby czas drogi z Lublina do stolicy. Plany GDDKiA  przewidują, że jeszcze w tym roku ogłoszone zostaną przetargi na oba nowe odcinki trasy S17 z Kurowa do Garwolina i z Garwolina do Wiązownej. Przetargi obejmą zarówno projektowanie jak i budowę drogi, co oznacza, że ta sama firma zajmie się najpierw przygotowaniem dokumentacji a potem samą budową. Budowa obu odcinków przewidziana jest na lata 2015–2017 a oddanie całej trasy S17 na 2018 rok. Cała trasa pozwolić ma na pokonanie drogi z Lublina do Warszawy czy też w odwrotnym kierunku w półtorej godziny. Krzysztof Stankiewicz AL

7


lubelszczyzna

Lubelskie Lotnisko

Landarty mogą uczynić lotnisko w Świdniku jeszcze piękniejszym, ale dla jego dalszego, szybkiego rozwoju i uruchamiania nowych połączeń lotniczych przeszkadza jednak brak systemu ILS czy stałego przejścia granicznego

O

lbrzymie obrazy z roślin, nazywane landartami, powstaną na zielonych terenach lotniska w Świdniku. Mają być atrakcją dla pasażerów kołujących nad portem. Zgodę na realizację swego oryginalnego pomysłu znany lubelski artysta Jarosław Koziara otrzymał już od Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Teraz musi go tylko zrealizować, a wtedy lubelskie lotnisko, uznane wcześniej przez ineternautów za najładniejsze w kraju, będzie jeszcze piękniejsze. Oprócz sporej listy sukcesów, którymi poszczycić się może lotnisko w Świdniku, ma ono niestety też swoje problemy. Największym kłopotem wręcz uniemożliwiającym jego dalszy rozwój jest brak w porcie lotniczym stałego przejścia granicznego. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych po raz kolejny odmówiło jego utworzenia. Jego brak oznacza w praktyce, że na każdy przylot samolotu do Świdnika zjeżdżać tam muszą funkcjonariusze Służby Granicznej i Służby Celnej

8 AL

z Lublina, a wiedzieć o tym muszą już na 24 godziny wcześniej. Tych warunków nie akceptują potencjalni nowi przewoźnicy, którzy chcą mieć pewną elastyczność w realizowaniu lotów. I wybierają inne lotniska, te ze stałym przejściem granicznym. MSW odmawiając utworzenia takiego przejścia granicznego w Świdniku powołuje się na opinie komendantów głównych Straży Granicznej i Służby Celnej, którzy twierdzą, że na to jest za mało lotów. Z kolei, przewoźnicy nie chcą tworzyć nowych połączeń bez takiego właśnie przejścia i… koło bezradności się zamyka. Jacek Sobczak, przewodniczący rady nadzorczej spółki Lubelski Port Lotniczy i członek Zarządu Woj. Lubelskiego twierdzi, że decyzja ta utrudnia dalszy rozwój lotniska i dynamiczny przyrost ruchu pasażerskiego. Bez stałego przejścia granicznego, a posiadają je mniejsze krajowe lotniska, Lubelski Port Lotniczy nie może zwiększyć liczby lotów. Dobrze więc,

że wszyscy parlamentarzyści z  Lubelszczyzny zapowiadają wspólne lobbowanie na rzecz otwarcia stałego przejścia granicznego w Świdniku. Zamierzają to robić ponad podziałami politycznymi i wspólnie interweniować u ministra spraw wewnętrznych. Innym kłopotem lotniska jest brak na nim stałych pracowników obsługi wieży kontroli lotów. Przypomnijmy, że na lotnisku od czerwca pracuje nowa wieża kontroli lotów, ale do jej obsługi pracownicy muszą przyjeżdżać z Warszawy lub Rzeszowa. Ponadto, w Świdniku wciąż nie ma systemu ILS umożliwiającego lądowanie samolotów także w złych warunkach atmosferycznych. System ILS kosztem 2,7 mln zł już powstaje i lada dzień będzie gotowy. Nie oznacza to jednak, że zaraz zacznie działać. Zanim to się stanie, potrzeba kilku miesięcy na przeprowadzenie testów. Dopiero po ich zakończeniu system ILS zastanie na lotnisku wdrożony. Stać się to może pod koniec br.


lubelszczyzna

piękne, ale… Jak każde nowe lotnisko, także to w Świdniku ma kłopoty finansowe, wynikające ze zbyt małej ilości połączeń lotniczych. Straty finansowe zostały jednak wpisane w plan początkowego okresu istnienia portu lotniczego. Właściciele lotniska, udziałowcy spółki, czyli Urząd Miasta Lublin i Urząd Marszałkowski Woj. Lubelskiego gotowi są dołożyć brakującą kwotę do zamknięcia rocznego bilansu. Ale tak ma być tylko w początkowym okresie, potem lotnisko samo musi na siebie zarabiać. Na szczęście, jak się rzekło na początku, lotnisko w Świdniku oprócz kłopotów ma też swoje pewne sukcesy. W siódmym miesiącu swego funkcjonowania, obsłużyło 100-tysięcznego pasażera. Do końca br. ma ich być co najmniej 2 razy tyle, czyli nieco mniej niż to początkowo zakładano, ale wynik ten jest podobny do

tych, jakie osiągały inne krajowe lotniska w ciągu pierwszego roku swego funkcjonowania. Ostatnio zapowiedziano całoroczne utrzymanie lotów do Gdańska i nowe połączenie lotnicze z Mediolanem. Może więc nie jest źle, ale stałe przejście graniczne, system ILS i stali, miejscowi pracownicy obsługi wieży kontroli lotów, a co za

Terminal portu lotniczego w Świdniku też jest uważany za najpiękniejszy w Polsce

tym idzie, uruchomienie następnych nowych połączeń lotniczych, zarówno krajowych jak i zagranicznych, w tym zwłaszcza do jednego z dużych przesiadkowych portów w Niemczech, stają się dla lotniska w Świdniku niezbędne do jego dalszego rozwoju. Tekst i zdjęcie: Krzysztof Stankiewicz

AL

9


biznes

Rozmowa z Jerzym Miszczakiem prezesem Lubelskiej Izby Rzemieślniczej Rzemieślnik kojarzy nam się zwykle z  kimś, kto w  dawnych latach zajmował się np. garncarstwem, kowalstwem, był szewcem albo krawcem. W powszechnym rozumowaniu to rękodzielnictwo i Cepelia, ale w rzeczywistości współczesne rzemiosło jest chyba zupełnie inne. – Oczywiście. Ustawa definiuje rzemieślnika jako przedsiębiorcę, który zatrudnia nie więcej niż 50 pracowników. Od klasycznego przedsiębiorcy różni go to, że rzemieślnik ma kwalifikacje zawodowe do tego co robi i sam osobiście musi być zaangażowany w  prowadzenie swojego zakładu. Przy czym, te rzemieślnicze zakłady często prowadzone są na bardzo wysokim poziomie i nie musimy się ich wstydzić wobec rzemieślników z zachodniej Europy. Wręcz przeciwnie, to nie bez powodu polscy cukiernicy zdobywają tytuły mistrzów świa-

10 AL

Rzemieślnik to brzmi ta. Podobnie jest z naszymi fryzjerami i innymi zawodami. Zwykle są to jednak zakłady małej lub średniej wielkości. Czy zatem rzemiosło może odgrywać znaczącą rolę w gospodarce narodowej? – Może i w rzeczywistości odgrywa taką rolę. Wszak dużych zakładów zatrudniających ponad 500 pracowników mamy w  Polsce niewiele ponad 700. Reszta to małe i  średnie firmy, często rodzinne, zatrudniające kilkanaście czy kilkadziesiąt osób. Są ich tysiące. Wiele z nich to właśnie zakłady rzemieślnicze. I  to zwykle rozwijające się. Oczywiście, część z  nich zanika. Coraz mniej mamy np. szewców, szklarzy, tapicerów, zdunów, a  nawet zegarmistrzów, nie mówiąc już o garncarzach, powroźnikach czy czapnikach. Przykładem rzadkiego zawodu, choć bardzo poszukiwanego, są np. witrażyści. Ale z drugiej strony, takie rzemiosła jak fryzjer, mechanik

samochodowy, dekarz, brukarz czy w  ogóle wszelkie branże budowlane, kowalstwo artystyczne czy nawet bieliźniarstwo (szycie męskich koszul na miarę), przeżywają rozkwit, swą drugą młodość. Powstają też nowe zawody rzemieślnicze jak fryzjer zwierząt, podkuwacz koni, bioenergoterapeuta czy radiesteta. Ktoś musi młodych ludzi uczyć tych zawodów. – I to jest właśnie sedno działalności rzemieślniczej. Rzemiosło jest największą zawodową szkołą w  Polsce. Rzemiosła uczy się ponad 80 tysięcy uczniów. Jeszcze niedawno było ich 100 tysięcy, ale teraz mamy niż demograficzny. Uczymy dobrze, choć oczywiście można by jeszcze lepiej. W  innych krajach jak np. w  Niemczech, obowiązuje tzw. system dualny, uczniowie połowę czasu spędzają w szkole, a połowę w miejscu pracy. Polsce młodzi ludzie uczący się rze-


biznes miosła dwie trzecie czasu nauki spędzają w  szkole, a  tylko trzecią część w  miejscu pracy poznając zawód w  sposób praktyczny. To należałoby zmienić. Na szczęście są tacy, którzy do nauki zawodu przykładają się całym sercem. Tak jest zwykle w rodzinach, które rzemiosłem zajmują się od pokoleń. Ci rzemieślnicy mają dziś często wyższe wykształcenie, a niektórzy mają nawet tytuł doktora. W efekcie, mamy zakłady znakomite, rozwojowe i  takich jest powiedzmy jedna trzecia, czwarta ich część to zakłady zanikające, a pozostałe mają się w  sumie nieźle, powoli, ale stale się rozwijają. Chciałoby się dokładnie wiedzieć, ile ich jest, a  konkretnie, ilu mamy rzemieślników. – Nikt chyba tego nie wie, bo nikt ich nie liczy. Nikt nie prowadzi takich statystyk, może tylko poza urzędami skarbowymi czy ZUS. Operuje się pewnymi szacunkami. Ja nie wiem, ilu ich jest, bo przecież nie wszyscy

dumnie rzemieślnicy są zrzeszeni, nie mają takiego obowiązku. Do cechu muszą należeć tylko ci mistrzowie, którzy kształcą uczniów. Muszą oni mieć ponadto odpowiednie przygotowanie pedagogiczne. Do cechu należą również ci, którzy czują taką potrzebę, bo takie mają tradycje rodzinne, są rzemieślnikami z pokolenia na pokolenie. Mogę tylko powiedzieć, że w  naszej Izbie zrzeszamy około 800 rzemieślników, głównie z  Lublina, Puław i  Chełma. Co roku do egzaminów czeladniczych przystępuje około 1500 osób, w  tym bardzo wielu uczniów i  około 600– 700 osób zdaje egzamin mistrzowski. Egzaminy te przygotowuje i prowadzi Lubelska Izba Rzemieślnicza? – Tak. Mamy prawo opatrywania dyplomów pieczęcią z  godłem państwowym. Ale egzaminy to nie jedyna nasza działalność. Prowadzimy także różne szkolenia, doradztwo w  szero-

kim zakresie. Realizujemy projekty unijne. W latach 2007–2013 wykorzystaliśmy z funduszy unijnych niemalże 11 mln zl. Czyli że lubelskie rzemiosło ma się całkiem dobrze. – Chyba tak, a raczej na pewno tak. Świadczą o tym choćby liczne nagrody i  dyplomy krajowe i  zagraniczne. Jedna z naszych nauczycielek zawodu była ostatnio w  Wielkiej Brytanii na zaproszenie pracujących tam swoich byłych uczniów i  mogła stwierdzić, że są oni w  porównaniu z  młodymi Brytyjczykami bardzo dobrze wyedukowani. Zresztą, nasi uczniowie odbywają praktyki w Niemczech, Francji,Włoszech, Hiszpanii i  mają tam opinię bardzo dobrze przygotowanych do zawodu. Toteż nasze dyplomy rzemieślnicze wraz z tzw. Europas-em są honorowane w całej Europie. Na pewno nie mamy się czego wstydzić. Lubelska piekarnia Sergiusza Kuźmiuka, zakład fryzjerski Leonardy i Edwarda Łaniewskich, zakład kosmetyczny Ewy Dobrowolskiej, zakład mechaniki samochodowej Patrycjusza Stomy, firma budowlana inż. Beaty Stępień czy chełmska cukiernia Wojciecha Hetmana, to znakomite zakłady rzemieślnicze o europejskiej renomie. To chyba najlepszy powód do dumy. W  kontekście tego wszystkiego, o czym tu mówiliśmy, można chyba stwierdzić, że rzemieślnik to brzmi dumnie. Na koniec naszej rozmowy proszę jeszcze o parę słów na temat samej Izby. – Lubelska Izba Rzemieślnicza powstała w 2001 roku. Z inicjatywy tych osób, które wcześniej nie należały do żadnej organizacji tego typu. Mnie zaproponowano, abym został prezesem, bo też rzemieślnikiem jestem, można powiedzieć, od urodzenia, urodziłem się w  rodzinie rzemieślniczej. Mam dyplom mistrzowski a  także wyższe wykształcenie prawnicze. Wiceprezesami są: Wojciech Hetman i Patrycjusz Stoma. Wszystkich zainteresowanych kontaktem zapraszam do biura lubelskiej Izby Rzemieślniczej mieszczącego się w Lublinie przy ul Chopina 5. Dziękuję za rozmowę Krzysztof Stankiewicz

Przedsiębiorstwo produkcyjno-handlowe

ul. Kolejowa 12 16-420 Raczki tel/fax 0-87 568 58 73 NIP 844-000-11-72 WYKONUJEMY: – Odwadnianie budynków – Kolektory sanitarne i deszczowe – Wykopy stawów – Przyłącza wodno-kanalizacyjne – Usługi transportowe – Melioracje, niwelacje terenu, skarpowanie – Wodociągi, kanalizacje, wykopy szerokoprzestrzenne – Przeciski rurami stalowymi do średnicy ø 600

AL

11


teatr i filharmonia

Teatr muzyczny zaprasza na: KRÓLEWNA ŚNIEŻKA Reżyseria: Violetta Suska Niedziela, 6 października o godz. 12 Czwartek, 9 października o godz. 11 Piątek, 10 października o godz. 11 PREMIERA PORWANIE SABINEK Reżyseria: Daniel Kustosik Sobota, 19 października o godz. 18 Niedziela, 20 października o godz. 17 Piątek, 25 października o godz.. 18 To nie musiał być Otwock. Ale akurat tak się złożyło, że jest to Otwock. W mieszkaniu panuje względny porządek (żona Ernestyna w sanatorium, ale pokojówka Weronika na posterunku). Profesor języków starożytnych Paweł Owidowicz nie ma zielonego pojęcia o tym, że w ciągu kilku dni jego całe profesorskie życie stanie na głowie. To, o czym Paweł Owidowicz wie doskonale, to stan jego portfela, który od pewnego czasu prowokuje go do refleksji o przemijaniu i kruchości życia. Paweł Owidowicz jest szacownym obywatelem Otwocka, dlatego to w jego właśnie drzwiach staje dyrektor Strzyga-Strzycki z  osobistym zaproszeniem na spektakl swojego teatru, który właśnie zawitał do miasta. Dalsze perypetie, to już parada dowcipu sytuacyjnego i  literackiego. Mieszanka ambicji literackich okraszona zawiłościami rodzinnymi (Karol i chorobliwie zazdrosna Madzia) i towarzyskimi (stary znajomy Gromski i  jego marnotrawny syn Emil, w  którym kocha się – a jakże! - córka profesora Anulka). O tej sytuacji powiedzieć humor to mało, tu trzeba powiedzieć Tuwim!   Sprzedaż biletów: kasa w Centrum Handlowym Plaza przy ul. Lipowej 13, tel. 81 532 96 65 www.teatrmuzyczny.eu

12 AL

Poprzedni spektakl „Skrzypka na dachu” w wykonaniu lubelskiego Teatru Muzycznego, na dziedzińcu zamku w Krasiczynie koło Przemyśla.

Atrakcje Teatru Muzycznego

D

wusetna rocznica urodzin Giuseppe Verdiego oraz związane z  tym faktem ustanowienie roku 2013 rokiem Verdiowskim, stało się dla lubelskiego Teatru Muzycznego okazją do uczczenia pamięci tego jednego z  najwybitniejszych kompozytorów. Teatr, przy współpracy z  Centrum Kulturalnym w  Przemyślu, przygotował uroczysty koncert noszący tytuł „Viva Verdi”.  Bogata twórczość znakomitego kompozytora została zaprezentowana wyborem najpopularniejszych i  najpiękniejszych fragmentów jego oper. Publiczność usłyszy prezentowane już w Lublinie fragmenty superwidowisk: La Traviaty, Nabucca, Aidy, Rigoletta  i innych. Siła głosów operowych lubelskiego Teatru Muzycznego (między innymi: Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak, Tomasz Janczak, Dorota Dominiczak-Laskowiecka) oraz dostojnych gości (Barbara Kubiak), w  połączeniu ze wsparciem połączonych chórów: Teatru Muzycznego oraz „Magnificat” z  Przemyśla, pod batutą Andrzeja Knapa, zabrzmi potężnie i  dostojnie w  salach koncertowych wielu miast. Ale pierwsze wykonanie spektakl „Viva Verdi” już się odbyło, 15 września, na dziedzińcu zamku w  Krasiczynie koło Przemyśla, gdzie nasi

artyści z  powodzeniem koncertowali także już wcześniej wystawiając „Skrzypka na dachu”. Kolejny lubelsko-przemyski spektakl „Viva Verdi” będzie miał miejsce we Lwowie, w tamtejszym Teatrze Dramatycznym im. Marii Zankowieckiej, w  ramach Festiwalu Partnerstwa Polski i  Ukrainy, którego organizatorem są władze Lwowa i konsulat RP. Późniejsza trasa koncertowa obejmie Rzeszów i Kielce, a także Lublin. U  nas spektakl ten zobaczymy na scenie Lubelskiego Parku Naukowo-Technicznego w dniach 16 i 17 listopada. W tym sezonie – jak informuje dyrektor TM Krzysztof Kutarski – planowana jest także premiera „Porwania Sabinek”, spektaklu niezwykle zabawnego, pełnego komicznych perypetii i elementów absurdalnego humoru oraz oczywiście dobrej muzyki. Świetną zabawę gwarantuje reżyser – znany już lubelskiej widowni – Daniel Kustosik. Natomiast tych naszych czytelników, którzy już planują atrakcyjne powitanie Nowego 2014 Roku informujemy, że mogą to zrobić wespół z  artystami Teatru Muzycznego podczas szampańskiego koncertu sylwestrowego. O szczegółach wkrótce napiszemy. Zbigniew Miazga


teatr i filharmonia

Napis na otwarcie sezonu

W

 teatrach koniec kanikuły. Po wakacyjnej przerwie ożył także Teatr Osterwy. Rozpoczęły się właśnie próby bajki „Książe i żebrak” oraz przygotowanie do wznowienia sztuki „Napis”, której premiera miała miejsce tuż przed wakacjami i stała się wydarzeniem. Francuski dramaturg Gérald Sibleyras zgrabnie opowiedział, a  dyrektor artystyczny „Osterwy” Artur Tyszkiewicz inteligentnie wyreżyserował, historię opowiadającą o tym, jak do eleganckiego bloku w bogatej dzielnicy Paryża wprowadza się młode małżeństwo Lebrun. Po zaledwie dwóch tygodniach w windzie pojawia się pod adresem pana Lebrun wulgarny napis. Znieważony i  dotknięty niesprawiedliwym osądem nowy lokator rozpoczyna „śledztwo”,

dzięki któremu będzie miał okazję poznać bliżej nowych sąsiadów, a  przy okazji zderzyć swą prostolinijność i niezależność z ich „nowoczesnym” i „oryginalnym” światopoglądem... Tę kameralną, skrzącą się błyskotliwym dowcipem, a  jednocześnie niezwykle trafnie obnażającą wiele ze współczesnych myślowych sztuk – należy koniecznie zobaczyć. Grają: Tomasz Bielawiec, Jolanta Rychłowska, Daniel Salman, Lidia Olszak, Artur Kocięcki, Anna Torończyk, ze specjalnym udziałem Piotra Wysockiego. Pierwsze przedstawienie „Napisu” inaugurujące zarazem nowy sezon w  Teatrze Osterwy 27 września, następne w kolejnych dniach. Zbigniew Miazga

Filharmonia Lubelska zaprasza na: INAUGURACJA SEZONU ARTYSTYCZNEGO 2013/2014 Orkiestra Symfoniczna FL Aleksandra Kuls – skrzypce Wojciech Rodek – dyrygent Piątek, 4 października o godz. 19 Aula Collegium Maius UM ul. Jaczewskiego 4 KONCERT Niger Kennedy: Bach + Fats Waller Jarosław Śmietana – gitara Yaron Stavi – kontrabas Krzysztof Dziedzic – perkusja Sobota, 6 października o godz. 19 Centrum Kongresowe UP ul. Akademicka 15 KONCERT NADZWYCZAJNY Orkiestra Symfoniczna FL Lukas Geniušas – fortepian Wojciech Rodek – dyrygent Niedziela, 13 października o godz. 17 Collegium Maius UM ul. Jaczewskiego 4 KABARET JURKI Niedziela, 13 października o godz. 19 Centrum  Kongresowe  UP ul. Akademicka 15

Teatr Stary zaprasza

P

o wakacyjnej przerwie wznawia działalność Teatr Stary. Prowadzona ona będzie według znanego widzom harmonogramu. A zatem w poniedziałek, 16 września, zaproszenie na klasyczną pozycję filmu polskiego – „Ostatni dzień lata” w reż. Tadeusza Konwickiego. Jest to kameralna opowieść rozgrywająca się w  nadbałtyckich plenerach. W  rolach głównych: Irena Laskowska i Jan Machulski. We wtorek, 17 września, kolejne spotkanie w cyklu „Bitwa o literaturę”. Nazajutrz, czyli 18 września, koncert Ani Michałowskiej, którą gorą-

co oklaskiwano po wykonaniu przez nią piosenki „Po kąpieli” w głośnym spektaklu Włodka Pawlika „Wieczorem”. Pierwszy teatralny spektakl w tym sezonie to zaplanowany na 21 września monodram Stanisławy Celińskiej „Księga Hioba”, na podstawie Trenów Kochanowskiego i  Biblii. Celińska z monodramem tym gościła już w  Teatrze Starym, ale że nie dla wszystkich starczyło wówczas biletów, znakomita aktorka zgodziła się ponownie przyjechać do Lublina. ZM

ŚPIEWAJĄCA POLSKA Orkiestra Symfoniczna FL Chóry Ogólnopolskiego Programu Rozwoju Chórów Szkolnych „Śpiewająca Polska” regionu lubelskiego Małgorzata Nowak i Barbara Pazur – koordynacja i opieka artystyczna Sławek A. Wróblewski – dyrygent Kazimierz Mazur – recytacja Czwartek, 17 października o godz. 19 Aula Collegium Maius UM ul. Jaczewskiego 4 Informacje i rezerwacje biletów pod numerami telefonów: 81 53-15-112 i 81 53 15 118 e-mail: info@filharmonialubelska.pl bilety@filharmonialubelska.pl.

AL

13


kultura

Filmowy wrzesień

Przed nami ostatnie seanse w  ramach cyklu pokazów filmowych Miasto Movie latem. Odbywają się one dla dorosłych zawsze w środę o godz. 19, a dla dzieci w niedzielę, o godz. 10 w  siedzibie Warsztatów Kultury, ul. Grodzka 5a. Wstęp wolny. Organizatorzy tak zachęcają: kontynuować będziemy naszą podróż po ciekawych miastach i  po gatunkach filmowych. Podczas tej filmowej wyprawy odwiedzimy nie tylko wielkie metropolie, ale też małe miasteczka gdzieś na krańcach świata. Na naszym ekranie pojawią się miasta współczesne, a  obok nich miasta przyszłości i miasta dawne, gdzie ciągle czuć oddech wielkiej historii. Pokażemy obrazy oparte na faktach i te całkowicie zmyślone. Zgłębimy specyfikę dokumentu, kina drogi, dramatu i komedii. Poznamy historie ciekawych ludzi i niezwykłych zdarzeń.  Wrześniowa odsłona cyklu Miasto Movie przyniesie również wiele niespodzianek, artystycznych wrażeń i  wzruszeń, a  także dobrej zabawy. Najbliższe seanse to: 15 września – niedziela, godz. 10 – Miasto movie dzieciom – „9” – reż. Shane Acker, czas 79’, 2009 r. Pokaz filmu i  warsztaty kreatywne, film dla dzieci od lat 13 18 września – środa, godz. 19.00 – Genua, włoskie lato – reż. Michael Winterbottom, czas 94’, 2008 r. 25 września – środa, godz. 19.00 – Vicky Cristina Barcelona – reż. Woody Allen, czas 96’, 2008 r. ZM

ZAKŁAD MECHANIKI POJAZDOWEJ Bogdan Wójcik ul. Gen. Zajączka 14 (Sławinek) tel. 605 233 011

14 AL

Wyremontowany budynek Centrum Kultury lśni nowymi elewacjami

Nowe Centrum Kultury

W

reszcie! Po trwających niemal cztery lata pracach remontowych i  adaptacyjnych, podany został oficjalnie termin oddania do użytku Centrum Kultury przy ul. Peowiaków. Ma to nastąpić 20 września, o  godz. 19. Najpierw na placu przed Centrum Kultury zobaczymy dwa filmy: Rafaela Lewandowskiego opowiadający o pracownikach CK i  Andrzeja Mathiasza prezentujący najważniejsze dokonania CK oraz spektakl multimedialny. Następnie na scenie pojawi się zespół Tie Break z Michałem Urbaniakiem i gościnnym udziałem Triloka Gurtu, indyjskiego kompozytora, wirtuoza instrumentów perkusyjnych. Jak zapewniają gospodarze, można będzie zwiedzić odnowiony, świetnie wyglądający obiekt. Gości – jak się dowiadujemy – poprowadzą wydarzenia artystyczne. Będzie blisko trzydzieści pozycji, w tym: wystawy, warsztaty, spektakle i różnego rodzaju prezentacje. Co ciekawe, w wiele z  tych atrakcyjnych przedsięwzięć włączyć się będą mogli goście.

Inauguracja pracy CK będzie dość długa, potrwa aż do 29 września. W tym czasie obejrzeć będziemy mogli trzy premierowe spektakle: „Lód” w reż. Janusza Opryńskiego, „Liza” w reż. Łukasza Witt-Michałowskiego oraz „Historie nigdy nieopowiedziane” Lubelskiego Teatru Tańca. Spośród wydarzeń muzycznych szczególnej uwadze polecamy koncert Eclectic Garden w głównym wirydarzu CK. Już pierwszego dnia funkcjonowania Centrum Kultury zasiąść będzie można w  nowej sali kinowej. W  repertuarze na początek krótkie formy filmowe, a po rozruchu w kolejnych dniach widzowie zobaczą m.in.: „Prostą historię o miłości”, „Patrz na mnie” i „Historię kina w Popielawach”. Autorzy programu inauguracyjnego nie zapomnieli o najmłodszych, zapraszają do słuchania bajek, motania lalek, nauki tańców i  budowy latawców. Udział w  większości wydarzeń będzie darmowy, ale wcześniej trzeba się zorientować, czy w interesującym nas przypadku nie jest wymagana wcześniejsza rezerwacja miejsc. Zbigniew Miazga


kultura

L

ublin to iście festiwalowe miasto. W okresie wakacji nie było praktycznie tygodnia, aby nie odbywał się w nim jakiś festiwal. Były więc: Inne Brzmienia, Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne, Carnaval Sztukmistrzów, Solo Życia, Europejski Festiwal Smaku. Ale największe zainteresowanie mieszkańców Lublina i  nie tylko, i  najliczniejszą frekwencję, miał bez wątpienia Jarmark Jagielloński. Siódma już edycja Jarmarku Jagiellońskiego w  Lublinie odbyła się w dniach od 15 do 18 sierpnia. Dostarczyła mnóstwo wrażeń, spotkań z tradycją, ale także dialogu na temat ochrony niematerialnego dziedzictwa kultury. Sprawdziło się to połączenie jarmarku kupieckiego w  dawnym historycznym wydaniu i jarmarku kulturalnego. Tegorocznym motywem przewodnim jarmarku była zabawka ludowa. Dlatego też program obfitował w  wydarzenia związane z tą tematyką, zaś na Błoniach Pod Zamkiem przygotowana została specjalna przestrzeń gier i zabaw, w tym podwórkowych, spotykanych zarówno w  miejskich blokowiskach, jak i na wiejskich podwórkach. Uczestnicy jarmarku mieli także okazję wziąć udział w szeregu warsztatów, w tym: rzemieślniczych, tanecznych i  muzycznych, posłuchać koncertów, posmakować specjałów z Polski i krajów naszych sąsiadów, a  przede wszystkim podziwiać nieprzebrane bogactwo autentycznego rękodzieła i sztuki ludowej.  Spośród bogatego programu Jarmarku Jagiellońskiego 2013 w  szczególności dały się zapamiętać: wzruszający koncert „Polne nuty” poświęcony wyjątkowej śpiewaczce Annie Malec z Roztocza oraz „Kuranty przeszłości” w  wirydarzu klasztoru ojców Dominikanów w wykonaniu cytrzysty Grzegorza Tomaszewskiego i  wiolonczelistki Małgorzaty Ruszniak. Dużymi brawami nagrodzony został także koncert zespołu Dűvő Zenekar z  tradycyjną muzyką węgierską, niezapomnianymi okazały się być nocne potańcówki jarmarkowe, które poprowadziła Kapela Braci Dziobaków i ich goście. Na dobre słowo zasługują też: Kino Jarmarkowe oraz opowieści wędrowne i pokazy rzemiosła z różnych stron Europy. ZM

Na Jarmark Jagielloński przybyły tłumy mieszkańców Lublina i turystów

Festiwalowe miasto

Tematem przewodnim tegorocznego Jarmarku Jagiellońskiego były zabawki

AL

15


lublin

o

T

Tak długo pozostawały w zawieszeniu losy Kawiarnio-Księgarni „Spółdzielnia”, że już wydawało się, że swego czasu bardzo ambitna miejscówka nie odrodzi się z  zapaści i  pozostanie zamknięta. Ale jednak lokal przy ulicy Peowiaków 11 ożył. Dzieje się tu nawet więcej i ciekawiej niż kiedyś. Wprawdzie nie występują tu gwiazdy i nie odbywają się bardzo prestiżowe imprezy, ale tak nie było nigdy, bo nigdy nie było takiego planu. Za to kontynuowany i  rozwijany jest program niszowy dla ludzi, którzy po prostu chcą sympatycznie i pouczająco spędzić trochę wolnego czasu. Na przykład na spotkaniach z  pasjonatami czy ludźmi z  bogatym doświadczeniem w  jakichś dziedzinach. Dla zainteresowanych Toskanią dużą atrakcją była z  pewnością sierpniowa wizyta Anny Marii Goławskiej, autorki książki „Toskania, Umbria i  okolice. Przewodnik subiektywny”. Nie miałem do czynienia z  kimś, kto równie fachowo i barwnie przedstawiał swój ulubiony temat. Spotkanie miało także akcent smakowy. Wspaniałych wrażeń w tej materii dostarczyła degustacja oliwy z Apulli.

było

by

ło

Będąc człowiekiem niereligijnym doświadczyłem 11 września w świątyni jednego z najbardziej pozytywnych przeżyć w  swoim życiu. Nie było to rzecz jasna doświadczenie związane z Bogiem, zaś wierzący dostarczyli mi kolejnych negatywnych wrażeń, siedząc lub stojąc na koncercie w kościele pw. Nawrócenia św. Pawła w przytłaczającej większości tyłem do tzw. chóru. A rozchodziły się stamtąd dźwięki zupełnie niezwykłe. Np. jak z  syntezatora, kiedy rozbrzmiewało skomponowane i grane przez Roberta Grudnia organowe Preludium na temat obrazu Wiesława Ochmana „La Marquesa i Słońce Van Gogha”. Rewelacyjne!

Próbowałem się dowiedzieć u źródła, ale nie udało mi się wydobyć przekonujących argumentów. I wciąż nie wiem, dlaczego ludzie z Fundacji „Muzyka Kresów” – nieco zakręceni, ale generalnie robiący wrażenie rozsądnych – tak upodobali sobie kawiarnię „Kawka” i co rusz organizują w lokalu przy ulicy Okopowej 9 i 1/2 jakiś koncert. Jedyną zaletą tego miejsca jest to, że mieści się na parterze, więc nie trzeba – tak jak do wielu innych tego typu przybytków – wchodzić po zadymionych schodach, które okupują po bokach palacze, zostawiając przechodzącym wąski przesmyk między rozżarzonymi papierosami. Ale „Kawka” (OK, dobra jest też nazwa!) to właściwie pokoik parę na parę metrów, który pęka w  szwach, kiedy wejdzie do niego dwadzieścia osób. Wentylowany jest przez załogę najchętniej poprzez otwieranie okien, co powoduje, że muzycy walczą z odgłosami z  ulicy. Zwykle jest hałaśliwie i  duszno. Tak było 21 sierpnia podczas koncertu serbskich pieśni z udziałem Jeleny Jovanović. Szkoda, że go zabito.

kronika kulturalno-towarzyska

16 AL

i

e

o

T

Teatry mają podwójne życie, tzn. działają wedle nakładających się rozkładów jazdy: normalnego cyklu rocznego i  specyficznego cyklu artystycznego. Ten drugi jest dla artystów bardzo przyjemny, bo zawiera wakacyjną labę. Ale przyszedł wrzesień i najwyższa pora na kolejny sezon artystyczny. Jako pierwsi zabrali się w tym roku do roboty pracownicy Teatru Andersena. Tam od 8 września trwa Festiwal Misia Tymoteusza. Co tydzień w  niedzielę prezentowana jest kolejna sztuka z sagi, której bohaterem jest niesforny niedźwiadek Tymoteusz Rymcimci. Były już spektakle „Tymoteusz i Psiuńcio” i „Tymoteusz wśród ptaków”. Cykl zamknie 22 września przedstawienie „Tymoteusz i  łobuziaki”. A co w pozostałych teatrach? Osterwa ruszy 27 września ostatnią premierą – komedią „Napis” Géralda Sibleyrasa w  reżyserii Artura Tyszkiewicza. Muzyczny startuje dopiero 6 października „Królewną Śnieżką”.

Będz

Aż trzydniową serią imprez będzie świętować pierwsze urodziny fajny klub Dwa Piętra mieszczący się przy ulicy Okopowej 5. Wystąpi 30 artystów! 20 września będzie hiphopowo. Zabawiać będą m.in. Checkall & Fat Matthew, Margos & Kudłacz i Holyhonza & Deerty. Następnego dnia będzie elektronicznie. Za sterami staną m.in. Einar, Senso, Optymist i  Young D. Ostatniego dnia na scenie porockują Dust N Brush, Death Fist i Rearrange.

Po czteroletnim remoncie wartym 38,4 mln zł, do powiększonej i odnowionej siedziby przy ulicy Peowiaków 12 powraca Centrum Kultury. Oczywiście nie po to, by urzędować, tylko raczyć nas wydarzeniami artystycznymi. Uraczy publiczność od razu bardzo obficie, bo dziesięciodniowym cyklem otwarciowym, który startuje 20 września. Na sam początek – o  godz. 19 – na placu przed CK pokazane zostaną filmy Rafaela Lewandowskiego i Andrzeja Mathiasza. Potem Tie Break i Michał Urbaniak zagrają z Trilokiem Gurtu. Ciekawe wydarzenie zafundują nam też zrzeszone w tej instytucji teatry. Przygotowały one aż trzy premiery. Natomiast nowopowstały przy CK Zespół Filmowy Phi rozpoczął pracę przy krótkometrażowym filmie „Okazja” wg. scenariusza i w reżyserii Łukasza Miciuka. W jednej z ról wystąpi Jerzy Turowicz. Premierę filmu zapowiedziano na styczeń 2014 r. Jacek Szymczyk


Lublin

L

ublin podobnie jak cała Lubelszczyzna, z roku na rok staje się coraz mniejszy, przynajmniej pod względem liczby mieszkańców. Od kilkunastu lat mieszkańców Lublina systematycznie ubywa. W stolicy województwa mieszka obecnie już tylko niespełna 350 tys. osób. Ubywa i studentów. Kiedyś mięliśmy ich około 100 tys., teraz jest ich o 20 tys. mniej. A całą Lubelszczyznę zamieszkuje już tylko ciut ciut powyżej 2 mln obywateli. Od 2000 roku ludność Lubelszczyzny zmalała o  ponad 40 tysięcy. I co gorsza, proces ten trwa. Wszystko wskazuje na to, że w  najbliższych latach będzie nas jeszcze mniej. Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim dlatego, że mamy głęboki

Powie ktoś, że przecież w  ostatnich latach powstała cała nowa strefa przemysłowa na Felinie. Owszem, to prawda, ale nadal zatrudnia ona mniej ludzi, niż kiedyś jeden duży lubelski zakład pracy. Dlatego jedynym ratunkiem dla powstrzymania tego procesu nieustannego pomniejszania się Lublina wydaje się być tworzenie nowych miejsc pracy. I to miejsc dobrej pracy, o solidnych podstawach dających stabilizację i  pewną przyszłość. Wtedy i dzieci będzie się rodzić więcej. Proces ten wspomóc mogą wielkie pieniądze, które w  latach 2014–2020 dotrzeć mają na Lubelszczyznę z funduszy Unii Europejskiej. Tylko w Programie Operacyjnym Rozwój Polski Wschodniej na te lata ma się znaleźć

Jak to w Lublinie… niż demograficzny, podobnie jak w całej Polsce również u  nas rodzi się coraz mniej dzieci. Ale to nie jedyny powód. Wszak są miasta i  miejscowości, w  których liczba mieszkańców mimo wszystko rośnie. Tak jest w  gminach Głusk, Wólka, Konopnica. Tam mieszkańców przybywa. Widać lepiej im się tam mieszka niż w miastach a szczególnie w Lublinie, w którym tylko w 2012 roku liczba mieszkańców zmalała prawie o  tysiąc. Ludzie wynoszą się poza miasta. Obecnie na Lubelszczyźnie, w miastach mieszka już tylko około 40 procent ludności, reszta wybrała życie może nie tyle na wsi, co w  ośrodkach podmiejskich. Najważniejszym powodem, dla których wyprowadzamy się z  Lublina, wydaje się być jednak niedostateczna ilość miejsc pracy. Wiadomo, znaleźć dziś pracę w  Lublinie jest bardzo trudno. Nie mamy już w mieście tak wielkich zakładów jak kiedyś, nie ma Fabryki Samochodów Ciężarowych, Zakładów Metalurgicznych Ursus i innych, a te ewentualnie nowo powstające zakłady potrzebują znacznie mniej pracowników. W  Lublinie brakuje wielkiego przemysłu. Gdyby był, gdyby dawał miejsca dobrej pracy, to ludzi by stąd nie wyjeżdżali.

o kilkaset milionów więcej, niż w poprzednim okresie rozliczeniowym. Program ten obejmuje województwa: warmińsko-mazurskie, podlaskie, podkarpackie, świętokrzyskie i  właśnie lubelskie. W  ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Lubelszczyzna otrzyma w najbliższych 7 latach 2 miliardy euro, czyli ponad 8 mld zł. To dużo. Według zapewnień Krzysztofa Hetmana, marszałka woj. lubelskiego, pieniądze te w  pierwszej kolejności pójść mają na wsparcie sektora przedsiębiorstw, na realizację projektów związanych z uruchamianiem nowych zakładów pracy. To bardzo dobrze. Tym lepiej, że preferencje w  uzyskiwaniu tych pieniędzy będą miały duże miasta, takie jak Chełm, Zamość czy Biała Podlaska, ale przede wszystkim właśnie Lublin. Dla naszego miasta z  puli tych pieniędzy zarezerwowane jest 90 mln euro. Wartość wszystkich projektów, które Lublin zamierza w tym czasie realizować za unijne pieniądze, opiewa na kwotę 3,2 mld zł. Rzecz tylko w tym, aby pieniądze te dobrze, wręcz znakomicie wykorzystać, a  wtedy wszystkim będzie nam się żyło w Lublinie i nikt nie będzie chciał się z niego wyprowadzać. Jacek Król

Awa nga Rda l u b E l s k a

– Chodzisz czasami po Lublinie? – Oczywiście, że chodzę. – A czy czasami siadasz? – Gdzie? – No właśnie. Gdzie tu usiąść, chciałoby się powiedzieć. W Lublinie mamy zdecydowanie za mało ulicznych czy też parkowych ławek. – Masz na myśli od dawna zamknięty Ogród Saski? – Między innymi, ale wzdłuż całego Krakowskiego Przedmieścia, na Starym Mieście albo i  na Błoniach za Zamkiem ławek mamy jak na lekarstwo, prawie wcale. – Owszem, choć mam też pozytywne przykłady. – A mianowicie? – Na rogu ulic Ruskiej i  Podzamcza, w  najbliższym sąsiedztwie pl. Singera powstał skwer Tarasa Sewczenki. Z  ławkami! Właśnie taki, jakich powinno być w mieście dziesiątki, żeby strudzony przechodzień miał gdzie odpocząć. Taki sam skwer a  może i  park po latach został przywrócony miastu i  jego mieszkańcom w  sąsiedztwie Centrum Kultury. Przylega do pl. Lecha Kaczyńskiego. – Rzeczywiście, nawet szedłem tamtędy ostatnio. Ale nie był to przyjemny spacer. Na trawnikach znalazłem zbyt wiele psich kup. – Tak jak na wszystkich innych trawnikach w  mieście. Czasami odnoszę wrażenie, że w  innych, wielkich miastach jak np. w  Londynie, Singapurze czy Nowym Jorku, trawniki są dla ludzi. Wszędzie wypoczywają na nich na kocykach mieszkańcy i turyści. W  Lublinie wszystkie trawniki, za przeproszeniem zasrane, są niestety dla psów. Aż strach na nie wejść, nie mówiąc już o tym, że dzieciom trzeba tego po prostu zakazać. Jacek Król AL

17


lublin tego przysmaku wzięła udział znaczna część uczestników święta. Były też konkursy na najładniejszy chleb weselny, korowaj, wyrób z  marcepanu oraz stoisko. Najwięcej pucharów za zwycięstwo przypadło LSS „Społem”. Ciekawość i  sympatię budziła szóstka mężczyzn paradujących w  kontuszach i  przy szabli. Byli to członkowie Lubelskiego Bractwa Kurkowego, którzy w  ten sposób – zważywszy rzemieślniczą tradycję swojej formacji – demonstrowali więź z  piekarzami. A  byli to: Kazimierz Gajek – przedsiębiorca, właściciel Dworu „Anna” w  Jakubowicach KoW skansenie upieczono gigantyczną pizzę

Z

  niewielką przesadą można powiedzieć, że w  ostatnich dniach Lublin był stolicą chleba. W pierwszy weekend września w Lublinie odbyło się szereg wydarzeń, pośrednio lub bezpośrednio związanych z chlebem i piekarzami. Były to: goszczący na Starym Mieście Europejski Festiwal Smaków ze wspaniałymi wypiekami, Targi Przemysłu Piekarskiego i  Cukierniczego BAKEPOL odbywające się w obiektach Międzynarodowych Targów Lubelskich S.A. oraz XV Lubelskie Święto Chleba, fetowane w skansenie. Tradycyjnie Święto Chleba rozpoczęło się mszą św. w zabytkowym kościółku z  Matczyna. Później piekarze i  cukiernicy otworzyli kramy z  pieczywem, ciastami i  smakołykami. Gościem honorowym święta był marszałek województwa lubelskiego, Krzysztof Hetman. Udekorował on regionalnymi odznaczeniami legendę lubelskiego piekarstwa Wacława Be-

Zadbano o atrakcyjny wygląd pieczywa

18 AL

Lublin stolicą chleba

Na Święto Chleba do skansenu przybyli członkowie Lubelskiego Bractwa Kurkowego

egera oraz nie mniej znanego Sergiusza Kuźmiuka. Później miejsce na estradzie zajęli ludowi artyści. W przerwach między ich popisami odbyły się liczne konkursy. Największe emocje wzbudził konkurs na największy cebularz lubelski, co było połączone z  biciem rekordu Guinessa. W  piekarni Haliny i Tadeusza Pęziołów na LSM upieczony został na tę okazję placek imponującej wielkości. Komisyjnie wykonane pomiary wykazały, że jego średnica wynosi 184 cm. Jako, że z pewnością nikt większego cebularza nie upiekł, możemy być pewni rekordu. Dodajmy, że w  degustacji

nińskich, Andrzej Kita – właściciel pałacu w Łańcuchowie, Andrzej Kępa – asystent w  Zakładzie Radiologii PSK 4, Tadeusz Pęzioł – właściciel piekarni, Andrzej Strawa – właściciel firmy budowlanej i  Jacek Szczot – wykładowca na KUL. Stolica Lubelszczyzny zapamiętana będzie teraz i  rozpoznawalna przez wielu targowych gości, którzy przybyli tu z całego kraju, sąsiedzkich państw, a  nawet z  obydwu Ameryk i Afryki. Tekst i zdjęcia: Zbigniew Miazga


rozmowa

Europejska Akademia Samorządowa

F

undacja Europejska Akademia Samorządowa powstała w  roku 2004. Jej prezesem jest znany nie tylko w  Lublinie działacz samorządowy Andrzej Strawa. Pytany o  zakres działalności Fundacji odpowiada: W ostatnich latach w centrum naszych działań znajdują się sprawy związane z problemami jednostek samorządu terytorialnego i  optymalizacji kosztów ich funkcjonowania. Fundacja oferuje wsparcie jednostkom samorządu terytorialnego. Czego konkretnie dotyczy to wsparcie? – W  realizacji wszelkich zadań związanych m.in. z analizami efektywnego zarządzania gospodarką energetyczną czy efektywnego zarządzania. A bardziej konkretnie? – Analiza efektywności zużycia wszystkich rodzajów energii dotyczy energii elektrycznej, czyli doboru taryf i wielkości mocy zamówionej, pomocy w  przeprowadzeniu procedury przetargowej na zakup energii elektrycznej, audytów energetycznych budynków i budowli, wdrożeniu działań oszczędnościowych, aktualizacji planu gospodarki niskoemisyjnej. Analiza efektywnego zarządzania dotyczy natomiast ubezpieczenia czy organizowania przetargów. Czym jeszcze się zajmujecie? – Restrukturyzacją zadłużenia Jednostek Samorządu Terytorialnego, kompleksową obsługą w zakresie okresowych przeglądów stanu technicznego budynków oraz wszystkich instalacji, organizowaniem tzw. „Grup Zakupowych”, opracowaniem i  wdrożeniem koncepcji funkcjonowania „Centrum Zakupowego”, organizacją szkoleń, optymalizacją gospodarowania zasobami samorządu (grunty, nieruchomości itp.), zakładaniem i  restrukturyzacją spółek z  udziałem samorządu lokalnego, organizacją wyjazdów studyjnych (Ukraina, Litwa), połączonych z  wymianą doświadczeń i  nawiązywaniu umów partnerskich. Realizując powyższe zadania mamy na uwadze fakt, iż

Na zdjęciu: Andrzej Strawa wraz z Prezydentem RP Bronisławem Komorowskim w Łucku podczas uroczystości związanych z obchodach rzezi wołyńskiej.

źródłem dzisiejszego prawodawstwa jest Parlament Europejski, dlatego też na bieżąco monitorujemy wszystkie zmiany dotyczące samorządów. To wszystko brzmi bardzo poważnie, trochę urzędowo, ale wiem, że nie wyczerpuje listy wszystkich waszych działań. – Rzeczywiście, pamiętamy również o naszej tożsamości, o tym co nas wyróżnia na tle Europy, naszej kulturze, tradycjach, historii. Wspieramy Polaków mieszkających za wschodnią granicą, ich organizacje na Ukrainie, Litwie, Białorusi. Uczestniczymy i  or-

ganizujemy wyjazdy na uroczystości patriotyczne związane z naszą historią na terenach, gdzie nasza kultura zaznaczyła szczególnie swoją obecność, wspieramy np. Stowarzyszenie Lekarzy Polskiego Pochodzenia na Wołyniu, którego zresztą jestem honorowym członkiem. Na Dożynkach w Mełgwi, które odbędą się w niedzielę, 29 września, wystąpi m.in. zespół „Życzenie” Towarzystwa Sztuki Polskiej „Barwy Kresowe” z Łucka, goszczący w Polsce na zaproszenie Fundacji. Już dziś wszystkich zapraszam na to wydarzenie. Krzysztof Stankiewicz

Pamiątkowe zdjęcie w sali obrad Parlamentu Europejskiego w Brukseli

AL

19


kulinaria

Kuchnia z odrobiną… folkloru

N

iewątpliwym, wręcz wyjątkowym specjałem polskiej kuchni od zawsze były i  nadal są… pierogi. To bardzo popularne danie i  to nie tylko w  Polsce. Dziś można ich skosztować dosłownie w  całym świecie. Pierogi to być może jedyne polskie danie, które zrobiło prawdziwą, międzynarodową, wręcz światową karierę. U  nas przyrządza się je

ilości. Najlepsze grzyby to borowiki, ale mogą być i  inne - półszlachetne. Kapustę gotujemy i dobrze odcedzamy z  wody. Gotujemy także grzyby z  odrobiną vegety, około godziny. Odcedzamy, przysmażamy na patelni z  masłem i  cebulką a  potem mielimy razem z  kapustą. Doprawiamy pieprzem i solą. Tak przygotowanym farszem nadziewamy pierogi. Do najbardziej popularnych w polskiej kuchni należą chyba jednak pierogi ruskie. Najistotniejszy jest farsz. Przygotowujemy go z  następujących składników: 1 kg ugotowanych ziemniaków, ćwierć kg białego sera, jedna dorodna cebula oraz sól i  pieprz do smaku. Ziemniaki mielimy razem z  serem, dodając posiekaną i  podsmażoną cebulę. Tak przyrządzonym farszem, posolonym i popieprzonym, nadziewamy pierogi. Trzeba je jeszcze ugotować. W  garnku gotujemy osoloną wodę, wrzucamy do niej po

Pierogi z owocami z  różnymi farszami, na wiele sposobów. Niemal wszyscy potrafimy je przygotować, i  każdy ma na to swój sposób. A jeśli ktoś nie ma, temu podaję sposób przyrządzenia kilu rodzajów pierogów. Najpierw przygotowujmy ciasto. Potrzebne nam będą; pół litra wody, pół kilograma mąki pszennej, pół łyżki stołowej masła. Ze składników tych należy zagnieść ciasto tak, aby nie było za rzadkie i dało się wałkować na cienki placek. Z  rozwałkowanego ciasta wycinamy kółka, np. szklanką. Potem łyżeczką będziemy nakładać do nich farsz i zalepiać. Teraz zajmiemy się przygotowaniem farszu. Jako że mamy porę grzybobrania, zacznijmy od pierogów z  kapustą i  grzybami. Potrzeba nam będzie do tego kilogram kiszonej kapusty, pół kg najlepiej świeżych grzybów, choć mogą być oczywiście i  suszone, ale w  mniejszej

20 AL

kilka pierogów i  mieszamy, aby nie przywarły do dna. Gdy wypłyną na górę, poczekajmy jeszcze około 2 minut i już możemy je wyjąć za pomocą łyżki durszlakowej. Po krótkim osuszeniu na talerzu podajemy pierogi ze skwarkami, albo też zimne podgrzewamy opiekając je w tłuszczu na patelni. Takie ruskie pierogi są jednym z  chętniej zamawianych dań przeze gości „Marzanny”. Zapraszam i życzę smacznego. O tej porze roku namawiam także na wszelkiego rodzaju pierogi z  owocami. Można je robić zresztą przez cały rok, wiosną z truskawkami, potem z wiśniami, jagodami, a jesienią ze śliwkami. Jako szczególnie smaczne polecam pierogi z czarnych porzeczek (mają wyjątkowy, kwaskowy smak), ale można je robić także z morelami, brzoskwiniami, kiwi. Wszystko zależy od naszej pomysłowości i  fantazji. Z  tym, że pierogi z  owocami podajemy okraszone dobrą, gęstą śmietaną, może być z odrobiną cukru. Palce lizać! Władysław Boruch


podróże

Na Fire Island dotrzeć można jednym z wielu kursujących tam promów

Z

apewne mało kto wie, albo też nie zdajemy sobie na ogół z tego sprawy, że Nowy Jork, największa amerykańska metropolia, to… miasto wyspiarskie. Wszak leży na… 79 wyspach, spośród których najsłynniejsza to oczywiście Manhattan. Manhattan, wyspa kupiona kiedyś do Indian za garstkę kolorowych koralików wartych ponoć 38 dolarów to dziś chyba najdroższa wyspa świata. Ale położone obok nie takie dzielnice miasta jak Queens czy Brooklyn też przecież leżą na wyspie: Long Island. Kiedyś były to zupełnie osobne miasteczka i dopiero w 1898 roku pięć sąsiadujących sąsiadujących sobą miast: Nowy Jork na Manhattanie, Bronx, Brooklyn, Queens i Staten Island połączyły się w  jeden wielki organizm miejski pod nazwą Nowy Jork. Całość funkcjonuje dziś dzięki wielu mo-

stom i tunelom łączący poszczególne wyspy ze sobą. Najstarszym nowojorskim mostem jest słynny i  bodajże najpiękniejszy Brooklyn Bridge otwarty w  1883 roku jako pierwszy most łączący Manhattan z  Brooklynem. Potem, kolejno powstawały następne. Najdłuższy ze współczesnych mostów, Triborough Bridge ma aż ponad półtora km długości. Ta gigantyczna budowla łączy ze sobą Manhattan, Queens, Bronx i  niejako po drodze dwie wyspy na East River, czyli rzece Wschodniej. George Washingtion Bridge na rzece Hudson powstał w 1931 roku i jest nie wiele krótszy, ma 1450 metrów. Dziennie przejeżdża nim 320 tys. pojazdów. Ale to wcale nie rekordowa ilość. Rekord należy do Queensborough Bridge, po którym tyle samo, czyli 320 tys. pojazdów

Fire Island otacza wielokilometrowej długości piaszczysta plaża

22 AL

przejeżdża tylko w  godzinach porannego szczytu. Manhattan łączą z resztą Nowego Jorku także tunele. Jest ich cztery, dwa pod East River i dwa pod rzeką Hudson. Każdy z  nich był w  swoim czasie cudem techniki. Do dziś znakomicie przydają się miastu. Lincoln Tunnel ma np. aż trzy podziemne rury, które zapewniają w  zależności od potrzeb cztery pasy ruchu w  jednym kierunku lub po trzy pasy ruchu w  obydwu kierunkach. A  na wyspę Roosevelta położoną między Manhattanem a  Long Island kursuje ponadto kolejka linowa. Spośród prawie 80 wysp, na których położony jest Nowy Jork, bodaj najpiękniejszą a już na pewno najciekawszą, jest FireIsland, oddalona od Manhattanu o 2,5 godziny jazdy. Naj-

wyspy

pierw pociągiem z Peen Station jechać trzeba do stacji Sayville, potem autobusem do przystani promowej i  stąd promem na Firet Island. Fire Island ma 17 km długości i zaledwie ok. 200 metrów szerokości. W całości należy do prywatnych właścicieli, którzy za niewielkie działki z małymi, najwyżej jednopiętrowymi domkami zapłacić musieli po 20–30 i więcej mln dolarów. Wyspa ma swój niezwykły urok. W  ogóle nie ma na niej dróg ani samochodów. Sa tylko drewniane pomosty szerokości około półtora metra będące dróżkami dla pieszych. Po wyspie wędruje się nimi od posesji do posesji, aby zawsze dojść do piaszczystej plaży. Plaże są szerokie, z  bardzo miałkim, białym piaskiem naniesionym przez Atlantyk. Ale nie tylko to naturalne piękno wyróżnia Fire Island spośród innych wysp, przede wszystkim znana jest ona z  wielkiej tolerancyjności. Kiedyś biwakowali na niej hippisi, teraz szczególnie upodobali ją sobie homoseksualiści. Jest ich na wyspie bardzo dużo, ale na weekendowy wypoczynek w słońcu nad oceanem zjeżdżają na nią wszyscy, choć dzieci na wyspie jakoś specjalnie nie widać. Kobiet też jest jakoś mniej. Widać to zwłaszcza w  portowej dyskotece. W  sobotni


podróże

Na Fire Island nie ma ulic, tyko drewniane kładki dla pieszych

wieczór spotkałem w niej kilka kobiet i kilkuset a może i tysiąc panów. Przyznać trzeba, że bawią się znakomicie a  już na pewno bardzo pokojowo, wszyscy są uśmiechnięci, życzliwi, sprawiają wrażenie szczęśliwych. O  Fire Islansd nie ma co więcej pisać, najlepiej zobaczyć ją samemu, a  ponadto w  NJ jest jeszcze kilka innych niezwykłych wysp jak np. Governors Island. Niezwykłość tej wyspy polega na tym, że znajduje się ona w odległości zaledwie 5 minut podróży promem z  Manhattanu i  to podróży bezpłatnej. Tak, tak, na Governors Island wszyscy chętni mogą popłynąć promem za darmo. Chyba dlatego, że władze miasta starają się wypromować tę wyspę jako znakomite miejsce wypoczynku. Jest ona bowiem dostępna

Nowego Jorku

Na Governors Island kursują darmowe promy

Z Governors Island (zdjęcie u góry) najlepiej widać, że Manhattan też jest wyspą (u dołu)

dla nowojorczyków i  turystów dopiero od kilku lat. Wcześniej przez całe wieki była ona bazą dla armii USA. W  tamtejszej twierdzy a  potem i  koszarach zawsze stacjonowało wojsko. Znajdujący się na wyspie potężny fort, wraz z drugim, leżącym po przeciwnej stronie przesmyku oceanicznego, już na Manhattanie, stanowiły straż miasta strzegąc go przed wszelkimi intruzami. Dopiero kilka lat temu armia z wyspy się wyniosła pozostawiając Amerykanom 70 ha pięknych terenów zajętych przez zabytkowe budowle, ogrom całkiem dobrych budynków koszarowych, trawników i parków a wszystko ze znakomitymi widokami na Manhattan. Wyspa zarządzana przez służby Parków Narodowych USA wkrótce pełnić będzie zapewne podobną rolę do tej jaką pełni dziś Central Park. Na Governors Island koniecznie trzeba dotrzeć będąc w Nowym Jorku, choćby dlatego, że dotrzeć tam można bardzo łatwo, szybko i  za darmo, z  przystani na South Street Seaport czyli na południowym cyplu Manhattanu. A gdyby komuś było jeszcze mało nowojorskich wysp, niech się wybierze na wyspę Roosevelta. Podróż na nią kolejką linową też dostarcza sporo emocji. Tekst i zdjęcia: Krzysztof Stankiewicz

ANAS poleca: • Wycieczki krajowe i zagraniczne • Programy antystresowe • Programy odchudzające • Odnowa biologiczna • Turnusy rehabilitacyjne i sanatoryjne • Wczasy odchudzające • Wczasy profilaktyczno-zdrowotne • Kuracje delfinowe

ANAS Sp. zo.o. ul. Bernardyńska 12/10 20-109 Lublin tel 81 532 38 88 www.anas.lublin.pl www.kuracja-z-delfinami.pl www.wyjazdy-na-swieta.pl e mail: biuro@anas.lublin.pl AL

23



Awangarda Lubelska nr 9