Issuu on Google+

Magazyn Portu Lotniczego Szczecin-Goleniów im. NSZZ Solidarność / "Solidarity" Szczecin-Goleniów Airport Magazine

Lipiec 05/2013(05)

Jakubik Arkadiusz


Spis treści contents

6. 6. Bohater: Przekaz jest dla mnie najważniejszy – Arkadiusz Jakubik / Hero: Message is what counts

12.

 Okolice: Goleniowski sukces Faymonville / Vicinity: Faymonville succeded in Goleniów

18. Podróże: Twarzą w lawę / Travels: Facedown to lava 26.Felieton: Tremiszewski – Henryk i Kewin w jednym stali

12.

domu / Column: Tremiszewski – Henryk and Kevin in one house

66.

 Port Lotniczy: Dane teleadresowe, Rozkład lotów / Airport: Teleadress data, Flight schedule

70.

26.

70.

 Port Lotniczy: Niebezpieczne pamiątki? / Airport: Dangerous souvenirs?

72.

 Port Lotniczy: The Tall Ships Races / Airport: The Tall Ships Races

72. PARTNERZY:

Magazyn Portu Lotniczego Szczecin-Goleniów im. NSZZ Solidarność / "Solidarity" Szczecin-Goleniów Airport Magazine

Sky Surfer

Lipiec 05/2013(05)

ASZ-Reklama ul. Kościuszki 61 81-703 Sopot e-mail: biuro@asz-reklama.eu tel.: 58 719 23 25 fax: 58 719 39 20 Na zlecenie:

Jakubik Arkadiusz

zdjęcie na okładce: Rafał Siderski/Forum

4

Port Lotniczy Szczecin-Goleniów im. NSZZ Solidarność 72-100 Goleniów www.airport.com.pl Redaktor naczelny: Jakub Milszewski

Grafik: Justyna Cychowska Tłumaczenie: Aleksandra Kołodziej, Izabela Sikora Zespół redakcyjny: Agata Braun, Mateusz Kołos, Kajetan Kusina, Justyna Nować Stali współpracownicy: Wojciech Tremiszewski Wydawca: Marcin Ranuszkiewicz biuro@asz-reklama.eu

Dział reklamy: Magdalena Słomka (dyrektor) (magdaslomka@asz-reklama.eu) Łukasz Tamkun (nowe projekty) (lukasztamkun@asz-reklama.eu) Katarzyna Swałowska (katarzynas@asz-reklama.eu) Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść nadesłanych ogłoszeń reklamowych oraz nie zwraca niezamówionych tekstów i  materiałów. Redakcja zastrzega sobie prawo do redagowania i  skracania tekstów. Editorial staff bear no responsibility for the content of received advertisements and do not return unsolicited texts and editorial matters. Editorial staff reserve the might to edit and shorten the texts.


Bohater

Bohater

H e ro

fot. Szymon Szcześniak/Universal Music Polska

H e ro

wydziela się tak nieprawdopodobna dawka adrenaliny, że nie da się tego z niczym porównać. Przenieśliśmy się w czasie o dwadzieścia lat wstecz i wtedy narodził się Dr Misio. A jak to się robi? Nie wiem. Ja często powtarzam, że zawsze chciałem zostać wokalistą rockowym, a nie aktorem. Aktorem zostałem przypadkowo, a marzyłem o tym, by stać na scenie i drzeć się do mikrofonu.

A skąd pomysł na tę całą dziadowatą otoczkę wokół zespołu, żonobijki i bawełniane majtki?

Arkadiusz Jakubik zdobył sławę jako aktor, ale tak naprawdę zawsze chciał być muzykiem rockowym. W tym roku jego ukochane dziecko, zespół Dr Miso wydał swój debiutancki album pod tytułem „Młodzi”. Nam opowiada o tym, jak do tego doszło i co jest dla niego najważniejsze w muzyce.

6

Kajetan Kusina: Jak zostać gwiazdą rocka po czterdzieste? Arkadiusz Jakubik: Ha. Trze-

ba założyć zespół, najlepiej rockandrollowy (śmiech). Tak naprawdę to nie mam pojęcia, każdy ma swoją drogę żeby robić rzeczy, którą go kręcą. W moim przypadku wszystko zaczęła się u  mojego przyjaciela Pawła Derentowicza w jego studio „Papryka i Synowie”, gdzie odbywały się najlepsze rockowe imprezy w Warszawie, a każda nad ranem kończyła się totalnym muzycznym jamem. Wszyscy wyciągali gitary, klawisze, bongosy, a ja się wydzierałem. Paweł jest

wyśmienitym gitarzystą, powiedziałem mu, że w tym naszym muzykowaniu jest niesamowita energia, że warto coś z tym zrobić. On stwierdził „czemu nie”. Zadzwonił do swojego kumpla basisty, Mario Matyska, a ten załatwił perkusistę Fryderyka „Fryca” Młynarskiego. Pięć lat temu spotkaliśmy się na próbie w garażu, wszyscy faceci w okolicach czterdziestki lub po, i zaczęliśmy grać.

To prawie jak w liceum.

Dokładnie. I to była totalna euforia. Spotykamy się w garażu bez żadnych używek, panowie grają na gitarach, perkusista wali w swoje bębny, ja się wydzieram i przy tym wszystkim

To wszystko zaczęło się dwa lata temu kiedy kręciliśmy z  Wojtkiem Smarzowskim teledysk do naszego pierwszego singla pod tytułem „Młodzi”. To tam pierwszy raz wystąpiliśmy w podkoszulkach i bawełnianych gaciach. Te oldskulowe siatkowane podkoszulki to nasz znak rozpoznawczy, a wzięły się one stąd, że nasz zaprzyjaźniony fotograf Szymon Szcześniak pokazał mi pewną sesję zdjęciową. Byli na niej starzy faceci w takim totalnie rozwalonym mieszkaniu, gdzie walały się połamane krzesła, zabawki dziecięce, polska flaga. I ci faceci w  oldskulowych bieliźnianych strojach prężyli się do obiektywu i sprawiało im to jakąś nieprawdopodobną frajdę. Ta sesja mnie po prostu urzekła, więc poprosiłem scenograf kę, by kupiła nam takie ciuchy, pokazałem to wszystko Wojtkowi, a  on chwycił pomysł i wykorzystał w naszym teledysku. Pierwszy raz zostaliśmy tak zarejestrowani na specjalnym koncercie zagranym do tego klipu. Wojtek dorzucił jeszcze scenę, gdzie na cmentarzu kole-

7


Bohater

Bohater

H e ro

H e ro

fot. Rafał Siderski/Forum

No właśnie. Budujecie bardzo ciekawy kontrast. Zabawny image i teksty przepełnione jakimś egzystencjalnym smutkiem.

Podobno w Japonii są pokoje do wykrzyczenia się, które można wynająć na godziny, jak w  domu publicznym. Płaci się za wejście do wytłumionego pokoju, w  którym do woli można się wydzierać, samemu lub z moderatorem. Wyrzuca się z siebie wszelkiego rodzaju traumy, kompleksy i stresy. Taki rodzaj kanapki psychoanalitycznej. I dla mnie Dr Misio jest takim pokojem do wykrzyczenia się. Po prostu biorę mikrofon i drę się. Nie posiadam zbyt dużych umiejętności wokalnych, jestem tego świadom, ale nadrabiam to wdziękiem i charyzmą sceniczną, bo Dr Misio to zdecydowanie kapela koncertowa.

A skąd się bierze takie brzmienie muzyczne Dr Misio?

wchodzimy na scenę  w pogrzebowych garniturach i rozbieramy się do bielizny.  Ale nie zawsze. dzy w  czarnych garniturach chowają mnie do grobu. I stąd się wziął pomysł na image Dr Misio. Wchodzimy na scenę w pogrzebowych garniturach i rozbieramy się do bielizny. Ale nie zawsze. Nie jest to nigdy ustawione, po prostu jak jest dobry koncert to robi się nam gorąco i wtedy zdejmujemy ciuchy.

Trafiliście z tym pomysłem chyba w dobry okres, bo ludzie nudzą się już bezbarwnymi muzykami i aktorami, którzy mogą zagrać tylko polskiego żołnierza ginącego w powstaniu warszawskim.

Wiesz co, w moim przypadku jest tak, że po pierwsze do końca życia będę musiał się zmagać z syndromem śpiewającego aktora. Po drugie, strasznie daleko nam do jakiekolwiek celebryctwa, czyli czegoś, czego

8

po prostu nie cierpię w sposób wręcz organiczny. Każdy z nas ma parę luster w domu i wszyscy wiemy jak wyglądamy. Mamy już grubo po czterdziestce, mamy piwne brzuchy, nie jesteśmy najpiękniejsi pod słońcem i myślę, że przede wszystkim mamy dystans do świata i do siebie. I stąd ten wizerunek, to jak pokazujemy się na scenie. Śmiejemy się sami z siebie i śpiewamy o sobie, a ludzie to odbierają bardzo pozytywnie. Każdy z nas w życiu już kilka cystern płynów wszelakich przetoczył przez swoje stacje i wydaje się nam, że coś o życiu wiemy, i o tym właśnie śpiewamy. Ten wizerunek, który jest wzięty w cudzysłów, służy do tego, byśmy mogli śpiewać o rzeczach najważniejszych: śmierci, przemijaniu, nienawiści, naszych strachach, lękach, które nas prześladują. Gdybyśmy to robili jeden do jednego, mogłoby wyjść pretensjonalnie, potrzebne jest przymrużenie oka.

My pochodzimy z zupełnie różnych muzycznych światów i  to wszystko daje razem ciekawą kombinację. Ja jestem rocznik sześćdziesiąty dziewiąty. Połowa lat osiemdziesiątych to okres, kiedy jeździłem do Jarocina, to są wszystkie legendarne punkowe kapele, jak Dzieci Kapitana Klossa, Moskwa czy Armia, nie będę już opowiadał o Dezerterach i Kazikach. To jest czas, kiedy kształtował się mój dziewiczy gust muzyczny i rodzaj energii, która ciągle we mnie siedzi. Dzisiaj moim ulubionym zespołem jest Rage Against The Machine. Bardzo chciałbym mieć taki głos jak Zack de la Rocha, ale niestety Bozia nie dała. Paweł Derentowicz dawno temu nagrywał płytę z Edytą Bartosiewicz z zespołem Holloee Poloy. Mario Matysek grał przez kilka lat z Staszkiem Soyką, więc zupełnie muzyka. Z kolei perkusista Janek Prościński gra na co dzień z Izraelem Roberta Brylewskiego. Zresztą w tym roku spotykamy się w Jarocinie.

Dobrze, że został wspomniany Jarocin, bo chciałem o niego zapytać. Znowu pojawia się tutaj analogia do zespołu garażowego. Miałeś swoje próby muzyczne w liceum i pewnie wystąpienie w Jarocinie było jednym z marzeń.

Przed Dr Misio miałem kilka prób założenia swojej kapeli w liceum właśnie. Wtedy moim ulubionym zespołem było AC/DC. W pierwszej kapeli próbowałem nieudolnie naśladować Briana Johnsona. Potem miałem jakiś zespół w  Brzegu, potem we Wrocławiu, ale to wszystko były nieudane próby. Tak naprawdę to się zaczęło za spra-

wą Tymona Tymańskiego, którego poznałem na planie „Wesela” Wojtka Smarzowskiego. Jakiś czas później spotkałem się z nim i powiedziałem, że mam kurna jedno marzenie, strasznie chciałbym wystąpić na koncercie i wydrzeć się do mikrofonu. A on na to, że grają koncert za dwa tygodnie, że mogę przygotować jeden kawałek i  z  nimi go zaśpiewać. Z duszą na ramieniu, totalnie zestresowany poszedłem na próbę i przyniosłem piosenkę zespołu Róże Europy pod tytułem „Rockandrollowcy”. Zrobiliśmy taką punkową aranżację i  powiem ci, że czekałem na ten koncert strasznie przerażony, ale w momencie kiedy wyszedłem na scenę i zobaczyłem przed sobą te 300 osób, to było coś niebywałego. Tego nie da się porównać z żadnym spektaklem czy planem filmowym. Ja zaczynam śpiewać, ludzie zaczynają szaleć i tańczyć pogo, wow. I wtedy już wiedziałem, że to jest to.

Chciałem jeszcze zapytać o teksty. Przekazem jesteście zbliżeni do tego, co robi Marcin Świetlicki ze Świetlikami.

Z  zawodu jestem aktorem, więc mam ogromny szacunek do słowa. Napisałem w życiu parę różnego rodzaju tekstów, jakieś scenariusze filmowe i  teatralne, czy libretta musicali. Spróbowałem też napisać kilka piosenek, ale za każdym razem wychodziła z  tego totalna grafomania. Od początku wiedziałem, że pisać tekstów piosenek nie potrafię, dlatego od razu uderzyłem do najlepszych. Wybrałem chyba najbardziej depresyjnych w kraju, czyli Marcina Świetlickiego i Krzyśka Vargę. Pamiętam, że zaczęliśmy najpierw od tekstów Świetlickiego, były to „Pies”, „M jak Morderstwo” i „Krew na księżycu”. Dotarło jednak do mnie, że fraza Marcina jest na tyle charakterystyczna, że niebezpiecznie zbliżamy się do kopii Świetlików. Dlatego też zadzwoniłem do Krzyśka Vargi, który został naszym głównym tekściarzem, bo jego autorstwa jest dziesięć tekstów z płyty. Gdyby nie było Krzyśka i  Marcina, to by nie było Dr Misio. Są ojcami chrzestnymi projektu i jego pełnoprawnymi członkami, bo jak wcześniej wspomniałem to przekaz jest dla mnie najważniejszy. I myślę, że to on obok muzyki stanowi o sile naszego zespołu.

Muszę przyznać, że ten przekaz jest naprawdę silny. Pierwszy raz usłyszałem kawałek „Mentolowe papierosy” w słoneczny kwietniowy poranek i stwierdziłem, że jest okej, ale bez szału. Jednak wieczorem trochę się podpiłem ze

Nie posiadam zbyt dużych umiejętności  wokalnych, jestem tego świadom,  ale nadrabiam to wdziękiem  i charyzmą sceniczną, bo Dr Misio  to zdecydowanie kapela koncertowa.

znajomymi, wpadliśmy w melancholijny nastrój i wtedy refren tak mi wszedł w głowę, że nie mogłem się go pozbyć.

Świetnie, że to tak odbierasz. Bo to jest piosenka o mnie, o tobie, o nas wszystkich, że coraz mniej pamiętamy. Nie pamiętamy twarzy, imion dziewczyn, kolegów z klasy. Ja przynajmniej tak mam, ale za to pamiętam, że całe życie paliłem mentolowe papierosy. Powiem ci, że genialne jest to, że również z innymi tekstami z płyty ludzie się bardzo utożsamiają, piszą do mnie często wiadomości w stylu: „Stary, skąd Ty wiedziałeś, co ja czuję, to przecież piosenka o mnie!”. To jest dla mnie najlepsza pochwała. Dzięki temu mam świadomość, że przekaz działa. ■ en

Message is what counts Arkadiusz Jakubik became a wellknown actor but in fact dreamed of being a rockman. This year, his beloved Dr Miso band released a debut album entitled “Młodzi”. He tells us how it happened and what counts the most in music for him. Kajetan Kusina: How to become a rock star once you turned forty?

Arkadiusz Jakubik: Well, you have to form a band, rock ’n’roll band seems the best choice (laugh). Honestly, I have no ideas, everyone follows a path that allows to do whatever one wants. For me, the whole started at Paweł Derentowicz’s studio “Papryka i  Synowie”, where the best rock parties in Warsaw ended up

with a total music jam. Everyone played the guitars, keyboards, bongos and I was yelling. Paweł is an excellent guitar player. There’s incredible energy in our playing, we had to do something about that. He said “why not”. Called his friend, a bass player, Mario Matysek who arranged a drummer, Fryderyk “Fryc” Młynarski. We all met for a rehearsal, five years ago, guys under and over forty, and we started to play.

Like in the teenage years.

Exactly. Total euphoria. We meet in a garage with no kicks, guys play the instruments, I yell and all that with an amazing, incomparable dose of adrenaline. We moved 20 years back in time and formed Dr Misio. How to do that? I don’t know. I often say that I always dreamed of being a rockman, not an actor. I became one accidently.

Where did the idea for the poor band image and cotton panties come from?

It started two years ago when we were mak ing the v ideo to our f irst single “ M łodzi ” w it h Wojtek Sma r z ow sk i. We wore undershirts and cotton panties. The old-school undershirts are our trademark since Szymon Szczesniak showed me a shooting where old men, in the old, devastated flat posed in the old school underwear having really good fun. The shooting charmed me and Wojtek so we used the idea in our video. We were recorded that way for the first time during a special concert played for the video. Wojtek added a scene where men in black suits burry me in cemetery. That’s how the image of Dr Misio was born. We go on stage and take the black suits off wearing

9


Bohater

Bohater

H e ro

He r o

just the underwear. Sometimes we simply undress when we’re hot.

Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie

The idea seems to come just in time as people are bored with dull musicians and actors who can play only a role of a soldier dying in Warsaw uprising.

In my case, I will have to deal with a syndrome of a singing actor until the rest of my life. we are far from being celebrities, something I truly hate. Each of as has mirrors at home and we know how we look. We are over forty, not too handsome with beer bellies but we keep the world and ourselves at a distance. We laugh at ourselves, sing about ourselves and have positive response. I guess we know something about life and we sing about it. The image, in inverted commas, allows us to sing about important things: death, passing, hatred, our fears. We need some grain of salt not to be affected. That’s an interesting contrast. A funny image vs. lyrics filled with existential sorrow. Japan has rooms to shout out, paid per hour, like in a brothel. You pay for entering a soundproof room and scream as much as you want, alone or with a moderator. All traumas, complexes and stress go away. A sort of a psychoanalytic sandwich. Dr Misio is such room for me. I take the microphone and yell. I have rather poor vocal skills, I know that, but have my charm and stage charisma.

Where does the sound of Dr Misio come from?

We come from different music worlds and it gives an interesting combination. I was born in 1969. In the middle eighties I used to go to Jarocin to listen to all punk bands, Dzieci Kapitana Klossa, Moskwa or Armia, not to mention Dezerterzy and Kazik. The time shaped by music taste and my energy. My favourite band now is Rage Against The Machine. I would like to sound like Zack de la Rocha. Paweł Derentowicz released a record with Edyta Bartosiewicz and Holloee Poloy long ago. Mario Matysek used to play with Staszek Soyka for years. Janek Prościński performs with Robert Brylewski and Izrael. We meet in Jarocin this year. I tried to form a band in high school. My favourite band was AC/DC. I tried to imitate Brian Johnson, terribly. I had a band in Brzeg, then in Wroclaw, all came to nothing. Tymon Tymański made me start a  band. I  told him I  dreamed of giving a concert and shout to a microphone. He said they give a concert in two weeks and

10

najlepsza uczelnia w województwie zachodniopomorskim

PUM – Twój dyplom na świat! can join them for one song. I chose “Rockandrollowcy” by Róże Europy and went to a rehearsal. We arranged it in a punk way. I was scared to death but once I was on stage and saw 300 people in front of me the impression was huge. It cannot be compared to a play or setting. I start to sing, people start to go crazy, dance pogo, wow. I knew that was it.

How about the lyrics. Your message is similar to what Marcin Świetlicki and Świetliki do.

I am an actor by profession so I respect the words. I wrote a few texts, some scripts or librettos. I tried to write a few songs but didn’t succeed. I’m not good in writing lyrics, so I talked with the best. I chose the most depressing people in the country, Marcin Świetlicki and Krzysiek Varga. Marcin has so characteristic style that I realised that we may become a copy of Świetliki. So I called Krzysiek Varga and made him the main song writer. Dr Misio wouldn’t exist without Krzysiek and Marcin. They are the godfathers of the project, a part of it, as the message is what counts for me the most. This is the power of our band, apart from music.

This is a strong message, indeed. I heard “Mentolowe papierosy” in the sunny morning of April and thought it was just ok. In the evening, after a few drinks, me and my friends got melancholic and I simply couldn’t get rid of the chorus from my head.

Good you see it this way. This is a song about me, you, all of us. We remember less and less. Less faces, less girls’ names, classmates. The only thing I remember is that I have been smoking menthol cigarettes for all my life. that’s great when people identify with lyrics, write me emails like: “Man, how did you know what I feel, this song is about me!” that’s the best praise for me. The message works. ■

4 WYDZIAŁY

• Lekarski z Oddziałem Nauczania w Języku Angielskim • Lekarsko-Stomatologiczny • Lekarsko-Biotechnologiczny i Medycyny Laboratoryjnej • Nauk o Zdrowiu

12 KIERUNKÓW

analityka medyczna, biotechnologia, dietetyka, fizjoterapia, higiena dentystyczna, kosmetologia, lekarski, lekarsko-dentystyczny, pielęgniarstwo, położnictwo, ratownictwo medyczne, zdrowie publiczne

jednolite studia magisterskie studia I, II i III stopnia studia podyplomowe studia w języku angielskim

www.pum.edu.pl


Okolice

Okolice

Vicinity

Vicinity

Goleniowski sukces

 Faymonville Strzałem w dziesiątkę okazał się produkt wprowadzony na rynek przez belgijskiego producenta naczep specjalistycznych. Od marca ubiegłego roku Faymonville Polska Sp. z o. o. wyprodukował w goleniowskim zakładzie 300 naczep pod marką MAX Trailer. Dzisiaj uroczyście otwarto nową halę produkcyjną i warsztatowo-serwisową o powierzchni 5500 m2… po czym zapowiedziano kolejny etap rozbudowy fabryki, o następne 6600 m2.

W

  uroczystości w  Goleniowskim Parku Przemysłow ym udział wziął Alain Faymonville, który podsumował ostatni rok. Zdradził, że rozbudowa zakładu kosztowała 5 mln euro, a od prezentacji marki MAX Trailer w marcu ubiegłego roku wyprodukowano 300 zestandaryzowanych naczep specjalistycznych, które spotkały się z pełną akceptacją rynku. Ten sukces skłonił inwestora do podjęcia decyzji o rozpoczęciu kolejnego etapu rozbudowy goleniowskiej fabryki. Tym samym, wkrótce poziom zatrudnienia w Faymonville Polska wzrośnie do około 130 etatów. – Dobrze pamiętam swoją ostatnią wizytę w tym zakładzie, ponieważ miejsce wtedy miał potrójny debiut. – powiedział Olgierd Geblewicz, Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego, poproszony o zabranie głosu. – To była premiera marki MAX Trailer, pierwsza konferencja prasowa

12

w  historii firmy i  po raz pierwszy Alain prowadził prezentację w  języku angielskim. Zastanawiałem się wtedy, jak nowa marka wstrzeli się w  rynek. Operacja się udała, marka się przyjęła. Marszałek wspomniał też o świetnej współpracy z polskim kierownictwem firmy. – Na czele zespołu Faymonville stoi Łukasz, osoba bardzo kooperatywna, która tyleż bierze, ile daje w  naszej współpracy – Marszałek komplementował Dyrektora Łukasza Żuchowskiego, nawiązując do wsparcia, jakiego regularnie udziela on zachodniopomorskiemu Centrum Obsługi Inwestorów i Eksporterów. Wielu potencjalnych inwestorów obsługiwanych przez COIE odwiedza goleniowską fabrykę Faymonville i  pyta o  warunki prowadzenia biznesu w tym miejscu. Alain Faymonville otrzymał od Marszałka Geblewicza symboliczny szpadel, przyozdobiony nowym logo Województwa Zachodniopomorskiego, który na pewno przyda się przy kolejnym etapie rozbudowy. ■ en

Faymonville succeded in Goleniów Introducing the specialist trailers on the market by a Belgian company turned to be a great success. Since March 2012 Faymoville Polska Sp. z o.o. produced 300 MAX Trailers in the manufacture in Goleniów. Recently, the factory gained new production and service floor of 5500 m2. Soon, the owners plan to develop the factory by another 6600 m2.

The official opening of new factory floor at the Goleniów Industry Park was honoured by participation of Alain Faymonville, who summed up the last year. He revealed that the development cost 5 million euro, while since the beginning the factory produced 300 standardised specialist trailers positively welcomed on the market. The success made the investor decide to start further development of the plant in Goleniów. Soon, Faymonville Polska will offer another 130 regular posts. – I  remember my last visit at the plant, there was a  triple debut. – said Olgierd Geblewicz, Marshal of West Pomeranian Voivodeship. – It was the premiere of MAX Trailer, the first press conference of the company and for the first time Alain conducted a presentation in English. I was wondering how the new brand will deal on the market. The operation succeeded. The Marshal mentioned great cooperation with Polish management. – The Faymonville team is led by Łukasz, a  very cooperative and dedicated person – the marshal complimented Director Łukasz Żuchowski, contributing to support he gives for the West Pomeranian Investor and Expert Centre. Many potential investors operated by the Centre visit the Faymonville factory in Goleniów to ask about the conditions of running business in that place. Alain Faymonville received from Marshal Geblewicz a  symbolic spade, decorated with a  new logo of the West Pomeranian Voivodeship, useful for another phase of development. ■

Niezwykły morski klimat, najpiękniejsze żaglowce świata, wspaniali ludzie, dużo dobrej zabawy i cudowne przeżycia – to wszystko niebawem czeka mieszkańców Szczecina i odwiedzających go turystów. W dniach 3-6 sierpnia 2013 roku w stolicy Pomorza Zachodniego – Szczecinie – na terenie Wałów Chrobrego i wyspy Łasztownia odbędzie się finał słynnych regat The Tall Ships’ Races.

Dla żeglarzy i nie tylko… Impreza to wielkie święto żeglarzy oraz mieszkańców miast goszczących zlot. Sportowe zmagania, marynarskie gry i zabawy, biesiady w pubach i na ulicach – wszystko to tworzy niepowtarzalny klimat i daje okazję do spędzenia wyjątkowych chwil. Jest to wyjątkowa okazja do poznania tradycji, poczucia klimatu pracy na morzu oraz życia na dawnych i współcześnie budowanych żaglowcach, przeżywających dzisiaj swój renesans. Zapraszamy do Szczecina… Wszyscy ciekawi świata, chcący spędzić wyjątkowe chwile, poznać morskie tradycje, kulturę z wielu zakątków świata, spróbować niezwykłych smaków muszą odwiedzić Szczecin, który w te cztery wakacyjne dni stanie się prawdziwą żeglarską stolicą świata. Przy nabrzeżach Wałów Chrobrego, wyspy Grodzkiej i zabytkowej starówce wyspy Łasztownia zacumuje w  sumie 120 żaglowców. Na przyległych do wody terenach rozlokują się kawiarenki, restauracje, stoiska z pamiątkami, place zabaw dla dzieci. W specjalnie zaaranżowanych strefach znajdą Państwo stoiska firm, regionów, które promować będą swoje walory turystyczne, a na rozmieszczonych na

obu brzegach Odry scenach gościć będą największe gwiazdy muzyki, m. in. kanadyjska wokalistka Nelly Furtado! Bez wątpienia będzie to największa plenerowa impreza w  Polsce, której zwyczajnie nie można przegapić. Wszystkich miłośników dobrej zabawy, wyjątkowych przeżyć zapraszamy do Szczecina w dniach 3-6 sierpnia 2013 r. Spotkajmy się razem podczas The Tall Ships’ Races! ■ en

The Tall Ships’ Races A unique maritime atmosphere, the world most beautiful sailing ships, wonderful people, great fun and amazing experience – all that waits for the inhabitants of Szczecin and visiting tourists. On August 3rd-6th the capital of West Pomerania – Szczecin – hosts the final of The Tall Ships’ Races at Wały Chrobrego and Łasztownia island. Not only for sailors… The event is a great feast for the sailors and inhabitants of host cities. Sports competition, sailor’s games, celebrations in pubs and on the streets – all that creates a unique at-

mosphere and offers wonderful time. It’s a great chance to learn about tradition, feel the atmosphere of work and life on the sea on old and modern sailing ships. Come visit us in Szczecin… All those curious of the world, that search for incredible moments, wish to get familiar with maritime traditions, culture from different parts of the world, taste some good food come to Szczecin that becomes a sailing capital of the world for four days of this year’s summer. The embankments of Wały Chrobrego, Grodzka island and historic old town of Łasztownia island will become a marina for 120 sailing ships. The area around will be filled with cafes, restaurants, souvenir stands and playgrounds. Specially arranged zones will offer stands presenting the companies and regions that will promote their tourist facilities while the stage located at the Odra riverside will sound with music of great stars like Nelly Furtado! This is going to be the biggest open-air event in Poland that cannot be missed. We invite all fans of good fun and amazing experience to join us in Szczecin on August 3rd-6th 2013. Let’s meet at The Tall Ships’ Races! ■

13


15

REKLAMA

Wino to opowieść,

historia człowieka i emocje. Odkrywamy je teraz

na nowo.

Wine is a story, a history of a human being and emotions. We explore it all over again now.

www.tallships.szczecin.eu Główni Sponsorzy Portowi:

Sponsorzy:

Partner Technologiczny:

Oficjalny Przewoźnik Regat:

www.marekkondrat.pl

Zakupy przez internet, Sklep stacjonarny, Oferta B2B, Szkolenia i eventy

Online shopping, Retail shop, B2B offer, Trainings and events

KONDRAT Wina Wybrane Wybieramy i pomagamy w wyborze

KONDRAT Selected Wine We choose and help choosing


Miejsca

Places

www.polnord.pl

Na pełnych żaglach

Ku Słońcu

F

inał regat Tall Ships Races 2013 to największy pokaz jachtów w naszej części Europy. Oczy całego świata zwrócone są w tym czasie na Szczecin, a przede wszystkim na Wały Chrobrego, przy których cumują najpiękniejsze jednostki pływające napędzane wiatrem. Tym razem na Jezioro Dąbie wpłynie po miesiącu spędzonym na Bałtyku ponad 100 żaglowców, z których wiele jest dumą marynistyki. Co zobaczą marynarze z pokładów statków? Od pierwszej edycji w 2007 roku minęło 6 lat, w tym czasie Szczecin zmienił się nie do poznania. To jedno z najszybciej zmieniających się miast w Polsce – nowa Filharmonia, Hala Widowiskowo-Sportowa, nadodrzańskie bulwary czy Aleja Kwiatowa, to tylko część ze zmian architektonicznych. Największa różnica dotyczy osiedli mieszkaniowych. Szczecin to już nie szare, smutne miasto. Teraz zachwyca kolorami, pięknymi bryłami domów, zaskakuje standardem. To miedzy innymi dlatego Szczecin to bardzo popularne miejsce wakacyjne i inwestycyjne dla naszych sąsiadów – Skandynawów, Niemców, Holendrów. Coraz więcej osób widzi znakomite możliwości lokowania oszczędności w  zakupie mieszkań lub lokali usługowych w nowych inwestycjach. Taka tendencja jest również widoczna na Osiedlu Ku Słońcu, gdzie z kilkuset nowych mieszkań wiele znalazło nabywców zza granicy. Ku Słońcu znajduje się w prestiżowej dzielnicy Gumieńce, a  wybudowane jest przez Polnord SA – najstarszego i najbardziej zaufanego dewelopera w Polsce. Osiedle ma wspaniałą lokalizację – do Niemiec dojazd zajmuje kilkanaście minut, w sąsiedztwie znajdziemy Jezioro Dąbie – zaproszenie do przygody dla żeglarzy – tu zaczynają się rejsy po Zalewie Szczecińskim. Ku Słońcu to poczucie miejskiej wygody: prywatność stawiana na pierwszym miejscu, możliwość swobodnego kształtowania powierzchni wnętrz, centra handlowe w sąsiedztwie. Proste bryły budynków, pozbawione zbędnych detali, dają możliwości zaistnienia mieszkań na miarę oczekiwań lokatora XXI wieku, niezależnie, czy chodzi o penthausy

16

na ostatnich piętrach, duże dwustronne mieszkania z przestronnymi tarasami, czy o te jednopokojowe z widnymi kuchniami i dużymi balkonami. Osiedle Ku Słońcu to jednak przede wszystkim komfort, na który będzie stać każdego – mieszkania są bezczynszowe, a  koszty ich eksploatacji mają być najniższe w Szczecinie. Wystarczy, by niejeden marynarz zechciał zostać na stałe na lądzie lub nawet kupił je nie przebywając w Polsce – dzięki pakietom wykończeń proces od kupienia do zamieszkania odbywa się bez nerwów i straty czasu właściciela.■ en

In full sail towards Ku Słońcu Housing Estate The Tall Ship Races Final 2013 Is the largest yacht show in this part of Europe. The eyes of the world will be on Szczecin, especially on Waly Chrobrego where the most beautiful tall ships moor. This time, Dabie Lake will welcome over 100 sailing ships, the pride of marine, which will sail onto the Lake after a month spent on the Baltic Sea. What will the sailors see from the boards? Since the first edition of the event in 2007 six years have passed and in that time Szczecin has undergone an incredible transformation. It is one of the fastest – growing cities in Poland – a new Philharmonic, Sports and Entertainment Arena, renovated boulevards of the Odra river, or the Flower Avenue are only a few of the new architectural works. The greatest improvement, however, concerns the housing estates. Szczecin is no longer a dull, gloomy city. Nowadays, it charms with colours,

beautiful buildings, surprises with standard. Therefore, Szczecin is a very popular holiday and investment destination for our neighbours – Scandinavians, Germans and Dutchmen. More and more people notice the benefits of investing their savings in apartments or commercial premises located in new investments. Such tendency is noticeable in Ku Sloncu Housing Estate offering several hundred of new apartments, many of which were already purchased by foreigners. Ku Sloncu is situated in a prestigious district of Szczecin, called Gumience. It was constructed by Polnord S.A. – the oldest and most-trusted developer in Poland. The housing estate is wonderfully located – just several minutes by car from the German border and in close vicinity of Dabie Lake, what makes it particularly attractive for sailors, as it is where cruises on the Bay of Szczecin set off. Ku Sloncu gives you a  sense of urban comfort: privacy in the first place, a possibility of free arrangement of interior space, shopping centres nearby. Owing to the simple structures of buildings, without unnecessary details the apartments are suitable for the needs of the 21st-century tenants, regardless, whether we consider penthouses at the top f loors, big, two-sided apartments with spatial terraces, or one-room flats with well-lighted kitchens and big balconies. Most of all, Ku Sloncu Housing Estate offers comfort that everyone can afford – as these are rent-free apartments with the lowest operating costs in Szczecin. Seems enough to make many a sailor stay on land for good or buy one of the apartments even if not residing in Poland – thanks to finishing work packages the process from purchasing an apartment to move in is stress-free and time-saving for an owner. ■


Podróże

Podróże

travels

w lawę

Twarzą

fot. Satori/Fotolia

travels

18

Juliusza Verne poniosła literacka fantazja, gdy pisał o naturalnych podziemnych przejściach między wulkanami Islandii i Włoch. Takich atrakcji wulkany nie oferują. Ale to wcale nie przeszkadza w ich podziwianiu. Z bliskiej odległości.

fot. AM Design/Fotolia

Mateusz Kołos

G

atunek ludzki realizuje swój popęd ku śmierci w rozmaity sposób. Może na przykład robić to, pchając się na szczyty czynnych wulkanów. Nie żeby Freud miał coś do czynienia z wulkanologią, ale na śmiertelnie niebezpiecznych „gardłach ziemi” wielu ludzi doznaje spełnienia. Zwłaszcza, gdy te gardła plują ogniem. Turystyka wulkaniczna, kiedyś uważana za domenę ludzi niespełna rozumu, dziś staje się coraz

lepiej zorganizowanym organizmem. Na wulkany całego świata można się wspinać teraz, zaraz. Oczywiście w zależności od zapotrzebowania na adrenalinę i zasobności portfela. Wariant I: turysta W tej kategorii mieszczą się przede wszystkim wulkany na obszarach atrakcyjnych turystycznie – czyli tam, gdzie oprócz płynącej

lawy zobaczymy również pobliskie starówki oraz szereg przyjemnych knajp. Prym wiodą tu zdecydowanie Włochy, przynajmniej w  wymiarze europejskim. Ludzie sami pchają się tu do wulkanów, o czym można się przekonać, lecąc na weekend do Neapolu. Jedno z  bardziej znanych włoskich miast nieprzerwanie trwa w  cieniu stożka zaliczanego do światowej czołówki jeśli chodzi o aktywność. Nie przeszkadza to ani

19


Podróże

Podróże

travels

travels

O ile wyprawy na Mt.St.Helens  czy popularny od niedawna  islandzki Eyjafjallajökull  oferują umiarkowane odcięcie  od cywilizacji, o tyle wyprawy  na wulkany Kamczatki, Alaski oraz Afryki leżą  na górnej półce ekstremy.

fot. Alex Ishchenko/Fotolia

mieszkańcom, ani tysiącom turystów: opcje „one day trip” można znaleźć na każdym rogu. Cena takich wojaży oscyluje w granicy kilkuset złotych. W  pakiecie dostajemy wejście na sam szczyt wulkanu, widoki do i  z  krateru oraz wizytę w  okolicznych ruinach Pompejów. Ku przestrodze, bo miasto w całości padło ofiarą wulkanu w 79 r. n.e., zamieniając się w wielką pumeksową trumnę. Warto nadmienić, że przy aktywności Wezuwiusza zdarzyło się to wystarczająco dawno, by mógł wszystkich zaskoczyć jeszcze raz. Konkurencją turystyczną dla Neapolu są z pewnością wulkany wysp Morza Tyrreńskiego. Sycylijska Etna to najaktywniejszy wulkan w Europie, z podnóżem usianym polami lawowymi oraz jaskiniami, które stanowią dodatkową atrakcję. Równie dużo ma do zaoferowania Stromboli, mieszczący się na wysepce o  powierzchni zaledwie 12

20

km2 – nie dość, że można tu przyjechać na erupcje o  każdej porze roku (wulkan jest nadzwyczaj regularny), to jeszcze bezpiecznie można je oglądać ze stosunkowo bliskiej odległości. A po wszystkim pójść do winiarni, bo tutejsza winna latorośl rosnąca na żyznych wulkanicznych glebach należy do najlepszych w regionie. Alternatywą dla włoskich wulkanów jest przelot na Wyspy Kanaryjskie, gdzie mieści się mniej aktywny i przez to bezpieczniejszy Teide. Wjazd kolejką na sam szczyt kosztuje ok. 20 euro. Bogatsza wersja tego wariantu zakłada oczywiście wycieczki zamorskie. Kierunek, na który warto się zdecydować w tym przypadku to Hawaje. Amerykańskie terytorium dosłownie siedzi na lawie – tutejszy wulkan Kilauea wypluwa lawę nieprzerwanie od ponad 30 lat i nie wygląda na to, by prędko przestał. Jeśli więc kogoś stać na szybki przelot na drugą stronę globu, niech się nie

waha. Kilauea słynie zwłaszcza z nocnych erupcji: to niezapomniane spektakle ognia i wody. Prywatne wycieczki można wykupić „na godziny” – więcej zdąży się zobaczyć za wyższą cenę. Czterogodzinna eskapada kosztuje ok. 150 dolarów, za pół dnia z wulkanem zapłacimy ponad 700 dolarów. Dla stroniących od turystycznego natłoku godny polecenia jest francuski Reunion. Wyspa położona kilkaset kilometrów na wschód od Madagaskaru to miniatura Hawajów, głównie za sprawą hiperaktywnego wulkanu Piton de la Fournasse. Wariant II: traper Poprzednia opcja zakładała dreszczyk emocji w formie all-inclusive. W tej cywilizacja zostawia nas zdanych na pastwę wulkanu: znikąd hotelu, znikąd samochodu, który nas podwiezie do najbliższego schroniska. Wycieczkę na wulkan traktuję się tu

jak regularną wielodniową eskapadę przez najczęściej nieprzyjazne odludzia. O ile wyprawy na Mt.St.Helens czy popularny od niedawna islandzki Eyjafjallajökull oferują umiarkowane odcięcie od cywilizacji, o tyle wyprawy na wulkany Kamczatki, Alaski oraz Afryki leżą na górnej półce ekstremy. Zarówno tej odczuwalnej, jak i  cenowej: koszty takiej wyprawy liczy się w grubych tysiącach (za eskapady po Islandii trzeba zapłacić jak za mały samochód). Najbardziej kosztowne są wyprawy na Kamczatkę – firmy, które się w nich specjalizują, jasno podają, za co trzeba zapłacić. Wiza, dopłaty do standardu hotelowego (a  te w  Rosji bywają niskie), wstępy do rezerwatów i na teren parku narodowego – to kolejne koszta, a sama wycieczka swoje pochłania. Mimo wszystko chętnych nie brakuje: wulkany Kamczatki to w  końcu także wymagające szczyty górskie. Nietrudno zgadnąć, że naj-

21


Podróże

Podróże

travels

travels

większe zainteresowanie budzi największy z  nich – Kluczewska Sopka. Adrenalina wzrasta, gdy doda się do tego fakt, że to najbardziej akty wny wulkan w  Eurazji (wypluwa z siebie 5 % światowej lawy), a na swoim koncie ma już kilka ludzkich istnień. Wspinacze, oprócz znacznych trudności w terenie, muszą się spodziewać niespodziewanych potoków stopionej skały, które co jakiś czas wypływają ze szczytu. Równie wiele atrakcji oferują afrykańskie stożki: brak odpowiedniej infrastruktury i  warunk i pogodowe odstraszają niedzielnych turystów. Ci, którzy zdecydują się na trekking w którejś z afrykańskich wulkanicznych mekk – Etiopii, Tanzanii czy pogranicza Rwandy i  Demokratycznej Republiki Konga – mogą doświadczyć widoków unikalnych w skali światowej. To tu znajdują się dwa spośród czterech jezior lawowych na Ziemi: Erta Ale i Nyiragongo. Co więcej, można dotrzeć do każdego z nich. Za przejrzenie się w roztopionej skale zapłacimy, bagatela, ok. 10 tys. zł. Na obszarze Alaski główną atrakcją, oprócz zdobywania wulkanów, jest ich… odkrywanie. W ubiegłym miesiącu grupa amerykańskich naukowców odkryła tuzin nowych stożków. Zawsze mogą być następne. Wariant III: łamacz praw Ta opcja nie obfituje w  oferty i  zapewne niewielu się na nią skusi, bo wymaga bycia na bakier z prawem. Niemniej jednak, znajdują się śmiałkowie, którzy się na nią decydują. Mowa o odwiedzinach miejsc, które w wyniku działalności wulkanów zostały zamknięte dla odwiedzających. Wśród takich znajdują się m.in. wysepka Anak Krakatau i południowa część wyspy Montserrat w archipelagu Małych Antyli. Pierwsza

powstała po ogromnej erupcji wulkanów na Krakatau w 1883 roku, druga wyludniła się po dwuletnim wybuchu Soufrière Hills w połowie lat 90. Na obydwie obowiązuje zakaz wstępu: do Krakatau można podpłynąć najwyżej na odległość 3 km z uwagi na jego wysoką aktywność, na Montserrat tylko północna część jest otwarta dla zwiedzających. Nie powstrzymuje to śmiałków przed próbami dotarcia w objęte restrykcjami rejony. Chrapką dla wielbicieli wulkanów jest zwłaszcza wyludniona stolica Montserrat, Plymouth. 4-tysięczne miasto stoi. Jeszcze, bo wulkan w  każdej chwili może wybuchnąć. Lepiej się tam nie znaleźć w czasie erupcji.■ en

Facedown to lava Jules Verne was carried away by his literary imagination when writing about natural underground passages between the volcanos in Iceland and Italy. Such attractions are unavailable. But you can still admire the volcanos at close range. The human race has been implementing its drive towards death in various ways, like reaching for the top of volcanos, for instance. Not that Freud had something to do with volcanology but many experience fulfilment being on the top. Especially, this on fire. Volcano tourism, once considered domain of out-of-the-mind people, is gaining popularity. Volcanos of the world are available straight away. Obviously, depending on a level of adrenaline you need and a budget. Option I: a tourist The category includes volcanos located in the

tourist attractive area – where apart from lava we may visit nearby old towns and nice restaurants. Italy is definitely a favourite in Europe. People travel to Naples situated at the bottom of the active volcano. It doesn’t discourage either inhabitants or tourists from “one day trips” available at any corner. The price reaches circa several hundred zloty. The packet includes climbing to the top, a view into and from a crater and a visit paid in the nearby ruins of Pompeii. To warn, as the entire city change into a  huge pumice coffin after a volcano explosion in year 79. It is worth mentioning that the activity of Vesuvius happened long enough to surprise everyone again. Naples has tourist competitors, that is, the volcanos of the Tyrrhenian Sea. Sicilian Etna is the most active volcano in Europe with a foot covered with lava caves, an additional attraction. Stromboli, situated on a  small, 12 sq. km island, has also many to offer. You can come there to safely watch the eruption (that happen regularly) at close range and then go to a wine shop. The local grapevine grown on volcanic soil is the best in the region. An alternative to Italian volcanos is Teide, a less active volcano located on the Canary Islands. For 20 euro a cable takes you to the top. An upgraded option offers overseas trips. In this case, it’s worth choosing Hawaii which literally is sits on lava – local Kilauea spews lava continuously for 30 years and it doesn’t seem to stop. If you afford flying to the other side of the globe, don’t hesitate. Kilauea is famous for its night eruptions: these are unforgettable shows of fire and water. Private trips are paid “per hour” – the more you want to see, the more you have to pay. A four-hour escapade costs ca. 150 dollars, the price reaches 700 dollars for a half-day

fot. Circumna vigation/Fotolia

22

trip. If you want to avoid the crowd of tourists, we recommend French Reunion. The island, situated several hundred kilometres each from Madagascar, is a miniature of Hawaii, mostly, due to hyperactive volcano Piton de la Fournasse. Option II: a trapper The previous option offers a chill of emotions in an all-inclusive form. This one gives us as prey to volcanos: any hotel or car around. A trip to volcano is treated as a regular, few-day escapade to unfriendly wilds. Trips to Mt.St.Helens or recently popular Eyjafjallajökull in Iceland means a moderate isolation from civilisation, nevertheless, reaching the volcanos of Kamchatka, Alaska or Africa are a real extreme. Also when it comes to the costs. The most expensive are the expeditions to Kamchatka – organisers clearly list for what you have to pay extra money. The interest is still huge: volcanos of Kamchatka are challenging mountain tops. The most popular is Klyuchevskaya Sopka. Adrenaline goes high if we mention that this is the most active volcano in Eurasia (spews out almost 5% of world lava) and one of the most dangerous. African volcanos also offer many attractions: a lack of infrastructure and tough weather conditions

from sightseeing the volcanos, is discovering them. Last month, a  group American scientists discovered a dozen of new volcanos. There can always be more.

fot. Janis Smits/Fotolia

discourage many tourists. Those who decide on trekking in any of African places – Ethiopia, Tanzania or at the border of Rwanda and the Democratic Republic of the Congo – may experience the world most unique views. There are the two of four lava lakes on Earth: Erta Ale and Nyiragongo. Both of them can be reached. Seeing the reflection in melted rock costs ca. 10 thousand zloty. The main attraction of Alaska, apart

Option III: a law breaker This option isn’t so attractive as the rest and won’t find many followers. Nevertheless, they are daredevils ready to break the law and visit the areas closed for tourist traffic because of their activity. These are: Anak Krakatau island and the southern part of Montserrat, an island that belongs to the Lesser Antilles. The first is a result of a huge volcanic eruption on Krakatau in 1883, the second was depopulated after a  two-year eruption of Soufrière Hills in the mid-90s. The two are not allowed to enter: Krakatau can be seen at a distance of 3 km, because of its high activity, while Montserrat can be reached only from the northern part, open to the visitors. This, however, does not prevent adventure-seekers from trying to reach the forbidden areas. An itch for lovers of volcanoes is especially the deserted capital of Montserrat, Plymouth. 4-thousand town is there. Still, because the volcano can erupt any time. Better not to be there during the eruption.■ REKLAMA


Pomorskie

Morze Atrakcji

fot. PROT

Pomorskie dla dzieci

PROT

Najmniejsza w Polsce manufaktura tworząca słodycze bez pomocy maszyn. Produkcja odbywa się w całości ręcznie, na oczach klienta, na podstawie ściśle określonej technologii obowiązującej małe manufaktury z XVII i XVIII wieku.

Sea Park Sarbsk ahoj, morskiej przygodzie

Największą atrakcją parku jest fokarium, gdzie można oglądać karmienia fok połączone z ich treningiem. Sea Park pełen jest atrakcji takich jak: Oceanarium Prehistoryczne 3D, znajdują się tu makiety największych żyjących ryb i ssaków morskich w naturalnych rozmiarach, a  także park latarni morskich.

Muzeum Motyli Fascynujący świat owadów

Ekspozycja udostępniona zwiedzającym zawiera zbiory motyli i owadów pochodzących z całego świata. Wystawa obejmuje ponad 70 gablot entomologicznych, w których zgromadzono ponad 3000 okazów. Muzeum Motyli znajduje się w wieży widokowej Domu Rybaka we Władysławowie, a jego filia w centrum Łeby przy Skwerku Rybaka.■

24

Lots of attractions Pomorskie for children Children's Day came to an end long ago and it may seem that we have fulfilled our parental duty by taking our kids to the zoo or amusement park. The real challenge, however, is yet to come: vacation with kids! We will tell you how to take advantage of time together and which attractions, apart from building a sand castle, provide our children with.

REKLAMA

fot. Impala/Fotolia

CiuCiu Gdańsk bo pyszny cukierek nie jest przypadkiem

en

CiuCiu Gdansk a delicious candy isn’t accidental

The smallest manufacture producing sweets without machines in Poland. Production is carried out entirely by hand, in front of a customer, basing on a specific technology obliging small manufactures from the 17th and 18th century.

Sea Park Sarbsk ahoy, sea adventure

The biggest attraction of the park is a marine seal aquarium where you can watch seals being fed and trained. Sea Park is full of attractions such as: the 3D Prehistoric Aquarium with models of the largest living fish and marine mammals in natural sizes, as well as a lighthouse park.

Butterfly Museum A fascinating world of insects

The exhibition includes collections of butterf lies and insects from all over the world. It offers more than 70 entomological display cases with collections of over 3000 specimens. The Butterfly Museum is located in the Fisherman's House tower in Władysławowo and its branch is in the centre of Rybaka Square in Łeba.■

fot. PROT

C

o prawda Dzień Dziecka już dawno za nami i mogłoby się wydawać, że spełniliśmy swoją rodzicielską powinność zabierając pociechy do zoo czy lunaparku. Prawdziwe wyzwanie jednak dopiero przed nami: wakacje z dzieciakami! Podpowiemy Wam, jak wykorzystać ten wspólny czas i  jakie atrakcje, poza lepieniem zamku z piasku, zapewnić milusińskim.

więcej inspiracji znajdziesz w specjalnej książeczce

more inspirations available on pomorskie.travel


Felieton

INWESTOR

column

investor

Henryk i Kewin 

w jednym stali domu Wojciech Tremiszewski

P

rzechodząc obok piaskownicy można usłyszeć zdanie typu: „Kewin, oddaj Dżesice grabki Denisa!”. I nie są to przezwiska ani zabawa w amerykański serial. Oczywiście, oddając sprawiedliwość, można w tej samej piaskownicy usłyszeć: „Staszek, nie tłucz Zosi samochodzikiem Stefanka!”. W  jakiś sposób imiona nowoczesno-obcojęzyczne przemyciły się do Wielkiego Zeszytu Imion. Ale z drugiej strony pojawili się rodzice, którzy odgrzebują stare, „szlachetne” imiona. Właściwie jedynym powodem, dla którego chciałbym mieć więcej dzieci niż posiadaną już dwójkę, byłaby możliwość nazwania ich! Bolesław, Witold, Tadeusz, Józef, Stoigniew… łał! Iluż słyszę osobników w swym obozie „oldskulowych” imion, którzy biadolą nad tezą: „Tyle jest pięknych polskich imion! Czemu, ach, czemu nazwać dziecko Samanta?”. Po drugiej stronie barykady, w obozie Odpicuj Imię Swego Kida, słychać szyderę w stylu: „Franek, Edzio, Czesio, nie bawcie się pługiem, tylko już mi orać, bo z głodu zdechniem!”. Ciekawe, czy jest rodzina, która ma synka Zbigniewa i córkę Nikolkę? Albo czy są siostry Dżesika i Jessica? Mój przyjaciel ma na imię Abelard. Oj, jak ludzie lubią coś tam sobie skomentować. Ale on ma i miał z tym luz. Kwestia wychowania chyba. Kiedy za małego, mama zawołała go po imieniu na obiad, koledzy byli w szoku, że rodzice tez używają przezwiska. Wraz z żoną nazwaliśmy drugiego syna Tytus. Podoba nam się dźwięk. Poza tym imię to oznaczało w starożytnym Rzymie „dziki gołąb” i w przenośni było określeniem męskości. Można?:) Moi rodzice byli wstrząśnięci. „Przecież to małpa z komiksu! Wszyscy będą go przezywać i dawać mu banany!”. To oczywiście możliwe. Ale z drugiej strony możliwe, że nikt z jego rówieśników komiksów Papcio Chmiela nie będzie pamiętać (proszę sobie wyobrazić komiks o Tytusie de Zoo, czytany przez np. Andżelikę). Poza tym, bohater tego komiksu był sprytnym, dobrym, w wielu momentach bardziej ludzkim niż ludzie małpiszonem. Mi to nie przeszkadza. Tak naprawdę liczy się to, co z imieniem stanie się w „procesie wychowawczym”. Sam nieraz naśmiewałem się z Denisów i Kewinów. Że to takie plastikowe. Ale po namy-

śle, po przygodzie z nadawaniem imion naszym synom (pierwszy to Stefan, na którego kochamy mówić Stiwi), stwierdzam, że podoba mi się system amerykański. Oni mogą nadać dziecku imię, jakie chcą – może to być jakikolwiek wyraz, nawet wymyślony, żeby tylko nie było obraźliwy. Mój ukochany muzyk Frank Zappa córce dał imię Moon Unit, a synowi Dweezil. W Polsce też już się taka opcja pojawia. Ostatnio słyszałem o imieniu dla chłopca Pacyfik. „Bo od początku był taki spokojny”. Jestem za tym. Lubię słowa i głupkowate nazwy. Wierzę i uprawiam dystans do samego siebie. Ta mieszanka sprawia, że nie uznaję argumentu „skrzywdzenia dziecka imieniem”. Przypominam rodzicom, że nie chodzi tylko o to, żeby dać imię, ale żeby dać imię, a potem wychować. Poza tym, gdyby na dwudziestkę dzieci w klasie siedmioro było Wolfgangów i  Dżastinów, siedmioro Przemków i  Halin oraz szóstka dzieci o imionach Brzoza, Kilbil, Denzel, Gibson, Delikata i Trynzol, to czy te wszystkie dzieci miałyby problem ze swoimi imionami? Twoi sąsiedzi to Przebiśnieg, który jest policjantem i Konopia, pani z mięsnego. Żenisz się z Galadrielą i płodzisz Bębna i Kruplwauda. Czy ktoś się jeszcze dziwi? Ciekawe jak z czasem wpłynęłoby to na poziom tolerancji w naszym kraju.■ en

Henryk and Kevin in one house When passing by sandpit, we can hear a sentence like this: “Kevin, give Jessica Denis’s rake!” And these are not the nicknames or a game of American series. Of course, to be fair, we can hear also in the same sandpit: “Staszek, don’t beat Zosia with Stefanek’s car!” Modern foreign names have somehow sneaked into the Great Notebook of Names. On the other hand, there are parents who rake up old noble Polish first names. Actually, the only reason I would like to have more children than my two sons would be a possibility to name them! Bolesław, Witold, Tadeusz, Józef, Stoigniew… wow! I  can count so many people who prefer old school names and moan about the statement: “There are so many beautiful Polish-sounding names! Why, oh why people name their

children Samantha?” The opposite camp ‘Tart your kid’s name up’ sneer at them: “Franek, Edzio, Czesio, don’t play with the plough, go and drudge, because we’ll be starving!” It’s curious whether there is a family with a son Zbigniew and a daughter Nicole? Or whether there are sisters Jessica and Dżesika (Polish spelling of the same name)? My friend’s name is Abelard. Oh, how people like to comment on it. But he had and still has a way with it. It’s probably a matter of upbringing. When he was a child and his mother called him in for lunch, his friends were shocked that his parents also use the nickname. Together with my wife, I  named my second son Tytus. We like the sound of the name. Besides, the name meant in Ancient Rome “wild dove” and metaphorically designated masculinity. Possible? My parents were shocked. “It is a name of a monkey from a comic book! Everyone would call him names and give him bananas!” It is of course possible. On the other hand, it is possible that none of his peers would remember the comic books about Papcio Chmiel (let us imagine a comic book about Tytus de Zoo being read by let’s say Angelica). Besides, the protagonist of the comic book was a smart, good and sometimes more human than some humans monkey. That is OK with me. What really matters is what would happen to the name during ‘the process of upbringing’. I  laughed myself at Denises and Kevins not once. That it is so plastic. However, after consideration and the experience connected with naming our sons (the first one’s name is Stefan, but we love to call him Stiwi) I  can tell that I  like the American system. The Americans can name a baby whatever they want – it can be any word, even invented one, unless it is offensive. My favourite musician, Frank Zappa, named his daughter Moon Unit and his son, Dweezil. This opportunity starts to appear in Poland. Lately, I heard about a boy’s name, Pacific. „Because he was so calm from the very beginning.” I approve it. I like words and funny names. I believe in and have a distance to myself. This mixture makes me against the statement that one can “hurt the kid with its own name”. I remind you that it is not only about naming, but naming and then upbringing. Anyway, if in a class of 20 children, there are seven Wolfgangs and Justins, seven Przemeks and Halinas and six children with names like Birch, Killbill, Denzel, Gibson, Delicate and Trynzol, would they all have problems with their names? Your neighbours are Snowdrop, who is a policeman and his wife is Hemp, who works at the butcher’s. You marry Galadriela and father Drum and Kruplwaud. Is anyone surprised? It is interesting how it could influence the level of tolerance in Poland with the course of time.■ 75

26


Otwarcie Polskie marzenia rozwojowe

Z tym zwrotem kosztów za fryzjera to Pan już przesadził. To bzdura! Nigdy z nikim nie rozmawiałem o tego typu zapisach w kontrakcie menedżerskim. To byłoby skrajnie niepoważne.

ZDJĘCIA: ROBERT GARDZIŃSKI/FOTORZEPA

Źli ludzie plotki po mieście roznoszą? Nic nie wiem na ten temat.

Z Mariuszem Grendowiczem, prezesem Polskich Inwestycji Rozwojowych, rozmawia Cezary Szymanek.

To dlaczego uzgadnianie kontraktu trwało tak długo? Prawie cztery miesiące pracował Pan bez umowy. To był czas problemów LOT–u, rurociągu jamalskiego i do tego zmiana na stanowisku ministra skarbu... Cieszę się, że mamy to za sobą. A teraz jest Pan już zadowolony? Minister skarbu Włodzimierz Karpiński sugerował na naszych łamach, że uzgodnione wcześniej wynagrodzenie to jednak za dużo jak na prezesa PIR.

Zbyt dużo w kontekście PIR zostało powiedziane na temat mojego kontraktu. Jest podpisany i chciałbym zamknąć już ten temat. To zamykamy. 80–100 tys. miesięcznie? Kwoty zawarte w kontrakcie zostaną podane do wiadomości publicznej. Spółka będzie przygotowywać raporty roczne w standardach zbliżonych do giełdowych. I wtedy będzie można przeczytać o wynagrodzeniach całego zarządu. A po co czekać do przyszłego roku? Zapisy kontraktu zostały zaakceptowane przez obydwie strony. Inaczej nie zostałby podpisany. Kto znajdzie się w zarządzie PIR i kiedy zostanie powołany? Mam nadzieję, że stanie się to szybko. Mam swoich kandydatów i mocno wierzę w to, że to oni właśnie zostaną powołani. Ważne jest bowiem, aby już od pierwszego dnia zarząd działał jako efektywny zespół. Nie ma czasu

na docieranie się. To muszą być osoby, z których jedna spędziła większość życia zawodowego, zajmując się finansowaniem projektów, druga zaś jest biegła w kwestiach finansów i zarządzania ryzykiem. Muszą czy już są? Wybór zarządu należy do rady nadzorczej. Chciałbym mieć wpływ na wybór, ale to będzie autonomiczna decyzja rady. Przedstawię swoje kandydatury. Dwie osoby. A jeśli nie zostaną powołane? Myślę, że tak się nie stanie. Rada i ja chcemy jak najlepiej współpracować. Bardzo istotne jest, aby stworzyć dobrze współpracujący zespół. Musimy ostro ruszyć do pracy od razu. W prostej linii zmierzamy do jednego z największych ryzyk wokół tej spółki, czyli upolitycznienia. Liczy się Pan z tym? Od samego początku przyjęte zostało założenie, że ta tworzona od podstaw spółka

Zbyt dużo w kontekście PIR zostało powiedziane na temat mojego kontraktu. Jest podpisany i chciałbym zamknąć już ten temat. będzie stanowiła nową jakość, że będzie pod wieloma względami inna od istniejących. Od tego bowiem, jakie decyzje podejmie PIR, będzie zależało, czy projekty nie zostaną uznane za niedozwoloną pomoc publiczną. Czy też nie zostaną uznane za dług zaciągnięty przez Skarb Państwa. A zarówno jedno, jak i drugie negatywnie może wpłynąć na finanse państwa. Aby ograniczyć to ryzyko, potrzebne jest przekonanie i dowody, że decyzje PIR będą autonomiczne, czyli osoby z rynku w zarządzie i mniejszościowy udział osób z administracji w radzie nadzorczej. Pięciu na dziewięciu członków RN ma pochodzić z rynku.

Mają to być osoby, które poświęciły swoje życie zawodowe doradzaniu przy dużych transakcjach czy inwestowaniu dużych pieniędzy. Wie Pan już, kto się w niej znajdzie? To decyzja walnego zgromadzenia akcjonariuszy. Ale oczywiście zapytany wyrażę swoje opinie o kandydatach. Kiedy rada zostanie powołana? Mam nadzieję, że w perspektywie kilku tygodni. Widziałem listę kandydatów przygotowaną przez firmę headhunterską i jestem pod wrażeniem nazwisk. Kto jest na liście? Proszę wybaczyć, ale… Ale mimo to liczy się Pan z próbami ręcznego, politycznego sterowania? Na razie odnoszę wrażenie, że wszyscy wokół są świadomi, że takie oczekiwania nie mogą być formułowane.


Otwarcie

Otwarcie A jak Pan usłyszy np. takie słowa: „Wiecie, rozumiecie, trzeba zainwestować, bo idą wybory”. Rzuci Pan papierami? Jeśli to będzie dobry projekt, nie będzie podstaw. A jeśli będzie zły? To będę bardzo mocno odradzał, argumentując ryzykiem uznania go za niedozwoloną pomoc publiczną oraz utratą zainwestowanych pieniędzy. I kładąc na szali swoją głowę? Przez ponad 30 lat kariery zawodowej kierowałem się przede wszystkim profesjonalizmem. I to jest odpowiedź na pytanie. Nie oznacza to oczywiście, że nie będę odbierał telefonów od interesariuszy PIR, ale trudno jest mi wyobrazić sobie, że w czyimkolwiek interesie byłoby wywieranie nacisku na realizację projektów, które są nierentowne i nie mają po prostu sensu. Zakładając, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy zostanie skompletowany zarząd i rada nadzorcza, pierwszym dokumentem, który powstanie, będzie polityka inwestycyjna spółki. To ma być swego rodzaju „Biblia PIR”. Określi, w jakie projekty będziemy inwestować, jakie będą kryteria wyboru i okoliczności odrzucania projektów. Ten dokument będzie ważny również dla Komisji Europejskiej, Eurostatu, GUS-u, ale również dla EBOiR i EBI, które być może kiedyś dołączą do grona akcjonariuszy PIR. Mam nadzieję, że do końca wakacji dokument powstanie.

ZDJĘCIA: ROBERT GARDZIŃSKI/FOTORZEPA, RADEK PASTERSKI/FOTORZEPA

Ale zręby ma Pan już zapewne w głowie. Co będzie przyświecać przy wyborze projektów? Założeniem PIR jest, że wszystkie projekty muszą spełniać test prywatnego inwestora. Muszą być rentowne. Przed nami wybór kryteriów, na podstawie których będziemy dokonywać takiej oceny. Na jakim poziomie będzie owa rentowność? Ok. 2 proc. powyżej rentowności długu, który byłby zaciągany przez dany projekt. W sumie daje to ok. 8–9 proc. Jeśli projekt nie będzie rokował możliwości zwrotu na kapitale na wskazanym poziomie, to nie będziemy w niego inwestować. Analizy będzie dokonywał mój zespół. A diabeł tkwi w szczegółach, czyli parametrach modelu analitycznego. Oczywiście, nigdy jeszcze nie widziałem projektu, który nie wyglądałby korzystnie w Excelu. Będziemy przyglądać się założeniom, czy są realne. Testować, robić analizę wrażliwości projektu. Ale to nie wszystko. Druga istotna część analizy to doświadczenie ludzi, którzy lata pracowali przy takich projektach. W jakie projekty będziecie się angażować? Definicja jest dość szeroka, ale lista jest zamknięta: energetyka, zarówno wytwarzanie,

PIR nie będzie konkurentem prywatnego biznesu, dostarczy natomiast ostatniego złotego do zrealizowania projektu. jak i przesył, wydobycie, transport i magazynowanie ropy i gazu, infrastruktura telekomunikacyjna, drogi, porty, lotniska, koleje, infrastruktura samorządowa w oparciu o transakcje PPP, szczególnie zakłady utylizacji odpadów, ale także lokalne drogi, szkoły, szpitale. A także infrastruktura przemysłowa, czyli np. cementownia lub zakład przemysłu ciężkiego. Ale już nie fabryka kosmetyków. Kiedy pierwsza lista projektów? Blisko 40 projektów czeka na analizę w MSP. Jak tylko zostanie skompletowany zespół, zabierzemy się do oceny. Pan widział ową listę. Jest na niej coś interesującego? Pomysły są na różnym etapie przygotowania. Od luźnych idei po projekty ze wstępnymi propozycjami finansowania. Moim zdaniem jest tam pięć pomysłów, które powinno dać się w miarę szybko wdrożyć do realizacji. W miarę szybko oznacza w tym przypadku koniec roku, a prawdopodobnie I kwartał 2014. Co jest terminem ambitnym. Ile czasu będzie musiało upłynąć od momentu złożenia projektu w PIR do uruchomienia inwestycji? Nie chcę teraz spekulować. Opierając się na doświadczeniach płynących z podobnych transakcji na rynku, można mówić o ok. 12–18 miesiącach. Jednak nie czas realizacji projektów jest najważniejszy, ale ich jakość i ilość. Z doświadczeń funduszy inwestycyjnych wynika, że tylko ok. 7 proc. projektów ze wszystkich, które pojawiają się „na radarze”, jest realizowanych. My zakładamy, że po trzech latach działalności osiągniemy zdolność realizowania 20 proc. zgłoszonych projektów.

A w budowę elektrowni w Opolu wejdziecie? Wszystko będzie zależeć od szczegółowych analiz. Tak ważny dla Polski projekt nie zostanie przez nas zbyty. A jak nie będzie 8–9 proc. zysku, to padnie „sorry” do prezesa PGE? Nie wyobrażam sobie, aby samo PGE wzięło się za projekt, jeśli nie będzie on na choćby minimalnym poziomie rentowności. Jak premier powie… Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że w spółkach Skarbu Państwa brane są pod uwagę wymogi związane z kodeksem spółek handlowych, więc nie może być mowy o zrealizowaniu transakcji, która ma przynieść stratę. Pytanie, jakie zostaną przyjęte założenia. Mamy jednak nadzieję, że pomożemy w zadawaniu właściwych pytań, które doprowadzą do powstania strategii dla poszczególnych gałęzi gospodarki. Elektrownia atomowa? Nie mamy tyle pieniędzy. Możemy być niewielkim udziałowcem, ale nie odpowiemy na pytanie, skąd wziąć resztę pieniędzy. Gaz łupkowy? To biznes o zupełnie innym profilu ryzyka niż infrastruktura. Jeśli będą udokumentowane złoża, przetestowane technologie, to inwestycja w samo wydobycie może być w kręgu naszych zainteresowań. Minister transportu mówił, że widziałby PIR jako inwestora przy budowie trakcji i zakupie nowych pociągów. Żadne szczegółowe rozmowy się nie odbyły, ale w przypadku spółki taborowej PIR mógłby odegrać istotną rolę. Będziecie mieć do dyspozycji 10 mld zł. Kwota dobra, bo okrągła, ale czy adekwatna do potrzeb i możliwości? Gdy uda nam się zainwestować te pieniądze, dopiero będziemy się martwić co dalej. Proszę jednak pamiętać, że spółka będzie wychodzić z inwestycji najszybciej, jak to możliwe, więc pieniądze będą cały czas w ruchu.

Ale to oznacza, że potrzebujecie 100 sensownych projektów, by mieć po trzech latach 20. Pytanie, czy tyle będzie? I to jest pytanie za milion dolarów. Dlatego ważne jest, aby równolegle pracować nad projektami i rozmawiać z inwestorami, generując wspólnie nowe pomysły na projekty. Musimy mieć stały dopływ pomysłów.

Jakie będą sposoby wyjścia z inwestycji? Rolę spółki widzę w pewnym sensie jak funkcję dewelopera nieruchomości komercyjnych. W momencie transakcji bierze na siebie ryzyko finansowe, rozruchu oraz inwestycji. A gdy projekt staje się stabilny finansowo, jest – teoretycznie oczywiście – sprzedawalny. To oczywiście będzie za każdym razem indywidualna kwestia, ale sposoby wyjścia z inwestycji będziemy ustalać przed jej rozpoczęciem.

Wracając do tych pięciu projektów, które już są na stole… O jakiej skali finansowania mówimy? Średnio 500 mln na każdy projekt.

Wachlarz możliwości jest ograniczony, czy też w grę obok standardowej sprzedaży wchodzi również np. giełda? Do wyboru będzie sprzedaż inwestorowi

większościowemu, który zawsze będzie występował w projektach. Ale moglibyśmy również sprzedać udziały inwestorowi finansowemu, np. funduszom emerytalnym. Polskim lub zagranicznym. Trzecia ścieżka to wychodzenie z transakcji przez giełdę. Będziemy wychodzić z projektów jak najszybciej, by pieniądze ponownie inwestować. Jednak gdy po kilku latach udowodnimy, że potrafimy inwestować w wartościowe projekty i osiągać na nich zamierzony zwrot z kapitału, uda nam się pozyskać dodatkowych inwestorów. Na pewno mam tu na myśli EBOiR i EBI. Rozmowy już były? Intencjonalne. Przedstawiliśmy nasze aspiracje. Ale na tak wczesnym etapie życia spółki nie mogliśmy usłyszeć nic więcej poza „jesteśmy zainteresowani”. Kilka razy wspomniał Pan również o funduszach emerytalnych jako potencjalnych inwestorach. Też już rozmawialiście? Nie. Ale możemy potraktować te słowa jako sygnał. Tak się dzieje bowiem na całym świecie, gdzie funkcjonuje kapitałowy system emerytalny. W poszukiwaniu inwestorów przez PIR paszport pieniędzy ma znaczenie? Dla nas nie ma znaczenia. Ale są agendy państwa, które będą sprawowały nadzór nad tym, kto i w jakie projekty będzie inwestował. Nie możemy jednak wykluczać zagranicznych inwestorów. Oni mają pieniądze i doświadczenie. Ładnie Pan mówi o tej spółce… Że wierzy, iż udowodni, że gospodarka. Pan wierzy w ten wehikuł finansowy? Gdybym nie wierzył, nie zaangażowałbym się. To wspaniały projekt, który może pomóc zmienić Polskę. Chciałbym, aby kiedyś o nim mówiono jak o projektach ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego w XX–leciu międzywojennym. Bo w pierwszych komentarzach po przedstawieniu pomysłu Inwestycji Polskich przez premiera słychać było mocne głosy, że to czysty interwencjonizm państwa. Takie chińskie metody zarządzania gospodarki przez państwo. Gdy spada wolumen inwestycji, gdy nie ma wydarzenia jak Euro 2012, jest potrzeba pewnej dozy interwencjonizmu. Ale powstanie PIR nie zastąpi bodźców, które państwo może dać inwestorom prywatnym, by ruszyli do boju. 10 mld zł zainwestowanych przez PIR, co może przełożyć się na 40 mld inwestycji, to kropla w morzu potrzeb. Żaden PIR nie zastąpi roli państwa w kreowaniu polityki gospodarczej i stwarzaniu dobrego klimatu dla prywatnych pieniędzy.

PIR nie będzie konkurentem prywatnego biznesu, dostarczy natomiast ostatniego złotego, którego brakuje do zrealizowania projektu. I widzę zrozumienie po stronie prywatnego biznesu. Wierzę więc, że tego typu interwencjonizm, gdy pieniądze z prywatyzacji będą inwestowane, a nie przejadane, jest dobry. I nie kłóci się Panu z zasadami wolnego rynku? Jeśli PIR swoimi inwestycjami konkurowałby z sektorem prywatnym, to tak. Ale ma odgrywać rolę katalizatora, więc nie widzę takiego zagrożenia. Proszę zauważyć, że nie tylko my myślimy o takim funduszu. Kraje BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) porozumiały się w maju 2013 w sprawie utworzenia nowego banku rozwoju. Jego celem będzie „mobilizowanie środków na budowę infrastruktury i na projekty ekologicznego rozwoju w grupie BRICS oraz w innych gospodarkach wschodzących i krajach rozwijających się”. To spółka z ograniczonym terminem działania czy jest w niej potencjał przekształcenia się za 5–10 lat w bank inwestycyjny? Wyobrażam sobie parę scenariuszy. Np. PIR jako zarządzający kilkoma funduszami inwestycyjnymi, gdzie uczestnikami będą zarówno Skarb Państwa, jak i fundusze emerytalne czy instytucje finansowe. Możliwe jest także dobudowywanie nowych kompetencji do spółki w zakresie fuzji i przejęć oraz obrotu obligacjami infrastrukturalnymi. Przestali już pytać, dlaczego poszedł Pan na państwowe? Po 30 latach w sektorze prywatnym to faktycznie dość duża zmiana… Szczególnie nad Wisłą. Myślę, że odpowiedzią na to pytanie będą efekty mojej pracy w PIR.


Inwestycje i Finanse

Inwestycje i Finanse

3 miesiące

3 lata

5 lat

ŹRÓDŁO: ANALIZY ONLINE, WYCENY NA 25–26 CZERWCA

3 miesiące 1 rok

3 lata

5 lat

ŹRÓDŁO: ANALIZY ONLINE, WYCENY NA 25–26 CZERWCA

KBC Stabilny

19 (KBC FIO) –29,6 Idea Stabilnego Wzrostu (Idea FIO)

–2,2

stabilnego wzrostu 3 miesiące 3 lata

ŹRÓDŁO: ANALIZY ONLINE, WYCENY NA 25–26 CZERWCA

zrównoważone 3 miesiące 3 lata

FIO

Investor Zabezpie-

1,3 czenia Emerytalnego

Investors FIO)

Aviva Investors

najgorsze

Pioneer Stabilnego Inwestowania (Pioneer FIO)

–25

FUNDUSZE OBLIGACJI

ŹRÓDŁO: ANALIZY ONLINE, WYCENY NA 25–26 CZERWCA

Novo Papierów Dłużnych (Novo FIO)

–5,2

Z funduszy dłużnych nie da się już wiele wycisnąć. Na pewno nie tyle, ile w ciągu ostatnich dwóch lat. – Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że cykl obniżek stóp procentowych dobiega końca i tym samym atrakcyjność polskich obligacji skarbowych bardzo zmalała w stosunku do długu emitowanego przez inne kraje. Po okresie dwuletnich zwyżek cen znacząco zwiększyło się ryzyko wystąpienia silnych korekt na rynku długu – mówi Łukasz Kędziora. Zgadza się z nim Jarosław Niedzielewski. – Inwestorzy muszą się przyzwyczaić do znacznie niższych stóp zwrotu i dużo większej zmienności cen jednostek niż wcześniej. Zwrot z inwestycji w fundusze obligacji skarbowych w ciągu najbliższego roku może wynieść 4–5 proc. Więcej będzie można zarobić na obligacjach korporacyjnych – w optymistycznym scenariuszu fundusze długu korporacyjnego mogą wypracować nawet 10 proc. zysku w skali roku. Pod warunkiem jednak, że mówimy o strategiach inwestujących również za granicą, a nie tylko w polskie papiery.

5 lat

FUNDUSZE GOTÓWKOWE I PIENIĘŻNE

Stopy zwrotu funduszy pieniężnych

– Unikałbym funduszy pieniężnych, które są przydatne w razie wielkich korekt czy katastrof ekonomicznych. A te mieliśmy niedawno, więc na następne trzeba poczekać – uważa Artur Gromadzki. – Fundusze gotówkowe i pieniężne są dobrym miejscem na przetrwanie spadków giełdowych, ale nie mogą być sposobem na długoterminowe inwestycje. Tu nasz kapitał nie traci wartości, ale też nic nie zyskuje. Gotówka jest dobra ze względu na płynność i gdy stopy krótkoterminowe są wyższe niż zwrot z dywidend i obligacji. Dziś lepiej zarabiamy na dywidendach niektórych spółek i atrakcyjnych obligacjach korporacyjnych – uważa Miszczuk. – Tego typu strategie, bez „dopalacza” w postaci obligacji korporacyjnych, mają niewielkie szanse na pobicie depozytu bankowego – uważa Jarosław Niedzielewski. Podobnego zdania jest Marek Mikuć. Sęk w tym, że pod nazwą „fundusz pieniężny” w Polsce działa sporo strategii inwestujących również w papiery korporacyjne. W rzeczywistości, decydując się na takie inwestycje, można zarobić trochę więcej, niż utrzymują zarządzający. Ich zdaniem stopa zwrotu funduszy gotówkowych i pieniężnych w ciągu roku wyniesie 2,5–3 proc.

35%

0

3 miesiące

1 rok

3 lata

5 lat

ŹRÓDŁO: ANALIZY ONLINE, WYCENY NA 25–26 CZERWCA

5

Investor Płynna 16,4 Lokata FIO

15

Amplico Pieniężny (Krajowy FIO)

25

Credit Agricole Lokacyjny (Credit Agricole FIO)

najgorsze

32,7 Superfund Płynnościowy (Superfund SFIO)

najlepsze

10,2

3 lata

Pioneer Zrównoważony (Pioneer FIO) –23,7

–15

26

56,2 Długoterminowych FIO

PKO Obligacji

1 rok

Idea Zrównoważony (Idea FIO)

–5

Idea Obligacji (Idea FIO)

–15

27,9

3 miesiące

Idea Obligacji (Idea FIO)

–4,1 UniObligacje Aktywny (UniFundusze SFIO)

–20

PZU Papierów Dłużnych POLONEZ (PZU FIO Parasolowy)

Skarbiec

11,5 - Obligacyjny FIZ

Obligacji 2,1 Eques (Eques SFIO)

0

–9,4

0

najlepsze

18

najgorsze

–80

20

Investor

15

Pioneer Pieniężny (Pioneer FIO) Millennium Depozytowy –0,8 (Millennium FIO) 6,6 Opera Pecunia.pl (Opera FIO) Millennium Depozytowy 2,9 (Millennium FIO)

QUERCUS Selektywny (Parasolowy SFIO)

37,4

Stopy Zwrotu FIZ)

najlepsze

40

1,7 Zrównoważony FIO

15

najlepsze najgorsze

14,8 Zrównoważony (Aviva

25%

0,7

–60

–75,6

–40

Opera FIZ

–20

–57,5

0

Investor FIZ

20

57,2 nych (ALTUS Absolutnej

40

–20,7

60%

ALTUS Absolutnej Stopy Zwrotu Rynków Zagranicz-

Wyniki funduszy absolutnej stopy zwrotu

Opera FIZ

ek (Aviva Investors FIO)

–53,9 Idea Akcji (Idea FIO)

Funds FIO)

–57,8

Noble Fund

13 Akcji (Noble

1 rok

46,3 Aviva Investors Nowych Spół-

Legg Mason Akcji Skoncentrowany FIZ

–60

Idea Akcji (Idea FIO)

–40

9,2

–20

najgorsze

35,5

0

najlepsze

Aviva Investors Nowych Spółek (Aviva Investors FIO)

20

Akcja (Skarbiec FIO)

40

–5,5

60%

Idea Akcji (Idea FIO)

Spodziewałbym się wzrostu w granicach 7–10 proc. rocznie. Oczywiście jeśli nie będzie katastrof i negatywnych niespodzianek politycznych oraz ekonomicznych. —Artur Gromadzki, dyrektor ds. rynków zagranicznych w Caspar AM

Stopy zwrotu funduszy akcji Pioneer Akcji Polskich

12–15 proc. zwrotu w ciągu najbliższego roku (fundusze małych i średnich spółek 18–22 proc., przy wyższej zmienności). —Jarosław Niedzielewski, dyrektor inwestycyjny w Investors TFI

1,1 (Pioneer FIO), Skarbiec

ZDJĘCIA: RADEK PASTERSKI/FOTORZEPA, MATERIAŁY PRASOWE

Określenie stopy zwrotu dla poszczególnych klas funduszy jest bardzo trudne, szczególnie w przypadku funduszy akcji. Niemniej, biorąc pod uwagę bardzo niskie stopy procentowe i konieczność poszukiwania przez kapitał innych okazji inwestycyjnych, wydaje się, że fundusze agresywne mogą wypracować atrakcyjne wyniki na poziomie kilkunastu procent w okresie 24 miesięcy. —Łukasz Kędziora, dyrektor sprzedaży w TFI PZU

Ipopema Opportunity FIZ

W zależności od scenariusza stopa zwrotu od minus 10 proc. do plus 30 proc. w skali dwóch lat. —Marek Mikuć, prezes Open Finance TFI

– Każdy moment rynkowy jest dobry do inwestycji w fundusze o aktywnych strategiach inwestycyjnych – przekonuje Marek Mikuć. Niektórym TFI to aktywne zarządzanie wychodzi całkiem nieźle, innym – zupełnie słabo. Decydując się na fundusz absolutnej stopy zwrotu, musimy uważać na to, kto nim zarządza. W funduszach akcji – jeżeli szeroki rynek rośnie – mało który produkt naraża inwestorów na straty. W funduszach absolutnej stopy zwrotu, niezależnie od koniunktury – kilka najlepszych może być kilkanaście procent na plusie, a najsłabsze kilkanaście lub kilkadziesiąt procent na minusie. – Te strategie to ciekawy sposób na dywersyfikację portfela, szczególnie w okresie gdy istnieje znacząca niepewność co do momentu zakończenia gospodarczej stagnacji – uważa Jarosław Niedzielewski. Dywersyfikacja oznacza w tym przypadku, że powinniśmy postawić na absolutną stopę zwrotu jedynie część naszych pieniędzy. Dobre strategie tego typu w ciągu najbliższego roku powinny zarobić 8–15 proc.

27,4

Artur Gromadzki z Caspar AM. – Ale wieści ekonomiczne ze świata nie są takie złe i wiele wskazuje, że gospodarka światowa się poprawia – dodaje. Doradza fundusze akcji specjalizujące się w spółkach dywidendowych. Gdyby miała przyjść glębsza korekta, czego nie można wykluczyć, będziemy chronieni przez wysokie dywidendy. – Unikałbym funduszy związanych z jednym rynkiem – dodaje Gromadzki. Co do potencjalnych stóp zwrotu funduszy akcji, oceny ekspertów są rozbieżne. Ponadto fundusze inwestujące na giełdzie są jedyną grupą, która ich zdaniem może nie tylko zarobić, ale również stracić.

Europa +

– Wychodzimy powoli z kryzysu finansowego, ożywia się gospodarka krajów rozwiniętych (Japonia, USA). Po drugie, wchodzimy w następną rewolucję technologiczną i energetyczną – uważa Andrzej Miszczuk, główny strateg F–Trust. W takiej fazie akcje byłyby najlepszym instrumentem pomnożenia wartości kapitału. Gdyby rząd nie zwiększał niepewności, majstrując przy OFE... Nic dziwnego, że eksperci przestrzegają przed nadmiernym optymizmem. – Rynek jest niespokojny. Po niebotycznym wzroście sięgającym 80 proc. od początku listopada 2012 roku nieunikniona korekta rynku japońskiego pociągnęła w dół inne rynki – mówi

FUNDUSZE ABSOLUTNEJ STOPY ZWROTU

–12,4

FUNDUSZE AKCJI

Fundusze mieszane – zrównoważone (udział akcji do 40–60 proc., reszta to obligacje) i stabilnego wzrostu (udział akcji do 40 proc.) – święciły triumfy podczas hossy zakończonej w 2007 roku. Od tego czasu borykają się z odpływem kapitału. – Konstrukcja funduszy mieszanych jest mniej atrakcyjna niż funduszy konkretnej klasy aktywów. Lepszym rozwiązaniem jest podzielenie inwestycji na fundusze akcji i obligacji np. rynków wschodzących – wyjaśnia Łukasz Kędziora z TFI PZU. Jednocześnie jednak fundusze mieszane wydają się rozsądną strategią w okresie przejściowym – kiedy obligacje już nie drożeją, a akcje jeszcze tego nie robią. – To rozsądny kompromis na niepewne czasy, dla osób mniej wierzących w szybką poprawę koniunktury gospodarczej – mówi Jarosław Niedzielewski. W ciągu najbliższego roku, wykluczając katastroficzne scenariusze, fundusze mieszane powinny dać zarobić 8–10 proc.

60%

Opera FIZ

 Szansę zysku dają fundusze bardziej ryzykowne.

Stopy zwrotu funduszy mieszanych

FUNDUSZE MIESZANE

Stopy zwrotu funduszy obligacji

ALTUS Absolutnej Sto-

 Depozyty i fundusze pieniężne nie pozwalają już zarobić.

Jednym słowem: W kwietniu i maju Polacy wycofali z depozytów aż 9,7 mld zł. Będą szukali dla nich miejsca przynoszącego wyższe zyski.

3,4 py Zwrotu FIZ Nowa

Kraj osłabł, więc ryzyko popłaca

Bez ryzyka nie ma zabawy – tak można streścić inwestycyjne typy zarządzających funduszami na nadchodzące miesiące. Choć eksperci mówią o ryzyku (a akcje ostatnio spadały z powodu zamieszania wokół OFE i zapowiedzi Fedu), swoje propozycje na oszczędzanie opierają na argumentach, z którymi nie sposób polemizować. Główny powód, dla którego nawet ostrożni inwestorzy mogą się zastanowić nad podjęciem wyższego ryzyka, to… słabość naszej gospodarki. W I kwartale PKB wzrósł o zaledwie 0,5 proc. Zdaniem zarządzających, gorzej nie będzie, dołek w realnej sferze gospodarczej mamy już za sobą. A przed nami – ożywienie. W takiej fazie cyklu najlepszą inwestycją bywały zwykle akcje firm, które dzięki ożywieniu rozwijają działalność. Czasem też surowce, ale żeby na nich zarobić, potrzebny jest naprawdę żywiołowy wzrost gospodarczy, na co się nie zanosi. Możliwy jest stopniowy powrót do nieruchomości, a nawet akcji. Jerzy Kasprzak, dyrektor biura portfeli akcyjnych w Ipopema TFI: – Aktywa te przedstawiają realną wartość popartą przepływami pieniężnymi, a nie są tylko zobowiązaniem do zwrotu zaciągniętego kredytu w przyszłości, jak w przypadku obligacji – argumentuje. Dlaczego na jego liście życzeń nie ma surowców? Bo jako grupa są „przesunięte” w ramach cyklu wzrostowego. Idą w górę, gdy ożywienie gospodarcze jest już dobrze widoczne, popyt na dobra bardzo silny, wyjaśnia Kasprzak. Ożywienie w gospodarce przyniesie również kres obniżania stóp procentowych. Są już tak niskie, że trudno oczekiwać kolejnych obniżek. A skoro stopy nie będą spadać, ceny obligacji nie będą już rosnąć (zależność pomiędzy oprocentowaniem a cenami jest odwrotna). Fundusze dłużne przestaną zarabiać po 10–15 proc. rocznie jak w poprzednich latach. – Znajdujemy się już blisko końca trendu obniżek stóp procentowych, który sprowadził je do tak niskiego poziomu, że depozyty i fundusze pieniężne stają się raczej sposobem na przechowanie pieniędzy niż na ich pomnażanie – zwraca uwagę Jarosław Niedzielewski, dyrektor inwestycyjny w Investors TFI. – W przypadku funduszy obligacji skarbowych, które oferując do niedawna bardzo solidne zyski przy niskim ryzyku, stanowiły znaczącą konkurencję dla funduszy akcji, zakończenie spowolnienia gospodarczego oznacza znaczne obniżenie potencjalnych stóp zwrotu – dodaje Niedzielewski. Inwestorom nie pozostaje zatem nic innego, jak przekonać się do wyższego ryzyka. Co zresztą robią. W kwietniu wycofali z depozytów prawie 7 mld zł. Większość tych pieniędzy trafiła na ROR–y. Widać, że Polacy myśleli: „Co dalej?”. W maju (ostatnie dostępne dane) już wiedzieli, co zrobić z pieniędzmi. Depozyty gospodarstw domowych spadły o 2,7 mld zł i – jak zauważył NBP –

część tych pieniędzy trafiła już do funduszy inwestycyjnych. – W takich warunkach inwestorzy pragnący pomnażać swoje oszczędności muszą przyzwyczaić się do większego ryzyka, wybierając fundusze związane np. z obligacjami korporacyjnymi – uważa Niedzielewski. Zarówno fundusze akcji (szczególnie małych i średnich spółek), jak i absolutnej stopy zwrotu miałyby szansę wypracować wyniki kilkukrotnie przekraczające poziom oferowany przez depozyty bankowe. Ale ta niepewność wokół OFE... —— Jan Morbiato


Firmy i Rynki

Firmy i rynki

Luksus na kołach wrzucony w koszty  Zdecydowaną większość aut za miliony złotych kupują firmy. Także te najmniejsze.

ZDJĘCIA: DARIO SABLJAK - FOTOLIA.COM, WWW.SXC.HU

 Jeśli już wybierają Lamborghini czy Astona Martina, to w najdroższej wersji. W ciągu ostatnich czterech lat większość aut marki Rolls–Royce zakupiły w Polsce firmy leasingowe. Ale nie tylko. Wśród nabywców znalazł się producent przypraw, który w 2011 roku kupił model Ghost. – Na luksus z najwyższej półki pozwalają sobie ci przedsiębiorcy, którzy osiągnęli pewną stabilizację, a ich firmy odpowiedni poziom przychodów. Często są to firmy rodzinne – mówi Jerzy Wonka, dyrektor ds. rozwoju wywiadowni gospodarczej InfoCredit. „Businessweek” dotarł do jej raportu opisującego rynek firmowych samochodów. Właściciel innej dużej firmy z branży spożywczej zafundował sobie w 2010 roku dwie sztuki Rolls–Royce’a Phantom. Ten sam przedsiębiorca trzy lata temu odnawiał całą swoją flotę. Kupił Mercedesa SLS AMG (blisko milion złotych). Do tego dwa Nissany GT–R (wersja podstawowa za ponad pół miliona złotych, dopłata za fotele z włókien węglowych to np. 61 tys. zł, a za ładniejsze dywaniki pod nogi 500 zł), cztery Mercedesy klasy S. Oraz na deser Porsche Cayenne. Rok wcześniej zdecydował się na zakup Lamborghini Murcielago. Ta ostatnia marka w latach 2008–2012 kupowana była w zdecydowanej większości przez leasingodawców na długoterminowy wynajem. Trudno zatem ustalić, do czyjego garażu włoskie auta trafiały. Ale kilka firm kupiło je na własność. Wśród nich znalazła się

niewielka spółka z branży IT, która zdecydowała się na Murcielago. Z kolei średniej wielkości producent wyrobów z tworzyw sztucznych kupił sobie w 2010 roku model Gallardo. Fanem Ferrari jest producent urządzeń biurowych. W 2012 roku zarejestrował dwa auta tej marki – modele 458. Wśród amatorów sportowych samochodów znalazła się również firma doradcza, która jest spółką córką zagranicznej korporacji. Trzy lata temu postanowiła kupić Aston Martina V8 Vantage Roadster. W ten sposób wysoko podniosła poprzeczkę w firmowej flocie: wcześniejszymi zakupami były „tylko” BMW X5 oraz X6.

Ceny aut luksusowych są czułe na zmiany kursu. Za różnicę można kupić pojazd klasy średniej. Co ciekawe, zakupy najdroższych aut wcale nie są domeną firm najbardziej znanych lub największych. Przykładowo w 2012 roku mikrofirmy z zatrudnieniem nie wyższym niż 10 osób kupiły cztery Ferrari. To tyle samo co przedsiębiorstwa średnie i tylko o trzy sztuki mniej niż firmy duże, zatrudniające ponad 250 pracowników i osiągające roczne obroty w wysokości co najmniej 50 mln euro. W przypadku Maserati proporcje były jak 1:1.

Udział mikrofirm jest znaczący także w modelach premium. W ostatnim roku obowiązywania sławetnej kratki pozwalającej odpisać od ceny auta cały VAT to właśnie drobni przedsiębiorcy kupowali drogie Mercedesy, BMW czy Lexusy. W salonach Infiniti terenówki FX35 i FX50 sprzedawano w najbardziej „wypasionych” wersjach. Tych podstawowych, najtańszych, nawet nie zamawiano u producenta. – Jeśli ktoś wybierał luksus, to całościowo. Nie ze zwykłym tempomatem, ale inteligentnym, adaptacyjnym. Do tego zestaw nagłośnienia Bose i system zapobiegania niekontrolowanej zmianie pasa ruchu – mówi przedstawiciel importera. Jak twierdzi InfoCredit, ogromny wpływ na zakupy mają notowania złotego. W marcu 2009 roku za euro płacono nawet 4,8 zł. Przy takim kursie za auto trzeba byłoby zapłacić ponad jedną dziesiątą więcej niż dziś. W przypadku tych superluksusowych, kosztujących blisko milion złotych różnica jest równowartością przyzwoitego samochodu klasy średniej. – Tym można byłoby tłumaczyć załamanie sprzedaży bardzo drogich aut w roku 2009 – tłumaczy Wonka. – Teraz sprzedaż jest wyższa, ale zarazem niższy jest kurs euro, który do kwietnia był stabilny i wynosił 4,10–4,15 zł. Jakie modele wśród superdrogich marek wybierają przedsiębiorcy? Jak podaje InfoCredit, w przypadku Bentleya w 2012 roku był to Continental: 14 sprzeda

Luksusowe samochody rejestrowane przez firmy 600 szt.

Por

Numer 1

sch

e–

Spośród najdroższych samochodów przedsiębiorcy najczęściej wybierają Porsche.

500 400

łącz

nie

215 5 sz tuk **

476 sztuk

Modele najczęściej wybierane w 2012 roku

300

Porsche Cayenne, Bentley Continental, Ferrari 458, Maserati GranTurismo, Aston Martin Vantage, Rolls–Royce Ghost i Lamborghini Aventador.

Kto rejestruje Porsche* (w szt.)

200

firmy duże 263

100

mikro 50 małe 7

0

średnie 84

2008

2009

2010

2012

Numer 2 i 3

30 Ben tley –

20

łącz nie 92

Ferrari z Bentleyem ostatnimi laty idą łeb w łeb. W 2012 roku polscy przedsiębiorcy kupili po 17 aut tych marek.

sztu ki* *

tuk** ie 77 sz – łączn Ferrari

10

0

2011

Asto n – łąc Martin znie 48 sz tuk* * Maserati – łącznie 40 sztuk**

Lamb orghin i – łąc znie 1 1 sztu k** Maybach – łącznie 3 sztuki**

2008

2009

Rolls–Royce – łącznie 18 sztuk* *

2010

2011

2012

*W 2012 ROKU; **OD 2008 ROKU; ŹRÓDŁO: INFOCREDIT, QUICK REPORT

sprzedaż najlepiej (czyli najdrożej) wyposażonych egzemplarzy tej marki w świecie. Kupujący precyzyjnie konfigurują zamówienie: nie tylko kolor i wyposażenie, ale nawet rozmiar foteli czy rodzaj szwów tapicerki. Czas realizacji zamówienia to minimum sześć miesięcy i zależy od konkretnego modelu. Duży popyt zaskoczył także przedstawicieli innych supermarek. Po uruchomieniu jesienią 2010 roku salonu Bentleya na warszawskim Powiślu sprzedaż w Polsce osiągnęła drugą pozycję w krajach Europy Środkowo–Wschodniej. A gdy legendarny brytyjski Aston Martin otwierał salon w Warszawie, jego przedstawiciele nawet nie przypuszczali, że to właśnie najdroższe modele będą cieszyć się największym powodzeniem. Początkowo zakładali, że klienci będą wybierać przede wszystkim te kosztujące w granicach 500–700 tys. zł. Tymczasem okazało się, że najlepiej idą auta za ponad milion. Teraz najdroższy oferowany w salonie na warszawskiej Pradze model DBS kosztuje 1,4 mln zł. W tym roku z marek luksusowych do końca maja Porsche sprzedało już 186 aut, Jaguar – 77, Bentley – siedem, Aston Martin i Ferrari – po pięć, a Maserati – cztery. Wyniki wszystkich tych marek, poza Jaguarem, są lepsze niż w pierwszych pięciu miesiącach 2012 roku. Przedsiębiorcy kupują nie tylko luksusowe samochody. Fundują sobie także drogie, markowe motocykle. – Nawet połowa naszej sprzedaży to leasing albo kredyty na firmę – przyznaje

Robert Domański, dyrektor działu motocykli w BMW Polska. Nie są to jednak zakupy korporacji. Raczej małych firm lub przedstawicieli wolnych zawodów – lekarzy, prawników mających zarejestrowaną działalność gospodarczą. Kupują motocykl na firmę, bo mogą odpisać koszty. W zatłoczonych miastach szybciej dojadą nim do pracy. Ale głównie używają go w celach prywatnych. – Taki zakup to często realizacja marzeń z dzieciństwa. Albo sposób wynagradzania siebie za ciężką pracę – mówi Marcin Posłuszny, regionalny menedżer ds. sprzedaży i marketingu marki Harley–Davidson. Leasing, podobnie jak w BMW, to blisko połowa zakupów w Harleyu. Od stycznia do końca maja ta legendarna amerykańska marka odnotowała 30–procentowy wzrost liczby sprzedanych maszyn w porównaniu z rokiem ubiegłym. W przypadku BMW wzrost był niewiele mniejszy – przeszło 25–procentowy. To wyniki bardzo znamienne, bo w tym samym czasie cały polski rynek motocykli zjechał w dół o prawie 10 proc. Motocykle z górnej półki są równie odporne na spowolnienie gospodarcze jak luksusowe samochody. —— Adam Woźniak Jednym słowem: Nie tylko Porsche, ale prawie wszystkie znane droższe marki sprzedają się w Polsce całkiem dobrze.

ZDJĘCIA: BLOOMBERG, © 2013 BY BLOOMBERG L.P. ALL RIGHTS RESERVED

W ubiegłym roku kilkanaście firm spełniło marzenia swoich szefów o Ferrari.

nych aut, choć jednego nabywcę znalazł także najdroższy samochód marki – wart 1,5 mln zł Mulsanne. W przypadku Maserati największym wzięciem cieszył się GranTurismo, następnie Quattroporte i Grancabrio. A Aston Martina – Vantage, przed DBS (1,4 mln zł) i DB9. Ale najbardziej ulubioną luksusową marką polskich przedsiębiorców jest Porsche. A najpopularniejszym modelem – średniej wielkości SUV Cayenne. Po nim jest komfortowa limuzyna Panamera. W 2009 roku sprzedano zaledwie 30 tych samochodów, ale wtedy to auto dopiero wjeżdżało do salonów. W latach 2010 i 2011 jego sprzedaż „na firmy” podskoczyła do 131 sztuk. A w roku ubiegłym padł rekord – przedsiębiorcy kupili 145 aut. Co z modelem 911? To flagowe i najbardziej klasyczne Porsche ustępuje popularnością zarówno Cayenne, jak i Panamerze. Najlepiej sprzedawał się w roku 2009, gdy nabywców znalazło 114 sztuk. Potem popyt zmalał o blisko połowę. Trudno się dziwić – 911 jest od młodszych Cayenne i Panamery zarówno droższy, jak mniej praktyczny. Trudno byłoby pojechać nim na długi urlop z dzieckiem i dużą liczbą bagaży. Ale mimo to ma fanów. W ostatnim czasie sprzedaż tego modelu znowu rośnie. Porsche odnosi sukcesy także w tym roku. Jeśli na całym polskim rynku, nie tylko firmowym, sprzedaż w 2012 roku poszła w górę o 2,7 proc., to od stycznia do końca maja 2013 niemiecka marka sprzedała w Polsce 186 samochodów. To prawie 11 proc. więcej niż w tym samym czasie rok wcześniej. Także na świecie Porsche ma się świetnie. – Rok 2012 był najbardziej pomyślnym w historii firmy – mówił w marcu w Stuttgarcie podczas ogłaszania wyników finansowych prezes zarządu Porsche AG Matthias Muller. Nie tylko Porsche, ale prawie wszystkie znane droższe marki sprzedają się w Polsce całkiem dobrze. – Po kryzysie z roku 2008 wypracowały sobie skuteczną strategię produktową i marketingową – twierdzi Andrzej Halarewicz z międzynarodowej firmy analitycznej Jato Dynamics. Według Instytutu Samar, w kwietniu zarejestrowano ponad 2,3 tys. samochodów segmentu premium, co w porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza wzrost o prawie 23 proc. W czterech pierwszych miesiącach roku ta grupa poprawiła wynik sprzedaży o 9,5 proc. Najbardziej wzrosła sprzedaż Mercedesa – od stycznia do końca kwietnia o prawie 22 proc., następnie Audi – o blisko 18 proc. Liczba rejestrowanych samochodów BMW zwiększyła się o 2,3 proc., natomiast Volvo – o 3,7 proc. Nic dziwnego, że w przypadku aut superdrogich powodzenie przeszło oczekiwania sprzedających. Warszawski salon Ferrari już w połowie lutego 2012 roku miał sprzedaną całą ubiegłoroczną pulę przeznaczoną na polski rynek. Choć średnia cena auta sięga 300 tys. euro, chętnych było wielu. W dodatku warszawski salon dwa lata z rzędu zdobywał nagrodę za


Powered by


Dr Irena Eris

Ladies' Golf Cup Siódmy  międzynarodowy turniej golfowy Dr Irena Eris Ladies’ Golf Cup odbył się w dniach 10-11 czerwca 2013 r. Spośród imprez organizowanych wyłącznie dla pań jest to największe i najbardziej prestiżowe wydarzenie w tej części Europy. W tegorocznej edycji turnieju udział brały golfistki z Polski, Czech, Litwy, Finlandii, Szwecji oraz Wielkiej Brytanii. Po raz czwarty turniej wygrała Martyna Mierzwa.


WIĘCEJ INFORMACJI NA: MORE ON:

WWW.FACEBOOK.COM/LADIESGOLF WWW.DRIRENAERISGOLF.COM

Po dwóch dniach zmagań na polu Sand Valley G&CC zwyciężyła Martyna Mierzwa, dla której był to ostatni turniej w amatorskiej karierze. Martyna była bezkonkurencyjna. Zagrała pięć uderzeń poniżej par pola, ustanawiając tym samym nowy rekord pola Sand Valley. To bardzo mocne zakończenie amatorskiej kariery Martyny, która podczas odbierania pucharu zaprojektowanego specjalnie przez firmę YES zapowiedziała, iż zamierza walczyć o to, by zakwalifikować się na igrzyska w Rio de Janeiro. Podczas turnieju swoje pierwsze kroki golfowe stawiała również Joanna Klimas oraz Beata Sadowska. Golfistki gościł pięciogwiazdkowy Hotel SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie. Oficjalną wodą turnieju była Cisowianka Perlage.

Dr Irena Eris Ladies' Golf Cup The seventh international Dr Irena Eris Ladies’ Golf Cup took place on June 10th-11th, 2013. This is the biggest and most prestigious event organised for women in this part of Europe. There were golf players from Poland, Czech Republic, Lithuania, Finland, Sweden and Great Britain competing in this year’s edition. The winner of a two-day cup on Sand Valley G&CC is Martyna Mierzwa for whom it was the last amateur tournament. Martyna was unrivalled. She hit fiveunder-par, setting a new record of the Sand Valley course. It was a very strong end of Martyna’s amateur career, who announced to fight in qualifications for the Olympic games in Rio de Janeiro while receiving a cup designed by the Yes company.

The cup was a great chance for Joanna Klimas and Beata Sadowska to start off their adventure with golf. The golf players stayed at Hotel SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie. Official water of the tournament was Cisowianka Perlage.


lipiec 2013

Sprawdź nasze

Sprawdź nasz e letnie oferty!

Znamy

TAJEMNICę PIęKNA!

TYLKO W PER FUMER IA CH DOUGL AS!

letnie

oferty!

lipiec 2013

Odkryj sekrety wyjątkowych marek

Sprawdź nasze

Znamy

TAJEMNICę PIęKNA!

letnie

oferty!

Odkryj sekrety wyjątkowych marek

FESTIWAL PIĘKNA JUŻ TRWA! ••• Najlepsze światowe marki kosmetyczne dostępne tylko w perfumeriach Douglas. Odkryj niezwykłe zapachy, skuteczną i przyjemną pielęgnację oraz urzekające kolorami kosmetyki do makijażu w połączeniu z najnowszymi trendami na sezon: lato 2013. Porady ekspertów, które sprawią, że w te wakacje mądrze i troskliwie zadbacie o siebie i najbliższych. A na deser wyjątkowe prezenty, atrakcyjne oferty cenowe oraz konkursy z fantastycznymi nagrodami!

NEW LOOK

Wyeksponujcie swoje naturalne piękno. Niech to lato będzie dzięki nam niezwykłe a zakupy w naszych perfumeriach – niezapomnianą chwilą! Zapraszamy do lektury najnowszego magazynu Douglas i do perfumerii Douglas – świata piękna, luksusu i komfortu!

Dołącz do ekskluzywnego grona miłośniczek piękna i dowiedz się, jak dbać o nie na co dzień. www.facebook.com/PerfumerieDouglasPolska

Śledź nasz kanał na YouTube, by doświadczać piękna jeszcze mocniej. Naucz się wykonywać profesjonalny makijaż, który zachwyca! www.youtube.com/DouglasPolska

ODKRYJ SEKRETY WYJĄTKOWYCH MAREK!


C

ristóbal Balenciaga nie bez powodu nazywany był krawcem nad krawcami. Już od początku kariery wyróżniał się wizjonerskim podejściem do mody. Jego najwyższej klasy projekty haute couture doceniły hiszpańskie elity i arystokraci, którzy odwiedzali jego pierwszy butik w San Sebastian. Jednak skrzydła rozwinął dopiero w Paryżu, gdy w 1937 roku przeniósł się na 10 Avenue George V. Jego sukces był niemalże natychmiastowy i stanowił początek trzydziestoletniego panowania Balenciagi w paryskiej modzie. Pokochała go prasa i klienci.

ELITA ZAPACHU

Już od ponad 100 lat dom mody Balenciaga zaskakuje niebanalnym podejściem do mody i urody. Dlatego w poszukiwaniu piękna i doskonałych perfum nie możesz pominąć paryskich wariacji na temat zapachu.

Cristóbal Balenciaga projektował prawdziwe dzieła sztuki, dzięki wyjątkowo wytwornym tkaninom oraz niesamowicie perfekcyjnemu cięciu. Odważył się używać kolorów, jego projekty były śmiałe i pełne uroku. Zawsze na pierwszym miejscu stawiał elegancję.

Tylko Balenciaga jest prawdziwym projektantem. Tylko on potrafi sporządzić wykrój, sfastrygować go, a następnie ręcznie zszyć. Wszyscy inni potrafią jedynie projekt naszkicować. Coco Chanel

Cristóbal Balenciaga zrewolucjonizował kobiece ubrania, w wyniku czego chodzimy dziś w szmizjerkach, sukienkach o kroju tunik i spódnicach bombkach. Jego architektoniczne myślenie o ubraniu jako o formie dało początek współczesnej modzie.

Haute couture to orkiestra, dla której tylko Balenciaga może być dyrygentem. Wszyscy pozostali jesteśmy tylko muzykami, grającymi tak, jak on nami pokieruje. Christian Dior

Dziś Balenciaga jest jedyną w swoim rodzaju marką modową, jedną z najpopularniejszych marek wśród fanek mody oraz młodych celebrytek na całym świecie. W pełni charakteryzują ją określenia: prestiż, wyrafinowanie, pomysłowość, eksperymenty, architektoniczny styl, ekstrawagancja i minimalizm.

Dom mody Balenciaga stanowi idealną platformę, aby wprowadzać na rynek nowe zapachy…


Pachnij jak

123

BALENCIAGA

Otul się fiołkową lub różaną wonią. Znajdź swoją osobowość ukrytą w jednym z flakonów.

4 „

Balenciaga Paris Szyprowy fiołek zawarty w zapachu wyraża luksus i kobiecość. Fiołkowy bukiet nadaje mu klasyczny ton, ale jego woń jest lekka i przyjem-

na jak pierwsze wiosenne dni. Balenciaga L’Essence To esencja pierwszego zapachu Balenciaga Paris. Skórzany fiołek zamknięty we flakonie jest intensywny

i drzewny, pasuje do kobiet nowoczesnych i eleganckich. Balenciaga L’Eau Rose Po raz trzeci tajemniczy fiołek rozkwita w butelce Balenciaga L’Eau Rose. Tym razem – muśnięty jeżynami i piżmem – jest pełen pasji, energii, zachęca do zabawy.

Zdjęcie: Grzegorz Nelec/Nelec Studio Photography, makijaż: Magdalena Przygoda, stylizacja: Aga Baumann/Nelec Studio Photography, stylizacja fryzury: Sebastian Kaźmierczak, modelka: Karolina, wianek i sukienka w kwiaty – Bizuu, naszyjniki – Patrizia Pepe/Stary Browar Poznań, koszula i spódnica – ZARA, materiały prasowe Balenciaga, Shutterstock.com

W zapachu Florabotanica róża w nucie serca ma sekretną moc nieskończonego oczarowania… Na pierwszy rzut oka jest to bardzo kwiatowa, niemal romantyczna kompozycja. Jednak po bliższym poznaniu rozbudza silniejsze i bardziej intensywne doznania. Lubię myśleć o tych perfumach jako o delikatnym i niebezpiecznym połączeniu, zapachu urzekającym i prowokacyjnym. Nicolas Ghesquière, były dyrektor marki Balenciaga 1.

2.

3.

Urzekające

FIOŁEK I RÓŻA 1. BALENCIAGA Paris, woda perfumowana, 30 ml, 239 zł, nr 507492 2. BALENCIAGA L’Essence, woda perfumowana, 50 ml, 329 zł, nr 630231 3. BALENCIAGA L’Eau Rose, woda toaletowa, 50 ml, 275 zł, nr 738485 4. BALENCIAGA Florabotanica, woda perfumowana, 30 ml, 229 zł, nr 709103

4.


Zdjęcie: Grzegorz Nelec/Nelec Studio Photography, makijaż: Magdalena Przygoda, stylizacja: Aga Baumann/Nelec Studio Photography, stylizacja fryzury: Sebastian Kaźmierczak, modelka: Julia/agencja GAGA, top, spódnica – Hector&Karger, naszyjnik – ORSKA, materiały prasowe SENSAI Kanebo International, Shutterstock.com

MOC

JEDWABIU

Choć jedwab w Chinach znany był już ponad 3000 lat przed naszą erą, dopiero w latach trzydziestych XX wieku objawiła się jego niewiarygodna moc.

O

dkrycia dokonano w Kanebo, które na początku swojej działalności było tokijską fabryką włókienniczą. Pewnego razu prezydent Kanebo, Sanji Muto, zauważył, że kobiety pracujące w fabryce włókienniczej mają wyjątkowo piękne dłonie. Zrozumiał wtedy, że w jedwabiu musi być coś niezwykłego, co uszlachetnia i wygładza skórę. Wkrótce po tym wydarzeniu nastąpił przełom w działalności firmy i Kanebo wprowadziło na rynek produkt, w którym po raz pierwszy w historii zastosowano jedwab – luksusowe mydło Savon de Soie. W ten oto sposób narodziło się Kanebo Cosmetics. Wprowadzenie jedwabiu do sektora kosmetyków wywołało sensację na świecie. Szczególnie pożądany był jeden z gatunków jedwabiu, znany tylko w Japonii i zarezerwowany jedynie dla rodziny cesarskiej – Koishimaru. Jego kokon, zwany maleńkim skarbem, jest o połowę mniejszy od zwykłego kokonu. Zawiera on delikatną i cieniutką nitkę, która jest niezwykle wytrzymała i gładka. Kosmetyki SENSAI Kanebo International są dzięki temu nieprzeciętne i zgodnie z filozofią marki trafiają do bardzo wymagających kobiet. Oprócz wykorzystywania cudownej mocy jedwabiu, marka słynie z zaawansowanych technologii i ze składników radykalnie przeciwdziałających procesom starzenia. Jeśli szukasz niebanalnych rozwiązań, poczuj moc jedwabiu w kosmetykach SENSAI.


Rytuał

SAHO

Sekretem nieskazitelnie gładkiej i nawilżonej skóry jest pielęgnacyjny rytuał Saho.

123

Podwójne oczyszczanie Japoński rytuał pielęgnacyjny rozpoczynamy od umycia twarzy produktem do demakijażu, następnie stosujemy delikatne „mydełko”, by wyeliminować wszelkie pozostałe zanieczyszczenia, takie jak sebum.

Dwuetapowe nawilżanie Dla osiągnięcia perfekcyjnego efektu, podczas kolejnego kroku trzeba zastosować lotion oraz nałożyć emulsję bądź krem. W ten sposób

SLOWFOOD

zapewnimy skórze odżywienie i ochronę. Podwójna aplikacja Ostatnim etapem rytuału jest masaż, a następnie uciskanie punktów na twarzy dla zapewnienia zwiększonego wchłaniania produktów i wzmocnienia efektów odmładzających.

KOISHIMARU – »jedwab wśród jedwabiów« zastrzeżony niegdyś jedynie dla japońskiej rodziny cesarskiej i dystyngowanej elity.

B A K Ł A Ż A N Gruszka Miłości w roli głównej

4.

1.

2. 5.

Niezmierzony

OCEAN NAWILŻENIA 3.

1. SENSAI KANEBO INTERNATIONAL Silky Purifying Cleansing Balm, balsam do demakijażu, 125 ml, 229 zł, nr 741804 2. SENSAI KANEBO INTERNATIONAL Silky Purifying Mud Soap, mydło do twarzy, 125 ml, 229 zł, nr 289501 3. SENSAI KANEBO INTERNATIONAL Cellular Performance Lotion II (Moist), aktywator pielęgnacji, 125 ml, 299 zł, nr 313181 4. SENSAI KANEBO INTERNATIONAL Cellular Performance Emulsion III (Super Moist), emulsja do twarzy, 100 ml, 449 zł, nr 313191 5. SENSAI KANEBO INTERNATIONAL Cellular Performance Lifting, Lifting Radiance Cream, krem do twarzy, 40 ml, 999 zł, nr 684230

Bakłażan, oberżyna lub gruszka miłości to ciepłolubna roślina z rodziny psiankowatych, uprawiana w prawie wszystkich tropikalnych lub subtropikalnych regionach świata, a nawet w strefach klimatu umiarkowanego. TEKST: Claudia Filippi ZDJĘCIA: Joanna Ogórek


SLOWFOOD

est rośliną jednoroczną o wielu odmianach, wyrastającą na wysokość od 30 cm do 1 m. Ma pojedyncze jasnofioletowe lub białe kwiaty, z których wyrastają okazałe podłużne, owalne, lub okrągłe owoce, pokryte gładką lub pręgowaną skórką w kolorach od białego, przez czerwony i fioletowy do prawie czarnego, o wadze dochodzącej do 500g sztuka. Największymi na świecie producentami bakłażanów są: Chiny, Indie, Turcja i Egipt, a w Europie: Włochy, Hiszpania i Grecja. Bakłażan pochodzi z Indii, dokładnie z regionu pomiędzy Assamem a dzisiejszą Birmą, gdzie już 4000 lat temu Hindusi nadali mu nazwę gruszka miłości, uważając go za afrodyzjak. Ślady istnienia tego warzywa odnaleziono także w chińskich manuskryptach sprzed 2000 lat. W krajach arabskich pojawił się na początku IV wieku przyjmując nazwę badingian. Brak antycznych łacińskich i greckich nazw, oraz rozprzestrzenienie się w Europie nazewnictwa pochodzącego od języka arabskiego wskazuje na to, że w XIV wieku dotarł do rejonu basenu Morza Śródziemnego przywieziony przez Arabów, najpierw di Afryki Północnej, potem do Hiszpanii i Włoch. Na początku traktowano go podejrzliwie stosując

Bakłażan pochodzi z Indii, dokładnie z regionu pomiędzy Assamem a dzisiejszą Birmą, gdzie już 4000 lat temu Hindusi nadali mu nazwę gruszka miłości, uważając go za afrodyzjak.

jako roślinę ozdobną. Może ze względu na mało apetyczny kolor, jak również na to, że toksyczny jeśli spożywany na surowo w dużych ilościach, przez długi czas uważany był przez botaników i ówczesnych lekarzy „chorym jabłkiem” (mela insana), odpowiedzialnym za ataki epilepsji u ich pacjentów. Tak powstała jego włoska nazwa melanzana. Bakłażany zawierają bardzo mało kalorii (16 na 100g) i tłuszczy (0,1%), z tego względu zalecane są w dietach niskokalorycznych. Natomiast są bardzo bogate w wodę (93%) i przyśpieszają pracę nerek. Poza tym mają właściwości oczyszczające i regulujące pobudzając działanie wątroby i jelit. W ich skórce znajdują się substancje działające na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi. Nie zawierają glutenu, a więc z powodzeniem mogą je spożywać osoby cierpiące na celiakię. Ich miąższ znajduje zastosowanie w przemyśle kosmetycznym jako składnik nawilżających i odżywczych kremów i maseczek do twarzy. Taką maseczkę możemy przygotować domowym sposobem rozgniatając miąższ widelcem mieszamy go z jogurtem i nakładamy na twarz na 15 minut. Nie nadają się do jedzenia na surowo, ponieważ są gorzkie w smaku i zawierają toksyczną solaninę, znajdującą się również w ziemniakach i zielonych pomidorach. Z drugiej strony mają właściwości bardzo dobrego wchłaniania tłuszczów, stwarzając tym samym możliwość przygotowywania wielu smacznych dań. Z tych powodów spożywane są tylko po ugotowaniu. Bakłażany są synonimem kuchni słońca, warzywem lata, które doskonale się komponuje z oliwą z oliwek, cukinią, pomidorem i papryką. Potrzebuje ciepłego klimatu, gdyż w temperaturze poniżej 12 st. C przestaje rosnąć. Sezon na nie trwa od czerwca do września. Kiedy je kupujemy zwróćmy uwagę żeby miały zielone listki i ogonek, a skórka ich była gładka i naciągnięta, bez wgnieceń i ciemnych plam. W lodówce przechowujemy je nie przykryte, wytrzymują nawet tydzień pod warunkiem, że nie oderwiemy listków i ogonka, które przedłużają ich świeżość. Po obgotowaniu można je kroić i zamrażać lub zaprawiać w oliwie z czosnkiem, chilli i oregano. Sztuka przygotowania bakłażanów polega na usunięciu goryczki. W tym celu należy je pokroić w plastry, osolić, ułożyć na sicie, przycisnąć ciężarem i poczekać aż puszczą wodę i obciekną, potem opłukać i osuszyć. Przyrządza się je na wiele sposobów: gotowane, smażone, pieczone i grillowane. Lista potraw włoskich, greckich, hiszpańskich, państw Maghrebu i Bliskiego Wschodu jest nieskończona. W Turcji i Grecji „musaka”, w Libanie, moja ulubiona pasta z bakłażanów „babaganoush” z tahiną,

doprawiona sokiem cytrynowym, chilli, czosnkiem i oliwą. W Syrii wśród niezliczonych potraw, najwspanialsze są wydrążone (z malutkiej odmiany), nadziewane figami i kandyzowane.

są podobni, może ze względów historycznych; ale jeśli chodzi o to coś co mają w ręku neapolitanki, to również Sycylijki nie ustępują im w tym względzie.

Na południu Włoch, szczególnie na Sycylii – nie bez powodu Arabowie pozostali tam przez dwa wieki – są najbardziej doceniane. Jak wiemy, Włochy są ojczyzną makaronu, również z dodatkiem bakłażanów. Lecz królową wszystkich past z bakłażanami jest ta robiona na Sycylii, „alla Norma” . Jest daniem szczególnie wskazanym na letni posiłek, tak ze względu na dostępność podstawowych składników (pomidory, bakłażany, bazylia) jak i na wspaniały świeży smak. Ta specjalność z Catanii, powstała w hołdzie dla najpiękniejszej opery sławnego kompozytora pochodzącego z tego miasta Vincenzo Belliniego - „Norma”. Jeżeli kiedykolwiek zdarzy się Wam rozmawiać z neapolitańczykami o kuchni, radzę zachować ostrożność, albowiem są przekonani o tym, że gotują lepiej niż cała reszta świata. Należy wiedzieć, że w Neapolu trzy rzeczy są absolutnie nietykalne; Święty January, patron ich miasta, Diego Maradona i kuchnia własnej matki. W czasie moich licznych pobytów w tym mieście, godzinami debatowałam z wieloma przyjaciółmi broniącymi tezy, że jeżeli danie jest przygotowywane ręką neapolitanki, to ma w sobie to coś, czego nie można wytłumaczyć. Gdybyśmy się przenieśli na południe, a dokładnie na Sycylię, wojna z neapolitańską tradycją kulinarną byłaby nieuchronna. Pod wieloma względami neapolitańczycy i sycylijczycy

Jeden produkt szczególnie charakteryzuje kuchnię tych dwóch regionów: czarno-fioletowy smakowity bakłażan wchodzący w skład wielu przepisów związanych z tradycją. Przepisów, które zapewniam, z małymi zmianami, ale przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Możemy być pewni, że w każdym neapolitańskim lub sycylijskim domu nigdy nie zdołamy zjeść takiego samego dania z bakłażanów. Szczególnie latem wyzwanie jakim jest przygotowanie tego smacznego warzywa, przypomina w pewnym sensie start w zawodach i żaden największy nawet upał nie spowoduje by ktokolwiek z niego zrezygnował. By podtrzymać tą żywą tradycję i wyzwać w pewnym sensie sycylijskich przyjaciół, pozwolę sobie podać neapolitański przepis na prawdziwą parmigianę z bakłażanów, która prawdopodobnie ma w sobie to coś czego nie można wytłumaczyć.

Parmigiana z bakłażanów NA 4 OSOBY

1kg bakłażanów 1 kartonik lub butelka przecieru pomidorowego (nie mylić z koncentratem) 1 puszka pomidorów pelati pokrojonych w kostkę 2 jaja mąka listki bazylii oliwa extra vergine 700g mozzarelli 30g startego parmezanu 1 ząbek czosnku sól, pieprz

Najpierw myjemy bakłażany i nie obierajmy ich ze skóry. Potem kroimy wzdłuż na niezbyt cienkie plastry i wkładamy na 20 minut do zimnej wody aby straciły goryczkę. W międzyczasie w głębokiej i szerokiej patelni rozgrzewamy sporą ilość oleju do smażenia. Rozbijamy jajka i solimy. Na talerzu przygotowujemy odpowiednią ilość mąki do panierowania, a na tacy rozkładamy ręcznik papierowy, na którym będziemy układać usmażone bakłażany do osączenia z nadmiaru tłuszczu.

Teraz dobrze je odcedzamy, zanurzamy w rozbitym jajku, panierujemy w mące, smażymy na złoto i zabieramy się za przygotowanie sosu. W głębokim rondlu na oliwie podsmażamy na złoto cały ząbek czosnku, dodajemy pomidory z puszki i przecier, oraz garść całych listków bazylii. Doprowadzamy do wrzenia na mocnym ogniu, doprawiamy solą i pieprzem, przykrywamy pokrywką i 20 minut gotujemy na małym ogniu.


SLOWTRENDY

FOT. MARCIN OLIWA

FOT. MACIEJ ZAKRZEWSKI

M A LTA FESTIVAL POZNAŃ 2013

Malta Festival Poznań to największy i najbardziej znany festiwal sztuk performatywnych w Polsce. Powstał w 1991 r. jako festiwal teatru alternatywnego, jednak bardzo szybko w programie imprezy pojawiła się muzyka, a następnie taniec, film i w końcu sztuki wizualne. TEKST: Anna Reichel

d początku swojego istnienia festiwal prezentował najciekawszych twórców europejskich, często jeszcze w Polsce mało znanych, sprowadzał międzynarodowe gwiazdy i promował młode polskie talenty. Te elementy i jakość prezentowanych wydarzeń pozostają niezmienne, jednak formuła festiwalu ewoluuje, dzięki czemu – mimo 23 letniej historii – „Malta” się nie starzeje i wciąż wyznacza trendy w sposobach prezentowania sztuki.

GENARATOR MALTA – „NA PLACU WOLNO…”. Hasło to ma podwójne znaczenie – z jednej strony zachęca do wyjścia na Plac, bycia razem, uczestnictwa w wielkim święcie jakim jest festiwal, wymiany myśli, umiejętności i rzeczy oraz dzielenia się swoimi pasjami, zainteresowaniami i pomysłami; z drugiej – odwołuje się do fi lozofii (po)wolnego, zrównoważonego życia (Slow Life) i powrotu do wartości niezbędnych do osiągnięcia harmonii, szczęścia i poczucia bezpieczeństwa. Plac Wolności stał się na czas festiwalu jego sercem, miejscem działań artystycznych, spotkań i wypoczynku. Wspólnie z architektami Jolą Starzak i Dawidem Strębickim z Atelier Starzak Strebicki – Pracownia Architektury oraz młodymi projektantami ze School of Form, festiwal zbudował tu zielone i otwarte dla wszystkich mikromiasto z piekarnią, ekologicznym targiem, zdrową kuchnią, barem, księgarnio-czytelnią, strefą relaksu i dwoma scenami – teatralną i klubową, na których prezentowane są spektakle, koncerty i pokazy fi lmowe. Kamienny plac się zazielenił – w ramach jednego z generatorowych projektów wspólnie z mieszkańcami powstał ogród, a dzięki Slow Life Magazyn, który jest partnerem projektu, pojawiło się

FOT. MARCIN OLIWA

Człowiek-maszyna i powrót do źródeł tu 40 drzew. Dzień można zacząć od ćwiczeń jogi lub tai-chi, kupienia zdrowej żywności i pieczonego na miejscu chleba czy posłuchania w hamaku słuchowiska Teatru Polskiego Radia lub poczytania książki w ogrodzie. Przez cały dzień działa Lokal: Kuchnia, w którym wyłonieni w konkursie blogerzy kulinarni przyrządzają zdrowe posiłki z lokalnych produktów. Po południu odbywają się spotkania (np. na prowadzony przez Jacka Żakowskiego cykl „Wokół demokracji”, czy spotkania z krytykiem teatralnym i kulinarnym Maciejem Nowakiem), warsztaty (kulinarne, rękodzielnicze) i tradycyjne „Fajfy”, czyli potańcówki przy muzyce na żywo. W wieczornej ofercie są spektakle, koncerty i pokazy fi lmowe oraz Silent Disco, czyli cicha dyskoteka, której uczestnicy tańczą w rytm muzyki słuchanej w bezprzewodowych słuchawkach. Jest też ciekawy program zajęć dla dzieci. Na wszystkie wydarzenia odbywające się na placu wstęp jest wolny.

Wydarzeniami, które jednorazowo przyciągają największe tłumy uczestników są doskonałe koncerty międzynarodowych gwiazd. W tym roku zaplanowano dwa takie wydarzenia. Pierwszym był koncert zespołu zaliczanego do wąskiego grona formacji, które zmieniły oblicze współczesnej muzyki - legendy muzyki elektronicznej, grupy KRAFTWERK , który odbył się w piątek, 28 czerwca 2013 r. Natomiast na zakończenie tegorocznej przedłużonej edycji festiwalu, 20 lipca, wystąpi ATOMS FOR PEACE – czyli supergrupa, w której spotkali się charyzmatyczny frontman Radiohead – Thom Yorke i jeden z najlepszych basistów na świecie - Flea z Red Hot Chili Peppers. Ich koncert poprzedzą występy kolejnych świetnych muzyków: amerykańskiej wokalistki, multi instrumentalistki i kompozytorki Chan Marshall znanej jako Cat Power oraz fascynującej kenijsko-brytyjskiej grupy Owiny Sigoma Band.


MALE HERO

zdjęcie Michał Szlaga

W CHMURACH

wydanie bursztynowe Bursztyn inspiruje i w nowoczesnym wydaniu zaskakuje wieloma swoimi postaciami. Bursztynowy szlak w wydaniu SLOW. ◆ Kuchnia SLOW FOOD, czym się wyróżnia z pośród wielu i na czym właściwie polega. Prezentacje Szefów Kuchni i ich inspiracji naturą w daniach i przepisach kulinarnych, do przygotowania dla każdego. ◆ SLOW TRENDY w modzie designie i sztuce, spojrzenie oczami projektantów i twórców, nawiązujących w swoich dziełach do inspiracji otaczającym światem. ◆ Podróż w stylu SLOW, którą przeżyjecie w niekonwencjonalny sposób i dotrzecie do miejsc, które z pozoru wydać się mogę mniej ciekawe, a po chwili zaskoczyć oryginalnością, duchem historii i wyjątkową gościnnością tubylców.

To wszystko i wiele więcej o SLOW w najnowszym wakacyjnym wydaniu SLOW LIFE MAGAZYN

WWW.SLOWLIFEMAGAZYN.PL

Pozwolić sobie na chwilę wyciszenia w dzisiejszym świecie pełnym bodźców, dzwięków, niepotrzebnych informacji. Wibrujących telefonów. Atakujących maili. Mieć moment dla siebie – prawie niemożliwe. Wyłączyć się z takiego życia. I być. Po prostu. Takim momentem jest podróż. Lot samolotem. Ucieczka. Wyłączona komórka to jedyna dziś opcja na spokój. Jak inspirująco dopełnić ten czas? Ja wiem. Świetni bohaterowie opisani wprost, po męsku, genialna fotografia, prostota i klasa, to coś, za co czytelnicy „Malemena” pokochali ten prawdziwie polski magazyn. Teraz wybrane fragmenty towarzyszyć Wam będą w podróży. Z pewnością będzie udana.

Olivier Janiak


MALE HERO

Mamed

CHALIDOW MÓJ WEWNĘTRZNY DŻIHAD tekst Michał Kukawski zdjęcia Artur Wesołowski/76management

Dwa remisy, cztery porażki i 26 wygranych pojedynków, w tym 11 przez nokaut i nokaut techniczny. Od października 2005 roku przegrał tylko raz. Mamed Chalidow pochodzi z kraju, który w ciągu ostatnich 300 lat wywołał siedem wielkich powstań przeciwko Rosji. Urodził się w kraju, w którym mężczyźni wojnę mają we krwi. W Polsce znalazł dom, ale to Kaukaz go wychował, a tam nadal najważniejsze są przyjaźń, rodzina, Bóg, honor i odwaga. Do tego to bardzo zabawny, opiekuńczy i wrażliwy gość.

J

ego walka z Adamem Skupieniem trwała zaledwie pięć sekund. – To chyba najkrótsza walka, jaką widziałem! – krzyczy telewizyjny komentator sztuk walki Andrzej Janisz, gdy Chalidow jednym kopnięciem w głowę posyła rywala na deski. Skupień nawet nie zdążył podnieść pięści do gardy. – Wchodząc do ringu w formule MMA, należy spodziewać się wszystkiego – pouczał go Janisz, który komentując sześć lat później walkę Mameda z Jamesem Irvinem podczas 15. gali KSW, porównywał „naszego Czeczena” do odbezpieczonego granatu, toczącego się po ringu – nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Tym razem eksplodował w 33. sekundzie, gdy cięższy o prawie dziesięć kilogramów Amerykanin siedział na nim i okładał go pięściami. Jakimś cudem Mamed walczący w polskich barwach zarzucił mu nogę na bark, wywinął się, jednocześnie zakładając mu dźwignię na staw

łokciowy. Działo się to dokładnie rok po przegranym na punkty pięciorundowym pojedynku z ciemnoskórym Brazylijczykiem Jorge Santiago o mistrzostwo federacji Sengoku w wadze średniej. Tamtego dnia w Tokio zbierało się na deszcz, temperatura utrzymywała się w granicach dziesięciu stopni Celsjusza. Był marzec 2010 roku. Mamed wyszedł na ring pewny siebie – kilka miesięcy wcześniej z tym samym przeciwnikiem wygrał już w pierwszej rundzie – zaczął od kopnięć: na korpus, high-kick, z wyskoku, z obrotu. Pod koniec drugiej rundy Santiago wykręca Chalidowi rękę, zakłada dźwignię i dociska ją z całej mocy, kładąc się na niej całym ciałem. Japońscy komentatorzy są w ekstazie, ręka Mameda zaraz gruchnie jak spróchniała gałąź, mijają jednak kolejne sekundy, a Chalidow nie poddaje walki. Czas leci, ból musi być nie do zniesienia, ręka jest tak wygięta, że aż strach patrzeć, zaraz będzie koniec. Mamed nadal nie klepie w matę. Po 20 sekundach wyrywa się z uścisku.


MALE HERO

Japończycy mruczą z uznaniem. – Ciężko odklepać, bo nawet jak boli, to nie chce się przegrać. Do końca bym trzymał i tak. Czy poszłaby ręka, czy nie, i tak bym trzymał. Nie po to walczy się o pas, żeby odklepać w takim momencie. NIE IDZIESZ NA ŚMIERĆ Jako dziecko Mamed cierpiał na reumatyzm. W wieku trzech lat nagle przestał chodzić. Czołgał się na kolanach, tak dokuczliwe miał bóle w stawach i łydkach. Przeleżał kilka ładnych miesięcy w szpitalu. W końcu postawili go na nogi, ale ból nie minął. – Jak tylko zaczynało mnie boleć, szedłem do dziadka albo do sióstr – leżałem, a oni mi masowali nogi i tak zasypiałem. Do dziś mnie od czasu do czasu nogi kręcą, ale tamten ból był nie do wytrzymania – i tak to trwało do 12. roku życia. To wtedy zapisał się na karate. W Katowicach, podczas KSW 13, Japończyk Ryuta Sakurai założył mu kimurę, a że staw obojczykowo-barkowy w lewym ramieniu miał w rozsypce, to i całą rękę miał wyjątkowo słabą i był pewien, że już po zawodach. – Zaczął mi ją wyginać w każdą stronę, czułem, że zaraz mi zerwie cały staw, ale wylazłem jakoś z tego. Z Santiago było jeszcze gorzej. Pod koniec trzeciej rundy Brazylijczyk leży na plecach, Chalidow trafia go kilka razy w głowę, ale nie ma już tej zwinności, szybkości, mocy ani precyzji, żeby oddać tych kilka decydujących ciosów. Wygląda na wyczerpanego. Jak sęp krąży nad leżącym Santiago, ale wyraźnie brakuje mu koncepcji, robi wrażenie bezradnego. – Prawie go tam miałem. I to samo było w czwartej. Tego dnia byłem jednak zupełnie bez formy. Jedyne, o czym marzyłem, to pójść spać. Myślałem: czym szybciej ta walka minie, tym szybciej pójdę do łóżka. Byłem przemęczony, bo przesadziłem z przygotowaniami, moi trenerzy mnie najzwyczajniej w świecie zajechali, plus podróż do Japonii, po której w ogóle nie mogłem dojść do siebie, bardzo słabo spałem – w nocy przed walką prawie nic. Walczyłem na 60 proc. możliwości, nic a nic nie byłem w stanie przyspieszyć. W piątej odsłonie Santiago dominuje. Mimo iż przez pierwszą część rundy broni się z pozycji leżącej, kopnięciem rozcina Chalidowi czoło. Walka zostaje przerwana, by zatamować krwawienie. Mamed leży na linach, gdy mu ocierają twarz czerwoną do krwi. Jest wycieńczony. W końcu walka zostaje wznowiona, słychać głos trenera: „Trzymaj się! Ostatnie 45 sekund!”. – On robił swoją akcję, a ja tylko się starałem, żeby nie zrobił mi krzywdy, żeby może na punkty wygrać – to w ogóle nie był mój styl. Nie miałem sił ani chęci, ani pomysłu, niczego. Ale wszystkie błędy czegoś uczą. Wspólnie z trenerami przyznają, że tamta walka zmieniła nie tylko sposób przygotowania, lecz także miała kluczowy wpływ na myślenie o każdej kolejnej walce. – Rozkładanie sił, strategia, przyspieszanie – to wszystko jest w głowie. Bez myślenia nie ma co wchodzić na ring. Na początku czerwca, podczas 23. gali KSW w Gdańsku, Chalidow zmierzy się z Holendrem Melvinem Manhoefem.

Mówi, że nigdy wcześniej nie był tak dobrze przygotowany do walki. Trenował z rosyjskimi zapaśnikami i sześciokrotnym mistrzem świata K1 i Muay Thai, Tomkiem Makowskim. – Teraz tylko mieć świeżą głowę i myśleć podczas walki – chodzi o to, żeby nie zawładnęły mną emocje, by móc trzeźwo myśleć. Zawsze staram się wyjść na ring skupiony i jednocześnie rozluźniony; każdą kolejną walkę traktuję jak sparing, myśląc o tym, że muszę wykonać swój plan taktyczny i doprowadzić do zwycięstwa. – I nigdy nie denerwujesz się przed zawodami? – Czuję lekki stres, adrenalina pobudza... To nie są nerwy, które sprawiają, że nie jestem w stanie wyjść z szatni. A znam takich zawodników – na treningach są doskonali, a przed walką stoją bladzi, wymiękają, nie wiedzą, co się z nimi dzieje. To nie jest tak, że idziesz na śmierć. To nie jest wojna. To jest sport. CZECZEŃSKA KREW Mamed Chalidow dobrze wie, czym jest wojna. Urodził się w 1980 roku w Groznym, stolicy Czeczenii, będącej wtedy częścią Związku Sowieckich Republik Radzieckich. Jego dziadkowie, jak większość Czeczenów i Inguszów, zostali deportowani w 1944 roku do Kazachstanu. Tam też urodzili się jego rodzice. Do Czeczenii obie rodziny przyjechały w drugiej połowie lat 50., parę lat po śmierci Stalina. Dziadek ze strony ojca już wtedy miał spore doświadczenie w prowadzeniu młyna – miał jeden w Kazachstanie. Po powrocie do kraju znalazł kolejny, tyle że już poza granicą republiki – stary, olbrzymi, drewniany młyn. Obok założył fabrykę oleju rzepakowego i słonecznikowego – biznes okazał się strzałem w dziesiątkę. – Słyszę te dźwięki. Młyn pracował tylko za dnia, ale fabryka oleju pracowała dzień i noc. Dobrze pamiętam ten hałas maszyn – zasypiałem, wsłuchując się w to monotonne tyr-tyr-tyr. Tata Mameda poszedł w ślady ojca, młyn, który przejął, stał 50 kilometrów od Groznego. Dom mieli na Minutce, w dość zamożnej dzielnicy miasta, bo i jego rodzina do najbiedniejszych nie należała – mieli konie, krowy, kury i stado ponad 70 owiec. – Owce i konie uwielbiam, ale kur nie znoszę. Codziennie rano, jeszcze zanim wyszedłem do szkoły, musiałem czyścić im klatki, a trzeba wiedzieć, że nic tak nie śmierdzi jak kurze gówno. Gdy wybuchła pierwsza wojna z Rosją, Mamed miał 14 lat, od dwóch lat ćwiczył karate. – Oglądało się filmy z Bruce’em Lee i chciało się być jak on. Notowałem sobie w zeszycie, jakie filmy z Bruce’em Lee obejrzałem i ile razy. Robiło się nunczako, wszystko było jak trzeba – 32-latka rozbawia to wspomnienie. W lutym 1995 roku do Groznego wjeżdżają rosyjskie czołgi. – Jak trener powiedział, że idzie walczyć, to ci starsi, 17-, 18-latkowie poszli za nim. Nie chciał się zgodzić, ale oni i tak poszli. Większość zginęła. Ja byłem za młody, choć byli i 15-latkowie, którzy walczyli. – Nie przeszło ci przez myśl, żeby ruszyć z nimi? – Dziadek nigdy by mi nie pozwolił. Mojemu starszemu

MALE HERO

Chciałem umieć się obronić, byłem chudy – ważyłem 77 kilogramów. Trzeba wiedzieć, że na Kaukazie sporty walki są bardzo popularne. I tak sobie wymyśliłem MMA – to dyscyplina najbardziej zbliżona do prawdziwej walki kuzynowi zabronił, a co dopiero mnie. Myślę, że 80 proc. chłopaków, którzy trenowali, dołączyło wtedy do oddziałów Chamzata Giłajewa. To jest właśnie czeczeńska krew. Właściwie od 300 lat nieprzerwanie ciągną się wojny na Kaukazie... Ale nie o to chodzi – czeczeńska krew to honor, uczciwość, odwaga, waleczność, braterstwo, poświęcenie. – Kto cię tego nauczył? Dziadek? – Dziadek był najważniejszy. Jego najbardziej kochałem, bardziej niż ojca. Tak naprawdę to on mnie wychował. Ojciec pracował bardzo ciężko, wracał do domu tylko na weekendy i też nie zawsze. Dziadek zmarł, gdy Mamed miał 15 lat. Wtedy dopiero zbliżyli się z ojcem. – Czeczeńskie tradycje niewiele mają wspólnego z islamem, bo Koran mówi, że trzeba być z dziećmi blisko, dobrze je traktować, przytulać, a w Czeczenii jest zupełnie na odwrót – mężczyzna nie może spoufalać się z dziećmi, musi być twardy, surowy, trzymać dystans. – Ty tak nie traktujesz swojego syna? – W islamie powiedziane jest, że trzeba okazywać miłość i dbać o swoje dzieci. – I dziadek taki właśnie był? – Zawsze mnie przytulał. Wszystkie najfajniejsze rzeczy robiło się z dziadkiem. Pierwszy rower – dziadek, drugi rower – dziadek. Samochodem też on mnie nauczył jeździć. Miałem 12 lat. On nigdy nie mówił, że coś go boli, że coś mu dokucza, a okazało się później, że miał problemy z sercem. Nie chciał siadać za kierownicą, ale i też nie chciał mówić, że źle się czuje, więc z uśmiechem na twarzy siadał na miejscu pasażera i mówił do mnie: „Dobra, to teraz ty poprowadź”. No to siadałem i czasami robiłem 200 kilometrów w górach w zimie, przepaść z jednej strony, na drodze ślizgawka jak na lodowisku – na szczęście to była łada niva z napędem na cztery koła. Ja właściwie niczego

nieświadomy, wyluzowany, bo dziadek cały czas krzyczał do babci z tyłu: „Zobacz, jak on prowadzi! No świetnie jedzie!”. Babcia blada, milczała. „Świetnie jeździsz!”– krzyczał mi do ucha. Więc zawsze w siebie wierzyłem. PUSTY PLAC – Czeczenia jest mała, a wojna była wszędzie, dużo ludzi poginęło, krewnych, kolegów, przyjaciół. Jak to na wojnie. Ja to wspominam jak zły sen, który miałem kiedyś, dawno temu. Przed wojną nigdy bym nie przypuszczał, że będzie wojna. A jak wojna się zaczęła, byłem zaskoczony tym, co nas spotkało. – Nie dowierzasz wspomnieniom? – A jak mam dowierzać? Bomby, życie w piwnicach, czołgi i tzw. zaczystki, o których się ciągle słyszało – przychodzili i zabierali młodzież. Żyliśmy w strachu, w spartańskich warunkach. Piwnica była zarazem kuchnią, sypialnią, ubikacją. Jak tylko zaczynało się ostrzeliwanie, uciekało się do piwnicy. I czasami siedziało tam kilka dni. – Jakieś rodzinne legendy z tamtych czasów przetrwały? Rozmawiacie o tym? – Jest taka jedna historia. Bomby latały, a ciotka gotowała. Eksplozje się zbliżały, a ona jeszcze kończyła smażyć. W końcu wujek złapał ją za fraki, zdążyli tylko skoczyć do piwnicy, jak pocisk trafił w ich mieszkanie. Ściana oberwana, drzwi do piwnicy urwane. A jak mysz widziała, to darła się wniebogłosy, wskakiwała na krzesła, na stół, tak się myszy bała. Taka to zabawna historia z czasów wojny – mówi ironicznie. – A co z waszym domem? – Bomba spadła, nic nie zostało, dziś jest tam pusty plac. Wcześniej stamtąd wyjechaliśmy. Spakowaliśmy się, jak tylko zaczęło się robić ostro – najpierw do rodzinnej wioski i stamtąd po jakimś roku do Rosji, do dziadka. I już stamtąd jechałem do Polski. ZAPUKAĆ DO DRZWI Wyjazd na studia do Polski pomaga załatwić kuzyn matki, profesor na jednej z czeczeńskich uczelni – wtedy w ramach pomocy uniwersytety na całym świecie fundowały darmowe stypendia dla młodzieży zamieszkującej tereny objęte konfliktami zbrojnymi. To był pomysł mamy. Mamed prosi tylko, żeby nie była to politechnika ani inna uczelnia techniczna, gdzie trzeba będzie uczyć się matematyki. – Pa mięta m, że można by ło w yjechać i do Egiptu, i do Włoch, ale najwięcej miejsc było w Polsce. Wymóg był jeden – trzeba nauczyć się języka. Ośmiomiesięczny kurs zaczynał się w październiku 1997 roku we Wrocławiu. – Przyjechałem z Rosji, dopiero co skończyła się pierwsza wojna czeczeńska, tam zawsze patrzono na nas krzywo, człowiek był przyzwyczajony do tego, że na każdym kroku jest dyskryminowany, a w Polsce ludzie pytali: „skąd?”, „z Czeczenii?”, „a to super!”. Podejrzewam, że wtedy w Polsce łatwiej było być Czeczenem niż Rosjaninem. Ale nie myślałem, że tu zostanę. Miałem nadzieję, że szybko skończę studia i wrócę do domu. Wprowadza się do domu studenckiego przy ulicy Zygmunta


MALE HERO

Wróblewskiego, niedaleko wrocławskiego zoo. Szybko zaprzyjaźnia się z Ahmedem z Inguszetii – razem spędzą w różnych akademikach i wielu pokojach studenckich ponad siedem lat. Szybko będą jak bracia. – Najgorszy moment to jak wsiedliśmy do tramwaju – jechaliśmy na pierwsze zajęcia i słyszeliśmy tylko „ś”, „ć”, „sz”, „si”... To była tragedia. Mówię: „Jak tego języka można się nauczyć?”. Tamten czas okaże się najlepszym okresem w życiu Chalidowa. – Z przyjemnością chodziłem na zajęcia – grupa 30 osób, ludzie z całego świata: z USA, Kanady, z Afryki, Węgier, Ukrainy, Rosji. Świetni wykładowcy, to był zupełnie nowy sposób uczenia dla mnie. Można było rozmawiać tylko po polsku i pomagać sobie jedynie gestami. Bardzo tam było zabawnie. Oprócz nas było jeszcze kilka osób rosyjskojęzycznych i któregoś razu słyszymy, że mamy zapukać do drzwi, a po rosyjsku „pukać” to znaczy „puszczać bąki”. – Pierdzieć. – Tak. I jak nauczycielka powiedziała „zapukać”, to wszyscy ci, którzy mówili po rosyjsku, wybuchnęli śmiechem. Pyta, o co nam chodzi? I powtarza: „Pukać do drzwi”. My płaczemy ze śmiechu. Z przodu siedział chłopak z Osetii, Maks, miał wielkie, odstające uszy, ale bardzo fajny gość, i ona mu mówi, żeby wstał i pokazał, jak puka. „Ale co mam pokazać?” – dopytuje. „No normalnie, proszę podejść do drzwi i zapukać”. Cała nasza grupa leży na ziemi i wyje ze śmiechu, on czerwony jak burak. Reszta patrzy na nas jak na wariatów. Stanął przy drzwiach, nabrał powietrza w usta i następnie udał, że pierdzi. Ja myślałem, że się posikam ze śmiechu. Bardzo dużo tam było takich sytuacji. Najśmieszniejszy czas w moim życiu. PIĄTKA ZA ISLAM Razem z Ahmedem przenoszą się na Uniwersytet Warmińsko-Mazurski do Olsztyna, będą studiowali zarządzanie i administrację. Jest rok 1998. Mamed zapisuje się na taekwondo w ramach zajęć z wuefu, jednocześnie chodzi na zapasy – raz, dwa razy w tygodniu i siłownię. Oprócz tego regularnie odbywa sparingi w pokoju ze swoim przyjacielem. – Lubiłem sporty walki, poza tym chciałem umieć się obronić, byłem chudy, ważyłem 77 kilogramów. Trzeba też wiedzieć, że na Kaukazie sporty walki są bardzo popularne. Gdy w 2003 roku otwarto klub MMA Olsztyn, jego przedstawiciele byli jednymi z pierwszych, którzy zapukali do jego drzwi. Jest tam do dziś. W 2011 roku klub został uznany za najlepszy w Polsce. – Zawsze chciałem trenować MMA. To dyscyplina najbardziej zbliżona do prawdziwej walki. Szybko się wkręcił, choć pierwsze dwie walki – obie rozegrane na Litwie w 2004 roku – przegrał w pierwszej rundzie. – Szybko przegrałem też swoją trzecią walkę, ale powoli, powoli zacząłem się rozkręcać. – Ale nie podejrzewałeś, że będziesz z tego żył po studiach? – No skąd. Napisałem pracę magisterską zatytułowaną „Islam a terroryzm”, obroniłem ją na piątkę, zadzwoniłem

do rodziców, ale nie było do czego wracać. Zgodzili się, żebym został jeszcze rok i trenował. Ojciec bardzo mnie w tym wspierał, także finansowo. Gdyby nie rodzice, to nic by z tego nie było. Teraz ja im pomagam. Oczywiście ojciec się opiera, wstydzi się wziąć od syna pieniądze, bo jego zdaniem powinno być na odwrót. Całe życie rodzice mnie wspierali, ja się im nigdy nie odwdzięczę za to, co dla mnie zrobili. Cały świat im oddam i tak to nie będzie tyle, na ile zasługują. Ćwiczył w pocie czoła, zaczął wygrywać swoje pierwsze poważniejsze walki, ale co z tego, jeśli za pojedynek dostawał tysiąc złotych, a przygotowania do walki trwały trzy miesiące. – Rodzice zadzwonili i mówią „czas wracać”. – Ale ty już miałeś tu narzeczoną. – Tak, to był bardzo trudny okres dla mnie. Pojechałem do domu, a przecież tu zdobyłem pierwszy pas Międzynarodowego Mistrza Polski MMA, pokonując ówczesnego mistrza KSW Jacka Buczkę. Zorganizowano mu walkę w Groznym. Ludzie z trybun wrzeszczeli: „Bij Polaka!”. Takiego przyjęcia się nie spodziewał. – Pokonałem tamtejszego mistrza, Raszida Magomiedowa, ale nie miałem tam perspektyw, a czułem, że to moja droga, więc wyprosiłem ojca, by dał mi jeszcze dwa lata, i wróciłem do Polski. Martwił się, że nie przejmę po nim biznesu, że nie będę wiedział, jak go prowadzić, gdyby mu się coś stało. Wyłącznie o mnie się martwił, nigdy o siebie. W 2004 roku ożenił się z Ewą, dziewczyną, którą spotkał rok wcześniej na bilardzie. Trzy lata później podpisał kontrakt z KSW. – To nadal nie były duże pieniądze, nie dało się z tego żyć, nadal musiałem pracować na bramkach w dyskotekach, ale i tak było trochę lepiej. Po jakimś czasie pojawili się sponsorzy, ojciec zobaczył, że wygrywam, ale i tak co jakiś czas pytał, co dalej, co będzie dalej? Pojechałem do Stanów, do Japonii... Zarabiać zacząłem w 2010 roku. Teraz już ojciec wie, że nie mam po co wracać. BÓG JEST WE WSZYSTKIM – Za każdym razem, kiedy kończę walkę, to dziękuję Bogu, Allahowi. To jest tylko wyznawanie mojej wiary i nic więcej, ludzie to rozumieją i mnie to cieszy. Słyszę czasami, że Polska jest mało tolerancyjna, ale ja się nigdy nie spotkałem z nietolerancją. Dla mnie religia zawsze była ważna, a od kilku lat jest najważniejsza. – Ważniejsza od rodziny? – Bóg i rodzina to to samo. Mówiąc „Bóg”, mówię także o rodzinie. Bóg jest we wszystkim. Jak człowiek trzyma się zasad bożych, to trzyma się rodziny, bliskich, krewnych, szanuje ludzi. Trzeba się starać, by iść tą drogą. – Miałeś momenty, że zbaczałeś z tej drogi, gubiłeś ją? – Codziennie są takie sytuacje – poniesie człowieka, powie coś głupiego... To codzienna walka z samym sobą, ze swoimi słabościami. Wojna. Taki mój wewnętrzny dżihad.


www.malemen.pl

w

my Nie stoi z nami! , chodź miejscu

MER U N Y N J Y WAKAC EDAŻY

PRZ

JUŻ W S

h salonac w j a k u Sz ch i na prasowystore App

W NUMERZE: LESZEK MOŻDŻER

Sierpniowa premiera ścieżki dźwiękowej z muzyką Możdżera do filmu Artura Barona „Wszystkie kobiety Mateusza” to jeszcze nie powód do rozmowy. Ale czy do spotkania z geniuszem potrzeba powodów?

LUDZIE MORZA

Nie spodziewaliśmy się, że spotkanie z przyjaciółmi z Fundacji Nasza Ziemia stanie się dla nas inspiracją do tak niezwykłej przygody. Do takich spotkań. Z rybakiem z rodu, który od pokoleń łowi łososie w Bałtyku, badaczem Arktyki, poetą, który potrafi nanizać kalmary na światło, kapitanem holownika, który ciągnie po oceanach olbrzymie kadłuby, i z komandosem z Formozy, który tak naprawdę wcale nie ma na imię Paweł.

ANITA WERNER

Kto jednym spojrzeniem, jednym pytaniem potrafi zbić dumnego polityka z pantałyku? Ci z nas, którzy przeżyli uzależnienie od TVN 24, zgadną natychmiast. Część z nich nie wierzy, że Anita Werner to ta sama dziewczyna, którą – jak kolega Kapla – oglądali w pewnym filmie…

Port lotniczy

Szczecin Goleniów im. NSZZ Solidarność

Regul ar section of Szczecin Goleniów im. NSZZ Solidarnosc Airport Maga zine

Stały dodatek Portu Lotniczego Szczecin Goleniów im. NSZZ Solidarność


CZARTERY 2013 / Charters 2013

Dane teleadresowe / Airport Teleadress Data

INTERNET www.airport.com.pl www.facebook.com/SzczecinAirport Adres /Address Port Lotniczy Szczecin Goleniów Sp. z o.o. / Szczecin Goleniow Airport Ltd. ul. Glewice 1a, 72-100 Goleniów Tel.: +48 91 481 74 00 www.airport.com.pl Punkt Informacji Lotniskowej /Airport Information Point Tel.: +48 481 74 00 E-mail: info@airport.com.pl GG: 23336639 Centrum Obsługi Podróży /Travel Service Centre Sprzedaż biletów lotniczych i ofert turystycznych / Ticket selling point Tel.: +48 481 7505 Tel.: +48 784 7625 E-mail: biuropodrozy@airport.com.pl GG: 6364857

TAXI Airport Taxi Group Tel.: +48 91 481 7690 Dojazd samochodem / By car Z kierunku Szczecin – Trasa S6 i droga krajowa E28 / From Szczecin –S6 Expressway and E 28 road Z kierunku Koszalin – Trasa 6/E28 / From Koszalin –6/E28 road Z kierunku Gorzów Wielkopolski – Trasa S3 i E28/S3 / From Gorzów Wielkopolski –S3 Expressway and E28/S3 road Minibusy do / z Portu Lotniczego / Minibus

Koszalin / Kołobrzeg

AIR-TRANSFER.PL Rezerwacja biletów telefonicznie pod numerami / Tickets can be booked by Telephone: 512 370 778 502 323 396 +48 94 711 05 10 www.air-transfer.pl

Parking / Car Park Green ( tani wielodobowy ) Cennik / Car Park Fees Pierwsze 10 minut / First ten minutes

free

Do godziny / Up to 1 hr

5 PLN

Do 2 godzin / Up to 2 hr

8 PLN

Do 3 godzin / Up to 3 hr

9 PLN

Do 4 godzin / Up to 4 hr

10 PLN

Do 5 godzin / Up to 5 hr

11 PLN

Pierwszy dzień / First day

25 PLN

Drugi dzień / Second day

15 PLN

Trzeci dzień / Third day

15 PLN

Pierwszy tydzień / First week

89 PLN

Dwa tygodnie / Second week

124 PLN

Trzy tygodnie / Third week

150 PLN

Każdy następny tydzień / Every following week

20 PLN

*

Po opłaceniu w kasie automatycznej – 15 minut na wyjazd. After paying in an automatic cash machine you will be given 15 minutes to exit the parking. Dla pasażerów wylatujących czarterem turystycznym rabat 20% / 20% discount for passengers of tourist charter flights Przykładowe ceny po rabacie / Example fees with discount: postój 7 dni / 7 days parking – 72 PLN postój 14 dni / 14 days parking – 100 PLN

66

AN -JAN Rezerwacja biletów telefonicznie pod numerami / Tickets can be booked by Telephone: + 48 94 35 310 52 501 525 081 www.anjan.pl

Zaginiony bagaż /Lost & Found SZZ Airport Services Tel.: +48 481 7503

Szczecin/ Koszalin

INTERGLOBUS TOUR Tel.: +48 91 48 50 422 Fax.: +48 91 434 02 83 biuro@interglobus.pl Bus LOT Bus odjeżdża 15 minut po lądowaniu samolotu. Bilety do nabycia u kierowcy przed odjazdem autobusu – koszt przejazdu na trasie do/z Szczecina – 25 zł. Departure from the Airport to Szczecin: 15 minutes after landing. Bus Tickets available from driver before departure– ticket price to/from Szczecin: PLN 25 Ze Szczecina mikrobus odjeżdża spod biura LOT przy al. Wyzwolenia 17 – 90 minut przed wylotem (od 01.05.2012). Bilety do nabycia u kierowcy, rezerwacji można dokonać pod numerem telefonu: 504 188 737 Minibus departs from the LOT office in Szczecin (al. Wyzwolenia 17) 90 minutes before departure (from 01.05.2012) Bus Tickets available from bus driver can be booked by Telephone: 504 188 737

KIERUNKI/DESTINATIONS 1) Kre ta – od 19/06/2012 do 18/09/2013 (Itaka) 2) Sharm El Sheikh – od 18/06/2013 do 22/10/2013 (Alfa Star, Exim Tours, Itaka, Sun&Fun) 3) Hurghada – cały rok (Alfa Star, Itaka, Exim Tours, Sun&Fun) 5) Antalya – od 19/06/2012 do 25/09/2013 (Alfa Star, Itaka, Exim Tours, TUI, Neckermann) 1) Cre te – from 19/06/2012 to 18/09/2013 (Itaka) 2) Sharm El Sheikh – from 18/06/2013 to 22/10/2013 (Alfa Star, Exim Tours, Itaka, Sun&Fun) 3) Hurghada – whole year (Alfa Star, Itaka, Exim Tours, Sun&Fun) 5) A nta lya – from 19/06/2012 to 25/09/2013 (Alfa Star, Itaka, Exim Tours, TUI, Neckermann)

Szczecin

Antalya

Kreta / Crete

Parking / Car Park Red Cennik / Car Park Fees

Sharm El Sheikh

Pierwsze 10 minut / First ten minutes

free

Do godziny / Up to 1 hr

7 PLN

Do 2 godzin / Up to 2 hr

9 PLN

Każda następna godzina / Every following our

2 PLN

Pierwsza doba / First day

53 PLN

Każda następna doba / Every following day

30 PLN / day

Hurghada

After paying in an automatic cash machine you will be given 15 minutes to exit the parking.

67


AktuALNOŚCI / NEWS

Rozkł ad lotów / FLIGHT schedule

L o n dy n S ta n s t e d | Rya n a i r

DNI TYGODNIA

ODLOT

PRZYLOT

NR. REJSU

Arrival

Flight number

11:25

11:00

FR2466/7

….5..

12:00

11:35

…...7

09:45

09:25

Week days

Departure

1.3....

Zrób zakupy na lotnisku

Wa r s z awa | P L L L OT

TYP SAMOLOTU

Plane type

DNI TYGODNIA

ODLOT

Week days

Departure

737

12345..

05:30

FR2466/7

737

12345..

09:25

FR2466/7

737

12345..

19:30

12345.. ....5..7

D u b l i n | Rya n a i r

DNI TYGODNIA

Week days

ODLOT

Departure

PRZYLOT

Arrival

NR. REJSU

Flight number

TYP SAMOLOTU

Plane type

1......

13:10

12:45

FR5322/3

737

1....../od 29.07

21:50

21:25

FR5322/3

737

….5..

22:25

22:00

FR5322/3

737

L i v e r p o o l | Rya n a i r

Week days

Departure

ODLOT

PRZYLOT

Arrival

Flight number

NR. REJSU

TYP SAMOLOTU

1......

22:10

21:45

FR7111/2

737

….5..

22:10

21:45

FR7111/2

737

DNI TYGODNIA

Plane type

PRZYLOT

Arrival

NR. REJSU

Flight number

TYP SAMOLOTU

Plane type

LO3940

Q400

09:00

LO3931/2

Q400

19:05

LO3935/6

Q400

22:45

LO3939

Q400

23:40

LO3940

Q400

.....6.

05:25

Q400

…..6.

09:25

09:00

LO3931/2

Q400

…...7

19:30

19:05

LO3935/6

Q4000936/5 LOT/Eurolotgian

Wybierasz się na wakacje i wylatujesz ze Szczecina? Zostaw w walizce miejsce na dodatkowe zakupy!

S

trefa wolnocłowa –zakupowa mekka dla wybranych. Każdy pasażer odlatujący z naszego lotniska poza kraje Unii Europejskiej ma możliwość dokonania zakupów po znacznie bardziej korzystnych cenach. Towary sprzedawane w  wolnym obszarze celnym zwolnione są z cła, podatku akcyzowego i VAT. Sklep Aelia Duty Free oferuje bogaty wybór znanych i cenionych na całym świecie marek perfum i kosmetyków, szeroki asortyment zagranicznych i polskich alkoholi spełniających nawet najwyższe wymagania smakoszy, a także wyroby tytoniowe z całego świata. Zapraszamy! en

E dy n b u rg | Rya n a i r

Airport shopping

Arrival

Flight number

NR. REJSU

TYP SAMOLOTU

13:15

FR6616/7

737

22:20

21:55

FR6616/7

737

Week days

ODLOT

Departure

PRZYLOT

Arrival

NR. REJSU

Flight number

TYP SAMOLOTU

.2.....

20:30

20:05

FR9909/10

737

…..6.

09:50

09:25

FR9909/10

737

NR. REJSU

TYP SAMOLOTU

DNI TYGODNIA

Week days

ODLOT

Departure

PRZYLOT

.2....

13:40

.....6.

Plane type

B ris t o l | Rya n a i r

DNI TYGODNIA

Plane type

Osl o G a r d e r m o e n | N o rw eg i a n

DNI TYGODNIA

Week days

Departure

ODLOT

PRZYLOT

Arrival

Flight number

.2.....

12:50

12:25

DY1014/5

737

…..6.

12:45

12:20

DY1014/5

737

Plane type

Going on holidays and departing from Szczecin? Make space in your luggage for shopping! The duty free zone – a shopping mecca for chosen ones. Each passengers flying from our airport to Non-European Union countries has a chance to do shopping at favourable price. goods offered in the duty free zone are exempt from customs duty, excise duty and VAT. Aelia Duty Free Shop offers a  variety of well-known and respected worldwide brands of perfumes and cosmetics, a  wide range of foreign and Polish alcohol meeting even the highest requirements of gourmets and tobacco products from all over the world. Come and check it yourself!

Osl o T o r p | W i z z a i r

Week days

Departure

ODLOT

PRZYLOT

Arrival

Flight number

NR. REJSU

TYP SAMOLOTU

1...5..

10:00

09:35

W62159/60

A320

DNI TYGODNIA

Plane type

S tava n g e r | W i z z a i r

Week days

Departure

ODLOT

PRZYLOT

Arrival

Flight number

NR. REJSU

TYP SAMOLOTU

.2...6.

10:30

10:05

W62155/6

A320

DNI TYGODNIA

Plane type

ilustracje: Niky 002 © fotolia.com

68

69


AktuALNOŚCI / NEWS

AktuALNOŚCI / NEWS

Niebezpieczne pamiątki?

Torba z warana, nalewka z kobry czy nos ryby piły – przed wakacyjnymi wyjazdami celnicy przypominają, że próby przywożenia do Polski z pozoru atrakcyjnych prezentów mogą skończyć się grzywną lub więzieniem. en

C

oraz częściej podróżujemy do miejsc egzotycznych. Tam czeka na nas świat zupełnie odmienny od naszego. Lokalne bazary kuszą tysiącami kolorowych produktów, smakami, zapachami, wyrobami ręcznie robionymi… A wszystko w takich cenach, że żal nie kupić. Jednak na granicy okazuje się, że połowę przedmiotów musimy zostawić w kraju, z  którego pochodzą. W  najlepszym wypadku to jedyna konsekwencja nadmiernego buszowania po lokalnych sklepach i bazarach. Więc czego nie można przewozić przez granicę?

Co jest chronione i czego nie wolno przewozić przez granicę:

– kawior; – skóry lub wyroby ze skór dzikich kotów, niedźwiedzi, wilków; – wypchane ptaki drapieżne, – wyroby wykonane ze skór węży, krokodyli lub waranów; – naturalne medykamenty i produkty lecznicze (maści, balsamy itp.) zawierające pochodne z niedźwiedzi, pijawek lekarskich i innych zwierząt;

70

– koralowce, muszle, wszelkie pamiątki turystyczne, np. nalewki na kobrach lub innych wężach Przywóz z krajów trzecich na teren Unii Europejskiej jak i wywóz z Unii Europejskiej okazów roślin i zwierząt będących lub pochodzących z  gatunków zagrożonych wyginięciem (wymienionych w postanowieniach Konwencji Waszyngtońskiej – CITES) możliwy jest na podstawie wydanych wcześniej odpowiednich zezwoleń i świadectw – zwanych dokumentami CITES. Nie jest wymagane uzyskanie pozwolenia na przywóz zabytków. Jeśli jednak taki przywóz dokonywany jest z państw nienależących do Unii Europejskiej, to należy go zgłosić w urzędzie celnym. Pełną informację na temat norm ilościowych, pozwoleń oraz przedmiotów, których nie wolno przywozić do kraju, można znaleźć na stronach internetowych Ministerstwa Środowiska: www. mos.gov.pl oraz na stronach Izb Celnych. Przydatny jest też telefon Ogólnokrajowego Centrum Informacji Służby Celnej – 801 470 477. ■

Dangerous souvenirs? A monitor-lizard skin bag, cobra liquor or sawfish nose – before you set off on holidays the customs officers warn that importing apparently attractive presents to Poland may end up with a fine or prison. Travelling to exotic places became more common. Such places offer the entirely different world. local bazaars attract with thousands of colourful products, flavours, smells, hand-made products… All at low price that it’s a pity not to have it. however, once we reach the border it turns out that most of the goods is not allowed to be exported. At best, this is the only consequence of excessive visits in local shops and bazaars. So what cannot cross the border? What is protected and cannot cross the border: – caviar; –pelt ad pelt products of wild cats, bears, wolves; – stuffed birds of prey, – accessories made of snake, crocodile or monitor-lizard skin;

– natural medicines and medical products (ointments, balms, etc.) containing ingredients from bears, leeches and other animals; – corals, shells, all souvenirs like cobra or other snake liquor Importing from the third countries into the European Union and export from the European Union plants and animals that are or come from endangered species (listed in the provisions of the Washington Convention – CITES) is possible only on the basis of previously issued, appropriate permits and certificates – called the CITES documents. You don’t need permits to import antiques. However, if such import is made from Non-European Union countries, it has to be declared in a customs office. Complete information about the quantitative standards, permits and items that cannot be imported to the country can be found on the website of the Ministry of the Environment: www.mos.gov.pl and on the websites of the Customs Chambers. The phone number of the National Customs Service Information Centre can also be handy - 801 470 477.■

71


DESTYNACJE / DESTINATIONS

DESTYNACJE / DESTINATIONS

The Tall Ships Races

" en

The Tall Ships Races The Tall Ships Races are the annual regattas of tall ships organised by Sail Training International. The idea of the race is “sail training”, that is education of young people while sailing the big units. Thus, according to STI regulations, a half of the crew has to be composed from young between in the age 15-25.

R

ozgrywane są zazwyczaj dwa wyścigi i jeden etap towarzyski z wymianą załogi na pokładach. Oprócz nagród za zwycięstwo w  regatach są także nagrody specjalne dla najbardziej przyjaznych załóg. Nagroda główna, przyznawana przez kapitanów jednostek uczestniczących w regatach, przypada za „tworzenie klimatu międzynarodowej przyjaźni”. Nic dziwnego, że taka idea otwiera kolejne miasta na brać żeglarską, a sportowe zmagania, marynarskie gry i zabawy, biesiady w pubach i na ulicach wciągają także mieszkańców i turystów, którzy specjalnie przyjeżdżają na zloty. To wyjątkowa okazja do poznania tradycji i klimatu życia na dawnych i współcześnie budowanych żaglowcach, które przeżywają swój renesans. „Poczuć wiatr w żaglach” można również śpiewając szanty, słuchając „morskich opowieści”, czy oglądając parady żaglowców żegnających gościnne porty. Zloty cieszą się wielką popularnością zarówno wśród uczestników i widzów, miasta portowe zabiegające o prawo goszczenia floty muszą czekać

72

fot.Steffus/fotolia.com

w kolejce. Trasa niezmiennie wiedzie przez różne państwa aż do portu finałowego (za każdym razem gospodarzem jest kto inny). Miesięczny rejs po Bałtyku, cztery porty odwiedzone po drodze i wielki finał w Szczecinie. Tak w skrócie wygląda plan The Tall Ships Races 2013. Jaką trasę przepłyną żaglowce? Pierwszym portem, w którym zakotwiczą będzie duński Aarhus (4-7 lipca). Potem jednostki popłyną do stolicy Finlandii – Helsinek (17-20 lipca). Ostatnim przystankiem przed szczecińskim portem będzie łotewska Ryga (25-28 lipca). No a potem – kierunek Szczecin (3-6 sierpnia), który po raz kolejny znajdzie się w centrum żeglarskiego świata. Przypłynie do nas około 100 żaglowców i jachtów. Przewidujemy, że odwiedzą setki tysięcy turystów. Bez wątpienia będzie to niezwykle ważne wydarzenie w historii Szczecina. Nic dziwnego, że finał The Tall Ships Races 2013 w Szczecinie został objęty patronatem honorowym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego. Zapraszamy!■

There are usually two races and one unofficial phase where the crew on board changes. Apart from regular awards for winning, there are also special prizes for the most friendly crews. The first prize, awarded by the captains of units taking part in regattas, is given for “creating the atmosphere of international friendship”. Nothing surprising that such idea opens another cities for sailing while sports struggle, maritime games, feasts in pubs and on the streets attract the inhabitants and tourists who come to races in crowds. It’s a unique chance to get to know the tradition and atmosphere of life on old and modern tall ships. Shanties, sea stories or tall ship parade get us into the mood of sailing. The races are very popular among the participants and visitors, port cities strive to be a host city but the list is long. The route leads across different countries to the final port (different each year). A month-long cruise on the Baltic Sea, with visits paid in four ports along the way and the grand finale in Szczecin. Briefly speaking, this is the plan of The Tall Ships Races 2013. What route the ships take? The first port will be Danish Aarhus (July 4th-7th). Then the units will sail to the capital of Finland - Helsinki (July 17th-20th). The last stop before the port of Szczecin will be Riga, Latvia (July 25th-28th). And then – directly to Szczecin (August 3rd-6th), that will once again become the centre of the sailing world. We expect almost 100 sailing ships and yachts and hundred thousand tourists. Undoubtedly, this is an extremely important event in the history of Szczecin. Thus, the patronage of honour over the Tall Ship Races 2013 is held by President of the Republic of Poland Bronisław Komorowski. Come and join us! ■

Miesięczny rejs po Bałtyku, cztery porty odwiedzone po drodze i wielki finał w Szczecinie. Tak w skrócie wygląda plan The Tall Ships Races 2013.

"

fot. Sateda /sxc.hu

fot.EpicStockMedia/fotolia.com

The Tall Ships Races to doroczne regaty wielkich żaglowców, których organizacją zajmuje się Sail Training International. Ideą zlotu jest „sail training”, czyli edukacja i wychowanie młodych ludzi pod żaglami na pokładach wielkich jednostek. To dlatego zgodnie z przepisami STI połowę załogi na każdej jednostce musi stanowić młodzież od 15 do 25 roku życia.

73


AktuALNOŚCI / NEWS

Lotnisko w obiektywie

Zdjęcia / Photos: Mariusz Basiak (mariusz@basiak.com) Autor jest kontrolerem ruchu lotniczego. Od 2001 roku pracuje na lotnisku w  Szczecinie-Goleniowie. The author is an air traffic controller. He has been working on the Szczecin-Goleniów Airport since 2001.

74

LUXURY APARTMENTS for rent in Sopot & Gdansk te l. + 48 535 585 055 e -ma il: s op ot@ imp e rial-a p a rtme n ts .com www.imp e ria l-a p a rtme n ts .com


NQF@MHY@SNQYX

AgencjA kreAtywnA

O@QSMDQYXRSQ@SDFHBYMH

STUDIO

LDBDM@RVXC@QYDMH@

LDBDM@RRSQDEXLNCX

LDBDM@RRSQDEXRYSTJH

O@QSMDQYXVROHDQ@IÀBX

DOVE IL VINO È CULTURA

partnerzy medialni:

8-18

sierpnia

sopot

sopot art & fashion week sopot-fashionweek.com

9QD@KHYNV@MNOQYXONLNBXƥM@MRNVDI,H@RS@2NONST


Sky surfer 07 2013