Page 56

MALE HERO

Jan Jakub

KOLSKI POZA ŚWIATEM tekst Michał Kukawski zdjęcia Kuba Dąbrowski

To dla mnie jedno z ważniejszych spotkań, ponieważ na wiele pytań 57-letni reżyser ze spokojem odpowiada: „Nie wiem”, a to oznacza, że naprawdę istotne zmiany w życiu, zrozumienie mogą przyjść w każdej chwili – jutro albo za 20 lat.

G

dy mnie pan spyta: „W jakim miejscu swojego życia jest pan, panie Janie?”, ja panu odpowiem: „Nie wiem”. W ogóle w moim przypadku najwięcej najtrafniejszych odpowiedzi mieści się w owym „nie wiem”. Gdzie jestem? Nie wiem. W jakim miejscu jestem z pisaniem? Nie wiem. Jaki będzie następny film? Nie wiem. Naprawdę nie wiem – spogląda ze spokojem, ale pewny swego – odważnie patrzy w oczy. Na przegubach obu dłoni ma szerokie, skórzane bransolety. Zawsze je ma. Atrybut wojownika, ale Jan Jakub Kolski nie jest ani srogi, ani niedostępny, ani wojowniczy. No, chyba że wobec samego siebie. Był czas, kiedy krzyczał zuchwale, że jak usiądzie na krześle z napisem „reżyser”, to będzie oznaczać, że właśnie skończył robotę w kinie. To będzie ten moment, w którym przestanie robić filmy. Z biegiem lat zaczął jednak zabierać na plan drewniany taboret. Twardy kawał drewna z napisem „reżyser”, niski i niewygodny, tak że jak siadał, to czuł, że to jak za karę. Teraz...

– Teraz siedzę na krześle z napisem „reżyser” i nie czuję, żeby mi to przeszkadzało w robieniu filmów. Biegam, podnoszę się, staram się być blisko aktorów i jak najmniej czasu spędzać w namiocie z podglądami, ale też podchodzę do wygodnego krzesła i usadzam swój wymęczony kręgosłup, pozwalam mu odpocząć. Tak się manifestuje moja zgoda na siebie, już nie tak mocnego, ale coraz słabszego. Jan Jakub Kolski urodził się we Wrocławiu. Był najmłodszy w pięcioosobowej rodzinie. Imiona dostał po dziadkach – Janie z Łodzi i Jakubie z Popielaw. Tata był montażystą w Wytwórni Filmów Fabularnych, mama nie pracowała. Dom był biedny. Któregoś dnia przyjechała babcia i pyta: „No, a kto pojedzie ze mną do Popielaw? Może ty, Jasiulek?”. – Wyciągnąłem rękę, bo przecież jasne było, że Popielawy to drzewa, psy, koty, sanki, lepienie bałwana, stawy, łyżwy... Tata kupił za 50 zł – pamiętam – takie przykręcane do butów. Robiło się dziurę w podeszwie, nakręcało się tam blaszkę i do niej mocowało tył łyżwy, a przód na żabki do zelówek

Hello! Modlin 02 2014  
Hello! Modlin 02 2014  
Advertisement