Page 1


Trylogia Poetycka Dramaty Jule Ross

1


DRAMAT MONOTEMATYCZNY

2002

Motto: „Miłość jest Unosi się Boli Nie ma końca Dobrze, źle, nijako”

2


OSOBY:

Afionda-kobieta młoda, piękna. W twarzyczce wypisana raczej Upartość niż nieustępliwość. Ubrana ekstrawagancko; Jej strój charakteryzuje tzw. Nieład artystyczny. Serfen-młody mężczyzna w garniturze. Śliczny i mądry. Żonkila-znajoma Afiondy. Ubrana w sweter, krótką, czarną Spódnicę i kolorowe rajstopy oraz ciężkie buty. Posiada śliczny, duży nos.

Scena przedstawia dziwny pokój, Na środku niski stół, na Nim szachy z rozpoczętą genialną partią. Z tyłu kanapa, Po obu stronach stolika krzesełka. Na tylnej ścianie biały ekran, na który rzucane są obrazy opisywane w tekście po prawej stronie. Z przodu po lewej kuliste akwarium ze szkieletem rybki, Po prawej portret przystojnego chłopca-dosyć blady i niesamowity. Na kanapie siedzi Serfen. Afionda ogląda rybę.

3


Serfen-Osłabiające pytania On też ma chyba dość Już zbyt długo... Zbyt daleko Co to jest Bóg? Afionda-Nie mogę całościowo dotknąć Tego co niedokonane Unoszę się w przestrzeni Podążam za niknącym W tęczowym niebycie Małym objawieniem

=Ekran

=Wybuchy pulsujące coś w rodzaju plazmy

Serfen-Miękko podchodzi Z bladym grymasem Oczy odwrócone światłem Duszy wcielonej Błądzę Nie wiem co to znaczy... Dlaczego? Afionda-Mój partner wiatr Mówi szelestem Unosi się najdelikatniejsza siła Pomiędzy prawdą i fałszem Jedność jest zakładką W folderze moich marzeń

=Rozkwitające kwiaty

<Serfen wstaje i przechadza się trochę nerwowo po pokoju zakładając co jakiś czas ręce> Afionda-Nie zwracam uwagi Na latawce Puszczane na obce niebo Rzeczy pierwsze Nie ratują nas przed nicością Serfen-Niepowtarzalny sen Nierzeczywisty blask Zbiera się bezgranicznie Promienne szczęście W wieczność wpadają Moje słowa Bez ciebie znaczą nic Afionda-Wypełnione pustką Niekontrolowane kwiaty Płonące kielichy Zaledwie wychylają Swe istnienia 4

=Rysunki,animowane krajobrazy


Nad horyzont Giną w zapomnieniu Serfen-Zanim zdołam obejrzeć Wszystkie twoje kolory Przelewające się bezustannie Jak cienie po niebie

=Pinwheel<program halucynogenny, może być jakiś inny op-art.>

Dotknę śmierci Nie poznam nigdy Twojej submaterialności Afionda-Samotna trucizna Nabieram śniegu w palce Aż parzy dłonie To namiętność i wirujący smutek Pod ciężkim, amarantowym niebem Mętne krople Kłującego aksamitu <Afionda siada do stolika i zaczyna grać sama ze sobą w szachy> Serfen-Czy szarość jest wynikiem Odwiecznego konfliktu Czerni i bieli? To wojna moich światów Którą figurą jestem ja?

=Kamera filmująca na żywo partię Szachów, może być od góry

Afionda-Bukiet zeschłych róż Zastygła twarz Na kamieniu odbity krzyk I znaleziony gdzieś blask Gdzie jest spotkanie? <Wchodzi Żonkila z prawej strony, przez chwilę obserwuje grę Afiondy> Żonkila-Dotyk Boga Nie zawsze Kończy się Światłem wnętrza Odjęłam traumatyzm przestrzenny Z nieudokumentowanego Momentu naszej myśli Odległy aksjomat bezdotyku Serfen-Wszechświat ujednolicony Przebija się Przeze mnie Otwieram Mgiełkę biało srebrną Każda z tych kukiełek Ma wykrzywioną twarz Nie poruszam nimi Nie do końca zmiażdżone Muszki w pajęczynie Czasu? 5

=Błotniste, bulgoczące gejzery


Żonkila-Rzeczywistość uzupełniana O wspomnienie znaków Nadaję sobie kształt Chcę tak płynnie trwać Twoja wibracja W odświeżonym śnie Czekam na to Nadam ci imię I będziesz wieczny We mnie <Afionda dosyć gwałtownie wstaje od szachów, przechodzi obok Żonkili, patrzy przez chwilę na nią> Afionda-Dźwięk spadł W chłonną przepaść Otchłań eksplozji Rozrywana przez wichry Spalana przez ognie Wszechświat twoich oczu <wzrok błądzący w dali> Zakrył mój las Szarą wstęgą Wzrasta Fragmentaryczna myśl: Miłość

=Zielony księżyc

<Afionda przechadza się, ogląda powietrze, zamyśla się> Żonkila-Przesycona nieobecnością Wypełniona po najdrobniejsze szczegóły Przepływają czułe listy Ode mnie Do ciebie Gdzieś dokąd zabrały mnie Twoje oderwane pragnienia Światłoskrzydłe demony Serfen-Znajome cienie Bez lęku spoglądam W ich twarze Wybarwiona widmowa tęcza Chodzimy po wąskich ścieżkach Które sami sobie wyznaczamy Działanie według wizji Sztucznych schematycznych Ludzi z ekranami na oczach Niewykluczone możliwości Żonkila-Pasma neutralnych chmur Schodząc na ziemię Niegranicząc mieszają się Z błękitnym zachwytem Twarz inna niż wszystkie Poeta stara się odnaleźć Światłość Nie wie z pewnością 6

=Zegar rzeźbiony, duży, fosforyzujący


Że już ją ma Afionda-<wygląda jakby nie zwracała uwagi na oboje> Nieuchwytne poruszenia W moim ogrodzie Rozsyłam labirynty wyobrażeń Spadłe chwile Punkty nierzeczywistości Jaźni nieodbite krzyki Przecież nie istniejemy jednocześnie <Siada z boku kanapy, na oparciu, tyłem do niej> Żonkila-Nieprzeniknięte warstwy Niepoznane sedno Pojęcie wielkości Sprowadza działanie To tylko sen Sen o śmierci...

=Kłębiące się chmury burzowe

Afionda-Zrozumiem trud I nierzeczywistość Spojrzeń w lustro Po drugiej stronie Niełatwy, niewidzialny Transformowany duch Oddalają się Wyewoluowane wymiary Maluję abstrakcyjną czerń <Afionda siada do szachów i znowu gra sama ze sobą> Żonkila-Srebrna nić okrutnej prawdy Pragnę gdy nie widzę Uwielbiam złudzenia Maleńkie potwory Nienawidzę za to, że kocham Niemożliwość swojego paradoksu Serfen-Stało się kłamstwem Istnienie braku możliwości Zagadka nieufnych duchów Podstępnie zbliża się Pytam o to gdzie jestem Chciałbym dowieść możliwości raju Stwarzanie lepszego świata Nieobecność Boga Otacza nasze dusze

=Kolorowe witraże, Przelewające się

<Żonkila zapala papierosa i zaczyna chodzić po pokoju> Afionda-Pęknięte katedry Spalone ruiny wiary Nieistnienia staczające się W ostrą igłę chwili Serfen-Niespokojnie dotykam Majaków przeszłości 7


741  
741  

http://ksiegarnia.publikatornia.pl/book/reader/bookId/741.pdf

Advertisement