Page 1


Mehmetowi Dumannajwiększemu złodziejowi, który skradł mi duszę, a w zamian dał To

1


Rozstanie Niespokojnie, w półśnie mrużę powieki wyostrzam słuch byś nie odjechał tak po prostu chcę zatrzymać tę chwilę, by trwała na wieki choć już odchodzisz na drugą stronę mostu. Pocałunkiem uśmierzasz ból, który zaszyłeś ciepłą dłonią zbierasz łzy z mojej twarzy wybaczam Ci wszystko, nawet to, że mnie nie kochałeś choć nadzieje złudne, serce ciągle marzy. Jak na szpilkach usadzona, wyczekuję chwili pusta przestrzeń po Tobie, zimna się ostała choć słońce w oddali już się chyli dopóki Cię nie ujrzę, w oknie będę stała. Sama łzę ocieram skostniałą od mrozu dłonią na szybie zostawiam oddech już ostatni Twoje silne ramiona już mnie nie osłonią choć i bez nich pozostaję w matni. Minęły już ponad trzy tygodnie od twojego wyjazdu, a ja jeszcze tak dokładnie pamiętam te chwile spędzone razem. Pamiętam, jak obiecałam czekać na ciebie i dochować ci wierności. Nadal uważam, że to postanowienie jest bardzo szlachetne, ale ciężko czekać, nie mając nawet nadziei na twój powrót. Nie spieszno mi do jakichkolwiek związków, nie jestem zainteresowana żadnym z moich adoratorów, ani nie mam nikogo na celowniku, aby go upolować... heh. Nadal, nieodwołalnie i prawdziwie chcę tylko ciebie. Nikt nie będzie nigdy w stanie cię zastąpić, a i mnie się wydaje, że nie mogłabym pokochać nikogo bardziej, niż kocham ciebie. Kiedyś, jako mała dziewczynka, marzyłam o zakazanej, niespełnionej miłości. W pełni odwzajemnionej, ale nieidealnej. Śniłam o cierpieniu z miłości, o tęsknocie do kochanka, o czystym uczuciu, ale na odległość. Do tej pory wydaje mi się to stanem doskonałym, jednak trudno go znieść, przetrzymać. Mając na względzie rychłe pożegnanie 2


z tobą, byłam przekonana, że dwa, trzy miesiące rozłąki przelecą w zastraszającym tempie, a ja poza tęsknotą nie odczuję nic. Bardzo się myliłam. Czas ma, tak jak ja, chwiejne nastroje. Raz przelatuje mi przez palce niezauważalny, raz przynosi radość dnia, a nie raz ciągnie za sobą burze, ulewne deszcze i jesienną chandrę. Mniej więcej tydzień po tym, jak zdecydowałeś się odstawić ode mnie siebie, zaczęłam głęboko odczuwać twój brak. Nie mogłam znieść tego stanu. Dopadła mnie depresja dwudniowa. Twoje telefony tak rzadkie, SMSy zdawkowe i brak zapewnień, że tutaj powrócisz, a na które ja tak czekałam. Później zajęłam się pracą, resztę czasu wypełniając spotkaniami ze znajomymi. Próbowałam jakoś przetrwać ten czas. Ale po nim przyszedł weekend i brak zaplanowanych na niego zajęć. Znów nadeszła depresja, już teraz wiem, że weekendowa. Jeszcze bardziej dramatyczna, okrutna i złośliwa, za to bogata w fizyczne skutki uboczne. Moje samopoczucie spadło grubo poniżej kreski "złe". Zaczynam już martwić się o kolejne dni, w końcu święta się zbliżają. Obym po raz kolejny nie musiała przeżywać tego samego. *** Pamiętam, jak będąc na adoracji w okresie wielkanocnym, zamiast powszechnie znanych modlitw, ja w kółko powtarzałam zwrotkę wiersza Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej: "Jak Bej z Perłą haremu, samiśmy zostali i pić możemy z naszych ócz pełnych zamętu ja, pobladła Leila, i ty - Mehmet Ali najpiękniejszą, najsłodszą z tajemnic Orientu". Ponieważ nie jestem praktykującą katoliczką, chyba, że trzeba poświęcić na to nieco czasu ze względu na rodziców, a z wiarą też różnie bywa, nawet się nie zorientowałam, kiedy zaczęłam w myślach mówić coś innego, niż powinnam. Złapałam się na tym i uśmiechnęłam się sama do siebie, ze swojej głupoty i z tego, co mi siedzi w głowie. W gruncie rzeczy, pacierzem może być cokolwiek, a ja prosiłam swojego Boga o siłę i pomoc w cierpieniu. I pomogło. Od tej pory, kiedy jest mi bardzo źle, a sprawa dotyczy Orientu, Pawlikowska ratuje mnie z opresji. *** 7 kwietnia 2010 Próbuję o tobie zapomnieć. Poddaję się bezwiednie upływowi czasu. Zaciskam zęby i milczę uparcie (Tarkan-Sorma kalbim). Chociaż dawno cię nie widziałam i trudno już w rozpaczy twarz twoją odtworzyć w głowie, to jednak część ciebie pozostała tutaj. Zapachy, z którymi spotykam się na co dzień, noszą twoje piętno. Twój zapach, kiedy dopiero co wyszedłeś z restauracji - słodka wanilia zmieszana ze smażonym mięsem kebabu. Zapach, kiedy wstajesz rano - zapach pościeli i błogiego snu. Kiedy czekałeś cierpliwie na spotkanie ze mną - wyraźny zapach wanilii i kwiatu pomarańczy. Kiedy odwiedzałam twoje mieszkanie - zapach proszku i płynu do płukania tkanin. Kiedy leżeliśmy obok siebie w ciszy i mroku - ciepły zapach twojej skóry. Cała ta woń krąży wokół mnie i drażni mój nos. Tortura na miarę Monthbarsa. Trzymam się jakoś, muszę, ale czasami już nie daję rady. Mam wrażenie, że gdzieś obok mnie czai się mały gnom o imieniu Umutsuzuluk, który tylko czeka, kiedy na mnie naskoczyć i przydusić do płyty chodnikowej. 3


Zadziwiające jak romans potrafił wyostrzyć mój zmysł powonienia i jak dostatecznie otępić umysł, kiedy z zapachu wielkanocnej rzeżuchy próbuję stworzyć zapach wanilii, stokrotka pachnie jak kwiat pomarańczy, a aromatem piżma przesiąknięte całe przedwiośnie. Tak, teraz wszystko rozumiem - to wina piżma! Zmysłami Pamiętam ten zapach mdli mnie do tej pory powietrze takie ciężkie klimat słodko-chory. Pamiętam smak kawy zetknięcie ust z filiżanką myśli szukające spełnienia gdyby być tak jego branką. Pamiętam Twój zapach łagodzący wszelkie smutki ten czas pełen magii czas okrutnie krótki. Pamiętam to spojrzenie zaglądające do wnętrza przypływające fale gorąca pragnienie, które się spiętrza. Pamiętam Twoją skórę nasyconą tureckimi promieniami choć wszystko było początkiem już jest tylko wspomnieniami. *** PORANEK Stoję w oknie wypatrując cię na drodze. Czuję całą sobą, że dzisiaj cię zobaczę. Nie wiem dlaczego aż tak mocno to czuję. Chyba umysł sam stwarza sobie promyk nadziei, jest bliski rozpaczy, ale przez to jeszcze bardziej będzie cierpiał. Nie wiem dlaczego akurat w tej chwili coś mnie natchnęło, żeby pójść w stronę witryny. Może po prostu często tam chodzę. Wypatruję cię jak ostatnia idiotka. Ale nie... nieprawda. Podchodzę do okna, a ty wjeżdżasz właśnie na parking pod nim. Jednocześnie spotkaliśmy się przy zimnej szybie dzielącej nas jak wiele innych rzeczy, bez których świat byłby dla mnie rajem na ziemi. Dziś przyjechał mnie odwiedzić mój Książę z Ankary i dziś jestem najszczęśliwszą turk cariye pod słońcem Allaha! I jeszcze wczoraj z ciekawości podeszłam do mojej "tureckiej" afaratki, by 4


przekonać się, że nie ma na niej już nawet najmniejszego śladu ciebie. A dziś, po przywitaniu się z tobą, jeszcze raz dałam jej szansę na zrehabilitowanie się. I oto moje płuca napełnił bardzo subtelny, niemalże niewyczuwalny, aromat wanilii, tłumiony suchym dymem nikotyny, na którym wyrósł przepiękny kwiat pomarańczy, otulony piżmowymi płatkami. POPOŁUDNIE Dziś przyjechał mnie odwiedzić mój Książę z Ankary i dziś jestem najszczęśliwszą turk cariye pod słońcem Allaha! Mimo mojego długiego wyczekiwania, nie spodziewałam się go. Stałam przy tej cholernej witrynie, czując, jakby lada chwila miał być bliżej niż mi się zdaje, a zaraz za tym "pss... na pewno siedzi w swoim lokalu i żartuje sobie w najlepsze z nową personą - jak to on nazywa. Persona to jego pracownica, która pomaga mu wraz z ekipą remontową zbudować jego królestwo kebabów. Nawet w święta wielkanocne, zamiast biec ze święconką do kościoła i adorować swojemu bogu, wolała dobrowolnie zostać w ramach nadgodzin w lokalu pod pieczą muzułmanina. Z pewnością dlatego, ponieważ, tak jak ja wcześniej, jest zafascynowana Mehdim i wodzi go na pokuszenie, a on zadziwiająco nie ma nic na przeciw temu procederowi. Nie wiedziałam jak zareagować na jego widok. Poza tym nie widziałam dokładnie jego twarzy za samochodową szybą. Lekko się uśmiechnęłam wytężając wzrok, ale zapewne nie zdołałam ukryć zakłopotania. Jego biały uśmiech przebijał się przez przyciemnioną szybę, ale był inny niż pamiętam. Chyba również on był nieco zmieszany, nie spodziewał się, że od razu stanę mu drodze, kiedy tylko tutaj zacumuje. Nie wiedział za bardzo jak się zachować i zastanawiał się pewnie jaka teraz będę w stosunku do niego. Wyszłam na zewnątrz, spieszno mi było z nim porozmawiać, spojrzeć na niego, być blisko, poczuć się jak dawniej - kruchą, ale bezpieczną. Dał mi znak, żebym wsiadła do auta. Również wolałam pobyć z nim tą chwilę w ciszy i odosobnieniu. Przywitał mnie promiennym już uśmiechem. Nie atakował pocałunkami, chociaż wyraźnie na nie czekał. Po chwili zastanowienia pocałowałam go dość drętwo i niechętnie. Zastygłam wpatrując mu się głęboko w oczy. Ogarnęło mnie dziwne uczucie, uczucie jakiegoś wyobcowania. Wydawał mi się odległy, obcy i ja też jakby nieznana mu dotąd, albo puszczona w niepamięć, jednak on był stęskniony i rad, że mnie mógł zobaczyć. Chwycił moją zimną jak zawsze dłoń i głęboko, żarliwie spojrzał w oczy. Zasmucony pytał, dlaczego do niego nie chcę przyjechać, tłumacząc, że to tylko wsiąść wieczorem w pociąg, trzydzieści złotych, a z dworca on mnie odbierze. Teraz myślę, że wszystko jest do nadrobienia, a ja powinnam - jeśli kocham - odwiedzać go, żeby dać szansę nam, sobie przede wszystkim. Skrupulatnie go oglądałam, centymetr po centymetrze. Koszula w kolorach ziemi, eleganckie spodnie, buty od garnituru - nie sposób się mu nie oprzeć. I chyba vice versa. Specjalnie dzisiaj ubrałam się inaczej. Kusząco. Szpilki, czarne rajstopy, obcisłe spodnie, odkryłam szyję - czego zwykle nie robię. Kilka razy pomasował mój brzuch, mówiąc, jak to bardzo się stęsknił "naprawdę" (jedno z najczęściej używanych przez niego słów). Naprawdę, naprawdę to nie mógł się napatrzeć na mnie. Jego dotyk sprawił, że poczułam gorące podniecenie. Wróciły wspomnienia upojnych nocy, te słodkie pocałunki, bliskość ciał. Na moje słowa "nie mogę przyjechać, a co powiem w domu?", uderzył dłonią w łokietnik nad skrzynią biegów. Po raz setny, zawiedzionym głosem, tłumaczył "ale ja, 5


734  

http://ksiegarnia.publikatornia.pl/book/reader/bookId/734.pdf

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you