Page 1

STARE OPOWIEŚCI CZ. 1 Grzegorz Mikicki


II Rozdział drugi

Komplikacje Budzik wyrwał ją ze snu. Jeszcze śpiąc, wyciągnęła rękę i trzasnęła w wydające przerywany, dokuczliwy dźwięk plastikowe pudełko. Wygramoliła się spod koca, pod którym spała i odkreśliła na kalendarzu kolejny dzień. Robiła to każdego lata odkąd pamięta, mimo, że nigdy tego nie lubiła. Z jednej strony gdy kończył się rok szkolny cieszyła się, lecz gdy przychodziły wakacje było jej smutno. Ale po kilku dniach znów nie chciała wracać do szkoły, a odkreślanie na kalendarzu kolejnych dni było udręką, którą znosiła dzielnie. Dzień siedemnasty lipca odszedł w niepamięć i wróci dopiero za rok, a teraz nowy dzień i jedna ważna rzecz do zrobienia. Z kolegami miała spotkać się w starym dworku szlacheckim około południa. Obiecali sobie, że nikomu nie powiedzą o tym co ich spotkało. Ale Grażynka nie zapomniała co ten facet do niej powiedział. Chciała być tam wcześniej niż pozostali i dokładnie przyjrzeć się wszystkiemu. Budzik znów zadzwonił, co wskazywało, że właśnie wybiła ósma pięć. Dwie godziny później stanęła w pokoju, który mężczyzna nazwał biblioteką. Rozejrzała się zdziwiona, wszystko wyglądało czyściej niż wczoraj. Z półek i książek znikł kurz, z sufitu i ścian nie zwisały pajęczyny. Obok kominka było dużo poukładanych w stosik kawałków drewna. Lecz nie one przyciągnęły jej uwagę. Na kominie, który pobudowany był ukośnie tak, że stapiał się ze ścianą, wyrzeźbiony był napis, a dokładnie imię. Zbliżyła się i przebiegła palcami po wyrytych literach, aby upewnić się, że są prawdziwe. Rager: imię nie spotykane nigdzie. Imię, które wczoraj usłyszała po raz pierwszy. Czy mogło należeć do prawdziwej osoby? A jeśli ten Rager żył kiedyś? Wyryty napis nie wyglądał na świeży. Musiał mieć przynajmniej tyle lat co ten komin, który jak przypuszczała istniał od


pobudowania dworku. Jeden ze starców w wiosce, który pamięta jeszcze wojnę, powiedział kiedyś, że ten dworek ma około cztery wieki. Odwróciła się i podeszła do fotela, z którego wczoraj mężczyzna o srebrnych włosach czytał książkę. Już miała siadać, gdy zauważyła coś leżącego zaraz obok na podłodze. Była to kartka złożona w cztery i kilka książek. Czytając to, upewnij się, że nikt cię nie widzi, abyś nie znalazła się w niezręcznej sytuacji. Muszę ci coś wyjaśnić. Zauważyłem twoje zainteresowanie i sądzę, że zasługujesz na coś więcej niż ta opowiastka o bohaterze sprzed wieków. Po pierwsze: książka oraz wszystko co opisuje jest prawdziwe. Wiem, że moje zapewnienia nie przekonują cię, że będziesz potrzebowała na to niezbitych dowodów. Dostaniesz je, jeśli tylko poczekasz. Bądź cierpliwa. Po drugie: chciałbym cię nauczyć wszystkiego, co sam posiadłem w czasie mojego długiego życia. Po trzecie: nie zdradzaj nikomu moich zamiarów i z nikim o tym nie rozmawiaj. Przyjdzie czas by powiedzieć o tym pozostałym. Proszę o dyskrecję Grażynko.

Drake

Jedną z książek był słownik jakiegoś nieznanego jej języka. Szybko odszukała słowo „przyjaciele” i porównała je z tytułem książki. Było identyczne. Jeszcze raz przyjrzała się książce. Nagle wydało jej się to nieprawdopodobne. Przecież nikt na świecie nie posługiwał się takim językiem. A po za tym jakie wydawnictwo wydałoby w Polsce książkę z wyrazami, które nikomu nie są znane. To stawało się coraz bardziej niedorzeczne. Druga książka okazała się podręcznikiem walki w zwarciu. Coś co ją zaciekawiło ale i przeraziło, to ruchome ryciny, które pokazywały jej w jaki sposób ma się poruszać podczas ataku, obrony, czy uniku. Książka miała prawie tysiąc stron. Trzecia była o wiele cieńsza, a tytuł, który rozszyfrowała za pomocą słownika, głosił „Podstawy wiedzy o szlachetnych sztukach

2


magicznych”. Przerzuciła kilka kartek. W tej książce rycin było znacznie mniej. Dobiegł ją dźwięk otwieranych drzwi frontowych. Przyszli wcześniej niż powinni! Szybko zwinęła dwie książki i kartkę, odłożyła na wysoką półkę i wyszła im naprzeciw. Starała się zachowywać, jak gdyby nigdy nic.  Co tu robisz tak wcześnie? Dlaczego nie zaczekałaś przed bramą? – Tomek miał podejrzliwy wzrok.  No bo…  nie wiedziała co powiedzieć. Przyznać się, czy też może coś wymyślić? – Chciałam jeszcze pogadać z tym gościem, zanim tu przyjdziemy. Zresztą sami też przyszliście sporo wcześniej i nie czekaliście na mnie – znalazła wyjście z sytuuacji.  Właśnie, nie czekaliśmy, bo byliśmy u ciebie w domu i dowiedzieliśmy się, że gdzieś wyszłaś. – chłopak nie dawał za wygraną.  Nieważne  uciszyła Tomka, po czym zwróciła się do koleżanki. – Nie uważasz, że ten facet był co najmniej dziwny?  Dobrze powiedziane: „co najmniej”! Jaki idiota w wieku czterdziestu lat farbuje włosy? I to na srebrno.  No właśnie!  podjął Tomek. – A tak po za tym, to gdzie on jest?  Nie wiem. – odpowiedziała mu Grażynka, byle szybciej pozbyć się, przeszywającego spojrzenia. – Nie mam pojęcia. Jak przyszłam, to go nie było. Nie patrz tak na mnie, nie moja wina, że sobie poszedł.  Przecież powiedział wczoraj, że będzie tu na nas czekać.  Poprawka: powiedział, że to książka będzie tu na nas czekać. A skoro przy niej jesteśmy, to może weźmy się za czytanie, bo w końcu po to tu przyszliśmy, prawda? Tomek spojrzał na nią niepewny, w co ma wierzyć, ale usiadł posłusznie. Jednym z ważniejszych wydarzeń dla Ragera była wyprawa do Garu, miasta położonego na północ od Deni, w którym Marki

3


przewidywał, możliwy do wytargowania, duży zysk i dlatego, zamiast wysłać swego pośrednika, zdecydował się pojechać tam samemu.  Przed karczmą stał wóz, na który trzech pachołków Markiego wrzucało skrzynie z towarami. Ynri siedziała na zydlu woźnicy, wykręcona do tyłu. Głowę wsparła na dłoniach, które ułożyła na oparciu. Przyglądała się pracującym, czekając na coś lub na kogoś. Nad jej głową wznosiła się wspaniała baszta, na której widać było jednego strażnika. Po jej lewej widać było poświatę wschodzącego słońca. O tej godzinie życie w tym mieście budziło się, a zaczynało od rynku. Słychać było już jakieś wrzaski, świadczące o działaniu porannej przestępczości lub braku cierpliwości miejskich handlarzy. Dźwięk otwieranych drzwi, wyrwał Ynri z półsnu. Pierwszy pojawił się krępy krasnolud, który ruszył w stronę wozu. Zaraz za nim wyszedł kupiec, trzymając w lewej dłoni kilka pergaminów. Dziewczyna zeskoczyła z zydla, zwalniając miejsce Dobarowi. Krasnolud nim usiadł, sprawdził, czy aby kusza jest na swoim miejscu za siedzeniem, bo niekiedy lubiła sobie stamtąd pójść w rękach Ynri. Gdy Marki, zadowolony odpowiednim załadowaniem towarów, dosiadł swojego siwka, drzwi karczmy otworzyły się znowu i wyszedł Rager. Wskoczył na siedzenie obok Dobara i ruszyli, życząc sobie w duszy, by nie musieli walczyć. Gdy przy bramie pożegnali strażników, nikt prócz Markiego, nie zauważył przyłączenia się ostatniego z ochroniarzy. Civik, elf zza wschodniej granicy nie lubił, gdy zbyt wiele osób zwracało na niego uwagę. Sam zresztą potrafił być niezauważalny. Gdy trzech pachołków siedziało na wozie, grając w karty, a pozostała trójka z ochrony rozmawiała beztrosko, on podjechał do Markiego. Nawet słowem się nie odezwał, a kupiec sięgnął do sakwy i wyciągnął mieszek dla elfa. Co jakiś czas trójka na przedzie milkła penetrując okolicę, lub po prostu rozglądała się uważniej. Zwracając uwagę na jakieś nietypowe zjawiska, jak choćby przewrócone drzewa lub gęste krzaki 4


sprzyjające zasadzce. A gdy już upewnili się, że wszystko w porządku rozmawiali dalej.  …No to mówisz, że jedziemy do „Garu”? – Rager był co najmniej zaskoczony nazwą miejscowości. – Do „Garu”? Jak można nazwać tak miasto? Przecież to bez sensu.  A ten znowu swoje! – krasnolud spojrzał z politowaniem na chłopaka. – Ano można tak nazwać. Zupełnie tak samo, jak miasto, do którego zamierzasz się wybrać. Denia! Słyszysz to? To elfskie nazwisko, tfu… Jak można nazwać miasto od nazwiska elfiej wiedźmy. – Dobar odwrócił się i krzyknął do elfa. – Bez urazy Civik, wiesz, że cię szanuję! Civik uśmiechnął się półgębkiem i uniósł rękę na znak, że nie chowa urazy.  Bez przesady Dobar! – Rager nie dawał za wygraną. – Denia ma jakąś historię i istnieje powód dla którego została tak nazwana, a jadąc do Garu, czuję się, jakbym miał być dodatkiem do rosołu. A samo miasto nazywa się tak, bo mieszkańcy nie byli w stanie nic lepszego wymyślić.  Gówno się znasz Rager i przestań mi tu pieprzyć! Nazywa się tak, bo kiedyś sam król Kenwood kupił tam garnki do swojej kuchni. W pobliżu miasta są kopalnie srebra i jedna złota, a wyrób garnków ze srebra jest tam rozwinięty na wysokim poziomie. A jeśli chcesz coś powiedzieć, to się najpierw zastanów. Ja byłem już tam kilkakrotnie, a w dodatku jestem krasnoludem i znam się na kopalniach i kowalstwie jak mało kto. Dobar przyjrzał się uważnie Ragerowi, który walczył sam ze sobą, nie wiedząc czy się odezwać, czy też milczeć. W końcu wybrał milczenie. Ynri zaśmiała się.  Brawo Dobar! Poskromiłeś nieugiętego mistrza konwersacji. Byłeś niesamowity!  I kto to mówi?! – odrzekł zirytowany ironiczną wypowiedzią krasnolud. – Mówi mi to ta, która od tygodnia poskramia go na inne sposoby w sypialni! Miła rozmowa, jaką prowadzili odkąd wyjechali z miasta, przerodziła się w kłótnię. Ynri zaczęła naskakiwać na krasnoluda, 5


2

733  

http://ksiegarnia.publikatornia.pl/book/reader/bookId/733.pdf

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you