Issuu on Google+

Bez Ciebie Małgorzata Sipel


Bez Ciebie Małgorzata Sipel


Wiersze Tobie piszę Piosnki Tobie śpiewam By zagłuszyć ciszę Żeby sięgnąć nieba Żeby stanąć znowu Z Tobą oko w oko… Odkąd wypłynąłeś w morze Hen po horyzont O sążeń za daleko…


Tyle wrażeń, tyle słów niewypowiedzianych Tyle smutku, tyle łez ciągle wylewanych I radości tyle też i zachwytów Tyle dzionków z Tobą przeżywanych Tyle zmierzchów, tyle świtów I nagle pustka… Jak się zwrócić? Jak podzielić się z Tobą? Gdzie napisać teraz do Ciebie? Czy masz jakiś adres tam w niebie?


Bo Ty jesteś ze mną zawsze Na koncercie i w teatrze Kiedy rock’n’rolla tańczę Kiedy w niebo jasne patrzę Lub gdy z żalu się rozpłaczę Bo Ty jesteś ze mną zawsze…


Powiedz mi Kochanie moje czy ktoś Ci kiedy wiersze pisał marzenia chciał podzielić Twoje czy tyle słów miłości wysłał? Czy ktoś iskierki w oczach Twoich na nowo porozpalał? Ktoś ukrył Cię w ramionach swoich bym Cię już nigdy nie ujrzała?


Łzy płyną same cichutko po policzkach kiedy w pamięci się zjawi ta wąska w Krakowie uliczka. Ten pokój na piętrze z oknem wysokim i Twoje niebiesko wodzące za mną oczy. Oddałabym bez namysłu wszystkie barwy wiosny byle powrócił znowu ten czas radosny kiedy wtulona bezpiecznie w Twoje ramiona tonęłam w głębię Twych oczu zapatrzona.


Wiatr Przyleciał wiatr psotnik Włosy mi poplątał Uparł się by liście w ogródku posprzątać. Przyleciał wiatr awanturnik Podwiał mi sukienkę Prosił mnie do tańca i podawał rękę.

Ja poszumem jego lekkim już otumaniona gotowa byłam pójść w tan i paść mu w ramiona. Otworzyłam jednak oczy dotąd wpółprzymknięte patrzę… już go nie ma już mam puste ręce. Zrobił tylko zamęt w ogródku i w mej głowie… teraz inną zwodzić pobiegł.


To był tylko wiatr Nigdy mi się to nie śniło, że mnie spotka taka miłość. Zakochałam się w wietrzyku co odwiedzał mnie w ogrodzie, gdzie spacerowałam co dzień. On przy furtce na mnie czekał i pozdrawiał mnie z daleka. Potem pędził jak szalony, by być przy mnie w jednej chwili prosząc byśmy zatańczyli. Gdy ustawał przyciszony to czułymi mnie ramiony tak oplatał do utraty tchu, że oddałam życie mu. On całował oczy , usta delikatnie skronie muskał bawił mymi się włosami upajając mnie szeptami… Gdy strwożona uciec chciałam prosił bym jeszcze została. Teraz co dzień nie przychodzi. Bawi w innym już ogrodzie. Cóż się dziwić? Od początku to wiedziałam, że się w wietrze zakochałam.


Małgorzata Sipel


597