Issuu on Google+

Nr 24(107) / 21 - 27 June 2011

12

poezja londyn

Adam Siemieńczyk poezja@mail.com 0 7939 965 569

Z

Przyłapani

Piotrem „Lolkiem” Sołoduchem, wokalistą zespołu ENEJ, gwiazdą „Polsko-Brytyjskiego Przystanku WOŚP”, który rozpoczął się dziś, 21 czerwca i potrwa do czwartku, rozmawiał Adam Siemieńczyk… Czego spodziewacie się po pobycie w Londynie? - Akcja, w której bierzemy udział jest bardzo ważna, dlatego zagramy koncert z bardzo dużą dawką energii, aby pokazać, jaki rozmach i cel ma ta impreza w Polsce. W ten sposób zapoczątkujemy propagowanie tego szczytnego celu w Anglii. Jakie to uczucie grać, wiedząc o tym, że efektem jest nie tylko zadowolenie publiczności lecz również pomoc dzieciom? - Celem WOŚP-u jest zbiórka pieniędzy na tych najbardziej potrzebujących. ENEJ zawsze chętnie wspiera akcje charytatywne, na tyle, ile może, a WOŚP towarzyszy nam od samego początku naszej działalności. Idea, rozmach i mogę się pokusić o słowo - prestiż tej imprezy jest tak wielki, że każdy chce pomagać, a szczególnie dzieciom, które nie są niczemu winne. Nam, jako zespołowi i innym artystom, nic złego się nie stanie, jak kilka razy w roku wspomożemy taką akcję, aby dać radość najmłodszym i pomóc im w leczeniu. Co jest przesłaniem waszej twórczości? - Chcemy przekazywać energię i łączyć kultury. Jeżeli widzę uśmiechniętych ludzi pod sceną, bawiących się, śpiewających teksty i wchodzących z nami w interakcję to wiem, po co gram i dla kogo. Nasz zespół tworzą

osoby z korzeniami ukraińskimi i Polacy. Żyjemy w jednym świecie, w którym rasa i poglądy życiowe nie powinny mieć znaczenia. Łączymy język polski z ukraińskim. W naszej muzyce jest dużo elementów z muzyki bałkańskiej, ukraińskiej połączonych z rockiem, folkiem, a nawet czasami reggae. Nasza muzyka powinna łączyć, a nie dzielić, dawać radość. Jest bardzo uniwersalna. Na ile ważna jest praca w zespole? Czy traktujecie go jako trwały element, czy jest on stworzony tylko w ramach tzw. „projektu”? - Strasznie nie lubię określenia „projekt”. Zespół istnieje od 9 lat, w składzie jest 7 osób i jesteśmy przyjaciółmi. Praca w zespole to jedno, życie prywatne to drugie, ale my spędzamy ze sobą ponad 150 dni w roku. Jesteśmy jak rodzina. Trzeba być zżytym i czuć się dobrze w towarzystwie innych. Mamy nawet zwyczaj wspólnego obchodzenia świąt Bożego Narodzenia. Drugiego dnia świąt spotykamy się wszyscy razem z dziewczynami, rodzinami i spędzamy ten wspaniały okres. To jest po prostu zespół! Jakie macie plany artystyczne? Gdzie można was posłuchać, zobaczyć w najbliższym czasie? - Sporo za nami, w ubiegłym roku koncert na Woodstock, w tym zwycięstwo w polskiej edycji „Must Be The Music”, koncert na „Sopot Top Trendy 2011”, a przed nami koncert w Londynie. Jeszcze w czerwcu pojawimy się na „Heineken Open’er Festival”. I może ponownie na Woodstock? Bardzo pracowity ten rok…

Wiersz

CIEMNOŚĆ Zaproś ciemność. Wprowadź w progi. Niech powoli wejdzie w dom twój. W przedpokoju niech parasol. Razem z płaszczem swym zostawi. Posadź ją w swoim salonie. Poza kręgiem świec złocistym. Niech ogrzeje się, odpocznie, nim znów pójdzie straszyć jesień. Aleksander Sławiński 3 listopad o 00:35

Wiara w tworzenie

Czy góry lubią się wywyższać poprzez stawianie kropki nad i? Kto powinien kupić książkę „Z żab w księżniczki” Bandlera? Co myśli Wiewiórka o szczycie góry? Czy wieże z kości słoniowej powinny się stać naszym narodowym dziedzictwem czy podstawowym towarem eksportowym?

A

lex Sławiński pisze. Nie jest najważniejsze, czy publikuje swoje książki. One są, czekają na wydanie. Pióro odrdzewia i ostrzy jako dziennikarz. I nie jest to gęsie pióro. Raczej stalówka wykonana z wyjątkowo twardego tworzywa, jak to ludzie z Zielonej Góry. A Zielona Góra ma skłonność do bycia przyjazną środowisku. Martwi więc ją, gdy widzi, że ono niszczeje. A jak wiadomo w obecnym świecie, zawłaszczonych pól, których nikt nie uprawia, jest wiele. Zamiast zieleni tworzone są tam mury, wielopoziomowe piwnice, głębokie fundamenty, stawia się wieże z kości słoniowej. Ma to wpływ na okoliczne wody gruntowe. Niestety ich poziom ulega obniżeniu. W efekcie użytkownicy Wieży nie mogą jak dawniej patrzeć na taflę źródła, które niegdyś tam było. Pozostało im tylko przeglądać się w lustrach (jak Narcyz?). Wody wciąż mniej. Cóż więc miała uczynić Zielona Góra? Ratować mieszkańców. Ubrała swoje słowa w witalność zieleni. By ożywczej siły dodać jak najwięcej, skompresowała je poprzez zawinięcie w gazetę (bo jak pisał Lec „Prasa uciska”) i przerzuciła przez mury. Cóż się okazało? Księżniczek było więcej niż na wiedeńskim balu. Stały tuż przy dawnym źródle, teraz zmienionym w bajorko. Ukazały się tam one w wersji pierwotnej - ekologicznej, czyli pod postacią żab. Czy doczekały się pocałunku? Tego nie wiemy. Znając jednak naturę Góry, można mniemać, że pomyślała sobie - Zielono mi! - i dokończyła dzieła. (Oby to nie była zieleń butelkowa). A cóż dalej z Górą? Zieleni się. Morska zieleń. Wypływa na szerokie wody myślenia o swoim pi-

Fot. Archiwum ŚDP - na zdjęciu: Marzena Mackoit, Alex Sławiński, Agnieszka Mackoit.

saniu. Czekała Góra na Mahometa, czekała. Postanowiła w końcu sama się udać do niego. I to może nie z powodu jakiejś szczególnej chęci. Prasa, z której wcześniej korzystała, zbyt mocno ją docisnęła. Więc po prostu zaczęła czynić kroki w celu jej opuszczenia. Nie było to takie łatwe. W prasie wiele przecież elektromagnesów. Elektry pobudzały, magnesy ciągnęły. Chcąc jednak zachować własny kształt, coś należało uczynić. Prasa mówiła - Wyartykułuj to co tam się wydarzyło. - Góra nic, milczy. Prasa nadal naciskała. - Przecież doleciałeś do żab na mojej gazecie. Jesteś więc winna coś komuś. Poza tym, ta gazeta tam została. Żaby ją przeczytały i strasznie kumkają. Jeśli nic nie powiesz - zaczną rechotać. A to nie przystoi Górze. Góra to nie bagno.

Z teki plastyka - Wiesław B. Bołtryk - Kameleon

Artykulacja jest tu niezbędna. Góra jednak wiedziała, że dając głos może tylko spowodować lawinę. Zbyt wiele mogłoby ulec zniszczeniu. W szczególności Wiewiórka, która uwielbiała z nią przebywać. Ta pewnego razu przechadzając się po szczycie powiedziała: - Słyszałam, że zaginęło gdzieś w tej okolicy dziecko. Rodzice go poszukują. Ma na imię Tomasz. Może jest gdzieś tu w twojej przestrzeni? Góra szukała, szukała. Zauważyła małego chłopczyka. - Jak masz na imię? - spytała. - Tomasz, dla przyjaciół Tomik. Pomożesz mi znaleźć rodziców? - Oczywiście, już to robię. Tomik został wydany przez Górę - rodzicom oczywiście. I w ten sposób Góra z prasy przeszła do literatury…

OBIECUJĄCY… nazywanie rzeczy imiona i rzeczy z początku opierają się wzajemnie każde z nich zachować chce własną odrębność i znaczenie dopiero człowiek przełamuje opór abstraktu i materii tak długo rzecz po imieniu woła aż je z sobą sklei Autorka: Grażyna Winnicka


PoEzja Londyn. Żyjące legendy.