Issuu on Google+

PRZEPRASZAMY KURATORÓW

JAna oko z Norge

str.3

Zbynek Nowicki o swoim obrazie napisał sam , str.2

poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek, sobota, niedziela

grudzień 2011

korespondencja własna z Londynu

7 dni w LONDYNIE PoEzja Londyn str. 4-5

Zobacz jak modnie przystroić się Czytaj str.9

nr.1 NIECODZIENNY PRZEWODNIK KULTURALNY

BIAŁYSTOK/POLSKA/ŚWIAT

czy odbędzie się wyścig dookoła Pokoju

PRZEBUDZENIE ARNIEGO ?!

Korzystając z nadarzającej się okazji, tego że akurat dziś Zwierz Podlaski przyjmował mieszkańców miasta Białegostoku na audiencji na chodniku na skwerku, podszedłem do niego i zadałem pytanie, które niepokoiło mnie już od pewnego czasu, i na które, wiedziałem, tylko on może znać odpowiedź. - Zwierzu, powiedz jak by wyglądał świat, w którym każdy może wszystko? Nastąpiła stosowna chwila milczenia i zadumy, aż nagle, z przytupem, z gwałtownym furknięciem i wilgotnym pomrukiem, Zwierz, jakby odrobinę zirytowany, odburknął: - Oczywiście pięknie. W takim świecie mogła by w końcu powstać ostatnia książka.

W NUMERZE:

Skargi i zażalenia Czytelników str. 10

- Dziękuję – wrzuciłem swój datek do kapelusza i odszedłem.

LITERATURA -MALARSTWOFOTOGRAFIA - AKTUALNOŚCI INACZEJ to samo co zawsze

świerszcz i baćman

fot. Adam Siemieńczyk

news KOMIKS O LEONKU rysuje Sławek Kubala

rozmawiają o winie , operator czeka

informujemy że redAKCJA zatwierdziła Wielką Radę Nagrody „Złotej SZMATyKULTURY”


Zbigniew Nowicki CHINY, 2008, akryl na płótnie, 200x300 cm Obraz „ CHINY”, który powstał w 2008 r. w technice akrylowej na płótnie o wymiarze 200 – 300cm, nawiązuje do tradycyjnych ujęć malarstwa zachodnioeuropejskiego prezentujących wnętrza wraz z bogactwem wyposażenia oraz dostojeństwo szczęśliwych domowników. Związane były one z rozwojem techniki olejnej, która cytując Levi-Straussa była: ”(…) sposobem poznania, ale był to także sposób posiadania, i gdy myślimy o malarstwie renesansowym, nie możemy zapominać, że było ono możliwe dzięki wielkim fortunom, które powstawały we Florencji i gdzie indziej, oraz malarze byli dla bogatych kupców włoskich narzędziami, za pomocą których brali oni w posiadanie wszystko, co było na świecie piękne i pożądane.” � Rolę bogatego mieszczańskiego małżeństwa renesansowego przejmuje postkapitalistyczna rodzina, której „głowa” – przypuśćmy menadżer ze skłonnościami do kreatywności, elastyczności i szybkości w działaniu, charakterystycznymi dla preferencji ponowoczesnego modelu pracy - reprezentuje typ psychologiczny określany jako flexible personality. Rodzina reprezentuje chiński model dwa plus jeden, świadczący o jej zaangażowanym podejściu do problemu przeludnienia Matki Ziemi. Misterny kunszt renesansowych rzemieślników meblarstwa zastąpił współczesny, serwowany w katalogach dla zamożnej klasy średniej designe - ciężkie fotele ze skóry, szklane stoliki i błyszczący lakierem parkiet, a może to pleksi i wyroby skóropodobne? Metoda starych mistrzów umieszczania obrazu w obrazie pokazująca również jego towarowy aspekt, w tym przypadku zostaje pastiszowana przedstawieniem „najsłynniejszego obrazu świata”, który w domostwie współczesnego mecenasa sztuki poprawia komfort kontaktu stóp z podłogą. Upozowanie postaci dające pozory naturalności, tło (jedyny chromatyczny akcent) - balansujące między pejzażem trzeciego planu, a fototapetą ów imitującą - są kolejnymi elementami zawieszającymi jednoznaczność naszego osądu. Twarz menagera w masce obciążonego przymusem bycia flexible personality pointująca w sposób krotochwilny zastaną sytuację?... czy też prawdziwy to obcy? Oto kolejne przyczynki do zadumy nad sensem prezentowanej sceny. Sensem gnanego wyścigiem szczurów istnienia i statusem współczesnego malarstwa. Statyczna kompozycja z dominacją pionów i poziomów utrzymana w przeważającej części w monochromatycznej realistycznej konwencji sprzyja kontemplacji i rozmyślaniom. Tytuł „ Chiny” implicite wprowadza ekonomiczno - polityczny kontekst ukazanej sceny. Florenckich dożów zastępują obecnie członkowie KPC. Zbigniew Nowicki , z cyklu: „Obraz i intencja”

Michał Androsiuk, „Biały koń”, fragment o zamknięciu baru „Słoneczko”. Opowieść ukaże się

w grudniu 2011 roku wydana przez Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska-Białoruś w tłumaczeniu Marcina Rębacza.

Michał Androsiuk, białoruski pisarz publikujący w językach polskim i białoruskim. Wychował się w Wojnówce, białoruskiej wsi leżącej w polskiej części Puszczy Białowieskiej, tysiąc metrów od granicy z Białorusią, wydał między innymi: zbiory opowiadań: Miascowaja grawitacja, Firma, oraz w języku polskim opowieść Wagon drugiej klasy. „Cyrk Kultury” nr.1 , grudzień 2011

(...) Miasteczko wydawało się chłodne i zbrukane, jakby nocą zdobyli je obcy, zdeptali, a mieszkańców zamknęli w ciemnej piwnicy. I tylko o zmierzchu, Buła nie wytrzymał i samotnie poszedł do baru. Ręka wiedziona doświadczeniem minionych lat przylgnęła do klamki, nacisnęła ją pieszczotliwie ale i pewnie, jak naciskają jeden na drugi palce wieloletnich kochanków. Drzwi nie drgnęły i ręka powtórzyła swój gest mocniej i bardziej energicznie. Bez efektów. Zamknięte. Zrażony Buła odskoczył na krok w tył, objął spojrzeniem budynek, przez okno zajrzał do środka, przyłożył ucho do szyby. Wstrzymując oddech szukał pulsu, próbował wyłowić zza ściany znajome odgłosu. Ale serce baru było martwe. Natrętnym alarmem pojawiła się myśl: „Właśnie dziś wieczorem zaistnieje wszystko, przyjadą długooczekiwani goście z Warszawy, zakończy się stary, byle jaki świat, i zacznie się lepszy. Ale szukać mnie zaczną od tego miejsca! Bo gdzie mnie można szukać jeśli nie tu? - przeczucie wyjątkowości chwili natychmiast zmieniło się w pewność i Buła powrócił do drzwi i jeszcze raz obmacał klamkę. Los bywa cyniczny, i drzwi do wielkiego świata, odkryte na oścież ustawia czasami za drzwiami wiodącymi do miasteczkowego baru, jednocześnie to pierwsze wejście opieczętowując maleńką, szyderczą tabliczką: „Zamknięte na zawsze”. Buła przysiadł na schodkach i czekał. Wieczór nadciągał dwudziestostopniowym mrozem. Z nieba na ziemię sypał się diamentowy szron. Obok przebiegali ludzie, szybko, skracając do minimum dystans pomiędzy ciepłem domów i sprawami, których załatwienia nie można odłożyć. Jednak zewnętrzny świat był bez znaczenia. Buła oczekiwał swojego losu spokojnie, bez strachu, nie zerkając na zegarek co dziesięć minut. Tak jak na nadejście Mesjasza czeka człowiek bezgrzeszny, przekonany o świetlanej przyszłości, bo jeśli nawet drzwi do „Słoneczka” nie otworzą się, to w zamian otworzą się drzwi do czystego nieba. (...)


7 dni w Londynie / portret szefa pisma “ThePolishObserver” : oraz fragment jego cotygodniowych wynurzeń na łamach pisma

Janusz Młynarski

„Christmassostwo” już się szerzy CZWARTEK, 17 LISTOPADA 2011 00:00 SEKCJA: MAGAZYN - W NASZYM ANGIELSKIM DOMU Czarny śnieg, czyli kumpel z Zimbabwe. Marion, brzydota cór Albionu i pieprzeni cudzoziemcy. Sąsiadka pojawia się i znika. Listopad, więc „christmassowstwo” szerzy się już na dobre, przynajmniej w sklepach. Z głośników sączą się kolędy i utwory kolędo-podobne. Czyste wariactwo. Kolumbijka Pilar, która mieszka w sąsiedztwie ubrała właśnie choinkę. Kiedy widząc ją dwa dni później w sklepie zapytałem, czy dobrze się czuje, czy to jednak nie za wcześnie odparła, że to ze względu na jej dzieci, które bardzo choinkę lubią. No, skoro tak, to nie powinna jej w ogóle rozbierać, niech stoi non-stop. To właśnie ta wydłużona „przedświąteczność” zniechęciła mnie, już dawno temu, do świąt - czy to bożonarodzeniowych, czy wielkanocnych, no i te tłumy ogłupiałych, podekscytowanych, zmanipulowanych reklamami ludzi. Jeszcze to, jeszcze tamto, jeszcze tu trzeba pójść, jeszcze tam. Amok, po którym przychodzi kac, nie tylko poalkoholowy. Już po wszystkim rzut oka na konto i westchnienie: „O Jezu, ale pieniędzy poszło! Nie już koniec z tym!”. Deklaracje bez pokrycia, bo w lutym kolejne wariactwo - durnowate Walentynki, a później Wielkanoc. Gdzieś w tym wszystkim zapomina się, jakie jest prawdziwe przesłanie świąt. Nie ma czasu na refleksję. Niby to Chrystus jest głównym bohaterem, ale czy ktoś o tym jeszcze pamięta, czy on w ogóle jeszcze się liczy, czy ktoś słucha jego słów? Mam nieodparte wrażenie, że nawet jeśli ktoś pamięta, to nie mówi o tym głośno, bo to przecież obciach jakiś, choć krzyż wisi na honorowym miejscu, Matka Boska z Dzieciątkiem na ścianie w sypialni, na wigilijnym stole żłobek, w telewizji kolędy, w kościele się było, albo pójdzie się na pasterkę, po paru głębszych rzecz jasna. Cmentarzy dniu Wszystkich Świętych też unikam, bo widać, że większość ludzi myśli bardziej o wystawnej dekoracji grobu niż o zmarłym, a wizytę na cmentarzu traktuje jako okazję do tzw. lansu, zaprezentowaniu nowych tekstyliów, nowej fury itp.I patrzę teraz na Omara i moich muzułamańskich sąsiadów. Oni też mają swoje święta, ale widzę, że obchodzą je zawsze skromnie, nie gonią jak zwariowani za jakimiś przedmiotami, a przecież, choćby taki Omar - stać go na spore wydatki, skoro ma 24 sklepy w Londynie i mieszka na Chelsea. *** Dave przedstawił mi swojego kumpla, który pochodzi z Zimbabwe, jest czarny jak heban, a na nazwisko ma… Snow. John Snow. Kiedy przyjechał do Wielkiej Brytanii jako dziecko, miał nazwisko afrykańskie. Po jakimś czasie jego rodzice uznali, że należy je zmienić na anglosaskie, bo brzmi dziwnie i jest trudne do wymówienia. Z sobie tylko znanych powodów wybrali „Snow”. Chciałem się dowiedzieć, dlaczego nie „White” na przykład, ale uznałem, że nie wypada. Dave znów zaczął przynudzać o kapitalistach i o rewolucji, więc nie zamawiałem już drugiej kawy, by tego nie słuchać, ale sytuacja się zmieniła, gdy przysiadła się do nas Marion, młoda Brazylijka mieszkająca w sąsiedztwie. Dziewczyna urodziwa i bardzo dynamiczna, mówi dużo, głośno, nie zawsze sensownie, ale to akurat nie szkodzi, bo swoim nadejściem przerwała Dave’owi jego „rewolucyjne” wywody i narzuciła własny temat dyskusji. Zainspirowała ją para z dwojgiem małych dzieci, przechodząca obok. Marion bardzo spontanicznie wyraziła swoją opinię: - Nie mogę pojąć jak to jest, Angielki są brzydkie, Anglicy też, a dzieci mają takie śliczne. Rzeczywiście dzieci były bardzo ładne, jak z portretów Wyspiańskiego, natomiast rodzice mało urodziwi - mówiąc delikatnie. Powiedziała to na tyle głośno, że tamci usłyszeli. Spojrzeli w naszą stronę i uśmiechnęli się, a kobieta nawet nam pomachała. Poczułem się głupio i niezręcznie i wyobraziłem sobie, jak zareagowałaby polska para na takie dictum.(...) http://www.thepolishobserver.co.uk/magazyn/w-naszym-angielskim-domu/2228-christmassostwo-ju-si-szerzy.html

Janusz Młynarski i Adam Siemieńczyk

fot.M.B-S

Codzienna kafejka Janusza „Station Cafe” gdzie spotkanie zaaranżowali Marta Brassart-Siemieńczyk i Adam Siemieńczyk. Wielkie dzięki za spotkanie, jakaś „Burda” z tego wyszła. red fot. A.Obuchowicz

JAna oko z Norge fot. Jan Turonek

„Cyrk Kultury” nr.1 , grudzień 2011


Łukasz Olszewski

Otoczona przedmiotami, śnić o nich nie chcesz. Więc nigdy nie wspominasz o Phantasosie. Do zwierząt też Ci niespieszno. Więc i o Ikelosie, jego bracie, milczysz. Chcesz znaleźć ludzi. Człowieka. Nie ma go na jawie...

język mój słowo do słowa spróbuję przez ramie, figlarnie, fikuśnie, z mrugnięciem, mordką lub dzióbkiem, na opak, na wznak, na później, na dystans lub tuż pod nogi, na ucho, dosadnie, z pogłosem, soczyście bądź wyraziście tutaj, gdzieś, kiedyś, tymczasem bez ładu, składu, w porządku nie (przecież) alfabetycznym, styl prosty, podniosły, wygodny, modny lub archaiczny dla ciebie, siebie i dla nich, też dla was, lecz nie dla tamtych z pazurem, sznurem, łopatką, z foremek pobite garnki na przekór, na pomysł czy kpinę, dla żartu, na czubek nosa, co przyniesione przez ślinę, przez dzień, przez moment, bez końca i bez początku koniecznie, bąk, wiatrak, jak karuzela, jarmarki, fujarki, kolory, noce i dnie do teraz nie dla mądrości skazanych na ... (pierwszy wers, trzecia zwrotka), a dla radości najprostszych, co stópki maczają w łaskotkach i dla pejzaży, gdzie ognisk, wiosen, gwiazd zatrzęsienie słowo do słowa próbuję... -eee! skończ pan to pitolenie!!!

Gdy dzwonię, mówisz: -Nie mogę rozmawiać. Oddaję się właśnie w objęcia Morfeusza. On zsyła sny o ludziach.

Monika Lidke Rozpalona kołyska. Przetrwałam zimę Nie wiem jak to zrobiłam Sama siebie zaskoczyłam Obudziłam się a maj Na Twoich ustach Wyczarował taki uśmiech Od którego lód rozpuścił się

Pójdę do jego ojca – Greka. Stawiając bizantyjską świecę powiem: -Bogu Hypnosie, pozwól mi, raz tylko być zesłanym, przez twego Syna, na wieczność, do jej snu. Adam Siemieńczyk

I wolność rzekom dał Zawirowało we mnie Zawrzała krew W śpiącej królewnie Obudził się Żar śpiący we mnie I już nie mam więcej sił By wezbranej fali Oprzeć się poddaje się Gorączce

Anna Maria Mickiewicz Wzgórze pożegnań Ósmego września Z tego wzgórza płynie Muzyka cichych dzwonków Kolejny wieczór Staruszki Laski stukają nierównym rytmem Serca zatrzymane we wzruszeniach Nie chcą więcej Wzgórze Świętego Mikołaja Miały być prezenty? Zimową nocą kilka cukierków Spokoju Tym którzy daleko od wzgórza obchodzą urodziny Ono pamięta Londyn 2008, 8 września

„Cyrk Kultury” nr.1 , grudzień 2011

Anna Maria Różańska Z SERII 160 ZNAKÓW MIŁOSNYCH: POMRUK NOCY pomruk nocy chce mnie dopaść nim dokończę lunchu płatki wcisnąć w sprężynowe łoże chce mnie jak ptaszka do klatki a ja walczę nagą bronią by zatrzymać słońc namiastkę -bose stopy o poranku TE PEJZAŻE te pejzaże znane nocą pod gwiazd kocem poznajemy w ciszę drzew wplatając jęki tej wzruszenia karuzeli serca trójkąt w spokój rośnie nad kwadratem dopełnienia dom powstaje -owoc tworzenia

A Ty spokojnie Wciąż oswajasz moje dłonie I przygarniasz Me bezdomne myśli I rozjaśniasz je Zamykam oczy I zamyślam się wiosennie Na kołysce z niebezpiecznie Rozpalonych ramion twych Zawirowało we mnie Zawrzała krew W śpiącej królewnie Obudził się Żar śpiący we mnie I już nie mam więcej sił… Zawirowało we mnie Zawrzała krew W śpiącej królewnie Obudził się Żar śpiący we mnie I już nie mam więcej sił By wezbranej fali Oprzeć się poddaje się Gorączce

UJMĘ TWOJĄ DŁOŃ Kiedyś wybiorę się do fryzjera i zamówię cięcie jak zwykle. Ogolę się. Ubiorę najbielszą z białych koszul i czarne, ulubione spodnie. Napiszę krótki list do dzieci. Usiądziesz obok. Ujmę twoją dłoń i poproszę Boga o śmierć.

MYŚLISZ, ŻE DUŻO WIESZ Myślisz, mój przyjacielu, że dużo wiesz. Posiadłeś wiedzę z tysiąca książek. Od morza do morza doświadczyłeś życia. Słuchałeś pilnie kogo trzeba. Nie wiesz, przyjacielu najważniejszego, bo nigdy nie byłeś trędowatym. Aleksy Wróbel


7 dni w Londynie / portrety : fot.Adam Obuchowicz

PoEzja Londyn

oprócz błękitnego nieba

łąka upaja się błękitu widokiem

Marta Brassart- Siemieńczyk & Adam Siemieńczyk, londyńska emigracja rodem z Gródka w woj. Podlaskim. Twórcy PoEzji Londyn inspirujący innych i stwarzający w miarę Swych możliwości przestrzeń do tworzenia . Tzn. „Nasi” w Londynie. Co tydzień na łamach „The Polish Observer” prezentują twórczość literacką, plastyczną.

patrzę na ten cud natury śpiewam cicho oprócz błękitnego nieba ... marzy mi się błogi spokój łzy kryształek zastygł w oku

Tomasz Zyrmont/muzyk

chwilo trwaj ... Kris Krzyś Pióro Pikowski

Norbert Dural

&

Otto Schade/art. malarz

Będą szmery i dziwne dni I wciąż ten sam sen I ja gubię nadzieje na normalność

dzień skłócony ze świtem zakrapla oczy szarym światłem wyproszony z kokonu nie wierzę własnym skrzydłom których kolor wtarł się do krwi w szorstką skórę drzewa

*** Skarbku my Dear, jakie to szczęście było spotkać Cię. Jakie to szczęście, dzielić z Tobą ... uczucie, Które wzrasta - w każdej minucie, Znając właśnie Cię - z radością, Patrzeć w przyszłość - chce się. *** Chociaż Cię nie dotykam - fizycznie nie czuję, Ciepła myśl o Tobie, ani na chwilę ... nie odstępuje.

I jak to bywa z końcem roku I początek miesiąc i 17 dni po mrozi grzeje i czasem wieje Rozgniata mnie kosmiczny robak i rozwali również ten piękny kraj Klatka została rzucona Kilkaset lat temu Wojna trwa bo rządzą ci którzy są faszystami i pod dziwnymi pretekstami próbują nas zmusić do zmiany decyzji Nikt nie będzie tam chciał mieszkać Nikt nie urodzi dziecka w kraju który jest skazany Nie przetrwa nikt kto jest prawdziwy i nikt nie będzie dumny że jest Polakiem... A nadzieję którą stracili Nigdy się nie odrodzi Bo z kogo?

Oni widzą coś innego bez nacjonalizmów bez tradycji jedna wolność jedna rzeczywistość.

zostało mi jeszcze trochę siebie trochę ciepła w dłoni czasu która się zamknie kiedy nie wiem wyproszony z kokonu wiem niełatwo ptakom malować wolność błękitu o wschodzie słońca

A chmury się kłębią Prósząc chlapiąc wiejąc Rozdmuchując liście

I tak to czasem jest ze ludzie myślą o tym wszystkim pogardliwie, bo sami są zabłąkani, kolejne pokolenie bez szansy na wolność na wolność nie na emigracji

wyproszony z kokonu

Jerzy Niemyjski

gdzie będzie jutrzejszy dzień tam zacznie się wolność

A dni A życie gdzieś pędzi zasysa codzienność Jesteś gdzieś i czekasz na mnie Szukaj jestem blisko

Bożena Helena Mazur-Nowak

błękitne niebo przystrojone w białe obłoki rozpięłło się nad łąką

Tomasz Wieliczko - Tee Wuu

Ale to wciąż jest to wciąż boli to brzemię Dlaczego jest nad nami od kilku wieków?

Norbert Durał.

AMBICJE idziemy idziemy biegniemy idziemy idziemy idziemy idziemy biegniemy niech mi się tylko jeszcze przyśni idziemy idziemy idziemy idziemy milczenie gwiazd idziemy idziemy biegniemy biegniemy spokój liści biegniemy biegniemy biegniemy biegniemy płynący w żyłach wolno bo chcemy musimy pragniemy bo chcemy jak ciepły wiatr mieć biegn... A CEL? grzegorz spis cel? CEL. cel? TAK, CEL. bieg.

jestem sobie tak tu patrząc na ten cały bałagan wiele twarzy wiele myśli Zaczyna się pewna nowa wielkość wiele mogłoby zniknąć i zacząć od nowa Wielkość sprawia że wracają sny i wena Jest pewien rozgardiasz myślowy lecz ów problem zniknie jak we mgle Ludzka opieszałość nie zna granic Ale sny są głębsze i aktywniejsze Kontrola aktywności jest nieskończona

„Cyrk Kultury” nr.1 , grudzień 2011


GALERIA NATURALNA FOTO-TRANSMISJE Z PUSZCZY KNYSZYŃSKIEJ Źródła dopływu rzeki Krzemianki o świcie. Fot.: Wojtek Raczyński, listopad 2011.

DLACZEGO POWINNIŚMY WSTRZYMAĆ SIĘ Z WYSTAWIANIEM POEZJI NAGROBKA, WYJAŚNIA RAFAŁ CZACHOROWSKI, SZEF AGENCJI WYDAWNICZEJ RTC, TWÓRCA PROJEKTU POECI POLSCY Book z nami: Zacznijmy od początku. Rafał T. Cza­cho­row­ski: Zaczęło się od chęci „rato­wa­nia od zapo­mnie­nia” ksią­żek, któ­rych nie można dostać już w wer­sji papie­ro­wej. Do wielu tomi­ ków z zeszłego wieku, o któ­rych sły­sze­li­śmy lub można prze­czy­tać w opra­co­wa­niach, po pro­stu nie można dotrzeć, bo na ogół nakłady nie prze­kra­ czały 500 egzem­pla­rzy. Po dłuż­szym cza­sie przy­mia­rek, udało nam się prze­ko­nać kilku poetów i wkrótce ruszy­li­śmy z biblio­teką PoetówPolskich.pl: sta­ramy się raz na mie­siąc doda­wać książkę, która była wydru­ko­wana do roku 1999. Jest dostępna za darmo – ani autor, ani wydawca nie zarabiają. Jaki w tym biz­nes dla autora? Dla autora jest to pro­mo­cja. Nasza druga dzia­łal­ność opiera się na sprze­daży e-​​booków – w tym przy­padku nie sto­su­jemy cezury „zeszłego wieku”. Muszą to być po pro­stu książki war­to­ściowe – my je digi­ta­li­zu­jemy, czyli pro­jek­tu­jemy nową okładkę, ponow­nie skła­damy tekst i całość publi­ku­jemy w Sieci. Za to już auto­rzy otrzy­mują pro­cent za sprze­dane egzem­pla­rze. Nasz suk­ces polega na tym, że zdo­ła­li­śmy prze­ko­nać także poetów nieco star­szej daty, nie mają­cych poję­cia o kom­pu­te­rach. Potrafimy się doga­dać także z wydaw­cami papie­ro­wymi, jeśli to do niech należą prawa licencyjne. Jak czę­sto zda­rza się, że autor odma­wia takiej publi­ka­cji, nie jest zupeł­nie zain­te­re­so­wany współpracą? Jest dużo auto­rów, do któ­rych nie jestem w sta­nie dotrzeć. Ale jeżeli jakiś autor jest zado­wo­lony ze współ­pracy ze mną, poleca mnie innemu — i tak się odnaj­du­jemy. Mam wielu przy­ja­ciół, poetów, któ­rzy roz­po­wszech­niają infor­ma­cje o naszej działalności. Suk­ce­sem pro­jektu Poeci​Pol​scy​.pl jest publi­ka­cja książki Jaro­sława Klej­noc­kiego – poety, dyrek­tora Muzeum Lite­ra­tury w War­sza­wie. Poeta ten zde­ cy­do­wał się naj­pierw na reedy­cję książki wyda­nej przed rokiem 1999, a następ­nie na publi­ka­cję „W proch” - naj­now­szego tomiku, wyda­nego wyłącz­ nie w wer­sji cyfro­wej – nie pojawi się na papie­rze! To bar­dzo cie­kawe, że auto­rzy z dużym dorob­kiem są gotowi pod­jąć tego rodzaju ryzyko. Są póź­niej zado­wo­leni ze współ­pracy? Ze sprzedaży? Cóż, wszy­scy wiemy, jak sprze­daje się poezja w naszym kraju, ale tomiki pobie­rane są dość czę­sto: zarówno z naszej strony, jak i przez Vir­tu­alo czy Empik. Obec­nie naszym celem jest, aby dar­mowe tomiki dotarły do jak naj­więk­szej liczby czytelników. A co potem? Poeci Pol­scy to marka, przy któ­rej two­rzy się poezję. Publi­ku­jemy rów­nież „3 wier­sze” – stro­ni­cową „rekla­mówkę” poety – wier­sze i infor­ma­cje o nim. Tej akcji od nie­dawna patro­nuje PAPER­mint, a wkrótce będzie też radiowww​.eu. Orga­ni­zu­jemy wyda­rze­nia, np. zapra­szamy ludzi do kawiarni, gdzie każdy może prze­czy­tać trzy wła­sne wier­sze. Efek­tem spo­tka­nia jest dar­mowy e-​​book, udo­stęp­niony za darmo wszyst­kim chęt­nym. Są naci­ski na to, żeby orga­ni­zo­wać tego rodzaju wyda­rze­nia. Przyjść może każdy. Nie boicie się, że wyda­wa­nie ama­tor­skich wier­szy obniży pre­stiż wydawnictwa? Nie, to eks­pe­ry­ment. Chcemy upo­wszech­nić taką formę spo­tkań i poznać cie­ka­wych ludzi. Poka­zu­jemy, że e-​​book może być pro­fe­sjo­nal­nie zło­żony, posia­dać ISBN i być wyda­nym przez praw­dziwe wydaw­nic­two. Książka cyfrowa prze­bywa tę samą drogę, co papie­rowa – z pomi­nię­ciem ostat­niego etapu — druku. Jest to pro­ces tak samo zło­żony, tyle że koń­czy się w innym, nieco wcze­śniej­szym, momencie. Mamy też inny pomysł: zro­bić spo­tka­nie autor­skie dla ludzi z czyt­ni­kami i iPa­dami. Bo z reguły wygląda to tak, że ze spo­tka­nia autor­skiego chciał­byś z czymś wyjść. Możesz więc zabrać czyt­nik i od razu pobrać książkę. Pro­ble­mem może być brak autografu. [śmiech] Ten pro­blem można roz­wią­zać. Już to kie­dyś zro­bi­li­śmy. Takie spo­tka­nia to próba połą­cze­nia liryki z tech­niką – poka­zu­jemy, jak można korzy­stać z tych urzą­dzeń. Na razie pod­cho­dzi się do nich tro­chę jak do jeża, „bo nie pach­nie, nie sze­le­ści” – ale prze­cież w książce naj­waż­niej­sza jest treść. Jeżeli ktoś przy­zwy­czai się do czyt­nika, zoba­czy, że jest to rów­nie inte­re­su­jące rozwiązanie.

(...) - całość wywiadu czyli - źródło; http://bookznami.pl/?p=13671&fb_source=message

Roz­ma­wiali: Jan Giemza, Agnieszka Kochań­ska. Wiel­kie dzięki dla Klau­dii Szka­ra­dek za prze­pi­sa­nie wywiadu!

Sochaczew ma NOWĄ Galerię

CZY

ZAGADKA. GDZIE TO?

Wybaczcie nieskromność: ale dzisiaj obiadek wyszedł! za 5 minut, Dżony już robi pompki JESZ- Ciepło, Trójka, pachnie ciasto. ZAWIERUCHA, ZAPRASZACZE MY, PO 20EJ ZAGRA MIĄŻSZ ISTRezerwujcie wieczór! Szczegóły NIEJĄ? niebawem...................................?

Z Ł O W I O N E W S I E C I

fot.A.Obuchowicz

MIŁOŚNICY KAMIENIA

Marcin Hugo-Bader „Cyrk Kultury” nr.1 , grudzień 2011

NEWS/zauważono przygotowania do

HOROSKOPU


SZYBKIE PRZEPISY NA KACA&JAMA

Szatańskie pomysły kilkulatków

pisze Andrzej Fiedoruk

Bullshot 40 ml wódki, 80 ml mocnego bulionu wołowego, 1 łyżeczka soku cytrynowego, po jednym dash: sosu Worcester, Tabasco, papryki, soli selerowej lub zwykłej. Po wymieszaniu w shakerze podawać w szklaneczkach do old fashion. Prairie Oyster 50 ml brandy, 1 żółtko, łyżeczka soku cytrynowego, po jednym dash: sosu Worcester, Tabasco, papryki, pieprzu, soli. Płynne składniki wlewamy do kieliszka cocktailowego, mieszamy i ostrożnie wlewamy żółtko. Wypijamy płyn i połykamy żółtko. Hair Of The Dog Cocktail 30 ml szkockiej whisky, łyżka słodkiej śmietanki, łyżka płynnego miodu. Składniki dokładnie mieszamy w shakerze i podajemy w kieliszkach cocktailowych.

Czy Nergal ich odwiedzi?

fot.A.Obuchowicz

Remont w piekle

J

a

m

a

Do Jamy nie zagląda słońce. I to nie tylko, dlatego iż jej położnie schodzi głębiej niż poziom gdzie przechodnie zdzierają obcasy. Tutaj nie zagląda też nadzieja. To miejsce gdzie świat się kończy a nie zaczyna. To miejsce gdzie dostojewski smród toalety przypomina jej bywalcom o bliższym niż dalszym końcu. To miejscowy cmentarz, gdzie umierający pseudointelektualiści dokonują żywota. I to w dwóch wymiarach. I fizycznym i duchowym. Tu nie Demarczyk ani Długosz, szepczą do klientów z zakurzonych głośników. Tutaj Muzyka Koni i Disco zachęcają do następnej pięćdziesiątki, czy piwa a telewizor albo kopie po nogach albo wali w mordę. Tu też spod zapleśniałych ramek Monet i Renoir przyglądają się bywalcom ni to z uśmiechem politowania ni to współczucia. Przy koślawych stolikach, koślawi bywalcy łykają codzienną dawkę swojej neospasminy. I tylko czasami Białorusin Sława spod pobliskich delikatesów rzuci jak perły przed wieprze parę nutek Okudżawy czy Wysockiego. Spotkasz tu adwokata, który źle zainwestował politycznie i ławnika, który kodeks karny pomylił z kodeksem Hammurabiego. Nieobcy będzie tez żurnalista i to do wyboru i koloru, chociaż z czernią ostatnio jakby gorzej. Gdzieś w kątku początkowo cichutko przycupnie okoliczny folklor. Ta cichość ma jednak wymiar jednego wina wypitego w kiblu. Jeśli jesteś częstym bywalcem tego przybytku nie zdziwi cię widok emeryta, który państwową wątróbkę raz w miesiącu popija małym piwem. Spotkasz tam tez gości, których stać na flaszkę z baru, jednak bardziej smakuje ta polewana spod stolika. Cóż więc ciągnie ludziska do tej mrocznej jamy? Ano życie, życie. Jama niby Lete, wciąga bywalca w otchłań zapomnienia. Tu każdy znajdzie swoje miejsce. I nikogo nie zrazi tu licha szata czy proweniencja. Tutaj przy kieliszku czy kuflu i mądry i głupi zagadają swój mały dyskurs. Nikt w tym miejscu, poniżej białostockiego poziomu nie obawia się skandalu, bowiem poprzez wielu mądrych tego miasteczka samo w nim bytowanie zakrawa na skandal. Nikt też nikogo nie ocenia, aby nie być ocenianym. Każdy w Jamie zna swoje miejsce. A jego wyznacznikiem nie jest portfel czy kapota na grzbiecie. Po co więc tutaj zaglądają miejscowi pomerdańcy? A że wśród tych pomerdańców jestem i ja? Pytanie retoryczne.

BAGNÓWKA

STORY

Bezkrytyczna identyfikacja z kulturą obrazkową, prowadzi do poczucia siły, jakie daje świadomość, że przynależy się do ogromnego, wielomilionowego targetu, którego nie da się pomijać w politycznych kalkulacjach napisał Rafał Drozodwski. I to ludziom w zupełności wystarcza. A kultura obrazkowa staje się podstawowym instrumentem służącym kreowaniu i legitymizowaniu konsumpcji. I nie ma "ratuj się". Bagnowka Ludzie z zamożnej, cywilizowanej Europy, Ameryki, Australii chwytają za broń, zabijają innych, popełniają samobójstwa nie z braku pieniędzy, nie z głodu, ale z braku miłości Bagnowka Kiedyś czytałem, chyba u A. Wata, takie powiedzonko „Jak podaje agencja TASS, Boga nie ma”. Dziś sytuacja jest oczywiście inna, ale podpisuję się pod tą absurdalną niegdyś, a dziś, na czasie - konstatacją. Lubię to! · · Udostępnij · Wczoraj o 16:26 ·

Niewinne buzie, słodkie uśmiechy i drobna postawa niech was nie zwiodą! Kilkulatki potrafią stworzyć piekło w piekle! I to bez kotłów, smoły, wideł i czarnych kotów. Wystarczy ich nieograniczona wyobraźnia. W scenariuszu nie ma żadnych reguł, bo nie ma scenariusza. Nie ma też zasad, ani żadnych ograniczeń. Dzieci rodem z piekła rządzą się swoimi prawami. Tylko jeszcze ich najgorszych zamysłów nie znamy, bo dopiero nad nimi pracują. Spektakl o remoncie w siedzibie szatana i piekielnie nudzących się tam dzieciach dopiero powstaje. „MiniAmulet” to jedyny w Polsce dziecięcy teatr pracujący metodą „czarnego teatru” i teatru cienia. Forma w sam raz odpowiednia do piekielnej historii . Kilkulatki będą jej głównymi bohaterami, czyli diablątkami uwiezionymi na czas remontu w pokoju-magazynie. Co tam będą robić? Czy puszczą piekło z dymem? Fabuła historii powstaje z próby na próbę, a reżyserka spektaklu Małgorzata Sienkiewicz układa ją z dziecięcych pomysłów: - Nie chce im niczego narzucać. One same doskonale wiedzą, jak to jest podczas nudnego popołudnia, czy remontu w domu – wyjaśnia reżyserka i instruktorka w białostockim WOAK-u. – Sama nigdy bym takich sposobów na zwalczenie piekielnej nudy nie wymyśliła. Z krótkiej wizyty na próbie wynika, że w użyciu na pewno będą garnki, maski i lalki-potwory. Premiera wiosną, a na niej może wizyta naczelnego przedstawiciela ciemnej strony mocy w Polsce – czyli Nergala? - Nie jest to wykluczone – śmieje się Małgorzata Sienkiewicz. – Dość często odwiedza swoich białostockich przyjaciół, więc może wpadnie i na nasza, piekielną premierę? ArtUr

Jacek Grekow (lider zespołu SARAKINA)

pobierający przez skypa lekcje gry na flecie od Nedyalko Nedyalkowa

fot.A.Obuchowicz

Nedyalko Nedyalkov jeden z najlepszych wirtuozów grających na kavale w czasach obecnych. Pracuje gra w orkiestrze radiowej w bułgaarskim radiu. Koncertuje na całym świecie i nagrywa płyty z muzyką ludową i ethno-jazzową.

PIEROGARNIA

ul. Waszyngtona 32, Białystok

Od wieków zioła i specyfiki roślinne zalecano w leczeniu wielu schorzeń. Wiara w ich magiczne działanie była głęboko zakorzeniona w wielu kulturach ludowych co przetrwało do dnia dzisiejszego. Kto by pomyślał, że nieobca nam przecież dynia zwyczajna może być cenionym środkiem leczniczym. Znana jest u nas od XVI wieku, a obecnie jej wysuszone nasiona oraz uzyskany z nich olej stały się, nie tylko cennym środkiem spożywczym ale także popularnym lekiem stosowanym w łagodzeniu objawów przerostu gruczołu krokowego. Nie zapominajmy, że świeże nasiona przeciwdziałają pasożytom jelitowym. Ale co istotne, dynia i jej przetwory wprowadzone do naszego jadłospisu z powodzeniem zwiększą kondycję fizyczną naszego organizmu, a w otoczeniu wonnego olejku z liścia rozmarynu

mOMENT Kiedy PoJAWIŁ SIĘ tam zWIERZ pODLASKI

porady dr. Michała

pobudzą zmysły i pozwolą szybko odzyskać wigor naszego partnera. Warto spróbować ! fot.internet „Cyrk Kultury” nr.1 , grudzień 2011


Firlonki /MAJREK GREJKE

(12) Wypowiedziane niewypowiedziane / dedykowane Mileńce/

Pan Firlonek zasnął i o dziwo, natychmiast obudził się. W istocie obudził się w śnie, lecz nie w swojej osobie, tylko w postaci starego, wyliniałego morsa, który uwielbiał wygrzewać się na rozgrzanych kamieniach i podrzemywać. Akurat do cypla, gdzie mors wylegiwał się od śniadania, podpłynęła lodowa góra. Jakże pysznie iskrzyła się w Słońcu! Rozsiewała wokół siebie promienny blask, lecz zdawała się wyniosła i niedostępna. Mimo to była zachwycająca - stary mors nie mógł oderwać od niej oczu. - Jaka ona piękna! - pomyślał wyszczerzywszy do lodowej góry swoje straszne, żółte zębiska. Bo taka jest uroda morsów - kiedy serdecznie uśmiechają się, wygląda to bardzo groźnie; a kiedy są czymś poruszone, wymownie milczą. - A jednak to dziwne... - mruknął pod nosem mors. - Co powiedziałeś? - zaciekawiła się lodowa góra. - Co ja powiedziałem?! - zdziwił się mors. - Aha... - przypomniał sobie: "A jednak to dziwne." - Jak śmiesz! - warknęła góra i popatrzyła na morsa z wysoka. - Nawet nie jesteś w stanie zrozumieć, co dla mnie znaczy Słońce! - Przecież wiem... - bąknął mors, napawając się słonecznym ciepłem. I na tym poprzestał. Patrzył na górę lodową i czuł się szczęśliwy. - To wszystko? - zdenerwowała się góra. - Nic mądrego nie powiedziałeś. Mam dosyć ciebie i tego kamienistego cypla! Odchodzę. Poza tym... jesteś taki trywialny. Gdy góry lodowe mówią "odchodzę", to znaczy, że nic innego na ten czas nie przychodzi im do głowy, jak tylko wyniosłe odejść. I góra odpłynęła. Stary mors parsknął przez nos, co było oznaką najwyższego wzruszenia, ale nic nie powiedział. Bo taka jest natura morsów. Zresztą, czy milczenie nie jest bardziej wymowne od najpiękniejszych słów? Tymczasem góra, pocąc się w Słońcu, płynęła coraz dalej i dalej na południe. Ciepłe prądy morskie wymywały z niej wielkie lodowe kęsy; topniała w oczach, niemniej wciąż była zachwycająco piękna. Tylko kto mógł to zobaczyć? - Ciekawa jestem, co teraz porabia stary mors? - szepnęła prawie niedosłyszalnie góra. Stopniała przecież tak bardzo, ze stała się nie większa niż zamarznięta kropla deszczu. Ale i to tylko przez chwile. - Ach, morsie, chciałabym usłyszeć jeszcze raz to, co powiedziałeś, nim odpłynęłam - pisnęła osłabłym głosikiem i zaraz potem rozpłynęła się w morzu. - Co, co, co? - stary mors przebudził się i zastrzygł niespokojnie uszami. - Ach, to tylko morskie fale - uspokoił siebie. - A jednak to dziwne... - szepnął - ... ze niczego bardziej nie pragnę, jak powiedzieć górze, ze ja kocham. Ech, góro, góro... - sapnął przez nos stary mors. I to było wszystko, co powiedział. Bo bywa, ze za milczeniem stoi tylko jedno jedyne słowo. Ale bywa, ze jeśli nie jest w porę wypowiedziane - niewypowiedziane jest milczenie. A pan Firlonek? Cóż, obudził się, a obudziwszy się, spojrzał na budzik i zawołał: - Znowu zaspałem! actress Sandra Korzeniak , foto Kobas Laksa

sponsor druku CYRKU KULTURY

www.agforumnieruchomosci.pl specjalne rabaty dla CyrkoFanów tel. +48 603 704 771

Serdeczne podziękowania tym którzy bez wachania przystąpili do pierwszej wersji pisma czyli „SZMATyKULTURY” i się nie przestraszyli. „Naczelny” postanowił że z automatu zostają Kapitułą Nagrody „Złotej SZMATyKULTURY”. Serdeczności Wielkie Marcie Brassart-Siemieńczyk i Adamowi Siemieńczyk za gościnę w mieście Londyn i możliwość spotkania tylu wspaniałych ludzi kultury. Trzymamy kciuki za PoEzję Londyn. No więc po kolei KTo jest w 1! : Sławomir Kubala, Zbyszek Nowicki, Arnold Toczyski, Swierszcz, Baćman i Operator, Andrzej Fiedoruk, Kobas, Janusz Młynarski, Jan Turonek, Marcin Rębacz, Michał Androsiuk, Poezja Londyn, Anna Maria Mickiewicz, Anna Maria Różańska, Monika Lidke, Łukasz Olszewski, Marta Brassart-Siemieńczyk, Adam Siemieńczyk, Aleksy Wróbel, Jerzy Niemyjski, Bożena Helena Mazur-Nowak, Grzegorz Spis, Tomasz Wieliczko - Tee Wuu , Norbert Durał, Wojtek Raczyński, Bagnówka, Urszula Arter, Michał Tomczyk, Jacek Grekow, Majrek Grejke, Marcin Hugo-Bader, dzieci z teatrzyku „Mini-Amulet” i opiekunka Małgorzata Sienkiewicz, Kris Krzyś Pióro Pikowski, Tomasz Zyrmont, portalowi bookznami.pl dziękujemy za możliwość przeczytania wywiadu z Rafałem Czachorowskim a jego pozdrawiamy. Podziękowania Tomaszowi P. Buczkowskiemu, który zjawił się na ostatki. Z POWAŻANIEM : Adam Obuchowicz Kontakt: email: cyrkultury@yahoo.pl , https://www.facebook.com/cyrkultury „Cyrk Kultury” nr.1 , grudzień 2011


Cyrk Kultury.