Page 22

Co latem w trawie piszczy Tak to wygląda, jakbym się umówił z Redaktorem Naczelnym, że tego lata zamienimy się rolami: On poleci za ocean, łowić ryby w Jeziorze Michigan, a ja zostanę na miejscu i będę słuchał, co w trawie piszczy. ZBIGNIEW BIAŁAS

Dzieła muzyczne mają bardzo mętny sposób istnienia: są „mutantami ontologicznymi”. Utwory nie mogą, w żadnym prostym sensie, być obiektami fizycznymi, mentalnymi czy idealnymi. Nie istnieją jako

Chociaż wcale się nie umawialiśmy, rzeczywiście spędzam lato

konkretne przedmioty; nie są prywatnymi ideami istniejącymi w umyśle

w domu, między innymi dlatego, że podjąłem się tłumaczenia dla

kompozytora, wykonawcy lub słuchacza; nie istnieją też w wiecznym

PWM w Krakowie niezwykle wymagającej książki Lydii Goehr, The

świecie niestworzonych form idealnych. Ponadto, nie są tożsame

Imaginary Museum of Musical Works (Wyimaginowane muzeum

z którymkolwiek ze swych wykonań. […] Utwory nie są też tożsame

dzieł muzycznych). Poprosił mnie o ten przekład sam profesor Marcin

z partyturami. Czasem mamy do czynienia z takimi właściwościami

Trzęsiok z katowickiej Akademii Muzycznej, no i cóż, takim prośbom

utworów, nazwijmy je właściwościami ekspresyjnymi, których za nic nie

się po prostu nie odmawia. Książka - naszpikowana fachowymi przy-

da się wpisać w partytury. A gdyby zniszczono wszystkie kopie partytury

pisami drobnym drukiem - ma trzysta stron, i jest esejem z dziedziny

jakiejś symfonii Beethovena, sama symfonia nie przestałaby z tego

filozofii muzyki. Czytelnik może oczekiwać żonglerki muzykologicz-

powodu istnieć… (s. 2).

nej, filozoficznej, historycznej i lingwistycznej. Jestem tą monografią

Jakby mało było tego, że zarówno filozoficznie, jak i muzykologicz-

zafascynowany, chociaż – tak sądzę – wiele osób uważałoby, że

nie mamy do czynienia z wagą ciężką, przed tłumaczem piętrzą się

można lepiej spędzać upalne lato. Nie będę streszczał w felietonie

dodatkowe przeszkody. Samo słowo „works”, bodajże najważniejsze

argumentów książki Goehr, tym bardziej, że w przyszłym roku każdy

i najczęściej powtarzające się sformułowanie w książce, przekłada się

kto zechce, będzie mógł przestudiować tekst po polsku, niemniej

na polski jako „dzieła” lub „utwory muzyczne”. A przecież intuicja

przedmiotem książki jest, mówiąc krótko, „utwór muzyczny” jako

mówi nam, że „dzieła” i „utwory” nie mają takiego samego ciężaru

taki. Bardzo trudno jest zdefiniować, czym w istocie jest taki twór jak

semantycznego w języku polskim: pierwsze słowo jest zdecydowane

utwór. Dużo łatwiej powiedzieć czym nie jest i Lydia Goehr ma tego

wartościujące, a drugie zupełnie neutralne. Czy inny przykład: angielskie

pełną świadomość:

„a score”, również z wielką częstotliwością pojawiające się w książce, to u nas „partytura”. Ale angielskie słowo odnosi się do każdego zapisu nutowego. Jeśli ktoś na kartce papieru wyrysuje pięciolinię i zapisze nutami melodię piosenki „Wlazł kotek na płotek”, to po angielsku ten zapis również będzie stanowił „a score”. Kto jednak w języku polskim użyłby sformułowania „partytura kotka na płotku” do określenia tego rodzaju zapisu? Można więc łatwo sobie wyobrazić w jaki sposób spędzam tegoroczne lato i jakiego rodzaju dylematy muszę non-stop rozwiązywać. Dlatego od czasu do czasu wyrywam się na jakiś koncert, żeby uciec od muzyki w sensie abstrakcyjnym, a doznać wrażeń, do jakich człowiek jest przyzwyczajony (jeśli nie jest muzykologiem-teoretykiem). W najbliższej okolicy nie mogłem się oderwać od abstrakcji, ponieważ w Katowicach, mieście muzyki UNESCO, nic latem się nie dzieje. Katowice latem cierpią na suszę, nie tylko dosłowną z powodu ocieplającego

fot. M. Bebłot

22

fot. M. Bebłot

FELIETON

Profile for Artpost

ArtPost 5/2019  

ArtPost 5/2019  

Profile for artpost
Advertisement