Page 12

Co jest siłą tego miasta?

takiego muzeum całego dorobku jazzu. Zawsze są tam najlepsi muzycy, po

To jest energia, która czerpie z wielonarodowości, wielokulturowości, są

koncertach chodziło się na jamy do Smalls, który jest za rogiem.

przeróżne wpływy i jak to piosenka mówi „We make New York make Danny Ware”.

Znakomite miejsca muzyczne, ale chciałbym spytać o jeden z „cudów” Nowego Jorku, Central Park. Podobno po przylocie do Stanów

Za Pana sukcesem stoi ogromna praca, przecież żadne miasto ani

zamieszkał Pan właśnie w jego okolicach.

konserwatorium nie stworzy muzyka, jeśli nie ma on co przekazać.

I w dalszym ciągu tam mieszkam, 58 ulica, pomiędzy 6 a 7 Avenue.

Czego nauczył Pana Nowy Jork? Przecież Pan przyjechał z innego świata.

Czy ma Pan czas na Central Park?

Odebrałem bardzo fajne wychowanie, ale czuję, że urodziłem się nowojor-

Czasami tak, ale życie jazzmana, to ciągła podróż. Cały czas jestem w po-

czykiem, po prostu Amerykaninem. Jest to jedyne miejsce gdzie czuję się

dróży.

swobodnie i czuję się tak jak w domu. Pytanie chyba retoryczne, ale czy zostawił Pan w Nowym Jork część Co to znaczy być nowojorczykiem?

duszy, duszy „nowojorskiego bacy”?

To znaczy, że przyjechałem i mam coś do powiedzenia. Jestem częścią

Ona jest tam cały czas, ja jestem Amerykaninem. Jestem rezydentem w No-

jazzowej społeczności. Jestem szanowany, nie jestem zapominany, nawet jak

wym Jorku, tam płacę podatki. Jestem po prostu nowojorskim jazzmanem

długo podróżuję, to zawsze czuję tę więź. Jak się spotykamy poza Nowym

w podróży. Amerykanie o Polakach mówią, że to taki dziwny naród: potrafią

Jorkiem, to jesteśmy zawsze przyjaciółmi. Muzycy są mili, pokorni. Jest to

się śmiać, ale nie potrafią się uśmiechać.

fantastycznie być nowojorczykiem. Wróćmy jeszcze na chwilę do muzyki. Znajomi muzycy jazzowi Co to znaczy być pokornym, czy Ameryka uczy pokory?

mówią, że w Stanach jest tak niesamowite zaplecze muzyków. Grają

Absolutnie tak. Tutaj człowiek nie musi nic udowadniać. Tu nikt nie czeka,

w Europie z różnymi muzykami, ale w Stanach spotykają absolutnie

że przy którejś płycie noga mu się powinie. Tam jest wspaniałe współgranie,

nieznanych muzyków, a oni mają bardzo często nieosiągalny dla

współżycie.

nich poziom. Ta kolebka jazzu nadal tętni, źródełko bije? Absolutnie tak, ta muzyka tam powstała i to się nie zmieni. Jeśli coś nowego

Jak przyjęli Pana muzykę, bo to jest jednak muzyka z innym rodo-

dzieje się w jazzie, czy też muzyce rytmicznej, to pochodzi stamtąd. Jest to

wodem?

jedyna oryginalna kultura, którą Ameryka wniosła do kultury światowej.

Gdy miałem trzynaście lat zakochałem się w bluesie, mając piętnaście lat w jazzie i chciałem się sprawdzić wśród czarnych muzyków. Kocham czarną

Kiedy można będzie Pana usłyszeć w USA?

muzykę do granic wytrzymałości. To jest ich muzyka, ale udało mi się dostać

Zaczynamy od końca października, trasa jest do końca roku oraz nagranie

do tego środowiska. Wszystkie moje zespoły to były „czarne dzieci”, które

płyty.

jak dorastały, to przechodziły do Milesa Davisa lub innych słynnych zespołów (Marcus Miller, Kenny Kirkland czy Lenny White i wielu, wielu innych).

Będą Panu towarzyszyć muzycy amerykańscy, czy też bierze Pan kogoś z kraju?

Grał Pan z Milesem, on często brał do swoich składów białych mu-

Amerykańscy, ja z reguły gram z Amerykanami.

zyków, mimo swojej nieukrywanej niechęci do białych. No tak.

Mieszka Pan w Nowym Jorku już 46 lat, jest Pan częścią amerykańskiej sceny jazzowej. Grał Pan z największymi, jacy muzycy tworzą

Kilka tygodni temu redakcja ArtPost-u miała zaproszenie do

obecną elitę jazzową w Stanach, kto niebawem będzie wielką

Carnegie Hall, robiliśmy zdjęcia, obecnie czekamy na autoryzację

gwiazdą jazzu?

wywiadu. Gdy tam byliśmy przypomniał mi się jeden z wywiadów,

Elitę w Stanach tworzą od lat wielcy muzycy: Herbie Hancock, Marcus Miller

w którym Pan opowiadał o koncercie Davisa w Carnegie Hall. Miles

czy Branford Marsalis. Dla mnie bardzo ważnymi postaciami są: Kamasi

spóźnił się tam około godziny. Pan tam był. Dwa i pół tysiąca ludzi

Washington czy Kendrick Lamar.

czekało na koncert na stosunkowo wąskiej ulicy. Jaka tam była atmosfera, jaki był koncert?

Mówi się, że Nowy Jork nigdy nie śpi. Kiedy jest czas na refleksję?

Atmosfera była niesamowita. Przyjedzie, czy nie przyjedzie. Organizatorzy,

- Czas na refleksje jest wtedy, kiedy wyjedzie się z Nowego Jorku. n

których znam, szarpali sobie resztki włosów, że będą musieli płacić Carnegie Hall nadgodziny. Miles w końcu się pojawił i był to genialny koncert. Pan też grał w Carnegie Hall? Tam był nasz debiut, po nagraniu w 1970 roku płyty „Atma”, całkowicie polski skład. Czy jest jakieś miejsce w Nowym Jorku, które wspomina Pan ze szczególnym sentymentem? Z pewnością Village Vanguard, który jest jednym z najstarszych klubów Wnętrze pełne zdjęć Coltrane’ów, Monk’ów, Parker’ów i wszystkich innych wielkich. Wielokrotnie tam grałem, nagrałem trzy płyty na żywo. Za każdym razem gdy wchodziłem, z wielkim szacunkiem, to czuło się atmosferę

12

fot. M. Bebłot

jazzowych w historii. Stęchły, ale jest to zapach jazzu z lat dwudziestych.

Profile for Artpost

ArtPost 5/2019  

ArtPost 5/2019  

Profile for artpost
Advertisement