Page 49

archeologów by tworzyć dokumentację, a później okazało się, że architekt na wykopaliskach to skarb, bo archeolodzy niekoniecznie potrafią zidentyfikować struktury, które są czy mogą być budynkami. Pojechałem więc tam ponownie, już w roli specjalisty, a później jeszcze raz na jednoosobowy survey, czyli poszukiwanie śladów konkretnych obiektów. No i jeszcze epizod amerykański, w kontekście zabytków może dość egzotyczny, tym niemniej bardzo ciekawy. Polski Komitet Narodowy ICOMOSuwysłał mnie na stypendium do Stanów, gdzie zajmowałem się inwentaryzacją zabytkowych (czyli stuletnich) latarni morskich na Jeziorze Górnym. Ciekawostką jest to, że z Wydziału pojechało nas wówczas dwóch na stypendium, tylko ja oglądałem latarnie morskie w Wisconsin natomiast do Kaliforni poleciał Piotr Trębacz. Miałem to nieszczęście że nigdy się komputerów nie obawiałem, ale nigdy też nie byłem specem jeśli chodzi o komputery jako takie, zdecydowanie bardziej interesują mnie efekty, niż to, co dzieje się w środku. Mój doktorat łączy jedno i drugie, jest w nim mowa o zarządzaniu informacją w kontekście technik komputerowych i o zabytkach.

ZB: Chyba można zaryzykować stwierdzenie ze konwencjonalna droga kariery absol-

wenta naszego Wydziału jest związana z tworzeniem architektury. Nie chciał Pan nigdy projektować?

: Przecież projektuję (śmiech). I nigdy nie chciałem być konwencjonalny. Czy chciałem projektować? Pewnie tak, chociaż postanowiłem sprawdzić się w nieco innej dziedzinie i myślę, że to gdzieś tam się wszystko łączy, tak jak w przypadku doktoratu. To czym zajmuję się od dawna można by zebrać pod wspólnym szyldem i nazwać komunikacją wizualną. Jeżeli chodzi o architekturę to jest to ważna jej cząstka.

MP: Ale czy bardziej niż komunikacja wizualna nie jest to po prostu grafika? Zajmuje się Pan, prócz nauczania na Wydziale, projektowaniem grafiki użytkowej, m.in. okładek płyt bardzo znanych artystów (m.in. Grzegorza Turnaua, Marka Grechuty, Magdy Umer, SDM).

: Wolałbym na to spojrzeć szerzej, bo grafika użytkowa jest dla mnie komunikatem, ma czemuś konkretnemu służyć i jakaś informację przekazać. Tak samo architekt musi stworzyć komunikat, aby zaprezentować swoją ideę. Można opowiadać o projektowanym budynku godzinami i niekoniecznie może z tego coś wynikać, a dobrze zrobiony przekaz

jest „obrazkiem wartym tysiąc słów”. Na studiach dużo pracy wkładałem w to, żeby moją koncepcję pokazać w sposób czytelny i atrakcyjny. Oczywiście nie bez błędów – nie było tak żeby ktoś mówił nam o tym jasno i wyraźnie.

MP: Teraz też nikt nie mówi.

: Wiem, i chciałbym to zmienić. Natomiast oczywiście wtedy nie obyło się bez wpadek. Pamiętam do dziś, jak na pierwszym semestrze projektowania wymyśliłem, że zrobię planszę metr na metr w całości wypełnioną obrazkiem wykropkowanym rapidografem. Kropkowałem to trzy bite dni – pamiętam do dzisiaj. Efekt był może i fajny, ale nakład sił i czasu mógł się zdarzyć tylko w czasie studiów. Teraz bym się czegoś takiego nie podjął. Ale to dało mi do myślenia.

ZB: Przejdźmy do chwili obecnej, wg sondy ze strony wydziałowego samorządu jest Pan uważany za „najfajniejszego dziekana” (52% głosów!), a niektórzy elektorzy studenccy wybierający rok temu nową ekipę dziekańską nieoficjalnie przyznają, że był Pan największym atutem kandydatury prof. Wrony. Mamy też negatywne opinie. Na przykład takie, że jako Prodziekan stał się Pan formalistą.

: No tak, tego się ode mnie jednak wymaga. Prodziekan to także urzędnik, ale gdy wyjdzie się poza te formalności trzeba zawsze myśleć o tym, żeby działać w sposób rozsądny. Wracając do tego czy jestem lubiany, wiem, że w internecie pojawiła się też inna sonda, chyba bardziej oddająca rzeczywistość, z której wynikało, że albo jestem lubiany albo nienawidzony. Zapewne paru osobom musiałem czegoś odmówić w sposób kategoryczny. To, że chcę niektóre sprawy porządkować też może boleć... Mogę powiedzieć, że jako Prodziekan znam już receptę na bycie niepopularnym. Dla mnie najistotniejsze w społeczności wydziałowej jest to, że wszyscy jedziemy na jednym wózku. Dlatego tak bardzo tępię podejście typu „my” i „oni”, że są studenci i jest Wydział, który chce zrobić studentom na złość. To nieprawda. Uważam, że społeczność akademicką stanowimy wszyscy, wszyscy jesteśmy za nią odpowiedzialni i wszyscy powinniśmy mieć możliwość kształtowania tego, jak to u nas wygląda.

ZB: Wpadł mi w ręce ostatnio indeks mojej mamy, która kończyła nasz Wydział dwadzieścia kilka lat temu. Przeglądając go nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że program nauczania z lat siedemdziesiątych wcale nie różnił się tak bardzo od naszego. Czy tak niewiele się zmieniło?

: Z drugiej strony można zapytać czy zmieniło się tak wiele aby ten program miał wyglądać zupełnie inaczej? Głównym przedmiotem jest projektowanie i wszystkie inne są zogniskowane wokół niego. To się nie zmieniło i zapewne się nie zmieni. Jeśli chodzi o projektowanie parę nowych rzeczy oczywiście się pojawiło, my na te nowości będziemy starać się reagować wyważając proporcje między tradycją nauczania na naszym Wydziale – która według nas, ekipy dziekańskiej, jest wartością, którą warto zachować – a nowymi trendami. Przy czym bardzo chcemy unikać nowości tylko modnych a promować te które mają szansę przetrwać dłużej niż moda. Jeśli porównamy przełom lat ‘70 i ‘80, ja sam zacząłem edukację niewiele później, to wiemy, że wtedy nie było na przykład bloku związanego z technikami komputerowymi. Teraz trudno jest wyobrazić sobie bez tego projektowanie i to jest poważna różnica. Myślę, że nasi studenci są bardzo biegli jeśli chodzi

ARCYTEKTURA nR2(14) | ii/2009

47

Profile for Arcytektura

ARCYTEKTURA #2/09  

Arcytektura #2(13) Drugi numer reaktywowanego niecodziennika studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej ---------- Second...

ARCYTEKTURA #2/09  

Arcytektura #2(13) Drugi numer reaktywowanego niecodziennika studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej ---------- Second...

Advertisement