Page 45

Francuzka z jednym przewodnikiem zawracają. Może i ja powinienem? – szybko oddalam tę myśl –

Jeszcze nie!

trów wyżej. Antonio ma dobre tempo, idzie wolno, ale bardzo pewnie stawia kroki. Nie ma się gdzie śpieszyć. Pośpiech tu niczego nie zmieni. Tak sobie myślę. Mimo ciągłego ruchu, jest mi coraz zimniej. Marzną mi ręce w przedłokciach. Czubki palców u nóg też przymarzają. Po godzinie robimy sobie przerwę. Zmuszam się do zdjęcia butów. Zakładam trzecią parę grubych skarpet i dodatkowy sweter. Mam na sobie wszystkie ciuchy! Ciemność mnie przeraża, latarka z trudem się przez nią przedziera. Podchodzimy ciągle pod górę. Droga kamienista. Rurka, którą zawsze zasysałem wodę z bu-

kłaka umieszczonego w plecaku zamarzła! Zatrzymuję się i wyciągam butelkę z plecaka. Też zamarznięta. Gniotę ją jak mogę, żeby wydusić wodę. Hiszpan częstuje mnie jabłkiem. Miły gest z jego strony, ale muszę iść. Gdy przystanę na dłużej niż na minutę, robi mi się tak zimno, że zaczynam myśleć o tym, żeby zawrócić. Idziemy ciągle pod górę. Wspinaczka wydaje się nie mieć końca. Myślę o tym i owym. Coraz trudniej łapię oddech. Marzną mi ręce. Nóg nie czuję już od czubków palców aż po pięty. Wreszcie wschodzi słońce. Z niecierpliwością czekam na jego ciepłe promienie. Światło dnia wy-

dobywa odległe widoki. Pięknie jest wokoło. Francuzka z jednym przewodnikiem zawracają. Może i ja powinienem? – szybko oddalam tę myśl – Jeszcze nie! – Antonio ciągle pyta co ze mną. Za dnia czuję się znacznie pewniej. Zimno nie jest już tak dokuczliwe. Zaczynają się penitenty (wystające bryły lodowe występujące tylko w tym rejonie świata). Strzegą wejścia na wulkan. Ciężko wytyczyć sobie drogę. Tu nie ma już szlaku. Zakładam raki. Walę czekanem w penitenty, ile wlezie. Mają wysokość około pół metra. Przypomina to trochę bieg przez płotki, tyle że rozstawione co 20 cm. Anto wystrzelił gdzieś do przodu. Francuza z przewodnikiem też nie ma. Jestem sam. Niesamowita cisza. Słyszę tylko bicie serca. Wali jak młot pneumatyczny. Robię sobie przerwy, coraz częstsze. Żeby napić się wody, muszę co chwilę przystawać i zdejmować plecak. Rurka do podawa-

ARCYTEKTURA nR2(14) | ii/2009

43

Profile for Arcytektura

ARCYTEKTURA #2/09  

Arcytektura #2(13) Drugi numer reaktywowanego niecodziennika studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej ---------- Second...

ARCYTEKTURA #2/09  

Arcytektura #2(13) Drugi numer reaktywowanego niecodziennika studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej ---------- Second...

Advertisement