Page 25

Ustrud tin hendiamcor iriuscil ut loreet adit wismolobor si. Te magnibh essed ta Ipsusto odipsum illam, si blam inibh exerostissit nos

bombek latały żurawie, pewnie dlatego wyjazd do Japonii wydał mi się interesujący(...)

Irrashaimase!

W mieszkaniu Eszter, która właśnie rozpoczęła praktyki w Fukuoce, było zimno. Korzystałem z jej gościnności przez kilka dni, kończąc świąteczną podróż na południe. Po półprzytomnym pożegnaniu wyszedłem z mieszkania. Miałem wystarczająco dużo czasu by zdążyć na samolot do północnego miasta Sendai. Ulice były prawie puste, taki widok bez względu na godzinę w Japonii nie zdarza się często. Jedynie kolorowe szafy wypełnione napojami, z niestrudzonym zapałem wykrzykiwały Irrashaimase! (przybyłeś/witamy). Ciepła, plastikowa butelka z herbatą rozgrzała mi ręce, a po chwili metro zatrzymało się tuż pod moim terminalem, z którego miałem odlecieć na 8 miesięcy niezapomnianego doświadczenia.

Iv atelier hitoshi abe

Sendai, malowniczo położona stolica prefektury Miyagi, choć przyjazna dla zmotoryzowanych mieszkańców, jest uboga w jakiekolwiek atrakcje. Japończykom kojarzy się jedynie z potrawą Gyutan (krowi język) i malowniczymi wyspami pobliskiej Matsushimy. Najbardziej znaną realizacją w mieście jest Mediateka projektu ITOsensei.

Niecałą godzinę przed pierwszym spotkaniem znalazłem barak/garaż w którym miało znajdować się moje biuro. Oroshimachi to opuszczona magazynowa cześć miasta, dawny targ rybny. Komputerowe zarządzanie dostawami właściwie wyeliminowało potrzebę magazynowania dóbr. Pół godziny szukałem jakiegokolwiek sklepu, w którym mógłbym się ukryć przed skrzypiącym śniegiem. Jedyne co znalazłem to stacja benzynowa.

Biuro

W biurze były tylko dwie osoby, które pomogły mi ze wszystkimi formalnościami. Nazajutrz wyspany na nowym własnym futonie (materacu) zacząłem pierwszy dzień pracy. Dostałem miejsce z zakurzonym Mac’iem i paliwowy grzejnik, który ogrzewał mi nogi. Stalowa konstrukcja hali działała jak lodówka. Jedyną wskazówką jaką dostałem, było to, że biuro pracuje na japońskiej wersji VectorWorksa (w dość anachroniczny sposób) i że przez pierwszy miesiąc będę się oswajał z biurem (a biuro ze mną). Około dwunastej zostałem poinformowany o przerwie obiadowej, z której jednak nikt nie skorzystał. O piątej, w trakcie przerwy na herbatę, poinformowany powiedziano mi, że dobrze pracowałem i że zwyczaj

przerwy na herbatę wyznacza koniec dnia pracy. W rzeczywistości to tylko koniec oficjalnego dnia pracy, po tej przewie zaczynają się nadgodziny. Próbowałem dostosowania się do nadgodzin, ale po kilki dniach wiedziałem, że tym razem muszę dać za wygraną. Dzień zaczynał się o dziewiątej rano, a kończył po dwunastej w nocy, niejednokrotnie o drugiej. Nauka VectorWorksa po japońsku jest wyzwaniem, ale nie na tyle zajmującym, aby podtrzymywać moje zainteresowanie piętnaście godzin dziennie. Dodam jeszcze, że moi współpracownicy się do siebie nie odzywali, nie wychodzili na lunch, nie jedli, ani nie pili w trakcie pracy. Idealną ciszę przerywały jedynie telefony, wicher od czasu do czasu atakujący nasz blaszak, przejeżdżające tiry i moje wycieczki do toalety, spowodowane nadmiernym spożyciem rozrzewniających naparów. Zawsze czułem się winny zakłócając tę ciszę, lecz wracając do biurka miałem okazje przyjrzeć się moim współpracownikom, którzy czasami z zamkniętymi oczami kręcili myszką kółka. W Japonii nie liczy się efektywność lecz świadectwo ciężkiej pracy. Pracownik, który nie wykonuje swoich obowiązków w godzinach pracy i zostaje do późna, żeby dokończyć pracę jest pracownikiem postrzeganym w lepszym świetle niż ten który kończy swoje zadania przed czasem i zdąży wykonać jeszcze

ARCYTEKTURA nR2 (14) | ii/2009

23

Profile for Arcytektura

ARCYTEKTURA #2/09  

Arcytektura #2(13) Drugi numer reaktywowanego niecodziennika studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej ---------- Second...

ARCYTEKTURA #2/09  

Arcytektura #2(13) Drugi numer reaktywowanego niecodziennika studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej ---------- Second...

Advertisement