Page 8

rozmowa

6

ARCYTEKTURA nR1 (13) | I/2009

A.Z.: Uważać trzeba zawsze. M.S.: Dokładnie, uważać trzeba – zawsze, bo czasy się zmieniają. Przed chwilą był okres kiedy, nie zależnie od tego co się robiło i jak, miało się mnóstwo pracy. Dziś ta sytuacja jest inna. Wszyscy mocno się obawiają tego, co zdarzy się w tym roku. Podjęcie decyzji o prowadzeniu własnej działalności powinna wynikać z rozsądku, powinno się skalkulować, czy jestem w stanie wziąć odpowiedzialność za tą decyzję. My zaczęliśmy od wybrania kierunku, którym chcemy podążać i mając już pewien zasób klientów, mogliśmy sobie na to pozwolić. Niekiedy zakładając biuro zbyt wcześnie, można wpaść w pułapkę: nie mam z czego żyć i za co utrzymać pracowni, podejmuję się każdego zlecenia, a to pierwszy krok w złym kierunku. Arcy: Od czego zaczynacie pracę nad kolejnym projektem? Czy są to działania indywidualne (typu wewnętrzny mini konkurs w pracowni)? Jaki jest wasz pierwszy krok w całym procesie? Jak wygląda metodyka pracy? Ile czasu w procesie projektowania zajmuje Wam faza koncepcji. Ile udziału w tej pierwszej fazie ma klient? M.S.: Praca nad projektem zawsze rozpoczyna się od analiz danych oraz od rozmowy z klientem. Drugą rzeczą jest kontekst, czyli wizja lokalna w miejscu gdzie dany projekt ma powstać. Jest to niezbędny element, aby poznać najbliższe otoczenie nowoprojektowanego obiektu. Te dwa kluczowe aspekty są wstępem do dyskusji. Dyskusja ta, zmienia swoje oblicza w zależności od skali obiektu. Z nią bywa różnie, np. projektując osiedle nie możemy sobie założyć z góry, wydumanej, górnolotnej idei. Trzeba wziąć pod uwagę mnóstwo ważnych aspektów. Taki temat wymaga maksymalnego zaangażowania projektowego, kilku-kilkunastu osób. Arcy: Jest was czworo i każdy przedstawia swoją interpretację, rozwiązania projektowe i wybieracie lepsze, czy razem stoicie nad kalką i wymieniacie się pomysłami i szukacie jakiejś syntezy ? M.S.: Jeżeli mówimy o dużym konkursie to zazwyczaj najpierw spotykamy się i dyskutujemy. Każdy ma jakąś swoja pierwszą myśl, wizje i może ją przedstawić. Nawiązuje się rozmowa i to jest wstęp do projektowania. Później w zależności od tego jak wygląda podział tematów w danym momencie, bierze się za to jedna, dwie, trzy… osoby. A.Z.: Takim podstawowym elementem jest wspomniana dyskusja. Ona zajmuje nam najwięcej czasu na wstępie. Pomysłów jest zawsze kilka i trzeba wybrać te, które dają szansę na wykreowanie czegoś naszym zdaniem najbardziej odpowiedniego. M.S.: Jeśli projekty jest mały to najczęściej jest tak, że jedna osoba robi koncepcję, a w międzyczasie wspólnie omawiamy temat i zastanawiamy się nad nim. Ktoś inny może mieć celna uwagę, świeże spojrzenie i dzięki takim dygresjom można coś w danym projekcie zmienić. To wszystko zależy od wspominanej już skali tematu. A.Z.: Też nie jest tak, że nasza dwójka ma monopol na dobry projekt. Co osoba to nowe pomysły, inne spojrzenie, nowa wrażliwość, wiec absolutnie nie chcemy ograniczać się nawzajem, przynajmniej na wstępie. Arcy: Czy Doszło kiedyś do scyArchitektura sji miedzy wami a inwestorem w pewnym na linii koncepcji? Na jakie ustępstwa można pójść wobec sensie jest inwestora jednocześnie forsuproduktem. jąc swoje rozwiązania, styl i poTo jak ją mysły? Czy macie jakieś anegdopodamy, jak ty które mogą być pouczające? rozmawiamy M.S.: Mieliśmy kiedyś klienta, z którym twardo negocjowaliśmy warunki, ale negocjaz klientem, cje nie dotyczyły estetyki tylko ceny projektu. Nie chcieliśmy się zgodzić na warunki, które ma duże znaczenie na nam zaproponował i mocno się tego trzymaliśmy. Klient wstępnie z nas zrezygnował proostateczny sząc o odesłanie materiałów. Po trzech dniach efekt. zadzwonił ponownie i powiedział że zmienia

zdanie. Okazało się, że spodobał mu się fakt, że jesteśmy słowni i szybko odesłaliśmy materiały. To jedyny przykład, który mi przychodzi w tej chwili do głowy. Kłótnie z klientem nie zdarzają się. Zdarzają się sytuacje kiedy popełniamy jakieś błędy, wtedy staramy się je szybko poprawiać. Na etapie budowy albo na etapie projektowym, takie sytuacje maja czasem miejsce. Rozwiązujemy takie wpadki zawsze polubownie. A.Z.: Zawsze jasno i czytelnie określamy zakres naszych prac oraz rodzaj estetyki jaki jest nam bliski i jeśli nie spełniamy oczekiwań, to nie mamy problemu, aby odmówić dalszej współpracy. Arcy: Czy jesteście na takiej pozycji ze jesteście gotowi zrezygnować z jakiegoś klienta w imię tego żeby zachować wasz puryzm stylu? A.Z.: Myślę, że tak. M.S.: Nie robimy nic przeciwko sobie – to jest podstawowa zasada, której się trzymamy. Temat rodzi temat. Jeżeli zrobi się jeden projekt wbrew sobie, to za nim z pewnością przyjdą 3 podobne. Wychodzimy z założenia, że warto robić coś, co się czuje, co spra-

h-house, dom

jednorodzinny wia przyjemność. Wtedy praca ma sens. w Pabianicach, 2008 Póki co to się sprawdza. Arcy: Co możecie powiedzieć na temat przecierania szlaków, stawiania pierwszych kroków w biznesie architektonicznym przez młodych ludzi, takich jak Wy? Czy macie jakieś spostrzeżenia i uwagi dla studentów architektury, którzy dopiero zaczynają działalność? A.Z.: To co ja bym mogła podpowiedzieć ze swojej strony to, aby studenci architektury tak naprawdę interesowali się nią. Nie wystarczy ukończyć studiów, chodzi bardziej o to, żeby robić to jak najlepiej. Architekturą należy zajmować się z pasją. M.S.: Jeżeli się ją czuje to ma to szanse wówczas wypalić. Z własnych dotychczasowych obserwacji mogę powiedzieć, że góra 10% studentów naszego kierunku, to ludzie, którzy w architekturze coś zadziałają, którzy ją kochają, czują ją. Wiedza, że chcą coś w tej dziedzinie osiągnąć. Reszta studentów albo zostanie w zawodzie uprawiając go z większym lub mniejszym zaangażowaniem, albo zajmie się czymś zupeł-

ARCYTEKTURA #1/09  

Nieregularnik studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, wydawany w latach 1989-1995, wznowiony w 2009 r. Zapraszamy do lekt...

ARCYTEKTURA #1/09  

Nieregularnik studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, wydawany w latach 1989-1995, wznowiony w 2009 r. Zapraszamy do lekt...

Advertisement