Issuu on Google+

www.facebook.com/aortamag

nr 7 (3/2013) • no 7 (3/2013)

Stories:

Fine art:

Syria—Gattoni, Moskwa

Brodziak

The Legacy of Sugar—Delano, Kashi

de Middel


www.facebook.com/aortamag

editor-in-chief | redaktor naczelny

Bartosz Rogowski www.facebook.com/AOrtaMag

deputy editor-in-chief | redaktor prowadzący

Wojciech Pokwicki photo-editor | fotoedycja

Mariusz Janiszewski editors | edycja

Marcin Żabiełowicz Stories: Syria—Gattoni, Moskwa

design & DTP | projekt graficzny i skład

nr 7 (3/2013) • no 7 (3/2013)

The Legacy of Sugar—Delano, Kashi

Fine art: Brodziak de Middel

Marcin Saldat [www.saldat.pl] Cover photo Maciej Moskwa: Demonstrations on city streets, during the funeral of Syrian revolutionary.

contact / kontakt: info@aortamag.pl www: aortamag.org • aortamag.pl fb: www.facebook.com/aortamag

All images and text materials, published in the AOrta Mag, are the property of their authors, and as each work—are protected by copyright law. According to the said law, it is prohibited to copy, reproduce and distribute content, in whole or part, without the written permission of the author. Wszystkie zdjęcia oraz materiały tekstowe, opublikowane w AOrta Mag, są własnością ich autorów, i jak każde dzieło – podlegają ochronie z tytułu obowiązującego prawa autorskiego. Wedle wspomnianego prawa, zabrania się kopiowania, reprodukcji i dystrybucji utworów, zarówno w całości jak i fragmentach, bez pisemnej zgody autora.

Okładka Maciej Moskwa: Demonstracje na ulicach syryjskiego miasta, podczas pogrzebu rewolucjonisty.


Bartosz Rogowski

4

Gattoni Matilde

6

Aoditorial

The Swallows of Syria

Brad Westphal 24 Ant City

Cristina De Middel

42

Ed Kashi

58

Afronauts

The Sweet and Sour Story of Sugar

James Whitlow Delano

74

The Human Legacy of Sugar

Maciej Moskwa

96

Shahid

Mariusz Janiszewski 114 Filipino Claw

Szymon Brodziak 134 Leonora Jimenez

Jens Juul 148 Six Degrees of Copenhagen

Lilith 164 Lilith in da House Self-portraits in strangers’ houses

Jean-Marc Caracci 180 Homo Urbanus Europeanus

Philippe Schneider

196

Where we live matters

On Every Street

214

Join Aorta

221


Bartosz Rogowski

Aoditorial Dear Readers,

I would like to warmly invite you to Aorta 07 (3/2013). The civil war in Syria has continued, at the time of writing this editorial, for the two years, two months and two weeks. Syrians encouraged by the Arab Spring in neighbouring countries went on the streets. They demanded the resignation of president Bashar al-Assad, whose family had held the presidential office for four decades. Unfortunately, the Syrian army was ordered to shoot at protesters. That began a regular war between the opposition forces and the Syrian army. The conflict has claimed, according to UN estimates, 80 000 lives. Half of them were civilians. One and a half million people have fled to neighbouring countries. Undoubtedly, the events in Syria are one of the greatest dramas in modern history. I’m not trying to judge which side is right. Who should “win”. In this war, like in any other, people are the losers.

We have prepared for you in Aorta two reports dealing with current events in Syria. Maciej Moskwa documents the funeral of a member of the Free Syrian Army (opposition army). The material moves and shows commitment of people who are ready to give their lives for the case. Matilde Gattoni shows in her material “The Swallows of Syria” the drama of Syrian females living in refugee camps in Lebanon. It leaves no illusions that every war is a tragedy for people. In addition, we have prepared for you the next part of the history of Dutch sugar industry. Ed Kashi presents

4

Bartosz Rogowski / Aoditorial

a story from Brazil and James Whit- “Afronauts”. An ambitious and inlow Delano takes us to Suriname. triguing project, which looks back Both are renowned photographers on Zambian space program. who need no introduction. You will find all of this and much more In this issue of Aorta we feature pho- on the following pages. 12 photogratographs of a super model Leon- phers waiting to satisfy your eyes. ora Jimenez by Szymon Brodziak. You are cordially invited! Cristina De Middel selected for us a series of pictures from her project Bartosz Rogowski


wątpliwie wydarzenia w Syrii są jednym z największych współczesnych dramatów. Nie próbuję oceniać, która ze stron ma racje. Kto powinien „zwyciężyć”. W tej wojnie, tak jak każdej innej, przegranymi są ludzie.

Przygotowaliśmy dla Was w Aorcie dwa reportaże poświecone obecnym wydarzeniom w Syrii. Maciej Moskwa dokumentuje pogrzeb jednego z członków Wolnej Armii Syryjskiej (wojsko opozycyjne). Jego materiał porusza i pokazuje oddanie ludzi sprawie za, która są gotowi oddać życie. Matilde Gattoni w swoim materiale „The Swallows of Syria” pokazuje dramat Syryjek żyjących w obozach dla uchodźców w Libanie. Nie pozostawia on złudzeń, że każda wojna to tragedia dla ludzi.

Poza tym przygotowaliśmy dla Was kolejna odsłonę historii holenderskiego przemysłu cukrowego. Ed Kashi zrealizował materiał z Brazylii, James Whitlow Delano udał się do Surinamu. Obaj to uznani fotografowie, których nie trzeba przedstawiać.

Drodzy Czytelnicy,

Chciałbym Was serdecznie zaprosić do Aorty 07 (3/2013). Wojna domowa w Syrii trwa w momencie pisania wstępu do Aorty już przez 2 lata, 2 miesiące i 2 tygodnie. Syryjczycy zachęceni arabską wiosną w sąsiadujących krajach wyszli na ulice. Domagali się ustąpienia prezydenta Bashara al-Assada,

którego rodzina sprawuje urząd prezydencki od czterech dekad. Niestety armia syryjska dostała rozkaz strzelania do demonstrantów. Wówczas rozpoczęła się regularna wojna miedzy wojskami opozycyjnymi a armia syryjska. Konflikt pochłonął, według szacunków ONZ, 80 000 ludzi. Polowa z nich to cywile. Półtora miliona ludzi uciekło do sąsiadujących krajów. Nie-

W tym numerze Aorty prezentujemy również zdjęcia Szymona Brodziaka z modelką Leonorą Jimenez w roli głównej. Cristina De Middel przygotowała dla nas serie zdjęć ze swojego projektu „Afronauts”. Ambitny i intrygujący projekt, przywołujący historie zambijskiego programu kosmicznego.

Na kolejnych stronach znajdziecie to wszystko i o wiele więcej. 12 fotografów czeka żeby nasycić Wasze oczy. Serdecznie zapraszam! Bartosz Rogowski

Aorta 7 (3/2013)

5


Gattoni Matilde

The Swallows of Syria

“It doesn’t matter who wins this war. In Syria women don’t have rights from the day they are born.”

Attention: all the people featuring in the story have been photographed face-covered and their names have been changed for security concerns. For the same reason, the exact locations of the Bekaa Valley where the interviews took place are kept undisclosed. Uwaga: wszystkie osoby przedstawione w reportażu zostały sfotografowane z zakrytą twarzą, a ich imiona zmieniono ze względów bezpieczeństwa. Z tego samego powodu nie ujawniono dokładnych lokalizacji miejsc w Dolinie Bekaa, gdzie zostały przeprowadzone wywiady. www.matildegattoni.photoshelter.com


Lebanon, Tripoli, Zaynab, 16-year-old, comes from Al-Khaldeeye, in Homs. She fled with her family three months ago, after the Army repeatedly knocked at her house to look for her father. A honour student, Zaynab was prevented to attend the lessons after some soldiers kidnapped, raped and killed some of her schoolmates in January. Despite the difficulties of living in Lebanon, she feels that victory for the revolutionaries is very close, and she is confident she will go back to Syria soon.

Liban, Trypolis. Zaynab (16 lat), pochodzi z Al-Khaldeeye. Trzy miesiące temu uciekła z rodziną po tym, jak żołnierze kilkakrotnie zapukali do jej drzwi w poszukiwaniu jej ojca. Zaynab przestała uczęszczać na lekcje po tym, jak w styczniu żołnierze porwali, zgwałcili i zabili kilka dziewczyn z jej szkoły. Ma nadzieję na szybki powrót do domu po zwycięstwie rewolucji.


“As a Syrian woman, I don't know what freedom means”.

Lebanon, Faqaa, Selma, 35 years old, is from Zahra. She arrived two weeks ago, after her house was razed by tanks and mortar shelling of the Syrian Army. „We became refugees in our own place, just because we are Sunni”, she says bitterly. Without documents and money, her family is forced to rely on donations and help from the Lebanese families of the village she now lives in.

8

Gattoni Matilde / The Swallows of Syria

Liban, Faqaa. Selma (35 lat) pochodzi z Zahry. Bez dokumentów i pieniędzy jej rodzina zdana jest na łaskę mieszkańców libańskiej wioski, w której obecnie przebywa. „Staliśmy się uchodźcami w swym własnym domu tylko dlatego, że jesteśmy Sunnitami” – mówi gorzko.


Bekaa Valley—Tripoli (Lebanon)—“They were five, their faces covered with masks. They broke into the house and went upstairs. Few minutes later, they came down with my son Ali, handcuffed. They brought him away with no explanation. 'Keep your mouth shut, or we will kill you' was the only thing they told me”. Sitting on the porch of her new house in the Bekaa Valley, the Eastern Lebanese region bordering with Syria, Somaya struggles to hold back tears while recounting the last time she saw her son alive. Three days after his arrest, Ali's corpse was found in a ditch near Talbiseh, a small village close to the Syrian city of Homs. “He had eleven gunshot wounds in the stomach, the left arm was broken and both kneecaps had been removed” continues Somaya, her gaze wandering around the bare mountains few kilometres away from the frontier. Following her son's death, eight months ago Somaya moved to Lebanon, where she is trying to cope with the nostalgia of her beloved country and the desperation of a mother that cannot get peace. “Ali was a simple taxi driver, he didn't like politics. During the protests against the regime he used to stay at home because he didn't want to run into troubles” Somaya continues. “Since his death, I pray God every day to rid us of Assad as soon as possible”. Somaya's story is not unique. According to the UNHCR, since the start of the revolution against Syrian President Bashar al-Assad, at least 153,505 refugees have taken shelter in Lebanon, the majority being children and women. Most of them are housewives, but there are also students, teachers, retirees and widows. In order to flee from a revolution that has slowly escalated in a full-scale civil war, many have crossed the border illegally, defying the bullets of the security forces to save the lives of their children. Today, they live scattered between the Northern city of Tripoli and the myriad of small villages along the Syrian border.

Dolina Bekaa – Trypolis (Liban) – „Było ich pięciu, mieli zakryte maskami twarze. Włamali się do domu i weszli na górę. Kilka minut później zeszli na dół z moim synem Alim, zakutym w kajdanki. Zabrali go bez słowa wyjaśnienia. Powiedzieli tylko: „Nie waż się o tym wspominać, jeśli chcesz jeszcze pożyć”. Somaya siedzi na ganku swojego nowego domu w Dolinie Bekaa, wschodnim regionie Libanu graniczącym z Syrią, i usilnie próbuje powstrzymać się od łez, opowiadając o ostatnim razie, kiedy widziała swojego syna żywego. Trzy dni po aresztowaniu ciało Aliego zostało znalezione w rowie niedaleko Talbiseh, miasta położonego w pobliżu syryjskiego Hims. „Jedenaście ran postrzałowych w brzuch, złamane lewe ramię, usunięte obie rzepki” – mówi dalej Somaya, wędrując wzrokiem po odkrytych górach znajdujących się kilka kilometrów od granicy. Osiem miesięcy temu, po śmierci syna, Somaya przeprowadziła się do Libanu, gdzie próbuje jakoś żyć zmagając się z tęsknotą za ukochanym krajem i rozpaczą matki, która nie może znaleźć ukojenia. „Ali był zwykłym kierowcą taksówki, nie lubił polityki. Podczas protestów przeciwko reżimowi zostawał zwykle w domu, bo nie chciał pakować się w kłopoty” – dodaje. „Od jego śmierci codziennie modlę się do Boga, żeby wybawił nas od Asada jak najszybciej”.

Historia Somayi nie jest wyjątkowa. Według danych Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR), od początku rewolucji przeciwko syryjskiemu prezydentowi Baszarowi Hafiz al-Asadowi co najmniej 153 505 uchodźców znalazło schronienie w Libanie, głównie kobiety i dzieci. Większość to gospodynie domowe, ale są wśród nich także studentki, nauczycielki, emerytki i wdowy. Uciekając od rewolucji, która z czasem przeistoczyła się w regularną wojnę domową, wiele z nich nielegalnie przedarło się przez granicę, by ocalić życie swoich dzieci. Dziś mieszkają gdzieś pomiędzy północnym Trypolisem Aorta 7 (3/2013)

9


“This war is a heavy burden on our shoulders. Many of us have lost husbands and sons, and now have to take care of their families on our own” explains 27-year-old Rasha, who fled the village of Soran on the 1st of March and is now hosted with her family in a stark two-room flat in the Bekaa.

Like her, tens of thousands of Syrian refugees (53,191 according to the UNHCR) are still unregistered and live in desperate situations. Hosted in basements, farm sheds or tents, they survive thanks to the rare food rations delivered by local NGOs. The Lebanese government, which never signed the 1951 Geneva Convention on the Status of Refugees and does not have a specific legislation to deal with them, has so far refused to set up refugee camps for Syrians, out of fear that they might be infiltrated by armed groups and rebels.

In order to survive, some of the youngest ones work as farm labourers, earning as little as 1,000 Lebanese pounds per hour (roughly 60 US cents). “We don't have money to buy anything” complains Wurud, a 50-yearold woman from the Syrian village of Zahra, who arrived in Lebanon with 22 other members of her family. “My sons are treated like slaves. They get paid half of a Lebanese for double the work”. With no means to afford a proper accommodation, Wurud's family lives in an long, brick stable without windows or flooring, with few mattresses as only pieces of furniture. “Few days after we came here, my husband suffered a heart stroke” continues Wurud, pointing at a middle-aged man lying on the ground beside her. Few meters away, their 25-year-old daughter Tara is sitting on a pile of bricks, clearly assorted in her thoughts. Her husband decided to stay in Syria to look after his parents but died few days after she left. So far, nobody has mustered the courage to tell Tara the news. Unaware of everything, she is still waiting for him to call.

Lebanon, Tripoli, Samira, 28-year-old, came from Hama almost three months ago, together with her four kids. She had to change five cars and bribe her way through the military checkpoints up to the Lebanese border. It cost her 400 USD, four times the average monthly wage of her husband. She now lives in Tripoli. “I miss the soil of Syria, the land”, she explains, before bursting into tears. “We live in misery here. The kids don't go to school, and everytime my husband is late I become hysterical, fearing that he might have been stopped at a checkpoint and sent back to Syria”.

10

Gattoni Matilde / The Swallows of Syria

a niezliczoną ilością malutkich wiosek wzdłuż syryjskiej granicy. „Ta wojna to dla nas przygniatające brzemię. Wiele z nas straciło mężów i synów, i teraz same musimy zapewniać warunki do życia naszym rodzinom” – mówi 27-letnia Rasha, która uciekła z wioski Soran 1 marca i mieszka ze swoją rodziną w opustoszałym dwupokojowym mieszkaniu w Dolinie Bekaa.

Podobnie jak ona, dziesiątki tysięcy syryjskich uchodźców (53 191 według UNHCR) nadal są niezewidencjonowani i żyją w przeraźliwych warunkach. Mieszkają w piwnicach, szopach, namiotach, a przetrwanie zapewniają im tylko racje żywieniowe dostarczane rzadko przez miejscowe organizacje pozarządowe.

Aby przeżyć, część tych najmłodszych pracuje na farmach, zarabiając tam jedynie 1000 libańskich funtów na godzinę (jakieś 60 centów). „Na nic nie mamy pieniędzy” – skarży się Wurud, 50-letnia kobieta z syryjskiej wioski Zahra, która przybyła do Libanu z 22 członkami swojej rodziny. „Moi synowie są tu traktowani jak niewolnicy. Dostają połowę tego co Libańczycy za dwa razy większą pracę”. Nie mając środków na normalne mieszkanie, rodzina Wurud osiedliła się w długiej, ceglanej stajni, w której nie ma okien ani podłogi, a jedyne meble to kilka materacy. „Kilka dni po tym, jak tu przyjechaliśmy, mój mąż miał atak serca” – mówi dalej Wurud, wskazując palcem na mężczyznę w średnim wieku, który leży na podłodze obok niej. Kilka merów dalej, na stercie cegieł siedzi ich córka Tara, pogrążona we własnych myślach. Jej mąż postanowił zostać w Syrii, aby opiekować się swoimi rodzicami, ale zmarł kilka dni po tym, jak wyjechała. Jak dotąd, nikt nie zdobył się na odwagę, by powiedzieć o tym Tarze. Niczego nieświadoma, nadal czeka na telefon od niego.

Wiele z kobiet, które są na uchodźstwie w Libanie, wiedzie życie ani to więźnia, ani ducha, starając się

Liban, Trypolis. Samira (28 lat) przyjechała z Hamy prawie trzy miesiące temu, razem z czwórką swoich dzieci. Po drodze musiała zmienić pięć samochodów oraz przekupić wielu pograniczników. Kosztowało ją to $400, czterokrotną miesięczną pensję jej męża. Zanim wybuchnie płaczem zdoła jeszcze powiedzieć: „Tęsknię za Syrią, jej ziemią. Żyjemy tu w nędzy. Dzieci nie chodzą do szkoły, a ilekroć mój mąż się spóźnia do domu boję się, że został zatrzymany przez patrol i odesłany do Syrii”.


12

Many of the women refugees in Lebanon live halfway between a prisoner and a ghost, trying to avoid contacts with the local population for fear of being caught by the agents of Hezbollah, the Lebanese Shia militia and political party allied with Assad and constantly scouring the country for dissidents. “Every time my husband is late at night, I become hysterical” explains Samira, 28-year-old, her dark, expressive eyes gleaming on her olive skin. Until six months ago she used to live in Hama with her four kids, the eldest of whom is only eleven. Her husband, an opposition supporter, had already fled to Lebanon months ahead. During her lonely nights when Hama was bombed by the regime forces, Samira's only dream was to rejoin him on the other side of the border. “It was the worst moment of my life”, she recounts. “One night the bombings were so fierce that we had to hide in the basement. My sons were so shocked they didn't sleep for two days”. One night, the long-awaited phone call finally reached her. “My husband just told me to be ready for 6am. A friend of his would come fetch me by car”. The 80-kilometre-trip lasted for thirteen, interminable hours, during which Samira had to change four cars and pay 400 USD to bribe the Syrian soldiers manning the checkpoints all the way to the border. Today, Samira and her

unikać kontaktu z miejscową ludnością ze strachu przed agentami Hezbollahu, szyickiej milicji i partii politycznej powiązanej z Asadem, która ciągle przeczesuje kraj w poszukiwaniu dysydentów. „Za każdym razem, kiedy mój mąż wraca późno do domu, wpadam w panikę” – wyjaśnia 28-letnia Samira, a jej wyraziste ciemne oczy błyszczą na tle oliwkowej skóry. Jeszcze sześć miesięcy temu żyła w Hamie z czworgiem dzieci, z których najstarsze ma zaledwie 11 lat. Jej mąż, zwolennik opozycji, zbiegł do Libanu kilka miesięcy przed nią. Podczas nocy, kiedy Hama była bombardowana przez wojska reżimu, Samara śniła tylko o jednym: by dołączyć do męża po drugiej stronie granicy. „To były najgorsze chwile mojego życia” – mówi. „Którejś nocy bombardowanie było tak silne, że musieliśmy schować się w piwnicy. Moi synowie z przerażenia przez dwa dni nie mogli zmrużyć oka”. W końcu nadeszła długo wyczekiwana chwila i zadzwonił telefon. „Mój mąż powiedział mi tylko, żebym była gotowa na 6.00 rano. Jego znajomy miał przyjechać i mnie zabrać”. Osiemdziesięciokilometrowa podróż trwała trzynaście nieprzerwanych godzin, podczas których Samira musiała cztery razy przesiadać się do innego samochodu i zapłacić 400 dolarów łapówki, żeby przekupić syryjskich żołnierzy

Lebanon, Jdeideh, Nour, a 5 year old girl from Al Qusair escaped Syria 4 days ago with her mother and brothers after having lived almost 3 months in an undeground cave away from the shellings. She is now hosted by a lebanese family. Nour is still psychologically traumatized by the war, everytime she hears the bell ringing or someone knocking at the dorr she starts panicking and crying thinking that the Syrian Army is here to get her.

Liban, Jdeideh. Nour (5 lat), dziewczynka z Al Qusair uciekła z Syrii cztery dni temu wraz z jej mamą i braćmi. Przez prawie trzy miesiące mieszkali razem w jaskini z dala od działań wojennych. Obecnie gości u rodziny libańskiej. Nour wciąż odczuwa skutki wojny: za każdym razem, kiedy ktoś puka do drzwi boi się, że to syryjska armia przyszła po nią.

Gattoni Matilde / The Swallows of Syria


Aorta 7 (3/2013)

13


family live in the outskirts of Tripoli, but their problems are far from over. The stairs of the dilapidated building they live in are filled with pools of water and piles of garbage, while their balcony overlooks a rubbish dump. Still, the monthly rent of 100 USD is a prohibitive price for her husband, who is struggling to find a job in Lebanon and is quickly running out of money. “We don't know how to pay the next rent” she admits candidly, before busting into a flood of tears. “I miss my land...” she manages to add, before being overwhelmed by the tears, her kids hugging her in a tender and comforting embrace. The families who managed to reach Tripoli are the luckiest ones. Predominantly inhabited by Sunnis, the city has become the main stronghold of the Syrian opposition in Lebanon. Here refugees can enjoy proper health services and a relative security, but in the Bekaa the situation is totally different. Divided among Shia, Sunnis and Christians, the region has been the theater of several raids carried out by the Syrian Army, as well as arrests and kidnappings of Syrian political activists and opponents of the regime. Hezbollah controls much of the region, and gives a hard time to refugees and people who are helping them. “They visited me several times to warn me and search the house, but I don't fear them. What can they do to me?” asks Hassan ironically, with a challenging glance. Middle-aged, with a grey stubble covering his face, Hassan is a Lebanese who joined the cause of the revolution from the very beginning: he travels to the border daily, collecting the new refugees and trying to find them accommodation in houses of friends and relatives. “It's a mission for me” he explains, sitting on a plastic chair in his orchard.

So far, Hassan has managed to settle 2,000 Syrian refugees in a village of just 9,000 inhabitants. His friend Mustafa, a light-skinned and freckled Lebanese with curly red hair, is currently hosting a family in the basement of his house. “In 2006, when Lebanon was attacked by Israel, Syrians helped so many Lebanese” he

Lebanon, Jdeideh, Rabiah, 15 years old, comes from the village of Zahra. She arrived in Lebanon almost three months ago, together with her family. A 9th grade student, she already lost one year at school because of the uprising. She constantly has nightmares, where she dreams of bullets chasing her while she tries to run away. "I wake up crying and screaming", she says.

14

Gattoni Matilde / The Swallows of Syria

pilnujących punktów kontrolnych na granicy. Dziś Samira i jej rodzina żyją na przedmieściach Trypolisu, ale to nie znaczy, że skończyły się ich problemy. Schody rozlatującego się budynku, w którym mieszkają, pełne są kałuż i stert śmieci, a z balkonu widać wysypisko. Nie zmienia to faktu, że miesięczny czynsz w wysokości 100 dolarów i tak jest zaporową ceną dla męża Samiry, który nadal próbuje znaleźć pracę w Libanie, a pieniądze szybko się kończą. „Nie mamy pojęcia, jak zdołamy zapłacić czynsz w przyszłym miesiącu” – przyznaje otwarcie, po czym zalewa się łzami. Zanim wzruszenie odbierze jej głos, powie jeszcze: „Tęsknię za moim krajem”, a jej dzieci zaczną ją tulić, próbując jakoś pocieszyć matkę.

Najwięcej szczęścia miały te rodziny, którym udało się dotrzeć do Trypolisu. Miasto, które zamieszkiwane jest głównie przez Sunnitów, stało się główną twierdzą opozycji w Libanie. Uchodźcy mają tu dostęp do opieki zdrowotnej i zapewnia się im względne bezpieczeństwo, ale w Dolinie Bekaa sytuacja jest już diametralnie inna. Region, podzielony pomiędzy Szyitów, Sunnitów i Chrześcijan, został już kilkukrotnie zaatakowany przez syryjską armię, stał się także areną aresztowań oraz porwań syryjskich działaczy politycznych i przeciwników reżimu. Hezbollah sprawuje kontrolę nad większością regionu i uprzykrza życie uchodźcom, a także pomagającym im ludziom. „Kilka razy do mnie przyszli, żeby dać mi ostrzeżenie i przeszukać dom, ale ja się ich nie boję. Co mi mogą zrobić?” – pyta z ironią Hassan, rzucając wyzywające spojrzenie. Hassan, Libańczyk w średnim wieku z twarzą pokrytą siwą szczeciną, od samego początku czynnie popierał rewolucję – codziennie jeździ na granicę i odbiera stamtąd nowych uchodźców, a potem próbuje znaleźć im jakieś lokum w domach znajomych i krewnych. „Dla mnie to misja” – wyjaśnia, siedząc na plastikowym krześle w swoim ogrodzie.

Jak dotąd, Hassanowi udało się osiedlić 2000 syryjskich uchodźców w wiosce, która ma tylko 9000 mieszkańców. Jego przyjaciel Mustafa, Libańczyk z jasną

Liban, Jdeideh. Rabiah (15 lat) pochodzi z Zahry. Przyjechała do Libanu prawie trzy miesiące temu razem z rodziną. Uczennica dziewiątej klasy, z powodu powstania już straciła jeden rok. Każdej nocy śnią jej się koszmary: próbuje uciec przed kulami… „Budzę się z płaczem i krzykiem każdej nocy” – mówi.


Aorta 7 (3/2013)

15


explains. “Now it's our turn to help them out”. One of his guest is Mona, a 28-year-old Arabic teacher who escaped from al-Qusayr together with her husband and two young sons. “We fled after my brother-in-law was killed in a bombardment. He was a member of the Free Syrian Army” she explains. “There was no point in staying there, it was becoming too dangerous”. Although she now stays in the house all day long watching tv with the kids, Mona has not lost the hope of going back to Syria and start teaching again. “Too much blood has been spelled for freedom” she explains. “If the revolution succeeds, I hope the next generations will not spoil its fruits. This is the message I would like to send to my pupils”.

Mona is not the only one missing school: 16-year-old Zaynab comes from the neighbourhood of Al-Khaldeeye, one of the opposition strongholds in Homs. Until last January, she was the best in her class. “I was very good in Arabic and sciences” she points out, struggling to hide her pride. But Zaynab's dream of becoming a doctor was abruptly put to an end when she was forced to quit school after some soldiers kidnapped, raped and killed three of her schoolmates. Orphan of mother, today Zaynab lives in Tripoli with her father, brother and a retarded sister she has to look after. When she receives food from charity organizations, she has to sell part of it to buy her medicines. Despite the hard times she is going through, her faith in the future is still intact. “I was expecting the revolution to be brief and successful”, she confesses. “But I am still hopeful. Assad will fall soon, and we will be able to go back to Syria victorious”.

16

skórą, piegami i kręconymi rudymi włosami, udziela schronienia jednej z takich rodzin w piwnicy swojego domu. „W 2006 roku, kiedy Liban był atakowany przez Izrael, Syryjczycy pomogli tak wielu Libańczykom” – wyjaśnia. „Teraz jest nasza kolej, aby pomóc im”. Jedna z ukrywanych przez niego kobiet, Mona, 28-letnia nauczycielka, która zbiegła z Al-Qusayr razem z mężem i dwoma synami. „Uciekliśmy po tym jak mój szwagier został zabity w ataku bombowym. Był członkiem Wolnej Armii Syryjskiej” – wyjaśnia. „Nie mogliśmy tam zostać, robiło się zbyt niebezpiecznie”. Mimo że Mona spędza teraz całe dnie w domu, oglądając z dziećmi telewizję, nie straciła nadziei na to, że wróci do Syrii i znów będzie uczyć. „Za dużo krwi zostało rozlane w imię wolności” – mówi. „Mam nadzieję, że jeśli rewolucja się powiedzie, następne pokolenia jej nie zaprzepaszczą. Właśnie to przesłanie chciałabym nieść moim uczniom”.

Her optimism is not shared by other refugees, who are feeling the burden of the never ending clashes, deaths and deprivations. “I don't know how this war will end, we cannot even understand who is fighting

Nie tylko Mona tęskni za szkołą. Szesnastoletnia Zaynab pochodzi z okolic Al-Khaldeeye, jednej z twierdz opozycji w Hims. Jeszcze w styczniu była prymuską w klasie. „Byłam bardzo dobra w arabskim i przedmiotach ścisłych” – mówi z nieukrywaną dumą. Marzenia Zaynab o byciu lekarką dobiegły końca po tym jak kilku żołnierzy porwało, zgwałciło i zabiło trzy dziewczyny z jej szkoły. Osierocona przez matkę Zaynab mieszka dziś w Trypolisie razem z ojcem, bratem i opóźnioną w rozwoju siostrą, którą się opiekuje. Aby kupować leki, musi sprzedawać część jedzenia, które otrzymuje od organizacji humanitarnych. Mimo trudności, z którymi na co dzień się zmaga, nadal ma niezachwianą wiarę w przyszłość. „Liczyłam na to, że rewolucja będzie szybka i zwycięska” – mówi. „Ale nadal mam nadzieję. Reżim Asada wkrótce upadnie i będziemy mogli wrócić do Syrii jako zwycięzcy. Inni uchodźcy nie podzielają jej optymizmu, czując nieustające brzemię starć, zbrodni i niegodziwości. „Nie wiem, jak zakończy się

Lebanon, Jdeideh, Mona, 27-year-old, comes from al Qusayr. She arrived in Lebanon three months ago with her husband and two small kids, after her brother in law got killed because he was a member of the Free Syrian Army. A former Arabic teacher, now Mona spends most of her day at home, looking after his kids and waiting for the fall of the Syrian regime. “The war will leave big scars in the country”, she thinks. “This bloodshed will always remain in the mind of the people”.

Liban, Jdeideh. Mona (27 lat) pochodzi z Al Qusayr. Przyleciała do Londynu trzy miesiące temu wraz z mężem i dwójką dzieci. Jej brat został zabity, ponieważ był członkiem Wolnej Armii Syryjskiej. Niegdyś nauczycielka arabskiego, obecnie spędza czas w domu opiekując się dziećmi i czekając na upadek reżimu syryjskiego. „Wojna pozostawi wielkie blizny na tym narodzie i na tym kraju. Ta przelana krew zawsze pozostanie w pamięci ludzi tam obecnych”.

Gattoni Matilde / The Swallows of Syria


18

Gattoni Matilde / The Swallows of Syria


whom anymore” complains Badia, a 51-year-old woman who came to Lebanon to cure her daughter who suffered brain damages during a raid of the security forces in their house in Bab Drieb, Homs. “If this is the revolution, if it means that I am not able to go out of my house to buy a piece of bread, then I don't want it”. With a brother still serving in the Army, Rasha is torn as well. “Every time he was visiting us in Soran, my mother forced him to take his military outfit off” she remembers. “If the rebels had seen him dressed like that, they would have killed him straight away”. A smart and disillusioned girl, she has faith neither in the actual regime, nor in the revolutionaries. Rasha would rather settle in Lebanon, where she hopes her kids will receive a better education and she could feel more emancipated herself. “It doesn't matter who wins this war. In Syria women don't have rights from the day they are born” she concludes. “As a Syrian woman, I don't know what freedom means”.

ta wojna, nie rozumiemy już nawet, kto z kim walczy” skarży się Badia. Ta 51-letnia kobieta przybyła do Libanu, aby pomóc córce, która doznała uszkodzenia mózgu w trakcie nalotu sił bezpieczeństwa na ich dom w Bab Drieb w Hims. „Jeśli to właśnie jest rewolucja, jeśli oznacza ona, że nie mogę wyjść z domu, żeby kupić kawałek chleba – to jej nie chcę”. Rozdarta jest także Rasha, której brat nadal służy w armii. „Za każdym razem, kiedy przyjeżdżał do nas do Soran, matka zmuszała go, żeby zdjął mundur” – wspomina. „W przeciwnym razie, zostałby z miejsca zabity przez powstańców”. Rasha to mądra, pozbawiona złudzeń dziewczyna i nie wierzy ani w słuszność reżimu, ani w rewolucjonistów. Wolałaby osiąść w Libanie, gdzie jej dzieci mogłyby otrzymać lepsze wykształcenie, a ona sama czułaby się bardziej wyzwolona. „Nie ma znaczenia, kto wygra tę wojnę. W Syrii kobiety od dnia narodzin nie mają żadnych praw” – podsumowuje. „Jako Syryjka nie wiem, co znaczy wolność”.

Lebanon, Jdeideh, Aziza, 35-year-old, is a Turkmen Syrian from Qusayr. She fled her home country two months ago, after her husband and her sister-in-law (whose kids she is now raising) were both killed by sniper fire while going to the souq. She constantly goes back to Qusayr to check on her father, whose health is deteriorating fast. Now, she lives in a makeshift tent camp on the outskirts of a Lebanese village in the Bekaa Valley, where she picks apricot to survive. She gets paid less than five USD for seven hours of work per day.

Liban, Jdeideh. Aziza (35 lat) jest syryjską Turkmenką z Ousayr. Uciekła ze swojej ojczyzny dwa miesiące temu po tym, jak jej mąż i szwagierka (której dzieci obecnie wychowuje) zostali zabici przez snajpera. Wciąż powraca do Quasyr aby opiekować się podupadającym na zdrowiu ojcem. Obecnie mieszka na przedmieściach miasteczka w dolinie Bekaa, zbierając za pięć dolarów brzoskwinie przez siedem godzin dziennie.

Matteo Fagotto • m.fagotto@hotmail.it

Aorta 7 (3/2013)

19


Lebanon, Jdeideh, Husniyah, 80-yearold, comes from the village of Nazarieh. She arrived alone, three months ago, and she is now hosted in a small two-room-house together with seven other members of her family. Without money, they are helped by some neighbours who donated them blankets and some food. “The house is so small that we have to cook in the bathroom, but as long as I am alive, I don't care about it”, she says.

Liban, Jdeideh. Husniyah (80 lat) pochodzi z wioski Nazarich. Po swoim przyjeździe trzy miesiące temu zatrzymała się w skromnym dwupokojowym mieszkaniu, gdzie przebywa z siedmioma członkami swojej rodziny. Bez pieniędzy, opierają się na sąsiedzkiej pomocy, dzięki której dostaje koce, jedzenie. „Mieszkanie jest tak małe, że musimy gotować w łazience. Dopóki żyję – nie dbam o to”.

20

Gattoni Matilde / The Swallows of Syria


Aorta 7 (3/2013)

21


Lebanon, Jdeideh, Rasha, 27-year-old with two kids, comes from Soran. She arrived in Soran on the 1st of March to flee the heavy fightings between rebels and security forces. Apart from her husband and kids, the rest of her family is still in Syria, but Rasha would like to settle in Lebanon and not go back. One of her brothers is serving in the Army, and she is concerned he might get killed by the Free Syrian Army in her village. She is not confident about the future of her country.“ As a Syrian, personally, I don't know what freedom is”, she says.

Liban, Jdeideh. Rasha (27 lat) pochodzi z Soran. Przyjechała do Libanu z dwójką dzieci, uciekając przed walkami pomiędzy rebeliantami a siłami porządkowymi. Poza mężem i dziećmi cala jej rodzina przebywa w Syrii. Rasha chciałaby osiedlić się w Libanie i nie wracać do domu. Jeden z jej braci służy w wojsku i Rasha boi się, że może zostać zabity przez Armię Wolnej Syrii. Nie jest też przekonana co do przyszłości swojego kraju. „Jako Syryjka nie wiem, co to wolność”.

22

Gattoni Matilde / The Swallows of Syria


Aorta 7 (3/2013)

23


Brad Westphal

Ant City Like an ant in the forest I wandered through the city. It was a giant organism, or a machine too large to take in at a glance. I was one in eighteen million. The city was foreign; it held romance and mysteries of the unknown. I wandered through dark alleys and past dimly lit parlors. There were shopping malls and parks, riverboats and expressways. Through windows there were visions of friends laughing at dinner or gathered around a game of cards. There were sounds of toasting at the dinner table and the clacking shuffle of mahjong tiles. Garish buildings by day were crowned with neon in the dark and new buildings sprouted overnight. There was coal burning, peppers frying and cars honking. The language was so foreign it could have come from outer space. It all mixed together in confusing, chaotic harmony. The city could be exhilarating and exciting but it could also crush you with lonely thoughts.

Wędrowałem przez miasto niczym mrówka w lesie. Olbrzymi organizm lub maszyna zbyt duża, aby ją objąć wzrokiem. Byłem jednym z osiemnastu milionów mieszkańców. Miasto było mi obce i zarazem urzekało tajemniczością oraz nieznanym. Wędrowałem po ciemnych zaułkach. Mijałem centra handlowe i parki, łodzie na rzece i drogi ekspresowe. Przez okna widziałem przyjaciół śmiejących się podczas obiadu lub skupionych wokół gry w karty. Dźwięki toastów wznoszonych przy stole i uderzania tasujących płytek Mahjong. Krzykliwe wieżowce za dnia, ukoronowane neonami, przeistaczały się w nocy w nowe budynki. Żarzący się węgiel, smażone papryczki i trąbiące samochody. Język był dla mnie tak obcy, że mógł pochodzić z kosmosu. Wszystko to miesza się ze sobą tworząc chaotyczna harmonię. To miasto może być radosne i ekscytujące, ale może też przytłoczyć samotnością.

I had come for adventure and to dislodge myself from myself. I dug a hole straight through to the other side of the earth hoping to find my other side. In time, the strange became familiar. I forgot how to live anywhere else. It had become my city. I loved the city. I found love in the city. These are photographs of my city.

Wyruszyłem po przygodę, nabranie dystansu do siebie. Wykopałem dziurę prosto na drugą stronę ziemi w nadziei na odkrycie swojej drugiej strony. Z czasem obce stało się mi znajome. Zapomniałem, jak to jest żyć gdzie indziej. Szanghaj stał się moim miastem. Obdarzyłem je miłością i miłość tam odnalazłem. To są fotografie z mojego miasta.

Brad is a commercial photographer and photography instructor living between Shanghai China and Portland.

Brad jest zawodowym fotografem oraz instruktorem fotografii, żyjącym pomiędzy Szanghajem i Portland.

www.bradwestphal.photoshelter.com www.bradwestphal.com


26

Brad Westphal / Ant City


Aorta 7 (3/2013)

27


28

Brad Westphal / Ant City


Aorta 7 (3/2013)

29


32

Brad Westphal / Ant City


Aorta 7 (3/2013)

33


34

Brad Westphal / Ant City


Aorta 7 (3/2013)

35


38

Brad Westphal / Ant City


Aorta 7 (3/2013)

39


Cristina De Middel

Afronauts


In 1964, still leaving the dream of their recently gained independence, Zambia started a space program that would put the first african on the moon catching up the USA and the Soviet Union in the space race.

W 1964 roku, żyjąc marzeniami po dopiero co odzyskanej niepodległości, Zambia rozpoczęła program kosmiczny, który miał rywalizować z USA i ZSRR. Celem miało było umieszczenie pierwszego Afrykańczyka na księżycu.

As a photojournalist I have always been attracted by the excentric lines of story-telling avoiding the same old subjects told in the same old ways. Now, with my personal projects, I respect the basis of the truth but allow myself to break the rules of veracity trying to push the audience into analyzing the patterns of the stories we consume as real.

Jako fotoreporter zawsze byłam zainteresowana odrobiną ekscentryzmu w opowiadaniu historii i unikam przekazywania znanych już tematów w ten sam utarty sposób. W moich projektach respektuję prawdę, ale pozwalam sobie jednocześnie na odstępstwa od wiarygodności przekazu, aby skłonić widza do analizy opowiadań, które z założenia traktujemy, jako prawdziwe.

Only a few optimists supported the project by Edward Makuka, the school teacher in charge of presenting the ambicious program and getting its necessary funding. But the financial aid never came, as the United Nations declined their support, and one of the astronauts, a 16 year old girl, got pregnant and had to quit. That is how the heroic iniciative turned into an exotic episode of the african history, surrounded by wars, violence, droughts and hunger.

Kilku optymistów poparło program Edwarda Makuka, który zajął się zbieraniem odpowiednich funduszy. Pomoc finansowa nigdy nie nadeszła. ONZ odmówiło wsparcia, a jedna z astronautek, 16-letnia dziewczyna, zaszła w ciążę i musiała zrezygnować z wyprawy. Tym samym ta heroiczna inicjatywa stała się tylko egzotycznym epizodem w historii Afryki pełnej wojen, przemocy, suszy i głodu.

“Afronauts” is based on the documentation of an impossible dream that only lives in the pictures. I start from a real fact that took place 50 years ago and rebuild the documents adapting them to my personal imagery.

Projekt „Afronauts” jest oparty na dokumentacji marzenia, które żyje tylko na zdjęciach. Zaczynam od faktów i tego, co rzeczywiście się wydarzyło 50 lat temu, a następnie zmieniam rzeczywistość, aby dopasować ją do mojej wizji.

Cristina De Middel ( Spain, 1975) is a photographer based in London that has been working for different newspapers in Spain and with NGO´s such as Doctors Without Borders or the Spanish Red Cross for more than 8 years.

Cristina De Middel (Hiszpania, 1975) jest fotografem zamieszkującym w Londynie, współpracującym od ponad 8 lat z hiszpańską prasą i organizacjami pozarządowymi takimi jak Lekarze bez Granic czy hiszpański Czerwony Krzyż.

She combines her strictly documentary assignments with more personal projects that have been awarded and exhibited in several occasions (incuding PhotoFolio Arles 2012, Deutsche Börse Prize and the Infinty Award from the ICP in New York).

This B-side of Cristina´s work deliberately asks the audience to question the language and the veracity of photography as a document, and plays with reconstructions or archetypes that blur the border between reality and fiction.

Cristina łączy czysto dokumentalne zlecenia z bardziej osobistymi projektami, które były kilkakrotnie nagradzane i wystawiane (w tym PhotoFolio Arles 2012, Deutsche Börse Prize oraz Infinty Award przyznana przez International Center of Photography w Nowym Jorku).

„Strona B” prac Cristiny zachęca widza do weryfikacji języka i prawdziwości fotografii jako dokumentu. Cristina bawi się rekonstrukcją i archetypami oraz zamazuje granice pomiędzy rzeczywistością i fikcją.

Aorta 7 (3/2013)

43


44

Cristina De Middel / Afronauts


Aorta 7 (3/2013)

45


46

Cristina De Middel / Afronauts


Aorta 7 (3/2013)

47


48

Cristina De Middel / Afronauts


Aorta 7 (3/2013)

49


50

Cristina De Middel / Afronauts


Aorta 7 (3/2013)

51


52

Cristina De Middel / Afronauts


Aorta 7 (3/2013)

53


54

Cristina De Middel / Afronauts


Aorta 7 (3/2013)

55


56

Cristina De Middel / Afronauts


Ed Kashi

The Sweet and Sour Story of Sugar Ed Kashi is a photojournalist dedicated to documenting the social and political issues that define our times. A sensitive eye and an intimate relationship to his subjects are signatures of his work. As a member of VII Photo Agency, Kashi has been recognized for his complex imagery and its compelling rendering of the human condition. Along with numerous awards, including

the 2011 World Press Photo Contest, UNICEF’s Photo of the Year 2010, a Prix Pictet 2010 Commission and honors from Pictures of the Year International, Communication Arts and American Photography, Kashi’s images have been published and exhibited worldwide, and his editorial assignments and personal projects have generated seven books.

Ed Kashi jest fotoreporterem skoncentrowanym na dokumentowaniu zjawisk społecznych i politycznych rządzących dzisiejszym światem. Cechy charakterystyczne prac Kashi to wrażliwe oko i bliskie relacje z obiektami, które fotografuje. Jako członek VII Photo Agency, Kashi jest rozpoznawalny ze względu na złożoność obrazów i urzekające przedstawienie natury człowieka. Zajmuje się on nie tylko redagowaniem, produkcją filmów i osobistymi projektami, ale również jest instruktorem i mentorem dla studentów fotografii.

Występuje też na forach internetowych i wykładach dotyczących fotoreportażu, fotografii dokumentacyjnej i tworzenia obrazów dla multimediów. Kashi zdobył wiele nagród, między innymi w konkursie World Press Photo 2011, Fotografia Roku 2010 UNICEF, Prix Pictet 2010 Commision i wyróżnienie Pictures of the Year International, Communication Arts i American Photography. Obrazy artysty były publikowane i wystawiane na całym świecie, a jego praca wydawnicza i osobiste projekty zaowocowały siedmioma książkami.

www.edkashi.com


The Emerald Desert In 2011 I went to Sao Paulo to look at Brazil's sugar cane industry. When I began the project I knew that Brazil was the number one producer of sugar in the world and one of the leading producers of ethanol. I ventured into the heart of the emerald desert with curiosity and an open mind. What I discovered revealed a world I did not know existed. The level of sophistication, the quality of the work, the attention to energy saving techniques and stewardship of the land together constitute a revolution in agriculture, tech-

nology and energy production. I, like many, hadn't a clue as to how modern, efficient and green their sugar industry had become. Photographically I was challenged to create imagery that would be artistic but also descriptive of the scale, modernity and strength of this vital indigenous industry. Visceral sensations, like the smells of sugar cane being processed into sugar, yeast and ethanol, the sweat and muck of the debris flying in the atmosphere, the dust, the musty-sticky-sweet odors, needed to be captured pictorially as

well. Brazil, as exemplified through its sugar cane industry, is fast developing into a world power and here was an opportunity to share the revelatory side of a country that much of the developed world takes for granted. The level of sophistication, the integration of old and new cultures of work and living, and most impressively, the near-zero use of energy within the whole production cycle, made me a believer in the future of Brazil’s emerald green bounty and its place as a trail blazer on the world’s stage.

Szmaragdowa pustynia W 2011 roku wybrałem się do Sao Paulo żeby przyjrzeć się brazylijskiemu przemysłowi trzciny cukrowej. Kiedy zaczynałem projekt wiedziałem, że Brazylia jest światowym liderem w produkcji cukru i jednym z pierwszych jeśli chodzi o etanol. Podróż do serca szmaragdowej pustyni rozpocząłem z wielką ciekawością i otwartym umysłem. Odkryłem świat, o którym nie miałem pojęcia. Wyszukane rozwiązania, jakość pracy, oszczędność energii oraz zarządzanie ziemią to prawdziwa rewolucja w rolnic-

twie, technologii i produkcji energii. Nie zdawałem sobie sprawy, zresztą tak jak wielu z nas, jak nowoczesnym, efektywnym i ekologicznym stał się ich przemysł cukrowy. Z punktu widzenia fotografii wyzwaniem było dla mnie stworzenie obrazów, które byłyby artystyczne a jednocześnie opisywały skalę, nowoczesność oraz siłę tego rodzimego i kluczowego dla Brazylii przemysłu. Zapach przemiany trzciny w cukier, drożdże, etanol, pot, wszechobecny pył w powietrzu, słodko-stęchła i wręcz lepka woń –

to wszystko musiało być przekazane w obrazach. Na przykładzie przemysłu trzciny cukrowej widać, że Brazylia bardzo szybko zmienia się w światową potęgę. Podróż ta była dla mnie szansą na inne, niedoceniane przez kraje rozwinięte, spojrzenie na państwo. Przemyślane rozwiązania, integracja tradycji z nowoczesną kulturą życia i pracy oraz zaskakująco niewielkie zużycie energii w procesie produkcji sprawiają, że widzę przyszłość Brazylii jako światowego lidera w szmaragdowych kolorach.


60

Ed Kashi / The Sweet and Sour Story of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

61


62

Ed Kashi / The Sweet and Sour Story of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

63


Fabrication of Sweet Before this assignment, a week in 2011 touring Dutch sugar, candy and baking factories, I had never thought of Holland as a sweet place. Colorful and intriguing, I got to see how candy is made and, truth be told, it will be hard to eat candy in the same way again. The chemical smells, mixed with the artificial colors, syrupy dust and metallic surfaces encasing all these processes, left me slightly sickened. This is the modern manufacturing of food

today, boasting the height of efficiency while unfortunately producing things that are poisonous and unhealthy. I often lament how McDonald’s, with their praiseworthy efficiencies and consistency in quality on a worldwide scale, is unfortunately another peddler of foods that are cause for ill health. This is not an indictment of the companies, workers or ethics of the gracious and cooperative folks I encountered in Holland. This is purely my personal opinion and

my own judgment, particularly as an American who increasingly bares witness to the ill effects of unhealthy, cheap and convenient food options peddled by my own country so prodigiously. My images cast no judgment here. They are true in their documentary approach: cool and objective. These images provide a small window into how the modern world produces sweets for people to consume and more specifically, how it's done in Holland.


Produkcja słodyczy W 2011 roku spędziłem tydzień w Holandii odwiedzając zakłady produkujące cukier, cukierki oraz wypieki. Wcześniej nigdy bym nie pomyślał o tym kraju jako o słodkim miejscu. Kolorowo i intrygująco, jednak gdy zobaczyłem jak produkuje się cukierki zjedzenie jakiejkolwiek słodkości przychodzi mi od tej pory z trudem. Zapach chemii przemieszany ze sztucznymi barwnikami, lepki pył i zimne metalowe powierzchnie sprawiły, że zrobiło mi się

niedobrze. Tak wygląda obecny przemysł żywności, chwalący się nadzwyczajną wydajnością lecz produkujący coś co jest niezdrowe, a wręcz trujące. Często lamentuję nad McDonaldem, który po mistrzowsku opanował efektywność i powtarzalną jakość we wszystkich zakątkach świata, jednocześnie serwując niezdrową kuchnię. No i nie jest to akt oskarżenia dla firm, pracowników czy zasad etycznych jakże łaskawych i gotowych do współpracy ludzi,

których poznałem w Holandii. Jest to moja bardzo osobista opinia. Znaczenie ma również moje amerykańskie pochodzenie, bo na co dzień jestem świadkiem efektów niezdrowego, taniego i szybkiego jedzenia, tak przecież popularnego w Ameryce. Moje zdjęcia nie są osądem. Są one dokumentem: chłodnym i obiektywnym. Obrazy te stanowią małe okno na świat produkcji słodkości, a dokładniej rzecz biorąc, opowiadają jak to się robi w Holandii.


66

Ed Kashi / The Sweet and Sour Story of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

67


70

Ed Kashi / The Sweet and Sour Story of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

71


James Whitlow Delano

The Human Legacy of Sugar


James Whitlow Delano has lived in Asia for 20 years. His work has been awarded internationally: the Alfred Eisenstadt Award (from Columbia University and Life Magazine), Leica’s Oskar Barnack, Picture of the Year International, PDN and others. Delano's series on Kabul's drug detox and psychiatric hospital was awarded 1st place in the 2008 NPPA Best of Photojour-

nalism competition for Best Picture Story. His first monograph book, Empire: Impressions from China and work from Japan Mangaland have shown at several Leica Galleries in Europe. Empire was the first ever one-person show of photography at La Triennale di Milano Museum of Art. The Mercy Project / Inochi his charity photo book for hospice received the PX3 Gold Award and www.jameswhitlowdelano.com

Tell us a bit more about your “sugar” assignment in Suriname. How was it to cover the same story with another photographer? It really was not covering the same story but different aspects of the sugar story. Each photographer was sent to cover different legacies of the Dutch colonial sugar industry. In my own case, I was asked to document what happened to all the peoples who had worked on the sugar plantations in Suriname and, while doing so, place them within the background of landscape that has all but swallowed up most of the evidence of the existence of the plantations at all. From satellite images on Google Maps, you can see the geometric layout of the former plantations and waterways that look natural run in absolute straight lines betraying their manmade origins. In fact, I would later read that digging the canals to drain the swamps was such brutal work, it was the biggest trigger for slaves to attempt escape, leading to the creation of an African society in the rainforest by the Maroon peoples. There are the Africans: the Creoles who never escaped slavery, and the Maroon peoples who escaped into the jungle and successfully created and defended their own new territories, some even signing peace treaties with the Dutch in the 18th century. After slavery was abolished in the middle of the 19th century, Africans refused to work on the plantations, no matter what wage were offered. The Dutch brought in Javanese from their colony in present-day Indonesia, and Hindustani's (South Asian Indians) mostly from neighboring British colonies. All of these peoples still live in Suriname and for the most part the Dutch have left. If you ask a Surinamese about this, they will tell you that they are the lucky ones because they still live in beautiful Suriname.

You have visited so many countries in your work. Does travelling and photographing in distant destinations bring a thrill anymore?

76

James Whitlow Delano

the Award of Excellence from Communication Arts. His work has appeared in magazines and photo festivals on five continents from Visa Pour L’Image, Rencontres D’Arles; to Noorderlicht. His new iPad book, Black Tsunami (FotoEvidence) documenting the Japan tsunami and nuclear crisis took a 2012 PX3 Award. Delano is a grantee for the Pulitzer Center on Crisis Reporting.

Yes, the thrill still exists. It is a big world but also, I now return and dig deeper or have begun to see connections between cultures or the migrations of humanity that would never have been apparent, unless I had been fortunate enough to visit such countries. Suriname is a perfect example. I have been documenting the changes in China for two decades and then I stumbled upon a major China soft power presence in Suriname, prompting me to return a year later to document it. How do you prepare yourself to a new assignment? Do you do some reading and internet research before?

Yes, I always research a project because I want to be aware of the context of the issue and the culture in which it is occurring. Otherwise, I would be merely making fluffy uninformed photographs. I continue to do research on Suriname. Noorderlicht truly planted a seed in me with this assignment.

Some destinations require an extensive mobility from your side. How do you decide what photo equipment to take along?

I always travel light. Mobility is a big of paramount importance for me. I travel with two Leica M bodies (an M6 & M2) and a 35 mm lens. I use the single lens because it forces me to interact with my subjects. I enter their world. They can reach out and smack me if they do not like what I am doing. I like the energy created by working this way. This amount of equipment is light weight. So, if a jungle trek is necessary to document an issue, then it is possible to travel long distances on foot. Those are the kinds of projects that attract me anyhow.

Thank you for sharing your thoughts with us James. by Bartosz Rogowski

/ The Human Legacy of Sugar


James Whitlow Delano mieszka w Azji od 20 lat. Jego prace zostały nagrodzone na konkursach: Nagroda Alfred Eisenstadt (Columbia University i magazynu Life), Leica Oskar Barnack, Picture of the Year International, PDN i innych. Seria zdjęć Delano o kabulskim szpitalu dla narkomanów i chorych psychicznie otrzymała 1 miejsce w 2008 NPPA Best of Photojournalism dla najlep-

szego fotoreportażu. Jego pierwsza prace pojawiały się w magazynach książka „Empire: Impressions from i festiwalach fotograficznych na pięChina” i prace z Japonii „Mangaland” ciu kontynentach z Visa Pour l’imawystawiono w kilku galeriach Le- ge, Rencontres d’Arles oraz Noorderica w Europie. „Empire” to pierwsza licht. Jego nowa książka na tablety, w historii jednoosobowa wystawa „Black Tsunami” (FotoEvidence) dow Muzeum Sztuki La Triennale di kumentująca tsunami i kryzys nuMilano. Charytatywna książka „The klearny w Japonii zdobyła nagroMercy Project / Inochi” otrzymała dę 2012 PX3. Delano jest wspierany PX3 Gold Award i Award of Excel- przez Centrum Pulitzera w fotogralence w Communication Arts. Jego fii kryzysowej. www.jameswhitlowdelano.com

Powiedz nam proszę więcej o twoim „cukrowym” zleceniu w Surinamie. Jak to jest pracować nad tym samym tematem z innym fotografem? Tak naprawdę nie zajmowaliśmy się tą samą historią, lecz jej różnymi aspektami. Każdy fotograf został wysłany, aby udokumentować różne dziedzictwa holenderskiego kolonialnego przemysłu cukrowego. W moim przypadku, poproszono mnie o zrobienie dokumentu o tym, co stało się ze mieszkańcami, którzy pracowali na plantacjach cukrowych w Surinamie. Umieścić ich na tle krajobrazu, który praktycznie pochłonął większość dowodów istnienie plantacji. Na zdjęciach satelitarnych Google Maps, można zobaczyć układy geometryczne dawnych plantacji i dróg wodnych. Zdradzają swoje pochodzenie, ponieważ zbudowane zostały ręką człowieka. Dopiero później przeczytam, że kopanie kanałów do osuszania bagien było morderczą pracą. Ta nieludzka praca była największym bodźcem dla niewolników do próby ucieczki. Doprowadziło to do założenia afrykańskiego społeczeństwa w dżungli przez lud Maroon. W Surinamie żyją ludy afrykańskie: Creoles, którzy nigdy nie uciekli z niewoli i Maroon, którzy uciekli do dżungli i pomyślnie utworzyli oraz obronili swoje nowe terytoria. Podpisali oni nawet traktat pokojowy z Holandia w XVIII wieku. Po zniesieniu niewolnictwa w połowie XIX wieku, Afrykanie odmówili pracy na plantacjach, bez względu na to, jakie płace były oferowane. Holendrzy sprowadzili wówczas Jawajczyków z ich ówczesnej kolonii (dzisiejsza Indonezja) oraz Hindustanów (południowoazjatyccy hindusi) z sąsiednich kolonii brytyjskich. Wszyscy ci ludzie żyją nadal w Surinamie, podczas gdy Holendrzy wyjechali. Jeśli zapytasz Surinamczyka o to, powiedzą tobie, że są szczęściarzami, bo wciąż żyją w pięknym kraju. Odwiedziłeś tak wiele krajów w związku z twoją praca. Czy podróżowanie i fotografowanie odległych miejsc przynosi nadal dreszcz emocji?

Tak, emocje wciąż istnieją. To jest wielki świat. Powracam i zagłębiam się w tematy nad, którymi pracowałem. Związki między kulturami i migracja ludności, które nigdy nie były dla mnie oczywiste, stały się mi bliższe, dzięki temu, ze mogłem odwiedzić poszczególne kraje. Surinam jest doskonałym przykładem. Dokumentuje zmiany w Chinach od dwóch dekad, a tymczasem natknąłem się na silne chińskie lobby w Surinamie, co skłoniło mnie do powrotu rok później i udokumentowania tego. Jak przygotowujesz się przed nowym zleceniem? Czytasz o danym miejscu i robisz rozeznanie w Internecie?

Tak, zawsze robię rozeznanie o projekcie, bo chcę mieć świadomość kontekstu zlecenia i otoczenia w którym ono występuje. W przeciwnym razie, robiłbym jedynie powierzchowne i niedoinformowane zdjęcia. W dalszym ciągu zbieram informacje o Surinamie. Noorderlicht naprawdę zasiał ziarno ciekawości we mnie podczas tego zlecenia. Niektóre miejsca Twoich podroży wymaga dużej mobilności. Jak zdecydować, jaki sprzęt fotograficzny zabrać?

Zawsze podróżuje „lekko”. Mobilność ma dla mnie ogromne znaczenie. Podróżuję z dwoma aparatami Leica M (M6 i M2) i obiektywem 35 mm. Używam właśnie tego jednego obiektywu, ponieważ zmusza mnie do interakcji z bohaterami moich zdjęć. Wchodzę w ich świat. Mogą mnie dosięgnąć i odepchnąć, jeśli nie podoba im się to, co robię. Lubię energię wytworzona przez pracę w ten sposób. Ta ilość sprzętu ma niewielką wagę i jeśli zlecenie zmusza mnie do wędrówki przez dżunglę, to jest to możliwe. Duże odległości na piechotę nie są wówczas problemem. Takie właśnie projekty przyciągają mnie najbardziej. Dziękuję za podzielenie sie swoimi przemyśleniami, James. Rozmawiał Bartosz Rogowski

Aorta 7 (3/2013)

77


78

James Whitlow Delano

/ The Human Legacy of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

79


80

James Whitlow Delano

/ The Human Legacy of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

81


84

James Whitlow Delano

/ The Human Legacy of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

85


86

James Whitlow Delano

/ The Human Legacy of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

87


90

James Whitlow Delano

/ The Human Legacy of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

91


92

James Whitlow Delano

/ The Human Legacy of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

93


94

James Whitlow Delano

/ The Human Legacy of Sugar


Aorta 7 (3/2013)

95


Maciej Moskwa

Shahid


Mohles Al-Hammoud was a mosaic artist from Kafranbel in Syria. During Syrian uprising he became a member of Al-Jaysh asSūrī al-Ḥur commonly known as Free Syrian Army. On the 21st March 2013 he was shot dead during exchange of fire with government forces in Idlib province. He left wife and 4 kids. www.testigo.pl www.czwartasciana.blogspot.dk

Mohles Al-Hammoud był artysta mozaik z Kafranbel w Syrii. Podczas syryjskiej rewolucji został członkiem Al-Jaysh as-Sūrī al-Ḥur powszechnie znanego jako Wolna Armia Syryjska. 21 marca 2013 roku zastrzelony podczas wymiany ognia z siłami rządowymi w prowincji Idlib. Zostawił żonę i czwórkę dzieci.

98

Maciej Moskwa / Shahid


Aorta 7 (3/2013)

99


100

Maciej Moskwa / Shahid


Aorta 7 (3/2013)

101


102

Maciej Moskwa / Shahid


Aorta 7 (3/2013)

103


106

Maciej Moskwa / Shahid


Aorta 7 (3/2013)

107


108

Maciej Moskwa / Shahid


Aorta 7 (3/2013)

109


112

Maciej Moskwa / Shahid


Aorta 7 (3/2013)

113


Mariusz Janiszewski

Filipino Claw


Cock fighting—In the Philippines it is something more than just a bloody form of gambling, it is a vital part of their culture and history. What is more, cock fighting is a national sport, second most popular, right after basketball. For visitors it seems to be only cruel, bloody ritual but for natives it is a way of living. This is best described by the saying: “when a house is on fire, Filipino first rescues the cock, his wife and children come later”.

Walki kogutów – na Filipinach to cos więcej niż jedynie krwawa odmiana hazardu to cześć tutejszej kultury, historii. To również sport narodowy, drugi co do popularności tuż po koszykówce. Dla przyjezdnych jedynie okrutny, krwawy rytuał, ale dla miejscowych to sposób na życie, który najlepiej obrazuje powiedzenie: „gdy Filipińczykowi zapali się dom, najpierw ratuje swojego koguta, potem żonę i dzieci”.

Aorta 7 (3/2013)

117


118

Mariusz Janiszewski / Filipino Claw


Aorta 7 (3/2013)

119


120

Mariusz Janiszewski / Filipino Claw


Aorta 7 (3/2013)

121


122

Mariusz Janiszewski / Filipino Claw


Aorta 7 (3/2013)

123


126

Mariusz Janiszewski / Filipino Claw


Aorta 7 (3/2013)

127


128

Mariusz Janiszewski / Filipino Claw


Aorta 7 (3/2013)

129


130

Mariusz Janiszewski / Filipino Claw


Aorta 7 (3/2013)

131


Szymon Brodziak

Leonora Jimenez

Szymon Brodziak, born 1979 in Poland. Specializes in unconventional black and white fashion and advertising campaigns with personal approach.

Brodziak is an economy graduate taken over by passion for photography. After quitting family business, he worked in various advertising agencies, assisting in fashion and advertising shootings, which today are his main fields of professional activity.

Since 2006, Szymon Brodziak has obtained many international awards, both for commercial and personal projects, including 3 Gold Medals at 2012 Prix de la Photographie Paris. Szymon is also the prize-winner of Johnnie Walker Keep Walking Award for the constant fulfilment of dreams and the passion for setting new paths in the search of beauty. In 2013 he plans to publish his first photo book.

www.szymonbrodziak.com

Szymon Brodziak, fotograf urodzony w 1979 r., słynący z niebanalnych, często kontrowersyjnych czarno-białych kampanii reklamowych. Z wykształcenia ekonomista – z pasji fotograf. Porzucił rodzinny interes, aby asystować przy sesjach modowych i wizerunkowych, które dziś są głównym polem jego działalności.

Od 2006 roku otrzymał liczne międzynarodowe nagrody na konkursach fotograficznych w Stanach Zjednoczonych i w Europie – w tym 3 złote medale na

Prix de la Photographie Paris 2012 – zarówno za kampanie reklamowe, jak i projekty autorskie.

Brodziak został wyróżniony nagrodą Johnnie Walker Keep Walking Award za ciągłe urzeczywistnianie swoich marzeń oraz pasję wyznaczania nowych ścieżek w poszukiwaniu piękna. W 2013 roku planuje wydać swój pierwszy autorski album fotograficzny.


My works are a mix of commercial, fashion and nude photography. The presented pictures are from an exclusive calendar project for 2013 with a supermodel coming from Costa Rica—Leonora Jimenez. The photo session—full of emotions—to this calendar was carried out in an unusual place—a junkyard, where what broken, worn out and useless end up. The location, the scenery inspires and stimulates.

The body of work, which is featured in Aorta magazine, could have been seen at the exhibition “Second Life”. The exhibition presented 18 black−and−white unique, previously unpublished photographs. All exhibited works were for sale with my signature. The proceeds from the sale were spent on the rehabilitation of tiny Oliwia Lisniewski, suffering from the rarest and most severe variant of childhood cancer.

Moje prace są mieszanką fotografii reklamowej, modowej oraz aktu. Prezentowane zdjęcia pochodzą z realizacji projektu ekskluzywnego kalendarza na 2013 rok z supermodelką pochodzącą z Kostaryki Leonorą Jimenez. Pełna emocji sesja do tego kalendarza realizowana była w niecodziennym miejscu – złomowisku, na które trafia to, co zepsute, zużyte, niepotrzebne. Natchnieniem jest lokalizacja, sceneria, która inspiruje i pobudza.

Prace, które prezentuję w Aorcie można było oglądać na wystawie „Second Life”. Wystawa prezentuje 18 czarno-białych unikatowych, wcześniej niepublikowanych fotografii. Wszystkie wystawiane prace można było kupić z moją sygnaturą. Cały dochód z ich sprzedaży został przeznaczony na rehabilitację malutkiej Oliwki Lisewskiej, chorej na najrzadszą i najcięższą odmianę nowotworu dziecięcego.


136

Szymon Brodziak / Leonora Jimenez


Aorta 7 (3/2013)

137


138

Szymon Brodziak / Leonora Jimenez


Aorta 7 (3/2013)

139


142

Szymon Brodziak / Leonora Jimenez


Aorta 7 (3/2013)

143


144

Szymon Brodziak / Leonora Jimenez


Aorta 7 (3/2013)

145


Jens Juul

Six Degrees of Copenhagen


A great deal of my photography starts from a desire to describe the individual person in settings where he or she is alone and private. The point of departure is not a pose but to take pictures of peoples lives with all the little things we each do. A kind of active portrait photography. It is important to me to capture each person as immediately as possible and without filter, and thus I prefer to photograph my subjects in settings or during activities where they are undisturbed by others.

I also do a different kind of active portrait photographs, where the surroundings conversely take an active part, and where I seek to capture the reaction to changes we as humans experience when we leave our most private spaces. How we change in the interaction with others.

My strongest inspiration is inextricably connected to my first intimate encounter with the photograph, which was when I as a child received the book ”American Pictures” by Jacob Holdt. The book depicts a journey through the USA of the Seventies, and the book shows how extremely present and attentive his meetings with the Americans were. Even today this book is to me a strong and candid example of how to depict and work with people under their own conditions of living. That I myself would end up as a photographer many years later never entered my mind at that time, but the strong impressions of your childhood are never forgotten. Strong impressions form the motive power of my work. Behind a strong impression always lies an interesting and often not told story. Of course the strong impressions can be seen on the news, where we daily watch pictures from global hot spots or places hit

150

by sudden disasters. These pictures any photographer can chase in competition with other photographers with access to the same news channels. But apart from the spectacular and crisis hit places I actually believe that strong impressions can be found around all of us. My morning bike ride to take my children to school is often cause of great inspiration. The story is right on your doorstep. It is just a matter of seeing it and of really seeing the people who are part of the tapestry of your daily life, and then of finding your angle and the courage to step across the boundary between yourself and other people formed by each person’s privacy sphere—even to those strangers who may at times seem dangerous and intimidating. Six Degrees of Copenhagen is a textbook example of breaking this boundary. The photo project starts from the use of breaking of boundaries. First, I break a social boundary by approaching people on the street and invite them to participate. At the same time I need to get the participant to break a boundary in inviting me and my audience (personalised by my camera) into their most private chambers. Finally, the audience has to break the boundary of—via the medium of the photography—suddenly becoming so intimate with a stranger’s world that they sometimes become virginal on behalf of the subject.

The way I work is that I approach someone I don't know, be it on the street, in a supermarket or at a social event. I ask if I can portray them in their homes and then I pay them a visit. The visit usually lasts a couple of hours or however long it takes to break the ice and get just the right shot of the subject. I then ask them to pass the torch so to speak and recomwww.jensjuul.com

Jens Juul / Six Degrees of Copenhagen

mend someone in their own network that I can portray in the same way.

I got the idea from the theory of six degrees of separation—the notion that all people on Earth are connected in the sixth degree. There is nothing scientific about my work, though, and I'm not trying to show the extent of human networks. It is a way of work that magically enables me to travel through a city and meet its inhabitants. I've come across all walks of life, old and young, and I have seen many different ways of life. If you meet people without prejudice and with a lot of curiosity it really is amazing how willing they are to share their experiences and the insights they've gained. In that way my work is a journey into the minds and lives of other people.

It is actually remarkable how expansive and broad-ranging most people’s networks are. My impression is that by far most people have a great variety in the types of people they keep in their circles of acquaintance. While I have been shooting Six Degrees of Copenhagen I have encountered several participants from the highest levels of society, with huge incomes and responsibility for the daily bread and butter of numerous people, who could point to personal acquaintances on the bottom rungs of the societal ladder. People with no income or roof over their heads, with substance abuse and crime as part of their daily lives. What provokes thought is how stark the contrast is to the networks we usually use to paint portraits of ourselves. Our designed networks—such as Facebook and LinkedIn—typically show how many funny, professionally important and interesting people we are connected to. But despite the sheer numbers of individuals in designed networks, the lack of diversity is pervasive.


Aorta 7 (3/2013)

151


Duża część moich zdjęć rodzi się z potrzeby przedstawienia człowieka w miejscu, w którym jest sam i nie wstydzi się otoczenia. Punktem wyjścia nie jest poza, lecz drobne czynności, które wszyscy wykonujemy każdego dnia. Coś w stylu aktywnego portretu. Jest dla mnie bardzo ważne, aby uchwycić daną osobę tak szybko, jak to jest możliwe, bez jakiegokolwiek filtra nałożonego na rzeczywistość, lubię zatem fotografować moich bohaterów podczas wykonywania czynności, przy których nie są niepokojeni przez innych. Lubię również inną odmianę aktywnego portretu, gdzie – w przeciwieństwie do pierwszego rodzaju – otoczenie wpływa na bohatera zdjęć. Próbuję uchwycić reakcję na zmiany, których doświadczamy, kiedy opuszczamy nasze strefy komfortu; jak zmieniamy się podczas interakcji z innymi ludźmi.

Moja największa inspiracja jest nierozerwalnie związana z moim pierwszym bliskim spotkaniem z fotografią, kiedy jako dziecko dostałem album „American Pictures” Jacoba Holdta. Książka przedstawia podróż przez Amerykę lat siedemdziesiątych, ukazując jednocześnie jak bliskie były spotkania autora z mieszkańcami tego kraju i z jaką podchodził do nich uwagą. Do dzisiejszego dnia książka ta jest dla mnie doskonałym przykładem, jak pracować z ludźmi w ich własnym środowisku. Myśl, że mógłbym sam zostać fotografem nie przeszła mi przez głowę, ale silne doznania z dzieciństwa nigdy nie idą w niepamięć.

To właśnie silne doznania stoją za moimi pracami, bo za każdym silnym doznaniem kryje się ciekawa, zwykle niewypowiedziana historia. Można, rzecz jasna, obserwować silne doznania w wiadomościach, które pełne są obrazów ukazujących międzynarodowe konflikty czy

152

miejsca dotknięte przez katastrofy. Takich zdjęć może szukać każdy fotograf mający dostęp do tych samych kanałów informacyjnych, co jemu podobni. Ja jednak wierzę w to, że silne doznania można znaleźć nie tylko w tych miejscach, ale też wszędzie wokół nas. Często znajduję inspiracje w porannej przejażdżce rowerem, kiedy wiozę dzieci do szkoły. Opowieść czeka tuż za rogiem. Ważne, by potrafić ją dostrzec i naprawdę widzieć ludzi, którzy są częścią pajęczyny naszego życia. Potem trzeba złapać swoją perspektywę i znaleźć w sobie odwagę, by przekroczyć granicę pomiędzy samym sobą a ludźmi ukształtowanymi przez ich własne sfery prywatności – nawet tymi, którzy są nam nieznani i mogą się wydawać niebezpieczni czy onieśmielający.

„Sześć stopni Kopenhagi” to klasyczny przykład przełamywania tej granicy, a sam projekt również bierze swój początek w przełamywaniu granic. Po pierwsze, przełamuję granicę społeczną, podchodząc do ludzi na ulicy i zapraszając ich do wzięcia udziału w projekcie. Jednocześnie skłaniam bohatera do przełamania prywatnej granicy i zaproszenia mnie oraz mojej publiki (uosobionej przez aparat fotograficzny) do jego najbardziej osobistej przestrzeni. W końcu granicę przełamuje także widz, który poprzez medium fotografii nagle staje się bardzo zażyły ze światem obcej osoby.

Tak wygląda moja praca nad projektem: podchodzę do kogoś, kogo nie znam – na ulicy, w supermarkecie, na przyjęciu. Pytam, czy mogę zrobić mu portret w jego własnym domu, a potem go odwiedzam. Wizyta trwa z reguły kilka godzin albo tak długo, ile trzeba, by przełamać lody i zrobić właściwe zdjęcie. Na koniec proszę, by ze swojej własnej sieci znajomych polecili kogoś, kogo mógłbym sportretować w podobny sposób.

www.jensjuul.com

Jens Juul / Six Degrees of Copenhagen

Pomysł na projekt zaczerpnąłem z teorii sześciu stopni oddalenia, która mówi, że ilość pośredników między dwiema osobami nie przekracza sześciu stopni. W mojej pracy nie ma jednakże nic naukowego, nie staram się także pokazać rozpiętości powiązań między ludźmi – pozwala mi ona za to podróżować od miasta do miasta i poznawać zamieszkujących je ludzi. Spotkałem na swojej drodze osoby ze wszystkich kręgów społecznych, starych i młodych, prowadzących życie na różne sposoby. Jeśli wychodzi się do ludzi z ciekawością zamiast uprzedzeń, okazuje się, że chcą się dzielić swoimi doświadczeniami i obserwacjami – tym samym, moja praca jawi się jako podróż w głąb umysłu i życia innych. Naprawdę zdumiewa, jak rozległą i szeroką siecią znajomych dysponuje większość ludzi. Mam wrażenie, że zdecydowana większość ma do czynienia z dużą różnorodnością charakterów osób, które znajdują się w ich kręgach znajomych. Kiedy fotografowałem „Sześć stopni Kopenhagi”, spotkałem kilku przedstawicieli najwyższych warstw społecznych, z dużymi pensjami i wielką odpowiedzialnością za sytuację materialną wielu ludzi – mieli oni znajomych wśród osób znajdujących się na najniższych szczeblach drabiny społecznej. Ludzi bez dochodu ani nawet bez dachu nad głową, tkwiących w nałogach, obracających się w kręgach przestępczych. Co szczególnie daje do myślenia to fakt, jak skrajnie różnimy się od tego, co piszemy o sobie w portalach społecznościowych. Facebook czy LinkedIn zwykle pokazują, jak wiele ważnych zawodowo, interesujących, wspaniałych ludzi mamy w swoich kręgach i kontaktach. Pomimo dużej liczby znajomych w mediach społecznościowych, wszechobecny jest ich brak różnorodności.


Aorta 7 (3/2013)

153


154

Jens Juul / Six Degrees of Copenhagen


Aorta 7 (3/2013)

155


156

Jens Juul / Six Degrees of Copenhagen


Aorta 7 (3/2013)

157


158

Jens Juul / Six Degrees of Copenhagen


Aorta 7 (3/2013)

159


160

Jens Juul / Six Degrees of Copenhagen


Aorta 7 (3/2013)

161


Lilith

Lilith in da House Self-portraits in strangers’ houses

Mankind is vulnerability incarnate. One can easily wound this creature, severely if one wishes. This is frightening. What lies around the next corner? Today’s online revolution makes this question even more loaded. A whole new world is at the disposal of people with an evil mind. At the same time kind-heartedness is being given wings like never before. For me as an artist vulnerability represents the ultimate goodness. My art, every single self-portrait, is a reconnoitering expedition to discover maximum delicacy carried by a human being. Every image is a step forward. Through my photography I rediscover faith in humanity. www.lilithlove.eu www.lilithlove.com www.facebook.com/lilith.love

Ludzkość to wcielenie słabości i wrażliwości. Każdy z łatwością może dotkliwie zranić te stworzenie. To przerażające. Co kryje się za następnym rogiem? W dobie rewolucji online to pytanie nabiera coraz większego znaczenia. Cały nowy świat jest w zasięgu rąk ludzi ze złymi intencjami. Z drugiej strony dobroć serca jest „uskrzydlona” jak nigdy dotąd. Dla mnie, jako artystki, ta wrażliwość jest najwyższym dobrem. Moja sztuka, każdy autoportret, to poszukiwanie finezji w każdym z nas. Każde zdjęcie to krok naprzód. Poprzez fotografię ponownie odkrywam wiarę w człowieczeństwo.


Dutch Art Photographer Henriëtte van Gasteren (Sevenum, 1964), using the artist name Lilith, is a storyteller with a passion for photography. Since 2006 her self-portraits have been telling her stories. Her work has been exhibited widely throughout Europe and the Netherlands, and has been shown in the US for the first time in 2012.

Her recurring themes have been women, identity, female archetypes, gender bending and of course, life itself. But above all freedom and equality.

Through her carefully orchestrated self-portraits Lilith presents an ironic and spellbindingly stylish commentary on the image of women today. With “performances” falling somewhere between the real and apparent, her alter egos hold up a dead sharp mirror in front of women and men—calling out society's ancient convictions. At times literally laying herself, and not just her cards, on the proverbial table, she aims to discover and expose the maximum delicacy within any human being. Lilith creates self-portraits around her own home. A house shows who we are and over 5 years Lilith shared her home with her audience. Every corner of the room appears in her extraordinary photography.

Holenderski fotograf Henriëtte van Gasteren (Sevenum, 1964) kryjąca się pod pseudonimem Lilith jest piewcą i pasjonatką fotografii. Od 2006 roku autoportrety przekazują jej własne historie. Prace były wystawiane w całej Europie, a w 2012 po raz pierwszy w USA.

Zainteresowana jest tożsamością kobiet ich archetypami, zmianą ról płci oraz życiem jako takim. Przede wszystkim jednak artystka akcentuje wolność i równość.

Poprzez jej starannie zaaranżowane autoportrety Lilith przedstawia ironiczny i porywająco stylowy komentarz na temat wizerunku współczesnej kobiety. Prawdziwe i pozorne „przedstawienia”, jej alter ega odwołują się do starożytnych wzorców społecznych, konfrontując kobietę i mężczyznę z utartymi stereotypami. Czasami wykłada siebie, a nie tylko swoje karty, na stole, w celu odkrycia i maksymalnego poruszenia delikatności u każdego człowieka. Lilith tworzy autoportrety z własnym domem w tle. Dom pokazuje kim jesteśmy, a Lilith dzieli się nim z publicznością od 5 lat. Każdy zakątek jej gniazdka ukazuje się na niezwykłych fotografiach.

In 2012 the time for change had come. For her latest series of self-portraits home owners unknown to her have offered their houses as sets. After she contacted the newspapers dozens of house owners offered their homes for her new self-portraits. Lilith visited the houses, often without the presence of the owner, their faith in her shown by giving her their house keys and carte blanche to use the rooms as she wished.

W 2012 roku przyszedł czas na zmiany. Dla nowej serii autoportretów zmienia się sceneria – są to domy nieznanych jej ludzi. Lilith skontaktowała się z lokalną prasą, a dziesiątki właścicieli domów przyszło jej z pomocą udostępniając swoje cztery kąty do dyspozycji fotografa. Lilith odwiedziła domy, często pod nieobecność właścicieli, którzy nie bali się powierzyć jej klucze i udostępnić pokoje do fotograficznego eksperymentu.

An impression of this exhibition “Lilith in da House” was shown for the first time at the Eduard Planting Gallery, Amsterdam (NL) from September 8th until October 20th 2012.

Wystawa „Lilith in da House” miała miejsce po raz pierwszy w Eduard Planting Gallery w Amsterdamie (Holandia) od 8 września do 20 października 2012.

Lilith, in both her life and her work communicates with the things discovered around her so in these new and strange sites the artistic possibilities explode with sometimes surprising results. Her photography changes but still remains unmistakably “Lilith”. This is a project which she hopes to extend even further by travelling abroad to use homes.

Lilith w swoim życiu i pracy komunikuje się po przez wszystko, co ją otacza i co odkrywa. Dlatego te nowe i nietypowe miejsca dały jej możliwość „eksplozji” artystycznej, a rezultaty pracy potrafią być zaskakujące. Jej fotografia zmienia się, ale pozostaje jednocześnie bardzo charakterystyczna i w stylu „Lilith”. Projekt ten artystka ma zamiar rozwijać odwiedzając obce domy również za granicą.

Aorta 7 (3/2013)

167


170

Lilith / Lilith in da House


Aorta 7 (3/2013)

171


174

Lilith / Lilith in da House


Aorta 7 (3/2013)

175


February 28, 2013: My dad turns 90 today! Last week, I photographed the both of us. He knows I always add titles to my self-portraits. Viewing this photo, he said, "I have been thinking about a suitable title. How about: 'Still Life'?" So "Still Life" it is. Thanks, dear dad. I love you. 28 luty 2013: Mój tata skończył 90 lat! W poprzednim tygodniu sfotografowałam nas oboje. On wie, że zawsze dodaje podpisy pod moimi autoportretami. Oglądając to zdjęcie powiedział: „Zastanawiałem się nad odpowiednim tytułem. Co z: Nadal żywy?”. Niech wiec tak będzie: „Nadal żywy”. Dziękuje drogi tato. Kocham Cię.

178

Lilith / Lilith in da House


Aorta 7 (3/2013)

179


Jean-Marc Caracci

Homo Urbanus Europeanus


The “Homo Urbanus Europeanus” project is about the Man, in the City, in Europe. Let’s say about the European “Urban Being”.

Each picture of the project, by the accuracy of its framing and its crisp style, sounds in my mind like a hymn to the magnificent citizen. Indeed, this character who walks, stops and weaves through the city, often lonely but no less proud and determined, is not insane, but rather has the stature of a conqueror. Moreover and according to me, this human presence, this silhouette captured with fineness, always in the right place at the right time, gives the city an unexpected beauty and majesty.

Although primarily an aesthetic work, the “Homo Urbanus Europeanus” project does not hide its political dimension. Indeed, it consists of 31 series, representing 31 European capitals, all photographed in the same style, sober and without any cultural or social visibility, thus favouring the similarity to the difference, the “europeanity” to the diversity. The “Homo Urbanus Europeanus” project is in a way an artistic tool for uniting European countries, whether they already belong to the European Union or not yet.

During 3 years, from summer 2007 to summer 2010, 31 European capitals have been photographed in the frame of the project. Here’s the list: Bratislava, Riga, Vilnius, Sofia, Madrid, Warsaw, Rome, Ljubljana, Zagreb, Belgrade, Helsinki, Tallinn, Reykjavik, Paris, Brussels, Oslo, Stockholm, Prague, Berlin, Istanbul, Lisbon, Bucharest, Tirana, Budapest, Vienna, Athens, Luxemburg, Copenhagen, Amsterdam, London and Dublin. Istanbul is the only city which is not a capital, but it is nonetheless regarded as the European capital of Turkey.

The exhibition “Homo Urbanus Europeanus” has been held in 17 countries already : Poland, France, Spain, Bulgaria, Germany, United Kingdom, Australia, Estonia, Czech Republic, Finland, Macedonia, China, South Korea, Slovenia, Slovakia and Ukraine.

„Homo Urbanus Europeanus” to projekt o człowieku, mieście i Europie, a dokładniej o Europejczyku w miejskim środowisku.

Każde ze zdjęć tego projektu, dzięki precyzji kadrowania i świeżemu stylowi, rozbrzmiewa w mojej głowie jak hymn pochwalny na cześć mieszkańca miasta. Bohater, który kluczy po mieście, często samotny, ale z pewnością dumny i zdeterminowany, nie jest obłąkany, ma raczej postawę zdobywcy. W mojej opinii ludzka obecność, sylwetka ujęta z finezją, zawsze we właściwym miejscu i o właściwej porze, dodaje miastu niespodziewanego piękna i dostojności. Z założenia „Homo Urbanus Europeanus” jest projektem artystycznym, ale nie da się ukryć jego politycznego wymiaru. Projekt składa się z 31 serii, reprezentujących 31 stolic europejskich, wszystkie fotografowane w tym samym stonowanym stylu, bez aspektów kulturowych czy społecznych. Tym samym projekt podkreśla podobieństwa miast i ich wspólną „europejskość”. „Homo Urbanus Europeanus” to narzędzie artystyczne jednoczące kraje europejskie, niezależnie od tego czy należą do Unii Europejskiej czy nie.

W ciągu 3 lat, od lata 2007 do lata 2010, 31 stolic europejskich zostało uwiecznionych. Tutaj ich lista: Bratysława, Ryga, Wilno, Sofia, Madryt, Warszawa, Rzym, Ljubljana, Zagrzeb, Belgrad, Helsinki, Tallinn, Reykjavik, Paryż, Bruksela, Oslo, Sztokholm, Praga, Berlin, Stambuł, Lizbona, Bukareszt, Tirana, Budapeszt, Wiedeń, Ateny, Luksemburg, Kopenhaga, Amsterdam, Londyn i Dublin. Stambuł, co prawda nie jest oficjalną stolicą, niemniej jest postrzegany, jako europejska stolica Turcji.

„Homo Urbanus Europeanus” wystawiano już w 17 krajach: Polska, Francja, Hiszpania, Bułgaria, Niemcy, Zjednoczone Królestwo, Australia, Estonia, Czechy, Finlandia, Macedonia, Chiny, Korea Południowa, Słowenia, Słowacja oraz Ukraina.

homo.urbanus.free.fr/portfolio 182

Jean-Marc Caracci / Homo Urbanus Europeanus


Aorta 7 (3/2013)

183


186

Jean-Marc Caracci / Homo Urbanus Europeanus


Aorta 7 (3/2013)

187


190

Jean-Marc Caracci / Homo Urbanus Europeanus


Aorta 7 (3/2013)

191


Philippe Schneider

Where we live matters Philippe Schneider was born in France in May, 1967. After dabbling in student activism whilst completing a Bachelor of Arts and Communication at university, Philippe found his calling as a Humanitarian Aid Worker. He has been exposed to the spectrum of human existence whilst working in Iraq, Lebanon, Palestine and Darfur. Philippe believes that the commentary of human experience can ideally be shared through the medium of photography and strives to create work that informs the social conscience. Philippe Schneider urodził się we Francji w maju 1967. Po ukończeniu studiów Bachelor of Arts and Communication na uniwersytecie, gdzie był aktywistą studenckim, Philippe odnalazł swoje powołanie jako pracownik pomocy humanitarnej. Został wystawiony na szerokie spektrum ludzkiej egzystencji podczas pracy w Iraku, Libanie, Palestynie i Darfurze. Philippe uważa, że dokumentacja ludzkiego doświadczenia może bardzo dobrze być pokazana poprzez fotografię i dlatego tworzy prace, które odnoszą się do społecznego sumienia.


We often perceive slums as dark dens of poverty and despair, where criminals, juvenile delinquents, and squatters wander aimlessly amongst ramshackle, makeshift structures. We draw a clear distinction between the slum dwellers and ourselves: they are the “other”. This is how slums across the world have long been portrayed in various discourses.

In 2007, for the first time in history, the world’s population was more urban than rural. Of this urban swell, one out three—one billion people around the world–lives in a slum. Urban development now appears to be synonymous with the growth in urban poverty where the gap between strata is has become starkly evident in the majority world. This is a world in which slum dwelling has become the most prevalent form of urban settlement.

„Where we live matters” is the story of the residents of the Paga Hill slum in Port Moresby, the capital city of the southwestern Pacific nation of Papua New Guinea, in which 45% of the population lives in slum neighborhoods.

On 12 May 2012, one hundred police officers armed with assault rifles and machetes descended on the Paga Hill slum with the aim of driving out its residents and demolishing one of Port Moresby's oldest neigh-

198

borhoods. This forced eviction was carried out to make room for Paga Hill Estates, an “exclusive” residential development project overlooking Port Moresby bay. The attempted eviction, initiated by a Development Company, constituted a gross violation of internationally recognized human rights, including the right to adequate housing. By the time the evictions were brought to a halt through the intervention of the PNG opposition Leader Dame Carol Kidu, twenty-one families stood homeless.

Slums are often perceived as dark, frightening places, the corners of our cities from which we turn away. Paga Hill is no different. The images presented in this project seek to put human faces on Paga Hill's residents, telling their stories rather than leaving them relegated to statistics, stigma and prejudice.

Where we live matters. Our place of residence dictates whether or not we have access to basic services, whether or not we are employable, indeed, if we are even fully human in society's eyes. This project aims to challenge the viewer's perception of slum dwellers and to highlight the critical truth that, irrespective of a person's place of residence, all people have the same basic needs, hopes and fears.

Philippe Schneider / Where we live matters


Często postrzegamy slumsy jako ciemne nory nędzy i rozpaczy, gdzie kryminaliści, młodociani przestępcy, „squattersi” błądzą bez celu pośród rozpadających się, prowizorycznych budowli. Wyraźne dystansujemy mieszkańców slumsów od samych siebie: oni są „inni”. W taki sposób slumsy są przedstawiane na całym świecie. W 2007 roku, po raz pierwszy w historii, ludność na świecie była bardziej miejska niż wiejska. W tym miejskim napęcznieniu, jeden z trzech miliardów ludzi mieszka w slumsach. Rozwój miast wydaje się być również synonimem wzrostu ubóstwa miejskiego. Różnica między warstwami społecznymi stała się wyraźnie widoczne w większości metropolii. Żyjemy w świecie, w którym rezydowanie w slumsach stało się najbardziej rozpowszechnioną formą miejskiego zamieszkania.

„Where we live matters” to historia mieszkańców slumsów Pagi Hill w Port Moresby, stolicy kraju na południowo-zachodnim Pacyfiku. Papui Nowej Gwinei, w którym 45 procent ludności mieszka w dzielnicach slumsów. 12 maja 2012 r. stu policjantów uzbrojonych w karabiny i maczety weszło do slumsów Pagi Hill w celu przepędzenia mieszkańców i wyburzenia jednej z najstarszych dzielnic Port Moresby. Ta wymuszona eksmisja miała na celu stworzenie miejsca dla Paga Hill Es-

tates, „ekskluzywnego” projektu deweloperskiego z widokiem na zatokę w Port Moresby. Próba eksmisji, zainicjowana przez Development Company, poważne naruszała prawa człowieka, uznane na arenie międzynarodowej, w tym prawo do należytych warunków mieszkaniowych.

Do czasu, gdy eksmisja została zatrzymana przez interwencję, lidera opozycyjnej partii PNG, Dame Carol Kidu, 21 rodzin zostało bezdomnych.

Slumsy są często postrzegane jako ciemne przerażające miejsca, zaułki naszych miast, od których się odwracamy. Z Paga Hill nie jest inaczej. Zdjęcia przedstawione w tym projekcie starają się jednak pokazać ludzką twarz mieszkańców Paga Hilla, opowiedzieć ich historie, a nie sprowadzać ich do poziomu statystyk, napiętnowania i uprzedzeń.

To gdzie żyjemy ma znaczenie. Nasze miejsce zamieszkania decyduje, czy mamy dostęp do podstawowych usług, czy mamy szanse na rynku pracy, czy jesteśmy nadal w pełni człowiekiem w oczach reszty społeczeństwa. Projekt ten ma na celu zakwestionowanie postrzegania mieszkańców slumsów przez widza zdjęć i podkreślić kluczową prawdę, że niezależnie od miejsca zamieszkania, wszyscy ludzie mają te same podstawowe potrzeby, nadzieje i obawy.

Aorta 7 (3/2013)

199


On Every Street 214

On Every Street (OES) is a street photography group which started in Facebook in April 2011 and, since then, has branched out into other photographic projects—in Facebook, Flickr, the web and in the real world too. The group has today over 2000 members.

On Every Street (OES ) jest grupą zajmująca się fotografią uliczną, która powstała na Facebooku w kwietniu 2011 roku i sukcesywnie rozszerza swoja działalność na inne projekty fotograficzne – od platform internetowych Facebook i Flicker poprzez strony www do wydarzeń realizowanych w analogowym świecie. Na tę chwilę, grupa liczy ponad 2000 członków.

The idea of monthly street photography contest—the OES Hall of Fame— started around the time of the group’s first anniversary. Each member of the group can submit one image of their choice to the On Every Street monthly Hall of Fame (HoF) album. Each month admins and a guest juror pore over that month’s submissions to choose a winning image.

Pomysł miesięcznego konkursu fotografii ulicznej – OES Hall of Fame – zrodził się podczas pierwszej rocznicy powstania grupy. Każdy członek grupy może zgłosić jedno zdjęcie wybrane przez siebie do konkursu Hall of Fame (Hof). Administratorzy grupy oraz zaproszony juror (najczęściej zwycięzca poprzedniej edycji), wybierają spośród nadesłanych prac zwycięskie zdjęcie.

Marco Rodarte-Elias On Every Street facebook.com/groups/oneverystreet

Marco Rodarte-Elias On Every Street facebook.com/groups/oneverystreet

Here we present the winners of March and April 2013 editions of the HoF.

On Every Street / Where we live matters

Na kolejnych stronach prezentujemy zwycięzców ze marcowej oraz kwietniowej edycji HoF 2013.


On Every Street

March HoF

WINNER Magnus Millerflip Persson, untitled Magnus’s shot is a classical example of street photography leaning heavily on street reportage—unposed and right there where the action is. Shooting whilst mingling among demonstrators, police and counter-demonstrators can be a hazardous activity and requires a high level of skill and commitment from a photographer. An amazing shot in every sense and worthy of a cover shot in any news publication. Congratulations, Magnus.

Zwycięzca Magnus Millerflip Persson, bez tytułu Zdjęcie Magnusa jest klasycznym przykładem „street photography” ocierającego się bardzo o reportaż z ulicy – niepozowane i tam, gdzie jest akcja. Fotografowanie wśród demonstrantów, policji i kontrdemonstrantów może być niebezpieczne, wymaga wysokiego poziomu umiejętności i zaangażowania ze strony fotografa. Niesamowity zdjęcie w każdym sensie i godne okładki w każdej publikacji prasowej. Gratulacje, Magnus. Aorta 7 (3/2013)

215


Runner-up Tom Szabadi, untitled Two unknown women pause for a break at the foot of Seward Johnson’s 26-foot high statue of Marilyn Monroe in Palm Springs, their unshapely figures and varicose veins contrasting greatly with the oversize blonde bombshell towering over them. Once we look closer, the image somehow seems to poke fun at the very way society in general perceives the concept of beauty. Well done, Tom! 216

On Every Street / March HoF

Drugie miejsce Tom Szabadi, bez tytułu Dwa nieznane kobiety zatrzymały się u podnóża 8-metrowego posągu Marilyn Monroe w Palm Springs autorstwa Seward’a Johnson’a. Ich figury i żylaki kontrastują znacznie z „przerośnięta” blond seksbombą górująca nad nimi. Gdy przyjrzymy się bliżej, zdjęcie wydaje się wyśmiewać sposób, w jaki społeczeństwo w ogóle postrzega piękno. Brawo, Tom!


HONOURABLE MENTION Michael Romans, untitled Michael went for the “beach” street approach and managed a nice capture of two young boys playing in the water. Perfectly timed and rendered in monochrome for a classic look. Well done, Michael!

WYRÓŻNIENIE Michael Romans, bez tytułu Michael zdecydował się na „plażowe” podejście do fotografii ulicznej i świetnie uchwycił dwóch młodych chłopców, bawiących się w wodzie. Idealnie zgrane w czasie i pokazane w czerni i bieli. Dobra robota, Michael! Aorta 7 (3/2013)

217


On Every Street

April HoF

Winner Maria Kappatou, untitled Maria’s shot is an extremely intriguing image, almost a hybrid of street portrait, reflections, light and shadow. The anonymous woman, the people in the background pictures, the shop frontage—everything points to one common denominator, the photographer’s homeland. The final result is a surreal one that leaves the viewer mesmerised. Congratulations, Maria! 218

On Every Street / April HoF

Zwycięzca Maria Kappatou, bez tytułu Zdjęcie Marii jest niezwykle intrygujące, hybryda „portretu ulicznego”, odbić, gry świateł i cieni. Anonimowa kobieta, ludzie w tle, witryna sklepowa – wszystko to wskazuje na jeden wspólny mianownik, chleb powszedni fotografa. Końcowy wynik jest surrealistyczny, który hipnotyzuje widza. Gratulacje, Maria!


JOINT RUNNER-UP Elisabeth Maurice, untitled Elisabeth is no stranger to this group despite having been with us for a relatively short period. Her contribution to the April album makes it very clear why she’s one of our top contributors. A striking example of pictorialism-inspired street photography—it’s no surprise it attracted so much attention from our members, including the contest winner. Well done, Elisabeth!

WSPÓLNE DRUGIE MIEJSCE Elisabeth Maurice, bez tytułu Elisabeth nie jest obca w tej grupie pomimo, że jest z nami stosunkowo krótki okres. Jej obecność w albumie kwietniowym pokazuje, dlaczego jest ona jednym z naszych najlepszych fotografów. Znamiennym przykładem jest fotografia inspirowana piktorializmem ulicy. Nic więc dziwnego, że przyciąga uwagę naszych członków, w tym zwycięzcy konkursu. Dobra robota, Elisabeth! Aorta 7 (3/2013)

219


JOINT RUNNER-UP Yves Vernin, untitled Yves is a long time member of the group and has been wowing us with his almost magical use of light and shadows. This time he goes with a totally different approach and brings us a humorous shot very much in the style of Elliot Erwitt. The lower perspective he shot from and the result of the dog’s face superimposed on the man’s body create a great comical effect. Well done, Yves! 220

On Every Street / April HoF

WSPÓLNE DRUGIE MIEJSCE Yves Vernin, bez tutułu Yves jest członkiem grupy od dłuższego czasu i cały czas zaskakuje nas swoim prawie magicznym wykorzystaniem światła i cienia. Tym razem w zupełnie innym podejściu, prezentuje nam humorystyczne zdjęcie w stylu Elliot’a Erwitt‘a. Niska perspektywa oraz psia „twarz” na ciele mężczyzny daje niebywale komiczny efekt. Dobra robota, Yves!


join If you are interested in publishing your work in AOrta magazine, please follow the steps. Prepare your material—10–20 images (low resolution jpeg files) and send it together with a description to: publish@aortamag.pl. When we have decided to publish your work in AOrta magazine we will ask you to provide us: • Images 300 DPI at A4 page size (roughly translates to 3000 pixels), • Your bio note and description text to your images (all together 1000 to 2000 signs long (counted with space sign)), • Captions for your images if applicable.

Jeśli chciał(a)byś opublikować swoje prace w magazynie AOrta, postępuj zgodnie z instrukcjami. Przygotuj swój materiał – 10–20 zdjęć (pliki jpeg w niskiej rozdzielczości) i prześlij je razem z opisem na: publish@aortamag.pl. Gdy zdecydujemy się opublikować Twój materiał w AOrcie poprosimy Ciebie o przesłanie nam następującego: • zdjęcia 300 DPI w rozmiarze strony A4 (około 3000 pixeli), • Twoją notatkę biograficzną i opis do zdjęć (razem między 1000 a 2000 znaków (ze spacjami włącznie)), • podpisy do zdjęć, jeśli mają zastosowanie.

Aorta 7 (3/2013)

221



Aorta #7