Page 1


PRACA DYPLOMOWA Anna Juszczak


Anna Juszczak ZDAWAŁO MI SIĘ czyli opowieść o światach nieznanych

Praca dyplomowa wykonana w Pracowni Miedziorytu Promotor: prof. Stanisław Wejman Recenzent: prof. ASP. Dariusz Vasina

Kraków 2012


ZDAWAŁO MI SIĘ czyli opowieść o światach nieznanych

Siedzę w samolocie wojskowym. Wokół pełno części rozmontowanych stacji polarnych. Obok mnie zwinięci w śpiworach ludzie. Nie wyglądają tak jak Ci dotychczas. Każdy z nich ma w sobie jakąś tajemnicę. Czemu ze mną jadą? Czemu tam? Skąd uciekają? Nie znam jeszcze ich historii ale wiem, że niedługo usłyszę. Obok mnie śpi Sam. Pod ręką wciśnięty ma plecak, w którym kryje się wszystko, co potrzebne do natychmiastowej ucieczki. Śpiwór, termos, składany kajak, wiosło, ubrania. Przygotowany jest zawsze. Ci ludzie to prawnicy, naukowcy, badacze, informatycy. Czemu wybierają się w tak odległą podróż? Czemu ja tu jestem? Minus 70°C. Idąc przez lodową mgłę na kilka sekund zostawiam za sobą coś w rodzaju kryształowego tunelu. Jest tak cicho, że można się tej ciszy przestraszyć. To NIEPRAWDOPODOBNE. Wychodzę z namiotu, śnieg trzeszczy pod moimi stopami. Znam doskonale to uczucie, kiedy ktoś na mnie patrzy. Ale tym razem to niemożliwe. Przystaję. Słyszę tylko foki pod lodem. Przedziwne, tajemnicze, piękne odgłosy. Klękam i przykładam ucho do tafli. Dźwięk odbija się od lodowej warstwy. Niektórzy

7


porównują to do muzyki Pink Floydów. Wokół pustka. Jak na księżycu. W sekundę zmienia się pogoda. Z pięknej, słonecznej w potworną burzę śnieżną. Nic nie widzę, natomiast zamiast głuchej ciszy słyszę, jak śnieg uderza w tył mojej głowy. Próbuję znaleźć drogę do bazy. Trafiam tu do stacji badawczej McMurdo. To w zasadzie małe miasto. Jest tu wszystko, łącznie z restauracjami, kursami tańca, solarium i bankomatem. Dziwne. Dotychczas miałam wrażenie, że na Antarktydzie nie ma nic oprócz gór lodowych, wielkich pustych przestrzeni śnieżnych i tysięcy pingwinów. Tymczasem stoję przed fabryką, wokół jeżdżą koparki, ciężarówki przewożą stalowe rury, a jakiś brodaty mężczyzna, którego dłonie wskazują na pochodzenie z rodu Inków lub Azteków spawa hydrauliczne konstrukcje. Nikt na mnie nie zwraca uwagi. Stoję w osłupieniu, nie mogąc się nadziwić, aż do momentu, gdy bezczelnie potrąca mnie łokciem jeden z  mężczyzn ciągnących po lodzie ogromną płachtę. Już za chwilę okazuje się, że jest to gigantyczny balon, który naukowcy powoli wypełniają gazem, aby ten dostał się do stratosfery i by dzięki niemu mogli prowadzić badania. Zadziwiające, że w takim miejscu na powierzchni są stacje badawcze, miasta, a pod lodem żyją foki i tysiące niesamowitych stworzeń. Wieczorem w namiocie poznaję kolejnych ludzi. Wszystkich tu coś łączy. Jaki mieli cel, żeby tu przyjechać? Naukowcy myjący sterty brudnych garów, podróżnicy, którzy byli już wszędzie, lingwiści, w miejscu gdzie nie ma języków, ogrodnicy na lodowej przestrzeni. Wszyscy spadli na sam dół globu. Zdecydowali się porzucić wszystko, co znali do tej pory. Znaleźli tu wolność. Każdy po kolei opowiada swoją historię. Niektórzy o nurkowaniu, pływaniu w jaskiniach, hodowli aligatorów. W mojej głowie natychmiast pojawiło się tysiąc obrazów. Moich własnych wyobrażeń siebie w  tych sytuacjach. Lecz czy w  moich myślach jest choć odrobina prawdy? Każdy kreując w głowie świat mu nieznany, dodaje chyba cząstkę siebie. Dodatkowo zawsze jest przeczucie, że poza tym co widzimy naprawdę, tu i teraz, jest coś jeszcze.

9


Jakaś tajemnica. Niektóre opowieści wydają się tak nierealne, że aż trudno mi w nie uwierzyć. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie te miejsca takie, jakie one naprawdę są? Czy da się w ogóle określić jednoznacznie jakieś miejsce, zdarzenie? Rozmyślania przerywa śmiech jakiegoś mężczyzny. Ten dźwięk przenosi mnie na największy klif w  Norwegii. Stoję na skale w  stroju latającej wiewiórki. Pomimo długich przygotowań wiem, że mogę za chwilę zginąć. Serce uderza tak, że ledwie słyszę ostatnie wskazówki. Powtarzam w myślach kolejne ruchy. 4,3,2,1… Skaczę. Robię obrót w powietrzu. Lecę. 230 km na godzinę! Marzenie! Mam na sobie ten dziwny strój i tylko dzięki temu mogę wszystko. Mogę wszystko. Nic nie jest ważne. Dłonie mijają skały o  parę centymetrów. Jeden zły ruch i  koniec. Tymczasem ja robię fikołki w powietrzu, hamuję, przyspieszam, wyprzedzam innych, takich jak ja. Mijam skały wystające z wody. Kamera zainstalowana na kasku filmuje wszystko. Otwieram spadochron. Ląduję w  wyznaczonym miejscu. W  tej sekundzie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Udało się! Za sobą słyszę śmiech. To dokładnie ten sam śmiech, który dobiegł do mnie tutaj. Opowieści przerywa John. Zwykle wieczorami przynosi filmy science-fiction o  zagładzie świata. Tym razem pokazuje nagranie podwodnych przestrzeni. John jest profesjonalnym nurkiem. Dziś po raz kolejny zszedł pod lód, żeby badać żyjące tam istoty. Nieliczni, którzy tego doświadczyli porównują to miejsce do katedry. John płynie między abstrakcyjnymi formami glonów i zwierząt. Ma się wrażenie, że tu zaczyna się zupełnie inne życie. Światło przebija się miejscami, tworząc rażące, niebieskie promienie. Z jego pracą w tym miejscu wiąże się ogromne ryzyko. Nurek wchodzi pod lód, ma określone zadanie. Płynie między skałami, wpływa w jaskinie i coraz bardziej oddala się od lodowego otworu, przez który się tu dostał. John musi sam znaleźć drogę powrotną i nieraz nie jest to łatwe zadanie. Nie może nawet posłużyć się kompasem. Na biegunie południowym nie da się iść na południe.

11


Siedząc tu, wśród ludzi, którzy przenieśli się na koniec świata, aby uwolnić się od czegoś, aby nie czuć się niczym skrępowanym, przypomniał mi się Noi Albinoi. Piękny film. Miejsce prawie takie jak to, w którym jestem i świat tak bardzo oddalony od mojego codziennego życia ─ Islandia. Wielkie góry lodowe, mróz, zaspy śnieżne, małe miasteczko, z brakiem jakichkolwiek perspektyw. Noi próbuje uciec od świata, w  którym żyje. Tak jak Ci podróżnicy, życiowi rozbitkowie, z  którymi tutaj siedzę. Tylko, że oni naprawdę uciekli, a on stwarza sobie małą oazę, kryjówkę pod podłogą, która po jego wejściu automatycznie zaściela się dywanikiem. To drzwi do świata marzeń, snów. Zielona tapeta z hawajskimi palmami i sprytne urządzenie wyświetlające kolorowe obrazki z Indianami i morzem, pozwalają mu zapomnieć o wszystkim, co go otacza. Chce uciec od życia w letargu, życia w jednym miejscu, z przyzwyczajenia, z lenistwa. Co prowokuje ludzi a co zniechęca i sprawia, że tkwią uwięzieni przez całe życie w  jednym miejscu? Zaczynam zastanawiać się, jakie mają drogi ucieczki. Może wystarczy tak jak Noi wyświetlać sobie nieustannie obrazki z palmami i przenosić się do innego świata w wyobrażeniach, myślach, snach? Może sztuka, literatura, film jest właśnie ucieczką, przeniesieniem się gdzieś indziej, żeby nie zwariować? Wychodzę z namiotu. Lekko ślizgam się po lodowej tafli. Ma się tu wrażenie, że lód nie ma końca, że woda nie ma dna. Kładę się, nasłuchując dźwięków, wydawanych przez foki. Przez moment czuję się jak rosyjski pielgrzym wypatrujący pod lodem jeziora niewidzialnego miasta Kitesz. Idę dalej. Natrafiam na skromne z wyglądu, drewniane pomieszczenie. Trudno to jakoś nazwać. Nie przypomina ani domu, ani tutejszej fabryki. Dziwny budynek ze szklanymi fragmentami dachu. Wygląda z zewnątrz na trochę zaniedbany. Z ciekawością uchylam drzwi. Wielkie zielone liście zasłaniają mi twarz. Przedzieram się przez następne rośliny. Wkraczam w półmroku do kolejnego, zupełnie innego świata. Może to moja wyobraźnia tak działa? Przez szklane lufty w dachu wpada zielonkawe światło. Rzędy donic i  sadzonek zainteresowały mnie o  wiele bardziej, niż

13


kiedykolwiek. Jest tu wszystko. Od małych delikatnych roślinek, po wielkie krzewy. Roślinności jest tak wiele, że aż trudno przejść. W żółtawej wodzie, w specjalnych zbiornikach moczą się cebulki, część roślin, które ledwie wykiełkowały, już łączy z sufitem przezroczysta żyłka. Tworzą rodzaj niewidzialnej sieci. Ledwie świecą jarzeniowe lampki, pod stołami zamontowana jest cała masa cienkich rurek. Wszystko wygląda tak, jakby ktoś przed chwilką stąd wyszedł i nie spodziewał się intruza. Do drewnianej ściany przypięte są pinezkami różnego rodzaju notatki i wykresy. Nie do końca rozumiem o co w nich chodzi. Zaskoczona tym co zobaczyłam, z poczuciem, że nie powinnam w ogóle tam być, wymykam się niezauważanie z pomieszczenia. Wracam do namiotu. Kolejnym moim zadaniem jest wyprawa z grupą wulkanologów. Badają jeden z niewielu aktywnych wulkanów – Erebus. Na początku naukowiec opowiada o tym, jak zachowywać się w czasie wybuchu wulkanu. Mówi to z takim spokojem jakby każdy na co dzień musiał uważać na spadające z góry odpryski lawy. Schodząc zboczem wulkanu mijamy wysokie śnieżne słupy wokół okrągłych otworów. To fumarole. Formy powstające z pary wodnej pochodzenia wulkanicznego. Do niektórych z nich da się wejść. Należy jednak uważać na te, z których wydobywają się toksyczne gazy. Oczywiście nie przegapimy takiej okazji i włazimy do jednej z nich. Nagle czuję, że coś mocno uderza mnie w  głowę. Nie mogę się otrząsnąć. Przerażona otwieram oczy! To jeden z tych momentów, kiedy tak realnie odczuwamy rzeczywistość! Znowu zasnęłam! Siedzę w 15, przestanek CRACOVIA. W ostatniej chwili wysiadam. Kupuję bułkę z serem i sok z kaktusa. Wychodzę na trzecie piętro. Pytam o klucz do pracowni nr.5. Chwilę użeram się z portierem. Okazuje się, że klucz jest wzięty. No tak. Środa. I po co te przekomarzania. Wchodzę. Iga pije już 7 herbatę a Kacper 12 raz tego dnia odpowiada gdzie jest pilnik. Zabieram się do pracy. Przecież dyplom niebawem!

15


Opis i dokumentacja dzieła

Praca zatytułowana Zdawało mi się opowiada o światach nieznanych. Nie znanych mi albo odbiorcy. Świat rzeczywisty, świat filmów i  snów mieszają się ze sobą. W pewnych momentach stają się nie do odróżnienia. Nie wiadomo czy da się w ogóle opisać światy nieznane. I czy jedna spójna wizja w ogóle istnieje. Ziemia, jej struktura, przestrzeń to świat, który wydaje nam się oczywisty, naturalny. Funkcjonujemy na jej powierzchni od samego początku naszego istnienia i  trudno byłoby nam wyobrazić sobie, że znajdujemy się gdzieś indziej, w  jakiejś innej czasoprzestrzeni. Każdy z nas wpisany został, w zasadzie włożony w określone miejsce, w danym czasie. Ten minimalny nasz obszar, zdaje się być całym światem. Wszystko wokół staje się dla nas oczywiste, wiele rzeczy potrafimy wytłumaczyć. Lecz gdy nasz świat się urywa, kończy, zaczynamy się gubić. Pracę nad dyplomem rozpoczęłam nie mając dokładnego wyobrażenia stanu finalnego. Nie wiedziałam jak będzie ona wyglądać, jakie będą poszczególne grafiki. Znałam jedynie sam klimat, samą intencję. Gdybym wiedziała tak dokładnie, co chcę zrobić nie miałoby to już dla mnie większego sensu. Obrazy buduję na bieżąco, ciągle zmieniam.Próbuję nowych rozwiązań. W pracy dyplomowej chciałam uniknąć mo-

17


notonii, głównie monotonii pracy. Wykonałam grafiki zarówno w technikach wklęsłodruku jak i litografii. Pierwsza książka, którą zaczęłam projektować do dyplomu to litograficzny pop-up. Założeniem było przeniesienie grafik litograficznych, map, wykrojów w przestrzeń. Stworzenie nowego świata, przestrzennego. Praca okazała się o wiele trudniejsza niż się spodziewałam. Pojawiło się mnóstwo problemów technicznych. Z części wybrnęłam, z części nie. Ostatecznie główna część dyplomu, ta wklęsłodrukowa, zmieniła się w takim stopniu, że litograficzne rozwiązania stanowiły oddzielny projekt. Zdecydowałam się nie prezentować tak zbudowanej całości. Zamiast litograficznego pop-upu dołączyłam książkę w zasadzie kolekcjonerską, rodzaj dziennika. To zbiór niewielkich, czarno-białych grafik połączonych z tekstem. Każda grafika wydrukowana jest na środku, po lewej stronie znajduje się perforacja, dająca możliwość wyjęcia grafiki z książki, tak by funkcjonowała ona osobno. Praca dyplomowa składa się z 13 dużych grafik wklęsłodrukowych, 25 małych będących rodzajem wspomnień, skojarzeń i jednej książki.

19


RECENZJA PRACY DYPLOMOWEJ


Recenzja pracy dyplomowej pani Anny Juszczak

Leżę w samolocie wojskowym. Mam na imie Sam. Wokół pełno części rozmontowanych stacji polarnych. Obok mnie zwinięci w śpiworach ludzie. Pod lewa ręką wciśnięty mam plecak, w którym kryje się wszystko, co potrzebne do natychmiastowej ucieczki. Śpiwór, termos, składany kajak, wiosło, ubrania. W  zgrabiałych z  zimna rękach trzymam tekst z którego wynika że siedząca w kucki po mojej prawej stronie osoba to Ania Juszczak a ja mam napisać dla niej recenzje. Ze ściśniętym gardłem dowiaduję się z tekstu że jestem postacią wyimaginowaną, a postać wyimaginowana może napisać tylko wyimaginowaną recenzje. Po czym poznać że recenzja jest wyimaginowana? Po tym że nie istnieje. (20 sekund ciszy) ………………………………………………………………………………………………………………………………… ………………………………………………………………………………………………………………………………… ………….

23


Siedzę w sali nr.11 na ulicy Humberta 3. Mam na imie Darek. Jest godzina 14.25. Wokół siedzą zdezorientowani ludzie, bo przez moment wszystkim się wydawało, że recenzji nie będzie. Parę sekund ciszy to zabieg formalny pomagający wyrazić prostą zasadę: pomysł rodzi pomysł. Uwielbiam dyplomy gdzie praca praktyczna i teoretyczna są elementami jednej całości, gdzie nawzajem się dopełniają, gdzie dyskurs między nimi składa się na mocny, jednoznaczny komunikat. Praca pani Anny Juszczak składa się z trzynastu grafik większych oraz dwudziestu jeden mniejszych będących częścią unikatowej książki. Już na pierwszy rzut oka widać biegłość warsztatową autorki. Pani Juszczak płynnie niczym foka pod lodem porusza się po szerokich wodach technik wklęsłodrukowych. Jest zwinna, celna i  zdecydowana. Patrząc na smakowite linie akwafortowe, pysznie trawione tinty mam wrażenie jakby zajmowała się tym od zawsze.Lecz nie tylko o sprawność warsztatową tu chodzi. Z  przyjemnością przeczytałem świetną pracę teoretyczną. Z  uwagą obejrzałem materiał filmowy będący inspiracją dla autorki. Człowiek wiewiórka, ekstremalny nurek głębinowy, Islandczyk chcący uciec z miejsca, o którym marzy reszta świata, naukowcy, rozbitkowie życiowi, ktorzy w poszukiwaniu swej własnej ziemi obiecanej wylądowali na stacji polarnej na Biegunie Południowym. W pracach Artystki nie znajdziemy portretów tych ludzi. Anna Juszczak skacze do wielkiej dziury w oceanie, leci wzdłuż skał w kuriozalnym skafandrze prawie dotykając ich dłonią, drepta wkoło stacji polarnej przy 40 stopniowym mrozie. Poprzez swoje grafiki pozwala nam ogladac to co widzi jej wymyślona bohaterka, alter ego wysyłana na przeróżne, oniryczne misje. Biegłość warsztatowa widać idzie tutaj w parze z giętkością wyobraźni. Więc wizje wymyślonej bohaterki to bardziej próba

25


opisu emocji, wrażeń, do których ukazania autorka posługuje się elementami pejzażu sprowadzonymi do form syntetycznych, abstrakcyjnych, lecz nie na tyle odrealnionych by nie zostały rozpoznane. To jakby pejzaż wewnętrzny i zewnętrzny zarazem, widok obejrzany i jego odbicie w głowie w jednym. Stacja badawcza, chmura, Mcmurdo, tunel, burza, sen. Praca pani Juszczak opowiada także o  przekraczaniu granic. Opowiada o tym jak łatwo popaść w rutynę, okopać się w umocnieniach z lenistwa, utknąć w jednym miejscu bez możliwości a przede wszystkim chęci jakiegokolwiek działania. To przerażająco wieloznaczna metafora. Stacje badawcze w rozsypce, wraki rozczłonkowane na porozrzucane osobno elementy są jak zmęczone dusze, zagubione na lodowatym, ciemnym końcu świata. Wybaczcie Państwo tę odrobinę egzaltacji lecz nie mogłem się powstrzymać. To także opowieść o tym że jesteśmy ciągle w drodze, gdziekolwiek się znajdziemy zawsze będziemy mieli swój świat ze sobą, swój bagaż, lecz także swoje problemy. Jak chmura na jednej z  grafik szczepiona akwafortowa liną z nibykadłubem łodzi podwodnej. Świat jest taki jak go postrzegamy, lecz przede wszystkim mamy go w sobie. To my go kształtujemy poprzez swoją nature, poprzez swoje emocje. Bohaterowie ze stacji polarnej przybyli tam z różnych regionów świata. To miał być ich azyl. Lecz z czasem to wyidealizowane miejsce staje się kolejnym Verdun gdzie miesiącami grzęźnie się w błocie lenistwa, apatii, bezwładu, depresji, rozczarowania. Być może nie chodzi o zmianę miejsca, ucieczka niewiele daje. Trzeba posprzątać w głowie póki na to czas. Praca Ani Juszczak to opowieść o odwadze. Obudziło mnie mocne uderzenie w  głowe. Musieliśmy trafić na burzę. Znowu zasnąłem. Leżę w samolocie wojskowym. Mam na imie Sam. Wokół pełno części rozmontowanych stacji polarnych. Po lewej stronie leżą zwinięci w śpiworach ludzie. prawnicy, naukowcy, badacze, informatycy. Po mojej prawej stronie siedzi w kucki Ania Juszczak.Uśmiecha się, pewno już obroniła dyplom.

27


Pod ręką wciśnięty mam plecak, w którym kryje się wszystko, co potrzebne do natychmiastowej ucieczki: śpiwór, termos, składany kajak, wiosło, ubrania. Miałem dziwaczny, niepokojący sen. Jestem w mieście z wielkim dzwonem. W budynku z cegły bije metalowe serce z potężnym kołem zamachowym. Siedzę na sali pełnej ludzi i usiłuję coś przeczytać z kartki. Nie mogę bo dziewczyna o imieniu na I. przynosi mi siódmą herbatę, a mężczyzna o imieniu na K. dwunasty raz tłumaczy mi gdzie jest pilnik. Pracę oceniam bardzo pozytywnie. prof.ASP Dariusz Vasina Kraków 24.05.2012

29


GRAFIKI


Mc Murdo 65/70 cm

33


Tunel 50/64 cm

35


Fabryka na Biegunie Pd. 50/64 cm

37


Burza 57/70 cm 39


Prawie na dnie 57/73 cm 41


Wrak 37/134 cm

43


Cisza przed burzÄ… 50/64 cm 45


Chmura 57/70 cm 47


Stacja badawcza 51/64 cm 49


Sen 55/71 cm 51


Chłód 37/70 cm 53


Cisza 50/65 cm 55


Pod powierzchniÄ… 49/64 cm 57


Bibliografia: ─ Werner Herzog, Spotkania na krańcach świata, 2007 ─ Werner Herzog, Dzwony z głębin, 1993, fragmenty ─ Dagur Kári, Noi Albinoi, 2003 ─ base jumping: http://www.youtube.com/watch?v=I4U6T_BB1N8 http://vimeo.com/32875422 http://www.youtube.com/watch?v=5N9t5qOSzCU&feature=related ─ Jeb Corliss http://www.youtube.com/watch?v=_gK-zACrlZc&feature=related ─ Guillaume Nery base jumping at Dean’s Blue Hole http://www.youtube.com/watch?v=uQITWbAaDx0&feature=player_embedded

59


60

Zdawało mi się  

Praca dyplomowa wykonana w pracowni wklęsłodruku, ASP Kraków

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you