Issuu on Google+


TAMARA ARCIUCH o spektaklu POD NIEMIECKIMI ŁÓŻKAMI Spektakl Pod niemieckimi łóżkami to historia o niemieckich brudach, polskich celebrytach oraz blaskach i cieniach sławy. Z odtwórczynią głównej roli – Tamarą Arciuch rozmawialiśmy o pracy nad spektaklem oraz brutalnej medialnej rzeczywistości. Jest Pani perfekcyjna panią domu? Nie. Pani domu dzierży władzę, a perfekcja może być chorobliwa. Ja wolę być starającą się opanować dom kochającą mamą i partnerką. Aktorzy często mówią, że są takie role, z którymi są niezwykle zżyci. Wyjście z nich zajmuje sporo czasu i wysiłku. Wyobrażam sobie, że odreagowaniem po próbach do Pod niemieckimi łóżkami mogło być sprzątanie. To praca i zabawa jednocześnie. Przygotowania były mocno angażujące, spektakl powstawał podczas prób i ciągle się zmieniał. To wymagało dużego nakładu sił. Ale się udało i sprawia wiele satysfakcji. Pewnie ta satysfakcja jest najlepszym odreagowaniem trudu przygotowań. Czyli granie Pod niemieckimi łóżkami jest samo w sobie odreagowaniem. Zabawą z widzem. Spektakl tylko po części dotyczy Niemców i ich prawdziwego oblicza. W głównej mierze to otwarte i brutalne przedstawienie polskiej rzeczywistości. Czy nasze podwórko, szczególnie to medialne, jest aż tak bezwzględne? To brutalny świat, ale my jako widzowie demokratycznie go współtworzymy. Cyniczne wykorzystywanie każdej wiadomości dla podbicia oglądalności, kupczenie cudzą prywatnością i kreowanie rzeczywistości, wszystko to istnieje, bo się sprzedaje, a my to kupujemy. Tak jest z naszą Justyną. Nie jest wyjątkowa, ale dobrze się sprzedaje. O tym, czy ktoś osiągnie sławę ,nawet wbrew swojej woli, i jak potoczą się jego losy decydują producenci seriali i programów śniadaniowych? Nie jest to takie jednoznaczne, w naszej sztuce jest zawarte uproszczenie, ale często tak to wygląda. Na pewno jest tak z tymi, którzy pragną popularności dla niej samej. Jak narkotyku. Oni są od mediów uzależnieni. Pod niemieckimi łóżkami to spektakl określany jako dobry jak teatr, śmieszny jak kabaret. Zgadza się Pani z takim określeniem? Tak. To zabawa z widzem, ale przemycamy w niej refleksje na temat rzeczywistości kreowanej przez telewizje. Parodie Bartka Opani są porywające. Jest dużo muzyki i humoru, to wszystko tworzy zwierciadło, w którym odbijamy światła mediów. Skupiamy się na stereotypach, którymi upraszcza się świat. Stereotyp jest o tyle śmieszny, co niebezpieczny. Co, poza rozrywką i śmiechem, dostaną widzowie spektaklu? Czego mogą się spodziewać? Energię, chwilę zastanowienia, zaskoczenie, dostaje się tu równo każdej stronie sceny politycznej, każdemu od komunisty po księdza, autorytetom i celebrytom. To obraz świata który tworzy telewizja, w który chcąc, nie chcąc trochę wierzymy.


BARTŁOMIEJ KASPRZYKOWSKI o spektaklu POD NIEMIECKIMI ŁÓŻKAMI

Sztucznie kreowane przez media gwiazdy i głupota lansowana przez telewizyjne programy – między innymi o tym opowiada sztuka Pod niemieckimi łóżkami, a także Bartłomiej Kasprzykowski w naszej rozmowie. Pod niemieckimi łóżkami został określony jako spektakl dobry jak teatr, śmieszny jak kabaret. Zgadza się Pan z takim określeniem? Tak, jak najbardziej! Pracując nad tekstem, czy już później na scenie szukaliśmy i humoru i treści, które ze sobą współdziałały na tych dwóch płaszczyznach. I tak powstało przedstawienie które łączy i kabaretowe skecze i aluzje do naszej rzeczywistości, i aktorskie rzemiosło i kabaretowy cudzysłów. Tutaj skecz sąsiaduje z metaforą, parodia z wcieleniem. Pod niemieckimi łóżkami to spektakl zainspirowany książką Justyny Polańskiej. Sztuka udowadnia, jak szybko i łatwo można osiągnąć status celebryty i jak szybko można go stracić. Czy można ją także rozumieć jako podpowiedź, jak świadomie korzystać z mediów i nabierać dystansu do lansowanych gwiazd i historii z pierwszych stron gazet? Postać Justyny Polańskiej i jej opowieści wzięliśmy z książki, a od siebie dodaliśmy naszą medialną, telewizyjną rzeczywistość. Tak - dziś wystarczy być wyrazistym i się w telewizji zaistnieje, treść nie podąża zazwyczaj za wizerunkiem. Popularność jest pożądana przez widzów, którzy oglądając celebrytów ją tworzą. Zamknięte koło, karuzela. Takich nadmuchanych sztucznie karier jest w tej chwili mnóstwo. Media oszalały. Dobrze by było, gdybyśmy wszyscy przestali traktować to poważnie. Nie wierzyli w każdą plotkę i w każdy „autorytet” z ekranu, czy pierwszej strony gazety. Nasz spektakl do tego przekonuje. Spektakl pokazuje, jak dużą władzę mają media i branża rozrywkowa. Doświadczył Pan kiedyś tego na własnej skórze? Oczywiście. Wielokrotnie mylono mnie z księdzem, gdy grałem Wikarego w „Ranczo”. Ale to miłe incydenty. Kłamstwa powtarzane przez tabloidy na mój temat do dziś tworzą mój wizerunek, czy tego chcę, czy nie. Może za bardzo wpatrujemy się w telewizor, zamiast w oczy naszych bliskich. Może dlatego szukamy bliskości z osobami z telewizora? Czy nie lepiej słuchać babci, kiedy radzi jak sprzątać w domu, niż wystylizowanej, sztucznej pani z ekranu? Za dużo tej telewizji, albo po prostu za dużo w niej głupot. Co ciekawe nasz spektakl przewidział jak (na razie :)) dwa zdarzenia świata mediów i rozrywki: obecność Daniela Olbrychskiego w serialu i powstanie sprzątaczki-celebrytki uczącej jak sprzątać. Napisaliśmy to zanim te fakty się ziściły.


BARTOSZ OPANIA o spektaklu POD NIEMIECKIMI ŁÓŻKAMI

Staramy się dowalić wszystkim po równo od lewa do prawa, od rabina po księdza – tak o spektaklu Pod niemieckimi łóżkami mówi aktor, Bartosz Opania. To teatralna impresja na temat książki Justyny Polańskiej pod tym samym tytułem. Dzięki wydanej książce staje się bohaterką, celebrytką i gwiazdą. Pod niemieckimi łóżkami został określony jako spektakl dobry jak teatr, śmieszny jak kabaret. Zgadza się Pan z takim określeniem? Tak. Mam wrażenie, że spektakl jest na pograniczu obu gatunków. Chociaż prawdopodobnie każdy widz może w zupełnie odmienny sposób definiować kabaret i teatr i zupełnie czego innego oczekiwać niż na przykład ja i moi koledzy. Dlatego staramy się żeby te gatunki się przenikały i żeby widz sam musiał orientować się w konwencji. Sporą dawkę komizmu w spektaklu zawdzięczamy parodiom kilku słynnych postaci. Czy parodiowanie którejś z nich było szczególnie trudne? Sądzę, że mamy do czynienia bardziej z postaciowaniem (które w moim odczuciu jest szlachetniejsze) niż z parodią. Niektóre postaci wymyśliliśmy sami, niektóre zostały zbudowane z inspiracji żywymi ludźmi. Czy nie obawia się Pan reakcji którejś z odważnie sparodiowanych przez Pana osób? Powiem Pani tak: w życiu najczęściej parodiowałem ludzi, którzy mi imponowali, których osobowości robiły na mnie wrażenie np. Marlon Brando czy wielu znakomitych kolegów. Bardzo bym nie chciał, żeby te osoby poczuły się dotknięte. Inną grupą osób postaciowanych czy parodiowanych są politycy i w tym przypadku bywam okrutny, ale opinie ich znakomitej większości mnie nie interesują. Pod niemieckimi łóżkami to przede wszystkim komedia. Jej zakończenie nie jest jednak zbyt optymistyczne. Czy właśnie w ten sposób kończy się najczęściej kariera tak zwanych celebrytów? Kiedy media nasycą się tymi tak zwanymi celebrytami, kiedy przeżują ich: wyjątkowość, kalectwo niekiedy, bezczelność, bezwstyd, a niejednokrotnie pokłady bezdennej głupoty czy talentu. Wtedy te media, które zarobiły na tych ludziach wyplują ich i będą szukać nowej strawy. A co można znaleźć pod polskimi łóżkami? Proszę zajrzeć na fora internetowe, tam z pewnością znajdą Państwo wszystko. Spektakl opowiada o władzy, jaką sprawują współcześnie media. Jaka jest metoda na uniezależnienie się od wpływów mediów, sposób na niewciągnięcie się w świat sztucznie wykreowanych celebrytów?


Powiem tak, moim zdaniem książka "Pod niemieckimi łóżkami", mimo iż na rynku niemieckim stała się bestselerem nie do końca wyczerpuje współczesne oczekiwania polskiego odbiorcy. Dlatego postanowiliśmy, że tekst będzie tylko pretekstem do naszej opowieści o Justynie Polańskiej, która postanowiła zdradzić sekrety domowe Niemców. Cytaty z jej książki niejednokrotnie grafomańskie umieszczamy w zbudowanych przez nas konwencjach: czasami filmu dokumentalnego, czasami serialu, popularnych talk show, programów publicystycznych, czy formatów taneczno-kulinarnoperfekcyjnych. Próbujemy zadrwić ze schematów dotyczących Polaków i Niemców. Brzydzę się każdą skrajnością zarówno lewacką [ostatnio dobrze widzianą na salonach] jak i skrajnością prawicowo-endecką, której przedstawiciele mają czelność decydować kto jest patriotą a kto nie jest. Irytuje mnie wszelka poprawność polityczna i społeczna. Na przykład wspomniana w sztuce Kazia Szczuja, która nazwała posłów talibami. Tymczasem na świecie istnieją prawdziwi talibowie i nie życzę Pani Kazi spotkania z nimi. Jest i głos, który mówi "Ja kiedy jadę z moim kotem na wakacje to już w samolocie widzę Niemców i w kanapkach i w Sopocie i w kompocie też ich widzę. I z przykrością stwierdzam oczywistą oczywistość, że Niemcy mimo iż przegrały II wojnę światową to rozpanoszyli się na całym świecie i teraz na swoich zamkniętych osiedlach organizują małe domowe oboziki pracy dla polskich sprzątaczek." Także staramy się dowalić wszystkim po równo od lewa do prawa, od rabina po księdza. Przede wszystkim ubieramy to w kostium zabawy konwencjami i zapraszamy na tę zabawę.

https://www.facebook.com/34artpl


Pod Niemieckimi Łóżkami - wywiad z Batłomiejem Kasprzykowskim, Tamarą Arciuch, Bartoszem Opanią