__MAIN_TEXT__

Page 1

AL - AZ - CA - CT - CO - HI - M A -NJ - NM - NY - UT - Ontari o - Québec

bezpł at nymi esi ęczni k/ f reemont hl ynewspaper

nr4l i s t opad/ nov e mbe r201 3

www. t he pol andt i me s . c om

Wt y m nume r z e :

-Ma r t y r o l o g i apo l s ko-i ndi a ńs ka-Cr a z yHo r s e -Po r a dypr a wne-j a kuz y s ka ćpo l s ki eo by wa t e l s t wo ? -Spo r t-g o o dby eBr a s i l

Pol oni aRest i t ut a–95r oczni ca odzyskani ani epodl egł ości Pol oni aRest i t ut a–95t hanni ver sar y ofPol andr egai ni ngi ndependence Li s t opa dj e s tdl a Pol a ków mi e s i ą c e m s z c z e gól nym.Z j e dne js t r onyj e s tonma gi c z ny,t a j e mni c z ypopr z e zs a mą mi s t ykę ś wi ą t pa mi ę t a j ą c yc h j e s z c z e c z a s y pr a s ł owi a ńs ki e( bl i s ko2t ys . l a tt e mu) , aodnos z ą c es i ędo c z c z e ni apa mi ę c iz ma r ł yc hpr z odków. Zdr ugi e jj e s tt ot e ż okr e s ,w kt ór ym ws pomi na myc z a s ywa l kizz a bor c a mi , wa l kiowol noś ćini e podl e gł oś ć .Wi ę c e jot ym nas t r .2 ,3 , 1 1 , 1 2 .

tof omos ht lmont a i c pe d as e r de i ons sc ri mbe Nove ous i r e t nd mys la a c gi sma ti nd,i .On one ha s e Pol r i he et c a r tt ha yst da i m ofhol s i c i t he mys ough t hr t nd go)a sa r a 0ye 0 0 , y2 l r a ne s( me i ct vi a Sl e opr nst gi i or .On s or t s e nc da e s a e c hede ngt i t a mor omme usonc oc f s ’ e opl hpe s i hwehonorPol samont ti ,i rone he heot t on i t i t r spa nd’ a ngPol i sdur nt upa c toc ns i ga ea uggl r t s . e nc nde pe nde ndi dom a e e r orf rfightf i he ndt od,a i r pe . 2 nd1 1a 1 , 3 , 2 : s ge tonpa bouti ea dmor a e er s a e Pl

J użz ami e s i ą c ! Po l a c ynaLi t wi e

Ks . Pr o f . Ma r e kUg l o r z

St a ni s ł a w Mi c ha l k i e wi c z

J a n Pi e t r z a k

p r o f . Ka z Dz i a mk a

Chr z e ś c i j a ńs k aAk a d e mi a Te o l o g i c z nawWa r s z a wi e

Zna nyp o l s k ip ub l i c y s t a o r a za ut o rwi e l uk s i ą ż e k

Zna ny p o l s k is a t y r y ki p ub l i c y s t a

TheUni v e r s i t yo fNe w Me x i c o

Si a t k ó wk ac y wi l i z a c j i

Te r e f e r e nd um, c z y l ił o wyi d y p l o m a t y k a Pr z y s z ł o ś ć mo ż eb y ćp i ę k n aa l b ob r z y d k a ,

Se r we r yp a d ł yz es t r a c hu? !

c z y l id o b r aa l b oz ł a .Br z y d k a iz ł ab y wa Wy g l ą d a ł ot ows z y s t k os z a l e n i ep o wa ż n i e ,a l e wó wc z a s ,g d yn i k tn i eman an i ąp o my s ł u ,j a kz wy k l ez a k o ń c z y ł os i ęwe s o ł y mo b e r k i e m. c z y l in i er e a l i z u j eż a d n e jwi z j i . Na we tj e ś l in i e Mó wi ęo c z y wi ś c i eor e f e r e n d u mws p r a wi e d z i e j es i ęn i cs z c z e g ó l n i ez ł e g oib r z y d k i e g o ,i o d wo ł a n i aHa n n yGr o n k i e wi c z Wa l t zzf u n k t a k me t a mo r f o z ad z i św j u t r os t a j es i ę c j op r e z y d e n t aWa r s z a wy . n i e mo ż l i wa . wi ę c e jn as t r o n i e1 0 wi ę c e jn as t r o n i e4

f i n a n s o woo dwł a d z y .A j e s ti c h n i e ma ł o . Ur z ę d n i c yp a ń s t wo wiis a mo r z ą d o wiz o s t a l i s k u t e c z n i e p o s t r a s z e n i p r z e z p r e mi e r a , p r e z y d e n t a , Ko p a c z a i p r o p a g a n d o we s z c z e k a c z k i ,ap oc i c h uz a s z a n t a ż o wa n ip r z e z d y r e k t o r ó wip r e z e s ó w. . . wi ę c e jn as t r o n i e4

Ex p o s i ng“ LaTe c hni q ue , ”t he Mo n s t e r T h a t I s E n s l a v i n g U sAl l Pr z e d e ws z y s t k i m s ąt ol u d z i eu z a l e ż n i e n i

Li v i n gi nt h ec i t yd o n ’ tb r i n gmen oj o y , ” Ch r i s t i eu s e dt os i n g . I n d e e d . Ih a v ea l wa y sf e l t u n h a p p ya n dt r a p p e di nt h ec i t y , t e r r i f i e db yi t s d a n g e r o u smo b sa n ds i c k e n e db yi t sf o u la i r a n dn o i s yma c h i n e s . mo r eo np a g e5

Kuponnr3 Wś r ó duc z e s t ni kó wr o z l o s uj e mya t r a kc y j nena g r o dyw po s t a c i ks i ą ż e kna s z y c hwy bi t ny c hpubl i c y s t ó wm. i n. R. Zi e mki e wi c z a , S. Mi c ha l ki e wi c z ai J . Pi e r z a kaz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . mi e j s c o wo ś ć de dy ka c j ąo r a zpe ł neko s z eż y wno ś c i s po ns o r o wa nepr z e z . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . t e l e f o n / e ma i l Eur o paPa nt r y ! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . i mi ęin a z wi s k o

Pros i myowys ł ani et egokuponudo20grudni anaadresredakcj i( znaj duj es i ęna2s t r. ) .Ogł os zeni ewyni ków w 1numerzenoworocznym.


2

The Poland Times

www.ThePolandTimes.com

Słowo od redaktora naczelnego Editor in Chief’s Note Krystian Żelazny redaktor naczelny editor-in chief

Szanowni Państwo, Listopad nie kojarzy się raczej z przyjemną aurą. Samo słowo ma etymologię jednoznaczną zarówno w języku polskim jak i np. w czeskim. Słońca mamy teraz coraz mniej, za oknami ziąb, częste mgły. Z drugiej strony mamy więcej czasu na zanurzenie się w lekturze, w tym m. in. naszego periodyku. Tym bardziej, że jest naprawdę co czytać. Jesteśmy z Państwem już 4 miesiąc. Spotykamy się z coraz cieplejszym przyjęciem. Sami też pragniemy nie pozostawać dłużni i staramy się za wszelką cenę rozwijać odpowiednio pismo, aby stało na jak najwyższym

poziomie. W najbliższej przyszłości gazeta nie tylko zwiększy swą objętość i nakład, ale także planujemy rozszerzyć nasz zasięg oddziaływania o kolejne stany USA. Tematem przewodnim tego wydania jest kwestia niepodległości Polski. Poświęciliśmy jemu aż 4 artykuły, które powinny wykazać szersze spojrzenie na wspomniane zagadnienie (K. Bagińska, N. Slenzok, K. Guziak i M. Dworski). Ponadto utworzyliśmy kolejny dział publicystyczny z informacjami o świecie. Nie zapominamy oczywiście o naszych znamienitych publicystach, których zawsze wymieniamy na pierwszej stronie pisma. Niemniej w tym numerze uważamy za najbardziej godny polecenia artykuł o Południowej Dakocie znajdujący się na str.8. Szukamy śladów polskości wszędzie; tutaj napotkacie Państwo na kolejne, wielkie zaskoczenie!

„-Kto Ty jesteś? –Polak mały” czyli patriotyzm oczami młodzieży. Widziane oczyma nastolatki Klaudia Bagińska Licealistka z Łomży

Niestety, coraz częściej nasz „patriotyzm” ogranicza się do wywieszenia flagi w dniu Święta Niepodległości.

Aby lepiej zrozumieć pojęcie miłości do kraju ojczystego, należy najpierw poznać określenie „patriotyzm”. Słownikowa definicja przedstawia go jako „silne przywiązanie do ojczyzny, poczucie więzi społecznej oraz poświęcenie się dla własnego narodu”. Jak do tego pojęcia odnoszą się Polacy? Dla jednych patriotyzm to gotowość oddania życia za Ojczyznę, dla innych to po prostu szacunek dla państwa polskiego i narodu.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że wraz z nastaniem nowych czasów przeminęła moda na patriotyzm. Teraz dla wielu ludzi liczą się tylko własne interesy. Każdy widzi tylko swój czubek nosa, a Ojczyzna – dobro wspólne – odchodzi na dalszy plan. Kiedyś młodzi chłopcy walczyli o wolność. W powstaniu Warszawskim dzielnie bronili swojego kraju, gotowi byli oddać życie za swoją ojczyznę. A dziś? Czasem nawet symboliczne złożenie kwiatów pod pomnikiem Piłsudskiego to zbyt duży wysiłek. Kiedyś uczestnictwo w polskiej armii było zaszczytem, obecnie młodzi mężczyźni niechętnie idą do wojska, co więcej, starają się nawet uniknąć służby Ojczyźnie. Myślimy, że w czasie pokoju nie musimy troszczyć się o nasz kraj.

Redaktor Naczelny Editor in Chief Krystian Żelazny

Dyrektor ds. marketingu Director of Marketing Andrzej Gałuszka

Zastępcy Redaktora Naczelnego V-ce Editor in Chief Robert Słówko vel Bert Wörtchen (East) Zbigniew Żelazny (West)

Dyrektor ds. dystrybucji Director of Distribution Cezary Żelazny

Jakie miejsce zajmuje Ojczyzna w sercach młodych ludzi? Czy ją kochamy? Trudno powiedzieć... Kochać można mamę, tatę, babcię… Ale czy można kochać Ojczyznę?

Spotykamy się także z licznymi zapytaniami związanymi z bezpośrednim wysyłaniem gazet do Państwa domów. Wszystkich chętnych prosimy o kontakt z Redakcją. Jedynym Waszym kosztem będzie opłata za przesyłkę.

Niestety ograniczenia jakie niesie ze sobą papierowa wersja miesięcznika sprawia, iż nie każdy z autorów w danym miesiącu może być publikowany. Przepraszamy za pewne przerwy w cyklach tematycznych. Mamy nadzieję, że z biegiem czasu temu zaradzimy. Zachęcamy do brania udziału w naszym konkursie. W tym numerze zamieszczamy ostatni z kuponów tej edycji. Jego wyniki ogłosimy w wydaniu noworocznym. Z życzeniami przyjemnej lektury,

sunny and the weather gets chilly and sometimes foggy. On the other note, however we have more time to immerse ourselves in reading- for example our newspaper. And we think we have a lot to offer. Our newspaper has been with you for four months now and has been very warmly received. In return, we strive to always improve it and invest in its quality. In the nearest future, the paper will not only increase in size and number of printed copies but also in geographic coverage- we are planning to expand into additional U.S. states.

listed on the front page of the newspaper. However, we would like to especially recommend the article on page 8 about South Dakota. We are looking for traces of the Polish culture and presence everywhere and here you will encounter another surprise. We apologise that we cannot publish articles by all autors in any given month but this is due to the limitations of the printed version. And therefore, some thematic cycles are temporarily suspended. We hope, we will remedy this in the future.

Krystian Żelazny

Ladies and gentlemen, We typically do not associate November with a nice aura. The word ”aura” in this context has a very particular ethymology in Polish but also e.g. in the Czech language. The November days are definetely less Jednak patriotą trzeba być zawsze – nie tylko w czasie wojny. Musimy być przygotowani w każdej chwili, aby bronić naszej Ojczyzny, gdy zajdzie taka potrzeba. Patriotyzm jest nam wpajany praktycznie od dziecka. Od najmłodszych lat – początkowo w domu, a następnie w szkole, uczymy się o symbolach narodowych, recytujemy wiersze o naszej Ojczyźnie. Poznajemy coraz dokładniej historię miejsca, w którym żyjemy. Uczymy się doceniać to, co zostawili po sobie nasi przodkowie. W szkole, wszystkie ważne uroczystości rozpoczynamy Hymnem Polski. Chórem wyśpiewujemy słowa „Mazurka Dąbrowskiego”, a wszystko po to, aby już od małego pobudzić w nas świadomość narodową. Abyśmy od początku zdawali sobie sprawę z tego, jakim zaszczytem jest bycie Polakiem. Abyśmy wyrośli na dobrych patriotów, kochających swoją Ojczyznę. Niestety, obserwując chociażby polską młodzież, zauważamy, że powyższe działania nie przynoszą Skład i korekta Composition and Correction Agnieszka Deleska Krzysztof Bankert Obsługa informatyczna IT support Natalia Kmieć

Poland’s independence is the main theme of this issue. And we have devoted four articles (by K. Bagińska, N. Slenzok, K. Guziak and M. Dworski) to discuss this matter. We have also added a new column that is focused solely on global news. And we never forget about our notable journalists that are always pożądanego efektu. Być może problemem jest sposób, w jaki szkoły próbują nam przekazać istotę patriotyzmu. Nie przekonuje nas to, nie tłumaczy dlaczego właściwa postawa wobec Ojczyzny jest tak ważna. „Kochajmy Polskę, bo tak trzeba” nie jest wystarczającym argumentem. Wrażliwości na losy kraju nie da się nauczyć. Trzeba ją w Polakach obudzić. Jednak samo przywiązanie do kraju to nie wszystko. Dobry patriota to również taki, który szanuje tradycję, kulturę i język. Niestety, młodzież często kaleczy naszą piękna polską mowę. Niekiedy młodzi ludzie nie przywiązują wagi do poprawności języka, jakim się posługują. Starsi, przysłuchując się młodemu pokoleniu, łapią się za głowę. W młodzieżowym slangu powstają coraz to nowe, potoczne słowa, nieraz zrozumiałe tylko dla osób, które się nim posługują. Takie próby wprowadzenia zmian prawdopodobnie mają na celu ułatwienie i unowocześnienie naszej mowy. Jednak moim zdaniem są przejawem zaniedbania naszego dobra narodowego, jakim jest język, Kontakt Contact USA: Telefon (PL): +1 917 331 0212 Telephone (US): +1 646 763 2348 Canada: Telephone: +1 613 274 2661 e- mail: info@thepolandtimes.com

Wszystkich chcących zamieścić reklamę na łamach pisma, prosimy o kontakt telefoniczny bądź emailowy.

In order to place advertisement with us, please contact us via email of phone.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów, która jest prywatną własnością intelektualną autorów tekstów.

The Editorial does not take responsibility for the content of articles, which is the private intellectual property of the authors.

And as always, we encourage all of you to participate in our readers’ contest. We have enclosed the last contest coupon in this issue. The contest results will be made public in the new year’s issue. Enjoy reading, Krystian Żelazny który powinniśmy pielęgnować i posługiwać się nim tak, aby nie zatracił swojego pierwotnego piękna. „Cudze chwalicie, swojego nie znacie” – ile prawdy w tym powiedzeniu. Często słyszymy narzekania Polaków, jaki to nasz kraj jest biedny i zacofany. Wielu naszych „współmieszkańców” wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu nowego, lepszego życia. Jednak to, co obce, wcale nie musi być lepsze, więc zamiast opuszczać swój rodzinny kraj, może warto postarać się, aby tu, w Polsce, żyło nam się lepiej? Nie pozwólmy na to, aby pamięć o Ojczyźnie stała się abstrakcją. To właśnie na nas – młodych – spoczywa odpowiedzialność za naszą Polską przyszłość. Budujmy ją w oparciu o nasz szacunek i miłość do kraju, a z pewnością Polska na zawsze zostanie bliska naszemu sercu.

Polska: Telefon: +48 667 121 108 Wydawca Publisher Caesar Polonia Publishing, Corp adres: 5918 Catalpa Ave. Ridgewood, NY 11385

www.facebook.com/ThePolandTimes


Niepodległość w czasach integracji Norbert Slenzok WNS Uniwersytet Śląski

Już wkrótce Święto Niepodległości. Z tej okazji, gdzieś pomiędzy przypominaniem wydarzeń sprzed 95 lat i śledzeniem politycznych atrakcji, których dostarczą tegoroczne obchody, warto zastanowić się nad obecną kondycją polskiej suwerenności, w szczególności w kontekście procesów integracji europejskiej. Przystępując do takich rozważań, należy koniecznie wyzbyć się ideologicznego zacietrzewienia. Towarzyszy ono dwóm przeciwstawnym narracjom, które, choć wciąż jeszcze nie definiują głównego nurtu dyskusji o polskiej racji stanu, coraz bardziej zyskują na popularności. Pierwsza z nich, przez wiele lat wybrzmiewająca w Polsce niemal wyłącznie w kręgach intelektualnych i publicystycznych, od jakiegoś czasu znajduje swojego politycznego wyraziciela w osobie Janusza Palikota. Głosi ona, że współcześnie niepodległe państwo narodowe stanowi przeżytek. Wyzwania, przed którymi stają politycy przekraczają granice państw, a zatem nieodzowne staje przekazanie ich kluczowych kompetencji – polityki obronnej, zagranicznej, fiskalnej i pieniężnej, spraw policyjnych oraz wymiaru

sprawiedliwości – na wyższy szczebel. Lider powołanego ostatnio do życia Twojego Ruchu formułuje swoje postulaty dobitnie: jedno federalne państwo europejskie w miejsce ukształtowanego na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci ładu opartego o rywalizujące ze sobą państwa narodowe. Jego podejście, mimo że na polskim gruncie nadal ma charakter niszowy, a sam Palikot został za nie zganiony przez swojego politycznego przyjaciela Aleksandra Kwaśniewskiego, dobrze koresponduje ze sposobem myślenia dużej części elit Starego Kontynentu, w tym wielu wysoko postawionych przedstawicieli Unii Europejskiej z przewodniczącym Komisji Europejskiej, Jose Manuelem Barosso, na czele. Trzeba więc traktować je jako opis realnej perspektywy, a nie tylko teoretyczną fanaberię. Na przeciwległym biegunie sytuują się wypowiedzi reprezentantów antysystemowych środowisk spod znaku Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego czy też Ruchu Narodowego. Tu również sprawę stawia się jasno: niepodległość Polski, której należy bronić jak największej świętości, jest już obecnie wyłącznie propagandową fikcją. W sensie formalno-prawnym Rzeczpospolita została całkowicie podporządkowana Unii Europejskiej – zarządzanemu przez lewactwo biurokratycznemu molochowi, wydającemu akty prawne nadrzędne względem prawa polskiego i w

decydującej mierze kształtujące polski porządek prawny. Na domiar złego, kraj nad Wisłą rządzony jest przez klasę polityczną niezdolną do tego, by stanąć w obronie jego niezawisłości. Kompleksy, przekonanie o własnej prowincjonalności i wiernopoddańczy stosunek do Brukseli, Berlina i Waszyngtonu na zachodzie oraz Moskwy na wschodzie sprawiają, że nasi politycy bez większych oporów ulegają dyktatowi obcych sił. Krótko mówiąc, dzisiejsza Polska jest w tej perspektywie czymś w rodzaju unijnego województwa, zarządzanego przy tym przez pozbawione niepodległościowych ambicji elity. Która z tych wizji jest bliższa prawdzie? Osobiście sądzę, że ta druga, choć i do niej nie sposób nie zgłosić istotnych zastrzeżeń. Po pierwsze, bezwzględnie należy pamiętać, że – jakkolwiek obrazoburczo nie wyglądałoby to w oczach silnie przywiązanych do etosu państwowego Polaków – suwerenność państwa nie jest wartością samą w sobie. Niewątpliwie suwerennymi państwami były III Rzesza, Związek Sowiecki czy też Chińska Republika Ludowa z czasów Mao Zedonga. Niewielu jednak chciałoby być ich mieszkańcami. Także powołanie w 1569 roku Rzeczpospolitej Obojga Narodów oznaczało zrzeczenie się suwerenności przez Koronę Królestwa Polskiego, co nie przeszkadza autorom podręczników historii i większości z nas oceniać tego faktu pozytywnie. Suwerenność, podobnie jak samo państwo, nie jest bowiem celem, lecz środkiem. Ma ona służyć

szeroko pojętej pomyślności obywateli – maksymalizacji ich osobistych swobód i dobrobytu. Jak pokazuje historia, w praktyce działalność państw zmierza najczęściej w przeciwnym kierunku – ograniczania wolności i psucia gospodarki. Bez względu na to, każdy, nawet zdeklarowany anarchista, powinien właściwie rozumieć alternatywę, przed którą współcześnie stoimy: albo obrona suwerenności Polski, albo centralizacja władzy na niespotykaną dotąd skalę w ramach europejskiego super państwa. Wbrew rojeniom euroentuzjastów, którzy w historii cywilizacji Zachodu chcą widzieć głównie proces, którego uwieńczeniem będzie budowa uniwersalnego bytu politycznego obejmującego cały kontynent, tradycją Europy jest polityczne rozdrobnienie, a nie uniformizacja. W średniowieczu można było mówić o tysiącach niepodległych królestw, księstw, a nawet niezależnych miast czy majątków rycerskich. Epoka nowożytna przyniosła z sobą trend do centralizacji, którego istotą było powstanie suwerennych państw narodowych. Mimo to Europa pozostała podzielona. Było to dla jej mieszkańców korzystne, niezależnie od bolączek wynikających z agresywnych działań kierujących się nacjonalistyczną ideologią państw. Różnorodność systemów prawnych i kultur prowadziła do konkurencji pomiędzy nimi, konkurencja zaś oznacza możliwość doskonalenia. W warunkach swobody przepływu osób, którą Stary Kontynent cieszył się przez długie stulecia, zanim w czyjejkolwiek głowie mogła zrodzić się idea UE w

jej obecnym kształcie, Europejczycy mogli osiedlać się tam, gdzie w ich odczuciu system stwarzał największe szanse rozwoju. Wprowadzenie jednolitej polityki gospodarczej na terenie Unii, które w zgodnej opinii jej oficjeli staje się koniecznością, w dobie kryzysu, jaki dotknął kraje południa Europy, zniesie ten dobroczynny pluralizm. Jest to wizja bardzo odległa od idei, która pierwotnie przyświecała twórcom Wspólnot Europejskich: obszaru swobodnego przepływu towarów, usług, osób i kapitału, przywracające go wolności zniesione w XX wieku przez coraz bardziej zamykające swoje granice państwa przy jednoczesnym zachowaniu różnorodności pomiędzy członkami Wspólnot (credo UE to przecież „Jedność w różnorodności”). Tekst ten warto ponadto zamknąć uwagą, że tony, w jakie uderza choćby Korwin-Mikke, autor wyrażenia o Rzeczpospolitej jako unijnym województwie, są stanowczo zbyt alarmistyczne. Polska, jakkolwiek scedowała na Unię dużą (zbyt dużą) część swojej suwerenności, zachowała swoją niepodległość. Posiada wszak prawo opuszczenia struktur UE, a taka możliwość znamionuje samowładną państwowość. Procedura wychodzenia z Unii jest wprawdzie skomplikowana i długotrwała, niemniej jednak została w Traktacie Lizbońskim sprecyzowana. Święto Niepodległości – jako celebracja stanu faktycznego, a nie ekspresja marzeń – ma zatem nadal sens.


4

www.ThePolandTimes.com

publicystyka - polska

The Poland Times

Tereferendum, czyli łowy i dyplomatyka Stanisław Michalkiewicz

wym prawem obywatela do odwołania Umiłowanego Przywódcy.

Zwycięstwo, co prawda pyrrusowe, Znany polski niemniej jednak zwycięstwo odniósł publicysta oraz autor wielu książek burmistrz Ursynowa Piotr Guział, bo Wyglądało to wszystko szalenie poważnie, ale jak zwykle zakończyło się wesołym oberkiem. Mówię oczywiście o referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z funkcji prezydenta Warszawy. Okazało się, że wszyscy wygrali i wszystkim należą się nagrody może z wyjątkiem Leszka Millera, który do samego końca nie mógł się zdecydować, czy wesprzeć lewą, czy prawą nogę i w rezultacie pozostał między nogami - to wszyscy inni wygrali. Hanna Gronkiewicz-Waltz nawet podwójnie - bo po pierwsze nie dała się ustrzelić i została na stanowisku bez konieczności „gwałcenia demokracji”, która w przeciwnym razie niewątpliwie by wystąpiła, a poza tym wyciągnęła z tego morał leninowski, żeby nigdy nie zaniedbywać więzi partii z masami. Jarosław Kaczyński odniósł zwycięstwo moralne, bo referendum pokazało arogancję i zatwardziałość Platformy Obywatelskiej, która gotowa jest przejść do porządku nad podstawo-

dzięki referendum masy się o nim dowiedziały, no i Janusz Palikot, bo dzięki referendum pokazał, iż ma zdolność koalicyjną nawet z Jarosławem Kaczyńskim. Nawiasem mówiąc, podejrzewam, że właśnie ta okoliczność była przyczyną niskiej frekwencji, bo wielu ludzi może by i zagłosowało za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale perspektywa osadzenia na stanowisku prezydenta osoby legitymującej się dokumentami wystawionymi na nazwisko: „Anna Grodzka” mogła zreflektować każdego. Niemniej jednak w sytuacji, gdy aż tylu uczestników referendum wygrało i ustawia się w kolejce po nagrody, warto się zastanowić, czy gwoli podniesienia na wyższy poziom świadomości sukcesu wśród Umiłowanych Przywódców nie urządzać takich referendów częściej i w każdym mieście, bo niosą one ze sobą korzyści również dla mieszkańców. Oto niemal w przeddzień referendum Hanna Gronkiewicz-Waltz obniżyła

ceny biletów komunikacji miejskiej, które niedawno, przekonująco to uzasadniając, podwyższyła. Kto wie, czy gdyby referenda były urządzane częściej, nie jeździlibyśmy komunikacją miejską „za darmo”, to znaczy - bez konieczności kupowania biletów? Wszystko to być może, bo skoro słychać, że podatek majątkowy od posiadania radia i telewizora, zwany dotychczas „abonamentem”, ma być zastąpiony „opłatą audiowizualną”, pobieraną nawet od głuchoniemych i ociemniałych, to dlaczego nie wprowadzić by podatku komunikacyjnego - czy kto jeździ, czy nie? Bo każda zdobycz ludu pracującego kosztuje, w myśl zasady, że im większa darmocha, tym droższa. Zauważył to w swoim czasie nawet Mahatma Gandhi oświadczając, że nic nie jest tak kosztowne, jak stworzenie wrażenia ubóstwa i prostoty - co polecam uwadze również propagatorom „Kościoła ubogiego”. Można by się o tym przekonać, gdyby tak wprowadzić podatek w wysokości 100 procent dochodu. Koszty byłyby z pewnością wysokie, za to wrażenie ubóstwa i prostoty - gwarantowane. A ponieważ zgodnie z zasadą Murphy’ego, jeśli coś złego może się stać, to na

pewno się stanie, a poza tym odnoszę wrażenie, że coraz więcej obywateli naszego nieszczęśliwego kraju, również młodej generacji, gotowa jest złożyć troskę o swoją przyszłość w ręce „państwa”, czyli Umiłowanych Przywódców, to perspektywa 100-procentowego podatku wydaje się całkiem prawdopodobna. W tych podejrzeniach utwierdza mnie dodatkowo działalność dyplomatołków, podlegających szefowi tubylczego dyplomatołectwa w osobie Radosława Sikorskiego. Już nawet nie chodzi o festiwale, jakie w ramach dni filmu polskiego ambasady PRL, to znaczy pardon - jakiego tam znowu PRL - oczywiście III RP! - urządzają filmowi „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego o tym, jak polska antysemicka dzicz morduje biednych Żydów. Tę nową, świecką tradycję zapoczątkował pan ambasador Schnepf w Waszyngtonie, a teraz podobny festiwal odbył się w Finlandii. Najwyraźniej do listy priorytetów polskiej polityki zagranicznej minister Sikorski dołączył przekonanie opinii światowej, że Polaków nie można zostawić samopas, bo ZNOWU zrobią coś okropnego. Że

taki wniosek wynika ze skoordynowanych polityk historycznych niemieckiej i żydowskiej, to rzecz oczywista - ale żeby i minister Sikorski...? Ajajajajajajaj! Z drugiej strony rozumiemy, że bez zasług dla Stronnictwa Pruskiego i Synów Przymierza trudno myśleć poważnie o kontynuowaniu tak świetnie rozwijającej się kariery w Zjednoczonej Europie. W takim razie już bez zdziwienia odnotowujemy kłopoty byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju na londyński lotnisku Heatrow, gdzie ambasada III RP nie tylko nie załatwiła mu przejścia dla VIP-ów, ale w dodatku jacyś skrupulatni funkcjonariusze go „przetrzepali”, zmuszając do otworzenia walizki z „majtkami” i innymi ineksprymablami. I tak ma szczęście, że samolot nie zaczepił skrzydłem o jakąś pancerną brzozę i skończyło się tylko na konieczności pokazania majtek i innych wstydliwych zakątków. Skoro ambasady krzątają się wokół wykreowania obstalowanego wizerunku tubylczego narodu polskiego dla zagranicy, to czy mają jeszcze głowę do zajmowania się kalesonami byłego prezydenta? Artykuł ukazał się także w tygodniku „Nasza Polska”

Serwery padły ze strachu?! Jan Pietrzak znany polski satyryk i publicysta

No i nie powiodło się oderwanie od fotela prezydentki Warszawy Hanny GW. A tak się ładnie zapowiadało… Niestety, wielu warszawiakom udało się wmówić, że referendum to nie jest ich problem. Przede wszystkim są to ludzie uzależnieni finansowo od władzy. A jest ich niemało. Urzędnicy państwowi i samorządowi zostali skutecznie postraszeni przez premiera, prezydenta, Kopacza i propagandowe szczekaczki, a po cichu zaszantażowani przez dyrektorów i prezesów, żeby nie liczyli na anonimowość. Gdzieś te listy wyborcze przecież będą spoczywać i się wicie, rozumicie, sprawdzi kto chciał odwołać personel bufetu. Bufet, mówiąc mniej delikatnie, to jest żłób lub koryto. A jaka jest najważniejsza ustawa w Polsce? Ustawa o regulacji rzek: pogłębiamy dno i trzymamy się koryta! Takie toczyły się gadki w aktywie przed 13 października. Ten, kto w ogóle wybierze się do urny,

niech sobie szuka roboty przy zbieraniu grzybów zimą pod śniegiem. Jedyny pomysł byłego liberała Tuska, konsekwentnie realizowany od sześciu lat, to znaczy korumpowanie wiernej kadry za budżetowe pieniądze, tym razem zadziałał jak należy. Uzależnienie od sitwy to mocny atut wyborczy. 4 biliony długu, jakiego ten rząd narobił, nie poszły przecież na budowę silnego państwa, potężnej gospodarki, infrastruktury, nowoczesnej armii. Ależ skąd! Przeznaczono tę forsę przede wszystkim na setki tysięcy partyjnych funkcjonariuszy, zatrudnionych na państwowych etatach. A to jest łącznie z przyległościami, rodzinami, kumplami, ich biznesami potężna kupa luda! Zwłaszcza w Warszawie! Pomniejsi czynownicy gminno-powiatowi kupują sobie głosy wyborców za flaszkę, rządząca partia kupuje sobie głosy za dostęp do publicznych pieniędzy, czyli w konsekwencji do produkcji polskiego zadłużenia. Jednym ze skutków referendalnych przepychanek będzie poszerzenie beneficjentów długu:

podłączenie do stołecznej kasy ludzi Millera. Bojkot referendum przez partię starych komuchów z pewnością musi zostać nagrodzony stanowiskami, posadami, premiami itp. Tak więc, drodzy ziomale, łatwo nie będzie. Pani prezydent oświadczyła, że zrozumiała swoje błędy i teraz będzie bliżej mieszkańców. To znaczy: w towarzystwie kamer telewizyjnych snuć się będzie po

budowach, tramwajach, ulicach, co ma być świadectwem aktywności i troski o Warszawę. Żółty chełm i ochroniarska kamizelka dopełniają wizerunku zaradnej, dzielnej menadżerki. Lemingom to wystarczy.

liczyły głosy i dlaczego się zepsuły? Proszę, Państwowa Komisjo Wyborcza, opowiedzieć dokładnie, fachowo, wyczerpująco na wszystkich kanałach, dlaczego padły serwery podczas referendum? Czy za dużo wymagam?

Takie mniej więcej są efekty feralnego 13 października. Jedno jeszcze nie zostało wyjaśnione – jakie serwery

Artykuł ukazał się także w tygodniku „Solidarność”


The Poland Times

publicystyka - usa

Government shutdown, czyli słabi republikanie i silniejsi demokraci Bartosz Romanek Internacjolog doktorant UKSW w Warszawie

1 października 2013, w wyniku braku porozumienia w amerykańskim parlamencie pomiędzy Republikanami a Demokratami, nie uzgodniono budżetu federalnego na rok 2014. Skutkiem tego stało się częściowe zawieszenie działalności wielu instytucji oraz agencji rządowych. Kością niezgody stała się odmienna wizja polityki prezentowanej przez obydwa ugrupowania. Partia demokratyczna dąży do stałego podnoszenia wydatków oraz rozwoju sektora socjalnego, którego udział w wydatkach rządu federalnego wynosi około 60%. Demokraci, ustami swojego lidera, Nancy Pelosi, przekonują, że

właściwym posunięciem jest stałe zawieszanie wydatków rządowych oraz podniesienie podatków dla najbogatszych Amerykanów. Natomiast Republikanie walczą o redukcję wydatków federalnych, cięcia w wydatkach socjalnych oraz obniżkę podatków, która ma mieć za zadanie stymulację gospodarki USA. Partia republikańska, w ramach ograniczania wydatków socjalnych, chętnie podjęłaby się cięć w Medicaid, Medicare czy Social Security. Ostatecznie poszło jednak o ,,Obamacare”, flagowy bubel prezydentury Baracka Obamy. Republikanie usiłowali opóźnić maksymalnie wejście w życie tej całkowicie oderwanej od amerykańskich realiów ,,reformy” opieki zdrowotnej. Jednakże administracja Obamy, nie zważając na konsekwencje kosztownej ,,reformy”, forsuje ją za wszelką cenę. W dodatku już niebawem konieczne będzie kolejne podniesienie, i tak już astronomicz-

nego, limitu zadłużenia USA (obecnie: 16,7 bln USD). Widać, Barack Obama nie ma innego pomysłu na sprawowanie władzy, jak wdrażanie fatalnych ,,reform” za pożyczone pieniądze. A w końcu, gdy pieniędzy zabraknie, posłuszny Ben Bernanke, protegowany Obamy, uruchomi dodatkowe maszyny drukarskie i dorobi kilka dodatkowym bilionów dolarów. Przecież to nic trudnego! Prezydent USA nie zawahał się nawet w sytuacji, która doprowadziła do paraliżu Stanów Zjednoczonych. W imię wyznawanej doktryny socjalistycznej, postanowił on trwać przy swoich założeniach i nie zważać na konsekwencje dla państwa. Government shutdown doprowadził do zatrzymania nie tylko mnóstwa urzędów i wszelkiej maści instytucji rządowych. „Zamknięcie rządu” poskutkowało też częściowym ubezwłasnowolnieniem Baracka Obamy, który zapędzony w narożnik

www.ThePolandTimes.com ringu walki politycznej, w wyniku braku funduszy, został zmuszony do odwołania swojego udziału w spotkaniu przywódców APEC. Wycofanie się Obamy z tak istotnego szczytu i oddanie pola najistotniejszemu przeciwnikowi na arenie międzynarodowej, Chinom, świadczy zarówno o bezmyślności, jak i totalnej krótkowzroczności prezydenta USA. Zresztą, to nie pierwszy i zapewne nie ostatni przypadek utraty prestiżu i pozycji Stanów Zjednoczonych, będących pod kierownictwem obecnego prezydenta. Government shutdown po 16 dniach dobiegł końca. Republikanie i Demokraci zawarli zgniły kompromis. Amerykańska prawica wystraszyła się słabych sondaży i faktu, że większość obywateli USA obwinia ich za rządowy paraliż. Powołano komisję składającą się z przedstawicieli obydwu partii, która ma wypracować trwałe porozumienie. Niestety, godząc się na to, republikanie po raz kolejny ulegli presji propagandy i pozwolili przejąć większą kontrolę

5

nad rozgrywką polityczną prezydentowi USA. Barack Obama stwierdził podczas przemówienia, że ,,Amerykanie mają dość Waszyngtonu”. Ale to nieprawda, panie prezydencie. Amerykanie mają dosyć pana i pańskiej bezmyślnej, ideologicznej, oderwanej o wszelkiego realizmu polityki. A pańska ,,siła” wynika z braku sprawnej i skutecznej w swoim działaniu opozycji, która nie potrafi wyłonić spośród siebie przywódcy zdolnego właściwie pana wypunktować i wytłumaczyć Amerykanom, jak wielkim błędem było wybranie pana dwukrotnie na prezydenta. I jak szalonym pomysłem może być popieranie ugrupowania, które w imię betonowej ideologii forsuje, nie zważając na koszty gospodarcze i polityczne, swoje szkodliwe ,,reformy”. Jednak jedno muszę panu przyznać, panie prezydencie, jest pan mistrzem propagandy!

Exposing “La Technique,” the Monster That Is Enslaving Us All Kaz Dziamka PhD University of New Mexico

Living in the city don’t bring me no joy,” Christie used to sing. Indeed. I have always felt unhappy and trapped in the city, terrified by its dangerous mobs and sickened by its foul air and noisy machines. And I have never believed in “Progress.” I have simple, irrefutable, personal evidence: I was happier once when I did not possess many of the things that are supposed to make us “happier”: modern cars, computers, cell phones. I know enough about other people to know that they are not happier either; the “mass” of them live their lives in quiet desperation, professing happiness with their technological toys and high incomes that is all bogus. For a long time, my sustained distrust and fear of the technological society was mostly visceral: If asked why so much distrust and dislike, I would rely on quotations from Henry David Thoreau or Aldo Leopold or Aldous Huxley or, my favorite, from Edward Abbey: My God! I am thinking what incredible shit we put up with most of our lives—the domestic routine … the stupid and useless and degrading jobs, the insufferable arrogance of elected officials, the crafty cheating and the slimy advertizing of the businessmen, the tedious wars in which we kill our buddies instead of

our real enemies back home in the capital, the foul, diseased and hideous cities and towns in which we live, the constant petty tyranny of automatic washers and automobiles and TV machines and telephones…. My own uncontrollable revulsion at “Progress”—the endless urban sprawl, the relentless destruction of all remaining wilderness areas, the mindless horrors of modern wars—was such that I would soon become incoherent in my rage. When I had to write or talk about my passion for wilderness and individual freedom, I ended up ranting obscenities at the technocratic apes who are destroying the only worlds I care for: boreal forests, wild lakes, oak groves. Every time I try to flee the endless din and toxic fumes of our “modern civilization,” I become enraged that I … cannot escape. In local parks, where I run and play tennis, it is rare to spend more than a minute without being brutalized by the screech or growl of a car, motorcycle, or plane engine or some other noisy and noxious gizmo. I plug my ears, cursing mightily (usually in Polish) and raging impotently against the machine. It doesn’t make much difference if I hike up a mountain road to a remote lake in the Rockies, as I once did with a friend. We were camping at Bear Lake at about 11,000 feet in Conejos County in southern Colorado, enjoying a perfect, quiet evening when our temporary ecotopia was suddenly raped by the ear-splitting roar of the jet engines of two fighter

planes from a nearby Air Force base. (In the US, there are always “nearby military bases,” wherever you happen to be.) I didn’t even have enough time to plug my ears. The magic of the moment was shattered forever. I have never camped at that lake again. It is not sacred to me any more: it’s been fouled. Sometimes, when close to desperation, I begin to daydream of escaping to the Andromeda Galaxy, where there must be planets without the modern religion of technicism, the latest incarnation of fascism, and uninhabited by what Eric Fromm called Homo mechanicus, a subspecies of Homo sapiens. Today, when among friends or strangers, the conversation turns to freedom, wilderness, or technology and the meaning of them all, I don’t argue any more. I tell whoever might be listening to read Jacques Ellul’s magnificent study of “la technique,” which obviously means much more than what “technique” usually does in English. The meaning of the word as intended by Ellul embraces not only the modern, machine-based civilization but also the all-pervading mentality that such a civilization creates. It means efficiency at any cost. It means a determination to perfect both the machinery and the bureaucracy to arrive at a maximum efficiency and control at no moral concern or restriction. It means the facile, infantile technophilia, which has now engulfed the whole globe. For “technique,” nothing is sacred, not even human beings, and certainly not the environment and the planet.

Specifically, technique works relentlessly to contain and control any manifestation of idiosyncrasy or spontaneity—particularly individual freedom—to ensure that we all become the obedient cogs of a world-wide mechanized and technicized society. As John Wilkinson points out in his introduction to Ellul’s book: “The denizen of the technological state of the future will have everything his heart ever desired, except, of course, his freedom.” It is perhaps no coincidence that the book was first brought to the attention of the intellectually incurious American public by Aldous Huxley, probably the best informed writer of the first half of the 20th century. In the opening note to the 1964 American edition of Ellul’s book, The Technological Society, the Publisher says that had it not been for his friend from the Center for the Study of Democratic Institutions of the Fund of the Republic, Inc., the book would most likely still remain untranslated and unpublished in the US. It was Huxley who told the Center that the best European book he could recommend for the study of technology in modern society was Ellul’s La Technique ou l’Enjeu du siecle, published in France in 1954. Fortunately, the American publisher, Alfred Knopf, Inc., was undeterred by what turned out to be one of the most difficult publishing ventures in its history, an undertaking that the President of Knopf soon began to call “Knopf’s folly.” Knopf did do

whatever it took to have the book translated (very skillfully by Wilkinson) and prefaced by the eminent sociologist Robert Merton. The Center, for its part, had organized a meeting with Ellul at a conference in Greece in 1961 and asked him to write an introduction for the American edition. It was a beautiful cooperation between two American organizations. As a result, the 449-page paperback edition of Ellul’s masterpiece is now yours for only $14.95, still in print, still generating heated debates and controversies. No review, no matter how detailed and how long, can do full credit to The Technological Society. Ellul may not, of course, be entirely right, but he can no longer be ignored. And he is no goofy modern-day machine-whacking Luddite or a brilliant but deranged Kaczyński-like anarcho-primitivist. Neither is he a 20th-century Rousseau: He does not, for example, believe that the solution is to return to a pre-industrial society, some State of Nature, even if it were possible. But he does believe that we are headed to a more and more dehumanized world, not unlike Huxley’s Brave New World. Ellul is wise not to prophesize, although he does allow that “external factors could change the course of history”; a “general war,” for example, may terminate our technological civilization. Just read the book.


6

publicystyka - świat

www.ThePolandTimes.com

The Poland Times

Islandia vs. reszta Europy 3:0 Mateusz Piłka doktorant AP w Krakowie

Tak można by w formie skrótu opisać powojenne relacje tego malutkiego państwa na Atlantyku z potęgami europejskimi. W ostatnim roku ta ledwie 300-tysięczna republika po raz kolejny stawiła opór i wszystko wskazuje na to, iż znowu wygra. W sierpniu, rząd Islandii ogłosił, iż rezygnuje ze starań o członkostwo w Unii Europejskiej, a jednym z głównych powodów tej decyzji wydaje się makrela… Niemniej, jak pokazuje historia, dla Islandczyków ryba to coś więcej. Historia państwowości „lodowej krainy” jest dość krótka: przez większość swojego istnienia była ona de facto terytorium zależnym Królestwa Danii. Sytuacja uległa zmianie podczas II wojny światowej, kiedy to po zajęciu Kopenhagi przez Niemcy ogłosiła ona własną koncepcję polityki zagranicznej w oparciu o zasadę neutralności. Jak się okazało, długo ta suwerenność nie trwała, gdyż już w 1940 roku wyspa została przejęta i okupowana przez wojska brytyjskie, które rok później zostały zastąpione przez wojska amerykańskie. Mimo silnego wpływu Jankesów na politykę wewnętrzną, większość decyzji pozostała w rękach rządu Islandczyków. Już w 1944 roku odbyło się referendum, podczas którego mieszkańcy zdecydowali o wprowadzeniu republikańskiej formy rządów oraz nowej konstytucji. Sprawność gabinetu ówczesnego premiera, Sveinna Björnssona, w kontaktach z Amerykanami sprawiła, iż wojska USA opuściły wyspę w 1946 roku. Rok później objęto kraj Planem Marshalla. Dzięki niemu w przeliczeniu na jednego mieszkańca uzyskano największe środki w porównaniu do wszystkich beneficjentów tego projektu. Pozwoliło to na szybki rozwój ekonomiczny państwa, który – mimo rozwiązań rodem z krajów z socjalistycznych, jak system regulacji cen – udało się utrzymać. Należy

jednak pokreślić, iż w owym okresie mieliśmy do czynienia ze „złotym wiekiem koniunktury”. Bliska współpraca z Amerykanami i początek zimnej wojny spowodował, iż konieczne okazało się opowiedzenie po jednej ze stron konfliktu; tym bardziej, że wyspa znajdowała się w strategicznym punkcie potencjalnego konfliktu. Wybór wydawał się oczywisty: na podstawie porozumienia międzyrządowego siły amerykańskie powróciły na wyspę w 1951, gdzie pozostawały aż do 2006 roku. Zabezpieczenie bezpieczeństwa przez marynarkę amerykańską znacznie zmieniło kierunek polityki Rejkiawiku, skupionej przede wszystkim na rozwoju rybołówstwa stanowiącego główną pozycję w dochodzie narodowym. Intensywne wykorzystywanie akwenów spowodowało, iż koniecznością okazało się się poszerzenie stref połowów, co spotkało się z nieprzychylnym stosunkiem Wielkiej Brytanii. Już w 1958 roku doszło do wybuchu pierwszej wojny dorszowej, w której przybrzeżne siły patrolowe i rybacy utrudniali Brytyjczykom połowy poprzez przecinanie sieci rybackich. Ta strategia, z pozoru bez sensu, okazała się nadzwyczaj skuteczna. Wysyłanie okrętów marynarki w celu ochrony kutrów było poważnym obciążeniem dla zrujnowanego budżetu Królestwa; dodatkowo większość dowódców okrętów Royal Navy uznawała za niegodne atakowanie okrętów rybackich, co skutkowało przyjęciem roli biernego obserwatora aniżeli obrońcy. Konflikt, mimo kolejnych prób rozwiązania – między innymi w Hadze, nigdy nie został do końca zażegnany. Po pierwszym konflikcie doszło jeszcze do dwóch wojen dorszowych, które zakończyły się sromotną porażką Rządu Jej Królewskiej Mości. Groźba zamknięcia brytyjskiej bazy wojskowej na Islandii zmusiła Zjednoczone Królestwo do przyjęcia wręcz poniżających ją propozycji strony islandzkiej. Rozwój rybołówstwa, połączony z liberalizacją gospodarki, ciągnął za sobą wzrost PKB niemalże przez pół wieku. Zagraniczni inwestorzy

zachwyceni wynikami, inwestowali na wyspie, a obligacje państwa cieszyły się coraz lepszym zaufaniem inwestorów. Jednakże szybki rozwój spowodował sztuczne nadmuchanie gospodarki, co okazało się tragiczne w skutkach w roku 2008. Początku ówczesnego kryzysu należy szukać we wprowadzeniu limitów połowowych przez Rejkiawik. Każdy rybak i przedsiębiorca po otrzymaniu limitu mógł z jego pomocą wziąć kredyt. Rosnące dochody z połowów miały stanowić zabezpieczenie na poczet niezrealizowanych limitów. I rzeczywiście, w krótkim okresie tak się działo. Napływ kapitału i jego konsekwencje uwidocznił inny problem wyspy – mały zasób siły roboczej. Z tego powodu rząd otworzył się na imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej, a w szczególności Polaków, którzy w zaledwie kilka lat stali się największą mniejszością narodową (stanowiącą około 3,5% populacji). W ślad za rozwojem „ekonomii dorszowej” poszedł szybki rozwój bankowości na Islandii, która idąc za trendami amerykańskimi, zaczęła inwestować w coraz bardziej ryzykowne papiery skarbowe oraz w hucznie brzmiące projekty, mające na celu stworzenie pierwszego państwa, którego bilans oparty miał być tylko na wodorze. W szczytowym momencie wartość aktywów trzech największych banków przekraczała dziesięciokrotność PKB wyspy! Upadek Lehman Brothers i załamanie się amerykańskiego systemu bankowego spowodowały efekt domina, który dosłownie zmiótł niemalże wszystkie islandzkie banki, których większość aktywów stanowiły amerykańskie papiery skarbowe. Rząd podjął decyzję o upaństwowieniu trzech największych banków, doprowadzając natychmiast kraj do bankructwa. W odpowiedzi na odważne działania rządu Geira Haarde, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, kraje nordyckie i Niemcy podjęły decyzję o udzieleniu wsparcia w formie pożyczek na rzecz pokrycia natychmiastowych wydatków. Mimo „pomocy” od europejskich przyjaciół, nie obyło się bez skandalu, gdy rządy Wielkiej Brytanii i Holandii

stanęły w obronie swoich inwestorów i zażądały zagwarantowania zwrotu zainwestowanych przez nich środków. Rząd Islandii stanowczo odpowiedział, iż nie będzie płacił za „nieudane inwestycje” obywateli innych państw. Odpowiedź ta nie zadowoliła ani Londynu, ani Amsterdamu, które kontynuowały naciski dyplomatyczne także poprzez UE, co spotkało się z odpowiedzią w formie referendum, w którym Islandczycy sprzeciwili się wypłacie rekompensat. Problemy dwustronne nie stanowiły problemu w podjęciu decyzji o złożeniu wniosku akcesyjnego do UE. Zapowiedzi o szybkim wejściu wraz z Chorwacją w 2013 roku okazały się jednak gruszką na wierzbie. Rozmowy szybko stanęły na kwestii rybołówstwa. W międzyczasie, dodatkowo doszło do zmiany wyborów i zmiany składu Atlhingu (parlamentu islandzkiego), w którym większość stanowili eurosceptycy. W tej sytuacji rząd zwrócił się z pytaniem do Trybunału Konstytucyjnego, czy ma prawo kontynuować negocjacje akcesyjne. Odpowiedź była zaskakująca. Stwierdzono, iż działania rządu do tej pory były zgodne z prawem, jednakże nie ma on obecnie mandatu do ich kontynuowania. Z tego powodu wycofano wniosek akcesyjny. W tle sprawy dotyczącej wycofania wniosku pojawia się jeszcze kolejna odsłona konfliktu rybnego. Występujące w ostatnich latach zmiany prądów morskich na Atlantyku spowodowały

migrację ławic makreli na akweny znajdujące się we władzy Islandii. Z tego powodu rząd pojął jednostronną decyzję o zwiększeniu limitu połowów o 50%. Unia uznała te działania za szkodliwe dla środowiska naturalnego (a zarazem własnych interesów) i zagroziła w sierpniu tego roku nałożeniem sankcji, dając miesiąc na zmianę decyzji. W odpowiedzi do Brukseli przesłano szereg raportów, w tym Międzynarodowej Rady Badań Morza (ICES), które potwierdzają wzrost populacji ryb o ponad 64%, z adnotacją od premiera Sigmundura, iż wszelkie sankcje nałożone przez Unię zostaną natychmiast zaskarżone do WTO. Mimo, iż termin wyznaczony przez Brukselę minął ponad 2 miesiące temu, nie nałożono żadnych sankcji. Wobec stanowczego sprzeciwu, Bruksela znalazła słabszego przeciwnika – Wyspy Owcze, które zostały oskarżone w tej samej sprawie i nic nie wskazuje, aby w tym przypadku doszło do kapitulacji Komisji Europejskiej. Wyspa gejzerów od ponad pięćdziesięciu lat pokazuje, że mimo teoretycznie małych zasobów jest w stanie prowadzić własną, niezależną politykę, która niejednokrotnie ośmiesza działania byłych potęg europejskich czy też samej Unii. Na pytanie o dalszą przyszłość Islandii ciężko dać odpowiedź, dlatego pozwolę sobie zacytować narodowe hasło Islandczyków: „Thetta reddast”, co w tłumaczeniu na język polski znaczy: „Jakoś to będzie”.

The Poland Times


The Poland Times

polityka

www.ThePolandTimes.com

7

Comiesięczny wywiad polityczny równość w traktowaniu?

1. Ameryka, po raz kolejny za kadencji Obamy, wpadła w wielkie tarapaty finansowe. Dalsze zadłużanie kraju doprowadzi do jego nieuchronnego bankructwa. Jakie są szanse na zmianę polityki rządu? A. Górski: Przede wszystkim, nikt nie wierzy w rzeczywiste bankructwo Ameryki, gdyż panuje powszechne przeświadczenie o olbrzymich rezerwach finansowych tego państwa i jego wielkim potencjale gospodarczym. Oczywiście, to jest nie tylko spór proceduralny, ustawowy, ale głęboki konflikt polityczny, walka o kształt amerykańskiej wolności między demokratami i republikanami, o to, ile socjalizmu wpuścić w amerykańskie drzwi. Niektórzy, nawet prawicowi polscy komentatorzy, zasadniczo krytyczni wobec demokratów, obecnie rozdzielają szaty nad brakiem odpowiedzialności za państwo ze strony polityków konserwatywnych, którzy blokują kompromis. Tylko popełniają jeden błąd. Nie można patrzeć na Amerykę i jej realia przez pryzmat rozwiązań europejskich, także opieki zdrowotnej, nie można zapominać, że w Europie już od dawna pogodzono się z wszechobecnym socjalizmem i etatyzmem. W Ameryce jeszcze nie. I jest drugi aspekt tego konfliktu: zbliżający się koniec kadencji Baracka Obamy i nadchodzące wybory. Republikanie chcą zwalić kryzys finansowy w USA na Obamę i utrudnić mu reelekcję. Poważny i kolejny już kryzys za czasów Obamy nie będzie sprzyjał jego ponownemu wyborowi. A. Dziambor: Szanse są wielkie, bo żadna ze stron nie chce przejść do historii jako ta, która doprowadziła Stany do bankructwa. Podejrzewam, że trwają teraz prace nad ustaleniem, co należy zrobić, aby obie strony w oczach swoich wyborców wyszły na zwycięzców, zamiast szukania realnych rozwiązań gospodarczych. Wychodzi na to, że nie jesteśmy wcale „gorsi” od ukochanych Amerykanów. 2. Rosja od pewnego czasu jest niezwykle mocno szkalowana za politykę, jaką prowadzi względem homoseksualistów. Z drugiej strony, w wielu krajach arabskich za wspomniane praktyki grozi kara śmierci. Pytanie, gdzie tutaj

A. Górski: Krytyka homoseksualizmu ma swoje źródło w religii. Pamiętajmy, że w Rosji mamy swoisty sojusz tronu i tiary, władzy Putina i kościoła ortodoksyjnego, prawosławnego. Władza jest obojętna religijnie, ale lud pobożny, zaś popi, obok służb, gwarantują spokój w państwie. A że w ludzie następuje religijne odrodzenie, a cerkiew nie liberalizuje się w duchu europejskim, władze muszą to brać pod uwagę; nie boją się krytyki Zachodu, realizują swoją suwerenną politykę. W przypadku krajów arabskich sytuacja jest nieco inna. Owszem, piętnuje się tamtejsze niedemokratyczne praktyki, ale kraje europejskie, liberalno-demokratyczne boją się prowokować muzułmanów, tym bardziej, że granice między władzą państwową, świecką a religijną na tym obszarze są często niejasne, zacierają się. Najłatwiej uderzyć w kraje europejskie, w taką małą Litwę, która blokowała marsze homoseksualistów i w rodzimy Kościół katolicki, którego żadne liberalne państwo bronić nie będzie. W Europie Zachodniej nie tylko nie ma sojuszu tronu i tiary, ale mamy bezwzględny atak na Kościół katolicki. Słusznie zauważył jeden z komentatorów, że atak na Kościół pod pretekstem szerzącej się wśród księży pedofilii ma odebrać Kościołowi moralne prawo do wypowiadania się w sprawach moralnych, w tym w kwestii homoseksualizmu. A. Dziambor: To są wewnętrzne sprawy państw i wara nam od tego, jak wyglądają ich zasady i ich tradycje. Rosja może w oczach wielu komentatorów przesadza z ostrym podejściem do homoseksualizmu, ale ja tu muszę zaznaczyć, że ci sami komentatorzy nie widzą niczego złego w uprawianej od lat w Polsce homo-propagandzie, dzięki której np. mamy dziś w sejmie wesołą grupkę imienia Palikota. To, w jak obrzydliwy sposób wciska się nam pseudo-wiedzę na temat homoseksualizmu, musi spotkać się z ostrą reakcją ludzi myślących. 3. Kto, według Pana, jest najważniejszym sojusznikiem Polski? A. Górski: Pytanie nie jest proste. Chciałbym, aby sojusznikiem Polski, jak za rządów republikanów, była Ameryka. Zawsze miałem sympatię do USA i Kanady; jestem wszak członkiem polsko-kanadyjskiej grupy parlamentarnej. Ameryka ma tę zaletę jako sojusznik, że nie ma partykularnych interesów, w które Polska musi być uwikłana. Rząd natomiast widzi sojusznika Polski głównie w Niemczech. Pozornie jest to wybór słuszny, bo Niemcy grają pierwsze skrzypce w Unii Europejskiej, są naszymi sąsiadami i nasza

gospodarka w znacznej mierze zależy od gospodarki Niemiec. Jest pozorna logika tego wyboru. Tylko, że ten wybór ma dwie słabe strony, które już widać. Po pierwsze, Polska jest gospodarczo kolonizowana przez naszego sąsiada, który traktuje nasz kraj jako swoją gospodarczą i polityczną strefę wpływów. Niemcy nie traktują nas jako równorzędnego partnera, jako strategicznego sojusznika, jakby chciał tego Tusk. Gorzej, w obozie tej władzy są politycy, którzy chcą być "podnóżkiem" Angeli Merkel, reprezentując całkowicie kapitulancką politykę wobec Niemiec. Ten rząd nie ma po prostu ambicji. Drugi problem jest taki, że Niemcy są trwale geopolitycznie uwikłani w relacje z Rosją. Gdy dla Ameryki pod rządami Obamy jest to sojusz taktyczny, dla Niemiec jest to sojusz strategiczny. Po prostu, Niemcy ponad Polską realizują swoje strategiczne interesy gospodarcze we współpracy z Rosją. Dlatego Polska jako sojusznik zawsze będzie dla Niemiec przedmiotem, a nie podmiotem w polityce międzynarodowej. Powtarzam moją dawniejszą myśl, że Polska musi sobie zbudować całą sieć sojuszników w Europie Środkowo-Wschodniej. Jeśli umocnimy sojusz na podstawie choćby państw Grupy Wyszehradzkiej i zaczniemy realizować uzgodnioną politykę w tej części Europy, jeśli wspólnie będziemy występować w UE, wobec Niemiec, Rosji i USA, to zaczną się z nami liczyć i wreszcie Polskę będą traktować poważnie jako sojusznika. A. Dziambor: Ten, kto pozwoli nam na to, aby współpraca była oparta o gospodarkę, bez cła, bez akcyzy, bez ograniczeń dla zagranicznych pracowników. Każdy, kto próbuje nam w ramach współpracy narzucić swoje zasady z dziedzin pozagospodarczych, nie jest przyjacielem, a agresorem, który pod przykrywką dyplomacji chce bezkrwawo wymusić na nas cudze rozwiązania. 4. Wspominałem o zadłużeniu USA. Niemniej, w Polsce sytuacja nie jest wcale lepsza. Według przyszłorocznego projektu budżetu zadłużenie naszego państwa wzrośnie, bagatela, o ponad 50 mld zł! Minister finansów nadal jednak trzyma się przysłowiowego stołka.

Gdzie zapodział się u nas honor? A. Górski: Honor? Dziś to pojęcie nie istnieje w polskiej polityce. Władzę i politykę rządzący traktują nie jako służbę obywatelom i misję wobec państwa, tylko jako administrowanie zasobami i coroczne łatanie dziur w budżecie. Jeśli ktoś nie ma wizji rozwoju państwa, jeśli działa z roku na rok, myśląc tylko o dotrwaniu do najbliższych wyborów, jeśli kieruje się zasadą: po nas choćby potop, to musi się to skończyć katastrofą. Minister finansów się pomylił i to nie pierwszy raz, i już dawno powinien odejść; już dawno by odszedł w normalnym kraju. Granice finansowego bezpieczeństwa państwa pękają, rząd szykuje zamach na pieniądze obywateli, a przede wszystkim tych obywateli się oszukuje, ukrywa się przed nimi prawdę. Ten rząd po prostu musi odejść, cały, bo za kilka lat naprawdę nie będzie co zbierać po tej ekipie, skrajnie nieodpowiedzialnej i populistycznej w przekazie medialnym. A. Dziambor: Honor to my oglądamy na amerykańskich filmach. W polskiej polityce nie ma honoru. Nie ma polityków, którzy rezygnują ze stanowisk po tym, jak coś im nie wyszło, albo okazali się zwyczajnie niekompetentni. Najgorsze jest to, że pamięć wyborców dla partaczy jest też bardzo krótka i zamiast niektórym z nich podziękować, wciąż decydujemy się na dawanie im kolejnych szans. Może, może kiedyś dorośniemy do tego, aby wybierać innych polityków – wciąż w to wierzę. 5. Referendum warszawskie nie było ważne z uwagi na frekwencję. Czy zachowanie premiera i prezydenta, którzy nawoływali do jego bojkotu nie nadwyrężyło ich autorytetu (urzędu)? A. Górski: Do sukcesu referendum zabrakło niewiele, 3-4 proc. Gdyby 28 proc. wyborców poszło do urn, Hanna Gronkiewicz-Waltz zostałaby zmieciona, bo przewaga jej przeciwników w głosowaniu była miażdżąca. Co zadecydowało o porażce referendum? Po pierwsze, obojętność znacznej części mieszkańców Warszawy, którzy nie interesują się

sprawami miasta, będąc w nim często tylko gośćmi z prowincji. Po drugie, nawet przeciwnicy PO z innych partii, chcąc utrzeć nosa Hannie Gronkiewicz-Waltz, nie starali się, aby była frekwencja. Obawiali się, że sukces referendum wzmocni przede wszystkim PiS, a tego także nie chcieli. I wreszcie to, co Pan powiedział – apel premiera i Prezydenta RP do Warszawiaków o bojkot referendum, czyli o bojkot nie tylko demokratycznych, prawnych procedur, ale o bojkot wręcz demokracji. Dochodzą do tego niezgodne z Konstytucją RP naciski na urzędników w Urzędzie Warszawy, ich zastraszanie, aby nie poszli głosować. To jest działanie nie tylko niekonstytucyjnie, ale wręcz antykonstytucyjne i ociera się o Trybunał Stanu. Nasi prawnicy dokładnie przeanalizują te sytuacje i wówczas podejmiemy decyzję, jak postąpić. Jedno jest pewne, po takim działaniu największą stratę poniósł Prezydent RP. Ucierpiał jego autorytet osobisty, także autorytet instytucji Prezydenta RP, gdyż zrzucił maskę głowy państwa, przedstawiciela wszystkich Polaków i potwiedził swoją jednopartyjność. A. Dziambor: Słowa czołowych przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, w tym Premiera i Prezydenta były oczywiście skandaliczne, ale jak się niestety okazało – bardzo skuteczne. Podejrzewam, że teraz wszystkim referendom będzie towarzyszyło nawoływanie, aby pokazać swoje poparcie dla władzy nie idąc na głosowanie. Iskierką nadziei są zmiany w zasadach prowadzenia referendów, proponowane przez Prezydenta. Zobaczymy, czy ta mądrzejsza część z nich przejdzie przez Sejm z sukcesem.


śladami polskości 8 Dakota Południowa - Crazy Horse www.ThePolandTimes.com

Tomasz Zola dziennikarz podróżnik Utah

Zgadnijcie, gdzie jest największy pomnik na świecie? Nie, nie w Chinach i nie w Rosji. No tam, gdzie wszystko jeszcze czasami bywa największe, czyli w USA. A konkretnie? Zabiorę Was na wycieczkę do Czarnych Wzgórz w Południowej Dakocie, gdzie jest lub, prawidłowo mówiąc, będzie kiedyś stał niedoścignionej wielkości kamienny kolos: pomnik wodza Dakotów, Oglala Crazy Horse’a (Szalonego Konia). Crazy Horse żył tylko 33 lata, ale dał się poznać jako charyzmatyczny lider, genialny strateg wojskowy i wódz zdolny przeciwstawić się oddziałom amerykańskiej kawalerii. Urodził się prawdopodobnie w 1845 roku w plemieniu Oglala, należącym do Siuksów. Od małego uczył sie konnej jazdy i tropienia zwierząt. W tamtych czasach posiadanie broni palnej wsród Indian było jeszcze rzadkoscią. Crazy Horse od małego opanował doskonale strzelanie z łuku. Był jak każdy indiański chłopiec. Nie był dzieckiem wodza, nie był też wielkim mówcą. O jego sukcesie zdecydowała wielobarwna osobowość. Łagodny i wrażliwy dla bliskich, a kiedy potrzeba – zdecydowany i mężny. Był na co dzień cichy i uległy, by w razie potrzeby stawać się groźnym dla wroga przywódcą. Wygrał zdecydowaną większość potyczek i bitew. Historycy mówią tylko o dwóch przypadkach, kiedy zaskoczony wśród kobiet i dzieci nie podjął walki. Nawet wtedy zdołał

jednak uciec swoim przeciwnikom. Wieczną sławę przyniosło mu zwycięstwo w bitwie pod Little Big Horn w Montanie z wojskami sławnego amerykańskiego generała, bohatera Wojny Domowej, Georga Armstronga Custera. W tej bitwie z rąk Indian poległo 210 żołnierzy z Siódmego Regimentu Kawalerii Armii Stanów Zjednoczonych, łącznie z generałem. Odtąd wyrok na nim był już tylko kwestią czasu. Poszukiwany, poddał się za radą wuja. Crazy Horse zginął od zdradzieckiego pchnięcia bagnetem w plecy w Nebrasce, gdzie przetrzymywano go w Forcie Robinson.

Południowa Dakota już wcześniej została wybrana na miejsce monumentalnych pomników wykutych w skałach: głów czterech prezydentów na zboczu Mount Rushmore. Zaledwie godzinę jazdy od skalnych popiersi największych przywódców USA, od ponad pół wieku trwa wykuwanie znacznie większego pomnika jednego z najsławniejszych wojowników indiańskich. Własciwszym słowem niż „wykuwanie”, jest raczej „detonowanie”. Skala rzeźby sprawiła, że głównym narzędziem kształtowania skały jest dynamit. Gotowy monument bedzie miał 172 metry wysokości i 195 metrów długości. Przedstawi Szalonego Konia pędzącego na mustangu. Już teraz powstającą rzeźbę i towarzyszący jej kompleks (muzeum,

centrum informacyjne, centrum edukacyjno-kulturalne Indian Amerykańskich, mieszkanie i pracownia Korczaka, centrum konferencyjne, restauracja, sklep z pamiątkami) odwiedza rocznie ponad milion turystów. Wszystko zaczęło się od pomysłu wodza, Henry Standing Bear’a. To on wymarzył sobie ten pomnik w czasach, gdy Indian wciąż traktowano w USA jak obywateli drugiej kategorii. Znalezienie odpowiedniej osoby musiało spędzać mu sen z oczu. Kto mógłby podjąć się wykucia dzieła, które przerasta życie?

Musiał znaleźć kogoś niezwykłego, szaleńca. Wiedział, że nie wystarczy mu zdolny artysta, że potrzebny jest ktoś twardy i niezłomny. I tu zaczyna się polski wątek. W 1939 roku, podczas Wystawy Światowej w Nowym Jorku, za najlepszą rzeźbę uznano pracę mało znanego rzeźbiarza Korczaka Ziółkowskiego: popiersie Paderewskiego. Korczak urodził się 6 września 1908 roku w rodzinie polskich emigrantów w Bostonie i był od małego dziecka sierotą wychowywanym w wielu domach dziecka. Nigdy nie otrzymał formalnego wykształcenia artystycznego. Jego talent objawił się, gdy podjął pracę cieśli okrętowego. Szybko okazało się, że potrafi wyczarować z

The Poland Times kawałków drewna co tylko zechce. Po sukcesach na Światowej Wystawie, dowiedział się o nim wódz Standing Bear i rozpoczął namawianie artysty do swojego projektu. Wcześniej indiański wódz bezskutecznie próbował zwerbować rzeźbiącego głowy prezydentów Gutzona Borgluma. Ten zaś własnie mianował swoim zastępcą Korczaka. Rzeźbiarz polskiego pochodzenia nie zastanawiał się długo nad wyborem. Poczuł, że to propozycja, jaką dostaje się tylko raz w życiu. Zgodził się. W 1947 roku Korczak Ziółkowski rozbił wojskowy namiot u zbocza góry, która miała odtąd stać się jego całym życiem. W czwartek, 3 czerwca 1948 roku, rozpoczął oficjalnie dzieło. W ceremonii rozpoczęcia

prac uczestniczyło pięciu Indian, którzy brali udział w pamiętnej bitwie pod Little Big Horn. Widziałem zdjęcie Korczaka, na którym widać go siedzącego na kilku skrzynkach dynamitu z papierosem w ręku. Zaiście, nieustraszony i pewny siebie był to człowiek. Żona Korczaka, dziś 86-letnia Ruth, tak właśnie opisuje męża: „Wierzył, że nie ma na świecie rzeczy niemożliwych, jeśli daje się z siebie wszystko”. Od czasu jego śmierci w 1982 roku, to właśnie żona do dziś nadzoruje wszystkie prace centrum. Do pomocy ma siedmioro z dziesięciorga swoich dzieci. Grób Korczaka Ziółkowskiego znajduje się u stóp monumentu.

początku korzysta tylko z prywatnych datków, a obecnie także z dochodów z biletów wstępu. Nigdy nie zgodzono się na przyjęcie pieniędzy od rządu, by polityka nie wiązała im rąk, jak również z powodu braku zaufania. Dewizą Korczaka była sentencja: „Pracuj powoli i dokładnie, by osiągnąć cel”. Tego nie zmieniono do dziś. W miarę, jak postępują prace, pojawiają się nowe wyzwania. Nieraz trzeba było odejść od wyjściowego modelu, ponieważ skała okazywała się pęknięta lub za słaba, by utrzymać ciężar. Wiele już razy, a zwłaszcza po śmierci Korczaka, pojawiały się głosy wieszczące koniec dzieła. Nic takiego nie miało miejsca. Prace trwają, choć wciąż według dewizy Korczaka „pracuj powoli”... Tak wielki projekt nie jest też wolny od kontrowersji. Wśród Indian nigdy nie było jednoznacznej zgody na rozpoczęcie prac i ingerencję w ich święte miejsce, za jakie uważają Czarne Wzgórza. Wielu Indian skarży się na sposób, w jaki rodzina Korczaka, ich zdaniem, zagarnęła projekt i czerpie z imienia ich bohatera duże zyski. Chcieliby oni, by fundacja zarządzająca projektem przeznaczała większe sumy na statutowe cele. Wielu uważa, że centrum o nazwie Crazy Horse Memorial oddaje wiekszą cześć swojemu twórcy, niż pierwotnemu bohaterowi Indian. Nikt jednak, patrząc na gigantyczny monument wyłaniający się ze skał, nie pozostaje chyba obojętnym na jego rozmach i dramatyczne piękno. A my, wychowani na książkach Karola Maya, Wiesława Wernica i Alfreda Szklarskiego, cieszymy się, że wyszedł spod polskiej ręki.

Mija 65 lat od rozpoczęcia prac, a końca wciąż nie widać. Projekt od

Zostań Miss 2013 z The Poland Times!

Wyślij zdjęcie z krótkim opisem pod adres info@thepolandtimes.com i wygraj cenne nagrody! Zostań miss wiosny!

Co miesiąc będziemy publikować zdjęcia jednej z dziewcząt, spośród których na początku następnego roku czytelnicy wybiorą najpiękniejszą.

Martyna Marcinkiewicz, lat 20 studentka archutektury, Chojnice


10

www.ThePolandTimes.com

religia

The Poland Times

Siatkówka cywilizacji Ks. Prof. Marek Uglorz Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie

Przyszłość może być piękna albo brzydka, czyli dobra albo zła. Brzydka i zła bywa wówczas, gdy nikt nie ma na nią pomysłu, czyli nie realizuje żadnej wizji. Nawet jeśli nie dzieje się nic szczególnie złego i brzydkiego, i tak metamorfoza dziś w jutro staje się niemożliwa. Skoro nikt nie potrafi wyobrazić sobie pięknego motyla, rodzi się ćma. Jeśli jednak pojawia się wizja, a w ślad za nią idea ogniskująca wokół siebie zapaleńców, zaraz z animuszu i podniecenia powstaje zupełnie nowa jakość, która jakby „pożerała” rzeczywistość wokół siebie, nadając jej fascynujący kształt. Czyli potrzebni są wizjonerzy, potrafiący wyobrazić sobie coś, o czym wiedzą, że innym będzie się to podobać i będzie to dla nich dobre, zanim zdadzą sobie z tego sprawę. Do widzenia służy oko, zaś w oku niezbędna jest światłoczuła siatkówka, bez której oko byłoby bezużyteczne. Dlatego pomiędzy oświeceniem a wizją niezbędna jest siatkówka, przesyłająca impulsy do mózgu. Mówiąc inaczej, siatkówka oka jest bramą na granicy świata zewnętrzne-

go i wewnętrznego. Po przemyśleniu tego dochodzę do wniosku, że taka brama jest potrzebna także cywilizacji, stąd dzisiejszy tekst zatytułowałem: Siatkówka cywilizacji. Od tego bowiem, przez jaką siatkówkę zewnętrzność staje się wewnętrznym obrazem, zależy wrażliwość, twórczość, duchowy i kulturowy rozwój. Co prawda, tworzymy pokolenie dekonstrukcyjne, które nie uprzywilejowało żadnego zmysłu, ale w końcu warto wyciągnąć wniosek z faktu, że większość Kobiet lubi, gdy Kochanek nie zamyka oczu i na nie patrzy. W seksualnym akcie te męskie spojrzenie jest jakby spoglądaniem na sacrum, czyli na kobiecą nagość, z obietnicą rychłego spełnienia. Wtedy mózg widzi coś, czego w ścisłym sensie nie ma; widzi obrazy miłości, a zakochanie i fascynacja potęgują się; wzbiera fala miłości i twórczości. O taką falę chodzi też w rozwoju ludzkości, dlatego źle się dzieje, że cywilizacyjna siatkówka, zamiast umożliwiać tworzenie stymulujących oraz inspirujących obrazów, zastąpiła mózg, co skutkuje degrengoladą, którą najlepiej widać w sztuce. Nie ma wielkich wizji, bo siatkówka nie spełnia swojej roli. Zamiast przetwarzać rzeczywistość, umożliwiając widzenie wewnętrz-

nych obrazów, siatkówka sama chce być obrazem. Seks nie jest wykwintnym doświadczeniem drugiego, a jedynie sposobem zaspokojenia zmysłowego „ja”. Ubiór nie tworzy wizerunku człowieka, ale służy do zakrywania nagości i przetrwania w skrajnych warunkach klimatycznych. Religijne doświadczenie nie dopełnia miary człowieczeństwa, a jedynie umożliwia na przykład odnalezienie spokoju ducha. A na takim podłożu wizje nie powstają, obrazy się nie tworzą, cywilizacja karleje. Chodzi więc o to, żeby za ostateczny obraz nie uznawać tego, co jest zewnętrznością, ponieważ w człowieku i cywilizacji, przechodząc przez siatkówkę, to powinno obumierać, aby odżywało w postaci wewnętrznych wizji oraz idei. Dopiero wtedy człowiek wychodzi z zamknięcia przez dotychczasowe dzieła swojej wyobraźni, zyskując dostęp do pełni swojej twórczej mocy. Wyrażając to nieco inaczej można uznać, że prawdziwe widzenie umożliwia obraz, o którym można powiedzieć, że nawet nie jest niewidzialny, ale po prostu jest nieobecny. Widząc pustkę w miejscu czegoś, co być powinno albo mogło być, człowiek uaktywnia wewnętrzne oko wyobrażającej twórczości. Pustka spojrzenia umożliwia doświadczanie sacrum, a własne

widzenie człowieka ma weń wnikać pod postacią obrazu aż do tego momentu, w którym objawia się jako śmierć każdego obrazu, czyli zaprzeczenie samego siebie i brak sensu. Właśnie w takiej chwili zaczyna się oświecenie, czyli widzenie wewnętrznych obrazów, powstają wizje i rodzą się idee nowego świata. Argumentem odpowiednim na poparcie tej tezy w myśleniu teologa jest ukrzyżowany i zmartwychwstały Chrystus. Nie wpierw zabity, a potem ożywiony, ale w jednej chwili twórczego i prawdziwego widzenia rodzący się do nowego bycia w momencie unicestwienia starego bycia, bo prawdziwe widzenie zawsze jest utratą zdolności cielesnego widzenia, żeby poddać się zadziwieniu, czyli fascynacji nowym. Prawdziwe widzenie jest śmiercią obrazu, a zadziwienie (czyli, teologicznie rzecz biorąc, oślepienie) odkrywa, że przecież do tej pory było się ślepym. Dlatego nie ma czegoś takiego jak niezmącone widzenie, bądź przeświadczenie, że obserwując zewnętrzność można mieć „jasny obraz”. Wizja, której świat zawdzięcza nową postać oraz idea, będąca wątkiem cywilizacyjnych zmian, zawsze rodzą się w wewnętrznych ciemnościach, w niejasności, w zaprzeczeniu sensu, w doświadcze-

niu beznadziejności bycia. Dopiero przejście przez wewnętrzną ciemność, przez doświadczenie śmierci, warunkuje prawdziwe widzenie. Jeśli więc naszej cywilizacji chcemy dać nowy impuls do rozwoju, wpierw musimy zadbać o siatkówkę, żeby nie była dosłownością, bo inaczej zatrzymamy się na poziomie zewnętrzności, a więc tego, co już stworzyliśmy. Zewnętrzności nie wolno traktować, jakby była prawdą, w czym celują zwłaszcza historycy i politycy. Bo prawda, choć nie zaprzecza zewnętrzności, w której bierze swój początek, wpływa na świat wewnętrznymi obrazami, aczkolwiek pod jednym warunkiem, a mianowicie, że wizje oraz idee przez nią zapoczątkowane nabierają realnego kształtu w nowej postaci świata. Uwierzyliśmy w przeszłość i wydaje nam się, że spoglądając na nią, możemy stworzyć przyszłe dni. Wielkie kłamstwo! Tylko kierując się w stronę wewnętrznych ciemności, nie bojąc się prawdy o sobie i naszej cywilizacji, potrafiąc zawiesić widzenie tego, co zewnętrzne, aby zawierzyć temu, co jest wewnętrznym obrazem, uratujemy nasz świat od postępującej degrengolady. W ten sposób, jedyny możliwy, możemy tworzyć piękną i dobrą przyszłość.

Prosty sposób na kryzys Michał Łosiak student zarządzania na UJK w Kielcach

Święty Augustyn powiadał, że „jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne znajduje się na swoim miejscu”. Rozumieli to z pewnością Apostołowie, którzy odrzucając wszystko zbędne w dotychczasowym życiu, poszli za swoim powołaniem i trwali przy Panu Jezusie. Rozumieli to także ukrywający się przed antychrześcijańską władzą pierwsi chrześcijanie. Owe prawo, stało się również fundamentem rozwoju państw rządzonych przez katolickich władców oraz całej cywilizacji chrześcijańskiej. Prymat

Stwórcy dawał podwaliny zdrowego współżycia społecznego przez wiele lat. Stąd łatwo wysunąć wniosek, że wiary w Boga nie można zamknąć do sfery li tylko prywatnej. Owszem, ma ona wymiar osobisty, ale jej dynamizm i charakter misyjny ułatwia pozytywne funkcjonowanie rodziny, społeczeństwa i państwa. Oczywiście, sam Chrystus mówił, żebyśmy oddali Cezarowi to co należy do Cezara, a Bogu co Boskie, lecz chyba oczywiste jest, kto w tej parze powinien mieć pierwszeństwo. W hiszpańskim Kongresie Deputowanych podczas debaty doszło do wydarzenia o charakterze skandalu. Kiedy na mównicę wszedł hiszpański minister sprawiedliwości Alberto Ruiz Gallardon grupa feministek, która znajdowała się w gmachu Kongresu zdjęła koszulki. Na ich

Logiczną konsekwencją odrzucenia prymatu Boga, jest zaburzona hierarchia wartości, a nawet uznanie za świętość czegoś innego, czasami nawet podświadomie. To zdaje się być główną przyczyną obecnego kryzysu. Człowiek uwierzył, że jest wszechmocny i wszystko mu wolno. Ma to miejsce w ekonomii, gdzie zamiast jej normalnej wersji, skomplikowane modele matematyczne i utopijne projekty miały zapewnić dobrobyt.

Boga i uwierzyli w marksizm i socjalizm, obiecujący gruszki na wierzbie. System mający uwolnić ludzi od wyzysku klas posiadających pochłonął około 100 milionów ofiar (z pewnością o wiele więcej, bo jednak gdzieniegdzie na świecie ten system jeszcze obowiązuje, a i tych wcześniejszych zbrodni jeszcze dokładnie nie podsumowano). Teraz eurosocjalizm próbuje wniknąć do głów i serc wielu mieszkańców Starego Kontynentu znieczulając ich sumienia i czujność. W zamian za to obiecuje złote góry, setki dotacji oraz „wolność, równość i braterstwo”, jednocześnie propagując zasady cywilizacji śmierci. Wszystko, rzecz jasna, bez Boga.

Dziś wiemy, że nie są w stanie tego uczynić. Nie tak dawno, byli tacy, którzy widzieli na horyzoncie raj bez

Hiszpańscy karliści uważali, że pierwszeństwo nad prawem stanowionym, ustalanym przez

ciałach widniał napis „Aborcja jest świętością”. Jak argumentują, zrobiły to w proteście przeciwko ustawie ograniczającej prawo do zabijania nienarodzonych dzieci.

urzędników ma zawsze prawo zwyczajowe, pochodzące od narodu i istniejące na długo przed powstaniem państwa. Takie podejście ogranicza totalitaryzm ze strony centralnego ośrodka władzy, a daje większą autonomię jednostkom, rodzinom i poszczególnym regionom. Karliści wierzyli bowiem, że prawo stanowione nie tworzy człowiek, lecz Bóg i dlatego należy mu się szacunek. Człowiek jedynie je odkrywa. Dopiero na jego podstawie można to prawo skodyfikować. Myślę, że gdybyśmy przyjmowali taki punkt widzenia uniknęlibyśmy kryzysu spowodowanego upadkiem moralnym, etatyzmem i wszechwładzą anonimowego państwa.


The Poland Times

kultura

www.ThePolandTimes.com

11

Niepodległość w rytmie hip-hopu Katarzyna Guziak ekonomistka właścicielka firmy finansowej

Muzyka łączy pokolenia, a śpiewane pieśni niosą za sobą przesłanie i często wyrażają nastrój wykonawców. Trudno się z tym nie zgodzić. Popularne „Sto lat” zna przecież każdy z nas, a zaśpiewane na przyjęciu świadczy o radości, pozytywnym nastroju oraz jest wyrazem dobrego życzenia solenizantowi. Ale poza pieśniami biesiadnymi, żałobnymi, ludowymi czy np. wędrownymi, są też takie pieśni, które dla nas, Polaków, mają szczególne znaczenie. Na kartach naszej, ponad tysiącletniej, historii zapisały się jako te, których rolą było jednoczenie w chwilach zagrożenia niepodległości i podtrzymywanie ducha przed wynarodowieniem. Tego rodzaju muzyka stawia słuchaczowi i wykonawcy dodatkowe wymagania. Dla jej właściwego zrozumienia i pełnego przeżycia potrzebna jest jeszcze przede wszystkim historyczna wiedza i kontekst. Nieodparta tęsknota za wolnością, brak zgody na panującą sytuację i

chęć jej poprawy dały wyraz w twórczości artystów-muzyków. Pieśni patriotyczno-niepodległościowe, w zależności od potrzeb odbiorcy, pełniły rozmaite funkcje: od mobilizowania do walki (np. śpiewana przez rycerzy pod Grunwaldem Bogurodzica), poprzez budowanie uroczystej atmosfery i poczucia dumy z polskości (jak np. powstała w XIV w. pieśń Gaude Mater Polonia, czyli Ciesz się Matko Polsko). W przypadku klęski, muzyka często podtrzymywała wiarę w ostateczne zwycięstwo i była pocieszeniem: „Jeszcze Polska nie umarła póki my żyjemy […]”. Sugestywne i porywające słowa tej ostatniej pieśni sprawiły, że przywędrowała ona do naszego kraju z ziemi włoskiej i utrzymała się przez cały okres niewoli, aż w końcu stała się oficjalnym hymnem państwowym. Mazurek Dąbrowskiego liczy sobie dziś już 216 lat.

jeszcze długi czas po uroczystości. Najwyraźniej wnosiła ona iskierkę wiary w odzyskanie wolności, a tego właśnie było Polakom wtedy trzeba. Z Włoch pieśń przedostała się na tereny zaborów: do Poznania, Warszawy, Krakowa… Już nie śpiewali jej tylko walczący żołnierze, ale również pozostająca pod zaborami ludność. Mazurek Dąbrowskiego towarzyszył wszystkim bitwom napoleońskim, następnie śpiewano go na terenie Księstwa Warszawskiego, potem Królestwa Polskiego, śpiewano go także podczas powstania listopadowego. Do dziś nie zidentyfikowano autora jego melodii, opartej na motywach mazura. Często podaje się, że jest to po prostu „melodia ludowa”. Aktualnie tekst hymnu zawiera pięć zwrotek, a nie tak jak w oryginale – siedem. Został także przystosowany do współczesnego polskiego języka.

Tekst pieśni napisał w lipcu 1797 roku Józef Rufin Wybicki. Pierwotnie, miała ona uświetnić uroczystość pożegnalną dla odchodzących z miejscowości Reggio nell’Emilia (okolice Bolonii) legionistów polskich generała Dąbrowskiego, organizujących się przy armii Napoleona. Żołnierzom tak spodobała się ta pieśń, że nucili ją sobie

Oczywiście to, że Mazurek Dąbrowskiego zdobył taką popularność, nie świadczy o tym, że nie było innych wspaniałych pieśni, które podtrzymywały ducha w narodzie. Wystarczy tu przytoczyć przykład popularnego w czasie Królestwa Kongresowego hymnu Boże, coś Polskę czy śpiewaną w czasie powstania listopadowego Warszawiankę. Powstanie

styczniowe to z kolei wysyp pieśni żołnierskich, takich jak: Hej strzelcy wraz, Naprzód drużyno strzelecka, Marsz Żuawów, czy też pieśni rewolucyjnych, jak np. Marsz Powstańców. Koniec XIX w. i początek XX obfituje w wiele pieśni rewolucyjnych (śpiewana jest także przybyła zza granicy Międzynarodówka), jak również takich, które stawały się zalążkiem oporu, np. napisana w 1908 roku przez Marię Konopnicką Rota. I i II wojna światowa oraz czas okupacji wniosły do niepodległościowego repertuaru wiele śpiewanych do dziś piosenek, takich jak: Serce w plecaku, Czerwone maki czy Marsz Mokotowa. Wśród pieśni patriotycznych można wyróżnić takie, których tekst jest patetyczny, a charakter podniosły (śpiewa się je często na baczność) i które wykonywane są podczas uroczystości (wszystkie hymny) oraz takie, które są swobodniejsze, śpiewane na co dzień. Obecnie, polscy artyści również tworzą piosenki o charakterze patriotycznym (mam tu na myśli np. popularny ostatnio projekt muzyczny Panny Wyklęte). Wiele współczesnych zespołów i pojedynczych artystów publikuje je na stronach internetowych. Utrzymane są one w rytmie

rapu, rocka, hip-hopu, czy po prostu popu. W treści często pojawiają się elementy nawiązujące do wydarzeń historycznych, aktualnej sytuacji w Polsce, zapomnianych bohaterów, wartości wyższych, typu: wolność, wiara, odwaga, przyjaźń, honor, a także do tego, żeby szanować swój kraj i być z niego dumnym. Patrząc na to, jaką ta muzyka zdobywa popularność w Internecie, widać, że młode pokolenie potrzebuje tego typu repertuaru lub po prostu czegoś więcej niż to, co oferuje mainstream. Muzyka jako taka jest nieodłącznym elementem kultury i towarzyszem człowieka, świadkiem i pamiątką wydarzeń. Dzięki swojej treści spełnia równocześnie rolę wychowawczą, poznawczą, rozrywkową, a na przykładzie pieśni patriotycznych widać, że także niezwykle mobilizującą. Już w 1842 roku Mickiewicz zauważył, że „Sławna pieśń legionów polskich poczyna się od wierszy, które są godłem historii nowej: Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy. Słowa te mówią, że ludzie mający w sobie to, co istotne, stanowią narodowość, zdolni są przedłużać byt swojego kraju, niezależnie od warunków politycznych tego bytu i mogą nawet dążyć do urzeczywistnienia go na nowo”.

Samuel Adams Wojciech Trząski

znawca piwa absolwent Uniwersytetu Śląskiego

Wśród piwowarów domowych dużym powodzeniem cieszą się konkursy, gdzie nagrodą dla najlepszego spośród nich jest możliwość uwarzenia swojego piwa na skalę przemysłową. Konkursy takie, organizowane przez komercyjne browary, są okazją do promocji własnej marki, a jednocześnie świetną reklamą dla piwowarstwa domowego. W Polsce przykładem takiego festiwalu jest doroczny Festiwal Birofilia w Żywcu, natomiast w Stanach Zjednoczonych imprezę tego typu organizuje browar Samuel Adams. Co ciekawe, jednym z piw, które dzięki temu konkursowi w przyszłym roku pojawi się na półkach amerykańskich sklepów jest typowo polski styl, jakim jest piwo grodziskie. Jest to jeden z zaledwie

dwóch stylów kojarzonych z naszym krajem – drugim jest porter bałtycki.

Piwo grodziskie to lekkie, pszeniczne piwo, warzone przy użyciu słodu wędzonego. Swoją nazwę zawdzięcza miastu Grodzisk Wielkopolski, gdzie było warzone już w połowie ubiegłego tysiąclecia (!); niektórzy badacze twierdzą też, że jego historia jest starsza nawet o kilkaset lat. Na świecie znane jest także jako grodzisz lub grätzer. Piwo grodziskie powinno być bardzo orzeźwiające i mocno nagazowane; z tego powodu (jak również dzięki swojemu kolorowi) nazywane bywa także grodziskim szampanem. Ponieważ piwo refermentuje w butelce, na jej dnie zbiera się osad drożdżowy; jednak w przeciwieństwie do klasycznych hefe-weizenów nie powinniśmy go zbierać i wlewać do szkła. Typowy grodzisz ma zwykle niewysoki ekstrakt i niedużą zawartość alkoholu. Rzadko kiedy przekracza ona 4%, a zwykle wynosi jeszcze

mniej. Piwo takie jest doskonałe na upały, a także jako towarzysz obiadów i spotkań towarzyskich. Jako ciekawostkę warto dodać, że jeden z włoskich browarów warzy to piwo pod nazwą „Light Polska”, a na etykiecie tego trunku widnieje orzeł biały.

Jim Koch, twórca browaru Samuel Adams, sam zaczynał jako piwowar domowy, stąd jego sentyment do tej formy warzenia piwa. Również niektórzy zwycięzcy takich konkursów – zarówno w Polsce, jak i w USA – dzięki szlifom nabytym w ramach warzenia swojego piwa w większym browarze sami zakładają swoje „craft breweries”, czyli browary rzemieślnicze. Bo cóż może być piękniejszego dla piwowara, niż świadomość, że jego piwo piją i doceniają inni amatorzy tego wspaniałego napoju?


12

www.ThePolandTimes.com

The Poland Times

historia

Nie marginalizujmy roli Rady Regencyjnej! Michał Dworski student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

Odzyskanie niepodległości było procesem złożonym. Owa niezależność od zaborczych podmiotów państwowych nie wytworzyła się w ciągu jednego dnia. Niestety, analizując sondy uliczne, możemy dojść do wniosku, że wiedza Polaków na temat swojej przeszłości, a konkretnie wydarzeń z jesieni 1918 roku, jest bardzo znikoma. Ażeby osiągnąć ostateczny sukces, jakim była całkowita suwerenność, musiało dojść do szeregu zjawisk, które stopniowo budowały naszą wolność. Bardzo ważne jest wyznaczenie ram czasowych, w których ten proces przebiegał. Według mnie najważniejszym impulsem w drodze do niepodległości, który odegrał istotną rolę w świadomości Polaków, było opublikowanie orędzia przez Radę Regencyjną w dniu 7 października 1918 roku. Właśnie w tym dniu powinniśmy obchodzić święto niepodległości. W 1916 roku, w wyniku porozumienia władz Austro-Węgier i Niemiec, powstał tak zwany „akt 5 listopada”, który formułował postulat powstania niezależnego Królestwa Polskiego. Inicjatywa ta była bardziej podyktowana chęcią pozyskania polskiego rekruta niż utworzenia suwerennego państwa polskiego. Organem polskiej władzy zwierzchniej na mocy owego aktu, oczywiście na

terenie Kongresówki, była Tymczasowa Rada Stanu. Na początku lipca 1917 roku uchwaliła ona projekt organizacji naczelnych władz państwowych, gdzie zapewniła sobie uprawnienia do powołania regenta (przyszłe państwo polskie miało być monarchią). Po kryzysie przysięgowym Tymczasowa Rada Stanu, na podstawie patentu wydanego 12 września 1917 roku przez generałów gubernatorów: austriackiego Stanisława Szeptyckiego oraz niemieckiego Hansa von Beselera, powołała Radę Regencyjną. 15

października 1917 roku władze okupacyjne powołały w jej skład: prezydenta Warszawy księcia Zdzisława Lubomirskiego, arcybiskupa warszawskiego Aleksandra Kakowskiego oraz hrabię Józefa Ostrowskiego, związanego ze Stronnictwem Polityki Realnej. Siedzibą Rady stał się Zamek Królewski w Warszawie, a jej głównym zadaniem było sprawowanie władzy do czasu powołania na

tron króla polskiego. I wojna światowa w tym okresie nie wskazywała na rychłą porażkę państw centralnych. Mimo, iż Rada była podległa władzy niemiecko-austriackiej, starała się w każdy możliwy sposób budować taki ośrodek władzy, który w wyniku sprzyjającej sytuacji geopolitycznej będzie mógł płynnie przejąć zwierzchnie rządy na terenach polskich. Jednym z pierwszych działań nowego organu było powołanie

pierwszego polskiego rządu z premierem Janem Kucharzewskim na czele. Kolejną inicjatywą były nieskuteczne starania uzyskania własnego przedstawicielstwa w rokowaniach pokojowych prowadzonych w Brześciu pomiędzy państwami centralnymi a bolszewikami. Chęć uczestniczenia w pertraktacjach była motywowana możliwością utraty części wschodnich ziem na rzecz nowopowstałej Ukrainy.

Niestety, przewidywania Rady Regencyjnej okazały się potwierdzone, gdyż ziemia chełmska i południowo-wschodnia część Podlasia zostały włączone do nowego tworu państwowego. Rada wystosowała odezwę protestacyjną, gdzie stanowczo odmówiła uznania tych terenów jako ukraińskich. Symbolem niezgody z tym faktem było podanie się do dymisji rządu Jana Kucharzewskiego. Na początku lutego 1918 roku Rada powołała do życia Radę Stanu Królestwa Polskiego, która miała pełnić rolę tymczasowego parlamen-

tu. Wyczuwając preludium odpowiedniej sytuacji międzynarodowej, Rada Regencyjna dokonała najważniejszego czynu w dziejach XX wieku. 7 października 1918 roku ogłosiła niepodległość Polski. Orędzie wydane tego dnia do narodu, rozpoczynające się słowami: „ Wielka godzina, na którą cały naród polski czekał z upragnieniem, już

wybija…” , stało się swoistym dekretem wyzwalającym się spod okupacji niemieckiej. Wydarzenie to, choć dzisiaj zapomniane, jest nieocenionym dobrem narodowym. Ten impuls zapoczątkował zmianę mentalności Polaków. Orędzie znalazło wielkie poparcie wśród społeczeństwa polskiego. Władze okupacyjne utrzymywały jeszcze władzę w Królestwie, ale nie były w stanie zareagować na wydanie orędzia, co oznaczało ogromny sukces Rady Regencyjnej. 12 października Rada Regencyjna wprowadziła nowy tekst przysięgi wojskowej oraz przejęła zwierzchnictwo na Polską Siłą Zbrojną od Hansa von Beselera, który 21 października oficjalnie złożył urząd Naczelnego Wodza Wojsk Polskich. Oba wydarzenia zapoczątkowały kres panowania niemieckiego i austriackiego. Oznaczały formalne zniesienie, w najbliższym czasie, administracji okupacyjnej. Po tych wydarzeniach Rada sformułowała program, który „dążył do usunięcia okupacji – ale stopniowo, drogą powolną, konsolidacją całego narodu dookoła hasła zjednoczenia wszystkich ziem polskich, utrzymaniem ustroju społecznego za cenę niewielkich reform i ustępstw…”. 25 października powołany został rząd Józefa Świerzyńskiego, który jako pierwszy nie starał się o akceptację władz okupacyjnych. Świadczy to o faktycznej realizacji planu uniezależniania się od administracji okupanta. Kolejną ważną decyzją Rady Regencyjnej było utworzenie urzędu szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, na którego powołano gen. Tadeusza Rozwadowskiego, znanego nam przede wszystkim z działań wojskowych na przedpolach Warszawy podczas wojny polsko-bolszewickiej. Co zatem świętujemy 11 listopada? Rada Regencyjna w tym dniu „wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednolicenia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju” przekazała władzę wojskową Józefowi Piłsudskiemu. Wydarzenie to jest bardzo ważne dla uświadomienia sobie pozycji politycznej Rady w ówczesnym czasie, która zarządza Polską Siłą Zbrojną i to od niej zależy, w jaki sposób wykorzysta owe zwierzchnictwo. Pragmatyczny wybór padł na Józefa Piłsudskiego, któremu Rada przekazała w następnych dniach całość władzy zwierzchniej, a sama rozwiązała się 14 listopada, odchodząc w narodową niepamięć.


The Poland Times

regionalizmy

Kaszubi- nowa nadzieja Adam Hebel kaszubski dziennikarz Twoja Telewizja Morska

W poprzednim tekście napisałem o powstaniu Zrzeszenia Regionalnego Kaszubów. Ta organizacja powstała w 1929 roku. Jej liderami byli Aleksander Majkowski i młodsi koledzy: Aleksander Labuda i Jan Trepczyk. Organem prasowym była gazeta „Zrzesz Kaszëbskô”. Sama gazeta istniała dłużej niż Zrzeszenie i w literaturze kaszubskiej mówimy o twórczości Zrzeszińców. Mimo, że gazeta wielokrotnie była cenzurowana, redaktorzy przesiadywali w więzieniu, choćby za publikowanie wyrażenia „język kaszubski", działacze skupieni wokół czasopisma pracowali dla Kaszub długo po zamknięciu pisma. Szczególnie trudny był dla nich okres komunizmu. Wojenna przeszłość Zrzeszińców była powodem nieufnego traktowania działaczy. Jan Rompski walczył przeciwko Hitlerowcom w Tajnej Organizacji Wojskowej Gryf Pomorski, Aleksander Labuda zaś musiał założyć mundur Wehrmachtu. Podczas służby modlił się, żeby nie dane mu było nikogo zabić. Jan Trepczyk również służył w wojsku niemieckim. To wszystko, połączone z oskarżaniem o separatyzm, niezwykle utrudniało działaczom pracę dla dobra ojczyzny. W 1956 działacze kaszubscy z różnych środowisk, w tym Zrzeszińcy, powołali do istnienia Zrzeszenie Kaszubskie, później przemianowane na Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Była to próba stworzenia trwałych struktur, które odpowiadać będą za ochronę i rozwój kaszubskiej kultury. Była to organizacja wszystkich Kaszubów, wśród samych pomysłodawców były różne punkty

widzenia i pomysły na przyszłość. Niestety, organizacja ta okazała się dobrą tylko dla części działaczy. Zrzeszińcy podczas nagonki SB w 1960 roku byli inwigilowani, u Labudy i Trepczyka dokonano rewizji mieszkań. W wyniku tego, Zrzeszenie Kaszubskie udzieliło nagany Trepczykowi, a Labudę wydaliło. Co prawda, cofnięto nagany w 1971 roku, jednak w żaden inny sposób nie zadośćuczyniono Labudzie zniesławienia. Dokonano tego pośmiertnie w 2003 roku uroczystą mszą i dniem upamiętnia-

tylko Kaszubów. Pełną niepodległość satysfakcjonującą Kaszubów w większym stopniu uzyskaliśmy zatem dopiero w 1989 roku, kiedy zmienił się ustrój. Data oczywiście jest symboliczna, już wcześniej rozpoczęto dzieło odrodzenia Kaszubów, a okres późniejszy nie jest wbrew pozorom idealny. Jednakże właśnie wtedy powstały ogromne możliwości i naszym obowiązkiem było je wykorzystać. Podjęła się tego grupa studentów tworzących gazetę „Tatczëzna” (co znaczy „ojczyzna”), wydawaną w latach 1990-1991.

www.ThePolandTimes.com regionalnym jest język kaszubski. W kwestii narodowości działacze byli i są nadal podzieleni. Aby poznać wartość roli członków Tatczëzny jako grupy kontunuującej dzieło wielkich działaczy, musimy cofnąć się do Młodokaszubów. Aleksander Majkowski posiadał chorągiew kaszubską – czarnego gryfa na żółtym (w heraldyce oznacza to kolor złoty) tle. Wywieszał ją z okazji ważnych uroczystości, obecna była w doniosłych chwilach. Tą chorągwią przykryta została trumna Majkowskiego podczas pogrzebu w 1938 roku. Wówczas, zapewne ku zdziwieniu żałobników, dokonano czegoś, co rzekomo pochodzi ze zwyczaju

13

wyciągnięta z grobu. Nastaje trzecie pokolenie. Zgodnie z wolą zmarłego proszę Cię kolego – zwrócił się do Aleksandra Labudy – abyś przyjął tę chorągiew i strzegł nieskazitelności idei narodowej”. Tak te wydarzenie, piękną, archaiczną kaszubszczyzną w starej pisowni, przedstawia redakcja „Zrzeszy Kaszëbskiej”: Co stało się z chorągwią? Przykrywano nią trumny ważnych dla Kaszub postaci. Niestety, nie dane było, aby zwyczajowi stało się zadość na pogrzebie Aleksandra Labudy, co wynikało z nastrojów politycznych. Sama stanica (chorągiew) trafiła z rąk Zrzeszińców właśnie do Tatczëzny, która odtąd stanowiła czwarte pokolenie idei narodowej. Mimo krótkiego czasu trwania czasopisma, jej redaktorzy po zaprzestaniu wydawania, nadal poświęcają swe życie działalności w ruchu kaszubskim. Chorągiew towarzyszy uroczystościom pogrzebowym znanych ludzi. Gdzie znajduje się obecnie? Strzeże jej Wojciech Etmański – członek Tatczëzny. Symbol narodowy wraz z ideą zawędrował w ręce powstałego w 2011 roku stowarzyszenia Kaszëbskô Jednota (Wspólnota kaszubska), którego obecny właściciel chorągwi jest współzałożycielem. Tak oto przedstawiają się pokrótce dzieje kaszubskiego ludu od jego przybycia na Pomorze, przez wygaśnięcie wszelkich elementów spajających nas w całość, przebudzenie i liczne trudności w rozwoju, aż po dzień dzisiejszy – okres rozkwitu kultury kaszubskiej, ale niepozbawiony sporów wewnętrznych i innych problemów.

jącym tego działacza. Obecnie, zrzeszenie funkcjonuje i stara się rozwijać kulturę, edukację, współpracuje z Instytutem Kaszubskim, powołało Radę Języka Kaszubskiego. Jak dowiedzieliśmy się z poprzedniego tekstu, czasy międzywojenne nie były przychylne Kaszubom. Z kolei komunizm jest czasem ucisku nie

Patronował im ostatni żyjący Zrzesziniec – ks. Franciszek Grucza. Ich niezmordowana postawa w szerzeniu poglądu, że kaszubszczyzna jest odrębnym językiem słowiańskim, zwróciła uwagę na ten problem i przyczyniła się do powstania zapisu w „Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym” z 2005 roku, mówiącego, że jedynym w Polsce językiem

chowania władców Pomorza. Jan Rompski, po odśpiewaniu stosownej pieśni, powiedział: „Zmarł kaszubski książę z ducha. Umarło drugie pokolenie idei narodowej (...)” – pierwsze pokolenie stanowił Florian Ceynowa – „Niech ta chorągiew idzie do grobu!”. Po tych słowach kolejny Zrzesziniec, Ignacy Szutenberg, wskoczył do grobu, wyciągnął chorągiew i powiedział: „Chorągiew

Jakież to problemy mogą mieć działacze kaszubscy, którzy wyszli obronną ręką z różnych opresji i którzy, mając taki dorobek, powinni go po prostu nieskrępowanie kontynuować? O tym napiszę kolejny artykuł.

Studia MBA nie muszą być drogie! Artykuł Sponsorowany Lepsza praca? Awans i podwyżka? Rozwój własnego biznesu? W osiągnięciu podobnych celów pomaga dyplom Master of Business Administration. Przez dekady można go było zdobyć wyłącznie za sprawą tradycyjnych studiów w uniwersyteckich salach, ale na to wielu menadżerów i przedsiębiorców nie może sobie pozwolić. Dojazdy do

szkoły i dostosowanie się do akademickiego grafiku – dla osób posiadających odpowiedzialną pracę czy własną firmę mogą to być przeszkody nie do pokonania. A dochodzi do tego jeszcze jedna, często kluczowa kwestia: cena. Dwadzieścia tysięcy dolarów albo więcej. Na szczęście dziś, za sprawą Internetu, dostępna jest opcja alternatywna: studia bez wyjazdów na uczelnię. Te same zagadnienia, lektury i zadania, co podczas zajęć w murach uniwersytetu. Ten sam poziom zaawanso-

wania i ci sami nauczyciele. Taki sam prestiżowy dyplom MBA – ale zdobyty dzięki pracy w porach wybranych przez studenta i w wybranym przez niego miejscu. W domu? W parku? Na tropikalnej wyspie? Gdziekolwiek, byle tylko był tam stały dostęp do sieci. A to nie koniec zalet, bo pozostała jeszcze ta najważniejsza: nawet sześć razy mniejszy koszt niż w przypadku studiów w klasycznej formie. Tak atrakcyjną opcję cenową oferuje Executive Academy of Scottsdale

(eascottsdale.com): $3372 za całość kursu MBA. Na tej arizońskiej uczelni, specjalizującej się w podyplomowej edukacji biznesowej, studiują zarówno Amerykanie, jak i obywatele innych państw, m.in. Kanady, Indii czy Tajwanu. W tym roku naukę rozpoczęli pierwsi studenci z Polski, a to za sprawą współpracy Executive Academy of Scottsdale z Fundacją Wolności i Przedsiębiorczości (fundacjawip.org). I to właśnie Fundacja przygotowała ofertę specjalną dla czytelników „The Poland Times”.

Otóż każdy student, który w formularzu rejestracyjnym na stronie EAS zaznaczy, że o kursie MBA dowiedział się z „The Poland Times”, będzie mógł bez dodatkowych opłat wziąć udział w zajęciach Polsko-Amerykańskiej Akademii Liderów (akademialiderow.edu.pl), a także otrzyma zestaw książek polskich autorów, m.in. prof. Marka Jana Chodakiewicza. Pytania kierować należy pod adres e-mail: mba@fundacjawip.org


14

www.ThePolandTimes.com

prawo

The Poland Times

Jak uzyskać polskie obywatelstwo? nie to obywatelstwo nabywa. Kiedy tylko jeden z rodziców jest obywateJulia lem polskim, dziecko również Szwiec uzyskuje obywatelstwo z mocy prawnik prawa . W tym przypadku nie ma absolwentka UKSW w Warszawie znaczenia miejsce urodzenia dziecka. Drodzy Państwo, podczas mojej pracy w dziale prawnym Konsulatu Generalnego, często napotykałam na problemy Polaków związane z kwestią obywatelstwa. Sytuacja ta nikogo nie dziwi, gdyż Polacy coraz częściej emigrują do innych państw i tam zakładają swoje rodziny. Dlatego też w przedmiotowym artykule postaram się przedstawić i wyjaśnić Państwu najważniejsze kwestie dotyczące sposobów nabycia lub uzyskania ponownie obywatelstwa polskiego. W dzisiejszych czasach, Polacy często nie są związani z miejscem swojego urodzenia. Z różnych względów wybierają życie w innych krajach, np. Stanach Zjednoczonych, Kanadzie. Warto wiedzieć, iż potomkowie emigrantów, nawet urodzeni poza granicami Polski, mają pełne prawo do wystąpienia o obywatelstwo polskie. Dzieje się tak ze względu na obowiązującą w naszym kraju konstytucyjną zasadę „prawa krwi“ (łac. „ius sanguinis”). Oznacza to, iż dziecko, którego rodzice posiadają obywatelstwo polskie, automatycz-

Nie zawsze wychowujemy jednak swoich biologicznych potomków. Biorąc pod uwagę fakt, iż część z naszych czytelników może stanowić pieczę zastępczą dla dziecka przysposobionego, warto wspomnieć o problemie nadania obywatelstwa takiemu dziecku. W sytuacji, gdy mamy do czynienia z adopcją pełną, a adoptowany nie ukończył 16-ego roku życia, nabywa on obywatelstwo polskie z mocy prawa. Oczywistym warunkiem jest jednak, aby dziecko przysposobione było przez osobę, bądź osoby posiadające to obywatelstwo. Na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej znaczenie ma także inna zasada nabycia obywatelstwa, „zasada ziemi“ (łac. „ius soli“). Jak zapewne Państwo wiedzą, zasada ta obowiązuje także w Stanach Zjednoczonych. Jest podstawą, jeśli chodzi o nabycie obywatelstwa w tym kraju. Zdecydowanie rzadziej znajduje jednak zastosowanie w polskim systemie prawnym, gdzie ma charakter pomocniczy wobec omówionej powyżej zasady „prawa krwi“.

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy na terytorium Polski znaleziono dziecko nieznanych rodziców. W myśl zasady prawa ziemi, w takim przypadku uznaje się znalezione dziecko za obywatela polskiego. O nadanie obywatelstwa polskiego może ubiegać się także cudzoziemiec, który zawarł związek małżeński z obywatelem Rzeczypospolitej. W tej sytuacji wymagany okres zamieszkiwania na terytorium Polski wynosi 2 lata. Ponadto, należy złożyć przed wojewodą stosowne oświadczenie. Złożenie oświadczenia musi nastąpić w odpowiednim terminie. Termin ten wynosi 2 lata i liczony jest od chwili uzyskania zezwolenia na pobyt lub osiedlenie się na terytorium RP. Termin może być także liczony od chwili zawarcia małżeństwa z obywatelem polskim. W takim przypadku wynosi 3 lata. Cudzoziemcy nie będący w związku małżeńskim z obywatelem RP, chcąc otrzymać obywatelstwo polskie, muszą legalnie zamieszkiwać na terytorium Polski przez okres co najmniej pięciu lat. Kolejnym sposobem nabycia obywatelstwa polskiego jest tzw. uznanie za obywatela. Warunki, po zaistnieniu których takie uznanie jest możliwe, reguluje art. 30 Ustawy o obywatelstwie polskim.

Jak wskazuje Konstytucja RP, obywatelstwa polskiego nie można zostać pozbawionym. Jedyną możliwością utraty obywatelstwa jest jego zrzeczenie się. Nie jest to wbrew pozorom proste. Obywatelstwo polskie nadaje co do zasady Prezydent RP. Także przy zrzeczeniu wymagana jest więc zgoda Prezydenta. Chcąc zrzec się obywatelstwa polskiego, musimy wystąpić do Prezydenta RP ze specjalnym wnioskiem. Nieco inaczej sytuacja wyglądała przed laty. Ówczesny system prawny wskazywał wiele przypadków powodujących utratę obywatelstwa polskiego. Istniało sporo aktów prawnych, na mocy których można było obywatelstwo utracić. W związku z istnieniem nowych regulacji i aktów prawnych, wciąż toczą się sprawy o przywrócenie obywatelstwa. Przywrócenie takie może nastąpić na wniosek. Wniosek składa się na urzędowym formularzu do ministra właściwego do spraw wewnętrznych. Osoby zamieszkujące stale poza granicami Polski, wniosek mogą złożyć Konsulowi w odpowiednim miejscowo Konsulacie. Do wniosku należy dołączyć zdjęcie, dokumenty poświadczające utratę obywatelstwa, a także obowiązkowo dokumenty potwierdzające tożsamość.

Warto wspomnieć, iż każdy obywatel Polski ma prawo do równoczesnego posiadania także obywatelstwa państwa obcego. Nie jest jednak dopuszczalne powoływanie się na nie przed polskimi organami państwowymi. Informacje dotyczące wniosków o nadanie obywatelstwa polskiego, jak i dodatkowych niezbędnych dokumentów, znajdą Państwo na stronach internetowych odpowiednich miejscowo Konsulatów polskich. Warto pamiętać, iż jeśli składa się do Konsulatu dokumenty, to powinny być one oryginalne. Jeśli składamy kopie, muszą być one odpowiednio poświadczone za zgodność z oryginałem. Dokumenty sporządzone w języku obcym powinny być natomiast przetłumaczone. Jeśli zachodzi potrzeba złożenia danego aktu stanu cywilnego, Konsulat wymaga oryginału dokumentu. Jeśli mają Państwo w powyższej kwestii jakieś pytania, bardzo proszę kierować je na adres Redakcji. Jeżeli natomiast chcieliby Państwo skorzystać z mojej pomocy w Polsce, proszę o kontakt mailowy: julia.szwiec@interia.eu

Jak sobie radzić z prawem amerykańskim Obecnie w Polsce inicjowane jest wiele ciekawych wydarzeń, które w sposób praktyczny dotykają najistotniejszych problemów Polonii i przyczyniają się do ich rozwiązywania. Jednym z takich wydarzeń było kolokwium naukowe, które zostało zorganizowane przez Koło Naukowego Prawa Prywatnego UKSW, działające przy Katedrze Prawa Cywilnego i Prawa Prywatnego Międzynarodowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Wzięli w nim udział uczestnicy delegacji Amerykańskiego Sądu Circuit Court of Cook County z Chicago na czele z Prezesem Sądu Powiatu Cook - Timothy C. Evansem. Niniejsze kolokwium naukowe pt.: "How to deal with American law - Polish access to American law. American and Polish civil law colloquium" (Jak poradzić sobie z prawem amerykańskim polski dostęp do prawa amerykańskiego. Amerykańsko-polskie Kolokwium Cywilistyczne") odbyło się na kampusie UKSW przy ul. Wóycickiego. Oprócz uczestników delegacji w konferencji po stronie

polskiej wzięli udział pracownicy naukowo-dydaktyczni Wydziału Prawa i Administracji UKSW, na czele z prof. UKSW dr hab. Jadwigą Pazdan – Kierownik Katedry Prawa Cywilnego i Prawa Prywatnego Międzynarodowego.

Organizacja konferencji naukowej z tak znamienitymi gośćmi była częścią większej inicjatywy, czyli Wizyty studyjnej w Polsce Sędziów Amerykańskich z największego sądu na świecie, jakim jest Circuit Court

of Cook County w Chicago. Sędziowie Amerykańscy odwiedzili Polskę w październiku 2013 r. Koordynatorkami całej wizyty były Anna Maria Rożek, która jest prawnikiem oraz Marta Almodovar, która jest prawnikiem oraz pracuje w sądzie Circuit Court of Cook County w Chicago.

Delegacja Sędziów Amerykańskich z Sądu Circuit Court of Cook County odwiedzała najważniejsze polskie instytucje, m.in. Ministerstwo Sprawiedliwości, Pałac Prezydencki, Ambasadę Stanów Zjednoczonych,

Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury, Sąd Okręgowy w Krośnie, w Rzeszowie, w Krakowie, Sąd Okręgowy Warszawa-Praga, Sąd Najwyższy, poznając funkcjonowanie systemu polskiego sądownictwa i panującego w Polsce systemu politycznego. Uczestnicy delegacji

zwiedzali również polskie zabytki architektoniczne oraz muzea, przy okazji odkrywając polską kulturę i historię Polski. Pośród wielu miejsc, które odwiedziła delegacja uczestników z Sądu Circuit Court z Chicago,

znalazł swoje miejsce również Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, jako jedyne miejsce spotkania ze studentami w Polsce. Pomysłodawczynią tego pomysłu była Anna Maria Rożek, która jest absolwentką prawa tego Uniwersytetu. Wizyta Sędziów Amerykańskich na Uniwersytecie była niezapomnianym, niezwykle doniosłym wydarzeniem w historii całej Uczelni i zapisze się na kartach Uniwersytetu złotymi literami. Konferencja zaowocowała wieloma konkluzjami, zdobyciem nowej wiedzy na temat modelu sadownictwa panującego w USA, rozwiązywania spraw rodzinnych przed Sądem Circuit Cort of Cook County, a także zapoznaniem się z inną kulturą. Cała wizyta miała na celu zaznajomienie Sędziów Amerykańskich z obowiązujących system prawnym w Polsce i na pewno wpłynie pozytywnie na dalszą współpracę między Amerykańskim i Polskim wymiarem sprawiedliwości. Koło Naukowe Prawa Prywatnego UKSW


The Poland Times

15

polonia

76. Parada Pułaskiego za nami! Radio RAMPA było słychać! Od 76 lat, w pierwszą niedzielę października, Piąta Aleja należy do Polaków. Tak było i w tym roku – tym razem, 6 października. Tegorocznym głównym marszałkiem Parady Pułaskiego był Pan Michał Kulawik z Ozone Park. Honorowymi marszałkami byli: Poseł na Sejm RP Adam Kwiatkowski, senator RP oraz przewodniczący Światowej Rady Unii Kredytowych, Grzegorz Bierecki oraz członek zarządu National Credit Union Administration, Michael Fryzel.

organizacji polonijnych. Wśród nich polskie parafie, szkoły, organizacje kulturalne i rozrywkowe. Nie brakowało kontyngentu Radia RAMPA, który od kilku lat bierze udział w Paradzie Pułaskiego. Radio RAMPA maszerowało w paradzie razem z nowojorską drużyną piłki nożnej, Polonia NY Soccer, która akurat w tym roku obchodzi 50-lecie istnienia! Kontyngent nasz prowadzony był przez prawdziwego górnika, Pana Witolda Adamskiego, ubranego w oryginalny strój górniczy. Towarzy-

szyła mu żona, Maria Adamska. Następnie, nasi słuchacze i przyjaciele nieśli baner Radia RAMPA – pozdrawiamy i dziękujemy! Na czele defilady samochodów – niespodzianka! – miniatura BMW M3, kierowana przez trzyletniego Aleksandra Misę. Za nim prawdziwe już wersje BMW – samochody robiły hałas! Ponadto, dwie duże ciężarówki (dzięki Phoenix Construction), pełne roześmianych ludzi: załogi radia, drużyny Polonia NY Soccer oraz naszych przyjaciół i sympatyków.

Ubrani w biało-czerwone stroje bawili się świetnie! Oczywiście, do zabawy grała muzyka, którą zapewnili Dj Pikul i Dj Feelipe. Było głośno, kolorowo, energicznie i wesoło! Po prostu – było nas słychać! Aby zobaczyć relację filmową z parady, a także obejrzeć zdjęcia i posłuchać podcastu, zapraszamy Was na naszą (uwaga!) odnowioną stronę internetową.

nowości, między innymi: piękna szata graficzna, nowe propozycje muzyczne oraz blogi naszych dziennikarzy – jest na co popatrzeć. Ruszamy również z nowym programem pt. „Temat Rzeka”. Zapraszamy na www.RadioRAMPA.com Do usłyszenia!

Na nowej stronie czeka na Was wiele

W paradzie udział wzięła również kongreswoman, Carolyn Maloney, która potwierdziła swoje poparcie dla włączenia Polaków do programu bezwizowego. Przybyła również Konsul Generalna RP w Nowym Jorku, Ewa Juńczyk-Ziomecka. Jak zawsze, o godz. 9 rano w Katedrze Św. Patryka miała miejsce uroczysta Msza Święta, którą, w większości w języku polskim, odprawił Arcybiskup Thomas Wenski z Miami. Przed katedrą Św. Patryka wystawiona była kopia ikony Matki Boskiej Częstochowskiej, która obecnie odwiedza parafie na całym świecie. W paradzie maszerowało ponad 150

Eliminacje przegrali piłkarze Dominik Mataniak KlubEksperta.Eu

Fornalik rozstaje się z funkcją selekcjonera reprezentacji po angielsku. Cicho (trener zapowiedział, że przez dłuższy czas nie będzie się wypowiadał w mediach), spokojnie i z zachowaniem wszelkich norm gentelmana oraz lojalności wobec poprzedniego pracodawcy. Głównym powodem zwolnienia byłego trenera Ruchu Chorzów był brak awansu na mundial w Brazylii. Mówienie jednak, że to Fornalik przegrał eliminacje, jest sporym nadużyciem. Moim zdaniem, brak awansu na mistrzostwa świata w Brazylii to „zasługa” w 90% piłkarzy, a tylko w 10% trenera. Wydaje mi się wręcz, że z każdym innym trenerem na ławce polska reprezentacja awansu by nie wywalczyła. Prawie w każdym meczu minionych

eliminacji, jeden lub dwóch polskich reprezentantów robiło, przywołując Dariusza Szpakowskiego, „jeden, jedyny błąd”, który decydował o zazwyczaj niekorzystnym wyniku. W pierwszym meczu w Podgoricy, czarną owcą reprezentacji został Ludovic Obraniak, który dostał czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie. Co ciekawe, ten jeden wybryk miał znacznie dalej idące skutki. Mecz z Czarnogórą był ostatnim spotkaniem, w którym polski Francuz wystąpił. Czy decyzja o nieuczestniczeniu w zgrupowaniach przez Obraniaka miała istotny wpływ na wyniki w pozostałych rundach eliminacji? Na pewno nie. Pozycja ofensywnego pomocnika jest obecnie najsilniej obsadzoną w kadrze Polski. Klich, Zieliński i Mierzejewski, to akurat trzech piłkarzy, których za te eliminacje można pochwalić. Wróćmy do pojedynczych błędów, które zadecydowały o wynikach w poszczególnych meczach. Spotkanie z Ukrainą: po siedmiu minutach jest 0-2. Bramki można zapisać na konto Glika i Boenischa. Przy remisowym

meczu z Mołdawią kluczowy błąd popełnił Komorowski, z Czarnogórą – Krychowiak i Glik. W ostatnich spotkaniach z Ukrainą i Anglią, nieporadność całej defensywy dała zwycięstwo rywalom, a nam odebrała szansę na wyjazd do Brazylii. Jeśli spojrzymy na eliminacje z perspektywy piłkarzy, trzeba zauważyć, że to ich błędy indywidualne były powodem słabych wyników. Nie można winić trenera za to, że wystawił Glika, który popisał się w kilku spotkaniach pojedynczymi błędami, bo, po pierwsze, w wielu sytuacjach ratował bramkarzy, a po drugie, chyba każdy na miejscu Fornalika wysłałby list z powołaniem do kapitana Torino. To samo z Krychowiakiem. Wreszcie kluczowa kwestia i największa bolączka eliminacji. Skuteczność. Jeżeli vice król strzelców Bundesligi, strzelec 4 goli Realowi Madryt, nie potrafi przez całe eliminacje strzelić gola w ważnym momencie, to kto ma to zrobić? Trudno oprzeć się wrażeniu, że mecze z Mołdawią i Czarnogórą,

które zakończyły się remisami, przy odrobinie większej skuteczności przyniosłyby cenne komplety punktów. Naprawdę ciężko usprawiedliwić Roberta Lewandowskiego. Nie można przecież cały czas powtarzać, że nie ma z kim grać, albo, że wszystkie drużyny nastawiają się na podwojenie lub potrojenie krycia przy Lewandowskim i nie ma sposobu, by tę bramkę strzelić. Spójrzmy na Ibrahimovica. Kogo on ma do pomocy w kadrze, a ile goli strzela i – dzięki czemu – ile meczów wygrywa dla Szwecji? Na początku oszacowałem, że winą za przegraną batalię na mundial obarczam Waldemara Fornalika tylko w 10%. Jego sporym problemem była niekonsekwencja przy powołaniach. Oczywiście, mecze grane są raz na kwartał, albo i rzadziej, a polscy piłkarze miewają dwutygodniowe spadki lub zwyżki formy. Tylko, jeśli Fornalik zapowiada, że będą u niego grali zawsze najlepsi, to niech tak faktycznie jest. Nie sposób wytłumaczyć zasadności kilku powołań. Ostatni przykład z Lewandowskim i Peszką jest chyba najbardziej obrazowy. Mariusz Lewandowski od kilku lat gra na tym samym poziomie. Jego umiejętności oraz forma piłkarska były dokładnie takie same jesienią 2012, jak wiosną

2013 i teraz. Kolejną wadą powołań selekcjonera była dziwna obsada lewej obrony. Sebastian Boenisch był świetnym lewym obrońcą 3-4 lata temu; teraz nie prezentuje poziomu godnego reprezentanta Polski. Widział to każdy kibic i każdy komentator czy dziennikarz sportowy. Nie spostrzegł tego tylko trener Fornalik. Lewa flanka obrony jest problemem od dawna, ale wystawianie zawodnika Bayeru było skandaliczne. Mnie osobiście dziwi brak powołań dla Tomasza Brzyskiego, który w Legii wygryzł Jakuba Wawrzyniaka – etatowego lewego obrońcę kadry. W defensywie grają na podobnym poziomie, a w ataku Brzyski ma dużo więcej atutów od kolegi z drużyny. Pracą w Chorzowie Fornalik zasłużył sobie na szacunek i renomę. Potwierdził, że trenerem klubowym jest wyśmienitym. W działaniach dla reprezentacji potwierdził natomiast, że mało który dobry trener klubowy jest równie dobrym selekcjonerem. Jego kadencję można ocenić na szkolną ocenę dostateczną. Nic wielkiego nie wniósł do drużyny, ale też w żaden sposób jej nie zepsuł. Na obecnych zawodników polskiej reprezentacji to było za mało.


Profile for Andrzej Gałuszka

The Poland Times wydanie listopadowe  

The Poland Times wydanie listopadowe  

Advertisement