Issuu on Google+


P O DAT KU

NR KRS: 0000265120

fundacja@hospicjum-podkarpackie.pl

PRZEKAŻ

35-301 Rzeszów, ul. Lwowska 132, tel. 17 853 48 18

pomaganieŁĄCZY

pomagamy nieuleczalnie chorym dzieciom i ich rodzinom prowadzimy domowe i stacjonarne hospicjum dla najmłodszych


editorial

Na dobry

początek R

adio do poczytania? Czemu nie. I tak do rąk słuchaczy Radia Via trafia pierwszy numer nowego kwartalnika „Amplitudy”. Tytuł naszego pisma stanowi rzeczywistość bardzo bliską dla radiowca. Dziennikarz radiowy, słyszany na falach eteru dźwięk widzi bowiem w postaci sinusoidalnych wykresów drgań i wychyleń. W ten sposób potrafi zobaczyć ulubiony przebój z radiowej playlisty, wywiad z cenionym twórcą, nie zawsze dobre wiadomości płynące z redakcyjnego newsroomu. Wytrawne ucho radiowca, w niuansach zawartych w zielonych wykresach, potrafi odróżnić dobry dźwięk nadawany na żywo, który na pewno przypadnie do gustu wyczulonym uszom wiernych słuchaczy, od odgrzanego z radiowej lodówki starego kotleta, emitowanego - zgodnie z branżowym slangiem - po prostu „z puszki”. Jego ucho najbardziej wyczulone jest na płaską, niezmienną linię ciszy, której każda przedłużająca się sekunda na antenie - jak złowieszcza linia kardiogramu - oznacza radiową śmierć. Pomysł wydawania nowego tytułu prasowego wpisuje się w jubileuszową ofertę Radia Via, które już za kilka miesięcy świętować będzie dwudziestą rocznicę istnienia na rzeszowskim rynku mediów. Będzie to okazja do wspomnień, podsumowań i radości z tego, co osiągnęliśmy. Na pewno mamy się czym pochwalić. Nie zamierzamy jednak spoczywać na laurach. Chcemy patrzeć w przyszłość i ten skromny jubileusz przeżywać pod hasłem: „Nowa dekada: nowe logo, nowa ramówka, nowa jakość!”. Z okazji złotego jubileuszu, który niedawno przeżywała radiowa Trójka, red. Marek Niedźwiecki wydał książkę pod znamiennym tytułem Nie wierzę w życie pozaradiowe. Mam nadzieję, że dla podkarpackich słuchaczy ważną wartością obecną na antenie Radia Via jest właśnie wiara - i to nie tylko w życie pozaradiowe... Tytuł kwartalnika powstał przy współpracy z ks. Ireneuszem Okarmusem, zdjęcia zawdzięczamy rzeszowskiemu fotografowi Tadeuszowi Poźniakowi, zaś druk diecezjalnej drukarni, kierowanej przez ks. Józefa Muchę. Za ich pomoc serdecznie dziękuję. Podziękowanie składam wszystkim twórcom „Amplitud”, a zwłaszcza młodej redakcji, wspieranej przez wytrawne literackie oko red. Marka Pękali. Życzę im powodzenia, a Czytelnikom miłej i owocnej lektury.

ks .

M arek C horzępa

dyrektor Radia Via

fot. Tadeusz Poźniak

amplitudy 1/2014

3


św. Jan XXIII św. Jan Paweł II kanonizowani przez papieża Franciszka, w obecności papieża-seniora Benedykta XVI, 27 kwietnia 2014 r. w Rzymie zdjęcia: Tadeusz Poźniak


amplitudy 1/2014

16


rozmowy / portrety

Na łamach „Amplitud” czytaj „teksty papieskie”: Gdyby papieża nie było w Rzeszowie? (str. 50) Krótka historia jednego zdjęcia (str. 55) Sanktuarium Jana Pawła II (str. 56) oraz Ile ważą obrączki? (str. 32)


Wydawca Radio Via ul. Zamkowa 4, 35-032 Rzeszów tel./fax (17) 852 46 25, 852 46 26 e-mail: redakcja@amplitudy.pl www.amplitudy.pl dyrektor:

ks. Marek Chorzępa

Redakcja e-mail: imie.nazwisko@amplitudy.pl redaktor naczelny:

ks. Grzegorz Krupa zastępca redaktora naczelnego:

Agnieszka Radochońska zastępca redaktora naczelnego, sekretarz redakcji:

Sylwester Wilk Maksymilian Bajorek, Nina Cieślik, Anna Dziura, Jerzy Frąckowiak, Natalia Janowiec, Marta Januszewska, Marcin Jurzysta, Jacek Kloc, Iwona Kosztyła, ks. Tomasz Nowak, Urszula Radoniewicz, Katarzyna Szurek opieka literacka, redaktor prowadzący:

Marek Pękala konsultacja teologiczna:

ks. Paweł Pietrusiak foto:

Tadeusz Poźniak współpraca:

Jolanta Bać-Siechowicz, ks. Paweł Batory, Alicja Karłowska, Maja Kasprowicz, Małgorzata Łętkowska, Krzysztof Stopa, Kamila Szreder-Jarzębska, Wiktor Wander, ks. Krzysztof Wędrychowicz, Sylwia Wiklowska, Angelika Zeman-Maciejowska korekta:

Nina Cieślik, Marek Pękala

Marketing i reklama Ewa Wąsacz tel. 886 637 335 e-mail: e.wasacz@radiovia.com.pl Michał Sasiela tel. 608 597 976 e-mail: m.sasiela@radiovia.com.pl

Druk Drukarnia i Wydawnictwo Diecezji Rzeszowskiej „Bonus Liber” sp. z o.o. ul. 17 Pułku Piechoty 7, 35-020 Rzeszów www.bonusliber.pl Egzemplarz bezpłatny


Spis treści 42 Monika Kuszyńska opowiada o swoim życiu, piosenkach i optymiźmie, który ułatwia życie

15

12 | Duchowość na miarę człowieka Angelika Zeman-Maciejowska

15 | We własnej strefie Agnieszka Radochońska, Jacek Kloc

22 | Skracanie dystansu z bp. Janem Wątrobą rozmawia Agnieszka Radochońska

29 | Historia koloru niebieskiego Urszula Radoniewicz

33 | Ile ważą obrączki? Sylwester Wilk

40 | Początek bez powrotu felieton Alicji Karłowskiej

42 | Już mnie nie dziwi dobroć z Moniką Kuszyńską rozmawia Marta Januszewska

32

22


41

Radiowe twarze 41 | Katarzyna Szurek 62 | Paweł Maciej 74 | Paweł Bukała 75 | Katarzyna Kadaj-Kuca 91 | s. Serafia Pajerska 96 | Tomasz Szelongiewicz

50 | Gdyby papieża nie było w Rzeszowie? Krzysztof Stopa

55 | Krótka historia jednego zdjęcia Kamila Szreder-Jarzębska

56 | Sanktuarium Jana Pawła II Sylwia Wiklowska

63 | Skądś felieton Marty Januszewskiej

65 | Smak pocałunku Urszula Radoniewicz

66 | Sztuka bycia we dwoje z Jolantą Bać-Siechowicz rozmawiają Maja Kasprowicz i Wiktor Wander

70 | Pani Prezes Krzysztof Stopa

76 | Jak obliczyć datę Wielkanocy Małgorzata Łętkowska

80 | Wiersze ks. Tomasz Nowak

82 | Metafizyka tanga... Marek Pękala

66


86 | Potęga faktu Maksymilian Bajorek

92

88 | Moje książki ks. Józef Mucha

90 | Niestety, magister felieton Sylwestra Wilka

92 | Fotoblog: Pasja konie Małgorzata Woźniak

97 | Reguły i wyjątki Agnieszka Radochońska

98 | Śmierć w buduarze ks. Paweł Batory

55


Duchowość na m

człowieka


miarę

duchowość Anioł - obraz olejny Małgorzata Pleśniak / www.plesniak.net

Kryteria zdrowej duchowości według Anselma Grüna opracowała Angelika Zeman-Maciejowska

Pozwala doświadczyć tajemnicy Boga i własnego człowieczeństwa. Nie moralizuje i nie pozbawia witalności. Wyzwala, także od fałszywego ideału doskonałości. Nie obciąża i nie prowadza w ciągłe poczucie winy. Łączy: człowieka z Bogiem, ciało z duszą, seksualność z religijnością. Nie dzieli: na myślących słusznie i heretyków, na pobożnych i bezbożnych, na dobrych i złych.

→ amplitudy 1/2014

13


duchowość

Obejmuje całość człowieka: nie tylko rozum i wolę, ale także wszystkie uczucia; nie tylko duszę, ale i ciało. Nie odrzuca niczego, zwłaszcza agresji i seksualności, jako źródeł życiowej energii. Jest pokorna, pełna akceptacji i łagodności. Nie ocenia innych, nie przyjmuje postawy obronnej, nie odrzuca. Szuka Boga. Nie cieszy się uczuciem samozadowolenia z własnej doskonałości i pobożności.

bibliografia: A. Grün: O duchowości inaczej, tłum. K. Zimmerer, WAM, Kraków 2009; Doświadczyć Boga całym sobą, tłum. J. Dudek, WAM, Kraków 2002; Sercem i wszystkimi zmysłami, tłum. P. Tkaczyk, R. Zajączkowski, Jedność, Kielce 2001; Ta choroba zmierza ku życiu. Uzdrawiająca moc życia duchowego, tłum. P. Kolińska, Salwator, Kraków 2009.

amplitudy

14

1/2014

fot. Tadeusz Poźniak

Daje siłę i energię do radzenia sobie z codziennością. Nie ucieka od zwykłego życia i jego spraw.

Zdrowa duchowość ks. Krzysztof Wędrychowicz psychoterapeuta PCTS w Rzeszowie

C

złowiek poznający Boga może patrzeć na niego na sposób ludzki i wybierać to, co zgodne z ego. Jak w wielu sprawach, niezdrowe są skrajności. Jeżeli w jego osobowości będzie nadmiar kontroli - to „jego Bóg” będzie bardziej sędzią. Jeśli przeniknie go poczucie krzywdy i cierpienie - to będzie się uciekał do niego jako lekarza i wybawiciela. Jeżeli towarzyszy mu skłonność do podejrzliwości to będzie walczył u boku potężnego władcy. Jeśli jest obecny w osobowości rys zależny albo schizoidalny z poczuciem wyobcowania - tylko blisko Boga-opiekuna będzie czuł się bezpiecznie. Która teologia i antropologia jest najwłaściwsza dla człowieka? W każdej coś jest i w każdej czegoś brakuje. Jedna drugą uzupełnia, coś dokłada, różnie rozkłada poszczególne akcenty. Łącznie ujmując wszystko, przenikamy tajemnicę Boga i człowieka. Warto podkreślić, że zdrowa duchowość rodzi się w kontekście zdrowej osobowości.


opinie

Kobieta i mężczyzna:

We własnej strefie Agnieszka Radochońska Jacek Kloc

♀♂ We wspólnej? Przecież patrzymy na świat i siebie nawzajem z dwóch perspektyw. Co nas dzieli, co łączy? Szperamy w książkach i internecie, rozmawiamy z ciekawymi ludźmi, szukamy trafnych cytatów, z przymrużeniem oka przyglądamy się odkryciom naukowym. Staramy się odczarować konflikt między kobietami a mężczyznami. fot. Tadeusz Poźniak


Głębia zapachu ♀

Janusz Leon Wiśniewski w swojej powieści S@motność w sieci napisał, że „perfumy fascynowały go od dawna. Są jak wiadomość, którą chce się przekazać. Nie potrzeba do tego żadnego języka”. Zapach charakteryzuje, uwodzi, znaczy, nadaje kontaktowi skojarzeń i głębi.

Z punku widzenia niemal każdego mężczyzny nie jest ważne, z jakiego flakonika pochodzi zapach, najważniejsze, na jakiej osobie ląduje! Katarzyna Sosenko, historyk sztuki, twórca największej kolekcji flakonów perfumowych w Polsce Zapach luksusu: Na zmysły kobiety najpierw działa bodziec wizualny, dopiero potem węchowy, stąd flakon ma ogromne znaczenie. Od wieków flakony były wytwarzane po to, by zdobić drogocenny zapach, który znajdował się wewnątrz. Do ich tworzenia zatrudniano najwybitniejszych artystów i rzemieślników, którzy wykorzystywali szlachetne techniki, zdobienia i kosztowne materiały: kryształ górski, srebro, kamienie szlachetne do inkrustowania korków i porcelanę. Na kształt, wygląd jak i rolę flakonu perfumowego wpływało kilka czynników związanych z bogactwem, procesem, sposobem tworzenia, a także statusem majątkowym, dlatego też perfumy w dawnych czasach zarezerwowane były dla najbogatszych.

Prawdziwy autorytet?

Mam problem z autorytetami. Bo kim jest człowiek-autorytet? Czy to ktoś, kto jest doskonały pod każdym względem? Może ma idealny życiorys? Moim zdaniem nie możemy mówić o autorytecie ogólnym. Autorytetu szukamy w zależności od sytuacji, w której się znajdujemy. I tak dla osoby mającej problem z komputerem, autorytetem będzie informatyk. Jeśli mój samochód odmówi posłuszeństwa, na pozycji autorytetu postawię mechanika. Autorytetem może być każdy profesjonalista, wystarczy być dobrym w określonej dziedzinie. Z autorytetami jest jak z „prawdą obiektywną”, wszystko zależy od kontekstu.

Do kwestii autorytetów podchodzisz instrumentalnie. A przecież autorytet, to ktoś, na kim możemy się wzorować. Ktoś, kogo życie jest dla nas inspiracją i nakłania nas do pracy nad sobą. Problemem dzisiejszych czasów nie jest jednak brak odpowiednich osób, które moglibyśmy wynieść do rangi autorytetu. To nadmiar niewłaściwych wzorców stwarza kłopot. Szczególnie wśród młodych. Bo kto jest dla nich większym autorytetem? Jan Paweł II czy Justin Bieber?


opinie

Wszystkie ilustracje pochodzą ze zbioru pixabay.com

Na szczęście – muzyka ♂

Masz problemy z zachowaniem dobrego samopoczucia? Wspaniałym sposobem jest muzyka i są na to naukowe dowody. Uruchamia ona autonomiczny układ nerwowy i dzięki temu ma olbrzymi wpływ na nastrój. Odpowiedni rytm i tempo muzyki budzą emocje, a te oddziałują na stopień pobudzenia. Naukowcy Jaak Panksepp i Günther Bernatzky w pracy Emocjonalne dźwięki i mózg stwierdzili nawet, że dzięki muzyce mózg produkuje więcej neuroprzekaźników. Wpływa na wydzielanie epinefryny, noradrenaliny, serotoniny i dopaminy, czyli hormonów odpowiadających za samopoczucie. Innymi słowy, muzyka łagodzi obyczaje.

Zmień się... Mahatma Gandhi: Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie! dr Jan Gałkowski, socjolog z Uniwersytetu Rzeszowskiego: Polacy generalnie są niechętni zmianom, bo są narodem konserwatywnym, w przeciwieństwie do Amerykanów, dla których nowość jest czymś zachęcającym i rozumianym jako zaleta. Dla Polaków ważniejsze jest to, co sprawdzone, tradycyjne i znane. Myślę, że to dotyczy większości społeczeństwa polskiego, wyjątek mogą stanowić mieszkańcy większych miast.

To prawda, muzyka pomaga na chandrę. Ale są też inne, bardziej kobiece sposoby. Jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ale także od płci. Dlatego my, kobiety, często słuchając muzyki, malujemy paznokcie. Na dobre samopoczucie wpływa też czekolada i zakupy - to udowodnione naukowo.


Przeczytaj zanim umrzesz ♂

Miliony książek wydawanych rocznie, tysiące księgarń, a w nich multum pozycji, które chcielibyśmy przeczytać. Literaci amerykańscy zebrani przez Amazon, jednego z największy wydawców w USA, pokusili się o stworzenie listy 100 książek, które każdy powinien przeczytać, ciesząc się obecnością na tym świecie. Na liście swoje miejsce znalazły takie pozycje jak: Rok 1984 Georga Orwella, Duma i uprzedzenie Jane Austen, Lśnienie Stephena Kinga, czy Lolita Vladimira Nabokova. Zastanawia jednak fakt, że żadna polska książka nie zmieściła się wśród wartych przeczytania przed śmiercią. Czy my, Polacy, nie potrafimy pisać uniwersalnych utworów literackich?

Zastanawia mnie kwestia słowa: powinniśmy. Dla mnie nie ma książek, które powinnam przeczytać. Są takie, które chcę przeczytać. Takie, na które z różnych powodów nie miałam czasu. Czytanie ma dawać mi satysfakcję, pobudzać wyobraźnię, przenosić w zupełnie inny świat.

Renata Pasternak, kierownik działu udostępniania Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie: Każde wydarzenie kulturalne trzeba promować. Również wydawanie książek. A to wymaga ogromnych nakładów finansowych. Literatura anglosaska jest lepiej dofinansowana w sensie marketingowym, dlatego ma większa siłę przebicia w głównym nurcie. To nie znaczy jednak, że polscy pisarze są gorsi.

Lubię ludzi z pasją. Lubię i zazdroszczę, że potrafią poświęcać się czemuś, czynić coś sensem swojego życia. Bez ograniczeń, bez wyrzutów sumienia, że wyrzekają się czegoś lub kogoś. Jest mi jednak odrobinę żal ludzi, którzy swoją pasją czynią pracę. Pasja to coś, co istnieje poza obowiązkiem i rzeczywistością. Pasja ma swoją odrębną przestrzeń.

Czyniąc z naszej pasji sposób zarobkowania, jesteśmy o krok od życiowego szczęścia absolutnego. Dlaczego przestrzenią pasji nie może być przestrzeń zawodowa? Przecież pasją może być wszystko. Jacek Walkiewicz, psycholog, mówca, trener, autor książki Pełna MOC życia:

Żyć bardziej

Profesjonalizm nigdy nie jest dziełem przypadku. Pasja rodzi profesjonalizm. Profesjonalizm daje jakość, a jakość to jest luksus.


Strefa ciekawości – Nieważne, czego będzie próbował i tak do niczego w życiu nie dojdzie - tak dyrektor szkoły powiedział o Albercie Einsteinie, gdy ów był jeszcze uczniem. Kiedy Ludwig van Beethoven stracił słuch, odciął nogi fortepianu, na którym pracował i zaczął uczyć się rozpoznawania dzięków za pomocą nieznacznych wibracji parkietu. Miał wtedy 28 lat. Chcesz mieć dobry nastrój? Zjedz banana. Owoce te zawierają dopaminę i serotoninę, które wpływają na dobre samopoczucie. Jesteś wstydliwy? Naukowcy twierdzą, że wstydliwi ludzie są znakomitymi obserwatorami, co pozwala im sprawniej dojrzeć sedno zagadnienia, którym się zajmują. Ułatwia im to rozwiązywanie problemów. Różnorodność życia w dżungli jest tak olbrzymia, że na jej jeden kilometr kwadratowy przypada aż 650 gatunków drzew. Jan Paweł II nie spodziewał się chyba, że wyśpiewane przez niego „Ojcze Nasz” po łacinie będzie na tyle popularne, że zajmie wysokie miejsca na listach przebojów. „Pater Noster” wykonane przez papieża Polaka znalazło się nawet na popularnej liście „30 Ton Lista, Lista, Lista Przebojów”. Pierwszym papieżem, któremu zrobiono fotografię, był Pius IX (1792-1878). amplitudy 1/2014

19


1

rozmowy / portrety

2

3

4

amplitudy 1/2014

16


fotoreportaż

5

6

Przyjmijcie mnie Cóż mogę powiedzieć? Przyjmijcie mnie! Pójdźmy razem, bo w pojedynkę się nie da. „Oto idę”... Chciałbym dziś powiedzieć: Oto pójdźmy. Więc wstańmy i chodźmy razem. Kierunek znamy, cel znamy, drogi też. Niech nas Bóg prowadzi. bp Jan Wątroba

7

Słowa wypowiedziane na zakończenie ingresu do katedry rzeszowskiej w dniu 20 lipca 2013 r.

1. Bp Jan Wątroba z pastorałem w katedrze podczas ingresu 2. Powitanie przez proboszcza katedry, ks. Jana Delektę 3. Biskupi pod przewodnictwem ówczesnego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Józefa Michalika, metropolity przemyskiego 4. Nuncjusz apostolski w Polsce, abp Celestino Migliore, przekazuje pastorał od ustępującego ordynariusza diecezji rzeszowskiej, bp. Kazimierza Górnego 5. W otoczeniu przedstawicieli kapituły katedralnej: ks. Jerzego Buczka, kanclerza kurii diecezjalnej i ks. Jana Szczupaka, dyrektora wydziału duszpasterskiego 6. Przedstawiciele władz pod przewodnictwem Władysława Ortyla, marszałka podkarpackiego, Małgorzaty Chomycz-Śmigielskiej, wojewody podkarpackiej i Tadeusza Ferenca, prezydenta Rzeszowa 7. Wierni zebrani w katedrze rzeszowskiej

amplitudy

fot. Tadeusz Poźniak / www.tadeuszpozniak.pl

1/2014

21


wywiad

Skracanie

dystansu z bp. Janem Wątrobą rozmawia Agnieszka Radochońska Już na samym początku kierowania diecezją rzeszowską odwiedził Ksiądz Biskup Rzym, aby zdać relację z jej funkcjonowania papieżowi Franciszkowi w ramach wizyty „Ad limina Apostolorum”. Czy w czasie spotkania z Ojcem Świętym usłyszał Ksiądz Biskup coś, co może wpłynąć na posługę w naszej diecezji? Były to bardziej słowa potwierdzenia i aprobaty dotyczące kierunku, który w naszym Kościele już jest realizowany. Ojciec Święty całym swoim życiem, ale też i tym co mówi, ukazuje pewien styl duszpasterstwa. Pokazuje Kościół jako wspólnotę, która jest związana bliskimi więzami. Bardzo mu zależy na międzyludzkiej solidarności, współpracy i serdeczności. Użyję tutaj bardzo ładnego słowa – kordialność. Ta kordialność, na Podkarpaciu i w diecezji rzeszowskiej, wciąż bardzo mnie zaskakuje. Jest czymś dotykalnym. Jakie były pierwsze myśli Księdza Biskupa po otrzymaniu nominacji na biskupa rzeszowskiego? Pomyślałem o ludziach, bo tak naprawdę z wyjątkiem kilku osób nikogo nie znałem w Rzeszowie, nie mówiąc o całej diecezji. Stąd pierwsza myśl, że czeka mnie wiele spotkań. Przeważała radość czy obawy? Na pewno nie było przerażenia. Przyjąłem tę wiadomość z radością, bo otworzyła się przede mną nowa amplitudy

22

1/2014

przestrzeń i nowe pole do działania. Zadałem też sobie pytanie: czy podołam i czy nowe obowiązki mnie nie przerosną? Miałem świadomość, że jest to wyzwanie, które będzie wymagało mobilizacji wszystkich sił. Jak zareagowała rodzina? Ludzie wierzący, a moi bliscy do takich należą, doskonale rozumieją, że w Kościele, w przypadku księży czy biskupów, często mają miejsce decyzje o zmianie miejsca pracy. Czy środowisko rzeszowskie przypomina to z okolic Jasnej Góry? Ludzie są do siebie podobni. Od początku spotykam się z chęcią współpracy, z gotowością do podejmowania nowych zadań nie tylko ze strony najbliższych współpracowników, ale też wielu ludzi, których spotykam w czasie pełnienia posługi. To, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, to wielka współpraca różnych środowisk, to wspólne patrzenie w tym samym kierunku, czego owoce są już widoczne. Proszę o jakiś przykład. Podziwiałem udział rodzin diecezji rzeszowskiej w pielgrzymce rodzin na Jasną Górę czy w światowym spotkaniu małżeństw i rodzin w Rzymie w ramach roku wiary. Współpracę ruchów i stowarzyszeń. To wszystko świadczy o współdziałaniu duszpasterzy i wiernych. Jakie ma Ksiądz Biskup pomysły na większe zaangażowanie świeckich? Podstawową strukturą w Kościele jest parafia. W pierwszej kolejności widziałbym mobilizację proboszczów i wiernych do większego otwarcia na wzajemną współpracę. Druga sprawa to ciągła promocja ruchów i stowarzyszeń katolickich.

bp Jan Wątroba podczas wywiadu fot. Tadeusz Poźniak


amplitudy 1/2014

19


wywiad

Sporo nowych wyzwań przedstawił biskupom papież Franciszek. Papież Franciszek w posłudze biskupa akcentuje służbę. Cóż mogę powiedzieć? Będę się starał. Jan Paweł II czy Franciszek? Obawiam się takiego porównywania. Każdy papież jest inny i za każdego trzeba Panu Bogu dziękować. Od każdego staram się zaczerpnąć jak najwięcej. Oni się wzajemnie uzupełniają, każdy dany jest na swój czas. Z pewnością nasz rodak jest mi bliższy z naturalnych powodów. Wiele razy miałem okazję spotkania się z nim, słuchania go i przez to podziwiania. Franciszka cenię choćby dlatego, że moim ulubionym świętym jest Franciszek z Asyżu. Świat zachwycił się papieżem Franciszkiem między innymi dlatego, że zwrócił uwagę na Kościół ubogi i wrażliwy na ubogich. Czy ta promocja jest rzeczywiście potrzebna? Kościół ubogi to Kościół ewangeliczny. Słowa i nauczanie Jezusa Chrystusa wielokrotnie potwierdziły jego otwarcie na ubogich, odrzuconych na margines. Mamy też szereg przestróg Zbawiciela przed bogactwem, które potrafi przysłonić człowiekowi troskę o sprawy najważniejsze. Przestrogi te są wciąż aktualne i jednakowo dotyczą duchownych i świeckich. Co zachwyca Księdza Biskupa w Ubogim z Asyżu?

fot. Tadeusz Poźniak

Wielka szczerość i wewnętrzna prostota tej postaci oraz

autentyczne zakorzenienie w Ewangelii. Święty Franciszek pojmował Ewangelię dosłownie, bez korekt, retuszu i pokazywał, że można żyć tak jak uczył Pan Jezus. Z drugiej strony to, co mnie w św. Franciszku zachwyca i co jest ponadczasowe, to jego szczególna wrażliwość na to, co słabe, odrzucone i zapomniane. On właśnie wtedy objawiał bogactwo swojego wnętrza, gdy spieszył z pomocą temu wszystkiemu, czym inni gardzili. Franciszek był zawsze blisko ludzi, którzy czekali na miłość. To może bardzo inspirować. Rzeczywiście. Tak widziałbym swoją funkcję. Na pewno, nie pełnioną z piedestału i dystansu, ale blisko ludzi. Blisko, to czasem oznacza być z przodu, ale niekiedy być zupełnie z tyłu. Doskonale obrazuje to pielgrzymka. Kapłan, duszpasterz, który jest przewodnikiem dyktuje tempo, jest reprezentantem wspólnoty w drodze, idzie na przodzie. Często jednak widzimy tego samego kapłana ze stułą na ramionach, idącego na samym końcu i posługującego w sakramencie pokuty. Tak rozumiem bycie we wspólnocie. W czasie 364. zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski biskupi zastanawiali się, jak wdrożyć przesłanie adhortacji papieża Franciszka Evangelii Gaudium w codzienność Kościoła w Polsce. Czy zdecydowano o jakichś konkretach? Do radości nie można nikogo zmusić. Radość wypływa z jakiegoś wewnętrznego źródła. Chodzi o to, aby

Ksiądz biskup Jan Wątroba dał się poznać jako człowiek bardzo sympatyczny, skromny i otwarty. Moim zdaniem zainteresowanie mediów osobą Biskupa było największe w chwili nominacji przez papieża Franciszka oraz w trakcie ingresu do rzeszowskiej katedry. Obecnie nie obserwuję szczególnego skupiania się podkarpackich mediów na działalności Biskupa Rzeszowskiego. Osobiście oceniam Biskupa Ordynariusza bardzo pozytywnie. Jest z nami od niedawna, ale widać, że bardzo chce poznać diecezję rzeszowską, wiernych, wspólnoty i inne środowiska regionu. Jest też bardzo dobrym mówcą! Krzysztof Kuchta redaktor naczelny dziennika „Super Nowości”


Aneta Gieroń redaktor naczelna dwumiesięcznika „VIP Biznes & Styl”

fot. Tadeusz Poźniak

Słowo VIP w odniesieniu do Księdza Biskupa nie jest adekwatne. Na pewno jednak nie można kwestionować tego, że jest osobą ważną i opiniotwórczą w życiu publicznym nie tylko członków Kościoła, ale także mieszkańców Podkarpacia. Jest to istotny głos w sprawach miasta i regionu, pożądany w debacie publicznej. Uważam, że będzie lepiej słyszalny i wiarygodny, jeżeli nie będzie odnosił się bezpośrednio do wydarzeń bądź osób związanych z polityką.

wskazywać na autentyczne źródła radości, odnawiać te źródła, odkopywać, jeśli są zasypane. Jest to zadanie Kościoła na dzisiaj. Radość nie może być czymś sztucznym. Stąd tyle wysiłku, aby wierni spotykali się z radosnymi głosicielami Ewangelii. Wiąże się to z naciskiem na stałą formację kapłanów. Na ciągłe ewangelizowanie ewangelizatorów. To od nich oczekujemy nowego zapału. Zatem nie tyle chodzi o metody, ile o gorliwość duchownych wynikającą z relacji z Jezusem Chrystusem. Zapytani o Księdza Biskupa diecezjanie odpowiadają: czuły, dobry, pośród ludzi, zwykły człowiek… Chciałbym, żeby to było prawdą. Niczego nie udaję, po prostu jestem sobą. Wydaje mi się, że to jest naturalna konsekwencja bycia pasterzem. Jeśli tak jestem postrzegany, to ułatwia mi to pracę. Chciałbym, jeżeli to jest możliwe, zmniejszać dystans, który nie jest potrzebny w pracy duszpasterskiej. Myślę, że to jest bardzo pozytywne i nobilitujące, jeżeli ktoś powie, że biskup to taki zwykły i normalny człowiek. Choć z drugiej strony Ksiądz Biskup jest również niezwykły. Mam na myśli nie tylko święcenia biskupie, ale i odmienne problemy niż przeciętny Kowalski. Przypomnę słowa św. Augustyna: „Z wami jestem chrześcijaninem, dla was jestem biskupem”. Stąd ta zwykłość i niezwykłość. Niezwykłość można postrzegać jako coś bardzo pozytywnego. Świętość jest niezwykła, choć z drugiej strony dostępna dla zwykłych ludzi. Co do problemów, to chyba zrozumiałe, że ludzie róż-

nych stanów, zawodów mają inne zmartwienia. Wprawdzie nie martwię się własnym bezrobociem, ale martwię się o tę czy inną parafię, księdza, wiernych. A co z tymi, którzy nie są przychylni Kościołowi? Nie zamierzam szukać tylko tych miejsc i ludzi, którzy akceptują mnie i są otwarci. Papież Franciszek nieustannie przypomina nam o peryferiach w Kościele, o tych obszarach i ludziach, którzy są daleko, może krytycznie i wrogo nastawieni – to jest wielkie wyzwanie dla całego Kościoła i dla mnie osobiście. Jak dotrzeć do tych, którzy patrzą krytycznie, którzy nie reagują życzliwie na propozycje adresowane w ich kierunku? Jak to zrobić osobiście? Jak znaleźć ludzi, którzy umieliby do nich dotrzeć? No właśnie. Jak do nich dotrzeć? Pierwszym krokiem jest pełen wzajemnego szacunku dialog. Trudno zbliżyć się do siebie bez próby wzajemnego zrozumienia. Przyszedł Ksiądz Biskup do diecezji rzeszowskiej z zawołaniem: Ecce Venio. Czy można je traktować jako tytuł programu? To hasło wyjęte z Listu do Hebrajczyków: „Oto idę, aby spełnić wolę Twoją”. Towarzyszy mi ono od początku, czyli od chwili, kiedy zostałem biskupem. Tak, zgadzam się, jest ono określeniem pewnego programu i jednoczesnym odzwierciedleniem tego, co jest moim najgłębszym pragnieniem - żeby jak najlepiej wypełnić wolę Bożą.

→ amplitudy 1/2014

25


wywiad

Oprócz pracy w diecezji czekają na Księdza Biskupa zadania związane z przewodniczeniem Radzie ds. Rodziny przy Konferencji Episkopatu Polski. Współcześnie to bardzo odpowiedzialne zadanie. Tak właśnie je postrzegam. To jest jednocześnie bardzo trudne zadanie. Nie ukrywam, że wymaga wielkiej wiedzy, doświadczenia i odwagi ze względu na sytuację, w jakiej znalazła się dziś rodzina. Rada ds. Rodziny musi nieustannie rozeznawać zagrożenia i pomagać rodzinie, która przeżywa rożne kryzysy. Rola kolejnego przewodniczącego to nic innego jak kontynuacja tego, co robili poprzednicy. To nigdy nie jest działanie w pojedynkę. Rada to jest kolektyw, to jest grupa osób, które mają do pomocy inne zespoły, konsultantów czy specjalistów w określonych dziedzinach. W dokumencie przygotowującym do Synodu Biskupów na temat rodziny zwrócono uwagę na jej bardzo trudną sytuację. Wymieniono w nim uderzające w rodzinę zjawiska, które do tej pory nie występowały na tak dużą skalę, np. związki niesakramentalne. Trzeba przypominać, że rodziny te mają swoje miejsce w Kościele. Zapraszane są do udziału w życiu Kościoła przez modlitwę czy wypełnianie przykazań. Nie mają swobodnego przystępu do sakramentów, ale tym bardziej potrzeba, by Kościół wychodził im naprzeciw, by osoby te czuły, że są otoczone troską i modlitwą.

W praktyce chyba jednak rzadko się czują związani ze wspólnotą Kościoła... Rzeczywiście, bywa różnie. Nawet jeśli organizuje się z myślą o nich dni skupienia, rekolekcje to trudno ich przekonać, aby przyszli. Jak ich przekonać, aby nie obrażali się na Kościół? Trzeba im nie tylko wyjaśniać, ale w praktyce pokazać, że nie są marginesem Kościoła. Temat rodziny często pojawiał się w czasie wizyty „Ad limina Apostolorum”… Ojciec Święty mówił o rodzinie w bardzo szerokim znaczeniu. Rozpoczynając od narzeczonych, a kończąc na seniorach. Rodzina, która przeżywa wielki kryzys, na każdym etapie, w smutkach i radościach, musi czuć troskę Kościoła. Ojcu Świętemu zależy, aby wszystkie rodziny, także te dotknięte kryzysem, także te po rozwodzie, i ci, którzy weszli w nowe związki, czuli troskę Kościoła. Aby mieli poczucie, że są w Kościele i tę obecność mogą wyrażać na różne sposoby, choć nie mogą osiągnąć jedności sakramentalnej. Ojciec Święty podkreślał, żeby służyć także tym, którzy są na peryferiach. Słowo „peryferie” jest bardzo charakterystyczne dla papieża Franciszka. Jednym z poważnych wyzwań jakie stoją przed polskimi rodzinami jest kryzys demograficzny. Czy Rada ds. Rodziny ma jakieś plany, aby temu zapobiec? Problem jest złożony i trudno powiedzieć, który z czyn-

fot. archiwum

W pierwszej homilii w rzeszowskiej katedrze biskup Jan zapowiedział, że podstawą jego programu będzie łagodność, dobroć, pokora i skromność. I mam wrażenie, że od początku konsekwentnie go realizuje. Widać to nie tylko w jego sposobie bycia, w którym przyjmuje raczej rolę skromnego pasterza, a nie noszącego królewską purpurę zarządcy diecezji. Podczas pasterki na próżno rozglądałam się po katedrze w poszukiwaniu tzw. fajerwerków, czyli chórów, solistów, skrzypaczek, mających uświetnić uroczystość. Nie znalazłam, bo dla biskupa najważniejsza była nie piękna oprawa Eucharystii, ale słowo. Słowo, w którym po raz kolejny powtarzał, że tajemnicą tej nocy jest pokora i prostota Boga. Zjednał sobie tym sporo wiernych, którzy u kościelnych hierarchów często na próżno wypatrują tego, do czego nawołuje papież Franciszek. Anna Janik dziennikarka Gazety Codziennej „Nowiny”


Sekretarz biskupa ks. Łukasz Hendzel

ników jest decydujący. Jedni akcentują kwestie finansowe, inni zwracają uwagę na współczesną egoistyczną mentalność. Rada nie może podjąć decyzji związanych z ulgami podatkowymi dla rodzin, ale na pewno jej zadaniem jest promowanie rodziny i rodzicielstwa. Rozmawialiśmy głównie o pracy. A co z niezbędnym przy tak licznych obowiązkach odpoczynkiem? Lubię góry, choć w tym roku, w związku z przyjazdem do Rzeszowa, nie miałem możliwości, aby wykorzystać urlop i wybrać się na dłuższą wędrówkę. W ogóle trudno jest o czas wolny. Nawet jeśli nie uczestniczę w danym dniu w jakichś wydarzeniach związanych z posługą biskupa, myślami uczestniczę w kolejnych spotkaniach, zadaniach, przygotowuję przemówienia i homilie. Homilie Księdza Biskupa, które słyszałam, były stosunkowo krótkie i ściśle związane ze słowem Bożym. To takie programowe założenie? Z czasem homilii bywa różnie. Raz mówię krócej, innym razem dłużej. Rzeczywiście, staram się, aby zawsze mówić o oparciu w Pismo Święte. To najpewniejsza i najbezpieczniejsza droga dla każdego kapłana głoszącego słowo Boże.

fot. Tadeusz Poźniak

Ma 33 lata, pochodzi z parafii farnej w Ropczycach. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Rzeszowie. Po święceniach kapłańskich w 2006 r. przez dwa lata był wikariuszem w Chmielniku. W 2008 r. rozpoczął studia doktoranckie z teologii fundamentalnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim W 2013 r. obronił doktorat na podstawie pracy pt. Sperancyjna wiarygodność chrześcijaństwa. Studium teologiczno-fundamentalne w oparciu o polskojęzyczną literaturę posoborową (promotor: ks. prof. dr hab. Jacenty Mastej). W czasie studiów był zaangażowany w duszpasterstwo przy parafii św. Józefa w Głogowie Młp. - osiedle Niwa. Od lipca 2013 r. pełni obowiązki sekretarza biskupa rzeszowskiego Jana Wątroby. (ks)

Problemem wielu kaznodziejów jest trudność w przełożeniu Pisma Świętego na język codzienności i konkretów. Wracamy do problemu ewangelizacji. Jak Ewangelię, która powstała dwa tysiące lat temu, opowiedzieć współczesnemu człowiekowi. Nie tylko opowiedzieć. Jak go zachęcić, aby zapragnął żyć na co dzień zasadami tej Ewangelii. Same słowa nie wystarczą. Potrzebny jest przykład i świadectwo. Temat słowa Bożego podprowadza nas pod postać nowego przewodniczącego KEP abp. Stanisława Gądeckiego, wybranego na wspomnianym zebraniu plenarnym. Jest on znany m.in. jako wybitny biblista. Czy mieliście okazję ze sobą wcześniej współpracować? Gdy na początku lat osiemdziesiątych rozpoczynałem studia w Rzymie w Instytucie Polskim, gdzie mieszka wielu polskich księży, trwała żywa pamięć o nim, o jego zdolnościach i możliwościach intelektualnych. Niewątpliwie jako biblista czerpie z najczystszego źródła przepowiadania. Zawsze można liczyć na bogactwo słowa Bożego. Jestem przekonany, że skoncentrowanie na Biblii będzie widoczne w pracy nowego przewodniczącego i wszystkim wyjdzie na dobre. amplitudy 1/2014

27


poezja

amplitudy

24

1/2014


opinie

Historia koloru

niebieskiego U rszula R adoniewicz

W

języku polskim niebieski pochodzi od słowa ‚niebo’ + formant ‚ski’. Do XIV wieku oznaczał „przynależny do nieba”, później stał się osobnym określeniem barwy niebieskiej.

Nie jest jednoznacznie stwierdzone, skąd się biorą nasze preferencje względem kolorów. Nie do końca wiadomo, czy jest to sprawa pewnego wyczulenia, podskórnego wyczucia, czy może nieświadomego ukierunkowania. Lubimy się zaprzyjaźniać z pewnymi kolorami, a innych wprost nie znosimy. Jedne pozytywnie nas nastrajają, inne rozdrażniają albo wywołują agresję. Mocno oddziałują na naszą psychikę i zachowanie, choć może wcale o tym nie myślimy i tego nie rozstrzygamy. Kolory nas otaczają… Przynależny do nieba Każda epoka, społeczeństwo, wreszcie każdy człowiek ma inną percepcję kolorów. Stąd odwieczny rozdźwięk między kolorem rzeczywistym, postrzeganym a nazywanym. Ogólna symbolika barw wiąże się z uzewnętrznianiem uczuć i potrzeb, z obyczajowością i sztuką. W różnych kulturach barwy posiadają odmienne, niekiedy przeciwne znaczenie. Kolor niebieski, to piąty kolor tęczy, barwa podstawowa, dopełnienie barwy żółtej. W astronomii oznacza pozorne sklepienie Ziemi, w religii - wyobrażalne

miejsce pobytu Boga, aniołów i świętych, przenośnie - zachwycający, cudowny, niebiański. W języku polskim niebieski pochodzi od słowa ‚niebo’ + formant ‚ski’. Do XIV w. oznaczał „przynależny do nieba”, później stał się osobnym określeniem barwy niebieskiej. Jest to kolor transcendentny. Oznacza spokój i kontemplację. Początkowo był nawet tożsamy z wiernością. Zestawienie błękitu jako pierwiastka duchowego z czerwienią, jako pierwiastkiem cielesnym - tworzy całość ludzkiej egzystencji. Francuskie ‚bleu’ uznaje się za słowo magiczne, urzekające, uspokajające. Jest przyjemne dla ucha, łagodne i przyjazne. Przywodzi na myśl morze, odpoczynek i nieskończoność. W innych językach niebieski jest słowem pokrzepiającym, wręcz poetyckim. Kojarzy się ze wspomnieniem, pragnieniem, czy marzeniem. Przez wiele stuleci nie znajdowano właściwego określenia na ten właśnie kolor. W języku niemieckim łączono je ze zmąconym umysłem - stanem, jaki daje odurzenie alkoholowe... Błękit związany jest także z bluesem, formą muzyczną, której charakterystyczny czterotaktowy rytm wyraża smutek, melancholię i nostalgię. Dostojne zaistnienie Już w starożytności potrafiono fabrykować sztuczne pigmenty niebieskie na bazie opiłków miedzi zmieszanych z piaskiem i potasem. Dla Egipcjan i ludów Bliskiego Wschodu niebieski miał zdolności odpychania złych mocy. Mało ceniony i rzadko używany w Grecji. Dla Rzymian równał się z barbarzyństwem. Symbolika i wrażliwość wczesnego średniowiecza również nie doceniała błękitu. Nie stanowił on wartości, gdyż w życiu społecznym i religijnym nieustannie obowiązywały biel, czerń oraz czerwień. Dopiero na przełomie wieków XI i XII przybywa tonów niebieskich w sztuce, w tym na obrazach. Kolor ten staje się najważniejszym atrybutem Maryi - wkrada się na

,,Chatka Puchatka” - technika olejna (Bieszczady 2008)

amplitudy

Mirosław Szudy

1/2014

29


opinie

jej czarno-szary do tej pory płaszcz i suknię. Z czasem rozjaśnia się, nabierając większego powabu. W wielu kościołach Panna Najświętsza w swoich wizerunkach unosi się ku niebu. Jest już wśród obłoków, spokojna i uduchowiona, zostawiając w dole pucołowate aniołki. Rozwój kultu maryjnego zapewnił sukces błękitowi. Pojawia się on we wszystkich dziedzinach twórczości. Wiek XIII zatwierdza go jako kolor piękny, maryjny i królewski. Swój triumf święci w wieku XV - co ma związek z szerokim wykorzystaniem znakomitego, naturalnego pigmentu indygo, uzyskiwanego z liści krzewu indygowca oraz wytworzeniem sztucznego błękitu pruskiego, pozwalającego uzyskać nieosiągalne dotąd odcienie błękitu i zieleni. Romantycy przypisywali błękitowi wszelkie cnoty poetyckie - miłość, melancholię i marzenia. Znaczenie poetyckie zaowocowało między innymi przysłowiowym bujaniem w obłokach i nieosiągalnym ideałem szczęścia. Na przestrzeni wieków błękit związany był mocno z farbiarstwem, lecz dopiero w wieku XX stał się najchętniej noszonym kolorem na Zachodzie i w Europie.

W objęciach firmamentu Dzisiaj trudno sobie wyobrazić nieobecność koloru niebieskiego w życiu codziennym. Jest chociażby w szerokiej skali dżinsowych odcieni, widnieje w literackich tytułach, a nawet w łazienkowej terakocie. Zupełnie naturalnie wtapia się w naszą rzeczywistość - pochyla się ulicznymi latarniami, nieruchomieje w znakach drogowych, w tablicach informacyjnych, kusi zdobnymi papierkami na słodkościach. Wyrasta aż po powałę w wiejskich kuchniach, gasi pragnienie, zastyga w kościelnych malowidłach, błyszczy w witrażowych szybkach. Zadomawia się w szkołach, przeplata ornamenty odświętnych zastaw. Wykwita z ogrodów, kłania się w zbożowych łanach, udziela miejsca gwiazdom, kołysze na morzu. Na jednej z chorwackich wysp jest grota. Można się tam dostać tylko poprzez szczelinę, wyłącznie na spokojnej fali. Ciemnym korytarzem wpływa się niczym do nieba światło przedostające się przez skalne szczeliny, widoczne na sklepieniu i pod wodą, sprawia, że wszystko rozmywa się w błękitach i turkusach. Połyski pląsają spokojnie na tafli, filuternie odbijając się od ścian. Cud natury.

Huta Polańska - praca poplenerowa (Kotań 2011) Mirosław Szudy Autor obrazów urodził się w 1956 r. w Jaśle, absolwent wydziału grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Od 1987 r. pracuje jako nauczyciel przedmiotów artystycznych w Liceum Plastycznym w Krośnie, a od września 2013 r. w michalickim Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych im. ks. Bronisława Markiewicza w Miejscu Piastowym. Zajmuje się projektowaniem graficznym, grafiką komputerową, malarstwem, fotografią. Jego prace eksponowane były na wielu wystawach. Brał udział w licznych plenerach krajowych i zagranicznych, a jego prace znajdują się w zbiorach prywatnych i muzealnych oraz w instytucjach kulturalnych w Polsce i za granicą. Jak mówi autor, błękit, który dominuje w przedstawionych pracach jest dla niego kolorem magicznym, tak, jak i miejsca przedstawiane w tych obrazach.

bibliografia: D. Hornung, Kolor. Kurs dla artystów i projektantów, tłum. M. Brand, Universitas, Kraków 2009; J. Parramon, Jak powstaje kolor, tłum. E. Michalik, Ossolineum, Wrocław 1993; M. Pastoureau, Historia koloru niebieskiego, tłum. M. Ochab, Oficyna Naukowa, Warszawa 2013; M. Rzepińska, Historia koloru w dziejach malarstwa europejskiego, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1993.


prezentacje

Taaadaaam... Jako pierwsi na łamach „Amplitud” prezentujemy odświeżone logo Radia Via

Nowe logo Katarzyna Sowa

dyrektor ds. rozwoju biznesu w firmie BD Center Sp. z o.o.

fot. Tadeusz Poźniak

D

obre logo jest najlepszą wizytówką organizacji. Żyjemy w rzeczywistości wymagającej szybkiego przyswajania i analizowania informacji. Logo będące symbolem danej organizacji powinno zatem charakteryzować się prostotą i ponadczasowością. Musi być także rozpoznawalne i zapamiętane. Tak naprawdę wszystko jest ważne - dobór kolorów, zastosowane kształty, skojarzenia i emocje, jakie wzbudzą u obserwatora. Wspólnie z dyrektorem Radia Via, ks. Markiem Chorzępą, postanowiliśmy nieco odświeżyć grafikę znaku radia i zaproponować dla niego nową identyfikację wizualną. Nie jest to jednak rewolucja, a ewolucja, która, mamy nadzieję, pozwoli słuchaczom poznać Radio Via jako przyjazne, kompetentne i nowoczesne. amplitudy 1/2014

31


reklama

amplitudy

28

1/2014


reportaż

Ile ważą

brączki?

S ylwester W ilk

C

odziennie mijam sklepy znajdujące się przy ulicy Czackiego, po przeciwległej stronie budynku I LO w Jaśle. Wśród nich jest jeden wyjątkowy, prezentujący na wystawie coś więcej niż tylko towar sprzedaje się w nim symbole. Stojąca przy oknie wystawowym para - trzymający kobietę za rękę mężczyzna - automatycznie nasuwa na myśl scenę z medytacji Karola Wojtyły o miłości i małżeństwie Przed sklepem jubilera - dramatu, opublikowanego w 1960 r. Wracam do niego, zastanawiając się nad aktualnością zawartych tam obrazów, a przede wszystkim, myślę o wartości symboli dzisiaj, w tym przypadku - obrączki. Poza metafizycznym sposobem odczytywania jej znaczenia, zastanawiający jest aspekt prozaiczny: materialny wymiar kawałka szlachetnego metalu, o którym Wojtyła pisał, że w chwili ślubu nabiera nowej wartości. Andrzeja, jednego z bohaterów utworu, przy witrynie zatrzymała myśl, że złoty wyrób będzie nim tylko do chwili „gdy jedną z nich włożę na palec Teresy / a ona drugą na palec mej ręki / Odtąd zaczną wyznaczać nasz los / Będą przeszłość przypominać wciąż / jakby lekcję, którą trzeba wciąż pamiętać / i przyszłość otwierać będą ciągle na nowo / łącząc przeszłość z przyszłością / A równocześnie na każdą chwilę / jak dwa ostatnie ogniwa łańcucha / nas mają niewidzialnym zespalać sposobem.” Anna Łazur opowiada o rodzinnej pasji fot. Tadeusz Poźniak

Pierwiastek i stop Umawiam się na spotkanie w jasielskim zakładzie jubilerskim - jednym z największych producentów i dostawców obrączek w Polsce, z którego trafiają one do ponad 1000 sklepów w całym kraju. Wytworzony przez moją wyobraźnię obraz wielkiego zakładu produkcyjnego pryska jak mydlana bańka, zaraz po wejściu. Wokół unosi się atmosfera domu: piękny ogród, taras, karmnik dla ptaków, nieopodal kompostownik. – To nie jest zwykła pracownia. To dom, z duszą, sercem, a nade wszystko z rodzinnym zaangażowaniem – tymi słowami, nieco zaskoczonego, wita mnie Anna Łazur, współwłaścicielka firmy. Towarzysząca mi ciekawość powoduje, że niecierpliwię się coraz bardziej, bo już za chwilę odbędzie się krojenie złotych rur. Dlaczego obrączek nie robi się z czystego złota próby 999,9, inaczej określanego jako złoto 24-karatowe? Bo jest miękkie, wręcz plastyczne, a z tego względu niepraktyczne w użytkowaniu. Łatwo powstają wgniecenia i rysy. Materiałem optymalnym pod względem wytrzymałości mechanicznej, odporności na odbarwianie i działanie środków chemicznych, estetyki oraz ceny jest złoto próby 585, co oznacza, że w stopie jest 58,5 proc. czystego złota. Resztę stanowi ligura, czyli domieszki, które nadają finalny wygląd złota. – Oznacza to, że do 585 punktów czystego złota dodajemy niemal 415 punktów ligury. Domieszki stosuje się w różnych proporcjach w zależności od efektu, jaki chcemy uzyskać - to one stanowią najbardziej chronioną tajemnicę firm jubilerskich – wyjaśnia przedstawicielka producenta. Dla przykładu: aby uzyskać białe złoto palladowe, dodajemy złoto, pallad, srebro, cynk i inne składniki; złoto żółte - dodajemy złoto, miedź, srebro, cynk oraz pozostałe domieszki. – I tak bawimy się kolorami, a do dyspozycji mamy ich całe mnóstwo: białe, czerwone, różowe, zielone,

→ amplitudy 1/2014

33


promocja

bladożółte itd. Niektóre domieszki obniżają również temperaturę topnienia stopu, inne zmieniają właściwości mechaniczne lub twardość. Najpopularniejszymi pierwiastkami dodawanymi do złota są platyna, pallad, srebro, miedź, żelazo, kadm, nikiel, aluminium, cynk oraz mangan – wyjaśnia przedstawicielka producenta. Obecnie obrączki tworzone są z materiału pierwotnego, czyli z pierwiastkowej postaci złota. Dzięki temu, rozpoczynający wspólne życie młodzi ludzie tworzą historię swoich obrączek, które nie są obarczone historią innych osób. Dawniej modne było przetapianie złota po babci, cioci lub rodzicach. Dziś jednak sentymentalną wartość złota odkłada się na bok.

amplitudy

34

1/2014

Obróbka – Współcześnie stosowane do produkcji obrączek stopy złota gwarantują doskonałe właściwości pod każdym względem – kontynuuje rozmówczyni. – Na przykład, tutaj mamy taką obrączkę, która składa się z trzech kolorów: żółtego, białego i czerwonego. Żeby zrobić taką obrączkę, musimy mieć trzy różne rodzaje materiału. Trzymam ją w ręce - piękno samo w sobie, świetne zdobienia, miniaturowe kamienie, żłobienia majstersztyk. Z przygotowanego stopu złota, metodą tzw. ciągłego odlewu, „ciągnięta” jest rura bezszwowa, która nie jest


reportaż Fragmenty złotych rur wraz z pierwszą postacią obrączki, zaraz po jej odcięciu fot. by courtesy of Agosi

ani lutowana, ani w żaden inny sposób łączona. Gwarantuje to jakość finalnego produktu - materiał nie rozwarstwi się w trakcie użytkowania, będzie miał odpowiednią twardość stopu, czyli na europejskim poziomie. – Ten materiał jest jeszcze bardzo plastyczny, bo w naszej firmie robimy obrączki od rozmiaru 6 do 37, co wcale nie znaczy, że zamawiamy rury o takich rozmiarach – tłumaczy. Jednak rozmiar rury jest bardzo istotną kwestią w kontekście twardości. Zmniejszanie lub powiększanie krążków złota zmienia jego strukturę, a w związku z tym trzeba zachować maksymalną czujność, aby nie utwardzić złota zbyt mocno. Takie złoto po upadku na twardą powierzchnię mogłoby się rozsy-

pać. Wiem już, dlaczego jakość złota sprawdzano poprzez jego nadgryzanie. Ze złotej rury przycinany jest krążek o określonej szerokości według zamówienia klienta. W przypadku obrączki jednokolorowej poddawany jest on najpierw procesowi standaryzacji, czyli dopasowania rozmiaru poprzez walcowanie krążka. Kiedyś czynności te wykonywane były ręcznie, a dziś perfekcyjne wymiary średnicy wewnętrznej krążka uzyskuje się dzięki maszynie sterowanej numerycznie. Jeśli zamówienie dotyczy obrączki wielokolorowej, trzeba połączyć krążki metodą sinteringu - zgrzewania indukcyjnego od środka. Ten proces odbywa się przed standaryzacją. Dlaczego? – Bo działamy na złoto bardzo wysoką temperaturą, a temperatura powoduje tzw. „odpuszczenie” materiału, czyli go rozmiękcza. Każdy stop - biały, żółty czy czerwony ma bardzo precyzyjnie dobrane parametry, zarówno dotyczące temperatur, czasu rozgrzewania, łączenia, a następnie przebywania w ochronnej atmosferze – pani Anna wyjaśnia mi szczegóły skomplikowanego procesu. Aby ponownie przywrócić pożądaną twardość, dokonuje się standaryzacji. Oczywiście, obrączki wielokolorowe nie są aż tak twarde jak jednokolorowe, ale poziom ten w zupełności wystarcza, aby ich użytkowanie było zgodne z normami. Teraz zostaje już tylko etap finalnej obróbki. Najpierw tokarki CNC nadają im odpowiednią wysokość (grubość) oraz profil, zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny - półokrągły, płaski, wklęsły lub fazowany. Tak przygotowane obrączki przekazywane są do Okręgowego Urzędu Probierczego, w którym następuje potwierdzenie stopu użytego materiału. Nabijane są cechy probiercze, zgodne z próbą złota, z jakiego wykonana jest poszczególna sztuka, np. głowa rycerza z literką K 3, co oznacza urząd w Krakowie i próbę 585. Po powrocie do bazy obrączki wędrują do działu zajmującego się grawerowaniem napisów, gdzie do wyboru są dwa ich rodzaje - tradycyjny, wykonany pantografem (drapany) oraz ten bardziej nowoczesny, a zarazem ładniejszy i trwalszy, wykonany laserem (wypalany). W przypadku drugiego rozwiązania, do dyspozycji jest mnóstwo czcionek, przeróżnych znaków graficznych, jak serduszka, gołąbki, etc. Laser nanosi, zgodnie z indywidualnym życzeniem proponowany napis, datę, imię, serduszko, inicjały, krótkie sentencje. Najnowszym krzykiem mody staje się wypalanie odcisków palców lub nawet linii zapisu EKG. Czy człowiek potrzebny jest jeszcze przy produkcji? Przecież kiedyś obrączki robione były ręcznie, w bardzo prosty sposób: z paska płaskiej blachy, który walcowany był do odpowiedniej grubości, następnie lutowany, nadawało się ostateczny kształt - część złot-

→ amplitudy 1/2014

35


reportaż

ników nadal tak to robi. – W naszym przypadku już się tak nie da - świat idzie do przodu – Anna Łazur uzasadnia konieczność używania nowoczesnych maszyn i zatrudniania wykwalifikowanego personelu. – Trudno byłoby teraz dostosować się, robiąc obrączki ręcznie, do obecnych wymagań klienta. Człowiek jest potrzebny nadal, ale maszyny wykonują zdecydowaną większość roboty - są sprawniejsze, bardziej precyzyjne i wydajne. Żeby jednak taka maszyna była pożyteczna, najpierw musi ktoś ją wymyślić i zaprogramować. Potem ktoś inny musi pojechać po rury, uciąć je, wystandaryzować, włożyć do maszyny, dopilnować procesu, aby wszystko przebiegło jak należy.

rozmawiają rzeczowo, ale jeśli jest wśród nich przyszła teściowa bądź szwagierka... Tak się potrafią kłócić, wychodzić ze sklepu, wracać... Ale zazwyczaj osiągają kompromis – zaznacza z uśmiechem. Nierzadko zdarza się, że wybierane przez pary obrączki nie są jednakowe. – Dawniej było nie do pomyślenia, żeby pan miał obrączkę szerszą, a pani węższą. Obecnie te różnice są społecznie akceptowane. Pierwsze pytanie, jakie pada z ust sprzedawcy, gdy klient wykazuje zainteresowanie zakupem, dotyczy rodzaju obrączki. Może to być albo klasyczna (ponadczasowa), albo nieklasyczna. – Kiedyś były tylko te pierwsze, nawet nie można było spotkać płaskiej obrączki, i nadal jest to najlepiej sprzedająca się obrączka – mówi Dobór i komfort nasza pani ekspert. Od niedawna widać wzrost zamówień indywidualNieklasyczna ma zdobienia (diamentowane) albo wynych. Stopień personalizacji sprawia, że obrączki wymyśloną fakturę, rowek, paseczek, motyw dekoracyjny, konywane są głównie na zamówienie. poprzeczne nacięcia na całości obwo– Oscyluje to na poziomie około 95 du, w kształcie trójkąta, fali albo obsaproc. – mówi A. Łazur. – Prawie każdzona kamieniami dookoła, łączona z dy klient życzy sobie jakiś grawer, dokilku różnych kolorów złota, według Miłość wplata pasowanie koloru, pani chce węższą, dowolnej konfiguracji. Modne staje pan chce szerszą. Taki indywidualizm się sygnowanie kolejnych rocznic ślusię w los. Jeśli obserwujemy od kilku lat – dodaje. bu, poprzez dodawanie corocznie na Opowiada, że młodzi ludzie szuobrączkę jednego kamienia, na drugą nie rozszczepi kają firm, obrączek w internecie, w rocznicę - drugiego itd. Coraz częściej katalogach, obładowani tą wiedzą też zdarza się, że małżeństwa zmiemiłości, ruszają na miasto. W sklepach doniają obrączki z okazji którejś kolejnej stępne są wzorniki obrączek - atrarocznicy ślubu; albo że mężowie zaodnoszą py z mosiądzu, pozłacane, różnej mawiają je swoim żonom, na przykład, grubości i szerokości, odzwierciez okazji narodzin dziecka - przeważnie zwycięstwo dlające produkt proponowany. są one dość wąskie i posiadają opra– Ale mogą przymierzyć, założyć na wione kamienie. ludzie. Lecz palce, oceniają, co im najbardziej paSą różne sposoby doboru obrączki. suje, mierzą, a gdy znają rozmiary, Ale czasami przychodzi klient, którenic poza tym rozmawiamy o wadze i cenie – przemu się coś bardzo podoba, a jednak… konuje. I dodaje: – Oglądając katalog, – Osoba o krąglejszych kształtach nie - i ponad to nie możemy towaru dotknąć, przypowinna wybierać obrączki półokrąmierzyć, a niejednokrotnie zdjęcia są głej, gdyż taka po prostu źle wygląda także nic. Tu przerysowane - są realizacją fantazji na palcu tej osoby. W tym przypadku fotografa. Potem przychodzi rozczadyskretnie proponujemy płaską, gdyż są granice rowanie, że jednak w rzeczywistości ona eliminuje efekt „baleroniku” – obrączka nie wygląda tak cudownie. precyzuje przedstawicielka firmy. Tłuczłowieka. Do sklepu jubilerskiego, zazwyczaj, maczy, że wiele czasu poświęca się na najpierw przychodzą kobiety. – Przerozmowy z klientami również o szeroważnie dzieje się tak, że wypuszczana kości obrączki. – Wielu klientów chce jest na zwiady albo z koleżanką, albo szerokie obrączki, ale staramy się im z mamą, siostrą - podejmują pierwszą wyjaśnić, że nie na każdym palcu taki decyzję, pytają o cenę, możliwości – jej model wygląda ładnie. przywołuje swoje doświadczenia naWspółcześni narzeczeni zwracają sza rozmówczyni. W końcowej fazie większą uwagę na komfort noszewkracza przyszły pan młody. – O ile nia obrączki. Dawniej wykonywane przyjdzie z narzeczoną, jeszcze pobyły tylko obrączki wewnątrz pła-

amplitudy

36

1/2014


skie, a obecnie standardem stała się tzw. wewnętrzna soczewka, która dopasowuje się do kształtu palca. Sprawia wrażenie miękkiej, dobrze się zakłada i równie dobrze zdejmuje. Na własnym palcu sprawdzam obrączkowy „comfort fit” i przekonuję się o niezwykłej gładkości jej wewnętrznej części. Między palcem a obrączką jest więcej powietrza, co gwarantuje polerowanie jej od wewnątrz na wysoki połysk. Komfort używania jest bardzo wysoki, choć niektórzy zupełnie niesłusznie uważają, że przez efekt soczewki taka obrączka waży więcej. Tajemnica obrączki Pisze Karol Wojtyła, przedstawiając na kolejnych kartach dramatu myśl Teresy: „Pamiętam - okno tego sklepu niegdyś stało się dziwnym zwierciadłem / chłonęło naszą przyszłość aż do tego momentu, w którym / zaczynała się tajemnica. Tajemnica czy niewiadoma? / Nam wystarczyło tyle. Miłość była silniejsza od lęku / A oni dziś poszli przed siebie. Nie spojrzeli na swoje odbicie / w zwierciadle tej dziwnej szyby, nie sondowali przyszłości / Tajemnica czy niewiadoma zacznie się dla nich od razu?” Pierścień ślubny używany był już w starożytnych kulturach, m.in. u Egipcjan. Symbolizował wieczność - okrąg nie ma przecież początku, ani końca, dokładnie tak, jak czas. Symbolizuje podstawowe założenie miłości, widzianej jako uczucie nieskończone. Starożytni czcili kształt okręgu pod postacią Słońca oraz Księżyca. Otwór pośrodku pierścienia nie oznaczał wcale pustej przestrzeni. Stanowił, przede wszystkim, ważny symbol bramy bądź drzwi, wiodących zarówno do rzeczy znanych, jak i nieznanych.

Zmieniamy sposób podejścia do tematu. Nie rozmawiamy już o szlachetnym metalu. – Tajemnica obrączki zaklęta jest w kręgu, dlatego jest okrągła, a nie kwadratowa, czy trójkątna. Złoto przedstawiało dawniej dużą cenę, dlatego używano go głównie przy wymianie handlowej – mówi A. Łazur. Złoto podkreśla wartość, ale i ważność czegoś - ten symbol przetrwał - choć zmienia się materiał, technologia, ale cały czas, do dzisiaj funkcjonują - nikt nie wyobraża sobie ślubu bez obrączek. Choćby miały być ze srebra, choćby może były najcieńsze, najmniejsze, nie bardzo atrakcyjne, ale taka jest tradycja. – Można powiedzieć, że czasy są dość ciężkie, często więc klienci szukają tańszych modeli, co można osiągnąć kosztem grubości bądź szerokości – twierdzi rozmówczyni. Mimo to w firmie powstała obrączka o szerokości 10 mm, która miała 2,8 mm grubości i ważyła około 20 gramów. Standardowa waga oscyluje w okolicach 4 gramów. Prawdziwy ciężar obrączki ma też niematerialne znaczenie. Zmieniające się w uciążliwą egzystencję życie dwojga innych bohaterów utworu Wojtyły spowodowało, że Anna pomyślała o sprzedaży nic nieznaczących już obrączek, które nadal nosili: ona i Stefan. Wracając z pracy, pewnego dnia, postanowiła wstąpić do sklepu jubilera, który wziął obrączkę, długo przewracał ją w palcach, czytał wygrawerowaną datę ślubu, spoglądał Annie w oczy, kładł na wagę, i tak kilkakrotnie. Wreszcie stwierdził: „Obrączka ta nic nie waży / waga stale wskazuje zero / i nie mogę wydobyć z niej / ani jednego miligrama / Widocznie mąż pani żyje / wtedy żadna obrączka z osobna / nic nie waży - ważą tylko obie / Moja waga jubilerska / ma tę właściwość / że nie odważa metalu / lecz cały byt człowieka i los”.

amplitudy 1/2014

37


reportaĹź

amplitudy

34

1/2014


reportaĹź

amplitudy 1/2014

35


felieton / przystanek w drodze

Początek, bez

powrotu O

A licja K arłowska dziennikarka Radia Rzeszów, filozof, współpracuje z internetową galerią sztuki artpower.pl w Krakowie; interesuje się współczesną antropologią filozoficzną, psychologią społeczną oraz myślą Hannah Arendt

fot. Tadeusz Poźniak

amplitudy

40

1/2014

dejście przywodzi na myśl rodzaj bezpowrotności i utraty. Amerykański pisarz John Updike jednym zdaniem podpowiada inny scenariusz: „Nikt nie może nigdzie dojść, jeśli skądś nie odszedł”. W języku polskim występuje określona grupa zaimków, których używanie powinno być poprzedzone szczególnym namysłem. Chodzi o zaimki przeczące, a konkretnie wyraz: „nigdy”. Trudno z pełną odpowiedzialnością opowiedzieć się po jego stronie. Sądzę nawet, że to słowo, wypowiadane w czasie teraźniejszym, zawsze będzie skażone zafałszowaniem. Przyczyna leży w braku możliwości zagwarantowania (sobie oraz innym), że zapisane lub wypowiedziane kiedyś „nigdy”, do końca, w każdej sytuacji i okolicznościach, pozostanie niezmienne. Podobnie z antonimem „zawsze”. Na początku zacytowałam zdanie, w którym występują wspomniane zaimki przeczące: „nikt”, „nigdzie”. Kolejne wyrazy, pośrednio lub bezpośrednio także „negują” sytuację. W tym momencie na drugi plan schodzi, czy potrafimy jej nadać konkretną nazwę. Może nawet określona sytuacja jeszcze nie zaistniała, nie wiemy, czy kiedykolwiek nastąpi. Jednak już pojawia się zaniepokojenie, a wraz z nim pytania. Kto, kiedy i dlaczego decyduje o końcu oraz początku? Czy w momencie dokonywania wyboru, podejmowania działań, wystarczy mi odwagi, by wyjść poza semantyczną stronę języka? Nie można udzielić jednoznacznych odpowiedzi. Ważniejszy jednak jest sam fakt zadawania pytań, chęć patrzenia na siebie z perspektywy wykraczającej poza obszar dnia dzisiejszego. Co wynika ze słów, których autorem jest John Updike? Dla mnie, kluczowym jest przesłanie, że koniec jest warunkiem początku. Pisarz jednoznacznie stwierdza: najpierw musisz odejść! W dobie wszechobecnego bycia „na próbę” nawet pojęcie odejścia jest tak traktowane. A przecież czasem trzeba zamknąć drzwi, raz na zawsze posegregować rzeczy w szufladzie, powiedzieć sobie „tak” lub „nie”… Rozpoczynać coś, tak całkiem bez-powrotnie? Trochę żal! Na szczęście, właśnie tak się zaczyna każdy prawdziwy początek.


editorial

fot. Tadeusz Poźniak

Radiowe twarze J Katarzyna Szurek k.szurek@radiovia.com.pl

est pierwszą osobą, która ma kontakt z audycjami przed emisją. Chodzi o tę część materiałów, która nie jest nadawana na żywo. Katarzyna nagrywa np. audycje prof. Kazimierza Ożoga, księży Dariusza Mikruta i Marcina Jaracza. Po nagraniu jeszcze raz wnikliwie słucha nagrania, wycinając z chirurgiczną precyzją przejęzyczenia, powtórzenia i chrząknięcia. Przygotowuje także radiowe reklamy, spoty, zajawki i jingle. Pracuje w radiu od 2010 roku. Łączy tę pracę ze studiami z zakresu nauki o rodzinie na Papieskim Uniwersytecie Jana Pawła II w Krakowie. amplitudy 1/2014

41


Już mnie nie dziwi

dobroć z Moniką Kuszyńską rozmawia Marta Januszewska


wywiad

K

iedy osiem lat temu Monika Kuszyńska i zespół Varius Manx ulegli poważnemu wypadkowi, wydawało się, że to koniec kariery wokalistki. Zniknęła na kilka lat, by w 2010 roku zaśpiewać: „Nowa rodzę się”. Od tamtej pory wystąpiła na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, wydała solową płytę „Ocalona”, poprowadziła swoją drużynę w „Bitwie na głosy”, została telewizyjną reporterką od spraw trudnych i członkiem jury wybierającego „Zwykłego bohatera”. W międzyczasie wyszła za mąż. W 2014 roku spotykamy pogodną, wrażliwą i mądrą kobietę.

Zakończyłaś pracę jurorską w III edycji „Zwykłego bohatera”. Sama czujesz się bohaterką? Czasami czuję się bohaterką dla samej siebie. To prawda. Może to nieskromnie brzmi, ale to jedynie w kontekście mojego postrzegania samej siebie. Dla innych nie czuję się bohaterką. Chociaż niektórzy też mi to czasami mówią: że jestem dla nich bohaterką, bo inspiruje ich to, co robię; że się podnoszę, że pokazuję jakąś drogę tym, którzy też bardzo chcieliby się podnieść. Ludzie czasami takiego bohatera szukają w kimś innym, kto już tę drogę ma za sobą. Czasem tak myślę o sobie. Przecież to zdrowe podejście. Tak mi się wydaje. Człowiek powinien doceniać to, co osiągnął. I nie chodzi tu wcale o sukcesy zawodowe, takie, które są teoretycznie najbardziej popularne, te, które zazwyczaj doceniamy, czy do których dążymy, tylko o te życiowe kroki, które wydają się czasem nie do wykonania, a jednak udało mi się przez to przejść. Uważam, że to, gdzie jestem dzisiaj, to jest mój największy sukces. A jak było kilka lat temu? Wtedy zupełnie nie wyobrażałam sobie, że moje życie będzie tak dobrze wyglądało. To jest dla mnie naprawdę coś wielkiego. Czyli co? Czasami patrzę w lustro i mówię sobie: jesteś naprawdę dzielna dziewucha, jesteś silna, lubię cię. To jest fajne – mieć taki stosunek do siebie, bo wtedy można też szczerze lubić innych. amplitudy

44

1/2014

A jak oceniasz postawę fair play, szczerość inicjatywy, codzienne bohaterstwo? Czy praca jurorki w plebiscycie promującym podstawowe ludzkie odruchy była dla Ciebie wyzwaniem? Zaskoczeniem? Zaskoczyło mnie samo zaproszenie do jury „Zwykłego bohatera”. To była niespodzianka. Ucieszyłam się, bo to był bardzo ciekawy plebiscyt, inny od tego co się na ogół w telewizji pokazuje. To jedyne zaskoczenie? Nie, zaskoczyła mnie też ilość zgłoszeń. Aczkolwiek nie było to aż tak szokujące, bo sama na co dzień spotykam się z różnymi, niesamowitymi sytuacjami i zachowaniami. Już mnie nie dziwi dobroć. Kompletnie mnie nie dziwi. Kiedyś tak, było to o wiele rzadsze zjawisko w moim życiu. Natomiast teraz nie dziwi mnie uczciwe zachowanie czy życzliwość. A jednak robi się plebiscyt popularyzujący takie pozytywne zachowania... I to mnie najbardziej zdziwiło. Że takie plebiscyty się robi, że wyróżnia się coś, co powinno być całkiem zwyczajne i nie podlegać żadnej dyskusji. Ale potem zrozumiałam, że to jest jednak potrzebne, bo nie każdy podchodzi do tego w tak oczywisty sposób. Dobro przestało być oczywiste? Świat jest jednak dość brutalny. Niekiedy ludzie nie mają jasnych wytycznych, co jest dobre, a co złe i czy warto na przykład być uczciwym, dobrym dla drugiego człowieka. Zrozumiałam, że to nie jest takie oczywiste, jak mnie się wydawało. Chyba właśnie potwierdziłaś znaną tezę, że dobro nie jest krzykliwe. Skoro ono przestało Cię dziwić, to kiedy poczułaś, że „nowa rodzisz się”? Mniej więcej wtedy, kiedy powstawała ta piosenka. Cztery lata temu? Pięć? Już tak dokładnie nie odliczam tego czasu, ale to było na tym etapie, gdy zaczęłam powoli układać swoje życie na nowo i trochę wyszłam z marazmu - podjęłam wyzwanie, żeby stać się bardziej samodzielna. Zmieniłam wtedy adres zamieszkania: przeprowadziłam się do Bielska-Białej. Tam poznałam niesamowitych ludzi, którzy mieli bardzo duży udział w tym moim podnoszeniu się, także tym duchowym. Tak bardzo otoczyli mnie opieką. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam się spokojnie, bezpieczna i zaczęłam wierzyć, że jeszcze może być dobrze w moim życiu. To był ten czas. I to była na pewno dobra droga. Ja mocno wierzę, że wszystko, co nas spotyka, jest po coś. Zgodziłabyś się z tym?


editorial

Trudne doświadczenie, z konsekwencjami wypadku, mnie zbudowało i jest we mnie dzięki temu jakaś doza mądrości życiowej, która mi dzisiaj ułatwia życie, daje jakąś wartość. Jestem też bardzo krytyczna wobec siebie, z czym staram się walczyć, albo raczej być łagodniejsza. To okrutne, że sami sobie robimy największą krzywdę. (śmiech) Wiesz, ja to praktykuję! Oczywiście, nieraz zmagam się z różnymi wątpliwościami, to jednak cały czas się tego mocno trzymam, że wszystko ma sens w naszym życiu i prowadzi dokądś. I właściwie, gdyby spojrzeć na moje życie, to tak to właśnie wygląda. To niby takie proste... Niby tak, ale do tego potrzeba odpowiedniej perspektywy, żeby móc to ocenić w taki sposób. Ale to jest też takie optymistyczne spojrzenie na przyszłość, prawda? I bardzo potrzebne. W trudnych chwilach myślenie w ten sposób na pewno bardzo pomaga.

Krótko mówiąc, takie spojrzenie potwierdza, że mamy w sobie siłę - mówię zwłaszcza o kobietach. Umiemy wziąć się w garść, zmagać z trudnościami. Ale przecież mamy też naszą dziewczyńską naturę. Pielęgnujesz w sobie Anię z Zielonego Wzgórza? Oczywiście! Nawet mam taką piosenkę, którą śpiewam na koncertach i którą mam na płycie. To jedna z moich ulubionych, jeśli w ogóle nie najbardziej ulubiona, dlatego, że ja wiem, o czym śpiewam w „Oczach dziecka”. Opowiedz o tej piosence.

→ amplitudy 1/2014

45


wywiad

Ona mówi o tym, że mam w sobie oczy dziecka i że jak kiedyś. Po prostu rozumie, że to nie ma sensu. To zupełnie inaczej patrzę na świat tymi oczami. I właśnie są takie pozytywne skutki uboczne cierpienia. Poważo tym, że należy to dziecko w sobie pielęgnować. Ja w nego cierpienia. Człowiek w obliczu dużego cierpienia ogóle ludzi często namawiam, żeby nagle przestaje się przejmować zbędpróbowali zmieniać swoje postrzeganymi, głupimi, małymi rzeczami. To nie świata, żeby próbowali dostrzegać moje trudne doświadczenie, z konsePoznałam drobne rzeczy wokół nas, które są kwencjami wypadku, mnie zbudowało nam dane. i jest we mnie dzięki temu teraz jakaś niezwykłych Zamiast szukać tego, czego nie doza mądrości życiowej, która mi dzimamy, ciągle do czegoś biec. Kiedy się siaj ułatwia życie, daje jakąś wartość. ludzi, którzy w taki sposób żyje, jest dużo łatwiej Ale też na przykład jestem bardzo i przyjemniej. Właśnie to spojrzenie krytyczna wobec siebie, z czym staram mieli bardzo dziecka jest do tego potrzebne. Ja posię walczyć. Albo raczej być trochę trafię się ucieszyć drobnostką. Lubię łagodniejsza, bo to w gruncie rzeczy duży udział sobie gotować czy piec jakieś ciasteczokrutne, że my sami sobie robimy najka malutkie, dłubać, kroić orzeszki. większą krzywdę. w tym moim To jest taki mój świat, coś tam w tej Ale dlaczego tak się dzieje? kuchni klecę, nie muszę się spieszyć, podnoszeniu nie traktuję tego zadaniowo i się barTo się często wynosi z domu - taką dzo przy tym relaksuję. Mam swoje chęć wciąż bycia najlepszym czy posię, także tym różne małe rytuały, ale ważne jest to, równywania się z innymi, czy chęć że jak dziecko umiem zauważać drobzadowolenia wszystkich. To trudne. duchowym. ne rzeczy i mieć z nich radość. Nie poWarto tu wyluzować. To po prostu ciątrzebuję wielkich, silnych bodźców i gła praca nad sobą. Ja na pewno dziTak bardzo wielkich, drogich prezentów, żeby być siaj trochę więcej wiem o sobie, znam szczęśliwą. Wręcz przeciwnie - im coś swoje dobre cechy, które doceniam i otoczyli mnie jest prostsze, tym bardziej mnie cieszy. mam świadomość słabości, których to świadomość warto mieć, i na któopieką. Po Bardzo mi się spodobało to Twore warto sobie czasem pozwolić, no, je stwierdzenie, że siebie lubisz. ewentualnie umieć to fajnie zakamuraz pierwszy Co jest dla Ciebie kwintesencją flować, wystawiając na przód te lepsamej siebie? Kiedy patrzysz w sze rzeczy. Ale na pewno dobrze jest od dłuższego lustro, kim jest Monika Kuszyńzaakceptować w sobie te słabości, bo ska, której odbicie widzisz? nie jesteśmy w stanie być ideałem. Śleczasu Hmmm... Każdy powie, że to bardzo pe dążenie do niego jest stratą czasu i trudne - opisać siebie. Szczerze móspalaniem energii. To jest fajna wiedza, poczułam wiąc, to bardzo tego unikam. Często która naprawdę ułatwia życie. (śmiech) opowiadam o swoich doświadczesię spokojnie, Słucham Ciebie i myślę sobie: niach, ale to co innego niż zdefinioMonika Kuszyńska, kobieta powanie samej siebie. bezpieczna układana... A jednak spróbuj, proszę. Tak! W miarę tak, chociaż napraw-

i zaczęłam

dę życie jest tak zaskakujące, że na Na pewno jest to osoba, dziewczyna, pewno dzisiaj nie powiem, że już jest którą lubię, z którą się dobrze czuję i wierzyć, że wszystko tak, jak powinno być i już tak która ma już spory dystans do wielu zostanie. Bo przecież nagle może się rzeczy. Ale też nie jest tak, że jestem jeszcze może wszystko poprzestawiać. Na pewno wiecznie szczęśliwa, chociaż staram mam spokój w sercu. Na tym etapie się utrzymywać ten stan szczęścia, bo być dobrze. jestem zadowolona z tego, co mam. on jest dla mnie takim spokojem. Jak Jestem spokojna, nigdzie mnie nie gna, się „załapie”, że tak powiem, co jest nie ciągnie. Ale wiem doskonale, że los się potrafi odważne, to tylko jakieś tragedie mogą to zaburzyć, a wrócić w jednej chwili. I dlatego człowiek zawsze musi drobne rzeczy tylko na chwilę wybijają nas z rytmu. Fajbyć czujny. ne jest to, że głupotami się człowiek nie przejmuje tak,

amplitudy

46

1/2014

Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Moniki Kuszyńskiej www.monikakuszynska.pl


editorial

amplitudy 1/2014

43 43


Przede wszystkim Podkarpacie Rozmowa z eurodeputowanym Tomaszem Porębą Dobiega końca Pana 5-letnia kadencja w Parlamencie Europejskim. Obiecywał Pan w swej kampanii wyborczej wsparcie dla młodzieży z Podkarpacia. I dotrzymałem słowa. Od pierwszych dni pracy w PE organizowałem staże w moim brukselskim biurze dla absolwentów podkarpackich uczelni. Przez całą kadencję miałem przyjemność pracować z ponad setką ambitnych, utalentowanych osób z Podkarpacia. Wiele z nich znalazło potem pracę w unijnych instytucjach czy na Podkarpaciu. Organizowałem także liczne konkursy dla młodzieży na temat Unii Europejskiej, konkursy patriotyczne, historyczne, językowe, zawody sportowe, w ramach których prawie 500 młodych ludzi wyjechało na kilkudniowe wycieczki do Belgii. Byłem również organizatorem turniejów piłkarskich, w tym - co mnie niezmiernie cieszy - bardzo popularnego wakacyjnego Turnieju Piłkarskiego Dzikich Drużyn z Podkarpacia, w którym wzięło udział ponad 2 tysiące młodych ludzi. Ponadto młodzież z Mielca, Jarosławia i Przemyśla brała udział w turniejach piłkarskich w Brukseli, gdzie grała ze swoimi rówieśnikami z tamtejszego klubu piłkarskiego Anderlecht. Wiele satysfakcji dało mi również umożliwienie wyjazdu do Belgii kilku trenerom z podkarpackich klubów na staże trenerskie w Standard Liège, gdzie mieli szansę na zdobycie doświadczeń dotyczących metod pracy w zachodnim klubie. A co udało się Panu zrobić w kwestii promocji województwa podkarpackiego? To była jedna z najważniejszych przedwyborczych zapowiedzi - promocja Podkarpacia za granicą. Udało mi się pokazać Podkarpacie w Brukseli zarówno przez pryzmat sztuki i kultury, zdrowej żywności, jak i heroizmu jego mieszkańców. Zorganizowałem m.in. wystawę prac Zdzisława Beksińskiego, degustację podkarpackich win i potraw regionalnych, czy wystawę o Polakach z Podkarpacia, na przykład bohaterskiej rodzinie Ulmów, którzy oddali życie, ratując Żydów podczas II wojny światowej. amplitudy

48

1/2014

Jakie podjęte przez Pana działania przyniosły mieszkańcom Podkarpacia konkretną i wymierną korzyść? Myślę, że tego typu inicjatywą była wnioskowana przeze mnie debata w PE na temat konieczności udzielenia unijnej pomocy dla dotkniętego katastrofalną powodzią Podkarpacia. Zakończyła się ona sukcesem, bo z Europejskiego Funduszu Solidarności przyznano 150 milionów euro na odbudowę zniszczonych przez powódź podkarpackich dróg i mostów. Inne moje inicjatywy obejmowały działania na rzecz upadających przedsiębiorstw w rejonie Stalowej Woli i Niska. W rezultacie, jak wiadomo, Unia przyznała pomoc w wysokości ponad 450 tysięcy euro na aktywizację zwalnianych w naszym regionie pracowników. Podejmowałem również inne inicjatywy i wspierałem te projekty, których celem była poprawa infrastruktury drogowej oraz kolejowej w naszym województwie. Wspomnę tu o zainicjowaniu, we współpracy z marszałkiem Władysławem Ortylem, działań na rzecz ratowania zagrożonej likwidacją linii kolejowej Dębica - Mielec - Ocice. Nasz wspólny wysiłek przyniósł oczekiwane rezultaty - linia została włączona na listę projektów priorytetowych naszego województwa, co oznacza, że będzie modernizowana. W kontekście dostępności komunikacyjnej chciałbym również wspomnieć o programie Move on Green, który udało mi się sprowadzić na Podkarpacie. Jest to unijny projekt, którego głównym celem jest rozwój infrastruktury transportowej na obszarach peryferyjnych, a który, w moim przekonaniu, dzięki wymianie doświadczeń między różnymi regionami UE, pomoże podkarpackim samorządom. Sukcesem zakończyła się wspomniana już promocja podkarpackiego wina w Parlamencie Europejskim, ponieważ dzięki tej inicjatywie posłowie do Sejmu RP zrozumieli, że polskie prawo jest w tej kwestii sprzeczne z prawem unijnym. W efekcie znowelizowano ustawę tak, aby polscy winiarze mogli sami sprzedawać swoje wyroby. Wystosowałem również


editorial

apel do władz ukraińskich o zmianę prawa w kwestii wydawania wiz dla duchownych rzymskokatolickich pracujących na Ukrainie. Skierowane w tej sprawie interpelacje do Komisji Europejskiej oraz wsparcie ze strony arcybiskupa lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego skłoniły rząd Ukrainy do zmiany niekorzystnych przepisów. Zaangażowałem się również w sprawę likwidacji pomnika UPA w Hruszowicach, na którym widnieje napis: „Bohaterom UPA. Chwała bojownikom za wolną Ukrainę”. W odpowiedzi na mój apel sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert zapowiedział podjęcie działań zmierzających do usunięcia tego pomnika. Warto podkreślić, że od początku kadencji zorganizowałem szereg konferencji i odbyłem wiele spotkań w celu zainteresowania władz Unii Europejskiej sprawą Strategii Karpackiej, czyli programu ukierunkowanego na uruchomienie specjalnych funduszy dla regionu Karpat, do którego przecież Podkarpacie należy. Za swój wielki sukces uważam pierwszą w historii Parlamentu Europejskiego debatę na temat Karpat. Mam ogromną satysfakcję, że udało mi się przekonać unijnych decydentów do podjęcia tego tematu na sesji plenarnej. Podsumowując tę kadencję, proszę powiedzieć, czego nie udało się zrobić, co pozostawia niedosyt? Kończąca się kadencja była dla mnie czasem niezwy-

kle intensywnej pracy. Wiele inicjatyw, które podejmowałem, udało się przeprowadzić pomyślnie, ale były i takie, które wymagają kontynuacji działań. Mam tu na myśli szlak komunikacyjny Via Carpathia, którego częścią jest przebiegająca przez nasze województwo S-19. W PE podejmowałem szereg działań na rzecz tej drogi, zabiegałem o to, aby szlak Via Carpathia został włączony do tzw. sieci bazowej TEN-T, co zapewniłoby odpowiednie środki z unijnej kasy zarówno na jego rozbudowę tego szlaku, jak i modernizację. Brakowało jednak w tej sprawie wsparcia polskiego rządu. A Via Carpathia, a w szczególności jej podkarpacki odcinek, czyli S19, to być lub nie być dla naszego regionu. Rozwój infrastruktury drogowej i dostępność komunikacyjna jest dla Podkarpacia warunkiem rozwoju. Zdecydował się Pan zawalczyć o mandat europosła ponownie. Jakie wyzwania widzi Pan dla siebie w ewentualnej kolejnej kadencji? Jeśli mieszkańcy Podkarpacia ponownie obdarzą mnie swoim zaufaniem, chciałbym kontynuować prace na rzecz wspomnianej już strategii makroregionalnej dla Karpat, jak również ponowić starania o budowę szlaku Via Carpathia. Chciałbym także dalej rozwijać system staży dla podkarpackiej młodzieży oraz podejmować kolejne działania na rzecz promocji Podkarpacia w Brukseli. amplitudy 1/2014

49


reklama

Gdyby papieża nie było

w Rzeszowie?


historia alternatywna Jan Paweł II na lotnisku w podrzeszowskiej Jasionce fot. Arturo Mari

K rzysztof S topa

G

dyby papieża nie było w Rzeszowie świat po dwóch stronach Wisłoka wyglądałby nieco inaczej. Mieszkalibyśmy w województwie galicyjskim, Rzeszów należałby do archidiecezji przemyskiej, a w okolicach ronda przy alejach Armii Krajowej i Władysława Sikorskiego nie byłoby skrawka zieleni wolnego od hipermarketów. Warto też dodać, że Łukasz nie poznałby Agnieszki i kto wie, co dzisiaj robiłoby każde z nich. Takie przypuszczenia to próba stworzenia historii alternatywnej. To bardziej gatunek literacki niż fachowe spojrzenie na historię. Punktem wyjścia tego typu artykułów i książek jest jakieś wydarzenie historyczne, które dalej nie toczy się zgodnie z rzeczywistością, lecz fantazją autora choć fantazja ta ograniczona jest realiami danego okresu. Historia alternatywna odpowiada na pytanie: Co by było, gdyby...? Stawiamy to pytanie, mając na uwadze historyczne wydarzenie, jakim była pielgrzymka Jana Pawła II do Rzeszowa 2 czerwca 1991 r. Co by było, gdyby papieża nie było w Rzeszowie? Sklep na sklepie Okolice katedry w Rzeszowie to dzisiaj ogromne centrum handlowe miasta. Wciąż powstają nowe sklepy, rozwijają się i zmieniają działające już od kilkunastu lat hipermarkety. Gdyby noga papieża nie stanęła na błoniach koło katedry, tych sklepów byłoby jeszcze więcej. Dzięki obecności papieża możemy cieszyć się kilkunastoma hektarami zieleni, które coraz bardziej będą przypominać nowojorski Central Park. Jan Paweł II, który w czerwcu 1991 r. wjechał między sześćset tysięcy wiernych, nadał temu zwyczajnemu miejscu wyjątkowy charakter. Przyzwyczajeni do częstych odwiedzin Polski przez niewykłego gościa z Rzymu podczas jego długiego pontyfikatu, nie zawsze potrafiliśmy docenić te spo-

→ amplitudy 1/2014

51


reklama

amplitudy

48

1/2014


historia alternatywna

tkania. W dobie papieży, którzy coraz rzadziej będą przyjeżdżać do naszej Ojczyzny, bardziej będziemy doceniać te minione spotkania i miejsca z nimi związane. Aktualnie centralnym punktem parku papieskiego jest niewielki głaz ze stosownym napisem. W części parku są już alejki, tablice pamiątkowe, drzewa i krzewy, parking i plac zabaw. Nadal powstają kolejne inwestycje dzięki prężnej aktywności Rzeszowskiego Stowarzyszenia Dziedzictwa Jana Pawła II Lumen et Spes. Bez obecności papieża byłby tutaj wyłożony kostką brukową parking albo kolejny hipermarket.

archidiecezji przemyskiej, nie poznalibyśmy bp. Kazimierza Górnego, a w lipcu 2013 r. - bp. Jana Wątroby. Województwo galicyjskie

Reorganizacja diecezji to nie jedyna zmiana, która ominęłaby Rzeszów. Kiedy przygotowywano nowy podział na województwa, który wszedł w życie 1 stycznia 1999 r., jednym z pytań w ramach konsultacji było pytanie: Czy miasto jest siedzibą biskupa? Możemy sobie zatem wyobrazić sytuację, że gdyby nie było diecezji rzeszowskiej, nie byłoby również województwa podkarpackiego, przynajmniej ze stolicą w Rzeszowie. Rzeszów w diecezji przemyskiej Choć peryferyjnie położony, ze względu na walory hiGdyby Ojca Świętego nie było w Rzeszowie, stolica storyczne bardziej nadawał się do tego Przemyśl. Podkarpacia należałaby do archidiecezji przemyskiej. Była też wtedy mowa o wielkim województwie gaTo żadna ujma, wszak metropolia przemyska należy licyjskim ze stolicą w Krakowie. Jeździlibyśmy zatem do najstarszych i znakomitych diecezji w Polsce. Z załatwiać ważne sprawy do urzędów w Przemyślu tego historycznego względu Przemyśl byłby lepszym bądź Krakowie. Jako miasto nie pozyskalibyśmy tak miejscem dla uniwersytetu. No, ale wtedy nie byłby: wielu funduszy i mimo starań prezydentów i wojeRzeszowski... Niemniej ranga miasta zdecydowania wodów nie udałoby się dokonać tak licznych inwewzrosła ze względu na siedzibę biskupa. Nie o rangę stycji. W zepchniętym na margines głównego nurtu jednak tutaj chodzi, lecz sprawność mieście nie powstałby w 2001 roku duszpasterską i organizacyjną. Uniwersytet Rzeszowski. Nie byłoby Warto w tym miejscu wspomnieć, też wielu nowoczesnych obiektów, Teraz papieże że już na początku XX wieku pogmachu Urzędu Marszałkowskiego, wstała idea utworzenia diecezji rzeogrodów bernardyńskich, fontanny będą coraz szowskiej. Nie doszła do skutku ze multimedialnej, okrągłej kładki... względu na działania biskupa przerzadziej Katedra w farze myskiego Józefa Sebastiana Pelczara. A bez argumentu w postaci papiePierwszy proboszcz katedry, ks. Staprzyjeżdżać skich odwiedzin Rzeszowa, biskup nisław Mac, przy różnych okazjach przemyski Ignacy Tokarczuk mógłby wspominał o zaangażowaniu wiedo Polski. dążyć do zachowania w całości dielu firm i instytucji w wykończenie cezji przemyskiej. Być może diecezja kościoła Najświętszego Serca Pana Bardziej rzeszowska byłaby jeszcze mniejsza. Jezusa w Rzeszowie - obecnej kateSporym paradoksem historii jest to, dry. Gdyby papież nie przyjechał do będziemy że bp Pelczar, który zahamował plaRzeszowa, albo spotkanie odbyło się ny powstania diecezji rzeszowskiej, na lotnisku w Jasionce (lokalizacja doceniać jest jej patronem. A może to nie tylko przy dopiero co tworzonym kościeparadoks, lecz mistyczny znak czasu? le wcale nie była oczywista i miała minione Bp Pelczar został beatyfikowaprzeciwników), parafianie z katedry ny podczas mszy św. na błoniach w jeszcze przez kilka lat zbieraliby piespotkania, Rzeszowie. Niecały rok później, 25 niądze na drzwi, witraże, organy, pomarca 1992 r., Jan Paweł II bullą Tosadzkę, ławki, tabernakulum i inne miejsca z nimi tus Tuus Poloniae, powołał do istnienia elementy wyposażenia. Obecność diecezję rzeszowską. Podczas mszy Jana Pawła II zmobilizowała wszystbeatyfikacyjnej padły słynne papiekie środowiska, które na miarę swozwiązane. skie słowa o powołaniu do świętości: ich możliwości starały się pomagać – Święci i błogosławieni stanowią w przygotowaniach. Dlatego można żywy argument na rzecz tej drogi, która wiedzie do mówić o pewnym przewrocie. Dwa lata wcześniej królestwa niebieskiego. Są to ludzie - tacy jak każdy taka sytuacja nie byłaby nawet do pomyślenia wobec z nas - którzy tą drogą szli w ciągu swego ziemskieniechętnego stosunku władzy do budowanego obiekgo życia, i którzy doszli. Gdybyśmy pozostali częścią tu sakralnego.

→ Jan Paweł II wraz z abp. Ignacym Tokarczukiem i bp. Edwardem Białogłowskim

amplitudy

fot. Arturo Mari

1/2014

53


Historia budowy kościoła na Drabiniance pokazuje raczej przeszkody ze strony władz miejskich i wojewódzkich, począwszy od lokalizacji świątyni z dala od planowanego osiedla Nowe Miasto, w dodatku na podmokłym terenie, poprzez liczne przesłuchania, zastraszenia, kolegia. Z drugiej strony czas ten ujawnił męstwo i poświęcenie wielu osób świeckich, które ryzykując utratę pracy, angażowały się w budowę świątyni. W 1975 r. uzyskano zezwolenie na budowę, rok później rozpoczęto pracę budowlane. Na rok przed papieską wizytą kościół był w stanie surowym i już od dawna odbywały się w nim nabożeństwa. Bez odwiedzin Ojca Świętego prace wykończeniowe ciągnęłyby się przez dobrych kilka lat. Gdyby nawet doszło do powstania diecezji rzeszowskiej, nie brano by pod uwagę kościoła, który nie jest wykończony. Katedrą zostałby wtedy najstarszy kościół w Rzeszowie, czyli fara. amplitudy

54

1/2014

Pewien chłopak z Nowego Miasta A tego olbrzymiego tłumu na błoniach też by nie było... Wśród 29 chórów był chór PKP „Echo” z Jasła. Wśród 25 orkiestr dętych grała orkiestra Ochotniczej Straży Pożarnej z Dynowa. Śpiewała schola z dukielskiej fary - jedna z 59. Wśród pocztów sztandarowych jeden należał do KiZPS „Siarkopol” w Tarnobrzegu. Na placu były siostry albertynki z Mydlnik oraz pijarzy z Krakowa, ks. prof. Wacław Świerzawski - rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz prof. Kazimierz Sowa - rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie. Był ambasador USA i konsul ZSRR. Był tam też wtedy maturzysta Łukasz. Czekając wiele godzin na przyjazd Jana Pawła II, rozmawiał z poznaną na błoniach Agnieszką. Słuchali słów Jana Pawła II na temat drugiego przykazania Bożego


Msza na placu przy kościele na Drabiniance fot. Arturo Mari

Krótka historia jednego zdjęcia

T

o mógłby być temat na świetny reportaż. Trochę jak w wierszu Jerzego Szymika pt. Mała dziewczynka w żółtych rajstopach w śląskim kościele z tomu Błękit: Nie widziałem jej nigdy wcześniej ani później / tylko wówczas ten jeden jedyny raz: w sobotę, 8 września, między / 12.00 a 13.00 na mszy w pszowskiej bazylice. Siedziała w pierwszej ławce (…) / Miała jakieś dziesięć lat (…) // Nie umiałem oderwać od niej myśli. Wyobrażałem ją sobie za trzy / lata, za trzynaście, trzydzieści (…) Jak przemienia się w upragnioną, w rodzącą, w odchodzącą (…) // Wszystko w jej życiu jest możliwe / myślałem z trwogą i z zachwytem… Kim jest mała dziewczynka w białych rajstopach, czerwonych butkach i stroju krakowianki, trzymana na rękach mamy, w kościele na Drabiniance, do której podszedł Jan Paweł II 2 czerwca 1991 r. w czasie wizyty w Rzeszowie? Dziś będzie mieć ok. 30 lat. Kim dzisiaj jest? Jak potoczyło się jej życie? Czy jest szczęśliwa? Może ma męża i trójkę dzieci, a może jeszcze nie zdążyła ułożyć sobie życia? Może jest po rozwodzie, a może wstąpiła do zakonu? Jak tamto spotkanie wpłynęło na jej wiarę? Może była w Rzymie na kanonizacji papieża, a może dawno temu straciła wiarę? Wszystko w jej życiu jest możliwe - myślę, oglądając tamto zdjęcie. Ta historia warta jest wysłuchania. Kamila Szreder-Jarzębska PS. Do bohaterki zdjęcia dotarła nasza redakcyjna koleżanka, Iwona Kosztyła. – Jeszcze nie jestem gotowa na taką rozmowę. Zapiszę numer telefonu, kiedyś oddzwonię… – usłyszała. Ta historia warta jest wysłuchania. Będziemy czekać: cierpliwie, z nadzieją.

fot. Arturo Mari

(wszystkie papieskie homilie w czasie IV Pielgrzymki do Polski były poświęcone Dekalogowi). „Jeśli jesteś chrześcijaninem, niech to nie będzie wzywanie Imienia Pańskiego nadaremno. Bądź chrześcijaninem naprawdę, nie tylko z nazwy, nie bądź chrześcijaninem byle jakim”. Łukasz, po powrocie do domu, długo zastanawiał się nad tymi słowami. Prowadziły go do odkrycia nowych, głębokich tematów, o których w ogóle do tej pory nie myślał. Nie zapomniał też o Agnieszce. Ponownie spotkali się na studiach w Krakowie. Od tego momentu już razem śledzili życie Jana Pawła II. Jako małżeństwo byli na jego pogrzebie w 2005 r. i podczas uroczystości beatyfikacyjnych w Rzymie. Gdyby Ojca Świętego nie było w Rzeszowie, ich życie prawdopodobnie przebiegłoby zupełnie inaczej. Z całą pewnością nie spotkaliby się w jednym miejscu, 2 czerwca 1991 r.

amplitudy 1/2014

51


reklama

Sanktuarium Jana Pawła II

amplitudy

52

1/2014


editorial

Ks. Tomasz Nowak w czasie prasówki w kawiarni „Niebieskie migdały”

amplitudy

fot. Tadeusz Poźniak

1/2014

53


...Totus Tuus

Sylwia Wiklowska

W

jeżdżając od strony Rzeszowa do Krakowa, na 419. kilometrze autostrady, widzimy zjazd Łagiewniki. Dzielnica, która kojarzona zwykle bywa z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, dzięki kolejnej budowli staje się wielkim symbolem - miejscem kultu i pamięci o Janie Pawle II. Warto skręcić z A4 w ulicę Herberta, po czym na drugim skrzyżowaniu w lewo, by znaleźć się na ulicy…

amplitudy

54

1/2014

To nieprzypadkowa nazwa. Nieprzypadkowość pod każdym względem zadecydowała o charakterze, a przede wszystkim o lokalizacji Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!”, umiejscowionego w bezpośredniej bliskości Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, znajdującego się przy ul. Siostry Faustyny. Jedno i drugie odniesienie wskazuje wprost, że jesteśmy w miejscu niezwykłym: upamiętniającym święte życie dwojga wybitnych postaci wyniesionych na ołtarze. Znajdujący się wciąż w budowie kompleks przy Sanktuarium Świętego Jana Pawła II, po pobycie w nim, na długo pozostawia niezapomniane wrażenie. Sanktuarium formalnie należy do Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!”, jest jego częścią i zarazem jednym ze znajdujących się tam trzech budynków. Oprócz świątyni powstało także Centrum Wolontariatu oraz Instytut Jana Pawła II, który jest siedzibą Insty-


reportaż Krzyż papieski Jana Pawła II fot. Piotr Sionko

W bliskim sąsiedztwie znajdowała się fabryka Solvay, w której Karol Wojtyła, jako młody kleryk, pracował jeszcze za czasów okupacji. tutu Dialogu Międzykulturowego. Centrum, jako instytucja, powstało w 2006 r., natomiast pierwsze prace budowlane rozpoczęły się trzy lata później. Polegały na przygotowaniu głębokich wykopów przed wylaniem płyty głównej. Budynki osadzone są w ziemi, stąd każdy z nich ma tzw. poziom dolny. Budowa wymagała dużych nakładów finansowych. Dla przykładu: aby wylać płytę główną pod sanktuarium, należało wykonać palowanie, gdyż podłoże jest terenem ruchomym - wapiennym, nie zapewnia mocnej podstawy pod tego rodzaju budynki. W ziemię wwiercono ponad 350 dwudziestokilkumetrowych pali, a dopiero wówczas wylano płytę główną. Miejsce symboliczne Pomysłodawcą projektu był kard. Stanisław Dziwisz, u którego - jak sam wspomina - po śmierci Ojca Świętego pojawił się pomysł, aby powstało takie miejsce upamiętniające papieża-Polaka. – Miejsce wybrano jako podwójnie symboliczne. W bliskim jego sąsiedztwie znajdowała się fabryka Solvay, w której Karol Wojtyła, jako kleryk, pracował jeszcze za czasów okupacji – mówi Piotr Sionko, asystent zarządu Centrum Jana Pawła II. Krakowskie Zakłady Sodowe znajdowały się na terenie osadników wapiennych, a Centrum powstaje właśnie na pozostałościach tego urobku, na tzw. Białych Morzach. Nie tylko miejsce związane z biografią papieża, ale również bliskie sąsiedztwo Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, którego przesłanie współgra z ideą zawołania „Nie lękajcie się!”, stanowią alegorię usytuowania instytucji. – Jan Paweł II nauczał, swoim życiem udo-

→ Ampułka z krwią Jana Pawła II

amplitudy

fot. Piotr Sionko

1/2014

59


reportaż

wadniał Boże dzieła, tak też siostra Faustyna, do której bardzo często się odnosił, a z jej dzienniczkiem nie rozstawał się. Te budynki sąsiadują ze sobą, a koncept architektoniczny polega na tym, żeby były położone w jednej osi – opisuje ich lokalizację P. Sionko. – Jeśli spojrzymy z wieży widokowej Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, na wprost widzimy, dokładnie w tej samej perspektywie, budynki Centrum „Nie lękajcie się!”. Oba miejsca są zwrócone do siebie, co odzwierciedla zamysł nieustannego kontaktu, wyrażania tych treści, które łączą oba sanktuaria – dodaje.

Działalność Centrum Głównym celem aktywności jest upamiętnianie osoby Jana Pawła II, ale także promowanie i kultywowanie jego nauczania m.in. poprzez organizację wydarzeń związanych z ważnymi datami wokół osoby papieża, koncertów, wystaw, konferencji, w których poruszany jest temat nauczania Ojca Świętego, czym zajmuje się Instytut Dialogu Międzykulturowego. Do tej pory oddany został do użytku budynek sanktuarium, który został podzielony na dwa poziomy. W kościele dolnym znajdują się relikwie, a wśród nich ta najcenniejsza - krwi, otrzymanej przez kard. Dziwisza od lekarzy z kliniki Gemelli. Pochodzi z ostatnich - przed śmiercią - badań papieża. Ampułkę z krwią, zamkniętą w szklanej szkatule, umieszczono wewnątrz marmurowego ołtarza, stojącego pośrodku ośmiobocznego kościoła. W sanktuarium można zobaczyć także płytę z grobu Jana Pawła II, pochodzącą z Grot Watykańskich Bazyliki św. Piotra w Rzymie. Płyta znajduje się w kaplicy kapłańskiej, zaprojektowanej na wzór krypty św. LeonarPłyta nagrobna wraz z otwartym ewangeliarzem, którego strony wiatr przewracał w czasie pogrzebu fot. Piotr Sionko (2)

amplitudy

56

1/2014


reportaż

da na Wawelu, w której ks. Karol Wojtyła odprawił swoją prymicyjną mszę św. Na płycie umieszczony został inny relikwiarz - otwarty ewangeliarz, którego strony przewracał wiatr w czasie pogrzebu papieża. Z Rzymu do Krakowa dotarł również papieski krzyż pastoralny, mitra oraz ornat. Część górna sanktuarium została oddana do użytku dopiero w czerwcu 2013 r., kiedy miało miejsce uroczyste poświęcenie świątyni. W ołtarzu głównym oraz we wnękach ściennych pod kopułą znajdują się mozaiki w stylu bizantyjskim autorstwa o. Marko Ivana Rupnika, urodzonego w byłej Jugosławii jezuity, który jest znanym w świecie projektantem i wykonawcą mozaik, m.in. w papieskiej kaplicy Redemptoris Mater w Watykanie i w krypcie nowego kościoła w San Giovanni Rotondo. Święta pamięć Oficjalny kult Jana Pawła II rozpoczął moment erygowania sanktuarium przez kard. Stanisława Dziwisza wraz z jednoczesnym wprowadzeniem relikwii Ojca

Świętego do tego miejsca, uświęconego ciężką pracą Karola Wojtyły w czasie wojny. W ramach kompleksu założono również wydzielenie części ekspozycyjnej. W tym celu powstaje potężny budynek o powierzchni użytkowej prawie 16 tys. m2. – W planach na kolejne lata pojawia się jeszcze budowa centrum konferencyjnego, domu pielgrzyma, centrum rehabilitacyjnego i rekolekcyjnego – Piotr Sionko przedstawia zamierzenia Centrum. Od ponad dwóch lat liczba grup odwiedzających sanktuarium znacznie się powiększyła. Wielu pielgrzymów przyjeżdża w okresie turystyczno-wakacyjnym, ale i obecnie, w sąsiedztwie daty kanonizacji. – Jako szczególne miejsce kultu i uzyskiwania Bożych łask za wstawiennictwem Jana Pawła II sanktuarium cieszy się przywilejem uzyskania odpustu zupełnego przez wiernych – napisał w dekrecie erygującym kard. Dziwisz. W tym miejscu można uzyskać odpust zupełny m. in. w dniu patrona, obchodzonym 22 października, i raz w roku, podczas pielgrzymki do sanktuarium.

www.niedziela.pl

amplitudy 1/2014

61


reklama

fot. Tadeusz Poźniak

Radiowe twarze P Paweł Maciej p.maciej@radiovia.com.pl

amplitudy

58

1/2014

otrafi nadać sygnał anteną satelitarną z najdalszego zakątka Ziemi. Często obsługuje radiowy wóz transmisyjny. Na co dzień pracuje jako realizator. Siedząc za konsolą, niczym pilot samolotu czuwa nad poszczególnymi parametrami sygnału. Koordynuje jednocześnie głos ze studia, piosenki i nagrania z dysku komputera oraz telefony słuchaczy. Pracuje w radiu od 1994 roku. Doskonale zna historię radia i zmieniające się technologie oraz współpracowników.


felieton / niebieska sukienka

Skądś A

co wy robicie, jak zimą niedźwiedzie schodzą z gór? Takie pytanie usłyszałam, mając lat 14, podczas dwumiesięcznych wakacji w USA. Wizyta lekko oszołomionego dziewczęcia z podnoszącej się z kolan Europy Środkowo-Wschodniej w Kraju, Który Rządzi Światem, była równie egzotyczna dla niej samej, jak i dla otaczających ją równolatek - Amerykanek. Lekko oszołomione dziewczę usiłowało wytłumaczyć nowo poznanym koleżankom, gdzie w tej dalekiej Polsce mieszka. Rzeszów dla czternasto- czy piętnastoletniej Anne Marie i innych Lee czy Sarah jawił się jako niemal serce Karpat. – No, niedźwiedzie. Jak u nas grizzly. No tak, w Górach Skalistych to może i norma, więc najpierw tłumaczenie, że to u nas nie ma grizzly - co najwyżej miśki brunatne, a tych też niewiele, bo wąsaci Towarzysze w nie-tak-odległej przeszłości za dewizy (Boże! Jak wytłumaczyć Amerykance „dewizy”) kupowali możliwość odstrzału tychże, a po wtóre - jakie góry? W Bieszczady z Rzeszowa dobre 100 km. Tak oto próba wyjaśnienia miejsca pochodzenia, miejsca na ziemi, które określam jako „swoje” do końca życia będzie mi się kojarzyć z niedźwiedziami grizzly. Przypomina mi się ta anegdota, ilekroć spotykam kogoś nowego. Nieuchronnie, po krótszej lub dłuższej wymianie błahostek, czyli obowiązkowym small talku, w którymś momencie pada: „A skąd ty właściwie jesteś?” I zaraz potem to „aaaa” - pełne społecznie akceptowalnego zrozumienia kiwanie głową. Jakby miejsce pochodzenia stanowiło odpowiedź na wszystkie nie zadane jeszcze pytania o zainteresowania, poglądy polityczne, wierzenia i sposób podejmowania decyzji. Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? - tak zapytał Paul Gauguin w 1897 roku malując na Tahiti swoje najsłynniejsze bodaj dzieło. Dojmujące. Daleko od domu, pod koniec życia (choć jeszcze przecież tego nie wiedział), miłośnik egzotycznych podróży zadaje fundamentalne pytania o sens bycia. Zabawne. Egzystencjalne wątpliwości dopadają nas w przeróżnych momentach życia. I za każdym razem ich pojawienie się dowodzi właściwie jednego: chcemy, potrzebujemy być skądś. Jak bardzo determinuje nas samych odpowiedź na pytanie, skąd jesteśmy. Z Boguchwały, Krakowa, Rzeszowa. Z Łańcuta, Warszawy. Z Mokotowa. Z Polski. Ciekawe, że na takie pytanie zawsze jesteśmy w stanie bardzo konkretnie odpowiedzieć. Bezwiednie nawet. Czasem z uporem. – No wiesz, u zbiegu Sobieskiego i Bonifacego. Czy to oznacza, że w nas samych jest tak ogromny głód ukorzenienia? Wbrew temu, że chcemy być obywatelami świata? Mówimy: mnie tutaj nic nie trzyma, a potem zżymamy się na drugim końcu świata, że ktoś może nie wiedzieć, że po Rzeszowie zimą nie grasują grizzly.

M arta J anuszewska dziennikarka i prezenterka stołecznego Radia Kolor, miłośniczka Stinga, Cortazara i Jamesa Bonda; rozczula ją Leśmian, a sił dodaje św. Michał. Umie biegać w szpilkach. Uwielbia ludzi, bo każdy z nich to osobna historia warta wysłuchania

fot. Tadeusz Poźniak

amplitudy 1/2014

63


reklama

amplitudy

60

1/2014


opinie

Smak pocałunku U rszula R adoniewicz

S

zczeniacki czy dojrzały, szybki, przelotny, namiętny, wyśniony, byle jaki - każdy pocałunek jest rejestrowany przez ciało i jego głębię.

Zapamiętywany na długo, gdy przyjemny; na zawsze, jeśli wyjątkowy; odtwarzany w sennych marzeniach, skreślany za śmiałość, wymazywany za lubieżność - zawsze uruchamia skomplikowany mechanizm emocji, przyspiesza bicie serca, wzmaga oddech, zanurza w nieprzebrane doznania. Parametry fizjologii Oderwana w pewien tłusty czwartek od smażenia pączków, zostałam przymuszona do wnikliwej lektury na temat pocałunku. Poczytałam. O tym, skąd się wziął i po co, o technicznych jego rozwiązaniach, określonych parametrach, symbolice, zwierzęcych uwarunkowaniach, ponętnych jego wyznacznikach, oczywistej, acz mało subtelnej fizjologii. I jeszcze o rodzajach, odmianach, wariantach, kryteriach podziału ze względu na zaangażowanie lub intencję. Poczytałam o wielu interesujących kwestiach, odartych z czaru i słodyczy. Podążając za lekturową refleksją, smak pocałunku mógłby się równać ze smakiem tego, co na moment przed całowaniem zostało spożyte… Przyjemna potrzeba „Całować to nie grzech, sam Pan Bóg nam to rzekł, / i po to nam usta dał, żebyś mnie całował” – podśpiewywał w niedzielne poranki mój tata. Bo przecież pocałunek jest naturalną potrzebą, formą przyjemności związaną z naszym istnieniem. Jest pragnieniem i zaspokojeniem. Dowodem ciepłych uczuć. Wyrazem zadowolenia, zapewnieniem bliskości, najpierwszym bezpieczeństwem, gdy matka całuje czule tulone w ramionach maleństwo. Całujemy na dzień dobry i przy pożegnaniu, cmokamy na wypróbowanie i pocieszenie. Od pocałunku zaczyna się zakochanie - wszak patrzymy, poznajemy,

dotykamy, odczuwamy, rozgrzewamy, by w końcu miłować, krócej albo dłużej, może nawet na zawsze. Pocałunek to wstęp do miłości, dzięki której od wieków i przez pokolenia istniejemy na tym świecie. Gdzie jego smak? Dla średniowiecznych romansów rycerskich i literatury romantycznej ważne było umieranie z pocałunkiem ukochanej czy ukochanego na ustach. Połączenie się warg umożliwiało oddychanie tym samym powietrzem, to zaś sprawiało, że jednoczyły się dusze… Pocałunek nabiera znaczenia przez naszą zmysłowość. Czerpana od zmysłów przyjemność nie jest jednak uznawana za wartość samą w sobie. To tylko zewnętrzny znak miłości. Ważniejsza jest sfera duchowa. Na szczęście mamy poetów… „Obłóczona światu i jawie / Ziemskim okryta całunem / Leżała kiedyś / Krzyżem na trawie / Rozpamiętując pocałunek…” (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Epitafium zakochanej). Mamy piewców wszelkich nasyceń doświadczających bardziej wrażliwie. Dzięki nim „wiotkie muśnięcia / krople przezroczyste / zuchwałe prośby o niebyt” rozkwitają bogactwem zachwytów i uniesień. Jakby otwierały się przed nami rajskie podwoje, a w nich łatwiejsze stawało się smakowanie: „O pocałunku, który jesteś w niebie / razem z duszami bzu i jaśminu” (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Modlitwa). Tęsknota ust Inne usta / dotknęły mnie w locie / żeby obcym smakiem / nasycić tęsknotę – pisałam niegdyś. Przypomniała mi się Jolka. I ten jej dziwny gest, ilekroć mówi o Jerzym - jakby przytulała dłoń do warg, jakby całowała palce delikatnie przeciągając je po twarzy. Kochała Jerzego. I na przekór burzom swego życia, czekała na jego pocałunek. Czekała całe wieki, wierząc, że będzie wszystkim niewyobrażalnym, że zabezpieczy ją przed intruzami. A kiedy już się wydarzył, nie ujął jej tak cudnie, jak się spodziewała. Udało się to jednak Iwonie. Zachowała w pamięci tęsknotę za tym doznaniem. Wciąż ją dopieszcza. A ja, bywa, że zazdroszczę jej tego ogłupienia… Wróciłam do pączków. I wypełniłam się ciepłem. Najdoskonalszy smak ma pocałunek, którego nie było…

Pocałunek. Pinacoteca di Brera, Milano (1859)

amplitudy

Francesco Hayez (ze zbiorów pixabay.com)

1/2014

65


Sztuka bycia

we dwoje z psychoterapeutką Jolantą Bać-Siechowicz rozmawiają Maja Kasprowicz Wiktor Wander

Gdybyś miała dla nas poprowadzić „kurs przedmałżeński”, to co byś uznała za najważniejsze przesłanie dla kobiety i mężczyzny, którzy pragną zbudować bezpieczny, trwały i uszczęśliwiający ich związek? Zaproponowałabym wam wspólne tworzenie partnerskiego systemu ochrony więzi. Co to jest? Brzmi trochę abstrakcyjnie i bardzo poważnie. Małżeństwo to poważna sprawa. W dużym uproszczeniu można wyrazić to tak: Uwaga! W twoim małżeństwie wcale nie chodzi o ciebie i twoje potrzeby. W twoim małżeństwie chodzi o... twoje małżeństwo. ??? Tak, wiem, że to jest niezłe wyzwanie. Łatwo sobie wyobrazić, że większość osób słyszących takie słowa szeroko otworzy oczy ze zdumienia, tak jak wy... Zresztą, zdaję sobie sprawę, że nie każdy terapeuta pracujący z parami zgodzi się na taką perspektywę.


psychologia

Niektórzy powiedzą, że jak się nie układa, trzeba się rozstać i szukać nowego, lepszego związku. Są różne podejścia do pracy z parami. Takie, które podkreślają, że jedynie wtedy, kiedy mamy zaspokojone osobiste potrzeby, możemy być spełnieni w małżeństwie. Z tej perspektywy łatwo wysunąć wniosek, że jeśli jest mi źle w związku, jeśli moje małżeństwo nie zaspokaja moich potrzeb, kończę z nim i szukam nowego partnera. Nie ma się więc co dziwić, że wokół jest tyle osób rozczarowanych swoim życiowym partnerem i związkiem z nim, a w konsekwencji tak wiele małżonków doświadczających bolesnej samotności w związku czy rozwodów. Są też inne, które ograniczają się do uczenia i rozwijania różnych umiejętności, np. rozmawania o ważnych sprawach, kontrolowania gniewu, rozwiązywania konfliktów, negocjowania itp. Oczywiście, to są bardzo ważne elementy prawie każdej terapii par. To według Ciebie nie wystarczy? Są pary, którym wystarczy nauczyć się rozmawiania czy dobrego kłócenia się. Ale pracowałam z parami, które pewnie lepiej ode mnie były wyszkolone w zasadach konstruktywnego komunikowania się i asertywnego wyrażania siebie, ale ich relacja była jak pustynia albo nawet wieczna zmarzlina. Znam też pary, które niewiele wiedząc o zasadach poprawnego dogadywania się, tworzą silną i bezpieczną wieź. A Ty czego uczysz studentów w czasie zajęć na temat terapii par? Jaką terapię proponujesz osobom, które wspólnie chcą pracować nad swoim związkiem? Najbliższe mnie osobiście jest podejście wypracowane przez Stana Tatkina. Z perspektywy doświadczeń zawodowych i mojego życia osobistego wiem, że jedną z najważniejszych wartości w małżeństwie jest tworzenie takiej więzi, która będzie stanowiła stabilną i bezpieczną przystań w pędzącym, niestabilnym, a czasem nawet niebezpiecznym świecie. Oczywiście, nie oznacza to, że taka więź ma być nudna czy monotonna. To, co jest istotą tej stabilności i bezpieczeństwa, to potraktowanie potrzeb związku jako najważniejszych, ważniejszych niż nasze indywidualne potrzeby. Wracamy więc do wspomnianego już „systemu ochrony więzi” (SOW). Na czym ma polegać? SOW jest zgodą obojga (ze wskazaniem na to drugie słowo!) partnerów na to, by ich związek był zawsze na pierwszym miejscu, przed wszystkim innym. Podkreślam, że ta umowa dotyczy dwóch stron. Nie można tworzyć SOW, oczekując od partnera, że on wpierw udowodni, że stawia związek na pierwszym miejscu. Jolanta Bać-Siechowicz, psycholog i psychoterapeutka, pracuje w nurcie integracyjnym, prowadzi zajęcia z terapii par w SWPS w Warszawie i Instytucie Psychologii Zdrowia PTP fot. archiwum

Dziesięć kluczowych zasad umacniania więzi dla par według Stana Tatkina

Stworzenie systemu ochrony więzi pozwala na zapewnienie sobie wzajemnego bezpieczeństwa. Partnerzy mogą się kochać i unikać wojny, kiedy ich poszukujące bezpieczeństwa części mózgu są odprężone. Partnerzy budują i utrzymują wzajemne relacje jako kotwice (bezpieczny styl przywiązania), wyspy (lękowo-unikający styl przywiązania) lub fale (przywiązanie lękowoambiwalentne). Partnerzy, którzy dobrze się znają, wiedzą, w jaki sposób się wzajemnie uszczęśliwić i ukoić. Partnerzy, którzy są bardzo zajęci i prowadzą intensywne życie, powinni stworzyć oraz wykorzystywać wieczorne i poranne rytuały, podobnie jak rytuały powitania, by podtrzymywać więź. Partnerzy powinni być dla siebie głównymi i pierwszymi osobami, do których zwracają się po wsparcie i pomoc. Partnerzy powinni w relacjach z osobami spoza związku chronić się wzajemnie przed poczuciem, że są zbędni. Partnerzy, którzy chcą ze sobą być, muszą nauczyć się dobrze kłócić. Partnerzy mogą w każdej chwili na nowo rozpalić swoją miłość dzięki kontaktowi wzrokowemu. Partnerzy mogą wzajemnie ograniczać swój stres i poprawiać zdrowie. oprac. J. B.-S. bibliografia: S. Tatkin, Oprogramowanie służące miłości, tłum. M. Guzowska, Wydawnictwo Zielone Drzewo. Instytut Psychologii Zdrowia PTP, Warszawa 2013.

amplitudy 1/2014

67


psychologia

Oboje partnerzy zgadzają się stawiać samopoczucie partnera, jego poczucie własnej wartości i ukojenie ponad wszystko. Czy łatwo zbudować małżeństwo zgodnie z promowaną przez ciebie zasadą pierwszeństwa związku przed potrzebami jednego z partnerów? Przecież nie wystarczy sama wzajemna deklaracja: tak, kocham cię, więc właśnie tak będę postępował/a. Co robić wtedy, gdy pomimo dobrej woli, coś nadal nie wychodzi? Oczywiście, że sama deklaracja nie wystarczy. To dopiero początek trudnej pracy nad związkiem. Inaczej nie trzeba by było terapeutów, nie byłoby ludzkiej samotności przeżywanej we dwoje, nie byłoby rozpadających się małżeństw... Trzeba uczciwie powiedzieć, że nie znaczy to, że z chwilą, gdy zdecydujesz się na taki model swojego związku, to od razu, zawsze i bez problemów będziesz stosował się do jej zasad. To normalne, nie jesteśmy doskonali, popełniamy błędy.

się bezpiecznie i nie potrzebuje wsparcia żony. Jednak na spotkaniach towarzyskich ze znajomymi potrzebuje, by Ola była blisko niego i nie żartowała z niego w towarzystwie. W konsekwencji oznacza to sporą zależność od życiowego partnera. Czy takie uzależnienie - jak każde inne - nie staje się z czasem niebezpieczne dla obojga? Każda decyzja o pozostaniu w związku zakłada taką pozytywną zależność. Ale to przecież pozytywna zależność! Tworzenie SOW nie jest współuzależnieniem podobnym do tego, jakiego doświadczają partnerzy w sytuacji uzależnienia od alkoholu. W takich sytuacjach współuzależnieni partnerzy przystosowują się i podporządkowują do czegoś destrukcyjnego, ignorując własne potrzeby, pragnienia, co w konsekwencji prowadzi do frustracji. Natomiast partnerzy tworzący SOW świadomie i dobrowolnie zgadzają się na pewne zasady i ich przestrzegają. Wiąże ich decyzja o tworzeniu wspólnej więzi, a nie nałóg.

A co z małżeństwami, które od dłuższego Kiedy jednak chcesz żyć według takich zasad, to w czasu pracują nad sobą i ze sobą, ale nadal nie sytuacji, kiedy zrobisz coś nie w porządku, coś co załączy ich wspólna satysfakcja? Czy one także graża waszej więzi i sama/sam to dostrzeżesz, to zwymogą poprawić jakość swojego czajnie przeprosisz, a jeśli nie zauwazwiązku poprzez to, do czego żysz, to twój partner/partnerka może próbujesz nas przekonać? Nam zwrócić ci na to uwagę, powołując się Decyzja jest pewnie łatwiej, bo dopiero właśnie na to, że przecież umówiliplanujemy nasze małżeństwo... ście się na pewne zasady. To, co jest o tworzeniu niedopuszczalne w tej perspektywie, Podjęcie decyzji o tworzeniu SOW to bycie „trochę w związku”. Aby jest opcją nie tylko dla osób poznająochrony więzi praca nad tworzeniem i umacnianiem cych się, ale także dla tych, którzy od więzi się powiodła, potrzebne jest lat są w związkach, przeżywają kryzyto propozycja spełnienie jednego, najważniejszego sy i rozczarowania swoim partnerem, warunku: oboje akceptujecie w pełni w swoim małżeństwie doświadczają także dla tworzenie systemu ochrony waszego bolesnej samotności. Jeśli oboje zdezwiązku. cydują się na pracę nad swoją więzią, tych, którzy mogą potraktować to jak ponowienie Życie pokazuje jednak, że zdarza ślubów, podczas których wzajemną się, iż partnerzy rozumieją i odod lat są relację w małżeństwie uznają za najczuwają to bezpieczeństwo nieco ważniejszą. Dobrze by jednak było, inaczej. małżeństwem. aby ta perspektywa była coraz szerzej Tak, dlatego trzeba mówić także o pouwzględniana zarówno w pomocy czuciu bezpieczeństwa. Oznacza to, że psychologicznej parom, ale także aby warunki do tego, bym czuła/czuł się bezpiecznie, nie znalazła swe miejsce w czasie kursów przedmałżeńmuszą być identyczne do tych, w których bezpiecznie skich lub mogła zainspirować osoby zaangażowane w czuje się mój mąż/żona. Na przykład, kiedy Ola i Topracę z narzeczonymi, małżeństwami oraz przygotomek jadą na spotkanie rodzinne do babci Tomka, Ola, wujące młodzież do tworzenia więzi w czasie szkolnych by czuć się bezpiecznie, potrzebuje, aby on był przy niej, zajęć przygotowania do życia w rodzinie. zwracał na nią uwagę, bardziej niż na własną mamę i by A zatem: SOW! Bądźmy dobrymi SOW-ami! reagował na nieprzychylne uwagi kierowane pod adresem swojej żony. Tomek natomiast w rodzinie Oli czuje Oczywiście, bo SOW-a to symbol mądrości.

amplitudy

68

1/2014


editorial

amplitudy 1/2014

65


felieton / patrząc wilkiem

Pani Prezes K rzysztof S topa

A

nna Dzwonkowicz od listopada 2013 roku jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Diecezji Rzeszowskiej. To pierwsza kobieta w tej roli w dwudziestoletniej historii diecezji. Jej poprzednikami byli: Bogdan Krzanowski, Krzysztof Brodziński, Łukasz Bereś, Tomasz Pietrucha, Grzegorz Dworak i Jarosław Młodecki. Urodziła się w 1990 r. w Jaśle, a wychowała w Potakówce - wiosce w powiecie jasielskim. Po ukończeniu gimnazjum w Tarnowcu dojeżdżała do I Liceum

amplitudy

70

1/2014

Ogólnokształcącego im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Jaśle. – W klasie maturalnej na jednej z lekcji religii katecheta, ks. Andrzej Sroka, zachęcał nas do uwzględnienia w planach wakacyjnych obozów KSM w Desznicy – wyjaśnia swój związek ze stowarzyszeniem. – Nie tyle myślałem wtedy o rekolekcjach, ile o obozie w górach i poznaniu nowych ludzi. Wakacje w Desznicy przewartościowały jej życie. Już jako studentka na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Rzeszowskiego dojeżdżała co tydzień do rodzinnej parafii w Tarnowcu, aby uczestniczyć w spotkaniach parafialnego oddziału KSM. Uczestniczyła w szkoleniach w ośrodku KSM w Przybyszówce i w wakacyjnych obozach. Na jednym z turnusów ksiądz w czasie homilii prosił, aby osoby, które chcą żyć ideałami Stowarzyszenia wstały i głośno powiedziały: – Gotów! (jest to zawołanie KSM). – Po długim namyśle wstałam. Dopiero później do mnie dotarło, że spełnienie ideałów nie jest takie proste.


personalia Nowy zarząd KSM (XI kadencji), obok prezes Anny Dzwonkowicz (pośrodku), tworzą: zastępca prezesa Bogusław Biały, członek delegat do Krajowej Rady Karolina Nurcek, sekretarz Monika Ochałek, zastępca sekretarza Aleksandra Zapał, skarbnik Ewa Wójcik oraz członek zarządu Kamil Starzak. fot. Tadeusz Poźniak

Po licencjacie rozpoczęła studia z zarządzania organizacjami publicznymi na Wydziale Zarządzania Politechniki Rzeszowskiej, a później dodatkowo prawo na Uniwersytecie Rzeszowskim. Teraz jest dyrektorem ds. Public Relations Europejskiego Stowarzyszenia Studentów Prawa ELSA Rzeszów. Interesuje się muzyką. Śpiewa z zespole muzyki chrześcijańskiej „Hosanna”. Pytana o pracę w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży zwraca uwagę, że formalnie w diecezji istnieje

170 oddziałów, ale tylko kilkanaście faktycznie działa. Wyzwaniem dla zarządu jest przyciągnięcie nowych ludzi. Jedną z szans jest zmiana formuły wakacyjnych obozów. – Myślimy o bardziej otwartej formule, dzięki której mogliby do nas dołączyć inni młodzi poszukujący Pana Boga. Najpierw chcemy zwrócić uwagę na wspólne spędzanie czasu, wycieczki, pogłębienie znajomości. Dopiero potem powinno przyjść rekolekcyjne skupienie.

Bogdan Krzanowski, prezes KSM w latach 1993-1997: Dla mnie wybór kobiety na stanowisko prezesa zarządu KSM diecezji rzeszowskiej, po 20 latach funkcjonowania stowarzyszenia, jest istotną zmianą, ale nie jest zaskoczeniem. Przypomnę, że pierwszą przewodniczącą prezydium krajowej rady KSM była właśnie kobieta, Renata Curzydło z Krakowa, z którą przez wiele lat współpracowałem, współtworząc i organizując KSM w całej Polsce. Jej kobieca wrażliwość, poczucie humoru, pracowitość i skromność stanowiły dla nas przykład do naśladowania. Życzę nowej Pani Prezes, by z wiarą i odwagą patrzyła w przyszłość; aby swoje dobre pomysły realizowała konsekwentnie i z pasją.

Krzysztof Brodziński, prezes KSM w latach 1997-2001: Wybór Ani na funkcję prezesa KSM przyjąłem z radością. To dobrze, że po tylu latach prezesem jest kobieta. Wszędzie trzeba różnorodności. Myślę, że tak jak w rodzinie trzeba kobiety i mężczyzny, tak też w rodzinie KSM-u stanowiska w zarządzie powinny przewijać sie przez ręce dziewcząt i chłopców. W kierowaniu zarządem i w pracy z młodzieżą w diecezji życzę Ani, aby jej zaangażowanie zawsze służyło budowaniu więzi międzyludzkiej, która przetrwa na wiele lat i będzie umocnieniem w życiu dorosłym.

Tomasz Pietrucha, prezes KSM w latach 2007-2010: Wybór Anny przyjąłem bardzo pozytywnie. Znam ją osobiście i wiem, że ma wiele cech, które pomogą jej w prowadzeniu stowarzyszenia. To, że jest pierwszą od dwudziestu lat kobietą na stanowisku prezesa KSM, wiążę z tym, że wcześniej po prostu nie było takiej kobiety, która potrafiłaby sprostać wymaganiom lub miała mocną konkurencję. Na pewno w pracy pomoże jej kobieca empatia. Prezes spotyka się z wieloma osobami i przydadzą się takie cechy, jak wrażliwość i umiejętność indywidualnego podejścia. Poza tym Ania jest stanowcza i otwarta, a to pomaga w zarządzaniu. Gdybym miał dzielić się swoim doświadczeniem, życzę jej, aby kierowała się dobrem młodego człowieka - to dla niego istnieje stowarzyszenie.

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży

Diecezji Rzeszowskiej www.rzeszow.ksm.org.pl

amplitudy 1/2014

71


Blisko ludzi Rozmowa z europosłanką, Elżbietą Łukacijewską

S

potykamy się w biurze poselskim. Jesteśmy po konferencji prasowej, a Elżbieta Łukacijewska po lekcji europejskiej w jednym z liceów. Za chwilę czeka ją kolejne spotkanie i lot do Brukseli. Tam będzie do piątku. Weekend też pracowity, ale już w rodzinnych stronach. Eurodeputowana obecnej kadencji, ale też „jedynka” na podkarpackiej liście do Parlamentu Europejskiego, opowiada, jak mobilizuje kobiety w dążeniu do marzeń i tłumaczy, dlaczego jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków w regionie. Czy jako polityk czuje się Pani spełniona? Oczywiście. Nigdy nie chciałam zostać ministrem czy piastować urzędy, bo takie stanowiska oddalają od ludzi. Lubię być wśród nich, dlatego zostałam posłem. Chcę w miarę możliwości rozwiązywać ich problemy i pomagać, to daje mi dużą satysfakcję. Po raz kolejny ludzie mi zaufali, to dowód na to, że pozytywnie oceniają moją pracę. To zarząd krajowy Platformy tak zdecydował, z czego bardzo się cieszę, bo to świadczy o tym, że doceniono moją pracę zarówno w Parlamencie Europejskim, jak i w regionie. Wypalenie zawodowe. Takie pojęcie funkcjonuje w pracy polityka? Tak. Niekiedy spotykam się z ludźmi, którzy inaczej wyobrażali sobie sprawowanie mandatu posła, ale mnie ta praca od trzynastu lat sprawia dużą satysfakcję, dlatego nie ma mowy o wypaleniu zawodowym. W polityce to zjawisko często dotyka tych, którzy wybierając ten zawód, mają na myśli osobiste ambicje. Kiedy nie zostają zauważeni, nie zajmują odpowiednich według ich uznania funkcji jak szefowanie ministerstwu lub komisji sejmowej, widzę ich rozczarowanie. Zapominają wtedy, że wybrali ich wyborcy, i że powinni pracować właśnie na ich rzecz, a nie po to, aby zaspokajać swoje ambicje. Jest Pani jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w polityce. Z czego to wynika?

amplitudy

72

1/2014

Myślę, że częsty kontakt z ludźmi na to wpływa, tak było od początku. Lubię z nimi rozmawiać i mam z nimi dobry kontakt. Szanuję ludzi bez wględu na ich pochodzenie. Kiedy byłam wójtem, pewien polityk nie znalazł dla mnie czasu i potraktował jak intruza. Powiedziałam sobie, że jeżeli ludzie powierzą mi mandat posła, zawszę będę starała się znaleźć dla nich czas. Pomagam jak tylko mogę i myślę, że wiele osób może to potwierdzić. Czy obowiązki zawodowe pozwalają na takie częste kontakty? W Parlamencie Europejskim pracujemy cały tydzień, dlatego staram się w poniedziałek zawsze przed wylotem być w pracy, czyli w swoim regionie. Dziś mam za sobą lekcję europejską w jednym z liceów, konferencję w Rzeszowie, za chwilę kolejne spotkanie i lot do Brukseli. Zdarza się, że weekendy wyglądają podobnie, ale nie mam już wyrzutów sumienia, że większość czasu spędzam w pracy. Córki są poza domem, jedna skończyła studia, druga kończy. To też stwarza mi możliwość bycia dostępną. Obserwuję dwie grupy posłów: jedni, dla których marzeniem jest dostanie się do Europarlamentu, po czym zapominają o wyborcach; drudzy, którzy bez pracy dla ludzi nie wyobrażają sobie funkcjonowania i sprawowania mandatu. Ja należę do tej drugiej grupy. A co na to mąż? Mąż rozumie moją pasję, bo tak traktuję pracę. Nigdy nie widziałam jego grymasu w związku z wyjazdami. Po prostu wie, że często zajmuję się bardzo trudnymi sprawami. Biorę udział w akcjach charytatywnych, na które przeznaczam prywatne pieniądze i nigdy nie spotkałam się ze sprzeciwem z jego strony. W domu bardzo rzadko rozmawiamy o polityce, raczej zostawiam ją „za drzwiami”. Zdarza się jednak, że pytam męża, co sądzi na dany temat, kiedy ma zastrzeżenia, a ja wątpliwości, to rozmawiamy. Wspiera w trudnych chwilach. Gdybym nie miała takiej rodziny i męża, takiego wsparcia, pewnie nigdy nie zdecydowałabym się być politykiem. Rodzina jest najważniejsza.


Panią wspiera mąż, a Pani wspiera kobiety. Tak, ale proszę tego nie mylić z feminizmem. To wynika z doświadczenia. Kobiety potrzebują wsparcia i wiary. Po pierwsze, kobiety na różnych stanowiskach są surowiej oceniane, i inne kryteria brane są pod uwagę podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Kobiety wykształcone, z bardzo dobrą znajomością języków obcych, bardzo często przegrywają z mężczyznami w walce o pracę. Podobnie bywa w polityce. Także tam myśli się stereotypowo i uważa, że kobieta jest w polityce dzięki urodzie. To przerażające, ale nadal tak jest. Kiedy porównamy pracę kobiet i mężczyzn, to my jesteśmy bardziej zaangażowane. Znam kobiety, które mają marzenia, ale nie mają odwagi ich realizować. Temu ma służyć między innymi konferencja: „Kobieta aktywna”. Chcę pokazać, że są kobiety, którym się udało, które potrafią łączyć życie rodzinne z zawodowym. W takich sytuacjach wsparcie jest ważne, bo kobiety nabierają pewności siebie. Jako polityk osiągnęłam sukces, ale kobieta, która zdecydowała się zostać w domu, w niczym nie jest gorsza ode mnie; wybrała to, co sprawia jej satysfakcję i wykonuje to z zaangażowaniem.

Powinnyśmy się wspierać, ale bywamy dla siebie także konkurencją. Tak, i walczymy bardziej niż mężczyźni. Jednak jestem zwolennikiem kultury, taktu i wzajemnego wspierania się. To, oczywiście, proces długotrwały. Czym różni się europejska kultura polityczna od polskiej? Tam nie ma miejsca na kłótnie, a w mediach na głupoty. Dziennikarz nie zaprosi do studia kogoś, kto nie angażuje się w pracę. W polskich mediach często występują posłowie, którzy potrafią jedynie mówić w kontrowersyjny sposób, bo to się sprzedaje. W Europarlamencie jest kultura i chęć zauważenia każdego głosu. Podoba mi się, że w PE polscy posłowie mówią jednym głosem. To, co jest dobre dla Polski, my wspieramy. Polski Sejm często bywa dowodem na to, że nieważne jest dobro Polski, liczą się podziały partyjne. Po nitce do kłębka czy za wszelką cenę. Co jest Pani bliższe? Po nitce do kłębka. Zdecydowanie. Nic za wszelką cenę. Dziś ludzie umieją to docenić, a dla mnie najważniejsze jest to, by móc spojrzeć sobie w twarz. amplitudy 1/2014

73


promocja

Radiowe twarze Paweł Bukała sport@radiovia.com.pl

amplitudy

70

1/2014

J

est autorem i lektorem wiadomości w codziennym serwisie informacyjnym. Śledzi serwisy krajowe i zagraniczne, aby co pół godziny przedstawić wybrane materiały. W tej pracy najtrudniejsza jest selekcja. Z setek informacji trzeba wybrać kilka najważniejszych. Pracuje w radiu od 2003 roku. Interesuje się również sportem. To jemu zawdzięczamy prowadzenie transmisji siatkarskich i żużlowych. Przygotowuje i prowadzi „Rozmowy o sporcie”.


promocja

fot. Tadeusz Poźniak (2)

Katarzyna Kadaj-Kuca k.kuca@radiovia.com.pl

M

ożna ją usłyszeć już o szóstej rano. Ciepłym głosem wita wszystkich słuchaczy i w tym serdecznym tonie rozmawia z nimi przez kilka godzin. Pracowała w radiu przez osiem lat, od 1999 roku. Wróciła po długiej przerwie w sierpniu 2013 roku. Prezenter jest radiowcem najbliższym słuchaczowi; bywa, że dla wielu osób staje się członkiem rodziny. Katarzyna Kadaj-Kuca należy do redakcji programowej, wpływa więc na kształt programu radiowego. amplitudy 1/2014

71


Małgorzata Łętkowska w Obserwatorium Astronomicznym w Jaśle fot. Tadeusz. Poźniak

Jak obliczyć datę

Wielkanocy M ałgorzata Ł ętkowska

W

ielkanoc należy do tzw. świąt ruchomych, czyli o zmiennej dacie. Najczęściej wypada 19 kwietnia. Niedziela Zmartwychwstania najwcześniej może wypaść 22 marca, a najpóźniej 25 kwietnia. Można zatem świętować Wielkanoc aż w 35 różnych terminach, najczęściej zaś - jak wyliczają matematycy - Wielka Niedziela trafia na 19 kwietnia. Jest to związane z kalendarzem astronowmicznym i zmienną datą paschalnej pełni Księżyca. Datę Wielkanocy można obliczyć samemu, wykorzystując jeden z algorytmów, wśród nich, najbardziej znany, Carla Gaussa, niemieckiego matematyka żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku. W 2006 r.

amplitudy

76

1/2014

zadanie obliczenia daty Wielkanocy przy użyciu tego algorytmu mieli uczniowie podkarpackich szkół średnich w ramach prestiżowego konkursu matematycznego im. Hugona Steinhausa, organizowanego co roku w Jaśle, mieście urodzenia sławnego matematyka. Do obliczeń konieczna jest znajomość pisemnego dzielenia z resztą, bez użycia kalkulatora. podziel rok R rok R B B + 8 B - F + 1 19A + B - D - G + 15 C 32 + 2E + 2J - H - K A + 11H + 22 S H + S - 7U + 114

przez iloraz 19 100 B 4 D 25 F 3 G 30 4 J 7 451 U 31 X

reszta A C E

H K S Y

Niedziela Wielkanocna przypada dnia Y + 1 miesiąca X

Algorytm Gaussa do obliczania daty Wielkanocy


nauka

Krok 1: Wybieramy rok R=2015 i dzielimy z resztą przez 19. 2015 : 19 = 106, reszta A wynosi 1 Najlepiej zrobić to pisemnie, nie używając kalkulatora! Krok 2: Rok R dzielimy z resztą przez 100. 2015 : 100 = 20 [iloraz 20 oznaczamy B], reszta C wynosi 15 Krok 3: B dzielimy z resztą przez 4. 20 : 4 = 5 [iloraz 5 oznaczamy D], reszta E wynosi 0

Przykład dzielenia z resztą:

106 2015 : 19 -19 115 - 114 1=A

(reszta z dzielenia)

Krok 4: Do B dodajemy 8. Uzyskany wynik dzielimy z resztą przez 25. 20 + 8 = 28 28 : 25 = 1 [iloraz oznaczamy F], reszta wynosi 3 Krok 5: Od B odejmujemy F i dodajemy 1. Uzyskany wynik dzielimy z resztą przez 3. 20 - 1 + 1 = 20 20 : 3 = 6 [iloraz oznaczamy G], reszta wynosi 2 Krok 6: Wykonujemy szereg działań: do 19A dodajemy B, odejmujemy D, odejmujemy G i dodajemy 15. Uzyskany wynik dzielimy z resztą przez 30. 19 x 1 + 20 - 5 - 6 + 15 = 43 43 : 30 = 1, reszta H wynosi 13 Krok 7: C dzielimy z resztą przez 4. 15 : 4 = 3 [iloraz oznaczamy J], reszta K wynosi 3 Krok 8: Wykonujemy szereg działań: do 32 dodajemy 2E, dodajemy 2J, odejmujemy H i odejmujemy K. Uzyskany wynik dzielimy z resztą przez 7. Ważne, aby pamiętać o kolejności wykonywania działań: najpierw wykonujemy mnożenie (2 x 0 = 0 oraz 2 x 3 = 6), później dodawanie. 32 + 2 x 0 + 2 x 3 - 13 - 3 = 22 22 : 7 = 3, reszta S wynosi 1 Krok 9: Do A dodajemy 11H i dodajemy 22S. Uzyskany wynik dzielimy z resztą przez 451. Należy pamiętać o kolejności wykonywania działań! 1 + 11 x 13 + 22 x 1 = 166 166 : 451 = 0 [wynik oznaczamy U], reszta wynosi 166 Krok 10: Do H dodajemy S, odejmujemy 7U i dodajemy 114. Uzyskany wynik dzielimy z resztą przez 31. 13 + 1 - 7 x 0 + 114 = 128 128 : 31 = 4 [wynik oznaczamy X], reszta Y wynosi 4 Niedziela Wielkanocna w 2015 r. przypada dnia Y + 1 miesiąca X, czyli 5 kwietnia.

amplitudy 1/2014

73


Po tych studiach

będzie praca! Wiosna to okres, w którym maturzyści intensywnie myślą o wyborze studiów. Przyszli studenci muszą przede wszystkim zwrócić uwagę, czy uczelnia oferuje kształcenie praktyczne.

W

amplitudy

78

1/2014

Studenci WSIiZ podczas praktycznych zajęć w specjalistycznych laboratoriach

ażne jest także, czy współpracuje z biznesem, a w efekcie tworzy najskuteczniejsze programy kształcenia i prowadzi kierunki zgodne z potrzebami rynku pracy, po których łatwo znaleźć dobrze płatną pracę. Te kryteria spełnia Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Mocnym atutem uczelni jest oferta dydaktyczna. - Wsłuchujemy się w potrzeby rynku pracy. Kształcimy na kierunkach ważnych dla gospodarki. Wprowadzamy też nowe, praktyczne kierunki i specjalności, które stanowią niszę na rynku pracy – podkreśla Urszula Pasieczna, rzecznik prasowy WSIiZ. Dotyczy to przede wszystkim anglojęzycznych studiów (Aviation Management, Information Technology, Finance and Accounting, International Management, Physiotherapy, Logistics, Logistics in Transport). W obecnym zglobalizowanym świecie umiejętność poruszania się w wielokulturowym świecie jest coraz ważniejsza. W tym roku WSIiZ wprowadza też nowe kierunki na studiach polskojęzycznych: dietetykę i prawo, a także specjalności dodatkowe, realizowane równocześnie ze studiami - m.in. zooterapia, sieci komputerowe Cisco, fitoterapia, różnice kulturowe w biznesie. Studenci zdobywają też atrakcyjne certyfikaty informatyczne, językowe i biznesowe – wszystko to jest istotnym atutem na rynku pracy. WSIiZ kładzie nacisk na naukę praktyki – oprócz wykładów, studenci podczas zajęć i warsztatów uczą się od ekspertów i doświadczonych praktyków. Mogą też uczestniczyć w darmowych, międzykierunkowych wykładach wybitnych naukowców i wykładach otwartych.

motywacyjny, który zapewnia studentom rozpoczynającym naukę stypendia pokrywające 100% lub 50% czesnego. Do systemu kwalifikuje test z wiedzy ogólnej, który kandydaci na studia piszą w lipcu i sierpniu. W październiku bezpłatną naukę na studiach I i II stopnia może rozpocząć nawet 1000 studentów. Darmowe miejsca na studiach uczniowie szkół ponadgimnazjalnych zdobywają też uczestnicząc w licznych konkursach naukowych. Więcej informacji o aktualnie trwających konkursach można znaleźć na stronie internetowej www.wsiz.rzeszow.pl. WSIiZ od początku swojej działalności przyznaje z własnych środków stypendia naukowe dla studentów. Dzięki połączeniu własnego funduszu stypendialnego oraz środków z budżetu państwa w semestrze zimowym 2013/2014 aż 2250 studentów Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie otrzymało stypendia.

Stypendium od początku studiów

Warsztaty biznesowe dla wszystkich

WSIiZ ma rozbudowany system stypendialny. Uczelnia umożliwia bezpłatne studia już od pierwszego semestru. Stypendium od początku studiów to specjalny system

- Studenci wszystkich kierunków uczestniczą w zajęciach „Warsztaty biznesowe - załóż własną firmę”. Zostają kompleksowo przygotowani do założenia i prowadzenia


promocja

własnej działalności gospodarczej. Taka wiedza ma szczególne znaczenie zwłaszcza na Podkarpaciu, gdzie własna firma jest szansą na lepszą karierę zawodową. Na zajęciach uzyskują też informacje o możliwości pozyskania funduszy na rozpoczęcie działalności, o zasadach prowadzenia rachunkowości, księgowości i sposobach wykorzystania narzędzi marketingowych w promocji biznesu – zdradza szczegóły Wojciech Pitura, jeden z trenerów prowadzących warsztaty biznesowe. Warsztaty prowadzone są przede wszystkim przez ekspertów i praktyków. Odbywają się też spotkania z ludźmi biznesu m.in.: Markiem Dareckim – prezesem WSK PZL Rzeszów. Do tej pory uczestnicy warsztatów założyli kilkanaście firm.

WSIiZ polecana przez pracodawców W Rankingu Szkół Wyższych 2014 tygodnika Wprost WSIiZ zajęła 4. miejsce wśród niepublicznych szkół wyższych, których absolwenci są najbardziej poszukiwani przez pracodawców i 5. lokatę wśród uczelni z tego sektora najbardziej cenionych przez pracodawców. Redakcja Wprost przeprowadziła badania wśród 500 największych polskich firm. Jak podkreślają autorzy rankingu, uczelnie swoje pozycje budują latami. – W roku 2011 Pentor na zlecenie Rzeczpospolitej i Perspektyw przebadał blisko 2 800 pracodawców i zapytał, po której uczelni najchętniej przyjęliby kandydatów do pracy. WSIiZ znalazła się wówczas na 7. miejscu w Polsce. Rok temu w rankingu Wprost WSIiZ zajęła 5. miejsce. W tym roku mamy 4. lokatę. To ważny dowód, że WSIiZ konsekwentnie od lat kształci na potrzeby rynku pracy – podkreśla Urszula Pasieczna, rzecznik WSIiZ. W najnowszym rankingu Rzeczpospolitej i magazynu Perspektywy WSIiZ zajęła I miejsce w Polsce południowej i V wśród wszystkich uczelni niepublicznych magisterskich w kraju.

Nauka w nowoczesnych laboratoriach Studenci WSIiZ uczą się w nowoczesnych i znakomicie wyposażonych laboratoriach. Uczelnia ma ich aż 70! To innowacyjne pracownie umożliwiające łączenie teorii z praktyką, co na rynku pracy ma bardzo duże znaczenie. Do dyspozycji są m.in. laboratoria wysokich technologii teleinformatycznych (np. laboratorium finansowe, grafiki 3D i 2D, laboratorium automatyki i robotyki, przetwarzania obrazu i rzeczywistości wirtualnej, laboratorium inteligentnych systemów informacyjnych), a także: pracownia kryminalistyczna, kosmetologiczna oraz laboratoria komputerowe. WSIiZ jest liderem w zastosowaniu najnowszych technologii informatycznych w procesie dydaktycznym. Studenci w praktyce poznają zasady działania najnowszych narzędzi IT. Nic dziwnego, że absolwenci uczelni odnoszą w tej dziedzinie duże sukcesy. – Absolwent informatyki, Krzysztof Szczepański, tworzy animację do superprodukcji „Hobbit”, a firma Mobitouch, założona przez studentów WSIiZ zajmuje czołowe lokaty w konkursach na najlepsze aplikacje mobilne, organizowanych m.in. przez Microsoft – mówi Urszula Pasieczna.

Uczelnia Międzynarodowa – W najnowszych ogólnopolskich rankingach WSIiZ

znajduje się w czołówce uczelni niepublicznych o klasie międzynarodowej. W WSIiZ studiują studenci m.in. z Chin, Indii, Nepalu, Iranu, USA, Niemiec, a także Portugalii, Hiszpanii, Ukrainy, Białorusi, Rosji i Kazachstanu – informuje Swietłana Ślusarczuk, kierownik Działu Rekrutacji Studentów ze Wschodu. Uczelnia ma trzy kampusy: w Rzeszowie, Tyczynie oraz w Kielnarowej, gdzie mieści się akademik o wysokim standardzie, jedna z największych hal sportowych w Polsce, stajnia i alpakarnia. Jest też hotel z sauną i spa, a nawet park linowy.

amplitudy 1/2014

79


opinie

ks. Tomasz Nowak

Ksiądz Daniel na Bielanach Wypaliłem się – powiedział gładząc skronie. Nie miał siwych włosów, ani żadnej rany. Zmęczony potyczkami na lekcjach religii marzył o wielkiej bitwie z mocami otchłani. Bestia miała siedem głów i dziesięć rogów. U kamedułów układał sojusze, zwierał szeregi, na ścianach celi szkicował plany ataków, obrony. Niespodziewane zwycięstwo przyniósł Baranek.

Kazanie księdza Pawlukiewicza Wit Stwosz tego nie przewidział. Matka Boża podtrzymywana przez Jakuba od pięciu wieków nie może zasnąć słuchając postylli, egzort i kazań. Dawniej Stanisław ze Skarbimierza, dzisiaj ksiądz Piotr z Warszawy głosi czas zrywania masek. Prorok nowego dizajnu nie pasuje do smutnej twarzy świętego Jana. Zaczął od rozbitej filiżanki. Słowem zbierał kawałki duszy. Niespodziewanie strzała przeszyła ciało. Upadł pod stopy Maryi. Razem zostali wzięci do nieba. Osobiście powie Synowi Bożemu, że przed Empikiem ludzie czekają na nie umówione spotkania. Bazylika Mariacka w Krakowie, 29 marca 2009 r. amplitudy

80

1/2014

Tango, z cyklu „Tańce świata w malarstwie”, wykonane w technice mieszanej - oleju i akrylu na płótnie (2006) Renata Domagalska www.renatadomagalska.pl


poezja

tak wiele dzieje się poproszę cię do tańca to będzie tango w malutkim klubie na przedmieściach Buenos tylko bandoneon i skrzypce jeśli się zgodzisz popłyniemy z rytmem (na szczęście Pius odwołał kary dla przytulonych milongueros) już wypolerowałem buty koniecznie włóż czerwoną sukienkę ze wszystkimi zapachami ziemi w niebie amplitudy 1/2014

amplitudy 1/2014

81


recenzja Ks. Tomasz Nowak - poeta, jest również rzecznikiem prasowym diecezji rzeszowskiej. Na zdjęciu: podczas porannej prasówki. Więcej - str. 84 fot. Tadeusz Poźniak

Metafizyka tanga i jeszcze więcej światła Na marginesie tomu ks. Tomasza Nowaka Krew i woda

M arek P ękala

B

ywa, że narzędziem samopoznania staje się własna sztuka. W tę wywiedzioną z personalizmu perspektywę wpisane jest twórcze doświadczenie Tomasza Nowaka, które zaowocowało debiutanckim, ale już dojrzałym i śmiałym zbiorem. Wielce przydatnym dla tych, który nie boją się myślenia.

Mikrobiologia mówi, że nie ma dwóch takich samych liści o jednakowej wewnętrznej strukturze. Podobnie jest z ludźmi - dowodzi genetyka. Prawda ta przekłada się na sferę duchową, w tym religijną. Nie ma wyjścia, a raczej jest we wspomnianym personalizmie: Każdy w ramach jednej wspólnej drogi sam musi wydeptywać swoją ścieżkę do nieba. Myślę, więc wierzę Spróbujmy przynajmniej musnąć tajemnicę poety wstępującego do publicznego obiegu. Rysunki Magdaleny Nowak-Harko - zamglone, operujące konturami szarości w pokazywaniu sylwetek i rzeczy, uwiarygodniają wspomnianą perspektywę tomu. Istniejąc w metafizycznej przestrzeni, takie niewielkie mamy możliwości poznawcze - zdaje się sugerować duet siostry i brata.

On, zostając kapłanem, znajduje swoją szczelinę „między opłatkiem a złotą ramką” monstrancji. Z tej szczeliny „podgląda ludzkość bożym wzrokiem” (obydwa cytaty z finałowego wiersza Błogosławieństwo), kiedy „Słowo staje się ciałem” i dochodzi do - jak to nazywa teologia - wcielenia. Według Grzegorza Krupy, autora wstępu, również kapłana, „Konsekwencje wcielenia dotykają całego kosmosu, a w nim bezpośrednio każdego człowieka”. Dlatego „Boży świat nie jest rodzajem getta, lecz przenika całą dostępną nam rzeczywistość (…)”. Otóż to. Zatem Kartezjańskie „Myślę, więc jestem” trzeba umieć zgłębić własnym: „Wierzę, więc jestem” i wreszcie: „Myślę, więc wierzę”. Ale co to znaczy: wierzę. Nie podmiot, lecz autor W wierszu Nie boję się chodzenia po wodzie, już „po pierwszym kroku” - czytamy - „Wpadłem wbrew prawu grawitacji”. Jak to?! Przecież stało się to właśnie zgodnie z grawitacją! Następny wers wyjaśnia nieporozumienie, bo doszło do tego „zgodnie z logiką wiary”. Chodzi zatem nie o ziemską grawitację, lecz o niebiańską, a ściślej - teologiczną. Nie jest to więc wiara łatwa. Ciągle wymaga potwierdzeń dla cudu. To dlatego te konfesyjne wiersze bywają pełne dramatu i dzięki temu, i na szczęście, dewocji w nich ani kropli, za to sporo młodzieńczej i ozdrowieńczej dezynwoltury: „Kopnij mnie, Duchu Święty” - prosi podmiot liryczny w wierszu pt. Czas. Zaraz, zaraz, co za podmiot liryczny?! Musimy w tym miejscu wejść w zwadę z autorem wstępu, bo to on niby literaturoznawca używa tego specjalistycznego terminu. No tak, będąc kolegą autora, a nawet - mówiąc brzydko i jak na profana przystało jego „kumplem po fachu”, dystansuje się - obiektywizu

→ amplitudy

82

1/2014


opinie

amplitudy 1/2014

79


recenzja

je, aby nie być posądzonym o stronniczość i kumoterstwo. A ze mnie żaden dla autora tomu kumoter, więc dobrze widzę, że nie jest on w sobie zakochany; i choć zdaję sobie sprawę, że ktoś, kto nie udaje siebie i tak mimo woli tworzy swoją kreację, to jest ona w tym przypadku wiary-godna i przejmująca, dlatego mam prawo utożsamić podmiot liryczny z autorem. Zatem: precz z abstrakcyjnym podmiotem!

Jak fakt z Faktem

Długa droga Nowak chce „widzieć, czuć, wierzyć” (z Błogosławieństwa), daje więc prymat doświadczeniu. Ale wbrew temu empirycznemu podejściu św. Augustyn twierdzi: „Nie sztuką jest zrozumieć i uwierzyć, lecz uwierzyć i zrozumieć”. Długa jest więc droga przed poetą, nie mówiąc o niżej podpisanym i wielu innych. Ku pokrzepieniu: Nie wiemy, czy autor zna przestrogę filozofa Mirosława Dzielskiego: „Próba zastąpienia realnego kontaktu z rzeczywistością transcendentną jakimiś pogadankami o wartościach jest nieporozumieniem”, jesteśmy jednak pewni, że poeta dobrze ją czuje w swoich wierszach. Świetnie pokazał to w jednym z najlepszych pt. Kazanie księdza Pawlukiewicza. Tu wielowiekowa historia nadprzyrodzenia, zatrzymana w dziele Wita Stwosza, dzieje się nadal - dzięki kaznodziei. W tym dynamicznym obrazie „Prorok nowego dizajnu głosi czas zrywania masek”. I „Osobiście powie Synowi Bożemu, że przed Empikiem / ludzie czekają na nie umówione spotkania”. Z hukiem i wstydem zamyka się tu wieszczba Martina Heideggera jakoby „Historia utraciła splendor boskości”. A otwiera się wielkie pole interpretacyjne w świetle filozofii spotkania ks. prof. Józefa Tischnera. To dzięki temu ks. Nowak ma zadziwiająco wiele do powiedzenia o naturze kobiety, a nawet i bożym aspekcie cielesnego aktu miłości. Ba, w świetnym wierszu pt. Tak wiele dzieje się, już spoza opukiwanego tomu, porwał się na metafizykę tanga! To też wymaga odwagi.

Tom dzieli się na trzy części. Z grubsza rzecz ujmując, i tym razem zżynając z ks. Grzegorza Krupy, chodzi o: przeżywanie kapłaństwa, religijne doświadczenia zakochanych, i o wydarzenia ewangeliczne. Ale metoda - to już moje skromne odkrycie - jest taka sama: Poeta, słusznie lekce sobie ważąc Arystotelesowski aksjomat o analogii jako najczęściej błędnej, zderza współczesny fakt z biblijnym, a więc goły fakt z Faktem, który stał się mitem. I sprawdza, na ile jest on kontynuacją mitu i czymś więcej niż mitologią, bo cząstką Ewangelii. Najciekawiej dzieje się, gdy dla naukowych faktów - wynalazków znajduje religijny kontekst, jak np. w wierszach: USG, Coś dziwnego z wątrobą, Przyszłość, czy w tytułowym Krew i woda. A dlatego to takie interesujące, że jeszcze dzisiaj naukę często przeciwstawia się religii, miast mówić o dwóch różnych sposobach poznawania, wcale niekoniecznie sprzecznych, czego dowodzi m.in. fizyk, kosmolog i teolog ks. prof. Michał Heller. Przemienienie W tekście pt. Brewiarz i lutnia z tygodnika „Gość Niedzielny” (nr 22 z czerwca 2010 r.) ks. prof. Jerzy Szymik, teolog i poeta, nie omieszkując pomieścić w nim swojego długiego wiersza (na szczęście, dobrego), wskazuje na podobieństwo wierszy Nowaka do swojej poezji, a także i innego profesora, ks. Janusza St. Pasierba. Jego czujne oko wytropiło nawet Nowakowy awers wiersza Pasierba pt. Jakub. Chodzi o Szczęście, w którym autor odrzuca połowiczność naukowego poznania. Woli bowiem „pod Czarnym Krzyżem rozmawiać z Chrystusem, / ze słońcem iść na połoniny” niż „czipem pobudzać mózg do wydzielania serotoniny”. Nic więc dziwnego, że przez swoją „szczelinę” poeta postrzega najpierw realistyczne obrazy. Nie chodzi jednak o pęknięcie między sacrum a profanum. Najczęściej jest tak, że w profanum autor dostrzega cząstkę sacrum

K

s. Tomasz Nowak ma 40 lat. Urodził się w Rzeszowie i wychował na osiedlu Baranówka IV (parafia pw. Bożego Ciała) oraz w Łukawcu. Ukończył Technikum Mechaniczne przy ul. Hetmańskiej. Po maturze wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Rzeszowie. W 2000 r. przyjął święcenia kapłańskie, po których pracował w rzeszowskiej katedrze, sanktuarium Świętej Rodziny w Krakowie-Bieżanowie oraz kościele Świętego Krzyża w Rzeszowie, gdzie od 5 lat jest duszpasterzem akademickim. Studiował homiletykę (sztukę mówienia kazań) w UPJPII oraz retorykę na UJ. Ukończył podyplomowe studium artystyczno-literackie. Od sierpnia 2013 r. jest rzecznikiem prasowym diecezji rzeszowskiej oraz redaktorem programowym Radia Via. Więcej o nowym rzeczniku prasowym - www.amplitudy.pl

T. Nowak, Krew i woda, Instytut Wydawniczy Maximum, Kraków 2009.


recenzja

lub przemianę w sacrum. Tak np. dzieje się w wierszu o honorowym dawcy krwi pt. Rafał: „Raz na miesiąc Bóg wzywa go do stacji, / aby oddał krew do bezimiennych naczyń”. Mamy więc klucz do tytułu tomu. Krew i woda, niezbędne życiu, pokazują jego dwa wymiary: człowieczy i ludzki - osobisty i gatunkowy, (filogenetyczny i ontogenetyczny), ale również: biologiczny i nadprzyrodzony. Dopiero przenikanie się tych wymiarów tworzy w jednostce pełnię. Dobrze tę wielopłaszczyznowość osoby rozumie nasz poeta. To dzięki temu wspomniany krwiodawca Rafał staje się - archaniołem Rafałem, jednym z siedmiu biblijnych, „stojących w pogotowiu” przy Bogu. Czy jestem godny siebie? Osobny wątek to refleksje na temat kapłaństwa w relacji do człowieczeństwa, mocno przemawiają swoim autentyzmem. Autor już wie, że aby być dobrym księdzem, trzeba być najpierw człowiekiem. A własną samotność przekracza poprzez łączenie mikrokosmosów - duchowe pokrewieństwo z innymi samotnościami. Czy jestem godny siebie? To pytanie w tomie nie pada, ale czai się za wieloma wierszami. A czy nie dotyczy ono każdego na tym świecie przechodnia? Czyli raczej: po tym świecie… Aby istniejąc na chwilę w swoim ciele „między Niebem a Ziemią”, dosięgać „życia bez kresu” (z „Hymnu dziękczynienia”). Oto esencja tej egzystencji. W reportażu poetyckim pt. Współczesne rozmnożenie chleba następuje weryfikacja Jezusowego cudu. Chociaż tym razem „nie było modlitwy dziękczynnej” i „nikt nie zbierał okruszków do koszów”, to czy dobry uczynek bohatera wiersza, który wydał swoje pieniądze na chleb dla dwustu głodnych, nie urasta przynajmniej w ich oczach, i w czasach, gdy miliony ludzi nadal cierpią z głodu, a wielu umiera, czy w bezdusznej rzeczywistości ten dobry uczynek nie urasta do rangi cudu? Oby choćby i takich było jak najwięcej. Pomagając, oskarżają możnych tego świata, ale i potęgują tęsknotę za tym prawdziwym. Ku przestrodze Przeciwko empiryzmowi a za wspomnianym argumentem św. Augustyna przemawia to, że nikt nie przeżył własnej śmierci. Poza Jezusem. To właśnie wtedy i dzięki niemu „Słowo stało się ciałem”. Przenikliwość poety pokazuje w Prologu, jak w naszej codzienności, rzekomo nie mającej nic wspólnego z Biblią, wygląda proces powstawania Słowa: „Na początku było / przejście dla pieszych / i czerwone światło // W szpitalnych noszach Słowo / staje się ciałem / pędzi na sygnale”. Czyli na krawędzi między śmiercią a życiem, „między Niebem a Ziemią”. Czy twoja gwiazda „świeci / w czarnych dziurach kosmosu i w twoim życiu”, czy przy Bogu? Wybieraj.

Nasz poeta, mimo dopadających go zwątpień, ostatecznie nie ma wątpliwości. W marzeniach „chodzi po rajskich ogrodach / pisząc wiersze na miarę Stwórcy”. Jorge L. Borges w wierszu pt. Szachy napisał: „Bóg rządzi graczem, ten figurę trzyma” i następnym wersem jak rapierem zadaje pytanie - sztych: „jaki bóg spoza Boga spisek rozpoczyna?”. I my ten sztych dedykujemy ambitnemu i odważnemu poecie. Po to, żeby go nie dosięgnął, a to pytanie bez przerwy miał w tyle głowy. Głębszy oddech Uważny Czytelnik, a mam nadzieję, że i taki mi się przytrafi, spostrzeże, iż w odniesieniu do tej niewielkiej książki uparcie używam określenia: tom. Jako, hmmm, tomolog, ba, twórca, hmmm, nowej specjalizacji w obrębie literaturoznawstwa - tomologii, hmmm, ogłaszam jej ważne odkrycie: Istnieje niejeden gruby zbiór utworków wierszowanych, który nie zasługuje nawet na miano tomiku. Natomiast ta cienka książka, z kilkudziesięcioma niedługimi wierszami, w całej rozciągłości zasługuje na miano tomu, bo tak wiele waży jej wartość merytoryczna i artystyczna. Wydawać by się mogło, że zaplecze intelektualne tych wierszy oddala je od najlepszego współczesnego polskiego poety-kapłana: Jana Twardowskiego. Ale to tylko powierzchowne złudzenie. On też prosi Boga o „odwagę w sprawach prostych / o nowe oceany i zorze” (z Modlitwy porannej ) i często dokopuje się do diamentowych okruchów prostoty, na co dostarczyliśmy wiele dowodów - cytatów, a jeszcze więcej można poznać dzięki lekturze tomu. Ma on równie świetny zmysł obserwacji, tak samo udanie prozaizmy destyluje w poezję, ale i nadaje jej głębszy oddech. Idzie tylko o to, żeby poszczególne składniki wiersza łączyły się ze sobą w sposób jeszcze bardziej organiczny; aby wiersz był jednym tchnieniem - reakcją wynikłą ze słuchu absolutnego na boską w poecie strunę (parafraza na kanwie wiersza pt. Struna). Kropa Przypomnijmy na koniec, że ks. J. Szymik swój tekst zatytułował: Brewiarz i lutnia… Ten wielokropek to oczywiście mój komentarz, a raczej jego początek. Otóż św. Hildegarda z Bingen, mistyczka i kompozytorka, nie odwoływała się do cokolwiek archaicznej lutni, lecz nazywała siebie uroczo: „trąbą Bożą”. Wydaje mi się, że do poezji ks. Nowaka zdecydowanie bardziej od lutni czy trąby pasuje określenie: Boży saksofon. I niech nas nie zmyli to nazwisko. Bo to nieprawda, że „tak czy owak - zawsze Nowak”. Nie chodzi też o Tadeusza Nowaka, świetnego poetę, który folkloryzował religię. Nie, chodzi o tego właśnie Tomasza Nowaka, choćby i innych o takim imieniu i nazwisku było w książce telefonicznej tysiąc. Bo taki poeta jest tylko jeden. A czy jedyny, to się dopiero okaże.

amplitudy 1/2014

85


recenzja

Potęga

faktów M aksymilian B ajorek

W

2010 roku w Świecie Książki ukazała się Kapuściński nonfiction Artura Domosławskiego. Nie milkną echa debaty, jaka przetoczyła się w mediach na temat biografii, reportaży i reporterów. Antologia100/XX to próba przywrócenia dobrego imienia polskiemu reportażowi. Próba niezwykle udana. Żadna z dotychczasowych antologii nie miała takiego rozmachu. Antologia polskiego reportażu XX wieku przypomina biblię - dwa tomy (1901-1965 i 1966-2000), a w nich 100 autorów, 100 reportaży, komentarze do każdego z nich pióra Mariusza Szczygła i posłowie prof. Kazimierza Wolny-Zmorzyńskiego, który opowiada o historii i miejscu reportażu w polskiej literaturze. Literatura faktu Pod względem gatunkowym reportaż znajduje się na pograniczu literatury i dziennikarstwa. O jego literackości decyduje obrazowe prezentowanie (przedstawianie) zdarzeń, bohaterów i język artystyczny. Reporter nie może jednak przekraczać granicy fikcji, bo zasadniczą treścią reportażu jest fakt. Fabuły w reportażu się nie wymyśla, ale ją odkrywa. Wybitny reportażysta i teoretyk Melchior Wańkowicz, uważał, że reportaż jest opisem rzeczywistości, a opis ten swoistą mozaiką,

amplitudy

86

1/2014

składającą się z bardzo wielu różnorodnych kamyków, które należy tak ułożyć, aby oddały obraz pokazywanej historii. Kamykami są fakty z życia wzięte. Można więc podsumować, że obrazowość i plastyka przekazu przechylają reportaż w stronę literatury, a prezentowanie faktów, brak fikcji - w stronę dziennikarstwa. Pierwsi klasycy Antologię otwiera Janusz Korczak, syn adwokata, wychowawca dzieci, lekarz, pisarz i publicysta, który zginął ze swoimi wychowankami w Treblince. W reportażu Nędza Warszawy z pokorą opisuje bezdomnych ludzi. Reporterką była także Maria Konopnicka, autorka Naszej szkapy. Jej reportaż Na normandzkim brzegu z 1904 roku jest relacją z podróży opisującą osady rybackie. Najstarsze reportaże zamieszczone w antologii pochodzą głównie z „Tygodnika” - ilustrowanego periodyku o kulturze, literaturze, historii oraz ważnych i ciekawych miejscach w kraju i na świecie. Istniał przez osiemdziesiąt lat, od 1859 roku do wybuchu drugiej wojny światowej. Było to jedyne pismo, które ukazywało się we wszystkich zaborach, i w którym swoją premierę miały najważniejsze polskie powieści, drukowane w odcinkach: Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej, Faraon Bolesława Prusa czy Popioły Stefana Żeromskiego. Reporter, czyli Polak Twórcą polskiej szkoły reportażu jest wspomniany Wańkowicz. Na co koza rogi ma to część jego sławnej Sztafety - cyklu reportaży przemysłowych z 1938 roku. W antologii znajdują się również reportaże patriotyczne, m.in. Stefana Żeromskiego Iława-Kwidzyń-Malbork, Władysława Reymonta Z ziemi chełmskiej, Kazimiery Iłłakiewiczówny Wspomnienie o prezydencie Narutowiczu, Edmunda Osmańczyka Na pobojo-


recenzja

wisku. Na uwagę zasługują Reportaże z warszawskiego getta Perec Opoczyńskiego, jedyny tekst napisany w jidysz. Trudno nie wymienić takich nazwisk, jak: Jan Parandowski, Zofia Nałkowska, Ewa Szelburg-Zarembina, Antoni Słonimski, Aleksander Janta-Połczyński, Maria Dąbrowska, Janusz Rolicki, Wiesław Górnicki. Nie mogę nie wspomnieć o Jerzym Urbanie, który w reportażu Pamiętnik swata próbuje dowiedzieć się, jakich mężczyzn poszukują kobiety i dlaczego nie mogą ich znaleźć. Urban swoim reportażem wzbudził kontrowersje w środowisku dziennikarskim, a pisarka Anna Bojarska nazwała go oszustem. Z nieprawdy Mamy tu teksty, które opisują wydarzenia z wieloletniego dystansu, bo wcześniej nie pozwalała na to cenzura, lub nie można było dotrzeć do dokumentów - na przykład Kolos z tektury Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego, Wyprawa na odzyskane ziemie Wandy Melcer czy Ostatnia bitwa Mariana Brandysa. Na uwagę zasługuje reportaż Jerzego Morawskiego, znanego obecnie ze swoich filmów dokumentalnych. Ślad kuli z 1992 roku opowiada o ekshumacji grobów polskich oficerów zamordowanych przez Rosjan pod Charkowem. – Polscy prokuratorzy przyjeżdżają na miejsce autokarem, aby kontrolować ekshumację, a tam już pozamiatane – opowiada autor. – Stoi pomnik, nie wiadomo jednak, kto tam leży, kto jest ofiarą, a kto sprawcą. Niezwykłe w zwykłym Reportaże napisane po 1989 roku, nareszcie uwolnione od cenzury, pokazują problemy ludzi lekceważonych przez urzędy państwowe, firmy prywatne, nieuczciwych bankierów, mówią także o ludziach chorych, zaniedbanych i nie umiejących odnaleźć się w warunkach transformacji ustrojowej. W antologii znalazły się wspaniałe reportaże Pawła Smoleńskiego, Lidii Ostałowskiej, Wojciecha Jagielskiego, Jacka Hugo-Badera, Beaty Pawlak, Piotra Lipińskiego. Przeczytamy również niesamowity, jeden z najlepszych i najgłośniejszych reportaży w historii „Gazety Wyborczej” Jak Emilię z Kalabrii od złej pani wykradłam Ireny Morawskiej. Wydarzenia XX wieku Zapytany w jednym z wywiadów, po co powstała ta antologia, Mariusz Szczygieł powiedział: – Polska szkoła reportażu oprócz oscypka, ogórków kiszonych i poezji polskiej to jest najciekawsze, co mamy. I dodał: – Naprawdę jestem zadowolony, że w tych dwóch ciężkich tomach, mimo wszystko buzują te teksty jak w coca-coli, jak w szampanie, a to wszystko się mieni, jest barwne i różnorodne. Pisarz kończy swój wstęp życzeniem,

że być może druga część antologii zawierać będzie sto nazwisk utalentowanych reporterów, które zostały pominięte. Dziennikarze i pisarze Artur Domosławski napisał, że autor Cesarza chciał być pisarzem: – Kłopot z Kapuścińskim polega na tym, że niektóre z jego dzieł mogą stanowić niepodważalny wzór dla dziennikarzy, a niektóre - niekiedy pod względem literackim wybitniejsze - niekoniecznie. Należy postawić sprawę jasno: reporter nie może kłamać. Rzeczywistość jest tak ciekawa, że nie ma sensu mówić nieprawdy, bo kłamstwo i tak kiedyś wyjdzie na jaw. – Literatura faktu jest pamięcią danej osoby na dany temat” – mawiał Kapuściński. 30 września 1955 roku w „Sztandarze Młodych” ukazał się jego reportaż To też jest prawda o Nowej Hucie, po którym Biuro Polityczne KC PZPR zdjęło całe kierownictwo huty (kombinatu). Ten dzisiaj nieznany tekst także umieszczono w tej cennej antologii. Czekamy w III RP na reportaż o takiej samej mocy. 100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku, t. 1 - 2, red. M. Szczygieł, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014, s. 872 i 960.

amplitudy 1/2014

87


lektury

Józef Mucha

Ma 39 lat. Po święceniach w 2001 r. pracował w Rzeszowie (parafia pw. Św. Rocha) i Jaśle (pw. Miłosierdzia Bożego) oraz przez 5 lat w Stanach Zjednoczonych (Syracuse oraz Pulaski w stanie Nowy York). W tym czasie napisał i obronił w UKSW doktorat z teologii na temat papieskich orędzi na Światowy Dzień Pokoju. Interesują go sztuki walki i fotografia. Lubi gotować i jeździć na motocyklu. Od trzech lat kieruje diecezjalną drukarnią i wydawnictwem „Bonus Liber”. Z całą pewnością nie jest statystycznym Polakiem i lubi czytać!

amplitudy

88

1/2014

fot. Tadeusz Poźniak

ks.

Moje książki

Z

arówno w szkole podstawowej w Przedborzu, skąd pochodzi, jak i w rzeszowskim technikum gastronomicznym miał wymagających polonistów. Czytał wszystkie lektury, a nawet prowadził dzienniczek przeczytanych książek. Fascynowały go przede wszystkim książki przygodowe, jak W pustyni i w puszczy Henryka Sienkiewicza, Przygody Robinsona Crusoe Daniela Defoe czy Uczniowie Spartakusa Haliny Rudnickiej. Z sentymentem wspomina Anię z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery oraz Przygody Tomka Sawyera Marka Twaina. Te ostatnie książki czytał w ostatnim czasie w języku angielskim, a nawet odwiedził kanadyjską wioskę Cavendish na Wyspie Księcia Edwarda, gdzie żyła i pisała autorka Ani oraz miasteczko nad rzeką Missisipi, gdzie rozgrywa się akcja powieści Twaina. Z książek czytanych za oceanem najbardziej zapadła mu w pamięci podróżnicza opowieść Grega Mortensona i Davida Relina The three cups of tee (polskie tłumaczenie: Agnieszka Lakatos, wydawnictwo Sonia Draga, Warszawa 2010). Tytuł książki nawiązuje do pakistańskiego zwyczaju, według którego robienie z kimś interesów wymaga wypicia trzech filiżanek herbaty: pijąc pierwszą - jest się wciąż obcym, drugą - staje się przyjacielem, trzecią - należy się do rodziny, co jest najwyższym stopniem aprobaty. Ostatnio czytane książki, to te, które sam wydrukował: zbiór konferencji wygłoszonych do księży diecezji rzeszowskiej przez ks. Stanisława Zycha pt. Oni poszli za Nim (Bonus Liber, Rzeszów 2013) oraz tomik wierszy Armina Bartha Łza poety w tłumaczeniu Jana Wolskiego i z ilustracjami Grzegorza Wolańskiego (Fraza, Rzeszów 2013). Ta ostatnia pozycja bez wątpienia stanowi edytorską perełkę wartą polecenia. (ksj)


recenzja

amplitudy 1/2014

85


felieton / patrząc wilkiem

Niestety,

magister O

Sylwester Wilk socjolog kultury, w pozostałych aspektach życia wyspecjalizowany amator. Zajmuje się bieżącą analizą codzienności własnej, bardzo rzadko - i raczej z przymusu cudzej. Czasami ugotuje pyszności, zagra na gitarze, zaśpiewa, napisze, a nawet powie coś śmiesznego…

fot. Tadeusz Poźniak

amplitudy

90

1/2014

d wielu lat zastanawiam się nad tzw. systemem szkolnictwa wyższego, w gronie rodzinnym i znajomych mówię zazwyczaj o „produkcji magistrów”, mających problemy z wysłowieniem się... Nie wspominając o ortografii stosowanej. Nie zapominam też o innych, którzy własnoręcznie (a co dopiero własną głową!) nie pokusili się o napisanie nawet „osobistej” pracy magisterskiej. I nie chodzi tylko o studiujących w Ciepłym Błocie czy Rowie Dolnym, ale również w Warszawie, Rzeszowie czy Lublinie. Owszem, magistrów było mało, a powinno być więcej - niestety, zwykle tak jest, że zwiększenie ilości wpływa niekorzystnie na jakość produktu. System mnoży, poprawia statystykę i co? Wspominał mój wychowawca w liceum: „Tylu po ulicy chodzi magistrów, że nie ma komu (i tu pada brzydkie słowo) powiedzieć”. Rozwinął się biznes edukacyjny. Niezauważalnie: „zakuć - zdać - zapomnieć” przerodziło się w „zapłać - zdasz - zarobimy”. Problem jest głębszy i nie dotyczy tylko pieniędzy, o czym się nie mówi, bo (jak większość niewygodnych treści w tym kraju) nie wypada. A jednak znalazł się odważny, dr Lech Trzcionkowski, który do niedawna pracował w Katedrze Historii Starożytnej KUL. I napisał tekst o kryzysie nauczania, głównie w kontekście złej opinii krążącej wokół humanistyki - wylane żale zostały na tyle syntetycznie ujęte, że są aż niezwykle prawdziwie brzmiące. Dążymy do czołówki europejskiej w zakresie odsetka osób z wykształceniem wyższym, ale nikt nie bierze pod uwagę faktu, że Polska, jako kraj peryferyjny pod wieloma względami, jest nim również w obszarze powszechnego nauczania łaciny. Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej, łaciny w Polsce nie uczą się gimnazjaliści, a tylko 3,8 proc. licealistów, co daje około 1,5 proc. uczniów szkół średnich ogólnokształcących. W Niemczech, na przykład, co trzeci gimnazjalista uczy się łaciny przez 4 lata, a co piąty przez lat 6 - w sumie ponad 30 proc. uczniów szkół średnich ogólnokształcących ma zajęcia z łaciny (średnia europejska oscyluje w okolicach 20 proc.). Trzcionkowski dobitnie prorokuje: – Zważywszy na rolę łaciny w historii Polski, to nie błąd statystyczny, to zbrodnia dokonana na naszych przodkach. Podobne liczby można przytaczać dla wiedzy o sztuce, filozofii czy historii. Wanny z kolumnadą już widać, spustoszenia w naszych umysłach - również, a w całej brzydkiej krasie ujawnią się niebawem.


rozmowy

fot. Tadeusz Poźniak

Radiowe twarze N s. Serafia Pajerska s.serafia@radiovia.com.pl

ależy do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Mieszka we wspólnocie sióstr przy Domu Samotnej Matki w Rzeszowie. Pracuje w radiu od 2009 roku. Codzienną pracę rozpoczyna Koronką do Bożego Miłosierdzia. Po modlitwie przystępuje do maratonu telefonów, rozmów, przeszukiwania już nagranych materiałów, aby przygotować wieczorne wiadomości diecezjalne. Fascynuje ją postać świętego Franciszka.

amplitudy 1/2014

87


Fotoblog:

Pasja konie

amplitudy

88

1/2014


galeria

M

ałgorzata Woźniak mieszka w Jaśle wraz z mężem i dwójką dzieci. Amatorskie fotografowanie traktuje jako sposób na szybkie zregenerowanie swoich sił i odpoczynek po pracy w biurze. – Zamiłowanie do koni jest dla mnie swoistym pomysłem Pana Boga na formę spędzania wolnego czasu i ładowania akumulatorów – mówi. Zdjęcia umieszcza m.in. w swoim profilu na portalu społecznościowym. Kolekcjonuje także pocztówki z końmi, których zgromadziła już kilkadziesiąt tysięcy sztuk z całego świata. (ad, nj) www.facebook.com/gosiek.mw www.deon.pl/galerie-uzytkownikow/uzytkownik,3399.html www.plfoto.com/142952/autor.html

amplitudy 1/2014

89


reklama

amplitudy

90

1/2014


felieton

amplitudy 1/2014

91


reklama

fot. Tadeusz Poźniak

J Radiowe twarze amplitudy

Tomasz Szelongiewicz 98

1/2014

t.szelongiewicz@radiovia.com.pl

est jednocześnie realizatorem i prezenterem. Takie osoby określane są mianem DJ’ów. Odpowiada też za redakcję muzyczną. Muzyka, która stanowi połowę czasu antenowego, od początku istnienia radia budzi sporo emocji. Nasi słuchacze to miłośnicy Bacha, ale i muzyki metalowej. Jak pogodzić tak różnorodne gusta? Wszystkich łączy muzyka chrześcijańska. Tomasz jest jej wytrawnym znawcą. W radiu pracuje od 2007 roku. Prowadzi „Przebojową listę Radia Via” i audycję „Od pierwszego usłyszenia”. Przygotowuje piosenkę i płytę tygodnia. Interesuje się meteorologią - jemu też zawdzięczamy serwisy pogodowe.


jak pisać?

Reguły

i wyjątki C

zy msza św. straci swój teologiczny wymiar, jeżeli napiszemy ją małą literą? Jaką Wigilię Paschalną mamy na myśli, pisząc nazwę wielką literą? Który zapis jest poprawny: wielki post czy Wielki Post? W tekstach i publikacjach, nie tylko o tematyce kościelnej, słownictwo religijne spędza niektórym ludziom mediów sen z powiek i stanowi nie lada wyzwanie. Jak wszędzie, tak i w tym przypadku od każdej reguły istnieją wyjątki. Zgodnie z ustaleniami Rady Języka Polskiego, dotyczącymi pisowni słownictwa religijnego, nazwy nabożeństw oraz celebracji liturgicznych przeważnie piszemy małą literą, stąd: msza święta/msza św., msza trydencka, nieszpory, gorzkie żale, droga krzyżowa. Kiedy użyjemy wielkiej litery? Jeżeli Msza Święta/Msza św. jest synonimem Eucharystii, wówczas możemy zapisać wielką literą. Wyrażenie Droga Krzyżowa, określające drogę, trasę historyczną w Jerozolimie, którą przeszedł Jezus z krzyżem na ramionach, napiszemy wielką literą. Jakie zasady zastosujemy przy okresach liturgicznych? Podobnie jak w poprzednim przypadku - przeważnie użyjemy małej litery np.: adwent, wielki post, okres wielkanocny. Wyjątek stanowi Wielki Tydzień, Triduum Paschalne, albo Święte Triduum Paschalne. Dodatkowo w chrześcijaństwie Adwent oraz Wielki Post należą do okresów szczególnie ważnych, stąd użycie wielkiej litery jest jak najbardziej wskazane. Nazwy świąt oficjalne i urzędowe piszemy wielkimi literami, np.: Boże Narodzenie, Środa Popielcowa, Niedziela Palmowa, Wielkanoc, Wielki Czwartek. Małą literą napiszemy wigilia, jeżeli mamy na myśli przyjęcie lub spotkanie poprzedzające jakikolwiek inny dzień, ale jeśli dzień poprzedzający Boże Narodzenie, wówczas - Wigilia. Podobnie jest w przypadku Niedzieli Wielkanocnej. Ta pisana wielką literą odnosi się do Wielkiej Niedzieli, natomiast małej litery użyjemy, gdy piszemy o jednej z kilku niedziel w okresie wielkanocnym. Problem wielkiej i małej litery w tekstach religijnych bardzo często wynika z przestawienia hierarchii ważności reguł naszego języka. Pierwszorzędną rolą wielkiej litery jest wskazanie nazwy własnej a nie wyrażenie emocji. Możliwość wyrażenia poprzez wielką literę naszego szacunku jest dopuszczalnym wyjątkiem, a nie regułą.

Agnieszka R adochońska dziennikarka Radia Via

fot. Tadeusz Poźniak

amplitudy 1/2014

97


Śmierć w buduarze

W

ks.

Paweł Batory

historyk sztuki, doktorant KUL

fot. Tadeusz Poźniak (2)

amplitudy

98

1/2014

iele osób przyjeżdżających do Dukli, aby odwiedzić pustelnię św. Jana i kościół franciszkanów, nie zdaje sobie sprawy, że w samym centrum tej miejscowości znajduje się prawdziwa perełka: niezwykłej urody rokokowy kościół parafialny. W nim natomiast, od południowej strony, zadziwiająca kaplica grobowa ówczesnej właścicielki Dukli, Amalii z Brühlów Mniszchowej (zm. 1772 r.). Wykonany przez Jana Obrockiego pomnik ukazuje leżącą z przymkniętymi oczami damę. Nasze pierwsze skojarzenia biegną do renesansowych i barokowych nagrobków rycerzy i sarmatów, którzy przyjmowali nieco podobną pozycję ciała. Wystarczy jednak przyjrzeć się bliżej pozie Amalii, by zorientować się, że nie ma ona nic wspólnego z pełnym dostojeństwa i powagi spoczynkiem tamtych rycerzy. Mamy tu do czynienia raczej z popołudniową drzemką, po obfitym obiedzie. Modnie ubrana, zadowolona z życia pani domu uśmiecha się leciutko przez sen i wygrzewa w promieniach słońca, leżąc na wygodnym szezlongu. Palcem założyła czytaną przed chwilą książkę i nie łudźmy się: to nie jest żaden pobożny modlitewnik, raczej któreś z dzieł Woltera lub modny francuski romans. Dodatkową grą z widzem jest jej poza: sprawiająca wrażenie swobodnej i naturalnej, ale tak naprawdę niemożliwej do przyjęcia przez człowieka (zdradzają to np. fikuśnie założone nogi, wystające spod obfitych falban sukni). Nie ma w tym nagrobku, a nawet w całej kaplicy, żadnych aluzji do śmierci, przemijania, Bożego miłosierdzia. Czaszki, kościotrupy i wszelkie symbole religijne zastąpiły kinkiety, olbrzymie zwierciadła, a kiedyś także rokokowe meble. Bardziej buduar niż kaplica grobowa. Czyżby kolejna rozpaczliwa próba zanegowania śmierci i zatrzymania bezpowrotnie przemijającego czasu?


Ziemia święta samol otem z Rzeszowa? Wielu może się dziw ić, ale w tym roku ta k nam się udało, stąd chce my już dzisiaj zape wnić a zarazem zaprosić do wspólnego pielgrzy mowania z naszym biur em i Diecezją Rzesz owską do kraju Jezusa i Maryi na przyszły rok. W lutym i marcu 2015 roku chcemy po raz ko lejny przemierzyć dokład nie szlaki ewangelic zne. Aby doświadczenie pielgrzymów wiązało się mocno z jakością wia ry, już dziś przystęp ujemy do organizacji kolejn ej Diecezjalnej Pielgr zymki do Ziemi Świętej z Rzeszowa. Serdecznie zaprasza my!

Serdecznie zapraszamy: • osoby indywidualne • parafie i towarzyszące im wspólnoty • inne organizacje, zainteresowane wyjazdem grupowym Terminy:

W programie przewidziano:

• GÓRA BŁOGOSŁAWIEŃSTW • TABHA 07 - 14.02.2015 • KAFARNAUM 14 - 21.02.2015 • KACER EL JAHUD 21 - 28.02.2015 • GÓRA TABOR 28 - 07.03.2015 IV PIELGRZYMKA DIECEZJI RZESZOWSKIEJ • KANA • NAZARET • CEZAREA organizowana wspólnie z Kurią Diecezji. • WADI QELT Informacje i kontakt: • JERYCHO ks. dr Janusz Sądel, tel. 606 157 353 lub 504 189 508 • MORZE MARTWE • JEROZOLIMA: GÓRA OLIWNA Informacje i kontakt: • GÓRA SYJON Biuro Podróży Matteo Travel • DROGA KRZYŻOWA Anna Prokop-Wilk ul. Łukasiewicza 24, 35-604 Rzeszów • BETLEJEM • EIN KAREM biuro@matteotravel.pl • YAD VASHEM • TEL AVIV i JAFFO tel. (+48) 504 189 508

Cena pielgrzymki 2990 zł + 100 USD



Amplitudy 1/2014