Page 66

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

66 DALEKIE PODRÓŻE

SS Kolorowy sklep ze świeżymi owocami i warzywami w spokojnym Río San Juan

TROPIK DZIWNIE ZNAJOMY W tym niewielkim miasteczku leżącym na północnym wybrzeżu kraju i pogrążonym w popołudniowym letargu wyczułem niegdyś zapachy znane mi z dzieciństwa, ze wsi mojego zmarłego dziadka. Bardzo mnie to rozczuliło. W parnym tropiku, jakieś 8,5 tys. km od domu, w powietrzu wibrowało coś nieuchwytnego, lecz niesłychanie swojskiego. Na Karaibach zamiast wierzb płaczących rosną palmy królewskie czy kokosowe. Więcej w tym rejonie man-

gowców niż gruszy lub jabłoni. Przyroda i klimat są inne niż w Polsce, podobnie jak i ludzie. A jednak odnajduję tu ślady czegoś, co mocno utrwaliło mi się w pamięci i za czym tęsknię. Karaiby to kraina jakby ciągle zawieszona między jawą a snem. Nie dziwi więc fakt, że niektórzy wybitni pisarze, jak choćby Kolumbijczyk Gabriel García Márquez (1927–2014), potrafili czerpać z tej rzeczywistości inspirację do tworzenia wspaniałej, ponadczasowej literatury. W  Polsce

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

TT Río San Juan wygląda pod pewnymi względami jak polska wieś w karaibskim wydaniu

JESIEŃ–ZIMA 2018

także miewałem takie miejsca, gdzie świat wydawał się odrealniony, ale już do nich nie wrócę, do tej dziadkowej chałupy, gdzie były cztery sypialnie, każda na inną porę roku... Za to, na szczęście, mogę ponawiać wizyty w Río San Juan, które działa na mnie jak magnes i  skradło mi duszę. Zapewne to za sprawą miejscowych, którzy mówili, że w Río jest tranquilo („spokojnie”), że otacza je piękna naturaleza („przyroda”), że trzeba koniecznie pójść na kameralną plażę, gdzie przychodzą tylko Dominikań­czycy. Chodziło im o El Caletón, to cudo leżące kawałek za miasteczkiem. Zwali je pieszczotliwie la playita, całkiem trafnie, bo to rzeczywiście była plażyczka i taką pozostała – 200 m drobnego piasku, morze koloru, jaki od razu można polubić, tafla wody ledwo wzruszona i faktycznie więcej miejscowych niż obcych. Jedni odbywali sjestę, leniuchowali na leżakach stojących pod migdałowcami albo w cieniu wybujałych okazów kokkoloby gronowej (Coccoloba uvifera), zwanej tu uva de playa („winogronem plażowym”), inni jedli smakowitego kurczaka z ryżem, pili rum Brugal i piwo Presidente, schłodzone, jak Bóg przykazał. El Caletón nie zmieniła się do dzisiaj, choć wówczas było na niej zupełnie dziko – żadnego normalnego baru czy gar­kuchni, ludzie przywozili wałówkę ze sobą, siadali i  zaczynali biesiadę. Z  biegiem cza-

ALL Inclusive-JESIEN-ZIMA 2018  

Luxoury travel magazine from Poland

ALL Inclusive-JESIEN-ZIMA 2018  

Luxoury travel magazine from Poland

Advertisement