Issuu on Google+

Zielonogorska.pl Dziennik Wieczorny 13 September, 2012 | created using fivefilters.org

Polska gospodarka w 2006– najgorsza w UE

Państwo środowiska konserwatywnych ekologów, to może warto tez przedstawić pełen obraz sytuacji?

Aug 31, 2012 06:10PM Polska w 2006 roku, przed przyjęciem Bułgarii i Rumunii, była najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej. Najniższy produkt krajowy brutto w przeliczeniu na mieszkańca, spośród wszystkich 25 krajów całej Unii zanotowano w woj. Lubelskim. Stanowił tu on tylko 33 % unijnej średniej. Lodnyn zanotował 278 % unijnej średniej w przeliczeniu na jednego swojego mieszkańca. Produkt krajowy na mieszkańca wg siły nabywczej był w europejskim porówaniu rekordowo niski i wynosiłtylko 43 % średniej europejskiej. Gorzej pod tym względem wypadała tylko Litwa (38 % unijnej średniej) i Łotwa (36 % unijnej średniej).

Posted by Adam Phoo on 08:40. Filed under . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

Wzrost gospodarczy, czyli zmiana PKB w 2005 roku był najniższy spośród wszystkich krajów Grupy Wyszehradzkiej (Czechy, Węgry, Słowacja, Polska). Podobny kryzys miał miejsce w latach 2001 i 2002, kiedy to wzrost PKB spadł do 1,1 i 1,4 % rocznie. Odsetek osób poniżej progu ubóstwa wynosi 17 % i jest porównywalny z Jamajką (19.1 %) i Rosją (17,8 %), Maroko (19 %) lub Chile (18.2 %).

Jedna z nieudanych reform wolnorynkowych Aug 31, 2012 06:10PM 5– 7 lat temu wysuwano propozycje głębokich reform gospodarczo-ustrojowych Oto propozycja programu reform: Postulaty głoszą iż wszystkie związki wyznaniowe będą traktowane tak samo, dotacje do Kościoła Katolickiego zostaną zmniejszone. „Zamierzamy wprowadzić inny rodzaj edukacji religijnej do szkół. Uczniowie mieliby możliwość wyboru spomiędzy wielu religii. Chcemy, by były uczone podstaw 21 głównych wierzeń świata oraz miały możliwość swobodnego wyboru wyznania bez narzucania im jakiegokolwiek wyznania”. Religia wg planów byłaby serią spotkań z wyznawcami i kapłanami różnych religii, tak by nie powodować ograniczenia światopoglądowego uczniów.

Konserwatywny ideolog R. Okraska o ekologii zmieszanej z tolerancją dla mniejszości Aug 31, 2012 06:10PM Kojarzony z ideami starej lewicy ideolog R. Okraska o ekologii zmieszanej z tolerancją dla mniejszości w “Tygodniku Powszechnym”:

Polska stałaby się krajem federalnym złożonym z 5 krajów związkowych: Śląska, Mazowsza z Podlasiem, Pomorza, Wielkopolski i Małopolski. Kraje te składałyby się z 2–4 województw oraz posiadałyby własne sejmy, budżety, rządy krajowe oraz posiadały moc ustawodawczą i prawo poboru podatków. Sejm i rząd centralny stałyby się organami federalnymi o zmniejszonych kompetencjach, i byłby finansowane poprzez federalizm fiskalny– z części wpływów podatkowych krajów związkowych które byłyby odprowadzane do budżetu centralnego. Osiągniecie tego celu jest możliwe poprzez tzw. dewolucję.

“Jeśli polscy ekolodzy próbują połączyć ochronę środowiska z problemami społecznymi, to czynią to tak krótkowzrocznie jak Zieloni 2004, którym zawdzięczamy, że ekologia kojarzy się Polakom z mniejszościami seksualnymi, feminizmem itp. niszowym ekscentryzmem.” i moja odpowiedź: Przeczytałem wasz tekst pt. “Jakie są grzechy polskiej ekologii?“W waszej ocenie uprawnieni do komentowanai byli tylko wyznawcy ideologii konserwatywnych lub centrowych. A gdzie wyznawcy liberalizmu, zieloni liberałowie? Przedstawiają

Zakładano likwidację i prywatyzację większości przedsiębiorstw państwowych oraz spółek skarbu państwa. Majątek państwowy

1


byłby wyprzedawany rekordowo szybko nawet poprzez aukcje internetowe na popularnych portalach aukcyjnych. Plany prywatyzacyjne zakładały likwidację PKP roku i wprowadzenie na rynek 20– 25 prywatnych przewoźników kolejowych działających w konkurencji regulowanej przetargami. Natychmiast zostałaby dokonana prywatyzacja lub likwidacja państwowego LOT-u, PŻM, portów morskich i lotniczych. Część stacji kolejowych zostałaby sprywatyzowana, inne przekazane samorządom. Tylko cześć linii kolejowych zostałaby pod kontrolą państwa, większość przekazana zostałaby samorządom.

Koszt dotarcia do jednego wyborcy jest spory. Koszt wysłania listu do domu, przy ponad 10 mln domostw w kraju, to około 12 mln PLN i powyżej. W Polsce nie ma szans nawet na dotarcie do wyborców– w jednym okręgu wyborczym ten koszt urasta do 100 tys. PLN. Ot, demokracja w Polsce.

Program reform zakładał porzucenie budowy programu autostrad. Zamiast nich, istniejąca sieć dróg krajowych zostałaby rozbudowana o dodatkowe 3–4 metry, tak by główne drogi miały po dwa pasy ruchu w każdą stronę. Wszystkie skrzyżowania jednopoziomowe na tych trasach zamienione zostałyby na bezkolizyjne. Wyprofilowane zostałyby zakręty oraz zbudowane równoległe drogi dla pojazdów wolnobieżnych i rowerzystów. Bez konieczności wydawania miliardów kraj zyskałby sieć drogową o parametrach autostrad. Wprowadzone zostałyby opłaty za korzystanie z sieci drogowej- początkowo dla ciężarówek, potem dla wszystkich pojazdów. „Drogi nie są bezpłatne, dlaczego ci którzy korzystają z nich mniej mieliby subsydiować transport przez co częściowo ogranicza ich zdolność do konkurowania na lokalnym rynku? Przez to podrażają swoje własne towary na lokalnym rynku, choćby dlatego że ich koszty życia są wyższe o tą sumę jaką dopłacają do dróg, a przywożone towary o tą sumę tańsze? Drogi to nie jest bezpłatny lunch.”

Prawdziwe wybory po raz pierwszy w życiu Aug 31, 2012 06:10PM Dzisiaj brałem udział po raz pierwszy w życiu w prawdziwych wyborach w Wielkiej Brytanii. Było to ogromne wytchnienie od parademokratycznej namiastki procedury serwowanej w Polsce oraz konstatacja tego że jednak może być normalnie. Dlaczego te wybory były normalne? Ponieważ były sprawiedliwe, nieporównanie bardziej sprawiedliwe niż wybory w Polsce. Ja, pomagając ongiś w wyborach w Polsce, czułem że biorę udział w wyborach odbywających się w kraju rozwijającym się. Niektóre kampanie wyborcze kandydatów były tak porażająco infantylne, jakby zakładali że wyborcy mają mózg wielkości groszka zdolny zapamiętać tylko mantrę w stylu „Cieszkowski na senatora” wymawianą głosem znanego spikera. W Polsce nie ma czegoś takiego jak zbiór manifestów wyborczych kandydatów, który jest absolutnym musem wszystkich szanujących się procedur wyborczych. Dominuje wolna amerykanka, skupiająca się na tym, kto rozklei więcej plakatów wyborczych. Można by stwierdzić pewną skrajność: miejscami jakby nie liczył się program, a liczył się plakat. Obsesja plakatowa wielu kandydatów wg mnie o tym świadczy. I jest efektywna– 2 spośród 3 najbardziej się plakatujących na przystankach i znakach wygrało poprzednie wybory w moim regionie.

2


Zielonogorska.pl_DziennikWieczorny