Issuu on Google+

1

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

ISSN 2043-8540

Wydanie Nr 81

NIE OBIECYWANO IM ZŁOTEJ GÓRY I TRAFILI DO ZWYKŁEJ DZIURY! „MARTA MIESZKA TU OD KILKU MIESIĘCY, LESZEK OD PONAD 7 LAT - OBIE RODZINY ZAPRZYJAŹNIŁY SIĘ, BO ŁĄCZY JE TEN SAM UCIĄŻLIWY PROBLEM! SĄSIEDZI ...” PETERBOROUGH, CAMBRIDGESHIRE

str.7

www.naszestrony.co.uk

2 sierpień 2013

Cena / Price 30 p

UWAGA OSZUT! MICHAŁ KOPEĆ

str. 3

11TH CAR GARAGE LTD NOWY WARSZTAT str.5 STANOWISKO WANDY TEMARY ZELER-PASEK ECHA NASZYCH PUBLIKACJI ...

str.13


2

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk


3

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Ten mężczyzna uciekł w 2010 r. przed polskim wyrokiem! Dziś ukrywa się w Peterborough!

Uwaga: oszust z polski! Michał Kopeć - Peterborough

„Michał Kopeć zlekceważył postanowienie polskiego sądu. Mimo wyroku nakazującego mu stawianie się u kuratora opuścil terytorium Polski, zamieszkał w Wielkiej Brytanii! Znalazł mieszkanie i pracę w Peterborough, gdzie nadal unika sprawiedliwości!”

Z ostatniej chwili: Poszukiwania zakończone sukcesem!

odnaleziony radosław respond!

peterborough W 2010 roku Michał Kopeć został uznany winnym wyłudzania kredytów, fałszerstwa dokumentów i podrabiania pod nimi podpisów. Za liczne przestępstwa trafił przed oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości, gdzie został skazany. Z polecenia sądu nadzór nad nim sprawuje kurator sądowy, który z chwilą ujawnienia, iż podsądny uchyla się od nałożonej sankcji, uzyskał ogólnopolski list gończy. Tymczasem jak się okazuje, mężczyzna uciekł za granicę ... gdzie mieszka i pracuje w Peterborough! Michał Kopeć z pochodzenia rom, zadrwił z postanowienia polskiego sądu. Z chwilą gdy nie stawił się na kolejną wizytę u wyznaczonego kuratora, do sądu gdzie uznany został winnym, trafił kolejny wniosek. Wnoszono w nim o wydanie ogólnopolskiego listu gończego. Sąd przychylił się do tego wniosku, ale szybko okazało się, że mężczyzna opuścił terytorium Polski. Jak ustalono przebywa obecnie w Wielkiej Brytanii. Mieszka i pracuje na terenie Peterborough. Powodem skazania mężczyzny w Polsce, były liczne oszustwa na kwoty sięgające nawet kilku tysięcy złotych. Dla przykładu oszukał on kobietę, od której wyłudził 7 tysięcy złotych, co obiecywał niezwłocznie zwrócić. To była jedna z mniej skomplikowanych i udanych prób oszustwa. Poprzez szereg manipulacji i

uk/londyn

deklaracji nie mających pokrycia, wyłudził pieniądze, których nie oddał we wskazanym terminie. Lista przestępstw i wierzycieli, których oszukał Michał Kopeć, jest bardzo długa. Nie inaczej było kiedy wyjechał za granicę. Udało mu się wprawdzie znaleźć pracę i mieszkanie – ale nie oznaczało to, iż zrezygnował z przestępczej profesji. Jak udało nam się ustalić podjął pracę w magazynie należącym do Debenhams’a, gdzie zatrudnił się jako magazynier. Z chwilą gdy ujawniono zaginięcie 5 paczek zawierających po 80 zegarków marki Citizen, wartych 400 funtów za sztukę, Kopeć bardzo szybko stracił posadę. Wprawdzie podejrzenia jednoznacznie wskazywało na jego udział w tej kradzieży, tak nie udało się udowodnić mu uczestnictwa w tej kradzieży. W Peterborough zamieszkał przy Victoria Street, skąd ulotnił

się jednak bez śladu z chwilą otrzymania wezwania do zapłaty zaległego czynszu. Przeniósł się w okolice Lincoln Road, gdzie jak przekazano kuratorowi w Polsce, mieszka po dzień dzisiejszy. W obecnej chwili Michał Kopeć ma zatem nie tylko nieuregulowane sprawy w Polsce, gdzie ścigany jest ogólnopolskim listem gończym, ale również szereg nieuregulowanych spraw w Wielkiej Brytanii. Nie jest też wolny od podejrzeń o kradzieże w magazynie gdzie pracował. W obecnej chwili trwają czynności prowadzące do zmiany kwalifikacji prowadzonych w Polsce poszukiwań. Z uwagi na powagę sprawy i uchylanie się od wydanego wyroku, ogólnopolski list gończy zostanie poszerzony o Europejski Nakaz Aresztowania (ENA) o co wystąpił już polski sąd, który prowadzi sprawę mężczyzny. Adam Andrzejko

- Poszukiwania Radka zakończone sukcesem. Obecnie przebywa w szpitalu na terenie UK. Jest już bezpieczny. Razem z rodziną pragnę wszystkim podziękować za zaangażowanie w poszukiwania i wsparcie jakie nam okazaliście. Serdeczne dzięki! - poinformowała w ub. wtorek (30 lipca), Agata Respond, siostra zaginionego. Przypomnijmy, że Radosław Respond widziany był po raz ostatni w dniu 5 lipca br. Informacje o jego zaginięciu publiko-

Sprostowanie: Zwoliński jest coraz lepszy: ma srebro i brąz!

Ma srebro i brąz!

sprostowanie W 80 wydaniu gazety Nasze Strony, ukazał się artykuł pt: „Z ziemi włoskiej wrócił z brązem!”, gdzie zamieszczona została mylna informacja, wskazująca jakoby Mariusz Zwoliński wrócił z zawodów we Włoszech z brązowym medalem. Niniejszym prostujemy www.naszestrony.co.uk

waliśmy w poprzednim wydaniu gazety „Nasze Strony”. Po 25 dniach poszukiwań prowadzonych zarówno przez polską i brytyjską policję, do Ambasady w Londynie nadeszła długo wyczekiwana wiadomość: „Radosław Respond jest hospitalizowany w jednym z brytyjskich szpitali” - wiadomość tę potwierdziła dyrekcja szpitala, do którego trafił poszukiwany Radek. Informację szybko przekazano rodzinie, która o fakcie odnalezienia Radka, między innymi za naszym pośrednictwem poinformowała wszystkich, którzy uczestniczyli w poszukiwaniach. Adam Andrzejko

tę nieścisłość uzupełniając, iż sportowiec z Peterborough, medal brązowy dający tytuł Mr.Peterborough, uzyskał w roku 2012. Na zawodach we włoskim Sapri gdzie w tym roku uczestniczył w zawodach „Mr & Miss Europy” zdobył srebro udowadniając lepszą formę niż przed rokiem. Za pomyłkę przepraszamy! redakcja


4

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Zadaj pytanie, a my przygotujemy dla Ciebie odpowiedź !

zapytaj eksperta ...

Pytania wyślij na: marta.manuszewska@taylorrosefinancial.co.uk

east/ cb, PB, MK ... Wynajmujesz dom, mieszkanie lub pokój? Chcesz wiedzieć jakie przysługują Ci prawa? Kiedy musisz płacić council Tax, a kiedy przysługuje Ci Housing Benefit? Na szereg podstawowych pytań, jak i tych skomplikowanych gotowa jest odpowiedzieć naszym czytelnikom Marta Manuszewska, mortgage and protection advisor, której sylwetkę przedstawiliśmy w poprzednim wydaniu. - Po artykule, w którym opowiedziałam czytelnikom gazety Nasze Strony, jak spełnić marzenia o zakupie własnego domu w moim biurze rozdzwoniły się telefony opowiada Marta Manuszewska. Czytelnicy pytali przedewszystkim kiedy mogą przyjść na spotkanie ze mną. Mam już sporo umówio-

- Uważajcie! Oszuści wykorzystują wciąż te same metody - ostrzega Cambridgeshire Police!

w bankomatach montują czytniki i mini kamery!

cambridge

nych spotkań. W trakcie rozmów pojawiło się też dużo pytań poruszających sprawy dotyczących wynajmu lokali. To motywuje mnie dodatkowo, by zaoferować czytelnikom gazety możliwość zasięgnięcia fachowej wiedzy. Postaram się udzielić odpowiedzi na nurtujące Was pytania z zakresu wynajmu nieruchomości. Marta Manuszewska Zapraszam Serdecznie!

Uwaga na utrudnienia drogowe na A16 Od 12 sierpnia na drodze A16 spodziewane są utrudnienia w ruchu drogowym spowodowane pracami remontowymi czterech mostów. Remonty zostaną przeprowadzone przy mostach Vernatts Drain Bridge, Welland Bridge - północny kierunek, Południowy Drove Drain Bridge, River Welland Bridge i River Welland Bridge – kierunek południowy. Prace remontowe mostów potrwają aż do 2 października, ale aby zredukować utrudnienia w ruch zostaną przeprowadzone etapami. Mimo to możemy spodziewać się w tych miejscach wprowadzenia ruchu wahadłowego i ograniczeń prędkości.

Straż Pożarna nadal rekrutuje Przypominamy że ochotnicza straż pożarna w dalszym ciągu rekrutuje na terenie Cambridgeshire i Northamptonshire. Jest to praca na stanowisku strażaka na telefon. W praktyce wygląda to tak, że w razie jakiegoś zdarzenia lub incydentu strażacy on-call wzywani są telefonicznie lub za pośrednictwem pagera. Więcej informacji znajdziesz na naszym portalu www.naszestrony.co.uk

Zbiórka pieniędzy nadal trwa W dalszym ciągu trwa zbiórka pieniędzy na dokończenie dobudówki szpitala w Huntingdon. Chodzi o przedłużenie części budynku, w którym leczy się chorych na raka. Dobudówka jest niezwykle potrzebna, by szpital mógł na czas obsłużyć wszystkich potrzebujących. Brakuje jeszcze około 730 tysięcy funtów. Pieniądze można przekazywać za pośrednictwem strony www.justgiving.com/woodlandscentre. Minimalna wpłata to 5 funtów. Jeżeli wolontariuszom uda się uzbierać tą kwotę to ich imiona i nazwiska zostaną wypisane na ogromnym plakacie który zawiśnie na ścianie budynku. zebrał K.S.

Funkcjonariusze Cambridgeshire Police proszą o zwrócenie większej uwagi podczas korzystania z bankomatów na poprawność działania i realizacji transakcji. Apele pojawiły się po tym jak 24 lipca na terenie okalającym market Tesco w Milton, w pobliżu Cambridge odkryto, w jednym z bankomatów ujawniono urządzenie kopiujące karty bankomatowe. Jedna z klientek sklepu starając się wybrać pieniądze z bankomatu zauważyła, że urządzenie wydaje bardzo dziwny odgłos. Kobieta zgłosiła to na policję, która po szybkiej kontroli odkryła podejrzane urządzenie zainstalowane przy czytniku kart. Mechanizm ten kopiował karty debetowe i kredytowe. Nie wiadomo kto to zainstalował te urządzenia. Kamery CCTV zarejestrowały w ten dzień dwie osoby, które tego dnia znajdowały się w pobliżu bankomatów Tesco. Mężczyzna i kobieta najpierw zachowywali się dziwnie, a później odjechali z parkingu srebrną Skodą Octavią.

Policja informuje, iż złodzieje stosują przeróżne sposoby na pozyskanie poufnych detali kart bankomatowych, dlatego zawsze należy być czujnym korzystając z bankomatów. W takich sytuacjach należy zwrócić uwagę czy urządzenie w jakikolwiek sposób zostało naruszone mechanicznie, czy też na klawiaturze jest naklejona przeźroczysta folia która pozwala później skopiować złodziejom wstukany przez posiadacza karty PIN. Kolejna wskazówka ostrzegająca przed próbą oszustwa to uwaga odno-

śnie ogólnego wyglądu bankomatu, obecności jakiekolwiek innego urządzenie wystającego z bankomatu lub pojawienia się innego, niecodziennego dźwięku. Ze znanych metod wiadomo również, że złodzieje instalują w bankomatach mini kamery, dzięki którym udaje się im pozyskać kody PIN. Jeżeli zauważysz coś podejrzanego przy bankomacie zgłoś to na policję i z nie korzystaj z tego bankomatu dopóki policja nie sprawdzi czy wszystko jest z nim w porządku. K.S.

Bez namysłu ruszyli w pogoń, kiedy w centrum miasta kobieta zawołała o pomoc!

Dwaj Litwini zatrzymali złodzieja wisbech 29 lipca w centrum Wisbech i to w biały dzień doszło do napadu na młodą kobietę. Złodziej agresywnie wyrwał jej torebkę i uciekł. Jak ustalono, najpierw jednak obserwował swoją ofiarę, którą upatrzył sobie w centrum miasta, kiedy pobierała pieniądze w banku. Kobieta weszła do banku National Westminster mieszczącego się przy Market Place. Tam też pobrała 180 funtów i wyszła kierując się w stronę Chapel Lane. Złodziej śledził ją uważnie przez jakiś czas, aż w końcu podbiegł do niej i wyrwał jej torebkę po czym zbiegł. Wystraszona kobieta krzyczała o pomoc, by łapać złodzieja. Jej nawoływania usłyszało dwóch mężczyzn, którzy pobiegli za napastnikiem i rzucili go na chodnik. Do czasu przyjazdu policji oboje na nim siedzieli nie dając mu szansy ucieczki. Policja po www.naszestrony.co.uk

kilku minutach aresztowała 32 letniego Ruslana Zuravljova, oryginalnie pochodzącego z Estonii. Oczywiście udało odzyskać się torebkę z całą jej zawartością. Złodziej już na drugi dzień wylądował w sądzie w King’s Lynn, gdzie został skazany na trzy miesiące więzienia bez możliwości ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie. Dwóch bohaterów, oryginalnie pochodzących z Litwy, którzy

zareagowali na alarm kobiety otrzymało oficjalne podziękowania od policji z Wisbech. - Dwóch Litwinów pomogło ująć złodzieja. Jesteśmy bardzo wdzięczni i zadowoleni, że nowi członkowie naszego społeczeństwa wykazali się odwagą i pomogli kobiecie w potrzebie - powiedział w swoim oświadczeniu rzecznik policji K.S.


5

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

- Nikt nie ma czasu, ani pieniędzy na poprawki! - mówi właściciel 11TH Car Garage LTD

Praktyka dentystyczna od teraz łatwiej i lepiej dostępna!

11TH Car Garage LTD na dwa fotele nowy warsztat w peterborough i to nawet w niedzielę!

peterborough W Peterborough powstał nowy, polski warsztat samochodowy. 11TH Car Garage LTD prowadzi Piotr Pietrzak, który swoje usługi kieruje do lokalnej Polonii. W warsztacie zatrudnionych jest na stałe dwóch mechaników, którzy wspólnie z właścicielem zaglądają klientom pod maski samochodów. 11TH Car Garage LTD otwarto w dzielnicy Werington. W ofercie usług warsztatu znajduje się szereg kompleksowych napraw samochodów wszystkich marek, serwisowanie oraz przygotowanie pojazdu do przeglądu M.O.T. Warsztat zajmuje się również skupem i sprzedażą samochodów. To dobra wiadomość dla osób, które chciały by się pozbyć swojego starego samochodu, a jednocześnie szukają czegoś nowego. - Śmiało można się do nas z taką sprawą zwrócić. Nasi mechanicy oferują darmowe porady przed przystąpieniem na naprawy. Omawiamy wspólnie przyczyny powstawania usterek, sposób ich usunięcia oraz koszty naprawy informuje Piotr Pietrzak. - Jeśli ktoś potrzebuje porady w kwestii zakupu pojazdu, to chętnie służymy pomocą w wyborze właściwego dla danej osoby samochodu. Doradzimy w kwestii wydajności i

ekonomiki jazdy. Każdy kierowca i każdy pojazd jest inny. Warsztat korzysta na co dzień z nowoczesnego sprzętu diagnostycznego i urządzeń niezbędnych do napraw samochodów, a mechanicy gwarantują najwyższą jakość wykonywanych usług w konkurencyjnych cenach. I choć brzmi to nieco tendencyjne, to jak zapewnia właściciel warsztatu dziś inaczej się pracować po prostu nie da. - Klienci wymagają najwyższej jakości przy dobrej cenie usług. Nikt nie ma czasu, ani pieniędzy na poprawki! Jedynym czynnikiem, który może być kłopotliwy to zużycie auta na co żaden mechanik nie ma wpływu - stwierdza właściciel 11TH Car Garage LTD.

Usługi warsztatu będą stale poszerzane i udoskonalane względem wymagań klientów. Piotr Pietrzak i jego załoga z pewnością zasługuje na kilka słów uznania. Mechanicy są nie tylko dobrymi fachowcami, ale tworzą razem zgrany sympatyczny zespół, który gotowy jest sprostać wielu wyzwaniom jakie stoją przed nową firmą. Na początek rozwoju firmy trzeba zdobyć zaufanie klientów. K.S. Adres warsztatu: 11TH Car Garage LTD, 11 Benedict Square, Werington, Peterborough. tel.: 01733 686 264 kom.: 077 5486 17 93

Chiptining w SOS Automotive - Nowa usługa w lokalnym warsztacie

przyjedź na Chiptuning i podrasuj swoje auto! huntingdon Polski warsztat samochodowy SOS Automotive z Huntingdon od kilku tygodni w swojej ofercie ma nową usługę, a dokładniej Chiptuning silników Diesela. Koszt instalacji tego „bajeru” poprawiającego osiągi pojazdu ponad te ustawione fabrycznie, zależy od rodzaju samochodu i pojemności silnika. Przeprowadzenie Chiptuningu nie ma wpływu na trwałość silnika przy zachowaniu terminów wymian materiałów eksploatacyjnych. Przy racjonalnym zaprogramowaniu Chiptuning

nie zwiększa zużycia paliwa, a wprost przeciwnie powoduje jego obniżenie. Chiptuning powoduje zwiększenie mocy samochodu, ale głównie poprawia moment obrotowy. Instalacja ta pozwala na nadanie indywidualnego charakteru pracy samochodu, w

zależności od wymagań klienta, w seryjnym samochodzie. SOS Automotive serdecznie zaprasza do skorzystania z tej nowej usługi. Adres: 12 Phoenix Court, Huntingdon PE29 6EB. Tel 01480 700655 Will O. www.naszestrony.co.uk

peterborough Broadway Smart Dental Surgery, praktyka dentystyczna mieszcząca się w Peterborough jest teraz bardziej dostępna dla swoich klientów. Dodatkowo wprowadzono liczne udoskonalenia, które powinny poprawić dostęp do oferowanych usług. Klinika dysponuje obecnie drugim, zupełnie nowym gabinetem dentystycznym. Dzięki temu grafik przyjęć zrobił się bardziej elastyczny i w jednym czasie dentyści mogą przyjąć dwóch pacjentów jednocześnie. Kolejne zmiany dotyczą dni otwarcia zakładu. Dotychczas Broadway Smart Dental Surgery otwarte było od poniedziałku do soboty. Obecnie pacjenci przyjmowani są również w każdą niedzielę. Dodatkowo pacjenci „w nagłych przypadkach” mogą skorzystać

z usług praktyki poza godzinami pracy. Wystarczy zadzwonić na numer alarmowy tj.: „emergency call” pod numer 07554 021 601 i umówić się na spotkanie. Usługa ta poza godzinami pracy kosztuje dodatkowo 50 funtów, ale dla osób z ciężkim bólem zęba szukających natychmiastowej pomocy raczej jest to nie istotne. Od kilku tygodni praktyka z Broadway cieszy się obecnością nowego dentysty Vaiosa Dourosa pochodzącego z Grecji. Polski personel Broadway Smart Dental Surgery serdecznie zaprasza do skorzystania z ich usług. Rejestracja i obsługa pacjenta odbywa się całkowicie w języku polskim. K.S. Adres kliniki: Broadway Smart Dental Surgery 79 Broadway PE1 4DA Peterborough Tel.: 01733 348 433


6

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Po decyzji radnych inwestorzy zmieniają plany budowy!

TESCO BĘDZIE MNIEJSZE!

WISBECH Kompleks sklepów i restauracji, który powstaje w Wisbech przy Cromwell Road będzie mniejszy niż przewidywały to pierwotne plany. Urząd miasta zmienił nagle zdanie i nakazał inwestorom dokonanie zmian jeśli chodzi o gabaryty inwestycji. Najbardziej na tych zmianach ucierpi Tesco, które w tym miejscu ma postawić jeden ze swoich największych marketów. Plany zakładały, że sklep będzie miał całkowitą powierzchnię 7000m2. Urząd miasta Wisbech nakazał zredukować ta liczbę do 5741m2. Tesco nie ukrywa swojego niezadowolenia z tej decyzji, ale nie daje za wygraną. Market nie ma zamiaru zmniejszać planowanej powierzchni samej sali sklepowej. Nowe plany według zaleceń urzędników zmienią

tylko kosmetyczne szczegóły projektu budynku i parkingu. Niestety ale w takiej sytuacji nie będzie widowiskowego atrium co pozwoli zredukować powierzchnię o prawie 1000m2. Nie będzie również obszernego parkingu przed marketem. Z planowanych wcześniej 870 miejsc parkingowych zostanie tylko trochę ponad 700. Inne pasaże handlowe, restauracje i kino, które w tym miejscu niebawem powstaną, także nie mają zamiaru zmniejszać powierzchni samych budynków. Ucierpimy na tym tylko my, czyli potencjalni klienci ponieważ każdy inwestor ma zamiar tylko zredukować liczbę miejsc parkingowych przed swoim budynkiem oraz ograniczyć tereny zielone do minimum. Decyzja urzędu miasta nie podlega negocjacjom, a tym samym radni nie są wstanie podać konkretnych powodów ich decyzji. Will O.

POŻAR W SĄSIEDNIEJ KLATCE!

„TO BYŁY CHWILE GROZY, KTÓREJ NIE DA SIĘ TAK ŁATWO WYMAZAĆ Z PAMIĘCI!” więcej na str.obok ...

www.naszestrony.co.uk


7

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Marta mieszka tu od kilku miesięcy, Leszek od ponad 7 lat - obie rodziny zaprzyjaźniły się, bo łączy je ten sam uciążliwy problem! Sąsiedzi ...

nie Obiecywano im złotej góry I trafili do zwykłej dziury!

„Zarządca budynku, firma Cross Keys, z mieszkającymi tu Brytyjczykami obchodzi się jak z jajkiem, a nasze prośby są wciąż wyraźnie ignorowane.” - twierdzą mieszkańcy!

peterborough Marta z Peterborough, jest samotną matką, która z 4 miesięcznym dzieckiem przeniosła się z Lincoln Road do budynku w innej dzielnicy. Przeprowadzka w nowe miejsce była dla niej wybawieniem od dzielnicy owianej złą sławą. Niestety trafiła w miejsce, które dla niej i dziecka, jest nie mniejszym koszmarem. Powodem obecnych trosk są nowi sąsiedzi, terroryzujący całą okolicę. Polacy czują się dyskryminowani ... - Byłam pewna, że od tej pory moje życie będzie wyglądać inaczej. Szukałam przede wszystkim spokoju, którego nie miałam na Lincoln Road. Budynkiem, w którym obecnie mieszkam, zarządza firma Cross Keys – opowiada Marta, która dzieli się swoim problemem z czytelnikami gazety. - Szukałam miejsca, w którym mogłabym żyć i wychować swojego nowo narodzonego synka. Oglądając mieszkanie starałam się upewnić, pytając w urzędzie - czy to spokojna okolica, bo na takiej jej zależy. W odpowiedziach, które padały z ust przedstawicielki urzedu miasta, Marta usłyszała same pozytywy. Uzyskane zapewnienia utwierdziły ją w przekonaniu, że tu rzeczywiście może być jej nowy dom. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna od składanych deklaracji ze strony przedstawiciela urzędu. - Przez pierwsze dni nie zauważyłam nic szczególnie niepokojącego. Powoli urządzałam się w mieszkaniu na parterze dwupiętrowego

bloku. Może nie jest to luksusowa dzielnica, ale nie spodziewałam się cudów po mieszkaniu socjalnym - wyjaśnia Marta, dla której najważniejszym był fakt wyprowadzki z Lincoln Road. - Moim celem było stworzyć bezpieczny dom dla dziecka. Z takim właśnie przeświadczeniem, podejmowałam decyzję o przeprowadzce, będąc instruowana i zapewniana przez przedstawicieli z urzędu miasta, że będzie to mieszkanie spełniające moje potrzeby. Po kilku dniach do drzwi Marty zapukał poprzedni lokator. Przyszedł odebrać pocztę jaka jeszcze dotarła na jego stary adres. To on właśnie uświadomił Martę o nieustannych problemach z sąsiadami, które były powodem jego wyprowadzki. - Kiedy zaczął opowiadać, że nie mógł już dłużej znieść sąsiedzkich awantur, zaczepek i pijaństwa, i że całą rodziną wyprowadzili się po ośmiu miesiącach od zamieszkania, to początkowo nie chciałam wierzyć w te słowa, ale po ostrze-

żeniu inaczej spojrzała na całą sprawę. Dotychczas ignorowane, wydające się być zaledwie incydentami przypadki zakłócania ciszy, jakby się nasiliły i to o czym mówił poprzedni lokator faktycznie miało miejsce - opowiada nasza rozmówczyni. - Szybko zrozumiałam dlaczego poprzednik wyprowadził się wraz z rodziną. Wieczory w tej okolicy, to dla bezrobotnych sąsiadów doskonałe okazje do organizowania codziennych spotkań pod blokiem. Krzyki, alkohol, głośne rozmowy pijanych sąsiadów i to do późnej nocy, czemu bezustannie towarzyszą narkotyki – takie sytuacje są tu na porządku dziennym. Rasistowskie wyzwiska i groźby kierowane w stronę mieszkającej tu Polki też nie należą do rzadkości. Z pewnością nie jest to miejsce, do którego Marta myślała, że się przeprowadza. Na pewno nie jest to środowisko przyjazne jej dziecku. - Nie chcę, by mój syn wychowywał się wśród takiej patologii. Jak w takim środowisku ma wyrosnąć na normalnego człowieka? – pyta zdesperowana kobieta. - Kilka razy dzwoniłam na policję, która jak twierdzi nie może nic zrobić dopóki nic się nie stanie. Kolejne skargi kierowane były do urzędu miasta w Peterborough oraz do zarządcy budynku tj.: Cross Keys, którego pracownicy radzili, by jeśli Marta czuje się zagrożona to niech „czasami ktoś u niej zostanie na noc” oraz, by „wszystkie kolejne zajścia notować w dostarczonym przez nich dzienniczku wydarzeń”. Porady brzmią racjonalnie, ale wyglądają tak jakby zostały www.naszestrony.co.uk

sformułowane na odczepnego! - Gdy sama próbuję uciszyć głośnych sąsiadów, to z ich strony padają pod moim adresem liczne groźby i wyzwiska. Nie czuję się tam bezpieczna. Obawiam się, że nieobliczalni sąsiedzi mogą w końcu posunąć się o krok dalej opowiada Marta, wspominając wieczorno-nocne libacje swoich uporczywych sąsiadów i próby ich uciszania. - W bloku mieszkają również starsi ludzie, którzy nie mają już siły na walkę z uciążliwymi sąsiadami i urzędami. Poddają się. Przestali już reagować, a mi jako młodej mamie radzą jak najszybszą - wyprowadzkę! Sąsiedzi starający się wesprzeć Martę dobrym słowem to Brytyjczycy, którzy na pozór mogliby się dogadać z hałaśliwymi i awanturniczymi lokatorami przysłowiowo i to od ręki! Tak jednak nie jest. Wyprowadzka i to najszybciej jak tylko się da! Tak jej radzą, bo wiedzą, że to jedyny sposób na rozwiązanie tego problemu. Tego samego zdania jest sąsiad Marty, który już od siedmiu lat boryka się z tym samym problemem. Leszek wraz z żoną i synem mieszka w klatce obok w mieszkaniu socjalnym. Jedyną zaletą mieszkania w bloku w tej okolicy to jak mówi - dobra lokalizacja. Mają blisko do szkoły syna. Tylko ten powód przez lata odciągał ich od decyzji o przeprowadzce. - Wiele razy zgłaszaliśmy do Cross Keys problemy z sąsiadami. Działania z ich strony były i wciąż są podejmowane, ale niestety są mało skuteczne. Po każdej z interwencji sąsiedzi uspokajali się wprawdzie, ale zaledwie na kilka dni. Później wszystko wracało do normy - kwituje Leszek. Zachowanie sąsiadów jest na tyle uciążliwe i niepokojące, że syn Leszka boi się chodzić sam do szkoły. Przez te wszystkie lata Leszek kilkadziesiąt razy zgłaszał skargi na sąsiadów. Podejmowane przez niego działania doprowadziły do wyrzucenia z socjalnego mieszkania najbardziej uciążliwych lokatorów. Sytuacja była na tyle poważna, że jednej z rodzin na osiedlu, która najbardziej się awanturowała odebrano roczne dziecko, a w późniejszym czasie także i psa. Kolejną rodzinę po interwencji policji, przeniesiono do innej dzielnicy miasta.

- Świadczy to o powadze sytuacji jaka ma miejsce nie tylko w naszym bloku, ale w całej okolicy. Wielu sąsiadów już dawno się wyprowadziło, bo nie wytrzymali tego co się tam dzieje. Żadna normalna rodzina nie chce mieszkać wśród ludzi, których nie można nazwać inaczej, aniżeli margines społeczny. To ludzie, którym nie zależy na zmianie i poprawie standardu swojego życia - stwierdza Leszek, który nie poddaje się w swej walce o normalność. - Wystarczy im życiowe minimum, mieszkanie socjalne, zasiłki za które mogą kupić używki i przesiadywanie godzinami przed blokiem - dopowiada po chwili. Leszek i jego żona są jedynymi pracującymi osobami pośród lokatorów zamieszkujących cały blok. Oprócz starszych ludzi, którzy są już na emeryturze, pozostali lokatorzy to osoby nie pracujące, od lat utrzymujące się z zasiłków. Swym zachowaniem uprzykrzają życie pozostałym sąsiadom. Oprócz notorycznego picia alkoholu i narkomanii, można się tu natknąć również na pozbawione przyzwoitości akty seksualne, do których dochodzi w miejscu publicznym. - Jesteśmy świadkami sytuacji, w których na klatce schodowej dochodzi do zbliżeń kilku osób jednocześnie. Przykładem niech będzie sytuacja, podczas której widzieliśmy dwóch panów nie kryjących się z tym co czują do towarzyszącej im w trakcie współżycia kobiety. To wszystko odbywa się na naszych oczach. Do zbliżeń między pijanymi lokatorami dochodzi bez zażenowania tym, czy my, lub nieletni pod naszą opieką, ich w tym czasie obserwują – puentuje zniesmaczony sprawą Leszek. Jak w takim miejscu można spokojnie żyć i wychowywać dzieci? Tak dalej nie da się żyć! Pytania te stawiają zarówno Marta jak i Leszek z rodziną, którzy zdecydowani są na przeprowadzkę. Do pomocy w rozwiązaniu tego problemu zaangażowała się Ewelina Bator z biura pomocy Temida Help For You. Niezbędne kroki zostały już przez nią podjęte. O tym jak zakończy się ta historia poinformujemy wkrótce na łamach gazety Nasze Strony. Joanna Owsiana


8

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Kierowcy coraz częściej tracą cierpiwość na drodze!

Sprawdź czy zamknełeś drzwi, zamontuj alarm, zwiększ czujność - ostrzegają policjanci!

Kolejna bójka na A14

17 włamań w 1 miesiąc!

brampton

peterborough

Do kolejnej bójki pomiędzy kierowcami doszło na drodze A14. Tym razem incydent miał miejsce w okolicach Brampton i był poważniejszy w skutkach od tego poprzedniego. 24 lipca z nieustalonych dotąd przyczyn pomiędzy dwoma młodymi kierowcami wywiązał się konflikt. Oboje zatrzymali swoje samochody na środku drogi A14 i rzucili się sobie do gardeł.

Zaledwie w samym lipcu odnotowano aż 17 włamań do domów i mieszkań. Policja prosi o właściwe zabezpieczenie swoich domów, co wielu mieszkańców niestety wciąż ignoruje. Wszystkich ostatnich włamań dokonano głównie w dzielnicach Orton oraz w pobliżu centrum miasta.

Ruch drogowy w tym czasie przez zaparkowane samochody został sparaliżowany. W wyniku bójki jeden z kierowców doznał dotkliwych obrażeń twarzy i klatki piersiowej. Jego stan był na tyle poważny, że mężczyzna wymagał dwudniowej hospitalizacji w szpitalu w Huntingdon. Drugi kierowca odjechał. Policja zatrzymała go jednak nazajutrz. Okazał się nim 22 letni mieszkaniec Notthingham. Po przesłuchaniu na komendzie został zwolniony do domu. Do kolejnego przesłu-

chania ma przystąpić 5 sierpnia w komendzie w Huntingdon. Policja prosi wszystkich świadków tego zdarzenia o kontakt w celu wyjaśnienia przyczyn tego incydentu. Zgłoszenia przyjmowane są pod numerem 101. Nie sposób zauwazyc, że był to już drugi tego typu incydent na drodze A14 w ciągu kilku ostatnich tygodni. Pod koniec czerwca w okolicach zjazdu numer 1 agresywny kierowca vana marki DAF wszedł w konflikt z kierowca ciężarówki. Oboje zjechali na parking, gdzie doszło pomiędzy nimi do poważnej kłótni. Kierowca DAF’a obrzucał obelgami swego oponenta, po czym napluł mu w twarz. Policja nadal poszukuje tego mężczyzny. K.S.

Z domów zazwyczaj kradzione są laptopy, telewizory i inne sprzęty RTV. Złodzieje w większości przypadków dostają się do domów przez otwarte okna lub niezamknięte na klucz drzwi. Czasami chodzą wzdłuż domów naciskając na klamki i wchodzą do tych domów, które są otwarte. Jeżeli na dole zastaną domownika to udają, że pomylili drzwi. Złodzieje stosują przeróżne techniki, by dostać się do naszych nieruchomości. Jednak według policji mieszkańcy z łatwością mogą uprzykrzyć im życie. Wystarczy zadbać o to aby przed wyjściem z domu sprawdzić czy

www.naszestrony.co.uk

okna i tylne drzwi są dokładnie zamknięte. Warto też pomyśleć o innych zabezpieczeniach takich jak straszaki, czyli atrapy kamer CCTV. Są one bardzo skuteczne, a ich cena nie przekracza kilku funtów. Dobrze też pomyśleć o tanich alarmach na drzwi i okna. Są one dostępne nawet w sklepach typu Poundland. Należy tylko pamiętać żeby tak je zainstalować, by złodziej nie miał możliwości szybkiego ich

wyłączenia. Policja prosi również aby nie chwalić się wszem i wobec, że planuje się wakacje czy weekendowy wypad. Wiele osób publikuje zdjęcia podczas wakacji na przykład na Facebook’u co jest świetną informacją dla złodzieja, że w domu nikogo nie ma. Zdjęciami z wakacji zawsze można pochwalić się po powrocie do domu. Will O.


9

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Sytuacja wydaje się być patowa - brytyjska policja jest zupełnie bezsilna wobec prawa!

Nie zastanawiaj się dłużej - po prostu wejdź i sprawdź!

Cyganie robią co chcą nowa usługa i to całkiem legalnie! FIRMY IN-VEST

„Luksusowa przyczepa kampingowa była dla pary Brytyjczyków spełnieniem marzeń. Po wielu latach oszczędzania ktoś ukradł im dorobek życia. Po póltorej roku ich własność odnalazła się w rękach cyganów, których chronią prawa człowieka!”

www.domkredytowy.co.uk WEJDŹ I OBLICZ SWOJĄ RATĘ!

uk/ Hempshire

peterborough

Oto kolejny dowód na bezsilność policji odnośnie przestępstw dokonywanych przez Cyganów. Pewna para z Hempshire przechodząc na emeryturę zainwestowała 30 tysięcy funtów swoich oszczędności w 8 metrową przyczepę kempingową. Ich wartościowy nabytek zginął. Po1,5 roku okazało się, że ukradli go cyganie. Policja nie może odebrać im cudzej własności, bo to niezgodne z prawami człowieka, które zostałyby złamane jeśli cyganie trafili, by na bruk.

Polski dom kredytowy In-Vest z siedzibą w Peterborough od 2 sierpnia wdraża dla swoich klientów nową usługę. Chodzi o nową stronę internetową firmy, która jest bardziej funkcjonalna i praktyczna od poprzedniej strony www. Dzięki nowym udogodnieniom w kilkadziesiąt sekund klient będzie mógł sprawdzić czy otrzyma kredyt i ewentualnie do jakiej wysokości względem jego zarobków.

Przyczepę wyposażono w 48 calowy telewizor oraz szereg innych luksusowych sprzętów. Nabytek był dla ich właścicieli długoletnim marzenie, które w końcu udało im się zrealizować. Wydali na to wszystkie swoje oszczędności. Przyczepę jednak skradziono podczas postoju na jednym z pól kempingowych. Niestety, ale pojazd nie był odpowiednio ubezpieczony, więc para nie otrzymała żadnego odszkodowania. Półtora roku od kradzieży policja z Hempshire powiadomiła załamanych sprawą właścicieli, że odnaleziono przyczepę. Nad-

mieniono jednak, że choć znana jest jej lokalizacja, to przeszkodą w jej odzyskaniu jest mały problem. Jak się okazało przyczepę ukradło cygańskie małżeństwo, które obecnie mieszka w niej z dwójką małych dzieci. Według policji, w takiej sytuacji funkcjonariusze nie maja prawa pozbyć ich dachu nad głową, ponieważ byłoby to „naruszenie praw człowieka” – jak twierdzi rzecznik policji z Hempshire. Policja dodaje, że nadal będzie przyglądać się tej sprawie, ale proponuje wytoczyć złodziejom

proces cywilny zamiast liczyć na postępy w śledztwie. Dodatkowo śledczy nie chcieli ujawnić prawowitym właścicielom przyczepy gdzie się ona obecnie znajduje, więc prawowici właściciele nie mieli gdzie wysłać pozwu. Jednak zainteresowani sprawą dziennikarze The Sun bardzo szybko odnaleźli zgubę. Przyczepa obecnie stoi na polu kempingowym w Hook w hrabstwie Hempshire i rzeczywiście używana jest przez rodzinę Cyganów, którzy w pełni korzystają z jej udogodnień. Krzysztof Szczepaniak

www.naszestrony.co.uk

W tym celu wystarczy wejść na www.domkredytowy.co.uk i wypełnić krótki formularz zgłoszeniowy. Formularz wymaga od kredytobiorcy udzielenia tylko podstawowych informacji dlatego jego wypełnienie zajmuje tylko kilka chwil. Dzięki temu klient nie musi fatygować się do biura firmy, by sprawdzić czy w ogóle jest wstanie uzyskać pożyczkę. Nowy system oszczędza czas, zarówno klienta jak i samych pracowników firmy. Warto przypomnieć czym zajmuje się firma In-Vest z Peterborough. Jest to dom kredytowy bazujący na współpracy z czołowymi polskimi bankami. Firma udziela między

innymi kredytów gotówkowych, hipotecznych, konsolidacyjnych czy też na samochód właśnie za pośrednictwem polskich banków. Oprocentowanie kredytów zazwyczaj nie przekracza 10 procent. Jego wysokość zależna jest od wysokości kredytu i czasu jego spłaty. Oferta domu kredytowego jest dobrą alternatywą dla osób mających trudności z uzyskaniem kredytów poprzez angielskie banki i instytucje finansowe. Także, jeżeli ktoś ma złą historię kredytową w UK może z powodzeniem uzyskać kredyt poprzez polskie banki. Firma In-Vest serdecznie zaprasza do odwiedzenia ich strony www. domkredytowy.co.uk lub siedziby firmy mieszczącej się zaraz przy Lincoln Road w Peterborough. Adres: Blenheim Court Business Centre, 2 Oakleigh Suite, Peppercorn Close, Peterborough PE1 2DU. Tel: 017 33 808 930 K.S.


10

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

„Zero hours contracts!” - uważaj na tego typu regulacje, są to po prostu umowy śmieciowe.

Tak zarabiają krocie w Sports Direct!

wielka brytania

11

Od teraz w sprawach wypadkowych również do Herculesa.

biuro pomocy hercules rozwija prowadzone usługi!

Sieć sklepów sportowych Sports Direct została skrytykowana przez szereg instytucji za zatrudnianie pracowników na tzw.: umowy śmieciowe. Umowy nazwane nieoficjalnie „zero hour contracts” są najbardziej niekorzystnymi umowami o pracę w kraju. Nie gwarantują one pracownikom praktycznie niczego konkretnego oprócz samej możliwości zatrudnienia. W Sports Direct aż 20 tysięcy pracowników tj. 90 % wszystkich zatrudniony jest na umowach „zero hour contracts”, które nie gwarantują minimalnej ilości godzin pracy w tygodniu. Nie zapewniają też płatnego urlopu i chorobowego. Oznacza to, że pracownicy nie wiedzą czy w przyszłym tygodniu pójdą do pracy lub też ile godzin w niej spędzą. Nie mogą zaplanować sobie praktycznie następnego dnia ponieważ nie wiedzą o której godzinie skończą pracę. Utrudnia im to również pozyskanie żadnego dofinansowania (benefitów) ponieważ nie mogą określić ile zarabiają i ile zarobią w najbliższej przyszłości. Pracownicy Sports Direct często nie korzystają z urlopów, ponieważ nikt im za niego nie zapłaci. Mike Ashley, który jest właścicielem Sports Direct oraz drużyny

piłkarskiej Newcastle United nie widzi w tym żadnego problemu. Chwali się, że jeszcze w tym roku ma zamiar przeznaczyć około 100 tys. funtów na premie dla swoich pracowników. Jednak jak się okazuje premie dostaną tylko pracownicy zatrudnieni na normalną umowę na pełny etat. Takich pracowników jest zaledwie 2 tysiące. Co w takim razie z resztą pracowników pracujących na śmieciowych umowach? Jest ich ponad 20 tysięcy i mogą poczuć się dyskryminowani w tej kwestii. W ich umowach nie ma mowy o ewentualnych premiach więc najzwyklej zostaną pominięci w tegorocznych bonusach. Wychodzi na to, że lepiej pracować przez agencję pracy w fabryce, aniżeli pracować na

śmieciowej umowie w sieci sportowej. Większość agencji wypłaca przynajmniej rewaloryzację dni urlopowych i gwarantuje minimalną ilość godzin pracy w tygodniu. Sports Direct zostało oficjalnie skrytykowane przez Resolution Foundation, która twierdzi, że firma dużo zarabia dzięki podpisywaniu tego typu umów ze swoimi pracownikami. Dzięki temu właśnie zabiegowi, Sports Direct oferuje markowe towary w niskich cenach. Dlatego też największa konkurencja firmy JJB Sports nie podołała w walce o klienta, ponieważ nie była w stanie zaoferować produktów w tak bardzo niskich cenach jak Sports Direct. Sukces firmy odbywa się jednak kosztem pracowników! Krzysztof Szczepaniak

www.naszestrony.co.uk

peterborough Biuro Pomocy Hercules z Peterborough 2 tygodnie temu zostało oficjalnym przedstawicielem centrum odszkodowań kancelarii Cambs Solisitors. Teraz przez biuro Hercules można zgłosić szkody wypadku samochodowego, wypadku w pracy lub jakiekolwiek inne wypadki spowodowane nie z twojej winy. Kancelaria Cambs Solisitors z siedzibą w Meryside jest jedną z największych kancelarii w UK zajmujących się uzyskiwaniem odszkodowań. Zrzesza ona około 40 prawników, którzy obsługują klientów kancelarii na terenie

całego kraju. Biuro pomocy Hercules nadal świadczy usługi typu: pomoc w załatwianiu spraw związanych z benefitami, rejestracja i prowadzenie firm, zwroty podatku, pomoc w zarządzaniu długami, pomoc w zakresie tłumaczeń zwykłych oraz przysięgłych, korepetycje z języka angielskiego, ubezpieczenia na życie, rezydentura i obywatelstwo oraz pomoc przy rozwodach jak i sprawach notarialnych przy współpracy z prawnikami z UK i Polski. Wachlarz usług firmy jest dosyć spory. Właściciel firmy Hercules serdecznie zaprasza: Adres: 607 Lincoln Road, Peterborough PE1 3HA. Tel 01733 751 087 lub 075 65 854 233 K.S.


12

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

PRZEDSTAWIAMY STANOWISKO WANDY TEMARY ZELER-PASEK PETERBOROUGH Wanda Tamara Zeler-Pasek, jest księgową znaną nie tylko w Peterborough, ale również w całej okolicy. Jest też inicjatorką koncertów charytatywnych, restauratorką, byłą właścicielką Restauracji Grill Bar Harnaś, którą odsprzedała po około roku działalności. Policja mimo upływu 8 tygodni śledztwa, nie postawiła jeszcze o�icjalnego zarzutu w sprawie anonimowych telefonów z pogróżkami pod adresem redakcji. Sami więc podjęliśmy próbę wyjaśnienia całej sprawy, by ochronić samych siebie. Teraz głos należy do nas i do Wandy legendy. Nie spodobał się Wandzie Tamarze Zeler-Pasek fakt, że z jej osobą związany był temat główny poprzedniego wydania gazety. W artykule pt.: „Anonimowe telefony z pogróżkami na zlecenie znanej księgowej” wskazywaliśmy na efekt naszych dziennikarskich ustaleń. O postępie w uzyskanych informacjach na bieżąco informowaliśmy policję z Peterborough, która incydentowi z pogróżkami nadała odrębny numer sprawy i wszczęła własne postępowanie. W artykule, w którym staraliśmy się wyjaśnić okoliczności w jakich doszło do wywołanego napięcia po stronie opisanej w artykule osoby. Nasze ustalenia, będące odzwierciedleniem wydarzeń z przełomu ponad dwóch lat, do

ECHA NASZYCH PUBLIKACJI ... których doszło pomiędzy WandąTamara Zeler-Pasek, a redakcją gazety Nasze Strony - nie dość, że przyniosły szereg wyjaśnień, tak przyniosły szereg kolejnych wątpliwości, którymi zainteresowali nas czytelnicy. Telefonom oraz listom email do redakcji za każdym razem towarzyszyła prośba o zachowanie anonimowości. Wszystkim informacjom towarzyszył ten sam temat. Nasi czytelnicy wskazywali okoliczności, jakie spotkały ich po skorzystaniu z usług znanej księgowej, która widniała na okładce gazety. Jej samej z kolei nie podobał się fakt, iż w sieci Internet, na społecznościowym pro�ilu gazety ukazała się okładka bieżącego wydania, które powielono kilkukrotnie. I choć wstępnie został on z kilku miejsc usunięty na prośbę zainteresowanej, tak �inalnie wrócił on na swoje miejsce. Jest to bowiem element procesu wydawniczego,

co w przypadku druku i kolportażu nakładu w ilości 2 tysięcy sztuk, a później krycie tego faktu w sieci jest pozbawione racjonalności. CZYTELNICY PYTAJĄ ... Pytania zrodziły się w czasie rozmów i korespondencji, będących wyłączną inicjatywą czytelników, których nikt nie zachęcał, ani też nie nawoływał do nadsyłania informacji, jak czyni to od miesięcy Anna Dziuba. Była naczelna Pmagazynu - opowiadająca się po stronie przeciwnej gazecie, zapowiada w sieci kontr artykuł do dotychczasowych publikacji Naszych Stron. My nie czekamy, nie straszymy, nie nawołujemy do nadsyłania kontrowersyjnych informacji. One same nadeszły. Postanowiliśmy więc zwery�ikować je u źródeł. W tym samym czasie Wanda Tamara Zeler-Pasek podjęła korespondencję z redak-

cją. Poinformowała, iż posiada dokumenty mogące skompromitować redakcję. Podobno coś udostępnili jej klienci i jest gotowa tego użyć. I choć próba wpływu na naszą działalność nie powiodła się, to ustaliliśmy, że kserokopie posiadanych przez Wandę Tamarę Zeler-Pasek pism tra�iły na biurka zaprzyjaźnionych �irm. Bez wątpienia była to forma wyrównania rachunków za dotychczasowe publikacje. W tym samym czasie zebrane od czytelników informacje przekazaliśmy w formie pytań do zainteresowanej, która wyraziła zgodę na ich przesłanie. Podczas 48 godzin kiedy powstawały odpowiedzi na 21 zadanych pytań, podjęliśmy próbę oceny dotychczasowej korespondencji. Wiele wskazywało, że zmierzamy ku jakiemuś porozumieniu. W listach email od zainteresowanej padały takie zdania: „Mam nadzieje, że jednak da się sprostować ten artykuł?”, „Proponuje przeprosić wszystkich i zacząć od nowa, z nową treścią, humorem i bycia przyjaznym, a na pewno Pan wygra.”; „My chcemy Pańską gazetę ale nową, bez tych koszmarów, a z chęcią zaczniemy ją kupować ;)”. Jak widać padały wypowiedzi pozytywne, zawierające zarówno deklaracje jak i oczekiwania. Niniejszym spełniamy je więc przechodząc ze sprostowania poprzedniego artykułu do próby wyjaśnienia wątpliwości zasygnalizowanych przez czytelników. To w ich imieniu zwróciliśmy się do Wandy Tamary Zeler-Pasek z prośbą o udzielenie odpowiedzi na nurtujące mieszkańców Peterborough i okolic pytania. To czego się dowiedzieliśmy nie nadaje się jednak do publikacji. Wanda Tamara Zeler-Pasek zakpiła z naszej redakcji odpisując niestworzone rzeczy, co jest bez wątpienia przejawem lekceważenia czytelników gazety. IRONIA I KPINY! Na wstępie listu z odpowiedziami znaleźliśmy adnotację w języku angielskim: „Have fun ;)”, kilka wersów będących odwołaniem do prawa przedruku fragmentów i całości, kilka zastrzeżeń i sygnalizowanie bliskiej współpracy z radcami prawnymi. Już sam wstęp zabrzmiał więc nieco frywolnie i poważnie za razem. Mamy jednak nadzieję, że postawione pytania i udzielone na nie odpowiedzi, nie sprawiły żadnej trudności, bo polot z jakim zostały napisane dowodzi, iż towarzyszyła temu zupełnie luźna atmosfera i brak zdenerwowania. W tekście nie ma wulgaryzmów, a jedynie szereg luźnych stwierdzeń odwołujących się mniej lub bardziej bezpośrednio do poruszanych

www.naszestrony.co.uk

13 zagadnień. Na pytanie o deportację z uwagi na koniec wizy – co było jeszcze za czasów gdy Polska nie była w Unii europejskiej, Wanda Tamara Zeler-Pasek odpowiedziała twierdząco, iż spotkało ją to kilkukrotnie. Pytanie o to czy Restauracja Grill Bar Harnaś posiadała w dniu otwarcia licencję na sprzedaż alkoholu, padła nieco wymijająca odpowiedź. Była restauratorka stwierdziła, że nie miała jedynie pozwolenia na sprzedaż alkoholu oszołomom i nieletnim. Z kolei gdy padło pytanie o to czy pracującym przy remoncie lokalu, członkom rodziny wspólniczki Wandy Tamary Zeler-Pasek, również wystawiono rachunek – restauratorka odpowiedziała, iż „Wszyscy po tej libacji byli tak wstawieni, że nie pamiętam komu i co wystawiłam.” To zaledwie trzy pytania i trzy odpowiedzi, które wystarczą, by zobrazować w jak lekceważący sposób odpowiadająca podeszła do stawianych pytań. Nie udało nam się potwierdzić zatem czy faktycznie Wanda Tamara Zeler-Pasek zajmowała się pomocą w uzyskiwaniu wiz i odszkodowań, czy miała jednolity cennik na swoje usługi, bo zamiast odpowiedzi padła seria drwin i irracjonalnych stwierdzeń. Brak zatem możliwości na stwierdzenie, czy znana księgowa jest w stanie potwierdzić, czy też chce zaprzeczyć informacjom uzyskanym od naszych czytelników. Lista pytań jest naprawdę długa i dotyczą one spraw bardzo poważnych. Przesłane w ubiegłą środę odpowiedzi to zbiór kpin z osób, które wystąpiły za naszym pośrednictwem do Wandy Tamary Zeler-Pasek. Zamiast szczerych odpowiedzi w piśmie padły jeszcze takie stwierdzenia: „klienta potem przeszmuglowałam na statku do UK i pracuje teraz dla mnie jako lokaj”, „Pańska logika uległa degradacji.”, „Namawiałam też do strajków i przejęcia �irmy drogą siłową. Organizowałam nawet placówki związkowe w Ugandzie i Bangladeszu.” oraz „Kazałam wtedy klientowi znaczyć banknoty i te same zostawały mu wypłacane. To taka gra, nazywała się Peterborough Monopoly.” czy też „Moja stawka za zwrot podatku to 99,999% a klient odchodził zadowolony, że mu się udało.”. I choć zaoferowaliśmy okazję do sprostowania, wyjaśnienia, to już więcej pytać nie będziemy. Skoro brak jest obustronnej gotowości na rzeczową dyskusję, niech wątpliwości zostaną rozwiane przez czytelników, którzy zapowiadali, że sprawy nie pozostawią nie załatwionej. Adam Andrzejko


14

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

30-letni Polak wpadł pod samochód dzień po przylocie do UK. Zmarł po 8 dniach!

Kent: 30 l. Polak nie żyje! Ofiara lewostronnego ruchu?

sittingbourne Kent Police poinformowało, że pochodzący z Polski 30 l. mężczyzna, który w dniu 18 lipca uległ wypadkowi drogowemu na terenie miejscowości Sittingbourne, zmarł po 8 dniach pobytu w szpitalu. Mężczyznę potrącił Ford Fiesta, którego prowadziła kobieta. Ze wstępnych ustaleń wynika, że mężczyzna przechodząc przez jezdnię ie zachował należytej ostrożności. Nie wykluczone, że wchodząc na jezdnię nie spojrzał we właściwym kierunku. To jednak nie jedyny powód z jakiego dojść mogło do tego wypadku. Natychmiast po wypadku na miejsce do rannego mężczyzny wezwano pomoc. Informację o zdarzeniu przekazano do pogotowia i miejscowej policji. Z uwagi na poważne obrażenia głowy rannego mężczyzny, zdecydowano o przetransportowaniu go drogą lotniczą do Royal London Hospital. Śmigłowiec wylądował na boisku pobliskiej szkoły. Na teren Grammar School 30 l. Polaka przewiozła karetka pogotowia będąca już na miejscu zdarzenia przed przylotem śmigłowca. W chwili gdy ranny był w drodze do szpitala policja zajęła się wyjaśnieniem przyczyn i przebiegu wypadku. Za wstępną przyczynę wypadku

uznano nie zachowanie wystarczającego bezpieczeństwa przy przechodzeniu przez jezdnię. Przez długie lata to właśnie było najczęstszą przyczyną wypadków z udziałem przyjezdnych, którzy pieszo wybierali się na zwiedzanie brytyjskich miast. Lewostronny ruch jest wciąż czymś nowym dla osób, które ledwo co przyjeżdżają dna wyspy. W dużych miastach, gdzie do podobnych wypadków dochodzi najczęściej, zdecydowano o umieszczeniu informacji ostrzegawczych zarówno na chodniku jak i na jezdni. Napis „look both side” umieszcza się od lat tuż przy krawędzi jezdni, by oczekujący na zielone światło mogli go zauważyć. W okolicy skrzyżowania gdzie doszło do wypadku nie ma

znaków ostrzegających, że w pobliżu znajduje się przejście dla pieszych. Nie ma znaków poziomych, ani tez pionowych, które by o tym ostrzegały osoby piesze i te siedzące za kierownicą pojazdów. Zarówno kierowcy dojeżdżający do skrzyżowania nie wiedzą dokładnie, że zbliżają się do przejścia dla pieszych, jak i piesi nie mają dobrej widoczności, co utrudniają posadzone wzdłuż drogi drzewa. Jedyny znak ostrzegawczy o tym, iż w pobliżu znajduje się droga do szkoły, znajduje się pomiędzy drzewami na wysokości około 2 metrów. Miejscowi wiedzą jak wygląda ruch w w tej okolicy. Idą na pamięć. Wiedzą dzięki temu jak bezpiecznie dojść do szkoły i z powrotem wrócić. Inaczej jest z przyjezdnymi.

www.naszestrony.co.uk

Jak ustaliła policja 30-letnie Polak do Sittingbourne przyjechał dzień wcześniej. Skorzystał z zaproszenia znajomych, którzy mieli mu pomóc w znalezieniu pracy i mieszkania. Dzień po przylocie do Wielkiej Brytanii zwiedzał okolicę. Nagle w pobliżu miejscowej szkoły, a dokładnie u zbiegu Central Avenue i Avenue of Rembrance w przechodzącego przez ulicę 30 latka uderzył samochód osobowy. Mężczyzna przewrócił się i upadł na ziemię. Do wypadku doszło w pobliżu skrzyżowania ulic i przejścia dla pieszych. Miejsce zdarzenia na kilka godzin wyłączono z ruchu pojazdów. Policjanci wysłuchali wyjaśnień

kobiety kierującej Fordem. Po przyjęciu jej zeznań nie postawiono żadnego zarzutu. Drogę gdzie doszło do wypadku ponownie otwarto około godziny 17stej. Po ośmiu dniach od wypadku detektyw w stopniu sierżanta Scott Lynch z Kent Police, któremu przydzielono tą sprawę poinformował, że mimo wysiłku lekarzy 30-letni Polak zmarł po 8 dniach pobytu w szpitalu. Osoby będące świadkami tego zdarzenia, posiadające istotne informacje o tym wypadku mogą telefonować pod numer 01622 798538, gdzie dyżuruje policjant prowadzący sprawę. Adam Andrzejko


15

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Dwójka świetnie pływajacych dzieci, była o krok od straszliwej tragedii!

nie wiele brakowało!

Huntingdon Pod koniec lipca mało brakowało, a w Huntingdon w rzece Great Ouse doszłoby do rodzinnej tragedii. 12 letnia dziewczynka prawie utopiła się na oczach swoich rodziców, kiedy ta pływała przy starym młynie wodnym Houghton Mill koło Huntingdon. To był spokojny słoneczny poranek, kiedy 14 letni syn i 12 letnia córka państwa Thomas pływali w rzece Great Ouse. Dzieci w pewnej chwili znalazły się zaraz przy śluzie młyna wodnego gdy ten nagle został uruchomiony. Śluza opadła, a nurt wody porwał dziewczynkę. Ta jednak w ostatniej chwili zdołała chwycić się metalowego pręta. Pomagał jej starszy brat, który starał się ją chwycić. Silny nurt wody, który wywołany został przez opuszczoną śluzę, nie dawał mu jednak na to większych szans. Do akcji ratowniczej przystąpił ojciec dzieci. Jemu niestety też nie udało się wyciągnąć córki, która coraz bardziej zanurzała się pod wodą. Opadała z sił. Każdy myślał już, że lada chwila porwie ją nur wody i tym samym dojdzie do tragedii. Jednak w pewnym momencie do wody wskoczyła nieznana kobieta. Nie przejmowała się, że jest w butach i ubraniach, po prostu wpłynęła w pobliże koła młyna wodnego starając się wyciągnąć dziewczynkę. Z pomocą pośpie-

Dyspozytorzy przyjmujący wezwanie wiele już słyszeli!

Dziwne zdarzenia do których wzywano straż pożarną

wielka brytania szył mężczyzna, który podpłynął na kajaku i podał kobiecie wiosło. 12 latka chwyciła je z całej siły. W ostatniej chwili wyciągnięto ją na kajak, a potem na brzeg. Zszokowani rodzice pobiegli z dziećmi do stojącej obok przyczepy kempingowej i opatrzyli rany jakie doznały podczas tego incydentu. Były to głównie rany cięte kończyn, które niebezpiecznie krwawiły. W wywiadzie dla gazety Hunts Post pan Thomas powiedział „To był dla nas szok. Nasze dzieci świetnie pływają, brały udział w licznych szkoleniach pływackich. W dodatku bardzo dobrze znały to miejsce ponieważ często tu przyjeżdżamy. Jednak nigdy nie widzieliśmy jak młyn jest uruchamiany i nie mieliśmy pojęcia, że opuszczenie śluzy wywoła tak silny prąd spływającej woda rzeki. Przestrzegam wszystkich rodziców, którzy nie obawiają się o swoje

dzieci. Niby świetnie pływają, ale nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć w wodzie. Moje dzieciaki są jak ryby w wodzie, a prawie utonęły. Ja sam prawie zostałem porwany przez silny nurt wody. Jest mi tylko bardzo przykro, że nie miałem okazji nawet podziękować tym ludziom, którzy uratowali moją córkę. Gdy wyszliśmy z przyczepy już ich nie było. Chciałbym im się odwdzięczyć - więc jeżeli jest ktoś kto zna tych ludzi to prosiłbym o kontakt poprzez gazetę Hunts Post pod numerem 01480 411481”. Zarządca młyna twierdzi, że przed jego uruchomieniem zawsze sprawdza czy nikt nie pływa przy śluzie. Jednak tym razem musiał nie zauważyć dwojga małych dzieci, które prawdopodobnie w tym momencie wpłynęły bezpośrednio pod młyńskie koło. Krzysztof Szczepaniak

www.naszestrony.co.uk

Straż pożarna zazwyczaj wzywana jest do incydentów związanych z pożarami, powodziami, do wypadków samochodowych czy kataklizmów. Jednak są przypadki i to całkiem śmieszne, w których brytyjscy strażacy mieli przyjemność, albo i nie - brać udział. O to kilka z nich z ostatnich miesięcy, które miały miejsce na terenie Wielkiej Brytanii. 1. Strażacy zostali wezwani do mężczyzny, którego penis utknął w tosterze 2. Strażacy brali udział w wyciągnięciu mężczyzny z toalety typu toi toi. Jego ramię utknęło w muszli klozetowej. 3. Straż wezwano do dziecka, które grało na tamburynie. Instrument w jakiś sposób utknął na jego głowie. 4. Straż wezwano do dziecka w hipermarkecie, które utknęło w maszynie z cukierkami

5. Straż wezwano do dziecka, którego noga utknęła w mosiężnym wazonie 6. Straż wezwano do dziecka, którego głowa jakimś cudem utknęła w desce do prasowania 7. I znowu epizod z dzieckiem. Tym razem jego głowa utknęła w łóżku do masażu. Po interwencji strażaków łóżko o wartości 4 tysięcy funtów nie nadaje się do niczego. 8. Strażaków wezwano do mężczyzny, który przypadkowo zszył sobie dłoń maszyna do szycia. 9. Strażacy uwolnili dorosłego mężczyznę który zablokował się w samochodzie elektrycznym dla dzieci. Samochód ku oburzeniu dziecka strażacy rozcięli na części. 10. Mężczyzna potrzebował interwencji straży pożarnej w McDonaldzie. Niesforny klient zablokował się w siedzeniu przeznaczonym dla dzieci. W żadnej z przedstawionych interwencji nie użyto wody. Will O.


16

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Historia, która pokazuje bezwzględność Home Office!

dlaczego wyrzucili z uk królewskiego lokaja?

uk/londyn Królewski lokaj, który brał udział w obwieszczeniu światu o urodzinach przyszłego króla stracił wizę i został wysłany do Indii. Badar Azim jeszcze dwa tygodnie temu pełnił służbę lokaja w Buckingham Palace. Pomagał ustawiać obwieszczenie na złotych sztalugach w dniu urodzin przyszłego króla. Obfotografowano go z każdej strony. Ewidentnie było to jego medialne 5 minut. Teraz Azim mieszka w Kalkucie i raczej już nigdy nie będzie mógł wrócić do UK. Kilka lat temu mężczyzna otrzymał wizę studencką i rozpoczął naukę w Edinburgh’s Napier University. Na jego przyjazd złożyli się uczniowie lokalnej szkoły z Kalkuty, którym udało się na ten

cel uzbierać 10 tysięcy funtów. Po ukończeniu studiów w Edynburgu jego wizę przedłużono o kolejne 18 miesięcy. Czas ten spędził pracując w Buckingham Palace jako królewski lokaj. Niestety wiza dobiegło końca, a Home Office odmówił jej przedłużenia unikając komentarza w tej sprawie. Oficjalne stanowisko Home Office w tym temacie brzmi następująco: „Nigdy nie komentujemy spraw imigracyjnych prywatnych osób. Możemy tylko powiedzieć, że podczas przeglądu aplikacji o przedłużenie wiz podchodzimy do tego rzetelnie i bierzemy pod uwagę wszystkie zasługi aplikanta”. Najwyraźniej studia w Edynburgu i praca na dworze królewskim to za mało dla brytyjskich urzędników imigracyjnych. Co zatem daje prawo do pobytu w UK? Will O.

Więzienie w Bedford notowane tak wysoko jak czterogwiazdkowy hotel!

ocenili Więzienie tak jakby było hotelem?

bedford Zakład penitencjarny w Bedford doczekał się własnej recenzji na mapach Google. Nic dziwnego skoro jedną z opcji pod każdym miejscem zaznaczonym na mapie Google jest możliwość wystawienia opinii o danym miejscu. - Byłeś tam? Podziel się swoim doświadczeniem. Twoja opinia pomoże twoim znajomym i innym dowiedzieć się więcej o tym miejscu – czytamy. Brzmi zachęcająco! Z tej okazji skorzystali użytkownicy mapy Google. Podając się za byłych więźniów

www.naszestrony.co.uk

pół żartem pół serio opisując swój pobyt za murami więzienia. Jeden z użytkowników podpisany jako Gary Smiff ocenił swój pobyt na pięć gwiazdek chwaląc „ładne pokoje i zakwaterowanie”. Kolejny anonimowy użytkownik napisał recenzję wprost jak z katalogu z wakacjami „Cudowne położenie w pobliżu centrum miasta Bedford, niestety jednak nie wiele z widoku. Inni klienci są dość mili, czasami bardzo przyjaźni do tego stopnia, że oferują specjalne pieszczoty. Są też tacy, którzy myślą, że powinni być pierwsi w kolejce po śniadanie oraz tacy o raczej wątpliwej higienie osobistej. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę,

choć obecnie jestem w drodze na północ.” – czytamy dalej. Ktoś inny z kolei zwrócił uwagę na „piękny wiktoriański budynek i wspaniały personel. Jest co robić, nie może być tak źle skoro zawsze jest pełne. Bardzo popularne wśród obcokrajowców.” Pobyt w więzieniu najniżej bo tylko jedną gwiazdką ocenił anonimowy użytkownik swoją opinię uzasadniając następująco: „pokoje są paskudne, szampon nie był uzupełniany. Jedzenie też nie było takie dobre, jestem bardzo rozczarowany z mojego pobytu w tym więzieniu”- kwituje. Średnia ocena więzienia w Bedford to 3.8. Nieźle jak na 5 stopniową skalę. Joanna Owsiana


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

W policyjnych konwojach wróciło do Polski ponad tysiąc ściganych przestępców!

17

O bitej i gwałconej matce policjantom opowiedziały dzieci!

zrealizowano ponad 1000 ena po latach krzywd

w luton Skazano sadystę z Bedford

uk/polska Ponad tysiąc osób ukrywających się za granicą wróciło w tym roku do Polski w policyjnych konwojach - niemal 800 osób - drogą lotniczą, m.in. z Japonii i Ekwadoru, kolejnych 240 - drogą lądową. Konwojów i konwojowanych było więcej niż w pierwszym półroczu 2012 roku. „Osoby, które dopuściły się przestępstwa w Polsce, liczą, że za granicą będą bezpieczne, wtopią się w tłum w wielkich metropoliach albo znajdą schronienie w niewielkich miejscowościach, gdzie zaczną normalne życie albo będą kontynuowały przestępczy proceder na nowym terenie. Mają nadzieję, że polscy funkcjonariusze o nich zapomną albo ich nie wytropią. Nic bardziej mylnego” – powiedział PAP Karol Jakubowski z wydziału prasowego Komendy Głównej Policji. Powroty zatrzymanych, którzy ukrywali się przed polskim wymiarem sprawiedliwości za granicą, organizują policjanci z wydziału konwojowego KGP. W tym roku drogą lądową do Polski przywieziono 240 ściganych, zaś za granicę polska policja przekazała 98 osób. Więcej jest konwojów lotniczych. W ciągu pierwszego półrocza 2013 r. przeprowadzono ich 234; w ten sposób do Polski trafiły 792 oso-

by. To więcej niż w pierwszym półroczu 2012 r. Wówczas w 209 konwojach lotniczych przewieziono 726 podejrzewanych o rozmaite przestępstwa. Konwoje lotnicze odbywają się samolotami wojskowymi i rejsowymi. Pierwszy sposób jest tańszy – dzięki współpracy z Siłami Powietrznymi podczas jednego lotu wojskowego samolotu do kraju wraca kilkudziesięciu zatrzymanych. Przez pierwsze sześć miesięcy 2013 r. podczas 25 lotów do Polski sprowadzono 475 osób. W pierwszym półroczu 2012 r. takich lotów było 26, a konwojowanych – 467. W tym roku było 209 konwojów samolotami rejsowymi (w pierwszym półroczu 2012 r. – 183). Tym sposobem przetransportowano do Polski 317 osób (w analogicznym okresie 2012 r. – 259). Tylko w tym tygodniu w trzech

konwojach lotniczych sprowadzono do Polski 64 osoby. Wojskowe samoloty C-295M i C-130 Hercules latały do Irlandii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Francji. Wśród osób, które wróciły do Polski, są m.in. podejrzewani o usiłowanie zabójstwa, udział w zorganizowanej grupie przestępczej i rozboje z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Policyjne konwoje najczęściej przyjeżdżają z krajów europejskich, głównie Wielkiej Brytanii, Szwecji, Holandii, Francji, Hiszpanii i Irlandii. W tym roku był także transporty z Węgier, Łotwy, Bułgarii, Gruzji, Chorwacji i Cypru. „Zdarzyły się także dalsze podróże. W tym roku polscy policjanci dwukrotnie organizowali konwój z Japonii i dwukrotnie z Ekwadoru” – powiedział Jakubowski. PAP/newsman

Papierosy ukryte w piwnicy wskazał pies, który pokazał policji schowek w ścianie!

Lewe fajki w Kubusiu

corby Właściciel sklepu Kubuś Shop z Corby został skazany za sprzedaż nielegalnych wyrobów tytoniowych, które ukrywał w ukrytym pomieszczeniu w piwnicy sklepu. Oficerowie Trading Standards skrupulatnie przeszukali sklep oferujący głównie polskie produkty. Początkowo nic nie znaleziono, ale pod koniec przeszukania użyto psa tropiącego, który w kilka chwil wywąchał pokaźną ilość nielegalnych papierosów i tytoniu. Odkrycia dokonano w piwnicy sklepu. Papierosy schowane były w specjalnie przygotowanym do ich ukrycia pomieszczeniu zakrytym deską. W sumie oficerowie skonfiskowali prawie 2500 paczek papie-

rosów marki L&M oraz 27 paczek tytoniu. Papierosy głównie miał polskie banderole i nie posiadały żadnych brytyjskich oznaczeń. Aram Baker Hassan, właściciel sklepu mieszczącego się przy Queens Square został skazany w tej sprawie 29 lipca w sądzie w Northampton.

Sąd nakazał mu odpracować 150 godzin w czynie społecznym i zapłacić grzywnę w wysokości 2600 funtów. Wszystkie wyroby tytoniowe odkryte w tym sklepie zostały skonfiskowane i następnie zniszczone przez oficerów Trading Standards. Will O. www.naszestrony.co.uk

bedford Sąd Korony w Luton 31 lipca skazał ojca szóstki dzieci za wieloletnie znęcanie się nad nimi i jego żoną. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Jego personaliów nie możemy podać ponieważ mogłoby to przyczynić się do rozpoznania publicznego jego ofiar. Skazany mieszkaniec Bedford przez wiele lat znęcał się nad czwórką swoich najmłodszych dzieci w wieku od 4 do 16 lat. Psychiczne i fizyczne maltretowanie w jego domu było na porządku dziennym. Dzieci i ich matka byli jego więźniami, którzy przez wiele lat żyli w ogromnym stresie. Dzieci cieszyły się, że chodzą do szkoły ponieważ jak wynika z ich zeznań szkoła była ich oazą spokoju. - Chodziliśmy do szkoły z radością. Czuliśmy się tam bezpiecznie. Jednak zaraz po zajęciach ojciec kazał nam wracać prosto do domu czyli do piekła. Często nas przywiązywał sznurkiem do klamek od drzwi, grzejników czy łóżek. Wiązał nas po to abyśmy nie uciekali gdy nas bił pasem, dużymi sztućcami lub

deską do krojenia. Często pluł nam do jedzenia i kazał to jeść. Jeżeli ktoś się sprzeciwiał to był bity i musiał potem przez wiele godzin czytać Koran z którego nas przepytywał. Nie mogliśmy mieć przyjaciół ani wychodzić z domu po za szkołą oczywiście. Nasza mama była bita prawie codziennie. Często siłą zmuszana do seksu. Ona nic nie mogła zrobić ponieważ tak bardzo się go bała – mówi jedno z dzieci. Żona sadystycznego mężczyzny dwa lata temu odważyła się zgłosić to wszystko na policję. Jednak mężczyzna kazał jednemu z dzieci napisać na komputerze szereg listów odwołujących zeznania kobiety. Następnie zmusił ją do ich podpisania i sprawa ucichła. Jednak w listopadzie 2012 roku dwoje dzieci odważyło się pójść na policję i wszystko szczegółowo opisać. Funkcjonariusze byli w szoku spisując ich zeznania. Mężczyznę natychmiastowo aresztowano i osadzono w areszcie w Bedford. 31 lipca br. aż sześciu sędziów uznało jego winę wobec 21 postawionych mu zarzutów. Wyrok w tej sprawie ma zapaść w pierwszej połowie sierpnia. Will O.


18

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Występ 80 tancerzy zaskoczył mieszkańców miasta!

Pierwszy w miescie uliczny flash mob!

Organizacja polskiej szkoły sobotniej zajęła im niespełna rok!

Pierwszy dzwonek w Skegness już 14.09.13!

skegness W październiku ub. roku spotkali się po raz pierwszy, by omówić jakie są potrzeby lokalnej Polonii. W styczniu br. sprecyzowali, że chcą utworzyć polską szkołę. Dziś ich plan jest już coraz bliżej realizacji. Są nauczyciele, jest szkolna placówka - do pierwszego dzwonka zostało zaledwie kilka tygodni!

st. ives 27 lipca w St. Ives zorganizowany flash mob w którym wzięło udział blisko 80 osób. „Taniec z zaskoczenia” zorganizowano w samym centrum miasteczka przy Bridge Street. Organizatorem i pomysłodawcą tego wydarzenia był Wayne DuBose z Festival Events przy współpracy z choreografem tanecznym Lindsey McAdam z St Ivo School. Pomysł na flash mob w St. Ives narodził się niespełna rok temu.

Tancerzy werbowano głównie w lokalnych szkołach, którzy później trenowali taniec do utworu z lat 60-tych „Twist and Shout”. Trzy siostry oryginalnie pochodzące z St. Ives wykorzystały to wydarzenie do rodzinnego spotkania. Jedna przyjechała z Londynu. Druga natomiast aż z Nowej Zelandii, by wspólnie zatańczyć na ulicach rodzinnego miasteczka. Organizator tego wydarzenia nie wyklucza częstszych społecznych akcji tego typu w najbliższej przyszłości. Will O.

Polska Szkoła Sobotnia w Skegness – ta nazwa już niedługo ta na stałe wpisze się w codzienność społeczności polonijnej mieszkającej na południu hrabstwa Lincolnshire. Przełom lipca i sierpnia, oraz początek września - to dla wielu długo wyczekiwany okres wakacji. Tymczasem dla osób zaangażowanych w powstanie nowej szkoły, to zaledwie kilka tygodni do rozpoczęcia pierwszego roku szkolnego. Wciąż jest jeszcze coś do zrobienia. - Zajęcia lekcyjne odbywać będą się w Richmond School w Skegness, której dyrektorka Joy Fisher z pełną aprobatą podeszła do naszej inicjatywy. Lokalizacja szkoły znajduje się blisko śródmieścia. Dzięki imprezom zorganizowanym wspólnie z lokalną parafia katolicką zdobyliśmy trochę funduszy na naszą działalność - opowiada Wojciech Pisarski, który od początku jest bardzo zaangażowany w powstanie szkoły w Skegness. - Zdobyliśmy również granty pieniężne, które wesprą finansowanie szkoły. Oczekujemy też na decyzje o dalszym wsparciu, by opłaty od rodziców utrzymać jak najniżej. W obecnej chwili kompletujemy podręczniki i pomoce dydaktyczne. Dopinamy wszystko na tak zwany ostatni guzik dużo wcześniej aniżeli na ostatnią chwilę. Początek roku szkolnego w Polskiej Szkole Sobotniej w Skegness zaplanowano na 14 września. Do uroczystego powitania uczniów pozostało zatem nieco ponad 7 tygodni. Już dziś wiadomo, że będzie to dzień bardzo uroczysty i ważny dla lokalnej społeczności polonijnej. Udało się nie tylko zintegrować środowisko polonijne, ale również wykazać, że władze lokalne oraz władze oświatowe nie są obojętne na potrzeby mieszkających w Skegness i okolicy Polaków. www.naszestrony.co.uk

Na zdjęciu: od lewej: Ania Halka sekretarz, Wojciech Pisarski przewodniczący, Joy Fisher dyrektor Richmond School w Skegness oraz Tatiana Piekorz skarbnik. - Mamy deklarację, że w uroczystym otwarciu szkoły inaugurującym pierwszy rok szkolny wezmą udział lokalni radni. Chcielibyśmy bardzo, by swoją obecnością zaszczycił nas również przedstawiciel Ambasady lub Konsulatu RP w Wielkiej Brytanii - kontynuuje nasz rozmówca. Na liście uczniów znajduje się w obecnej chwili 40 dzieci. Opiekę nad szkołą sprawuje dziesięcioosobowy komitet, składający się z bardzo aktywnych i zaangażowanych w sprawy powstającej szkoły osób. - W trakcie prac organizacyjnych okazało się, że jeden z nauczycieli gotowy na podjęcie pracy w naszej szkole musi złożyć rezygnację ze swoich wstępnych deklaracji. Opuszcza okolice Skegness w związku z obowiązkami zawodowymi - dodaje Wojciech Pisarski. - Chciałbym więc zaapelować od osób posiadających odpowiednie

przygotowanie pedagogiczne do kontaktu z nami i podjęcia bliższej współpracy. Im większą grupę nauczycieli uda nam się zaangażować w to przedsięwzięcie, tym będzie ono atrakcyjniejsze dla naszych uczniów. W trakcie przygotowań do uruchomienia szkoły zorganizowano kursy pierwszej pomocy (First Aid), oraz BHP (Health and Safety) i instruktaż dotyczący na bezpieczeństwa dzieci (Safeguarding). Kursy były niezbędnym elementem wprowadzającym dla nauczycieli podejmujących prace w szkole będącej edukacyjną placówką uzupełniającą. Udział w szkoleniach dostępny był również dla lokalnej Polonii. Szkoła ponad przygotowany program edukacyjny dla dzieci i młodzieży, oferować będzie naukę języka angielskiego dla osób dorosłych. Adam Andrzejko

Na zdjęciu: Obrady komitetu i rodziców Polskiej Szkoły z udziałem Pani Wiśniewskiej, promotora podręczników.


19

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Szkoły nie stać na zatrudnienie asystenta, który mógłby opiekować się tym uczniem!

Za alkohol w rękach nastolatków odpowiedzą rodzice!

AUTYZM JEST ZBYT KOSZTOWNY? PIJĄCYCH NIELETNICH POLICJA ODPROWADZI CAMBS/GIRTON DO DOMU - STAY SAFE!

Siedmioletni chłopiec ma IQ wynoszące 168 punktów zostanie przeniesiony do szkoły specjalnej. Cambridgeshire County Council nie jest w stanie zapłacić za dodatkową opiekę i pomoc bo jest autystykiem. Matka chłopca odwołuje się od tej decyzji gdyż myśli, że zrujnuje to jego dalszą edukację, a jego talenty zostaną zmarnowane.

Chłopiec ma niezwykłą pamięć fotogra�iczną i zdolność do nauki na poziomie 15-latka, a czytać nauczył się gdy miał zaledwie 18 miesięcy. Zdumiona matka odkryła to gdy w poczekalni u lekarza malec wziął do ręki książkę i po prostu zaczął czytać na głos. Ze względu na autyzm wysoko funkcjonujący intelektualnie chłopiec potrzebuje asystenta, który pomaga mu radzić sobie w różnych sytuacjach społecznych na jakie napotyka na co dzień w szkole. Niezwykle inteligentny Christian Farrington może nie radzić sobie w różnych sytuacjach społecznych, ma zaburzenia rozwojowe i związane z tym problemy emocjonalne. Do tej pory w szkole przez cały czas towarzyszył mu osobisty asystent. Po tym jak szkoła wystąpiła do władz lokal-

nych o zwiększenie funduszy na zatrudnienie drugiego asystenta podjęto decyzję o przeniesieniu chłopca. Od września Christian miałby rozpocząć naukę w szkole specjalnej Gretton School w Girton dla dzieci z problemami w nauce. Matka chłopca Gabrielle Pakpourtabrizi nie zgadza się z tą decyzją, która według niej została podjęta tylko i wyłącznie ze względu na oszczędność pieniędzy. Autystyczny chłopiec dobrze czuje się w swojej obecnej szkole St John’s Community Primary School w Ely. Według matki przeniesienie go do innej szkoły nie będzie dobre dla jej syna, zahamuje postępy w nauce, a

jego talenty zostaną zmarnowanie. Kobieta zaproponowała, by Christiana przenieść do szkoły specjalnej Wilds Lodge School w Rutland, która sprosta jego wymaganiom. Propozycja ta została jednak odrzucona przez lokalne władze ze względu na zbyt dużą odległość szkoły od domu chłopca. Rodzice nie zgodzili się z tą decyzją i wnieśli apelację. Dopóki decyzja nie zostanie podjęta, to Christian od września nadal będzie uczęszczał do swojej dawnej szkoły. St John’s Community Primary School odmawia komentarza w tej sprawie. Joanna Owsiana

Park Junior School w Wellingborough wyróżniona sposród innych!

ZDOBYLI TYTUŁ SZKOŁY ROKU! WELLINGBOROUGH

Wraz z początkiem wakacji policja w Corby rozpoczęła akcję skierowaną przeciwko młodzieży spożywającej alkohol w miejscach publicznych. Każda niepełnoletnia osoba, która zostanie złapana na piciu alkoholu zostanie odprowadzona przez funkcjonariuszy policji do domu, do rodziców. Towarzyszący nieletniemu policjant pouczy rodziców o ich obowiązkach, którzy następnie będą mogli się spodziewać wizy-

ty urzędnika z Corby Council. Jest to cześć corocznej akcji pod nazwą Operation Stay Safe prowadzonej podczas szkolnych wakacji. To wtedy niepełnoletnia młodzież jest bardziej skłonna do spożywania alkoholu. Wiemy, że rodzice nie są w stanie kontrolować swoich dzieci przez cały czas od rana do wieczora lecz ich obowiązkiem jest informowanie swoich podopiecznych o obowiązującym prawie i odpowiedzialności społecznej – mówi inspektor Tim Britton. Akcja prowadzona będzie przez cały czas trwania szkolnych wakacji. Joanna Owsiana

DLA NAJMŁODSZYCH Pokoloruj ... Prosiaczka i Kubusia!

Uczniowie i pracownicy szkoły Park Junior School w Wellingborough mogą być z siebie dumni po tym jak placówce nadano tytuł szkoły roku! Ciężka praca uczniów i nauczycieli została doceniona w plebiscycie 2013 Northamptonshire Education Awards. Najlepsza szkoła w Northamptonshire czyli Park Junior School zdecydowanie zasłużyła na takie wyróżnienie. Szkoła uzyskała znakomitą ocenę za zachowanie i bezpieczeństwo, aspekty moralne, społeczne i kulturowe. Podstawówka stale stawia czoła szeregom wyzwań co również zostało docenione przez Ofsted, organizację oceniającą standardy w edukacji. Park Junior School to szkoła wielokulturowa, w której dzieci porozumiewają się między sobą w 20 różnych językach.

CORBY

- Różnorodność jest tu celebrowana, liczy się dla nas każda religia, pochodzenie i kultura – mówi David Tebbutt, dyrektor szkoły. Dzieci otrzymują szereg możliwości do rozwijania swoich zainteresowań w ramach sportu i sztuki. Szkoła może poszczycić się również dobrą frekwencją na poziomie 96% oraz doskonałą komunikacją pomiędzy szkołą a

rodzicami, która odbywa się także poprzez stronę internetową szkoły czy nawet portalu społecznościowego Twitter. Placówka posiada także specjalną jednostkę dla dzieci z problemami, do której uczęszczają dzieci z całej północnej części hrabstwa. Zwycięzkiej szkole gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów! Joanna Owsiana www.naszestrony.co.uk


20

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

W upalny dzień nakazano chłopcu, by włożył podkoszulek!

sześciolatek podpadł ochronie w tesco!

east/essex Paula Seaborn jest matką sześcioletniego chłopca o imieniu Harry. Podczas wspólnych zakupów w Tesco w miejscowości Braintree, na terenie hrabstwa Essex kobieta poproszona została o opuszczenie sklepu. Powodem był brak koszulki u chłopca. Ochrona nakazała ubrać kobiecie dziecko, albo opuścić sklep! Sześciolatek zachowywał się spokojnie. Nie biegał, nie krzyczał, a mimo to zwrócił na siebie

uwagę ochrony supermarketu Tesco. Rośli mężczyźni ze słuchawkami w uszach zakwestionowali u chłopca brak górnej części garderoby. Zwrócili się do matki, by go ubrała lub opuściła sklep. Zaskoczona kobieta zdążyła wybrać razem z dzieckiem zabawkę, Ojciec dziecka zapłacił za zakupy, a matka z dzieckiem wyszła z marketu. Rzecznik Tesco wyjaśniając interwencję ochrony, stwierdził, że całe zajście było zgodne z polityką firmy odnośnie oczekiwanego ubioru klientów sieciówki, który ma nie gorszyć innych osób obecnych w sklepie. newsman

Czy miastu potrzebne są aż tak oczywiste ostrzeżenia?

ulice miasta nie są publiczną toaletą! boston Upał. Wzrosła sprzedaż napojów. Alkoholu również sprzedaje się więcej. Słońce grzeje i na orzeźwiającą ochłodę każdy ma niesamowitą ochotę. I młodsi i starsi. Młodsi piją wodę, soki i napoje. Starsi w tym czasie piją piwo. Leją potem wszyscy pod ścianami, w parku pod drzewem, za śmietnikiem. Leją wszyscy, gdzie popadnie! W upalne dni w Bostonie nieustannie śmierdzi moczem. Mieszkańcy skarżą się do urzędu, że mają już dosyć uciążliwości związanych z przykrym zapachem. Ilość zgłaszanych skarg sprawiła, że sprawą zajęli się radni miejscy, którzy zdecydowali się podjąć radykalne kroki. O ile trudno jest komukolwiek złapać tych niechlujnych, lejących gdzie popadnie za rękę lub za nogawkę, o tyle łatwe będzie

Południowe skrzydło budynku z powierzchniami biurowymi stoi puste!

Biurowiec przerobią na mieszkania

peterborough Cześć biurowca mieszczącego się w centrum Peterborough prawdopodobnie zostanie przerobione na apartamenty dla osób prywatnych. Chodzi o budynek Priestgate House, którego jedną część między innymi zajmuje redakcja gazety Evening Telegraph. Południowe skrzydło budynku od ponad roku stoi puste i właściciel nieruchomości nie może

znaleźć komercyjnego najemcy. Stąd pomysł na przekształcenie go w apartamenty mieszkalne, które ze względu na atrakcyjną lokalizację na pewno będą cieszyłyby się zainteresowaniem pośród osób prywatnych. Londyński deweloper Artesian Property Partnership, do którego należy nieruchomość nie chce komentować tej sprawy. Wiemy jednak, że aplikacja o przerobienie tego biurowca na mieszkania została przesłana do urzędu miejskiego Peterborugh. Według planów w południowy

skrzydle Priestgate House miałoby powstać 17 apartamentów z 19 miejscami parkingowymi pod ziemią. Nie wiadomo jeszcze kiedy i jaka decyzja zapadnie w tej sprawie. Wszystko jednak wskazuje, że plany zostaną zatwierdzone. Radny miasta Nazim Khan, który jest przydzielony na obszar centrum uważa ten pomysł za bardzo dobry i popiera ten projekt. Wszystko jednak zależy od całej rady Peterborough. K.S.

Nie obyło się bez protestów okolicznych mieszkańców, ale zwyciężyły mocne argumenty!

biznes park zatwierdzony!

wellingborough

zwrócenie im uwagi, że robią coś złego. Brytyjczyk wyjaśni Brytyjczykowi raz dwa. „Nie lej chłopie, bo śmierdzi!”. Jak zwrócić się jednak do obcokrajowca? Odpowiedź jest prosta. „Wydrukujmy plakaty i rozwieśmy je w mieście!” - stwierdzają zgodnie rajcy miejscy i plan swój realizują! Piszą więc po Polsku, Litewsku, Rosyjsku i Portugalsku, pod frywolnym obrazkiem, by „nie lać w mieście!” Rozwiązanie tańsze aniżeli utrzymanie miejskich toalet. Miasto płacze ze śmiechu! newsman

Wellingborough Council zagłosował za wydaniem zgody na budowę nowego biznes parku, w którym utworzonych będzie do 2500 nowych miejsc pracy. 115-milionowy projekt Appleby Lodge utworzy nowe możliwości zatrudnienia począwszy od magazynierów, informatyków, pracowników obsługi klienta oraz stanowisk managerskich. Wniosek o pozwolenie na budowę złożyła firma Prologis i pomimo wielu głosów sprzeciwu mieszkańców pobliskich wsi pomysł zyskał aprobatę urzędników. Głównym argumentów mieszkańców przeciwnych budowie biznes parku przy Sywell Road były obawy o wzmożony ruch na okolicznych drogach. Jednak argument utworzenia 2500 www.naszestrony.co.uk

nowych miejsc pracy okazał się być silniejszy dla podejmujących decyzję urzędników. I słusznie, nowe inwestycje są potrzebne teraz jak nigdy i każde utworzone nowe miejsce pracy ma ogromne znaczenie dla lokal-

nej społeczności. Pierwsza faza budowy rozpocząć się może już w przyszłym roku. Cały projekt zostanie zrealizowany w ciągu kolejnych pięciu do dziesięciu lat. Joanna Owsiana


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

We wrześniu do Peterborough przyjedzie Kabaret Moralnego Niepokoju!

Kabaret przyjedzie z „Marcysią” peterborough Bez wątpienia najbardziej rozpoznawalną kobietą, która występowała z Kabaretem Moralnego Niepokoju, była Katarzyna Pakosińska. Jej charakterystyczny śmiech, był słyszany i to wyraźnie, nawet z końca sali. Przezabawną postać, już od roku zastępuje aktorka znana z roli Marcysi ze Złotopolskich. Z kabaretem na wyspy przyjedzie Magdalena Stużyńska Brauer, która ostatnio wystąpiła też w serialu „Przyjaciółki”. Pod koniec września na scenie The Crescent Theatre obok czwórki przezabawnych kabareciarzy wystąpi Magdalena Stużyńska Brauer, która znana jest widzom przede wszystkim z telewizyjnego serialu Złotopolscy. Ostatnio zagrała też Ankę w „Przyjaciółkach”. Tym jednak osobom, które mimo wszystko liczą, że na scenie

usłyszą śmiech Pakosińskiej śpieszymy z wyjaśnieniem i przypomnieniem, że w składzie kabaretu nastąpiła istotna zmiana. I to nawet dwukrotnie! Otóż uwielbiana przez wielu Katarzyna Pakosińska odeszła z kabaretu w lutym 2011 r. Wskoczyła na parkiet „Tańca z Gwiazdami”, a jej miejsce na scenie zajęła Agata Załęcka. Ta, serialowa aktorka nie zagościła jednak zbyt długo w kabarecie.

W czerwcu 2012 roku ustąpiła Magdalenie Stużyńskiej Brauer, która po ponad roku wspólnych występów bawić będzie brytyjską Polonię w czasie czterodniowych występów. Jak zapewniają organizatorzy, na widzów spragnionych polskiego kabaretu widzów czekać będzie nie tylko nowa twarz, ale również nowe skecze, no i oczywiście nowa porcja humoru. newsman

Rozpoczęcie produkcji nowego modela SUV da pracę dla 1000 nowych pracowników!

1000 miejsc pracy utworzy tam Nowy model Bentley’a Crewe Już niebawem firma Bentley rozpocznie produkcję nowego modelu SUV, który ma być jednym z najdroższych a zarazem najszybszych samochodów tej klasy na świecie. Z jego produkcją wiążą się nowe inwestycje, nowe miejsca pracy oraz pobudzenie brytyjskiej gospodarki. Już zatwierdzono że jego produkcja będzie w fabryce w Crewe i właśnie z tamtych okolic zatrudnionych zostanie około 1000 nowych pracowników. Po ujawnieniu tej informacji sam premier David Cameron odwiedził hale produkcyjna w tym mieście i nie szczędził pochlebstw pod adresem zarządu firmy. Pierwsze samochody Benteley’s klasy SUV EXP 9 F zjadą z linii produkcyjnej już na początku 2016 roku. Co ciekawe większość samochodów tej marki a dokładniej 4 na 5 aut sprzedawanych jest za granicę, głównie do Chin. Tamtejsi bogacze, głównie biznesmeni uwielbiają europejskie samochody i jakikolwiek nowy

model europejskiego samochodu z wyższej półki pojawi się na rynku to w Chinach są na niego najliczniejsze zamówienia. Chińczyków głównie interesują oprócz Bentley’a takie marki jak BMW, Jaguar, Mercedes i

Audi. Firma Bentley, która od 1998 roku jest pod władaniem Volkswagen Group przewiduje, że rocznie będzie sprzedawać nowego Bentley’a EXP 9 F w ilościach 3500 sztuk. Will O.

www.naszestrony.co.uk

21

Przygotowujesz imprezę, którą chcesz nagłośnić? Napisz do nas o tym: kontakt@naszestrony.co.uk!


22

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

On pracuje tu już 6 lat, inni rezygnują po kilku godzinach!

dlaczego parkingowi odchodzą z pracy?

Policjanci z hrabstwa Lincolnshire apelują do czytelników gazety Nasze Strony!

Lincolnshire police prowadzi Poszukiwania dwóch Litwinów east england

spalding Praca parkingowego należy chyba do jednych z najbardziej niewdzięcznych zawodów na świecie. Często są wyzywani, poniżani, a nawet bici za to, że wykonują swoje obowiązki. W Lincolnshire, a zwłaszcza w Spalding wielu parkingowych nie wytrzymuje w swojej pracy nawet kilku miesięcy. Ci którzy przywykli do obelg często stają się opryskliwi i nie mili dla kierowców co z kolei potęguje ich niechęć do stróżów przykładnego parkowania. Problem rzeczywiście istnieje, ponieważ jeżeli tak dalej będzie to niebawem nikt nie będzie chciał wykonywać tego zawodu. Jeden z parkingowych z Lincolnshire, który nie chce ujawnić swojej tożsamości mówi: „To niewdzięczna praca. Nie dość, że często odbywa się w bardzo złych warunkach pogodowych to jeszcze dostajemy przysłowiowe baty za to, że w ogóle jesteśmy.

Pracuję w tym zawodzi już 6 lat. Wielu moich kolegów jednak nie było wstanie wytrzymać zaledwie kilka miesięcy. Pamiętam był nawet jeden parkingowy, który zwolnił się po 4 godzinach patrolu w Spalding. W przeciągu 6 lat bardzo często byłem poniżany, opluwany, wyzywany od najgorszych, a nawet bity i szczuty groźnym psem. Przywykłem do tego i na takie zachowania staram się reagować wysoką kulturą osobistą i spokojnym podejściem do zdenerwowanego kierowcy. Jednak nie wszyscy moi koledzy mają takie podejście jak ja. Wcześniej byli normalnymi pracownikami ale nie dziwie, że stali się tak samo opryskliwi jak kierowcy dla nich”. Według Lincolnshire County Council parking services manager Matt Jones twierdzi, że tylko w tym roku odnotowano 35 przypadków agresywnego zachowania wobec parkingowych. Jednak dane te nie są rzetelne ponieważ wielu z parkingowych nie zgłasza takich przypadków puszczając obelgi mimo uszu. K.S.

Obecnie trwa szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza dwóch obywateli Litwy, którzy prawdopodobnie ukrywają się na terenie Peterborough, Spalding lub Bostonu. W akcji biorą udział jednostki policji z dwóch hrabstw i jak twierdzi ich rzecznik „sprawa jest na prawdę poważna”. Poszukiwane osoby to 26 letni Raimondas Pupsys wcześniej zamieszkały przy Rowland Road, Scunthorpe oraz 28 letni Ernestas Rimkevicius z Fox Street również z Scunthorpe. Policja nie zdradza za co dwóch Litwinów jest poszukiwanych. Jak udało nam się dowiedzieć chodzi o zdarzenie z 12 czerwca, które miało miejsce przy Jackeson Road w Scunthorpe. Detektyw Andy Stones który prowadzi to śledztwo w wywiadzie dla gazety Nasze Strony powiedział: „Bardzo proszę osoby które wiedzą gdzie przebywa tych

dwóch panów o pomoc ponieważ oboje są kluczowymi postaciami w naszym śledztwie. Poszukiwani są podejrzani o dokonanie bardzo poważnego przestępstwa na terenie Lincolnshire. Osoby te muszą jak najszybciej znaleźć się w areszcie”. Policja ustaliła, że poszukiwani mają liczne powiązania z Peterborough, Spalding i Bostonem. Podejrzewa się że oboje ukrywają się właśnie w tych miastach.

Policja bierze również pod uwagę taką możliwość, iż Litwini mogli wrócić do swojego kraju i wątek ten również jest badany. Każdy kto wie gdzie ukrywają się poszukiwane osoby proszony jest o kontakt z policją pod numerem 101 prosząc o Humberside Police. Jeżeli ktoś chce pozostać anonimowy może zgłosić posiadane informacje do Crimestoppers pod numerem 0800 555 111. K.S.

W ciągu ostatnich 10 lat policjanci coraz częściej mają przy sobie broń na akcji w terenie!

oficjalne statystyki dowodzą że Policjanci w czasie akcji są coraz częściej uzbrojeni northamp’shire Policja w Northamptonshire coraz częściej na akcje zabiera ze sobą broń. Nie oznacza to wcale, że w hrabstwie jest coraz niebezpieczniej, zapewnia szef policji. Z danych opublikowanych przez Home Office wynika, że policjanci w Northamptonshire wysyłani są na akcje coraz częściej uzbrojeni. W latach 2011/2012 funkcjonariusze upoważnieni byli do użycia broni podczas 182 operacji. To najwyższa liczba w ciągu ostatnich dziesięciu lat. W latach 2010/2011 sytuacji takich było 129, a pomiędzy 2002 - 2003 takich operacji było 138. Odzwierciedla to zmianę w sposobie reagowania policji na zgłoszenia o incydentach z zagrożeniem użycia broni. Wzrost w latach 2011/2012 www.naszestrony.co.uk

odzwierciedla również fakt, że policja w Northamptonshire w tym okresie podejmowała walkę ze zorganizowanymi grupami przestępczymi. Aresztowań członków tych grup dokonywali uzbrojeni oficerowie. Inspektor Steve Freeman ze szko-

leniowej jednostki Northants Police Firearms powiedział, że funkcjonariusze, którzy zawsze mają przy sobie broń jedynie w 5% czasu spędzonego na służbie zajmują się incydentami związanymi z bronią. J.O.


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Tego miejsca nie ma na mapie! Powstało 5 mil od Cambridge, na terenie starej żwirowni ...

Milionerzy wybudowali prywatną wyspę piratów

„Wyspa piratów miała być atrakcją w okolicy, a stała się przedmiotem urzędniczego sporu!”

cambridge Co można zrobić mając 50 milionów funtów? Na pewno dużo! Można inwestować w nieruchomości, samochody, rozwój firmy albo we własną wyspę piratów. Tak też zrobiła zamożna rodzina Challis z Cambridgeshire, która postanowiła ku pamięci zmarłego dziadka przekształcić nieużywany teren w wyspę piratów. Wyspa mieści się na małym jeziorze na terenie byłej żwirowni 5 mil na północ od Cambridge. Rodzina kupiła ten teren w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku i w sumie przez 40 lat nic się tam nie działo. Dziadek, który był właścicielem dużej firmy transportowej planował przekształcić ten teren dla prywatnych celów rekreacyjnych. Niestety zmarł w 1999 roku i o jego planach tymczasowo zapomniano. Między czasie rodzina Challis sprzedała firmę transportową za ponad 50 milionów funtów. W 2011 roku wdowa po zmarłym dziadku zadecydowała aby uzy-

skane ze sprzedaży firmy pieniądze zainwestować w realizację jego planów. Dziadek zawsze fascynował się czasami kolonialnymi, dlatego zadecydowano że jałowa wyspa zostanie przekształcona w wyspę piratów. Tak też się stało. 29 letni wnuk został głównym dowodzącym w realizacji tego projektu, który, inspirował się karaibskimi klimatami. W rezultacie jezioro osuszono i wybrano z niego zalegający muł i śmieci. Dno jeziora usypano z drobnego żwirku i białego piasku aby woda był przejrzysta. Następnie zabrano się za samą

wyspę na której wybudowano obszerny pub, domek gościnny z kilkoma sypialniami, gospodę z parkietem do tańczenia, domek na plaży oraz zrobiono strumyk i mały wodospad. Wszystko to w stylu kolonialnych zabudowań jakie stawiano w przeszłości na podbitych przez Brytyjczyków wyspach. Efekt jest naprawdę imponujący aż trudno uwierzyć że miejsce to znajduje się tuż koło nas. Wszystkie zabudowania specjalnie zrobiono tak aby sprawiały wrażenie że są podniszczone i bardzo stare. W projekcie ogólnie brało udział 15 budowniczych i jeden ogrodnik który na całym terenie posadził drzewa i krzewy. Dzięki temu w tą okolice ponownie zaglądają dzikie zwierzęta co czyni to miejsce jeszcze bardziej atrakcyjnym.

Wyspa piratów może zostać zburzona Niestety ale kilka dni temu dla rodziny Challis czar wyspy piratów prysł jak bańka mydlana. Okazało się, że przed zabudową wyspy zapomniano o złożeniu wniosku do urzędu Cambridgeshire o pozwolenie na realizacje projektu budowlanego. Bardzo możliwe, że urzędnicy zadecydują o rozebraniu wyspy ponieważ zabudowano ją nielegalnie. Rodzina Challis dopiero teraz złożyła taki wniosek i czeka na odpowiedź z Cambridgeshire County Council. Urzędnicy mają dać odpowiedź w tej sprawie do 21 dni. Było by szkoda gdyby aplikację odrzucono i wyspę piratów zrównano z ziemią. Will O. www.naszestrony.co.uk

23


24

JEST PRACA Oferty Operator wózka widłowego St Ives Hays Construction and Property zatrudni kierowcę wózka widłowego do pracy na terenie StIves. Start natychmiastowy. Po więcej szczegółów zadzwoń do Laury Redfarn na numer 01223 329444 Inżynier gazownictwa Peterborough Cambridge Praca dla trzech inżynierów gazownictwa z ważnymi uprawnieniami. Praca na terenie Peterborough/Cambridge/ Bury St Edmunds. Kontrakt na trzy miesiące. Start natychmiastowy. Stawka £15 - £17 za godzinę. Kontakt: Carly Tel. 01489 865 200 Stolarz Spalding Firma Quanta Contracts Ltd zatrudni stolarza z ważną karta CSCS. Praca na cały etat. Start w poniedziałek 5 sierpnia. Stawka £12.50 za godzinę. Kontakt: Jordan 01480 386136 Informatyk Huntingdon S E Marshall and Company Ltd. Zatrudni doświadczonego

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

informatyka. Wymagane co najmniej roczne doświadczenie. Stawka £17.000 - £22.000 rocznie. Kontakt: mkenna@ marshalls-seeds.co.uk Technik pojazdów mechanicznych Peterborough Sieć warsztatów Mr Clutch zatrudni wykwalifikowanego technika pojazdów mechanicznych do pomocy w Peterborough. Wymagane doświadczenie i odpowiednie kwalifikacje. Wynagrodzenie w zależności od doświadczenia. CV wraz z listem motywacyjnym należy wysłać na adres: careers@mrclutch.com lub złożyć aplikację na stronie www.mrclutch.com Kwiaciarka Wellingborough Praca w kwiaciarni w Wellingborough na pół etatu na zastępstwo podczas urlopu macierzyńskiego. Start natychmiastowy. Praca około 15-23 godzin tygodniowo. Stawka najniższa krajowa. Dane osobowe oraz CV należy wysłać na adres: Recruitment.petalcascade@ hotmail.co.uk Roboty ziemne Peterborough Poszukiwani pracownicy z kartą CSCS do robót ziemnych przy nowej budowie. Wymagane doświadczenie i ważna karta CSCS lub CPCS. Praca na cały

etat. Stawka £10 - £12 za godzinę. Kontakt: Andy Johnson Tel: 01234 332960

ca na cały lub pół etatu. Dobre zarobki plus napiwki. Kontakt: Adam Tel 07742 506733

Kierowcy kat. C+E Peterborough/Spalding Drivers Direct Recruitment pilnie poszukuje kierowców kat. C+E do pracy na terenie Peterborough i Spalding. Kandydaci tylko powyżej 25 roku życia. Wymagane doświadczenie i tachograf cyfrowy. Maksymalnie 6 punktów na prawie jazdy. Stawka £9.00 - £15.00 za godzinę. Kontakt: email alfreton@ driversdirect.co.uk lub Tel. 01773 832064

Hydraulik Peterborough Firma Skillbase Ltd zatrudni hydraulików do pracy na terenie Peterborough. Start natychmiastowy. Wymagana karta CSCS. Praca na cały etat. Stawka £8.00 za godzinę. Kontakt: Alex Tel 0115 932 3802

Pracownik administracyjny Peterborough Firma Accident Specialist Ltd zatrudni pracowników administracyjnych do kontaktów z klientami. Wymagana obsługa komputera, własny transport i telefon. Trening zapewniony. Idealny kandydat powinien posługiwać się językiem polskim i litewskim lub polskim i rosyjskim. Praca od poniedziałku do piątku od 10 do 18. Kontakt: 07970686822 lub 01733 555774 Fryzjerka Kettering Express Haircut Company zatrudni doświadczoną fryzjerkę w strzyżeniu męskim do pracy w centrum Kettering. Pra-

Magazynier/operator wózka widłowego Peterborough Simple Recruitment Solutions Ltd zatrudni magazyniera z licencją na wózek widłowy. Praca na nocki w godzinach od 22 do 6 rano. Do obowiązków należeć będzie załadunek i rozładunek ciężarówek, wypełnianie dokumentów i pomoc w pracy w magazynie. Start natychmiastowy. Stawka £7.00 - £9.00 za godzinę. Kontakt przez Job center Job ID 2862639 Sprzątanie Ely Integrated Cleaning Management Ltd zatrudni osobę do sprzątania w piątki przez dwie godziny. Do obowiązków należeć będzie odkurzanie, ścieranie kurzy i sprzątanie toalet. Stawka £7.00 za godzinę. Kontakt: David Ifasawo Tel 07534 520381 (pomiędzy 9 a 15)

Magazynier/Operator wózka widłowego Cambridge Manpower UK zatrudni magazyniera z licencją na wózek widłowy typu Counter Balance i Reach Fork Lift. Praca na cały etat. Stawka £15.000 - £16.000 rocznie. Kontakt: 01223 351 745 lub 01895 205201 Jeśli jesteś pracodawcą i szukasz pracownika napisz o tym do naszej redakcji na adres: redakcja@naszestrony.co.uk

ofeta na str.28

INFORMACJA DLA CZYTELNIKÓW NASZYCH STRON Odkąd publikujemy ogłoszenia dotyczące ofert pracy, odbieramy coraz więcej telefonów dotyczących pomocy w przeprowadzeniu pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej z podanymi w ogłoszeniach pracodawcami. Niejednokrotnie zdarzają się również prośby o potwierdzenie szczegółów dotyczących poszczególnych pracodawców. Pytania dotyczą informacji na temat okresowości wypłat (tygodniówka, dwutygodniówka), czasu i miejsca pracy (wymiar godzin, adres gdzie praca będzie wykonywana), lub też czy jest to praca na kontrakt stały czy tymczasowy? Dlatego też w niniejszym ogłoszeniu chcielibyśmy wyjaśnić, iż redakcja gazety Nasze Strony nie prowadzi czynności wyżej opisanych i nie dysponuje dodatkowymi informacjami ponad te, które są publikowane. redakcja

www.naszestrony.co.uk


25

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Kupujesz jajka w markecie czy w osiedlowym sklepie? Sprawdzasz czy są oznaczone?

Właściciele banków nie widzą przyszłości w tym mieście!

Kwestionowali mięso, teraz nierentowność wezmą się za polskie jaja sprawia że Banki

uciekaja z Holbeach

market w uk Polska jest jednym z największych eksporterów jaj w Europie. Rodzinne farmy, w których jaja znosi po 130 tys kur dziennie, produkują nadpodaż. Eksport i spożycie spada, hodowcy są zmuszeni wybijać część kur, by nie pogłębiać trudnej sytuacji. Do sprawy swoje trzy grosze dorzucają dziś inspektorzy sanitarni z wysp, którzy twierdzą, że polskie nieznaczone jaja zalewają brytyjski rynek. Nie wiele brakuje, by na naszych oczach doszło do kolejnego skandalu spożywczego. Brytyjscy inspektorzy badający sprawę twierdzą, że w polskich sklepach jest coraz więcej nieoznakowanych kurzych jaj, które są sprowadzane z Polski. Ich cena w kraju gdzie zostały wyprodukowane jest obecnie tak niska, że sprzedaż w kraju nie gwarantuje utrzymania kosztów hodowli kur. Zarzuty są poważne. Inspektorzy twierdzą, że producenci stojąc przed widmem bankructwa bo pasze wciąż drożeją, a zbyt wciąż maleje, decydują się coraz częściej wprowadzać na rynek europejski jaja nieznakowane. Badaniem sprawy na obecnym etapie zajmują się brytyjscy producenci zrzeszeni w British Free Range Egg Producers’ Association (BFREPA) farmerzy, którzy

występującym coraz częściej zjawiskiem starają się zainteresować brytyjskich parlamentarzystów. Nieznakowane polskie jaja dla brytyjskich producentów są porównywane do podróbek, które nie dość, że nie pozwalają na identyfikację hodowli, z której pochodzą, to w chwili wystąpienia chorób nie umożliwiają wykluczenia ich ze sprzedaży z innych sklepów. Właścicieli sklepów z polską żywnością do importowania nieznaczonych jaj zachęca przede wszystkim ich niska cena. Nie są znaczone, więc nikt nie zapłacił za ich zbadanie. Niestety dzięki temu nie ma gwarancji w jakich warunkach prowadzona jest hodowla, na co zawsze uwagę zwracają inspektorzy sanitarni.

Brytyjczycy wskazują, że większość polskich hodowli, to takie gdzie tysiące kur umieszcza się w klatkach, dzięki czemu są elementem masowej produkcji. Tymczasem jaja pochodzące od brytyjskich kur posiadają - jak wskazują lokalni producenci, są dokładne oznakowanie i można szybko stwierdzić z jakiej hodowli pochodzą, jaką jakość uzyskały w czasie badań oraz jaką dzięki tym czynnikom otrzymały klasę. To finalnie decyduje o ich cenie rynkowej. Nieznaczone jaja, które pojawiły się w polskich sklepach, są wobec szeregu zarzutów coraz bliżej kolejnego spożywczego skandalu. Już niebawem może być o nich bardzo głośno. newsman

www.naszestrony.co.uk

holbeach Kolejny bank zamyka swój oddział w miasteczku Holbech, Lincolnshire. Barclays zapowiedział likwidacje swojego oddziału w z dniem 11 października br. Wcześniej Natwest zrobił to samo tłumacząc, że jego placówka w Holbeach była po prostu nierentowna. Barclays tłumaczy się tak samo twierdząc, że jego oddział nie cieszy się zbyt dużym zainteresowaniem wśród swoich klientów. Od 11 października klienci tego banku chcąc załatwić jakąś sprawę będą musieli skorzystać z usług z oddalonego o 5 mil oddziału w

Long Sutton lub 16 mil dalej w Spalding. Joan Woolard, radny Holbeach jest zdegustowany tą decyzją mówiąc “Jest to kolejna zła wiadomość dla mieszkańców Holbeach. Zwłaszcza dla starszych osób, którzy nie są zmotoryzowani, a wyprawa od 5-ciu czy 16 mil autobusem, by załatwić sprawy jest dla nich sporym utrudnieniem”. Radny napisał wniosek do banku Barclays z zażaleniem odnośnie ogłoszonej decyzji. Niestety bank nie chce zmienić swojej decyzji. Dwie osoby które pracują w tym oddziale zostaną przeniesione do innych okolicznych miast zachowując swoje miejsca pracy. K.S.


26

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Wielkie otwarcie zaplanowano już na 19 sierpnia ...

Reakcja przypadkowych przechodniów była zdecydowana, a tych z pogotowia żadna!

polacy odważniejsi niz lekarze! Już niebawem Wielka Brytania otwarcie nowego Morrisons’a 42 letni Neville Milner zasługuje swoje życie dwóm Polakom, którzy widząc jak walczy z wodą bez namysłu ruszyli z pomocą wskakując do rzeki Jubilee. Tymczasem 30 letni Brytyjczyk Michael Thornton nie żyje. Jego utonięciu bezczynnie przyglądali się lekarze, którzy odmówili wskoczyć do wody ze względu na własne bezpieczeństwo.

bedford Mieszkańcy Bedford już niebawem będą mieli do swojej dyspozycji nowy market pod banderą Morrisons’a. Od stycznia br. przy Ampthill Road trwały prace związane z jego budową, które niejednokrotnie były zmorą przejeżdżających obok kierowców. Na szczęście prace budowlane dobiegają już końca i niebawem nie powinno być w tym miejscu żadnych utrudnień drogowych. Wielkie otwarcie marketu Morri-

sons’a zaplanowano na 19 sierpnia (poniedziałek) o godzinie 9:00 rano. Oficjalną wstęgę w dniu otwarcia ma przeciąć grupa radnych, która od samego początku popierała ten projekt. Byli oczywiście też tacy, którzy definitywnie sprzeciwiali się tej inwestycji, głównie z powodu konieczności wycięcia jednego z unikalnych drzew z rodziny wiązowatych. Warto również dodać, że w dniu otwarcia marketu będzie już czynna stacja paliw Morrisons, która ma oferować paliwa w konkurencyjnych cenach.. K.S.

Slough, na zachód od Londynu, rzeka Jubilee - to miejsce, gdzie doszło do zdarzenia, które szybko obiegło media, a uczestniczący w nim Polacy wychwalani są jako bohaterowie. To nie pierwszy tego rodzaju przypadek, że nasi rodacy są gotowi ryzykować własnym życie, by ocalić kogoś innego. 14 lipca dwóch Polaków szło wzdłuż ulicy Windsor Road. Z dużej odległości zauważyli, że w płytkiej rzece stoi mężczyzna, który usiłuje pomóc swojemu psu wydostać się z wody na brzeg. 42 letni Neville Milner (na zdj. po lewej) wyszedł tego ranka na spacer ze swoim czworonożnym pupilem o imieniu Rocco. W pewnym momencie pies wskoczył do wody. Właściciel widząc, że zwierze nie może samo poradzić sobie z wyjściem z wody, postanowił mu pomóc. Prąd rzeczny zaczął jednak wciągać również i właściciela. Widzący to, przechodzący w pobliżu Polacy wskoczyli do rzeki. Z powodzeniem wyciągnęli na brzeg zarówno psa jak i jego właściciela. Obserwujący zdarzenie przechodnie oczekiwali w gotowości na brzegu rzeki, gdzie

W SKRÓCIE: Kliknij i odbierz gotowe zakupy w Asdzie Klienci supermarketu Asda w Corby od teraz będą mogli zrobić zakupy przez Internet i odebrać je osobiście bez konieczności czekania na dostawę ze sklepu. Nowy serwis click and collect ruszy już w poniedziałek 5 sierpnia o godzinie 8 rano. Zamawiając przez Internet bez dodatkowych opłat klienci będą mogli podjechać samochodem do specjalnego punktu przy supermarkecie Asda przy Phoenix Park Way i zapakować do bagażnika gotowe zakupy. Nowa usługa ma ułatwić zakupy swoim klientom i oszczędzić im czasu oraz stania w kolejkach. Dodatkowym atutem jest możliwość wyboru godziny odebrania zakupów w dogodnym dla nas czasie. J.O. www.naszestrony.co.uk

40 latkowi udzielono niezbędnej pomocy. Brytyjczyk po całym zajściu nie szczędził słów pochwał swym wybawcom. W wywiadzie udzielonym lokalnej gazecie porównał Polaków do aniołów stróży, którym zawdzięcza życie. Czyn bez wątpienia zasługujący na pochwałę. Zupełnie inaczej potoczyła się historia 30 letniego Brytyjczyka, który utonął w listopadzie ub. r. na terenie hrabstwa Somerset. Michael Thornton (na zdj.po prawej) po wieczorze spędzonym w pubie, skorzystał z pomocy znajomego Matthew Braddicka, który zadeklarował, że odwiezie go do domu swym Land Roverem. Z dwójką mężczyzn do terenowego samochodu wsiadł jeszcze jeden wspólny znajomy. Ruszyli. Po kilku milach ich pojazd nagle zjechał z wąskiej drogi. Przy prędkości 30 mph/h wpadli do rowu wypełnionego wodą. Kierowca wspólnie z drugim pasażerem wyciągnęli Thortona z samochodu. Na dachu zanurzonego w wodzie pojazdu starali się przeprowadzić jego reanimacje. W międzyczasie

świadkowie zdarzenia wezwali pomoc. Po przyjeździe ambulansu uczestnicy wypadku reanimujący kolegę doznali prawdziwego szoku. Medycy odmówili wejścia do wody, odmawiając tym samym przejęcia akcji reanimacyjnej, podając za przyczynę względy bezpieczeństwa. Wody w rowie było po ramiona, a lekarze stali na brzegu. Niestety nie udało się uratować Matthew Braddick. Jak później stwierdzono zmarł w wyniku poważnych obrażeń głowy. Do śmierci przyczynił się również fakt, że tuż po wypadku poszkodowany przebywał pod wodą. Jako przyczynę śmierci koroner zapisał utonięcie. W płucach denata znaleziono wodę. Kierowca pojazdu został ukarany przez sąd 40 miesięcznym zakazem prowadzenia pojazdu. W chwili wypadku był pod wpływem alkoholu. Koroner prowadzący śledztwo wyraził gniew na reakcję lekarzy, którzy powstrzymali się od wejścia do wody. Kierownictw pogotowia uznało, że podjęli oni właściwą ocenę ryzyka decydując się pozostać na brzegu. newsman


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk

27


28

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Po pierwszych meczach LM i LE

Coś o najstarszych zawodach

Na razie odpadł jeden PIŁKA NOŻNA Polskie zespoły występujące w eliminacjach piłkarskiej Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej mają pierwszą rundę za sobą. Obaw było sporo, gdyż większość z nich szybko kończy występy. Odpadł tylko Piast Gliwice, dla którego mecze z Karabachem Agdam w LE były debiutem na międzynarodowym forum. Piast nie jest pierwszą rodzimą drużyną, którą Azerowie wyeliminowali z rozgrywek europejskich. Trzy lata temu Wisła Kraków najpierw przegrała u siebie z Karabachem 0-1, a w rewanżu w Baku, wiślacy przegrywali już 0-3 i zanosiło się na pogrom. Pod koniec meczu obudzili się, zmniejszając straty do 2-3, ale odpadli z LE. Od tamtych spotkań futbol w tym zakaukaskim kraju rozwinął się, bo pojawiają się w nim coraz większe pieniądze, które skusiły nawet polskich zawodników: pomocnika Marcina Burkhardta oraz bramkarzy Dawida Pietrzkiewicza i Łukasza Sapelę. Drużyna z Gliwic mogła jednak awansować. W rewanżu prowadziła u siebie, w II połowie powinna zapewnić sobie bezpieczną przewagę, ale nie umiała tego zrobić. W dogrywce straciła gola, co dało awans Azerom, w pewnej mierze zmobilizowanym przez śląskich kibiców. Podczas meczu wywiesili oni flagę Górnego Karabachu, terytorium ormiańskiego, które za czasów ZSRR należało jednak do Azerbejdżanu. 19 lat temu Ormianie pod długich walkach odzyskali je, ale spór trwa. Teraz przedstawiciele klubu z Agdam zapowiedzieli protest do UEFA. Nic nie słychać natomiast o dokonaniach kibiców Śląska Wrocław, których drużyna wyeliminowała w LE zespół z Czarnogóry, Rudar Plevlja. W ubiegłym roku pojechali do tego kraju na mecz z Buducznostią Podgorica i doszło tam do walk z miejscowymi – zachowują się oni prowokująco

wobec wszystkich sympatyków przyjezdnych drużyn, czego doświadczyli też m.in. kibice angielscy – wspieranymi do tego przez policję. Tym razem było spokojnie, ale zawiedli piłkarze Śląska. Łatwo wygrali w domu, na wyjeździe prowadzili 2-0, ale pozwolili rywalom wyrównać. Szkoda, bo nasze zespoły źle stoją w klasyfikacji UEFA, a każda wygrana to dodatkowe w niej punkty. Nie zawiedli z kolei zawodnicy Lecha Poznań (LE), ale podczas wyjazdu do Finlandii skandalicznie zachowywali się ich kibice. Na miejscu wywoływali awantury i bójki, a w drodze powrotnej na promie robili sobie „promocje” w sklepach, czyli jak niektóre źródła podały, nie płacili za towar. Mówiąc normalnie, kradli. Spore obawy były przed wyjazdowym meczem Legii z mistrzem Walii, The New Saints FC. Mimo szumnych zapowiedzi, do Wrexham – tam odbyło się spotkanie – dotarło mniej niż oczekiwano warszawskich kibiców i zachowywali się normalnie. Legioniści wygrali oba mecze i są w kolejnej fazie eliminacji LM, ale wbrew powszechnej opinii, nie zachwycili. W Legii zdaje się też tego nie zauważyli i pewnie się czują przed meczami z norweskim Molde FK. – Mocny rywal, ale w naszym zasięgu, prezentuje poziom podobny do Rosenborgu Trondheim – stwierdził trener Jan Urban. Jakby zapomniał, że Rosenborg wyeliminował Legię w ubiegłym roku w LE. Marzenia o fazie grupowej LM znowu mogą szybko się skończyć. Dalej powinien dostać się Lech, którzy mierzy się z Żalgirisem Wilno, prowadzonym przez polskiego trenera, Marka Zuba i z Polakem w składzie, Kamilem Bilińskim. W Wilnie większe obawy mają jednak przed kibicami z Poznania. – Mogą być bardzo agresywni – stwierdził Marek Zub. Wątpliwe jest, żeby do IV rundy LE dostał się do Śląsk. Trafił na Club Brugge, a belgijski futbol jest na fali wznoszącej. (bp)

Zabierają sobie prochy

krykiet Jak co roku, krykieciści Anglii i Australii rozgrywają słynne „The Ashes”. Większość z nas, Polaków, wciąż nie rozumie o co chodzi, spróbujmy więc może nieco przybliżyć ideę tego sportu i tych jakże ważnych dla miejscowych, zawodów. Jedno w krykiecie brzmi znajomo - mecze rozgrywane są między dwiema drużynami po jedenastu zawodników. I to by było na tyle podobieństw z piłką nożną... Tymczasem sport ten jest popularny w wielu krajach na świecie, choć przede wszystkim w tych należących do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Niektóre z tych krajów mają tzw. test status – i to one mogą rozgrywać między sobą mecze krykieta w najwyższej klasie rozgrywkowej. Te kraje to: Anglia, Australia, Nowa Zelandia, Indie, Pakistan, Sri Lanka, Bangladesz, Zimbabwe, RPA, Indie Zachodnie (wspólna reprezentacja Karaibów). A co to za mecze testowe? To właśnie ta żmudna, najdłuższa, ale i tradycyjna odmiana gry. Mecz może trwać aż pięć dni (po ok. 6 godzin dziennie), a zwyczajowo grane serie to 2–5 meczów. W ten sposób, jak chcą puryści, najdokładniej i naprawdę „testuje” się umiejętności poszczególnych teamów. Są jednak i mecze jednodniowe (ODI – one day internationals albo limited over games). Te trwają “zaledwie” do 7,5 godziny. Rozgrywa się również Twenty20. Jest to najkrótsza i najnowsza odmiana krykieta (czas trwania ok. 3,5 godziny). Niedawno w radiu BBC toczyła się dyskusja, czy te krótsze formy nie są lepsze, wszak a w takich Indiach, gdzie publiczność jest ogromna, cieszą się one sporą popularnością. Nie jest zaskoczeniem, że podobna idea spotkała się z umiarkowanym poparciem konserwatywnych komentatorów brytyjskich.

www.naszestrony.co.uk

Wiekowe rozgrywki W całej sprawie chodzi nie tylko o brytyjski konserwatyzm, ale też o naprawdę długą historię rozgrywek. Już w XIX wieku rozgrywano mecze międzynarodowe. Pierwsze takie spotkanie odbyło się w 1844 roku w Elysian Fields w New Jersey, a zmierzyły się ze sobą reprezentacje USA i Kanady. W 1859 r. Anglicy wybrali się na pierwsze w historii zamorskie tournée do Ameryki Północnej, a osiemnaście lat później, w 1877, odbył się pierwszy w historii Test Match – w Melbourne Anglia zmierzyła się z Australią. Tak więc rzecz jest znacznie starsza, niż np. mistrzostwa świata w piłce nożnej. I tu oczywiście musiało przyjść nowe. W 1963 r. w Anglii zmodyfikowano zasady, umożliwiając rozgrywanie nowego typu meczów – o odgórnie ustalonej liczbie tzw. overów. Osiem lat później, na podstawie tego przepisu, zaczęto wreszcie rozgrywać mecze jednodniowe.W 1975 r. odbyły się pierwsze Mistrzostwa Świata tej formy krykieta. Od tego momentu ODI stopniowo zdobywały coraz większą popularność kosztem meczów wielodniowych. Na początku XXI w. dłuższa odmiana krykieta zaczęła co prawda odzyskiwać popularność, ale w tym samym okresie pojawiła się kolejna odmiana z ograniczoną liczbą overów – Twenty20. Popioły The Ashes to seria meczów testowych rozgrywanych tylko pomiędzy Anglią i Australia. Turniej

obejmuje pięć pięciodniowych meczów testowych, każdy rozgrywany w dwóch tzw. innings. Oficjalnie od 1882 r. Nazwa powstała po tym, kiedy brytyjska gazeta The Sporting Times zamieściła w 1882 r. satyryczny „nekrolog”, kiedy „Kangury” pokonały „Pommies” na ich własnej ziemi. Tekst mówił o tym, że „angielski krykiet zmarł, ciało zostanie skremowane, a prochy zabrane do Australii”. Angielskie media nazwały wobec tego następną angielską podróż na Antypody, wyprawą mającą na celu odzyskać prochy („The Ashes”). W trakcie tej imprezy rzeczywiście mała urna została sprezentowana angielskiemu kapitanowi Ivo Bligh przez grupę kobiet z Melbourne. Zawartość mają stanowić rzeczywiście popioły, jednak jakiejś części krykietowego ekwipunku. Aborygeni utrzymywali zaś, że urna zawierała prochy zmarłego krykiecisty Kinga Cole. Urna nie była wszakże oficjalnym trofeum tych zawodów, ale repliki prezentu Bligha były z reguły przechowywane przez zwycięskie zespoły jako symbol. Nieoficjalny, ale ważny. Oryginalne naczynie pozostaje w Marylebone Cricket Club Museum. Zostało ono podarowane tej instytucji przez wdowę po Blighu. Jednak w latach 2006–07 trafiła ona do Australii, gdzie wystawiano ją podczas każdego z test-meczów. Od serii 1998–99 replika Ashes Waterford Crystal jest przekazywana zwycięskiemu zespołowi jako oficjalne trofeum.. (bp)


29

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Mają w planach uruchomienie gry w męskich toaletach, a wyniki chcą wrzucić do sieci

Pisuary grą urozmaicą POBOCZA SPORTU Jest lato, może więc o czymś mniej poważnym? Występująca w Minor League Baseball drużyna Lehigh Valley Iron Pigs dba o kibiców nawet w toalecie. Amerykanie wpadli na pomysł, aby urozmaicić kibicom oddawanie moczu poprzez uruchomienie gry pisuarowej... Na stadionie Coca-Cola Park umieszczone zostaną specjalne „multimedialne” pisuary. Odmienność tych urządzeń polega na tym, że przewidziano w nich specjalne czujniki uruchomiające aplikację, która badać będzie płynący strumień. Dzięki temu mężczyźni oddający mocz będą mogli ze sobą rywalizować. Trzeba się starać, bo potem zliczane będą punkty i na wyświetlaczu ponad pisuarem pojawi się wynik oraz kod z dostępem do internetowego rankingu najlepszych osiągnięć. To nie wszystko – wszyscy obecni na stadionie

dowiedzą się o tych, którzy sikają szczególnie hojnie. Rekordowe wyniki mają być bowiem wyświetlane na trybunach! Sprawa wygląda zupełnie niepoważnie, gdyby nie pewien czynnik. Otóż aplikację przygotowała firma Captive Media, która współpracuje z lokalnym szpitalem. Dzięki przedsięwzięciu mają wszak promować także dbanie o zdrową prostatę.

Podobna aplikacja została także wykorzystana w Amsterdamie. W tutejszej toalecie znajduje się gra o snowboardzie.W grze na lokalnym lotnisku używany jest nietypowy rodzaj „kontrolera”. Komputerową postać zjeżdzającą po ośnieżonym stoku sterować można za pomocą strumienia moczu. I kto by pomyślał, że sikanie może współgrać ze sportem... Jac

KRÓTKO: Gra jest wirtualna i ma coraz więcej graczy!

Gra która pochołonęła tysiące

SPORT MŁODYCH Stworzona przez naszych rodaków gra internetowa o nazwie Total Football Manager zyskuje sobie coraz większą popularność. Co stoi za jej sukcesem? Choć jest to dopiero pierwszy całkowicie polski projekt tego typu to już można mówić o sukcesie. Gra Total Football Manager rozwija się z dnia na dzień za czym w dużej mierze stoi coraz to bardziej rozrastające się grono użytkowników. Gra pozwala wcielić się w rolę menadżera piłkarskiego, który decyduje praktycznie o wszystkim. Można więc rozgrywać i konfigurować mecze, pilnować klubowych finansów czy rozbudowywać stadion. Warto

zaznaczyć, że gra rozgrywana jest w czasie rzeczywistym. Na początku użytkownik musi zaś wybrać czy chce się zatrudnić w już istniejącym klubie czy może stworzyć swój. Gra jest prosta w obsłudze i korzysta się z jej opcji dość intu-

icyjnie. Obecnie w bazie znajduje się ponad 10 tysięcy drużyn i 380 tysięcy zawodników z 220 krajów, a liczba ta ciągle rośnie ze względu na nowych użytkowników tworzących własne kluby. totalfootballmanager.net na podst. Sportmarketing, opr. JP

www.naszestrony.co.uk

Widziane spod Wawelu

Patrzcie na gościa z ŁKS-u!

RED. KRZYSZTOF MRÓWKA INTERIA.PL FELIETON 17 sierpnia zaczyna się nowy sezon w angielskiej ekstraklasie. Jak zwykle ekscytuje to ludzi zarówno nad Tamizą jak i Wisłą. Gdy zaczną grać, do zamknięcia okna transferowego będzie jeszcze dwa tygodnie. Bardzo ciekawych 14 dni. Już teraz wiadomo, że pojawią się nowi, interesujący zawodnicy. Polecam szczególnej uwadze Jozy’ego Altidore (z Alkmaaru do Sunderlandu), Wilfrieda Bony’ego (z Vitesse Arnhem do Swansea za 12 mln funtów), Leroya Fera (z Twente Enschede do Norwich), Victora Wanyamę (z Celtiku do Southamptonu za 12,5 mln - 14 razy więcej, niż wydano za niego w Glasgow), Paulinho (z Corinthians do Tottenhamu za 17 mln, grał krótko w... ŁKS-ie...), Marco van Ginkela (z Vitesse do Chelsea za 8 mln), Alejandro Pozuelo (z Realu Betis Sewilla do Swansea), Andreasa Corneliusa (z Kopenhagi do Cardiff za 7,5 mln). Wyraźnie widać, że angielscy skauci dobrze zdali egzamin oglądali te same mecze i tych samych zawodników, co ja. Altidore, Fer, van Ginkel, Bony wyróżniali się w Holandii i było wiadomo, że długo tam nie pograją. Nie spudłowano także z reprezentantem Brazylii, który występował kiedyś w Polsce, gdy nasze stadiony były jeszczcze klepiskami a Brazylijczykami handlowano na miary autobusowe. Przed nami jednak najlepszy i najgorętszy okres transferowy, z

pasjonującą kulminacją 31 sierpnia. Będzie się działo... Kto powalczy o tytuł? Pod pewnymi warunkami MU (jak wbije się w nową rolę nowy menedżer Moyes, zostanie Rooney czy przejdzie do Chelsea, jakie będą ruchy transferowe, jak spisze się Urugwajczyk Varela?), Chelsea (pozytywy to nowy-stary ambitny menedżer Mourinho, Schurrle i van Ginkel to ciekawe wzmocnienia), MC (odszedł niezrównoważony Tevez - to raczej... wzmocnienie, za darmo ubył Toure, 30 mln wydano na Fernandinho z Szachtara, 17 do 22,9 mln kosztować będzie Navas z Sewilli). Znacznie mniejsze szanse na tytuł mają ciekawe ekipy Arsenalu, Tottenhamu czy Liverpoolu a także hiszpańskiej Swansea (chodzi o nasycenie graczami z Półwyspu Iberyjskiego). Jest pewne, że sezon będzie ciekawy - nowi menedżerowie MU, MC i Chelsea mają wszystko do wygrania i ogromne ciśnienie... Przed sezonem warto sobie uświadomić, że połowa klubów Premiership jest w obcych rękach: Arsenal - Stan Kroenke (USA), Aston Villa - Randy Lerner (USA), Cardiff - Vincent Tan (Malezja, właściciel sfrustrował fanów zmianą barw z niebieskich na czerwone, tłumacząc się przesądami w rodzinie. Zmienił też przydomek drużyny z Bluebirds na Red Dragons), Chelsea - Roman Abramowicz (Rosja), Hull - Assem Allam (Egipt), Liverpool - John W. Henry (USA), Manchester City - szejk Mansour (Zjednoczone Emiraty Arabskie), Manchester United - Malcolm Glazer (USA), Sunderland - Ellis Short (USA). Fulham - Shahid Khan (Pakistan, najnowszy właściciel klubu z Premier League. Miliarder z Pakistanu, żyjący w USA, wydał 150 milionów funtów. Wcześniej Fulham należał do Egipcjanina Mohameda Al Fayeda). Tu się nie oszczędza pieniędzy, to gra na wielkie stawki - kto głupio inwestuje, przegrywa (Fernandes, QPR). Po prostu wyczyn na najwyższym światowym poziomie sportowym i organizacyjnym. I niech tak zostanie.


30

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Piłkarski Puchar Kettering United - impreza, która bez wątpienia przejdzie do historii!

Na początek Swindon

Jutro zaczyna Najlepiej grali ci z Corby się tu sezon

PIŁKA NOŻNA Tytułowe słowa pochodzą z piosenki Krystyny Prońko, ale o tym, że zaczyna się piłkarski sezon ligowy w Anglii na pewno „wszyscy ludzie wiedzą”. Po trzech miesiącach od zakończenia rozgrywek Championship zespół Peterborough United rozpoczyna nowe zmagania. Niestety, w League One, bo poprzednie zakończyły się degradacją. Na początek, w sobotę, 3 sierpnia (godz. 15), na London Road przyjedzie Swindon Town, który w poprzednich rozgrywkach dotarł do baraży, decydujących o awansie. A już we wtorek, 6 sierpnia, „The Posh” czeka wyjazd do Colchester na spotkanie Pucharu Ligi. Po spadku oczekiwania zawsze i wszędzie są takie same. Wszyscy myślą o odzyskaniu niedawnej pozycji, czyli awansie. Często jednak zdarza się, że ucieka kto może, a chętnych do przyjścia brakuje. Jak na razie, na London Road do niczego takiego nie doszło i drużyna nie rozpadła się, chociaż niektórzy piłkarze głośno o tym mówili, jak Gabby Zakuani. Mówiło się m.in. o odejściu Lee Tomlina – dostał propozycję przedłużenia kontraktu – czy Tommy Rowe, ale oni wciąż są w zespole. Propozycji dla nich, czy innych graczy, ponoć nie brakowało, ale oferentów nie było stać na transfery, a poza tym wiele wskazuje, że Peterborough raczej nie było skore do sprzedaży. Mało tego, udało się podpisać nowe kontrakty, jak np. czteroletni z Jackiem Payne, który do tej pory było tylko wypożyczony z Gillingham. Do beniaminka Premier League, Crystal Palace, odszedł natomiast młody napastnik Dwight Gayle, którym interesowało się kilka klubów, ale działaniem na szkodę

„Posh” i jednocześnie grzechem byłoby nie skorzystanie z oferty londyńczyków. Jak utrzymuje „Peterborough Telegraph” zapłacili oni aż 6 mln funtów. Takie pieniądze bierze się od razu, zwłaszcza, że po spadku ligowym wszystkich dotyka kolejny, czyli spadek dochodów. Przypomnijmy też, że przyszedł on za 500 tys. z Dagenham & Redbridge. Przebitka jest więc bardzo wysoka. Jak na razie klubowi z Cambridgeshire nie udało się pozyskać graczy, którzy w znaczący sposób wpłynęliby na jego grę. Starano się m.in. o skrzydłowego Patricka (Paddy) McCourta, zawodnika Celtic Glasgow i reprezentacji Irlandii Północnej, ale odrzucił on ofertę, gdyż nie chce grać w League One. Myśli się też o rozgrywającym Marlonie Packu z Cheltenham Town. Przyszedł urodzony na Wyspach młody amerykański bramkarz, Charlie Horton, ale jeszcze musi się uczyć. – Ma ogromny potencjał, ale jest zawodnikiem przyszłościowym – stwierdził trener bramkarzy, Jimmy Walker. Co oznacza, że w tym sezonie nie będzie bronił. Ważne dla klubu rzeczy dzieją się nie tylko na rynku transferowym. Radni miasta decydują bowiem o przyszłości stadionu przy London Road, a nie brakuje przeciwnych jego przebudowie. – To może być kamień milowy w historii klubu. Ta inwestycja przyniesie korzyści nie tylko nam, ale także lokalnej społeczności – podkreślał prezes Bob Symns. Prace na stadionie – jest to w pewnej mierze historyczne miejsce, bo pierwszy obiekt powstał tam w 1913 roku – miałyby się rozpocząć już we wrześniu i potrwałyby przez rok. Po ich zakończeniu pojemność spadłaby do 13 tys., ale byłby to nowocześniejszy i ładniejszy stadion, który Peterborough United wydzierżawiłby na 25 lat. (bp)

więcej zdjęć z turnieju w Internecie: www.naszestrony.co.uk

SPORT MASOWY Ten turniej musiał się udać. Jeszcze zanim rozpoczęła się rywalizacja w Kettering United Cup – jego organizatorem były klub sportowy PL United i Polish Masters – ze wszystkich przesłanek wynikało, że jest to trafiony pomysł. - Musieliśmy nawet odmówić dziesięciu zespołom – mówił trener PL United i jeden z organizatorów, Grzegorz Misiura. Chętnych do gry bowiem nie brakowało. Rywalizowało 20 ekip, nie tylko polskich i może jedynie ci, którzy usłyszeli odmowę, mogli być w jakiś sposób nieusatysfakcjonowani. Trener Misiura zapowiedział jednak kolejne podobne imprezy. Zwłaszcza, że po tej pierwszej, która odbyła się w sobotę, 27 lipca – redakcja „Naszych Stron” była patronem medialnym – jej uczestnicy też dopytywali się, kiedy będzie okazja do kolejnych zmagań. Niezależnie od wyniku, każdy, nie tylko sami gracze, ale również widzowie, wyjeżdżał zadowolony i uśmiechnięty. Wszystko ułożyło się tak, jak zostało zaplanowane. Piłkarze mogli wykazać się swymi umiejętnościami, rodziny im pokibicować, a najmłodsi - zwłaszcza ci, których futbol niespecjalnie pociągał - bawili się, korzystając z przeróżnych atrakcji zapewnionych przez

www.naszestrony.co.uk

organizatorów. Do tego była piękna słoneczna pagoda. Czegóż więcej wymagać? Trzeba też pochwalić samych graczy. Dzięki temu już mecze grupowe stały na bardzo wysokim poziomie i były bardzo wyrównane. W kilku przypadkach o awansie do fazy pucharowej decydowała jedna bramka. W ćwierćfinałach Pl United II wygrał z Drink Team Wellingborough 1-0, CFC Corby pokonał Red and White Peterborough 1-0. Natomiast Pędzące Imadła Hull zwyciężyły z Internazionale Warrington po rzutach karnych 2-1, gdyż w regulaminowy czasie było 0-0. W taki sam sposób awans uzyskał zespół Sena Huntingdon, który pokonał Pl United I 2-0 (w normalnym czasie był bezbramkowy remis). Podobnie zacięte były półfinały. W pierwszym starciu doszło w nich do sporej sensacji. CFC Corby niespodziewanie pokonał 1-0 jednego z faworytów do pierwszego miejsca, Pl United II. O kolejnym awansie znowu musiały przesądzić rzuty karne, bo mecz zakończył się wynikiem 0-0. Szczęście uśmiechnęło się do Sena Huntingdon, która to ekipa wygrała 3-2 z Pędzącymi Imadłami. Zespół z Hull musiał zadowolić się trzecią lokatą, ogrywając 1-0 gościnną drużynę Pl United II, a w wielkim finale CFC Corby rozbił 3-0 Sena Huntingdon. Trzy czołowe zespoły otrzymały okazałe puchary i medale.

Natomiast najlepsi zawodnicy puchary i nagrody rzeczowe. Najlepszym bramkarzem został wybrany Karol Banach z Sena Huntingdon, królem strzelców Grzegorz Misiura (Pl United II). - Wielkie podziękowania należą się sponsorom zawodów w Kettering, gdyż bez ich wsparcia turniej nie doszedłby do skutku – podkreślają organizatorzy. – Wiele mamy do zawdzięczenia polskiej piekarni Eunice Huntingdon i jej właścicielowi, panu Marcinowi. Polski sklep Biedronka z Peterborough obdarzył nas z kolei kiełbasą i sosami. Radio Emi przeprowadziło relację z turnieju, a „Nasze Strony” pisały się o nim duzo wcześniej. Wszelkie obawy uczestników rozwiewały z kolei najwiekszeodszkodowania.co.uk Jak widać organizatorzy zabezpieczyli się ze wszystkich stron – tak właśnie powinno dziać się podczas wszelakich imprez – ale gdyby nie grono wolontariuszy, często samych piłkarzy i innych wspomagających osób, różnie mogłoby to wszystko wyglądać. - Chciałbym też bardzo serdeczne podziękowania złożyć wszystkim zawodnikom naszego zespołu za pomoc w organizacji oraz naszym żonom i dziewczynom za ich olbrzymi wysiłek – powiedział po zawodach Grzegorz Misiura – Osobne słowa podziękowania kieruję do arbitrów prowadzących spotkania, do Martina Kukolika ze Słowacji, Łukasza Kowalewskiego oraz dwóch angielskich sędziów Steve’a i Allana, którzy naprawdę włożyli w sędziowanie całe serce. Jeszcze raz dziękuje wszystkim za pomoc, bo uśmiechy zawodników i cieple słowa uznania bardzo nas cieszą. I jak obiecywałem, jeszcze zorganizujemy taki turniej. Nieocenioną pomoc zaoferowała firma Nefretete, która jest głównym sponsorem drużynyod początku jej istnienia. Podziękowania należą się również Pawłowi Strzeleckiemu za utrzymanie porządku w grupach. Dziękujemy wam wszystkim! dodaje Grzegorz Misiura nie kryjąc zadowolenia z imprezy. (bp)


31

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

MŚ w publicznej TV

Zawsze to coś

FINANSE W SPORCIE To czy bardzo ważne wydarzenia sportowe będą pokazywane z publicznych telewizjach, to zawsze kluczowa kwestia dla kibiców. I jest dla nich dobra wiadomość FIFA i UEFA przegrały batalię związaną ze sprzedażą praw do piłkarskich Mistrzostw Świata i Europy, związaną z rynkiem brytyjskim. Piłkarskie organizacje należą do najbogatszych i wciąż łasych na forsę instytucji sportowych. Kontrowersje budzi np. system organizacji wielkich imprez, w których organizator bezpośredni (państwo) może być stratny – co często się zdarza – ale tuzy futbolowe (te zza biurka) zawsze wyjdą na swoje. A ludzie chcieliby przynajmniej pooglądać za darmo – tzn. za swoją licencję telewizyjną – mecze reprezentacji w swoim odbiorniku. Organizacje piłkarskie widzą tę kwestię oczywiście inaczej. Jednak w 2011 roku Europejski Trybunał Generalny pozwolił Wielkiej Brytanii, na utrzymanie piłkarskiego Euro i Mundialu na liście chronionych wydarzeń sportowych, które muszą znaleźć się w publicznej telewizji. Oznacza to, że wspomniane turnieje nie mogą być sprzedawane na wyłączność komercyjnym stacjom. Podobne prawo działa również w Polsce. FIFA i UEFA próbowały zmienić ten stan rzeczy. Argumentowały, że przez taką decyzję, nie będzie można sprzedać praw telewizyjnych po rzeczywistej cenie, bowiem ich obecność u kilku nadawców obniża ich wartość. Europejski Trybunał Sprawiedliwości nie uznał jednak tej argumentacji. W związku z tym, BBC i ITV już zabezpieczyły prawa nadawcze do Mundialu w 2014 roku. Nie znaczy to, że organizacje futbolowe nie zarobią: FIFA będzie i tak do przodu ponad 1,3 miliarda euro dzięki Mistrzostwom Świata w Brazylii, zaś UEFA – zarobi setki milionów dolarów za najbliższe Euro. Jac

Polska Gazeta Lokalna Nasze Strony Czytaj nas w Internecie: Polish Local Newspaper Nasze Strony

www.naszestrony.co.uk

Newsbridge Publishing & Advertising Agency. Nasze Strony - nakład 2.000 sztuk, Redaktor Naczelny: Adam Andrzejko, tel.074021 80554, kontakt@naszestrony.co.uk. Redakcja East Anglia: Joanna Owsiana, tel.: 075 950 28 800, redakcja@naszestrony.co.uk. Reklama / Advertising: Krzysztof Szczepaniak, tel.: 077 951 48 565, reklama@naszestrony.co.uk. Dział Sportowy: Jacek Przybyło, tel.: 075 217 495 22, sport@naszestrony.co.uk; Fotografie / zdjęcia: Rafał Marcinkiewicz: tel. 075 140 974 27. Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzegamy sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. Za treść ogłoszeń i reklam redakcja nie odpowiada. Nie uzasadniamy powodów niepublikowania tekstów. Termin wnoszenia o sprostowanie lub uzupełnienie treści to okres 14 dni od publikacji.

Wydawcą Polskiej Gazety Lokalnej Nasze Strony jest Newsbridge Publishing & Advertising Agency - spółka zarejestrowana w Companies House pod numerem 07675386. Wszelkie spory dotyczące treści zamieszczonych w gazecie rozstrzygać można na drodze postępowania administracyjnego i cywilnego w urzędach i sądach brytyjskich, właściwych dla siedziby spółki. www.naszestrony.co.uk



NS81