Page 23

23

wielka brytania

poznaj swoje prawa cambridge

Rozmowy z ofiarami poważnych wypadków w miejscu pracy są chyba dla mnie największym wyzwaniem, którego muszę podejmować się częściej niż bym tego sobie życzyła. Wolę nie wspominać o rozmowach z wdowami, które w pracy straciły swoich mężów, wdowami z dwójką lub trójką maleńkich dzieci. Pobieranie zeznań i wywiady z okaleczonymi przez wypadek pracownikami to dla przedstawiciela brytyjskiego HSE konieczność, nie zaś wybór. Podczas swojej pracy w HSE (brytyjski odpowiednik polskiej Państwowej Inspekcji Pracy) wielokrotnie obserwowałam zniechęcone losem twarze młodych ofiar, którym wypadek pomieszał plany na przyszłość. Trudno zrozumieć ból człowieka, który w wyniku wypadku pozbawiony został ramienia bądź obu kończyn. Kalectwo oznacza dla niego utratę dochodu, a bez stałego przypływu pieniędzy, nie będzie on w stanie utrzymać rodziny i godnie żyć. A godne życie to jeden z powodów, dla którego młodzi Polacy przybyli na Wyspy. Kalectwo trudno również nam pojąć z tego powodu, iż otaczająca nas codzienność - mimo iż brutalna – bezpośrednio nas nie dotyczy. Czytamy i słyszymy o wypadkach, śmierci i ludzkich tragediach, jednak nie wzbudzają w nas one już silnych uczuć. Jest ich zbyt wiele, uodporniliśmy się.

Wypadek w Essex? Ah, to przecież nie nasz region. Sąsiedzi u nas wszyscy zdrowi, mąż przyjaciółki pracuje przy rzodkiewkach już szósty rok i żyje, a do tego dosyć dobrze zarabia bo „łapie” nadgodziny. Nie żyjemy w luksusie, ale dzieciaki mają nowego iPhone’a, ja mogę sobie kupić mały zgrabny kobiecy samochód, a mojego faceta stać na częstsze wypady do B&Q (zmieniamy podłogę w salonie). Człowiek ma w sobie to coś, że jak już się do czegoś przyzwyczai i to polubi, to jak mu to odebrać, to wychod-

ENACA45.indd 23

zi z niego 5-letnie dziecko, rzuca się na podłogę i krzyczy wniebogłosy. Całkowicie normalna reakcja. No cóż, nikt nam nie powiedział, że gatunek ludzki to gatunek doskonały. Mamy swoje małe niedociągnięcia. To wyobraźcie sobie teraz, że wasz partner wstaje o szóstej rano w poniedziałek, cmoka was w zaspany policzek i mknie do pracy, jak zawsze. W pracy jak codzień - nie siedzi się, a pracuje – szybko i ciężko. Kultura bezpiecznej pracy nieistniejąca, znikoma lub grupowo ignorowana – brak przykładu z góry. A co tam, ważne, żeby „nałapać” godzin. Pięć minut po przerwie – Bam! Wałek złapał za kawałek rękawa i zanim zdążył ktoś zwrócić uwagę, ręka delikwenta znalazła się pod ciężkim kawałkiem żelaza – nie tylko całkowicie zgnieciona i pogruchotana – ale kręcąca się w koło wraz z ruchem wałka przy maszynie dopóty, dopóki ktoś nie naciśnął czerwony przycisk STOP. Ofiara w szoku z wiszącym kikutem, reszta ręki gdzieś w okolicach nieszczęsnego wałka. Sadystyczny opis? Owszem, ale prawdziwy. Prawdopodobna przyczyna wypadku: brak osłony na wałku, pracownik nieprzeszkolony, albo szkolenia nie zrozumiał, bo było szybko i do tego po angielsku. Pracownik ląduje w szpitalu, resztka ramienia amputowana, kilka miesięcy na chorobowym – ½ pensji (jeśli ofiara ma szczęście), i to jedynie przez parę tygodni. Rezultat: brak pracy, iPhone’a trzeba będzie „opchnąć”, bo potrzebne są pieniądze. Pojeździć nowym Smartem też się już tak często nie da, bo paliwo drogie, a nam jedno źródło dochodu diabli wzieli. Trzeba będzie również ograniczyć wizyty w Jane Norman/ JD Sports. O Hollisterze i French Connection mogę już zapomnieć. „Z tą historyjką to lekko przegięłaś” – powiecie. No może i troszeczkę (zwłaszcza z tym iPhonem), ale przesłanie pozostaje takie samo. Większość z nas nie zna swoich podstawowych praw BHP. Nasze obowiązki również są nam obce. Kaszlemy (po dniu pracy w kurzu z wyładowywanych

cebul lub warsztacie malarskim) i nie wiemy, że to może być astma. Łamie nas w krzyżu i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że przez cztery lata w nieprawidłowy sposób podnosiliśmy przeciążone skrzynki lub nasza praca polegała na nieustannym schylaniu się. Czerwone i spuchnięte ręce od pracy z żonkilem lub noszenia lateksowych rękawiczek to nie na zmianę pogody, a spowodowane zapaleniem skóry lub alergią. Wymienione problemy to jednak pryszcz w porównaniu z uciętymi palcami, poparzeniem żrącym środkiem, złamaniem nogi lub biodra (piekielny kierowca widłaka nie patrzył gdzie jedzie), utratą dwóch nóg (łącznie z fragmentami pośladków) i co najgorsze – śmiercią. Mam wymieniać dalej? Nie. Całą resztę zostawię sobie na deser. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat swoich praw pracowniczych, usłyszeć ode mnie, że zrobiono was (do tego nielegalnie) w przysłowiowego konia w momencie, kiedy zarządano od was pieniędzy za odzież roboczą lub narzędzia, tudzież kazano wam je sobie kupić, lub macie pytania dotyczące warunków w pracy, przyjdźcie na darmową sesję informacyjno-poradniczą. Sesja dotyczyć będzie głównie waszych praw BHP (i wszystkiego co tyczy się HSE) ale nie będę stronić również od kwestii dotyczących praw pracowników agencyjnych i innych problemów dotyczących pracy. Współpracujemy z wieloma agencjami, więc na lodzie pozostawieni nie będziecie. Sesja trwać będzie dwie godziny i wzbogacona zostanie poczęstunkiem przygotowanym przez Klub Polonia (tak, domowe jedzenie...hmmmm). O mnie jako osobie prezentującej – krążą słuchy, że mam „lekki język” i zjadliwą osobowość. Nie jestem fanem sztywnych sesji, więc oczekujcie spotkania na luzie i z lekką dozą spontanu (dajcie mi jedynie 10 minut na rozruszanie szarych komórek). Będzie również czas na pogawędkę twarzą w twarz, a także darmowe materiały informacyjne, wraz z DVD, dla zapaleńców i zwolenników kształcenia ustawicznego

(czyt. nieustannego).

UWAGA: Niestety I: ilość miejsc jest ograniczona, więc tradycyjnie – kto pierwszy ten lepszy. Niestety II: udział w imprezie trzeba potwierdzić (sms/email/telefon/”strzałka” na moją komórkę). Zdaję sobie sprawę, że sesja to nie wesele, ale jestem w sytuacji „jak pan każe, sługa musi”. „Góra” wymaga RSVP (fr. respondez, s’il vous plait) to i o RSVP was proszę, najlepiej do 12 marca, abym miała czas na zamówienie jedzenia. Przejdźmy zatem do detali. Sesja pt. „Poznaj swoje prawa”

Gdzie: Klub Polonia, Chesterton Rd., Cambridge (sala na lewo przy wejściu) Kiedy: Niedziela, 18 marca 2012 Jak długo: 14:00- 16:00

Sesja rozpocznie się krótką prezentacją i rozmową. Następnie „wjedzie” poczęstunek. Po nakarmieniu głodu przedstawię przykłady wypadków, aby wam nieco otworzyć oczy, a zakończymy standardowo na dyskusji (pytania, odpowiedzi, konfrontacje, zatargi itp.). Po sesji możecie do mnie podejść indywidualnie, albo chwycić moją wizytówkę, jak spieszno do domu bo dziecko płacze. Zapraszam serdecznie!

Kasia Urbaniak Health and Safety Executive Rosebery Court 2nd Floor St. Andrew’s Business Park Norwich NR7 0HS E-mail: kasia.urbaniak@hse. gsi.gov.uk Tel: 07767 618537 lub 01603 828058

Królewska para Barbie i Ken

cambridge

Na pierwszą rocznicę ślubu Księżnej i Księcia w Cambridge do sprzedaży trafi specjalne wydanie Barbie i Kena przedstawiające Kate i Williama w dniu królewskiego ślubu. Jak ogłosiła firma Mattel, twórca zabawki, lalki oficjalnie trafią do sprzedaży 7 kwietnia tego roku, lecz ist-

nieje już możliwość złożenia wcześniejszego zamówienia. Cena podobizny królewskiej pary to £99.99. Strój lalek wiernie odzwierciedla ubiór Kate i Williama podczas ceremonii w Opactwie Westminsterskim. Księżna Kate i Książę William dołączą do niewielu gwiazd, które doczekały się swojej plastikowej podobizny. J.O.

Nasze Strony - Local Polish Newspaper in Great Britain

01/03/2012 17:39:56

NS45  

Nasze Strony, wydanie 45

NS45  

Nasze Strony, wydanie 45

Advertisement