Page 1


Andrzej S.  K owalski

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach Towarzystwo Przyjaciół Ronda Sztuki Galeria Sztuki Współczesnej bwa w Katowicach


Redakcja: Jan Trzupek Rok i miejsce wydania: Katowice 2013 Wydawcy: Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach Towarzystwo Przyjaciół Ronda Sztuki ul. Raciborska 37, 40–074, www.asp.katowice.pl Galeria Sztuki Współczesnej BWA al. W. Korfantego 6, 40–004 Katowice, www.bwa.katowice.pl Drukarnia: Centrum Usług Drukarskich Henryk Miler

isbn

978–83–61424–50–5

isbn

978–83–932333–2–8

isbn

978–83–88254–73–4

© 2013, Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach © 2013, Towarzystwo Przyjaciół Ronda Sztuki © 2013, Galeria Sztuki Współczesnej BWA Wszystkie prawa publikacji, reprodukcji i adaptacji zastrzeżone.

Wypowiedź Piotra Skrzyneckiego na początku książki cytujemy za jego recenzją „Rewelacje kolorystyczne” (Echo Krakowa R XVII , nr 104 (5228) z 4 V 1962, s. 3). „Impresje I–IV ” Andrzeja S. Kowalskiego przedrukowujemy za pierwodrukiem w „Zebrze”, zostały one przejrzane i porównane z autorskimi maszynopisami. Tekst „Impresji V ” podajemy za autorskim maszynopisem (kopie w posiadaniu autora opracowania).


Spis treści

1 Przedmowa 2 Andrzej S. Kowalski Jacek Rykała 3 Artysta 7 Profesor 9 Andrzej 10 Szkic do portretu artysty Jan Trzupek 11 Wstęp 12 Droga do świata sztuki 12 Przed wojną 14 Czas wojny 18 Pierwsze lata powojenne 20 Droga na studia 22 Pracownia Adama Marczyńskiego 27 Andrzej S. Kowalski grafikiem książkowym 34 Konstelacje 34 Zebra 36 Grupa Krakowska 45 Grupa Zagłębie 78 Grupa Arkat 86 Dalsze konstelacje 92 Interpretacje 92 Roto-picturo-faktury 102 Andrzej S. Kowalski pisarzem 106 Pieta wietnamska 112 Śmierć konia 116 Niemożliwe

1 26 Z notatnika wnuczki

malarza

Marta Kowalska 132 Z notatnika malarza Andrzej S. Kowalski 133 137 1 41 1 43 1 47

Impresja I Impresja II Impresja III Impresja IV Impresja V

150 Mój ojciec Tomasz Kowalski 158 A brief biography Jan Trzupek 163 Biogram 163 Hasło leksykalne 165 Literatura

167 Spis prac


Przedmowa

Andrzej Seweryn Kowalski swoją artystyczną drogę rozpoczął w Krakowie, gdzie w latach pięćdziesiątych studiował na Akademii Sztuk Pięknych. Zaledwie parę lat po studiach przyjęty został do prestiżowego grona Grupy Krakowskiej, której wiernym i zaangażowanym uczestnikiem pozostał do końca. Naturalnym jego środowiskiem były Katowice, w których żył, pracował i tworzył. Pracował w filii krakowskiej ASP przeszło czterdzieści lat, wychowując kolejne roczniki adeptów sztuki. Miał zwyczaj podkreślać, że jest nauczycielem krakowskiej Akademii, dając przez to wyraz swojemu przywiązaniu do obu środowisk. W środowisku Katowic działał w Związku Plastyków i w Grupie Arkat, współtworzył głośne Spotkania Twórców i Teoretyków Sztuki na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W sztuce wypracował własny, rozpoznawalny język. „Przy nieustannym podkreślaniu potrzeby racjonalizowania artystycznych postaw – jak pisał o nim Jarosław Suchan – tworzył abstrakcje, w których geometryczne podziały tylko z trudem dają się uchwycić w nieregularnym układzie rozmiękczonych, chwiejnych konturów i amorficznych płaszczyzn”. Niniejsza książka, podobnie jak wystawa, która miała miejsce w Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, w najszerszym wymiarze przybliża właśnie te klasyczne, abstrakcyjne dzieła Andrzeja S. Kowalskiego. Inne wątki twórczości artysty, jak i jego biografii, przedstawione są w skrócie, wiele zostało tylko zaznaczonych. Nie jest to próba monograficznego ujęcia bogatej i wieloaspektowej aktywności artysty na wielu obszarach wymagających osobnych, dogłębnych badań. Jeśli książka ta stanie się punktem wyjścia do takich opracowań – zamysł jej przygotowania będzie spełniony. Dziękujemy wszystkim osobom i instytucjom, które przyczyniły się do realizacji wystawy i książki, autorom tekstów i Rodzinie Artysty. Szczególne słowa podziękowania zechcą przyjąć Państwo Daria i Marcin Rozmarynowiczowie, którzy nie szczędzili wspaniałomyślnej pomocy w czasie pracy nad wystawą i książką. Antoni Cygan – Rektor ASP w Katowicach Marek Kuś – Dyrektor Galerii Sztuki Współczesnej BWA

1


Andrzej S. Kowalski Jacek Rykała

Jacek Rykała – ur. 1 IX 1950 w Sosnowcu. Uczeń Andrzeja S. Kowalskiego. Artysta malarz, profesor zwyczajny malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, prorektor wspomnianej uczelni, także poeta i reżyser. Mieszka w Będzinie-Grodźcu.


Lubił ubierać się elegancko. Szara marynarka, biała koszula, krawat, dżinsy i oczywiście papieros między palcami, nieodłączny atrybut. Jeszcze ręce, bardzo często ułożone w literę L, której zwieńczeniem była odchylona dłoń z wciąż kopcącym się papierosem. Myślę, że dokładnie taki obraz utrwalił się w pamięci studentów Akademii, którzy zetknęli się z Andrzejem w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, bo potem już było inaczej. Andrzej rzucił palenie. Nie mogłem w to uwierzyć, to było niemal niemożliwe, wszak palił sześćdziesiąt dziennie. A jednak. I w tym był właśnie cały Andrzej. Uparty, twardy facet. Ale miało być o artyście.

Artysta Na początku lat sześćdziesiątych Andrzej otrzymał trzymiesięczne stypendium pobytowe w Paryżu. Co to było wtedy? No coś takiego jak główna wygrana na loterii. W pociągu zaczął go boleć ząb. Już wcześniej miał z nim problemy. Wiedział, że nie może wysiąść, bo stypendium mu przepadnie. Sam go sobie usunął za pomocą nożyczek do paznokci. W Paryżu poznał szereg ważnych osób, artystów i nie tylko. Jerzego Giedroycia – szefa Paryskiej Kultury, Augusta Zamoyskiego, z którym korespondował przez lata (ich listy są niezwykłym świadectwem intelektualnym i bez wątpienia dobrze, że zostały wydane 1), Jana Lebensteina, świeżego uciekiniera z PRL -u, który właśnie zdobył Grand Prix na Biennale Paryskim i został. Obaj artyści znali się jeszcze z Polski i Lebenstein oprowadzał Andrzeja po Paryżu. Pamiętam historię jak pewnej nocy około drugiej znaleźli się obaj, nagle, na wielkiej wystawie retrospektywnej Georgesa Braque’a w Grand Palais. Poza nimi nie było nikogo. Wcześniej Kowalski miał wystawę indywidualną w bardzo dobrej paryskiej galerii Lambert, w czasie której sprzedał połowę prac, ale na którą nie mógł przyjechać. Ja słuchałem tych historii w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych. Byłem studentem Andrzeja, potem jego asystentem.

3


Andrzej S. Kowalski był członkiem Grupy Krakowskiej, katowickiej Grupy Arkat, a także Grupy Zagłębie. Myślę, że Andrzej dobrze się czuł w grupie, lubił rozmawiać, dyskutować, prowadził ciągle prowokacyjną grę intelektualną wobec przyjaciół, znajomych i nieznajomych, którym lubił zadawać proste pytania. Ta gra stawała się spektaklem co tydzień, w każdy czwartek i piątek, w pokoju nauczycielskim na ulicy Dąbrówki. To były od kilkudziesięciu lat wyznaczone dni zajęć z malarstwa i rysunku w katowickiej Akademii, gdzie w niedużym pokoiku, przy długim stole spotykali się wszyscy, profesorowie i asystenci związani z kierunkiem malarstwa. Tu Andrzej czuł się jak ryba w wodzie, a jego prowokacje wywoływały dyskusje tak niezwykłe, że do dziś nie mogę sobie darować, że ich nie nagrywałem. Nierzadko kończyły się awanturą. W Grupie Arkat rola Andrzeja była bardzo istotna, co widziałem nie tylko na wystawach Grupy, ale także miałem okazję zaobserwować to niejako nieoficjalnie, bowiem pobierałem, przed studiami, lekcje rysunku u znakomitego malarza Zygfryda Dudzika, pomysłodawcy powstania Grupy. Częstokroć rysując w kącie pracowni Dudzika uczestniczyłem w zebraniach Grupy, które odbywały się w drugim kącie pracowni. To były czasy, gdy trudno było sobie wyobrazić naradę bez alkoholu i po chwili panowie zapominali o mojej obecności. Mogłem więc bez problemów poznawać tajemnice stowarzyszenia. Widziałem, że Kowalski jest kimś w rodzaju lidera, szczególnie wówczas gdy konf likty pomiędzy artystami doprowadziły do rozpadu grupy, i część z nich odeszła. W tych latach, siedemdziesiątych, gdy zaczynałem być obserwatorem życia artystycznego, Andrzej porzucił abstrakcję na rzecz sztuki dialogującej z rzeczywistością, tą globalną i tą istniejącą na wyciągnięcie ręki. Wystawy Grupy Arkat w tym czasie miały miejsce niemal co rok i dobrze pamiętam, że na każdej wystawie spotkanie z nową pracą A. S. Kowalskiego wiązało się z zaskoczeniem, bowiem jakby z założenia – w przeciwieństwie do poprzedniego okresu swoich działań artystycznych, lat sześćdziesiątych, w których był ortodoksyjnie wręcz konsekwentny – artysta zdumiewał nie tylko nową strukturą czy sposobem myślenia właściwym sztuce pop, ale także dowcipem. Często odnosiłem wrażenie, że Andrzej się bawi i prowokuje. Był typem intelektualisty, kochał matematykę, często przypominał, że studiował też matematykę na Uniwersytecie 2, ale przede wszystkim wciąż czytał. Dziś myślę, że miał tak mocno ukształtowaną

4


Lubił ubierać się elegancko. Szara marynarka, biała koszula, krawat, dżinsy i oczywiście papieros między palcami, nieodłączny atrybut. Jeszcze ręce, bardzo często ułożone w literę L, której zwieńczeniem była odchylona dłoń z wciąż kopcącym się papierosem.

świadomość względności i ulotności naszego bytu i naszych dokonań, iż mogła mu ona przeszkadzać w codziennej działalności twórczej. Pamiętam, że jedną z jego ulubionych książek był Wilk stepowy Hermanna Hesse. Wielkim wyzwaniem dla Andrzeja były zamówienia płynące do niego z Kościoła. Zrealizował kilka Dróg Krzyżowych, a każdą z nich przeżywał bardzo głęboko, zadawał pytania, mówił o swoich rozterkach. To on jako pierwszy artysta w Polsce, na kilka lat przed filmem Andrzeja Wajdy Piłat, osadził historię Męki Chrystusa w realiach współczesnego świata. Z tą realizacją w kościele Świętej Trójcy w Będzinie wiąże się anegdota. Gdy obrazy – stacje drogi krzyżowej – zawisły na ścianach kościoła, nastąpił bunt wiernych, dla których ikonografia współczesności – więźniowie w oświęcimskich pasiakach, żołnierze w mundurach amerykańskich, przejścia z sygnalizacją świetlną – graniczyła z obrazą świątyni. Proboszcz nie mógł

5


sobie poradzić i dopiero biskup, który specjalnie przyjechał, spowodował, że w kościele zbudowanym w XVII wieku zamontowano na stałe obrazy będące de facto współczesną wypowiedzią artystyczną. Andrzeja już nie ma dziewiąty rok, jego obrazów nie oglądałem od lat. Parę dni temu poszedłem na wernisaż wystawy „Andrzej S. Kowalski 1930–2004” do katowickiej Galerii BWA . Już w momencie gdy wszedłem na salę wiedziałem, że tego malarstwa nie dotknął czas. To nadal są świetne prace, żywe i intrygujące, i zobaczyłem jeszcze coś, czego wcześniej nie dostrzegałem: warsztat. Żaden obraz nie sczerniał, żaden kolor nie stracił swojej siły, a abstrakcje z lat sześćdziesiątych sprawiają wrażenie namalowanych wczoraj.

ASP w Katowicach – kiedyś

Zamiejscowy Wydział Grafiki ASP w Krakowie przez wiele lat pełnił rolę mini Akademii, której mury poza grafikami opuszczali także malarze, i to nie byle jacy. Profesor Andrzej S. Kowalski ma w tym dziele znaczący udział.


Profesor Drugą, poza malarstwem, pasją Andrzeja S. Kowalskiego była praca pedagogiczna. Spełniał się w niej. Miał dobry kontakt ze studentami, był lubiany. W latach sześćdziesiątych prowadził w katowickiej filii krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Pracownię Rysunku Wieczornego. W 1970 roku otworzył Eksperymentalną Pracownię Malarstwa – tak została nazwana, bowiem były to czasy dosyć tradycyjnego sposobu myślenia o procesie kształcenia młodego artysty i wszelkie odchyłki od schematu: profesor – Mistrz, który wie wszystko, student – uczeń, który grzecznie słucha – traktowane były jak schizma. W pracowniach, na wystawach końcoworocznych dominowały prace robione pod Mistrza. Andrzej myślał współcześnie, stawiał na różnorodność, ale musiał użyć fortelu, by móc w ten sposób prowadzić studentów. Stąd ten Eksperyment. Podczas korekty profesor Andrzej S. Kowalski w odróżnieniu od pedagogów starszego pokolenia, którzy często ograniczali się do kilku słów, dokonywał wnikliwej analizy powstającego obrazu, rozważał możliwości rozwiązywania powstałych problemów. Mówił dużo i mądrze, był erudytą. Studenci byli zachwyceni i zapisanie się do jego pracowni w tym czasie sprawiało problemy, tylu było chętnych. W siedemdziesiątym pierwszym równolegle do Pracowni Eksperymentalnej przez rok prowadził Pracownię pierwszego roku. Miałem to szczęście, że właśnie wówczas rozpocząłem edukację na Akademii. Rok później znalazłem się w pracowni Kowalskiego. Świetnym posunięciem Andrzeja było poważne traktowanie każdego studenta, tego bardzo zdolnego i tego przeciętnego czy niespecjalnie zaangażowanego, gdyż relacja taka budowała coś w rodzaju płaszczyzny dialogu i po dłuższym czasie procentowała; ci z drugiego szeregu czuli się zobligowani do działania. Gdy byłem już asystentem Andrzeja, często podczas korekt miałem inne zdanie, Profesor pozwalał na dyskusję w obecności studenta, co w tamtych czasach było ewenementem. Nie bez znaczenia w relacjach ze studentami była jego postawa polityczna. Zdeklarowany opozycjonista wobec PRL-u, artykułował swoje krytyczne uwagi nie licząc się z konsekwencjami. A język miał cięty i wiele razy wbrew kwaśnym minom establishmentu szkoły Rada Wydziału wybuchała śmiechem. Pamiętam drobny incydent z końca lat siedemdziesiątych. Była jakaś rocznica czy jubileusz i wielu pedagogów otrzymało odznaczenia. Po uroczystości Andrzej,

7


Szkic do portretu artysty Jan Trzupek

Jan Trzupek – ur. 2 II 1961 w Limanowej. Studiował historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kurator wystaw, autor tekstów o sztuce nowoczesnej, współczesnej i o dizajnie. Mieszka w Krakowie. Pracuje w Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej.


Wstęp Andrzej Seweryn Kowalski należy do pokolenia szczególnie naznaczonego historią. W dojrzałe, samodzielne życie artystyczne wstępował w czasie politycznej odwilży w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, po mrocznym okresie stalinizmu, w atmosferze budzącej duże nadzieje na otwierającą się możliwość życia w pewnym zakresie wolności. W świecie twórczości artystycznej było to doznanie swobody nieporównywalnej ze sztywnym gorsetem dopiero co zakończonego socrealizmu. Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w czasie obowiązującej jedynie słusznej i jedynie dopuszczalnej doktryny sztuki: socjalistycznej w treści, narodowej w formie. Wszystkie inne sposoby wypowiedzi były traktowane jako z gruntu złe, wrogie państwu robotników i chłopów, kosmopolityzmy. Okres wczesnej młodości – lata edukacji w gimnazjum i w liceum – to czas wprowadzania w Polsce najlepszego z możliwych ustrojów przez licencjonowanych w Moskwie komunistów, którzy przejęli całkowitą władzę. Dzieciństwo, jakże ważne dla poznawania świata i kształtowania wrażliwości, przerwała i zmieniła zupełnie okupacja. Nie bawiłem się nigdy szablą z drzewa ani hełmem z papieru przed zabawą w wojnę przyszła ona sama 1 – napisał o tym pospiesznym dzieciństwie Tadeusz Śliwiak, poeta, prawie rówieśnik Andrzeja Kowalskiego. Pisał o dojmującym doświadczeniu całej ich generacji. Trzy etapy opresji: wojna – komunistyczny przewrót – stalinizm, wdrożony w życiu politycznym terrorem, a w kulturze socrealizmem. Przejść przez te etapy suchą stopą można było tylko mając wielki hart ducha, a ten kształtują nie same przez się ciężkie czasy, ale to z czym się w nie wchodzi: dom, środowisko i miejsce wzrastania. To one dały Andrzejowi Kowalskiemu azymut i siłę na godne przetrwanie, gdy nie raz znalazł się w niełatwym położeniu.

11


Droga do świata sztuki

Przed wojną Andrzej Seweryn Kowalski urodził się 23 października 1930 roku w Sosnowcu, jako najstarsze z trójki dzieci Jerzego Ludwika Kowalskiego (1901–1973) i Zofii z domu Gębickiej (1908–1961). Miał dwie siostry: Annę i Marię. Dziadkowie z obu stron byli kierownikami szkół. Matka była nauczycielką, ojciec sędzią. Ojciec – Jerzy Kowalski – pochodził z Polski centralnej, nakarmiony narodowym duchem zdążył jeszcze pójść na wojnę w 1920 roku. Chociaż, w przeciwieństwie do dziadka, nie zdążył już strzelać. Po powrocie z wojny z bolszewikami całe swoje dorosłe życie przeżył w Sosnowcu. „ Moje dorastanie ideowe było bardzo niejednoznaczne – opowiadał

mi Andrzej – z jednej strony, z domu jednych dziadków były sympatie piłsudczykowskie, z drugiej z domu dziadków Kowalskich bardziej związane z Dmowskim, później miało przyjść rozczarowanie i krytyczne widzenie obu tych nurtów. Wśród przyjaciół ojca, sosnowieckich prawników, byli PPS -owcy, ale również tacy jak jeden sędzia, który młodość przeżył w Kijowie i stamtąd przywiózł wielkie, prokomunistyczne zamiłowania, z tym, że obraz komunizmu miał bardzo, bardzo wyidealizowany. Miał u siebie w mieszkaniu na ścianie portret Stalina, ale nie należał do żadnej partii, a i po wojnie nigdy nie czerpał profitów z tych swoich sympatii. Ten pan bywał u nas na obiadach. Tak więc, moje dorastanie było jednak bardzo złożone, ale nie tak, żeby później przeżywać rozterki, na przykład, czy wstąpić do ZMP czy nie – to w ogóle nie wchodziło w rachubę”2. Sosnowiec lat trzydziestych był miastem nowoczesnym i stosunkowo młodym. Kulturowo był tyglem – bogatą mozaiką etniczną. Gospodarczo – szybko, dynamicznie rozwijającym się ośrodkiem. Z racji potężnego przemysłu, Sosnowiec – jak i całe Zagłębie: Będzin,

12


Dąbrowa, Czeladź – był znaczącym ośrodkiem ruchu robotniczego. To było, tak bardzo mitologizowane w powojennej, komunistycznej propagandzie, Czerwone Zagłębie . „W haśle tym tyleż mitu co prawdy ” – powiedział mi Andrzej Kowalski. Historia ta o wiele bardziej jest złożona niż jej obraz propagandowy – zarówno przedwojenny, opiewany w poemacie przez Władysława Broniewskiego jako symbol przyszłej rewolucji proletariackiej, która wychodząc stąd ogarnąć miała całą Polskę – jak i ten stereotyp tak bardzo premiowany po wojnie 3. Jedno jest pewne: patriotyzm zagłębiowskiego czerwonego proletariatu, który dał tak znamienne potwierdzenie

w czasie okupacji – w czynie zbrojnym niepodległościowego podziemia. Zagłębie było jednym z najsilniejszych ośrodków ruchu oporu. Z patriotycznych pobudek do Zagłębia przybywali w dwudziestoleciu międzywojennym Polacy, tak jak ojciec Andrzeja, z innych części Polski, żeby tu właśnie krzewić polskość. Tu, gdzie pośród kopalnianych szybów, hałd i biedaszybów, licznych fabryk i pałaców, stały obok kościołów katolickich protestanckie zbory, obok prawosławnych cerkwi – synagogi. Ta ziemia przepruta kiedyś granicami trzech zaborów miała się zrastać ze Śląskiem z jednej strony, z drugiej z Małopolską i zawsze bliskim Krakowem, a wraz z nimi – po prostu z Polską. Andrzej Kowalski przed wojną ukończył trzy oddziały szkoły powszechnej, tak zwanej ćwiczeniówki przy Liceum Pedagogicznym w Sosnowcu. „We wrześniu 1939 roku moja rodzina ewakuowała się do Jadowa

koło Warszawy, skąd ojciec zgodnie z nakazem miał udać się do Kobrynia, tj. zaplanowanego «miejsca pobytu czasu wojny» Sądu Okręgowego w Warszawie, którego sędzią został mianowany parę miesięcy przed wojną – pisał Andrzej S. Kowalski w swoim życiorysie. – Jednak w związku z tragicznie szybkimi wydarzeniami wojennymi i uderzeniem sowieckim ojciec, pozostawszy wraz z nami, zdecydował się na powrót do Sosnowca. Oboje rodzice znaleźli się bez pracy i wobec tego podstawę do egzystencji materialnej naszej rodziny stanowiła sprzedaż niewielu cenniejszych pozostałości i próby pokątnego handlu. W 1942 roku, ostrzeżeni, że jesteśmy na liście wysiedleńców, przenieśliśmy się do podolkuskiej wsi Golczowice, w której pozostaliśmy aż do wkroczenia wojsk rosyjskich” 4.

13


Czas wojny We wsi Golczowice pod Olkuszem, w ciężkich warunkach, w jednej izbie wynajętej w chłopskiej zagrodzie, zamieszkuje czteroosobowa rodzina: matka z trójką dzieci. Jako piąty pojawia się co jakiś czas ojciec, który jest Przewodniczącym Wojskowego Sądu Specjalnego i oficerem Sztabu Armii Krajowej Okręgu Śląskiego. Zdarza się fatalny wypadek. Dziesięcioletnia wówczas siostra Anna podczas zabawy ze źrebakiem fatalnie rani się w stopę. Rana jest duża. Matka zauważa lekkie skaleczenie na kolanie, które staje się później przyczyną poważnych komplikacji. Po badaniach w Sosnowcu dziewczynka zostaje zagipsowana od stopy po biodro i tak unieruchomiona pozostaje już do końca wojny. „W ciągu całych tych okupacyjnych lat moja siostra spędza letnie mie-

siące na leżaczku przed tą chałupką, w której mieszkaliśmy, a zimą na sankach, które ja ciągnąłem wożąc ją i to było dość dziwaczne – na wsi, pośród tej wiejskiej czeredy, z tymi kolegami, wiejskimi chłopakami – ja z tymi sankami na których jest zagipsowana siostra – wspominał Andrzej. – Kiedy nadchodzą Rosjanie, ułożony był scenariusz ucieczki, gdyby miała się palić wieś. Ja miałem być tym, który ciągnie te sanki. (Gips zdjęto jej dopiero po wojnie, siostra tą nogę ćwiczyła z uporem takim, że będąc już na studiach grała w reprezentacji siatkówki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego). Dlaczego zacząłem o tym mówić – kontynuuje opowieść Andrzej – bo siostra, już przed wojną, mając zaledwie sześć lat, umiała już doskonale czytać. Ja siedziałem przy stole w tym naszym jednoizbowym mieszkaniu i rysowałem, słuchając tego co czytała siostra… Była okupacja. Rysowałem jakieś czołgi, rycerzy, strzelaniny albo okoliczne pejzaże. Bywając od czasu do czasu w Sosnowcu, przechodziłem na jednej z głównych ulic, ulicy 3 maja, obok sklepu jakiego przed wojną w Sosnowcu nie było. Jakiś niemiecki handlarz sprzedawał sztukę: obrazy oprawione w ramy – pejzaże i widziałem tam mnóstwo, jak mnie się wydawało, nieźle, sprawnie rysowanych scen wojennych. Niemieccy żołnierze, niemieckie czołgi. I to były dla mnie wzory, podpatrzone w tym sosnowieckim sklepie. Przerabiałem je w swoim rysowaniu na polskich żołnierzy, zza wzgórz na moich rysunkach wyłaniały się polskie czołgi. Rysowanie zresztą towarzyszyło mi odkąd pamiętam. Przed 1939 rokiem kreśliłem perspektywy miast, domów, kolei

14


i pociągów: lokomotyw i wagonów, jakie widziałem koło Bukowna, rysowałem lokomotywy w perspektywie, z eliptycznie widzianymi, zmniejszającymi się kołami. Nie było to specjalnie interesujące. Po wojnie rysowałem już mniej, ale oczywistymi były rysowane przeze mnie prezenty z różnych okazji dla cioci, dla ojca. Więc wtedy, w czasie okupacji, siedziałem w wiejskiej izbie i rysowałem, a siostra czytała mi całą serię książek, m.in. takich jak Ania z Zielonego Wzgórza, której pewno nigdy bym nie przeczytał, Przygody Tomka Sawyera, Księga dżungli czy Piętnastoletni kapitan, mógłbym wymieniać jeszcze dużo, dużo tytu-

łów książek, które wtedy usłyszałem w czytaniu siostry. Zresztą ja się do tego tak przyzwyczaiłem, że pozostał mi taki nawyk: jak już byłem człowiekiem dorosłym, to o wiele łatwiej zapamiętywałem teksty słyszane, wykład mówiony, niż to co sam czytałem. Muszę się przyznać, z całą szczerością, że miałem już dobrych kilkanaście lat, kiedy dopiero nabrałem nawyku czytania. Czytałem nie najlepiej i pomimo, że przed wojną ja chodziłem już do szkoły, a siostra nie, to ona prześcignęła mnie w umiejętności czytania. Ale wtedy ja, z pozycji autorytetu starszego brata, próbowałem segregować to, co siostra może już czytać. Było to o tyle śmieszne, że ja tych książek nie czytałem, bo trwałoby to długo. A zaczęło się to w pierwszych latach okupacji, kiedy to ja złamałem nogę i siostra wtedy zaczęła mi czytać książki. Sama miała w domu, jeszcze w Sosnowcu, takie ukryte miejsce za uchylonymi drzwiami szafy, w którym czytała tylko dla siebie, żeby jej braciszek nie widział. Dużą część literatury do wieku lat piętnastu-siedemnastu poznawałem dzięki siostrze”5. Wieczory w wiejskiej chałupie. I pomyśleć że czytająca na głos dziewczynka leżąca w gipsie to późniejsza znana pisarka, autorka Pestki – Anka Kowalska. Chłopiec kreślący swoje rysunki w migocącym świetle lampy – to późniejszy malarz, uznany artysta i profesor. Jednak wtedy czas nie mijał beztrosko, jedynie na zabawie albo oddawaniu się literaturze i rysowaniu. Andrzej „poznawszy doskonale leśne tereny wokół wsi Golczowice”, brał udział jako przewodnik w akcjach przerzutu ludzi przez zieloną granicę. Ponieważ w chorobie siostry rozpoznano gruźlicę kości, oprócz unieruchomienia, jedyną szansę powrotu do zdrowia dawało dobre odżywianie, a to kosztowało. Brat zmuszony był do zdobywania środków za wszelką cenę: zajął się procederem szmuglerskim. Ale to nie wszystko. Andrzej uczy się na kompletach, które zorganizowała, według jego słów, „nieliczna

15


„Była okupacja. Moja siostra Anka czytała mi na głos książki, a ja rysowałem jakieś czołgi, rycerzy, strzelaniny albo okoliczne pejzaże. Wzorem były dla mnie obrazy niemieckich żołnierzy podpatrzone w sosnowieckim sklepie, których przerabiałem na polskich...” – wspominał Kowalski.

1

2


3

4

5 1 Dziewczyna, 32 × 29,5 cm, papier, tusz, lata 50. 2 19,5 × 20,5 cm, papier, ołówek, 1945 3 21 × 45 cm, papier, tusz lawowany, lata 50. 4 14,5 × 21 cm, papier, ołówek, 1944 5 21 × 14,5 cm, papier, ołówek, 1944


grupa inteligencji, która w tamtych stronach jak i my szukała schronienia”. Dzięki temu w 1945 roku zdaje egzamin do drugiej klasy gimnazjum w Olkuszu.

Pierwsze lata powojenne Rodzina Kowalskich powraca do Sosnowca. Andrzej już w marcu 1945 roku rozpoczyna normalną naukę w matematyczno-fizycznym Gimnazjum i Liceum im. Staszica w Sosnowcu. Gimnazjum to ma szczególną atmosferę. Sam budynek jest już wyjątkowy. Zbudowany został przez sosnowieckiego przemysłowca Dietla, właściciela zakładów tkackich z przeznaczeniem na szkołę. Forma budynku, z racji obranego patrona, nawiązuje do warszawskiego Pałacu Staszica, jest jakby jego miniaturą. W lunetach sklepień auli umieszczono malowidła przedstawiające pierwowzór budynku, widoki Warszawy, Krakowskie Przedmieście. Drugim, nie mniej ważnym elementem są jego użytkownicy. Wśród kolegów z tych samych klas rozrzut roczników jest spory – zależało to od tego, ile który z uczniów zdążył, albo nie zdążył, nauczyć się w czasie okupacji. Wśród nauczycieli – zauważalny nowy, charakterystyczny komponent społeczny Sosnowca: Kresowiacy wygnani ze Wschodu, którzy licznie osiedlili się w miastach Zagłębia i Śląska. Profil matematyczno-fizyczny bardzo odpowiada młodemu Kowalskiemu. Odkrywa w sobie predylekcję do nauk ścisłych, które przyswaja z łatwością i szybko jest zdolny udzielać kolegom korepetycji z matematyki. Zainteresowanie sztuką schodzi w pewnej mierze na drugi plan. Ale na tym pozornie drugim planie jest już nieźle zorientowany i wyrobiony nie tyle drogą systematycznego poznawania, ale jakby przez osmozę i nieutracone, jak często się to zdarza w wieku licealnym, zamiłowanie do rysowania. „Jeśli chodzi o moje wzory i gusta – one były kształtowane w pewnej

mierze przypadkowo, – opowiadał mi – bo były to ciężkie czasy okupacji, nie było dostępu do książek, a jedynie było to, co było w zasięgu ręki, a przesądzały o tym preferencje rodziców, szczególnie ojca i bliskich znajomych. Moimi wzorami byli Wojciech i Juliusz Kossakowie. Już wtedy rozpoznawałem, dziś nawet nie wiem na jakiej zasadzie, że

18


1

2

W Sosnowcu, sam budynek Gimnazjum był wyjątkowy. Forma budynku, z racji obranego patrona, nawiązuje do warszawskiego Pałacu Staszica. Klasę maturalną tej szkoły w roku 1921 kończy Jan Kiepura, w 1949 – Andrzej S. Kowalski.

1 18,5 × 14,5 cm, drzeworyt, lata 50. 2 14,5 × 18,5 cm, drzeworyt, lata 50. 3 Staszic na starej pocztówce


Konstelacje

Zebra Wśród zjawisk artystycznych Krakowa drugiej połowy lat pięćdziesiątych, które zaistniały z fenomenalną siłą, w których znalazła ujście tłamszona w latach stalinizmu potrzeba wolności, jedni usiłowali „ nadrobić straconą przez wojnę i dobiegającą już końca młodość” 11, inni – jak właśnie generacja Andrzeja Seweryna Kowalskiego – chcieli przeżywanej młodości i związanej z nią młodzieńczej energii dać upust. Otóż pośród zjawisk tak powszechnie dziś znanych jak teatr Cricot 2 i niemniej wówczas znany Teatr 38, jak Piwnica pod Baranami i wreszcie piwnica Krzysztofory wraz z odnowioną Grupą Krakowską, które tworzyły realną mapę nowoczesności – istniała też, ukazująca się od 1957 roku, Zebra . „ Było to pismo artystyczne z prawdziwego zdarzenia. Prowadzone przez młode pokolenie i definiujące nowoczesność z własnej, pokoleniowej perspektywy ”  1 2. Twórcą Zebry był Stefan Papp, a redaktorem został Tadeusz Śliwiak, aktor i zasłużenie już wtedy uznany poeta. W kręgu autorów i współpracowników potrafił skupić znakomite grono, by wymienić, dla przykładu, tylko kilka postaci jak: Andrzej Bursa, Jerzy Panek, Jerzy Harasymowicz, Józef Szajna, Jerzy Madeyski, Jan Błoński, Wisława Szymborska, Marian Pankowski. Na łamach gościli: Miłosz, Przyboś, Gałczyński i Zagórski. W przekładach: Yannis Ritsos, Saganka i Jacques Audiberti. W ilustracjach można było znaleźć rysunki Daniela Mroza oraz fotografie Wojciecha Plewińskiego i Andrzeja Pawłowskiego. W rubryce plastycznej, redagowanej przez Romana Cieślewicza, przybliżano najnowszą rzeźbę amerykańską, twórczość Georgesa Rouaulta i Paula Klee… Było to w ówczesnych warunkach, po okresie żelaznej izolacji – prawdziwe okno na świat, ale również miejsce uważnej obserwacji tego, co dzieje się najbliżej, dyskusji, sporu i gorącej polemiki.

34


W 1958 roku Kowalski był już członkiem zespołu redakcyjnego Zebry. Opublikował tam na przełomie 1957 i 1958 roku serię pięciu

artykułów Impresje. Z notatnika malarza13. Teksty te mają poniekąd charakter prywatnych manifestów. Po latach artysta niejeden raz będzie do nich nawiązywał, przywoływał zawarte tam myśli jako wciąż aktualne argumenty odnoszące się do pozornie tylko zmieniającej się sytuacji sztuki. Można w nich widzieć – już z perspektywy – swoiste artystyczne credo, któremu pozostał zawsze wierny. Głośną była polemika na łamach Zebry Andrzeja S. Kowalskiego z Barbarą Kwaśniewską. W Artykule nie na temat 14 Barbara Kwaśniewska, zadeklarowana komunistka, brała w obronę postępową młodzież, która niedawno była zaangażowana z najszczerszych pobudek w socrealizm, a po jego niesławnym końcu przeżywała gorzkie rozczarowanie. W odpowiedzi na to błaganie o moralną amnestię dla niespełnionych socrealistów Kowalski napisał z temperamentem i dużym ładunkiem ironii artykuł pt. O kilku nielogicznościach i kompleksie strachu 15 ( „To był mocny artykuł, przejechałem się po tej Basi ostro…” – uśmiechając się, opowiadał mi Andrzej). W kontrze do wyrażonej w artykule Kwaśniewskiej pochopnej oceny Andrzeja Wróblewskiego pisał: „jako młody malarz nie udowodniłem swego prawa do publicznej oceny innych malarzy (…) ale gdybym miał to prawo, zawahałbym się z niego korzystać. Bowiem Andrzej Wróblewski nie przeprowadzi już korekty żadnego z naszych komentarzy do jego twórczości, zaś brak perspektywy nie pozwala na wnikliwą analizę, jakiej domaga się jego olbrzymia praca”. Ironicznie pokpiwał z autorki szafującej określeniami: my, nasze pokolenie, nie jesteśmy, możemy być dumni. „Artykuł jest jak exposé pre-

miera. Ale premier uzgadnia je zwykle z tymi, w imieniu których mówi. Kwaśniewska, o ile mi wiadomo, swego artykułu z  młodym pokoleniem nie uzgadniała”. Jej zdaniem pokolenie to „gremialnie opowiedziało się za socrealizmem (…) po pierwsze dlatego, że instynktownie pragnęło ustawić się w opozycji do pokolenia starszego. Po drugie – bo był to program rewolucji, w którą zaangażowana była najlepsza część pokolenia”. Odpowiadał jej Kowalski: „Byli inni, którzy protestowali poprzez swoją nieobecność w socrealistycznej owczarni. I to była droga”. Bliżej mu było do wyśmiewanych przez zapaloną marksistkę „… młodych i starszych snobów, których jedynym powodem do dumy

jest to, że się nie splamili socem”, których jej zdaniem cechował „brak

35


ambicji intelektualnych i artystycznych, a również prowincjonalność tzw. awangardowej formy” 16. Krytyka Kwaśniewskiej przez Kowalskiego była tak druzgocąca, że ta w swojej odpowiedzi jedynie biadoliła nad własnym losem jak to, z powodu cechującej ją bezkompromisowości, chciano ją wylać, ale jej nie wylano z partii 17. Tekst piętnujący oportunizm zwrócił uwagę Tadeusza Kantora. „ Było to tak – wspominał Andrzej. – Po moim artykule w  Zebrze ,

Marczyński mi powiedział: – Kantor chce się z Tobą zobaczyć. Spotkanie odbyło się w  Warszawiankach , kawiarni zasiedziałej przez artystów. Już kiedyś wprowadzili mnie tam Jan Józef Szczepański i Jacek Woźniakowski. Byłem speszony. Kantor powiedział mi, że zna mnie z opowiadań Marczyńskiego i zaczął tak: «Panie Andrzeju, jeśli mogę się tak zwracać do Pana, ja Panu gratuluję myślenia.» Potem pytał mnie, co ja robię w Teatrze 38: «Czy Panu to coś daje?» – nie był najlepszego zdania o Teatrze 38  18. Był zdumiony, a jednocześnie dał mi odczuć swoje uznanie, że nie należąc do żadnej organizacji zrobiłem dwa dyplomy. «Jak to się Panu udało, dwa dyplomy?!» Zaraz dodał: «Chętnie będę widział w Panu kolegę w Grupie Krakowskiej». Było to dla mnie wielkie zaskoczenie i przeżycie. Domyślałem się, że w dużej mierze jest to zasługą Marczyńskiego, że na ten artykuł w  Zebrze nałożyła się jeszcze jakaś jego opinia”. Tak czy inaczej, w jakimś stopniu, artykuł w Zebrze stał się biletem wstępu do Grupy Krakowskiej. Andrzej Seweryn Kowalski zostaje do niej przyjęty w 1958 roku.

Grupa Krakowska Dopiero co sformowana na nowo Grupa Krakowska19 organizuje swoją siedzibę. Dla niej i dla Teatru Cricot 2 ma powstać Galeria Krzysztofory. Ideę tego miejsca precyzuje jasno Tadeusz Kantor: ma to być „stała zmieniająca się wystawa w piwnicach Krzysztoforów, tamże nowoczesny teatr obliczony na 140 miejsc, tamże kawiarnia i dansing. Czy wytworzy się na skutek tego środowisko artystyczne, tak potrzebna dla życia artystycznego cyganeria (nic nowego proszę pana) – to się pokaże. Koncepcja bardzo prosta: do starego wnętrza liczącego sobie kilka wieków, o wspaniałym beczkowym sklepieniu wsunąć nowoczesne urządzenie

36


i nowoczesną myśl, tak jak do starego pieca wsuwa się ciasto z drożdżami. Niech rośnie” 20. Rosła także Grupa w wymiarze ludzkim. Niespiesznie. Nowych członków przyjmowano do niej rozważnie, dzięki temu zachowała swoją elitarność i wyjątkowość. Sam fakt zaproszenia do niej był już czymś bardzo wyróżniającym i nobilitującym. Spośród artystów młodych jak Kowalski, przyjęto wtedy tylko kilku. A. S. Kowalski znalazł się od razu w centrum najważniejszych spraw i wydarzeń sztuki nowoczesnej, jakim była Grupa Krakowska i dopiero co otwarta Galeria Krzysztofory. Jest rok 1958 21. Jest wystawa. Jest kawiarnia. „ Siedzą tu i mówią wszyscy. Słowo do słowa. Człowiek do człowieka” – jak kiedyś ich poprzednicy z przedwojennej Grupy Krakowskiej, których spotkanie z lat trzydziestych relacjonował powyższymi słowami poeta Lech Piwowar 22. Balewicz, Brzozowski, Stern, Kantor, Maziarska, Nowosielski, Pawłowski, Mikulski, Sokrates i Daniel Mróz, Piotr i Wojciech Krakowscy, Kraupe, Marczyński, Kowalski, Pustelnik, Rosenstein, Rudowicz, Skarżyński, Tchórzewski, Warzecha: Grupa Krakowska. „Nigdy nie było tak pięknej plejady ” 23 – chce się powtórzyć za Miło-

szem. W plejadzie tej jest, dobrze już zadomowiony, Andrzej Kowalski. Dołączają doń Tarasin, Stangret. Pojawia się wkrótce grupa nowohutczan: Urbanowiczowie, Jończyk, Tarabuła i Wroński – włą-

czono ich w całość Grupy. Pojawia się Druga Grupa. Tej jakoś nie włączono. Podobnie jak teatralnej grupy Cricotu. Przez całe lata – spektakle i próby teatru i obecność milicyjnych szpicli w czasie tych prób. Pojawiają się nowi: Czełkowska i Kałucki, Pinińska i Bereś. I rzeźby Beresia. I cenzura, która usuwa te rzeźby, podobnie jak kiedyś grafiki zrewoltowanych studentów krakowskiej ASP na początku lat trzydziestych. Z tego samego powodu – za nieprawomyślność. Stern to świetnie rozumie. Nad wszystkim czuwa troskliwie i niezawodnie dyrektor galerii Stanisław Balewicz, wciąż walcząc z cenzurą i z urzędniczą głupotą. Wszyscy są śmiertelnie poważni jeśli chodzi o sztukę – to przetrwało w tradycji tej grupy od lat trzydziestych. Z drugiej strony – poczucie humoru jeśli chodzi o samych siebie. Stern wspominał: „Kantor robił teatr, Schaeffer muzykę, wystawy się robiło i paliło się papierosy, żeby było weselej… Stażewskiemu nie proponowaliśmy do Grupy, bo on był za poważny, żeby go wciągać w to tałatajstwo. Miał tylko wystawę w Krzysztoforach” 24.

37


Rok 1958. Dopiero co sformowana na nowo Grupa Krakowska organizuje swoją siedzibę. 21 VI , inauguracja Galerii Krzysztofory wernisażem wystawy Grupy Krakowskiej. Na zdjęciu od prawej: NN, Jonasz Stern, Stanisław Balewicz, Tadeusz Kantor, Jerzy Tchórzewski, NN, Adam Marczyński.

A. S. Kowalski znalazł się od razu w centrum najważniejszych spraw i wydarzeń sztuki nowoczesnej, jakim była Grupa Krakowska i dopiero co otwarta Galeria Krzysztofory. Sam fakt zaproszenia do niej był już czymś bardzo wyróżniającym i nobilitującym. Spośród artystów młodych jak Kowalski, przyjęto wtedy tylko kilku.


Zebra, ukazująca się w latach 1956–58, po okresie żelaznej izolacji, w ówczesnych warunkach była prawdziwym oknem na świat, i również miejscem uważnej obserwacji tego, co dzieje się najbliżej, dyskusji, sporu i gorącej polemiki.


„Dla artystów Grupy galeria będzie przestrzenią wolności, miejscem

zażartych dyskusji i sporów. Oprócz spektakli i wystaw organizuje się tu happeningi, pokazy filmów, koncerty muzyki awangardowej i szalone imprezy. Wystawa tutaj zawsze będzie nobilitacją” 25. Andrzej S. Kowalski miał swoją wystawę w Krzysztoforach w 1962 roku. Uczestniczył prawie we wszystkich wystawach Grupy Krakowskiej – w Krzysztoforach i poza nimi, na wystawach w Polsce i za granicą. Od samego początku, od pierwszej wystawy Grupy w 1958 roku,

Andrzej Kowalski znalazł miejsce w czołówce ówczesnych polskich malarzy. Obok Tadeusza Brzozowskiego, Tadeusza Dominika, Jerzego Nowosielskiego, Teresy Pągowskiej i Rajmunda Ziemskiego, bierze udział w wystawie w Contemporary Art Gallery w Chicago w 1961 roku, rekomendowanej przez samego Pierre’a Restany’ego. W tym samym roku ma wystawę w paryskiej Galerii Lambert.

40


na której, wśród plejady znakomitych artystów, dał się już zauważyć. Piotr Skrzynecki, pisząc o tym pierwszym grupowym pokazie w Galerii Krzysztofory uznał wręcz, że: „jedynym chyba ciekawym odkryciem wystawy jest Andrzej Kowalski” 26. Krytycy, komentując kolejne krzysztoforskie wystawy, rozpoznają w obrazach Kowalskiego „rewelacje kolorystyczne” (Piotr Skrzynecki), w ich autorze widzą „ subtelnego kolorystę” (Tadeusz Chrzanowski), który w „wyrafinowanych, piętrzących się obrazach” (Maciej Gutowski), patrząc z jednej strony, „nie zwiastuje nowości – jest prosty, powściągliwy, rzetelny” i jest „mniej głośny od swoich wielkich kolegów” (Paweł Banaś), z drugiej zaś ciągle „dynamizujący, z coraz większym temperamentem swe, nie tracące nic z dawnej, precyzyjnej konstrukcji obrazy” (Jerzy Madeyski)… Jak zawsze z werwą komentujący wystawy Piotr Skrzynecki i wskazujący wprost, co można sobie darować na wystawie, a na co koniecznie trzeba zwrócić uwagę, w zakończeniu jednej z recenzji woła: „Polecam Wam jeszcze kompozycje Kowalskiego! ” 27. Wartości tych obrazów już wcześniej zostały rozpoznane, a ich autor oprócz zaszczytnego zaproszenia do Grupy Krakowskiej znalazł miejsce w czołówce ówczesnych polskich malarzy. Bierze udział w wystawie Sept Jeunes Peintres Polonais w paryskiej Galerii Lambert w 1959 roku i w Contemporary Art Gallery w Chicago w 1961 roku, rekomendowanej przez samego Pierre’a Restany’ego, obok Tadeusza Brzozowskiego, Tadeusza Dominika, Jerzego Nowosielskiego, Teresy Pągowskiej i Rajmunda Ziemskiego. W 1960 roku ma swoją wystawę indywidualną w Genewie, w 1961 roku w Galerii Lambert 28. Nawiązuje kontakty z polską emigracją: z Jerzym Giedroyciem i Augustem Zamoyskim, z którym przez parę lat będzie prowadził interesującą korespondencję 29. Są wystawy. Oprócz uznania, pojawiają się zakupy. „Obrazy młodego Polaka Kowalskiego, komponowane z zasady wzdłuż osi pionowej, ukazują malarza rasowego, obdarzonego umiejętnością przyrządzania niezwykłych barw, stwarzania ciepłej a zarazem subtelnej atmosfery i odznaczającego się przy tym ujmującą powściągliwością… To malarstwo wysmakowane, lecz dyskretne, spodoba się na pewno tym, którzy cenią umiar i lubią wyszukane a niepretensjonalne współbrzmienia kolorystyczne…” – pisał o tej wystawie Michel Courtois na łamach paryskiego magazynu Arts 30. Wspaniały początek jak na otwarcie, własnej już tylko, artystycznej drogi.

41


1

Rysunkowe, jasne rozstrzygnięcia budują strukturę kompozycji, dzielą ją na mniejsze fragmenty, w które wpisane są malarskie wypełnienia. Na tych płótnach, kartonach i papierach spotyka się grafik z malarzem.

2


3

1 Kompozycja Nr 1, olej, płótno, 100 × 74,5 cm, 1958 2 Kompozycja Nr 4, olej, płyta, 44 × 67 cm, 1958 3 Kompozycja, olej, płyta, 25,5 × 26 cm, 1957


1

2

1 Kompozycja, olej, płyta, 26 × 31 cm, 1957 2 Projekt do obrazu Kompozycja I, 35 × 14 cm, papier, tusz, lata 50.


Grupa Zagłębie W 1959 roku Andrzej S. Kowalski powraca do Sosnowca. W 1956 roku poślubił Teresę Podlaską, malarkę, koleżankę ze studiów. W 1959 roku urodził im się syn Tomasz. Żona opiekuje się dzieckiem, Andrzej zastępuje ją w pracy w filii krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach i …zostaje tam do końca życia. Mieszkając w Sosnowcu przystępuje do Grupy Zagłębie. „To z racji tego, że jestem sosnowiczaninem – powiedział mi. – Kiedy studiowałem na akademii w Krakowie, bardzo często mówiono mi: jesteś z Sosnowca, ze Śląska. Wtedy stanowczo prostowałem, że nie ze Śląska, tylko z Zagłębia. Oczywiście istniały animozje pomiędzy Ślązakami a mieszkańcami Zagłębia. Po części było to uwarunkowane historycznymi różnicami, co było zupełnie zrozumiałe przez przynależność do różnych zaborów. W czasie okupacji ktoś, kto podpisywał volkslistę czy status Reichsdeutscha w Sosnowcu, Będzinie, Dąbrowie Górniczej czy w Zawierciu – był zwyczajną świnią. Dla ogromnej większości ludzi z województwa śląskiego było to usprawiedliwione – tam to była decyzja administracyjna. Trudno było oczekiwać od robotników, którzy mieli kawałki ziemi, ogrody, domki, żeby mieli wyjechać ze Śląska. Podczas wojny Zagłębiacy dawali w skórę volksdeutschom ze Śląska, natomiast karierowicze zagłębiowscy, ci brzydcy czerwoni, zrobili Ślązakom mnóstwo przykrości po wojnie… Dziś te podziały trącą groteską. Muszę wyraźnie powiedzieć, że nigdy nie spotkałem się z odczuciem jakiejkolwiek niechęci, kiedy na przykład pracowałem już w Katowicach. Wracając do Grupy Zagłębie – nie jest ona może szczególnie interesująca, ale były w niej tak ciekawe postaci jak Marian Malina czy Stanisław Gawron” 31. Grupa Zagłębie  32 nie była sensu stricto formacją artystyczną, ale rodzajem środowiskowego klubu zrzeszającego miejscowych artystów oraz artystów, którzy czuli się w różny sposób związani z tym regionem 33. Dla Andrzeja była to kwestia tożsamości, rodzaj potwierdzenia: tak, jestem z Zagłębia! Czuł się za to środowisko współodpowiedzialny, zastanawiał się nad jego sytuacją: jeśli „ środowisko artystyczne (plastyczne) Śląska i Zagłębia jest na razie bezwładne, to istnieją po temu przyczyny obiektywne? ”, czy jest to „próżnia czy środowisko? ” 34 – pytał z troską, bardzo podobną jak parę lat wcześniej Kantor pytający o Krzysztofory ( „Czy wytworzy

45


1


2

1 Kompozycja brązowa, technika mieszana, papier, 29,5 × 40 cm, 1959 2 Kompozycja z szarymi figurami, technika mieszana, papier, 29 × 4 2 cm, 1959


1


2

1 ROTO-pictura (pomarańcz), technika mieszana, papier, 58 × 8 4 cm 2 ROTO-pictura, technika mieszana, papier, 59 × 80 cm, 1996


1

„Kolory tych plam, faktury, układy graficzne pochodzą z bardzo określonej palety: ugry, brązy, ciepłe szarości, kolory złamane i czasami ledwie zaznaczone, to faktury żużlu albo skały” – pisze Tomasz Kowalski.


2

1 Obraz F-1, olej, płótno, 70 × 100 cm, 1960 2 Obraz R-p-f4, olej, płótno, 60 × 120 cm, 1960


Grupa Arkat Andrzej S. Kowalski w 1965 roku przystąpił do powstałej rok wcześniej Grupy Arkat (nazwa utworzona od: Artyści Katowic). Pracował w Katowicach, działał aktywnie w katowickim oddziale ZPAP, do którego formalnie przeniósł się z oddziału krakowskiego. Do Katowic przeprowadził się z rodziną na początku lat siedemdziesiątych. „ Arkat … Arkat … Arkatu. To nie brzmi najlepiej po polsku. Za bli-

skie arkady, a przy tym to t na końcu. Sylaby: ar-kat czytane anagramowo to katar ” – pisał żartobliwie ćwierć wieku później, przy okazji wystawy Arkatu w Muzeum Śląskim 37. Formuła Grupy Arkat bardzo mu jednak odpowiadała. „Grupa Arkat dała mi bardzo dużo – będzie wspominał po latach. – Pozwoliła mi zapomnieć o tym, co kiedyś było taką bardzo przykrą dychotomią śląsko-zagłębiowską. Grupa Arkat jako Artyści Katowiccy – to sformułowanie miało sens, to są ludzie: twórcy w Katowicach. Wśród tych kilkunastu osób z Grupy Arkat był, powiedzmy, Andrzej Urbanowicz z Wilna, Kowalski z Zagłębia, Zygfryd Dudzik ze Śląska (do grupy należeli jeszcze: Tadeusz Figiela, Stanisław Hochuł, Zygmunt Lis, Zenon Moskwa, Igor Neubauer, Jan Nowicki, Roman Nowotarski, Roman Nyga, Eryk Pudełko – przyp. mój – J. T.) … i w naszych spotkaniach intelektualnych nie było zupełnie najskromniejszych nacjonalizmów ” 38. Był przekonany, że „układ etniczny wynikły po 1945 roku z połączenia Zagłębia Dąbrowskiego ze Śląskiem oraz z napływu dziesiątków

„Grupa Arkat dała mi bardzo dużo. Pozwoliła mi zapomnieć o tym, co kiedyś było taką bardzo przykrą dychotomią śląsko-zagłębiowską. Grupa Arkat jako Artyści Katowiccy – to sformułowanie miało sens, to są ludzie: twórcy w Katowicach”.


tysięcy rodzin inteligenckich z polskich ziem wschodnich, przesądził o ponaddzielnicowej, wielowątkowej i głęboko w przeszłości zakorzenionej motywacji działań środowiska twórczego województwa katowickiego. Bez niej – w każdym razie – nie zaistniałoby środowisko plastyczne (…) istniałby propagandowy i koniecznie folklorystyczny śląski skansen” 39. Wystawy i spotkania, dyskusje i spory. Wystawy odbywają się regularnie w Katowicach. W 1968 roku Arkatowcy pokazują się w warszawskiej Zachęcie  40. Recenzent zauważa że „ również oni podejmują w swojej twórczości najbardziej żywotne i aktualne problemy człowieka i ludzkości” 41. Podejmują je również w rozmowach. Mają swoje miejsce. W Krakowie były to Warszawianki, a później Krzysztofory, z którym to miejscem wciąż związany był Kowalski jako członek Grupy Krakowskiej, biorący udział w jej grupowych wystawach i zawsze energiczny, aktywny jako uczestnik tamtejszych zebrań i spotkań. Także i tu, w Katowicach, egzystencjalistycznym, paryskim wzorem, podobnie jak w Krakowie, była to piwnica. „Restauracja Marchołt znajdująca się w ceglanoczerwonym, sklepio-

nym podziemiu, dostępna jedynie dla członkiń i członków stowarzyszeń i związków twórczych, ewentualnie dla ich gości, nazywana jest piwnicą . To jej właśnie środowisko twórcze województwa katowickiego zawdzięcza niejedną iluminację i niejedno przyspieszenie, zupełnie niewkalkulowane w plany wojewódzkiego centrum wdrażania w życie polityki kulturalnej” 4 2. „ Artyści śląscy dostrzegali rysujące się coraz głośniej konf likty

plastyki współczesnej: sztuka – technika; twórczość unikalna – twórczość masowa; postawa scjentystyczna – postawa romantyczna” 43 – pisał baczny obserwator i entuzjastycznie nastawiony do sztuki tego środowiska warszawski krytyk Aleksander Wojciechowski. Te zauważone konf likty stały się powodem zorganizowania Katowickich Spotkań Twórców i Teoretyków Sztuki. Pierwsze, zorganizowane w 1968 roku, odbywa się pod kompromisową nazwą: „Chemia czy alchemia jako wyznaczniki światopoglądu twórcy” 44. Kompromis ten jest rezultatem zarysowującego się konf liktu już nie w horyzontach plastyki współczesnej, ale w samym Arkacie pomiędzy Andrzejem Kowalskim

a Andrzejem Urbanowiczem – głównymi teoretykami grupy. Doprowadza to do wystąpienia z grupy Urbanowicza i jego zwolenników. Utworzą oni grupę Oneiron 45. Urbanowicz jako alchemik dochodzi „niemal do mistyki, do czarnych mszy organizowanych w katowickiej

79


Andrzej S. Kowalski pisarzem Powiedziane już tutaj było o działalności eseistycznej Andrzeja Kowalskiego. Żeby jego obraz jako człowieka pióra był pełny, nie można tu pominąć Kowalskiego-beletrysty. Stał się nim z przypadku. Kiedy w 1965 roku ukazało się już wznowienie cieszącej się dużą popularnością książki Pestka Anki Kowalskiej, siostry Andrzeja – Andrzej, nie będąc entuzjastą tej powieści, powiedział, że też potrafi pisać i założył się, że w ciągu miesiąca napisze książkę. Zakład przegrał, ale słowa dotrzymał. Po paru miesiącach, już w 1966 roku, ukazała się jego książka – mini powieść Powrót. Zapytałem Andrzeja, czy był z niej dumny. „Nie przesadzaj, proszę! – odpowiedział mi. – Dumny byłem z siebie, że chociaż przegrałem zakład, słowa dotrzymałem i napisałem książkę. No, ale raz naprawdę byłem dumny. Wracałem wieczorem tramwajem do domu. W prawie pustym wagonie naprzeciwko mnie siedział facet i czytał Powrót – moją książkę! To był dla mnie naprawdę szczęśliwy Powrót do domu”. Książeczka ukazała się Instytucie Wydawniczym PAX (dla którego wówczas Andrzej projektował książki), w kieszonkowej pięciozłotowej serii Biblioteczki Ziem Zachodnich. W serii tej ukazy-

wały się książki kryminalne, sensacyjne i szpiegowskie, związane tematycznie z drugą wojną światową, a geograficznie z tzw. Ziemiami Odzyskanymi. Taką też była książeczka Powrót Andrzeja Seweryna, bo pod takim pseudonimem ją wydał. Perypetie jej bohatera Józefa Głoga vel Josepha Gloga, który z zamieszkałego na Dolnym Śląsku Polaka staje się Niemcem, po to by w zakończeniu znów nawrócić się na polskość i oddać się w ręce władzy ludowej, pasują jak ulał do schematu serii. Lektura tej książki jednak jest interesująca, nie tylko ze względu na znakomitą orientację pisarza w sprawach choćby bata list yk i. Autora stać na dużo ironii wobec w ydawcy, a nawet udaje mu się okpić cenzurę wymowną krytyką niemieckiego przecież tylko totalizmu: „Teraz mogą sobie pozwolić na strzelanie w obronie mitów. Na

przykład w imieniu sprawiedliwości dziejowej, w imieniu wolności, w imieniu nowego, słusznego rzekomo porządku. Tym pustym pojęciom zawsze tylko silni nadawali znaczenie praktyczne i moc obowiązującą” 73. Ciekawe są opisy wizualnych fenomenów ujrzane – to nie budzi wątpliwości – okiem malarza:

102


Z notatnika malarza Andrzej S. Kowalski


Impresja I Poprzez tysiąclecia pokolenia artystów nawarstwiały mozolnym trudem plastyczną świadomość i wielość artystycznych środków. Wielcy wznosili pałace, kulty wznosiły świątynie. Ściany pokrywano płaskorzeźbami, malarstwem i mozaiką. Światło słoneczne przesączano przez szklane misteria witraży. Sztuka wkroczyła do mieszkań ludzkich w postaci obrazu sztalugowego i rzeźby wolnostojącej. Z czasem ludzie zaczęli odczuwać potrzebę analizy zjawiska jakim jest sztuka. Renesans pozostawia nam już bogatą spuściznę opracowań i monografii. Epoka współczesna dysponująca naukowymi metodami badania i środkami komunikacji stworzyła idealne warunki analizy i badań w dziedzinie sztuki. Sztuki wszystkich lądów i praktycznie biorąc wszech czasów są przesłankami wnioskowań w zakresie wiedzy o sztuce. Technologia i psychologia tworzenia, filozofia i metodologia sztuki, zagadnienie sztuki dziecka i sztuki ludowej – składają się na olbrzymi arsenał wiedzy, którą może dysponować współczesny artysta i współczesny odbiorca. W każdej dziedzinie, która może być przedmiotem badania, istnieje moment przełomowy. Wszystko, co było wiadome przed tym momentem, miało niejako klasyczny sens i porządek i schlebiało tzw. zdrowemu rozsądkowi. Do tego momentu poszczególne wysiłki ludzkie po prostu poszerzały ilość wiadomości i wniosków. Wreszcie suma tych wiadomości dojrzewa ilościowo o tyle, że rodzą się przesłanki burzące ten klasyczny ład; – mało – budujące nowy ład niejako rewolucyjnie odwrotny i co jest paradoksalne, logicznie wynikający z poprzedniego ładu. Biorąc pod uwagę, że żadna dziedzina nie jest całkowicie odrębna i samowystarczalna – nowe wnioski w jednej dziedzinie są często warunkowane przez odkrycie w drugiej dziedzinie. Oczywiście nauka ma tu przodującą rolę i to ona w największej mierze dostarcza intelektualnego dynamitu do rozsadzania tzw. klasycznych prawd i tzw. klasycznego zdrowego rozsądku.

133


Impresja III Cywilizacja niesie współczesnemu człowiekowi obok wielu złych rzeczy cały szereg udogodnień. Kanalizacja rozwiązuje problemy ścieków, wody w kranie i w wannie, czyści współczesne skupiska ludzkie (pomyślcie jak musiały pachnieć średniowieczne miasta). Elektryczność przedłuża dzień (jakie to ważne). Komunikacja rozciąga czas życia. Pastylka pozwala zapomnieć o bólu zęba. Nawet poczciwe przewody kominowe i środki ogrzewania stanowią jeden z tych elementów cywilizacji, które, jeśli zapożyczyć określenia od van Loona, ustokrotniają człowieka. Toteż wydaje mi się, że dzieje ludzkie byłyby o wiele bardziej logiczne, gdyby można było mówić jak o oczywistości, że maszyna parowa pozwoliła człowiekowi na stworzenie kolejnej, wyższej wartości estetycznej, że od momentu, w którym zabłysło światło elektryczne ludzie zaczęli piękniej pisać, piękniej malować. Tymczasem u zarania dziejów ludzkich tkwią jaskinie, ale na ścianach tych jaskiń tkwią cuda. Cuda ludzkiej twórczości. Twórczość jest na pewno jednym z zasadniczych wykładników człowieczeństwa. Zatem człowiek był o wiele za wcześnie człowiekiem, aby dzieje ludzkie mogły się wydawać logiczne. Zdrowy rozsądku! – pomóż, a przynajmniej nie przeszkadzaj zrozumieć, jak to się stało, że pośród ponurej walki z zimnem i upałem, głodem i nocą, ze zwierzem i różnoplemieńcem – jaskiniowiec, pod naporem tego co nie było w nim czworonogiem, zdobył się na cudowne marnotrawienie czasu i pozostawiał na ścianach swych jaskiń rysunki zwierząt, ludzi, narzędzi i bogów – tak piękne, że musimy dziś powiedzieć „wzbogaciliśmy się o wielość środków artystycznych, wzbogaci-

liśmy się o arsenał wiedzy – nie zdołaliśmy się wznieść ku wyższej wartości estetycznej”. Rysunki zwierząt Delacroix nie są piękniejsze od bawołów rysowanych w jaskiniach, są tylko inaczej piękne.

141


Redakcja: Jan Trzupek Rok i miejsce wydania: Katowice 2013 Wydawcy: Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach, Towarzystwo Przyjaciół Ronda Sztuki ul. Raciborska 37, 40–074, www.asp.katowice.pl Galeria Sztuki Współczesnej BWA al. W. Korfantego 6, 40–004 Katowice, www.bwa.katowice.pl Korekta j. polskiego: Ewa Malec Tłumaczenie: M. Olga Mieszkowska-Nebioglu Korekta j. angielskiego: Clare Fitzsimmons Zdjęcia: M. Stobierski (str. 16–17, 19, 23, 26, 42–44, 47–66, 68–76, 81–85, 97–98, 108–109, 114, 118–119, 124–125, 135, 144, 149, 154, 161), B. Kubska (str. 30–33, 46, 67, 77, 96, 99–101, 103–105, 107, 111, 117, 120, 123, 166), Muzeum Śląskie (str. 115), archiwum ASP w Katowicach (str. 5, 6, 87, 112, 162), archiwum Cricoteki w Krakowie (str. 38), archiwum Galerii BWA (str. 38–39, 78, 98, 117, 166), archiwum rodzinne artysty (str. 2, 8, 10, 23, 25, 112, 126, 128, 132, 150, 153, 158, 161–162, okładka), archiwum M. Rozmarynowicza (str. 40), archiwum J. Trzupka (str. 19, 23, 38–39, 140) Koncepcja graficzna: Katarzyna Goczoł Skład: Katarzyna Goczoł, Magdalena Machno Kroje pism: Andada, Magra Papiery: wkład Arctic Volume Ivory 130 g/m², okładka Color Smooth Recycling Brown 350 g/m² Drukarnia: Centrum Usług Drukarskich Henryk Miler Projekt objęty mecenatem Miasta Katowice. Wydawnictwo współfinansowane ze środków Województwa Śląskiego. isbn

978–83–61424–50–5

isbn

978-83-932333-2-8

isbn

978–83–88254–73–4

© 2013, Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach © 2013, Towarzystwo Przyjaciół Ronda Sztuki © 2013, Galeria Sztuki Współczesnej BWA Wszystkie prawa publikacji, reprodukcji i adaptacji zastrzeżone.

Andrzej S. Kowalski  

Publikacja przybliża postać jednego z najważniejszych artystów środowiska katowickiego — Andrzeja S. Kowalskiego (1930—2004) — malarza, graf...

Advertisement