Page 1

9(9)/2017 GRUDZIEŃ 2017

2015

ANDY SHEPPARD


Almanach 12on14 Jazz Club

SPIS TREŚCI 4 OD REDAKCJI

Koniec początku...

7 KONCERTY...

7

7 8 9 11 12 13 14 16 18 19 20 21 23 24

14 24 2

NSI Quartet Otwarta Scena Jazzowa Jam Session (17) Aga Derlak Trio Michał Wróblewski Trio Otwarta Scena Jazzowa Jam Session (18) Paweł Niewiadomski Quartet Ed Cherry Special Trio N.A.K. Trio Ida Zalewska Quintet Valentine’s Day Kaczmarczyk/Jonkisz Directions In Music: Elvin Jones Tomasz Kudyk New Bone Kamil Piotrowicz Sextet Vehemence Quartet Andy Sheppard Quartet „Surrounded by Sea”


NOWY MAGAZYN INTERNETOWY Almanach 12on14 Jazz Club - relacje z koncertów i wydarzeń - varia wydanie specjalne: nr 1 - nr 9 / grudzień 2017 1(1)/2017 GRUDZIEŃ 2017

CAŁY TEN JAZZ...CLUB!

BRONISŁAW SUCHANEK

KAZIMIERZ JONKISZ

4(4)/2017 GRUDZIEŃ 2017

AMINA FIGAROVA

3(3)/2017 GRUDZIEŃ 2017

2(2)/2017 GRUDZIEŃ 2017

5(5)/2017 GRUDZIEŃ 2017

AGA DERLAK

6(6)/2017 GRUDZIEŃ 2017

PAWEŁ KACZMARCZYK 8(8)/2017 GRUDZIEŃ 2017

7(7)/2017 GRUDZIEŃ 2017

9(9)/2017 GRUDZIEŃ 2017

2015

JANUSZ MUNIAK

BOBBY PREVITE

ANDY SHEPPARD

prawdziwa historia powstania klubu pierwsze osiem miesięcy działalności ściągnij już teraz z naszych stron www.12on14club.com lub www.facebook.com/12on14club


Almanach 12on14 Jazz Club

OD REDAKCJI Koniec początku...

Gdy po koncercie Bobby Previte & The Visitors Redaktor Naczelny Magazynu Jazz Forum, pan Paweł Brodowski oznajmił Publiczności, że nasz klub został wybrany przez Czytelników miesięcznika „najlepszym klubem jazzowym w Polsce”, byliśmy nie tylko zaskoczeni, ale również szczęśliwi, by nie powiedzieć, że ogarnęła nas nieomal euforia. A jednak wystarczyły dwa dni, aby wiadomość o śmierci Janusza Muniaka wbiła nas w ziemię, a nasze serca ogarnął smutek. Z Januszem Muniakiem bowiem wiązało się nie tylko wspomnienie jego niezwykłego koncertu, ale przede wszystkim świadomość, że swą obecnością i kilkoma ciepłymi słowami przekazał nam rodzaj błogosławieństwa dla dalszych działań. Jego koncert traktowaliśmy już wtedy i nie zmienił tego upływ czasu i setki wydarzeń najwyższej rangi - jako momonet przełomowy i - kto wie - czy najważniejszy w historii klubu. A dzięki intymnemu zwierzeniu Pana Janusza zapowidającemu to, co wkrótce się stało, poczuliśmy się zaproszeni do grona jego bliskich przyjaciół, którym - niestety - nie będzie już dane okazać osobiście odwzajemniego uczucia i realizacji nałożonego - i podjętego z najwyższym zaszczytem - zobowiązania. Tak oto wielka radość i szczęście zmieszało się z wielkim smutkiem i uczuciem pustki… Jesteśmy tylko małymi trybikami w wielkiej machinie pędzącej niewiadomo skąd, niewiadomo dokąd i po co… I jeśli jest coś, co pozwala nam trwać mimo wszystko, to tylko te chwile, gdy na swej drodze spotykamy innego człowieka, który naszemu współistnieniu nadaje uzasadnienie. Szukajmy więc takich ludzi i zawsze bądźmy na nich otwarci… A całą resztę pozostawmy w szlachetnym milczeniu.

* Na tym numerze kończymy edycję specjalną naszego Almanachu poświęconą w całości początkom klubu 12on14. Wszystkie dziewięć numerów datowanych jest na grudzień 2017 - zawierają one wspomnienia z klubu na ulicy Piwnej. Kolejne edycje specjalne - styczniowa, lutowa i marcowa - będą już związane z lokalizacją na ulicy Noakowskiego 16 i klubem w kształcie, jaki pamiętacie. Gdy spotkamy się 3-go kwietnia 2018 na kolejnym otwarciu 12on14 Jazz Club, nasz Almanach stanie się regularnym periodykiem ukazującym się na koniec miesiąca, który minął. Nasz „stary” klub okaże się zaś zupełnie „nowy”.

4


Almanach 12on14 Jazz Club

Retransmisje najlepszych koncertów

w w każdą niedzielę od 22:00 do 24:00 Zapraszamy do radioodbiorników!

5


Almanach 12on14 Jazz Club

6


Almanach 12on14 Jazz Club

30.01.2016 sobota 19:30

NSI Quartet (PL) Cyprian Baszyński (tp), Bartłomiej Prucnal (sax), Max Mucha (db), Dawid Fortuna (dr)

W dzień po przetoczeniu się przez nasz klub prawdziwie masakrującego uszy tornada w wykonaniu amerykańskiej gwiazdy, przepięknie zagrany, akustyczny koncert NSI Quartet był prawdziwym ukojeniem, tym bardziej, że istotą tej niezwykłej muzyki był jazz. Dziękujemy, Panowie! To było wspaniałe przeżycie! Playlista: I set 1/. Cobra Blues (Cyprian Baszyński) I Take 2/. Labirynt (The Maze) (Bartłomiej Prucnal) 3/. Goodbye Jądro (Bartłomiej Prucnal) II set 1/. Ostatni (Cyprian Baszyński) 2/. Little Warrior Song (Cyprian Baszyński) 3/. What Is This Thing Called Love? (Cole Porter) 4/. Oczy Kobry (Cyprian Baszyński) Bis: Cobra Blues (Cyprian Baszyński) II Take

Wywodzący się z niepokornego środowiska jazzowego skupionego wokół tzw. Jądra Jazzu na krakowskim Kazimierzu trębacz Cyprian Baszyński i saksofonista Bartłomiej Prucnal, wspomagani przez kontrabasistę Maxa Muchę i perkusistę Dawida Fortunę, przedstawili na wczorajszym koncercie kilka znakomitych kompozycji, ugruntowując tym samym wobec owacyjnie przyjmującej ich występ Publiczności pozycję jednej z najciekawszych formacji jazzu nowoczesnego w Polsce. Wzbudzająca podziw perfekcja techniczna i wirtuozerskie opanowanie swego instrumentu przez każdego z muzyków szło w parze z niezwykłą umiejętnością grania zespołowego, a swoboda i bogactwo improwizacji przywodziły na myśl krótką listę największych mistrzów. Poza wybitnymi popisami liderów NSI Quartet warto było też zwrócić uwagę na mistrzowską pracę sekcji, wywiązującą się bezbłędnie z trudnego zadania wypełnienia drugiego planu w warunkach założonego braku instrumentu harmonicznego. Może też dzięki temu zabiegowi muzyka NSI Quartet mimo, iż brzmiała surowo, była jednak pełna i szlachetnie wybalansowana. Ta znakomita formacja niewątpliwie przemawia do skupionego słuchacza własnym językiem, posługując się czasem tropami ułatwiającymi rozumienie przekazu, a wywodzącymi się dobrej jazzowej tradycji, ale i bardziej nowoczesnych form i stylów myzycznych, by z niezwykłą lekkością przechodzić do zasobów doświadczeń jazzowej awangardy i eksperymentu.

Debiutancki krążek NSI Quartet „Introducing”, pojawił się na rynku w 2013 nakładem wydawnictwa Fonografika

7


Almanach 12on14 Jazz Club

02.02.2016 wtorek 19:30

Otwarta Scena Jazzowa - Jam Session (17) Rozgrywający: Michał Milczarek (gt), Aleksander Zabłocki (p), Jan Wierzbicki (bg), Kamil Kukla (dr) Po przerwie na scenie pojawiali się kolejno „weterani” naszych otwartych spotkań – Mikołaj Poncyljusz (gt), Paweł Zwierzyński-Pióro (bg), Emilia Gołos (p), Rafał Olewnicki (dr) i Wojciech Bylica (dr), przedstawiając kilka standardów przy wykorzystaniu rozstawionego na scenie nowoczesnego instrumentarium. Publiczność często nagradzała ich występy zasłużonymi owacjami. Entuzjazm Publiczności wzbudziło jednak pojawienie się na scenie trzech Arcymistrzów – Artura Dutkiewicza (p), Wojciecha Pulcyna (bg) i Sebastiana Frankiewicza (dr) – którzy zaszczycili nasz klub swą wizytą. Trwający ponad dwadzieścia minut występ tych wielkich Artystów, mógł zaspokoić najwyższe oczekiwania nawet najwybredniejszych melomanów. W jednym z utworów solówkę na gitarze świetnie zagrał Mikołaj Poncyljusz. Przeżyliśmy wspólnie wspaniały wieczór, który zaowocował dwoma znakomitymi niespodziankami.

Chwilą ciszy poświęconą pamięci zmarłego w niedzielę Janusza Muniaka rozpoczęło się wczorajsze spotkanie z Otwartą Sceną Jazzową, a rozgrywający - Michał Milczarek (gt), Aleksander Zabłocki (p), Jan Wierzbicki (bg), Kamil Kukla (dr) – rozpoczęli swój występ od nastrojowego standardu Wayne’a Shortera „Footprints”. Następnie zagrali jeszcze „Actual Proof” Herbie Hancocka, słynną „Havonę” Jaco Pastoriusa i niemniej słynne „Cissy Strut” Arta Neville’a / Zigaboo Modeliste / Leo Nocentelli / George’a Porter’a, Jr., czyli grupy The Meters, błędnie przypisywane zazwyczaj John’owi Scofield’owi, by na koniec przedstawić znakomitą kompozycję Lee Ritenour’a „The Sauce”. Ten powstały na okoliczność wczorajszego jamu kwartet, mając za sobą raptem jedną próbę, pokazał się z jak najlepszej strony imponując dojrzałością i perfekcją wykonawczą. Michał Milczarek ma umiejętność doboru partnerów, co sprawdziło się już u nas w przypadku jego tria, a teraz kwartetu. Świetny Aleksander Zabłocki, „pastoriusowo” grający Jan Wierzbicki i wpasowany idealnie w obraną stylistykę Kamil Kukla, a także niewątpliwie należący do ścisłego grona najlepszych polskich gitarzystów Michał Milczarek stanowią razem tak mocną formację, że nie jest wykluczone, iż po wczorajszym secie, który zaprezentowali, dojdą razem do słusznego przekonania, aby kontynuować współpracę. Zatem, być może, iż byliśmy wczoraj świadkami narodzin nowej polskiej supergrupy.

8


Almanach 12on14 Jazz Club

03.02.2016 środa 19:30

Aga Derlak Trio (PL) Aga Derlak (p), Tymon Trąbczyński (db), Bartosz Szablowski (dr)

Posłuchaj „Gone But Still Present”: https://soundcloud.com/user-865837020/aga-derlak-trio-gone-but-still-present Przepiękną balladą „Gone But Still Present” poświęconą pamięci zmarłego Janusza Muniaka, Aga Derlak Trio rozpoczęło swój wczorajszy koncert, w czasie którego zaprezentowało repertuar złożony wyłącznie z najnowszych kompozycji pianistki uzupełnionych o arcydzieła Coltrane’a, Kerna, Claytona i Monka. Osobiście jesteś wielkimi fanami zarówno niezwykłej pianistyki, jak i niecodziennego talentu kompozytorskiego Agi Derlak, dlatego z wielką uwagą śledzimy jej artystyczne dokonania. Gdy występując w naszym klubie 17 października 2015, poproszona o bis zaprezentowała swój najnowszy wtedy utwór „In Progress” (wczoraj otwierający drugi set), wskazała na towarzyszący jej imperatyw nieustannego rozwoju. Na zakończenie wczorajszego koncertu, i również na bis, pojawiła się kompozycja „Brainstorm”, która z kolei wydaje się zapowiadać kolejne, precyzyjnie przemyślane etapy rozwoju. Już dzisiaj niecierpliwie wyczekujemy następnego koncertu – jesteśmy umówieni na 21 czerwca, na dużej scenie nowego 12on14 Jazz Club. Umiejętne rozkładanie akcentów stylistycznych, pozwala tej niezwykłej Artystce swobodnie rozpinać pomosty pomiędzy wielką tradycją a najnowszymi kierunkami kształtującymi współczesną scenę jazzową. I nie chodzi tu tylko o włączenie do repertuaru wielkich kompozycji starych mistrzów zinterpretowanych z nadzwyczajną swadą, ale

9

również o kreatywne przetworzenie we własnej twórczości idiomatycznych fundamentów współczesnego jazzu, jak choćby w nawiązującym nie tylko tytułem do słynnego jamalowskiego „The Awakening” (1970) utworu „Awakening” operującego podobnym przesunięciem frazy i zaskakującymi rozwiązaniami harmonicznymi, szczególnie w swej warstwie improwizowanej. Z kolei kompozycja „Repetitive Dreams” to mistrzowski pokaz operowania nastrojem i klarownością przekazu, przy jednocześnie zaskakującej swym bogactwem i poziomem skomplikowania warstwie harmonicznej i rytmicznej, a także niezwykłej dynamice kompozycji i energii rozsadzającej ściany klubu. Uporczywie powtarzający się temat, podawany w różnych stanach zagęszczenia, pozwala na wielostronne spojrzenie, by a to powalać zmasowanym atakiem przekazu, a to - po chwili – stać się delikatną i nieomal tkaną mgiełkami impresją. Ta odważna, by nie powiedzieć wręcz szalona kompozycja była niewątpliwie centralnym punktem pierwszej części koncertu, zakończonej kontrapunktem słynnego „Monk’s Dream” Theloniousa Monka. Część druga, to wspomniany już wcześniej swoisty manifest artystyczny „In Progress”, uzupełniony znakomitymi aranżacjami kompozycji Claytona i Monka oraz rewelacyjny „Troublesome” doku-


Almanach 12on14 Jazz Club mentujący światowy poziom talentu kompozytorskiego i pianistycznego Agi Derlak, a także pozostawiająca nas w napięciu i niecierpliwej ciekawości „Burza Mózgów” przedstawiona na bis. Wczorajszy koncert to również świadectwo niezwykłego rozwoju i osiągnięcia poziomu artystycznej dojrzałości każdego z muzyków współtworzących to świetne trio, ale i formacji jako całości, co okupione zostało ogromem włożonej pracy, by dopracować każdy szczegół arcytrudnej pracy zespołowej. W rezultacie otrzymaliśmy nie tylko rewelacyjną grę kontrabasu Tymona Trąbczyńskiego i arcybogatą warstwę rytmiczną perkusji Bartosza Szablowskiego, wspomagających sensacyjną pianistykę Agi Derlak, ale przede wszystkim pełne i ostatecznie uformowane Trio, które śmiało można postawić w jednym rzędzie z takimi gigantami, jak Marcin Wasilewski Trio czy Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio.

kompozytora w kategorii contemporary jazz. Wypada nam tylko dalej trzymać kciuki za światowe sukcesy Agi Derlak, która wraz ze swym znakomitym Trio, w pełni na to zasługuje. Playlista: I set 1/. Gone But Still Present (Aga Derlak) 2/. Countdown (John Coltrane) 3/. Awakening (Aga Derlak) 4/. Repetetive Dreams (Aga Derlak) 5/. All The Things You Are (Jerome Kern) 6/. Monk’s Dream (Thelonious Monk) II set 1/. In Progress (Aga Derlak) 2/. Major Hope (Gerald Clayton) 3/. I Mean You (Thelonious Monk) 4/. Troublesome (Aga Derlak) Bis -/. Brainstorm (Aga Derlak)

Jeśli kilka miesięcy temu, zauroczeni koncertowym przeżyciem, mogliśmy napisać: „[…] In Progress”, będący wyznacznikiem kierunku w stronę przyszłości; przyszłości, którą ośmielimy się prorokować, jako jaśniejącą i promieniującą gwiazdę pierwszej wielkości”, to dzisiaj możemy już śmiało powiedzieć, że wczoraj zobaczyliśmy na naszej scenie jedną z najlepszych pianistek światowej sceny jazzowej i kompozytorkę, którą – z perspektywy naszych klubowych doświadczeń – przyrównać możemy jedynie do Aminy Figarowej, od trzech lat dzierżącej niepodzielnie nadawany przez „Downbeat” tytuł najlepszego amerykańskiego

10


Almanach 12on14 Jazz Club

06.02.2016 sobota 19:30

Michał Wróblewski Trio (PL) Michał Wróblewski (p), Michał Kapczuk (db), Sebastian Kuchczyński (dr)

Raptem kilka pierwszych taktów wystarczyło Michałowi Wróblewskiemu (p), by wraz ze swym Trio (Michał Kapczuk – db, Sebastian Kichczyński – dr) wziąć szturmem emocje Publiczności i nie wypuścić z ręki kontroli nad nimi aż do chwili wieńczącej dzieło owacji na stojąco i kolejki po autografy. Bo też i powodów dla takiego stanu rzeczy ta wspaniala trójka wybitnych muzyków dała aż nadto. Otwierające koncert „Warsaw Blues” i „City Lights” to kawał porządnej roboty kompozytorskiej, stanowiącej świetne uzupełnienie pojęcia contemporary jazz i tworzącej wiele przestrzeni dla sensacyjnie znakomitych popisów solowych każdego z muzyków. Z kolei kapitalny, zaskakujący zmiennymi tempami i łatwym do zapamiętania, wręcz szlagierowym tematem, utwór „One For Herbie” inspirowany twórczością Hancocka z lat 60-ych i wskazująca na fascynujące poszukiwania źródeł inspiracji w narodowej klasyce, chopinowska „Etiuda Es-moll” stanowią wręcz akademicki przykład „oczytania” w literaturze muzycznej i wysublimowanej erudycji kompozytora i aranżera, ugruntowanej niezwykłym talentem. Urzekająca ballada dedykowana 2,5-letniej córeczce Marysi z powodzeniem mogłaby być wpisana do światowego kanonu „love songs”, a pianistyczny popis „Hallelujah Time!” – przy którym Michał Kapczuk i Sebastian Kuchczyński udokumentowali do

końca swą w pełni zasłużoną pozycję na szczytach listy Top Jazz 2015 magazynu „Jazz Forum” – zagrany w diabelskim tempie, pokazał pianistyczną perfekcję i swobodę wirtuoza, dając się wprost porównać z legendarnym wykonaniem tego utworu przez Oscaca Petersona i jego Trio dla BBC z 1964 roku. Drugą część otworzył otwarty na poszukiwania formalne i harmoniczne, ale wciąż mocno osadzony w jazzowej tradycji, utwór Terence’a Blancharda, z którym od pewnego czasu Michał Wróblewski blisko współpracuje, co zaowocowało nagraniem wspólnego albumu w nowojorskim studiu latem zeszłego roku. Kolejne dwa utwory to formy nieco lżejsze i nie tak gęste, jak „If I Could I Would” Blancharda, ale również bardzo ciekawe pod względem harmonicznym, rozdzielone – co wskazuje na

11

świetne wyczucie dramaturgii koncertu – rewelacyjnym wykonaniem słynnego standardu „Stella By Starlight”, który dodatkowo dookreślił fundamentalną dla twórczości Wróblewskiego przynależność do jazzowej idiomatyki, nawet wtedy, gdy w kończącym koncert „Joyride”, napisanym jeszcze w liceum, młody kompozytor zdradza pewne fascynacje rockiem a nawet rock and rollem – któż ich zresztą nie miał. Pomimo jednak tego zastrzeżenia – które, broń Boże, nie ma charakteru wartościującego czy oceniającego – „Joyride” jest utworem świetnym, porywającym swą energią i pozytywną emocją. Zapowiada poniekąd jakby coś, co bez wątpienia rozumieli i czuli wszyscy wczorajsi słuchacze – muzyka proponowana przez Michał Wróblewski Trio jest muzyką radości, pozytywnych wibracji, uśmiechu i szczę-


Almanach 12on14 Jazz Club ścia. To muzyka, która oferując czasem nawet niebywały ładunek skomplikowania i zakręcenia, robi to jednak w sposób przyjemny i miły. Perfekcyjnie opanowany warsztat i cudowna melodyka przedstawianych utworów tylko wzmagają te odczucia. Toteż na twarzach zgromadzonej Publiczności na stojąco nagradzającej występ malowała się radość, a szeroki uśmiech towarzyszył każdemu z nas. Dziękujemy za wspaniały wieczór, który pokazał piękną twarz jazzu! To było fantastyczne wydarzenie artystyczne, któremu z pełnym przekonaniem dajemy najwyższą ocenę! Playlista: I set 1/. Warsaw Blues (Michał Wróblewski) 2/. City Lights (Michał Wróblewski) 3/. One For Herbie (Michał Wróblewski) 4/. Etiuda Es-moll (Fryderyk Chopin, arr. Michał Wróblewski) 5/. Ballad For Mary (Michał Wróblewski) 6/. Hallelujah Time! (Oscar Peterson) II set 1/. If I Could I Would (Terence Blanchand) 2/. Take Nine (Michał Wróblewski) 3/. Stella By Starlight (Victor Young) 4/. Twelve (Michał Wróblewski) 5/. Joyride (Michał Wróblewski) Bis -/. Cherokee (Ray Noble)

10.02.2016 środa 19:30

Otwarta Scena Jazzowa - Jam Session (18) Rozgrywający: Przemysław Chmiel (sax), Mateusz Gramburg (p), Rafał Różalski (db), Mateusz Wiewióra (dr) Wczorajsza - ostatnia już w klubie na ul. Piwnej - edycja Otwartej Sceny Jazzowej, zgromadziła nieprzebrane tłumy wiernych miłośników jammowania oraz liczną reprezentację grającej młodzieży. Spotkanie rozpoczęło się od znakomitej prezentacji kwartetu rozgrywającego – Przemysław Chmiel (sax), Mateusz Gramburg (p), Rafał Różalski (db) i Mateusz Wiewióra (dr) – który przedstawił przygotowany mini-koncert składający się ze świetnie zagranych: 1/. Three Card Molly (Elvin Jones) 2/. Impressions (John Coltrane) 3/. Body And Soul (Johnny Green) 4/. Softly As In A Morning Sunrise (Sigmund Romberg/Oscar Hammerstein II) Program został taki pomyślany, aby każdy z rozgrywających mógł się przedstawić z jak najlepszej strony. I tak kompozycja Elvina Jonesa w sposób naturalny uwypukliła świetną, dojrzałą grę perkusji. Przemysław Chmiel poraz kolejny dał się poznać, jako wytrawny improwizator, a utwór Johna Coltrane’a stał się fundamentem dla kapitalnych solówek tego wyjątkowo utalentowanego saksofonisty. Z kolei Body And Soul rozpoczęło długie i piękne intro grane solo na fortepianie, a technika pianistyczna Mateusza Gramburga rzeczywiście mogła zachwycać. I wreszcie ostatni utwór to, poza

12


Almanach 12on14 Jazz Club wszystkim, rewelacyjna solówka doskonale nam już znanego Rafała Różalskiego, którego śmiało można nazwać „wielką nadzieją polskiego kontrabasu”. Publiczność, żywo reagująca na każdy solistyczny popis, doprowadzona została do wrzenia. To był świetny występ, Panowie! Tak trzymać! W części drugiej na scenie pojawili się: Saksofoniści: Michał Łuka i Jerzy Mączyński Pianiści: Emilia Gołos i Michał Załęski Gitarzyści: Mikołaj Poncyljusz i Szymon Wójcik Basista Paweł Zwierzyński-Pióro Perkusiści: Maciej Wojcieszuk i prof. dr. hab. Wojciech Michera - na codzień kulturoznawca, adiunkt w Zakładzie Filmu i Kultury Wizualnej IKP UW, którym kieruje od 2014, wielki miłośnik jazzu i pasjonat perkusji, na której z powodzeniem próbuje swych sił czyniąc (jak sam powiada) zauważalne postępy. Przewrotnie cytując pewnego niedoszłego magistra powiemy „Profesorze! Niech Pan idzie tą drogą!” Mamy nadzieję jeszcze nie raz Pana posłuchać! We wspólnym graniu pojawiło się kilkanaście standardów, a świetne solówki każdego z instrumentalistów były nagradzane co chwila owacjami, okrzykami i gorącą wrzawą Publiczności, której część w wielkim ścisku zajęła połowę schodów, nieomal blokując wejście na salę koncertową. Wśród Gości zanotowaliśmy z przyjemnością obecność Pawła Dobrowolskiego, Andrzeja Święsa i Michała Jarosa, którzy z uwagą przysłuchiwali się temu, co się dzieje na scenie.

11.02.2016 czwartek 19:30

Paweł Niewiadomski Quartet (PL) Paweł Niewiadomski (tb), Jakub Skowroński (sax), Ksawery Wójciński (db), Wojciech Romanowski (dr)

Potężny, grany długą nutą, temat kompozycji „Old Preams” rozpoczął koncert kwartetu kompozytora wszystkich zaprezentowanych wczoraj utworów, Pawła Niewiadomskiego, stanowiąc punkt wyjścia dla oszałamiającej solówki tego oryginalnego puzonisty, po której kolejno zaprezentowali się w solowych improwizacjach pozostali członkowie zespołu – Jakub Skowroński (sax), Ksawery Wójciński (db) i Wojciech Romanowski (dr), o umiejętnościach których wypowiadać się można jedynie w superlatywach. Kolejne utwory, jakkolwiek niewątpliwie ciekawe – gdyby słuchać ich pojedynczo – stały się jednak monotonnym ciągiem podobnych krajobrazów o posępnej aurze, malowanych delikatnie różniący-

13


Almanach 12on14 Jazz Club mi się odcieniami tej samej, mocno ciemnej barwy. Odrobinę inaczej zabrzmiało to może w kończącej koncert kompozycji „Freedom”, choć i ta powtarzała rozpoznany już wcześniej schemat harmoniczno-rytmiczny. Pomimo dość ciekawej oferty estetycznej i sprawności technicznej muzyków, kwartet Pawła Niewiadomskiego nie porywa słuchaczy energią, która czai się gdzieś być może w zapisie nutowym zaprezentowanych utworów, ale niestety pozostaje w ukryciu w czasie całego koncertu ograniczonego w ten sposób do nie tylko monotonnej, ale co tu ukrywać, dość nudnej prezentacji całości. Takiego stanu rzeczy upatrywać jednak należy w widocznym gołym okiem braku energii wspólnej, zespołowej. Kwartet Pawła Niewiadomskiego, dysponując znaczącym potencjałem, jest ciągle jeszcze formacją in statu nascendi, w której poszczególni muzycy rozumieją swą rolę solistów, ale nie są jeszcze gotowi realizować idei wspólnego grania, będącego w istocie sensem muzyki jazzowej. Nie czerpiąc zatem radości z synergicznie stworzonych obrazów, pozbawiają je tym samym energetycznego jądra, zostawiając smutę zimnych i w efekcie obojętnych emocjonalnie dźwięków. Z naszej wspólnej rozmowy wynikało, że muzycy grają razem dość rzadko. Zdecydowanie za rzadko, by umieć skonstruować swą wspólną wypowiedź. Szkoda, bo wczorajszy koncert miał wszelkie szanse by stać się wydarzeniem. Niestety, nie zostały one należycie wykorzystane. Playlista (wszystkie kompozycje: Paweł Niewiadomski): I set 1/. Old Preams 2/. Nuthouse 3/. Aura II set 1/. For Raphe Malik 2/. Diclac 3/. Freedom

12.02.2016 piątek 19:30

Ed Cherry Special Trio (USA/PL) Ed Cherry (gt), Adam „Szabas” Kowalewski (db), Arek Skolik (dr)

Gitarzysta (1978-1992) legendarnego Dizzy Gillespie’go i jego słynnych line-up’ów, od kwartetu, przez big-band do The United Nation Orchestra, z którą zdobył nagrodę Grammy za płytę Live At Royal Festival Hall, na co dzień rezydent nowojorskiego „Smalls”, gdzie wraz z Jaredem Goldem na organach Hammonda i Mac’iem Hunterem, współtworzącymi jego trio, często pojawia się na afiszu tego legendarnego klubu; gitarzysta, który w słynnych „blindtestach” Downbeatu (wytrawni krytycy oceniają muzyka bez informacji kto gra) nieodmiennie zdobywa 4/5 gwiazdek (na 5 możliwych), a jego maestrię przyrównuje się do osiągnięć Charlie-

14


Almanach 12on14 Jazz Club go Christiana, Kenny Burrella i Wesa Montgomery’ego, pojawił się wczoraj w naszym klubie w towarzystwie gigantów polskiego jazzu – Adama „Szabasa” Kowalewskiego na kontrabasie i Arka Skolika na perkusji, współtworzących jego słynne już w Polsce Ed Cherry Special Trio – by w dziesięciu starannie dobranych standardach dać niezwykły popis gry na poziomie, który zapewnić mogą wyłącznie najwybitniejsi artyści jazzowej sceny. Grając niezwykle subtelnie, niemal ledwo dotykając strun, ten skupiony, wielki mag gitary zachwycił ledwo mieszczącą się w ciasnych salach klubu Publiczność pięknem swej muzyki, bo chociaż – jak na standardy przystało – większość tematów była doskonale słuchaczom znana, to ich mistrzowska interpretacja tchnęła w nie ducha nowości, oferując rozkoszne dla ucha harmonie arcytrudnych technicznie akordów i zapadających w pamięć, niezwykłych solówek. A choć łkający sznur dźwiękowych pereł kontrabasu Adama „Szabasa” Kowalewskiego, po mistrzowsku – jak zwykle - wyczarowującego magiczne brzmienia, lśnił wczoraj szczególnie pięknie w balladach „In A Sentimental Mood” i „’Round Midnight”, to i w pozostałych utworach zachwycał rasowymi pochodami nacechowanymi wirtuozerią dostępną jedynie nielicznym, które cudownie wspomagały gitarowe riffy. I podczas gdy obydwa te instrumenty zachwycały melodiami i harmoniami wspaniałych utworów trafiając wprost do najskrytszych zakamarków duszy, to arcymistrzowska gra Arka Skolika wprawiała w ruch każdą część ciała organicznymi w swej istocie uderzeniami w tomy i czynele,

tworząc w synergicznym uniesieniu niezapomniany spektakl muzyki totalnej, której proporcje i interakcje mają wymiar bliski doskonałości. Zagrany na bis, funkujący „Look-ka py py” z repertuaru The Meters, nie tylko wprowadził dodatkowy element zabawy, ale i pokazał niezwykłą zdolność tego znakomitego super tria do zwycięskich eskapad w rejony innej stylistyki. Jeśli kilka razy w historii naszego klubu otarliśmy się klimatem o legendę nowojorskich klubów, to wczoraj Wielkie Jabłko przeniosło się w całości na ulicę Piwną i pozostawało z nami jeszcze długo po tym niezwykłym koncercie. Playlista: I set 1/. Caravan (Duke Ellingtona/Juan Tizola) 2/. Blue In Green (Bill Evans/Miles Davis) 3/. On The Trail (Ferde Grofe) 4/. In A Sentimental Mood (Duke Ellington) 5/. Body And Soul (Johnny Green) II set 1/. United (Wayne Shorter) 2/. Edda (Wayne Shorter) 3/. ‘Round Midnight (Thelonious Monk) 4/. In Your Own Sweet Way (Dave Brubeck) 5/. Little Sunflower (Al Jarreau/Freddie Hubbard) Bis Look-ka py py (Art Neville, Ziggy Modeliste, Leo Nocentelli and George Porter, Jr.)

15


Almanach 12on14 Jazz Club

13.02.2016 sobota 19:30

N.A.K. Trio (PL/NL) Dominik Wania (p), Jasper Somsen (db), Jacek Kochan (dr)

Perkusyjnym intro kompozycji „I Have Two But One Is Not Mine” Jacek Kochan rozpoczął wczorajszy koncert N.A.K. Trio, a każdym kolejnym uderzeniem dopełniając poprzednie i zapowiadając kolejne, nakreślił fundamenty niezwykłej architektury tego i kolejnych utworów, tworzących razem dzieło wręcz monumentalne. Dzieło, które swą wykoncypowaną logiką, precyzją rozwiązań formalnych i onieśmielającą matematyką harmonii rozpiętych na wyrafinowanym metrum musi budzić respekt i szacunek, a z drugiej strony wymaga umiejętności wykonawczych na najwyższym poziomie. Toteż nic dziwnego, że ten doświadczony kompozytor i aranżer, były uczeń Jaco Pastoriusa, Mike’a Clarka i Robiego Gonzalesa, mający za sobą nagrania i koncerty z wiodącymi postaciami światowego jazzu, m. in. z Johnem Abercrombie, Jerrym Bergonzi, Patem Labarberą, Kennym Wheelerem, Donem Thompsonem, Mikiem Murleyem i Brianem Dickinsonem, zaprosił do realizacji swych koncepcji Artystów niezwykłych – pianistę Dominika Wanię, zdobywcę „Fryderyka” za najlepszy album jazzowy roku 2014, absolwenta krakowskiej Akademii Muzycznej i studenta Danilo Pereza i Jerry’ego Bergonziego na wydziale jazzowym prestiżowego New England Conservatory of Music w Bostonie, współpracującego na co dzień z takimi gwiazdami sceny jazzowej, jak Tomasz Stańko, Piotr Baron, Zbigniew Namysłowski, Bronisław

Suchanek, Marcus Miller, Eric Marienthal, Joey Baron, Anders Jormin, Lee Konitz, David Liebman i Eddie Henderson oraz holenderskiego kontrabasistę Jaspera Somsena, muzyka wszechstronnego, którego zainteresowania obejmują zarówno muzykę klasyczną, filmową i jazzową, nauczyciela akademickiego w Conservatory of Amsterdam, współpracującego i nagrywającego z Joey Calderazzo, Enrico Pieranunzim, Bob’ym Sheppardem, Justinem Faulknerem, André Ceccarellim, Gabriele Mirabassim, Bertem van den Brink, Ramónem Valle, Toon’em Roosem, Karel Boehlee, John’em Engelsem, Ferdinandem Povelem, Yuri Honingem, Ericem Vloeimansem oraz wokalistami Humphrey’em Campbellem, Fay Claassen, Ritą Reys, Nancy Marano i Lori Lieberman – którzy w

16


Almanach 12on14 Jazz Club wymagającym przez wysublimowany intelektualizm kompozycji skupieniu, nasycili ich dramaturgię niezwykłym natężeniem doskonale artykułowanych dźwięków, wchodząc w niespotykanej jakości interakcje. Nadzwyczajne dialogi prowadzone pomiędzy fortepianem Wanii i perkusją Kochana, prowadzone nadzwyczaj wartko, pełne ciętych ripost i rozbudowanych dygresji, swobodnie operujące przestrzenią artystyczną, w której się rozgrywają, miejscami abstrakcyjne i trudne do zdefiniowania, ale zawsze eksplodujące energią i ledwo skrywaną potrzebą rywalizacji, moderowane są umiejętnie przez uważnego sekundanta Somsena, który czasami wkracza do akcji rozdzielając ten spór uspokajającym legato kontrabasu. Zaplanowane z matematyczną precyzją i realizowane w sposób doskonały wielopiętrowe struktury kompozycji Jacka Kochana nie są jednak jedynie popisem formalnym. To wypełnione emocjami zapisy z dziennika Artysty, stanowiące o wyjątkowości tej muzycznej eskapady poddanej rygorom modernistycznych fascynacji i ekspresjonistycznych kontrastów; to zapis emocji niełatwych, których tropy prowadzą wprost do nieomal intymnej wrażliwości, dalekiej od przeżyć miałkich i powierzchownych. Idąca pod prąd europejskim trendom artystyczna jednia tej wyjątkowej muzyki, dominuje nad wątpliwą czasem koniecznością kategoryzowania, czy szufladkowania zjawiska, bo jakkolwiek mamy tu do czynienia z tworzywem opartym o idiomatykę jazzu, a jego syntax obecny jest w każdym najdrobniejszym nawet szczególe warstwy harmoniczno-rytmicznej tych niezwykłych kompozycji, to jednak najistotniejszą ich cechą pozostaje ich unikatowość, koherencja, indywidualizm, intrygująca dramaturgia i zaawansowany intelektualnie przekaz wywiedziony wprost z nieomal kantowskich rozważań nad możliwością scalenia oderwanych od siebie wyobrażeń w struktury zwane fenomenami, a więc kondycją ludzkiego istnienia rozpiętego pomiędzy ideą a postulatem, zmysłami a rozsądkiem, światem poznawalnym a rzeczą samą w sobie, nierozpoznawalnym noumenem. Ten wielki traktat zamknięty został kompozycją „Hard To Fathom” („trudno pojąć”), nieomal wprost odnoszącą się do ostatecznej bezradności rozumu wobec wszechogarniającej człowieka potęgi Universum. Niewątpliwie, ta piękna, choć jednocześnie arcytrudna propozycja artystyczna, wymaga od odbiorcy pewnego przygotowania i gotowości do podjęcia trudnych tematów. Rzadka to sposobność w sobotni wieczór, zwyczajowo poświęcony rozrywce. A jednak wypełniająca po brzegi przestrzeń klubu zgromadzona Publiczność w skupieniu wysłuchała tego niezwykłego koncertu, długotrwałą owacją nagradzając zaprezentowany materiał i domagając się bisu. Ten zaś należał do Dominika Wanii. Ten wybitny pianista, którego wielkość przyrównywać należy wyłącznie do Brada Mehldau’a, przedstawił autorską dekonstrukcję dwóch słynnych standardów jazzowych „Stella By Starlight” (Victor Young) i „Softly As In A Morning Sunrise” (Sigmund Romberg), łącząc je w jeden niezwykły utwór, który pozwoliliśmy sobie tu nazwać „Stella By Morning Sunrise”, dokumentując tym zabiegiem swe równie niezwykłe, co u amerykańskiego pianisty (słynącego z dekonstrukcji „All The Thing You Are” czy „Fifty Ways To Leave Your Lover” granych w metrum 7/4), umiejętności aranżacyjnych i warsztatowych. Ten niebywały popis solistycznych umiejętności zakończył niezwykłe wydarzenie, któremu wystawiamy najwyższe noty. Playlista (wszystkie kompozycje – Jacek Kochan) I set 1/. I Have Two But One Is Not Mine 2/. The Other Side Of If 3/. Everything Is A Good Sign 4/. Wooing To Woo II set 1/. Fortitude 2/. Illegal Sleeping 3/. Between Now And Never 4/. Hard To Fatum Bis -/. Stella By Morning Sunrise {Stella By Starlight (Victor Young) + Softly As In A Morning Sunrise (Sigmund Romberg)} – arr. Dominik Wania

17


Almanach 12on14 Jazz Club

14.02.2016 niedziela 19:30

Ida Zalewska Quintet (PL) Ida Zalewska (voc), Jakub Płużek (p), Szymon Mika (gt), Jakub Dworak (db), Damian Niewiński (dr)

Na walentynkowy wieczór, który spotkał się z nadzwyczajnym zainteresowaniem, zaprosiliśmy dysponującą ciekawym, lekko chropawym w górnych partiach, głosem Idę Zalewską. Był to wybór trafny. Świetne utwory, w tym brawurowo wykonane na bis „I’d Rather Go Blind” z repertuaru Etty James (i może, przede wszystkim, Bert Hart [z Joe Bonamassą]), dostarczyły eleganckiej Publiczności, świętującej u nas dzień zakochanych, świetnych emocji i wzruszeń, dla melomanów zaś – poza ciekawymi popisami wokalnymi Idy Zalewskiej – dodatkową gratkę kilku znakomitych gitarowych solówek Szymona Miki, pełnych finezji pianistycznych pasaży Kuby Płużka, doskonałych pochodów basowych Kuby Dworaka i barwnego drive’u perkusji Damiana Niewińskiego. I nawet jeśli nie do końca był to wieczór stricte jazzowy, to jednak w prezentowanej muzyce można się było rozkołysać i rozkochać, a przecież właśnie o to tego wieczoru nam wszystkim chodziło. Playlista I set 1/. Do Your Duty 2/. Goodbye 3/. One Thing Blues 4/. Quai 5/. Save Your Love For Me 6/. Maybe In The Next Life 7/. Once II set 1/. Fool That I Am 2/. Now Or Never 3/. Bez Ciebie Nie Ma Mnie 4/. Niemyślenie 5/. I Just Want To Make Love To You 6/. To Rozstanie 7/. Honey Bis -/. I’d Rather Go Blind

18


Almanach 12on14 Jazz Club

17.02.2016 środa 19:30

Kaczmarczyk / Jonkisz Directions In Music: Elvin Jones (PL) Marcin Żupański (sax), Paweł Kaczmarczyk (p), Wojciech Pulcyn (db), Kazimierz Jonkisz (dr)

Miał rację magazyn „Life” nazywając swego czasu Elvina Jones’a „najwspanialszym rytmicznym perkusistą świata”, a my po wczorajszym koncercie z całą przyjemnością nadajemy ten sam tytuł niezwykłemu Kazimierzowi Jonkiszowi, który wraz z Pawłem Kaczmarczykiem (p), Marcinem Żupańskim (sax, fl) i Wojciechem Pulcynem (db), - w ramach cyklu Directions In Music – po mistrzowsku przeniósł nas w świat coltrane’owskiego kwartetu nagrywającego albumy A Love Supreme, Impressions i Ascension, a także – i może przede wszystkim – jones’owego zespołu Jazz Machine. Zbliżając się powoli do setki zorganizowanych w naszym klubie koncertów możemy z całym przekonaniem powiedzieć, że takiej energii, takiego grania i takiej radości na twarzach Publiczności jeszcze u nas nie było. Próba opisania tego, co Kazimierz Jonkisz gra na bębnach, byłaby katasfrofą nawet dla bardzo sprawnego pisarza. Tego się nie da wyrazić żadnymi słowami! Tego trzeba było posłuchać, by bijąc brawo do upadłego i wydając z siebie dzikie okrzyki, dać ujście emocjom, które czterech wybitnych muzyków pakowało w nas seriami, jak z ciężkiego karabinu maszynowego. Dlatego kapitulujemy również przy próbie oddania hołdu wielkiej pianistyce Pawła Kaczmarczyka – który wczorajszy program na dodatek przygotował i kongenialnie przetworzył w sposób, pod którym z przyjemnością podpisałby się sam mistrz Jones i zespołowi koledzy. Podobnie poddajemy się w przypadku Marcina Żupańskiego, który wcielił się znakomicie a to w Johna Coltrane’a a to w Joe Farella, by zagrać na flecie. Oczywiście, bez szans jesteśmy również w przypadku Wojciecha Pulcyna, o którego skupieniu, muzykalności i technice krążą po świecie zasłużone legendy. I jeśli tak kapitulujemy przed całym tym kwartetem we wczorajszej niezwykłej całości, to jest to – zapewniam - piękna kapitulacja. I chcielibyśmy tak kapitulować zawsze, co wieczór, z uśmiechem na ustach, z rozedrgnaym sercem, rozkrzyczani, z opuchniętymi dłońmi, szczęśliwi pełnią jazzowego szczęścia. Bo wczoraj, Drodzy Państwo, był Jazz! Najbardziej jazzowy, wręcz najjazzowniejszy. Cudowny i wielki. Jedyny!

Playlista: I set 1/. Keiko’s Birthday March (Elvin Jones) 2/. By George (George Coleman) 3/. Agenda (Elvin Jones) 4/. My One and Only Love (Guy Wood, Robert Mellin) 5/. Three Card Molly (Elvin Jones) II set 1/. Village Green (Billy Green) 2/. Ray Nay (Elvin Jones) 3/. Didi Afrique (Elvin Jones) 4/. Naima (John Coltrane) 5/. Doll Of The Bride (trad., aranż. Keiko Jones)

19


Almanach 12on14 Jazz Club

18.02.2016 czwartek 19:30

Tomasz Kudyk New Bone (PL) Tomasz Kudyk (tp), Bartłomiej Prucnal (sax), Dominik Wania (p), Maciej Adamczak (db), Patryk Dobosz (dr)

Od wczorajszego wieczoru przewertowuję opasłe tomiszcza słowników języka polskiego, aby znaleźć zestaw brakujących mi przymiotników, które chciałbym zastosować w opisie wydarzenia. Wypisałem ich już, zresztą, dość sporo, a w dalszym ciągu nie znalazłem takiego, który w pełni oddawałby zarówno atmosferę wczorajszego koncertu, jak i – przede wszystkim – niezwykłą jakość artystyczną muzyki i poziomu „artystycznej produkcji” zaprezentowanej przez kwintet Tomasz Kudyk New Bone {Tomasz Kudyk (tp), Bartłomiej Prucnal (sax), Dominik Wania (p), Maciej Adamczak (db), Patryk Dobosz (dr)}. I gdyby nie przyprószająca już skronie siwizna, to sięgnąłbym najchętniej po młodzieżowe „zaj…ście”, bo w tym właśnie przymiotniku kryje się owa emocja, której eksplozji wczoraj doświadczyliśmy, a której gigantyczne echo okleja jeszcze ściany klubu, jak piękne wspomnienie, którego nie wyrzuca się z pamięci. Znakomite kompozycje Jerzego Chruścińskiego (związanego z Teatrem Witkacego w Zakopanem od początku jego istnienia, uhonorowanego w 2008 przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Srebrną Odznaką "Zasłużony dla Kultury Polskiej"), Henryka Warsa i Bronisława Kapera w sensacyjnych aranżacjach Bartłomieja Prucnala, Dominika Wanii, Tomasza Kudyka oraz Joachima Mencla wypełniły repertuar wczorajszego wieczoru, a genialne unisona instrumentów dętych i nieporównywalne z niczym popisy solowe wybitnych instrumentalistów, potwierdziły pozycję tego niebywałego ansamblu na szczytach współczesnej europejskiej sceny jazzowej. Umiejętnie budowane napięcie konstruujące modelową dramaturgię koncertu, to jeden z kolejnych talentów lidera grupy, wybitnego trębacza zachwycającego czystym dźwiękiem swego instrumentu, Tomasza Kudyka. Rozpoczynające koncert trzy pierwsze kompozycje budują powoli natężenie przekazu, wprowadzając słuchacza w stan wzmożonej uwagi, by eksplodawać utworem „Sex Appeal” z solówką Dominika Wanii tak zagęszczoną i niezwykłą, że tylko na jej próbie zrozumienia i opisu można by oprzeć niejedną pracę doktorską. Gdyby Dominik Wania żył w trochę innych czasach,

to po takim popisie posądzono by go niechybnie o kontakty z diabłem, bo – w istocie – jakże inaczej wyjaśnić prezentowaną przez niego maestrię i wirtuozerię wykraczającą daleko ponad możliwości dookreślane przymiotnikiem „ludzkie”. Na szczęście żyje hic et nunc, a my możemy być czasem zaszczycani potęgą tej zupełnie nieprawdopodobnej pianistyki. Drugi set wypełniają już tylko ładunki wybuchowe o rozległym polu rażenia, a kolejni soliści wykonują na Publiczności bezwzględne wyroki uzasadnione swym kunsztem, by po skończonym koncercie spoglądać tryumfalnie na pozostawione po sobie przecudowne zgliszcza. Zostaliśmy pokonani całkowicie i ostatecznie. I sprawiło nam to wręcz masochistyczną rozkosz. Wśród szczęśliwych ofiar wczorajszego bezwzględnego ataku piękna, z prawdziwą satysfakcją dostrzegliśmy Łukasza Żytę, Macieja Obarę i Maxa Muchę, a także przygotowujących się już do dzisiejszego koncertu Krzysztofa Szmańdę, Kamila Piotrowicza i Jakuba Więcka. Playlista: I set 1/. Na niby naprawdę (J. Chruściński / B.Prucnal) 2/. Czarownice z Salem (J.Chruściński/ D.Wania) 3/. Bal w Operze (J. Chruściński / T.Kudyk) 4/. Sex appeal (H.Wars/ D.Wania) II set: 1/. Benedictus (J.Chruścinski / B.Prucnal) 2/. Bezimienne Dzieło (J.Chruścinski/ B.Prucnal) 3/. Follow me (B.Kaper / J.Mencel) 4/. If I (J.Chruścinski / D.Wania) Bis: -/. Dr.Faustus (J.Chruściński / T.Kudyk)

20


Almanach 12on14 Jazz Club

19.02.2016 piątek 19:30

Kamil Piotrowicz Sextet (PL) Kamil Piotrowicz (p), Emil Miszk (tp), Kuba Więcej (alt sax), Piotr Chęcki (tenor sax), Andrzej Święc (db), Krzysztof Szmańda (dr)

Wczorajszy koncert formacji Kamil Piotrowicz Sextet {Kamil Piotrowicz (p), Emil Miszk (tp), Kuba Więcek (sax), Piotr Chęcki (sax), Andrzej Święs (db), Krzysztof Szmańda (dr)} był kolejnym wydarzeniem potwierdzającym słuszność słynnego poglądu Franka Zappy, że „pisać o muzyce, to jak tańczyć o architekturze”. Co prawda, mogliśmy się tego spodziewać już wtedy, gdy zauroczeni debiutanckim albumem Kamila Piotrowicza „Birth” (nagranego w kwintecie), a wydanego w zeszłym roku przez słowacką wytwórnię Hevhetia, zapraszaliśmy Artystę do zagrania koncertu w naszym klubie, to jednak, wobec muzyki płynącej wczoraj z naszej klubowej sceny, możemy ogłosić jedynie recenzencki, bezwarunkowy akt kapitulacji! Obsypany nagrodami (zwycięzca XIII Międzynarodowego Krokus Jazz Festiwal w Jeleniej Górze, Blue Note Poznań Competition 2014 i XVII Ogólnopolskiego Przeglądu Młodych Zespołów Jazzowych i Bluesowych w Gdyni) i zbierający entuzjastyczne recenzje za swój pierwszy album, niespełna 24-letni koszaliński pianista i kompozytor, Kamil Piotrowicz - student Akademii Muzycznej w Gdańsku – przyjechał wczoraj do nas po oczywiste zwycięstwo, przywożąc ze sobą przeorganizowany (Michała Bąka zastąpił Andrzej Święs, a Sławomira Koryzno – Krzysztof Szmańda) i wzbogacony o saksofon altowy Kuby Więcka skład formacji i repertuar częściowy bazujący na utworach znanych już z albumu („Hymn I”, „Szewiec”, „Motives”, „Centurio”, „Biochemia”), uzupełniony nowymi kompozycjami („Matnia”, „Hypodremia № 2”, „Abstract”, „The Cage”, „Song For E”). Podobnie, jak na płycie, setlistę uzupełnia brawurowe wykonanie słynnej kompozycji Wayne’a Shortera „Footprints”, wskazujące na wielkie źródło inspiracji tego młodego, choć w pełni już ukształtowanego i artystycznie dojrzałego twórcy. W efekcie dostaliśmy wybuchową mieszankę doskonałych kompozycji modelowo wręcz realizujących nie tylko jazzowy idiom, ale również śmiało eksplorujący rozległe pokłady muzycznych krajobrazów, od czytelnych tropów folkowych prowadzących do kaszubskich tańcow („Szewiec”), przez fundamentalny syntax współczesnego jazzu („Foot-

21


Almanach 12on14 Jazz Club prints”) po elementy i motywy freejazzowe („Motives”). Wszystko to spięte klamrą perfekcyjnie zapisanych partytur tych niezwykłych kompozycji, w których Kamil Piotrowicz potrafi umiejętnie przesuwać akcenty, sytuując fundamenty a to na pianistycznych pasażach („Abstract”), a to na formalnych regułach zamykających muzyczną miniaturę („Hymn I”), a to w końcu operując swobodnie nostalgicznym klimatem ballady („Biochemia”), czy wreszcie wyzwalając nieomal akty strzeliste wykonywane z nadzwyczajną wirtuozerią przez sekcję instrumentów dętych („Hypodremia № 2”, „Centurio”, „The Cage”, „Song For E”). Każda z tych peregrynacji olśniewa dodatkowo mistrzostwem wykonania, bo nie sposób pozostać obojętnym na to, co wychodzi spod palców pianisty, czy solowych popisów trębacza Emila Miszka (mającego za sobą współpracę z Seamusem Blakem, Clarencem Pennem, Krzysztofem Urbańskim i Adamem Makowiczem), saksofonisty tenorowego Piotra Chęckiego (studenta Akademii Muzycznej w Gdańsku i ucznia samego Macieja Sikały), saksofonisty altowego Kuby Więcka (określanego powszechnie mianem jednego z najwybitniejszych talentów młodego pokolenia), czy wreszcie opromienionych zasłużoną sławą wirtuozów – Andrzeja Święsa i Krzysztofa Szmańdy, których lista artystycznych dokonań (w tym o międzynarodowym zasięgu) wypełniłaby kilkanaście stronic księgi zasług. Zachwyconej Publiczności nie pozostawało nic innego, jak nagradzanie kolejnych utworów burzliwymi owacjami i ożywionymi dyskusjami prowadzonymi w przerwie i po zakończeniu koncertu na temat nadzwyczajnej jakości tego artystycznego wydarzenia, którego ocena musi przewyższać limit przyjętej skali o przymiotnik „niezwykłe” i co najmniej kilkanaście grubych wykrzykników! Playlista: I set 1/. Matnia (Kamil Piotrowicz) 2/. Motives (Kamil Piotrowicz) 3/. Hypodremia № 2 (Kamil Piotrowicz) 4/. Szewiec (Kamil Piotrowicz) II set 1/. Hymn I (Kamil Piotrowicz) 2/. Abstract (Kamil Piotrowicz) 3/. Centurio (Kamil Piotrowicz) 4/. The Cage (Kamil Piotrowicz) 5/. Footprints (Wayne Shorter) 6/. Biochemia (Kamil Piotrowicz) Bis -/. Song For E (Kamil Piotrowicz)

22


Almanach 12on14 Jazz Club

20.02.2016 sobota 19:30

Vehemence Quartet (PL) Wojciech Lichtański (alt sax), Mateusz Śliwa (tenor sax), Alan Wykpisz (db), Szymon Madej (dr) groovem, a do tego fantastyczne kompozycje, tworzą obraz koncertu, którego zawartość a to wprowadzała w trans nieprawdopodobnych rytmów, a to ogarniała melancholią uroczych ballad (In A Sentimental Mood). Arcyciekawie zdekonstruowany standard Artura Schwartza „Alone Together”, przedstawiony został jako wspomnienie i wyraz hołdu młodych muzyków złożony swemu wielkiemu Mistrzowi, ś.p. Januszowi Muniakowi, który tym właśnie utworem rozpoczynał każdy swój koncert (w tym w naszym klubie 19 grudnia 2015 roku). Repertuar koncertu obejmował jeszcze „Witch Hount” Wayne’a Shortera oraz „India” Johna Coltrane’a oraz pięć kompozycji własnych Lichtańskiego, Śliwy i Wykpisza. I szczerze mówiąc, nie dostrzegłem specjalnych różnic w jakości kompozycji, a nawet przez chwilę sądziłem, że zagrany na bis utwór Coltrane’a też mogę przypisać jednemu z nich – skorygował mnie dopiero potężny Alan Wykpisz „delikatnym” szturchnięciem, bym nie wyszedł na błazna – dzięki, Alan! Rozcieram sińce! Vehemence Quartet to modelowy przykład grania kolektywnego, w którym każdy muzyk ma zagwarantowaną autonomię. Ta świetna formacja bawi się muzyką robiąc to w sposób wręcz zaraźliwy, a wytworzony feeling nie ma sobie równych. To był, po prostu, genialny koncert!

Trwające od środy pasmo superkoncertów polskich supergrup ukoronowane zostało wczorajszym występem krakowskiej formacji Vehemence Quartet, która – zgodnie ze swą nazwą oznaczającą „gwałtowność” – zaatakowała z niespotykaną furią zgromadzoną Publiczność fascynującym zestawem znakomitych kompozycji wykonanych z nadzwyczajną pasją i precyzją. Vehemence Quartet tworzą utytułowani muzycy młodego pokolenia: Wojciech Lichtański (saksofon altowy), Mateusz Śliwa (saksofon tenorowy), Alan Wykpisz (kontrabas) i Szymon Madej (perkusja). Ich talenty improwizatorskie dostrzegli już wcześniej, zapraszając do współpracy, tacy koryfeusze jazzu, jak: Randy Brecker, Eddie Henderson, Janusz Muniak, Piotr Wojtasik, Grzegorz Nagórski czy Jacek Kochan. Każdy z młodych muzyków był już wielokrotnie nagradzany, w tym na międzynarodowych konkursach: Mateusz Śliwa jest laureatem prestiżowego Jazz Hoeilaart w Belgii, Alan Wykpisz BassCopenhagen 2012 w Danii, a Wojciech Lichtański oraz Szymon Madej są laureatami Grand Prix Bielskiej Zadymki Jazzowej. W zeszłym roku, nakładem wytwórni ForTune ukazał się ich debiutancki, znakomity album „Anomalia”, zarejestrowany w Studiu MAQ Records w Wojkowicach Śląskich. To, co przedstawili wczoraj udowodniło, że wszelkie zaszczyty i laury, które dotąd zdobyli, były rzetelnie zasłużone i należne. Niezwykłe brzmienie saksofonów, znakomite unisona i rewelacyjne solówki, do tego praca sekcji pulsującej powalającym z nóg

Playlista: I set 1/. Witch Hount (Wayne Shorter) 2/. Desolation (Mateusz Śliwa) 3/. Alone Together (Artur Schwartz) II set 1/. When Will I See You Again? (Mateusz Sliwa) 2/. Gabryś (Wojciech Lichtański) 3/. In A Sentimental Mood (Duke Ellington) 4/. Każdy Chciałby Mieszkać W Regulicach (Alan Wykpisz) Bis -/. India (John Coltrane)

23


Almanach 12on14 Jazz Club

20.02.2016 sobota 19:30

Andy Sheppard Quartet (UK/NO/FR/IT) Andy Sheppard (sax), Eivind Aarset (gt), Michel Benita (db), Michael Rabbia (dr)

To, że koncert Andy Sheppard Quartet będzie wydarzeniem artystycznym najwyższej próby, było pewne zanim ten znakomity brytyjski saksofonista przekroczył skromne progi naszego klubu. Wraz z nim pojawili się znakomici muzycy o światowej renomie – norweski gitarzysta Eidvind Aarset, urodzony w Algierze a związany z Paryżem, kontrabasista Michel Benita oraz włoski perkusjonista, Michele Rabbia. Jednak – przede wszystkim – Andy Sheppard przywiózł ze sobą swą przepiękną muzykę, której zapowiedź mogliśmy usłyszeć na płycie „Surrounded by Sea”, wydanej w zeszłym roku przez prestiżowe ECM. Zaplanowany na wczorajszy koncert materiał rozszerzony jednak został o kilka nowych utworów, co pozwoliło nam uczestniczyć w prawdziwej uczcie piękna i sybtelnej zmysłowości. „Surrounded by Sea” (2015) jest już trzecim albumem Shepparda wydanym przez ECM, po słynnym „Movements in Colour” (2009) (z Eidvinem Aarsetem [gt], Johnem Parricellim [gt], Arildem Andersonem [db] i Kuljatem Bhamrą [perc.]) oraz Trio Libero (2012) (z Michelem Benitą [db] i Sebastianem Rochfordem dr]). Warto przy tym wspomnieć, iż również pozostali muzycy są mocno związani z monachijskim imperium Manfreda Eichera – Michel Benita wydał właśnie sygnowany jego nazwiskiem album „River Silver” (2016), a Eidvin Aarset, jako jeden z najmocniejszych filarów „jazzu skandynawskiego”, nagrał tam nie tylko legendarny album „Khmer” (1997), a później „Solid Ether” (2000) u boku pioniera „jazzu przyszłości” Nilsa Petter Molværa, ale także ważny album Arilda Andersena „Elektra” (2005), „Cartography” (2008) Arve Henriksena, pierwszy (2009) i ostatni (2015) monachijski album Shepparda, wyjątkowy „Last night the moon came dropping its clothes in the street” (2009) Jona Hassella, znakomity „Mercurial Balm” (2012) norweskiego duetu Food (Iain Ballamy [sax], Thomas Strønen [dr]), by w tym samym roku (2012) wydać sygnowany swoim nazwiskiem (i prawie solowy – prawie, bo inżynierią niektórych sampli zajęli się Jan Bang i Audun Kleive) rewelacyjny „Dream Logic”, a w rok później (2013) nagrać u boku Ketila Bjørnstada piękną „La notte”. Również

24

Michele Rabbia ma na swym koncie płytę wydaną przez ECM, wydaną w 2010 „Pastorale”, a nagraną przez giganta włoskiego jazzu nowoczesnego Stefano Bataglia. Już sam ten przegląd przyprawiających o zawrót głowy związków muzyków kwartetu ze słynącą z własnego, oryginalnego brzmienia i wyjątkowego repertuaru, prestiżową wytwórnią fonograficzną daje podstawy do wyobrażenia sobie muzycznej zawartości koncertu. Jednak nawet najlepszy opis cudownie oscylujących pomiędzy jazzem a world music rytmów i dźwiękó, wykonawczej perfekcji, przepięknej melodyki i innych przymiotów tej wspaniałej muzyki, nie nie odda w pełni tego wszystkiego, czego mogliśmy doświadczyć w czasie koncertu. Ulegliśmy bowiem wszyscy zbiorowemu uczuciu spełnienia i wszechogarniającego szczęścia, unosząc się lekko na skrzydłach tego niezwykłego wydarzenia. Wypowiedziane ciepłym głosem „Good evening…!” i dodane z uśmiechem „Small is beautiful…” odnoszące się do wielkości naszego klubu, nagrodzone zostało brawami i sympatyczną reakcją Publiczności, a po chwili rozbrzmiało już głębokie, basowe ostinato kompozycji „Tipping Point” rozpoczynającej tę cudowną podróż. Delikatne uderzenia w czynele i ciche smagnięcia szczotek o krawędzie bębnów obudowane sferycznymi akordami gitary zakreśliły przestrzeń dla nieomal syreniego śpiewu tenorowego saksofonu Shepparda, którego czystość gry porównywana może być jedynie z kryształem. Z tych szerokich perspektyw dźwięku wyłoniły się po chwili przypominające westchnienia fal spokojnego morza szczotki Rabbii, na których saksofon ułożył nostalgiczną melodię przepięknej ballady Elvisa Costello „I Want To Vanish”, która zachwycała delikatnością i urodą tematu. Ta umiejętność wychwytywania piękna, tak charakterystyczna dla muzyki Shepparda, i gotowość do czerpania z różnych źródeł, jeśli tylko pięknem biją, pojawiała się często w trakcie koncertu. Stąd dwa kolejne utwory bazowały na tradycyjnych szkockich melodiach, znakomicie ujazzowionych przez brytyjskiego mistrza saksofonu. Dramaturgia pierwszej części koncertu osiągnęła swe apogeum w


Almanach 12on14 Jazz Club kolejnej kompozycji, zatytułowanej „Beyond The Dancing Sun”, w której dominanta przesuwa się w stronę obłędnej gitary Aarseta nieomal dosłownie obrazującej rozszalałe morze. Wciągające ciemne wiry basu i ryczące grzywacze wysokich fal saksofonu dopełniają obrazu groźnego żywiołu. A potem wszystko zaczyna się od nowa („All Becomes Again”) i z każdym opadłym bez słońca, a teraz znów wstającym kwiatem („With Every Flower That Falls”) pojawia się wszechogarniające piękno. Pierwszy set zakończyła spokojna ballada Nicka Drake’a „Riverman”, zostawiająca Publiczność w zamyśleniu: Betty wpadła po drodze, Wspomniała, że ma coś do powiedzenia, O tym, co działo się dzisiaj I spadłych liściach. Stwierdziła, że nie słyszała wieści, Nie miała czasu, by wybrać, Sposobu, by upaść, Ale wierzy. Wybiorę się odwiedzić człowieka znad rzeki, Opowiem mu, ile będę potrafił, O planie, Na liliowy czas. Jeśli powie mi, co wie, O sposobie, w jaki woda płynie, I całonocnych przedstawieniach, W letni czas. Betty powiedziała, że modliła się dziś, Aby niebo wybuchło. Albo może trwało, Nie była pewna. Bo kiedy myślała o letnim deszczu, Wzywającym ją ponownie, Wtedy ból ustał, I został na dłużej. Wybiorę się odwiedzić człowieka znad rzeki, Opowiem mu, ile będę potrafił, O barierach, By czuć się wolnym. Jeśli powie mi, co wie, O sposobie, w jaki woda płynie, Nie wydaje mi się, Żeby to pomogło.

nu maszynowego. Naszkicowana tematyka utworu przenosi się na kolejne kompozycje, osiągające poziom totalnego chaosu w „Let Us Go North”, by – jak nagłe pojawienie się pierwszego promienia słońca – rozświetlić przestrzeń spokojnym i wesołym „Forever And A Day”. Ta nagła opozycja, zaskakujący kontrast, skwitowany został przez Publiczność głośnym westchnieniem, a nawet radosnym śmiechem. Porażająca siła przekazu wchodząca w głąb wrażliwości słuchacza, to jedna z głównych „umiejętności” tej muzyki. Kolejna kompozycja „Looking For Ornette”, to powrót Shepparda do jednej ze swych wielkich inspiracji i próba dopisania post scriptum do utworu, który poraz pierwszy pojawił się w repertuarze Artysty już piętnaście lat temu, pełniąc istotną rolę w konstrukcji albumu „Dancing Man & Woman” (Provocateur, 2000) nagranym wraz z Kuljitem Bhamrą, Paulem Clarvisem, Stevem Lodderem, Chrisem Laurencem, Johnem Parricellim i Stevem Swallowem. Kończąca koncert ballada Renato Teixeiry de Oliveira, brazylijskiego czarodzieja canções, to ponowne sięgnięcie po istotę piękna, tym razem o egzotycznej proweniencji. Natomiast zagrana na bis piosenka Lenona/McCarneya „And I Love Her” przyniosła żywiołowy entuzjazm i prawie pięciominutową owację na stojąco zachwyconej Publiczności. Koncert Andy Shepparda był przykładem bezkompromisowej uczciwości wobec uprawianej sztuki – nie ma w tej muzyce eksperymentu dla samego eksperymentowania. Jeśli zachwycają go piękne melodie, to Andy Sheppard po prostu je gra. I robi to w sposób zapierający dech w piersiach. Jego artystyczna oferta jest wytworna i szlachetna w każdym dźwięku. Otacza słuchacza materią tak piękną, że jedynymi możliwymi odczuciami, które może wzbudzać są zachwyt i wdzięczność. I otrzymał je od nas z nawiązką. Nie mogło być inaczej. I dlatego nie wyobrażamy sobie, aby nie mógł u nas pojawić się ponownie! Z życzeń, które złożył nam publicznie pod koniec koncertu wnioskujemy, że również i on bardzo tego pragnie. Dziękujemy, Andy! Będziemy za Tobą tęsknić!

Jak przychodzą i odchodzą. Jak przychodzą i odchodzą.

Otwierające drugą część „The Impossibility Of Silence” to popis możliwości barwowych Aarseta rozpinanych pomiędzy szeptem a terkotem karabi-

25


Almanach 12on14 Jazz Club Playlista: I set 1/. Tipping Point (Andy Sheppard / Michel Benita) 2/. I Want To Vanish (Elvis Costello) 3/. Aoidh (trad., aranż. Andy Sheppard) 4/. Pe In Erim (trad., aranż. Andy Sheppard) 5/. Beyond The Dancing Sun (Andy Sheppard) 6/. All Becomes Again (Andy Sheppard) 7/. With Every Flower That Falls (Andy Sheppard) 8/. Riverman (Nick Drake) II set 1/. The Impossibility Of Silence (Andy Sheppard) 2/. Medication (Andy Sheppard) 3/. Let Us Go North (Andy Sheppard) 4/. Forever And A Day (Andy Sheppard) 5/. Looking For Ornette (Andy Sheppard) 6/. Romaria (Renato Teixeira de Oliveira) Bis -/. And I Love Her (John Lennon/Paul McCartney)

26


Format 1/1 - 500,- zł brutto / numer 25% rabatu przy wielokrotności

Format 1/2 - 350,- zł brutto / numer 20% rabatu przy wielokrotności

Format 1/4 - 250,- zł brutto / numer 15% rabatu przy wielokrotności

Format 1/8 - 150,- zł brutto / numer 10% rabatu przy wielokrotności


online player: www.chillizet.pl

Nr 9(9) - 2017 Almanach 12on14 Jazz Club  
Nr 9(9) - 2017 Almanach 12on14 Jazz Club