Page 1

9(19)/2018 LUTY 2018

WALTER SMITH III

Foto © by Piotr Szajewski


Almanach 12on14 Jazz Club

SPIS TREŚCI 4 KONCERTY... 4 6 8 10 14

14

19 20 22 25

22 25

2

Organ Spot Aleksander Sucharski 5tet Event Horizon Przemysław Strączek 4tet Jochen Rueckert Quartet, feat. Walter Smith III Marek Jakubowski Trio Sound Of Affection Paweł Kaczmarczyk Directions In Music: Clifford Brown Dorota Miśkiewicz / Marek Napiórkowski Duo


Almanach 12on14 Jazz Club

Retransmisje najlepszych koncertów

w w każdą niedzielę od 22:00 do 24:00 Zapraszamy do radioodbiorników!


Almanach 12on14 Jazz Club

12.09.2016 poniedziałek 20:30

Organ Spot (PL) Kajetan Galas (org), Szymon Mika (gt), Grzegorz Masłowski (dr)

Organ Spot to klasyczne jazzowe organowe trio, natomiast muzyka tej grupy reprezentuje współczesną szkołę organową z wyraźnym ukierunkowaniem na dokonania starych mistrzów. W repertuarze znajdziemy autorski materiał, współczesne kompozycje a także standardy jazzowe we własnych aranżacjach. Ich muzyka spotyka się z ciepłym przyjęciem podczas koncertów w Polsce i Europie. Organ Spot to także laureaci międzynarodowych konkursów: Jazz nad Odrą (trzy indywidualne nagrody dla każdego z członków, w tym Grand Prix dla Szymona), Young Best Jazz Contest (1. nagroda zespołowa), Azoty Tarnów Jazz Contest. W maju 2013 trio wydało debiutancki album nakładem wytwórni SJ Records który został bardzo ciepło przyjęty przez krytyków. Grupa brzmi dojrzale i pięknie, a gra poszczególnych instrumentów zachwyca. Repertuar poukładany jest w taki sposób, że utwory stanowią nieomal przenikające się elementy większej całości. I choć należą do klasyki jazzowej, zagrane są w sposób świeży, by nie powiedzieć unikatowy, z wielkim wyczuciem formy, melodyki, rytmu i harmonii. Słucha się tego świetnie, a nogi same rwą się do tańca. To jeden z tych wieczorów, gdy wracamy nieomal do źródła jazzu, gdy był on – po prostu – muzyką taneczną, jak w znakomitych „Dig It!” Wycliffe Gordona czy „Jeannine” Sama Riversa. Otwierający drugą część koncertu utwór Kajetana Galasa „Street Surveillance” potwierdza w całości tę prawdę, a główna linia melodyczna mogłaby z powodzeniem stać się przebojem gdyby tylko popularne radia chciały puszczać coś więcej niż raniącą uszy i duszę (lub uszy duszy) rąbankę. Piękna gra gitary Szymona Miki dodatkowo podkreśla niezwykłość brzmień tej formacji, a precyzyjna perkusja Grzegorza Masłowskiego budzi respekt i szacunek. Kajetan Galas – mimo młodego wieku - osiągnął już poziom mistrzostwa, który pozwala go wymienić jednym tchem z Wojciechem Karolakiem, Janem Smoczyńskim czy Pawłem Tomaszewskim. Grane z wielką dezynwolturą partie solowe Hammondów, szczególnie w balladach – jak w pięknej „You Don’t Know What Love

Is”Gene’a DePaula czy słynnej kołysance z filmy „Rosemary’s Baby” Krzysztofa Krzysztofa Komedy, zagranej na koniec oficjalnej części koncertu, z cudownie klimatyczną i przy okazji wzorcowo jazzową solówką Szymona Miki. Nota bene: ta interpretacja słynnej kołysanki sama w sobie jest godna zauważenia - chyba po raz pierwszy słyszałem, jak w tym spokojnym temacie Artysta wydobywa całą grozę sytuacyjną zawartą w opowieści o nieszczęsnej Rosemary i jej dziecku. Ten sposób odczytania tematu "ze zrozumieniem" każe pokłonić się Kajetanowi Galasowi także i za umiejętności aranżacyjne. A potem jeszcze żywiołowy „Birdlike” Freddie Hubbarda, w którym Hammondy brzmią, jakby siedział za nimi sam Jimmy Smith. Praca linii basowej i basowych riffów z powodzeniem zastępuje nieistniejącego kontrabasistę, a piękne glissanda byłyby wręcz niewykonalne na innym instrumencie. Świetną solówkę zagrał też Grzegorz Masłowski oraz, jak zwykle, Szymon Mika. Znakomity koncert ze znakomitą muzyką przynoszącą ulgę po ciężkim dniu, wlewającą się, jak boski nektar w każdy zakamarek naszej wrażliwości musiał zaowocować gorącymi brawami i spełnioną prośbą o bis. Też, zresztą, świetny. A przy okazji – jak miło jest słyszeć ze sceny muzyczną młodzież rozkochaną w muzyce starych mistrzów i grających ją z równym uczuciem i mistrzostwem. Prawdziwy, rzetelny, staro-nowy Jazz!!! Setlista I Set 1. I Should Care (Cahn/Strodhal/Weston) 2. Dig This! (Wycliffe Gordon) 3. DEA (Neil Caine) 4. Jeannine (Sam Rivers) II Set 1. Street Surveillance (Kajetan Galas) 2. You Don’t Know What Love Is (Gene DePaul) 3. Birdlike (Freddie Hubbard) 4. Lullaby (Krzysztof Komeda) Bis • Secret Champ (Jesse Van Ruller)

4


Almanach 12on14 Jazz Club

5


Almanach 12on14 Jazz Club

13.09.2016 wtorek 20:30

Aleksander Sucharski Quintet (PL) Aleksander Sucharski (g), Przemysław Chmiel (sax), Mateusz Gramburg (p, kb), Jan Wierzbicki (db), Radosław Mysłek (dr)

Muzyka kwintetu, składająca się głównie z kompozycji autorskich lidera, nawiązuje w równym stopniu do jazzowej tradycji, jak i sceny nowoczesnej, czerpiąc jednocześnie z palety barw jazzu ery zelektryfikowanej. Kompozycje w większości przypadków mają charakter otwarty, z prymatem (w zgodzie z tradycją) improwizacji, gdzie punktem wyjścia jest niekiedy prosta melodia. Lider świetnie przemyślał repertuar – rozpoczynając od własnej kompozycji „Przedwiośnie” utrzymanej w nieco latynoskich rytmach, pozwolił poszczególnym członkom zespołu na improwizatorską introdukcję, a jednocześnie pokaz gry zespołowej. Brzmienie kwintetu przywodzi na myśl album „Birthday” legendarnego Extra Ball Jarka Śmietany, co może być tylko komplementem. Swoboda gry ujmuje słuchacza, a kolejne utwory płyną potoczyście ze sceny, zdobywając uznanie licznej publiczności. Świetnie się tego słucha, a gitarowe solówki lidera, podobnie jak saksofonowe Przemysława Chmiela i fortepianowe Mateusza Gramburga nie pozostawiają wątpliwości, że pomimo bardzo młodego wieku mamy do czynienia z muzykami nadzwyczaj dojrzałymi, swobodnie operującymi zarówno formą, jak i treścią proponowanej muzyki. Nie można tez pominąć równej i pewnej gry sekcji, z ciekawym Janem Wierzbickim na kontrabasie i nadzwyczaj melodyjnym Radosławem Mysłkiem na perkusji. Na zakończenie pierwszej części Aleksander Sucharski przedstawił jazz-popowy (no, może trochę funkowy) kawałek „No Mint”, o którym co prawda sam mówi, że ot tak wpadł mu do głowy, więc go zapisał, ale zgodnie z reakcją publiczności, a i naszym przekonaniem, dobrze że to zrobił. To wpadający w ucho przebój, który nie wolny od kilku uproszczeń, niesie w sobie jednak cały kawał porządnego jazzowego oczytania kompozytora, a gitarowa solówka lidera, czy basowa (na gitarze basowej) Janka Wierzbickiego oraz saksofonowa świetnego Przemka Chmiela, rozpaliły publiczność do białości. Debiutując na naszej scenie, formacja Aleksandra Sucharskiego po pierwszej części swego koncertu schodzi z tarczą i w tumulcie aplauzu i zasłużonych braw! Precyzyjne w wykonaniu, dramaturgicznie dobrze

przemyślane perkusyjne intro kompozycji „Afro” (tytuł roboczy) momentalnie przykuło uwagę publiczności. Wchodzący głębokimi akordami Rhodes Mateusza Gramburga, miarowy pochód kontrabasu i subtelny temat podany przez sopran Przemysława Chmiela i ledwo zaznaczoną gitarę Sucharskiego, wprowadził klimat rodem z rasowych kapel jazz-rockowych połowy lat siedemdziesiątych dowodzonych przez Coreę, a w Polsce przez Jarka Śmietanę czy Janusza Grzywacza. Jednak nic w tej muzyce zaproponowanej przez kwintet Aleksandra Sucharskiego nie odnajduję wtórnego wobec swych pierwowzorów. Odwrotnie, grupa brzmi świeżo i oryginalnie, a kompozycja zachwyca konstrukcją. To niemal idiomatyczny utwór dla tego gatunku. Szczególną uwagę zwrócić należy na solowe frazy saksofonu, którego odniesienia do jazz-rockowego Wayne’a Shortera są aż nadto czytelne, co jednak nie może być zarzutem, a prawdziwym komplementem. Duże brawa należą się też Radosławowi Mysłkowi, który w utworze tym jest dla całości brzmienia formacji tak samo ważny, jak Airto Moreira w Return To Forever. Nastepujący po tym arcyciekawym utworze „Luz” jest z kolei przykładem świetnych unison w nieco jazz-rockowo-balladowych klimatach. To także miejsce dla świetnej solówki Mateusza Gramburga, którego dojrzała pianistyka pełni ważną funkcję w zespole. Po nim również i Jan Wierzbicki miał miejsce na swoje ciekawe solo, a powrót do tematu znowu zachwycił unisono gitary i saksofonu. „Trochę Później” też oferuje balladowy nastrój, tyle że odchodzi on już od jazz-rocka na rzecz „cool”, a śpiewna zagrywka saksofonu naprawdę robi wrażenie. Kwintet raz jeszcze pokazuje swą wykonawczą dojrzałość i wspólną umiejętność kreowania ciekawej propozycji artystycznej. Ciekawa formalnie i brzmieniowo solówka gitary Sucharskiego, obudowanej świetnie nienaganną pracą sekcji, jeszcze pogłębia to wrażenie. Podobnie, jak perlący się wirtuozerią popis pianistyczny Mateusza Gramburga. Kulminacją tej części koncertu jest jednak niewątpliwie znakomity utwór „Inner Urge” Joe Hendersona (pochodzący z albumu o tym samym tytule, z roku 1966/Blue Note Records BST 84189), który został zinterpreto-

6


Almanach 12on14 Jazz Club wany zgodnie z oryginalnym przesłaniem kompozytora poszukującego swego miejsca w wielkiej magmie Nowego Jorku, a więc intensywnie i przy zachowaniu ciemnych barw. Świetnie zagrane, świetnie przemyślane. Wiodąca rola saksofonu w tej kompozycji jest oczywista, ale grupa potrafiła to „dostosować” do własnych potrzeb i zrobiła to nadzwyczaj udatnie, choćby poprzez „zelektryfikowanie” utworu i na przykład znakomitą solówkę Jana Wierzbickiego na gitarze basowej oraz pięknej gry Mateusza Gramburga na oryginalnym Rhodesie. Wielkie brawa! Także i te od widowni, która zapewniła kwintetowi Aleksandra Sucharskiego zasłużony bis. Energetyczne i spontaniczne pożegnanie publiczności świetnym „Excedrin” spowodowało burzliwą owację.

Playlista (wszystkie utwory Aleksander Sucharski) I Set 1. Przedwiośnie 2. Passion Dance (McCoy Tyner) 3. Krótka Wiadomość 4. Rybny 5. No Mint II Set 1. Afro (tytuł roboczy) 2. Luz 3. Trochę Później 4. Inner Urge (Joe Henderson) Bis • Excedrin

7


Almanach 12on14 Jazz Club

15.09.2016 czwartek 20:30

Tomczyk/Kądziela/Więcek/Gawęda - Event Horizon (PL) Kuba Więcek (sax), Marek Kądziela (gt), Mateusz Gawęda (kb), Gniewomir Tomczyk (dr)

Perkusista Gniewomir Tomczyk nagrał swoją debiutancką płytę i oto, co możemy o niej przeczytać: „Po wielu latach wykonywania oraz kształcenia się w zakresie muzyki klasycznej, jazzowej i elektronicznej, Gniewomir Tomczyk postanowił wydać swój pierwszy oficjalny materiał. Wyzwolony od jakichkolwiek reguł, utartych schematów i zasad album "Event Horizon" jest zbiorem myśli wielu wspaniałych artystów. Brzmienie płyty to wypadkowa różnych stylów (jazz, awangarda, elektronika, chillout, muzyka poważna). Kompozycje, wzbogacone o kontekstową warstwę, są niezwykłą propozycją dla miłośników nieoczywistych rozwiązań jak i dla odbiorców poszukujących muzycznego odprężenia. Płyta nawiązuje pośrednio do tematyki astronomii oraz fantastyki. Dobrym przykładem jest chociażby sama nazwa albumu. Event Horizon (horyzont zdarzeń) - w teorii względności jest to sfera otaczająca tunel czasoprzestrzenny lub czarną dziurę. Granica po której przekroczeniu żaden obiekt nie jest w stanie wrócić – wszystko, co przez nią przenika, ginie. Event Horizon trudno jednoznacznie zakwalifikować do określonego gatunku muzycznego. Dźwięki, jakie usłyszymy na albumie, są syntezą wielu stylów oscylujących wokół szeroko rozumianego jazzu. Rozbudowane, progresywne kompozycje zahaczają momentami o free-jazz, aby stopniowo przechodzić do kojącego, łagodnego avant-jazzu. Zgrabne połączenie muzyki klasycznej z jazzującym instrumentarium (Chopi’n’Bass) przywołuje z kolei skojarzenia z muzyką „trzeciego nurtu”. Na Event Horizon nie brakuje też kojących, leniwie sączących się melodyjnych fraz. Drugim, równie ważnym elementem, jest elektronika. Od ambientowego wprowadzenia First Contact, aż po industrialny/dub'owy utwór Speculum.”

Gdybym miał jakiekolwiek pojęcie o takich rzeczach, jak „industrial” czy „dub”, to mógłbym spróbować się tu trochę pomądrzyć. Ale, że w pewnym wieku dopadło mnie lenistwo i przestałem przyswajać nowe pojęcia z obszaru muzyki (zresztą, nie tylko muzyki, ale i innych dobrych zmian otaczającej mnie rzeczywistości), zmuszony jestem do wyrażania się dzisiaj jedynie w kategoriach nieomal czarno-białych, czyli „lubię/nie lubię”, „podoba mi się/nie podoba mi się” i tym podobnych. I powiem tak – kiedy Gniewomir dziś rano naprzynosił ze sobą kilka ton różnych sprzętów, jęknąłem tylko „oł, dżizas!”, ale później – w miarę, jak je rozstawiał i mozolnie podłączał, by wykrzesać z ich krzemowych trzewi jakieś dźwięki, słuchałem ich z coraz większym zainteresowaniem. Na koniec, kiedy to już wszystko przestało buczeć i trzeszczeć, a zaczęło grać… spodobało mi się. Nie, żebym nagle stał się jakimś maniakalnym fanem „industrial” czy „dub”, ale zrozumiałem, że czegoś po drodze… nie zauważyłem, a szkoda! (Dla odmiany inne dobre zmiany zauważyłem, niestety, bo lepiej byłoby pewnie żyć bez ich świadomości!). Tak jak powiedziałem, coś mi się w tym spodobało. Co, jeszcze nie do końca wiem, ale może to pewien rodzaj świeżości artystycznego spojrzenia na muzyczne tworzywo, może klimaty niektórych utworów pełne nieomal malarskich metafor, może rytm nieznany mi dotąd z jazz-clubów, może brzmienia i dziwne dźwięki czasem pieszczące, a czasem drażniące ucho, może też i trochę młodzieńczy przekaz świadczący, że „Sturm und Drangperiode” trwa jeszcze, a może to wszystko razem wymieszane śmiało i z podniesioną przyłbicą – w każdym razie robi to na mnie dobre wrażenie i jestem pewien, mało tego – słyszę to przecież!, robi również dobre wrażenie na publiczności. Bo jeśli prawdą jest, co napisane zostało o płycie, że „Event Horizon trudno jednoznacznie zakwalifikować do określonego gatunku muzycznego”, to z tego, co tu słyszymy prawdą jest również, iż wszystkie „dźwięki […] są syntezą wielu stylów oscylujących wokół szeroko rozumianego jazzu. Rozbudowane, progresywne kompozycje zahaczają momentami o free-ja-

Dzisiejszy koncert jest formą powtórzenia albumu (oczywiście, i jego promocji), ale przy udziale innych, muzyków. Muzyka z albumu została im zaproponowana i podległa pewnej transpozycji – jest swego rodzaju wypadkową wspólnych pomysłów. W takim kształcie ta muzyka zostanie zaprezentowana publicznie po raz pierwszy.

8


Almanach 12on14 Jazz Club zz, aby stopniowo przechodzić do kojącego, łagodnego avant-jazzu.” Jest również dla mnie oczywiste, że na ostateczny kształt dzisiejszego koncertu mają wpływ doświadczenia znakomitych muzyków realizujących projekt Gniewomira Tomczyka. Świetne, ultra-jazzowe sola Kuby Więcka i Marka Kądzieli, czy – jak zwykle – doskonała pianistyka [choć tu pewnie kibordzistyka] Mateusza Gawędy, kierują tę formację – w moim odczuciu – we właściwym kierunku. Z kolei chill-out’owe brzmienia pojawiające się od czasu do czasu przyjmuje się z przyjemnością, choć trzeba powiedzieć, że wkład towarzyszących Gniewomirowi instrumentalistów na ich ostateczny kształt ma znaczenie istotne również i z tego względu, iż w warstwie melodycznej – a ta w tych utworach ma wartość istotną – odrywa je od mielizn zbytniej powierzchowności i prostoty. Od strony technicznej jednak niczego tym produkcjom zarzucić nie można. Warsztatowo poprawne błyszczą blaskiem świetnej aranżacji. Podobnym komplementem można obdarzyć pojawiające się od czasu do czasu free-jazzowe interludia, przy czym tu należy zwrócić przede wszystkim uwagę na wybitną muzykalność Kuby Więcka, któremu trzeba również oddać honor za bardzo „filmową” kompozycję „Mechanical Cats”. Kończąca koncert opowieść „Membrans” urzeka brzmieniem klawiszy i miarowym rytmem perkusji w początkowej fazie utworu, by przejść w stricte jazzowe sola gitary i melodykę saksofonu. Dobry, lekki utwór na finał, pozostawiający dobre wrażenie po tym niecodziennym koncercie. Bis w zgoła innym klimacie w niczym nie zmącił ogólnego wrażenia, a nawet przypomniał o wielopłaszczyznowości tej artystycznej propozycji. Playlista (wszystkie utwory: Gniewomir Tomczyk) I Set 1. First Concert 2. Seventh Horizon 3. Eden 4. Efficity 5. Alex No Exit (Marek Kądziela) II Set 1. Golden 2. Chopi’n’Bass 3. Speculum 4. Mechanical Cats (Kuba Więcek) 5. Membrans Bis • Free Improvisations (zespół)

9


Almanach 12on14 Jazz Club

16.09.2016 piątek 20:30

Przemysław Strączek Quartet (PL) Przemysław Strączek (gt), Michał Wierba (p), Michał Kapczuk (db), Grzegorz Masłowski (dr) Setlista (wszystkie utwory: Przemysław Strączek) I Set 1. Fall (Wayne Shorter) 2. White Grain Of Coffee 3. Waiting 4. Like An Island 5. Light & Shadow II Set 1. Visa VE 2. Kocham Cię Kochanie Moje 3. Konstancja 4. Osorno 5. Coffee Machine Bis • Up To You

Prezentowana na dzisiejszym koncercie muzyka pochodzi z płyty „White Grain of Coffee” i zawiera w większości kompozycje Przemysława Strączka nawiązujące do stylistyki europejskiej muzyki jazzowej, otwartej i przestrzennej. Po premierze płyty w 2013 roku zespół został wybrany do udziału w programie Bridge Music organizowanym przez Scottiish Jazz Federation, dzięki czemu muzycy mogli zaprezentować się w największych miastach Szkocji i Wielkiej Brytanii występując w Edynburgu, Glasgow, Londynie i Birmingham, co zostało zauważone przez europejskie media jazzowe (Jazzwise, Jazz in Europe, Jazz Forum, Radio Abracadabra, Magazyn Audio). Co prawda, w dzisiejszym line-up’ie grającego na płycie Francesco Angiuli zastąpił Michał Kapczuk na kontrabasie, a Flavio Li Vigni za bębnami Grzegorz Masłowski, ale zmiany te nie wpłynęły na jakość prezentowanej muzyki. Koncert rozpoczął się od ciekawej interpretacji utworu Wayne’a Shortera „Fall”, by później już zaprezentować (łącznie z bisem) 10 utworów Przemysława Strączka o różnych klimatach i ciekawych barwach. Interesujące partie solowe, nawiązujące miejscami do stylistyk Metheny’ego lub Scofielda, zachowywały jednak integralność zarówno w sferze muzycznego pomysłu, jak i – przede wszystkim – perfekcyjnego wykonawstwa. Liderowi wtórował w tym (obecny również na płycie) Michał Wierba, dysponujący niezwykle widowiskową, wręcz estradową, technologią gry. Ta niecodzienna skądinąd umiejętność podnosi niewątpliwie motorykę całej formacji, a współpraca sekcji z szalejącym po klawiaturze pianistą jest też istotnym elementem tego spektaklu. Formacja gra ze sobą już bardzo długo, co niewątpliwie podnosi walor wykonawczy. W sumie otrzymujemy potężną porcję godziwej rozrywki, na którą zgromadzona publiczność reagowała żywiołowo.

10


Almanach 12on14 Jazz Club

11


Almanach 12on14 Jazz Club

12


Almanach 12on14 Jazz Club

Z AW S Z E N A C Z A S I E Z AW S Z E C I E K AW I E

13


Almanach 12on14 Jazz Club

17.09.2016 sobota 20:30

Jochen Rueckert Quartet, feat. Walter Smith III (USA) Walter Smith III (sax), Lage Lund (gt), Orlando le Flemming (db), Jochen Rueckert (dr)

Nowojorski kwartet, urodzonego w 1975 roku w Kolonii, niemieckiego perkusisty Jochena Rückerta, będącego od 1998 roku na amerykańskim uchodźctwie koncertuje nieprzerwanie już od siedmiu lat po całym świecie. Jak każdy kwartet, składa się on z… sześciu muzyków [Walter Smith III (sax)/Mark Turner (sax), Lage Lund (gt), Matt Penman (db)/Orlando le Flemming (db), Jochen Rückert (dr)], którzy w zależności od swoich indywidualnych planów koncertowych, spotykają się na światowych scenach w zgranej czwórce, by przedstawić muzykę opartą w większości o zaskakująco swingujące kompozycje lidera pełne – by zacytować materiały prasowe formacji – „znacznie bogatszych akordów, niż można by się spodziewać po potomku Krzyżaków, i harmonii upstrzonych girlandami świętego metrum 3/8 na dokładkę.”

Walter Smith III był już, co prawda, w Polsce (ostatnio na zaproszenie Piotra Lemańczyka – dopiero co podziwianego na naszej scenie - w poznańskim Blue Note Jazz Club w marcu tego roku, a wcześniej na zaproszenie Piotra Schmidta – na którego koncert zapraszamy 24-go listopada - w roku 2013 w Teatrze Miejskim w Gliwicach i w ElJazz Club w Bydgoszczy), ale zdarza się to – jak widać – niezwykle rzadko. Brak formalnej edukacji muzycznej – początkowo spowodowanej względami finansowymi, później zaś niepodejmowanej programowo – nie przeszkodził Jochenowi Rückertowi, wkrótce po zamieszkaniu w Nowym Jorku, rozpocząć mniej lub bardziej stałą współpracę z takimi gigantami świata jazzu, jak: Chris Cheek, John Abercrombie, Ignaz Dinné, Pat Metheny, Matt Penman, Simona Premazzi, Kenny Werner, Allan Praskin, Dave Liebman, Till Brönner, Joachim Kühn, Rudi Mahall czy Anke Helfrich i współtworzyć znakomite formacje znane ze światowych scen i znakomitych albumów, jak: Marc Copland Trio, Nils Wogram & Root 70, The Kurt Rosenwinkel Group, The Mark Turner Band. Swoją niezwykłą karierę rozpoczął jednak w Niemczech, zdobywając wraz ze swym Dreiklang Trio (w wieku zaledwie 21 lat) Grand Prix Blue Note Jazzsearch and the European Jazz Competition w Leverkusen. Od tego czasu nagrał prawie 80 albumów, programów radiowych i telewizyjnych dla sieci NDR, WDR, SWF i BR, a także zagrał setki, jeśli nie tysiące koncertów odwiedzając kraje na wszystkich kontynentach, zapisując swe obserwacje w serii ebooków zatytułowanych „Przeczytaj Rueckerta - obserwacje z podróży i zdjęcia z pokoi hotelowych". Mimo, że jest zdeklarowanym perkusistą jazzowym, zbierał również doświadczenia w typowo rockowych kapelach Bonnie Lundy i Seems So Bright oraz w przestrzeniach muzyki elektronicznej, gdzie wraz z Marcusem Schmicklerem, Jochenem Bohnesem i Burntem Friedmanem pojawił się pod pseudonimem „Wolff Parkinson White“ i wydał dwa albumy, zatytułowane „Ride the Rueckert” (2007) i „Rest from What” (2009).

Tegoroczna światowa trasa kwartetu obejmuje ponad 46 koncertów w ciągu trzech miesięcy, z czego 16 wrześniowych zabookowano w Europie, w tym dzisiaj w naszym klubie, a przybyły line-up obejmuje Waltera Smitha III-go (sax), Lage Lunda (gt), Orlando le Flemming (db) i Jochena Rückerta (dr). Dla tych, którzy po cichu liczyli na obecność Marka Turnera, pragniemy podpowiedzieć, iż Mark zagra u nas ze swoim kwartetem [Mark Turner (sax), Avishai Cohen (tp), Joe Martin (db), Damien Reid (dr)] już 2-go grudnia 2016. Choćby i w związku z tym możliwość usłyszenia dzisiaj Waltera Smitha III-go, na co dzień członka formacji Ambrose’a Akinmusire Quintet i Eric Harland’s Voyager, regularnie koncertującego i nagrywającymi z koryfeuszami współczesnego jazzu, takimi jak: Taylor Eigsti, Christian Scott, Logan Richardson, Kendrick Scott (który wystąpi u nas już 2-go listopada 2016 wraz z Reubenem Rogersem i Geraldem Claytonem), Aaron Parks, Warren Wolf i mającego za sobą współpracę z takimi tuzami, jak: Terence Blanchard, Roy Haynes, Christian McBride, Eric Reed, Mulgrew Miller, Joe Lovano, Bob Hurst, Myron Walden, Walter Beasley, Lewis Nash czy Terri Lyne Carrington, jest gratką nie lada, tym bardziej, iż

14


Almanach 12on14 Jazz Club Jego autorska dyskografia obejmuje zaś cztery albumy, od debiutanckiego „Introduction” (1998), przez „Somewhere Meeting Nobody” (2011), „We Make The Rules” (2014), po najnowszy „Charm Offensive” (2016), z promocją którego wiąże się tegoroczny światowy tour.

począwszy od „Early Songs” (2008), a na bijącym rekordy popularności „Idlewild” (2015) kończąc. Galerię gwiazd dzisiejszego koncertu kończy znany z koncertów z Adamem Pierończykiem Orlando le Fleming należący do wąskiego grona najczęściej angażowanych przez światowe gwiazdy nowojorskich kontrabasistów. Jego maestrię wykonawczą i niezwykłą wrażliwość muzyczną docenili już, między innymi Branford Marsalis, George Coleman czy Dave Liebman, by wymienić tylko tych największych.

Rozchwytywany przez kluby i sale koncertowe na całym świecie kwartet Jochena Ruckerta (wg pisowni dającej się zapisać na standardowej klawiaturze amerykańskiej) programowo zorientowany jest na pogłębianie umiejętności muzycznej interakcji wybitnych instrumentalistów, proponując muzykę według własnych wzorców, dumnie starającą się nie naśladować nikogo i niczego i nie montując rozpaczliwych programików zorientowanych na wygrywanie festiwali, co niestety, jest obsesyjną zmorą wielu współczesnych wykonawców na całym świecie. Jasno określając ambicje i wytyczając cele dla tworzonego przez siedmiu laty zespołu Jochen Rueckert łatwo pozyskał do współpracy wybitnych instrumentalistów, podobnie jak on nie muszących nic nikomu udowadniać. I tak, obok Marka Turnera i Waltera Smitha III-go, formację zasilił wybitny gitarzysta, mieszkający również w Nowym Jorku, Lage Lund. Ten urodzony w 1978 roku w Skien, w Norwegii, geniusz gitary ujawnił swój niezwykły talent już w wieku 13 lat, by trzy lata później być już świetnie rozpoznawaną ozdobą jazzowych wieczorów w norweskich klubach. Studia w Berklee College of Music, zaprowadziły go do Bostonu, gdzie szybko zabłysnął wśród jazzowej braci dając stałe koncerty w słynnej Wally’s Jazz Café. Otrzymany w 2002 grant Fundacji Fulbrighta pozwolił mu przenieść się do Nowego Jorku. W 2003 stał się stypendystą The Juilliard School Full Scholarship Jazz Program jako pierwszy gitarzysta (elektryczny) w historii tej słynnej uczelni, z dyplomem zdobytym w 2005. Od tego czasu stał się gwiazdą najsłynniejszych klubów i wielkich scen nowojorskich Smalls, 55bar, The Jazz Gallery, Jazz at Lincoln Center, Blues Alley i Kennedy Center. W tym czasie rozpoczął też współpracę z Carmen Lundy, Ingrid Jensen, Wynton Marsalis and the LCJO, Eric Revis, Seamus Blake i wieloma innymi. Wygrywając w 2005 Thelonious Monk International Jazz Competition, szybko został okrzyknięty jednym z największych gitarzystów świata, a jego nazwisko zaczęło pojawiać się obok nazwisk takich gigantów, jak Ron Carter, Mulgrew Miller, Wynton Marsalis, czy FLY & Maria Schneider. Brał udział w nagraniu ponad 50 albumów, a na swoim koncie ma też 6 własnych,

Próba opisania koncertu byłaby z mojej strony nadużyciem. Napisałem niedawno – i podtrzymuję to twierdzenie -, iż Mistrzów się nie ocenia, a jedynie podziwia. Dlatego daruję sobie cokolwiek innego poza powiedzeniem, iż uczestniczyliśmy dzisiaj w muzycznej mega-uczcie, a jedenaście przygotowanych przez nowojorskich wirtuozów dań, z całą pewnością zaspokoiło z nawiązką nawet najwybredniejsze gusta wysmakowanych melomanów, którzy szczelnie wypełnili klub. Dla takich koncertów warto zajmować się tym, czym zajmujemy się już od ponad szesnastu miesięcy. Dziękujemy za wspaniały koncert i już dziś umawiamy się za rok! PS. O jednej rzeczy warto tu jednak wspomnieć – kwartet Jochena Rueckerta nie tylko dał nam wszystkim wspaniały koncert, ale przysporzył także satysfakcji klubowi, jako że wszyscy ci wspaniali muzycy zagrali korzystając wyłącznie ze sprzętu, którym dysponujemy, i którym służymy na co dzień odwiedzającym nas artystów. Żaden z nich nie zgłosił żadnych zastrzeżeń, a wręcz przeciwnie, zarówno Jochen Rueckert ocenił bardzo wysoko posiadany przez nas zestaw perkusyjny Tama, jak i Orlando Le Fleming posiadany przez nas kontrabas z przystawką David Gage Reaslistic i back-linem Gallien Krueger. Słynny Lage Lund podłączył swoją wspaniałą gitarę do naszego scenicznego pieca, zrewitalizowanego przez firmę Elmuz, a drugą część koncertu zagrał na elmuzowym wzmacniaczu MV, wychwalając brzmienie obydwu i twierdząc, że nie ustępują jego prywatnemu wyposażeniu. Myślę, że warto też podkreślić pochwałę, jaką usłyszeliśmy od Waltera Smitha III, a dotyczącą znakomitej akustyki, jaką zastał w klubie. Osobne słowa uznania muzycy skierowali w stronę wspaniałej publiczności obecnej na koncercie, która stworzyła wspaniałą atmosferę tego wielkiego święta jazzu, jakie miało miejsce dzisiejszego wieczoru. My również pragniemy Państwu serdecznie za to podziękować!

15


Almanach 12on14 Jazz Club Setlista (wszystkie utwory Jochen Rueckert) I Set 1. Purring Excellence 2. Pretty From Afar 3. Parasitosis 4. Manong Twilight At The Whatever Hotel 5. Eggshell II Set 1. Yellow Bottoms 2. S-Hydroxytryptamie 3. Alloplastry 4. The Alarmists 5. Stretch Mark Bis • Eunice Park

16


Almanach 12on14 Jazz Club

17


Jedyny taki sklep ze sprzętem muzycznym!

Perkusje Perkusje Elektroniczne Talerze Naciągi Hardware Werble Pałki Pokrowce i Case'y Perkusjonalia Perkusje klasyczne Akcesoria


Almanach 12on14 Jazz Club

19.09.2016 poniedziałek 20:30

Marek Jakubowski Trio (PL) Adam Bieranowski (p), Piotr Max Wiśniewski (db), Marek Jakubowski (dr)

Kojarzona z poznańskim środowiskiem muzycznym formacja Marek Jakubowski Trio istnieje już kilka lat, a jej dorobek wyznaczają dziesiątki koncertów, prestiżowe nagrody i dwa albumy „My Own…” i „Patient and Stubborn”. Na repertuar dzisiejszego koncertu składają się w istocie kompozycje zawarte na obu tych niezwykle udanych i wysoko ocenianych płytach. Nadwornym kompozytorem tria jest lider, Marek Jakubowski – ciekawy perkusista o bardzo zindywidualizowanym cieniowaniu zadań rytmicznych, którego instrument pełni niezwykle ważną rolę w każdym z utworów. Znakomitym uzupełnieniem zabiegów Jakubowskiego jest świetnie współpracujący, wyjątkowo skupiony na swych zadaniach kontrabasista Piotr Max Wiśniewski. Natomiast rola harmoniczno-melodyczna została powierzona Adamowi Bieranowskiemu, prezentującemu pianistykę najwyższej próby. Kolejne utwory zaskakują świeżością i oryginalnością tematów, wykorzystując piękną melodykę i naturalne brzmienia instrumentów. Wszystkie przedstawione kompozycje są stosunkowo krótkie, bardzo zwarte w formie i oferujące nieomal piosenkową strukturę. I może dlatego właśnie te czasem refleksyjne i nastrojowe kompozycje ujmują prostotą i pięknem, szczerością i prawdziwością emocji. Z kolei utwory o bardziej dynamicznym charakterze dokumentują starą prawdę, że trening czyni mistrza, bowiem trio współpracuje ze sobą i brzmi fenomenalnie, a muzyka otacza słuchacza miękkim szalem utkanym z pozytywnych uczuć i myśli. I Set 1. Just Wait 2. Yellow Dots 3. Smoke A Little Fire 4. Seven Elfs 5. My Own 6. Happy Go Lucky II Set 1. Easy Going 2. Free Will 3. Tomorrow Again 4. Why Why Why 5. Every Suspect 6. Patient And Stubborn Bis • 2013

19


Almanach 12on14 Jazz Club

20.09.2016 wtorek 20:30

Sound Of Affection (PL) Wojciech Piórkowski (sax), Jakub Paulski (gt), Tymon Trąbczyński (db), Bartosz Szablowski (dr)

KONCERT DYPLOMOWY Wydziału Jazzu Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w Warszawie KOMISJA: Pan Czesław „Mały” Bartkowski, Pan Piotr Lemański, Pan Krzysztof Barcik, Pan Adam Cegielski, Pan Wojciech Majewski, Pan Łukasz Poprawski, Pan Krzysztof Gradziuk Na prośbę Zarządu popularnej „Bednarskiej”, czyli Wydziału Jazzu Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w Warszawie, pierwszy set dzisiejszego koncertu był dla Jakuba Paulskiego koncertem dyplomowym. Szanowna Komisja Egzaminacyjna wysłuchała z uwagą pięciu utworów, z czego cztery to kompozycje własne egzaminowanego, a jedną stanowił standard Johnny Greena „Out Of Nowhere”. Z tego, co udało się nam podsłuchać, wrażenia poszczególnych Członków Komisji były pozytywne, ale jaki będzie werdykt końcowy, nie dane nam wiedzieć. Możemy jedynie prorokować, iż pozytywny. Przyjęcie przedstawionego materiału przez zgromadzoną publiczność było natomiast bardzo gorące. My zaś możemy dodać od siebie, że na dzisiejszym koncercie warszawska grupa Sound of Affection z całą pewnością znalazła pomysł na siebie, a muzyka, której – jak powiada Jakub Paulski - „główną inspiracją jest afekt, czyli odczuwanie […]” - brzmi znakomicie, a poszczególni instrumentaliści wykazują się kunsztem improwizatorskim, oferując formułę dojrzałą, opartą o dobrze skonstruowane kompozycje lidera formacji, nastrojowe i klimatyczne, dobrze operujące barwą, harmonią i melodyką, co szczególnie ujawniło się w przepięknej balladzie kończącej koncert „Pulsacje”. Zaimplementowanie do repertuaru wielkiego utworu Charlesa Mingusa „Fables Of Faubus” wskazuje na dokonywanie świadomych wyborów stylistycznych oraz spoglądanie z pokorą na spuściznę artystyczną, jaką pozostawili po sobie wielcy reformatorzy jazzu, podobnie jak – zagrana na bis - udana kompozycja lidera zespołu, zatytułowana „Monksville” stanowiąca rodzaj hołdu złożonemu muzyce Theloniousa Monka. Jeśli rok temu, oceniając koncert Sound Of Affection w naszym starym klubie mogliśmy się zgodzić z nieco pobłażliwą opinią jednego z naszych gości, że grupa gra „swobodnie, energetycznie i po bożemu”, to po dzisiejszym koncercie możemy z całą pewnością powiedzieć, iż w ciągu zaledwie roku zarówno lider, jak i cała formacja, poczynili bardzo znaczne postępy, a przedstawiona porcja świetnej muzyki – przy udziale świetnego wykonawstwa każdego z instrumentalistów oraz grupy, jako całości – stanowiła znakomity kąsek prawdziwego jazzu. Tym bardziej trzymamy więc kciuki za obronę dyplomu i życzymy liderowi i całej formacji znaczących sukcesów na wielu scenach polskich i międzynarodowych! Playlista I Set (koncert dyplomowy) 1. Dla Beatki (Jakub Paulski) 2. Out Of Nowhere (Johnny Green) 3. Uniesienie (Jakub Paulski) 4. Tea Break (Jakub Paulski) 5. Melancholia (Jakub Paulski) II Set 1. Między Przestrzenią (Jakub Paulski) 2. Saturday Afternoon (Jakub Paulski) 3. 3.07. (Jakub Paulski) 4. Fables Of Faubus (Charles Mingus) 5. Pulsacje (Jakub Paulski) Bis • Monksville (Jakub Paulski)

20


Almanach 12on14 Jazz Club

21


Almanach 12on14 Jazz Club

21.09.2016 środa 20:30

Paweł Kaczmarczyk Directions In Music: Clifford Brown (PL) Paweł Kaczmarczyk (p), Jerzy Małek (tp), Maciej Kądziela (sax), Max Mucha (db), Łukasz Żyta (dr)

Wg Wikipedii „Clifford Brown (ur. 30 października 1930 w Wilmington, zm. 26 czerwca 1956) – amerykański trębacz jazzowy związany z nurtami bebopu i hard bopu. Pomimo wczesnej śmierci w 26 roku życia wywarł olbrzymi wpływ na kształtowanie się bebopowego prądu w amerykańskim jazzie i zyskał olbrzymie grono naśladowców, wśród których znaleźli się między innymi: Donald Byrd, Lee Morgan, Booker Little, Freddie Hubbard, Wynton Marsalis, Terell Stafford i Nicholas Payton. Członek pierwszego składu i współautor pierwszych nagrań kwintetu Arthura Blakeya (The Art Blakey Quintet przerodził się później w The Jazz Messengers). W 1972 roku wyróżniony przez krytyków chicagowskiego magazynu Down Beat członkostwem w Jazzowym Panteonie Sław (Down Beat Jazz Hall of Fame).”

umiejętności zawsze wynikać mogą jedynie z szacunku dla wielkiej historii jazzu. Toteż to, co usłyszeliśmy dzisiaj na naszej scenie, to nie tylko rewelacyjne odtworzenie brzmień, do których mógłby się przyznać sam Art Blakey Quintet, ale przede wszystkim zupełnie sensacyjna interpretacja znakomitych kompozycji z solówkami, które przyprawiały o zawrót głowy, podobnie jak prawdziwie transowe tempa narzucające publiczności nieomal taneczne uniesienie. Twórcy bebopu nie zapominali nigdy, że u źródeł jazzu był ekspresyjny taniec. Kwintet skonstruowany na dzisiejszy wieczór przez Pawła Kaczmarczyka znakomicie wykorzystał tę cechę tej wspaniałej muzyki. Wyrywające się raz po raz z gardeł publiczności głośne okrzyki wyrastające ponad burzę oklasków dowodziły, że ten komunikat został prawidłowo i bardzo emocjonalnie odebrany. Pękający w szwach Znakomita, autorska seria propagatorskich koncer- klub wydawał się rozpędzoną karuzelą niosącą tów Directions In Music zawitała dzisiaj do nas w szczęśliwych ludzi. kolejnej odsłonie, niosąc ze sobą nie tylko bebopową energię kompozycji Clifforda Browna, ale i kon- W dzisiejszym repertuarze Paweł Kaczmarczyk Direcgenialne interpretacje w wykonaniu prawdziwej tions in Music znalazły się wszystkie najważniejsze czołówki polskich muzyków jazzowych. Ale dla kompozycje Clifforda Browna, a więc zarówno „Joy Pawła Kaczmarczyka ta seria to coś więcej, niż tylko Spring” i „Daahoud” będące uznanymi standardami próba przybliżenia szerokiej publiczności najwięk- jazzowymi, jak i słynne „Minor Mood”, „Sandu” i „Tiny szych osiągnięć świata jazzu. To również wyraźne Capers” oraz urzekająca nastrojem i przepełniona ujawnienie swych fascynacji i inspiracji muzycznych, miłością ballada dedykowana żonie „LaRue” (LaRue owocujących później tak pięknie w jego własnej Brown Watson), a także przepięknie nastrojowe twórczości przepełnionej jazzową frazą, nie ucieka- „Once In A While”, roztańczone „Blues Walk” i zagrającej za cenę wątpliwej nowoczesności od głęboko ne na bis „Bones For Jones” w typowym dla Browna pulsującego „groove’u”, na wskroś jazzowej w „lush medium swing tempo”, jak sam to określił w harmoniach, metrach i liniach melodycznych. czasie sesji nagraniowej w Pacific Coast Jazz, w Sposób, w jaki Paweł Kaczmarczyk kształtuje swoje czasie której nagrał również dwa swoje najsłynniejfascynujące sola fortepianowe – nie tylko, zresztą, sze standardy. w czasie dzisiejszego koncertu – wskazuje bezbłędnie na wielkie przywiązanie i szacunek, jaki ten Pewnie ze względu repertuar klubowy jaśniejący genialny pianista żywi wobec tradycji. Dzisiejszy prawdziwymi gwiazdami, dość często ostatnio wypodobór „współsprawców” wydarzenia, jakiego Paweł wiadam zdanie, które i tym razem wypowiem z całym Kaczmarczyk dokonał dla prezentacji niezwykłej przekonaniem – Mistrzów się nie ocenia. Mistrzów się twórczości Clifforda Browna, też musiał się najwy- podziwia i pozwala im się nas lekko unosić na skrzyraźniej odbyć według tego samego klucza. Na dłach wspanialej sztuki, którą nam dają. Dzisiaj to scenie bowiem pojawił się kongenialny kwintet, zdanie odnosi się w równym stopniu do całości którego członkowie znani są nie tylko z najwyższej prezentacji, co do tej wspaniałości, którą dał nam klasy wykonawczej, ale i improwizatorskiej, a te każdy z wielkich artystów obecnych na naszej scenie.

22


Almanach 12on14 Jazz Club Setlista (wszystkie utwory: Clifford Brown) I Set 1. Minor Mood 2. Sweet Clifford 3. Sandu 4. LaRue 5. Brownie Speaks II Set 1. Tiny Capers 2. Daahoud 3. Joy Spring 4. Once In A While 5. Blues Walk Bis • Bones For Jones

23


Almanach 12on14 Jazz Club

24


Almanach 12on14 Jazz Club

22.09.2016 czwartek 20:30

Dorota Miśkiewicz / Marek Napiórkowski Duo (PL) Dorota Miśkiewicz (voc, vln, perc), Marek Napiórkowski (gt) z gościnnym udziałem Łukasza Żyty (dr)

Dorota Miśkiewicz – muzykę ma wdrukowaną w geny (ojciec Henryk Miśkiewicz – słynny saksofonista). Swoją artystyczną drogę rozpoczęła jako uczennica w klasie skrzypiec, ale bardzo szybko zrozumiała, że jedyny instrument, jakiego potrzebuje, to jej własne struny głosowe. Mimo to nie zmieniła planów i jako skrzypaczka ukończyła warszawską Akademię Muzyczną. Ilość projektów, kolaboracji, sesji, koncertów, w jakie angażowała się przez lata obecności na scenie jest niezliczona. Współpracowała i koncertowała z Cesarią Evorą, Grzegorzem Turnauem, Tomaszem Stańko, Nigelem Kennedym, Włodzimierzem Nahornym, Ewą Bem, Janem „Ptaszynem” Wróblewskim, Louisem Winsbergiem czy Stefano Bollanim. Nagrała cztery, solowe płyty: “Zatrzymaj się”, “Pod rzęsami”, “Caminho”, “ALE”. Przygodą ostatniego roku jest dla niej współpraca z zespołem Kwadrofonik. Ich wspólna płyta „Lutosławski, Tuwim. Piosenki nie tylko dla dzieci” zyskała status złotej płyty i nominację do Fryderyka. Marek Napiórkowski – gitarzysta, kompozytor. Nagrał ponad 140 płyt z różnymi wykonawcami! Grał i nagrywał m.in. z: Patem Metheny, Marcusem Millerem, Richardem Boną, Ivanem Linsem, Angelique Kidjo, Clarencem Pennem, Gregoirem Maretem, Sugarem Blue, Urszulą Dudziak, Leszkiem Możdżerem, Ewą Bem, Wojciechem Karolakiem, Januszem Muniakiem, Tomaszem Szukalskim, Krzysztofem Ścierańskim, Janem „Ptaszynem” Wróblewskim. Nagrał cztery solowe płyty. Głosami czytelników pisma „Jazz Forum” został wybrany Jazzowym Gitarzystą Roku 2013. Był współliderem elektrycznej grupy Funky Groove, która dwukrotnie została uznana Elektrycznym Zespołem Roku w ankiecie pisma „Jazz Forum”. Koncertował min. w Japonii, USA, Meksyku, Brazylii, Kanadzie, Korei, Indonezji, Chinach, Rosji i większości krajów Europy. Obecnie nagrywa i koncertuje w Polsce i za granicą z własnymi projektami, a także z Anną Marią Jopek, Henrykiem Miśkiewiczem i Dorotą Miśkiewicz. Ona i On. Prywatnie - szczęśliwe małżeństwo cudownych ludzi pięknie okazujących sobie wzajemnie miłość, przyjaźń i szacunek. Na scenie – duet doskonale rozumiejących się partnerów, dbających o każdy szczegół przygotowywanego występu, oferujących sobie nawzajem swój talent i muzykalność, wyobraźnię, wrażliwość i wykonawczą maestrię. Te dwie sfery ich życia wybrzmiewają w czasie koncertu w cudownym unisono dając ponad dwugodzinny popis sztuki niezwykłej, delikatnie utkanej z najpiękniejszych emocji, pieszczącej ucho wysublimowanymi dźwiękami Jego gitary, na których – jak na jedwabnym posłaniu – układa się Jej głos, czysty jak najszlachetniejszy kryształ. Ona i On. Każdy miał swoją „przygodę z piosenką”, którą mógłby opowiedzieć… Moja „przygoda z ich piosenką” miała miejsce już dwa tygodnie temu. Była niedziela, tuż przed szóstą rano. Musiałem pojechać do klubu, by otworzyć drzwi ekipie remontowej umówionej na wykonanie kilku pilnych prac. Zamiast niedzielnego odpoczynku z rodziną, czekał mnie zaplanowany do wieczora dzień wypełniony hałasem, pyłem i brudem. Nie nastrajało mnie to przyjaźnie do świata. Wsiadłem do samochodu. Przekręciłem kluczyk. Silnik zawarczał i ruszył do przodu śpiący jeszcze pojazd. Włączyłem radio. Właśnie zabrzmiały pierwsze dźwięki cudownej piosenki – „Suwalskie Bolero”. Z każdą nutą świat piękniał, a moja twarz rozjaśniała się w uśmiechu. Końcowe fragmenty podśpiewywałem sobie wesoło, a palce same wystukiwały rytm na kierownicy. Nie mieszkam daleko, więc gdy piosenka się skończyła, byłem na miejscu. Wyłączyłem silnik i napełniony cudowną energią poszedłem do klubu spotkać się z ekipą. Musiało się coś stać dobrego, musiałem umieć jakoś przekazać robotnikom tę radość przekazaną w piosence, bo robota paliła im się w rękach! Tuż po południu było już po wszystkim. Zrobione i wysprzątane. Mogłem wrócić do domu i spędzić resztę dnia wraz z rodziną. Poszliśmy na obiad, a potem na spacer. Świeciło piękne słońce… Właśnie „Suwalskie Bolero” rozpoczęło wczorajszy koncert, nastrajając publiczność podobnie jak mnie dwa tygodnie wcześniej…! A potem kolejne perełki polskiej piosenki układały się w przepiękną kolię utkaną z intymnych opowieści, wesołych pogaduszek, czułych słówek i chwil zadumy. Zaśpiewane tak lekko i swobod-

25


Almanach 12on14 Jazz Club nie, jakby nie istniały żadne ograniczenia, poza nieskończoną przestrzenią prawdziwej radości. Rozkołysana publiczność żywo uczestniczyła w spektaklu, którego artystycznej wartości nie sposób przecenić, a wspólne pogwizdywanie (w „Nucę, Gwiżdżę Sobie”) i śpiewy (w „W komórce”) przy klubowym rekordzie frekwencyjnym (120 naliczonych gości), brzmiały naprawdę imponująco. Nie sposób opisać cudowności każdego z utworów składających się na wczorajszy koncert, tak jak nie sposób dobrać zróżnicowanych komplementów dla mistrzowskich interpretacji, dla których Artyści stosują niezwykle bogatą paletę dobieranych barw, z których każda olśniewa. Wśród tego pięknego bogactwa kolorów można było odnaleźć i piosenki Jerzego Wasowskiego („Lubię Być Szczęśliwa”, „Umówmy Się Na Stare Lata”), bez których – jak powiedziała ze sceny Dorota Miśkiewicz – nie może się obyć żaden recital polskiej piosenki, i nadzwyczajne utwory poetyckie Wojciecha Młynarskiego („Samba z kalendarza”), Agnieszki Osieckiej („Ja Nie Chcę Spać”), Bogdana Loebla („A Co Sny?”) i Grzegorza Turnaua („Suwalskie Bolero”), świetne teksty Doroty Miśkiewicz, Michała Rusinka, Wojciecha Waglewskiego, Anny Borowy, Antoniego Marianowicza i Lecha Terpiłowskiego, wspaniałą muzykę Krzysztofa Komedy, Marka Napiórkowskiego, Doroty Miśkiewicz, Michała Tokaja, Nacio Herb Browna i Cesarii Evory, a nawet piosenkę ludową „Oj Kot” słynną z „Zemsty” Aleksandra Fredry i filmowej adaptacji tej komedii w reżyserii Andrzeja Wajdy (z rolą Romana Polańskiego, jako Józefa Papkina). Z owego „Ojkota”, zresztą, Dorota Miśkiewicz uczyniła prawdziwe arcydzieło, ukazując w śpiewie a capella cały ogrom jej możliwości wokalistycznych, których próżno doszukiwać by się wśród jej konkurentek. Fascynujące wokalizy pojawiały się bardzo często, a skali głosu mogłyby pozazdrościć Dorocie Miśkiewicz zarówno czarnoskóre wokalistki jazzowe („You Steped Out Of A Dream”), zastępy niebiańskich anielic („Świerk”, „A Co Sny?”, „Nieuniknione”), jak i wodzących na pokuszenie Syren („Ja Nie Chcę Spać”). Na bis słynne „muśnięcie pędzlem”, czyli „Um Pincelada”, którą Dorota Miśkiewicz zaśpiewała ze słynną bosonogą artystką z Wysp Zielonego Przylądka, Cesarią Evorą w 2006 roku, i którą to ta wielka mistrzyni „morny” (charakterystycznego dla Capo Verde stylu muzycznego, znanego też pod nazwą „oceanicznego bluesa”) wybrała, jako jedyną z polskich wokalistek dla promocji swego albumu „Rogamar”. Wczoraj duetowi Miśkiewicz / Napiórkowski towarzyszył w wykonaniu tej pięknej pieśni znakomity perkusista Łukasz Żyta, który pojawił się na scenie wypatrzony przez Dorotę Miśkiewicz wśród publiczności. Pozostał również z duetem w trakcie drugiego bisu, radosnego utworu zatytułowanego „Tuńczyk”, który – wydawało się – zakończył ten rewelacyjny koncert. Publiczność nie dała jednak za wygraną z huraganową siłą braw i okrzyków domagając się kontynuacji. I znów Dorota Miśkiewicz, tym razem wychodząc na sama, rozśpiewała publiczność we wspólnym wykonaniu uroczej piosenki „Kotek” z muzyką Lutosławskiego i do słów Tuwima. A później klub długo jeszcze tętnił życiem, pełen szczęśliwych ludzi, którzy przeżyli jeden z najpiękniejszych koncertów, w jakich kiedykolwiek uczestniczyłem. I Set 1. Suwalskie Bolero (muz. M. Napiórkowski / sł. G. Turnau) 2. Ja Nie Chcę Spać (muz. K. Komeda / sł. A. Osiecka) 3. A Co Sny? (muz. M. Napiórkowski/D. Miśkiewicz / sł. B. Loebl) 4. Nucę, Gwiżdżę Sobie (muz. M. Napiórkowski/D. Miśkiewicz / sł. M. Rusinek/D. Miśkiewicz) 5. Celuloid (muz. M. Napiórkowski) 6. Budzić się i zasypiać (z Tobą) (muz. M. Napiórkowski / sł. M. Rusinek) 7. Lubię Być Szczęśliwa (muz. J. Wasowski / sł. A. Marianowicz) 8. You Steped Out Of A Dream (muz. Nacio Herb Brown / sł. Gus Kahn) II Set 1. Samba z kalendarza (muz. M. Napiórkowski/D. Miśkiewicz / sł. Wojciech Młynarski) 2. Umówmy się na stare lata (muz. J. Wasowski / sł. A. Borowy) 3. Nieuniknione (muz. M. Napiórkowski / sł. D. Miśkiewicz) 4. Miele e Senape (muz. M. Napiórkowski) 5. Oj Kot (muz./sł. melodia ludowa) 6. Świerk (muz. M. Napiórkowski/D. Miśkiewicz / sł. D. Miśkiewicz) 7. W komórce (muz. M. Napiórkowski/D. Miśkiewicz / W. Waglewski) 8. Asfalt, Ulica, Neony (muz. M. Tokaj / sł. L. Terpiłowski) Bis • Um Pincelada (muz. Cesaria Evora / sł. Cesaria Evora/sł. polskie D. Miśkiewicz) • Tuńczyk (muz. M. Napiórkowski/D. Miśkiewicz / sł. D. Miśkiewicz) • Kotek (muz. W. Lutosławski / sł. J. Tuwim)

26


Almanach 12on14 Jazz Club

27


online player: www.chillizet.pl

Nr 9(19) - 2018 Almanach 12on14 Jazz Club  
Nr 9(19) - 2018 Almanach 12on14 Jazz Club  
Advertisement