{' '} {' '}
Limited time offer
SAVE % on your upgrade.

Page 1

8(18)/2018 LUTY 2018

JAN SMOCZYŃSKI

Foto © by Piotr Szajewski


Almanach 12on14 Jazz Club

SPIS TREÅšCI 5 KONCERTY... 5 6 8 10 13 16 20 22 24 25

6

20

25 2

Orange Trane Musiconspiracy Sax Summit HoTS Marcin Banaszek Trio Blackbird Trjan Biotone Late Night Show Cracow Jazz Collective


Almanach 12on14 Jazz Club

Retransmisje najlepszych koncertów

w w każdą niedzielę od 22:00 do 24:00 Zapraszamy do radioodbiorników!


Almanach 12on14 Jazz Club

4


Almanach 12on14 Jazz Club

03.09.2016 sobota 19:00

Orange Trane (PL) Jakub Skowroński (sax), Dominik Bukowski (vib), Piotr Lemańczyk (db), Tomasz Łosowski (dr)

To, że Orange Trane tworzą wybitni polscy instrumentaliści, należący do ścisłej czołówki europejskiego jazzu wiedzieliśmy od dawna. Wiedzieliśmy również, że wszystko to, co o nich wiemy, znajdzie potwierdzenie w czasie koncertu. Ale, że będzie to potwierdzenie z gatunku „oczywistych oczywistości”, czyli takich wobec których zaliczamy tak zwany „opad szczęk”, tego nie wiedzieliśmy. Bo słuchając Orange Trane, aż chciało się ich opisywać takimi stylistycznymi figurami, jak „perfekcyjna perfekcyjność”, „piękne piękno”, „mistrzowskie mistrzostwo”, etc. Mówiąc zaś po ludzku, mega-prezentacja najnowszego albumu „Orange Trane” przed klubową publicznością, która doświadczyć mogła absolutnej perfekcji wykonawczej, znakomitego brzmienia, niezwykłych solówek i świetnych kompozycji. Orange Trane to nie tylko wzorcowy przykład jazzowego ansamblu, swobodnie poruszającego się zarówno w przestrzeniach europejskiego contemporary, jak i pewną ręką sięgającego po źródła współczesnego jazzu, ale to przede wszystkim muzyka, wobec której nie ma potrzeby podejmowania jakichkolwiek prób analizy, bo jej się chce – po prostu – słuchać. Słuchaliśmy zatem i słuchaliśmy, aż do… obrzęku dłoni! Bo to był „znakomicie znakomity” koncert! I już!!! Setlista I Set 1. Pinocchio (Zbigniew Seifert) 2. About MV (Piotr Lemańczyk) 3. Melopause (Dominik Bukowski) 4. FUGU (Piotr Lemańczyk) II Set 1. Nyamaland (Andrzej Kurylewicz) 2. My Blue Is Blue (Piotr Lemańczyk) 3. All That Things You Are (Jerome Kern) 4. 26-2 (Piotr Lemańczyk) Bis • Giant Steps (John Coltrane)

5


Almanach 12on14 Jazz Club

03.09.2016 sobota 22:00

Musiconspiracy (PL/IT) Zbigniew Chojnacki (acc), Fabrizzio Brusca (gt), Michał Kapczuk (db), Jacek Kochan (dr) tego było mało, Artyści powtórzyli na bis „Don’t Believe Everything You Read” w wersji – na wyraźną dyspozycję kompozytora – jeszcze szybszej i trudniejszej! Bo Jacek Kochan to miły i sympatyczny facet!

Jacek Kochan jest prywatnie bardzo miłym i sympatycznym facetem. Ale Jacek Kochan jako kompozytor, aranżer i perkusjonista, wobec swych – pieczołowicie dobranych – partnerów muzycznej przygody, jest bezwzględnym egzekutorem czyhającym na każde ewentualne potknięcie, z lubością sadysty podsuwającym im coraz to trudniejsze kompozycje. Jak śpiewał kiedyś Kazimierz Grześkowiak „moze to bez te nawozy śtuczne / moze był w szkole zbyt pilnym ućniem / moze to bez te atooomy…? / ze waryjota momy…!”, bo jakaś tego musi być przyczyna, że ten absolwent ASP w Krakowie, który studiował później muzykę w klasie perkusji i wibrafonu w Grant MacEvan College w Edmonton, obsypany nagrodami na wielu festiwalach i koncertach nowej muzyki improwizowanej, jazzowej i współczesnej, rozpoznawany doskonale w światowym środowisku muzycznym, jako wybitny drummer, gdy bierze się za kompozycje i aranżacje to czyni to… równie doskonale! A że są to kompozycje konstrukcyjnie niezwykle trudne i technicznie wymagające nadzwyczajnej maestrii wykonawczej, to dlatego, że – po pierwsze: tak właśnie ten bardzo miły i sympatyczny egzekutor widzi świat swoich dźwięków, a po drugie: że potrafi doskonale dobrać sobie nie mających żadnych problemów z jego kompozycyjnymi zawijasami i łamańcami partnerów do zespołu. Pod chwytliwą nazwą MusiConspiracy ukryli się bowiem muzycy wybitni – rewelacyjny Zbigniew Chojnacki na akordeonie, który - choć dopiero co ma za sobą debiut – „dawno już” przebił w umiejętnościach słynnego Richarda Galliano, nieprawdopodobnie i piekielnie utalentowany Michał Kapczuk, którego biegłość techniczna i muzykalność może… przerażać konkurentów; zachowujący nieodmiennie pokerową twarz, skupiony - nawet w najtrudniejszych frazach -, znakomity Fabrizzio Brusca na gitarze, no i wreszcie sympatyczny sadysta Jacek Kochan na perkusji. W rytmach nieomal rockowych, z wyraźnymi aluzjami do dokonań Jimiego Hendrixa i Rogera Watersa, MusiConspiracy odpaliło na klubowej scenie prawdziwą bombę atomową, a akt ten został… nagrodzony burzliwą owacją! Jakby

Setlista (wszystkie utwory Jacek Kochan) I Set 1. Don’t Believe Everything You Read 2. Every Version Of No 3. Kokkel I Monke (Spisek [po norwesku]) 4. Furlough System 5. One Word Too Many II Set 1. Parentes 2. First Of Many 3. New Expensive Head 4. Time Warp To Let Bis • Don’t Believe Everything You Read (II Take)

6


Almanach 12on14 Jazz Club

7


Almanach 12on14 Jazz Club

04.09.2016 niedziela 00:01

Sax Summit (PL/ICAN) Andrzej Olejniczak (sax), Kuba Więcek (sax), Jakub Skowroński (sax), Michał Tokaj (p), Fraser Hollins (db), Jim Doxas (dr)

Nasz klub jest w niedziele nieczynny. Jednak oświadczenie to nie ma zastosowania, gdy na zegarze dopiero co wybija północ i nagle z sobotniego wieczoru robi się niedziela. Wtedy klub jest czynny! I to jak czynny! Andrzej Olejniczak, Michał Tokaj, Kanadyjczycy Fraser Hollins i Jim Doxas oraz wszechobecny i miły naszemu sercu Kuba Więcek pojawili się najpierw w klubie, a po chwili weszli na scenę i zagrali tak, że pozostałym po koncercie MusiConspiracy klubowiczom… kapcie spadły i nie mogli ich znaleźć przez następną godzinę! W dwadzieścia minut później do tej piątki dołączył jeszcze Jakub Skowroński z Orange Trane i ten spontaniczny Sax Summit trwał jeszcze prawie godzinę. Co tu dużo mówić – takie rzeczy tylko w… 12on14 Jazz Club! Almost every night!

8


Jedyny taki sklep ze sprzętem muzycznym!

Perkusje Perkusje Elektroniczne Talerze Naciągi Hardware Werble Pałki Pokrowce i Case'y Perkusjonalia Perkusje klasyczne Akcesoria


Almanach 12on14 Jazz Club

05.09.2016 poniedziałek 20:30

HoTS (PL) Mikołaj Poncyliusz (gt), Radosław Nowak (tp), Bartosz Tkacz (sax), Adam Prokopowicz (db), Dawid Opaliński (dr)

HoTS to warszawska formacja powstała pięć lat temu. Już z chwilą kształtowania zespołu muzycy postawili na długofalową współpracę w poszukiwaniu własnego brzmienia – nowoczesnego, nawiązującego do tradycji europejskiego jazzu, ale będącego przede wszystkim wyrazem ich wyobraźni i wrażliwości muzycznej, które oparte miało być wyłącznie o autorskie kompozycje lidera zespołu Mikołaja Poncyljusza.

wym intro, a zapowiedziany w pierwszym utworze klimat uległ zagęszczeniu. Przepiękny temat tej kompozycji jest z całą pewnością godny zapamiętania i będzie łatwo rozpoznawalny w przyszłości, nawet jeśli jakiś inny muzyk włączy go do swego repertuaru. Świetne solówki gitary i instrumentów dętych. Późniejsze „Alone”, jak i „W.” zauroczyły tematami i przepiękną trąbką w „W.”, po której gitara dookreśliła niezwykły klimat kompozycji. Prawie dwuminutowe saksofonowe intro rozpoczęło ostatni utwór pierwszej części koncertu, w sposób nieomal mimetyczny przedstawiając zabawy tytułowej „Pandy” (utwór jest pierwszą kompozycją w dorobku kompozytorskim Mikołaja Poncyljusza), by później rozwinąć to w pełne energii fascynujące współgranie, dokumentujące znakomitą komunikację pomiędzy muzykami i pełną dojrzałość artystyczną tego młodego przecież zespołu. Pierwsza część zostawiła słuchaczy w gorącym oczekiwaniu kontynuacji koncertu, a muzycy schodzili na przerwę żegnani gorącymi owacjami i głośnymi okrzykami usatysfakcjonowanej publiczności.

W lutym 2015 r. ukazał się debiutancki album zespołu – „Harmony Of The Spheres” wydany przez V Records. Płyta zdobyła fantastyczne recenzje i zaowocowała koncertami w Polsce i za granicą. Zespół od początku istnienia zagrał już ich ponad 50!!! W tym roku nakładem wydawnictwa Multikulti ukaże się druga płyta zespołu – „Numbers”. HoTS wziął udział w festiwalu Fama, gdzie pod dyrekcją Włodka Pawlika tworzył projekt pod nazwą „Laboratorium muzyki – We are from here”, z którym grał także na festiwalu „Wszystkie Strony Świata” w Puławach. W czerwcu 2015 grupa wygrała konkurs na „Młodą Scenę Jazzową”, a w nagrodę wystąpili w listopadzie 2015 na festiwalu Jazz Jantar. W styczniu 2016 HoTSi wyruszyli na swą pierwszą zagraniczną trasę koncertową obejmującą 12 koncertów w Czechach. Zwieńczeniem trasy był koncert otwarcia „18-th International Music Festival Jazziniec”.

Serdecznie witani przez oczekująca publiczność, drugą część koncertu muzycy HoTS rozpoczęli od „# 26”, drugiego z pięciu utworów promujących materiał do płyty „Numbers”, przedstawianych dzisiaj premierowo. Jeśli wszystkie utwory na tym albumie będą tej jakości, co zaprezentowany w pierwszej części „# 27” i „#26”, to czeka nas niemała sensacja edytorska. To kompozycje niezwykle dojrzałe, oferujące nie tylko świetną strukturę harmoniczną i nadzwyczajną melodykę, znakomite partie ad libitum, ale również świetne wykonania zarówno w obszarze kolektywnej kreacji, jak i solowych popisów wszystkich instrumentalistów. Piękne, powolne tematy, grane unisono przez sekcję dętą wspieraną bogatymi riffami gitary i perfekcyjnie obudowanymi pochodami basowymi i swingującą perkusją, wciągają bez reszty w zupełnie zindywidualizowany świat dźwięków i brzmień. Wielkie brawa dla Mikołaja Poncyljusza za maestrię kompozytorską i aranżacyjną. Ale też należy powiedzieć bardzo jasno, że jego gitara to dzisiaj bez

Dzisiejszy swój koncert grupa HoTS rozpoczęła świetną kompozycją – pochodzącą z pierwszej płyty - „3/5”, zapowiadającą przestrzenie muzyczne z ich charakterystyczną, mocno klimatyczną melodyką poncyljuszowych utworów wciągających słuchacza w swój niezwykły świat pięknych opowieści, a jednocześnie dają mnóstwo pola dla solistycznych popisów każdego z członków grupy. Zwalniając tempo, przeszli do „# 27” (jedyny utwór w tym secie pochodzący z materiału do płyty „Numbers”) inicjowanego znakomitym kontrabaso-

10


Almanach 12on14 Jazz Club wątpienia jedna z czołowych polskich gitar jazzowych i w prostej linii spadkobierczyni spuścizny wielkiego Jarka Śmietany. Postęp dokonany przez Mikołaja Poncyljusza na przestrzeni raptem dwóch lat – i to zarówno w warstwie kompozytorskiej, jak i wykonawczej – plus wyczuwalny potencjał rozwojowy, czynią z tego młodego muzyka jedną z najciekawszych postaci współczesnego jazzu w Polsce. Wsłuchując się w kolejny „numer”, tym razem „# 28”, szczególnie we fragment z fascynującym solo basowym i jego charakterystyczną dominantą powtarzanego rytmicznie dwudźwięku E-dur/F-moll, na które później nakładają się solówki saksofonu (idącego w stronę faktur rodem z dokonań free-jazzu), trąbki (z zupełnie stańkowo-komedowską konstrukcją i brzmieniem), by w końcu na głębokich akordach gitary powrócić do tematu, poprzedzając to gitarowym, niezwykłym solem, można z całą pewnością powiedzieć, że przewidywana edytorska sensacja jest pewna. Z kolei „# 23” to świetny przykład swingującego drive’u niespodziewanie przechodzącego w quasi-bluesowo/rockowe metrum, w którym na plan pierwszy wysuwa się mocna solówka perkusji Opalińskiego, w której usłyszeć mogliśmy nie tylko potężny bit, ale i poszukujące preparacje wskazujące na wszechstronność i duże umiejętności tego drummer, tym bardziej, że wyjście z sola bębnów zaznaczone jest rytmem rumby, zmieniającej się w ciągu zaledwie kilku taktów w spokojną jazzową balladę, by po chwili powrócić do swingu, ale poprzez woltę rytmów szesnastkowych. Ale pomimo tych łamańców rytmicznych słucha się tego świetnie, a logika następstw kolejnych metrum jest godna podziwu. Po części ich mnogość wynikała z udatnego połączenia z kolejną kompozycją zatytułowaną „Diuna”. Żegnani owacjami, zostali poproszeni o bis, w którym pojawiła się wzbogacona wersja kompozycji „Panda”, a więc pierwszej kompozycji Mikołaja Poncyljusza.

Setlista (wszystkie utwory: Mikołaj Poncyljusz) I Set 1. 3/5 2. # 27 3. Alone 4. W. 5. Panda II Set 1. # 26 2. # 25 3. # 28 4. # 23 5. Diuna Bis • Panda (II Take)

11


Almanach 12on14 Jazz Club

12


Almanach 12on14 Jazz Club

06.09.2016 wtorek 20:30

Marcin Banaszek Trio (PL) Marcin Banaszek (p), Andrzej Zielak (db), Karol Domański (dr)

Niespełna 33-letni pianista i kompozytor Marcin Banaszek jest absolwentem Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz Akademii Muzycznej w Krakowie. Obecnie jest doktorantem i asystentem Katedry Muzyki Współczesnej, Jazzu i Perkusji w krakowskiej uczelni. Jest laureatem krajowych i zagranicznych konkursów jazzowych oraz programów stypendialnych: Nadzieje Warszawy (Warszawa, 2011), Europejskie Integracje Muzyczne (Żyrardów, 2011), Krokus Jazz Festival (Jelenia Góra, 2011), Gnesin Jazz Festival (Moskwa, 2012). W swojej twórczości i pianistyce podejmuje próbę eksploracji i syntezy obszaru muzycznego z pogranicza jazzu, rocka, world music i muzyki klasycznej, proponując – jak pisałem prawie rok temu po koncercie w naszym starym klubie – „muzykę o otwartej formule, oferującą piękne tematy i przyjemne dla ucha harmonie, grane nadzwyczaj delikatnie, przypominające malowane spokojnie, zamglone krajobrazy, w których spadający liść jest wydarzeniem pełnym emocji, a zrywający się do lotu ptak – eksplozją” […] „Jego kompozycje są dojrzałe, piękne i ciekawe, a malowane obrazy i użyte barwy fascynujące. Odzwierciedlając niewątpliwie duszę Artysty, mogą stać się jego znakiem rozpoznawczym i ważnym elementem polskiej muzyki jazzowej w jej otwartej odmianie.” Już otwierający koncert „Changing Sky Of October” i następujący zaraz po nim „Sometimes” potwierdziły nasze oczekiwanie na koncert niezwykły. Swą muzyką, która otacza słuchaczy lekkim jak tiul szalem utkanym z czystego piękna, ten niezwykły kompozytor i pianista zaczarował zgromadzoną publiczność, przygotowując ją jednak na doznania, których jedyną regułą nie będzie jedynie spokojny obraz cudownego świata, ale również opowieść o prawdach ważnych i przeżyciach zostawiających głębokie blizny. Tak też się stało już w następnym utworze, zatytułowanym „Escape”, którego mroczne harmonie podkreślone tumultem ciężkich bębnów, rytmicznym staccato kontrabasu, natrętną repetycją jednego dźwięku granego prawą ręką pianisty i celową dysharmonią

akordów, podkreślają głębokie przeżycia i rozterki „bohatera” kompozycji decydującego się na rozpaczliwą w istocie próbę ucieczki w stronę, której określenie również nastręcza mu kłopotów. To rewelacyjny utwór zarówno w warstwie kompozycyjnej, aranżacyjnej, ale i fabularnej. Dodatkową wartością tej kompozycji jest arcytrudny zapis nutowy, wymagający od wykonawców znakomitego opanowania warsztatu, z którego to zadania cała trójka wirtuozów wywiązuje się znakomicie. Gromkie brawa dowiodły, że wszystkie te elementy utworu zostały przez publiczność świetnie docenione. Rodzajem krajobrazu po bitwie rozpoczyna się „Sad Story About A Soldier” – przejmująca opowieść o tytułowym żołnierzu. Tu również Marcin Banaszek, jako kompozytor, okazuje się mistrzem narracji. Utrudzony bojem, śmiertelnie znużony i pewnie niedoceniony za swe bohaterstwo żołnierz, dosłownie powłóczy nogami przed oczami słuchaczy wzbudzając żal i szacunek, litość i pochwałę za męstwo, zwykłe współczucie i wściekłość, że kolejny bezimienny padł ofiarą decyzji podejmowanych w zaciszu gabinetów. Gdy milkną ostatnie dźwięki tego pięknego i porażająco smutnego utworu, żołnierz w swym znoju kładzie się do snu. Nad nim spokojnie błyszczy noc, drzewa milczą, chłodna ziemia i spadłe liście są mu posłaniem… I można by tę opowieść rozwijać dalej, aż do ostatecznego końca, gdyby Marcin Banaszek nie opowiedział nowej, pięknej historii. Dające nadzieję dźwięki „Sun On A New Land” przynoszą ukojenie i wiarę, że wraz ze słońcem wstaje nowy dzień i powraca dobro. Nagroda czeka również na śpiącego żołnierza… Piękna opowieść, piękna muzyka. Piękny koncert! Niecierpliwie czekamy na część drugą. „Surprising Meeting” zaskakuje przepięknym tematem i znakomitą partią solową fortepianu. Kolejny utwór z gatunku czystego piękna. I jeśli nawet, jak powiada sam kompozytor o swych kompozycjach, są one cokolwiek „anachroniczne w estetyce”, to sposób, w jaki Marcin Banaszek – pianista, przekazuje je słuchaczom są zdecydowanie i nad wyraz

13


Almanach 12on14 Jazz Club nowoczesne. To pianistyka najwyższego lotu, mistrzowska w każdym calu, wykorzystująca całe bogactwo brzmień i barw instrumentu, niebywale sprawna technicznie, a jednocześnie oszczędna, wręcz ascetyczna, wybierająca dźwięk tylko tam, gdzie jest on potrzebny, a przez to piękna i magiczna. Nie sposób przy tym nie wspomnieć o dwóch pozostałych członkach tria, którzy wraz z liderem stworzyli formację wręcz idealnie realizującą założenia kompozytorskie i podobnie, jak on, realizują swe zadania wyłącznie koniecznymi dźwiękami. Bowiem cudowną cechą tego tria jest to właśnie, że w żadnej chwili ich gra nie jest „przegadana”, a znakomite solówki, jak choćby kontrabasowa Andrzeja Zielaka w kolejnej kompozycji zatytułowanej „Finally”, nie są pustym popisem szybkiego pizzicato (choć i takich fraz w niej nie brakuje), a twórczym rozwinięciem zamysłu kompozytora. Grający niezwykle precyzyjnie, skupiony i znakomity Karol Domański choć gra podobnie oszczędnie, doskonale wpisuje się w strukturę kolejnych kompozycji zamykając je klamrą fascynującego rytmu. Podobne słowa można zastosować do kolejnego utworu „Late Night Travelling”, świetnie wpisującego się nie tylko w główny nurt współczesnej pianistyki europejskiej, ale i współczesnego traktowania całego tria, jako jednorodnej przestrzeni kreatywnej. Fascynująca solówka perkusji wychodząca wprost z solo fortepianu, by powrócić do kontynuacji solowego pianistycznego popisu, poprzedzającego nawiązanie do arcymelodyjnego tematu, jest zabiegiem nie tylko niezwykle ciekawym, ale wręcz nowatorskim, wskazującym na iście matematyczną precyzję kompozycji Marcina Banaszka. Być może wpływ miał na to fakt, iż kompozytor jest również absolwentem Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, choć bardziej przypisywałbym to cechom osobowym pianisty – będącego człowiekiem uporządkowanym, precyzyjnym w wypowiedzi i niezwykle spokojnym. Łączący się z poprzednim utworem „Rain” urzeka melodią i nieomal onomatopeiczną umiejętnością obrazowania, jak w słynnym wierszu Leśmiana „o szyby deszcz dzwoni / deszcz dzwoni jesienny / i tłucze jednaki, miarowy, niezmienny…”. „The End Of The Day” stanowi zaś znakomite ukoronowanie tego wyśmienitego koncertu, spinając klamrą wszystkie opowieści, których byliśmy świadkami. W utworze tym bowiem pojawiają się bowiem jakby wspomnienia zdarzeń i dźwięków, które towarzyszyły nam w czasie koncertu. Słońce powoli już zachodzi, zapada zmrok…

14

Cichną rozmowy… Jeszcze się świeca tli… Znów otuleni w lekki jak mgiełka ciepły szal cudownych dźwięków zamykamy oczy i poddajemy się na wpół sennym marzeniom… I nagle, na wehikule cudownych perełek fortepianowych nut, nasza wyobraźnia zaczyna biec w stronę szerokich bram niezmierzonych przestworzy i otwiera się coraz bardziej i bardziej i bardziej… Rozpościeramy skrzydła lecąc wraz z ptakami… Upon the wings of music… Do raju…! Koncert się kończy burzą oklasków, a przecież… A przecież Marcin Banaszek potrafi opowiadać dalej… Dlatego na bis gra „Tomorrow Morning”.

Setlista (wszystkie utwory: Marcin Banaszek) I Set 1. Changing Sky Of October 2. Sometimes 3. Escape 4. Sad Story About A Soldier 5. Sun On A New Land II Set 1. Surprising Meeting 2. Finally 3. Late Night Travelling 4. Rain 5. The End Of The Day Bis • Tomorrow Morning


Almanach 12on14 Jazz Club

15


Almanach 12on14 Jazz Club

07.09.2016 środa 20:30

Blackbird (PL) Michał Walczak (gt), Michał Rorat (p), Paweł Surman (tp), Bartek Bednarek (bg), Frank Parker (dr)

„Muzyka BlackBird czerpie inspiracje zarówno z twórczości kultowych postaci światowej sceny muzycznej takich jak Keith Jarrett, Tomasz Stanko, Marcus Miller czy legendarny już Miles Davis jak również z prac nowego pokolenia reprezentowanego przez Roberta Glaspera i Christiana Scotta. Jednak ten założony w 2012 kwintet zdecydowanie stawia na świeżość brzmienia, z niespotykaną precyzją aranżuje własne, autorskie kompozycje trzymając się z daleka od odgrzewanych standardów. W ich twórczości zagłębiającej się w nurty jazzu, jazz-rocka, rocka i fusion nieustannie przenikają na powierzchnie charakter i bogactwo doświadczeń członków zespołu. Liryka amerykańskiego mainstreamu staje w opozycji do ostrej sekcji rytmicznej noszącej w sobie potężny ładunek energii. Słowiańska dusza daje o sobie znać w nieokiełznanych improwizacjach w których muzycy dają świadectwo swojej wirtuozerii a całość spowita jest w mrocznych, tchnących chłodem wariacjach wzorowanych na skandynawskim brzmieniu. Świeże. Oryginalne. Inspirujące.” – tyle możemy się dowiedzieć z materiałów prasowych tej częstochowskiej formacji, która właśnie stanęła na naszej scenie przed gorąco witającą ją publicznością.

w wielobarwną ornamentykę solówka fortepianowa, wzbudziły zasłużone oklaski, a grupa pokazała cały kunszt kolektywnego grania. Z kolei przepiękną solówką zabłysnął na trąbce Paweł Surman w przepięknej balladzie „Nordica”, kolejną kompozycją Michała Walczaka ujmującą klimatem i bogatymi harmoniami. BlackBird ujawnił też w tym utworze niezwykłą umiejętność łączenia elektrycznego instrumentarium i nieomal fusionowego sposobu traktowania muzycznego tworzywa – szczególna rola przypada w tym dziele świetnej gitarze basowej Bartosza Bednarka i energetycznej perkusji Franka Parkera i zahaczającym czasem o rocka gitarowym riffem z prawie klasyczną barwą hardbopowego kwintetu, grającego oszczędną, ale pełną ekspresji trąbką i iście evansowskim pianem. Ta ostatnia cecha wyszła z całą mocą w genialnej solówce Michała Rorata w kolejnym utworze „Funerality”, po której pięknie ponownie wybrzmiała trąbka Pawła Surmana, a później niezwykłą, choć stosunkowo ascetyczną solówką perkusyjną rozgrzał do białości zgromadzoną publiczność Frank Parker grający premierowo swą kompozycję „Once Again”, która wybrzmiewając ostrymi riffami gitary i pojedynczymi akcentami wygrywanymi na trąbce aż do całkowitego wyciszenia, zakończyła pierwszą część koncertu.

Rozpoczynając swój koncert utrzymaną w początkowej fazie w balladowym tempie kompozycją Michała Walczaka zatytułowaną „In A White Window Of A Dream” zawładnął uwagą publiczności, nagradzając wcześniejsze oczekiwanie. Świetna gra sekcji i piękne sola zagrane na trąbce i na gitarze oraz wzrastająca aż do końcowej kulminacji temperatura utworu, znakomicie zapowiedziała to wszystko, co wydarzyć się jeszcze może. I była to zapowiedź frapująca. Kolejny utwór Michała Walczaka „The One” był już tylko rzetelną realizacją wcześniejszych przewidywań. Świetne solówki, jak choćby na wpół rockowa, wyśmienita gitarowa z początku utworu, w której pobrzmiewały echa fascynacji gitarą Duane’a Allmana z albumu Brothers & Sisters, czy następująca po niej, bogata

Pięknym solowym intro repryzy „In A White Window Of A Dream” granym na trąbce Michał Surman rozpoczął drugą część fascynującego koncertu formacji BlackBird. Michał Walczak po raz kolejny przywołał swe fascynacje wielkimi gitarzystami rockowymi, choć w końcówce jego solówki pobrzmiewały już rozwiązania harmoniczne rodem z Pata Metheny’ego. Natomiast Michał Rorat ponownie zabłysnął znakomitym popisem solowym. Wybrzmiewająca jak smutna nordycka pieśń ballada „Sieben” stała się kolejną okazją do zachwytu nad kunsztem improwizatorskim Michała Surmana i pianistyką Michała Rorata. Bezbłędna praca sekcji, świetne pochody basówki Bartka Bednarka i precyzyjna maszyneria napędzana talentem Franka Parkera rozpędziły ten senny początkowo

16


Almanach 12on14 Jazz Club utwór do rytmów nieomal tanecznych, by po chwili kulminacji powrócić do smutnej nordyckiej pieśni. Premierowo wykonywana kompozycja Michała Rorata, mimo przewrotnej nazwy „Ballada Roratnia”, rozpoczyna się od rytmicznych akordów fortepianu, na których budowane jest unisono trąbki i gitary podających taneczny temat. Po kilku grupowo zagranych riffach świetnie buduje swa solówkę Michał Walczak udowadniając, że nie obce są mu zarówno nieomal vanhalen’owe pasaże, jak i jazz-rockowe łamańce harmoniczne rodem z nowojorskiej sceny awangardowej. Kolejny świetny temat utworu „Glass” kazał również zwrócić wreszcie uwagę na wysoka wartość samych kompozycji przedstawianych dzisiejszego wieczoru. Zdecydowanie zorientowane na nieomal mainstreamowy jazz, jednak nowoczesne w każdym calu, świetnie zaaranżowane, oferujące bogactwo faktur i brzmień, mnóstwo przestrzeni dla uwypuklenia solistycznych predyspozycji każdego z wykonawców, a jednocześnie namawiających do precyzyjnego, kolektywnego grania, przynoszące radość zarówno muzykom, jak i słuchaczom – jednym słowem: świetne kawałki, których świetnie się słucha. „Glass” zaoferował ponadto świetną solówkę Bartka Bednarka, kolejny fascynujący popis Michała Rorata i znakomitą trąbkę Pawła Surmana, a także rewelacyjną, ascetyczną i poszukującą gitarę Michała Walczaka w solówce, którą mógłby zagrać sam Scofield. I jeśli nawet próbuję tu szukać pewnych odnośników, to tylko po to, aby podkreślić absolutne zindywidualizowanie wszystkiego tego, co BlackBird przedstawia dzisiaj na scenie, prezentując w pełnym tego słowa znaczeniu, autorskie i oryginalne rozwiązania, brzmienia i tematy. Kolejna wybitna solówka Franka Parkera rozpoczynająca utwór „Prehistory” Michała Rorata wywołała burzę oklasków, a uporczywy riff gitary wprowadza całą formację w zagęszczoną strukturę tego niezwykłego utworu, na kanwie którego gitara tka przepiękne wstawki solowe, ścigając się z perłami pianistyki Michała Rorata. Po chwili, w utworze Michała Rorata „Red Eye” znowu dają o sobie znać fascynacje Miachała Walczaka gitarą wielkiego Johna Scofielda i kilku czołowych gitarzystów tworzących legendę rocka. Kolejna repryza „In A White Window Of A Dream” tym razem w prawie rockowej wersji kończy ten znakomity koncert. Dziękujemy! To było świetne wydarzenie. Z całą pewnością warto zaopatrzyć się w debiutancką płytę formacji wydaną w zeszłym roku.

Na bis „Cantaloup Island” zagrane oryginalnie i po swojemu. Znakomicie! Wielki Herbie na pewno byłby zachwycony słysząc to wykonanie. Setlista I Set 1. In A White Window Of A Dream (M. Walczak) 2. The One (Michał Walczak) 3. Nordica (Bartosz Bednarek) 4. Funerality (Michał Walczak) 5. Once Again (Frank Parker) II Set 1. In A White Window Of A Dream (reprise I) (M.W.) 2. Sieben (Michał Walczak) 3. Ballada Roratnia (Michał Rorat) 4. Glass (Michał Rorat) 6. Prehistory (Michał Rorat) 7. Red Eye (Bartosz Bednarek) 8. In A White Window Of A Dream (reprise II) Bis • Cantaloup Islands (Herbie Hancock)

17


Almanach 12on14 Jazz Club

18


Almanach 12on14 Jazz Club

Z AW S Z E N A C Z A S I E Z AW S Z E C I E K AW I E

19


Almanach 12on14 Jazz Club

08.09.2016 czwartek 20:30

Trjan (PL) Jan Smoczyński (p), Michał Barański (db), Jan Młynarski (dr)

Najnowszy projekt Jana Smoczyńskiego „Trjan” swoją prapremierę – w mocno okrojonej ilości utworów - miał rok temu w Katowicach, a później kompozytor poświęcił się pisaniu nowych kompozycji, które natchnął całą swą niezwykłą osobowością. Dzisiaj, po raz drugi w ogóle, a po raz pierwszy w Warszawie i po raz pierwszy w potężnej całości – projekt ten wybrzmiewa na scenie naszego klubu, sprawdzając się niejako w przestrzeni publicznej zanim ukaże się na płycie, co planowane jest około stycznia przyszłego roku. Do realizacji całości projektu Jan Smoczyński zaprosił wybitnych muzyków – Michała Barańskiego na kontrabasie i Jana Młynarskiego na perkusji –, by zapewnić swym znakomitym utworom nie tylko najwyższy poziom wykonawczy, a i wybitne talenty improwizatorskie. Powstała w ten sposób całość nie tylko urzeka pięknem, jak cudowna ballada „Żyjący W Lesie” i delikatna, jak ciepły szept kołysanka „Marcjanna” poświęcona swej niedawno zmarłej babci noszącej to właśnie piękne imię. Utwory te pojawiły się w kolejności zaraz po otwierającym koncert tytułowym „Trjanie” – kompozycji niezwykle dynamicznej, podnoszącej temperaturę sali od pierwszych dźwięków, pełnej błyskotliwej pianistyki, obłędnego staccato kontrabasu i ostrego drive’u perkusji. To mocne, dynamiczne granie powraca w pełni w kompozycji „Salomon”. Jednak w przeciwieństwie do „Trjana” stanowiącego wzorcowy przykład kolektywnego grania, „Salomon” daje każdemu z muzyków dużo przestrzeni do pokazania swej nadzwyczajnej maestrii, a poszczególne solówki zapierają dech w piersiach. Pierwsza część skończyła się zasłużoną, głośną owacją, którą należy rozumieć, jako absolutne minimum należne Artystom od zachwyconej publiczności.

-music , nie rezygnując jednak ani na chwilę ze strictce jazzowego groove’u, podkreślanego niezwykłymi pochodami basowymi i unikatową w sposobie wybierania metrum perkusją. Nawet blachy, które wykorzystuje Młynarski do swego grania, nadające uderzeniom charakteru dźwięków przetworzonych, innych niż standardowym zestawie perkusyjnym, perfekcyjnie realizują zamysł kompozytora. Kolejne kompozycje to absolutnie mistrzowski pokaz wielkiego grania i rewelacyjnej kreacji zarówno kompozytora, jak i wszystkich muzyków na scenie, współtworzących tę niezwykłą energię, która dosłownie zniewoliła zgromadzoną publiczność. Niezwykła „Tercja” kończy koncert, z którym niewiele może się równać. Bis i znakomita kompozycja „Siódma Rano” są rzeczą oczywistą. Nie zdobyłem się w tym tekście nawet na jedno zdanie ocenne, bo Mistrzów się nie ocenia. Mistrzom się bije mocne brawa! Co czynię z największą rozkoszą!

Otwierające drugą część „Wąsy” to świadectwo genialnego wykorzystania zachodnich doświadczeń współczesnej muzyki improwizowanej, sposobu traktowania artystycznego tworzywa, harmonii, metrum. Preparowany specjalnym padem fortepian wprowadza w utworze „Osad” przestrzenie kompozycji w brzmienia znane z eksperymentów „world-

20

Playlista (wszystkie utwory Jan Smoczyński) Set I 1. Trjan 2. Żyjący W Lesie 3. Marcjanna 4. Salomon Set II 1. Wąsy 2. Osad 3. Czekanie 4. Kolej Rzeczy 5. Tercja Bis • Siódma Rano


Almanach 12on14 Jazz Club

21


Almanach 12on14 Jazz Club

09.09.2016 piątek 20:30

Biotone (PL) Michał Tomaszczyk (tb), Przemysław Florczak (sax), Andrzej Zielak (db), Sebastian Kuchczyński (dr)

Formacje z takim line-up’em, jak warszawska grupa Biotone, są na świecie dwie – jedna to Biotone właśnie, druga to ta, o której… dopiero się dowiemy, jeśli ktoś ją założy. Autorska, unikatowa idea Michała Tomaszczyka - grupa Biotone, właśnie rozpoczęła swój koncert na naszej scenie i zrobiła to znakomitą kompozycją lidera „Another Space” udowodniając licznie zgromadzonej publiczności, że brak instrumentu harmonicznego nie musi stanowić żadnego ograniczenia dla uzyskania niezwykle przekonywującego, mocnego brzmienia. Michał Tomaszczyk jest absolwentem klas Puzonu Jazzowego oraz Kompozycji i Aranżacji w Instytucie Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, zaś debiutancka płyta jego zespołu zatytułowana “Unspoken Words” została nominowany do nagrody Fryderyk 2012 w kategorii Jazzowy Fonograficzny Debiut Roku. Sam Michał Tomaszczyk jest jednym z najaktywniejszych puzonistów na jazzowej scenie, współtworząc zarówno projekty bliższe improwizowanego głównego nurtu jak i muzycznej awangardy. Jest również stypendystą programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Młoda Polska. Wielokrotnie nagradzany na konkursach w kraju i za granicą za grę na instrumencie, kompozycje i najlepszy zespół. Biotone jest formacją zdecydowanie osadzoną w głównym nurcie jazzu w jego bardzo nowoczesnej odsłonie, oferującą słuchaczowi znakomite brzemiennie, świetne kompozycje i rewelacyjne wykonawstwo. Kolejne utwory to prawdziwe perełki świetnie realizowanego zamysłu. „Hip-Bop” napisany przez Przemysława Florczaka, porywa rytmem, tematem i improwizacjami saksofonu i puzonu oraz mocnym drive’m perkusji. „Unfinished Dream” ujmuje pięknem ballady, a tytułowy utwór debiutanckiej płyty „Unspoken Words” (łączący się z poprzednim znakomitym solem kontrabasu) „That Day’s Mood” są popisem improwizatorskich możliwości każdego z instrumentalistów. Biotone brzmi genialnie, a zauroczona publiczność co chwila zrywa się do gorących oklasków. Świetna kompozycja „Marimbell” Sebastiana Kuchczyńskiego kończy pierwszą część koncertu tej wyśmienitej grupy, która imponuje kolek-

tywną umiejętnością kreowania wspaniałego wydarzenia artystycznego najwyższej jakości! Mając za sobą oczekiwanie publiczności Biotone już z początkiem drugiej części mógł śmiało powtórzyć słynne „veni, vidi, vici”. Świetne zespołowe granie, z mocnym akcentem na współpracę pomiędzy instrumentalistami rewelacyjnie współtworzącymi artystyczną przestrzeń. Kolejne utwory to zarówno popis charakterystycznego dla Biotonu brzmienia przypominającego odrobinę słynny kwintet Dave’a Hollanda (oczywiście, bez wibrafonu), jednak przy zachowaniu wszelkich cech indywidualizujących muzykę tej znakomitej formacji. Na bis świetne „Four To Five” i głośna owacja.

22

Setlista I Set 1. Another Space (Michał Tomaszczyk) 2. Hip-Bop (Przemysław Florczak) 3. Unfinished Dream (Michał Tomaszczyk) 4. Unspoken Words (Michał Tomaszczyk) 5. That Day’s Mood (Michał Tomaszczyk) 6. Marimbell (Sebastian Kuchczyński) II Set 1. You’ll Never Know (Michał Tomaszczyk) 2. Niski Wibor (Michał Tomaszczyk) 3. New Ballad (Michał Tomaszczyk) 4. Biotone (Michał Tomaszczyk) 5. The New One (Michał Tomaszczyk) 6. Do It Yourself (Michał Tomaszczyk) Bis • Four To Five (Przemysław Florczak)


Almanach 12on14 Jazz Club

23


Almanach 12on14 Jazz Club

09.09.2016 piątek 23:00

Late Night Show Mateusz Gawęda (p), Kuba Więcek (as) Michał Jaros (db), Krzysztof Szmańda (dr)

Dosłownie w trzy minuty po znakomitym koncercie formacji Biotone, na scenę weszła niezwykle mocna obsada dzisiejszego Late Night Show, by rozpocząć nocne jazzowanie (a może się okazać, że i jammowanie) od znakomitego „Alone Together” Arthura Schwartza, zagranego absolutnie mainstreamowo, tak jak należy, choć zakończonym wspaniałym akordem spreparowanego fortepianu. Równie stylowo wybrzmiało później „There is no greater love” Ishama Jones’a, z wielką improwizacją piano solo Mateusza Gawędy stanowiącą pomost do „What Is This Thing Called Love” Cole’a Portera. W balladzie „Days Of Wine And Roses” Henry’ego Manciniego Mateusz Gawęda zagrał początkowe minuty utworu na fortepianie, jak na… mandolinie, wybierając rytmiczne akordy na strunach swego instrumentu, wzbudzając powszechną wesołość, ale i podziw. Później przecież znowu zachwycił wspaniałą, tym razem graną w sposób tradycyjny, fortepianową solówkę. Popisów solistycznych było zresztą co niemiara, a to świetne basowe Michała Jarosa, a to kaskadami niezwykłych perkusyjnych umiejętności zachwycał Krzysztof Szmańda. Jak zwykle swym niecodziennym talentem zachwycał publiczność Kuba Więcek, którego niewyczerpana inwencja i talent mocno zaznaczyły się również dzisiejszego wieczoru. Znakomite i świetnie zagrane „Lester Lips In” Lestera Younga zakończyło dzisiejszy Late Night Show. Były Jazz! I to jaki!!!

24


Almanach 12on14 Jazz Club

10.09.2016 sobota 20:30

Cracow Jazz Collective (PL) Mateusz Gawęda (p), Cyprian Baszyński (tp), Dominik Mietła (tp), Marcin Ślusarczyk (sax), Sławomir Pezda (sax), Bartłomiej Prucnal (bs), Alan Wykpisz (db), Dawid Fortuna (dr)

Mateusz Gawęda jest w naszym klubie częstym gościem – koncertował już bowiem zarówno ze swoim znakomitym Trio, jak i słynnym PeGaPoFo, a ostatnio także z kwartetem skrzypaczki Dominiki Rusinowskiej oraz Silberman & "Three Of A Perfect Pair" Łukasza Stworzewicza i sensacyjnym Pezda/Gawęda Duo. Miłośnicy jego niezwykłego talentu mogli go również kilkukrotnie podziwiać w czasie pojawiających się coraz częściej Late Night Show. Powodów tak częstej obecności Mateusza Gawędy na naszej scenie jest co najmniej kilka, od najwyższej jakości artystycznej jego działalności kompozytorskiej, jak i pianistycznej zaczynając, poprzez istotne elementy prywatnej i wzajemnej sympatii, a na przeprowadzce do Warszawy kończąc. Sporo jednak czasu pewnie upłynie, zanim Mateusz Gawęda zacznie być postrzegany, jako „muzyk warszawski” - jest on bowiem par excellance „muzykiem krakowskim”, mającym za sobą nie tylko doświadczenie Jądra Jazzu (wykreowanego wspólnie ze Sławomirem Pezdą) na krakowskim Kazimierzu, ale i głęboko osobiste i artystyczne przyjaźnie z krakowskimi rówieśnikami, których - nieodstający od jego własnego - poziom artystycznej produkcji pozwala wręcz na ukucie terminu „młoda krakowska szkoła jazzu”. To właśnie suma tych doświadczeń i relacji koleżeńsko-artystycznych stała się dla Mateusza Gawędy inspiracją do powołania Cracow Jazz Collective i napisania trzech potężnych kompozycji łączących charakterystyczną dla niego ścisłą dyscyplinę z techniczną dezynwolturą – którą zdolni są bodaj udźwignąć wyłącznie muzycy zaproszeni do udziału w tym niecodziennym oktecie – i pełną swobodą artystycznej wypowiedzi. W skład formacji weszli zatem instrumentaliści, którzy w przeszłości w różnych konfiguracjach mieli okazję spotykać się na scenie muzycznej lub w studio nagraniowym m.in. jako NSI Quartet, New Bone czy też PeGaPoFo - trębacze Cyprian Baszyński i Dominik Mietła, saksofoniści Marcin Ślusarczyk (alt), Sławomir Pezda (tenor) i Bartłomiej Prucnal (baryton) oraz Alan Wykpisz (kontrabas), który zastąpił znanego z pierwszego składu (i albumu) Piotra Południaka oraz Dawid Fortuna (perkusja).

Już z samego założenia Cracow Jazz Collective stał się formacją unikatową, nie tylko zresztą w skali kraju – to nie tylko bowiem niecodzienny line-up, ale również swoista wizytówka młodej krakowskiej szkoły jazzu, a także zapis pewnych stanów emocjonalnych z życia ośmiu młodych krakowskich muzyków wyruszających na podbój świata. W tym kontekście – zważywszy na młody wiek Artystów trzeba powiedzieć „aż”. Aż dwa lata bowiem trzeba było czekać na wydanie w postaci albumu CD tego niezwykłego doświadczenia muzycznego. Chwała więc wytwórni ForTune, że na ten krok się zdecydowała. Album „No More Drama” ujrzał światło dzienne 29 kwietnia 2016 roku. Zarejestrowana na płycie muzyka przywodzi na myśl jazz lat sześćdziesiątych, a inspiracje dziełami Johna Coltrane’a, Charlesa Mingusa czy Ornette’a Colemana, ale również legendarnymi albumami Krzysztofa Komedy czy Andrzeja Trzaskowskiego są oczywiste. Wyraźne są też inspiracje muzyką spoza kręgu jazzu, szczególnie arcydziełami Igora Strawińskiego, Sergieja Prokofjewa ale również dziełami tzw. drugiej awangardy, ze szczególnym uwzględnieniem polskich sonorystów Henryka Mikołaja Góreckiego, Wojciecha Kilara czy Kazimierza Serockiego. „No More Drama” to łącznie prawie pięćdziesiąt minut muzyki, którą najłatwiej będzie nazwać jazzem współczesnym, choć nie do końca będzie to określenie trafne. Bo choć słuchając tego albumu napotykamy na fragmenty bigbandowe i „klasyczny” swing, a także elementy hard-bopowe i cool-jazzowe oraz sporą dawkę ostrej „fryty”, to jednak wszystkie trzy wielkie kompozycje Mateusza Gawędy słuchane w całości, tworzą niezwykle sugestywny, wręcz impresjonistyczny dramat muzyczny, a uwolniony przez kompozytora od rytmicznych czy formalnych ram, zachwyca wykonawczo, i staje się dojrzałym konstrukcyjnie, głęboko artystycznym i pełnym konceptualnego przekazu „manifestem artystycznym” całego pokolenia. I to manifestem traktowanym z całą powagą. Podobnie, jak na albumie, formacja rozpoczęła

25


Almanach 12on14 Jazz Club swój koncert od kompozycji „Piano Drama”, projektując jednak dla niej długość całego setu. Ta wielowątkowa epopeja muzyczna nie tylko zniewala energią eksplodującej bomby, ale stanowi rodzaj „przeglądu” możliwości kompozytorskich i aranżacyjnych Mateusza Gawędy. Po wstępie wykonywanym na preparowanym fortepianie i nakreślającym ramy harmoniczne utworu, następuje cały ciąg różnie konfigurowanych unison przekazujących założenia melodyczne tematu, a następnie zestaw solówek poszczególnych instrumentów dętych, dodających do zarysowanej wstępnie struktury swoje własne idee. Moment kulminacji staje się zaczynem do wyciszonej dekonstrukcji, w której główną rolę przejmuje rewelacyjna perkusja Dawida Fortuny. W sposób nieomal magiczny początkowo nieskładne metrum przechodzi do beatu czysto bigbandowego, na kanwie którego Mateusz Gawęda wywodzi genialne linie solistycznego popisu, by po chwili kontynuować swą perlącą się mistrzostwem pianistykę w klasycznym trio, czyli jedynie z udziałem kontrabasu i perkusji. Nagły zaśpiew trąbki, jakby żywcem przeniesiony ze słynnego klarnetowego intro otwierającego „Błękitną Rapsodię” Gershwina, przenosi cały Cracow Jazz Collective w stronę brzmień ze schyłkowej ery swingu. Mocna marszowa podbudowa rytmiczna przywraca potężne i groźne unisona sekcji dętej, a temat kompozycji wraca z całą mocą. Krótki akord preparowanego fortepianu spina końcową klamrą ten niezwykły utwór. „Jazz Drama” rozpoczyna się granym w potężnym unisono długimi nutami tematu utrzymującego iście komedowski charakter, a późniejsze ósemki nawiązują do najlepszych tradycji formacji Andrzeja Trzaskowskiego. Wyprowadzone z nich trio – fortepian, kontrabas, perkusja – to wzorcowy przykład współczesnego jazzu europejskiego mocno jednak zakorzenionego w evansowskiej tradycji. Obłędne glissanda sekcji dętej „wtrącające się” niejako w koncertujące trio dają imput do wyprowadzenia znakomitych solówek, z rozpoczynającą serię znakomitym popisem saksofonu Marcina Ślusarczyka, któremu towarzyszą zagęszczone akordy częściowo preparowanego fortepianu. Kolejne glissanda stanowią furtkę dla solistów, a więc trąbki Cypriana Baszyńskiego osadzonej w przestrzeniach pozornie bezładnych dźwięków współtworzonych przez fortepianowe struny uderzane metalowym młoteczkiem, szarpany pochód kontrabasu uwijającego się

jak w ukropie Alana Wykpisza i kaskadę potężnych salw perkusji Dawida Fortuny. Kulminacja tego sola wciąga pozostałe instrumenty dęte do wspólnego krzyku, by nagle – na „komendę” ułożonego rytmu nadanego przez bębny – wejść w kolejną fazę unisonowych brzmień, które do końca realizuje w pewnej chwili wyłącznie kontrabas. Poszukująca perkusja początkowo wydaje się podchwycić miarowy pochód wchodząc w rytm nieomal taneczny, jednak mistrzostwo Dawida Fortuny polega tu na umiejętności kompletnej dekonstrukcji struktury tego rytmu i nadanie mu cech wielkiej, złożonej symfonii rozgrywającej dość prosty temat w sposób niezwykle bogaty. Pełen zarys szkieletu kompozycji rysuje się już po chwili, gdy Cracow Jazz Collective powraca do zapisu inicjującego, a długie nuty następują po wcześniejszych ósemkach o „Trzaskowskiej” proweniencji. W tej inwersji zamyka się całość genialnego utworu nagrodzonego długotrwałymi brawami. „Polish Drama” rozpoczyna się ostrym riffem instrumentów dętych, zakończonych nieco wodewilową frazą. Już z pierwszych akordów wynika pewna intencjonalność narracji tego utworu. Zbudowana w podobny sposób do wcześniej wykonanych kompozycji, stosując zabiegi stylistyczne i operując bogatą fakturą brzmień zdaje się być głosem w sprawie… Nie bez kozery znajdujemy zatem w jej przekazie cały zestaw przeciwności, które znamy z codziennego znoju. Tu piękno i romantyzm miesza się z brzydotą i ohydą, empatia z agresją, miłość z nienawiścią. Tropy są aż nadto czytelne. Mateusz Gawęda komponując swe dzieło nie zapomniał o społecznej funkcji artystycznego przekazu i postanowił zabrać głos. Dodajmy głos ważny. Nie podsuwa rozwiązań, ale zadaje pytania. Ta umiejętność stawiania ważnych pytań, to również głos pokolenia. Ten koncert był całością. Artyści nie przewidzieli bisów. Uszanowaliśmy te decyzję. Dostaliśmy dzisiaj porcję sztuki najwyższego lotu , sztuki która mówi głośnym głosem, sztuki ważnej. Otrzymaliśmy koncert, którego jeszcze w naszym klubie nie było i zapewne długo jeszcze nie będzie. Byliśmy jednocześnie w klubie i w sali filharmonii. Byliśmy uczestnikami wydarzenia, którego rangi nie sposób przecenić. Na koniec pozwolę sobie na banał, ale banał którego muszę użyć – wiele słyszałem o kryzysie polskiego jazzu, o niemożnościach, o

26


brakach, etc. Dzisiejszy koncert udowadnia, że wszystkie te pogłoski można miedzy bajki włożyć! Pod warunkiem, że dysponuje się taką dawką nieprawdopodobnego talentu, jak ósemka znakomitych krakowskich muzyków tworzących Cracow Jazz Collective, którzy zaszczycili dzisiaj nasz klub swoją wielką sztuką.

Setlista (wszystkie utwory: Mateusz Gawęda) I Set 1. Piano Drama II Set 1. Jazz Drama 2. Polish Drama


online player: www.chillizet.pl

Profile for 12on14 Jazz Club

Nr 8(18) - 2018 Almanach 12on14 Jazz Club  

Nr 8(18) - 2018 Almanach 12on14 Jazz Club  

Advertisement