Page 1

6(6)/2017 GRUDZIEŃ 2017

PAWEŁ KACZMARCZYK


Almanach 12on14 Jazz Club

SPIS TREŚCI 4 TAK ŚPIEWA SIĘ JAZZ! Iza Zając Quintet

6 HOP NA JAZZ

4

Eskaubei & Tomek Nowak Quartet

8 KONCERTY...

8 Marcin Banaszek Trio 9 Gorilla Mask 10 Jakub Dybżyński Equilateral Trio 11 Dino Massa Trio 12 Michał Milczarek Trio 14 Otwarta Scena Jazzowa Jam Session (9) 14 MK Kvadrat 15 ZUPEŁNIE OSOBISTE

BRZMIENIA UCZUĆ

18 18 19 20

6 15 2

21 23 23 24 25

Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio Otwarta Scena Jazzowa Jam Session (10) PREZENTACJA NOWEGO LOGO KLUBU Dominika Rusinowska Quartet Piotr Schmidt Quartet, feat. Wojciech Niedziela Kuba Płużek Quartet Otwarta Scena Jazzowa Jam Session (11) Piotr Budniak Essential Group, feat. Piotr Wojtasik Mariusz Bogdanowicz Quartet Marek Napiórkowski Trio KonKubiNap


NOWY MAGAZYN INTERNETOWY Almanach 12on14 Jazz Club - relacje z koncertów i wydarzeń - varia wydanie specjalne: nr 1 - nr 9 / grudzień 2017 1(1)/2017 GRUDZIEŃ 2017

CAŁY TEN JAZZ...CLUB!

BRONISŁAW SUCHANEK

KAZIMIERZ JONKISZ

4(4)/2017 GRUDZIEŃ 2017

AMINA FIGAROVA

3(3)/2017 GRUDZIEŃ 2017

2(2)/2017 GRUDZIEŃ 2017

5(5)/2017 GRUDZIEŃ 2017

AGA DERLAK

6(6)/2017 GRUDZIEŃ 2017

PAWEŁ KACZMARCZYK 8(8)/2017 GRUDZIEŃ 2017

7(7)/2017 GRUDZIEŃ 2017

9(9)/2017 GRUDZIEŃ 2017

2015

JANUSZ MUNIAK

BOBBY PREVITE

ANDY SHEPPARD

prawdziwa historia powstania klubu pierwsze osiem miesięcy działalności ściągnij już teraz z naszych stron www.12on14club.com lub www.facebook.com/12on14club


Almanach 12on14 Jazz Club

13.11.2015 piątek 19:30

Iza Zając Quintet (PL) Iza Zając (voc), Robert Murakowski (tp), Jarosław Małys (p), Paweł Pańta (db), Arek Skolik (dr)

Zmierzyć się z arcytrudnym repertuarem legend jazzowej wokalistyki - Billie Holiday, Elli Fitzgerald, Anity O’Day, Sarah’y Vaughan czy Betty Carter (dodając jeszcze kilka prześwietnie zaaranżowanych utworów Wondera czy Curly’a) – można jedynie mając wrodzoną muzykalność, absolutny słuch, potężny głos o niebywałej skali, niezwykłą artykulację i emisję, cudowną barwę i technikę śpiewu zastrzeżoną jedynie dla największych. A tym wszystkim dysponuje niewątpliwie Pierwsza Dama Polskiego Jazzu - Iza Zając, która na wczorajszym koncercie wzbudziła niekłamany zachwyt Publiczności i piszącego te słowa. Potęga interpretacji i swoboda wykonania zapierały dech w piersiach, a perfekcyjna gra towarzyszących Wielkiej Wokalistce muzyków powodowała fale entuzjazmu. I jakże mogłoby być inaczej, skoro za perkusją zasiadł mistrz nad mistrze Arek Skolik, na kontrabasie zachwycał Paweł Pańta, cudownymi pianistycznymi girlandami dźwięków ozdabiał wspaniałe utwory Jarosław Małys, a najcieplejsze brzmienia wydobywał ze swej skrzydłówki Robert Murakowski, tworzący razem ów niezwykły band „Iza Zając Quintet”. Wczorajszego wieczoru mógłby pozazdrościć naszemu klubowi nawet nowojorski „Village Vanguard” i – proszę mi wierzyć – nie ma w tym zdaniu ani odrobiny przesady! Najwyższy światowy poziom tego wydarzenia jest najskromniejszą oceną,

TAK ŚPIEWA SIĘ JAZZ! jaką wypada wystawić! To był zdecydowanie najlepszy wokalny koncert tego roku! Dla tych, którzy nie brali w nim udziału (i powinni to traktować, jako przykład wyjątkowego pecha – wszak wczoraj był Piątek, trzynastego), przytaczamy set-listę koncertu. I set „Our love is here to stay” (Gershwin/Geshwin) „Love you madly” (Ellington) „Honeysuckle Rose” (Waller/Razaf) „Time's A-Wastin' (Things Ain't What They Used To Be)” (Ellington) „Isn’t she lovely?” (Wonder) „Kiss me right” (Silver) „Poor Butterfly” (Hubbell/Golden) „Please do something” (Carter) II set „Sugar” (Turrentine) „Sometimes I’m happy, sometimes I’m blue” (Youmans/Caesar) „You are the sunshine of my life” (Wonder) „Satin Doll” (Ellington/ Strayhorn/ Mercer) „Centerpiece" (Edison/Hendricks) „The Surrey with the Fringe on Top” (Curly/Laurey/Eller) „Moonray” (Shaw/Madison/Quenzer) Resztę pozostawiamy wyobraźni, choć ta będzie bezbronna wobec tego, co wczoraj działo się na naszej małej scenie.

4


Almanach 12on14 Jazz Club

Retransmisje najlepszych koncertów

w w każdą niedzielę od 22:00 do 24:00 Zapraszamy do radioodbiorników!

5


Almanach 12on14 Jazz Club

14.11.2015 sobota 19:30

Eskaubei & Tomek Nowak Quartet (PL) Bartosz Skubisz „Eskaubei” (voc/rap), Tomek Nowak (tp), Kuba Płużek (p, kb), Alan Wykpisz (db), Filip Mozul (dr)

HOP NA JAZZ! Gdy w roku 1991 Miles Davis nagrał album „Doo-Bop” (wydany pośmiertnie, rok później) z gościnnym udziałem Easy Mo Bee, stało się jasne, że dla tego koryfeusza jazzu kierunek na hip-hop (jazz-hop) jest jedną z możliwości rozwoju jazzu. Pamiętam oburzenie, jakie wywołał ten album wśród ortodoksyjnych wyznawców gatunku. A jednak wielki Miles miał rację. I choć trudno mówić o jakimś spektakularnie masowym zwrocie jazzu w stronę hopu (zresztą, na szczęście), to jednak również na polskiej scenie pojawiło się kilku wykonawców czerpiących z tej stylistyki, z Michałem Urbaniakiem - w projekcie Urbanator – na czele. Był również łódzki raper O.S.T.R. i warszawski Pono. Trudno, w tym kontekście, nie wspomnieć także o Jazz Liberatorz czy Jazzmatazz. I gdy wydawało się, że wszystkie te przypadki pozostaną już tylko wspomnieniem, a polscy muzycy uznają ten eksperyment za wyczerpany, pojawił się Tomek Nowak (trąbka), który wraz z pozostałymi członkami Kwartetu, (których nikomu nie trzeba przedstawiać) – Kubą Płużkiem (piano), Alanem Wykpiszem (kontrabas) i Filipem Mozulem (perkusja) – zaprosił do współpracy dobrze znanego, prawdziwego trueschoolowca rodem z podkarpackiej sceny hiphopowej – Bartka Skubisza znane-

6

go pod scenicznym pseudonimem Eskaubei. Internetowa zbiórka pieniędzy pozwoliła im nagrać album „Będzie dobrze”, a - na szczęście - przychylna postawa wydawnictwa For Tune wprowadziła go na rynek. Wczoraj Eskaubei & Tomek Nowak Quartet zagrali w 12/14. I wiecie jak było…?! Było Bardzo Dobrze!!! Ta świetna, prawdziwie jazzowa kapela, zaoferowała szalejącej Publiczności prawdziwą muzyczną ucztę! Błyskotliwe solówki Kuby Płużka, romantyczna trąbka Tomka Nowaka, grzmiący bas wirtuoza instrumentu Alana Wykpisza, czy niezwykła, technicznie doskonała gra charyzmatycznego Filipa Mozula nie pozostawiły cienia wątpliwości, że mamy do czynienia z ansamblem najwyższej jakości potrafiącym w pełni zaspokoić apetyt największego nawet jazzożercy. Do tego ciekawe i mądre teksty Eskaubeia, z jego niewątpliwą i potężną osobowością sceniczną, znakomitą umiejętnością nawiązywania bliskich relacji z Publicznością, dały razem koncert, którego – wydaje się – naturalnym miejscem jest scena klubowa, a nasza nadawała się do tego idealnie. Atmosfera doskonałej zabawy udzieliła się wszystkim i trwała jeszcze długo po koncercie, do późnych godzin nocnych. Raz jeszcze trzeba użyć tytułu albumu (który został zaprezentowany w całości) na podsumowanie wieczoru – było dobrze! Było Bardzo Dobrze! Zresztą, tytułu wykonanego na bis kawałka „Zadzwoń do mnie” (wersja Roberta Glaspera) też tu użyjemy, jako wezwania. Dzwonimy już teraz, Panowie, by ponownie spotkać się w przyszłym roku!


Almanach 12on14 Jazz Club

7


Almanach 12on14 Jazz Club

16.11.2015 poniedziałek 19:30

Marcin Banaszek Trio (PL) Marcin Banaszek (p), Andrzej Zielak (db), Karol Domański (dr)

Wczorajszym koncertem Trio Marcina Banaszka (Marcin Banaszek – fortepian, Andrzej Zielak – kontrabas, Karol Domański – perkusja) nieomal idealnie wpisało się w jesienną smutę i kompletnie puste uliczki Starego Miasta. Muzyka o otwartej formule, oferująca piękne tematy kompozycji pianisty i przyjemne dla ucha harmonie, grana nadzwyczaj delikatnie, malowała spokojne, zamglone krajobrazy, w których spadający liść jest wydarzeniem pełnym emocji, a zrywający się do lotu ptak – eksplozją. I choć chcielibyśmy zachwycić się tym obrazem i pragnęlibyśmy trwać w jego dostojnym, wilgotnym smutku, to mogłoby to się stać, gdyby Marcin Banaszek poprzestał na prezentacji swych pięknych kompozycji – od otwierającej koncert „Tomorrow Morning”, poprzez otwierającą drugi set „Jesienną suitę” (o wczesnej jesieni/o deszczu/o październikowym niebie), a na „The End Of The Day” kończąc. Niestety, koherentny stylistycznie zamysł tych utworów został brutalnie przerwany przez cały ciąg coverów, poczynając od „I’m calling you” (Bob Telson) z repertuaru Javetty Steel, co jeszcze dawało się znieść, poprzez „Clocks” (Guy Berryman, Jonny Buckland, Will Champion, Chris Martin) z repertuaru brytyjskiej grupy Coldplay, z którego udało mu się wyrzucić całą niezwykłą energię tego fantastycznego skądinąd utworu i tradycyjnie beznadziejnie smętne, jak oryginał „Brothers in Arms” (Mark Knopfler) z repertuaru Dire Straits, a na całkowicie wypranym z oryginalnego klimatu lat sześćdziesiątych i dlatego wręcz trudnym do rozpoznania „I’m sorry” (Dub Allbritten, Ronnie Self) z repertuaru Brendy Lee kończąc. Decyzja o tyle niezrozumiała, iż Marcin Banaszek nie ma powodów, aby nie prezentować wyłącznie własnej twórczości – wprost przeciwnie. Jego kompozycje są dojrzałe, piękne i ciekawe, a malowane obrazy i użyte barwy fascynujące. Odzwierciedlając niewątpliwie duszę Artysty, mogą stać się jego znakiem rozpoznawczym i ważnym elementem polskiej muzyki jazzowej w jej otwartej odmianie. Niestety, stało się inaczej, a my wróciliśmy do domów z uczuciem niedosytu...

8


Almanach 12on14 Jazz Club

17.11.2015 wtorek 19:30

Gorilla Mask (CAN/D/A) Peter Van Huffel (sax), Roland Fidezius (bg), Rudi Fischerlehner (dr) Gorilla Mask - Kanadyjczyk Peter van Huffel (saksofon), Niemiec Roland Fidezius (gitara basowa) oraz Austriak Rudi Fischerlehner (perkusja), tworzą razem rezydującą w Berlinie formację, która dała wczoraj koncert w naszym klubie. Co prawda, dla nieistniejącej Publiczności (wiadomo: mecz, słota, Stare Miasto, katar, przeziębienie oraz inne pierdy) i bez udziału dziennikarzy muzycznych (wiadomo: po co?). Znakomici muzycy, zbierający dotąd na swej europejskiej trasie (Hiszpania, Włochy, Austria, Węgry, Czechy, Niemcy) komplety widowni, przedstawili materiał ze swego najnowszego, trzeciego już albumu, który wkrótce ukaże się na rynku. Usłyszeliśmy zatem osiem kompozycji Petera van Huffel’a” „Hammer Head”, „Before I Die”, „Thump!”, „Lullaby”, „Blood Stain”, „Steam Roller”, „Crooked”, „Iron Long”. Nie znamy na tyle sceny berlińskiej, aby o niej pisać. Wiemy jedynie, że ma duże znaczenie i potężny wpływ na obraz jazzu dzisiejszej Europy. A po wczorajszym koncercie wiemy również, że jeśli gra się tam tak, jak Gorilla Mask, to gra się tam zarówno naprawdę, jak i znakomicie. Rzadko słyszana siła i rollinsowska artykulacja saksofonu, potężne, nieomal hard-rockowe riffy basu i cobhamowska perkusja, a do tego świetne tematy, niezwykłe improwizacje, zmieniające się metrum (swobodnie oscylujące pomiędzy hardrockowym bitem, swingiem, groovem, a czasem nawet „namysłowskimi” siódmawkami), rozwiązania harmoniczne i formalne – to tylko niektóre z elementów niezwykłej całości, która z siłą nie dającego się okiełznać tornada atakowała nas ze sceny. Jeśli dla zaistnienia wydarzenia artystycznego konieczna jest relacja pomiędzy Artystą i jego sztuką a odbiorcą, to ten warunek został spełniony w całości. Dlatego, z całą odpowiedzialnością możemy powiedzieć – to było wydarzenie muzyczne i to wydarzenie wysokiej rangi! Mieliśmy szczęście w nim uczestniczyć! Dziękujemy, Panowie! A my, niezrażeni niczym, gramy dalej!

9


Almanach 12on14 Jazz Club

18.11.2015 środa 19:30

Jakub Dybżyński Equilateral Trio (PL/DK) Jakub Dybżyński (cl), Mariusz Praśniewski (db), Karol Domański (dr)

Jakub Dybżyński Equilateral Trio: Jakub Dybżyński (klarnet), Mariusz Praśniewski (kontrabas) i Karol Domański (perkusja). Ta trójka wybitnych muzyków związanych z Carl Nielsen Academy of Music (Odense, Dania) w prapremierowym repertuarze (wykonanym po raz pierwszy w Polsce), a zapowiadającym album, który zgodnie z planami wydawniczymi słowackiej wytwórni Hevhetia, ukaże się na rynku w styczniu/lutym przyszłego roku – zaszczyciła nas wczoraj genialnym koncertem, którego każdy element nadaje się na co najmniej obszerne opracowania - których tu, z braku miejsca, nie zamieścimy. Nie doczekacie się też ich Państwo ze strony dziennikarzy muzycznych, którzy tradycyjnie nie pojawili się na koncercie, czekając pewnie na gotowce opracowane przez wydawcę, by skrzętnie je

przepisać gdy płyta już się ukaże – o ile w ogóle ją zauważą, pochłonięci mozolnym tłumaczeniem najnowszego numeru „Downbeatu”. Tymczasem to, co stało się wczoraj na małej scenie naszego klubu, mogłoby wystarczyć na tłustą wierszówkę w każdej redakcji muzycznej na świecie! Bo oto, po świetnie przyjętym albumie „Synesthesia” sygnowanym przez formację „Sphere”, a wydanym w zeszłym roku również przez Jana Szudzinę, Jakub Dybżyński objawił się wczoraj jako klarnecista pretendujący do ścisłej czołówki światowej, sytuując się pomiędzy Don Byronem, Eddie Danielsem, Paquito D’Riverą, Buddym DeFranco, Pete Fountainem z jednej strony, a Anat Cohen i wybitnymi klarnecistami klasycznymi – Richardem Stolzmanem i Martinem Fröstem, z drugiej. Stylistycznie najbliższy Eddiemu Danielsowi, daje jednocześnie świadectwo swemu gruntownemu wykształceniu klasycznemu, by z kolei w fascynujących tremolach dorównywać Sidneyowi Bechetowi – legendzie jazzu nowoorleańskiego. Jednak poza najwyższego lotu wirtuozerią Jakub Dybżyński przedstawił się wczoraj również, jako wybitny kompozytor swobodnie operujący barwą, metrum i fakturą zaprojektowanych dźwięków. Na wpół otwarte formy tych kompozycji, urzekające pięknem podpowiadanych tematów stanowiących asumpt do niezwykłych improwizacji, nie tylko nie stronią od sięgania do tradycji muzycznej, ale czerpią z niej pełnymi garściami. Podobnie, jak u Anat Cohen, Jakub Dybżyński wykorzystuje w swych kompozycjach w sposób perfekcyjny naturalny zaśpiew klarnetu, by uzyskać efekt przywodzący na myśl muzykę z kręgów kultury żydowskiej, by nagle zaskoczyć niezwykłym glissando, przenoszącym skojarzenia do „Błękitnej Rapsodii” Gershwina. W niezwykłym utworze „Depths Of The Pond Of Osawa” granym w dużej części solo, Jakub Dybżyński konfrontuje nas ze spektralnymi brzmieniami nawiązującymi do osiągnięć słynnej fińskiej kompozytorki Kaiji Saariaho, by wykorzystać pełne rejestry swego instrumentu – od ciemnego i dramatycznego „e”, po przenikliwe i tnące uszy c4, dostępne jedynie artystom wybitnym. Eklektyczne formy prezentowanych utworów stwarzają okazję do niezwykłych eskapad nie tylko soliście i liderowi tria, ale także pozostałym muzykom. Mariusz Praśniewski nie pozostawił cienia wątpliwości, że należy do ścisłej czołówki

10


Almanach 12on14 Jazz Club europejskich kontrabasistów, a jego niespotykana wirtuozeria operująca z równą swobodą przepięknym arpeggio co dynamicznym i wybuchowym wręcz arco, urokliwym pizzicato i genialnymi flażoletami, nie ma sobie równych. Z kolei gra Karola Domańskiego to nie tylko znakomita praca utrzymująca w rytmicznych ryzach całość tria, ale samodzielny i subtelny instrument współtworzący muzyczny krajobraz całości, rewelacyjnie „zarządzany” przez tego wytrawnego i dojrzałego muzyka. Niekończące się owacje i – pierwszy w historii klubu - podwójny bis były potwierdzeniem powyższych słów. Co prawda, drugi bis został sprowokowany przez obecnego na widowni adiunkta Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, pana dr hab. Romualda Gołębiowskiego, który wyraźnie wzruszony uściskał serdecznie Jakuba Dybżyńskiego, swego byłego ucznia. Gest ten stanowił piękne zwieńczenie wspaniałego wieczoru. Dziękujemy wszystkim jego uczestnikom! Playlista: I set: „Benefit of the Doubt”, „Judgement Call”, „Allured”, „Dowolność skojarzeń” (tytuł wymyślony wspólnie z Publicznością w czasie koncertu dla utworu dotąd go pozbawionego), „Incubation Period”. II set: „Riot”, „Depths Of The Pond Of Osawa”, „Market Your Management”, „Thermodynamics”. Bis: „Liquid Mind”, „Judgement Call”

19.11.2015 czwartek 19:30

Dino Massa Trio (IT/PL) Dino Massa (p), Paweł Puszczało (db), Jakub Kinsner (dr)

Pojawił się tylko na chwilę. Przyjechał prosto z Neapolu. Gdy piszemy te słowa jest już w drodze powrotnej. Ale to, co zostawił po sobie, to - w opinii wielu słuchaczy – wspomnienie jednego z najlepszych koncertów jazzowych tego roku. Dino Massa – to nazwisko może być odmieniane przez przypadki i w każdych okolicznościach, gdy mówimy o prawdzie bijącej ze sceny. To nie był program artystyczny (czy raczej programik), który przedstawia się przypadkowej widowni na kolejnym dżobie w kolejnym klubie. To było najprawdziwsze, głębokie granie na granicy możliwości, urzekające pięknem, maestrią, szczerością, artystyczną uczciwością – to był Prawdziwy Jazz! W misternie skomponowanym uniwersum znakomitych standardów znalazły się trzy wielkie kompozycje samego pianisty – wzruszający „Paris”, napisany w drodze do nas, jako wyraz hołdu ofiarom ostatnich zamachów terrorystycznych; niezwykła, prawie dwudziestominutowa „Suita na fortepian Nr 3” operująca pełną skalą możliwości instrumentu i wymagająca od Artysty nadludzkich wręcz umiejętności, a także - zagrana po raz pierwszy w Boston Jazz Museum wraz z Chris Burnett Group -, a definiująca subtelne różnice między amerykańską a europejską odmianą jazzu wynikające z tradycji wielkiej klasyki europejskiej kompozycja „Echoes Of Europe”, swoją wielkością ściśle korespondująca z następującym po

11


Almanach 12on14 Jazz Club nim wielkim utworem Davisa. Dino Massa nie rewolucjonizuje jazzu. Dino Massa skupia się na samej jego istocie. Na wczorajszy koncert zaprosił (trochę mu w tym pomogliśmy) dwóch znakomitych muzyków – kontrabasistę Pawła Puszczało i perkusistę Jakuba Kinsnera. Jakiś czas temu przesłał im nuty. Wczoraj spotkali się po raz pierwszy, na trzy godziny przed koncertem. Wystarczyło im zaledwie kilka chwil i pierwszych dźwięków, aby ze sceny zaczęło iskrzyć. A potem ogień cudownego grania jaśniał coraz bardziej i bardziej. Świetnie wykonana praca Jakuba Kinsnera i genialna gra Pawła Puszczały rewelacyjnie wpisały się w mistrzowskie popisy Maestro. Wymiana spojrzeń pomiędzy muzykami, radość malująca się na ich twarzach, swobodne dialogowanie pomiędzy fortepianem i kontrabasem w partiach improwizowanych, a nawet uroczy kiks skomentowany szczerym uśmiechem pianisty i wybaczającymi brawami zgromadzonej Publiczności – wszystko to złożyło się na świetny koncert, na wielkie święto jazzu! Dino Massa był wczoraj po raz pierwszy w Polsce. Obiecaliśmy sobie wzajemnie, że nie po raz ostatni. Grazie mille, Maestro! Arrivederci! Playlista I set 1. „There Is No Greater Love” (Isham Jones) 2. „Paris” (Dino Massa) 3. „I Hear A Rhapsody” (George Fragos/Jack Baker/Dick Gasparre) 4. „Suite Pour Le Piano Nb. 3” (Dino Massa) 5. „Saga Of Harrison Crabfeathers” (Steve Kuhn) II set 1. „Echoes Of Europe” (Dino Massa) 2. „Solar” (Miles Davis) 3. „O Que Sera [A Flor Da Terra]” (Chico Buarque) 4. „Estate” (Bruno Martino) 5. „Have You Met Miss Jones?” (Richard Rodgers)

20.11.2015 piątek 19:30

Michał Milczarek Trio (IT/PL) Michał Milczarek (gt), Mateusz Modrzejewski (dr), Bartek Łuczkiewicz (bg) Zapowiadając wczorajszego wieczoru MM3, bo tak zwykł nazywać swe trio gitarzysta Michał Milczarek, nie przypuszczałem nawet, że to, co będzie działo się za chwilę na scenie przerośnie moje najśmielsze nawet oczekiwania. Co prawda, zapraszając Michała do zagrania koncertu w naszym klubie przesłuchałem uważnie (świetnie przyjęty) album „Squirrel & Butterfly” i odnalazłem na you tubie kilka znakomitych kawałków, a później miałem możliwość wysłuchania go na żywo, gdy wraz z pozostałymi muzykami tria (Bartek Łuczkiewicz – gitara basowa i Mateusz Modrzejew-

12


Almanach 12on14 Jazz Club ski – perkusja) wtedy w charakterze rozgrywających, uczestniczył w jednej z edycji naszej Otwartej Sceny Jazzowej, ale i tak udało mu się wczoraj spowodować, że podobnie jak stłoczonej Publiczności, kolokwialnie rzecz ujmując – „opadła mi szczęka”. Jeśli bowiem po wysłuchaniu albumu „Squirrel & Butterfly” w pełni podzielałem na jego temat opinię wyrażoną na łamach Magazynu Gitarzysta przez Grzegorza Bryka, dostrzegając w grze Michała, szczególnie w partiach lirycznych, elementy przywodzące na myśl współczesnego Pata Metheny’ego, a także – choć to, w przeciwieństwie do Michała, potworny nudziarz – Billa Frisella, to na wczorajszym koncercie – dającym świadectwo niezwykłego rozwoju – wysłuchać mogliśmy gitarzysty w pełni ukształtowanego, dojrzałego, operującego nadzwyczaj świadomie barwą i fakturą, poruszającego się swobodnie w przestrzeniach różnych gatunków i stylów - od hardrocka, a nawet metalu, przez ambient, punk, techno, IDM, house, po wysmakowane odmiany jazzu, fusion i jazz-rocka. Wszystko to w koherentnym uniwersum indywidualnego stylu i niezwykłej wirtuozerii, a także sprawności kompozytorskiej i fascynujących improwizacji. Jeśli na kolejnym, zapowiadanym już albumie, MM3 pokaże się z taką mocą, jak w czasie wczorajszego koncertu, to typujemy, że dla konkurencji zespołu „będzie pozamiatane”, a Fryderyk pewny! I gdy, mniej więcej w połowie drugiego setu, wydawało się nam, że już wszystko wiemy, a fascynująca i rozpoznana już jednak przygoda z MM3 potrwa jeszcze z pół godziny, wtedy do akcji wkroczył… Thelonious Monk i jego „Epistrophy”! I powiem krótko – to była jedna z najlepszych interpretacji tego arcytrudnego i arcyważnego dla rozwoju jazzu utworu, jaką zdarzyło mi się słyszeć! Wykonana w sposób przy którym punkowcy rzuciliby się w wir pogo, zaoferowała niezwykłą, prawie pięciominutową solówkę Mateusza Modrzejewskiego, będącą wielkim hołdem dla współkompozytora utworu, legendarnego innowatora perkusji Kenny’ego Clarke’a. Arcytrudna technicznie, fascynująca zmienną dynamiką, rewelacyjna melodycznie (a wręcz kusząca się czasem o pełne harmonie), gra Mateusza Modrzejewskiego na perkusji, podobnie jak stroniąca od klangu i innych tanich chwytów, rzetelna i piękna gra cenionego muzyka sesyjnego, Bartka Łuczkiewicza na 6-cio strunowej gitarze basowej, zasługiwały na najwyższe oceny. Zagrana na bis „Dziewicza podróż” Hancocka dookreśliła plastyczne umiejętności zespołu, potrafiącego malować dźwiękami krajobrazy niezwykłe, zaskakujące i piękne. Utworem tym trio wystawiło sobie również świadectwo wielkiego przywiązania do jazzu i swojej pełnej dojrzałości do eksploatacji jego niezmierzonego bogactwa. I to w bardzo nowoczesnej i frapującej odsłonie. Świadomy wybór kierunku rozwoju, jakiego dokonali trzej wspaniali muzycy tworzący od lat MM3, zasługuje na najwyższe pochwały! Tak, Panowie! Idźcie tą drogą! Właśnie tą! W stronę wielkiego Jazzu i osiągnięć współczesnej, europejskiej muzyki improwizowanej! Już dziś stanowicie jej świetną odsłonę! Gratulujemy i dziękujemy za wspaniały koncert! Playlista I set 1. Mosquito (Michał Milczarek) 2. Squirrel & Butterfly (Michał Milczarek) 3. Xtal (Richard D. James [Aphex Twin]) 4. Dym (Michał Milczarek-Bartek Łuczkiewicz-Mateusz Modrzejewski) 5. Mgła (Michał Milczarek-Bartek Łuczkiewicz-Mateusz Modrzejewski) II set 1. Sleepless (Michał Milczarek) 2. Cymes (Michał Milczarek-Bartek Łuczkiewicz-Mateusz Modrzejewski) – tytuł nadany przez Publiczność 3. Gibril Farishta (Michał Milczarek) 4. Epistrophy (Thelonious Monk/Kenny Clarke) 5. Improwizowana miniatura ciągle jeszcze bez tytułu (MMT) 6. Thuan Has Never Seen Shanghai (Michał Milczarek) Bis: Maiden Voyage (Herbie Hancock)

13


Almanach 12on14 Jazz Club

23.11.2015 poniedziałek 19:30

Otwarta Scena Jazzowa - Jam Session (9) Rozgrywający: Daniel Szczepański (tp), Rafał Różalski (db), Bartosz Łupiński (tb), Dawid Opaliński (dr) Długo wyczekiwana kolejna edycja Otwartej Sceny Jazzowej odbyła się wreszcie w ubiegły poniedziałek, gromadząc takie rzesze gotowych do scenicznego współudziału muzyków, że nie nadążyliśmy z notowaniem nazwisk. Rozgrywający: Daniel Szczepański (tp), Rafał Różalski (db), Bartosz Łupiński (tb), Dawid Opaliński (dr) nadali dobry drive imprezie, a potem już zapanowało radosne współgranie. Jak zwykle, przy takich okazjach, klub kipiał życiem powodując zazdrosne spojrzenia właścicieli knajpek rozsianych wzdłuż Piwnej, na której – jak to o tej porze roku – trudno było spotkać nawet bezdomnego psa.

27.11.2015 piątek 19:30

MK Kvadrat (PL) Marek Kądziela (gt), Maciej Kądziela (sax), Max Mucha (db), Karol Domański (dr)

O wczorajszym wydarzeniu można opowiedzieć dwoma słowami – czysty jazz! I będzie to pełna definicja dla muzyki, która wolna od naleciałości i chwilowych mód, nieuległa kanonom i regułom, otwarta i niezwykle osobista, definiuje się poprzez pure jazzowy syntax („The Bebop-Maker”), niezwykłą plastyczność („Introduction”, „Egern”, „Nina”, „Polish Train”), i groove („The Quarter-Man”, „News from the North”, „May for MP”), nie pozostawiając cienia wątpliwości, że najnowszy, wspólny projekt braci Kądzielów (Marka i Macieja - MK Kvadrat) jest przedsięwzięciem na wskroś jazzowym. O zapierającej dech w piersiach technice gitarowej Marka Kądzieli, czy brawurowej grze saksofonisty Macieja Kądzieli nie trzeba tu pisać, by nie otrzeć się o banał. Wszak obydwaj bracia zostali już dawno docenieni zdobywając liczne nagrody na polskich i zagranicznych festiwalach, czy będąc beneficjentami międzynarodowych stypendiów. Nie bez znaczenia jest też ich gruntowne wykształcenie (The Carl Nielsen Academy of Music – Marek, Syddansk Musikkonservatorium and Dramatic Art – Maciej) oraz

14


Almanach 12on14 Jazz Club wieloletnia współpraca z luminarzami światowego jazzu nowoczesnego (Brad Mehldau, Jeff Balard, Kasper Tranberg, Randy Brecker, Marc Bernstein, Bob Gullotti, Chris Chick, Jakob Bro, Bill Steward, Tony Malaby, Rudi Mahall, Morten Christian Haxholm, Rasmus Shmidt Nielsen, Kasper Tom Christiensen), talenty kompozytorskie i aranżacyjne oraz genialna muzykalność, co owocuje muzyką wręcz zjawiskową i z całą pewnością niezwykle oryginalną, stroniącą od tanich chwytów i wymagającą diablo wysokich umiejętności. Nie dziwi zatem dobór sekcji, w której należne miejsce znaleźli - Max Mucha, jeden z najciekawszych kontrabasistów młodego pokolenia, czy znakomity perkusista Karol Domański - dodając zindywidualizowanego rytu przedsięwzięciu braci Kądzielów. To wszystko złożyło się na wydarzenie niezwykłe - oferujące zasłuchanej Publiczności prawdziwe „perły w koronie” współczesnej muzyki europejskiej -, któremu należy wystawić najwyższe oceny. Playlista: I set: 1/. „Introduction” (Marek Kądziela) 2/. „May for MP” (Marek Kądziela) 3/. „Egern” (Marek Kądziela) 4/. „Nina” (Maciej Kądziela) II set 1/. „Polish Train” (Maciej Kądziela) 2/. „The Bepob-Maker” (Marek Kądziela) 3/. „The Quarter-Man” (Maciej Kądziela) 4/. „News from the North” (Maciej Kądziela) Bis: „May for MP” (Marek Kądziela)

28.11.2015 sobota 19:30

Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio - Something Personal (PL) Paweł Kaczmarczyk (p), Maciej Adamczak (db), Dawid Fortuna (dr)

W historii każdego klubu bywają wydarzenia, których dramaturgię można przewidzieć. Dlatego było dla nas jasne, że koncert „Audiofeeling Trio” Pawła Kaczmarczyka zgromadzi nadkomplet Publiczności – wynikało to zresztą z przedsprzedażowych raportów. Wiedzieliśmy też, że koncert spotka się z entuzjastycznym przyjęciem, a wspaniałe trio zapewne da z siebie wszystko. Przypuszczaliśmy nawet, że nie skończy się na jednym bisie i wręcz trafiliśmy z podejrzeniami, że będą ich trzy! Było również dla nas pewne, że Publiczność nie będzie chciała rozstać się z Artystami i mogliśmy bez ryzyka obstawiać długotrwałą owację na stojąco. Wszystko więc było w zasadzie przewidywalne. A jednak… Rozpoczynając koncert od wielowątkowej, delikatnej i ujmującej pięknem kompozycji „Crazy Love” Paweł Kaczmarczyk wprowadził nas w magiczny świat swej muzyki nakreślając barwy i przestrzenie, po których będzie się poruszał. Namalowane mistrzowskimi pociągnięciami pędzla cudowne krajobrazy, pełne delikatnej mgiełki perlącej się w słońcu miliardami kryształków, zdradzające wysublimowaną wrażliwość na najmniejszy szelest świata przedstawionego, niezwykła paleta użytych barw i skłaniające do zadumy harmonie przepełnione pulsującymi emocjami, zaprowadziły nas do kolejnej odsłony tego spektaklu, odsłaniając tym razem siłę osobowości twórcy w wyznaniu wypełnionym tajemnymi kodami i ukrytymi

15


Almanach 12on14 Jazz Club

ZUPEŁNIE OSOBISTE BRZMIENIA UCZUĆ tropami, stanowiącymi klucz do skarbnicy dojrzałych przemyśleń - Something Personal. Ponad tę spowiedź wzbijają się swym pięknem kolejne dwie kompozycje, które wyzwalając ponownie energię i magię opowieści, wychodzą daleko ponad sygnalizowane wcześniej fantasmagorie i marzenia. Kończąca kompozycję „Mr. Blacksmith” sekwencja powtarzanych akordów staje się symfonią dzwonów odmierzających odwieczny Czas wyświetlający w naszej wyobraźni powycierane kadry zapoznanych ziem, po których przyszło nam nieraz wędrować, by gdzieś u kresu drogi i u kresu snu, wiedzeni nieomylną wskazówką wielkiego przewodnika, stanąć tu i teraz… Kraina roztańczonych piosenek, radości ze wspólnego grania, uśmiechu i szczęścia otworzyła się przed nami po przerwie. „Birthday song” rozkołysał zadumaną Publiczność, a następujący po nim standard Bronisława Kapera „Invitation” zauroczył swym pięknem i stał się rzeczywiście swoistym zaproszeniem do słynnej już interpretacji przeboju Massive Attack, przerastającej oryginał o całe niebo wraz z przyległym wszechświatem. Z kolei kończąca koncert kompozycja „I.E.Q” stała się świadectwem przywiązania Pawła Kaczmarczyka do wielkiej tradycji jazzowej. Tradycji, w której Artysta odnajduje swoją własną przestrzeń, i którą przenosi dla siebie, jako wiarygodny budulec własnego świata. Owacyjnie przyjęty koncert skończył się na trzech bisach, z których pierwszy był kontynuacją znaczeń zawartych w „I.E.Q”, drugi dookreślił inspiracje poprzez dodanie współczesnego źródłosłowu, a delikatna i ujmująca pięknem kompozycja „Adorable Little Rose” zamknęła klamrę stylistyczną otwartą koncertową introdukcją. Niezwykłe opowieści Pawła Kaczmarczyka rozgrywają się prawie zawsze w dwóch planach. Z jednej strony opowiadają jakąś historię – jej konstrukcja jest linearna i prosta – pozwalając zwykłemu słuchaczowi „gonić za fabułą”, z drugiej zaś stanowią zaproszenie dla wytrawnych badaczy i znawców, by w częstych dygresjach, a nawet czasem tylko didaskaliach do głównego wątku, zachwycać erudycją, bogactwem barw, faktur, zmiennych metrum i harmonii. Zabieg przynoszący zarówno owacje jednych, jak i podziw drugich. Zabieg, w istocie, genialny i dostępny jedynie największym mistrzom. Za niezwykłą kompozycją idzie niezwykła pianistyka. Koherentna i spójna. Realizująca konsekwentnie zamysł kompozytorski. I tu, bowiem, opowiadana fabuła ma znaczenie priorytetowe, a częste perseweracje rytmicznych akordów wyznaczają kolejne rozdziały opowieści utkanej płynącą swobodnie muzyką. Jednak w drugim

16


Almanach 12on14 Jazz Club planie tych pięknych i, w istocie, prostych melodii, pianista ukrywa prawdziwe skarby fortepianowych arcydzieł i najwyższego mistrzostwa. I znowu należy powiedzieć, iż zabieg taki udać się może jedynie największym. Wspaniale wyważone proporcje pomiędzy tymi dwoma różnymi światami, muszą przynosić zarówno popularność, jak i uznanie. I zasłużenie przynoszą jedno i drugie. Ale Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio to także dzieło nierozerwalnego kolektywu, którego jedność duchowa i muzyczna promieniuje fascynującym blaskiem w czasie całego koncertu. Wirtuozerskie i niezwykle plastyczne pomruki kontrabasu Macieja Adamczaka, wspomagającego czasem – i z dużym umiarem – swój instrument elektroniką, idą w parze z kongenialnym Dawidem Fortuną, który za swą perkusją dopowiada światy niemożliwe do opowiedzenia poprzez dobór środków i brzmień, które sytuują go pośród największych instrumentalistów. Jeśli udało nam się przewidzieć nieomal wszystko, to rzeczywistej wielkości tego koncertu nie można było przewidzieć. To trzeba było przeżyć! To trzeba było przeżyć, aby zrozumieć do końca, co oznaczają słowa „Wydarzenie Roku”. Nieobecnym pozostają jedynie przypuszczenia…! Wobec tego, czego wczoraj doświadczyliśmy, nasze „dziękujemy” brzmi nadzwyczaj blado. Niemniej, dziękujemy! Dziękujemy z całego serca! I jest to dla nas coś niezwykle osobistego. Something personal…! Playlista: I set: 1/. Crazy love (Paweł Kaczmarczyk) 2/. Something Personal (Paweł Kaczmarczyk) 3/. Sunrise (Paweł Kaczmarczyk) 4/. Mr. Blacksmith (Paweł Kaczmarczyk) II set 1/. Birthday song (Paweł Kaczmarczyk) 2/. Invitation (Bronisław Kaper) 3/. Teardrop (Robert Del Naja, Grantley Marshall / Massive Attack) 4/. I.E.Q. (Paweł Kaczmarczyk) Bis: 1/. Panie Janie (Henryk Wars) 2/. Everything In Its Right Place/Maiden Voyage (Radiohead, arr. by Robert Glasper/Herbie Hancock) 3/. Adorarable Little Rose (Paweł Kaczmarczyk)

17


Almanach 12on14 Jazz Club

02.12.2015 środa 19:30

Otwarta Scena Jazzowa - Jam Session (10) Rozgrywający: Mikołaj Poncyljusz (gt), Jakub Paulski (gt), Rafał Różalski (db), Radosław Mysłek (dr)

Czterem znakomitym rozgrywającym - Mikołajowi Poncyljuszowi (gt), Jakubowi Paulskiemu (gt), Rafałowi Różalskiemu (db) i Radosławowi Mysłekowi (dr) – udało się zaledwie w kilka minut rozkręcić wczorajszy jam do temperatury, przy której topnieje nawet stal. Na sali, jak zwykle, zgromadziła się dość spora grupka muzyków, którzy chętnie przystąpili do wspólnego grania. Jako pierwszy zasiadł za klawiaturą fortepianu niestrudzony i genialny współtwórca wielu naszych jamów Michał Załęski, a za nim kolejno pojawiali się wybitni muzycy: Michał Olesiński (gt), Maciek Wojcieszuk (dr), Artur Jargiłło (tp), Michał Łuka (sax). Zagrany na zakończenie „All blues” Milesa Davisa powinien przejść do historii wzorcowych wykonań tego wspaniałego standardu. Miłym akcentem wczorajszego wieczoru były odwiedziny pani Doroty Curyłło, która pojawiła się wraz z córką Justyną Borkowską i jej mężem Przemkiem Knopikiem, by świętować urodziny Justyny – jeszcze raz wszystkiego najlepszego!!!

P R E Z E N TAC JA NOWEGO LOGO KLUBU W czwartek, 3-go grudnia 2015 roku, przed koncertem kwartetu Dominiki Rusinowskiej, zaprezentowaliśmy zgromadzonej Publiczności nowe logo naszego klubu. Stało się ono dla nas nie tylko symbolem nadciągających zmian, ale również ujednoliciło nazwę klubu z tą, która od samego początku widniała, jako nasz oficjalny adres internetowy, a więc 12on14, czyli „dwanaście na czternaście”. Na zawsze pożegnaliśmy ukośnik, właścicielowi kamienicy przy ul. Piwnej złożyliśmy wypowiedzenie, znaleźliśmy lokal wymagający - co prawda generalnego remontu, w którym jednak postanowiliśmy kontynuować naszą działalność, ale już w pełnoformatowym wymiarze klubowym. Postanowiliśmy tam stworzyć klub, na który - naszym zdaniem - Warszawa zasługiwała od dawna. Zatem w ramach wyznaczonego celu pojawiła się też... misja, nadając właściwych kształtów naszym planom. Z zapałem zabraliśmy się do pracy...!

18


Almanach 12on14 Jazz Club

03.12.2015 czwartek 19:30

Dominika Rusinowska Quartet (PL) Dominika Rusinowska (vln), Mateusz Gawęda (p), Jakub Mielcarek (db), Józef Rusinowski (dr)

Gdy przed trzema miesiącami pojawiła się w naszym klubie wzbudziła niekłamany zachwyt, a my pisaliśmy o narodzinach gwiazdy pierwszej wielkości. Wczorajszym koncertem nie tylko potwierdziła swą niekwestionowaną pozycję najlepszej polskiej wiolinistki jazzowej, ale także wskazała na rozumienie konieczności nieustannego rozwoju artystycznego. W zapierającym dech w piersiach, arcytrudnym repertuarze, Dominika Rusinowska ukazała się nam, jako Artystka kompletna, w pełni świadoma procesu twórczego prowadzącego ją w prostej linii do niespotykanej jakości mistrzostwa. Ładunek energii zawarty w jej muzyce dookreśla jedynie niezwykłą umiejętność łączenia harmonicznego i melodycznego ładu tematów ze swobodną eksploracją nieomal strukturalnych form, do których skrzypaczka sięga w swych improwizacjach. Pojawiająca się nowa jakość jest poddana ścisłej kontroli formalnej, choć na pierwszy rzut oka przyjmuje postać znaną z dokonań free-jazzu. W istocie jednak to mocno rozbudowana partytura współbrzmień i dekonstrukcji, której zwieńczeniem jest ponowne zawiązanie się jasno zarysowanego tematu. Wszystko to w procesie logicznym, którego śledzenie napełnia radością i satysfakcją nawet przypadkowego słuchacza. Nic więc dziwnego, że każdy z utworów był nagradzany długotrwałymi owacjami zgromadzonej Publiczności, która już na kilka dni przed wczorajszym koncertem wykupiła komplet biletów. Repertuar rozpięty pomiędzy kompozycjami Zbigniewa Seiferta, Krzysztofa Komedy, Johna Zorna, Thomasa Chapina z jednej strony (z koniecznym do wymienienia Theloniousem Monkiem, zagranym na bis), a tematami ludowymi (w kongenialnych aranżacjach własnych oraz Sławomira Pezdy i Mateusza Gawędy) z drugiej, wskazuje konotacje stylistyczne i formalne oraz przywiązanie do wielkiej tradycji jazzowej, a także podkreśla wrażliwość Artystki na piękno rodzimych korzeni muzycznych. Chwalebne sięganie do źródeł kultury narodowej ma już, zresztą, w polskim jazzie ugruntowaną tradycję, by wspomnieć muzykę Zbigniewa Namysłowskiego, Michała Urbaniaka i wielu innych, i – na szczęście – znowu zaczyna być modne. Niezwykły talent Dominiki Rusinowskiej uczynił z tego źródłosłowu prawdziwy skarb muzyczny, obcowanie z którym daje poczucie szczęścia i napełnia entuzjazmem. Poza wszystkimi atutami wczorajszego wydarzenia, o których tu już wspomniano, pozostaje jeszcze jeden – jazz, jako przedsięwzięcie zespołowe, wypełnione interakcją, radością współtworzenia, nieustannym uzupełnianiem i dopowiadaniem sygnalizowanych idei. Jeśli zdarza nam się słuchać kwartetów oferujących mniejszym lub większym stopniu ogół tych elementów, to Kwartet Dominiki Rusinowskiej zaskakuje wręcz manifestowaną jednością. Rewelacyjna i pokonująca granice geniuszu pianistyka Mateusza Gawędy, ze wszech miar wybitna gra kontrabasisty Jakuba Mielcarka i doskonała, wzbijająca się ponad

19


Almanach 12on14 Jazz Club szczyty najlepszych wzorców, praca perkusisty Józefa Rusinowskiego, stanowią nie tylko tło, ale immanentną część tej niebywałej całości, z którą mieliśmy wczoraj do czynienia. To fantastycznie brzmiący i powalający niezwykłą energią monolit, z którego nie sposób wyjąć choćby jedną nutę. To znakomity przykład sukcesu, jaki można osiągnąć ciężką pracą nie tylko nad techniczną biegłością, ale – i może przede wszystkim – nad własną osobowością i jej artystycznym wymiarem. Talent, którym zachwyciła nas Dominika Rusinowska przed trzema miesiącami, został – jak najpiękniejszy diament w ręku jubilerskiego mistrza – oszlifowany i zamieniony w promieniejący brylant, którego uroda powala, a struktura zachwyca. Jeśli istnieją oceny dla takich wydarzeń, jak wczorajszy koncert Kwartetu Dominiki Rusinowskiej, to są to oceny wyłącznie najwyższe, a samo wydarzenie sytuuje się w sposób oczywisty pośród wąskiego grona największych wydarzeń artystycznych tego roku! Playlista: I set: 1/. Turbulent Plover (Zbigniew Seifert) 2/. Są, są, są w stawie rybeczki (melodia ludowa – aranżacja Sławomir Pezda/Mateusz Gawęda) 3/. Niekochana (Krzysztof Komeda) 4/. Lilin (John Zorn) II set: 1/. W moim ogródeczku (melodia ludowa – aranżacja Dominika Rusinowska) 2/. Jest droży(z)na, jest (melodia ludowa – aranżacja Dominika Rusinowska) 3/. Marzeckwiecień (Mateusz Gawęda) 4/. Oberek (melodia ludowa – aranżacja Mateusz Gawęda) 5/. Alphaville (Thomas Chapin) Bis: Straight, No Chaser (Thelonious Monk)

04.12.2015 piątek 19:30

Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela (PL) Piotr Schmidt (tp), Wojciech Niedziela (p), Adam „Szabas” Kowalewski (db), Dawid Fortuna (dr)

Mamy sprawdzony przepis na znakomity koncert! Piotr Schmidt na trąbce, Wojciech Niedziela na fortepianie, Adam „Szabas” Kowalewski na kontrabasie i Dawid Fortuna na perkusji. Do tego dwa sety rewelacyjnych kompozycji Piotra Schmidta przeplatanych równie świetnymi standardami, odrobina humoru, dobry kontakt z Publicznością zebraną w komplecie. I już! To jednak tylko przepis, więc dopiero sporządzone według tej receptury danie staje się czymś, na co rzucamy się z rozkoszą smakując wszelkie smaki, barwy i zapachy. „Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela” nie wydal dotąd żadnej płyty. I wątpić należy, czy takowa jest w planach. Bowiem u podstaw tego grania nie jest zapisywanie kolejnych etapów swojej kariery. Tu fundamentem jest organiczna potrzeba niesienia radości z uprawiania muzyki. I to uprawiania na najwyższym mistrzowskim poziomie. Bo gdy do swych instrumentów podchodzą czterej wielcy magowie dźwięku, to stajemy się już po chwili uczestnikami wielkiego misterium najprawdziwszego jazzu. Takiego, który zatrzymuje pospolity czas w miejscu i przenosi słuchacza w krainę

20


Almanach 12on14 Jazz Club odmierzaną wielkim synkopującym zegarem, oferującego przestrzenie i krajobrazy tak piękne i kuszącego dźwiękami tak osobistymi, że poza zachwytem odczuwamy wręcz zawstydzenie. Jeśli ktoś słyszał wczoraj przepiękne „Dark morning” Piotra Schmidta, z przyprawiającą o ciarki i łzy wzruszenia solówką legendarnego Adama „Szabasa” Kowalewskiego na kontrabasie, utkaną z bodaj najdelikatniejszych dźwięków, jakie można wydobyć z tego instrumentu, to wie o czym mówię. Łkająca, a czasem wręcz zanosząca się szlochem trąbka Piotra Schmidta, perlące się miliardami przepięknych kryształków girlandy fortepianowych akordów Wojciecha Niedzieli i ten niezwykły rytm bezkresnych przestrzeni odmierzany perfekcyjnie przez mistrzowskie bębny i czynele Dawida Fortuny, przybliżają co nieco obraz wczorajszego wieczoru. Stworzony na scenie mikrokosmos tej niezwykłej muzyki otulił się w ciepłej atmosferze, w której żart i śmiech wraz z zadumą, ukojeniem i poczuciem spełnienia objawiają się dźwiękami wpisanymi jakby w partyturę, stanowiąc jej oddech i płuca jednocześnie. Cudowny koncert, cudowne granie, cudowny jazz! Dziękujemy, Panowie! Warto żyć dla takich chwil! Już nie możemy się doczekać Waszej ponownej wizyty. Playlista I set: 1/. The Days Of The Wine And Roses (Henry Mancini/Johnny Mercer) 2/. Please, try again later (Piotr Schmidt) 3/. Blue Monk (Thelonious Monk) 4/. Fatal forecast (Piotr Schmidt) II set 1/. Still without (Piotr Schmidt) 2/. Meet the Flintstones (B-52’s) 3/. Dark morning (Piotr Schmidt) 4/. Cherokee [Indian Love Song] (Ray Noble) Bis: When all saints go marching in (trad.)

05.12.2015 sobota 19:30

Kuba Płużek Quartet (PL) Jakub Płużek (p), Marek Pospieszalski (sax), Jakub Dworak (db), Dawid Fortuna (dr)

W obliczu skandalicznego żądania pani Wandy Warskiej wobec autorskiej interpretacji „Polskich Dróg”, nazywa się Jakuba Płużka artystą niepokornym. W istocie, termin ten jest klasyczną tautologią, bowiem „niepokorność” lub inaczej „wierność samemu sobie” jest warunkiem sine qua non bycia artystą w ogóle. A Jakub Płużek artystą jest. I to Artystą dużego formatu. Zarówno w warstwie kompozytorskiej, jak i wykonawczej. Rozbudowane formy przedstawionych kompozycji poddane są ścisłemu rygorowi formalnych zamysłów, realizowanych przez nadzwyczajną sprawność palców tego genialnego pianisty i wspomaganych przez działające z matematyczną dokładnością kombo pozostałych trzech wirtuozów – Marka Pospieszalskiego na saksofonie, Jakuba Dworaka na kontrabasie i Dawida Fortuny na perkusji. I jakkolwiek duże partie solowe przeznaczone są na cokolwiek zbyt perseweracyjne (choć uzasadnione, o czym dalej) zabiegi saksofonu, to środek ciężkości kolejnych utworów usytuowany jest jednak w zapierających dech w piersiach improwizacjach fortepianowych, oferujących słuchaczowi nie tylko możliwość zachłyśnięcia się oferowanym bogactwem interpretacyjnym, ale także – i może przede wszystkim – przyjrzenia się z bliska powstawaniu nowych struktur objawiających się w procesie nieomal pierwotnego procesu tworzenia i wręcz stwarzania własnego uniwersum harmonicznego tego niezwykłego Artysty. Ów proces kreacji realizowany poprzez nieustanne próbkowanie nowych możliwości przy jednoczesnym mocnym

21


Almanach 12on14 Jazz Club zakorzenieniu w pierwotnej dla jazzu warstwie rytmicznej stanowiącej jej podstawowy syntax, stawia pianistykę i kompozytorskie dokonania Kuby Płużka na równi z Ahmedem Jamalem, Geri Allen czy Cecilem Taylorem – z tym ostatnim szczególnie w warstwie repetycyjności (implikując również w ten sposób współgranie saksofonu Pospieszalskiego, dodatkowo podkreślającego tę cechę), perkusyjności (kongenialnie uzupełnianej przez maszynerię perkusji Fortuny i niezwykłe, mocno transowe pochody kontrabasu Dworaka). Rozpoczynając koncert od posiniaczonego bluesa (Bruise Blues), już w niezapomnianym, kilkuminutowym intro pianista pokazał, na co go stać. Nie dość, że w warstwie rytmicznej, harmonicznej i motorycznej ukonstytuował całość prawie dwugodzinnego koncertu w krótkich zapowiedziach tematów i rozwiązań, to jeszcze zagrał bluesa w sposób, którego możemy posłuchać jedynie na archiwalnych nagraniach Charlesa Browna, Little Brother Mongomerego czy Johnnie’go Johnsona. Wykorzystując heptatonikę współczesnego bluesa dodał jednak do niej taki ładunek swych własnych pomysłów i rozwiązań, że i w tych krótkich fragmentach koncertu nadal mieliśmy do czynienia z porządkiem odrębnym, niezwykłym, a na końcu – po prostu – pięknym. Udowodnił bowiem Kuba Płużek swym koncertem ponadto, że piękno wcale nie musi malowane być cukrem. Na koniec pani Warskiej oraz jej podobnym strażnikom estetycznych szablonów i gorsetów dedykuję zdanie znakomitego malarza amerykańskiego, Edwarda Hoppera: „Jedyną jakością artystyczną, która przetrwa, jest osobista wizja świata. Techniki przemijają, osobowości pozostają”. Artystyczna osobowość Kuby Płużka przetrwa. Wczorajszy koncert był tylko przyczynkiem do naszej pewności. Żądnym sensacji obserwatorom wydarzeń artystycznych pragniemy powiedzieć, że Kuba Płużek nie wykonał wczoraj „Polskich Dróg”. Miał, ma i będzie miał do zaoferowania znacznie, znacznie więcej! Playlista I set: 1/. Bruise Blues (Jakub Płużek) 2/. Pewelka (Jakub Płużek) 3/. Ciążownik (Jakub Płużek) 4/. Veehighster (Jakub Płużek) II set 1/. Homonto (Jakub Płużek) 2/. Góry, lasy, niebo, polany (Jakub Płużek) 3/. Ogumienie (Jakub Płużek) 4/. W poprzek (Jakub Płużek) Bis: Miniatura (Louis Maholo)

22


Almanach 12on14 Jazz Club

08.12.2015 wtorek 19:30

Otwarta Scena Jazzowa - Jam Session (11) Rozgrywający: Piotr Iwański (p), Paweł Zwierzyński-Pióro (db), Michał Szeligowski (dr)

Wczorajsza, 11-ta już edycja Otwartej Sceny Jazzowej, była pod każdym względem rekordowa. Naszą malutką salę, mieszczącą ok. 25 osób, opanowała grupa wspaniałej młodzieży w liczbie zbliżającej się do 40. Zamontowana klimatyzacja dmuchała już tylko "sobie a Muzom" łypiąc filuternie wyświetlaczem z napisem 19. Było ze 40! Na scenie - po świetnym występie rozgrywających: Piotra Iwańskiego (p), Pawła Zwierzyńskiego-Pióro (db) i Michała Szeligowskiego (dr), którzy zachwycali Publiczność zagranymi bardzo stylowo: "Ham, hocks and cabbage" (Christian McBride), "Comrade Conrad" (Bill Evans), "Leaving Paris" (Tigran Hamasyan), "Time Will Tell" (Bobby Watson), "Sonrisa" (Herbie Hancock), na scenie pojawiały się kwartety, kwintety, sekstety a nawet (rekord naszej scenki) septety w konfiguracjach zmiennych, a tworzonych ad hoc przez: Artura Jorgiło (tp), Michała Łukę (sax), Natalię Kordiak (voc), Michała Mościckiego (db), Radosława Mysłeka (dr), Przemysława Chmiela (sax), Aleksandra Sucharskiego (gt), Wojciecha Jastrzębskiego (p), Patryka Szyszko (dr), Emilię Gołos (p), Michała Skwierczyńskiego (gt) i Andrzeja Gondeka (gt), by wspólnie zatapiając się w wielkiej radości z grania wykonać: "Straight no chaser" (Thelonious Monk), "Alone together" (Arthur Schwartz), "Song for my father" (Horace Silver), "There will never be another you" (Harry Warren), "Blue Monk" (Thelonious Monk) i "Mr P.C." (John Coltrane). Muzyka znakomita, wykonania więcej niż dobre, atmosfera świetna. Publiczność również stanęła na wysokości zadania, nagradzając okrzykami i gromkimi brawami każdą solówkę, a było ich bez liku. Świetny, gorący jam. Aż szkoda go było kończyć o 22-giej.

09.12.2015 środa 19:30

Piotr Budniak Essential Group feat. Piotr Wojtasik (PL) Piotr Wojtasik (tp), Marcin Kaletka (sax), Szymon Mika (gt), Kajetan Borowski (p), Jakub Dworak (db), Piotr Budniak (dr)

23


Almanach 12on14 Jazz Club Za sprawą supergrupy Piotr Budniak Essential Group feat. Piotr Wojtasik, – przenieśliśmy się wczoraj w przestrzenie „polskiej szkoły jazzu” w jej najlepszym wydaniu. Nie bez powodu Piotr Budniak swoje przepiękne kompozycje „rozwiesił” wokół komedowskiego „Svantetic”, stanowiącego centralną część koncertu. To nie tylko hołd wobec wielkiego kompozytora, ale również nazwanie źródeł i wyznaczenie kierunku. Jednak to, co najcenniejsze, to oryginalność kompozycji Budniaka, ich dojrzałość i siła. Znakomite tematy zakreślane unisonem instrumentów dętych, zawieszone na pulsującym rytmie, współtworzącym klimat rodem z czarno-białych filmów lat sześćdziesiątych. Powolna opowieść gęstniejąca z każdym kadrem i zmierzająca do niespotykanego wybuchu emocji. Świetny przepis na scenariusz. Świetny przepis na jazz. Do tego świetna obsada i znakomite dialogi. Tak, jak w partyturach utworów napisanych jakby z myślą o tych konkretnych muzykach – oto mistrzowskie pasaże trąbki w dialogu z saksofonem tworzą główną oś opowieści. Tuż obok nich gitara i fortepian w funkcji nieomal starogreckiego chóru komentującego wydarzenia, a wreszcie kontrabas i perkusja w roli cerberów porządku i rytmu. Wielki, wspaniały dramat rozgrywa się na naszych oczach, a my – coraz bardziej poruszeni – utożsamiamy się z bohaterami uruchamiając całe pokłady wyobraźni podsuwającej nam obrazy niezwykłe i niecodzienne, tak jak muzyka, która niesie nas jeszcze dalej i dalej i dalej. To wspólne przeżywanie przy pełnej sali, to niecodzienne szczęście obcowania z prawdziwą sztuką, daje obraz wydarzenia najwyższej rangi. Wydarzenia, którego jakość – w każdym wymiarze - sięgnęło po definicję jazzu nowoczesnego. Playlista I set: 1/. Wypłata po terminie (Piotr Budniak) 2/. Syzyf (Piotr Budniak) 3/. Still here (Piotr Budniak) 4/. Svantetic (Krzysztof Komeda) II set: 1/. I’ve chosen (Piotr Budniak) 2/. Unknown (Piotr Budniak) 3/. The Light (Piotr Budniak) Bis: I’ve chosen [2nd take] (Piotr Budniak)

10.12.2015 czwartek 19:30

Mariusz Bogdanowicz Quartet - Syntonia (PL) Mariusz Bogdanowicz (db), Adam Wendt (sax), Miłosz Wośko (p, kb), Sebastian Frankiewicz (dr, cajun, perc.)

Wkładając kilka miesięcy temu album „Syntonia” do odtwarzacza nie przypuszczałem, że przycisk „play” nacisnę kilka razy z rzędu. Liryka i melodyjność tej muzyki zauroczyła mnie do tego stopnia, że nie zastanawiałem się ani przez chwilę nad gatunkiem, stylem, czy innymi przymiotami, których należałoby użyć dla jej opisu. Co prawda, od pełnego zachwytu odwodził mnie każdorazowo głos Kuby Badacha śpiewającego „Nie zapomnij mnie”, którego artykulacja jest jakby z innej bajki, ale wiedziałem, że wcześniej czy później usłyszę ten utwór w wersji instrumentalnej. I rzeczywiście wybrzmiał on całym swym pięknem wczorajszego wieczoru, jako „Forgetmenot” (Niezapominajka). Zagrany na bis zachwycił zgromadzoną w komplecie Publiczność pięknem tematu przecudnie zagranym na saksofonie przez Adama Wendta. Wykonane w trakcie dwóch setów utwory pochodzące z albumów „Syntonia” i „Confiteor” zawładnęły wrażliwością słuchaczy nad fajerwerki formalne i wykonawcze przedkładając piękno lirycznej opowieści. I jeśli nawet niektóre z tych utworów stawiały przed muzykami najwyższe wymagania, to jednak podziw dla ich tech-

24


Almanach 12on14 Jazz Club nicznej sprawności nie miał być, i nie był, istotą tej prezentacji. Mariusz Bogdanowicz pisze bowiem muzykę. Muzykę, która płynie pięknymi tematami i przenosi w przestrzenie marzeń. Muzykę niezwykle plastyczną i kolorową. Muzykę, po prostu, piękną. A że wykonywana jest przez znakomitych i doświadczonych muzyków (Adam Wendt – sax, Miłosz Wośko – fortepian, keys, Sebastian Frankiewicz – perkusja, cajun, instr. perk., Mariusz Bogdanowicz - kontrabas), to staje się jeszcze piękniejsza. Przepiękny koncert! Aż chciałoby się ponownie „nacisnąć przycisk play”! Playlista I set: 1/. U&U (Mariusz Bogdanowicz) 2/. Non plus ultra (Mariusz Bogdanowicz) 3/. Par excellence (Mariusz Bogdanowicz) 4/. Night Rain Taxi (Mariusz Bogdanowicz) II set: 1/. Emigranci (Mariusz Bogdanowicz) 2/. Stąd tego nie widać (Mariusz Bogdanowicz) 3/. Syntonia (Mariusz Bogdanowicz) 4/. Confiteor song (Mariusz Bogdanowicz) Bis: Forgetmenot (Mariusz Bogdanowicz)

11.12.2015 czwartek 19:30

Marek Napiórkowski Trio - KonKubiNap (PL) Marek Napiórkowski (gt), Robert Kubiszyn (bg), Cezary Konrad (dr)

Jeśli na scenie pojawiają się trzej dżentelmeni o tak ugruntowanej pozycji arcymistrzów, jak Marek Napiórkowski (gitara), Robert Kubiszyn (gitara basowa) i Cezary Konrad (perkusja), to rola komentatora (bo przecież nie recenzenta) wydarzeń ograniczyć się musi do podania suchych faktów, personaliów i playlisty. A później pozostaje już tylko zgrabnie łapać „opadającą co chwila szczękę” i wsłuchiwać się w tę niezwykłą muzykę, by nie uronić z pamięci żadnego, najdrobniejszego nawet dźwięku. Zaprezentowany materiał, pochodzący z albumu KonKubiNap, choć dobrze znany Publiczności, pozwala - dzięki wielowątkowym,

25


Almanach 12on14 Jazz Club budowanym w trakcie występu improwizacjom - na tworzenie nowych barw i nastrojów, ciągle i na nowo zaskakujących rozwiązaniami, które przyprawiają o zawrót głowy. Obserwowanie muzyków w procesie nieustającego tworzenia, podsuwających sobie wzajemnie pomysły, jest przeżyciem samym w sobie. Oto bowiem uczestniczymy w misterium kreacji, mając możność wychwycenia nawet najmniejszych tropów prowadzących do świetnych rezultatów. Jest taki moment w jednym z utworów, gdy Cezary Konrad wychwytuje kliknięcie pedału efektowego gitary Roberta Kubiszyna. Przez chwilę wyczekuje na jego powtórzenie, by zagrać owo kliknięcie na swej perkusji. Kolejne kliknięcie perkusji wychwycone jest przez Kubiszyna, który podchwytuje to, jako zaproszenie do wspólnego eksperymentowania. Proponuje piękne glissando, natychmiast odtworzone przez Konrada na bębnie. Powtórka. I jeszcze jedna. I znowu kliknięcie. Sekcja buduje na tych prostych dźwiękach całą symfonię rytmu i barw, dając gitarze Napiórkowskiego wolne pole do niezwykłych popisów solowych. Takich chwil w trakcie koncertu jest kilkanaście. Temperatura na widowni przekracza poziom wrzenia. Znakomite utwory Marka Napiórkowskiego uzupełniają świetna kompozycja Cezarego Konrada, dedykowana gitarzyście Allanowi Holdswothowi – „Allan”, zdekonstruowane i wielkie „Giant Steps” Johna Coltrane’a oraz ukochany utwór wielu gitarzystów, znakomita „Havona” Jaco Pastoriusa. I gdy wydaje się, że wraz z końcem koncertu KonKubiNap powiedział już wszystko, co było możliwe wczorajszego wieczoru, Marek Napiórkowski zaprasza… Publiczność do zdecydowania o charakterze utworu, który zabrzmi na bis. I wtedy zaczyna się prawdziwa „jazda bez trzymanki”! Muzycy postanawiają wykorzystać czas, który został im do godziny 22-giej, by w łączonym, wielokrotnym bisie, na fali nieustannej owacji oszalałej ze szczęścia Publiczności, zagrać wiązankę utworów, poczynając od „Gry wstępnej” (roboczo i okolicznościowo nazwanej „Uchylając się przed jajkami” – bywalcy klubu wiedzą, czego dotyczy aluzja), przez „Kawałek Nieba” do zagranego – chyba najlepiej w historii tego popularnego tematu – „Cissy Strut” z repertuaru The Meters (a także Johna Scofielda i wielu innych) i końcowych akordów brzmiących, jak Grande Finale potężnego bluesa, którego ostatni dźwięk wybrzmiał punktualnie o 22-giej! Trio Marka Napiórkowskiego niczego wczoraj nie udowadniało! Bo Trio Marka Napiórkowskiego nie musi niczego udowadniać! Trio Marka Napiórkowskiego jest bowiem zespołem idealnym, pełnym i najlepszym z możliwych do wyobrażenia! To trio doskonałe! Doskonałe w każdym wymiarze! Pękający w szwach klub wypełniony był wczoraj ludźmi, którzy doskonale o tym wiedzą. A mimo to – i właśnie dlatego – stawili się tak licznie. Bo z doskonałością warto obcować bez przerwy. Dlatego jedynym mankamentem wczorajszego koncertu było to, że w ogóle się skończył. Muzyki Tria Marka Napiórkowskiego można by bowiem słuchać bez końca! Playlista I set: 1/. Proxima Parada (Marek Napiórkowski) 2/. Miro (Marek Napiórkowski) 3/. Allan (Cezary Konrad) 4/. Wciąż się śnisz (Marek Napiórkowski) 5/. Between a Smile and a Tear (Marek Napiórkowski) 6/. Vietato Fumare (Marek Napiórkowski) II set: 1/. Giant Steps (John Coltrane) 2/. Miele e Senape (Marek Napiórkowski) 3/. Wolno (Marek Napiórkowski) 4/. Havona (Jaco Pastorius) Bis: Gra wstępna (Marek Napiórkowski) / Kawałek Nieba (Marek Napiórkowski) / Cissy Strut (The Meters Art Neville, Zigaboo Modeliste, Leo Nocentelli, George Porter, Jr.) - medley

26


Format 1/1 - 500,- zł brutto / numer 25% rabatu przy wielokrotności

Format 1/2 - 350,- zł brutto / numer 20% rabatu przy wielokrotności

Format 1/4 - 250,- zł brutto / numer 15% rabatu przy wielokrotności

Format 1/8 - 150,- zł brutto / numer 10% rabatu przy wielokrotności


online player: www.chillizet.pl

Nr 6(6) - 2017 Almanach 12on14 Jazz Club  
Nr 6(6) - 2017 Almanach 12on14 Jazz Club