Page 1

5(15)/2018 STYCZEŃ 2018

CARLA BLEY

Foto © by Piotr Szajewski


Almanach 12on14 Jazz Club

SPIS TREŚCI 4 OD REDAKCJI 4

11

6

Carla...

Carla Bley: Osobliwość i Paradoksy - artykuł Antoniego Beksiaka Carla Bley Trio - Andando El Tiempo - recenzja Macieja Krawca

8 PODZIĘKOWANIA... 9 YAMAHA G5... 11 FOTORELACJE...

11 Henryk Miśkiewicz Full Drive 13 Dominika Rusinowska Quartet 14 Carla Bley Trio - Andando El Tiempo 19 Szymon Mika Trio, feat. Ziv Ravitz 20 Kocin Kociński Trio 22 K.K.M.K. 25 I znowu Toskania...

14 25 2


Almanach 12on14 Jazz Club

Retransmisje najlepszych koncertów

w w każdą niedzielę od 22:00 do 24:00 Zapraszamy do radioodbiorników!


Almanach 12on14 Jazz Club wania jazzu w ostatnich dekadach.

Carla...

13 lipca 2016 w nszym klubie pojawiła się Carla Bley. Nikt lepiej nie skreślił o Niej kilku słów niż Antoni Beksiak, którego tu w całości cytujemy. Artykuł dostępny jest na stronie dwutygodnik.com/strona kultury/muzyka i nosi tytuł Carla Bley: Osobliwość i Paradoksy. Zapraszam do lektury! „Carla Bley odwiedziła Filharmonię Narodową w Warszawie 6 grudnia ubiegłego roku. Jako twórczyni przynależy do „osobliwego i paradoksalnego zjawiska, które zwie się «kompozytor jazzowy»” – jak mówi Joachim Ernst Berendt. Bley jest postacią w Polsce mało rozpoznaną, co być może odpowiada jej szczególnej, nietypowej roli w historii jazzu. A przecież zasługi kwalifikują ją do panteonu. Z jednej strony łączy Europę z Ameryką, z drugiej tak niekonwencjonalnie i z dystansu przetwarza jazzowe składniki, co nie raz prowadziło do przedefinio

Carla Borg (bo takie jest jej prawdziwe nazwisko) urodziła się w 1936 roku w Oakland w Kalifornii, i w zakresie podstaw muzyki odebrała wykształcenie u ojca, muzyka kościelnego – poza tym jest samoukiem. Nazwiskiem estradowym obdarzył ją pierwszy mąż – legendarny pianista Paul Bley – który jako jeden z pierwszych wykonywał komponowane przez nią tematy. Od około roku 1960 roku do dziś „And Now the Queen”, „Ictus”, „Ida Lupino”, „Jesus Maria”, „King Korn”, „Sing Me Softly of the Blues”, „Vaskar” i liczne inne pojawiły się na płytach artystów tak odmiennych, jak Cindy Blackman, Don Ellis, Art Farmer, Jan Garbarek, Jimmy Giuffre, John McLaughlin, Jaco Pastorius i George Russell. Już z drugim partnerem życiowym – i kolejną arcyciekawą postacią jazzu – trębaczem Michaelem Mantlerem, w roku 1964 roku założyła Jazz Composer's Orchestra i współtworzyła nowatorskie organizacje promujące awangardę (nie tylko jazzową). Zamawiano wielkie freejazzowe formy u Dona Cherry'ego, Leroya Jenkinsa, Grachana Moncura III, Roswella Rudda i Clifforda Thorntona, wymagające dużych składów. JCO istniała do roku 1975, ale rozmaite składy bigbandu Bley to „ciąg dalszy” Orkiestry. Jako pianistka określana jest jako „nieszczególna” (i zwykle pełni w swoich zespołach rolę drugoplanową), natomiast przełom lat 60. i 70. ukazał jej unikalny talent w roli kompozytora i aranżera jazzowego za sprawą serii pełnych rozmachu, monumentalnych, wieloczęściowych form, pożytkujących

4

elementy jazzu i jego muzyków w szerszym, często teatralno-literackim kontekście. Została zauważona za sprawą „A Genuine Tong Funeral” (1968) – płyty firmowanej nazwiskiem Gary'ego Burtona. „Czarna opera bez słów” przewidziana (ale niezrealizowana) została jako przedstawienie kostiumowe i w swoim syntetyczno-eklektycznym nastawieniu ujawniała podobieństwa z ówczesną twórczością Burtona. Nagranie wyłania grupę muzyków związanych z Bley na dłużej, jak Steve Lacy, Gato Barbieri, Larry Coryell i Steve Swallow. W 1968 Jazz Composer's Orchestra pod kierownictwem Mantlera wydała „Communications” z udziałem Bley i Cecila Taylora w roli pianistów. Charakterystyczny aranż Mantlera obejmuje liczne niskie dęciaki i 10 kontrabasów (same gwiazdy!), pozostawiając wiele przestrzeni dla solistów. Autorzy „Przewodnika po płytach jazzowych” – Richard Cook i Brian Morton – określają to dzieło jako „bardzo typowe dla owego czasu”. W roku 1969 ukazała się płyta Charliego Hadena „Liberation Music Orchestra”, znów ze znajomymi nazwiskami, z udziałem Dona Cherry'ego. Suita pieśni z hiszpańskiej wojny domowej w aranżacji Bley w symptomatyczny sposób przejawia lewicujące wiązanie idei społecznych z nurtem free. Za wizytówkę Bley z tamtych czasów uznaje się operę jazzową „Escalator over the Hill” (1971) – dzieło na skalę wyjątkowo rzadko w jazzie spotykaną. Słuchając jej, uświadamiamy sobie, że dla kom-


Almanach 12on14 Jazz Club pozytorki free to jedynie jeden ze środków, obok szczególnego poczucia humoru, muzyki dziecięcej, cyrkowej, tanecznej, użytkowej, kabaretowej, wodewilowej i wycieczek w stronę modnych w owym czasie zjawisk popkultury. „Escalator” w efekcie nie opowiada się po żadnej stronie rozdźwięku między mainstreamem a free, który właśnie przecież zaczynał determinować dalsze życie jazzowe: można powiedzieć, że jest rozsądnie przyjazny dla mających kłopoty z odbiorem dysonansów. Oscylowanie nastrojów pomiędzy poważną muzyką elektroniczną a rockiem psychodelicznym, pomiędzy chwytliwymi melodiami a schromatyzowaną linią wokalną, feeria śpiewaków prezentujących rozmaite style, ekspresje i zachowania w „nieprzeniknionym” (Cook i Morton) libretcie Paula Haynesa, kontrastowanie time'u i non-time, kpiący, żartobliwie-żałosny ton zdefiniowały kompozytorski język Bley. Wśród licznych instrumentalistów zarejestrowanych na przestrzeni czterech lat pojawiają się Cherry, Haden, Jimmy Lyons, John McLaughlin, Dewey Redman, Paul Motian. Powstały patchwork oceniany bywa jako niespójny. Słuchając go w 1998 roku na Umbria Jazz (w nowej instrumentacji Jeffa Friedmana – było to jedno z pierwszych wykonań na żywo) odniosłem wrażenie, iż to „hałaśliwy fresk”. Nieustannie zachwycają jednak zdumiewające kontrasty stylistyczne, arcyciekawe, a nawet groteskowe rozwiązania instrumentacyjne, nieoczekiwane zwroty akcji: finał jest rozbrajający i wstrząsający zarazem. Mimo wyraźnych nawiązań do

art-rocka, jakże zwodnicze może się okazać pojęcie „ducha czasu”: gdyby nie techniczne brzmienie nagrania, „Escalator” jest pod wieloma względami całkiem poza czasem, by porównać z ówczesnymi dokonaniami rocka psychodelicznego, albo płytą „Ceremony” Pierre'a Henry ze Spooky Tooth. Nowoczesność nie polega nawet na obecności „nowego”, ale na wyrwaniu ze stygmatyzacji okresu, w którym „Escalator over the Hill” powstawał. Kalejdoskop pomysłów Carli Bley dziś, w dobie postmodernizmu i surkonwencjonalizmu uznalibyśmy za najbardziej aktualny. Cook i Morton nauczają, że dorobek Carli jest nierówny i wyróżniają pięć płyt sygnowanych jej nazwiskiem. Po „Escalator” wskazują spójniejszą, bardziej wydestylowaną, ale i na mniejszą skalę zakrojoną „Tropic Appetites” (1974), wydaną – jak wszystkie kolejne – przez własną wytwórnię Watt; jeden ze składników działalności promocyjno-organizacyjnej kompozytorki. Z maestrią łącząc odmienne składniki i najrozmaitsze źródła, Bley zawsze je osobliwie przetwarza, przekomponowuje, nie popełniając grzechów późniejszej world music. Najbardziej wyraźny jest jej powściągliwy, dawkowany, a zarazem pełen niespodzianek kompozytorski idiom – ażurowe faktury i delikatne, akwarelowe barwienie. Na tym tle szczególnie porywające są chrapliwe lamenty Barbieriego. Obok niego na płycie zagrali między innymi Dave Holland, Howard Johnson i „nadworna” wokalistka Julie Tippets. W latach 70. i wczesnych 80. sporo tytułów wydała Bley z Mantlerem. Obok często pojawiają-

5

cych się nazwisk z pierwszych stron (jazzowych) gazet – na przykład Jacka DeJohnette i Tony'ego Williamsa odpowiednio na „The Hapless Child” (1976) i „Movies” (1978) firmowanych nazwiskiem męża – a także niejazzowych, jak Jack Bruce (znany z Cream) i Nick Mason (Pink Floyd), także na tych płytach Carli Bley towarzyszy w karierze stosunkowo ścisłe, tasujące się grono muzyków, spośród których coraz ważniejszy staje się kolejny partner życiowy – basista Steve Swallow. W latach 80. nacechowane uwielbieniem dla „olbrzyma zza gór” europejskie nastawienie Bley ulega pewnemu przekształceniu. „Live!” (1982) znacznie bliższa jest mainstreamowi, łącząc nie pozbawiony drapieżności i pełny wigoru, niemal funkowy groove z sentymentalnymi wycieczkami w rejony niepokojąco kojarzące się z adult oriented rock. Również koncertowa „Fleur Carnivore” (1989) to softer side kompozytorki w rozkwicie. Swingująca, przystępna, znacznie oszczędniej pożytkuje charakterystyczne, smakowite kontrastowe struktury, wciąż jednak słyszymy – między innymi za sprawą oryginalności w posługiwaniu się dużym składem – że nie jest to bigbandowy mainstream. W „Dziewczynie, która płakała szampanem” na harmonijce ustnej zagrała córka, Karen Mantler. Wreszcie „The Carla Bley Big Band Goes to Church” – koncert zarejestrowany w kościele w Perugii na festiwalu Umbria Jazz w roku 1996. Ach, żeby tak brzmiała muzyka religijna... W duchu przekornie sakralnym, w związku z opublikowaną w roku 2009 płytą „Carla's Christmas Carols”, artystka pojawiła się w


Almanach 12on14 Jazz Club Warszawie z towarzyszeniem Swallowa i Kwintetu Dętego Eda Partyki. Skład raczej niekonwencjonalny, lecz jakże dobrze odpowiadający temperamentowi kompozytorki. Z wdziękiem i humorem zapowiadała kolejne melodie, przynależące do anglosaskiej tradycji świątecznej: „«Cicha noc» wymagała ulepszenia, więc dodałam nieco Cole Portera i teraz jest «Cicha noc i dzień»”. Błyszczał Kwintet, któremu od czasu do czasu oddawano estradę na wyłączność; uniwersalny zespół świadom rozmaitych tradycji zespołów dętych – od orkiestr ulicznych po religijną muzykę poważną. Świetny jazzowy zaśpiew, kontrolowana niedbałość, przyjemna odmiana wobec sterylnego wykonawstwa zespołów dętych zwykle goszczących w Filharmonii. Znakomity trębacz Tobias Weidinger. Na koncert przybyła publiczność – jak mi się zdawało – raczej dla prestiżu niż dla tej właśnie muzyki. Niemniej Carla potrafiła odnaleźć się w tej sytuacji: właściwie każdy temat zagrany został przewrotnie, ale nie tak, żeby publiczność „koncertu kolęd jazzowych” się zorientowała. Przemiły koncert, naznaczony poważnym już wiekiem liderki i przynależnym mu wyciszeniem, ale z rzadka tylko monotonny. Wprawdzie wolę wcześniejsze płyty Carli i chętnie zobaczyłbym ją w Warszawie w innej roli, ale...

autorką „być może najbardziej oryginalnych kompozycji po Theloniousie Monku”. Doceniona w kręgach akademickich, Bley cieszyła się między innymi istnieniem Bley Bandu na Politechnice w Leicester, poświęcającego się niejazzowym interpretacjom jej muzyki, a pianistka Ursula Oppens, znana z interpretacji repertuaru od Lutosławskiego przez Nancarrowa po Braxtona, zamawiała u niej utwory. Niżej podpisany odczuwa wiele szacunku wobec osoby, której następującą wypowiedź interpretuje jako stanowisko wobec jazzowego środowiska. „W przemyśle obserwuje się trend w kierunku superczystego brzmienia, co powoduje jego bezosobowość. Jeśli uzyskasz indywidualne brzmienie, to zakłóci to czystość i zbije z tropu producenta... Producent przerwie nagranie i każe powtarzać wszystko jeszcze raz. Oni chcą uwolnić się od osobowości i spowodować, by każdy muzyk brzmiał jak miliony innych i by każdego można było zastąpić dowolnie kimś innym””. [Antoni Beksiak]

Wróćmy do Berendta. „Jej kompozycje i orkiestracje są fantazyjnymi kolażami swingujących elementów jazzu i hymnów narodowych, prostych piosenek dziecięcych i masywnych klasterów, przesiąkniętych wrażliwą, często humorystyczną krytyką społeczną.” Jest

W ramach zapowiedzi koncertu trio Carli Bley w naszym klubie, na portalu jazzarium.pl pojawiła się recenzja albumu „Andando el Tiempo” pióra Macieja Krawca. Przytaczam ją tu w całości, jako że repertuar koncertu w całości pokrywał się z setlistą płyty, brzmieniowo - w zasadzie - nie różniąc się niczym od wersji studyjnej. „„Andando el Tiempo” to kolejne już spotkanie tria w składzie Carla Bley na fortepianie, Andy Sheppard na saksofonach i Steve Swallow na gitarze basowej. Muzycy mają na koncie album koncertowy „Songs With Legs” z 1994 roku, a także zrealizowaną w 2013 roku płytę „Trios”. Poza nimi pianistka miała okazję nie raz muzykować z tymi artystami osobno, najczęściej rzecz jasna ze Swallowem – prywatnie jej partnerem życiowym, z którym zrealizowała m.in. kilka albumów w duecie. „Andando el Tiempo” odznacza się od poprzednich realizacji w trio tym, że zawiera wyłącznie nowe kompozycje. Inspirowane były one obserwacją Bley bliskiej osoby wychodzącej z uzależnienia od leków; z tym związek ma tytuł płyty, który po hiszpańsku znaczy „wraz z upływem czasu”. Czasu na prowadzenie muzycznych narracji artyści dali sobie na „Andando el Tiempo” bardzo

6


Almanach 12on14 Jazz Club wiele. Utwory ewoluują niespiesznie, w aurze zamyślenia i ostrożnej refleksji. Nad całością góruje rytmiczny ład, który reguluje kolejne segmenty kompozycji, klarownie wyodrębniając partie wspólne od solowych. Ani w jednych, ani w drugich muzycy nie epatują emocjami – skupiają się na subtelnym, wypieszczonym brzmieniowo przekazie, pełnym czułości i elegancji. Jest on powściągliwy, nieco wystudiowany, ale nie można odmówić mu swoistego piękna, któremu wprost nie sposób się oprzeć. Ale nie jest to piękno powierzchowne: ma w sobie pewną tajemnicę, zagadkowość, pociągającą głębię. Szczególnie interesujące wrażenia przynosi muzykowanie w duecie Bley i Swallowa, których porozumienie i wzajemne wyczucie są nieskazitelne. Zachwyca synergia jasno podanych harmonii fortepianu i brzmiących z lekka chropowato linii basu. Oba instrumenty z powodzeniem realizują zadania rytmizujące – ich gra ma nienachalnie perkusyjny charakter, dzięki czemu niewolna jest ona od sugestywnej taneczności. Na tym wyrafinowanym tle obecność płaczliwego Shepparda może wydawać się chwilami nie całkiem na miejscu. Mimo to jednak „Andando el Tiempo” przekonuje w pełni. To płyta mądra, dojrzała i wysmakowana, którą cechuje wierność wyznaczonemu nastrojowi. Obchodząca w tym roku 80. urodziny Bley podarowała sobie i fanom nie lada prezent. [Maciej Krawiec]

7


Almanach 12on14 Jazz Club

PODZIĘKOWANIA...

Najwyższy czas, aby podziękować gorąco wszystkim naszym darczyńcom, którzy pomogli nam wyposażyć nasz klub w rzeczy ważne, bez których nasza działalność byłaby mocno utrudniona. Jesteśmy wzruszeni Waszymi prezentami, a korzystając z nich codziennie, pamiętamy jak wiele dla nas znaczą Wasza obecność, dobre słowo i wielekroć okazywane wsparcie. I tak, serdecznie dziękujemy (kolejność alfabetyczna): Michałowi Barańskiemu za kolumnę głośnikową Epiphany Adamowi Lewandowskiemu za statyw perkusyjny Leszkowi Możdżerowi za mikrofon do fortepianu Shelfler Jakubowi Więckowi za mikrofon do saksofonu DPA Konradowi Zemlerowi za wzmacniacz gitarowy Acoustic Łukaszowi Życie za talerz perkusyjny Istambul Osobne podziękowania kierujemy do Milo Kurtisa, którego klarnet i sitar zdobią nasz klub.

8


Almanach 12on14 Jazz Club

YAMAHA G5... Właśnie przyjechał. Wymarzony, wyczekiwany, przepięknie brzmiący. Prosto z Japonii. Nazywa się Yamaha G5. Ma 2 metry długości. Jest piękny! Od dzisiaj na naszej scenie...!

9


Almanach 12on14 Jazz Club

10


Almanach 12on14 Jazz Club

FOTORELACJE... 09.07.2016 sobota 20:30

Henryk Miśkiewicz Full Drive (PL) Henryk Miśkiewicz (sax), Marek Napiórkowski (gt), Robert Kubiszyn (bg), Michał Miśkiewicz (dr)

Zaczęło się!!! I to jak!!! Playing with myself Eddiego Harrisa. Henryk Miśkiewicz Full Drive!!! Klubowy rollercoaster wypełniony po brzegi (frekwencyjny rekord)! I jest thrill!! Czyli jazda bez trzymanki!

Nastrojowy i klimatyczny Song About Song Henryka Miśkiewicza daje pole do wirtuozerskich popisów lidera i pozostałych członków formacji Full Drive {Henryk Miśkiewicz (sax), Marek Napiórkowski (gt), Sławomir Kurkiewicz (db, bg), Michał Miśkiewicz (dr)} i stanowi piękne przygotowanie do kolejnego wybuchu prawdziwego wulkanu jazzowej energii, czyli Groove Elation Johna Scofielda. Jest moc!!! I nagle przepiękne In A Silent Way Joe Zawinula...! Ależ oni grają!!! I na koniec I-szej części energetyczny utwór Billa Evansa (saksofonisty) Gimme some! O yeah...!!!

Kompozycją Henryka Miśkiewicza Nargilla Full Drive rozpoczął drugą część wspaniałego koncertu. Z kolei niezwykle dynamicznym Vietato Fumare Marka Napiórkowskiego koncert się zakończył, ale to co działo się po drodze - z duetem "muzyczno-tanecznym" Miśkiewicz/Napiórkowski włącznie - przejdzie do historii fantastycznego grania i niezwykłego

11


Almanach 12on14 Jazz Club vibe'u, jaki rozkołysał cały klub. Wykrzykiwane przez Publiczność gromkie "yeah" w utworze zagranym na bis było jasnym dowodem na to, że jazz może być muzyką zjednująca ludzi w doskonałej zabawie, muzyką rozjaśniającą oblicza w pięknym, zbiorowym uśmiechu. Fantastyczny koncert z klimatem, który stworzyć potrafią wyłącznie Mistrzowie!

12


Almanach 12on14 Jazz Club

12.07.2016 wtorek 20:30

Dominika Rusinowska Quartet (PL) Dominika Rusinowska (vln), Mateusz Gawęda (p), Jakub Mielcarek (db), Józef Rusinowski (dr)

Świadectwo dojrzałości artystycznej od pierwszego dźwięku. Swoboda interpretacyjna, jazz sięgający do polskich ludowych korzeni, pełna zaskakujących fraz wiolinistyka, tradycyjnie doskonała pianistyka, a także bezbłędna gra kontrabasu i perkusji plus wysoce zindywidualizowane zabiegi interpretacyjne i niepowtarzalne brzmienie, stanowią o wyjątkowości tego kwartetu nie tylko na scenie polskiej, ale sytuują go pośród najciekawszych zjawisk młodej europejskiej sceny jazzowej.

13


Almanach 12on14 Jazz Club

13.07.2016 środa 20:30

Carla Bley Trio “Andando El Tiempo” (USA/UK) Carla Bley (p), Andy Sheppard (sax), Steve Swallow (bg)

Wychodzę na scenę, by zapowiadać koncerty, od samego początku istnienia klubu. Każdorazowo wiąże się to ze stresem i tremą. Zdarza się mieć „blackout” - wskazuję ręką na doskonale znanego mi muzyka, z którym jestem po imieniu, i nagle... zapominam jego nazwiska. Nie wiem, co powiedzieć, bezsilnie rozglądam się wokół. Potem ukradkiem spoglądam na malutką karteczkę, którą zawsze chowam w ręku, znajdując na niej ratunek. Jest mi wstyd. Muzyk patrzy na mnie ze zdziwieniem. A ja schodze ze sceny i... sie trzęsę. 13 lipca 2016 roku trząsłem się już od rana. A kiedy wyszedłem na scenę miałem problem by na niej ustać. Powiedziałem tylko: Dobry wieczór Państwu! Witam w klubie 12 na 14! Są takie dni, gdy na naszych oczach dzieje się historia. Dziś jest taki dzień! Za chwilę będę miał przyjemność i zaszczyt zaprosić na scenę jedną z najważniejszych postaci w historii jazzu! Panie i Panowie! Przed Państwem Carla Bley!” Fot. Paweł Brodowski

Nie jestem pewien, czy słyszałem pierwszych kilka minut koncertu...

14


Almanach 12on14 Jazz Club

15


Almanach 12on14 Jazz Club

16


Almanach 12on14 Jazz Club

Po koncertcie, na backstage’u klubu (od lewej): Steve Swallow, Carla Bley, (za nią Andy Sheppard), Bill Strode - genialny inżynier dźwięku, który nagłaśniał koncert, i który zdradził mi kilka tajemnic zawodowych oraz udzielił kilku doskonałych rad - to chyba dzięki tej lekcji kolejne koncerty w naszym klubie brzmiały coraz lepiej; Kasieńka i ja.

17


Almanach 12on14 Jazz Club

Z AW S Z E N A C Z A S I E Z AW S Z E C I E K AW I E

18


Almanach 12on14 Jazz Club

14.07.2016 czwartek 20:30

Szymon Mika Trio feat. Ziv Ravitz (PL/USA) Szymon Mika (gt), Grzegorz Włodarczyk (db), Ziv Ravitz (dr)

Szymon Mika Trio in concert, czyli Unseen Live. Klimatycznie, nastrojowo, perfekcyjnie...! Wyjątkowa maestria wykonawcza, znakomite kompozycje...! Żywo reagująca Publiczność szczelnie wypełniająca klub!

19


Almanach 12on14 Jazz Club

15.07.2016 piątek 20:30

Kocin Kociński Trio (PL) Maciej "Kocin" Kociński (sax, kb), Andrzej Święs (db, bg), Krzysztof Szmańda (dr, perc.)

Kocin Kociński Trio - Ich koncert 20.08.2015 w starym klubie na Piwnej do dziś zaliczamy do trójki najlepszych. Był to 16-ty koncert klubowy i pierwszy czwartkowy, a więc wychodzący poza piątek i sobotę. Dzisiejszy koncert jest 149-ym w czternastomiesięcznej historii klubu. Rozpoczął się sensacyjnie dobrze i już wiadomo, że będzie się "ścigał" z własnym wspomnieniem. Dla tych, którzy nie byli na Piwnej wtedy, a także dla tych, których nie ma dzisiaj na Noakowskiego 16 transmitujemy to wydarzenie live do RadioJAZZ.FM.

Jazzowi czarodzieje, bo to co płynie ze sceny można jedynie nazwać magią. Oczarowana Publiczność i my. Uczestniczymy w pięknym spektaklu barw, muzycznych światłocieni i obrazów urzekających urodą. Malowane lekko, tkane nieomal z mgieł rozpływają się w przestrzeniach porywając w tanecznym pas zachwyconych słuchaczy. Tak grać potrafi wyłącznie Kocin Kociński Trio! Podwójny bis... To mówi samo za siebie! Kocin Kociński Trio. Niezwykły koncert przechodzi powoli do historii, ale przeżycia które potrafił wywołać pozostaną w nas na długo!

20


Almanach 12on14 Jazz Club

Trzeci bis zdarza się po raz pierwszy! Tylko Kocin Kociński Trio! Superstar!

21


Almanach 12on14 Jazz Club

16.07.2016 sobota 20:30

K.K.M.K. (PL/DK) Maciej Kądziela (sax), Marek Kądziela (gt), Marcin Muras (tp), Albert Karch (dr)

Dzisiejszy, 150-ty koncert w historii 12on14 Jazz Club, zapowiada się sensacyjnie! K.K.M.K. (Marek Kądziela gitara, Maciej Kądziela - saksofon, Marcin Muras - puzon, Albert Karch - perkusja) już przygotowują się do koncertu. Czeka nas niezwykła porcja niezwykłej muzyki. Mnóstwo nowych kompozycji prezentowanych premierowo, z dorobku kompozytorskiego każdego z członków formacji. Na tym koncercie trzeba być! Tym bardziej, że to ostatni przed wakacjami, które zaczynają się jutro, a kończą 17-go sierpnia (!!!). Po koncercie przewidujemy ostre jammowanie. Zapraszamy na 20:30! Warto przyjść choć trochę wcześniej...

Po początkowym tornado w stylu Smashing Pumpkins coś "bardziej dla ludzi" - jak zapowiedział ze sceny Marek Kądziela. I rzeczywiście formacja przyjęła szyk stricte jazzowy, choć realizuje go w sposób otwarty i mocno zindywidualizowany. Brzmi to jednak ciekawie, nadzwyczaj nowocześnie i piekielnie dobrze. Świetne granie na klubową "150-tą koncertnicę" !!! Niezwykła i piękna, a jednocześnie arcytrudna kompozycja Alberta Karcha, wymaga od muzyków maksymalnej koncentracji. To dzieło z pogranicza jazzu, muzyki intuicyjnej i symfonicznej, pełne zaskakujących zwrotów rytmicznych i harmonicznych. Brawo, Albercie! Brawo za śmiałe i pełnoprawne wkroczenie na teren zajęty przez nielicznych perkusistów-kompozytorów. Jednocześnie chapeau bas dla całego K.K.M.K. za niezwykłą jakość artystycznej produkcji i świeżość pomysłów! Trudny lecz świetny koncert!

22


Almanach 12on14 Jazz Club

23


Jedyny taki sklep ze sprzętem muzycznym!

Perkusje Perkusje Elektroniczne Talerze Naciągi Hardware Werble Pałki Pokrowce i Case'y Perkusjonalia Perkusje klasyczne Akcesoria


Almanach 12on14 Jazz Club

I znowu Toskania...! Zakończyliśmy pierwsze półrocze 2016! Za chwilę klub opustoszeje, a my wyjedziemy na wakacje! Mamy poczucie spełnienia i dobrze wykonanej pracy, choć zawsze można było kilka rzeczy zrobić jeszcze lepiej... Będziemy mieli na to czas po wakacjach! Drugie półrocze zapowiada się bardzo poważnie - Tomasz Stańko, Dave Liebman, Ralph Alesi, Amina Figarova, Jack DeJohnette, Ralph Towner, Miroslav Vitous... by wymienić tylko kilka świetnych nazwisk, które zaprezentujemy jeszcze w tym roku...! Trzeba wypocząć i nabrać sił! A więc... wakacje!!! Odpoczynek!!! Ruszamy w świat! Również Państwu życzymy udanych urlopów, wspaniałego wypoczynku i cudownych wakacyjnych wspomnień! Życzymy Wam również cudownej pogody, wiele słońca i - a może przede wszystkim - spokojnego, pięknego świata i bezpiecznego powrotu do domu! Do zobaczenia 18 sierpnia! To już za miesiąc...!

25


Almanach 12on14 Jazz Club Nasz klubowy stolik... w sercu Toskanii przygotowany przez naszego wielkiego przyjaciela Romolo!

Mamy też tu już własne wino: 12on14 Jazz Club Varsavia alla Vineria da Romolo Grosseto Przybywa nam członków klubu...!

26


Pozdrowienia z wakacji!!!


online player: www.chillizet.pl

Nr 5(15) - 2018 Almanach 12on14 Jazz Club  
Nr 5(15) - 2018 Almanach 12on14 Jazz Club  
Advertisement