Page 1

4(4)/2017 GRUDZIEŃ 2017

AMINA FIGAROVA


Almanach 12on14 Jazz Club

SPIS TREŚCI 4 OD REDAKCJI Fortepian...

8 KONCERTY i JAMY 8 9

Maciek Wojcieszuk Quintet Sasia Laroo & Warren Byrd with Power Trio 10 Mateusz Pałka / Szymon Mika Quartet - Popyt 11 Schmidt Electric with Alex Hutchings 12 Amina Figarova Group 13 Relacja Pawła Brodowskiego 14 „Amina Figarova w 12/14 Jazz

12

17 18 19 19 21 23 24 24

21 25 2

25 26

Club - jazz dnia dzisiejszego” tekst Macieja Karłowskiego

Alexander Korogodin Trio Artur Dutkiewicz Trio Ori Dakari Quartet Andrzej Olejniczak Cycle Man Trio Guy Mintus - piano solo FOURS collective Otwarta Scena Jazzowa Jam Session (1) Otwarta Scena Jazzowa Jam Session (2) Krzysztof Herdzin Trio Joinmakers


NOWY MAGAZYN INTERNETOWY Almanach 12on14 Jazz Club - relacje z koncertów i wydarzeń - varia wydanie specjalne: nr 1 - nr 9 / grudzień 2017 1(1)/2017 GRUDZIEŃ 2017

CAŁY TEN JAZZ...CLUB!

2(2)/2017 GRUDZIEŃ 2017

AMINA FIGAROVA

5(5)/2017 GRUDZIEŃ 2017

AGA DERLAK

BOBBY PREVITE

6(6)/2017 GRUDZIEŃ 2017

PAWEŁ KACZMARCZYK 8(8)/2017 GRUDZIEŃ 2017

7(7)/2017 GRUDZIEŃ 2017

JANUSZ MUNIAK

BRONISŁAW SUCHANEK

KAZIMIERZ JONKISZ

4(4)/2017 GRUDZIEŃ 2017

3(3)/2017 GRUDZIEŃ 2017

9(9)/2017 GRUDZIEŃ 2017

ANDY SHEPPARD

prawdziwa historia powstania klubu pierwsze osiem miesięcy działalności ściągnij już teraz z naszych stron www.12on14club.com lub www.facebook.com/12on14club


Almanach 12on14 Jazz Club

OD REDAKCJI Fortepian...

Bart Platteau, znakomity belgijski flecista oraz mąż i menedżer fenomenalnej pianistki i kompozytorki jazzowej azerskiego pochodzenia Aminy Figarovej, z którą od lat mieszka w Nowym Jorku ciesząc się wzrastającym uznaniem i sławą, miał tego dnia powód do satysfakcji. Właśnie dopiął europejską trasę. Pozostało mu już tylko powiadomić wszystkich członków sekstetu. Ale najpierw chciał to powiedzieć żonie. Uśmiechnął się odkładając słuchawkę, rzucił okiem na rozświetloną popołudniowym słońcem panoramę Wielkiego Jabłka ścielącą się za oknem i skierował swe kroki w głąb mieszkania, skąd dobiegały dźwięki diablo skomplikowanych fortepianowych pasaży... Właśnie odkładałem słuchawkę, gdy Katarzyna weszła do biura. Spojrzała na mnie badawczo. „Co się stało...?!”, zapytała widząc mą nietęgą minę. „Musimy mieć fortepian... Prawdziwy...”, odpowiedziałem. Katarzyna uśmiechnęła się. „No, super...! A gdzie chcesz go zmieścić...?! ko... cha... nie...!” Ilekroć mówiła do mnie „kochanie” w ten sposób, tylekroć musiałem mieć natychmiast przygotowaną odpowiedź lub rezygnować ze swoich planów. Nie chciało mi się za chwilę dzwonić ponownie do Nowego Jorku, aby wszystko odwołać. „No, więc...?!”, ponagliła, a ja rozpaczliwie szukałem w głowie jakieś myśli. „Poszerzymy scenę...!”, odpaliłem, wciąż bez udziału szarych komórek. „Aaa... poszerzymy scenę...”, w głowie Katarzyny wyraźnie rysowała się jakaś wizja. „Kiedy...?!”, zadała decydujący cios. „To nie problem, skarbie...”, postanowiłem zachować się, jak prawdzi-

4

wy mężczyzna. „Choćbym sam miał ją zrobić...”, dodałem buńczucznie. „W końcu potrafię to i owo... Dwie, trzy godziny roboty i po krzyku...” W dwa tygodnie po tej rozmowie scena była już poszerzona o półtora metra. I rzeczywiście, wykonałem ją sam. W końcowym montażu pomagał mi zaprzyjaźniony już z nami Robert Wierzbicki, który w międzyczasie dołożył jeszcze kilka pięknych zdjęć do swojej wystawy nadającej ciągowi schodów i przestrzeni sali koncertowej prawdziwie jazzowego charakteru. Gdy rano, w niedzielę 20 września, na poszerzonej scenie stanął fortepian, klub był gotów przedstawić publiczności amerykańską gwiazdę pierwszej wielkości. Wieczorem odbył się koncert Amina Figarova Group, a jego echa długo jeszcze wybrzmiewały w polskiej prasie jazzowej.


Almanach 12on14 Jazz Club

Retransmisje najlepszych koncertów

w w każdą niedzielę od 22:00 do 24:00 Zapraszamy do radioodbiorników!

5


Almanach 12on14 Jazz Club

Jednym z warunków kontraktowych występu Aminy Figarovej w naszym klubie, było wyposażenie sceny w akustyczny instrument. Musieliśmy stanąć na wysokości zadania. Dzięki firmie „Musiał-Fortepiany” z południa Polski ten piękny instrument (Yamaha G2) stanął w naszym klubie. Postanowiliśmy go zostawić na stałe – wszak prezentować będziemy jeszcze wielu wybitnych pianistów. Służył nam dobrze aż do końca klubu na Piwnej.

6


Almanach 12on14 Jazz Club

7


Almanach 12on14 Jazz Club

12.09.2015 sobota 19:30

Maciek Wojcieszuk Quintet (PL) Paulina Atmańska (p), Jakub Łępa (sax), Paweł Palcowski (tp), Adam Tadel (db), Maciej Wojcieszuk (dr)

Studenci katowickiej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego, tworzący „Maciej Wojcieszuk Quintet” dali wczorajszego wieczoru nie tylko popis gry zespołowej, wykonując znakomite kompozycje lidera, ale niejednokrotnie zabłysnęli umiejętnościami improwizatorskimi na poziomie mistrzowskim, grając stylowo, z wielką kulturą wykonawczą, a nade wszystko, oszczędnie. Ten młody kwintet, któremu straight-ahead’owego brzmienia mógłby pozazdrościć niejeden big-band (rewelacyjne instrumenty dęte w unisonach świetnych tematów), dopiero co wygrał zasłużenie Getxo International Jazz Festival w Bilbao (Hiszpania), porywając hiszpańską publiczność – podobnie jak zgromadzoną wczoraj w klubie – fantastyczną muzyką, czerpiącą w warstwie harmonicznej ze źródeł jazzu (“Arper”), bluesa (“Blueskwa”), rocka (“PKPech”), a nawet muzyki celtyckiej i ludowej muzyki bałkańskiej (“Niezbyt blisko domu”, “Prosto – nie prosto”), pozostając wiernymi mainstreamowym zasadom podziałów rytmicznych (“Dominikana”, “Marpacz”, “Koncert – Pitch”). Znakomita praca kontrabasu, świetna, wyważona ornamentyka fortepianu, niezwykły i pełen zaskakujących rozwiązań drive perkusji i osadzone w najlepszej tradycji hard-bopowej saksofon I trąbka, dały znać o sobie szczególnie w standardach, stanowiących uzupełnienie set-listy: Straight, No Chaser “ Theloniousa Monka, “Confirmation” Charlie Parkera, czy zagranym na bis i wskazującym na swobodę w korzystaniu z reguł jazzu modalnego „Cantaloupe Island” Herbie Hancocka.

8


Almanach 12on14 Jazz Club

17.09.2015 czwartek 19:30

Saskia Laroo & Warren Byrd w/Power Trio (NL/USA/PL) Saskia Laroo (tp, sax), Warren Byrd (p, voc), Krzysztof Woliński(gt), Mirosław Wiśniewski (bg), Grzegorz Grzyb (dr)

„Lady Miles Davis”, bo tak nazywana jest Saskia Laroo, holenderska trębaczka i saksofonistka zaliczana do światowej czołówki instrumentalistów w stylu funky (kojarzona, zresztą, również w nu jazz, jazz rap, jazz fusion, post-bop i bossa novie), w towarzystwie swego męża, Afro-Amerykańskiego pianisty i wokalisty Warrena Byrda i wirtuozerskiego Power Trio (Krzysztof Woliński – gitara, Mirosław Wiśniewski – gitara basowa i Grzegorz Grzyb – perkusja) już od pierwszych taktów swej znakomitej muzyki spowodowała, że licznie zgromadzona Publiczność nie mogła usiedzieć na miejscu, by pod koniec ponad dwugodzinnego koncertu w komplecie oddać się tanecznemu szaleństwu. Następujące po sobie utwory – kończący koncert „Spin” i zagrany na bis „Africa Dancing”, nie mogły bowiem spotkać się z inną reakcją. Pełna set-lista koncertu, zawierająca 13 rewelacyjnych kompozycji, w tym znakomity „Młody Blues” Krzysztofa Wolińskiego, złożyła się na oszałamiający efekt całości, określony przez niezwykły rytm tej muzyki i sensacyjne solówki wszystkich instrumentalistów. Grzegorz Grzyb po raz kolejny udowodnił, że należy do ścisłej czołówki polskich perkusistów, Krzysztof Woliński potwierdził swą wszechstronność stylistyczną i maestrię godną światowego splendoru, a Mirosław Wiśniewski z powodzeniem mógłby

zastąpić w Sly & the Family Stone Larry’ego Grahama, któremu przypisuje się wynalezienie techniki gry na basie zwanej „klangiem”. Świetne piano i głos Warrena Byrda oraz oszczędna, klimatyczna trąbka i saksofon Saskii Laroo, a także jej świetna narracja i kontakt z Publicznością dopełniają obrazu tego wyśmienitego wydarzenia, jakie miało miejsce wczoraj w naszym klubie.

9


Almanach 12on14 Jazz Club

18.09.2015 piątek 19:30

Mateusz Pałka / Szymon Mika Quartet - Popyt (PL) Mateusz Pałka (p), Szymon Mika (gt), Paweł Wszołek (db), Grzegorz Masłowski (dr)

Cudownie melodyjne, operujące niespotykaną harmonią i sugestywnym rytmem kompozycje pianisty Mateusza Pałki („This Is Not A Time For A Barber”, „Nóż W Maśle”, „Eleven”, „Little Gold Man”) i gitarzysty Szymona Miki („Opening”, „Zakaz Smutku”, „Walter’s Mood”), z po mistrzowsku wplecionym w dramaturgię koncertu standardem Jerome’a Kerna/Oscara Hammersteina II „All The Things You Are”, zawładnęły wyobraźnią (najliczniejszej chyba w historii klubu) międzynarodowej Publiczności, wprowadzając ją w słuszną pewność, że młody polski jazz – w tym przypadku bijący z gorącego krakowskiego źródła - gotów jest sięgać najwyższych szczytów, tworząc nieprzemijającą wartość estetyczną w oparciu o nowoczesne rozwiązania formalne i szacunek dla jazzowej tradycji. Maestria wykonawcza całego kwartetu (Mateusz Pałka – piano, Szymon Mika – gitara, Paweł Wszołek – kontrabas (grający w zastępstwie Alana Wykpisza), Grzegorz Masłowski – perkusja), pomimo młodego wieku muzyków, predestynuje ich do miana mistrzów, a muzyczny spektakl, którego byliśmy wczoraj świadkami, do tytułu jednego z najlepszych koncertów, jakie odbyły się w naszym klubie. Przedstawiony repertuar, pomimo kilku różnic, nieomal pokrywał się z set-listą debiutanckiego albumu, zatytułowanego „Popyt” i był kontynuacją błyszczącego wielkością artystycznego przekazu, którego istotą jest wiara w popyt na jazz, na doskonałej jakości muzykę, na piękno, wrażliwość i intelektualną spójność. Popieramy tę wiarę z całego serca, tym bardziej że te same wartości stanowiły i stanowić będą podwaliny działalności naszego klubu - zatem głęboko wierzymy, że na nie zawsze będzie popyt!

10


Almanach 12on14 Jazz Club

19.09.2015 sobota 19:30

Schmidt Electric w/Alex Hutchings (PL/UK) Alex Hutchings (gt), Piotr Schmidt (tp), Tomasz Bura (p), Michał Kapczuk (db, bg), Sebastian Kuchczyński (dr)

Alex Hutchings - znakomity muzyk sesyjny, powszechnie uznawany za jednego z największych na świecie specjalistów gitary w stylu fusion, był niewątpliwie perłą w koronie rewelacyjnej formacji Schmidt Electric, która pojawiła się na scenie naszego klubu w zeszłą sobotę, rozgrzewając do białości nadkomplet Publiczności nie tylko powalającymi solówkami gitary i pozostałych instrumentów, ale także zapadającymi w pamięć kompozycjami lidera grupy, Piotra Schmidta oraz znakomitego pianisty, od lat mieszkającego w Londynie, Tomasza Bury. Dla Alexa Hutchingsa wieczór ten był okazją do zaprezentowania swego nadzwyczajnego talentu po raz pierwszy w Polsce (na scenie klubowej) i zagrania na żywo, również po raz pierwszy w karierze obydwu muzyków, z Piotrem Schmidtem i jego fantastyczną grupą, uznawaną za jedną z najlepszych jazzowych formacji elektrycznych w Polsce. Repertuar koncertu obejmował zarówno kompozycje z najnowszej płyty Schmidt Electric „Tear The Roof Off” (w nagraniu której – „korespondencyjnie”, dogrywając partie gitary w londyńskim studio wziął udział Alex Hutchings), jak i najnowsze kompozycje Tomasza Bury.

11


Almanach 12on14 Jazz Club

20.09.2015 niedziela 19:30

Amina Figarova Group (USA) Amina Figarova (p), Wayne Escoffery (sax), Ernie Hammes (tp), Bart Platteau (fl), Jeroen Vierdag (db), Darrell Green (dr)

Gdy wczoraj na naszej scenie pojawiła się uznana przez amerykański „Downbeat” za największy jazzowy talent kompozytorski świata (za rok 2014 i 2015), urodzona w Baku, a mieszkająca od lat w Nowym Jorku, genialna pianistka Amina Figarova wiedzieliśmy, że będziemy mieli do czynienia z wydarzeniem artystycznym najwyższej próby. Jednak to, co się stało, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania! Usłyszeliśmy bowiem muzykę doskonałą, jazz na poziomie dostępnym jedynie legendom, kompozycje tak niezwykłe, że na samo ich wspomnienie przechodzą nas ciarki. Doświadczyliśmy maestrii wykonawczej tak wybitnej, że słowo „wirtuozeria” wydaje się być obelgą. Przenieśliśmy się na dwie godziny nie do Nowego Jorku, ale do jazzowego raju, by wraz z dwudziestoma kilkoma wybrańcami, którzy natchnieni potrzebą uczestniczenia w zdarzeniu cudownym, postanowili spędzić wczorajszy wieczór w naszym klubie, przeżyć coś, co zdarza się raptem kilka razy w życiu. Artystka, wraz z towarzyszącymi jej rewelacyjnymi muzykami, przedstawiła materiał z dziesiątego już albumu zatytułowanego „Blue Whispers”, wydanego właśnie przez In + Out Records, których kilkanaście egzemplarzy dostępnych w klubie zostało wykupionych do ostatniej sztuki przez oczarowaną Publiczność. My zaś zrozumieliśmy, że po tym koncercie już nic nie będzie takie samo…

12


Almanach 12on14 Jazz Club Obecny na sali Paweł Brodowski, tak relacjonował to wydarzenie na swoim facebookowym profilu.

Paweł Brodowski

Amina Figarova Sextet w programie z najnowszej płyty „Blue Whisper": sensacyjny koncert w warszawskim klubie 12/14 w niedzielę 20 września. Dzień wcześniej amerykańsko-europejski zespół wybitnej pianistki i kompozytorki występował w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu, a wcześniej w Blue Note Jazz Club Poznań.

12/14. Urodzona w Baku w Azerbejdżanie, wykształcona na uczelniach muzycznych w Rotterdamie i Bostnie (Berklee College of Music), Amina Figarova od pięciu lat mieszka w Nowym Jorku. Występowała ze swoim sekstetem na największych festiwalach w Ameryce i Europie, w ankiecie Down Beatu wysoko notowana jako jeden z największych nowych talentów kompozytorskich (risng star). W jej zespole na flecie gra mąż, Bart Platteau.

12/14. Sekcja dęciaków Sekstetu Aminy Figarovej: Bart Platteau, Ernie Hammes, Wayne Escoffery. Misternie tkane partie rozpisane na trzy głosy przez liderkę zespołu, który wykonywał wyłącznie jej kompozycje.

W Jazz Clubie 12/14. Amina Figarova przy fortepianie, Jeroen Vierdag - kontrabas, Darrell Green – perkusja

13


Almanach 12on14 Jazz Club

Amina Figarova i Bart Platteau przed wejściem do Jazz Clubu 12/14 w Warszawie, gdzie w niedzielę wieczorem 20 września miał miejsce koncert sekstetu rewelacyjnej pianistki.

Big Four przed „najmniejszym klubem jazzowym świata” na ulicy Piwnej w Warszawie: Bart Platteau, Tomasz i Kasia Pierchała, Amina Figarova.

W kilka dni po koncercie na stronie Jazzarium.pl ukazał się świetny artykuł Redaktora Naczelnego portalu, pana Macieja Karłowskiego. Tekst został opatrzony zdjęciami pochodzącymi z materiałów promocyjnych Aminy Figarovej - ich autorem jest rezydujący w Detroit fotografik polskiego pochodzenia, Zak Shelby-Szyszko, specjalizujący się w fotografii muzycznej. Jego zdjęcia zdobią okładki dziesiątków artystów. Publikował także w The New York Times, The Detroit News i The Wall Street Journal.

Amina Figarova w 12/14 Jazz Club - jazz dnia dzisiejszego Tekst: Maciej Karłowski To jest sytuacja, która przywraca wiarę, że w Warszawie może istnieć klub jazzowy. Taki stricte jazzowy, w którym grają nie tylko młodzi gniewni, ale i starsi nieco, jazzowi twórcy nie tylko z Warszawy. Program klubu 12 / 14 imponuje, tym bardziej że to rzeczywiście najmniejszy klub, jeśli nie na świecie to na pewno na Starym Kontynencie.

14


Almanach 12on14 Jazz Club I jak to często bywa z najmniejszymi klubami, cieszą się one sympatią muzyków. Nie ze względu na gabaryty. Każdy przecie woli zagrać dla tysięcy nie dziesiątek słuchaczy, ale dlatego, że czują się tam dobrze, czują się potrzebni i koncerty niemal nigdy nie mają charakteru randki w ciemno. Jest też coś wyjątkowego, kiedy stłoczeni na scenie muzycy grją dla stłoczonej na Sali publiczności. Łatwiej wtedy o ten rodzaj unikatowej więzi pomiędzy artystą, a słuchaczem. Oprócz muzyków polskich bywa, że 12/14 Jazz Club odwiedzają muzyce zagraniczni i to cieszy jeszcze bardziej i krzepi myśl, że chcą zajrzeć do klubu, który mieści nieco ponad 20 osób. Jeszcze piękniej jest, kiedy trafiają muzycy nie tylko zagraniczni, ale także ważni. Zapytacie kto to jest Amina Figarowa, że jest ważna. No nie jest Herbie Hancockiem, to prawda, ale to może i lepiej, bo drugiego takiego świat mógłby nie unieść. Nie jest te czarnoskórą Amerykanką śpiewającą standardy, ale to też dobrze, bo ostatecznie, ile można słuchać „Over The Rainbow” czy innych klasyków, najczęściej zaśpiewanych jak pan Bóg przykazał.

mam tu na myśli wyłącznie doskonale znanego - mam nadzieję - a grającego na saksofonach tenorowym i sopranowym Wayne’a Escoffery’ego, ale i pozostałych członków zespołu, że szczególnym wskazaniem na trębacza Erniego Hammes’a. Zresztą niesprawiedliwie byłoby kogokolwiek w tym bandzie wyróżniać, bo jak się wsłuchać w brawurową grę sekcji rytmicznej, Jeroen Vierdag – kontrabas i Darryl Green – perkusja, albo w rzetelne improwizacje flecisty Barta Plateau to prędko dojdziemy do wniosku, że tak naprawdę sextet pianistki to znakomicie zrównoważony band. Nie spodziewałem się zobaczyć w 12/14 Jazz Club wielkiego audytorium, bo też i klub nie

Amina Figarova nie śpiewa, nie jest jazzową celebrytką, ale w 2014 roku była wybrana przez szacowne grono redakcji Downbeatu młodą kompozytorką roku. Pochodzi z Azerbejdżanu, ale mieszka w Nowym Jorku i otacza się znakomitymi muzykami, którzy potem napisane przez nią utwory grają. Jeśli grają zawsze tak jak podczas niedzielnego koncertu to sądzę, że Amina może czuć się artystką w znacznej mierze spełnioną. I nie

15

pomieściłby takowego. Sądziłem jednak, że wśród publiczności spotkam przynajmniej kilku dziennikarzy, znanych ze swojego zapatrzenia w downbeatowe rankingi. Tymczasem przybył tylko pan Paweł Brodowski, szef Jazzforum. I tu rodzą się pytania. Jak sprawić, żeby muzyka grana przez takiej klasy band stała się u nas, w kraju, bądź co bądź, chełpiącym się wielkimi jazzowymi tradycjami i niezwykłą na tę muzykę wrażliwością, choć odrobinę lepiej znaną, a w konsekwencji bardziej docenianą? Jest też inne pytanie czy nie uczestnicząc w takich koncertach, mamy jakąkolwiek szansę przekonać się na własne uszy czym bywa contemporary jazz za Oceanem dnia dzisiejszego.


Almanach 12on14 Jazz Club

Bo przecież co do tego raczej wypada się zgodzić, że jego serce nie bije rytmem świętej trójcy pianistyki (Hancock/Corea/Jarrett), ani też nie lśni wyłącznie błyszczącym soundem trąbki i saksofonów braci Marsalisów. A sądzę, że jest się do czego przekonywać, choć twórczośc Aminy FIgarovej u nas akurat wpada w niemal w czarną dziurę ludzkiej percepcji. Ze względu głównie na to, że nie ma w niej free rozumianego jako estetyczny gadżet, nie ma bluesa i funku jako okazji do potupania, ani jazzu takiego, jaki kojarzy się z zadymionym klubem i muzykami na sporym rauszu. Słowem dla jednych za gładka, dla innych za trudna. W zamian za to, za muzyką Aminy Figarovej stoją bardzo dobrze napisane nowoczesne utwory, dbałość o to by utwory były atrakcyjne i w pobieżnym odsłuchu, i przy głębszym, dokładniejszym wsłuchaniu się. Stoi za nią też wykonawstwo, które chwilami zapiera dech w piersiach.

***

16


Almanach 12on14 Jazz Club

25.09.2015 piątek 19:30

Alexander Korogodin Trio (UKR/PL) Alexander Korogodin (p), Andrey Vorobyov (bg), Jakub Kinsner (dr)

Kilku przypadkowych przechodniów, którzy weszli do klubu słysząc muzykę, z całą pewnością przeżyło objawienie! Podobnie, zresztą, jak reszta Publiczności, która wcześniej zaopatrzyła się w bilety ciekawa koncertu ukraińskiego pianisty, który ma na swym koncie wspólne granie z Al Di Meolą, i o którym nic więcej nie było dotąd wiadomo (poza oficjalną notą biograficzną). Bowiem gdy tylko na scenie pojawiło się „Alexander Korogodnin Trio” (Alexander Korogodnin – piano, Andrey Vorobyov – custom 6-strings bass guitar, Jakub Kinsner – drums), a lider – po natychmiastowym nawiązaniu kontaktu z Publicznością – rozpoczął koncert od genialnej interpretacji standardu J. Kosmy „Autumn Leaves”, było wiadomo, że będzie to wydarzenie artystyczne najwyższej próby. Zaprezentowana pianistyka operująca pełną gamą kolorów i doskonałą artykulacją, jazzowy, nieomal „czarny” feeling pianisty, perfekcyjne rozwiązania harmoniczne i rytmiczne (w tym zupełnie niezwykła interpretacja „Caravany” J. Tizola – sekcja na 3/4, fortepian na 4/4), rewelacyjny groove sekcji (w tym świetny Jakub Kinsner, który grając w zastępstwie ukraińskiego bębniarza [który uległ wypadkowi samochodowemu], doskonale dał sobie radę z rytmicznymi łamańcami aranżacji Korogodina [na przygotowanie materiału koncertowego mając (!!!) dwa dni!) wprowadziła zgromadzoną Publiczność w świetny nastrój. Gdy jednak na początek drugiego seta Alexander Korogodin zaprezentował - dokumentującą jego gruntowne wykształcenie klasyczne – jazzową interpretację „Nokturnu Es-dur” Fryderyka Chopina (jedną z lepszych, jaką zdarzyło mi się słyszeć), zachwycona Publiczność nagrodziła wykonanie długotrwałą owacją. Po raz pierwszy też w historii koncertów klubowych zdarzył się podwójny bis, a okrzyki zachwytu i gromkie brawa słychać było nawet po zejściu muzyków ze sceny. Alexander Korogodin zaprezentował się wczoraj nie tylko jako wybitny pianista i lider świetnego trio, ale także jako zachwycający lekkością utworów kompozytor i aranżer (podobne komplementy należy kierować również pod adresem Andreya Vorobyova) oraz wytrawny showman fantastycznie komunikujący się ze swym odbiorcą. Pełna set-lista koncertu: Pierwszy set: 1. "Autumn Leaves" (Joseph Kosma) 2. "Saint Louis Blues" (W. C. Handy) 3. "Dolphin Dance" (Herbie Hancock) 4. „For Ex” (Alexander Korogodin) 5. „Kumiliada” (Andrey Vorobyov) 6. „It’s On” (George Duke) Drugi set: 7. „Nokturn Es-dur” nr 2 op. 9 (Fryderyk Chopin) 8. „Pacific Ocean 2001” (Korogodin / Vorobyov) 9. „Caravan” (Juan Tizol) 10. „All The Things You Are” (Jerome Kern) 11. „La Belle Dame Sans Regrets” (Sting) 12. „Stark” (Alexander Korogodin) 13. „Don’t Worry” (Andrey Vorobyov) Bis: 14. „The Man I Love” (George Gershwin) 15. „Caravan” (Juan Tizol)

17


Almanach 12on14 Jazz Club

26.09.2015 sobota 19:30

Artur Dutkiewicz Trio (PL) Artur Dutkiewicz (p), Michał Barański (db), Łukasz Żyta (dr)

Wczorajszy koncert był prawdziwym Grand Finale tygodniowego „festiwalu pianistów”. Bo oto na naszej scenie - po rewelacyjnej Aminie Figarovej (20/09/15) i sensacyjnym Alexandrze Korogodinie (25/09/15) pojawił się Artur Dutkiewicz, który w towarzystwie znakomitych muzyków tworzących oryginalny line-up jego Trio, Michała Barańskiego na kontrabasie i Łukasza Żyty na perkusji, przedstawił zgromadzonej w komplecie, zachwyconej Publiczności utwory zamieszczone na ostatnim albumie „Prana”, ubarwione niemenowskimi tematami („Pod Papugami” (Święcicki), „Czy mnie jeszcze pamiętasz?” (Niemen)) oraz przepiękną balladą Jimiego Hendrixa „Angel”). Niezwykła pianistyka, stanowiąca nieomal paradygmat współczesnego jazzu, swobodnie operująca unikatową harmonią i idiomatycznym rytmem rozbudowanych kompozycji („Passage”, „Mr. Prospero”, Om Namo Bhagavate” i „Warsaw Oberek”), zawładnęła emocjami Publiczności nagradzającej każdy utwór długotrwałymi owacjami, a nastrojowe „Above The Clouds” i ujmujący słowiańską śpiewnością „Polish Mazurka” oraz sięgający do bluesowych korzeni jazzu „Wujek Tomek”, przywołujący pamięci postać legendarnego saksofonisty Tomasza Szukalskiego, z którym Artur Dutkiewicz występował przez wiele lat, uruchomiło marzenia i dobre wspomnienie przeżywane we wspólnym, pełnym zachwytu, cichym westchnieniu. Mistrzowska pianistyka Artura Dutkiewicza naznaczona prawdziwie autorską narracją, genialnie uzupełniona przez niezwykłego kontrabasistę Michała Barańskiego, sytuująca tego młodego muzyka (ur. 1984) pośród największych oraz perfekcyjną grę wirtuoza perkusji, Łukasza Żyty, stworzyły koncert, który dla piszącego te słowa, był - jak dotąd wydarzeniem wywołującym najwyższe emocje. Entuzjastycznie przyjmowane przez krytykę i publiczność na całym świecie Trio Artura Dutkiewicza każdym swym występem wskazuje, że jedno z potężnych źródeł współczesnego jazzu bije mocno właśnie w Polsce. Wczorajszy, zakończony punktualnie o 22:00, koncert tria był na to kolejnym i bezdyskusyjnym dowodem.

18


Almanach 12on14 Jazz Club

01.10.2015 czwartek 19:30

Ori Dakari Quartet (USA/PL) Ori Dakari (gt), Mateusz Pałka (p), Alan Wykpisz (db), Grzegorz Pałka (dr)

Wczorajsza mnogość imprez muzycznych w Warszawie odebrała nam trochę publiczności. Jednak ci, którzy wybrali nasz klub na spędzenie wieczoru z muzyką, szybko przekonali się, że dokonali właściwego wyboru. Pochodzący z Izraela, a mieszkający od lat w Nowym Jorku, wybitny gitarzysta Ori Dakari wraz ze znakomitymi młodymi muzykami z Krakowa (Mateusz Pałka piano, Alan Wykpisz - bass, Grzegorz Pałka - perkusja), zachwycił Publiczność niezwykłymi kompozycjami, utrzymanymi w cokolwiek friselowskim klimacie, jednak zachowującymi oryginalność i świeżość, a także oczarowującymi melodyką (często odwołującą się do żydowskich korzeni Artysty), harmonią i rytmem prawdziwie nowojorskiego contemporary jazz. Istotą rozbudowanych i pięknych kompozycji nie były popisy solowe instrumentalistów (choć i tych nie brakowało), ale granie zespołowe, a to wypadło znakomicie. Jednym słowem, byliśmy świadkami wydarzenia jazzowego z najwyższej półki i żałować tylko wypada, że odbyło się ono jedynie dla czternastu osób.

02.10.2015 piątek 19:30

Andrzej Olejniczak Cycle Man Trio (ES/PL) Andrzej Olejniczak (sax), Michal Barański (db), Paweł Dobrowolski (dr)

Bywają zadania trudne. Bywają też niemożliwe. I do takich właśnie należy próba opisania wczorajszego wydarzenia. Bo jakich słów użyć, aby choć w części oddać to wszystko, co działo się na naszej scenie? Jakie przymiotniki przywołać, aby nazwać niezwykłość, z którą obcowanie przyprawia o dreszcz najpiękniejszej emocji? Jakimi przymiotami obdarzyć obraz, który chciałoby się przekazać, by zagrał tak pięknie, tak prawdziwie i tak niezwykle jednocześnie, jak wczoraj zrobił to Andrzej Olejniczak wraz z równie genialnymi Michałem Barańskim na kontrabasie i Pawłem Dobrowolskim na perkusji (Cycle Man Trio)? Wysmakowany koktajl utworów własnych Mistrza Andrzeja doprawiony arcydziełami Charlie Parke-

19


Almanach 12on14 Jazz Club ra i Theloniousa Monka złożył się na dwugodzinny koncert, którego podsumowanie należałoby zawrzeć w dwóch słowach – Istota Jazzu! Radosny blues zagrany na bis stanowił cudowne dopełnienie tego Opus Magnum, nagradzanego po każdym utworze długotrwałą owacją kompletu Publiczności, wśród której z radością witaliśmy znakomitych muzyków - Artura Dutkiewicza (wraz z małżonką, Hanną), Pawła Perlińskiego, Andrzeja Łukasika, Marka Napiórkowskiego, Krzysztofa Wolińskiego i gwiazdę kolejnego koncertu, amerykańskiego pianistę Guya Mintusa. To było prawdziwe Wielkie Wydarzenie Artystyczne. Dziękujemy Ci, Andrzeju, że zaszczyciłeś nas swą sztuką! Dziękujemy też Wam, Michale i Pawle, że tak pięknie współtworzyliście to wydarzenie, zachwycając nas swą wrażliwością i maestrią! Dziękujemy tej pięknej muzyce, jaką jest Jazz; muzyce pozwalającej nam przeżywać tak wielkie chwile…

20


Almanach 12on14 Jazz Club

03.10.2015 sobota 19:30

Guy Mintus - piano solo (USA)

Według opisu zamieszczonego na portalu „jazzarium.pl” 40 lat temu wyglądało to tak: „1 400 widzów, 1 pianista, 0 nut. Rzadko kiedy bywa to przepis na udany koncert. Wyjątkiem jest ten, który 24 stycznia 1975 roku odbył się w gmachu opery w Kolonii. 29-letni amerykański pianista jazzowy Keith Jarrett wszedł na scenę, zasiadł do instrumentu i zaczął grać. Minutę po tym, jak zagrał pierwszy dźwięk, wszyscy na sali wiedzieli, że na scenie dzieje się magia; że właśnie ma miejsce coś bardzo szczególnego i znaczącego.” Gdyby chcieć o wczorajszym koncercie w naszym klubie napisać tylko tyle, co powyżej, należałoby powiedzieć: „18 widzów, 1 pianista, 0 nut. Rzadko kiedy bywa to przepis na udany koncert. Wyjątkiem jest ten, który 3 października 2015 roku odbył się w klubie jazzowym 12/14 w Warszawie. 23-letni amerykański pianista jazzowy Guy Mintus wszedł na scenę, zasiadł do instrumentu i zaczął grać. Minutę po tym, jak zagrał pierwszy dźwięk, wszyscy na sali wiedzieli, że na scenie dzieje się magia; że właśnie ma miejsce coś bardzo szczególnego i znaczącego.” Ale my nie chcemy napisać tego w ten sposób. Nie chcemy, bo w tej skrótowej impresji nie uda nam się przekazać wszystkiego tego, co naprawdę działo się wczoraj na scenie. Nie uda nam się bowiem, pod przykrywką słów „coś bardzo szczególnego i znaczącego” powiedzieć pełnym głosem, że za fortepianem usiadł prawdziwy geniusz, którego nazwisko za lat kilka będzie odmieniane przez przypadki przez wszystkie gremia jazzowe na całym świecie. Ten operujący nadludzką techniką pianistyczną, urodzony w Izraelu, młody absolwent Manhattan School of Music, uznany w wieku lat dziewięciu „cudownym dzieckiem” przez National Henrietta Szold Institute i koncertujący od 13 roku życia, ma na swym koncie nie tylko występy w Kennedy Center, Jazz at Lincoln Center, Apollo Theater, Symphony Space i niezliczonych klubach na całym świecie, ale także udział w festiwalach Red Sea Jazz Festival i Israel Festival wraz ze zdobywcami Grammy takimi jak Howard Levy, Arturo O’Farrill’s Afro Latin Jazz Orchestra oraz legendą jazzu Sheilą Jordan, czy Jonem Hendricksem i Jimmy Owensem, ale również z muzykami reprezentującymi różne kręgi kulturowe i tradycje muzyczne: Qui Hagigi, Neyzen Volkan Incüvez, Yannis Loulourgas Yacouba Sissoko, Arslan Hazreti, Pandit Samir Chatterjee i wieloma innymi. Wśród znaczących wyróżnień należy wspomnieć o podwójnej głównej nagrodzie w ramach „Herb Alpert Young Jazz Composer Award” i głównej nagrodzie “Fran Morgenstren Davis Scholarship” stowarzyszenia ASCAP, jak również dwóch głównych wyróżnieniach „Down Beat Magazine Student Awards' for Outstanding Jazz Performance and Arrangement”. Ostatnie wielkie koncerty solowe, zatytułowane “Mediterranean Piano” wykonywał na International Samos Young Artists Festival w Grecji, a także – pod patronatem legendarnego Jona Hendricksa w Toledo Arts Museum oraz w ramach Jewish Festival of Boulder w Colorado gdzie przedstawił “Offlines Project”, grając z turecko - izraelskim perkusjonistą i kompozytorem Yinonem Muallem. W 2009 Guy Mintus ukończył prestiżową “Thelma Yellin

21


Almanach 12on14 Jazz Club High School of the Arts" oraz Israeli Conservatory’s Jazz department z wyróżnieniem. W obu tych izraelskich uczelniach jego profesorem był wielki edukator jazzu, Amit Golan. W wieku 21 lat, obsypany narodowymi nagrodami, zrealizował swe marzenie, by zamieszkać w Nowym Jorku, aby koncertować i kontynuować naukę w elitarnej Manhattan School of Music's elite jazz program - the MSM Jazz Institute, gdzie otrzymał stypendium Dean'a za najwyższe osiągnięcia artystyczne. Jego przyjaciółmi są: znakomity saksofonista pochodzenia irakijskiego, Amir Elsaffar, którego przedstawimy w naszym klubie w dniu 19 marca 2016 (sobota), o godz. 19:30, a także – znana nam z rewelacyjnego koncertu, który przedstawiliśmy w dniu 20 września 2015, Amina Figarova. Ale geniusz Guya Mintusa nie wymaga inwentarskiego spisu osiągnięć i dyplomów – wymieniliśmy je tu tylko, aby przybliżyć postać wielkiego Artysty, który zawładnął emocjami Publiczności w stopniu, w jakim nie udało się dotąd nikomu, potrafiąc w niedościgniony sposób wydobyć spod klawiszy zupełnie standardowego fortepianu, którym dysponujemy, takie bogactwo dźwięku, a to operując ledwo słyszalnym piano, a to grzmiąc potężnym forte, a to znowu trącając struny dźwięczeć opowieściami granymi zwykle na innych instrumentach, że wydawało się iż to cała potężna orkiestra zasiadła do wielkiej symfonii. Grając swe improwizacje, przeprowadził nas Guy Mintus przez bliskie swemu sercu pieśni żydowskie, tureckie tańce i perskie opowieści, ani przez chwilę nie wykraczając poza jasne ramy współczesnego jazzu, o czym przypominały wtrącenia i dygresje, a to w stronę Horace Silvera (Yeah’), a to Theloniousa Monka (Straight, No Chaser), a to pieśni Niny Simone (Blackbird). Swoboda improwizatorska, niezwykła wyobraźnia, plastyczność obrazu i niespotykana artykulacja zapierały dech w piersiach, a Publiczność nagradzała każdy utwór żywiołową owacją. I gdy wydawało się, że już nic więcej wydarzyć się nie może, bo przecież i tak wprowadził nas Artysta na szczyty jazzowej sztuki, wtedy stało się to, co zdarzyć się widać musiało, a czego nikt nie mógł przewidzieć. Bo oto, natchniony gorącym przyjęciem i wspaniałą atmosferą koncertu, postanowił nagrodzić Publiczność… Preludium e-moll Op.28 nr 4 Fryderyka Chopina, zagranym ad hoc, pod wpływem chwili i zagranym tak niezwykle – z wieloma fragmentami jazzowej improwizacji – że jedyną możliwą reakcją były łzy wzruszenia, których nie potrafili powstrzymać nawet mężczyźni! Długotrwała owacja na stojąco i okrzyki pełne wzruszenia były dodatkową nagrodą dla tego niezwykłego, wielkiego Artysty. Tak potężnych emocji nie wywołał w naszym klubie jeszcze nikt! I śmiem wątpić, czy jeszcze komuś się to uda, choć życzę tego z całego serca wszystkim Artystom. Zaimprowizowany na kończący koncert, trzeci bis „Smile” Charliego Chaplina pozostawił ciepłe wspomnienie i wielki uśmiech szczęścia po jednym z najwspanialszych wieczorów w życiu, jaki był udziałem każdego ze szczęśliwców, którzy wybrali się do nas wczoraj na koncert. Byliśmy wszyscy w muzycznym niebie...!

22


Almanach 12on14 Jazz Club

05.10.2015 poniedziałek 19:30

FOURS collective (PL) Michał Salamon (p), Stanisław Plewniak (sax, voc), Zbigniew Szwajdych (tp), Krzysztof Augustyn (db), Max Olszewski (dr)

Krakowscy muzycy nadal w natarciu. Tym razem formacja FOURS collective, której koncert – wyczekiwany gorąco przez rzesze fanów – przy nadkomplecie Publiczności odbył się wczorajszego wieczoru. Pozornie łatwe i przyjemne w odbiorze utwory wykonywane przez zespół, w odbiorze na żywo okazały się skomplikowanymi majstersztykami zbudowanymi w oparciu o urzekającą melodykę i rozbudowaną harmonię. Wyrazisty groove i doskonałe wyczucie jazzowego metrum znakomitej sekcji - Krzysztofa Augustyna na basie i Maxa Olszewskiego na perkusji - stanowiły mocny fundament dla solistycznych popisów Michała Salamona na fortepianie, Staszka Plewniaka na saksofonie i Zbyszka Szwajdycha na trąbce. W kilku utworach Staszek Plewniak dał się

również poznać jako świetny wokalista, obdarzony niezwykłym i ciepłym głosem. Kolektyw wykonał kompozycje własne, napisane w większości przez spółkę Michał Salamon / Staszek Plewniak, pokrywające się w zasadzie z playlistą debiutanckiego albumu „Treezz”, emanując jakże ważną w jazzie radością grania. Zarówno od strony kompozycyjnej, jak i wykonawczej, FOURS collective udowodnił swoją pełną dojrzałość artystyczną, co – z jednej strony tłumaczy wiele otrzymanych już nagród i wyróżnień, a z drugiej – w pełni zasłużoną, choć niezwykłą - jak na kapelę jazzową - popularność. Pokazali też ci młodzi muzycy niezwykły potencjał, jakim dysponują zarówno jako zespół, jak i każdy z nich indywidualnie. Kompozytorska spółka Salamon/Plewniak jeszcze nie raz pewnie zauroczy Publiczność swymi nadzwyczajnej urody utworami, a harmoniczne rozwiązania Salamona i jego w pełni dojrzała, wirtuozerska pianistyka, przysporzy licznych owacji i nagród. Podobnymi komplementami można, zresztą, obdarzyć pozostałych instrumentalistów.

23


Almanach 12on14 Jazz Club Przepiękna ballada „Forgiveness” rozwijająca się od melodyjnego i spokojnego tematu do absolutnego apogeum podkreślonego potężnym rytmem i rozdzierającym krzykiem instrumentów dętych, a także zagrane na bis tytułowe (dla albumu) „Treezz” na długo pozostaną w naszej pamięci. Będziemy z uwagą śledzić rozwój tej formacji i już dziś zapraszamy ją ponownie, bo przekonani jesteśmy, że każdy ich kolejny krok będzie bardzo ciekawy.

06.10.2015 wtorek 19:30

Otwarta Scena Jazzowa - Jam Session (1) Rozgrywający: Mikołaj Poncyljusz (gt), Radosław Łukaszewicz (db), Maciej Wojcieszuk (dr)

Pierwszy jam za nami! Atmosfera świetna. Muzyka jeszcze lepsza! Radość z grania fantastyczna! Sala wypełniona! Będziemy kontynuować z całą pewnością, bo formuła się sprawdziła, a odbiór - zarówno ze strony instrumentalistów, jak i odwiedzających nas fanów jazzu - znakomity. Dziękujemy rozgrywającym: Mikołajowi Poncyliuszowi (gitara), Radkowi Łukaszewiczowi (kontrabas) i Maćkowi Wojcieszukowi (perkusja) za kawał dobrej roboty, a Robertowi Murakowskiemu (trąbka), Tomkowi Sołtysowi (fortepian), Danielowi Szczepańskiemu (trąbka), Rafałowi Różalskiemu (kontrabas), Sebastianowi Trojdanowi (gitara) oraz Rafałowi Dubickiemu (trąbka) za współudział. To było 2,5 godziny świetnego jammowania.

08.10.2015 czwartek 19:30

Otwarta Scena Jazzowa - Jam Session (2) Rozgrywający: Michał Milczarek (gt), Bartek Łuczkiewicz (gb), Mateusz Modrzejewski (dr) Wczorajszy jam był nie tylko elektryczny, ale i elektryzujący. W pierwszej części rozgrywający, na co dzień stanowiący Trio Michała Milczarka, w składzie Michał Milczarek - gitara, Mateusz Modrzejewski - bas, Bartek Łuczkiewicz - perkusja, dali popis znakomitej gry zespołowej, w repertuarze, który nie stronił od wielkich utworów Hancocka "Maiden Voyage" czy "Cantaloupe Island", a zagranych wręcz popisowo. W części drugiej scena wypełniła się napływającymi muzykami, żywiołowo przedstawiającymi swe niebagatelne umiejętności: Kamil Kukla, Andrzej Jaworski, Aleksander Zabłocki, Monika Kręt w pięknej balladzie "Little Wing" J. Hendrixa, raper Marcin

24


Almanach 12on14 Jazz Club "Ńemy" Niemczyk oraz wokalistka Anna Marucha, która wykonała "Bye, bye, blackbird" Morta Dixona/Raya Hendersona. Wypełniająca szczelnie klub Publiczność reagowała żywiołowo na kolejne popisy instrumentalistów. Na kwadrans przed końcem jam osiągnął swe apogeum, gdy na scenie pojawił się Paweł Kaczmarczyk, który chwilę wcześniej skończył swój koncert w Skwerze Hoovera. Szkoda było przerywać to świetne spotkanie, ale cóż... cisza nocna obowiązuje.

09.10.2015 piątek 19:30

Krzysztof Herdzin Trio (PL) Krzysztof Herdzin (p), Robert Kubiszyn (db, bg) Cezary Konrad (dr)

Wczorajszy koncert Krzysztof Herdzin Trio dowiódł piszącemu te słowa, że próba opisania doskonałości skazana jest na klęskę. I to klęskę co najmniej potrójną, bo też co najmniej ze trzema wymiarami doskonałości mieliśmy do czynienia. I to odczucie pojawiło się zaraz po otwierającym koncert, powalającym pięknem „Prayer For El Salvador” Russela Ferrante, gdy oniemiała z wrażenia Publiczność na chwilę zapomniała… o brawach! Pojawiły się kilka sekund później, niż zwykle, wybrzmiewając entuzjastyczną owacją. Kolejne utwory – kompozycje Krzysztofa Herdzina, częściowo odpowiadające set-liście z albumów „Capacity” („Still Searching”, urzekająca pięknem ballada „Sleeping Beauty”, „Timebreakaparter”, „Keith And His Teeth”) i „Almost After” („Almost After”, „Pięciak”), ze zgrabnie wplecionymi „Dolphin Dance” Herbie Hancocka i sensacyjnie zinterpretowanym standardem Bronisława Kapera „On Green Dolphin Street” – w sposób zapierający dech w piersiach udokumentowały zasłużoną pozycję Krzysztofa Herdzina, jako wybitnego kompozytora, aranżera, improwizatora i pianistę, dla którego tworzywo muzyczne zdaje się być nieomal organiczne. Doskonałość pianistyki Artysty - przejawiająca się nie tylko w nadzwyczajnej gibkości palców, ale przede wszystkich w niezwykłej artykulacji przemyślanych harmonii i rytmicznych podziałów oraz talentowi tworzenia ad hoc rozwiązań melodycznych zachwycających pięknem i lekkością, a także umiejętność wydobywania z instrumentu całego jego bogactwa i subtelności w chwilach granych piano tak szlachetnie, że samo obcowanie z tymi dźwiękami nadaje słuchaczowi szlachectwo - stawia Krzysztofa Herdzina w jednym rzędzie ze światowymi gigantami fortepianu. Wszystko to przy współudziale fascynujących instrumentalistów – niezwykłego Roberta Kubiszyna, operującego w sposób nadmistrzowski strunami swoich instrumentów basowych oraz urzekającego maestrią prawdziwego uniwersum perkusji i instrumentów perkusyjnych Cezarego Konrada – stanowiących nie tylko sekcję, ale absolutnie immanentną i równoprawną część tego niezwykłego ansamblu, który zachwycał w czasie koncertu i zachwyca nadal, gdy przywołać wspomnienie. Jeśli czasem udaje się nam, zwykłym śmiertelnikom, choćby dotknąć doskonałości, to wczoraj, wraz z zachwyconą Publicznością, byliśmy nią wypełnieni. Uczestniczyliśmy niewątpliwie w wydarzeniu klasy światowej, nieomylnie prowadzeni przez prawdziwych Mistrzów Perfekcji!

25


Almanach 12on14 Jazz Club

10.10.2015 sobota 19:30

Joinmakers (PL) Michał Borowski (sax), Zdzisław Kalinowski (p), Dominik Janiszewski (gt), Andrzej Zielak (bg), Przemysław Knopik (dr)

Rynek polskich kontynuatorów stylistyki Davida Sanborna, czy Kenny’ego G. jest niewielki, choć soft-jazz jest gatunkiem niezwykle popularnym i chętnie słuchanym. Tę niewątpliwą lukę wypełniają znakomici instrumentaliści tworzący projekt soft-jazzowy, scalający - zgodnie z nazwą - muzyków i publiczność w jedno: „Joinmakers”, który wczoraj wieczorem wystąpił w naszym klubie wypełniając szczelnie jego obie sale (plus schody) międzynarodową publicznością i scalając w muzycznej przygodzie dwie rywalizujące (dzisiaj) grupy – patriotycznie rozśpiewanych (po koncercie) Irlandczyków i radośnie zwiastujących zwycięstwo Polaków. Jeśli dodać do tej międzynarodowej mieszanki szczęśliwych Szwedów, zachwyconych Belgów, zachowujących zimną krew (aż do końca pierwszego utworu) Holendrów, rozkoszujących się mieszanką świetnej muzyki i toskańskiego wina Włochów, nie zapominając o pełnych poświęcenia Rodakach, którzy przyjechali specjalnie na koncert również z odległych miast Polski, to łatwo sobie wyobrazić, co się działo. A działo się dobrze. Przedstawiony przez „Joinmakers” repertuar, złożony z konkurencyjnych (dla swych pierwowzorów) i świetnych kompozycji Zdzisława Kalinowskiego i Michała Borowskiego rozgrzewał do białości bawiącą się Publiczność pulsującym rytmem, harmonią i melodyką świetnych utworów. W doskonale zaprojektowanym repertuarze znalazło się też miejsce dla urzekającej pięknem ballady „Milky Way” oraz zapowiadającego album grupy, tytułowego „Soldiers Of Love”, a także znakomicie wykonanego standardu Eddie’go Harrisa „Cold Duck Time”, pozwalającego poszczególnym instrumentalistom na świetne popisy solistyczne, z których rozsadzające ściany klubu, atomowe solo perkusji spowodowało tak wielki wybuch entuzjazmu, że kolejnym jego etapem mógłby już być tylko odlot całego klubu w kosmos. Jesteśmy pewni, że dzięki świetnym muzykom z „Joinmakers” (wczoraj bez Dominika Janiszewskiego) i znakomitej, perfekcyjnie wykonanej muzyce, nasz klub był najweselszym miejscem w Warszawie. Atmosfera beztroskiej zabawy utrzymywała się jeszcze przez kilka godzin po koncercie, a kilku osobom (gratulujemy słuchu) zdarzyło się nucić zasłyszane piosenki.

26


Format 1/1 - 500,- zł brutto / numer 25% rabatu przy wielokrotności

Format 1/2 - 350,- zł brutto / numer 20% rabatu przy wielokrotności

Format 1/4 - 250,- zł brutto / numer 15% rabatu przy wielokrotności

Format 1/8 - 150,- zł brutto / numer 10% rabatu przy wielokrotności


online player: www.chillizet.pl

Nr 4(4) - 2017 Almanach 12on14 Jazz Club  
Nr 4(4) - 2017 Almanach 12on14 Jazz Club  
Advertisement