Issuu on Google+

miesięcznik bezpłatny

Nr 51 • wrzesień 2013 ISSN 2080-8429

Smacznie i śmiesznie czyli Festiwal Smaku od kuchni str. 10

Reklama

2

kalejdoskop

wrzesień 2013

Prosto z mostu

ANDRZEJ PUDRZYŃSKI

Psiakrew

P

o przeczytaniu artykułu „Jak zwierzęta”, który publikujemy w niniejszym numerze, zastanawiam się, czy potoczne określenie, że ktoś zachowuje się jak zwierzę, nie obraża tego gatunku. W końcu przecież zwierzęta zwykle zabijają się nawzajem tylko z głodu, a tu mamy przykłady zwykłego ludzkiego okrucieństwa. Nie rozumiem, jak można zadawać celowo cierpienie innemu stworzeniu i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Od razu wyjaśniam, nie jestem „nawiedzonym animalsem”. Mam do tych spraw – wydaje mi się – zdrowe i racjonalne podejście. Nie jestem zwolennikiem ubierania psów w ciuszki i robienia im zabiegów kosmetycznych. Uważam jednak, że skoro rolnik sprawił sobie psa, żeby mu pilnował podwórka, to jego obowiązkiem jest zapewnienie mu jak najlepszych warunków, żeby nie gotował się latem na słońcu i nie marzł zimą. To samo dotyczy psów trzyma-

nych w mieście. Wiele się mówi o niedoli wiejskich kundli, ale kiedy widzę na moim osiedlu pana wychodzącego z bloku na spacer z wielkim psem, to zastanawiam się czy chęć posiadania zabawki, usprawiedliwia to, że trzyma takiego wielkoluda w ciasnym mieszkaniu w bloku. Przecież taki zwierzak musi się wybiegać, wynurzać w błocie i wyskakać, a na 50 metrach kwadratowych przeciętnego „blokowego” mieszkania o to raczej trudno. Na spacerze też nie ma o tym mowy, bo wszędzie są samochody, więc męczy się psina i obrasta tłuszczem. Artykuł Tomka Karpińskiego polecam ku rozwadze tym, którzy psy już mają i tym, którzy chcą je sobie sprawić, bo opowiada on także o porzuconych czworonogach i o ich smutnym losie. Może chociaż przez chwilę niektórzy z nas zastanowią się czy warto kupować psa, którego być może po paru miesiącach wyrzucą z samochodu gdzieś w lesie …

Wygrała i…uciekła Ś

Paulina Walendziak ze statuetką Złotego Jabłka FOT. ARCHIWUM

wiecianka Paulina Walendziak wyśpiewała na początku sierpnia w Toruniu pierwszą nagrodę na Festiwalu Ballady i Piosenki Filmowej im. Krzysztofy Komedy - Trzcińskiego. Laureatki jednak nie było podczas ogłoszenia werdyktu, bo… zestresowana pojechała do domu. Wieczorem zadzwonił do niej Krzesimir Dębski, przewodniczący jury, mówiąc, że ma wracać do Torunia, bo wygrała konkurs. Paulina Walendziak wykonała piosenki „Warszawo ma” z filmu „Zakazane piosenki” oraz „US” z filmu „500 Days of Summer”. Podczas koncertu galowego na toruńskim Rynku Nowomiejskim odebrała czek na 12 tys. zł. Walendziak jest laureatką wielu przeglądów i konkursów wokalnych, między innymi, Festiwalu Interpretacji Piosenki Aktorskiej w Bydgoszczy (Grand Prix) i Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie (wyróżnienie). (ap)

Wydawca i redakcja: Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji ul. Wojska Polskiego 139, 86-100 Świecie, tel. 52 562 73 70 e-mail: terazswiecie@oksir.eu Redaktor naczelny: Andrzej Pudrzyński, e-mail: andrzej.pudrzynski@oksir.eu Reklama: tel. 661 504 850 Skład: Studio M&M GRAPHIC Druk: Express Media sp. z o.o. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam i ogłoszeń.

www.oksir.eu

Ostre granie na świeckim zamku

F

ani muzyki metalowej mieli 24 sierpnia swoje święto. Przez zamkowy dziedziniec, gdzie odbywał się Festiwal Mocnych Brzmień im. Ryśka Bieńka, przewinęło się ponad 1000 osób. Już od rana na ulicach miasta można było spotkać „metalowców” w różnym wieku w charakterystycznych czarnych strojach. Sadząc po frekwencji oraz po tablicach rejestracyjnych samochodów, którymi przyjechali uczestnicy, widać, że festiwal nabiera coraz większego rozmachu i staje się imprezą ogólnopolską. Wczesnym popołudniem na zamku było jeszcze stosunkowo niewiele osób. Z godziny na godzinę tłum jednak gęstniał. Scena rozstawiona na dziedzińcu najbardziej była oblężona oczywiście wieczorem, kiedy wystąpiła gwiazda, grupa Vader. W sumie na scenie pojawiło się 10 zespołów. – Nie ma wśród nich przypadkowych wykonawców. Gwiazdy to oczywiście klasa sama w sobie, ale i inne kapele nie mają się czego wstydzić. Każda z nich ma już na swoim koncie określony dorobek – powiedział „Teraz Świecie” Michał Barski, jeden ze współorganizatorów festiwalu. (ap) ZDJĘCIA MARCIN SALDAT

Rodzinnie na Dużym Rynku

Rodzinny plener kuglarsko-artystyczny byłczwartym i ostatnim wydarzeniem w ramach cyklu imprez „Lato w sercu miasta”, na które zapraszali mieszkańców burmistrz Ś wiecia i OKSiR. W poprzednich edycjach w lipcu i sierpniu całe rodziny brały udziałwe wspólnym graniu na gitarach, w zajęciach fitness pod chmurką i w pikniku familijnym. FOT. RUDOLF STYBAR

www.oksir.eu

promocja

wrzesień 2013

3

4

nocne śpiewanie

wrzesień 2013

www.oksir.eu

13 września (piątek), koncerty od godz. 20.00

CHORZY NA ODRÊ Chorzy na Odrę to wyśmienity szczeciński zespół, który swoją muzykę określa jako rock społeczny. Charyzmatyczny frontman, Olek Różanek, to nie tylko świetny wokalista ale również autor błyskotliwych, literackich tekstów. Używają nierzadko ostrego języka, celując bezkompromisowo w problemy społeczne, kulturowe, a nade wszystko osobiste. W piosence tytułowej z debiutanckiego albumu „Skończyliśmy się na Kill'em All” gościnnie wzięli udział, m.in., Stanisław Soyka, Piotr Cugowski i Piotr Banach.

Olek Różanek - śpiew, kazoo Bartek Orłowski - gitary, śpiew Maciek Cybulski - instrumenty klawiszowe Jarek Izdepski - bas Tomek Nawrocki - bębny

MIKROMUSIC Mikromusic, założony przez Natalię Grosiak i Dawida Korbaczyńskiego, to jedna z ciekawszych formacji młodego pokolenia na polskiej scenie muzycznej. Łączą wiele stylów, ale bazują na jazzie i trip hopie, udowadniając, że takie pozornie różne gatunki muzyczne w ich wykonaniu współbrzmią nadspodziewanie spójnie. W marcu tego roku zespół wydał piąty album „Piękny koniec”, z którego pochodzi przebój „Takiego chłopaka”.

Natalia Grosiak – śpiew Dawid Korbaczyński – gitara Robert Szydło – bas Adam Lepka – trąbka Robert Jarmużek – instrumenty klawiszowe Łukasz Sobolak – perkusja Maciej Prokopowicz – realizacja dźwięku

nocne śpiewanie

www.oksir.eu

wrzesień 2013

14 września (sobota), koncerty od godz. 20.00

MAJA KLESZCZ & INCARNATIONS Incarnations to zespół założony w 2005 r. przez artystów związanych niegdyś z Kapelą ze Wsi Warszawa: Maję Kleszcz i Wojciecha Krzaka. Ich twórczość trudno jednoznacznie zakwalifikować, bo jest w niej zarówno retro, jazz i blues, jak i pop, reggae, soul oraz folk. Krytycy porównują Maję Kleszcz do Elli Fitzgerald czy Billie Holiday. I trudno się dziwić, bo ojciec, dziennikarz radiowy, od dzieciństwa nasycał Maję „czarnymi” brzmieniami.

Maja Kleszcz - wokal Wojtek Krzak - gitara, skrzypce Paweł Mazurczak - kontrabas Jan Smoczyński - fortepian, hammond Hubert Zemler - perkusja Wojtek Hurkacz - klarnet, saksofon

HA£ABUDA

Hałabuda to zespół, którego założycielem i wokalistą jest świecianin Andrzej Hałabuda. Swoją twórczość artyści opierają przede wszystkim na tekście piosenki. Śpiewają o relacjach między kobietą a mężczyzną, o ludzkich słabościach, o spotykaniu się osób niedojrzałych i zagubionych. Muzyki zespołu nie da się zaszufladkować. Jak mówią o sobie sami artyści, grają na ludowo łamane na „dżezowo”.

30. Maraton Piosenki Osobistej „Nocne śpiewanie” 13-14 września, zamek w Świeciu Karnety w cenie 40 zł do nabycia w Punkcie Informacji Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Świeciu oraz w kawiarni Cafe Kultura przy ul. Wojska Polskiego 139, tel. 52 562 73 71. Cena biletu na jeden dzień wynosi 25 zł. Oprócz koncertów Chorych na Odrę, Mai Kleszcz&Incarnations, Mikromusic oraz Hałabudy, zaplanowano też przesłuchania konkursowe. Rozpoczną się one 14 września o godz. 11.00 (wstęp wolny).

www.nocnespiewanie.pl

Andrzej Hałabuda - śpiew, gitara Łukasz Perek - fortepian Wojtek Maziakowski - bas Paweł Ostrowski – perkusja

5

6

co jest grane?

wrzesień 2013

www.oksir.eu

Muzyczne ostatki

Repertuar kina Wrzos na www.oksir.eu w zakładce „Kino”

Strefa mroku

Dominika Żukowska i Andrzej Korycki

S

ympatycy piosenki studenckiej i żeglarskiej powinni zarezerwować sobie sobotę 31 sierpnia. Tego dnia odbędą się Wakacyjne Ostatki Turystyczne, na których usłyszymy, m.in., Andrzeja Koryckiego i Leonarda Luthera. Świecki ośrodek kultury chce przedłużyć klimat wakacyjnych ognisk, spływów i rejsów, które urozmaicały dźwięki gitar i utwory doskonale znane z turystycznych śpiewników. - Podsumowanie wakacji w takiej właśnie muzycznej formie będzie ciekawą ofertą dla sympatyków gatunku – wyjaśnia Ariel Stawski, organizator imprezy. W Kameralnej Przestrzeni Wido-

FOT. ARCHIWUM

wiskowej ośrodka kultury (dawna sala lustrzana) wystąpią Andrzej Korycki i Dominika Żukowska oraz Leonard Luther z zespołem Własny Port. Impreza będzie bez krzeseł i niewygodnych garniturów – za to mogą się przydać karimaty. Po koncertach będzie wspólne śpiewanie przy gitarach. Z kolei 1 września w sali widowiskowej OKSiR pojawi się prawdziwa legenda poezji śpiewanej – zespół Stare Dobre Małżeństwo. W czasie dwugodzinnego koncertu nie zabraknie hitów sprzed lat, takich jak „Czarny blues o czwartej nad ranem”, „Jak” czy „Bieszczadzkie anioły” oraz nowych piosenek,

które mimo krótkiego scenicznego stażu zyskały już uznanie fanów. (ap)

czoła klątwie, która ciąży na jej rodzinie od pokoleń. „Intruz”, godz. 00.30 Świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała i umysły. W ciele Melanie zostaje umieszczona „dusza” o imieniu Wagabunda. Jej zadaniem jest poznanie wspomnień Melanie i odkrycie, gdzie jeszcze ukrywają się buntownicy, czyli ostatni wolni ludzie. (ap) Maraton Filmowy „Przekrocz granicę światów”, piątek 30 sierpnia, kino Wrzos w Świeciu. Karnet 30 zł lub bilet tylko na „Dary Anioła: Miasto kości” (14 zł normalny, 12 zł ulgowy).

Idole na ekranie

Wakacyjne Ostatki Turystyczne, sobota 31 sierpnia, Kameralna Przestrzeń Widowiskowa OKSiR w Świeciu (dawna sala lustrzana, bilety 15 zł w punkcie informacji ośrodka kultury i Cafe Kultura, ul. Wojska Polskiego 139): godz. 20.30 Andrzej Korycki i Dominika Żukowska, godz. 23.00 Leonard Luther, godz. 1.00 wspólne śpiewanie. Stare Dobre Małżeństwo, niedziela 1 września, godz. 19.00, sala widowiskowa OKSiR (bilety 45 zł w punkcie informacji OKSiR).

Powrót do źródeł O

niewielu polskich artystach czołowe amerykańskie gazety piszą hymny pochwalne. Wśród tego wąskiego grona jest pianistka Nina Kuźma-Sapiejewska, która zamiłowanie do Chopina dzieliła z publicznością nowojorskiej Carnegie Hall. Artystka gościła w Świeciu w lutym tego roku. 29 września wystąpi ponownie z recitalem „Dramat i chwała” pod honorowym patronatem burmistrza Świecia. I tu niespodzianka – wstęp będzie bezpłatny, wystarczy odebrać zaproszenie w ośrodku kultury. Sponsorem jest spółka Dalkia Północ. Jak mówi sama artystka, każdy występ w Świeciu jest dla niej swego rodzaju podróżą do źródeł. Jej matka była świecianką. Młoda Nina lubiła przyjeżdżać do dziadków, mieszkających przy ul. Parowej w Świeciu. Jak żartuje, w pobliżu ich domu było wszystko, co potrzebne człowiekowi do życia: kościół, cmentarz, szpital psychiatryczny i zakład poprawczy. Po studiach muzycznych w Gdańsku, Nina Kuźma-Sapiejewska wyjechała do Stanów Zjedno-

Kino Wrzos w Świeciu zaprasza w piątek 30 sierpnia na Maraton Filmowy „Przekrocz granicę światów”. Do obejrzenia trzy filmy o fabule mrożącej krew w żyłach. „Dary Anioła: Miasto kości”, godz. 20.00 Współczesny Nowy Jork. Nastolatka Clary Fray przypadkiem odkrywa, iż należy do niezwykłej kasty Nocnych Łowców, pół aniołów, którzy toczą odwieczną walkę w obronie naszego świata przed atakami wampirów, wilkołaków i demonów. „Piękne istoty”, godz. 22.15 Uczeń szkoły średniej Ethan Wate poznaje 16-letnią Lenę Duchannes, obdarzoną niezwykłymi mocami. Oboje muszą stawić

Zespół One Direction w ciągu dwóch lat zrobił zawrotną karierę, stając się idolem nastolatek. Dokumentalny film „One Direction: This is Us” opowiada niezwykłą historię drogi do sławy członków boysbandu, a całość uzupełniają materiały z koncertów. Dowiemy się, co mówią sami chłopcy i zoba-

czymy, jakie naprawdę jest życie zespołu. (ap) „One Direction: This is Us”, kino Wrzos, piątek 30 sierpnia, godz. 16.15, sobota 7 września, godz. 16.00, niedziela 8 września, godz. 14.00. Cena biletu 12 zł.

Wygraj bilety! Nasza redakcja ma cztery karnety na maraton „Przekrocz granicę światów” oraz cztery bilety na film „One Direction: This is Us”. Otrzymają je osoby, które jako pierwsze skontaktują się z nami pod adresem terazswiecie@oksir.eu. W treści proszę podać swoje imię i nazwisko oraz napisać, na które z wydarzeń chcecie Państwo otrzymać wejściówki. Reklama

Nina Kuźma-Sapiejewska gościła w Ś wieciu w lutym tego roku. Pod koniec września ponownie zawita z recitalem „Dramat i chwała” FOT. ANDRZEJ PUDRZYŃ SKI

czonych, gdzie zdobyła stypendium i kontynuowała edukację muzyczną. Dziś mieszka koło Nowego Jorku i koncertuje na całym świecie. Uważana jest za jedną z najlepszych interpretatorek Chopina. (ap)

Recital fortepianowy Niny KuźmySapiejewskiej, niedziela 29 września, godz. 17.00, sala widowiskowa OKSiR w Świeciu. Bezpłatne wejściówki w punkcie informacji.

co jest grane?

www.oksir.eu

Chopin w trasie

PawełWakarecy wystąpi w Ś wieciu w ramach cyklu koncertów pod nazwą „Region Chopina”

W

e wrześniu w Świeciu zapowiada się prawdziwa gratka - Fryderyk Chopin w interpretacji Pawła Wakarecego. Co więcej, wstęp na koncert będzie bezpłatny. Tego nie można przegapić! Paweł Wakarecy, torunianin, rocznik 1987, to jedyny polski finalista XVI Konkursu Chopinowskiego w 2010 roku. Jest zdobywcą głównych nagród i wyróżnień na licznych ogólnopolskich i międzyna-

rodowych konkursach pianistycznych. Głównym punktem programu będą utwory Fryderyka Chopina, ale nie zabraknie też innych kompozytorów europejskich. Całość poprowadzi Dominika Matuszak. Koncert odbywa się w ramach projektu „Region Chopina” popularyzującego twórczość Fryderyka Chopina w naszym regionie. Jego inicjatorem jest Urząd Marszałkowski Województwa KujawskoPomorskiego. W ramach cyklu za-

FOT. WIKIPEDIA

planowano, między innymi, 30 koncertów i recitali, które odbywają się w domach kultury, kościołach, na miejskich rynkach, stadionach i w parkach. (ap)

„Familijna zabawa to świetna sprawa” to trwający przez całe wakacje cykl popołudniowych zabaw w plenerze dla dzieci i ich rodziców, na które zaprasza Wyspa Skarbów, działająca w ośrodku kultury w Świeciu. Najpierw była integracyjna impreza w parku koło OKSiR-u z placem zabaw, konkursami i nagrodami. Potem spektakl Teatru Vaśka „Jak to w rodzinie” (na zdjęciu), warsztaty „Stacja plastyczna” i Profesor Ciekawski, który przy-

bliżał dzieciom tajemnicze zjawiska z różnych dziedzin nauki. Ostatnim wydarzeniem z cyklu będą „Roztańczone nutki” (piątek 30 sierpnia w godz. 16.30-18.30, wstęp wolny, park koło OKSiR-u). Warsztaty poprowadzi instruktor zajęć muzycznych Piotr Walewski, który w ciekawy sposób wprowadzi dzieci i rodziców w muzyczny świat piosenek, tańców i wesołych pląsów. (ap)

Horror na zamku

Koncert Pawła Wakarecego, niedziela 8 września, godz. 18.00, kawiarnia Cafe Kultura (duża scena). Wstęp wolny - bezpłatne wejściówki można odbierać w kawiarni oraz w punkcie informacji ośrodka kultury w Świeciu.

To było zdecydowanie wydarzenie dla ludzi o mocnych nerwach. Blisko 200 osób wspólnie bawiło się i… bało 27 lipca podczas „Nocy grozy” na świeckim zamku. Aby wejść na zamek, trzeba było przejść przez z tunel z czarnej folii, znajdujący się na dziedzińcu. Przybyłych witali „ociekający krwią” młodzi aktorzy z Teatru Świecie, odtwa-

rzając sceny z filmów grozy. Kolejnym punktem programu był horror „Amityville”. Po projekcji filmu uczestnicy przeszli z zamkowych piwnic na dziedziniec, by posilić się kiełbaskami pieczonymi nad ogniskiem i obejrzeć pokaz teatru ognia. Tegoroczna, piąta edycja „Nocy grozy” nosiła nazwę „Nawiedzony zamek”. (ap)

Podglądanie nieba Bogdan Romanowski 24 września będzie gościem Cafe Kultura

być kontrowersyjni, którzy szokują. Widza można jednak kupić też czymś innym: wiarygodnością, rzetelnością i po prostu uczciwością – przekonuje. (ap)

7

Rodzinne zabawy

Kawa z Rymanowskim B

ogdan Rymanowski, dziennikarz znany z popularnych programów w TVN i TVN 24, będzie gościem kolejnego „Spotkania przy kawie” w kawiarni Cafe Kultura w Świeciu. Rozmowa będzie dotyczyła współczesnej Polski, dziennikarstwa i niezależności, także w świetle książki Rymanowskiego pt. „Ubek”. Spotkanie poprowadzi Maciej Ciemny, współpracujący, m.in., z naszą gazetą. Bogdan Rymanowski, urodzony w 1967 roku w Krakowie, w latach 80. działał w Federacji Młodzieży Walczącej. Karierę dziennikarską rozpoczął w 1990 roku w Radiu Kraków. - Współczesne media kreują gwiazdy według utartych schematów - mówi Bogdan Rymanowski. - W naturalny sposób preferują ludzi, którzy prowokują, starają się

wrzesień 2013

FOT. ARCHIWUM

Spotkanie z Bogdanem Rymanowskim, wtorek 24 września, godz. 18.30, kawiarnia Cafe Kultura. Wstęp wolny.

Wygraj bilety! Chcesz wygrać bilet na pierwszy dzień Wakacyjnych Ostatków Turystycznych? Wystarczy przesłać e-mail na nasz adres terazswiecie@oksir.eu. Podaj w nim swoje imię i nazwisko. Cztery pierwsze osoby otrzymają bezpłatne wejściówki! Maraton Piosenki Osobistej „Nocne śpiewanie” to impreza, na której nie może Was zabraknąć! Dlatego dla naszych Czytelników przygotowaliśmy niespodziankę. Prześlij na terazswiecie@oksir.eu swoje dane (imię i nazwisko). Dwie pierwsze osoby otrzymają karnety na obydwa dni maratonu!

W połowie sierpnia mieszkańcy Świecia mieli rzadką okazję, aby podpatrywać niebo w mobilnym planetarium oraz przez teleskopy. Wszystko to za sprawą czwartej „Nocy astronomicznej” na świeckim zamku. Od godz. 15.00 do 24.00 każdy z nas mógł znaleźć się bliżej słońca i gwiazd. Wsparcia w postaci sprzętu udzieliło Olsztyńskie Planetarium i Obserwatorium Astronomiczne, a nieocenioną wiedzą służyli Jacek Drążkowski i Grzegorz Stypulski z planetarium. Organizatorem „Nocy astronomicznej” było Towarzystwo Miłośników Ziemi Świeckiej we współpracy z OKSiRem oraz świecką astrobazą. (ap)

8

wydarzenia

wrzesień 2013

www.oksir.eu

Podróż w czasie

Róg ul. Klasztornej i Dużego Rynku. Po lewej zdjęcie wykonane około 1917 roku, po prawej - współcześnie. W tym miejscu w ciągu blisko stu lat zaszło niewiele zmian. Za miesiąc zaprezentujemy kolejne fotografie, na których różnice będą znacznie większe FOT. SZYMON WACŁAWIK/ARCHIWUM

Jak wyglądały sto lat temu Duży Rynek, ulica Klasztorna czy Mickiewicza? Jak bardzo zmieniły się w tym czasie? Szymon Wacławik zamierza zestawić stare zdjęcia i widokówki Świecia ze współczesnymi ujęciami dokładnie tych samych miejsc. Efektem będzie wystawa wielkoformatowych fotografii.

N

ie jestem świecianinem, choć spędzam w Świeciu bardzo dużo czasu. Z miastem już od sześciu lat łączy mnie praca i poniekąd zacząłem je traktować jak drugi dom. Dlatego naturalna stała się dla mnie chęć poznania i dowiedzenia się o nim czegoś więcej – mówi Szymon Wacławik, torunianin, na co dzień menedżer Hotelu Vistula w Świeciu, a „po godzinach” fotograf i autor felietonów w naszej gazecie. W ubiegłym roku w toruńskim Dworze Artusa można było oglądać Reklama

wystawę jego zdjęć, powstałych podczas podróży po Gruzji.

J

ak każdy „nowy”, na początku musiał poznać siatkę ulic, dzielnic, ich nazwy. Potem zwyczajnie zaczął chodzić po mieście, uważniej oglądać kamienice i otaczającą go architekturę, aż przyszedł czas, by wejść w historię Świecia. - Badanie kronik i studiowanie pisanej historii nigdy nie było moją pasją. Jest nią za to fotografia, w szczególności podróżnicza, reporterska i dokumentalna, dlatego projekt fotograficzny urodził się do-

słownie w mgnieniu oka – wyjaśnia Szymon Wacławik. - Mam wrażenie, że często sami mieszkańcy nie myślą o tym, jak dawniej mogło wyglądać ich bezpośrednie otoczenie. A przecież ono żyje i ewoluuje wraz z nimi, dostosowuje się do ich potrzeb i zmienia. Właśnie temu ma służyć ta wystawa – chciałbym zainteresować nią mieszkańców Świecia. Wierzę, że dla nich będzie to równie interesujące, jak dla mnie – osoby z zewnątrz. Poszukiwania starych zdjęć i widokówek zaczął w Internecie. Wyszukiwarka na hasło „Schwetz” (nie-

miecka nazwa Świecia) wyświetliła kilka starych rycin z literatury. Później były telefony do instytucji, pogaduchy ze znajomymi z nadzieją, że ktoś ma coś w prywatnych zbiorach. W końcu trafił do Adama Modlińskiego, współwłaściciela świeckiej firmy Mekro. - Jestem mu ogromnie wdzięczny za pomoc, bo udostępnił mi swoje prywatne zbiory widokówek i zdjęć, których ilość i różnorodność wprowadziły mnie w osłupienie – podkreśla Szymon Wacławik.

P

rzy wyborze kierował się przede wszystkim wiekiem pocztówek i fotografii, bo chcąc przedstawić ogrom zmian, trzeba było jak najdalej cofnąć się w czasie. Drugim kryterium była kompozycja – zależało mu na kadrach najlepiej prezentujących przestrzeń. Najstarsza pozycja, jaka znajdzie się na wystawie, to widokówka

z 1904 roku, zatem jest to blisko 110letni rarytas. Najmłodsza z kolei pochodzi z 1926 roku. Przedstawiają głównie śródmieście Świecia. Projekt nosi roboczą nazwę „Świecie wczoraj i dziś”. Wystawa zostanie otwarta w październiku (o dokładnej dacie poinformujemy Czytelników). - Przez pierwszy miesiąc prace będą eksponowane w nowo otwartej sali Hotelu Vistula w Świeciu. Następnie zostaną przeniesione do OKSiR-u, który jest współorganizatorem ekspozycji. Wystawa, zarówno podczas wernisażu, jak i przez cały okres jej trwania będzie ogólnodostępna dla wszystkich mieszkańców – podkreśla Szymon Wacławik. Kilka wybranych zdjęć starego i współczesnego miasta, które znajdą się na październikowej wystawie, opublikujemy we wrześniowym wydaniu „Teraz Świecie”. ANDRZEJ PUDRZYŃSKI

andrzej.pudrzynski@oksir.eu Autopromocja

Reklama w

to dobra inwestycja

Sprawdź nas! tel. 661 504 850

reklama

www.oksir.eu

wrzesień 2013

9

NSZZ

,

,

Szanowni Państwo, źW Polsce 7% ludzi żyje w skrajnym ubóstwie, niemal 17% wydaje tylko połowę tego co przeciętny Polak. Ich dochody nie wystarczają na pokrycie podstawowych, biologicznych potrzeb: niedojadają, mieszkają w zimnie. Trwanie w takim stanie prowadzić może do wyniszczenia organizmu. źGUS podaje, że mieszkańcy wsi stanowią ponad 60% osób żyjących poniżej granicy ubóstwa skrajnego i ustawowego (czyli ich dochody uprawniają do sięgnięcia po zasiłek), podczas gdy udział ludności wiejskiej w całej ludności Polski wynosi 40%. źCo piąte dziecko w Polsce jest ubogie - Raport UNICEF: w Polsce 1,4 miliona dzieci nie ma tego, co im jest niezbędne do prawidłowego rozwoju. źW grupie 65+ w ciągu ostatnich pięciu lat odsetek biednych podskoczył z 7,3% do 14,2%. źRóżnice w zarobkach między poszczególnymi grupami społecznymi są bardzo duże. W rękach jednej piątej najbogatszych Polaków jest 41,6% dochodów nas wszystkich. źObywatele utrzymują święte krowy - Obywatel w Polsce jest łupiony przez państwo na każdym kroku: mandaty, kary, podwyżki. W portfelach Polaków jest co raz mniej pieniędzy. Tymczasem klasa rządząca ma się dobrze i obrasta tłuszczykiem. źW 2012 roku Rząd dał sobie nagrody w wysokości ponad 60 mln zł - tylko w samej kancelarii premiera rozdano ponad 2,4 mln zł. A niektóre ministerstwa są bardziej hojne Najpilniejszy w rozdawaniu nagród jest MON. Resort przeznaczył na ten cel ponad 6,6 mln zł. Tuż za nim jest MSW - 6,4 mln zł. Ministerstwo Finansów - 5 mln zł oraz resort transportu - 3,5 mln zł. źW województwie kujawsko-pomorskim liczba zarejestrowanych bezrobotnych osiągnęła poziom 143 816 tysięcy osób, przekraczając 17,6%! Prawie 84% z nich nie ma już prawa nawet do głodowego zasiłku! źWedług innych danych statystycznych, w naszym Regionie w pierwszym półroczu tego roku wyrejestrowano z rejestru ponad 7519 podmiotów, z czego likwidacje prywatnych firm stanowiły 99,5%. Najwięcej było ich z Bydgoszczy -1656, dalej uplasował się Toruń - 862, Włocławek - 459 i Grudziądz - 411. W porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, to wzrost o 15%. źWedług rządowego sprawozdania „Młodzież 2011” ponad 50% młodych pracowników jest zatrudnionych na podstawie umów śmieciowych. Doprowadziło to do tego, że mamy jeden z najwyższych w UE odsetek ubóstwa wśród pracujących który wynosi ponad 13%. źCodziennie 2 tys. osób idzie na bruk - Porażające dane! Średnio codziennie pracę traciło aż 2050 Polaków! W kujawsko-pomorskim -130 osób dziennie. źCo gorsza, bezrobotni mogą liczyć tylko na głodowy zasiłek - dla osoby mającej staż pracy długości od 5 do 20 lat wynosi on... 761 złotych 40 groszy. A wśród polskich bezrobotnych aż 1 mln 900 tys. osób nie ma jednak prawa nawet do tej zapomogi.

TO TAKŻE TWOJA SPRAWA! WEŹ UDZIAŁ W PROTEŚCIE! Leszek Walczak Przewodniczący Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ „Solidarność”

10

temat z okładki

wrzesień 2013

www.oksir.eu

Niezły fjut, czyli festiwal od kuchni Inwalida popędził Jarosława Pająkowskiego, a juror w turnieju nalewek tak się wczuł w rolę, że zasnął na trawniku. Festiwal Smaku w Grucznie rozkręca się od ośmiu lat. Bez przygód i niespodzianek nie dałoby się zorganizować tak wielkiej imprezy.

C

Co roku na Festiwalu Smaku dużym wzięciem cieszą się wszelkiego rodzaju nalewki. O ich „skuteczności” przekonał się niejeden członek jury FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

o było niespodzianką? Tłum – Justyna Ziemniewska, opiekunka Starego Młyna w Grucznie, która mieszka przy nim od urodzenia, bardzo dobrze pamięta pierwszy festiwal. Spodziewała się trochę ludzi, bo rok wcześniej było Święto Miodu w Chrystkowie i wtedy też zatkało wszystkich – droga przy chacie była zawalona samochodami i ludźmi. – W tamtych czasach jarmarki ze swojskim jedzeniem były rzadkością – przypomina Hieronim Błażejak, mistrz nalewek. Marzył się mu wielki festyn z tradycyjną żywnością. Poznał się wtedy z Jarosławem Pająkowskim, dyrektorem Zespołu Parków Krajobrazowych Chełmińskiego i Nadwiślańskiego. Obaj zapalili się do pomysłu, żeby taki festyn zorganizować. Jedno było pewne, że nie może się on odbyć w Chrystkowie, bo teren wokół chaty jest za mały. Pierwszy dzień pierwszego Festiwalu Smaku w Grucznie Justyna Ziemniewska obserwowała z szeroko otwartymi oczyma. – Ludzie szli jeden za drugim. Płynęli falami, jeszcze nigdy taka lawa nie przetoczy-

ła się przez moją ulicę – opowiada. Teraz czeka na nią cały rok, choć przyznaje, że festiwal to dla niej czas ciężkiej pracy. A 24 i 25 sierpnia odbyła się już jego ósma edycja. - To ciągły młyn – mówi Pająkowski. – Jeśli ktoś organizował w tydzień wesele na 300 osób, to niech sobie pomnoży to przez 10.

Byle zaparkować Zwłaszcza, że festiwalem zajmują się po pracy. Nie udaje się im czasem wszystkiego idealnie zaplanować. O scenie, którą musieli przecież mieć, żeby wręczyć gdzieś nagrody, pomyśleli dopiero we wtorek przed festiwalową sobotą. - Ktoś zwrócił uwagę, że by się przydała – wspomina Pająkowski. – Skleciliśmy więc ją z palet i plandeki. Parkingów też zabrakło, chociaż nauczeni doświadczeniem z Chrystkowa, przygotowali aż dwa pola. Co zrobić, że potrzebne okazały się być cztery? Parkowanie wokół terenu, gdzie odbywa się festiwal, budzi najwięcej emocji. – Raz pod sam młyn podjechał mężczyzna, który miał znaczek inwalidy na szybie. Zakomunikował, że zostawia samo-

Reklama

1998 - 2013

15 15

lat

d zz ii aa łł aa ll nn oo śś cc ii d

lat

Z okazji 15. rocznicy naszej firmy chcemy podziêkowaæ wszystkim kontrahentom, wiêc dajemy 10% upustu na us³ugi z zakresu: projektowania graficznego, druku cyfrowego, druku offsetowego, projektowania stron WWW oraz grawerowania i ciêcia laserem* * Oferta dotyczy klientów obecnych oraz nowych i obejmuje zamówienia od 50 z³ netto wzwy¿. Czas trwania promocji: 01.09.2013 - 31.10.2013

Świecie • ul. Klasztorna 16 • tel./fax 52 332 46 90 • www.mmgraphic.pl

REGENERACJA

napełnianie i sprzedaż tuszy do drukarek

DORABIANIE KLUCZY • domowych • bramowych • sejfowych • samochodowych • z immobiliserem ASCOM Świecie, ul. Klasztorna tel. 888 336 331 poniedziałek – piątek 9.00-17.00, sobota 9.00-13.00

temat z okładki

www.oksir.eu

chód tutaj i na nic były moje tłumaczenia, że w tym miejscu musi być pusto, bo to droga pożarowa, główny kanał komunikacji – Jarosław Pająkowski mówi, że inwalida tak się wściekł, że gotów był go zabić. – Nigdy nie widziałem człowieka w takiej furii. Miałem problem, żeby przed nim uciec, taki był niepełnosprawny… Nerwowo było też trzy lata temu, gdy w zastawioną autami główną ulicę Gruczna wbił się kombajn. Wbił dosłownie, nie było opcji do przodu albo w tył. Pozostało jedno: czekać aż ludzie, którzy przed nim zaparkowali, wrócą do swoich samochodów. Minęły godziny zanim korek w Grucznie zaczął się rozluźniać. Zdarzyła się też kradzież. Złodziej skorzystał na zgiełku we wsi. Niektóre samochody, zwłaszcza te ogromne, stają przy szkole w Grucznie. Wśród nich ciężarówka browaru Amber, głównego sponsora imprezy. Znikło im paliwo z baku. – Pomogliśmy policji, prosząc o pomoc miejscowych. Beka piwa bardzo odświeżyła niektórym pamięć – śmieje się Pająkowski.

Upał zaszkodził sumowi Przygód co roku dostarcza też pogoda. Drugi Festiwal Smaku rozpoczął się po intensywnych deszczach. Lało jeszcze w noc przed imprezą. Gdy tłum wtargnął w na-

siąkniętą deszczem dolinę, natychmiast zaczął grzęznąć na ścieżkach. – Na szczęście mieliśmy baloty słomy dla dzieci – wspomina Pająkowski. – W najgłębszych dolinkach położyliśmy grube warstwy i zaraz zrobiło się lepiej. Upały też robiły im psikusy. Trzy lata temu podczas konkursu na smak roku wśród potraw znalazł się sum, lekko podwędzony. - Różowy, aromatyczny, rozpływający się w ustach – jury dziennikarzy i artystów jako pierwsze delektowało się jego smakiem. Jednogłośnie ogłosili go swoim Grand Prix. Czekali jeszcze na werdykt profesjonalistów, którzy nad każdą potrawą debatują znacznie dłużej niż amatorzy. Wąchają, przeżuwają, myślą, punktują, dyskutują. Gdy artyści i dziennikarze z gotowym werdyktem delektowali się już piwem pod jabłonką, jury profesjonalistów zdyskwalifikowało suma! – Jak to? Niemożliwe! – amatorzy byli szczerze poruszeni. Zawsze czekają na werdykt specjalistów ciekawi, na ile pokryje się z ich opinią. – Wtedy był totalny upał, burzowa parówa. Pół godziny w takiej aurze i sum zaczął się psuć od środka, bo od wewnątrz uwędził się najsłabiej. Profesjonaliści wyczuli to od razu i zdjęli go z listy konkursowej – wyjaśnia Hanna Walenczykowska, dziennikarka „Expressu Bydgoskiego”, członkini artystyczno-dziennikarskiego jury.

Juror spał na trawniku Wtedy uznanie profesjonalistów zyskał nie sum lecz fjut. Słowo dobrze znane, receptura znacznie mniej. Fjut to syrop z buraków cukrowych, stosowany jako dżem albo dodatek do deserów i mięs. Był opisywany w wielu mediach – bez skrępowania – w przeciwieństwie do niechęci wobec Urzędu Kontroli Skarbowej, który w ubiegłym roku rozstawił na festiwalu swoje stoisko.

wrzesień 2013

– Wokół nich była pustka. Nikt nie chciał mieć w sąsiedztwie swojego kramu – śmieje się Pająkowski. Każdy jednak chciałby być jurorem w turnieju nalewek. Ale mało kto wie, jakie to wyzwanie. – Nie będę zdradzała, który z jurorów zaległ na moim trawniku. Powiem tylko, że spał długim i głębokim snem, mimo że wokół tłoczyli się ludzie – ucina Justyna Ziemniewska. Jurorsko-nalewkarskie kłopoty miała też, prowadząca tę imprezę, prezenterka telewizyjna Zofia Czernicka. Od tego czasu Hieronim Błażejak, opiekun turnieju, dobiera liczbę jurorów proporcjonalnie do liczby zgłoszonych trunków. – Bo nalewki trzeba połykać – przypomina Marek Szczygielski, współorganizator Festiwalu. – Ważne w ocenie nalewki jest jej działanie na przełyk i żołądek. Niestety, po posmakowaniu kilkudziesięciu propozycji, pojawiają się trudności. Ciekawostka: żeby zneutralizować smak i aromat poprzedniej nalewki, jurorzy przegryzają chlebem, inni popijają kawę.

Minister wpadł z żoną

Wędzone na miejscu ryby to jedna z wielu atrakcji kulinarnych festiwalu. Czasami jednak daje znać o sobie złośliwa aura FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Muszą się trzymać na nogach, bo festiwal to miejsce odwiedzane przez establishment. Ostatnio zawitał niezapowiedziany minister spraw zagranicznych Radek Sikorski z żoną Anne Applebaum. – Ależ żałowałem, że nie podsunąłem mu

11

wtedy kroniki naszego koła pszczelarskiego – ubolewa Czesław Wejner, pszczelarz ze Świecia. – Minister podszedł do mojego stoiska, pewnie chętnie złożyłby autograf. Ale nie wszyscy ludzie dziwili się, że Sikorski przyjechał z żoną, ponieważ promowała właśnie ona swoją najnowszą książkę kucharską „Przepisy mojego ogrodu”. - Wypadało, żeby pojawiła się na najbardziej opiniotwórczej imprezie kulinarnej w Polsce – komentowali. Puenta jest taka, że mimo różnych wpadek, Festiwal Smaku w Grucznie wyróżnia się rangą. W tym roku zaangażowała się w niego nawet Unia Europejska, kładąc nacisk na informację o ochronie produktów regionalnych i tradycyjnych oraz promocję produktów spożywczych, oznakowanych jej certyfikatem. – Taką kampanię urządzą jeszcze w Poznaniu, Zakopanem i Lublinie. Ale zaczęli w Grucznie – zaznacza Jarosław Pająkowski. I wszystko wskazuje na to, że Festiwal Smaku zostanie w Grucznie na lata, bo ludzie przyjeżdżają tu nie tylko dla pysznego jedzenia, ale też dla niepowtarzalnej przyrody. A ona odwdzięcza się im i pewnie będzie odwdzięczać przygodami, jak rok temu, gdy tłum musiał uciekać na zbocza, bo z ziemi – spokojnej na co dzień doliny – wyroiły się zaskoczone chaosem osy.

Reklama

www.music-concept.pl

oddział w Świeciu

AGNIESZKA ROMANOWICZ

terazswiecie@oksir.eu

12

społeczeństwo

wrzesień 2013

www.oksir.eu

Jak zwierzęta

FOT. TOMASZ KARPIŃ SKI

Fart z głodu próbował jeść kamienie. Mice, wyrzuconej przez właściciela, TIR zmiażdżył łapę i zdarł z niej skórę. W ranie Rico rozwijały się larwy… Życie to nie bajka. Wiedzą o tym psy trafiające do Tymczasowego Punktu dla Zwierząt w Sulnówku. I kiedy zdaje się, że nie ma szans, zdarzają się… cuda.

Fart (po lewej) i Mika przeszły przez prawdziwe piekło, zanim trafiły do punktu w Sulnówku

J

ak pokazać cierpienie zwierząt, by poruszyło tych, którzy je wyrządzają? Co napisać, by dotrzeć do sumień, jeśli je mają? Te pytania przychodziły mi na myśl, gdy siadałem przed laptopem, z chęcią napisania tego tekstu. Bo przecież środki masowego przekazu

pokazały już chyba wszystko. I psy – skrajnie wychudzone, po wypadkach czy przerabiane na smalec. I odarte ze skór koty, które to ponoć działają rewelacyjnie na chore nerki. Postanowiłem. Pokażę skutki znęcania się z naszego podwórka. Ostatni rok był bogaty w takie zdarzenia. Będzie, jak w brukowcu.

Fart Najbardziej zapadł mi w pamięci Fart. Do Sulnówka trafił pod koniec listopada ubiegłego roku z opuszczonego gospodarstwa w Dzikach. Był skrajnie wychudzony. Pchły zjadały go żywcem. Nie szczekał. Miał starte zęby, prawdopodobnie

od kamieni, które próbował jeść. Gdy go zobaczyłem, nie mogłem uwierzyć. Jak można było doprowadzić psa do takiego stanu? - To nie był bezpański pies, miał swojego właściciela – mówi Katarzyna Rucińska-Okoń, wolontariuszka z punktu w Sulnówku i przedstawicielka fundacji „Pieskie Życie”.

- Na pierwszy rzut oka widać było, że zwierzę jest zaniedbywane lub chore. To oczywiste nawet dla człowieka, który nie ma na co dzień kontaktu z psami. Dość długo przebywał w takich warunkach, zanim ktoś zdecydował się to zgłosić odpowiednim organom. Nie wierzę, że w tym czasie nikt nic nie wiedział i nie

Reklama

MOTOCYKLE I SKUTERY ul. Skłodowskiej-Curie 1E, 86-100 Świecie (vis a vis ENEA) tel. 692 489 834 | e-mail: epelektro@vp.pl

ZYGMUNT CZARNECKI, ŚWIECIE, UL. 10 LUTEGO 2 i WOJSKA POLSKIEGO 77 A, BRZOZOWO 4 (KOŁO CHEŁMNA)

OFERUJEMY:

• artykuły elektryczne • oświetlenie • automatyka • pneumatyka • art. na indywidualne zamówienie BMW F 650CS

YAMAHA YZF

BARTON RS

rok 1998, poj. 650, cena: 8 500 zł

rok 2002, poj. 660, cena: 9 500 zł

nowy, poj. 50, gwarancja, cena: 4 200 zł

W OFERCIE: SKUTERY, MOTOCYKLE-CHOPPERY, QUADY, ENDURO, CROSS, SPORTOWE. CZĘŚCI ZAMIENNE, SERWIS, DUŻY WYBÓR AKCESORIÓW, SPRZEDAŻ RATALNA.

HURT-DETAL, korzystne rabaty!

www.SKUTERYCHELMNO.pl, tel.: 501 779 714

społeczeństwo

www.oksir.eu

widział! – oburza się. Szczęście w nieszczęściu, że Fart sam jadł i chodził. Szansa była duża, że małymi kroczkami odzyska siły. Razem z „psim aniołem”, czyli Kasią Rucińską-Okoń i z pomocą doktor Katarzyny Bachar, zorganizowaliśmy zbiórkę specjalistycznego jedzenia. Dzięki niej pies przybierał na wadze nawet pół kilograma dziennie. W międzyczasie, w gabinecie doktor Bachar zjawiła się kobieta, która szukała psa dla siebie. Zobaczyła Farta i zdecydowała się go wziąć. Potem z doktor Bachar odszukaliśmy właściciela zwierzęcia. Chcieliśmy, aby zrzekł się prawa do psa. I tu zaskoczenie. – Traktuje go, jak członka rodziny i chcę, żeby wrócił – oznajmił. Zaniemówiliśmy z wrażenia. Koniec końców, po stanowczej argumentacji Katarzyny Bachar, mężczyzna podpisał dokument. Prosto z Dzików pojechaliśmy do Sulnówka po Farta. Z nim – do nowego domu. Tu mieszka do dziś i w ogóle nie przypomina psa sprzed kilku miesięcy. Były właściciel stanął przed sądem.

Mika Kolejny pies przyjechał do punktu w Sulnówku z Kolonii Mickiewicza w Grucznie. Mika, w typie ow-

Wielu odwraca głowę. Udają, że nie widzą. Mają swoje życie, swoje problemy. Najsmutniejsze jest to, że większość z nich ma w domach zwierzęta i wie, jak wiele emocji odczuwają. czarka niemieckiego długowłosego, leżała przy drodze. W polu kukurydzy. Godzinę wcześniej były właściciel (niestety nieznany) wyrzucił ją z samochodu. Suczka błąkała się przy drodze i potrącił ją TIR. Lewa tylna łapa zmiażdżona w stawie skokowym, śródstopie odarte ze skóry. – Kierowca ciężarówki nie czuł się zobowiązany do jakiejkolwiek pomocy – komentuje Katarzyna Rucińska-Okoń. – Często słyszę – „to tylko zwierzę”, albo – „nie powinno się ingerować w naturę, która wie, co robi.” Jednak to nie natura, lecz człowiek, przyczynił się do stanu psa, i to człowiek powinien zareagować na jego cierpienie. Dzień przed tym zdarzeniem

zadzwoniła do mnie mieszkanka gminy Dobrcz, która od tygodnia szuka swojego owczarka. Skontaktowałem się z nią. Przyjechała z mężem natychmiast. Niestety, Mika nie była ich zaginionym pupilem. I wtedy nastąpił nieprawdopodobny zwrot akcji. Po krótkiej wymianie zdań, małżeństwo zadecydowało, że zabiera Mikę prosto do kliniki w Bydgoszczy. Tam przeszła amputację łapy. Dziś dochodzi do siebie u swoich wybawicieli.

Rico i Gustaw Rico, pies w typie boksera, został znaleziony w Drozdowie, w przydrożnym rowie. Staruszek miał dużą ranę tylnej łapy, w której rozwijały się już larwy. Nie chodził. Nie jadł. Nie pił. Był odwodniony. Ciężko oddychał. – W przeciwieństwie do Farta, nie znamy jego przeszłości – wyjaśnia Katarzyna RucińskaOkoń. - Musiał leżeć na poboczu około trzech dni. W tym czasie na pewno wielu ludzi, przejeżdżając obok, zauważyło go. Ciężko przeoczyć psa tej wielkości. Czworonóg w tak złym stanie w punkcie w Sulnówku nie ma żadnych szans na przeżycie. Dostał antybiotyki, weterynarz opatrzył mu ranę na udzie. I tyle. Rico leżał i czekał na śmierć. Kiedy go zobaczyłem, natychmiast zadzwoniłem do Kasi Ruciń-

wrzesień 2013

skiej-Okoń. Liczyłem, że znajdzie rozwiązanie tej patowej sytuacji. Nie przeliczyłem się. Skontaktowała się z przedstawicielami fundacji SOS Bokserom w Bydgoszczy. Przyjechali od razu. Przewieźli psa do kliniki w Bydgoszczy. Tam został przebadany i nawodniony. Chirurg zajął się raną na udzie. Po kilku godzinach wstał i przeszedł kilka metrów. To był znak, że można go przewieźć dalej. Do Warszawy, do całodobowej kliniki fundacji. Rico jest cały czas pod opieką specjalistów. Mieszka w domu tymczasowym. Do zbiórki pieniędzy na jego leczenie przyłączył się Andrzej Gołota, który podarował na licytację koszulkę z autografem. Gustaw mieszka w Sulnówku od maja. Trafił tu z Terespola Pomorskiego. Siedzi w budzie. Nie wychodzi na spacery. Nie pozwala się dotknąć. Nie mówiąc już o czesaniu. Kiedy widzi człowieka, kuli się w rogu budy, lub – gdy wyjdzie i uda się zamknąć budę – w kącie kojca. Jego zachowanie jednoznacznie wskazuje, że pies był maltretowany. Czy jest dla niego szansa? Gdyby trafił w ręce specjalistów – tak. Czy trafi? Nikt na to pytanie nie zna odpowiedzi.

Sara, Bączek i inne psy Sara, Bączek, Ślepaczek…etc. Ich nie udało się uratować. Mimo prób. Dlaczego ludzie znęcają się nad swo-

13

imi psami, kotami i innymi zwierzętami? Uważam to za przejaw wynaturzonego egoizmu. Niektórzy też cały czas tkwią w świecie bajek Ezopa. Nikt im nie powiedział, że zwierzęta – inaczej niż my – porozumiewają się, inaczej zachowują, że my jesteśmy częścią ich stada. Światli ci, którzy mają tego świadomość. A reszta? – Wielu odwraca głowę – zwraca uwagę Katarzyna Rucińska-Okoń. – Udają, że nie widzą. Mają swoje życie, swoje problemy. Najsmutniejsze jest to, że większość z nich ma w domach zwierzęta i wie, jak wiele emocji odczuwają. Nie trzeba brać na siebie „problemu” w postaci potrąconego czy zaniedbanego psa. Żeby uratować mu życie wystarczy jeden telefon. Tylko tyle i aż tyle. TOMASZ KARPIŃSKI

terazswiecie@oksir.eu Autor jest wolontariuszem Tymczasowego Punktu dla Zwierząt w Sulnówku.

Osoby, które chciałyby zgłosić przypadki złego traktowania zwierząt lub zaopiekować się jednym z czworonogów, przebywających w punkcie w Sulnówku, mogą kontaktować się ze Strażą Miejską w Świeciu przy ul. Wojska Polskiego 124 (budynek urzędu miejskiego) osobiście lub telefonicznie pod nr 52 33 10 950 (czynny całą dobę oprócz niedzieli).

Reklama

rolety ¿aluzje

PROWADZIMY: • księgi rachunkowe • kpir • ewidencje VAT • rozliczenia z US, ZUS, GUS i PFRON • kadry i płace

plisse zas³ony rzymskie ¿aluzje pionowe zas³ony panelowe

Posiadamy certyfikat rzetelnego biura rachunkowego.

Na rynku od 10 lat! Kancelaria Rachunkowo Doradcza "ABAKS" Anna Wolicka-Arym ul. Chmielniki 2B, 86-100 Świecie Tel. 52 33 31 119 | Kom. 696 007 975 e-mail: biuro@arym-ksiegowosc.pl

www.arym-ksiegowosc.pl

moskitiery rolety zewnêtrzne

SALON FIRMOWY Omega Rolety ul. Chmielniki 2B, 86-100 Œwiecie tel. 52 331 29 01, tel. kom. 508 367 062 swiecie@omegarolety.pl

www.omegarolety.pl

14

społeczeństwo

wrzesień 2013

www.oksir.eu

Między nami wójtami Marek Topoliński, wójt gminy Świekatowo i mąż Zofii Topolińskiej, która jest wójtem sąsiedniej gminy Lniano uważa, że sprawdziłaby się ona w każdym samorządzie. Żona równie wysoko ocenia jego kwalifikacje.

M

Wójtowskie małżeństwo z długim stażem. Marek Topoliński rządzi w Ś wiekatowie od 19 lat, a jego żona Zofia w Lnianie od 18.

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

arek Topoliński: - Zosia wszystko analizuje po kilka razy i bierze do siebie, przeżywa, przewiduje. Ja szybko ogarniam problem i idę dalej. Wierzę, że dobrze się ułoży, że czas sam załatwi wiele spraw. Zofia Topolińska: - Przyznam, że jego postawa mnie uspokaja. W takich sytuacjach cieszę się, że on też jest wójtem - jak nikt inny rozumie moje problemy w pracy. Kto ma łatwiej? - On mówi, że ja, bo nie muszę dojeżdżać do Świekatowa. Ja uważam, że jemu jest lepiej, bo jak wróci do Lniana to już mu tak głowy nie suszą; nie dzwonią tyle, nie pukają do drzwi – mówi Zofia Topolińska. - Jak to nie? Komórki nie wyłączam nigdy. Mamy podobną pracę, bo gminy są podobne, wszędzie takie same problemy – kwituje Marek Topoliński.

Reklama

ZESPÓŁ SZKÓŁ OGÓLNOKSZTAŁCĄCYCH I POLICEALNYCH

W

ŚWIECIU

OFERUJEMY BEZPŁATNĄ NAUKĘ W SYSTEMIE DZIENNYM I BEZPŁATNĄ NAUKĘ W SYSTEMIE ZAOCZNYM KIERUNKI ZAOCZNE SZKOŁA POLICEALNA DLA DOROSŁYCH NR 2 : — Technik usług kosmetycznych Możliwość zatrudnienia w gabinetach kosmetycznych, gabinetach odnowy biologicznej oraz zakładach kosmetycznych. — Opiekun medyczny Możliwość zatrudnienia w placówkach służby zdrowia, domach pomocy społecznej.

˜ ˜

— Technik sterylizacji medycznej Możliwość zatrudnienia w centralnych sterylizatorniach publicznych i niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej, gabinetach stomatologicznych, kosmetycznych itp. — Technik usług pocztowych i finansowych Możliwość zatrudnienia w przedsiębiorstwach świadczących usługi: pocztowe, finansowe, kurierskie, logistyczne, handlowe i kolportażowe.

SZKOŁA POLICEALNA MEDYCZNO-SPOŁECZNA — Technik masażysta Możliwość zatrudnienia w placówkach służby zdrowia, gabinetach odnowy biologicznej i klubach sportowych.

ZSOiP w Świeciu posiada status Ośrodka Egzaminacyjnego – egzaminy kwalifikacyjne odbywają się na miejscu. Dotychczas każdy absolwent do dyplomu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie otrzymał Europass Suplement do Dyplomu Potwierdzającego Kwalifikacje w Zawodowe w języku angielskim, który jest honorowany we wszystkich krajach Unii Europejskiej.

ZESPÓŁ SZKÓŁ OGÓLNOKSZTAŁCĄCYCH I POLICEALNYCH W ŚWIECIU Szkoła Policealna dla Dorosłych nr 2 -

KIERUNKI DZIENNE

Opiekun medyczny Technik usług kosmetycznych Technik sterylizacji medycznej Technik usług pocztowych i finansowych

Szkoła Policealna Medyczno-Społeczna - Technik masażysta

Liceum łcące Ogólnokszta h dla dorosłyc

A J C A UT 14 R K RE 13/20 20 REK 201 RUTACJA 3/20 14 www.2lo-swiecie.pl ul. Wojska Polskiego 85 86-105 Świecie tel. 52 33 33 140

społeczeństwo

www.oksir.eu

Praca na okrągło On został wójtem pierwszy – w 1994 roku. Ona rok później. Sama tego nie wymyśliła, poprosiła ją o to grupa radnych. - Nie wiedziałem, co jej radzić, bo nie miałem jeszcze doświadczenia. Myślałem tylko o tym, że ciężko jej na fermie, gdzie pracowała wtedy jako zootechnik. Miałem nadzieję, że w samorządzie będzie jej łatwiej – wspomina Marek Topoliński. Ale życie pokazało, że na urzędzie trzeba pracować na okrągło. – I rzadko kiedy z uśmiechem. Czasem wracam do domu „zwałowana”, przytłoczona problemami mieszkańców. Do wójta nie przychodzi się z sukcesami, górę biorą kłopoty. Dobrze, że mogę się mężowi z nich wygadać – wyznaje Zofia Topolińska. Jednak oboje przyznają, że realizują się w tej roli, bo to odpowiedzialne i kreatywne zajęcie. - Wcale nie chodzi o prestiż. Po blisko 20 latach jestem już na niego odporny – zastrzega wójt gminy Świekatowo. – Moja praca to organizowanie i tym właśnie zajmuję się najchętniej. Wcale nie kierowaniem, jak uważają niektórzy. Ich dzieci niezbyt ciepło oceniają ich pracę. - Uważają ją za przekleń-

stwo – nie kryje Topolińska. - Nasza praca była z nimi na wakacjach, podczas świąt, obiadów. Czasem żałuję, że się tak na niej koncentrowaliśmy, gdy oni dorastali. Często zwracali nam uwagę, że mamy odłożyć papiery, żebyśmy przestali tyle gadać o sprawach gminy. Pewnie dlatego żadne z ich dzieci nie chciało etatu w administracji. - Chociaż syn pracuje w korporacji i wraca do domu jeszcze później niż ja – zaznacza ojciec.

Bez rywalizacji

Wiele spraw omawiamy razem, podpowiadamy sobie różne rozwiązania, bo jednak każde z nas ma inne poglądy. Możliwość pogadania z mężem jest dla mnie bardzo cenna.

Ale rodzice nie kryją, że są też pożytki z ich wspólnego „wójtowania”. - Wiele spraw omawiamy razem, podpowiadamy sobie różne rozwiązania, bo jednak każdy ma inne poglądy. Możliwość pogadania z mężem jest dla mnie bardzo cenna – zaznacza Zofia Topolińska. - Doradzamy sobie. Na przykład żona pyta mnie czy wiem o jakimś projekcie, którym ona interesuje się już dla Lniana i może w Świekatowie też by się przydał, a ja staram się jej odwdzięczać takimi sygnałami i w ten sposób mobilizujemy się w pracy. Rzadko, ale zdarzają się nam sprawy, nad którymi możemy pracować razem. Z reguły są to ja-

kieś regulaminy i wtedy z radością korzystam z drobiazgowości żony. Wiem, że eksperta mam pod ręką. Oboje przekonują, że nie próbują nawet ze sobą rywalizować. - Nie bierzemy udziału w plebiscytach samorządowych, nie przeliczamy poparcia w wyborach, unikamy współzawodnictwa – uściśla mąż. - Ewentualnie przygadujemy sobie: „A ty cwana jesteś, a ty lis”, ale ostatecznie dzielimy się wiedzą – śmieje się wójt gminy Lniano. Czy mogliby zamienić się rolami? - Moje miejsce jest w Lnianie – mówi Topolińska. – Chociaż muszę przyznać, że w Świekatowie ludzie

wrzesień 2013

bardzo się starają; zakładają fajne stowarzyszenia, organizują trafione imprezy. Z drugiej strony, jak już moi mieszkańcy coś zorganizują, na przykład dożynki, to trudno ich podrobić! - Lniano ma inną specyfikę – tłumaczy Topoliński. – Właściwie jest odcięte od Bydgoszczy, za to Świekatowo jest z nią powiązane. Masa ludzi dojeżdża tam do pracy. Świekatowo ma też aspiracje turystyczne, z roku na rok przybywa tam letników. - Nie ma u nas dużych zakładów. Z jednej strony źle, a z drugiej nie przeżywamy takich spektakularnych upadków, jak ostatnio z Violą. Pamiętam, jak wtedy Zosia się zamartwiała, że tylu mieszkańców straci pracę. Pomogło jej wtedy chłodne oko męża, że jakoś musi się to ułożyć.

Dzisiaj mam wolne Oboje są zgodni co do tego, że poradziliby sobie na miejscu współmałżonka. - Moja żona spisałaby się w każdej gminie – podkreśla Topoliński. - Zresztą to decyzja wyborców, a nie nasze gdybanie, kto ma być wójtem. Topolińska jest stale wystawiana

15

na ocenę męża, bo mieszkają w gminie, którą ona zarządza. - Mąż punktuje mnie nawet w drodze do kościoła – mówi. Ta historia przerodziła się już w lokalny żart: szli na niedzielną mszę, gdy on żachnął się na dziury w chodniku. - Musiałam mu przypomnieć, że dzisiaj nie pracuję. Na co dzień też słyszę uwagi: to trzeba naprawić, to posprzątać. Zakładam, że tak mi pomaga. Wspierają się w pracy, bo wolnego razem nie mają. – Wspólny termin urlopu to prawie fikcja. Koliduje wiele spraw, terminy się rozmijają – ubolewa mąż. – W małych gminach wójt nie ma zastępcy, dlatego ciężko znaleźć termin między tyloma zobowiązaniami. Najgorzej jest podczas zebrań wiejskich, gdy całe dnie spędzamy poza domem. Mimo tylu zajęć, udaje im się trwać w małżeństwie. W sierpniu minęło 31 lat odkąd powiedzieli sobie sakramentalne „tak”. Poznali się na studiach, na Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy. On przyjechał ze Świekatowa, ona z Wętfia. Mają trójkę dzieci: 30letnią Joannę, 28-letniego Łukasza i 22-letniego Tomasza. AGNIESZKA ROMANOWICZ

terazswiecie@oksir.eu

Reklama

S M

e-mail: sekretariatsm@smswiecie.pl, strona internetowa: smswiecie.pl tel. administracja: 52 33 11 909, tel. czynsze: 52 33 11 989, tel. sekretariat: 52 33 12 917, fax: 52 33 11 911

ŚWIECIE 1 9 0 5

NIP 559-000-45-32, REGON 000483576, KRS 0000173471

SPÓŁDZIELNIA MIESZKANIOWA W ŚWIECIU ul. Bolesława Prusa 1, 86-100 Świecie

Sprawdz¹ podzielnik bez wchodzenia do mieszkania Spółdzielnia Mieszkaniowa w Świeciu planuje zamontowanie nowych podzielników ciepła. Nie trzeba już będzie przebywać w mieszkaniu w określonym terminie, żeby wpuścić osobę, zajmującą się ich spisywaniem. Odczyty będą odbywały się na odległość metodą radiową. - Nie będzie się to wiązało z jednorazowym obciążeniem mieszkańców kosztami zakupu urządzeń – zaznacza Dariusz Zawadziński, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Świeciu. – Natomiast za opłatę roczną, niewiele większą niż do tej pory, mieszkańcy otrzymają dużo sprawniejszy i wygodniejszy dla nich system. Bateriom w starych podzielnikach kończy się wytrzymałość, a ich wymiana byłaby droższa niż montaż nowych urządzeń. Podzielniki w spółdzielni zamontowano 9-10 lat temu. Wtedy jednak mieszkańcy musieli zapłacić jednorazowo prawie 36 zł za sztukę i oprócz tego ponosili koszty ich rozliczenia. W przetargu ogłoszonym przez spółdzielnię wzięły udział trzy firmy. Dwie z nich zostały zaproszone do dalszych negocjacji, w wyniku których proponowaną początkowo opłatę udało się obniżyć o blisko 20 procent – z 10,4 zł do 8,4 zł za jeden podzielnik rocznie.

Pierwsze rozliczenia kosztów centralnego ogrzewania w systemie radiowym będą się odbywały stopniowo od 2014 do 2015 r. - Dla członków spółdzielni pierwsze rozliczenie będzie bezpłatne. Pokryjemy je z naszych zysków – wyjaśnia Dariusz Zawadziński. Przetarg wygrała firma Techem, która zajmie się demontażem starych urządzeń i ich utylizacją oraz założeniem nowych podzielników radiowych i ich rozliczaniem przez 10 lat. - Mieszkańcy nie będą już musieli odkładać swoich spraw, aby być w domu w określonym dniu i godzinie, żeby móc wpuścić pracownika, który zajmuje się odczytem podzielników – mówi Ewa Wiśniewska, specjalista do spraw gospodarki zasobami mieszkaniowymi spółdzielni. - Teraz – najprościej mówiąc – przed blokiem stanie pracownik firmy z laptopem i za pomocą sygnału radiowego odczyta dane z podzielników ze wszystkich mieszkań w budynku. Wymiana rozpocznie się od budynków w Gródku, bo w tym roku zamontowanym tam podzielnikom mija okres używalności. Później będzie ona kontynuowana po sezonie grzewczym 2013/2014. Wymiana będzie miała także na celu ujednolicenie okresów

rozliczeniowych, który będzie obejmował cały sezon grzewczy. Tak więc w budynkach, w których do tej pory przeprowadzano odczyty po 1 października, będzie odbywać się to wcześniej – informuje Ewa Wiśniewska. Kilka budynków otrzymało informacje o wymianie podzielników w tym roku, lecz po weryfikacji okresu ich używalności przesunięto termin na późniejszy. W związku z tym spółdzielnia przeprasza mieszkańców za zaistniałą sytuację. To nie koniec „technicznych rewolucji” w świeckiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W kilku blokach w podobny sposób odbywa się także odczyt wodomierzy. Z czasem, podczas remontu instalacji wodnej, rozwiązania nowego typu będą pojawiały się również w kolejnych budynkach.

Spółdzielnia Mieszkaniowa w Świeciu przypomina, że od 30 sierpnia 2013 r. do 3 września 2013 r. będzie trwał odczyt wodomierzy w blokach. Szczegółowe informacje na tablicach ogłoszeń na klatkach schodowych i na stronie www.smswiecie.pl.

16

wrzesień 2013

obyczaje

www.oksir.eu

Stodoła już nie płonie Wesela, których nieodłącznym elementem była walka na sztachety, już dawno odeszły do lamusa. Impreza przedstawiona w filmie Smarzowskiego z lejącą się dziesiątkami litrów wódką i kłębami dymu papierosowego nad stołami, to też już raczej miniony folklor. Jak jest teraz?

G

Ś lub, obrączki, a potem… zabawa do białego rana. W ciągu ostatnich kilkunastu lat na polskich weselach sporo się zmieniło FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Reklama

łównym motywem, decydującym o wyglądzie imprezy weselnej, nie są wcale marzenia młodych, ale raczej zasób pieniędzy, jakimi dysponują. Gdy nie mają ich za wiele, niewątpliwie powinni posiadać więcej czasu, żeby większość spraw załatwić we własnym zakresie. Jeśli zasobność portfela ich nie ogranicza, praktycznie mogą pozwolić sobie na wszystko. Danuta i Ryszard Rak z Sulnówka dwanaście lat temu ożenili syna, a kilka tygodni temu córkę. – Trzeba przyznać, że w tym czasie sporo się pozmieniało. Zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, choć obyczaje też są już nieco inne. Jeśli porównać to na przykład

z naszym weselem, to jest to już zupełnie inna impreza. Dawniej wszystko robiło się samemu. Dziś standard to kupno zaproszeń, ale można też wynająć firmę, która dla nas wybierze menu, zespół, fotografa, samochód, stroje. Trzeba tylko mieć pieniądze. Gdy ma się ich ograniczoną ilość, to praca spada na młodych. Czyli w wypadku naszej córki na nas, bo z zięciem pracują za granicą i nie mogli wziąć udziału w przygotowaniach – mówią Danuta i Ryszard Rak, odpoczywając po trudach weselnych dni w cieniu ogrodu. Zupełnie inaczej organizuje się dziś wieczory panieńskie i kawalerskie. Kiedyś było to spotkanie w gronie najbliższych przyjaciół. To się nie zmieniło, ale niekoniecznie musi

obyczaje

www.oksir.eu

ono odbywać się w lokalnych dyskotekach. – Dwanaście lat temu nasz syn poszedł z kumplami poszaleć do Stokrotki w Świeciu. Ale już nasza córka wyskoczyła z przyjaciółkami do Portugalii, a zięć bawił przez weekend w Hiszpanii – mówi Danuta Rak.

Zdziwieni Anglicy Ważnym przedweselnym zwyczajem na terenach byłego zaboru pruskiego jest polter. Tłuczone szkło przed domem panny młodej ma odpędzić złe duchy i przynieść szczęście w małżeństwie. Coraz częściej młodzi, zwłaszcza gdy mają ograniczony budżet, zapraszają na wystawniejszy polter z muzyką i tańcami, a samo wesele ogranicza się do obiadu dla najbliższej rodziny. – Nasza córka wyszła za mąż za Anglika. Goście weselni z Wielkiej Brytanii byli kompletnie zaskoczeni tym, że u nas imprezuje się już dzień wcześniej. Kondycyjnie nie dali rady. Na weselu bawili się wesoło, ale znacznie już spokojniej – przyznaje Ryszard Rak. Zdziwienie obcokrajowców wywołuje też fakt, że na naszych weselach wszystko dla gości jest za darmo. – Tam, jeśli ktoś chce więcej wypić, musi sam kupować sobie alkohol w barze – dodaje pani Danuta. Od kilku lat mieszane śluby stają się zjawiskiem coraz bardziej po-

wszechnym. Na weselach bawią się więc goście z zupełnie różnych stron Europy. – Zięć nie zna polskiego, większość gości z naszego pokolenia nie zna znowu perfekcyjnie angielskiego. Był jednak szczęśliwy, że w trakcie wesela każdy, mimo barier językowych, przychodził z nim pogawędzić i wypić symboliczny kieliszek wódki. A z zabawą to już pewnie kwestia osobowości, a nie narodowości. U nas wszyscy świetnie się bawili – wspomina pani Danuta. Niezaprzeczalnym zdaje się fakt, że zagranicznym gościom łatwiej będzie bawić się przy anglojęzycznych przebojach. Nawet jeśli nie wszystkie lokalne zespoły weselne mają takie w swoim repertuarze, to rozwiązaniem jest muzyka puszczana z komputera, bądź przez didżeja. Jednak ciągle największą popularnością cieszą się muzycy grający na żywo. Jednym z najdłużej utrzymujących się na lokalnym rynku zespołów jest Kasandra. – Byli i u nas. Bywam wredny i wybredny, ale oni naprawdę dali radę – przyznaje Ryszard Rak. - Mamy w swoim repertuarze zagraniczne hity, na które jest coraz większe zapotrzebowanie, nie tylko na ślubach z obcokrajowcami – wyjaśnia Krzysztof Trepczyński z Kasandry. - Istniejemy od 2000 roku. Nieco się przez ten czas pozmieniało. Niegdyś do pierwszego

tańca królowała „Wielka miłość” Seweryna Krajewskiego. Dziś coraz częściej zdarza się, że młodzi puszczają z płyty klasyczne tańce, do których uczyli się kroków. Obecnie w modzie jest walc angielski. Co jeszcze się zmieniło jego zdaniem? – Ciężko mi jednoznacznie określić, bo zawsze unikaliśmy przebojów tego typu, ale chyba coraz rzadziej na polskich weselach rozbrzmiewa disco polo. Niezmienne pozostaje to, że ludzie chcą się bawić. Dlatego, oprócz grania kolejnych utworów, przeprowadzamy liczne konkursy – zaznacza Krzysztof Trepczyński.

Przejażdżka warszawą Zanim jednak młodzi zatańczą popularnego ostatnio angielskiego walca, bądź argentyńskie tango, na wesele muszą dotrzeć. Tu również wiele się pozmieniało. Powstał cały segment rynku żyjący z wynajmu aut. – Dwanaście lat temu syna do ślubu wiózł wujek z Niemiec. Miał dobre auto, ale teraz nawet nie jestem pewien jakie. Wtedy to naprawdę nie było najważniejsze. Natomiast marzeniem Dagmary była przejażdżka lincolnem i zostało ono zrealizowane – mówi Ryszard Rak. Kilkudziesięciominutowa przejażdżka potrafi czasem sporo kosztować. W modzie są ostatnio zabyt-

wrzesień 2013

kowe auta, choć znaczna ich część to repliki przedwojennych modeli. Powoli na popularności zyskują też wyszykowane auta z czasów PRL-u. Tutaj prym wiedzie niestarzejąca się linia warszawy. – Koszt wynajmu repliki przedwojennego mercedesa i dostarczenie go na wesele w Świeciu wynosi 2 tys. zł – informuje przedstawiciel firmy z województwa kujawsko-pomorskiego, zajmującej się wynajmem aut na wesela. – W sezonie, czyli od maja do końca sierpnia, mamy zajęte wszystkie weekendy. Choć nie wszyscy w branży tak mają. Znajomy ma aż siedem zabytkowych aut, a praktycznie na tym nie zarabia. My nie narzekamy, bo dajemy klientom możliwość poprowadzenia samochodu. Który pan młody oprze się możliwości przewiezienia świeżo poślubionej małżonki z kościoła na wesele pięknie odrestaurowaną maszyną? – pyta retorycznie przedstawiciel firmy, nagabywany przez nas o tajemnicę sukcesu.

Krewetki z flakami Po dojechaniu na wesele, które coraz częściej nie odbywa się w restauracji, ale w zyskujących na popularności domach weselnych i odtańczeniu pierwszego tańca, pora wreszcie coś zjeść. Jak zmieniały się przez lata nasze kulinarne upodobania? Jeszcze kilka lat temu kró-

17

lowały przede wszystkim tradycyjne polskie dania. Dziś coraz częściej zamawia się potrawy z różnych stron świata. – Najgorsze jednak, że ludzie dalej chcieliby mieć wszystko w tej samej cenie. A przecież tak nie da się tego przygotować. Po prostu krewetki są droższe od flaków – mówi Paweł Wojtas, który od lat pomaga matce, Ewie Wojtas, w prowadzeniu między innymi weselnego cateringu w rodzinnej firmie Oaza. Czy goście inaczej zachowują się przy stole? Mniej piją? Więcej się bawią? – W istocie, wesela gdzie „płonęły” całe wsie już się nie zdarzają. Ile piją, to kwestia indywidualnej kondycji, ale na pewno więcej się bawią niż siedzą przy stole – zauważa Wojtas. – Nie ma też już powszechnego palenia przy stole. Na dymka wychodzi się na zewnątrz – dodaje Trepczyński z Kasandry. Odeszła również zdecydowanie w przeszłość zasada „zastaw się, a postaw się”. – Dzisiaj wszystko jest skalkulowane. Owszem, słyszy się o braniu kredytów na wesela, ale raczej nie przeznacza się tych pieniędzy na wystawny catering. Gdy za ślub płacą młodzi, a nie rodzice, to często bywa skromnie, ale schludnie. Bo kogo z dwudziestolatków stać tak naprawdę na wytworne bankiety? – komentuje Paweł Wojtas. MACIEJ CIEMNY

terazswiecie@oksir.eu

Reklama

• wesela • imprezy • bale • konferencje • szkolenia • doskonała kuchnia • kompleksowe zaplecze

WESELA W NOWEJ SALI VISTULA HOTEL - 300 m

2

ATRAKCYJNE CENY, DUŻE RABATY! WIZYTÓWKA QR

Vistula Hotel, Świecie, ul. Bydgoska 1, tel. 52 33 24 001/002 e-mail: recepcja@vistula-hotel.pl | www.vistula-hotel.pl www.facebook.com/vistulahotel

18

wrzesień 2013

echo gminy

materiały informacyjne gminy Świecie

www.swiecie.eu

Kompleks w Sulnówku za rok Stanowisko Urzędu Marszałkowskiego jest jasne - w Sulnówku musi powstać kompleks unieszkodliwiania odpadów i nie może on być mniejszy od planowanego. Na początku sierpnia ogłoszono przetarg na wykonawcę inwestycji. Do przetargu przystąpiło 5 firm. Najniższą cenę – 41 mln 838 tys. zł - zaoferowało Przedsiębiorstwo Budownictwa Górniczego i Energetycznego Egbud z Bogatyni. To o 4,76 mln zł mniej niż druga w kolejności najtańsza oferta. Najdroższa wynosiła 58,8 mln zł. - Wybór wykonawcy poprzedziła staranna analiza dokumentów. Egbud ma doświadczenie w tego typu przedsięwzięciach. Budował, między innymi, zakład unieszkodliwiania odpadów w Lubawce. Tamtejsze przedsiębiorstwo gospodarki odpadami, które zleciło prace, wystawiło Egbudowi pochlebne opinie – podkreśla Edyta Kliczykowska, kierownik Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Świeciu.

Spotkanie w urzędzie W skład Międzygminnego Kompleksu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Sulnówku wejdą, między innymi, nowoczesna sortownia, kompostownia, magazyny oraz punkt przerobu odpadów budowlanych i demontażu odpadów wielkogabarytowych (np. mebli). Prace rozpoczną się w najbliższych tygodniach i potrwają do końca września 2014 r. Inwestycja wzbudziła ostatnio zastrzeżenia części radnych. WystoReklama

sowali oni do władz miasta pismo, w którym wyrazili wątpliwości, co do sensowności budowy kompleksu w wielkości proponowanej przez gminę. Dlatego 1 sierpnia w Urzędzie Miejskim w Świeciu zorganizowano spotkanie, aby przedyskutować te uwagi. Wzięli w nim udział m.in. burmistrz Świecia, radni, przedstawiciele spółki Eko-Wisła, a także Małgorzata Walter, dyrektor Departamentu Środowiska Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu i Katarzyna Osenkowska, pracownik tego departamentu.

Mniejszy? Nie da rady Zwróciły one uwagę, że w przypadku utylizacji odpadów, całe województwo zostało podzielone na regiony. Powiat świecki znajduje się w regionie nr 1, który obejmuje także powiaty sępoleński, tucholski i grudziądzki. W każdym z regionów powstaną – zgodnie z planem wojewódzkim – Regionalne Instalacje Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK). U nas będą one znajdowały się w Bladowie koło Tucholi, Zakurzewie koło Grudziądza i właśnie w Sulnówku koło Świecia. Każdy z tych zakładów musi mieć odpowiednie wyposażenie i infrastrukturę do mechaniczno-biolo-

W przyszłym roku tą niewielką sortownię działającą na składowisku w Sulnówku zastąpi nowoczesna linia do segregacji odpadów

gicznego przetwarzania odpadów. Wszystkim im przypisane są konkretne moce przerobowe. Dlatego kompleks w Sulnówku, aby spełniać podstawowe wymogi techniczne, musi być tej wielkości, jaka została wcześniej zaplanowana. Mniejszej instalacji już po prostu nie można

postawić. Zwrócono także uwagę na to, że gminy nie mogą wozić odpadów do utylizacji tam, gdzie im się podoba. Zgodnie z planem, zakładającym powstanie instalacji regionalnych, gminy z regionu 1 (do którego należy też Świecie) nie będą mogły dostar-

czać odpadów zmieszanych poza ten obszar, np. do mającej powstać spalarni w Bydgoszczy w regionie 5 (jej budowa zresztą nadal jest pod znakiem zapytania). Muszą one zostać zutylizowane w jednym z trzech zakładów zlokalizowanych na naszym terenie.

www.swiecie.eu

echo gminy

materiały informacyjne gminy Świecie

Świecie podwójnie docenione

wrzesień 2013

19

Zagrają na nowym boisku

Świecie znalazło się w czołówce gmin, które wydają najmniej na administrację, a z drugiej strony należą do najzamożniejszych w kraju. Prestiżowy dwutygodnik samorządu terytorialnego „Wspólnota” opublikował w lipcu dwa rankingi. W pierwszym z nich oceniono zamożność samorządów w 2012 r. W kategorii miast powiatowych Świecie znalazło się na wysokim 16 miejscu w kraju. Zamożność w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniosła 2.821,73 zł. Drugi ranking dotyczył najniższych wydatków na administrację w 2012 r., czyli najprościej mówiąc – na bieżące utrzymanie urzędu miejskiego i pensje urzędników. Im zatrudnienie było niższe, a wynagrodzenia niewygórowane – tym lepsza lokata w rankingu. Świecie ma tu powody do zadowolenia, bo uplasowało się aż na 6 miejscu w kraju wśród najbardziej oszczędnych miast powiatowych. W przeliczeniu na jednego mieszkańca w naszej gminie na administrację wydaje się tylko 174,44 zł. - Staramy się racjonalnie gospodarować publicznymi pieniędzmi. Dlatego wolimy je przeznaczać na inwestycje, przyczyniające się do rozwoju gminy i podnoszące poziom jej zamożności niż przesadnie rozbudowywać administrację – komentuje wyniki rankingów Tadeusz Pogoda,

2.821,73 zł

174,44 zł

– tyle na jednego mieszkańca wynosi zamożność gminy Świecie

– tylko tyle na jednego mieszkańca wydaje się u nas na administrację

16 miejsce w kraju

6 miejsce w kraju

burmistrz Świecia. W Świeciu bardziej preferowany jest podział obowiązków między już zatrudnionych urzędników niż przyjmowanie nowych. Mimo że gminie

przybywa obowiązków, między innymi, związanych z gospodarowaniem odpadami. W niedawno powstałym Referacie Gospodarki Odpadami zatrudniono tylko jedną nową osobę.

Na ulicy Paderewskiego powstanie chodnik i ścieżka rowerowa

Boisko przy Szkole Podstawowej i Gimnazjum w Grucznie zostanie jeszcze w tym roku gruntownie przebudowane. Starą, zniszczoną, trawiastą nawierzchnię zastąpi nowa z poliuretanu. Powstanie też bieżnia dwu i czterotorowa oraz skocznia w dal. Boisko będzie służyło do gry w piłkę nożną, piłkę ręczną i siatkówkę, a nawet tenisa ziemnego. - Za bramkami będą znajdowały się 6-metrowe piłkochwyty, dzięki czemu piłka nie będzie wypadała poza obiekt. Prace rozpoczęły się w pierwszej połowie sierpnia – wyjaśnia Wiesław Keller, zastępca kierownika Wydziału Inwestycyjnego Urzędu Miejskiego w Świeciu. Boisko będzie służyło nie tylko uczniom i mieszkańcom, ale także przyjezdnym. Tym bardziej, że

655 tys. zł przeznaczy gmina na przebudowę boiska w Grucznie Gruczno staje się miejscowością coraz bardziej atrakcyjną turystycznie. Przetarg na wykonanie inwestycji wygrało przedsiębiorstwo Hydro-Eko z Chojnic. Koszt to prawie 655 tys. zł. Gmina będzie się starała o dofinansowanie w wysokości około 400 tys. zł z Lokalnej Grupy Działania „Gminy Powiatu Świeckiego” w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Zgodnie z umową, prace potrwają najdalej do 24 października, ale nie wykluczone, że zakończą się wcześniej.

„Brat bliźniak” w Czaplach

Przed końcem października zostanie przebudowana ulica Paderewskiego w Świeciu, na odcinku między ul. Stromą a Sobieskiego. Droga łącząca Górne Marianki z ul. Sienkiewicza powyżej cmentarza, jeszcze nie tak dawno leżała na peryferiach miasta. Zmieniło się to wraz z budową nowych bloków mieszkalnych przy ul. Piłsudskiego. Droga stała się niemalże ulicą osiedlową. Korzysta z niej coraz więcej rowerzystów i pieszych, m.in. rodziców spacerujących z dziećmi. Dlatego jeszcze przed końcem października blisko 348-metrowy odcinek ul. Paderewskiego, między ul. Stromą a Sobieskiego, zostanie przebudowany. Powstanie chodnik szeroki na 1,5 m i asfaltowa ścieżka rowerowa o szerokości 2 m. Będą one oddzielone od ulicy 1-metrowym pasem zieleni, na którym zostanie zamontowanych 16 słupów oświetleniowych. - Będzie to oświetlenie LED.

Pierwszy etap prac obejmie 348-metrowy odcinek ul. Paderewskiego

Lampy tego rodzaju są przy zakupie wprawdzie droższe niż tradycyjne, ale na dłuższą metę to rozwiązanie dużo bardziej ekonomiczne, bo zużywają mniej energii – wyjaśnia Ryszard Sadowski, kierownik Wydziału Inwestycyjnego Urzędu Miejskiego w Świeciu.

Przetarg na wykonanie inwestycji, wartej 1 mln zł, wygrał Zakład Drogowo-Mostowy ze Świecia. W dalszej kolejności powstanie chodnik i ścieżka rowerowa na kolejnym – liczącym blisko 1,5 km – odcinku drogi, tym razem między ul. Sobieskiego a Sienkiewicza.

Do końca września przyszłego roku gmina pobuduje blok socjalny w Czaplach. Będzie on bliźniaczo podobny do tego, który w ubiegłym roku oddano do użytku w Grucznie. Budynek z 20 mieszkaniami powstanie na działce gminnej w pobliżu Szkoły Podstawowej w Czaplach. Będzie miał 720 m kw. powierzchni użytkowej, a mieszkania od 28 do ponad 50 m. Każde z nich będzie dysponowało indywidualnym ogrzewaniem na węglowe kotły c.o. - Zastosowaliśmy ten sam projekt, co w Grucznie. Z tą różnicą, że w Czaplach, powstanie dodatkowo przepompownia ścieków, bo z racji

ukształtowania terenu budynek będzie się znajdował w płytkiej niecce – wyjaśnia Ryszard Sadowski, kierownik Wydziału Inwestycyjnego Urzędu Miejskiego w Świeciu. Blok wprawdzie nie będzie podpiwniczony, ale obok będzie się znajdował budynek z pomieszczeniami gospodarczymi, przypisanymi do każdego mieszkania. 25 lipca rozstrzygnięto przetarg na wykonawcę inwestycji. Głównym kryterium była cena. Najniższą spośród 8 firm, które przystąpiły do przetargu złożył Roplast ze Świecia – 1 mln 803 tys. zł (o 250 tys. zł mniej niż wynosiła druga w kolejności najtańsza oferta).

20

wrzesień 2013

echo gminy

materiały informacyjne gminy Świecie

Wizyta wypadła śpiewająco - W centrum starego miasta widziałem wiele osób spacerujących, siedzących na ławkach i w ogródkach piwnych, bawiące się dzieci. To dowód na to, że ludzie chętnie tu przychodzą, a więc remont tej części Świecia zdał egzamin – mówi Peter Burger, burmistrz niemieckiego Gernsheim. Od 20 do 23 sierpnia przebywał u nas 47-osobowy chór z Gernsheim, partnerskiego miasta Świecia. Goście zwiedzili Świecie i Gdańsk. Złożyli też wizytę w magistracie, gdzie przyjął ich wiceburmistrz Zbigniew Podgórski. 22 sierpnia chór Sängerlust z Gernsheim wystąpił wspólnie ze świeckim chórem Parati Semper w „Klasztorku”. Mieszkańców i obydwa chóry przywitali Peter Burger, burmistrz Gernsheim (który tego dnia przyjechał do Świecia z dwudniową wizytą) oraz burmistrz Tadeusz Pogoda. Peter Burger spotkał się również z władzami gminy w urzędzie miejskim. ¾¾¾ Po raz pierwszy był pan w Świeciu w październiku 2011 roku. Jakie było pana pierwsze wrażenie? Coś pana zaskoczyło?

www.swiecie.eu

Gmina na plusie Jednym z punktów sesji Rady Miejskiej w Świeciu z 21 sierpnia była informacja burmistrza o realizacji budżetu gminy za pierwsze półrocze. Dochody w tym okresie wyniosły 58,5 mln zł, a wydatki 49,5 mln. W sumie więc Świecie miało 9 mln zł nadwyżki. - Wzięła się ona stąd, że w pierwszym półroczu nie musieliśmy jeszcze finansować inwestycji, rozpoczętych w tym czasie. Nadwyżka zostanie rozdysponowana w drugiej połowie roku – wyjaśniał burmistrz Tadeusz Pogoda. Z długiej listy inwestycji zaplanowanych na ten rok, pod znakiem zapytania stoi jedynie budowa drogi dojazdowej od trasy wojewódzkiej do Strefy Rozwoju Gospodarczego Vistula Park II w Sulnowie. Wiąże się to ze staraniami gminy o uzyskanie 85-procentowego dofinansowania z funduszy unijnych. Świecie

przeszło pozytywnie pierwszą selekcję. Teraz Urząd Marszałkowski musi zapoznać się ze wszystkimi dokumentami, a ostateczna decyzja w tej sprawie zapadnie pod koniec roku. Najprawdopodobniej więc budowa drogi rozpocznie się w 2014 roku. Radni wyrazili zgodę na zmianę Wieloletniej Prognozy Finansowej gminy. Jest to związane ze zwiększeniem o 500 tys. zł limitu wydatków na budowę Międzygminnego Kompleksu Unieszkodliwiania Odpadów w Sulnówku. Oferta firmy Egbud, która wygrała przetarg, była wyższa o ok. 400 tys. zł od kwoty zapisanej w prognozie. Do tego doszły też koszty związane z obsługą gwarancji zapłaty i rozwiązaniem umowy z poprzednim wykonawcą Polimexem-Mostostal. Projekt uchwały poparło 18 radnych, 1 był przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu.

Mosty mają patronów

Burmistrzowie Peter Burger (po lewej) i Tadeusz Pogoda

PETER BURGER, BURMISTRZ GERNSHEIM:

Na pewno zaskoczyła mnie gościnność. Poza tym zauważyłem, że miasto sporo inwestuje w infrastrukturę. Podczas mojej pierwszej wizyty trwały jeszcze prace, związane z rewitalizacją śródmieścia. Będąc dzisiaj w centrum starego miasta widziałem wiele osób spacerujących, siedzących na ławkach i w ogródkach piwnych, bawiące się dzieci. To dowód na to, że ludzie chętnie tu przychodzą, a więc remont tej części Świecia zdał egzamin. Niemcy to zamożny kraj. Skala problemów przeciętnego, niedużego miasta w Niemczech jest na pewno inna niż w Polsce. Z jakimi problemami musi sobie radzić burmistrz Gernsheim? Jednym z nich jest restrukturyzacja w zakładach chemicznych, działających w naszym mieście. Powstają tam pigmenty do lakierów i kosmetyków. Oprócz tego fabryka wytwarza też ciekłe kryształy wykorzystywane w telewizorach. I właśnie ta część produkcji zostanie zamknięta i przeniesiona do Chin. Pracę straci 300 osób, jedna trzecia wszystkich zatrudnionych. Dla 10-tysięcznego Gernsheim to prawdziwa armia. Nie boi się pan, że trafią na garnuszek miejskiej opieki społecznej? Niewielka część tych osób lub ich najbliższych rodzin na pewno tak. Spora grupa zwolnionych przejdzie jednak na emerytury. Pozostali to dobrzy fachowcy, więc myślę, że znajdą sobie pracę w tej samej branży w innych regionach kraju. Poza tym wszyscy dostaną przyzwoite odprawy. Nawet jak na warunki niemieckie

Chór z Gernsheim podczas występu w „Klasztorku”

będą one duże. Osoby, które mają najdłuższy staż pracy dostaną około 240 tys. euro. Nawet po zapłaceniu 40-procentowego podatku pozostanie im znaczna kwota. Nie znajdą się więc z dnia na dzień bez środków do życia. Sporo problemów mamy w związku z nowymi przepisami, które nakazują gminom zapewnienie opieki w żłobkach dzieciom do 3 roku życia. Utworzyliśmy już jeden żłobek dla 100 dzieci, ale obawiam się, że może to być za mało, bo w całym mieście mamy około 250 takich maluchów. Rodzice mogą, ale nie muszą posyłać swoje dzieci do żłobka, ale ostatnio staje się to modą, która sporo nas kosztuje. Utrzymanie jednego takiego dziecka to 950 euro miesięcznie, z czego tylko 350 euro płacą rodzice, a resztę miasto. Brakuje też opiekunek. Osoby z odpowiednimi kwalifikacjami niechętnie chcą zajmować się aż tak małymi dziećmi. Wolą pracować z nieco starszymi.

Jak ocenia pan współpracę ze Świeciem? Czuję się tu jak wśród przyjaciół. Bardzo dobrze układa nam się współpraca kulturalna i związana z wymianą młodzieży. Chcielibyśmy jeszcze zacieśnić kontakty między naszymi chórami, a także między strażą pożarną i policją z obydwu miast. Gernsheim to 10-tysięczne miasto w południowo-zachodnich Niemczech. Współpraca między obydwoma miastami zaczęła się od kontaktów Gimnazjum nr 1 w Świeciu z tamtejszą szkołą, czego efektem są, m.in., wymiany młodzieży. Z czasem wzajemne relacje przeniosły się na szczebel samorządowy. W czerwcu 2011 roku samorządowcy ze Świecia odwiedzili Gernsheim, gdzie podpisano umowę partnerską, a w październiku tego samego roku delegacja z Gernsheim złożyła rewizytę w naszym mieście.

Most na Wdzie na ul. Wojska Polskiego w Przechowie nosi imię Mirosława Lorcha, a na ul. Mickiewicza i Mostowej Jana Kamińskiego. 19 sierpnia dokonano oficjalnego odsłonięcia tablic. Z inicjatywą nadania nazw mostom wystąpiły dwa społeczne komitety upamiętnienia Jana Kamińskiego i Mirosława Lorcha. W marcu tego roku radni jednogłośnie przyjęli uchwałę w tej sprawie. Odsłonięcia tablic dokonały Anna Jarantowicz i Joanna Pokrzywińska, córki Jana Kamińskiego oraz Mirosława Lorch, wdowa po Mirosławie

Lorchu. W uroczystości wzięli też udział przedstawiciele władz miasta i powiatu oraz obydwu komitetów społecznych. Jan Kamiński (1943 - 1999), miłośnik Świecia i autor książek poświęconych historii miasta, był także jednym z inicjatorów odbudowy starej fary. Mirosław Lorch (1951 - 1998), mimo że był chory na stwardnienie rozsiane i przykuty do łóżka, wydawał i redagował od 1990 roku „Gazetę Świecką”. Działał także na rzecz osób niepełnosprawnych i ubogich.

Honorowi bartnicy 7 i 8 września Świecie będzie gospodarzem Wojewódzkich Dni Pszczelarza. Podczas sesji Rady Miejskiej Czesław Wejner, prezes Miejsko-Gminnego Koła Pszczelarskiego, uhonorował osoby wspierające organizację imprezy. Certyfikaty poświadczające przyjęcie do Bractwa Bartników otrzymali burmistrz Tadeusz Pogoda, wiceburmistrz Zbigniew Podgórski, sekretarz gminy Leszek Żurek, skarbnik Marzenna Rzymek oraz Edyta Kliczykowska, kierownik wydziału rolnictwa. W ramach obchodów na zamku otwarto również wystawę o pszczelarstwie, którą można zwiedzać do 10 września.

reklama

www.oksir.eu

wrzesień 2013

21

Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego” 86-100 Świecie, ul. Chmielniki 2B, pok. nr 7, tel./fax (52) 33 01 832, email: lgdswiecie@op.pl www.lgdswiecie.pl

Weź udział w konkursie i wygraj nagrody! Zapraszamy mieszkańców na konkurs wiedzy o Lokalnej Grupie Działania. Co miesiąc będziemy zamieszczać kupon konkursowy z pytaniem dotyczącym LGD. Raz na kwartał odbędzie się losowanie atrakcyjnych nagród, spośród nadesłanych kuponów!

KUPON KONKURSOWY

Na odpowiedzi czekamy do 10 września 2013 roku (decyduje data stempla pocztowego). Wyniki zostaną ogłoszone we wrześniowym numerze „Teraz Świecie”. Kupony należy nadsyłać na adres: Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego”, ul. Chmielniki 2b, 86-100 Świecie z dopiskiem „Konkurs LGD”.

Pytanie: Czym zajmuje się Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego”? Odpowiedź:

Imię i nazwisko:

Telefon/e-mail:

Adres zamieszkania: Wiek:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych dla celów konkursu.

Piknik liderów III Piknik Leader już za nami. W sobotę 29 czerwca liczną, bo prawie 70-osobową grupą, gościliśmy w Skrwilnie na corocznym pikniku dla lokalnych grup działania z województwa kujawsko-pomorskiego. Nie zabrakło licznych konkurencji, występów artystycznych, konkursów oraz smakołyków. Nasza ekipa dzielnie brała udział w licznych konkurencjach. Wśród nich znalazły się tak nietypowe, jak „lektyka dla prezesa”, „rzut beretem dla sołtysa” czy „ubijanie piany dla KGW” oraz wiele innych. Panie z Kół Gospodyń Wiejskich z obszaru Lokalnej Grupy Działania „Gminy Powiatu Świeckiego” przygotowały wspaniały poczęstunek dla uczestników pikniku, tym samym promując naszą LGD. Natomiast chór Cecylia z Bukowca umilał czas śpiewem. Piknik był zorganizowany przez Krajową Sieć Obszarów Wiejskich.

Sfinansowano w ramach działania 4.31 „Funkcjonowanie lokalnej grupy działania, nabywanie umiejętności i aktywizacja” Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 i środków Unii Europejskiej oraz Budżetu Państwa

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie

22

obyczaje

wrzesień 2013

www.oksir.eu

Nie lajkują i żyją - O kurczę, zepsuł mi się komputer, straciłam wszystkich znajomych – oznajmiła kiedyś, autentycznie przerażona, moja znajoma. Czy prawdą może być, powtarzane jak mantra hasło „Jeśli nie ma cię na Facebooku, to nie żyjesz”?

J

estem dowodem na to, że to bzdura – śmieje się Kinga Chabros ze Świecia. - Do tej pory nie założyłam konta na Facebooku i pewnie już tego nie zrobię – stwierdza dość stanowczo 28-latka. - Gdy chcę się dowiedzieć, co słychać u moich znajomych, to się z nimi spotykam albo dzwonię do nich. Nie potrzebuję pośrednika w postaci żadnego portalu społecznościowego. Przyznaje się jednak do posiadania konta na podupadającej już Naszej Klasie. – O tym, że nie przywiązuję do niego specjalnej wagi, najlepiej świadczy to, że administruje nim moja mama – zdradza. - Gdy uznaje, że pojawił się tam jakiś istotny wpis, informuje mnie o tym. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miała coś ciekawego do przekazania. Zresztą ona też tam zagląda tylko ze względu na gry. Najbardziej przypadł jej do gustu Farmer. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia o co w tej grze chodzi. Chyba sadzi się jakieś rośliny i hoduje zwierzęta. Mówi, że to ją relaksuje. Oto cały pożytek z Naszej Klasy – śmieje się świecianka. Zainteresowanie Naszą Klasą skończyło się w momencie, gdy Kinga Chabros zaczęła otrzymywać zaproszenia od osób, których zupełnie nie kojarzyła. - O ile na początku Nasza Klasa budziła pewien zachwyt, bo dawała możliwość dowiedzenia się, co dzieje się u dawno niewidzianych znajomych, o tyle po jakimś czasie zaczęło się prymitywne lansowanie: zobaczcie gdzie byłam na wakacjach, jaki kupiłem

samochód, z kim się bawiłem i ilu mam znajomych na NK – wylicza. - Coś takiego mnie nie bawi. Dlatego gdy pojawił się Facebook wiedziałam, że mnie to nie interesuje, bo na tym portalu lansowanie się na pięknych i bogatych jest jeszcze bardziej nachalne. Taki wirtualny świat to nie dla mnie. Ja kocham spotkania z ludźmi, wspólne wyjazdy, wszystko to, czego nie może zapewnić żaden komputer. Poza tym wolę mieć 10 prawdziwych przyjaciół niż 300 znajomych, na których pewnie nie mogłabym liczyć, gdybym tego potrzebowała – przekonuje. Jest jeszcze jeden powód, dla którego Kinga Chabros dość ostrożnie podchodzi do ujawnia informacji o swoim życiu prywatnym. - Jak większość osób pracujących w więziennictwie, powinnam uważać, jakie informacje na mój temat stają się dostępne – mówi. - W tej pracy taka nieostrożność jest raczej niewskazana. Oczywiście, niektóre opcje można zablokować, ale jak znam życie, są tacy, którzy potrafią to odblokować. Podobne wątpliwości miała pracująca w sądzie świecianka Edyta Tuńska. - Najpierw myślałam, że nie wypada pokazywać się na Facebooku. Później jednak doszłam do wniosku, że chodzi nie tyle o charakter pracy, co o mój stosunek do portali społecznościowych. Oczywiście jak większość uległam Naszej Klasie, ale tylko dlatego, że dosyć często się przeprowadzałam i byłam ciekawa, jak ułożyło się życie dawnych koleżanek i kolegów, których nie widziałam od lat – wyjaśnia.

Reklama

Miałeś wypadek? Masz prawo do odszkodowania Nie wiesz jak dochodzić swoich praw? Zadzwoń 602 584 581

- Z czasem zainteresowanie portalem spadało. Do tego stopnia, że gdy pojawił się Facebook, zupełnie nie zrobiło to na mnie wrażenia. Rówieśnicy Edyty Tuńskiej byli zdziwieni, kiedy przyznawała, że nie ma jej na Facebooku. - Teraz może jest to mniej odczuwalne, ale w czasach studenckich wielokrotnie słyszałam, że jak nie ma mnie na Facebooku, to nie żyję. Strasznie durne stwierdzenie, które irytuje mnie za każdym razem, gdy je słyszę. Szkoda mi czasu na siedzenie przed komputerem i ciągłe uaktualnianie swojego profilu. To nie jest prawdziwe życie. Najbardziej drażni ją lans. Powszechne kreowanie się na pięknych i bogatych. - Zupełnie nie rozumiem idei codziennego wrzucania banalnych zdjęć, wykonanych telefonem – zaznacza. - Czy też wpisy: „Zobaczcie co dziś zjadłam na śniadanie?” Kogo to interesuje? Gorsze wydają mi się tylko zdjęcia USG płodów, na których publikowanie zapanowała jakaś moda. W 2011 roku francuski tygodnik „Le Nouvel Observateur” dokonał podziału użytkowników Facebooka na sześć grup: 1 – szalony wpisywacz (nie odrzuca żadnych zaproszeń, wszystko lajkuje, pamięta o każdych urodzinach), 2 – głasnost (opowiada wszystko o swoim życiu, załącza zdjęcia płodu do lajkowania), 3 – podglądacz (przegląda profile innych, sam nic nie zamieszcza), 4 –

control freak (paranoik uważający FB za inwigilatora, ale ma na FB kilka fałszywych kont), 5 – personal brander (mistrz autokreacji, zapisany do wszelkich platform sieciowych), 6 – aktywista, (tworzy na FB masę grup – antyrasistowskich, wegetariańskich, ekologicznych, informuje na bieżąco o rewolucjach w dalekich krajach, zamiast swojego zdjęcia publikuje zdjęcie politycznego bohatera z Trzeciego Świata). Do żadnej z tych grup z pewnością nie należy Michał Karbownik, który choć z komputerem jest za pan brat, nie uległ powszechnej modzie. - Nie widzę potrzeby afiszowania się tym, co dzieje się w moim życiu – przekonuje – Do kontaktów ze znajomymi w zupełności wystarcza mi telefon komórkowy i skype. Facebook to wielka ściema. Ludzie nie są tam sobą. Bardzo często próbują udawać innych niż są w rzeczywistości. Z tą opinią w znacznej mierze zgadza się Ariel Stawski, który ma… ponad 1000 znajomych na Facebooku. Lepszy wynik mają tylko gwiazdy rocka. Mówi otwarcie, że nie wyobraża sobie życia bez FB. Nie od razu stałem się jego fanem – wspomina. - Konto założyłem trzy lata temu tylko dlatego, że w tamtym czasie handlowałem dekoderami Cyfry Plus. Liczyłem, że w ten sposób pozyskam nowych klientów. Przez dłuższy czas nic na koncie się nie działo. Zmienił to dopiero Woodstock. Poznałem masę ludzi

z różnych zakątków Polski, z którymi mogłem utrzymywać kontakt tylko za pośrednictwem Internetu. W miarę upływu czasu zaczęło okazywać się, że Facebook jest niezwykle pomocny w mojej pracy dziennikarza i animatora kulturalnego. Zajęcia, jakie prowadzę z grupą wolontariuszy mogą być kontynuowane online. Skąd wzięło się aż tysiąc znajomych? - Można ich podzielić na trzy grupy. Pierwszą stanowią ludzie poznani w szkole, rodzina i znajomi ze Świecia, druga to środowisko związane z Pokojowym Patrolem i Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, a trzecia to dzieci, które poznały mnie przy okazji różnych imprez kulturalno-rozrywkowych – wylicza Stawski. Mimo podkreślanych zalet, dostrzega też wady FB. - Tą drogą rozpowszechniane mogą być treści niekoniecznie odpowiednie dla dzieci – tłumaczy. - Dzieje się to nie tyle za sprawą samego Facebooka, co podpinanych do niego aplikacji, czyli innych programów, które mogą łączyć na przykład ze stronami pornograficznymi. Poza tym, czasami trudno zachować spokój, gdy widzi się, jakie zdjęcia publikują ludzie. Szczytem w moim mniemaniu była fotka grupy ludzi ubranych na czarno, wyraźnie zasmuconych i podpis „15 minut po spaleniu babci”. ANDRZEJ BARTNIAK

terazswiecie@oksir.eu

materiał sponsorowany

www.oksir.eu

wrzesień 2013

23

Zanim będzie za późno Nie odbiegamy tu od średniej krajowej - marihuana, amfetamina i ecstasy to najpopularniejsze narkotyki w powiecie świeckim. - Niepokojące jest to, że młodzi ludzie coraz częściej odurzają się też acodinem, tabletkami na kaszel dostępnymi w aptekach bez recepty – mówi Ewa Janowicz – Marczak, psycholog i terapeuta uzależnień.

K

upno narkotyków nie przedstawia dziś większego problemu, nawet w małych miejscowościach, takich jak Świecie. Wystarczy poszperać w Internecie, żeby znaleźć „towar”. Po środki odurzające sięgają coraz młodsi. Do świeckiego oddziału Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii zgłaszają się nawet 14-latkowie. - W naszym punkcie konsultacyjnym osoby uzależnione i ich rodziny mogą liczyć na pomoc terapeutyczną – wyjaśnia Ewa Janowicz – Marczak, psycholog, terapeuta uzależnień i wiceprzewodnicząca oddziału PTZN w Świeciu. – Każde uzależnienie, w tym także od narkotyków, to przewlekła choroba, która pozostaje z nami do końca. Można jednak, po podjęciu profesjonalnej terapii, żyć i funkcjonować bez narkotyków. Skuteczność leczenia zależy głównie od motywacji i postanowienia zmiany swojego życia oraz wsparcia najbliższych. Jakie objawy powinny zaalarmować rodzica i wzbudzić podejrzenie, że dziecko „bierze”? - Dzieci, szczególnie w wieku dorastania, zmieniają swoje zachowania, nawyki, sposób bycia. Nie zawsze musi być to związane z narkotykami. Są jednak sygnały i sytuacje, których nie można bagatelizować i które wskazują, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego – mówi Ewa Janowicz – Marczak. Lampka ostrzegawcza powinna nam się zapalić, kiedy zauważymy kilka nakładających się na siebie czynników: dziecko ma zmienne nastroje – śmieje się, a za chwilę płacze, ma kłopoty z nauką, których wcześniej nie było, wagaruje, bywa na zmianę ospałe lub pobudzone, sypia o dziwnych porach. Niepokojące jest też częste znikanie z domu w ciągu dnia i unikanie kontaktu po powrocie, przekrwione oczy, przewlekły katar, zwężone lub rozszerzone źrenice. Kolejny symptom to „dziwny” zapach w pokoju dziecka i, na przykład, palące się kadzidełka, które mają ten zapach zatuszować. Powinniśmy też zainterweniować, kiedy zauważymy

małe woreczki z białym proszkiem lub jego resztkami, pigułki nieznanego pochodzenia, chemikalia, opalone folie aluminiowe czy bibułki do skrętów. Narkotyki to nie tylko problem, który dotyczy nastolatków. Po pomoc do punktu konsultacyjnego przychodzą także trzydziestolatkowie. Dlatego oddział PTZN w Świeciu organizuje i prowadzi grupowe spotkania psychoedukacyjne nie tylko dla dzieci i młodzieży w szkołach, ale też dla dorosłych, m.in., w placówkach służby zdrowia. - Od samego początku funkcjonowania, czyli od 2005 roku, nasze działania wspiera finansowo gmina Świecie – zaznacza Ewa Janowicz – Marczak. O tym, że lepiej zapobiegać problemowi niż zwalczać skutki wie doskonale Grudziądzkie Stowarzyszenie „Pomoc Uzależnionym”, które prowadzi w szkołach w powiecie świeckim zajęcia warsztatowe i informacyjne z młodzieżą, rodzicami i nauczycielami. - Najczęściej osoby uczestniczące w takich zajęciach uważają, że problem ich nie dotyczy lub szukają przyczyn w instytucjach odpowiedzialnych za profilaktykę – mówi Andrzej Burzyński, prezes stowarzyszenia. Młode osoby, które mają problem z narkotykami, rzadko chcą wyjść z nałogu samodzielnie. - Zwykle przyprowadzają ich rodzice i opiekunowie, wysyła szkoła lub kurator sądowy – przyznaje Andrzej Burzyński. Proces wyciągania osoby uzależnionej z nałogu jest trudny i długotrwały. W dotychczasowych metodach najczęściej proces ten przebiegał od szczegółowego ustalenia długości, częstotliwości i ilości zażywania środków. Następnie terapeuta przygotowywał osobisty plan terapii, w którym znajdowały się zadania zarówno dla niego, jak i dla osoby uzależnionej. - Plan powstawał w oparciu o to, jakie obszary funkcjonowania takiej osoby zostały najbardziej zniszczone, np.

trudności z przestrzeganiem norm i zasad, brak pewności siebie, asertywność, sytuacje wyzwalające chęć zażycia środka, poczucie własnej wartości – wymienia Andrzej Burzyński. - W nowych podejściach nie sprawdza się, na czym polega problem uzależnienia, lecz przez system pytań i określenia, w którym stadium motywacji znajduje się osoba, dochodzi się do momentu, kiedy pacjent sam dokonuje refleksji i chce zmiany obecnej sytuacji. Stowarzyszenie od 2007 roku świadczy bezpłatną pomoc osobom uzależnionym. Z badań przeprowadzonych w 2006 roku wynika, że w województwie kujawsko-pomorskim nastolatki po raz pierwszy sięgają po narkotyki już w wieku 13 lat. - Niestety, towarzyszy temu wciąż niska świadomość na temat uzależnień wśród rodziców oraz wśród dzieci i młodzieży eksperymentującej ze środkami odurzającymi – ubolewa Andrzej Burzyński.

Gdzie po pomoc? Polskie Towarzystwo Zapobiegania Narkomanii, punkt konsultacyjny w Świeciu ul. Sądowa 21 (wejście od ul. Klasztornej – w sąsiedztwie sklepiku z dewocjonaliami); telefon – funkcjonujący również jako telefon zaufania – w dniach i godzinach pracy placówki: 799 300 284; e-mail: ptznswiecie@tlen.pl. - Poniedziałek: 16.00-18.30, poradnictwo, konsultacje, diagnozowanie, grupy psychoedukacyjne i wsparcia w zależności od potrzeb środowiska. - Pierwsza i trzecia środa miesiąca: 16.00-17.00, poradnictwo informacyjne, dyżur informacyjnowspierający. - Druga środa miesiąca: 17.30-18.30, konsultacje prawne.

www.ptznswiecie.org.pl

Tekst powstał z inicjatywy Koordynatora Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Świeciu.

24

twarze biznesu

wrzesień 2013

www.oksir.eu

Siła Lwa Dziś z kserowania dokumentów trudno byłoby się utrzymać, ale na początku lat 90. jeden kserograf wystarczył, by zbudować dobrze prosperującą firmę. Historia drukarni Lew ze Świecia to świetny przykład na to, jak ludziom z inicjatywą sprzyja wolny rynek.

Czesław Gołuński od początku zdawałsobie sprawę, że bez kosztownej, ale koniecznej inwestycji w nowe maszyny, trudno myśleć o silnej pozycji firmy na rynku FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

przygotowywanie dokumentacji związanej z budową autostrady A1 i maszyny papierniczej nr 7 w Mondi Świecie. - Na potrzeby autostrady robiliśmy wydruki o długości nawet 30 m – mówi. - Zastawialiśmy się, jak oni to oglądają? Wytłumaczono nam, że mają do tego przystosowaną jedną ze ścian w biurze, na której wieszają cały wydruk. Jednak tak wielkie i równie intratne zamówienia trafiają się dość rzadko. Główną część dochodów stanowią wszelkiego rodzaju druki, formularze, książki technologiczne, reklamy, zaproszenia, wizytówki oraz pieczątki zlecane przez firmy i urzędy z powiatu świeckiego. Firma oferuje też różnego rodzaju grawery i nadruki na odzieży. - Myślę o zakupie maszyny pozwalającej wyszywać napisy i wzory – zdradza przedsiębiorca. - W najbliższej okolicy nikt nie dysponuje takim sprzę-

tem, dlatego sądzę, że znajdę chętnych na tego typu usługi. Jak podkreśla Czesław Gołuński, jednym z elementów decydujących o sukcesie jego firmy, jest ciągłe poszukiwanie nowych obszarów, w których mógłby pozyskać klientów. Nie bez znaczenia jest też sama załoga. Kilka osób pracuje w Lwie od początku firmy, czyli od 1991 roku. - Wszyscy mają umowy na czas nieokreślony – zwraca uwagę właściciel drukarni. - Mówię o tym dlatego, że dziś wcale nie jest to takie oczywiste. Wychodzę jednak z założenia, że ludzie pracują lepiej w firmach, w których czują się dobrze i są z nimi emocjonalnie związani. Póki co, ta filozofia się sprawdza, bo z każdym rokiem przybywa nam klientów, co w znacznym stopniu jest zasługą załogi – zaznacza Gołuński. ANDRZEJ BARTNIAK

terazswiecie@oksir.eu

Reklama

G

dy w 1989 roku Czesław Gołuński żegnał się z Zakładami Chemicznymi Zachem w Bydgoszczy, gdzie był zastępcą szefa produkcji, czuł, że nigdy więcej już nie będzie chciał pracować w państwowej firmie. - Nie mogłem pogodzić się z systemem, który nie promował należycie dobrych pracowników – wspomina. - Premie były przyznawane z rozdzielnika. Niezależnie od tego czy się ktoś angażował, czy też kompletnie mu nie zależało na pracy i tak dostawał pieniądze. Rok 1989 przyniósł sporo zmian i dostrzegłem w tym szansę dla siebie – przyznaje. Tą szansą miały być tabletki na ból głowy. Gołuński chciał zająć się ich produkcją. W momencie, gdy skompletował większość koniecznej dokumentacji, a w Niemczech czekała na wysyłkę maszyna do produkcji, uwolniono kurs dolara. Całe przedsięwzięcie spaliło na panewce. Z dnia na dzień produkcja stała się nieopłacalna. W oczekiwaniu na lepszy pomysł, zajął się prowadzeniem niewielkiego sklepu spożywczego, ale czuł, że ten biznes nie jest jego przeznaczeniem.

P

rzypadek sprawił, że pewien bydgoski biznesmen zaproponował mu, aby w Świeciu poprowadził punkt ksero. Pomysł okazał się strzałem w przysłowiową

dziesiątkę. Droga maszyna spłaciła się po miesiącu. Potem pracowała już tylko na rozwój firmy, której nazwę wymyślił syn Gołuńskiego. - Oboje z żoną jesteśmy spod znaku lwa – zdradza genezę. - Uznaliśmy, że to dobry pomył, a na pewno lepszy od niezwykle popularnych w tamtym czasie nazw w stylu Drutex, Szmatex czy Auteks, które miały nawiązywać do nazw zachodnich firm, a w gruncie rzeczy brzmiały dość śmiesznie i pretensjonalnie. Przedsiębiorca ze Świecia umiał patrzeć w przyszłość i zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli chce umocnić swoją firmę, musi inwestować w nowe maszyny, które pozwolą poszerzyć ofertę usługową drukarni. Dlatego w niedługim czasie w siedzibie spółki przy ul. Sportowej pojawiły się, między innymi, risografy, gilotyny, laminatory czy urządzenia do perforowania. Potem Lew zaczął oferować też pieczątki. - Wiem, jak bardzo ludzie, a szczególnie przedsiębiorcy, cenią sobie swój czas, dlatego za punkt honoru postawiłem sobie, aby wszelkie zlecenia były realizowane terminowo – tłumaczy właściciel Lwa, firmy zatrudniającej dziś 10 osób. - Często nie jest to proste, gdy czasu jest mało, a zamówienia bardzo duże, ale robimy wszystko, by klient do nas wracał. Być może w tej branży na lokalnym rynku nie ma wielkiej konkurencji, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy

starać się tak samo, jakby podobnych firm było w Świeciu jeszcze dziesięć.

W

ażną datą w historii Lwa był rok 2005, który przyniósł całkowitą wymianę parku maszynowego. Było warto. Gdyby nie nowe maszyny, firma Gołuńskiego pewnie nie miałaby szans na wygranie przetargów na Autopromocja

Reklama w

to dobra inwestycja

Sprawdź nas! tel. 661 504 850

STS SOMAR

reklama

www.oksir.eu

wrzesień 2013

25

Atrakcyjne kredyty: Kredyt gotówkowy „Okazja” • na dowolny cel • okres kredytowania do 3 lat • oprocentowanie od 7,90% Kredyt obrotowy dla rolników „Bezpieczny kredyt” • na dowolny cel • okres kredytowania do 5 lat • oprocentowanie od 8,95% Karta kredytowa- wygodny sposób płacenia: • gotówkowo i bezgotówkowo • w kraju i za granicą • w bankomatach • karta ważna 4 lata Oraz: • atrakcyjne lokaty • gwarancje, poręczenia, leasing • rachunki osobiste, bieżące, walutowe • internetowa obsługa rachunku • obsługa dewizowa, Western Union • ubezpieczenia

Serdecznie zapraszamy do Naszego oddziału w Świeciu przy ul. Hallera 4/7 oraz do pozostałych placówek, których adresy znajdziesz na stronie internetowej www.bschelmno.com.pl

26

historia

wrzesień 2013

www.oksir.eu

Świeckie „nie” dla Topolna Jak ważny w dziejach każdej osady jest akt lokacji, a co za tym idzie, nabycie pełni praw miejskich, świadczy ostry sprzeciw Świecia wobec starań Topolna, które chciało stać się miastem.

T

opolno, o którym pierwsze wzmianki źródłowe pojawiają się już od roku 1239, informując o istnieniu wsi, kilka wieków później miało szansę stać się niewielkim miastem, które w pewien sposób mogłoby rywalizować ze Świeciem. Na przestrzeni wieków Topolno posiadało wiele odmian swojej nazwy. Od roku 1239 aż do połowy XV w. pojawiały się zapisy w postaci: Topolna, Toppeln, Toppolen, Topoln, Topollen, Topolen, Thopolno i Thopolina. W roku 1453 nazwę zaczęto zapisywać jako Zopoln, Toppolenszky, a po roku 1527 używano nazwy Topolno, Thopolno i Topolico. Wiadomo, że w okolicach Topolna już w okresie brązu (1800/1700 – 800/650 p.n.e.), istniało osadnictwo, co potwierdziły odkrycia archeologiczne w postaci dwóch pucharków tulipanowatych z charakterystycznie wywiniętymi na zewnątrz krawędziami wylewu. Także w późniejszym okresie, od VI do II w. p.n.e., odnotowano występowanie cmentarzysk w pasie nadwiślańskim, w tym właśnie w okolicach Topolna, co jednoznacznie wskazuje na istnienie osady. Tu też odkryto groby kloszowe, czyli miejsca pochówku, gdzie duże i odwrócone naczynie zabezpieczało znajdujące się pod nim popielnice. Cmentarzyska na omawianym terenie pochodzą również z okresu rzymskiego, co poświadczają odkryte szklane i emaliowane paciorki, będące importem rzymskim. Jest to bezpośrednio związane z przebiegającym po tej stronie Wisły słynnym szlakiem bursztynowym. Osadnictwo w pobliżu dzisiejszego Topolna trwało także w okresie wczesnego średniowiecza, a odkryta tam otwarta osada istniała przez prawie dwa wieki. Za jej począ-

Grodzisko Talerzyk w Topolnie. Na przełomie X i XI w. istniało tu osiedle obronne FOT. WIESŁAW STĘPIEŃ

tek uważa się przełom VIII/IX w., a schyłek przypadł na drugą połowę wieku X, kiedy to przyjęła charakter osiedla obronnego. Gród został otoczony wałem, którego podstawa osiągała 15 metrów szerokości. Jedyne wejście do grodu zabezpieczała brama, zaporowy wał poprzeczny oraz sucha fosa. Dziedziniec wewnętrzny miał posiadać rozmiary 30 na 40 m. Wiadomym jest, że gród w XIII wieku stanowił własność księcia pomorskiego Świętopełka II.

W roku 1309 Topolno znalazło się pod władaniem Krzyżaków w ramach utworzonego na tym terenie komturstwa świeckiego. Jednak jako właściciel na początku XV w. odnotowany został w dokumentach zakonnych rycerz Jan, który w roku 1405 otrzymał finansowe wsparcie od Krzyżaków w wysokości 5 grzywien, a w 1409 r. dostał 8 grzywien i … źrebię. Miał on brata Bertholda, nazywanego w latach 1406 - 1407 dziedzicem Topolna.

Barokowy kościół parafialny pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny pobudowany w latach 1681-83. Znajdującemu się tu obrazowi Matki Boskiej z Dzieciątkiem przypisywano liczne cudowne uzdrowienia FOT. WIKIPEDIA

Obaj uciekli do Królestwa Polskiego po bitwie grunwaldzkiej. Obawiali się o swoje życie, gdyż byli nie tyle członkami, co sympatykami propolskiego, a w sumie bardziej antyzakonnego Towarzystwa Jaszczurczego. Nie znamy zbyt dobrze wzajemnych powiązań obu braci z Zakonem Krzyżackim, jednak w dokumentach zapisano, że mieli oni na początku roku 1417 dług wobec Krzyżaków, wynoszący aż 25 grzywien, który pod koniec tego samego roku zmalał do 10 grzywien. O dość ciekawej sytuacji dowiadujemy się z wpisu z roku 1445, kiedy to Piotr z Topolna opieczętował dokument zwalniający rycerstwo świeckie na osiem lat od narzazu, czyli daniny od krów i świń. Jak silnie z „polskością” związani byli rycerze z Topolna świadczą ich działania. I tak w roku 1455 Janko z Topolna był jednym z sygnatariuszy pisma do wielkiego mistrza, wzywającego go do uwolnienia Jana z Jani. W roku 1464 ten sam rycerz jest już członkiem Związku Pruskiego, a jego następca, chorąży Ziemi

Świeckiej Topoliński w roku 1480 uczestniczył w zjeździe stanów Prus Królewskich w Grudziądzu. Po upadku Zakonu Krzyżackiego wieś znalazła się w spisie dziesięcin należnych biskupowi włocławskiemu. Odnotowano istnienie drewnianego kościółka pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii oraz plebanii z ogrodem. W 1597 r. nowym właścicielem Topolna został chorąży pomorski Samuel Konarski, który podejmował próby uzyskania zgody na podniesienie rangi Topolna do roli miasta. Sprzeciw rajców ze Świecia, obawiających się, że ucierpią na tym interesy ich miasta, ostatecznie uniemożliwił nadanie praw miejskich osadzie. W XVII w. pobudowano nową świątynię pod wezwaniem Nawiedzenia NMP w stylu barokowym, a z końca XIX w. pochodzi pałac wzniesiony przez Włodzimierza Kublickiego – Piotuch, ówczesnego właściciela Topolna. PRZEMYSŁAW KRZYŻANOWSKI terazswiecie@oksir.eu

Pałac wzniesiony w 1891 r. przez ówczesnego właściciela Topolna Włodzimierza Kublickiego-Piotuch. Obecnie w budynku znajduje się placówka opiekuńczowychowawcza dla dziewcząt, prowadzona przez zakonnice FOT. WIKIPEDIA

Wirtualnie po farze

D

Wirtualny spacer ma zachęcić tur ystów do odwiedzenia Starej Far y „na żywo” FOT. RUDOLF STYBAR

zięki wirtualnemu spacerowi od kilku dni można podziwiać Starą Farę nie ruszając się z domu. Wystarczą komputer i Internet. Po zamku to drugi taki projekt zrealizowany przez Izbę Regionalną w Świeciu. - W kolejce czekają jeszcze „Klasztorek” i kościół św. Andrzeja Boboli – mówi Przemysław Krzyżanowski z Izby Regionalnej. - Chcielibyśmy, aby dopełnieniem był wirtualny spacer po Dużym Rynku wraz z jego

najbliższym otoczeniem. Podczas internetowej przechadzki zwiedzający nie jest zasypywany mnogością szczegółów historycznych i architektonicznych. - Chcemy przede wszystkim pokazać piękno i niepowtarzalność naszych zabytków, tak aby turysta nabrał chęci do przyjazdu do Świecia i zobaczenia ich „na żywo” – zaznacza Krzyżanowski. Wirtualny spacer jest dostępny na www.faraswiecie.pl. (ap)

felietony

www.oksir.eu

Kątem oka

Trzymać formę MAŁGORZATA BRANDT

W

iększość z nas, ale mam tu na myśli głównie płeć tzw. piękną, marzyła na którymś etapie życia o smukłej sylwetce. Rzadko kiedy kobiety są zadowolone z wyglądu i lubią dostrzegać u siebie (a jeszcze bardziej u innych) jakieś mankamenty – a to opona w okolicy, gdzie powinno występować „wcięcie”, czy cellulit, czyli skórka pomarańczowa zamiast gładkiej jak jabłko skóry, w miejscach, które

na plaży trudno ukryć. Tu akurat także nie ma sprawiedliwości, bo u panów to skórne, mało apetyczne zjawisko raczej nie występuje. Na szczęście są na to sprawdzone przez koleżanki sposoby – szybkie i skuteczne super diety! Może białkowa? Owszem – daje nieźle po nerkach, a na widok jogurtu amatorzy tego sposobu dostają po pewnym czasie oczopląsu. To może kapuściana? Kapusta zdrowa jest, nikt nie przeczy, ale katować się do obrzydzenia tym niewinnym warzywem,

Lechu, podaj linka MACIEJ CIEMNY

N

po to tylko, żeby potem z impetem rzucić się na schaboszczaka i ziemniaki – gdzie sens? Najlepsza będzie głodóweczka – te kilka dni na wodzie to nic, bo czego się nie zrobi dla talii osy. Nawet jeden dzień odchudzającej diety na wodzie, dłuży się jakby trwał miesiąc i ciągle zerka się na zegarek w celu sprawdzenia, ile tej katorgi jeszcze pozostało. Najpierw i tak schodzi z nas woda, do zejścia tłuszczu daleka droga, więc taki jeden czy dwa dni z dala od lodówki to szkoda zachodu. Efekt pozytywny – zmniejszy się ciut żołądek, który pewnie i tak za chwilę rozciągniemy np. gofrem z bitą śmietaną (bo jeden nie zaszkodzi, a od poniedziałku…).

T

o może Internet znajdzie złoty środek? Oczywiście! – cały wachlarz tabletek odchudzających, zioła przeczyszczające, po których można tylko współczuć jelitom, a najlepiej to łyknąć pasożyta. Są w sprzedaży sympatyczne (z biologii każdy pamięta jak

obok której przejść obojętnie nie można. A takich osób mamy coraz mniej. Jak się ma 25 lat, to trzeba mieć jasno określony stosunek do produktów, albo kocha się Apple, albo nienawidzi, co do postaci historycznych (a taki jednak dla nas Wałęsa jest) można głosu nie zabierać. A jednak Wałęsa potrafi emocje rozpalić…

Generacja niepotrzebnych

ajnowsza produkcja filmowa Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” będzie miał swoją światową prapremierę na festiwalu filmowym w Wenecji. Zostanie pokazany poza konkursem, ale dla Wajdy zdaje się nie być to pierwszyzną. Poza konkursem, a nawet poza festiwalem, w małym kinie prezentował w 1959 roku „Popiół i diament”. Film ten wtedy ruszył w świat. Mistrz Andrzej liczy, że podobnie będzie teraz ze sfilmowaną

wrzesień 2013

przez niego historią elektryka Lecha, co dał nadzieję. Pomyślałem sobie, że to świetna okazja, żeby przedstawić Czytelnikom Lecha Wałęsę oczami dwudziestoparolatków, tych którzy wiedzą jeszcze kim on jest, ale po części mają w nosie fakt, w którym miejscu ten mur przeskoczył przed 33 laty. A są i tacy wśród mego pokolenia, którzy wierzą, że nie przeskoczył. Ponoć dowieźli go motorówką. Jednak bez względu na ocenę faktu, czy Lechu to Bolek, czy nie, a może przede wszystkim dlatego, jest to postać,

P

rzyznam się… czasem słucham nocą Radia Maryja. Wiem, że brzmi to ekscentrycznie, ale pozwalam sobie na tą dozę adrenaliny, co też znowu interesującego tam powiedzą. Zazwyczaj leżę wtedy ze słuchawkami w uszach na skromnym, ale zacnym tapczanie w akademiku przy ulicy Macierzy Szkolnej w Gdańsku. Niespełna pół kilometra ode mnie w swoim łożu z małżonką obok, ale z podobną słuchawką w uchu leży Lechu. Jest na tej samej fali. Do ojca prowadzącego dzwonią ludzie… Przeważnie starsi, narzekają na dzisiejszą beznadzieję, w ustach wielu winowajcą całego zła jest Wałęsa

S

bardzo) tasiemce w pigułkach. Wystarczy popić wodą i już on zatroszczy się o nasz smukły wygląd, a co najważniejsze pozwoli bezkarnie dalej jeść do woli! Horror!!! Piszę na ten temat, bo poruszyła mnie historia dziewczyny, która po zażyciu specyfików z Internetu, zamiast kilogramów straciła życie, niestety. Co najgorsze, wcale nie miała nadwagi – co widać było na zdjęciach. Kult nieskazitelnej sylwetki zbiera swoje żniwo. Szkoda, że tak dużo ludzi daje się nabrać za niemałe pieniądze, a w skrajnych przypadkach dochodzi do momentu, z którego nie ma już powrotu. Szybki efekt, to żaden efekt w tej kwestii, to efekt jo-jo po niedługim czasie. Frustracja z powodu zaprzepaszczonych wysiłków sięga wówczas zenitu, a w ramach zadośćuczynienia wetujemy sobie ulubionym jedzonkiem. Jedyny skuteczny sposób, to ruszenie pośladków z kanapy, a jak się już ruszy to wciąga i chce się jeszcze. Nic nie daje takich efektów, jak regularny wysiłek fizyczny.

iłowni w Świeciu jest kilka. Dla chętnych są warunki, by powalczyć o zdrowie i smukłą sylwetkę. Miło patrzeć, jak coraz więcej osób z kijkami czy bez, na rowerach, rolkach albo biegusiem odnajduje sens w tym, żeby się zmęczyć i spocić, ale zmęczyć z uśmiechem, bo robimy to przecież dla siebie. Po co dawać regularnie zarabiać koncernom farmaceutycznym na tabletkach obniżających cholesterol i ciśnienie, jak można raz zainwestować w dres i buty, i omijać w ramach treningu dużym łukiem apteki. Miejsc do tego mamy trochę i miejmy nadzieję, że włodarze pomyślą o kolejnych ścieżkach rowerowych i dla pieszych, bo tego nigdy za wiele. W zdrowym ciele zdrowy duch, zdrowe społeczeństwo to zadowolone społeczeństwo. To teraz idę się zmęczyć, bo na szczęście jestem już na tym etapie, że weszło mi to w nawyk i nawet lubię, choć początki łatwe nie były. Zatem do zobaczenia na szlaku!

i postanowienia Okrągłego Stołu, które firmował. Ja z czasem zasnę, a jak nie, to zaśpię rano. Ale on… po nim jadą „bez pardonu wśród betonu”, ma blisko 70 lat, a rano czeka go na przykład kilkunastogodzinny lot za ocean. Może męczyć. Nie dziwię się zatem żonie Danucie, która narzekała na takie sytuacje w swej książce. Wspominała tam co prawda również o tym, że w PRL-u nigdy nie brakowało im pieniędzy, bo Lechu regularnie wygrywał w totka, a wiadomo co to znaczy w połączeniu z faktem, że nie wie, gdzie przeskoczył mur okalający stocznię… Pamiętam też, jak na uniwerku było kolejne spotkanie czy też dyskusja okołosolidarnościowa. Miał przyjść pierwszy wódz tego ruchu. Jednak kilka dni wcześniej odwołał swe publiczne wystąpienia, bo młody historyk wydał książkę o nim, gdzie wskazywał na nieślubne dzieci tego bogobojnego katolika-elektryka. W mediach ruszyła lawina komentarzy, często obraźliwych. Lechu się obraził i powiedział, że

w kraju nie wystąpi. Jednak przyszedł. Młodzi wstali i klaskali. Uronił łzę. Potem mówił, że to dlatego, że ma katar, ale wiadomo, facet musi zgrywać twardziela.

D

laczego wstaliśmy? Przecież ocena jego działalności naszego pokolenia nie dzieli. Może tylko pasjonatów historii, a i to raczej ciekawi, niż dzieli. Przecież on czasem gada takie głupoty o murze nieprzepuszczającym homoseksualistów do Sejmu, że nasze otwarte pokolenie powinno być oburzone do cna. Chyba dlatego wstaliśmy. Mimo, że jest pomnikiem, pozostał prostym elektrykiem. Człowiekiem z krwi i kości, który błądzi, myli się, jest uparty, nieznośny, ba nawet chamski, ale taki przez to wszystko ludzki… I internetowy. Mimo siedemdziesiątki świetnie radzi sobie w wirtualnym świecie. Dlatego jest nadzieja. Oprócz prapremiery w Wenecji będzie też specjalny pokaz dla Wałęsów. Lechu, nagraj tabletem i wrzuć do neta, zapodaj potem linka. Z góry dzięki.

Reklama

studio

druk

cyfrowy/offsetowy

internetowe

PROJEKTOWANIE: materiałów reklamowych, druków firmowych, druków użytkowych, opakowań, skład graficzny gazet, czasopism...

DRUKOWANIE: wizytówek, papierów firmowych, ulotek, plakatów, folderów, broszur, katalogów, teczek firmowych, kalendarzy... małe i duże nakłady

banery reklamowe, strony firmowe, galerie, sklepy on-line...

graficzne

Studio M&M GRAPHIC ul. Klasztorna 16 • 86-100 Świecie • tel./fax 52 332 46 90

www.mmgraphic.pl /

www.mmgraphic.com.pl

27

strony

e i n e z r o Tw as kreci! n

28

recenzje

wrzesień 2013

ANDRZEJ BARTNIAK

MARIUSZ HEINRICH

Muzyka Człowiek orkiestra Lenny Kravitz „5”, Virgin Records 1998

J

ak nietrudno się domyśleć, cyfra 5 w tytule oznacza, że krążek, wydany w 1998 roku, jest piątym albumem w dorobku Kravitza. Uchodzi on za najlepszy w dyskografii tego amerykańskiego artysty, który od dziecka obracał się w towarzystwie Milesa Davisa, Elli Fitzgerald czy Duke'a Ellingtona. Nie lubię nadużywać słowa genialny, ale w przypadku Kravitza wydaje się ono w pełni uzasadnione. Nie dość, że napisał wszystkie teksty i skomponował muzykę na „5”, to jeszcze sam zagrał na wszystkich instrumentach. I to jak! Lenny od początku kariery pełnymi garściami czerpie to, co najlepsze z muzyki lat 70., tworząc niezwykle miłą dla ucha mieszankę, na którą składają się rock, funk i soul. Już pierwszy utwór, „Live”, wyraźnie zdradza fascynację Earth Wind & Fire, wielkiej gwiazdy lat 70. Świetnie wypada jeden z moich ulubionych momentów na tej płycie, „Black velveteen” z kapitalną partią basu. Kravitz doskonale odnajduje się w ostrym rockowym graniu spod znaku Hendrixa, jak i w subtelnych balladach, chociażby „Thinking of you”. Utwór dedykowany jest jego matce, zmarłej w 1998 roku na raka. Największy hit na płycie, który przyniósł muzykowi nagrodę Grammy, to piosenka „Fly away”. „Piątka” to idealna płyta do samochodu.

Jazzowe mazurki Józef Eliasz & Eljazz Big Band, „In the rhythm of Chopin”, DUX 2010

R

ok 2010, gdy świętowano dwusetną rocznicę urodzin Chopina, przyniósł całą masę ciekawych wydarzeń artystycznych, nawiązujących do jego twórczości. Jednym z dowodów tych starań, mających na celu przybliżenie muzyki Chopina, jest płyta „In the rhythm of Chopin”. Na pomysł stworzenia jazzowych interpretacji klasyki wpadł bydgoski perkusista Józef Eliasz. Do wzięcia udziału w tym projekcie namówił całą plejadę świetnych polskich instrumentalistów, m.in. Henryka Miśkiewicza, Krzysztofa Herdzina czy Jana „Ptaszyna” Wróblewskiego. Na warsztat wzięto „co lepsze kawałki” Chopina, co miało z kolei być pewną gwarancją tego, że płyta spotka się z zainteresowaniem nie tylko wyrobionych miłośników klasyki i jazzu. Sprzyjają temu również aranżacje, w których muzycy nie starają się zbytnio „udziwniać” partytury mistrza. W efekcie otrzymujemy wspaniały krążek z klasycznym jazzem i co ważne, w mistrzowskim wykonaniu. Zachwycają szczególnie, otwierające płytę Preludium e-moll op. 28 i Walc d-dur op. 64.

TOP 3

HITY SIERPNIA

www.oksir.eu

TOMASZ KARPIŃSKI

Film Szaleństwo w chmurach „Przelotni kochankowie”, reż. Pedro Almodóvar, Hiszpania 2013

Książki Wirus Lipskiej Ewa Lipska, „Miłość, droga pani Schubert…”, Wydawnictwo a5, Kraków 2013, s. 40

M

Lars i jego lalka

am słabość do Lipskiej. Krótka, prosta i zwięzła forma, którą uprawia, trafia prosto w moją duszę. W najnowszym tomiku poetka dotyka tematu, który towarzyszy jej od dawna i nad którym się głowi. Mowa tu o przemijaniu. W pierwszym utworze „Wielki Zderzacz Hadronów” pisze: Droga pani Schubert, ponieważ wierzę w życie pozagrobowe, spotkamy się na pewno w Wielkim Zderzaczu Hadronów.(…). Wiara w to, że życie nie kończy się wraz ze śmiercią, jest dla Lipskiej fundamentalna. Pytanie tylko, co lub czym będzie dalej? Poetka – jak wielu przed nią – zmaga się z tym odwiecznym dylematem. W innym wierszu pyta: Droga pani Schubert, co zrobić z nadmiarem pamięci? (…) Czy byłaby pani gotowa przyjąć część mojej pamięci do swojego przeznaczenia? (…). Pamięć, czas, historia – tematy równie ważne, co przemijanie, bo ściśle ze sobą korelujące. Barbara Skarga, wybitna filozofka pisała, że razem z nami ginie nasz świat. Nikt nie jest w stanie go odtworzyć, bo nikt w nim w pełni nie uczestniczył. A co, gdyby było inaczej? Na stronie 13 „zranił mnie” wiersz pod tytułem „Wirus”. Lipska opowiada w nim o sąsiedzie – mikrobiologu, który hoduje śmiercionośne wirusy w zakładkach książek. (…) Marzy mu się literacka pandemia, która mogłaby pochłonąć miliony ofiar. (…). I mnie się to marzy. Cudowne byłyby żniwa wirusa, któremu na imię: poezja Ewy Lipskiej.

„Miłość Larsa”, reż. Craig Gillespie, USA 2007

Tak się dyskutuje!

Z

Zygmunt Bauman, Stanisław Obirek, „O Bogu i człowieku. Rozmowy”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013, s. 204

D

muchawce, latawce, wiatr podczas lotu Peninsula 2549 z Madrytu do Meksyku. Na pokładzie: niegdysiejsza gwiazda porno, sfrustrowany lovelas w średnim wieku, młode małżeństwo, uciekający przed wymiarem sprawiedliwości nieuczciwy biznesmen, kobieta podająca się za medium. Personel składa się z trzech dosyć rozhisteryzowanych stewardów oraz dwóch pilotów. Wspomnieć trzeba, że od początku lot natrafia na spore utrudnienia, wywołane przerwaniem pewnych technicznych czynności, więc wszystkim grozi niebezpieczeństwo. Proste jak słońce: samolot czeka na zezwolenie bezpiecznego powrotu na ziemię, pasażerów klasy ekonomicznej po prostu uśpiono, gdy tymczasem w klasie biznes trwa swoisty jarmark. Przaśna atmosfera i taki też humor. Rozumiem, że zniesmaczeni zarzucą reżyserowi brak taktu. Almodóvar nie ukrywa swoich preferencji, nie musi zresztą. Nie mami widza, że jego film jest czymś więcej, jak zabawą. Zresztą krytycy zauważają, że „Przelotni kochankowie” to zjadliwa satyra na współczesną Hiszpanię. Pomijam kontekst dziejowy, mnie on niewiele „ułatwia”. Nie będę także za twórcę się wstydzić, ani tym więcej wnosić, by „porzucił picie, ćpanie i darkroomy”, jak czyni jeden ze stewardów, modląc się za kolegę podczas skazanego na fiasko lotu.

anim Ryan Gosling dał się poznać jako twardziel w „Drive” czy ostatnio w „Tylko Bóg wybacza”, zagrał kompletnie wycofanego odludka w „Miłości Larsa”. Dzieło Craiga Gillespie to opowieść rozpięta pomiędzy dramatem a komedią. Pomiędzy sferą najintymniejszych przeżyć głównego bohatera a reakcjami zaskoczonego otoczenia. Lars mieszka sam, w pracy także raczej unika kontaktów. Mało tego, na każde zaproszenie ze strony brata i naprawdę uroczej bratowej reaguje ciągłym oporem. Ewentualnie obietnicą, że ich odwiedzi. Kiedy się wreszcie pojawia, przyprowadza kobietę. Niewiasta owa nie porusza się o własnych siłach, uparcie milczy, w dodatku nie zauważa konsternacji, w jaką wprawia gospodarzy. Ponieważ towarzyszką Larsa jest naturalnych rozmiarów, w pełni wyposażona lalka, zakłopotanie udziela się także widzowi. „Miłość Larsa” nie opowiada o niespełnieniu seksualnym czy wyjątkowym odchyleniu natury psychologicznej. W konsekwencji pozostaje historią – owszem absurdalną – o tolerancji i otwartości. Gosling wydaje się idealny jako Lars, a smaku filmowi dodaje niezwykła Patricia Clarkson w roli zaprzyjaźnionej z rodziną lekarki.

KSIĄŻKI 1. „Zgoda na szczęście”, Anna Ficner – Ogonowska, Wyd. Znak 2. „Alibi na szczęście”, Anna Ficner – Ogonowska, Wyd. Znak 3. „Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską”, Ewa Chodakowska, Lefteris Kavoukis, Wyd. K.E. Liber

FILM 1. „Smerfy 2”, reż. Raja Gosnell, USA/ „Obecność”, reż. James Wan, USA 2. „Samoloty”, reż. Klay Hall, USA 3. „Elizjum”, reż. Neill Blomkamp, USA/ „Millerowie”, reż. Rawson Marshall Thurber, USA

Dane na podstawie sierpniowej sprzedaży w księgarni Matras w Świeciu.

Dane na podstawie sierpniowej sprzedaży biletów w kinie Wrzos w Świeciu.

K

upiłem tę książkę ze względu na szacunek dla prof. Zygmunta Baumana. Tak, to ten, którego na jednym z wykładów obrzucono wyzwiskami. „Prawdziwi Polacy” zarzucają mu wiele. A to, że współpracował z bezpieką, że był jej wysokim funkcjonariuszem, że niszczył ludzi. Być może tak było. Nie mnie oceniać. Od tego jest niezawisły sąd. Szanuję go za dorobek naukowy w dziedzinie socjologii i filozofii. Cóż, nie jestem „prawdziwym Polakiem”. O prof. Obirku słyszałem wiele dobrego. Czytałem też kilka jego tekstów. Nie spodziewałem się jednak tak pasjonującej i wciągającej rozmowy między dwoma naukowcami. Jak mówi tytuł, profesorowie rozmawiają o najważniejszych dla człowieka kwestiach – Bogu, religii, fundamentalizmie, tolerancji czy nadziei. Wszystko to podane jest w bardzo przystępnej formie. Nie ma tu filozoficznych tyrad, niezrozumiałych dla zwykłego człowieka. Jest rzeczowa rozmowa, łagodność i pokora wobec rozmówcy, czyli to, czego mi brakuje dziś w mediach i na ulicy. Obirek trafnie nakreśla portret Polaka karmiącego się „narkotykiem mitu” historycznego. Bauman natomiast zauważa, że moralność nie stanowi recepty na spokojne życie. I z pokorą powtarza za Coetzee, że bez względu na to, czy Bóg istnieje, czy nie, my bogami nie jesteśmy i nie mamy szans, by się nimi stać. Książkę polecam tym, którzy filozofują na co dzień.

reklama

www.oksir.eu

wrzesień 2013

29

NOWY SYSTEM GOSPODAROWANIA ODPADAMI W GMINIE ŚWIECIE Od 1 lipca 2013 r. obowiązuje nowy system gospodarki odpadami komunalnymi na terenie gminy Świecie. System ten obejmuje wyłącznie nieruchomości zamieszkane bloki mieszkalne, kamienice, domy jednorodzinne itp. Nie dotyczy on podmiotów gospodarczych. Gmina zawarła umowę z firmą świadczącą usługę odbioru odpadów od właścicieli nieruchomości. Gmina płaci firmie za odbiór odpadów z pieniędzy, które mieszkańcy wpłacają na konto gminy, zgodnie ze składanymi deklaracjami o wysokości opłaty.

STAWKI OPŁATY WYNOSZĄ: a) jeśli segreguję, płacę miesięcznie 9 zł za każdą osobę zamieszkującą nieruchomość b) jeśli nie segreguję, płacę miesięcznie 15 zł za każdą osobę zamieszkującą nieruchomość Gospodarstwa domowe, w skład których wchodzi więcej niż 5 osób nie ponoszą opłat za 6 i każdą kolejną osobę. Za gospodarstwo domowe uznaje się osoby wspólnie utrzymujące się. Deklarację o wysokości opłaty za gospoda-

rowanie odpadami komunalnymi można pobrać ze strony www.swiecie.eu, otrzymać w Biurze Obsługi Mieszkańców w holu Urzędu Miejskiego w Świeciu, w Referacie Gospodarki Odpadami i u sołtysów. Deklaracje należy wypełnić i przynieść osobiście do Biura Obsługi Mieszkańców lub Referatu Gospodarki Odpadami albo też przesłać pocztą na adres: Urząd Miejski w Świeciu, ul. Wojska Polskiego 124, 86-100 Świecie. Opłatę za odpady należy uiścić z góry - do 15 dnia każdego miesiąca (np. za lipiec płacimy

do 15 lipca). Wpłat należy dokonywać na konto: Bank Millennium S.A. Oddział w Świeciu 22 1160 2202 0000 0000 6089 7881 (należy podać imię i nazwisko oraz adres posesji, z której odbierane są śmieci). W ciągu najbliższych kilku miesięcy zostaną wprowadzone konta indywidualne. Za śmieci można również zapłacić w kasie Urzędu Miejskiego w Świeciu (hol budynku): poniedziałek, środa, czwartek: od godz. 8.00 do godz. 14.30, wtorek: od godz. 8.00 do 15.00, piątek: od godz. 8.00 do 14.00.

Wszelkie dodatkowe informacje mieszkańcy uzyskają w Referacie Gospodarki Odpadami w Urzędzie Miejskim w Świeciu przy ul. Wojska Polskiego 124 (piwnica Urzędu Miejskiego, wejście koło Straży Miejskiej), tel. 52 33 32 368, 52 33 32 366, 52 33 32 367.

DZWONY I WORKI KOLORU NIEBIESKIEGO

DZWONY I WORKI KOLORU ŻÓŁTEGO

DZWONY I WORKI KOLORU ZIELONEGO

WRZUCAMY TU PAPIER I OPAKOWANIA WIELOMATERIAŁOWE

WRZUCAMY TU TWORZYWA SZTUCZNE ORAZ METALE

WRZUCAMY TU SZKŁO

BIOODPADY

CO WRZUCAĆ? T gazety, czasopisma, książki, zeszyty T katalogi, prospekty T papier szkolny, biurowy, pakowy T opakowania z papieru i tektury T kartony po mleku i napojach

CO WRZUCAĆ? PAPIER

CZEGO NIE WRZUCAĆ? X opakowań z jakąkolwiek zawartością X papieru brudnego, wilgotnego lub zatłuszczonego X tapet, kalki X papieru termicznego, faksowego, przebitkowego (rachunki, faktury) X papieru lakierowanego, foliowanego, woskowego X artykułów higienicznych (pieluch jednorazowych, wacików, podpasek, chusteczek, ręczników papierowych) Wrzucane odpady nie mogą być zabrudzone np. resztkami pożywienia. Należy usuwać zszywki, spinacze, taśmy klejące, folię. Z kartonów po mleku i napojach należy usuwać nakrętki i wrzucać je do pojemników lub worków koloru żółtego. Dlaczego ważne jest segregowanie makulatury? • 1 tona zebranej makulatury uchroni przed wycięciem 17 drzew! • Makulatura to idealny surowiec do produkcji papieru i tektury. Jak możemy ograniczyć powstawanie tego typu odpadów? • Podczas sporządzania notatek pamiętaj, że kartka papieru ma dwie strony. • Kupując produkty z papieru np. zeszyty, koperty, papier toaletowy wybieraj te, które wyprodukowane zostały z makulatury.

WRZUCAMY TU ODPADY ROŚLINNE

CO WRZUCAĆ?

T opakowania z tworzyw sztucznych (np. PET , PE, PP, PS): - butelki po napojach - opakowania plastikowe po żywności (kubeczki po serkach, jogurtach) - opakowania plastikowe po kosmetykach i środkach czystości - czyste folie, torebki, reklamówki z tworzyw sztucznych T plastikowe i metalowe nakrętki, kapsle T puszki aluminiowe po napojach T puszki stalowe po konserwach T drobny złom żelazny i metali kolorowych T stare garnki T folię aluminiową

PLASTIK

CZEGO NIE WRZUCAĆ? X opakowań z jakąkolwiek zawartością X zabawek plastikowych, szczoteczek do zębów X opakowań po olejach silnikowych, spożywczych, chłodniczych X opakowań po środkach ochrony roślin X opakowań po farbach, lakierach, aerozolach X sprzętu AGD, baterii, styropianu, gumy Należy usuwać nakrętki i zgniatać opakowania w celu zmniejszenia objętości. Z opakowań nie trzeba usuwać etykiet i cen. Nie myć, ewentualnie opłukać. Dlaczego ważne jest segregowanie tworzyw sztucznych i metali? • Czas rozkładu tworzyw sztucznych i metali sięga setek lat. • Podczas powolnego rozkładu tworzyw sztucznych do gleby przenikają toksyczne substancje. • Niebezpieczne jest spalanie tworzyw sztucznych w piecach domowych ze względu na powstawanie aktywnych związków rakotwórczych. • Odpady aluminiowe nadają się w całości do recyklingu, proces ten można powtarzać wielokrotnie bez strat materiału. Jak możemy ograniczyć powstawanie tego typu odpadów? • Podczas zakupów nie kupuj nowej reklamówki, wykorzystaj starą, zabraną z domu. • Unikaj kupowania produktów w opakowaniach plastikowych, jeżeli istnieje możliwość kupienia odpowiednika w opakowaniu szklanym czy papierowym. • Staraj się nie kupować jednorazowych plastikowych naczyń i sztućców.

T szklane butelki po napojach i żywności bez nakrętek T słoiki bez nakrętek T szklane opakowania po kosmetykach

WORKI KOLORU BRĄZOWEGO (dla chętnych)

CO WRZUCAĆ? SZKŁO

CZEGO NIE WRZUCAĆ? X opakowań z jakąkolwiek zawartością X szkła stołowego (szklanek, kieliszków, talerzy) X fajansu, porcelany X naczyń żaroodpornych X doniczek, zniczy X szyb samochodowych, okiennych, luster X szkła okularowego X żarówek, świetlówek, kineskopów X lamp neonowych, fluorescencyjnych i rtęciowych X reflektorów i izolatorów X nakrętek, pokrywek, kapsli (te wrzucamy do pojemników żółtych) X korków Nie tłucz szkła przed wrzuceniem. Odkręcaj nakrętki (wrzuć je do pojemników/worków żółtych). Nie trzeba usuwać etykiet. Nie myć, ewentualnie opłukać. Dlaczego ważne jest segregowanie szkła? • Ograniczamy zużycie piasku kwarcowego, sody, wapienia. • Rodzaje szkła, inne niż słoiki i butelki, różnią się od nich składem chemicznym. Przekazane do odzysku w hucie szkła, topią się w wyższych temperaturach, dlatego stanowią zanieczyszczenie zgromadzonej ilości szkła.

T skoszoną trawę T liście T drobne gałęzie

CZEGO NIE WRZUCAĆ? X resztek żywności Wszystkie odpady, których nie można wrzucać do pojemników/worków do segregacji umieszczamy w pojemniku głównym (zbiorczym).

Podczas segregacji zmniejszamy ilość odpadów trafiających na składowisko. Gminy mają obowiązek przekazania określonych ilości odpadów do odzysku i recyklingu oraz ograniczenia składowania odpadów ulegających biodegradacji (w tym odpadów roślinnych). W przypadku, gdy gmina nie spełni tych obowiązków, otrzyma wysokie kary pieniężne. Odpady wielkogabarytowe i inne odpady problemowe są odbierane od mieszkańców podczas mobilnych zbiórek odpadów problemowych. Terminy i miejsca mobilnych zbiórek podawane są do publicznej wiadomości na stronie Urzędu Miejskiego w Świeciu www.swiecie.eu oraz w drodze ogłoszeń. Odpady takie można oddać również do Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych w Sulnówku, który jest czynny: we wtorki godz. 7.30-17.00 w soboty godz. 7.30-12.00

30

wrzesień 2013

reklama

www.oksir.eu

Śmieciowa O tym, co dzieje się ze śmieciami, które trafią na składowisko, dlaczego musi powstać kompleks przetwarzania odpadów i co możemy zostawić w PSZOK-u rozmawiamy z Tadeuszem Werkowskim, prezesem Przedsiębiorstwa Unieszkodliwiania Odpadów Eko-Wisła w Sulnówku.

Minęły prawie dwa miesiące od wejścia nowych przepisów o gospodarowaniu odpadami. Czy – na podstawie tego, co trafia na składowisko w Sulnówku – uważa pan, że mieszkańcy przywiązują większą uwagę do segregacji odpadów niż wcześniej? Jest jeszcze zbyt wcześnie, aby odpowiedzieć pozytywnie lub negatywnie na to pytanie. Praktycznie niemal cały lipiec był miesiącem, w którym przewoźnicy wyłonieni przez gminy w drodze przetargów, dostarczali pojemniki i worki mieszkańcom. Nie wszyscy mieli więc szansę od 1 lipca w pełni wywiązywać się z obowiązku selektywnego zbierania odpadów. Zauważam jednak wzrost zainteresowania prawidłową gospodarką odpadami w domach po ilości telefonów z pytaniami, co i jak segregować. Rozmowy z mieszkańcami, dostarczającymi odpady do Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych, również pokazują, że ludzie chcą je segregować. Wspomniał pan o Punkcie Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. W jakim celu on powstał i do czego służy? Zorganizowanie PSZOK-u to jeden z podstawowych obowiązków gminy, jaki wynika z nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Jako spółka miejska realizujemy go w imieniu gminy. PSZOK jest uzupełnieniem usługi odbioru odpadów komunalnych od mieszkańców. W ramach opłaty, którą każdy z nas uiszcza w gminie, mamy możliwość dostarczenia do Sulnówka odpadów problemowych, wielkogabarytowych, zużytego sprzętu elektronicznego i elektrycznego, budowlanych, zielonych, ale także tzw. selektywną zbiórkę – szkło, makulaturę, tworzywa sztuczne, metale. Na mieszkańców gminy Świecie czekamy w każdy wtorek od godz. 7.30 do 17.00 oraz w soboty od 7.30 do 12.00. Po pierwszych tygodniach widzimy, że mieszkańcy są zainteresowani taką formą pozbywania się odpadów. Na każdy dyżur zgłasza się 20-30 osób. W lipcu przyjęliśmy do PSZOK-u 30 ton odpadów. To dobry wynik jak na pierwszy miesiąc. Jesienią startujemy również z mobilnym punktem

zbiórki. W soboty, w wyznaczonych miejscach w gminie, będziemy zbierać wyżej wymienione odpady. To oferta skierowana przede wszystkim do mieszkańców, którzy z różnych powodów nie mogą dotrzeć do Sulnówka. Aktualnie uzgadniamy miejsca i terminy zbiórek – harmonogram wkrótce będzie dostępny na naszej stronie internetowej oraz na stronie Urzędu Miejskiego w Świeciu. Dostarczymy go również do wszystkich sołectw. Ile, w przybliżeniu, odpadów przyjmuje dziennie wysypisko w Sulnówku? Czy pochodzą one tylko z gminy Świecie czy także z innych gmin? Ilość odpadów dostarczanych przez przewoźników jest bardzo różna w poszczególnych dniach tygodnia. Zależy od logistyki odbiorców - przewoźników. W lipcu przyjęliśmy

w sumie ponad 2400 ton zmieszanych odpadów komunalnych. To o około 800 ton więcej niż w poprzednich miesiącach pierwszego półrocza 2013 roku. Do naszej instalacji trafiają odpady, między innymi, z takich gmin jak Bukowiec, Cekcyn, Drzycim, Grudziądz, Jeżewo, Lniano, Lubiewo, Osie czy Pruszcz. Co dalej dzieje się ze śmieciami, które trafiają do EkoWisły? Przedsiębiorstwo Unieszkodliwiania Odpadów Eko-Wisła jest jedyną funkcjonującą regionalną instalacją do przetwarzania odpadów komunalnych w Regionie Pierwszym Tucholsko-Grudziądzkim. W naszym przedsiębiorstwie posiadamy trzy instalacje – składowisko, kompostownię oraz sortownię odpadów. Na składowisku, mającym status Regionalnej Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK), odpady są unieszkodliwiane. Od 2011 roku eksploatujemy trzecią kwaterę. Jest to obiekt spełniający wymagania technologii tzw. BAT i ma możliwość przyjmowania odpadów przez minimum 15 lat. Podobnie jak składowisko, kompostownia również jest instalacją regionalną. Tu odpady biodegradowalne poddawane są procesowi odzysku. Sortownia odpadów zebranych w sposób selektywny to instalacja, na której doczyszczane są odpady pochodzące z selektywnej zbiórki. Odbiorcy surowców – recyklerzy – stawiają bardzo konkretne wymagania dla towaru, jaki od nas kupują. Na chwilę obecną nie spełnia wymagań instalacja przetwarzania mechaniczno-biologicznego z uwagi na zbyt

Przedsiębiorstwo Unieszkodliwiania Odpadów Eko-Wisła Spółka z o.o. Sulnówko 74 C, 86-100 Świecie tel.: 52 33 01 980, e-mail: biuro@ekowisla.pl www.ekowisla.pl

www.oksir.eu

reklama

wrzesień 2013

31

rewolucja małą przepustowość i brak części biologicznej. Dlatego w Wojewódzkim Planie Gospodarki Odpadami została wskazana jako instalacja zastępcza, którą należy dostosować. W przyszłym roku w pobliżu składowiska powstanie kompleks unieszkodliwiania odpadów. Czy wpłynie to w jakimś stopniu na funkcjonowanie Eko-Wisły? Tak. I to w sposób bardzo znaczący. Instalacje wskazane w Wojewódzkim Planie Gospodarki Odpadami jako instalacje zastępcze dostały czas do września 2015 roku na spełnienie wymagań wskazanych w rozporządzeniu ministra środowiska w sprawie mechaniczno-biologicznego przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych. Nasza sortownia znajduje się właśnie w tej grupie instalacji. Aby być Regionalną Instalacją Przetwarzania Odpadów Komunalnych musimy mieć zdolność zagospodarowania o mocy przerobowej, wystarczającej do przyjmowania i przetwarzania odpadów z obszaru zamieszkałego przez co najmniej 120 tysięcy osób. W następstwie tego rozporządzenia, od stycznia 2016 roku nie będzie możliwe składowanie odpadów komunalnych zmieszanych w stanie nieprzetworzonym. Po tym czasie projekt Międzygminnego Kompleksu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych dostosowany będzie do zadań stawianych przez powyższe rozporządzenie i założenia RIPOK. Znowelizowana ustawa umieszcza składowanie na ostatnim miejscu wśród procesów związanych z gospodarowaniem odpadami. Przesłanie jest jasne – najpierw zapobieganie powstaniu, następnie powtórne użycie, odzysk i recykling, a dopiero na końcu składowanie.

ograniczenie ilości odpadów ulegających biodegradacji na składowisku. Czy, pana zdaniem, budowa Międzygminnego Kompleksu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Sulnówku jest konieczna? Niektórzy twierdzą, że lepiej wozić odpady na składowisko do Chełmna, albo do regionalnych instalacji przetwarzania koło Tucholi lub Grudziądza czy też do mającej powstać spalarni w Bydgoszczy. Oczywiście, że to potrzebna inwestycja. Wojewódzki Plan Gospodarki Odpadami przewidział dla naszego regionu trzy RIPOK-i: w Zakurzewie koło Grudziądza, Bladowie koło Tucholi i w Sulnówku. Region został tak zbilansowany, aby poprzez te trzy instalacje zabezpieczyć jego mieszkańcom zagospodarowanie odpadów. Brak którejkolwiek z nich zachwieje całym regionem. Trzeba pamiętać, że to do zadań gminy należy budowa regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych. Poza tym, na gminach ciąży obowiązek osiągnięcia odpowiednich poziomów odzysku i recyklingu odpadów surowcowych i budowlanych oraz ograniczanie masy odpadów biodegradowalnych, które trafiają na składowiska. Nie bez znaczenia dla gminy jest też fakt posiadania własnej instalacji, bo to pozwala wpływać na wysokość cen za odbierane odpady. Nie ma takiej możliwości, aby nasze odpady przekazywać do Chełmna czy Bydgoszczy, gdyż obydwa miasta znajdują

się poza Regionem Pierwszym Tucholsko-Grudziądzkim, określonym w Wojewódzkim Planie Gospodarki Odpadami. Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wyraźnie wskazuje, że podmiot odbierający odpady komunalne od właścicieli nieruchomości jest zobowiązany do przekazywania zmieszanych odpadów komunalnych, odpadów zielonych oraz pozostałości z sortowania do Regionalnej Instalacji Przetwarzania Odpadów w regionie, w którym zostały one wytworzone. Dlatego właśnie, w świetle ostatnich zmian przepisów, konieczna jest szybka modernizacja i rozbudowa naszej instalacji.

WYTNIJ I ZACHOWAJ Skorzystaj bezpłatnie z PSZOK-u! Gdzie pozbyć się bezpłatnie zbędnego sprzętu AGD i RTV lub starych mebli? Wystarczy przywieźć je do Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych przy składowisku w Sulnówku. Mieszkańcy gminy Świecie mogą z niego korzystać bezpłatnie. W punkcie można zostawić odpady, których nie wolno wrzucać do pojemników, znajdujących się przed naszymi domami:

Odpady dostarczane do MKUOK trafią najpierw na sortownię, gdzie zostanie przeprowadzona część mechaniczna procesu odzyskiwania. Wewnątrz hali technologicznej sortowni zlokalizowane będą, między innymi, punkt rozładunku i wstępnej segregacji odpadów zmieszanych, linia wstępnej segregacji ręcznej, separacja metali, segregacja mechaniczna na sicie bębnowym oraz linia prasowania i belowania surowców. Finalnym procesem technologicznym jest tzw. stabilizacja, czyli kompostowanie wydzielonej frakcji biologicznej w hali kompostowni. Na tym polega – oczywiście w dużym uproszczeniu – proces biologiczny, bez którego nie ma szans na

- odpady wielkogabarytowe (np. meble, okna, drzwi); - zużyty sprzęt elektroniczny i elektryczny; - zużyte baterie i akumulatory; - zużyte świetlówki i żarówki energooszczędne; - zużyte tonery, płyty CD i DVD; - farby; - przeterminowane lekarstwa, chemikalia, detergenty; - gruz po remontach (bezpłatnie - do 2 m3 rocznie na jedną posesję); - odpady zielone. W PSZOK-u w Sulnówku znajdują się też pojemniki na makulaturę, szkło i plastik. Można w nich zostawić posegregowane odpady, gdy w domu np. zabrakło nam odpowiednich worków. Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych przy składowisku w Sulnówku czynny jest we wtorki w godz. 7.30-17.00 i w soboty w godz. 7.30-12.00.

Przedsiębiorstwo Unieszkodliwiania Odpadów Eko-Wisła Spółka z o.o. Sulnówko 74 C, 86-100 Świecie tel.: 52 33 01 980, e-mail: biuro@ekowisla.pl www.ekowisla.pl

32

wrzesień 2013

reklama

Ty też bierz prosty kredyt gotówkowy wystarczy Twój wyciąg z konta Zapraszamy do placówki: Świecie, ul. Duży Rynek 8 zadzwoń

19 000 www.eurobank.pl koszt połaczenia wg stawki operatora

Udzielenie kredytu zależne jest od pozytywnej oceny zdolności kredytowej Wnioskodawcy przez Euro Bank S.A . Dokumentowanie dochodu na podstawie wyciągu z rachunku osobistego dla osób uzyskujących dochód z tytułu umowy o pracę – za ostatnie 3 miesiące lub otrzymujących świadczenia emerytalne/rentowe – za ostatni lub przedostatni miesiąc. Szczegóły oferty, w tym opłaty i prowizje są dostępne na www.eurobank.pl i w placówkach Banku. W przypadku umów zawartych u Pośrednika kredytowego uprawniony jest on na mocy udzielonego mu przez Euro Bank S.A. pełnomocnictwa do zawierania w imieniu i na rzecz Banku umów o pożyczkę i rachunek bankowy oraz wykonywania czynności faktycznych związanych z wymienionymi umowami.

www.oksir.eu


Teraz Świecie - wrzesień 2013